Posts Tagged ‘Jarosław Kaczyński’

SZACUNEK DLA Oszustwa i pazerność trzeba gonić!

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

W bałaganie PiS jest metoda?

Kandydatów PiS na prezydentów miast poprzednio przedstawiał Jarosław Kaczyński. Miał kwaśną minę, szybko zszedł ze sceny. Dlaczego tak się stało? Kaczyńskiego dopadł syndrom Breżniewa, który przed odejściem ledwo wchodził na trybunę na Placu Czerwonym, ktoś podtrzymywał mu rękę za łokieć, albo był na prochach, aby mógł machać do gawiedzi. Kaczyński też się zaciął, jak gensek Breżniew, już podczas kampanii prezydenckiej 2010 roku roku łykał barbiturany, o czym mówiła Jadwiga Staniszkis, kiedy jeszcze wierzyła w prezesa.

Z kolanem Kaczyńskiego jest jednak problem. Joachim Brudziński przyszedł do TVN24, aby poinformować, jak policja będzie walczyć z kibolami, do czego asumpt dała burda w meczu Lecha Poznań z warszawską Legią, ale minister szybko przewekslował się na kolano prezesa, nad którym ponoć pracują wybitni ortopedzi. Brudziński raczej nie jest wybitnym ortopedą, więc dlaczego to on informuje o zwyrodniałym kolanie?

Następny obrazek medialny z Brudzińskim podsuwa wiadome asocjacje, bo to pod jego przewodem Komitet Polityczny PiS zatwierdza kolejne kandydatury na prezydentów miast. Po Breżniewie przyszedł na krótko kolejny gensek Konstantin Czernienko. Czyżby Brudziński był Czernienką? Zwłaszcza że Mateusz Morawiecki w tym czasie został zesłany w teren, aby otworzyć obwodnicę w Kępnie i trajlować na konferencji o przedsiębiorczości.

Morawiecki staje się ideologiem PiS („Polska musi rozwijać się równomiernie”). Czyżbyśmy mieli już podział ról w PiS, a Morawieckiemu miała przypaść rola Michaiła Susłowa?

Na razie mamy do czynienia z zapewnieniami uzdrowicielskimi, co do prezesa. Marek Suski samym sformułowaniem wywołał śmiech w narodzie, bo użył kartezjanizmu „myślę”, jak Jaś Fasola: – „Myślę, że niedługo prezes Kaczyński wyjdzie ze szpitala”. Fasola Suski powiedział jeszcze coś, co powoduje, że należy się domyślać, że jednak Komitet Polityczny PiS nie odbył się w siedzibie PiS przy Nowogrodzkiej. Fasola: „Na następnym Komitecie Politycznym PiS będzie (Kaczyński) z nami. Jak prezes zwoła, bo to prezes zwołuje”. A ponadto kolano prezesa jest po zabiegu. Logiczny wniosek z tej logorei Fasoli Suskiego taki, że Kaczyński zwołał komitet akolitów przy swoim łóżku w separatce w szpitalu przy Szaserów. I to jest choroba tej władzy.

Wybory samorządowe są zagrożone. Szef sejmowej komisji samorządu terytorialnego Andrzej Maciejewski twierdzi: – „Trzeba szybko nowelizować kodeks wyborczy albo przełożyć jesienne wybory samorządowe na wiosnę „. Podobnie mówią w Państwowej Komisji Wyborczej: – „Zmiany w ustawie są konieczne”.

PiS-owi o to chodzi – o bałagan, w bałaganie można łatwiej zachachmęcić z wynikiem. Albo przełożyć wybory, gdy sondaże będą dla nich niekorzystne.

Kuchciński uciekł z Sejmu, a Pawłowicz wywęszyła tam smród

O co chodzi, gdy gospodarz daje nogę z domu przed najważniejszym dla tego domu wydarzeniem? Albo napadli na dom nieprzyjaciele, albo przeprowadza w nim deratyzację (odszczurzanie). Dzisiaj marszałek Sejmu Marek Kuchciński wybywa z Polski na dwa dni do Czech. Dzisiaj – 23 maja, a 25. – za dwa dni – odbędzie się Parlamentarne Zgromadzenie NATO.

Czy ktoś z tego coś rozumie? Czyżby Czesi uznali, iż Józef Szwejk przeszedł ostatecznie do historii literatury czeskiej, więc trzeba importować Szwejka z Polski. Kuchciński oficjalnie jedzie na zaproszenie przewodniczącego Izby Poselskiej czeskiego parlamentu Radka Vondraczka.

Aż tak oczekują w Czechach Kuchcińskiego, który nie mówi, tylko mamrocze, a jak ze dwa zdania powie do sensu, to odczytuje z kartki? A może ten Vondraczek jest czeskim Kuchcińskim i chce sobie pomilczeć (ewentualnie pomamrotać) z polskim odpowiednikiem? Wątpię. To tylko w pisowskiej Polsce jest możliwe, aby kogoś tak niedysponowanego intelektualnie posadzono de facto na stołku drugiej osoby w państwie.

Dlaczego Kuchciński daje dyla? Jego koleżanka Krystyna Pawłowicz na Twitterze opublikowała taką oto wieść: – „Przed chwilą byłam w Sejmie. Na antresoli, w miejscu dla prasy i w korytarzu głównym na parterze trudny do zniesienia smród. Zapytana o to pani z TVN powiedziała, że też czuje, ale to „od farby, bo gdzieś coś malowano”. Ale nigdzie prac malarskich nie było …” [interpunkcja moja – przyp. WM]. Poczuła smród. Czyżby chodziło o to, że zaraz odbędzie się odszczurzanie?

Za dwa dni ma „napaść” na Sejm Parlamentarne Zgromadzenie NATO w sile 260 parlamentarzystów z 29 krajów sojuszniczych, więc Włodzimierz Cimoszewicz w TOK FM wysnuł podejrzenia, że może to się „skończyć zerwaniem całego posiedzenia”.

Na coś się zanosi, na coś bardzo nieprzyjemnego, kompromitującego. Mam silne podejrzenia o najgorsze.

Reklamy

6 ostatnich tekstów Waldemara  Mystkowskiego.

Morawiecki przechodzi z etapu Gomułki w etap Gierka

Coraz bardziej staje się prawdopodobne, że Jarosław Kaczyński nie powróci do polityki w takiej formie, w jakiej w niej był dotychczas obecny. Prof. Jan Hartman nawet uważa, że prezes PiS nie powróci do władzy w ogóle, bo z kolanem jest poważniejsza sprawa, „operacja kolana nie jest czymś, co przeszkadza jeżdżeniem samochodem”. A to oznacza, że walka o przywództwo w PiS rozpoczęło się na całego. I wygląda też, iż naznaczony na następcę został Mateusz Morawiecki.

W każdym razie premier ma najlepszą pozycję startową, ma handicap nad innymi i to wcale nie tak licznymi. Odpadła niemal definitywnie Beata Szydło, która została odsunięta przez Morawieckiego od rozmów z niepełnosprawnymi. Jedyny realny rywal dla Morawieckiego to Andrzej Duda, który może użyć kilku narzędzi politycznych w walce o schedę po prezesie, najgroźniejszym z nich jest weto.

Morawiecki utwardza się na prawicy, przejmując symbolikę, którą PiS zawłaszczył. Nieprzypadkowo Morawiecki odwiedził Gdańsk, w którym odwołał się do specyficznej polityki funeralnej PiS, bowiem zaczął od grobów na cmentarzach pod bacznym okiem mediów. Złożył na nich kwiaty, niejako zagarniając dla siebie w tym pierwszeństwo – to takie niedorosłe młodzieńcze poplucie, aby poprzez to powiedzieć: „nie ruszajcie, to moje”.

Jeżeli Gdańsk, to wiadomo musi być wystąpienie w sali BHP Stoczni Gdańskiej. I wszystko jasne! Ale brak Morawieckiemu wyczucia, bo dzisiaj faktyczna sala BHP znajduje się w Sejmie, dokładnie tam, gdzie protestują niepełnosprawni. O tym wie Lech Wałęsa, który w 1980 roku sali BHP nadał symbolikę historyczną swoimi i stoczniowców czynami, a w poniedziałek przeniesie tę symbolikę do Sejmu, bo to niepełnosprawni potrzebują wsparcia.

Morawiecki w sali BHP mówił Gierkiem: „Trzeba wierzyć w nasze możliwości. Myśmy uwierzyli w to, że razem ze społeczeństwem jesteśmy w stanie przebudować Polskę”. Czyż to nie brzmi jak słynne gierkowskie pytanie „pomożecie?” i sam sobie odpowiada Morawiecki: „pomożemy”.

A jak chce przebudować kraj? „Dzisiaj musimy uruchomić kolejne silniki wzrostu. Wielkim silnikiem wzrostu jest duma z Polski i patriotyzm gospodarczy”. Duma jako budulec wzrostu – to wynalazek w skali światowej, należy go jak najszybciej opatentować.

Na przeszkodzie budowania wielkiej Polski może stanąć wroga zagranica i opozycja wewnątrz kraju: „Dlaczego jesteśmy tak wściekle czasami, bezpardonowo zupełnie atakowani przez większość establishmentu, zagranicę, większość mediów, czyli wszystkie różne grupy interesu”.

Obudził się w Morawieckim Gierek. To by się nawet zgadzało, bo przejmuje pałeczkę po siermiężnym Kaczyńskim. Partia władzy więc niejako przechodzi z etapu Gomułki w etap Gierka. Tak jak Gierek i PZPR nie byli w stanie znieść ówczesnej krytyki przez KOR, na opozycję nasyłali milicję i SB, tak dzisiaj niewygodny dla PiS jest KOD, który domaga się przestrzegania Konstytucji, prawa i trójpodziału władzy. Trefniś Morawieckiego, bo inaczej nie jestem w stanie nazwać groteskowej postaci Marka Suskiego (szefa gabinetu politycznego premiera), zarzucił: Bojówki KOD agresywnie zaatakowały uczestników spotkania z Morawieckim w Gdańsku”.

Wróciliśmy zatem do nowomowy władzy, do mowy-trawy, do „wicie-rozumicie”.

W PiS bezhołowie

W PiS zapanowało istne bezhołowie. Prezes Kaczyński od dwóch tygodni leży w szpitalu przy Szaserów. Nie wiadomo, co z nim naprawdę jest. Nie płyną żadne komunikaty o stanie zdrowia ze strony medyków. Podobna sytuacja, jak w reżimach. W ZSRR Breżniew był kwitnącego zdrowia, nawet w sytuacji, gdy podtrzymywano mu rękę pod łokciem, aby mógł pokiwać do publiki. I nagle odszedł.

Broń boże nie chcę snuć podobnych porównań, bo mi szkoda każdego człowieka. A tabloidy opisują sytuacje w szpitalu, że prezes będzie miał operację na kolano, wdały się w nie wirusy, grozi to nawet amputacją. Tabloidy mają swoja poetykę, bo używają ograniczonego zasobu słów. Czytasz jednak o tym i przechodzi ci po grzbiecie dreszcz. Powtórzę, szkoda mi nawet złego człowieka.

Kaczyński może być wyłączony z polityki nawet przez pół roku. Błąd. Może chorować i być rehabilitowany pół roku, bo przecież do niego pielgrzymują najważniejsi politycy PiS. Pół roku bez złych emocji prezesa, czy jesteśmy na to przygotowani?

Prezes otacza się ludźmi pokroju zbliżonym do niego, więc bez obawy. Stworzą klimat, który dobrze znamy, a nawet będą bardziej papiescy niż papież PiS. Mateusz Morawiecki już ogłosił, że Polska jest płatnikiem netto Unii Europejskiej, można wysnuć mniemanie, że przygotowuje grunt pod Polexit, a może to tylko jego papieskość: rżnąć publikę lepiej niż prezes.

Niemniej bezhołowie w PiS czuć. Wyszły na światło medialne nagrody pisowskich ministrów, Kaczyński wystąpił na konferencji prasowej i ogłosił, że jego klika „zwróci” nagrody Caritasowi. Morawiecki zapytany, gdzie są potwierdzenia wpłaty nagród, odparł, że temat jest zamknięty. Nie radzi sobie. A teraz wylewa się kolejne kłamstwo z tego samego nurtu rynsztoka, Morawiecki nagrodził wysokich urzędników Ministerstwa Finansów kwotą 400 tys. zł. Czy oddali na Caritas? Pewnie nie! Bo prezes o nich nie wiedział.

Takie bezhołowie. Kompletnie pogubił się marszałek Sejmu Marek Kuchciński, zabarykadował się w Sejmie jak w twierdzy. Schował głowę w piasek, nie radzi sobie z protestem niepełnosprawnych. Kołomyja z decyzjami wokół nich, a to nie wypuści na spacer, a to zamknie okna, a to ogrodzi. Drzwi do Sejmu zostały zabarykadowane dla takich znaczących postaci życia społecznego, jak Janina Ochojska czy Wanda Traczyk-Stawska. Politykom opozycji wjeżdżającym na teren Sejmu sprawdzane są bagażniki samochodów, bo mogą coś lub kogoś przemycić.

