Posts Tagged ‘Frans Timmermans’

Jak PiS wprowadza i wyprowadza kozy

PiS do perfekcji opanował polityczną zasadę nieoznaczoności (w fizyce kwantowej Heisenberga). W publicystyce przyjęło to nazwę niewysublimowanego przykładu alegorii: wyprowadzenia kozy. Wprowadzasz kozę – śmierdzi, wyprowadzasz – wszyscy z ulgą przyjmują, że można oddychać. A guzik, koza zrobiła swoje, jej nie ma, ale smród pozostał na zawsze – smród zniewolenia.

Tak rozegrano w ubiegłym roku trzy ustawy sądownicze, gdy Andrzej Duda po wielkich protestach i łańcuchach światła dwie z nich zawetował, wyprowadził kozę, aby następnie wprowadzić kozę jeszcze bardziej waniającą, ale wszyscy byli już zmęczeni pisowskim smrodem.

PiS nawet we wprowadzniu kozy wyrobił się jeszcze bardziej jak babcine reformy. Sejm w wakacje miał nie pracować, obserwatorzy polityczni utyskiwali, że posłowie to lenie, a tu proszę parlamentarzyści pracują w pocie czoła, jak nie przymierzając w czasie żniw. Może za bardzo się nie napracują, ale jakie efekty, godne stachanowców.

Nowela ustawy o IPN to znamienity przykład śmierdzącej kozy pisowskiej. Ustawa o IPN rozeszła się na cały świat, PiS osiągnął zatem efekt globalny, świat potraktował jako chlew. Ale nie zgodziły się z takim traktowaniem dwa potężne państwa Izrael i USA. Chlewu w związku z pisaniem o Holocauście nie będzie! Premier Izraela dopilnował, aby Mateusz Morawiecki wyprowadził tę globalną kozę, upokorzenie polskiego premiera widziała publika całego świata. Morawiecki jednak uznał to za sukces, bo tym razem to na niego – w teorii nieoznaczoności Heisenberga – przeniosła się koza, którą w tym wypadku można byłoby nazwać: kozą upokorzenia.

Zauważmy, iż w przypadku PiS działa fizyka kwantowa – smród po ustawie o IPN pozostaje na zawsze, a za kozę tymczasem robi sam Morawiecki.

Tę zasadę – moje odkrycie: kozy kwantowej – wykorzystuje się przy upartyjnieniu Sądu Najwyższego. Od razu wyczułem kozę, gdy na agendę wrzucono sprawę całkowitej aborcji, która miała być odesłana ad Kalendas Graecas, czyli nigdy niezałatwiona, ale służąca do postrachu.

I oto wraca aborcja, bo trzeba na siłę rozpirzyć Sąd Najwyższy, który sam o sobie zadecydował – takie uprawnienie daje Konstytucja – iż nie da się rozpędzić, a Komisja Europejska rozważa skierowanie tej sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Frans Timmermans nie do końca ma świadomość, ilu kóz i jakie z nich wprowadzi PiS, aby którąś wyprowadzić i by poczuto ulgę.

Bardziej jednak niż o Timmermansa właściciele kóz martwią się o polską publikę. Wszak do wyroków Trybunału w Luksemburgu mogą się nie odnieść, ale do Polaków niekoniecznie, gdyż to zależy, ilu z nas będzie protestować. O tym subtelniej niż ja pisze Wojciech Maziarski w materiale „O co chodzi w „operacji aborcja”.

Szefowa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Marta Lempart twierdzi, że kobiety będą protestować przeciw zakazowi aborcji, a wieczorem przyjdą pod Sąd Najwyższy. Ale w tym wypadku nie chodzi o zwartość protestujących, lecz o manipulowanie kozami i do tego PiS niewątpliwie się ucieknie.

PiS w dawkowaniu smrodów i mieszaniu nimi jak w alchemicznej retorcie jest mistrzem. Sam Goebbels mógłby się od nich uczyć, a w szczególności od Morawieckiego.

Takich kóz pisowskich jest bez liku. Jak wyprowadzono kozę: „nagrody nam się należą” (wprowadziła ją do obory B. Szydło)? Prezes powiedział, że mają je zwrócić na Caritas. Czy ktoś sprawdził, ile nagród odesłano do Caritasu, który wszak ich nie wypłacał? Ale to betka z nagrodami, które doją pisowscy działacze w spółkach skarbu państwa. Największy dystrybutor energii w Polsce, Energa ma już szóstego prezesa za czasów rządów PiS. Nie dość, że na tym stanowisku zarabia się krocie, to odprawy są wielokrotnie większe. Tak jest na stanowisku prezesa, lecz są pośledniejsze stanowiska w tej spółce i w innych spółkach skarbu państwa. Doją Energę i spółki państwowe rotacyjnie, bo „im się należy”. To nawet nie są dziesiątki milionów, ani setki, to więcej. Zresztą wystarczy porównać schemat i metody działania mafii, aby przekonać się, skąd PiS bierze wzorce dojenia, pobierania haraczów.

Tak do tej pory nikt nie postępował, bo poprzednie ekipy rządzące nie umywają się do PiS. Chrzanieniem w bambus jest używanie zwrotów, że poprzednie rządy, że PO-PSL, itd.

Spointuję nieco innym akcentem, mniej smrodliwym niż koza, lecz wielce nadającym się do „Ucha prezesa”, które nawet nie wiem, czy jest jeszcze realizowane, bo za kozami pisowskimi nie można nadążyć. Tomasz Siemoniak na swoim blogu pyta Morawieckiego i Joachima Brudzińskiego o słynną stępkę pod prom: „Dlaczego PiS nie poleruje stępki papierem ściernym?”

Niedługi tekst Siemoniaka jest przezabawny i uświadamia, że PiS nie tylko wprowadza i wyprowadza kozy, ale też ośmiesza na świecie imię Polski. Te dwie postaci pisowskie Morawiecki i Brudziński są jak Friko i Koko z cyrkowych skeczów, gdy jedna postać krzyczy do drugiej: „Wiesz Friko, że jesteś większym krętaczem ode mnie” i słyszy odpowiedź: „Ale ty Koko jesteś większym kłamcą”.

Pisowskie kozy pozostawią na zawsze smród na naszym wizerunku, ale moglibyśmy zadbać o to, aby już żadnych kóz nie wprowadzali. Jest na to jeden sposób, ich wyprowadzić.

Reklamy

Sąd Najwyższy redutą niezależności

W tej chwili w Polsce dzieją się rzeczy historyczne – ważą się losy, czy pozostaniemy krajem demokratycznym.

Waży się, czy w jakiejś perspektywie – względnie niewielkiej – zostaniemy wydaleni, zmarginalizowani, czy też pozostaniemy w Unii Europejskiej, tym najbardziej nowoczesnym projekcie Zachodu. W kraju sukcesywnie rozmontowywana jest demokracja, a obecnie rządzący wykluczają nas z UE. Niezależność sądownictwa upada, a jego ostatnią jego redutą – kolejne słowo zachwaszczone przez ludzi PiS – jest Sąd Najwyższy.

Istotna uwaga: to my, Polacy, jesteśmy odpowiedzialni za to, co się dzieje w kraju. Nikt nam nie załatwi niepodległości i demokracji, to my musimy tego pilnować, a gdy są one zawłaszczane – wydrzeć. Moi przodkowie walczyli o niepodległość i ginęli, a gdy stawali się emisariuszami na Zachodzie, otrzymywali owszem dobre słowo, ale tylko to.

Dzisiaj sytuacja jest o wiele lepsza, ale tak zawsze nie będzie. Pomogą nam – lecz w pierwszym rzędzie sami sobie musimy pomóc. Oto Zgromadzenie Ogólne Sądu Najwyższego podjęło uchwałę w obronie Konstytucji, iż Małgorzata Gersdorf pozostanie pierwszym prezesem Sądu Najwyższego do 30 kwietnia 2020 roku. Uchwała głosi: – „My sędziowie Sądu Najwyższego uczestniczący w Zgromadzeniu Ogólnym SN w dniu 28 czerwca 2018 r., pamiętając o złożonym ślubowaniu sędziowskim i wierni Konstytucji RP, która jest najwyższym prawem RP, stwierdzamy, że sędzia SN prof. Małgorzata Gersdorf zgodnie z bezpośrednio stosowanym art. 183 ust 3 Konstytucji pozostaje do dnia 30 kwietnia 2020 r. pierwszym prezesem SN, kierującym instytucją, w której pełnimy naszą służbę społeczeństwu”.

Jakim Ordonem okaże się Małgorzata Gersdorf, to wyjdzie w praniu. W sukurs niezależności polskiego sądownictwa idzie Komisja Europejska, która nawet dała przyjacielowi Polski wiceprzewodniczącemu Fransowi Timmermansowi wolną rękę w decyzjach dotyczących Polski o naruszenie unijnego prawa.

Jakie podejmie decyzje Timmermans? Czy zwróci się z pozwem do Trybunału Sprawiedliwości UE o wstrzymanie niekonstytucyjnej ustawy o Sądzie Najwyższym?

A jeżeli do tego doszłoby i Trybunał by podjął decyzję zgodną z polską Konstytucją, czy PiS podporządkuje się wyrokowi? Jasnym jest dla świadomych Polaków, iż Jarosław Kaczyński i jego najnowszy namiestnik Mateusz Morawiecki, stojąc przed dylematem, czy ważniejsza jest obecność Polski w UE, czy władza w Polsce, wybiorą to ostatnie.

Tej władzy nie wierzy nikt na świecie, o czym można było przekonać się przy ustawie o IPN. Izrael i USA zmusiły PiS bez żadnych negocjacji do zmiany ustawy o IPN. Odbyło się to w najszybszej na świecie procedurze – 10 godzin: 3 czytania w Sejmie, brak debaty, głosowanie, procedura w Senacie i podpis Andrzeja Dudy (rekord do Księgi Guinnessa), zaś premier Izraela Netanjahu dopilnował osobiście Morawieckiego i pochwalił, jak Stalin Bieruta, a Breżniew Jaruzelskiego.

Tak! Władze PiS mogą się nie podporządkować wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości UE, który tej władzy nie wierzy. Wystarczy spojrzeć na świeży wyrok tego Trybunału, który rozpatrywał wątpliwość sądu w Dublinie, a dotyczyła tego, czy deportować do Polski Artura C., podejrzanego o produkcję, handel i przemyt narkotyków. Trybunał Sprawiedliwości uznał, że o tym ma decydować sąd dubliński. Sędzia tegoż sądu obawia się, że w Polsce łamana jest praworządność.

Ten casus pokazuje, jak postrzegana jest Polska i działające u nas prawo. I to my musimy obronić niezależność sądownictwa, wspomóc Małgorzatę Gersdorf w tej obronie. PiS roluje nam sprawiedliwość, roluje demokrację, a w dłuższej perspektywie niepodległość. Nie wiem, jak Kaczyński skończy ze swoim chorym kolanem, ale w razie czego nie chciałbym, aby nasze imponderabilia spożywał jak dropsy.

PiS się nie cofnie

Oszukają, zignorują, oczernią – po rozmowie Morawieckiego z Timmermansem

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans krótko sobie porozmawiał z Mateuszem Morawieckim. Krótko rozmawiają wrogowie, gdy ich stanowiska nie mają za wiele wspólnych wartości do obopólnego zaakceptowania. Timmermans przed przylotem do Polski został potraktowany z buta (czyt. z kopa) zarówno przez przedstawiciela Andrzeja Dudy, Krzysztofa Szczerskiego, jak i rzecznik Morawieckiego, Joannę Kopcińską. Pierwszy powiedział, że „to jego ostatnia szansa”, a druga – „Komisja Europejska ma problem”.

