Posts Tagged ‘Jarosław Makowski’

ALE ONI WOLĄ POMNIKI…

Jarosław Makowski („Polityka” i „Newsweek”) pisze o nowym pomyśle pani Szydło.

(fragmenty)

Szczęśliwy to rząd, którego głównym zmartwieniem staje się ściągnięcie pomnika Jana Pawła II z Francji do Polski. Szczęśliwa musi być pani premier Beata Szydło, której snu z powiek nie spędzają strajkujący młodzi lekarze, ale ma czas i energię, by upominać się o papieski pomnik, a chrześcijaństwo wykorzystywać do politycznych połajanek z Francją.

Cóż takiego zmobilizowało pisowski rząd do międzynarodowej ofensywy? Otóż w środę decyzję sądu w Rennes podtrzymała Rada Stanu, najwyższy organ sądownictwa administracyjnego we Francji, że pomnik – a przede wszystkim ogromny krzyż będący jego częścią – narusza zasadę laickości. Od tej decyzji nie przysługuje odwołanie. Na usunięcie krzyża lokalne władze otrzymały pół roku. Jeśli tego nie zrobią, będą musiały zlikwidować cały pomnik.

W ten spór włączyła się premier Polski. Powiedziała, że polski rząd podejmie działania, by pomnik naszego rodaka ocalić od cenzurowania. Rząd zaproponuje, aby przenieść go do Polski, o ile będzie zgoda francuskich władz i społeczności lokalnych. Jednocześnie pani premier skrytykowała decyzję francuskiego państwa w sprawie pomnika, mówiąc: „Nasz wielki Polak, wielki Europejczyk, jest symbolem chrześcijańskiej, zjednoczonej Europy. Dyktat politycznej poprawności – laicyzacji państwa – wprowadza miejsce dla wartości, które są nam obce kulturowo, które prowadzą do sterroryzowania codziennego życia Europejczyków”. To tyle faktów.

(…)

Dlatego gdyby dziś żył Jan Paweł II, powiedziałby rządzącym: „Dajcie sobie spokój z jałowym sporem o pomnik, otwórzcie drzwi przed sierotą, wdową, cudzoziemcem, gdyż oni uciekają przed wojną. A w ten sposób pokażecie, że katolicym nie jest dla was tylko na pokaz”.

OPOWIEŚĆ O CZECZOCIE JEST NAJLEPSZYM KOMENTARZEM DO SŁÓW GMYZA I ADAMCZYKA. WSTYD.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Szydło – kobieta od świątków

Pewnie nikt tego nie zauważy w Europie. Pani premier Szydło dała znać, czym zajmuje się na swoim urzędzie. Kancelaria Premiera ze zdjęciem Beaty Szydło opublikowała na Twitterze informację, że zaproponują lokalnym francuskim władzom w Ploermel w Bretanii przeniesienie pomnika Jana Pawła II do Polski.

Rząd polski zajmuje się świątkami. Dobrze czytacie. W bretońskim Ploermel wykonują wyrok sądu administracyjnego w Rennes z 2015 roku, w którym orzeczono, iż krzyż z pomnika wielkiego Polaka winien być usunięty, bo we Francji od 1905 roku istnieje ustawowy rozdział Kościoła od państwa.
Symbolika Kościoła katolickiego może komuś przeszkadza, a to dlatego, iż krzyż bywa nadużywany. Bo co komu przeszkadza krzyż? Kiedyś znamionował wartość społeczną i egzystencjalną, dla ludzi biednych był pocieszeniem. Idea Boga była żywa, bo innego pocieszenia za wiele nie było na podorędziu.

Dzisiaj to już przeszłość, zamierzchłość, Bóg wylądował w wysublimowanej filozofii, metafizyce. Jeszcze karmi się nim ciemny lud i to w ikonografii figuratywnej, tak jak w Polsce. Boga w tym nie ma – piszący ten słowa jest wierzący – ale za to jest maczuga krzyża.

W Polsce krzyż służy do walki politycznej i celebry polityków. Lubią fotografować się w przybytkach kultu lokalni politycy w moim kraju, zwłaszcza obecnie rządzącej opcji. Prezydent zaś wyspecjalizował się w łapaniu hostii tudzież spieszeniu na ratunek innym dewocjonaliom. Pustota i wydrążenie, jak pisał wybitny poeta katolicki Thomas Eliot.

