Posts Tagged ‘Jarosław Kuźniar’

CZY W KWESTII PANÓW POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ NIŻ KUŹNIARA? 🙂

c5tr2-jwaaauo16

Publicysta „Wyborczej” Paweł Wroński pisze do prezesa Kaczyńskiego. Panie Prezesie, zadeklarował Pan właśnie w Sejmie, że PiS jest formacją „ludzkich panów”. Dlaczego więc znęca się Pan nad marszałkiem Kuchcińskim? Tak nieludzko?

dominika-wielowieyska

Panie Prezesie, dlaczego pan marszałka unieszczęśliwia?

kuchcinski

Zdecydował Pan, że marszałek Kuchciński pozostanie marszałkiem. Stwierdził Pan łaskawie: – Pan marszałek Kuchciński pracuje na takiej niwie, którą można najkrócej określić – likwidacja w Polsce tego zespołu patologii społecznych, które się nazywają postkomunizmem. I doskonale pracuje. I dlatego będzie miał piękne miejsce w polskiej historii i dlatego dzisiaj pozostanie dalej marszałkiem Sejmu.

Wynik głosowania był do przewidzenia – PiS ma bezwzględną większość głosów w Sejmie.

Jednak przecież nawet Pan i posłowie PiS widzieli, że 16 grudnia w zasadzie bez powodu wykluczył marszałek z obrad posła PO Michała Szczerbę, kiedy chciał on zgłosić poprawkę w sprawie Sinfonia Varsovia. Zagubił się marszałek, nie pierwszy zresztą raz. Widać wyraźnie, że pozorami buty i brutalności maskuje nerwowość i przerażenie.

Wielokrotnie dopiero Pański gest palcem powodował, że marszałek Kuchciński wyłączał mikrofon któremuś z posłów opozycji, gdy jego słowa raniły Pańskie delikatne uszy. Gdy marszałek nie był w stanie sobie poradzić z porządkiem na sali, sam Pan musiał kierować do akcji Joachima Brudzińskiego – człowieka bardziej pozbawionego skrupułów.

Klub Kukiz’15, widząc słabość marszałka Kuchcińskiego, oferował Panu niedawno do roli wykidajły wicemarszałka Stanisława Tyszkę. To uwłaczające. Macie przecież tęgich wykidajłów.

16 grudnia, gdy doszło do sejmowego kryzysu, wiarygodne źródła z PiS mówiły, że Kuchciński chciał ustąpić opozycji, a potem podać się do dymisji. To Pan zmusił go do przeprowadzenia głosowania w Sali Kolumnowej, które okazało się kompromitacją PiS-u. Nikt bowiem nie był w stanie udowodnić, czy było kworum, ani stwierdzić, jak liczono głosy. Potem Kuchciński załamał się, zniknął, obejmował drzewa w Beskidzie Wyspowym. Kluczowe rozmowy w jego imieniu w Warszawie prowadził marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Panie Prezesie, gdy Mały Książę wylądował na planecie 325, spotkał tam monarchę, który wyjaśnił mu odpowiedzialność, jaka ciąży na władcy absolutnym: „Jeśli rozkażę generałowi, aby jak motyl przeleciał z jednego kwiatka na drugi albo zamieniał się w morskiego ptaka, a generał nie wykona otrzymanego rozkazu, kto będzie miał rację, on czy ja?”.

Panie Prezesie, marszałek Kuchciński nie poleci ani jako motyl, ani jako morski ptak. Z jego biografii wynika, że jako technik ogrodnik interesuje się kwiatkami, próbował studiować historię sztuki, kocha muzykę. Dlaczego Pan go unieszczęśliwia, o Ojczyźnie nie wspominając.

c5tcfv3xaaaj2n9

Waldemar Mystkowski pisze o Szydło i Kownackim, którzy zrzucili kolejna winą na Platformę Obywatelską.

c5wyoxjxaaagfdi

Kownacki z partii katastrofy

Wychodzi na to, że Beata Szydło wykorzystywała wojskowy samolot CASA jak taksówkę. Latała do domu wekend w weekend i wyszło tego ok. 70 razy. Premier jest osobą chronioną. I bodaj tutaj zaczynają się schody dla naszych polityków, którzy nie są nazbyt lotni.

Co to znaczy być chronionym? Oczywiście, przed nieszczęśliwymi wypadkami, przed wrogiem i – bodaj w polskich warunkach najważniejsze – przed sobą. Po to zostały stworzone procedury, aby znieść odpowiedzialność personalną. Przestrzegasz kolejnych etapów bezpiecznego postępowania, nic złego nie nie powinno ci się stać. Ryzyko takie, że bookmacher nie powinien przyjmować zakładów na nieszczęście jakiegoś polityka. No, ale żyjemy w Polsce. Ryzykownym jest być Polakiem, bo polityków mamy nienadających sie na polityków, a tacy zawsze zwiększają ryzyko dla innnych, dla życia publicznego i naszego powszedniego.

A na pewno ryzykowni są politycy PiS, których władza w dużej części składa się z następujących po sobie nieszczęść. Nieszczęściem była IV RP w latach 2005-2007, nieszczęśliwa była prezydentura Lecha Kaczyńskiego i mamy nieszczęście bieżące, które zaczęło się wraz z prezydenturą Andrzeja Dudy w 2015 roku. Wypadek za wypadkiem: Duda, Macierewicz, Szydło. Można zadać pytanie: kto następny, ale też z nieszczęściem jest tak, że powtarza osobę, której dotknie . Szydło więc sobie latała nie przestrzegając rygorystycznych procedur lotniczych dotyczących VIP-ów nazwanym HEAD, lecz nie miała wypadku w powietrzu, ale na ziemi. Tutaj też wszystkie znaki na ziemi wskazują, iż nie dochowano procedur dla pojazdów uprzywilejowanych.

U bookmachera można zatem obstawiać zakłady, czy młody kierowca zostanie przez machinę rządową PiS wrobiony. To raczej pewnik, niewiadomym jest: w jaki paragraf. Spójrzmy jednak do góry, tam wszak nie jeżdża samochody, bo to jeszcze nie rzeczywistość science-fiction „Piątego elementu”, w której za kierownicą zasiadałby Bruce Willis.