Po rozmowie interlokutorzy podziękowali sobie „za konstruktywne rozmowy”. W języku wrogów znaczy, że nie było za wiele dialogu, a konstrukcja była w istocie destrukcyjna. Morawiecki przekazał materiały Timmermansowi, które mają być jakoby podstawą do dalszych rozmów. Pewnie chodzi materiały o „grupie przestępczej”, działającej w jednym z sądów krakowskich, w którym sędziowie nie godzą się na odebranie im niezależności.

Czy to już koniec szukania kompromisu? PiS gra na czas, aby postawić Komisję przed faktami dokonanymi, licząc iż władze KE odpuszczą. W takim razie Unia w stosunku do siebie byłaby destrukcyjna, bo władze PiS rozsadzają ją od środka, tak jak w kraju demolowana jest demokracja.

Mamy zatem do czynienia z podobnym schematem postepowania, jak z Komisją Wenecką. Zwrócono się do niej o opinię, a gdy ta była negatywna, przez jakiś czas pozorowano rozmowy, aby na końcu orzec, że to „ich ostatnia szansa” i że to Komisja Wenecka „ma problem”.

Dialektyka władzy PiS jest toporna jak konstrukcja cepa. Zbigniew Herbert o podobnym schemacie działania komunistów pisał w „Potędze smaku”, iż używają „parę pojęć jak cepy”. Takie cepy są w użyciu PiS.

Co nas czeka? PiS dostanie mniej środków z budżetu unijnego, będzie więc powód do oczerniania Brukseli, a może i przekonywanie wprost do Polexitu. Rafał Trzaskowski próbował uspokoić Polaków, iż „zabrane środki zostaną zamrożone” do chwili, gdy dojdzie do opamiętania rządzących i PiS przestanie łamać praworządność.

Politycy partii Kaczyńskiego od razu popadli we właściwy im jazgot o totalności i spisku. Trzaskowski miał się jakoby skumać z wrogami PiS w Brukseli, a przecież chodzi o to, że Platforma zadbała o to, by pieniądze nie przepadły.

Wybijmy sobie z głowy, że PiS z czegoś się wycofa, brną w autokrację, a to może tylko skutkować dalszą marginalizacją Polski i groźbą wydalenia naszego kraju z UE. Politycy PiS działają wg wypracowanego schematu „pojęć jak cepy”, które sprowadzają się do tego, że – jak to akuratnie ujął prof. Wojciech Sadurski – „Brukselę oszukają, Luksemburg [Trybunał Sprawiedliwości UE – przyp. mój] zignorują, opozycję oczernią”.

Oszukają, zignorują, oczernią. Z każdym tak postępują – z Brukselą, z opozycją i z protestującymi, których będzie coraz więcej przybywać na Majdanie oszukanych.

Timmermans dostaje od polityków PiS ultimatum

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans przyjeżdża do Warszawy w związku z procedurą artykułu 7. Traktatu o UE, a dotyczy on niepraworządności w naszym kraju.

Co może wskórać? Na razie mamy tylko słowa polityków PiS, głównie przeznaczone na użytek wewnętrzny. Ale politycy PiS w Unii niewiele zrobili, odpowiedzialny za logistykę dyplomatyczną w Brukseli wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański nie dostał od prezesa Kaczyńskiego pozwolenia, bo ten choruje na kolano.

Krzysztof Szczerski, szef kancelarii Andrzeja Dudy, w typowy sposób odwracając kota ogonem, postawił via polskie media ultimatum Timmermansowi: „To jego ostatnia szansa na zakończenie sporu z Polską”.

„Wicie-rozumicie”. Komisja Europejska jest winna tego, że Trybunał Konstytucyjny jest przybudówką PiS i nie orzeka zgodności stanowionego prawa z Konstytucją, ale z wolą prezesa. Timmermans jest winny, że sądownictwo w kraju przestało być niezależne, a trójpodział władzy został złożony do lamusa.

Timmermans, więc dostał ostatnią szansę, aby pogodzić się z niepraworządnością w Polsce. Podobną retorykę stosuje rząd, rzecznik Joanna Kopcińska użyła podobnych słów, jak Szczerski: „Wydaje się, że w tej chwili to KE ma problem”.

„Szanse”, „problem” – takie brudne erystycznie chwyty w komunikacji społecznej używali komuniści, nazywając to kolejnymi ultimatum. Chyba znaleźliśmy się w sytuacji opisanej przez autora „Erystyki” Artura Schopenhauera: „Najmniej wartościowym natomiast rodzajem dumy jest duma narodowa”.

PiS poprzez swoje błędy i odejście od standardów demokratycznych wpędził nas w fałszywie pojętą dumę narodową – każe jej bronić, gdy już nie ma czego bronić, bo duma znalazła się w ruinie. Strategię PiS w tym kontekście celnie opisał Radosław Sikorski: „Reżimy populistyczne używają konfliktu z zagranicą do mobilizowania swojej bazy politycznej”.

Jeżeli PiS nie odstąpi od niepraworządności i nie dokona korekt legislacyjnych w sądownictwie, to nie tylko dojdzie do eskalacji konfliktu z władzami unijnymi, ale przede wszystkim wyrzuci nas ze struktur unijnych, znajdziemy się w izolacji.

Timmermans jest biczem na PiS

Polska rządzona przez PiS traci twarz.

Upolitycznienie sądownictwa w Polsce po raz kolejny było tematem dyskusji w instytucji unijnej. W Parlamencie Europejskim w Strasburgu debatowano na ten temat na prośbę Komisji Europejskiej.

Instytucje unijne przecierają ścieżki związane z uruchomionym po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej artykułem 7 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE), który stwierdza poważne naruszenie przez państwo członkowskie wartości unijnych. W tym wypadku chodzi o zniszczenie przez PiS niezależności sądownictwa, zachwianie trójpodziału władzy.

Unia traci dziewictwo w kwestii pouczania o demokracji, a Polska rządzona przez PiS traci twarz. Trudno orzec, jakie będą następne kroki, bo wszystko to dzieje się po raz pierwszy.

Komisja Europejska najprawdopodobniej na tej postawie sformułuje wniosek do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, który może orzec, iż sądownictwo w Polsce stało się partyjne, a nie niezależne. Na końcu tego łańcuszka procedur może dojść do nałożenia sankcji na Polskę.

Co warto zapamiętać z debaty w Strasburgu? Wiceszef KE Frans Timmermans, który pilotuje naszą sprawę przez meandry procedur, powiedział: – „W ciągu ostatnich 6 miesięcy rząd polski wprowadził szereg zmian, które wyrządziły wiele szkód, po Trybunale Konstytucyjnym i Krajowej Radzie Sądownictwa, teraz Sąd Najwyższy może zostać poddany kontroli politycznej”. Timmermans konkludował: – „Jeżeli nie znajdziemy rozwiązania, to komisja będzie musiała przestrzegać zasad. To nie jest narzucanie z zewnątrz, to pilnowanie uzgodnień”.

Wiceszef KE zapowiedział wizytę w Warszawie w następnym tygodniu. Dopuścił się lapsusu: „Polecę do Moskwy w poniedziałek”. Nie jestem pewien, czy to wpadka, czy freudyzm, bo u polityków zachodnich może już działać podświadomość: myślisz „Polska”, mówisz „Moskwa”. Taki to kierunek cywilizacyjny w polityce wewnętrznej i zewnętrznej nadawany jest przez polityków PiS.

Timmermans najskuteczniej obnaża demolowanie demokracji w Polsce – jest jak na razie najboleśniejszym i najskuteczniejszym biczem na PiS.

TRUDNO W TO UWIERZYĆ, ALE TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ!!!

c5d0p2uwiaeawa6

TEN, KTÓRY CIĄGLE POTRZEBUJE OD NAS PIENIĘDZY JEST WYSOKO NA LIŚCIE NAJBOGATSZYCH POLAKÓW. A WY, NA KTÓRYM JESTEŚCIE MIEJSCU, NA TEJ LIŚCIE?

c5gy7b3wcaabrgs

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, jak Andrzej Duda przestał być zwierzchnikiem armii. Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zakazał najważniejszym dowódcom Wojska Polskiego bezpośredniego kontaktu z prezydentem Andrzejem Dudą.

jak-macierewicz

Ustny zakaz kontaktów z prezydentem dla szefa sztabu, dowódcy generalnego i dowódcy operacyjnego sił zbrojnych został wydany jesienią przez szefa MON. Po co? Powody są co najmniej dwa.

c5f8bm5w8aa2bfl

Po pierwsze, nie informować prezydenta

Według zamysłu Macierewicza Andrzej Duda o sytuacji w armii ma wiedzieć jak najmniej. Powód? Generałowie dopominali się m.in. interwencji zwierzchnika sił zbrojnych w sprawie niektórych nominacji, a także wyjaśnień, na czym ma polegać zmiana systemu dowodzenia i jak ma wyglądać nowy program modernizacji technicznej sił zbrojnych.

– Wygląda na to, że prezydent już się pogodził z faktem, że nie ma wpływu na sytuację w wojsku. W gronie bliskich współpracowników stwierdził nawet, że nie tylko on ma problemy z Antonim Macierewiczem – twierdzi nasz informator z Pałacu Prezydenckiego. – W relacjach z szefem MON Andrzeja Dudę reprezentuje Paweł Soloch. Szef BBN jest zwany w Pałacu Harrym Potterem i najwidoczniej Macierewicza się boi. Obecnie sytuacja jest taka, że każdemu spotkaniu prezydenta z kadrą dowódczą towarzyszy minister Macierewicz – dodaje nasz rozmówca.

Krytyczne wypowiedzi na temat kierowania siłami zbrojnymi w obecności prezydenta spowodowały już dymisję inspektora sił powietrznych gen. Tomasza Drewniaka.

Nasi rozmówcy twierdzą, że jedyną osobą w Pałacu Prezydenckim, która ma szczegółowe informacje na temat sytuacji w siłach zbrojnych, jest gen. Jarosław Kraszewski, artylerzysta, który m.in. był w Iraku. Generał jest pracownikiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Po drugie, wpłynąć na decyzje Andrzeja Dudy

Powodem zakazu kontaktów wyższych oficerów z prezydentem była też szczególna troska Macierewicza o to, by nikt nie wpływał na Andrzeja Dudę przy personalnych wyborach, szczególnie przy wyborze najważniejszym: szefa Sztabu Generalnego.

Aby dopilnować korzystnego dla siebie rozwiązania, minister obrony uknuł nawet małą intrygę. Na przełomie października i listopada Andrzej Duda w Dowództwie Operacyjnym Sił Zbrojnych miał rozmawiać o wyzwaniach, jakie stoją przed wojskiem, oraz o projekcie reformy systemu dowodzenia siłami zbrojnymi. Ku zaskoczeniu prezydenta na miejscu witał go zastępca dowódcy. Sam dowódca – gen. Marek Tomaszycki – przebywał wówczas w podróży służbowej. Najprawdopodobniej był w Afganistanie, gdzie przygotowywał kolejną zmianę w polskim kontyngencie, o czym dobrze wiedział minister Macierewicz.

Prezydent uznał nieobecność za despekt ze strony dowódcy operacyjnego, a sprawa miała istotne znaczenie: gen. Tomaszycki, świetnie mówiący po angielsku i mający bardzo dobre notowania w NATO, miał być według nieoficjalnych informacji faworytem Pałacu Prezydenckiego przy wyborze szefa Sztabu Generalnego. Natomiast szefowi MON zależało na nominacji gen. Leszka Surawskiego.

