Posts Tagged ‘Donald Tusk’

Pogromca Donald Tusk

„Kłamstwa mogą być bardzo użyteczne w kampanii wyborczej, ale mają swoje długie, długie konsekwencje”.

Wyznaczeni przez Jarosława Kaczyńskiego szefowie sejmowych komisji padają na retorycznym polu bitwy jak kawki. Ich pogromcą jest Donald Tusk. Wcześniej Małgorzata Wassermann oddelegowana została do zbadania afery Amber Gold, dostała do pomocy klowna Marka Suskiego. Może żałować, iż się zgodziła, bo jej kariera została zwichnięta, a miała duże ambicje.

Obecnie widzimy, jak wciry dostaje Marcin Horała, który szefuje komisji ds. VAT. Tusk punktuje go i posyła na dechy. Spektakl jest jednostronny i gdyby to był boks, Horała odesłany zostałby do narożnika już w pierwszej rundzie.

Przesłuchanie Tuska uzmysławia, że mamy dwie Polski. Nie tylko polityczne, jedną Polskę otwartą, ambitną, z różnymi mniej i więcej zdolnymi ludźmi. A z drugiej strony Polskę załganą, której patronuje prezes Jarosław Kaczyński, lgną do niego postaci, które nie mają większych talentów, acz chcieliby przeszwarcować się przez politykę i życie, jak wspomniani Wassermann i Horała.

Horała może i przygotował się do przesłuchania Tuska, lecz w nocy musiały dopaść go koszmary. Zapamiętamy go, iż do Unii Europejskiej zaliczył Lichtenstein i Andorę. Niespecjalnie to różni się od wiedzy Beaty Szydło, który nie wiedziała, kiedy to Polska wstąpiła do Unii Europejskiej.

Precyzyjnie Tusk wyłożył, o co chodzi w tych spektaklach: „Tu nie chodzi o żadne szukanie sprawiedliwości. Oni nawet nie wierzą w to, co mówią, w te zarzuty, które formułują. Wszystko podporządkowane jest wyłącznie propagandzie”.

Z pewnością Tusk to postać wybitna, ale także inne osoby pokonałyby takich ludzi jak Horała i Wassermann, czy też Mateusz Morawiecki. Albowiem kłamstwa obnażają ich mierność. Tusk: „Kłamstwa mogą być bardzo użyteczne w kampanii wyborczej, ale mają swoje długie, długie konsekwencje”.

Po PiS – czy to na jesieni, czy później – cały kraj będzie długo wychodził z tej traumy. Będziemy na nowo uczyli się, czym jest praworządność, co to Konstytucja, a w mediach publicznych dziennikarze na nowo formułować prawdę o faktach politycznych.

Tusk jest gwarantem, iż PiS nie uda się Polexit

Jarosław Gowin zaznał goryczy dotkliwej porażki z Donaldem Tuskiem, gdy zamarzył sobie wystartować na szefa Platformy Obywatelskiej. Nie był to kompromitujący wynik 1:27, jaki na zawsze opisze kompetencje Beaty Szydło i Jacka Saryusza-Wolskiego, niemniej daje pojęcie o walorach profetycznych i intelektualnych obecnego wicepremiera rządu PiS.

Gowin tym razem nie stawia swojej osoby w szranki z obecnym szefem Rady Europejskiej, lecz chętnie postawiłby jakieś pieniądze u bukmachera, aby choć symbolicznie zmierzyć się z Tuskiem. Tym razem Gowin zajmuje się przewidywaniami co do wyborów prezydenckich, twierdząc, że Tusk „wystartuje w wyborach prezydenckich” i właśnie w związku z tym „postawiłby pieniądze” u buka.

Tusk w tej chwili rozgrywa swoją polityczną partię życia, a stawka jej jest zdecydowanie wyższa niż prezydent RP. Były premier jest głównym negocjatorem ws. Brexitu. Tusk prezentuje stanowisko zatrzymania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej i ma poparcie większości Brytyjczyków, w tym 6 milionów, którzy podpisali się pod petycją dotyczącą pozostania ich ojczyzny w UE.

