Posts Tagged ‘Jarosław Kaczyński’

Zamiary PiS wobec Polski i UE

PiS w sprawowaniu pełnej władzy przeszkadzają obowiązujące na Zachodzie standardy demokratyczne i niezależne sądownictwo.

Liderka francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen spozycjonowała PiS w dzisiejszej Europie, określając, iż „w Polsce, na Węgrzech i w Austrii nasze idei są u władzy”. Ta przeciwniczka Unii Europejskiej otwartym tekstem powiedziała to, co skrywają Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki: wychodzimy z projektu unijnego, aby zasklepić się w tradycji narodów znanej przed 1939 rokiem, a jeszcze lepiej przed 1918.

Nie mamy takich dowodów, jakie mają opozycje we Francji, na Węgrzech, w Austrii czy nawet w USA, iż „nasze idee u władzy” to poręczne ekspozytury uprawiania polityki zagranicznej przez Kreml. „Nasi u władzy” grają na rozbicie Unii Europejskiej, tak jak PiS, któremu w sprawowaniu pełnej władzy przeszkadzają obowiązujące na Zachodzie standardy demokratyczne i niezależne sądownictwo.

Jarosławowi Kaczyńskiemu, który mimo niemocy fizycznej uczestniczy w kampanii samorządowej, przeszkadzają samorządy – w jego wizji partia centralnie powinna zarządzać samorządem. Nawet na tym poziomie mamy do czynienia z kolejnym odwołaniem do tradycji, tym razem do PRL-u.

Prezes PiS postraszył wyborców, iż jeżeli przy urnie nie wskażą na kandydata PiS, to zostanie im oskoma, a nie pieniądze: – „W gminie trzeba budować, poprawiać drogę, to są potrzebne pieniądze z centrali, centrala to z kolei rząd”, czytając wprost znaczy, że tylko samorządy zarządzane przez PiS będą mogły liczyć na finansowe wsparcie rządu. Taka dotacja będzie uzależniona od „naszego człowieka u władzy”, a nie od złożonej odpowiedniej aplikacji, wniosku.

Coś tam bąknął Kaczyński, iż PiS szykuje nam dobrobyt: – „Chcemy, aby w Polsce było najpierw tak jak we Włoszech, a w końcu tak jak w Niemczech”. Stwierdzenie ni przypiął, ni przyłatał, bo z tym rządem raczej zbliżamy się do Grecji i do podobnych gospodarek, które zostały zrujnowane przez podobny pisowskiemu populizm.

Z Kaczyńskim jest jednak tak, iż język zawsze go obnaża, nie tylko poprzez lapsusy („nikt nam nie powie, że białe jest białe…”), ale przede wszystkim przez freudystyczne budowanie pojęć, które obnażają wyobraźnię mówiącego. „Język powie to, co pomyśli głowa” (Słowacki) i ten passus nacjonalistyczny Kaczyńskiego da się odczytać następująco, co zresztą publicyści od razu wychwycili z lekka trawestując autora, który wraz z Morawieckim szykuje nam przyszłość: „Najpierw jak we Włoszech po 1922, a potem jak w Niemczech po 1933…”, chyba bardziej otwartej deklaracji Kaczyński nigdy nie złożył.

Zupełnie dzisiaj bez formy jest Mateusz Morawiecki, zwykle kradnący własność intelektualną. W Zachodniopomorskiem był łaskaw powiedzieć: – „Stoimy w momencie, kiedy nie ma już Polski A i Polski B”. Przepraszam, ale on już nie raz okazał się w ojczystej mowie pokraką, bowiem z powyższego zdania wynika, że obecnie jest Polska C.

Ponadto u Morawieckiego coraz wyraźniej widać jego bardzo złą cechę psychiczną, on nie lubi ludzi sytuowanych gorzej od siebie, Morawiecki gardzi ludźmi. Nawet bardziej niż Kaczyński nadaje się na dużą prozę narracyjną, która obnażałaby małość jako immanentną cechę podobnego człowieka. Dla Morawieckiego liczy się władza, a Polska to nie B, lecz zwykłe be, które można przeciągnąć do bee.

O tym, że wychodzimy z Unii, świadczy przygotowany przez Komisję Europejską pozew do Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z ustawą o Sądzie Najwyższym. Wiceszef KE Frans Timmermans zapowiedział, że decyzja zapadnie w środę. Zdziwieni? Kraje europejskie w swoim projekcie cywilizacyjnym nie chcą mieć Białorusi, „naszych u władzy”, w istocie – w najgorszym wypadku – mimowolną ekspozyturę Kremla, bo kto chce być rozwalany od wewnątrz, kto godzi się, aby na salonach szalała V kolumna? Hę?

