Posts Tagged ‘Eliza Michalik’

CZY POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ? ELIZA – JESTEŚMY TWOIMI FANAMI.

ŻAKOWSKI WYJAŚNIŁ NAJLEPIEJ

Do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji

Prof. Wojciech Sadurski w rozmowie z „Newsweekiem” na pytanie o to, co łączy i w czym tkwi siła prezesa PiS oraz prezydenta USA Donalda Trumpa, odpowiedział jednym słowem – nienawiść! – „Obaj budują swoją pozycję na emocjach negatywnych, które w polityce są silniejsze niż pozytywne. Obaj mogą sobie na to pozwolić, bo wiedzą, że nienawiść do politycznych oponentów jest wśród ich wyborców silniejsza niż niechęć ze strony reszty”.

Zapytany o to, z czego ta nienawiść wynika prawnik i politolog ocenił, że „Trumpa wybrała biała klasa pracująca, która na zdrowy rozum nie miała żadnego powodu, aby popierać finansowego oligarchę niereprezentującego jej interesów”. A co stało się w Polsce? Zdaniem Sadurskiego, doszło do „rozczarowania liberalizmem wciąż bardzo młodym i słabo zakorzenionym. Doszło do rozczarowania społeczeństwa kosztami demokracji, wolnością słowa, i zgromadzeń, pozwalającą na manifestacje ludzi nielubianych, uprawnieniami w procesie sądowym, chroniącymi także oskarżonych, nie tylko ofiary” – dodał politolog.

Zdaniem Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”, a demokratyczna większość dała im do tego mandat. – „Nie mamy wykształcenia, ale z tego powodu nie czujemy się gorsi, za nami są tłumy”. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu. – „Wiem, że to wartościujące i aroganckie słowo, używam go niechętnie, ale, niestety, w sposób najbliższy prawdy opisuje rzeczywistość” – stwierdził prawnik w rozmowie z tygodnikiem. Do Kaczyńskiego największą pretensję profesor ma o to, że – jak to sformułował – „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

DWA ZDJĘCIA, KTÓRE O PAŃSTWIE PiS MÓWIĄ WIĘCEJ NIŻ TYSIĄC SŁÓW

Działaczka Obywateli RP napadnięta za odmowę przyjęcia odznaczenia od Dudy

Kinga Kamińska – opozycjonistka z czasów PRL i działaczka Obywateli RP – w listopadzie 2015 r. została odznaczona przez Andrzeja Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności. W 2017 r. Kamińska je oddała. Zapowiedziała też, że nie przyjmie Krzyża Wolności i Solidarności w imieniu swojej matki, która walczyła w Powstaniu Warszawskim.

We wtorek napadnięto ją w Warszawie. Kamińska uważa, że właśnie za tę odmowę. Całą sytuację opisała na Facebooku. – „Schodziłam dziś po południu do metra spiesząc się pod komisariat na Dzielnej, na przesłuchanie Ewy Siedleckiej. Po schodach schodzę raczej powoli i ostrożnie, patrząc pod nogi. Jak to inwalidka. No bo dwie kule i orteza. Powyżej, oparci o murek ograniczający schody, stali czterej młodzi” – napisała Kamińska. – „Może było ich pięciu. Usłyszałam nad głową: to ta? ta!”Kiedy to powiedzieli, odruchowo podniosłam głowę i spojrzałam. I załapałam się na prysznic w pysk – dobrze, że mam okulary. I dobrze, że to było tylko piwo. I jeszcze bardziej dobrze, że nie dostałam tego piwa w butelce” – opowiada.

W 2013 r. Bronisław Komorowski odznaczył Kingę Kamińską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”.

WYOBRAŻACIE SOBIE COŚ TAKIEGO??? FRASYNIUK JUŻ DOŚWIADCZYŁ PAŃSTWA PiS. TERAZ POLICJA MĘCZY GO WEZWANIAMI NA PRZESŁUCHANIA. Kolej na Wałęsę!

JAK WAM SIĘ PODOBA NAZWA?

Waldemar Mystkowski pisze o córce leśniczego.

Córka leśniczego – konspiracja Szyszki

Naród już zapomniał o „córce leśniczego”, w imieniu której minister środowiska Jan Szyszko wręczył kopertę ministrowi Błaszczakowi przed posiedzeniem rządu. Ten ostatni konspiracyjnie rozglądnął się wokół, dostrzegł kamerę Polsatu, zgłupiał, bo zostali delikwenci przyłapani na gorącym uczynku, ale kopertę Błaszczak wziął.

Później Beata Szydło nazwała to „wypadkiem przy pracy”. Wszystko się zgadza – „wypadek” z powodu obecności kamery. Błaszczak jakoby oddał Szyszce list córki leśniczego. Ale o tym wypadku jednak naród chciałby coś więcej wiedzieć, kto jest córką leśniczego i jaki miała wypadek, który zdarzył się 13 czerwca.

Ministerstwo Środowiska właśnie poinformowało, że nie udzieli w ustawowym terminie odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej dokumentów córki leśniczego. Ministerstwo znalazło wybieg, na który się powołuje. „Ze względu na konieczność dokonania analizy sprawy, na podstawie art. 13 ust 2 wyżej cytowanej ustaw, termin udzielenia odpowiedzi zostaje przedłużony do dnia 14 lipca”. Wielce zakonspirowana ta córka leśniczego.

Minie wówczas miesiąc, gdy Szyszko dawał Błaszczakowi kopertę ze słowami: „To jest taka córka leśniczego. Proszę pana, ona prosiła, żebym panu to przekazał. Niech pan to przeczyta, dobrze?”.

Szyszko „taką” proszącą córkę znał. Jaka to konieczność dokonania analizy stoi na przeszkodzie, hę? Aż miesiąc potrzeba na odczytanie imienia i nazwiska pod listem? A może jest ono tak kompromitujące, iż szuka się innej córki leśniczego? Czy Szyszko urządza casting na jakąkolwiek córkę? Szyszko ostatecznie może powiedzieć, że się pomylił, bo to była np. córka myśliwego, córka rzeźnika, etc. A może nawet córka Schetyny.

Koperta wszak też może zaginąć, bo to był „wypadek przy pracy”. Szydło miała wypadek w Oświęcimiu i dziwnym trafem zepsuł się tachometr w limuzynie, w której jechała. Do dzisiaj nie wiemy, z jaką prędkością nastąpił „wypadek przy pracy”.

PiS to partia powypadkowa, katastrofalna, a jej największym „osiągnieciem” jest katastrofa smoleńska.

ŚREDNIOWIECZNE POGLĄDY NASZYCH ŚWIATŁYCH MĘDRCÓW Z PiS MOGĄ WKRÓTCE DOPROWADZIĆ DO WZNOWIENIA WYPRAW KRZYŻOWYCH.

>>>

Reklamy

JESTEM POLAKIEM. NIENAWIDZĘ TYCH, KTÓRZY POLSCE SZKODZĄ. PANIE KACZYŃSKI, ZMIATAJ PAN !!! KAŻDY DZIEŃ RZĄDÓW PIS TO STRATY DLA POLSKI !

Wywiad z Ludwikiem Dornem w „Wyborczej” wiele wyjaśnia z bieżącej polityki „pana” prezesa Kaczyńskiego. Z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego bitwa o prezydenta w 2020 r. ma wymiar egzystencjalny. Teraz PiS pokaże, że idzie na nas unijna nawała, dowodzona przez Niemcy, a jej chorążym jest Tusk. I do wyborów będzie pracować największa machina kłamliwej propagandy i ogłupiania, jaką stworzono w III RP. Po to by w 2020 r. Tusk przegrał – mówi Ludwik Dorn.

Agnieszka Kublik: Donald Tusk został szefem Rady Europejskiej na II kadencję. Żadne z 27 państw Unii nie poparło rządu PiS, nawet Węgry. Co z tą porażką zrobi Jarosław Kaczyński?

Ludwik Dorn*: Porażka, mówi pani? Nie. To, co się stało, było wkalkulowane w plan Kaczyńskiego. Choć może liczył na trochę inny wynik głosowania, np. 25:3.

Wykalkulowana porażka?

– Łączę ją z koncepcją polityczną powstałą w ostatnich miesiącach. Nie twierdzę, że ona przyniesie Kaczyńskiemu sukces, ale na pewno jest przez niego przemyślana. Ma związek z wyborami prezydenckimi w 2020 r. Tylko wtedy w tym szaleństwie widzę sens.

Jaki?

– Najpierw diagnoza sytuacji PiS. Jeżeli chodzi o zdolność zdobywania wyborców, PiS stanął w miejscu, a nawet lekko się cofa. W sondażach widać tendencję lekkiego spadku. Ona może narastać, bo w dziedzinie redystrybucji, w polityce socjalnej, nic więcej nie da się zrobić. Drugiego programu 500 plus nie będzie. PiS nie przyciągnie już nowych wyborców. Czyli nie będzie lepiej, będzie gorzej.

Co więcej, sytuacja w Unii się zmienia. Tworzy się tam nowy porządek, główne siły polityczne i instytucje, jak Komisja Europejska, będą przejmowały niektóre postulaty antyeuropejskich partii populistycznych, choć w mocno zmienionej formie. I Polacy będą mieli coraz gorsze warunki do życia i pracy w UE.

Dlaczego?

– Powodem wzrostu siły antyeuropejskich populistów w starej Europie jest sprzeciw wobec rozszerzenia Unii. Przy spowolnionym wzroście gospodarczym, kryzysach w starej Unii obywatele z nowej Europy, przede wszystkim Polacy, bo jest ich najwięcej, zaczęli konkurować z mieszkańcami starej Europy o ograniczony zasób dóbr, o pracę i zasiłki. To tło populistycznego buntu przeciwko elitom Unii, które populiści widzą w urzędnikach z Brukseli, ale także w partiach głównego nurtu, które doprowadziły do rozszerzenia UE. Partie niepopulistyczne, by bronić swojej pozycji, muszą przejmować część postulatów populistów. A więc i Komisja Europejska zacznie dryfować w tę stronę.

Jakie będą konsekwencje?

– Nasz interes nie polega na tym, ile możemy zyskać, tylko na tym, ile możemy stracić. Możemy stracić więcej, możemy mniej. Polska powinna tak grać, by Polaków zabolało jak najmniej. Plan Kaczyńskiego jest taki, by zabolało jak najbardziej. Będą napływać niedobre wiadomości ze starej Unii dotyczące np. konkurencji o miejsca pracy i polityki społecznej. Można je łagodzić, ale to słabo przemawia do wyobraźni, zwłaszcza wyborców PiS. Lepiej głośno zaprotestować. Krzyczeć, że nie oddamy ani guzika i ma być tak jak dotąd. To oczywiście będzie oznaczać, że nie będziemy mieli na nic wpływu, bo nas przegłosują. I zaboli bardziej.

Ma boleć Polaków do wyborów…

– …parlamentarnych i prezydenckich w latach 2019 i 2020. Wtedy Tusk będzie naturalnym liderem całej Polski anty-PiS – od feministek aż nawet po część czytelników „Gościa Niedzielnego”.

Niezwykle szeroka koalicja.

– PiS sobie na nią dzielnie zapracowuje. Ale z punktu widzenia Kaczyńskiego bitwa o prezydenta w 2020 r. ma wymiar egzystencjalny. Niezależnie od tego, kto w 2019 r. będzie tworzyć rząd, prezydent jest kwestią egzystencjalną. Jeżeli rząd będzie tworzyło PiS – samo lub z koalicjantem – to nie sądzę, by mieli 276 posłów lub więcej. Tyle potrzeba, by odrzucić weto prezydenta. Załóżmy, że PiS zostaje odsunięte od władzy. Koalicja anty-PiS też raczej nie będzie miała więcej niż 276 posłów. Wtedy prezydent jest gwarancją, że nie wejdą w życie np. ustawy odbierające PiS wpływ na media publiczne i zmiany ustaw o służbach specjalnych umożliwiające ich „depisyzację”.

I chodzi o to, by do wyborów prezydenckich w 2020 r. Tuska jak najbardziej…

– …zohydzić. Plan został zarysowany w wywiadzie pana Kaczyńskiego dla „Gazety Polskiej”. Pokazał tam obszary oddziaływania na świadomość społeczną: idzie na nas unijna nawała, dowodzona przez Niemcy, a jej chorążym jest Tusk. Rozbija Europę. A my jesteśmy jedyną w Europie siłą, której zależy na równych szansach. Do wyborów będzie pracować największa machina kłamliwej propagandy i ogłupiania, jaką stworzono w III RP. Czyli media publiczne obrośnięte „wSieci”, „DoRzeczy”, „Gazetą Polską” itd.

Polacy są jednymi z największych euroentuzjastów w Unii. Granie na niechęci do UE może nie być takie łatwe.

– Wrażenie zrobił na mnie niedawny raport Fundacji Batorego „Polacy wobec UE. Koniec konsensusu”. Tam wychwycono, że wprawdzie Polacy są bardzo euroentuzjastyczni (akceptacja dla członkostwa w UE wynosi ok. 77 proc.), ale ten konsensus jest płytki, mało treściwy. Kiedy Unia zacznie działać w sposób dla nas niekorzystny, to znaczna część euroentuzjazmu może wyparować.

Będzie się do czego odwołać. Przycięcie zasiłków na dzieci Polaków pracujących w starej Unii? Wina Tuska. Wszystko, co złe dla Polaków w UE – wina Tuska.

To po co Kaczyński walczył z Tuskiem kandydaturą Jacka Saryusz-Wolskiego?

– Aby formułować sprzeciw wobec Tuska w kategoriach proeuropejskich. Mądrość etapu jest taka, że politycznie programu antyeuropejskiego nie da się sformułować, więc proszę, mamy tu człowieka, który był w ekipie wprowadzającej Polskę do UE.

Jeśli plan Kaczyńskiego jest taki, jak pan go kreśli, to jest bardzo groźny dla Polski.

– Zgadzam się. Dużo zależy od opozycji. A ona jest taka, jaka jest. Innej raczej nie będziemy mieć. To są intelektualnie i politycznie leniuchy.

Dygresja: nad PO chce mi się płakać. Złożyli wniosek o wotum nieufności wobec rządu. Czyli zrzucają tę bombę atomową wtedy, kiedy zostanie sprowadzona do kapiszona. Bo taki wniosek ma sens jedynie we wrześniu 2018 r., tuż przed wyborami samorządowymi. Wtedy miałby dużą siłę rażenia.

To czego pan oczekuje od opozycji?

– Od PO i PSL, by sformułowały i zaczęły realizować alternatywną polską politykę europejską w formie rozmów międzypartyjnych w rodzinie Europejskiej Partii Ludowej. Na zasadzie: tamci nie chcą z wami rozmawiać, a my tak. Oczywiście nie będą traktowani jak rząd, bo rząd ma demokratyczną legitymację. Również do tego, niestety, by szkodzić swojemu krajowi, co PiS czyni. Opozycja musi pokazać, że jest alternatywa. Zintensyfikowanie kontaktów PO i PSL z CDU/CSU, związane choćby z tym, co ma być ustalane na szczytach UE, pokaże, że jest ośrodek, który po dojściu do władzy będzie prowadził nieszkodzącą Polsce politykę europejską. Czasami wchodzącą w negocjacyjny spór ze starą Unią, w tym z Niemcami, ale nastawioną na porozumienie.

Opozycja powinna też Polaków nastraszyć. Polskie społeczeństwo ma strach w kościach. Po doświadczeniach ostatnich 300 lat, a zwłaszcza XX w., większość Polaków nie widzi nic dobrego w perspektywie, że zostaniemy wyklętym narodem Europy. Nie uśmiecha nam się taka polityka, że im więcej wrogów, tym większa chwała. Trzeba straszyć tak: rodacy, tu chodzi o wasze portfele, wasze miejsca pracy, szanse awansów waszych dzieci, o wasze bezpieczeństwo. Bo jak mamy wokół samych wrogów lub nam niechętnych, którzy nie mają powodu, by palcem kiwnąć w naszej sprawie, to w końcu wszyscy skończymy niedobrze.

Plan Kaczyńskiego ma szanse powodzenia?

– Ma, choć jest ryzykowny. Jest szansa, że padnie. To w dużej mierze zależy od opozycji, od niepisowskich elit. Dziś opozycja leniuchuje i wychodzi z założenia, że PiS sam sobie strzela samobóje, sam otwiera nowe fronty, to po co się męczyć? Lepiej siądźmy na brzegu rzeki i czekajmy, aż trup PiS nią spłynie. Ale sam nie spłynie. Jeżeli nie będzie długofalowej, poważnej pracy ze strony opozycji, jeżeli nie będzie projektu alternatywnego sformułowanego na poważnie, a nie na żółtych paskach w telewizji informacyjnej, jeżeli wspólnie z centroprawicą niemiecką i francuską nie powoła się wspólnego think tanku, którego głos będzie się liczył w UE i w Polsce, to trup PiS sam nie spłynie.

Plan Kaczyńskiego nie wypali pod warunkiem, że opozycja będzie miała swój plan?

– Tak. Plan na polską politykę europejską, bo wybory w 2019 r. i 2020 r. będą o wiele bardziej gorące emocjonalnie niż wybory w 2015 r. A jednym z głównych wymiarów tych wyborów będzie kwestia europejska. To będą wybory strategiczne. Stawka: gdzie w sensie geostrategicznym i egzystencjalnym ma być Polska w następnych kilkudziesięciu latach.

TO BYŁ NOKAUT. 27:1 PiSOWSKA KATASTROFA (bo trudno to nazwać meczem czy walką) PRZESZŁA DO HISTORII ŚWIATOWEJ DYPLOMACJI.

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Szef MSZ z obniżonym poziomem zaufania

Witold Waszczykowski znalazł sposób, aby nie doszło do takich kompromitujących porażek rządu PiS z instytucjami unijnymi, jak podczas szczytu w Brukseli, na którym przedłużono Donaldowi Tuskowi mandat przewodniczącego Rady Europejskiej. Należy Unię Europejską bojkotować: „Musimy drastycznie obniżyć poziom zaufania wobec UE. Zacząć prowadzić także politykę negatywną”.

Przecież PiS ma to „obcykane”. Prowadzili politykę negatywną z Trybunałem Konstytucyjnym i obniżyli poziom zaufania niepublikowaniem wyroków. Rezultat otrzymali: de facto nie ma niezależnego TK, więc nie obawiają się porażki. Julii Przyłębskiej podyktuje się wyrok, który będzie się zgadzał ze zdaniem prezesa.

Instytucje unijne, do których Waszczykowski chce obniżyć poziom zaufania, w tym wypadku to zbiór 28 państw (po Brexicie – 27), które pod przewodem szefa Rady Europejskiej podejmują strategiczne decyzje. Krótko pisząc – Waszczykowski chce obniżyć nie tylko prestiż Tuska, ale kanclerz Niemiec, prezydenta Francji, a nawet premiera Węgier. W sumie chce obniżyć wszystkich przywódców krajów unijnych. W tej parcianej retoryce Waszczykowskiego należy szybciutko przywołać wywyższenie prezesa PiS na drabince z Tesco.

A może nie zrozumieliśmy Waszczykowskiego? Acz jego retoryka jest kiczowata – niestety, nie jest zbyt lotny intelektualnie, a tym samym niezbyt zgrabnie używa języka – to zastanówmy się nad jego dalszymi słowami, które mają wyjaśnić, co „poeta” miał na myśli. Wg niego w polityce negatywnej chodzi o „blokowanie innych inicjatyw, aby prowadzić bardzo ostrą grę”, „trzeba mieć ostre zęby”.Nie wypracowywać wspólnych stanowisk ani dochodzić do konsensusu, nie podporządkować się obowiązującym zachodnim standardom demokratycznym bądź zobowiązaniom międzynarodowym, ale „prowadzić bardzo ostrą grę”.