Niezależnie od tego, jak skończy się Brexit, Tusk jest oceniany jako jeden z najważniejszych polityków europejskich, z którym liczą się wielcy tego świata. Do tego Tusk ma świadomość, że Brexit może w czasie wyprzedzać Polexit, wyjście Polski z Unii Europejskiej.

Bardzo wiele wskazuje, że Polexit jest głównym celem polityki PiS, choć Jarosław Kaczyński i jego akolici nie przyznają się do tego, bowiem Polacy są euroentuzjastami. Pisowcy nazywają to inaczej, jak choćby Witold Waszczykowski, który mówi o „drastycznym obniżeniu poziomu zaufania do Unii Europejskiej”.

Jednym z etapów drastycznego obniżenia poziomu zaufania do Unii jest niedawny wyrok pseudo Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wyboru sędziów KRS przez polityków. Ten wyrok zderzy się z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości UE w tej samej sprawie, acz definiującym inaczej, czy taki KRS jest zgodny z prawem unijnym. Oczywiście, że nie. Będą z tego takie konsekwencje, że Polska rządzona przez PiS poniesie konsekwencje nie tylko polityczne, ale i sankcje finansowe, które nałoży Bruksela.

Tak będzie wyglądało „drastyczne obniżenie poziomu zaufania”. PiS w tej kwestii ma przećwiczoną śpiewkę: „nam się należy”, mimo że ich władza nie trzyma standardów demokracji zachodniej.

A Tusk w sprawie Brexitu ćwiczy możliwość pre-Polexit, który szykuje nam PiS. Oby i w tej kwestii Gowin, a za nim pozostałe marionetki Kaczyńskiego – Szydło, Mateusz Morawiecki et consortes – zaznały goryczy porażki.

Co może zostać po Jarosławie Kaczyńskim?

PiS już nie ukryje swoich sympatii politycznych, idei, do których partii Kaczyńskiego coraz bliżej, a tym samym odkrywają się dla pozostałych Polaków zamiary obecnej władzy.

Awansowanie Adama Andruszkiewicza na wiceministra cyfryzacji to nie tylko gest w stronę środowiska nacjonalistów, neofaszystów, to pokaz na zewnątrz, a staje się nadto czytelny, gdy docierają informacje, iż wiceminister jest agentem wpływu Kremla, a jego wypowiedzi na temat wschodniego sąsiada nasuwają podejrzenia, iż nie tylko agentem wpływu.

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz dyplomatą raczej nie jest, co wydaje się dziwnym atrybutem wykonując tę funkcję, lecz przy pisaniu o politykach PiS zdziwienie należy porzucić.

Nagle Czaputowicz dostał zajadów, gdy wymienił nazwisko Donalda Tuska określając tego najwybitniejszego polskiego polityka (przynajmniej dotychczas w XXI wieku) jako reprezentanta Niemiec w Radzie Europejskiej, w tym wypadku należy porzucić inne zdziwienie, gdy widzimy jak polityk PiS pluje na Polaka.

Czaputowicz opluł Tuska, a tak naprawdę Brukselę i najlepszego naszego sojusznika na Zachodzie, Niemcy. Ten „dyplomata” zalicza się do kategorii ukutej przez Władysława Bartoszewskiego, do dyplomatołków. Trzymany był za czasów Tuska w MSZ jako dyrektor jednej z komórek ministerialnych. Czekam aż wyrazi się, jak Mateusz Morawiecki, iż donosił Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Czyżby wspólną cechą polityków PiS było donosicielstwo, agenturalność, przypadłość charakterologiczna wszystkich złamasów, ludzi niegodnych zaufania?

Konteksty powyższych wypowiedzi i awansu są oczywiste, PiS gra na rozwalenie Unii Europejskiej. Więcej będziemy wiedzieli po wizycie wicepremiera Włoch Metteo Salviniego u Kaczyńskiego, lidera antyeuropejskiej Ligi Północnej, ten się nie kryje, że w polityce chodzi mu o rozbicie instytucji europejskich, a przy tym obnosi się z t-shirtem, na którym nosi portret swojego guru i sponsora, Władimira Putina.