Można powiedzieć, niech Szydło się cieszy, iż na 70 lotów, w których nie dochowano procedur, nie zdarzył się nieszczęśliwy wypadek, tj. zbieg okoliczności, jak w Smoleńsku. U góry nieszczęścia kończą się tragiczniej niż na ziemi. Szydło ma zatem więcej szczęścia niż 96 ofiar smoleńskich. Opozycja zatem zadała pytanie – bo dmucha na zimne – jak zachowywane były procedury HEAD, bo jest nauczona przykładem, że znowu na nich zostanie zwalona wina. Wydawałoby się, że nie ma krzty winy opozycji w głośnej aktualnie wycince drzew, ale ta właśnie Szydło znalazła im winę: nie uczestniczyli w głosowaniu uchwały w Sali Kolumnowej, do której nie zostali dopuszczeni.

Opozycji w Sejmie odpowiedział zastępca Macierewicza, wiceminister Bartosz Kownacki. I nie jest gołosłownym, iż Macierewicz dobiera sobie ludzi wg znanego mu wzorca, Kownacki to taki Misiewicz z sąsiedniej sali. Nie z „Piątego elementu”, ale z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Najpierw podzielił loty Szydło przez dwa. Zgadza się, bo 70 podzielić przez 2 jest 35. Tyle razy wg Kownackiego wylatała Szydło. A jak z procedurami HEAD? I tutaj mamy słynne pisowskie powiedzenia godne siostry Ratched: „Macie najmniejsze prawo, żeby o tym mówić, macie na rękach krew 96 ludzi”.

I telewizji nie będzie, siostra Ratched schowała pilota, odpowiedzi nie będzie. Ten Kownacki nie jest szczególnie lotny, jako napisałem jeszcze jeden Misiewicz. I takich potrzebuje pacjentów Kaczyński, mają mówić od rzeczy, a nie odpowiadać na rzeczowe pytania. Mają swoją nieprofesjonalność zwalać na innych. Taka to pisowska podłość codzienna. Opozycja zaś do nich podchodzi z pelnym miłosierdziem i chce chronić przed nimi samymi. Nie da się, PiS twardo stoi za swoim nieszczęściem, partia katastrofy.

kinga-gajewska

Kleofas Wieniawa pisze o prawnikach, którzy nie poddają się kaczyzmowi.

pan-kaczynski

Jarosław Kaczyński właśnie ogłosił, że pochodzi z resortu panów, acz bardzo wątpię, czy płynie w nim szlachetna krew. Ten jego resort ( „Jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych”) niepokojąco przypomina „rasę panów”.

Z kolei prawnicy nie godzą się na bezprawie „pana” Kaczyńskiego. Ośmiu sędziów Trybunału Konstytucyjnego – w tym „pisowski” sędzia Piotr Pszczółkowski – próbuje spotkać się z prezes TK Julią Przyłębską w sprawie „niepokojących problemów występujących w TK”, bo Trybunał praktycznie nie pracuje.

Bezprawiu pisowskiemu chcą się przeciwstawić polscy prawnicy, którzy organizują 3 marca w Katowicach ogólnopolską konferencję pod hasłem „Kryzys sądownictwa konstytucyjnego a rozproszona kontrola zgodności prawa z Konstytucją RP”.

Ideę katowckiej koferencji jeden z prawników tak tłumaczy: „Jak podchodzić do orzeczeń TK, kiedy Trybunał stwierdza na przykład konstytucyjność ustawy, a sędzia w jakimś sądzie ma inne zdanie? Czy może wtedy powiedzieć, że nie stosuje się do orzeczenia TK?”

Zaś rzecznik Krajowej Rady sądownictwa sędzia Waldemar Żurek ostrzega: „Konferencja to przestroga dla polityków, aby coś zrobili z narastającym problemem. Bo gdy sprawa wadliwości orzeczeń TK wyjdzie z Polski, to potem wróci w postaci skutków finansowych, co nas zaboli”.

Konferencja zapowiada się intelektualnie intrygująca, obejmie m.in nastepujące panele: „Problem sytuacji prawnej Trybunału Konstytucyjnego”, „Wadliwość wyroku TK a jego moc obowiązująca”, „Problem rozproszonej kontroli konstytucyjności prawa w Polsce – nowe otwarcie?”.

„Rasa panów” z „panem” Kaczyńskim na czele będzie miała do czynienia z powszechną frondą nieposłuszeństwa obywatelskiego.

W tejże samej debacie, w której Kaczynski zdefiniował się jako pan, miało miejsce ciekawe retorycznie wystąpienie i dlatego wierzę, że dobre mowy polityczne są w kraju możliwe, choć język polski został mocno zdeptany m.in przez „pana” Kaczyńskiego (prezes nie słucha nawet Jadwigi Staniszkis, która go namawia do czytania, do poszerzenia wiedzy). Mowę tę zaserwował Michał Kamiński, za którym nie przepadałem, al;e oddaje mu honor, mówił do Marka Kuchcińskiego:

„Ani pan, ani pana kompani, ani wreszcie ten, który w ponurym procederze niszczenia naszej demokracji wypełnia sprawstwo kierownicze – nie unikniecie wyroku i sądu, przynajmniej historii. Tak, jak nie uniknęli go ci, którzy w latach 20 i 30-tych pod hasłami sanacji – czyli ówczesnej “dobrej zmiany” – zostawili Polskę w prawdziwej ruinie. Im także towarzyszyła swoista polityka historyczna i oni wstawali z kolan, byli silni, zwarci i gotowi. Oni bredzili o koloniach, tak jak wy bredzicie o przywództwie w Europie i Międzymorzu. U początku ich drogi, zakończonej klęską ’39 roku, także leżało upokorzenie polskiego parlamentaryzmu. Potem były pobicia niewygodnych polityków, potem była brutalna cenzura, procesy polityczne i złowrogie wycie – jak pisał genialny poeta – psów policyjnych w Łucku. Ale wtedy, gdy zaczynali od upokarzania polskiego Sejmu, ówczesny jego marszałek Ignacy Daszyński, odpowiedział Piłsudskiemu: “Ja pod lufami Sejmu nie otworzę”. Pan stanął przed nieporównanie mniejszym wyzwaniem i – co tu dużo mówić – nieporównanie mniejszym przywódcą”.

lekcja

>>>

CZY KOGOŚ WIELKOŚCI PINGWINA MOŻNA NAZWAĆ KURDUPLEM?