I dopiął swego: Surawski 31 stycznia został szefem Sztabu Generalnego WP.

Gen. Surawski w ostatnim czasie stał się jednym z najbliższych współpracowników ministra Macierewicza. To on m.in. wskazał nowego dowódcę generalnego sił zbrojnych: gen. Jarosława Mikę, dowódcę 11. Dywizji, podobnie jak gen. Surawski – czołgistę.

PIĘKNE PODSUMOWANIE WOJTKA KUSSOWSKIEGO

c5f_qrbwyaereb4

KOGO SIĘ TAK SZYDŁO BOI??? POLAKÓW? 

c5g0e0aw8aal91x

Bartosz T. Wieliński pisze o żałosnych pisowskich występach w Monachium. Politycy PiS nie chcą zrozumieć, że państwo traci, gdy polityka zagraniczna jest tylko pochodną krajowej. A gdy rozgrywają wewnętrzne interesy w międzynarodowych gremiach, stają się śmieszni.

INTERNAUCI PODPOWIADAJĄ. MACIEREWICZA OSZUKUJE DILER.

c5gb3cewqaadc_f

W 2007 r. rząd PiS zbojkotował konferencję bezpieczeństwa w Monachium, gdy Władimir Putin groził Zachodowi zimną wojną. – Gdyby tam był Jarosław Kaczyński, to mogłoby dojść do rękoczynów z Putinem – tłumaczył absencję ówczesnego premiera Marek Kuchciński. Coś w tych słowach było proroczego, bo w tym roku, gdy politycy PiS stawili się w Monachium silną grupą, emocje sięgnęły zenitu.Szef MSZ Witold Waszczykowski ściął się publicznie z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem – Holendrem znienawidzonym przez „dobrą zmianę” za to, że nadzoruje procedurę monitorowania praworządności w Polsce.

Do Monachium od pół wieku najważniejsi politycy, dyplomaci i eksperci przyjeżdżają dyskutować o bezpieczeństwie zachodniego świata. W tym roku ta kwestia jest paląca. Nie wiadomo bowiem, czy Ameryka pod rządami prezydenta Trumpa nie wycofa się z Europy.

Co miał o tym do powiedzenia minister obrony Antoni Macierewicz? Ano tyle, że „zamach” w Smoleńsku był etapem rosyjskiej agresji, tak jak wojna w Gruzji czy aneksja Krymu. Wcześniej wzywał NATO, by pomogło wyjaśnić, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., choć Sojusz przyczyn katastrof lotniczych nie bada.

Politykę zagraniczną nieustannie miesza z wewnętrzną Jarosław Kaczyński. Trafił ostatnio na nagłówki gazet, gdy okazało się, że straszył Angelę Merkel podczas jej wizyty w Warszawie możliwym żądaniem ekstradycji Donalda Tuska. Merkel chciałaby, by przewodniczący Rady Europejskiej pozostał na tym stanowisku następne dwa i pół roku. Kaczyński zaś widzi Tuska przywożonego do Warszawy w kajdankach wojskowym samolotem…

Kaczyński nie jest pierwszym przywódcą partyjnym, który lekceważy dyplomację. Co do występów szefa MON – szkoda słów. Ale rolą ministra spraw zagranicznych jest dbać o reputację kraju, dyplomatycznie zacierać złe wrażenie. Waszczykowski tego nie potrafi. Gdyby w piątek trzymał nerwy na wodzy, nie myślał o tym, jak wypadnie w „Wiadomościach” TVP, czy o tym, co powie Kaczyński. Gdyby zachował się jak dyplomata.

Timmermans jakby tylko czekał na okazję. Podczas dyskusji z Waszczykowskim wspomniał październikowy strajk kobiet w Polsce, mówił o niezależności sędziów. Gdy polski minister wypomniał mu brak sądu konstytucyjnego w Holandii (funkcję tę pełni tam rada państwa), z uśmiechem odpowiedział, że skoro polska konstytucja przewiduje trybunał, to rząd nie powinien go niszczyć. Skrytykował też obraźliwe i nierzeczowe odpowiedzi polskiego rządu na zalecenia Komisji Weneckiej.

A gdy Waszczykowski prosił, by pozwolić Polakom przestrzegać ich konstytucji, „a nie waszej wizji konstytucji”, Timmermans odparł, że niczego innego od Polski i dla Polski nie chce.

Spektakl ten przypomniał siedzącym na sali głowom państw, szefom rządów, ministrom, na czym polega spór między Unią a rządem PiS i jakie skutki może mieć dla Europy. I że ten trwający od roku konflikt trzeba wreszcie rozwiązać.

c5gj-7qwyaesjen

Waldemar Mystkowski pisze o TVP, które nie powiadomiło widzów, że Agnieszka Holland zdobyła wielką nagrodę filmową.

KACZYŃSKI COFA POLSKĘ DO LAT DZIECIŃSTWA. DO WSZYSTKICH KOSZMARÓW, KTÓRE WTEDY POLSKĘ RUJNOWAŁY.

c5givokwqaa5_if

PiS zmniejsza Polaka i obywatela

pis-zmniejsza

Zanadto nie martwi mnie, że PiS sekuje kulturę, odmawia pieniędzy na dzieła ważne dla substancji duchowej narodu. One tak czy siak zostaną dowartościowane, kultura zawsze była niezależna od źródeł finansowania, może dlatego tak często wybitni twórcy ubodzy.

PRL bał się twórców, starał się ich podporządkować, łożył pieniądze, a ci – oprócz integralnych akolitów – mieli zupełnie inny światopogląd, niż zadekretowany. Dlatego nie zanadto obrażam się na Piotra Glińskiego, iż podzielił pieniądze na wsparcie przedsięwzięć kulturalnych wśród twardych pisowców i katolików, bo oni nie są w stanie wznieść ponad przeciętność. Będziemy mieli gnioty typu film „Smoleńsk”, którego nikt nie chce oglądać, bądź ten rydzykowy „Zerwany kłos”.

Martwi mnie przekaz do społeczeństwa, do odbiorców. To jest najbardziej krucha materia, bezbronna, gdy zwalczana jest kultura (o w tym kontekście nie boję się nazwać: kultura narodowa, bo taką jest wszystko, co stwarzane jest w narodzie, arcydzieła i kicze). Część odbiorców będzie pozbawiona obrazu polskiej kultury aktualnie powstającej, będzie pozbawiona tych drożdży, które pozwalają uczestniczyć w dialogu z nowymi zjawiskami społecznymi, kulturowymi. I nie chodzi nawet o aktywne zajęcie głosu, ale o świadomość, iż coś takiego się dzieje.

PiS uderza w duchowość polskiego społeczeństwa, zubaża Polaków. Metaforycznie można to opisać, iż pozbawia części Polaka w Polaku, w obywatelu obywatela. Władza PiS zmniejsza ludzi, trawestując: „Prezesie, zmniejszyłem wyborców” – mógłby zameldować Jacek Kurski. I taka dokonuje się operacja zmiany, „dobrej zmiany” w mediach pisowskich. Zmienia się z normalnego na „dobre”, na małe, wówczas zrozumiałe dla prezesa i jego akolitów.

Agnieszka Holland odnosi sukces na festiwalu filmowym w Berlinie zdobywając „Pokotem” Srebrnego Niedźwiedzia, w mediach tzw. narodowych do tego stopnia zmniejszyli ten sukces, że w ogóle nie poiformowano o nim. Za duży to sukces, przerasta ich. Oczywiście, że w innych mediach informacja została podana, bo jeszcze nie mamy cenzury, ale część odbiorców , nawet tych najbardziej biernych, została przefasowana na pisowską małość, na zmniejszenie. Dużo, niedużo? Może to tylko milimetr, ale w kulturze to czasami dużo.

Na to się oburzam, na to, że zmniejszają Polaków. Beata Szydło może nie lubić genialnej „Idy” Pawlikowskiego, nawet to rozumiem, bo sama dawno została zmniejszona i nie wróżę jej powrotu do normalności, więc „Ida” będzie poza jej zasięgiem, ale dlaczego zmniejszają wielu młodych Polaków nieświadomych tej operacji zmniejszania?

ILU JESZCZE POSŁÓW PiS TAK KŁAMIE???

c5gdoomwqaeanoa

NA WAWEL LIMUZYNĄ, DO DOMU SAMOLOTEM – „PRACA I POKORA” W PAŃSTWIE PiS

c5ga2g8xuaedxap

Kleofas Wieniawa pisze o międzynarodowej dedradacji Polski pisowskiej.

polska-pisowska

Czy politycy PiS uświadamiają sobie, iż doprowadzili do sytuacji zdegradowania Polski do drugiej ligi. Może mają oczy dookoła głowy, bo rozumu raczej nie mają tak usytuowanego.

Podczas 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium zasłynął najbardziej Witold Waszczykowski, który jak Reytan bronił dewastacji demokracji i prawa w Polsce przed mieszczaninem – w dobrym znaczeniu – wiceszefem Komiji Europejskiej Holendrem Fransem Timmermansem.

Otóż Waszczykowski odkrył z właściwą mu emfazą, iż w Holandii nie na Trybunału Konstytucvyjnego. Ale ten niezbyt lotny dyplomata nie odkrył, że w tym kraju żadnemu politykowi nie przyjdzie do głowy, aby łamać konstytucję. Holandia ma jedną z najbardziej utwardzonych demokracji i może być przykładem dla całego świata zachodniego, włącznie z krajami anglosaskimi.

Zaś Andrzej Duda nie spotkał się z wiceprezydentem USA Mike’m Pencem, bo już z Dudą niewielu chce sie spotykać. Nie jest żadnym partnerem, a wydawałoby się, że do Jankesa nie jest tak trudno dotrzeć, bo nie nazbyt wielu było prezydentów w Monachium. Duda zaś mógł usłyszeć z ust Pence’a, iż światowym bohaterem walki z komunizmem jest Lechem Wałęsa. Wyobrażam sobie jak w tym momencie Duda zrobił swoją minę papuśnego zdziwienia.

Był jeszcze Antoni Macierewicz w stolicy Bawarii, ten niestety ma renomę taką, na jaką zasługuje także w kraju, ministra od zamachu smoleńskiego. Zawsze w takich wypadkach polscy ministrowie obrony spotkali się z sekretarzem obrony USA, ale nie Macierewicz.

Spadamy we wszystkich klasyfikacjach, w Unii Europejskiej w połowie marca dowiemy się z „białej skiegi” kierunku reform, którą przedstawi Komisja Europejska, zostaliśmy zdegradowani do ostatniej prędkości integracji, bo takie zostaną wyznaczone krajom członkowskim. Nie będziemy sami, bo z Węgrami.

Może już nawet nie jesteśmy w drugiej lidze, ale w trzeciej, dzieki takim złamanym ludziom i politykom, którzy niewiele mają do powiedzenia, jak Waszczykowski, Duda, Macierewicz.

PAŃSTWO PiS, PONAD PRAWEM

c5dxn1xwcaehodg

MA RACJĘ?

c5dwy1rxaauv-v

>>>

c4_oay5waaea5ps

Jarosław Kaczyński zrobił sobie z Wawelu prywatny zamek.

