Posts Tagged ‘Ewa Siedlecka’

BRAWO WSTYD, ŻE NIE PRZERWALI URLOPÓW I IMPREZ U BISKUPA. WSTYD, ŻE OFIARY NAWAŁNICY NADAL NIE MAJĄ DACHU NAD GŁOWĄ…

Paweł Kasprzak pytał policję, czemu wbiła się klinem w legalną Kontrmiesięcznicę Obywateli RP. BEZ ODPOWIEDZI.

Publicystka „Polityki” Ewa Siedlecka zapowiada odwołanie się do Trybunału w Strasburgu. Dwa fragmenty.

Długopis zwany kajakiem

Sąd otworzył mi drogę do Trybunału w Strasburgu. Trybunał Praw Człowieka będzie więc miał okazję ocenić, czy coraz powszechniejszy, szczególnie wobec Obywateli RP, obyczaj polskiej policji pozbawiania wolności bez podstawy prawnej nie narusza Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

W poniedziałek doczekałam się rozpatrzenia przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia mojej skargi z czerwca na bezprawne pozbawienie wolności przez policję podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej. Ja i około 90 innych osób zostaliśmy wyniesieni z siedzącej pikiety na trasie marszu smoleńskiego i pozbawieni wolności przez ponad dwie godziny na pobliskim podwórku. Policja nie wypuszczała nas, twierdząc jednocześnie, że nie jesteśmy zatrzymani. W tym czasie spisywano nas i sprawdzano w policyjnej bazie. Na koniec dostaliśmy propozycję zapłacenia mandatu 500 zł za wykroczenie polegające na przeszkadzaniu w legalnym zgromadzeniu.

Sprawdzano nas ponad dwie godziny, mimo że policjantów było tam nie mniej niż zatrzymanych, a do sprawdzenia wystarczy połączenie się z internetową bazą policji. Mandaty proponowano nam ustnie, a ponieważ odmawialiśmy – policjanci nie potrzebowali czasu, by je wypisywać.

Byliśmy pozbawieni wolności, bo uniemożliwiano nam oddalenie się, a nawet skorzystanie z toalety lub kupno wody w pobliskiej restauracji. Uniemożliwiono nam kontakt z adwokatami, którzy przybyli na nasze telefoniczne wezwanie: nie przepuszczono ich przez kordon policji, twierdząc, że nie mamy prawa do adwokata, bo nie jesteśmy zatrzymani.

(…)

Sędzia dodał jeszcze, że przecież przeszkadzałam legalnemu zgromadzeniu. Tylko co to ma do mojej skargi? Ja się nie skarżyłam na postawienie mi zarzutu przeszkadzania w zgromadzeniu, tylko na bezprawne pozbawienie wolności. Czyżby sędzia uważał, że policja miała prawo sama wymierzyć mi karę za wykroczenie, pozbawiając wolności przez dwie godziny?

Na koniec odwołał się do mojego sumienia. Stwierdził, że gdybym uczestniczyła w legalnym zgromadzeniu, a ktoś by je blokował, tobym była wdzięczna policji za interwencję.

Jasne! Tylko znowu: jak się to ma do mojej skargi? Ja się nie skarżyłam na wyniesienie mnie przez policję z siedzącej pikiety. Przeciwnie: uważam, że policja, odblokowując smoleński pochód, działała zgodnie z prawem. Mam pretensje o pozbawienie mnie wolności bez podstawy prawnej. Mam też nieodparte wrażenie, że sędzia tego po prostu nie zrozumiał.

Ale nie ma tego złego. Od postanowienia sędziego Macugi o oddaleniu mojej skargi nie mam już w kraju żadnego środka odwoławczego. Dlatego idziemy do Strasburga. Skoro pozbawianie wolności bez podstawy prawnej stało się metodą walki polskiej władzy z obywatelami dysydentami, to mamy tak zwany problem systemowy. I warto, by ocenił go międzynarodowy organ ochrony praw człowieka.

GANGSTER MASA – PRZYJACIEL PIS.

Masa znowu przerwał milczenie, żeby zadeklarować, że jak PO dojdzie do władzy to on „spier…” z Polski. Mnie przekonał.

PODSUMOWANIE W PAŃSTWIE PiS… Bareja miałby gotowy scenariusz.

Prawda o policji.

Waldemar Mystkowski odnosi się do policjanta, który „strzeże” miesięcznicy Kaczyńskiego.

Policjant dołowy o miesięcznicach

W miesięcznicach smoleńskich biorą udział trzy strony. Uprzywilejowana, której wydzielono specjalną strefę Polski, eksterytorialną część, innym Polakom nie można na nią wejść.

Druga strona – obywatelska, nie godząca się z zawłaszczeniem Polski i ośmieszaniem ojczyzny.

I trzecia strona – policja, która wykonuje swoje opłacone obowiązki, pilnuje porządku. My widzimy tylko wykonawców ze strony policji, porządkowe uzbrojone ramię w pały i emocjonalny szantaż wylegitymowania, a także zastraszenia paragrafem. Nie widzimy policyjnej głowy, czyli komendantów, którzy posłali krawężników w bój.

Górę policji zatem należy zaliczyć do tej pierwszej strony – uprzywilejowanej, bo została przez władze PiS awansowana i namaszczona do służbowego podporządkowania.

Portal wp.pl przeprowadził wywiad z policjantem, który zabezpiecza miesięcznice. I ten policjant też narzeka na swój los, jak przysłowiowy górnik, wg którego jego praca jest najcięższa. 10 każdego miesiąca dla tego funkcjonariusza to „przesrane”: – „Trzeba nastawić się, że nie będzie łatwo i przejść przez to z zaciśniętymi zębami”.

Policjant narzeka, że musi być przyzwoity: – „Wszędzie są dziennikarze, którzy tylko czekają, aż ktoś wyprowadzi nas z równowagi do tego stopnia, że będziemy musieli podjąć interwencję.”.

Ale policjant to jest ktoś, kto myśli, odbiega od swego wzorca gamonia milicjanta z PRL-u. Musi podjąć decyzję, którą wywiadowany opisuje na przykładzie: – „Jeden z sympatyków Obywateli RP zachowuje się bardzo głośno, chyba właśnie krzyczy coś w stylu „Do kościoła, do kościoła!”. Kolega wchodzi w tłum, żeby go wyprowadzić”.

Policjant owo zdarzenie dramatyzuje, opisuje otoczkę wrogości wobec formacji policji. Lecz w tym jego opisie widać błąd intelektualny, bo co jest w złego w okrzyku „do kościoła”? Czy policjant jest od interpretacji socjologicznej miesięcznicy i oceny tego, któremu nie podoba się takie comiesięczne profanum i wyraża go okrzykiem?

Gwoli sprawiedliwości, policjant widzi zakłamanie strony, którą ochrania: – „Tylko maszerują pod pałac prezydencki i robią z tego akt polityczny. Ogromna hipokryzja, to mnie najbardziej wkurza”.

Uff… Ciężka jest dola górnika, tj. policjanta dołowego ochraniającego miesięcznice. Końcowa refleksja funkcjonariusza też sporo mówi o klimacie, jaki panuje w policji: – „Pomyślałem, co by się stało, gdybyśmy stamtąd poszli, usunęli barierki, zostawiając jedną i drugą stronę, sam na sam. I wyobraziłem sobie stado dzików, które biegną na siebie nawzajem… bo to by dokładnie tak wyglądało. I wiesz co? Przez moment mi się ta wizja spodobała, bo gdyby zaczął się prawdziwy dym, może ludzie doceniliby naszą pracę”.

Kto zatem ten klimat w Polsce stworzył? Czasami warto zadać sobie takie pytanie. Czy Obywatele RP przychodziliby 10. każdego miesiąca, gdyby nie było miesięcznic? Inne pytanie nie padło, a bodaj jest najważniejsze: czy ten konkretny funkcjonariusz dołowy wypełniłby polecenia swego zwierzchnika, który jest z awansu pisowskiego, aby użyć siły, gdy dojdzie do prowokacji?

Wówczas jest tylko jedna strona – zaatakowani protestujący. Wywiadowany policjant mógłby otrzeć pot z czoła i powiedzieć, jak trudno jest być przyzwoitym, bo trzeba wypełnić obowiązki człowieka. Uff…

NIE DAJMY SIĘ NABRAĆ

KTOŚ WIE ZA CO TA WILLA?

NIE MACIE JESZCZE DACHÓW? KŁAMIECIE. RZĄD DZIŚ POWIEDZIAŁ, ŻE WAM POMÓGŁ.

>>>

Reklamy

JEDNYM ZDANIEM POKAZAŁ O KOGO TAK NAPRAWDĘ DBA RZĄD

Ewa Siedlecka („Polityka”) pisze na blogu, jak Ziobro zastrasza sędziów (fragment).

Do tej pory PiS groził dyscyplinarkami za „niewłaściwe” orzekanie. Na przykład dla sędzi, która uznała, że wiceministra Patryka Jakiego nie chroni immunitet w sprawie o naruszenie dóbr osobistych z sejmowej trybuny. Ale nadzorcze zapędy ministra-prokuratora Zbigniewa Ziobry osiągnęły nowe szczyty wyrafinowania.

O sprawie napisała „Gazeta Wyborcza”. Chodzi o podejrzenia wobec byłych menedżerów z zakładu chemicznego „Police”. Obecne, ustanowione przez PiS, kierownictwo tego zakładu oskarża ich o „nieprawidłowości”. W czerwcu CBA menedżerów zatrzymało, a prokuratura wystąpiła do Sądu Rejonowego w Szczecinie o ich areszytowanie. Każdy z czterech wniosków aresztowych rozpatrywał inny sędzia. Wszyscy uznali, że nie ma mocnych dowodów na popełnienie przez podejrzanych przestępstwa, i odmówili zastosowania aresztu. Odwołania prokuratury od tych postanowień odrzucił Sąd Okręgowy.

Postanowienia sędziów skrytykował publicznie minister-prokurator Ziobro. Stwierdził, że sędziowie „nie zrozumieli istoty przestępstwa”, a ich decyzja szkodzi śledztwu.

(…)

Do tego, aby postawić sędziów kierujących szczecińskimi sądami w stan oskarżenia, potrzeba będzie zgody sądu dyscyplinarnego. Ale o to zadba już prokurator-minister Ziobro. Wprawdzie prezydent zawetował zmiany w ustawie o Sądzie Najwyższym, które przewidywały powołanie obsadzonej przez Zbigniewa Ziobrę Izby Dyscyplinarnej w SN, ale prezydent akurat do tego pomysłu zastrzeżeń nie zgłosił. Więc zapewne, jeśli znowu dostanie ustawę przewidującą taki pomysł, to ją podpisze.

No i znowu mamy – zgodnie z metodą PiS na rządzenie – układ zamknięty.

Waldemar Mystkowski pisze o zagrożeniu Kaczyńskiego w PiS.

Kozioł ofiarny, czyli na Kaczyńskiego zmierza nawałnica

PiS rządzi przez bajzel łamany przez niekompetencję i nepotyzm.

Czy pobyt Beaty Szydło w Juracie u Andrzeja Dudy będzie owocować politycznie na korzyść pani premier bądź prezydenta? Na razie jedyny „owoc” tego spotkania to spóźniona o 3-4 dni reakcja władz pisowskich na nawałnice w północnej Polsce.

Acz Szydło spotkała się już nieco wcześniej z Dudą, ale było to spotkanie na zderzenie orędziami. Zderzenie dwóch różnych orędzi na ten sam temat miało miejsce w czasie ogłoszenia przez Dudę dwóch wet dotyczących ustaw sądowniczych. Widocznie przyszedł czas na refleksje po zderzeniu, stąd spotkanie.

Szydło w trakcie gorącego czasu protestów Łańcuchów Światła była nieobecna publicznie, mówiło się i pisało, iż premier przechodzi załamanie, stres. I było coś na rzeczy, bo już wówczas przebąkiwało się, pisali na ten temat dziennikarze, którzy nie są związani z PiS, iż prezes Kaczyński szykuje podmiankę na funkcji premiera. Kaczyński nie radzi sobie z własnym ego, które go pcha na stołek premiera, niczym na podwyższenie podczas miesięcznic.

Lecz Szydło jest popularna, a Kaczyński ma taki sam elektorat, jak Macierewicz. Nawałnica więc mogła prezesowi pasować, aby za jakiś czas ogłosić, że „ten-tego pani premier odnosi same sukcesy, w tym to słynne 1:27, gdy musiałem nawet fatygować na Okęcie, aby jej rączki całować, ale wicie-rozumicie ta nawałnica…”.

Oczywiście, nie chodzi o nawałnice, bo PiS rządzi przez bajzel łamany przez niekompetencję, łamane przez nepotyzm. Szydło znalazła się w sytuacji podobnej do Dudy, obydwoje kilkakrotnie złamali Konstytucję, czują więc wspólnotę paragrafów – ten sam stołek, nad którym dwa i pół metra wyżej wisi pętla historii. Oczywiście, ostatnie to metafora. Ta pętla Dudzie zadyndała podczas lipcowych protestów, poczuł jej wiew, więc zareagował dwoma wetami.

Duda z Szydło mogą chcieć się salwować z miejsca politycznej kaźni, zawrzeć jakąś umowę polityczną bądź społeczną. Były trzeci bliźniak Kaczyńskiego Ludwik Dorn o spotkaniu w Juracie rzecze: – „Jeżeli to zaowocuje sojuszem między panem prezydentem a panią premier, to pan Kaczyński straci całkowity wpływ na władzę wykonawczą i znaczną część partii albo klubu”.

Politycznie dla Kaczyńskiego to przedstawia się jeszcze gorzej: bo nie będzie mógł rozstawiać marionetek, zostanie tym, czym jest „szarym posłem”. A przecież prezes ma tyle do zrobienia: dokończyć rozwałkę sądów, zdekoncentrować, czy też repolonizować media prywatne i pokazać wała Unii Europejskiej.

Zauważmy jeszcze jedno z posunięć Dudy, które nie wydaje się być medialne. Prezydent odpowiedzialnym za przygotowanie ustaw sądowniczych zrobił Michała Królikowskiego, prawnika konserwatywnego, który był wiceministrem sprawiedliwości w rządzie PO-PSL i który raczej nie przyłoży ręki do odebrania niezależności sądownictwu. To policzek nie tylko dla Dudy, ale dla prezesa. Walka w PiS więc będzie w tej kwestii przybierać na sile.

Cezary Michalski nawet uciekł się do porównania sytuacji Kaczyńskiego z Operacją Walkiria, Nowogrodzkiej z Kętrzynem. Michalski czuje swym publicystycznym nosem, że wielu jest w PiS Brutusów, któremuś musi się udać, Duda więc nie jest tylko jednym Clausem von Stauffenbergiem.

Poświęcam uwagę obronie duetu Duda-Szydło, ale na razie większość narzędzi jest w rękach Kaczyńskiego. To on dyktuje warunki, jednak musi widzieć czarne chmury na horyzoncie. Ta nawałnica zmierza na niego. Może więc odczytać ją, iż ratunek będzie taki, że Szydło idzie do pawlacza, z Dudą przyjdzie czas, że się policzy i huknie – teraz k…a ja.

Choć na prawej stronie tę kwestię widzą inaczej. Tam nic się nie zmieniło, bo nie zmieniły się oczekiwania i nadzieje na trwanie przy korycie. Kamila Baranowska z „Do Rzeczy” o Szydło mówi: – „To słaby premier, podoba się wyborcom”, więc dymisji nie będzie.

Suweren dla PiS jest jednak figurą polemiczną, a nie polityczną. Suweren nie wyraził zgody na demolkę Trybunału Konstytucyjnego ani zniszczenie niezależności sądownictwa. Nie ostrzył ministrowi Szyszce siekier, aby ten mógł wycinać Puszczę Białowieską. Suweren nie wyraził zgody na dekoncentrację TVN czy też Polsatu, aby stały się imitacją TVPiS.

Suweren może przeżyje jeszcze jedną czy drugą nawałnicę – dosłowną i demolującą demokrację – ale zorientuje się, że tylko może liczyć na siebie. W kryzysie zawsze się tylko liczy na siebie, jak ofiary nawałnic. W naukach antropologicznych opisany jest mechanizm kozła ofiarnego. Dotyczy on wszystkich kultur – a więc „kultury” pisowskiej też – iż w kryzysie, a także, gdy on jest już zażegnany, odbywa się polowanie na kozła ofiarnego.

W PiS do tej pory kozłem ofiarnym była Platforma Obywatelska: „8 lat rządów”…. etc. Od dwóch lat rządzącymi są politycy PiS. Kogoś na ofiarę będą musieli dać za te dwa lata kryzysu, a Duda z Szydło ubezpieczają się. Och, boję się o prezesa, boję się.

WŁAŚNIE RUSZA OGROMNA POMOC PAŃSTWA. Cały świat zobaczy jak wiele w Polsce potrafi pomóc modlitwa.

>>>

ABY NIKT NIE MIAŁ WĄTPLIWOŚCI. Witajcie w państwie pis.

Obecna władza dopuszcza faszystów do manifestowania, bo tym jest zhańbienie rocznicy Powstania Warszawskiego przez ONR. Pisze o tym Krzysztof Burnetko w „Polityce” (fragmenty).

Postfaszyści śmiało sobie w Polsce maszerują. Ba, chroni ich państwowa policja

1 sierpnia 2017 r. policja z orłami na czapkach pozwalała nacjonalistycznej prawicy profanować pamięć warszawskich powstańców.

W rocznicę powstania warszawskiego na ulice stolicy wylegli rodzimi narodowcy. Szli pod szyldem Obozu Radykalno-Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji wprost odwołujących się do haseł, wizerunku i metod swoich odpowiedniczek sprzed wojny – wtedy nie bez powodu uważanych za faszyzujące (i w niektórych formach delegalizowane). A przecież 1 sierpnia to dzień, w którym Polska czci ofiary nacjonalistycznego obłędu: tysiące zabitych warszawiaków i samo miasto. Tymczasem w 2017 r. postfaszyści śmiało sobie w Polsce maszerują. Ba, chroni ich państwowa policja.

