Posts Tagged ‘Jacek Bocheński’

Jarosław Kaczyński ma problem. Jak przekonać ciemny lud, aby przychodził na miesięcznice i wierzył, że PiS ma problem ze wskazaniem winnych katastrofy smoleńskiej.

kaczynskinasi1

– Zwyciężyliśmy, choć przed nami jeszcze wiele niebezpieczeństw. Jesteśmy coraz bliżej dnia, w którym będziemy znali prawdę, w którym tu, po dwu stronach tego miejsca gdzie stoimy (Krakowskiego Przedmieścia), będą dwa pomniki – Pomnik Smoleński i Pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nasi przeciwnicy, ci którzy przez lata wydawali się triumfować, mają dziś już tylko jedna broń – tę starą broń komunistów i ich sojuszników – prowokację. Widzimy to tutaj. Ale przegrali. Zwyciężyliśmy

– Zwyciężyliśmy jeszcze nie końca, przed nami jeszcze bardzo wiele niebezpieczeństw, bardzo wiele trudności. Ta droga – mówiłem tutaj o tym wielokrotnie – droga do Polski prawdziwie sprawiedliwej, wolnej, prawdziwie niepodległej, suwerennej, to jest droga trudna, to jest droga pod górę, to jest droga, na której zawsze będą przeszkody. Musimy nasz marsz kontynuować aż do tego dnia, gdy usłyszymy komunikat prokuratury, komunikaty zespołu, który dzisiaj bada w Komisji Wypadków Lotniczych sprawę smoleńską, póki nie odsłonimy tutaj pomników.

Chodzi o pomniki i posadzić Tuska.

Chwała Kaczyńskiemu i zemsta, zemsta, zemsta.

To ma do zaofiarowania Kaczyński, polityk z nożem w zębach.

Wybitny pisarz Jacek Bocheński pisze o Kaczyńskim. Na razie PiS rozdaje pieniądze. Gdy ich zabraknie, będzie potrzebował policji, prokuratorów i zawisłych sądów. Już się o to stara.

wizja-kaczynskiego

A może mój pijany kierowca, który przed rokiem wsiadł z okrzykiem „kurwa!” do samochodu i powiózł nas autostradą przez ruiny do wrót „dobrej zmiany”, nie był wcale szaleńcem, lecz natchnionym pionierem przyszłych, całkiem niespodziewanych zmian? Może stratedzy PiS-u, zwłaszcza Prezes, są geniuszami, choć z innego powodu, niż prawdopodobnie myślą, że są, zwłaszcza Prezes?

Rzeczywiście, w samą porę wyczuli nową, leniwie dojrzewającą wersję buntu mas i zaryzykowali tak samo jak pijany kierowca. On ich przewiezie, powiedzieli sobie, zdaje się nawet bez wielkiego przekonania, ale powiedzieli. Bo z kolei wyczuli, że w takim stanie, w jakim jest kierowca suweren, można mu wszystko obiecać, byle po jego myśli, a on chętnie we wszystko uwierzy. Bunt mas nie był w stadium rewolucyjnym, masy nie paliły się do walki na barykadach czy majdanach typu ukraińskiego. Bunt był w stadium populistycznego podrygu, narkotyczno-odlotowym, współczesnym, być może europejskim. Sam PiS też pracował nad wywołaniem buntu, choć trochę innego, ale wyszło mu to, co wyszło, i tego się chwycił.

