Posts Tagged ‘Jarosław Kurski’

Historia koło zatoczyła…

PRL czekoladę Wedla zamienił na wyrób czekoladopodobny o nazwie „22 lipca”. Dzisiaj przyjęta przez Senat ustawa jest wyrobem „prawopodobnym”.

Senat przyjął ustawę o Sądzie Najwyższym bez poprawek. Został już tylko podpis prezydenta

Senatorowie po kilkunastu godzinach obrad zdecydowali o przyjęciu ustawy o Sądzie Najwyższym. Aby weszła w życie, musi zostać już tylko podpisana przez prezydenta.

Obrady Senatu rozpoczęły się o 9 rano. Około godz. 1 w nocy ustawę, wraz ze zgłoszonymi przez senatorów poprawkami, oddano pod obrady komisji. Ta dostała jednak zaledwie kilkanaście minut na dyskusję nad 300 poprawkami. Oczywiście zostały one natychmiast odrzucone i komisja zarekomendowała przyjęcie ustawy o Sądzie Najwyższym.

„Liczyliśmy na dialog”

– W imieniu senatorów PO postanowiliśmy utrzymać nasz wniosek o odrzucenie ustawy w całości – mówił senator Jan Rulewski tuż przed ostatnim głosowaniem. – Ta ustawa pozostaje w głębokim konflikcie z konstytucją. Liczyliśmy na dialog. Świadczą o tym nasze poprawki – uzasadniał.

Po krótkich apelach opozycji, ustawa została natychmiast przegłosowana na sali plenarnej Senatu. Za opowiedziało się 55 senatorów, przeciw było 23, a 2 się wstrzymało.

Tłum reaguje na głosowanie

Przed Senatem słychać było okrzyki: „targowica”, „hańba”, „zdrajcy” i „zamach stanu”. Do zgromadzonych wyszli senatorowie PO, którzy słyszeli z ich strony „Dziękujemy”. Jednocześnie krzyczeli „Zablokujcie” – to już pod adresem senatorów PiS.

Weto prezydenta

Aby ustawa weszła w życie, musi zostać podpisana przez prezydenta. Tymczasem instytucje z całego świata domagają się weta Andrzeja Dudy. Ich lista przytłacza i cały czas się wydłuża.

A TERAZ USIĄDŹCIE WYGODNIE I PRZECZYTAJCIE, DLACZEGO NIE BĘDZIE VETA. I przekażcie dalej. Niech się wszyscy dowiedzą jakiego mamy prezydenta

Jeszcze Polska nie zginęła

Wiceszef „Wyborczej Jarosław Kurski pisze. W czwartek w nocy widziałem pod Sądem Najwyższym ludzi, którzy za własne pieniądze przyjechali wesprzeć protest w Warszawie. Rolnik spod Hrubieszowa, pielęgniarz z Gdańska, studentka z Brukseli, przedsiębiorca z Katowic…

Spotkałem ich wszystkich po nieprzespanej nocy, gdy stanęli w piątek rano przy wejściu do Sądu Najwyższego, pozdrawiając idących do pracy sędziów i pracowników sądu. Owacje, słowa zachęty, uściski dłoni. Jedna pani sędzia nie powstrzymała łez. To nie były łzy wzruszenia, to były łzy rozpaczy. Ludzie płaczą, kiedy wali się ich świat.

Dziesiątki tysięcy zdeterminowanych ludzi dzień w dzień wylegają na ulice w wielu polskich miastach. Przekrój społeczeństwa. Starzy i młodzi. Wielu młodych. Rodzice z małymi dziećmi.

Zamach na Sąd Najwyższy to otwarcie na oścież wrót do autorytaryzmu, do uwięzienia „mord zdradzieckich” i „kanalii” – każdego, kogo wskaże prezes PiS. To kompletna bezbronność obywatela wobec wszechwładnego państwa.

To otwarta droga do rozprawy z mediami, bo dyspozycyjny sąd zadławi każdą gazetę lub przyklepie bezprawne odebranie koncesji stacji radiowej lub telewizyjnej.

To sposób, aby zniszczyć konkurencyjne partie, odebrać im dotacje, wreszcie – sfałszować wybory.

To zapaść demokracji w Polsce i izolacja Polski w Europie. Ale jeszcze nie koniec Polski.

Mimo że wszelka miara została przekroczona, mimo że protestują samorządy prawnicze, związki zawodowe, organizacje społeczne i Unia Europejska – władza się na razie nie cofa i pewnie się nie cofnie.

Czy zostały nam tylko bezsilność, wściekłość i upokorzenie? Poczucie porażki i daremnego trudu?

Przeciwnie. Władza okazała się pyszna, głucha i ślepa – a to niewidoczny początek końca każdej tyranii. Po drugie, udowodniliśmy sobie, że po półtora roku od zwycięstwa PiS staliśmy się wreszcie społeczeństwem świadomym swych obywatelskich praw. Po trzecie, że potrafimy się szybko zmobilizować i z wielką siłą o nasze prawa upominać. A to powinno być dla władzy memento.

W czwartek w nocy przez otwarte okna wpadły do sali komisji Senatu słowa hymnu narodowego. Spierano się o Sąd Najwyższy. Śpiewali demonstranci, a słowa pieśni podjęli senatorowie opozycji. Senatorowie PiS stali w milczeniu.

Kiedy władza boi się obywateli – milknie. Ta władza będzie milkła coraz częściej. Dopóki będziemy pokojowo i masowo demonstrować na ulicach – Polska jeszcze nie zginęła, póki My żyjemy.

PIĘKNY WIDOK Z WARSZAWY. JESZCZE TYLU LUDZI POD PAŁACEM NIE BYŁO. SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY DZIŚ MANIFESTUJĄ W WIELU POLSKICH MIASTACH

Waldemar Mystkowski pisze o Polsce pod pętlą.

Polska pod pętlą

Dzisiaj wybieramy swoją przyszłość, swoją wolność, acz musimy znowu o nią walczyć.

Piątek, 21.07.2017. Zapiski „Polska pod pętlą” mają być postawieniem przed podobnym wyborem, jaki zasugerował w Senacie Jan Rulewski, który przyszedł na obrady w drelichu więziennym z wpiętą powyżej pasa białą różą. To my decydujemy, choć innym wydaje się, że decydują za nas: co będzie nie tyle symbolem Polski, a naszą codziennością, rzeczywistością polityczną.

Co wybierzemy? Czy mamy na tyle w sobie przekonania, determinacji, że staniemy twardo niewzruszenie po swojej stronie? A jeżeli stajemy za sobą – jeden za drugim, jeden obok drugiego – to kto stoi naprzeciwko? Czy ten naprzeciw nas jest wrogiem, czy interlokutorem? Czy jednak mamy się dogadać, przekonać, zawrzeć kompromis? Pokonać, czy wejść w alians?

Ja jestem przekonany do swoich racji. Ale czy on też? Czy tylko został postawiony przypadkowo, wbrew sobie, a może tylko dla korzyści chce być moim wrogiem, może ten cynizm dzisiaj mu się opłaca, a jutro jest w stanie z niego zrezygnować?

Zauważmy, iż dzisiaj polityka wdarła się w naszą egzystencję. Wszystko jest polityką? Jak kiedyś odniósł się do pozornie innej sfery Edward Stachura „Wszystko jest poezją”. A Zbigniew Herbert w podobnej egzystencjalnej sytuacji stanu wojennego pisał „Raport z oblężonego miasta”: „wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza / zapisuję – nie wiadomo dla kogo – dzieje oblężenia”.

Już z tego cytatu widać, iż sytuacja Herberta (i moja) była inna, niż dzisiaj. Była przegrana, Herbert czuł się przegrany, a jednak po 7 latach mógł stwierdzić: myliłem się, bo wygrałem. Pointa tego wspaniałego wiersza jest następująca: „patrzymy w (…) twarz zdrady // i tylko sny nasze nie zostały upokorzone”.

Mimo że nie mamy wpływu na sny, wówczas były wolnością od polityki. W tym samym czasie tuż po pacyfikacji w kopalni „Wujek” pisałem „Pytanie z pętlą” („Wilgotny język polski”, PIW 1989). I pointowałem zupełnie inaczej niż Herbert: „Robotnik zdejmuje pętlę z szyi i uderza” (cytat z pamięci, bo nie mam w domu swojej książki, a nie chce mi się iść do biblioteki).

Dzisiaj zatem nie jest tak źle, na jawie wybieramy swoją rzeczywistość, swoją przyszłość, swoją wolność, acz musimy już o nią walczyć. Przygotowywana jest dla nas pętla, w której chcą nas zamknąć. Wydają na razie na nas wyrok, a potem poprowadzą.

