Posts Tagged ‘Iwona Szpala’

TAK BĘDZIE

O tajnym państwie PiS w Polsce piszą w „Wyborczej” Agata Kondzińska, Iwona Szpala i Bartłomiej Kuraś. Do Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego można wejść tylko z zaproszeniem, o którym decyduje Jarosław Kaczyński. Z informacji „Wyborczej” wynika, że w izbie pamięci zmarłego prezydenta pojawi się wkrótce nowy eksponat – sarkofag z Wawelu.

Willa na warszawskim Żoliborzu ma adres Mickiewicza 51, ale wchodzi się do niej od tyłu, z ul. Solskiego. To tu działa Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Za płotem jest dom prezesa PiS. Nieruchomości chronią byli komandosi, którzy założyli spółkę GROM Group. PiS płaci im miesięcznie 100 tys. zł.

Szefową instytutu jest Barbara Czabańska, była żona posła PiS i szefa Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego. W zarządzie instytutu jest też Adam Lipiński, wiceprezes PiS i druh Kaczyńskiego jeszcze z czasów jego pierwszej partii – Porozumienia Centrum.

Działalność instytutu im. Lecha Kaczyńskiego: Biznesy, spotkania, pamiątki

Instytut ma szerokie spektrum działalności.

Po pierwsze, jest właścicielem spółek Srebrna i Srebrna Media. To biznesowe zaplecze środowiska Jarosława Kaczyńskiego, które opisaliśmy w ubiegłotygodniowym cyklu „PiS: Pieniądze i Spółki” (dostępny na Wyborcza.pl). Obie spółki zajmują się nieruchomościami – ich wynajmem oraz projektami deweloperskimi. Pierwsza chce stawiać 190-metrowy wieżowiec w Warszawie, druga ma kilka hektarów ziemi w Puszczy Augustowskiej i szykuje się do budowy osiedla domków letniskowych.

Po drugie, instytut to miejsce spotkań. Tajnych oraz zamkniętych. Tajne było m.in. spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy, który we wrześniu 2015 r. rozmawiał tam z Jarosławem Kaczyńskim. Po kryzysie sejmowym na początku roku Kaczyński ściągnął do instytutu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. O spotkaniach zamkniętych napiszemy za chwilę.

Po trzecie, w instytucie powstaje izba z pamiątkami po Lechu Kaczyńskim. Kiedy na Wawelu rozpoczęły się poszukiwania pierwszego sarkofagu, w którym spoczywała zmarła pod Smoleńskiem para prezydencka, trop wiódł na Żoliborz.

Prezes Jarosław Kaczyński zaprasza. Ale nie bywa

O kulisach działania instytutu opowiadają „Wyborczej” uczestnicy tamtejszych spotkań. Sami nie mamy szans wejść – listę gości osobiście akceptuje Jarosław Kaczyński, który od lat nie rozmawia z „Wyborczą”. Zdarza mu się wykreślać osoby z listy. „Polityka” pisała, że kiedyś zabronił wstępu nawet senator PiS Annie Marii Anders.

Seminaria dla polityków i przyjaciół PiS odbywają się na parterze. Salon mieści 40-50 osób. Kaczyński tam nie bywa – ze współpracownikami się nie brata, na rozmowy zaprasza ich do centrali PiS przy ul. Nowogrodzkiej. Organizatorami spotkań są Edward Stańczak (kustosz izby pamięci Lecha Kaczyńskiego) oraz Józef Orzeł. To były polityk PC, dziś prezes Ruchu Kontroli Wyborów. Organizacja sugeruje, że przegrane przez PiS wybory samorządowe w 2014 r. były sfałszowane, postuluje też liczne zmiany w ordynacji, np. przezroczyste urny, które przez cały czas obserwują kamery.

Spotkania w instytucie odbywają się średnio co miesiąc. Ostatnie – 1 czerwca – dotyczyło rozwoju polskiej dyplomacji gospodarczej. Przemawiali wiceprezes PKO BP Max Kraczkowski oraz Adam Brożek z Ministerstwa Rozwoju. – Było ok. 30 osób. Dyskusja toczyła się na bardzo wysokim poziomie. To było moje pierwsze wystąpienie w instytucie, ale spokojnie mogę go nazwać klubem dyskusyjnym inteligencji żoliborskiej – mówi Kraczkowski. – W przyszłym miesiącu w instytucie odbędzie się spotkanie z ministrem środowiska prof. Janem Szyszką.

