Posts Tagged ‘IPN’

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Anatomia kłamstwa PiS

Pouczająca to lekcja, bowiem pokazuje, jak nie powinna być robiona polityka, bo zawsze kończy się to degradacją Polski.

Przy okazji nałożenia sankcji persona non grata przez Biały Dom na Andrzeja Dudę i Mateusza Morawieckiego możemy doświadczyć, jak wygląda anatomia kłamstwa konstruowanego przez PiS. Pouczająca to lekcja, bowiem pokazuje, jak nie powinna być robiona polityka, bo zawsze kończy się to degradacją Polski i ośmieszeniem polityka tego bądź owego.

Jeszcze wczoraj po ujawnieniu przez Onet sankcji personalnych dotyczących najważniejszych polityków na pisowskim szczycie spotkali się Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki i szef dyplomacji Jacek Czaputowicz.

Rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert pytana o zakaz spotkań z polskim premierem i prezydentem w związku z ustawą o IPN, odpowiedziała: – „Informacje, które mówią o zawieszeniu współpracy dotyczącej bezpieczeństwa lub dialogu na wysokim szczeblu, są po prostu fałszywe. Polska jest bliskim sojusznikiem w ramach NATO, to się nie zmieni. Nie znaczy to jednak, że zgadzamy się z przyjętą ustawą, co jasno wyraziliśmy”. A zatem Nauert nie odpowiedziała na pytanie dotyczące publikacji Onetu, który to portal pisał o czymś zupełnie innym.

Dzisiaj od samego rana nastąpiła ofensywa medialna polityków PiS, która ma na celu zaprzeczyć kompromitacji. I jak to w tej partii bywa, wszyscy z nich posługują się takimi samymi komunikatami wypracowanymi przez służby pijarowskie, a przy okazji wychwalają samych siebie.
Politycy PiS do „odkłamywania” używają mediów prywatnych, a nie tzw. narodowych, bo nikt oprócz nich ich nie śledzi. Łażą więc do TVN, Polsatu, TOK FM, RMF FM, które są jeszcze niezależne i wiarygodne.

Adam Bielan w TVN24 zachwala, że „mamy najlepsze relacje PL-USA, zarówno jeśli chodzi o kwestie współpracy militarnej, jak i wymiany handlowej”. Szkoda, że przy takich stwierdzeniach nie słyszymy rechotu publiki, jak w sitcomie.

Z kolei Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera, w RMF FM nazywa to fake newsem, a dziennikarzom Onetu zarzuca, iż posługiwali się nieistniejącą notatką: „Proszę ją pokazać”.

Nawet Mateusz Morawiecki zabrał głos we własnej sprawie, co świadczy, że jemu i Dudzie jednak postawiono ultimatum w Białym Domu. Morawiecki powtórzył komunikaty wcześniej wyrecytowane przez Bielana i Dworczyka, iż „te doniesienia, które ujrzały światło dzienne wczoraj, okazały się zupełnie nieprawdziwe”.

Politycy PiS idą w zaparte, gdyż to kolejny dowód, iż ich działania przynoszą efekt szarańczy. Czego się nie dotkną, zniszczą, zdemolują – i zachwalają, że jest cacy i osiągnęli stan nirwany „najlepszości” na świecie.

Na takie dictum zareagowali dziennikarze Onetu. Podają numer notatki polskiej ambasady w Waszyngtonie, datowanej na 20 lutego – Z-99/2018. Nie ujawniają jej, gdyż musieliby ujawnić informatora, więc zwracają się do MSZ, aby notatkę odtajniono.

Na bazie notatki z ambasady polskiej w USA powstały wewnętrzne dokumenty w MSZ. Jeden z nich, autorstwa Jana Parysa, cytuje Onet: – „Ze względu na znaczenie USA dla naszego bezpieczeństwa nie do przyjęcia jest sytuacja, kiedy prezydent czy premier mają zablokowane kontakty z głównym sojusznikiem. Moim zdaniem uregulowanie sporu z USA jest ważniejsze niż spór z Izraelem czy rozmowy z KE na temat praworządności”.

Te dwa zdania Parysa mówią wszystko. Szarańcza PiS niszczy wszystko, zostawia po sobie ugór. A my jak w sitcomie („Ucho prezesa” na żywo) możemy rechotać z własnej głupoty, iż daliśmy im władzę.

‼️Jurek Owsiak mówi wprost to 😡 Ustawą autorstwa PiS będzie można przejąć pieniądze wpłacane na fundacje. A wszystko to w czasie, gdy kolejni politycy PiS mają zwiazek z , a inni nie potrafią wytłumaczyć się z wielotysięcznych nagród.

DUDA PRZEPROSIŁ, MORAWIECKI RELATYWIZUJE. PIS W ROZTERCE

Przemawiającego Andrzeja Dudę na Uniwersytecie Warszawskim spotkała zasłużona porcja okrzyków „hańba”, „konstytucja” i „hipokryta”. To akompaniujący mu sprzeciw społeczeństwa obywatelskiego w sytuacjach, gdy prezydent zanurza się w środowisku niepisowskim. Czyni to coraz rzadziej, ale z racji pełnionej funkcji nie może się zamknąć tylko wśród swoich, wśród homogenicznego elektoratu.

Na uroczystościach 50. rocznicy Marca ’68 Duda był zmuszony spojrzeć na białe róże, które przyniosła ze sobą większość protestujących. Duda w przemówieniu użył innego języka, do którego nas przyzwyczaił. Przede wszystkim przeprosił za rok 1968 i użył formuły niepisowskiej: „Wybaczcie Rzeczpospolitej, wybaczcie Polakom”.

Jakakolwiek wówczas była Polska, to była nasza ojczyzna. A tamci Polacy to my, ewentualnie nasi bezpośredni przodkowie. Wówczas władza użyła antysemityzmu w walce ze społeczeństwem obywatelskim i sączyła go w dusze rodaków. Odniosła pożądany dla niej skutek.

Dzisiaj skala antysemityzmu jest – na razie – mniejsza, ale jest, a władza nie walczy z nim, toleruje antysemityzm, sączy w inny sposób, poprzez innych. Za to nie przeprosił Duda, acz doceniam, że w ogóle przeprosił.

Przynajmniej Duda okazał się ciut szlachetniejszy od Mateusza Morawieckiego, który wczoraj odniósł się do Marca ’68. Premier odwołał się do formuły Jarosława Kaczyńskiego: pedagogkę wstydu zwalczać pedagogiką bohaterszczyzny.

Niestety taka pedagogika to bezwstyd, a nawet bufonada właściwa osobom o wlaściwościach peryferyjnych, zamkniętych, wywodzących się – kolokwialnie ujmując – z Zad…pia. I stąd jest postać Morawieckiego, który był o Marcu ’68 powiedzieć: „Dla Polaków walczących o wolność Marzec ’68 powinien być powodem do dumy, a nie wstydu „.

Morawiecki nie potrafi wziąć odpowiedzialności za krzywdy wyrządzone wypędzonym z Polski. Taki z niego mały człowiek, bezwstydnik, który stroi się w cudze piórka bohaterstwa. A kompletną intelektualną wywrotką na skórce od banana jest inny jeszcze relatywizm Morawieckiego, który jednym tchem wymówił: „Ja chcę walczyć z tym antypolonizmem, tak jak skutecznie nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem”.

Nazwać ten relatywizm nalezy faryzeizmem – w znaczeniu chrześcijańskim. Czy można wybaczać Morawieckiemu, że ciągle nakrywa się nogami, że ciągle się wywraca, że rozum jest dla niego skórką od banana, na którym zwykle robi figurę wyrżnięcia – kolokwialnie – na pysk? Duda jakoś potrafił się znaleźć, Morawiecki kolejny raz wpadł.

WIELKIE BRAWA ZA TE SŁOWA. NIKT TAK JESZCZE NIE ZAORAŁ CZOPKA 🙂

Wybuch smoleński Macierewicza okazał się niewypałem

Za miesiąc odbędzie się największe święto partii Jarosława Kaczyńskiego i związany z tym festyn – 8. rocznica katastrofy smoleńskiej. Prezes z pewnością da popis swojej elokwencji emocjonalnej, tego i owego obrazi – a jak będziemy mieli szczęście – cały naród zostanie opluty jakimś gorszym sortem, kanaliami, mordami zdradzieckimi. Ustawa o IPN jest nieprecyzyjna, więc postuluję, aby w następnej nowelizacji zawrzeć artykuły precyzujące antypolonizm, pod który podpada retoryka wiecowa Kaczyńskiego.

Niestety, na święto PiS nie otrzymamy dokumentu „ideologicznego”, którego autorem bywał Antoni Macierewicz – „Raportu smoleńskiego”. Poprzednie raporty osiągały status wydawniczy bestsellerów. Pewnie wydawca „Gazeta Polska” i Macierewicz sporo grosza na tym zarobili, bo elektorat PiS wierzy w pismo święte swego apostoła zamachu.

Wiara smoleńska miała się dobrze, gdy działała w opozycyjnych katakumbach, gdy Macierewicz mógł ogłosić każdą niestworzoną brednię, a prezes Kaczyński ze swojego stołka na Krakowskim Przedmieściu potwierdzić, iż „idziemy i zbliżamy się do prawdy”. Gdy wraz ze zdobyciem władzy przez PiS, możliwości badania katastrofy smoleńskiej przez Macierewicza stały się wszechpotężne, gdy prezes ze swoim wiernym ludem odgrodził się barierkami, ideologia katastrofy podupadła – żadnych dowodów na zamach nie ujrzeliśmy. Apostoł smoleński Macierewicz poszedł w odstawkę, ale za to przyszedł czas świątków – pomników Lecha Kaczyńskiego.

Pomnik smoleński na placu Piłsudskiego ma być wyższy niż Grób Nieznanego Żołnierza. Jeszcze pisowcy oficjalnie nie wpadli na pomysł monumentu brata prezesa wielkości Chrystusa w Świebodzinie, ale kto wie, czy obok pozostającego na razie w zamysłach największego portu lotniczego w tej części Europy nie zostanie posadowiony – jak w Rio de Janeiro – ogromny Lech Kaczyński, który będzie rozłożonymi ramionami witał i żegnał.

W 8. rocznicę Macierewicz ma zamiar zaprezentować tylko skromną prezentację multimedialną, przez niektórych określaną filmem. Znaczenie temu zdarzeniu może nadać tylko sam prezes, który albo przybędzie na premierę, albo nie przebędzie. A jak przybędzie, to z kim będzie dawał się fotografować na ściance. Wybuch w smoleńskim Tupolewie okazał się niewypałem. A to pech!

Reklamy

BORYS WYTŁUMACZYŁ NAJLEPIEJ

Siedem zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Senator Bonkowski korzysta z niedziałania ustawy o IPN

Co nie działa w politykach PiS? Jaki mechanizm im szwankuje? Mateusz Morawiecki twierdzi, że w Polsce prawo zostało wymienione na naród i mamy „demokratyczne państwo narodowe”. Morawiecki nie jest pierwszym politykiem PiS, który nie zna Konstytucji RP, owej cieniutkiej książeczki, jak nowela „Janko Muzykant”.

Stanisław Karczewski zapowiedział, że nie będzie działać ustawa o IPN, mimo podpisania jej przez prezydenta Andrzeja Dudę. Może politycy PiS nie wiedzą, co mówią, a może nie wiedzą, co mówić. W każdym razie z tego dobrodziejstwa, że ustawa nie będzie działała, postanowił skorzystać senator PiS Waldemar Bonkowski. Dla ułatwienia – Bonkowski to ten gościu, co bił swoją żonę, bo mu przeszkadzała romansować z uczestniczką miesięcznic smoleńskich.

Na swoim profilu na Facebooku Bonkowski zamieścił klip zmontowany z nazistowskich materiałów propagandowych, przedstawiających żydowskich kapo, zaś na ścieżce dźwiękowej pobrzmiewa wesoła muzyka klezmerska. Senator nadto linkuje strony antysemickie, jak choćby z portalu prawy.pl, na którym autorzy dzielą się nazistowską narracją: „Prawda Żydów w oczy kole. Kolaboracja Żydów z Niemcami podczas II wojny światowej”.

Ponadto Bonkowski zamieścił na swoim profilu „Słownik żydowski”, m.in. z takimi hasłami: „Dialog – sytuacja, gdy Żyd mówi, a goj słucha. Antysemita – człowiek, który ma czelność bronić swoich praw przed arogancją i pazernością Żydów. Ludobójstwo – zabicie Żyda przez goja”.

Antysemityzm w PiS jest faktem. Bonkowski to postać wyjęta z przedwojennych antysemickich tumultów, gdy w Polsce nienawiść do Żydów była o podobnym natężeniu, jak w nazistowskich Niemczech. Pomocniczość endecka w Holocauście dała znać o sobie w Jedwabnem i dziesiątkach podobnych wyczynów „sąsiadów”.

Czym się różni „parch” Rafała Ziemkiewicza od klasyki antysemickiej, „Żyda Suessa”, filmu nazistowskiego z 1940 roku? Co? – jeszcze Jacek Kurski nie wyemitował w TVP?

Nienawiść i pogarda to powszechne emocje w partii Kaczyńskiego. Parch, kanalia, morda zdradziecka. Na świecie zauważono i odnotowano także, że największy antypolonizm panuje w Polsce. Z takimi osobnikami, jak Bonkowski, który wysypał się, bo wystąpił przed szereg, nigdy nie wybrniemy z konfliktu dyplomatycznego z Izraelem.

DOJNA POLSKA TO JEST K..WA MAŁO POWIEDZIANE! 2016 – liczba kart 832!!! (w tym: 131 kart kredytowych i 701 kart płatniczych), w I półroczu 2017 r. – 733 (w tym: 132 karty kredytowe i 601 kart płatniczych). Wydatki z kart 2016 r.- 9 540 317 zł, I półrocze 2017 r. – 5 258 061 zł.

WINNI USTAWY O IPN ZOSTALI ZIDENTYFIKOWANI

No, proszę, znaleziona została przyczyna katastrofy ustawy o IPN. I już wiemy, że to nie wina PiS, bodaj po raz pierwszy nie jest to także wina Platformy Obywatelskiej, ale Kukiz ’15. Donosi o tym dziennikarz symetrysta Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej”.

Szułdrzyński wysnuł winę Kukiz ’15 z wywiadu szefa Klubu Parlamentarnego PiS Ryszarda Terleckiego dla „Sieci”. Ustawa została uchwalona z powodu nacisków posłów Kukiz ’15, a skutek tych nacisków wyglądał nastepująco: „To na tyle zamazało nam horyzont, że wpadliśmy w kłopoty”.

Oczywiście jest to język grafomana, pozwala on jednak odczytać, iż zamazanie horyzontu musiało nastąpić po całkiem solidnych naciskach (fajnie było, gdy naciskali), ale potem nie widzieli już horyzontów, tak się rozmazały – i wówczas po nadmiernym użyciu następują kłopoty.

Terlecki więc rzecze, że w PiS mają słabe głowy, kukizowcy mają lepsze (ruskie). Ba, podobną grafomanię do retoryki Terleckiego prezentuje Szułdrzyński i tak przedstawia symetrię przy użyciu pewnika („okazuje się”): partia opozycyjna Kukiz ’15 (Kukiz i partia opozycyjna – dwa przekłamania Szułdrzyńskiego w jednym stwierdzeniu) „napisała ustawę przy wsparciu, delikatnie rzecz ujmując, kontrowersyjnych historyków”.

Szułdrzyński idzie tropem Terleckiego i pisze, że ustawa o IPN jest dziełem „profesora często goszczącego na łamach kremlowskich mediów oraz doktora, który na Facebooku udostępnia zdjęcie prezydenta USA na szubienicy”.

A po takim stwierdzeniu rosyjskich wpływów przy pisaniu ustawy o IPN należy znaleźć analogiczne (symetryczne) przykłady z innych krajów. I usłużny Szułdrzyński znajduje: rosyjskie farmy trolli wpłynęły na wybory prezydenckie w USA, w Niemczech podczas ostatniej kampanii do Bundestagu, skarżyli się „Hiszpanie przy okazji kryzysu katalońskiego czy Brytyjczycy przed referendum dotyczącym brexitu”.

Problemem w Polsce jest nie tylko rozpadający się ustrój demokratyczny, a tym samym pomyślność ojczyzny, ale także trolle występujace pod nazwiskiem, jak Szułdrzyński, który w imię symetryzmu powieli każdą bzdurę nie trzymającą się kupy. Tacy quasi-dziennikarze winni być relegowani z zawodu zaufania publicznego, aby nie przedstawiali nam swoich „zamazanych horyzontów”.

Łapy precz od WOŚP!

Jak Morawiecki z przyjaciół robi wrogów Polski

Polityki nie da się uprawiać – zwłaszcza na zewnątrz – kłamiąc przyjaciołom w żywe oczy. A tak postępuje premier Mateusz Morawiecki, kontynuując sławetną linię zwycięstwa 1:27 Beaty Szydło, tj. Jarosława Kaczyńskiego. A jeżeli tę samą miarkę moralną stosuje się do przyjaciół, tym samym ustawia się ich w szeregu nieprzyjaciół. I niedługo doświadczymy owoców dla Polski, odpowiednim potraktowaniem naszego kraju w organizacjach międzynarodowych, szczególnie w Unii Europejskiej.

„Ofensywa” europejska Morawieckiego bierze się tylko z jednego, rozpoczęcia gry o unijny budżet po 2020 roku. Karty przetargowe mamy żadne, same blotki o najniższych nominałach wiarygodności. Angela Merkel zapowiedziała, iż rozdział budżetu winien być powiązany z solidarnością w kwestii uchodźców, a komisarz Günther Oettinger uzależnić chce od praworządności.