Reklamy

Gliński i Ziobro z Mrożka

Czy Jarosław Kaczyński został listownym melomanem i dlatego zmusił ministra kultury Piotra Glińskiego do odczytania swojego listu podczas Konkursu Chopinowskiego? A może w ten pokrętny sposób daje znać, że żyje. Media światowe w takich przypadkach, zastanawiają się, co się dzieje z Putinem, że przez tydzień nie pokazuje się publicznie. Okazuje się, że Putin poprawiał sobie urodę u chirurga plastycznego, zaś aby udowodnić, że z nim jest wszystko w porządku, pojechał na Syberię, gdzie jako heros rosyjski spływał kajakiem Jenisejem.

U nas też próbowano tej sztuczki, Brudziński zamieszczał na Twitterze zdjęcia prezesa z Beskidów, ale tyle było w nich Photoshopa, że wycofał się. Prezes jednak pojawił się na dwóch spędach, zwanych konwencjami, lecz marniutko wyglądał i niczego ważnego nie powiedział. Za to nie zjawia się w Sejmie, w którym dostaje pensję. W każdym razie świat dowiedział się, że dyktatorek z Żoliborza nadesłał list, a wicepremier przy buczeniu publiczności przeczytał go. Sławomir Mrożek nie żyje, a jednak odbywają się absurdalne spektakle w stylu tego genialnego ironisty.

Prokuratura Zbigniewa Ziobry ściga byłego prokuratora Prokuratury Krajowej, obecnie w stanie spoczynku, Wojciecha Sadrakułę, za to, że ten w ramach akcji Tydzień Konstytucyjny przeprowadził zajęcia z młodzieżą na temat Konstytucji.

Ta władza ma swój zapis. Na cenzurowanym pierwsza jest Konstytucja RP, a drugim dziełem – „Przedwiośnie” Żeromskiego, które w ramach akcji Narodowe Czytanie zostało podane w okrojonej, skróconej wersji. To jest akcja Andrzeja Dudy. Adam Mickiewicz na tamtym świecie powinien się cieszyć, że Duda nie doszedł do niego, bo z pewnością wykreśliłby pierwszy wers „Litwo, ojczyzno moja”.

Kaczyński i Morawiecki walczyć będą z księstwami i księstewkami

Koalicja Obywatelska do kampanii samorządowej wyrusza z sześcioma hasłami wyborczymi – 1) Edukacja – przyjazna, nowoczesna szkoła; 2) Darmowy bilet dla dzieci i młodzieży; 3) Schetynówki, Orliki, ścieżki rowerowe: 4) Polska bez smogu: 5) Polska senioralna – szacunek i aktywność; 6) Jeden gospodarz regionu.

Większość tego programu dla Polski lokalnej jest obca PiS-owi, partii Kaczyńskiego przeszkadza samorządność, bo stoi przeciw centralizmowi, jaki przyświeca partii dążącej do autokratyzmu i pewnej formy reżimu, despotii.

Na warszawską konwencję Koalicji Obywatelskiej PiS odpowiedział swoją – trzecią już – we Wrocławiu, w mieście, w którym ograbiono składki PCK przeznaczając je na pisowską kampanię wyborczą.

Do Wrocławia ściągnięto nawet Jarosława Kaczyńskiego, aby powarczał, jeszcze jedno ulubione słowo prezesa, właściwie określa stan jego świadomości, wg niego niektóre samorządy (niepisowskie, a w większych miastach tylko takie są) warczą na rząd. Taki też będzie główny cel PiS po tych wyborach: odebrać samorządom samodzielność.

Prezes PiS został odpicowany jak największa gwiazda filmowa po przejściach, pokaźną ilość pudru na jego obliczu było widać nieuzbrojonym okiem i na szczęście dla niego nie było wiatru, który mógłby zdmuchnąć makijaż. Prezes zrobił sobie zdjęcie z kandydatami z Dolnego Śląska i powiedział kilka słów do mikrofonu na konwencji.

Jedyny konkret Kaczyńskiego dotyczący samorządów padł w słowach określających układy w Polsce samorządnej, lokalnej: „w Polsce zaczną znikać, te różne, samodzielne, maleńkie, większe, a czasem i całkiem duże księstwa i księstewka”.

Na walkę z niezależnością sądownictwa ukuto termin „kasta”, na samorządy „księstwa”. Wiemy zatem pod jakim pretekstem odbędzie się walka PiS z samorządami, z Polską regionalną – „księstewka i księstwa”.

Dowieziony do Wrocławia prezes już się jednak nie liczy, widać to w fizycznym przekazie, jest trzymany w tej partii jak gensek Breżniew w KPZR, jego następcą jest tymczasowo Mateusz Morawiecki, na którego barkach opiera się kampania PiS. Morawiecki ma powszechna wadę polskich polityków – mówi nie na temat.