SŁOWO NA NIEDZIELĘ – PIĘKNE :))))

c4_o11pwmaarnjg

Każdego 18. dnia miesiąca – w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej – prezes Kaczyński odwiedza grób brata i bratowej. Pod Wawelem zebrało się w sobotę kilkadziesiąt osób. Przynieśli ze sobą tabliczki ze znakiem zakazu wjazdu i hasłami: „Nekropolia nie dla PiS-u”, „Stop upartyjnianiu Wawelu”, „Módl się prywatnie nie w blasku fleszy”. Skandowali: „Wawel królów, nie prezesów”, „Wawel wolny, nie PiS-owski”, „Modli się człowiek, a nie partia”, „Tu Jest Wawel, a nie Nowogrodzka”. Manifestujący – których od drogi na Wawel oddzielały barierki – nie próbowali zablokować wjazdu samochodów, wiozących m.in. prezesa PiS. Padły tylko okrzyki: „Będziesz siedzieć!”.

O co chodzi organizatorom protestu?

– Jesteśmy tutaj, bo nie zgadzamy się na upolitycznienie Wzgórza Wawelskiego. Pan prezes Jarosław Kaczyński przyjeżdża na grób swojego brata i jego małżonki, ale robi to w sposób polityczny i widowiskowy, przyjeżdża razem z notablami partyjnymi, urządzając niejako partyjną szopkę. Temu się sprzeciwiamy – mówił Tomasz Puła, jeden z organizatorów protestu. Dodał, że krokiem do odpolitycznienia Wawelu byłaby likwidacja barierek, które są rozstawiane, gdy przyjeżdża prezes PiS. Jak podkreślił Puła, nie chodzi o zabronienie posłowi Kaczyńskiemu odwiedzania grobu brata, tylko „powinno się to odbywać w inny sposób”.

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o kolejny przekręcie Macierewicza. W poniedziałek minister Antoni Macierewicz ma ogłosić przetarg na zakup 16 śmigłowców dla polskiej armii. Osiem ma zostać przeznaczonych dla sił specjalnych, osiem dla Marynarki Wojennej. Prześledźmy, co do tej pory mówił na ten temat.

macierewicza-opowiesc

* 10 października został zerwany kontrakt na 50 śmigłowców H225M Caracal firmy Airbus. Pierwszych 16 tych maszyn miało wylądować w Polsce w 2017 r.
Szef MON natychmiast pojechał do zakładów Sikorsky w Mielcu i na tle śmigłowców Black Hawk ogłosił: „Mam nadzieję, że tymi śmigłowcami będą latały polskie siły specjalne”, bo jeśli rozmowy uzyskają zwieńczenie, „to w tym roku pierwsze śmigłowce pozwalające na realizację ćwiczeń zostaną dostarczone”.

* 11 października precyzował, że w 2016 r. będą dwa śmigłowce, w 2017 r. – osiem, a potem – 11; dodał, że chodzi o śmigłowce z Mielca.

* 16 października w TV Trwam zapowiedział budowę polsko-ukraińskiego śmigłowca dla armii krajów Europy Środkowej.

* 18 października Beata Perkowska z MON informowała, że do rozmów w sprawie śmigłowca zaproszono zakłady z Mielca, Świdnika oraz koncern Airbus.

* 8 listopada Macierewicz stwierdził, że jego oferta tylko dla Mielca „nigdy nie była aktualna”.

* 21 listopada stwierdził jednak, że pierwsze śmigłowce (Black Hawk) będą dostarczone wojskom specjalnym do końca roku.

* 10 stycznia br. Bartłomiej Misiewicz oświadczył, że dostawa dwóch pierwszych maszyn do prób i szkolenia opóźnia się z przyczyn niezależnych: „Okres świąteczny, to chwilowe przesunięcie. Jesteśmy w trakcie kończenia koncepcji offsetowej. Nie chcemy, by było to robione jak za poprzedników, gdy uniemożliwiono producentom mającym zakłady w Polsce stanięcie do przetargu na równych zasadach”.

Kolejny termin? „Styczeń, maksymalnie przełom stycznia i lutego”.

* 18 stycznia minister przedstawił kolejną wersję: „Pierwsze dwa śmigłowce na przełomie stycznia i lutego zostaną dostarczone polskim siłom specjalnym. Co do pozostałych, czyli 14 śmigłowców, które zostaną nabyte w tym roku, jesteśmy w trakcie wybierania oferty od trzech przedsiębiorców, którzy zgłosili się do tego konkursu, tzn. od Mielca, od Świdnika i od Airbusa”.

* 9 lutego: „Właśnie przed chwilą, gdy wchodziłem, powiedziano mi, że najpóźniej będzie to marzec tego roku” [co oznacza następny miesiąc opóźnienia].

Ogłoszenie przetargu oznacza, że armia nie dostanie nowych kilkunastu śmigłowców w tym roku. Żaden polski zakład nie zdoła ich bowiem wyprodukować, a to jest warunek ministra. Chyba że Macierewicz kupi przygotowane przez Airbusa dla Polski caracale?

OTO OBIECANA KONSTYTUCJA DLA BIZNESU… A RACZEJ DLA PiSNESU. Bo to przecież nie firma ma zarobić, ale państwo.

c5czuiewqaqutrz

Waldemar Mystkowski pisze o Fransie Timmermansie i jego zabiegach o demokrację w Polsce.

timmermans

Timmermans walczy o państwo prawa w Polsce

c452comukam89gl

Nie PiS będzie płacić za wpadki (w istocie nie wpadki, a poglądy prezesa Kaczyńskiego) swoich polityków na arenie międzynarodowej. Zapłacimy za Mateusza Morawieckiego, czy za Witolda Waszczykowskiego. Dorzucą swoje Beata Szydło i Andrzej Duda, którzy nie są żadnymi samodzielnymi bytami politycznymi, ale emanacją prezesa.

Morawiecki robi karierę na Zachodzie ze swoim „prawo nie jest najważniejsze”, jest wpisywany na „prestiżową” listę postaci, którzy popisali się identycznymi stwierdzeniami. Niestety, są to tylko faszyści z Hansem Frankiem na czele. Niech nikt nie twierdzi, że to przypadek, bo determinacja, z jaką bronił bezprawia w rozmowie z Timem Sebastianem w Deutsche Welle, a przede wszystkim zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego i przymiarka do takiego samego zniszczenia niezależności sądownictwa, są wehikułem PiS do faszyzacji życia publicznego w kraju.

Musimy bić w bębny, w dzwony, w polityków opozycji, aby nie ustępowali pola zagrożeniu wewnątrz kraju, dla Polski zagrożeniem jest Jarosław Kaczyński i jego partia. Każdy dzień przybliża nas do reżimu, a tym samym do osamotnienia w Europie, a później nie muszę dopowiadać, jakie będą odzywki w Paryżu, czy w Londynie, iż „nie będą chcieli umierać za Gdańsk, Warszawę i Poznań”.

Przyjaciel Polski – wielki, nie boję się tak go określić – wiceszef Komisji Europejskiej, Frans Timmermans ponagla kraje członkowskie Unii Europejskiej, aby przyszły z pomocą w sporze o kontrowersyjną reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Timmermans namawia wszystkie kraje, oprócz Niemiec, których relacje z Polską są obciążone historycznie. Pomóc Polsce – to znaczy postawić tamę zawłaszczania prawa przez PiS, aby obronić państwo prawa. Musimy sobie uświadomić, iż zniszczenie niezależności sądów, jest tożsame ze zniszczeniem opozycji. PiS będzie z każdym z nas mógł zrobić, co zechce. Najpierw zastraszyć, a jak to się nie uda, posadzić za kratami. Do tego sprowadzi się „reforma sądownictwa”.

Polska jest wypychana z reformującej się Unii Europejskiej, dosadnie przekonamy się już w połowie marca, gdy Komisja Europejska przedstawi „białą księgę” kierunków reform UE na najbliższą dekadę, która ma być wstępem do reformy instytucji unijnych i UE. Unia zmierza do ściślejszej integracji, a tym samym „różnych prędkości” dla poszczególnych krajów.

Niestety z pomysłami Ferdynanda Kiepskiego Kaczyńskiego znajdziemy się w ogonie unijnym wraz z Węgrami. A może jeszcze gorzej, bo głośno już jest wyrażana (choćby przez premiera Walonii Paula Magnette’a), iż po Brexicie winien nastąpić Polexit, Hunxit.

Potrzebna – jak nigdy dotąd – jest w kraju współpraca opozycji – elit politycznych i społeczeństwa obywatelskiego. Jeżeli teraz nie zadbamy o kraj i o siebie, za jakiś czas może być za późno, bo PiS skutecznie nas rozpirzy, skłóci, a niektórych posadzi.

ŁODZIANIE DZIŚ WYSZLI NA ULICE. POWIEDZIELI „NIE” DLA PiS-OWSKICH ZMIAN W SAMORZĄDACH. NIE ODDADZĄ MIASTA KACZYŃSKIEMU. SZACUNEK!!!

c49t2rxxaaewxgf

Kleofas Wieniawa pisze o „Uchu prezesa”.

pis-niespelna

Prezesem TVP jest niezbyt lotny człowiek – Jacek Kurski. Dlaczego nim się zajmuję? Tak wypadło w czasie smuty PiS.

Ten nielot o „Uchu prezesa” Kabaretu Moralnego Niepokoju był się wypowiedzieć, iż bohaterowie wykreowani przez Roberta Górskiego są „niespełna władz umysłowych albo kanalie”.

Oczywistym, dla mnie jest, że ten kabaret nie uderzy w PiS, w partię Kaczyńskiego, gdyż uderzy w nich talent literacki i to miary Alfreda Jarry, bądź Bertoda Brechta. I tak się stanie, taka rzecz powstanie, a może już powstała.

Kaczyńskiego nie potrzeba zamykać w żadnej metaforze, wystarczy cytować go in exteso, kompromituje się intelektualnie. Jest sam w sobie groteską.

Więc wybierzcie ten „dylemat” – ”niespełna władz umysłowych albo kanalie” – spośród 4 zdarzeń tylko z tylko dwóch dni.

1. Antoni Macierewicz przekonuje NATO do katastrofy smoleńskiej.

2. Mateusz Morawiecki w Deutsche Welle twierdzi, iż prawo nie jest najważniejsze. Czyli optuje za bezprawiem.

3. Waszczykowski stwierdza, iż Holandia nie spełnia standardów europejskich, gdyż nie posiada Trybunału Konstytucyjnego.

4. Prezes Jarosław Kaczyński „patriotyczne” donosi na Donalda Tuska i chce go ścigać Europejskim Nakazem Aresztowania.

To nie kabaret, to tylko pisowski urobek z dwóch dni na polu buraczanym. Za główki robią ich głowy. „Niespełna władz umysłowych albo kanalie”?

Odszedł kwiat, odfrunął szczególny anioł – Jan Nowicki. Wszyscy żegnamy nasz skarb – Danutę Szaflarską, która zmarła w wieku 102 lat.

c5cyuldwaaip0vi

>>>

c44pm1uueaisnin

UWAGA !!!! PRZEKAZUJCIE TO DALEJ !!! POSZUKIWANI SĄ ŚWIADKOWIE WYPADKU SZYDŁO W OŚWIĘCIMIU. CZYTAJCIE LINK:

c45vmasxaaasmgg

TERAZ POLACY JUŻ ROZUMIEJĄ, CO ZNACZY HASŁO PREMIER SZYDŁO

c43jfz1xuaej86h

Dominika Wielowieyska analizuje zakłamanie PiS w sprawie wypadku Beaty Szydło w Oświęcimiu. Świadkowie odjechali, nikt ich nie zatrzymał. I teraz który odważny przyjdzie na komendę i powie: – Niestety, minister i prezes mijają się z prawdą.

premier

Premier Beata Szydło napisała do kierowcy seicento list, by go uspokoić: „Wszystkie strony w postępowaniu mają te same prawa i obowiązki, a jako obywatele przed organami sprawiedliwości jesteśmy równi. Nie dopuszczam myśli, że mogłoby być inaczej”.
Ma rację pani premier. I jeśli poważnie traktuje tę deklarację, powinna natychmiast wezwać na dywanik szefa MSW Mariusza Błaszczaka i posła Jarosława Kaczyńskiego, by im wytłumaczyć, że nie mogą przesądzać o winie młodego chłopaka już teraz. Nie mają prawa. To sąd o tym zdecyduje.