Ofensywę Morawieckiego biorę w cudzysłów, jak jego samodzielność. Pijarowcy podpowiedzieli mu, aby spory wokół Holocaustu spowodowane nieszczęsną ustawą o IPN przewekslować na antypolonizm, który jakoby zagraża tożsamości Polski. Takiego argumentu użył Morawiecki w rozmowie z amerykańskim portalem Bloomberg, co w komentarzu zostało potraktowane zdziwieniem, wszak antypolonizm na sztandarach noszą najbardziej radykalne nacjonalistyczne grupy w Polsce. My w Polsce to wiemy, świat właśnie o tym się przekonuje.

Na szczycie w Brukseli Morawiecki usłyszał od Donalda Tuska bardzo nieprzyjemne słowa: „Wszyscy ciężko pracowaliśmy w Polsce, ja też, przez ostatnie 30 lat, nad dobrymi relacjami Polski ze światem zewnętrznym, w tym z Izraelem i wspólnotą żydowską. Nie możemy pozwolić, żeby ktoś w kilka tygodni zrujnował całą tę robotę”.

Morawiecki przelotnie spotkał się z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem, zapowiedział, iż do czasu kolejnego z nim spotkania będzie gotowa „biała księga” w sprawie praworządności w Polsce. To ma być odpowiedź na uruchomienie artykułu 7 Traktatu UE, który może na końcu skutkować sankcjami wobec Polski.

W czasie, gdy Morawiecki w Brukseli mamił polityków europejskich i Junckera, profesor Uniwersytetu Middlesex w Londynie, Laurent Pech, przeanalizował inny niedawny wywiad Morawieckiego dla „Spiegla” i wykazał kłamstwa premiera polskiego rządu.

Otóż w „białej księdze” zapowiadanej przez Morawieckiego powinna znaleźć się analiza prof. Pecha z Uniwersytetu Middlesex, podana w skondensowanych wpisach na Twitterze.

Co tymi kłamstwami zyska Morawiecki? Nic. Przedłuży agonię Polski. I gdyby był w miarę uczciwy w stosunku do swego kraju i rodaków, po przyjęciu rozdziału unijnych pieniędzy – mam jednak nadzieję, że PiS do tego czasu nie będzie u władzy – Morawiecki za dawnym premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem zakrzyknie (jednak odwrotnie do „yes, yes, yes”): no, no, no!

Morawiecki to Szydło w garniturze od Armaniego

Wydawało się, że Mateusz Morawiecki będzie mniej prowincjonalny, mniej zahukany, niż Beata Szydło, bo jest absolwentem MBA i zna języki obce. Ba, nawet zaliczył epizod w szerokiej ekipie Donalda Tuska, gdzie chciał podrasować karierę. Nie udało się tam, za to wziął go Jarosław Kaczyński, gdyż ten kadr nie ma żadnych.

Morawiecki codziennie daje dowód, iż to polityk w garniturze od Armaniego i w butach od Gucciego, ale słoma wyłazi mu tak, że w oczy kole. Morawiecki zalicza więcej wpadek niż Beata Szydło, którą całkiem trafnie określa wydana dyspozycja dla bezdomnych, aby w mrozy nie wychodzili z domu bez potrzeby. Zdecydowanie gorsze są „rozważania” Morawieckiego o panującym w Polsce ustroju: „demokracja państwa narodowego”.

Dlatego nie bądźmy zdziwieni, iż Morawiecki składa hołd pod pomnikiem kolaborantów nazistowskich – Brygady Świętokrzyskiej. Nie bądźmy zdziwieni, gdy rozmawia z dziennikarzem z „New York Timesa” i pogłębia kryzys dyplomatyczny, o którym mówi cały świat.

Toż to chodzący kryzys, za Morawieckiego będzie płaciła Polska i my, jako obywatele. Gdzie nie otworzy ust, tam zalicza kompromitujace wpadki. Szydło popisywała się logoreą, Morawiecki wpadkami, bo ma luki w wiedzy humanistycznej, o literaturze, kulturze, tradycji. Mogę tylko sobie wyobrazić, jakie używanie mogą mieć unijne elity polityczne w Brukseli, dlatego za pierwszym pobytem dał stamtąd dyla, a za drugim musiał być delikatnie pouczony przez Donalda Tuska.

Morawiecki jest skazany zajmować się nieistotnymi imponderabiliami, przekładając posiedzenia rady ministrów. Rząd w czwartek będzie zajmować się ustawą o odebraniu stopni generalskich członkom WRON Jaruzelskiemu i Kiszczakowi. A także pierwszemu i jedynemu kosmonaucie polskiemu, a będzie nim w podręcznikach pisowskich szeregowy Mirosław Hermaszewski.

Morawieckiemu słoma wystaje ze wszystkiego, szczególnie drażni nieumiejętność posługiwania się językiem polskim. Premier na Twitterze napisał, iż „Dziś 65. rocznica zamordowania przez komunistów gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, człowieka, który całe życie poświęcił walce o niepodległość i suwerenność Polski”.

Wynika z tego, iż Fieldorf w okresie międzywojennym poświęcił się walce o niepodległość Polski i mierzył się z Józefem Piłsudskim. Chyba, że Fieldorf walczył… o kolonię dla niepodległej Polski, tj. o Madagaskar (po Beniowskim), który także był rozważany jako zsyłka dla Żydów. Popularnym endeckim hasłem ówczesnych Morawieckich było „Żydzi na Madagaskar”.

Dzięki takim politykom od słomy, jak Morawiecki, ciągle żywy będzie w naszej kulturze Fredro, Bareja, Mrożek. Dzisiaj występuje pilna potrzeba odświeżenia narracyjnej groteski, pokraczności Polski pisowskiej.

Rząd PiS lubi nagradzać, ale przede wszystkim siebie. To na koszt Polaków.

Politycy PiS nadal nie rozumieją sprawczości pogardy, jaką niesie ustawa o IPN

Wiceszef dyplomacji Bartosz Cichocki łaskawie rzecze, iż „każdy, kto powie, że były przypadki, że Polacy kolaborowali z Niemcami – nikt tego nie zamierza penalizować”. Ktoś taki jest delegowany do szefowania zespołowi ds. dialogu z Izraelem.

Izrael to odpuści, przecież nie będzie się wiecznie mocował z politykami, którzy zaprzeczają faktom. Ten „intelektualista” Cichocki mówi o ustawie o IPN, odwracając kota ogonem, bo w swojej wypowiedzi nie umieszcza informacji o wydawaniu przez polskich szmalcowników Żydów w ręce nazistów. Taki jest język PiS – kłamać. Otóż szmalcownictwo to nie były żadne „przypadki”, to było „hurtownictwo”, które otrzymało podkład w okresie międzywojennym politycznym antysemityzmem endecji, która – podobnie jak dzisiaj – miała poparcie Kościoła katolickiego. W czasie okupacji do aktów podobnych Jedwabnemu dochodziło w miejscach, gdzie endecja miała największe poparcie.

Tacy Cichoccy są groźni dla społeczeństwa, bo posługują się kłamstwem jako orężem politycznym, umniejszają naród polski, który w ich mniemaniu ma żyć w zakłamaniu o sobie, czyli w małości. Polaków stać na prawdę o sobie, iż wśród nich byli szmalcownicy, że są także chowający się po lasach wyznawcy nazizmu, którzy od czasu do czasu maszerują w różnych marszach – jak w Hajnówce – i mają wsparcie administracji PiS.

To jest poniżenie narodu polskiego. Tenże Cichocki ponadto stwierdził w rozmowie w Radiu Zet, że „ustawa o IPN ujawniła pokłady niewiedzy, uprzedzeń, nawet pogardy w stosunku do Polaków”. Nie słyszałem, aby polityk innego narodu powiedział o Polakach „kanalie i mordy zdradzieckie”. A to jest wykładnia pogardy do Polaków, ale też propagowanie zakłamania, jakim posługuje się Cichocki.

Inny kontekst ustawy o IPN dotyczy naszych relacji z Ukrainą. Jan Olszewski – wszak bliski kaczyzmowi – zwrócił uwagę, iż osławiony w Polsce Stepan Bandera nie miał niczego wspólnego z rzezią wołyńską, bo był w niemieckiej niewoli. Ba, „gdyby Bandera mógł podejmować wtedy decyzje, to prawdopodobnie do zbrodni na Wołyniu by nie doszło”.

Do zbrodni tej doszło z powodów nacjonalistycznych, bo nieodpowiedzialni politycy swoimi „kanaliami i mordami zdradzieckimi” tworzą krwiożerczą atmosferę i nie dziwmy się, że następuje reakcja w postaci „wyrównania rachunków”. Syndrom Jakuba Szeli jest uniwersalny.

Zabić dobre stosunki z innymi narodami jest bardzo łatwo, takiej zbrodni dopuszcza się pisowska ustawa o IPN. PiS jej nie potrafi poprawić, w budowaniu dobrych relacji jest impotentny. Liczę, iż Polacy oprzytomnieją z tego otumanienia, choć nie mam złudzeń, że wychodzenie z choroby, jaką PiS zaraził Polaków, musi trochę potrwać. Nosiciel nienawiści będzie się jednak bronił się do końca swego upadku, taka jest logika oblężonej twierdzy. Reżimy upadają, bo upada państwo przez reżim zarządzane. Mam nadzieję, że Polacy dadzą wcześniej odpowiedź tym, którzy nazwali ich „kanaliami i mordami zdradzieckimi” i dopilnują tego przy urnie wyborczej, dopilnują, aby nie sfałszowano ich głosu suwerena.

A JEDNAK OWSIAK TO MAŁE PIWO PRZY POWIATOWEJ…

Woody Allen ma ochotę napaść na Polskę

Prawdopodobnie Jarosław Gowin został potraktowany jako zając (w lekkiej atletyce kogoś takiego wypuszcza się na czoło biegu, który dyktuje jak najwyższe tempo, aby inni zawodnicy bili rekordy). Wicepremier pożalił się, że będąc ministrem sprawiedliwości zaznał biedy, nie starczało mu do pierwszego. W internecie szybko mu wyliczono, że w 2013 roku zarobił na rękę ćwierć miliona złotych.

Politycy PiS widocznie nie chcą kompromitować się cichymi premiami przyznawanymi sobie, które wychodzą na wierzch i uderzają w słupki poparcia, więc szykują jeden skok swoich pensji. Co prawda Gowin przeprosił za to, że nie starczało mu do pierwszego, bo inni mają gorzej, „zmagają się z prawdziwym niedostatkiem”. W PiS zawsze jednak nieczystości wypływają na wierzch – wypłynie i to, że podwyższą sobie pensje w najbliższym czasie, aby starczało do pierwszego.

Casus Beaty Szydło jest znamienny. Była premier sama sobie przyznała 65 tys. zł, a obecnie jako wicepremier od niczego już przez 3 miesiące zarobiła wysokość przyznanej sobie premii. Pozazdrościć takiej synekury.

Działaczka klubów „Gazety Polskiej” Celina Monikowska-Martini, która jakoby jest pianistką i kompozytorką, poskarżyła się na to, że w poznańskim Teatrze Wielkim wystawiona zostanie wieloobsadowa opera Ryszarda Wagnera „Śpiewacy norymberscy”. Nie podoba się to kobiecie, gdyż Wagner był „wielbiony przez Hitlera”. No i wylazł z niej antysemityzm („stanowisko dyrektorskie w Teatrze Wielkim w Poznaniu piastuje Gabriel Chmura, obywatel państwa Izrael”), gdyż w typowy dla tej postawy emocjonalnej stosuje zastrzeżenie: – „Wątek dotyczący obywatelstwa pana Chmury interesuje mnie tylko w tym kontekście. Gdyby był Chińczykiem czy Francuzem, też bym o to zapytała”.

Teraz rozumiem Woody Allena, który w jednym z filmów mówi: „Kiedy słucham Wagnera, mam ochotę napaść na Polskę”.

Stosunki z Izraelem jeszcze długo będę zepsute – acz mogę się mylić, bo zepsucie będzie trwało tyle, ile będzie rządziło PiS. Ma być przyjęta uchwała sejmowa w sprawie Marca’68 autorstwa prof. Jana Żaryna. Wg Żaryna za zmuszenie do emigracji Polaków pochodzenia żydowskiego są odpowiedzialni komuniści, a nie Polacy. Zatem słowa Mateusza Morawieckiego, iż wtedy państwo polskie nie istniało, należy do obowiązującej ideologii PiS.

Ta ideologia jest tyle warta, co Marek Suski, który jest w składzie delegacji PiS do Izraela, ten gościu nieodparcie kojarzący się z IQ Forresta Gumpa (72, jak pisze autor Winston Groom), zapowiedział, iż nie jadą do Izraela na negocjacje, tylko po prawdę: „podjąć dialog w oparciu o prawdę”.

Prawda jak wiadomo jest objawiana przez prezesa. Gdy Jarosław Kaczyński jej nie objawi, politycy PiS są zagubieni jak dzieci we mgle. Zdarza się, że to prezesowi objawiana jest prawda przez innych i czyni to opozycja oraz – o dziwo – Komisja Etyki Poselskiej, która wreszcie podjęła decyzję w sprawie ukarania prezesa PiS za słowa o „kanaliach” i „zdradzieckich mordach”. Co to będzie za kara – upomnienie czy nagana – dowiemy się za dwa tygodnie, gdyż w obowiązującej procedurze przez ten czas werdykt jest utajniony.

Oficjalnie po raz pierwszy zostało ocenione chamstwo prezesa. Słowa Kaczyńskiego zaliczam ponadto do antypolonizmu, bo wygłosił je w debacie i to nie byle kto, najważniejsza osoba wśród rządzących. Jeżeli prezes nie panuje nad emocjami, niech się leczy.

Takie to codzienne pisizmy. Nasza wrażliwość jest jednak stępiana. Uwrażliwiam więc, abyśmy nie stawali się tacy gruboskórni, jak wyżej podani politycy PiS. Gruboskórność odczłowiecza, a muzyka łagodzi obyczaje, Wagner też.

ZNAJDŹ RÓŻNICĘ. A podobno „wystarczy nie kraść”…

Polska PiS z coraz większym odium w Unii Europejskiej

Jarosław Kaczyński z czystym sumieniem może powiedzieć o decyzji Parlamentu Europejskiego: „werdykt był do przewidzenia, bo większość w Parlamencie Europejskim ma opozycja; trzeba odbierać to w kontekście wszystkiego, co od ponad 2 lat dzieje się w Polsce, bardzo brutalnych ataków struktur unijnych”.

Powyższa ewentualna wypowiedź prezesa PiS jest parafrazą z jego rzeczywistej wczorajszej wypowiedzi o decyzji sejmowej komisji etyki o słynnych „kanaliach i mordach zdradzieckich”: – „Werdykt był do przewidzenia, bo większość w komisji ma opozycja; moją wypowiedź trzeba odbierać w kontekście wszystkiego, co od ponad 2 lat dzieje się w Sejmie, bardzo brutalnych ataków opozycji”.

Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie Polski rządzonej przez polityków podległych prezesowi PiS. Rezolucja jest poparciem dla działań Komisji Europejskiej, która w grudniu uruchomiła procedury wynikające z artykułu 7 Traktatu UE, zagrożone na końcu sankcjami.

Instytucje Unii Europejskiej w ten sposób mówią do rządzącej w Polsce partii, iż nie nabiorą się na przepoczwarzenie żółtej garsonki Beaty Szydło w granatowy garnitur Mateusza Morawieckiego.
Jak trzeba być kiepskiej kondycji intelektualnej, aby europejskich demokratów z krwi i kości traktować jak swój lokalny „ciemny lud”. Powiatowa Beata Szydło – nie jest to wcale deprecjonująca metafora w stosunku do byłej premier – jest nawet bardziej nowoczesna i atrakcyjna niż wsteczny, by nie napisać skrajnie prawicowy Morawiecki, zaliczający wpadkę za wpadką.

My, Polacy jednak nie możemy się zanadto cieszyć, iż w Europie i na świecie poznali się na PiS, gdyż owe odium idzie na konto Polski, czyli nas, obywateli. Tak jak z zaborcami, jak z dyktaturą ciemniaków PRL, musimy poradzić sobie z pokracznością PiS.

Imperium Rydzyka zostanie zasilone kolejnymi milionami. Dobę przed wydaniem decyzji przez NFOŚiGW Rydzyk skarżył się PAP na złe traktowanie przez PiS. Publicznie pytał czy za wstrzymaniem pożyczki stoi „jakieś lobby” lub działacze „poprzednich ideologii”.

6 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Morawiecki, szlafmyca i nosorożec

Mateusz Morawiecki w zasadzie ma jedną misję w Europie – uratować fundusze unijne dla Polski. Misja może być straceńcza w wypadku, gdyby Jarosław Kaczyński wstał lewą nogą albo kot pomylił kuwetę z szlafmycą prezesa.

Morawiecki odniósł „sukces” w rozmowach z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, bo nie sknocił niczego, acz też nie naprawił. Czy to znaczy, że dyplomatyczne plagi egipskie mamy za sobą, bo zostały wyczerpane przez Beatę Szydło i Witolda Waszczykowskiego? Zobaczymy.

Wspólna konferencja prasowa kanclerz i premiera przebiegała poprawnie, a nawet można byłoby sądzić, iż obydwoje chcieli sprawić wrażenie, że piją sobie z dziobków. Zawiedli jak zwykle dziennikarze, którzy nie potrafią zadać trudniejszych pytań.

W każdym razie nie dostaliśmy odpowiedzi na temat reparacji wojennych – za co prezes może pogonić Morawieckiego. Niczego nie usłyszeliśmy o praworządności w Polsce (a to będzie się decydować w Brukseli, gdy dojdzie do rozdziału funduszy), czy wreszcie o integracji europejskiej, z której wydaje się, że Polska została wyautowana.