Twarze rządu PiS. O czym mówią na Żoliborzu

Goście instytutu pokazują nam kolejne zaproszenia. Wśród prelegentów są czołowe nazwiska rządu PiS, m.in. wicepremier Mateusz Morawiecki (przedstawiany jako „stały komentator”, to w salonie instytutu wykuwa swoją pozycję w partii), minister edukacji Anna Zalewska, minister sportu Witold Bańka oraz minister z kancelarii premiera Henryk Kowalczyk. Przemawiają też szefowie spółek skarbu państwa (m.in. PKP i KGHM) czy wiceprezes IPN Krzysztof Szwagrzyk. Wykłady miał też politolog Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, który publikuje na portalu wPolityce.pl i tygodniku „wSieci”. – Przyjechałem tam na zaproszenie kustosza izby pamięci. Za prelekcje nie przysługuje honorarium – mówi Kostrzewa-Zorbas.

Tematy? Różne. Gospodarka, budowa centralnego portu lotniczego między Warszawą a Łodzią czy „Poszukiwanie bohaterów. Kara dla morderców” o poszukiwaniu ofiar SB, które w czasach stalinizmu po kryjomu grzebano na „łączce”, części Powązek Wojskowych.

W programie są też występy artystyczne. W jednym z zaproszeń czytamy, że aktor Jerzy Zelnik (przedstawiony jako „honorowy wolontariusz”) interpretował wiersze patriotyczne i poezję kustosza Stańczaka z grupy poetyckiej Okno. Szukamy jego wierszy w sieci. Znajdujemy m.in. „Ład będzie?”. Idzie to tak:

na prawo klucz łabędzi

a jadę Wałem

Miedzeszyńskim z teściową

w drugi dzień po nocy

Narodzin Boga

pod Betlejemem

więc pod Domem Chleba

gdzie nie witano Marii

chlebem ani solą

białe łabędzie

czyżby to wracały

anioły z chóru?

dodaję gazu

chciałbym je zapytać

jak Mama?

jak Maleństwo?

(…)

Od Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego do CBA

Wrzesień 2016 r. Do instytutu przyjechali goście z mazowieckich Wiskitek. Przywieźli księgę kondolencyjną, do której po katastrofie smoleńskiej wpisywali się mieszkańcy wsi. Do izby pamięci przekazał ją wójt Franciszek Miastowski, któremu towarzyszył szef lokalnego PiS Krzysztof Maciejczyk. Wraz z nimi przyjechała też delegacja orkiestry strażackiej z Wiskitek. – Fajnie grała – wspomina poseł PiS Paweł Lisiecki, który przemawiał w instytucie.

Parę dni później sąd pierwszej instancji skazał wójta Miastowskiego za wręczenie 18 tys. zł łapówki ekspertowi oceniającemu wnioski o dofinansowanie z UE. Na trop sprawy wpadli agenci CBA. Wójt dostał trzy lata w zawieszeniu. Kilka miesięcy później wyrok stał się prawomocny.

Z Wawelu do Warszawy

Na piętrze willi na Żoliborzu eksponowane są pamiątki po Lechu Kaczyńskim. Zbiór „świadectw o Prezydencie po jego śmierci” – jak czytamy na stronie instytutu – jest wciąż w budowie. Ma tam trafić pierwszy sarkofag, w którym para prezydencka spoczywała na Wawelu. Podczas jej ekshumacji w listopadzie 2016 r. został uszkodzony, więc Prokuratura Krajowa zleciła wykonanie kolejnego. Co się stało z pierwszym, który kosztował Kancelarię Prezydenta 169 tys. zł? Dzwonimy do proboszcza katedry na Wawelu. – W naszych magazynach go nie ma – zapewnia ks. prałat Zdzisław Sochacki. – Strona rządowa, która ufundowała ten sarkofag w 2010 r., dostała go z powrotem. Pojechał do Warszawy. Transportem zajmowała się Prokuratura Krajowa, która prowadziła wszystkie czynności związane z ekshumacją – dodaje.

Pytamy Prokuraturę Krajową, gdzie jest pierwszy sarkofag. – Odpowiedzi może udzielić prokuratorski zespół smoleński. Zespół prowadzi czynności w terenie. Jak wróci, to zajmie się tą kwestią. Dokładnego terminu nie umiem podać – mówi prok. Ewa Bialik.

– Gdybyśmy dostali pod opiekę sarkofag, byłby to dla nasz zaszczyt. Na razie nie słyszałem o takich planach. Nie wiem, czy moglibyśmy go eksponować w siedzibie, raczej nie mamy odpowiednich warunków. Mogę zapewnić, że sarkofag z pewnością nie tuła się po kraju. Nie wiem, gdzie jest. A nawet gdybym wiedział, to nie mógłbym powiedzieć – ucina kustosz Stańczak.

