Posts Tagged ‘Jarosław Kaczyński’

JEDNO ZDANIE LISA, KTÓRE ZAORAŁO CAŁĄ NIENAWIŚĆ PiS-U

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o programie PiS.

Program PiS programem narodu?

Prawi i Sprawiedliwi twierdzą, że w wyborach otrzymali legitymację uprawniającą do zmian, ale nie uprawnia ona do obracania Polski w perzynę!

„Naród z partią – partia z narodem”. Kiedyś cała Polska obwieszona była takimi i podobnymi hasłami. Owe zamierzchłe czasy, gdy totalna władza atakowała naród prymitywnymi wytworami propagandy, gdy indoktrynowała społeczeństwo w zawłaszczonych mediach i na ulicznych „nośnikach” (jeszcze nie billboardach) dla wielu współczesnych są prehistorią. A w każdym razie dla wielu Polaków doświadczenia z czasów PRL nie mają żadnego przełożenia na szczelnie otaczającą nas rzeczywistość. Już tylko pasjonaci, niszowi historycy i tacy jak ja analizują program PZPR, szukając analogii i paraleli z innymi totalitaryzmami. Szkoda, bo wyniki tych poszukiwań bywają pouczające. W tym przypadku np. okazało się, że rozdźwięk między deklarowanymi zamierzeniami a ich realizacją był za komuny wyraźnie mniejszy niż w „konkurencyjnym” programie PiS.

Program uchwalony w 2014 roku i opublikowany przed wyborami na partyjnej stronie internetowej, rozpoczyna się od zdania: „U podstaw ideowych programu Prawa i Sprawiedliwości leży szacunek dla przyrodzonej i niezbywalnej godności każdego człowieka”. Zauważyliście? Szacunek dla KAŻDEGO człowieka, nie tylko popierającego obecną przewodnią siłę narodu! Tymczasem publiczne wypowiedzi przedstawicieli totalnej władzy to często kpina z ich własnej preambuły programowej. I nic dziwnego, skoro podpisany pod cytowanym programem Jarosław Kaczyński swój szacunek dla niezbywalnej godności każdego człowieka wyraża subtelnie: „komuniści i złodzieje” lub bardziej stanowczo: „kanalie i mordercy”…

Część spośród uprawnionych do głosowania wybrało PiS, bo ta partia obiecała jakoś tak zrobić, żeby robotnicy, chłopi, inteligencja pracująca i frankowicze byli zdrowi, bogaci i szczęśliwi. Wielu ludzi dało się nabrać na odmienione nagle oblicze partii Kaczyńskiego, która schowała swoich bezczelnych i powszechnie nielubianych arogantów za plecy sympatycznych pań, uśmiechających się na okrągło. Byli tacy, którzy uwierzyli, że w pustej teczce, którą wymachiwała kandydatka na premiera, znajdują się gotowe recepty na wszystkie polskie bolączki. Ale na pytanie sondażowni o motywy swojej decyzji wyborczej niemal wszyscy wyborcy PiS wyjaśniają, że przypadł im do gustu opublikowany tuż przed wyborami program. Ten sam, na który powołuje się teraz totalna władza, demolując instytucje demokratyczne. Ten, w którym pełno jest fragmentów dowodzących wielkiego wyborczego oszustwa.

Po pierwsze – kadry
Wszyscy obserwujemy bezprecedensowy nepotyzm i niespotykane dotąd kolesiostwo widoczne w masowym obsadzaniu przez niedokształconych Misiewiczów intratnych posad, z których uprzednio brutalnie wyrugowano uczciwych fachowców. A co o tym mówi program PiS? „Awans społeczny i pomnażanie majątku powinny przebiegać zgodnie z zasadami moralności i wolą zachowania szacunku dla każdego człowieka. (…) Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości niekompetencja, naruszanie prawa, lekceważenie obywateli lub podwładnych, prywata i kolesiostwo nie będą tolerowane (…). Wyżsi urzędnicy państwowi, muszą spełniać wysokie wymagania kwalifikacyjne potwierdzone odpowiednimi egzaminami w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. (…) Przywrócimy rzeczywisty wymiar idei profesjonalnej, apolitycznej kadry urzędniczej. Członkowie korpusu służby cywilnej będą korzystać z ochrony i wsparcia”…

Uchodźcy, obcy i inni
Dla prominentnych przedstawicieli naszej totalnej władzy ludzie innej narodowości to sort najgorszy, jeszcze podlejszy, niż opozycja. To potencjalni terroryści, piąta kolumna, groźni nosiciele obcych obyczajów i głosiciele obcej wiary, to uchodźcy nadgryzieni przez pasożyty… A w programie PiS czytamy: „Naród polski kształtował się i dojrzewał poprzez łączenie we wspólnotę ludzi o różnej przynależności etnicznej. Afirmacja przynależności narodowej oznacza dla nas także pełną gotowość uznania podmiotowości innych wspólnot narodowych”.

Społeczeństwo obywatelskie
Cegła po cegle rozbierane są kolejne fragmenty fundamentów polskiej demokracji. PiS zawłaszcza instytucje państwa i ogranicza prawa organizacji pozarządowych. Równocześnie w programie tej partii przeczytać można: „Państwo jest wartością moralną. (…) Tylko demokracja zapewnia jednostce podmiotowość, czyli bycie obywatelem, tylko w demokracji można budować równowagę sił społecznych, która umożliwia sprawiedliwą politykę i jest też warunkiem praworządności. (…) Zdecydowanie odrzucamy etatyzm, tj. dążenie do upaństwowienia szerokiej sfery życia społecznego. Naprawa [państwa] nie wymaga zmian ustrojowych, [lecz] umocnienia społeczeństwa obywatelskiego”…

Unia Europejska
Z niepokojem obserwujemy wojnę, którą PiS wypowiedział Unii Europejskiej. Widzimy przejawy arogancji i buty, niszczących dobre relacje z sąsiadami i z najsilniejszymi państwami wspólnoty. Natomiast program PiS tak precyzuje stosunek tej formacji do idei, które stanęły u podstaw jednoczenia się Europy: „Nie odrzucamy ich, wręcz przeciwnie, uważamy je za bardzo ważne i godne podtrzymania. Chcemy, aby sferą wolności, równości, solidarności i sprawiedliwości była cała Europa”.

Organ Błaszczaka
Zmiany w policji sterowanej przez ministra Błaszczaka nie napawają optymizmem. Permanentna wymiana kadry dowódczej obnaża nieporadność i niekompetencję PiS-owskich kadr. Równocześnie przybywa dowodów postępującej brutalizacji działań policji. Co mówi w tej sprawie program PiS? „Przywrócimy przejrzyste, merytoryczne zasady awansu służbowego, dające szansę na obejmowanie stanowisk kierowniczych i dowódczych wykształconym i dobrze przygotowanym oficerom. (…) Wszelkie patologie i zachowania naruszające prawo lub etykę służby będą się spotykały się z surowymi konsekwencjami służbowymi. (…) Nie będzie tolerancji dla nadużywania władzy”…

Organa Ziobry
Prokuratura stała się już dyspozycyjną formacją przewodniej partii, natomiast w obowiązującym programie PiS czytamy: „Wykluczone musi być (…) „ręczne sterowanie” czynnościami prokuratora przez zwierzchników poprzez nieformalne naciski”… Po zaanektowaniu prokuratury rozpoczął się atak na władzę sądowniczą, mimo że program PiS podkreśla szacunek dla niezawisłości sędziowskiej i „niezależność sądów od innych władz”. W kontekście wojenki o wpływy między prezydentem Dudą a ministrem Ziobro zabawnie brzmi taki oto cytat z programu PiS: „Rola Prezydenta Rzeczpospolitej w sprawach sądownictwa nie może być redukowana do funkcji „notariusza” sporządzającego akty nominacji sędziowskich. Głowa państwa powinna uzyskać (…) realny wpływ na funkcjonowanie sądownictwa”. Równie zabawnie brzmi fragment programu o konieczności podporządkowania się wyrokom sądów przez przedstawicieli władzy wykonawczej: „Karygodne – i wymagające stosowania sankcji karnych i służbowych – są zwłaszcza przypadki nierespektowania wyroków sądowych przez urzędników administracji”. A już naprawdę komicznie brzmi fragment programu dotyczący wyłaniania sędziów Trybunału Konstytucyjnego: „SPRZECIWIAMY SIĘ [takiemu] projektowi zmiany kryteriów i trybu wyłaniania kandydatów na sędziów TK, który ma preferować koneksje polityczne oraz poddawać proces wyłaniania kandydatów partykularnym wpływom zamkniętych środowisk prawniczych. Będziemy proponować przeciwny kierunek zmian, realizujący zasadę demokratycznego zgłaszania kandydatów i elementy konkursu w ich ocenie przez Sejm”…

Konstytucja i sądy
Brak miejsca, by wyliczyć wszystkie rozbieżności między zapowiedziami a ich realizacją. Koniecznie jednak muszę przywołać jeszcze jeden fragment programu, który obrazuje rozmiar oszustwa wyborczego partii władzy. Otóż PiS głosi dzisiaj, że zawetowane projekty ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym są absolutnie, bezwzględnie i w oczywisty sposób zgodne z Konstytucją. Tymczasem w programie partyjnym w kilku miejscach mowa jest o konstytucyjnej przeszkodzie realizacji zamierzeń, a jeśli chodzi np. o skład KRS, zdominowany przez sędziów, to zmiana tej sytuacji WYMAGA NOWELIZACJI KONSTYTUCJI. Dlaczego przed wyborami zmiany w sądownictwie wymagały zmiany Konstytucji, a teraz już nie wymagają? Totalna władza odpowiada, że 80 procent społeczeństwa właśnie tego się domaga. Mało kto pyta, czego konkretnie domaga się te 80%? Bo przecież w żadnym kraju sądy ze swej natury nie budzą miłych skojarzeń i zawsze większość pytanych będzie chciało je reformować. Za przyspieszeniem procedur sądowych optuje zapewne sto procent Polaków. A ile procent domaga się przejęcia władzy sądowniczej przez jedną partię? Jak wielu Polaków prosi Zbigniewa Ziobrę o wzięcie pod but sędziów i sądów? Odpowiedź znaleźć można w rankingach popularności tego polityka.

Równie kłamliwy jest argument, że Polacy, wybierając PiS dali zgodę na dowolne decyzje tej partii, w tym na łamanie Konstytucji, a także arbitralne rozstrzyganie, co jest łamaniem prawa, a co dobrą zmianą. Prawi i Sprawiedliwi twierdzą, że w wyborach otrzymali legitymację uprawniającą do zmian. Tyle że w tej legitymacji nie ma zapisu, nawet najdrobniejszym druczkiem, że uprawnia ona do obracania Polski w perzynę. Polacy wybrali PiS ze względu na program oferujący cukierki i fajerwerki. Sondaże wskazują wzrost popularności tej partii, bo miliony mieszkań, miliony aut na prąd, dopłaty do pieców ekologicznych i dobrego węgla, wsparcie tych i owych – a na wszystko kasy starczy, bo nareszcie przestali kraść… Zanim budżet się rozleci, zanim Europa przyłoży Polsce odczuwalne kary, zanim suweren tupnie – może uda im się jakoś dokulać do kolejnych wyborów i zdobyć większość konstytucyjną. A wtedy…

Prawdziwy program PiS brzmi: JUŻ NIGDY NIE ODDAĆ WŁADZY. Wersja oficjalna, opublikowana przed wyborami, którą wielu Polaków mogłoby uznać za swoją, to tylko wabik. W tym nieszkodliwym na oko programie kryją się groźne wirusy. Tym groźniejsze, że opozycja nie dysponuje programem antywirusowym. W dodatku programu PiS, uruchomionego w ostatnich wyborach, nie da się łatwo odinstalować. Takie już ma ustawienia fabryczne.

I CO Z TEGO, ŻE MA WYKSZTAŁCENIE WYŻSZE, SKORO BRAK JEJ PODSTAWOWEGO

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego. Wcześniejszy.

Ustawy sądowe: Duda chce ewolucji, Kaczyński rewolucji

Treść dwóch ustaw sądowych poznamy najprawdopodobniej w poniedziałek. Wiadomo, co w nich będzie i czym się bądą różnić od zawetowanych przez Andrzeja Dudę. Niestety, nie są to dobre wiadomości dla społeczeństwa obywatelskiego, które wyszło na ulice w lipcu. Nie są to też dobre wieści dla Jarosława Kaczyńskiego z zupełnie innych powodów.

Obywatele i Kaczyński plasują się na antypodach. Gdy my chodzimy normalnie, Kaczyński stoi na głowie. Gdy my poruszamy się swobodnie, Kaczyńskiego chronią barierki i tabuny policjantów. I takie będą ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa – oddzielone barierkami od standardów demokratycznych i tabunami przywilejów dla prezydenta i PiS.

Zawetowane ustawy przez Dudę były napisane w wersji hard. Przygotowane obecnie są nieco złagodzone, zmiękczone, acz to nie jest wersja soft. Duda jest nieodrodnym synem PiS, o rządach tej partii promotor pracy doktorskiej prezydenta Jan Zimmermann wypowiedział się dla niemieckiego „Die Welt”: – „Polska jest już praktycznie dyktaturą”.

