Posts Tagged ‘Jan Lityński’

TAKA NIEŚMIAŁA PROPOZYCJA… KTO Z WAS ZGADZA SIĘ Z ANIĄ?

Jan Lityński napisał mądry list otwarty do Andrzeja Dudy. Głowa państwa ma prawo do własnych poglądów, jeżeli tylko pracuje na rzecz dobra wspólnego. Pan tego warunku nie spełnia – pisze w liście otwartym do Andrzeja Dudy były działacz opozycji demokratycznej.

List otwarty Jana Lityńskiego do Andrzeja Dudy

Panie Prezydencie! W ostatnim czasie zgłosił Pan dwie inicjatywy referendum. Jedno miałoby odbyć się w trakcie wyborów samorządowych, drugie podczas wyborów parlamentarnych. Już te daty budzą podejrzenie, że rzeczywistym celem nie jest zasięgnięcie opinii społeczeństwa, lecz wpływanie na wynik wyborów. Pragnie Pan zmiany konstytucji. Czy oznacza to, że do czasu ewentualnej zmiany nie zamierza Pan przestrzegać obecnej? Przypomnę, że w 1975 roku kierownictwo rządzącej PZPR również postanowiło zmienić konstytucję. Zmiany umacniające rolę partii oraz wprowadzające odwieczną przyjaźń ze Związkiem Radzieckim wywołały falę sprzeciwów, które doprowadziły do stworzenia demokratycznej opozycji doprowadzającej do obalenia systemu komunistycznego w Polsce. Artur Rubinstein pisał do Antoniego Słonimskiego: „O co chodzi z ta waszą konstytucją. Przecież obecna jest taka ładna i w ogóle nie używana”. Formacja z której się Pan wywodzi podobnie traktuje obecną ustawę zasadniczą, która w przeciwieństwie do komunistycznej ma stać na straży demokratycznego państwa, trójpodziału władzy, niezależnego sądownictwa i samodzielnego samorządu. To wszystkie wartości są obecnie zagrożone.

Egzamin z przyzwoitości

O ile pierwszą propozycję zwołania referendum można potraktować jak polityczny żart, to druga, dotycząca przyjmowania przez nasz kraj uchodźców, nosi w sobie groźbę. Udzielenia schronienia ludziom, którym grozi śmierć, więzienie i tortury, pomoc dzieciom pozbawionych domu, prawa do nauki i dzieciństwa jest trudne, nie tylko dla Polski lecz dla całego wolnego świata. Wymaga poważnej debaty ponad politycznymi podziałami.

Pański obóz polityczny, przy wsparciu ruchów skrajnie nacjonalistycznych, prowadzi kampanię przeciwko uchodźcom. W Norwegii retoryka skrajnych ugrupowań doprowadziła do tragedii. Słowa budzą upiory, które z kolei tworzą zbrodnie. Nie wiem, czy zapowiadając referendum w sprawie uchodźców przemyślał Pan wszystkie tego konsekwencje. Histeryczne filipiki przeciwko „obcym” powodowane są poczuciem słabości, wyrażając zarazem niezrozumienie złożoności problemów, przed którymi stanęła Pańska formacja. Niemal codziennie można przeczytać o aktach agresji dokonywanych na ludziach o innym kolorze skóry, mówiących innym językiem, mającym „niewłaściwe” pochodzenie. To sprzeczne z polskimi i europejskimi tradycjami. Polska przyjmowała uchodźców, a polscy uchodźcy byli przyjmowani pod różnymi szerokościami geograficznymi. Tak było po powstaniu listopadowym, klęsce wrześniowej i w wielu innych momentach naszej historii. W 1939 roku Węgry mogły zasadnie uznać, że polscy uchodźcy zagrażają bezpieczeństwu ich kraju, zaś Szwedzi zamiast przyjmować żydowskich uciekinierów z Danii w 1940 roku ogłosiliby w tej sprawie referendum. Zwracam się więc z prośbą, by zrezygnował Pan z pomysłu, który naraża nasz kraj na niebezpieczeństwo wewnętrznych napięć i przyniesie Polsce potępienie światowej opinii publicznej. Pragnę też zauważyć, że w tej sprawie stanowisko polskiego Kościoła jest zasadniczo odmienne od polityków Pańskiego obozu. Nie twierdzę, że zawsze należy słuchać głosu biskupów, jednak warto zastanowić się nad rozbieżnością opinii. Tym bardziej, że to polscy biskupi w 1965 roku w orędziu do biskupów niemieckich pisząc „Przebaczamy i prosimy o wybaczenie” rozpoczęli proces pojednania polsko-niemieckiego.

