Posts Tagged ‘Jarosław Kaczyński’

PAMIĘTAJMY O TYM DZISIAJ WSZYSCY. NIECH KACZYŃSKI ODGRADZA SIĘ OD WŁASNEGO STRACHU. MY BĘDZIEMY WTEDY POD PAŁACEM KULTURY I NAUKI. W HOŁDZIE SZAREMU OBYWATELOWI.

Aż 6 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego. Uff…

Macierewicz wziął się za sprawy międzynarodowe

Antoni Macierewicz poszerza swoje kompetencje o sprawy międzynarodowe. Powie ktoś: żadna nowość! – i powoła się na książkę Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Szemrane kontakty międzynarodowe ministra obrony nie są żadną nowością, acz nie dotyczą funkcji ministra, tylko samego Macierewicza. Nie doznając adrenaliny z powodu podejrzeń o szpiegostwo, zdrowy umysł u czytelnika może spowodować asocjacje: OK, nie wyznaję teorii spiskowych, jak sam Macierewicz, ale coś za dużo tych kontaktów z tym i owym wrogo nastawionym do Polski demokratycznej.

Ale twój i mój zdrowy umysł nie posądzi o takie zdrowe zamiary Macierewicza, nawet jeżeli założymy, że minister ogromnie dużo stosuje cynizmu. Macierewicz w obecnym rządzie wcale nie musi być szczególnym cynikiem, bo może nie chciał zostać ministrem, a musiał. Słynne „nie chcem, ale muszem„. Wszak Beata Szydło cynicznie zapewniała Polaków, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin. I to jest cynizm, który z „dobrej zmiany” czyni „podłą zmianę”.

Niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen w niemieckiej telewizji publicznej ZDF (tym się różniącej od TVP, że w Niemczech stosowane są standardy informacji, w Polsce zaś toporne standardy propagandy) pochwaliła się, że jej dzieci studiowały w ramach programu Erasmus w Polsce.

Każdy zdrowy Polak powinien poczuć w tym momencie zdrowy przypływ patriotyzmu. Och, polskie uczelnie są równie atrakcyjne jak niemieckie z wykładowcami noblistami. Hurra, jak dobrze być Polakiem. Niemiecka minister jednak powiedziała słowa, które są dobrze odbierane w społeczeństwie obywatelskim: – „Musimy wspierać ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce„.

Że w Polsce dzieje się źle, wyrażają się wszyscy znaczący w zachodnim świecie. I tak nas traktują…

Akurat Leyen wyraziła się o młodych Polakach, ale pozostałym grupom wiekowym też należy się wsparcie, bo go oczekują w stosunku do swego „zdrowego demokratycznego oporu”. Zauważmy, mówi to niemiecka minister obrony, państwa, gdzie wojska sojusznicze USA w ramach NATO mają największą bazę, a Bundeswehra jest jedną z najsilniejszych armii świata, wielokroć silniejsza niż polskie wojska, technologicznie wyprzedzają nas o lata świetlne.

Leyen nie powiedziała tego bez powodu. Że w Polsce dzieje się źle, wyrażają się wszyscy znaczący w zachodnim świecie. I tak nas traktują, jak trędowatego. Macierewicz praktycznie jest odcięty od kontaktów z sojusznikami, to u nas mieli językiem w Radiu Maryja o patriotyzmie, a na uczelni Rydzyka wykłada na ten sam temat. Poziom intelektualny jest żenujący, jak uczelnia i osoba zakonnika.

Na słowa Leyen zareagował orzeł dyplomacji Witold Waszczykowski – kolejna dramatyczna postać rządu PiS – uznając, iż „strona niemiecka ingeruje w życie polityczne w Polsce„. Otóż strona niemiecka nie ingeruje w życie polityczne, tylko wyraża się o zdeformowanym życiu politycznym w Polsce. Jak ktoś jest chory i chce mu się pomóc w dostaniu do lekarza, to jest ingerencja?

Czy ludzkim jest zostawić upadłego na ulicy i zgodzić się: niech zdycha? Macierewicz zaś dostał z powodu Leyen zapaści emocjonalnej, jak przy katastrofie smoleńskiej. Polecił dyrektorowi Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych płk. Tomaszowi Kowalikowi wezwanie Attaché Obrony RFN „celem złożenia wyjaśnień w tej sprawie”. I co powiedział Kowalik niemieckiemu attaché? Hę?

Za sprawy międzynarodowe więc wziął się Szweja (odróżniam Szweję od Szwejka tym, że ten drugi jest przewrotnie inteligentny). Można spodziewać się, co wyniknie z tego emfatycznego patriotyzmu radiomaryjnego, rydzykowatego.

A poza tym, niech nam się nie wydaje, że tak łatwo będzie naprawić polską pozycję w Europie i na świecie. Ruiny trzeba będzie posprzątać, a potem na ich miejscu budować. I wcale nam nie będą ochotnie pomagać, bo u nich też mogą dojść do władzy Macierewicze, żądni demolowania własnych ojczyzn.

Fajna wlepka. Nie tylko na

Święczkowski i jego żona to normalność bylejakości

Po co potrzebna PiS tzw. reforma sądownictwa? Albo inne reformy: edukacji, a niedługo medialna? Nie tylko, aby spełniać wolę prezesa i jego wizje. Gdyby nie było Kaczyńskiego, na jego miejscu zjawiłby się ktoś inny. Może nawet o innych parametrach ideologiczno-mentalnych, ale który spełniałby wolę suwerena, a przynajmniej suweren sądziłby, że tę wolę spełnia.

Winą suwerena nie jest, że on taki jest, ale wina jest po stronie elit, że suwerena nie uczyniły innym. I wcale nie chodzi o materię – czyli ekonomię wprost – ale o rzeczy o wiele subtelniejsze, które nazwać należy cywilizacyjnymi, a w życiu społeczno-politycznym – czynnikami demokratycznymi.

Demokracja to kohabitacja różnorodności w ramach procedur. Nauka trudna i bodaj dla Polaków dotychczas nieosiągalna. Po raz pierwszy w historii wydawało się, że Polska normalnieje, co w naszych warunkach można byłoby nazwać cudem.

Winą suwerena nie jest, że on taki jest, ale wina jest po stronie elit, że suwerena nie uczyniły innym…

Tym było 25 lat po roku 1989. To był cud. Ale cudów nie ma i Polska wróciła do swego miejsca, swego koryta, rynsztoku, do swojej bylejakości, kołtuństwa. Wyrwało nam się na nienormalność, zdaje się że to już mamy za sobą. Suweren jest jaki jest, elity zaś mamy nadal próżniacze, leniwe, po polsku bylejakie, nawet nie potrafią imitować tego, w czym inni są oryginalni. Aby być oryginalnym, trzeba nauczyć się imitować, czyli posiąść wiedzę. Z tym też mamy problem. Po cudzie 25 lat, przyszła normalność w postaci PiS.

Czy potrafimy zdobyć się na kolejny cud, pokonać PiS i kreować elity nieleniwe, niekołtuńskie, a te wzięłyby się za suwerena i sprawiłyby mu solidną edukację, wychowanie, czyli pozytywistyczną pracę u podstaw? Gdy patrzę na opozycję, to nie liczę na cud. Opozycja różni się od PiS i to zasadniczo, ale tak samo jest leniwa, kołtuńska, nie chce jej się wypracować zgody, która także jest kohabitacją w ramach opozycyjności.

Wyszedłem od pytania: po co PiS reforma sądownictwa? I proszę, jak na dłoni widać „po co” w przypadku małżeństwa Święczkowskich. Święczkowski to niesławna postać IV RP z lat 2005-2007, był szefem ABW i „wsławił się” tym, że Barbara Blida dokonała „samobójstwa”. Już wtedy było widać, że „samobójstwo” jest szyte grubymi nićmi i to rękami bynajmniej nie Blidy.

Święczkowskiego zobaczyłem w telewizorze, jak dukał przed komisją śledczą. Pytałem, kto to zacz, który kompletnie nie nadaje się do czegokolwiek. Nie dlatego, że niekumatego udawał przed komisją. O, nie!

A dzisiaj ten ktoś jest prokuratorem krajowym. Jakie więc możemy mieć organa oskarżania, ścigania? Jakby tego było mało, żona Święczkowskiego została prezesem Sądu Rejonowego w Sosnowcu. PiS-owi nawet brakuje partyjnych kadr, sięgają po rodziny.

…”nie matura, a chęć szczera…” PiS zamienia na: „nie matura, a rodzina”…

Komusze „nie matura, a chęć szczera…” PiS zamienia na: „nie matura, a rodzina”. Ten nepotyzm nie jest przypadkowy. Polska po cudzie 25 lat „normalnieje”. Obsuwa się na margines cywilizacji, a demokracja jest przeszkodą, jest zbędna, bo trzeba w niej szanować kogoś o innych poglądach. Procedury zaś przeszkadzają „racji po naszej stronie”.

Królik polityczny 🤣🤩

PiS i Kukiz ’15 w symbiozie PiKuS-ia

Nie pojmuję, dlaczego Jarosław Kaczyński godzi się na terminologię dotyczącą jego ugrupowania w parlamencie – Zjednoczona Prawica? Z iloma procentami PiS się zjednoczył? Ile procent przyniósł Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin? Ten pierwszy ze dwa, a Gowin podejrzewam, że nawet jednego procenta nie dorzucił.

W tym zjednoczeniu widzę fałsz. Jest zjednoczenie, lecz nie z podmiotami wyżej wymienionymi. Na razie istnieje zjednoczenie nienazwane, acz realne, mianowicie PiS z ugrupowaniem Kukiz ’15. O! – i to jest zjednoczona prawica, której nazwę można odczytać z dwóch dodanych do siebie członów PiS i Kukiz, a dające nomenklaturę – PiKuS. PiS w ten sposób wchłania 10 procent Kukiza.

Do takiego zjednoczenia może dojść jeszcze przed wyborami samorządowymi, bo część posłów Kukiza oznajmiło, iż w opozycji do kandydatury PO na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, PiS i Kukiz powinni wystawić wspólnego kandydata Jakiego bądź Karczewskiego.

PiKuŚ – tak dla zgrabności nazwijmy owo zjednoczenie – jest realne. I mają prawo sądzić, że dla nich wszystko będzie pikusiem. Taka forma myślenia, nie tylko politycznego. Opozycja – pikuś, sądownictwo – pikuś, media – pikuś.

Dla PiKuS-ia wszystko jest pikusiem, wszystko przegłosują, a nawet może się zdarzyć, że sondaże pokażą, że Trzaskowski już w pierwszej turze głosowania weźmie więcej niż 50 procent plus jeden głos. Co wówczas może w Sejmie zrobić PiKuŚ? Ano, nie dopuścić do wyborów samorządowych, bo dla nich głosowanie w Sejmie będzie pikusiem.

Dla PiKuS-ia wszystko jest pikusiem, wszystko przegłosują…

Ba, już moralność mamy pikusiową. Moralność to pikuś. Oto w TVP będą prowadzone przez Krzysztofa Ziemca szkolenia z… etyki dziennikarskiej. Jaka to etyka może być? Tylko pikusiowa. Etyka to pikuś. Będzie to zatem moralność dobrej zmiany taka sama, jaka była poprzednio – tylko jeszcze lepsza i przede wszystkim na odwrót. Taki pikuś.

Inne zdarzenia z ostatnich dni to także powstanie polityki zagranicznej pikusiowej. Pojechał Witold Waszczykowski na Ukrainę i otworzył kolejny front walki z sąsiadami. Bo dla pisowskiej Polski nasi sojusznicy to pikuś. Polska jest wielkością samą w sobie, reszta to pikuś. Waszczykowski znajduje się na wszelkich możliwych frontach. Jest pisowską twarzą na salonach dyplomatycznych, jest frontmanem PiKuS-ia.

Polska to będzie pikuś, a załatwienie na amen demokracji także pikuś. Taką mamy symbiozę w kraju PiKuS-ia, wszystko im lata (Lotto), bo mogą przegłosować wszystko.

Krystyna Janda cytuje na FB Wiktora Zborowskiego ✌️

Trąd w Pałacu Prezydenckim

Andrzej Duda jest prekursorem w historii chrześcijaństwa i historii Polski. Najpierw jako pierwszy złamał Konstytucję RP i to wielokroć. A teraz na oczach zdumionej publiki złamał tajemnicę spowiedzi.

Spowiedź – jako prefreudowski akt dobrowolnego przyznania się do win – spełniała jeden zasadniczy cel: podporządkowania owieczek pasterzom. Na niektóre nakładane były ciężkie kary pokuty, ale tylko za ciężkie grzechy. W Średniowieczu jak ktoś się samobiczował, to można było założyć, że dokonał ciężkiego przewinienia.

Spowiednik jednak milczał na temat przestępstwa, choć mógł się uśmiechać pod nosem. Przy czym kler był na usługach władcy, sojusz ołtarza i tronu był nierównoważną kohabitacją. Wiara służyła władcy tym, iż go namaszczała do końca jego dni, kadencja bowiem kończyła się wraz z zejściem.

Rewolucja Francuska ten duumwirat władzy twardej i miękkiej (realnej i jakoby duchowej) odesłała do lamusa. Kadencyjność do końca życia zastąpiona została wybieraniem na określony czas. Nazywamy to demokracją, bo kler nie namaszczał już jednego wybranego, ale wskazywało społeczeństwo, cały naród poprzez akt wyboru – namaszczania przy urnie wyborczej.

Klerem stali się wszyscy, którzy mieli prawa wyborcze. Od tego czasu mamy nowoczesność, a miniony czas nazywamy skamieliną, Średniowieczem, historią, skansenem – ancien régime’m (stare czasy). Reżim został wydalony z demokracji.

Tak postąpiono na całym „bożym” świecie, także i w Polsce, ale że należymy do nacji dziwnych i nienowoczesnych, obraliśmy powrót do ancien régime’u.

Oto Andrzej Duda spotyka się z władcą imperium medialnego o. Tadeuszem Rydzykiem i jeszcze jednym gościem w sutannie – i na oczach i uszach wszystkich składa hołd i publicznie spowiada się z przewin politycznych, kaja się. Udziela jakoby wywiadu, co jest bzdurą, bo wywiad przeprowadza dziennikarz niezależnych mediów, a nie faceci w habitach.

Duda podczas hołdu najpierw oddał „co boskie Bogu”. Wróć: oddał „co rydzykowate Rydzykowi”. Zapewnił, że dzień święty – niedziela ma być wolna od pracy, czyli owieczki mają uprawiać wartości rodzinne, a nie latać po supermarketach i czuć się wolnymi. Mają zaiwaniać do Kościoła i wspierać funkcjonariuszy wiary w ich posłudze mniemanemu Bogu, który trzeba nazwać niebytem, bo nikt nie ma z nim kontaktu fizycznego.