Gaworzył o gabinecie cieni, który ni przypiął, ni przyłatał ma się do samorządów. Odnotujmy słowa odnoszące się do PO: „Przecież przez 8 lat mieli tak naprawdę gabinet cieni. Sadzący się na wielkość Morawiecki jest cieniasem, który nie stanie w szranki debaty z liczącym się politykiem Koalicji Obywatelskiej, bo każde jego kłamstwo (a przypomnę, że ma przeciętną rekordową: 2,5 kłamstwa na jedno wygłoszone zdanie) zostałoby pokazane jak na dłoni, a następnie paznokciami dialektyki zmiażdżone jak chityna wszy.

Konwencja PiS we Wrocławiu była negatywem konwencji Platformy. Kaczyńskiemu i Morawieckiemu w istocie nie chodzi o to, aby wygrać w jakimś dużym mieście, ale aby obrzydzić samorządność jako „księstewka”, a przede wszystkim obrzydzić opozycję „jako gabinet cieni”.

W tych wyborach i następnych decydujemy o Polsce nie tylko samorządnej, ale wolnej, otwartej, liczącej się w Europie. Musimy odzyskać kraj, aby PiS dalej nie degradował wszystkiego, co z takim trudem zdołaliśmy osiągnąć.

Jaka Polska po PiS?

Czy Kreml pomógł PiS sięgnąć po władzę, tak jak w USA Donaldowi Trumpowi?

W polityce nie wszystko jest logiczne, ale nielogiczności trzeba logicznie wyjaśniać. I to jest problem podstawowy, zwłaszcza w świecie, który nam się przewraca, nie tylko w Polsce. To samo dotyczy bezprawia, które trzeba zwalczać prawem, a nie jego surogatem – prawem ludowym czy też moralnym.

Od początku afery podsłuchowej padało podejrzenie, iż za podsłuchami w restauracji „Sowa & Przyjaciele” stoją służby rosyjskie. Niemal natychmiast sformułował to Donald Tusk: – „Nie wiem, jakim alfabetem jest pisany ten scenariusz”. Wszak oprócz łaciny, drugim alfabetem w użyciu w Europie jest tylko cyrylica.

W najnowszej „Polityce” Grzegorz Rzeczkowski potwierdza, iż jest „rosyjski ślad na taśmach”. Za taśmami w Polsce stał Marek Falenta, który skazany nie idzie siedzieć, bo go chroni… PiS. Zresztą beneficjentem afery podsłuchowej była partia Kaczyńskiego, której afera walnie pomogła sięgnąć po władzę.

A zatem Kreml pomógł PiS sięgnąć po władzę, tak jak w USA Donaldowi Trumpowi? Znak zapytania jest nieodzowny, bo przecież Kaczyński nie został złapany na gorącym uczynku, choć w przypadku jego kolegi partyjnego Antoniego Macierewicza wiele śladów prowadzi do Moskwy, co zostało opisane w książce Tomasza Piątka.

W wypadku takiego podejrzenia stosuje się jeszcze formułę: ja tylko pytam. I tak w tej kwestii postąpił naczelny „Newsweeka” Tomasz Lis, odnosząc się do materiału w konkurencyjnej „Polityce”: – „Tylko pytam – czy logiczny jest wniosek, że Kreml, używając współpracującego z PiS-em Falenty, pomógł zainstalować w Polsce antyeuropejski reżim? A także wniosek, że w tej kwestii Kaczyński pośrednio współpracował z Putinem? Bo te wnioski wydają mi się całkiem logiczne”.

Rosja nie zna innych systemów politycznych niż reżim. Tylko taki w niej panuje od zawsze, oprócz krótkich epizodów Kiereńskiego i Borysa Jelcyna. Każdy reżim bądź prawica są wsobne, zamknięte, ograniczone nacjonalistycznie, rasowo, a więc niewchodzące w alians z systemami otwartymi, demokratycznymi. W to gra Putin w Europie – w rozerwanie Unii Europejskiej i ten scenariusz też realizuje PiS.

Czy partię Kaczyńskiego powstrzymamy, czy zwyciężymy w nadchodzących wyborach? W pierwszym rzędzie odpowiedzialni za to są politycy z partii opozycyjnych, ale może nawet większą rolę odgrywa społeczeństwo obywatelskie, które nie zgadza się na reżimową ucieczkę od wolności.

W Brukseli w siedzibie Parlamentu Europejskiego odbył się wernisaż wystawy zdjęć Chrisa Niedenthala i Wojciecha Kryńskiego z naszych protestów przeciwko władzy PiS „Poland’s Street Pulse”. Po nim miała miejsce debata „How Poles defend democracy?”, która cieszyła się bardzo dużym powodzeniem. W panelu uczestniczyli m.in. reżyserka Agnieszka Holland, prof. Marcin Matczak i lider Obywateli RP Paweł Kasprzak.

