Posts Tagged ‘Jan Rulewski’

Historia koło zatoczyła…

PRL czekoladę Wedla zamienił na wyrób czekoladopodobny o nazwie „22 lipca”. Dzisiaj przyjęta przez Senat ustawa jest wyrobem „prawopodobnym”.

Senat przyjął ustawę o Sądzie Najwyższym bez poprawek. Został już tylko podpis prezydenta

Senatorowie po kilkunastu godzinach obrad zdecydowali o przyjęciu ustawy o Sądzie Najwyższym. Aby weszła w życie, musi zostać już tylko podpisana przez prezydenta.

Obrady Senatu rozpoczęły się o 9 rano. Około godz. 1 w nocy ustawę, wraz ze zgłoszonymi przez senatorów poprawkami, oddano pod obrady komisji. Ta dostała jednak zaledwie kilkanaście minut na dyskusję nad 300 poprawkami. Oczywiście zostały one natychmiast odrzucone i komisja zarekomendowała przyjęcie ustawy o Sądzie Najwyższym.

„Liczyliśmy na dialog”

– W imieniu senatorów PO postanowiliśmy utrzymać nasz wniosek o odrzucenie ustawy w całości – mówił senator Jan Rulewski tuż przed ostatnim głosowaniem. – Ta ustawa pozostaje w głębokim konflikcie z konstytucją. Liczyliśmy na dialog. Świadczą o tym nasze poprawki – uzasadniał.

Po krótkich apelach opozycji, ustawa została natychmiast przegłosowana na sali plenarnej Senatu. Za opowiedziało się 55 senatorów, przeciw było 23, a 2 się wstrzymało.

Tłum reaguje na głosowanie

Przed Senatem słychać było okrzyki: „targowica”, „hańba”, „zdrajcy” i „zamach stanu”. Do zgromadzonych wyszli senatorowie PO, którzy słyszeli z ich strony „Dziękujemy”. Jednocześnie krzyczeli „Zablokujcie” – to już pod adresem senatorów PiS.

Weto prezydenta

Aby ustawa weszła w życie, musi zostać podpisana przez prezydenta. Tymczasem instytucje z całego świata domagają się weta Andrzeja Dudy. Ich lista przytłacza i cały czas się wydłuża.

A TERAZ USIĄDŹCIE WYGODNIE I PRZECZYTAJCIE, DLACZEGO NIE BĘDZIE VETA. I przekażcie dalej. Niech się wszyscy dowiedzą jakiego mamy prezydenta

Jeszcze Polska nie zginęła

Wiceszef „Wyborczej Jarosław Kurski pisze. W czwartek w nocy widziałem pod Sądem Najwyższym ludzi, którzy za własne pieniądze przyjechali wesprzeć protest w Warszawie. Rolnik spod Hrubieszowa, pielęgniarz z Gdańska, studentka z Brukseli, przedsiębiorca z Katowic…

Spotkałem ich wszystkich po nieprzespanej nocy, gdy stanęli w piątek rano przy wejściu do Sądu Najwyższego, pozdrawiając idących do pracy sędziów i pracowników sądu. Owacje, słowa zachęty, uściski dłoni. Jedna pani sędzia nie powstrzymała łez. To nie były łzy wzruszenia, to były łzy rozpaczy. Ludzie płaczą, kiedy wali się ich świat.

Dziesiątki tysięcy zdeterminowanych ludzi dzień w dzień wylegają na ulice w wielu polskich miastach. Przekrój społeczeństwa. Starzy i młodzi. Wielu młodych. Rodzice z małymi dziećmi.

Zamach na Sąd Najwyższy to otwarcie na oścież wrót do autorytaryzmu, do uwięzienia „mord zdradzieckich” i „kanalii” – każdego, kogo wskaże prezes PiS. To kompletna bezbronność obywatela wobec wszechwładnego państwa.

To otwarta droga do rozprawy z mediami, bo dyspozycyjny sąd zadławi każdą gazetę lub przyklepie bezprawne odebranie koncesji stacji radiowej lub telewizyjnej.

To sposób, aby zniszczyć konkurencyjne partie, odebrać im dotacje, wreszcie – sfałszować wybory.

To zapaść demokracji w Polsce i izolacja Polski w Europie. Ale jeszcze nie koniec Polski.

Mimo że wszelka miara została przekroczona, mimo że protestują samorządy prawnicze, związki zawodowe, organizacje społeczne i Unia Europejska – władza się na razie nie cofa i pewnie się nie cofnie.