Wybiegam naprzód, acz chcę być kronikarzem dzisiaj, lecz nie tym herbertowskim z „Raportu…”. Wczoraj stanąłem na placu Wolności w trochę innym miejscu, niż zwykle staję w czasie protestów. Stanąłem na podeście, spojrzałem na morze ludzi, na 10 tysięcy tych „jeden obok drugiego”, na poznaniaków wylewających się na ulicę, że wstrzymane zostały po raz pierwszy kursy tramwajów.

I pewnie wszystko przebiegłoby, jak poprzednimi dniami, gdyby nie dziecko obok na rękach dwudziesto-kilkuletniej mamusi. Dziewczynka zaczęła płakać, a w tym czasie przemawiał Tomasz Piątek (ten od Macierewicza). Chciałem go posłuchać, bo nawiązał do wątku autobiograficznego, jak zaczynał pisanie we Włoszech. I nie było mi dane dowiedzieć się o Piątku, bo zacząłem stroić miny do dziecka, robić na nosie dylu na badylu, czy też trele morele. Dziecko jedno-dwuroczne z płaczu wpadło w śmiech, więc dalej zabawiałem, robiłem teatrzyk, już nie obawiałem się, że będzie płakać, ale nie potrafiłem inaczej i uznałem, że ten nasz protest płaczowo-śmiechowo-dylowy jest wartościowszy niż wspaniałych 10 tysięcy poznaniaków. Do tego teatrzyku dołączyła dziewczynka trzy-czteroletnia, którą ojciec posadził sobie na barana. Dołączyło potem jeszcze jedno starsze dziecko.

Protestowaliśmy w ten inny sposób nawet w trakcie czytania Konstytucji RP. Nie napiszę, jak to przebiegało w czasie 10-minutowego milczenia przy „łańcuchu światła” ani przy odśpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego, bo zostanę posądzony o sprofanowanie słusznej walki społeczeństwa obywatelskiego.

Dzisiaj słyszę, że minister od policji* (niektóre nazwiska w przypisach), który nie był na manifestacji, twierdzi, że manifestujący to byli spacerowicze. Na placu Wolności staliśmy przeszło godzinę, a spacerował – acz nie na spacerniaku – Jan Rulewski w więziennym drelichu ze swego miejsca w Senacie do trybuny senackiej.

Co do spacerów. Chciałem się swoim spacerem przyłączyć do ostatniej miesięcznicy na Placu Zamkowym i Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, ale policjant przy policjancie – oraz barierki – bronili procesji prezesa i ministra z różańcem.

Nie zbieramy się po to, aby się odgrodzić. Nie manifestujemy, aby być zniewolonymi przez policję i barierki, ale po to, aby spacerować. Aby matki i ojcowie z dziećmi nie przychodzili na manifestacje, a ja na nich je zabawiał, bo one też są wkurzone, że muszą być razem z walczącymi rodzicami – wówczas płaczą.

Polacy nie dadzą sobie założyć pętlę na Polskę, bo nie jesteśmy zniewoleni, jak ci podczas procesji chowający się za policjantami i barierkami. Jak to teraz powiedział Lech Wałęsa: „Może bronić demokracji trzeba będzie drogą niedemokratyczną”, a ja jak napisałem w grudniu 1981 roku: zdjąć pętlę z szyi i … Nie damy się zamknąć w pętli i prowadzić naszą wolność na szafot, na rzeź.

WSTYD I HAŃBA DLA SENATU. NIGDY WAM TEGO NIE ZAPOMNIMY!!!

CZY MOŻNA TO PIĘKNIEJ UJĄĆ? 🙂

>>>

TAKIE PROSTE A TAK NAS ROZBAWIŁO :))) WAS TEŻ? 🙂

Wiceszef „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o dumie Kaczyńskiego, Macierewicza, Boeinga – Wacławie Berczyńskim. Ta sprawa nie ma precedensu w historii III RP. Dewastuje wiarygodność Polski jako członka NATO, a nawet zwykłego partnera handlowego.

Szefowie koncernu lotniczego Boeing mogą być pewnie dumni z inwestycji w swojego wieloletniego pracownika Wacława Berczyńskiego. Koszty jego studiów w Ameryce i udzielonego mu kredytu na zakup domu zwróciły się z niebotyczną nawiązką. Wacław Berczyński to dla Boeinga inwestycja o rentowności setek tysięcy procent.

Berczyński sam się przyznał „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, że to on „wykończył caracale”, czyli że doprowadził do unieważnienia przetargu na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii. MON temu stanowczo zaprzecza. Niewiarygodny w sprawie caracali Berczyński jest za to wzorcem wiarygodności w sprawie bomby termobarycznej.

Unieważniony przetarg wygrała konkurencyjna wobec Boeinga europejska firma Airbus Helicopters. Berczyński miał ten przywilej, że przez wiele miesięcy za zgodą kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej, a bez wymaganego certyfikatu miał dostęp do poufnej dokumentacji przetargowej. Nie wiadomo, co z nią robił i jak z niej korzystał. W Paryżu w trakcie konsultacji przetargowych służył Antoniemu Macierewiczowi za doradcę. Wartość niedoszłego kontraktu to 13,5 mld zł i drugie tyle w offsecie.

Cóż za zbieg okoliczności, że mniej więcej w tym samym czasie MON bez przetargu, tzn. z wolnej ręki, podpisał kontrakt z Boeingiem na dostawę trzech samolotów dla VIP-ów. Wartość kontraktu – 2,5 mld zł!

Gdy sprawa się wydała, Wacław Berczyński, a dla Macierewicza Wacek, nie niepokojony przez polską prokuraturę czy CBA po prostu poleciał za ocean, i tyle go widzieli.

Ta sprawa nie ma precedensu w historii III RP. Dewastuje wiarygodność Polski jako członka NATO, a nawet zwykłego partnera handlowego. Sprowadza Polskę do ligi krajów niepoważnych, rządzonych przez typy ludzkie znane z serii filmów „Gang Olsena”, choć nie tak dobroduszne.

To prawdziwa afera. Politycy opozycji, a zwłaszcza media, powinni wyjaśnić ją do samego spodu. Nie wolno pozwolić jej przyschnąć.

WIECIE ILE TON OŚMIORNICZEK MOŻNA ZJEŚĆ ZA 5 MLD ZŁ? TO JEST DOPIERO !!

Waldemar Mystkowski w dwóch tekstach.

Stowarzyszenie „Tama” pisze do Błaszczaka – pierwszego do ucha prezesa

W kraju rozum stanął na głowie i bynajmniej z tego powodu władza nie ma go więcej, bowiem u góry znalazły się cztery litery. Co z nimi mają począć obywatele? Obywatele – jako Polacy, obywatele ze stowarzyszeń takich, jak KOD i Obywatele RP, obywatele z opozycji wobec władzy postawionej na głowie. Czyż na głowie nie jest postawiony symbol białej róży, o którym wyraził się prezes PiS: „te białe róże to symbol nienawiści i głupoty”.

Jarosław Kaczyński raczej nie jest geniuszem, a wręcz przeciwnie. Nie potrafi więc przewartościować języka symboli, pojęć, a przede wszystkim języka polskiego. Z białą różą przyszli do niego ludzie, którzy w ten subtelny sposób zakomunikowali: gościu, przestań uprawiać makabreskę na trumnie brata. Masz problem, oddaj się w ręce fachowców, do których zaprowadzą cię pielęgniarze.

85. miesięcznica, a w zasadzie seans nienawiści na prospekcie nr 1 w Polsce (Krakowskie Przedmieście), to nie teatr plenerowy, turyści zagraniczni mogą bić brawo, bo takiego odjazdu nie mają u siebie. Zbiorowe naćpanie się haszem tylko w Polsce!

Moi rodacy muszą walczyć z takim postawieniem rozumu na głowie. Czy ktoś mógłby mi zakomunikować, co wniósł do dobra wspólnego „pan” Kaczyński? Rozglądam się i nie widzę, nawet retorycznie same plusy ujemne: gorszy sort, element animalny, białe róże jako symbole nienawiści.

Protestujący nie zakłócają żadnej miesięcznicy, to miesięcznica zakłóca porządek rozumu. Ani brat Jarosława – Lech Kaczyński – nie był bohaterem, ani nie zginął rok temu, gdyż siedem lat żałoby od 2010 roku to siedem lat klęski.

Kaczyński chce Polakom zaproponować nienormalność, rozum postawiony na głowie, zaś u góry owe cztery litery. Przeciw temu protestują normalni Polacy. Przeciw czterem literom jako rozumowi. Podczas ostatniej miesięcznicy zostali zatrzymani protestujący, a niektórym z nich postawione zostaną zarzuty zakłócenia porządku publicznego „uroczystości o charakterze religijnym”. Czyżby uroczysko pogańskie zostało przeniesione z Bemowa, a może z Tworek, na Krakowskie Przedmieście? Czujecie ten odjazd?