Matczak zapowiedział, iż pod koniec tego roku Fundacja Batorego opublikuje raport działającego w niej zespołu, który opracowuje scenariusze przywrócenia państwa prawa po rządach PiS. Matczak przestrzega: nie można iść na skróty, nie można po PiS sprzątać bałaganu jedną ustawą.

Ponadto Matczak ujawnił kilka szczegółów, jakimi etapami usunąć pisowskie bezprawie. Otóż Sejm jest władny uchwałą usunąć z Trybunału Konstytucyjnego sędziów-dublerów, a wobec innych, którzy nie trzymali się Konstytucji – w tym nich prezes TK Julii Przyłębskiej – wszcząć postępowania dyscyplinarne i w ten sposób usunąć ich z TK. Uzdrowiony TK będzie mógł wówczas zaskarżyć pisowskie ustawy, likwidujące niezależność wymiaru sprawiedliwości, a ten niechybnie stwierdzi ich niezgodność z Konstytucją. I tak dalej. To samo dotyczy niekonstytucyjności wyboru członków nowej KRS, w konsekwencji powołania nowych sędziów Sądu Najwyższego.

Wcześniej jednak musimy wygrać z autokratycznym PiS. Potem ewentualnie służby państwa dojdą, na jakim to pasku i jak go zastosował Kreml, który poprzez narzędzia dezorganizacji – jak afera podsłuchowa – zainstalował u władzy PiS, partię wrogą Unii Europejskiej, wrogą standardom demokratycznym, Zachodowi.

Macierewicz po słowie z Kaczyńskim w sprawie prezesa NIK

Były szef MON mógłby zainicjować każdą kontrolę, która by mu się przyśniła – a fantazję ma on nie byle jaką…

Prezes Kaczyński wrócił na łono polityki z chorym kolanem. Wrócił też – choć nie był chory w sensie nominalnym – wiceprezes Antoni Macierewicz. Specjalista od katastrofy smoleńskiej wrócił w dwójnasób, bo wiceprezes PiS to postać zarówno komiczna, jak i tragiczna.

Macierewicz został z rządu brutalnie wykopany, ale długo trzymał się siedziby ministra obrony. Jego następca Mariusz Błaszczak musiał się zainstalować pod innym adresem. I bynajmniej nie streszczam literackiej farsy, tylko politykę uprawianą przez ministrów rządu RP.

Raczej nie łudziliśmy się, że Macierewicz zostanie wykopany na amen z pisowskiej polityki, bo to gość, który ma haki na wielu, w tym na swego prezesa. Nie wiemy, czego dotyczą – choć możemy się domyślać – swoje atuty trzyma przy orderach. I co rusz rzuca atutową kartę na stół – wraca do polityki.

Kaczyński nie może się go pozbyć, bo to on stoi za sukcesem PiS. Mit katastrofy smoleńskiej jest dziełem Macierewicza. Osiągnięcia wiceprezesa PiS w demolowaniu obronności polskiej są niebywałe (ulubione słowo prezesa) – dla niego jednak niewystarczające.

Macierewicz obracał głową, co by tu jeszcze sknocić. Mówiło się, że może objąć posadę marszałka Sejmu, bo to instytucja coraz bardziej fasadowa. Można gnębić opozycję jeszcze dotkliwiej niż to czyni Marek Kuchciński. Niemniej pozory parlamentaryzmu z marszałkiem Macierewiczem byłyby konkurencyjne np. z rosyjską Dumą, a to nie podobałoby się instytucjom unijnym.

No i proszę, Macierewicz wypatrzył dla siebie posadę – prezes Najwyższej Izby Kontroli. Na razie jest po słowie z prezesem, czyli nastąpiły zaręczyny, które proceduralnie mogą zostać skonsumowane. Kaczyński ponoć klepnął Macierewicza. Obecny szef NIK Krzysztof Kwiatkowski kończy kadencję w przyszłym roku, lecz przeciw niemu ruszył proces w warszawskim sądzie, w którym staje jako oskarżony o ustawianie konkursów w podległej mu instytucji.

Czy słowo Kaczyńskiego stanie się ciałem dla Macierewicza i obejmie posadę prezesa NIK? Na pewno byłoby wesoło. Macierewicz mógłby zainicjować każdą kontrolę, która by mu się przyśniła. A fantazję ma on nie byle jaką… Mateusz Morawiecki mógłby się bać nadejścia hord kontrolnych Macierewicza i Misiewicza, gdyż i ten ostatni wróciłby do władzy pod skrzydłami Macierewicza.

Macierewicz uzyskałby bat na wszystkich, miałby możliwości nawet większe niż na poprzednich posadach rządowych. W czasie kadencji prezesa NIK byłby nieusuwalny, zwłaszcza gdyby PiS oddał władzę.