Co miałoby zastąpić Unię Europejską? Oczywista oczywistość dla Kaczyńskiego, Salviniego, Marine le Pen i innych nacjonalistów, neofaszystów – egoizmy narodowe. A te wielokroć na naszych kontynencie przerabiano z takimi spektakularnymi „finałami”, jak I i II wojny światowe. Od 1945 roku gwarantem, iż do takich hekatomb nie dochodziło, była Unia Europejska. Jak to właściwie ujął szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker: „Wystarczy iść na cmentarz wojenny, by zdać sobie sprawę z tego, jaka jest alternatywa dla jedności europejskiej”.

I za tym optuje prezes PiS – za cmentarzem. Wybitna poetka Ewa Lipska pisze: „Był już taki egzamin z historii / kiedy naraz wszyscy uczniowie oblali. / I został po nich uroczysty cmentarz”. Politycy opozycji wszystkich opcji muszą odstawić Kaczyńskiego i jego „złamasów” od rządów, bo zostanie po nas cmentarz.

Macierewicz nie uniknie odpowiedzialności

Były szef MON dostał się w ręce Temidy, która będzie ważyła jego uczynki.

Nie dają się upchać pisowskie „trupy” w szafie. Krystyna Pawłowicz tylko kilka dni wytrzymała i musiała zakomunikować swoje „a kuku” o przerwaniu kuracji. Na co zapadła posłanka PiS? Raczej nie na mądrość…

Pawłowicz to jednak tylko pryszcz, bo inny prominentny osobnik wypada z szafy – wiceprezes PiS Antoni Macierewicz i to w dwóch sprawach, których jest inicjatorem. Nie wiadomo, która jest ważniejsza, bo obydwie są najcięższego kalibru. Ich finały – kiedyś do takich dojdzie – mogą być szokujące dla publiczności.

Gdy jeszcze był ministrem, Tomasz Piątek opublikował książkę „Macierewicz i jego tajemnice” – najlepiej sprzedającą się pozycję w kraju w ubiegłym roku. W tym bestsellerze opisane zostały podejrzane – i tak jest to eufemizm – związki Macierewicza z Rosją, m.in. z bossami mafijnymi, którzy mają przełożenie na Kreml. Piątek to bardzo solidny dziennikarz, obszernie udokumentował swoje podejrzenia.

Macierewicz wybrnął z tego w ten sposób, że doniósł do prokuratury wojskowej na Piątka, iż podejrzewa go o terroryzm (art. 224 kk) i znieważenie organu konstytucyjnego (art. 226 kk). Ponadto Macierewicz swoją emfatyczną retoryką oskarżył dziennikarza o skompromitowanie Polski i psucie relacji z Donaldem Trumpem.

Prokuratura ślimaczyła śledztwo, aż Macierewicz przestał być ministrem i umorzyła, radząc wiceprezesowi PiS, aby wystąpił przeciw Piątkowi z powództwa cywilnego. Piątkowi postanowienie prokuratury nie spodobało się, on z kolei złożył doniesienie, iż Macierewicz go zastraszał, używając swojego stanowiska. Ale prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, bo… Macierewicz działał w dobrej wierze. I oto wypada trup z pisowskiej szafy, bo Sąd Rejonowy w Warszawie nakazuje prokuraturze zbadanie, czy Macierewicz nie nadużył swojego stanowiska i nie złożył fałszywego zawiadomienia na Piątka.

Macierewicz dostał się w ręce Temidy, która będzie ważyła jego uczynki. Druga sprawa jest może nawet ciekawsza, ale subtelna jak diabli i nadaje się do typu narracji literatury pięknej, gdyż rola Macierewicza jest iście diaboliczna, a dotyczy katastrofy smoleńskiej. Macierewicz złożył doniesienie na Donalda Tuska, iż ten dopuścił się zdrady dyplomatycznej w sprawie śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej. Tusk składał już zeznania w tej sprawie. W styczniu 2019 roku ma być przesłuchiwana tłumaczka Magda Fitas-Dukaczewska, która uczestniczyła w rozmowach byłego premiera rządu RP z Władimirem Putinem. Narracja smoleńska PiS dopala się, Kaczyński osiągnął swój cel – władzę i pomnik brata Lecha wyższy niż Piłsudskiego. Ale Kaczyński chce dopaść Tuska.

