Posts Tagged ‘Jacek Żakowski’

CZY POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ? ELIZA – JESTEŚMY TWOIMI FANAMI.

ŻAKOWSKI WYJAŚNIŁ NAJLEPIEJ

Do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji

Prof. Wojciech Sadurski w rozmowie z „Newsweekiem” na pytanie o to, co łączy i w czym tkwi siła prezesa PiS oraz prezydenta USA Donalda Trumpa, odpowiedział jednym słowem – nienawiść! – „Obaj budują swoją pozycję na emocjach negatywnych, które w polityce są silniejsze niż pozytywne. Obaj mogą sobie na to pozwolić, bo wiedzą, że nienawiść do politycznych oponentów jest wśród ich wyborców silniejsza niż niechęć ze strony reszty”.

Zapytany o to, z czego ta nienawiść wynika prawnik i politolog ocenił, że „Trumpa wybrała biała klasa pracująca, która na zdrowy rozum nie miała żadnego powodu, aby popierać finansowego oligarchę niereprezentującego jej interesów”. A co stało się w Polsce? Zdaniem Sadurskiego, doszło do „rozczarowania liberalizmem wciąż bardzo młodym i słabo zakorzenionym. Doszło do rozczarowania społeczeństwa kosztami demokracji, wolnością słowa, i zgromadzeń, pozwalającą na manifestacje ludzi nielubianych, uprawnieniami w procesie sądowym, chroniącymi także oskarżonych, nie tylko ofiary” – dodał politolog.

Zdaniem Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”, a demokratyczna większość dała im do tego mandat. – „Nie mamy wykształcenia, ale z tego powodu nie czujemy się gorsi, za nami są tłumy”. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu. – „Wiem, że to wartościujące i aroganckie słowo, używam go niechętnie, ale, niestety, w sposób najbliższy prawdy opisuje rzeczywistość” – stwierdził prawnik w rozmowie z tygodnikiem. Do Kaczyńskiego największą pretensję profesor ma o to, że – jak to sformułował – „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

DWA ZDJĘCIA, KTÓRE O PAŃSTWIE PiS MÓWIĄ WIĘCEJ NIŻ TYSIĄC SŁÓW

Działaczka Obywateli RP napadnięta za odmowę przyjęcia odznaczenia od Dudy

Kinga Kamińska – opozycjonistka z czasów PRL i działaczka Obywateli RP – w listopadzie 2015 r. została odznaczona przez Andrzeja Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności. W 2017 r. Kamińska je oddała. Zapowiedziała też, że nie przyjmie Krzyża Wolności i Solidarności w imieniu swojej matki, która walczyła w Powstaniu Warszawskim.

We wtorek napadnięto ją w Warszawie. Kamińska uważa, że właśnie za tę odmowę. Całą sytuację opisała na Facebooku. – „Schodziłam dziś po południu do metra spiesząc się pod komisariat na Dzielnej, na przesłuchanie Ewy Siedleckiej. Po schodach schodzę raczej powoli i ostrożnie, patrząc pod nogi. Jak to inwalidka. No bo dwie kule i orteza. Powyżej, oparci o murek ograniczający schody, stali czterej młodzi” – napisała Kamińska. – „Może było ich pięciu. Usłyszałam nad głową: to ta? ta!”Kiedy to powiedzieli, odruchowo podniosłam głowę i spojrzałam. I załapałam się na prysznic w pysk – dobrze, że mam okulary. I dobrze, że to było tylko piwo. I jeszcze bardziej dobrze, że nie dostałam tego piwa w butelce” – opowiada.

W 2013 r. Bronisław Komorowski odznaczył Kingę Kamińską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”.

WYOBRAŻACIE SOBIE COŚ TAKIEGO??? FRASYNIUK JUŻ DOŚWIADCZYŁ PAŃSTWA PiS. TERAZ POLICJA MĘCZY GO WEZWANIAMI NA PRZESŁUCHANIA. Kolej na Wałęsę!

JAK WAM SIĘ PODOBA NAZWA?

Waldemar Mystkowski pisze o córce leśniczego.

Córka leśniczego – konspiracja Szyszki

Naród już zapomniał o „córce leśniczego”, w imieniu której minister środowiska Jan Szyszko wręczył kopertę ministrowi Błaszczakowi przed posiedzeniem rządu. Ten ostatni konspiracyjnie rozglądnął się wokół, dostrzegł kamerę Polsatu, zgłupiał, bo zostali delikwenci przyłapani na gorącym uczynku, ale kopertę Błaszczak wziął.

Później Beata Szydło nazwała to „wypadkiem przy pracy”. Wszystko się zgadza – „wypadek” z powodu obecności kamery. Błaszczak jakoby oddał Szyszce list córki leśniczego. Ale o tym wypadku jednak naród chciałby coś więcej wiedzieć, kto jest córką leśniczego i jaki miała wypadek, który zdarzył się 13 czerwca.

Ministerstwo Środowiska właśnie poinformowało, że nie udzieli w ustawowym terminie odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej dokumentów córki leśniczego. Ministerstwo znalazło wybieg, na który się powołuje. „Ze względu na konieczność dokonania analizy sprawy, na podstawie art. 13 ust 2 wyżej cytowanej ustaw, termin udzielenia odpowiedzi zostaje przedłużony do dnia 14 lipca”. Wielce zakonspirowana ta córka leśniczego.

Minie wówczas miesiąc, gdy Szyszko dawał Błaszczakowi kopertę ze słowami: „To jest taka córka leśniczego. Proszę pana, ona prosiła, żebym panu to przekazał. Niech pan to przeczyta, dobrze?”.

Szyszko „taką” proszącą córkę znał. Jaka to konieczność dokonania analizy stoi na przeszkodzie, hę? Aż miesiąc potrzeba na odczytanie imienia i nazwiska pod listem? A może jest ono tak kompromitujące, iż szuka się innej córki leśniczego? Czy Szyszko urządza casting na jakąkolwiek córkę? Szyszko ostatecznie może powiedzieć, że się pomylił, bo to była np. córka myśliwego, córka rzeźnika, etc. A może nawet córka Schetyny.

Koperta wszak też może zaginąć, bo to był „wypadek przy pracy”. Szydło miała wypadek w Oświęcimiu i dziwnym trafem zepsuł się tachometr w limuzynie, w której jechała. Do dzisiaj nie wiemy, z jaką prędkością nastąpił „wypadek przy pracy”.

PiS to partia powypadkowa, katastrofalna, a jej największym „osiągnieciem” jest katastrofa smoleńska.

ŚREDNIOWIECZNE POGLĄDY NASZYCH ŚWIATŁYCH MĘDRCÓW Z PiS MOGĄ WKRÓTCE DOPROWADZIĆ DO WZNOWIENIA WYPRAW KRZYŻOWYCH.

>>>

Reklamy

PROSIMY O UŚMIECH :)))

SŁOWO O ZAUFANIU DO PiS.

Jacek Żakowski w „Wyborczej” już się zastanawia, co będzie po PiS-ie. W sprawie Tuska PiS grał przeciw Polsce. Szczęśliwie przegrał. Nie pierwszy to polski rząd realizujący szkodliwą dla kraju strategię hamowania w Unii. III RP zawsze chorowała na euroegoizm i euronieufność, zwane eurorealizmem. Teraz za to płacimy.

PiS robi to bardziej prostacko niż poprzednicy. Dzięki temu liberalno-demokratyczni liderzy Zachodu zrozumieli, że przegrają, jeśli będą dalej tej grze ulegali. Dla Polski jest to zbawienne (choć chwilowo przykre). Dla Zachodu (może i świata) – ozdrowieńcze. A dla polskich elit politycznych – trudne. Bo muszą skończyć z sadzeniem oportunistycznych banałów i jasno nazwać priorytety polskiej racji stanu. Ich hierarchia jest inna, niż ją przedstawia uwięziony w XX-wiecznej logice główny nurt polskiej polityki. Musimy to zmienić.

Po pierwsze, Zachód jest najważniejszy.

Polsce jest niezbędny nie tylko jako idea, ale jako silna, wcielona w sprawne instytucje wspólnota wartości przeciwstawiająca się ekspansji autorytarnego Wschodu. Kiedy Ameryka pogrąża się w nieobliczalności, jądrem Zachodu może być tylko Unia. Musi więc szybko pogłębić integrację i wzmocnić instytucje. Jądro Zachodu to wie i po Wersalu bierze się do roboty. Jeśli Le Pen nie wygra majowych wyborów we Francji, wiosną zaczną powstawać kręgi ściślejszej integracji gospodarczej, budżetowej, socjalnej, obronnej. Po wrześniowych wyborach w Niemczech zapadną decyzje. Bez Polski, ale w interesie Polski.

Po drugie, Polska w Unii.

PiS pokazał, że dalsza integracja wszystkich jest teraz niemożliwa, więc Zachód wybiera integrację chętnych. Żaden wschodni rząd tego nie zatrzyma, bo demokratyczni politycy Unii zrozumieli, że nie stać jej na czekanie. Oglądanie się na popadającą w autorytaryzm Polskę i na rusofilskie, nieliberalne Węgry służy już tylko Putinowi. Nie mogąc się z nami dogadać, Zachód zbuduje sobie nową Unię. Stara straci na znaczeniu, ale nikt Polski nie wyrzuci. Ważne, byśmy w niej zostali. Nie będzie to już dawało tyle pieniędzy co dotąd, nie zagwarantuje nam demokracji i praworządności, ale po zmianie władzy będzie bazą reintegracji z Zachodem.

Po trzecie, PiS to nie Polska.

Zachód jedzie dalej. Na dłuższą metę jest to dla Polski dobre, bo zmniejsza ryzyko, że za Odrą wygra populistyczna zaraza i zrobi się tak groźnie jak za Bugiem. Jeśli Unia się wzmocni, będziemy mieli gdzie wrócić po PiS-ie. Zakażenie Niemiec PiS-owską chorobą byłoby katastrofą dla Polski. Dlatego wbrew sugestii Tuska nie wolno towarzyszyć Waszczykowskiemu, Saryusz-Wolskiemu i innym reliktom IV RP w hamowaniu Europy Chętnych, która jest skutkiem m.in. polskich błędów.

Europa Chętnych musi widzieć, że PiS to nie Polska, lecz pomyłka młodej demokracji, reprezentująca zbałamuconą jedną trzecią wyborców i realizująca wolę Putina – nie Polski.

Opozycyjna Polska musi Zachodowi pokazać, że zrozumiała europejskie kryzysy i jest już chętna. Tylko chwilowo mamy niechętny rząd.

Z ŻYCIA WZIĘTE 🙂

Na portalu Nowa Konfederacja Adam Michalak pisze o możliwym scenariuszu pisanym przez Kaczyńskiemu, aby wyjść z Unii Europejskiej.

OSTRA GRA DOPIERO SIĘ ZACZYNA

HOŁDYS JAK ZWYKLE BEZ ZNIECZULENIA. TRAFIA IDEALNIE !!! 🙂

A co jeśli Jarosław Kaczyński postanowił, że Polska w najbliższej przyszłości opuści UE i nowa narracja ma na celu w perspektywie 2-3 lat zmienienie proeuropejskich Polaków w przeciwników Unii?

Wynik czwartkowego głosowania na przewodniczącego Rady Europejskiej odbił się szerokim echem na całym kontynencie. Ogólnie przeważa opinia: była to wyjątkowa katastrofa dyplomatyczna! Złe rozpoznanie przez polski rząd pola walki, nieprzygotowanie żadnych sojuszy, po czym odniesienie spektakularnej klęski przy błysku fleszy bez odniesienia żadnych korzyści.

Z pewnością możemy odrzucić twierdzenie jakoby to był wypadek przy pracy. Obserwując kolejne kroki wykonywane przez polski rząd: bardzo późne zgłoszenie Jacka Saryusza-Wolskiego, stworzenie całej narracji godnościowej o tym, że Polska,  w przeciwieństwie do reszty państw członkowskich, reprezentuje w Unii zasady, wskazywanie na szkodliwą hegemonię Niemiec oraz na Tuska jako na niepolskiego kandydata, wchodzenie w ostrą wymianę zdań z Hollandem, poprzez całe teatrum powitania Beaty Szydło w Brukseli, na obecności Jarosława Kaczyńskiego na Okęciu kończąc, doskonale widać, że była to przygotowana wcześniej akcja, którą do końca przeprowadzono sprawnie. Na obliczu Prezesa malowało się niezmącone zadowolenie. Wręcz na pewno całe to wydarzenie miało na celu uderzenie w Tuska, by pokazać go jako osobę działającą przeciw polskiej racji stanu, a martwiącą się jedynie o swoją karierę i  interes Niemiec – pisał o tym więcej Bartłomiej Radziejewski.

