Posts Tagged ‘Jacek Dehnel’

NO I STAŁO SIĘ… WCZORAJ

Wojciech Maziarski na Koduj24.pisze o zmierzchu Jarosława Kaczyńskiego.

Zmierzch rządów Kaczyńskiego

Weto Andrzeja Dudy to kopernikański przewrót w polskiej polityce.

Wszystko się zmienia. PiS pod wodzą prezesa Jarosława Kaczyńskiego traci pełnię władzy. Pojawia się nowy ośrodek polityczny.

Nie oznacza to, że Andrzej Duda przeszedł do obozu reprezentowanego przez KOD, PO, Nowoczesną i PSL. Wypisał się jednak z tego, na którego czele stoi Kaczyński. Oczywiście, prezes PiS nie położy uszu po sobie. Wypowie Dudzie wojnę, podobnie jak na początku lat 90. wypowiedział ją Lechowi Wałęsie, gdy poczuł się przez niego zdradzony. Wtedy organizował marsze na Belweder krzycząc: „Miał być naszym prezydentem, a okazało się, że jest ich prezydentem!”.
Czy teraz PiS będzie maszerować na Pałac Prezydencki? Nie wiadomo, ale na pewno front wojny między dotychczasowym twardym jądrem PiS a Dudą stanie się kluczową linią podziału w polskiej polityce.

W sytuacjach krytycznych opozycja i większa część krytycznej dotąd wobec Andrzeja Dudy opinii publicznej, chcąc nie chcąc, będzie musiała wesprzeć prezydenta, by w tym starciu nie wygrał Kaczyński. To sprawi, że stopniowo będą blaknąć wrogie emocje, jakie demonstrujący dziś na ulicach obywatele żywią do prezydenta. Nic tak nie zbliża, jak wspólny wróg. Tym wrogiem od dziś jest prezes Kaczyński.

Zbliżenie zapewne nigdy nie będzie pełne – prezydent nie może raczej liczyć na to, że jego dotychczasowi przeciwnicy będą kiedyś skandować „Andrzej Duda”, tak jak skandują „Lech Wałęsa”, mimo że wielu z nich w wyborach prezydenckich 1990 roku głosowało na Tadeusza Mazowieckiego. Jednak powtórzenie drogi Aleksandra Kwaśniewskiego jest możliwe. Jeśli weto Dudy jest zapowiedzią trwałej zmiany kursu, prezydent może zdobyć uznanie wielu swych dotychczasowych wrogów. Jeśli okaże konsekwencję i następne jego decyzje będą równie trafione, można sobie nawet wyobrazić reelekcję w przyszłych wyborach. Choć oczywiście brak weta dla trzeciej ustawy – o ustroju sądów powszechnych – każe zachować ostrożność i wstrzemięźliwość w chwaleniu głowy państwa.

Po wecie zaczną się też ruchy dezintegracyjne wewnątrz PiS. Ci, którzy mieli wątpliwości, ale dotąd milczeli i nie wychylali się, bo nie mieli dokąd pójść, nagle stwierdzą, że pojawiła się alternatywa. Już nie muszą klaskać prezesowi, bo jest inny ośrodek, wokół którego można się skupić. Obóz Jarosława Kaczyńskiego jak przekłuty balon zacznie tracić powietrze i flaczeć.

A ja mam swoją małą satysfakcję, bo wygrałem zakład z kilkoma kolegami, którzy nie wierzyli mi, gdy na początku rządów PiS prognozowałem, że potrwa to jakieś dwa lata. Dłużej nie porządzą. Nie wiedziałem oczywiście, jaką formę przybierze upadek rządów Kaczyńskiego. Teraz już wiem.

Kaczyński ma haki na Dudę.

W „Newsweeku” piszą, jak Kaczyński chciał zmusić Dudę do cofnięcia 2 wet.

Duda dostał czas na zmianę decyzji. Znamy kulisy spotkania w Belwederze

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński w poniedziałek żądał od prezydenta Andrzeja Dudy zmiany decyzji i podpisania ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS – ustalił „Newsweek” . – Jarek daje ci godzinę na zmianę decyzji – mówił Kuchciński. Ale został odprawiony z kwitkiem. Andrzej Duda oznajmił, że raz ogloszonej decyzji nie cofnie.

Andrzej Duda przyjął w poniedziałek w Belwederze wysłanników prezesa PiS: Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego i premier Beatę Szydło. Spotkanie trwało półtorej godziny. Po jego zakończeniu rzecznik głowy państwa Krzysztof Łapiński stwierdził w TVN 24, że „decyzja o wecie jest niewzruszona”: – Pan prezydent ogłosił swoją decyzję publicznie, wszyscy to widzieli i słyszeli. Prezydent tej decyzji się trzyma.

„Newsweek” poznał kulisy tego spotkania. Odbyło się ono w nieprzyjemnej, nerwowej atmosferze. Goście mieli żal do prezydenta, żądali od niego zmiany decyzji i podpisania ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa (formalnie było to możliwe, bo Andrzej Duda jeszcze nie skierował ustaw do ponownego rozpatrzenia w Sejmie; ma to zrobić w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin, gdy urzędnicy przygotują uzasadnienie). – Jarek daje ci godzinę na zmianę decyzji – zażądał według ustaleń „Newsweeka” Marszałek Sejmu. Prezydent odpowiedział, że to wykluczone, bo decyzja została już ogłoszona. W efekcie goście wyszli z niczym.