Rozbieżność dotyczyła Nord Streamu 2, który dla Merkel jest projektem gospodarczym, a dla nas kompleksem przeniesionym z lat 90., gdy polskie rządy starały się o dywersyfikację nośników energii. Dzisiaj taka ocena winna wylądować w lamusie. Morawiecki kolejny raz potwierdził, jak jesteśmy zakompleksiali pod obecnym rządem, bo ustawa o IPN ma wg niego mieć źródło we „wrażliwości historycznej”. Jeżeli zakłamanie jest wrażliwością, to można spokojnie przyjąć, iż Morawiecki jest nosorożcem (kłania się Ionesco). Inne banialuki Morawieckiego dotyczyły „większej niezależności sądów po reformie” w Polsce. Merkel tylko dobrotliwie spojrzała na swego rozmówcę.

Morawiecki zaprosił ponadto kanclerz Niemiec na obchody 100-lecia odzyskania niepodległości. A to znaczy, że zamierzone przez Andrzeja Dudę referendum konstytucyjne ostatecznie nie odbędzie się. Grupy rekonstrukcyjne mogą też w spokoju przygotowywać powrót Piłsudskiego z Magdeburga.

Jaką plagą egipską są polscy politycy w Europie, mógł się przekonać prezydent Duda, który równolegle wizytował Litwę (naszym partnerze z I Rzeczpospolitej), gdzie witany był przez tamtejszego szefa dyplomacji, a Donald Tusk, który też nawiedził Wilno, został wyściskany przez prezydent Dalię Grybauskaite.

SŁUŻBY JĘZYKA POLSKIEGO POTRZEBNE POLITYKOM

Gdy słyszę naszych polityków, scyzoryk w kieszeni mi się otwiera. Byłoby lepiej, gdyby się nie odzywali, przynajmniej nie sknociliby sprawy, którą jakoby załatwiają dla państwa. A na pewno nie ośmieszaliby się. Politycy PiS są szczególni w tej kwestii, wypływa to z ich mniemanego patriotyzmu. Jak pisze Waldemar Kuczyński: co idiota – to patriota. A ja trawestuję wiersz wspaniałej Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej o ptaszku idiocie. Nasi politycy to patrioci idioci.

Za idiotyzm nie można karać, lecz należy go napiętnować. Miałbym prośbę do Mateusza Morawieckiego, aby za granicą nie ośmieszał się – i nie ośmieszal Polaka jako takiego, bo nas reprezentuje. Oto wobec kompetentnego intelektualnie audytorium w Monachium, bo na konferencji bezpieczeństwa, stwierdza nasz polityczny ptaszek, iż „nie było czegoś takiego jak polskie obozy śmierci”.

Ależ tę wiedzę posiadają wszyscy, którym ona jest potrzebna – i to od 1944 roku. Po co więc takie stwierdzenie? Czyżby Morawiecki nie miał niczego do powiedzenia i wtłaczał tę oczywistą oczywistą, bo sam ma z nią problemy? Każdy psycholog powie, że u Morawieckiego szwankuje coś w jego głowie. Co? Intelekt, niedostatki charakteru, etc.

„Polskie obozy śmierci” są idiomem historycznym, który znaczy, iż na terenie Polski niemieccy naziści zbudowali obozy śmierci. I nie chodzi o dokuczenie narodowi niemieckiemu poprzez ich niechlubną w tej kwestii historię, ale o wskazanie, iż w tych obozach dokonał się holokaust, a były one położone na terenie Polski.

Taki jest język. Mówisz i wiesz! Tak jak niedawno mówiło się „Kononowicz”, a myślało „idiota”. Wiesz zatem, że ktoś nazwany Kononowiczem jest idiotą. A przecież nie każdy Kononowicz jest idiotą. Może Kononowiczem jest Morawiecki?

Dla mnie premier jest takim ptaszkiem, który w Monachium zaćwierkał „oczywistą oczywistość”, po czym inni będą mogli pukać się w głowy: Polak to idiota.

Intelektualnie i talentem Morawiecki nigdy nie dorówna innej pisarce, Zofii Naukowskiej, która w „Medalionach” pisze o polskich obozach śmierci. Czy ona nie wiedziała, co pisze?

Otóż Morawiecki nie wie, co mówi. Gdy słyszę Morawieckiego, otwiera mi się scyzoryk w kieszeni, lepiej, aby się nie odzywał. Przynajmniej niczego nie zepsuje. Posługiwanie się językiem to trudna sprawa. Nie chcę takich ptaszków, którzy fałszują linię melodyczną rozumu – retorykę.

Lepiej ugryźć się w język, wówczas tak powstały pypeć będzie coś uświadamiał. A może powinny być powołane służby językowe, które przeglądać będą przemówienia polskich polityków wygłaszane za granicą, aby nie ośmieszali imienia Polaka.

DROGI GARNITUR I ANGIELSKI NIE WYSTARCZĄ

Premier przekroczył cienką czerwoną linię…

Coś mi się zdaje, że zatęsknimy za Beatą Szydło? Mateusz Morawiecki jest bieglejszy od Szydło w temacie „dobra zmiana”. W ciągu dwóch miesięcy wizerunek Polski skopał do imentu.

PRL był wesołym barakiem w obozie krajów demoludu (podkreślam: obóz), a obecną sytuację świetnie ilustruje praca plastyczna Tomasza Brody, która została nagrodzona Złotym Medalem na legnickiej Międzynarodowej Wystawie Satyrykon. Obraz przedstawia mapę Polski, której granice okalają barierki jakby żywcem przeniesione z Krakowskiego Przedmieścia, pośrodku potężna postać Jarosława Kaczyńskiego z marsową miną, prezes na dokładkę jest pilnowany przez policjantów. Tytuł obrazek nosi „Polish Camp” – i właśnie stajemy się takim polskim obozem… w Unii Europejskiej.

Polski obóz koncentruje na sobie niechęć świata, podsycaną przez polityków PiS. Idiotyczna ustawa o IPN – tak nawet nazwana przez doradczynię Andrzeja Dudy, Zofię Romaszewską – rozpaliła krytykę w kraju i na świecie, a drwa na ruszt ktoś ciągle dorzuca. To, co osiągnął podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium premier Morawiecki, zostanie mu na długo zapamiętane.

Na pytanie dziennikarza Ronena Bergmana o odpowiedzialność za denuncjowanie Żydów na gestapo przez Polaków podczas okupacji i dzisiejsze karanie tych, którzy piszą na ten temat, Morawiecki odpowiedział: – „Oczywiście nie będzie to karane, jeżeli ktoś powie, że byli polscy sprawcy, tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy, ukraińscy sprawcy, nie tylko niemieccy”.

Warunkowanie, iż inni także na terenie naszego kraju trudnili się szmalcownictwem, jest nie tyle zrzucaniem z siebie odpowiedzialności, ale przede wszystkim relatywizowaniem win, co jest sprzeczne z moralnością. Bo czy Żydzi są odpowiedzialni za holocaust? Morawiecki w istocie zrównał ofiary z katami.

Taka odpowiedź Morawieckiego musiała spowodować wzburzenie na świecie. Premier Izraela Benjamin Netanjahu od razu w sobotę opublikował ostre oświadczenie i zapowiedział rozmowę telefoniczną z Morawieckim w niedzielę.

Wcześniej Morawiecki dostał wsparcie PiS. Beata Mazurek aż się zakrztusiła prawdą, napisała „powiedział prawdę, która jest trudna do przyjęcia przez stronę izraelską”, bo „za mówienie prawdy nie ma potrzeby przepraszać”.

A to znaczy, że takie obstawanie przy „prawdzie” dostało zezwolenie na rozpowszechnianie jej przez samego prezesa, który ma koncesję na głoszenie wszelakiej prawdy. Do rozmowy premierów Polski i Izraela doszło. Na oficjalnym koncie premiera Izraela opublikowano tylko suchy komunikat, Netanjahu Morawieckiemu: „powiedział mu, że uwagi, które zostały wypowiedziane, są niedopuszczalne i że nie ma podstaw do porównywania działań Polaków podczas Holokaustu z działaniami Żydów”.

A więc żadnego „sukcesu” rozmowy albo przyznania się do błędu ze strony Morawieckiego nie było, tym bardziej, że premier Polski w dwóch tweetach poinformował świat, że trwa przy swoim, a nawet niejakiego usprawiedliwienie holocaustu dopatruje się w tym, że „Byli niestety i tacy, którzy odsłaniali najciemniejsze strony natury ludzkiej kolaborując z niemieckimi nazistami. Dialog o tej najtrudniejszej historii jest niezbędny, ku przestrodze”.

Doprawdy nie wiem, jak to skomentować. Morawiecki bez krępacji – specjalnie używam takiego języka, bo opisuje on coraz bardziej groteskową postać premiera polskiego rządu – mówi poprzez te wypowiedzi, iż z ofiarami pogada o ciemnej stronie katów, nazistów. I bynajmniej nie jest to literatura, dajmy na to „Ciemna strona Greya”. Jeszcze inaczej interpretując, Morawiecki jest zdziwiony, iż sadystyczne praktyki katów nie wyzwoliły dialogu w ofiarach, które winny być zwolennikami masochizmu.

Minister spraw wewnętrznych przejmuje kontrole nad wyborami w Polsce❗️ upartyjnia

Krystyna Pawłowicz zastąpi warszawską Syrenkę?

Nawet Julia Przyłębska musiała ustąpić miejsca Krystynie Pawłowicz na okładce najnowszego numeru tygodnika Karnowskich „Sieci”, a przecież posłanka PiS nie została Człowiekiem Wolności. Wychodzi na to, że jest kimś lepszym, o czym mogą świadczyć gadżety, które na ilustracji Pawłowicz trzyma w rękach – zamiast tradycyjnego dla niej wachlarza japońskiego, dzierży miecz. Czyżby chodziło o to, że nie chce być już wcieleniem pisowskiego ninja płci żeńskiej, lecz jakąś Jedi z „Gwiezdnych wojen”, a może nawet księżniczką Leią?

Jednak miecz w jej rękach nie wygląda na świetlisty. Gdybyśmy założyli patriotycznie, iż Pawłowicz pozuje na Piastównę, bo zdaje się, że na kogoś podobnego jest wystylizowana posłanka w dobie serialu TVP „Korona królów”, to poleglibyśmy w konfrontacji z twardymi faktami. Mianowicie kobiety naszych pierwszych władców były porównywalne do królic – tak były płodne – i potrafiły trzymać miecz w dłoniach, a Pawłowicz trzyma narzędzie walki za ostrze – co jest zbrodnią na samym sobie – i jak prezes nie zostawi po sobie żadnego potomstwa.

Pawłowicz udzieliła Karnowskim wywiadu. O tyle jest on istotny, iż zwykle posłanka PiS jest awangardą „dobrej zmiany”, które swoje źródło mają w głowie prezesa. Pawłowicz nam wieści, co prezesowi się wykreowało pod siwą czupryną. A że zaraz wejdziemy w czas kampanii wyborczej, to prezes musi kombinować bardziej intensywnie niż zwykle, aby wygrać wybory za cenę ich skręcenia, gdyż jako Mojżesz swego ludu nie pozwoli na to, aby przed Trybunałem Stanu stanęły jego marionetki, czy to Andrzej Duda (wielokroć złamał Konstytucję) bądź Beata Szydło. Mateusz Morawiecki musi się trochę napracować, aby dorównać wymienionym.

Pawłowicz zapowiada, iż dojdzie do ostatecznego rozwiązania z niezależnymi mediami albo zostaną tak sparaliżowane, iż nie będą mogły krytykować władzy PiS. Gdyby jednak krytykowały geniusz Kaczyńskiego, to odebrana im winna być koncesja (Pawłowicz: – „Trzeba stosować środki takie jak ograniczenie lub cofnięcie koncesji, gdy łamane jest prawo”).

W głowie prezesa główny zamysł dotyczy tego, aby „by zmiany były nie do odwrócenia„, gdyż „potrzeba nam więcej kadencji”. Przekładając na język wprost: by PiS nie oddał władzy. A więc „nasza” pisowska winna być Państwowa Komisja Wyborcza i podległe partii Kaczyńskiego sądy, gdyby opozycji wpadło do głowy zaskarżyć wynik „ustalony” w PKW.

Nie łudźmy się – PiS nie odda władzy, nawet gdyby przegrało wybory. Kaczyński zabezpiecza się na najgorszą dla niego możliwość. Ba, walczy o swoje miejsce w historii, to jest zresztą jego główny motor działania pod koniec życia. O znaczeniu w historii narodu świadczą pomniki – i o to walczy prezes. Jacek Karnowski we wstępniaku właśnie im poświęca szczególną uwagę: – „A co do zapowiedzi PO, że pomniki zostaną rozebrane, to można z pełnym przekonaniem powiedzieć, iż stanie się odwrotnie”.

W tym kontekście patrzę na okładkę „Sieci” i pisząc o tych abnegatach intelektu, wysnuwam takie oto podejrzenie: Pawłowicz z mieczem w rękach może zastąpić warszawską Syrenkę. Warszawiacy mają czego się bać.

Rząd PiS naprawia to, co zniszczył kolejnym knotem

Jak dementują, to coś musi być na rzeczy. W PiS wszak syndrom „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” jest dogmatem partyjnym. Przecieki z centrali Nowogrodzkiej wypływają następującej treści: – „Kaczyński jest wściekły na Morawieckiego za jego długi język”. Po co więc rzecznik PiS Beata Mazurek dementuje: – „Mówienie czy pisanie, że Prezes Jarosław Kaczyński jest wściekły na Premiera Mateusza Morawieckiego to totalna bzdura. Nie skłócicie nas bez względu na to do czego będziecie się posuwać”? Pomijam nielogiczność ostatniego zdania i interpunkcję.

Takie komunikaty nie powstają w próżni. Oto kolejny lapsus (nazywam eufemistycznie) Morawieckiego w wywiadzie dla „Der Spiegel”: – „Polska jest demokratycznym państwem narodowym”. Ufff… ciarki przechodzą po plecach. A jeżeli ma się na uwadze, w jakich pochodach depcze tatuś premiera Kornel Morawiecki i kto z ugrupowania Kukiz’15 wszedł do Sejmu obecnej kadencji, ciarki zamieniają się w podejrzenia i to o barwie brunatnej.

Czy może nas uspokoić sytuacja – o czym zawiadomiła publikę w radiowej Trójce rzecznik rządu Joanna Kopcińska – iż „powstał zespół ds. walki z faszyzmem”? Czujecie tę pisowską mietę przez rumianek? Wszak o tej mięcie niedawno Joachim Brudziński mówił w Sejmie, że w Polsce nie ma faszyzmu, a Mariusz Błaszczak – bywszy ministrem spraw wewnętrznych – utrzymywał, że to margines marginesu.

A teraz powołuje Brudziński zespół. To z kim będzie ten zespół resortowy walczył? Z faszyzmem, który jest „narodową demokracją” (wszak to definicja politologiczna)? Wynika z tego, że PiS będzie częściowo walczył ze sobą, bo w obowiązującej Konstytucji RP mamy zapisany inny ustrój niż twierdzi Morawiecki: demokratyczne państwo prawa.

Poprzednik Brudzińskiego, Błaszczak, rozmontował system zwalczania przestępstw z nienawiści i faszyzmu. w listopadzie 2016 roku rozwiązany został Zespół ds. Ochrony Praw Człowieka, który był kluczową rządową komórką ds. walki z rasizmem, antysemityzmem czy homofobią. Wycofano podręcznik dla policjantów do rozpoznawania przestępstw motywowanych nienawiścią i dyskryminacją, bo wg sławnego wiceministra od konfetti Jarosława Zielińskiego, policjanci uczyli się z niego nienawiści do środowisk prawicowych, jakoby niesłusznie symbol falangi znalazł się na liście symboli nienawiści.

Oj, skrzeczy pisowska rzeczywistość. Zajmują się naprawianiem tego, co sami sknocili, a że inaczej nie potrafią, tylko knocić, można spodziewać się, że nie będą walczyć z faszyzmem, tylko przy okazji rozszerzą definicję faszyzmu i tę walkę przekierują na społeczeństwo obywatelskie.

„Sukces” ustawy o IPN

Podpowiedzi pisowskich „orłów” na kryzys dyplomatyczny z Izraelem.

Ustawa o IPN, która wg marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, ma jakoby nie działać (być martwym prawem), odniosła „sukces”. Oto mamy wojnę dyplomatyczną Polski z Izraelem oraz innymi państwami. Globalne media dotychczas nam wielce sprzyjające (np. „New York Times”) odkrywają, iż antysemityzm w Polsce ma się dobrze, bo PiS dziwnym trafem uwolnił demony przeszłości. Wojna przechodzi na kolejny poziom – najgroźniejszy – bo społeczny.

Oto wpływowa amerykańska organizacja żydowska Ruderman Family Foundation w akcji „Never Deny” zbiera podpisy pod petycją do Białego Domu o zawieszenie stosunków dyplomatycznych z Polską.

Co na to nasi? Nie mogę spamiętać nazwiska szefa polskiej dyplomacji, który na szczęście nie zaapelował do amerykańskiej Polonii o reakcję na „Never Deny”. Acz znając pokraczność pisowskich polityków, nie można zakładać kolejnej ich głupawki. Wszak niepytany może poczuć wzmożenie patriotyczne Mateusz Morawiecki i kolejny raz zaserwuje bigos po polsku, którego świat nie chce spożywać i wywala do kubła na śmieci.

Rozpoczęły się już podpowiedzi „orłów”, co mógłby w tej sytuacji zrobić polski rząd. Wzbił się na wyżyny intelektu naczelny „Do Rzeczy” Paweł Lisicki, który w wywiadzie dla swego portalu, ostrzega: – „Polskie władze w żadnym wypadku nie powinny robić wrażenia, jakby ustępowały pod wpływem siły i szantażu”. I zachęca rząd do dogmatycznej metodologii pisowskiej: – „Odpowiedzią na to, co się dzieje, powinno być na przykład wznowienie ekshumacji w Jedwabnem, które wreszcie by do końca wyjaśniła, co się tam tak naprawdę wydarzyło”.

