Posts Tagged ‘Donald Trump’

Pomoc byłym członkom SKOK obiecała m.in. Kancelaria Prezydenta, ale po wyborach parlamentarnych zmieniła front. 

Nagłe zmiany prokuratorów, fałszywe komisje, wizyty na ul. Nowogrodzkiej i u ojca Rydzyka – tak wygląda codzienność tych, którzy walczą o odzyskanie pieniędzy i wykrycie sprawców największego przekrętu w historii III RP. Zdaniem byłych członków SKOK Wołomin, obecna władza tkwi w tej aferze po uszy.
  • Byli członkowie SKOK ujawniają kulisy kontaktów z czołowymi politykami PiS
  • W 2015 r. zwrócili się do Jarosława Kaczyńskiego. Ten polecił kontakt z CBA, które odmówiło zajęcia się sprawą
  • Pomoc obiecała Kancelaria Prezydenta, ale tuż po wyborach parlamentarnych zmieniła front. Doradca Dudy: nie mam nic do powiedzenia
  • Ojciec Rydzyk umówił poszkodowanych z Patrykiem Jakim, ale do spotkania nigdy nie doszło
  • Byli członkowie SKOK mówią wprost: działania Ziobry i Ministerstwa Sprawiedliwości sprzyjają organizatorom tej kradzieży

Tak PiS sięga do kieszeni Polaków ❗️#paliwoPlus

Nie tylko cena paliw rośnie: energia, gaz, od 1.07 woda, wcześniej podatek bankowy, wkrótce handlowy. Wszyscy składamy się na .

Prof. Wojciech Sadurski pisze o Trumpie.

Plebs, dowieziony autokarami na Plac Krasińskich i wrzeszczący “Do-nald-Trump!” a chwilę przedtem, w kierunku Lecha Wałęsy „Bo-lek!” i „Precz-zko-mu-ną!”, to był ten sam plebs, choć może pokoleniowo późniejszy, co ten, który wrzeszczał na polskich placach „Po-mo-że-my!” a nieco wcześniej „Sy-jo-niś-ci do Sy-ja-mu!”.

Trump, polityczny trup we własnym kraju, prezydent „cieszący się” najniższą popularnością społeczną od czasu, gdy zaczęto w USA robić na ten temat sondaże, przeczytał z telepromptera ładny esej o historii, napisany przez jakiegoś researchera z Departamentu Stanu, ale jego prawdziwe myśli zaprezentowane zostały, gdy nie miał telepromptera i mówił z głowy. W czasie konferencji prasowej, kompletnie zignorował gospodarza, czyli Andrzeja Dudę i wdał się, w swoim stylu, w małostkowe, przepełnione kompleksami i złością, porachunki z amerykańskimi mediami, a także – co było złamaniem wszelkich kanonów takich wystąpień prezydenckich za granicą, ze swoim poprzednikiem.

Wybrany przez Rosjan, a w każdym razie przy ich walnym wsparciu, Donald Trump starał się rozmyć prawdę, potwierdzoną przez FBI, o zewnętrznym wpływie na wynik wyborów, twierdząc, że poza Rosjanami mogli to robić także jacyś inni ludzie, z bliżej niezidentyfikowanych krajów. Blagierstwo Trumpa na chwilę podjął też Andrzej Duda, skarżąc się, że jakieś media nie relacjonowały jego wizyty w… Chorwacji. W ten sposób stworzył z Trumpem wspólnotę pokrzywdzonych.

Ot, takie było to spotkanie dwóch Prezydentów. Ciekaw tylko jestem, dlaczego ten tłum, wrzeszczący na Placu Krasińskich, nie krzyknął chociaż raz: „Pomóż zdobyć wrak!”. Przecież to był główny powód radości z wyboru Trumpa okazywanej przez PiS i media Karnowskich czy Rydzyka: Trump miał przymusić Putina, by ten zwrócił główny dowód na zamach. Czy Andrzej Duda zdobył się na odwagę, by o tym wspomnieć? Myślę, że znam odpowiedź.

PiS z uporem maniaka manipuluje ws ! trwa! Amber Gold zaczyna być kotwicą dla kłamstw PiSu!

PO zapowiada powołanie parlamentarnego zespołu ds. SKOK-ów

Posłowie PO Izabela Leszczyna i Krzysztof Brejza zapowiedzieli, że jeśli nie powstanie komisja śledcza ds. SKOK-ów, wówczas Platforma jesienią powoła parlamentarny zespół w celu wyjaśnienia – jak podkreślili – m.in. powiązań polityków PiS ze SKOK-ami.

Leszczyna podkreśliła, że marszałek Sejmu Marek Kuchciński wciąż nie poddał pod głosowanie uchwały PO ws. powołania komisji śledczej ds. SKOK-ów. – Co PiS ukrywa w SKOK-ach? To pytanie będziemy zadawać tak długo, aż PiS wreszcie powoła komisję śledczą ws. SKOK Wołomin – zapowiedziała. – Jeśli PiS nie zrobi tego, jesienią powołamy parlamentarny zespół, w którym będziemy wyjaśniać krok po kroku, kto stoi za oszustwami w SKOK-ach, kto odpowiada za tę aferę, kto na niej dorobił się majątku i dlaczego tak wielu oszukanych ze SKOK Wołomin nie może dzisiaj znaleźć pomocy w PiS-ie – dodała Leszczyna.

Posłanka PO zaznaczyła, że w tym tygodniu SKOK-i obchodziły 25-lecie działalności i z tej okazji, dodała, prezydent Andrzej Duda i prezes NBP Adam Glapiński wystosowali listy do Kasy Krajowej. W listach, według Leszczyny, piszą o „szczególnej misji SKOK-ów”. – Chcielibyśmy się dowiedzieć, co to za misja? Bo z pewnością nie jest to tania pożyczka dla biednych, bo kredyty w SKOK-ach oprocentowane są o wiele wyżej niż w bankach – zaznaczyła posłanka. – Jeśli prezes NBP pisze do Kasy Krajowej, notabene do prezesa, który nie ma pozytywnej opinii KNF-u, żeby tę funkcję piastować, że będzie wspierał SKOK-i, to zaczynamy się bardzo niepokoić, czy Bank Centralny w Polsce jest rzeczywiście bankiem niezależnym, niepodlegającym wpływom politycznym – dodała Leszczyna.

Brejza podkreślił, że PO niepokoi „umacnianie się pozycji w państwie i instytucjach”. – Zwłaszcza odpowiedzialnych i związanych z władzą sądowniczą – mówił. Jak dodał PO niepokoi również wzrost wpływów SKOK-ów w Trybunale Konstytucyjnym. Według polityka PO część sędziów Trybunału, w tym Henryk Cioch i Lech Morawski „to osoby powiązane z systemem SKOK”.

– To jest bardzo niebezpieczne, biorąc pod uwagę chociażby fakt, że krótko po wygranych wyborach przez PiS prokuratura umorzyła sprawę SKOK-ów – mówił Brejza. Jak dodał w sprawie SKOK-ów badane były różne wątki, m.in. założenie przez obecnego senatora PiS Grzegorza Biereckiego spółki holdingowej w Luksemburgu. – Środki z systemu SKOK zaczęły płynąć szerokim strumieniem do spółki w Luksemburgu – wskazał.

– SKOK-i każdego dnia padają, system ten jest niewydolny, a senator Bierecki z klubu PiS zarobił w ostatnich latach 50 mln zł, jest krezusem. To są wpływy niemalże magnackie – ocenił Brejza.

Poseł PO zapowiedział, że parlamentarny zespół ds. SKOK-ów będzie „wnikliwie zbierał materiały”. – Podejmujemy to wyzwanie panie prezesie Kaczyński, panie senatorze Bierecki – podkreślił Brejza. – Mówi się, że istnieje nienazwany, nieformalny klub posłów SKOK-ów. To są posłowie PiS finansowo związani ze SKOK-ami, posłowie, którzy reprezentują też interesy SKOK-ów. My to wszystko wyjaśnimy – dodał.

Według Brejzy z pożyczek branych w SKOK-ach sfinansowana została m.in. działalność Amber Gold. – Tych związków pomiędzy Amber Gold a SKOK-ami jest znacznie więcej, podejmujemy to wyzwanie. Wyzwanie ujawniania prawdy na temat SKOK-ow. Prawda wyjdzie na jaw – powiedział.

TAKIEJ AFERY NIE WOLNO ZAMIATAĆ POD DYWAN. TO BĘDZIE POCZĄTEK KOŃCA PiS

A Nowoczesna już powołała zespół parlamentarny ds. SKOK-ów.

– Powołujemy zespół ds. wyjaśnienia sprawy SKOK-ów. Podpisało się już 22 posłów, ale lista jest otwarta. Liczymy na to, że do zespołu dołącza też posłowie i senatorowie PiS. Im szczególnie, jeśli chcą mieć czysta kartę, powinno zależeć na tym, by tę sprawę wyjaśnić – poinformował Paweł Pudłowski na briefingu w Sejmie.

Waldemar Mystkowski pisze o Lechu Wałęsie, który z nim będzie uczestniczył w kontrmiesięcznicy 10 lipca.

Blady strach PiS z powodu Wałęsy

Na obóz rządowy padł blady strach z powodu udziału w kontrmiesięcznicy Lecha Wałęsy. Nie mają dobrego sposobu, jak zapobiec temu, aby nie wziął w niej udziału laureat pokojowej Nagrody Nobla i ikona walki o niepodległość. Już nie wystarczą seanse nienawiści, jak na placu Krasińskich podczas przemówienia Donalda Trumpa, gdy zwieziona gawiedź pisowska reagowała „Bolkiem” na pojawienie się Wałęsy i wymienienie jego nazwiska przez Trumpa.

Orwella stosuje się w TVP i planowany jest na czasy, gdy naród zostanie chwycony za twarz. Ten sposób nie zadziała teraz, bo Wałęsa nie jest strachliwy, jak prezes Kaczyński.

Rozważany jest wariant z niedopuszczeniem Wałęsy do Krakowskiego Przedmieścia. Ochrona BOR – na rozkaz pisowskiego ministra Błaszczaka bądź jego zastępcy Zielińskiego – może dostać sygnał, że Wałęsa jest zagrożony i mogą wynieść go w trakcie zbliżenia się do miejsca protestu lub już z Krakowskiego Przedmieścia. Odbyłoby się to wbrew woli Wałęsy i miałoby cechy aresztu domowego – już przerabiano ten schemat na poprzedniej miesięcznicy – a nawet można byłoby określić takie działanie chwilowym internowaniem.

Inny wariant to wyniesienie Wałęsy „siłami społecznymi”, tj. deklarującymi się Karolem Guzikiewiczem ze związkowcami. Podobno akces zgłosili też kibole Arki Gdynia, którzy nie powrócą po meczu o Superpuchar z Warszawy, by zostać do pomocy Guzikiewiczowi. Chęć także zgłosili narodowcy byłego księdza Międlara z Wrocławia. Wówczas policja musiałaby się wycofać i pozwolić „działać” tym ormowcom związkowo-kibolsko-endeckim. Przerabiano to w Radomiu wobec KOD-u. Ale kontrmiesięcznica to jednak zupełnie inna półka.

W tym wariancie opanowanie chaosu może grozić skutkami najgorszymi. Rozpatrywany jest wariant klasyczny, typowo pisowski, bo stosowany przez wszelkie reżimy: prowokatorzy wmieszani w tłumy protestujących. Prowokatorzy zawodowi i prowokatorzy, których PiS powtykał wcześniej w niezależne stowarzyszenia, jak komuniści w „Solidarność” w latach 80-tych. Prowokacje mogą być różne, a podstawowa to przemoc, wówczas policja rozpędza protestujących, nie bacząc na Wałęsę i Frasyniuka.

PiS ucieknie się do zastosowania któregoś ze scenariuszy, a może do jakiejś hybrydy, acz nie przeceniałbym subtelności Błaszczaka i Zielińskiego, to chodzące deficyty, więc raczej walną rozwiązaniem z grubej rury. Kontrmiesięcznice rosną w siłę, bo to nie tylko członkowie Obywateli RP.

Nie znam zbyt dobrze tej nowej ustawy o zgromadzeniach cyklicznych. Obywatele RP cyklicznie wszak gromadzą się w kontrmiesięcznicach. Prawnicy niech wezmą pod rozwagę: kto ma prawo do cykliczności? Ci, którzy gromadzą większe tłumy, a tak jest z Obywatelami RP i innymi, czy siedmioletni żałobnicy smoleńscy, którzy z różańcami w ręku pomylili kościoły z Krakowskim Przedmieściem?

>>>

Reklamy

NIE MA TO JAK NAROBIĆ DO WŁASNEGO GNIAZDA NA OCZACH CAŁEGO ŚWIATA

Tylko jeden tekst – Waldemara Mystkowskiego o wizycie Trumpa w Polsce.

Trumpa już nie ma – jest PiS na karku

Polskę odwiedził najbardziej pisowski prezydent USA Donald Trump. Nie zawiódł partii Kaczyńskiego, ale też nie będą popadać w euforię, bo tę wizytę trzeba czytać w hamburskim kontekście, gdzie na szczycie G20 Jankes spotka się z wielkimi tego świata. Miny w Polsce więc mogą zrzednąć i na pewno tak się stanie.

Krótka wizyta, a mimo wszystko da się podzielić na 3 części. Pogadał sobie Trump z Andrzejem Dudą przed obrazem Matejki „Upadkiem Polski”. Nie była to rozmowa z cztery oczy, bo Reytan rozdzierał swoje szaty i miał powód. Trump na ten moment zamienił się w akwizytora, który sprzedał amerykański gaz. Co samo w sobie nie jest złe, ale to nie ten szczebel na handel.

Druga część wizyty dotyczyła Inicjatywy Trójmorza, która to koncepcja jest politycznym science-fiction, bo co może połączyć kraje tego regionu? Są już w Unii Europejskiej, w NATO, a jakieś przedsięwzięcia przeciw Brukseli, Berlinowi bądź Paryżowi są niemożliwie.

Mogą uprawiać tylko „austriackie gadanie” – wszak te kraje mają wspólną przeszłość w organizmie Austro-Węgier, po których dzisiaj pozostała dobra literatura, muzyka i browar w Żywcu. Zresztą Węgry jako tytularny składnik zawsze się wyłamywały i tak też teraz zrobiły, Orban podpisał umowę na gaz z rosyjskim Gazpromem. Węgry mogą się tłumaczyć, że leżą nad czwartym morzem – Balatonem (a może nawet nad modrymi falami Dunaju), Trójmorze więc ich nie dotyczy.