Przedstawiciele stowarzyszenia „Tama” skierowali list do ministra Mariusza Błaszczaka, w którym piszą: „Kłamstwem jest, że chcieliśmy uniemożliwić przejście osób uczestniczących w miesięcznicy. My wyrażamy swój pokojowy protest przeciwko wykorzystywaniu tragedii smoleńskiej do partykularnych interesów posła Kaczyńskiego i PiS-u”. Błaszczak to ten minister, który w występuje w „Uchu prezesa” jako Mariusz. To on pierwszy pluje do ucha Kaczyńskiego (pierwszy do ucha prezesa). Czy przekaże prezesowi, że z nim jest coś nie tak? Że stanął – drabinka z Tesco została zamieniona na podest z Castoramy – mu rozum na głowie?

No i najwartościowsze pytanie. Do jakiego ucha będzie mówił Mariusz z „Ucha…”? Do tego ucha u góry, czy u dołu, bo prezesa cztery litery znajdują się w miejscu głowy.

KANCELARIA PREZYDENTA OKREŚLIŁA WAŻNOŚĆ SPOTKAŃ DUDY

Kayah i trup Kurskiego

Niestety, na czele telewizji dawniej publicznej, a obecnie oględnie nazywając – gadzinówki – stoi niezbyt inteligentny człowiek Jacek Kurski. To, co zrobił z telewizją utrzymywaną z naszych pieniędzy, każdy „odważny” może zobaczyć.

Wszak odwagą jest zobaczyć nieprofesjonalizm, nieetyczność, amoralność. Zdecydowanie większą odwagę trzeba mieć dzisiaj w sobie niż w czasach Jerzego Urbana. Wówczas dotyczyła ona tylko programów informacyjnych, dzisiaj programów niemal wszystkich. Acz przestrzegałbym nazywać stan obecnej TVP dnem, bo posługując się Stanisławem Jerzym Lecem, możemy spod dna usłyszeć pukającego Jacka Kurskiego. Dno pasuje do tego człowieka, pasuje także znakomity wiersz Zbigniewa Herberta „Potęga smaku”.

Kurski nie wie, co mówi, lecz nie należy spodziewać się wiedzy semantycznej od kogoś, kto ponoć ocenił możliwość występu Kayah na 54. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu podczas zaplanowanego tam jubileuszu 50. lat na scenie Maryli Rodowicz. Człowiek z dna Kurski możliwość występu Kayah ocenił: „Po moim trupie”.

Czujecie? Dno, Kurski, trup. Tak! Czujecie zapachy rozkładające się z tego człowieka. Fetor kompetencji, człowiek, który niczego nie potrafi, któremu pan Bóg nie dał inteligencji, za to poczucie smaku (absmaku) na poziomie Zbigniewa Martyniuka.

Mogę wyrazić w tym miejscu pretensje do Maryli Rodowicz, iż nie odmówiła występu, mam jednak świadomość, iż za rok i dwa, będzie to jej 51. i 52 jubileusz. Mam świadomość, że tacy Kurscy z odpowiednim zapaszkiem z dna mają dokładnie gdzieś dobro kultury polskiej.

Kurski zostanie ze swoim trupem za zawsze, lecz nauczka nie powinna iść w las. Gdyby wieczność istniała, gdybyśmy przenosili się z bytu w niebyt w postaci, jaką znamy na tym padole łez, piekłem byłoby wysłuchiwanie talentów Martyniuka – bliskich Kurskiemu.

Piekło muzyczne jest wybrukowane Martyniukami. Piekło estetyczne i IQ – truchłami Jacka Kurskiego. Co wcześniej wydawało się niemożliwe, ale trzeba było czekać, aż po władzę sięgnie PiS. „Dziwny jest ten świat”.

DZIŚ POWINNI WZIĄĆ PRZYKŁAD Z MARSZAŁKA. ONR ZASŁUŻYŁ NA CAŁKOWITY NIEBYT. WSTYD, ŻE PiS NIC Z TYM NIE ROBI.

Kleofas Wieniawa pisze o kolejnym sukcesie PiS.

PiS to partia sukcesu. Czego się nie dotkną, zamieniają się w Midasa. To znaczy Midas prezes Kaczyński zamienia wszystko w kruszec.

A jak wiadomo złoto jest niejadalne, więc nie dziwmy się, że taki Waszczykowski jest niejadalny. Kononowicza jakoś przetrawisz, Waszykowski stanie w każdym gardle.

Był już jego sukces 1:27 (bo przecież sukcesem jest pokonać rozum, czego dowodem są kwiaty wręczane przez Kaczyńskiego na lotnisku Beacie Szydło).

Waszczykowski jako niestrawne złoto ogłosił, że „Polska nie spotkała się z fala krytyki przed ONZ”.

A kto śmiałby krytykować niestrawnego Waszczykowskiego? Jacyś rowerzyści, wegetarianie. a może Macron?

Rada Praw Człowieka przy ONZ wydała 185 rekomendacji dla Polski w „zakresie ochrony praw człowieka”. W języku tej organizacji – podobnie jak Komisji Europejskiej – są to zalecania, co należy poprawić, aby należeć do cywilizacji zachodniej.

Ładnie, prawda?

Był już sukces 1:27.

Teraz mamy sukces światowy – 1:185.

Komuna, jaka była, taka była. Wiedzieliśmy, że przyniesiona została na bagnetach z Moskwy. Ale PiS? Sami z siebie wykreowaliśmy to łajdactwo, takich Kononowiczów – przepraszam: Midasów – jak Waszczykowski i jego prezes symbolista (modernista) w zakresie metafory „białej róży”.

Grafomani? Proszę nie obrażać grafomanów.

JAKI PIĘKNY APEL WPROST Z CENTRALI PRAWYCH I SPRAWIEDLIWYCH. PROSZĄ ABY JUŻ NA NICH NIE GŁOSOWAĆ 🙂

>>>

JEŚLI TAK SOBIE RADZI Z TELEFONEM, TO JAK PORADZIŁBY SOBIE Z KOBIETĄ? I jak on ma kierować rządem, prezydentem i Polską? Przez etui?

Wiceszef „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o kłamstwie smolenskim. Siedem lat Antoni Macierewicz z błogosławieństwem Jarosława Kaczyńskiego zwodzi – rodziców, wdowy i wdowców oraz dzieci i bliskich ofiar – kolejnymi spiskowymi teoriami. Słuchanymi z nadzieją, bo owej bezsensownej śmierci nadawały sens właśnie.

Nadchodzi siódma rocznica, 84. miesięcznica, 364. tygodnica katastrofy smoleńskiej. Znów z ust Jarosława Kaczyńskiego padną oskarżenia o zdradę, śmiertelny spisek i zamach na życie prezydenta. Znów będzie mówił, że „choć potężne siły nam przeszkadzają, to zbliżamy się do prawdy”, że „prawda jest już blisko”.

Jest dokładnie na odwrót. To prawda o Smoleńsku zbliża się do was.

Latami dawaliście fałszywe świadectwa. Utopiliście w błocie pomówień wybitnych urzędników i oddanych państwu lotniczych ekspertów z komisji Macieja Laska i Jerzego Millera. Lżyliście prokuratorów prowadzących śledztwo. Mnożyliście oparte na fałszywych dowodach insynuacje o zmowie Tuska i Putina, jednym, dwóch i trzech wybuchach, sztucznej mgle, rozpylonym helu, trotylu… Mówiliście, że samolot rozpadł się w powietrzu, że wrak leżał gdzie indziej, że trzy osoby przeżyły i że dobijano rannych…

Siedem lat Antoni Macierewicz z błogosławieństwem Jarosława Kaczyńskiego zwodzi – rodziców, wdowy i wdowców oraz dzieci i bliskich ofiar – kolejnymi spiskowymi teoriami. Słuchanymi z nadzieją, bo owej bezsensownej śmierci nadawały sens właśnie.

Co dziś macie im do powiedzenia?

Rządzicie absolutnie od 18 miesięcy. Zrobiliście czystkę w prokuraturze wojskowej, powołaliście nową komisję badania wypadków lotniczych. Osobna smoleńska podkomisja pracuje przy MON.

Macie wszystko: swoją prokuraturę, swoich ekspertów z Polski i zagranicy, nieograniczone środki. Mimo to nie jesteście w stanie w najmniejszym stopniu podważyć ustaleń komisji Laska i Millera, bo ich podważyć się nie da. Bo wasze kłamstwa zderzają się z faktami, z twardymi dowodami, z prawami fizyki i aerodynamiki. Prawa Newtona czy zasady zachowania pędu nikt jeszcze nie pokonał.