SZOK!!! MACIEREWICZ WYSTĘPUJE PRZECIW MANIFESTANTOM A GENIALNIE GO PODSUMOWAŁ 🙂

Pisarz Jacek Dehnel pisze o tych, którzy poprzez protest wymusili 2 razy weto na Dudzie. Dehnel mówił to na proteście, mówił o nowym języku oporu. Nie na tym polega wina Jarosława Kaczyńskiego, że jest niski czy samotny albo że jest lub nie jest gejem czy osobą chorą psychicznie, tylko na tym, że cynicznie okłamuje naród i niszczy polską demokrację, nasze wspólne dobro – mówił pisarz Jacek Dehnel w publicznym wystąpieniu pod Pałacem Prezydenckim.

Łatwo jest atakować agresywne, groźne, groteskowe obelgi ludzi władzy. Ale chciałbym, żebyśmy się przyjrzeli językowi po naszej stronie sporu

Przyszedłem tu, żeby powiedzieć o tym, czym zajmuję się zawodowo: o języku. Bo duża część tego, co się teraz dzieje, dzieje się w języku właśnie. To słowa tych skandalicznych ustaw, aroganckie słowa posłów i senatorów, które przypominają slogany i nowomowę z czasów Gomułki, ale także słowa konstytucji, słowa, które śpiewamy, słowa, które skandujemy, słowa przemówień na wiecach.

Łatwo jest atakować agresywne, groźne, groteskowe obelgi ludzi władzy. Łatwo, bo są nie do obrony. Ale chciałbym, żebyśmy się wszyscy przyjrzeli również językowi po naszej stronie sporu.

„Precz z PiSlamem”. „Kurdupel, gnom i karzeł”. „Gdyby Jarek wiedział, jak wygląda kobieta, to dałby sobie spokój”. „Schizofrenik”. „Obywatele i piękne obywatelki”. „Mentalne wieśniactwo”. „Popieram kobiety bo… są sexy”. Wiem, że słyszeliśmy to wszyscy z ust ludzi, którzy chcieli dobrze. Ale te słowa to nie tylko, jak chcieliby niektórzy, „głupie gafy”; świadczą one o znacznie głębszych problemach z tym, jak traktujemy naszych współobywateli.

Nie na tym polega wina Jarosława Kaczyńskiego, że jest niski czy samotny albo że jest lub nie jest gejem czy osobą chorą psychicznie, tylko na tym, że cynicznie okłamuje naród i niszczy polską demokrację, nasze wspólne dobro. Obok nas może stać w tłumie ktoś, kto też jest niewysoki; kto leczy się na schizofrenię czy depresję; kto jest gejem albo lesbijką; kto jest aseksualny, co też nie jest żadną zbrodnią; kto jest samotny, bo ominęła go wielka miłość, bo był wykorzystywany w dzieciństwie, bo jest nieśmiały, z najróżniejszych powodów. Nie sprawiajmy, żeby poczuł się z tego powodu gorszy, bo w niczym nam nie zawinił, a stoi razem z nami.

Obok nas może też stać ktoś, kto jest muzułmaninem, kto ma żonę muzułmankę albo chłopaka muzułmanina, kto ma muzułmańskie wnuki. I kto jest tak samo jak my zwolennikiem państwa prawa i wolności religijnych. Nie możemy w jednym zdaniu nawoływać do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu, a w drugim straszyć „PiSlamem”.

Stoimy tu razem, bo zależy nam na wolności i konstytucyjnych prawach, do których należy też równouprawnienie. Wiem, że pan Stefan czy Janusz naprawdę uważa, że mówiąc o „pięknych paniach” i że „kobiety są sexy” prawi uroczy komplement, ale dla wielu kobiet to po prostu instrumentalne traktowanie ich jako obiektów seksualnych. Każdemu panu Stefanowi i Januszowi – ale też Damianowi i Frankowi, bo wbrew stereotypom seksizm nie jest ograniczony do żadnego pokolenia – chciałbym poradzić jedno: wyobraźcie sobie, że to samo macie powiedzieć o mężczyznach. Jeśli chcecie powiedzieć o „naszych sexy obywatelkach”, ale jednak nie powiedzielibyście o „naszych sexy obywatelach”, to znaczy, że fraza jest nieodpowiednia. Wszyscy mamy ciała, ale nie przyszliśmy tu na seksrandkę, tylko walczyć o swoje prawa.