Jak potraktować propozycję Szydło zgłoszoną w polskich mediach? Chyba tylko chichraniem, bo nie poważną krytyką. Piotr Szumlewicz określił to „nową ideą naszego dumnego rządu: Polska jako złomowisko katolickich pomników z całej Europy„.

Ktoś inny dopatrzył się w pomniku surogatu smoleńskiego Tupolewa. Nawet zakpiłem, iż Rosjanie szybciej nam zwrócą złom smoleński, ale bez wybuchu, tak jak Francuzi tolerują Jana Pawła II bez krzyża.

Nie byłoby o czym pisać, ale tym zajmuje się polski rząd: świątkami. Szydło – kobieta od świątków. Niby mamy zapisany w Konstytucji rozdział państwa od Kościoła, ale ten zapis, jak i podobne w Konstytucji, diabli wzięli.

W niewypowiedzianej wojnie o Polskę PiS uzyskał przyczółek na placu Piłsudskiego

PiS rozporządza terytorium Polski, jak chce. Warszawie został wyrwany centralny plac Piłsudskiego i oddany w rozporządzenie PiS, w tym wypadku minister infrastruktury przekazał go wojewodzie mazowieckiemu. Pisowiec dał pisowcowi.

Czy to prawne działanie? Raczej nie. Tak podpowiada rozum. Własność municypalna nie jest własnością państwa. Miasto może użyczyć teren na jakąś okoliczność, zaś państwo musi wspomóc miasto, gdyby teren miejski ktoś chciał zawłaszczyć. Mamy paradoksalną sytuację, bo państwo ewentualnie musiałoby stanąć przeciw sobie. Nie chcę zanadto filozofować, widać że państwo zarządzane przez PiS poszło na rympał i zagarnęło własność miasta dla partyjnej potrzeby.

Ratusz warszawski może dochodzić tego w sądzie. W niezależnym sądzie – a takiego już prawie nie ma, za jakiś czas nie będzie w ogóle niezależnego sądu. Co pozostaje robić miastu? Bronić tego kawałka swego terenu.

Czy warszawiacy, a może inni Polacy są w stanie obronić skrawek swego kraju, bo zawłaszczyła go partia? Nawet jeżeli staną w obronie, to teraz można się dowodnie przekonać, po co zostały powołane Wojska Obrony Terytorialnej.

Tak naprawdę znaleźliśmy się w stanie niewypowiedzianej wojny wewnętrznej. Partia, która rządzi, agresywnym aktem bezprawnym zawłaszczyła własność miasta, społeczności miejskiej, a że jest to stolica, niejako bezpośrednio staliśmy się ofiarami tej agresji, my, Polacy. Nie obawiam się, że prawo jest po stronie miasta, czyli po naszej, ale gdzie dochodzić swoich racji? Gdzie?

Wydarcie kawałka powierzchni Polski na potrzeby partyjne jest pierwszym sukcesem terytorialnym PiS w wojnie domowej. Czy potrafimy odzyskać ten skrawek ojczyzny? Wcale nie przesadzam z opisem tego, co zaszło. Kto zagarnia nie swoją własność, staje się wrogiem właściciela, nawet – a może zwłaszcza – jeżeli ten wróg nie przyszedł z zewnątrz.

Agresora zatem znamy, jak każdy agresor będzie sięgał po więcej. Nawet widać kolejne agresywne symptomy, acz będą dotyczyć sfery symbolicznej. Antoni Macierewicz w akcie desperacji wymyślił 100 kolumn na 100-lecie odzyskania niepodległości.

Po kiego te kolumny? Wiadomo. A do czego potrzebne są PiS wszelakie apele podczas uroczystości państwowych? Do tego potrzebne są te kolumny, do wyrycia na nich nazwisk dwóch bohaterów walki o niepodległość: Piłsudskiego i Kaczyńskiego. Te kolumny to więcej niż pomniki Lecha Kaczyńskiego.

Wróg do Polski przyszedł z wewnątrz Polski. Na razie zalicza sukces za sukcesem, jak tasiemiec zjada nas od wewnątrz. PiS to obcy w naszym wnętrzu (Alien 2, bo Alien 1 był w latach 2005-07).