Zatem dlaczego głównego doradcę Dudy przy pisaniu tych dwóch ustaw prof. Michała Królikowskiego gnębi prokuratura i straszy? Ano, Duda przepisuje na siebie prerogatywy, które w tamtych ustawach miał minister sprawiedliwości. Duda chce być Ziobrą, a to nie podoba się Kaczyńskiemu, bo w ten sposób wzmacnia się prezydent i może mieć on, a nie rząd wpływ na wyroki decydujące dla władzy.

Wg projektu PiS mieli być wymieceni wszyscy sędziowie, a na ich miejsce dostać się nominaci partyjni, takie Julie Przyłębskie, której to nie chciał dać posady sąd w Poznaniu ze względu na jej mizerne kwalifikacje zawodowe i etyczne.

Otóż Duda proponuje to samo, ale nie chce usuwać nagle członków Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Duda proponuje poczekać, chce, aby niektórzy sędziowie odeszli wraz z końcem swojej kadencji, a wielu z nich właśnie w tym roku i na początku następnego je kończy. Duda obniża wiek dla sędziów do 65 roku życia, a do tej pory jest do 70 roku, ale może przedłużyć wiek, jeżeli kadencja jeszcze trwa. To jest ten przypadek I prezes SN Małgorzaty Gersdorf, która kończy na dniach 65 rok życia, ale jej kadencja wg Konstytucji trwa do 2020 roku. Dlatego tak nieciekawie Gersdorf zachowała się podczas zaprzysiężenia dublera do TK Justyna Piskorskiego.

Duda więc dokonuje tego samego, co zapisane było w zawetowanych ustawach, ale daje więcej czasu na to samo, można rzec, iż chce ucukrować zniesienie niezależności władzy sądowniczej. Tak czy siak ma to być kandyzowana dyktatura.

Zaś Kaczyński tak się piekli, bo rozprawiać się będzie na jesieni z mediami, większość spraw oprze się na sądach, a te jeszcze nie będą w pełni pisowskie. Do tego wtrącą się władze unijne i arbitraż unijny, w ten sposób łakomy kąsek mediów komercyjnych, jak TVN, Onet, Newsweek, może nie zostać spożyty. A co się przeciągnie, może ewoluować – i Kaczyński dostanie wydmuszki medialne.

Kaczyński namawia więc Dudę do rewolucji, a Duda chce wolniej – ewolucji. Acz obydwaj dążą do tego samego, do – jak to nazwał promotor Dudy Zimmermann – dyktatury. Jedyny dla nas wniosek: Łańcuchy Światła należy rozpalić wielokroć silniej niż w lipcu.

Wolność mediów według

I nowszy.

Wystrychnięci przez Dudę

Rzecznik Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński chce nas zdziwić swymi wrażeniami. Przed poniedziałkowym przedstawieniem projektów ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa mówi: – „Mam takie wrażenie, że w tych ustawach znajdą się niektóre postulaty, które zgłaszały kluby opozycyjne, więc to też będzie droga wyjścia do poważnej dyskusji nad poparciem tych ustaw„.

Ciekawe, który z postulatów zgłaszała opozycja? I jak rozumie opozycję Kancelaria Prezydenta? Czy opozycją jest Kukiz ’15? A może opozycją jest już PiS, bo prezes tej partii przyjeżdża do Belwederu na rozmowy o ustawach i przekonuje Dudę do swoich autokratycznych racji.

Łapiński zachwala ustawy, jak wcześniej PiS, które Duda zawetował: – „To będą dobre ustawy, bardzo dobrze przygotowane, bardzo dobrze przepracowane„. Przecieki, które przeniknęły do mediów, wskazują, że ustawy prezydenckie nie różnią się od zawetowanych. Partia rządząca będzie obsadzać swoimi nominatami zarówno Sąd Najwyższy, jak i KRS. PiS chciał dokonać wymiany na swoich natychmiast, Duda rozciąga to w czasie, ale niezbyt odległym, bo kilkumiesięcznym. Wiek emerytalny dotknie jednak I prezes SN Małgorzatę Gersdorf z chwilą publikacji ustaw.

A zatem żaden z postulatów opozycji nie został spełniony. Nie można spełnieniem nazywać przejęcie prerogatyw przez Dudę, który będzie miał większy wpływ na obsadę sędziów w SN i KRS, a nie będzie ich miał Zbigniew Ziobro.

Jarosław Kaczyński w tym kontekście zastanawia się, „czy prezydent jest z nami” w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”, a zatem Łapiński może mieć dobre wrażenie, że „niektóre postulaty opozycji znajdą się w ustawach„, bo prezes PiS mianował siebie opozycją.

Czyżby PiS nie starczało być partią rządzącą, chce być także opozycją? Tak wynika z wrażeń Łapińskiego i Kaczyńskiego. Niedługo Kaczyński może powiedzieć, że „kanalie” i „mordy zdradzieckie” nie dotyczą opozycji i społeczeństwa obywatelskiego, ale pisowców, do których musi przyjeżdżać i przekonywać do swoich racji.

Lipcowe protesty nie odniosły większych skutków, Duda tylko rozładował napięcie. Czy jeszcze raz społeczeństwu obywatelskiemu uda się zmobilizować, aby zaświecić rządzącym do rozumu? Chyba zanadto wierzyliśmy, iż w Dudzie drzemią jakoweś samodzielne odruchy. Niestety, on jest z tych pisowskich niewolników, którzy postępują tak, jak prezes nakazał. Mamy prawo czuć się (mieć wrażenie) wystrychniętymi na dudków, tj. wystrychniętymi przez Dudę.

>>>

Reklamy

PO ZIEMI, NA KTÓREJ STAŁ KACZYŃSKI, CZAS WYSTAWIĆ NA ALLEGRO KOLEJNE RELIKWIE :)))

Dwa teksty – zaległe – Waldemara Mystkowskiego.

PiS straszy programem Meczet plus

Zło i amoralność są zawsze banalne – tę wiedzę odkryła dla nas wspaniała Hanna Arendt.

Beata Szydło nie jest zbyt biegła w znajomości polityki, powinna jednak być świadoma swojej słabości. A przecież tak nie jest. Można dać jej wiarę, że nie wie, kiedy Polska została członkiem Unii Europejskiej (wg Szydło w 1992 albo 93). Może też nie wiedzieć, że protestu społecznego nie można zorganizować za pieniądze, a tak powiedziała o lipcowych protestach w sprawie ustaw sądowniczych. Za pieniądze można zorganizować poparcie dla rządzących.

To są podstawy znajomości praw społecznych, socjologii. Polska polityka szczególnie pod obecną władzą posługuje się taką nieznajomością realiów i to musi się odbić na życiu społecznym w dłuższej perspektywie, na świadomości Polaków, szczególnie tych młodszych, gdy kształtowane są ich osobowości.

Tę nierzeczywistość uprawianą przez PiS różnie można nazywać. Ostatnio jest modny amerykanizm (jak w Polsce sarmackiej makaronizmy) – fake. Słówko samo w sobie o niewielkim polu semantycznym, za to silne emocjonalnie, można powiedzieć, że to znaczy imitacja, podróbka, kłamstwo.

A w istocie jest amoralizmem, złem. Posługują się fake ludzie słabi, bo te emocje przynoszą im korzyści. Zło, amoralność są zawsze banalne, to nic głębokiego, interesującego. Tę wiedzę odkryła dla nas wspaniała Hanna Arendt.

Oto nieciekawa postać z kancelarii pani Szydło Paweł Szefernaker był łaskaw postraszyć rodaków, iż Platforma Obywatelska szykuje Polakom program Meczet plus. Dlatego nazywam Szefernakera Frankensteinem, niepełnym człowiekiem, tę imitację słychać w jego retoryce, słychać jego braki myślenia, ubogość wewnętrzną, banalność.

Wszak islam jest już od dawna w Polsce, acz nie ma takich „osiągnięć” jak krucjaty chrześcijan. Meczety w Polsce sobie stoją, do których na rytuały kultu uczęszczają potomkowie polskich Tatarów. Ten program Meczet plus fundnęli przodkowie, włącznie z Janem III Sobieskim.

Ale o polskich Tatarach może nie wiedzieć Szydło, może nie wiedzieć jej Frankenstein Szefernaker. Ale my musimy wiedzieć, muszą wiedzieć politycy opozycji, którzy tych Szefernekerów winni demaskować, aby takie imitacje nie uchodziły za oryginalność, jak to w PRL nazywano produkty czekoladopodobne – czekoladami.

Właśnie teraz mamy takie produkty politykopodobne, takich fake polityków, jak ów przysłowiowy dla mnie Szefernaker. Postać banalna pod każdym względem, podróbka.

Przyjaciel Putina przyjeżdża do przyjaciela Kaczyńskiego

Arogancja ma zwykle jedno źródło: małość. Zaś małość wypływa z niekompetencji, niewiedzy. Ci, którzy są aroganccy z powodu znikomych walorów własnych, są służalczy i nie są z naszego świata, ze świata demokratycznego. Właśnie to nam się zdarza. Coraz mniej demokracji, coraz więcej arogancji. Mamy władzę arogancką, służalczą, w której prezydent i premier są uniżeni wobec jednego pana.

Oto jutro do Polski przyjeżdża premier Węgier Viktor Orban. I z kim się spotka? Odpowiedź dają służby informacyjne PiS. Spotka się z… prezesem Jarosławem Kaczyńskim w towarzystwie przybocznego marszałka Kuchcińskiego. Triumfalnie zapowiada Ryszard Terlecki, szef klubu parlamentarnego PiS, zapowiada też Beata Mazurek, rzecznik PiS.

Orban nie spotka się na Nowogrodzkiej, ani na Żoliborzu, spotka się w Sejmie. Czyżby teren Sejmu był folwarkiem Kaczyńskiego? Uwzględniając postawione wokół niego ogrodzenie, należy stwierdzić pozytywnie: tak, jest ogrodzonym folwarkiem.

A jeżeli ktoś pokusiłby się o metaforę literacką, mógłby powiedzieć, że jest folwarkiem chronionym wzdłuż ogrodzenia przez policję, jest po prostu więzieniem. Do takiej formy demokracji dobrnęliśmy: niektórzy wybrańcy muszą być chronieni przez policję. Polska jest więzieniem, a Kaczyński bynajmniej nie jest Hamletem, tylko mordercą demokracji.

Literatura te zjawiska opisuje, opisuje też rozwiązania dramatu i tragedii. One mają nieodmiennie podobną narrację, zmierzającą do nieodmiennie tej samej pointy.

Ponadto Kaczyński ma najdroższą ochronę prywatną, finansowaną nie przez siebie. Jest dobrowolnym więźniem, który boi się rodaków. Chronią go ochroniarze, zza których może rzucać rodakom takie oto kwiatki: kanalie, gestapo, mordy zdradzieckie.

To jest język Kaczyńskiego, to jest stan jego umysłu. A wracając do Orbana. Terlecki pisze na Twitterze: „Spotkanie Jarosława Kaczyńskiego prezesa PiS z Victorem Orbanem szefem Fideszu będzie najważniejszym spotkaniem jutrzejszej wizyty„.

„Najważniejsze”. Słyszycie w tym stwierdzeniu chrumkanie godne „Folwarku…”? Bo ja słyszę. Tak nisko upadliśmy, do takiego języka sprowadzono debatę na demokratycznej agorze. Jak sobie przypomnę spotkanie z 2015 roku, gdy Orban został przez Ewę Kopacz sprowadzony do właściwego mu miejsca w szeregu, obsztorcowany przez premier polskiego rządu, to tęsknie wznoszę oczy do góry i wzdycham: och, było normalnie.

A jakie miny robił wówczas Orban. Takie jakie dzisiaj robią Duda i Szydło, gdy staną obok pana folwarku, prezesa Kaczyńskiego. Pomijam, po co przyjeżdża Orban, bo wiadomo. Polska jest samotna w Unii Europejskiej, a Orban w każdej chwili zdradzi polityków PiS. Chyba że wreszcie przekona przyjaciela Kaczyńskiego do przyjaźni z jego przyjacielem -Władimirem Putinem.

>>>

SZCZECIN ZA REPARACJE… KTOŚ POWINIEN SIĘ MOCNO PUKNĄĆ W GŁOWĘ

JAK MOŻNA TAK TRACIĆ ?

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego

Kaczyński reparacjami rujnuje naprawę

Po 1989 roku Polska zyskała coś więcej niż reparacje od Niemiec – zyskała w nich sojusznika.

Jarosław Kaczyński na temat reparacji wojennych od Niemiec rzadko się wypowiadał, acz to on dał do nich sygnał. Działo się to w Przysusze na początku lipca. Od tamtej pory prezes milczał, jego marionetki chodziły z tym do mediów, a opanowane przez PiS Biuro Analiz Sejmowych wydało opinię w postaci marnej publicystyki, że się należy.