Wydaje mi się jednak, że tak duża akcja, która przy okazji jakoby pogorszyła polski wizerunek w UE, nie służyła tylko deprecjonowaniu kandydata na fotel przewodniczącego RE. Za tym przypuszczeniem przemawia również postać kandydata polskiego rządu: Jacka Saryusza-Wolskiego, który od 1991 r. praktycznie nieprzerwanie zajmuje się tematyką europejską, od 2004 r. pełniąc mandat europosła. Ten człowiek, budując pieczołowicie swoją karierę w instytucjach UE, rzuca nagle wszystko i kandyduje na stanowisko, którego nie mógł objąć (nawet mało interesujące się polityką UE osoby wiedziały, że to prawie niemożliwe), tylko dlatego, że Kaczyński postanowił uderzyć w Tuska? Stanowisko ministra MSZ nie jest tego warte, szczególnie takie, które będzie zależne od woli Kaczyńskiego. Wydaje się, że polski rząd może w tle prowadzić o wiele większą grę.

Po wyjściu z UE kluczowe będzie pozostanie w strefie wolnego handlu, na czym będzie zależeć Niemcom

W Rzymie 25 marca odbędzie się spotkanie, które nakreśli przyszłość Unii na następnych 10 lat. Można pokusić się o takie ćwiczenie i zastanowić, co w tym kontekście chciał osiągnąć Jarosław Kaczyński. Czy paręnaście dni przed tak ważnym szczytem osłabiałby pozycję Polski tylko z powodu Tuska? Jeszcze niedawno wskazywano na nowe otwarcie polsko-niemieckie, Kaczyński mówił o dobrej atmosferze w czasie rozmowy z Angelą Merkel. Władze Niemiec zaprosiły wiceministra Morawieckiego na spotkanie G20. A teraz nagle padają słowa o niemieckiej hegemonii w Europie? Jest to co najmniej nielogiczne.

Istnieje inne wytłumaczenie tego sprzecznego zachowania: a jeśli w toku kolejnych spotkań z Merkel Kaczyński posiadł wiedzę, że Polska na pewno nie będzie dołączona do państw “twardego rdzenia”w “nowej Unii”, a polityka klimatyczna względem Polski nie zostanie poluzowana? Spójrzmy tam, gdzie są realne pieniądze: na energetykę. 28 lutego 2017 r. Rada Europejska przyjęła stanowisko zaostrzające politykę klimatyczną UE. Dotyczy ono handlu emisjami CO2 oraz wpływu na przekazywanie środków z Funduszu Modernizacyjnego, który ma wspierać biedne kraje UE (głównie Polskę) w dostosowywaniu się do ostrego kurs polityki klimatycznej.  Mówiąc krótko: energia elektryczna w Polsce będzie po 2021 r. coraz droższa, a polski przemysł niekonkurencyjny. Utrzymanie rozwoju na obecnym poziomie, nie mówiąc o wdrażaniu planu Morawieckiego, będzie niemożliwe. Również uzyskanie funduszy na dostosowanie się do polityki klimatycznej UE będzie trudniejsze. A to dopiero początek: 26 września Piotr Maciążek przedstawił na portalu Energetyka24.com opinię, która przeszła praktycznie bez echa – w jego ocenie rządowa Strategia Energetyczna Polski do 2030 de facto zakłada, że Unia nie będzie istnieć. Albo, jak ja to odczytuję, że polityka klimatyczna UE ostatecznie bardzo się zmieni na korzyść Polski, albo że Polska z Unii wyjdzie.

Czy Kaczyński widząc powyższe, będąc zdeterminowany do pozostania w Unii na jak najlepszych warunkach, które nam teraz nie są oferowane, wystąpieniem na czwartkowym szczycie rozpoczął dopiero serię kolejnych ruchów, które ostatecznie będą symulowały chęć wyjścia Polski z Unii? Tak wysokie podbicie stawki miałoby na celu zmuszenie państw starej Unii, szczególnie Niemiec (mających duży interes w tym, by Polska była we wspólnocie) do zmienienia swej postawy, włączenia polski do “twardego jądra” i poluzowania regulacji, szkodzących Polsce.  Wyjście Polski i Wielkiej Brytanii naraz, to może być za dużo dla UE.

Należy też zadać sobie drugie teoretyczne pytanie: czy Jarosław Kaczyński widząc powyższe, biorąc pod uwagę bilans zysków i strat, zmniejszenie się ilości środków unijnych po 2020, to że Polska stała się płatnikiem netto i wiele innych, nie postanowił, by w najbliższej przyszłości Polska opuściła Unię? A cała rozpoczęta niedawno narracja, która będzie konsekwentnie kontynuowana, ma na celu w perspektywie 2-3 lat zmienienie jednego z bardziej proeuropejskich narodów, jakimi są Polacy, w przeciwników Unii? Oczywiście, działania takie niosą zagrożenia, takie jak odebranie obecnych środków unijnych, ale czy niemieccy przedsiębiorcy na to się zgodzą? Skoro, jak powiedział niedawno niemiecki komisarz Günther Oettinger: “Znaczna część każdego euro, które trafia z UE do Polski… wraca do Niemiec”? Zyski do 2020 r. na pewno mają już wpisane w swoje plany. Kluczowe będzie raczej pozostanie, po wyjściu z UE, w strefie wolnego handlu, na czym prawdopodobnie będzie zależeć Niemcom, skoro eksport Polski do Niemiec (większość to podzespoły do niemieckich maszyn) miał w 2016 roku wartość 50,2 mld euro, zaś importuje 41,8 mld euro? Polska jest na 8. miejscu, jeśli chodzi o niemiecki eksport (6. wśród państw UE) i na 6. miejscu, jeśli chodzi o import (4. w UE).

Niemożliwe? Zapewne… Tak jak Brexit, wojna na Ukrainie i prezydent USA Donald Trump.

CIEKAWE, ŻE WYMIENIŁA TYLKO TĘ JEDNĄ SŁUSZNĄ PARTIĘ I TYLKO KACZYŃSKIEGO, JAKO PARTNERA…

Waldemar Mystkowski pisze o Kaczyńskim i Marine Le Pen.

Kaczyńskiego „nie” znaczy „tak”

Jarosław Kaczyński po publikacji „Rzeczpospolitej” o tym, że Marine Le Pen, liderka francuskiego Frontu Narodowego, zaprasza go w razie zwycięstwa w wyborach prezydenckich do demontażu Unii Europejskiej, zastosował sprawdzoną metodę – zaprzeczył.

Podobnie było, gdy Antoni Macierewicz w trakcie kampanii wyborczej do parlamentu przedstawił się jako przyszły minister obrony narodowej. Następnego dnia Beata Szydło jako premier in spe przywlokła na konferencję prasową Jarosława Gowina, który miał być obsadzony zamiast Macierewicza. Podobnie było z Jackiem Saryusz-Wolskim, o którym na kilka dni przed szczytem Kaczyński mówił, że jest spekulacją.

W ten sposób Kaczyński uprawia politykę, zaprzecza, a następnie wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej. Zaprzecza oczywistościom. Coraz więcej publicystów snuje narrację, iż ostatni szczyt unijny jest rzeczywiście sukcesem Kaczyńskiego, jego plan został w 100 procentach wykonany. Nie chodziło w nim o żadnego Saryusz-Wolskiego, tylko takie przedstawienie Donalda Tuska, iż nie jest polskim kandydatem i realizuje cele niemieckie.

Rysuje się zaostrzenie konfliktu z Brukselą i Kaczyński szuka uzasadnień. Zbyt wczesne wyjawienie celów jest niezrozumiałe dla elektoratu. Taką wsypą jest teraz Le Pen, która przecież jest naturalnym sprzymierzeńcem Kaczyńskiego. Ona też chce osłabienia UE, demontowania jej, proces ten nazywany jest decentralizacją.

Kaczyński zaprzeczył i przeszedł do meritum, do Europy dwóch prędkości, która wg prezesa PiS jest „w gruncie rzeczy rozbijaniem UE„. Clou najbliższej polityki PiS wobec Brukseli będzie zawierać się w następujących zdaniach: „Polska, stawiając twardy opór – jeszcze raz chciałem bardzo serdecznie podziękować premier Szydło za jej determinację i odwagę – stanęła na czele tych, którzy Europy dwóch prędkości nie chcą. Stała się państwem, które ma odwagę przeciwstawić się tej fatalnej, rozbijającej UE i skierowanej przeciwko tym państwom w tej części Europy, koncepcji.”

Akurat na szczycie nie było mowy o żadnych prędkościach, dopiero będą dyskutowane. Kraje członkowskie reformują Unię Europejską, bo dalsze pozostawanie w kryzysie grozi jej rozpadem. Ale Unia nie chce zamykać maruderom drzwi, dlatego ci, którzy chcą ją reformować będą w pierwszej wielkości, pozostali utworzą drugą prędkość. Na razie, jak widzieliśmy, pierwsza prędkość do drugiej ma się, jak 27 do 1, czyli jesteśmy sami w drugiej prędkości.

Z czasem przełoży się to na wspólne europejskiej projekty, a w związku z tym na rozdział budżetu unijnego. Chcesz się rozwijać, zwierać europejskie szeregi, będziesz z lepszymi. A gdzie może klasyfikować się Polska pod rządami PiS?

Wszak niedługo Komisja Europejska będzie musiała podjąć kolejne kroki w związku ze wszczętą procedurą praworządności w stosunku do Polski. Może być tak, iż zostaną nałożone sankcje. To już nawet nie jest maruderstwo, to trzecia prędkość, prędkość wstecz. I jak to nazywa Ryszard Petru: trzecia liga.

O to walczył PiS na ostatnim szczycie: przekonać elektorat, że Unia nas gnębi i ogłosić to sukcesem, iż się nie damy. O absurdalnych celach władzy PiS na najbliższy szczyt rzymski mówił rzecznik rządu Rafał Bochenek: „My skłaniamy się do tego, aby przede wszystkim zdemokratyzować Unię”. Można mniemać, że zaproponują wzorem krajowej demolki Trybunału Konstytucyjnego i Krajowej Rady Sadownictwa (w planie), podobny proces w stosunku do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu bądź Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

Zaprzeczenie u Kaczyńskiego to ulubiona forma potwierdzenia najgorszych przypuszczeń: Macierewicz, Saryusz-Wolski, Le Pen, a w perspektywie Putin, bo „z panią Marine Le Pen mamy tyle wspólnego, co z panem Putinem”.

Zachowanie rządu PiS jest szalenie małe i podłe. Zemsta na Tusku będzie kolejną porażką „fatalnej zmiany”.

NIE MIEJMY WĄTPLIWOŚCI

>>>

JESZCZE CIEPŁE INFO. BOR ZGODNIE Z ZAPOWIEDZIAMI PiS ZMIENI NAZWĘ I ZNACZNIE POSZERZY KOMPETENCJE. JAK WAM SIĘ PODOBA NOWA NAZWA I MUNDUR???

c4fefdtwqaifbyr

Jacek Żakowski nie ma litości dla PiS, co ta partia wyrabia, jak niszczy wszystko. Nie ma tygodnia bez wypadku z udziałem rządowej karawany. Teraz trafiło na panią premier, która za te nieszczęścia odpowiada.

c4e7kbrweaijyw6

Pędzą przez Polskę karawany. Bo spieszno im do „dobrej zmiany”. Tu kogoś stukną, tam kogoś pukną. A wszędzie wzniosłą przemowę utną. Marsowy uśmiech nie znika im z twarzy. Bez względu na to, co się wydarzy. Wciąż wszystko wiedzą, wszystko potrafią. I wciąż coś psują, lecz się nie trapią. Bo dobrą znają prezesa radę. Gdy nie dasz rady, zwal to na zdradę.