Macierewicz choćby milczał, miał usta zaklejone taśmą samoprzylepną, to i tak nie uniknie odpowiedzialności przed historią. Przemawiać będą przeciw niemu  fakty, a ich charakter jest dla niego druzgocący i kompromitujący.

Donald Tusk o harataniu, płucach i potrzebie prawdy

Donald Tusk w Dortmundzie na tamtejszym Uniwersytecie Technicznym otrzymał tytuł doktora honoris causa. Dortmund jest bliski sercu polskiego kibica, bo miejscowy klub odnoszący największe sukcesy w europejskiej piłce był i jest przystanią dla najlepszych polskich piłkarzy. To jakby filia polskiej reprezentacji „haratającej w gałę”. Ostatnio trzech naszych wybitnych reprezentantów sięgało z dortmundzkim klubem po najwyższe trofea klubowe, a byli to Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski.

Dortmund zatem czuje sympatię do naszego narodu, nieprzypadkowo właśnie tamtejsza uczelnia przyznała honoris causa Tuskowi. Jeżeli jakaś niemiecka uczelnia miałaby nagradzać wybitnego polskiego polityka – i do tego marzyciela piłkarskiego – tym honorowym prestiżowym tytułem, to tylko z Dortmundu.

Tusk zarówno w rozmowie z dziennikarzami, jak i w wykładzie nie omieszkał podkreślić swoich związków z piłką, a nawet wyznał, że jego marzeniem było uprawiać zawodowo piłkę. Owe marzenia realizują się w młodości, a dojrzały człowiek może rekreacyjnie wybiec na boisko i sobie poharatać. Tak też robi Tusk, ja zresztą też.

Jaką wartością dla polskiej polityki jest Tusk, nikogo nie muszę przekonywać, zwłaszcza w obecnych marnych czasach, gdy sypie nam się w kraju demokracja, a państwo prawa stacza się w bezprawie.

Na podstawie emocji udzielających się na piłkarskich stadionach Tusk w swym wystąpieniu porównał je z politycznymi, związek emocji jest silny zwłaszcza w podziale na „my” i „oni”, są wówczas zarzewiem do prymitywnej wspólnoty plemion. To jest gleba dla nacjonalizmu, dla budowanie mitów i symboli, które zawsze są fałszywe, gdy obierają wroga, aby poprzez niego definiować własną tożsamość.

W świecie emocji „lider jest ważniejszy niż wartości”. No, właśnie, a tak nie powinno być. Oddaję glos Tuskowi: „Nie zawsze byłem grzeczny. Z bliska obserwowałem, i sam brałem udział w tym, jak emocje ze stadionu przenoszą się na ulice. Ze sportu do polityki. I musiało minąć wiele czasu bym zrozumiał, że obowiązkiem każdej osoby w życiu publicznym, polityce i codziennym życiu, jest unikanie konfliktu i przemocy”.

Szef Rady Europejskiej odwołał się do doświadczenia z Grudnia 1970 roku, a także do najlepszych kart polskiej historii – klasycznej „Solidarności”. „Wydawało mi się, że jedyną odpowiedzią na przemoc władzy jest właśnie stosowanie przemocy. Prawdziwe zwycięstwo, jak pokazał czas, nie ma z tym nic wspólnego. Doświadczenie „Solidarności”, moje doświadczenie”.

I bodaj najważniejsze słowa, najważniejsze dla naszego coraz bardziej kruchego humanizmu: „Można wygrać odrzucając podział na plemiona„. Bo miłość zawsze zwycięża.

Tusk w rozmowie z dziennikarzami delikatnie zwrócił uwagę obecnemu premierowi RP Mateuszowi Morawieckiemu: „Jesteśmy zagrożeni kłamstwem i manipulacją w przestrzeni publicznej. Przywrócenie prawdy w polityce jest rzeczą pilną i to mówię nie tylko premierowi Morawieckiemu”. A co do bijącego serca Europy, które wygrzmiało na ostatniej konwencji PiS, były premier zwraca uwagę na inną część ciała, która jest w tym okolicznościach najważniejsza: „Dziś warto zadbać o płuca, nawiązuję tu do szczytu w Katowicach. Wszyscy wiemy jak Polacy są zmęczeni stanem powietrza i tym, że nie dba się o ich zdrowie. 11 tys. ludzi więcej niż rok temu zmarło w Polsce w ciągu miesiąca z powodu smogu”.