W prawie międzynarodowym nie pada kwestia regulowania reparacji wojennych. Państwa bilateralnie regulują je między sobą, ewentualnie sojusz zwycięzców nakłada odszkodowania. Tak było po I wojnie światowej, reparacje nałożone na Niemców pomogły zaistnieć Hitlerowi. Po drugiej wojnie światowej dochodzono odszkodowań w różny sposób, a Polska w obozie zwycięzców była zależna od Moskwy. To oni uregulowali, a w 1953 roku rząd PRL przyjął zrzeczenie się reparacji w formie deklaracji.

W innej nie mógł, bo Niemcy mogli wówczas rzec: mało wam? Dostaliście Ziemie Odzyskane oraz Warmię i Mazury. No, ale – Polacy mogliby odpowiedzieć – utraciliśmy Kresy Wschodnie z Wilnem i Lwowem. Odpowiedź wówczas mogła być jedna: to się o nie upominajcie u Ruskich.

Polska po 1953 roku nie domagała się reparacji, a miała okazję – gdyby te reparacje miały logiczny sens układów międzynarodowych – gdy w 1970 roku zawarto układ o normalizacji stosunków między PRL a RFN, a szczególna okazja zaszła przy okazji traktatu „2+4”, którego konsekwencją było zjednoczenie Niemiec.

Po 1989 roku Polska zyskała coś więcej niż reparacje od Niemiec, zyskała w nich sojusznika, adwokata swoich zachodnich aspiracji. To zdecydowanie więcej niż ecie-pecie w miliardach czy też bilionach dolarów, które rządy typu pisowskiego używają do partyjnego korumpowania społeczeństwa za pomocą przywilejów socjalnych.

Przyjaciel Niemiec polskim politykom powinien się jawić, jak coroczne zwycięstwo pod Grunwaldem. Helmut Kohl, Gerhard Schroeder (trochę mniej), a na pewno Angela Merkel są i byli dla nas zarazem jak adwokaci, ale też jak pokonany Ulryk von Jungingen. Pokonane zostały uprzedzenia historyczne, geopolityczne. A taki stan braku strachu przed wrogiem za szlabanem granicznym pozwala społeczeństwu, narodowi i państwu wzrastać.

I korzystaliśmy na tym, koniunktura nam żarła, mieliśmy szczęście do polityków, którzy wzrastaniu nie przeszkadzali, a niektórzy pomagali. Wreszcie Polskę dotknęło szczęście, a nie fatum romantyczne: Mesjasz narodów, zwycięzca moralny i podobne duperele.

Napiszę więcej: mieliśmy szczęście, że wcześniej nie zdarzył nam się PiS. Wszak każdy może odpowiedzieć sobie na pytanie: czy po rządami PiS zostalibyśmy członkami NATO i Unii Europejskiej?
Nie! PiS przyszedł na gotowe. Polska nie potrzebuje naprawy – jak to chrzanią wszelcy politycy od prawej do lewej – Polska potrzebuje dalszego rozwoju i korekt. To nie jest naprawa, bo po 1989 roku Polska była naprawiana do 2015 roku. A naprawa naprawy  – z tym mamy do czynienia – jest odwróceniem naprawy. Jest rujnowaniem naprawy.

Piszę w kontekście reparacji od Niemiec. Myślałem, że Kaczyński zostawił ten temat swoim współpracownikom, a niech sobie po pisowsku szwargocą i elektorat swój oszwabiają. Ale nie! Co dzisiaj słyszę? Krakowskie Przedmieście, prezes znowu wszedł na swój taboret i jeszcze bardziej szwargoce i oszwabia: -„Jeżeli dojdzie do wypłacenia tych reparacji, to będzie to po prostu akt sprawiedliwości. Ale Niemcy nie chcą płacić, taka jest prawda. Przed nami pewnie długa walka. Mam nadzieję, że zwycięska”.

Taborecik, prawda? Język z Krakowskiego Przedmieścia. Jeżeli odtrącamy największego przyjaciela, który do tego jest naszym sąsiadem, to na kogo możemy liczyć w Europie i na świecie? Kaczyński jest singlem – nie mnie decydować, czy zainteresowanej kobiety nie znalazł, czy możliwości „techniczne” prezesa stanęły na przeszkodzie – ale państwo jako singel i to w takim położeniu geopolitycznym jak Polska jest przegrańcem, jest traktowane jak chory człowiek.

Nie ulega wątpliwości, iż „długa walka” o reparacje to jeden z elementów strategii wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Gdzie zatem pod obecną władzą zmierzamy? Jeżeli potrafimy odpowiedzieć na ostatnie pytanie, to może zakasamy rękawy do „długiej walki” o Polskę z tymi, którzy naprawiają naprawę, czyli rujnują.

KURSKI MIAŁ WYPADEK DROGOWY. I JAK TU SIĘ NIE ŚMIAĆ? ZBIEGŁ DO LASU.

TAKA SYTUACJA

Bajer czy Bareja?

Z grubsza można powiedzieć, że PiS doszedł do władzy za pomocą bajeru i sprawuje ją w sposób godny Barei.

Stanisław Bareja jest nieśmiertelny, ale nie dlatego, że PRL jest nieśmiertelny, tylko typ ludzi, którzy popierali tamten reżim są w naszym kraju nieśmiertelni. Wydawało się, że Bareja odszedł do lamusa, stawał się nudny, w wielu miejscach niezrozumiały, ale przyszła „dobra zmiana” i dokonała skutecznej rewitalizacji.

Bareja został odświeżony nawet w dwójnasób. Mamy nie tylko bareizm, ale i bajeryzm (od bajeru). Nie lada należy posiadać umiejętności krytyczne, aby rozdzielić narracyjnie „bareję” od „bajeru”. Z grubsza można powiedzieć, że PiS doszedł do władzy za pomocą bajeru i sprawuje ją w sposób godny Barei.

Bareja był bystrym obserwatorem rzeczywistości polskiej. Politycy PiS nie są zanadto bystrzy, więc nam nawet bez Barei łatwo przychodzić wychwycić bareizm. I co ważne, tę rzeczywistość, która jest nam udostępniona za pomocą mediów. Jaki Bareja jest grany za kulisami władzy, można tylko sobie wyobrazić.

Oto po posiedzeniu rządu ręka mistrza Barei tak reżyseruje konferencję prasową, że z miejsca dostajemy bólu przepony, bo nas śmiech rozpiera (przyznam się, że od dawna nie oglądam konferencji polityków PiS, bo nie chcę chorować z powodu śmiechu, wolę mniejsze dawki, czytając o nich; wszak arszenik w małych dawkach jest uzdrawiający).

Beata Szydło była poinformować o nowym porcie lotniczym – nazywa się on strasznie buńczucznie – który ma być umiejscowiony w gminie Baranów i otrzymać nazwę „Solidarności”. I oto pierwsze moje usprawiedliwienie, dlaczego czytam, a nie oglądam.

Przecież słysząc Baranów, zadałbym pytanie, dlaczego nie Pacanów. I powróciłbym do – szkoda, że dzisiaj zapomnianej – klasyfikacji polityków PiS wg kategorii matołectwa, którą kiedyś poczynił Ludwik Dorn, znawca rysów charakterologicznych osób z tej formacji politycznej.

Szydło była łaskawa poinformować w sprawie afery billboardowej, iż CBA bada powstanie spółki Solvere. Między jej kancelarią a CBA krążą pisma wyjaśniające. Spółkę Solvere utworzyli pracownicy jej kancelarii. To tak, jakby koledzy informowali o kolegach, że niczego złego nie zrobili. To oczywiście jak u Barei, a bajerem jest przyznanie się Szydło: „jesteśmy transparentni”.

Szydło ponadto poinformowała, że jej minister Jan Szyszko prowadzi w Puszczy Białowieskiej działania „zabezpieczenia i ratowania tego unikatowego kompleksu”. Wycina puszczę, w ten sposób chroniąc ją przed kornikiem, gdy już puszczy nie będzie, to i kornika nie będzie, bo nie będzie miał, co wcinać.
No, czego czepia się ta Komisja Europejska, co ona straszy Trybunałami? Szydło ma ode mnie żółwika, znowu pokonamy ich moralnie 1:27.

Odezwał się też Jarząbek (w „Misiu” odtwarzał go Jerzy Turek, ten meldujący do szafy) tego rządu, który zameldował, że akcja o sądach ma wymiar międzynarodowy. Słusznie, niech obywatele Unii Europejskiej dowiedzą się, że wśród nich też żyją tacy sędziowie, którzy kradną pęto kiełbasy za 6,30 euro (bo nie złotówki, gdyż jeszcze nikt oprócz Polski nie przystąpił do strefy złotych). No, niektórzy sędziowie mogą nie żyć, jak ten w Polsce, ale chyba wiadomo, że sędzia jest nieśmiertelny, chyba że nazywa się Dredd.

Starałem się przystępnie rozdzielić bajer od Barei, bo ten rząd uprawia tylko te dwie formy zarządzania i administrowania. Jedne krainy są mlekiem i miodem płynące, u nas płynie rynsztokiem śmiech: bajer i Bareja.

TO BYŁ TAKI PORZĄDNY ZWIĄZEK. Bronił praw opozycji i patrzył na ręce władzy. Dziś 180 stopni. Broni praw władzy i patrzy na ręce opozycji…

😂😜 znalezione na Fejsie

>>>

Berlin za Honeckera i Warszawa za Kaczyńskiego

WSTYD, ŻE NIE PRZERWALI URLOPÓW I IMPREZ U BISKUPA. WSTYD, ŻE OFIARY NAWAŁNICY NADAL NIE MAJĄ DACHU NAD GŁOWĄ…

Obłuda Macierewicza nie ma granic

Nieustająco nas „zadziwia”… Kiedy już wydaje się, że Antoni Macierewicz w wygłaszaniu kłamstw z kamienną twarzą przeszedł samego siebie, kolejny dzień przynosi następną dawkę obłudy i hipokryzji szefa MON.

Nie inaczej było podczas sejmowej debaty dotyczącej nawałnic. – „Wojsko było na miejscu zdarzenia natychmiast po informacji ze strony wojewodów” – powiedział Macierewicz. Tyle tylko, że to – natychmiast – nastąpiło po czterech! dniach po kataklizmie, mimo że samorządowcy prosili o wsparcie armii. Wszyscy pamiętamy wypowiedź wojewody pomorskiego, że do zamiatania liści nie będzie wzywał wojska…

Grzegorz Schetyna podczas debaty w Sejmie na temat nawałnic powiedział, że Macierewicz na miejscu zniszczeń pojawił się dopiero 15 sierpnia po zakończeniu uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego. – „No przecież to jest kompromitacja. Minister obrony narodowej, który przylatuje helikopterem i przyjeżdża kolumna sześciu samochodów, żeby go dowieźć 240 metrów z lądowiska do namiotu antykryzysowego. Widzieliście, jak to wygląda? Jaś Fasola by tego nie wymyślił” – mówił Schetyna.

Na mównicę wyszedł Antoni Macierewicz i rzekomo się przejęzyczając, powiedział: – „Chcę sprostować wypowiedź Jasia, przepraszam bardzo, nie Fasoli, tylko pana przewodniczącego Schetyny w związku z kłamstwami, którymi państwo jesteście przez niego raczeni. Wojsko było na miejscu zdarzenia natychmiast po informacji ze strony wojewodów i wezwaniu do pomocy ze strony wojewodów. Jeżeli pana razi to, że minister obrony w dniu święta Wojska Polskiego przyjechał na miejsce zdarzenia, to współczuję pana poczuciu potrzeb narodu polskiego”.

Na pewno wszyscy mamy przed oczami widok szefa MON ze wsi Rytel, kiedy to wiozący go samochód zakopał się w błocie. Macierewicz w lakierkach stał obok auta, przyglądając się, jak mieszkańcy poszkodowani przez nawałnicę wyciągali jego samochód.

CZY LIS MA RACJĘ?

No I liga obciachu.

Waldemar Mystkowski pisze o rewelacyjnym szczególe z życiorysu Kaczyńskiego.

Jarosław Kaczyński jak Pawka Korczagin

Prezes PiS jest postacią ukształtowaną w głębokim PRL, w czasach małęj stabilizacji.

Jarosław Kaczyński wrócił z wakacji wypoczęty. Zaistniał słynną pelerynką w czerwono-białe barwy (bo przecież nie biało-czerwone, nie podejrzewam go o takie profanum godnościowe). Wygłosił 10 września na podeściku na Krakowskim Przedmieściu dwie frazy godne zapamiętanie: – „Jak zostaniemy sami w Europie, to zostaniemy” – i drugą: – „Będziemy wyspą tolerancji i wolności”. Do tej ostatniej przyjemności potrzeba będzie więcej barierek (tak Szymon Majewski zrekapitulował kaczystowską wolność).

Na razie z witzami prezesa posucha. Gdy jednak piszę, Kaczyński może wyprodukować wiekopomne dzieło oracyjne. Tak ten typ ma. Na razie głębiej o Kaczyńskim możemy mówić w trybie zapożyczonym, przez kogoś.