Przepraszam za rymowankę. Sama się układa. Bo polska polityka staje się tragikomiczna.

„Premier Szydło została poważnie poszkodowana” – oświadczył prezes, informując o kolejnym wypadku rządowej karawany. Jakie to arcypolskie. I megapisowskie. Spróbujcie w innym języku powiedzieć „pociąg mi uciekł” – czyli tak zakomunikować swoje spóźnienie na dworzec, żeby winny był pociąg. Pod rządami PiS kolejne pociągi Polsce uciekają i zawsze to one są winne.

Nie ma tygodnia bez wypadku z udziałem rządowej karawany. Teraz trafiło na panią premier, która za te nieszczęścia odpowiada. Jej podlega szef MSWiA nadzorujący szefa BOR, którego ona mianowała. A to BOR jest odpowiedzialny za gnające bez pamięci rządowe karawany. W tym sensie pani premier nie „została poszkodowana”, lecz sama „się poszkodowała”, oddając swoje (i innych) bezpieczeństwo osobom odpowiedzialnym za serię katastrof.

Te wypadki to nie przypadki. To skutki zastępowania potrafiących „swoimi”. Tam, gdzie działanie „swoich” weryfikuje się co dzień, skutki widać od razu. Poza stadniną w Janowie i BOR tak jest w dopłatach dla rolników, gdzie pojawiły się himalaje opóźnień, w Trybunale Konstytucyjnym, który nie umie legalnie wybrać sobie prezesa, w „Wiadomościach” tracących zbrzydzonych propagandą widzów czy w prokuraturze hucznie przystępującej do spraw, które spektakularnie przegrywa.

Władza wie, że szkodzi. Prezes akceptuje niższy PKB jako cenę za „dobrą zmianę”. Minister Morawiecki mówi, że niekompetentni kiedyś się nauczą – ważne, że są „swoi”. W poprzedniej „Polityce” Anna Dąbrowska opisała, jak minister Ziobro przygotował się na porażkę, przepychając ustawę, dzięki której jego prokuratura – to ona przystąpiła do sprawy, nie oskarżyciele prywatni – poniesie milionowe koszty właśnie przegranego przez Ziobrów procesu przeciw lekarzom zmarłego ojca ministra.

(NIE DZIWMY SIĘ, ŻE UNIA EUROPEJSKA WYŚMIAŁA TEN POMYSŁ KACZYŃSKIEGO)

c4ge1yyw8aicqch

Wiele szkód rząd próbuje jednak maskować dobrą miną. Szef MSZ mówi w Sejmie o paśmie sukcesów i ogłasza radykalną zmianę polityki. Sojusznicy PiS odrzucili poprawkę gwarantującą zachowanie praw przez brytyjską Polonię. Prezydent Duda broni Trumpa przed Merkel, a Trump zapowiada utrudnienie Polakom wjazdu do USA. Prezes jest zadowolony z rozmowy z panią kanclerz Merkel, która ogłasza, że trzon Unii odjeżdża, nie oglądając się na nas. Nasza gospodarka zwiększa opóźnienie, a unijna przyspiesza.

Większość sprowokowanych przez rząd karamboli dopiero nas jednak czeka. W szkołach, sądach, wojsku, gospodarce potężne pnie stoją na kursie i ścieżce, którymi pędzimy. A im bardziej karawana pędzi, tym częściej wpada na drzewa. Bo nie tylko szybkość się liczy. Kierunek też ma znaczenie. Łatwiej się rozpędzić, niż dojechać do celu.

c4emcgoweaafazs

KAŻDY ŻOŁNIERZ POWINIEN NAUCZYĆ SIĘ TEGO NA PAMIĘĆ

c4eucvcw8aa2xsa

PiS stawia wieżowiec w Warszawie. To jest układ – lepszy niż wszystkie inne. Piszą to tym w „Wyborczej” Iwona Szpala i Michał Wojtczuk. Ponad pół miliarda złotych ma kosztować wieżowiec spółki Srebrna, którą rządzą zaufani ludzie Jarosława Kaczyńskiego. Roszczenia do części działki pod budowę zgłaszają spadkobiercy przedwojennych właścicieli.

wiezowiec

Zapowiada się spektakularnie: 190 metrów, restauracja na dachu, taras widokowy, 70 tys. m kw. biur, kilka tysięcy pod usługi i handel. W podziemiach garaż na kilkaset aut.

W zeszłym tygodniu spółka złożyła wniosek o decyzję środowiskową. Dzieli ją tylko krok od pozwolenia na budowę.

Architekci mówią o inwestycji za 150 mln euro. Ale warto. Drapacz chmur na warszawskiej Woli to doskonały interes. Na samych czynszach można zarobić milion euro miesięcznie.

Srebrna nie jest rekinem

Srebrna nie jest deweloperskim rekinem, za co zbuduje wieżowiec? Na pytanie o model biznesowy przedsięwzięcia nie dostaliśmy odpowiedzi.

Prezesem spółki jest Małgorzata Kujda, posadę objęła po mężu Kazimierzu, który po ostatnich wyborach awansował na szefa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

Panią prezes wspomaga Janina Goss, która za rządów PiS weszła do rad nadzorczych PGE i BOŚ i której Jarosław Kaczyński wciąż spłaca 200 tys. pożyczki. We władzach spółki są też Barbara Wojnarska, żona ministra Adama Lipińskiego, kierowcy prezesa PiS – Jacek Rudziński i Jacek Cieślikowski oraz jego kuzyn Grzegorz Jacek Tomaszewski, szef spółki wydającej „Gazetę Polską Codziennie”. A także europoseł Ryszard Czarnecki i asystentka Kaczyńskiego Barbara Skrzypek, nazywana w partii „panią Basią”.

Właścicielami spółki są Instytut im. Lecha Kaczyńskiego oraz „pani Basia” (ma dwa z 5886 udziałów) i jej syn Marcin (jeden udział).

Jak spółka zaufanych prezesa PiS stała się właścicielem działki przy Srebrnej? To spadek po majątku komunistycznego imperium wydawniczego RSW„Prasa-Książka-Ruch”. W III RP pierwsza partia Kaczyńskiego – Porozumienie Centrum – dostała 20 tys. m kw. gruntów, 20 tys. m kw. biur i kupiła popołudniówkę „Express Wieczorny” w ramach dzielenia medialnego tortu RSW między środowiska byłej opozycji solidarnościowej.

Projekt PC – Fundacja Prasowa Solidarności – skończył się klapą. W połowie lat 90. Fundacja była wydmuszką, ale obdarowała nieruchomościami kilka spółek założonych przez ludzi Kaczyńskiego. Wśród nich Srebrną, która była przechowalnią środowiska PC w chudych latach poza Sejmem.

Warszawski ratusz chciał odebrać nieruchomości po byłej Fundacji, zawiadomił prokuraturę, podważał akty notarialne, ale sąd umorzył postępowanie.

Srebrna – spadkobiercy idą do sądu

Do sądu poszli też spadkobiercy przedwojennych właścicieli części działki, na której Srebrna chce stawiać drapacz chmur. – Przed wojną nasz ojciec wraz ze wspólnikiem wykupił udziały w gruncie. Należało do niego ok. 480 m kw. w rejonie Srebrnej – opowiadają nasi rozmówcy. Nie są jedynymi, którzy walczą o prawa do tej nieruchomości, znacjonalizowanej w 1945 roku dekretem Bieruta.

W urzędowej odpowiedzi z 1946 r. właściciele przeczytali, że przy Srebrnej ma być zakład poligraficzny, a zakład poligraficzny nie może być prywatny. Wrócili do sprawy po kilkudziesięciu latach, gdy w Warszawie rozpoczęła się reprywatyzacja.

Argumentów rodziny nie uznało Ministerstwo Infrastruktury, ale w 2010 r. sąd administracyjny nakazał ministerialnym urzędnikom wrócić do sprawy. Spadkobiercy zatrudnili adwokata. Został nim rekin warszawskiej reprywatyzacji Robert N.

– Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co to za człowiek. Sprawiał wrażenie bardzo kompetentnego, zapewniał, że widzi możliwość wygrania sprawy – opowiada nam spadkobierca.

Ale gdy przyszło do starań o nieruchomość kontrolowaną przez spółkę ludzi Kaczyńskiego, zapał mecenasa N. osłabł. Zaczął unikać klientów, nie odbierał telefonów. Półtora roku temu nie przyszedł na ostatnią rozprawę w sądzie administracyjnym, wymawiając się innymi obowiązkami. Zeznawać musiał więc zaskoczony spadkobierca, przypominając sobie argumenty mecenasa.

Sprawę przegrał. Spadkobiercy odwołali się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zmienili adwokata, bo rekin reprywatyzacji Robert N. siedzi w areszcie.

CO JESZCZE NAZWĄ KACZYŃSKIM ? ULICE, PLACE, FABRYKI, TOALETY? ŚLĄSK TO SEPARATYŚCI, NIECH ZNIKNĄ Z POLSKIEJ MAPY.

c4gdxpcwyauoa0r

Waldemar Mystkowski pisze o tupolewizmie.

c4dpwi6w8aai-a1

Karawany PiS

Beata Szydło jest bohaterem mediów narodowych, ale już niekoniecznie profesjonalnych. Nie trzeba nazbyt wielkiej inteligencji, aby dopatrzeć się w jej wypadku syndromu właściwego dla PiS. Omijanie wszelkich procedur w imię tego, że „jakoś to będzie”, a że jakoś nie zamieniło się w jakość, tylko w bylejakość i lądowaniem na drzewie, rozpoczęło się zwalanie winy na Tuska i poprzedników. Za Tuska robi tym razem młody kierowca, który jednak nie chce wziąć na klatę bylecjactwa PiS. Nie dziwię mu się, bo on dopiero zaczyna życie.

Ostatnio polityka władz PiS toczy się od wypadku do wypadku. Zastanawiam się, czy nie wybrać się do bookmachera i postawić na kolejny wypadek drogowy jakiegoś ministra.

Wypadek miłosny (tytuł za Tadeuszem Konwickim), zatem nie drogowy, ma wicepremier Mateusz Morawiecki. Jak zorientowani wiedzą, wicepremier zakochał się w budżecie. W takich niebieskich migdałach lata mu uczucie. A jego miłość jest zależna od PKB, im wzrost tego jest wyższy, to wybranka kraśnieje i nabiera tuszy. Komisja Europejska właśnie ogłosiła obniżenie prognoz wzrostu PKB na 2017 roku. Tnie z przewidywanych 3,4 proc. wzrostu na 3,2. Niby nie dużo, ale w przeliczeniu na gotówkę idzie to w setki milionów złotych.

Morawiecki też jest po wypadku, acz wypadku miłosnym. I co obiekt własnych westchnień mówi na temat prognoz Komisji Europejskiej? Odzywa się językiem PiS. Ministerstwo Finansów ogłasza, że zapoznało się z prognozami i powołuje się na inną rubrykę z danymi, mianowicie: „Polska będzie wśród sześciu najszybciej rozwijających się krajów członkowskich UE”.

Warto Morawieckiemu przypomnieć, że za Tuska Polska była najszybciej rozwijającym się krajem UE, była numerem 1. I jeszcze jedna okoliczność, której nie uwzględnia pisowska logika, bo jest alogiczna, iż wzrost 1 proc. PKB Niemiec jest dużo większe niż 1 proc. PKB Polski.

Ciekawe zjawisko intelektualne przedstawia jeszcze jeden kandydat, o którym pomyślę u bookmachera. Mianowicie Mariusz Błaszczak, ten ze wszystkim ma kolizję, bądź wypadek. Taki jego urok. Dlaczego nie udał się do Oświęcimia na miejsce wypadku premier Szydło, a tylko w modlitewnym zapale do Jarosława Kaczyńskiego deptał miesięcznie po Krakowskim Przedmieściu? Bo tutaj też było zagrożenie ze strony Obwateli RP. Czyżby Obywatele to drzewa, o które rozbija się umysłowość Błaszczaka. Coś mi wygląda, że rośnie las i to ten złowieszczy las Birnam.