Chciałoby się w tym miejscu strawestować słynne hasło: „Ekonomia, durniu!”. A więc: „Płuca, durniu!” Jak one przestaną działać, to serce nie zabije.

Prezesie PiS, wygląda na to, że władza wam się rypła

W piątek do siedziby PiS przy Nowogrodzkiej Jarosław Kaczyński wezwał premiera Mateusza Morawieckiego i inny drobiazg partyjny, zrobił burzę mózgów: jak wybrnąć z afery Komisji Nadzoru Finansowego, mimo że przewodniczący Marek Chrzanowski podał się do dymisji.

Politycy PiS jak kibice polskiej reprezentacji po przegranym meczu śpiewają chórem: „Polacy nic się nie stało, hej, hej”. Ale to zabijanie się pod pachami nikogo nie przekonuje.

Tym bardziej, że Roman Giertych ma inne niespodzianki, a te powodują, że nastroje w PiS są minorowe. W poniedziałek media będą się karmić zapisem wideo z Chrzanowskim i podobnymi mu z KNF. Wygląda, że to będziemy mieli do czynienia z kolejnym wariantem metody wiceszefa PiS Adama Lipińskiego, który swego czasu chciał skaperować Renatę Beger z Samoobrony, ale ta korupcję pisowskiego polityka nagrała i sprawa się rypła.

Przy okazji dowiadujemy się, kto to jest zacz ten Chrzanowski. Wychodzi, iż to ambitny człowiek, nie nazbyt profesjonalny, który po kumotersku zaczął robić karierę za sprawą Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Nie ma co jednak ironizować, bo wiarygodność całej branży bankowej została podkopana, a zatem i depozytariuszy banków. Po dymisji Chrzanowskiego winny nastąpić następne i także odejść Glapiński oraz Zdzisław Sokal. To znaczyłoby, iż państwu polskiemu zależy na stabilności sektora bankowego.

PiS jest jednak do samych trzewi skorumpowany, raczej nikogo nie powinno to dziwić. Strach zagląda im w oczy, bo wszystko zaczyna się sypać. Drżenie łydek jest aż nazbyt widoczne.

Jak boją się opozycji widać po okładkach dwóch najważniejszych tygodników prawicowych „Sieci” i „Do Rzeczy”. Obydwa periodyki na okładkach umieściły Donalda Tuska, a jedna nawet odwołuje się do porządku z nie tego świata „Boże, chroń nas przed Tuskiem”.  Zawołanie z okładki rozbierając logicznie może świadczyć, iż wielkość Tuska jest rzędu Boga, który jednak jako ich Pan ześle na PiS Pana Tuska.

Nie trzeba było grandzić, aby teraz się modlić, na nic kierkegaardowskie „bojaźń i drżenie”. W KNF korupcja się rypła, czekamy wszyscy z utęsknieniem, aby partii Kaczyńskiego władza się rypła na amen.

„Wina Tuska” zamieniona w siłę Tuska

Donald Tusk w XXI wieku odniósł w polskiej polityce największe sukcesy, a osobiście wspiął się najwyżej z Polaków w polityce globalnej, o ile pominiemy Jana Pawła II. Tusk więc sam w sobie jest wartością największą, pozostaje też taką nadzieją demokratów.

Zagrożenie dla Polski ze strony PiS nie ulega wątpliwości. Wyprowadzają nas z Unii Europejskiej, acz zaprzeczają, bo Polacy są ciągle najbardziej prounijnym narodem. Jak jednak zdefiniował cele pisowskie Andrzej Duda, Bruksela i Europa mają inne wizje państwa niż „my”, czyli PiS. Przekonywać do tego nie musi nawet Kaczyński: wizja PiS to coraz mniej demokracji, autokracja, media sprzyjające rządzącym, zaściankowość i osamotnienie. Polska już to przerabiała w historii, z tego powodu tracąc niepodległość.