Polityka funeralna, polityka hien cmentarnych, ta łopatologia jest bliska sercu każdego sympatyka partii Jarosława Kaczyńskiego. Inny „orzeł” – naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz – wpadł na „genialny” pomysł, jak dowiedzieć się, czy ktoś jest Polakiem, czy nie: – „Jeżeli nie wiesz, czy Twój rozmówca jest Polakiem, zapytaj go, co czuje. Takie kryterium to najwspanialszy spadek po naszej historii, która daje nam powód do dumy”.

Tak robią nam koło pióra „orły” pisowskie. Oj, będzie co sprzątać przez wiele, wiele lat po tych nielotach.

KTO DOŁĄCZA DO NASZEJ NIEDZIELNEJ MODLITWY?

No i to jest bardzo słuszna koncepcja!

5 tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Półprawdy Morawieckiego i strategia młotka

Mateusz Morawiecki ruszył na podbój Europy i zaczyna od Niemiec. Podbojem ma być to, co PiS zniszczył i utracił, czyli odbudowa wizerunku Polski, wpłynięcie na to, aby struktury unijne wycofały się z procedury uruchomienia artykułu 7 Traktatu UE, czyli ewentualnych sankcji. Celem głównym zaś jest, aby za dużo nie utracić funduszy unijnych w nowym rozdziale budżetu na okres po 2020 roku.

Przed spotkaniem z kanclerz Angelą Merkel premier udzielił wywiadu „Die Zeit”, który został przedrukowany przez „Gazetę Wyborczą”. Już na tym poziomie w PiS słychać, iż wywiad został udzielony medium niemieckiemu, a nie polskiemu. Typowe pisowskie szuru-buru, aby wciskać kit swojemu ciemnemu ludowi. „Wyborcza” współpracuje z „Die Zeit” w ramach wymiany materiałami w najważniejszych europejskich gazetach, przedruki są w nich codziennością. Morawiecki wszak nie udzielił wywiadu jakiemuś „Beobachter”, aby mogła wywiad przedrukować „Gazeta Polska Codziennie”.

„Wyborcza” wywiad z Morawieckim poddaje analizie i wytyka 6 półprawd, które ten raczył zaserwować niemieckiemu czytelnikowi. Polski dziennik nazywa to patriotycznie półprawdami, acz to są nieprawdy, gdyż w naturze logiki nie występuje pojęcie półprawdy. Wypowiedzi Morawieckiego ciągle są traktowane z taryfą ulgową.

Zniszczenie przez PiS trójpodziału władzy Morawiecki zwala na język, jakoby to miało być wynikiem „nieporozumień semantycznych i proceduralnych”, a przy tym kłamie, ile wlezie, uciekając się do takich sztuczek, jak podwyższenie liczby sądów do 760 (a jest ich w całym kraju 377), aby zmniejszyć skalę odwołań w nich prezesów – przynajmniej 75 – przez Zbigniewa Ziobrę. Chachmęcenie niegodne dorosłego człowieka.

Tego rodzaju półprawdy rzecze Morawiecki. Wg premiera przez 70 lat Polska nie wyjaśniała swojego stanowiska na świecie, przyszedł PiS… i wyjaśnia. W Polsce wiemy, że partia Kaczyńskiego kłamie na potęgę, a na świecie ośmiesza nas. Ten wywiad ma zresztą taką wymowę, choć jest on bardziej elegancki niż „zwycięstwo” 1:27 Beaty Szydło.

Ani Niemcy się nie nabiorą na „półprawdy” Morawieckiego, ani Bruksela. Mamy do czynienia z retoryczną zmianą strategii. Podobno polskie służby dyplomatyczne negocjują z Komisją Europejską wstrzymanie procedur dotyczących art. 7, a tym samym, aby nie zastosowana została filozofia wyrażona przez unijną komisarz sprawiedliwości Verę Jourovą, iż podział wszystkich europejskich funduszy na okres po 2020 roku będzie związany z zachowaniem praworządności.

Podobno – bo na razie poruszamy się w sferze „podobno” – PiS w negocjacjach z Brukselą chce poświęcić Zbigniewa Ziobrę, który ma być zdymisjonowany. Tym samym mogłoby dojść do sytuacji, iż Solidarna Polska wyszłaby z pisowskiej koalicji Zjednoczonej Prawicy. Na jej miejsce wszedłby ojciec premiera Kornel Morawiecki z kilkoma posłami, którzy weszli do Sejmu z list Kukiz ’15. Czy tak się stanie? O tym spekulują polscy dziennikarze korespondujący z Brukseli.

Na taki handelek Bruksela nie pójdzie. Takie decyzje musiałyby być poparte prawem, tzw. ustawy sądownicze musiałyby być znowelizowane, a tym samym pozycja Andrzeja Dudy – parafującego – uległaby dalszej degradacji. To bardzo subtelna gra, o którą nie podejrzewam polityków PiS, w tej partii stosowana jest toporna strategia młotka. Przede wszystkim Kaczyński wzmocniłby pozycję Morawieckiego swoim kosztem, a o to nie podejrzewam prezesa PiS.

Walczymy do końca !

Wszyscy jesteśmy Frasyniukami

Kaczyński wraz ze swoimi akolitami ośmieszają nas, pogrążają kraj w małości.

W walentynkową Środę Popielcową przyszli skoro świt po Władysława Frasyniuka. Czarna łapa wykluwającego się reżimu kaczystowskiego wzięła się za legendę „Solidarności” (tej klasycznej z lat 80-81 i stanu wojennego, a nie dzisiejszej kunktatorskiej).

Skojarzenia z najściem Barbary Blidy, które w 2007 roku skończyło się śmiercią posłanki, jest oczywiste, bo to ta sama władza i ten sam minister sprawiedliwości. Rzecz jasna, nie mogło to odbyć się bez wiedzy prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który dla rządu Mateusza Morawieckiego jest naczelnikiem. Wszak prezes PiS kręci tym interesem władzy, minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński mógł tylko czuwać pod telefonem.

Przyszli i skuli Frasyniuka, jak bandziora, przy rejestrującej zdarzenie kamerze. To nie tylko nadmierna demonstracja, ale przede wszystkich zastraszenie. Frasyniuk nie jest strachliwy, ale inni wg tej logiki mają robić pod ogonem, gdy na nich się tupnie.

Trudno zestawiać Frasyniuka z innymi postaciami i zdarzeniami, gdyż od początku władzy PiS społeczeństwo obywatelskie toczy walkę o demokrację i  praworządność w kraju, których coraz mniej. Frasyniuk jakoby naruszył „nietykalność” policjantów na kontrmiesięcznicy. A może to ci Kulsonowie nie radzą sobie z demonstrującymi Frasyniukami? Oczywiście, że tak.

Dzisiaj w obliczu opresyjnych działań wszyscy jesteśmy Frasyniukami. Dlaczego jednak Kulsonowie nie wypowiedzą posłuszeństwa tej władzy? Politycy PiS uzasadniają, iż każdy jest równy wobec prawa, co średnio inteligentnego Polaka musi śmieszyć. A czy Kaczyński jest równy (Lech Wałęsa ma deprecjonujące określenie na temat gabarytów prezesa PiS, co dzisiaj nie omieszkał napisać na Twitterze) wobec prawa i może nie stawiać się na Komisję Etyki, która wzywa go do odpowiedzialności za „mordy zdradzieckie i kanalie”? A może Straż Marszałkowska skułaby prezesa na sali sejmowej i doprowadziła go, gdzie trzeba?

Zdarzenie z Frasyniukiem wydaje się być drobne, jest jednak symptomatyczne dla tego, z czym mamy dzisiaj do czynienia. PiS niszczy demokrację w Polsce, a my wraz z Frasyniukiem temu mówimy „nie”, sprzeciwiamy się. Widzi to świat zachodni, który poprzez swoje instytucje nawołuje władze PiS do cofnięcia się. Plama na honorze Polaków jest coraz większa, a może stać się krwawa, bo Kaczyński wraz ze swoimi akolitami nie cofną się. Ośmieszają nas, pogrążają kraj w małości, w swoim bajorku utrzymania władzy za wszelką cenę.

Idzie gorsze, niż owo najście o świcie domu Frasyniuka. Zaczęło się od domu Frasyniuka, a skończy na wspólnym domu: Polska. Taka jest logika tej władzy spod ciemnej gwiazdy.

KTO Z WAS JEST ZA TYM, ABY TERAZ DOPROWADZONO KACZYŃSKIEGO??? Wszyscy równi wobec prawa, prawda?

Triada policji: omerta, paralizator i nowenna

System wysokich nagród tworzy najbardziej trwałe więzi wśród nagrodzonych.

Ministrowie rządu PiS nagrodzeni zostali premiami rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych – 21 konstytucyjnych ministrów (od 65 100 zł rocznie do 82 100 zł), 12 ministrów w KPRM (od 36 900 zł rocznie do 59 400 zł) oraz była premier Beata Szydło (65 100 zł).

Jeżeli zestawiamy system nagród PiS z brakiem podobnego premiowania w poprzednim rządzie koalicji PO-PSL, to nie należy być zdzwionym, że politycy Platformy oczekują uzasadnienia wypłaty „bulwersujących” i „nielegalnych” nagród dla ministrów, zwłaszcza dla tych, którzy się nie sprawdzili i zostali dymisjonowani.

Można tylko mniemać, ile ciężarówek ośmiorniczek mogliby zakupić ministrowie Platformy, gdyby podobnym konfetti szmalu sami się obsypali. Jestem wyrozumiały tylko dla Beaty Szydło, która kilka dni temu sama siebie publicznie pochwaliła za rekonstrukcję rządu, bo sama siebie zrekonstruowała: – „Dotrzymałam słowa, bo rekonstrukcja nastąpiła”.

System wysokich nagród tworzy najbardziej trwałe więzi wśród nagrodzonych. Trzymają się razem w chwilach kryzysu i nawzajem o sobie nie powiedzą złego słowa: ani mru-mru. W języku powszechnie znanej organizacji nazywa się to omerta.

Jak inaczej można interpretować nagrodzenie wysokimi odprawami – po kilkadziesiąt tys. zł. (od 45 do 70) – komendantów dolnośląskiej policji, którzy ukrywali okoliczności śmierci Igora Stachowiaka? Za kilkadziesiąt tysięcy złotych większość podobnych ludzi o letniej moralności będzie trzymało „mordę w kubeł”. Za omertę się płaci.

Platforma Obywatelska domaga się dymisji wiceministra Jarosława Zielińskiego, który w MSWiA odpowiada za policję. Wolne żarty, Zieliński to wyżarciuch, wie, jak nic nie potrafiąc, budować swoją pozycję w oczach prezesa Kaczyńskiego. Albowiem Zieliński wie, czym zastąpić miesięcznice smoleńskie, które niebawem się skończą. Mianowicie policjanci będą obchodzić nowenny niepodległościowe – każdego 11 dnia miesiąca – na klęczkach w kościołach.

Wiceministra niejako pochwalił minister spraw wewnętrznych. Joachim Brudziński w Gorzowie Wlkp. stwierdził, że za rządów PiS wzrosło zaufanie Polaków do policji. Na twittterowym koncie PiS zacytowano nawet słowa Brudzińskiego: – „Troska o zdrowie i bezpieczeństwo nie powinna mieć ceny”. Dodajmy: niskiej ceny.

Taka obowiązuje triada wartości w policji pod zarządem PiS: omerta, paralizator i nowenna.

KULT JEDNOSTKI W PARTII PiS STAŁ SIĘ FAKTEM. Jak to Radek Kuźniar napisał: „Nie będę się wypowiadał, nie jestem psychiatrą”. ZAORANE 🙂

Morawiecki jak drzewko bonsai

Mateusz Morawiecki spija Jarosławowi Kaczyńskiemu słowa z ust, jak ambrozję. Prezes był łaskaw powiedzieć na miesięcznicy, iż „musimy odrzucać antysemityzm, ale nie znaczy to, że musimy przyznawać rację Żydom”. Co zresztą bliskie jest słowom Władysława Gomułki z 1968 roku, który był przeciw antysemityzmowi, on tylko walczył z syjonizmem.

Kaczyński nie potępił antysemityzmu, ale go odrzucił, to jak w powszechnej frazie: „nie jestem antysemitą, ale…”. Nowela ustawy o IPN, jej tryb przyjmowania, uzasadniania i podpisania przez Andrzeja Dudę (mimo dwóch artykułów odesłanych do tzw. Trybunału Konstytucyjnego) to celowe (a jeżeli nie, to Kaczyński nie nadaje się do polityki) wzbudzenie demonów antysemityzmu, które w polskiej tradycji i kulturze tworzą osobny gen polskości. Jeżeli ktoś zaprzecza temu, to jest zakłamany, a do tego nie zna polskiej kultury i historii.

Co następnego dnia po miesięcznicy powiedział Morawiecki? Otóż: „Unikajmy antysemickich wypowiedzi”. Capisce? Myśl, co myślisz, nawet to rób, tylko unikaj wypowiedzi. To jest przyklepywanie antysemityzmu. Morawiecki też go nie potępił, tylko zalecił skrywanie. Ba, był rzec, iż „polska jako jedyny kraj zasłużyła na drzewko Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

A mi się wydawało, iż chodzi o prawdę historyczną, a nie usprawiedliwianie. Polacy mają najwięcej drzewek w Yad Vashem, ale niewiele więcej niż Francuzi, czy Holendrzy. A Żydów wśród nas było wielokroć więcej. Pod względem pomocy jesteśmy karłami, chyba że Morawiecki myślał o jakimś drzewku bonsai. Kiepska nasza pomoc Żydom może być jedynie usprawiedliwiona tym, że to u nas groziła za to kara śmierci, a we Francji nie. Ale też kara śmierci groziła za posiadanie broni, a tę przechowywaliśmy.

Zdecydowanie więcej drzewek byłoby w Yad Vashem, gdyby Polacy byli solidarni z sobą, gdyby nie było wśród nas tylu szmalcowników. Ale ta prawda nie powinna Polaków razić, przyznanie się do niej czyniłoby nas wielkimi. Niestety dzisiaj mamy takich polityków u władzy, jak Kaczyński i Morawiecki. Otóż tym skrywaniem Morawiecki zaliczył się dla mnie do polityków „bonsai”.

Kaczyński w swoim pokrętnym języku w istocie usprawiedliwił antysemityzm, co dość szybko pojął Morawiecki, on tak ma – wyćwiczył się, jako prezes banku, aby zginać kark przed właścicielami. Gdyby jednak sam musiał wypowiedzieć się oryginalnie o antysemityzmie, nie podejrzewam, by mogła być to jakaś głębsza myśl. Morawiecki intelektualnie – mam na myśli umiejętność poruszania się w polskiej tradycji i kulturze – jest bonsai.

Swego czasu politycy PiS wykuwali nowy patriotyzm. Dzisiaj może nie ma starego antysemityzmu, wyznawanego przed wojną przez endeków i po cichu przez sanację, mamy za to jego nową postać zdefiniowaną przez Morawieckiego: „unikajmy antysemickich wypowiedzi”. Nie mówmy głośno, zaś antysemityzm Ziemkiewicza czy Marcina Wolskiego w TVP zaliczymy do wolności słowa.

PiS skłócił się ze wszystkimi, usprawiedliwia się ciągle i wciąż, rażąc swoich przeciwników takimi krętactwami, jakie wypowiedział Kaczyński, a spił mu z ust Morawiecki. Stara broń artyleryjska nosiła nazwę „kartacz”, a bronią retoryczną PiS do rażenia przeciwników jest „krętacz”.

Hej Co jeszcze zgnoicie?

Ustawa o IPN może być wstępem do gorętszego konfliktu

Ustawa o IPN spowodowała nie tylko kryzys w stosunkach dyplomatycznych z Izraelem i USA, ale też z Ukrainą. O tym ostatnim kryzysie najmniej się mówiło, a ten aspekt może być równie ważny, a może nawet ważniejszy. Przewidywane są kary dla tych, którzy nie podporządkują się prawdzie historycznej ustanawianej przez władze PiS, przede wszystkim otwarta zostaje możliwość dla propagandy nacjonalistycznej, która ma mobilizować społeczeństwo na czas konfliktu.

Rada Najwyższa Ukrainy wydała oświadczenie, w którym stwierdza, że ustawa o IPN „otwiera drogę do manipulacji i wzmocnienia antyukraińskich tendencji w polskim społeczeństwie”. Długo nie trzeba było czekać, aby usłyszeć od nacjonalisty ukraińskiego Ołeha Tiahnyboka, szefa partii Swoboda, iż ustawa o IPN to „otwarcie drugiego frontu” z Ukrainą. Strona polska jakoby liczy, że „jeśli Ukraina rozpadnie się w wyniku moskiewskiej agresji, to będzie ją można podzielić”. Tym samym – uważa lider Swobody – „Polacy przedstawili de facto swoje roszczenia terytorialne wobec naszego kraju”.

Czy ukraiński nacjonalista ma prawo mniemać, iż Kaczyński kieruje się taką wizją imperialną? Należy przypomnieć: na początku konfliktu na Krymie i wojny w Donbasie przyjaciel Kaczyńskiego, Viktor Orban, oświadczył, że Węgry zgłaszają chęć odzyskania swoich historycznych ziem obecnie leżących w obrębie Ukrainy.

Z kolei Marek Migalski w rozmowie z Cezarym Michalskim (portal crowdmedia.pl) uważa, że Kaczyński „będzie chciał mieć jakiś sukces na arenie międzynarodowej”. A tym może być zaostrzenie kursu na wschodnim froncie. Wpisanie do ustawy o IPN fragmentu antybanderowskiego może być początkiem tego, czego obawia się szef ukraińskiej Swobody, Tiahnybok. PiS za to został publicznie pochwalony przez partię Putina i przez Kadyrowa, zamordystę Czeczenii.