Jak powszechnie wiadomo, Macierewicz w młodości uprawiał skoki do wody, był nawet wicemistrzem Polski w skokach z wieży, dzisiaj też lubi skoczyć do basenu. W polityce zwykle skacze na główkę bez zabezpieczenia, wody bowiem w takim basenie zwykle nie ma. A jednak wychodzi bez szwanku. Jako kontrolujący obecną władzę i przyszłą Macierewicz nie bałby się skoczyć głową do przodu i wyrżnąć o dno.

Kaczyński i Morawiecki – przypisy do Orwella

Konwencja PiS miała zainicjować kampanię wyborczą tej partii z wielkim przytupem, bo prezes został odgrzany, czyli niczego nowego na niej nie zaserwowano. Więcej o sytuacji PiS mówią zdarzenia, o których głucho w mediach, ale odnoszą się do niej bezpośrednio bądź pośrednio.

Odgrzany Jarosław Kaczyński został wprowadzony na konwencję przez ochraniarzy, nie podał nikomu ręki, wszak pomniki tego nie czynią, choć gołębie nic sobie z tego nie robią.

Postraszył prezes zgniłym Zachodem, który zaraża „społecznymi chorobami”. Kaczyński ma problem z zarazkami, a choroba kolana (infekcja) mogła te zarazki uaktywnić i uczynić je złośliwymi. Nie podając ręki współtowarzyszom partyjnym mógł się bać kolejnej inwazji zarazków.

Kaczyński zdefiniował pozycję PiS, które musi się bronić, bo „mamy atak od wewnątrz i zewnątrz”. Czyli nadal polityka oblężonej twierdzy, więc mury, płoty i kordony policji zostaną jeszcze bardziej wzmożone. W Polsce do tego się przyzwyczailiśmy, jak będzie to wyglądało np. w Brukseli, gdy Mateusz Morawiecki, jak Andrzej Duda na antypodach, usłyszy słowo konstytucja?

Prezes ponadto zapewniał, że w tej chwili mamy „istotę demokracji”. Na czym ona miałaby polegać? Trójpodziału władzy nie mamy, sądownictwo stało się partyjne, a Konstytucja jest martwa, łamana chronicznie przez jej strażnika – prezydenta Dudę? Jedyne nowum prezesa to, że „idziemy pod górę”, a nie po prawdę: „Musimy dalej ostro iść do góry, wspinać się”. Skąd do zamiłowanie do taternictwa, alpinistyki, a może to tylko Himalaje zakłamania?

Dostaliśmy więc prezesa bardzo nieświeżego, odgrzanego, zaklinającego rzeczywistość, bo w niej już nie żyje, kontaktuje się tylko z nielicznymi, otoczony kordonem ochroniarzy, aby nie zarażono go.

Nie lepiej wypadł Morawiecki, który zaprezentował 5 propozycji dla samorządów, lecz takimi nie są, to tylko program rządowy. Zatem nastąpi dalsza centralizacja władzy, rząd i samorząd mają iść razem w myśl retorycznego pytania prezesa: „Czy chcemy samorządów, które będą warczały na rząd?”

Morawiecki mówił Orwellem, zapewniał, że nie tylko przestrzegają konstytucji, ale robią to „jednoznacznie”, zaś protestujący, którzy skandują „konstytucja” wyrażają poparcie dla działań PiS.

Można tylko pozazdrościć dzisiejszej młodzieży, bowiem nie muszą czytać Orwella „Roku 1984”, wystarczy, że klikną na YouTube konwencję PiS i mają genialną adaptację dystopii, której tak doskonale nie wyreżyserowaliby ani Polański, ani Pawlikowski, czy też Agnieszka Holland.

W czasie konwencji ruszyły Konwoje Wstydu, które pokazują prawdziwe oblicze PiS, partii ludzi zachłannych, bezkarnych, bez planu dla Polski. Ich jedyny plan to napchać sobie kieszenie.

Miało miejsce inne ważne zdarzenia – Konferencja Komitetu Obywatelskiego przy Prezydencie Lechu Wałęsie, na której Wolontariusze Wolnych Wyborów deklarują, iż obronią demokrację i przywrócą praworządność.

Kaczyńskim należy się tablica w Magdalence

Jeżeli Jarosław Kaczyński jest tak łasy na splendory w postaci tablic w miejcach, gdzie Polacy walczyli z komuszym reżimem, ma wyjście, aby jego nazwisko zostało wykute w spiżu.

Prezes PiS powinien się cieszyć, że w hali 26 Stoczni Gdańskiej na wyspie Ostrów nie zaiwśnie tablica informująca, że przebywał wraz z bratem bliźniakiem w czasie strajku w 1988 roku, nie tylko z tego powodu, że nie zachowało się selfie ze stoczniowcami, ale przede wszystkim dlatego, iż hala należy do cudem ocalałej, cud, że jeszcze stoi.