Kto to mówi? Szef dyplomacji, jakby ktoś nie wiedział, kim jest w rządzie PiS Witold Waszczykowski. A nie jest ministrem wojny. I nie bądźmy zatem zdziwieni, że porażka 27:1 spotkała takiego zawodnika i jego przełożoną Beatę Szydło. Przyjaciół potraktowali jak wrogów, więc musieli dostać takie baty, wszak jeden z „goli” w bramce PiS jest dziełem napastnika Viktora Orbana.

Mogę sobie żartować, pisać ten felieton w tonie „Ucha prezesa”, ale Unia Europejska to nie wróg Polski, to nie Rosja, to projekt cywilizacyjny, który był marzeniem Polaków i się ziścił. A taki niewydarzeniec, jak Waszczykowski na polecenie Kaczyńskiego, ustawia UE w pozycji wroga, w pozycji Rosji. A może o to chodzi? Nie chodzi o Tuska, nie chodzi o Angelę Merkel, o pozostałych przywódców krajów Unii Europejskiej, ale o jeszcze jednego wroga, który potrzebny jest zwierzchnikowi Waszczykowskiego, Kaczyńskiemu, aby Polaków ustawić przeciw, włożyć im nóż w zęby i takimi wyprowadzić z Unii Europejskiej.

Nie piszę też tego, aby kpić z Waszczykowskiego, który dla mnie jest kpiną sam w sobie, z którym prawdopodobnie nie napiłbym się piwa, ale uzmysławiam, jak budowana jest retoryka, z którą – jak ze śpiewem – na ustach będziemy wyprowadzani z Unii Europejskiej. Przed tym też przestrzega najnowszy „Newsweek”, dziennikarze tego tygodnika piszą, iż „klęska w Brukseli”, to „kolejny powód, aby wyprowadzić Polskę z Unii”. Jeżeli wyprowadzić, to gdzie poprowadzić? Kierunek jest jeden, najpierw „ciepły człowiek” Łukaszenka (u którego moszczą sobie pisowcy gniazdko w razie czego), a potem ten, do którego zwiał Janukowycz. Takie ich Zaleszczyki. Zdziwieni?

A TO PIĘKNE 🙂

Po PiS stajnie Augiasza do posprzątania

Przed szczytem unijnym Jacka Saryusza-Wolskiego nikt z Platformy Obywatelskiej nie mógł telefonicznie złapać, aby potwierdził, że dał się wrobić PiS-owi. Dzisiaj Saryusz-Wolski udziela się na Twitterze i to z nadprodukcją 140-znakowych myśli. Niestety nie są one głębokie, choć widać, iż autor chciałby zawrzeć w nich głębię tajemnicy, którą w posiadaniu mają wielcy ludzie.

Saryusz-Wolski nie jest wielki, a w znanym kontekście – śmieszny, żałosny. Jednym sztychem popełnił na sobie samobójstwo polityczne, zabił swój niewątpliwy dorobek. Zapewniał jakiś czas temu, że wysiadł z Platformy na przystanku Polska.

Niewątpliwy specjalista od PiS i Kaczyńskiego dziennikarz „Newsweeka” Michał Krzymowski w najnowszym numerze tygodnika zajmuje się wysiadką pisowskiego niedoszłego kandydata na przewodniczącego Rady Europejskiej. Otóż tym przystankiem jest jednak najpowszechniejszy przystanek: Kasa.

Przystanek znajdował się w warszawskim mieszkaniu europosła PiS Ryszarda Czarneckiego, czekał na Saryusza-Wolskiego „pan” prezes Jarosław Kaczyński. Tam dobito interes. Saryusz-Wolski da twarz, czyli ciała, prezes mu da miejsce na liście wyborczej PiS do Parlamentu Europejskiego, bo w PO był spychany na boczny tor, ponadto prezes dorzucił Saryuszowi-Wolskiemu obroku do tak pomyślanego koryta, mianowicie trochę szmalu na jego fundację Centrum Europejskie Natolin. Oczywiście, szmal pochodzić będzie z naszej wspólnej kasy – z budżetu państwa.

Jakie to proste! Po co zasłaniać się wielkimi słowami, do tego kiepsko użytymi, bo nie dostał Saryusz-Wolski od Bozi tego, co mają poeci. Prozaizmy jego tak brzmią, że aż zęby zgrzytają same.

Kandydaturę Saryusz-Wolskiego odczarowuje w „Wyborczej” Ludwik Dorn, który porażkę Kaczyńskiego z kandydatem PiS nazywa porażką, ale prezes PiS ją wykalkulował, acz mógł skalkulować nie aż tak nokautująco – 1 do 27. „Pan” Kaczyński złapał w miarę wygodnego jelenia, wystawił go na europejski strzał, Saryusz-Wolski padł, ale rykowiskiem teraz zajmie się propaganda podległych mediów, aby przekuć na wygraną w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudy. Chodzi o to, że do polityki krajowej wróci Donald Tusk i stanie naprzeciw cienkiego Dudy, wówczas żadne skręcone ordynacje wyborcze Dudzie nie pomogą.

A tak machina propagandowa PiS będzie pracowała na zohydzeniem Tuska, Unii Europejskiej. PiS-owi poparcie zatrzymało się i nie ma z czego dosypywać do populizmów, więc zabezpieczają się Dudą, gdyby mieli przegrać wybory parlamentarne. Duda ma ich ratować przed Trybunałami Stanu, czy też przed zwykłym sądem dla „pana” posła Kaczyńskiego.

Czy tym się powodował Kaczyński, jak kalkuluje w wywiadzie Dorn? O Dornie od zawsze mam podobne zdanie, potrafi się kreować. A Kaczyński nie wybiega za daleko politycznie, zawsze kierował się od przypadku do przypadku. Jest w tym typowy, nie potrafi się wycofać, przyznać do błędu, a więc idzie na eskalowanie. I podkreślam: ta eskalacja może dla nas skończyć się tragicznie, włącznie z wyjściem z Unii Europejskiej. Po Kaczyńskim będzie, co sprzątać. Stajnie Augiasza mogą być poręczną metaforą, a więc od nas będzie wymagana siła herkulesowa, aby z nieporządkiem po PiS się zmierzyć.

KOMENTARZ BUDKI TRAFIONY W 10-TKĘ 🙂

>>>

eliza-michalik

Prof. Wojciech Sadurski w „Wyborczej” pisze o wielkim zadaniu prof. Małgorzaty Gersdorf, I prezes Sądu Najwyższego. Wyrzucona drzwiami kontrola konstytucyjna wróci oknem, jeśli każdy najzwyklejszy sędzia zacznie oceniać zgodność ustaw z konstytucją. Dlatego prezes Gersdorf, która nawołuje: miejcie odwagę, musi dać głowę.

wojciech-sadurski

Wniosek posłów PiS sugerujących nielegalność wyboru prof. Małgorzaty Gersdorf na pierwszą prezes Sądu Najwyższego jest z prawnego punktu widzenia tak bezpodstawny, że jedynym jego wytłumaczeniem jest makiawelizm. Chodzi o „wypranie” sędziów dublerów Trybunału Konstytucyjnego, wybranych na już obsadzone stanowiska. Zasypując TK wnioskami groteskowymi (wpisuje się w tę listę także niedawny wniosek Zbigniewa Ziobry o uznanie nielegalności powołania trzech „starych” sędziów TK), daje się spacyfikowanemu Trybunałowi szansę okazania swej bezstronności, nic przy tym nie tracąc. Z drugiej strony, stwarza się w opinii publicznej wrażenie, że jakieś prezeski wybrane w sposób nie całkiem czysty są po obu stronach sporu, więc lepiej machnąć na to ręką.

Tym razem cel został jednak wybrany bardzo przemyślnie z punktu widzenia demonologii PiS-owskiej. W odróżnieniu od raczej anonimowych dla opinii publicznej trzech sędziów TK profesor Gersdorf wyrosła na czołową postać polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie godzi się z rozmontowywaniem państwa prawa, już od dłuższego czasu wypowiada się krytycznie o zamachu PiS na zasady konstytucyjne, a chwilą kluczową, która uczyniła ją w oczach władzy wrogiem publicznym numer jeden, stało się jej wystąpienie z 31 stycznia przed sędziami apelacyjnymi i okręgowych. Wystąpienie, które – można to powiedzieć bez przesady – przejdzie do historii polskiego prawa.

Oto bowiem bez owijania w bawełnę pierwsza prezes SN wypowiedziała trzy prawdy.

Po pierwsze, zapowiadane przez władzę wykonawczą „reformy” sądów zagrażają niezawisłości sędziowskiej. Choćby przez to, że w Sądzie Najwyższym ma powstać Izba Dyscyplinarna, w której zasiądzie również tzw. czynnik społeczny, a taki mieszany skład będzie mógł usunąć każdego sędziego, „który nie zgadza się z poddaniem prawa potrzebom bieżącej praktyki i woli politycznej”.

Po drugie, kończy się w Polsce zadekretowane w konstytucji demokratyczne państwo prawa, bo demokratycznie wybrana większość zmienia konstytucję bez wymaganej większości, przez ustawodawstwo zwykłe.

I po trzecie, w obliczu tych zagrożeń dla państwa prawa i trójpodziału władzy specjalna odpowiedzialność spoczywa na sędziach. „Środowisko sędziowskie może pokazać klasę, na jaką nie jest stać wielu obywateli”.

Te trzy bardzo proste prawdy sprowadziły na profesor Gersdorf nagonkę, a przekazy dnia, tygodnia i miesiąca określiły szerszą klasę osób, na której należy skupiać niechęć społeczną: „kastę sędziowską”. Profesor Gersdorf stała się jej demonicznym uosobieniem.

Zabij wroga, nim się rozmnoży

W ataku na profesor Gersdorf zawiera się jednak większy zamysł.

W obliczu faktycznego rozbrojenia TK coraz częściej w debatach prawniczych pojawia się wizja alternatywnej wobec trybunału kontroli konstytucyjności ustaw, a mianowicie przez sądy powszechne, z sądem najwyższym jako ich zwieńczeniem. To w istocie najstarsza na świecie forma sądowej kontroli konstytucyjności, zainicjowana w USA przez sędziego Johna Marshalla w 1803 roku. Parafrazując, Marshall powiedział: „Jeśli mam przed sobą dwa prawa, które powinienem stosować w danej sprawie, ustawę i konstytucję, a dostrzegam między nimi sprzeczność – muszę wybrać konstytucję”. W ten sposób sędzia odmawia uznania ważności niekonstytucyjnej ustawy.

Taki system kontroli prawa, dokonywany przez sędziów wszystkich sądów, ale specjalnie (bo z mocą dla całego kraju) przez sędziów sądu najwyższego, przyjęty został w bardzo wielu państwach: Kanadzie, Japonii, Australii, Indiach… Jednak w większości państw europejskich przyjęto inny model – wyspecjalizowany trybunał. Co jednak czynić, gdy ten trybunał zostanie ubezwłasnowolniony?

Oczywista odpowiedź brzmi: obowiązek muszą przejąć na siebie sędziowie sądów powszechnych. Mają ku temu nie tylko prawo, ale także obowiązek. Konstytucja bowiem wyraźnie stwierdza, że jej przepisy stosuje się bezpośrednio (art. 8). Oznacza to, że w każdej sprawie, która ma konstytucyjne aspekty (a jaka ich nie ma?), sędzia musi uwzględniać nade wszystko konstytucję, a ustawę tylko w tej mierze, w jakiej jest z nią zgodna.

Taka filozofia jest śmiertelnym zagrożeniem dla PiS, bo kontrola konstytucyjności jego ustaw, właśnie wyeliminowana drzwiami, może wrócić oknem. Aby do tego nie dopuścić, należy skompromitować i zohydzić sędziów, którzy mogą się tego zadania podjąć. A jak skuteczniej to uczynić niż przez podważenie legalności urzędu pierwszej prezes?

Obie mają coś za uszami

Ale jest jeszcze jedna, wspomniana na początku, korzyść z ataku na Małgorzatę Gersdorf. Chodzi o to, by opinii publicznej zaszczepić przekonanie, że w przypadku obu prawniczek stojących na czele najwyższych sądów: Sądu Najwyższego i TK, jest coś tam nie w porządku z ich wyborem, a zatem zostawmy to prawnikom, niech się między sobą spierają do woli, a my z praktycznych powodów zaakceptujmy legalność wyboru obu pań.

Tymczasem między okolicznościami wyboru prof. Gersdorf i mgr Przyłębskiej nie ma żadnej symetrii. Gersdorf została wybrana na podstawie ustawy i regulaminu z 2002 roku, przyjętych 12 lat przed jej wyborem i nigdy niezakwestionowanych. Regulamin wyborów w SN został prawidłowo opublikowany, a w tym, że konkretyzacja ogólnych zasad wyboru zarysowanych przez Konstytucję RP i ustawę o SN została dokonana przez regulamin wewnętrzny, nie ma absolutnie nic dziwnego ani karygodnego. W istocie to normalna praktyka prawna.

Tymczasem mgr Julia Przyłębska została „wybrana” przez zgromadzenie, w którym zasiadali trzej dublerzy, o których TK jednoznacznie (3 i 9 grudnia 2015 r.) zawyrokował, że zostali wybrani nielegalnie, bo na miejsca już zajęte. Zabrakło głosowania nad formalną uchwałą o przedstawieniu kandydatur prezydentowi. Na dodatek mgr Przyłębska w żaden sposób nie spełnia konstytucyjnego wymogu „wyróżniania się wiedzą prawniczą”, jaki musi spełnić każdy sędzia TK, a więc tym bardziej – prezes.

Podważając legalność wyboru profesor Gersdorf, PiS pragnie propagandowo wybielić okoliczności wyboru mgr Przyłębskiej. Daje tej ostatniej możliwość okazania „wspaniałomyślności”, gdy Trybunał odrzuci wniosek posła Mularczyka. Ale jeśli tak się stanie, stanowić to będzie tylko potwierdzenie słów pierwszej prezes na spotkaniu z sędziami 31 stycznia: „Sądy łatwo przekształcić w igraszkę w rękach polityków”.

*Wojciech Sadurski – profesor prawa na Uniwersytecie Sydnejskim i profesor w Centrum Europejskim UW, obecnie gościnny profesor na wydziale prawa Uniwersytetu Yale w USA

Klasyka. W kraju udawać mocarstwo, uszy po sobie na zewnątrz. Ale żeby dać się zdominować Słowacji?

bartosz-t-wielinski

Janusz Lewandowski, eurodeputowany PO, pisze o PiS-ie, tj. psie ogrodnika.

PiS jak pies ogrodnika. Wersja eksportowa

waldemar-kuczynski

Najnowsza wunderwaffe, w osobie Saryusz-Wolskiego, wzbogaciła arsenał środków PiS ds. zwalczania Tuska w roli szefa Rady Europejskiej. Pomysłowości w destrukcji trudno im odmówić. Bywają ludzie kreatywni w psuciu i szkodzeniu. Bielan i Czarnecki na pewno zasłużyli na uznanie niedościgłego mistrza w tej dziedzinie – Jarosława Kaczyńskiego.

Nie ma w tej intrydze, szkodliwej dla Polski, nawet śladu myślenia pozytywnego. Ani śladu refleksji o polskiej racji stanu w tych niespokojnych czasach! Jest tylko partyjna rozgrywka, na użytek krajowy, bez względu na szkody międzynarodowe. Autorzy tej międzynarodowej intrygi nie są aż tak głupi, by nie wiedzieć, że Saryusz-Wolskiego używają instrumentalnie, byle zamieszać. On sam nie jest tak głupi, by nie wiedzieć, że nie istnieje jako kandydat w świecie realnym. Istnieje tylko w zmyślonym świecie PiS, w nadziei, że lud smoleński to kupi. Z pomocą telewizji Kurskiego.

Funkcja szefa Rady Europejskiej nie jest zarezerwowana dla Polski. Niezwykłe przełamanie monopolu Zachodu na najważniejsze funkcje w UE – najpierw Buzek jako prezydent Parlamentu Europejskiego, teraz Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej, wzięło się z walorów osobistych jednego i drugiego, ale było też wyrazem uznania dla Polski, podziwianej jako kraj sukcesu. Aż do roku 2015. Te polskie pozycje to jest niedościgle marzenie innych krajów, które dołączyły do UE po roku 2004. Są to funkcje poza zasięgiem małych ludzi, którzy uczestniczą w małostkowej zemście Jarosława Kaczyńskiego na Tusku. Na szczęście, nieudanej…

Polska PiS 2017 jest jak pies ogrodnika, tyle że w wydaniu eksportowym. Bo nie chodzi o sąsiedzką zawiść i krajowe podwórko. Rzecz dzieje się na oczach zdumionej Europy. Polski rząd i politycy rządzącej partii ścigają się na pomysły, jak dokuczyć rodakowi, który sprawuje najwyższy urząd w Unii Europejskiej. Sami nie mają szans, więc chwytają się wszelkich sposobów, byle zaszkodzić. Brzydko się chwytają!

Udział Saryusz-Wolskiego w tej ponurej farsie to jakieś tragikomiczne nieporozumienie. Nie można go traktować jak dziecko, zagubione we mgle polityki. Miał szansę zaprzeczyć. Nie wyparł się swego udziału. Wszystko wskazuje na to, że był świadomym uczestnikiem ataku na swego rodaka. Dał swoje nazwisko, będąc wciąż wiceszefem EPP. Nie ma czego szukać w świecie europejskiej chrześcijańskiej demokracji. Jeśli dobrze się czuje w gronie sprawców zamachu na demokrację, rządy prawa i pozycję Polski w Europie – jego sprawa. My czekamy na potwierdzenia mandatu Tuska, już w przyszłym tygodniu. Będzie to optymistyczny zadatek na przyszłość, na przekór „dobrej zmianie”.

natemat

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

prezydent-pomidor

Prezydent Pomidor, a nie Duda

Nie wiem, czy Pan Bóg w niebiesiech śmiał się z Andrzeja Dudy, bo ten pierwszy wszak jest niebytem, dzisiaj nieprzydatnym społecznie, acz w metafizyce owszem, ale Duda i polscy hierarchowie nie mają zbytniego pojęcia o metafizyce, tylko o pilnowaniu swoich ziemskich interesów.

Nie wiem też, czy Panu Bogu zależy na poście (przefasowany rytuał koszerności, bo chrześcijaństwo jest z żebra wiary mojżeszowej), acz miał sens w Średniowieczu, lecz niebyt (figuratywny), w którego wierzy Duda, musiał zmartwić się „kiełbaską” Dudy na Kasprowym Wierchu, bo ta zamieniła się w faszerowany pomidor.

Chciałem przypomnieć Dudzie i jego niewydarzonym ludziom od public relations (niekwestionowani grafomani), iż to jeszcze gorzej, bo faszerowany pomidor jest mniej „postny” od kiełbaski, a to dlatego, że idea postu zakłada ubogość, czyli w tym wypadku – porównawczo – zamiast włosienicy Duda włożył na siebie garnitur od Armaniego. Niech Duda dowie się, jak ludzie ubodzy się pożywiają, raczej postną kiełbaską niż faszerowanym pomidorem, serwowanym zresztą u Ritza.

Ale prezydenta mamy złamanego, czyli w sprawowaniu funkcji zakłamanego. Wychodzi na to, że Duda nie chciałby łamać postu, ale Konstytucję owszem złamie, bo „pan” z Nowogrodzkiej mu kazał. I jeszcze warto byłoby przypomnieć Dudzie, że nie został wybrany na prezydenta Watykanu, ani nawet PiS-u, ale Rzeczpospolitej.
Z tej afery kiełbasianej wyszedł więc Dudzie jad kiełbasiany. Tak wygląda polska katolicka „poezja” lingwistyczna. a przy okazji: z powodu jadu kiełbasianego zmarł nasz wieszcz A. Mickiewicz. I może ta kiełbaska pomidorowa coś zawierała w sobie, jakieś toksyny umysłowe, bo oto Duda przemówił w Witowie k. Zakopanego na starcie biegu „Szlak bez granic”. Uwaga! – bo podejrzewam u Dudy coś pochodnego od choroby morskiej.