Kłamaliście o Smoleńsku, bo kłamstwo torowało wam drogę do władzy i do zemsty. Dziś opada maska, a im więcej będzie mijać czasu, tym bardziej odsłoni się wasza groteskowa bezradność.

Grzebiecie w popiołach jak starogermańskie ludy, które nie pozwalały odejść zmarłym, a ich doczesne szczątki przenosiły ze sobą z miejsca na miejsce.

Nie dajecie spokoju zmarłym, nasyłacie prokuratorów na święte groby, by o świcie otwierać trumny. Pogardzacie uczuciami rodzin, które się na to nie godzą, a ponad ich wolę przedkładacie zemstę na urojonym wrogu za urojone winy. Wiecie, że ekshumacje już niczego nie wyjaśnią, ale rozkopujecie groby, by wykazać tylko „nieprawidłowości” i „zaniedbania”. Mącicie i wzniecacie niekończące się wątpliwości po to tylko, by powiedzieć „wina Tuska” i by odsunąć odpowiedzialność od ludzi ze swojego obozu.

Kłamaliście cynicznie. Narodową żałobę zmieniliście w polityczny spektakl. Ludzką tragedię w partyjny wiec. Święte symbole w patriotyczny jarmark. Krzyż na Krakowskim Przedmieściu w cep na waszych wrogów. Od siedmiu lat depczecie uczucia tych, którzy żałobę przeżywają głęboko, ale w ciszy i bez ostentacji.

Tylko że wy nie milczycie – wy oskarżacie, chowając się za krzyże, modlitwy, ołtarze i ornaty, mieszając sacrum z profanum; to, co prywatne, z tym, co państwowe.

Dziś waszej herezji nadajecie status państwowy. Myślących inaczej usuwacie z Krakowskiego Przedmieścia, bo „Polska zwycięży, a zdrajcy przegrają”. Ale mimo propagandy rządowych i prorządowych mediów coraz mniej ludzi wierzy w zamach.

Dlatego gdy tylko w swoim gronie znów będziecie wykręcać sens słów, gdy obchodzić będziecie kolejną rocznicę „zamachu smoleńskiego”, czcić „poległych” i sławić ich „męczeństwo”, pamiętajcie, że ludzie wiedzą, iż ta rocznica to też rocznica wielkiego kłamstwa. Waszego kłamstwa.

NIE PORÓWNUJMY BEATY SZYDŁO DO PREMIERA. POZA TYM W ŚWIEBODZICACH NIE MA LOTNISKA…

Michał Ogórek pisze o Zbigniewa Ziobrze. Rodzina ministra Ziobry dość przytomnie z powodu zwycięstwa PiS postawiła na ubezpieczenia, ale i tak jej to nie pomogło.

W kręgach związanych z ministrem Ziobrą alarmują, że na skutek jakichś przetasowań w spółce PZU pracę w zarządzie mają stracić jego żona i brat. Jak się tam znaleźli, nie wiadomo i nie ma to nic do rzeczy. Widać tylko, że jest z nimi tak jak w dawnych czasach z członkami PZPR, którzy nigdy do tej partii nie wstępowali, a jedynie byli zawsze stamtąd represyjnie wyrzucani.

Rzuca się w oczy to, że rodzina ministra Ziobry dość przytomnie z powodu zwycięstwa PiS postawiła na ubezpieczenia, ale i tak jej to nie pomogło.

Jest to jednak tylko przedsmak kataklizmu: przecież całe klany zostaną w Polsce bez środków do życia po ich nieuchronnym wyrzuceniu ze spółek skarbu państwa. Zważywszy na liczbę rodzin, jaka została w nich zatrudniona, szykuje się eksplozja bezrobocia. Przy okazji okaże się też, czy w społeczeństwie moralne potępienie nepotyzmu przy zatrudnianiu obejmie również plemienne wywalanie.

Jedyne, co może zrobić PiS, aby ochronić jakoś swoich ludzi, to – póki może – uchwalić jeszcze ustawę, że nie można wywalać z roboty wszystkich żywicieli jednej rodziny naraz.

„Jak patrzę na niektórych polityków z PiS, to myślę, że o czymś takim jak patriotyzm czy Polska nie mają pojęcia”

Waldemar Mystkowski pisze o Ziobrze i Morawieckim.

Na temat nepotyzmu wicepremier Mateusz Morawiecki ma jednoznaczne zdania: „Każdy gdzieś musi pracować”. W ten sposób PiS załatwia problem zawłaszczania państwa. Działacze tej partii, rodziny i pociotkowie polityków obsiedli państwowe spółki jak szarańcza.

Takie upartyjnienie państwa do tej pory się nie zdarzyło. Kompetencje nie są wymagane, bo tych nie posiadają nawet – a zwłaszcza – politycy PiS. Sam Morawiecki choć przed sprawowaniem wysokiej funkcji w rządzie był prezesem BZ WBK, lecz tylko dlatego, że właścicielom Santander potrzebna była twarz (czyt. nazwisko), a nie rzeczywiste umiejętności i sukcesy zawodowe w finansach i myśli ekonomicznej.

W rządzie PiS trwa walka o wpływy w najbardziej intratnych państwowych spółkach. Polem walki był Państwowy Zakład Ubezpieczeń, który dziwnym trafem do niedawna znajdował się pod wpływami Zbigniewa Ziobry. Minister sprawiedliwości obsadził w PZU jako prezesa Michała Krupińskiego, który nazywany jest złotym dzieckiem PiS. Jakoś ta złota jakość jest ulubiona w PiS, bo sam Ziobro był nazywany „złotym chłopcem” przez o. Tadeusza Rydzyka.

Wartość tych ludzi jest raczej bliższa tombakowi. Ten Krupiński z nadania Ziobry stracił jednak posadę prezesa za sprawą Morawieckiego, który wygrał walkę o wpływy w PZU. Morawiecki więc wyrzucił z roboty złote dziecko PiS, ale Krupiński jest kuty na cztery łapy cwaniaka (złoty cwaniak). Przeczuwając, że Morawiecki tak go potraktuje, poszedł na L4, a chorobę w Krupińskim dojrzała jego rodzona mama, która jest lekarzem.

Można powiedzieć „złota rodzina Krupińskich”, choć synek stracił robotę, to na chorobowym pobiera 80 proc. dotychczasowego uposażenia, czyli 80 tys. zł miesięcznie zgarnia do kieszeni ten złoty cwaniak.

PZU dla Ziobro to było złoto samo w sobie, bo w państwowej spółce zatrudniony był też brat Zbigniewa, Witold Ziobro, którego możemy nazwać „złotym bratem”, a w spółce PZU Link 4 pracowała żona Ziobry, Patrycja Kotecka, „złota żona”.

A Morawiecki usprawiedliwia: „Każdy gdzieś musi pracować”. Taka jest pisowska moralność, która w opozycji do złota jest moralnością z tombaku.

CHORĄŻY BARDOŃ NIE WIERZY, ŻE PREZES SIĘ WYLECZY. A WY? 🙂

>>>

tlum

„Rodziny posła Sławomira Nitrasa, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nie wpuszczono do Sejmu”

klamali

Wicenaczelny „Wyborczej” Jarosław Kurski radził na święta. Nie ma w całym roku drugiej takiej chwili, w której polityczne podziały ujawniałyby się tak boleśnie jak podczas wigilii. I żadne rytualne deklamacje – wygłaszane przez czynniki partyjno-rządowe o tzw. wspólnocie – tego nie zmienią.

wigilia

Mam w kwestii „wigilii w skłóconej rodzinie” osobiste doświadczenia, ale jestem ostatnim, który by komukolwiek chciał radzić. Sprawa to delikatna, bardzo indywidualna.

Jak przetrwać tę wigilię, niech się więc każdy martwi sam, ale o to, by polska demokracja nie podzieliła losu świątecznego karpia – powinniśmy się martwić wszyscy.

Dwa usypane naprzeciw siebie szańce ugruntowują władzę PiS. Im bardziej twierdze oblężone, mury wyższe, fosa głębsza – tym dla władzy dogodniej. Dlatego ta władza piętnuje opozycję jako przestępców i wyzywa uczestników ruchu KOD od komunistów, złodziei, ubeków, gestapo.

Bo to integruje obóz władzy. Przez głęboką fosę trudno kogokolwiek przeciągnąć do obozu demokracji.

c0esr1lxeaizpn5

Wielu ludzi z wielu powodów zagłosowało na „dobrą zmianę”, ale dziś nie czują się z tym komfortowo. Bronią swej decyzji sprzed roku, ale zaczynają mieć wątpliwości. Piętnowanie ich przy rodzinnej wigilii wpychałoby ich na powrót do obozu władzy.