Czy zostały nam tylko bezsilność, wściekłość i upokorzenie? Poczucie porażki i daremnego trudu?

Przeciwnie. Władza okazała się pyszna, głucha i ślepa – a to niewidoczny początek końca każdej tyranii. Po drugie, udowodniliśmy sobie, że po półtora roku od zwycięstwa PiS staliśmy się wreszcie społeczeństwem świadomym swych obywatelskich praw. Po trzecie, że potrafimy się szybko zmobilizować i z wielką siłą o nasze prawa upominać. A to powinno być dla władzy memento.

W czwartek w nocy przez otwarte okna wpadły do sali komisji Senatu słowa hymnu narodowego. Spierano się o Sąd Najwyższy. Śpiewali demonstranci, a słowa pieśni podjęli senatorowie opozycji. Senatorowie PiS stali w milczeniu.

Kiedy władza boi się obywateli – milknie. Ta władza będzie milkła coraz częściej. Dopóki będziemy pokojowo i masowo demonstrować na ulicach – Polska jeszcze nie zginęła, póki My żyjemy.

PIĘKNY WIDOK Z WARSZAWY. JESZCZE TYLU LUDZI POD PAŁACEM NIE BYŁO. SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY DZIŚ MANIFESTUJĄ W WIELU POLSKICH MIASTACH

Waldemar Mystkowski pisze o Polsce pod pętlą.

Polska pod pętlą

Dzisiaj wybieramy swoją przyszłość, swoją wolność, acz musimy znowu o nią walczyć.

Piątek, 21.07.2017. Zapiski „Polska pod pętlą” mają być postawieniem przed podobnym wyborem, jaki zasugerował w Senacie Jan Rulewski, który przyszedł na obrady w drelichu więziennym z wpiętą powyżej pasa białą różą. To my decydujemy, choć innym wydaje się, że decydują za nas: co będzie nie tyle symbolem Polski, a naszą codziennością, rzeczywistością polityczną.

Co wybierzemy? Czy mamy na tyle w sobie przekonania, determinacji, że staniemy twardo niewzruszenie po swojej stronie? A jeżeli stajemy za sobą – jeden za drugim, jeden obok drugiego – to kto stoi naprzeciwko? Czy ten naprzeciw nas jest wrogiem, czy interlokutorem? Czy jednak mamy się dogadać, przekonać, zawrzeć kompromis? Pokonać, czy wejść w alians?

Ja jestem przekonany do swoich racji. Ale czy on też? Czy tylko został postawiony przypadkowo, wbrew sobie, a może tylko dla korzyści chce być moim wrogiem, może ten cynizm dzisiaj mu się opłaca, a jutro jest w stanie z niego zrezygnować?

Zauważmy, iż dzisiaj polityka wdarła się w naszą egzystencję. Wszystko jest polityką? Jak kiedyś odniósł się do pozornie innej sfery Edward Stachura „Wszystko jest poezją”. A Zbigniew Herbert w podobnej egzystencjalnej sytuacji stanu wojennego pisał „Raport z oblężonego miasta”: „wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza / zapisuję – nie wiadomo dla kogo – dzieje oblężenia”.

Już z tego cytatu widać, iż sytuacja Herberta (i moja) była inna, niż dzisiaj. Była przegrana, Herbert czuł się przegrany, a jednak po 7 latach mógł stwierdzić: myliłem się, bo wygrałem. Pointa tego wspaniałego wiersza jest następująca: „patrzymy w (…) twarz zdrady // i tylko sny nasze nie zostały upokorzone”.

Mimo że nie mamy wpływu na sny, wówczas były wolnością od polityki. W tym samym czasie tuż po pacyfikacji w kopalni „Wujek” pisałem „Pytanie z pętlą” („Wilgotny język polski”, PIW 1989). I pointowałem zupełnie inaczej niż Herbert: „Robotnik zdejmuje pętlę z szyi i uderza” (cytat z pamięci, bo nie mam w domu swojej książki, a nie chce mi się iść do biblioteki).

Dzisiaj zatem nie jest tak źle, na jawie wybieramy swoją rzeczywistość, swoją przyszłość, swoją wolność, acz musimy już o nią walczyć. Przygotowywana jest dla nas pętla, w której chcą nas zamknąć. Wydają na razie na nas wyrok, a potem poprowadzą.