Ponadto podczas obrad parlamentarnego zespołu śledczego ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa powołanego przez klub Platformy Obywatelskiej na ostatnim spotkaniu zadano pytanie: dlaczego najbardziej prorosyjski amerykański kongresmen Dana Rohrabacher, nazywany przyjacielem Putina, po wizycie w Moskwie przyjechał bezpośrednio do Polski i spotkał się z Antonim Macierewiczem i Jarosławem Kaczyńskim, mimo że ten ostatni rzadko przyjmuje u siebie przy Nowogrodzkiej zagranicznych polityków? Ów kongresmen był przeciwny przyjęciu Polski do NATO, jest też entuzjastą aneksji Krymu przez Rosję.

Czyż nie mamy prawa się niepokoić, iż może nas pchnąć w gorący konflikt, bo tak uprawia politykę – zaostrza konflikty wewnątrz kraju, ze wszystkimi się skłóca i nie potrafi się wycofać z błędów. Zaś mając w perspektywie utratę władzy, prezes PiS może wykreować rzeczywistą wojenkę, licząc na patriotyczny zew krwi Polaków.

, czyli manifest programowy i . – Nasze porozumienie programowe ma być oparte na wartościach i twardym fundamencie – mówi poseł . To ma być krok milowy do prawdziwej umowy koalicyjnej, zapewniają politycy (wiadomo.co).

NIE MACIE WRAŻENIE, ŻE MEGA EKSPRESOWO WYWOŁANA AFERA Z IZRAELEM PRZYKRYŁA TEMAT UDZIAŁU PiS W PRYWATYZACJI WARSZAWSKICH KAMIENIC?

W efekcie głośnego reportażu „Superwizjera” TVN o polskich neonazistach, aresztowano już pięć osób, uczestniczących m.in. w obchodach urodzin Adolfa Hitler, w lesie pod Wodzisławiem Śląskim. 23 stycznia, Prokuratura Rejonowa w Radomsku rozpoczęła śledztwo, w sprawie publicznego propagowania nazizmu, podczas festiwalu Orle Gniazdo.

Po publikacji reportażu dowiedzieliśmy się, że z bezpośredniej relacji usunięto najbardziej drastyczną scenę, w której nawoływano do zamordowania byłego polskiego premiera szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. Autorzy materiału po prostu uznali, że była ona zbyt szokująca, by ją upublicznić. Zdanie jednak zmienili i postanowili ujawnić szczegóły…

Słowa wzywające do morderstwa przewodniczącego Rady Europejskiej padły z ust wokalistki grupy Gan ze sceny podczas festiwalu Orle Gniazdo. Podobno prywatnie jest pracownicą jednego z sądów okręgowych.

Współtwórca reportażu Bertold Kittel zapewnił w „Wyborczej”, że nieopublikowany materiał zostanie przekazany prokuraturze. Wokalistka odpowiadałaby za przestępstwo nawoływania do popełnienia zbrodni z art. 255§2, za co grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

PAMIĘTACIE AFERĘ RYWINA? No więc w ustawie o IPN mamy przemyconą podobną furtkę do karania wedle uznania. TO JEST KOLEJNY BUBEL PRAWNY PiS.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Prezes i jego pachołki

Jarosław Kaczyński bierze na klatę wojenkę o nowelizację ustawy o IPN. Pisowska wojenka – na razie dyplomatyczna – ma swój początek na Nowogrodzkiej, gdzie niejeden raz poległ rozum, ale tym razem dowiedział się o tym świat.

Zauważmy, jaka jest siła rażenia Izraela, nawet Bruksela uruchomieniem procedur związanych z artykułem 7 Traktatu UE nie spowodowała takiego upadku wizerunku Polski. W polityce za wizerunkiem idzie znaczenie kraju – słowo Polska zostało ośmieszone, za co odpowiada w pierwszym rzędzie prezes PiS.

Pokrętność Kaczyńskiego jest banalna, jak zło, którego macki świetnie zostały opisane przez Hannah Arendt. Kaczyński za wywołaną przez siebie wojenkę odpowiedzialnymi czyni innych, dopatruje się spisku mrocznych sił, spisku złych mocy przeciwko Polsce: – „Nasi przeciwnicy są bardzo mocni, ale też wiemy, jakie mechanizmy tutaj funkcjonują. Mówię tutaj zarówno o mechanizmach społecznych, politycznych, jak i takich mechanizmach technicznych, jak na przykład w internecie, gdzie np. można za jednym razem skupić 100 tys. wpisów. Za jednym pociągnięciem”.

Pomijam znawstwo internetu przez Kaczyńskiego, PiS walczy ze wszystkimi na świecie i w kraju. Świat Kaczyńskim raczej się nie przejmuje, bo zgniecie go jak chitynę nieprzyjemnego owada: był Kaczyński, nie będzie Kaczyńskiego. A że to on sprawuje władzę, możemy orzec, iż Polska zostanie potraktowana jak insekt.

Uruchomiony został w kraju antysemityzm, a raz uwolniona nienawiść rasowa nie jest do opanowania, będzie się ona przepoczwarzać w antyislamizm i podobne przemysły pogardy. Polakom zatem przyprawiana zostanie zbiorowa gęba wykrzywiona z nienawiści, jak w sejmowym wystąpieniu prezesa, gdy wypowiadał słynne słowa o kanaliach i mordach zdradzieckich.

Taki mamy wizerunek. Podobnie, jak w przypadku walki pisowskiej z niezależnością sądów, do boju stają naprędce sklecone szwadrony, a to Polskiej Fundacji Narodowej czy Reduty Dobrego Imienia. Tym razem ta ostatnia – pożal się Boże – organizacja uruchamia nowy twór internetowy z funduszy resortu spraw zagranicznych – aplikację „Rycerz”.

Twórcy „Rycerza” spodziewają się milionów korespondentów i wolontariuszy, którzy mają bronić dobrego imienia Polski. W istocie chodzi o ściganie tych, którzy źle wyrażają się o rządzących. Co z tego wyniknie? Nic. Grube dziesiątki milionów zostaną zmarnowane, bo taki szef RDI Maciej Świrski jest sam w sobie groteskowy, ośmieszający postać Polaka.

Ściganie „dobrego imienia Polski” pewnie skupi się, jak w sprawach sądów, na donosach w kraju, jak to było w przypadku wywieszenia na banerach informacji o sędzim, który ukradł z supermarketu pęto kiełbasy za 5 zł i niewdzięcznik umarł kilka lat wcześniej.

Będziemy mieli do czynienia z karykaturą dobrego imienia Polski. A że aplikacja nosi dumne odwołanie do polskiej rycerskości, można rzec, iż mamy do czynienia z pachołkami. Moi przodkowie nawet nie używali szabli do płazowania takich – pożal się Boże – groteskowych postaci.

Tak wygląda upadek wizerunku Polski w wydaniu „rycerza” Kaczyńskiego i jego pachołków. Waldemar Kuczyński we wpisie na Twitterze domaga się dla dobra Polski, aby zebrało się konsylium lekarzy i oceniło stan „rycerza”. – „Moim zdaniem, stan psychiczny Jarosława Kaczyńskiego powinien zostać oceniony przez miarodajne konsylium złożone z psychopatologów. Wymaga tego podstawowy interes Polski. Piszę poważnie”.

Jeden z internautów (Szurum Burum) radzi, aby nie zawracać sobie głowy psychiatrami, jest skuteczniejsza metoda: „tu tylko taczki rozwiążą problem”„Kaczyński osobiście wywołał światowe tornado przeciw Polsce. Jego stan psychiczny, zdolność do oceny rzeczywistości i podejmowania racjonalnych decyzji staje się podstawową kwestią racji stanu” – napisał także W. Kuczyński). I to jest problem Polski.

Szczucie wg Beaty Szydło wynika z tego, że kocha zwierzęta

Beata Szydło dała nową wykładnię szczucia wg PiS. Jeszcze niedawno była premierem, dzisiaj jest czytelnikiem swojej minionej „chwały”, która w podręcznikach politologii zostanie opisana rezultatem 1:27. Była premier przeczytała fragment artykułu Renaty Grochal w „Newsweeku” o sobie i pobieżała na Twitterze sprostować: „Pani Redaktor Szanowna, dziękuję za troskę o mnie i moją rodzinę. To doprawdy wzruszające. To, co Pani pisze pozostawiam bez komentarza, bo na komentarz nie zasługuje. Pozdrawiam i życzę dobrej niedzieli. A nasz pies swobodnie biega sobie po naszym podwórku, bo kochamy zwierzęta” (pisownia oryginalna).

Dziennikarka w leadzie pisze o tej „miłości do zwierząt” państwa Szydło. „Mąż Beaty Szydło nie chce rozmawiać z „Newsweekiem”. Gdy uznaje, że jestem zbyt namolna i zadaję za dużo pytań, otwiera bramę i wypuszcza owczarka niemieckiego. – Dalej chce pani wejść do domu? – pyta.”

Wypuścił na dziennikarkę owczarka, czyli poszczuł – i z pyszna zapytał się, czy chce wejść. Beata Szydło nazywa to „kochamy zwierzęta”. Gdy ta pani była premierem, niczego pozytywnego nie wniosła do życia publicznego, wręcz Polskę kompromitowała, dzisiaj za to niechcący nadaje nowe znaczenia pojęciom: szczucie to jest wg niej miłość do zwierząt. Dlaczego onegdaj nie podpowiedziała Mariuszowi Błaszczakowi, iż użycia paralizatora to miłość do elektryczności?

Lecz Szydło jest dzisiaj w politycznej ruinie. I jej sytuację opisuje Grochal. Była premier to pierwsza osoba po 1989 roku, która została zdegradowana z premiera do wicepremiera. I uwaga – kolejny syndrom dotyczący PiS – po rekonstrukcji rządu nie chciała wyprowadzić się z gabinetu premiera do wicepremiera. Podobnie, jak Antoni Macierewicz nie chce się wyprowadzić z gabinetu ministra na Klonowej, Mariusz Błaszczak musiał znaleźć sobie gabinet pod innym adresem. Tak im przyrosły cztery litery do stołków. Ten syndrom znakomicie opisuje Zbigniew Herbert w „Bajce ruskiej”, jak to pomazańcowi z bożej łaski ciało zrosło się z tronem (stołkiem).

Przypadkowo pani Szydło trafiło się ziarno, które sporo wyjaśnia z tego, co się dzieje wokół ustawy o IPN. A zatem mamy do czynienia w tym wypadku – odpowiednio – „kochamy prawdę”, aby nią poszczuć tych, którzy nie zgadzają się z pisowska wykładnią o Holocauście. Przy tej okazji „zaszczekał” antysemityzm w rodakach.

Miłość do prawdy była do obejrzenia w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy Foksal, gdzie odbyła się projekcja dokumentu Jedwabne-Świadkowie-Świadectwa-Fakty” Elżbiety i Wacława Kujbidów, wymowę tego dzieła Prawdy” uzasadnia autor tego potworka: „W Jedwabnem nie mordowali Polacy. To żydowskie kłamstwo”.

Można zatem uznać ten dokument za obowiązujący wśród pisowskich braci dziennikarskiej. Tylko czekać, aż zostanie zakupiony przez Jacka Kurskiego dla TVP i wyemitowany w mediach narodowych. Przy okazji informuję, iż spotkałem się z nowym rzeczownikiem – bardzo celnym – charakteryzującym dziennikarzy mediów pisowskich – dziennikarły.

W „Newsweeku” o wiele ważniejszy tekst niż o Beacie Szydło wyszedł spod pióra Jana Tomasza Grossa, głównie z powodu jego znakomitej książki „Sąsiedzi” szyta jest ustawa o IPN. Jak zwykle PiS uzasadnia to tym, że „kochamy prawdę”. Tak wygląda ta miłość – poszczuć. Pan Szydło poszczuł Renatę Grochal owczarkiem niemieckim, ale niezbyt rasowo powszechnie ujadają antysemici niczym kundle. Jak to ujął swego czasu Melchior Wańkowicz – takie to skundlenie. Ustawa o IPN to jeden z przyczynków do narodowego kundlizmu.

MYŚLELIŚCIE, ŻE KIEDYŚ DOCZEKACIE TAKICH CZASÓW???

Uwaga ! Gośc przynosi pecha😜😎

Cztery teksty Waldemara Mystkowskiego.

Proroctwo Donalda Tuska spełniło się tego samego dnia

PiS jeszcze bardziej pogłębia mroki i ciemnotę Polaków

Prorokiem nie może zostać byle kto. Musi znać na wskroś przedmiot, do którego zastosuje przewidywanie – a tym materiałem jest partia PiS. Prorok musi znać rodaków lepiej niż najlepsi w narodzie. Przede wszystkim Tejrezjasz musi górować intelektualnie nad tymi, którym będzie przewidywał przyszłość.

Proroctwo jest wyrażaniem się o kierunku, w jakim potoczy się zło. Tusk przewidział rano, a zło sprawdziło się po południu. Gdyby prowadzono ranking proroków, to były premier – a obecny szef Rady Europejskiej – właśnie wysunąłby się na czoło.

Donald Tusk na Twitterze napisał: „Kto rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o „polskich obozach”, szkodzi dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z ustawą…”

Jest to klasyka ironii. Np. z Jarosława Kaczyńskiego należy się śmiać poprzez cytowanie go in extenso, dosłownie, bez zmiany nawet przecinka. I wcale nie chodzi o słynne „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Kaczyński sam się obnaża. Jest kompromitujący w swoich prawdach, które są w istocie kłamstwami.

Tak samo jak z „polskimi obozami śmierci”, które stały się słynne na cały świat, bo politycy PiS sami się skompromitowali. W ustawie o IPN nie chodzi o prawdę, ani o język, ale chodzi o to, aby w imię mniemanej prawdy pisać historię na nowo, przekłamywać fakty historyczne.

„Polskie obozy śmierci” są pretekstem, bo PiS bierze się za cenzurę języka. Wszak żaden poważny historyk, bądź zainteresowany tematyką obozów śmierci przeczytawszy o „polskich obozach śmierci” nie pomyśli, że to Polacy są za nie odpowiedzialni. Taka jest zbitka językowa, która ma inne pole semantyczne niż wynikałoby z jej części składowych. Aby to jednak wiedzieć, trzeba mieć trochę oleju w łepetynie.

Wracam do naszych „baranów” (za Szekspirem: „baran” to rozpatrywany przedmiot). Tusk napisał rano na Twitterze, a po południu premier Mateusz Morawiecki wygłosił orędzie do… narodów świata. Orędzie wygłoszone po polsku zostało przetłumaczone na angielski, translację narody świata mogły czytać w postaci napisów pod wystąpieniem.

No i katastrofa, czyli przewidywanie Tuska sprawdziło się nim godzinowa wskazówka obiegła dookoła cyferblat w moim zegarku. Morawieckiemu w tłumaczeniu na angielski przypisano mianowicie frazę: „Camps where millions of Jews were murdered were Polish (czyli tłumaczenie z tłumaczenia: „obozy, w których wymordowano miliony Żydów były polskie”).

Walczą pisowcy z całym światem, iż obozy nie były polskie, a sami głoszą, że jednak polskie. To jest wpadka? Nie! Choć PiS będzie twierdził, że to wpadka. Oczywiście znaleźli winnych, zawiodło automatyczne tłumaczenie serwisu YouTube. Tak tłumaczą się patałachy, bo kto korzysta przy tak ważnym orędziu z jakiegoś automatu?

Morawiecki potwierdził więc proroctwo Tuska, iż „autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat…” I to sam premier wziął się za promowanie. Nawiasem, Morawiecki jest fatalnym mówcą, tak sztywny i nijaki, jakby był stworzony automatycznie. Obawiam się, że to może być prawdą: Morawiecki to martwa materia animowana na potrzeby telewizji i internetu.

Marek Kacprzak był wczoraj w Polsacie wydawcą anteny, poznał – pisze na Twitterze – „kulisy i wiedzę techniczną osób odpowiedzialnych za dostarczenie orędzia do stacji telewizyjnych”. Z niejakim sarkazmem ocenia potworkowate orędzie: „Nic mnie nie zdziwi”.

A do samej materii udziału Polaków w Holocauscie to zdanie Jana Karskiego, który pierwszy powiadomił świat o obozach śmierci na terenie Polski – jest dla nas jako całości kompromitujące: „W szerszych kręgach społeczeństwa stosunek do Żydów jest przeważnie bezwzględny, często bezlitosny. To zbliża je w pewnym sensie do Niemców „. Najlepsi Polacy nie mają zbyt dobrego zdania o narodzie polskim, a PiS jeszcze bardziej pogłębia mroki i ciemnotę Polaków. I do tego w gruncie rzeczy ma służyć ustawa o IPN.

WYOBRAŹCIE SOBIE JAK ONA SIĘ TERAZ CIESZY!

Prawo tworzone przez PiS stanęło pod latarnią

Władze pisowskie nie potrafią wybrnąć z pasztetu, który nam zgotowały. Nam, bo nie sobie. Jarosławowi Kaczyńskiemu dynda, czy Polska będzie szanowana. Jemu chodzi o to, aby naród go słuchał i przez wymuszenie szanował.

Pasztet ustawy o IPN pokazuje, gdzie stanęło prawo pisowskie. Mianowicie stanęło pod latarnią. Akurat Izrael i USA są zainteresowane ustawą o IPN. I tak zareagowały – z właściwą sobie mocą. Niestety, skuteczną, bo Polska zostanie jeszcze niżej zepchnięta w hierarchii ważnych państw.
I to będą restrykcje niezadekretowane wobec państwa polskiego, czyli nas, nie dojdzie też do żadnego oficjalnego nałożenia sankcji. Po prostu na słowo Polska coraz więcej państw i dużych zagranicznych przedsiębiorstw będzie reagowało negatywnie. Tak jak BMW, które nasze warunki prawne porównało do Trzeciego Świata.

Zauważmy, iż ustawa o IPN to logiczny ciąg rozpoczęty rozwałką Trybunału Konstytucyjnego, całego sądownictwa. O odstąpienie od tego trzeciego świata prawnego apelują unijne władze. Skutek będzie taki, że spadniemy ostatecznie do ligi Trzeciego Świata. Czy autokrata przejmuje się, że rządzi zdegradowanym państwem? Nie, bo gdyby się przejmował, to państwo nie byłoby w jego władaniu.