Błaszczak za to ma pretensje do posła opozycji Borysa Budki z Platformy Obywatelskiej, iż pojechał do Oświęcimia: „Mógł to samo powiedzieć w Warszawie”. Ależ ministrze Błaszczak! Budka póki co nie chodzi w procesjach miesięcznicy po Krakowskim Przedmieściu, miał więc czas, aby w Oświęcimiu przekonać się, iż doszło do słynnego pisowskiego tupolewizmu, wykręcania prawdy i wrobianiu młodego kierowcy.

Błaszczak to nieustający temat na opowieść groteskową. Można o nim pisać i pisać, a temat się nie wyczerpie. Nie zawodzi w dostarczaniu tematów i powodu do śmiechu. Opozycja domaga się jego dymisji, a Błaszczak rzecze: „że nie jest przypisany do swego stanowiska”. I mam problem u bookmachera – do jakiego stanowiska jest przywiązany? O stanowisku ministerialnym nie on decyduje, ale prezes, zaś o stanowisku „ucha prezesa” decyduje głowa prezesa. Jest częścią aparycji prezesa Kaczyńskiego.

Ten ostani był rzec: „Premier Szydło została poważnie poszkodowana”. Oczywiście, została poszkodowana przez siebie, bo jakość BOR zależy od niej, gdyż te służby też dotknęły „dobre zmiany”. Do tego stopnia, że mogę sobie latać ciągle do bookmachera i stawiać, który z pisowskich polityków będzie miał wypadek. Ode mnie: „premier Szydło została uszkodzona” – i to dawno przed „dobrą zmianą”.

Pointę tym razem zaczerpnę z Jacka Żakowskiego, który wyrasta na Mickiewicza rymu częstochowskiego, a może nawet Mrożka:

„Pędzą przez Polskę karawany. Bo spieszno im do „dobrej zmiany”. Tu kogoś stukną, tam kogoś pukną. A wszędzie wzniosłą przemowę utną. Marsowy uśmiech nie znika im z twarzy. Bez względu na to, co się wydarzy. Wciąż wszystko wiedzą, wszystko potrafią. I wciąż coś psują, lecz się nie trapią. Bo dobrą znają prezesa radę. Gdy nie dasz rady, zwal to na zdradę”.

c4eaxrowmampiqf

Uprzejmie donoszę p. Błaszczak.

c4aylfrwcam4dxw

KACZYŃSKI NAWET NA CHWILĘ NIE PRZERWAŁ SZOPKI. RZĄD POKORNIE WYKONYWAŁ POLECENIA POSŁA JK. PREMIER BYŁA ZOSTAWIONA SAMA SOBIE…

c4e4kcmwyaa5rg6

>>>

A MYŚLICIE, ŻE DLACZEGO JEST TERAZ PRZERWA W PRACACH SEJMU AŻ DO 25-GO STYCZNIA? Myślicie, że spokornieje?

c2os9gfw8aaaemq

PREZES PŁAKAŁ JAK OGLĄDAŁ…

c2qcdeixuaedfiy

ŻENUJĄCY POZIOM TVPiS…

c2ofqyowqaaampa

Kaczyński przymierza się do zmiany ordynacji wyborczej.

pis-zmieni

Właściwie nie powinniśmy się dziwić, bo prędzej czy później należało się tego spodziewać. Pomruki na ten temat dochodziły już od kilku miesięcy. I oto mamy coś w rodzaju odkrycia kart przez Kaczyńskiego, który o swoich planach zmian w ordynacji wyborczej powiedział w wywiadzie dla TVP Szczecin. Chce je wprowadzić jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami samorządowymi. Nie omieszkał dodać, że „to zmiany bardzo oczekiwane przez społeczeństwo”.

Kaczyński obecną ordynację ocenił jako „bardzo ułomną”. Zaproponował m.in. zasadę dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Chce, by urny wyborcze były przezroczyste i by w każdym lokalu wyborczym zamontowano kamerę tak, by każdy mógł zobaczyć, co się dzieje. „Chcę aby każdy obywatel mógł zobaczyć, co dzieje się w lokalu wyborczym, także w czasie liczenia głosów” – powiedział Kaczyński. Głosy miałyby być liczone przez wszystkich członków komisji wyborczych.

Pytany o zmiany w okręgach wyborczych, prezes PiS odpowiedział, że planowane są niewielkie korekty związane z rozmieszczeniem ludności. „Widzę problemy na poziomie wyborów do parlamentu, w szczególności wyborów senatorskich. Tam rzeczywiście są sztuczne okręgi wyborcze, które zostały stworzone ad personam. W województwie podlaskim jest taki okręg wyborczy, gdzie szanse miał Włodzimierz Cimoszewicz. Gdyby ten okręg został podzielony na trzy równe ludnościowo okręgi, jak powinno być, to jego szanse byłby dużo mniejsze. Tutaj trzeba dokonać pewnej naprawy. Podobnie okręgi w Warszawie, które łączą zupełnie inne części miasta ze sobą” – powiedział Kaczyński.

I na koniec wisienka na torcie. Kaczyński zapytany o termin wprowadzenia nowych zasad dotyczących ordynacji odpowiedział, że „chce, aby obowiązywały one od razu, ale jest sprawą Trybunału Konstytucyjnego orzec, czy to jest dopuszczalne”. Czyż pusty śmiech nie ogarnia…?

WSTYD NAM ZA WOJSKO, ZA STRAŻ POŻARNĄ, ZA KOLEJ, ZA AMBASADY I ZA PAŃSTWOWĄ POCZTĘ. WIEMY WSZYSCY, KTO ZA TYM STOI. Przynajmniej oficjalnie.

c2ovqz7xcaaqrdr

PANI MARTO, CZY TO ŁADNIE TAK KORZYSTAĆ ZE SPRZĘTU ORKIESTRY I JEDNOCZEŚNIE SZYDZIĆ Z OWSIAKA?

c2qjbhfwiaapuh6

3 KOMENTARZE, KTÓRE ZAORAŁY WCZORAJSZY PiS-OWSKI FILM „PUCZ”

c2qoqhoweaeypfv

Jacek Żakowski („Wyborcza”) analizuje poprzedni tydzień i dochodzi do wniosku, że zwycięstwo Kaczyńskiego jest pozorne, pyrrusowe.

kaczynski-nigdy

Jarosław Kaczyński zapewne nigdy jeszcze nie odniósł tak pyrrusowego zwycięstwa jak w ubiegłym tygodniu.
Wprawdzie osiągnął wszystko, czego chciał – ma budżet, likwidację gimnazjów, swobodę przenoszenia obrad, gdzie mu się podoba, prawo wykluczania posłów wedle widzimisię, pełną dyscyplinę we własnych szeregach, podzieloną opozycję i ugruntowane poczucie bezsilności opozycyjnych wyborców – ale stworzył nowe stany świadomości, które są ziarnami jego klęski.Przez rok wspierani przez KOD opozycyjni posłowie dzielnie toczyli parlamentarne zmagania w obronie ustrojowego ładu. Podpisanie przez prezydenta i wejście w życie nielegalnie uchwalonego budżetu oraz oczywista absurdalność posyłania ustawy do skolonizowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego pokazuje, że były to zmagania beznadziejne. Pochłonęły gigantyczną energię, a nie powstrzymały zmian obalających system konstytucyjny. Kolejnych pewnie też nie powstrzymają.

To nie znaczy, że były zbędne ani że nie należy dalej stawiać oporu w parlamencie. Znaczy to jednak, że konstytucja, prawo, sądy, opozycja, a nawet wspólnota zachodnia to za mało, by skutecznie bronić demokracji i praworządności, gdy ma się do czynienia z przeciwnikiem bezwzględnym, bezwstydnym i zdeterminowanym. A tacy zwykle są wrogowie demokracji.

Po strasznym tygodniu, w którym klamka zapadła w dwóch wielkich bataliach – o budżet i oświatę – a Zbigniew Ziobro rozpoczął batalię o kontrolę nad składem Trybunału, te prawdy zaczynają docierać do PO i do Nowoczesnej. Dlatego na moje postawione w Superstacji pytanie „co dalej?” Sławomir Neumann odpowiada: „Ruszamy w Polskę”.

Ma to sens metaforyczny, bo parlamentarzyści pochodzą z całej Polski. Ale znaczy to, że do opozycji dotarło, iż aby mieć w Polsce realną demokrację, trzeba nadrobić największy błąd ćwierćwiecza, czyli zaniedbanie „najważniejszego – jak w pożegnalnej mowie powiedział Barack Obama – urzędu demokracji, którym jest obywatel”.

(GENIALNE TŁUMACZENIE SIPOWICZA. POSEŁ SZCZERBA MUSI TO KONIECZNIE PRZECZYTAĆ 🙂 )

c2qznydxaaafgmr

Dzięki pisowskiemu walcowi do wielu ludzi w Polsce zaczęło wreszcie docierać, że demokracja to przede wszystkim jest stan świadomości, kultury i obyczajów, a nie tylko i nawet nie głównie instytucje – konstytucja, wybory, prawa, urzędy, parlament, formalne procedury – jak do niedawna naiwnie wierzyła większość polskich liberałów. PiS byłby przecież inny, gdyby wiedział, że niszcząc demokrację, skazuje się na klęskę, bo obywatele tego nie zaakceptują.

Porażką ćwierćwiecza, którą teraz w dużo trudniejszych warunkach trzeba odpracować, jest to, że nie dorobiliśmy się dość wielu takich czujnie i wiernie urzędujących świadomych i oddanych obywateli. Na przeszkodzie stała naiwna liberalna wiara, że demokracja i rynek ułożą się same przy pomocy „niewidzialnej ręki”.

Tę nową świadomość w ostatnim „Magazynie Świątecznym” twardo wyraził prof. Marcin Król, pisząc: „Myli się bowiem nasza opozycja. Nie da się mieć i liberalizmu, i demokracji”. Myślę, że po strasznym tygodniu spora część opozycji zaczęła to rozumieć. Jarosław Kaczyński nareszcie będzie miał z kim przegrać.

WYGLĄDA NA TO, ŻE ONI ŻYJĄ CAŁY CZAS W JAKIEJŚ INNEJ, ALTERNATYWNEJ RZECZYWISTOŚCI

c2qgwzawgaa1c73

TO WOŁA O POMSTĘ DO NIEBA!

c2oxavaxgaykzzr

O sytuacji Ziobry pisze Wojciech Maziarski („Wyborcza”).

nie-dajmy

Zbigniew Ziobro próbował własnej gry, nie konsultując z naczelnikiem

Nie dajmy sobie wcisnąć kitu, że w PiS-ie wszystko idzie gładko. W obozie władzy słychać wyraźne trzaski, które zwiastują dla niej przyszłe problemy. Ostatni wniosek Zbigniewa Ziobry do Trybunału dowodzi, że nie zrezygnował z marzeń o odegraniu większej roli w polityce. Prezes Kaczyński wie o tym, więc trzyma go na krótkiej smyczy.
Przypomnijmy sekwencję zdarzeń z minionego tygodnia. Najpierw Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, złożył zaskakujący wniosek, by Trybunał Konstytucyjny ocenił prawidłowość wyboru trzech swoich sędziów, powołanych przez Sejm w 2010 r. Komentatorzy zinterpretowali to jako próbę przejęcia przez PiS pełni kontroli nad Trybunałem i wyrugowania z niego sędziów opierających się władzy. Choć właściwie nie wiadomo, po co partia rządząca miałaby to robić – nie ma takiej potrzeby, bo przecież już teraz sprawuje pełną kontrolę nad ubezwłasnowolnionym Trybunałem.Następnie Jarosław Kaczyński w równie zaskakujący sposób zdezawuował wniosek Ziobry, mówiąc, że Trybunał nie ma kompetencji, by orzekać o prawidłowości wyboru dokonanego przez posłów.Później politycy PiS zaczęli opowiadać, że w istocie była to chytra zagrywka Ziobry, który w ten sposób chciał uciąć spór o prawidłowość wyboru sędziów dublerów. Skoro bowiem Trybunał nie jest władny, by oceniać prawidłowość wyboru dokonanego przez posłów w 2010 r., to tak samo nie jest władny orzekać o wyborze sędziów przeprowadzonym w obecnej kadencji.

To tłumaczenie brzmi atrakcyjnie i sugeruje, że politycy obozu rządzącego są niezwykle przebiegłymi graczami, planującymi zawczasu – niczym wytrawni szachiści – kilka posunięć naprzód. Jednak wygląda to raczej na uzasadnienie dorobione po fakcie, by zasłonić nieprzyjemną dla PiS-u prawdę, że minister sprawiedliwości i prokurator generalny próbował jakiejś własnej gry, nie konsultując tego z naczelnikiem.