c2k0uguxgaehgeu

MAMY NADZIEJĘ, ŻE SPRAWDZIŁ PRZED WYJŚCIEM PRZEZ JUDASZA, ŻE JUŻ NIKT NIE RZUCA

c2kmfbzxcaatx8x

KLIKAJCIE. NALEŻY SIĘ. KSIĄDZ DOSTAŁ PIANY.

c2ksld4xgaic68f

„Macierewicz psuje armię, i mówię to z całą odpowiedzialnością. Brak wiarygodności i fatalna polityka personalna” – tak wojsko pod rządami obecnego szefa MON opisuje w „Tygodniku Powszechnym” Tomasz Siemoniak. Wg b. ministra obrony, Macierewicz odcina od armii prezydenta, a samym resortem „dowodzi” jego 26-letni zastępca.

prezydent

Tomasz Siemoniak nie pozostawia dosłownie suchej nitki na kierownictwie MON i sposobie, w jaki resort prowadzi politykę personalną wobec oficerów. To, że z armii, w krótkim czasie, odchodzą najważniejsi dowódcy ma – zdaniem Siemoniaka – kluczowe znaczenie. Jak twierdzi, to dowód na „niezdolność do współpracy z Macierewiczem”.

Były minister obrony mówi w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”, że w praktyce ministerstwem obrony kieruje 26-letni rzecznik resortu. I to on wzywa do siebie generałów i z nimi rozmawia.

Misiewicz wzywa generałów na rozmowę

„W praktyce wygląda to tak, że resortem na co dzień zarządza właśnie Misiewicz. Minister zajęty jest wielka polityką, przemówieniami, mediami. Natomiast jego rzecznik zajmuje się m.in. kadrami”.

Siemoniak mówi, że na takie wezwania personalne generał musi się stawić. „Musi przyjść. Niektórzy nie zgadzali się na to i zapłacili stanowiskiem.”

c2j0afwxaaqb0i9

Wojsko to hierarchia. Takie zachowanie poniża generałów

Na pytanie czy to poniża dowódców, Siemoniak przypomina, że wojsko to struktura hierarchiczna. „26-letni urzędnik, który wydaje polecenia, domaga się, by otwierać przed nim drzwi, który jeździ po mieście rządową limuzyną na sygnale, który żąda by do niego mówić: czołem, panie ministrze… . Nie żartuję. Dowódcy odchodzą. Odejście generałów: Mirosława Różańskiego i Mieczysława Gocuła to koniec pewnej epoki. Oni mieli autorytet, gwarantowali normalność i byli parasolem chroniącym żołnierzy przez ‘Misiewiczami’” – mówi Siemoniak.

To dobra decyzja Andrzeja Dudy

Polityk liczy, że „szaleństwa Macierewicza” będzie korygował prezydent, który choć werbalnie popiera szefa MON, to tam gdzie może działa rozsądnie. Jako przykład takich działań Siemoniak wymienia mianowanie generała brygady Sławomira Wojciechowskiego na stanowisko dowódcy operacyjnego rodzajów sił zbrojnych oraz przedłużenie kadencji szefowi Sztabu Generalnego generałowi Gocułowi [gen. Gocuł i tak postanowił z końcem stycznia odejść z armii]. Niestety, jak mówi Siemoniak, minister obrony odcina prezydenta Dudę od wpływu na kształt armii.

„Panowie, proszę mówić szczerze”. Po tygodniu już nie pracował

„Powiem na przykładzie szeroko opowiadanym w wojsku. Kilka tygodni temu prezydent i minister odwiedzili dowództwo generalne. Za stołem generałowie, inspektorzy sił zbrojnych. Prezydent: ‘Panowie, proszę mówić szczerze, jaka jest sytuacja’. Odzywa się jeden z najważniejszych inspektorów. Macierewicz jest niezadowolony. Prostuje koryguje. No, ale prezydent chciał, żeby było szczerze. Mija tydzień i co? Minister zwalnia tego inspektora, świetnego generała. Prośbę prezydenta o szczerość słyszało kilkunastu najważniejszych dowódców będących w sali. I co oni pomyśleli? Zwierzchnik sił zbrojnych każe mówić szczerze, a minister za to wyrzuca, co to jest? Kto w wojsku będzie szanował prezydenta po czymś takim?” – mówi otwarcie Tomasz Siemoniak.

Były minister podkreśla, że dowódca w wojsku musi mieć charakter i swoje zdanie.

Armię zrujnują lizusy i potakiwacze Macierewicza. (…) Minister musi znać prawdę, to są zbyt poważne sprawy, żeby je oddawać picerom i miernotom” – dodaje Siemoniak.

Przez pierwszy rok rządów PiS z armii odeszło albo zostało do tego zmuszonych ponad 260 pułkowników i 26 generałów.

c2nkzjuxgaqyo_w

KUŹNIAR JAK ZWYKLE, W 10.

c2j85jrweaaa1kk

SZCZYT BEZCZELNOŚCI. ŁODZIANIE NIE SĄ NAIWNI I DOSKONALE WIEDZĄ, ŻE PiS DLA NICH NIE ZROBIŁ NIC.

c2mehq9wiaayq9n

KURSKI NAZWANY PO IMIENIU. KŁAMCA I OLEWUS.

policja

Policjanci pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzą śledztwo w sprawie wydarzeń, które w nocy z 16 na 17 grudnia miały miejsce przed Sejmem, m.in. blokowano wyjazd posłów i przedstawicieli rządu. Stołeczna policja publikuje wizerunki osób, które mogą mieć związek ze zdarzeniami; wczoraj – kolejnych 21 osób. Rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek twierdzi, że robi tak na polecenie prokuratury i nie chce komentować całej sprawy. Problem w tym, że prokuratorzy – w tym prokurator okręgowy Paweł Wilkoszewski – też nie chcą rozmawiać na ten temat i zasłaniają się tajemnicą śledztwa. – „Z uwagi na dobro śledztwa nie mogę ujawnić szczegółów tej sprawy” – ucina pytania prasy rzecznik  Prokuratury Okręgowej w Warszawie Michał Dziekański.

c2kochnwiaewu7m

Jednym słowem nie wiadomo, dlaczego stołeczna policja i Prokuratura Okręgowa w Warszawie poszukuje demonstrantów, których wizerunki zdecydowała się upublicznić. Wiadomo natomiast, że warszawska prokuratura postawiła zarzut jednej osobie. Jakub K. sam jednak zgłosił się na policję, a został oskarżony o znieważenie operatora telewizji. Z kolei szef MSWiA poinformował dzisiaj, że policja zidentyfikowała już 80 osób protestujących wówczas przed Sejmem. – „Wszyscy ci, którzy łamią prawo, odpowiedzą, ale to oczywiście jest dziedzina wymiaru sprawiedliwości – ja nie przesądzam, jaki będzie wyrok” – powiedział Mariusz Błaszczak. Słowa te trudno jednak nazwać neutralnymi.

