Posts Tagged ‘Grzegorz Bierecki’

CZY W POLSCE BĘDZIE TAK JAK W CHINACH I TURCJI? REŻIM I CZYSTKI?

Trzeba wreszcie rozliczyć największą aferę PiS – SKOK-i

Czy największe afery PiS wreszcie zostaną nagłośnione? – zasadnie pyta Michał Kuczyński z portalu Crowdmedia. To ważne pytanie, bo podczas odbywającej się niemal równolegle do Kongresu PiS, Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej nie zabrakło mocnych słów pod adresem partii, która w bezpardonowy sposób niszczy w Polsce państwo prawa i trójpodział władzy. Tyle, że efekty takich ostrych diagnoz w sondażach są prawie niezauważalne.

Dlaczego? Skuteczniejsze okazują się działania pisowskich trolli w social mediach, fala internetowego hejtu i zdyscyplinowane powielanie rządowych przekazów dnia przez polityków partii Kaczyńskiego. Cóż, przez lata pobytu w opozycji w PiS dobrze zrozumieli, że w dobie stabloidyzowanego społeczeństwa, nieczytającego prasy pisanej, przeglądającego tylko tytuły i ewentualnie nagłówki z internetowych serwisów informacyjnych, główna siła jest nie w jakości przekazu, ale w jego ilości i jednolitości – zauważa Kuczyński.

Zarówno sukcesy, faktyczne czy wyimaginowane, jak też wielka machina rządowej propagandy sprawiają, że nawet jeśli wychodzą na jaw afery finansowe, takie jak – co skrupulatnie wylicza publicysta Crowdmedia – afera SKOK, nepotyzm i kolesiostwo w państwowych spółkach na niespotykaną dotychczas skalę, czy wypowiedziane bez ogródek i bardzo dobrze udokumentowane wątpliwości co do prawdziwych motywów działania szefa polskiego resortu obrony (wystarczy przypomnieć efekty dziennikarskiego śledztwa Tomasza Piątka w sprawie powiązań Antoniego Macierewicza z rosyjskimi służbami), to politycy PiS „zdają się być osłonięci teflonową powłoką”, konstatuje Kuczyński.

Trzeba więc pokazywać prawdziwy obraz PiS i ich afery. Pora więc sięgnąć po skuteczne narzędzie. Jakie? Otóż są w ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz regulaminie Sejmu i Senatu narzędzia, które pozwalają opozycji skutecznie walczyć o kreowanie znacznie większej ilości przekazu niż do tej pory. Mowa o zespołach parlamentarnych – takich samych jak ten powołany w poprzedniej kadencji Sejmu przez Antoniego Macierewicza do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Powinien więc powstać zespół parlamentarny, który regularnie przedstawiać będzie ustalenia na temat największej afery PiS-u, czyli stworzenia parasola ochronnego nad systemem Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo – Kredytowych, który dziś doprowadził już do strat rzędu 5 mld (!) złotych, a którego twórca jest dziś senatorem PiS. Realizując mandat posła i senatora, posłowie opozycji mogliby bez problemu żądać od instytucji publicznych wielu dokumentów i wyjaśnień w tej sprawie. W świetle kamer należy pokazać powiązania SKOK-ów z politykami PiS, proces budowania opłacanych z pieniędzy SKOK mediów, tak otwarcie sprzyjających partii rządzącej. A przy okazji – zauważa słusznie Kuczyński – kreować nowe twarze młodych polityków, którzy dotychczas pozostają w cieniu: Rafała Trzaskowskiego, Marcina Kierwińskiego czy Agnieszki Pomaski.

Także zbadana przez Tomasza Piątka kwestia kłopotliwych dla PiS-u, niebezpiecznych związków Antoniego Macierewicza z rosyjskimi służbami może być paliwem dla kolejnego zespołu parlamentarnego.

Tematów jest więcej – skandaliczne upolitycznienie służby cywilnej i prokuratur, patologie w służbie zdrowia, w systemie edukacji, sztuczki księgowe w Ministerstwie Finansów… itp. itd.

PREZES ZNÓW KREATYWNIE OKREŚLIŁ PRZECIWNIKÓW. JAK SIĘ CZUJECIE PO NAZWANIU WAS „ZŁOGAMI” ???

Witold Gadomski w „Wyborczej” pisze, jak PiS buduje prom. Tak jest budowana Polska – na chciejstwie i na ruchomych piaskach. Prędzej czy później pod tą władzą runiemy. Stępka, czyli oś konstrukcyjna statku, została położona na politycznym wiecu w świetle kamer, mimo że nie ma jeszcze projektu promu. Politycy zapowiadają świetlaną przyszłość dla przemysłu stoczniowego, ale czy choć ten jeden projekt będzie opłacalny?

Państwo buduje prom. Bez projektu, bez kosztorysu, bez przetargu. Rządzi ideologia, jak w PRL-u

23 czerwca na pochylni Wulkan Nowy odbyło się położenie stępki pod budowę promu pasażersko-samochodowego, który zamówiła Polska Żegluga Bałtycka. Wykonawcą będzie Morska Stocznia Remontowa „Gryfia”, która w tym celu wykorzysta infrastrukturę dawnej stoczni szczecińskiej, w tym pochylnię. Pochylnią zarządza obecnie Szczeciński Park Przemysłowy, też spółka państwowa.