Duda oddał Rydzykowi inną nieswoją wolność – wolność kobiet decydowania o swojej macicy – zapewnił, iż jest zwolennikiem zakazu całkowitego aborcji, przepisy dotyczące aborcji eugenicznej muszą być bardziej restrykcyjne.

Duda nie zdążył przejść do swoich win politycznych, gdy Rydzyk wtrącił swoje trzy grosze. Mianowicie owieczka Jarosław Gowin, zajmując się reformą szkolnictwa wyższego, niezbyt sowicie wspomaga uczelnię redemptorysty w Toruniu. Gowin to pewnie usłyszał i poprawi się.

Ponarzekał Duda na rząd, czytaj: na Jarosława Kaczyńskiego, w kwestii reformy sądownictwa. Oni chcą niezależność sądownictwa wziąć dla siebie, a Duda też chciałby mieć kawałek tej niezależności na własność.

W każdym razie po raz pierwszy na świecie mieliśmy do czynienia ze spektaklem złamania tajemnicy spowiedzi. Coś takiego jest nie do pomyślenia w żadnym kraju, aby władza kajała się przed klerem. Ktoś powie, że w Średniowieczu nie było telewizji, to nie wiemy, czy Władysław Jagiełło przed prymasem nie usprawiedliwiałby się z zabicia Krzyżaka Ulryka von Jungingena.

Oczywiście, żartuję. Kler w historii Polski nigdy nie panoszył się, jak dzisiaj. W ogóle ani w Europie, ani na świecie nie jest tak widoczny w życiu publicznym. Jest sprowadzony do wymiarów, na które zasługuje konfesja, do prywatności, to ma być kontakt z drugim wierzącym człowiekiem, a nie kontakt z rządzącymi (wyjąwszy kilka krajów muzułmańskich).

Obskurantyzm Dudy jest porażający i to porażenie zostanie za pomocą prawa przerzucone na cały naród. Porażenie zakłamaniem, dewocją, nienowoczesnością, sojuszem Rydzyka z rządzącym PiS. Nazwa tego spektaklu sama się nasuwa poprzez odwołanie do sztuki Ugo Bettiego – „Trąd w Pałacu Prezydenckim”.

Śmierć w areszcie śledczym

Śmierć Agnieszki Pysz w areszcie śledczym na warszawskim Grochowie obciąża wysokich urzędników obecnego rządu: Patryka Jakiego i Zbigniewa Ziobra. Takie są standardy. Gdy w styczniu 2009 roku samobójstwo w więzieniu popełnił skazany w sprawie Olewnika, ówczesny minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji. Zresztą domagał się tego będący w opozycji Ziobro.

Dzisiaj już nie ma takich standardów. Igor Stachowiak został zabity paralizatorem na komisariacie we Wrocławiu, co skutkowało w stosunku do Mariusza Błaszczaka tym, że wyszedł do mikrofonu i wypowiedział wyuczoną formułkę o totalnej opozycji, bo jakiś policjant zaczął pracę w czasach poprzedniego rządu. A może paralizatory zostały kupione, gdy totalna opozycja była koalicją rządową?

Taki jest standard odpowiedzialności PiS – totalne nieudacznictwo. Agnieszka Pysz była badana w Warszawie, a następnie we Wrocławiu, gdzie zalecono wykonanie konkretnych czynności. Jednak tego nie zrobiono, Pysz zmarła.

Jej śmierć byłaby zamieciona pod dywan, tak jak śmierć Stachowiaka, gdyby nie niezależne media i Rzecznik Praw Obywatelskich. Jest totalnym standardem PiS w każdym wątpliwym przypadku, że giną dowody, w tym wypadku nie zabezpieczono nagrań z monitoringu w areszcie.

Onet opublikował reportaż o tej śmierci. „Umierała przez tydzień na oczach kilkudziesięciu osób. Chudła, nie oddawała moczu i przestała wstawać z łóżka. Lekarz mówił, że udawała. Aż w końcu Agnieszka padła z wycieńczenia” – pisał Janusz Schwertner.

Tytuł publikacji jest oskarżający: „Agnieszka. Śmierć monitorowana”. Dzisiaj totalny blokers Jaki podczas sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka twierdził, że aresztowana cierpiała na trudną do wykrycia chorobę.

Agnieszka wyła w stanie agonalnym przez tydzień na oczach kilkudziesięciu osób, a ten utrzymuje, że to była „trudna do wykrycia choroba”. Jaki to trudny przypadek totalnej pokraczności.

JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE PRZEZ TYLE LAT NIKT MU NIE WYTŁUMACZYŁ???

Przepowiednia Churchilla

Wydaje się, że jedynym krajem sąsiednim, z którym mamy dobre stosunki, jest Białoruś.

Polscy politycy mają problem z polityczną arytmetyką, dlatego nasz kraj jest taki, jaki jest. Z pretensjami i martyrologią jako wzorcem dla młodzieży. Jarosławowi Kaczyńskiemu mogę się nie dziwić, jest wyizolowany, nawet życia rodzinnego nie ma. Świata nie poznał, a władza wpadła mu w ręce psim swędem.

Kaczyński usiłuje samego siebie i Polskę zbudować za pomocą powstania z kolan. Dosztukować chce wyimaginowaną wielkość uszczknięciem od innych. Od Niemców np. żąda reparacji za II wojnę światową. A przecież Polska od Unii Europejskiej dostała więcej niż wynosił plan Marshalla. W tym najnowocześniejszym organizmie cywilizacyjnym zostaliśmy liczącym się państwem europejskim. Po dwóch latach rządów PiS pozycja Polski została jednak zaprzepaszczona i znajdujemy się z powrotem w sytuacji RWPG i to uszczuplonym, bo jedynym krajem sąsiednim, z którym mamy dobre stosunki, jest Białoruś.

Reparacje wojenne są oczywistą złudą, na co wskazuje ekspertyza, której nie ujawniło Biuro Analiz Sejmowych. Jej autorem jest prof. dr. hab. Cezary Mik. Wydał podobną opinię w 2004 roku i pisze w niej  o deklaracji rządu PRL  w sprawie zrzeczenia się odszkodowań wojennych z 1953 roku:„Zakwestionowanie oświadczeń Rady Ministrów PRL mogłoby być jedynie rezultatem podważenia legalności całego porządku społeczno-polityczno-prawnego, jaki zaistniał po 1947 r. (…). Należałoby się jednak wówczas liczyć z (…) podważeniem granic Państwa (…). Właściwie czynnik polskie potwierdzały moc obowiązującą z 1953 r. tak w okresie PRL (1970 r.), jak też po zmianach ustrojowych”.

A więc mówimy o możliwości zakwestionowania 1/3 ziem polskich – Ziem Zachodnich oraz Warmii i Mazur, o których to w Jałcie w 1945 roku Winston Churchill powiedział: – „Będzie źle, jeśli nakarmimy polską gęś taką ilością niemieckiego jedzenia, że zdechnie na niestrawność”. Wystarczy podmienić drób – gęś na kaczkę – i ogłosić Churchilla Nostradamusem, który przewidział polską kaczkę, która będzie się dławić nazbyt wielką… władzą.

No i właśnie zaczynamy cierpieć z tego powodu na niestrawność. Cierpi Konstytucja, cierpi niezależność sądownictwa, a niedługo będą też miały problemy wolne media. Po co komu taki chory człowiek Europy?

Zestawmy tę cierpiącą Polskę z raportem opublikowanym przez niemiecki „Der Spiegel” (właśnie ujawniony), sporządzony dla Bundeswehry, który dotyczy największych zagrożeń dla Unii Europejskiej. Raport nosi tytuł „Strategiczna Perspektywa 2014”. Według niego, dwoma największymi zagrożeniami dla wspólnoty europejskiej są polityka krajów, które pójdą drogą Brexitu oraz agresywne działania Rosji, co może doprowadzić do wzrostów nacjonalizmów. Skutkiem mogłoby być zerwanie międzynarodowych porozumień oraz współpracy. Aby jednak do tego nie doszło, trzeba utrzymać dotychczasowy rozwój ekonomiczny wspólnoty poprzez ściślejszą integrację.

Jeżeli doszłoby do rozpadu UE, „polityka Kaczyńskiego” – cytuję Waldemara Kuczyńskiego –„prowadzi do niemal pewnej utraty niepodległości w razie znalezienia się w takiej burzy”.

LIS MA RACJĘ. KABARET 🙂

>>>

>>>

>>>

Reklamy

„Usłyszcie mój krzyk”.

Magdalena Środa na FB 👍 👏👏👏🇵🇱✌️🇪🇺

Trzy zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Sędzia Żurek jest poza zasięgiem blokersa Jakiego

Nie obchodzi mnie, pod którym blokiem za młodu wystawał Patryk Jaki, bo to dzisiaj on jest blokersem w sferze publicznej. Do takich osóbek ma zastosowanie „potęga smaku” Zbigniewa Herberta, zarówno estetycznie, intelektualnie, jak i mentalnie.

Oto do prawnika pełną gębą Waldemara Żurka odzywa się ten, który nie odróżnia apelacji od kasacji, iż „gdyby nie weto prezydenta, już pan Żurek nie miałby tej satysfakcji”.

„Tej satysfakcji” – dotyczy tego, iż magister prawa Ziobro i „blokers” Jaki przesłali listę 256 kandydatów na asesorów, których Krajowa Rada Sądownictwa nie zaakceptowała z powodów formalnych. Zauważmy, iż Jaki nawet w języku polskim jest beznadziejny. Nie wyobrażam sobie, aby Żurek miał „satysfakcję”, a wręcz przeciwnie: to odbiera satysfakcję uprawiania zawodu, gdy naprzeciw masz osoby niemające pojęcia, co robią. Jaki dla fachowca Żurka jest „dyskomfortem”. Przepraszam za określenie nomen-omen: Jaki jest byle jaki.

To, że coś się niszczy, to nie jest pojęcie o budowaniu. Żurek buduje autorytet prawa, a blokers Jaki niszczy autorytet prawa swoją niewiedzą, nie tylko nie odróżniając apelacji od kasacji. Niszczy język polski – co mnie z kolei wkurza – bo język polski Jakiego nie jest językiem, nie jest komunikatorem semantycznym, jest pluciem (czyli substancją organoleptyczną, acz metaforyczną), jest niechlujstwem. Jak się nie potrafi nazywać, to należy się nie odzywać.

Janczarzy od Ziobry nie zostali powołani na asesorów, bo Ziobro z Jakim nie potrafili wypełnić kwestionariuszy, w których występują braki („Największa grupa braków to były kwestie niewykazania stanu zdrowia kandydata i co ważne przepisy dosyć ściśle regulują, to w jaki sposób stan zdrowia asesora, sędziego jest stwierdzany”).

Ale to tylko cząstka „prawdy” o tych „fachowcach” Ziobrze i Jakim. Gorsze, że dyspozycyjni janczarzy zniszczą nie tylko sferę prawną, ale te rejony aktywności publicznej, o których prawo będzie wydawało wyroki. Dyspozycyjność jest wielokroć kosztowniejsza niż pomyłki. Pomyłkę naprawisz, braki charakteru – nie.

Mając przed sobą takich wybrakowanych fachowców – i to w każdej dziedzinie – można się załamać. Oby nam Polska się nie załamała, bo tąpnięcie już mamy. Na powierzchnię wyleźli blokersi Jaki i Ziobro z „parcianą retoryką, łańcuchami tautologii i pojęciami, jak cepy”. A fe!

To , które się zmaterializowało…

Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem?

Nie jest jakimś epokowym odkryciem stwierdzenie, że Jarosław Kaczyński jest tchórzem. I bez spostrzeżenia posłanki Nowoczesnej Joanny Scheuring-Wielgus to wiemy. A obruszenie się Jacka Sasina, aby „nie obrażać Jarosława Kaczyńskiego”, świadczy o samym Sasinie, a nie jest żadną obroną odwagi Kaczyńskiego.

W polityce tchórzostwo bądź jego antonim są zbędne, a pożądana jest bezczelność – w polskiej polityce na pewno. Problemem jest dobór wykonawców. I tutaj moje uznanie dla Kaczyńskiego, który dobrał ludzi takich, jak Sasin, niekompetentnych, za to mających ambicje wspięcia się jak najwyżej. Tacy są pisowcy i dlatego będą wierni.

Niekompetentny w polityce – znaczy niezbyt zdolny, mało kreatywny, odtwórczy. Taki zbiór ludzi musi być dowartościowany poprzez odjęcie innym cech kompetencji, fachowości, przynajmniej współrzędności. Dlatego Kaczyński użył w stosunku do innych, niepopierających go i protestujących terminu „ludzi gorszego sortu”.

Zdegradował nieswoich zwolenników nie tylko z pozycji społecznych i zawodowych, ale i Polaka. Wszak gorszy sort nie brzmi dumnie. Jak wobec tego zostali wywyższeni zwolennicy Kaczyńskiego, jakiego dostali kopa w samopoczucie, wznieśli się jak balony. Niestety, strona poniżana, choć wzięła w nawias ten sort i potraktowała ironicznie, przeceniła zwolenników Kaczyńskiego – oni naprawdę nie znają słowa ironia.

Czy tchórzostwo Kaczyńskiego, a w zasadzie bezczelność już teraz wysiudają Beatę Szydło z siodła premiera? Wiele by na to wskazywało, czy jednak prezes na to się zdecyduje?

Ostatnio Szydło praktycznie nie jest obecna w przestrzeni publicznej. Dała o sobie znać chęcią eksportowania pomnika Jana Pawła II z Francji, jakby to był wrak smoleńskiego Tupolewa. Odwiedziła nawet Bogdana Rymanowskiego w TVN24, gdzie niczego odkrywczego nie powiedziała. Nie zajmuje głosu w wielu ważnych sprawach.

Z Szydło wychodzi szydło niekompetencji, lecz to jest wygodne dla Kaczyńskiego, bo dla elit politycznych i dziennikarskich on jest instancją. Choć Szydło zaliczy jakąś wpadkę (cóż, taka jest), nikt z tego nie robi zarzutu większego kalibru, bo ona taka jest, a do elektoratu to nie dociera.

Ludwik Dorn twierdzi, że „wobec usamodzielnienia się prezydenta, słaby, uległy, pozbawiony zdolności przywódczych premier – a taka jest Beata Szydło – staje się problemem”. Nie jestem pewien, czy Duda się usamodzielnił. To jego zaplecze pchnęło go do tego, gdyż chcą sięgnąć po frukta, które są poza kancelarią. I nie piszę tutaj o rzeczniku Krzysztofie Łapińskim, a raczej o szefie gabinetu Dudy Krzysztofie Szczerskim.

Duda ma ponoć silną potrzebę akceptacji, tak utrzymuje publicysta „Newsweeka” Michał Krzymowski, który ma dobre wtyki w obozie PiS. Akceptacji potrzebują ludzie nijacy, bez właściwości. Jak ich nie pogłaszczesz po głowie, będą smutni, płaczliwi i doprowadzać się będą do desperacji, aby uścisnąć twoją dłoń, która ma głaskać.