Na straży konstytucji

Głowa państwa jest zawsze prezydentem wszystkich obywateli, o ile tylko wypełnia konstytucyjne obowiązki. Nie znaczy to, że jego działania mają zadowolić wszystkich. Prezydent ma prawo, a nawet obowiązek, posiadać własne poglądy i działać na rzecz realizacji wyznawanych wartości. Jednak demokracja to system wewnątrz którego nie ma wrogów. Rywale i przeciwnicy są potencjalnymi sojusznikami, ponieważ wszyscy powinni działać na rzecz dobra wspólnego. Racje są podzielone, ale rozstrzyga się je w demokratyczny sposób przez głosowanie na ugrupowania, które obiecują realizować swój program w wypadku wyborczego zwycięstwa. I właśnie w takim systemie, prezydent działając na rzecz preferowanych przez siebie rozwiązań czy to z dziedziny ekonomii, polityki społecznej czy ustrojowych nie przestaje być prezydentem wszystkich Polaków, o ile stoi na straży Konstytucji, działa na rzecz dobra wspólnego, godnie reprezentuje nasz kraj i nie jest podporządkowany żadnemu ugrupowaniu politycznemu.Pan, Panie Prezydencie tych warunków nie spełnia. Nie tylko nie chroni Pan Konstytucji, lecz sam ją łamie likwidując swymi podpisami polski sąd konstytucyjny, nominując na jego prezesa osobę, której zachowanie nie licuje z godnością urzędu. Nie potrafi Pan skutecznie zareagować, gdy w sposób szaleńczy niszczona jest polska armia, bez chwili refleksji podpisuje się Pan pod działaniami, które polskie szkoły mają przekształcić w narzędzia indoktrynacji. Słusznie więc nie uważa się Pan za prezydenta wszystkich Polaków.

Niekiedy zabiera Pan głos i wypowiada się na tematy historyczne. Nazywa się to polityką historyczną, która zdaje się być niczym innym jak propagandową czytanką mającą z historią i rzetelnym jej rozumieniem niewiele wspólnego. Kilka miesięcy temu mówił Pan o zdrajcach rządzących w PRL-u i, pozornie nie zdrajcach (chyba dobrze Pana zrozumiałem?) już w niepodległej Polsce. Rozwinął Pan swe tezy mówiąc o dzieciach i wnukach zdrajców, którzy idą w ślady swoich przodków. Nie jest Pan oryginalny, ponieważ ta opinia to kalka propagandzistów Pańskiego obozu o „resortowych dzieciach”. Ten wywód jest lustrzanym odbiciem sformułowania Pańskiego kolegi partyjnego o „dziedzicznym patriotyzmie”.