>>>

TO BĘDZIE KOLEJNY WIELKI SUKCES RZĄDU PiS. I ZŁOTY MEDAL ZA ZASŁUGI DLA MACIEREWICZA

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o zdewastowanym Wojsku Polskim przez Macierewicza. Z jednej strony odchodzący gen. Gut, który budował w armii nową jakość, z drugiej – nowy szef GROM, dowódca z odzysku. To zderzenie jest druzgocącą metaforą obecnej destrukcji armii.

Generał Jerzy Gut – jeden z najlepszych dowódców wojsk specjalnych, wyszkolony w USA, wielokrotnie odznaczany za udział w akcjach w Iraku i Afganistanie – podaje się do dymisji. Nie, to nie jest „złóg postkomunistyczny” – jak zwykli mawiać wielbiciele „dobrej zmiany”. Nikt nie zna jego poglądów politycznych, bo tam, gdzie do tej pory się sprawdzał – czyli pod ogniem – poglądy polityczne są sprawą drugorzędną.

Skala odejść dowódców w polskim wojsku jest szokująca. Równocześnie jednak dowództwo eksportowej polskiej jednostki specjalnej GROM obejmuje oficer skonfliktowany z podwładnymi, zaprawiony w bojach z własnymi przełożonymi – i zdeklarowany zwolennik PiS. Oficer, który kilka lat był poza służbą i stał się komandosem wagi ciężkiej – jak mówią złośliwcy, przezywając go „Ponton”. Kilka lat temu podkomendni wygnali go z jednostki i odebrali mu honorową odznakę. To typ dowódcy, do którego „specjalsi” mówią ironicznie: „uważaj na plecy”.

Zderzenie to – z jednej strony gen. Gut, który budował nową jakość, z drugiej dowódca z odzysku – jest druzgocącą metaforą obecnej destrukcji armii. Wbrew propagandzie PiS z sił zbrojnych odchodzą najlepsi – którzy mają wiedzę, doświadczenie i honor. Zastępują ich często zwolennicy tej partii widzący szansę awansu i rewanżu. Równocześnie szef MON Antoni Macierewicz gwałtownie obniża kryteria kompetencji na najwyższych stanowiskach.

Przez kilka lat mieliśmy prawo być dumni z sił zbrojnych. Jeszcze nie było bardzo dobrze, ale wiadomo było, że zmiany idą w dobrym kierunku. Podstawę stanowiło nowe pokolenie oficerów. Poziom kadry dowódczej chwalili Amerykanie i sojusznicy z NATO. Bo o sile armii decyduje nie tylko uzbrojenie, ale także kadra oficerska, która nadaje armii ducha i do której żołnierze mają zaufanie.

Ostatnie kilka miesięcy działań Macierewicza to drastyczne obniżenie siły polskiej armii. Gdy się posłucha tego, co minister mówi, można dojść do wniosku, że marzy o wielkiej wojnie. Gdy się patrzy na to, co robi z armią – że robi wszystko, by była to wojna przegrana.

WOJSKO OTWARCIE KRYTYKUJE MACIEREWICZA. I TO TAK MOCNO, JAK NIGDY DO TEJ PORY. CZY ŻOŁNIERZE MAJĄ RACJĘ?

Jarosław Makowski w „Newsweeku” pisze, jak Kaczyński „zmądrzał”.

Jarosław Kaczyński, gdy próbował przekonać Polaków do swej polityki, przegrywał. Wtedy zrozumiał, że aby zdobyć władzę musi Polaków oszukać.

W anglosaskiej procedurze parlamentarnej istnieje manewr zwany „gut and replace”, który potocznie określa się mianem „Procedury Frankensteina”. Polega on mniej więcej na tym, że jeśli chce się zupełnie zniweczyć projekt ustawy, zamiast głosować przeciw głosuje się „za”. Dalej ustawa wędruje do komisji, w której mamy większość. Tam projekt ustawy otrzymuje zupełnie odwrotną treść do tej, którą zgłoszono. Jedyne co się ostaje, to na urągowisko, oryginalny tytuł ustawy. Jarosław Kaczyński, naszym zdaniem, dokonuje na III RP takiego właśnie zabiegu.

W jaki sposób?