(…)

To wszystko chroniła państwowa policja

I to tak gorliwie, co znamienne, że grupkę obywateli protestujących przeciwko dopuszczaniu faszyzmu na ulice odgrodzono szczelnym kordonem funkcjonariuszy i „suk”. Równocześnie policjanci (i to różnych szczebli) nie reagowali na zgłoszenia możliwości popełnienia czynu zabronionego przez odpalających na ich oczach środki pirotechniczne uczestników „narodowego” zgromadzenia. Funkcjonariusze beznamiętnie odsyłali zgłaszających na najbliższą komendę (ciekawe, czy ta nowa forma działania dotyczyć też będzie, na przykład, alarmowania o dokonującym się akurat tuż przy policjancie gwałcie czy kradzieży). Byli i tacy, którzy sugerowali zgłaszającym, że… utrudniają im „wykonywanie czynności” przy zabezpieczaniu demonstracji.

Znamienne, że to nie pierwsze w ostatnich dniach przypadki lekceważenia przez policję zgłoszeń naruszeń prawa przez narodowych radykałów.

I znamienne, że takie same zachowania policji pojawiały się choćby w Niemczech na początku lat 30. ubiegłego stulecia. Tam też powołani do strzeżenia prawa funkcjonariusze często odwracali głowy albo beznamiętnie, lub nawet z sympatią, przypatrywali się bandytyzmowi brunatniejącej ulicy.

DZIĘKUJEMY PANI PREMIER I PANIE PREZYDENCIE

A tak równo dziesięć lat temu Jarosław Gowin pisał o PiS.

Gowinowi dzisiaj rozum odjęło. W sierpniu 2007 miał jeszcze olej pod czerepem.

W HOŁDZIE POWSTAŃCOM WARSZAWY???

Waldemar Mystkowski pisze o decyzji Sądu Najwyższego w sprawie ułaskawienia Kamińskiego przez Dudę.

Postępowanie zawieszone –  odwiesza się

Chciałem przypomnieć, że Sąd Najwyższy nie rozpatrywał, czy 2 razy weto Andrzeja Dudy leżało w jego kompetencjach, albo czy protestujący słusznie się domagali weta w sprawie ustaw dotyczących niezależności sądownictwa. Sąd Najwyższy w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez tegoż Dudę wyraził tylko, iż w sporze legalności ws. ułaskawienia Kamińskiego zawiesza postępowanie.

Zawiesza. Prokuratura Krajowa stanęła za Kamińskim, czyli stała się jego adwokatem – takie pomylenie porządków tylko w Polsce, ale nie dziwota, gdyż ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym jest Zbigniew Ziobro. Za Kamińskim stanęła także Julia Przyłębska, szefowa Trybunału Konstytucyjnego, ciała ustrojowego, które jest fasadą.

Z tego prostego opisu wynika, że sprawa Kamińskiego jest polityczna, a nie prawna. Nie stanęło za Kamińskim prawo, a polityka, która jest w tej chwili dyrygowana przez PiS. Ale jest małe „ale” – zawieszenia postępowania pozwala w przyszłości odesłać Kamińskiego do więzienia na 3 lata, bo tyle dostał.

Mamy więc do czynienia ze sporem politycznym, a nie prawnym, acz w sferze politycznej i prawnej facet z 3 latami więzienia jest facetem z wyrokiem, czyli kryminalistą. Czy ktoś taki może być ministrem? Okazuje się, że tak. Warunek: rządzi partia PiS. Taki stan prawny z ministrem z wyrokiem nazywamy bezprawiem.

Sędziowie SN mogli się kopać z koniem, ale nie każdy do takiego kopania się nadaje, nie każdy jest wybitnym prawnikiem – Andrzejem Rzeplińskim, albo Małgorzatą Gersdorf, między nimi a takimi magistrami prawa jak Zbigniew Ziobro jest cała smuga wykonujących ten zawód. I to właśnie dzięki takim średniakom trwają autokracje, reżimy, satrapie.

Na miejscu Kamińskiego bym się nie cieszył. 3 lata kiblowania ma jak amen w pacierzu, jak w chińskim banku, w którym się nie zapomina, co jesteś winien, a dorzucone mu zostanie to, co teraz wywinie. Za recydywę płaci się więcej niż za utratę dziewictwa, bądź honoru.

Rządy PiS nie będą trwały długo, bo Polska nie może żyć długo w takim poniżeniu, zatem Kamiński tak czy siak dostanie szanse na kilkuletnie przemyślenie w samotni, w celi, swej marności, chyba, że mu dorzucą innego wyrokowca. Naszego kraju nie stać, aby tacy ludzie z prawem na bakier, byli cokolwiek władni. Jeżeli chcemy być cywilizowani ze standardami demokratycznymi i prawnymi a chcemy, prawdaż?

Wynika z tego wniosek dla Kamińskiego: postępowania zawieszone – odwiesza się.

TO JUŻ NAWET NIE JEST CICHE PRZYZWOLENIE RZĄDU I PARTII… TO JEST JUŻ MANIFESTACJA POPARCIA DLA ONR

W tej samej sprawie duzo bardziej pesymistycznie pisze Ewa Siedlecka z „Polityki” (fragmenty).

Nie będzie sprawy Kamińskiego. Będą niezależne sądy?

Sąd Najwyższy (w składzie trzech sędziów) zdecydował o zawieszeniu postępowania w sprawie Mariusza Kamińskiego do czasu rozpatrzenia przez Trybunał Konstytucyjny wniosku marszałka Sejmu. Marszałek wnioskował o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego w sprawie ułaskawienia Kamińskiego przez prezydenta.

Ta decyzja SN oznacza koniec sprawy Kamińskiego i innych. Nie muszą się bać prawomocnego uznania za winnych nadużycia władzy, a co za tym idzie – zakazu kandydowania do Sejmu, Senatu, europarlamentu czy w wyborach samorządowych. Bo od kary prezydent może ułaskawić. A żeby umożliwić kandydowanie osobie skazanej za przestępstwo umyślne – trzeba by zmienić konstytucję.

Formalnie Sąd Najwyższy jedynie zawiesił postępowanie. Teoretycznie może je podjąć po powrocie sprawy z Trybunału Konstytucyjnego. Ale w praktyce raczej nikt się nie spodziewa, by Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął na rzecz Sądu Najwyższego „spór kompetencyjny”, który – zdaniem PiS – zaistniał między SN a prezydentem. Zresztą całkiem możliwe, że Trybunał Dobrej Zmiany w ogóle tego „sporu kompetencyjnego” w najbliższych latach nie rozpatrzy. Wokanda jest rozpisana do października i tej sprawy tam nie wpisano. A Kamińskiemu i PiS taki stan rzeczy się opłaca: sprawa jest zablokowana i – zależnie od tego, jak kto na nią patrzy – Kamiński jest albo uniewinniony, albo skazany, ale nieprawomocnie. A więc może kandydować w wyborach – nawet na prezydenta, co nie jest takie nie do pomyślenia, jeśli PiS zrezygnuje z reelekcji Andrzeja Dudy.

Postanowienie Sądu Najwyższego tworzy kuriozalną sytuację: oto trzy miesiące wcześniej Sąd Najwyższy, w składzie siedmiu sędziów, w odpowiedzi na pytanie prawne składu SN, który dostał kasację w sprawie Kamińskiego, orzekł, że prezydent nie może skutecznie ułaskawić nikogo przed prawomocnym skazaniem. W uzasadnieniu napisał m.in, że Sąd Najwyższy nie uzurpuje sobie prezydenckiego prawa łaski, a więc że żadnego sporu kompetencyjnego nie ma. Sąd nie decyduje bowiem, czy prezydent może ułaskawiać czy nie. Rozpatruje jedynie, jak – według prawa – tę swoją wyłączną prerogatywę prezydent może wykonywać.

(…)

Może przestraszyli się utraty urzędu? Prezydent zawetował ustawę w tej sprawie, ale chyba nikt się nie łudzi, że nie będzie kolejnej. Jeśli tak – oblali egzamin z wewnętrznej niezawisłości.
Oczywiście świat się nie zawali od tego, że Mariusz Kamiński i trzech innych funkcjonariuszy CBA uniknie skazania. Choć ich nieodpowiedzialność będzie zachętą dla innych funkcjonariuszy władzy do łamania prawa w interesie własnym czy partii politycznej.

Natomiast świat się wali, niestety, gdy brakuje w nim instytucji stojących na straży prawa.

To oczywiście tylko troje sędziów na blisko dziewięćdziesięciu sądzących w Sądzie Najwyższym. W dodatku fakt, że orzekli inaczej niż skład siedmioosobowy SN dwa miesiące wcześniej, dowodzi, że nie ma w Sądzie Najwyższym „ustawek” czy zmowy między sędziami, jak chciałby to widzieć PiS. Ale to żadne pocieszenie. Za chwilę PiS przejmie SN – i nie będzie przypadków.

Po protestach obywatelskich w obronie sądów RPO Adam Bodnar powiedział, że sędziowie zaciągnęli wobec społeczeństwa moralny dług. Oczywiście nie miał na myśli tego, że mają orzekać tak, jak „każe ulica”, ale że mają orzekać odpowiedzialnie i odważnie.

Pozostawienie całej sprawy Trybunałowi Konstytucyjnemu nie byłoby jeszcze półtora roku temu jakimś wielkim problemem. Ktoś by skomentował, że SN umył ręce, ktoś inny, że mądrze zrobił, unikając rywalizacji z Trybunałem. Tylko że żyjemy już w zupełnie innym państwie. Więc to już nie jest zwykłe kunktatorstwo czy ugodowość. To jest oddawanie państwa prawa walkowerem.

MY PAMIĘTAMY!!!

>>>

NAWET KOŚCIÓŁ TWIERDZI, ŻE MIESIĘCZNICE TO NIE RELIGIA. CZY PiS UPADŁO NA GŁOWĘ OSKARŻAJĄC KONTRMANIFESTANTÓW???

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Łebski Macierewicz i Mojżesz Kaczyński

Antoni Macierewicz ma łeb jak sklep? To porównanie mnie nie zadowala, bo ma łeb jak galeria handlowa. Tak! Macierewicz nie ma deficytu głowy (jak to ładnie ujął Ludwik Dorn w stosunku do Mariusza Błaszczaka), ma bez mała łeb konia (jeszcze jedna łebska metafora).

Dlaczego? Szybko śpieszę wyjaśnić. Powtórne wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej na kopyto PiS leży w gruzach, lecz minister obrony się nie daje. O, nie! Trwa przy swoich bredniach. Właśnie Macierewicz przeczytał wywiad z przewodniczącym Komisji Technicznej MAK Aleksiejem Morozowem na kremlowskim portalu Sputnik, opublikowanym w języku polskim, a powtórzonym przez agencję prasową RIA Nowosti. I Macierewicz doczytał, że – ogłosił to w swoim wideo felietonie w TV Trwam – „dobrze, że [Morozow – przyp. mój] przyznał się, iż doszło do rozpadu samolotu już przed uderzeniem w ziemię. Dobrze, że [Morozow] potwierdził analizy komisji smoleńskiej prowadzonej przez pana prof. Nowaczyka”.

Z wywiadu z Rosjaninem wynika, iż chodzi o rozpad po uderzeniu w brzozę, a jeszcze przed pierdyknięciem w ziemię, a oprócz tego Nowaczyk nie jest profesorem, tylko doktorem i szefem podkomisji, a nie komisji, bo ta byłaby w świetle prawa bezprawna.

Macierewicz na podstawie swego rozumienia wywiadu w kremlowskim Sputniku, w którym jakoby Morozow zgadza się z ustaleniami podkomisji (profesora) Nowaczyka (wcześniej Berczyńskiego), złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez komisję Millera (powołaną przez Donalda Tuska). I tutaj ma zastosowanie łeb jak sklep, bowiem w ten sposób prokuratura przejmuje badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej, gdyż musi ustalić, na czym polegają „wątpliwości co do rzetelności i prawdziwości” raportu Millera w zestawieniu do ustaleń podkomisji ekspertów Macierewicza i do rosyjskiego raportu MAK.

Prokuratura więc ma do zbadania dwa, a nawet trzy razy więcej materiału faktograficznego, a oprócz tego musi wydać jakieś postanowienie oskarżycielskie. Od katastrofy smoleńskiej minęło 7 lat, zapowiada się na kolejnych kilka i więcej lat.

Jarosław Kaczyński przez ten czas będzie zbliżał się do prawdy na Krakowskim Przedmieściu. Kiedyś po takich słowach mojżeszowych prezesa PiS napisałem, że czeka go 40 lat wędrówki po piaskach pustyni, zanim dotrze do prawdy, tj. ziemi obiecanej Kanaan. I się nie pomyliłem.

Cieszy się też członek komisji Millera Maciej Lasek, na Twitterze ogłosił: – „Bum! Stało się! Minister Macierewicz zarzuca Komisji Millera, że NIE PRZEPISAŁA raportu z raportu komisji MAK”. Taka jest logiczna przesłanka zawiadomienia do prokuratury, bo w zawiadomieniu Macierewicza czytamy: „wnioski wyrażone w raporcie końcowym [Millera] w znaczący sposób odbiegają od ustaleń MAK”.

A wracając do naszego Mojżesza na Krakowskim Przedmieściu, łatwo obliczyć, Kaczyński jak biblijna postać Mojżesza dojdzie do prawdy mając 120 lat. Ile prezes PiS będzie łaził po pustyni Krakowskiego Przedmieścia, tyle lat napotka kontrmiesięcznice. Nie łudźmy się, że taki łebski minister jak Macierewicz zostanie zdymisjonowany. Co się jednak stanie, gdy zmieni się rząd, gdy wybory wygra Platforma Obywatelska albo Nowoczesna?

LE TYSIĘCY KOSZTOWAŁA TA MIESIĘCZNICA? 300, 400, 500? A MOŻE JUŻ OKRĄGŁY MILION??? Z NASZYCH PODATKÓW…

Siedlecka i Frasyniuk a los Kaczyńskiego

Publicystka prawna „Polityki” i „Wyborczej” Ewa Siedlecka została wczoraj – podczas zorganizowanej przez Obywateli RP blokady miesięcznicy smoleńskiej – wyniesiona przez policjantów wcześniej niż Władysław Frasyniuk. Była drugą osobą, która przeniesiono z miejsca protestu na miejsce kontrolowane przez policję. Po chwili „dołączył”  do niej i innych przeniesionych legendarny lider „Solidarności”, też przeniesiony Frasyniuk.

Siedlecka opisała, jak przebiegał protest, także opowiedziała o tym portalowi OKO.press tuż po 2-godzinnym „zwolnieniu” jej przez policję. Policji na Krakowskim Przedmieściu było mrowie (zjazd policjantów z całego kraju), można tę ilość porównać do mrowia milicjantów w Grudniu 1970, gdy pacyfikowane były protesty robotników na Wybrzeżu. Nawiasem: przestępcy w tym czasie w całym kraju mają używanie.

Siedlecka opowiada, że nie dopuszczono do nich adwokatów, a to kolejne bezprawne działanie policji. Świadomie używam pojęcia „przeniesieni”, bo to faktycznie był areszt. Siedlecka i Frasyniuk byli izolowani od innych protestujących, byli otoczeni kordonem policji i adwokaci nie mieli do nich dostepu.
Jest to kwalifikacja aresztu. Zarówno Siedlecką, jak i innych postraszono 500 złotowym mandatem, odmówili przyjęcia, więc zostanie uruchomiona procedura sądowa. Frasyniukowi nawet grozi do 3 lat więzienia, bo PiS (przecież nie policja) dopatrzyło się naruszenia „nietykalności policjanta”.

To są strachy na Lachy, bo każdy ma prawo się bronić – szczególnie przed policjantem – gdy ten postępuje brutalnie, albo ofiara może obawiać się użycia paralizatora przez policjanta. Siedlecka zapowiada, iż weźmie udział w takim samym proteście za miesiąc.

Wchodzimy w kolejny etap państwa zarządzanego przez PiS. Magdalena Środa uważa, że pomału przechodzimy z ustroju dyktatorskiego w totalitarny. Nie jest to żadna przesada. Ale ta przemiana ustrojowa świadczy, iż zmierzamy do jakiegoś rozstrzygnięcia. Polska to jednak nie jest Rosja Putina, ani Turcja Erdogana, a to pokazuje kierunek, a w zasadzie los, jaki czeka Kaczyńskiego.

SŁOWA SZCZERSKIEGO BOLĄ PRAWICĘ BARDZO

Kleofas Wieniawa pisze o Błaszczaku.

Mariusz „Deficyt” Błaszczak (Ludwik Dorn dał ksywkę ministrowi twierdząc, iż onże jest chodzącym deficytem inteligencji) w czasie miesięcznicy kroczył w procesji po Krakowskim Przedmieściu.

Jaka zatem to religia i czy jest zarejestrowana?

Religie mają swoje kościoły, meczety, badź bożnice. Gdzie ta religia zatem ma swoje ośrodki kultu? Jeżeli dowiemy się gdzie, będziemy wiedzieć, gdzie mają się odbywać rytuały, bo ulica do nich nie należy, jest przestrzenią zdesakralizowaną.

„Deficyt” w TVP Info był podzielić się zajęciem – nie tylko chodzeniem deficytowym – co też robił na Krakowskim Przedmieściu. „Szliśmy, odmawiając różaniec”.

Mam rozumieć, iż to rytuał zapośrednioczony z katolicyzmu, ale nie z chrześcijaństwa. W pobliżu wszak znajduja się kościoły, trzeba było wpaść do nich – wcześniej wynajmując przestrzeń – i „odmawiać różaniec”.

Może nawet fajniejsze jest, co „Deficyt” Błaszczak zobaczył i usłyszał.

Dojrzał Władysława Frasyniuka. Czyżby otarł się o niego? Tak! Bo przeczytał u Frasyniuka „wpięte w klapę, pisane chyba cyrylicą, po rosyjsku, wulgarne słowa dotyczące PiS”.

Nie wyjawił jakie to wulgarne słowa pisane cyrylicą przeczytał, ale tym samym pochwalił się, iż jest poliglotą.

Błaszczak też usłyszał (czyli poza sezonem „Ucha prezesa”, które dopiero na jesieni będzie kontynuowane) na własne uszy,  że „Frasyniuk groził Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wyraźnie słyszałem”.

Też chcielibyśmy poznać owe groźby.

Dochodzę jednak do wniosku, iż Błaszczaka nie tylko znamionuje ów Dornowy „deficyt”, ale zwidy i słuchy właściwe chorobie o wiele poważniejszej niż braki w ilorazie inteligencji.

A tę chorobę nie leczy się w żadnym kościele, meczecie, bożnicy, ale w zakładach o rygorze, o które dbają pielęgniarze, a różaniec i sznurowadła są przechowywane w magazynie do czasu polepszenia się.