Wszyscy obywatele są równi

Tego typu stwierdzenia nie są nowe. W roku 1917 Lenin a za nim inni bolszewicy uważali, że dla przedstawicieli klas posiadających i ich dzieci jest miejsce przed plutonem egzekucyjnym albo w karnych obozach. W okresach mniej represyjnych potomkowie wyzyskiwaczy byli pozbawieni możliwości studiowania, nie mówiąc już o stanowiskach w aparacie władzy. Podobnie było w Polsce w okresie stalinowskim. Także w 1968 roku polskim studentom wypominano pochodzenie rodziców. Każda autorytarna władza dzieląc podwładnych na dobrych i złych, patriotów i zdrajców, poprzez sianie nieufności i wzajemnej niechęci, dąży do opanowania wszystkich dziedzin życia publicznego. Otóż wynikające z takiego myślenia szermowanie słowami o zdradzie jest nie tylko niebezpieczne, ale poznawczo całkowicie jałowe. Nie oddaje ono złożoności postaw w PRL-u. Autokrata, jakim był Władysław Gomułka, szkodliwy niszczyciel nadziei Października ’56 roku, za swoją niezależną postawę odsiedział we wcześniejszym okresie kilka lat w odosobnieniu. Był podporządkowany Moskwie, lecz czy jego działania na rzecz odszkodowań za nierówności w handlu ze Związkiem Sowieckim, powrotu do Polski ludzi zatrzymanych tam po 1945 roku, czy wreszcie troskę o utrzymanie polskich ziem zachodnich można uznać za zdradę? Historia pełna jest ludzi, których postawy trudno jednoznacznie określić. Stanowi to jej zaletę, bowiem życie jest pełne paradoksów. Warto, by pomyślał Pan o postaci Imre Nagy’a, komunisty i prominenta okresu stalinowskiego, który został powieszony za swą walkę o wolne Węgry. Praską wiosnę ’68 roku tworzyli zarówno zbuntowani komuniści, robotnicy jak i szukający wolności intelektualiści. Dławili ją kolaboranci, którzy wezwali wojska Układu Warszawskiego. Warto też wiedzieć, że w 1956 roku w obliczu grożącej inwazji wojsk sowieckich, robotników Warszawy mobilizował I sekretarz PZPR w fabryce na Żeraniu Lechosław Goździk, zaś gotowość bojową wojsk ogłaszał komunistyczny generał Wacław Komar. Powojenna historia Polski obfituje zarówno w przykłady politycznych zbrodni, szczególnie do roku 1956, jak i zawiedzionych nadziei, zmian postaw. Wystarczy przypomnieć, że wśród przywódców „Solidarności” było kilkunastu członków PZPR.

I dlatego, kiedy pani minister obecnego rządu, opowiada o odebraniu emerytur oprawcom, to burzy elementarne poczucie kilku zasad, które Panu jako prawnikowi powinny być dobrze znane – o nieobowiązywaniu prawa wstecz, nie stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej, równości wobec prawa. Partyjni propagandziści mogą mówić o „obronie ubeków”. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że cała ta retoryka ma przykryć fakt, iż stosujecie argumentację wynikającą z bolszewickiej wizji świata, która jest sprzeczna z chrześcijańskimi wartościami. Jan Paweł II powiedział: „Przypowieść o synu marnotrawnym wyraża w sposób prosty i dogłębny rzeczywistość nawrócenia. (…) W takim znaczeniu miłosierdzie stanowi podstawową treść orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywną Jego posłannictwa. Tak też rozumieli i tak urzeczywistniali miłosierdzie wszyscy Jego uczniowie i naśladowcy. Nie przestała ona nigdy objawiać się w ich sercach i czynach jako szczególnie twórczy sprawdzian tej miłości, która nie daje się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwycięża. Trzeba, aby to właściwe oblicze miłosierdzia było wciąż na nowo odsłaniane. Naszym czasom wydaje się ono – pomimo wszelkich uprzedzeń – szczególnie potrzebne.” Waszemu postępowaniu towarzyszy gloryfikacja „żołnierzy wyklętych”. Problem obrony Polski przed systemem komunistycznym jest zjawiskiem złożonym. Niewątpliwie opór zbrojny zasługuje na wnikliwą, pełną szacunku analizę. Jednak w wizji polityki historycznej zostają zapomniane zjawiska oporu cywilnego, gubią się wielkie postacie oporu jak Stanisław Mikołajczyk, Kazimierz Pużak, Antoni Pajdak, Ludwik Cohn, Zygmunt Żuławski, Stanisław Bańczyk, Władysław Bartoszewski, Karol Popiel, przeciwnicy walki zbrojnej, ale niezłomnie przeciwstawiający się sowietyzacji Polski przez opór cywilny. A także monumentalne postacie Jerzego Giedrojcia i Jana Nowaka Jeziorańskiego. Sam mówił Pan o losie polskich żołnierzy z I i II armii polskiego wojska w Związku Radzieckim, jak również starał uzasadnić bierność Polaków, żyjących w PRL. Niestety nie umie Pan z tego wyciągnąć wniosku, będąc więźniem wyznawanej przez siebie ideologii. Jest szczególnie przykre, że Pana wystąpienie było tłem, na którym po ulicach Warszawy przesuwała się kolumna ONR. Tolerancja dla tego typu postaw i działań, przy jednoczesnym tropieniu ludzi, którzy, może niekiedy w sposób ułomny, ale starali się budować polską niepodległość i demokrację, źle wróży naszej przyszłości.