I przechodzimy do części trzeciej, czyli przemówienia Melanii i Donalda Trumpów na placu Krasińskich. Możliwe, że prezydent USA po to dzień wcześniej przyleciał przed szczytem G20, żeby dogodzić swemu upadającemu wizerunkowi i Melanii. Ponoć to pierwszy przypadek, gdy na tournee przed prezydentem USA przemawia jego druga połowa. Jest jednak wytłumaczenie: „tonący macho brzytwy się chwyta (tj. Melanii)”.

Rzadko na wargach pisowców zrobiło się, gdy Trump wymienił nazwisko Lecha Wałęsy. Ponadto usłyszeliśmy bodaj to, co dla nas w tej wizycie winno być najważniejsze: gwarancje wynikające z punktu 5 traktatu waszyngtońskiego, iż członkowie NATO stają w obronie zaatakowanego, wszyscy za jednego, jeden za wszystkich, tj. USA robią wówczas za gaskończyka d’Artagnana.

Trump wyjechał, a my zostajemy z PiS na karku – tego garbu roszczącego sobie pretensje do totalitaryzmu trzeba się pozbyć.

JEST PROPOZYCJA Z NOWOGRODZKIEJ. ALE JEST JEDNO „ALE”…

>>>

Monika Płatek udzieliła koduj24.pl bardzo ważnego wywiadu.

To tacy ludzie jak Frasyniuk i Wałęsa, a nie Kaczyński, poświęcając swoją wolność, doprowadzili do przemian – mówi prof. Monika Płatek w rozmowie z Magdą Jethon.

Magda Jethon: Zdaniem profesora Wojciecha Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”. Zgadza się Pani z taką opinią?

Monika Płatek: Nie, całkowicie się nie zgadzam. Nie mamy do czynienia z ignorantami, tylko z ludźmi, którzy konsekwentnie realizują swój program. W tym programie jest Bóg, honor, ojczyzna, kobieta w domu, mężczyzna „rządzi”. Stanowiska obejmują tylko ci, którzy są wierni PiS. To jest jedyne kryterium uznania i kwalifikacji.

– Czyli nie ignoranci, tylko szczwane lisy, które udają ignorantów?

– Nie, również nie szczwane lisy, tylko wierni członkowie, którzy bezrefleksyjnie przyjmują do wiadomości racje, jakie im przedstawia PiS.

-Jeżeli minister Błaszczak w sposób nieuprawniony porównuje działania Obywateli RP na Krakowskim Przedmieściu do pobicia przez Młodzież Wszechpolską w Radomiu działacza KOD-u, to minister wierzy w to, co mówi, czy udaje, że wierzy?

– Pan minister Błaszczak jest bardzo sprawnym politykiem, który zdaje sobie sprawę z tego, że sto razy powtórzone kłamstwo może uchodzić za prawdę.

– Czyli szczwany lis.

– Nie, wytrawny polityk, który wie, że przy odpowiedniej narracji, czterech młodych ludzi kopiących jednego niewinnego człowieka może uchodzić za tych, którzy się bronią. Przecież gdyby kopanego tam nie było, nie musieliby go kopać.

– Profesor Sadurski powiedział też, że to, co dzieje się w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu, a Jarosław Kaczyński „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

– Bardzo cenię prof. Sadurskiego, lubię go też jako człowieka, ale całkowicie nie zgadzam się z jego diagnozą. Profesor jest wybitnie mądrym człowiekiem i jego oceny są zazwyczaj błyskotliwe i właściwe, ale w tym momencie się myli. Od lat mieszka w Australii i być może ma stamtąd inną perspektywę. Jarosław Kaczyński po wielu latach wytrwałej pracy zbudował sobie polityczne zaplecze i siłę, która pozwoliła mu osiągnąć władzę. I tej władzy łatwo nie odda. Należy zauważyć, że to, co się stało nie jest przypadkiem, tylko wynikiem długiego procesu. Niedostrzeganie tego, że przez te osiem ostatnich lat przygotowywaliśmy mu teren do obecnych praktyk, jest błędem.

– Na początku lat 90-tych mówiliśmy, że żyjemy w czasach transformacji, bo przechodzimy z ustroju socjalistycznego w demokratyczny. Dziś jesteśmy świadkami fundamentalnych zmian, a więc też żyjemy w czasach transformacji tylko w odwrotną stronę?

– Nie, to jest ciągle ten sam proces. Niestety, to, co teraz obserwujemy jest wywołane nierównomiernym przebiegiem transformacji. Mamy niesamowity skok cywilizacyjny w dziedzinie ekonomii, technologii, ale nie nadążyliśmy z emocjami, z poczuciem godności i własnej wartości. To nam się nie udało.

– Może sprawy pozamaterialne nie są dla większości ważne? Łatwo zauważyć, że dziś przegrywają ci, którzy starają się przestrzegać pewnych zasad, bo „lud” czuje się niedobrze z zasadami, „lud” nie potrzebuje zasad.

– To nieprawda. „Lud” potrzebuje zasad, tylko niekoniecznie się orientuje, że są one brutalnie łamane… Niestety, niszczenie podstaw państwa prawa, te straty, te szkody, które w tej chwili są dokonywane, będą bardzo trudne do odrobienia. Natomiast nie można mieć pretensji do zwykłej obywatelki czy obywatela, że nie widzi, nie rozumie i nie identyfikuje się ze stratami, jakie ponosimy na przykład na płaszczyźnie niszczenia państwa prawa, demontując trójpodział władz.

– „Lud” może nie mieć pojęcia, że istnieje trójpodział władz. Nie tak trudno jednak zauważyć, że kiedyś w TK mogły zasiadać tylko osoby o nieposzlakowanej opinii i z istotnym dorobkiem, takie były zasady, dziś już są niepotrzebne…

– Są potrzebne, ale to znów nie jest takie proste. W USA teraz rekordy popularności bije musical pt. „Hamilton”, który opowiada o powstawaniu Stanów Zjednoczonych. Ameryka potrzebowała 50 lat, żeby zapadł pierwszy wyrok w Sądzie Najwyższym, według którego to właśnie Sąd Najwyższy rozstrzyga, co jest, a co nie jest zgodne z Konstytucją. Stany Zjednoczone doszły do tego po potwornej wojnie pomiędzy Południem a Północną. My doszliśmy do tego bez jednego wystrzału i mamy tylko za sobą dwadzieścia kilka lat. Nie mam żadnej wątpliwości, że za jakiś czas ci, którzy dzisiaj niszczą kraj, niszcząc trójpodział władz, a tym samym i kulturę prawną, wciąż słabą, ale już w jej zarodkach stworzoną, ci będą na liście hańby raczej niż chwały. Natomiast zachodzący proces wymaga dla jego zrozumienia, a potem odrobienia – czasu.

– A jednak sporej grupie ludzi nie przeszkadza ani Julia Przyłębska i jej kiepskie kwalifikacje, ani Mariusz Muszyński, który zataił swoje powiązania z wywiadem, ani Lech Morawski, który zadeklarował w Oksfordzie, że jako sędzia TK reprezentuje obecny rząd, ani to, że Andrzeja Zielonackiego byłe klientki oskarżają o oszustwo i wprowadzanie w błąd. Nie ma problemu?

– To nie jest tak. Kowalski i Kowalska nie widzą dzisiaj „przełożenia” tego, co się dzieje w Trybunale Konstytucyjnym na ich codzienne życie. Ale w momencie, kiedy Kowalski czy Kowalska będą mieli to nieszczęście, że wjedzie w nich samochód pani premier czy pana Morawskiego, to znajdą się w sądzie jako obwinieni tylko dlatego, że to była pani premier czy pan Morawski (tak na marginesie – wygląda na to, że jest sędzią TK po to, żeby uniknąć sprawy karnej za spowodowanie wypadku na autostradzie). Wtedy zrozumieją, że rzeczywiście jest problem, bo zajdzie obawa, że nie mogą liczyć na niezależny sąd wskutek rozmontowania trójpodziału władz i jego praktycznego uzależnienia od pana Ziobry w roli ministra sprawiedliwości.

– Zanim tego doświadczą, może być za późno…

– To trudne procesy, a prawnicy, politycy, dziennikarze nie są skłonni, by ułatwić Kowalskiemu i Kowalskiej zrozumienie sytuacji. Za rzadko przekładamy to, co się dzieje na poziomie Konstytucji na codzienność. Nie dziwi więc mnie to, że ludzie nie dostrzegają powagi sytuacji. Widzą kraj pozornie normalny, chodzimy po ulicy, mówimy krytycznie o rządzie i na razie nikt nie wali w nasze drzwi i nie wsadza nas do więzienia.

– Czyli tylko wstrząs może coś zmienić? To może potrwać, zanim do niego dojdzie…

– Może uda się bez wstrząsów. W końcu mamy demonstracyjne miesięcznice i bardzo wyraźną reakcję ludzi świadomych, którzy widzą, że to, co się dzieje jest łamaniem podstaw państwa prawa.

– Najbliższa miesięcznica już za kilka dni, swój udział zapowiedzieli Lech Wałęsa i Władysław Frasyniuk, na Facebooku gorąco, może się okazać, że będzie bardzo dużo ludzi. Nieposłuszeństwo obywatelskie z punktu widzenia prawa to jednak jego łamanie.

– Nie, nieposłuszeństwo obywatelskie jest szlachetną demonstracją niezgody na łamanie podstaw zasad państwa prawa nawet za cenę okazania nieposłuszeństwa wobec niekonstytucyjnych przepisów. Co i tak może zostać uznane za złamanie prawa.

– Można za to być ukaranym?

– Ci ludzie, którzy w sposób dramatyczny, nie mając innych instrumentów, innych możliwości walki o przestrzeganie konstytucyjnych zasad państwa prawa, decydują się na heroiczny gest w postaci złamania przepisów, które są sprzeczne z treścią, literą i duchem obowiązującej Konstytucji narażają się na odpowiedzialność. Nie musi do niej dojść, ale nie można jej wykluczyć. Sens instytucji nieposłuszeństwa, zwanego obywatelskim, znaczy, że szanując obowiązujące prawo, nie godzimy się na pewne przepisy z tego względu, że są one sprzeczne z przepisami wyższymi, z Konstytucją. Moim zdaniem to, co odróżnia polską sytuację od sytuacji historycznych to fakt, że w Polsce mamy podstawy prawa oraz Konstytucję, którą szanujemy. Sprzeciw więc dotyczy naruszania i lekceważenia Konstytucji przez organy powołane do jej przestrzegania i ochrony. Prezydent, sejm, rząd w sposób demonstracyjny łamią Konstytucję, ignorują, i wykraczają przeciwko Konstytucji. W tej sytuacji ludzie, którzy protestują, to grupa heroicznych obywateli, którzy się na to nie godzą. Często są to ci sami ludzie, którzy protestowali w 1982 r. w stanie wojennym; mają wyczucie i pełną świadomość. Oczywiście – protestując, liczą się z tym, że naruszają obowiązujące przepisy kodeksu wykroczeń i że w związku z tym mogą być za to ukarani.

– Protestujący mówią, że władza łamie prawo, a władza mówi, że to protestujący łamią …

– Władza mówi o przepisach wprowadzonych z pogwałceniem Konstytucji , które mają ją uprzywilejować, postawić ponad Konstytucją, ograniczając swobodę demonstracji poglądów dla władzy niewygodnych; protestujący mówią, że to wbrew Konstytucji i tu mają rację.

– Kto to może rozsądzić? W oczach zwykłego obywatela nie wygląda to prosto: grupa obywateli opozycyjnych mówi, że rządzący łamią prawo, a rządzący przekonują, że gdyby zrobili tak, jak tego domaga się opozycja, to dopiero wtedy złamaliby prawo.

– Dzisiaj może to rozsądzić zwykły sąd rejonowy, raczej nie TK. Ten najczęściej orzeka w składzie, zagrażającym nieważnością orzeczeń. Ma to miejsce, gdy w składach orzekających występują sędziowie dublerzy, którzy de facto sędziami nie są. Wyroki, które zapadają z ich udziałem są wyrokami, ale ze względu na to, że zapadają w niewłaściwym składzie nie mają mocy prawnej. I to jest oczywiście problem. Natomiast sądy rejonowe, które rozpatrują sprawy nieposłuszeństwa obywatelskiego mogą bezpośrednio korzystać z litery prawa i Konstytucji, biorąc pod uwagę naturę naruszenia. Tam, gdzie nie ma szkody, nie ma wykroczenia. Tam, gdzie społeczna szkodliwość czynu jest znikoma, tam nie ma przestępstwa. Protestujący nie mają intencji naruszania porządku prawnego. Protestują przeciwko jego naruszaniu przez władzę. Robią to w sposób wolny od agresji i pokojowy. Mamy do czynienia z subtelną sytuacją, w której prawo dotyczące zgromadzeń publicznych zostało tak zmienione, że uprzywilejowuje „swoich”. Konkretnie chodzi o marsze, miesięcznice, które organizuje szef partii PiS i marsze, które organizują grupy Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Czyli mamy prawo, które jest w istocie w kontrze do litery i ducha konstytucyjnego prawa organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Nie można, zgodnie z zasadami prokonstytucyjnej, poprawnej legislacji tworzyć prawo, które chroni interesy i prawo do zgromadzeń grup, hołubionych przez władzę kosztem reszty społeczeństwa.

– Czy w takim razie nieposłuszeństwo Obywateli RP to nie jest prosty sprzeciw wobec władzy, tylko coraz bardziej umiejętne korzystanie z praw i wolności obywatelskich, gwarantowanych przez Konstytucję państwa demokratycznego?

– Tak. Obywatele RP na swoich stronach wyraźnie piszą o tym, co robią i dlaczego. Oni nie protestują przeciwko władzy. Demonstrują w imię ochrony zasad i standardów wyrażonych w Konstytucji. W trakcie miesięcznic sprzeciwiają się prawu, które faworyzuje „swoich”. Wbrew oficjalnym zapowiedziom, demonstracje nie służą upamiętnieniu ofiar. Jak długo może trwać żałoba? I jeśli to jest żałoba, to dlaczego w jej trakcie dochodzi do wyzwisk, lżenia ludzi uznanych za niepodzielających poglądów PiS? Dlaczego uprawia się nienawistne dzielenie ludzi i obrzucanie obraźliwymi, przemocowymi hasłami myślących inaczej? Nie chodzi o to, że Obywatele RP mają tego po prostu dość. Chodzi o to, że rozumieją szkodliwość takiego procederu i kierując się troską o wspólnotę, demonstrują przeciwko praktykom wykorzystywania tragicznego wypadku do celów politycznych sprzecznych z zasadami demokratycznego państwa prawa.