Prof. Andrzej Jaczewski był łaskaw sobie przypomnieć, iż Jarosław Kaczyński nie zdał w liceum z jednej klasy do następnej, z X do XI klasy maturalnej. Oblał z języków polskiego i angielskiego. Do dzisiaj nie jest poliglotą, o angielskim nie wspomnę, a polski jest w jego ustach często kulawy, chromy.

Dlaczego ten fakt dopiero teraz wychodzi na światło dzienne? Działo się to w roku 1966. Rządził wówczas ówczesny Kaczyński – Władysław Gomułka, za Beatę Szydło kreował się Józef Cyrankiewicz. Anną Zalewską pomniejszego funkcyjnego formatu – kuratorem warszawskim – był Jerzy Kuberski (później został ministrem oświaty, czyli pełną Zalewską).

Ten ostatni odegrał w życiorysie prezesa PiS rolę szczególną, by nie powiedzieć decydującą. Doszły Kuberskiego wieści, iż Jarosław K. ma dwie dwóje (kiedyś ta ocena niedostateczna był najgorszą), będzie siedział drugi rok w X klasie, więc kurator zadzwonił do dyrektora szkoły, następnego dnia zjawił się na radzie pedagogicznej i uczeń Jarosław K. dostał promocję do klasy maturalnej.

Ten fakt ma nadzwyczajną wymowę symboliczną. Prezes PiS musiał przeżyć swoje niedołęstwo intelektualne do tego stopnia, iż jego wzorcem stał się Gomułka. Językowe porównania potwierdzają, iż ówczesny I sekretarz to wzorzec, a brak predylekcji do nauki, szczególnie do zgłębiania polskiego – literatury, tradycji – dzisiaj owocują deformą szkoły.

Kaczyński został zahartowany w tamtym czasie. Ba, nawet jego stosunek do ojca Rajmunda (który chyba wówczas musiał dotrzeć do Kuberskiego i prosić go o wsparcie dla syna) nosi znamiona zahartowanego kompleksu. Mianowicie Kaczyński jak bohater obowiązującej wówczas lektury, Pawka Korczagin, donosi na ojca (źle się do niego odnosi), o czym piszą biografowie prezesa PiS.

Więcej do powiedzenia o wnętrzu Kaczyńskiego miałaby psychoanaliza Freuda. Kaczyński na kozetce to galareta strachu, kupka trzęsącego się ego.

I drugie zapożyczenie. Krystyna Janda w Radiu Zet odniosła się do słów z peanu-wiersza Jarosława Marka Rymkiewicza „Do Jarosława Kaczyńskiego”: – „nie można oddać Polski w ręce jej złodziei, którzy chcą ją nam ukraść i oddać światu”.

Recenzja wybitnej aktorki jest bardzo dosadna: – „Ja się czuję jakby ktoś na mnie s..ł po prostu cały czas. Jarosławie, pan jest coś jeszcze winny bratu. Dokąd idziecie z Polską?”. Zaś fragment dotyczący„polegnięcia” brata bliźniaka pod Smoleńskiem w 2010 roku, który jednak zdał w 1966 roku do XI klasy bez wsparcia rodzica (- „Dokąd idziecie? Z Polską co się będzie działo? O to nas teraz pyta to spalone ciało”), Janda zamieniła w partykułę godną Juliusza Słowackiego: „Ludzie, o czym my mówimy? To była katastrofa samolotowa”.

Taki jest zapośredniczony prezes Kaczyński staje się bardziej zrozumiały w swoich czynach i ludziach, którzy wokół niego się gromadzą. Jest postacią ukształtowaną w głębokim PRL, w czasach małęj komuszej stabilizacji (określenie Tadeusza Różewicza), to jest jego peleryna, płaszcz Prospera: Pawka Korczagin, który sprzeda nawet ojca dla dobra własnej przyszłości. A ojcowizna to ojczyzna. Tak hartował się prezes.

TAKA RÓŻNICA. Jak Arłukowicz to od razu pięknie powiedziane 🙂

SZACUNEK ZA TO, CO ROBI

>>>

Miesięcznica w limeryku.

Kończy się lato. Nadejdzie jesień a i zima przeminie. I nadejdzie WIOSNA.😜

Nie. To nie stan wojenny… TO POLSKA PO „DOBREJ ZMIANIE”.

Andrzej Karmiński na koduj24 zastanawia się nad wyborcami PiS.

Kiedy i czy w ogóle wyborca PiS przejrzy na oczy?

Do upadku demokracji ostatecznie przyczyniali się ci, którym udało się wmówić, że zło wokół nich czynione jest dla ich dobra.

Z rosnącym mozołem trawię telewizyjne występy polityków i programy gadających głów, gdzie coraz częściej obserwuję zjawisko nazywane przez fachowców od przekazu TV „asynchronem”. Nijak nie zgadza mi się obraz z głosem. Widzę miny poważne, skupione twarze, czoła przeorane bruzdami głębokich propaństwowych myśli i zabronowane zmarszczkami – oznakami troski o polską rację stanu. I równocześnie słyszę oczywiste, ewidentne, niezbite, bezsporne, niezaprzeczalne i prymitywne łgarstwa, jakich wstydziłby się nawet baron Münchhausen, który potrafił sam siebie wyciągnąć z bagna za włosy.

Liczna grupa polityków usiłuje mnie przekonać, że bezczelny zamach PiS na władzę sądowniczą, która przeszkadza tej partii w niezakłóconym panowaniu, ma na celu zwiększenie niezależności sądów i zaowocuje wzmocnieniem konstytucyjnego trójpodziału władzy. Żaden z nich nawet nie mrugnie, wyjaśniając beznamiętnie, że rozsiane po kraju bilbordy, oczerniające polskich sędziów i polski wymiar sprawiedliwości, to element akcji promującej za granicą nasze sukcesy i osiągnięcia.

Widzę uduchowione twarze polityków, ogarnięte płomieniem przenajświętszego oburzenia, ponieważ Jurek Owsiak w rapowanym utworku, który tradycyjnie kończy Przystanek Woodstock, ośmielił się przekazać młodym ludziom przesłanie miłości i przyjaźni, okraszone kilkoma mocnymi słowami. Jednego z tych śmiertelnie oburzonych pamiętam z Klubu Dziennikarzy we Wrocławiu, jak rzucał licznymi ku…ami przy bufecie, bynajmniej nie z zamiarem przesłania miłości i przyjaźni. Innym, dotkniętym nagłym atakiem poprawności językowej, chętnie przypomnę polityków ich własnej formacji, przyłapanych czułym mikrofonem na obrzucaniu sąsiadów niecenzuralnymi wyzwiskami. A polityków, którzy demonstrują szalone przywiązanie do reguł obowiązujących w Kościele katolickim, spytałbym też, dlaczego nie zareagowali, gdy według relacji świadków, podczas ingresu arcybiskupa Jędraszewskiego na metropolitę krakowskiego, abp Sławoj Leszek Głódź miał powiedzieć do jednego z fotografów: – „Spier…laj!”. Dlaczego wtedy nikt nie zaproponował, by siejącym zgorszenie dostojnikiem zajęła się prokuratura i sąd?

Pani premier Szydło z kamienną twarzą zapewnia, że Polska jest państwem o modelowej demokracji, a jedynie wrogie ośrodki i niedouczeni prawnicy z rozmaitych trybunałów międzynarodowych usiłują nadziać nas na widelec – bodaj ten sam, który sprezentowaliśmy Francuzom ucząc ich kultury. Zdaniem pani Szydło – zdaniem wygłoszonym z groźną miną przeciwczołgową – do dzisiaj trzeba uczyć prezydenta Francji, który o polityce nie ma pojęcia, bo i skąd miałby mieć, jeśli nie posiada doświadczenia. Co innego sama pani premier, która o kulturze wie wszystko, bo zawiadywała gminnym ośrodkiem kultury, a doświadczenie polityczne zdobyła, rządząc prowincjonalnym Brzeszczem, nie mówiąc już o dogłębnej wiedzy zdobytej na stanowisku wiceprezesa gminnej Ochotniczej Straży Pożarnej. Tak więc pani Szydło ma prawo z surową miną nieugiętego Katona cenzurować największe postacie światowej polityki. Ma też prawo głoszenia dowolnych bzdur, a także podłych insynuacji o przekupnych opozycjonistach, zwożonych ciupasem na demonstracje antyrządowe. Ma prawo, ponieważ nauczyła się robić to z przekonaniem i namalowaną na obliczu absolutną pewnością siebie, swojej wiedzy, doświadczenia i kwalifikacji. Identyczną ekspresję wyraża twarz ministra Ziobry, kiedy wyrazy unijnej troski o polską demokrację i praworządność przyrównuje do dawnych dyrektyw z Moskwy. Dokładnie tę samą pewność siebie widać na obliczu minister Zalewskiej, przekonującej nas, że w efekcie jej reformy nie tylko żaden nauczyciel nie straci pracy, ale wręcz przybędzie etatów w oświacie.

Świat widział już wielu skundlonych polityków, którzy uwodzili tłumy, brzdąkając na głęboko skrywanych niskich instynktach. Zaskoczeniem jest natomiast zdumiewająco liczny tłum Polaków, którzy wtórują populistom, powielając ich fałszerstwa i kalekie opinie. Psychologowie twierdzą, że kłamstwo poparte autorytetem państwowego stanowiska i głoszone z przekonaniem, z odpowiednią mimiką i butną pewnością siebie, ma wielokrotnie większą siłę przebicia. Może i tak. Ale mam wrażenie, że coraz więcej zwolenników PiS dostrzega krótkie nogi narracji swoich przedstawicieli, a mimo to trwa przy nich, za cenę pokaleczonej godności własnej i zszarganej opinii.

Co się stało tym ludziom? Mam w tej sprawie pewną teoryjkę. Otóż, od pierwszego dnia swych rządów PiS sączy wokół przekonanie, że cokolwiek wyprawia, robi to w imię Suwerena, dla jego dobra. Suweren nie zauważa, że w istocie jego dobra są przez PiS zagarniane. Nie zauważa, bo nie ma świadomości, że demokracja i wolność stanowią jego osobistą własność. Godzi się więc na paskudne metody sprawowania władzy, w przekonaniu, że te środki uświęca cel, czyli on sam. Bo celem PiS-owskiej rewolty jest przecież Suweren. Tak mówi PiS – i tego trzymał się będzie dowartościowany nareszcie wyborca partii władzy.

Niestety, przybywa dowodów, że prawda jest inna. Wyborcy nie są CELEM działań PiS. Jesteśmy tylko ŚRODKIEM utrzymania władzy tej partii. Jesteśmy obiektem jej indoktrynacji, by docelowo wiedzieć to samo, wierzyć w to samo i myśleć tak samo. Jesteśmy przedmiotem zabiegów znanych z historii państw, które bez większego oporu i na własne życzenie stały się autokratyczne, totalitarne lub faszystowskie. W każdym z takich krajów była liczna opozycja, która albo nie mogła uwierzyć w ostateczny upadek demokracji, albo nie potrafiła uzgodnić reguł współpracy, personalnego przywództwa lub metod oporu. W każdym z tych państw byli ludzie, którzy ze strachu lub dla świętego spokoju nie przeciwstawiali się władzy. Ale do upadku demokracji ostatecznie przyczyniali się ci, którym udało się wmówić, że zło wokół nich czynione jest dla ich dobra.

Jak dotrzeć z tą wizją do wyborców PiS? Jak ich przekonać? Co zrobić, by atrakcją turystyczną zdemolowanej Polski nie stały się wysypiska połamanych sumień, składy sczerniałych charakterów i cmentarze poległych nadziei?

PIĘKNE :)) TAK NA NIEDZIELĘ 🙂

SKĄD SIĘ BIORĄ TERRORYŚCI? Z POLSKI

Waldemar Mystkowski pisze o rzecznikach Dudy i Kaczyńskiego.

Pojedynek na gęby rzeczników Dudy i Kaczyńskiego

Po wczorajszym spotkaniu Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim odbył się pojedynek na miny, na gęby ich rzeczników. Chciałoby się przywołać słynny pojedynek Syfona z Miętusem, ale w tym wypadku mieliśmy tylko natchnionych reprezentantów tego pierwszego.

Przy czym to Kaczyński przybył za potrzebą do Dudy, co zdarzyło się pierwszy raz w historii. Rzecznicy odnieśli się zdawkowo do przeszło dwugodzinnej rozmowy. W tych komunikatach da się jednak odczytać treść rozmowy i wynik.

Beata Mazurek posługuje się zapożyczoną nowomową komuszą: „cel został osiągnięty”, „wspólnie będziemy reformować” i „to już jest sukces”. Czy była przy rozmowach swego szefa i prezydenta? Raczej nie, to typ, który idzie za Kaczyńskim i odpycha tych, którzy chcieliby zadać mu pytanie. Witkacy takie kobiety nazywał kobietonami, wyzute z płciowości i intelektu.

Ale powiedziała jedną rzecz bardzo ważną. Rozmawiano tylko o jednym temacie: o ustawach sądowniczych pisanych w Kancelarii Prezydenta. Zauważmy, że PiS uruchomił kampanię propagandową kosztującą 20 mln zł i promującą treść zawetowanych ustaw. Horrendum, a przy tym jawna korupcja.