Tymczasem w piątek późnym wieczorem premier Beata Szydło przyjęła rezygnację Józefa Pilcha, wojewody małopolskiego. Formalnie z przyczyn zdrowotnych. – Odwołanie wojewody w piątek wieczorem, bez oficjalnego pożegnania, świadczy o tym, że miarka musiała przebrać się w ostatnich dniach – uważa małopolski działacz PiS. W urzędzie wojewódzkim, ale też od warszawskich polityków PiS usłyszeliśmy, że sprawą, która miała bezpośrednio zdecydować o odwołaniu Pilcha, jest „brak wiedzy o miejscu przechowywania pierwszego sarkofagu pary prezydenckiej z Wawelu, mimo że formalnie jest to majątek Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego”.

INTERNET OSZALAŁ :))))

Wojciech Cieśla w „Newsweeku” pisze o twierdzy Kaczyńskiego przy Nowogrodzkiej.

Na ulicy Nowogrodzkiej w centrum Warszawy od półtora roku zapadają decyzje, które decydują o losach Polski. Jak wygląda najważniejszy szaniec prezesa PiS?

Żółtawo-brązowy budynek na Nowogrodzkiej 84/86 nie rzuca się w oczy. Podobnych, lekko nadpsutych wiekiem budowli z epoki Gierka w centrum miasta stoi sporo. Szczególnie tu, na granicy Ochoty i Śródmieścia, rzut kamieniem od Woli. Trzy piętra, kilka reklam na elewacji, wygięte od słońca brązowe listwy udają lekki, ażurowy woal, którym ktoś — dziś nie wiadomo kto — kazał szczelnie otoczyć gmach (zasłaniając okna). Gdzieniegdzie białe klocki klimatyzatorów. To siedziba Prawa i Sprawiedliwości, miejsce, w którym urzęduje prezes Jarosław Kaczyński. Stąd od jesieni 2015 r. rządzi Polską.

Budynek, wygięty w kształt liter L, bokami widzi róg dwóch ulic: jeden (krótszy) przylega do Nowogrodzkiej, okna drugiego (dłuższego) wychodzą na parking i ulicę Raszyńską.

— To stary budynek, kilka razy remontowany, ale to wciąż lifting. Elewacja jest obciachowa, jakieś deski czy krokwie przyczepione, udają żaluzję, paździerz. Podobno na usunięcie tego nie godzi się miasto — tłumaczy nam jeden z byłych posłów PiS. — Właścicielem siedziby jest nasza spółki Srebrna. W cięższych czasach, żeby przeżyć, wynajęliśmy kilka pomieszczeń. Dużych. Klub bilardowy ma kilkaset metrów, tam gdzie była redakcja Ekspresu Wieczornego, wynajęliśmy 2000 metrów na studio fotograficzne.

Topografia Nowogrodzkiej nie jest znana wszystkim działaczom czy nawet posłom PiS. Nie wszyscy mają tu wstęp.

Formalnie Nowogrodzka jest biurem, z którego zarządza się partią. Daje pracę około 40 osobom: kilku księgowym, obsłudze stron internetowych, radcy prawnemu, sprzątaczkom, kierowcom, recepcjonistce, koordynatorom regionów, obsłudze prezesa i wiceprezesów PiS. Średnia wieku ekipy — dziś powyżej trzydziestki. Powód? Wielu młodych działaczy, którzy do 2015 r. wiernie służyli partii, dziś zarabia w rządzie lub spółkach skarbu.

Do głównej kwatery PiS prowadzą dwa wejścia. Obu pilnują ochroniarze. Jedno, główne, od ulicy Nowogrodzkiej, zna cała Polska. Tam na polityków czekają kamery i reporterzy. Proste, aluminiowe drzwi. Za drzwiami ochroniarz wpuszcza petentów albo na pierwsze, albo na drugie piętro.

Opowiada jeden z pracowników biura PiS: — Pierwsze jest ważniejsze, tam siedzi prezes, jego sekretarka pani Basia i księgowość. Nie wejdzie tam nikt, kto nie był umówiony. Na drugie, gdzie jest recepcja z logo partii, trafiają ludzie ze skargami, z pismami, ci, którzy mają do partii jakiś interes.

— Parter jest najgorszy, najmniej poważany — opowiada jeden z pracowników biura. — Kiedyś mieściło się tam pismo Nowe Państwo, potem biuro „Lipy” [Adam Lipiński – red.], potem siedziała tam ekipa Mariusza Kamińskiego — Ernest Bejda, Maciej Wąsik, Martin Bożek. Mieli własną salkę konferencyjną. Jarali szlugi jak lokomotywy. Dziewczyny z księgowości, która była piętro wyżej, mdlały od smrodu. Szef biura w końcu wydał zakaz palenia. Dziś wszyscy palacze w chłodne dni skupiają się w łączniku między siedzibą PiS a budynkiem Srebrnej.