(Z ŻYCIA WZIĘTE 🙂 PIĘKNA SYTUACJA! )

c2obttjxcaeuhyf

Gdyby rzeczywiście wniosek Ziobry do Trybunału był elementem uzgodnionego z kierownictwem PiS-u chytrego planu, Kaczyński nie miałby żadnych powodów, by publicznie podważać inicjatywę swego ministra. Po prostu zachowałby milczenie i czekałby na rozwój wydarzeń, by doprowadzić rzekomy projekt do końca.

Wydaje się, że w rzeczywistości byliśmy świadkami skrytej rywalizacji w kręgach rządzącej elity. Uczestnicy tych podchodów starają się to teraz zatuszować, wmawiając opinii publicznej, że obóz władzy jest monolitem.

A przecież dobrze wiemy, że nie jest. Gdyby ktoś zapomniał: Zbigniew Ziobro, polityk niezwykle ambitny, został w 2011 r. karnie usunięty z Prawa i Sprawiedliwości za niesubordynację. Założył wówczas konkurencyjne ugrupowanie Solidarna Polska, z którego list bezskutecznie startował w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Widząc, że samodzielnie i w opozycji do PiS-u nie jest w stanie odnieść sukcesu, pokajał się, podwinął ogon i w wyborach 2015 r. wystartował już z listy Kaczyńskiego.

Prezes chwilowo przymknął oko na jego wcześniejszą nielojalność, ale nie zapomniał mu jej. Aby się zabezpieczyć na przyszłość, zaoferował mu nie koalicję, lecz start z listy swojej partii. W ten sposób do Sejmu dostali się politycy partii Ziobry, lecz nie sama partia, która nie stanowiła w wyborach samodzielnego podmiotu i nie przysługuje jej dotacja z budżetu. To bardzo osłabia pozycję Solidarnej Polski w polityce.

W dodatku – to już czysta złośliwość, charakterystyczna dla Kaczyńskiego czerpiącego satysfakcję z upokarzania rywali i sojuszników – Ziobro dostał ostatnie miejsce na liście PiS-u w okręgu świętokrzyskim. Jego osobista popularność sprawiła, że mimo to dostał się do Sejmu.

Ziobro zza węgła

Dotychczasowa aktywność Ziobry jako ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego bardzo odbiega od tego, co zapamiętaliśmy z lat 2005-2007, kiedy to był inicjatorem wielu prowokacji i nagonek na politycznych przeciwników, z których jedna zakończyła się nawet śmiercią ofiary – Barbary Blidy. Z tamtego okresu pozostał nam w pamięci obraz Ziobry jako harcownika z pierwszej linii frontu, nadaktywnego, stale występującego na konferencjach prasowych, na których pokrzykiwał i wymachiwał dyktafonem.

W przeciwieństwie do tego dziś jest mało obecny w mediach, nie wyrywa się do przodu, a jeśli nawet występuje publicznie, to nie inicjuje samodzielnych akcji, a raczej gra rolę żołnierza w armii, której naczelnym dowódcą jest Kaczyński. Widać wyraźnie, że bardzo się pilnuje, by nie podpaść prezesowi, i stara się go przekonać o swej lojalności.

Czy tak jest rzeczywiście? Czy wyrzekł się własnych ambicji?

Wolne żarty. Jego ostatni wniosek do Trybunału dowodzi, że nie zrezygnował z marzeń o odegraniu większej roli w polityce i tylko czeka na okazję. A prezes Kaczyński wie o tym i dlatego trzyma go na krótkiej smyczy. Jednak prędzej czy później obaj rzucą się sobie do gardła.

MARTWE KLACZE ŻONY PERKUSISTY ROLLING STONES TO ZA MAŁO. CZAS JESZCZE NA ZAKAZ WJAZDU DLA JAGGERA.

c2q2avpwgaaktip

DLA TYCH PANÓW, KTÓRZY TAK BARDZO NIENAWIDZĄ ORKIESTRY.

c2ohlawxcaa8el7

W TVP ANI SŁOWA O NAJWIĘKSZEJ AKCJI NA ŚWIECIE. DNO!!!

c2qsljzxuaagyfw

Waldemar Mystkowski pisze o związkach Kaczyńskiego z Donaldem Trumpem.

kaczynski-i-trump

Polskę czeka dekoniunktura, wszystko, co najlepsze mamy za sobą. Przed nami niepewność, co do sytuacji wewnętrznej, ale jeszcze bardziej – zewnętrznej. To, że Jarosław Kaczyński chce się zainstalować na zawsze, jako rządzący, nie ulega wątpliwości. Raczy nam serwować, jak to będzie przebiegać, małymi częściami, które następnie są uchwalane i zatwierdzane przez prawo. To ostatnie jeszcze nie zostało do końca spacyfikowane, lecz to kwestia czasu.

Kaczyński zapowiedział majstrowanie przy ordynacji wyborczej, bo „są bardzo oczekiwane przez społeczeństwo”. Co ulegnie zmianie? Na pewno nie to, co dzisiaj zapowiada, zmiana granic okręgów wyborczych. Gdyż ta zasada nie wprowadzi istotnych zmian w wyborach, niewielkie korekty, kto zostanie przedstawicielem. Istotą będzie infrastruktura wyborcza, komisje wyborcze, które dostaną Julie Przyłębskie na poziomie lokalnym, sprawdzające „ruchy kontroli wyborów”, dostęp ich do urn wyborczych, są to żołnierze PiS, którzy przeszli chrzest bojowy podczas ostatnich wyborów. Karne osoby reagujące niczym psy Pawłowa. Istotny też będzie sposób liczenia głosów, który znajdzie miejsce poza „zasięgiem kontroli”, jak przewóz niepoliczonych kart wyborczych w miejsca „sprzyjające demokracji”.

Kaczyński też rozprawi się ze społeczeństwem obywatelskim przynajmniej dwutorowo. Poprzez ustawy o zgromadzeniach, aby im zapobiegać. Zaś organizacje pozarządowe uczyni rządowymi. Nie bez znaczenia jest walka ad personam, na wszelkich Kijowskich będą wyciągane faktury – metody nieważne, liczą się efekty.

Kaczyńskiemu sprzyja świat zewnętrzny, Unia Europejska pogrąży się w większym kryzysie niż obecny. Zapowiada to amerykański Kaczyński, Donald Trump. Nowy prezydent amerykański uznał UE jako „instrument niemieckiej dominacji”. Nie, nie powiedział tego Kaczyński z Nowogrodzkiej, powiedział to Kaczyński z Białego Domu w Waszyngtonie. Tamten Kaczyński stwierdził, że Unia została stworzona po to przez Berlin (powinno być zdaje się Bonn), aby rywalizować z Ameryką w handlu międzynarodowym. Nijak się to ma z prawdą historyczną, ale Trumpowi nie chodzi o żadną prawdę (jak Kaczyńskiemu), chodzi o fakty dokonujące się.

W polityce będzie coraz mniej rozumu, a coraz więcej interesów partyjnych i personalnych. Kto wejdzie na miejsce Unii Europejskiej wg Kaczyńskiego z Waszyngtonu? Rosja, z którą zamierza robić interesy. Jakie można robić interesy z Rosją? Eksportować wartości rosyjskie, które nijak się mają do zachodnich standardów demokratycznych. No, można jeszcze eksportować kopaliny, ale raczej do tej pory USA w surowcach konkurowała.

Kogo interesy w USA reprezentuje Trump? Chyba jest oczywiste. A retoryka Trumpa co do NATO jest godna jankeskiego Kononowicza: „NATO jest przestarzałe po pierwsze dlatego, że zostało wymyślone wiele, wiele lat temu”.

Europa bez wsparcia USA pogrążała się w nacjonalizmach, a te krwawo walczyły ze sobą. Dlatego będą rosnąć w siłę wszelacy Kaczyńscy. W jakimś sensie jesteśmy prekursorami, ubiegli nas tylko Putin, Łukaszenka, Janukowycz (ten chwilowo uszedł z życiem), Orban.

Kaczyński jest w czołówce prekursorów i zmierza tam, gdzie wzmiankowani, jeszcze ma kiepskie stosunki z Putinem, ale tylko dlatego, że prezes PiS jest zakładnikiem mitu smoleńskiego, ten zostanie zmodyfikowany i otworzy kierunek kremlowski.

Kaczyńskiemu wiedzie się, bo gdyby nie wygrana Trumpa za Oceanem, jego los byłby przesądzony, a prezes PiS przetrącony. Za sprawą decyzji wyborców amerykańskich jest odwrotnie, Polacy są przetrąceni, a Kaczyński będzie snuł kolejne wizje, jak wziąć naród za mordę.

Piszę „Kaczyński”, bo on sformatował podobnych sobie Polaków. Demokracji będzie ubywać, a przybywać kaczyzmu, lokalnego putinizmu, trumpizmu, łukaszenizmu, orbanizmu. To nas czeka, bo jak to określa prezes, „są bardzo oczekiwane przez społeczeństwo”: kaganiec i kajdany.

DUŻE SERCE DLA PROFESORA RZEPLIŃSKIEGO! I DLA WSZYSTKICH WOLONTARIUSZY WOŚP!!!

c2ol0goxaaepl_p

WIELU KSIĘŻY ZACHOWAŁO SIĘ TAK, ŻE ZASŁUGUJĄ NA TEN ŻART HERLA.

c2oiuz7wgaa-qt6

>>>

cwpvxxow8aaven3

Do incydentu doszło w lutym 2014 w kościele w Obrzycku koło Szamotuł w Wielkopolsce. Sąd okręgowy utrzymał decyzję sądu pierwszej instancji, który uznał księdza winnym – sprawę przypomniała ”Rzeczpospolita”.

cwprxgfxaaaimug

Podczas postępowania ksiądz nie przyznawał się do winy. „W czasie rozdawania komunii św. upuściłem komunikant, który spadł na posadzkę. Schyliłem się szybko, by nikt nie nadepnął, by nie doszło do profanacji. Schyliło się również dziecko, które odsunąłem ręką, by osobiście podnieść Najświętszą Hostię. To był mój obowiązek jako szafarza sakramentu, obowiązek wynikający z prawa kanonicznego, które nakazuje szafarzowi troskę o najdrobniejszą cząstkę konsekrowanej Hostii” – pisał w oświadczeniu, które można nadal zobaczyć na stronie parafii w Obrzycku.

„Medialny lincz”

Duchowny nie tylko bronił się przed zarzutami, ale również przeszedł do kontrataku. Jego zdaniem fałszywą informację o uderzeniu dziecka „podjęły media i rozpoczął się medialny lincz i wylewanie pomyj na jego głowę”.

„Kancelaria prawna, do której zwróciłem się o pomoc przygotowuje pozwy przeciw mediom o zniesławienie i przeciw wszystkim, którzy mnie oczerniają” – zapowiadał.

Śledztwo prowadzono na wniosek rodziców poszkodowanego dziecka, a także z oskarżenia publicznego. Prokurator uznał bowiem, że czynu dopuściła się osoba zajmująca wysoką pozycję w społeczności, w miejscu publicznym i przeciwko małoletniemu.

Sąd uznał jednak, że ksiądz dopuścił się naruszenia nietykalności cielesnej dziecka i skazał go na 5 tysięcy zł. grzywny. Obrona kapłana odwołała się od wyroku. Podnoszono, że ksiądz działał w stanie wyższej konieczności i domagano się powołania biegłego z zakresu doktryny Kościoła katolickiego, by ustalić, czy oskarżony miał obowiązek ratować hostię.

Samochód za 120 tys. zł

Oba wnioski zostały odrzucone w drugiej instancji. Sąd nie zgodził się również z tezą obrony, według której ksiądz będzie miał problem z zapłatą grzywny ze względu na miesięczny dochód dwukrotnie niższy od zasądzonej kary.