Kuchciński za tę „bohaterszczyznę” ma zostać wysłany na synekurę do Parlamentu Europejskiej. Tam nie będzie szkodził, bo nie odzywa się i na niczym się nie zna, więc w Brukseli nie będzie się barykadował, a finansowo odkuje. Podobny los wysłania na ekonomiczne saksy do Brukseli ma spotkać Beatę Szydło, która jest wicepremierem nikomu niepotrzebnym, ale ponoć od spraw społecznych, a siedzi cichutko, jak trusia w kwestii niepełnosprawnych. Była premier przynajmniej będzie rozpoznawalna, bo to ona jest współautorką „sukcesu” 1:27.

Może i powinniśmy się cieszyć bezhołowiem w PiS, bo im w sondażach spada, ale czy można się cieszyć tym, iż prestiż Polski sięgnął bruku – jak to powiedział jakiś pisowski „orzeł” – jak fortepian Norwida.

A czeka nas w najbliższych dniach wizyta Lecha Wałęsy u protestujących niepełnosprawnych i Zgromadzenie Parlamentarne NATO w Sejmie. Politycy PiS knują na całego, jak z tego galimatiasu wybrnąć, no i wyjdzie im jeszcze większe bezhołowie. Rekordy śmieszności są bite przez PiS codziennie, kabaretowe „Ucho prezesa” za tym nie nadąża. Ale czy można nadążyć za groteską, nawet gdybyśmy podążali krokami z Ministerstwa Głupich Kroków Monty Pythona.

Kolano Kaczyńskiego i dygot Kuchcińskiego

Polityka w kraju wpadła w silne turbulencje, telepie nami aż miło. Nie wiadomo, co z prezesem PiS w szpitalu przy Szaserów. Tomasz Lis w TOK FM zadał fundamentalne pytanie dla egzystencji Polski: – „Jako obywatel zadaję pytanie – uważam, że jest absolutnie uzasadnione – co się dzieje panem Jarosławem Kaczyńskim? Czy to była operacja kolana? Czy przebiegła pomyślnie? Kiedy wyjdzie ze szpitala? Jakie są rokowania? Uważam, że skoro PiS stworzył model władzy, w którym Jarosław Kaczyński trzyma wszystkie lejce, mam prawo – jako obywatel – wiedzieć, jaki jest stan jego zdrowia”.

Co by tu nie powiedzieć, prezes Kaczyński to woźnica. Piszę to z tej racji, iż wiem, że nie jest kierowcą, bo nie posiada prawa jazdy. Proszę zauważyć, iż nie nazwałem go furmanem, choć wehikuł nowoczesności PiS przypomina furmankę w wersji drabiniastej.

Na Twitterze wcześniej Kleofas Wieniawa też się zatroskał jako patriota: – „Pytanie do lekarzy ze szpitala przy Szaserów: Czy z Kaczyńskiego uszło powietrze? Bo nie dycha politycznie ten specjalista od kanalii i mord zdradzieckich. Pyta zatroskany o los ojczyzny – patriota”. Niejakie informacje podał portal wp.pl – prezes Kaczyński ma włączone światło do późna w nocy, jest otoczony troskliwą opieką ochroniarzy, jak podczas miesięcznic smoleńskich i nie tylko. Portal nie podaje, czy też chronią go jak na Krakowskim Przedmieściu zasieki z barierek, ale dziennikarz portalu mógł tylko podziwiać światłość okien szpitalnych z ulicy.

Pewnie, że można drążyć temat, czy Kaczyńskiemu z pidżamy strzepywany jest łupież, jak to w Sejmie czyni Waldemar Andzel, który siedzi za prezesem rząd wyżej w ławach poselskich?

Wygląda jednak, że w Sejmie wolant jest trzymany w drżących rękach Marka Kuchcińskiego. Marszałek zabarykadował się w swoim kokpicie, nie chce z niego wyjść i wydaje dyspozycje sprzeczne z parlamentaryzmem i demokracją.

A zbliża się poniedziałek, zbliża się ziemia. Lech Wałęsa zapowiedział przybycie do Sejmu, wstęp do świątyni demokracji mu się należy, jak psu kiełbasa. Co więc ma robić spanikowany Kuchciński? Schodzić jeszcze niżej, toż to będzie rozpierducha na całego – kartoflanka. Sejm wywinie orła. A co się stanie, gdy Wałęsa przypomni sobie, jak to przeskakiwał mur 38 lat temu? Dzisiaj nie jest już tak wygimnastykowany, ale od czego my jesteśmy? Przecież my obywatele pomożemy, podsadzimy, aby spełnił się tylko jeden postulat protestujących niepełnosprawnych. Dla porównania podczas strajków w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku było 21 postulatów.

Wygląda na to, że PiS nie da rady turbulencjom i wyrżnie w bagno, którego Kaczyński nie jest w stanie wydrenować.

Morawiecki i Kuchciński = Cyrankiewicz i Różowa Pantera

Frasyniuk o zakazach marszałka dla Kuby i Adriana: „Nawet w kryminale, stosując surowe kary, nie można pozbawić osadzonego prawa do spaceru”.

Od kiedy Jarosław Kaczyński leczy kolano w szpitalu przy Szaserów, Mateusz Morawiecki wstaje z łóżka prawą nogą i na jawie dalej śni sen o potędze. Polska nie tylko wydaje mu się z górnej półki rozwoju, ale jest tak nadymana, że premier nie panuje nad tym ego. W radiowej Jedynce podzielił się swoim chciejstwem: – „Chciałbym też, żeby Polska pokazała światu, na czym powinien polegać ten nowy kontrakt społeczny, umownie to nazywam, nowy ład społeczny, który się kształtuje na naszych oczach”.

Ten nowy kontrakt społeczny ma być oparty o solidarność i solidaryzm, co w kontekście protestu niepełnosprawnych w Sejmie musi trącić arogancją. Morawiecki przypomina w tym Józefa Cyrankiewicza, tylko wyłysieje i będzie jak tamten wieczny premier. Prędzej niż później przy pisowskim dążeniu do autokratyzmu dojdzie do równie masowych protestów, jak w 1956 roku. Pozostanie zatem Morawieckiemu powtórzyć słowa Cyrankiewicza wypowiedziane w Poznaniu: – „Każdemu, kto podniesie rękę na władzę, władza tę rękę odrąbie”.

Taki to nowy ład społeczny i nowy nieznany w świecie model gospodarczy premiera Morawieckiego – slajdy, konferencje prasowe, porzucone stępki. Totalna lipa! Czego najlepszym realnym wyrazem jest rok temu położona stępka pod prom w Stoczni Szczecińskiej. Hula tam dzisiaj wiatr, nie widać stoczniowców, nie słychać żadnych maszyn. To była ściema! Stępkę też ktoś podprowadził.

Równie ciekawie zaprezentował się marszałek Sejmu Marek Kuchciński, który w Sejmie odgrodził się nie tylko od niepełnosprawnych, ale także posłów opozycji. Do tej pory wejścia do marszałka broniła Straż Marszałkowska. Teraz cały korytarz jest odgrodzony zasiekami w postaci baneru informującego o 550-leciu Parlamentaryzmu Rzeczypospolitej.

Piękna rocznica, a postawienie baneru haniebne. Kuchciński w związku z tym ogrodzeniem nazwany został ogrodnikiem. I jest to bardzo trafne porównanie. O takim mamrocie – i tak jestem łagodny dla Kuchcińskiego, bo Tomasz Siemoniak nazywa go zerem moralnym i intelektualnym – ogrodniku pisał w „Wystarczy być” Jerzy Kosiński, a w filmie odtwarzał go genialnie Peter Sellers.

Ogrodnika Sellersa trochę bym zmodyfikował i porównał do innej jego roli – Różowej Pantery. Ta pokraczność jest bliższa Kuchcińskiemu. Ukaranie przez tę „panterę” dwóch niepełnosprawnych – Kuby Hartwicha i Adriana Glinki – zabronieniem wyjścia na spacer dlatego, że spotkali się przed szlabanem sejmowym z Janiną Ochojską, wejdzie na trwałe do annałów polskiego parlamentaryzmu.

Władysław Frasyniuk jest tym zszokowany: – „Nawet w kryminale, stosując surowe kary, nie można pozbawić osadzonego prawa do spaceru. Chcecie wprowadzać represje w Sejmie? Zapytajcie klawiszy, gdzie są granice”.

Niepełnosprawni w Sejmie jak powstańcy

W dniach 25-27 maja w budynku Sejmu, w którym protestują niepełnosprawni i ich opiekunowie, ma się odbyć Zgromadzenie Parlamentarne NATO. Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk uspokaja, iż „ta część, w której znajdują się osoby protestujące będzie musiała być wygrodzona w jakiś sposób od części, gdzie się odbywają obrady”. Jestem marnego zdania o Dworczyku, jego elokwencja i pijarowski sznyt to poziom Misiewicza Macierewicza, bo z powyższego jego zdania wynika, iż członkowie NATO zostaną potraktowani, jak ciemny lud podczas miesięcznic smoleńskich.

Protestujący mają być odgrodzeni jakimś murem, jako sprzeciwiający się władzy obywatele. Czy członkowie NATO zgodzą się na takie niecywilizowane potraktowanie niepełnosprawnych, a poza tym – czy nie jest wstyd władzy PiS, że nie potrafi dogadać się z protestującymi? Przecież PiS w stosunku do niepełnosprawnych prezentuje się jak oprawca. Skojarzenia w państwach NATO już są równie nieprzyjemne, wszak z ambasad sekretarze ślą noty dyplomatyczne i opinie.

Przed Zgromadzeniem NATO w Sejmie musi dojść do rutynowych kontroli bezpieczeństwa przez służby specjalne. Muszą więc oni wejść na teren – nawet ogrodzony – gdzie protestują niepełnosprawni obywatele RP. Z tego powodu wydaje się być nieprawdopodobne, aby protestujący zostali niezauważeni i pominięci. Zatem słowa Dworczyka są kłamliwe. Radny warszawski PiS z Rembertowa Artur Wosztyl puścił na Twitterze farbę: – „Te osoby muszą być wyprowadzone z budynku Sejmu, aby można przeprowadzić sprawdzenie budynku”.

Zatem lada dzień będziemy mieli do czynienia z akcją likwidacji protestu pod pozorem dbania o bezpieczeństwo. W następnym tweecie Wosztyl uzasadnia, iż osobom protestującym w Sejmie nie można ufać, nie wiadomo, jakie mają zamiary. Wg radnego PiS żadne służby nie zgodzą się na tolerowanie obecności niezweryfikowanych osób na terenie Zgromadzenia NATO.

Mamy więc do czynienia z podobnym uzasadnieniem w stosunku do protestujących niepełnosprawnych, jakie partia Kaczyńskiego stosowała w stosunku do uchodźców: mogą się wśród nich znaleźć terroryści.

Nikt nie powinien być zdziwiony, do czego jest w stanie posunąć się ta partia – PiS. Nie wpuszczono do Sejmu 92-letniej uczestniczki Powstania Warszawskiego Wandy Traczyk-Stawskiej ani Janiny Ochojskiej. Kim w stosunku do tych wybitnych kobiet jest Marek Kuchciński?

Ochojska porównała sytuację, gdy stała o kulach przed Sejmem, iż „łatwiej było się kiedyś dostać do oblężonego Sarajewa, niż dzisiaj do Sejmu RP”. Także uczestniczka Powstania mogłaby wysnuć porównanie, iż łatwiej było wydostać się kanałami w 1944 roku z zagłady Starego Miasta, niż uzyskać dostęp do protestujących. Niepełnosprawni sprawiają władzy PiS podobny kłopot, jak powstańcy tym, którzy najechali Polskę.

Marszałek Karczewski chce przegnać niepełnosprawnych

Marszałek Senatu, izby refleksji (jak zakładano w pionierskich czasach) Stanisław Karczewski jest swoistym mistrzem refleksji. Pojechał na Białoruś i w Łukaszence refleksyjnie dojrzał „ciepłego człowieka”.

Znudziło mu się oglądanie w mediach protestu (włącznie z głodówką) lekarzy rezydentów, więc zaproponował im, aby „pracowali dla idei, a nie dla pieniędzy”. Takie złote myśli przychodzą do głowy temu człowiekowi.

Teraz też wygłosił „złotą myśl” w stosunku do protestujących niepełnosprawnych – „najwyższa pora”, by demonstrujące rodziny „poszły do domów” – stwierdził.

W czym problem? Mateusz Morawiecki, a za nim minister od rodziny Elżbieta Rafalska, przedstawili w swoim stylu – nazywam podobne krętactwa mamieniem za pomocą epidiaskopu – mapę drogową, która wyznacza kolejność spełnienia jakoby postulatów protestujących niepełnosprawnych. Przez nieszczęsnego premiera nałożona zostanie danina podatkowa na najbogatszych, nazywana – kolejny omam językowy – daniną solidarnościową. Chwyt komuszy, kiedyś zmetaforyzowany przez ministra minionego reżimu Zdzisława Krasińskiego jako „chrupiące bułeczki”. Bułeczki Morawieckiego nie załatwiają problemu, bowiem hamują rozwój najbardziej przedsiębiorczych.