Zaprasza Kaczyński jakiegoś gościa do hali, aby pochwalić się swoim bohaterstwem, mówi do Orbana: „Viktor, tutaj swoja piersią broniłem 18 tysięcy stoczniowców przed Jaruzelskim”, a przyjaciel Putina pyta: „Dlaczego ich nie widzę, tylko jakieś puchy”.

I miałby rację Orban, bo z kilkunastu tysięcy stoczniowców dzisiaj zatrudnionych jest 100 ludzi. Czyli ostał się ze stoczni ino sznur. A gdyby Wegier dalej grzebał, dowiedziałby się, że stocznia została sprzedana przez władze PiS i odkupiona przez tenże PiS, bo nikt nie chciał jej nabyć.

Ale Kaczyński ma szansę na inna tablicę – w takiej Magdalence, obydwaj bracia w tym słynnym miejscu przebywali, gdy komuchy zostali ograni do imentu. Nie tylko zachowały się fotografie, ale ruchome obrazki z wąsatymi Kaczyńskimi, którzy pili wódkę i „zakanszali” polskimi patriotycznymi korniszonami.

Nic straconego. W Magdalence kuratorem wystawianej tablicy mógłby być Leszek Miller, bądź Aleksander Kwaśniewski. Nikt by się nie naigrywal z prezesa PiS, iż mu kadzą z powodu wątpliwej bohaterszczyzny. Możliwe, że zachował sie nawet jakiś kieliszek, choć wówczas z byle czego nie pito, tylko ze stakana.

Nie ma się czego wstydzić, z takim przesłaniem można trafić do szarego Polaka, wszak naszym idiomem narodowym jest, iż „Polak za kołnierz nie wylewa”.

Tymczasem nadeszła natychmiastowa i zła dla PiS wiadomość z Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który zareagował na pisowski przekaz, iż władza w razie niekorzystnego werdyktu może go zignorować. Jak podaje RMF FM do swego wyroku TSUE podejdzie w sposób bezkompromisowy. Każdy obywatel , którego sprawa będzie się toczyć w Sądzie Najwyższym obsadzonym przez PIS, będzie mógł żądać w przyszłości odszkodowanie. Tą drogą może pójść także Komisja Europejska, z żadaniem nałożenia kar finansowych za nieprzestrzeganie unijnego prawa.

Jarosław Kaczyński jako Łazarz

Musi stać się prawo i sprawiedliwość, aby ten promotor upadku Polski odpowiedział za czyny swoje i tych, którymi się wysługuje.

Co z Jarosławem Kaczyńskim? Niedługo dowiemy się, ile jest w nim Breżniewa (mam na myśli genseka, który występując na Placu Czerwonym, był poruszany jak pacynka). Niedługo, czyli w najbliższą niehandlową niedzielę, którego to dnia po mszy świętej na konwencji PiS prezes wygłosi przemówienie programowe.

Najpierw tę nowinę ogłosił protoplasta postaci Mariusza z „Ucha prezesa”, znany powszechnie jako Mariusz Błaszczak. Potwierdziła Beata Mazurek, znana z tego, że jej najbliższy przyjaciel partyjny Ryszard Terlecki wybiera dla niej suknie w butikach, nawet podała miejsce i dokładny czas akcji: „o godz. 12.00 w Warszawskim Centrum EXPO”.

Z kolei szef sztabu wyborczego PiS na tę kampanię Tomasz Poręba, którego naród poznał bliżej kilka dni temu, bo wpisał się w kroniki medialne, odzywając się do dziennikarza TVN24: – „Odejdź stąd, powiedziałem ci coś, tak? Szczylu jeden”. Nie od rzeczy Porębę należy nazywać ksywką Szczyl. Oto podał filozofię kampanii PiS, godną samego Stanisława Barei z „Misia”, iż partia Kaczyńskiego w samorządach będzie występowała jako opozycja przeciwko „totalnej opozycji”: – „Występujemy z pozycji właśnie partii opozycyjnej w regionach, ponieważ nie rządzimy w 15 na 16”.

Poręba zatem wskazał, co jeszcze dla PiS zostało do zdemolowania – mianowicie 15 województw. Polska jest zniszczona na poziomie centralnym, prawnym i mediów publicznych. PiS-owi potrzebne są sejmiki do dokończenia dzieła zniszczenia.

Wracając do naszego „barana” (za Szekspirem: wracając do tematu) Kaczyńskiego. Jego podręczna (dama do towarzystwa) Joachim Brudziński nie będzie mogła użyć Photoshopa. Raczej w używaniu będzie pani od make-up, będzie miała ręce pełne roboty, aby twarzy prezesa przywrócić używalność.