„Okazało się jednak, że nabył samochód o wartości 120 tys. złotych, a więc pojazd o wyższym niż przeciętny standardzie. To zdaniem Sądu budzi poważne zastrzeżenia co do rzeczywistej wysokości osiąganych przez niego dochodów” – pisze „Rzeczpospolita”.

cwqew8ww8aa4xw_

(PRZYPOMINAMY O LEPSZYM SORCIE STRAŻNIKÓW KONSTYTUCJI, KTÓRY SZYKUJE SIĘ DO PRZEJĘCIA TRYBUNAŁU)

cwp2k8_xuaawpph

A to jeswzcze lepsze.

gosiewska

Janusz Korwin-Mikke (dla tych którzy zapomnieli – taki pan w muszce) mówił, że idzie do Parlamentu Europejskiego niszczyć UE od środka za jej pieniądze. Chyba ma nowego sojusznika, bo posłanka do PE z PiS Beata Gosiewska uważa, że UE to tylko łagodniejsza forma komunizmu. Mimo tego bez mrugnięcia okiem w zeszłym roku przyjęła od niej prawie 100 tysięcy euro.

35 TYSIĘCY Z UE CO MIESIĄC. A PRZECIEŻ CHCE JESZCZE 5 MILIONÓW EXTRA PREMII. NAM JUŻ ZABRAKŁO SŁÓW…
cwsa4wvwqaaw8zw

– Unia Europejska zmierza w bardzo złym kierunku. Tak naprawdę jest to mniej totalitarna forma ustroju komunistycznego – orzekła Beata Gosiewska z Prawa i Sprawiedliwości w rozmowie z Telewizją Trwam. I w sumie nie byłoby w tym nic zaskakującego – politycy PiS często licytują się na eurosceptycyzm z Januszem Korwin-Mikkem i narodowcami. A miejsce udzielania wywiadu, czyli skrajnie antyunijna Telewizja Trwam, jeszcze mocniej skłania do zaostrzenia języka.

Ale jednak takie słowa z ust Beaty Gosiewskiej budzą niesmak. Bo to poseł do Parlamentu Europejskiego, więc polityk PiS codziennie pracuje w tym centrum totalitaryzmu. I jakoś żyje.

ONI BĘDĄ NA SWOIM MARSZU. A TY PRZYJDZIESZ NA SWÓJ?

cwsga7wweaeomoh

Jacek Żakowski pisze o pisowskiej próbie odwołania RPO Adama Bodnara. PiS zbada, czy rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar „był bezstronny” w sprawie rekomendacji Komitetu Praw Człowieka ONZ dotyczących Polski – zapowiedziała rzeczniczka partii Beata Mazurek. Jeśli się okaże, że nie był bezstronny, PiS rozważy jego odwołanie.

pis

Andrzej Rzepliński „od dawna nie dba już o status bezstronnego sędziego”, pisze komentator „Rzeczpospolitej” Konrad Kołodziejski, robiąc z tego zarzut prezesowi TK.

Zarzut braku bezstronności to nowa broń PiS w walce o władzę absolutną. „Brak bezstronności” ma dać PiS pretekst do opanowania kolejnych instytucji polskiego państwa prawa i represjonowania tych, którzy stoją na jego straży. Zgodnie z putinowskim schematem po TK przyjdzie kolej na RPO, media, sądy, samorządy, trzeci sektor i opozycję.

Bezstronność to ważne kryterium oceny wielu osób. Nie tylko oceny formalnej, ale też moralnej. Sędzia, urzędnik, prokurator, dziennikarz, nawet pan prezydent i zasadniczo każdy uczciwy człowiek – z wyjątkiem adwokatów i autorów reklam – powinien być w swoich ocenach i decyzjach bezstronny – zwłaszcza kiedy się wypowiada publicznie.

Brak bezstronności to bardzo poważny zarzut. Sędzia, urzędnik, dziennikarz, który nie jest bezstronny, sprzeniewierza się funkcji – powinien się wstydzić i tracić posadę. Na przykład koledzy robiący teraz „Wiadomości” TVP i jawnie wysługujący się obecnej władzy dawno wylecieliby z TVP, gdyby byli dziennikarzami, a nie piarowcami PiS, i gdyby „Wiadomości” były programem informacyjnym, a nie biuletynem reklamowym władzy, przez nieporozumienie wciąż zaliczanym do programów informacyjnych.

cwqa22ew8aat-2v

Tam, gdzie bezstronność wciąż obowiązuje, łatwo też jednak o nieporozumienie. Wydając wyrok, sędzia przyznaje przecież rację jednej stronie. Więzienia pełne są „niewinnych”, bo każdy kryminalista, podobnie jak PiS, twierdzi, że sędzia był stronniczy, gdyż orzekając, opowiedział się po stronie oskarżenia. Gdyby taki był sens bezstronności, każdy sędzia traciłby ją z chwilą wydania każdego wyroku, każdy urzędnik z chwilą wydania jakiejkolwiek decyzji i każdy dziennikarz z chwilą przekazania jakiejkolwiek opinii lub informacji.

Takie absurdalne pojęcie bezstronności eksploatuje propaganda PiS, by ludziom zamieszać w głowach i ułatwić sobie skok na państwo. Bo bezstronność sędziego, urzędnika ani dziennikarza nie polega na tym, że nie przyznaje racji żadnej ze stron sporów, lecz na tym, że strony traktuje tak samo i ocenia je, kierując się tymi samymi zasadami. Dla sędziego TK źródłem tych zasad jest polska konstytucja. Dla innych sędziów – ustawy i konstytucja. Dla RPO – prawa człowieka opisane w konwencjach i konstytucji. Dla dziennikarza – publiczny interes. We wszystkich tych przypadkach bezstronność oznacza lojalność wobec zasad – a nie wobec osób lub organizacji. O braku bezstronności ani o stronniczości nie może być mowy, gdy którejś ze stron sporu przyznaje się rację, by – jak w przypadku Rzeplińskiego albo Bodnara – być po stronie zasad.

Czy słowa Ziobry z Polsat News nie są odpowiedzią na pytanie, dlaczego Duda uzależnił się od Kaczyńskiego?

cwpsmnoxaaaefng

Waldemar Mystkowski analizuje jak działa układ pisowski Macierewicz-Misiewicz-Ziobro.

kleofas-wieniawa

Bartłomiej Misiewicz dostał się w przyjazne prokuratorskie ręce po tym, jak Platforma Obywatelska złożyła zawiadomienie o próbie przekupstwa lokalnych polityków PO przez rzecznika (w stanie zawieszenia bądź dezinformacji) Antoniego Macierewicza.

Zawiadomienie zostało złożone w Bełchatowie, bo tam doszło do próby politycznej korupcji (za koalicję z PiS radni PO w Bełchatowie mieli dostać posady w państwowych spółkach). Po co jednak robiono reformę prokuratury? Po to, aby swoim nie stała się krzywda, bo wiadomo, że z góry są niewinni.

Nie mając więc zaufania do prokuratorów w Bełchatowie, system Ziobry zadziałał tak, iż śledztwo zostało przesunięte do Piotrkowa Trybunalskiego, aby mogło dostać się pod nadzór innego Misiewicza PiS, mianowicie beneficjentki reformy Ziobry, Magdaleny Witko. A kto to zacz? Swoja. Mianowicie Witko jest żoną Witko, a Marcin Witko to były poseł PiS. Co może się stać jednemu Misiewiczowi, gdy śledztwo prowadzi drugi Misiewicz z tego samego miotu?

Czyż to nie nazywa się układ i do tego jednego rytu, mianowicie rytu misiowatego. Misie mogą co najwyżej zrobić żółwika i dorwać się do beczki miodu. Jednak łyżkę dziegciu podali politycy Platformy Obywatelskiej Cezary Tomczyk i Jan Grabiec, którzy na konferencji prasowej zaprezentowali filmik z konferencji prasowej Macierewicza i Witko, a prowadził ją Misiewicz.

cwpxwgoxcaa5zq7

Staje się więc jasnym, iż Macierewicz nie mylił się w swoich „przeczuciach”, gdy na wieść o śledztwie stwierdził, iż wykaże ono ”nieprawdziwość medialnych oskarżeń i próbę zorganizowania politycznej nagonki na PiS i dyrektora Bartłomieja Misiewicza”.

Tomczyk zapytał eufemistycznie: – „Czy nad całym postępowaniem został rozłożony parasol ochronny nad panem Misiewiczem? Czy tropiący układy sami tworzą jeden z nich?”. To jest układ swojaków. Jednym z haseł przedwojennej sanacji było, iż przyszedł „swój do swego po swoje”. W tym wypadku mamy taką samą praktykę. Swojska Polska kołtunów PiS. „Swoisty układ zamknięty” – jak określił rzecznik PO Jan Grabiec.

KISIELEWSKI, BARDZO AKTUALNY.

cwqla9kxuaegj7x

mariusz-minta

Daniel Passent pisze o okrucieństwie PiS-u w stosunku do rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, a dotyczy ekshumacji.

poco

Podzielam opinię Stanisława Skarżyńskiego, jednego z najciekawszych komentatorów, że masowe ekshumacje ofiar smoleńskich oznaczają, iż politycy PiS wychodzą poza granice pychy i okrucieństwa. Autor przytacza wypowiedzi tych krewnych ofiar, którzy są przeciwni traktowaniu ciał ich najbliższych, jako dowodów jak każde inne. Ale prokuratura pana Ziobry ich nie podziela.

Bezwzględność tych ludzi musi budzić potępienie. Rozumiem, że ze względów politycznych prokuratorów wojskowych, którzy prowadzili śledztwo smoleńskie, odsunięto od sprawy. To błąd, to upolitycznianie prokuratury. Ale „zesłanie” tych oficerów do odległych garnizonów na rubieżach Rzeczpospolitej to zwykła zemsta, pozaprawna represja, po prostu deficyt kultury. Do władzy wyniesieni zostali ludzie bez skrupułów.

Wiceminister sprawiedliwości, który grozi sędzi wszczęciem postępowania dyscyplinarnego (po protestach się wycofał), minister obrony, który wynosi do zaszczytów i odpowiedzialnych stanowisk młokosa bez kwalifikacji, rząd, który przy lada okazji wciska do gardeł Apel Smoleński – to wszystko, choć z trudem, mogę znieść. Ale ekshumacje po to, żeby szczątki ofiar (błędnie zidentyfikowane lub przyporządkowane) służyły jako amunicja w wojnie politycznej – nie, tego już za dużo!

Jacek Żakowski nazywa Jacka Kurskiego – burakiem, bo ten na wybitnego artystę Wojciech Smarzowskiego chce pstryknąć. Zresztą PiS stoi burakami.

ESENCJA NOWEJ USTAWY I NOWEJ POLSKI. CO ZA BARANY GŁOSOWAŁY NA PiS?

ctmljscusaapqag

Partia Kaczyńskiego to pole buraczane.

trzeba

Rewolta plebejska tym różni się od rewolucji ludowej, że zwalnia zwycięzców z szanowania historycznie utrwalonych zasad kultury i kompetencji. Prezes TVP z łaski partii koryguje bez żenady werdykt festiwalowego jury, socjolog mianowany ministrem kultury uważa, że najlepiej wie, jaki film powinien być w konkursie i co pokazać w muzeum, niewydarzony aplikant mianowany ministrem sprawiedliwości uczy prawa polskie i międzynarodowe trybunały i sądy, student bez licencjatu chce kontrolować koncern zbrojeniowy, prokurator stanu wojennego poucza o demokracji. Wstyd znikł. Politycy dobrej zmiany bezwstydnie klepią, co im każą; dziennikarze robią partyjną propagandę bez zakłopotania.

Szlachectwo (czyli władza) plebejskiej rewolty nie zobowiązuje. Ono tylko wyzwala i pozwala. Dość smakowania bezowych ciast łyżeczkami. Będziemy je szamali chochlami i paluchami. Jesteśmy dzicy. Nam wolno. Jesteśmy z tego dumni.

Adam Szostkiewicz pisze o trzeciej grupie społecznej, która pojawiła się w związku z czarnym protestem.

ostatnie

Trzecią Polskę, która choćby z powodów demograficznych jest Polską przyszłości, tworzą zwolennicy prawicy i innych partii (w tym Nowoczesnej, PO i lewicowych), a chyba coraz częściej także antysystemowcy, którzy odrzucają całą scenę partyjno-polityczną.