Mapa drogowa przez niepełnosprawnych została potraktowana jak bezdroże, ślepa uliczka, bo nie spełnia podstawowego postulatu – 500 zł na życie osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji od urodzenia lub wczesnego dzieciństwa. Ani Morawiecki, ani Rafalska nie podejmują dialogu z protestującymi niepełnosprawnymi. Dlaczego? Boją się, gdyż pisowskie oszustwa zostałyby zdemaskowane w konfrontacji. Pisowscy politycy to uciekinierzy, boją się debaty, jak diabeł święconej wody, w tym są po prostu Belzebubami.

Niepełnosprawni nie chcą być wyślizgani, jak wspomniani lekarze rezydenci. Karczewski chciałby niepełnosprawnych przegnać do Rady Dialogu Społecznego. Tam zostali wyproszeni po swoim proteście lekarze rezydenci i mają to, co mają. Przez trzy miesiące nikt z nimi się nie kontaktował ani nie konsultował. Przygotowany został przez Ministerstwo Zdrowia projekt ustawy, który przez rzecznika prasowego Porozumienia Rezydentów Marcina Sobotkę jest opisywany: – „Zamiast reformować system zdrowotny, minister zdrowia chce wprowadzić przepisy pracy niewolniczej”.Lekarze rezydenci uważają, że „projekt ustawy to jednostronne złamanie porozumienia”. Rozważają „wszystkie opcje – łącznie z powrotem do jakiejś formy protestu”.

A jak władze pisowskie postępują z niepełnosprawnymi? Jeszcze gorzej. Morawiecki ucieka od nich, jego zachowanie pokazało, iż gardzi niepełnosprawnymi. Otóż taki dialog tchórzy prowadzi „dojna zmiana” ze społeczeństwem. Gdyby do protestu niepełnosprawnych dołączyli lekarze, przynajmniej moglibyśmy nie bać się o kondycję tych pierwszych. W pisowskiej Polsce wszystko jest możliwe i taki absurdalny scenariusz może się ziścić.

Kolano Jarosława Kaczyńskiego zaprowadziło go do szpitala. Za kolanem prezesa poszła polityka, a w każdym razie sprawujący władzę. Media donoszą, że po błogosławieństwo przybywają do szpitala przy Szaserów wszystkie najważniejsze aktualnie osoby w państwie – z premierem Mateuszem Morawieckim włącznie.

Podobno też przybył na Szaserów prezydent Andrzej Duda, który w odleglości 100 metrów od prezesa robił przegląd garnituru zębów, bo te ponoć go bolały. Interesująca może być ze względów sensacyjnej narracji odpowiedź na pytanie: jakimi kanałami Duda dostał się do prezesa, bo kolano Kaczyńskiego lezy w innym budynku, a Duda otwierał buzię przed stomatologiem w jeszcze innym bloku.

W piątek po południu doszło do bezprecedensowego aktu zamknięcia przez policję na ponad pół godziny wszystkich bram i furt na teren szpitala przy Szaserów. Pacjenci i odwiedzający zostali odprawieni z kwitkiem.

Nigdy do podobnej sytuacji nie doszło wokól terenu Białego Domu w Waszyngtonie. Donaldowi Trumpowi nie zaświtałaby nawet myśl, aby doszło do takiego aktu, jak w Warszawie wokół szpitala przy Szaserów, nawet w sytuacji, iż w przebraniu do Gabinetu Owalnego miałaby przedostać się Stormy Daniels.

Kaczyński w odgradzaniu się od społeczeństwa ma praktykę godną Kim Ir Sena, czy też jego następcy Kim Dzong Una. Tysiące policjantów i setki metrów barierek chronią go na miesięcznicach, do Sejmu wchodzi w otoczeniu zgrai ochraniających osiłków, którzy kosztuja przeszło milion zł rocznie. Klejnoty Korony Brytyjskiej nie mają takiej ochrony, o czym mogliśmy się przekonać w filmie z Jasiem Fasolą.

Obywatele RP wraz ze społeczeństwem obywatelskim wygrali na Krakowskim Przedmieściu, nie ma już barierek i tysięcy policjantów podczas miesięcznicy. Właśnie funkcjonariusze przenieśli się na Szaserów. O jakie klejnoty prezesa chodzi, bo przecież nie o chore kolano?

Na co choruje państwo? Wiem, co szwankuje prezesowi, jakie braki wykazują Morawiecki i Duda, ale cała ojczyzna upadła na głowę?  Nie wierzę!

Kolano Jarosława Kaczyńskiego zaprowadziło go do szpitala. Za kolanem prezesa poszła polityka, a w każdym razie sprawujący władzę. Media donoszą, że po błogosławieństwo przybywają do szpitala przy Szaserów wszystkie najważniejsze aktualnie osoby w państwie – z premierem Mateuszem Morawieckim włącznie.

Podobno też przybył na Szaserów prezydent Andrzej Duda, który w odległości 100 metrów od prezesa robił przegląd garnituru zębów, bo te ponoć go bolały. Interesująca może być ze względów sensacyjnej narracji odpowiedź na pytanie: jakimi kanałami Duda dostał się do prezesa, bo kolano Kaczyńskiego leży w innym budynku, a Duda otwierał buzię przed stomatologiem w jeszcze innym bloku.

Kaczyński w odgradzaniu się od społeczeństwa ma praktykę godną Kim Ir Sena czy też jego następcy Kim Dzong Una. Tysiące policjantów i setki metrów barierek chronią go na miesięcznicach, do Sejmu wchodzi w otoczeniu zgrai ochraniających osiłków, którzy kosztują przeszło milion zł rocznie. Klejnoty Korony Brytyjskiej nie mają takiej ochrony, o czym mogliśmy się przekonać w filmie z Jasiem Fasolą.

Obywatele RP wraz ze społeczeństwem obywatelskim wygrali na Krakowskim Przedmieściu, nie ma już barierek i tysięcy policjantów podczas miesięcznicy. Właśnie funkcjonariusze przenieśli się na Szaserów.

Waldemar Mystkowski pisze o partaczach pisowskich z partaczem nr 1 Kaczyńskim na czele.

Władza PiS: solidna partanina

Oni muszą zawłaszczać, demolować, skłócać wszystkich ze sobą w kraju i Polskę ze światem.

Politycy PiS to fenomen iście polski. I bodaj możliwy tylko tutaj – w kraju nad Wisłą. Czego się nie dotkną – schrzanią. Partactwo fenomenalne. Następne pokolenia będą się głowić nad tym, jak przywódca o średniej inteligencji, Jarosław Kaczyński, sięgnął po władzę niemal autokratyczną, nie pełniąc żadnej funkcji administracyjnej.

W pierwszym rzędzie powodem jest wytrwałość prezesa Kaczyńskiego, jest w polityce „od zawsze”, od 1989 roku. Nie jest nazbyt bystry, twierdzę tak niemal od zawsze (Marcin Król dla „Newsweeka”: – „Znałem prezesa PiS dość dobrze i o ile w dawnych czasach był po prostu postacią mało imponującą, to nie przypuszczałem, że gdy dostanie pełnię władzy, okaże się tak kiepskim strategiem. To doprawdy żaden mąż stanu.”).

Nie zwalnia to nas z obowiązku doszukiwania się przyczyn niemocy politycznej, w jaką popadł naród polski i delegował PiS do rządzenia. O ile badania genezy władzy PiS są całkiem solidne – Maciej Gdula, Rafał Matyja – to wnioskowanie ubogie, może dlatego, że nie biorą się za ten opis publicyści pierwszej wody.

W każdym razie Kaczyński doszedł do władzy w pierwszym rzędzie z powodu zasiedzenia w ławach poselskich i – o czym ciągle się zapomina – dlatego, iż równolegle z SLD potrafił prywatyzować – w istocie upartyjniać – majątek państwowy. Nawet gdy Kaczyńskiego zabraknie, PiS będzie miał czym karmić swoich polityków, choć jest to partia skarlała ze skarlałą wizją rewolucji. Jeszcze raz Marcin Król: – „Do przeprowadzenia rewolucji potrzebna jest wizja, choćby najbardziej szalona i utopijna, ale zakładająca tworzenie wszystkiego od nowa. Taką wizję wprowadza się w życie bez względu na koszty, zwykle przy pomocy terroru. Trzeci niezbędny czynnik to charyzmatyczny wódz, dla którego lud idzie na barykady. W przypadku rewolucji PiS każdy z tych elementów jest w jakiś sposób ułomny i wypaczony”.

W zasadzie jest to pocieszające, iż PiS jest byle jaki, bo to znaczy, że można (trzeba) im wyrwać Polskę. Politykę, jaką uprawiają, to tylko partanina. Oni muszą zawłaszczać, demolować, skłócać wszystkich ze sobą w kraju i Polskę ze światem. To jedyna metoda, aby przez jakiś czas rządzić.
Partacze zawsze kradną, korzystają z pięciu minut, które nieopatrznie użyczono im przez ślepy traf na loterii. „Im się należy” – tak argumentują, a gdy zostają złapani na gorącym uczynku, zachowują się, jak klasyczny złodziej, który złapany na doliniarstwie krzyczy: Łapać złodzieja.

Nie dziwmy się zatem, że Antoni Macierewicz mógł tylko liczyć na Misiewicza, tego ostatniego możliwości intelektualne sięgają najwyżej pomocnika aptekarza, ale jako wysłany na dolinę do Polskiej Grupy Zbrojeniowej – potrafi zagarnąć setek tysięcy złotych dla siebie i dla „funfli”. Tomasz Piątek, autor demaskatorskiej książki o Macierewiczu, nazywa to „niezwykłą łapczywością”.

To ich „pięć minut”. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski jedynie potrafi zdobyć się na wysiłek intelektualny, opisując Łukaszenkę jako „ciepłego człowieka”. Umysłem wyżej nie sięga, ale potrafi korzystać z mądrości ludowej – „podróże kształcą”. Kształcenie Karczewskiego kosztowało podatnika 205,4 tys. zł, jego zastępcę Koc 106,5 tys. zł. A najlepszy jest Adam Bielan, bo na kształcenie podróżami wydał aż 265,7 tys. zł. Czesne na Harvardzie jest dużo, dużo mniejsze.

I później w mediach słyszymy – ja nie słucham już dawno, tylko czytam brednie – Karczewskich czy Bielanów. Marcin Król pyta o innych orłów PiS: – „Czy panowie Sasin i Suski, piastujący prominentne stanowiska w urzędzie premiera, są ludźmi wybitnymi, którzy mogą pomóc w rządzeniu krajem? Albo sięgając na najwyższą półkę – Szydło i Morawiecki?”

O tej najdroższej władzy, ich przekrętach, dowiadujemy się przypadkiem, przy jakiejś okazji. To tylko wierzchołek góry lodowej, o którą musi się rozwalić Pistanic – i pójść na dno. Ale trzeba im pomóc. Polska tej – prawie oksymoron – solidnej partaniny za długo nie wytrzyma. Acz miejmy świadomość, iż wszystko zrobią, włącznie z oszustwami wyborczymi, aby władzy nie oddać.

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Prezes Kaczyński choruje, Polska też. Jak długo?

Jarosław Kaczyński rzeczywiście okulał. Obrazek z dyrektorem Wojskowego Instytutu Medycznego gen. Grzegorzem Gielerakiem, który wraz z pielęgniarką dostarczyli prezesowi PiS kule, jest interesującą przesłanką ku oczywistej oczywistości, że Polska przestaje być normalnie funkcjonującym krajem demokratycznym.

Chylimy się w stronę republiki bananowej, takiej jak Burkina Faso, o której swego czasu wspomniał prezes, a Zygmunt Freud orzekłby, że nieprzypadkowo – co na myśli, to prędzej czy później spłynie na język.

Mogło to w pierwszym momencie wyglądać na zagrywkę pijarowską, bo prezes jakby korespondował – przedrzeźniał narracyjnie wg Gombrowicza – protestujących niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. W sztuce przechwytywania uwagi mediów prezes jest mistrzem, to istny Narcyz, świat się kręci wokół jego rozdymanego ego.

Ale oto prezes nie tylko kuleje, ale trafił także do szpitala. Diagnoza, do jakiej dotarły media – w tym wypadku „Fakt” – jest taka, iż prezes cierpi na zwyrodnienie kolana.

Co to miałoby znaczyć? Nikt za dużo nie wie, szpital nie wydał żadnego komunikatu, a szef ośrodka generał Gieralak takiego oto używa języka, gdy Wirtualna Polska zadała pytanie, co jego łączy z prezesem: „Ja – oraz kilku moich współpracowników – mamy zaszczyt utrzymywać relacje z panem Jarosławem Kaczyńskim. Nie ograniczają się one wyłącznie do opieki medycznej”.

Pomijam nędzę tego języka, ale generał – ni mniej, ni więcej – powiedział, że jest na służbie jak jakiś kamerdyner. Niektórzy ludzie nie powinni się odzywać, jeżeli mają kłopoty z określeniem swojej pozycji zawodowej.

„Fakt” nawet sugeruje, że kolano prezesa może być tylko fizycznym dowodem rozleglejszej niedyspozycji organizmu: „Sygnały ostrzegawcze wysyłane przez organizm Kaczyńskiego są poważne”. Jeżeli nawet zostanie poddany operacji, rekonwalescencja potrwa jakiś czas. A co będzie, gdy inne organy wewnętrzne dadzą o sobie znać, iż są zużyte, a przecież Kaczyński ma swoje lata?