Odpowiedzialność przed historią

Wynikiem podpisanej przez Pana ustawy, która zapewnia rządzącemu obozowi pierwszeństwo w organizowaniu zgromadzeń, stało się ostatnio zatrzymanie uczestników niezależnej manifestacji. Narasta napięcie i następuje eskalacja autorytarnych działań. Za symboliczny należy uznać fakt oskarżenia Władysława Frasyniuka, w stanie wojennym skazanego na 6 i 3,5 roku więzienia. Tym razem grozi mu jedynie wyrok 3 lat. Czyżby ta różnica miała stanowić jedyną zmianę różniącą obecne rządy od rządów PZPR?

Od Pana i Pana postawy zależy, jak Pańska prezydentura zostanie zapisana w naszej historii. Życzę Panu, aby była pamiętana jak najlepiej, urząd prezydencki reprezentuje bowiem godność naszej Ojczyzny. Pozostaje z szacunkiem należnym Pańskiemu urzędowi.Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji Autor w okresie PRL działał w opozycji demokratycznej. Po 1989 r. był posłem, członkiem m.in. Unii Demokratycznej i Unii Wolności, doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. kontaktów z partiami i środowiskami politycznymi.

CZY 32 MILIONY ZŁOTYCH Z KASY PAŃSTWA TO MAŁO? RYDZYK TWIERDZI, ŻE TAK…

PO PRZECZYTANIU SŁÓW BALCEROWICZA MAMY DO WAS WSZYSTKICH JEDNO WAŻNE PYTANIE.

Waldemar Mystkowski pisze o innym liście – Kaczyńskiego do bojówkarzy z klubów Gazety Polskiej.

Kaczyński pisze do integrującego się ludu smoleńskiego

Jarosław Kaczyński lubi klakę, a nawet poddaje się jej rytmowi i ze swoim smoleńskim ludem wibruje wraz z frenetycznymi frazami: Ja-ro-sław-Ja-ro-sław. Usta składają się prezesowi do skandowania swego imieniu, trudno mu się oprzeć.

Kaczyński też lubi pisać listy. Wartość epistolografii jest podobna uprawianej przez niego retoryce: nasączenie nienawiścią jest takie, iż gdyby słowa były łatwopalne (choć takie w pewnym sytuacjach są: łatwo zapalają tłum do niszczenia) niejeden stos by zapłonął. Możliwe, że słowa zmienią się w czyn.

Prezes PiS napisał list do swoich wiernych zrzeszonych w Klubach Gazety Polskiej, którzy w Spale mają 3-dniowe spotkanie integracyjne. Prezes nie mógł przyjechać, ale inni karnie stawili się wraz z popularnym Adrianem (Andrzejem Dudą), Antonim Macierewiczem, Mariuszem Błaszczakiem i Mateuszem Morawieckim.