Żaden obecny lider partyjny ich raczej nie pozyska. Na razie nie głosują, tylko manifestują albo wyżywają się w internecie. Ale przyjdzie moment, kiedy pójdą głosować. Na kogo?

ctq9inxw8aaojf3

KOD jest otwarty na wspólnotę wszystkich Polaków.

ctq9npbwcaaomlm

Z cyklu – „PiS ośmielił lumpiarstwo”. Trzeba to piętnować zanim będzie za późno, bo obecna władza tych ludzi rozzuchwala.

ctq1rzmwgaaiqxu

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku i Ziobrze.

blaszczak

Prof. Andrzej Rzepliński udzielił obszernego wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Czytałem go z satysfakcją, bo szef Trybunału Konstytucyjnego jest moim „ziomalem”, z północnego Mazowsza pochodzą nasze rody. I na pewno na jakichś polach bitew o niepodległość gdzieś spotkali się moi i jego przodkowie. Wywiad jest o tyle poruszający, że prof. Rzepliński to wybitnie inteligentny człowiek, który nie sadzi się z żadnymi porównaniami o najgorszych sortach czy też elementach animalnych, a przy tym biografię zawodową – sędziowską – ma godną pozazdroszczenia. To człowiek z salonów świata – tych najlepiej pojętych.

Rzepliński składa urząd szefa TK 18 grudnia, a na ten czas Jarosław Kaczyński zapowiedział w Jachrance dla swojego przychówku partyjnego sejmową jazdę po muldach, którą nie każdy może psychicznie wytrzymać. Co to będzie? Można tylko popuścić wodze fantazji, acz lepiej poczekać do tego czasu i ewentualnie przeciwdziałać. Prof. Rzepliński jest nawet przygotowany na pobyt za kratami, które nie są dla niego straszne, bo to chłop na schwał i jak mało kto zna biegle problematykę penitencjarną. Jest autorem poważnych książek na ten temat, a także pracuje aktualnie nad kilkoma innymi.

ctq2wsoxgaafngx

Rzepliński i jego rodzina są zastraszani przez zwolenników obecnie rządzących, a może przez nich samych, jedno źródło profesor zna, ale publicznie go nie wyjawia. Gdy wywiadujący dopytuje, dlaczego nie poprosi pisowskie władze o ochronę, wszak szefowi Trybunału to się należy, tak jest we wszystkich krajach, odpowiada: ”Na pewno nie wystąpię do pana Błaszczaka o ochronę. Raz, że to byłoby sprzeczne z moją naturą. Dwa, że wolałbym zjeść coś obrzydliwego, niż do tego gościa wystąpić o cokolwiek”.

Rzepliński przypomina, jak to prezes PiS wyglądał w takiej sytuacji: „Pan chyba widział sceny, jak pan Jarosław Kaczyński jako premier, no niezbyt wysoki, stał otoczony tymi mężczyznami mającymi minimum sześć stóp wzrostu”. Z Rzeplińskim byłoby odwrotnie: w środku chłop na 6 stóp, a po bokach Kaczyńscy.

Lekturą wywiadu z Rzeplińskim pochwalił się w TVP Info Mariusz Błaszczak. Wygląda jednak, iż niewiele z wywiadu zrozumiał albo nie czytał ze zrozumieniem, bo nazbyt przejął się krytyczną oceną swojej osoby. Och, te pisowskie kompleksy przenoszone z prezesa na jego akolitów. Błaszczak tak definiuje formę tego wywiadu: „jakby przeczytać go w całości, to to jest obraz jakiegoś bełkotu”. Mogę przy tej okazji orzec, iż Błaszczak ma feler pisowski: niewiedzę i odruch niechęci do czytania. To chyba pisowski sznyt. Stanisław Skarżyński z OKO.press Zbigniewowi Ziobrze poleca przynajmniej lekturę „Antygony” Sofoklesa, aby miał pojęcie, jakie spotkają go przykrości duchowo-metafizyczne w związku z ekshumacją ofiar smoleńskich. Zaś Błaszczakowi mogę polecić parę innych lektur, które zgrabniej pozwolą mu formułować zarzuty do osób nie lubianych przez prezesa, a więc przez niego. Przyzwoitość wymaga powstrzymywania się od osobistych wycieczek. Wydawałoby się, że to niewiele, wszak od Błaszczaka nie wymagam mądrości, tak jak od prezesa zrozumienia standardów demokracji.

To nie Błaszczaka czy jego prezesa cenią na świecie za kompetencje i za niezłomność, ale prof. Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego do 18 grudnia 2016 roku.

JESTEŚ ZA? PRZECZYTAJCIE:  

ctmhzx4uaaibk3j

Jarosław Kaczyński napędza w kraju agresję. Kiedyś tylko popluł przez zęby, teraz jego ministrowie ględzą od rzeczy, jak Mamrot Błaszczak (sierota ma na imię Mariusz), iż ONR i KOD jest tym samym.

W kołysce ktoś kopnął Błaszczaka. Jacek Załkowski obawia się, że poleje się krew. Ta procedura napuszczania faszystów i pisowców się zaczęła – i nie jest do zatrzymania, jak każda spirala nienawiści i agresji.

czy

Czy Jarosław Kaczyński, który w ten sposób zadaniuje ministrów, zdaje sobie sprawę z tego, jakie będą skutki? Pierwszym będzie eskalacja pobicia, bo parasol władzy rozzuchwala, a nawet zachęca. Drugim – reakcja.

Jeśli KOD będzie napadany przy bezczynności władz, to – czy chce tego czy nie – wyrosną obok niego grupy samoobrony, które będą biły narodowców. To jest normalny społeczny mechanizm. Tak było w II RP.

Tolerowane przez władzę bicie za mówienie w Polsce po niemiecku (lub w innym języku) lustrzanie odbije się za granicą biciem za mówienie po polsku. Niemiecka ksenofobia też ma swoich wariatów, których uruchomią doniesienia z Polski.

Setki tysięcy Polaków będą zagrożone w Niemczech. A potem może w Anglii i nie wiadomo, gdzie jeszcze. Wystarczy, że jakiś Anglik zostanie tu pobity. A o to nietrudno.

Takie procesy jest dużo trudniej zatrzymać, niż je uruchomić. Więc będzie lała się krew. I polska, i obca. Jeśli Jarosław Kaczyński nie chce jej mieć na rękach, musi zmienić taktykę, zdobyć się na odwagę – zareagować na przemoc rosnącą w Polsce i kazać reagować podwładnym. Teraz. Zanim spirala przemocy będzie nie do zatrzymania.

Demokracja wykreowała takie nienawidzące społeczeństwa postaci, jak Kaczyński, Macierewicz i ich „dziecko” Kononowicz Misiewicz, kompletny idiota. Paweł Wroński pisze, iż to są „elity” PiS.

kariera

Antoni Słonimski, gdy za komunizmu na zjeździe literatów w Pałacu Kultury czołowy pisarz radziecki zapytał go, gdzie można zrobić siku, odpowiedział: „Pan może wszędzie”. Kariera Bartłomieja Misiewicza pokazuje, że on też „może wszędzie”.

26-letni Bartłomiej Misiewicz, jak sam twierdzi, dopiero robi studia licencjackie, a jego dotychczasowa praktyka zawodowa, poza asystowaniem Antoniemu Macierewiczowi, to praca w aptece Aronia w Łomiankach. Mimo to z woli swojego protektora wszedł do rad nadzorczych spółki Energa Ciepło w Ostrołęce i Polskiej Grupy Zbrojeniowej, największego polskiego holdingu obronnego.

Nie ma do tego stosownego wykształcenia. Nie zrobił obowiązkowego kursu dla kandydatów na członków rad nadzorczych, a gdy wyszło to na jaw, zrezygnował z posady w Ostrołęce, ale nie w zależnej od ministra Macierewicza PGZ.

Szef MON stwierdził, że „w przemyśle zbrojeniowym takiego wymogu nie ma„, a Misiewicz to jego osobisty przedstawiciel wyposażony w „lojalność, chęć współpracy, kompetencje i decyzyjność”.

Statut PGZ takie wymagania dla członka rady nadzorczej zawierał w art. 24. Jednak rada nadzorcza PGZ zmieniła statut, by Misiewicz mógł w niej zasiadać. Uczyniła to najpewniej z naruszeniem prawa, bo ustawa stanowi inaczej. Ale przecież dla Misiewicza PiS może zmienić też ustawę.

Ta cała hucpa odbywa się wśród wielkich słów wygłaszanych przez ministra Macierewicza i jego rzecznika na licznych uroczystościach państwowych, gdzie wojsko stoi na baczność i powiewają sztandary. Padają słowa: honor, ojczyzna, uczciwość, tak jakby wierzyli, że pseudopatriotyczna mgła to wszystko ukryje.

W kampanii wyborczej PiS wiele mówił o standardach i przywróceniu kompetentnej klasy urzędniczej. Misiewicz to jeden z przykładów, że PiS łamie standardy w skali nieporównywalnej ze swoimi poprzednikami. I pokrywa to pychą, butą i bezczelnością. Być może niedługo kolejne zastępy Misiewiczów będą kierowały przedsiębiorstwami, bankami, urzędami, teatrami, muzeami. Być może jakiś Misiewicz zasiądzie za sterami samolotu.

Tak realizują się słowa premier Beaty Szydło z kampanii wyborczej: „My wykreśliliśmy ze słownika języka polskiego słowo »niemożliwe «”.

Mamy sytuację, iż Kaczyński autuje Polskę z Uniii Europejskiej, z Zachodu. Polska spada na łeb, na szyję, będziemy się babrać pisowskim bajorku, grajdołku. Przebywająca w POlsce Komisja Wenecka utraciła zaufanie prezesa. Pisze o tym Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl.

komisjawenecka

W PiS znalazł się jeden sprawiedliwy. Nawet jak na liberalne warunki biblijne dotyczące Sodomy i Gomory, to o dziewięciu za mało. Pod tym względem w partii Jarosława Kaczyńskiego istna pustynia. Sprawiedliwości nie uświadczysz. Skarbem w PiS powinien być Kazimierz Michał Ujazdowski, który powiedział: „Odrębny, niezależny głos powinien być szanowany. Tym bardziej, jeśli dotyczy kwestii o charakterze fundamentalnym dla życia publicznego”. Lecz wszystkie Błaszczaki, Brudzińskie i inni, wybrani na zastępców Jarosława Kaczyńskiego, chcą Ujazdowskiego także potraktować jeszcze bardziej po biblijnemu („dopuścił się swoistego rodzaju zdrady”) i wyrzucić go za burtę.Ujazdowski jest takim Jonaszem, ale czy trafi na swoją dużą rybę i schronienie w jej wnętrzu? A może zjawi się na marszu KOD?

Na pewno takimi skarbami, jak Ujazdowski, nie są sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wybrani przez PiS, którzy nie chcą się spotkać z członkami Komisji Weneckiej, bo ta „utraciła ich zaufanie”. Oczywiście, że utraciła zaufanie Jarosława Kaczyńskiego, bo Komisja nie chce ustąpić w respektowaniu trójpodziału władzy, standardów zachodnich, nie godzi się na bezprawie, jakie widać nieuzbrojonym okiem w Polsce.

Po Komisji Weneckiej zaufanie Kaczyńskiego utracą Komisja Europejska, Parlament Europejski. Z zaufaniem pozostanie tylko Viktor Orban, przyjaciel Władimira Putina. Acz ten kierunek zaufania jest widoczny od początku rządów PiS.
Odpór Grupie Wyszehradzkiej daje sześć krajów  śródziemnomorskich: – W dyskusjach o UE nie można oddać pola krajom Grupy Wyszehradzkiej – przekonuje inicjator południowego projektu, grecki premier Aleksis Tsipras. Południu przyjdzie to tym bardziej łatwo, iż Czesi nigdy nie zgodzą się na parcianego Kaczyńskiego, Słowacy też nie. Kraje śródziemnomorskie jakiś czas temu zrzuciły kajdany chrześcijaństwa i wracają do jądra cywilizacji zachodniej (i cywilizacji jako takiej), paradygmatu klasycznej Grecji.