– Jeżeli Obywatele RP czy obywatel w ogóle ma prawo do nieposłuszeństwa, a policja ma prawo sprzątnąć go z drogi, to w razie nieszczęśliwego wypadku, kto ponosi odpowiedzialność? Kto jest winny?

– To jest bardzo ciekawe pytanie. To nie jest tak, że obywatele mają prawo łamać prawo. Obywatele czynią to, co czynią, aby podporządkować się prawu.

– ?

– Jeżeli się decydują na sprzeciw nie po to, by okazać lekceważenie prawa, tylko po to, by okazać szacunek dla wartości konstytucyjnych, które ich zdaniem są naruszane, to w demokratycznych warunkach mogliby liczyć na sprawiedliwy, obiektywny osąd. Nie wiem, czy dzisiaj możemy na taki osąd liczyć. Mówiąc to, mam na myśli Gandhiego, który w pewnym momencie powiedział: nie uznajemy prawa oprawców, którzy zajęli nasz kraj, sprzeciwiamy się temu, ale sprzeciwiamy się w sposób pokojowy. Ten element trzeba tutaj bardzo wyraźnie podnieść – Obywatele RP zdecydowanie nie posługują się przemocą ani w słowie, ani w czynie. W związku z tym policja ma obowiązek zadbać przede wszystkim o to, żeby nie dochodziło do popełnienia przestępstw czy zachowań, które mogłyby eskalować przemoc. Policja również nie ma prawa używać przemocy ani zachowywać się w sposób zagrażający zdrowiu i życiu ludności. Ma więc obowiązek, zachowując się profesjonalnie, działać tak, by unikać nieszczęśliwych wypadków.

– Zbliża się 10 lipca, z czym musi się liczyć nieposłuszny obywatel, który przybędzie na Krakowskie Przedmieście?

– Miesiąc temu policja wykazała się z jednej strony profesjonalizmem, ponieważ w sposób bardzo grzeczny przeniosła ludzi w miejsce, które pozwoliło maszerującym na przejście. Z drugiej – brakiem profesjonalizmu, zatrzymując tych ludzi na dłużej niż to było potrzebne. Mam nadzieję, że tym razem zachowa się profesjonalnie, minimalizując ewentualne szkody.

– Tym razem będzie pewnie więcej protestujących, sytuacja może być nieprzewidywalna.

– To prawda. Ostatnio zorganizowałam wiec, aby przypomnieć, że Fryderyk Chopin był uchodźcą, Maria Skłodowska-Curie była emigrantką i że rząd jest zobowiązany, jeśli już nie stać go na uczciwy ludzki odruch wspólnoty, solidarności i chrześcijańskiej pomocy, do wypełnienia zobowiązań prawnych i przyjęcia uchodźców, choćby tej garstki, którą Polska zobowiązała się przyjąć. Miałam obawy, co się stanie, jeżeli przyjdą nieodpowiedzialni, agresywni ludzie, pewnie nie zawsze świadomi, ale powielający najgorsze wzorce z przeszłości i zaatakują wiecujących. Oczywiście była grupa przeciwników, ale to nie policja z nimi dyskutowała, ale zgodnie z prawem ja – jako organizatorka wiecu. Policja zaś była obecna i była na medal. Po manifestacji policjanci dziękowali mi, a ja im. Policjanci, a przynajmniej większość z nich, to nie są ludzie nastawieni na bicie ludzi i łamanie reguł. Im też zależy na pozytywnej ocenie, także w oczach zwykłych obywateli.

– Obywatelskie nieposłuszeństwo to nie jest zjawisko nowe. Przypomnę, że w Polsce istnieli wybitni przedstawiciele ruchu obywatelskiego nieposłuszeństwa, np. Tadeusz Rejtan, czy Jacek Kuroń, ale to ma swoją cenę…

– …Możemy wskazać też Piłsudskiego, na którego się tak bardzo chętnie wszyscy powołują. To również był nieposłuszny obywatel, którego wysłali na Sybir właśnie za nieposłuszeństwo obywatelskie. W tej grupie jest też Lech Wałęsa, Adam Michnik, Karol Modzelewski, Henryk Wujec i inni także Władysław Frasyniuk. Ich nieposłuszeństwu zawdzięczamy wolność po 1989 roku. Zapłacili więc – dosłownie – za swoją i naszą wolność – bardzo wysoką cenę. I jest niezwykłym, chichotem historii, że pan Władysław Frasyniuk, jest znów traktowany jako oskarżony. To demaskuje zawiść aspirujących bez szans do wielkości. Wodzowskie zapędy pana Kaczyńskiego realizują się kosztem niszczenia kapitału kulturowego i państwa prawa. I choć dla nas wszystkich jest to groźne, nie chroni rządzących przed śmiesznością i ukazuje ich słabość. Słabością jest bowiem próba zanegowania istnienia i pozycji Wałęsy, który jest – wbrew staraniom, by zniszczyć jego reputację – niekwestionowanym przywódcą wolnościowego zrywu Solidarności. Słabością i małością jest też próba deprecjonowania roli wspaniałych ludzi, takich jak Frasyniuk, tylko dlatego, że to oni, a nie pan Kaczyński i jego brat, poświęcając swoją wolność i okazując niezłomność doprowadzili do przemian, których żadne gadanie o „kraju w ruinie” nie podważy. Niszczenie tego dorobku z niskich pobudek żądzy autorytarnej władzy jest niestosowne. I jeżeli pan Kaczyński myśli, że się w ten sposób wypromuje na wodza i dorówna Wałęsie czy Frasyniukowi, to się myli. Wystarczy popatrzeć na historię tak stwarzanych wodzów i na to, co się dzieje z nimi i ich pomnikami.

-…wrócę do Rejtana czy Jacka Kuronia, których obywatelskie nieposłuszeństwo, przyniosło odmienne rezultaty – nieposłuszeństwo Rejtana nie zapobiegło upadkowi Rzeczypospolitej, a nieposłuszeństwo Kuronia przyspieszyło przemiany ustrojowe w Polsce. Czyli warto?

– Ja nie wiem czy warto, musiałaby pani zapytać Michnika, Wałęsę, Modzelewskiego, Frasyniuka, Wujca… Czy oni uważają, że warto było poświęcić wiele lat ze swojego życia i swoich wolności, żeby przeżywać to, co przeżywają w tej chwili. Nie mogę na tak postawione pytanie odpowiedzieć, bo to nie ja zapłaciłam swoją wolnością za to, że dziś Polacy mają Konstytucję z 1997 roku, a po 1989 roku wolność, demokrację, poczucie godności i wartości własnej, za to, że jesteśmy w Unii Europejskiej. Natomiast tu nasuwa się inne pytanie, czy można było to osiągnąć inaczej? Prawdopodobnie bardzo wielu ludzi powie, że tak. Szkolnictwo, sądownictwo, rządy parlamentarne – to wszystko wymaga przemian. I można się na to zgodzić. Jednak przemian, a nie niszczenia, jakie się obecnie dokonuje. Nawet cholery nie leczy się dżumą. Na pewno sposób, w jaki się w tej chwili prowadzi zmiany, nazywając je reformami, które de facto są podkopywaniem podstaw państwa prawa, nie mogą, z definicji, doprowadzić do tego, abyśmy byli społeczeństwem rozwijającym konstytucyjną demokrację; otwartym, wolnym od dyskryminacji społeczeństwem ludzi mądrych, szczęśliwych, wykorzystujących swój potencjał. To wszystko możliwe jest tylko w państwie demokratycznym, którego zasadą jest przestrzeganie praw człowieka, równowaga władz i kontrolowanie działań władzy. Wymaga to gwarancji i tego, że gdy Kowalski idzie do sądu, to ma pewność, że sędzia będzie sądził według własnej wiedzy i prawa, a nie według obawy, że się musi liczyć ze zdaniem Ziobry, Warchoła i Kaczyńskiego. Jeśli sędzia będzie się musiał z nimi liczyć, to Kowalski, licząc na sprawiedliwość może się przeliczyć i sprawiedliwości nie doczekać.

Takie coś… Jak to rozumieć?

Waldemar Mystkowski pisał w przedzień wizyty Donalda Trumpa w Warszawie.

Wałęsa, Trump i piąty element

Kto może powstrzymać Wałęsę? – zastanawiają się na portalu oko.press. Pojawiła się nowa okoliczność, która rozszerza zasadność pytania: przed czym i przed kim Lech Wałęsa miałby być powstrzymany?

Jeszcze wczoraj powstrzymanie Wałęsy dotyczyło jego uczestnictwa w kontrmiesięcznicy smoleńskiej, a w zasadzie miesięcznicy, bo Wałęsa wg swego idiomu – nie chcę, ale muszę – zamierzał wmieszać się w tłum uczestników miesięcznicy i swoją obecnością protestować. Być za, a nawet przeciw.

Doszedł jednak nowy element, którego powstrzymać PiS nie zdoła. Można nazwać go popkulturowym piątym elementem, który przeniesiony na grunt polskiej polityki da się zdefiniować:„obrona Polski poprzez miłość do niej przed złem, jakim jest PiS”. Piątym elementem jest miłość – w wypadku Wałęsy jest to miłość do wolnej Polski.

Okazać piąty element Wałęsa może w zdarzeniu, które PiS zaskoczyło. Mianowicie Amerykanie zabiegali o to, aby Lech Wałęsa uczestniczył w spotkaniu z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Warszawie na pl. Krasińskich. Wałęsa – podejrzewam, że z powodu piątego elementu – wyraził zgodę. Będzie znajdował się w loży VIP wraz z liderami państw Trójmorza.

A to znaczy, że dwóch prezydentów Polski reprezentowało będzie nasz kraj. Ten drugi to aktualnie urzędujący dla przypomnienia: Andrzej Duda. Jankesi w przypadku Dudy złamali protokół, gdyż ten nakazuje, iż przemawiają prezydenci: zaproszony i zapraszający. Amerykanie uznali, że nie będą bawić się w polityczne trele-morele, Duda nie będzie przemawiał i basta.

Acz nie byłbym pewien, czy prezydent RP nie zajmie głosu, bo znając Lecha Wałęsę, może zastosować wspomniane wyżej: „Nie chcę, ale muszę”.

Trump w przemówieniu ma wspomnieć Wałęsę i jego zasługi dla wolności w naszym regionie. Raczej nie zostaną wymienione zasługi Jarosława Kaczyńskiego, bo ten nawet zaspał na początek stanu wojennego. Na tym nie koniec, ponoć Trump chce odbyć rozmowę tete-a-tete z Wałęsą. Trump ma zszargany wizerunek w krajach zachodnich i u siebie, podreperować go może rozmowa z Wałęsą, bo nie z Dudą.

Napiszę jeszcze inaczej. Dyplomacja amerykańska to przeciwieństwo naszej obecnie obowiązującej waszczykowszczyzny-szwejkowszczyzny. Decyzja o wizycie Trumpa w Polsce zaskoczyła wszystkich. Może doradcy Trumpa wpadli na przewrotny pomysł, iż ten odbuduje swoje wizerunkowe ruiny spotkaniem z ikoną walki o wolność – Wałęsą, wykorzystując do tego Dudę?

To trzeba wziąć pod rozwagę. Wszak Wałęsa ma charyzmę, a Duda w perspektywie Trybunał Stanu. Otrzymujemy też odpowiedź na pytanie: co może powstrzymać Wałęsę w udziale w kontrmiesięcznicy? Nikt, bo Wałęsa ma piąty element, a Duda bezsenne noce – na jego miejscu bym nie spał, tylko martwił się.

DWIE REAKCJE. DUMA DUDY KONTRA REFLEKSJA TRUMPA. CZY POTRZEBNY LEPSZY KOMENTARZ? 

>>>

CIEKAWE JAKA PODCZAS PRZEMÓWIENIA BĘDZIE POGODA? KTOŚ WIE CZY BĘDZIE WIAŁO?

PiS wprowadza do szkół katechezę seksualną

Jest źle z edukacją seksualną w Polsce, a będzie jeszcze gorzej. Takie wnioski nasuwa lektura nowej podstawy programowej do „Wychowania do życia w rodzinie” przygotowanej przez MEN, a wprowadzanej przez PiS przy okazji likwidacji gimnazjów i drastycznej reformy edukacyjnej. Właściwie należałoby mówić o „nieoficjalnej koalicji z hierarchami Kościoła rzymskokatolickiego”, jak zauważa portal naTemat. Przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie” w wersji zaproponowanej przez PiS to nic innego, jak watykańska inżynieria społeczna. Dzieci i młodzież mają chłonąć w szkole – jeśli spojrzeć na to realistycznie – oficjalną ideologię obcego państwa wyznaniowego.

Właśnie nasycenie ideologią podstaw programowych przedmiotu głęboko niepokoi specjalistów. Szkoła ma „wzmacniać proces identyfikacji uczniów z własną płcią”. Tymczasem „identyfikacja płciowa jest sprawą wewnętrzną człowieka, a nie społeczną. Uważam, że do zadań szkoły nie należy jej ocenianie ani próby wpływu na jej kierunek” – ocenia ginekolog dr Grzegorz Południewski, w rozmowie z dziennikarzami „Gazety Wyborczej”. „Wzmocnienie procesu identyfikacji z własną płcią” to wzmacnianie polaryzacji płci i nieuwzględnianie perspektywy gender, czyli inaczej mówiąc, wzmacnianie stereotypów na temat męskości i kobiecości. Myślę, że bardzo wiele młodych osób zupełnie się w tym nie odnajdzie” – zaznacza z kolei Aleksandra Józefowska, koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton.