Każdy, kto wchodzi głównym wejściem, jest dobrze widoczny z ulicy. Ale za rogiem budynku, ukryte przed oczami wścibskich, jest drugie wejście. Pracownicy biura PiS nazywają je „łącznikiem”. — Po lewej stronie od wejścia jest pokój Adama Lipińskiego, obok siedzi ochrona — opisuje nam jeden z działaczy. — Tam znajdują się drugie schody, którymi można dojść do korytarza i tylnych drzwi do gabinetu prezesa. Sam Naczelnik korzysta właśnie z tego wejścia. Czasem wprowadza się nim urzędników, którzy ze względu na funkcje nie mogą być złapani przez dziennikarzy jak wchodzą do Kaczyńskiego. Tego wejścia używa też Jacek Kurski, gdy ma sprawę do prezesa. Tu nie wejdzie nikt niezapowiedziany.

Na elewacji widać kilka kamer. Według jednego z naszych rozmówców od 2014 r., od czasu afery podsłuchowej, główna kwatera PiS uzbrojona jest też w urządzenia antypodsłuchowe. — Prezes siedzi tuż przy oknie, najprostszy mikrofon kierunkowy mógłby wychwycić wszystko, o czym mówi — tłumaczy pracownica PiS. — Te urządzenia montowała Grom Group, która ochrania Jarosława. Ludzie czasami skarżą się przez to na kłopoty z telefonami. Ja sama spotkałam przez przypadek na Nowogrodzkiej chłopaków z Grom Group w weekend, gdy coś montowali. Spytałam, co to za urządzenia? Tajemnica.

PANIE PREZYDENCIE, DZIĘKUJEMY ZA 4 CZERWCA

Waldemar Mystkowski namawia do odzyskiwania Polski.

Odzyskać Polskę

Dni historyczne nabierają blasku podczas swoich rocznic. Ale 4 czerwca 1989 roku był dniem szczególnym, od razu błyszczał, od razu stanął na koturnie swojej doniosłości. Wskazywał, że to, co za nami należy już do epoki reżimowego króla Ćwieczka, acz była ogromna obawa, że ten Ćwieczek podniesie łeb, zechce cofnąć zmiany, lecz już wiedzieliśmy, jak chwycić za łeb tę hydrę.

Przykład dała Polska, a potem potoczyło się tak szybko u sąsiadów i u Sowietów, że można było się dziwować, jak imperium mogło tak długo trzymać się na swych glinianych nogach.

Data 4 czerwca jest ważna jeszcze z innego powodu, Polska weszła w swój najlepszy okres historyczny. Tego kompletnie nie wiedzieliśmy w 89 roku. Głowy zajmował problem, jak wyjść z długów gierkowskich. Ile fantastycznych padało rozwiązań, wszystkie były nierealne. Stanęliśmy przed odpowiedzialnością za siebie, za Polskę.

Polska w tamtym czasie dostała najlepszy możliwy kapelusz. Tak! – ten z plakatu „W samo południe”. Najpierw udało się z kapelusza wyciągnąć Lecha Wałęsę, a drugim takim królikiem był Leszek Balcerowicz – twórca cudu transformacji. Wiem, nie wszystko się udało, lecz jak to się ma, że nam najlepiej się udało?

Polska w latach po 1989 roku ma najlepsze wyniki na świecie – komparatystycznie. Najlepsze. Ale co najważniejsze – Polska nigdy tak dobrze się nie miała gospodarczo i społecznie w swojej tysiącletniej historii, nawet w Złotym Wieku (czyli XVI) nie mieliśmy się tak dobrze.

Bo ten nasz kapelusz trafiał na dobre głowy i otoczenie nam sprzyjało, a nawet jeden z odwiecznych wrogów – Niemcy – okazał się adwokatem naszych ambicji cywilizacyjnych. Polska opuściła peryferie – i bodaj najważniejszy symbol to największy awans rodaka w historii – Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej.
Jak to się stało, że dwa lata temu udało się przekonać rodaków do „Polski w ruinie”? Długo by o tym pisać – i warto pisać, trzeba pisać, trzeba tak drążyć nasze trzewia, aby ukazać, iż każdy cud ma swoje kiepskie podszewki, ma słabe strony, ma zgniliznę.

Dwa lata temu oddaliśmy prezydenturę osobie o słabej konstrukcji intelektualno-duchowej, a rząd – partii w ruinie. PiS jest ruiną bez cudzysłowu. Od niemal początku zaczął niszczyć to, co najlepiej nam udało się w historii. A jest co niszczyć, więc systematycznie są demolowane instytucje demokratyczne.

PiS przeciw sobie powołał społeczeństwo obywatelskie – opór tego społeczeństwa, nieposłuszeństwo. Półtora roku temu powstał KOD i podobne instytucje oporu obywatelskiego, w tym Czarny Protest.