Prezes ma już pierwszy sukces, od kiedy zachorował na kolano. Oto poszła do Gdańska iskrówka, aby Karol Guzikiewicz, z Solidarności w Stoczni Gdańskiej, wstrzymał się przed odsłonięciem tablicy pamiątkowej w rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, iż w „sierpniu 1988 roku strajkowali razem ze stoczniowcami o przywrócenie NSZZ Solidarność śp. Lech Aleksander Kaczyński oraz premier RP Jarosław Kaczyński”. Czy prezes posłuchał Władka Frasyniuka, który zareagował na dictum Guzikiewicza: – „Jarek pierdo…isz, nie było cię tam”? Wątpliwe! Wygrany jest Guzikiewicz, który może wystawić tablicę na Allegro i zgarnąć sporą kasę.

Oczywiście, w niedzielę prezes potwierdzi stanowisko PiS w sprawie wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, bo Mateusz Morawiecki sam by z siebie nie wydukał, że w razie niekorzystnego wyroku dla PiS jego rząd nie zastosuje się do orzeczenia. Na tyle premier nie jest odważny.

W jakiej pogardzie Kaczyński ma instytucje Unii Europejskiej zależy od jego kondycji psychofizycznej, wszak „mordy zdradzieckie, gorszy sort, element animalny” formułował w lepszych zdrowotnych czasach. A że prezes popluje na Brukselę jest pewne, jak amen w jego niedzielnym pacierzu. Niech Frans Timmermans i Donald Tusk nie martwią się, jeżeli dawka jadu będzie mniejsza niż zwykle. Usprawiedliwieniem jest to, że prezes wchodzi w etap Breżniewa.
Może też dowiemy się więcej o spowinowaceniu Kaczyńskich i Morawieckich, na ślad pokrewieństwa tych rodzin wpadł genealog Marek Jerzy Minakowski. Zastanawia mnie, dlaczego ów Minakowski nie znalazł związków rodzinnych także z Andrzejem Dudą, wszak związki nie tylko krwi łączą wszystkich łajdaków, takich w Polsce szlacheckiej nazywano swojsko – zaprzańcami.

W każdym razie w sferze publicznej ma ożyć prezes Kaczyński, sprawca demolowania Polski, Łazarz – że tak go nazwę. Musi stać się prawo i sprawiedliwość, aby ten promotor upadku Polski odpowiedział za czyny swoje i tych, którymi się wysługuje.

Pisowska trójca mitomanów

Duch Kaczyńskiego z photoshopa, mitoman Morawiecki negocjujący akcesję Polski do UE i Duda całujący klamkę w Australii

Pisowski festiwal konfabulacji rozpoczął sam prezes. Nie ma go, a jakoby ma czuwać. Nieprzypadkowo to brzmi jak tren. Aby jakoś usprawiedliwić nieobecność Jarosława Kaczyńskiego na konwencji PiS w Sandomierzu jego dama do towarzystwa Joachim Brudziński opublikował na Twitterze zdjęcia prezesa niby przebywającego Beskidzie Sądeckim, w górach, w których o tej porze roku bywał w poprzednich latach.

Ale w tamtym roku i dwa lata temu prezes tak ciężko nie chorował, a jeżeli był zdrowy to nigdy mu nie zdarzyło się opuścić konwencji, na których formułuje program walki z demokracją i opozycją. Zdjęcia Kaczyńskiego są ewidentnie z photoshopa, nie potrzeba do tego wielkiego znawstwa estetyki fotograficznej, aby to stwierdzić. I wcale nie chodzi o to, że barwy sylwetki i tła mają inną intensywność, ale że Kaczyńskiego postać raczej zachowuje się tak, jakby właśnie Brudziński wyszedł z nim na korytarz szpitalny i nie śmiał poprosić o uśmiech, bo możliwe, że Kaczyński nie ma na to sił.

Brudziński ma sztamę z Mateuszem Morawieckim, bo jeden pracował w programie photoshop, a drugi konfabulował na konwencji, aż kłamstwa furczały. Morawiecki w mitomaństwie godny jest Kaczyńskiego, który jednak do totalnego zakłamywania rzeczywistości dochodził latami. Morawiecki to prymus mitoman i już dorównuje swojemu mistrzowi. Miał jakoby być w „Solidarności” i walczyć z komunistami, ale pomyliło mu się, bo „Solidarność Walcząca” walczyła z „Solidarnością”. Pomyliły mu się strony barykady – i niestety wraz z tatusiem Kornelem stał tam, gdzie ZOMO.

W Sandomierzu tak się premier rozpędził, że przypisał sobie negocjacje akcesyjne do Unii Europejskiej i robił to „ja sam”. W ten sposób rozpoczęło się zaklinanie budżetu unijnego w nowej perspektywie budżetowej, ten specjalista mitoman od „ja sam” rżnie elektorat tym, iż uzyska większą kasę z Brukseli niż poprzednicy. Tak! – uzyska, ale sankcje.