Podstawa programowa zwraca też uwagę na prawo do życia, jak określono – „od poczęcia do naturalnej śmierci”. Tak sformułowane prawo do życia jest bardziej etycznym hasłem niż pojęciem biologicznym zaznacza dr Południewski. – „Fałszywe identyfikowanie zapłodnienia z ludzką egzystencją stoi w sprzeczności z zjawiskami biologicznymi, gdyż na tym etapie wiele zarodków jest naturalnie eliminowanych, a medycyna od zawsze walczy z naturalną śmiercią i na tym polega jej sens” – wyjaśnia specjalista. Uważa, że program szkolny nie powinien się tym zajmować. Mówi wprost: „Jest to po prostu wciskanie katolickiego oglądu na życie” pod płaszczykiem szkolnej misji edukacyjnej.

Włos na głowie specjalistom podnosi też to, że dzieci powinny uczyć się o naturalnym planowaniu rodziny oraz naprotechnologii (!). Punkt 6. podstawy stwierdza bowiem: uczeń zna różnice między antykoncepcją a naturalnym planowaniem rodziny, zapłodnieniem in vitro a naprotechnologią. Ta ostatnia, stawiana obok metod in vitro służy zapewne nadaniu jej naukowego sznytu… Młodzi ludzie mają być zatem przekonywani do pseudonauki, która nie ma nic do zaoferowania części niepłodnych kobiet i niepłodnym mężczyznom. Chyba uczciwsze byłoby już lansowanie podejścia biskupa Wątroby, według którego ciążę wystarczy sobie wymodlić – piszą dziennikarze NaTemat. – „Takie podejście do płodności jest niedorzeczne. Nie na tym polega sztuka, żeby narzucać konfrontację pomiędzy medycyną a wymyśloną naprotechnologią, a żeby przedstawić biologiczne i medyczne aspekty płodności. Przedstawić, jak bezpiecznie można korzystać z antykoncepcji i co należy zrobić, jeżeli planujemy dziecko. W jaki sposób zmienia się nasza płodność w ciągu życia i kiedy należy skorzystać z porady lekarza” – twierdzi dr Południewski. – „Nie ma powodu, aby do tak medycznego tematu, jakim jest zdrowie reprodukcyjne wtrącać ideologiczne aspekty. Młodzi ludzie powinni mieć wiedzę, aby na jej podstawie dokonać własnych wyborów – bo to jest ich życie i ich ważkie decyzje. Nie oszukujmy ich w tym względzie, narzucając ideologiczną poprawność, a zapominając o skuteczności” – dodaje.

To nie koniec katolickich nauk pod nazwą „Wychowania do życia w rodzinie” w szkole świeckiej w Polsce. Punkt 7 podstawy programowej głosi: uczeń potrafi wymienić argumenty biomedyczne, psychologiczne, społeczne i moralne za inicjacją seksualną w małżeństwie. Czyżby oznaczało to, że uczeń powinien wychwalać dobrodziejstwa utraty dziewictwa (prawictwa?) w małżeństwie? Ostro wypowiadają się też eksperci zajmujący się edukacją seksualną wśród młodzieży. – „Najwyraźniej nie mają to być zajęcia, które uczą umiejętności dyskusji, kształtowania własnego światopoglądu, tylko lekcje, które z góry narzucają ideologiczny przekaz”– mówi „Gazecie Wyborczej” Aleksandra Józefowska, koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton. – „Oznacza to, że seks nie jest sam w sobie niczym wartościowym, ma służyć jedynie prokreacji, a w związku z tym powinien odbywać się jedynie w parach heteroseksualnych, w związkach małżeńskich sakramentalnych”. – komentuje edukatorka seksualna.

KOLEJNY FATALNY SYMBOL FATALNEJ ZMIANY

Waldemar Mystkowski pisze o Guzikiewiczu, ktory chce wynieść Wałęsę.

ORMO Guzikiewicza wybiera się na miesięcznicę

Jarosław Kaczyński już dawno poznał się na Karolu Guzikiewiczu, który startował z list pisowskich do Sejmu i sejmiku, ale nigdzie się nie dostał. Jest człowiekiem z piany, jak 8 lat temu określił siebie: „jestem skromnym fanatykiem”, do tego fanatyka dodawał „związkowym”.

Fanatyzm ten dał się we znaki Donaldowi Tuskowi, gdy Guzikiewicz wraz ze związkowcami ze Stoczni Gdańskiej rozbił namiotowe miasteczko w Sopocie pod oknami kamienicy, w której mieszka były premier. To był czas Guzikiewicza, trafiał na czołówki mediów, ale nie zdyskontował tej swojej piany na atrakcyjniejszą pozycję zawodową, jakiegoś składnika zawsze mu brakowało.

Tę pianę więc przerabia na wazelinę. Dwa lata niemal PiS rządzi, a Guzikiewicz z nową zawartością jamy ustny nie został zauważony. Aż wreszcie wzburzyła mu się wazelina, gdy dowiedział się, że Lech Wałęsa dołącza do Władysława Frasyniuka na Krakowskim Przedmieściu.

Frasyniuk – stary fighter – takich Guzikiewiczów nokautuje wzrokiem. Wewnętrzna siła na takiego w zupełności wystarcza. Lecz Wałęsa to ktoś inny, globalna ikona walki o wolność i demokrację, dla świata synonim Polski: mówisz Polska – myślisz Wałęsa.

Guzikiewicz zadeklarował, że ikonę wyniesie z Krakowskiego Przedmieścia, gdy ta usiądzie w proteście przeciw chorobowym zachowaniom Jarosława Kaczyńskiego i jego zwolenników. Guzikiewicz właśnie zapowiedział, że 10 lipca jedzie do Warszawy wraz z innymi przedstawicielami „Solidarności” Stoczni Gdańskiej.

Po co jedzie? „Ochraniać miesięcznicę smoleńską”. O, w mordę! Związkowcy jako ochroniarze. Tego jeszcze nie było. Zaraz, zaraz, a ORMO w PRL-u? Właśnie w to zamienia się wazelina takich Guzikiewiczów, „Solidarność” zamieniona w ORMO, jak piana w wazelinę.

Dobrze tę przemianę poznał szef „Solidarności” Piotr Duda, został Kacperkiem Kaczyńskiego. Kacperek Duda merda ogonkiem, bo jego poprzednik Janusz Śniadek z tego merdania został posłem PiS, więc dlaczego miałby nie liczyć na podobne frukta ormowiec Guzikiewicz.

Złą wiadomością dla Guzikiewicza może być to, że na Krakowskim Przedmieściu policjantów będzie więcej niż 10 czerwca, a wówczas było ok. 2 tys. mundurowych. W Stoczni Gdańskiej w tej chwili pracuje tylko 120 osób. Nawet gdyby wszyscy przyjechali, to nikt ich nie zauważy. Guzikiewiczowi zaś nie będzie dane nawet zobaczyć Wałęsy. Chyba że weźmie ze sobą telewizor, wówczas w CNN zobaczy ikonę walki o wolność i demokrację.

Jasna deklaracja Jerzego Owsiaka ws. Frasyniuka „To bohater”

Ja się wybieram na na kontrmiesięcznicę, a ty?

Prezydent Lech Wałęsa będzie jutro wśród gości na spotkaniu z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Warszawie na pl. Krasińskich. Znajdzie się w loży z liderami państw Trójmorza – potwierdził w rozmowie z Onetem Krzysztof Pusz, wieloletni współpracownik Wałęsy.

– Pierwotnie w planach wizyty nie było bezpośredniego spotkania Trumpa z Wałęsą, ale Amerykanie uznali, że powinno się odbyć i szukają możliwości zorganizowania rozmowy prezydentów – stwierdził.

– Lech Wałęsa został zaproszony przez Amerykanów – mówią Onetowi dobrze poinformowane źródła. Według rozmówców portalu, prezydent Trump w swoim zmienianym właśnie przemówieniu, ma na pl. Krasińskich wspomnieć Lecha Wałęsę i jego zasługi dla Polski.

My Obywatelki, My Obywatele,

W obliczu zagrożeń wynikających z serii antydemokratycznych i niekonstytucyjnych decyzji rządu Prawa i Sprawiedliwości, stajemy w obronie podstawowych wolności należnych każdemu człowiekowi i obywatelowi RP

Walczymy o utrzymanie wartości demokratycznego państwa prawa oraz Konstytucji, nagminnie łamanych przez Prezydenta Andrzeja Dudę i rząd Premier Beaty Szydło.

Nie godzimy się na odebranie nam podstawowych swobód obywatelskich i wolności zgromadzeń.

Będziemy walczyć z wszelkimi ruchami mającymi na celu wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej.

Stajemy w obronie ofiar wojny, uciekających przed śmiercią i szukających nadziei w krajach demokratycznych. Historia Polski jest historią ludzkiej solidarności i tymi wartościami będziemy się kierować wobec rodzin dotkniętych tragizmem wojny.

Sprzeciwiamy się fali agresji i nietolerancji zalewającej Polskę, podsycanej przez główną siłę polityczną.

Będąc obywatelami Rzeczypospolitej, zarówno wierzącymi w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielającymi tej wiary, stajemy w obronie wartości chrześcijańskich zawłaszczanych w cynicznej grze politycznej.

Mając w pamięci tragiczny wypadek lotniczy pod Smoleńskiem, w którym zginął Prezydent Lech Kaczyński i dziewięćdziesięciu pięciu obywateli, sprzeciwiamy się brutalnemu wykorzystywaniu zmarłych do bieżących celów politycznych.

Stajemy w obronie naszych dzieci i ich dzieci, którym należy się prawo do wolnej, demokratycznej i nowoczesnej ojczyzny na miarę XXI wieku.

Apelujemy do wszystkich, którym bliskie są te wartości, o zaangażowanie.

10 lipca, my Obywatelki i Obywatele, staniemy na Krakowskim Przedmieściu naprzeciwko Jarosława Kaczyńskiego w obronie naszych praw.

Lech Wałęsa
Władysław Frasyniuk

>>>

NA KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIU…

wawalove.pl

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

Jan Hartman na blogu o „zasługach” Kaczyńskiego (fragment).

Dzięki Kaczyńskiemu coraz więcej ludzi tę odwagę ma. Na Krakowskim Przedmieściu i pod Wawelem, a także w wielu innych miejscach – w przestrzeni fizycznej i internetowej – spotyka się coraz więcej ludzi z najwyższym cenzusem kulturowym. Asymetria moralna i kulturalna pomiędzy ludźmi reżimu a ludźmi aktywnymi w jego zwalczaniu jest coraz wyrazistsza. Tym bardziej zresztą czymś zawstydzającym i żenującym jest kolaborowanie z PiS kilkuset ludzi z naukowymi stopniami, pretendującymi do przynależności do warstw inteligenckich. Ale to już ich sprawa. Tak jak naszą sprawą jest, z kim będziemy się bawić, a z komu tylko skinienie głową.

Polska inteligencja za granicą zastanawia się, jak może nam pomóc. Odpowiedź jest prosta. Róbcie rzeczy małe i spektakularne, gdy tylko ludzie reżimu pokażą się w Waszych krajach i miastach. Gotujcie im godne powitanie i sprawiajcie, aby media interesowały się bardziej Waszymi dowcipnymi protestami niż groteskowymi wypowiedziami Dudy, Szydło czy Waszczykowskiego. Zachód musi się dowiedzieć, że Polska nie kończy się na groteskowo niewdzięcznych, pyszałkowatych i kompletnie nieprofesjonalnych politycznych pajacach. Gniew i rozżalenie Zachodu w stosunku do polskiego rządu nie może przenosić się na całe społeczeństwo.

Niełatwo tego uniknąć, ale można ograniczać i minimalizować skutki tej wizerunkowej i politycznej katastrofy. Ponadto Polacy na Zachodzie, tak jak zawsze, gdy Polska była w opresji, powinni wspierać opozycję finansowo. Z reżimem, tak jak za komuny, walczy zaledwie kilka tysięcy osób. Każda z nich wydaje na ten cel swoje prywatne środki. Są to jednakże tylko grosze. Cała opozycja w Polsce nie dysponuje większymi środkami niż jeden sklepikarz. Takie jest to nasze słynne umiłowanie wolności. Liczy się każdy grosz!

Ponadto mieszkając w pięknych miastach Zachodu, możecie pokazać skromnym działaczkom i działaczom w Polski, że widzicie i doceniacie ich zaangażowanie. Nie musicie wspierać Frasyniuka – on sobie poradzi. Ale jeśli możecie dodać otuchy zwykłym ludziom, ciąganym na policję i nękanym przez pisowskich hejterów, to róbcie to koniecznie. Niech reżim widzi, że każdy, jeśli poważy się prześladować zwykłych ludzi, niegodzących się na niszczenie państwa przez Kaczyńskich, Ziobrów, Macierewiczów i Szyszków, to będzie się musiał zmierzyć z opinią publiczną na Zachodzie i z zachodnimi politykami.

Trzymajmy się i działajmy – każdy na swoją miarę. Tchórzliwi i leniwi niechaj robią cokolwiek, a heroiny i herosi – wszystko! Jak mówi nasze stare, ubeckie powiedzenie: od każdego wedle jego możliwości!

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

Anne Applebaum: Trumpa i PiS łączy wiele podobieństw

Anne Applebaum, historyczka, profesor na London School of Economics, publicystka „The Washington Post”, żona byłego szefa MSZ Radka Sikorskiego, przekonanie ekipy rządzącej, jakoby Donald Trump był „najbardziej propolskim prezydentem USA od czasów Ronalda Reagana” – w wywiadzie udzielonym Maciejowi Jarkowcowi z „Gazety Wyborczej” – ocenia jako absurdalne. – „Byłabym zdumiona, jeśli on wie, gdzie leży Polska” – mówi w sobotnim wywiadzie.

Nie ma wątpliwości, że Polska „nie może być antyamerykańska, wziąwszy pod uwagę zależność wojskową od USA”, ale przez brak znaczących sojuszników w Europie wzrasta jej uzależnienie od „dobrej woli Ameryki”. – „Paradoks polega na tym, że Donald Trump jest pierwszym prezydentem USA od 1949 r., kiedy powstało NATO, którego przywiązanie do sojuszu z Europą jest wątpliwe. Powtarza, że Europie nie ufa, że NATO jest marnowaniem pieniędzy”. Polacy więcej zyskują na handlu z Niemcami, więcej otrzymują od UE. To, co może zaoferować Ameryka, to bezpieczeństwo. Jednak nie wiemy, czy pod rządami Trumpa będzie chciała to zrobić – wyjaśnia Applebaum. – „Żaden dotychczasowy prezydent USA nie wahał się potwierdzić gwarancji wynikających z art. 5 NATO. Trump jest pierwszy” – podkreśla publicystka. I ostrzega. „Polska w relacjach z Ameryką Trumpa powinna być bardzo ostrożna. To jest prezydent, który kłamie. Zrywa umowy i nie przestrzega ustaleń”.