Niestety, cała machina państwowa ruszyła, aby dowieść racji prezesa PiS-u, bo inaczej prezes się ośmieszy. Chłopak został już publicznie skazany, bo stawką jest wizerunek rządu, wizerunek szefa MSW i podległej mu służby BOR.

Jednak wypadek z udziałem pani premier budzi wiele wątpliwości. Nie wiadomo, czy kolumna rządowa była prawidłowo oznakowana; jeśli nie, to ten chłopak jest niewinny.

Świadkowie odjechali, nikt ich nie zatrzymał. I teraz, proszę mi powiedzieć, który odważny zgłosi się na policję, by zeznać, że sygnałów dźwiękowych nie było? Kto na ochotnika narazi się potężnemu prezesowi i jego ministrowi spraw wewnętrznych? Przyjdzie na komendę i powie: – Niestety, minister i prezes mijają się z prawdą.

Następnego dnia z TVP dowiemy się zapewne, że jest niewiarygodny, bo jego matka była w PZPR. Wiadomo – resortowe dzieci. Władza prewencyjnie zastrasza świadków, którzy mogliby zeznać na korzyść kierowcy.

Nie wiem, czy kolumna była prawidłowo oznaczona ani czy kierowca jest winny. Ale wiem, że to, co się dzieje wokół tej sprawy, narusza wszelkie standardy.

Dlatego, pani premier, bardzo proszę natychmiast zażądać od prezesa i ministra, by odwołali dotychczasowe wypowiedzi. Chyba że pani list do kierowcy seicento był tylko zagrywką PR-owską. Wtedy mój apel nie ma sensu.

Premier napisała, że opozycja zachowuje się haniebnie. Czy stawanie po stronie obywatela i jego praw to hańba? Czy krytyka pod adresem rządu to hańba? Jest oczywiste, że BOR – niezależnie od tego, czy kierowca seicento jest winny, czy nie – miał obowiązek zapewnić bezpieczeństwo szefowej rządu. Nie zapewnił. I to jest porażka, z której min. Błaszczaka trzeba rozliczyć.

I to robi opozycja, bo taka jest jej rola w demokratycznym państwie. Zresztą jeśli BOR jest całkowicie w porządku, to dlaczego Błaszczak chce go rozwiązać?

Szef MSW oburza się na obrońcę kierowcy, że stara się podważyć wersję BOR-u. Taka jednak jest rola adwokata. Rząd nie rozumie zasad demokratycznego państwa prawa. A może rozumie, tylko nadaje zdarzeniem i słowom znaczenie odwrotne od realnych?

Kaczyński nawet oświadczył, że każdy, kto wspiera młodego kierowcę, wzywa tym samym do tego, by „tego rodzaju wydarzenia miały już charakter nieprzypadkowy”. Nie wolno krytykować PiS-u, chłopaka trzeba skazać, a kto mówi inaczej, ma zadatki na zamachowca i jego działalność jest „haniebna”.

Czy to tylko opary absurdu, czy raczej zapowiedź czegoś bardzo groźnego: łamania praw obywatelskich, by ratować twarz rządu?

c44zsinuyaav0jk

CZY ZNACIE MOŻE JAKIŚ PORTAL, KTÓRY PO TYGODNIU OGŁASZAJĄC „SUKCES” ZWINĄŁ SIĘ Z INTERNETU??? Misiewicz zwiał…

c44fqnpwmamjdut

Agnieszka Kublik przychyla się do pomysłu Macierewicza. Marzę o tym, by eksperci od lotniczych katastrof, o uznanej renomie na arenie międzynarodowej, przebadali katastrofę smoleńską. Nic lepszego nie mogłoby spotkać komisji Jerzego Millera. I nic gorszego – Antoniego Macierewicza. Raport komisji Millera zostałby pozytywnie zweryfikowany, dokonania Macierewicza skompromitowane. I to międzynarodowo.

eksperci

Szef MON Antoni Macierewicz pochwalił się dziennikarzom, że rozmawiał o smoleńskiej katastrofie m.in. z naczelnym dowódcą sił NATO w Europie, amerykańskim generałem Curtisem Scaparrottim, i ministrem obrony Wielkiej Brytanii Michaelem Fallonem. Macierewicz ocenia, że „najwyższy czas, by NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy”. Oczekuje od Sojuszu m.in. „współpracy technicznej w badaniach specjalistycznych, w których nie zawsze dysponujemy wszystkimi możliwościami, np. jeżeli chodzi o laboratoria czy specjalistyczne instytucje”.

Z tych słów nic nie wynika. NATO jako organizacja wojskowa katastrof lotniczych nie bada. A nasi eksperci to potrafią. I zbadali wrak prezydenckiego tupolewa (np. szukali tam śladów materiałów wybuchowych, nie znaleźli) oraz „czarne skrzynki” rejestrujące pracę samolotu. Wnioski są oczywiste: rejestratory dźwięku i parametrów lotu nie potwierdzają tezy Macierewicza o wybuchu – nie było wzrostu ani ciśnienia, ani temperatury, co zawsze towarzyszy eksplozji. Komisja Millera potwierdziła, że samolot do zderzenia z ziemią był sprawny. Ten raport – wykonany zgodnie z międzynarodowymi standardami – zyskał wysoką ocenę ekspertów ICAO (Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego).

Jak więc interpretować słowa Macierewicza? To jego kolejne smoleńskie bredzenie, robienie szumu wokół katastrofy, by pokazać, że cokolwiek w tej sprawie robi. A fakty są takie: PiS rządzi już od półtora roku i żadnych nowych dowodów w sprawie katastrofy nie ma. Dowodów na zamach rzecz jasna, na wybuch. Podkomisja powołana przez Macierewicza w MON nic nowego do sprawy nie wniosła, nie usłyszeliśmy o jej jakichkolwiek dokonaniach.

Wiemy tylko, że sporo kosztuje. W zeszłym roku prawie 1,5 mln zł, w tym zaplanowano na jej działalność 2 mln zł. MON konsekwentnie odmawia odpowiedzi, na co konkretnie komisja wydała w zeszłym roku pieniądze. Wiemy tylko, że na wynagrodzenia jej członków, na ekspertów i ekspertyzy poszło niespełna 1,2 mln zł, a na podróże i hotele – 153,5 tys. zł. Ministerstwo nie chce ujawnić, o jakie ekspertyzy chodzi ani kto je pisał i czego dotyczyły.

Macierewicz od dawna, jeszcze kiedy był w opozycji, nawołuje do powołania międzynarodowej komisji ds. katastrofy smoleńskiej. I to były puste słowa. Bo powinien wiedzieć, że nie jest to możliwe bez zgody wszystkich zainteresowanych państw, czyli bez zgody Rosji. A tej nie będzie.

Ale jeżeli Macierewicz naprawdę by chciał, by śledztwo rządowej komisji Jerzego Millera zweryfikowali międzynarodowi eksperci, to jest na to sposób. Jak twierdzi prof. Marek Żylicz, ekspert międzynarodowego prawa lotniczego, nasza Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, właśnie ta podległa Macierewiczowi, mogłaby prosić o pomoc ekspertów niezależnych, np. z ICAO czy Unii Europejskiej. I co ważne, im Rosjanie nie mogliby odmówić dostępu do wraku, bo według standardów międzynarodowych dopuszcza się do badania także ekspertów z krajów trzecich.

Marzę o tym, by eksperci niemieccy, angielscy czy amerykańscy przyjrzeli się raportowi Millera i dokonaniom zespołu Macierewicza. Nic gorszego szefa MON nie może spotkać, a Millera – nic lepszego.

LIS PODSUMOWAŁ MORAWIECKIEGO, KTÓRY „DOBRO SPOŁECZNE” STAWIA PONAD PRAWEM

c43xdclwmaaghn2

Waldemar Mystkowski pisze o buraku Waszczykowskim.

PO TEJ WYMIANIE WASZCZYKOWSKI ZAMILKŁ I ZZIELENIAŁ 

c452comukam89gl

Buraczane wystąpienie Waszczykowskiego

buraczane

Stachanowcy. W ciągu dwóch dni na arenie międzynarodowej PiS-owcy popisali się takimi oto wyczynami: Antoni Macierewicz przekonał NATO do katastrofy smoleńskiej, Mateusz Morawiecki rozwalił Tima Sebastiana w Deutsche Welle, iż prawo nie jest najważniejsze, a Witold Waszczykowski obnażył wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, albowiem Holandia nie ma Trybunału Konstytucyjnego.

Zauważmy, iż prezes się nie wypowiadał. Chociaż – wycofuję się – „Finnancial Times” podał, że Jarosław Kaczyński postraszył via Angela Merkel, iż za Donaldem Tuskiem może być wysłany list gończy, Europejski Nakaz Aresztowania.

Urobek godny stachanowców. I jak ma być odbierana Polska na arenie międzynarodowej? Tak jak Andrzej Duda podczas 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, gdzie przebywał wiceprezydent USA Mike Pence, który nie raczył z nim porozmawiać, ale za to Duda usłyszał, że Lech Wałęsa jest bohaterem zwycięskiej walki z komunizmem. Nie Lech Kaczyński, a nawet gieroj nad gierojami Jarosław Kaczyński.

Takich dorobiliśmy się reprezentantów, którzy na zewnątrz nie potrafią trzymać fason dumnego Polaka, jakim ja się czuję, tylko nas ośmieszają. Całkiem uzasadnione jest domaganie się od polityków PiS, by przed swymi wystąpieniami za granicą prosili media, aby ich podpisywali „pisowiec”, bądź władza PiS, jakkolwiek, gdyż kompromitują Polaka, Polskę. Takie podpisy są tak samo ważne, jak z obozami koncentracyjnymi. Pisowiec pochodzi z terenu Polski, zdobył władzę w procedurze demokratycznej, lecz niszczy demokrację i samą Polskę. Jasne?

Waszczykowski, który nie lubi wegetarian, zaprezentował się iście buraczano na panelu dyskusyjnym w Monachium, gdzie posadzili go wraz z wiceszefem Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem. Waszczykowski był przypuścić atak na Holendra zarzutem, iż Holandia nie spełnia standardów europejskich, gdyż nie posiada Trybunału Konstytucyjnego.

Z takim zarzutem może wystąpić kolokwialny burak w stosunku do mieszczańskiej Holandii, która prawem przysłowiowo oddycha, my tymczasem smogiem i takimi Waszczykowskimi, pisowcami, jako rzekłem. O prawa obywatelskie Holendrzy dobijali się wiekami, wywalczyli je i żadnemu ichniemu politykowi przez myśl nie przejdzie, aby je odbierać. Byle sąd przywróci polityka holenderskiego do porządku prawnego.

Pisowca Waszczykowskiego mógł szczególnie zdenerwować Timmermans tym, iż zrecenzował pisowską walkę z demokracją godną porządnego KOD-owca: „W dniu, w którym rząd (holenderski – przyp. mój) będzie ingerował w sądownictwo, ja też wyjdę na ulicę”.