Tymczasem pojawiają się uzasadnione pytania, czy postępowanie policji i prokuratury jest legalne. Dlaczego? – „Myślę, że jest to nadużycie, tym bardziej że prawo do demonstracji jest prawem obywatelskim i należy się zastanowić, czy nie mamy tutaj do czynienia z próbą odstraszenia od demonstrowania. Odnoszę wrażenie, że ludzie będą się teraz bali chodzić na manifestacje” – mówi prof. Andrzej Zoll. – „Nie kojarzę wcześniej takich sytuacji. Przynajmniej nie w wolnej Polsce” – dodaje.

Podobne wątpliwości mają w tej sprawie przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – „Publikowanie wizerunku tych osób może zostać uznane za środek nieproporcjonalny. Tego rodzaju działania ze strony prokuratury mogą mieć daleko idące konsekwencje dla tych osób poszukiwanych, ponieważ w sferze społecznej czyni to z nich osoby podejrzane. Sam ten fakt może wpływać na ich życie w przyszłości, nawet jeśli nie zostaną im postawione zarzuty” – alarmuje Marcin Wolny z HFPC i dodaje, że można to nawet określić mianem stygmatyzowania. A przecież ich zachowanie cech przestępstwa nie ma! – „W relacjach medialnych nie zaobserwowałem takich działań, które mogłyby wypełniać znamiona czynów opisanych w kodeksie karnym. Ci ludzie korzystali z konstytucyjnej wolności zgromadzeń” – podkreśla. Według HFPC, jeśli te osoby nie zostaną skazane, to będą mogły się ubiegać o odszkodowanie – albo w toku procesu cywilnego, albo przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, który może orzec, że doszło tu do naruszania prawa do prywatności.

Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich przyznaje, że nie pierwszy raz ma do czynienia z podobną sprawą. Od kilku lat trwa spór między RPO a MSWiA o interpretację art. 20 ust. 2a Ustawy o policji. Dotyczy on właśnie m.in. upubliczniania wizerunku osób, bez ich wiedzy i zgody. – „MSW twierdzi, że na podstawie tego artykułu może publikować wizerunki osób poszukiwanych w takich sprawach, a w naszej opinii nie ma ku temu podstaw.  Według kodeksu postępowania karnego, publikacja wizerunku np. w liście gończym dotyczy osoby podejrzanej, czyli znanej z imienia i nazwiska, natomiast nie dotyczy osób o nieustalonej tożsamości. Wizerunku takich ludzi broni prawo autorskie” – argumentuje Mirosław Wróblewski z biura RPO. Ze względu na milczenie prokuratury i policji, trudno wywnioskować, o co podejrzane są osoby, których wizerunki zostały upublicznione, ale zdaniem RPO, trudno dopatrywać się tu naruszenia przepisów o zgromadzeniach publicznych. – „Według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, nawet blokowanie instytucji publicznych, które wiąże się z dużymi utrudnieniami, powinno być tolerowane i mieści się w zakresie wolności zgromadzeń” – podkreśla Wróblewski. Podobnego zdania jest Marcin Wolny. – „Przypomnę tylko, że pięć lat temu, kiedy „Solidarność” demonstrowała pod Sejmem i użyła bardzo podobnej formy protestu, postępowanie karne w tej sprawie również zostało wszczęte, ale zostało umorzone ze względu na brak znamion czynu zabronionego” – zaznacza.

c2itf6mxgaeb3fz

PANI ANDERS I BŁASZCZAK ZAPEWNE WŚCIEKLI, BO STARSI LUDZIE SĄ NA WOLNOŚCI. INTERNAUCI ZA TO Z SZACUNKIEM DLA SĄDU. DZIĘKUJEMY.

anka-badowska

KOLEJNA RZECZ ZROBIONA NIEZGODNIE Z PRAWEM… I ONI SIĘ NAZYWAJĄ „prawo i sprawiedliwość” ???

c2kl2goxcaa1rii

Waldemar Mystkowski pisze o liście gończm za protestującymi pod Sejmem.

zywi

Warszawska Policja na swojej stronie internetowej zamieściła zdjęcia 21 poszukiwanych osób, które protestowały pod Sejmem w nocy z 16 na 17 grudnia 2016 roku. Osoby te „mogą mieć związek z tymi zdarzeniami”. Dlaczego akurat te osoby, a nie inne, bo przecież było ich więcej?

Ano, znaczy to, że obecnie rządzący inwigilują i chcą uderzyć wybiórczo w przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego. Zastraszyć. Ale takie zastraszenie jest z punktu widzenia prawa nieprawne, bo poszukiwać można osoby znane z imienia i nazwiska. Ściga się „wielce” podejrzanego o przestępstwo, a nie „mogących mieć…”

Ściganie bez nazwiska ma jeden punkt, który organa mogą wykorzystać, mianowicie „wymaga tego ważny interes społeczny”. Taka osoba podejrzana jest o dokonanie szczególnie poważnego przestępstwa, np. terroryzmu.

Jarosław Kaczyński, czy też jego pomagier Mariusz Błaszczak mogą sobie snuć teorie puczystowskie, ale to tylko polityka. Polityka parciana jak ich intelekty, które poznaliśmy na wskroś, bo ich używają, gdy wypowiadają się publicznie.

Można tylko się cieszyć, że po takich publikacjach wizerunków w Polsce nie mamy instytucji łowców poszukiwanych, jak w „Django”, ani pod podobiznami nie pojawiła się „alternatywa”: „żywy lub martwy”.