Z niejakim niesmakiem czytam, jak politycy i komentatorzy przystosowują swoje mierne charaktery i talenty do sytuacji degradacji. Jarosław Gowin zakrztusił się i orzekł, iż „sytuacja jest złożona”. Tak mu się złożyło, a to dlatego, że tak wybrał. A to nie jest sytuacja złożona, tylko przez takich konformistów, jak Gowin zawiniona. I dalej ten pożal się Boże intelektualista mówi („Jeden na Jeden” w TVN24): – „Mieliśmy podstawy do tego, by sądzić, że strona izraelska akceptuje brzmienie tych przepisów”.

Aby nie podpaść Kaczyńskiemu, Gowin tworzy symetryzm pisowski („oni też”): – „Zawsze tam, gdzie dochodzi do nieporozumienia dwóch stron, przyczyny są i po jednej, i po drugiej stronie”. Panie Gowin, nie ma takiej „reguły nieporozumienia”. Ktoś doprowadza do nieporozumienia, aby uzyskać swoje cele. Ustawę o IPN stworzyli pokraczni pisowscy politycy. Żaden przeciętny prawnik takiego zakalca jurydycznego by nie stworzył.

Podobnym „symetryzmem” językowym, iż szare komórki skręcają się, gdy czytam enuncjacje dziennikarza Michała Szułdrzyńskiego w „Rzeczpopospolitej”: – „Uniemożliwiając przeprowadzenie manifestacji organizacji radykalnie narodowych przed Ambasadą Izraela w Warszawie, rząd PiS udowodnił, że jeśli chce, potrafi sporo zaryzykować w imię obrony dobrego wizerunku Polski”.
Czym rząd PiS zaryzykował? Tym, że się postawił nacjonalistom? Tym, że Mateusz Morawiecki cyknął się, iż jego ojciec Kornel Morawiecki może przyjść na manifestację, jak podczas tzw. Marszu Niepodległości, na którym tupał wraz z nacjonalistami, bo „naród jest ponad prawem”? Takie fundują nam pokraczności politycy i dziennikarze – dwóch takich zacytowałem, Gowina i Szułdrzyńskiego.

Nie tylko prawo pisowskie stanęło pod latarnią, ale moralność i kompletne niezrozumienie polskiej tradycji. Nie będę pisał o tolerancji dawnych Polaków wobec innych nacji, bo to zostało zniszczone przez pokraczność nacjonalistów, ale powołam się na wybitną Zofię Nałkowską z „Medalionów” opublikowanych w 1946 roku, która tamże pisze o „polskich obozach śmierci”. Czy wówczas czytelnicy pomyśleli, iż obozy organizowali Polacy? Tak samo jest dzisiaj, żaden średniej jakości publicysta zajmujący się tą tematyka nie obarczy winą Polaków za obozy śmierci.

Ludzie ludziom zgotowali ten los, a dzisiaj pisowcy politycy i niektórzy żurnaliści budują nam degradowaną Polskę. Czego się nie dotkną – niszczą, ośmieszają i zwalają winę na innych. To jest pokraczność, która stanęła po latarnią.

Kapitalnie podsumował opisywaną przeze mnie pokraczność w jednym tweecie Donald Tusk: – „Kto rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o „polskich obozach”, szkodzi dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z ustawą…”.

ŚWIETNY POMYSŁ. TO CO ROBI Z POLSKĄ WYMAGA PILNEJ KONSULTACJI LEKARZY SPECJALISTÓW. KTO JEST ZA?

Macierewicz jak gorący kartofel

Nigdzie na świecie – poza PiS-em – ktoś taki nie dostałby żadnych zadań do realizacji.

Antoni Macierewicz w PiS zawsze był gorącym kartoflem. Ze względu na ryzyko jego działań i związaną z tym medialną podwyższoną temperaturę, był przerzucany z rąk do rak. Niektórym zaś jego osoba służyła do ogrzania lichej przeszłości opozycyjnej. Tak Macierewicza na przykład wykorzystywali bracia Kaczyńscy. Jarosław zaspał w pierwszym dniu stanu wojennego, nie od razu ogarnął, co się stało w Polsce, tak był nieprzytomny. Macierewicz więc w tych okolicznościach został potraktowany niczym koksownik (przy którym milicja grzała się w grudniu 1981 i pierwszych miesiącach 82 roku). Grzanie się Macierewiczem widać w autobiografii Kaczyńskiego, w passusach dotyczących opozycyjności w PRL-u, Jarosław ciumka na temat Macierewicza, jak podobni nacjonaliści w „Transatlantyku” Gombrowicza (Baron, Pyckal i Ciumkała).

Macierewicz to przede wszystkim człowiek do specjalnych poruczeń, który nie kłania się rozsądkowi i rozumowi. Bracia Kaczyńscy chcieli przejąć służby specjalne, więc oddali je do zreformowania w ręce Macierewicza, który oczywiście zniszczył je w wyniku przekształceń (WSI).

Macierewicz trudno jest kojarzony – albo wcale – z normalnością. Gdy jego sylwetkę weźmie się pod rozważania, nasuwa się uwaga, że potrzebuje konsylium profesjonalistów, aby mogli go zakwalifikować do naprawy – do formy uzdrowienia – a nie posyłać do pełnienia służby publicznej. Macierewicz potrafi współpracować tylko z Misiewiczami i Kaczyńskimi.

Misiewiczami otaczał się w ministerstwie obrony narodowej, a Kaczyńskiemu stworzył religię smoleńską, która spersonifikowana może być tylko porównana do Frankensteina. To potwór naszego życia publicznego, który zdemolował wspólną przestrzeń Polaków, a następnie pozwolił Kaczyńskiemu niszczyć wszystko, co się da.

Jako gorący kartofel Macierewicz potwierdził się w kampanii wyborczej do parlamentu. Beata Szydło gwałtownie zareagowała na wieści, iż kartofel Kaczyńskiego może zostać ministrem. Przedstawiła Jarosława Gowina jako kandydata na przyszłego ministra. Szydło wówczas wg pisowskiego wzorca oszwabiła opinię publiczną. Szachrajstwa partii Kaczyńskiego są tak powszechne, iż gdyby ich nagle zaprzestali, nie wiedzielibyśmy się, jak zachować w normalnych warunkach. Kiedyś przyjdzie nam przystosować się do normalności.

Przez dwa lata minister Macierewicz niszczył polską obronność. Z deklaracji zakupów śmigłowców bojowych czy okrętów podwodnych się nie wywiązał. Przesuwał terminy przetargów, ogłaszał zakupy bez żadnego trybu, z których wychodziły tylko nici jego indolencji, iż stało się zasadne podejrzenie – jak w książce Tomasza Piątka – że niekoniecznie działa w polskim interesie. Ta sprawa prędzej czy później zostanie wyjaśniona przez normalne władze polskie.

No i Macierewicz znalazł się na bruku, został zdymisjonowany. Nawet Andrzej Duda – prezydent bez właściwości charakterologicznych – zauważył zniszczenie kadr Wojska Polskiego. Z takim ministrem nie da się współpracować i wcale nie jest to wina zapisów konstytucyjnych, na które prezydent lubi zwalać odpowiedzialność. Duda sobie nie radzi w trudniejszych warunkach, w których trzeba wykazać się intelektem i wolą, zaś Macierewicz nigdzie na świecie – poza PiS-em – nie dostałby żadnych zadań do realizacji, bo on normalnie nie potrafi.

Schizofrenicznie wygląda „odpowiedzialność” za wykopanie Macierewicza. Żaden z głównych aktorów PiS nie chce wziąć na klatę tego kartofla. Duda dla TVP Info powiedział, iż taka była wola większości parlamentarnej, którą wobec niego reprezentował Mateusz Morawiecki: – „Premier złożył do mnie, jako prezydenta, wniosek o dymisję i ja go przyjąłem. Rozumiem, że to był wniosek, który wynikał z tego, że taka była wola większości parlamentarnej”.

A ten który rzeczywiście odpowiada za swoje towarzystwo partyjne prezes Kaczyński dla „Gazety Polskiej” o naciskach prezydenta powiedział: – „Dla nikogo nie jest tajemnicą, iż one były i to bardzo intensywne. Naprawdę nie było innego wyjścia. Dla skutecznej realizacji naszego projektu politycznego tak trzeba było postąpić, choć dla nikogo z nas – mogę powiedzieć, że szczególnie dla mnie – ta decyzja nie była prosta”.

I taka jest jakość polityki PiS. Nie brać odpowiedzialności, zwalać winę na innych. Kartoflana polityka w sprawie gorącego kartofla.

TRZYMAMY KCIUKI. Jeszcze wiele okazji przed tym rządem.

Infantylna tożsamość Polaków wg PiS

PiS zafundował nam konflikt z Izraelem z powodu infantylności swych polityków, kiedyś twardo nazwanych przez Bartoszewskiego „dyplomatołkami”.

Konflikt z Izraelem został zafundowany z tego powodu, iż politycy PiS chcą budować infantylną tożsamość Polaków. Ustawa o IPN ma chronić naród i państwo polskie przed przypisywaniem zbrodni nazizmu, bo bohaterstwo nasze jest bez skazy. Ustawa ma dotyczyć jakoby twierdzeń, które są „wbrew faktom”,  a mówią to ci, którzy od 8 lat konsekwentnie utrzymują, że w Smoleńsku był zamach.

O prawdzie historycznej miałby decydować prokurator. To już nie polityka historyczna, ale polityka represyjna. Podobne rozwiązania praktykowane były w PRL w stosunku do tych, którzy przypisywali winę za Katyń władzom stalinowskim, jakoby twierdzili „wbrew faktom”.

„Jan Kowalski”, który podpalał stodołę w Jedwabnem, który doniósł na ukrywającego się Żyda z nadzieją na „szmal”, który uczestniczył w pogromie kieleckim, pozostaje Janem Kowalskim narodowości polskiej, który był sekowany bezpośrednio lub pośrednio. To samo dotyczy Hansa Schmidta, winę za Holocaust ponosi z powodu, iż był faszystą narodowości niemieckiej.

Naród jest pojęciem nieprecyzyjnym, a nawet kłamliwym, bo nie da się go opisać nawet antropologicznie. Jedyne pojęcie, które w tym wypadku da się zastosować dotyczy społeczeństwa, w ramach którego doszło do tego, że jeden jego członek został szmalcownikiem, a drugi ofiarą w ramach Zagłady. Do takich zbrodni dochodzi zwłaszcza wówczas, gdy dobrzy ludzie milczą i na to przyzwalają.

Infantylizm nie jest prawdą o narodzie, jest kłamstwem o mniemanym bohaterstwie. W tym miejscu mogę tylko stwierdzić, iż odpowiadający za nowelizację ustawy o IPN są infantylnymi ludźmi i politykami, a takim jest choćby wiceminister Patryk Jaki, czego daje dowód, gdy otworzy usta w mediach. Brak mu walorów, a mimo to lansuje się na celebrytę.

PiS zafundował nam konflikt z Izraelem z powodu infantylności swych polityków, kiedyś twardo nazwanych przez Władysława Bartoszewskiego „dyplomatołkami”. Czy potrafią się wycofać z tak uprawianej dyplomacji? Nie! Matołki tego nie potrafią, będą brnąć w coraz większe szkody. I będą zachęcani do infantylizmu takimi „komentatorami”, jak Rafał Ziemkiewicz i Marcin Wolski, którym antysemickie szambo wybiło pod sam sufit.

WSZYSCY CIĘ POPIERAMY. RÓŻA – DO BOJU ! :)))

Nie wiemy czy to demencja starcza, czy znacznie gorzej?…

Publicystka z portalu Koduj24.pl Tamara Olszewska pisze o ideologii PiS.

Lista „jedynie słusznych dokonań”partii rządzącej jest coraz bardziej „imponująca”.

Największym sukcesem PiS-u jest to, że w ogóle udało się tej partii wygrać wybory. Okazało się, że populizm, wbijanie Polaków w poczucie wiecznego zagrożenia wrogiem zewnętrznym oraz wewnętrznym wystarczyło, by przekonać nawet tych nieprzekonanych. Lekcja ze znajomości psychologii przeciętnego Polaka została odrobiona na piątkę. Jednak to za mało. Po dojściu do władzy PiS musi na każdym kroku udowodniać, że tylko oni są panami sukcesu Polski. Do tej pory władza należała do jakiegoś chłamu i dopiero teraz jest tak, jak powinno być. Stąd też „sukcesy” walą drzwiami i oknami, a nam włos się jeży z szoku i niedowierzania.

Szczyt NATO w Warszawie został odtrąbiony sukcesem wszechczasów. O ranyyy, ależ szczęście! Właśnie teraz, za rządów nieRządu, za prezydentury prezydenta części Polaków. Politycy PiS łkali ze wzruszenia i radości, a naród miał psi obowiązek uwierzyć, że to właśnie zasługa nowej władzy, bo Polska wstała z kolan i wreszcie, wreszcie zajmuje odpowiednią pozycję na arenie międzynarodowej. Jakoś tylko nikomu nie wpadło do głowy, że przygotowanie imprezy na taką skalę wymaga wielu miesięcy pracy. Decyzja o organizacji szczytu w Warszawie zapadła w maju 2015 roku i była ona efektem usilnych starań, zabiegów, rozmów polskiego rządu i polskiego prezydenta. Szybko wzięto się do roboty. Określono termin szczytu, opracowano scenariusz, zakreślono ramy organizacyjne. Hm…i nie działo się to za rządów nieRządu, i nie była to zasługa Dudy. Prawdę mówiąc, to nowa władza sobie przyszła i wzięła gotowca do łapy, realizując z niego punkt po punkcie. No, ale nie bądźmy wredni. Poradzili sobie z realizacją programu PO i chwała im za to. A że pominęli faktycznych autorów tego sukcesu to już drobiazg. Nie warto sobie tym zawracać głowy.

Światowe Dni Młodzieży – impreza najwyższej wagi i troski pisowskiej władzy. Nigdy wcześniej impreza ta nie była tak powszechna, tak huczna, tak bogata programowo. Fakt – nigdzie też nie była tak bardzo wspomagana przez państwo. Impreza o charakterze kościelnym, ale całą śmietankę z niej postanowiła spić władza i słusznie. Koordynacja działań, przepływ pieniędzy, zaangażowanie osobiste, praca nad każdym szczegółem… wszystko to pokazało mi sukces jednej istotnej idei, w której zupełnie zatarła się granica między państwem a Kościołem. Owszem, wpadł ze swoim przesłaniem papież Franciszek, ale warto było szybko o tym zapomnieć. Owszem, odwiedziło nas ok. 3 mln młodych ludzi, ale i tak najważniejsza była czujność Błaszczaka, który z satysfakcją dorwał jakiś dwóch o śniadej cerze i przez ponad tydzień żądał czołobitności od narodu za walkę z terroryzmem… dopóki nie okazało się to wielką pomyłką. Wielki sukces Kościoła okazał się więc sukcesem nieRządu, który bez skrupułów podpisał się pod imprezą, uznając ją najważniejszym osiągnięciem Polski od 966 roku, czyli chrztu.

Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej to już klasyka próby przekucia porażki w sukces. To nic, że tylko Polska stanęła okoniem. To nic, że nawet wielki przyjaciel posła K., szanowny Orban, zdradził pisowski interes. Ważne, że pani Szydło nie rozczarowała, nie zawiodła pokładanych w niej nadziei. Stanęła ta drobna, polska kobieta przeciwko lampartom dyplomacji europejskiej, podniosła dumnie główkę, zacisnęła piąstkę na broszce i wydukała z siebie sprzeciw. Ona jedna, ich tylu, ale nie ugięła się, dała radę, pokazała, że choćby cały świat wciskał nas w ziemię, to pisowska Polska i tak wstaje z kolan. Po powrocie czekał na nią wzruszony poseł K., koledzy z nieRządu, a tłumy wiernych wiwatowały z radości, bo świat zobaczył prawdziwą Polskę, taka pisowską, taka wielką, taką polską…

Przed nami przyjazd prezydenta USA Donalda Trumpa, który tak przy okazji, jadąc na szczyt G-20, wpadnie i do nas. Ja nie wiem, jak taki sukces przeżyją politycy PiS. Tym bardziej, że ponoć udało się przekonać Trumpa, by w swoim przemówieniu do narodu polskiego oficjalnie stanął po stronie pisowskiej „dobrej zmiany”. Tak twierdzi znany polityk PiS, ale ciiiiii… bo zapeszymy. Oczywiście, wszyscy liczą, że spotka się on z naszym posłem K., bo przecież musi mieć świadomość, kto w Polsce gra pierwsze skrzypce. Jeśli przewidywania się sprawdzą, PiS oszaleje ze szczęścia. Jeśli jednak nie, to i tak wmówią narodowi, że to wielki sukces. Nie ma się więc czym podniecać. Będzie jak powie poseł K. i tyle w temacie.

Poza tak wielkimi sukcesami, PiS może się pochwalić i nieco mniejszymi. Sami powiedzcie, czyż to nie wspaniałe, że Wielka Brytania skorzystała z pomocy naszych świetnie wyszkolonych policjantów, którzy polecieli na Wyspy, by nauczyć służby porządkowe, jak się chroni swoich przed atakami autochtonów. Wystarczyło wysłać trzech, a już policja brytyjska padła na kolana z wrażenia. To znaczy, tak mi się wydaje, bo jakoś nigdzie o tym nie napisano. Nie dotarły do mnie żadne słowa dziękczynne, żadne słowa szacunku, które pokazałyby, jak bardzo policja brytyjska jest wdzięczna naszym za pomoc. Jak bardzo jej umiejętności wzrosły. No, ale to Brytyjczycy. Oni nie potrafią docenić nikogo, kto uczy ich czegoś sensownego.