W uroczystości położenia stępki wzięli udział przedstawiciele władz państwowych i partyjnych. W imieniu partii przemawiał Joachim Brudziński, który obiecał stoczniowcom, że tym razem ich miejsca pracy nie zostaną zlikwidowane. Zapachniało PRL-em. Ktoś odczytał list w imieniu nieobecnego prezydenta, ktoś inny list od pani premier. Mało kto zwrócił uwagę, że armator (PŻB) nie ogłosił przetargu na nowy prom, a stępka, czyli oś konstrukcyjna statku, została położona, mimo że nie ma jeszcze projektu promu.

Projekt „Batory”

Budowa promów dla państwowych armatorów – Polskiej Żeglugi Bałtyckiej i Polskiej Żeglugi Morskiej – ma być jednym z flagowych projektów Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Mateusz Morawiecki nazwał go projektem „Batory”.

Zgodnie z szacunkami koszt budowy promu to około 450 milionów złotych. Minister Gospodarki Morskiej Marek Gróbarczyk zapewnia, że budowa promów ma zapewnione finansowanie. Pieniądze będą pochodzić z państwowych banków oraz Polskiego Funduszu Rozwoju. Odradzanie przemysłu stoczniowego ma się zatem dokonać poza mechanizmem rynkowym. Stroną zamawiającą będą państwowe spółki, wykonawcami państwowe stocznie, a finansowania dostarczą państwowe banki i fundusze.

Budzi to kilka wątpliwości. Jeśli nie ma reguł rynkowych, to nie ma twardych ograniczeń finansowych, konkurencji, podnoszenia wydajności, ograniczania kosztów. Według takiego modelu budowany był przemysł w PRL. Nie liczono się z kosztami i rachunkiem ekonomicznym, więc przedsiębiorstwa funkcjonowały i zatrudniały pracowników (to było ich najważniejszym celem) i nie bankrutowały, nawet gdy były bardzo niewydajne. Aż zbankrutowała cała gospodarka.

Druga wątpliwość wiąże się z pomocą publiczną, która musi zyskać zgodę Komisji Europejskiej. Założona w 2002 roku przez skarb państwa Stocznia Szczecińska Nowa zbankrutowała już po siedmiu latach. Każdy rok kończyła stratą, mimo że gdy powstawała, nie była obciążona długami swojej poprzedniczki – Porty Holding, którą rząd SLD doprowadził do upadłości w roku 2002. Stocznia Szczecińska Nowa stale potrzebowała pomocy państwa (np. umarzania zobowiązań podatkowych) i w końcu została w 2009 roku zlikwidowana, gdyż Komisja Europejska na szczęście nie zgodziła się na dalsze dotowanie z kieszeni podatników.

Z projektem „Batory” może być gorzej, gdyż rozliczenia między państwowymi firmami i funduszami przez długi czas mogą pozostać nieujawniane. Jest więc ryzyko, że rząd ogłosi sukces – prom zostanie zwodowany. Wątpię jednak, by został dotrzymany termin jego przekazania do PŻB w roku 2020. Projekt tak naprawdę wymagać będzie nieustannej pomocy publicznej.

Gryfia remontuje

Morska Stocznia Remontowa Gryfia SA powstała w wyniku połączenia dwóch zachodniopomorskich zakładów, które od września 2013 r. prowadzą działalność operacyjną jako jedna spółka. Stocznia specjalizuje się w remontach, przebudowach i przeglądach kontrolnych statków. Jest też producentem konstrukcji stalowych offshore (np. platform), na które obecnie nie ma koniunktury w związku z niskimi cenami ropy i gazu.

W budowie promów nie ma żadnego doświadczenia. Owszem, na swej stronie internetowej informuje, że zbudowała norweski prom Torghatten Trafikkselskap AS, ale po pierwsze, było to dawno, w roku 2001, po drugie, prom miał zaledwie 70 m długości (ten budowany dla PŻZ ma być trzykrotnie dłuższy), a po trzecie, Gryfia jedynie zespawała kilka części norweskiego promu, które były wykonane w stoczniach brytyjskich.

Prom pasażersko-samochodowy (tzw Ro-Pax) to skomplikowana konstrukcja. Ma niskie zanurzenie, a przez to może być niestabilny. Założenie, że z jego budową poradzi sobie stocznia, która nie ma w tych konstrukcjach doświadczenia, jest bardzo ryzykowne. Gdyby Polska Żegluga Bałtycka ogłosiła normalny przetarg na zakup promu, z pewnością jednym z ważnych kryteriów – oprócz ceny – byłoby doświadczenie wykonawcy i opinie o nim innych armatorów.

Tymczasem PŻB została zmuszona do zamówienia w konkretnej stoczni, która dopiero będzie szukała fachowców do zbudowania promu! Większość stoczniowców pracujących kiedyś w Porta Holding, a potem w Stoczni Szczecińskiej Nowej albo przeszła na emeryturę, albo wyjechała do stoczni norweskich.