PiS obiecał rzecz najprostszą w świecie, której nikt inny nie ośmieliłby się gołosłownie obiecywać: rozdawanie pieniędzy każdemu do ręki w niedających się nastarczyć ilościach. I wygrał wybory. Uzyskał bezwzględną większość, będąc skądinąd w mniejszości.

csagerixgaetfvw

To nie był jeszcze przejaw geniuszu, którego się dopatruję. Po wygranej przyszło się wywiązać z obiecanego płacenia – na początek słynnego 500+ za drugie dziecko i każde następne. Znowu PiS trafnie wyczuł, że w tym stadium populistycznego rozochocenia mas nie można się uciec do powszechnie stosowanej praktyki i zaciągniętych zobowiązań wyborczych najzwyczajniej nie wykonać. Odwrotnie, stanął na uszach, by swoje pierwsze 500+ wypłacić, tym bardziej że już mu zaczął podskakiwać KOD. Ale PiS wiedział, że nie od obrońców Trybunału Konstytucyjnego i praworządności zależy los władzy w czasach populizmu, lecz od pieniędzy doraźnie rozdawanych masom. Tylko skąd je brać? Na opędzenie najpilniejszych wypłat starczyło chwilowo tych, które znalazły się w kasie. Pytanie, co dalej, zawisło w powietrzu.

Powiedziano, że pieniądze będą z „uszczelnienia” podatków i na wszystko starczą. Nie wiem, czy z problematycznego „uszczelnienia”, ale na pewno z podatków mogłyby pieniądze być, gdyby się podatki odpowiednio wysoko podniosło. Z tym niestety w populizmie jest kłopot, bo podatki, owszem, podnosić można, nawet ku uciesze mas, jednak bogatym i obcym, nie masom. A tylko powszechne podniesienie ich w masowej skali przyniosłoby zyski przynajmniej zbliżone do potrzeb w nieskończoność rosnących. PiS podjął przecież więcej zobowiązań finansowych wobec suwerena niż 500+. Otóż trudno jedną ręką pieniądze dawać, a drugą wyciągać obdarowanemu z kieszeni. Suweren nie jest już pijanym kierowcą, sądzi, że dojechał skutecznie do celu, i teraz powoli przytomnieje.

csayqjvwgayn1rh

Jednak PiS w poszukiwaniu pieniędzy dla niego może jeszcze zrobić pewną rzecz o fundamentalnym znaczeniu: pieniędzy poszukać w dochodach z własności państwowej. Są pierwsze oznaki, że do tego zmierza, lecz nazywa to bezpiecznie repolonizacją, bo słowo „renacjonalizacja” w ustach antykomunistów nie brzmiałoby dobrze. Ale faktyczna renacjonalizacja, ponowne upaństwowienie tego, co w toku transformacji zostało „złodziejsko” sprywatyzowane, sprzedane lub zaniedbane i doprowadzone do bankructwa, mogłaby w Polsce liczyć na przyzwolenie i nawet aplauz pokaźnej części społeczeństwa.

Poczucie, że tylko własność państwowa jest uczciwa, a prywatna, cudza oczywiście, zawsze człowiekowi nienawistna i tym gorsza, im większa, wydaje się szeroko rozpowszechnione. Państwo, myśli się z mgiełką nostalgii za PRL-owskim socjalizmem, powinno czerpać zyski z gospodarki dobrami państwowymi i łożyć z nich na obywateli.

Gdzie te wielkie zakłady przemysłowe, w których ludzie mieli bezpieczne miejsca pracy, a które zbrodniczy Balcerowicz zniszczył? Wcale nie szkodziłoby tę państwową własność przywrócić z pożytkiem dla ludzi, za to własność prywatną, szczególnie największą, odebrać „złodziejom”, i to niekoniecznie cudzoziemcom, także rodakom.

Dlatego PiS, który nie ma kapitału na wykupienie prywatnego mienia, aby z przynoszonych przez nie iluzorycznych przyszłych dochodów finansować swój program rozdawnictwa, może, przyciśnięty musem politycznym, zdecydować się na renacjonalizację metodą wywłaszczeń. Suweren to poprze, a uchwalenie wszelkich potrzebnych ustaw nie stanowi problemu.

cr3iyfowcaalt7v

Ale to nie jest metoda na dziś. Sądzę, że przed wcieleniem jej w życie musiałyby zostać spełnione przynajmniej dwa warunki: jeden międzynarodowy, drugi krajowy.