Kaczyński już nie jeden raz próbował przekonać Polaków do swojej wizji Polski: najpierw popierając projekt konstytucji zgłoszony przez AWS, a potem starając się wcielić w życie swoją ideę IV Rzeczpospolitej. Jednak Polacy obie koncepcje odrzucili. Próbował też kandydować na urząd Prezydenta RP. Ale nawet w atmosferze żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej większość Polaków powiedziała jego pomysłom: „nie”. Wtedy zrozumiał, że zamiast przekonać Polaków do swoich pomysłów, łatwiej i prościej będzie ich oszukać. I dlatego w ostatnich kampaniach prezydenckiej i parlamentarnej zniknął zupełnie z pola politycznej bitwy, podobnie jak jego wierny giermek a la Sanczo Pansa, Antoni Macierewicz. Zamiast Kaczyńskiego w głównej roli oglądaliśmy Andrzeja Dudę, który obiecywał, że nie będzie prezydentem-notariuszem PiS oraz Beatę Szydło, która się zaklinała, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin. Polacy w to uwierzyli. Tymczasem wszyscy bohaterowie „dobrej zmiany” kłamali niczym sowiecka „Prawda”.

Gdy tylko okazało się, że marionetki w osobach Dudy i Szydło dały Kaczyńskiemu zwycięstwo, prezes ostro zabrał się do realizacji „Procedury Frankensteina” na demokratycznym państwie prawa. Niektóre instytucje niszczy wprost: Trybunał Konstytucyjny i publiczne media, które dziś – w dobie post-prawdy – produkują głównie tzw. fake news, czyli „fałszywą prawdę”. Słychać już o planach „reform” Krajowej Rady Sądownictwa oraz ordynacji wyborczych do Sejmu i samorządu. Zapewne w najbliższych miesiącach podobny los czeka Sąd Najwyższy oraz RPO. Wszystkie instytucje, które stojące na straży praworządności przechodzą procedurę określoną, w czysto gomułkowskiej retoryce przez prezydenta Dudę, „pogłębianiem demokracji”.
Ale „gut and replace” ma też drugie dno. Kaczyński niszczy również urzędy i stanowiska, które zaczyna kontrolować. Stanowiska będące do wczoraj symbolem stabilności państwa. Za pomocą podległych sobie politycznych marionetek kompromituje urząd premiera, marszałka sejmu i senatu oraz prezydenta. Nikt nie ma już wątpliwości, kto sprawuje realną władzę w Polsce, a kto jest paprotką, broszką czy notariuszem. Trudno bowiem mieć szacunek nie tylko do piastuna, ale i samego urzędu, gdy na jego widok nie wstaje sam Kaczyński, albo gdy premier i marszałek sejmu siedzą jak trusie, a o puczu kanapkowym peroruje „zwyczajny” poseł. Podobne zachowanie widać w podejściu do Unii Europejskiej: niby „premier” i „prezydent” są za, ale… Krótko: Kaczyński nie szanuje nikogo, kto nie szanuje samego siebie. I takich ludzi nie waha się publicznie upokarzać.

Niszczycielska władza Kaczyńskiego sięga dziś od Wawelu, gdzie udało mu się pochować brata, śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, korzystając z próżności kardynała Stanisława Dziwisza, po groby niewinnych ofiar, które każe ekshumować, aby dalej zbijać polityczny kapitał na bredniach o „zamachu” smoleńskim. Seria ekshumacji wykluczyła wybuch i ustaliła, że przyczyną śmierci były obrażenia typowe dla wypadków lotniczych. Jednak w ten sposób Kaczyński pokazał, że może kontrolować nie tylko żywych, ale i umarłych.

(Samoloty w Brzeszczach, limuzyny, przystanki PKP i PKS – Cenna jest ta premier. A PAS STARTOWY POCIĄGNIE SIĘ AŻ POD SAM KURNIK NA PODWÓRKU)