Wojskowe standardy

Akcjonariuszem większościowym Morskiej Stoczni Remontowej Gryfia SA jest MARS Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych (MARS FIZ), który posiada 87,5 proc. akcji. Z kolei 100 proc. akcji MARS-a ma Polska Grupa Zbrojeniowa SA, która podlega ministrowi obrony narodowej. MON chce wykorzystać Gryfię do celów wojskowych. To dodatkowo utrudni kontrolę jej finansów.

Stocznie wojskowe na całym świecie funkcjonują poza systemem rynkowym, co znacznie podraża ich produkty. Jakie to ma konsekwencje, widzieliśmy na przykładzie korwety „Gawron”, która budowana przez kilkanaście lat w gdyńskiej Stoczni Marynarki Wojennej (SMW) pochłonęła 1 mld zł i ostatecznie trzeba było zrezygnować z projektu.

Według informacji przekazanych w Sejmie przez wiceministra Bartosza Kownackiego Gryfia w roku 2014 miała 9,5 mln zł strat, w 2015 – 17,3 mln zł strat, a w I półroczu 2016 – 12,3 mln zł strat i 55 mln zł długów. Czy są to wyniki wiarygodne – tego nie wiemy, gdyż Gryfia nie podlega audytowi niezależnych firm. Na początku 2016 roku minister Gróbarczyk mówił o groźbie utraty płynności przez spółkę. Kilka miesięcy później Kownacki zapewniał, że mimo ponoszonych strat sytuacja finansowa jest stabilna dzięki pożyczce w wysokości 10 min zł udzielonej przez Polską Grupę Zbrojeniową SA.

Zamówienie promu przez PŻB ma poprawić kondycję państwowej stoczni. Ale bardziej prawdopodobne jest, że ją pogrąży, tak jak korweta „Gawron” pogrążyła SMW. Za wszystko jak zwykle zapłacą podatnicy.

JEDNA POLSKA – JEDINAJA ROSSIJA… ZNAJDŹ RÓŻNICĘ

Waldemar Mystkowski pisze o TVP.

Goebbels w TVP

Jak można przeciwstawić się szajce, grupie złoczyńców, etc., która demoluje nasz dom, naszą hacjendę, nasze państwo? Odpowiedzi chyba są oczywiste, przerabiane w historii, ubrane w narracje i fabuły.

Czy ktokolwiek może wskazać jakąś dziedzinę, której partia Kaczyńskiego nie zniszczyła? Nie ma takiej. Raczej swojego domu się nie niszczy. Nie robią tego na świecie partie konserwatywne, a może nawet one szczególnie.

Właśnie dlatego PiS nie jest konserwatywnym ugrupowaniem, jest bliżej niesprecyzowaną prawicą rytu kaczystowskiego. Jarosław Kaczyński demoluje nam ojczyznę. Nam. Nie sobie – bo on takiej może nie mieć. Nie traktuje Polski jako ojczyzny, jako wspólnoty, w której każdy powinien znaleźć swoje miejsce na miarę zdolności i włożonej pracy.

A Kaczyński chce wymienić elity. Na co? Na nie-elity, na dyspozycyjnych żołdaków. Chce zmienić wartości. Na jakie? Przecież nie wartości społeczeństwa tutaj zamieszkałego, bo wartości ucierają się, acz są uniwersalne, społeczeństwo znajduje dla nich znamię czasu właściwe dla różnych interesów. Godzić interesy, a nie dzielić ludzi, bo dzielenie w społeczeństwie jest niszczeniem.

Musimy sobie powiedzieć wprost. Kaczyński i jego wyselekcjonowani ludzie – wg wzorca negatywnego – działają na naszą szkodę, działają nie w naszym interesie, działają na korzyść swojego sortu, tworzą wartości mało uniwersalne, właściwe dla swojej wąskiej grupy.

Czy opozycja polityczna znajduje antidotum na niszczenie Polski? Zdaje się, że politycy opozycji zorientowali się, że z partią Kaczyńskiego nie można wejść w spór demokratyczny, to jest taki, w którym finalne rozstrzygnięcie jest w rękach wyborców, gdy wrzucają do urny karty do głosowania. Bo już wyborów może nie być, wyborów nie ma na Białorusi czy też w Rosji, tam pozostał tylko rytuał wyborczy.

Co możemy z rytuałem, skamieliną zrobić? No, właśnie. Mediów publicznych nie mamy, są media, na które nie chcemy płacić ani abonamentu, ani jakiegokolwiek podatku, bo te media nie wyrażają prawdy o nas, nie uczą wartości, są zwekslowane partyjnie, trzymają stronę tylko wąskiej grupy interesu politycznego, wąskich mało ludzkich wartości nieuniwersalnych, niehumanistycznych.

Te media są robione przez nie-elity dziennikarskie, bo podający się w TVP za dziennikarzy są tylko żołdakami. W czasie okupacji – istniała wówczas tylko prasa i raczkujące radio – takie media nazywano gadzinówkami. I tym jest TVP zarządzana przez Jacka Kurskiego, tym są radia publiczne – gadzinówkami szczującymi na Polaków, na opozycję polityczną. Gadzinówki nie opisują rzeczywistości, ale tworzą obraz zniekształcony, zdegenerowany, który służy do szczucia.