A dokładnie rok temu powstał portal koduj24, gdzie mam przyjemność pisać o absurdach politycznej rzeczywistości tworzonej przez PiS, która już przerosła Bareję, znalazła wyraz w „Uchu prezesa”. Uważam, iż owe Stendhalowe lustro na gościńcu jest niewystarczające, bo idzie jeszcze trudniejszy czas, gdy zostaną zdemolowane sądy. Epoki bezprawia nie przerabialiśmy w historii, bo czym innym była utrata niepodległości, obydwie wojny światowe i PRL.

Bezprawie wewnętrzne, które funduje PiS zdarza nam się po raz pierwszy w historii, nawet czasy saskie i ich pokłosie są zupełnie czym innym, czym innym był zamach majowy 1926 i sanacja. Dzisiaj PiS ma co demolować, bo nigdy tak dobrze się nie mieliśmy.

Nie możemy patrzyć bezczynnie, gdy zapada nam się Ojczyzna. Bez histerii musimy odzyskiwać Polskę. Jednym z takich forum, taką agorą odzyskiwania kraju jest koduj24.pl.

Referendum w Podkowie Leśnej – kolejny prztyczek dla p. Sasina.

Kleofas Wieniawa pisze o rzeczniku Dudy.

Wręcz fizycznie nie znoszę niechlujów umysłowych – nie nazwę „intelektualnych” – takich, jak nowy rzecznik Andrzeja Dudy, Krzysztof Łapiński.

Niechluj twierdzi, że „Sąd Najwyższy nie miał prawa do interpretowania prerogatyw prezydenta”. Cytat jest in extenso.

Otóż SN nie interpretował prerogatyw prezydenta, ale wyraził stanowisko, iż Duda nie ma prerogatyw zastępowania sądu. W konstytucji nie ma zapisu, iż prezydent jest sędzią, bo gdyby tak było, nie potrzebne byłyby sądy.

„Uniewinnienie” niewinnego Mariusza Kamińskiego jest niechlujstwem umysłowym. Wyrok nieprawomocny nie jest skazaniem, bo delikwent nieprawomocnie osądzony nie może siedzieć za kratami, gnić w kiciu.

Tyle.

I tacy niechluje jak Łapiński łaża po mediach i seplenią swymi spróchniałymi umysłami. Duda już dawno zasłużył na Trybunał Stanu i o tym powinien myśleć po nocach. I z tego powodu powinny wypadać mu włosy, nie zdziwiłbym się, gdyby mu z nocy na noc powiększała się tonsura na ciemieniu. Duda ma marny charakter Adriana, jest płaski intelektualnie i nie ma żadnego ducha.

Duda nie jest nieszczęściem dla siebie, bo to mnie średnio obchodzi, niech tym martwią się jego rodzice, Duda jest nieszczęściem dla Polski, A Łapiński to ledwie niechluj, jakich pełno, ale ci przynajmniej nie pchają się, aby bredzić swoje oksymorony.

>>>

JESZCZE CIEPŁE INFO. BOR ZGODNIE Z ZAPOWIEDZIAMI PiS ZMIENI NAZWĘ I ZNACZNIE POSZERZY KOMPETENCJE. JAK WAM SIĘ PODOBA NOWA NAZWA I MUNDUR???

c4fefdtwqaifbyr

Jacek Żakowski nie ma litości dla PiS, co ta partia wyrabia, jak niszczy wszystko. Nie ma tygodnia bez wypadku z udziałem rządowej karawany. Teraz trafiło na panią premier, która za te nieszczęścia odpowiada.

c4e7kbrweaijyw6

Pędzą przez Polskę karawany. Bo spieszno im do „dobrej zmiany”. Tu kogoś stukną, tam kogoś pukną. A wszędzie wzniosłą przemowę utną. Marsowy uśmiech nie znika im z twarzy. Bez względu na to, co się wydarzy. Wciąż wszystko wiedzą, wszystko potrafią. I wciąż coś psują, lecz się nie trapią. Bo dobrą znają prezesa radę. Gdy nie dasz rady, zwal to na zdradę.

Przepraszam za rymowankę. Sama się układa. Bo polska polityka staje się tragikomiczna.

„Premier Szydło została poważnie poszkodowana” – oświadczył prezes, informując o kolejnym wypadku rządowej karawany. Jakie to arcypolskie. I megapisowskie. Spróbujcie w innym języku powiedzieć „pociąg mi uciekł” – czyli tak zakomunikować swoje spóźnienie na dworzec, żeby winny był pociąg. Pod rządami PiS kolejne pociągi Polsce uciekają i zawsze to one są winne.