Rozmawiajmy, wczuwając się w racje drugiej strony, z kolędą w tle, bo „muzyka łagodzi obyczaje”, o czym nie zdążył się przekonać pewien marszałek.

Każdy bowiem wyborca, który oddał głos na PiS, a dziś byłby gotów głosować inaczej – jest na wagę złota, liczy się podwójnie. Niechby autorytaryzm stracił jeden głos, a demokracja jeden zyskała.

Może demokracja zyska głos rolnika, który ziemię może kupić, ale jedynie za pośrednictwem księdza. Może zyska głos nauczyciela z gimnazjum. Głos kobiety, której odmówiono legalnej aborcji. Głos rodzica, któremu przeniosą dziecko do innej podstawówki. Głos mundurowego, któremu obcięto emeryturę. Głos wojskowego, któremu zdegradowano dowódcę. Górnika, któremu zamknięto kopalnię. Frankowicza, którego wystrychnięto na dudka. Sędziego po dyscyplinarce. Mieszkańca terenów sąsiadujących z obwodem kaliningradzkim, który już nie kupi tańszej benzyny. Itd., itp.

tu-jest

Pogadajmy ze szwagrem radnym PiS nie tylko o polityce, raczej o wycince drzew, o droższych samochodach, franku i dolarze. Żadnej nachalności, ot, rodzinny small talk przy barszczu z uszkami i kutii – byle bez awantur. No i kolędy, koniecznie kolędy – łagodzą obyczaje!

Wigilia to dobry czas. Rozmawiajmy, podsycajmy w sobie ciekawość, co myśli druga strona. Może się czegoś o niej dowiemy, a sami więcej zrozumiemy. Będziemy tu przecież żyć obok siebie, wszak połowa Polaków z Polski nie wyjedzie. Nawet wtedy, gdy Jarosław Kaczyński przegra wybory i stanie na czele zjednoczonej opozycji.

c0etbpqxeaapkgp

Podział społeczny to nie jest specyficznie polska cecha. Polska jest tylko temperatura sporu, jak ta, która doprowadziła do śmierci Gabriela Narutowicza, polska jest zapiekłość i pragnienie zemsty, jaką po wrześniowej klęsce władze Rzeczypospolitej na uchodźstwie objawiały wobec piłsudczyków i sanacji. Polska jest nasza swarliwość – i my sami na wskroś polscy.

(DZIĘKI SUPER NIANI TO BYŁA SUPER WIGILIA. SZACUNEK.)

c0e33mnxaaaumv9

Przestrzegał nas przed nami samymi nieodżałowany Jan Nowak-Jeziorański. Mówił: „My, Polacy, jesteśmy największym zagrożeniem dla Polski”, „to my nie umiemy udźwignąć naszego sukcesu i naszego zwycięstwa”.

Życzę sobie i nam wszystkim, byśmy umieli. Byśmy w godzinie próby stanęli na wysokości zadania.

Gdy zaświeci pierwsza gwiazdka, myślami będę z posłami opozycji na ciemnej i zimnej sejmowej sali, a o północy – na nietypowej w tym roku pasterce – przed Sejmem.

Pamiętajmy o idiotach.

tomasz-sakiewicz

TO DOPIERO POCZĄTEK PROPONOWANYCH ZMIAN. CZYTAJ LINK:

c0e2kfixeaad_dt

Waldemar Mystkowski pisze o sensie protestu w Sejmie i przed Sejmem oraz o życzeniu Polaków.

zyczenie

Czego powszechnie Polacy sobie życzą, raczej wiemy, a przynajmniej intuicyjnie. Takie życzenia wyrażają protestujący posłowie w sali obrad podczas świąt Bożego Narodzenia. Mamy do czynienia z takim ze zjawiskiem nader rzadko, a może wcale nie spotykanym w skali globalnej.

To wnosimy oryginalnego w wianie dla ludzkości, Europy. Część elit politycznych nie godzi się na demontaż ustroju demokratycznego, opisany w literaturze przedmiotu, którzy dostają wsparcia od społeczeństwa obywatelskiego wyrażającego większość narodu.

c0e7cgexuaaz1ad

Takie zjawiska jak wigilia Bożego Narodzenia i same święto pod Sejmem i na sali plenarnej Sejmu przechodzą do pamięci i do historii. To jest trwałe, bo potrzebuje nie lada wysiłku od uczestników, wcale nie takiego wysiłku powierzchownego politycznie, że protestuje się za sprawą nie podlegającą dyskusji, ale wysiłku wewnętrznego, za który się płaci rzeczywiste ceny, wysiłku z gruntu psychologicznego, egzystencjalnego. Wszak najważniejsze są nasze głosy wewnętrzne, ten w środku nas aniołek i ten diabełek. To one nas rozrywają wewnątrz, „debatują”.

Z tym się zmagają posłowie Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej protestujący w Sejmie. I to wnętrze wykuwa w nich szlachetność, a nie gorsza czy lepsza retoryka na konferencjach prasowych. Polityczny protest w Sejmie i pod nim to cezura, która wpisze się na trwałe w historii Polski i to po stronie tej najszlachetniejszej.

oplatek

Niemniej ważne są życzenia wszystkich Polaków, życzenia polityczne dotyczące zjawisk społecznych i osób. Czego sobie życzymy, kogo sobie życzymy, a kogo nie.

W ramach świątecznego życzenia portal OKO.press zapytał o to Polaków. Pytania dotyczyły tematów obecnych na agendzie roku 2016, jak wprowadzenia reformy (bądź deformy) edukacji, protestów ulicznych, czy ma być ich więcej i czego mają dotyczyć, i bardziej szczegółowo pytano, odebrać stopnie generalskie postaciom spoczywających już na cmentarzu, Jaruzelskiemu i Kiszczakowi, czy też nie.

c0evnuxw8auamjm

Wyniki życzeń świątecznych Polaków sukcesywnie będą publikowane, na pierwszy ogień poszedł mniemany dla siebie Konrad Wallenrod PiS, Stanisław Piotrowicz. Jako prokurator w PRL-u formułował zarzuty w stosunku do postaci opozycyjnych, a po roku 1989 roku jego „bohaterstwo” dalej było zakonspirowane i bronił pedofilii księdza z Tylawy.

OKO.press zadało pytanie, czy Piotrowicz ma nadal być przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, być taranem politycznym swego szefa Jarosława Kaczyńskiego, który na „sukces” byłego prokuratora reaguje rechotem aprobaty. Literacko owe zjawisko można byłoby nazwać bezwarunkową reakcją przepony na demontaż demokracji.

Otóż Polacy życzą sobie w sprawie złowieszczej postaci Piotrowicza: ustąp, odejdź. 59 proc. ankietowanych życzeń wyraża się: Piotrowicz musi odejść. Toleruje go tylko 19 proc.

c0ecjkcwqaarnd

Cząstkowe badania dotyczyły Piotrowicza przeszłości i teraźniejszości. Działalność prokuratorska w PRL tarana Kaczyńskiego jest w miarę obojętna dla najmłodszych, tylko 47 proc. młodzieży (18-24 lata) jest za dymisją Piotrowicza, najbardziej krytyczni wobec jego peerelowskiej działalności są 50-latkowie, nieco większa była zgoda u ludzi po 60-tce, tradycyjnego elektoratu PiS.

Wśród zwolenników PiS Piotrowicz ma poparcie tylko 40 proc., jedna trzecia pisowskiego elektoratu chciałaby, aby ustąpił i odszedł w polityczny niebyt.

Polacy w stosunku 3:1 życzą sobie, aby Piotrowicz odszedł. Ale wiemy, iż prezes PiS nie pozbędzie się swojej ikony walki ze standardami demokratycznymi, bo nie ma tak drugiej zdeterminowanej postaci, dla której argumenty rozumu muszą ustąpić przed wolą prezesa.

m-kidawa-blonska

Wyrazy wsparcia i solidarności z całego świata.

michal-szczerba-4

CAŁY ŚWIAT PATRZY Z PRZERAŻENIEM NA SZEREGOWEGO POSŁA WYPOWIADAJĄCEGO TE SŁOWA O POLSCE.

c0e83kqxcaelnbr

O kim ten słynny wierszyk? Zgadliście! O idiocie prezesie i jego prezydencie.

cylsmpguoaakom9

Też nie mam złudzeń, iż PiS przystępuje do likwidacji społeczeństwa obywatelskiego dwoma aktami. Pierwszym to będzie ustawa o zgromadzeniach, drugi o NGO’sach – organizacje pozarządowe mają być rządowe. Pisze o tym Daniel Passent.

minister

Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury, powiedział, że „jest gotów przeprosić” działaczki organizacji pozarządowych (NGO) Zofię Komorowską i Różę Rzeplińską oraz Jakuba Wygnańskiego.