Platforma Obywatelska zrealizowała spot o telewizji publicznej, w której stosowana jest propaganda w stylu goebbelsowskim. I wcale nie jest to przesada, nie jest to metafora na wyrost. Pierwsze lepsze z brzegu porównanie ukazuje, jakim zagrożeniem dla Polski jest obecna władza. Jeden tylko cytat z Goebbelsa z 1934 roku, gdy przemawiał do sędziów: „Koncepcja nieusuwalności sędziów zrodziła się w obcych świecie intelektualistów, wrogim Narodowi”.

To tylko Goebbels. Bo dużo mocniej o sędziach mówi Kaczyński i jego żołdacy (intelektualnie nieutalentowani) Ziobro, Duda, Piotrowicz. Ba, dorzucają, czego nie uczynił Goebbels, iż sędziowie nie zostali wybrani, sami się mianowali, a oni rządzący wybrani zostali przez Naród. Goebbels to neptek w zestawieniu z Kaczyńskim.

Czegokolwiek w PiS-ie dotkniesz, napotkasz zgniliznę. Pierwszy lepszy z brzegu taki Adam Bielan. Powiedział to dzisiaj 2 lipca 2017: „Skala zaniedbań była taka, że gdyby ich nie było, to byłoby 5000+ a nie 500+”.

Podpowiem temu Kononowiczowi, bo nie chce nazywać go zgniłkiem, że byłoby to 5 milionów+, gdyby nie reforma Balcerowicza i w jej następstwie denominacja. Takie zgniłki (a jednak wchodzę w te ich trupięgi) nie powinni nigdy być obecni w życiu publicznym. Nie mają talentów, nie dotyczą ich wartości uniwersalne, napadli na Polskę (acz od wewnątrz). Szantażują, używają paralizatorów, niszczą.

W obronie ojczyzny musimy przeciwstawić się im wspólnotą. Jeżeli nie wystarczą wynajęci politycy – jak w narracjach filmowych typu „Siedmiu wspaniałych” – to przeciwstawiać się należy społeczeństwem obywatelskim, które może chwycić za broń nieposłuszeństwa. Przyjdą po haracz, to trzeba ich przegonić od naszych kieszeni, od naszych wartości, od naszej ojczyzny. Schetyna zapowiedział pierwszy krok nieposłuszeństwa obywatelskiego w sprawie abonamentu. Nie płacić na gadzinówki!

Gdzie są pieniądze skoków??? KIESZEŃ PREZESA TEŻ JEST JEDNA?

>>>

Malinowska kontra Kaczyński. Pozwała prezesa PiS za „gorszy sort”.


TO BĘDZIE BARDZO SPEKTAKULARNE ŚLEDZTWO, PROCESY I WYROKI. #AFERASKOK NIE ZOSTANIE ZAMIECIONA.

Nikt wcześniej nie oszukał Polaków na 5mld zł

Według sondażu przeprowadzonego na zlecenie partii rządzącej, gdyby PO i Nowoczesna wystawiły wspólne listy w wyborach parlamentarnych, pokonałyby PiS.

Jak pisze Fakt.pl, w sondażu, który jedna z „prestiżowych sondażowni” przeprowadziła w dniach 14-16 czerwca na drupie 1000 Polaków, jak wyglądałyby wyniki wyborów, gdyby PO i .Nowoczesna wystawiły wspólną listę w wyborach parlamentarnych.

Dziennik pisze, że taka koalicja dałaby ugrupowaniom opozycyjnym 40-proc. poparcie, czyli 244 mandaty, a to dzięki temu również, że próg wyborczy przekroczyłyby także SLD (6 proc.) i PSL (powyżej 5 proc.).

PiS z kolei uzyskałoby poparcie na poziomie 36 proc., co daje mu 172 mandaty. Nawet gdyby połączyło siły z Kukiz’15, który zyskał poparcie 9 pkt. proc., te dwa połączone ugrupowania miałyby tylko 205 mandatów.

Do parlamentu według tego sondażu nie dostałyby się Wolność i razem – po 2 proc. wskazań.

JEST WYSOKI I PRZYSTOJNY, JAK NA PAŃSTWO PiS PRZYSTAŁO.

LIS DO GOWINA – BEZBŁĘDNIE

Stanisław Skarżyński w „Wyborczej” pisze o rasizmie, który przez PiS jest hodowany.  Kibole i rasiści przecież nie po to pomagali PiS zdobyć władzę, żeby prawdziwy Polak nie mógł w swoim kraju pluć „podludziom” w twarz, kiedy mu przyjdzie na to ochota.

Nacjonaliści niezłomni, co na niepełnosprawnych, kobiety i dzieci polują

Uderzające jest to, kogo atakują dziś prawicowe bojówki. O kulach porusza się Kinga Kamińska, oblana piwem przez czterech „odważnych i niezłomnych” na schodach do warszawskiego metra. Również w Warszawie za trzema młodymi chłopakami poszło aż sześciu – tak się właśnie przedstawili – „nacjonalistów”, żeby zapowiedzieć, że „jeszcze raz pojawisz się na Mokotowie, to cię zajebiemy”.