Oto Duda w swojej retoryce wraca do Kasprowego Wierchu, gdzie rozmawiał z prezydentem Słowacji Andrejem Kiską (stąd ta kiełbasa, bo drzewiej mówiono na nią kiszka), iż rozmawiał „o rozwoju więzi nie tylko pomiędzy Polską i Słowacją”, ale w znacznie szerszej formule „tzw. Trójmorza”. Ki diabeł? – może zapytać wierzący w piekło (kolejna idea zapożyczona z mitologii orfickiej) – słyszało się o Międzymorzu, takie endeckie farmazony, ale Trójmorze? I szybciutko poznajemy, jakie to fale szumią w głowie Dudy. Cytuję: „Aby były dobre połączenia pozwalające nam na sprawne przemieszczanie się, na taką spokojną i łatwą turystykę od Morza Bałtyckiego aż do Morza Czarnego i Adriatyckiego”.

Ktoś przytomny powie: ależ tak jest już od dawna w Unii Europejskiej, nie potrzeba jakiś nowych idei otwarcia przejść granicznych. Dalej Duda mówił: „Wystarczy, że wszędzie przeprowadzimy takie inicjatywy łączące czy likwidujące granice, że wszędzie będziemy mówili o potrzebie komunikacji, potrzebie spotkania. Ta wielka idea połączenia trzech mórz”. No, wycofuję się. Bo z wcześniejszego mojego wywodu można byłoby sądzić, iż Duda cofnął się do Średniowiecza. Tak daleko się nie cofnął, cofnął się do czasu, gdy Polska nie należała do Unii Europejskiej, gdy nie było strefy Schengen. Więc nie bądźcie zdziwieni, że Duda chce podnosić szlabany między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem.

Takiego cofniętego mamy prezydenta. Czym nafaszerowano tego pomidora? A może jest tak, jak w tej dziecięcej zabawie, w której na każde pytanie dla rozśmieszenia odpowiada się: pomidor. I my Polacy nie mamy prezydenta tylko Pomidora. Acz poprawnie powinno być: Pomidor. Duda? Pomidor. Prezydent? Pomidor.

Jaki ten Gałczyński był przewidujący, gdy pisał satyrę na Polskę sanacyjną: „Skumbrie w tomacie”:
Raz do gazety „Słowo Niebieskie”
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
przyszedł maluśki staruszek z pieskiem
(skumbrie w tomacie pstrąg)„. itd.

Dzisiaj tego staruszka z pieskiem należy tylko zamienić na staruszka z kotkiem. Tak walnięto Polskę pomidorem. A mnie osobiście na pewien czas odstręczać będzie zupa pomidorowa. Cofa mi się.

c6euw9jwcaeoxzs

>>>

I TO JEST WŁAŚCIWIE POWIEDZIANE !!!

c2hnprjweaenh4e

PILNA WIADOMOŚĆ. PRZESYŁAJCIE DALEJ. POSZUKIWANIA TRWAJĄ.

c2elxjlxcaizrsg

Prezes Jarosław Kaczyński w środę w Krakowie złożył kwiaty na grobie pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich. Przy wjeździe powitał go antyrządowy protest. Była też policja.

kaczynski-przed

Każdego 18. dnia miesiąca, w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich, prezes Jarosław Kaczyński przyjeżdża na Wawel, by złożyć kwiaty na ich grobie. Także w tą środę prezes PiS pojechał na wzgórze Wawelskie. W drodze natknął się na demonstrację Obywateli RP. Jak podaje PAP, były też osoby związane z KOD.

Okrzyki i oklaski

Zgromadzeni przy wjeździe na Wawel krzyczeli: „Precz z Kaczorem, dyktatorem”. Wcześniej mówili przez głośniki, że nie zgadzają się z polityką obecnego rządu, a demonstracja jest wyrazem ich niezadowolenia. Pod Wawelem była także grupa kilku osób, które biły brawo, kiedy prezes PiS wjeżdżał.

Zapowiadają kolejny protest

Protestujący czekali na przyjazd Kaczyńskiego od ok. godz. 16. Wieczorem było ich kilkunastu. Z powodu mrozu rozeszli się przed wyjazdem prezesa PiS z Wawelu. Demonstranci zapowiedzieli, że również za miesiąc przyjdą pod Wawel, by dać wyraz swojemu niezadowoleniu.

Na bezpieczeństwem czuwała policja, co widać na zdjęciach zrobionych przed fotoreportera Agencji Gazeta. Postawiono też barierki.

GDYBY NIE ŚNIEG, POMALOWALIBY TRAWĘ I PRZYWIEŹLI WIĘCEJ KRZAKÓW. I FANÓW Z TORUNIA.

c2gpqwdxuaahepf

NIE ŚMIEJMY SIĘ, TAK BĘDZIE…

c2grlwnxeaijfeb

– Nie ma takiego idiotyzmu, którego ta ekipa nie wymyśli – oceniał rząd Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. Wieczorem we wtorek 17 stycznia spotkał się z częstochowianami.
 spotkanie-z-adamem-michnikiem

Sala konferencyjna Częstochowskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego była nabita po brzegi, bo zainteresowanych zjawiło się więcej, niż przygotowano miejsc – w sumie około 250 osób. Częstochowianie powitali gościa głośnymi brawami.

Jeden z poruszanych tematów – działania rządu PiS.

– Albo jest to perfekcyjne świństwo, albo głupota na poziomie Himalajów, albo coś, co diagnozować powinien psychiatra – mówił Michnik. – Do czego dąży Jarosław Kaczyński? Patrzcie na Putina. Putin, Orban są dla niego wzorami, ale on jest szybszy. To, co oni rozmontowywali w pięć lat, on załatwił w rok.

Poproszony o komentarz do wypowiedzi Antoniego Macierewicza w TV Trwam, że PiS nie działałałoby tak szybko i skutecznie, gdyby nie przyjechało w grudniu na Jasną Górę modlić się przed Cudownym Obrazem, naczelny „Wyborczej” oznajmił: – Macierewicz dość odważnie zapisał Panienkę Przenajświętszą do PiS. Mnie wydaje się aktem heretyckim i bezbożnym mieszanie Jej do rozwalania Trybunału Konstytucyjnego.

PO PROSTU PIĘKNE 🙂

c2geihuxuaelzme

STUDENCI BĘDĄ NAZWANI ZDRAJCAMI I POKAZYWANI PUBLICZNIE TAK JAK PROTESTUJĄCY POD SEJMEM? NA TO WYGLĄDA…

c2hzr8jxuaaoprl

Agnieszka Kublik („Wyborcza”) pisze o psiapsiółkach Beaty Szydło. – Czas złotych chłopców się skończył – orzekła we wrześniu zeszłego roku premier Beata Szydło. I wygląda na to, że słowa dotrzymała. Bo teraz jest czas złotych koleżanek i kolegów szefowej rządu.

wszystkie

Wrzesień 2016 r., premier Szydło wygłasza oświadczenie: „Czas złotych chłopców w spółkach skarbu państwa – tak jak to było za czasów PO i PSL – się skończył. Będą potrzebne zmiany w spółkach skarbu państwa. Wszyscy politycy Prawa i Sprawiedliwości, Zjednoczonej Prawicy, ludzie z nami związani muszą pamiętać, że standardy będą obowiązywały i będziemy bardzo intensywnie dbać o to, żeby granice nie były przekraczane”.

Styczeń 2017 r., „Puls Biznesu” publikuje listę 1000 osób. To „działacze Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski i Polski Razem oraz członkowie ich rodzin i znajomi, którzy za kadencji obecnego rządu objęli stanowiska w spółkach skarbu państwa, agencjach i innych instytucjach państwowych”.

We wtorek dziennikarz „Pulsu Biznesu” zadaje premier Szydło pytanie, czy w tej sytuacji nie było hipokryzją krytykowanie rządów PO i PSL za „kumoterstwo i nepotyzm” w spółkach skarbu państwa.

Szydło, z wyraźnym grymasem niechęci odpowiada: „Spodziewałam się bardziej ambitnego pytania – powiem szczerze, nie sądziłam, że będziemy rozmawiać o koleżankach i kolegach Beaty Szydło. Mam dużo kolegów i koleżanek, więc możemy tutaj porozmawiać sobie dłużej na ten temat. To jest oczywiście żart. Proszę nie sprowadzać dyskusji o zarządzaniu spółkami skarbu państwa do takiego poziomu”.

Potem dodała, że nie żałuje żadnych tych słów krytyki, które były wypowiadane przez Prawo i Sprawiedliwość, polityków Prawa i Sprawiedliwości, również przez nią, wtedy, kiedy rządziła Platforma i PSL. I zapewniła: „Przyjęliśmy model, że majątek państwowy ma być przede wszystkim zarządzany w sposób uczciwy, transparentny i tak się będzie działo. I będziemy konsekwentnie to realizowali”.

Jeżeli ta konsekwencja będzie taka jak do tej pory (czyli silna, jak w przypadku zniszczenia Trybunału Konstytucyjnego czy dewastacji mediów publicznych), to dla wszystkich kolegów i koleżanek szefowej rządu może nie wystarczyć państwowych posad.

a-jesli-2

DO 25-GO STYCZNIA MA CZAS 🙂

c2epqu-wqaitof5

Waldemar Mystkowski pisze o PiS, który idzie na Wschód.

perelowskie

Wiele wskazuje na to, że za procesami politycznymi w Polsce mogą stać Rosjanie. Były wielki brat ze Wschodu używa swoich służb do wewnętrznych porządków w państwach, na które chce mieć wpływ. Polska zawsze leżała na drodze rosyjskich dążeń. Rosja z Polską różnie sobie radziła, najczęściej dobrze.

Coraz bardziej widoczny jest ślad rosyjskiej inspiracji w aferze podsłuchowej, która w istocie wysadziła rząd Platformy Obywatelskiej i PSL z siodła władzy. Od razu były formułowane takie podejrzenia przez ówczesnego premiera Donalda Tuska, nigdy jednak nie zostały ujęte w oskarżenia wprost, bo przeciwnik to nie byle kto, a przede wszystkim wysadzeni na samym początku zostali Bartłomiej Sienkiewicz, szef MSW i Radosław Sikorski, szef MSZ. Zauważmy, oni nigdy już nie powrócili do aktywnej polityki, acz nikt raczej nie wątpi, że byli jednymi z najbardziej zdolnych.

O rozlicznych wątkach rosyjskich w aferze podsłuchowej i jej głównego realizatora Marka Falenty pisze w „Wyborczej” Wojciech Czuchnowski. Oczywiście, materia jest taka, iż rosyjskie ingerencje należy twardo udowodnić, aby formułować oskarżenia i wnioski. Ale z rosyjskimi służbami wygrać, wziąć ich na widelec – raczej polskie służby nie są gotowe podjąć się takiego wyzwania.

Przekonali się o tym najpotężniejsi na świecie. Amerykanie najprawdopodobniej dzięki Rosji mają za prezydenta Donalda Trumpa, który wygrał z Hillary Clinton, mimo że uzyskał mniej 3 mln głosów. To jest majstersztyk. Trump do tej pory jedynie ciepło wypowiadał się o władcy na Kremlu, tam też Jankesom została złożona oferta, aby świat podzielić na strefy wpływów.

Oferta, która brzmi jak druga Jałta. Czy do niej dojdzie? A co stanie na przeszkodzie, gdy Unia Europejska tak osłabnie, iż niewiele będzie mogła? Gdzie spychana jest Polska przez aktualnie rządzących w kraju?

Czyż nie układa się w znajomy wzór geopolityczny, polskie przekleństwo? Beneficjentem afery podsłuchowej jest PiS, który zaprowadza porządki raczej nie wg standardów demokratycznych, ale wschodnich. Opozycja i społeczeństwo obywatelskie są zastraszane.

Resort Mariusza Błaszczaka publikuje zdjęcia protestujących pod Sejmem, jednemu już postawione zostały zarzuty „obalenia władzy”. Polska historia zatoczyła koło, bo znaleźliśmy się w sytuacji lat 80. ubiegłego wieku, gdy ZOMO wyłapywało demonstrujących i dowoziło ich na kolegia.

PRL powrócił w mediach, w formie sprawowanej władzy i poczuciu bezkarności rządzących, a Jarosław Kaczyński zapowiedział utrzymanie się PiS u władzy długo, bardzo długo. W przeciągu roku zdegradowano nam ustrój, znaczenie nasze w Unii Europejskiej jest niemal żadne, z pozycji prymusa zostaliśmy relegowani do oślej ławki. Deja vu.

schetyna-wyborcza

Trzeba bronić się przed agresją państwa. Szef PO w 3×3 zapowiada pomoc ściganym przez policję

gazeta.tv/plej >>>

– To zastraszanie ludzi, by nie chodzili na demonstracje – tak przewodniczący PO Grzegorz Schetyna komentuje publikację zdjęć osób, które w grudniu manifestowały przed Sejmem. – Biuro Interwencji Obywatelskich PO pomoże tym osobom – zapowiada. – PiS-owi wydaje się, że jak wygrał wybory to wszystko może i bierze wszystko – mówi w 3×3 Grzegorz Schetyna.

Za parę lat nie będzie czym rządzić – Andrzej Olechowski w „Temacie dnia”

za-pare

gazeta.tv/plej >>>

Jeśli będzie postępować demontaż demokratycznego państwa prawa, to za parę lat Jarosław Kaczyński nie będzie miał czym rządzić – mówi w ‚Temacie dnia’ Andrzej Olechowski, były minister finansów i spraw zagranicznych. Jego zdaniem, jeśli Unia Europejska miałaby się rozlecieć, to Polska nie będzie krajem demokratycznym. Dlatego, dodaje rozmówca Doroty Wysockiej-Schnepf, tak ważne jest dbanie o trwałość UE.

BĘDZIEMY NIEWIDZIALNĄ POTĘGĄ 🙂

c2egk63xgaajyz4

MIN. WOJNY ZAPOWIEDZIAŁ 3 ŁODZIE PODWODNE. TAK JAK BLACK HAWK I DRONY DO KOŃCA 2016. ALE NIE MA SIĘ CO ŚMIAĆ. PIERWSZA ŁÓDŹ JUŻ W DRODZE.

c2c6itbxgaatodp

>>>

grudzien28

Można obawiam się najgorszego w wydaniu PiS. Katarzyna Kolenda-Zaleska obawia się nawet uchwalenia nowej Konstytucji. Bezprawnej. PiS z pewnością tego nie planował. Ale teraz już wie. W Sali Kolumnowej Sejmu może uchwalić wszystko, co chce. Bez kontroli i bez opozycji.

katarzyna

To był niewiarygodnie korzystny przypadek, ale okupacja mównicy przez opozycję dała PiS pretekst do przeniesienia obrad. Zamiast wysłuchiwania dyskusji i żmudnych głosowań nad poprawkami do budżetu większość parlamentarna postanowiła hurtem odrzucić wszystkie poprawki, redukując rolę parlamentarnej opozycji do ornamentu i nawet nie udając, że jakakolwiek debata ma jakikolwiek sens. Nie ma.

Władza odkryła, że jest samowystarczalna. Nie musi się z nikim liczyć ani stwarzać jakichkolwiek pozorów. Jeśli udało się z budżetem, uda się ze wszystkim. PiS już zapowiada, że 11 stycznia może zacząć obrady właśnie w Sali Kolumnowej. I zrobi to z wielką przyjemnością.

prosze

Dziennikarzy nie wpuści się na salę, opozycji będzie się utrudniać wejście, głosy policzy się wedle zasady – nie widzę, ale wszystko jedno, czy widzę, czy nie widzę.

A potem w try miga uchwali się na przykład zmiany w sądownictwie, bo niezależny i niezawisły wymiar sprawiedliwości bardzo władzę uwiera. Później można szybko uporać się z ordynacją wyborczą. Tak pozmienia się granice okręgów, żeby zwiększyć szanse kandydatów PiS. Albo podwyższyć próg wyborczy. Albo wymyślić coś takiego, co pomoże władzy rządzić na wieki wieków amen. Przynajmniej w założeniu.

w-zylach

A na koniec, znienacka, będzie można zmienić konstytucję. PiS z paroma usłużnymi posłami z Kukiz’15 czy od Kornela Morawieckiego da radę, bo wystarczy tylko nie dopuścić na salę obrad opozycji, która podwyższałaby kworum i wymaganą większość. Do zmiany konstytucji potrzeba dwóch trzecich głosów. Gdy na Sali Kolumnowej znajdzie się, załóżmy, 234 posłów, konstytucję można zmienić 156 głosami. I sprawa załatwiona. Teoretycznie w majestacie prawa. Nowa konstytucja zmieni nasz ustrój i zmieni nasze prawa.

choru

Jeśli ktoś się dziś zastanawia, po co opozycja spędza w Sejmie święta, to właśnie po to, by uniemożliwić te zmiany większości parlamentarnej, bez żadnej debaty, kontroli i transparentności, bo władza zabarykadowana robi, co jej się żywnie podoba, narzucając swoje jedynie słuszne poglądy. To nie ma nic wspólnego z demokracją i na to zgody większości społeczeństwa nie ma. Nie ma zgody na autorytarne rządy jednego człowieka i dyktat jednej partii.

Poselski sprzeciw, z pewnością trudny i wyczerpujący, może być dla wielu ludzi niezrozumiały. Okupujący Sejm sami mają kłopot z wytłumaczeniem, dlaczego tam siedzą. A chodzi właśnie o to, by rządzący nie mogli się zamknąć w Sali Kolumnowej Sejmu.

to-jest

Grzegorz Schetyna o paranoi Kaczyńskiego.

gazeta

Paweł Wroński: Prezes Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika „wSieci” oskarżył opozycję, w tym pana, o próbę przeprowadzenia puczu podczas głosowania nad budżetem państwa.

Grzegorz Schetyna: A hasłem do tego puczu były słowa posła Michała Szczerby z PO, że „muzyka łagodzi obyczaje”. Przeczytałem wywiad z Kaczyńskim. To jakiś absurd, paranoja. Teza o próbie przeprowadzenia puczu jest równie dziwaczna, co wizja państwa prezentowana przez prezesa PiS. Tam są nagromadzone jakieś polityczne hiperbole, nawiązania do Majdanu w Kijowie. A koronnym dowodem na pucz mają być… kanapki zamówione do Sejmu, zresztą przez marszałka Marka Kuchcińskiego z PiS z powodu konieczności przegłosowania ponad 400 poprawek do ustawy budżetowej. Bądźmy poważni.

Mam wrażenie, że Kaczyński zupełnie poważnie mówi o próbie puczu. Może pan i inni przywódcy opozycji spróbowaliby go przekonać, że próby puczu nie było.

– Namawia mnie pan, abym wszedł w logikę Kaczyńskiego. Przekonywanie prezesa PiS o tym, że puczu nie było, zostanie przez niego odebrane jako przyznanie, że taka próba naprawdę miała miejsce.

obywatelki

Czy próbował pan w ostatnich dniach w ogóle rozmawiać z Kaczyńskim? Ponoć bardzo odczuł moment, kiedy nie mógł wyjechać z Sejmu.

– PiS przecież od roku niszczy z niezwykłą konsekwencją instytucje demokratycznego państwa prawa. Prezes Kaczyński w wywiadzie dla agencji Reuters powiedział, że zgodziłby się na obniżenie wzrostu gospodarczego w Polsce za cenę zrealizowania jego politycznej wizji. Co to znaczy? Że Polacy mieliby stać się zakładnikiem wizji jednego polityka? Zresztą obniżenie wzrostu gospodarczego faktycznie może być ceną za realizację tej niebezpiecznej wizji. O tym mam z Kaczyńskim rozmawiać? O tym, czy wszyscy mamy zapłacić za jego wizje? Przecież byłaby to rozmowa o niszczeniu Polski. A o tym nie będę z nikim rozmawiał.