Już zresztą rozpoczęła się walka o sukcesję po Kaczyńskim. Na delfina został konsekrowany Mateusz Morawiecki, lecz daje o sobie znać Beata Szydło, która trzyma sztamę ze Zbigniewem Ziobrą. Duże atuty są w posiadaniu Andrzeja Dudy, nieprzypadkowo wyskoczył jak Filip z konopii z terminem referendum konstytucyjnego, mianowicie w Święto Niepodległości. Ostatniego słowa nie powiedziała gwardia z zakonu Porozumienia Centrum: Brudziński, Błaszczak, Kuchciński.

Zapowiada się zacięta walka buldogów. Polityk w wieku Kaczyńskiego zapadający na zdrowiu ma dużo mniejsze szanse na szybsze wyleczenie niż emeryt, który nie jest poddany stresom politycznej gorączki. Czyżby gabinet przy Nowogrodzkiej miał zostać być na jakiś czas przeniesiony do separatki w szpitalu przy ulicy Szaserów?

Choruje prezes, Polska choruje od przeszło dwóch lat, tzn. od kiedy rządzi PiS. Jak długo?

Jaka jest metoda w szaleństwach PiS?

Obawiam się, że Patryk Jaki może zyskać konkurenta ze strony PiS w wyścigu do kandydowania na fotel prezydenta Warszawy.

Kim jest Jaki w stosunku do Antoniego Macierewicza? Macierewicz to były minister obrony i ciągle aktualny wiceprezes PiS, a Jaki to tylko członek partii Ziobry, przybudówki PiS. Czyżby prezes Kaczyński chciał skompromitować Ziobrę poprzez wystawienia kandydatury jego partyjnego kolegi w wyborach samorządowych?

Kaczyński lubi pokrętne gry, to istny krętacz polityczny, pokerzysta w tej szulerce. Wielki Szu w wykonaniu Jana Nowickiego to tylko gra aktorska na miarę przeboju filmowego, Wielki Szu w wykonaniu Kaczyńskiego zasługuje co najmniej na nominację do Oskara.

Wiceprezes PiS zajął stanowisko w sprawie Pałacu Kultury i Nauki. Wicepremier Piotr Gliński chciałby zburzyć PKiN, ale nie wie, co w tak powstałej dziurze miałoby powstać, a Macierewicz wie.

Mianowicie: Kolumna Chwały Wojska Polskiego zwieńczona figurą Matki Boskiej Hetmanki Polski. Niektórzy nazywają to szaleństwem, czy jednak mają rację?

Takie jest zdanie wiceprezesa PiS. A co na to Jaki? Na razie nic. Wobec zwierzchności cztery litery bierze w troki i jedzie na bulwary, aby raczyć lud smoleński kiełbasą wyborczą. Tak sobie grilluje.

Obawiam się, że mamy do czynienia z pokrętnością pisowską. Macierewicz zajmując głos w sprawie Warszawy, może zechcieć wystartować w wyborach samorządowych na prezydenta stolicy, nie musi tego robić z ramienia PiS, lecz z jakiegoś stronnictwa narodowego, czy też ONR, który jest pod ochroną Joachima Brudzińskiego, innego wiceprezesa PiS.

Jak niejednokrotnie się przekonaliśmy, szaleństwo PiS jest wpisane w pokrętną metodę. Nie inaczej odczytuję poruszenie PiS w sprawie pomnika katyńskiego w Jersey City.

W nekropolii w Katyniu 10 kwietnia tego roku nikt z PiS nie złożył kwiatów. Dlaczego, bo to nie jest rok wyborów parlamentarnych i prezydenckich, jak w 2010. Ale obruszenia wśród polityków PiS powstało, gdy burmistrz Jersey chce pomnik katyński usunąć.

Ważniejsze jeszcze jest to, iż w USA za sprawą polityki PiS powróciło określenie „polaczków” i kawałów Polish jokes. Tak PiS powstał z kolan, znowu staliśmy się śmieszni za sprawą Ferdynanda Kaczyńskiego, jego Waldusia Andrzeja Dudy i rozlicznych Paździochów.

Gogolowskie „z czego się śmiejecie” należy zamienić na „dlaczego się śmiejecie z sitcomu PiS”? Smutny to śmiech z Kiepskich Kaczyńskich i Paździochów Morawieckich. Taka jest metoda szaleństwa PiS. Niestety, coraz mniej oczyszczająca. Śmiech to już nie zdrowie, ale upadek.

Krzyże zanieście z powrotem do kościołów, ignoranci od rechrystianizacji

Gdy chadeckiemu premierowi Bawarii Markusowi Söderowi zachciało się krzyża na budynkach instytucji władz landu, usłyszał od arcybiskupa Monachium, a zarazem przewodniczącego rzymskokatolickiego episkopatu Niemiec kardynała Reinharda Marxa, iż krzyż jest znakiem religijnym, „znakiem sprzeciwu przeciwko przemocy, niesprawiedliwości, grzechowi i śmierci, ale nie jest znakiem przeciwko innym ludziom”.

Niemiecki hierarcha posunął się jeszcze dalej, twierdząc, że krzyża nie można traktować jako znaku kulturowego, lecz tylko religijnego – w innym wypadku jest to dowód ignorancji.

W Polsce kard. Marx (nomen omen) byłby z miejsca okrzyknięty lewakiem nie tylko przez Krystynę Pawłowicz, ale i przez Mateusza Morawieckiego, który chce rechrystianizować Europę. Arcybiskup powiedziałby, że krzyż nie jest logo kampanii wyborczej żadnej partii, a zwłaszcza tak obcej wartościom chrześcijańskim, jak PiS, która to partia unika rozwiązania np. problemu niepełnosprawnych.

Ale Morawiecki to ignorant zarówno w wiedzy o kulturze uniwersalnej i polskiej. Na każdym kroku daje temu dowód, bo uczynki tego niesamodzielnego i zagubionego emocjonalnie człowieka można porównać do postępowania w starożytnej Sparcie, w której niemowlaków niepełnosprawnych zrzucano ze skały, albo porzucano w lesie (w Polsce na korytarzach sejmowych). Takie porównanie jest uprawnione, da się odczytać po mowie ciała Morawieckiego, gdy wzdrygał się podczas rozmowy z opiekunami niepełnosprawnych.

PiS namawia matki, aby rodziły niepełnosprawne dzieci, byle zostały ochrzczone, a potem niech się dzieje z nimi cokolwiek (skała albo porzucenie w Sejmie). Ignorancja humanitarna takiego Morawieckiego wiele mówi o tym człowieku, nie nadającym się na pełnienie odpowiedzialnych funkcji politycznych, bo mu się miesza polityka z religianctwem i własnymi korzyściami narcystycznego ego.

Władze PiS uczyniły ogromne spustoszenie w życiu społecznym, choć rządzą tylko przeszło dwa lata. Edukacja młodzieży woła o pomstę do nieba. Polska szkoła jest bardziej zdewastowana niż demokracja i sądownictwo. Za to przyjdzie Polsce zapłacić jeszcze większą cenę. Szkoły zamieniane są w średniowieczne szkółki przykościelne, w których obok lekcji religii odbywają się apele z okazji Dni Papieskich, na uroczystościach szkolnych przemawiają duchowni, dyrekcja organizuje pielgrzymki. W dwóch trzecich szkół sale lekcyjne są obwieszone krzyżami.

Ba, zdarza się, że ksiądz jak druid święci plecaki pierwszoklasistom. Dobrze, że nie są tatuowane runy, ale kto wie, co się zdarzy, gdy rechrystianizacja przyspieszy. W „Newsweeku” Renata Kim i Anna Szulc opisują zdarzenie z poznańskiej szkoły, w której wychowawczyni od Kiki Wińczyk chciała usprawiedliwienie, dlaczego to ona nie uczestniczy w rekolekcjach. Gdy rodzice artyści odpisali, że Kika nie jest nawet zapisana na religię, więc nie chodzi na rekolekcje, nauczycielka nie przyjęła tego do wiadomości.

Tak już jest zindoktrynowane przez kler ciało pedagogiczne. Zatem rodzice Kiki, artyści Monika i Hubert Wińczykowie zrobili happening przed jednym z kościołów. Wystawili ławkę szkolną przed świątynią, przy której przeprowadzili lekcje ze swoją córką. Była to matematyka, język polski oraz języki obce, urozmaicane ćwiczeniami z wychowania fizycznego na rozgrzewkę.

Niedługo dojdzie do sytuacji, że pedagodzy ze szkół koranicznych z Iranu będą przyjeżdżali, aby pobrać nauki z metodyki średniowiecznej. Rządzą nami ignoranci, którzy znak religijny uczynili politycznym i straszą nas, niczym maczugą. Taki ich cywilizacyjny sznyt, run.

4 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Dyktaturka kalafiorowego gangstera i jego paprochów

Z przedsmakiem autorytaryzmu mamy do czynienia w dzisiejszej Polsce.

Wybitny aktor Andrzej Grabowski w wywiadzie dla portalu WP.pl dzieli się refleksjami z pracy nad rolą w sztuce teatralnej Bertolda Brechta „Kariera Arturo Ui”, która jest jedną z najwybitniejszych o totalitaryzmie w całej literaturze powszechnej. Brecht, pisząc sztukę w 1941 roku, wzorował się na współczesnym mu Hitlerze, lecz jest ona przede wszystkim uniwersalna dla każdego czasu. Z przedsmakiem autorytaryzmu mamy do czynienia w dzisiejszej Polsce.

Grabowski gra w sztuce aktora, który przysposabia do życia publicznego „kalafiorowego gangstera”, uczy Arturo Ui, jak zostać politykiem, wygrać wybory i wprowadzić dyktaturę. Grabowski ostrzega przed takimi gangsterami: – „Takich Uiów wokół nas mamy całą furę”.

Aktor samoistnie analizuje dyktaturkę w Polsce, która już nam zieje w twarz: – „Rządy takich kalafiorowych cwaniaczków mogą prowadzić do władzy totalitarnej. Najczęściej, tak jak to przedstawia Brecht, taki gangster kalafiorowy zaczyna od podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości”. Żaden gangster nie przyzna się, że jest gangsterem ani dyktator, że jest nim bądź dąży do dyktatury: – „Przecież nie dąży do władzy totalitarnej, niczego nie niszczy, chce tylko dobrych zmian”.

Grabowskim wszak nie powoduje tylko to, że nie lubi Kaczyńskiego bądź PiS: – „Potrafią sobie wszystkich podporządkować i wmówić im, że działają dla dobra całego społeczeństwa. Straszą zagrożeniami ze Wschodu i z Zachodu, gwarantują bezpieczeństwo i kreślą wspaniałe perspektywy”.

Sztuka szybciej reaguje na zagrożenia niż nauki polityczne, socjologiczne, które wikłają się w ideologiczne spory i nie potrafią z nich wybrnąć. Acz możemy zgodzić się z Ludwikiem Dornem, który dla „Krytyki Politycznej” ten „przedsmak autorytaryzmu” nazywa: sadyzmem społecznym.

Jeżeli Kaczyński nie jest jeszcze w pełni dojrzałym Arturo Ui, to z pewnością osiągnął jego rozmiary kieszonkowe. Dyktator kieszonkowy to jest taki, który schowany za barierami i ochronami stara się niszczyć, co aktualnie w jego zasięgu ręki się znajduje. Jak zatem nazwać wysłanników delegowanych przez dyktatorka? Ano, paprochami wyciągniętymi z tejże niesprzątniętej kieszeni.

Przed takimi paprochem z kieszeni dyktatorka przestrzega na FB Andrzej Saramonowicz, scenarzysta i reżyser: „Bylejaki, byle nie Jaki!”. Jaki nie ma walorów intelektualnych i moralnych, ale ma „zająć przyczółek, jakim jest prezydentura Warszawy”.

Warszawiakom należy życzyć wszystkich, byle nie Jakiego. Co przypomina mi stary skecz „Student Awas” z kabaretu Elita grany przez Wojciecha Pszoniaka i Piotra Fronczewskiego. Byle kto, byle nie Jaki. W innym wypadku warszawiacy skażą się na pokazywanie sobie kółek na czole.

Iwona Hartwich wyrasta na Lecha Wałęsę protestu niepełnosprawnych

Rząd PiS przez weekend rozważał, jak wykołować protestujących niepełnosprawnych i ich opiekunów. Mateusz Morawiecki nie sprawdził się jako negocjator, gdyż z daleka widać, iż kieruje się złymi intencjami. Zdradza go ciało, a retorykę ma sztywną, jak urzędnik na usługach swego pana. Nawet możliwe, że w uszach ma wpięte głośniczki, jak zawodowi kolarze na trasie wyścigu, w których słyszą dyspozycje trenera. Morawiecki nie patrzy w oczy, zachowuje się, jakby miał zaraz wziąć nogi za pas.