Mamy KOD-owca w osobie wiceszefa KE. W Polsce oburzenie w szeregach pisowców – jako napisałem – powszechne. Oto szefowa gabinetu Dudy Małgorzata Sadurska odpowiedziała językiem pisowskim, iż Timmerman „chce coś narzucać Polsce”.

Przestrzeganie prawa to jest „chce narzucić”, upomina się o nie w imieniu Polaków. A jak ktoś by nie wiedział, kto to jest ta Sadurska, która ma formalnie wysokie stanowisko, lecz rzadko występuje, bo niewiele ma do powiedzenia, to podpowiem , że można znaleźć obrazek z nią na You Tube, jak ustawiona w jednym szeregu z prezesem PiS i innymi politykami tej partii wzieli się za łapki, falują, podskakują i razem śpiewają na cześć o. Tadeusza Rydzyka. Takie to śmieszne i kompromitujące postaci reprezentują PiS, ale nie Polaków. Stachanowcy kompromitacji.

CO SIĘ DZIEJE, KIEDY WJEDZIE W CIEBIE PREMIER SZYDŁO? NIE MA SZANS NA ODSZKODOWANIE. PRZECZYTAJ LINK:

c49emppwmaaypms

PODKOMISJA, KTÓRA NIC NIE ZROBIŁA. NIE WNIOSŁA NICZEGO NOWEGO. OŚMIESZYŁA SIĘ W NASZYCH OCZACH. trwa

c43drkewyaaaocr

>>>

TAKICH RZECZY NAWET BAREJA BY NIE WYMYŚLIŁ.

c4opti5xaaeby4m

TEGO NIE DA SIĘ ZATRZYMAĆ. WSZYSTKO BĘDZIE SZYBCIEJ DROŻAŁO A NASZE PENSJE POZOSTANĄ BEZ PODWYŻEK. BĘDZIEMY CORAZ BIEDNIEJSI

c4khunzwaaavtvd

Katastrofa smoleńska sluży Kaczyńskiemu i Macierewiczowi do walki politycznejh. Gdy szef Służby Kontrwywiadu podał się do dymisji, dokument miał wręczyć mu nie szef MON, ale rzecznik resortu. Po tym Bartłomiej Misiewicz miał kazać mu „siedzieć w domu i czekać na rozkazy” – mówił w TVN24 gen. Piotr Pytel.

c4lchmdwaaan91g

Gen. Piotr Pytel, były dowódca Służby Kontrwywiadu Wojskowego, w programie „Kropka nad i” w TVN24 mówił o tym, jak ocenia sytuację w służbach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa.– Ta seria niefortunnych zdarzeń nie jest przypadkowa. Powodów upatrywałbym w przeciążeniu funkcjonariuszy, którzy – podejrzewam – są dość mocno eksploatowani – powiedział zapytany przez Monikę Olejnik o kolejne wypadku z udziałem najważniejszych osób w państwie.

– Różnie można oceniać to, co się dzieje w służbach, ale jest w tym wspólny mianownik – presja wywierana na funkcjonariuszy, żołnierzy – mówił Pytel. Jak dodał, nie jest to nowe zjawisko. – Spotykaliśmy się z tym już w latach 2006-2007 – dodał.

Były szef SKW ocenił, że po słowach członków rządu o konieczności „sprzątania” w BOR funkcjonariusze biura „mogą czuć się jak osoby gorszej kategorii”. Podkreślał znaczenie „kapitału ludzkiego” w instytucjach takich jak BOR. Później ocenił, że odejścia m.in. z wojska to „nieodwracalna strata”.

Generał: „Dostałem dymisję od rzecznika MON”

Pytel mówił o tym, jak miał zostać „zwolniony przez Bartłomieja Misiewicza”. – Pojechałem do Ministerstwa Obrony, chciałem udać się do gabinetu pana ministra. Oficer dyżurny zatrzymał mnie i skierował do gabinetu rzecznika MON – powiedział były szef SKW.

Jak mówił Pytel, po kilkunastu minutach czekania drzwi otworzył mu Bartłomiej Misiewicz i wręczył dymisję. – Ja oczywiście sam podałem się do dymisji wcześniej, w dniu odejścia pana ministra Siemoniaka. Ale procedura odwołania szefa SKW trwa kilka dni – dodał. – Po pokwitowaniu pan Misiewicz wydał mi polecenie, że mam siedzieć w domu i czekać na rozkazy – opisywał generał.

„Pan zdaje sobie sprawę, że zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne”

Pod koniec rozmowy pojawił się temat katastrofy smoleńskiej i teorie zamachu w Smoleńsku.

– Jeżeli mówimy o głównym aktorze tej całej historii, Antonim Macierewiczu, to przypominam sobie fragment naszej rozmowy, kiedy zostałem do niego wezwany. Powiedział do mnie tak: „przecież pan jest inteligentnym człowiekiem. Pan zdaje sobie sprawę w sposób oczywisty, że zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne” – powiedział gen. Pytel.

– Te słowa zrobiły na mnie duże wrażenie. Z kontekstu wypowiedzi mogłem wywnioskować, że pan Macierewicz nawet nie wierzy w zamach – dodał. – Dlatego być może ma do tego takie chłodne i cyniczne podejście. Do egzekwowania całego procesu dobywania informacji, które potwierdzałyby  różne zaniedbania i winy, które do tego zamachu miały doprowadzić – powiedział.

Na pytanie Olejnik, czy generał nie boi się mówić tego, co powiedział, Pytel odparł. – Mamy bardzo szczególny czas i trzeba przestać milczeć, żeby to wszystko zatrzymać – zakończył generał.

CZY WAM TEZ TAK NERWY PUSZCZAJĄ? WCALE SIĘ NIE DZIWIMY.

c4olpnhwcaaq8mz

Ludwik Dorn w rozmowie z Agnieszką Kublik mówi o Kaczyńskim. I nie są to dobre wieści dla prezesa PiS. Ta władza poślizgnie się na polskiej tradycji: szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Wojewoda, posłowie, premier, prezydent to sobie mogą komenderować w Warszawie, a od naszego wójta i burmistrza wara. Jak zechcemy, sami się z nim rozprawimy, ale król niech się nie wtrąca albo go pogonimy.

dorn

Agnieszka Kublik: „Na ulicy pisze, że wjeżdżam do Ząbek, a nie ma żadnej różnicy”. Tak Jarosław Kaczyński w piątek tłumaczył, dlaczego chce przyłączyć 33 gminy do Warszawy.  Ludwik Dorn: Pan prezes Kaczyński z rzeczywistością kontaktuje się z samochodu, więc nie wie, że różnice są, i to podstawowe. Dotyczą funkcjonowania lokalnych społeczności, także polityki.

Nawet propisowskie dzielnice, jak Ursus, Włochy, Rembertów, Wawer, różnią się od Warszawy centralnej. Są o wiele bardziej lokalne. Tu o wiele większą rolę odgrywają komitety mieszkańców niż partie. A jeśli spojrzeć na gminy i powiaty wianuszka, to poza Legionowem praktycznie nie ma żadnego partyjnego burmistrza bądź prezydenta.

Nawet w Wołominie, gdzie w wyborach sejmowych Prawo i Sprawiedliwość jest potęgą, w 2014 r. urzędujący burmistrz PiS przerżnął w drugiej turze z kandydatką z PSL, ale kandydującą z komitetu wyborców.

Co z tego wynika?  

– Że poczucie lokalnej odrębności i niechęć do bycia z Warszawą w jednym organizmie, zwłaszcza politycznym, są niesłychanie silne.

Kaczyński mimo to się upiera, że te zmiany – powstanie metropolii warszawskiej i ograniczenie liczby kadencji samorządowców do dwóch – wejdą w życie.  

– Obserwuję to bez lęku i z pewną satysfakcją, bo to zawsze miło widzieć, jak ekipa, której rządy uważam za szkodliwe, z zapałem kopie sobie grób.

Jeżeli chodzi o dwukadencyjność, to mamy do czynienia z uderzeniem w podstawowe wyobrażenia o funkcjonowaniu polityki na szczeblu lokalnym, które żywi przede wszystkim prawica i centroprawica, w tym lud pisowski. To wiąże się z potężnym historycznym dziedzictwem lokalności i specyfiką polskiego republikanizmu, który jest nieinstytucjonalny i konfederacyjny. Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie, przy czym chodzi nie tylko o równość szlachecką, lecz także o to, że wojewoda, posłowie, premier, prezydent to sobie mogą komenderować w Warszawie, na królewskim dworze, a nie u nas.

(SELLIN POTWIERDZIŁ, ŻE WYKŁADY RYDZYKA I PRYWATNA NAGRODA PiS-OWSKIEGO TYGODNIKA, TO UROCZYSTOŚCI PAŃSTWOWE. Prywatny folwark Kaczyńskiego…)

c4jij_exuaax-wz

A więc ten konserwatywny i prawicowy lud, którego matecznikiem jest Polska wschodnia i południowa, myśli tak: pan prezes mówi, że trzeba dorwać ryżego, czyli Tuska, i połamać mu rączki i nóżki, a to znakomicie, jesteśmy za tym. Trzeba sponiewierać Platformę, TVN 24, Czerską z tą „Wyborczą”, jak najbardziej. Ale przecież u nas w gminie samiśmy Franka lub Ziutę wybierali na wójta. Jak zechcemy im główkę urwać, to urwiemy. Ale wara Warszawie od naszego Franka i naszej Ziuty.

Za czasów mojego epizodu z Solidarną Polską tam też podnosiły się takie pomysły. Zauważyłem bardzo istotne geograficzne zróżnicowanie. Ograniczenie liczby kadencji forsowała pani poseł Beata Kempa, czyli ktoś, kto politycznie wyrósł w Polsce zachodniej, na Dolnym Śląsku. Natomiast większość, czyli koledzy z Podkarpacia, z Małopolski, z Lubelszczyzny, mówiła: no nie, tak nie można.

Ani dookoła Warszawy, ani na południu i wschodzie kraju PiS nie zaskarbi sobie żadnych przyjaciół, za to zyska wrogów. Burmistrzowie i wójtowie z Podkarpacia czy z Małopolski to niekoniecznie zdeklarowani pisowcy, ale taka szeroka prawica. Ten sam świat: też nie lubią gender, Czerskiej, Tuska. Nie będą drzeć kotów z pisowskim rządem, bo wiedzą, że to się źle skończy, ale jeśli nie będą mogli wystartować w wyborach, bo rządzą już od kilku kadencji, zrobią wszystko, żeby za to odpłacić. A mają możliwości. Jeżeli ktoś jest wójtem czy burmistrzem dwie, trzy kadencje, to dysponuje pewnymi zasobami politycznymi. I ci odsunięci będą budować koalicję antypisowską, będą w wyborach samorządowych i parlamentarnych agitować: słuchajcie, każdy, byle nie te sukinkoty z PiS.

Portal MamPrawoWiedziec.pl policzył, że z półtora tysiąca wójtów nie mogłoby kandydować ponad tysiąc. A także prawie 500 burmistrzów na ponad 800 i 66 ze 107 prezydentów miast.  

– To cała armia dysponująca naprawdę potężnymi wpływami politycznymi. I ciesząca się akceptacją społeczną.