Tak! To prezydent. Kaczyński ustawy sądowe ma dopięte po swojej myśli. Spotykać się będzie jeszcze z Dudą po to, aby omówić inne kwestie i aby nie zadrżała mu ręka przy parafowaniu ustaw, o które rozgorzeją kolejne wojny – np. tzw. repolonizacja mediów.

Czy Kaczyński zrezygnuje z roli naczelnika, do którego na Nowogrodzką schodzą się wszyscy, włącznie z nijaką premier. Wydaje mi się, że bardziej rozsmakował się w ważności, niż odpowiedzialności. Dorn utrzymuje, że kandydat na premiera jest tylko jeden – prezes.

Pozostają wobec tego otwarte pytania: Czy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem? Czy bezczelność zamieni na odwagę odpowiedzialności, bo prędzej czy później rządzący tej partii staną przed Trybunałem Stanu za rozwalenie demokracji w Polsce?

Autokalipsa Piotra S. z Niepołomic (pieśń)

Ocalić obywatela, szarego człowieka,

czy ocalić w sobie Gilgamesza Hektora Rolanda

 

Ile było w bohaterach szarego człowieka,

a ile jest w nas hohatera

 

Piotr z Niepołomic jest w każdym z nas,

doszedł do złotego runa nicości ostatniej nagrody

 

Zostawił swój manifest,

a wziął ze sobą nasze tożsame  manifesty

 

Alter ego Tadeusz Konwickiego

szedł pod PKiN po małą apokalipsę

 

Szłość samojedna,

jak pisał Miron Białoszewski

 

Piotr S. z Niepołomic dokonał autokalipsy

wśród obróconych plecami

 

Dał nam świadectwo Szarego Człowieka,

abyśmy zostali z tym Łazarzem Obywatelem

 

Musimy go wskrzesić,

bo cudem jest być sobą, być wolnym

 

Prawdy nie da się zakrzyczeć, ani zamilczeć,

płonie, jak olimpijski znicz

***

DZIŚ WSPOMINAMY TYCH, KTÓRZY ODESZLI. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI.

>>>

>>>

NIKT TEGO LEPIEJ DZIŚ NIE UJĄŁ. SZACUNEK DLA

Aż cztery zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Szczekanie Wyszkowskiego na „pijanego zająca” Romaszewską

Zofia Romaszewska nie jest kimś intelektualnego kalibru, jak Jadwiga Staniszkis, lecz w polityce to żaden walor, a czasami wręcz bagaż. Staniszkis jednak zdążyła wyleczyć się z PiS-u, Zofia Romaszewska jeszcze nie wyleczyła się z Andrzeja Dudy, któremu sprzyja. Choroba PiS-u jej powoli przechodzi, ale długo nieleczona, jeszcze potrwa.

Niemniej symptomy poprawy kondycji widać – Romaszewskiej stan jest stabilny. Najlepiej byłoby zostawić ją w spokoju. Do Krzysztofa Wyszkowskiego jednak to nie dociera. To ten osobnik, do którego nie dotarło, że TW Bolek nie może być kojarzony z Lechem Wałęsą. Sąd (jeszcze w większości niezależny od PiS) znowu powiedział stop inkwizytorskim zapędom Wyszkowskiego.

Gdzieś jednak te niezdrowe emocje muszą mieć ujście. Pofolgował więc sobie Wyszkowski na Romaszewskiej, w której dojrzał „pijanego zająca”. Takim „animalsem” go trzepnęło. Nie jest to bp Ignacy Krasicki ani Adam Asnyk czy Adolf Dygasiński, u których zwierzęta noszą cechy ludzkie.

O, nie! U Wyszkowskiego jest odwrotnie, on dostaje cech zwierzęcych. Najprościej byłoby napisać, że szczeka. Być może dlatego Romaszewską ustawił sobie jako zająca. A taka trusia powinna na szczekanie zareagować przynajmniej lękliwością. Tak w każdym razie wg pobieżnej znajomości psychiatrii oceniać należy wpis Wyszkowskiego na Facebooku: – „Zosia to pijany zając, który wyrwał się z klatki, ale jeśli chcemy, żeby się zamknął, to nie atakujmy, a przemilczmy jej żenujące wyskoki”.

Z logiką u Wyszkowskiego jest nie tak, jednak nie wymagajmy zanadto od takiego osobnika, który nie jest w stanie ocenić, że pisze oksymoronem („przemilczmy”, nie milcząc), jak pan Jourdain odkrył, że mówi prozą.

Zofia Romaszewska wygłosiła przynajmniej dwa passusy w mediach, które nie tylko Wyszkowskiemu się nie spodobały. Jeden dotyczył Beaty Szydło: – „Z całym szacunkiem do pani premier, wydaje się, że mądrość pana Kaczyńskiego nie przystaje do pani premier” (RMF FM). Z czego można wnioskować, że Szydło nie jest zbyt mądra, co nie jest żadnym odkryciem Ameryki.

A drugi cytat o prezesie Kaczyńskim: – „Myślę, że Jarek uważa, że trzeba to wszystko wziąć za łeb i wszystko trzymać we własnej garści i wtedy będzie bardzo dobrze. Ja myślę, że będzie wtedy już na pewno bardzo źle” (Radio Zet).

Czy Romaszewska wyleczy się z Dudy? Jeżeli będzie konsekwentna – to tak. Duda poddał się Kaczyńskiemu, wcale nie zamierzał mu się stawiać. Po prostu ocenił, że powstanie przynajmniej z jednego kolana, lecz to w dalszym ciągu klęczenie przed Kaczyńskim. Wykorzystał do tego Romaszewską, powołując się na nią, jak na autorytet.

Nie tylko Wyszkowski poszczekał sobie na Romaszewską, ale niechętne jej pomrukiwania wydali inni politycy PiS, w tym Elżbieta Witek i Stanisław Karczewski. Tak wygląda świat polityczny wg PiS: homo homini lupus (w pokracznej łacinie: piso pisi lupus).

Przekażcie dalej. Niech zobaczą to Ci wszyscy zakłamani katoliccy Polacy. I nasz wspaniały modlący się rząd. Niech mają to przed oczami!

2 lata folwarku PiS

W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym.

Mamy za sobą 2 lata rządów Jarosława Kaczyńskiego. Między bajki włóżmy jakąś samodzielność Beaty Szydło. Dużo większą mają niektórzy ministrowie, tylko dlatego, że to prezesowi wisi albo się nie zna. Wisi prezesowi Jan Szyszko, bo mu obojętne, czy po nas będzie las, czy potop. Nie wisi mu zaś Mateusz Morawiecki, bo prezes nie zna się na finansach, a wicepremier potrafi oczarować barwnymi wykresami i umiejętnością prowadzenia kilku ksiąg buchalteryjnych naraz.

Od początku Kaczyński nie miał problemów z Andrzejem Dudą, acz wydawałoby się, że zaczął mu podskakiwać, lecz prezydent został zapędzony tam, skąd został wyciągnięty – do kapelusza. Kaczyński jednak zauważył korzyści z ustawionej niesforności swego królika. Duda może robić za opozycję, za pluralizm wewnątrz PiS, przyciąga media, przykrywa takie wydarzenia, jak głodówka lekarzy rezydentów, interesujący kongres w sprawie kampanii samorządowej Platformy Obywatelskiej czy też tragedię małej apokalipsy przed Pałacem Kultury i Nauki.

Dwa lata zostały stracone przez opozycję, która nie dość skonsolidowała się w celach i sposobach powstrzymania PiS, zresztą umiejętnie rozbijana przez partię Kaczyńskiego. Z porażek można się czegoś nauczyć, największą nauczką jest nie popełniać błędów. Ale PiS nauczył się też, jak wymuszać błędy na opozycji. Społeczeństwo obywatelskie ciągle szuka swego głosu. Od zdecydowanego sprzeciwu KOD, Obywateli RP, po pluralizm Łańcuchów Światła i Strajku Kobiet.

Dwa lata przybliżyły nas do dyktatury. Jeżeli szukalibyśmy jakichś powierzchownych analogii, to moglibyśmy powiedzieć, że rok 2017 jest dawno minionym 1935 rokiem. I wcale nie chodzi tylko o hitlerowskie Niemcy, ale także o nasze podwórko. W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym, tj. nie zostały przepracowane społecznie, zarówno przez polityków, jak i przez edukację. Już nie zostaną z powrotem zapędzone do butelki, polski dżinn będzie przez PiS wykorzystywany.

W tej chwili widać jak na dłoni słowiańskość władzy PiS, jest byle jaka, pokraczna, mydłkowata i skołtuniona. I do takiej dyktatury zmierzamy. PiS zmierza, a my jesteśmy w tym dążeniu skuwani. Czy potrafimy przeciwstawić się celom Kaczyńskiego? Teoretycznie tak, acz potrzeba do tego zdecydowanie silniejszych protestów, masa krytyczna potrzebna do skutecznego zachwiania władzy PiS jest większa niż dotychczasowe protesty. Potrzeba też lidera godnego roku 2017 i zbliżających się lat, potrzeba nowego Wałęsy. Prostego i donośnego głosu trybuna sprzeciwu.

Musimy nadto uświadomić sobie, dlaczego PiS tak oddziałuje na Polaków. Dlaczego w gruncie rzeczy z taką łatwością przychodzi mu rozwalanie ojczyzny?

Przede wszystkim w Polsce działał i w dalszym ciągu działa syndrom folwarku. Pan może być zły, ale jego dworzanie i domownicy dają się lubić, zaś elektorat – ciemny lud – do tej pory nie wyszedł z czworaków, on tam ciągle tkwi.

Zły pan na tyle się odizolował, iż jego niedosiężność powoduje nietykalność, charyzmatyczność zła, czyli jest nieusuwalny, jest stałym elementem krajobrazu duchowego, krajobrazu władzy. U nas zawsze można było się odwołać do instancji poza naszym zasięgiem, wcale nie musiała być to rzeczywista wielkość. My wielkość nadawaliśmy często nikczemnym postaciom.

Kaczyński powtarza gest Naczelnika Józefa Piłsudskiego. Nowogrodzka jest jego Sulejówkiem. Pozycja wielce wygodna, rządzi, a nie odpowiada, zaznaje przyjemności, a nie grzeszy. Kaczyński będzie się odgradzał jeszcze bardziej. W tej chwili nie ma potrzeby, aby Beatę Szydło wymienił na siebie. Do tego może dojść tylko w akcie desperacji. Gdy Kaczyński zostanie premierem, bądźmy pewni, że PiS zostanie odsunięty od koryta.

Tak więc życzmy sobie, aby Kaczyński został wreszcie tym premierem. Przewrotne. Nie! Ten pozorny kolos ma gliniane nogi, jest wielce polski, byle jaki, mydłkowaty. Ot, co!

Nauczycielu❗ PiS zmieniając ustawę o finansowaniu zadań oświatowych wprowadzi ocenę MORALNĄ i ETYCZNĄ Twojej pracy❗

Aby ofiara Piotra z Niepołomic nie była nadaremna

Portal oko.press publikuje „Apel do Polek i Polaków”, który powstał z inicjatywy KOD Kanada, a jest wspólnym stanowiskiem środowisk, organizacji i liderów grup pro-demokratycznych Polonii w Ameryce Północnej i Europie. Bezpośrednim powodem jego napisania jest refleksja po próbie samospalenia Piotra S. przed Pałacem Kultury i Nauki.

Apel kierowany jest do zwykłych Polaków, to wołanie „o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władz”.

W apelu czytamy: – „Zgodnie z zostawionym przez tego Polaka listem, był to tragiczny akt protestu wobec poczynań władz PiS łamiących w jego przekonaniu Konstytucję RP, prawa krajowe i międzynarodowe obowiązujące Polskę. Jesteśmy tym samotnym aktem do głębi wstrząśnięci. Apelujemy, by nigdy nie musiał się powtórzyć w Polsce. Życie ludzkie jest wartością przerastającą polityczne różnice, ideologie i spory.

Do każdego człowieka, który może czuć się zdesperowany, osamotniony, przygnieciony ciężarem sporów politycznych i podziałów społecznych – wyciągamy przyjacielską dłoń z prośbą: przyjmij tą dłoń, porozmawiajmy. Nie jesteś sam. Wesprzemy Cię. Twoje życie jest ważne – jest najważniejsze. Dla Twoich bliskich, dla kraju.

Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami – domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie.

Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych.

Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków”.

Dzień wcześniej na tym portalu Agnieszka Holland opublikowała przejmujący esej o próbie samospalenia Piotra z Niepołomic. Nazywa ten akt gniewem, który co prawda jest niszczącym ogniem, ale oświetla innych.

Dla mnie Piotr dokonał aktu krzyku, który – nie będę wielce oryginalny – najlepiej oddaje obraz Edwarda Muncha. To nie była tylko autodestrukcja 54-letniego Piotra z Niepołomic – to było znalezienie się wrażliwego człowieka na skraju desperacji, gdy rozum zdecydował się na ten akt ostateczności.

W tym momencie należałoby odwołać się do literatury i do psychologii. Lecz nie chcę, aby Piotr S. pozostał jakąś figurą literacko-retoryczną, on jest z nas, my co najwyżej przypalamy sobie piórka w ogniu gniewu, on wszedł w dosłowność czynu. O tym świadczy list, który nam pozostawił.

Apel rodaków z zagranicy nie powinien pozostać bez echa. Chciałbym zwrócić uwagę i przypomnieć protesty w ramach Łańcuchów Światła w Poznaniu. Tutaj one były największe w kraju, manifestowano właśnie ponad podziałami, byli wyborcy wszystkich partii, a politycy mogli się co najwyżej znajdować wśród innych, a nie na podeście dla przemawiających.

Wyjdźmy z wyciągniętą ręką bez żadnych zabezpieczeń warunkami wstępnymi. Skrzyknijmy się, aby ten ogień Piotra nie był nadaremny, może znajdziemy wspólne światło. Może? Nie! Na pewno znajdziemy, wyjdźmy z siebie naprzeciw drugiemu, innemu.

TO NIE JEST WŁADZA, KTÓRA DBA O POLAKÓW. WYDADZĄ NIEMAL MILIARD ZŁOTYCH, ABY NAS WSZYSTKICH OSZUKIWAĆ PRZEZ NAJBARDZIEJ ZAKŁAMANE MEDIA W PL

Macierewicz na stacji „Wysiadka”?

Postać Antoniego Macierewicza jest ciągle tajemnicza, mimo dużej wiedzy o jego życiorysie i niewątpliwych zasługach w opozycji PRL-owskiej. Budzi tajemniczą grozę swoim zachowaniem, ścieżkami kariery, znajomościami w kraju i za granicą, jest nieprzystępny nawet wówczas, gdy dopuści dziennikarza do zadawania pytań.