Jaka determinacja! To świadczy, że Kaczyński chciał przymusić Dudę do przyjęcia pisowskiej opcji zawartych w zawetowanych ustawach. Czy przez dwie godziny udało mu się?

Więcej usłyszeliśmy od drugiego Syfona, rzecznika Dudy Krzysztofa Łapińskiego. Rozmawiano więcej niż tylko o ustawach sądowniczych, ale to one były w głównym nurcie rozmowy. – „To będą ustawy, które nie będą zawierać tych poprzednich błędów, które prezydent w swoich wetach wskazał i liczy, że te ustawy w czasie procedowania zostaną poparte i uchwalone” – z tego należy sądzić, że Kaczyński nie przekonał Dudy.

To także stanie się tematem rozmowy ze wszystkimi liderami partii parlamentarnych, jakie zostało zadeklarowane przez Kancelarię Prezydenta. Ambiwalentny stosunek mam do stwierdzenia Łapińskiego, że „to będą ustawy, które są zgodne z Konstytucją, nie budzące wątpliwości konstytucyjnych”. Duda ma z tym kłopot, to on głównie łamał Konstytucję, czyżby się nawrócił?

Oczywiście, należy uwzględnić, iż spotkanie to pic na wodę i fotomontaż. Zarówno rzecznicy, jak i rozmówcy pochodzą z jednej parafii świętoszków. Pozostaje mieć nadzieję, że z gęby nie robili cholewy.

CIĘŻKI TYDZIEŃ PRZED NAMI…

SŁOWO OD KAMILA DURCZOKA

Pozdrowienia z Poznania.

>>>

Złodziejstwo w biały dzień.

BEZ ODBIORU…

Możliwe są dziesiątki milionów euro z Funduszu Solidarności na pomoc po . Ale to RZĄD PIS MUSI o te środki wystąpić.

Pół roku po słynnej „wygranej” 1:27.

Obatel Czarnecki znowu orżnął.

Płk rezerwy Adam Mazguła przestrzega.

PiS przygotowuje 700 procesów karnych o charakterze politycznym

PiS przygotowuje 700 procesów karnych o charakterze politycznym.

Dwa lata rządów PiS-u sprawiły, że skala zamachu tej partii na wolność i demokrację w Polsce osiągnęła niewyobrażalny poziom. Ataki płynące z ust liderów partii rządzącej, publiczne oskarżania i ubliżanie, nawet z trybuny sejmowej, to już norma w naszej podłej polityce „dobrej zmiany”.

Interwencje policji w stosunku do pokojowo protestujących ludzi, w czasie gdy wędrują hordy nawołujące do śmierci i wieszania wrogów faszyzmu, są jakimś chichotem z rozumu człowieka.

Pytam więc:

Kiedy ten, kto publiczne ubliża społeczeństwu, będzie pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

Kiedy Brudziński, Błaszczak, Ziobro, Macierewicz i wielu innych zasiądą wreszcie na ławie oskarżonych?

Ciekawe, że opozycja nie obrzuca nikogo obelgami bez powodu, a jeśli nie zgadza się z oponentem – stara się uzasadnić swoje zdanie.

Tymczasem prokuratura i sądy, już coraz bardziej partyjno-faszystowskie, zaczynają wzywać ludzi – tych, których pod byle pozorem spisała policja, a nacjonalistyczny działacz, były już ksiądz, Jacek Mędlar czy Piotr Rybak, który spalił kukłę Żyda, są bezkarni? Media podały, że szef NIK-u jest oskarżony o naruszanie procedur konkursowych przy przyjęciach na stanowiska. HA, HA, HA!!!

PiS nie stosuje żadnych procedur, chyba że za takie uznamy poszukiwanie, na wysokie i dobrze płatne ciepłe posadki, kandydatów spośród rodzin działaczy tej partii, przysłowiowych Misiewiczów.

Nie ma procedur, to i nie ma łamania prawa… Tymczasem skala prawnego nękania opozycji przekroczyła już normy, nieosiągane od czasu stanu wojennego w Polsce. Jak dowiedziałem się ze strony internetowej Obywateli RP, przygotowuje się na razie 700 procesów karnych o charakterze politycznym. Procesy mogą się zacząć, skoro Z. Ziobro wprowadza niezawetowaną ustawę, która, wbrew pozorom, była kluczowa i najważniejsza z punktu widzenia bezprawia PiS-u w stosunku do obywatela. Potem już tylko obozy koncentracyjne i konfiskata mienia. To wszystko przecież historia zna…

I tu mam złą wiadomość dla PiS-u. Nawet, jak zamkniecie w więzieniach i obozach tysiące czy miliony ludzi, to i tak ta zmiana, prędzej czy później, upadnie!

Cała prawda o elektoracie PiSu. 👍

Historia się powtarza.

Pomylony.

Na „swoim” państwowym. Za to będą siedzieć.

Dorn o Szydło: podpinka pod broszkę

Bez względu na to, jak zakończy się spotkanie prezesa PiS z prezydentem, Ludwik Dorn w TVN 24 uznał, że „fakt, że doszło do takiej rozmowy, to i tak niesłychana zmiana”.

Według byłego wicepremiera poprzedniego rządu PiS, jest „wysoce prawdopodobne, że do spotkania doszło z inicjatywy Kaczyńskiego. Posypała mu się cała konstrukcja całego obozu władzy. Ten, kto prosi o rozmowę pokazuje, że jest w trudniejszej sytuacji”.

Dorn przypomniał, że do tej pory to Andrzej Duda jeździł do Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborz do prywatnego mieszkania. – „Po raz pierwszy Duda dzisiaj został uznany za prezydenta przez Kaczyńskiego, bez względu na wyniki tego spotkania”.

Gdzie w tej układance jest pozycja Beaty Szydło? Odpowiadając na to pytanie, Dorn posłużył się porównaniem: – „Jak dwóch się siłuje na rękę, to paprotki spadają”. Nie omieszkał też użyć kolejnego określenia premier: podpinka pod broszkę. – „O jej pozycji dobitnie świadczy też wypowiedź rzecznika prezydenta, który wyraźnie powiedział, że zmiany w rządzie Duda będzie uzgadniał z Kaczyńskim” – skonstatował Dorn.

Powstali z kolan, teraz odpoczywają.

„Polska nie była w ruinie za czasów PO” mówi w Mateusz Morawiecki. Odważnie. Przyznać się do kłamstwa.

Waldemar Mystkowski pisze o walce Dudy z Kaczyńskim.

Czy Duda przefasonuje twarz PiS?

Poprzednicy wysilali się, aby trudne reformy uzasadniać poprzez uczestnictwo w debatach i wałkowanie argumentów w mediach. Robiono to lepiej i gorzej, ale jakoś przepychano trudne sprawy, w tym najtrudniejszą reformę w obecnym stuleciu – reformę emerytalną, która to wbrew pozorom nie miała wielkiego oporu społecznego, oprócz pisowskiego populizmu i bojówkarskiego wsparcia związku zawodowego, którym niestety stała się „Solidarność”.

Poprzednie rządy więc po bożemu rozmawiały ze społeczeństwem. Nie miały tego geniuszu pisowskiego, który nic sobie nie robi z rozsądkiem, rozumem, a w prawie chodzi na skróty bezprawne. Nie ma szmalu w partyjnej kasie na autopromocję? Jaki problem, powołujemy fundację pod tromtadracką nazwą Polska Fundacja Narodowa. Ustawą zapewni się dla niej szmal w postaci podatku od spółek państwowych.
Fundacja ma promować Polskę. Każdy z nas raczej myśli, że Polskę promuje się poza Polską, gdzie nie ma Polski. Ale nie mamy geniuszu pisowskiego – oni Polskę promują w Polsce, a dokładnie promują w Polsce PiS. 100 milionów nie w kij dmuchał – taki jest budżet fundacji, której nazwy nie powinno się wymieniać, bo jest zakalcowata.

I proszę. Premier Szydło pobiegła na promocję PiS w Polsce, która została zainaugurowana przez wspomnianą fundację. Na początek promowana jest reforma sądownictwa, która wydawało się, że w tej formie upadła po protestach lipcowych i przejęciu inicjatywy przez prezydenta, w którego kancelarii ustawy są pisane.

Więc o co chodzi? PiS, tj. fundacja, będzie promować to, co znajduje się w tej chwili poza partią rządzącą i bez wiedzy, co ma być zawarte w ustawach? Szydło wygłosiła jakieś przemówienie, ale jak to u niej: wiele słów, które nic nie znaczą. Oczywiście, kampania promocji pisowskich zamiarów to odebranie niezależności sądom (część już odebrano i to zasadniczą, bo Duda nie zawetował jednej ustawy), o to zatem toczy się gra. I to z większą determinacją niż poprzednio. Zatem nie liczy się stanowisko Komisji Europejskiej, która zagroziła sankcjami.

W tym samym czasie Kancelaria Prezydenta publikuje na Twitterze znamienną informację: – „W przyszłym tygodniu przed zakończeniem prac nad ustawami o SN i KRS, Andrzej Duda zaprosi na spotkanie przedstawicieli klubów parlamentarnych” (cytuję bez skrótów typowych dla Twittera). Duda więc chce rozmawiać nie tylko z Kaczyńskim, ale z innymi liderami partyjnymi.

Jedno jest pocieszające – jeżeli można używać takiego pojęcia „pocieszające”, gdy za cokolwiek zabiera się PiS – Duda chce rozszerzyć debatę o partie opozycyjne, a to nie może podobać się Kaczyńskiemu. Prezes PiS z nikim nie debatuje, a jego wysoko postawione marionetki (Duda i Szydło) mają go słuchać i wykonywać polecenia.

Duda tę twarz PiS chce przefasonować. Czy mu się uda? Oto jest dla niego hamletyczne pytanie: być z PiS, czy być z Polską?

Konkurs bzdur.

Prędzej czy później będziecie spieprzać przed narodem – będziecie na pewno!

>>>

POKAŻMY, ŻE NIE TYLKO W KRYNICY POTRAFIĄ JĄ DOCENIĆ :)))

POKAŻMY, ŻE JUREK NIE JEST SAM. WPISUJCIE DOWOLNE KOMENTARZE. UŻYWAJCIE DOWOLNYCH SŁÓW. POBIJMY REKORD DLA WOLNOŚCI SŁOWA.

Waldemar Mystkowski pisze o państwie PiS.

W państwie PiS nie dziwi nic

Jeżeli Macierewicz jest szpiegiem, to kim jest Kaczyński?

Państwo PiS to coś na kształt świdra. Szybko się przyzwyczailiśmy do tego przerostu formy nad treścią, możemy tylko się zastanawiać, czy to farsa, groteska, operetka? Można też podejść do tematu z poważnej strony: czy to dramat, który przerodzi się w tragedię?

Andrzej Duda już przed 15 sierpnia poprosił Beatę Szydło – pisze „Fakt” – czyli zażądał dymisji Antoniego Macierewicza. Jeżeli to operetka, więc zapytajmy: ach, dlaczegoż to, dlaczegoż? Ano dlategoż – jak informuje pracownik Kancelarii Prezydenta: – „Nic im w tym MON nie wychodzi”. – „Sprawa zakupów dla wojska leży, reforma dowództwa jest nie do przyjęcia” – podlicza polityk PiS pokraczność Macierewicza.

Kolejne odkrycie polityka bliskiego Dudy: – „Macierewicz jest człowiekiem, z którym nie da się rozmawiać i to jest podstawowy problem”. To zaczyna być dramat. Więc Duda w stosunku do Macierewicza uprawia polityczny język migowy. Nie wezwie go i nie powie mu wprost, tylko puszcza zajączki, jak w przemówieniu w Święto Wojska Polskiego: – „To jest armia Rzeczypospolitej Polskiej, to nie jest niczyja armia prywatna”. A my durnie myśleliśmy, że chodzi o prywatne pisowskie Wojska Obrony Terytorialnej.

Nie. Chodzi o Wojsko Polskie. Więc Duda zaserwował tragedię i wojsko pozostawił bez generałów, nie podpisał listy nominacji na generałów, którą przedstawił mu Macierewicz.

A ja zachodzę w głowę, a dlaczego Duda sobie nie przedstawi własnej listy i nie podpisze jej? A co na to Szydło? I tutaj mamy groteskę, a może farsę. No, przecież pani Szydło nie dostała pozwolenia od pana prezesa Kaczyńskiego, więc jak mogłaby zdymisjonować Macierewicza. Tydzień temu jednak powiedziała: – „Swoimi działaniami naraził się wielu wpływowym grupom interesów, więc ma wrogów. Powtórzę to, co mówiłam: nie widzę powodu, żeby ministra Macierewicza dymisjonować”.

Z tej logorei premier wychodzi, że Duda jest reprezentantem „wpływowych grup interesów”. Czy prezes Kaczyński pozwoliłby zwolnić do cywila swego kapłana kitu smoleńskiego?