Wybiegam naprzód, acz chcę być kronikarzem dzisiaj, lecz nie tym herbertowskim z „Raportu…”. Wczoraj stanąłem na placu Wolności w trochę innym miejscu, niż zwykle staję w czasie protestów. Stanąłem na podeście, spojrzałem na morze ludzi, na 10 tysięcy tych „jeden obok drugiego”, na poznaniaków wylewających się na ulicę, że wstrzymane zostały po raz pierwszy kursy tramwajów.

I pewnie wszystko przebiegłoby, jak poprzednimi dniami, gdyby nie dziecko obok na rękach dwudziesto-kilkuletniej mamusi. Dziewczynka zaczęła płakać, a w tym czasie przemawiał Tomasz Piątek (ten od Macierewicza). Chciałem go posłuchać, bo nawiązał do wątku autobiograficznego, jak zaczynał pisanie we Włoszech. I nie było mi dane dowiedzieć się o Piątku, bo zacząłem stroić miny do dziecka, robić na nosie dylu na badylu, czy też trele morele. Dziecko jedno-dwuroczne z płaczu wpadło w śmiech, więc dalej zabawiałem, robiłem teatrzyk, już nie obawiałem się, że będzie płakać, ale nie potrafiłem inaczej i uznałem, że ten nasz protest płaczowo-śmiechowo-dylowy jest wartościowszy niż wspaniałych 10 tysięcy poznaniaków. Do tego teatrzyku dołączyła dziewczynka trzy-czteroletnia, którą ojciec posadził sobie na barana. Dołączyło potem jeszcze jedno starsze dziecko.

Protestowaliśmy w ten inny sposób nawet w trakcie czytania Konstytucji RP. Nie napiszę, jak to przebiegało w czasie 10-minutowego milczenia przy „łańcuchu światła” ani przy odśpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego, bo zostanę posądzony o sprofanowanie słusznej walki społeczeństwa obywatelskiego.

Dzisiaj słyszę, że minister od policji* (niektóre nazwiska w przypisach), który nie był na manifestacji, twierdzi, że manifestujący to byli spacerowicze. Na placu Wolności staliśmy przeszło godzinę, a spacerował – acz nie na spacerniaku – Jan Rulewski w więziennym drelichu ze swego miejsca w Senacie do trybuny senackiej.

Co do spacerów. Chciałem się swoim spacerem przyłączyć do ostatniej miesięcznicy na Placu Zamkowym i Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, ale policjant przy policjancie – oraz barierki – bronili procesji prezesa i ministra z różańcem.

Nie zbieramy się po to, aby się odgrodzić. Nie manifestujemy, aby być zniewolonymi przez policję i barierki, ale po to, aby spacerować. Aby matki i ojcowie z dziećmi nie przychodzili na manifestacje, a ja na nich je zabawiał, bo one też są wkurzone, że muszą być razem z walczącymi rodzicami – wówczas płaczą.

Polacy nie dadzą sobie założyć pętlę na Polskę, bo nie jesteśmy zniewoleni, jak ci podczas procesji chowający się za policjantami i barierkami. Jak to teraz powiedział Lech Wałęsa: „Może bronić demokracji trzeba będzie drogą niedemokratyczną”, a ja jak napisałem w grudniu 1981 roku: zdjąć pętlę z szyi i … Nie damy się zamknąć w pętli i prowadzić naszą wolność na szafot, na rzeź.

WSTYD I HAŃBA DLA SENATU. NIGDY WAM TEGO NIE ZAPOMNIMY!!!

CZY MOŻNA TO PIĘKNIEJ UJĄĆ? 🙂

>>>

NATO wyraża coraz głośniejsze obawy w stosunku do poczynań obecnego rządu polskiego w związku z „polityką obronną”. Odpowiedzialny jest za nią jest Antoni Macierewicz, który ma nowy stopień wojskowy „pacjent”. Lubi gościu ubierać się w mundur, wygląda przy tym jak stary bywalec Tworek.

O obawach pisze „Der Spiegel”.

spiegel

Według niemieckiego tygodnika, w kwaterze głównej NATO rośnie obawa, że manewry Anakonda 2016 utrudnią reanimację dialogu z Rosją. Dlatego Sojusz naciskał na Polskę, by powstrzymała antyrosyjską retorykę.

Według „Spiegla” kraje NATO zakulisowo próbowały wpłynąć na władze w Warszawie, by złagodziły antyrosyjską retorykę. W tym kontekście pada nazwisko szefa niemieckiej dyplomacji Franka Waltera Steinmeiera, który prosił Polaków o powściągliwość. Bezskutecznie. – Steinmeier i inni partnerzy musieli przyjąć do wiadomości, że nowy polski rząd będzie trzymał się antyrosyjskiego kursu – pisze „Spiegel”.