W życiu ze dwa razy z nim rozmawiałem, gdy Macierewicz był daleki od dzisiejszego rytu smoleńskiego. Były to rozmowy prywatne i nie zalatywało od niego ortodoksją prawicową, stwierdzałem, iż jest we władaniu niezbyt głębokiej wiedzy i takiej sobie elokwencji, co wydawało się nawet sympatyczne. Ale to było dwadzieścia lat temu i więcej.

Dzisiaj do każdego jego wystąpienia należy mieć uwagi typu, kogo reprezentuje interesy, a także, czy jest w pełni świadomy tego, co mówi i robi. Rozjazd słów i czynów u Macierewicza jest ogromny, sobie zaprzeczający. Czy tylko dlatego Jarosław Kaczyński trzyma go przy sobie, że Macierewicz ma na niego haki, albo jak pisze prezes w autobiografii, uczył go arkanów politycznych? Na pewno występuje między nimi ścisła relacja zwrotna. Nie tylko taka, iż obydwaj są trudno wybieralni w procedurach demokratycznych poza partią ze względu na największy elektorat negatywny. A teraz wydaje się, że Macierewicz nie sprawdził się Kaczyńskiemu.

Prawda, że stworzył religijny mit Lecha Kaczyńskiego, często za pomocą niebotycznych absurdów, lecz ludzie chodzą w pochodach miesięcznic, a pomnik xero prezesa, czyli Lecha Kaczyńskiego najprawdopodobniej stanie.

Czas Macierewicza dobiega końca, wskazuje na to kilka sygnałów. Macierewicz nie znalazł dowodów – a przede wszystkim nie wypichcił ich – na wybuch w Tupolewie, co stwarza przeszkody, aby oskarżyć z tego powodu Donalda Tuska. Drugi sygnał w ostatnim czasie to odwołanie najbliższego współpracownika Macierewicza Piotra Woyciechowskiego z funkcji prezesa Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

I bodaj najgłośniejszy gwizdek końca Macierewicza dotyczący publikacji aneksu do raportu z likwidacji WSI. Macierewicz kilka dni temu wyraził się głośno, iż domaga się dostępu do tego raportu. Andrzej Duda powiedział, że nic z tego nie będzie, Kaczyński poparł prezydenta: – „Należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany”.

Paweł Wroński nazywa aneks świętym Graalem macierewiczowskiej prawicy. Cóż w tym 800-stronicowym dokumencie może być? Ot, rozwinięta publicystycznie myśl „prawdziwego postsowieckiego układu”, rządzącego Polską. Kiedyś jednak ujrzy światło i będzie cymesem w macierewiczerianach, odpowiednio kompromitujących dla autora.

To wszystko może okazać się betką w stosunku do tego, co Macierewicz zrobił z wojskiem. Zaczynają mówić najlepsi fachowcy w tych sprawach, jak generał Mirosław Różański, do niedawna jeden z najważniejszych dowódców WP, który przez Macierewicza odszedł ze służby. Najcięższe zarzuty generała to: wstrzymanie modernizacji wojska oraz filozofia myślenia militarnego kategoriami II wojny światowej. Ministerstwo obrony zaś składa się z ludzi niekompetentnych, których wskazane jest nazywać przysłowiowymi szwejami (szweje – przyp. mój).

Czy Kaczyński odważy się rzec swemu towarzyszowi Macierewiczowi: dojechałeś do stacji przeznaczenia „Wysiadka”?

MIĘDLAR vs OWSIAK JUŻ WIADOMO, KOGO WYBRAŁ PiS

>>>

>>>

Jak na skróty szła 😂😂😂

Aż cztery zaległe teksty Waldemar Mystkowskiego.

Toksyczne rodziny w polityce: PiS i opozycja

Jarosław Kaczyński mocno przeżył piątkowe spotkanie z Andrzejem Dudą. Nie dość udało mu się upokorzyć prezydenta, ten co prawda stanął w drzwiach Belwederu i powitał go – wbrew protokołowi – ale nie przystał na blitzkrieg w sprawie sądów. Prędzej czy później Duda za to zapłaci, najpierw jednak Polska, którą czeka i tak zależność sądów od PiS.

Kaczyński naprędce sklecił konferencję prasową Zjednoczonej Prawicy, aby potwierdzić, że jest zjednoczona. Ci którzy o tym nie wiedzieli, pewnie zrobili buzię w ciup: wow. Dwie podprogowe treści jednak poszły w ciemny lud. Mianowicie jeden ze stronników Dudy, Jarosław Gowin stanął obok drugiego – ale nie stronnika – Zbigniewa Ziobry, bo ten ostatni to wróg Dudy jeszcze większy niż prezes.

Acz prezes nazywa ten zestaw stronniczy rodziną. Zaiste toksyczna to rodzina, a prawica jest jak małżeństwo wg dogmatu katolickiego; „Co prezes złączy, tego niech żaden Duda nie rozdziela”.

Prezes u Dudy był powiedzieć, że mamy kryzys, a Duda poprawił go, że to mały spór w rodzinie. W toksycznej rodzinie żona zwykle bagatelizuje siniak pod okiem, albo jak w przypadku przeze mnie zasłyszanym w pociągu, gdy wdowa wspominała zmarłego męża i nie mogła się nachwalić koleżance, jaki to był dobry chłop. Przyjaciółka jej przypomniała, że po pijaku ciągał ją za włosy po podwórku, ta nie dała się zbić z pantałyku i odrzekła: – A ile było tego podwórka? Phi.

Ciąga Kaczyński Dudę po tym belwederskim podwórku, a ten zachwala reformę sądów prezesa. Konferencja prasowa zjednoczonej prawicy nie przykryła jednak konwencji Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Na tej pierwszej Grzegorzowi Schetynie chyba udało się przeformatować dość nieszczęśliwą zbitkę totalnej opozycji na totalną propozycję. Teraz należy dotrzeć do wyborców z hasłami dotyczącymi zlikwidowania urzędów wojewódzkich, które zwłaszcza dzisiaj są we wrogiej kohabitacji z urzędami marszałkowskimi. Inne punkty programu PO są nowatorskie i sytuują władzę bliżej ludzi, a często tę władzę oddają wyborcom.

Przedstawiony program Platformy należy przekuć na proste hasła, które zaczną docierać do Polaków. To zależy od opozycji, nie można liczyć jednak na to, że PiS się przewróci. Kaczyński ze swymi akolitami ciągle zalicza glebę, lecz sondaże są niewzruszone, a nawet im zwyżkują.

Rozpoczynająca się kampania samorządowa jest dobrym momentem, aby opozycja odwróciła niekorzystne tendencje. Sondaże wskazują na premię dla opozycji od wyborców, gdy ich kandydaci wystartują ze wspólnych list, wówczas nie tylko twardy elektorat partyjny zagłosuje, ale także obojętni, zniechęceni do kłótni. Psychologia jest niedoceniana przez polityków. Opozycja jednak musi uciekać od syndromu politycznej rodziny, bo jest ona zawsze toksyczna.

„prawo” i „sprawiedliwość” BRAK SŁÓW

Orwellowska organizacja Reduta Dobrego Imienia

Reduta Dobrego Imienia (RDI) w nazwie ma już zmyłkę, jak Ministerstwo Prawdy Orwella. Czyż zakłamanie, amoralność są dobrym imieniem?

Włoski dziennikarz Gian Antonio Stella napisał w „Corriere della Sera” artykuł krytyczny o Polsce. O dzisiejszej Polsce pisowskiej i o tym, że nie potrafimy zmierzyć się z własną historią. Stella napisał krytycznie o „Różańcu do granic”, którego wymowa była antychrześcijańska, o nieumiejętności zmierzenia się z problemem uchodźców, którzy są inni od nas, są więc wyzwaniem społecznym, niewielkim politycznym, to kolejne tchórzostwo obecnych władz.

Redutę Dobrego Imienia, także ambasadę RP w Rzymie, oburzył passus: – „Powitanie kogoś, kto jest taki sam, jest łatwe. Dużo trudniejsze, jeśli jest inny. (…) Polacy nigdy nie powinni zapominać o swojej osobistej odpowiedzialności (personali responsabilita) za Holocaust. Nie tylko wspólnej z Niemcami, ale nawet „po” [cyt. za: oko.press].

No i na naszych tzw. patriotów (tak zwani patrioci piszę, bo to w istocie szowiniści) podziałało to jak płachta na byka. O ile ambasada w Rzymie oburzyła się i odpowiedziała listem na artykuł, to nie popełniła w nim błędu merytorycznego, ale Reduta specjalizuje się w manipulacjach i fałszu.
RDI w swoim stylu zaczęła nie na temat. Od tego, że w Polsce nie było rządu kolaboracyjnego. Stella o tym nie pisał. Stella też nie pisał, że państwo polskie (wówczas podziemne) uczestniczyło w Holocauście. Nie! Konkretni Polacy pomagali Niemcom i sami tworzyli fakty Holocaustu.

Przed wojną i w jej trakcie w polskim społeczeństwie silny był antysemityzm zbudowany przez polityków, w którym miał duży udział Kościół katolicki, zaznaczmy: nie cały. Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło w kilkudziesięciu innych miejscowościach. Szmalcowników – czyli informatorów za korzyści materialne – było dużo więcej niż tych, którzy pomagali Żydom, a bezinteresownie pomagających była garstka, to oni otrzymują dzisiaj tytuły Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło tam, gdzie politycznie najsilniejsza była endecja. To ten grunt polityczny pchał ciemny lud do krwawych czynów. Niemcy chwalili polskich szmalcowników, bo nie wykazaliby się „sukcesem” w odnajdywaniu ukrywających się Żydów.

Podobnie zachowywała się część rodaków po wojnie, czego ewidentnym przykładem jest pogrom kielecki w 1946 roku, w którym zginęło 37 Żydów. Pojedynczych przykładów mordów tuż po wojnie jest dużo.
Czy dzisiejsza niechęć do uchodźców jest podobna do antysemityzmu? Tak! To ta sama niechęć – wręcz nienawiść – do innych. W literaturze inny pisze się Inny. Nie bądźmy więc zdziwieni, że PiS na wszelkie sposoby źle wyraża się o uchodźcach, a zaprzeczenie o antysemityzmie i udziale Polaków w Holocauście zostawia takim organizacjom, jak Reduta.

Za pomocą takich Redut Dobrego Imienia fundują nam Polskę na fundamencie fałszu. Polskę zakłamaną tchórzliwą, amoralną. Dlatego tacy ludzie bez talentu, grafomani jak Świrski, szef tej orwellowskiej organizacji, są na tapecie. Polska jako szczurowisko – wówczas, gdy dochodziło do pogromów na Żydach i dzisiaj.

Mój ród pochodzi z tych terenów, gdzie jest Jedwabne, sporo opowiadano u nas o tych faktach, o tym zakłamaniu. A teraz wraca fałsz i ma się coraz świetniej.

Dla odwrócenia uwagi od konwencji programowej PO, wystąpiło trzech terrorów mówiąc że, tak naprawdę nie mają nic istotnego do powiedzenia.

Strategie rolowania przez PiS, lekarzy rezydentów też

PiS ma pomysł, jak wyrolować protestujących lekarzy rezydentów, co nie jest żadną nowością, bo ta partia stosuje strategie rolowania od początku swoich rządów. Taką strategią jest przepychanie przez Sejm tzw. projektów poselskich, a nie rządowych – te ostatnie wymagają konsultacji społecznych i środowiskowych. Jeżeli na czymś szczególnie PiS zależy, stosuje przyspieszone logistycznie procedowania, np. nocne głosowania w komisjach poselskich i w trakcie sesji sejmowych. Są nawet nadzwyczajne procedowania, gdy zawęża się liczbę posłów do swoich, byle było kworum i oddzielają się od świata w Sali Kolumnowej. Już to przecież też przerabialiśmy.

Inne rolowanie rozpisywane jest na głosy instytucjonalne. Zastosowane zostało przy ustawach sądowych, gdy odbywały się protesty w całym kraju („Łańcuchy światła”) i rzeczywiście zostały wygaszone przez dwa weta prezydenta, choć protestujący domagali się trzech. Wyciszenie niezgody i gniewu społecznego wymaga czasu. I tak się dzieje. Andrzej Duda przedstawił swoje projekty, które nie są spełnieniem żądań społeczeństwa obywatelskiego, a do tego toczy rozmowy z osobą najważniejsza dla partii rządzącej. Rozmowy się toczą, a gniew społeczny już został rozładowany, para bowiem poszła w gwizdek. Więc tak czy siak – sądownictwo straci niezależność, stanie się partyjne, a nam zostanie oskoma: och, kiedyś to była demokracja.

W tej chwili mamy do czynienia z rolowaniem lekarzy rezydentów, a tak naprawdę z rolowaniem nas ze zdrowia, bo to dotyczy już całej służby zdrowia. Rolowanie ze zdrowia Polaków, czyli wpychanie w chorobę, a w istocie skłanianie do grobu – wcale nie przesadzam: śmiertelność rok do roku wzrosła bagatela o 7 proc. – rozpoczęło się już dawno. Lekarze rezydenci są kroplą, która przelała czarę goryczy, przekroczono masę krytyczną, która zachwiała stabilnością systemu ochrony zdrowia.

Rozwalanie służby zdrowia trwa od początków rządów PiS. To nie tylko ta osławiona sieć szpitali, która ma być finansowo podłączona do budżetu państwa, ale reorganizacja w ośrodkach zdrowia i szpitalnictwie, zaś przede wszystkim wymiana kadr kierowniczo-menadżerskich. To ostatnie jest najboleśniejsze, trudne publicystycznie do wyartykułowania i podania opinii publicznej. W służbie zdrowia na kierowniczych stanowiskach mamy nawał pisowskich Misiewiczów.

To rozwala system ochrony zdrowia narodu. Dziwne, że dziennikarze tego nie opisują, czyżby tak mało było specjalistów w tym temacie, a może są jeszcze młodzi i nie zaznali udręki związanej z leczeniem.

W służbie zdrowia jest tak samo, jak z Beatą Szydło, która ogłasza zwycięstwo 1:27. Na razie 7 proc. Polaków więcej umiera, a będzie nas jeszcze więcej w grobach, gdzie tak trudno przyjdzie się policzyć w protestach. PiS jest partią wyjątkowo pokraczną, czego się nie dotkną, kończą katastrofą. Trafili jednak na koniunkturę światową i państwo w dobrym stanie po poprzednikach, ale to się kończy. To my zostaniemy na ruinach popisowskich, jeżeli przeżyjemy PiS.