Musimy spojrzeć prawdzie w oczy: Jarosław Kaczyński zniszczył 30-letni dorobek demokratycznych przemian. Konstytucja z 1997 roku jest już tylko Frankensteinem. O jej treści decyduje prezes i jego polityczna wizja. Prezes PiS przeorał Polskę na miarę potopu szwedzkiego. Piszemy o tym, gdyż musimy to sobie uświadomić, zamiast naiwnie się pocieszać, a opozycja przyswoić. Nie ma powrotu do sytuacji sprzed 2015 roku. Nawet gdyby udało się odsunąć od władzy PiS to „owoce” pracy prezesa, od notariusza w Pałacu Prezydenckim po marionetki w Trybunale Konstytucyjnym, będą się kładły długim cieniem na naszym społecznym i politycznym życiu na wiele lat. Odsunięcie od władzy PiS będzie musiało się wiązać ze „żmudną zmianą” i przyjęciem nowej Konstytucji. Z obecnych perypetii trzeba będzie wyciągnąć lekcję i – przykładowo – zlikwidować powszechne wybory prezydenckie i zastąpić je wyborem większością konstytucyjną przez obie izby parlamentu, a także wprowadzić przepis, że w przypadku braku decyzji prezydenta w ciągu 14 dni ustawa będzie uznawana za podpisaną, osoba za mianowaną i zaprzysiężoną etc. Trzeba będzie na nowo napisać ustawę o Trybunale Konstytucyjnym i usunąć osoby, które dały się użyć do zniszczenia tej instytucji.
A co najważniejsze: będzie trzeba wreszcie oddzielić Kościół Rzymskokatolicki od państwa i to na wzór francuski tzn. wyraźnie zapisać w Konstytucji świeckość państwa. Ekscesy Kaczyńskiego nie byłyby możliwe bez wiernopoddańczego poparcia Episkopatu, który żyruje wszystkie posunięcia tzw. „dobrej zmiany”. Wielu ludzi to poparcie dziwi – pamiętając zasługi Kościoła w czasie PRL. Kościół w Polsce nigdy jednak nie był zwolennikiem demokracji – był tylko antykomunistyczny. Gdy PRL upadł, Kościół natychmiast próbował zająć miejsce przewodniej siły narodu i za pomocą podległych i cynicznych polityków oraz bardzo prokościelnego, niestety trzeba to powiedzieć, Trybunału Konstytucyjnego, powoli „przyjazny” rozdział Kościoła od państwa skutecznie rozmiękczał. Dopiero rządy Kaczyńskiego po 2015 roku pozwoliły mu te pozory autonomii rozwiać oraz zdjąć maskę i rękawiczki.

Polska znajduje się dziś w niebezpieczeństwie. Niedocenienie stopnia destrukcji państwa przez Kaczyńskiego i jego szkodliwości dla przyszłości demokracji w Polsce może się okazać zgubne. Kaczyński i jego czynownicy dokonali „procedury Frankensteina” na III RP. Jeśli opozycja chce to zmienić, musi zdać sobie sprawę z powagi sytuacji i przygotować się na długi marsz przywracania instytucjom państwa i prawu ich prawdziwego znaczenia.

Andrzej Saramonowicz na FB 👍

Waldemar Mystkowski pisze o wyroku TK ws. ustawy o zgromadzeniach.

Jeden z bardziej interesujących byłych ministrów Bartłomiej Sienkiewicz mówił, że „państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”, mając na uwadze źle współdziałanie instytucji. Ta słabość polska nigdy nie została zwalczona, była obecna we wszystkich Rzeczpospolitych. Przede wszystkim mamy do czynienia z kiepskim wykształceniem urzędników, ich niesolidnością i nieprzejrzystością podejmowanych decyzji.

Dzisiaj nawet tak krytycznie nie można powiedzieć, bo jest jeszcze gorzej, a może już państwo polskie istnieje w alternatywie albo jest tak zniekształcone, iż nie możemy mówić o instytucjach państwowych ani o rzeczywistych procedurach w nich stosowanych. Polska staje się państwem onirycznym, marą, zmorą, majakiem. W anglosaskim parlamentaryzmie (przypomina to publicysta Jarosław Makowski) działanie takiego państwa nazywane jest „gut and replace”, który to idiom jest bardziej zrozumiały pod pojęciem „procedury Frankensteina”.

Tak się procedury zniekształca, obrzydza proces podejmowania decyzji, iż wychodzi z niego potworek iście frankensteinowy. Bo jak inaczej można nazwać instytucję, którą jeszcze niedawno nazywaliśmy Trybunałem Konstytucyjnym. Właśnie zapadł w nim wyrok w sprawie ustawy o zgromadzeniach, a została ona do tego trybunału frankensteinowskiego posłana przez Andrzeja Dudę.