Nie wyszło władzy z ogłoszeniem sukcesu podpisania porozumienia. Zostało podpisane z tymi, którzy nie protestują, a nawet ci po czasie ocenili, że zostali wykorzystani. Marszałek Kuchciński – postać zgoła nieszablonowa: polityk, który nie potrafi mówić – najpierw zakazał otwierać okna w miejscu, gdzie w Sejmie odbywa się protest, po długim czasie wydał zgodę na spacer. Kuchciński to specjalista od mowy-trawy „wicie-rozumicie”, podobnego długo by szukać, dlatego zacytuję fragment in extenso z jego spotkania 15 kwietnia z wyborcami pisowskimi: „My odbudowujemy dom – Polskę, w którym mieszka 38 milionów ludzi, prawda, a więc nie możemy odgrzybić, odszczurzyć, prawda, zastosować środków chemicznych, żeby raz-dwa wyremontować, tylko musimy, prawda, jeszcze dbać o zdrowie obywateli”. Pokraczność zaiste wybitna.

No i pisowcy wymyślili przez weekend, jak zrobić w bambuko protestujących. Mianowicie powtórzyć „sukces” poprzedniego „porozumienia”, podpisać podobne z organizacjami zajmującymi się niepełnosprawnymi i doprosić protestujących, ale daleko od Sejmu, bo w razie czego można ich już nie wpuścić na miejsce protestu.

Co może władza PiS zaproponować niepełnosprawnym? To samo, co wcześniej, lecz w innym opakowaniu. Czyli pomoc w towarze, a nie w pieniądzach. Jak to świetnie ujęła Iwona Hartwich, Lech Wałęsa tego protestu: niech zaproponują Kaczyńskiemu zamiast diety poselskiej 10 kg karmy dla kotów.

Rząd przez weekend uwijał się z pozarządowymi organizacjami zajmującymi się niepełnosprawnymi, których jest kilkanaście i są – niestety – ze sobą poróżnione. Stosował metodę kija i marchewki, tym bardziej łatwą do zastosowania, iż organizacje są na garnuszku publicznych pieniędzy. „Przyjdziecie na spotkanie, dostaniecie pieniądze na działalność”.

Kilkanaście organizacji już wydało oświadczenie: „Jesteśmy przeciwni wszelkim działaniom, które prowadzą do podziału środowiska osób z niepełnosprawnościami. Popieramy protest osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. Wszelkie rozmowy dotyczące sytuacji osób z niepełnosprawnościami powinny mieć miejsce po zakończeniu toczącego się obecnie sporu z uwzględnieniem wypracowanych przez środowisko rozwiązań”.

A rząd ma gotowy projekt, farbę o tym puścił marszałek Senatu Stanisław Karczewski: „Myślę, że przed weekendem majowym dojdzie do porozumienia”.

Nieformalna szefowa protestujących Iwona Hartwich poinformowała o kolejnej próbie władzy pisowskiej: „Otrzymałam telefon od pani minister Rafalskiej, która zaprasza nas na Limanowskiego (do Centrum Dialogu) na rozmowy, które już toczyły się w zaciszu gabinetu. My nie możemy opuścić Sejmu. Jeżeli my opuścimy Sejm, to nie mamy tutaj powrotu, bo w 2014 roku, po proteście, dostaliśmy dwuletni zakaz na wejście do Sejmu. Usilnie zapraszamy panią minister, żeby wrócić do rozmów, ale tutaj w cztery oczy, bez kamer”.

Trwa przeciąganie liny przez rząd. Jeżeli władza nie ucieknie się do rozwiązania siłowego, wyniesienia z Sejmu niepełnosprawnych i ich opiekunów, należy zadać sobie pytanie, kto będzie pisowskim Mieczysławem Jagielskim, który podpisze rzeczywiste porozumienie z protestującymi, bo już wiemy, że Iwona Hartwich jest kimś w roli Wałęsy, nie daje się omotać pisowskim zwodzicielom.

Lunatyk Kaczyński prowadzi nas do ogólnopolskiej katastrofy

Donald Tusk powrócił po 8 latach do historycznego niemieckiego miasta koronacji królów niemieckich Akwizgranu po kolejna nagrodą. W 2010 roku była to prestiżowa w Europie nagroda Karola Wielkiego, którą w tym roku odbierze w swoistej sztafecie mężów stanu prezydent Francji Emmanuel Macron.

W sobotę w sali ratusza w Aachen szef Rady Europejskiej odbierał nagrodę Polonicusa przyznawaną przez Kongres Polonii Niemieckiej. Polonusi nagrodzili Tuska za promowanie Polski, a Jerzego Owsiaka za zaangażowanie w rozwój społeczeństwa obywatelskiego, nagrodę dostali także Benedykt i Róża Frąckiewiczowie za animację życia organizacji polskich oraz przewodnicząca niemieckiego Bundestagu Rita Suessmuth za znaczący wkład w dialog niemiecko-polski w kontekście integracji europejskiej

Jak łatwo zauważyć Akwizgran (odpowiednik naszego Wawelu) to symboliczne dla Polaków okno na świat, na Europę. Kiedyś „wyjrzał” poprzez nie Bolesław Chrobry, promował Polskę w XI wieku. Donald Tusk powiedział przy tej okazji wiele ważnych słów. Ten polityk nie rzuca słów na wiatr, mają u niego wartość, którą zwykle przemienia na czyny.

Nie jest li tylko metaforą tuskowe stwierdzenie, że jego funkcja w Uni Europejskiej „to nie jest moja meta”. Można zatem się spodziewać, że po kadencji szefowania w RE przybędzie do Polski z odsieczą demokracji.

Tusk dopytywany, czy czuje presję Polaków, rozważnie odpowiedział Marcinowi Antosiewiczowi z „Newsweeka”: „Bardzo serdeczną i jednocześnie delikatną, więc jakoś mogę z tym żyć (śmiech)”.

Były premier w przemówieniu odwołał się do słów Winstona Churchilla, który polityków sprzed I wojny światowej porównał do lunatyków: „Nie pozwólcie lunatykom poprowadzić ludzi do nieszczęścia”. Tacy lunatycy doprowadzili do wojny światowej. Dzisiaj po rozpadzie Unii Europejskiej mielibyśmy do czynienia z egoizmami narodowymi, które szybciej niż później musiałyby eksplodować jeszcze gorszą hekatombą niż dwie wojny światowe.

Oczywiste, że dla nas powstaje pytanie: czy Kaczyński to lunatyk, który jakoby powstał z kolan i ze wszystkimi nas skonfliktował? Na dłuższą metę tarcze Brukseli i NATO nas nie ochronią, bo nikt w Paryżu, ani w Waszyngtonie nie będzie chciał umierać za Warszawę, Gdańsk i Poznań.

Tusk dopytywany, czy Kaczyński do takich lunatyków należy, był dyplomatycznie odpowiedzieć: „przywołałem pamięć o politykach, którzy byli absolutnie przekonani, że robią sensowne, słuszne rzeczy i co gorsza nie mieli nawet wyobrażenia, przez to też, że nie mieli specjalnie kontaktu z ówczesną rzeczywistością”.

Raczej nie wątpimy, iż Kaczyński jest oderwany od rzeczywistości, bo skrywa się przed rodakami za kordonem ochroniarzy, policjantów i barierek, a gdy w trakcie lunatykowania z rękami wysuniętymi do przodu (do prawdy) na Krakowskim Przedmieściu wchodzi na podest jak na parapet okna, prędzej czy później musi się to skończyć runięciem w dół, gdy przestanie działać ułuda, sen o potędze, Bruksela po prostu zamknie nam kasę i wykopie – na Księżyc.

Wraz z Kaczyńskim runąć może Polska. Nazywam to ogólnopolską katastrofą smoleńską, przedsmak jej można było w skali 96 ofiar zobaczyć 10 kwietnia 2010 roku. Polska osamotniona musi skończyć, jak ta sanacyjna w 1939 roku. Nasuwa mi się ponadto inna metafora walki. Jose Lezama Lima w „Raju” (południowoamerykański „Ulisses”) taką walkę obłudy nazywa: „abordaże lunatyków”.

Morawiecki jak swawolny Dyzio

Mateusz Morawiecki zachowuje się niczym swawolny Dyzio. Znowu czmychnął. Tak poznaliśmy premiera rządu polskiego, który na początku swoich rządów dał dyla ze szczytu Unii Europejskiej, teraz dał nogę przed protestem niepełnosprawnych i ich opiekunów.

Morawiecki nic sobie nie robi z potrzebujących i plecie dyrdymały w terenie. W Żninie (kujawsko-pomorskie) uczestników spotkania z nim poczęstował kłamstwem, twierdząc „spełniliśmy postulaty protestujących”.

Do swoistej konfrontacji z zakłamanym premierem doszło via ekran telewizyjny. Rodzice i niepełnosprawni oglądali w Sejmie wystąpienie Morawieckiego w telewizji i tylko mogli powiedzieć, że Morawiecki posługuje się nieprawdą, jak po piątkowym spotkaniu z minister Elżbietą Rafalską.

Co się dzieje z władzą PiS? Jest aż tak niemoralna, że na zarzuty, krytykę, pytania, propozycje, politycy partii Kaczyńskiego stosują już tylko jedną, uniwersalną odpowiedź – kłamstwa.

Nic nie zostało załatwione. Protest nadal trwa, rząd PiS tylko pudruje problem, podpisując porozumienie z własną przybudówkę, która następnie czuje się wykołowana i przyznaje się, że rząd zrobił ich w bambuko, a następnie proponując dodatek rehabilitacyjny w formie rzeczowej. To nawet nie jest kpina, to coś gorszego, naplucie do zupy.

W tym samym Żninie Morawiecki był pochwalić się jeszcze innym kłamstwem: „dzięki rządom PiS z podatków spłynęło więcej o 40 mld zł”. Gdzie jest ten szmal, że nie starcza na pomoc dla niepełnosprawnych? Ile zatem zakupiono „Dam z łasiczką”? Wychodzi, że 80.

Pusty śmiech człowieka ogarnia, gdy słyszy stojącą obok swawolnego Morawieckiego swawolnicę rzecznik Joannę Kopcińską, która może ma ambicje pretendowania do ról w Monty Pythonie, bo rzekła: „Rząd i jego szef jest wrażliwy na sprawy społeczne i nie tylko obiecuje, ale realizuje”.

Morawiecki nie potrafi spojrzeć w oczy niepełnosprawnym, co widziała cała Polska, gdy wił się jak piskorz, gdy odwiedził kilka dni temu protestujących w Sejmie. Teraz jeździ po Polsce, bo mu prezes Kaczyński tak nakazał. Premier nie jest od jeżdżenia, ale rządzenia.

Lecz w tej kwestii Morawiecki nic nie ma do powiedzenia, prezes kazał zakłamywać rzeczywistość, Gdyby prezes był matką dla Dyzia Morawieckiego, to rzekłby, jak w „Ludziach bezdomnych”.

– Dyziu, zachowaj się, jak należy… — rzekła matka, — bo pan oficer wyjmie pałasz i utnie ci głowę.

„Utnie ci głowę”, znaczy zdymisjonuje. Pozostaje to nam uczynić przy urnie wyborczej, zdekapitować Dyzia Morawieckiego.

6 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Drżenie łydek Kaczyńskiego i Morawieckiego na Konwencji PiS

Konwencja PiS pokazała kogo partia Kaczyńskiego naprawdę się boi, acz służyła głównie hasłu: „I żeby nam znowu wzrosło…” Wcale nie jest ona przełomowa dla partii Jarosława Kaczyńskiego – jak bogobojnie analizują komentatorzy, a Mateusz Morawiecki nie jest żadnym trybunem.

Przede wszystkim to kontynuacja retoryki typowej dla PiS oraz wycofywanie się rakiem z niektórych form pokuty. No i co jest znamieniem tej partii, jej signum temporis, stygmatem – kolejne populistyczne obietnice, aby kupić elektorat i zamienić go w ciemny lud.

Bohater konwencji PiS został na samym początku określony poprzez klasyczną narrację trzecioosobową: on, Donald Tusk powiedział to i tamto… Puszczono spot z byłym premierem i obecnie piastującym najwyższy urząd w Unii Europejskiej – szefa Rady Europejskiej.

Tuska nie ma w Polsce trzy lata, a Kaczyńskiemu i jego kompanom ciągle drżą łydki, dygotu dostali po ostatnich sondażach, w których opozycja (Koalicja Obywatelska: PO i Nowoczesna) wygrywa z PiS, a Tusk z Andrzejem Dudą. Prezes PiS w przemówieniu odkopywał w swojej pamięci brata Lecha, który onegdaj wygrał wybory prezydenckie.

Kaczyński rakiem wycofuje się z oddaniem nagród, którymi ministrowie i wiceministrowie zostali obdarowani, niczym feudalni władcy. Takim oto ezopowym językiem zakomunikował prezes PiS: „Będą zwrócone nagrody choć być może przyjmiemy nieco inną formułę – nie co do zwrotu, tylko do celów tego zwrotu”.

Morawiecki nie jest żadnym trybunem, ale co najwyżej grafomanem, populistą i takim sobie krętaczem. Widać, iż dobra retoryka jest mu obca, bo nie zajechałby taką oto grafomanią: „Wcześniej rządzili ci, którzy mieli kamień zamiast serca dla polskich przedsiębiorców”. W tym zdaniu są wszystkie kompleksy PiS i garb tej partii. A jeżeli sobie uświadomimy, iż powiedział to były członek Rady Gospodarczej przy premierze Tusku, to tylko możemy popatrzeć na Morawieckiego, jak na postać wyjętą z groteski.