TEN WPIS MAĆKA STUHRA W 3 GODZINY NA FB ZDOBYŁ 50 TYSIĘCY REAKCJI. MISTRZ, PO PROSTU MISTRZ.

>>>

JEDNO ZDJĘCIE, KTÓRE MA W SOBIE CAŁĄ OPOWIEŚĆ O NOWEJ, EUROPEJSKIEJ PREMIER BRZESZCZ

c33obyywmainqhd

Ewa Siedlecka („Wyborcza”, a wkrótce „Polityka”) pisze o zamachu PiS na sądownictwo. Suweren, który przyjął konstytucję w referendum, nie ma wojska, żeby je posłać na władzę łamiącą konstytucję. Ma tylko sądy.

suweren

Prawo może być lepsze lub gorsze. Można je stanowić – co pokazał ostatni rok – sprzecznie z konstytucją i międzynarodowymi standardami. To, czy i jak zadziała w praktyce, zależy od sędziów. Stosując najlepsze prawo, mogą wydać wyrok sprzeczny ze sprawiedliwością i konstytucją. A najgorsze prawo mogą zinterpretować tak, by sprawiedliwość i konstytucję obronić. To kwestia woli. A często odwagi.

Nowy prezydent USA, „kolebki zachodniej demokracji”, wydał dekret zakazujący wjazdu do USA obywatelom państw, które uznał za wylęgarnię terrorystów. Nawet tym, którzy mają wizy czy status uchodźcy. Tym samym de facto zawiesił prawo azylu, o którym mówi Deklaracja Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych.

Amerykańscy sędziowie się buntują. Sądy w stanach Nowy Jork, Waszyngton, Massachusetts czy Wirginia nie uznały dekretu i wydają zatrzymanym na granicy osobom, które mają wizy lub status uchodźcy, zgody na „pobyt nadzwyczajny”, argumentując, że ich deportacja „może wyrządzić nieodwracalne szkody”. Zbuntowała się też prokurator generalna Sally Yates, ogłaszając, że prokuratorzy nie będą przed sądami bronić dekretu Trumpa. Prezydent usunął ją ze stanowiska. Inna rzecz, że funkcję pełniła tymczasowo, do czasu powołania wybrańca nowego prezydenta.

W tym samym czasie rząd PiS ogłosił projekt zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zmierza on do tego, aby to politycy mianowali sędziów – do KRS, a potem, w ramach KRS mogli blokować każdą sędziowską nominację. Cel jest oczywisty: sędziami mają zostawać, a potem awansować tylko ci, którzy nie będą orzekać wbrew woli władzy. Minister Ziobro ogłosił, że w ten sposób walczy z kastowością sądownictwa. O to, by obywatele – przez posłów – mieli wpływ na wybór sędziów.

Brzmi atrakcyjnie. A oznacza tyle, że sprawiedliwość dostanie w sądzie ten, który ma lepsze „przełożenie” na ludzi związanych z rządzącą większością. Albo skutecznie przekona do swoich racji ministra Ziobrę, który – jak to już dziś praktykuje – pośle do sądu swojego człowieka, żeby „przywrócił sprawiedliwość”.

USTAWA, KTÓRA JEST KOSMICZNYM BUBLEM. NIKT NIGDY TAK JAK PIS NIE ZLEKCEWAŻYŁ MIESZKAŃCÓW WARSZAWY I OKOLIC.

c33fxajxuaeyrus

***

Po przejęciu Trybunału Konstytucyjnego przez PiS liczymy, że sądy powszechne i Sąd Najwyższy przejmą rolę strażników konstytucji, bazując na artykule konstytucji, który mówi, że stosuje się ją bezpośrednio.

– W Polsce skończyła się epoka, kiedy mogliśmy polegać na zadeklarowanej w konstytucji zasadzie demokratycznego państwa prawnego. O prawo, o sposób jego interpretacji, o jego przestrzeganie, o każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć i obowiązek ten – co tu dużo mówić – spoczywa na sędziach. Nie ma walki bez ofiar, a do nich może być zaliczony każdy z nas tu obecnych.

Takie słowa skierowała do sędziów pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf na poniedziałkowym zgromadzeniu w Warszawie sędziów okręgów i apelacji sądowych. W ustach szefowej Sądu Najwyższego brzmią one szczególnie dramatycznie. A odniesienie do „ofiar” wcale nie jest przesadzone. PiS pokazał, że potrafi ukarać nieposłusznych: odmową awansu (prezydent) czy odwołaniem z delegacji do sądu wyższej instancji (minister Ziobro). Więc jeśli sędziowie zechcą pełnić swoją konstytucyjną funkcję wbrew oczekiwaniom partii rządzącej – z pewnością za to zapłacą.

Czy zechcą płacić? Z jednej strony nie można od nikogo wymagać heroizmu. Z drugiej – sędzia to szczególny urząd: służba. Honor jej sprawowania zobowiązuje. Może nawet do heroizmu? Poziom odpowiedzialności sędziego jest olbrzymi: decyduje o losach pojedynczego człowieka, o sprawach publicznych i ustrojowych.

Za kilka dni Sąd Najwyższy rozpatrzy odwołanie pokrzywdzonych od „ułaskawienia” przez prezydenta Dudę szefa specsłużb Mariusza Kamińskiego. Chodzi o sprawę prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa. Prezydent w ramach aktu łaski „umorzył” postępowanie sądowe przeciw Kamińskiemu, czyli darował mu nie tyle karę, co winę. Darowanie winy to nie akt łaski, ale abolicji. A o prawie do stosowania abolicji przez prezydenta konstytucja milczy. Dotąd abolicję uchwalał parlament. Zaś „umorzenie postępowania” jest czynnością procesową, zarezerwowaną dla sądu. Zdaniem wielu prawników prezydent aktem wobec Kamińskiego złamał konstytucję.

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał prezydencki akt za legalny. Teraz oceni go Sąd Najwyższy. Chodzi o granice trójpodziału władzy. Zakwestionowanie aktu prezydenta będzie wymagało od sędziów odwagi. Bo choć PiS nie może ich odwołać, to może zmienić prawo, przerywając ich kadencję. Tak chce zrobić wobec Krajowej Rady Sądownictwa.

Amerykańscy sędziowie postawili się Trumpowi, a ich kariery też zależą od prezydenta i parlamentu. Jeśli przestanie tam obowiązywać zasada przyzwoitości – którą Trump nazywa pogardliwie „poprawnością polityczną” i zwalcza – sędziowie mogą się spodziewać blokowania swoich karier. A pewnie też mają kredyty do spłacenia, ambicje zawodowe. Zobaczymy, jak silny będzie ich opór w obronie konstytucji. Na pewno wyjściową pozycję mają mocniejszą: w mentalności Amerykanów konstytucja jest zdecydowanie bardziej zakorzeniona niż w mentalności Polaków.

– To, że konstytucja nie jest w dzisiejszych czasach w pełni respektowana, nie oznacza, że sądy nie muszą do niej sięgać. Obecnie to sądy powszechne stoją na straży ustawy zasadniczej – powiedział w czwartek sędzia Igor Tuleya, orzekając odszkodowanie dla Jerzego Boguckiego, uniewinnionego od zarzutu zabójstwa gen. Papały, a przedtem przez dziewięć lat przetrzymywanego w areszcie tymczasowym (!) w celi dla niebezpiecznych i dręczonego m.in. światłem i głośną muzyką. – Sąd nie może ulegać presji, bo gdyby do tego doszło, skończyłaby się jego niezależność i niezawisłość sędziów – dodał.

Ma rację: niezawisłość sędziowska nie zależy ani od przepisów, ani od tego, czy władza ich przestrzega. Zależy od sędziów.

KORWIN-PIOTROWSKA ZRÓWNAŁA Z ZIEMIĄ POLSKI RZĄD. POWIEDZIAŁA PRAWDĘ. TRUDNO SIĘ Z NIĄ NIE ZGODZIĆ.

c35lp2jwmaaz8pi

 GRATULUJEMY TYM, KTÓRZY ODDALI NA NIĄ GŁOS. PANI SENATOR DBA O INTERESY PODLASIA W IRANIE, W MIAMI. NA PODLASIU JEJ NIGDY NIE WIDZIANO…c33t5hswcaarsyk

Już wiadomo gdzie się podziała Anna Maria Anders. Niedostępna dla wyborców senator PiS tańczy w Miami

Wszyscy zaniepokojeni o senator PiS mogą odetchnąć z ulgą. Anna Maria Anders żyje i ma się dobrze. Na Twittera trafiło zdjęcie, które pokazuje, że polityk Prawa i Sprawiedliwości świetnie się bawi, ćwicząc poloneza w Miami.

Zdjęcie senator PiS opublikował Michał M. Lisiecki, wydawca „Wprost”. Opatrzył je komentarzem, że są to przygotowania do 45. Międzynarodowego Polonez Balu w Miami.

„Gdy startowała jako polityczna spadochroniarka w wyborach uzupełniających do Senatu na Podlasiu, wspierało ją pół rządu z Beatą Szydło na czele. Do Suwałk i Łomży przyjechał dla niej sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. Mandat zdobyła i… słuch w regionie po niej zaginął. Senator Annę Marię Anders łatwiej spotkać dzisiaj w Bostonie, czy Londynie niż w Białymstoku. Wyborcy mogą się czuć oszukani. Zresztą o jej pracy i aktywności w wyższej izbie parlamentu też niewiele wiadomo.

Córka generała Andersa zdobyła mandat z wyborach uzupełniających do Senatu, które odbyły się 6 marca ubiegłego roku. Z poparciem PiS startowała z okręgu wyborczego nr 59 obejmującego także m.in. Łomżę i Suwałki”

c33st7rwcaa8oxa

Waldemar Mystkowski pisze o trollu na etacie, niejakim pośle PiS Pawle Szefernakerze.

szefernaker

Jakiś czas temu z synem przymierzaliśmy się do napisania prozy z gatunku political horror. Jeszcze obydwaj bliźniacy Kaczyńscy mieli się dobrze na zdrowiu, ale ich niezdrowe zamiary w stosunku do ojczyzny było czuć w każdym przez nich otwarciu ust.

Tego rodzaju ludzie są zagrożeniem dla demokracji. Niewiele intelektualnie są w stanie wnieść do dorobku wspólnego, ale mniemanie o sobie mają Atlasów. W większym towarzystwie byliby pośmiewiskiem, gdyż nie są (nie byli) partnerami do rozmowy. Ich elokwencja ogranicza się w pewnym momencie tylko do inwektyw – i przyznam się, że źle znoszę ludzie nieerudycyjnych.

Jarosław Kaczyński chciałby zaliczać się do elit, dlatego swoje wypowiedzi inkrustuje mniej znanym słowem ze słownika wyrazów obcych, aby w oczach dworu być kimś. Wystarcza to na Kurskich, Błaszczaków, Karczewskich, na elity narodu to za mało. Prezes PiS z tytułu swojego wykształcenie zapowiadał się po 1989 roku na doktora Frankensteina. „Stworzył” nam w latach 2005-07 potworka IV RP, a teraz ten potworek nabiera ciała. Jest zagrożeniem nie tylko dla demokracji, ale w niesprzyjających zewnętrznych warunkach może być zagrożeniem dla niepodległości.

Dr Frankenstein Kaczyński lepi bądź uruchamia swoje postaci polityczne z ludzi niepełnych, niewartych, aby ten zawód uprawiać. Dlatego polskie życie publiczne jest zapełnione pisowcami, mówiącymi jednym komunikatem i językiem polskim takim, jak Krystyna Pawłowicz („wziąść”, bo jest zjeść).

Dobrym przykładem wytworu doktora Kaczyńskiego jest Paweł Szefernaker, pierwszy troll internetowy na etacie w Kancelarii Premiera. Szefernaker pasuje do produktu doktora, nie wiedzieć czemu nazywający się w popkulturze tak samo, jak jego twórca. Szefernaker jak Frankenstein tak samo się porusza, podobnie mówi i jego zasób pojęciowy jest ograniczony do zdolności przyswajanych komunikatów. Zdolny nie jest, za to świetnie nadaje się do armii trolli PiS.

Ten Frankenstein jest wypychany coraz częściej do mediów, bo PiS ma tylko takich ułomnych szefernakeropodobnych, frankensteinopodobnych. Czy będzie to Sasin, Kempa, czy Szefernaker, to wsio rawno, nic nie mają do powiedzenia, tylko do zaprogramowanego wyplucia – i szlus. Z takim nie pogadasz, ale możesz być opluty, spécialité de la maison PiS. Oto w audycji „Śniadanie w Radiu ZET” taką specjalnością PiS jest wychodzenie w trakcie audycji, bo coś w produktach pisowskich szwankuje, zacina się. Igła wypada z rowka, w szarych komórkach buksuje. Kiedyś z programu autorstwa Moniki Olejnik wyszedł Mariusz Błaszczak, a w tę niedzielę ów troll na etacie, produkt dr Kaczyńskiego, Szefernaker.

Wyszedł, bo wcinał się w każde słowo. Polityk PO Marcin Kierwiński nie dał się opluć, zagadać, acz troll Szefernaker ponawiał zwoje próby, jak Frankenstein. Nie można tym półproduktom się dawać, tym postaciom politykopodobnym zagdakać, zakwakać, bo tylko mają do podania swoje specialite wypichcone na Nowogrodzkiej. Kierwiński zasługuje na uznanie – nie dał się osaczyć bredniom, bo tak winniśmy nazywać dialektykę PiS. Ten Szefernaker nie nadaje się do obecności w życiu publicznym, jest lokalnym produktem z horroru wziętym. W przyszłości – gdy PiS minie – należy zadbać, aby takie trolle, Frankensteiny, Szefernakery, nie mogły uczestniczyć w życiu publicznym. Zaniżają poziom do idiomu Kononowicza „żeby niczego nie było”. Aby Polska nie była krajem inaczej, takich polityków inaczej, jak Szefernaker, należy pożegnać (przeżegnać) kołkiem osikowym.

NIESOLIDARNI HIPOKRYCI, PRZEBRANI ZA KATOLIKÓW

c323-2zwaaao4ij

Kleofas Wieniawa zajmuje się „wykładowcą” u Rydzyka, Jarosławie Kaczyńskim.

kaczynski-w-toruniu

Jarosław Kaczyński uciekł na uczelnię Rydzyka, aby przedstawić swoje pomysły na gospodarkę. Dlaczego do Torunia? Uczelnia wszak podrzędna, bez znaczenia. Ano dlatego, iż na innych uczelniach musiałby spotkać się z fachowcami i zostałby wyśmiany.

A tak się śmieje z nas. Zaś redemptorysta wyciągnie kolejne dziesiątki milionów z budżetu państwa. Kaczyński wziął ze sobą Mateusza Morawieckiego, ktory tylko potakuje i jest największym rozczarowaniem obecnego rządu. Mógł wszak także Kaczyński udać się na uczelnię Morawieckiego i wśród historyków przedstawić swoje pomysły na kapitał.

Prezes PiS ma na względzie kapitał patriotyczny, bo ten obcy „ma działanie kolonialne”. Polityka była kolonialna (kondominium), przestała nią być, gdy PiS objął władzę, teraz trzeba odbić przedsiębiorstwa zagraniczne, aby je znacjonalizować.

Znamy to z historii. Nie odbije się technologii, bo ją trzeba wypracować i to wielowiekową pracą głów. Kaczyński jest zaprzeszły i widać, iż nie nabył wiedzy poprzez zasiedzenie w polityce (od 1989 roku), nie poszerzył swoich horyzontów, a wręcz je zawęził.

I tak chce zawężać Polskę. Lecz nie pomogą mu ucieczki do Torunia, ani nacjonalizowanie. Jak to powiedział o. Rydzyk: „Wielkość człowieka liczy się liczbą jego nieprzyjaciół”. Nie będą znęcał się nad językiem polskim ojca dyrektora, którego wrogiem jest mowa ojczysta. Wielcy Polacy byli przyjaciółmi Polaków i działali w interesie Polski, a Kaczyński zdołał tylko umniejszyć Polskę, straciliśmy na znaczeniu. Liczba nieprzyjaciół rośnie Kaczyńskiemu ciągle i ciągle, gdy nie starczy środków prawnych, bo Kaczyński coraz więcej serwuje bezprawia, pozostaną wrogom środki inne.

Nie raz w historii do władzy poprzez procedury demokratyczne dochodziły neptki – i narody dawały sobie z nimi radę. Czas myśleć, co po Kaczyńskim, czas myśleć, aby w prawie nie mogło działać bezprawie, bo tak dzisiaj funkcjonuje Polska.

ROBIMY bo PiS niszczy Sądy, Szkoły, Samorządy, Miasta, Wojsko, Warszawę, Wałęsę i Wolne Media. Robimy JAZGOT bo PiS niszczy Polskę!

c3zro1vxaaafyc0

>>>

SĄ JUŻ ZNANE NAJNOWSZE WYNIKI BADAŃ. ZOBACZCIE SAMI. POLACY SIĘ POWOLI BUDZĄ

c3c6bq3wiaexnkt

Ewa Siedlecka „Wyborcza”) pisze o niszczeniu sądownictwa przez Ziobrę. Zmiany proponowane przez PiS to poważne zagrożenie dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów, zmierzają do upolitycznienia sądownictwa – oceniają polscy sędziowie. Krajowa Rada Sądownictwa uznała, że w rażący sposób naruszają konstytucję.

Sędziowie ostro o pomysłach PiS na sądy. „Zagrażają niezależności, służą upolitycznieniu, sprzeczne w konstytucją”

sedziowie

W Warszawie obradowali w poniedziałek sędziowie, przedstawiciele okręgów i apelacji sądowych z całej Polski. I Krajowa Rada Sądownictwa, której dotyczy projekt przekazany w czwartek do konsultacji społecznych. Ministerstwo Sprawiedliwości dało na jego zaopiniowanie cztery dni robocze.Zmiany w ustawie o KRS to: przerwanie kadencji obecnej Rady, wybranie nowej – przez posłów, stworzenie w niej dwóch „zgromadzeń”, które będą mogły nawzajem blokować sędziowskie nominacje. W czwartek min. Zbigniew Ziobro mówił też o pomyśle wprowadzenia sędziów pokoju wybieranych przez obywateli do sądzenia drobnych spraw, o stworzeniu elektronicznego rejestru spraw, likwidacji większości stanowisk funkcyjnych w sądownictwie i powołaniu specjalnej Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym, w której oskarżycielami będą prokuratorzy.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki mówił o tych zmianach jako demokratyzacji sądów. Tłumaczył, że jeśli sędziów do KRS wybiorą politycy (a nie, jak dotąd, sędziowie), to będzie tak, jakby wybierał ich cały naród. – Według polskiej konstytucji naród sprawuje władzę w sposób bezpośredni lub w sposób pośredni. Proszę powiedzieć, w jaki sposób dziś przeciętny obywatel ma wpływ na władzę sądowniczą? – mówił Jaki.