Lekarzy rezydentów chcą teraz wyrolować metodą kooptacji obcych. Rząd zamierza uprościć przepisy zatrudnienia w zawodach medycznych i zatrudnić lekarzy spoza Unii Europejskiej, tj. z Ukrainy. Tacy lekarze nie musieliby nostryfikować dyplomów, lecz byliby przywiązani do miejsca pracy, czyli byliby lekarzami pańszczyźnianymi. Oczywiście, pomysł jest taki, aby nie podnosić płacy lekarzom rezydentom.

Akurat jest on strzałem w płot, acz ma zastraszać protestujących lekarzy. Ukraińscy lekarze zarabiają wcale nie gorzej u siebie – bo ten zawód tam zawsze był ceniony – a też nie będą chcieli zostać niewolnikami, bo byliby przypisani do jednego miejsca pracy, nie mogliby zmienić miejsca zatrudnienia, uniemożliwiłoby im to brak nostryfikacji.

Pomijam kwestię, iż Unia Europejska zakwestionowałaby ten tryb pozyskiwania kadr medycznych, bo jesteśmy w jednym systemie zdrowia unijnego, jak zakwestionowała wycinanie Puszczy Białowieskiej.

PiS próbuje nas rolować i niestety udaje im się połowicznie. Polska pokracznieje jak partia Kaczyńskiego, partnerem i demokratą dla PiS jest prezydent Turcji Erdogan. I w tym kierunku zmierza rolowanie PiS, rolowanie nas z wolności obywatelskich, a nawet z życia, acz zmarłym wsio rawno, bo im w wieczności to wisi.

PIĘKNE OKREŚLENIE SŁÓW BŁASZCZAKA. „CO ZA NĘDZA”

Szydło przed wyjazdem do Brukseli gra w „Uchu prezesa”

Beata Szydło ma problem psychologiczny, który ma się do jej wiedzy przedmiotowej. Tym problemem jest syndrom wcześniej u niej zaobserwowany, a w jej partii zdefiniowany dawno temu. Sukcesem jest przegrać 1:27. W psychologii jest to odwrócenie kota ogonem, tabeli do góry nogami.

Ten syndrom brzmi: jesteś pierwszym, gdy postawisz wszystko na glowie. Na głowie jest postawiona władza PiS. Wszak prezes powiedział, że białe nie jest białe („Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”).

Odwrócenie na głowie ma się z braku wiedzy i braków profesjonalizmu. Prezes Kaczyński jest w tym klasykiem, myli Zbigniewa Herberta z Janem Twardowskim (a on zawsze chce zaimponować wiedzą tajemną), tych pomyłek rzeczowych u niego wystepuje więcej i więcej. Zaś Szydło nawet nie wiedziała, od kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej, pomylić się o 12 lat to jak przegrać wszystko w teleturnieju..

I Szydło jedzie na szczyt UE w Brukseli, aby wszystko przegrać. W kraju przed wyjazdem robi takiego psychicznego klocka. Wypowiedziała „myśl”: „Oczekuję równego udziału krajów UE w debatach o reformach”.

Co to zdanie ma znaczyć? Tak wypowiada się osoba zakompleksiona, reprezentująca kraj zakompleksiały, w imieniu którego przegrywa 1:27. Tak wypowiada się polityk, w którego władza w kraju ma problem ze standardami demokratycnzymi i wolnościowymi.

Tak wypowiada się… Co napisawszy żachnąłem się, bo przeciez taki mamy problem z obecną władzą. Szydło jest pionkiem w rękach prezesa i zobaczywszy mikrofone wypowiada zacytowaną przeze mnie tę”myśl” i inne godne satyrycznego sztambucha.

Piszę „myśl” w cudzysłowie, bo po Szydło zostanie cydzysłów. Premier? Nie! „Premier”. Szydło jeszcze nie wyjechała, a już mówi tekstem z „Ucha prezesa”, w Brukseli nie będzie prezesa, za to będzie sitcom „Ucha…” z jej udziałem.

Tacy politycy – „politycy” też powinno być w cudzysłowie – zdegradowali Polskę, zrobili krajem peryferyjnym. W ciągu dwóch lat zniszczyli to, co budowano z takim mozołem po 1989 roku. Mogę tylko współczuć Donaldowi Tuskowi, który z Polaków wspiął sie najwyżej w politycznej historii, współczuć, że będzie miał naprzeciw (koło siebie – jakkolwiek) tak nijaką osobę, jak Szydło, która ma problemy psychologiczne (nie potrafi się wyrazić), ma problemy przedmiotowe (nie ma wiedzy).

W wyniku reform w Unii Europejskiej – gdy dłużej Polską będą rządzić pacynki Kaczyńskiego – Polska nie tylko zostanie zdegradowana, ale potraktowana, jak chory człowiek Europy, nie stosujący się do obowiązuyjących na Zachodzie standardów i pozbawiający swoich obywateli wolności.

Polska zostanie wykluczona. Tak jak PRL byl wykluczony cywilizacyjnie. I zostanie nam jakiś sojusz w czworkącie: Mińsk, Ankara, Budapeszt- Warszawa. Czworokąt bermudzki.

ŚWIĘTE SŁOWA DO CAŁEJ OPOZYCJI Zachowajcie je i przypominajmy o nich politykom. Bez końca. Aż zrozumieją.

>>>

>>>

„SYTUACJA NIE ESKALUJE” – TO ZABRZMIAŁO JAK SUKCES RZĄDU, KTÓRY PORADZIŁ SOBIE Z PROTESTEM LEKARZY… CO ZA WSTYD.

Aż trzy teksty Waldemara Mystkowski, za to świetnie opisujące zmagania Polaków z tą pokraczną władzą.

Szyszko od Rydzyka jest siekierą na polską przyrodę

Minister środowiska Jan Szyszko jest godny rekomendującego, jest reprezentantem poselskim z puli o. Tadeusza Rydzyka. PiS w zamian za promocję w mediach redemptorysty, wydziela miejsca dla jego przedstawicieli, zarówno w postaci biorących miejsc poselskich, jak i tek ministerialnych.

Jan Szyszko jest więc od Rydzyka. Można go nazywać w skrócie „od Rydzyka”. Szyszko jest bólem obecnego rządu, bo nie mogą się go pozbyć z powodu niespełnienia oczekiwań rządzących, gdyż za Szyszkę przyjdzie inny Szyszko, w postaci podobnego kłopotu, czy to moralnego, aksjologicznego, albo jeszcze innego – zwyczajnie intelektualnego.

Ten Szyszko od Rydzyka ma kłopot aksjologiczny, kłopot wartości, które sytuują się u niego po drugiej stronie diapazonu. Jeżeli dla nas coś jest wartością pozytywną, np. ekologia, to u Szyszki wartością pozytywną jest antyekologia.

A że jest ministrem środowiska, spokojnie tutaj mogę napisać, iż jest ministrem antyśrodowiska albo ministrem antyekologicznym. Dlaczego tak jest? Pośrednią odpowiedź możemy uzyskać na przykładzie tego, który trzyma pulę, a w nim Szyszkę. Mianowicie Rydzyk mógłby odpowiedzieć na powyższe pytanie, dlaczego sumienie zastępuje numerem konta bankowego.

Szyszko przejdzie do historii jako ten, który wziął się za zniszczenie Puszczy Białowieskiej, jedynego przyrodniczego obiektu w Polsce, który został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Więc Szyszko od Rydzyka na tę wieść mógł sobie powiedzieć, że on ministrem dziedzictwa światowego nie będzie, tylko parobkiem od Rydzyka. Nie piszę tego, aby łatwo kpić z Szyszki, przecież nie żartują w ten sposób ofiarni ekolodzy, którzy w Puszczy Białowieskiej przypinają się do drzew, aby wstrzymać niszczenie dobra wszystkich Polaków.

Niszczeniem Puszczy Białowieskiej przez Szyszkę od Rydzyka zajęła się Komisja Europejska, która skierowała sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), a ten już drugi raz rozpatrywał tę sprawę. Tym razem jednak TSUE rozstrzygał, jak postąpić wobec kraju, który łamie polecenie najważniejszego sądu UE.

Do takiego zdarzenia dochodzi po raz pierwszy w historii Trybunału UE. Szyszko nie stosuje wyroku Trybunału, który nakazał zaprzestanie wycinki Puszczy. Poprzednio Szyszko uzasadniał, iż wycinka jest odpowiedzią na zagrożenie ze strony kornika drukarza.

Na dzisiejszym posiedzeniu (17.10.2017) Szyszko zmienił strategię obrony, zamiast kornika drukarza wycinkę uzasadniał zapewnieniem bezpieczeństwa publicznego. Pojawił się też nowy owad, który zastąpił kornika drukarza, a jest nim zgniotek cynobrowy.

Szyszko stawił się nawet z eksponatami owadów i 15 sędziom TSUE pozwolił zgadnąć, który to jest zgniotek. Co wywołało u tych poważnych skądinąd osób rozbawienie (zareagowali zażenowanym uśmiechem).

Przede wszystkim Szyszko od Rydzyka starał się podważyć wiarygodność danych dotyczących wycinki Puszczy poprzez uzasadnienie, iż uzyskano je drogą „cyberataku”. Kto jakoby dokonał tego cyberataku minister nie wyjawił. Puszcza w tym czasie też padała pod siekierami i piłami.

Szyszko jest w pewnym sensie esencją obecnego rządu. Niszczy przyrodę, niszczy polskie zasoby przyrody i to w sposób nieodwracalny. Ekolodzy przestrzegają przed tym, że Puszczy grozi zamiana z lasu naturalnego w plantację drzew. Takie są skutki braki szacunku dla rzeczywistych wartości. Szyszko od Rydzyka jest siekierą na polską przyrodę.

JERZY KRYSZAK O REFORMIE SŁUŻBY ZDROWIA. Ma rację, w tym roku PiS pobił rekord umieralności Polaków. BRAWO!

Serial z Macierewiczem z finałem w postaci wybuchu

Z Antoniego Macierewicza nie ma co żartować, jeżeli pominiemy cynizm, amoralną cechę charakteru. Piszę to, bo minister obrony jest wyjątkowo twórczy. Nikt przez siedem lat z okładem – zbliża się do ośmiolecia – nie jest w stanie snuć teorii, do których nie ma żadnych racjonalnych podstaw.

Nie potwierdzają tego żadni realni eksperci, nie ma cienia dowodu rzeczowego, namysł każdego z nas odrzuca podobne domysły, a jednak Macierewicz upiera się przy swoim. Był zamach, był wybuch, Lech Kaczyński poległ.

Nawet Jarosław Kaczyński nie daje temu wiary, co ostatnio wygłosił na miesiecznicy smoleńskiej ze swego podestu na Krakowskim Przedmieściu, że „tej prawdy do końca ustalić się nie da”. Tak zwątpić? Nie do wiary. Wszak prezes mówił, że dojdzie do prawdy. Z tego wnioskowałem, że jak Mojżesz daje sobie 40 lat na dojście. A to dopiero siódmy roczek za nami.

Z prawdą jest jednak tak, że nie da się powiedzieć, że dzisiaj ją poznamy. Jest bardziej tajemnicza niż Synaj, Gobi, a nawet Sahara, coś wiedzą o tym Beduini. I dobrze o tym wie Macierewicz. Po czterech dniach od wyrażenia wątpliwości przez prezesa minister ogłosił, że „znaleźliśmy moment wybuchu”na jednym z rejestratorów smoleńskiego Tupolewa.

„Znaleźliśmy”. Z kim Macierewicz znalazł? Ze swoją podkomisją? Słuchacze szefa MON też byli „wyborni”, bo obwieszczał to przedstawicielom klubów „Gazety Polskiej” na spotkaniu w Spale. Macierewicz jednak nie przedstawił dowodu: o, proszę tutaj, to jest ten kawałek taśmy z jednego z trzech rejestratorów, słyszycie? Jest wybuch? Jest.
Nie! Nie było podobnego słuchowiska, bo Macierewicz pospieszył się usprawiedliwić: – „Zajmujemy się obecnie analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu”. Jak już przeanalizują i wykluczą, mam nadzieję, że usłyszymy ten „moment wybuchu”.

Acz ciągle pamiętam, że któryś z „ekspertów” Macierewicza zapewniał, że moment wybuchu nie zdążył się zarejestrować. Taki wybuch był szybki albo tak szybko po nim doszło do pierdyknięcia Tupolewa o glebę rosyjską, że rejestratory nie zdążyły.

Co więc usłyszał Macierewicz, czego nie usłyszeli eksperci rządowej komisji Jerzego Millera, ani fachowcy z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna? Może być jeszcze tak, że „znaleźliśmy” dotyczy instytutu, który Macierewicz w Telewizji Republika nazwał „najlepszym instytutem na świecie”. Nie wyjawił, który to jest najlepszy.

Przez niemal osiem lat Macierewicz zmaga się z „momentem wybuchu”, do którego się przyznał. Nie każdy wszak jest jak McMurphy, który dostawszy słoiczek swoich leków przechowuje je pod językiem, nie łyka, aby wypluć, bo nie lubi tych szmerów, tych momentów wybuchu.

I zdaje się, że w kolejce do okienka, w którym stoi siostra Ratched, znalazł się minister Macierewicz, wybuchł mu moment. Co go teraz może czekać? Wiadomo, lobotomia, a potem wódz Bromden (wódz jest tylko jeden) przystawi Macierewiczowi poduszkę do oblicza, aby skończyć z tą fabułą. I w ósmym sezonie serial „Tworki” zaliczy swój koniec.

ZAMIAST PŁACIĆ MILIONY ZA OCHRONĘ, MOŻNA SIĘGAĆ PO POLICJĘ, ZA KTÓRĄ PŁACĄ POLACY… ZAKPIŁ BARDZO SŁUSZNIE.

Zamach PiS na wolne wybory za pomocą bomby – ordynacji wyborczej

Jarosław Kaczyński chwali siebie i partię, a Paweł Kukiz zamierza metodą rewolucyjną walczyć o demokrację. Lubię język polskich polityków, którzy klasycznie „nie wiedzą, co mówią”. Niestety wiedzą, co chcą osiągnąć.

Kaczyński był łaskaw poinformować swoją gwardię z klubów „Gazety Polskiej” o ordynacji wyborczej, iż jest gotowa i czeka na czas, gdy z Andrzejem Dudą będzie dogadane. Kiedy będzie dogadane? Obawiam się, że po jego najbliższym spotkaniu z prezydentem.

Wówczas kilka spraw posunie się dla Kaczyńskiego do przodu, będzie można upisowić media prywatne, uchwalić nową ordynację wyborczą, która da „taką większość, która zapewni nam [nam, czyli PiS – przyp. WM] skuteczną większość”.

Wiemy nieco więcej o ordynacji, nie znamy najważniejszych rzeczy, tych pisanych małymi literkami – nonparelem. Przezroczyste urny, kamery internetowe to są bzdurki nic nie znaczące, acz kosztowne w eksploatacji, które mają przykryć rzeczy technicznie najważniejsze.