Na pytanie dziennikarza, czy zgadza się z poglądem, że po ledwie półtora roku rządów PiS-u spuścizna 1989 roku i ponad ćwierć wieku pracy nad demokracją zostały roztrwonione, odpowiada, że tego jeszcze nie wiadomo. Jak podkreśla, wiemy natomiast, że „na pewno PiS dokonuje zamachu na niektóre fundamentalne zasady funkcjonowania państwa przyjęte po 1989 r., do których stosowały się wszystkie dotychczasowe partie i rządy, łącznie z postkomunistami” Wylicza atak niezależność sądów i „totalne upolitycznienie” służby cywilnej, w której o rozdziale stanowisk decyduje teraz tylko i wyłącznie przynależność partyjna. Jak podkreśla, „mieliśmy z tym do czynienia w przeszłości, szczególnie w latach 90., ale teraz ta sytuacja występuje w całkiem nowej, ogromnej skali”. – „Bardzo znaczące jest to, że dziś na dobrą sprawę nie mamy pewności, czy następne wybory będą wolne. Nie można odrzucić scenariusza, że rząd w jakiś sposób będzie próbował wpłynąć na ich wynik. To obrazuje skalę zniszczeń demokracji. Jest za wcześnie, żeby stwierdzić, czy ona się obroni” – konkluduje Applebaum.

O pozycji międzynarodowej Polski historyczka mówi w kategoriach „wielkiej straty, być może nieodwracalnej”. Dlaczego? „Polska budowała reputację przez ponad 20 lat” – przypomina Applebaum. W efekcie „jej pozycja ciągle rosła, wzrastało znaczenie uprzywilejowanej relacji z Niemcami, podobne, wyjątkowe stosunki Polska zaczynała budować z Francją. Gdybyśmy dziś mieli inny rząd, rozmawialibyśmy o niemiecko-francusko-polskim przywództwie w Unii. Jestem przekonana, że po zwycięstwie Emmanuela Macrona we Francji i prawdopodobnej wygranej Angeli Merkel w Niemczech taki triumwirat by się wykształcił”. Dobrym przykładem jest fakt, że państwa zachodnie ufały Polsce w kwestii polityki ukraińskiej. – „W ostatniej dekadzie Polska była zdolna narzucić Unii politykę wobec Ukrainy, doprowadzić do umowy stowarzyszeniowej z tym państwem. Brytyjczycy, Francuzi i Niemcy pozwolili na to Warszawie, bo zaufali, że Polska jest odpowiedzialnym centrowym graczem europejskim” – wylicza Anne Applebaum. Teraz jednak „język antyeuropejski i działania wewnętrzne władzy sprawiają, że Polska wydaje się nieobliczalna i nieodpowiedzialna. Stała się państwem, na którym nie można polegać. Polska i Węgry są postrzegane jako skrajnie prawicowi szaleńcy Europy. Wielu ludzi na Zachodzie od zawsze miało taki właśnie stereotyp na temat Polski i dziś jest im bardzo wygodnie go szerzyć”. Nawet jak przyjdzie inny rząd, odbudowa reputacji i zaufania będzie trwała bardzo długo.

Lansowany dziś przez polską dyplomację tzw. sojusz Trójmorza (czyli, jak dopowiada dziennikarz „GW” plan bliższej współpracy między 12 państwami regionu, który ma zaowocować silniejszą pozycją w relacjach z dużymi krajami Europy) jest przez Applebaum postrzegany jako plan bez wyraźnie określonych celów. – „Musi być coś, na co ta dwunastka się umawia. Jakaś platforma wspólnych celów. Może ona istnieje, ale jeśli tak, nikt tego na razie nie wytłumaczył. Tymczasem, jeśli spojrzymy nie na 12 państw Trójmorza, lecz ledwie cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej, jedyne, co je łączy, to sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców” – tłumaczy publicystka „The Washington Post”.

Anne Applebaum dostrzega liczne podobieństwa między rządami Trumpa i władzą PiS-u. Jej zdaniem i prezydent USA i partia Kaczyńskiego reprezentują mniejszość. – „Największe poparcie, jakie PiS uzbierał w wyborach, sięgało 40 proc., częściej oscyluje w granicach 30 proc. Trump przegrał głosowanie powszechne, został prezydentem dzięki systemowi elektorskiemu. Dziś twarde poparcie dla niego nie przekracza 30 proc. I Trump, i PiS stają przed tym samym problemem politycznym: reprezentują mniejszość, a chcą się przedstawiać jako głos całego narodu. Pojawia się potrzeba utrzymywania władzy przy użyciu niedemokratycznych środków. Stąd ataki na sądy, na media” – wyjaśnia publicystka. Co ciekawe, w Stanach i w Polsce słychać ten sam język: u nas przeciwnicy władzy są „antypolscy”, tam – „nieamerykańscy” (unamerican). „Język jest narzędziem w taktyce tworzenia małych fanatycznych grup obywateli przywiązanych do tradycyjnej, etnicznie klarownej tożsamości” – mówi Applebaum. Podobieństw wskazuje więcej. Trumpa i PiS łączy też bardzo aktywny i agresywny trolling w mediach społecznościowych. Kolejna zbieżność – wymienia publicystka – to mejle wykradzione Demokratom i nagrane w restauracjach rozmowy polityków Platformy, które „zostały podobnie wykorzystane do histerycznych kampanii medialnych, które okazały się świetnym paliwem wyborczym”.

Kolejne z podobieństw ma szczególne konsekwencje dla Polski, zauważa publicystka. Otóż i PiS, i Trump działają na korzyść Rosji. Tylko że – zadaniem Aplebaum – „różnica jest taka, że Trump robi to świadomie. Jego związki biznesowe z Rosjanami są znane od kilkunastu lat. Obóz PiS-u, święcie przekonany o swojej antyrosyjskości, jest prorosyjski przez własną głupotę. Rozbijanie Unii jest w interesie Moskwy, tak samo jak osłabianie międzynarodowej pozycji Polski. Również w kontekście Ukrainy”. Nie ma wątpliwości, że koszty będą odmienne. Dlaczego? – „O ile Stanom raczej ujdzie to na sucho, bo są dużym, silnym krajem, o tyle dla Polski skutki mogą się okazać katastrofalne” – mówi Applebaum. Tym bardziej, że „Trump nie ma tak naprawdę pojęcia o Rosji i Putinie. Nie rozumie, jak działa ten kraj i jego przywódca. Jednocześnie darzy putinizm sympatią, co jeszcze do niedawna w przypadku prezydenta USA wydawało się niewyobrażalne. Trump podziwia w Putinie to, co nas wszystkich w nim przeraża, choćby gotowość do zabijania swoich wrogów. Amerykański prezydent zdaje się naśladować putinowski styl rządzenia” – mówi Applebaum.

Na czym polega to naśladownictwo? – „Spójrzmy, jak w systemie władzy [Putin] instaluje członków swojej rodziny. Władza polityczna wykorzystywana do bogacenia się i bogactwo zaprzęgane do zdobywania władzy to bardzo rosyjski sposób patrzenia na politykę. Putin jest od Trumpa bogatszy i ma więcej władzy. Trump marzy o sprawowaniu takiej kontroli nad społeczeństwem, jaką ma Putin w Rosji” – wyjaśnia publicystka. Podkreśla jednak, w kontekście rozpoczynającego się w piątek szczytu G20 w Hamburgu, na którym dojdzie m.in. do spotkania przywódcy USA i Rosji, że „Trump nadal będzie dążył do jakiegoś układu z Rosją. Jest bardzo mało spraw, w których pokazuje konsekwencję, nie zmienia zdania. Ale w dwóch kwestiach mówi to samo od ponad dekady – ciągle wyraża niechęć do NATO i podziw dla Rosji Putina. Traktowałabym to bardzo poważnie” – kwituje swoje analizy geopolityczne Anne Applebaum.

Tylko, czy politycy PiS zdają sobie sprawę z powagi sytuacji?

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

Waldemar Mystkowski pisze o Kongresie PiS.

Kaczyński i jego Sulamitka Morawiecki w Przysusze

Kongres PiS w Przysusze to był show jednego aktora z dodatkiem – miał zwodniczy odsyłacz hasłowy – hasztag, jak nazywają nasi impotenci językowi – #PolskaJestJedna. Czemu kongres służył? Uspokojeniu nastrojów na czas wakacji, ale przede wszystkim wyznaczaniu dróg do jednego celu. Niestety, dla wprawnego ucha wybrzmiało to, co planuje Jarosław Kaczyński – Polexit poprzez front walki z Niemcami.

Odszkodowania za II wojnę światową kiedyś były podnoszone przez Kaczyńskiego, potem porzucone. Jakiś czas temu usłużne media prawicowo-narodowe („narodowe” nazywam TVP i radia publiczne, acz bliżej im do gadzinówek) powróciły do tematu. A teraz na kongresie prezes zdefiniował: – „Czy otrzymaliśmy za te gigantyczne szkody, których tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś jakiekolwiek odszkodowania? Polska nigdy nie zrzekła się takich odszkodowań. Ci, którzy tak sądzą, są w błędzie”.

Unia Europejska jest już w całości wrogiem dla PiS, a będzie jeszcze większym, bo w kraju kolejne dziedziny życia publicznego będą zagarniane przez partię rządzącą. Sięgnięcie po media prywatne, które będą parcelowane, a następnie przywłaszczane pod hasłem „dekoncentracji mediów”. Oraz gmeranie przy ordynacji wyborczej, nie chodzi tylko o samorządy, które nie są pisowskie, ale przede wszystkim o uczynienie z ordynacji perpetuum mobile wygrywania wyborów. Już dzisiaj da się prześwietlić, jak PiS zamierza wygrywać.

Unia Europejska jeszcze silniej zareaguje na dalsze rozwalanie demokracji w Polsce, więc Kaczyński będzie szukał kiełbasy populistycznej, którą zechce kupić Polaków. Nie będzie to takie proste, bo budżet już trzeszczy, wyniki gospodarcze są dużo gorsze niż za poprzedniego rządu, a wydatki będą jeszcze większe i większe.

Dlatego na kongresie został dowartościowany Mateusz Morawiecki, Szydło tylko siedziała w pierwszym rzędzie i świeciła w nowym makijażu. Ona już jest bez znaczenia dla Kaczyńskiego. Morawiecki jednak nie jest Salomonem – przynajmniej gospodarczym. Przeciwnie, dlatego robi za Salomona od „Pieśni nad pieśniami”. Salomona od poezji.

Salomon pisał do Sulamitki: „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust (…) Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wprowadź mnie… (etc.)”. Morawiecki do Kaczyńskiego: – „Przemawiać po Jarosławie Kaczyńskim to gorzej niż gonić karuzele vatowskie. Tam gonisz, gonisz i łapiemy. A tu gonisz i nie ma szans dogonić”.

Czyż to nie poezja? I co Sulamitka Morawiecki obiecuje Salomonowi? Proszę bardzo: „Wybudujemy centralny port komunikacyjny”. Po wykopaniu Polski z Unii Europejskiej „centralny port” będzie konkurencyjny do niemieckich? Już to widzę. Do tego Morawiecki jest kiepskim mówcą, nie jest ekonomistą, ale jako rzekłem: poetą ekonomii i to w wydaniu grafomana (niedrukowalnego). Zacytuję jeszcze Salomona w dialogu z Sulamitką: „Wisiorki zrobimy ci złote z kuleczkami ze srebra” – tak składa obiecanki prezesowi jego oblubieniec Morawiecki.

Szkoda, że na kongresie zabrakło mowy innego wicepremiera Piotra Glińskiego (mego ulubionego lewusa intelektualnego), który mógłby obiecać ze dwa filmy hollywoodzkie. Przemawiał za to proboszcz Jarosław Gowin, lecz nie warto go wspominać, bo jego kadzidła były duszące.

Ja tu sobie kpię, a sprawa jest poważna. Tacy katastrofalni ludzie rządzą i nie liczą się z niczym. Równolegle do „pikniku od umysłu” w Przysusze na warszawskiej Pradze odbywała się Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna poczynił kilka ważnych obietnic dla Polaków, które stoją w opozycji do PiS, co jest zrozumiałe, bo po PiS trzeba będzie Polskę odbudowywać. Już jest z czego podnosić ojczyznę, a będzie jeszcze gorzej, zanim PiS odejdzie od koryta (odsunięty bądź wyrżnięty w dno), może zechcieć to koryto rozwalić na naszych głowach.

Na razie partia Kaczyńskiego korzysta z osiągnięć Polaków i poprzednich rządów. Właściwym hasztagiem dla tego kongresu byłby #PolskaJestKorytem.

ZOBACZCIE POLSKĘ WEDŁUG PiS. NIECH PRAWDZIWE SYTUACJE, PRAWDZIWE ZDJĘCIA, POWIEDZĄ WIĘCEJ NIŻ PROPAGANDA.

>>>

PRZESŁANIE PREZESA NA DZIŚ, JUTRO I NA ZAWSZE. On się nigdy nie zmieni…

Polszczyzna Kaczyńskiego na Kongresie PiS. Ot, soviet.

Tamara Olszewska na portalu koduj24.pl pisze o bojówkach PiS.

Młodzież Wszechpolska – duma PiS

Maszerują chłopcy, maszerują… Polskę nienawiści nam zbudują.

Młodzież Wszechpolska rośnie w siłę. Ani się człowiek obejrzał, a z niewiele znaczącej grupki „myślących inaczej” nagle objawiła się spora, brunatna siła i jakoś tak ich coraz więcej. Rozmnażają się przez pączkowanie, czy co? Kiedyś można było popatrzeć na nich z politowaniem, nawet z dobrotliwym uśmieszkiem, bo co te dzieciaki mogą? Wyrosną, dojrzeją i zapomną o błędach młodości. Jeszcze nie tak dawno przemykali gdzieś boczkiem, a ich marszowy krok dudnił bardzo niepewnie i bez przekonania. Ciężko im było, bo spotykali się gdzieś tam w ukryciu, społeczeństwo patrzyło krzywym okiem, ale wreszcie los uśmiechnął się do nich. Znalazł się mały człowieczek, który spojrzał na nich przychylnym okiem, łapki wyciągnął, by pogłaskać po główce, utulić w żalu. No i się zaczęło…

„Młodzież Wszechpolska jest ideowym spadkobiercą najlepszych tradycji Obozu Narodowego, przede wszystkim myśli politycznej Romana Dmowskiego oraz innych twórców idei narodowej. Uznajemy, że naród jest najważniejszą wartością doczesną. Pierwsza po Bogu służba należy się własnemu narodowi”.