Zagrożona niezależność

Sędziowie z całej Polski przyjęli uchwałę: deklarują w niej, że chcą zmian w sądownictwie, ale te zapowiadane przez ministra Ziobrę „nie doprowadzą do usprawnienia i przyspieszenia postępowań sądowych”. Przypominają, że „Minister Sprawiedliwości nie wykonuje ustawowych obowiązków i blokuje obsadzanie wolnych miejsc sędziowskich” – w tej chwili już 500.

„Krajowa Rada Sądownictwa w formule proponowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości nie będzie gwarantować wyboru na stanowiska sędziowskie osób o najwyższych kwalifikacjach. (.) Proponowane zmiany stanowią poważne zagrożenie dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów, będących fundamentem demokratycznego państwa prawa. Stracą na nich przede wszystkim obywatele i ich konstytucyjne prawo do sądu” – piszą sędziowie.

Dwie godziny po sędziach swoją opinię wydała KRS, która zebrała się na nadzwyczajnym posiedzeniu.

„Opiniowany projekt ustawy w rażący sposób narusza normy konstytucji” – czytamy w uchwale. KRS stwierdza, że odebranie sędziom prawa wyboru do Rady swoich przedstawicieli upolitycznia ją i narusza konstytucyjne zasady podziału władz, niezależności sądów i artykuł mówiący, że KRS stoi na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Stworzenie dwóch „zgromadzeń” w KRS oznacza odebranie jej konstytucyjnej kompetencji do wnioskowania o powoływanie sędziów, a także zmianę jej konstytucyjnego kształtu: z ciała jednolitego na dwuizbowe. Sprawia, że KRS nie będzie w stanie wykonywać konstytucyjnych obowiązków. I uprzywilejowuje polityków w KRS, bo głos dziesięciu członków zgromadzenia „politycznego” będzie ważył tyle samo co głos 15 sędziów ze zgromadzenia „sędziowskiego”.

Konstytucyjną zasadę podziału władz, niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz zasady powoływania sędziów narusza propozycja, by KRS przedstawiała prezydentowi kandydatów „do wyboru”, bo daje to prezydentowi dodatkową, nieopisaną w konstytucji kompetencję. Konstytucję narusza też przerwanie kadencji obecnej KRS i wybranie jej składu na nowo.

KRS zauważa, że zasady, według których swoich przedstawicieli do Rady wybierają: władza wykonawcza, ustawodawcza i sadownicza, zaakceptowało społeczeństwo w referendum konstytucyjnym. To odpowiedź na argument PiS, że sędziowie nie są wybierani przez obywateli.

„Projektowane przepisy prowadzą do jednoznacznego upolitycznienia Krajowej Rady Sądowniczej oraz pozbawienia samorządu sędziowskiego jakiegokolwiek wpływu na przedstawianie kandydatów na sędziów” – pisze KRS w uzasadnieniu opinii.

Pomysły PiS sprzeczne ze standardami Rady Europy

Opinia KRS została przyjęta przy trzech głosach sprzeciwu: posła Stanisława Piotrowicza (PiS) i senatorów PiS Rafała Ambrozika i Stanisława Gogacza. Na posiedzeniu nie było przedstawiciela prezydenta Wiesława Johanna, ministra Zbigniewa Ziobry i posłanki PiS Krystyny Pawłowicz.

Dokument ma 18 stron. KRS powołuje się w nim na wydaną tego samego dnia opinię Rady Wykonawczej Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa (ENCJ). To ciało złożone z przedstawicieli rad sądownictwa krajów Rady Europy.

„Projekt zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa może zaszkodzić niezależności sądownictwa w Polsce” – czytamy w opinii ENCJ. Według ENCJ pomysły Ministerstwa Sprawiedliwości co do KRS są sprzeczne ze standardami przyjętymi dla sądownictwa w Radzie Europy.

c3bye0kwcaeac1p

KOŚCIÓŁ W POLITYCE TO GŁOSI SŁOWO BOŻE CZY PO PROSTU BLUŹNI?

prokurator

W dziale ds. wojskowych Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald rozpoczęły się przesłuchania kierowców, uczestniczących w karambolu z udziałem kolumny Antoniego Macierewicza w miejscowości Lubicz pod Toruniem. Wezwanie w trybie pilnym dostał już kierowca lawety. Zarówno jego zdaniem, jak i pozostałych świadków, karambol spowodował kierowca prowadzący rządową limuzynę z Antonim Macierewiczem na pokładzie. Przebieg wypadku będzie badał prokurator z Żandarmerii Wojskowej, całkiem niedawno mianowany przez samego szefa MON.

Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że powodem karambolu mogły być niekorzystne warunki na drodze. Jeden z samochodów jadących w kolumnie rządowej miał stracić przyczepność i uderzyć w pojazd przed nim. Na oficjalny komunikat trzeba jednak jeszcze poczekać.

Sam minister utrzymuje, że auto, którym podróżował nie spowodowało wypadku. – „Jego przyczyna jest badana, ale jedno jest pewne – że nie został on spowodowany przez kierowcę samochodu, którym ja jechałem. Co do tego nie ma cienia wątpliwości, bo ten samochód został z tyłu uderzony przez jeden z innych samochodów” – oznajmił Antoni Macierewicz.

(TO TAK JAKBY PRZESTĘPCA MIANOWAŁ KUMPLA SĘDZIĄ W PROCESIE. Śmieszne, że sami nie wierzą w to, że będzie uczciwie, tylko muszą mieć nadzieję)

c3bma_twmaamdxx

W poniedziałkowym programie Radia Zet poseł PiS Krzysztof Łapiński, próbując odpowiadać na pytania Konrada Piaseckiego, wił się jak piskorz, nie kryjąc swojego zaskoczenia wiadomością, iż prokuratora prowadzącego sprawę mianował niedawno na to stanowisko sam szef MON. Łapińskiemu nie pozostawało mu nic innego, jak wyrazić nadzieję, że prokurator okaże się godny pokładanego w nim zaufania i będzie chciał udowodnić swoją niezależność. Już wkrótce przekonamy się, jak będzie.

SZOK !!!! BISKUP GŁÓDŹ WYKRZYKUJE „SPIER…LAJ” DO FOTOGRAFA… „Nigdy nie spotkałem się z takim chamstwem” RT

c3bryxuw8aeldnn

Tytus Kondracki to jeden z krakowskich fotografów, którzy mieli oficjalną akredytację na Ingres abp. Marka Jędraszewskiego. Właśnie ujawnił, jakimi słowami „potraktował” go biskup Sławoj Leszek Głódź. Tylko dlatego, że Kondracki fotografował wypakowywanie prezentów dla arcybiskupa, usłyszał, że ma „spier****”.

Z relacji fotografa wynika, że biskup emeryt nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. „Spier****” .Usłyszałem tuż przed zapozowaniem do zdjęcia” – opisuje Kondracki. Jak twierdzi, zapytał Głodzia, czy wypada mu używać takiego języka. Jedna z obecnych tam kobiet miała odpowiedzieć, że trzeba wybaczyć biskupowi i „być miłosiernym”.

tytus-kondracki

O co poszło? Prawdopodobnie o zawartość bagażnika, w którym znajdować się miały prezenty dla nowego arcybiskupa krakowskiego Marka Jędraszewskiego. Sam Kondracki nie wie, jakie to były prezenty, a biskup się nie pochwalił. Wsiał do samochodu i odjechał.

c3bfz08w8aey-dt

Powyżej ostatni apostołowie – Gorszyciele prawdy.

annka

Wojciech Czuchnowski pisze o teczce Wałęsy. Zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego władza groziła Lechowi Wałęsie, że ujawni materiały o jego współpracy z SB. Przywódca „Solidarności” nie uległ i nie zdradził. Ale sprawa ciągnie się za nim do dzisiaj.

co-wynika

Eksperci ocenili, czy donosy w tej teczce pisał Lech Wałęsa. Zawartość teczki „Bolka” i jej kontekst historyczny przeanalizowali autorzy najnowszego numeru periodyku „Wolność i Solidarność” wydawanego przez Collegium Civitas i Europejskie Centrum Solidarności.

Pobierz dokument w formacie pdf >>

Bezpieka przyciska i grozi

Próbę szantażu wobec Wałęsy internowanego w Arłamowie opisuje Tomasz Kozłowski, naukowiec z IPN. Władze wysłały do Wałęsy ppłk. Czesława Wojtalika (w latach 70. wiceszefa SB w Gdańsku). „Wojtalik zagroził ujawnieniem współpracy z SB z początku lat siedemdziesiątych – pisze Kozłowski. – Wałęsa stracił pewność siebie. Z raportu oficera BOR wiemy, jakie wrażenie zrobiła ta wizyta: Denerwowało go zaglądanie do jego pokoju. Szybko zjadał posiłek i szedł do swego pokoju. Prawie cały dzień przestał oparty o parapet okna i spoglądający bezwiednie w bliżej nieokreśloną dal ”.

(PROSTY CZŁOWIEK, KTÓRY MIAŁ ODWAGĘ I WIERZYŁ, ŻE WYGRA. WTEDY REŻIM GO NIE ZŁAMAŁ. DZIŚ TEŻ NIE DA RADY.)

c3fm40oxaaakck_

Przewodniczący zdelegalizowanej „S” nie dał się złamać, stał się symbolem oporu. Gdy Komitet Noblowski wytypował Wałęsę do Pokojowej Nagrody Nobla, komuniści usiłowali go skompromitować aktami „Bolka”. W MSW powstał zespół fabrykujący donosy agenta, by dowieść jego współpracy w czasie powstawania Wolnych Związków Zawodowych i „S”. Fałszywki podrzucano m.in. Annie Walentynowicz.

Andrzej Friszke, historyk z Collegium Civitas, opisuje niezłomną postawę Wałęsy na przesłuchaniach: „Unikał jakichkolwiek ocen czy rozmowy o szczegółach, w końcu odpowiedział krótko: Wyrosłem ze słusznego protestu klasy robotniczej i wierzyłem w mądrość świata pracy. Dziś jestem zobligowany tymi ludźmi, którzy siedzą. Siedzą między innymi przeze mnie. Moralnie jestem odpowiedzialny za tych ludzi ” – cytuje Friszke.

Od informatora do kontestatora

W periodyku „WiS” teczkę „Bolka” (750 stron) analizuje Jan Skórzyński z Collegium Civitas. Nie neguje, że po Grudniu ’70 Wałęsa, jeden z przywódców krwawo stłumionego protestu stoczniowców, zgodził się na współpracę.

Bezpieka zwerbowała wtedy ponad 130 robotników z Trójmiasta, w tym Wałęsę. Skórzyński odrzuca możliwość, że teczka była sfabrykowana, zawiera bowiem zbyt wiele prawdziwych szczegółów z życia Wałęsy i typowych dla niego zwrotów. „Kilkakrotnie przesłuchiwany, z pewnością straszony, niedoświadczony działacz robotniczy opowiedział o swoim udziale w protestach grudniowych i podjął zobowiązania wobec SB” – pisze Skórzyński. Przypomina, że przyznał to w zawoalowany sposób w swojej pierwszej autobiografii „Droga nadziei”. Wałęsa wspominał tam: „Prawdą jest też, że z tego starcia [z SB] nie wyszedłem zupełnie czysty. Postawili warunek: podpis! I wtedy podpisałem”.

(PANIE PREZYDENCIE, KOCHANY LECHU. DZIĘKUJEMY CI ZA ODWAGĘ, SPRYT I WOLNOŚĆ, KTÓRĄ TERAZ PRÓBUJĄ NAM ZNÓW ODEBRAĆ.)

c3ffrfcwyaaofsy

Skórzyński stwierdza, że na początku współpracy (1971-72) „informacje przekazywane przez Bolka naraziły wielu jego kolegów na prześladowania, ułatwiały pacyfikację oporu i pozwalały SB na kontrolowanie sytuacji w Stoczni Gdańskiej. Niezależnie od intencji Wałęsy w tej mierze rola jego donosów była jednoznacznie negatywna. Tę postawę można próbować zrozumieć, ale nie da się jej obronić”.

„Bolek” informował o planach drukowania nielegalnych ulotek, próbach strajku i o robotnikach, którzy mieli mieć broń odebraną milicjantom. Dostawał za to pieniądze.

Pod koniec 1971 r. zmienił postawę. Zaczął pouczać „prowadzących go” esbeków, jak należy traktować robotników. Krytykował władze za niedotrzymywanie zobowiązań złożonych po Grudniu. W analizie z 1972 r. SB pisze: „TW zamiast rozładowywać istniejącą atmosferę na zakładzie, pogłębiał ją swoimi wystąpieniami. Na zebraniu stawał po stronie tych, który sprzeciwiali się zarządzeniom dyrekcji, tłumacząc później na spotkaniu [z SB], że zrobił to po to, aby mieć w dalszym ciągu zaufanie u osób przez nas rozpracowywanych”.

c3fzlipwiaas6qr

Skórzyński: „Wedle opinii SB Bolek był informatorem nietypowym. Choć początkowo dobrze wypełniał swe zadania, to po pewnym czasie zaczął wyplątywać się z sieci bezpieki i zamiast donosów przekazywać jej własne opinie o sytuacji w stoczni i problemach pracowniczych. W dodatku zaczął publicznie występować z ostrą krytyką władz, podburzając innych i w rezultacie pełniąc rolę odwrotną niż ta, której oczekiwali od niego policyjni mocodawcy. Zamiast uśmierzać atmosferę i ułatwiać kontrolę załogi, stał się rozsadnikiem niezadowolenia i źródłem destabilizacji. W końcu miarka się przebrała – kierownictwo stoczni pozbyło się coraz bardziej kłopotliwego pracownika. Tajna policja nie interweniowała, by go zatrzymać w zakładzie. Najwidoczniej uznała, że przynosi więcej szkody niż pożytku”.

Epizod w biografii

(NIE DONOSIŁ NA KOLEGÓW I NIKT PRZEZ NIEGO NIE CIERPIAŁ. STAŁ NA CZELE NAJWIĘKSZEGO ZRYWU WOLNOŚCIOWEGO W POLSCE. I ŻADEN PiS TEGO NIE ZMIENI)

c3fxibqwqaamdt_

Kontakty Wałęsy z SB trwały do 1975 r., ale naprawdę znamiona współpracy miały jego relacje z lat 1971-72. Potem zaczął unikać spotkań, przychodził bez raportów i istotnych dla bezpieki informacji. Nie reagował na pouczenia i przydzielane zadania.

W lutym 1975 r. esbek ostrzegł Wałęsę, że jest decyzja, by go zwolnić z pracy za „wichrzycielstwo”. Wałęsa „oświadczył, że nie da się tak zwolnić i będzie dochodził swoich praw”. Skórzyński: „Ostatnie słowa skierowane do oficera prowadzącego dobrze ilustrują ewolucję, jaka się dokonała w młodym stoczniowcu. W ciągu kilku lat przeszedł drogę od człowieka zastraszonego, gotowego do współpracy z władzami, do hardego, świadomego swych praw robotnika. Następne lata potwierdzą trwałość tej przemiany, doprowadzając Lecha Wałęsę na czoło ruchu walczącego o wolność Polski”.

Autor podkreśla: „Wszelkie kontakty z SB zakończyły się na kilka lat przed przystąpieniem Wałęsy do ruchu opozycyjnego. Jeśli więc w okresie pogrudniowym był uwikłany we współpracę z policją, to potrafił się z tego uzależnienia wyrwać. Od roku 1976 władze traktowały go jako przeciwnika. I tak już było do końca PRL”.

Skórzyński podsumowuje: „Historię Bolka można odczytać na kilka sposobów. W jednym ujęciu będzie to opowieść o ludzkiej słabości, zdradzie i kolaboracji, w drugim – o początkowym załamaniu i późniejszym stopniowym podnoszeniu się z upadku, o społecznym i obywatelskim dojrzewaniu młodego robotnika w niejednoznacznej moralnie atmosferze rządów Edwarda Gierka. Jeszcze inna narracja to opis przebiegłej gry prowadzonej przez przyszłego przywódcę Solidarności , który wyprowadził w pole aparat bezpieczeństwa PRL.

Nie zacierając negatywnych konsekwencji współpracy Lecha Wałęsy z SB, widzę w tym jedynie epizod jego biografii, istotny, ale niedefiniujący politycznego życiorysu przywódcy Solidarności ”.

Waldemar Mystkowski pisze o kadrach PiS na przykładzie Karczewskiego.

karczewski

DOPROWADZAJĄ DO KATASTROF NA WŁASNE ŻYCZENIE

c3bqdnnweae82tb

Karczewski osiwał z braku zasług

Problemem polskiej polityki i przestrzeni publicznej jest z pewnością Jarosław Kaczyński i jakość jego partii. PiS stara się wpisać w globalny scenariusz, iż zachodzące zmiany na świecie i Europie mają przełożenie na Polskę, na które prezes i jego partia odpowiadają.

Otóż nic bardziej mylnego. PiS działa przeciwskutecznie nowym zjawiskom, pogłębia ich przyczyny, wprowadza jeszcze większy zamęt. Jedyną receptą PiS jest odświeżenie XIX wiecznego wzorca sprawowania władzy, a wraz z nią zniszczenie nowoczesnych instytucji i miękkich wartości, takich jak zaufanie, ten kapitał społeczny, który nigdy w naszym kraju nie był ważny. Obecnie jest jeszcze gorzej, bo Polak bardziej wierzy obcemu niż drugiemu Polakowi. Przecież elektorat PiS Niemca, a nawet Rosjanina nie nazwie niepełnosprawnym, a Polaka – tak. To jest „sukces” Kaczyńskiego.

Słabością PiS jest więc ich prezes i jeszcze gorsze kadry, nie dziwmy się zatem, żeby utrzymać się u władzy, będą niszczyć demokratyczne instytucje, demokratyczne standardy. Tylko w ten sposób utrzymają cugle, ale z takiego powożenie rozpierzchnie się im także własny elektorat.