Moglibyście rozmawiać o tym, jak rozładować obecny konflikt. Sytuacja, w której najważniejszy polityk partii rządzącej oskarża opozycję o próbę siłowego przejęcia władzy, jest naprawdę poważna.

– Prezes Kaczyński opisuje pucz, który miał się dokonać, ale w jego przekonaniu na całe szczęście się nie dokonał, bo udało się temu zapobiec w ostatniej chwili. Ukazuje więc sytuację potencjalną, do której nie doszło. Używa podobnych konstrukcji myślowych do tych stosowanych przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana po stłumieniu puczu w sierpniu tego roku. Mówi o inspiracji z zewnątrz, o odosobnionych grupkach, o tym, że władza reprezentuje naród. Widać zresztą, że w to został już wprzęgnięty cały aparat propagandowy państwa PiS. Jednolity przekaz nadawany jest z rządowych mediów, jednolity komunikat formułują politycy partii rządzącej.

c0skhr1xcaajuwv

To groźne, opozycja jest traktowana jako niemal fizyczne zagrożenie.

– Owszem, to może być groźne. Bo takie myślenie i działanie jest groźne dla przyszłości Polski. W tym wszystkim dostrzegam także element pozytywny: działania władzy związane z próbami łamania zasad demokracji w Sejmie wywołały zjednoczenie opozycji i mocne obywatelskie wsparcie dla naszego protestu.

Czy rzeczywiście opozycja – Nowoczesna, PO i PSL – chciała doprowadzić do zablokowania budżetu i wywołać kryzys w państwie?

– PiS ma większość w Sejmie. Może spokojnie, zgodnie z zasadami cywilizowanego parlamentaryzmu, na sali plenarnej, gdzie odbywają się obrady Sejmu, ten budżet uchwalić. Nasza propozycja jest prosta: przywrócenie obecności mediów w parlamencie, odwieszenie posła Szczerby i powrót do głosowania nad budżetem.

PiS tego nie chce przyjąć.

– Niestety. Dlatego też nie zamierzamy się cofnąć w obronie polskiego parlamentaryzmu. Przedstawiliśmy w Wigilię dziesięć podstawowych wartości demokracji, czyli „Dekalog wolności”, którego będziemy twardo bronić. Kluczowa będzie data wznowienia obrad Sejmu – 11 stycznia. Sala plenarna czeka na obrady Sejmu. A my w sali plenarnej.

dzis

Waldemar Mystkowski pisze o głosowaniu w Sali Kolumnowej Sejmu.

pis

Dziennikarze TVN postanowili jeszcze raz przeanalizować sławne już głosowanie nad ustawą budżetową w Sali Kolumnowej Sejmu z 16 grudnia.

Z tego głosowania nie ma pełnej dokumentacji wizualnej, jakby do zdarzenia doszło „dawno, dawno temu”. Ale „dawną” mamy partię PiS, która czmychnęła z sali plenarnej przed opozycją parlamentarną, bo coś ma do ukrycia, a przede wszystkim do sprowokowania.

W każdym razie podczas głosowania Salę Kolumnową podzielono na 8 sektorów, do których przydzielono 8 posłów sekretarzy, którzy liczyli głosy.

O ile nie ma szans na policzenie głosów z głębi sali, bo kamery przemysłowe nie objęły wszystkich przebywających w niej posłów, to z tyłu sali, gdzie znajdowały się trzy rzędy krzeseł, które zostały podzielone na sektor 7 i 8 jest pełny zapis panoramiczny i obejmuje wszystkich głosujących – a to dzięki nagraniu posła Michała Stasińskiego z Nowoczesnej.

W tym fragmencie sali można policzyć głosujących posłów, zrobili to dziennikarze TVN i skonfrontowali z protokołem. Zapis tego fragmentu sali z sektorami 7 i 8 jest pełny w głosowaniu nr 17 o godzinie 21:58, gdy głosowano poprawki ustawy budżetowej na 2017 rok.

Dziennikarze doliczyli się 56 podniesionych rąk, a w protokole jest zapisane 65. Czyli pomyłka dotyczy aż 9 głosów, a zatem nie ma kworum zarówno podczas tego głosowania, jak i pozostałych.

Tę pomyłkę z przestawieniem cyfr nazywa się czeskim błędem. To jest tak, jakby Józef Szwejk opowiadał nam, że Jarosław Hasek pisze o jego przygodach. A przecież jest odwrotnie, to pisarz opowiada przygody swojego bohatera, Szwejka.

Taki szwejkizm wciskają nam PiS-owcy. Kit. Dopytywano też liczących głosy posłów sekretarzy, gdzie zaczyna się i kończy ich sektor, nie potrafili dokładnie tego określić, jak poseł Marcin Duszek, który o swoim terytorium powiedział: „To chyba było do trzeciej kolumny, do drugiej raczej nie…”. Gwoli pamięci – głosy w sektorze 7 liczył sekretarz Piotr Olszówka, a 8 sekretarz Łukasz Schreiber.

Nie jest usprawiedliwieniem, iż podczas głosowania podnosi się las rąk, w tym wypadku i podobnych ma zastosowanie alegoria, iż Las Birnam przyjdzie po tych, którzy dopuścili się zbrodni – zbrodni na demokracji, procedurach i przyzwoitości jako takiej.

war

ZNAJDŹ DROBNĄ RÓŻNICĘ 🙂

c0sp67twqaas2fl

Kleofas Wieniawa wraca do sławnego puczniętego Kaczyńskiego.

kaczynski-boi

Jarosław Kaczyński po świętach wychodzi z nowym atakiem na opozycję i społeczeństwo obywatelskie, nazywając publicystycznie to, co się stało puczem.

W wywiadzie dla „wSieci” mówi o Michała Szczerby „muzyka łagodzi obyczaje”, a może o „kochany panie marszałku”:

„Trzeba to nazwać wprost: to była próba puczu. Sygnały o takiej możliwej próbie przejęcia władzy docierały już do nas wcześniej.”

Ciemny lud może to kupi, że Marek Kuchciński nie zrozumiał, co usłyszał, mógł też działać wg założonego z góry planu. I zobaczyliśmy w działaniu łamagę, bo Kuchciński nie potrafi sklecić kilku sensownych zdań i to w poprawnym języku polskim. Po niefortunnej decyzji wykluczenia z sesji posła Szczerby, Kuchciński uciekł z sali posiedzeń, posłuchał prezesa PiS Kaczyńskiego, który kieruje się li tylko złą wolą i kompleksami. A dlaczego? Bo niewiele ma do zaproponowania. Nie-wie-le – podkreślam.

c0uh6rjxuaewpud

Kaczyński wmawia takie rzeczy, jak: „To była poważna próba sparaliżowania władzy w sposób siłowy, niedemokratyczny. Jej podstawą było założenie, że nie uchwalimy budżetu”. Na czym miałaby polegać ta siła? Czyżby na sali sejmowej zabrakło PiS-owi szabel do przegłosowania budżetu?

A może chodzi o to, że w ferworze dyskusji Mateusz Morawiecki musiałby puścić farbę, jak rzeczywiście z tym budżetem jest. Bo zaraz usłyszeliśmy Kaczyńskiego dla Reutersa, powiedział, że jest gotów poświęcić wzrost gospodarczy dla swojej wizji, a następnego dnia Morawiecki wygłosił nową teorię ekonomiczną – bodaj najdonoślejszą od czasów Kopernika – iż PKB nie jest bożkiem.

Sypią się finanse i gospodarka, choć jeszcze nie w tak spektakularny sposób, jak w Grecji, ale ta lawina dopiero ruszyła i możliwe, że już jest nie do powstrzymania.

Albo inny cytacik z wywiadu z prezesem:

„Czerpią z Majdanu, odwracając rzeczywiście znaczenia słów i faktów, ale czerpią. Nie wiem, jak można Polsce życzyć krwawych rozruchów. Ale, widać, tam żadnych hamulców nie ma.”

Po pierwsze Majdan był proeuropejski, PiS jest antyeuropejski, jeszcze tego nie mówi się głośno, ale kierunek marszu Kaczyńskiego ze swoją zdezorientowaną czeredą ma kierunek antyzachodni, antycywilizacyjny.

To nie opozycja, ani KOD i wszelkie Czarne Protesty mają Wojskową Obronę Terytoriaslną, ale PiS tworzy przybudówkę militarną, a w zasadzie bojówkę partyjną, bo ów WOT jest miltarnie li tylko mięsem armatnim, dlatego zresztą mamy generałowie z nawyższych stanowisk w Wojsku Polskim podają się do dymisji. A dlaczego Macierewicz jest ministrem, wszak to Szwejk pod każdym względem i do tego otoczny mniejszymi szwejami typu Misiewicze.

Kto szykuje sie na krwawy wewnętrzny konflikt? Proszę wskazać choć jeden cytat. Komuchy to samo wmawiali „Solidarności”. Mamy do czynienia z bardzo podobnym zjawiskiem, jak w latach 1980-81.

(PiS BĘDZIE WERYFIKOWAŁ FUNKCJONARIUSZY SB 🙂 W RAMACH USTAWY DEZUBEKIZACYJNEJ. MAJĄ SPORĄ WIEDZĘ NA TEN TEMAT, JAKBY NIE BYŁO.)

c0sh9kzwqaes1j0

Inny jeszcze cytat:

„Chcę jasno powiedzieć: nie złamią nas. Po naszej stronie jest wielka determinacja, silny mandat społeczny. Ale nie tylko. Mamy precyzyjne rozpoznanie, gdzie są nasze słabości, i ciężko pracujemy nad ich naprawianiem. Wiemy też, które punkty węzłowe w państwie należy pilnie zreformować, żeby jeszcze szybciej ruszyć do przodu. Nie zdołają nas zatrzymać w naprawie państwa.”

Prezesie Kaczyński intelektualnie i duchowo jesteśmy cieniutcy, nikt za wami nie stoi, żadne wielkie i znaczące polskie nazwiska w kulturze, ale macie policję i wojsko, bo rządzicie.

Nie można wiecznie udawać ofiarę, która porusza się z siedmioma dwumetrowymi ochroniarzami. Ostatni powyżej passus z wywiadu świadczy, że Kaczyńskiemu klepki puściły. Nie ma mandatu do rozwalania Polski, izolowania w Unii Europejskiej. 19 proc. uprawnionych do głosowania to mandat do administrowania krajem, reformowania, a nie deformowania.

Czego PiS się nie dotknie, deformuje, rozwala. Bo takie emploi polityczne, psychologiczne i fizyczne ma prezes. Deformator, psuj i kłamczuch.

Deformowanie państwa nie jest naprawą. Niszczenie elit nie jest wyrównywaniem szans dla innych, ale pozbawianie narodu głowy. Wiedział o tym Stalin, dlatego dokonał mordu w Katyniu. A w tej chwili Kaczyński zamierza dokonać cichego Katynia. Bez obawy naród się nie da. Dobrze, że prezes wspomniał Janukowycza, bo jego ślady mentalne do niego zmierzają, dlatego mamy wędrówki takiego niewydarzeńca jak Marek Karczewski na Białoruś do „ciepłego człowieka” Łukaszenki.

Majdan w Kijowie powstał spontanicznie, ruchy wyzwoleńcze zawsze są spontaniczne, nie można ich zaplanować. Trzeba znać historię, uczyć się jej, a nie używać żałosnej tromtadracji w otoczeniu „dziennikarzy”, jak Karnowscy, którym dał głos Kaczyński. I poszczekał na opozycję, poszczuł.

WSZYSCY ŻEGNAMY WIELKĄ KSIĘŻNICZKĘ.

c0tbaeqxaaaron

grudzien12

Prof. Wojciech Sadurski pisze o „władzy” PiS. Łamiąc konstytucję, prezydent stał się już tylko „prezydentem”, rząd – „rządem”, a posłowie sejmowej większości – „posłami”. Taka władza traci prawo do oczekiwania „posłuszeństwa”.

oto

Gdy grupa obywatelskich ruchów z KOD na czele ogłosiła apel „Stop dewastacji Polski!” ze słowami: „Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy”, prawica zatrzęsła się z oburzenia. To zamach na demokrację!

A jednak idea nieposłuszeństwa obywatelskiego w pewnych okolicznościach jest integralną częścią idei konstytucyjnej demokracji. Skoro demokracja oznacza nie tylko władzę większości, ale także podporządkowanie jej pewnym wyższym zasadom konstytucyjnym, to wymóg posłuszeństwa obywatelskiego jest zawsze warunkowy. Władza winna działać wyłącznie w ramach konstytucyjnych, a gdy z nimi się nie zgadza, może starać się je zmienić, ale tylko w drodze normalnej zmiany konstytucji.

czaqplwxuaaaga

Władze w cudzysłowie

Czy więc polskie władze w ciągu ostatnich 12 miesięcy respektowały konstytucyjne reguły gry? Oczywiście nie. Niekonstytucyjność wielu ustaw, na przykład inwigilacyjnej czy właśnie rozpatrywanej ustawy o zgromadzeniach, jest potwierdzona, paradoksalnie, przez rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego: gdyby władza miała czyste sumienie, jeśli chodzi o plan ograniczeń swobód obywatelskich, nie zależałoby jej tak bardzo na ubezwłasnowolnieniu Trybunału.

Tymczasem w odniesieniu do Trybunału poszczególne ogniwa władzy: prezydent, większość parlamentarna, rząd, PiS-owscy sędziowie i sędziowie „dublerzy”, zachowywały się wedle modus operandi zorganizowanej grupy przestępczej. Większość parlamentarna ekspresowo przegłosowywała „ustawy naprawcze”, zmieniając ustrój konstytucyjny w drodze ustaw zwykłych. Prezydent podpisywał, cokolwiek znajdował na biurku, zaprzysięgał sędziów wybranych na obsadzone stanowiska i odmawiał zaprzysiężenia prawidłowo wybranych. Rząd ferował werdykty o tym, które wyroki TK są prawidłowe, i odmawiał publikacji innych. PiS-owscy sędziowie zgodnie chorowali, zaś „dublerzy” pod osłoną Biura Ochrony Rządu forsowali budynek Trybunału…

wujku

Tak rażąco i systematycznie łamiąc ramy konstytucyjne swojego działania, władze straciły prawowitość: prezydent stał się już tylko „prezydentem”, rząd – „rządem”, a posłowie sejmowej większości – „posłami”. Władze w cudzysłowie, mimo swego niewątpliwego demokratycznego rodowodu, straciły prawo do oczekiwania „posłuszeństwa” ze strony obywateli.

Czasem relację tę ujmuje się w języku „umowy społecznej”. Jednak ta metafora sugeruje równość stron, tymczasem nie ma symetrii między obywatelami a władzą, bo w demokracji władze są powiernikami, a nie partnerami obywateli. Ładnie to ujął Jan Jakub Rousseau: „Akt ustanawiający rząd nie jest wcale umową, lecz ustawą, depozytariusze władzy wykonawczej nie są bynajmniej panami ludu, lecz jego funkcjonariuszami, lud może ich ustanowić lub oddalić, kiedy zechce; nie jest ich rzeczą umawiać się, lecz słuchać”.

cza14nawgaazdja

Sprawdzian obywatelskości

Czy więc ludzie, którzy nie zgadzają się z jakimiś przepisami, mogą je dowolnie łamać, dorabiając temu miano „nieposłuszeństwa obywatelskiego”? Tak zadane pytanie sugeruje, że problem jest prostszy, niż jest w istocie. Co innego bowiem obywatelska niezgoda na działania władzy podważającej fundamentalne wolności i instytucje, a co innego krytyka jakichś posunięć państwa na tej podstawie, że są one niemądre lub nieefektywne. Zasada rządów większości odnosi się tylko do drugiej kategorii niezgody: gdy już wyczerpiemy wszelką dyskusję, zdanie większości musi przeważyć.

Wybitny filozof polityki John Rawls zdefiniował nieposłuszeństwo obywatelskie jako „sprzeczne z prawem, świadome działanie publiczne, wolne od przemocy, podejmowane w celu zmiany prawa lub polityki rządu”. Definicja pozwala odróżnić nieposłuszeństwo obywatelskie od z jednej strony rewolucyjnego buntu przeciwko fundamentom systemu, a z drugiej – zwykłego złamania prawa motywowanego np. chciwością lub agresywnością.

W literaturze filozoficznej i prawnej proponuje się rozmaite obwarowania mające na celu upewnienie się, że nieposłuszeństwo obywatelskie nie jest przykrywką dla karygodnych działań antyspołecznych.

Po pierwsze, mówi się, że powinno być ono traktowane jako ostateczność, podejmowane po wyczerpaniu innych działań zmierzających do zmiany prawa.

Po drugie, że akty nieposłuszeństwa obywatelskiego mają mieć charakter publiczny, gdyż ich głównym celem nie jest uniknięcie dotkliwości stosowania się do przepisu, lecz zwrócenie uwagi na potrzebę zmiany niesprawiedliwego prawa.

Po trzecie, osoby decydujące się na nieposłuszeństwo powinny dobrze wyważyć społeczne korzyści i straty swego działania: stąd postulat działań pokojowych i prowadzących do minimum kłopotów dla współobywateli. Wypowiedzenie posłuszeństwa władzy PiS nie uzasadnia przechodzenia na czerwonym świetle.

czaw-tyxuae0pnh

Pusta izba

Jakie formy może przybrać wypowiedzenie posłuszeństwa władzom? Specjalna odpowiedzialność spoczywa tu na sędziach i innych prawnikach, którzy w imię wierności konstytucji powinni odmówić stosowania niekonstytucyjnych ustaw. Na pewno ruchy społeczne powinny zignorować nowe kagańcowe przepisy ustawy o zgromadzeniach i podważyć priorytet parad „cyklicznych”. Na pewno posłowie opozycji powinni czasem bojkotować posiedzenia Sejmu, na których maszynka do głosowania przerobi w prawo rozpatrywane nieprawidłowo projekty. Niech zdjęcia pustej w połowie Izby wyślą w świat komunikat o stanie polskiej demokracji. A co więcej? Tu już musi zadziałać wyobraźnia.

Jedno jest pewne, jak pisał wielki filozof John Locke: „Każda władza powierzona w określonym celu jest przez ten cel ograniczona. Stąd też, jeśli cel ten będzie kiedykolwiek przez nią jawnie zaniedbywany lub gwałcony, nastąpi utrata zaufania, a władza powróci do rąk tych, którzy ją nadali. (.) Tak więc społeczność niezmiennie zachowuje najwyższą władzę ochrony siebie samej przed atakami na nią ze strony każdego, nawet jej ustawodawców”. Ponad 300 lat temu, a jak bystro przewidział władzę PiS.

czzdw4gwqaaopwz

W nowym „Newsweeku” Michał Krzymowski pisze o Kukiz ’15, Chamoobrona.

poslanka

Pogróżki, wyzwiska, oskarżenia o związki z WSI i seksistowskie żarty – tak działa klub Pawła Kukiza po roku spędzonym w Sejmie. Lider stracił panowanie nad swoim ruchem.

Przypki pod Tarczynem. W sali konferencyjnej podwarszawskiego hotelu obradują posłowie Kukiz’15, trzeciego co do wielkości klubu w Sejmie. O głos prosi gdańska posłanka Magdalena Błeńska. Nie wygląda na uspokojoną: – My już nie jesteśmy jak Samoobrona. Gorzej, jesteśmy Chamoobrona!