Nie ma tygodnia bez wypadku z udziałem rządowej karawany. Teraz trafiło na panią premier, która za te nieszczęścia odpowiada. Jej podlega szef MSWiA nadzorujący szefa BOR, którego ona mianowała. A to BOR jest odpowiedzialny za gnające bez pamięci rządowe karawany. W tym sensie pani premier nie „została poszkodowana”, lecz sama „się poszkodowała”, oddając swoje (i innych) bezpieczeństwo osobom odpowiedzialnym za serię katastrof.

Te wypadki to nie przypadki. To skutki zastępowania potrafiących „swoimi”. Tam, gdzie działanie „swoich” weryfikuje się co dzień, skutki widać od razu. Poza stadniną w Janowie i BOR tak jest w dopłatach dla rolników, gdzie pojawiły się himalaje opóźnień, w Trybunale Konstytucyjnym, który nie umie legalnie wybrać sobie prezesa, w „Wiadomościach” tracących zbrzydzonych propagandą widzów czy w prokuraturze hucznie przystępującej do spraw, które spektakularnie przegrywa.

Władza wie, że szkodzi. Prezes akceptuje niższy PKB jako cenę za „dobrą zmianę”. Minister Morawiecki mówi, że niekompetentni kiedyś się nauczą – ważne, że są „swoi”. W poprzedniej „Polityce” Anna Dąbrowska opisała, jak minister Ziobro przygotował się na porażkę, przepychając ustawę, dzięki której jego prokuratura – to ona przystąpiła do sprawy, nie oskarżyciele prywatni – poniesie milionowe koszty właśnie przegranego przez Ziobrów procesu przeciw lekarzom zmarłego ojca ministra.

(NIE DZIWMY SIĘ, ŻE UNIA EUROPEJSKA WYŚMIAŁA TEN POMYSŁ KACZYŃSKIEGO)

c4ge1yyw8aicqch

Wiele szkód rząd próbuje jednak maskować dobrą miną. Szef MSZ mówi w Sejmie o paśmie sukcesów i ogłasza radykalną zmianę polityki. Sojusznicy PiS odrzucili poprawkę gwarantującą zachowanie praw przez brytyjską Polonię. Prezydent Duda broni Trumpa przed Merkel, a Trump zapowiada utrudnienie Polakom wjazdu do USA. Prezes jest zadowolony z rozmowy z panią kanclerz Merkel, która ogłasza, że trzon Unii odjeżdża, nie oglądając się na nas. Nasza gospodarka zwiększa opóźnienie, a unijna przyspiesza.

Większość sprowokowanych przez rząd karamboli dopiero nas jednak czeka. W szkołach, sądach, wojsku, gospodarce potężne pnie stoją na kursie i ścieżce, którymi pędzimy. A im bardziej karawana pędzi, tym częściej wpada na drzewa. Bo nie tylko szybkość się liczy. Kierunek też ma znaczenie. Łatwiej się rozpędzić, niż dojechać do celu.

c4emcgoweaafazs

KAŻDY ŻOŁNIERZ POWINIEN NAUCZYĆ SIĘ TEGO NA PAMIĘĆ

c4eucvcw8aa2xsa

PiS stawia wieżowiec w Warszawie. To jest układ – lepszy niż wszystkie inne. Piszą to tym w „Wyborczej” Iwona Szpala i Michał Wojtczuk. Ponad pół miliarda złotych ma kosztować wieżowiec spółki Srebrna, którą rządzą zaufani ludzie Jarosława Kaczyńskiego. Roszczenia do części działki pod budowę zgłaszają spadkobiercy przedwojennych właścicieli.

wiezowiec

Zapowiada się spektakularnie: 190 metrów, restauracja na dachu, taras widokowy, 70 tys. m kw. biur, kilka tysięcy pod usługi i handel. W podziemiach garaż na kilkaset aut.

W zeszłym tygodniu spółka złożyła wniosek o decyzję środowiskową. Dzieli ją tylko krok od pozwolenia na budowę.

Architekci mówią o inwestycji za 150 mln euro. Ale warto. Drapacz chmur na warszawskiej Woli to doskonały interes. Na samych czynszach można zarobić milion euro miesięcznie.

Srebrna nie jest rekinem

Srebrna nie jest deweloperskim rekinem, za co zbuduje wieżowiec? Na pytanie o model biznesowy przedsięwzięcia nie dostaliśmy odpowiedzi.

Prezesem spółki jest Małgorzata Kujda, posadę objęła po mężu Kazimierzu, który po ostatnich wyborach awansował na szefa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

Panią prezes wspomaga Janina Goss, która za rządów PiS weszła do rad nadzorczych PGE i BOŚ i której Jarosław Kaczyński wciąż spłaca 200 tys. pożyczki. We władzach spółki są też Barbara Wojnarska, żona ministra Adama Lipińskiego, kierowcy prezesa PiS – Jacek Rudziński i Jacek Cieślikowski oraz jego kuzyn Grzegorz Jacek Tomaszewski, szef spółki wydającej „Gazetę Polską Codziennie”. A także europoseł Ryszard Czarnecki i asystentka Kaczyńskiego Barbara Skrzypek, nazywana w partii „panią Basią”.