„Jest gotów” czy „przeprasza” – to subtelna różnica. Ale powiedzmy, że wicepremier faktycznie przeprasza. Pozostaje pytanie: za co? Za to, że jeżeli ktoś jest z kimś spokrewniony, to nie podważa pożytku publicznego organizacji, w której działa. Faktycznie, wicepremier powinien przeprosić za trwającą od kilku tygodni w Wiadomościach TVP nagonkę na organizacje pozarządowe.

Nawet jeżeli pokrzywdzone działaczki przyjmą przeprosiny, to na tym sprawa się nie kończy. Trwająca od pewnego czasu ofensywa wobec NGO-sów (zwanych potocznie również OPP – Organizacje Pożytku Publicznego) musi skutkować obniżeniem ich autorytetu, wzrostem podejrzeń, czy aby są to organizacje uczciwe i pożyteczne, a w rezultacie do zmniejszenia 1 proc. daniny z podatku na rzecz rozmaitych fundacji i stowarzyszeń. W Polsce, gdzie „trzeci sektor” nie ma wielkich tradycji, ale rozwijał się (ponad 110 tys. organizacji), taki atak to więcej niż zbrodnia – to błąd.

Na pewno w takiej masie stowarzyszeń i fundacji zdarzały się i przekręty, oszustwa, które trzeba ujawniać i zwalczać, ale pomysł utworzenia Narodowego Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego jest absurdalny. Powołanie takiego centrum byłoby nieszczęściem. Społeczeństwo obywatelskie na tym m.in. polega, że tworzą się tysiące niezależnych inicjatyw, które odpowiadają tylko wobec prawa i swoich członków. Jedne utrzymują się ze składek, inne pozyskują środki publiczne w drodze konkursów, jeszcze inne żyją z darowizn z kraju lub z zagranicy, a najczęściej ze wszystkiego po trochu. I komu to przeszkadzało? Rządowi, bo – jak powiedziała premier Szydło – ten sektor wymaga „uregulowania”, bo mówi się, że państwo nie wspiera Trzeciego sektora, a przecież w dużym stopniu finansuje te organizacje.

cyixrexukaasff

Prawdziwym celem ataku władz na „trzeci sektor” jest dążenie rządu PiS do opanowania całego życia publicznego, we wszystkich jego aspektach: gospodarki, kultury, nauki, propagandy, mediów, Trybunału Konstytucyjnego, historii, sądownictwa, prokuratury, służby cywilnej, samorządów, od stadniny po muzea i politykę historyczną – wszystko ma być na jedno kopyto, podporządkowane władzy, od urodzenia do pochówku i ekshumacji – wszystko ma służyć budowie nowego człowieka i państwa PiS.

Nie przypadkiem atak na „trzeci sektor” (zapoczątkowany przez dyspozycyjną telewizję) zbiegł się z atakiem na samorządy. Każda słabość, błąd, kompromitacja, potknięcie władz Warszawy, Gdańska, Łodzi, Lublina – jest natychmiast nagłaśniane, wykorzystywane w walce o przejęcie samorządów. Rząd już prowadzi kampanię wyborczą do samorządów, wykorzystując wszystkie podległe sobie narzędzia – media, służby specjalnej troski (CBA), prokuraturę, a przyjdzie kolej na sądy i na adwokaturę.

Obóz rządzący dąży do władzy pełnej, totalnej, zachowuje się jak na terytorium, które trzeba sobie podporządkować pod każdym względem, likwidować wszystkie gniazda oporu, kompromitować i zwalczać każdego, kto mówi „nie”. Sędzia, który mówi „nie” – jest politykiem, nauczyciel, który mówi „nie” – jest politykiem, manifestacja sprzeciwu nauczycieli i rodziców jest manifestacją polityczną, a uprawianie polityki jest zarezerwowane wyłącznie dla siły zwierzchniej. Kto uważa inaczej, ten jest przeciw Polsce. Uff.

nie-wiem

Tytuł „Hieny Roku 2016″ otrzymuje bezapelacyjnie rodzina gen.Błasika. Zawstydzili nawet ojca Rydzyka.

cw5wld5xuaete1y

„Bogacze zapłacą grosze, a biedni nie dostaną nic” – Fakt na jedynce o reformie podatkowej rządu

fakt

Jak pisze weekendowy „Fakt” na pierwszej stronie:

„Obiecywali jedną i równą wolną kwotę od podatku. Tak obliczoną, by emeryci, renciści i mało zarabiający Polacy mogli wreszcie płacić mniejsze podatki. Nic z tego nie będzie. Owszem, kwota wolna będzie zmieniona – ale ani nie będzie równa, ani sprawiedliwa. Biedni jak płacili wysokie podatki, tak będą je płacić. A bogaczy rząd Beaty Szydło boi się tknąć”.

adam-mazgula-2

 

Andrzej Duda był gościem Krajowego Zjazdu Adwokatury w Krakowie. Podczas inauguracji prezydenta przywitały brawa – niezwykle skromne w porównaniu do oklasków, którymi chwilę później witano prezesa TK.

cyiykiswgaet0jn

Prezydent nie został jednak powitany zbyt ciepło – brawa, które dostał, były dużo skromniejsze niż owacja towarzysząca odczytaniu nazwiska prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Prezes TK podczas inauguracji mówił m.in. o roli adwokatury w państwie prawa. Odniósł się też do spraw bieżących, czyli nowego projektu PiS ws. Trybunału. W jego ocenie projekt ten jest „zasmucający, zawiera przepis jawnie korupcyjny wobec sędziów konstytucyjnych”.

– Myślę, że tak naprawdę jest to projekt napisany pewnie na zamówienie parlamentu innego państwa, a nie Sejmu Rzeczypospolitej. Wstyd mi, że taki projekt w ogóle mógł powstać – zaznaczył prof. Rzepliński.

cyhbfiuwgaer3jk

Ależ ten Duda fałszywy. Podróbka Polaka.

prezes-tk

Wicesze „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o postępującej autokracji PiS.

czas

Centralny ośrodek dyspozycji politycznej zdecydował o przejściu do kolejnego etapu rewolucji narodowej w państwie PiS. Wzięto już za twarz prokuraturę, służby specjalne, media publiczne, Trybunał Konstytucyjny, kulturę i szkolnictwo. Zanim wezmą się za sądy i samorządy, czas zrobić porządek ze społeczeństwem obywatelskim. Pomysł prosty jest jak cep z Orwellowskiego „Folwarku zwierzęcego”.
Organizacjami pozarządowymi zajmie się rząd, ze społeczeństwa otwartego zrobi się zamknięte, a fundacje będą robić nie to, co by same chciały, ale to, co chce rząd.I tak, zamiast zajmować się kontrolą władz (Watchdog), tolerancją światopoglądową, prawami człowieka, wolnościami obywatelskimi, obroną mniejszości, walką z dyskryminacją, pomocą uchodźcom czy wyrównywaniem szans, będą propagować pisowski patriotyzm, „żołnierzy wyklętych”, kult smoleński i inne liczne kulty. A jeśli nie zechcą – niech umierają z głodu. Dość już pięknoduchostwa, pederastii, genderu, tęczowej tolerancji – moralnej zachodniej zgnilizny spod znaku Sorosa. Program partii programem narodu.

Na czele rządowego Narodowego (a jakże) Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego stanie pełnomocnik prezesa Rady Ministrów – podobno Adam Lipiński – wypróbowany towarzysz zakonu PC. Dysponować będzie centralnym Funduszem Inicjatyw Obywatelskich (60 mln rocznie), środkami z budżetu Unii Europejskiej i z programów zagranicznych. Pieniądze gigantyczne. Władza absolutna.

Projekt ustawy, która to wszystko reguluje, datowany jest na 31 października. W tym właśnie dniu – co za przypadek – „Wiadomości” TVP rozpoczęły serial nienawiści wobec społeczeństwa obywatelskiego, najcenniejszego (choć w ciągłym niedostatku) osiągnięcia społecznego po 1989 r. To 17 tys. fundacji i 100 tys. stowarzyszeń. Zjawisko barwne i pluralistyczne od mikroskopijnych organizacji lokalnych po wielkie fundacje.

cygdtwixgaur2a_

Wicepremier Piotr Gliński przeprosił za tę nagonkę Różę Rzeplińską, Zofię Komorowską i Jakuba Wygnańskiego – co trzeba docenić, tym bardziej że to gest przyzwoitości odbiegający od standardów tej władzy.