W Sopocie objawiło się żywe przedmurze chrześcijaństwa. To 59-latek, który komunikatem „czarna nie wchodzi” chciał powtrzymać kobietę z ciemnoskórym dzieckiem na rękach przed wejściem do kościoła. Rzucił się do ucieczki, kiedy na miejscu zjawili się policjanci.

W Radomiu jednego członka KOD biło czterech typów z Młodzieży Wszechpolskiej. W Lublinie dorosły mężczyzna zdobył się na bohaterski akt naplucia licealistce z zagranicy w twarz.

Atakowanie słabszych nie jest dowodem siły, ale kompleksów, frustracji, niskiej wiary w siebie oraz ogólnej słabości. „Jesteśmy tchórzami” – tyle nam o sobie powiedzieli nacjonaliści w ostatnim tygodniu.

Politycy PiS tłumaczą

Państwo Platformy Obywatelskiej było podobnie słabe i bezradne wobec przestępstw z nienawiści, ale samo wspomnienie Bartłomieja Sienkiewicza, który mówił „idziemy po was” rasistom z Białegostoku oraz próby reakcji Andrzeja Seremeta na kolejne wygłupy prokuratorów stawiają tamte czasy na zupełnie innym poziomie.

Trudno inaczej, niż strachem, wyjaśnić to, co wyprawia dziś Prawo i Sprawiedliwość. Partia idąca do władzy pod hasłem odbudowy państwa, przywrócenia mu siły i podmiotowości nie jest w stanie nawet dostrzec tego, co się dzieje. „To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich rozumiem” – ogłosiła Beata Mazurek po ataku w Radomiu.

„Nie notujemy wzrostu liczby przestępstw na tle nienawiści rasowej” – opowiadał Mariusz Błaszczak w nowej telewizji PiS o wydarzeniach w Lublinie. Sprawdził to Paweł Cywiński (uchodźcy.info): w 2013 roku wszczęto 719 takich postępowań, a w 2016 roku już 1314.

Władza się boi

Te kłamstwa Błaszczaka, pokrętne wyjaśnienia rzeczniczki, zwalanie odpowiedzialności na Donalda Tuska nie wynikają z tego, że PiS jest po drodze z brunatną falą. Tak było za czasów Platformy Obywatelskiej, bo gdy nacjonaliści wywoływali burdy, to PiS nieodmiennie zwalało je na prowokacje policji i nieudolność władzy.

Dziś już nie jest, tylko PiS jest zakładnikiem nacjonalistów. Naprawdę zwalczając rasistowską przemoc, PiS straci jedną ze swoich najważniejszych grup poparcia, więc wybiera bierność, która również będzie ich kosztować – elektorat środka oczekiwał, że suwerenne państwo, które obiecywał Jarosław Kaczyński, to będzie państwo silne, w którym będzie porządek nawet, jeśli oznacza to, że nie będzie się za bardzo przejmować prawami człowieka.

Prawicowe bojówki są przeciwieństwem porządku i PiS będzie za ten chaos płacić – i to również w tych grupach, które wybaczyłyby mu Trybunał Konstytucyjny i wojnę z Europą.

Jeśli w PiS w ogóle ktoś myśli (co jest raczej wątpliwe) to widać uważają te straty za mniejsze zło niż rozpoczęcie wojny z rasistowską przemocą, która oznaczałaby znalezienie się w tym samym miejscu, w którym była Platforma Obywatelska. PiS pozwala rosnąć brunatnej fali, żeby nie usłyszeć „Kaczor, matole, twój rząd obalą kibole”.

„Jeśli podniesiecie na niego rękę, przekroczycie granicę, po której zacznie się wasz upadek”.

Waldemar Mystkowski pisze o najściu domu Frasyniuka przez milicję PiS, która dla zmyłki nazywa się policją.

Frasyniuk i Wałęsa, a za nimi Błaszczak z różańcem

Radzę Błaszczakowi, aby kupił nowy różaniec – będzie się lepiej prezentował w telewizji.

Czy Mariusz Błaszczak przewidział, że w drzwiach państwa Frasyniuków milicjantów przebranych za policjantów przywita 9-letni syn legendy czasów opozycji PRL-u? Napiszę – wątpię, bo Błaszczak nie tylko ma deficyt intelektu chodząc (chodzący deficyt intelektu wg Ludwika Dorna), ale zwłaszcza stojąc ma deficyt wyobraźni.

W każdym razie milicjanci w przebraniu policjantów naszli dom Frasyniuków, aby młodemu dać pokaz historii, darmową lekcję, bo reforma szkolnictwa koleżanki Błaszczaka Anny Zalewskiej ponoć cofnie nas hen w mroki przeszłości.

Milicjanci przyszli do Frasyniuka z wezwaniem, legenda ma się stawić 4 lipca na komisariacie policji w Długołęce, czyli sześć dni przed kontrmiesięcznicę w Warszawie. Po co ma się pojawić Frasyniuk na komisariacie? No i tu mamy kłopot, bo w wezwaniu pojawiają się zwroty z komuszego języka mowy-trawy: wezwany „w charakterze osoby, co do której istnieje uzasadniona podstawa do skierowania przeciwko niemu wniosku o ukaranie”.