Zauważmy, jak słabymi powożącymi są poszczególni politycy PiS. Prezydenta Andrzeja Dudę nawet nie można porównać do notariusza, bo to uwłacza temu zawodowi, Beatę Szydło nikt poważnie nie traktuje, bo ona sama nie wie, co mówi, ma „szczęśliwie” logoreę, więc mówi i mówi – bez sensu. Niewielu chce w tym bezsensie wyławiać jakiekolwiek sensy. Podobnie przedstawia się marszałek Sejmu Marek Kuchciński, czy też marszałek izby refleksji, Senatu, Stanisław Karczewski.

Ten ostatni z refleksji ma tylko siwe włosy i żadnych publicznych zasług, aby ktokolwiek do jego refleksyjności się odwoływał. Karczewskiego nikt nie cytuje, a więc nie darzy szacunkiem jego refleksji. Karczewski najwyżej może zdobyć się na spostrzeęnie, iż Łukaszenka to ciepły człowiek.

Kaczyński do władzy dobrał sobie takich ludzi, jakich miał. Lepszych nie potrzebował, w istocie są to ludzie z odrzutu, ludzie zbędni, bo tylko tacy mogą bezrefleksyjnie stać na czele rozwalonych instytucji. Na czele Trybunału Konstytucyjnego stanęła leniwa Julia Przyłębska, której zatrudnić w normalnych czasach nie chciał nawet Sąd Okręgowy w Poznaniu, mimo wakatów.

I kimś takim jest Karczewski, Przyłębska Senatu, nawet mam wrażenie, iż jego jedynym walorem jest owa siwość, którą widzisz i możesz odnieść wrażenie, że w procesie życia jakiejś wiedzy nabył o życiu. Nie, nie nabył, chyba że za wiedzę uznamy kłamanie, mętniactwo, unikanie odpowiedzialności, tchórzliwość.

Ta Przyłębska Senatu rzecze o obecnej pracy mediów w Sejmie: „Generalne zasady są zachowane i one będą obowiązywać. Amen”. Generalnie – jest kluczem do mętniactwa. Media zostały odgrodzone od władzy, bo kuchnia obecnej władzy jest wyjątkowo nieprofesjonalna. Kuchciński musi czytać z kartki „dzień dobry”, bo może zapomnieć, że tak się wita, zaś Karczewski z refleksyjności ma tylko siwe włosy i może posiwiałe niewłasne myśli.

c3cqyaqwqaarvko

Karczewski bezrefleksyjnie powtarza pisowskie komunikaty dnia, a dzisiaj dotyczą one wymiaru sprawiedliwości, służby zdrowia i oświaty, bo to kolejne dziedziny, które Kaczyński wraz ze swymi fatalnymi kadrami demoluje. Nazywane są reformami. Karczewski mówi o tych referomach, że nie jest to „pójście na żadną wojnę”: „Chcemy wprowadzać reformy. Jeżeli wprowadzamy reformy dla społeczeństwa, dla Polski, Polaków, bo tego oczekują”.

Reforma edukacji polegać ma na tym, że młodzież będzie niekonkurencyjna w stosunku do rówieśników na świecie, zdrowia nie będzie zabierał smog. bo polski węgiel go nie wytwarza, zaś sądownictwo będzie bardziej demokratyczne, bo podległe reprezentantom narodu, czyli politykom.

Tak nas reformują w tym teatrzyku coraz bliższym dawno, dawno minionych czasów, Kaczyński i jego kadry, które nie są żadnymi elitami. Tym razem nieco skupiłem się na Karczewskim, który nie ma żadnych zasług dla kraju, ale stoi na czele izby refleksji. Polski nie stać na tak bezrefleksyjne postaci, Polska ma kadry, elity, które coś osiągnęły, potrafią mówić, pisać książki, wydawać sądy zgodne z prawem.

PiS zaś ma takich Karczewskich, którzy osiwiali z braku zasług.

BEZPRAWNY I BEZKARNY

c3bohw6waaahd1b

>>>

KOREA PÓŁNOCNA, ROSJA, BIAŁORUŚ… I POLSKA. JAK ZA STALINA.

c3g-t6txgaevzgp

CZYTAJ WIĘCEJ TUTAJ:

c3it_rqwqae6vjl

Józef Hen: Nasz „naczelnik” nie napisał swojego „Mein Kampf”, ale marzy mu się podobna władza.

c3iypfwwcaesigj

Tupolewizm na kołach

Skądinąd słusznie Paweł Wroński zauważa, iż katastrofa pod Smoleńskiem ma takie same przyczyny, jak wypadek Macierewicza pod Toruniem, gdy jechał z „kosmiczną” prędkością od jednego swego władcy do drugie, od Rydzyka i Kaczyńskiego. Środowa szarża ministra obrony narodowej pokazuje, że w Polsce kwitnie tupolewizm – mieszanina nadmiernych ambicji, politycznej tromtadracji i absolutnego lekceważenia reguł bezpieczeństwa.

w-najblizszym

CZY TU TRZEBA COŚ DODAWAĆ? CAŁA PRAWDA W JEDNYM OBRAZKU.

c3i725bxuaaohry

Antoni Macierewicz zdołał w środę odwiedzić Powązki, gdzie uczestniczył w pogrzebie gen. Janusza Brochwicz-Lewińskiego „Gryfa”. Później w Toruniu w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej o. Tadeusza Rydzyka wygłosił uwagi na sesji pt. „Oblicza dumy Polaków”. Wieczorem heroicznie starał się zdążyć do Warszawy na wydarzenie dnia, tj. wręczenie Jarosławowi Kaczyńskiemu jakże zasłużonej nagrody dla Człowieka Wolności 2016 Tygodnika „wSieci”.

W drodze powrotnej w „zdarzeniu drogowym”, w którym uczestniczyła kolumna Macierewicza, zostało skasowanych osiem aut, w tym dwa rządowe bmw. Mimo to ministrowi niezłomnie udało się dotrzeć do stolicy na ceremonię. Złośliwi internauci dowodzili, że szybkość, z jaką pokonał ostatni odcinek, była porównywalna z tą, z jaką Lewis Hamilton przejechał trasę Grand Prix Monako. Kto mieszka w Warszawie i od czasu do czasu widzi przejazd charakterystycznej kolumny Macierewicza, wie, że nie jest to wynik niemożliwy do osiągnięcia.

Tym razem minister nie sugerował, że kolizja była spiskiem czy odsłoną puczu opozycji, przed którym ochroniły nas modły rządu wznoszone w Częstochowie.

Niespełna rok temu rozgorączkowana prasa prawicowa komentowała w kategoriach zamachu wypadek prezydenta Andrzeja Dudy, który wracał z nart w Karpaczu. Okazało się, że przyczyną była przeterminowana od lat opona.

W ubiegłym roku bohaterska ekipa „dobrej zmiany” usiłowała upchać w jednym rządowym samolocie Embraer uczestników wyjazdu, którzy do Londynu przylecieli dwoma samolotami. W potężnym bałaganie decyzję podjął pilot – powiedział, że przeciążoną maszyną nie poleci.

Wówczas dziennikarz „Gazety Prawnej” Zbigniew Parafianowicz użył terminu „tupolewizm”, którym określił mieszaninę nadmiernych ambicji, politycznej tromtadracji i absolutnego lekceważenia reguł bezpieczeństwa. Tego wszystkiego, co legło u podstaw katastrofy prezydenckiego Tu-154 w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r.

Prokuratura właśnie stwierdziła, że nic się nie stało, bo cywilnego samolotu nie obowiązuje reguła HEAD dotycząca przewozu VIP-ów.

Macierewicz od lat stara się dowieść, że katastrofa smoleńska to wynik zamachu, a nie zaniedbania reguł zdrowego rozsądku. Zapewne sam w to uwierzył, skoro przekonał do tego dużą część społeczeństwa. Środowe zdarzenie pokazuje, że tupolewizm w Polsce kwitnie. Dzięki czemu w najbliższym czasie możemy oczekiwać kolejnych zastępów bohaterów w niebiosach.

Rozumiem, że minister Macierewicz bardzo chce się dopisać do „apelu poległych” wygłaszanego przy każdej uroczystości wojskowej. Tylko dlaczego usiłuje uczynić bohaterami także osoby postronne?

STOP WARIATOM DROGOWYM

c3ixm6mwmaudkzn

Człowiek wSieci wolności

Monika Olejnik z kolei pokazuje szefa wszystkich szefów jako Człowieka wSieci Wolności, czyli znie-wo-lo-ne-go. Dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego bratu Polacy mogą się czuć wolni, a Polska nie musi się już kłaniać na salonach.

dzieki-2

Ach, co to była za gala. Przybyły najważniejsze osoby w państwie. Zdążył nawet minister obrony Antoni Macierewicz, który przyjechał prosto ze szkoły toruńskiej ojca Rydzyka na galę Jarosława Kaczyńskiego. Uczestniczył w karambolu, ale dał radę.

Jarosław Kaczyński został Człowiekiem Wolności Roku 2016 tygodnika „wSieci”. Martwi mnie to, że tylko roku 2016, bo jak można było usłyszeć na gali, to prezes Kaczyński wywalczył nam wolność.

Pomimo mrozu na sali temperatura była bliska wrzenia, endorfiny czuć było nawet przez szkło.

Pani premier Szydło wzruszona mówiła, że może się uczyć od prezesa Kaczyńskiego, wie, że on ma w sercu drugiego człowieka. Powiedziała też, że „dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego bratu Polacy mogą się czuć wolni”. Dodała, że to dzięki niemu Polska nie musi się już kłaniać na salonach.

Pan prezes powiedział, że wolność jest zagrożona, ale pod rządami jego partii może dojść do jej wielkiego wybuchu w dziedzinie kultury i ekonomii. Prezes nas uczy wolności, jak należy z niej korzystać. Na razie uczy posłów za pomocą straszenia karami finansowymi za brykanie w Sejmie. Uczy Unię Europejską, kto powinien zostać przewodniczącym Rady Europejskiej. Nie Donald Tusk, bo ten, nie jest pewne, ale być może będzie miał kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Pan prezes, dla którego jest tak ważny naród, wszystko, co polskie, mówi UE, że przewodniczącym powinien zostać ktoś innej narodowości.

No tak, mamy wolność, bo można się gromadzić, demonstrować, ale hasła muszą być odpowiednie, bo jak nie, to wkracza prokuratura.

Kiedy Kaczyński mówi o zmianie ordynacji wyborczej i wprowadzeniu kadencyjności, to należy się z tym zgodzić. Ale pan prezes chce to zrobić wstecz, bo przecież prezes, człowiek wolności, zna się na prawie i wie, że nie działa ono wstecz, ale akurat w tym przypadku może.

Okazuje się, że tę wolność wywalczył nam Jarosław Kaczyński, choć zapominano o tym przez tyle lat. Na szczęście teraz, gdy nadeszła „dobra zmiana”, będziemy wiedzieć, jaka jest hierarchia. Polacy będą jeszcze bardziej wolni, kiedy dowiedzą się prawdy o Smoleńsku. Oczywiście na gali o tym nie zapomniano. Ale czekamy, czekamy rok, działa komisja Antoniego Macierewicza, działa prokuratura i nic. Być może w przyszłym roku Człowiekiem Wolności Roku 2017 powinien zostać Antoni Macierewicz.

Kiedyś najważniejszą nagrodą był Człowiek Roku, nagrodę otrzymywali politycy od lewa do prawa.

Z przyjemnością obserwowałam, jak na gali niepokorni stają się pokorni – wobec prezesa. Jakie to urocze.

PODAJCIE DALEJ !!!!!!!! NICZEGO SIĘ NIE NAUCZYLI… KOŚCIÓŁ NACISKA. TERLIKOWSKI NACISKA. RYDZYK NACISKA. BĘDZIE CAŁKOWITY ZAKAZ ABORCJI…

c3htzysxuaaunlv

UPOLITYCZNIENIE SĄDÓW TO KONIEC TRÓJPODZIAŁU WŁADZY. KONIEC DEMOKRACJI. WOLNOŚCI. POCZĄTEK REŻIMU. WTEDY BĘDZIE JUŻ ZA PÓŹNO…

c3i21r4wiaqycyq

PiS rękami Ziobry bierze się za Krajową Radę Sądownictwa. Krótko pisząc: sprowadzenie prawa w Polsce do bezprawia. Pisze o tym Ewa Siedlecka. PiS chce, by o nominacjach sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa decydowali politycy. Chce przerwać kadencję obecnej Rady. KRS dostała od Ministerstwa Sprawiedliwości cztery dni robocze na zaopiniowanie takiego projektu.

do-tej

Projekt ustawy niespodziewanie pojawił się na stronie Rządowego Centrum Legislacji w środę. Na poniedziałek zwołano nadzwyczajne posiedzenie Krajowej Rady Sądownictwa. W tym samym czasie do Warszawy zjadą sędziowie delegaci zgromadzeń sędziów okręgowych i apelacyjnych. Będą oceniać zmiany zapowiadane w wymiarze sprawiedliwości przez rząd PiS.

Nowa wersja ustawy o KRS idzie dalej niż poprzednia, która już podczas wrześniowego Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów została przez międzynarodową organizację sędziów i prokuratorów MEDEL uznana za sprzeczną z europejskimi standardami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Według konstytucji to właśnie KRS „stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”.

Konstytucja stanowi, że Krajowa Rada Sądownictwa składa się z 15 sędziów, z prezesów Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, z ministra sprawiedliwości, przedstawiciela prezydenta, czterech posłów i dwóch senatorów.

Dzisiaj 15 sędziów wybierają do Rady zgromadzenia sędziów. Projekt PiS stanowi, iż całą Krajową Radę Sądownictwa – z wyjątkiem ministra sprawiedliwości, przedstawiciela prezydenta oraz prezesów SN i NSA – wybierać mają posłowie. Wybór będzie trzystopniowy: grupa co najmniej 50 posłów, Prezydium Sejmu i stowarzyszenia sędziowskie przedstawiają marszałkowi Sejmu swoich kandydatów, w dowolnej liczbie. Tych kandydatów zaopiniuje sejmowa komisja sprawiedliwości. Potem marszałek Sejmu wybierze spośród kandydatów tych, których zarekomenduje posłom. I spośród tych „odcedzonych” przez marszałka wybiorą posłowie.

KRS z mocy konstytucji jest zdominowana przez sędziów. PiS wymyślił, jak nie naruszając tego zapisu ustawy zasadniczej, zdominować Radę przez polityków. KRS ma się składać z dwóch „zgromadzeń”. Pierwsze to politycy i prezesi SN i NSA. Drugie – 15 sędziów. Każde „zgromadzenie” głosuje oddzielnie. KRS może pozytywnie zaopiniować kandydata na stanowisko sędziowskie tylko wtedy, gdy każde „zgromadzenie” zaopiniuje go pozytywnie. A więc politycy, którzy mają większość w pierwszym „zgromadzeniu”, mogą zablokować każdą kandydaturę.

Jeśli na wolne stanowisko sędziowskie zgłosi się więcej niż jeden kandydat, prezydentowi przedstawia się co najmniej dwóch do wyboru. To rozwiązanie było też w poprzedniej wersji projektu. I podczas wrześniowego Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów stowarzyszenie MEDEL uznało je za naruszające zakaz ingerencji władzy wykonawczej w sądowniczą.

Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości zakłada przerwanie kadencji obecnej Krajowej Rady Sądownictwa. Mandat dotychczasowych jej członków wygasa po 90 dniach od wejścia w życie ustawy. W tym czasie Sejm wybierze ich następców.

W ten sposób PiS stosuje się do wyroków TK. Orzekł on, że naruszeniem konstytucji jest sytuacja, w której choćby na krótki czas znika organ zapisany w ustawie zasadniczej. Dlatego projekt PiS ma mieć dwutygodniową vacatio legis.

– Sam pomysł, by to posłowie wybierali sędziów do KRS, jest sprzeczny z konstytucją – z zasadami trójpodziału władz i niezależności sądownictwa. Kiedy politycy wybiorą cały skład Rady, będzie to powtórka z wyborów do TK w wykonaniu PiS. I koniec niezależności Krajowej Rady Sądownictwa – mówi „Wyborczej” rzecznik KRS, sędzia Waldemar Żurek.

JAKIE CZASY, TAKI ŻART 🙂

c3gn9cmweaatv5r

KOLEJNA ŚCIEMA „DOBREJ ZMIANY”.

c3i0ohzxaaeem3u

Waldemar Mystkowski zajmuje się ministrem Szyszką, który jest ministrem na opak.

co-pali

Minister środowiska nawet jak na standardy PiS jest osobą specyficzną, odbiegającą od normy, które powinny dotyczyć wszystkich. Minister Jan Szyszko powinien chronić i dbać o środowiska, przedstawiać projekty, które idą przeciw zagrożeniom naszemu fizycznemu bytowi na ziemi.

A Szyszko mówi „nie”. Taki z niego Reytan, który widząc zagrożenie ze strony rozumu, kładzie autorytet urzędu w poprzek. Musi mieć to związek z „pochodzeniem” ministra, jest on z „teczki” o. Tadeusza Rydzyka, który miał swój wkład w sukces wyborczy PiS, więc go konsumuje poprzez Szyszkę.

Wydawałoby się, że trzeba chronić przyrodę, zwłaszcza parki narodowe, które nie tylko władze miejscowe otaczają szczególną ochroną, ale jak w przypadku Puszczy Białowieskiej znajdują się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Szyszko jednak tak drążył temat, żeby pogrążyć Puszczę Białowieską, iż wydrążył kornika, który jakoby zagraża puszczy. Minister wpadł na genialny pomysł, że trzeba drzewa wycinać, czyli w istocie pomóc kornikowi. Na nic oburzenie organizacji ekologicznych, Szyszko zrobił Reytana, położył w poprzek autorytet.

grozi-nam

Ktoś może zwrócić mi uwagę, że Szyszko zniszczył autorytet urzędu i ministerstwo środowiska nie ma autorytetu. Zgadza się, ale wierzę, że Szyszko wszystkiego nie zniszczy i po nim autorytet ochrony środowiska będzie odbudowywany. Wierzę w przyszłość autorytetu, a Szyszkę jako osobę spisuję dzisiaj na straty, nie czekam na jego przyszłość.

Tymczasem minister zrobił kolejnego Reytana, gdy zauważył na horyzoncie zagrożenie, z którym – rozum podpowiada – iż trzeba walczyć. Smog przez jakiś czas był na tapecie, bo zagroził naszemu zdrowiu i życiu we wszystkich większych miastach. Zagrożenie nie było jakieś minimalne, bowiem smog stokroć, a nawet tysiąckroć przekraczał dopuszczalne normy.