Od kilku dni stałą personą dramaturgicznej konfabulacji jest Andrzej Duda, jego wyprawa na antypody do Australii i Nowej Zelandii jest godna przygód barona Münchhausena. Miał na drugiej półkuli zakupić fregaty Adelaide, następnie miał być podpisany kontrakt na okręty, aby go zerwać jak Macierewicz umowę na Caracale, a gdy i to nie wypaliło, miało dojść do bilateralnych rozmów z premierem Australii Malcolmem Turnbullem, lecz ten tylko się przywitał z Dudą i Mariuszem Błaszczakiem – nie będzie tracić czasu na bilateralne rozmowy z ludźmi niepoważnymi. Wysłał w zastępstwie – wbrew pierwotnemu planowi – swoich ministrów. To niestety nie polityka wewnętrzna, takie wpadki są na długo zapamiętywane. I nikt już nie zechce na poważnie z tymi panami rozmawiać.

Tak na dzisiaj wygląda pisowska trójca święta mitomanów. Duch Kaczyńskiego z photoshopa, mitoman Morawiecki negocjujący akcesję Polski do UE i Duda całujący klamkę w Australii.

Czy PiS jest akuszerem faszyzmu?

Niemiecki periodyk „Osteuropa” należy do tych renomowanych publikacji politologicznych, które wyznaczają spojrzenie elit politycznych Europy na nasz region, pismo wychodzi od czasu Republiki Weimarskiej, od 1925 roku. Najnowszy numer – istna przeszło 500-stronicowa cegła – zajmuje się dwoma państwami UE – Polską i Węgrami. Pisze w nim 33 autorów, w tym taka znamienita postać nauki, jak prof. Anna Wolff-Powęska, była szefowa Instytutu Zachodniego w Poznaniu.

Zawarta w periodyku ocena pisowskiej Polski nie zaskakuje nas, ale ciągle i wciąż uświadamia, jakie szkody cywilizacyjne ponosimy wskutek rządów partii Jarosława Kaczyńskiego. I tak prezes rządzącej partii jest postrzegany jako ten, który faktycznie nieliberalnie – autokratycznie – rządzi w naszym kraju, a jest opisywany jako „charyzmatyczny przywódca bez charyzmy”. Co zresztą mnie nie dziwi, gdyż Kaczyński jest charyzmatyczny dla pisowskich elit zorientowanych grabieżco w stosunku do budżetu i dobra wspólnego.

Prezes PiS dla swoich jest raczej odnośnikiem ich interesowności, a nie charyzmy. Zaś dla nas sytuujących się w opozycji do jego niedemokratycznych ciągot, pozostanie już na zawsze osobą odstręczającą, która działa na szkodę państwa i społeczeństwa. Autorzy „Osteuropy” twierdzą, że Polska i Węgry dzisiaj nie uzyskałyby członkostwa Unii Europejskiej, gdyż nie spełniają kryteriów kopenhaskich (kryteria te w największym skrócie: instytucje gwarantujące stabilność demokracji, rządy prawa, poszanowanie praw człowieka i praw mniejszości).

Jeżeli dzisiaj nie spełniamy kryteriów członkowskich, wobec tego zasadne jest pytanie, jaka czeka przyszłość Polskę rządzoną przez PiS w Unii Europejskiej? Raczej ta przyszłość sytuuje nas poza Unią, a w dalszej perspektywie w ramionach Kremla, które dla naszej suwerenności będą mniej więcej takie, jak uścisk niedźwiedzia (przeżyją tylko ci z przetrąconym kręgosłupem). To raczej nie przeszkadza Węgrom Orbana, bo wydaje się, że taka już zapadła decyzja w kraju nad Balatonem, a czy na to wyrażą zgodę Polacy? Śmiem twierdzić – ze względu na naszą przetrąconą historię – iż nie będzie zgody Polaków na kuratelę Moskwy.

Autorzy niemieckiego periodyku zauważają, iż władze PiS postrzegają jako wrogów nie tylko instytucje UE i Niemców, ale wrogami jest ta większa część obywateli, która wyznaje wartości otwartego społeczeństwa i liberalnego państwa konstytucyjnego.

Wspomniana historyk Wolff-Powęska pisze, że sytuacja Polski jest podobna do weimarskich Niemiec lat 30-tych ubiegłego stulecia, których rewolucyjny konserwatyzm spowodował to, iż tolerowani przez nich faszyści przejęli władzę. Gdy widzimy jak dzisiaj u nas dowartościowane są faszystowskie marsze w pisowskiej retoryce, jak odpowiedzialny za policję minister Brudziński niczego złego nie postrzega w marszach ONR, zaś funkcjonariuszy nasyła na tych, którzy propagują Konstytucję, to możemy rzec, iż PiS jest akuszerem faszyzmu. Brunatno przedstawia się nasza przyszłość.