Czyż rozdmuchanie takiej antyimigranckiej histerii narodowej nie jest też sukcesem? Coś takiego nie udało się dotąd nikomu. Uchodźcy stali się kartą przetargową, która powoduje, że słupki sondażowe posła K. i spółki rosną. Pisowski naród, który uwielbia, by trzymać go na smyczy strachu i poczucia zagrożenia, wpatruje się z miłością i oddaniem w swój nieRząd, merdając ogonkiem z wdzięczności za ochronę przed śniadolicym gościem w turbanie, który o niczym innym nie marzy, jak dopaść polską kobietę czy rzucić sobie u nas jakąś bombkę. Ten sukces podkreśliła pani Szydło w Auschwitz podczas obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych, jeszcze raz podkreślając, że „należy uczynić wszystko, aby uchronić swoich obywateli”… wiadomo… przed uchodźcami, więc znowu tłum w euforii, pozostała część narodu w szoku.

Sukcesem pisowskiego panowania jest ten piękny podział narodu na lepszy sort i gorszy, powstanie obrony terytorialnej, która może być wykorzystywana do ewentualnych rozruchów społecznych, usankcjonowanie narodowców i ich ideologii, demolka najważniejszych zasad demokracji, powrót do czasów mrocznego PRL, wprowadzenie cenzury. Sukcesem jest retoryka nienawiści, narastająca agresja… i co można jeszcze powiedzieć? Pochwalić się nie da. Mogę tylko zwrócić się do Sił Wyższych z prośbą, by uchronili nas od kolejnych sukcesów PiS-u, bo to grozi ciężkim uszkodzeniem psychiki. Puk, puk… ktoś tam, na „Górze” mnie słyszy?

PROKURATOR W PRL, CZŁONEK PZPR, KTÓRY OSKARŻAŁ DZIAŁACZY „SOLIDARNOŚCI”… BRAK SŁÓW

Dwa teksty Waldemar Mystkowskiego.

Czy Kaczyński zejdzie do katakumb?

Kardynał Kazimierz Nycz nie dał odpowiedzi na pytanie, czy miesięcznice smoleńskie są uroczystościami religijnymi, ale dał niejako częściową odpowiedź, że jako najwyższy hierarcha nic nie wie, aby Archidiecezja Warszawska była zaangażowana organizacyjnie podczas przemarszu Jarosława Kaczyńskiego ze swoim ludem smoleńskim.

Literaturoznawca z PAN prof. Jacek Leociak zwrócił się z pytaniem do rzeczywistego eksperta, jakim jest kard. Kazimierz Nycz czy miesięcznice są wpisane do kalendarza liturgicznego.

„Uprzejmie informuję, że nie jesteśmy kompetentni, by odpowiedzieć na Pana pytanie, ponieważ Archidiecezja Warszawska ani żadna z jej instytucji i parafii nie była i nie jest organizatorem marszu” – w imieniu kardynała odpowiada jego rzecznik.

Jak pamiętamy podczas ostatniego blokowania miesięcznicy przez Obywateli RP i nie tylko (bo KOD także) policja zarzucała kontrmanifestującym „złośliwe przeszkadzanie w wykonywaniu aktu religijnego”. Tak mógł się poczuć zwierzchnik policji Mariusz Błaszczak, który przyznał się, iż szedł za prezesem z różańcem w rękach.

Znaczy się, kard. Nycz powiedział tylko, że Kościół katolicki nie ma niczego wspólnego z przemarszem Kaczyńskiego i jego mową nienawiści. A zatem prezesowi PiS pozostaje tylko zarejestrować swój kościół, Błaszczak już przecież ma różaniec.

Nie powinno być problemu z rejestracją kościoła smoleńskiego, bo to leży w gestii ministerstwa spraw wewnętrznych. Wystarczy metafizyczna idea i 20 wiernych. Boga swego mają, kapłanów też. Błaszczak nie musiałby wydawać prywatnego grosza na różańce, zakupów dewocjonaliów z budżetu ministerstwa – zamiast pał – mógłby dokonać w hurtowni z rabatem.

Acz to mogłoby spowodować kontrposunięcie Obywateli RP i powołanie kontrkościoła. Ja także coraz bardziej jestem zdegustowany polskim Kościołem katolickim, czuje się porzucony, mógłby zapisać się do kontrkościoła jako kontrowieczka, wszak potrafię beczeć.

Obawiam się, że Kaczyński aby uwiarygodnić swój kościół smoleński, musiałby zejść – jak pierwsi chrześcijanie – do katakumb.

„Abp Głódź straszy demonami postępu i nowoczesności. Sam reprezentuje ciemnotę i zacofanie”

IPN dla PiS jak mauzoleum Lenina

Stefan Niesiołowski pokazał IPN gest Kozakiewicza. I nie dziwota, bo ta instytucja skompromitowała się, jak Moskwa organizująca igrzyska. Instytut Pamięci Narodowego miał odkłamywać historię czasów PRL-u, niepostrzeżenie sam zaczął tworzyć kłamstwa.

Po odejściu PiS od władzy może być tak, iż powstanie chęć odkłamywania kłamstw IPN. Ta instytucja jest typowo polska. Za co byśmy się nie wzięli, spaprzemy. Nie potrafimy myśleć instytucjonalnie, może dlatego, że do tego rodzaju synekur pchają się ludzie pokroju Macierewicza, raczej niezbyt zdrowi emocjonalnie i intelektualnie niepredysponowani.

IPN zaczął chodzić na pasku polityków, więc wszedłszy w potakujące stado musi beczeć, jak im pasterze polityczni nakazują. Ot, cała tajemnica IPN, który nadaje się tylko do likwidacji. Sam kiedyś z nim współpracowałem. Na początku miało to sens, aby wyrównać rachunki historyczne, lecz te zamieniły się w rachunki polityczne.

Nie wiedziałem, że IPN oprócz badania historii i pewnych prerogatyw prokuratorskich ma też godnościowe – może przyznać odznaczenia. Właśnie chcieli przypiąć do klaty Niesiołowskiego Krzyż Wolności i Solidarności, a ten – jak Kozakiewicz – pokazał im wała, Moskwa PiS nie będzie gmerać mu przy piersiach. I słusznie! Przecież te same ręce mogły pisać takie same bzdury, jakie wypowiadają skalane kłamstwem usta Kaczyńskiego i Macierewicza.

Niesiołowski napisał: „Oświadczam, że IPN nie ma moralnego prawa przyznawać ludziom walczącym o niepodległą i demokratyczną Polskę żadnych odznaczeń”. I dalej: „IPN działa jako pisowskie narzędzie na rzecz wprowadzenia w Polsce dyktatury likwidacji demokracji i państwa prawa, uczestniczy też w procesie zakłamywania historii i szkalowania ludzi zasłużonych dla Wolnej Polski. Z w/w powodów żadnego „krzyża” od IPN nie przyjmuję”.

Nie przeceniałbym IPN jako instytucji, która ma i będzie miała „zasługi” we wprowadzaniu dyktatury, raczej porównałbym ją do urządzenia, które służy załatwianiu nieczystych potrzeb politycznych, a takie miejsce kolokwialnie wiadomo, jak się nazywa.

Niestety, IPN dla PIS spełnia funkcję mauzoleum Lenina, więc trzymam sztamę z Niesiołowskim, bo sam też mam IPN-owski status poszkodowanego, acz nie podpalałem muzeum Lenina w Poroninie.

SZOK !!! Tak zabłysnął w swoich komentarzach aktualny Dyrektor Biura Poselskiego Ruchu Kukiz’15 Dariusz Pitaś.

>>>

NOCNE CZUWANIE NA NOWOGRODZKIEJ

Jerzy Stuhr po prostu genialny! Kiedyś teksty z Seksmisji były żartem, a dziś? Panie Jurku, z okazji urodzin, 100 lat!

Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”) pisze, jak IPN zdradził polskich szpiegów. Nazwiska prawie tysiąca oficerów i agentów wywiadu PRL i III RP ujawnia publicznie dostępny katalog IPN. Obce służby, nie ruszając się zza biurka, mogą zidentyfikować naszych szpiegów, a potem odtworzyć ich kontakty za granicą.

Wśród danych są nazwiska legalizacyjne, pod którymi oficerowie występowali za granicą. – To nieprawdopodobny skandal. Większość tych ludzi jeszcze żyje, czynne są ich kontakty. Państwo polskie po prostu ich zdradziło – mówi „Wyborczej” były oficer Agencji Wywiadu, do niedawna nadzorujący jeden z wydziałów w tej służbie.Według ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu ujawnione dane powinny stanowić najściślejszą tajemnicę państwową. Dlaczego więc znalazły się w domenie publicznej? Bo funkcjonariusze, których dotyczą, zaczęli służbę przed 1989 r. Ich nazwiska zostały ujawnione w ramach ustawy o IPN, która odtajnia materiały służb specjalnych PRL. Wcześniej szpiedzy, którzy pracowali dla niepodległej Polski, byli chronieni w tzw. zbiorze zastrzeżonym. Ale od końca 2016 r. decyzją szefów służb zbiór ten był odtajniany. Efekt? – Wystarczy ogólna sygnatura akt i mamy cały polski wywiad jak na dłoni – tłumaczy nasz rozmówca.

Dane z inwentarza IPN

Ta sygnatura to dla wywiadu 003175. Po wpisaniu jej w wyszukiwarkę „Inwentarza archiwalnego” pokazują się 973 zapisy. Przy większości z nich informacja o starej sygnaturze oznaczonej literą „Z”, czyli „Zastrzeżone”. To dane personalne szpiegów i oficerów wywiadu, zarówno tych z czasów zimnej wojny, jak i tych, którzy działali w końcówce PRL, a potem w III RP. Są tam oficerowie urodzeni w latach 60. (jest nawet rocznik ’68), co znaczy, że większość ich służby przypada na lata po upadku komunizmu. Ujawnione zostały zarówno ich prawdziwe nazwiska, jak i te, pod którymi występowali jako „oficerowie pod przykryciem” lub „nielegałowie”, najgłębiej utajnieni szpiedzy przez lata mieszkający za granicą.

Przykłady? „Inwentarz” potwierdza, że oficerem wywiadu był Mariusz Kazana, szef protokołu dyplomatycznego MSZ, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Z samego katalogu można się dowiedzieć, że jako oficer nosił nazwisko legalizacyjne Czarski, a do służby wstąpił w 1986 roku. W otwartych zasobach są dostępne trzy teczki Kazany – jedna z MSW i dwie z czasów jego służby wojskowej.

W „Inwentarzu” jako polski szpieg zdemaskowany jest też Jarosław Skonieczka. To jeden z urzędników, którzy wprowadzali Polskę do NATO. W połowie pierwszej dekady XXI w. był szefem wydziału ds. partnerstwa z krajami trzecimi w NATO. Do dziś pracuje w centrali Sojuszu. Spis podaje jego nazwisko legalizacyjne – Kutrzeba. Reszta dostępna w aktach.

W katalogu można też znaleźć operacyjne nazwiska dwóch polskich oficerów, którzy w latach 90. zginęli w Libii i Libanie, pełniąc służbę jako „oficerowie pod przykryciem”. Ich bliscy do dzisiaj dostają renty rodzinne, które w ramach ustawy dezubekizacyjnej mają być obniżone do 1500 zł brutto. Rodziny tych oficerów nie są nawet w stanie wystąpić do MSWiA o zastosowanie wobec nich procedury wyjęcia spod działania ustawy, bo nie znają szczegółów służby. Nie ma do nich dostępu samo ministerstwo.

1,6 mln rekordów z IPN

„Inwentarz archiwalny” to ten sam spis, który w 2004 r. wyciekł z IPN jako tzw. lista Wildsteina (od nazwiska prawicowego publicysty, który twierdzi, że wyniósł listę). Wtedy jednak spis liczył ok. 160 tys. nazwisk. Teraz ma ponad 1,6 mln tzw. rekordów. W większości to nazwiska.

Przez lata „Inwentarz” był dostępny tylko w archiwum Instytutu, jednak od 2012 r. można z niego korzystać poza IPN. Od 2016 r. trafiają do niego materiały ze zbioru zastrzeżonego, dotyczące m.in. pozytywnie zweryfikowanych oficerów i agentury przejętej przez służby III RP. Decyzja w sprawie ostatecznej likwidacji „zbioru zastrzeżonego” zapadła w marcu 2017 r. Naciskało na nią wybrane przez obecny rząd Kolegium IPN. Główną rolę odegrał w tym Sławomir Cenckiewicz, wiceszef Kolegium, były likwidator WSI i zwolennik lustracji. Wtedy w „Inwentarzu” znalazła się większość danych ludzi pracujących dla wywiadu.

W TAMTYCH CZASACH PREMIER NIE BYŁ MALOWANY… CZEŚĆ PAMIĘCI TADEUSZA MAZOWIECKIEGO!

Katarzyna Kolenda-Zalewska pisze o lepszych i gorszych ofiarach smoleńskich. Jakiekolwiek inne życie zamarło. Najważniejsze osoby w państwie słowem i czynem pokazywały prezesowi, że to one najlepiej czczą pamięć 10 kwietnia. I wyborcom PiS, bo także o nich – już poza głową prezesa – zaczęła się poważna walka.

Pani premier zorganizowała akademię ku czci, na której prezes podzielił się pojednawczą refleksją o lepszej części narodu, która cierpiała naprawdę, w przeciwieństwie do tych, którzy cierpieli na niby, a tak naprawdę to chyba się cieszyli, bo jak to inaczej rozumieć. Pani Szydło z panią Kempą już wcześniej wyczuły, że były ofiary lepsze i gorsze, i o tych gorszych w ich mniemaniu postanowiły zapomnieć. Po co na tablicy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów prezes ma widzieć nazwisko wicepremier Jarugi-Nowackiej obok nazwiska Przemysława Gosiewskiego.Z porannego nastroju, kiedy to łzy kręciły się w oczach, patrząc na twarze tych, którzy zginęli, nie pozostał już prawie ślad.

Żadnego pojednania, żadnej wspólnoty. Prezydent zrozumiał to przesłanie najlepiej, bo w zeszłym roku jeszcze nie zrozumiał i wyskoczył z jakimś wybaczaniem. Prezes szybko ustawił go wtedy w szeregu, więc teraz prezydent błędu już nie popełnił. Z pełnego patosu przemówienia nie zostało nic poza obrazem całkowitej podległości. Było ono nie oddaniem czci, ale hołdu.

Do rywalizacji stanął też minister obrony narodowej. Prezes cały czas mówi o zbliżaniu się do prawdy, więc Macierewicz dał mu tę prawdę na tacy. Może jeszcze nie ma dowodów na zamach, ale są dowody na wybuchy. Jak mówi szef smoleńskiej podkomisji, stuprocentowo pewne. Wyborcy PiS są zachwyceni aktywnością szefa MON w sprawie katastrofy, a on dzięki ich lojalności buduje sobie polityczne zaplecze na tyle poważne, że nawet prezes zaczyna dostrzegać, że coś wymyka mu się spod kontroli.

Ogrodzona przestrzeń wokół Pałacu Prezydenckiego najdobitniej pokazuje, że władza życzy sobie świętować rocznicę w swoim gronie. Zawłaszczone miejsce pamięci staje się symbolem dzielenia społeczeństwa na tych, którzy rzekomo cierpieli, i na tych, którzy tylko cierpienie udawali. Niezapraszanie rodzin ofiar nie swoich na państwowe uroczystości to wyraz większego przemysłu pogardy niż jakakolwiek krytyka, która padła pod adresem Lecha Kaczyńskiego.

Rządzący dali jasno do zrozumienia. To nasza rocznica i wara wam od niej. Nie chcemy was tutaj. Nie będzie wspólnego świętowania, nie będzie też wspólnej pracy, współdziałania, łączących nas spraw. Jesteśmy od was innym, lepszym narodem.

Smutna była ta rocznica, ale wnioski z niej płynące są jeszcze smutniejsze.

ZAPLANUJCIE SOBIE W KALENDARZACH. TO JUŻ NIE SĄ ŻARTY. WYJDŹMY WSZYSCY MANIFESTOWAĆ WOLNOŚĆ, KTÓRĄ JESZCZE MAMY I KTÓREJ TRZEBA BRONIĆ!

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku, jako pani Pelagii.

Pani Pelagia bardziej mi pasuje do Mariusza Błaszczaka niż Mariusz z „Ucha Prezesa”, Pelagia ponadto pasuje wybitnie do takiego Bartosza Kownackiego, który wszak jest od bombek, jak rozmówczyni Zenona Laskowika „Z tyłu sklepu”.

PiS stoi Pelagiami nie tylko z powodów intelektualnych, ale też estetycznych, choć ubrani w drogie garnitury, to ze względu na „parcianą retorykę” („Potęga smaku” Zbyszka Herberta) są tymi skołtunionymi paniami Pelagiami.

„Pani Pelagia” Kownacki mianował akwarystę (od rybek na sprzedaż) Krzysztofa Kozłowskiego na szefa fabryki „bombek” Nitro-Chemu, największego w NATO producenta trotylu. Czy z tego wyniknie wielkie „buum!”? Z pewnością, acz może nie z tą fabryką, to prawem statystycznym coś pójdzie z „hukiem, z dymem”. Nieprzypadkowo PiS zdarzyła się katastrofa smoleńska, nieprzypadkowo rozwalają pancerne limuzyny. Niedołęstwo zawsze podobnie skutkuje.

„buum!” może pójść gospodarka, zbliżamy się do Grecji, nie będzie to jednak „taka piękna katastrofa” Zorby, ale Morawieckiego. Ten też jest Pelagią, innych prezes nie toleruje.

„Pelagia” Błaszczak zasłynął już „polskimi obozami kontenerowymi”. Wyobraźnia go jednak nie poniosła, bo zapowiedział, że tak jak w obozach koncentracyjnych, w jego obozach kontenerowych dla uchodźców będą druty kolczaste. Może nie doczytała Pelagia, że trzeba prąd puścić drutami, ale to przed nią, bo po wtorku wszak następuje środa.