Dla wszystkich na sali jest jasne: Błeńska pije do scysji sprzed kilku miesięcy. W jej trakcie elbląski poseł Andrzej Kobylarz stracił panowanie nad sobą, uderzył pięścią w stół i jej pogroził: – Gdybyś była mężczyzną, to bym ci przyp… Przy scenie było kilkoro parlamentarzystów.

Błeńska, którą pytam o wybuch posła Kobylarza, mówi, że sprawy klubu powinny zostać w klubie i ona nie będzie komentować ich w mediach. Jej znajomy jednak przyznaje: – Magda była tym przerażona. Proszę sobie spojrzeć na ich zdjęcia. Błeńska jest drobną blondynką a Kobylarz to elbląski watażka handlujący ruskim węglem. Łysy, barczysty, wygląda jak kark z siłowni. O co im poszło? To proste. Kobylarz ma ciężki okręg i chce się przenieść do Gdańska. Uważa, że tam będzie mu łatwiej o reelekcję.

Po kłótni Błeńska poszła na skargę do Pawła Kukiza. Ten wezwał do siebie Kobylarza i nakazał mu załagodzenie konfliktu. Musiał być jednak mało przekonujący, bo posłanka do dziś nie doczekała się przeprosin. – Nie były one potrzebne. Mam z Magdą Błeńską dobre relacje, normalnie rozmawiamy – mówi „Newsweekowi” Kobylarz.

czblb1zxgaaab-s

Paweł Kukiz, którego dziś pytam o sprzeczkę posłów, bagatelizuje zachowanie Kobylarza: – Gdybym był przy tej wymianie  zdań, to pewnie bym zareagował. Ale z drugiej strony czy pan myśli, że w PiS-ie to rozmawiają inaczej? A na nagraniach z Sowy to jakiego języka używano? A tematy były tam poważniejsze. Zresztą, panu się nie zdarza puścić wiązanki pod adresem kierowcy, który zajeżdża panu drogę?

Narada sprzed kilku miesięcy. Paweł Kukiz prosi posłów o niekomentowanie zakazu aborcji, bo wyborcy ruchu są w tej sprawie podzieleni i nie ma sensu zrażać ich swoimi wypowiedziami.

– Dziwne tłumaczenie, ale jeszcze do przyjęcia. Gorzej, że chwilę później Paweł postanowił jednak błysnąć dowcipem. Powiedział, że jedyną osobą, dla której mógłby zrobić wyjątek, jest posłanka Anna Siarkowska. Dlaczego? Bo jest tak świętojebliwa, że nawet seks uprawia przez prześcieradło, hehe – opowiada jeden z posłów.

– Anna Siarkowska to słyszała? – dopytuję.

– Nie było jej na tym spotkaniu, ale powtórzono jej tę wypowiedź.

– A jak posłowie zareagowali na te słowa?

– Ja byłem zażenowany, ale sala odpowiedziała rechotem.

Siarkowska, którą pytam o tę sytuację, mówi krótko: – Komentowanie takich wypowiedzi jest poniżej mojej godności. Ludzie, którzy w ten sposób odnoszą się do innych, sami wystawiają sobie świadectwo.

Paweł Kukiz zapewnia, że nie kpił z pobożności Anny Siarkowskiej. – Prosiłem, żeby nie wypowiadała się na temat aborcji – ucina.

PREZES NIE UZNA WYNIKÓW TEJ BUDOWY.

czbu7bvwgaaimhq

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad procesem Sikorskiego, który wytoczył Kaczyńskiemu.

kaczynski-dostal

Jarosław Kaczyński zbudował swoją potęgę polityczną na śmierci brata, wykorzystał bliźniaka do granic możliwości. Przy tej okazji prezes PiS nie zmienił swoich metod, lecz materiał miał o wiele szlachetniejszy niż zwykle. Gdyby nie katastrofa smoleńska, PiS podzieliłby los koalicjantów z lat 2005-2007 Samoobrony i LPR: śmietnik historii.

Katastrofa wyniosła go na szczyt, z której to wysokości niszczy Polskę. Takie są absurdy historii, które nam wszystkim dają się boleśnie we znaki. Oto Radosław Sikorski nie godzi się, aby być obiektem insynuacji, pomówień, szczucia. Dla Kaczyńskiego są to metody polityczne, ideowe, którymi ponoć się różnimy. W przypadku prezesa jego idee polityczne mylą mu się z cechami charakteru, podejrzanej konduity moralnością.

Sikorski odniósł się tylko do jednej insynuacji z gatunki „zdrady o świcie”. I dobrze. Bo hurtowe oskarżenia jakoś dziwnie są nieskuteczne w prawie. Al Capone nie zaznał krat za liczne zabójstwa, ale za drobnostkę z punktu widzenia egzystencji, za niepłacone podatki.

Sikorski więc z bogatej „twórczości” prezesa wyjął ten „podatek” insynuacji, konkret. Mianowicie z wywiadu sprzed dwóch miesięcy dla Onetu wyjął „plwocinę” prezesa o zdradzie dyplomatycznej, jakoby Sikorski – który w chwili katastrofy pod Smoleńskiej był szefem dyplomacji – odstąpił od uznania miejsca katastrofy za eksterytorialne.

Tym samym „zdrada” w ustach Kaczyńskiego stała się pomówieniem Sikorskiego o niefachowość. Niezależnie od tego, czy Kaczyński zna prawo o eksterytorialności dotyczące katastrofy lotniczej na terenie obcego państwa, zarzucając komuś, że nie dopełnił obowiązku dyplomatyczno-prawnego, sam łamie prawo. Nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem, tym bardziej że Kaczyński miał 6 lat, aby posiąść tę wiedzę. A jeżeli jest się prawnikiem i to z tytułem doktora, możemy powiedzieć, że u Kaczyńskiego obok silnie rozbudowanego ego, równie wielka jest amoralność.

czavuv2w8aa-py7

Sikorski więc wystąpił do sądu, aby Kaczyński go przeprosił, bo naruszył jego dobra osobiste: dobre imię, cześć i godność. Sikorski z prezesem postępuje, jak z dzieckiem, chce mu pomóc, bo powszechnie znana jest niesamodzielność życiowa Kaczyńskiego. Otóż Sikorski sformułował akt przeproszenia, które prezes ma opublikować na łamach konkretnych portali internetowych.

W zasadzie były minister spraw zagranicznych jedną rzecz domaga się od Kaczyńskiego, mianowicie ów „podatek” za przeprosiny – prezes PiS ma opłacić z własnej kieszeni, z pensji posła, a nie z budżetu partii, bo to w istocie nasze podatki.

W przeprosinach Sikorskiego widzę dla Kaczyńskiego same pozytywy, najważniejszy z nich jest, iż może oczyścić swoje nieczyste sumienie, a to jest sprawa niebagatelna. Inni muszą nosić worki pokutne, wierzący zaś biegać do spowiedzi, a Kaczyński za niewielki podatek dla mediów może pozbyć się uciążliwości amoralnej. Czy Sikorski nie jest dobrotliwy dla swego wroga? Jest! I w ten sposób winni domagać się pozostali przeprosin od prezesa Kaczyńskiego, acz „pozostali” to całkiem duża gromada osób, obawiam się, że może to być cały naród polski.

Ale warto, bo po takich przeprosinach Kaczyński osiągnie moralny status aniołka. Wierzę, że w prezesie są nieodkryte pokłady jego dobroci. Więc – prezesie – do przodu i alleluja, zwłaszcza że zbliżają się święta Bożego Narodzenia.

Kleofas Wieniawa do powyższego dokłada.

sikorski-versus

Adwokatem Sikorskiego jest Jacek Dubois, pochodzący ze sławnego rodu prawników. Naprzeciowko może mieć co najwyżej zdemoralizowanych prawników pokroju Pszczółkowskiego, bądź Przyłębskiej.

Póki co, sądy są jeszcze niezależne, a oprócz tego nie są takie łatwe do spacyfikowania. Wśród elit Kaczyński ma niewielkie wsparcie, tylko tych z kompleksami, co widać choćby po mediach „narodowych”, gdzie przeciętna profesionalizmu ma się tak do normalności, jak całość do 3/4.

Jeżeli przyjąć na wiarę, że badania IQ narodu polskiego rzeczywiście IQ wynosi 100, to elity pisowskie, w tym żurnaliści „narodowi” mają tego ilorazu 75, a przypominam, iż autor „Foresta Gumpa” nadał swemu bohaterowi poziom IQ 72. Pewnie w okolicach osławionego Kononowicza.

I to jest wartość PiS i prezesa Kaczyńskiego, o którym zwykle piszę, iż jest geniuszem taboretu, choć ktoś mi zwrócił uwagę, że staje na wysokościach drabinki z Tesco (taka jego gloria).

Ale w sprawie Sikorski versus Kaczyński jest istotne coś innego, mianowicie ten przykład winien być wskazaniem dla Polaków, aby pozwać tego geniusza taboretu za niszczenie Polski, godności Polaków. Wierzę, że czeka go sprawiedliwy sąd, bo prawo póki co mamy na poziomie, tylko polityka nam się wywróciła ze wspomianego taboretu. A jedną z przyczyn jest nadmiar produkcji jadu w otworze gębowym prezesa PiS. Niewiele postaci w historii Polski postaci zaznało takiej nadprodukcji toksyn, a na pewno nikomu po 1989 roku.

podwojna

Kamil Stoch pierwszy, Maciej Kot drugi. To był wspaniały konkurs polskich skoczków w norweskim Lillehammer.

z21104130qwyniki-konkursu

Przed nimi na olimpijskiej skoczni nie wygrał żaden Polak. Nawet Adam Małysz nigdy nie był tu wyżej niż na trzeciej pozycji. I wreszcie niewygodny dla polskich skoczków obiekt został odczarowany. Kilkukrotnie. Kamil Stoch wygrał 16. raz w karierze zawody Pucharu Świata. Po raz pierwszy od 30 stycznia 2015 roku w Willingen. Dwukrotny mistrz olimpijski czekał prawie dwa lata. Maciej Kot czekał całą karierę na miejsce na podium. I w niedzielę się udało. To dla niego życiowy wynik.

A W TANGU TAŃCZĄ RAZEM MACIEREWICZ I MISIEWICZ.

grudzien11

Kuriozalne przemówienie Kaczyńskiego podczas 80. miesięcznicy smoleńskiej.

kordon

Przed Pałacem Prezydenckim zakończyły się wieczorne obchody 80. miesięcznicy smoleńskiej. – Mamy po raz pierwszy taką bezpośrednią próbę zakłócenia naszej uroczystości – powiedział Jarosław Kaczyński. Uroczystościom 80. miesięcznicy smoleńskiej towarzyszyła kontrmanifestacja stowarzyszenia Obywatele RP. Rano doszło tam do przepychanek z policją.

Zanim przed pałac dotarł marsz pamięci, na miejscu zebrało się około stu osób, trzymających białe róże. Od ustawionego przed Pałacem Prezydenckim krzyża Obywateli RP odgrodził kordon policji. Czoło marszu z transparentem „Smoleńsk – pamiętamy” i Jarosławem Kaczyńskim na czele dotarło przed pałac około godz. 20.45. Obok prezesa PiS szli m.in. Antoni Macierewicz i Ryszard Terlecki. Obchody rozpoczęły się od odśpiewania hymnu Polski. Obywatele RP stali naprzeciwko marszu z uniesionymi białym różami.

czwb9yzxcagcc4y

Potem głos zabrał Jarosław Kaczyński, którego przemówienie – ze względu na kuriozalność – przytaczamy w całości: – „Szanowni państwo, dzisiaj 80. miesięcznica, można powiedzieć, jubileusz działalności dla pamięci, dla prawdy. Dzisiaj po raz pierwszy mamy taką bezpośrednią próbę zakłócenia naszych uroczystości. Ci, którzy jej dokonują, mówią: działamy legalnie. Tak, w sensie formalnym. Ale zapytajmy, czy legalne są cele, które sobie stawiają? Czy legalne jest odbieranie innym prawa do tego, by demonstrować, by się modlić? Czy legalna jest próba wyszarpania, zaniechania czynności procesowych, które są niezbędne w śledztwie smoleńskim? To wszystko jest nielegalne i trzeba to jasno powiedzieć. Ale to, co mówią ci ludzie to przykład czegoś szerszego, co jest charakterystyczne dla tego wszystkiego, co mówią nasi polityczni przeciwnicy. O co chodzi, że jedni mogą innym przeszkadzać w realizacji prawa od demonstracji. To nic innego, niż przyjęcie zasady, że kto silniejszy, ten lepszy. Ta zasada towarzyszyła całej trzeciej RP. Mówiono o liberalnej demokracji, a to był prymitywny darwinizm społeczny. My tę zasadę odrzucamy i będziemy odrzucać. W imię tego prowadzimy śledztwo i uczcimy pamięć tych, którzy zginęli. Wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej. Idziemy tą drogą. Zmienimy prawo tak, by każdy miał prawo do demonstracji i nie można ich było zakłócać. Możecie sobie państwo krzyczeć, co chcą, ale to oszustwo. My reprezentujemy prawdę, demokrację i wolność. Polska jest dzięki nam krajem wolności, jednym z niewielu w Europie. Ci, którzy chcieliby przywrócić zasadę darwinizmu społecznego zaciekle z nami walczą w Polsce i w Europie. W Polsce jest wielki mechanizm kłamstwa, oszukiwania ludzi. Ale mimo niego zwyciężyliśmy, zwyciężamy i zwyciężymy!

czv4m1mw8aabzl8

Kiedy przemówienia się skończyły, Obywatele RP zaczęli skandować „Wolność, równość, demokracja”. Zwolennicy PiS odpowiadali okrzykami „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę” i odtwarzali z głośników „Żeby Polska była Polska”. – „Potrzeba było determinacji i odwagi. Nasze demonstracja była największa do tej pory. To wzruszające, że stajemy ramię w ramię z ludźmi, którzy są opluwani. Bardzo wam dziękuję” – mówił lider Obywateli RP Paweł Kasprzak. – „A teraz wiadomość trudna: spotykamy się tutaj za miesiąc. Nowelizacja prawa o zgromadzeniach wejdzie w życie i z pewnością będzie nas stąd siłą wynosić policja. Ale spotykamy się tak samo, rano i wieczorem. Do zobaczenia za miesiąc, legalnie, czy nielegalnie!” – zakończył.

CZYŻBY MIESIĘCZNICE NIE BYŁY MANIFESTACJAMI CYKLICZNYMI? NIE BYŁY ZGŁASZANE JAKO MANIFESTACJE? CZYLI NIELEGALNE ZGROMADZENIA…

czv_ak8xcaakqcv

Do przepychanek przed Pałacem Prezydenckim doszło już podczas porannych uroczystości. Protestujący Obywatele RP zostali usunięci przez policję z miejsca, gdzie zarejestrowali oni swoje zgromadzenie, czyli sprzed tablic smoleńskich. – „Stanęliśmy w tym miejscu. Nasza legalnie zgłoszona demonstracja została zakłócona przez siły porządkowe: BOR i policję. Zostaliśmy po prostu wypchnięci z miejsca manifestacji pod pretekstem sprawdzenia przez BOR, czy nie ma środków wybuchowych” – powiedział Tadeusz Jakrzewski ze stowarzyszenia Obywatele RP.

czvvvxfxeaakckl

Obywatele RP, tak jak przy poprzednich miesięcznicach, zgłosili na Krakowskim Przedmieściu całodzienne zgromadzenie publiczne. Jak tłumaczyli, ma to być wyraz poparcia dla tych bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej, którzy są przeciwni ekshumacjom, oraz protest przeciwko przyjętej przez Sejm PiS-owskiej ustawie o zgromadzeniach. Zazwyczaj manifestujący zbierali się przy Kordegardzie, ale w tym miesiącu postanowili ustawić się dokładnie przed Pałacem Prezydenckim.

waldemar-kuczynski

O! Ludzie!

CZY MYŚLELIŚCIE, ŻE KIEDYŚ POLICJA ZAMIAST NA PATROLE BĘDZIE CHODZIŁA NA WYCINANIE KONFETTI?

czwdd5_xuae1fg5

WCALE SIĘ NIE DZIWIMY.
ILE MOŻNA TAK UPOKARZAĆ POLICJANTÓW?

dla

I JAK TU NIE LUBIĆ SZKŁA KONTAKTOWEGO 🙂

chce

Eliza Michalik pisze w „Wyborczej”, iż „trzeba dziś walki o Polskę tak zażartej, jak PiS walczy przeciw Polsce. Tyle że on walczy, łamiąc prawo, a Trybunał Konstytucyjny może uratować Polskę przed autorytaryzmem zgodnie z prawem.”

doszlismy-2

Nie tylko Trybunał Konstytucyjny doszedł do ściany. Do ściany doszła Polska. Władza ogranicza nam właśnie wolność demonstrowania przekonań, tak jak ograniczyła wolność mediów, a dziennikarzy piszących o niej krytycznie straszy zarzutami o szpiegostwo lub zwalnia z pracy (łącznie już kilkaset osób), atakuje i poniża organizacje pozarządowe, z aresztowań robi polityczne spektakle, uznaje i firmuje ministra obrony narodowej, który działa na szkodę obronności i bezpieczeństwa państwa.

Szefowa rządu łamie konstytucję, a przedsiębiorcy traktowani są jak potencjalni przestępcy. Urzędnicy państwowi i ministrowie z nadania PiS-u niszczą służby specjalne, dyplomację, narażają Polskę na izolację międzynarodową i – za zasłoną infantylnej patriotycznej retoryki – pozbawiają ją wpływu na decyzje Unii Europejskiej, a obywateli na dotkliwe sankcje finansowe. A przede wszystkim w propagandowych, prorządowych mediach (których degenerację i upolitycznienie zauważyły już najważniejsze instytucje międzynarodowe monitorujące wolność mediów) strasznie kłamią: rano, w południe i wieczorem.

Politycy PiS-u w ledwo zawoalowany sposób grożą utratą stanowiska (jeśli nie będzie posłuszny władzy) rzecznikowi praw obywatelskich. Wspierają nacjonalistyczne i faszystowskie w swojej retoryce organizacje, ba – wręcz je oficjalnie promują (czy wiedzą państwo, że niedawno biuro posła Piotra Glińskiego było jednym ze współorganizatorów spotkania z Marianem Miszalskim, autorem książki „Żydowskie lobby polityczne w Polsce”?).

Obywatele są odczłowieczani i lżeni przez polityków rządzącej partii i przez część prawicowych mediów. Praktycznie wszyscy myślący inaczej niż PiS to „gestapowcy”, „gorszy sort Polaków”, odmawia się im polskości i patriotyzmu, a niekiedy także prawa do mieszkania w kraju. W publicznych mediach ustami Jana Pietrzaka wyborców opozycji porównuje się do pluskiew, gnid i wszy.

Trybunał Konstytucyjny jeszcze walczy, ale wkrótce polegnie. I dla obywateli małą będzie pociechą, że uczynił to z honorem.

seks

***

Wiem, że wielu, także liberalnych i lewicowych, polityków i dziennikarzy uważa, że stawianie sprawy tak ostro to przesada, że to wciąż walka, a nie wojna. Ja jestem odmiennego zdania.

Tak, dziś jestem już pewna i chcę powiedzieć to głośno: PiS nie jest normalną partią polityczną działającą według reguł państwa prawa i nie prowadzi ze swoimi oponentami politycznymi normalnej, choć ostrej, politycznej walki.

Partia Kaczyńskiego wygrała wybory w sposób demokratyczny, ale to, co po tych wyborach robi, i sposób, w jaki to robi, jest formą zamachu stanu i stopniową, przeprowadzaną z żelazną konsekwencją zmianą ustroju z demokracji parlamentarnej na ustrój autorytarny.

czv1q1kxcaakqrh

Tym z państwa, którzy oburzą się na ostre (wiem) sformułowanie „zamach stanu”, dla porządku przypomnę, że zgodnie z klasyczną definicją taki zamach to nie tylko niezgodne z porządkiem konstytucyjnym czy przeprowadzone z użyciem siły przejęcie władzy w państwie (tych przesłanek PiS nie spełnia, ponieważ wygrał wybory), ale także przejęcie władzy politycznej w państwie przez jednostkę lub grupę osób z pogwałceniem normalnego toku życia politycznego i porządku instytucjonalnego. I drugi człon tej definicji to już jest dokładnie to, co robi PiS.