Południe chce zacieśnienia współpracy w Unii Europejskiej, a nie kontrrewolucji kulturalnej, poluzowania. Chcą siły wspólnoty, a nie podziału. Kaczyński dzieli społeczeństwo w kraju, Unia Europejska nie pozwoli sobie na podział wewnątrz tego najnowocześniejszego projektu cywilizacyjnego, acz na podział Unia Europejska i Węgro-Polonia – tak. I do tego dojdzie, bo Kaczyński wszedł na ścieżkę Janukowycza, który dostał od Unii Europejskiej propozycję cywilizacyjną i wybrał, jak Orban – a w przyszłości Kaczyński – przyjaciela Putina. Unii zaś nie stać na takiego chorego człowieka, jak Polska pod rządami PiS.

agencja-gazeta

Jarosław Kaczyński przygowuje dobrą zmianę dla Unii Europejskiej. Przywódcy innych krajów zacierają ręce. Gdy już wreszcie prezes skończy, będzie ciekawe, kogo postawi na miejscu Jean-Cleude’a Junckera, a kogo na miejscu Donalda Tuska.

Kaczyński może nawet zmienić kanclerz Niemiec Angelę Merkel. Choroba nie zna granic.

piSszykuje

Kaczyński w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” potwierdził, że PiS zamierza zreformować Unię Europejską. – Poprosiłem ważnego, polskiego prawnika, by przygotował nowe traktaty – ujawnił Kaczyński. Na razie nie zdradza jednak jego nazwiska.  – On się wstępnie zgodził, ale jeszcze rozważa tę propozycję – tłumaczył.

Co miałoby się zmienić? O tym Kaczyński mówi na razie niewiele, bo projekt dopiero powstaje. – Wymiar sprawiedliwości czy bezpieczeństwo powinny być całkowicie wyłączone z UE, bo to kwestia suwerenności – zdradził.

Kaczyński nie będzie ingerował w Trybunały Konstytucyjne, bo uważa, że należy je rozwalić. Tak jak w Polsce.

przegrają

Jaki niewdzięczny jest Jacek Żakowski. Twierdzi, że Andrzej Duda kłamie, że jest jak Pinokio. Och. Duda kłamie w interesie prezesa Kaczyńskiego. „Kazali” – kłamie.

najwyższy1

Pan prezydent Andrzej Duda kłamał, gdy relacjonując swoją rozmowę z prezydentem Obamą, kompletnie pominął wątek dotyczący zamachu na Trybunał Konstytucyjny, konstytucję, demokrację, niezależność mediów i rządy prawa w Polsce.

Co gorsza – głupio kłamał. Jak uczniak, który opowiadając, co w szkole, mówi o piłce, wszach Marysi i zimnej zupie, a zapomina powiedzieć, że ma z matmy pałę na koniec roku. Chociaż wiadomo, że mama pójdzie na wywiadówkę i pani wszystko jej powie.

apel

Nawet Amerykanie prostują kłamstwa PiS i telewizji „narodowej”. Ależ niewdzięczni. Jak im Macierewicz dosunie jakąś atomówką, to może się opamiętają. Oto przeinaczony fragment przemówienia Baracka Obamy, który skłamali Pinokio Duda i jego Gepetto Kaczyński.

skrytykował

„Wyraziłem w rozmowie z prezydentem Dudą naszą troskę w związku z pewnymi działaniami oraz impasem wokół Trybunału Konstytucyjnego. Podkreśliłem przy tym, że odnosimy się z pełnym poszanowaniem do suwerenności Polski, odnotowałem też, że parlament pracuje nad ważnymi rozwiązaniami ustawodawczymi w tym zakresie, choć wymagać to będzie jeszcze więcej pracy. Jako przyjaciel i sojusznik zaapelowaliśmy do wszystkich stron o wspólne działania dla dobra polskich instytucji demokratycznych. To właśnie bowiem czyni z nas demokracje – nie słowa zapisane w konstytucji czy fakt udziału w wyborach, ale instytucje, na których na co dzień polegamy, takie jak rządy prawa, niezależne sądownictwo i wolne media”.

waszczykowski

Niewdzięczny ten Obama. Strofuje. A przecież tak pięknie został przyjęty w Warszawie. Kaczyński nawet się nie pokazał i nie opluł. A przecież mógł prezes przyjść i plunąć.

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl pisze:

od

„NYT” przestrzegał przed klonem Putina w Warszawie, którego działania aż nadto odczuwamy w kraju, „Washington Post” na zakończenie szczytu wyraża obawy o stan polskiej demokracji po obejrzeniu jednego odcinka gadzinówki PiS, jaką są „Wiadomości” TVP1.

Tym razem w knoceniu szczytu nie wziął udziału prezes PiS, tym bardziej zwiększają się obawy, że będzie sobie chciał zrekompensować te straty, bezczynność, ze zdwojoną energią. A on to potrafi.

program

sondaż

Polacy chcą, aby PiS opublikował wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Sondaż dla „Rzeczpospolitej” jest jednoznaczny.

Na pytanie: czy pana/i zdaniem wyrok TK powinien zostać opublikowany przez rząd w Dzienniku Ustaw, aż 74 proc. odpowiada, że „tak”, niekorzystny dla PiS wyrok należy opublikować.

Zaledwie 25 proc. pytanych jest zdania, że to PiS ma rację w konflikcie o TK.

polacyPo

I te wielkości mówią, gdzie PiS skończy. Na śmietniku. Tomasz Lis też uważa, że tylko tam prezes Kaczyński jest naczelnikiem. Naczelnym szkodnikiem.

lisNaczelnik

– Kaczyński wypowiedział wojnę milionom Polaków, których obraża, państwu prawa, które niszczy, depcząc konstytucję, i cywilizowanemu światu, którego głosy ignoruje. Kaczyński tę wojnę przegra – pisze w „Newsweeku” Lis.

– Jarosław Kaczyński wypowiedział wojnę milionom Polaków, których obraża, państwu prawa, które niszczy, depcząc konstytucję, i cywilizowanemu światu, którego głosy ignoruje. Kaczyński tę wojnę przegra. Ale nie będzie ona krótka. Trzeba ją mądrze prowadzić i mądrze przygotowywać się na czasy, gdy się ona skończy.

kaczyńskiWypowiedział

Takich celnych metafor używa Lis:

– Choć prezes Kaczyński nie jest kierowcą, prowadzi pojazd, w którym jest pedał gazu, a nie ma hamulca. Kaczyński dodaje gazu nie licząc się z warunkami drogowymi, z ewentualnymi przeszkodami, a już najmniej z dobrem pasażerów. W sto dni wyrzucił konstytucje do śmietnika, przeforsował zmiany niszczące fundamenty liberalnej demokracji, zrujnował reputację Polski i doprowadził ją na skraj międzynarodowej izolacji.

– Na naszych oczach rodzi się społeczeństwo obywatelskie. Nasza świadomość prawna jest o niebo wyższa niż pół roku temu. Wiemy, jaki jest sens konstytucji, jakie znaczenie TK.

A tak wygląda „wyższy sort” prezesa PiS.

kultura

To z kolei różnica w manifestacji KOD i nacjonalistów typu kaczystowskiego.

marszKOD

Jacek Żakowski o ministrze niedojrzałości rządu Szydło i głupkowatych ministrach, jak Ziobro.

źLEmi

Nie mam już siły słuchać tych wszystkich banialuk, że Komisja Wenecka nie jest żadną wyrocznią albo że Trybunał Konstytucyjny jest tworem PRL i że sądził nieprawidłowo. Źle mi się robi, gdy niewydarzony aplikant, który został ministrem, wie najlepiej, jak najmądrzejsi sędziowie powinni pracować, a jego koledzy klepią, że winna jest PO, bo coś zrobiła rok temu, że Rzepliński to, a Komisja Europejska tamto. Tak pleść rządowi Rzeczypospolitej nie przystoi. Polska jest poważnym, ciężko doświadczanym krajem w środku Europy. Polski rząd powinien się zachować z godnością odpowiadającą godności naszego państwa oraz społeczeństwa. Nie może się zachowywać jak bachor w piaskownicy. To mu nie uchodzi.

Przez wiele lat wielu Polaków wiele poświęcało, byśmy wspólnym wysiłkiem doszli do tego, do czego doszliśmy. Ani pani Szydło, ani pan Duda, ani pan Kaczyński nie mają prawa owoców tej ofiarności trwonić dla swoich gierek i interesików.

Patrzę na Andrzeja Dudę – polskiego prezydenta, patrzę na członków rządu i premier Beatę Szydło, patrzę na posłów i senatorów PiS, na funkcjonariuszy tej partii w różnych instytucjach – od mediów po spółki i władze lokalne. Zastanawiam się coraz intensywniej, czy ich rodzicom, dzieciom, bliskim, przyjaciołom nie wstyd, że oni na oczach Polski i świata wygadują te wszystkie głupoty, autoryzują głupoty i robią głupoty.

Jeszcze raz o Kaczyński, którego figura odbyła pochód karnawałowy w Duesseldorfie.

powrót

Platforma dotycząca Polski została przedstawiona w lutym, wówczas w rządzie się zagotowało. Szef MSZ Witold Waszczykowski wysłał wówczas list do swojego niemieckiego odpowiednika. – Gdyby narodowcy 11 listopada urządzili sobie taki piknik na temat Niemców, to co by państwo powiedzieli w tej telewizji? – pytał Waszczykowski. Dodał, że „spirala może ruszyć”. – Zaczną się okładki w czasopismach. Kibice pojadą z transparentami, itd.

Czy znowy dyplomacja będzie interweniować, bo obraża się prezesa? A może prokuratura rozpocznie śledztwo, jak to było ze słynnymi kartoflami.

Takiego mamy kartofla i jego „polityków”.

WDuesseldorfie

No i smaczek dotyczący Piotra Glińskiego, wicepremiera i ministra kultury, który został wybuczany w Filharmonii Narodowego podczas festiwalu Beethovena. Jerzy Klechta pisze:

CoTam

“Otóż przybyli goście, sponsorzy, dyplomaci, politycy. W pewnym momencie przywitano ministra. (…) Jaśnie panującego pierwszego wicepremiera rządu Pani Szydło, ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. (…) Przywitano go głośnym, solidarnym, niemilknącym buczeniem. Tak głośnym jakby w orkiestrze zabrzmiały wszystkie wielkie trąby, perkusja w najbogatszym zestawie, to był huk armatni”.

Klechta konkluduje, że w filharmonii znalazł się najwidoczniej “ostatni sort polskiej inteligencji i melomanów”. I to właśnie przedstawiciele tego sortu stwierdzili, że nie życzą sobie, aby “ktoś taki obrażał swoją obecnością Ludwiga van Beethovena”.

pracownicy

W wojsku polskim uprawiany jest przez Antoniego Macierewicza rodzaj groteski, czyli szweja na tropie. Szweja inetelektualny, jako pacjent życia publicznego, dla tak ważnych dla obronności kraju służb – SKW (Służby Kontrwywiadu Wojskowego) – wprowadził ankiete.

A tak naprawde kartę swojej choroby.

Macierewicz pyta w niej, czy funkcjonariusze zostali zarażeni, jak on. Macierewicz węszy za smrodem zamachu smoleńskiego, za fetorem poległych.

Secjalną ankietę muszą wypełnić wszyscy funkcjonariusze i pracownicy kontrwywiadu wojskowego. – Na razie to jest tylko u nas, ale nie wykluczam, że w innych służbach też będą musieli odpowiadać na takie pytania. W rozmowach z nowym szefostwem jesteśmy pytani wprost, czy braliśmy udział w zacieraniu śladów prawdy o zamachu w Smoleńsku

– mówi oficer SKW.

Ależ Macierewicz ma nasrane na rzadko w głowie. Taki chory człowiek odpowiada za wojsko. Szweja. Tfu.

Tomasz Lis w stylu wytrawnego dziennikarza pożegnał się z widzami w swoich ostatnim programie w telewizji publicznej.

tomaszLisWistatnim

Jacek Żakowski publikuje Dekalog Przykazań Patruotycznego Zachowania.

Kiedy rządy #PiS przyjdą do Ciebie po informacje, współpracę, opinię, radę, trud Twojej pracy, TY im odpowiesz:

1. nie wiem
2. nie dbam o to
3. nie powiem
4. nie mam
5. nie wiem jak
6. nie dam
7. nie umiem
8. nie sprzedam
9. nie pokażę
10. nic nie zrobię

dekalog