Jedźmy dalej. Człowiekiem Roku Forum Ekonomicznego w Krynicy została Beata Szydło. To jest niewątpliwie farsa. Dostała 13 głosów, wychodzi na feralną farsę. Rozumiem, że na tym Forum nagradza się egzekutywę ekonomiczną, czyli rządzących, ale jaką ekonomiczną myśl reprezentuje Szydło, oprócz rozdawnictwa? To raczej nie ekonomia, a dobroczynność. Gdyby została Człowiekiem Roku Forum świętej Teresy, rozumiałbym. A tak do czynienia mamy z kitem.

I trzeci news z państwa PiS. Do mieszkania Tomasza Piątka, a dokładnie „do mieszkania jego rodziny”– pisze o tym Paweł Wroński, dziennikarz „Wyborczej” – wpadła sobie policja, pokręciła się po chacie i wypadła stwierdzając, że to „pomyłka”. Wroński nie pisze, czy wpadli z paralizatorami, czy bez.

Większą wiedzę byśmy mieli, gdyby przez pomyłkę policja użyła paralizatora, przynajmniej byśmy wiedzieli, że wpadli sobie z paralizatorem. Waldemar Kuczyński nazywa to „klasycznymi esbeckimi metodami nękania”. No, tak, ale wpadli przez pomyłkę. Taka pisowska forma esbeka przez pomyłkę.

Oczywiście chodzi o publikację Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Jestem zdziwiony, że nikt w PiS nie podejmuje tropów, które prowadzą na Kreml i są solidnie udokumentowane przez pisarza. Publicyści zadają pytania: czy Antoni Macierewicz jest rosyjskim szpiegiem? Vide ostatni „Newsweek”. Ha, moje zdziwienie potęguje logiczna konstatacja: jeżeli Macierewicz jest szpiegiem, to kim jest Kaczyński?

Może wytłumaczenie owego zdziwienia wiele tłumaczyłoby z państwa PiS, które jest ni to groteską, farsą, operetką, dramatem, czy też tragedią. Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra.

PIĄTEK MA RACJĘ

>>>

Walczący geniusz – prezes Ka.

Lojalka Wolfganga. IPN-ie kochany nie ośmieszaj się tak żałośnie❗️Wasza wiarygodność od dziś równa zeru.

To nie tylko lojalka, to przystąpienie do zobowiązania do wpsółpracy z SB.

Magda Jethon rozmawia z Joanną Szczepkowską. Wywiad publikuje portal Koduj24.pl.

Joanna Szczepkowska: To może być początek rozpadu PiS

Wszyscy, którzy są przeciw PiS są wrogami narodu, to jest dokładnie gomułkowsko–peerelowskie – mówi Joanna Szczepkowska w rozmowie z Magdą Jethon

Magda Jethon: Czy w 2015 r. dawała Pani szansę PiS-owi i wierzyła, że oni Polskę „naprawią”?

Joanna Szczepkowska: Nie, absolutnie nie. Nigdy nie uważałam, że Jarosław Kaczyński może coś zbudować. Od lat go obserwowałam i byłam pewna, że jego osobowość oznacza rozpad, a nie drogę do przodu.

– Nigdy Pani nie sympatyzowała z Prawem i Sprawiedliwością?

– Nigdy. Wiem, że tak mnie niektórzy widzieli albo chcieli widzieć, ale to nieprawda. Nigdy w życiu nie głosowałam na PiS ani nie sprzyjałam PiS-owi, choć nie należałam do bezkrytycznych entuzjastów poprzedniej rzeczywistości. Uważam zdecydowanie, że było wiele „wypaczeń” i propagandowych przerostów. Do dziś ciągnie się mój proces z TVN o takie właśnie chwyty. Mam też swoje wątpliwości dotyczące UE, ale nie co do tego, czy mamy w niej być, czy nie, bo to jest oczywiste, że musimy w Unii pozostać. Nie należę do ludzi, którzy uważają, że jesteśmy wyjątkowi, dumni i że nam się coś więcej od Unii należy.

– Rozumie Pani ludzi, którzy dziś popierają PiS?

– Jeżeli pani mnie pyta, czy ja rozumiem mentalnie, to oczywiście staram się, bo bez takiej próby zrozumienia, nie ma co myśleć o Polsce. Elektorat PiS-u to są ludzie, którzy w rozumieniu spraw istotnych utożsamiają się z Kościołem, ale z tym bardziej konserwatywnym. Dlatego trzeba starać się przede wszystkim ich zrozumieć. Nie jest bez znaczenia, że do dziś przy okazji różnych uroczystości w polskich oknach pojawia się portret Jana Pawła II. Postępowego Franciszka jakby nie było. Ludziom trudno zrozumieć, że ustrój i prawo w demokratycznym społeczeństwie musi też obejmować ludzi niewierzących lub ludzi innej wiary. Tak naprawdę z nauk Jana Pawła II też niewiele wzięto. Niedawno uczestniczyłam w takiej debacie i razem z kilkoma duchownymi doszliśmy do wniosku, że nauczanie naszego Papieża nie zapadło tak jak powinno. On starał się zbliżyć do „innego”, my pozostaliśmy na poziomie „swój i obcy”. Poza tym, żeby zrozumieć, trzeba pamiętać też o tym, że wiele osób w Polsce ma wyłącznie dostęp do mediów rządowych. Tam jest jednoznaczny obraz „dobrej zmiany”. Niedawno w podróży słuchałam Jedynki i tam spokojnie, sympatycznie, opowiada się o kraju poddawanym „wspaniałej dobrej zmianie”. Myślę, że wielu wyborców PiS chce uwierzyć w ten obraz. Jak za PRL-u. Opozycja myśli o konsekwencjach tych rządów, oni nie.

– Dziś już nawet Bronisław Wildstein i część dziennikarzy prawicowych nie są w stanie zdzierżyć propagandy w telewizji Jacka Kurskiego…

– Dlatego jestem optymistką, jeśli chodzi o przyszłość. Myślę, że tak prymitywnie narzuconej propagandy, jaką uprawia TVP nie da się znieść, nawet jeśli się nie akceptuje – nazwijmy to – lewicy liberalnej. Jestem przekonana, że prawica prędzej czy później się podzieli, a wtedy także podzielą się ludzie, którzy idą za autorytetami prawicy.

– Dlaczego Jarosław Kaczyński akceptuje taką propagandę, nie czuje, że to i dla niego może się źle skończyć? A może jemu się to podoba?

– No więc właśnie, jemu się to po prostu podoba. Tu nie chodzi o politykę, to jest kwestia psychologiczna czy łagodnie mówiąc charakterologiczna, jeśli nie zdrowotna, bo on ma po prostu satysfakcję z prymitywnie rozumianej zemsty. Nie wiem, jaki jest stopień jego IQ, natomiast jego uczucia, emocje określiłabym jako prymitywne. Myślę, że on ma ogromną satysfakcję z tworzenia toksycznej atmosfery.

– Nie dawno zaprotestowała Pani przeciw temu, co dzieje się w Polsce właśnie w TVP, podczas transmisji gali wręczenia nagród na 17. festiwalu „Dwa Teatry – Sopot 2017”. Odebrała Pani nagrodę dla najlepszej aktorki i powiedziała: „Żadne nagrody nie naprawią szkody, jakie nam funduje rząd, co państwo psuje”. I co? Wpuszczają Panią do mediów publicznych?

– Po pierwsze, ja tam nie chodzę, więc nie mam tego problemu. Kiedy PiS przejął władzę, wielokrotnie proponowano mi udział w jakiś medialnych debatach, ale odmawiałam. Pojawił się ten sam dylemat, co w PRL – czy lepiej być i powiedzieć, co się myśli, czy lepiej nie być. Uznałam jednak, że w dzisiejszej TVP ta propaganda jest tak nachalna, że nie ma sensu dyskutować na wizji. Natomiast chętnie przystałam na propozycję zrobienia Teatru Telewizji. Nie ma bojkotu Teatru Telewizji, grają w nim aktorzy nawet skrajnie lewicowi, więc nie było moralnego dylematu. Ja się od lat bezskutecznie starałam o możliwość zrobienia czegoś w tym medium. My rozmawiamy o polityce, ale ja jestem przede wszystkim aktorką i pisarką, więc nie ukrywam, że dla mnie ta marginalizacja za poprzedniej ekipy była dramatem. Bo oczywiste jest i tego nie ukrywajmy, że poprzednia ekipa też rozdawała karty i ustalała swoje hierarchie. Więc z radością zrobiłam mój monodram „Goła baba”. Miał ogromną oglądalność, choć zwłaszcza na początku, to trudna sztuka i można po prostu zmienić kanał. To był teatr telewizji na żywo, ja reżyserowałam i grałam – ogromne przeżycie. Natomiast, kiedy dostałam nagrodę na festiwalu Teatru Telewizji, to już wtedy uznałam, że mam okazję do wyrażenia sprzeciwu wobec tego, co się dzieje.

– Jak to się odbyło?

– Nagrodę wręczali mi wiceprezes TVP i sponsor nagrody. Mówili o tym, że powinnam zrobić więcej jeszcze teatrów telewizji. Sponsor, wręczając nagrodę, powiedział mniej więcej: – „Pani Joanno, tak się cieszymy, ale z tym komunizmem, którego koniec pani nam ogłosiła, to nie do końca się udało, ale pracujemy nad tym. Ale teraz, jak pani wie, przyszłość widzimy w jasnych kolorach”. Wtedy podeszłam do mikrofonu i powiedziałam: – „Wydaje mi się, że inaczej widzimy kolory”. Potem podziękowałam za nagrodę, a jako jedna z postaci mojej sztuki wyrecytowałam wcześniej przygotowany wierszyk. Pierwsze rzędy, w których siedzieli oficjele z PiS-u zamarły, w dalszych siedziała już prawdziwa publiczność, która zareagowała entuzjastycznie. Ja oczywiście wiem, że więcej propozycji z Teatru Telewizji już nie będzie, jako aktorka i dramaturg żałuję, ale wszystko ma swoją cenę.

– Jest Pani nie tylko aktorką, ale też i felietonistką. W pewnym momencie rozpoczęła Pani współpracę z tygodnikiem „Do Rzeczy”.

– Tak. Kiedy wyrzucono mnie z „Wysokich Obcasów” za poglądy, współpracę od razu zaproponował mi „Plus Minus” – dodatek do „Rzeczpospolitej”, to bardzo dobre, poważne pismo. Potem zgodziłam się na felietony w „Do Rzeczy”, ale ta współpraca trwała bardzo krótko.

– Odeszła Pani z powodu okładki z Tuskiem w stroju Indianina…

– Tak, redaktor naczelny Paweł Lisicki powiedział, że mogę tam pisać, co chcę, bez względu na to, jaki światopogląd będę reprezentowała. Zastanawiałam się nad tym jakiś czas, ale postanowiłam spróbować. Natomiast w momencie, kiedy się ukazała ta okładka z Donaldem Tuskiem, którego bardzo szanuję, to zobaczyłam, że bez względu na to, co ja tam napiszę, to stanę się zakładnikiem takiej okładki. Skoro tam piszę, to znaczy, że się z nią zgadzam, a to byłaby nieprawda, bo się nie zgadzam.

– Za to prawdą jest, że zawsze ciepło Pani wspomina Marię i Lecha Kaczyńskich. Powiedziała Pani nawet, że jest pewna, że żadne z nich nie chciałoby leżeć na Wawelu, bo to się kłóci z ich skromnością…

– Tak uważam. Znałam parę prezydencką, Lech Kaczyński był zupełnie innym człowiekiem niż Jarosław, choć był niestety pod wielkim wpływem brata. Zresztą, co może ciekawe, najczęściej spotykałam go w „Gazecie Wyborczej”, bo bywał zapraszany na różne uroczystości. Tam go też poznałam. Potem kiedyś razem z moim przyjacielem jedliśmy we trójkę kolację. Mogę powiedzieć, że miałam okazję trochę mu się przyjrzeć. A Marię Kaczyńską też poznałam na jakiejś uroczystości. Prezydentowa była przede wszystkim osobą prawdziwie działającą w wolontariacie, niezwykle zaangażowaną. Każdy, kto się zetknął z wolontariatem, tym najtrudniejszym – szpitalnym, z umierającymi ludźmi, wie, co to jest za robota. Taki ktoś nie kojarzy się z wawelską pychą. To była osoba odważna i konkretna, zresztą pamiętamy pretensje ojca Rydzyka do Marii Kaczyńskiej i jej liberalnego podejścia do aborcji. To wszystko świadczy o tym, wokół jakiego światopoglądu, tak naprawdę, obracała się ta para.

– Trudno mi sobie wyobrazić prezesa PiS na uroczystości w „Gazecie Wyborczej”. Jarosław Kaczyński i jego otoczenie mają w pogardzie elity, bardzo często próbują dezawuować wybitne postacie. Dlaczego?