„Pelagia” wypowiadał się w Polskim Radiu w programie 1 na temat „problemu wizerunkowego”, a miało PiS ten problem z powodu Bartłomieja Misiewicza. Ale co tam! – od czego jest „nasz lider, pan premier…”. Zrazu sobie pomyślałem, że Pelagia bawi się płciami, jak ja, takie polityczne gender, zresztą uprawiane przez Szekspira (pomyślałem, że Szydło jest „panem premierem”), lecz Błaszczak nie potrafi tego robić, bo mu kołtun zawadza, tym „panem premierem” jest… Kaczyński.

O, żesz. To Pelagii się „cofło” do lat 2006-2007. „Okazało się, że była potrzebna komisja, że była potrzebna interwencja lidera PiS, premiera Jarosława Kaczyńskiego, żeby ten problem zamknąć”. Komisja dla jednego Misiewicza, który ledwo zdał maturę i nie zrobił nawet licencjatu u Rydzyka? Czterech chłopa do wykopania jednego nieuka? No i Pelagia Błaszczak mnie nie zawiodła, bo to nie wina PiS. Tak jest! „Sprawa została rozwiązana. Nasi poprzednicy tylko przyklepywali sprawy”. Znaczy się, sprawa Misiewicza została załatwiona, bo poprzednicy – PO-PSL – przyklepywali… Misiewicza.

Takie Pelagie ma PiS: Błaszczak, Kownacki, Jaki… Budowniczy polskich obozów kontenerowych z drutem kolczastym, na razie bez prądu.

I CIERPLIWOŚĆ PREZYDENTA SIĘ WYCZERPAŁA 🙂 W TYM JEDNYM LIŚCIE WIDAĆ JAK BARDZO MACIEREWICZ LEKCEWAŻY DUDĘ.

Kleofas Wieniawa pisze o walce między Dudą a Macierewiczem.

Andrzej Duda poczuł juchę i postanowił wykorzystać okazję, aby dobić Antoniego Macierewicza. Nie tylko za upokorzenia, które zaznał, ale by zyskać jakąś pozycję w PiS. Wyciekł list Dudy do Macierewicza (z wiadomością dla Beary Szydło), w którym domaga zajęcia stanowiska w sprawie listów Biura Bezpieczeństwa Narodowego dotyczących ”szczególnego znaczenie dla bezpieczeństwa państwa”. Jest to pisowski enigmatyczny język, bo nie wiadomo dokładnie czego list dotyczy.

Czy Duda ma szanse?

Dobić Macierewicza – tak. Bo ministra obrony już nie da się schować w katakumbach, jak w czasie kampanii wyborczej do parlamentu, gdy Jarosława Gowina wyciągnięto za uszy i przedstawiono, jako królika do funkcji szefa MON.

Macierewicz będzie walczył, a drzazgi będą śmigać. Zagrozi Jarosławowi Kaczyńskiemu, ten ostatni może zechcieć postawić na Dudę, lecz prezydent z kolei wie, iż bez radykalnego postawienia się, grozi mu już 2020 roku Trybunał Stanu.

Przy czym Duda nie ma żadnego charakteru i jest marny politycznie. Tak! – władza PiS się sypie. Czy opozycja będzie potrafiła to wykorzystać?

Wcale nie potrzebny jest Donald Tusk, aby wbić kołek osikowy politykom PiS. Duda w cuglach przegra wybory choćby z Rafałem Trzaskowskim.

Erozja PiS szybko może przybrac postać lawiny. Mądrość opozycji wyrazić się winna tym, że potrafi przeciwdziałać by Polska nie spadła w przepaść wraz z PiS.

Czy opozycję stać na to? Czy są takie siły jak w 1989 roku? Mam sporo wątpliwości. Polscy politycy – jak w PRL-u – to niedojrzali ludzie, polska demokracja niemal skapitulowała przed takim satrapą na drabince z Tesco jak prezes Kaczyński.

I JESZCZE JEDEN I JESZCZE RAZ!!! KOCHAMY PANA PANIE JURKU

>>>

I JAK TU SIĘ NIE ŚMIAĆ 🙂

c5wl4rpwqaaswca

JAKIM PRAWEM PiS FINANSUJE IMPREZY KOŚCIELNE Z NASZYCH PODATKÓW? GDZIE JEST KONSTYT. ROZDZIAŁ PAŃSTWA OD KOŚCIOŁA?

c5vtfzhvmaa42cn

Kaczyński nie poprze Tuska. Pisze o tym w „Wyborczej” Rafał Zakrzewski. Pogarda i obrzydzenie maluje się na twarzach polityków PiS, gdy wymieniają nazwisko Tuska.

kaczynski-nikog

Trwa polowanie na Tuska. Jak donosi „Financial Times” – rząd PiS posłużył się w nagonce europosłem PO Jackiem Saryuszem-Wolskim. Według „FT” premier Szydło sonduje europejskich liderów, czy na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej zamiast Donalda Tuska poparliby Saryusza-Wolskiego.

– To spekulacje. Nie będę ich komentował – powiedział Jarosław Kaczyński i …zaatakował Tuska kolejny raz. Kiedyś prezes PiS mówił, że Tusk ma wilcze oczy. Dziś zarzuca mu, że łamie zasady UE, w tym zasadę neutralności, i że popiera totalną opozycję, która chce obalić rząd pozaparlamentarnymi metodami: „ulica (manifestacje) i zagranica (skargi na rząd PiS do instytucji UE)”. – Taki ktoś nie może być przewodniczącym Rady Europejskiej – podsumował Kaczyński .

(SWOJE OBIETNICE WYBORCZE SPEŁNIAJĄ DZIĘKI CHORYM I UMIERAJĄCYM… ??? BRAK SŁÓW)

c5wik_jwyaacppk

Już w październiku w „Polska The Times” prezes PiS powiedział: „W Polsce toczą się postępowania i w Sejmie, i w prokuraturze, które mogą doprowadzić do tego, że zostaną mu (Tuskowi) postawione jakieś zarzuty. Czy taka osoba powinna stać na czele Rady Europejskiej? Mam daleko idące wątpliwości”. Puentował: „Jego dalszy pobyt w Brukseli jest bardzo ryzykowny, przede wszystkim dla UE. Powinniśmy Brukselę ostrzec przed ewentualnymi problemami”. Powtórzył to potem dwukrotnie. Wtórował mu szef MSZ Witold Waszczykowski.

(KAŻDY Z NICH MA TO SAMO ZADANIE. )

c5vwehywmaat6hf

Pogarda i obrzydzenie malują się na twarzach polityków PiS, gdy wymieniają nazwisko Tuska. Pomysł PiS na rozwiązanie „problemu z Tuskiem” fatalnie świadczy o dyplomacji rządu Szydło i ośmiesza Polskę. Kaczyński nikogo w Europie nie przekona, nawet przyjaciela PiS Viktora Orbána. Cała ta gra to igrzyska dla twardego elektoratu PiS.

Są też osobiste emocje. Jeden poseł nie jest w stanie pohamować żądzy zemsty za urojone krzywdy i ciągle patrzy w te „wilcze oczy”.

c5sbsukwmayinft

BOR chce kupić nową limuzynę. Na ten cel przeznaczył ok. 2,5 mln zł! trwa…

c5whm1twmaau_ab

Waldemar Mystkowski pisze o RAŚ i IPN.

polska-to-nie-kacza-wolka

Polska to nie Kacza Wólka

Lider rządzącej partii występuje przeciw najwybitniejszemu polskiemu politykowi po 1989 roku – Donaldowi Tuskowi. Ten ostatni najwyżej zaszedł w historii Polski w strukturach europejskich – zaś prezes „pan” Kaczyński zawdzięcza swoją pozycję przez zasiedzenie i śmierć brata, którą wyzyskał do ostatniej kropli łzy, bo nie przez talent i intelekt, jest żałośnie przeciętny. Nie upilnowaliśmy Polski, więc mamy demolowanie ustroju kraju i mediów.

Jak nazwać kogoś takiego, jak Kaczyński? Wiem, lecz nie napiszę, bo ten mały człowiek jest potwornie mściwy. To człowiek resortowy z kompleksami – wg wzorca komuszego. Tak jest też z mediami tzw. prawicowymi, które nie wiedzieć dlaczego nazwały się niepokornymi – wszak jest odwrotnie – może niepokorne w stosunku do rozumu i talentu. Niestety, ci ludzie bez większych możliwości intelektualnych rozwalają pracę wielu pokoleń.

Czy po szarańczy pisowskiej będziemy odbudowywać media publiczne? I czy warto? Bo może być tak, że Polskę trzeba będzie odbudowywać ze zgliszcz. Jeżeli PiS utrzyma się dłużej u władzy, szybko zostaniemy wypchnięci ze struktur europejskich. Możliwa więc jest sytuacja, iż kraj zacznie się rozpadać, a regiony osobno wyrażać swoje aspiracje.

Społeczeństwo zostało już podzielone, czyli rozebrane, rozbite, wcale nie są potrzebni do tego zaborcy. Możliwa jest sytuacja, że najsilniejsze regiony wybiorą swoją drogą, wszak PiS prowadzi tylko do tradycji skansenu. Takim ogniwem osobnym historycznie jest Śląsk (ale nie tylko on), w którym działa Ruch Autonomii Śląska. RAŚ jest organizacją wpatrzoną w historię regionu, politycy z centrali często nadają temu ruchowi znaczenie, jakiego nie ma.

Przez portal wPolityce zaatakowany został śląski Instytut Pamięci Narodowej, który jakoby dopuszcza RAŚ do głosu w swoich debatach. IPN, który stał się pisowską organizacją do przeinaczania historii. Nie do wiary! Atak przypuścił jeden z braci Karnowskich, Michał, ten który przyznał prezesowi PiS tytuł „Człowieka Wolności”.

Tacy ludzie dezorganizują nam Polskę, rozwalają. Należy pilnować przed nimi Polski. Przeciw temu Karnowskiemu – lewusowi intelektualnemu co się zowie – wystąpił nawet szef IPN Jarosław Szarek, który powiedział, że nikt nie będzie mu dyktował polityki kadrowej. Zaś przywódca „Solidarności” z lat. 80 Andrzej Rozpłochowski, dzisiaj kojarzony z PiS, napisał do Karnowskiego: „Pan zdaje się nie rozumieć tutejszej rzeczywistości i nonszalancko wrzuca wszystko i wszystkich do jednego worka”.

Polska jest niszczona przez takie beztalencia, jak Karnowscy, przez takich polityków sortu z kompleksami, jak „pan” Kaczyński. Kto trochę wystaje ponad przeciętność jest wyzywany i sprowadzany do ich małości, przeciętności, ale Polska to nie jest Kacza Wólka.

KOLEJNĄ USTAWĄ NAKAŻĄ CHODZENIE DO KOŚCIOŁA A POTEM BĘDĄ SPRAWDZALI OBECNOŚĆ… W NIEDZIELĘ KOŚCIÓŁ ALBO NIC!

c5wgeovxeaaj3np

„Ale jaja…”. Internauci takich sytuacji nie przepuszczają. MY TEŻ.

c5wzcdyxeaak0om

>>>

Odbyła się premiera Biblii PiS, filmu „Smoleńsk”. Teraz pisowcy będą nim młotkować elektorat. Dostali emocjonalne dzieło, więc tym bardziej rozum będzie niepotrzebny. Dla młodzieży szkolnej pozostanie obowiązkiem oglądanie filmu. Lektura dla oczu i mózgu, sekowanie i indoktrynowanie.

CrnRO7-WAAIWUwA

Na pokazie w Teatrze Wielkim był cały rząd PiS, Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński. Nie było przedstawicieli części rodzin ofiar katastrofy. Wśród pominiętych znalazł się na Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła w katastrofie. Zaproszeń nie dostali także Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi-Nowackiej i Małgorzata Szmajdzińska, żona Jerzego Szmajdzińskiego.

Cd8XGwXW0AANYEF

Pierwsza recenzja filmu wyszła spod pióra jednego z najlepszych krytyków filmowo-teatralnych Tadeusza Pawłowskiego.

gdy fantazje

Artysta ma prawo do własnej interpretacji, a nawet fantazji na temat wydarzeń historycznych. Kiedy jednak fantazje stają się narzędziem polityki, kiedy zmyślenie podaje się jako niepodważalną prawdę, kończy się sztuka, a zaczyna propaganda kłamstwa.

Pokazany po raz pierwszy w Teatrze Wielkim film Antoniego Krauzego nie będzie zaskoczeniem ani dla wyznawców teorii zamachu, ani dla tych, którzy uznają ustalenia rządowej komisji ds. katastrofy pod Smoleńskiem. Tych pierwszych utwierdzi w ich wierze, że prezydenta zabili Rosjanie, tych drugich do niej nie przekona. „Smoleńsk” zawiera pełen katalog teorii spiskowych składających się na tzw. religię smoleńską. Są tajemnicze nagrania radiowe rosyjskich pilotów meldujących zrzut ładunku nad lotniskiem w Smoleńsku (w domyśle – sztucznej mgły), rozbieżności w danych na temat wysokości, do jakiej samolot miał się zniżyć, oraz błędy przy ustalaniu tożsamości ofiar.

smoleńskRecenzja

Rząd uderza w sędziów. To metoda pisowska: zastraszyć!

informacjeZawarte

Informacje zawarte w oświadczeniu majątkowym sędziów będą jawne, analogicznie do uregulowań dotyczących prokuratorów. Oświadczenia majątkowe sędziów i prokuratorów będą publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Rząd na dzisiejszym posiedzeniu przyjął stosowny projekt ustawy, przedłożony przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Składając fałszywe oświadczenie majątkowe sędzia poniesie odpowiedzialność karną (będzie to przestępstwo), a nie jak dotychczas tylko dyscyplinarną. Ponadto przewidziano wydłużenie okresu, w którym będzie można wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec sędziego z 3 do 5 lat od chwili popełnienia czynu.

Przewidziano też wydłużenie przedawnienia dyscyplinarnego z 5 do 8 lat, w przypadku wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przed upływem 5 lat. Oznacza to, że dopiero po upływie pięciu lat od momentu dokonania przewinienia dyscyplinarnego nie będzie można wszcząć postępowania dyscyplinarnego. W razie wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przed upływem 5 lat, przedawnienie dyscyplinarne nastąpi po 8 latach od chwili popełnienia czynu.

Crn6YK5WIAAjhc6

Wojciech Sadurski pisze o przyjętym przez rząd na wniosek ministra Zbigniewa Ziobry projekcie zmian ustawowych, mających na celu „obronę dobrego imienia Polski”, który jest prawniczym potworkiem.

prawniczy

Projekt nowego zapisu ustawy o IPN głosi, że kto publicznie i wbrew faktom przypisuje narodowi polskiemu lub państwu polskiemu odpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie lub inne zbrodnie przeciw ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat trzech. W przyjętej dziś przez rząd retoryce przepis ten prezentowany jest jako kara za „polskie obozy koncentracyjne” lub zagłady, lub śmierci.

Ale słów takich w Polsce (na szczęście) nikt nie używa, a ręce polskiego wymiaru sprawiedliwości są zbyt krótkie, by komukolwiek za granicą realnie zagrozić. Gdy więc minister Ziobro mówi, że przyjmując ten projekt, rząd „uczynił ważny krok w kierunku stworzenia mocniejszych narzędzi prawnych pozwalających skuteczniej dochodzić naszych praw, bronić prawdy historycznej, ale też bronić dobrego imienia Polski wszędzie na świecie”, to oszukuje sam siebie.

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl przestrzega przed kobrą PiS, która atakuje jadem.

kobra

PiS w swojej sprawie działa błyskawicznie, jak wąż kobra. W sobotę sędziowie polscy na Nadzwyczajnym Kongresie zwrócili uwagę obecnym władzom, że niszczą trójpodział władzy, tym samym dewastowana jest w kraju demokracja. Dwa dni później rząd Beaty Szydło przyjmuje projekt ustawy, który jest zastraszaniem sędziów.

Sędziowie zostali postraszeni zaostrzonymi restrykcjami prawnymi. A co powiedzieć o wysłaniu ministrów w podróż do Wielkiej Brytanii, bo tam doszło do zabójstwa jednego Polaka i dwóch pobić w miejscowości Harlow? Specjaliści od ksenofobii (Waszczykowski i Błaszczak) pojechali pouczać… Właśnie kogo? Rząd Wielkiej Brytanii, od którego w tych kwestiach mogliby się sami wiele nauczyć? A może pogadają z ksenofobami brytyjskimi? To mogłoby być ciekawe wydarzenie obyczajowe. Po zamknięciu pubów konferencję prasową na ulicy robią wspomniani ministrowie i przemawiają do brytyjskich ksenofobów.

Niestosowność zachowania władz PiS stała się dla nas codziennością, ale taka nie musi być dla świata zachodniego, bo to co najmniej – eufemistycznie – śmieszność. Groteskowy jest wyjazd dwóch ksenofobów, aby pokazać polskim ksenofobom – bo ten wyjazd jest adresowany do własnego elektoratu – że dbają o polskie interesy. Dlatego nie bądźmy zdziwieni, gdy w kraju dochodzi do podobnych ksenofobicznych zdarzeń, władze PiS niewiele robią.Z jednej strony groteska, a z drugiej błyskawiczne zachowania we własnym interesie politycznym – działają jak kobra. Ale ta kobra nie obroni polityków PiS, gdy już nie będą w posiadaniu jadu władzy i mediów „narodowych”. Wówczas Szydło i Duda będą bronić się przed literą i duchem prawa, a będzie to Trybunał Stanu. Tak będzie, bo wierzę w Polskę praworządną, normalną, rozwijającą się. Polska pisowska jest odwróconą Polską, wywiniętą na nice. Polacy nie mogą bać się, że uderzy w nich kobra.

Crnb43SWcAUM0Ix