W tej chwili polskie państwo znalazło się na rozdrożu: albo pozostaniemy w głównym nurcie cywilizacji Zachodu, do którego z takim trudem udało nam się doszlusować, albo obsuniemy się w zmarginalizowanie, czyli doświadczymy upadku jako państwo i społeczeństwo. Afera KNF w sprawie Getin Noble Banku na szczęście ujrzała światło, PiS buduje jak Putin swoją klasę oligarchiczną i jedną z metod jest bank za złotówkę.

Tusk metodę PiS nazwał współczesnym bolszewizmem, a to dlatego, że chcą zawłaszczyć każdą sferę. Czy Tusk wróci do lokalnej polityki? – od pewnego czasu spekulują media i powołują się na swoje źródła. Jak to ze źródłami, zwykle manipulują one redaktorami.

Wygląda jednak na to, że Tusk powróci przynajmniej po to, aby zjednoczyć opozycję. Czy się to uda? Musimy mieć na uwadze specyficzność uprawianej polityki przez Kaczyńskiego – potrafi skłócić dwa końce tego samego kija i do tego wyzyskuje niekoniecznie sprzyjających mu polityków i publicystów. Prezes PiS jest papieżem mącenia.

Tusk ponoć ma nadać siłę polityczną zjednoczonej opozycji już w kampanii do wyborów parlamentarnych. Pamiętajmy, iż staje naprzeciw niego mąciciel Kaczyński, a ten może przyspieszyć wybory i nawet dokonać roszady – najpierw ogłosić wybory parlamentarne, czym utrudniłby opozycji wiele politycznych decyzji i pokrzyżowałby plany.

Nie działa już „wina Tuska”, która w pewnym momencie zaczęła się przeradzać w „siłę Tuska”. Tę siłę można było zobaczyć już kilka razy na oczy, a to jak był przesłuchiwany w komisji ds. Amber Gold i podczas Igrzysk Wolności, gdy przyćmił wszystkich celebrytów PiS podczas Święta Niepodległości i rzucił owe hasło uderzające partię Kaczyńskiego w splot słoneczny: „pokonać współczesnych bolszewików”.

Czy Kaczyński szykuje przyspieszone wybory parlamentarne?

PiS Polską raczej się nie martwi. Oni martwią się o władzę, o koryto, a scenariusz kampanijny nie jest dla nich korzystny. Mogą więc zechcieć zawrócić bieg wydarzeń. Najpierw jednak zmierzą się z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości UE, który w najbliższy piątek wysłucha stron w sprawie decyzji dotyczącej zawieszenia stosowania przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym.

A dzisiaj właśnie w tej sprawie w Brukseli zebrała się Rada ds. Ogólnych, na której nie był żaden polski minister ani wiceminister spraw zagranicznych. Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans był tym wielce zaniepokojony i debatę o Polsce zamknął w 15 minutach. Mateusz Morawiecki w niedzielę zapewniał, iż strona polska w sprawie Sądu Najwyższego przedstawi „bardzo konkretne kroki”. Jakie zatem one będą, gdy dzisiaj są trzymane w tajemnice? A ponadto, co znaczą słowa, że „kompromis wymaga takich jakichś ustępstw z obu stron”. Wszak ani Komisja Europejska, ani TSUE nie demolowali Sądu Najwyższego ani wcześniej Trybunału Konstytucyjnego i sądownictwa.

Można zatem spodziewać się dalszego matactwa rządu pisowskiego, który zechce oddalić w czasie wyrok Trybunału unijnego. Jeżeli dorzucimy do tego stwierdzenie Andrzeja Dudy, że „Bruksela i Europa mają inną wizję państwa niż my”, to możemy spodziewać się, że kompromisu nie będzie.