Acz to policja dopuściła się przestępstwa – piszę świadomie „przestępstwa”, a nie przekroczenia uprawnień – bo twarz to jest coś najcenniejszego, co mamy. To jest nasza godność i honor. Niczego cenniejszego nie mamy, zwłaszcza gdy nie wypowiadamy bredni o puczu.

c2kfhn1xgamwilz

Przy okazji publikacji wizerunków mamy kolejny przykład do jakiego rozkładu państwa prawa dopuścili politycy PiS, w tym wypadku konkretnymi „podejrzanymi” są ministrowie Błaszczak i Ziobro. Albowiem policja twierdzi, że publikuje twarze poszukiwanych na zlecenie prokuratury, a prokuratura się wypiera, takiego polecenia nie wydawała.

Politycy opozycji oznajmili, iż też byli wraz z protestującymi pod Sejmem i publikują swoje wizerunki, też nie podpisane nazwiskami, za to z krojem czcionki typowej dla listów gończych na Dzikim Zachodzie i z nagłówkiem „Wanted”. Znowu nie ma „żywy lub martwy”.

Społeczeństwo obywatelskie mamy więc żywe, a demokrację coraz bardziej martwą. Do tej martwicy przystosowują się nawet kabarety, starają się, aby system kaczyzmu był strawny. Kabaret Moralnego Niepokoju już trzeci odcinek „Ucha Prezesa” oswaja Polaków z prezesem Kaczyńskim, który tyłka zza biurka nie podnosi, tak do niego przyrósł (czyt. „Bajka ruska” Zbigniewa Herberta).

Kaczyński ma frajdę, bo może sprostować, że koty nie piją mleka, a Błaszczak przepada za landrynkami, a nie krówkami. Kabaret rozbraja napiętą sytuacją w kraju, dlatego prezes i jego akolici przyklaskują mu i wnoszą powyżej zacytowane uwagi.

Reżimy zabija się śmiechem i satyrą, z całym szacunkiem dla Roberta Górskiego i jego kumpli, geniusz ich nawet nie drasnął taką jakością satyry jak Bertolda Brechta w „Karierze Artura Ui”, czy Alfreda Jarry „Króla Ubu”. Wielokroć bardziej obnaża system kaczystowski „grówno” Ubu, niż wszystkie uszy prezesa, których zresztą ma dwoje, co widać na każdym obrazku, nawet jeżeli nad Kaczyńskim nie na nadpisu „Wanted”.

BRAK SŁÓW…

c2jn86rwgaqzp

Gen. Dyr Ochr. Środ. zgodził się na zabicie 20 żubrów. Myśliwi zabierają trofea a ciała trafiają do restauracji.

c2jagjbxuae0le2

MÓWIĄ, ŻE JAK BĘDZIE SPORO KLIKNIĘĆ, TO TATAR W GARDLE STAJE…

c2jq5zbwgaefbmi

>>>

grudzien10

Świetny publicysta młodego pokolenia Stanisław Skarżyński odpowiada na łamach „Wyborczej” polemistom w kwestii: Jak postąpić z PiS, gdy ta partia ostatecznie przegra. >>Nazwijcie mnie jakobinem, ale nie widzę nic niebezpiecznego w powiedzeniu dziś PiS, że „jak da nam ostatecznie po ryju, to my się odwiniemy, i to bez rękawiczki, ale za to z kastetem”.<<

jak

Oczywiście wolałbym, żeby ta i inne metafory przemocy pozostały tylko metaforami, ale to właśnie – w sensie politycznym – uważam, że powinniśmy dziś powiedzieć.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości powinni mieć dziś pełną świadomość faktu, że to III Rzeczpospolita od 26 lat chroni ich, swoich wyrodnych obywateli, przed eskalacją konfliktu politycznego poza granice konstytucji. Oraz że to ta konstytucja dała im narzędzia – wolność słowa, prawo do zgromadzeń, finansowanie partii politycznych, rzetelne, powszechne, demokratyczne wybory – których użyli, żeby tę konstytucję zniszczyć.

Zwykła uczciwość wymaga też, żeby mieli oni dziś świadomość faktu, że nie tylko oni czuli się spętani więzami konstytucji. Są w Polsce ludzie, których od wielu lat doprowadza do jasnej cholery to, do czego PiS używało praw, przysługującym im z mocy konstytucji.

Kłamstwa o Smoleńsku i bełkot o fałszerstwach wyborczych ukryły się pod wolnością słowa, tak samo jak to, że Zbigniew Ziobro nałgał przed komisją śledczą, że nie nakłaniał Jaromira Netzla do złożenia fałszywych zeznań – choć nakłaniał, potwierdziły to nieoczekiwanie odnalezione podsłuchy. Zdemaskowanie agentów polskiego wywiadu wymknęło się sprawiedliwości z powodu standardów państwa prawa, które każą wątpliwości rozstrzygać na korzyść podejrzanych, bo okazało się, że Antoni Macierewicz nie był urzędnikiem państwowym. Wiceminister obrony narodowej i likwidator WSI nie był urzędnikiem państwowym!

Z powodu rozdziału władz i standardów postępowania państwa prawa i sprawiedliwości nie doczekała się Barbara Blida, a szereg ludzi – Weronika Marczuk, Bogusław Seredyński, wielu innych – ogląda ludzi, którzy niszczyli im życie, sprawujących najwyższe funkcje w państwie.

Dopóki to się mieściło w ramach konstytucji, to było tylko ohydne.

nie-komentuje

Zima wasza

Nawet po zmianie władzy większość z tego, czego jesteśmy od roku świadkami – prezydent nocami podpisujący byle świstek, prokurator z czasów stanu wojennego postawiony na czele Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, ułaskawiony z niewinności Mariusz Kamiński, Bartłomiej Misiewicz z uśmiechem przyjmujący „złoty medal za zasługi dla obronności kraju”, media publiczne zamienione w kpinę, minister Szyszko z arcybiskupem Dydyczem wożący się karocą z dyni – to były tylko obrzydlistwa. Człowiek szanujący demokrację musiał z tym niesmakiem żyć, czekając na kolejne wybory.

Umowa społeczna jest jednak oparta na przyjęciu wzajemnych zobowiązań. Jako społeczeństwo umówiliśmy się w 1997 roku na to, że Rzeczpospolita będzie demokratycznym państwem prawnym, w którym władza podzielona będzie na trzy ośrodki wzajemnie się wspierające i kontrolujące, a Trybunał Konstytucyjny będzie rozstrzygał spory kompetencyjne między nimi. Że nie będzie odpowiedzialności zbiorowej, że każda wątpliwość będzie rozstrzygana na korzyść oskarżonego. I tak dalej.