Właścicielami spółki są Instytut im. Lecha Kaczyńskiego oraz „pani Basia” (ma dwa z 5886 udziałów) i jej syn Marcin (jeden udział).

Jak spółka zaufanych prezesa PiS stała się właścicielem działki przy Srebrnej? To spadek po majątku komunistycznego imperium wydawniczego RSW„Prasa-Książka-Ruch”. W III RP pierwsza partia Kaczyńskiego – Porozumienie Centrum – dostała 20 tys. m kw. gruntów, 20 tys. m kw. biur i kupiła popołudniówkę „Express Wieczorny” w ramach dzielenia medialnego tortu RSW między środowiska byłej opozycji solidarnościowej.

Projekt PC – Fundacja Prasowa Solidarności – skończył się klapą. W połowie lat 90. Fundacja była wydmuszką, ale obdarowała nieruchomościami kilka spółek założonych przez ludzi Kaczyńskiego. Wśród nich Srebrną, która była przechowalnią środowiska PC w chudych latach poza Sejmem.

Warszawski ratusz chciał odebrać nieruchomości po byłej Fundacji, zawiadomił prokuraturę, podważał akty notarialne, ale sąd umorzył postępowanie.

Srebrna – spadkobiercy idą do sądu

Do sądu poszli też spadkobiercy przedwojennych właścicieli części działki, na której Srebrna chce stawiać drapacz chmur. – Przed wojną nasz ojciec wraz ze wspólnikiem wykupił udziały w gruncie. Należało do niego ok. 480 m kw. w rejonie Srebrnej – opowiadają nasi rozmówcy. Nie są jedynymi, którzy walczą o prawa do tej nieruchomości, znacjonalizowanej w 1945 roku dekretem Bieruta.

W urzędowej odpowiedzi z 1946 r. właściciele przeczytali, że przy Srebrnej ma być zakład poligraficzny, a zakład poligraficzny nie może być prywatny. Wrócili do sprawy po kilkudziesięciu latach, gdy w Warszawie rozpoczęła się reprywatyzacja.

Argumentów rodziny nie uznało Ministerstwo Infrastruktury, ale w 2010 r. sąd administracyjny nakazał ministerialnym urzędnikom wrócić do sprawy. Spadkobiercy zatrudnili adwokata. Został nim rekin warszawskiej reprywatyzacji Robert N.

– Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co to za człowiek. Sprawiał wrażenie bardzo kompetentnego, zapewniał, że widzi możliwość wygrania sprawy – opowiada nam spadkobierca.

Ale gdy przyszło do starań o nieruchomość kontrolowaną przez spółkę ludzi Kaczyńskiego, zapał mecenasa N. osłabł. Zaczął unikać klientów, nie odbierał telefonów. Półtora roku temu nie przyszedł na ostatnią rozprawę w sądzie administracyjnym, wymawiając się innymi obowiązkami. Zeznawać musiał więc zaskoczony spadkobierca, przypominając sobie argumenty mecenasa.

Sprawę przegrał. Spadkobiercy odwołali się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zmienili adwokata, bo rekin reprywatyzacji Robert N. siedzi w areszcie.

CO JESZCZE NAZWĄ KACZYŃSKIM ? ULICE, PLACE, FABRYKI, TOALETY? ŚLĄSK TO SEPARATYŚCI, NIECH ZNIKNĄ Z POLSKIEJ MAPY.

c4gdxpcwyauoa0r

Waldemar Mystkowski pisze o tupolewizmie.

c4dpwi6w8aai-a1

Karawany PiS

Beata Szydło jest bohaterem mediów narodowych, ale już niekoniecznie profesjonalnych. Nie trzeba nazbyt wielkiej inteligencji, aby dopatrzeć się w jej wypadku syndromu właściwego dla PiS. Omijanie wszelkich procedur w imię tego, że „jakoś to będzie”, a że jakoś nie zamieniło się w jakość, tylko w bylejakość i lądowaniem na drzewie, rozpoczęło się zwalanie winy na Tuska i poprzedników. Za Tuska robi tym razem młody kierowca, który jednak nie chce wziąć na klatę bylecjactwa PiS. Nie dziwię mu się, bo on dopiero zaczyna życie.

Ostatnio polityka władz PiS toczy się od wypadku do wypadku. Zastanawiam się, czy nie wybrać się do bookmachera i postawić na kolejny wypadek drogowy jakiegoś ministra.