Wymienionym i integrującemu się ludowi odczytany został list prezesa, w którym padają takie oto złote myśli o swoich i społeczeństwie polskim: „Różnica jest tylko taka, że my obejmujemy działaniem na rzecz budowy nowej Polski kolejne obszary naszego życia, a oni postępują w sposób coraz bardziej barbarzyński, bo sprzeczny z podstawowymi wartościami konstytutywnymi dla naszego kręgu kulturowego. Ci nowi barbarzyńcy nie szanują już niczego, co jeszcze niedawno wyznaczało ład społeczno-moralny, profanują majestat śmierci, szydzą z modlitwy, próbują pozbawić wierzących prawa do obecności w przestrzeni publicznej, drwią z tych, których boli, że w trumnie ich najbliższych są ciała innych ofiar. Tak zachowują się nasi najbardziej zajadli przeciwnicy wewnętrzni”.

Kaczyński nawet w liście poróżnia, przeciwstawia. Bynajmniej tymi barbarzyńcami nie są przedstawiciele jego obozu, któremu jest obcy trójpodział władzy właściwy demokracji, czy też instytucje porządku prawnego. Demokracja i prawo to dla prezesa barbarzyństwo. Zaiste tak odwraca porządki cywilizacyjne Kaczyński. A jeżeli tak robi dzisiaj, to czego można oczekiwać jutro, bo rozróżnienie czemuś służy? Nietrudno to zgadnąć.

O jakim „naszym” kręgu kulturowym mówi Kaczyński? Na pewno nie jest to krąg kultury śródziemnomorskiej ani duopolu Jerozolima – Ateny. Nie zanadto warto się nad tym zastanawiać, bo od dawna piszę, że Kaczyński ma ogromne braki nie tylko znajomości tradycji i kultury polskiej, ale przede wszystkim naszego kręgu kulturowego, zachodniego, śródziemnomorskiego, chrześcijańskiego. Zacytowany fragment świadczy, iż to integruje się w Spale propagowany przez Kaczyńskiego porządek nienawiści, nieustającego piekła poróżnienia, swarów, które zwykle kończą się gorącym piekłem, a te w jednym organizmie państwowym mają finał w wojnie domowej.

I po to jest ów zjazd integracyjny Klubów Gazety Polskiej, podtrzymać piekielny ogień, aby w razie czego użyć przeciw innym Polakom.

BOSKI ARTYKUŁ :))) „a tak na marginesie: jak ten Przemek jej do cycków dosięgał, za nic do dziś pojąć nie potrafię”:

>>>

cv_9eanwcaamvjm

Byli opozycjoniści piszą do marszałków Sejmu i Senatu. Jan Lityński, Władysław Frasyniuk i Paweł Kasprzak drą łacha z pisowskich poputczyków.

frasyniuk

Szanowni Panowie Marszałkowie!

Gratulujemy Panom. Oto bowiem wprowadzają Panowie polski model demokracji. Pan Marszałek Marek Kuchciński już kilka miesięcy temu zakazał dziennikarzom szwendania się po sejmowych korytarzach. Był Pan Marszałek łaskaw zakazać również wstępu na teren w bezpośrednim sąsiedztwie budynków parlamentu bez stosownych przepustek, wydawanych decyzją komendanta Straży Marszałkowskiej, na podstawie podań składanych z wyprzedzeniem co najmniej dnia.

Zarządzenie Pana Marszałka zawiera przy tym passus o odmowie wydania przepustek osobom, które w przeszłości uchybiły powadze Sejmu i Senatu. Dlatego słusznie nie wpuszczono do gmachu Sejmu podejrzanych kobiet, które rzekomo pragnęły przysłuchiwać się debacie. Niedawno też podległa Panu administracja pozbawiła dziennikarza prawa wstępu na teren Sejmu za zrobienie niestosownego zdjęcia. Zakazem objął Pan również obywateli, którzy bez zakłócania obrad Izby stają w milczeniu przed sejmowymi budynkami w pokojowym proteście. Stąd tylko krok do stworzenia tablicy ze zdjęciami tych, „których nie obsługujemy”, jak to zrobił kierownik sklepu w filmie Stanisława Barei. Doceniamy mistrzostwo i sięganie po najlepsze wzory.