Zastanówmy się, co dalej. PiS wprowadza dwukadencyjność, pojawiają się homines novi, którzy powinni być wdzięczni władzy, dzięki której zostali wójtami i burmistrzami. Ale jaki mają interes popierać PiS w wyborach parlamentarnych za dwa lata, jeśli wszystkie inne partie ogłoszą, że cofną tę zmianę? Oni chcą mieć pewność, że jeżeli ludzie ich zaakceptują, to będą sobie tymi wójtami i burmistrzami przez dłużej niż dwie kadencje. I znów następuje skokowy przyrost wrogów i zerowy sojuszników.

To jak pan rozumie intencje prezesa?  

– Rozumiem, skąd się wziął ten pomysł. A wziął się z przekonania, że jakiekolwiek związki, zależności, powiązania społeczne i polityczne na szczeblu krajowym i lokalnym, których nie kontrolujemy, które są poza PiS, to patologia.

Co jest oczywiście nieprawdą. Można mówić: układy, ale każdy polityk, który ma władzę wykonawczą, czy to na szczeblu krajowym, czy na lokalnym, żeby mógł rządzić, tworzy pewną zróżnicowaną koalicję sił, grup interesów. Złożoną nie tylko z posłów i radnych, lecz także z różnych środowisk, gdzie następuje skupienie siły społecznej. To może niekiedy przybierać postać patologiczną, ale samo w sobie jest koniecznością, a nie żadną patologią.

Kaczyński od zawsze walczy z układami.  

– Bo pan Kaczyński ma taką roussoistyczną wizję rządów, gdzie lud, który ujawnia swoją wolę polityczną, winien składać się z izolowanych jednostek, które na zasadzie politycznej integruje wyłącznie jego partia. Jakiekolwiek autonomiczne wobec PiS powiązania, skupienie się grupy interesów odkształcają tę czystą, obywatelską wolę polityczną.

A przecież wymiana usług to jedna z podstawowych zasad życia społecznego, od społeczności pierwotnych po skomplikowane społeczności polityczne. Odwzajemniamy usługi, musi być pewna równowaga wkładów i wypłat, bo inaczej ład społeczny jest niesprawiedliwy.

Patologiczne układy na prowincji istnieją.  

– Oczywiście, że tak, nie tylko na prowincji. Jeśli chodzi o takie narzędzie ograniczania patologii jak dwukadencyjność, to może mieć sens, ale wyłącznie w gminach poniżej 3-4 tys. mieszkańców, gdzie wójt jako najsilniejszy pracodawca ma dzięki pracownikom i ich rodzinom pakiet kontrolny głosów. W większych gminach to zjawisko nie występuje i dwukadencyjność sensu nie ma.

c4kbrvuwaaa7_9x

To z tej kontroli nic nie wyjdzie?  

– Nic. Żeby przełamać ten właściwy dla Polaków system lokalnej spójności społecznej, trzeba by fałszować wybory i dysponować jakimś aparatem represji. Nie tylko propagandowej, także realnej. A przecież PiS dysponuje jedynie aparatem represji propagandowej w postaci swoich szczekaczek, z mediami publicznymi na czele.

Ma wszystkie służby.  

– Ale te służby niekoniecznie są wyrywne. Fałszowanie wyborów to wielka operacja polityczno-biurokratyczno–instytucjonalna. Gdzie są chętni? Nie widzę.

Prezes z jego erudycją i doświadczeniem tego nie wie?  

– To jest pytanie: czy oni tego nie wiedzą, czy też pan Kaczyński nie ma narzędzi intelektualnych, żeby rozpoznać tę konfrontację między podstawowymi wyobrażeniami większości Polaków o funkcjonowaniu społeczności lokalnej a swoim wyobrażeniem? Pan Kaczyński narzędzia ma. Tylko nie jest w stanie ich użyć.

To klasyczny przypadek hybris. W kulturze starożytnej Grecji hybris oznaczało dumę, pychę uniemożliwiającą prawidłowe rozpoznanie sytuacji i własnej kondycji. Hybris sprawia, że wykraczamy poza miarę, którą wyznaczyli nam bogowie.

To, co się dzieje z ordynacją samorządową, to próba, jak daleko można się posunąć przed wyborami parlamentarnymi?  

– Ponieważ oni popadli w hybris, nie jestem w stanie odpowiedzieć. Gdyby nie popadli, to mielibyśmy przeciwnika, o którym wiemy, że może wykonywać zaskakujące ruchy, coś tam naginać, ale działa w ramach pewnych kanonów racjonalności. I można dociekać jego zamierzeń, przewidywać jego posunięcia. Ale na czym się opierać w analizach, jeśli ktoś popada w hybris, czyli zapomina, że istnieją niezależne od nas uwarunkowania społeczne, że społeczeństwo nie jest plasteliną?

W tragedii greckiej hybris prowadzi bohatera do katastrofy.  

– I dlatego, w przeciwieństwie do dużej części polityków czy publicystów, nie przeżywam strachów, co też oni nam zrobią. Pewnie, że chcą zrobić, i to całkiem sporo, tylko nie będą mieli możliwości i czasu.

„Ze smutkiem i bez satysfakcji muszę stwierdzić: ta czaszka już się nie uśmiechnie”. To pańskie przewidywanie z książki „Rozrachunki i wyzwania”, rok 2009.  

– Słuszny przytyk. Rzecz w tym, że to, co się stało, stać się nie musiało. Bronisław Komorowski nie musiał prowadzić takiej kampanii, lewica nie musiała znaleźć się poza Sejmem. Nikt tych porażek nie przewidział.

Czaszka się uśmiechnęła przez przypadek i na krótko?  

– Oczywiście, znowu mogę się mylić, znowu mogą się pojawić jakieś przypadki, ale strukturalnie nie ma przesłanek, by rządy PiS były czymś innym niż incydentem.

W ostatnim sondażu CBOS PiS ma 40 proc. poparcia. PO – 17, Nowoczesna – 9.  

– Tylko jeśli wyciągnąć średnią z sondaży różnych ośrodków od dnia wyborów po dziś dzień, to wynik sondażowy PiS oscyluje wokół wyniku wyborczego, podobnie suma wskazań na PO, Nowoczesną i PSL. W wyborach samorządowych PiS nie poprawi swojego stanu posiadania w stosunku do poprzednich. Co będzie sygnałem oraz samospełniającą się przepowiednią i w kolejnych, parlamentarnych, będzie miał bardzo małe szanse na powtórzenie wyniku z 2015 r. i nie utrzyma samodzielnej większości w Sejmie. Niezależnie od tego, jak słaba merytorycznie będzie opozycja.

Jeśli zaś opozycja wykroczy poza przekaz, że chcemy rozliczyć PiS, będzie w stanie pokazać, że również wie, co po PiS, jak odbudować instytucje państwa i demokracji, jak przywrócić społeczne zaufanie, to poparcie dla pana Kaczyńskiego może się wahnąć nawet o 10 pkt.

A to będzie osinowy kołek. Spadek o 7-10 pkt, osłabienie albo odstawienie od władzy i procesy rozliczeniowe, które wtedy się zaczną, wprowadzą partię w korkociąg. Czy się rozbije, czy wyrówna lot na niższym poziomie – trudno powiedzieć.

W 2019 r. Kaczyński będzie miał 70 lat.  

– I już nie będzie tak szybki. Będzie coraz wolniejszy, ale od fotela prezesa nie da się odstawić, a jeśli odziedziczył gen długowieczności po mamie… Cztery lata samodzielnych rządów PiS będą incydentem, ale sama partia będzie się męczyć z prezesem Kaczyńskim o wiele dłużej.

(To się robi coraz bardziej zabawne! Kompletni amatorzy…)

c4kpsv7w8ai53j3

DOPÓKI PiS NIE ZLIKWIDOWAŁ NIEZALEŻNOŚCI SĘDZIÓW, MAMY W POLSCE STRAŻNIKÓW PRAWA OCENIAJĄCYCH ŁAMIĄCĄ JE WŁADZĘ

c4jasavw8aqqi-u

Waldemar Mystkowski pisze o Komisji Europejskiej, która czeka na wywiązanie się PiS w kwestii procedury praworządności.

ke-przegra

KE przegra z PiS sprawę praworządności w Polsce

Do końca lutego rząd PiS powinien odpowiedzieć Komisji Europejskiej na dodatkowe rekomendacje w sprawie kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Od stycznia 2016 roku jest prowadzona procedura dotycząca praworządności, która skupia się wokół demolki TK. PiS z zastrzeżeń i zaleceń najważniejszego organu Unii Europejskiej niewiele sobie robił i tak będzie dalej. Kolejne etapy zawłaszczania Trybunału Konstytucyjnego doprowadziły do tego, iż Polska w istocie nie ma sądu konstytucyjnego. Wobec tego praworządnością staje się wola większości parlamentarnej.

Ze strony Komisji Europejskiej procedurę praworządności wobec Polski pilotuje wiceszef Frans Timmermans, który utrzymuje, że władzom PiS nie popuści: „Nie porzucimy tej sprawy. Jest ona zbyt ważna”. Niemniej za dwa tygodnie Timmermans stanie przed problemem: co dalej? W samej KE nie ma zbyt wielkiego entuzjazmu, aby nałożyć sankcje na Polskę w postaci odebrania prawa głosu w Radzie Europejskiej (artykuł 7 traktatu UE). Ale do tego potrzebna jest zgoda wszystkich członków UE, a dzisiaj raczej nie jest ona możliwa.

W ten sposób Jarosław Kaczyński uzyskał możliwość zaprowadzania dalszego bezprawia w kraju. Właśnie zabiera się za Krajową Radę Sądownictwa, która ma być zależna politycznie, a tym samym przestanie być niezależna. W tym momencie staniemy się pierwszym krajem Unii Europejskiej, gdzie panuje autokracja. Czy Unia potrafiłaby znieść Polskę jako Białoruś?

Nie! Do tego rozstrzygają się zasadnicze dla egzystencji UE sprawy. Jak ułożą się stosunki z USA Donalda Trumpa? Swoją grę będzie prowadziła Rosja i jej odpowiada ta sytuacja z Polską. Gdy Unia nie poradzi sobie z autokracją Kaczyńskiego, machnie na nas ręką. Komisja Europejska nie ma pojęcia, jak dalej z Polską postępować. Ale dla nas pytaniem jest: czy my wiemy, jak sobie poradzić z obecną władzą, której chaos będzie coraz częściej skutkował katastrofami. Jest się czego bać!

DZIEWULSKI OŚMIESZA BŁASZCZAKA, KTÓRY WINĘ ZA WYPADKI ZWALIŁ NA POPRZEDNIEGO SZEFA BOR, ZWOLNIONEGO PONAD ROKU TEMU

c4jeogxwmaezrml

>>>

grudzien22

WARTO WIEDZIEĆ!
http://koduj24.pl/oszustwa-na-sali-kolumnowej/

nie-wiem

Renata Grochal („Gazeta Wyborcza”) pisze o dyktatorskich zapędach prezesa PiS. To nie władza ma się cofnąć, a opozycja. Jeśli tego nie zrobi, grożą jej zarzuty karne – postraszył prezes PiS Jarosław Kaczyński na czwartkowej konferencji prasowej w sprawie kryzysu parlamentarnego.

renata-grochal

Kaczyński porównał opozycję do Samoobrony, co było kontynuacją narracji premier Beaty Szydło i Joachima Brudzińskiego o „warchołach oraz wichrzycielach”, którzy przeszkadzają w „dobrej zmianie”. Ale to nie opozycja odpowiada za to, co dzieje się w państwie, tylko PiS, który rządzi.To był teatr jednego aktora. Marszałkowie Sejmu Marek Kuchciński i Senatu Stanisław Karczewski, premier Szydło i szef klubu PiS Ryszard Terlecki byli jedynie statystami. Prezes Kaczyński ogłosił, że nie będzie ponownego głosowania nad budżetem, bo – jak zapewnił Kuchciński, głosowanie w Sali Kolumnowej było legalne, mimo że konstytucjonaliści mają wątpliwości.