– Dlatego, że ta władza po peerelowsku stawia granice. Z jednej strony my, a z drugiej ci, którzy się z nami nie zgadzają, czyli wichrzyciele. Wszyscy, którzy są przeciw PiS są wrogami narodu, to jest dokładnie gomułkowsko–peerelowskie. Opozycja to nie są ludzie o odmiennych poglądach, którzy mają inny światopogląd czy inne myślenie o tym, jak rządzić krajem, tylko to jest wróg. Wróg narodu. Więc jeśli to jest wróg narodu, to należy go tępić. Taka jest wykładnia Kaczyńskiego. Uważam, że jego osoba jest tutaj kluczowa i Macierewicza naturalnie też. To są dwaj panowie, których skuteczność jest nie do pojęcia; mają siłę, której nikt nie jest w stanie się przeciwstawić. W bajkach by się powiedziało, że mają ciemną moc i różdżkę.

– Kaczyński dobiera ludzi posłusznie poddanych. W internecie można obejrzeć filmik z fragmentem przemówienia Jarosława Kaczyńskiego w kopalni „Wujek”. Prezes stoi na tle swoich ministrów i mówi, że węgiel i węglowodany to mniej więcej to samo. Wszyscy słyszą i nikomu nawet nie drgnie powieka. Gdyby powiedział, że ziemia jest płaska, też nikt by nie zareagował…

– A jak się zachowywał Macierewicz podczas przemówienia Dudy? Potakiwał, chociaż to było przecież przeciwko niemu. To sytuacja z Mrożka.

– Widać, że wyborcom PiS-u to się podoba, tak jak podoba się Krystyna Pawłowicz, która mówi „wziąść”, bo według niej „wziąć” wymyślili komuniści i złodzieje.

– Ona jest przez to bardziej swoja, bo pewnie przeciętny wyborca PiS mówi „wziąść”.

– Z tego wniosek, że wyborca PiS nigdy nie przejrzy na oczy? Czyli to już tak zostanie na bardzo długo?

– Zależy co oznacza „bardzo długo”. Ja myślę, że nie bardzo. Ostatnie decyzje prezydenta Dudy, nawet jeśli to tylko gra, a nie prawdziwy bunt, będą miały fundamentalne znaczenie. Prezydent Duda był akceptowany, a nawet uwielbiany przez wielu PiS–owców, teraz oni muszą dokonać wyboru między nim a Kaczyńskim. Kto jest „dobry”, a kto „zły”. To może być początek rozpadu.

– Myśli Pani, że prezydent nie złamie się i nie wróci do postaci Adriana z „Ucha Prezesa”?

– Oczywiście, sytuacja się zmienia z dnia na dzień i to, co myślę dziś, może już być nieaktualne, ale dziś myślę, że nie wróci do Adriana. Bardzo istotną rolę może odegrać rodzina prezydenta. To naprawdę nie jest bez znaczenia. Żona jest córką człowieka związanego z zupełnie innym światopoglądem, jest siostrą człowieka, związanego z zupełnie innym widzeniem świata. Podejrzewam, że ich córka przeżywa dramaty. To na pewno nie jest proste. On sam musi być rozdarty jako człowiek, jako mąż, jako ojciec. Podejrzewam, że musi mieć naciski ze strony ludzi bardzo bliskich. A to, co mu zafundowaliśmy pod oknami, i w Warszawie, i w Juracie, ta wielość i wielkość protestów, też nie jest bez znaczenia. Nie wiem, co by się musiało stać, żeby wrócił do Adriana.

– Nie można zapominać, że ma również naciski polityczne ze strony swojego ugrupowania…

– Ale co ma do stracenia?

– Nie zyska zwolenników w opozycji, bo zniszczył Trybunał, podpisał ustawę o sądach powszechnych itd., nie wygra kolejnych wyborów…

– To prawda, w przypadku jeżeli zakładamy, że chce kandydować na kolejną kadencję, a ja tego nie zakładam. Wszyscy myślą, że on marzy o reelekcji, a ja uważam, że to jest człowiek tak udręczony tym wszystkim, że być może chciałby już odejść.

– A przed odejściem poprawić wizerunek?

– Tak. Przecież w tej opcji już wyżej nie pójdzie. Swoją drogą każdy prezydent Polski narzeka na samotność. Ten ma do wyboru – albo miękkie spadanie, albo szacunek ludzi myślących. Gdzieś przecież po tej prezydenturze będzie się musiał odnaleźć…

– Wielkie nadzieje pokłada Pani w prezydencie…

– Tak, tylko, żeby nie wyszło, że chodzę z transparentem „Hura Andrzej Duda”… Ja tylko mam nadzieję, że to wszystko zacznie pękać.

– Kiedy to się może stać?

– Pyta mnie pani tak, jak moja mała wnuczka, która na demonstracji, przytupując nogami, spytała, ile to jeszcze będzie trwało. Jakaś pani jej odpowiedziała, że dwa lata… A poważnie? Wszystko zależy od tego, czy ten wspaniały zbiorowy opór się utrzyma. On musi być teraz w nasze życie wpisany choćby po to, żeby pokazać, że nie ulegniemy zastraszeniu. Nie wiem, czy jestem dobrym jasnowidzem, ale myślę, że jeśli wytrzymamy do następnych wyborów, to przegrają.

– Wtedy będzie mogła Pani wreszcie ogłosić: „Proszę państwa, dzisiaj skończyła się władza Jarosława Kaczyńskiego…”.

– …To właśnie obiecałam tłumowi ludzi przed Sądem Najwyższym na placu Krasińskich. Ja dotrzymuję przyrzeczeń.

nie dała się nabrać ani na premiera z Gorzowa, ani posła z Ząbek. Nie będzie zgody na plującego na senatora z Grójca!

Replying to  

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie, czego się po nim można spodziewać.

Ile w Dudzie jest pisowca, a ile Polaka demokraty?

W co gra Andrzej Duda w kwestii dwóch zawetowanych ustaw sądowniczych, które mają być na nowo pisane w Kancelarii Prezydenckiej, przedstawione na jesieni opinii publicznej i poddane obróbce parlamentarnej? Jeszcze w tej chwili trudno coś konkretnego powiedzieć, ale mamy do czynienia z dwoma faktami, których nie można przemilczeć.

Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia przedstawiło prezydentowi swoje propozycje obu ustaw: o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądowniczej.

Drugim faktem, ale niepotwierdzonym wprost przez zaplecze prezydenta, jest powierzenie przez Dudę pracy nad ustawami prof. Michałowi Królikowskiemu, byłemu wiceministrowi sprawiedliwości w rządzie PO-PSL i bliskiemu współpracownikowi Jarosława Gowina. Uważa się, że Królikowski ma swoje poglądy konserwatywne i republikańskie, ale nie zaprzeda je politycznemu zamówieniu PiS. A więc należy mniemać, iż niezależność sądów nie zostanie złożona przez niego na ołtarzu PiS.

Tyle wiemy o działaniu strony Dudy, a PiS czeka, ale nie próżnuje, lecz naciska i to poprzez fakty medialne. Tak odczytuję wypowiedź marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, który w radiowej Jedynce powiedział: – „Sam osobiście spotykam się od czasu do czasu z panem prezydentem. Rozmawiamy o tych sprawach, również o tej ustawie”.

Te słowa to zaklinanie rzeczywistości, bo należy je odczytywać, iż Duda konsultuje (słucha, a może nawet zgadza się) ze stanowiskiem PiS, swojej macierzystej partii. Karczewski do tego dobitnie dodał: – „Wywodzimy się z tego samego obozu politycznego”.

To jest dopychanie kolanem Dudy, aby pisana u niego ustawa zgadzała się z życzeniem PiS, czytaj: Kaczyńskiego. Jak każdy słaby retor (a więc kiepściutki intelektualnie) Karczewski nie potrafi szerzej przedstawić potrzeby ustaw sądowniczych, a także wpleść je w narrację o współczesnej Polsce. Za dużo wymagam od Karczewskiego? Na Boga, a od kogo mam wymagać podstawowych standardów intelektualnych, jak nie od postaci ze świecznika, z elit politycznych (acz to są elity PiS i niekoniecznie semantycznie tożsame z jako takimi).

Uważam, że za mało mówi się o pisanych w kancelarii Dudy ustawach sądowniczych, przecież o nie toczył się protest w lipcu, są nadzieją środowisk demokratyczno-republikańskich. W moich słowach można odczytać wielką nadzieję, że PiS nie zniszczy tego, co mamy ustrojowo najcenniejsze: demokrację liberalną.

Ale Polacy nie mają większych złudzeń, co do wet Dudy. W sondażu dla oko.press tylko 17 proc. badanych uważa, że spór sądowniczy Dudy z PiS toczy się o pryncypia demokratyczne, jest na serio. Dwukrotnie więcej, bo 35 proc. uważa, iż to chwilowe nieporozumienie – jakby potwierdzając Karczewskiego supozycję w stosunku do Dudy – „Wywodzimy się z PiS”, a 28 proc. uważa, że to ustawka. Duda zawetował, bo PiS bał się protestów.

Polacy zatem są sceptyczni, ale także nieprzykładający wagi do znaczenia niezależności sądów. Błąd. Łudzę się, że wielu młodych – bo lipiec należał do młodego pokolenia – wiele się w tym czasie nauczyło, przeszło propedeutykę do nauk o demokracji, co niestety zostało zaniedbane przez szkołę.

Najlepszy byłby okrągły stół prawników, o którym nawet Duda wyraził się pozytywnie, ale to było w momencie największych protestów. Oby nie skończyło się tradycyjnie, iż otoczenie Dudy twierdzi, że on myśli, zastanawia się i pokazują nam obrazki z drapaniem się inkryminowanego po głowie i przychodzi taki oto kulminacyjny moment, iż Duda podpisuje hurtem wszystko, co sobie PiS, tj. prezes życzy.

Nie życzę Dudzie niczego złego, ale zdecydowanie bardziej nie życzę nam, aby PiS w procedurach demokratycznych pozbawiało nas demokracji i wolności obywatelskich. Więc zadaję najważniejsze w tym kontekście pytanie: ile w Dudzie jest pisowca, a ile Polaka demokraty?

BARDZO WAŻNE SŁOWA

>>>

JEDNYM ZDANIEM POKAZAŁ O KOGO TAK NAPRAWDĘ DBA RZĄD

Ewa Siedlecka („Polityka”) pisze na blogu, jak Ziobro zastrasza sędziów (fragment).

Do tej pory PiS groził dyscyplinarkami za „niewłaściwe” orzekanie. Na przykład dla sędzi, która uznała, że wiceministra Patryka Jakiego nie chroni immunitet w sprawie o naruszenie dóbr osobistych z sejmowej trybuny. Ale nadzorcze zapędy ministra-prokuratora Zbigniewa Ziobry osiągnęły nowe szczyty wyrafinowania.

O sprawie napisała „Gazeta Wyborcza”. Chodzi o podejrzenia wobec byłych menedżerów z zakładu chemicznego „Police”. Obecne, ustanowione przez PiS, kierownictwo tego zakładu oskarża ich o „nieprawidłowości”. W czerwcu CBA menedżerów zatrzymało, a prokuratura wystąpiła do Sądu Rejonowego w Szczecinie o ich areszytowanie. Każdy z czterech wniosków aresztowych rozpatrywał inny sędzia. Wszyscy uznali, że nie ma mocnych dowodów na popełnienie przez podejrzanych przestępstwa, i odmówili zastosowania aresztu. Odwołania prokuratury od tych postanowień odrzucił Sąd Okręgowy.

Postanowienia sędziów skrytykował publicznie minister-prokurator Ziobro. Stwierdził, że sędziowie „nie zrozumieli istoty przestępstwa”, a ich decyzja szkodzi śledztwu.

(…)

Do tego, aby postawić sędziów kierujących szczecińskimi sądami w stan oskarżenia, potrzeba będzie zgody sądu dyscyplinarnego. Ale o to zadba już prokurator-minister Ziobro. Wprawdzie prezydent zawetował zmiany w ustawie o Sądzie Najwyższym, które przewidywały powołanie obsadzonej przez Zbigniewa Ziobrę Izby Dyscyplinarnej w SN, ale prezydent akurat do tego pomysłu zastrzeżeń nie zgłosił. Więc zapewne, jeśli znowu dostanie ustawę przewidującą taki pomysł, to ją podpisze.

No i znowu mamy – zgodnie z metodą PiS na rządzenie – układ zamknięty.

Waldemar Mystkowski pisze o zagrożeniu Kaczyńskiego w PiS.

Kozioł ofiarny, czyli na Kaczyńskiego zmierza nawałnica

PiS rządzi przez bajzel łamany przez niekompetencję i nepotyzm.

Czy pobyt Beaty Szydło w Juracie u Andrzeja Dudy będzie owocować politycznie na korzyść pani premier bądź prezydenta? Na razie jedyny „owoc” tego spotkania to spóźniona o 3-4 dni reakcja władz pisowskich na nawałnice w północnej Polsce.

Acz Szydło spotkała się już nieco wcześniej z Dudą, ale było to spotkanie na zderzenie orędziami. Zderzenie dwóch różnych orędzi na ten sam temat miało miejsce w czasie ogłoszenia przez Dudę dwóch wet dotyczących ustaw sądowniczych. Widocznie przyszedł czas na refleksje po zderzeniu, stąd spotkanie.