Poseł K. i spółka czule ich wspierają, są pełni życzliwości i wyrozumiali na maksa. To nic, że jakiś wyrośnięty chłoptyś w glanach przywali komuś, kto ma zdecydowanie „niepolski” wygląd. To nic, że opluje i obrazi dzieciaki emigrantów z Berlina, które przyjechały do Polski na wycieczkę. To nic, że młodziaki z wytatuowanym symbolem Polski Walczącej atakują koderów, jak ostatnio, w Radomiu. To nic, że niszczą pamięć bohaterów, jak np. ostatnio na uroczystych obchodach Poznańskiego Czerwca, paląc race, gwiżdżąc, obrażając każdego, dla kogo ta pamięć tak ważna. To nieistotne. Politycy PiS ich rozumieją i dają swoje wsparcie, tak jak ostatnio gwiazdka Mazurek, która nie widzi nic złego w ataku MW w Radomiu czy Daniel Pieczychlebek, dowódca jednej z jednostek strzeleckich, działającej pod patronatem MON, cały szczęśliwy, że dokopano uczestnikom wycieczki szkolnej z Berlina. PiSiątkom wydaje się, że Młodzież Wszechpolska to taka ich III kolumna, zaraz po obronie terytorialnej Macierewicza i policji w wersji Błaszczaka. Nie zdają sobie sprawy, że wypuścili potwora, który nie zamierza się nikomu podporządkować i przyjdzie czas, gdy to oni znajdą się na celowniku„dzielnych” chłopców i dziewcząt.

„Młodzież Wszechpolska zamierza dokonać odnowy moralnej i narodowej młodego pokolenia, wypowiadając wojnę doktrynom głoszącym samowolę, liberalizm, tolerancjonizm i relatywizm. Pragniemy wyprzeć z życia narodu podłość, fałsz i brud”.

Młodzież Wszechpolska zdobywa kolejne przyczółki, a wszystko dzięki wielkiemu wsparciu Polskiej Instytucji Kościelnej. Od dobrych dwóch lat duchowni nie ukrywają, że patrzą z radością na swoje „dzieciaczki” z butnie wyprężoną piersią, wyprostowana rękę w stylu „heil Hitler”. Toż to siła i nadzieja ich kościoła. Kościoła zamkniętego na drugiego człowieka, pełnego hipokryzji, zakłamania, wielu fobii i nienawiści. MW godnie jest przyjmowana przez hierarchów PIK, organizowane są dla niej msze, gorące powitania na Jasnej Górze. 23 maja 2016 roku zaprosił ich do siebie kardynał Dziwisz. Ponoć było bardzo miło, przyjemnie, a kardynał życzył im wszystkiego dobrego, a nawet pobłogosławił w przyszłej pracy. No i bomba. Mając takie wsparcie z „góry” Młodzież Wszechpolska rozwinęła skrzydła. A to spalili kukłę Angeli Merkel, a to kukłę jakiegoś tam Żyda. Z coraz większym zacięciem i coraz tłumniej maszerują w obronie polskiej Polski, atakują każdego, kto wygląda choć trochę nie tak jak typowy Polak i jacyż są z siebie dumni. Ich marszowy krok dudni coraz donośniej. Idą, niosąc ze sobą tony sloganów o prawdziwym patriotyzmie, kultywując to wszystko, co zupełnie się nie mieści w uniwersalnym systemie etycznym. Ale co tam! Im wolno, bo Bóg ”tego chce”, bo tak im wmawia PIK, bo oni wiedzą lepiej, co dla polskiego narodu dobre.

„Środkami naszej działalności czynimy pracę formacyjną w duchu narodowym i katolickim, aktywną i szeroko prowadzoną walkę z zagrożeniami narodu i Kościoła, a także żywe uczestnictwo w życiu politycznym i społecznym”.

Jeszcze do niedawna wielkim duchem Młodzieży Wszechpolskiej był Jacek Międlar. Fajnie było mieć w swoich szeregach kogoś w sutannie, co to szedł na czele każdego pochodu, wygłaszał płomienne mowy, organizował msze i był takim wspaniałym łącznikiem między Młodzieżą a Bogiem. Sytuacja chyba nieco się zmieniła, gdy Międlar wreszcie wyszedł z kościoła. Plotka głosi, że była to jego samodzielna decyzja, bo jednak przełożeni usiłowali go zatrzymać. No nic, Międlar przestał być księdzem i teraz chłopina ciężko pracuje, by znowu być taki ważnym, taki niezastąpionym dla swoich. Kilka dni temu znowu został zatrzymany na lotnisku w Wielkiej Brytanii. Władze tego kraju uznały, że takiego oszołoma nie chcą u siebie, nawet gdy wpada tylko na kilka godzin. No cóż, antymuzułmańska manifestacja organizacji Britain First w Birmingham odbyła się bez jego udziału, za to wrócił sobie pan Jacek w glorii do Polski i może uda mu się odzyskać status gwiazdy Młodzieży Wszechpolskiej. Międlar nie próżnuje. Produkcja na Twitterze kwitnie, założył też portal wPrawo.pl, gdzie rozwija skrzydła nacjonalisty i miłośnika fobii wszelakich. Wiem jedno, ależ ten Pan Bóg musi ręce załamywać, że ktoś taki wyciera sobie nim usta. Tylko współczuć Bogu takiego wyznawcy.

„Naszą wspólną pracą dążymy do zbudowania katolickiego państwa narodu polskiego, państwa stanowiącego filar europejskiej cywilizacji łacińskiej”. *

Młodzież Wszechpolska już jest symbolem pisowskiej Polski. Młodzi, tacy piękni i zadbani w swej polskości. Biorą z historii, życia, norm etycznych tylko to, co uda się przerobić na własną, nacjonalistyczną papkę. Rozśpiewani, głośni, przekonani, że są siłą narodu, jedyną polską prawdą. Są wielcy, są wspaniali, są dumą pisowszczyzny i Polskiej Instytucji Kościelnej. Dla mnie są zagrożeniem wolnej myśli, państwa otwartego na każdą inność. Są zaprzeczeniem wszystkiego, co stanowi uniwersalną, ponadczasową wartość człowieka. Mam nadzieję, że już niebawem PiS i PIK na własnej skórze poznają skutki działań ich ukochanej Młodzieży. Życzę im tego z całego serca.

Tamara Olszewska

wyróżnione kursywą cytaty to deklaracja ideowa Młodzieży Wszechpolskiej.

TYLKO W POLSCE ZA NAJWIĘKSZĄ AFERĘ W HISTORII TRAFIA SIĘ Z IMMUNITETEM NA FOTEL SENATORA

Waldemar Mystkowski pisze o Trumpie w kontekście PiS.

Trump, czy Tramp, a może Trampek

Wizyta prezydenta USA w Polsce jest wielce tajemnicza. Proszę zauważyć, iż nie wymieniam imienia i nazwiska, zaraz wytłumaczę dlaczego. Wizyta ta nie jest żadną zasługą Witolda Waszczykowskiego, bo ten może co najwyżej odnieść „sukces” dyplomatyczny 1:27, ani innego specjalisty z Kancelarii Prezydenta, Krzysztofa Szczerskiego, który jest jeszcze innym ewenementem. Kiedyś dwa minięcia się na korytarzach ONZ Andrzeja Dudy i Baracka Obamy oraz jedno ich skrzyżowanie spojrzeń, nazwał trzema spotkaniami na najwyższym szczeblu.

Trump w coś gra – jest to materiał na duży analityczny esej – i Polska jest li tylko narzędziem. Trump gra na niekorzyść świata zachodniego i możliwe, że podczas wizyty w Warszawie jakiś element tego zostanie odsłonięty. Zwraca niecodzienność protokołu wizyty Trumpa – otóż gospodarzem przemówienia Trumpa na placu Krasińskich jest strona amerykańska. I nie chodzi o bezpieczeństwo prezydenta.

Ale zaproszenia polityków na przemówienie i spotkanie z Donaldem Trumpem są także w gestii Kancelarii Prezydenta i kancelarii Sejmu. Ponoć kancelaria Dudy nie zaprosiła nawet Grzegorza Schetyny, wszak lidera największej partii opozycyjnej. Schetyna nazwał to „afrykańskimi zwyczajami”. Trochę się obruszam na takie porównanie, bo nazwałbym to pisowskim apartheidem. Schetyna dostanie zaproszenia z ambasady amerykańskiej. To pominięcie świadczy, jakiego pokroju jest Duda, to istny Adrian.

Schetyna przypomina, jakie były obyczaje, gdy prezydentem był Bronisław Komorowski, a przyjeżdżał do nas Barack Obama: – „Pamiętam zaproszonych marszałków i posłów z PiS. Wtedy wszystko było normalnie. Dzisiaj normalnie nie jest”.

Jeden szczegół z pierwszej wizyty Obamy wbił mi się do głowy – jak to prezes Kaczyński wręczył prezydentowi Obamie list, który dotyczył katastrofy smoleńskiej. Wówczas to znajdowaliśmy się na początku choroby smoleńskiej, która dzisiaj ma postać zarazy.

A teraz wyjaśniam początkowe niewymienienie nazwiska Donalda Trumpa. Kancelaria Sejmu wysłała do posłów – w tym do posła PO Tomasza Cimoszewicza – zaproszenia na przemówienie jakiegoś „Trampa”. Nie dziwię się Cimoszewiczowi, iż napisał na Twitterze: „Dziękuję, nie skorzystam”. Bo przecież nie zna Trampa.

Znając ogromny ładunek sympatii pisowskiej akurat do tego prezydenta USA, dziwię się, że nie zdrabniają jego nazwiska, jak do kochanki Filon mówi – kochaneczko, tak do „Trampa” pisowcy czują miętę przez rumianek i jest dla nich kochanym Trampkiem.

PiS sam w sobie jest groteską, ich wypowiedzi nie trzeba przetwarzać ani pisać persyflażem, wystarczy cytować. Taka dotknęła ich dyslekcja.

ZAPEWNE ZNAJDĄ NALEŻNE IM MIEJSCE W NOWYCH PODRĘCZNIKACH HISTORII. JUŻ OD WRZEŚNIA…

>>>

CZY POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ? ELIZA – JESTEŚMY TWOIMI FANAMI.

ŻAKOWSKI WYJAŚNIŁ NAJLEPIEJ

Do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji

Prof. Wojciech Sadurski w rozmowie z „Newsweekiem” na pytanie o to, co łączy i w czym tkwi siła prezesa PiS oraz prezydenta USA Donalda Trumpa, odpowiedział jednym słowem – nienawiść! – „Obaj budują swoją pozycję na emocjach negatywnych, które w polityce są silniejsze niż pozytywne. Obaj mogą sobie na to pozwolić, bo wiedzą, że nienawiść do politycznych oponentów jest wśród ich wyborców silniejsza niż niechęć ze strony reszty”.

Zapytany o to, z czego ta nienawiść wynika prawnik i politolog ocenił, że „Trumpa wybrała biała klasa pracująca, która na zdrowy rozum nie miała żadnego powodu, aby popierać finansowego oligarchę niereprezentującego jej interesów”. A co stało się w Polsce? Zdaniem Sadurskiego, doszło do „rozczarowania liberalizmem wciąż bardzo młodym i słabo zakorzenionym. Doszło do rozczarowania społeczeństwa kosztami demokracji, wolnością słowa, i zgromadzeń, pozwalającą na manifestacje ludzi nielubianych, uprawnieniami w procesie sądowym, chroniącymi także oskarżonych, nie tylko ofiary” – dodał politolog.

Zdaniem Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”, a demokratyczna większość dała im do tego mandat. – „Nie mamy wykształcenia, ale z tego powodu nie czujemy się gorsi, za nami są tłumy”. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu. – „Wiem, że to wartościujące i aroganckie słowo, używam go niechętnie, ale, niestety, w sposób najbliższy prawdy opisuje rzeczywistość” – stwierdził prawnik w rozmowie z tygodnikiem. Do Kaczyńskiego największą pretensję profesor ma o to, że – jak to sformułował – „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

DWA ZDJĘCIA, KTÓRE O PAŃSTWIE PiS MÓWIĄ WIĘCEJ NIŻ TYSIĄC SŁÓW

Działaczka Obywateli RP napadnięta za odmowę przyjęcia odznaczenia od Dudy

Kinga Kamińska – opozycjonistka z czasów PRL i działaczka Obywateli RP – w listopadzie 2015 r. została odznaczona przez Andrzeja Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności. W 2017 r. Kamińska je oddała. Zapowiedziała też, że nie przyjmie Krzyża Wolności i Solidarności w imieniu swojej matki, która walczyła w Powstaniu Warszawskim.

We wtorek napadnięto ją w Warszawie. Kamińska uważa, że właśnie za tę odmowę. Całą sytuację opisała na Facebooku. – „Schodziłam dziś po południu do metra spiesząc się pod komisariat na Dzielnej, na przesłuchanie Ewy Siedleckiej. Po schodach schodzę raczej powoli i ostrożnie, patrząc pod nogi. Jak to inwalidka. No bo dwie kule i orteza. Powyżej, oparci o murek ograniczający schody, stali czterej młodzi” – napisała Kamińska. – „Może było ich pięciu. Usłyszałam nad głową: to ta? ta!”Kiedy to powiedzieli, odruchowo podniosłam głowę i spojrzałam. I załapałam się na prysznic w pysk – dobrze, że mam okulary. I dobrze, że to było tylko piwo. I jeszcze bardziej dobrze, że nie dostałam tego piwa w butelce” – opowiada.

W 2013 r. Bronisław Komorowski odznaczył Kingę Kamińską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”.

WYOBRAŻACIE SOBIE COŚ TAKIEGO??? FRASYNIUK JUŻ DOŚWIADCZYŁ PAŃSTWA PiS. TERAZ POLICJA MĘCZY GO WEZWANIAMI NA PRZESŁUCHANIA. Kolej na Wałęsę!