Żaden z liderów PiS nie odniósł się do zarzutu, że skoro posłowie opozycji nie byli wpuszczani na Salę Kolumnową, to w ogóle nie może być mowy o posiedzeniu Sejmu, tylko o spotkaniu klubu PiS. Ani do tego, że w jednym bloku przegłosowano kilkaset poprawek, chociaż posłowie mogli być za jednymi zmianami, a przeciwko innym. PiS nie przejął się obawami konstytucjonalistów, że najważniejszy akt prawny przyjmowany przez Sejm może być podważany.

TAK WYGLĄDA TERAZ PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ W POLSCE… BRAK SŁÓW

c0rpegcuoaa9bvm

Ten sposób uchwalania prawa to kolejny – po paraliżu Trybunału Konstytucyjnego – sygnał dla inwestorów, że Polska przestaje być państwem przewidywalnym i pogrąża się w chaosie. Zamiast odpowiedzi na te wątpliwości dostaliśmy propagandowy spektakl w wykonaniu premier Szydło o tym, jak gospodarka świetnie się rozwija, chociaż wzrost PKB jest niższy, niż przewidywano, a poziom inwestycji spada.

Prezes Kaczyński zapowiedział, że w ramach wprowadzania pakietu demokratycznego w Sejmie porządek co piątego posiedzenia może ustalać opozycja, a jej lider powinien mieć specjalne uprawnienia. Choć nie wskazał który: Schetyna czy Petru. To jest próba wbicia klina w opozycję, która właśnie się jednoczy.

W rzeczywistości obietnice Kaczyńskiego są tylko zasłoną dymną, bo jak ów „pakiet demokratyczny” – obiecany zresztą przez PiS w trakcie kampanii wyborczej – działa w rzeczywistości, widzieliśmy w piątek, gdy marszałek Sejmu wykluczył posła PO Michała Szczerbę za słowa „panie marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje…”.

wsrod

Od roku prawa opozycji w Sejmie są łamane. PSL, z którym PiS wojuje na wsi, jako jedyny klub nie dostał stanowiska wicemarszałka Sejmu, a opozycja została pozbawiona możliwości kierowania komisją ds. specsłużb, co od lat było parlamentarnym obyczajem. Wyłączanie mikrofonu posłom opozycji stało się smutnym symbolem parlamentaryzmu a la PiS.

Jeśli ktoś liczył, że na dwa dni przed wigilią Bożego Narodzenia prezes Kaczyński pokaże, że potrafi się cofnąć, srogo się pomylił. Trudno się dziwić opozycji, która na znak protestu przeciwko działaniom PiS zamierza okupować salę plenarną do 11 stycznia.

Konferencja potwierdziła za to rzeczywistą hierarchię władzy w Polsce – poseł Kaczyński przemawiający przed marszałkami Sejmu i Senatu, a także premierem to wymowny sygnał, że Polska jest na drodze do autorytaryzmu i prezes nie zamierza z niej zawrócić.

oto

TAKI POMYSŁ. MOŻE ZROBIMY Z TEGO WIĘKSZĄ AKCJĘ?

c0rlucwxaaew5ix

A będzie tak!

richard

Marek Beylin pisze o najgorszym, co nas może spotkać. Co myśli władca, który ma ambicje dyktatora, gdy jego rządy przynoszą chaos, a sprzeciw nie ustaje? Że to wina wrogów. Wszak bez nich panowałby porządek.

strach

A zatem dopóki wrogowie zachowują siłę, będą podważać jego władzę i pogłębiać chaos. Jakiekolwiek kompromisy jedynie pogorszą sytuację: musiałby władca przyznać część racji swoim wrogom i uznać ich prawo do działania. A to niemożliwe, bo całą rację i wszystkie prawa ma mieć Jarosław Kaczyński.Kluczowa staje się więc kwestia, jak się pozbyć coraz butniejszej opozycji. Przyspieszone wybory? Nie, ich rezultat jest niepewny. O większości konstytucyjnej Kaczyński może dziś tylko pomarzyć. Ryzykuje natomiast przegraną albo utratę samodzielnej większości, a tym samym utratę instrumentów przemocy, za pomocą których PiS chce zaprowadzić porządek.

Kaczyński właśnie obezwładnił Trybunał Konstytucyjny. Nie chce, by jego rządy krępowało prawo. Prezydent Duda, podpisując ustawy niszczące TK, wiernie wspiera prezesa.

Pozostaje Kaczyńskiemu zmasowana akcja oczerniania opozycji i zastraszania jej. „Będą prowokacje, mogą strzelać snajperzy” – donosi bliski PiS portal wPolityce.pl. „To próba zamachu stanu” – krzyczą w PiS o protestach opozycji. We wtorek „zmilitaryzowany” Sejm, otoczony barierami i wypełniony policją, przypominał koszary. To sygnał dla nieposłusznych posłów, że tylko od niego – Kaczyńskiego – zależy ich mandat i bezpieczeństwo. To mój Sejm – mówi szef PiS parlamentarzystom i całemu narodowi.

drodzy

Podobnie robili komuniści przed wprowadzeniem stanu wojennego. Oskarżali „Solidarność”, że chce robić lincze i wywołać wojnę domową, a władza musi temu zapobiec.

Propaganda PiS działa podobnie. I zapewne Kaczyński zastanawia się nad scenariuszem siłowym, czymś w rodzaju stanu nadzwyczajnego. Niekoniecznie po to, by go dziś użyć, ale by mieć tę możliwość pod ręką. Tyle że może się ona okazać dla PiS samobójcza, bo nie jest pewne, czy policja i wojsko zechcą zwrócić się przeciw współobywatelom, a posłowie PiS zachowają posłuszeństwo.

Będziemy więc żyć w sytuacji pośredniej: wzmagającej się propagandy i wybiórczych represji. Nie zdziwiłbym się, gdyby PiS postanowił ścigać karnie posłów opozycji okupujących salę sejmową czy ludzi protestujących na ulicach. Możliwe jest też tolerowanie lub inspirowanie akcji antyopozycyjnych bojówek. Wszystko w nadziei, że da się opanować społeczeństwo.

PiS będzie więc robił to co teraz, tylko bardziej. Chce przede wszystkim wygrać wybory samorządowe w 2018 r. Ale radykalizując się, idąc na kolejne wojny, raczej zniechęci do siebie społeczeństwo. Bo coraz więcej ludzi uzna władzę za winną chaosu, bezprawia i nieznośnych napięć.

Co więc będzie, jeśli PiS przerżnie wybory samorządowe, co jest prawdopodobne, gdy opozycja się zjednoczy? Wtedy strach przed utratą władzy i odpowiedzialnością może ich skłonić do szaleńczych poczynań. Łącznie z próbami unieważnienia wyborów lokalnych i niedopuszczenia do parlamentarnych.

chcialas

W środę na prezesa nowego TK została zaprzysiężona sędzia Julia Przyłębska. – Wszystko się odbyło niezgodnie z konstytucją – ocenił Prof. Zoll.
Jak mówił, najpierw w sprzeczności z konstytucją Przyłębska została pełniącą obowiązki prezesa nowego TK. – Takiej funkcji nie przewiduje konstytucja. Konstytucja przewiduje stanowisko wiceprezesa, że jeśli nie ma prezesa, to ta osoba sprawuje funkcję prezesa Trybunału – zaznaczył.
Jak mówił Zoll, również przywrócenie trzech osób do… Zobacz więcej

to-nie

Waldemar Mystkowski pisze o perspektywach sankcji wobec Polski, które nałożyć może Komisja Europejska.

codziennie

Komisja Europejska wysłała Polsce kolejną serię rekomendacji wiążących się z Trybunałem Konstytucyjnym, nie są one rozumiane tak, jak życzyłby sobie rząd. Dotyczą niepublikowania wyroków TK, fali nowelizacji ustawy o TK, curiosum p.o. prezesa TK Julii Przyłębskiej.

Rząd dostał kolejne 2 miesiące na odpowiedź. Rzecznik rządu Rafał Bochenek od razu odpowiedział, że problem Trybunału jest rozwiązany: „Nie widzimy podstaw podstaw do tego, aby Komisja Europejska zajmowała się w tym momencie Trybunałem Konstytucyjnym”.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans zapowiedział, że Polsce nie odpuści. Ktokolwiek byłby na jego miejscu, powiedziałby to samo, bo Trybunał Konstytucyjny to z definicji główny standard Unii Europejskiej. Dotyczący trójpodziału władzy demokratycznej.

Rząd PiS i większość parlamentarna łamie tę zasadę, a przede wszystkim łamie Konstytucję RP. W obecnej sytuacji TK nie jest władny podjąć wiążącego prawnie wyroku. Niezależne jeszcze są sądy, najprawdopodobniej Sąd Najwyższy wyda wyrok w sprawie kolejnych nowelizacji o TK i wyborze Przyłębskiej.

Nie wdając się w subtelności – w lutym Komisja Europejska może nałożyć sankcje na Polskę, gdy PiS będzie się upierać (a będzie), iż wszystko jest O.K. A przecież nie jest. Jarosław Kaczyński nie zrobi w tej sprawie konferencji prasowej, mając po lewej swojej ręce Beatę Szydło, a po prawej Andrzeja Dudę i nie postraszy Timmermansa, jak straszy opozycję, iż zostaną wyciągnięte wobec niego konsekwencje prawne.

Acz znając Kaczyńskiego wcale nie zdziwiłbym się, gdyby sklasyfikował Timmermansa jako gorszy sort, a nawet „posądził” go o przynależność do UB, SB, czy gestapo. Prezes PiS sam jest politycznym absurdem i nie wstydzi się tego.

Aby nałożyć sankcje na Polskę, Komisja Europejska musi uzyskać jednomyślność krajów Unii Europejskiej, PiS liczy na Viktora Orbana, ale ten jest wytrawniejszym graczem niż Szydło skrzyżowana z Dudą i naddanym im Kaczyńskim, jak kapeluszem.

Więc możemy orzec, iż PiS stał się zakładnikiem Orbana, a ten jest – wszak to tajemnica poliszynela – zakładnikiem Władimira Putina. W ten oto sposób wpadliśmy w sidła Kremla. Nie należy też wykluczyć, iż Orban „zdradzi” PiS.

Któregoś pięknego dnia, jeszcze zanim nastanie wiosna, obudzimy się w kraju w którym Bruksela nałożyła sankcje gospodarcze (wstrzymując finansowanie z unijnej kasy) i polityczne, poprzez odebranie głosu w instytucjach unijnych. Przypominam, że sankcje nałożone zostały także na Rosję.

Jak wówczas zachowa się Kaczyński, mając po lewej i prawej swoje marionetki premiera i prezydenta? Boję się, że Timmermans potraktowany zostanie jak Michał Szczerba, prezes nasz kraj przeniesie do sali kolumnowej, gdzie bez Brukseli podejmie decyzję wyjścia z UE. Nierealne? Ależ rok temu wiele rzeczy wydawało się nierealnych, dzisiaj są realne.

Codziennie budzimy się z ręką w nowym nocniku. Któregoś dnia zabraknie nocników i usłyszymy, jak po 1795 roku i po 1945, iż „nie lzia”, a Kaczyński odpowie: „spasiba”.

marcin-celinski