Szydło w trakcie gorącego czasu protestów Łańcuchów Światła była nieobecna publicznie, mówiło się i pisało, iż premier przechodzi załamanie, stres. I było coś na rzeczy, bo już wówczas przebąkiwało się, pisali na ten temat dziennikarze, którzy nie są związani z PiS, iż prezes Kaczyński szykuje podmiankę na funkcji premiera. Kaczyński nie radzi sobie z własnym ego, które go pcha na stołek premiera, niczym na podwyższenie podczas miesięcznic.

Lecz Szydło jest popularna, a Kaczyński ma taki sam elektorat, jak Macierewicz. Nawałnica więc mogła prezesowi pasować, aby za jakiś czas ogłosić, że „ten-tego pani premier odnosi same sukcesy, w tym to słynne 1:27, gdy musiałem nawet fatygować na Okęcie, aby jej rączki całować, ale wicie-rozumicie ta nawałnica…”.

Oczywiście, nie chodzi o nawałnice, bo PiS rządzi przez bajzel łamany przez niekompetencję, łamane przez nepotyzm. Szydło znalazła się w sytuacji podobnej do Dudy, obydwoje kilkakrotnie złamali Konstytucję, czują więc wspólnotę paragrafów – ten sam stołek, nad którym dwa i pół metra wyżej wisi pętla historii. Oczywiście, ostatnie to metafora. Ta pętla Dudzie zadyndała podczas lipcowych protestów, poczuł jej wiew, więc zareagował dwoma wetami.

Duda z Szydło mogą chcieć się salwować z miejsca politycznej kaźni, zawrzeć jakąś umowę polityczną bądź społeczną. Były trzeci bliźniak Kaczyńskiego Ludwik Dorn o spotkaniu w Juracie rzecze: – „Jeżeli to zaowocuje sojuszem między panem prezydentem a panią premier, to pan Kaczyński straci całkowity wpływ na władzę wykonawczą i znaczną część partii albo klubu”.

Politycznie dla Kaczyńskiego to przedstawia się jeszcze gorzej: bo nie będzie mógł rozstawiać marionetek, zostanie tym, czym jest „szarym posłem”. A przecież prezes ma tyle do zrobienia: dokończyć rozwałkę sądów, zdekoncentrować, czy też repolonizować media prywatne i pokazać wała Unii Europejskiej.

Zauważmy jeszcze jedno z posunięć Dudy, które nie wydaje się być medialne. Prezydent odpowiedzialnym za przygotowanie ustaw sądowniczych zrobił Michała Królikowskiego, prawnika konserwatywnego, który był wiceministrem sprawiedliwości w rządzie PO-PSL i który raczej nie przyłoży ręki do odebrania niezależności sądownictwu. To policzek nie tylko dla Dudy, ale dla prezesa. Walka w PiS więc będzie w tej kwestii przybierać na sile.

Cezary Michalski nawet uciekł się do porównania sytuacji Kaczyńskiego z Operacją Walkiria, Nowogrodzkiej z Kętrzynem. Michalski czuje swym publicystycznym nosem, że wielu jest w PiS Brutusów, któremuś musi się udać, Duda więc nie jest tylko jednym Clausem von Stauffenbergiem.

Poświęcam uwagę obronie duetu Duda-Szydło, ale na razie większość narzędzi jest w rękach Kaczyńskiego. To on dyktuje warunki, jednak musi widzieć czarne chmury na horyzoncie. Ta nawałnica zmierza na niego. Może więc odczytać ją, iż ratunek będzie taki, że Szydło idzie do pawlacza, z Dudą przyjdzie czas, że się policzy i huknie – teraz k…a ja.

Choć na prawej stronie tę kwestię widzą inaczej. Tam nic się nie zmieniło, bo nie zmieniły się oczekiwania i nadzieje na trwanie przy korycie. Kamila Baranowska z „Do Rzeczy” o Szydło mówi: – „To słaby premier, podoba się wyborcom”, więc dymisji nie będzie.

Suweren dla PiS jest jednak figurą polemiczną, a nie polityczną. Suweren nie wyraził zgody na demolkę Trybunału Konstytucyjnego ani zniszczenie niezależności sądownictwa. Nie ostrzył ministrowi Szyszce siekier, aby ten mógł wycinać Puszczę Białowieską. Suweren nie wyraził zgody na dekoncentrację TVN czy też Polsatu, aby stały się imitacją TVPiS.

Suweren może przeżyje jeszcze jedną czy drugą nawałnicę – dosłowną i demolującą demokrację – ale zorientuje się, że tylko może liczyć na siebie. W kryzysie zawsze się tylko liczy na siebie, jak ofiary nawałnic. W naukach antropologicznych opisany jest mechanizm kozła ofiarnego. Dotyczy on wszystkich kultur – a więc „kultury” pisowskiej też – iż w kryzysie, a także, gdy on jest już zażegnany, odbywa się polowanie na kozła ofiarnego.

W PiS do tej pory kozłem ofiarnym była Platforma Obywatelska: „8 lat rządów”…. etc. Od dwóch lat rządzącymi są politycy PiS. Kogoś na ofiarę będą musieli dać za te dwa lata kryzysu, a Duda z Szydło ubezpieczają się. Och, boję się o prezesa, boję się.

WŁAŚNIE RUSZA OGROMNA POMOC PAŃSTWA. Cały świat zobaczy jak wiele w Polsce potrafi pomóc modlitwa.

>>>

IV RP W PIGUŁCE. WITAJCIE NA SZCZYCIE.

Tamara Olszewska na Koduj24.pl pisze, jak idiotycznie mówi PiS o zamachu w Barcelonie. Głupie Jaśki z zadupia Wólki Kaczystowskiej.

W Hiszpanii tragedia – u nas głupie gadanie

Cały świat zamarł po kolejnym ataku terrorystycznym. Tym razem na celowniku fanatyków znalazła się Hiszpanii. Szok, niedowierzanie, złość… wszędzie, ale nie w Polsce. Te zamachy daje się przecież idealnie wykorzystać dla celów politycznych. Pada dużo słów i może wreszcie Polacy uwierzą, że obecna władza taka mądra, zapobiegawcza, tak dba o swój lud i w imię miłości do niego oraz Boga nie wpuści ani jednego uchodźcę do nas… koniec i kropka.

W ocenie sytuacji samego siebie przeszedł ksiądz Henryk Zieliński, redaktor naczelny tygodnika „Idziemy”. Goszcząc w „Salonie Dziennikarskim”, wybitnym programie TVP Info, wypalił: – „Jednym z powodów ataków jest obrzydzenie niektórymi nurtami subkultury zachodniej, zwłaszcza rozwiązłości. Jeżeli mielibyśmy szukać najbardziej rozwiązłego miasta w Hiszpanii, to ja bym wskazywał na Barcelonę”. Wierni słuchacze mogli więc wreszcie zrozumieć, że Barcelona sama sobie winna, bo tam Sodoma i Gomora, a fundamentaliści po prostu walczą z grzechem i tyle. Oczywiście, ksiądz nie pochwala zabijania za niechrześcijański styl życia, no ale, każdy walczy po swojemu o inny, lepszy świat i wypada to choć trochę zrozumieć. Tym bardziej, jak się daje swoją „nieobyczajnością”, pretekst dla fundamentalistów do ataków.

Na odpowiedź internautów nie trzeba było długo czekać. – „Rozwiązłość, internacjonalizm, lewactwo jako największe zło, czyli katolicka prawica z wizją świata pokrewną ISIS”„Wypowiedź kapłana o karze tu – atak terrorystyczny w Barcelonie – jako kara za rozwiązłość jest skandaliczna”. Większość komentarzy nie nadaje się do powtórzenia, ale wyraźnie pokazują, że jednak znaczna część Polaków nie da się nabrać na takie gadanie.

Księdzu Zielińskiemu życzę, by może bardziej zajął się patologią w Kościele, bo absurdów, niedorzeczności i, niestety, głupoty w wypowiedziach osób publicznych, związanych z PiS-em, mamy ostatnimi czasy aż za dużo.

Pułkownik do po jej żenującym spektaklu dla pisowskiej gawiedzi.

Waldemar Mystkowski pisze o nowym Misiewiczu.

Nowy Misiewicz Macierewicza – Dworczyk

Polska jest silna Polakami, ale nie obecnie wybranymi władzami.

Antoni Macierewicz ma nowego Misiewicza i to w randze wiceministra. Nie wiem, czy Michał Dworczyk dostał już medale za zasługi dla obronności i czy wybił mu minister monetę (coin) na jego cześć, ale to ten sam typ jak poprzednik.

Odpowiada sztancami, gotowcami, o takich osobnikach jak Dworczyk mówi się, iż nie myślą, tylko powtarzają. Dworczyk chodzi po mediach i jego rolą jest zachwalanie rządu. Nie jest odpowiadanie na pytanie dziennikarzy, nie jest wdawanie się w polemikę i zajmowanie stanowiska bądź tworzenie jakiejś wartości intelektualnej, ale snucie opowieści, która w sztuce narracji nazywa się grafomanią.
O takich osobnikach można też powiedzieć starym kolokwializmem, że „są z łapanki”. Nie przedstawiają sobą większej wartości ani nie są w posiadaniu przekonywującej fachowości. Zostali złapani, bo nikt ich nie chciał. Taką niestety mamy władzę, składającą się z Dworczyków.

Nieodparcie przypominają PRL-owskich notabli, którzy do pełnienia funkcji zostali złapani spośród aparatu partyjnego. Komuchy stosowali jeszcze inny ciekawy chwyt. I tak – jeżeli miałeś nazwisko Motyka, to kim mogłeś zostać? Tak! Zgadliście! Ministrem rolnictwa. Wcale nie znęcam się nad PiS. Wraz z partią Kaczyńskiego przeżywamy deja vu.

W tym miejscu mam propozycję, aby przeprowadzić wśród osób inteligentnych (a da się takich wyselekcjonować) niekonwencjonalny sondaż i zadać pytanie: czy chcesz być ministrem, wiceministrem, wysokim urzędnikiem w rządzie PiS? Koniecznie PiS, bo ta partia ma tak negatywne konotacje wśród inteligencji polskiej, jak wśród komisarzy unijnych w Brukseli praworządność PiS.

„Ławie polityków” w TVN 24 Dworczyk reprezentował PiS i tak piał nad postawą obecnego rządu w kwestii pomocy ofiarom nawałnicy, iż zasługuje na miano koguta. Jego kukuryku nad działaniami rządu i resortu, w którym jest wiceministrem, byłoby godne innej sprawy, gdyby nie zalatywało fałszem, tombakiem. Wszyscy w kraju widzieli i słyszeli: rządu nie było przez kilka najważniejszych pierwszych dni po kataklizmie, dopiero się obudzili po 3-4 dniach. Dworczyk twierdził zaś, że wszystkie służby funkcjonowały, a wojsko zostało uruchomione po wniosku od wojewody pomorskiego.

Tak mówi ten nowy Misiewicz Macierewicza. A my słyszeliśmy i widzieliśmy czwartego dnia po przejściu nawałnicy, jak wojewoda pomorski Drelich wzruszył ramionami i wypowiedział się na temat wojska, iż nie jest potrzebne do zamiatania liści i uprzątnięcia gałęzi. Ten Drelich to jest służba administracyjna rządu w terenie.

Dworczyk, jak ów Misiewicz, zdaje się nie rozumieć, co to jest służba. Zresztą inny Misiewicz, ale już w randze ministra pan Błaszczak zwalił winę na nieudzielenie pomocy na samorządy, na marszałka województwa, nie mając zielonego pojęcia, czym jest administracja, a czym samorządy, a te zdały właśnie egzamin. Samorządy zdały egzamin, a nie zdał takowego rząd.

Polska jest silna Polakami, ale nie obecnie wybranymi władzami. Adrian Zandberg z partii Razem nawet miał propozycje dla Dworczyka: – „Polacy powinni od was usłyszeć jedno słowo: przepraszam”. Ludzkie słowo, acz władza ta do tego rodzaju przymiotników często się nie kwalifikuje.

Piszę o kolejnej postaci z rządzącego PiS – o Dworczyku, bo to kolejny człowiek, którego wszystko przerasta. Dworczyk nie dorasta do pełnienia funkcji, jak jego poprzednik Misiewicz nie dorastał do medali. Jeszcze raz chciałoby się przypiąć im coś przysłowiowego: medal z kartofla (uniwersalne wyróżnienie a rebours).

Misiewicz, Dworczyk, Błaszczak upostaciawiają polskie przysłowia, polskie przywary. W czasach, gdy decydujemy o tym, kto ma rządzić, wybraliśmy najgorszych, jakich można wybrać. A poza tym kolejna polska przypadłość – w mediach dyskutują jako eksperci – politycy. Na świecie jest trochę inaczej: polityka przepytuje dziennikarz, a eksperci wypowiadają się o przepytywanym polityku. Sporo w naszym kraju rzeczy jest postawionych na głowie. A najbardziej postawiona na głowie jest partia prezesa Kaczyńskiego. U nich rozum znalazł się na dole.

dosadnie, ale prawdziwie.

>>>