A zatem, co nas czeka? Prędzej czy później Polexit, który nie ma jeszcze „wzięcia” wśród elektoratu partii Kaczyńskiego, ale nie musi być ostatecznie odstręczający. I właśnie w tym momencie należy uwzględnić to, iż PiS zechce zmienić bieg spraw, przyspieszyć, bo kalendarz wyborczy nie jest dla niego korzystny. A do tego odnowił się w przestrzeni publicznej Donald Tusk, polityk wybitny i skuteczny, który potrafi wygrać z Kaczyńskim i jego marionetkami.

Na agendę wchodzi – na razie jako tajemnica poliszynela – temat przyspieszonych wyborów parlamentarnych, które mają swoją kolej po wyborach do europarlamentu, ale przecież nie muszą. Mogą być już wiosną 2019 roku, gdy Komisja Europejska za sprawą wyroku TSUE jeszcze nie wdroży sankcji.

Już raz Kaczyński na przyspieszeniu wyborów przewiózł się w 2007 roku. Dzisiaj jednak jeszcze Tuska w Polsce nie ma, 2,5 letnia kadencja w Brukseli kończy mu się na jesieni 2019 roku.

Tusk ma świadomość, że Kaczyński coś szykuje, dlatego usłyszeliśmy w Łodzi podczas Igrzysk Wolności tak zdecydowane jego słowa o sytuacji w Polsce i demonstracyjną solidarność z Grzegorzem Schetyną w sprawie jednoczenia opozycji. Ciągle do odwrócenia jest fatalna sytuacja Polski na zewnątrz, której losy się ważą, czy pozostanie liczącym się graczem na Zachodzie, czy zostanie wepchnięta przez PiS w łapy Kremla.

Duda jak Benny Hill został pogoniony przez ONR

Władza nie potrafiła obronić siebie przed własnymi nacjonalistami i neofaszystami

Gdy kiedyś solidny historyk spojrzy na dzień, w którym świętujemy 100. lecie odzyskania niepodległości, co zobaczy?

Władzę, która szybko okazała się wstydem dla rodaków i która nie potrafiła obronić siebie przed własnymi nacjonalistami i neofaszystami, a nawet sprowadzonymi z zewnątrz, z Włoch.

Zobaczy prezydenta, który nie ma w sobie krzty przyzwoitości, nie dość, że swoją osobą nie potrafił przekonać nikogo znacznego z zagranicy, ale najwybitniejszego obecnie polityka polskiego, szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska ustawił w piątym rzędzie, bo nie jest z jego opcji politycznej.

Zobaczy manifestację rządową, która została doproszona do manifestacji nacjonalistów i neofaszystów, a gdy już ruszyli okazywać sztuczną radość, prezydent RP wraz z premierem i faktycznym odpowiedzialnym za groteskowy stan ojczyzny, prezesem partii rządzącej, uciekali jak Benny Hill przed pogonią nacjonalistów. Muzyczka z tyłówki telewizyjnej brytyjskiej komedii w odcinkach to niemal oficjalny hymn tego dnia, a nie żaden Mazurek Dąbrowskiego.

O prezydencie, premierze i prezesie należy opowiadać ze świadomością, że z tła wydobywa się muzyczka z Benny Hilla, a symbolem tego oficjalnego obrazka jest jakość oleodruku z jeleniem na rykowisku. Nasza ojczyzna wygląda jak jakiś podrzędny zapomniany kraj, a patriotyzm – uczucia, które winno się wymawiać „rzadko na moich wargach” – został zeszmacony jak biało-czerwona flaga powiewająca obok flag ONR.

Przyszły historyk będzie musiał zmierzyć się z tymi nie zasługującymi na pamięć postaciami polityków rządzącej partii, bo taka jest jego profesja, ale pocieszający dla niego i dzisiaj dla nas jest podskórny nurt pod powierzchnią zdarzeń, wynoszący do reprezentowania rodaków osoby, na które zasługuje dumny naród Polski.

Wspomniany już Donald Tusk, który swoją osobą wywyższył imię Polaka, w historii kraju piastuje najwyższą polityczną funkcję w Europie.