Rozumiem, Błaszczak deficyt, ale milicja przebrana za policję nie musi koniecznie jemu dorównywać, zwłaszcza, że nie wszyscy do służb porządkowych przyjmowani byli za czasów osławionego tandemu Błaszczak-Jarosław Zieliński.

Wszak mogli napisać, że Frasyniuk 10 czerwca w Warszawie przedstawił się policjantowi, który pytał go o imię i nazwisko, jako „Jan Kowalski z PiS-u”. Jest podstawa, że Frasyniuk kłamał w żywe oczy milicjantowi przebranemu za policjanta.

Ba, w wezwaniu nie ma podanej podstawy prawnej, która wymaga obecności Frasyniuka na komisariacie. Wezwanie z punktu standardów prawnych jest tylko świstkiem papieru gorszej jakości niż papier toaletowy, bo nawet nim nie można podetrzeć się.

Ale ci milicjanci w przebraniu policjantów musieli być tego świadomi, chyba, że już wróciła peerelowska norma językowa: głupi jak milicjant albo głupi jak but. Milicjant równał się butowi. Pamiętam, jak zasuwałem z kartką żywnościową do monopolowego, aby nabyć pół litra. Na kartce było „1 but.”, więc mówiłem do pani sklepowej: poproszę 1 milicjanta. I jak u Gombrowicza, hrabina Kotłubaj serwowała chłopca Kalafiora, ja z kolegami rozpijałem się milicjantem, takie to były czasy kanibalów.

Ilu butów przyszło do Frasyniuka? – nie wiem. Przeważnie chodzą po dwóch: dobry i zły, prawy i lewy, tak jak Błaszczak i Zieliński na konferencjach prasowych – i takiego samego języka używają, jak w owym wezwaniu.

Ciekawe, czy Lech Wałęsa też dostanie wezwanie na komisariat w Gdańsku? Wraz z Frasyniukiem 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie będą się mogli przedstawiać milicjantom przebranym za policjantów jako „Kowalscy z PiS-u”. Ale tym razem będzie trochę inaczej, bo dla osobistości formatu światowego Wałęsy zjadą media z całego świata.

Na tym może skorzystać też Błaszczak, bo on w tym samym czasie lubi przechadzać się po Krakowskim Przedmieściu z różańcem w ręku i modlić się. Więc radzę mu, aby kupił nowy różaniec. Nowe w telewizorze zawsze lepiej się prezentuje.

PRZESTROGA!

JAK WAM SIĘ PODOBA NAZWA?

>>>

CZY POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ? ELIZA – JESTEŚMY TWOIMI FANAMI.

ŻAKOWSKI WYJAŚNIŁ NAJLEPIEJ

Do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji

Prof. Wojciech Sadurski w rozmowie z „Newsweekiem” na pytanie o to, co łączy i w czym tkwi siła prezesa PiS oraz prezydenta USA Donalda Trumpa, odpowiedział jednym słowem – nienawiść! – „Obaj budują swoją pozycję na emocjach negatywnych, które w polityce są silniejsze niż pozytywne. Obaj mogą sobie na to pozwolić, bo wiedzą, że nienawiść do politycznych oponentów jest wśród ich wyborców silniejsza niż niechęć ze strony reszty”.

Zapytany o to, z czego ta nienawiść wynika prawnik i politolog ocenił, że „Trumpa wybrała biała klasa pracująca, która na zdrowy rozum nie miała żadnego powodu, aby popierać finansowego oligarchę niereprezentującego jej interesów”. A co stało się w Polsce? Zdaniem Sadurskiego, doszło do „rozczarowania liberalizmem wciąż bardzo młodym i słabo zakorzenionym. Doszło do rozczarowania społeczeństwa kosztami demokracji, wolnością słowa, i zgromadzeń, pozwalającą na manifestacje ludzi nielubianych, uprawnieniami w procesie sądowym, chroniącymi także oskarżonych, nie tylko ofiary” – dodał politolog.

Zdaniem Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”, a demokratyczna większość dała im do tego mandat. – „Nie mamy wykształcenia, ale z tego powodu nie czujemy się gorsi, za nami są tłumy”. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu. – „Wiem, że to wartościujące i aroganckie słowo, używam go niechętnie, ale, niestety, w sposób najbliższy prawdy opisuje rzeczywistość” – stwierdził prawnik w rozmowie z tygodnikiem. Do Kaczyńskiego największą pretensję profesor ma o to, że – jak to sformułował – „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

DWA ZDJĘCIA, KTÓRE O PAŃSTWIE PiS MÓWIĄ WIĘCEJ NIŻ TYSIĄC SŁÓW

Działaczka Obywateli RP napadnięta za odmowę przyjęcia odznaczenia od Dudy

Kinga Kamińska – opozycjonistka z czasów PRL i działaczka Obywateli RP – w listopadzie 2015 r. została odznaczona przez Andrzeja Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności. W 2017 r. Kamińska je oddała. Zapowiedziała też, że nie przyjmie Krzyża Wolności i Solidarności w imieniu swojej matki, która walczyła w Powstaniu Warszawskim.