Gdy jakiś czas temu TVP ogłosiła na Twitterze, że rząd PiS-u to „pierwszy taki rząd po 89 roku”, odpowiedziałam sarkastycznie: „Za to przed 89 już takie były”. Wtedy to była ironia, dziś wiem, że taka jest rzeczywistość.

Kiedy w 2012 r. prof. Andrzej Rzepliński powiedział (w kontekście działalności radykalnych ruchów narodowych nawołujących do zmiany ustroju i obalenia demokracji): „Trybunał nie cofnąłby się przed delegalizacją partii politycznej, której cele lub działalność byłyby skierowane poza wszelką wątpliwość – na obalenie metodami niedemokratycznymi systemu ustroju Polski”, to jak teraz to widzę – były to prorocze słowa. Zagrożenie – namacalne i groźne – nie nadeszło jednak ze strony narodowców, którym mimo sporej afirmacji i promowania ze strony polityków PiS-u nie udało się przekroczyć progu wyborczego, ale ze strony samej partii Kaczyńskiego.

Prezes Rzepliński miał rację, bo polska konstytucja składa w ręce TK być może jedno z najważniejszych dla państwa prawa uprawnień – prawo do podjęcia decyzji o delegalizacji partii politycznej, której nie tylko cele, ale i metody działania są niezgodne z konstytucją – proszę spojrzeć na jej artykuł 188, pkt 4.

ludzie

Jej artykuł 13 stanowi z kolei: „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub DZIAŁALNOŚĆ zakłada lub DOPUSZCZA NIENAWIŚĆ RASOWĄ I NARODOWOŚCIOWĄ, STOSOWANIE PRZEMOCY W CELU ZDOBYCIA WŁADZY LUB WPŁYWU NA POLITYKĘ PAŃSTWA albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa” (duże litery od autorki).

To, że TK ma prawo zdelegalizować partię działającą z naruszeniem konstytucji, potwierdza zresztą ustawa o partiach politycznych z 27 czerwca 1997 r., a ściślej jej artykuł 42 („W sprawach zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych właściwy jest Trybunał Konstytucyjny”) i 44 („Jeżeli Trybunał Konstytucyjny wyda orzeczenie o niezgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznej, Sąd niezwłocznie wydaje postanowienie o wykreśleniu wpisu partii politycznej z ewidencji”).

Czy niepublikowanie przez premierkę z PiS-u orzeczeń TK (złamanie konstytucji), procedowanie ustaw z naruszeniem zagwarantowanych przez konstytucję politycznych praw opozycji, naruszanie (także gwarantowanych przez najwyższy akt prawny RP) wolności obywatelskich, wolności zgromadzeń, słowa i prawa do publicznego wyrażania poglądów, i w końcu proceder, który prof. Ewa Łętowska nazwała drenowaniem prawa z treści (niezgodny nie tylko, jak inne działania PiS-u, z literą konstytucji, ale z jej duchem), nie są wystarczającą przesłanką – i prawdopodobnie ostatnim momentem – by zdelegalizować partię zmierzającą do zmiany Polski w państwo autorytarne, które znamy z przeszłości?

wojciech-kussowski

Do tego, rzecz jasna, trzeba odwagi, bo PiS będzie głośno krzyczał i histeryzował, będzie zaprzeczał faktom, których świadkami byliśmy w ciągu ostatnich 12 miesięcy, będzie obrażał, kłamał i odwracał kota ogonem. Trzeba przekonania o słuszności tej decyzji i postawienia dobra Polski nad swoim własnym dobrem i dobrym imieniem – bo spodziewam się, że po podjęciu takiej decyzji sędziowie Trybunału staliby się obiektem prześladowań bez precedensu. Trzeba wreszcie determinacji i konsekwencji – dokładnie tej samej, jaką ma PiS. Trzeba walki o Polskę tak zażartej, jak PiS walczy przeciw Polsce. Z tą różnicą, że PiS walczy o swoje, łamiąc prawo, a TK uratowałby Polskę przed autorytaryzmem zgodnie z prawem.

Tak, byłby to w postpeerelowskiej historii precedens, ale takim też precedensem są rządy i metody działania PiS-u.

tomasz-lis

Oczywiście rządy zdobywające władzę w sposób demokratyczny, a później wykorzystujące ją brutalnie i bezprawnie do działań przeciw obywatelom, którzy dali im mandat do jej sprawowania, to w historii nic nowego. Taką sytuację przewidzieli już amerykańscy ojcowie założyciele, którzy napisali:

„Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście, że celem zabezpieczenia tych praw wyłonione zostały wśród ludzi rządy, których sprawiedliwa władza wywodzi się ze zgody rządzonych, że jeżeli kiedykolwiek jakakolwiek forma rządu uniemożliwiałaby osiągnięcie tych celów, to naród ma prawo taki rząd zmienić lub obalić i powołać nowy, którego podwalinami będą takie zasady i taka organizacja władzy, jakie wydadzą się narodowi najbardziej sprzyjające dla szczęścia i bezpieczeństwa”.

Te słowa pochodzą z najsłynniejszego chyba aktu uznania wolności, swobód i praw obywatelskich – Deklaracji Niepodległości.
Cytat z Deklaracji Niepodległości za: Andrzej Bartnicki, Krzysztof Michałek, Izabella Rusinowa, „Encyklopedia Historii Stanów Zjednoczonych Ameryki”, Warszawa 1992.

ŚWIETNY STUHR. BRAWO!

czv0t-ywqaevoqv

„PRAWDA” -PIOTROWICZ „DEMOKRACJA” -ZAKAZ ZGROMADZEŃ, IN VITRO, ABORCJA, PRAWA KOBIET „WOLNOŚĆ” -BEZZASADNE ZATRZYMANIE PINIORA. bezczelny.

czv7lhbxuaekuai

Waldemar Mystkowski pisze o prokuratorze Piotrowiczu.

stanislaw

Stanisław Piotrowicz jest przez posłów PiS broniony, jak reduta Ordona. Nie obchodzi ich, co robił Piotrowicz jako prokurator w stanie wojennym i w ogóle w PRL-u, jest użyteczny w walce z Trybunałem Konstytucyjnym. PiS ma swoich prawników, ale ich jakość nie jest najlepsza, a Piotrowicz może nie jest orłem Temidy, ale potrafi być skuteczny medialnie i ma siłę charakteru, rozum innych nie przemawia do jego rozumu. Przecież prezes Kaczyński nie postawi na Krystynę Pawłowicz, bo ta by się wściekła, a następnie uciekła.

Przed Piotrowiczem więc kariera stoi otworem, bo po Trybunale Konstytucyjnym przyjdzie przeciwnik o wiele liczniejszy – sędziowie i adwokaci. Sąd Najwyższy przejmie najprawdopodobniej niektóre funkcje sparaliżowanego TK, a na pewno przejmie autorytet, który nie jest tożsamy z Kaczyńskiego zaprowadzanym prawem, czyli bezprawiem.
Piotrowicz ta perła Kaczyńskiego o wiele ważniejsza niż profesor Pawłowicz i wszyscy pisowscy sędziowie TK. Biografia Piotrowicza jest jednym wielkim hakiem, jego nie trzeba niczym straszyć, wystarczyć spojrzeć, a Piotrowicz wie, o co chodzi.

Znamienne jest, iż Jacek Sasin po odbrązowieniu Piotrowicza przez media, iż nie był żadnym Konradem Wallenrodem, użył ostatecznej broni retorycznej: „nie grzebać w życiorysach”. W ustach polityka PiS to żart godzien Jasia Fasoli. Antoni Macierewicz nie będzie grzebał w aktach WSI, Jarosław Kaczyński przestanie zabiegać o pomnik dla swego brata, a policjanci w wolnych chwilach przestaną ciąć konfetti na żądne splendoru głowy polityków PiS.
Wszak grzebanie w biografiach to ideologia PiS, bo czym jest lustracja, dekomunizacja, dezubekizacja? Toż to grzebanie w zbiorowych życiorysach uzasadniane sprawiedliwością dziejową. PiS miałoby się wyrzec ekshumowania życiorysów swoich przeciwników politycznych, tj. wrogów? Toż zderzyliby się z własną pustką.

czznvtzwqaqbvou

Biografie przeciwników politycznych to dla pisowskich działaczy i dziennikarzy pole do zagospodarowania – najczęściej konfabulacją. A jak nie ma na przeciwnika haków, to znajdzie się w jego bliższej lub dalszej rodzinie, znajdzie się dziadka z Wehrmachtu. Czekam na jeszcze bardziej twórcze podejście pisowców do grzebania w życiorysach, przecież zawsze można powiedzieć, że taki i owaki jest zdrajcą, to jego syn, a także wnuk, a nawet wnuk wnuka będzie też zdrajcą.

Jakież to pisowskie! Specjalnością tej partii jest tworzenie nierzeczywistości, prawdę zamienia się na kłamstwo, tchórzostwo na bohaterstwo. Z takiego tworzywa nie można zbudować żadnej Polski, można tylko ją upodlić i tak się dzieje. Prezes Kaczyński przestrzeń publiczną zapełnia takimi podłymi postaciami, jak Piotrowicz, który tembrem Jasia Fasoli z trybuny sejmowej skanduje: „Precz z komuną!” Oglądalność gwarantowana.

czqjr1swiaeaabx

Kleofas Wieniawa „pochyla się” nad słowami Błaszczaka.

furia-blaszczaka

Mariusz Błaszczak był się wyrazić o protestujących Obywatelach RP, iż dopuszczają się szykanowania „osób, które od sześciu lat modlą się w tym samym miejscu w intencji ofiar tragedii smoleńskiej. To przejaw prostactwa i zdziczenia obyczajów”.

Grupowe modlitwy z jakiegokolwiek powodu winny mieć miejsce w kościołach, bądź na uroczyskach. Tam wspólnota religijna doznaje mistycznego uwznioślenia.

Tego nie powinno sie robić w centrum stolicy, w samym centrum kraju, gdyż jest to zamierzchłe, jest skansenem, jest ośmieszaniem ojczyzny. Prezes PiS uprawia kiczowatą archeologię społecznych doznań. Sztuczną i zakłamaną.

Ta quasi-modlitwa jest polityczna, wykorzystywana przez psuja Polski, który dąży do jakieś wykoncypowanej prawdy. Stawia się w roli kapłana „religii” smoleńskiej, wykorzystując symbole chrześcijańskie z braku własnych. W istocie dąży do utrwalenia władzy, dąży do podziału społeczeństwa, do skłócenia rodaków.

Obywatele RP mają zagwarantowane prawnie demonstrowanie w kontrdemonstracji, nawet wówczas gdy uchwalony zostanie zakaz takiego demonstrowania, a taki będzie wówczas bezprawiem.

Obywatele RP dość jasno wyrazili się, iż tym razem uczestniczyli w kontrdemontracji z powodu nieliczenia się z rodzinami ofiar smoleńskich, które nie życzą sobie, aby wykopywano ich zmarłych. Nie wszystkich dopadło zakłamanie smoleńskie, jak prezesa PiS i Macierewicza.

czpaepgxcaadq1y

Po wtóre, Obywatele RP uczestniczyli w tym proteście przeciw próbie ograniczenia prawa do zgromadzeń przez większość parlamentarną PiS.

Tyle. A Błaszczak niech się podciągnie w wiedzy humanistycznej, socjologicznej i uniwersalnej – jest ona zaklęta w książkach – gdyż minister jest postacią obśmianą, opisaną w literaturze jako osobnik  groteskowy, choćby taki Edek w „Tangu” Mrożka.

Żeby się wypowidać, to trzeba wiedzieć coś o wypowiadanym zjawisku i samemu mieć coś do powiedzenia – od siebie. Trzeba mieć osobowość.

Lech Kosiak, opozycjonista więziony w stanie wojennym, odmówił przyjęcia odznaczenia od Andrzeja Dudy. SZACUNEK

czvxhanwqaqj9cy

Odezwa!

internauci

grudzien

PiS szykuje prowokację na 13 grudnia. Pojawiła się taka fałszywka (będzie ich więcej).

czgnv3qwgaaatc1

Od razu odezwał się na Twitterze PiS i Ryszard Terlecki, szef klubu parlamentarnego PiS i wicemarszałek Sejmu. Czyżby już teraz PiS planował użycie broni?

marcin-celinski

Dla mnie jest jasne, że nie wykluczają użycia broni w stosunku do społeczeństwa obywatelskiego, do protestujących, nie zgadzających się na zamordyzm.

maria-lewandowska

Stanisław Skarżyński zastanawia się, co powinno się stać, gdy PiS straci władzę.

skoro

Historia uczy, że zdrajcy zwykle zostają ukarani. Nie zawsze, nie wszyscy, często nie ci najważniejsi, ale da się przecież dowieść, że sprawiedliwość jest częścią dziejów ludzkości.

Polska lista hańby jest długa i ponura, ale przynajmniej przez ostatnie 30 lat nie trzeba było do niej dopisywać nowych nazwisk. Siedzieli tam sobie – między innymi – konfederaci z targowicy, szmalcownicy, podpalacze stodoły w Jedwabnem, Moczar, a także, choć na tle tamtych pomniejsi, Jaruzelski z Kiszczakiem.

Od 1989 roku wydawało się, że ten dramat mamy już za sobą. Dziś jednak – czyli w chwili, w której do smutnego finału zbliża się wojna z Trybunałem Konstytucyjnym – kończy się kryzys konstytucyjny, a rozpoczyna się nowy etap . Etap nieodwracalnych zmian ustroju państwa.

Głupio byłoby to przegapić, choć pozory zachęcają, by odwrócić wzrok. Nie dajmy się nabrać. Jakie czasy, taki zamach stanu. Dziś w Aleppo – na które dzień i noc lecą bomby, gdzie nie ma wody i żywności, gdzie ludzie giną tysiącami – swobodnie można rozmawiać przez telefon komórkowy. Wszystkie sieci działają. Podobnie w Warszawie, w której trwa radykalny przewrót, dzień po dniu skrupulatnie sprawdzane są bilety autobusowe.

Od strony filozofii politycznej sprawa jest jednoznaczna: PiS łamie umowę społeczną. Politycy tej partii zostali wybrani do pracy na rzecz poprawy istniejącego ustroju, a nie w celu jego zdemolowania, więc działania podejmowane przez nich na zlecenie partyjnego kierownictwa są złamaniem przysięgi – poselskiej, senatorskiej, prezydenckiej.

Ci ludzie dostali władzę o określonych parametrach i zasięgu, a wykorzystali ją, żeby zmienić zasady i otrzymaną władzę uczynić bezgraniczną. To nie jest nadużycie władzy, to nie jest korupcja. To zdrada.

Skoro politycy PiS rozwalili ustrój, nie mają prawa oczekiwać, że w razie porażki będą sądzeni według przepisów porządku prawnego, który niszczą. Posłom tej partii warto na każdym kroku przypominać, że wprowadzany przez nich stan anarchii – stan wyjątkowy – jest bronią obosieczną. Z jednej strony daje ludziom nowych rządów narzędzia do powiększenia władzy, ale równocześnie wszystkim – a więc również im – odbiera ochronę, którą dawał dotąd system prawa.

Być może za to, co wyprawiali do tej pory, politycy PiS powinni spodziewać się rozpraw przed Trybunałem Stanu. Natomiast za to, co planują zrobić teraz, spotkać ich może dosłownie wszystko – za złamaną przez nich granicą prawa konstytucyjnego jest już tylko anarchia. Powinni się dobrze zastanowić, czy są gotowi na taki hazard.

dojna-zmiana

***

Zajrzyjmy na chwilę do historii. Platforma po objęciu władzy w 2007 roku przez osiem lat nie kiwnęła palcem, żeby pociągnąć do odpowiedzialności tych ludzi PiS, którzy w czasie pierwszych rządów tej partii przekraczali granice, jakich politykom w demokratycznym państwie prawa przekraczać nie wolno. Potwora, którym dziś jest PiS, stworzył Donald Tusk i jego partia. Jego i jej słabość, głupota i niezdolność odparcia pokusy hodowania sobie przeciwnika, którego łatwo pobić w kolejnych starciach wyborczych.

Żeby ten scenariusz się nie powtórzył, trzeba przyjąć do wiadomości śmierć III Rzeczypospolitej. Jej sztuczne podtrzymywanie przy życiu grozi nam popadnięciem w absurd. Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym po odejściu PiS od władzy kolejny Sejm postanawia pociągnąć zdrajców do odpowiedzialności. Uchwala ustawę powołującą odpowiedni trybunał, a ta zostaje natychmiast, na wniosek PiS, uznana za niezgodną z konstytucją – przez ludzi, którymi PiS obsadził Trybunał Konstytucyjny! I co zrobią wówczas KOD, PO i Nowoczesna? Jeśli dziś w swojej wyobraźni politycy opozycji nie porzucą III Rzeczypospolitej jako ustroju i nie przejdą na trudny obszar polityki bez prawa, to będą bezradni: w imię podtrzymania iluzji istnienia ustroju III RP uszanują wyrok Trybunału, który da Kaczyńskiemu bezkarność.

Jeszcze niedawno można było liczyć, że po przegranej PiS w kolejnych wyborach życie publiczne „wróci do normy”. Przez ostatni rok najazd na Rzeczpospolitą jakoś się mieścił w ramach ustroju. Wyginał konstytucję, naciągał ją, testował jej granice. Na takie okazje ustrój miał przygotowany Trybunał Stanu. Ale wraz z objęciem stanowisk sędziów TK przez trójkę pisowskich samozwańców trzask – i III RP na naszych oczach przestaje istnieć. Od tego momentu mamy strzępy starego prawa, które z przyzwyczajenia można honorować, oraz czystą, surową politykę stanu wyjątkowego.

czheruixuaawzeu

***

Przykra sprawa, ale ani to pierwszy, ani ostatni taki wypadek w historii. Konstytucja okazała się niedoskonała, ustrój nieodporny na zamach. Zdarza się. III RP trzeba przekuć w ideę, zachować korpus wartości, które stworzyły demokratyczne, przynajmniej starające się być sprawiedliwe, dość liberalne państwa prawa. Owo państwo pozwoliło nam wydostać się z komuny, dołączyć do NATO i Unii Europejskiej, rozwinąć gospodarkę i wyjść na prostą.

Prędzej czy później przyjdzie czas, gdy pojawi się możliwość osądzenia tych, którzy nam III Rzeczpospolitą wykończyli. Użycie Trybunału Stanu będzie błędem – nie tylko dlatego, że kary, które Trybunał ma do dyspozycji, są po prostu śmieszne, ale też dlatego, że byłaby to idiotyczna niekonsekwencja. Tak jak nie można było orzekać o konstytucyjności ustawy na podstawie przepisów tej ustawy, tak nie da się sądzić tych, którzy zabili III Rzeczpospolitą na podstawie konstytucji z 1997 roku. To sprzeczność – chcąc sądzić, automatycznie obala się swój zarzut. Trybunał Stanu jest częścią ustroju, który umiera.

PiS, wchodząc na teren stanu wyjątkowego, sam wskazuje nowe możliwości. Ostatnio sławę w mediach zdobywa jego ustawa o komisji weryfikacyjnej do spraw reprywatyzacyjnych, w której pokręcono wszystko ze wszystkim: możliwości ustawodawcze, władzę wykonawczą i uprawnienia do wydawania wyroków. Podobny twór można sobie wyobrazić do osądzenia dokonań PiS po 2015 roku – komisję łączącą odpowiedzialność polityczną z wyrokiem karnym, odpowiedzialnością skarbową, odebraniem odznaczeń państwowych i praw emerytalnych z tytułu działalności publicznej.