Dopóki PiS było tylko obrzydliwe, pół biedy – czas rozliczeń nadszedłby przy urnach wyborczych. Ani oni pierwszą obrzydliwą władzą w Polsce, ani pewnie ostatnią. Demokracja w ogóle estetyczna jest bardzo przeciętnie, bo nie o urodę w niej chodzi, ale o ograniczanie władzy.

Wiosna nasza

Jednak w momencie, w którym Prawo i Sprawiedliwość ukręci konstytucji głowę – a stanie się to dokładnie wtedy, kiedy Trybunał Konstytucyjny zostanie obsadzony ludźmi bezprawnie wybranymi przez Sejm VIII kadencji, którzy zaczną wydawać wyroki w imieniu Rzeczypospolitej – w tym właśnie momencie zwolennicy demokracji mogą powiedzieć: „OK, no to skończyła się zabawa. Zniszczyliście dach, który chronił i nas, i was. Dzięki wam znów jesteśmy w dziczy”.

Nie oznacza to wcale, że chcę barbarzyństwa. Nie chcę, by posłowi Piotrowiczowi ogolono głowę. Nie chcę, żeby poseł Ast musiał w pokutnym worku całować schody Trybunału Konstytucyjnego, nie chcę, by Annę Zalewską uczniowie powieźli na taczkach. Nie chcę dla polityków PiS ani chłosty, ani banicji, ani trybunałów ludowych.

Mówię tylko tyle i aż tyle: posłowie PiS powinni mieć dziś pełną świadomość faktu, że sytuacja jest zerojedynkowa. Dopóki da się odwrócić ich machloje w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, dopóty istnieje państwo prawa, które chroni i nas przed nimi, i ich przed nami. W momencie, w którym odwrócić się tego zniszczenia już nie będzie dało, III Rzeczpospolita jest martwa – a wtedy możliwe jest dosłownie wszystko.

Tylko jeżeli konstytucja III RP ocaleje, od każdej siły politycznej, która będzie w przyszłości rozliczać PiS, będzie można oczekiwać zachowania standardów demokracji i państwa prawa. Jeżeli nie – będzie można do nich tylko apelować o człowieczeństwo, bo obowiązku nie będzie żadnego.

Lato Muminków

Czytając polemiki Macieja Stasińskiego i Bartosza Wielińskiego, mam wrażenie, że trzeba to dziś mówić tak głośno, jak się tylko da, bo w moim przekonaniu III RP na naszych oczach dogorywa właśnie dlatego, że kiedy pluto jej w twarz, ona twierdziła, że pada deszcz.

Innymi słowy, zarzucam III RP, że była mięczakiem. Że jako produkt czasów, w których rozmawiano o „końcu historii”, w ustroju III RP zaklęto przekonanie, że nikt już nigdy nie sięgnie po zamach stanu, bo demokracja udowodniła swoją bezsprzeczną wyższość tak dalece, że nie trzeba w niej uwzględnić autorytetu wynikającego ze strachu przed karą za naruszenie wspólnych zasad.

Bartoszowi Wielińskiemu wyszło spod pióra, że „słuszny gniew to zły doradca”. Ale gdzież tam! To jego tłumienie jest prawdziwą zbrodnią, to wyparcie złości prowadzi do tragedii. Jeśli dziś będziemy umieli wściekłość na zdrajców naszej drogiej Rzeczypospolitej słowami wyrazić, zatrudnić te emocje, by wzmacniały demokratyczny projekt – możemy uniknąć katastrofy.

Natomiast jeśli obrońcy demokracji będą zajmować się tym, żeby ich programy były estetyczne, słowa wyważone, a emocje stonowane, żeby po wiośnie zwycięstwa nad PiS przyszło mdłe, nudne „lato Muminków”, to nie tylko ośmielą swoją łagodnością tych, którzy dziś rujnują ustrój, ale również dadzą szansę tym, którzy zaproponują kolejną antydemokratyczną radykalizację.

Kempa śpiewała dla Rydzyka.

jaki-kraj

Maciej Stasiński pisze; „obrońcy wolności nie mogą naprawiać bezprawia bezprawiem, a jeśli dojdzie co do czego, krwi zmywać krwią”. To prawda i brzmi to świetnie. Tylko mnie nurtują nieco inne pytania. Jak zwalczać bezprawie, kiedy nie ma już prawa? Jak zachować czyste ręce, kiedy zamiast ciepłej wody z kranu zaczyna płynąć krew?

ojoj

Obywatele RP chcą odpowiedzieć chorej miesięcznicy smoleńskiej poprzez zajęcie krzyża. – Obywatel ma prawo grać władzy na nerwach – mówił w Poranku Radia TOK FM Paweł Kasprzak z inicjatywy Obywatele RP, która organizuje demonstracje w miesięcznice smoleńskie. – Myśmy grali na nerwach tej najistotniejszej władzy, jaką jest pan poseł Kaczyński – dodał.

obudz-sie-polsko

– Po co pan to robi? – pytał Jacek Żakowski Pawła Kasprzaka z inicjatywy Obywatele RP, która demonstruje w miesięcznice smoleńskie przed Pałacem Prezydenckim. W sobotę 10 grudnia również pojawią się na Krakowskim Przedmieściu.

80miesiecznica

– Na ogół ludzie rozsądni uważają to, co się tam dzieje, za jakiś niezbyt istotny folklor – powiedział Kasprzak. – Sam zawsze uznawałem ten narodowo-katolicki fanatyzm, który obserwujemy wśród rodaków, za jedną z najgłębszych i istotniejszych przyczyn kryzysu, z którym mamy do czynienia – oceniał. – Rozmiar zjawiska jest przerażający – dodał Kasprzak.

„To są jakieś, przepraszam za kolokwializm, jaja”

Jego zdaniem demonstracje to również „element bardzo podstawowej walki o bardzo podstawowe prawa obywatelskie”. – Obywatel ma prawo grać władzy na nerwach – podkreślił. – Myśmy grali na nerwach tej najistotniejszej władzy, jaką jest pan poseł Kaczyński – powiedział Kasprzak.

– Myśmy w parę osób zmusili do ustępstw rządzącą w tym kraju partię – mówił. – Do tego stopnia, że podpisali z nami porozumienie – dodał przedstawiciel Obywateli RP. Przy okazji jednej z miesięcznic strony zawarły porozumienie, w którym określono m.in. zasady, że nie mogą sobie wzajemnie przerywać. – Przecież to są jakieś, przepraszam za kolokwializm, jaja – stwierdził Kasprzak.