Po pierwsze, renacjonalizacji nie można zrobić, będąc w Unii Europejskiej, jaka jest. Trzeba by Unię gruntownie zmienić, raczej właśnie przekształcić, niż rozbić czy w ogóle z niej zrezygnować i wyjść. Albowiem jakieś zaplecze międzynarodowe dla tak zasadniczej przeróbki ustroju jak renacjonalizacja w sercu Europy, nie mówiąc o zglobalizowanym świecie, wydaje się niezbędne.

Nawet zeszłowiecznym bolszewikom nie udało się zbudować ich „socjalizmu w jednym kraju”, jak początkowo chcieli. Potem już próbowali budować go w liczniejszych krajach, m.in. w Polsce, z wiadomym skutkiem. Są widoki na to, że teraz nowy socjalizm budować będzie prawica nie tylko w Polsce. Nadaje się do tego co najmniej kilka krajów byłego bloku wschodniego, a może i kilka innych, zwłaszcza na południu Europy. Kto wie, czy nowy socjalizm nie powstawałby, paradoksalnie, wspólnym, choć niezależnym wysiłkiem prawicy i radykalnej lewicy.

Tak czy owak, PiS ma szanse, jeśli kryzys Unii dostatecznie się pogłębi i wywróci ją do góry nogami. W konsekwencji Unia powinna się stać czymś na podobieństwo RWPG bez Rosji. To pierwszy warunek powodzenia dalekosiężnych przedsięwzięć, o które podejrzewam PiS.

cr7s3f-xyaerrpt

Wybrańcy obejmują władzę, suweren się cieszy, ale wybrańcy nie mogą sprostać swoim fantastycznym zobowiązaniom. W opałach decydują się na socjalizm, skoro suweren sam się prosi, nadal zadowolony, zwłaszcza że przy okazji może ostatecznie popędzić kota elitom. A socjalizm, jak to socjalizm, funkcjonuje po swojemu i wbrew nadziei na powszechny dobrobyt prowadzi do powszechnego niedostatku. Ale w tym właśnie widzę perspektywiczną szansę świata.

Jeśli w jego bogatszej części taki nowy socjalizm szerzej się przyjmie, może być jedynym praktycznym sposobem na kapitalistyczno-demokratyczną pułapkę, w której świat się znalazł i z której nie ma jak wybrnąć. Wydaje się mianowicie, że świat, aby przeżyć, musi zbiednieć. Ściślej biorąc, zbiednieć muszą kraje rozwinięte i ośrodki koncentrujące bogactwo w świecie. Chodzi przede wszystkim o to, by coraz głębsze dysproporcje między poziomami życia na globie nie doprowadziły do napięcia, które skończy się globalnym kataklizmem.

Ktoś wyliczył, że dla zapewnienia wszystkim mieszkańcom Ziemi konsumpcji i wygód na dzisiejszym przeciętnym poziomie krajów rozwiniętych potrzeba pięciu takich planet. Zgodnie z logiką kapitalizmu ciągłe zwiększanie i napędzanie się wzajemne produkcji, konsumpcji i zysku nie jest możliwe w nieskończoność. Trzeba więc albo zginąć z czterema piątymi ludzkości w jakiejś globalnej rzezi, co rozwiązałoby radykalnie wszystkie obecne problemy, albo zbiednieć w rozwiniętej części świata, żeby ogólnie na Ziemi żyło się lepiej i żeby z braku innych planet starczyło nam na tej naszej zasobów naturalnych, wody, tlenu i źródeł energii. Ale o takie samoograniczenie mogą sobie apelować naukowcy i np. papież Franciszek. Jednak żaden suweren w żadnym rozwiniętym kraju nigdy na zbiednienie się nie zgodzi. Może się zgodzić tylko przez pomyłkę, myśląc, że zgadza się na wzbogacenie.