Wypadek miłosny (tytuł za Tadeuszem Konwickim), zatem nie drogowy, ma wicepremier Mateusz Morawiecki. Jak zorientowani wiedzą, wicepremier zakochał się w budżecie. W takich niebieskich migdałach lata mu uczucie. A jego miłość jest zależna od PKB, im wzrost tego jest wyższy, to wybranka kraśnieje i nabiera tuszy. Komisja Europejska właśnie ogłosiła obniżenie prognoz wzrostu PKB na 2017 roku. Tnie z przewidywanych 3,4 proc. wzrostu na 3,2. Niby nie dużo, ale w przeliczeniu na gotówkę idzie to w setki milionów złotych.

Morawiecki też jest po wypadku, acz wypadku miłosnym. I co obiekt własnych westchnień mówi na temat prognoz Komisji Europejskiej? Odzywa się językiem PiS. Ministerstwo Finansów ogłasza, że zapoznało się z prognozami i powołuje się na inną rubrykę z danymi, mianowicie: „Polska będzie wśród sześciu najszybciej rozwijających się krajów członkowskich UE”.

Warto Morawieckiemu przypomnieć, że za Tuska Polska była najszybciej rozwijającym się krajem UE, była numerem 1. I jeszcze jedna okoliczność, której nie uwzględnia pisowska logika, bo jest alogiczna, iż wzrost 1 proc. PKB Niemiec jest dużo większe niż 1 proc. PKB Polski.

Ciekawe zjawisko intelektualne przedstawia jeszcze jeden kandydat, o którym pomyślę u bookmachera. Mianowicie Mariusz Błaszczak, ten ze wszystkim ma kolizję, bądź wypadek. Taki jego urok. Dlaczego nie udał się do Oświęcimia na miejsce wypadku premier Szydło, a tylko w modlitewnym zapale do Jarosława Kaczyńskiego deptał miesięcznie po Krakowskim Przedmieściu? Bo tutaj też było zagrożenie ze strony Obwateli RP. Czyżby Obywatele to drzewa, o które rozbija się umysłowość Błaszczaka. Coś mi wygląda, że rośnie las i to ten złowieszczy las Birnam.

Błaszczak za to ma pretensje do posła opozycji Borysa Budki z Platformy Obywatelskiej, iż pojechał do Oświęcimia: „Mógł to samo powiedzieć w Warszawie”. Ależ ministrze Błaszczak! Budka póki co nie chodzi w procesjach miesięcznicy po Krakowskim Przedmieściu, miał więc czas, aby w Oświęcimiu przekonać się, iż doszło do słynnego pisowskiego tupolewizmu, wykręcania prawdy i wrobianiu młodego kierowcy.

Błaszczak to nieustający temat na opowieść groteskową. Można o nim pisać i pisać, a temat się nie wyczerpie. Nie zawodzi w dostarczaniu tematów i powodu do śmiechu. Opozycja domaga się jego dymisji, a Błaszczak rzecze: „że nie jest przypisany do swego stanowiska”. I mam problem u bookmachera – do jakiego stanowiska jest przywiązany? O stanowisku ministerialnym nie on decyduje, ale prezes, zaś o stanowisku „ucha prezesa” decyduje głowa prezesa. Jest częścią aparycji prezesa Kaczyńskiego.

Ten ostani był rzec: „Premier Szydło została poważnie poszkodowana”. Oczywiście, została poszkodowana przez siebie, bo jakość BOR zależy od niej, gdyż te służby też dotknęły „dobre zmiany”. Do tego stopnia, że mogę sobie latać ciągle do bookmachera i stawiać, który z pisowskich polityków będzie miał wypadek. Ode mnie: „premier Szydło została uszkodzona” – i to dawno przed „dobrą zmianą”.

Pointę tym razem zaczerpnę z Jacka Żakowskiego, który wyrasta na Mickiewicza rymu częstochowskiego, a może nawet Mrożka:

„Pędzą przez Polskę karawany. Bo spieszno im do „dobrej zmiany”. Tu kogoś stukną, tam kogoś pukną. A wszędzie wzniosłą przemowę utną. Marsowy uśmiech nie znika im z twarzy. Bez względu na to, co się wydarzy. Wciąż wszystko wiedzą, wszystko potrafią. I wciąż coś psują, lecz się nie trapią. Bo dobrą znają prezesa radę. Gdy nie dasz rady, zwal to na zdradę”.

c4eaxrowmampiqf

Uprzejmie donoszę p. Błaszczak.

c4aylfrwcam4dxw

KACZYŃSKI NAWET NA CHWILĘ NIE PRZERWAŁ SZOPKI. RZĄD POKORNIE WYKONYWAŁ POLECENIA POSŁA JK. PREMIER BYŁA ZOSTAWIONA SAMA SOBIE…

c4e4kcmwyaa5rg6

>>>