Dotychczas teren Sejmu był zawsze otwarty. Tak było w II Rzeczypospolitej, mimo wszystkich dramatycznych wydarzeń i ogromnych napięć politycznych. Otwarty był ten teren również przez cały okres PRL, z latami 50. i stanem wojennym włącznie. Podobnie było kilka lat temu, gdy związek zawodowy, łamiąc prawo, zablokował cały obszar Sejmu. Jednak ówcześni Marszałkowie wysoko cenili prawo do przestrzeni publicznej. Pan, Panie Marszałku Kuchciński, skończył z tym niegodnym procederem.

cc-n3vbwaaam5hq

Proponujemy dalsze kroki – a to obudowanie terenu Sejmu i Senatu wysokim murem, utajnienie obrad Wysokich Izb i dopuszczanie do ich wysłuchania jedynie tych, którzy wykonują swoje obowiązki wobec suwerena. Niech cały świat uczy się, tak jak uczyli się od nas, zgodnie z wypowiedziami ministrów obrony, Amerykanie demokracji, zaś Francuzi jedzenia widelcem.

Również Pan, Panie Marszałku Karczewski, kunszt demokracji „na nowy pcha tor”. Oto zabronił Pan Bogdanowi Borusewiczowi, wicemarszałkowi, prowadzenia obrad Senatu. Stracił Pan do niego zaufanie i podjął właściwy krok, kierując się tym, że „stanowi pewnego rodzaju zagrożenie dla funkcjonowania Senatu”. Musimy jednak zauważyć, że Pańska decyzja, acz prekursorska w dziejach parlamentaryzmu, nie była jednak pierwsza w dziejach naszego kraju. Bogdan Borusewicz już w 1968 roku został uznany za zagrożenie, w związku z tym ówczesna władza w trosce o dobro publiczne postanowiła odizolować go na trzy lata. Gdy po kilkunastu miesiącach władza uznała, że zagrożenie zniknęło, Borusewicz dostał szansę powrotu do społeczeństwa. Niestety, z tej szansy nie skorzystał. Dlatego manewr z izolacją musiał być wielokrotnie powtarzany w latach 70. i 80. Nie rozumiemy, jak ślepi musieli być senatorzy w III RP, powierzając Bogdanowi Borusewiczowi trzykrotnie funkcję Marszałka Senatu. Pan naprawił ten błąd.

Panowie Marszałkowie!

Jesteśmy przekonani, że Wasze posunięcia to tylko pierwsze, choć już skuteczne, kroki na drodze do właściwego modelu parlamentaryzmu. Mamy jednocześnie nadzieję, że kolejne kroki będą konsultowane zarówno z suwerenem z ulicy Nowogrodzkiej, jak i z Panem Posłem Stanisławem Piotrowiczem, który jako prokurator z lat 80. ma duże doświadczenie w działaniu w trosce o powagę instytucji państwowych.

Jeszcze raz gratulujemy i prosimy o nieustawanie w staraniach. Pozostajemy z poważaniem.

HOŁD I SZACUNEK DLA TYCH, O KTÓRYCH „FATALNA ZMIANA” NIE PAMIĘTA.

cv8_f_ywgaa6hlv

Macierewicz buduje pisowską armię. To jest groźne dla niepodległości Polski. Wróg wewnętrzny chce opanować kraj.