Historyk zwróci uwagę na innego polityka, który już za rok spełni swoją przepowiednię z dnia obchodów 100. lecia odzyskania niepodległości: „11 listopada 2019 roku stąd zacznie się wielki, wspólny marsz, gdzie będziemy wszyscy obecni, gdzie wszyscy będziemy mówić: Polska może być wspólnotą, wspólnotą w UE, dumnych ludzi, którzy pamiętają o swojej historii, ale zawsze chcą łączyć, a nie dzielić”.

Tak! To Grzegorz Schetyna będzie dla przyszłego historyka tym ziarnem, z którego zawsze odnawia się Polska, bo przecież nie godzimy się na PiS goniony jak Benny Hill przez ONR.

Tuska słowa na wagę innych: Nie lękajcie się!

W drugą setkę odzyskania niepodległości wkraczamy jeszcze bardziej izolowani od świata niż zamykaliśmy pierwszą setkę. Politycy PiS legitymizowali nacjonalizm i neofaszyzm, bo takim zapowiada się tzw. Marsz Niepodległości.

Jest jeszcze gorzej niż w latach 30. ubiegłego stulecia, gdy Polska nie miała sojuszników i była skazana na przegraną. Wówczas ONR był zdelegalizowany, a dzisiaj spadkobiercy faszystów pójdą obok prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.

Świat to widzi i „doceni”. PiS może się łudzić, iż istnieje jakaś międzynarodówka prawicowa, w której znajdą popleczników. Otóż nigdy takiej nie było, wojny i wrogowie definiują się właśnie poprzez wyższość własnego nacjonalizmu. Dwa nacjonalizmy wchodzą zawsze w konflikt, najpierw zimny, a następnie gorący – wojnę.

My, Polacy możemy liczyć, iż górę weźmie demokratyczność krajów Unii Europejskiej i płynące z niej standardy, które będą przekonujące dla większości Polaków. Mamy czego bronić, gdyż przeciw nam z kartką wyborczą staje tylko 30 kilka procent wyborców PiS. I to należy uzmysławiać, obecna władza może mówić o suwerenności swoich decyzji w imieniu tych 30 procent.

Od trzech lat władza PiS wszystko robi, aby zdemolować ustrój demokratyczny i wydalić nas z UE. Ale ma przeciw sobie zdecydowaną większość, co udowodniły ostatnie wybory samorządowe, w wyniku mobilizacji wyborców partia Kaczyńskiego zobaczyła figę, która zostanie jeszcze bardziej zobrazowana podczas wyborów parlamentarnych, gdy zostaną odsunięci od władzy.

Nie możemy jednak dać sie dzielić, a będą to robić poprzez różnego rodzaju akty prawne i zaniechania w stosunku do instytucji Unii Europejskiej, aby nastawić wrogo Brukselę.

Sojusz PiS z nacjonalistami Marszu Niepodległości to nie przypadek. Do ostatniej chwili ten pakt sojuszniczy był trzymany w tajemnicy, przecież można było jeszcze miesiąc temu aktem prawnym zdelegalizować Marsz Niepodległości.

Racja jest jednak po stronie opozycji, która musi przekuć ją na odsunięcie PiS od władzy. Wybitny historyk Norman Davies, który zna naszą historię jak nikt na świecie, życzy Polsce szybkiego powrotu do zdrowia i spokoju.

Jak nic nie stanie się nieprzewidzianego i politycy opozycji nie popełnią kardynalnych błędów, Polska w następnym roku powinna wstać z łoża boleści i mieć się tak, jak przed 2015 rokiem. Ale temu pacjentowi musimy pomóc my wszyscy.

Donald Tusk twierdzi, że wszystko, co złe jest do odwrócenia, acz po wygranej będziemy musieli żyć obok wyborców PiS, którzy jeszcze bardziej zostaną napuszczeni i szczuci przeciw społeczeństwu obywatelskiemu.

Wystąpienie Tuska w Łodzi podczas Igrzysk Wolności wejdzie do historii polskiej retoryki politycznej, już dzisiaj można je porównać z wystąpieniem innego Polaka, który zwrócił się do nas: „Nie lękajcie się!”. Teraz też mamy do czynienia z podobną wagą słów, dlatego musimy je docenić: „Brońcie tych praw, tej wolności i brońcie polskiej niepodległości. To wasze zadanie”.