Mają być dwie komisje wyborcze w lokalach wyborczych, jedna nadzorująca przebieg głosowania i druga ważniejsza – licząca głosy. Jak ta druga ma być skonstruowana pod względem osobowym, gdzie ma dokonywać liczenia głosów i kiedy? Tutaj wachlarz „możliwości” jest duży – i w tej drugiej komisji można dopatrywać się „zapewnienia nam [PIS] skutecznej większości”.

Dojdą do tego nowe podziały terytorialne okręgów wyborczych, metoda podziału mandatów. A także nowinka: znikną jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach samorządowych.

Słynne JOW-y, które mają zniknąć, trzepnęły Kukizem do tego stopnia, iż zapowiedział „gigantyczną reakcję”, która ma polegać na tym, że wyprowadzi na ulice milion protestujących, by – o czym już wspomniałem – „drogą rewolucyjną walczyć o demokrację”.

W wypadku muzyka gigantyczna reakcja to może być tylko koncert w plenerze, ale musiałby na niego zaprosić np. Kayah, Krzysztofa Skibę z Big Cycem, Perfect ze Zbigniewem Hołdysem. Im jednak z Kukizem nie po drodze. Solo mu przyjdzie gigantycznie drzeć gębę w „walce o demokrację”.

Kaczyński za to pochwalił siebie i partię w swoim litanijnym stylu – ulubiona forma jego retoryki – powtarzając wielokroć „to jest dobry pomysł”, gdy omawiał nową schowaną jeszcze w korcu ordynację wyborczą, która powstała, bo prezes PiS „obawia się fałszerstw”.

Do takich fałszerstw wyborczych nie doszło, gdy PiS nie rządził, władzę sprawowała PO z PSL – i PiS wygrał. Teraz Kaczyński obawia się, że gdy PiS rządzi, dojdzie do fałszerstw wyborczych?

Po raz pierwszy jestem w stanie uwierzyć Kaczyńskiemu, bo oto jego podwładny szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki był łaskaw się sypnąć – bynajmniej nie nonparelem – w wywiadzie dla wPolsce, gdy zapytano go o tzw. przeliczenie głosów na mandaty: – „Będziemy pracować nad tym, żeby mieć taką większość, która zapewni nam skuteczną większość”.

Jeszcze raz powtórzę: lubię gadkę-szmatkę pisowskich retorów. Powyższy cytat z Terleckiego przełożyć należy na fucktyczny (słówko Manueli Gretkowskiej) sens jego wypowiedzi, który brzmi: –„Będziemy tak fałszować, aby mieć skuteczną większość”.

W istocie PiS za pomocą nowej ordynacji wyborczej chce zamachnąć się na wolne wybory. Fucktycznie.

>>>

CZAS SIĘ OBUDZIĆ. POTEM BĘDZIE JUŻ ZA PÓŹNO…

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Gra w bambuko Dudy i Kaczyńskiego

Pod stołem zachodzi handelek – ty mi dasz sądy, to ja ci dam dyplomację…

Konstytucja opisuje jak winien być regulowany proces stanowienia prawa w Polsce. Ma być on przejrzysty, poddany rygorom sprawnego uchwalania prawa (konsultacje społeczne i trzy czytania w Sejmie oraz rekomendacje w komisjach), co ma prowadzić do sprawnie funkcjonującego państwa.
Polska nigdy nie była szczególnie w tej kwestii cywilizowana. Nasza bylejakość za granicą uzyskała pejoratywne określenia. Ostatnio jednak odchodziliśmy od tego schematu „Polaczka”, zaczęliśmy się dobrze kojarzyć. Na schematy pracują pokolenia i po 1989 roku wydawało się, że wreszcie solidnie odwróciliśmy złe skojarzenia z Polską w ekspresowym tempie.

Niestety, dorwała się do władzy partia katastrofy. Pożegnaliśmy się ze statusem państwa przewidywalnego, a zatem i jako nacja tak jesteśmy postrzegani. Odżył schemat Polski jako chorego człowieka Europy. Nie tylko wśród elit politycznych zostaliśmy odesłani do oślej ławki, do podrzędnego stolika, ale także wśród zwykłych ludzi. Opinia o Polsce poleciała na pysk, że posłużę się metaforą prezesa Kaczyńskiego – „na mordę zdradziecką”.

Przez wieki chwaliliśmy się Konstytucją 3 Maja, która miała nas czynić świadomych prawa i nowoczesnych. Od dwóch lat coraz bardziej zbliżamy się do zapomnianego na Zachodzie ustroju republiki bananowej, w której nie obowiązuje prawo ani Konstytucja, tylko jej interpretacja rządzących, a w zasadzie wola jednego człowieka.

Przechodzimy transformację od demokracji do republiki bananowej, nazywanej też satrapią, dyktaturą etc. Oto przejrzyste stanowienie prawa przez Andrzeja Dudę polega na tym, że trzy razy podjął u siebie prezesa Kaczyńskiego, który ma inny pogląd niż on na temat, jak odebrać niezależność sądom, aby stały się zależne od partii albo od niego. Odbywa się to poza naszymi oczami, a to dlatego, że pod stołem zachodzi handelek – ty mi dasz sądy, to ja ci dam dyplomację itd.

„Transparentność” PiS polega w tej kwestii na tym, że Duda dostał na swoje biurko poprawki partii, które ma on wnieść do swojego projektu ustaw albo nie wnieść – i które stałyby się po zaakceptowaniu autopoprawkami. A wiedzy o tych poprawkach nie mają nawet politycy PiS, bo w tajemnicy pisał je przed wszystkimi prezes Kaczyński.

Jaki będzie rezultat, czy dojdzie do następnych spotkań w cztery oczy Dudy z Kaczyńskim, jest dla nas nieistotne. Mamy do czynienia ze zmienionym sposobem łamania Konstytucji przez Dudę i prezesa partii, która ma większość w parlamencie.

To, co ma być transparentne, jest utajnione, a jednym z tych powodów jest, aby rozbroić niezgodę i protesty społeczeństwa obywatelskiego. W tej chwili demokraci nie wiedzą, kiedy demonstrować, ani przeciw komu, ani jakie konkretne treści niekonstytucyjne oprotestować. Grę w bambuko Duda i Kaczyński mają coraz lepiej opanowaną.

PRZED NAMI KOLEJNY DZIEŃ GŁODÓWKI LEKARZY, DZIEŃ W PAŃSTWIE PiS

Waszczykowski w Londynie w pełnej krasie dyplomatołectwa

Szef MSZ chciał umniejszyć Tuska – tę małość w rodakach dawniej nazywano zaprzaństwem.

Witolda Waszczykowskiego wraz z Antonim Macierewiczem poniosło do Londynu. Ktoś może roztropnie zapytać: po co? Wcale nie jest to gołosłowne pytanie, bo Waszczykowski gdziekolwiek będąc, przynosi więcej szkody niż pożytku. Gdyby nic nie robił, nic by się nie stało, a jak przystępuje do pracy dyplomatycznej, mamy do czynienia ze skutkami opłakanymi, ze szkodami.

Władysław Bartoszewski ukuł określenie dyplomatołek na reprezentowanie za granicą naszych interesów przez ludzi takiego pokroju, jak Waszczykowski. Wtedy w 2007 roku chodziło o zapomnianą już Annę Fotygę. Waszczykowski wówczas był wiceszefem dyplomacji, ale już był czymś więcej niż wicedyplomatołkiem.

Ile gaf właściwych matołectwu popełnił Waszczykowski, nikt tego nie zliczy. Nie inaczej w Londynie. Cel wizyty to zagwarantowanie przyszłego polsko-brytyjskiego partnerstwa w dziedzinie bezpieczeństwa po planowanym wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, acz dużo się mówi, że do Brexitu może nie dojść. Istnieją prawne możliwości, wiele jak zwykle zależy od opinii publicznej, czyli elektoratu, któremu zaczyna się w tej kwestii odwracać.

Wiemy więc, co mieli załatwić polscy politycy, a co rzeczywiście załatwiono, możemy się tylko domyślać, gdyż politycy PiS informację traktują jako dezinformację. Zwłaszcza partner Waszczykowskiego w wyprawie londyńskiej – Macierewicz.

Ale to Waszczykowski znowu dał znać, że słusznie należy mu się tytuł dyplomatołka, bo ni z gruszki, ni z pietruszki, przypomniał sobie sławną szarżę po zwycięstwo moralne, które skutkowało historycznym już wynikiem 1:27. Waszczykowski był łaskaw w Londynie (ponoć PiS nie wynosi sporów na zewnątrz; ha, ha, ha) wyrazić się: – „Donald Tusk stał się liderem polskiej opozycji. Był jednym z być może organizatorów, ale na pewno uczestników nieudanego puczu, który kilka miesięcy temu chciano w Polsce przeprowadzić przeciw polskiemu parlamentowi”.

Jak na dyplomatołka przystało, Waszczykowski nie ma pojęcia, co pucz oznacza. Usprawiedliwieniem może być to, że nie miał ze sobą laptopa i nie mógł tego dowiedzieć się z Wikipedii. Jak jednak odczytywać następne słowa o szefie Rady Europejskiej: – „Tusk nie pomaga w realizacji żadnego polskiego interesu ani w Unii, ani poza Unią”?.

Nie chcę się znęcać nad Waszczykowskim, bo on sam nad sobą się znęca, acz znęca się nad polskim interesem. I tego nie można mu wybaczyć. Należałoby wzmocnić dzisiaj pojęcie dyplomatołectwa, politycy PiS przekraczają kolejne granice. Ośmieszają kraj na zewnątrz, Waszczykowski ma duży wpływ na odświeżenie pejoratywnego określenia: „Polaczek”.

Dlaczego Waszczykowski chciał umniejszyć Tuska w Londynie, który odpowiada za unijne rozmowy z Londynem w sprawie Brexitu? Tę małość w rodakach dawniej nazywano zaprzaństwem. Ale to nie uratuje Waszczykowskiego, obrazek z opluciem Tuska adresowany jest do prezesa Kaczyńskiego, który właśnie przeprowadza handel z Dudą, aby oddać resort spraw zagranicznych jego ludziom, a konkretnie Krzysztofowi Szczerskiemu.

STANDARDY WEDŁUG PiS

>>>

Konferencja prasowa Łukasz 🤣

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

PiS osiągnął pożądany stan Polski: naród w galarecie

Polak jest coraz bardziej podszyty strachem, czuje cykora. Sondaż CBOS o strachu Polaków przed wypowiadaniem się o polityce przemknął bez większej refleksji. Źle się dzieje w narodzie, który drży. Taki naród jest nietwórczy, a apatia pogrąża w depresji.

Czy Polska jest już w depresji? Czy władza osiągnęła zamierzony stan wszelkich zamordystów, iż nie muszą szanować, wystarczy, że się ich boją.

Polacy niestety boją się. 58 proc. badanych wyraziło się, iż rozmawiając o polityce „trzeba się mieć na baczności”. Tylko 37 proc. nie boi się. Porównanie z rokiem 1993 wypada dramatycznie i jest odwrotnością stanu dzisiejszego. Wówczas tych, którzy nie bali się gęby otworzyć i mówić o polityce było dwukrotnie więcej, niż bojących się, stosunek ten wynosił 60:33.

PiS osiągnął to, co chciał. Naród w galarecie. Interpretować te dane można na różne sposoby. To, iż Polak boi się mówić o polityce, bo podziały są ogromne i od razu może sobie zrobić w towarzystwie wrogów, a w rodzinie może dojść do kłótni, wśród małżonków zaś do rozwodu.

Jednak to z tej mniejszości, nie bojącej się polityki, tworzy się społeczeństwo obywatelskie, ale i ono jest zastraszane na wszelkie sposoby, jak ostatnio kobiety, gdy po Czarnym Wtorku nastąpiła czarna środa. Do siedzib organizacji kobiecych w Warszawie, Zielonej Górze, Łodzi, Lublinie i Gdańsku bez zapowiedzi weszła policja, skonfiskowała komputery, dyski i dokumenty.

Portal OKO.press przywołuje znamienne zdarzenie, które może uchodzić za alegoryczny obrazek, co z narodem wyprawia PiS. Przykład Moniki Tichy „Pacyfki”, która przeszła przemianę genderowo-polityczną i została odrzucona przez ojca. „Zamiast ręki podał mi różaniec” – zwierzyła się portalowi.

Analiza danych CBOS wskazuje, że to strach polityczny obezwładnia społeczeństwo. Obecne dane statystyczne są bliskie tym z lat 80-tych ubiegłego wieku, gdy dogorywała komuna. Teraz PiS zastąpił komunę.

Ciekawe są dane na temat strachu wśród wyborców konkretnych partii. Pisowcy nie boją się w 55 proc., boi się zaś 42 proc. Ale wśród wyborców pozostałych partii przeważają ci, którzy się boją. Najbardziej wśród elektoratu PO i Nowoczesnej, stosunek bojących się do niebojących w tych partiach kształtuje się odpowiednio: 25:69 i 23:77.

Przyczynę bojaźni Polek i Polaków oddaje sondaż o łamaniu Konstytucji. Tylko 28 proc. uważa, że Konstytucja jest przestrzegana. Jeżeli władza nie przestrzega Konstytucji, to nie przestrzega praw obywatelskich, więc jest czego się bać.

PiS osiągnął pożądany przez siebie stan społecznej bojaźni: naród w galarecie.

OJCIEC I SYN. Na spacerze. Miłego dnia.

Skomprymowanie Polski w rękach dyktatora

Jarosław Kaczyński spotkania z Andrzejem Dudą zaczyna traktować z bojaźnią i nazywa je incydentem. Prezydent śmiał mu zafundować incydent, czyli konflikt. Prezes PiS był w odwiedzinach w Belwederze, na terenie osoby, z którą jest poróżniony i z którą nie zawarł rozejmu, bo prezes nie nazwałby tych spotkań wrogim incydentem. Zapowiedziane zaś zostały następne spotkania ze stroną incydentu.

Kaczyński więc będzie posłował za swoją sprawą. Jeszcze dziwniejsze są warunki brzegowe, które są postawione dzisiaj, a nie są one proste dla obydwu stron. Posłowie PiS mają się odnieść do dwóch projektów ustaw dotyczących Sądu Najwyższego i KRS, ale nie na posiedzeniach Sejmu, a na Nowogrodzkiej. Następnie poprawki mają być przesłane prezydentowi i ten je zaakceptuje albo nie.
Jeżeli Duda poprawki PiS zaakceptuje, będzie musiał wnieść do swoich projektów autopoprawki. A zatem projekty prezydenckie zostaną wycofane z Sejmu i wrócą do niego z autopoprawkami.

Do takich procedur jeszcze nie dochodziło, są one – że tak nazwę – tajniackie, bo powstają poza oglądem opozycji i społeczeństwa. Są załatwiane pod stołem. Czy Kaczyński do warunków brzegowych Dudy dostosuje się, to zupełnie inna para kaloszy.