I znów, trzeba politykom PiS przypominać: to wyście zaczęli. III RP chroniła i nas, i was. Korzystaliście z jej ochrony, z jej wolności słowa, swobody zrzeszeń i demonstracji – żeby ją zniszczyć. O to, że jej prawa nie będą was chronić przed zemstą tych, którym na III RP zależało, możecie mieć pretensje tylko do siebie.

***

Jednocześnie trzeba wyciągnąć z tego wnioski. Dostrzec te niedoskonałości ustroju III RP, które pozwoliły PiS zmobilizować rzeszę ludzi gotowych dać jednej partii prawo do zdemolowania państwa.

Uwiedzeni neoliberalnym oszustwem wpisaliśmy do ustroju te same błędy, które wcześniej popełniły Ameryka i Wielka Brytania – a to na nich się wzorowaliśmy. Ci, którzy dziś wychwalają pod niebiosa politykę gospodarczą III RP, Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, powinni do listy ich osiągnięć politycznych dopisać opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, zwycięstwo Donalda Trumpa oraz ukatrupienie III?Rzeczypospolitej przez PiS.

Brak solidarności społecznej, wspieranie silniejszych, zgoda na to, by słabsi sami musieli się organizować, zezwolenie na to, by się radykalizowali i szukali pomocy na oślep, ignorowanie ich, aż zwrócili się przeciwko państwu, które ich olało… Najpoważniejszym błędem III RP był brak sensownych instytucji wsparcia społecznego. To doprawdy straszna recenzja ćwierćwiecza imponującego wzrostu gospodarczego, że ludzie po prostu tęsknią za komuną, bo dawała im elementarne poczucie bezpieczeństwa socjalnego.

Drugim śmiertelnym błędem było przekonanie, że postęp społeczny jest prostym skutkiem rozwoju ekonomicznego. Tak nie jest. Postęp ekonomiczny umożliwia postęp społeczny pod warunkiem, że inwestuje się jego owoce w dostęp do wiedzy, że niweluje się różnice społeczne, że dba się o równouprawnienie wykluczonych różnej maści. W tej sprawie Polska nie zrobiła zupełnie nic. Wplątana w romans polityki z Kościołem, niezdolna do zaoferowania grupom dyskryminowanym wsparcia, kobietom bezpieczeństwa, III RP z roku na rok traciła sojuszników.

Można mieć tylko nadzieję, że kolejna, V Rzeczpospolita będzie sprawiedliwsza. To możliwe, ale tylko pod warunkiem, że będziemy pamiętać błędy trzeciej i mądrze – z troską o ludzi, których uwiodła, a bez litości dla tych, którzy z ich frustracji skorzystali – rozliczymy autorytarną IV Rzeczpospolitą, która rodzi się na naszych oczach.

czgsw_oxcaa-zvf

Skarżyńskiemu odpowiada wiceszef „Wyborczej Maciej” Stasiński. Nie wolno nam grozić PiS, że jak da nam ostatecznie po ryju, to my się odwiniemy, i to bez rękawiczki, ale z kastetem. Obrońcy wolności nie mogą naprawiać bezprawia bezprawiem, a jeśli dojdzie co do czego, krwi zmywać krwią.

oko

Trafna, bo pozbawiona złudzeń jest diagnoza działań PiS, jaką postawił w „Wyborczej” Stanisław Skarżyński. Niedobra, a nawet groźna jest terapia, jaką Polsce przepisuje, czyli jak po PiS-ie posprzątać i ponaprawiać, co zdąży zepsuć.

Polska, jeśli chce być wierna zachodniej demokracji liberalnej, nie może hołdować zasadzie z kodeksu Hammurabiego „oko za oko” czy bardziej swojskiej „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”.

To prawda, że PiS łamie umowę społeczną i dokonuje pełzającego zamachu stanu. Niszczy państwo prawa, podział władz, liberalną demokrację i w imię rzekomo świętej zasady, że większość może wszystko, pełzająco wprowadza porządek ideologiczno-policyjnej tyranii.

Brak złudzeń Skarżyńskiego jest potrzebny nam wszystkim, by nie okazało się, że wierząc, że „jakoś to będzie, a nie będzie przecież tak źle”, zbudzimy się, kiedy będzie za późno, bo Polska będzie już na obrzeżu Europy, pozbawiona wolnych mediów, pod czujnym okiem obrony terytorialnej. Słowem, kiedy się przebudzimy w kraju, w którym nie mamy ani praw, ani siły, by się bronić.

Niestety, z tym bezlitosnym oglądem muszę się rozstać, gdy ogarnia go zapał bitewny.

Pisze Skarżyński: „Skoro politycy PiS rozwalili ustrój, nie mają prawa oczekiwać, że w razie porażki będą sądzeni według przepisów porządku prawnego, który niszczą. (…) Być może za to, co wyprawiali do tej pory, politycy PiS powinni spodziewać się rozpraw przed Trybunałem Stanu. Natomiast za to, co planują zrobić teraz, spotkać ich może dosłownie wszystko – za złamaną przez nich granicą prawa konstytucyjnego jest już tylko anarchia. Powinni się dobrze zastanowić, czy są gotowi na taki hazard”.

Skarżyński wzywa więc opozycję, by porzuciła praworządność i „przeszła na trudny obszar polityki bez prawa”, którą nazywa „czystą, surową polityką stanu wyjątkowego”. Właściwie grozi PiS, że jak da nam ostatecznie po ryju, to my się odwiniemy, i to bez rękawiczki, ale z kastetem. Mamy niesprawiedliwość naprawiać niesprawiedliwością, bezprawie – bezprawiem, a nawet – jeśli przyjdzie co do czego – krew zmywać krwią.

Otóż nie możemy odpowiadać stanem wyjątkowym na stan wyjątkowy. Nie wolno nam tego robić, skoro nie chcemy się pożegnać z cywilizowanym ładem społecznym, którego właśnie bronimy. A jeśli chcemy za jakiś czas odbudować to, co zburzyli barbarzyńcy, nie możemy postępować jak oni. I dlatego nie możemy, do czego namawia Skarżyński, „przyjąć do wiadomości śmierci III Rzeczpospolitej”.

co-jesli

To prawda, że powinniśmy się pożegnać z neoliberalną tezą, że postęp społeczny automatycznie rośnie wraz z PKB. Kryzys unieważnił to przeświadczenie, wyniósł do władzy Trumpa i grozi kolejnymi wstrząsami. U nas wiarę, że jesteśmy zieloną wyspą, na której wszyscy rozkwitamy, zburzył zeszłoroczny triumf PiS. I prawdą jest, że „postęp ekonomiczny umożliwia postęp społeczny pod warunkiem, że inwestuje się jego owoce w dostęp do wiedzy, niweluje się różnice społeczne i bariery edukacyjne, że dba się o równouprawnienie wykluczonych”. Z tym trzeba się zmierzyć.

Ale to nie znaczy, że musimy się żegnać z całym ustrojem III RP, a zwłaszcza ze strzegącą go przed przemocą – choć niedoskonale, jak widać – praworządnością.

Bo nawet kiedy PiS rozbije umowę społeczną w perzynę, nie cały ustrój legnie w gruzach. Kiedy już bandyci rozniosą Trybunał Konstytucyjny oraz zniewolą sądy, musimy przywrócić niezawisłe sądownictwo, a nie zastąpić je trybunałami rewolucyjnymi. Stosując konstytucję z 1997 roku, bo innej nie mamy.

Jeśli PiS terroryzuje obywateli bezprawiem, a może niedługo również siłą policyjną, to  nie możemy na bezprawie i siłę odpowiadać innym rewolucyjnym bezprawiem, lecz przeciwnie – prawem i sądem właśnie. Nie możemy ich wieszać i rozstrzeliwać, nawet jeśli oni uciekną się wcześniej do przemocy w kryteriach ulicznych, które być może nas pod rządami nowej opryczniny czekają.

To już było i czegoś mądry po szkodzie Polak powinien się nauczyć.

„NIECH ŻYJĄ WOLNE MEDIA” – ZBIGNIEW PREISNER.

czgedm-w8aankny

Waldemar Mystkowski pisze o wywiadzie Donalda Tuska i miłości PiS do Aleksandra Łukaszenki.

cieply

Wywiad z Donaldem Tuskiem przeprowadzony przez Tomasza Lisa nie cieszył się specjalnym medialnym wzięciem. Szef Rady Europejskiej nie powiedział niczego nieobliczalnego, a tylko taki towar jest chodliwy. O wiele więcej mówiono i pisano o zdarzeniu z gruntu nieistotnym, a mianowicie o powrocie rzecznika Macierewicza niejakiego Bartłomieja Misiewicza, który niewiele potrafi, nawet nie umie posługiwać się poprawnie językiem polskim. Oczywiście jest to smutne, ale nieistotne, choć postać Macierewicza jest złowieszcza, nieobliczalna nie tylko dla życia publicznego, ale przede wszystkim bezpieczeństwa Polski. Tenże Misiewicz zagroził „Gazecie Wyborczej”, że minister obrony pozwie przed sąd dziennik za cykl artykułów śledczych Tomasza Piątka o szemranych interesach i związkach ministra. Wątpię, czy do tego dojdzie, bo wówczas wiedza o postaci Macierewicza popłynie o wiele szerszym rynsztokiem.

Tusk w wywiadzie mówił o ważnych sprawach, dla nas szczególnie, bo oddalamy się z głównego nurtu polityki europejskiej, marginalizujemy. Były premier wyraża obawy o stosunek Warszawy do Brukseli i jego osoby: ”Unia Europejska, choć nie jest rajem, to politycznie wymarzone dla Polski miejsce na ziemi. Dlatego nie jestem w stanie zaakceptować i zrozumieć tych wszystkich głosów i działań, także w Warszawie, które mogą osłabić i podważyć Unię Europejską”.

jaroslaw-marek-rymkiewicz

„PiS – świadomie lub nieświadomie – robi wszystko, by spełnił się czarny scenariusz, czyli rozpad Unii Europejskiej i osamotnienie Polski”. Prawda, jakie to obliczalne, rozsądne i rozumne? Te pozytywne cechy nie są w cenie. Martwimy się intencjami Jarosława Kaczyńskiego, który wywołuje zwykle negatywne emocje, bo skutecznie niszczy nasze relacje i pozycję w Unii Europejskiej.

Tak naprawdę nie wiemy, jaki jest cel partii Kaczyńskiego w stosunku do Zachodu. „Powstanie z kolan” – to jakiś okrutny żart, nie dość, że nie powstaliśmy, to leżymy, jesteśmy poobijani, kolokwialnie – zaliczyliśmy upadek na twarz, a może jeszcze bardziej: na pysk.

W tym samym czasie, gdy Tusk mówi o czarnym scenariuszu, wraca z Białorusi marszałek Senatu Stanisław Karczewski i mówi o tamtejszym satrapie Aleksandrze Łukaszence, że to „ciepły człowiek”. Nie jest to odosobniony sąd, bo podobnie mówił kilka dni temu szef dyplomacji Witold Waszczykowski i wicepremier od wielkich planów Mateusz Morawiecki.

Tusk mówi o osamotnieniu Polski w Europie i na Zachodzie, a PiS już dokonał zwrotu o 180 stopni. Bliżej tej partii do autorytaryzmu Łukaszenki, niż do demokracji zachodniej. Morawiecki wszak z „ciepłym człowiekiem” chce budować polsko-białoruską potęgę gospodarczą. Warto przypomnieć, iż Białoruś od wielu lat ma ujemny wzrost gospodarczy. Polska jeszcze konsumuje wzrost wypracowany przez poprzedni rząd, ale tempo rozwoju gospodarczego zostało znacząco zahamowane.

Czyżby Kaczyński przestawił już zwrotnicę na Wschód, acz jeszcze nie jest to mówione otwartym tekstem, bo Polacy to wciąż najbardziej prounijny naród w Europie. Ale od czego jest tradycja, aby przypomnieć o idei Międzymorza, Białoruś przecież była częścią składową I Rzeczpospolitej. Karczewski mówi o ciepłym satrapie w Mińsku i jednocześnie o Jarosławie Kaczyńskim, który go tam wysłał. Marszałek chwalił się, że godzinami rozmawia z prezesem PiS, który wg niego zna się na wszystkim – dosłownie tak powiedział. Widocznie Karczewski zna się na niewielu sprawach i z tego powodu uważa swojego zwierzchnika za alfę i omegę.

Z „ciepłym” Łukaszenką Kaczyńskiego może łączyć to, że Białorusin jest dożywotnim prezydentem. O takiej samej absolutnej władzy marzy wódz PiS także w kraju. Nie zapominajmy, iż „ciepłe” stosunki z autokratą z Mińska mogą mieć cel pragmatyczny. Janukowycz pod presją Majdanu dał nogę do Putina, a gdzie może salwować się Kaczyński ze swoim dworem? Do Budapesztu? Orban go ogra, mimo wszystko będzie się trzymał z Brukselą, a Łukaszenka to brat Słowianin. Wystarczy przypomnieć Białorusinowi, że polskim bohaterem narodowym jest Białorusin Kościuszko.

Eliza, czyli mamy problem z ch….mi?

czhaebcwiaavtlt

Kleofas Wieniawa na ten sam temat dodaje.

pis-szykuje

W Brukseli PiS ma mróźne stosunki, do tego stopnia, że tam pukają się w głowę, ale znaleźli swego – Łukaszenka to swój chłop.

Mamy zwrot w polskiej polityce o 180 stopni, może nawet o 180 stopni Celsjusza. Już jest ciepło, a będzie gorąco.

Głos Karczewskeigo nie jest odosobniony, bo ciepło wyrażał się o Łukaszence także Mateusz Morawiecki. Coś mi się widzi, że ten kierunek wschodni wyznacza budowanie Polski od morza do morza, przecież Białoruś wchodziła w skład I Rzeczpospolitej, a Tadeusz Kościuszko i wielu, wielu inych Białorusinów to polscy bohaterowie narodowi.

Może Łukaszenka z Karczewskim i Kaczyńskim zjednoczy się, a jak nie, to Wojska Obrony Terytorialnej Macierewicza przypomną satrapie z Mińska o I Rzeczpospolitej.

Nie jest przecież dla PiS problemem, że Łukaszenka jest na czarnej liście w Brukseli, bo na jakiej liście jest PiS w stolicy unijnej, gdzie pukają się w czoło?.

Rodacy, wpierod! Polsce wyznaczono nowy kierunek. Oby to nie skończyło się tak, jak z innym satrapą z Kijowa, który nie chciał Unii, ale chciał Putina, więc Majdan wysadził go z siodła, że tylko kurz po nim został.

Czyżby PiS szykuje sobie też jakoweś przejście z Białorusią na wzór Zaleszczyk i zostanie po nich tylko kurz?

Wesołych Świąt 🙂

czjhkzeukaemnmd

cwdlp6wweaexg-k

CAŁY ŚWIAT TO WIDZI… POLACY, OBUDŹCIE SIĘ .

cwcpjc0xuaedshi

• Większość posłów zagłosowała za rządowym programem „Za życiem”

sejm

Za ustawą opowiedziało się 267 posłów, 140 parlamentarzystów zagłosowało przeciwko, a 21 posłów się wstrzymało. Za projektem opowiedziały się niemal całe kluby PiS i PSL, część klubu Kukiz’15, a także jeden poseł PO Stanisław Lamczyk. Przeciwko była niemal cała Platforma Obywatelska i Nowoczesna, a także jeden poseł PiS Michał Cieślak.

cwdqjuhwiaazzzt

CAŁA PRAWDA O RÓŻNICY POMIĘDZY WOŚP A PiSem.

cwdpc6_wgaeero9

BEZDZIETNY, SAMOTNY – DECYDUJE O DZIECIACH I ICH MATKACH…

cwdhnonw8aadeb5

Niezależny i niezłomny, dziś czynny całą dobę.

cwcyqdhxuaenmp0

SĄ POWODY DO UŚMIECHU.

cwbqth7w8ae5omz

Macierewicz owraca kota ogonem, gdy mówi o bezużytecznej militarnie armii WOT (Wojskowej Obronie Terytorialnej), to V kolumna przeciw Polakom protestującym, przeciw KOD i Czarnemu Protestowi.

PiS przygotowuje się, aby nie oddać władzy.

macierewicztrwa

– Obecnie formowane są dowództwa 3 brygad i 4 batalionów. Do końca br. stan liczbowy WOT osiągnie co najmniej 3 tysiące żołnierzy. W roku 2017 zostaną sformowane 3 kolejne brygady z ok 18 tysiącami żołnierzy. Do roku 2019 stan osiągnie blisko 53 tysięcy żołnierzy w 17 brygadach – mówił w Sejmie Macierewicz.

– Tłumaczę to ze względu na zmasowaną, haniebną, kłamliwą akcję propagandową kierowana przeciwko bezpieczenstwu RP, a w szczególności przeciwko wprowadzeniu trzeciego rodzaju sil zbrojnych, pod hasłem kłamliwym, jakoby te wojska miałyby być rodzajem pospolitego ruszenia, jakoby miałyby być folwarkiem ministra obrony. Gdy ta propaganda jest popełniana przez dziennikarzy, którzy się na tym nie znają…. Ale to są wygłaszane z kamienną twarzą kłamstwa wygłaszane przez osoby pełniące najwyższe funkcje w aparacie zwierzchnictwa nad armia. Nie sposób ich nazwać inaczej, jak tylko świadomym działaniem na szkodę bezpieczeństwa państw.

– To ma taki sam sens, jakby powiedzieć, ze oddział w Lublińcu jest armią PiS, albo że GROM jest armią PiS. To jest jakiś absurd. Prawdziwy problem polega na czymś innym: to będzie rzeczywista emanacja patriotycznego poruszenia, z którym mamy do czynienia od dwóch lat. To będzie formacja bardzo związana ze społecznościami lokalnymi. Ludzie sami wzięli sprawy w swoje ręce, gdy PO nie reagowała, gdy nie dbała o bezpieczenstwa państwa – mówił w TVP Info Macierewicz.

JAKICH FACHOWCÓW MOŻNA MIEĆ ZA 500 ZŁ m-c? DLACZEGO MACIEREWICZ ROZBRAJA POLSKIE WOJSKO TWORZĄC NOWE POLSKIE „ORMO”?

cwbkmekwiauaxqk

piszemy

Episkopat Polski dokona symbolicznego zamachu stanu, przekształcając nasz kraj w monarchię niewolniczo-religijną…

cwcxlotwgaagix1

„Piotrowicz powinien skończyć w więzieniu” – Zbigniew Hołdys. Też tak uważamy. ——————

cwc1klixgai3mvk

Monika Olejnik pisze o kabareciarzach. Jeżeli suweren nie jest w stanie zrozumieć tego, co się dzieje, zawsze może liczyć na telewizję publiczną, która mu łopatologicznie wszystko objaśni. Nigdy kabareciarzom nie żyło się tak dobrze jak dziś.

koledzy

„Dobra zmiana” jest dobra. Dba o nasze dzieci, żeby miały 500+, dba o seniorów, żeby mieli darmowe leki (choć to blef). Ale propaganda jest najważniejsza. Jeżeli suweren nie jest w stanie zrozumieć tego, co się dzieje, zawsze może liczyć na telewizję publiczną, która mu łopatologicznie wszystko objaśni.

„Dobra zmiana” chce zreformować szkoły, zlikwidować gimnazja, po to żeby nasze dzieci były jeszcze mądrzejsze. Chce odpowiednio edukować seksualnie, dzięki ekspertce, która twierdzi, że antykoncepcja zwiększa rozwiązłość, hedonizm.