Tygodnik dodaje, że właśnie w ten sposób Polska może zatruć szczyt NATO, który w lipcu odbędzie się w Warszawie. – Zdaniem Berlina, Polska celowo stawia na prowokację – pisze „Spiegel”, tłumacząc fakt, że na Anakondę zaproszono żołnierzy z Gruzji i Ukrainy, krajów, którym „odmówiono przyjęcia do NATO, by nie drażnić Rosji”. Dla Polski – jak pisze tygodnik – nie miało to żadnego znaczenia.

PiS zalicza kolejną wpadkę międzynarodową. Rada Europy ma zastrzeżenie do pisowszczyzny w kwestiach mediów publicznych. PiS pluje w twarz Polakom i przyzwoitości.

radaEuropy1

 

Eksperci Rady Europy wydali zalecenia dla rządu PiS w sprawie pakietu ustaw o mediach publicznych. Skrytykowali zapisy dotyczące Rady Mediów Narodowych, niezależności dziennikarzy, grupowych zwolnień i opłaty audiowizualnej.

Co zrobi z tym prezes Kaczyński?

Wejdzie na taboret i powie, że nie będzie nikt mu dyktował, co ma robić. Kaczyński degraduje Polskę i już – do swojej wielkości. Metr pięćdziesiąt w kapeluszu.

Ustawa antyterrorystyczna – to kolejne kajdany, które zakłada Polakom PiS. Ma cel – unicestwić opozycję.

ustawa

Władza nie chciała wysłuchać obywateli, choć podobno dla ich bezpieczeństwa przygotowała ustawę antyterrorystyczną. To symboliczne. Ucieleśnia głoszoną przez PiS tezę, że skoro wybrał go „suweren”, to wolno mu robić wszystko, co mu się spodoba. Ale to także pokazuje, gdzie PiS tego suwerena ma.

Ustawa antyterrorystyczna to kolejne ogniwo łańcucha, którym oplata nas PiS… dla naszego bezpieczeństwa. Ustawa inwigilacyjna dała służbom nieograniczoną kontrolę nad tym, co robimy w internecie. Zmiana przepisów o tzw. owocach zatrutego drzewa zmusi sądy, by dopuściły każdy dowód zdobyty przez prokuraturę i służby z naruszeniem prawa (chyba że funkcjonariusz kogoś zabił lub trwale okaleczył). Dopuszczalne są więc nielegalne podsłuchy, włamania do komputera, nawet wymuszanie zeznań biciem – byle bez cięższego uszkodzenia ciała.

Ustawa o prokuraturze oddała ogromną władzę w ręce członka rządu, który osobiście może zlecać inwigilację i dowolnie wykorzystywać uzyskane informacje. Na mocy ustawy antyterrorystycznej będzie on jedyną osobą kontrolującą poczynania ABW. Wreszcie, szykowany rejestr internetowych stron niedozwolonych (zmiana ustawy hazardowej) pozwoli – wraz z przepisami o blokowaniu stron (ustawa antyterrorystyczna) – na cenzurę internetu nie gorszą niż w Chinach.

Do skandalicznej sytuacji doszło w tzw. telewizji narodowej (do niedawna – publicznej). Prowadzący program i zaproszony pisowski polityk napadli na Jana Rulewskiego.

– Ja panu radzę, żebyście się spakowali, wyjechali, bo kiedyś będziemy was rozliczać. Już niedługo. Będziemy wydawać wyroki uczciwe na tych ludzi, którzy rozkradli majątek narodowy i którzy oszukali 4 czerwca 89 roku Polaków w wyborach, tzw. wolnych, które nie były wolne i wybrano agenturę – mówił pisowiec Ryszard Majdzik.

– Wracamy do starego. Wracamy na Kubę. Wy chcecie z Polski zbudować Kubę… – próbował mówić Rulewski.

Polska ma potworną twarz: zemsty Kaczyńskiego, pacjenta Macierewicza na wiecznym zwolnieniu chorobowym i wszechobecnej ksenofobii, klerykalizmu, prowincjonalizmu.

Polska została zdegradowana, a wolność jest zabijana dzień w dzień. Coraz mniej jej, coraz trudniej oddychać.

CkYhTC3UUAAzDGT

janRulewskiSzczury

dziśIPN

dziśIPN1