„Jestem w ich przekonaniu ludzkim śmieciem”

Co będzie się działo w sobotę? Obywatele RP próbowali przekonać Jarosława Kaczyńskiego, żeby powstrzymał serię obowiązkowych ekshumacji. Nie zrobił tego. – Tak jak zapowiadaliśmy zajmiemy krzyż. 80. miesięcznicy nie będzie – powiedział Kasprzak.

– Z całą pewnością dojdzie do przepychanek – zaznaczył Kasprzak. – Ja naruszam ich sacrum. Samą swoją obecnością, ponieważ jestem w ich przekonaniu ludzkim śmieciem, którego należałoby sprzątnąć sprzed oblicza świętego krzyża i równie świętego prezesa – dodał.

– Po co ich pan drażni? – pytał Żakowski. – To jest cholernie ważne, to jest cyrk, który się odbywa w centrum miasta – mówił Kasprzak. – Pewnie będą usuwali nas przemocą. Lada moment wejdzie nowelizacja prawa o zgromadzeniach i policja będzie robiła to, mam nadzieję, bardziej fachowo, więc ta przemoc będzie mniej brutalna – stwierdził.

„Poseł Kaczyński strzela sobie z armaty w kolano”

Dwoma głównymi założeniami projektu ustawy są: wprowadzenie tzw. zgromadzeń organizowanych cyklicznie oraz pierwszeństwo zgromadzeń organizowanych przez władze państwa i Kościół. Co więcej każdy „organ władzy publicznej” będzie mógł zablokować dowolne zgromadzenia.

– Ta ustawa to jest efekt tego co myśmy zrobili, tego całego szantażu – stwierdził Kasprzak. – Dziwię się posłowi Kaczyńskiemu, strzela sobie z armaty w kolano – dodał.

– Cała maszyna parlamentarna ruszyła po to, by chronić go przed naszą obecnością – mówił działacz Obywateli RP. – On nie może na tym wygrać, my stamtąd nie znikniemy, za chwilę będzie tak, że miesiąc w miesiąc policja będzie stamtąd znosić pokojową demonstrację – dodał.

za-co

Brązowy medalista z PRL-u i jego kibic.

czqjr1swiaeaabx

Gratulacje.

panie-prezydencie

Waldemar Mystkowski pisze o groźnych dla ekologii nowelizacjach ustaw o ochronie przyrody, które przygotował resort Szyszki.

czpvpj8wqaauqna

Partia rządząca PiS jest sformatowana na tradycję, na przeszłość. Przynajmniej w tej kwestii Jarosław Kaczyński nie robi Polaków w bambuko. Źle było, gdy nie znano w kraju Trybunału Konstytucyjnego? Nikt nie zawracał sobie głowy zgodnością prawa stanowionego z Konstutycją, zwłaszcza że był PRL

Do tej tradycji odwołuje się prezes PiS, sprzed Trybunału, czyli czasu sprzed decyzji Wojciecha Jaruzelskiego, który zrealizował postulat „Solidarności” z 1981 roku. Ministrowie rządu Beaty Szydło jak jeden mąż podążają ku tradycji, ku przeszłości.

Minister środowiska Jan Szyszko jest szczególny, bo on wywodzi się ze śriodowiska radiomaryjnego, jest określany jako człowiek o. Tadeusza Rydzyka, wykłada na uczelni redemptorysty, realizuje na niej projekty, które są zlecane przez jego ministerstwo. Minister Szyszko przyznaje granty profesorowi Szyszko wykladającemu na uczelni Rydzyka.

Gdyby podobna sprzeczność interesów zaszła w poprzednim rządzie, PiS buczałby nie tylko w niepokornych mediach, ale i w całej Europie.

Szyszko wraca jeszcze dalej w tradycję niż Kaczyński z Trybunałem, Kaczyński cofa się 30 lat z okładem, Szyszko do czasów, gdy nie znano jeszcze takich pojęć, jak ochrona przyrody, czy też ekologia. Resort Szyszki przygotowuje pakiet nowelizacji ustaw, które dewastują system ochrony przyrody, a stowarzyszenie ekologiczne i ludzi w nich działających czynią elementem kryminalnym.

szyszko

Ten pakiet nowelizacji został już przesłany do premier Szydło, ma sygnaturę KPRM, na trop wpadła Greenpeace Polska i opublikowała te już zaksięgowane dokumenty jako rządowe i z podpisami Szyszki.

Dokumenty w istocie są ponure, by nie napisać wręcz przerażajace, wiele mówią, jaką postacią jest Szyszko. Zlikwidowane mają być  Regionalne i Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. W zamian niczego się nie proponuje, bo ochrona środowiska ulega ograniczeniu i nie jest celem podstawowym ministerstwa środowiska. Do tej pory znaczenie miało współdziałanie z lokalnymi organizacjami ekologicznymi.

Te ostatnie w nowym prawie zostają wykreślone, acz nie wprost. Mianowicie muszą spełniać następujące wymogi: być stowarzyszeniami (a więc odpadają fundacje), utrzymywać się tylko ze składek członków, jakikolwiek grant z samorządu, z UE, bądź z funduszu ochrony środowiska wykreśla z partnerstwa w postępowaniach dotyczących ochrony środowiska, stowarzyszenia muszą mieć w swoich strukturach 5 członków, którzy ukończyli studia z nauk chemicznych, przyrodniczych, technicznych, rolniczych lub leśnych.

Okazuje się, że te wymogi nie spełnia żadna organizacja ekologiczna w kraju. Tak załatwione na cacy ma być protestujące społeczeństwo obywatelskie, które mogłoby stanąć przeciw dewastacji środowiska przyrodniczego przez arbitralne decyzje ministerstwa środowiska.

Nowelizacje ustaw nakładają sankcje na tych, którzy sprzeciwiają się groźnym dla środowiska inicjatywom rządzących, protestujący może bowiem trafić na trzy lata za kraty. Szyszko w ten sposób chce sobie otworzyć drogę do takiej tradycji, iż Puszczę Białowieską wyciąłby w pień i nikt by mu nie podskoczył, gdyż siedziałby w więzieniu.