Trybunał orzekał w składzie bezprawnym, bo trzech sędziów tzw. dublerów zostało przez wcześniejszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, kiedy nie był jeszcze atrapą, uznanych za wybranych w sposób niekonstytucyjny. Oprócz tego nie orzekał jeden z sędziów – zastępca „prezes” Julii Przyłębskiej – Stanisław Biernat, który został zesłany na przymusowy urlop. Nie byli obecni trzej sędziowie wybrani w 2010 roku, bo magister Ziobro uznał, że wówczas zostali wybrani niekonstytucyjnie.

Mało tego frankensteizmu? Czy trzech nielegalnych sędziów może zalegalizować instytucję i wyrok przez siebie wydany? Ponadto do Trybunału nie zostały dopuszczone media. Mamy do czynienia z takim smaczkiem, który zauważył publicysta „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz: „Na czele Trybunału Konstytucyjnego żona TW i pan, który był jednym z wulgarniejszych hejterów na TT”. TW to „Wolfgang” Andrzej Przyłębski, a jego żona Julia nawet nie dostała pracy w poznańskim sądzie, bo nie ma potrzebnych kwalifikacji, zaś ten hejter na Twitterze to sędzia-sprawozdawca w omawianej tutaj sprawie Mariusz Muszyński, który ponadto ze służbami specjalnymi może mieć więcej wspólnego niż Przyłębski.

Mało brakowało, a nie napisałbym o wydanym wyroku, tylko zająłem się charakterystyką instytucji zmory, mianowicie wydano wyrok, iż ustawa o zgromadzeniach jest konstytucyjna, czyli PiS może zablokować każdy protest, a np. podczas miesięcznic smoleńskich protestujący Obywatele RP uznani zostaną za przestępców. Warto odwołać się do ostatniej marcowej miesięcznicy, w której protestujących było więcej niż ludu smoleńskiego i ochraniających go szwadronów policyjnych.

Polska jest dzisiaj zmorą dla swoich obywateli. Ma oblicze Frankensteina i takie zniekształcone są kompetencje fachowe sędziów w Trybunale, dla którego ciągle szukam właściwej nomenklatury. I chyba najbliższa jest nasza swojska parafraza z Józefa Piłsudskiego, który o marcowej konstytucji z 1921 roku powiedział: „Ja tego, proszę pana, nie nazywam Konstytucją, ja to nazywam konstytutą. I wymyśliłem to słowo, bo ono najbliższe jest do prostituty. Pierdel, serdel, burdel”.

I ten zniekształcony Trybunał Konstytucyjny nazwać należy Trybunałem Prostytucyjnym, który wydał wyrok o zgromadzeniach np. pod latarniami na Krakowskim Przedmieściu. Treść wyroku to: pierdel, serdel, burdel.

TAKA PRAWDA

>>>

c0mqoorxaaaoosn

LINK DO HYMNU KOD-u – „CZARNY WALC” I INNYCH PIEŚNI WOLNOŚCI >>>>>

Ten rok był fatalny, następny bedzie jeszcze gorszy. Chciałoby się zatrzymać czas. Będziemy musieli sobie jednak radzić. Jarosław Makowski na portalu OKO.press prognozuje.

Cytuję końcówkę jego eseju.

2017

Spadki sondażowe PiS-owskiej władzy i rosnący opór może doprowadzić do wewnętrznych tarć. Ale, by jacyś politycy mieli odwagę wyjść z PiS, muszą być czyści jak łza. Każdy bowiem, kto zechce zdradzić, musi liczyć się z atakiem nie tylko PiS-owskich wyznawców i trolli, ale także służb specjalnych. Jak wiemy, Kaczyński ma służby i nie zawaha się ich użyć. Także wobec kolegów partyjnych, gdy okażą nielojalność.
Jeśli więc mam rację, to nadchodzący rok, rok 2017 będzie czasem, w którym historię postanowiliśmy brać szturmem. Sęk w tym że gdy człowiek historię bierze szturmem, okrucieństwo i brutalność staje się codziennością. Czy wciąż sądzicie, że nadchodzący rok będzie lepszy niż miniony? Porzućcie nadzieję…