Ważniejsze jest pytanie, czy wicepremier Gliński, który jako socjolog poświęcił całe swe zawodowe życie badaniu społeczeństwa obywatelskiego, powie teraz „non possumus”. Czy też może uzna swój dorobek za zbędny bagaż, relikt zamierzchłej epoki i w duchu „dobrej zmiany” dziarsko przystąpi do przekształcania organizacji pozarządowych w rządowe?

cyfhurcwqaapeod

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad Alzheimerem PiS.

alzheimer

Mariusz Kamiński ma wiarygodność taką, jak człowiek ułaskawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę. Trzy lata bez zawiasów. Ale publiczność nie ułaskawiła Kamińskiego ani nie wymazała wyroku – dopowiedzmy nieprawomocnego przed apelacją.

Ułaskawienie to nie Alzheimer. Kamiński na zawsze pozostanie człowiekiem z wyrokiem bez zawiasów. Jak ktoś wyjdzie po 3 latach z więzienia, każdy z nas może spokojnie powiedzieć, jesteś jak Mariusz Kamiński, wiceprezes PiS, super-minister od służb specjalnych w rządzie Beaty Szydło. Taki jest autorytet Kamińskiego. Chyba że masz Alzheimera, wówczas nie powiesz, bo mózg sam z siebie w procesie degradacji ułaskawił Kamińskiego, wykasował jego wyrok. I ten „łaskawca” rzecze na temat pisowskiego sędziego Mariusza Muszyńskiego wybranego do Trybunału Konstytucyjnego, że „nie ma żadnych przeszkód formalnych, aby pan profesor Muszyński mógł sprawować funkcję sędziego Trybunału Konstytucyjnego”.

cybwj5bxgaaglue

Co byłoby formalną przeszkodą – tego nie wyjawił Kamiński. Mariusz Muszyński jest podejrzewany, że w latach 90. był oficerem UOP, czyli wywiadu, przechodził szkolenie szpiegowskie w ośrodku w Starych Kiejkutach i jako agent pracował w ambasadzie polskiej w Berlinie. To wyśledzili w biografii Muszyńskiego dziennikarze „Wyborczej”. I temu nie zaprzeczył „ułaskawiony” Kamiński, ani sam podejrzewany o agenturalną działalność Muszyński.

Przypatrzmy się teraz prawu i Muszyńskiego pozycjonowaniu się do prawa i moralności. Prawo mówi, że nie można publicznie wyznawać informacji tajnych – co też uczynił Muszyński. Prawo mówi – że kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego musi wyjawić prawdę o swoim życiorysie. Skłamał, a prawda prawna jest jak przysięga. Co więc z tego wynika? Logika – nauka z klasycznej Grecji – w tym wypadku stwierdza, że Muszyński nie miał prawa kandydować na sędziego TK, bo skłamał, złamał przysięgę.

cyigpkpxgaaldkv

Nie wymagam wiedzy logicznej i umiejętności posługiwania się „czystym rozumem” (Kant – taki filozof) od Kamińskiego, bo  wyrobiłem sobie o nim zdanie, słuchając jego kulawych retorycznie wywodów. Wymagam jednak od prawnika Muszyńskiego minimum przyzwoitości. A nie jest przyzwoitym. Dla mnie jest to immoralność. O tym wiele napisano, zarówno w literaturze przedmiotu i pięknej. Ktoś taki jak Muszyński, jeżeli nie potrafi sam zrezygnować z pełnienia funkcji tak odpowiedzialnej pod względem fachowym, prawnym, moralnym i intelektualnym, to instytucje państwa powinny zrobić to za niego i wydalić go ze swoich organizmów.

Muszyński nigdy nie powinien być osobą zaufania publicznego, osobą reprezentującą autorytet państwa. A jest. I to nie tylko sędzią Trybunału Konstytucyjnego, ale Trybunału Stanu i – achtung! achtung! – Komisji Weneckiej.

Na co choruje państwo PiS? Na Alzheimera.

diavolo

Kleofas Wieniawa pisze o nielocie Magierowski i jego Dudzie.

magierowski-i-jego-duda

Jak to możliwe, aby takie nieloty żurnalistyczne, jak Marek Magierowski, były obecne w przestrzeni publicznej. Ba, nawet mówią gdzieś po programach. Bodaj taki Magierowski nie wydalił ze swoich szarych komórek żadnej oryginalnej myśli, a świeci inteligencją odblaskowo.

Spsiało dziennikarstwo i polityka. Taki ktoś mówi, że „prof. Rzepliński wypowiadał się wielokrotnie w sposób stricte polityczny”.

A czym zajmuje się sędzia Anrzej Rzepliński? Nie aktami politycznymi? A czym jest Konstytucja RP? Wydając sąd nad ustawą – co to jest? Poczytaj sobie Kanta, a nawet przeczytaj – nielocie – chociaż jedną książkę Rzeplińskiego.

A ja wypowiem się „w sposób stricte polityczny”? – Duda stanie przed Trybunałem Stanu. Stanie, bo zasłużył sobie marnością swojego charakteru.

A „przymioty” Dudy: brak formy, jest miazgą intelektualno-estetyczną. Wstyd Polsce przynosi. Na zewnatrz; bo u nas w kraju jest pośmiewiskiem. Wcale nie potrzeba do tego Dody.

cyhxpakwqaa5ljv

O formie warto przeczytać u Gombrowicza, u Witkacego. Polskę dopadło impotenctwo, takie jak Magierowski.

Duda do Rzeplińskiego to paznokieć do ręki. Nie dorośnie nigdy, bo dorasta się estetycznie i intelektualnie będąc młodzieńcem, a prezydenta mamy złamanego.

Duda jest materiałem na groteskowe opowiadanie. Dobry dziennikarz, jak niegdyś Marek Hłasko stworzy z jego zachowań i wypowiedzi burleskę.

cyijqusweaa1t1c

WIELKA SZKODA, ŻE ZNOWU MUSIMY WALCZYĆ O WOLNĄ POLSKĘ. Tym razem wolną od nienawiści, podziałów i głupoty.

cygf674xuaaomfe

toNieLada

W związku z uruchomieniem przez Komisję Europejską procedury ochrony praworządności wobec Polski zastanawiamy się, czy PiS wycofa się z demolki wobec Trybunału Konstytucyjnego, mediów publicznych i kolejnych procesów niszczenia instytucji demokratycznych, które nastąpią w bardzo niedalekiej przyszłości.

Czy PiS posłucha cudzoziemców – jak pyta Jarosław Kurski – bo jest głuchy na rodaków? Do tej pory politycy europejscy byli nazywani nieukami (Waszczykowski i Ziobro tak nazwali), a rodacy poniżani do poziomu najgorszego sortu i zrównani z gestapo (na Polakach najlepiej zna się oczywiście prezes Kaczyński).

Beatą Szydło nie ma się co przejmować, ona jak katarynka powtarza za prezesem: „demokracja ma się dobrze, a Platforma strzelała do górników”.

Szydło jest nakręcana kilka razy dziennie i powtarza to samo w rannym przemówieniu, w wieczornym orędziu i na dokładkę nastepnego dnia.

Kluczyk obraca się w prawo, nakręca sprężynkę i Szydło trajkocze.

Beata to betka, Duda to mały pikuś, ale Jarosław Kaczyński to geniusz katastrofy. W dwa miesiące zniszczył to, co Polacy z trudem budowali przez 25 lat.

Nikt na świecie tego nie potrafi.

Byliśmy prymusami, przykładem dla innych w Europie, teraz Komisja Europejska uruchamia procedurę upadku Polski. Tak należy to odczytywać – PiS doprowadził wizerunek Polski do upadłości.

Dzisiaj pierwszy dzień oporu w nowym roku 2016. Komitet Obrony Demokracji wychodzi na ulice polskich miast, aby bronić wolności i demokracji. PiS zawłaszcza wszystko, co może.