Gdy resort środowiska został zapytany o te nowelizacje ustaw, zaprzeczył jakoby takie zmiany były planowane. To kolejna cecha polityki uprawianej przez pisowców, zaprzeczać czarnemu na białym. Iść w zaparte.

Ochrona środowiska, ekologia nie dotyczy przecież tylko stowarzyszeń ekologicznych, ale to sprawa pierwszorzędna dla nas wszystkich. Tym samym Szyszko otwiera kolejny front walki z Polakami, front ekologiczny. Znamienne jest, iż po uchwaleniu takich nowelizacji Unia Europejska wycofa finansowanie inwestycji przyrodniczych ze środków wspólnotowych.

minister

Gdy spokojnie ocenimy zamiary poszczególnych ministerstw – a w tym wypadku ministerstwa środowiska – to ma się nieodparte wrażenie, iż PiS zdecydowało się na wyprowadzenie Polski ze struktur unijnych. To kolejny przykład przeczący wartościom unijnym, przede wszystkim stojący w poprzed dobru ekologicznemu Polski. Szyszko, Kaczyński i reszta skansenu cywilizacyjnego PiS uprawiają politykę: „po nas choćby potop”. Czemuś i komuś to ma służyć. Czemu i komu? Na pewno nie jest w interesie Polski i Polaków.

Miłego weekendu. 🍺

czpc0zew8aqkyzz

Kleofas Wieniawa przypomina, iż Misiewicz zobowiązał się do pozwania w imieniu Macierewicza przed sąd Tomasza Piątka.

misiu

Ta Polska pisowska naprawdę się dzieje, to nie jest sen-mara, acz ma wszelkie cechy oniryczne. Postaci jak ze snów, niemoc intelektualna głównych postaci dramatu onirycznego, a może już tragedii, zbliżający się las Birnam i kasandryczne wiedźmy w Kancelarii Premiera.

Jest kilka opisów literackich tego zjawiska, nie tylko Szekspir, do którego figur się tutaj odwołuję.

Tomasz Piątek zachęca Misia Macierewicza, aby wreszcie złożył pozew przeciwko niemu i „Gazecie Wyborczej” w inkryminowanej sprawie pomawiania ministra Macierewicza.

Ja też zachęcam. Chcę więcej wiedzieć o Antonim Macierewiczu, który zupełnie inne pokoje powinien zajmować, a nie te ministerialne.

Taki proces musiałby się skończyć większą wiedzą o ministrze, który wybitnie osłabia obronność Polski. Więcej pojawiłoby się poszlak, za którymi kroczą dowody.

Nie tylko z powodu tego, że sądy są jeszcze niezależne, ale dlatego, iż obrona zawsze opuszcza gardę, aby zadać cios.

Dlatego nie wierzę, aby Macierewicz poszedł do sądu. Jego Misiu stosuje zwykłe zastraszanie, biedny nieutalentowany człowiek.

Za ten-sen marę zapłacimy jednak ponurą rzeczywistością. Po raz pierwszy po 1989 roku Polacy wpadli w apatię, jak to było w PRL-u. Widać to na ulicach, w rozmowach, a internet wygląda, jak w peerelowskich gazetach rubryka „Listy do redakcji”.

Teraz są to „Listy do reakcji”.

stop

😉😉😉

cztsgseweaewrzc

dzień

Andrzej Duda w trakcie kampanii prezydenckiej najprawdopodobniej zatrudniał hejterów. Z poprzedniego zdania winno być wyrzucone „najprawdopodobniej”.

Duda zatrudniał. Taki jest „niezłomny” ten człowiek. Pyta go w tej sprawie Jarosław Kuźniar.

nigdyNie

Kuźniar powołuje się na wpis Moniki Szymańskiej:

smutne

Czy to dziwne, że prezydent jest trollem? Nie. Prezes wszak jest krasnalem. Taki ich wymiar moralny. Normalny człowiek nie powie o sobie, jak bufon, że jest niezłomny, a przy tym łamie, co ustawa, konstytucję, bo prezes „kazali”.

tajnaReformaMediów

Media narodowe, tak mają się nazywać media publiczne. Brzmi niemal, jak media faszystowskie. PiS na media zamachnie się w takim samym stylu, jak na Trybunał Konstytucyjny.

Kierować mediami faszystkowskimi ma Rada Mediów Narodowych, których członków zatwierdzi prezydent.

Komuszek Krzysztof Czabański, który pilotuje „reformę” mediów publicznych, nie chce mówić za dużo, bo boi się protestów. Mediami narodowymi znowu zostaniemy walnięci w łeb.

To także jest niekonstytucyjne, bo wg konstytucji o mediach decyduje KRRiT.

Duda szykuje się na szafot Trybunału Stanu. Tak niszczona w Polsce jest demokracja.

amerykanieWyśmiewają

Amerykanie obśmiali Jarosława Kaczyńskiego, dyktatorka ze zgolonym wąsikiem. PiS zaprotestowało w sprawie krytycznych materiałów w CNN i „The Economist”. Jackson Diehl, czołowy amerykański dziennikarz:

„Dopóki wolność prasy jest gwarantowana przez rząd Stanów Zjednoczonych, nie musimy akceptować wymagań rządów”.

Tak PiS dba o dobre polskie imię, ośmieszając Polaków.

Członkowie Komitetu Obrony Demokracji (KOD) są przez pisowców zastraszani.

Mateusz Kijowski, jeden z liderów KOD poprosił policję o przyznanie ochrony. Twierdzi on, że ustawicznie dostaje telefony i SMS-y z pogróżkami. Ma także ciągle blokowane konto na Facebooku, a na Twitterze nieznana mu osoba podała dane adresowe jego miejsca zamieszkania.

Grożą nawet utratą życia.

Jarosław Kuźniar obliczył, że prezydent Andrzej Duda w ślubowaniu skłamał już w 12 sekundzie.

Wskazany przez Kuźniara fragment prezydenckiego ślubowania to słowa, w których Duda uroczyście przysięgał dochowanie wierności postanowieniom konstytucji. Już kilka miesięcy później prezydent prawdopodobnie dopuścił się deliktu konstytucyjnego w związku z uporczywym uchylaniem się od przyjęcia ślubowania od trzech sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego.

podczasRządów

Sypnął się rzecznik Dudy, Magierowski. Przyznał, że Duda łamie prawo. W tym wypadku konstytucję. Swołocz. Jak pisał nieśmiertelny Gogol: Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia.

Więcej >>>