We wtorek napadnięto ją w Warszawie. Kamińska uważa, że właśnie za tę odmowę. Całą sytuację opisała na Facebooku. – „Schodziłam dziś po południu do metra spiesząc się pod komisariat na Dzielnej, na przesłuchanie Ewy Siedleckiej. Po schodach schodzę raczej powoli i ostrożnie, patrząc pod nogi. Jak to inwalidka. No bo dwie kule i orteza. Powyżej, oparci o murek ograniczający schody, stali czterej młodzi” – napisała Kamińska. – „Może było ich pięciu. Usłyszałam nad głową: to ta? ta!”Kiedy to powiedzieli, odruchowo podniosłam głowę i spojrzałam. I załapałam się na prysznic w pysk – dobrze, że mam okulary. I dobrze, że to było tylko piwo. I jeszcze bardziej dobrze, że nie dostałam tego piwa w butelce” – opowiada.

W 2013 r. Bronisław Komorowski odznaczył Kingę Kamińską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”.

WYOBRAŻACIE SOBIE COŚ TAKIEGO??? FRASYNIUK JUŻ DOŚWIADCZYŁ PAŃSTWA PiS. TERAZ POLICJA MĘCZY GO WEZWANIAMI NA PRZESŁUCHANIA. Kolej na Wałęsę!

JAK WAM SIĘ PODOBA NAZWA?

Waldemar Mystkowski pisze o córce leśniczego.

Córka leśniczego – konspiracja Szyszki

Naród już zapomniał o „córce leśniczego”, w imieniu której minister środowiska Jan Szyszko wręczył kopertę ministrowi Błaszczakowi przed posiedzeniem rządu. Ten ostatni konspiracyjnie rozglądnął się wokół, dostrzegł kamerę Polsatu, zgłupiał, bo zostali delikwenci przyłapani na gorącym uczynku, ale kopertę Błaszczak wziął.

Później Beata Szydło nazwała to „wypadkiem przy pracy”. Wszystko się zgadza – „wypadek” z powodu obecności kamery. Błaszczak jakoby oddał Szyszce list córki leśniczego. Ale o tym wypadku jednak naród chciałby coś więcej wiedzieć, kto jest córką leśniczego i jaki miała wypadek, który zdarzył się 13 czerwca.

Ministerstwo Środowiska właśnie poinformowało, że nie udzieli w ustawowym terminie odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej dokumentów córki leśniczego. Ministerstwo znalazło wybieg, na który się powołuje. „Ze względu na konieczność dokonania analizy sprawy, na podstawie art. 13 ust 2 wyżej cytowanej ustaw, termin udzielenia odpowiedzi zostaje przedłużony do dnia 14 lipca”. Wielce zakonspirowana ta córka leśniczego.

Minie wówczas miesiąc, gdy Szyszko dawał Błaszczakowi kopertę ze słowami: „To jest taka córka leśniczego. Proszę pana, ona prosiła, żebym panu to przekazał. Niech pan to przeczyta, dobrze?”.

Szyszko „taką” proszącą córkę znał. Jaka to konieczność dokonania analizy stoi na przeszkodzie, hę? Aż miesiąc potrzeba na odczytanie imienia i nazwiska pod listem? A może jest ono tak kompromitujące, iż szuka się innej córki leśniczego? Czy Szyszko urządza casting na jakąkolwiek córkę? Szyszko ostatecznie może powiedzieć, że się pomylił, bo to była np. córka myśliwego, córka rzeźnika, etc. A może nawet córka Schetyny.

Koperta wszak też może zaginąć, bo to był „wypadek przy pracy”. Szydło miała wypadek w Oświęcimiu i dziwnym trafem zepsuł się tachometr w limuzynie, w której jechała. Do dzisiaj nie wiemy, z jaką prędkością nastąpił „wypadek przy pracy”.

PiS to partia powypadkowa, katastrofalna, a jej największym „osiągnieciem” jest katastrofa smoleńska.

ŚREDNIOWIECZNE POGLĄDY NASZYCH ŚWIATŁYCH MĘDRCÓW Z PiS MOGĄ WKRÓTCE DOPROWADZIĆ DO WZNOWIENIA WYPRAW KRZYŻOWYCH.

>>>

piSwygrało

Zależność między prawem a polityką jest szczególna, a w wypadku partii Kaczyńskiego – ogromna. Sam prezes jest oksymoronem. Winno się na nie mówić dr Oksymoron, albowiem jego geniusz jest antygeniuszem, a wielkość – małością.

Dlatego partia, jaką stworzył, w istocie zwać się winna Bezprawie i Niesprawiedliwość.

Najlepszym potwierdzeniem jest kariera twórcy SKOK-ów Grzegorz Biereckiego.

Bierecki jest senatorem PiS, a powinien siedzieć i być najwyżej senatorem pod jakąś celą.

No i proszę, jak partia bezprawia poczyna sobie z prawem. PiS wygrało wybory, a prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie SKOK-ów.

Ktoś dowcipny mógłby powiedzieć, że gmach przy Wiejskiej jest takim aresztem dla Biereckiego. W takim razie mamy do czynienia ze złotą klatką.