Musimy bronić się przed upisowieniem. Trybunał Konstytucyjny tak łatwo się nie da, media publiczne padną, ale daje przykład radiowa Jedynka, w której dyrektor Kamil Dąbrowa liczy na nas.

kamilDąbrowa

– Chcę zwrócić uwagę opinii publicznej na to, że z mediami publicznymi dzieją się dziwne rzeczy. Właśnie został na dokonany abordaż. Mówiąc obrazowo wygląda to tak: Podpływają piraci, rzucają haki i próbują przejąć okręt dziurawiąc go i niszcząc. A przy okazji wyrzucają za burtę nie tylko nas – kapitanów, czyli ludzi na stanowiskach kierowniczych, ale też dziennikarzy, którzy bardzo dobrze wykonywali swoją pracę. W efekcie ten okręt, który do tej pory płyną po czasem spokojny, a czasem wzburzonym morzu będzie płynął w kierunku raf. Bicie na alarm jest tym bardziej istotne, bo były przecież szumne zapowiedzi wielkiej reformy.  Słyszeliśmy o przekształceniu ze spółek skarbu państwa w instytucje kultury. Były obietnice odpolitycznienia, zapowiedzi, że powstanie narodowa rada mediów, złożona z ekspertów. To oni mieli w drodze konkursów wyłaniać fachowców na kierownicze stanowiska. A okazało się, że nie ma nic z tych rzeczy.

toNieBędzie

PiS Polaków inaczej myślących widzi w prymitywny sposób, bo takiego mają prezesa i przydupasów: Dudę i Szydło. Jarosław Makowski, były szef think tanku PO pisze:

„Świat PiS ma charakter manichejski, czyli czarno-biały. Żadnych półcieni. Żadnych szarości. Żadnego wahania. Zero wątpliwości. Dlatego, z jednej strony, jest siła dobra, jasna strona mocy, którą reprezentuje, by użyć nowomowy premier Beaty Szydło, „biało-czerwona drużyna” i wszyscy ci, którzy ją popierają. Z drugiej jest siła zła, ciemne moce, które reprezentują nie tyle przeciwnicy PiS, co – jak wierzą wyznawcy tej partii – zaciekli wrogowie. W takim świecie nie ma miejsca na obojętność. Nie ma miejsca na hamletyzowanie. Albo jesteś po stronie dobra, czyli PiS, albo jesteś po stronie zła, czyli opozycji”.

Z kolei wiceszef „Wyborczej” Jarosław Kurski zwraca uwagę na galoty Jarosława Kaczyńskiego, on już robi na rzadko. Więc nie bójmy się.

kurskiLudzie

Jeżeli demokracja liberalna ma w Polsce przetrwać, 2016 musi być rokiem umocnienia się społeczeństwa obywatelskiego. To będzie walka o dusze Polaków.

Spontaniczne i wielotysięczne demonstracje KOD-u były zaskoczeniem zarówno dla samych uczestników, jak i dla władzy. Jak to możliwe, że „lemingi” – część społeczeństwa od lat dehumanizowana przez prawicę – nagle wyszły na ulice w obronie prawa, wolności i demokracji? To nie miało prawa się zdarzyć.

Ludzie pokazali siłę, a PiS się przestraszył. Dowiodła tego reakcja prezesa Kaczyńskiego, który wyzywał manifestantów od komunistów, złodziei, Polaków najgorszego sortu, współpracowników Gestapo, oraz słowa premier Szydło: „Ci ludzie nie bronią demokracji, tylko własnych interesów”. W PiS zapanowało pogardliwe przekonanie, że na ulice nie wyszli wolni obywatele, ale zmanipulowane przez media „lemingi”.

Stąd pośpiech przy ustawie o mediach. Byle szybko, byle zmienić władze radia i telewizji, bo „narracja” rządu się nie przebija, a sytuacja wymyka spod kontroli.

Bo takie też obrazek może nam grozić!

drodzyPaństwo

Więcej >>>

szanownyPaniePrezydencie2

szanownyPaniePrezydencie3

„Wyborcza” prezydentowi Andrzejowi Dudzie zrobiła niecodzienną niespodziankę na Andrzejki. Nie tylko, że złożyła życzenia imieniowe, ile powiadomiła o publikacji książki (uwaga! wydanej w dwóch egzemplarzach), która miała mu być dostarczana.

Niecodzienna publikacja składa się z listów czytalników „Wyborczej”, którzy odpowiedzieli na list Dudy do czytelników „Wyborczej”, napisany zaraz po wyborze go na prezydenta.

Zachęcał Duda tymi słowy: „Szczególnie liczę na pomoc Waszego środowiska w osiągnięciu tego zamierzenia”. Na koniec wezwał, by uroczystość zaprzysiężenia niezależnie od różnic była „świętem całej naszej polskiej wspólnoty, której nieodłączną częścią są również Państwo, czytelnicy »Gazety Wyborczej «”.

„Wyborcza” listy opublikowała w formie zwartej publikacji – książki w dwóch egzemplarzach – i starała się ją wręczyć Dudzie poprzez Kancelarię Prezydenta. Ale…

Kancelaria Dudy zwodzi. Pierwszy wicenaczelny „Wyborczej” Jarosław Kurski tak opisuje wykręty:

Pozostało tylko przekazać Panu książkę. I tu rozpoczęła się gehenna. Przez cztery tygodnie bezskutecznie próbowaliśmy poprzez nasze dziennikarskie kontakty umówić się z ministrem Kancelarii Prezydenta na przekazanie listów naszych czytelników. Zwodzono nas i przekładano terminy. Ostatecznie obiecano spotkanie we wtorek 27 października 2015 r. Niestety, dzień przed zapowiadaną datą powiedziano nam nieoficjalnie, że do spotkania nie dojdzie. Ani teraz, ani później.

Przymuszeni postawą Pańskiego urzędu 28 października zwróciliśmy się więc na piśmie do Kancelarii Prezydenta z prośbą o oficjalne potwierdzenie odmowy spotkania się z przedstawicielem redakcji „Gazety Wyborczej” lub o wyznaczenie innego terminu. Niestety, do dziś – 30 listopada, dnia Pańskich imienin – nie zostaliśmy zaszczyceni żadną odpowiedzią, nawet z najniższego z najniższych urzędniczych szczebli Pańskiego pałacu.

„Wyborcza” składa życzenia Dudzie, ale jeden egzemplarz książki – której kancelaria Dudy nie chce – wystawia na licytację, drugi zatrzymując dla siebie.

Wicenaczelny Kurski pisze:

Wielce Czcigodny Panie Prezydencie, przyzna Pan, że składa się to w obraz dość groteskowy. Traktuje Pan nas, a zwłaszcza naszych czytelników, jak durniów, którym można opowiadać dowolne banialuki. Nie sądzimy, że odcinany jest Pan od informacji – jak dobry car otoczony przez złych bojarów, ani że w Pana kancelarii panuje aż tak nieopisany bałagan.

Pozbawieni głupich złudzeń widzimy z całą ostrością, że Pański list do Czytelników „Gazety Wyborczej” był tylko wizerunkowym zabiegiem, PR-owską zagrywką, która obliczona była na zmiękczenie centrowego elektoratu przed wyborami parlamentarnymi.

Ponieważ konsekwentnie ignoruje Pan czytelników „Wyborczej”, stwierdzamy, że nic z tego, co Pan napisał, nie było szczere, że potraktował Pan nas instrumentalnie, a wspólnotę chce Pan budować tylko ze swoimi, z ludźmi PiS.

Dziwi nas jednak, po co te puste deklaracje? Rzucanie słów na wiatr może i przystoi Andrzejowi Dudzie, ale nie przystoi już prezydentowi naszego kraju.

Jest Pan rzeczywiście, jak Pan o sobie mówi, „niezłomny” – tyle że w ignorowaniu ludzi, którzy ośmielają się myśleć inaczej niż Pański szef – prezes Jarosław Kaczyński. I jak on wyrzuca Pan nas poza nawias polskości, uważając „Wyborczą” co najwyżej za „medium polskojęzyczne”.

Nie żałujemy jednak naszej łatwowierności. Przyzna Pan, Panie Prezydencie, że lepiej okazać się naiwnym, niż przeoczyć choćby najmniejszą szansę na dialog między Polakami.

Wielce Szanowny i Czcigodny Panie Prezydencie, w dniu Pańskich imienin proszę przyjąć od „Wyborczej” życzenia, by nie naruszał Pan więcej konstytucji, ale był jej obrońcą i strażnikiem praworządności. By nie składał Pan więcej serwilistycznych hołdów prezesowi żadnej partii, lecz stał się niezależnym prezydentem całej polskiej wspólnoty. By nie zachowywał się Pan jak monarcha, który władzę otrzymał od Boga, ale jak prezydent, który pamięta, że wygrał ze swoim konkurentem nieznaczną różnicą głosów i że jest jeszcze inna Polska niż pisowska.

Życzymy, aby dotrzymywał Pan słowa i bronił swobód obywatelskich, pluralizmu, wolnej prasy i tolerancji światopoglądowej.

Życzymy wreszcie, żeby zgodnie z deklaracjami prezydentura Pana była rzeczywiście „otwarta na inicjatywy obywateli”.

Duda ze swoim szefem robi z Polaków durniów. Takiego mamy prezydenta, acz też nie zrażam się, bo PiS to zaraza, składam także życzenia Dudzie.

Więcej >>>