JAK WAM SIĘ PODOBA NAZWA?

Waldemar Mystkowski pisze o córce leśniczego.

Córka leśniczego – konspiracja Szyszki

Naród już zapomniał o „córce leśniczego”, w imieniu której minister środowiska Jan Szyszko wręczył kopertę ministrowi Błaszczakowi przed posiedzeniem rządu. Ten ostatni konspiracyjnie rozglądnął się wokół, dostrzegł kamerę Polsatu, zgłupiał, bo zostali delikwenci przyłapani na gorącym uczynku, ale kopertę Błaszczak wziął.

Później Beata Szydło nazwała to „wypadkiem przy pracy”. Wszystko się zgadza – „wypadek” z powodu obecności kamery. Błaszczak jakoby oddał Szyszce list córki leśniczego. Ale o tym wypadku jednak naród chciałby coś więcej wiedzieć, kto jest córką leśniczego i jaki miała wypadek, który zdarzył się 13 czerwca.

Ministerstwo Środowiska właśnie poinformowało, że nie udzieli w ustawowym terminie odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej dokumentów córki leśniczego. Ministerstwo znalazło wybieg, na który się powołuje. „Ze względu na konieczność dokonania analizy sprawy, na podstawie art. 13 ust 2 wyżej cytowanej ustaw, termin udzielenia odpowiedzi zostaje przedłużony do dnia 14 lipca”. Wielce zakonspirowana ta córka leśniczego.

Minie wówczas miesiąc, gdy Szyszko dawał Błaszczakowi kopertę ze słowami: „To jest taka córka leśniczego. Proszę pana, ona prosiła, żebym panu to przekazał. Niech pan to przeczyta, dobrze?”.

Szyszko „taką” proszącą córkę znał. Jaka to konieczność dokonania analizy stoi na przeszkodzie, hę? Aż miesiąc potrzeba na odczytanie imienia i nazwiska pod listem? A może jest ono tak kompromitujące, iż szuka się innej córki leśniczego? Czy Szyszko urządza casting na jakąkolwiek córkę? Szyszko ostatecznie może powiedzieć, że się pomylił, bo to była np. córka myśliwego, córka rzeźnika, etc. A może nawet córka Schetyny.

Koperta wszak też może zaginąć, bo to był „wypadek przy pracy”. Szydło miała wypadek w Oświęcimiu i dziwnym trafem zepsuł się tachometr w limuzynie, w której jechała. Do dzisiaj nie wiemy, z jaką prędkością nastąpił „wypadek przy pracy”.

PiS to partia powypadkowa, katastrofalna, a jej największym „osiągnieciem” jest katastrofa smoleńska.

ŚREDNIOWIECZNE POGLĄDY NASZYCH ŚWIATŁYCH MĘDRCÓW Z PiS MOGĄ WKRÓTCE DOPROWADZIĆ DO WZNOWIENIA WYPRAW KRZYŻOWYCH.

>>>

KTO JESZCZE NIE MOŻE SIĘ DOCZEKAĆ? :)))))

Krystyna Kofta na koduj24.pl pisze o zbliżającej się wizycie Trumpa.

PRL bis = PiS

Polska Zjednoczona Partia PiS szykuje się na przyjęcie Trumpa.

Wkrótce do Polski zawita nasz Wielki Brat, sojusznik naszego narodu, prezydent Donald Trump. Przygotowania idą pełną parą. Służby wyposażone w nowe paralizatory. Trawa pomalowana na zielono. Produkcja chorągiewek trwa dzień i noc.

Chodzą słuchy, tajemnicze szepty, że Trump ma spotkać się z Jarosławem Kaczyńskim. Prezes podobno ma go namawiać do zmiany skompromitowanego imienia Donald. Tłumacze już pracują nad wyuczeniem prezesa kilku zdań „w tym temacie”. Ma powiedzieć, że nie może wymawiać tego imienia bez wstrętu, że dla obustronnych kontaktów byłoby lepiej, żeby Donald dokonał dobrej zmiany i zmienił to odpychające imię na Bob, John albo coś w tym guście.

Jeśli nie, to w przemówieniu powitalnym na Nowogrodzkiej za prezesem stanie znany krzykacz Brudziński (pamiętacie? – Komuniści i złodzieje!). Otóż gdy prezes, stojąc na jeszcze wyższej drabince (Donald Trump ma prawie 1,9 m wzrostu!), rozpocznie mowę od: „Witam prezydenta”, Brudziński wrzaśnie: „Donalda”! A prezes doda: „Trumpa”. Jest jednak problem, prezes mógłby się pomylić i powitać Donalda Tuska, tak jest przyzwyczajony do zbitki „Donald Tusk i Wina Tuska”. Musi być dodatkowo sufler, który podpowie: „Trumpa”!

Każdy członek Polskiej Zjednoczonej Partii PiS ma zaprosić 50 osób na powitanie Trumpa. Te 50 zaproszą kolejnych 50. Mają być sami swoi. Wszyscy zostaną przywiezieni autokarami, jak to drzewiej bywało (drzewiej – czyli w czasach, gdy drzewa nie były zagrożone). Wówczas była to tzw. klasa robotnicza, jednak PiS woli swoich. W spółkach i na ulicach. Dzieci w strojach ludowych z chorągiewkami ZSRR, sorry, Stanów Zjednoczonych oraz polskimi, będą machały, nawieziona z całego kraju ludność wzniesie okrzyki na znak dany przez ministra Błaszczaka.

W PRL-u w okolicznościach wizyt prominentów z zaprzyjaźnionego obozu, a zwłaszcza z radzieckiego, zamykano wichrzycieli, szczególnie prowodyrów. Na wszelki wypadek. PiS to rozważa. Ma wprawę w tłumieniu manifestacji. Niedawno policja wyniosła protestującego Frasyniuka. Trzeba spacyfikować innych. Tych, którzy jeszcze żyją. Resztę opluje się pośmiertnie. Prezes TVP Kurski sądzi, że ciemny lud to kupi. TVP ma już gotowy program z tej wzniosłej uroczystości. Wstawi się tylko sylwetkę Trumpa i gotowe. Co się dzieje? Lud nie kupuje jego telewizji! 500+ to za mało, by za to przykuć widzów do fotela. Co sobie myślą? Za 500+ mamy oglądać telewizyjny kit Kurskiego? Niedoczekanie!

PAŃSTWO PiS W PRAKTYCE…. CAŁE SZCZĘŚCIE, ŻE ELIZA ZAŁATWIA TAKIE SPRAWY PO MĘSKU 🙂

I JAK TERAZ WYGLĄDA POSEŁ SUSKI? CZY W OGÓLE POWINIE BYĆ JESZCZE W KOMISJI??? Tu się kroi kolejna afera.

Waldemar Mystkowski pisze oTomaszu Piątku, ktorego sciga Macierewicz.

Pisowskie skamieliny po minionym reżimie: Dworczyk i Mazurek

Przyznam się, że nie rozumiem języka pisowskiego. Na pewno nie jest to język polski, a przynajmniej nie jest to język polski komunikatywny. Jaki? Zaraz dojdziemy.

Oto informacja podana przez portal TVP.info. Wiceszef MON Michał Dworczyk poinformował: „Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez Tomasza Piątka”. Czyli Dworczyk informuje o poczynaniach Macierewicza, bo przecież Dworczyk nie może informować o ministrze w jego prywatnej sprawie.

O ile wiem książka Piątka zarzuca Macierewiczowi czyny niegodne. Ale Macierewiczowi, a nie ministerstwu, ani ministrowi. Funkcji nie można zarzucić, tylko człowiekowi, który akurat sprawuje funkcję tę i ową. Dworczyk nie może się wyrażać zatem służbowo, bo Piątek pisał o Macierewiczu, a nie o np. Tomaszu Siemoniaku, który też był ministrem obrony.

Nie chcę komentować dalszych słów Dworczyka, bo są one nie tyle obroną Macierewicza, ale recenzją książki Piątka. Nie czytałem tej publikacji zwartej, ale znam gros artykułów tego dziennikarza i pisarza, które składają się na książkę, gdyż były publikowane w prasie. Oczywiście, w książce mają pogłębioną formę. Piątek – jak przystało na rasowego dziennikarza i pisarza dokumentalistę – swoje wywody o mało chwalebnych czynach Macierewicza opatruje przypisami, tj. powołuje się na kwerendy po dostępnych archiwach.

I na tej podstawie sporządza portret mało chwalebny Macierewicza. A ten jeżeli czuje się niewinny, może wystąpić na drogę sądową jako osoba prywatna. Już dość państwo zapłaciło odszkodowań za Macierewicza w sprawie tzw. raportu dotyczącego rozwiązania WSI, gdzie nakłamał w swoim stylu. PiS ponosi odpowiedzialność za ministra Macierewicza, który nie nadaje się do niczego, a na pewno nie do reprezentowania państwa polskiego.

A co do wiceministra Dworczyka. Nie słyszałem, aby opublikował książkę czy też artykuł źródłowy, w którym by szedł trop w trop za pisarzem Piątkiem. Raz słyszałem Dworczyka i przepraszam za określenie: Dworczyk jest grafomanem. Prezentuje poziom poniżej drukowalności.

Język Dworczyka nie jest językiem polskim, tylko językiem sowieckim, językiem krętaczy. To, że Dworczyk pełni funkcję publiczną, nie zwalnia go z solidności i znajomości procedur komunikacji. „Mówisz – to wiesz, o czym i dokumentujesz”. Dworczyk mógłby zgłosić się – za godziwe honorarium – na naukę języka polskiego do pisarza Piątka, a nie choćby do A. Mickiewicza, bo ten z kolei pisarz i poeta nie żyje.

Inne curiosum to pani Beata Mazurek. Ta to już kompletnie nie zna języka polskiego. Po wpadce z „rozumiem”młodych faszystów, którzy w Radomiu pobili działacza KOD – i w ten sposób świat dowiedział się o pani Mazurek – dalej brnie w swój sowietyzm.

Otóż w rozmowie z portalem wPolityce.pl. mówi ta biedna kobieta: – „Jasno powiedziałam, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. To, że rozumiem, co się zdarzyło, nie znaczy, że to popieram. Rozumiem, bo wiem, że agresja może wywoływać agresję. Tylko tyle i aż tyle”.

Nie chcę kpić z osoby, która nie wie, co to jest ironia. Może nawet nie wie – bo wypiera; znana przypadłość psychologiczna kłamców – kto powiedział o rodakach jako gorszym sorcie, elemencie animalnym – to jest agresja językowa, którą metaforycznie należy nazwać pluciem na Polaków.

Pani Mazurek mogłaby się dowiedzieć, co to są synonimy. Takie proste słówko i może by posiadłaby wreszcie podstawową wiedzę o języku polskim, iż rozumiem – to znaczy m.in. popieram. A nawet jest relacja zwrotna. Zresztą, polityk PiS otwiera usta i nie słyszysz języka polskiego, tylko sowiecki.

PRL minął, ale Mazurek i Dworczyk zostali. Takie to skamieliny po minionym reżimie.

BIEŻĄCA HISTORIA POLSKI – POŚMIEJMY SIĘ :)))) Oczywiście 🙂

Kaczyński doszedł do wniosku, że warto otworzyć kolejny teatr działań wojennych. I MY CHCEMY NADAL BYĆ W UNII ???

>>>

Dzień Ojca

40 TYSIĘCY TROLLI RUSZY DZIŚ DO AKCJI. ZGADNIJCIE KTO IM ZAPŁACI?

PiS urządza łapanki na przyjazd Donalda Trumpa. W „Wyborczej” pisze o tym Agata Kondzińska. Każdy poseł PiS może zaprosić na wystąpienie Trumpa 6 lipca w Warszawie 50 osób, a partia sfinansuje autokar – zaproponował politykom PiS Joachim Brudziński, wicemarszałek Sejmu i szef struktur partii. Szykują się też kluby „Gazety Polskiej”.

Donald Trump przyjeżdża do Polski 5 lipca. Dzień później ma wygłosić przemówienie na pl. Krasińskich w Warszawie. PiS zwołał posiedzenie klubu w tej sprawie w czwartkowe popołudnie. Według naszych rozmówców Brudziński zapowiedział na nim, że każdy parlamentarzysta może zaprosić 50 osób na występ prezydenta USA. Transport sfinansuje partia. – Chętni przyjadą autokarami pod Stadion Narodowy, by potem przejść na plac Krasińskich w Warszawie i go wypełnić – opowiada nam polityk PiS. Wylicza: Senatorowie plus posłowie to ponad 300 osób, jeśli każdy zaprosi po 50 osób, to na plac przyjdzie ponad 15 tys. ludzi.

Wcześniej Brudziński takie propozycje złożył szefom struktur okręgowych na posiedzeniu komitetu wykonawczego. Poseł PiS Grzegorz Puda z Bielska-Białej zachęca na Facebooku: „Moi drodzy, serdecznie was zapraszam na spotkanie z prezydentem Donaldem Trumpem w dniu 06.07.2017 r. w Warszawie. Przejazd autokarem z Bielska-Białej jest bezpłatny. Zapisy w moim biurze poselskim. Ilość miejsc ograniczona”.

Powitanie Trumpa ma być miłe. „Żadnych krzyków przeciwko prezydentowi USA”

Jak informował Krzysztof Szczerski, minister odpowiedzialny za politykę zagraniczną w Kancelarii Prezydenta, Donald Trump osobiście wybrał lokalizację swojego wystąpienia na placu Krasińskich. A Amerykanie mieli zapewnić, że nie przeszkadza im rozlokowane nieopodal miasteczko protestacyjne przed Sądem Najwyższym – podało Radio ZET.

Dwa tygodnie temu brytyjski dziennik „The Guardian” doniósł, powołując się na wieści z gabinetu premier Theresy May, że prezydent USA nie przyjedzie do Wielkiej Brytanii, bo obawia się dużych protestów społecznych. Miał o tym wspomnieć w rozmowie telefonicznej. W Wielkiej Brytanii petycję przeciwko przyjazdowi Trumpa podpisało ponad 1,8 mln osób.