Minister środowiska przez dłuższy czas milczał, milczał. Drążył temat. Po tym wydrążeniu wyjrzał i oznajmił, że „smogu byłoby mniej, gdyby Polacy palili polskim węglem”. Niczego nie wymyślam, cytuję in extenso.

Szyszko to super Reytan, w skrócie Superman przeciw rozumowi, logice i czemu tam. Bo z tego zdania wynika (klasyka logiki), iż gdyby Polacy palili i palili więcej polskiego węgla, ponad potrzeby palenia węgla, to tym wysiłkiem palenia (głupa) doszliby, iż smog zostałby zlikwidowany.

Pomijam takie kwestie, iż węgiel nie ma barw narodowych, a przeciwnie ma czarne barwy i z jakiejkolwiek ziemi by pochodził, jest równie groźny dla naszego zdrowia, życia, jest zagrożeniem. To gatunek paliwa generuje zagrożenie, a węgiel należy do najgorszego gatunku. Patriotyczny węgiel (polski) jest tak samo groźny dla zdrowia Polaków, jak i pochodzący z Ukrainy, a nawet z Grenlandii (choć nie wiem, czy tam jest wydobywany).

Osoba Szyszki jest zagrożeniem nie tylko dla środowiska, ale dla pojęcia człowieka szlachetnego, żyjącego w prawdzie w stosunku do dostępnej wiedzy. Szyszko jest takim smogiem dla środowiska ludzkiego, bo jakiegokolwiek tematu dotyczącego środowiska by się nie podjął, zawsze pali głupa.

KTO JESZCZE DOŁĄCZY DO NASZEGO APELU O UJAWNIENIE EFEKTÓW ZBIÓRKI PUBLICZNEJ MON? Zgodnie z prawem. Czas już skończyć „dojną zmianę”.

c3hygowwgaiufmb

TO NIEPOJĘTE, CO KACZYŃSKI ZROBIŁ Z POLAKAMI…

c3gmq6dxcaa0_sp

>>>

WSZYSCY JESTEŚMY ZA.

c2ac8ehweaezfen

CZY ZA TO JAK WSPANIALE ŁĄCZY POLAKÓW I ANGAŻUJE W POMAGANIE INNYM, NALEŻY MU SIĘ NOBEL?

c2zxjymwqaag7iw

Lis: Albo będziemy obywatelami, albo poddanymi. Bez nas demokracja padnie

lis

„Za upadek demokracji odpowiedzialność ponoszą nie tylko ci, którzy ją niszczą. Także ci, którzy jej nie bronią” – pisze Tomasz Lis w nowym „Newsweeku”.

„Wszystko, co dzieje się w państwie, jest kwestią ‚wizji’ jednego człowieka. Kraj jest jego zakładnikiem. Los kraju zależy od jego kaprysów. Ludzie coraz częściej występują w roli poddanych” – pisze Tomasz Lis we wstępniaku do „Newsweeka”. Jego zdaniem „my, obywatele, nie mamy już alibi. Nie ma Sowietów ani komuchów, obcej armii ani ZOMO. Jesteśmy my. Albo będziemy obywatelami, albo poddanymi”.

Jak zaznacza publicysta, los republiki związany jest z istnieniem ludzi, którzy staną w jej obronie. Bo, jak dodaje, „za upadek demokracji odpowiedzialność ponoszą nie tylko ci, którzy ją niszczą. Także ci, którzy jej nie bronią”. Według Lisa najważniejsza jest świadomość, że „bez nas demokracja padnie”.

BRAK SŁÓW… PRZEZ JAKIEGOŚ IDIOTĘ ZOSTANIEMY BEZ ŻUBRÓW? KTO NA TO POZWOLIŁ????

c2agdesw8aqrudt

Triumf woli PiS-u. Jeśli zechce, opozycja stanie przed sądem. Co się zdarzy w najbliższych miesiącach? [ANALIZA]

Ewa Siedlecka („Wyborcza”) analizuje, co się zdarzy w najbliższym czasie. Kryzys parlamentarny zakończony. Opozycja pokazała, że potrafi się zbuntować, PiS – że i tak zrobi, co zechce. Czy ustawę budżetową osądzi Trybunał? Co z posłami, którzy protestowali w Sejmie?

ekspertyzy

Budżet podpisany. Prezydent nie chciał posłać go do Trybunału Konstytucyjnego. Chociaż – pomimo niewiarygodności wyroków obecnego Trybunału – taki ruch mógłby, przynajmniej formalnie, przeciąć spór.

Co się zdarzy w najbliższych miesiącach?

Czy ustawę budżetową osądzi Trybunał?

Nowoczesna zapowiada zaskarżenie trybu uchwalenia ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnego.

Co można skarżyć?

– zwołanie posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej: bo fizycznie nie jest w stanie się tam zmieścić 460 posłów;

– niedopuszczanie opozycji do składania wniosków formalnych;

– blokowe głosowanie nad poprawkami wzajemnie się wykluczającymi i dotyczącymi różnych spraw.

Zaskarżenie braku kworum byłoby wątpliwe, bo jeśli nie ma pewnego sposobu sprawdzenia, czy było, rozstrzyga o tym marszałek Sejmu.

Gdyby prezydent przed podpisaniem posłał ustawę budżetową do Trybunału, TK miałby na osądzenie tego wniosku dwa miesiące (art. 66 ustawy o trybie działania TK). I musiałby ją osądzić w pełnym składzie, minimum 11 sędziów. Do osądzenia wniosku posłów nie ma żadnego terminu. A sądzi je skład pięcioosobowy.

Trybunał mógłby tą sprawą nie zająć się w ogóle. Jeśli będzie się wstrzymywał z osądzeniem wniosku Nowoczesnej, umrze on za trzy lata, razem z kadencją obecnego Sejmu.

Prezes TK Julia Przyłębska może też zablokować wydanie wyroku, dołączając do składu sądzącego dublerów sędziów. Wtedy „starzy” sędziowie mogą nie zechcieć z nimi orzekać, bo 3 i 9 grudnia 2015 r. sami orzekli, że dublerzy zostali wybrani na zajęte już prawomocnie miejsca. A więc ten wybór, jako obarczony wadą, nie wywołał skutku.

Do osądzenia trybu przyjęcia ustawy budżetowej prezes Przyłębska może też po prostu wyznaczyć skład, który da gwarancje wyroku o zgodności z konstytucją. Kilka dni temu pokazała, jak potrafi ustalać składy: do osądzenia wniosku prokuratora generalnego w sprawie wadliwego trybu wyboru trzech sędziów TK w 2010 roku wyznaczyła siebie, dublera sędziego Mariusza Muszyńskiego i Michała Warcińskiego – wszyscy nominowani przez PiS.

Czy ustawę budżetową osądzą sądy powszechne?

(ZEJŚCIE PONIŻEJ POZIOMU DNA… )

c2aiykixgaalkel

Sam budżet – pomijając konstytucyjną granicę deficytu: trzy piąte wartości rocznego produktu krajowego brutto – nie poddaje się kontroli konstytucyjnej, bo rząd i parlament mają swobodę w planowaniu wydatków. Chyba że np. na służbę zdrowia, oświatę czy sądownictwo zostałaby w budżecie zapisana kwota, za którą w sposób oczywisty nie będą w stanie działać. Władza publiczna ma konstytucyjny obowiązek zapewnić obywatelom ochronę zdrowia, oświatę i dostęp do sądu.

Słyszy się opinie, że ustawa budżetowa będzie kwestionowana przed sądami powszechnymi. A konkretnie – decyzje podejmowane na jej podstawie, bo nie ma pewności, czy została prawidłowo uchwalona. To bardzo mało prawdopodobne.

Bo kto i na co miałby się skarżyć? Gmina X, że dostała mniej niż gmina Y? Szpitale, że nie przewidziano pieniędzy na oddłużanie? Patrz wyżej: władza ma swobodę w decydowaniu, jak wydaje publiczne pieniądze.

Mowa była o tym, że obligacje, które rząd wypuści, by sfinansować zaplanowany w budżecie deficyt, mogą być kwestionowane, bo wydano je na podstawie nieważnego budżetu. Ale skarżone w jaki sposób i przez kogo?

Przecież jeśli ktoś kupi te obligacje, to będzie to decyzja świadoma i dobrowolna. Wiedza o tym, jak budżet został uchwalony, jest powszechna. Po drugie, jeśli ten czy inny rząd w przyszłości odmówiłby wykupu tych obligacji, twierdząc, że budżet, na podstawie którego je wydano, nie był prawidłowo uchwalony, to przed sąd trafi nie ustawa budżetowa, tylko kwestia niedotrzymania umowy. Legalność wydania obligacji będzie w tej sytuacji drugorzędna. Ważne, że państwo wzięło pieniądze za obligacje, a teraz nie chce ich oddać. I o to będzie sprawa.

Co z posłami okupującymi salę posiedzeń?

Na zlecenie marszałka Kuchcińskiego Biuro Analiz Sejmowych zamówiło siedem opinii. Dowodzą, że procedura uchwalenia ustawy budżetowej była zgodna z konstytucją, a marszałek nie złamał prawa. A także dają „podkładkę” do ścigania posłów okupujących sejmową salę za pomocą prawa karnego i regulaminu Sejmu.

Niewątpliwie okupowanie sali obrad podpada pod art. 23 regulaminu Sejmu: „W przypadku uniemożliwiania przez posła pracy Sejmu lub jego organów (…) Prezydium Sejmu może podjąć uchwałę o obniżeniu uposażenia lub diety parlamentarnej posła”. Można zabierać przez trzy miesiące połowę uposażenia lub diety poselskiej. Od tej kary przysługuje odwołanie do… Prezydium Sejmu. A w Prezydium rządzi PiS: ma marszałka, dwóch wicemarszałków i wicemarszałka z Kukiz’15. Po jednym marszałku mają też Nowoczesna i PO.

W opiniach sporządzonych na polecenie marszałka Kuchcińskiego autorzy (prof. Romuald Kmiecik, kryminolog z UMCS w Lublinie, prof. Grzegorz Górski z Kolegium Jagiellońskiego i pracownicy Biura Analiz Sejmowych dr Piotr Chybalski i dr hab. Jarosław Wyrembak) dowodzą, że okupujący posłowie swoim czynem złamali sześć przepisów kodeksu karnego: art. 128 par. 3 kk (wpływanie przemocą na czynności konstytucyjnego organu), art. 231 par. 1 kk (przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego), art. 191 par. 1 kk (przemoc wobec marszałka Sejmu w celu zmuszenia do określonego zachowania), art. 226 par. 1 kk (znieważanie funkcjonariusza na służbie), art. 226 par. 3 kk (publiczne znieważenie konstytucyjnego organu RP – Sejmu) i art. 128 par. 1 kk (przygotowanie do obalenia siłą konstytucyjnego organu).

Ich ekspertyzy to gotowe doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Na razie wisi jak miecz Damoklesa nad głowami posłów. Jeśli dostanie je prokuratura Zbigniewa Ziobry – postawi posłom zarzuty. A jeśli akt oskarżenia dostanie sędzia, któremu najbardziej zależy na karierze, albo świętym spokoju, posłowie mogą się spodziewać wyroku za przestępstwo umyślne, który pozbawi ich do końca życia możliwości kandydowania do parlamentu (specjalnie w tym celu – wtedy chodziło o Andrzeja Leppera – zmieniono kilka lat temu konstytucję). W ten sposób PiS pozbyłby się z Sejmu większości obecnych posłów opozycji.

Oczywiście wcześniej posłom trzeba uchylić immunitet. PiS spokojnie ma większość, by to zrobić. Problemem może być to, że posłowie okupowali salę w ramach sprawowania mandatu. A to, co się robi w ramach sprawowania mandatu, objęte jest tzw. immunitetem materialnym, którego nie można uchylić.

Ale eksperci, na zlecenie marszałka Kuchcińskiego, już przygotowali prawne uzasadnienie, że okupacja sali plenarnej nie była działaniem w ramach immunitetu materialnego, bo… łamanie prawa nie jest działaniem w ramach mandatu. Gdyby rzeczywiście tak było, to kiedy właściwie posła chroni immunitet materialny?

Swego czasu dyskutowano, czy Andrzej Lepper, który w swoim okręgu poselskim bronił kupców przed komornikiem (uniemożliwianie wykonywania obowiązków), działał w ramach poselskiego mandatu. I czy wobec tego chroni go immunitet materialny. Ostatecznie nie pociągnięto go do odpowiedzialności. Posłowie Nowoczesnej i PO protestowali w Sejmie przeciwko łamaniu regulaminu przez marszałka Sejmu: ograniczaniu gwarantowanych regulaminem praw mediów, bezsensownego wykluczenia z obrad posła Szczerby, a potem przeciwko uchwaleniu kilku ustaw w Sali Kolumnowej z naruszeniem regulaminu.

W prawie karnym znana jest instytucja obrony koniecznej. W jej trakcie można naruszyć jedno dobro dla ratowania innego. Jeśli dojdzie do procesów posłów opozycji, argument immunitetu materialnego i obrony koniecznej zapewne padnie.

WYCINANIE KONFETTI I ZRZUCANIE NAD GŁOWĄ MINISTRA SĄ OBOWIĄZKIEM POLICJI. CZY MALOWANIE CHODNIKÓW I TRAWY RÓWNIEŻ? BAREJA BYŁBY DUMNY!!!

c2al1lrwia4-sbt

NIE MOGLIŚMY SIĘ POWSTRZYMAĆ :))))

c2cl19exgaadxwp

Waldemar Mystkowski pisze o przeglądzie przyszłości przez Szydło.

dwa-tygodnie

Przez 14 dni Beata Szydło będzie zajmować się public relations, bo do tego sprowadza się raportowanie ministrów jej rządu, co zrobią dla suwerena. Hasło tego zajęcia: „Rok nowych zadań”. Szydło nie rządzi, tak jak Andrzej Duda nie jest prezydentem. Sprowadzili najważniejsze urzędy w państwie do ról drugorzędnych – surogatów, namiastek, a nawet miazmatów.

Na konferencjach prasowych Szydło nie używa retoryki, ale logorei. Gdy na jakikolwiek temat odpowiada, nie jest to język, którym przekonuje do siebie, do zadań, jakie nakłada na nią rola administrującej, ale słowotok, który równie dobrze dotyczy czegokolwiek innego. Do tej pory na tym stanowisku mieliśmy zarządzających krajem lepiej lub gorzej predysponowanych, lecz postronnym nie przychodziło do głowy, iż nie mają pojęcia o rządzeniu.

Z Szydło zachodzi ten przypadek, że ona tak naprawdę nie wie, czym ma się zająć. Jeżeli w przestrzeni publicznej zaistnieje jakiś kłopot polityczny, jej zwykle nie ma, wypowiadają się inni, a najczęściej poseł Kaczyński, który z kontrowersji czyni konflikt i obarcza winą innych. Populistyczne hasła zastąpiły wizję i przyszłość, tak zarządzane państwo obija się od jednej bandy do drugiej, degradując nasze znaczenie w Unii Europejskiej, a w kraju zużywając to, co wypracowali poprzednicy.

Jak długo można tak rządzić, a dokładniej: będąc u władzy i korzystając z zasobów, aby zaspokoić rozbudzone ambicje własne i partyjne? Polska jest na dorobku, tkanka względnego dobrobytu niezbyt imponująca, symptomy wyczerpania i zaniku szybko okażą się, że już nie istnieją, kapitał społeczny nigdy w kraju nie był nadmierny, zwykle występowało manko zaufania. To się zacznie wkrótce przekładać na spadek sondażowych słupków poparcia i nerwowego reagowania na krytykę.

Na pierwszy ogień przeglądu „nowych zadań” idą dwa resorty siłowe: ministerstwo obrony i spraw wewnętrznych. A więc odpowiadający za nie politycy wielce charakterystyczni dla PiS – Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak. „Osiągnięciami” tego pierwszego do tej pory jest ambitne zaprzestanie dozbrajania armii nowoczesnym sprzętem, pozbywanie się kadry generalskiej i zastępowanie jej posłusznymi oficerami z awansu. Macierewicz przede wszystkim tworzy równoległą armię – Wojska Obrony Terytorialnej – która nie wzbogaca naszej obronności, ale jest imitacją, która odpowiednio indoktrynowana może posłużyć do zastraszenia przeciwnika wewnętrznego, politycznego. Macierewicz tworzy pospolite ruszenie nacjonalistów i podobnych kiboli. Mogą być użyci przeciw społeczeństwu obywatelskiemu.

Drugi minister, który staje do raportu przed Szydło to Błaszczak. Ten dał się poznać jako kamerdyner prezesa Kaczyńskiego i autor złotych myśli własnych o multi-kulti, a także straszenia opozycji parlamentarnej więzieniem do lat 10.

Takie wyczerpujące dwa tygodnie czekają premier Szydło. Lecz to może być bardziej wyczerpujące dla mediów i opinii publicznej, bo przez dwa tygodnie Szydło będzie opowiadała o tym, jaką świetlaną przyszłość szykują poszczególni ministrowie. Opozycja mogłaby sobie darować analizowanie wypowiedzi premier, za wiele treści nie będzie występowało. Lepiej na ten przykład wynająć kilku filologów, którzy przeanalizowaliby sztance językowe charakterystyczne dla logorei Szydło. To byłby pożytek dla nauki i świadomości języka polskiego. Szydło to ciężki przypadek niekompetencji.

A TYMCZASEM NA KONFERENCJI PRASOWEJ…

c2ce0vwwiaa5_xc

DO DZIŚ BYLIŚMY PRZEKONANI, ŻE ŚREDNIOWIECZE JUŻ MINĘŁO…

c2cgynhweaama-4

O tym samym temacie, acz z innego punktu widzenia, pisze Kleofas Wieniawa.

szydlo-planuje

Konferencja prasowa Beaty Szydło to jedna wielka pustka. Taki przeciąg pustki (chłodu) dało się odczuć, iż stosując dawne zalecenia Edwarda Stachury na chłodzenie wódki w mokrym ręczniku, od szybko uzyskałoby się odpowiedni stan tego trunku do spożycia (butelkę ciepłej wódki postawić w mokrym ręczniku w przeciągu).

Takie są zalety premier używającej logorei, a nie retoryki. Człowiekowi wrażliwemu o inteligencji niewiele większej od niej, a nie jest Szydło osobą z superatą ilorazu inteligencji, nic innego nie pozostaje, niż wziąć się i upić.