Morawiecki zarysował program na czas kampanii wyborczej (pięć propozycji, które opatrzone są hasztagiem #PiatkaMorawieckiego) sprowadza się do przekupywania wyborców za nasze pieniądze. Odbić się to musi na podatkach, bo takie rozdawanie kasy jest zabieraniem pieniędzy z kieszeni innych podatników. Na Twitterze dziennikarze komentują: Kogo oni chcą okraść? Czy ktoś oszalał? Skąd ma pochodzić ta kasa?

W PiS zatem nic się nie zmienia, ten sam populistyczny towar z przeformatowanymi hasłami i wskazaniem wroga: Tuska i opozycję, która nie chce siedzieć cicho. PiS dalej więc będzie się sypał, bo drżenia łydek nie da się zagadać.

Politycy nie radzą sobie z naziolami

Nacjonaliści rozpełzli się po kraju, wcale nie będzie tak łatwo ich zmarginalizować, powstrzymać ten społeczny nowotwór, który osiągnął stan chorobowych przerzutów. Na pewno nie poradzi sobie PiS, który po cichu wspiera nacjonalistów, narodowców, czy też quasi-faszystów.

Jak to się stało, że Obóz Narodowo-Radykalny urządza zjazd w kolebce wolności, w sali BHP Stoczni Gdańskiej? Zaś ulicami Gdańska triumfalnie maszeruje ze swoimi flagami i to pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców? W międzywojennej Polsce sanacyjnej ONR po założeniu w 1934 roku został niemal natychmiast zdelegalizowany.

Naziole w Stoczni Gdańskiej to uderzenie w twarz tym wszystkim strajkującym, którzy wywalczyli wolność. Jak musi czuć się Lech Wałęsa, który domaga się zdelegalizowania ONR? W innym symbolicznym miejscu na Jasnej Górze zorganizowano święto nacjonalizmu w ramach Pielgrzymki Środowisk Narodowych.

Jasnogórski klasztor został spowity dymem z pochodni, a ksiądz Roman Kneblewski z Bydgoszczy w kazaniu deklaruje wbrew Ewangelii: „Kocham szczególnie mój naród, więc jestem polskim nacjonalistą”. Jasna Góra stała się duchową stolicą kiboli i brunatnych. Tuż przed pielgrzymką inni nacjonaliści z Młodzieży Wszechpolskiej mieli zjazd w podczęstochowskim Kłobucku.

PiS toleruje nacjonalizm, zaś Kościół katolicki przytula ich w ramach miłosierdzia, że „Kościół jest dla wszystkich”. Polska brunatnieje, faszyzm podnosi łeb. Upadają symbole, jak sala BHP – od „Solidarności” do ONR. Tak nam pokracznieje Polska w czasie podłej „dobrej zmiany”. Na polityków nie można liczyć, aby rozprawili się z problemem nazistowskim, ten obowiązek spada na społeczeństwo obywatelskie.

Polactwo antysemickie w wydaniu Ziemkiewiczów i Kurków

Za sprawą podobnych ludzi i polityków PiS reaktywowane jest na świecie nazywanie Polaków – Polaczkami.

Antysemityzm w czasie rządów PiS „musiał” odżyć. Kiedyś antysemityzm był wdrukowany w polski prawicowy genom polityczny. Wydawało się, że osiągnął agonię w marcu 1968 roku, bo praktycznie Polska pozostała krajem bez Żydów, niemal homogeniczna rasowo i wyznaniowo. Niestety, PiS odgrzał politykę historyczną, która w wydaniu tej partii jest zakłamana, jak jej prezes. Nikt nie powie Polakom, że białe jest białe, bo ten naród jest cacy.

Kaczyński i PiS kultywują naszą podrzędność, nie stać ich, aby stanąć w prawdzie, iż Polacy dopuszczali się zbrodni wobec swoich sąsiadów. Antysemityzm dzisiejszy jest pochodną ogólnej sytuacji kraju. Wszystko się sypie, nasza reputacja, demokracja, instytucje państwa. Ciężko to odchorujemy, acz z tego wyjdziemy. Z jakimi stratami? Będą mniejsze, im szybciej PiS oderwiemy od koryta plus.

Centrum Kantora przy Uniwersytecie w Tel Awiwie opublikowało doroczny raport o antysemityzmie, w którym wymieniane są wypowiedzi dziennikarzy i celebrytów politycznych, acz w wydaniu prawicy nie wiadomo, kto jest dziennikarzem, a kto celebrytą.

Jako antysemita jest wymieniony Rafał Ziemkiewicz. Kto to zacz? – przecież nie dziennikarz, wszak ten zawód nie polega na pluciu słowem jak jadem. Ziemkiewicz zresztą cieszy się z tego, obecność „na liście antysemitów uważam za zawodowy sukces”.

Tenże sam Ziemkiewicz jednego z autorów, sporządzających raport z polskiej strony prof. Rafała Pankowskiego, nazywa kapusiem. Przypomnijmy, iż kilka dni temu Stanisław Skarżyński nie zgodził się zasiadać w studiu RDC wspólnie z Ziemkiewiczem z powodu jego wypowiedzi o Żydach jako „parchach”.

Obok Ziemkiewicza w raporcie wymieniony jest jego kolega z anteny TVP, z programu „W tyle wizji” Marcin Wolski. Jest także stały bywalec wszelkich raportów o antysemitach w Polsce Stanisław Michalkiewicz, ponadto są prof. Jerzy Nowak i były ksiądz Jacek Międlar. Jest debiutantka Magdalena Ogórek oraz dr Ewa Kurek.

Ta ostatnia postać pozostaje symptomatyczna dla PiS, jest niejako wzorcem zakłamania obecnej władzy. Mianowicie dr Kurek miała kilka dni temu w Konsulacie Generalnym w Nowym Jorku odebrać Nagrodę im. Jana Karskiego (wielkiego Polaka, który zawiadomił aliantów o obozach koncentracyjnych na terenie Polski w czasie II wojny). „Uczona” Kurek twierdzi, że Żydzi sami tworzyli getta i się w nich bawili.

Takie rozpełzło nam się polactwo antysemickie po kraju w wydaniu Ziemkiewiczów i Kurków, przynosi nam wstyd, hańbi imię Polaka. Za sprawą podobnych ludzi i polityków PiS reaktywowane jest na świecie nazywanie Polaków – Polaczkami. Tak bezczeszczona jest praca wszystkich Polaków po 1989 roku. Spychają nas w podrzędność, w bylejakość, w kołtuństwo.

Demokracja nie jest dana raz na zawsze

Europoseł PO Michał Boni odniósł ogromny sukces w Parlamencie Europejskim. Był głównym sprawozdawcą rezolucji, która została dzisiaj przyjęta, wzywającej do utworzenia Europejskiego Instrumentu Wartości (EIW) – nowego mechanizmu finansowania organizacji społeczeństwa obywatelskiego.

Istota tego przedsięwzięcia to wspieranie poprzez granty organizacji pozarządowych, walczących o takie wartości europejskie i standardy zachodniej cywilizacji, jak demokracja, praworządność czy prawa podstawowe. Rezolucja wzywa Komisję Europejską do wygospodarowania na ten cel w najbliższej 7-letniej perspektywie budżetowej po roku 2020 – 1,3 mld euro.

Komisja Europejska już w maju przedstawi projekt europejskiego budżetu i przekonamy się, czy środki na ten cel zostaną wygospodarowane. Dotychczas Unia Europejska nie wypracowała takiego mechanizmu wsparcia organizacji pozarządowych na swoim terenie, bo możliwe, że tego nie potrzebowała, acz wspierała organizacje krajów trzecich.

Dzisiaj jest szczególna potrzeba, bo takie kraje jak Polska czy też Węgry doznają uszczerbku na demokracji. Jeżeli ten mechanizm zostanie przyjęty, można być pewnym, iż z tego źródła nie dostaną wsparcia finansowego takie szemrane przybudówki partyjne, jak pana Jarosława Gowina ani organizacje Tadeusza Rydzyka, któremu z wartości chrześcijańskich najbardziej na sercu leży numer konta bankowego, zna je na pamięć, nie musi – jak wszystko inne – czytać z kartki.

W rezolucji nacisk położono na pomoc dla organizacji działających na poziomie lokalnym i krajowym, w których według Boniego „demokracja napotyka na poważne wyzwania”. Och, znamy to z naszego polskiego podwórka coraz bardziej zabagnionego.

Podczas debaty w PE komisarz ds. sprawiedliwości, spraw konsumenckich i równości płci Vera Jourova bardzo przychylnie odniosła się do tej inicjatywy, a sam europoseł sprawozdawca Boni dał godną retoryczną wykładnię: – „Demokracja nie jest dana raz na zawsze, dlatego trzeba ją aktywnie pielęgnować i chronić. Najbardziej kompetentnym aktorem do tego zadania jest społeczeństwo obywatelskie, więc Unia powinna w nie inwestować”.

Nie będzie PiS brakiem demokracji pluł nam w twarz. Obronimy ją przed zakusami autokratów na taboretach i innych drabinkach z Tesco na Krakowskim Przedmieściu bądź przed pomnikiem Schodów do Nikąd na placu Piłsudskiego.

Polskie organizacje pozarządowe potrzebują takiego wsparcia jak tlenu. To kolejny przykład troski o polskie sprawy i polskie organizacje ze strony europosła z PO.

Kartoflanka PiS dla niepełnosprawnych

Andrzej Duda przyjechał do protestujących w Sejmie rodziców osób niepełnosprawnych z jednym pijarowskim celem, przez siebie wyartykułowanym: – „Jeśli protestujący w Sejmie rodzice chcą wrócić do domu, mogą spokojnie wrócić. Będę się ich sprawą zajmował, dopóki nie będzie załatwiona”. Czyli wyprowadzić rodziców, aby dali święty spokój władzy PiS.

Duda przyjechał, aby protestujących wyprowadzić w pole. Prezydent usłyszał Iwonę Hartwich z Komitetu Protestacyjnego Rodziców Osób Niepełnosprawnych: – „Panie prezydencie, czy 900 zł w portfelu takiej osoby, czyli 150 zł zasiłku rehabilitacyjnego, które jest od 13 lat i renta socjalna tak naprawdę głodowa, która wynosi 744 zł ma wystarczyć na godne życie takich osób”.

Na poparcie słów matki usłyszał siebie z filmiku z kampanii prezydenckiej, gdy mówił, że spotkał się z matkami osób niepełnosprawnych i od nich „usłyszał kilka niezwykle bolesnych zdań o tym, jak się im w Polsce żyje, o tym, że musiały protestować”. Ten filmik spokojnie można zatytułować: „Tak wygląda i mówi hipokryta”. Duda miał się więc z pyszna, po czym wziął nogi za pas.

Następnie zajął głos premier Mateusz Morawiecki, który zaczyna być całkiem sprawny w pisowskie klocki. Jeszcze nie przebrzmiała jego „piątka Morawieckiego” z konwencji PiS, którą całkiem trafnie nazwał Jacek Rostowski „zupą nic”, a ja szukam innych dietetycznych odpowiedników – zupą na gwoździu, z chaplinowska zupą z sznurowadła albo po naszemu: kartoflanką.

Morawiecki poszedł wypróbowaną ścieżką. Najpierw ogłosił chęć zmiany Konstytucji (curiosum) i daninę solidarnościową, która polega na tym, że ci, co mają dadzą tym, co potrzebują. Czyli chce opodatkować Polaków – nadużywając ważnego słowa „solidarność” – na rzecz rodziców osób niepełnosprawnych, aby „najlepiej zarabiający mogli w niewielkim stopniu zostać opodatkowani po to, żeby złożyć się na tych najbardziej potrzebujących”. Miłosierdzie polegające na sięgnięciu do kieszeni innych, aby ogłosić, jacy to są chrześcijańscy, empatyczni koniecznie z plusem. Łaska+. A w istocie to Złodziejstwo+.

Najpierw pomyślałem, że nagrody ministrów, wiceministrów, działaczy PiS, prezesa Kaczyńskiego (ochrona jego kosztuje ok. 1,5 mln zł) przetransferują ze swoich kont na potrzeby niepełnosprawnych. Lecz cyknąłem się, przecież kradną nam demokrację, to dlaczego swoje łapska nie mieliby wsadzić do cudzych kieszeni.

Jeszcze istnieje możliwość, iż Czartoryscy przypomną sobie, że ich ród był arystokratycznie szlachetny i odeślą z Liechtensteinu podarowane im przez wicepremiera Piotra Glińskiego 100 mln euro, albo – nowa szykuje się afera – wycofane zostanie 28 mln zł, które ludzie Macierewicza z Polskiej Grupy Zbrojeniowej wytransferowali na lobbing do szemranej firmy w USA (pisze o tym „Daily Beast”).

Można też zadać sobie pytanie, czy w finansach państwa zdarzyła się jakaś katastrofa? Jeszcze tydzień temu Morawiecki mówił o obniżeniu niektórych podatków, a teraz chce wprowadzić nowy.

Morawiecki i minister Rafalska też mają jeden cel – wyprowadzić w pole protestujących. Proponują przygotowanie stosownego projektu ustawy do połowy maja, bo nie chcą pisać go „na kolanie”. A jak pisane były ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, ustawy sądowe i o IPN? Hę?