Zaiste, gdyby pewne hipotetyczne okoliczności ułożyły się w opisany tu sposób, byłaby to genialna pomyłka. Obietnice bez pokrycia rzucone przez PiS, a wzięte za dobrą monetę (dosłownie monetę!) przez suwerena w Polsce, okazałyby się praprzyczyną zbawczej transformacji świata dzięki jeszcze jednemu nieudanemu socjalizmowi.

Oczywiście PiS tego nie zamierzył i w ogóle o tym nie wie, a choćby się nawet jakimś cudem domyślił, nigdy by nie powiedział. Natomiast wszyscy przytomni ludzie, przerażeni tym, co się dzisiaj dzieje, mogliby powiedzieć sobie na pocieszenie, że przecież nie ma złego, które by w końcu nie wyszło na dobre.

cr-27zowaaah-vp

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl pisze o Patryku Jakim i Zbigniewie Ziobrze.

jaki

Z punktu rozumienia prawa i sprawiedliwości przez PiS Patryk Jaki zachował się racjonalnie w sądzie. Niczego nieobliczalnego nie było w jego groźbach pod adresem sędzi, wszak prowadziła sprawę nie po jego myśli. Jakie osiągnięcia ma Jaki, jako prawnik i teoretyk prawa? Takie jak Bartłomiej Misiewicz dla złotego medalu zasługi, 10 lat wysługiwania się Antoniemu Macierewiczowi. Jaki zaś Ziobrze.

Jaki w procesie o pomówienie, jakiego dopuścił się w stosunku do posła Platformy Obywatelskiej Roberta Kropiwnickiego, iż w swoim mieszkaniu prowadzi zamtuz, tj. agencję towarzyską, wystąpił jako awangarda procesu reformowania systemu sądownictwa. Pomysł na tę reformę przedstawił w „Południku Wildsteina” (TVP2) jego zwierzchnik Zbigniew Ziobro. Mianowicie chce przeprowadzić reformę sądownictwa, ale by do niej doszło musi spełniony być jeden warunek. Jaki? Nie chodzi o Patryka Jakiego, tylko o jakość warunku. Mianowicie na przeszkodzie Ziobrze nie może stać prof. Andrzej Rzepliński.

I to jest jakość PiS. Wybitny prawnik ma przed sobą magistra prawa, który jako student był mizerny i który nie potrafi aplikować się. To tak jak do poety przychodzi grafoman i mówi, że też napisał wiersz. Ta grafomania Ziobry polega na tym, że przekonał się, iż przeprowadzić reformy prawa nie może, bo Trybunał uwalił mu paragraf niezgodności z Konstytucją dotyczący uchylenia immunitetu sędziego. Trybunał orzekł, iż sędzia podlega procesowi prawnemu, a nie prokuratorskim oskarżeniom, a Ziobro uważa, że jeżeli prokurator oskarży, to sędzia ma złożyć immunitet. Na tym ma polegać reforma prawa, do której najpierw trzeba zlikwidować Trybunał Konstytucyjny. Bo przecież Rzeplińskiego zastąpi ktoś inny, ale lepszy od Ziobry.

Ziobro o tych sprawach prawnych mówił językiem grafomana. Użył tylu niepotrzebnych słów, aby ukryć swoje niecne zamiary, ale przede wszystkim ukryć brak kompetencji. Analogicznie: nie odróżnia sonetu od trenu, elegii od pieśni. Tak w sądzie zachował się Jaki, który nie wie, o czym mówi, ale chce mieć rację i dlatego zastrasza, jak Ziobro, który do Rzeplińskiego ma się tak, jak grafoman do Adama Mickiewicza.

Talentu, a w przypadku Ziobry i Jakiego kompetencji, nie mają, będą więc zastraszać, tupać. Swoją bylejakością chcą zastąpić profesjonalizm. I w to zamieniana jest Polska – w jakąś imitację.

cr8f494xgaaye29