I wreszcie: jesteśmy w Warszawie, ale są z nami też ludzie z małych miast, miasteczek i wsi. I tu, i u siebie, gdzie demonstrowanie wymaga nierzadko znacznie większej odwagi. Pamiętajmy wszyscy, że „prowincjonalność” to stan ducha, a nie adres. I wystrzegajmy się słów o „wieśniactwie”, o „robolach” ale też o „chamach od 500+, którzy sprzedali wolność za pieniądze”. Dla wielu naszych współobywateli 500+ to kwestia godności i również wolności, choć innego jej rodzaju. Program wprowadzony przez PiS jest niesprawiedliwy, nieprzemyślany i cynicznie gra na emocjach, ale zdiagnozował realny problem: wielu z nas nie mogło żyć godnie. A to, że Polska jest państwem sprawiedliwości społecznej, jest dokładnie tak samo zapisane w konstytucji jak to, że jest państwem prawa. I tak samo nas wszystkich obowiązuje i zobowiązuje do dzielenia się ze sobą.

Znaleźliśmy się razem w strasznym i groźnym momencie, a skok na sądy, nie do końca udaremniony, jest tylko częścią problemu. Jeśli ma być to tylko – a taką mam nadzieję – przesileniem, każdy i każda z nas, jedno bardziej, drugie mniej, w tym ja, musi zmienić swój język i, co za tym idzie, swoje myślenie. „Solidarność” odniosła sukces, bo była ruchem masowym, a była ruchem masowym, bo przywracała godność bardzo wielu grupom społecznym. Każdy z nas się liczy, kobieta i mężczyzna, duża i mały, homo i hetero, katolik, muzułmanin i ateistka, z miasta i ze wsi. Nikogo z nas nie możemy odpychać słowami, przeciwnie, musimy go włączać i szanować jego godność. Tylko tak ten kryzys może doprowadzić nas do zwycięstwa i lepszej, sprawiedliwszej Polski, w jakiej wszyscy chcielibyśmy mieszkać.

👍✌️

Waldemar Mystkowski pisze o analogii z IV RP.

Duda Lepperem dla Kaczyńskiego

Andrzej Duda okazał się Andrzejem Lepperem dla Jarosława Kaczyńskiego. Nie dał skorumpować się ustawami uzależniającymi władzę sądowniczą od polityków PiS, tak jak w IV RP Lepper odrolnieniem działki na Mazurach. Duda przejrzał grę, za którą zapłaciłby Trybunałem Stanu.

Kto dzisiaj będzie ówczesnym Giertychem? Oczywiście, Jarosław Gowin. Kaczyński popełnia te same błędy, bo ma wobec Polski nadal takie same zamiary. Dalszy ciąg nie będzie taki sam, jak w 2007 roku, bo farsa jest ta sama, ale aktorzy inni.

Gdyby Duda nie był upokarzany, to kto wie. Upokarzany przez swego prezesa, ale też przez społeczeństwo obywatelskie, które dorwało go nawet w Juracie, gdzie nie mógł sobie spokojnie poślizgać na skuterza wodnym. Przecież Duda i tam budził się spocony, bo na marach dorywało go skandowane: De-mo–kra-cja. A przecież wolałby się budzić ze snu np. z Ruchadełkiem leśnym. Zresztą każdy ze zdrowym libido wybrałby ten wariant.

Tak naprawdę Duda nigdzie nie mógł się ruszyć spokojnie. W całym kraju obywatele go łapali na wykroku tą „de-mo-kra-cją”, a po protestach „Łańcucha światła” nawet nie mógłby wyjść z Pałacu Prezydenckiego.

Dudzie kajdany nałożyło społeczeństwo obywatelskie, wcześniej jednak skuł go prezes, który trzymał jako Adriana w przedpokoju. Czy tak można żyć?

Nie. W przeddzień wiekopomnej porażki PiS (1:2), Duda udał się na Jasną Górę, gdzie otrzymał wsparcie Kościoła katolickiego, który dopiero teraz poprzez szefa Episkopatu abp Stanisława Gądeckiego zajął jasne stanowisko. Gądecki podziękował Dudzie, ale zapomniał o społeczeństwie, ołtarzowi zawsze było bliżej do tronu niż do wiernych. Polski Kościół niczego się nie nauczył.

Kaczyński otrzymał zatem dwóch silnych przeciwników – „totalnego” na pół gwizdka (1:2) prezydenta i „totalny” Kościół. Jak sobie z tym poradzi? Jak zwykle w odpowiednim momencie plunie „mordami zdradzieckimi” i „kanaliami”.

Inicjatywę w sprawie reformy sądownictwa przejmuje Duda, który nie może liczyć na PiS. Na kogo zatem? Oprócz Gowina i Kukiza nikt go nie poprze, także nie dostanie wsparcia instytucji prawniczych, bo mu nie uwierzą po tylu sprzeniewierzeniach.

Społeczeństwo obywatelskie, jego różne formy oprotestowania rzeczywistości PiS, nie może jednak rozejść się do domu, do larów i penatów. Nie można Polski oddać na dalsze rozszarpywanie przez polityków obecnie rządzących. Oni nawet drżą jak osika chronieni barierkami i szpalerami policjantów, dygot dochodzi z twierdzy z Nowogrodzkiej.

Próba tworzenia autokracji była dziełem tchórzy. Trzeba zatem wykurzyć ich z nor, tj. od koryta, które w historii po 1989 roku nigdy nie było tak upartyjnione.

>>>