Ale protestujący nie godzą się na tę kartoflankę PiS. Na razie. Wszak PiS w te klocki jest biegłe, wyprowadzili w pole i złamali lekarzy rezydentów.

Beata Szydło może wstać z kolan

Po kilkumiesięcznym zamroczeniu Beata Szydło powstaje z kolan, jej następca Mateusz Morawiecki spektakularnie fajtnął w Sejmie w rozmowach z protestującymi rodzicami niepełnosprawnych dzieci. Morawiecki zaliczył efektownie dechy, mimo że zagalopował się ze zmianą konstytucji i gołoceniem kieszeni bogatszych Polaków, aby omamić niepełnosprawnych w swoim populistycznym stylu.

Szydło wie, iż Jarosław Kaczyński to strachliwy gościu, zacznie PiS-owi obsuwać się w sondażach, więc może chcieć wymienić Morawieckiego. Na kogo? Na sprawdzoną Beatą, co to jej „się należy”.

Szydło sprawę niepełnosprawnych dzieci bierze na swoje piersi. W RM FM powiedziała: „W tej chwili trwają prace w ministerstwie rodziny nad ustawą, o której mówił pan premier, która ma pomóc rodzicom i ich dzieciom„.

Wyręcza zatem Morawieckiego, który przegrał w rozmowach z potrzebującymi rodzicami niepełnosprawnych dzieci. Szydło nawet poleciała ulubionym językiem prezesa, który lubi używać fraz „patrioty” Edwarda Gierka: „ufajcie, uwierzcie”. Szydło: „Jeżeli mogłabym poprosić rodziców, którzy są w tej chwili w Sejmie, żeby jednak uwierzyli panu premierowi, pani minister Rafalskiej„.

W PiS trwa wojna podjazdowa, jest więc szansa dla Szydło, aby powróciła do łask Kaczyńskiego. Jeden, dwa sondażyki z obsuwą i była premier może powrócić na tapetę w gmachu przy Nowogrodzkiej. Szydło nawet przypomniała prezesowi swój sukces z Brukseli 1:27, o Donaldzie Tusku powiedziała: „Słyszałam, że podobno sam rozpowiada różne rzeczy w Brukseli„.

Nie jest to logiczny język polski, ale Szydło nigdy nie była orlicą retoryki. Do tego wstająca z kolan Szydło nie dba o takie szczegóły. Wszak to nie Wersal, jest szansa, że dowali nowemu faworytowi prezesa, a ten przypomni sobie o niej.

Chciałoby się zakrzyczeć tej walce buldogów pod dywanem: „Beata, wal Mateusza wałkiem, temu populiście się należy„.

Dzisiaj urodziny Donalda Tuska.

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Przed Smoleńskiem i po Smoleńsku głupi

Politycy PiS z tragedii zrobili oręż polityczny, który przyniósł im wymierne korzyści – dla Polski raczej wątpliwe.

8 lat minęło od katastrofy smoleńskiej. Wydawałoby się, że to zdarzenie powinno przejść do historii – z pełnym sztafażem, które ofiarom się należy albo nie należy. Przede wszystkim powinno dojść do narodowej refleksji – w wyniku debaty, mądrych książek – aby tragedia nie poszła na marne.

Czy państwo zdało egzamin z tej historii i czy my obywatele zdaliśmy? Państwo zdaje egzamin, badając przyczyny tragedii i wdrażając wnioski właściwych organów, aby do takiego zdarzenia nie doszło. Gdyby Katyń i Smoleńsk znajdowały się na terenie Polski, Tupolew też by się rozbił. Nie wchodzi w rachubę żadna ingerencja zewnętrzna, żadne wybuchy. Dzisiaj takie rzeczy są nie do ukrycia. Nie dotrzymano procedur bezpieczeństwa, a piloci byli niejako zmuszeni do szarży ułańskiej. Samosierrą były warunki pogodowe, fatalny stan lotniska, żaden Kozietulski z tego nie wyszedł cało.

I można byłoby na tym poprzestać. Jakiś pomnik na uboczu, coroczny lament wpisany w kalendarz uroczystości państwowych, bo przecież nie wystawia się pomników chwały i łuków triumfalnych tym, którzy nie wygrali, nie osiągnęli sukcesu.

Stało się inaczej, bo politycy z tragedii zrobili oręż polityczny, który przyniósł im wymierne korzyści, dla Polski raczej wątpliwe. Nie wydaje mi się, żeby z tego powodu naród był trwale podzielony, wystarczy, że Jarosław Kaczyński odejdzie z polityki, a wrócimy do względnie zdrowej normy. Będzie sporo do naprawiania, ale… damy radę.

Mogę tylko naigrywać się z groteskowych zachowań dzisiejszych władców i podejrzewać, że nie wiedzą, co czynią, a dokładnie: co mówią. Naprawdę mogą nie mieć wyczucia, miary, bo działa na nich ciśnienie polityczne i dbałość o kariery osobiste, polityczne.

Cóż znaczą słowa Kaczyńskiego: – „Nie lękajcie się”? To tylko farsa w ustach tego, który chodzi w obstawie, a do wielkości Jana Pawła II nigdy nie podskoczy. Albo stwierdzenie Andrzeja Dudy, że „ich śmierć przyniosła jeszcze jeden element wspólny – pamięć o nich”. Autorzy „Ucha prezesa” nie muszą wszystkich dialogów pisać, Adrian wykonuje ich pracę za friko. Nie zawiódł też Mateusz Morawiecki z refleksją: – „10 kwietnia na zawsze pozostanie dniem zadumy nad polskim losem”.

Ten los sami sobie fundujemy i jest to tupolewizm, który dawno, dawno temu sformułował Jan Kochanowski, że Polak „przed szkodą i po szkodzie głupi”. Szczególnie ta głupota dotyczy polityków, którzy jak wyżej cytowani wciskają nam kit retoryczny. To oni przed katastrofą smoleńską i po katastrofie są głupi.

TO JUŻ KONIEC DOJNEJ ZMIANY. POLACY IM TEGO NIE WYBACZĄ I NIE ZAPOMNĄ.

Czy PiS ukrywa przed swoim elektoratem to, że jednak przyjęto w Polsce uchodźców?

Pierwszy o tym doniósł Leszek Miller, który podzielił się na Twitterze lekturą francuskiego „Le Figaro”. – „Minister Czaputowicz w „Le Figaro”: „Przyjęliśmy 2700 migrantów przysłanych przez Europę Zachodnią, ale oni nie chcą zostać w Polsce, gdzie stopa życiowa jest zbyt niska”.

Dlaczego te fakty nie są upublicznione? Czyżby szef MSZ znowu powiedział coś za dużo?”. Rozmowa z szefem polskiej dyplomacji Jackiem Czaputowiczem ukazała się 5 kwietnia. Zatem dlaczego tak długo nie była dostępna polskiej opinii publicznej? Choć to tylko niedługa fraza o imigrantach, powoduje zgrzyt z powodu niespójności logicznej.

Relokacji 2700 uchodźców nie można ukryć ot tak sobie, aby dziennikarze nie wywęszyli. Jakiś podmiot tym się zajmujący przesłał ich z Unii Europejskiej i ktoś ze strony polskiej przyjął, zajmują się tym duże organizacje.

Niepokoi fraza „oni nie chcą zostać w Polsce, gdzie stopa życiowa jest zbyt niska”. Czyli jakiś czas minął od relokacji, aby uchodźcy mogli przekonać się, jak jest w Polsce. No i z jakich to przybyli obszarów „bogactwa” Bliskiego Wschodu i Afryki, iż w Polsce jest dla nich „stopa życiowa zbyt niska”? Wszak uciekali przed głodem i wojną.

Taka sama argumentacja jakiś czas temu padała ze strony Beaty Szydło o uchodźcach uciekających z Polski. Ponadto z wywodu Czaputowicza można wysnuć wniosek, że jednak nie ma w Polsce uchodźców, bo… uciekli. A zatem trudno sprawdzić, czy byli, bo ich nie ma. Nie zachował się żaden dokument, do którego można odesłać?

Coś mi ten chrześcijański akt strzelisty o uchodźcach zajeżdża pisowskim szwindlem naprędce skleconym. Bo instytucje Unii Europejskiej wyciągną odpowiednie wnioski z braku solidarności władzy PiS w kwestii uchodźców. Czaputowicz zastosował manewr węgierski, w połowie stycznia Viktor Orban „pochwalił się”, że przyjął 1,3 tys. uchodźców z Syrii, Afganistanu i Iraku. A że Polska jest większa od kraju swoich bratanków, Czaputowicz zastosował algorytm „Orban razy dwa z hakiem” i wyszło mu 2,7 tys.

Jak zareaguje na to elektorat PiS, któremu fundnięto 2,7 tys. potencjalnych terrorystów? Na szczęście terroryści in spe zbiegli z Polski na Zachód, gdzie będą terroryzować „wyższą stopę życiową”.

Władze PiS nie będą mogły liczyć na veto Węgier

Może trzeba przeprosić się z Mateuszem Morawieckim. Otóż 16 lutego obecnego roku był łaskaw powiedzieć dla popularnego niemieckiego portalu n-tv.de o Węgrzech, „gdzie wszędzie jest pełno korupcji”. Gwoli sprawiedliwości podobną korupcję dostrzegł w Bułgarii, Rumunii i w Czechach.

Ależ ze mnie gapa. Byłem sfrustrowany zdjęciami wierchuszki PiS z pobytu na Węgrzech, na które Morawiecki z Jarosławem Kaczyńskim pojechali, aby odsłonić pomnik smoleński w Budapeszcie, a Viktor Orban – czyżby z zemsty za wypowiedź dla Niemców? – posadził premiera rządu polskiego na konferencji prasowej w rogu stołu, jak niesfornego uczniaka, niczym w oślej ławce.

Morawiecki, nazywając Węgry skorumpowanym krajem nie pomylił się, bowiem Parlament Europejski przedstawił raport, w którym zaleca organom Unii Europejskiej odebranie Węgrom głosu w Radzie Europejskiej i uruchomienie procedur, wypływających ze słynnego artykułu 7. Traktatu o UE, co grozi sankcjami finansowymi.

Węgrom zarzuca się naruszenie wartości demokratycznych (odwrót od standardów demokratycznych) i pogwałcenie prawa. – „Czas na wydawanie ostrzeżeń minął”– powiedziała sprawozdawczyni Parlamentu Europejskiego Judith Sargentini, przedstawiając 26-stronicowy raport.

Orban z Kaczyńskim mogą zakrzyknąć: „Brawo my!”. Przeciwko Polsce w ubiegłym roku uruchomiony został artykuł 7, zwany też opcją atomową. Wreszcie Węgry dołączyć mogą do Polski PiS. Decyzję ostateczną w sprawie Węgier PE podejmie we wrześniu.

Jeżeli tak się stanie, to PiS może być w kropce, gdyż liczyli na veto Węgier w sprawie sankcji. Czyli może być tak, że Węgry stracą prawo veta wobec Polski, jako same oskarżone.

Oskarżone kraje, „gdzie wszędzie jest pełno korupcji”, nie będą mogły chronić siebie nawzajem. Przecież w prawie tak jest, że przestępca za drugiego przestępcę nie może wnieść poręczenia.

Zbigniew Herbert

4 teksty Waldemara Mystkowskiego.

„Ludzki pan” Kaczyński

Prezes PiS uderza przede wszystkim w opozycję, zmniejszając pensje parlamentarzystom oraz w samorządowców.

Jarosław Kaczyński zdecydował, iż za ujawnienie ogromnych nagród przyznanych ministrom i wiceministrom rządu PiS koszta w pierwszym rzędzie poniosą posłowie i senatorowie Platformy Obywatelskiej, bo prezes uznał, że o 20 proc. zmniejsza im pensje poselskie.

Wg prezesa, Krzysztof Brejza z PO musi czuć przy potylicy przystawioną lufę, gdy zapyta o nagrody dla ministrów, albo nie daj boże, ile kosztuje ochrona Kaczyńskiego. Grozi to dalszym obniżeniem pensji Brejzie i jego kolegom. Można też orzec, że prezes to „ludzki pan”, wszak zostawia 80 proc. uposażenia, a mógłby zabrać wszystko i powiedzieć: pieniądze nie są najważniejsze, warto pracować dla idei, a taką jest służba Polsce (tak przekonywał Stanisław Karczewski lekarzy rezydentów).

Parlamentarzyści opozycji zostali zatem ukarani, bo posłowie i senatorowie PiS odbiją sobie w rozlicznych synekurach, w radach nadzorczych państwowych spółek.

Dlaczego nie zostali pokarani ministrowie i wiceministrowie pisowskiego rządu? Bo choć nagrody muszą oddać, to Kaczyński nie zmniejszył im pensji o 20 proc., a to oni są winni, iż przyznawali sobie ogromne premie. I jakiej wysokości muszą oddać nagrody? Te, które zostały ujawnione, czy wszystkie nagrody, w tym jeszcze nieujawnione. Proces odtajniania dodatkowych apanaży był rozwojowy, nie wszystko dotarło do opinii publicznej.

Chyba już nikogo nie dziwi, że poinformował o tym szeregowy poseł, a nie premier rządu albo prezydent. Jak zatem zostanie prawnie usankcjonowana degradacja dochodów parlamentarzystów? Przez dekret prezydenta czy przez sejmową ustawę? Przy okazji można sobie wyobrazić wyrazy twarzy posłów, gdy będą procedować i głosować za zmniejszeniem swoich apanaży.