A zatem nie mamy demokracji parlamentarnej, mamy na tym etapie demokrację fasadową. Opisuję to, co można przeczytać i usłyszeć z krętactw obydwu stron „incydentu”.

Incydent musi Kaczyńskiego boleć, bo z wieścią o nim poleciał na zebranie – nie wiadomo dlaczego nazywane kongresem – partyjki Zbigniewa Ziobry, którego po części „zasługą” jest, że doszło do dwóch wet lipcowych prezydenta. Kaczyński poprzez to wzmocnił i poszerzył „incydent” o swego stronnika Ziobrę.

Przy okazji Kaczyński musiał zaserwować wyborcom, o co biega w tym konflikcie, mianowicie, prezes PiS Polskę widzi „państwem skomprymowanym”. Ki diabeł? Kaczyński dawno nie sięgał do słownika wyrazów obcych. Robił to, gdy jego pozycja bądź partii dołowała. Znowu to zrobił.

Synonimy ze słownika wyrazów obcych mają ukryć intencje. Mają poza tym cel, aby wyborcy – a niestety nie bez powodu PiS ma elektorat ciemny lud – przyjęli za słuszne to, czego nie rozumieją. Pokiwają głowami nad prezesem: ależ mądry, a wyborcy, którzy sprawdzą przez googlowską wyszukiwarkę w synonimach przeczytają całkiem gęsty zestaw znaczeń.

A jest to po prostu centralizacja, za pomocą której władza administrowana jest przez wąską elitę, po prostu dyktatura. Władza scalona – skomprymowana – do niewielu rąk. Partia wszelkich Misiewiczów będzie scalać, zwierać się, centralizować. Przepraszam, co może wyjść ze skomprymowanej słabości? Odpowiedź jest tylko jedna – wielka słabość.

Jest to o tyle pocieszające, iż pisowska dyktatura na skomprymowanych nogach sama się obali, zanim powstanie, pod warunkiem, że silna opozycja, a przede wszystkim społeczeństwo obywatelskie, pomoże popchnąć tę skompromywalność ku upadkowi, aby się… skompromitowało.

Nie będę pisał o opozycji parlamentarnej, która dostało „incydent” za friko, aby na tym polu spróbować różnych mądrych gier demokratycznych, wcale nie rezygnując ze swoich celów. Nie wspomnę… bo mi gula chodzi. Tylko napomknę, iż leżą odłogiem trzy projekty ustaw stowarzyszenia sędziów Iustitia. Platforma Obywatelska ani Nowoczesna nie skomprymowały ich treści. Nie będę pisał, bo mi gula coraz bardziej chodzi.

Pieniądze w budżecie są. Ale dla PiS ważniejsza jest propaganda niż zdrowie ludzi! Kto Ciebie leczy? Popierajmy .

>>>

TAKIE RZECZY TYLKO W PAŃSTWIE PiS 🙂

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Corleone PiS nie ma żadnej wizji

Uderzeni „kanalią” i „mordą zdradziecką” nie możemy zapraszać do dalszego walenia.

Ironia stosowana w jakiejkolwiek interakcji jest sztuką wyższą. Nie jest dobra w polityce, w polskiej szczególnie. Nie może być tak, iż dostawszy cepem w twarz, nastawiamy drugi policzek. Uderzeni „kanalią” i „mordą zdradziecką” nie możemy zapraszać do dalszego walenia.

PiS nie jest „dobrą zmianą” w jakimkolwiek znaczeniu ironicznym, jest podłą zmianą. Nie można oddać im języka, bo ironia jest ucieczką z podstawy językowej na wyższe piętro nazywania. Trzeba pozostać na parterze i na nelsona „kanalii” odpowiadać, że to podłość, a nie dobra zmiana.

Każdy związek zorganizowanej przestępczości przeciw Konstytucji, przeciw normom prawnym, przeciw standardom demokratycznym kończy się na parterze bezprawia. Polska jest przez Jarosława Kaczyńskiego traktowana jak własność, jego folwark, w którym za pomocą podłej zmiany zaprowadza własne porządki. Wywiad dla „Gazety Polskiej” pokazuje ponadto, jak dzielony jest teren przez ojca chrzestnego podłej zmiany. Don Corleone podzielił strefy wpływów: kraj należy do niego, polityka zagraniczna do Andrzeja Dudy.

Kaczyńskiego nie obchodzi obraz Polski na zewnątrz, a tym samym nie obchodzi go Unia Europejska. Pod koniec swojego życia odgrywa się za swoje przegrane życie, za to, że jest samotny, równie dobrze telewizję może oglądać na Nowogrodzkiej i głaskać kota, jak na Żoliborzu, żadna kobieta go nie chciała, nie wyjdzie z domu sam na spacer ani do knajpy, aby wypić piwo. Libido zamienił na zemstę ego. Skazał się na więzienie i tego samego nam życzy. Corleone PiS nie ma żadnej wizji, w przeciwieństwie do filmowego, bo wizją nie jest Polska zdegradowana na zewnątrz i wewnątrz.

Kaczyński spieszy się, chce jak najszybciej podporządkować całe sądownictwo, aby mieć wpływ na pozostałe dziedziny, zwłaszcza na media prywatne, które pozostają wolne. Z Andrzejem Dudą spotka się w piątek, poprzednie spotkania z prezydentem nie przyniosły rezultatów, jakie prezes sobie założył. Czy Duda się ugnie, czy nie – dla nas skończy się jednako. Prędzej czy później, wg tego scenariusza czeka nas jakaś forma autokracji i wykluczenia cywilizacyjnego.

Ponadto Polska ma być na zewnątrz deprecjonowana. Polska Fundacja Narodowa zmieniła swoje cele, będzie promować polską historię i martyrologię, czyli przegrane wojny i powstania albo ucieczki artystów i poetów za granicę, bo pod okupantem nie można tworzyć. Wyobraźmy sobie, jak w inni z zachwytu będą rozdziawiać gęby, bo takich heroicznych przegrańców nie widzieli.

Po 1918 roku (takiej już używam cezury) w wolnej Polsce nie działo się tyle podłości, co za PiS.

TO JEST ŚWIETNE PYTANIE. HIPOKRYZJA POKAZUJE KOLEJNE OBLICZE.

BĘDZIE TRWAŁ.

Ryszard Czarnecki pod czerwono-białym śliniakiem

Gdyby PiS doszedł do władzy przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, to dzisiaj byśmy do niej nie należeli. Jarosław Kaczyński nie miałby kłopotów z Komisją Europejską i Fransem Timmermansem, ale społeczeństwo obywatelskie wyznające wartości demokratyczne też byłoby słabsze, bo zabrakłoby instancji ponadnarodowej, do której mogłoby się odwoływać.

Kaczyński może pluć sobie w brodę, że wcześniej nie doszedł do władzy, a my musimy pluć sobie w brody, bo jednak doszedł do władzy.

Jest jak jest! Więc wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans odwołuje się do bliskich demokratom wartości i kolejny raz zapowiada debatę o sytuacji w Polsce. A sytuacja jest coraz bardziej dramatyczna – polska demokracja traci sterowność, nabiera wody, a to grozi, że kraj pogrąży się w odmętach i anarchii. Gdy PiS porządzi dłużej, nie wątpię, że spotka nas to, co najgorszego spotykało w historii pod koniec XVII wieku i dwukrotnie w XX stuleciu.

Najlepsi Polacy muszą zadbać, aby Polskę nie pogrążyli ludzie nieodpowiedzialni, nie mający kontaktu z rzeczywistością, a takim jest Kaczyński i jego akolici. Ludzie w istocie amoralni, bo im wsio rawno, kto rządzi, byle podłączeni byli synekurą do kasy państwa, ludzie podejrzanej konduity.

Timmermans zapowiada debatę o Polsce za dwa tygodnie. Na tę wieść odezwał się Ryszard Czarnecki, który lubi zawiązać sobie pod szyją krawat czerwono-biały, jak śliniak, mniemając, że to barwy polskie. Przede wszystkim jest to kicz, postponowanie polskości (mniemanej zresztą). Polską brody się nie wyciera, barwy polskie to nie śliniak. Zaś Czarneckiemu nie przeszkadza, kogo wychwala jako geniusza, czy to Leppera, czy to Kaczyńskiego. Był w tylu partiach, w tylu z nich wystawał pod latarnią, że niejedna panienka lekkich obyczajów zarumieniłaby się.

O debacie Czarnecki był łaskaw powiedzieć, iż „to przekracza granice śmieszności”. Polska jest dla niego śmiesznością. Na szczęście polscy demokraci mają przyjaciół, na których mogą liczyć. I na szczęście należymy jeszcze do Unii Europejskiej.

Brawo 🤣

>>>

DZISIAJ NOBEL Z MEDYCYNY. JAK ZWYKLE W PUNKT!

BRAWO DLA WSZYSTKICH NIEOBOJĘTNYCH

Tamara Olszewska na portalu Koduj24 przyznaje, że nie nadąża za Dudą.

Nie nadążam za prezydentem Dudą

Bohaterem numer jeden minionego tygodnia został bezsprzecznie pan Andrzej Duda. Wszyscy oczekiwali jego propozycji ustawy o KRS i SN. Niektórzy liczyli, że prezydent wreszcie nam się obudził. Przypomniał sobie, że przecież przysięgał na Konstytucję, więc może wreszcie wróci na jasną stronę mocy. Nieco inne oczekiwania mieli koledzy partyjni. Oni pewnie ostro modlili się, by pan Duda wrócił na łono prezesa i przestał udawać kogoś, kim nie jest, czyli… samodzielnego polityka.

No i nadszedł ten wielki dzień. 25 września o godzinie 12 z minutami stanął nasz prezydent i opromieniony blaskiem fleszy, przemówił do narodu. Oczywiście, towarzyszyły mu flagi biało-czerwone, podkreślając, że to Polska właśnie. Ta Polska, która wstała z kolan i nie będzie świecić w oczy jakąś „unijną szmatą”. Pan prezydent prezentował się nadzwyczaj okazale. Nieco przybrał na wadze, ale wypada to na jego korzyść. Wypoczęty, nieźle opalony. Widać, że urlop wykorzystał na maksa. Nie przeszkodziły mu nawet nawałnice. Tak więc stanął nasz prezydent i… ależ szok. Nie wiem, jak Wy, ale ja oniemiałam z zadziwienia. Wszystkiego bym się spodziewała, ale nie takiego miksu, który jakoś tak ni przypiął, ni przyłatał. Słuchałam go bardzo uważnie i zastanawiałam się, z kim on w ogóle konsultował te swoje projekty, kto mu doradzał, czy rzeczywiście aż prawie dwa miesiące potrzebował, by stworzyć takiego bubla? Czy zdaje sobie sprawę, że zakpił z nas wszystkich? Przecież to miała być reforma, a skończyło się tylko na zmianach w strukturze, które wciąż niekonstytucyjne.

Prezydenckie propozycje zmian w KRS skupiły się głównie na nowych zasadach wyboru sędziów. Kandydatów będzie mogło wybrać 2000 obywateli lub 25 sędziów. Spośród nich, Sejm wybierze większością 3/5 głosów tych piętnastu, którzy zasiądą w KRS. Jeśli politykom nie uda się dokonać wyboru, wówczas wkracza on, prezydent, i sam wybierze właściwych sędziów. I tutaj pan Duda z uśmiechem szerokim zwrócił uwagę, że taka procedura będzie wymagała zmiany w Konstytucji i on, choć nie chce ale jednak musi poprosić parlamentarzystów o dokonanie takiej maleńkiej zmiany. Oczywiście, opozycja nie wyraziła na to zgody, więc prezydent przeskoczył do tzw. wariantu B. Zakłada on, że każdy poseł, imiennie, zagłosuje na jednego z kandydatów i do KRS wejdzie ta piętnastka, która zdobędzie najwięcej głosów. Z którejkolwiek strony nie spojrzeć to wyraźnie widać, która partia wepchnie do KRS „swoich sędziów”, tak więc wszystko po myśli PiS. Jednocześnie padła propozycja, by dotychczasowi sędziowie, których kadencja wciąż jeszcze trwa, zostali odesłani na zieloną trawkę. Za to ci nowi rozpoczną swoje kadencje tego samego dnia i będzie dobrze.

Równie ciekawe są zmiany w Sądzie Najwyższym. Sędziowie będą przechodzili w stan spoczynku w wieku 65 lat. Widocznie pan Duda uważa, że dość się już napracowali i niech użyją sobie nieco życia, a nie wciąż tylko praca i praca. Jeśli któryś z sędziów się uprze, to ewentualnie, po dokładnym przemyśleniu, prezydent pozwoli mu jeszcze troszkę popracować. Pierwszego Prezesa SN będzie wybierał oczywiście prezydent z przedstawionych pięciu kandydatów. Podobnie jak to właśnie prezydent będzie ustalał liczbę sędziów, ich podział na izby, sposób prowadzenia postępować dyscyplinarnych i nadawał regulamin działania SN. Do życia Duda chce powołać Izbę Dyscyplinarną oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która będzie m.in. stwierdzała ważność wyborów i referendów, a także zajmowała się odwołaniami od decyzji KRS. I to jest bardzo ważna dla nas informacja. Kto wskaże tych dwóch sędziów, zasiadających w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych i ławnika? Coś czuję, że będzie to Izba na usługach niemiłościwie panującej nam dzisiaj partii, a otworzy furtkę na podważenie niekorzystnego dla niej wyniku wyborów, a tym samym pewnie będziemy mogli zapomnieć o wolnych i uczciwych wyborach.

Tyle pan prezydent. Ktoś zaskoczony? Ja zupełnie nie, bo niczego innego nie oczekiwałam. Naiwni ci, którzy uwierzyli w wielkie nawrócenie. Człowiek, który już tyle sobie uzbierał, by stanąć przed Trybunałem Stanu, pozostanie tym, kim jest. Jedyne, co go pchnęło do działania, to nagłe zrozumienie, kim jest dla tzw. „swoich”. Lekceważą go na każdym kroku, odebrali mu już praktycznie władzę nad wojskiem, teraz chcą mu odebrać sądy. I to jedyny powód, dla którego pan Duda wyraził swój zdecydowany sprzeciw. Nie Konstytucja, nie dobro narodu, ale własne i bardzo egoistyczne pobudki. Andrzej Duda, biedny, zakompleksiony prezydent, który spróbował szczekać, ale i tak nikogo nie pogryzie. Dlaczego? Bo nikt się z nim nie liczy…

TAKA PRAWDA

PRZEKAŻCIE DALEJ. Z OKAZJI DNIA UŚMIECHU – PORTRET POLAKÓW W JEDNYM OBRAZKU.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Kaczyński kręci Polską wokół swego taboretu

Polska kręci się wokół taboretu Kaczyńskiego. Taki ustanawiany jest system polityczny w kraju, którego Kopernikiem jest oczywiście prezes.