– Jeszcze w tym roku do Sejmu wpłynie taki zmieniający system dowodzenia armią projekt. Nie mam co do tego wątpliwości. Za to wszystko musiało mieć swój czas. Nie można było robić wszystkiego jednocześnie – zapowiedział w „Południku Wildsteina” Antoni Macierewicz.

macierewicz-150

– Naszym celem jest zbudowanie 150-tysięcznej armii. To jest możliwe w roku 2018. Wcześniej tak dużego przyrostu nie osiągniemy. Ale rozwój OT, który już się zaczął, da znaczny przyrost już w roku 2017.

cv7syecwaaa12oy

Trybunał Konstytucyjny został zgnojony, stanie się kolejną przybudówką PiS. W kraju demokracja upada, budowany jest reżim. O TK pisze Ewa Siedlecka.

niezginaja

Rząd we właściwej sobie aroganckiej formie powiadomił Komisję Europejską, że nie wypełni jej zaleceń wydanych dla ochrony praworządności w Polsce. Jednocześnie PiS wnosi do Sejmu projekt nowej ustawy regulującej pracę Trybunału Konstytucyjnego – rezygnując z rozwiązań, które zakwestionowały sam Trybunał, Komisja Wenecka i Komisja Europejska. To podwójna gra skierowana do Unii Europejskiej i do wyborców. PiS chce się jawić jako ten, co się Brukseli nie kłania i „broni suwerenności suwerena”.

Taka jest polityczna strona odpowiedzi dla Brukseli. Strona prawna to bełkot. Rząd „nie widzi prawnej możliwości wykonania zaleceń”, bo „zalecenia KE oparte są na nieuprawnionej tezie o zasadniczej roli Trybunału Konstytucyjnego w zapewnieniu praworządności w Polsce”. Albowiem – podkreśla rząd – rolę odgrywają tu też Trybunał Stanu i prezydent.

No to dorzućmy jeszcze prokuraturę, sądy, Najwyższą Izbę Kontroli oraz rzecznika praw obywatelskich. Jednak Komisji Europejskiej chodziło konkretnie o udaremnienie przez władzę kontroli konstytucyjności. A tę sprawują wyłącznie Trybunał Konstytucyjny i sądy.

Rząd adresuje tę odpowiedź do swoich wyborców, którzy w detale nie wchodzą. Podobnie jak argument, że nie ma sensu publikować wyroków Trybunału do ustawy o TK z grudnia 2015 r., bo teraz jest już inna ustawa. Owszem, ale wyrok ów ustanawia uniwersalne standardy podziału władz, niezależności sądu konstytucyjnego i niezawisłości sędziów. Taki jest cały wywód rządu. Ma jeden cel – wykazać się przed wyborcami niezłomnością.

(TO BIJE WSZELKIE REKORDY HIPOKRYZJI!! Świadczenia odmówiono, bo kobieta była za młoda… TO AŻ SIĘ PROSI O KOMENTARZ.)

cv8yf8rwyaawhhe

Do Brukseli adresowany jest natomiast najnowszy, trzeci już projekt ustawy o Trybunale. PiS rezygnuje tu ze wszystkich poprzednich ingerencji w orzecznictwo Trybunału – realizuje więc zalecenia Komisji Weneckiej. Ale jest tu haczyk – byłby to już Trybunał „dobrej zmiany”.

Otóż PiS zapewni sobie własnego prezesa TK dzięki zabiegowi włączenia w proces wyboru kandydatów trzech sędziów-dublerów, których bezprawnie wyłonił rok temu i których zaprzysiągł prezydent. W czerwcu przyszłego roku PiS zdobędzie większość w Trybunale. A wtedy nie będzie już musiał przeszkadzać mu w orzekaniu.

A komisje Europejska czy Wenecka nie mogą się wtrącać w to, jak Trybunał orzeka. Ich rola to dbanie o to, by orzekał bez ingerencji władzy wykonawczej.

Kiedy już PiS opanuje Trybunał, opublikuje jego „historyczne” (jak je nazwał prezes Kaczyński) wyroki. Tym sposobem bez „zginania karku przed Brukselą” wykona prawie wszystkie zalecenia zarówno Komisji Europejskiej, jak i Weneckiej – oprócz zaprzysiężenia przez prezydenta trzech prawidłowo wybranych sędziów.