Na powitanie Trumpa mobilizują się też kluby „Gazety Polskiej”. Ich szef Ryszard Kapuściński na stronie klubów pisze o Trumpie, że „od czasów Ronalda Reagana to najbardziej propolski prezydent Stanów Zjednoczonych”. I że kluby są już gotowe „na powitanie amerykańskiego gościa w Warszawie”. – Ma być miłe powitanie, żadnych krzyków przeciwko prezydentowi USA czy wymachiwania konstytucją RP – mówi jeden z posłów PiS.

Spotkania Trump – Kaczyński prawdopodobnie nie będzie

Według naszych rozmówców akcję koordynuje wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Jeszcze przed tygodniem twierdził, że „jeśli strona amerykańska wystąpi o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, to niewykluczone, że do niego dojdzie”. Dziś wiadomo że mimo zabiegów z Nowogrodzkiej spotkania prawdopodobnie nie będzie. Nasi rozmówcy podkreślają, że kalendarz Trumpa jest bardzo napięty, bo przyleci on do Polski w piątek 5 lipca o godz. 22, a w sobotę oficjalnie zacznie dzień o godz. 9. Cztery godziny później wygłosi przemówienie na pl. Krasińskich. Po nim będzie miał kwadrans, może pół godziny do wyjazdu na lotnisko.

Z OKAZJI DNIA OJCA. SŁOWO O OJCU KACZYŃSKICH, RAJMUNDZIE. PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE. TAK SIĘ DBA O OJCA!!! 

CZEKAMY NA KOLEJNE SĄDY! JEST JESZCZE DEMOKRACJA W TYM KRAJU :))))

Waldemar Mystkowski pisze o odważnym zachowaniu sędziego Wojciecha Łączewskiego.

Sędzia Łączewski nie uznał Przyłębskiej jako prezes TK

Osiągnięciem rządów PiS jest niedziałające prawo, które zmierza do bezprawia. Takich decyzji jak sędziego Wojciecha Łączewskiego będzie więcej. I nie pomoże żadne ręczne sterowanie składami sędziowskimi przez magistra Zbigniewa Ziobrę, człowieka, który nie ma autorytetu nawet w najbliższym otoczeniu.

Sędzia Łączewski nie uznał pełnomocnictwa reprezentanta Trybunału Konstytucyjnego, bo zostało podpisane przez nielegalnie wybraną prezes TK Julię Przyłębską. W takiej sytuacji proces mógł być tylko odroczony, a wytoczył go przedsiębiorca Marek Jarocki, domagając się odszkodowania po tym, jak Trybunał Konstytucyjny oddalił jego skargę.

Tym samym władze Trybunału Konstytucyjnego zostały uznane za nielegalne i wszystkie dotychczasowe orzeczenia przez niego wydawane mogą być kwestionowane w świetle obowiązującego prawa. Co odważniejsi sędziowie orzeczenia Trybunału – wydane po odejściu z szefowania TK przez prof. Andrzeja Rzeplińskiego – mogą uznać za nieistniejące i wyrokować wg artykułów Konstytucji RP.

Sędzia Łączewski to ten sędzia, który skazał wiceszefa PiS Mariusza Kamińskiego na 3 lata więzienia. Gdy wyrok nie był prawomocny, Kamiński został „ułaskawiony” – wbrew podstawowej logice – przez Andrzeja Dudę tylko dlatego, że był potrzebny jako minister do rządu Beaty Szydło.

Przecież ułaskawienie dotyczy kary, a nie pamięci – tej się nie wymazuje i Kamiński na zawsze zostanie kryminalistą. Zresztą Sąd Najwyższy wypowiedział się o kolejnym sprowadzeniu funkcji prezydenta do roli Adriana granego przez Dudę. Duda nie może występować jednocześnie jako władza sądownicza, bo tym w istocie było ingerowanie ułaskawieniem w procedury sądowe. Kamiński po ułaskawieniu zrzekł się apelacji, tym samym wyrok stał się prawomocny, a ułaskawienie jako niedziałające.

Bezprawie mamy więc całą gębą. Zastanawiające jest, jak bronią tego bezprawia rządzący. Albo są beznadziejni intelektualnie, albo tak cyniczni, iż swój elektorat uważają za ciemny lud.

Sędziego Łączewskiego należy uznać za odważnego prawnika. Takich się boją – tchórzem podszyci – Duda, Ziobro i Kaczyński.

KONKURS DLA INTERNAUTÓW 🙂 ZGADNIJCIE ZA CO TA ODZNAKA? :)))

>>>

TO PRZELAŁO CZARĘ GORYCZY !!

O 86. miesięcznicy smoleńskiej piszą w „Wyborczej” Adriana Rozwadowska i Tomasz Nyczka. 86. marsz smoleński nie przypominał w niczym tych sprzed lat. Krakowskim Przedmieściem przemaszerowało ok. 400 osób, a prezes Kaczyński – choć dobitnie mówił o „rozbudowanej agenturze obcych państw w Polsce” – przemawiał bardzo krótko.

Kiedy Obywatele RP buczeli krzyczeli „Do kościoła!” i „Będziesz siedział!”, prezes PiS Jarosław Kaczyński odpowiadał:

– Ekshumacje pokazują bezmiar barbarzyństwa. I to barbarzyństwo ma w Polsce swoich obrońców. Słyszymy ich właśnie. Ale prawda zwycięży. I żadne próby przeciwstawienia się prawdzie nic nie pomogą. Okrzyki „Do kościoła!” to żądania komunistów. Ale będziemy wiedzieli, jaka jest przyczyną katastrofy. W Polsce ogromnie rozbudowana jest agentura obcych państw. Musimy się z tym liczyć. Ale zwycięży Polska, zwycięży niepodległość!”

86. miesięcznica budziła spore obawy. Prócz miesięcznicy i organizowanej regularnie od roku kontrmiesięcznicy stowarzyszenia Obywatele RP, do tych ostatnich dołączyły organizatorki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet (OSK), który 3 października 2016 roku odbył się w 150 miastach Polski.

Zapowiadano, że dojdzie do blokady marszu, a kontrmanifestanci – w geście protestu przeciwko podpisanej w marcu przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji prawa o zgromadzeniach publicznych – będą usiłowali przedrzeć się najbliżej Jarosława Kaczyńskiego ja się da.

Krakowskie Przedmieście zostało gęsto zastawione barierkami, wszystkie ulice wokół pałacu prezydenckiego zostały zablokowane, dostępu do pałacu broniło kilkudziesięciu policjantów. Na Krakowskim Przedmieściu pojawili się też obserwatorzy z Amnesty International.

Kazanie na mszy w intencji ofiar przede wszystkim o homoseksualizmie

Jak co miesiąc obchody katastrofy smoleńskiej rozpoczęły się od mszy świętej w intencji ofiar w bazylice pw. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Każdy wchodzący był sprawdzany przy pomocy wykrywacza metalu. Nie wszystkim udało się wejść do środka – chętnych było zbyt wielu. Przed kościołem stanęło z kolei stoisko komitetu społecznego budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego oraz stoisko z książkami. Tytuły? M.in. „Judeopolonia” i „Przedsiębiorstwo Holocaust”.

Kazanie podczas mszy wygłosił ksiądz profesor Andrzej Filaber:

– Aborcja, eutanazja, in vitro są przedstawiane jako wartości europejskie. Ale w rzeczywistości to uleganie namowom szatana – tłumaczył ks. Filaber. Skrytykował też m.in. określenie „partner życiowy” oraz zajął stanowisko w sprawie homoseksualizmu: – Chrystus nie jednoczył w tolerancji tylko w miłości. Gdy człowiek wchodzi na drogę zła to trzeba mu zwrócić uwagę. Agresywna postawa środowisk homoseksualnych jest ukazywana jako norma europejska. Nie można patologii przedstawiać jako wartości – mówił ks. Filaber. Marsze równości określił mianem pochodów „marginalnych grup społecznych”. – Dziś wiele się mówi o islamofobii. Ale kiedy obraża się chrześcijaństwo, nazywane jest to sztuką. Dziś ludzi ogarnia jedna fobia – chrystianofobia.

Przechodnie: ”No i kto za to płaci? My”

Zaraz po mszy Marsz Pamięci miał wyruszyć w kierunku Pałacu Prezydenckiego. Ale jego start się opóźniał, bo na trasie przemarszu usiedli przedstawiciele Obywateli RP i OSK. Na placu Zamkowym pojawiło się kilkuset policjantów. Doszło do przepychanek z policją, która siłą usuwała osoby blokujące marsz – m.in. Władysława Frasyniuka, Ewę Siedlecką, Joannę Scheuring-Wielgus a także Sebastiana Słowińskiego, laureata tegorocznej olimpiady filozoficznej, który nie przyjął dyplomu od prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz po tym, jak ta odmówiła poparcia dla Parady Równości.

Policja wynosiła blokujących marsz kilkadziesiąt metrów dalej, gdzie byli legitymowani. Z kolei przechodnie głośno komentowali ilość policji i denerwowali się: „No i kto za to płaci? My.”

Kiedy wreszcie policja zniosła z trasy wszystkich blokujących marsz, a służba porządkowa PiS utworzyła szpaler, który umożliwił jego rozpoczęcie, okazało się, że nie był zbyt okazały: uczestniczyło w nim ok. 400 osób, a na jego czele szli m.in. minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak i marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Policja skieruje do sądu wnioski o ukaranie blokujących marsz

Kiedy marsz ruszył, Obywatele RP i Ogólnopolski Strajk Kobiet wznieśli w powietrze białe róże. „Do kościoła!” – skandowali. Marsz odpowiadał: „Zdrowaś Maryjo”. Do idącego na czele marszu Jarosława Kaczyńskiego Obywatele RP krzyczeli: „Będziesz siedział!”. W odpowiedzi prezes PiS uśmiechał się.

Już po zakończeniu marszu Obywatele RP podali przez megafon informację, że lider opozycji z czasów PRL Władysław Frasyniuk został zatrzymany przez policję. To nie było jednak do końca prawdą – Frasyniuk został wylegitymowany. Grozi mu grzywna.

Jak wyjaśnia jednak Mariusz Mrozek, rzecznik stołecznej policji, osoby, które blokowały przejście Traktem Królewskim były wynoszone, ponieważ popełniały wykroczenie:

– Były o tym informowane, wcześniej wykorzystaliśmy zespół antykonfliktowy, jasno i klarownie tłumaczyliśmy, że mają opuścić trasę marszu, niestety argumenty słowne nie znalazły zrozumienia, więc policjanci byli zmuszeni użyć siły fizycznej. Tak stało się wobec wszystkich osób, które blokowały marsz, w tym także wobec Władysława Frasyniuka – tłumaczy Mrozek. I dodaje: – Będziemy kierować wnioski do sądu o ich ukaranie zgodnie z obowiązującym prawem.

SMUTEK, WSPOMNIENIE ZMARŁYCH, ZADUMA, SZACUNEK – TAK ŚWIĘTUJĄ PAMIĘĆ OFIAR. BRAK SŁÓW…

Waldemar Mystkowski pisze o Trumpie, ktory przyjedzie do Polski.

Wizyta prezydenta USA w Polsce zawsze jest dla nas najważniejsza. Szczególnie takiego „dziwnego” prezydenta jak Donald Trump i w takim czasie. No, właśnie! Dlaczego nie ma analiz tego wydarzenia z polskiej strony, przynajmniej władz PiS, nie ma zbytniej euforii?

Trump ma wpaść do Warszawy 6 lipca na dzień przed szczytem G20 w Hamburgu. Już to powinno spowodować namysł, bo w komunikacie administracji waszyngtońskiej na pierwszy plan wybity jest fakt: „Trump wygłosi ważną przemowę”. Dlaczego jej nie wygłosi w Hamburgu? Czyżby raptem Polska stała się dla Trumpa tak bardzo ważna? Wszak widzieliśmy na obrazkach wideo ze szczytu NATO w Brukseli, jak potraktowani zostali przez niego polscy politycy (nienachalnym zignorowaniem), gdy zasadzili się pod drzwiami na prezydenta USA, a gdy podszedł Andrzej Duda, Trump odszedł, niespecjalnie kontaktując, kto to zacz.

Wygląda na to, że wizyta Trumpa w Polsce zaskoczyła także PiS. Prezydent USA nie zmienił swojego poglądu na Unię Europejską, podczas spotkania z politykami Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej jego niechęć była widoczna. Dawało się odczytać, iż Trump czeka na swoją przepowiednię: rozpad Unii. Relacje Trumpa z Berlinem są najgorszymi stosunkami USA i Niemiec po II wojnie światowej. Nawet widać, że nie chodzi o handel – nadwyżkę Niemiec – ani o wysokość wkładu PKB na obronność. To tylko preteksty, bo takie sprawy między sojusznikami załatwia się za kulisami.

Trump ma problemy u siebie, bo jest zagrożony impeachmentem. Na jego współpracownikach i na nim samym ciąży podejrzenie zbyt bliskich związków z Kremlem. Trump miał do tej pory okazję, aby zerwać te podejrzenia, przede wszystkim wypowiedzieć się jasno, do jakich dąży relacji politycznych z Moskwą. Sporo czasu minęło, a twarda deklaracja jeszcze nie padła. Jego poprzednik Barack Obama zaproponował Rosji reset, czyli zapominamy, co złe, budujemy na nowo wspólne dobro. Kreml dobro rozumie tylko na swoje oligarchiczne kopyto.

Czyżby Warszawa miała być tym miejscem, gdzie ogłoszona ma być polityka Trumpa w stosunku do Rosji? Dlatego wybrał Polskę, bo ograć takich niezgułów, jak Waszczykowski i Duda, potrafią co zdolniejsi politolodzy z naszych uczelni, bez zawyżania poprzeczki akademików z Yale czy Princeton.

Polityka wschodnia PiS jest prymitywna, oficjalnie zieje nienawiścią do Moskwy, a naprawdę jest bezradna intelektualnie, jak to ostatnio ładnie ujął metaforycznie Ludwik Dorn: to chodzący deficyt intelektualny.

Czyżby Trump miał przyjechać do Polski i ograć władze PiS w kwestii polityki wschodniej? Jesteśmy izolowani na Zachodzie, a takich łatwo oskubać.

WOLNOŚĆ WEDŁUG KACZYŃSKIEGO. I JEGO DOCHODZENIE DO PRAWDY. WSTYD !!!!!!!!!!!!!!!!

JEDYNA RADOŚĆ DZISIAJ. BRAWO PIŁKARZE. BRAWO ROBERT. PROSIMY O WIĘCEJ 🙂

>>>