„Dobra zmiana” chce, żeby sędziowie byli zdrowi. Mogą pracować do 70. roku życia, a jeżeli będą chcieli dłużej, to muszą przedstawić zaświadczenie od lekarza, tylko nie wiadomo, która z chorób wykluczy ich z prowadzenia spraw.

„Dobra zmiana” stara się. Chciałaby podwyższyć kwotę wolną od podatku, ale projekt prezydenta poszedł do kosza, bo jak coś jest prezydenckie, to łatwiej z tym się rozstać.

Pan prezydent obiecywał, że kredytobiorcy będą spłacać franki po kursie z dnia, w którym go brali, ale nic z tego nie wyszło. Prezes „dobrej zmiany” powiedział, że ważna jest kondycja banków, pan prezydent winę zwalił na Brexit.

„Dobra zmiana” chce, żeby kobiety rodziły upośledzone dzieci, w zamian proponuje im jednorazowo 4 tys. zł. A jeszcze nowszy pomysł to 4 tys. za „dziecko z gwałtu”.

cwdkkv4wgaarhfe

„Dobra zmiana” dba o to, żebyśmy byli bezpieczni, choć na razie nawet na papierze nie ma helikopterów, ale szef obrony na pewno coś wymyśli.

Należy się przekonać do „dobrej zmiany”, bo jak wieści na łamach „Do Rzeczy” Marcin Wolski: „Koledzy, kiepsko obstawiacie. Obecna władza szybko się nie zmieni, może nawet nie za waszego życia. Dyrektor telewizji publicznej informuje, że skończył się czas agentów i lokajów ościennych mocarstw. Ci już nie wrócą. Znajdą się w obiektach karnych. Wyjdzie też na jaw pełny charakter wojny hybrydowej przeciwko Polsce, w której posłużono się wami. Tradycja użytecznych idiotów ma już trzysta lat”.

Może warto zamknąć oczy i uwierzyć w „dobrą zmianę”? Zwłaszcza że były kabareciarz obiecuje: nikt was nie będzie represjonował, co najwyżej telefony z propozycjami będą rzadziej dzwonić.

Janusz Anderman o Ogórek i Pawłowicz.

pawlowicz

Za galopadą wydarzeń w świecie olbrzymiej polityki nie sposób nadążyć. Zabrała choćby głos Magdalena Ogórek, która niedawno, niczym Jolasia Kiepska, miała takie pragnienie i zamarzenie, by z rekomendacji SLD zostać prezydentem kraju. Była o krok od sukcesu, nakosiła 2,38 proc. głosów, ale okazało się to za mało. Wobec tego zatoczyła się od płotu SLD aż pod bandę otaczającą PiS i po gruntownym przemyśleniu sprawy wydała oświadczenie: „Michnik musi odejść!”. To nowe pragnienie i zamarzenie uzasadniła: „Moim obowiązkiem jest mówienie, kto szkodzi Polsce. Adam Michnik szkodził Polsce!”. Niestety, Ogórek nie wskazała kierunku, w jakim Michnik powinien się udać, a bez tej wskazówki będzie mu trudno.

Panikarskie pytanie zadała posłanka PiS Pawłowicz: „Czy w Gdańsku w ogóle mieszkają jeszcze Polacy?”. Wyszło jej, że raczej nie, bo gdyby się uchowali, nigdy by się nie zgodzili „na antypolskie, nielojalne wobec swojej Ojczyzny demonstracyjne przedstawienie”. Posłanka miała na myśli (?) zorganizowanie, jak to zgrabnie ujęła, w „Niemieckiej Republice Gdańskiej” obchodów 30. rocznicy powstania Trybunału Konstytucyjnego. Jednym ze sponsorów jubileuszu była Fundacja Konrada Adenauera. W PRL-u Adenauer był pokazywany na plakatach jako podły Krzyżak, więc skojarzenia posłanki są w pełni zasadne.

(WSZYSCY WSTRZYMUJEMY SIĘ Z KOMENTARZAMI, PRAWDA? 🙂

cwbok-uwiaamzz_

Ponadto za pomocą wybornej polszczyzny Pawłowicz ujawniła swoje ostatnie pragnienie i zamarzenie: „Kto wreszcie zweryfikuje i odważnie ODBIERZE KONCESJĘ na nadawanie w Polsce programów TVN-owi za wykorzystanie koncesji sprzecznie z prawem PRZECIWKO państwu polskiemu, nadającemu jaskrawie kłamliwe przekazy”. Posłanka nie uściśliła, jakie kłamliwe przekazy nadaje państwo polskie, ale doprecyzowała, za co tę koncesję odebrać trzeba: „Za FASZYSTOWSKIE metody walki z Polską”.

Z kolei senator PiS Bielan, były rzecznik partii, wypowiedział się o sensie: „W sensie PR-u i komunikacji społecznej funkcja rzecznika PiS to chyba najgorsza praca w Polsce, bo jest się codziennie pod obstrzałem medialnym”. Wspomniał też, kogo podziwia i wcale nie jest to prezes, ale obecna rzeczniczka PiS. „Podziwiam panią poseł Mazurek za jej spokój, bardzo często udaje się jej utrzymać taki spokój”. Na marginesie: formy „obstrzał” i „ostrzał” są poprawne, ale bardziej na miejscu byłaby ta druga, „pod ostrzałem medialnym”. Gdyby poseł słowo „obstrzał” wymówił z niedbałą dykcją, rzeczniczka Mazurek zapomniałaby raz na zawsze, co to jest ten jej tak wychwalany olimpijski spokój.

Za to minister rozwoju i finansów Morawiecki, mówiąc o przyszłorocznym budżecie, wypowiedział niepokojące słowa: „Jestem w nim zakochany i jest to miłość odwzajemniona”.

Mamy do czynienia z mrocznym, ale i gorącym wyznaniem, lecz chucie ministra powinno się ostudzić. Może to i piękne uczucie, lecz nie rokuje na przyszłość – ten rozmiłowany w ministrze budżet jest rodzaju męskiego. Na 500 w żadnym razie nie można w efekcie liczyć.

cwaygqzweaau9w

Kaczyński tak spieprzał z sali sejmowej, gdy czczono pamięć Andrzeja Wajdy, że wykopyrtnął. Nie wiem, co z jego zębami.

o-wajdzie

Komentarz.

cwc3wkuwgaecids

Aż się prosi o komentarz…

cwdgin-xgaadwkw

OTO KOMENTARZ ROKU !!! LEPIEJ ZACHOWANIA NADPREZESA OPISAĆ SIĘ NIE DA. źródło:

cwb8-ifxuay3cvv

Waldemar Mystkowski o tym, jak ONZ zajmuje się władzą PiS.

onz

Najbardziej globalna instytucja wypowiedziała się o braku praworządności w Polsce – Komitet Praw Człowieka działający przy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Wyżej już niczego nie ma, chyba że uwzględnimy alternatywny świat Jarosława Kaczyńskiego – wówczas prezes może liczyć na ciemną stronę mocy i Dartha Vadera.

sdm

A tak wszyscy postponują władze PiS. Komitet przy ONZ obradował w październiku i wówczas wyraził zalecenia dla rządzącej władzy PiS, lecz Beata Szydło, ani nikt z jej otoczenia nie otworzył dzioba w tym temacie. Dopiero po publikacji na stronach internetowych ONZ odezwał się rzecznik rządu Rafał Bochenek, lecz ten nie mówił o istocie, ale o fobiach PiS, mianowicie o prezesie Trybunału Konstytucyjnego Andrzeju Rzeplińskim.

Komitet przy ONZ wystosował apel do rządu, aby publikował wszystkie wyroki Trybunału Konstytucyjnego, aby zostały zainicjowane reformy, które uzdrowią sytuację, te podjęte jednak do tego nie prowadzą. Jakoś zgodny jest ten apel z zaleceniami Komisji Weneckiej, a przede wszystkim z wdrożoną procedurą praworządności Komisji Europejskiej. Świat widzi, jak niszczona jest w Polsce praworządność i łamana Konstytucja.

TAK ŹLE JESZCZE NIGDY W HISTORII POLSKI NIE BYŁO…

cwbhbfrwgae0ute

ONZ pisze też o braku dostępu do legalnej aborcji. Są takie regiony w Polsce, w których nie można jej dokonać, rośnie zatem podziemie aborcyjne. Kobiety nie mogą liczyć w tej kwestii na publiczną służbę zdrowia. Jakby na poparcie tej tezy, rząd przyjął ustawę 4 tys. zł za uszkodzone dziecka, czyli rząd PiS będzie płacił kobietom za narażanie swojego życia, a jak już uda się wyjść z takiej ciąży z życiem, to kobieta ma cierpieć wraz z dzieckiem za 4 tys. Równowartość trumny.

Komisja ONZ pisze ponadto, że prawo równego traktowania w Polsce nie zapewnia ochrony antydyskryminacyjnej. W Polsce wzrasta liczba incydentów na tle mowy nienawiści, dyskryminacji ze względu na rasę, orientację seksualną.

I co z tym kolejnym fantem zrobi PiS? Nic. Już jesteśmy chorym człowiekiem Unii Europejskiej. Przy jakimś kryzysie po prostu nas abortują z tego organizmu politycznego, jeżeli my, Polacy, nie poradzimy sobie z uszkodzoną władzą, wybraną demokratycznie, ale nie przestrzegającą demokracji.

Brejza w obronie Trybunału Konstytucyjnego.

cwc_tjjxuaa68vi

cumeenuxeaacm7g

Tak PiS traktuje Polskę, zrywa współpracę z instytucją, z którą wiążą nas umowy międzynarodowe. Bezhołowie PiS – nie spełniają żadnych standardów prawnych, humanitarnych.

Tylko pluć potrafią, jak prezes mistrz na dopingu adrenaliny nienawiści.

waszczykowski1

Rząd Beaty Szydło przesłał do Wenecji dokument, w którym zarzuca Komisji stronniczość i nierzetelność. W ten sposób Polska – jak mówią „Wiadomości” – „kończy współpracę” z Komisją w kwestii Trybunału Konstytucyjnego. „To efekt przyjęcia przez Komisję Wenecją opinii na temat nowelizacji ustawy o TK” – podała TVP.

Godzenie w suwerenność Polski

„Wiadomości” dotarły do przesłanego dokumentu i przedstawiły trzy fragmenty. Pierwszy, w którym stwierdzono, że Komisja nie jest uprawniona do wyznaczania standardów konstytucyjnych i ingerowania w sprawy Polski:

Pomijając niewiążący charakter opinii należy zastanowić się na ile Komisja Wenecka jest uprawniona do wyznaczania standardów konstytucyjnych i ingerowania w wewnętrzne sprawy państwa oraz wymagania by wyznaczone przez nią zalecenia były realizowane

Drugi, w którym rząd nie zgadza się z zaproponowanym przez Komisję sposobem trybem wyboru Prezesa Trybunału:

Argumentem pozaprawnym i nie znajdującym podstaw w Konstytucji RP jest teza, że kandydatami na Prezesa Trybunału Konstytucyjnego maja być osoby cieszące się największym poparciem pozostałych sędziów. Komisja pomija przy tym znaczenie Prezydenta RP w procesie powoływania Prezesa TK

I trzeci, w którym uznano stanowisko Komisji za godzące w suwerenność Polski:

Stanowisko przedstawione przez Komisję w sprawie sędziów TK jest niedopuszczalne, godzi w suwerenność państwa i przeczy apolitycznemu charakterowi tego gremium

cu0tmq-waaagd0i

W ramach podsumowania, „Wiadomości” zacytowały słowa Jarosława Kaczyńskiego, według którego konflikt wokół Trybunału będzie trwał do zakończenia kadencji Andrzeja Rzeplińskiego jako prezesa TK. „Póki Rzepliński będzie prezesem nie da się nic zrobić. Ostentacyjnie i bezczelnie łamie prawo. To świadczy o jego osobowości. Brak mu wyraźnie zasobów kulturowych potrzebnych do tej funkcji” – uważa prezes PiS.

Komisja obraża Polskę

O zrywaniu współpracy z Komisją Wenecką mówił również Witold Waszczykowski na antenie TVN24. Zarzucił Komisji „jednostronną narrację” i pomijanie tego, co mówią przedstawiciele rządu.

– To Komisja w tej chwili obraża polski rząd i polskie społeczeństwo, ponieważ przedstawia kłamliwe, fałszywe, jednostronne raporty na temat Polski – orzekł szef MSZ i dodał, że rząd nie musiał jechać do Wenecji ponieważ wcześniej przesłał swoje stanowisko. – Wykazaliśmy błędy. Komisja Wenecka w swoich raportach myli instytucje polskie, myli odpowiednie paragrafy. Przedstawia jednostronną narrację, przyjmuje argumenty jednej stronie – dodał Waszczykowski.

Antoni Macierewicz rżnie publikę o polskich śmigłowcach.

cu0u5vexgaa2kih

cuy3icsweaeafbn

PROPAGANDA W CZYSTEJ POSTACI

cu1ff_tweau48ls

Zaproszenie dla Komisji

Przypomnijmy, że to właśnie Witold Waszczykowski poprosił Komisję Wenecką o opinię na temat uchwalonej w grudniu ub. roku nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

Eliza Michalik w felietonie o Czarnym Proteście. Jesteśmy – protestujące polskie kobiety – stare i młode, bogate i biedne, różne. Nie da się nas uciszyć ani wypchnąć na margines. Jesteśmy ponad połową społeczeństwa i bez nas Polska po prostu nie jest możliwa.

eliza-michalik

Władza ma problem z kobietami. Przez lata pogardzane i lekceważone, wreszcie podniosłyśmy głowy. I mamy szansę okazać się najtrudniejszym przeciwnikiem, z jakim Jarosław Kaczyński miał do czynienia, choć zwycięstwo, wbrew optymistycznym nastrojom, nie jest wcale przesądzone. Potrzebne są nam do niego, oprócz solidarności, mobilizacja i zwarcie. Jeśli osiądziemy na laurach, Kaczyński nas zabije. Dosłownie.

Strajków musi być więcej, większych i potężniejszych, inaczej fanatycy zrobią z nami, co zechcą.

anna-dryjanska-2

PiS okłamał kobiety (co nie jest niespodzianką – tchórze zawsze kłamią): po „czarnym proteście” wycofał projekt Ordo Iuris i wprowadził do procedowania inny, gorszy. Zakazujący nie tylko aborcji, ale też tabletek antykoncepcyjnych. Nakazujący kobiecie – co prawo międzynarodowe uznaje za tortury – noszenie w brzuchu dziecka przez dziewięć miesięcy nawet w przypadku, gdy od początku wiadomo, że będzie potworkiem bez mózgu czy głowy. Chcą nas wziąć zmęczeniem, myślą: „Raz się babsztylom udało, ale w końcu się znudzą. Nie dadzą rady”.

Próbują też zastraszania, na razie ostrożnie – sondując, na ile mogą sobie pozwolić. Bo tym przecież – badaniem naszych granic – jest nasyłanie na organizatorki „czarnego protestu” prokuratury i wyliniałych prorządowych związkowców, którzy burczą (sporo śmiechu), że ukradłyśmy im symbol „Solidarności” (do którego nie mają prawa i któremu, zupełnie na marginesie, ich dzisiejsza działalność urąga). Wiem – to jak poszczucie nas ratlerkami, ale zapewniam, że będzie ostrzej. Zagrażamy PiS-owi i PiS nam nie odpuści.

Nie odpuści, bo wie (nawet jeśli wiele z nas jeszcze sobie tego nie uświadamia), że w walce o swoje prawa mamy spore atuty. Nasza płeć choć raz jest naszą siłą. Na kobiety trudno wysłać policjantów z pałkami czy kiboli z bejsbolami, trudno też brutalnie usuwać spod Sejmu dziewczyny z dziećmi na rękach. PiS wie, jak by to wyglądało w telewizyjnym obrazku, i wie, że rozruchy społeczne zmiotłyby go wtedy w jednej chwili.

Trudno też nas wyzwać: od ludzi drugiego sortu (seksizm), od gestapówek i resortowych matek i córek, ubeczek i komuszyc, insynuować, że oderwano nas od koryta, żeśmy się nachapały i że płaci nam Putin. Nie jesteśmy beneficjentkami zmian, przedstawicielkami „spasionych elit” (choć te akurat zarzuty ze strony PiS-u pod adresem kogokolwiek nieodmiennie bawią: nie znam elit, które by się bardziej spasły – władzą, pieniędzmi, stanowiskami i wszystkim innym – niż członkowie PiS-u). Działamy ponad podziałami. Nie jesteśmy z KOD-u, PO czy Nowoczesnej. Jesteśmy stare, młode, bogate i biedne, różne. Nie da się nas zakrzyczeć ani uciszyć, udać, że nie istniejemy, czy wypchnąć na margines – jesteśmy ponad połową społeczeństwa i bez nas Polska po prostu nie jest możliwa.

Sukces „czarnego protestu” ma ponadto wymiar szerszy, mentalny. Pokazałyśmy, uświadomiłyśmy wielu ludziom, że powoli klaruje się w Polsce nowy podział polityczny, którego granica nie przebiega już po linii prawica – lewica, ale po linii: szacunek do praw człowieka i podstawowych wolności a przemoc, nacjonalizm i fanatyzm religijny.

Pokazałyśmy, że tworzy się – nie, już istnieje! – Polska, w której to, kim jesteś, określa nie to, czy i jak często chodzisz do kościoła, ale to, jakim jesteś człowiekiem. Czy szanujesz cudzą wolność tak jak własną, czy potrafisz pojąć, że na jedną rzecz można patrzeć z wielu punktów widzenia, czy rozumiesz, że ludzie, którzy się od ciebie różnią, nie są zagrożeniem, lecz darem i szansą. Czy też chcesz ich wszystkich uciszyć, odczłowieczyć, zaprzeczyć, że istnieją.

cu38tzkwyaab6m0

Rzecz jasna, nie powinniśmy brać pogardy i nienawiści PiS-u wobec kobiet do siebie: oni gardzą wszystkimi, nienawidzą i boją się wszystkich. Brak szacunku do kobiet po prostu najbardziej razi, kłuje w oczy i niesie ze sobą największe konsekwencje. Także dlatego, że nie jesteśmy same. Za naszymi plecami stoi armia mężczyzn, naszych mężów, kochanków, ojców i braci, naszych kolegów, przyjaciół i współpracowników, porządnych facetów, którzy nas wspierają i z nami maszerują. Mężczyzn, którzy już pokazali, że bez względu na swoje polityczne poglądy (protest kobiet poparła nawet część wyborców PiS-u) chcą naszej równości wobec prawa i tego, żeby traktowano nas jak ludzi.

Dlatego jesteśmy dla PiS-u najtrudniejszym przeciwnikiem, z jakim miał do czynienia, i dlatego musimy na siebie bardzo uważać: bo „czarny protest” awansował nas do rangi głównego wroga ideologicznego tej partii. A z wrogiem ideologicznym – znamy to z przeszłości – walczy się bezlitośnie, nie przebierając w środkach. Wróg ideologiczny jest groźny, bo skłania ludzi do myślenia i zasiewa wątpliwości.

Oczywiście – na koniec pozwolę sobie na optymistyczny akcent – jak bywało i w PRL-u, wszystko się może rozbić o brak intelektu u pisowskich żołnierzy, idealnie zobrazowany internetowym memem wypuszczonym przez nich zaraz po „czarnym poniedziałku” z napisem: „Nie pozwolimy wyprowadzać kobiet na ulicę”. Odpowiedź kobiet była natychmiastowa i nokautująca (mem został przez partię Kaczyńskiego w popłochu wycofany): „Polki nie są psami, żeby je wyprowadzać”.

Nie, nie jesteśmy. I o tym nie wolno nam zapomnieć.

cuz1r6_wyaavq26