Czy dojdzie do paradoksalnej sytuacji, iż w MOPS-ach zjawią się politycy pokroju Gowina, który przyznawał, że mu nie starczało do pierwszego, do sytuacji godnej Barei, w której posłowie będą korzystać z socjału dla bezrobotnych, bo im nie starcza?

Piszę, że Kaczyński zarządził oddanie nagród przez rząd PiS, ale to nie jest prawdą w świetle jego słów: – „Ministrowie sami podjęli tę decyzję, dzisiaj było takie spotkanie. Nikt nie protestował”.

Co zatem z byłą premier Beatą Szydło, która w emocjonalnym sejmowym wystąpieniu stwierdziła, że „się należało”. Dostała od prezesa na taką mowę pozwolenie, aby „pokazać pazurki”. Prezes powiedział, że o pazurkach nie mówił. Czy to znaczy, że Beata Szydło zostanie zdymisjonowana z funkcji wicepremiera?

Zdaje się, że mamy takie wzmożenie taniego dziadowskiego państwa z powodu wewnętrznych sondaży, zleconych przez PiS po świątecznych rozmowach Polaków przy stole wielkanocnym. Słupki poparcia muszą wyglądać źle, skoro dochodzi do takich akrobacji prezesa z nagrodami.

„Ludzki pan” orzekł, aby przekazać premie na cele charytatywne dla Caritas, a nie Lux Veritatis, acz może jeszcze dojść do zmiany w kwestii stowarzyszenia i fundacji, której zwrot się należy, bo drugi naczelnik państwa Tadeusz Rydzyk nie wypowiedział jeszcze swojego zdania.

Nowi komuniści spotkali się w Budapeszcie

W Budapeszcie spotkali się dzisiaj dwaj bohaterowi z okładki najnowszego magazynu „Politico Europe” Viktor Orban i Jarosław Kaczyński. Ten ostatni przywiózł ze sobą Mateusza Morawieckiego, premiera polskiego rządu. W narracji jednego z najważniejszych magazynów politycznych dwaj bohaterowie nazywani są nowymi komunistami. Brakowało trzeciego podobnego do nich – Władimira Putina, ale to Orban do niego jeździ, jak Kaczyński do Budapesztu. Jeszcze prezes PiS nie jeździ na Kreml, ale gdyby historia miała się toczyć, jak się toczy, to i tego dostąpimy.

Kaczyński pojechał do Budapesztu w celach hołdowniczych, jakbyśmy mieli do czynienia z dawno minionymi Austro-Węgrami. Do takiego dochodzi anachronizmu. Na przedmieściach Budapesztu (8 km od centrum) odsłonięto pomnik smoleński z płaskorzeźbą Lecha Kaczyńskiego. Zacytuję dramatyczne głosy trzech uczestników uroczystości (dramatis personae), które brzmią jak farsa (do tego sprowadza się katastrofa smoleńska).

Nowy komunista I (Jarosław Kaczyński): – „To, co dzieje się na Węgrzech i w Polsce nie jest wymierzone przeciwko Europie, ale wskazuje jej inną drogę. Choć ta droga jest trudna, to idziemy nią i umacniając naszą przyjaźń, choćby przez budowę tego pomnika, idziemy tą drogą”.

Didaskalia: Ależ zaleciało Krakowskim Przedmieściem.

Nowy komunista I (dalej): – „Za dwa dni to wy będziecie decydować o drodze wolności, nie tylko w skali Węgier, ale i Europy, i świata”.

Nowy komunista II (Viktor Orban): – „Kiedy Polska jest atakowana, to atakowana jest Europa Środkowa, atakowane są też wtedy Węgry”.

Didaskalia: Na Węgrzech w niedzielę odbędą się wybory. Wg komunisty Kaczyńskiego będzie się decydować podczas nich historia Europy i świata. Zaś ataki na Polskę i Węgry idą ze strony… Brukseli. Taka retoryka jest godna jakiejś remizy spod Rzeszowa, a nie polityka, który się mieni nieformalnym naczelnikiem dużego i dumnego narodu europejskiego.

Odezwał się też pomagier nowego komunisty I Mateusz Morawiecki, ten odleciał, jak mówi się kolokwialnie „od czapy”: – „Nie można zrozumieć współczesnej historii Polski bez zrozumienia tej straszliwej katastrofy, jaką była katastrofa smoleńska”. Lech Kaczyński został wyżyłowany politycznie przez brata na wszelkie możliwe sposoby i kiedyś w politologii ten niechlubny epizod z naszej historii będzie analizowany pod kątem, jak uprawia się politykę funeralną.

Spointuję powyższe satyryczne wypowiedzi innym politykiem tego samego obozu, szefem Gabinetu Prezydenta Krzysztofem Szczerskim. Zapytano go w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, dlaczego Donald Trump nie chce spotkać się z Dudą, Szczerski odpowiedział: – „Trump chce się spotkać z Dudą, ale panowie mają zbyt zajęte kalendarze”. I to jest… zupełnie od czapy.

Jest wyjście – oficjalny spis zajęć Trumpa jest powszechnie znany, codziennie od godziny 8 do 11 tweetuje albo ogląda telewizję. Gdyby Duda się postarał (przesunięcie czasowo na Wschodnim Wybrzeżu USA wynosi – 6-7 godzin – w stosunku do czasu środkowoeuropejskiego), to od godziny 1 do 3 w nocy zamiast tweetować z jakimś Ruchadełkiem leśnym, mógłby poćwierkać z Trumpem.

Tak wygląda polska polityka… od czapy.

Panikujący Kaczyński brzytwy się chwyta

Gdy Roman Giertych przestał być politykiem, stał się porządnym adwokatem i przede wszystkim dowcipnym oraz trafnie prognozującym komentatorem. Ponadto znajomość rządzenia Jarosława Kaczyńskiego otworzyła mu oczy na cechy tego człowieka. Giertych podczas rządów PiS-LPR-Samoobrona siadał obok Kaczyńskiego i okupował róg stołu, tak jak dzisiaj sadzany w rogu stołu jest Mateusz Morawiecki. Zdjęcie z Budapesztu, na którym Viktor Orban i Kaczyński siedzą centralnie do dziennikarzy, a w rogu stołu siedzi z miną zbitego psa Morawiecki, wszak szef rządu polskiego, robi wstrząsające wrażenie, wyraża, ileż złego się dzieje z naszą sferą publiczną.

Giertych uważa (na Facebooku pisze), że Kaczyński „panikuje, bo (…) dyktatura, która nie przejęła zdolności zastraszania, przegrywa”. A Kaczyński był tego bliski, aby przejąć pełnię władzy, ale źle ulokował swoją osobę, wysługując się wspomnianym Morawieckim, a wcześniej Beatą Szydło.

Kaczyński się zabezpieczał, bo przyjdzie politykom PiS odpowiedzieć za niszczenie ustroju demokratycznego. I możliwe, że moment dojścia do dyktatury umknął Kaczyńskiemu na zawsze, prezes PiS jest wyznawcą dogmatu autokratów, zdefiniowanego przez Józefa Stalina: „Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam”.

Popieranie ze strachu mógł uzyskać Kaczyński na początku obecnego roku, gdy słupki sondażowe dla PiS sięgały 50 proc. i więcej. Wówczas mógł ogłosić przedterminowe wybory i objąć autorytarne rządy. Giertych: „Gdyby wybory w 2018 wygrał, to następne wybory byłyby fikcją, gdyż przejąłby zdolność kierowania sądami, sondażami, wykończyłby niezależne media i zastraszył przeciwników”.

A teraz prezes PiS może tylko pomarzyć, aby posadzić za kratami Donalda Tuska – acz jeszcze będzie próbował naginać oskarżenia szefa Rady Europejskiej za pomocą nowej komisji śledczej ds. VAT. Lecz to okaże się ledwie groteską, tym bardziej, że o Tusku Polacy przypomnieli sobie jako wybitnym polityku i darzą go największym zaufaniem.

Dzisiaj decyzje Kaczyńskiego są spowodowane paniką, PiS traci poparcie. Giertych konkluduje: „Strach Kaczyńskiego, który spowodował teraz paniczny ruch wynika właśnie z tego, że zdał sobie sprawę, że jego zamach na Państwo Polskie się nie udał”.

Panikujący chwyta się brzytwy. Stoimy jeszcze przed takimi decyzjami panikarza, który może zechcieć nagiąć wyniki wyborów. Mentalność autokraty zaowocuje groźnymi dla państwa i obywateli decyzjami, a Kaczyński jest zdolny do wszystkiego, bo to człowiek z alternatywnego świata, zabezpieczony przed rzeczywistością kordonem ochrony i barierkami. To ktoś „obcy” naszej normalności, polskości. Źle skończy, jak każdy „Alien”.

Kleptokracja PiS

Chroniczne złodziejstwo jest zwane kleptomanią – PiS stworzył z tego ideologię.

Gdy psycholodzy pochylili się nad kleptomanią, odkryto w niej znamiona choroby. Często słyszy się od złodziei, iż mają kłopoty psychiczne, dlatego dobra kleją się im do rąk. Chorobowy stan złodziejski zorganizowany pod szyldem idei można nazwać kleptokracją. Szajki, mafie i inne szemrane towarzystwa cierpią na niedocenianie, na kiepskość, więc dowartościowują się materialnie poprzez kradzenie.

W polityce jest to o tyle groźne, iż można posłużyć się lewicowymi bądź prawicowymi ideami, lecz zawsze łupem takich idei pada budżet wspólny: czy to samorządowy, czy państwa. W PRL powstało usprawiedliwienie, iż złodziejstwo na dobrach państwowych nie jest złodziejstwem, bo złodziej nie okradał bliźniego, tylko znienawidzone państwo.

Ten PRL-owski idiom wrósł w Polaków bardziej niż tatuaż, a bliżej mu do genu narodowego. Niespełna 30 lat po upadku, gen nie mógł być wypleniony, wyleczony, bo na narodzie nie dokonano żadnej lobotomii, terapii elektrowstrząsowej. Było tylko transformacyjne przejście z jednego ustroju w drugi, ale tylko w sferze gospodarczej i urządzeń ustrojowych.

Naród nie był leczony, gdyż leczyć w tym wymiarze może tylko szkoła, wychowanie i pokolenia, a tych pokoleń musi zemrzeć kilka, niektóre tradycje mówią o 7 pokoleniach, inne – jak hebrajska – o 40 latach.

PiS z okradania stworzył ideę, której celem końcowym nie jest dowartościowanie innych, w imieniu których się kradnie, ale przede wszystkim siebie. Można to określić tworzeniem wspólnoty kleptomańskiej. Jarosław Kaczyński kiedyś nawet nazwał to TKM (teraz k… my), uwłaszczył się na państwowym, stworzył Srebrną. Działo się to w wymiarze prywatnej partii, która jednak sięgnęła po władzę w państwie.

Elektorat został kupiony za pieniądze z budżetu, czyli nasze, a gdy został on stygmatyzowany 500+ (jak szkarłatną literą), niejako stworzył wspólnotę z PiS. Nie dziwmy się zatem, że w porywach PiS zyskiwał poparcie 50 proc. Polaków.

Złodzieje zawsze przekupują innych po drodze do celu, lecz łupem właściwym nie dzielą się, bo jest on przeznaczony dla stosunkowo niewielu i jest wielokroć przewyższający niż 500+. Złapany złodziej krzyczy: „łapać złodzieja” (przez dwa lata obowiązywał idiom: „PO przez 8 lat tamto-siamto”), a gdy został przygwożdżony i otwarto mu tobół z trofeami, złodziej stwierdził, że „mu się należy”. Bo ciężko pracował nad zniszczeniem reputacji Polski i zniszczeniem ustroju demokratycznego.

Napracowali się. Ale złodziej zauważył, że stygmatyzowane 500+ grono wspólników odwraca się od niego, bo co to za szmal 500+. Wiec prezes wpadł na szatański pomysł, aby zwrócić trofea, ale nie do Sezamu (budżetu), z którego wynoszono, ale do przyjaznej mu instytucji, do katolickiego Caritasu. Acz zwrot nie będzie pełny, bo można będzie sobie odpisać go od podatku, czyli w gruncie rzeczy nie jest to zwrot, tylko ofiara na Caritas. Te pieniądze są jednak z łupu, nie zawarto na nie żadnej umowy cywilno-prawnej.

Zatem to nie koniec prawnych kłopotów PiS. Zaś w wymiarze psychologicznym, czyli owego genu kleptomanów, nie jest on do powstrzymania, nie ma odwrotu od gnicia i rozkładu tej formacji, która wyznaje ideę kleptomanii i sama stwarza ustrój kleptokracji. Okraść budżet, prawo, demokrację, a nawet Księżyc. Taki jest gen politycznych lunatyków.

Ku pamięci, ucieczka tchórza będącego 28 km od miejsca katastrofy, zjadł obiad, wsiadł do pociągu i dyla do W-wy.Po czym zostaje odpowiedzialnym za komisję do zbadania okoliczności katastrofy.Dzisiaj już wiemy,że ta komisja i badania polegają tylko na dojeniu nas z kasy!