Szydło nic nie może, jest zbędna, jej gabinet polityczny wpadł na genialny pomysł dwóch tygodni public relations, bo na 14 dni zaplanowano przegląd ministerstw. Na pierwszy ogień idą Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak.

Ten pierwszy wydala z wojska kadry generalskie i stawia na amatorszczyznę WOT oraz swego Misia od leków, Misiewicza, ten drugi o czym by nie powiedział, jak choćby o multi-kulti, to wszem i wobec wiadomo, iż nie wie, o czym mówi.

Gdybyśmy mieli dziennikarzy, to Szydło zniszczona zostałaby na pierwszej lepszej konferencji prasowej sztychami dwóch-trzech pytań, ale jak mówi mój przyjaciel z wpływowych mediów, połowę owych „dziennikarzy” bywających na konferencjach prasowych nie przyjął do roboty, odesłał ich na dalsze nauki.

Tak więc nie będzie się czym emocjonować, bo Szydło, jak i jej koledzy są impregnowani na argumenty. Na szczęście Polska jest w miarę dobrze naoliwioną machiną przez poprzednie rządy i tak szybko nie uda się jej zepsuć, acz – nie powiem – starają się Szydło i jej ministrowie.

zarzad-kod

Bardzo przykra wiadomość z KOD. Zarząd stowarzyszenia wezwał Mateusza Kijowskiego do zlożenia dymisji. Buksuje nam życie publiczne, demokracji coraz mniej, a coraz więcej zamordyzmu.

WYOBRAŻACIE SOBIE, ŻE MOŻECIE ZACZĄĆ MIESZKAĆ PRZY TAKIEJ ULICY?

c2cx8yqwqaazwei

TAK DZIŚ ZACYTOWAŁA PREZYDENTA RZECZPOSPOLITA. I CO WY NA TO? 

c2ctrzrwiaahfpn

>>>

RZĄD PiS MOŻE BYĆ DUMNY. JESZCZE NIKT NIGDY NIE ZADŁUŻYŁ TAK POLSKI. PRZEKROCZYLIŚMY WŁAŚNIE BILION ZŁOTYCH!!! GRATULUJEMY.

c1z0nsrw8aa-wmh

JEST REKORD !!!!!!!!!!!! BRAWO DLA DOBREJ ZMIANY! FENOMENALNY WYNIK, NAJLEPSZY W HISTORII POLSKI. JESZCZE NIKT NIGDY NIE DOSZEDŁ TAK DALEKO.

c1zwnnpwgaahury

Zdemolowany Trybunał Konstytucyjny jest pisowski. Polska stoi bezprawiem. Pisze Ewa Siedlecka („Wyborcza”): Trybunał Konstytucyjny odbył pierwszą rozprawę po dobrej zmianie. Zamiast sędzi Julii Przyłębskiej zasiadł Mariusz Muszyński. Nie zapadł wyrok. Dziennikarzom zabroniono robienia zdjęć i nagrywania.

tk

– Mam niewątpliwy zaszczyt i przyjemność otwierać pierwsze posiedzenie Trybunału w nowym roku i w nowych okolicznościach – powitał publiczność przewodniczący rozprawie, sędzia Stanisław Rymar.  Ktoś, kto zajrzał na stronę Trybunału mógł poczuć się zdezorientowany, bo tam w pięcioosobowym składzie widniało nazwisko Julii Przyłębskiej, a zamiast niej zasiadł na sali Mariusz Muszyński.

Muszyński jest jednym z trzech dublerów wybranych przez PiS w listopadzie 2015 r. na prawomocnie obsadzone już miejsca. Z wyroków TK z 3 i 9 grudnia 2015 r. wynika, że ich wybór „nie wywołał skutków prawnych”. Nie mają więc prawa do orzekania, a legalność wyroków z ich udziałem może być kwestionowana. Niektórzy sędziowie sądów powszechnych już deklarują, że nie będą się do nich stosować, bo wyrok wydany z udziałem osoby nieuprawnionej jest z mocy prawa nieważny.

Na rozprawę – tradycyjnie, od roku – nie stawił się przedstawiciel marszałka Sejmu. Był natomiast przedstawiciel Prokuratora Generalnego.

Rozprawa dotyczyła wniosku RPO, a chodzi o przepisy podatkowe (art. 114a kodeksu karnego skarbowego i art. 70 par. 6 pkt 1 ordynacji podatkowej). Prawo przewiduje, że roszczenia podatkowe państwa w stosunku do podatnika przedawniają się po 5 latach. Zaskarżone przez RPO przepisy niejako unieważniają tę zasadę. Pozwalają bowiem na wszczęcie postępowania karnego skarbowego nawet ostatniego dnia przez przedawnieniem. I to nie „przeciwko” podatnikowi, ale „w sprawie”. A takie postępowanie wstrzymuje bieg przedawnienia. Może się de facto wcale nie toczyć, ale daje służbom skarbowym nieograniczony czas na zbadanie PiT-u czy CIT-u. Dotknięty tym podatnik, jeśli postępowanie toczy się „w sprawie”, nie ma uprawnień strony: nie może się skarżyć na przewlekłość postępowania, nie ma dostępu do akt, nie wie, co wzbudziło wątpliwości organów skarbowych. To wszystko –  zdaniem RPO – sprawia, że przepisy naruszają zasadę zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa (art. 2 konstytucji) i prawo do sądu (art. 45).

Rzecznik powołał się na skargi od osób dotkniętych tymi przepisami. Jego zdaniem państwo gra z podatnikami nie fair, gwarantując z jednej strony prawo do przedawnienia zaległych podatków po pięciu latach, z drugiej blokując to prawo. A wszczyna postępowanie „w sprawie” nie dlatego, że mają jakieś konkretne podejrzenia w stosunku do osoby lub firmy, ale po to, by, na wszelki wypadek, zablokować bieg przedawnienia.

Sejm – pisemnie, a Prokurator Generalny  ustami prokuratora Prokuratury Krajowej Wacława Michrowskiego przedstawili stanowisko, że zaskarżone przepisy są zgodne z konstytucją i mają zabezpieczyć interes finansowy państwa. Prokurator Michrowski zapewniał przy tym, że nie są nadużywane. Choć przyznał, że się tego nie bada.

Sędzia Rymar zamkną rozprawę i zapowiedział ogłoszenie wyroku za dwie godziny. Po tym czasie otworzył ją jednak na nowo i bezterminowo odroczył. Tak się zdarza, gdy nie ma większości głosów do wydania wyroku. Czyli bardzo rzadko, bo zwykle sprawę sędziowie dyskutują przez wiele miesięcy, a rozprawę wyznacza się, gdy większość zgodzi się na konkretne rozstrzygnięcie.

W tym przypadku  możliwe, że po włączeniu Mariusza Muszyńskiego nie było większości. Albo, że „starzy” sędziowie uznali, że nie mogą podpisać się pod wyrokiem wydanym z udziałem dublera.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że mianowana 21 grudnia prezesem Julia Przyłębska, i Mariusz Muszyński, którego uprawniła do zastępowania jej we wszystkich czynnościach, zmieniają teraz składy sądzące w przydzielonych wcześniej sprawach, dołączając do nich dublerów.

Okazało się też, że media nie mogą samodzielnie utrwalać rozprawy. Fotoreporter „Wyborczej” dowiedział się, że może wejść na salę, ale nie wolno robić zdjęć. Podobno takie są nowe wytyczne. Żadnej informacji w tej sprawie nie ma na stronie internetowej Trybunału.

Zwróciliśmy się do Biura Prasowego Trybunału z pytaniem, kto wydał takie dyspozycje, czy mają formę pisemną, czy dotyczą tej jednej rozprawy, czy to będzie już stały obyczaj, co jest przyczyną zmiany i na jakiej podstawie prawnej się opiera. Czekamy na odpowiedź.

Do tej pory w TK obyczaj był taki, jak w sądach powszechnych: media zgłaszały przed rozprawą chęć utrwalania i dostawały zgodę. W sądach powszechnych zgoda jest regułą, niezgoda – wyjątkiem, w szczególności w sprawach karnych. W sprawach cywilnych, jeśli dotyczą życia osobistego, sąd odmawia częściej. Uważa się, że dostęp mediów do rozpraw jest formą kontroli władzy (sądowniczej) przez społeczeństwo. I realizacją prawa do informacji o działaniach władzy (art. 61 konstytucji).

A GDZIE JEST POLSKA PREMIER? JEJ MINISTER JAKI WYWOŁAŁ KOLEJNY KONFLIKT. CZYŻBY JEDYNE CO POTRAFI TEN RZĄD TO WYWOŁYWANIE KONFLIKTÓW?

c10al4vxcaad1kv

Ksiądz Roman B. skazany za wiele przestępstw seksualnych. Dziś znów odprawia msze!!! CZYTAJ KONIECZNIE:

c106n9kwqaiugjr

UROJONE KRAJE, KTÓRYCH NIE MA. WYMYŚLENI MINISTROWIE. CZY KTOŚ ZNA PAŃSTWO SAN ESCOBAR??? Z KIM NASTĘPNYM SPOTKA SIĘ WASZCZYKOWSKI?

c11bbvpxcaao4ug

Sławomir Sierakowski opowiada Agnieszce Kublik o zyskach z protestu opozycji w Sejmie. W tej sali dzieją się ważne rzeczy. Ci ludzie zaczynają się poznawać, integrować. Także poziomo, między partiami. To jest kapitał zaufania i doświadczenia na przyszłość.

porazka

Agnieszka Kublik: Marszałek Senatu wyciągnął rękę do zgody. Zaprosił opozycję na rozmowy w sprawie protestu w sali plenarnej i nieprawidłowego głosowania nad budżetem w Sali Kolumnowej. Mimo że Jarosław Kaczyński uważa jakikolwiek kompromis za słabość i błąd.

Sławomir Sierakowski: Dlatego każda pisowska zapowiedź kompromisu to blef.

Jedyną skuteczną opozycją wobec kogoś takiego może być ta, która nauczy się bezkompromisowości. Opozycja, która będzie równie twarda, konsekwentna i zdeterminowana jak PiS, a jedyną różnicą powinno być to, że działać ma zgodnie z prawem i interesem ludzi i kraju, a nie partii i władzy.

Pierwszą taką próbą charakteru i dobrze zastawioną na Kaczyńskiego pułapką był właśnie ten okupacyjny protest. Kaczyński nie ma dobrego ruchu. Musi użyć przemocy albo przyznać się do spektakularnej porażki. Tyle że ten protest został w dużej mierze zinfantylizowany.

Opozycja może jeszcze wyjść z Sejmu z twarzą?

– Chyba już tylko Platforma Obywatelska, która jako jedyna zachowuje się poważnie, konsekwentnie i czytelnie. Ludzie oczekują od opozycji jedności i zajęcia się Kaczyńskim, a nie sobą nawzajem. Tymczasem opozycja zachowuje się niepoważnie. Kaczyński właściwie nic nie musi robić poza czekaniem, aż po drugiej stronie wszyscy pozagryzają się nawzajem albo przewrócą o własne nogi jak Ryszard Petru.

Który najpierw wybrał się do Portugalii na sylwestra, gdy jego posłowie protestowali w ciemnym, zimnym Sejmie, a potem zaproponował, by w Senacie PiS głosował poprawki Platformy do budżetu.

– To dwa błędy czy raczej absurdy. Jeśli Senat ma zgłaszać poprawki do ustawy budżetowej, to oznacza, że według Petru Sejm 16 grudnia ją legalnie uchwalił. Ale skoro przyznaje rację PiS, to po co Nowoczesna okupuje salę plenarną? Absurd. Po drugie, nie uzgodnił tego ze Schetyną i jeszcze chce zgłaszać w Senacie poprawki Platformy. Kolejny absurd.

W tarapatach jest jedyny naprawdę społeczny ruch, który łączył przeciwników władzy z różnych środowisk, również tych niechętnych partyjnym barwom. W zeszłym tygodniu wyszło na jaw, że Mateusz Kijowski występował w dwóch rolach – jako lider KOD i usługodawca KOD.

– Tu mam więcej empatii, choć nie mam wątpliwości, że on powinien od razu zawiesić swoje przywództwo do czasu wyborów lidera. Ale należy pamiętać, że Kijowskiemu ten ruch społeczny się przydarzył. On nie miał szans być na to przygotowany. Tak jak Wałęsa nie był gotowy na „Solidarność”. Gdyby wtedy istniał Facebook i hejterzy albo nawet zwykłe nieskrępowane media, to zapewne nie byłoby ani jego, ani „Solidarności”, bo szybko by go pogrążyły błędy z przeszłości.

Ale i tak wolę Kijowskiego, który nie umie przyzwoicie wyjść na prostą finansowo, niż zamordystę Kaczyńskiego. Rozliczając Kijowskiego, trzeba pamiętać o jego zasługach, wciągnięciu masy ludzi do zaangażowania politycznego. Inni się nie garnęli albo garną się niemrawo. On rozkręcił ten ruch i teraz gdzieś tam w KOD kształtują się następni liderzy, którzy dostali czas na uporządkowanie swoich spraw i przygotowanie do bycia osobą publiczną.

Niesamowita jest ta schadenfreude, która rozlewa się po opozycji, gdy komuś powinie się noga. Porażka Kijowskiego czy Petru cieszy bardziej, niż gdyby samobójstwo popełnił Kaczyński. To świadczy o frajerstwie po naszej stronie. Dopóki będą wśród nas panowały takie emocje, dopóty możemy zapomnieć o zwycięstwie. Prędzej my dogonimy Węgry słabością opozycji niż Kaczyński siłą rządzących.

A jeśli ten protest w Sejmie mimo to przetrwa, to co się wydarzy?

– PiS na pewno będzie opozycję brał na przeczekanie, na przykład przesunie posiedzenie Sejmu z 11 na 25 stycznia albo zwoła je w Sali Kolumnowej. Rozważane jest też rozwiązanie siłowe, ale utajnienie obrad i wyprowadzanie posłów siłą oznaczałoby przekroczenie czerwonej linii, za którą jest Rosja. Tylko że tu nie jest Rosja i taka polityka na dłuższą metę nie przejdzie. Im bardziej radykalizuje się Kaczyński, im mniej jest pragmatyczny, tym szybciej kopie sobie grób na scenie politycznej.

Ale czy ludzie w ogóle rozumieją protest opozycji? Niektórzy komentatorzy mówią, że to wygląda śmiesznie.

– Niech wreszcie politycy opozycji przestaną myśleć o polityce w kategoriach estetycznych. PiS nigdy dobrze nie wyglądał. PiS zawsze wyglądał obciachowo, zawsze był śmieszny, groteskowy, z każdego z tych polityków można było się śmiać. Kaczyński był bohaterem żartów, jest jednym z najbardziej nielubianych polityków, a zdobył w Polsce władzę absolutną. Gdyby się przejmował tym, co ludzie o nim powiedzą, toby się bał z domu wyjść.

Inny przykład: nie ma nic bardziej żenującego niż miesięcznice smoleńskie. Jakieś pochodnie, jacyś rozmodleni ludzie co miesiąc, nikt tego nie rozumie. Tam jest raptem parę tysięcy ludzi, a nie jakieś gigantyczne masy. Kaczyński sam zresztą na tych miesięcznicach pojawił się dużo, dużo później, bo najpierw je wymyśliła „Gazeta Polska”. I proszę, jak bardzo skuteczna okazała się ta polityka.

Kaczyński nie myli estetyki z polityką. Wie, że liczy się tylko skuteczność. Czas, żeby podobnie potrafiła zachować się opozycja.

Czyli co konkretnie miałaby robić?

– Nie poddawać się w żadnym wypadku. Nie iść z PiS na żadne kompromisy. Zachowywać się poważnie. Być gotowym na poświęcenie, a nie na wakacje w Portugalii. I wokół najważniejszych spraw działać razem. Ludzie nie wybaczą małostkowych walk między sobą, gdy władza topi demokratyczny parlament. Żadna partia nie dostanie wtedy szansy na pokonanie PiS.

A jeśli protest się uda?

– Po pierwsze, jeśli PiS zgodzi się na powtórne procedowanie głosowania nad budżetem, to będzie oznaczało, że przyznaje się do porażki. I to by było pierwsze poważne zwycięstwo opozycji po wyborach. Tak bardzo potrzebne po tej stronie.

Po drugie, PiS przyzna się do skrajnej arogancji. Już się przyznał. Wykrzywiona uśmiechem, ni to sarkastycznym, ni to ironicznym, twarz Kaczyńskiego wyjeżdżającego po nocy z Sejmu limuzyną w asyście policji jest dzisiaj symbolem tej władzy.

I po trzecie, PiS przyzna się do łamania prawa.

Przecież to oczywiste…

– …że tego nie zrobi. I dlatego myślę, że Kaczyński się zapędził w pułapkę. Pozwolił się złapać opozycji. Dał jej szansę zachować się w sposób, który czyni ją – a przynajmniej jej część – partnerem dla takiej polityki, jaką on sam uprawia. W każdym razie ten krok, żeby zareagować strajkiem w Sejmie, jest jak najbardziej słuszny i właściwy. Tak się powinna zachowywać opozycja.

W tej sali dzieją się ważne rzeczy. Po pierwsze, pokazują się młodzi politycy, co jest bardzo ważne dla przyszłości opozycji. Po drugie, ci ludzie zaczynają się poznawać, integrować. Także poziomo, między partiami. To jest kapitał zaufania i doświadczenia na przyszłość.

Jeszcze raz powtórzę: opozycja ma siedzieć w tej sali do oporu albo dać się wyprowadzić siłą.

Wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej przez rząd będzie NAJWIĘKSZYM ŚWIŃSTWEM „DOBREJ ZMIANY”. Kobiety wam na to nie pozwolą!!!

c11gew-weaadqyh

Jest projekt ws. wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej. Biuro RPO pokazuje dowód

SZYKUJCIE PARASOLKI. NIE POZWÓLMY, ABY PiS PRZYZWOLIŁ NA PRZEMOC WOBEC KOBIET.

c11vacfwqaevsf

• Jest projekt ws. wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej
• Autorem projektu jest ministerstwo sprawiedliwości
• Taką informację otrzymało biuro Rzecznika Praw Obywatelskich
c1y9frkxcaat3xv
Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt dot. wypowiedzenia tzw. konwencji antyprzemocowej. Trafił do uzgodnień międzyresortowych. Taką informację otrzymał z KPRM Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. W grudniu w wywiadzie dla tygodnika „wSieci” premier Beata Szydło zapewniła, że rząd nie pracuje nad wypowiedzeniem konwencji. Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak w grudniu mówił: „Nie ma żadnego stanowiska rządu, które by zmierzało do wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej, co nie oznacza, że członkowie rządu o tym nie dyskutują”.
ZOBACZCIE JAK ŁATWO ZŁAPAĆ PiS NA KŁAMSTWIE. KOBIETY NIE MOGĄ POZWOLIĆ NA WYPOWIEDZENIE KONWENCJI ANTYPRZEMOCOWEJ.
c12deb-xgaewtoo
MIESIĘCZNICA JAK ZWYKLE PEŁNA NIENAWIŚCI. PREZES PUBLICZNIE NIEMALŻE DOSZEDŁ… DO PRAWDY, WYZYWAJĄC TYCH, KTÓRYCH NIE LUBI.
c11zyfwxuaevsmv

TRUDNO POWSTRZYMAĆ SIĘ OD ŚMIECHU. ŚMIEJĄ SIĘ JUŻ WSZYSCY POLACY 🙂

c11zwvhxuaexglh

PIĘKNE :)))

c11xfkixeaarmle

JERZY DZIEWULSKI PODSUMOWAŁ „DOBRĄ ZMIANĘ” W POLICJI. BEZ PUDŁA

c11iqm_xaaengg0

Waldemar Mystkowski pisze o sukcesie Schetyny.

narracja

Grzegorz Schetyna osiągnął niemało. Po raz pierwszy opozycja narzuciła swoją narrację za sprawą szefa Platformy Obywatelskiej. Polacy zastanawiają się, nie co zrobi Kaczyński, ale co zrobi Schetyna. W polityce ten element jest niebagatelny.

Kaczyński zapowiada swoje fałszerstwa i nieprawdziwe rozwiązania, to wszyscy znamy. Nie wiemy, jakie twarde decyzje zajdą za sprawą Schetyny. Platforma do tej pory podążała w cieniu decyzji innych, teraz uprzedza. Schetyna więc mówi: chodźcie za mną.

Kaczyński chciał narzucić swoje rozwiązanie w sprawie protestu w Sejmie, który miał podłoże w stosunku do pisowskiego bezprawia. Ale to Schetyna narzucił swoją narrację, nie przychodząc na spotkanie, które pozorowało szukanie kompromisu. Nie wiemy więc, jak lider PO będzie walczył o prawne procedury w Sejmie.

Platforma Obywatelska nie czekała na zamówienie ekspertyz o legalności rozwiązań po 16 grudnia w Sejmie przez PiS, ma prawo do swoich ekspertyz. Tak orzeka regulamin Sejmu, takie ekspertyzy winny być opublikowane na stronach sejmowych, niezależnie od tego, czy jest zgoda marszałka, czy nie jest.

(NIE MOŻNA IŚĆ NA KOMPROMIS TAM, GDZIE EWIDENTNIE ZŁAMANO PRAWO. PAMIĘTAJCIE. POLICJANT NIGDY NIE DOGADUJE SIĘ Z BANDYTĄ.)

c12msyixgaq826m

Dwie ekspertyzy prawne zamówione przez wicemarszałkinię PO Małgorzatę Kidawę-Błońską powinno opublikować Biuro Analiz Sejmowych, ale Kuchciński na to nie pozwolił. Mamy więc do czynienia z syndromem podobnym do rządowego, gdy Kancelaria Premiera nie publikowała wyroków Trybunału Konstytucyjnego.

Dwie ekspertyzy zamówione przez Platformę są dostępne na stronach sejmowych klubu PO. Konstytucjonaliści z Uniwersytetów Łódzkiego i Wrocławskiego stwierdzają, iż Michał Szczerba został wykluczony bez powodu. Przenosiny obrad Sejmu zarządzono wbrew regulaminowi: „trudno uznać, aby regulaminową formą zawiadomienia było przesłanie posłom sms-a o godzinie i miejscu obrad na 10 minut przed ich wznowieniem oraz wyświetlenie takiej informacji na ekranach w Sali Posiedzeń plenarnych”.

W Sali Kolumnowej uniemożliwiono posłom opozycji sprawowanie mandatu, posłowie PiS weszli wcześniej, a dla opozycji nie wystarczyło miejsc siedzących i uniemożliwiono zabranie głosów. Ponadto kworum jest wątpliwe, choćby z zasadniczego powodu, iż dwoje z dziesięciu sekretarzy powołanych przez marszałka Kuchcińskiego do liczenia głosów zaprzeczyło, jakoby byli tam obecni.

Wg tych ekspertyz, a szczególnie według dr Ryszarda Balickiego z Uniwersytetu Wrocławskiego 33 sesja Sejmu trwa, nie została zakończona, bo nadal trwa przerwa zarządzona przez marszałka Kuchcińskiego.

Zatem obrady Sejmu – po przedłużonej przerwie – powinny rozpocząć się od zaplanowanych na 16 grudnia szeregu głosowań ustaw, w tym najważniejszej ustawy budżetowej. Nie potrzeba więc żadnego kompromisu.

Czy PiS skorzysta z tych oczywistych rozwiązań? Oczywista oczywistość, że nie! Więc wiemy, jaka będzie postawa Kaczyńskiego. Nie po to złamał prawo, aby do tego się przyznać.
Schetyna zatem ma głos, publika nie wie, jakie podejmie kroki, aby bronić praworządności.

c12rc2bwiaatol4

CZAPKI Z GŁÓW.

c14pgghwgaa1z2j

c1q4m2bxaaa6iv6

PiS ma usłużnych prawników, którzy wszystko uzasadnią. Pisze o tym Ewa Siedlecka. Utajnienie obrad Sejmu, by nie wywołać napięć społecznych, wprowadzenie na salę funkcjonariuszy BOR, by odblokowali dostęp do mównicy, wsadzenie posłów opozycji do więzienia – to zdaniem sejmowych ekspertów zgodne z konstytucją i regulaminem Sejmu metody zakończenia sporu o ważność ustaw uchwalonych w Sali Kolumnowej.

siedlecka

Jeśli PiS wymyśli, że głosowania posłów opozycji są nieważne, bo zmierzają do torpedowania woli „suwerena” (czyli PiS), Biuro Analiz Sejmowych znajdzie zapewne ekspertów gotowych to podżyrować.

PiS upartyjnił stadniny koni, media publiczne, Trybunał Konstytucyjny, urząd prezydenta i prokuraturę. I Biuro Analiz Sejmowych. Od ponad roku opinie zamawiane przez BAS są wyłącznie instrumentem propagandy partyjnej.

W związku z okupacją sali obrad w Sejmie BAS zamówiło dziewięć opinii. Oczywiście u sprawdzonych autorów, na czele z prof. Bogusławem Banaszakiem, który od roku pisze opinie legalizujące działania PiS (m.in. stwierdził legalność „unieważnienia” przez ten Sejm wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego dokonanego przez poprzedni Sejm). Zaś autorem najczęściej cytowanej opinii na temat zakończenia kryzysu parlamentarnego – tej o BOR i utajnieniu obrad – jest prof. Grzegorz Górski, kandydat PiS w wyborach samorządowych i parlamentarnych.

Opinie zamawiane przez BAS mają nie tylko legitymizować już podjęte działania. Są też podkładką do tego, co PiS planuje: do postępowania karnego przeciw posłom opozycji. Opinie uznają, że ich działania wypełniły znamiona przestępstwa z:

  • art. 128 § 3 kk, czyli wpływania przemocą na czynności konstytucyjnego organu,
  •  art. 231 §1 kk, czyli przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, czym działa na szkodę interesu publicznego,
  •  z art. 191 § 1 kk, czyli stosowania przemocy wobec osoby (marszałka Sejmu) w celu zmuszenia do określonego zachowania,
  •  z art. 226 § 1 kk, czyli znieważania funkcjonariusza publicznego podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych,
  •  z art. 226 § 3 kk, czyli publicznego znieważenia konstytucyjnego organu RP – Sejmu.

pis

Eksperci BAS dopatrzyli się nawet przestępstwa przygotowań do obalenia siłą konstytucyjnego organu (art. 128 § 1 kk).

Autorzy opinii od razu wykluczają, by posłowie opozycji mogli się zasłonić immunitetem materialnym, który uwalnia ich od odpowiedzialności za czyny popełnione w ramach mandatu poselskiego (immunitetu materialnego nie można uchylić). Uzasadnienie jest genialne w swojej prostocie: skoro to, co zrobili, ma znamiona przestępstwa, to nie mogło być działaniem w ramach mandatu, bo mandat nie obejmuje popełniania przestępstw. Na czym w takim razie polega ochrona dawana przez immunitet materialny – eksperci nie wyjaśniają.

Prokuratura dostała podkładkę do wszczęcia postępowań. Może to zrobić teraz, z urzędu, nie czekając na zawiadomienie. Prokuratura wykonuje polecenia po linii partyjnej, więc jeśli będzie taki sygnał, to postawi posłów w stan oskarżenia. Pytanie, co zrobi sąd. Jeśli sędziowie nie będą chcieli ryzykować zablokowania awansu czy postępowania dyscyplinarnego, to może zapaść wyrok skazujący. A skazani za przestępstwo umyślne tracą prawo do bycia parlamentarzystą (uchwalona kilka lat temu zmiana konstytucji, tzw. lex Lepper).

Tak można wyeliminować aktywnych posłów opozycji.

Od tego, co w opiniach BAS jest, nie mniej ważne okazuje się to, czego w nich nie ma. Eksperci, oceniając legalność uchwalenia ustaw w Sali Kolumnowej, koncentrują się na tym, co można uznać za legalne, i pomijają drażliwe kwestie. Na przykład uznają, że marszałek mógł przenieść obrady z sali plenarnej w inne miejsce, ale solidarnie przemilczają problem, czy mógł je zwołać tam, gdzie mieści się tylko połowa ustawowej liczby posłów. Głosowanie kilkuset poprawek do różnych części budżetu w jednym głosowaniu oceniają jako legalne, bo komisja regulaminowa Sejmu dokonała takiej interpretacji. Eksperci zignorowali problem, czy taka interpretacja jest zgodna z konstytucyjnym prawem posła do wnoszenia poprawek. I czy nie jest aby literalnie sprzeczna z art. 50 regulaminu Sejmu, który mówi o głosowaniu poprawek „do poszczególnych artykułów, przy czym w pierwszej kolejności głosuje się poprawki, których przyjęcie lub odrzucenie rozstrzyga o innych poprawkach”.

Obok postprawdy (czyli gówno prawdy) pojawiło się w Polsce zjawisko postinterpretacji prawa. I postępuje. Rok temu PiS z trudem udawało się znaleźć prawnika do żyrowania swoich pomysłów – do usług był głównie prof. Banaszak. Teraz BAS może przebierać w ekspertach. Głoszenie teorii o płaskiej ziemi przestało być wśród prawników obciachem. W końcu każdy ma prawo dbać o siebie.

tomasz-lis-2

MYŚLELIŚCIE KIEDYŚ, ŻE POLSKA BĘDZIE ZARZĄDZANA NA SŁUPA? PIĘKNY TEKST O MARIONETKACH:

c1r_yucxaaaqkmm

Michał Danielewski zajął sie stanem umysłu Błaszczaka. Na szefie MSW ciąży ogromna odpowiedzialność – dba o bezpieczeństwo Polaków. By temu podołać, nasłuchuje, skąd nadciąga zagrożenie, analizuje znaki i wyciąga wnioski. Konkretnie jeden: groza nadciąga ze strony multi-kulti. Pogłębione badania nad tą zarazą minister Błaszczak rozpoczął już w 2012 r.

minister

„Polityka multi-kulti, która w Europie Zachodniej jest podkreślana, podejmowana i rozwijana, w przypadku Breivika pokazuje, że prowadzi donikąd. Chodzi o to, żebyśmy rozsądnie podchodzili do kwestii imigrantów, szczególnie tych, którzy nie integrują się ze społecznością, tak jak w Europie Zachodniej, i niestety pewnie ten proces też nas czeka” – wieszczył Błaszczak (wówczas prominentny poseł opozycyjnego PiS) po wyroku na Andersa Breivika, prawicowego ekstremistę, który 22 lipca 2011 r. w dwóch atakach terrorystycznych zabił 77 osób.

Ministrowi nie można odmówić konsekwencji. Gdy fala rasistowskiej przemocy dotarła w ostatnich miesiącach do Polski, Błaszczak znalazł tego samego winnego – europejskie multi-kulti.

„Zjawisko przestępstw z nienawiści jest niepokojące w krajach Europy Zachodniej. W Niemczech, we Francji problemy te są konsekwencją wielu lat polityki multi-kulti, poprawności politycznej i otwarcia granic na napływ emigrantów z Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej” – tak minister reagował na raport rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, który skrytykował słabą reakcję polskich władz na wzrost liczby przestępstw motywowanych uprzedzeniami.

Zdaniem Błaszczaka takich przestępstw u nas właściwie nie ma. – To w Polsce margines marginesu – orzekł w tym tygodniu.

Kiedy indziej precyzował: „Gdyby Europa zwróciła się ku chrześcijaństwu, byłoby ono jak magnes, który przyciągnie muzułmanów i ich odmieni”.

I tu Błaszczak ma rację, chrześcijańska Polska może jeszcze muzułmanów nie przyciąga, ale zaprawdę ich odmienia. Nabija im sińce i pozbawia zębów. W aktach przemocy, których nie ma, ale znamy ich przyczynę: multi-kulti.

CZYLI JEST SZANSA NA JAKIEŚ POROZUMIENIE. WSTYD, ŻE TO NIE MARSZAŁEK SEJMU MÓWI „PRZEPRASZAM”.

c1ufxszweaipbbe

Waldemar Mystkowski pisze o porozumieniu PiS z Ryszardem Petru.

oto

Jest porozumienie PiS z częścią opozycji w sprawie protestu w Sejmie. Powyższe zdanie wyjaśnia wszystko. Albowiem nie jest to zażegnanie kryzysu w Sejmie ani wyprowadzenia państwa z głębokiego kryzysu, jak pisze Onet. I na łamach tego portalu dorzuca autor artykułu Andrzej Gajcy – „mocno zaangażowała się strona kościelna”.

Porozumienie z częścią opozycji nie wyprowadza państwa z głębokiego kryzysu, tylko odfajkowuje protest na sali plenarnej. Opozycja – kolejna słowo, którego nie chcą zrozumieć dziennikarze, jak ów Gajcy – w sile Nowoczesna, PSL Kukiz ’15 zawarła separatystyczne porozumienie.

Separatyzm polega na tym, że w porozumieniu pominięta została Platforma Obywatelska, a kryzys był skierowany na nią i li tylko na nią, bo Marek Kuchciński wykluczył z obrad Michała Szczerbę w z góry zaplanowanym kryzysie. Acz kryzys nie wywołał Kuchciński, bo ten nie jest zdolny do żadnej indywidualnej decyzji, on może tylko potrzymać laskę marszałkowską.

oto-jak

Opozycją w tym układzie porozumienia jest tylko Nowoczesna, bo PSL i Kukiz ’15 taką udają. Na czym polega porozumienie Ryszarda Petru? Otóż procedowane będą w Senacie poprawki opozycji do ustawy budżetowej, a tak naprawdę poprawki Platformy Obywatelskiej. „Kochany panie Ryszardzie”, tym razem tak może określić Michał Szczerba polityka od praw autorskich powiedzonka „światełko w tunelu”.

Petru zdecydował się sygnować bezprawie Sali Kolumnowej, gdzie PiS w sposób szemrany przyjął ustawę budżetową. „Sposób szemrany” – i tak jest eufemistycznym określeniem, bo po trzech tygodniach opinia publiczna ujrzała zapis kamer z tej sali i to takiej jakości, jakby technika cyfrowa cofnęła się do czasów dla tej techniki „sprzed Potopu”.

To jest grzech pierworodny tego porozumienie – „szemrane światełko w tunelu”. Jeżeli do takiego porozumienia rzeczywiście doszło, można określić przyszłość, iż parlament mamy szemrany, a prawo w nim stanowione jest szemrane.

Opozycja okazała się guzik warta, można ją wydymać w prosty sposób, acz może nieco okrężny, bo „przez Maderę”. Gdyż w czasie Madery, tj. Sylwestra owo porozumienie Petru zawierał z emisariuszami Jarosława Kaczyńskiego.

Platforma Obywatelska może czuć się oszukana jako część „zjednoczonej opozycji”. Grzegorz Schetyna pozostał na lodzie.

Zaś PiS zaciera ręce. Lekko poszło im rozbić opozycję, która jest takiej a nie innej wartości. Polska polityka nie ma opozycji, Ryszard Petru łatwiutko nabrał się na szacher macher ze światełkiem w tunelu, a PO zaliczyła drugi poważny cios w nos. Porozumienie PiS z częścią opozycji, to dechy dla partii Schetyny. Trudno po tym liczeniu będzie się jej podnieść.

W takiej sytuacji można „spokojnie” napisać: Kaczyński wyrąbał sobie drogę do autorytaryzmu. Pod koniec grudnia 2016 opozycja wydawała się silna, wystarczyły dwa niewielkie kryzysy – Madera Petru i faktury Kijowskiego – aby wszystko obróciło się w perzynę.

Kaczyński z otwartą przyłbicą może powiedzieć z wysokości drabinki z Tesco do swego ciemnego ludu: Opozycję mamy do dymania i właśnie z nią to zrobiłem.

bycie

TAKI PIĘKNY OPIS AKTUALNEJ POLSKIEJ DEMOKRACJI 🙂

demokracja

Kleofas Wieniawa krótko pisze o Obywatelach RP, którzy chcą zablokować miesięcznicę.

sabaty

Obywatele RP kolejny raz chcą zablokować miesięcznicę smoleńską. Hasłem będzie „Ręce precz od grobów”, a symbolem biała róża.

Liderem Obywateli RP jest Paweł Kasprzak, który staje w obronie ”tych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, które protestują przeciwko ekshumacjom” oraz walczy z „fundamentalizmem narodowo-katolickim”.

Blokada ma polegać na tym, że staną pod tablicami upamiętniającymi katastrofę, jednak kilka ważnych osób dopuszczą do tego, aby złożyły kwiaty.

Miesięcznice smoleńskie to sabaty pisowskie, ośmieszają Polskę, a Kaczyńskiemu pozwalają budować chorą religię smoleńską z bratem Lechem K. jako prorokiem.

Wystarczy już tych sabatów kołtunów politycznych. Brawo Obywatele RP!

krystyna-pawlowicz