Niejeden ptaszek chciałby w takiej złotej klatce siedzieć.

Gdańska prokuratura badała przepływ pieniędzy między spółkami SKOK-ów a luksemburską spółką Biereckiego, jego brata i kolesia od szachrajstw.

Bierecki liczył na wygraną PiS, dlatego startował w wyborach chroniąc sie pod tarczą PiS. Partia wygrała, Bierecki zainstalował się w Senacie, a nie we Wronkach, albo w Sztymie, gdzie jako ptaszek powinien zostać zamknięty.

Tak PiS realizuje się w bezprawiu, zaś prezes w oratorskich bredniach, a jego marionetki popychają kraj do przepaści. Taka nasza karma. Tfu.

tvpInfo1

No, to mamy „dobrą zmianę”. Niedorobiony rzecznik MON (nazywa sie toto Bartłomiej Misiewicz) puszcza fałszywą juchę ze „znalezieniem” jakiegoś (nieistniejącego) protokołu ze zniszczenia dokumentów z dnia 10.04.2010 (dzień katastrofy smoleńskiej). Do tego protokołu jakoby „dotarło” TVP Info.

Chore, że żałość jaja ściska.

O samej podkomisji Macierewicza powołanej w MON powiedział ministerstwie Sławomir Neumann (szef klubu PO).

neumannMacierewicz

W Radiu Zet dziś Neumann, odnosząc się do powstania podkomisji przy MON, mającej zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej:

„Mamy do czynienia z ponurym tańcem na katastrofie smoleńskiej. Ludzie z komisji [przy MON] nie mają kompetencji, by badać przyczyny wypadków lotniczych. Raporty przedstawiane przez pana Antoniego Macierewicza były kompromitacją. Te tezy o wybuchach, o ludziach, którzy przeżyli zamach i uciekli w kukurydzę… To były absurdalne tezy, które funkcjonowały w przestrzeni publicznej. Płacimy tym ludziom [z komisji] publiczne pieniądze za to, by ci naukowcy udowadniali postawione wcześniej tezy z raportów Macierewicza”.

wróżbita

„Dobra zmiana” dotyczy szczególnie Grzegorza Biereckiego, senatora PiS i twórcy SKOK-ów.

władza

Prokuratura nie zajmuje już się śledztwem dotyczącym finansów SKOKów i Biereckiego. Krótko po tym jak PiS wygrał wybory. Polityk był podejrzewany o wykorzystywanie kas oszczędnościowych do prywatnego bogacenia się.

Pieniądze Biereckiego, jego brata i kolesi spokojnie sobie procentują w rajach podatkowych, w tym w Luksemburgu.

Niedługo czeka nas ogólnopolska katastrofa smoleńska. Takie barachło sobie wybraliśmy.

Bierecki-instnkt

Grzegorz Bierecki, senator PiS i założyciel SKOK, przegrał wyścig do ręki prezesa Kaczyńskiego. Bierecki nie krył, że chce wystartować na prezydenta RP, jako kandydat PiS.

Guzik – został nim Andrzej Duda.

Duda całuje ręce prezesa, a Bierecki klamkę, więc wybrał się do Lublina na Katolicki Uniwersytet Lubelski, aby w sympozjum promować „Obecność krzyża w przestrzeni publicznej państw europejskich”.

Pod taką nazwą odbywa się konferencja naukowa. I niedoszły kandydat Kaczyńskiego podzielił się następującymi „naukowymi” refleksjami:

Instynktownie odczuwamy, że krzyż, obecny w naszym otoczeniu i życiu publicznym, jest gwarantem naszej wolności, godności człowieka, ale i dobrobytu. Agresywne grupy mniejszościowe nie mogą decydować, jak będzie żyć większość, która chce ochrony symboli religijnych.

Taki instynkt krzyża ma Bierecki, bo odczuwa jego dobrobyt, jak i kler, któremu służy. Oto program obrony krzyża, który jest gwarantem SKOK-ów Biereckiego na kasę. Tak ciul wykombinował.

bierecki na kul program

 

Senator PiS donosi prezesowi, że prawica z „Wprost” i „Do Rzeczy” śmiała się w kułak z jego martwego brata. Z Biereckim związani są bracia Karnowscy z „wSieci”.

bierecki

Niespodzianką nie jest Marek Surmacz z PiS, który chce zmieniać Polskę. Będzie rozwoził hamburgery dla wszystkich Polaków, czy tylko dla „prawdziwych” Polaków?

surmacz

Pisowski prezydent Jerzy Wilk niedawno wybrany w wyborach uzupełniających na prezydenta Elbląga szybko popadł w korupcję. Może dlatego, że zbliżają się wybory, a on wie, że nie zostanie wybrany. Spieszy mu się, aby jak najwięcej nachapać.

pisowski prezydent wilk

Kurski straszy, że kampania będzie ostra, bo Miś Kamiński jest spin doktorem Ewy Kopacz.

miś i kurski

I warto zawsze pamiętać, co sądzi „intelektualista” Kaczyński o in vitro. Bardziej papieski niż biskupi, który jest lepszy w tych bredniach od biskupów.

kaczyński in vitro