Jarosław Kaczyński powie słówko: naród drży w posadach. Wyzwie od kanalii – z jednej strony wyzwani oburzają się, z drugiej autentyczne kanalie rzucają bezkarnie kanaliami. A po prostu jest tak: kto wyzywa, tak się sam nazywa. Od kanalii wolę kanalarza, bo tym jest Kaczyński. Chodzi kanałami, stroni od ludzi. Chodzi kanałem Krakowskiego Przedmieścia 10. każdego miesiąca.

Znamy jeden akapit z wywiadu prezesa dla „Gazety Polskiej”, który to tygodnik ujrzy czytelnicze światło w środę. I w tym akapicie jest cały prezes. Jego metody polityczne – zastraszania, manipulowania, insynuowania. Jest to w istocie szaleństwo, lecz metodyczne.

Oto taboret Kaczyńskiego, z którego przemówił do Andrzeja Dudy: – „Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę i to bez realnej kontroli”.

Mistrz manipulacji. Powyższy akapit może znaczyć, że jednak jest dogadany z Dudą i trzyma na nim presję, aby wywiązał się z ustaw sądowniczych. Może znaczyć, iż oskarża Dudę o zamach, o przejęcie władzy od Kaczyńskiego, bo nie od Szydło.

To jest manipulacja w stosunku do nas wszystkich, jest krętactwem w stosunku do pisowców. Kaczyński na tym taborecie wszystkim kręci. Krętacz nr 1 jak przystało na Kopernika polskiego autorytaryzmu. Jesień szykuje się gorąca, bo ustawy sądownicze będą uchwalone i to w formie zbliżonej do zawetowanych, Duda się złamie. Przede wszystkim najważniejsza ustawa o sądach powszechnych przecież została podpisana – ona działa.

Na agendę wejdą dwie inne najważniejsze sprawy: dekoncentracja mediów i nowa ordynacja wyborcza. O tym m.in. piszą w „Newsweeku”. Po szczątkach materiału, który jutro ujrzy pełne światło, mniemam, iż autor Michał Krzymowski nie ma za dużo wiedzy na temat. Jakieś dojścia posiada, przecieki dostaje odpowiednio spreparowane i z tego piachu buduje zamki.

Kaczyński jest człowiekiem nieskomplikowanym, płytkim. Przegrał życie, psim swędem w polityce osiągnął sukces, więc chce na koniec swego żywota zbudować jakiś autorytaryzm, niczego innego nie może osiągnąć ze swymi Suskimi. Chwycić naród za twarz. Przecież ten Kopernik zawsze to mówi ze swego taboretu kaczocentrycznego (heliocentryzm PiS). Zawsze.

WITAMY KOLEJNY DZIEŃ W PAŃSTWIE PiS

U ZNÓW KTOŚ TAM UPADŁ NA GŁOWĘ…

Kmicica PiS Rzepeckiego przypiekać będą Kuklinowscy

Młody poseł nie pasuje do feudalnych stosunków w PiS, w którym obowiązuje hasło: „Wszyscy za prezesem, prezes też”.

Chciałoby się mniemać, że młody poseł Łukasz Rzepecki to odwieczna odmiana Jędrka Kmicica. Zbłądził, przejrzał na oczy i odwraca się, aby walczyć z tym, który zagraża porządkowi w Polsce. Kmiciców o intencje nie powinno się pytać, bo nie jesteśmy z parafii tych, którzy wszędzie śledzą resortowe dzieci, choć sami śledzący są bękartami wszelkich resortów.

Lecz chciałoby się zapytać: nie wiedziałeś, kto to zacz ten Kaczyński? Jego immoralizm i chromy intelekt są dostępne w papierze i w sieci internetowej. Nie trzeba szczególnie głęboko sięgać. Jesteśmy jednak z ludzkiej gliny i oczekiwania zakrywają nam wady. Dostajemy w pewnych sprawach bielma, jak Jan Onufry Zagłoba.

Rzepecki nie przysięgał Kaczyńskiemu na żaden krucyfiks, tylko złożył ślubowanie w Sejmie. Przejrzał na oczy przy drobnostce, gdy zagłosował za pozbawieniem immunitetu osobie niegodnej miana reprezentanta – niejakiemu Dominikowi Tarczyńskiemu.

Powstało wielkie halo. Acz Rzepecki dostał swoje piętnaście minut, więc wykorzystuje jak potrafi, bo Kuklinowscy z zapalonymi pochodniami stoją i czekają, aby mu boki podpiekać. Rzecznik PiS Beata Mazurek, skądinąd podobna do filmowego Kuklinowskiego, przypaliła jeden z boków Rzepeckiego: – „Poseł Rzepecki został zawieszony w prawach członka PiS, co jest pierwszym krokiem do wydalenia go z partii”. Rzepecki stworzył sobie szansę, aby uporać się z samym sobą.

W zgodzie ze sobą głosował w komisji sejmowej. Ta harmonia mówi: Kaczyński, skończyłeś 65 lat, zjeżdżaj na emeryturę. Tak jak sędziowie, których relegujesz z zawodu, bo ci nie pasują.
Rzepecki posunął się jeszcze dalej – uważa, że Kaczyński również powinien być usunięty z PiS, bo nie realizuje programu partii. W polityce jednak należy krakać, jak wszyscy, jak prezes nakazał, a w PiS wroną nr 1 jest Kaczyński.

Rzepecki szuka swego Jana Kazimierza, wybór pada z oczywistych względów na Andrzeja Dudę. Czy Duda jest w stanie udźwignąć funkcję prezydenta, który obroni Konstytucję przed Kaczyńskim? Nie! Wiemy dobrze, że prezydent to wyjątkowy słabeusz. Kaczyński przypieka go jak chce, czuć swąd politycznej spalenizny. A z ambicji Dudy zostaną li tylko jakieś skwarki.

Co się stanie z Rzepeckim? Raczej zginie, nikt go nie przygarnie. Szkoda, bo chłopak okazuje się mieć charakter. Nie wiem, jak u niego z oleum w głowie. Nie pasuje do feudalnych stosunków w PiS, w którym obowiązuje hasło: „Wszyscy za prezesem, prezes też”.

Bardzo dobrze rozumie to Beata Szydło, która taki oto dzisiaj złożyła hołd prezesowi na konferencji prasowej w KPRM: – „Gratulując wszystkim Polakom, pragnę przede wszystkim podziękować liderowi naszego środowiska premierowi Kaczyńskiemu za upór oraz determinację, jaką walczył i prowadził obóz dobrej zmiany do zwycięstwa. Dziękuję, że jest on dziś gwarantem stabilności i jedności politycznego zaplecza dla rządu. Dzięki temu rząd może skutecznie reformować Polskę, a robi to po to, żeby ze wzrostu gospodarczego wszyscy korzystali”.

Niżej w poddaństwie upaść nie można, to feudalizm partyjny, z którego uszedł Rzepecki.

ZAŁOŻYMY SIĘ, ŻE DZIŚ PROPAGANDA KURSKIEGO ROZNIESIE W PYŁ PKW? NAZWIE ICH CO NAJMNIEJ ZDRAJCAMI I WROGAMI POLSKI.

Tvn nie chciał sprzedać Tvn24 pisowi i dostał od skarbówki 100 mln kary. Tak sie załatwia wolne media…

To Ważne – Wolność mediów.

CZY MASZ GOTOWĄ PARASOLKĘ?

>>>

Kolejne 20 mln zł dla T.Rydzyka! Zapraszam na moją stronę: tam jest szczegółowy rachunek

Przyszedł prezes do lekarza…

Były ksiądz narodowiec nareszcie ukarany

Warszawski sąd okręgowy wydał dziś wyrok w sprawie Jacka Międlara, którego o nawoływanie do pozbawienia jej życia oskarżyła posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus. Były ksiądz został skazany na pól roku ograniczenia wolności połączone z obowiązkiem pracy na cele społeczne po 30 godzin w miesiącu.

W czasie kazania w Białymstoku Międlar powiedział: – „Największą przeszkodą na drodze ruchu wolnościowego zdążającego do umocnienia narodu nie są oligarchowie, mafia, establishment czy wrogowie, ale jest zwykłe tchórzostwo, zwykła żydowska pasywność (…). Ciemiężyciele i pasywny żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni”. Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus zawiadomiła prokuraturę.

Kiedy Międlar dowiedział się o tym, na Twitterze umieścił obraźliwy dla posłanki Nowoczesnej wpis: „Konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa?”. Dzisiaj uzasadniając wyrok sędzia Agnieszka Modzelewska powiedziała: – „Wpis zawierał określenia powszechnie uważane za obelżywe, mające na celu upokorzenie, wyrażające pogardę i lekceważenie. niesie w sobie ogromny ładunek negatywnych emocji”.

A Joanna Scheuring-Wielgus skomentowała dla „Wyborczej”: – „Moim celem nie było wysłanie pana Międlara do więzienia, ale danie sygnału, że nie zgadzamy się na hejt, na poniżanie i straszenie innych. Mam nadzieję, że on kiedyś też dostrzeże, że popełnił błąd. Pani sędzia mówiła dużo w uzasadnieniu o godności człowieka i ten wyrok potwierdza, że nikt nie ma prawa jej odbierać”.

Wyrok nie jest prawomocny. Międlar – oczywiście – niczego nie dostrzegł ani nie zrozumiał i zapowiedział odwołanie się od niego.

Znów wszystko po staremu / ©Andrzej Mleczko

Nie będzie wyjaśnień związków Macierewicza z rosyjskimi służbami specjalnymi

Sejmowa komisja obrony narodowej – głosami posłów PiS – nie przyjęła w środę dezyderatu do premier Beaty Szydło w sprawie powiązań ministra obrony Antoniego Macierewicza mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

Taki dezyderat zgłosiła Platforma Obywatelska. Posłanka tej partii Bożena Kamińska mówiła, że od ponad roku w polskiej i zagranicznej prasie publikowane są materiały dotyczące podejrzanych i niebezpiecznych z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski powiązaniach szefa MON. Powołała się m.in. na książkę Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”.

Cezary Tomczyk z kolei mówił, że w przestrzeni publicznej funkcjonuje wiele różnych spraw, m.in. „zamach smoleński”, które się bada. – „Czy w tej sprawie też mamy wierzyć na słowo wiceministra, który jest podwładnym szefa MON” – pytał, nawiązując do wypowiedzi Kownackiego. Zastępca Macierewicza stwierdził wcześniej: – „Komu, jak komu, ale ministrowi Macierewiczowi zarzucanie rosyjskiej agentury to jest nieprzyzwoitość. Tego Goebbels i komuniści by się nie powstydzili”.

Tomczyk podkreślał, że nikt nie podważa historycznych zasług Macierewicza, jak udział w założeniu KOR, czy działalności w opozycji demokratycznej. – „Wątpliwości dotyczą ostatnich lat” – zaznaczył. Według niego w odpowiedzi i argumentach obrońców ministra nie ma odniesienia do faktów, są jedynie inwektywy w stosunku do wnioskodawców dezyderatu. – „Ze strony ministra zamiast obrony dobrego imienia jest wniosek do prokuratury o ściganie dziennikarza” – powiedział Tomczyk.

Książka Tomasza Piątka pt. „Macierewicz i jego tajemnice” opisuje i dokumentuje m.in. powiązania szefa MON z gangsterem-finansistą Siemionem Mogilewiczem, który współpracuje z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU, jak również z samym Władimirem Putinem. Pod koniec czerwca Macierewicz złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Tomasza Piątka.

👏👏👏👏👏

Waldemar Mystkowski pisze o „propozycji” Emmanuela Macrona.

Duda – morderca Konstytucji i Dr No – Kaczyński

Zagładą dla Polski jest wykluczenie z rodziny państw demokratycznych, z Unii Europejskiej, a do tego zmierzamy pod obecną władzą.

Andrzej Duda w wywiadzie opublikowanym w „Dzienniku” ogłosił się umiarkowanym w „reformowaniu” sądów. Zatem kto jest nieumiarkowany? Wychodzi na to, że Zbigniew Ziobro, a przede wszystkim Jarosław Kaczyński, który nieumiarkowanie – bo aż dwa razy – przybył do Belwederu, aby namawiać Dudę do nieumiarkowania.

Ile razy Duda złamał Konstytucję? Tego nawet Jacek Kurski nie zliczy, choć lubi rachować uczestników protestów. A Kaczyński ani razu nie złamał Konstytucji. Więc kto jest nieumiarkowany? Duda nie raz zamordował Konstytucję RP. Jaka zatem jest różnica między mordercą a seryjnym mordercą?

A Duda seryjnie morduje Konstytucję, Kaczyński ani razu. Szukając dla prezesa porównania, przypomina się stara postać filmowa Dr No, który nie mordował pojedynczo ani seryjnie, tylko planował zagładę.

Zagładą dla Polski jest wykluczenie z rodziny państw demokratycznych, z Unii Europejskiej, a do tego zmierzamy pod obecną władzą. Jednym z najważniejszych elementów zagłady Dr No jest zniszczenie trójpodziału władzy, pozbawienie władzy sądowniczej niezależności. Nie reforma, ale pokiereszowanie sądów. Oczywiście, jest to reforma ze zdeformowaną facjatą, a Duda mówi, że tylko chce obić, zrobić limo.

Nie! Duda morduje, Dr No Kaczyński niesie zagładę. Mylę się? Ależ o tej zagładzie – cywilizacyjnym Holocauście dla Polski – mówił prezydent Francji Emmanuel Macron na nobliwej uczelni, na paryskiej Sorbonie, za którą lata świetlne są nasze uniwersytety.

 „Ten rząd powinien bardzo jasno wytłumaczyć polskiemu ludowi, że jeżeli wprowadzi swój program, musi zaproponować opuszczenie Europy” – powiedział prezydent Francji. Zagłada cywilizacyjna dla Polski. Politycy francuscy sporo wiedzą o Polsce, znają nasze siły i słabości, są wyrachowani, nie bez powodu ich najwybitniejszym dyplomatą był Talleyrand. Francja przegrywa wojny, ale za kulisami potrafi sięgnąć po zwycięstwa.

Macron jest z tej francuskiej szkoły. Ma dla nas słowa współczucia, dla społeczeństwa obywatelskiego, które już raz z władzą PiS w lipcu wygrało. Macron odwołał się do polskich studentów i młodzieży – największej siły lipcowych Łańcuchów Światła – by organizowali debaty, przekonywali społeczeństwo polskie do pozostania w europejskiej rodzinie (jak to kiedyś w tytule zawarł Czesław Miłosz – w „Rodzinnej Europie”).

Dr No Kaczyński i morderca Konstytucji (seryjny) Duda szykują nam zagładę cywilizacyjną, taki sam Holocaust, jakim był PRL.

>>>