Trybunał zaś stanie się wówczas nagrodą dla po-„słusznych” prawników. Oprócz trzech posad sędziów do rozdania będzie 119 etatów przy obsłudze prawnej Trybunału. Najnowszy projekt ustawy likwiduje bowiem jego biuro, a na jego miejsce powołuje dwa twory i zmienia zasady zatrudniania. Będzie powtórka tego, co PiS zrobił ze służbą cywilną, mediami publicznymi i prokuraturą, a zamierza zrobić z sądami powszechnymi – wymiana kadr.

W przypadku obsługi prawnej Trybunału – totalna. Trybunał stanie się żyrantem pisowskiego prawa.

Waldemar Mystkowski pisze o zamianie święta Dnia Niepodległości 11 listopada na 1o listopada, miesięcznicę, która będzie się zwała Narodowym Świętem Niepodległości.

przesuniecie

11 listopada zostało przeniesione na 10 listopada. Nie jest to żadna pomyłka. PiS, tj. Jarosław Kaczyński, przesuwa święto narodowe o jeden dzień, przechodzimy z normalnego czasu polskiego na czas smoleński, jak czas letni zamienia się na czas zimowy, przesuwamy wskazówki zegara o godzinę.

Właśnie PiS ogłosił, że odbędą się społeczne (pisowskie – piszmy wprost) obchody Narodowego Święta Niepodległości w dniu 10 listopada. To unieważnienie 11 listopada, tym bardziej, że PiS niczego nie organizuje w Warszawie w Dzień Niepodległości, bowiem robi wypad do Krakowa.

Dlaczego 10 listopada? To nawet Kononowicz wie („żeby nie było niczego”). Aby Lech Kaczyński (odpowiedzialny za katastrofę smoleńską jako dysponent lotu) wszedł do panteonu bohaterów narodowych. To jeszcze jedno sekowanie opinii publicznej, że brat prezesa jest równy Kościuszce i Piłsudskiemu.

cv8bmrbwgaqsx1z-640x837

Partia rządząca, tj. Kaczyński, jakby mówi: a świętujcie sobie 11 listopada, to tylko Święto Niepodległości, 10 listopada to Narodowe Święto Niepodległości. Na pewno takie traktowanie dat historii Polski, zawłaszczania świąt wszystkich Polaków i wtryniania swoich obchodów z przymiotnikiem „narodowe” nadaje się do rozważań na sympozjum psychiatrycznym, a przynajmniej psychoanalitycznym. Polska pod miłościwie panującym PiS-em po prostu zgłupiała – „żeby nie było niczego”, żeby nie było rozumu.

Idę o zakład, iż w okolicach 10 listopada zostanie ogłoszona opinia biegłych grafologów IPN, że TW Bolek to Lech Wałęsa. Współcześnie nam żyjący rzeczywisty bohater równy Bolesławowi Chrobremu, Kościuszce, Piłsudskiemu, musi być zrównany z rynsztokiem, bo trzeba wywindować bohatera miesięcznic. Zmarłym nie wytacza się procesów, ale zmarłym definiuje się zarzuty. Gdybyśmy byli normalnym krajem, prokuratura sformułowałaby zarzut Lechowi Kaczyńskiemu, a Jarosław Kaczyński mógłby sobie pochodzić wokół budynku prokuratury ze swoim smoleńskim ludem. Ale jesteśmy nienormalni, z Polski robi się Tworki, więc przesuwa się nawet kalendarz z 11 listopada na 10 listopada. Takie fiu-bździu jest u władzy.

SKORO KOŚCIÓŁ I PiS CHCĄ DOJŚĆ DO PRAWDY, PADŁO TAKIE BARDZO WAŻNE PYTANIE. I co Wy na to?

cv84xfvw8aeoqi