JAK WIDAĆ, NAWET ZIOBRO ZA SWOJE OSZUSTWO Z PODPISEM, NIE PONOSI KONSEKWENCJI. KARY SĄ TYLKO DLA OPOZYCJI.

c0mmb3kweaaxw76

A TAK WYGLĄDA PRAWDA. PiS KŁAMIE NAWET W BOŻE NARODZENIE.

c0mhm2rw8aadmzx

Waldemar Mystkowski pisze o plemieniu protestu, które jest większe niż popierające rząd PiS plemienię „dobrej zmiany”.

protest

Można się sprzeczać, czy poprawny statystycznie, intelektualnie i „patriotycznie” jest podział Polaków na plemiona, zwłaszcza podział w aspekcie rządzącej ekipy (za lub przeciw), a ten podział plemienny to

– barwy poparcia, barwy dobrej zmiany,
– barwy protestu, barwy opozycji.

Portal OKO.press przygląda się tym plemionom od początku i to z liczydłem w ręku. Wychodzi na to, że PiS może liczyć na stałą „dobrozmianowców”, zaś protestujących przybywa i to o stałej dynamice wzrostu – kosztem obojętnych, którym wszystko jedno. Zatem „letnich” jest coraz mniej.

„Dobrozmianowców” od początku badań, tj. od czerwca 2016 da się określić na stałym poziomie 35 proc. Przybywa plemienia „protestu”, w czerwcu tych barw było („czarnych”) 34 proc., we wrześniu podskoczyło do 40 proc. , a obecnie obrońców demokracji można zawrzeć w 43 proc.

Od tych liczb ogólnych ważniejsza jest kwota przewagi jednego plemienia nad drugim i determinacji (impulsu do działania), to będzie decydujące dla poparcia politycznego, a także odpowiedzi na pytanie: jak politycy potrafią przekuć determinacje plemion na właściwe cele polityczne.

Wielkość przewagi plemienia protestu nad „dobrą zmianą” wynosi w liczbach bezwzględnych 20 proc.

c0jgduixcaegsm_

Podział plemienny jest widoczny w przedziałach wiekowych. Za „dobrą zmianą” opowiadają się ludzie starsi, za opozycją i protestem – młodsi. W wypadku tych ostatnich istnieje jeszcze podgrupa „ucieczkowa” – deklarujących wyjazd za granicę, ucieczka przed PiS-em.

W obydwu plemionach występuje na tych samych zasadach „ewolucji” poparcia „gen aktywisty”. W obydwu plemionach największa grupa to obojętni popierający, ale to aktywiści decydują o obliczu publicznym, medialnym.

Także gen aktywisty częściej występuje wśród plemienia protestu niż dobrej zmiany. Wśród protestujących co 4 osoba chce wyjść na ulicę, a wśród popierających PiS tylko co szósty. A zatem skonkludujmy, iż zdecydowanie więcej „rodzi się” protestujących, populacji tej przybywa, więcej rodzi się buntu niż go umiera.

Badania szczegółowe tych plemion weryfikują przewagę wśród protestujących z wyższym wykształceniem oraz pochodzących z największych miast i z Warszawy.

Protestują więc – wbrew propagandzie PiS – nie ci, którzy tracą przywileje, wpływy, stanowiska, czy dobra materialne, ale ci, którym odbierana jest przyszłość i nadzieja, czyli ludzie młodzi. Przewaga płci dotyka także protestujących, kobiet jest niemal dwukrotnie więcej niż mężczyzn.

W ostatecznych liczbach bezwzględnych tych, którzy deklarują wyjście na ulicę wygląda, iż plemię dobrej zmiany może liczyć w całym kraju na 1,8 mln poparcia (równowaga płci – po 0,9 mln kobiet i mężczyzn), a grupa plemienia protestu zawiera się w wielkości 3,4 mln gotowych do wyrażenia dezaprobaty, kobiet jest aż 2,15 mln, a Polaków 1,25 mln.

Stosunek plemion wyrażających aktywność jest korzystny dla protestujących, jak 11 do 6. Tych pierwszych przybywa kosztem obojętnych, a drudzy utrzymują się na stałym poziomie. Na podstawie powyższych wielkości można przewidywać przyszłość, dużo jednak zależy od polityków, którzy winni przekuwać poparcie plemion na realizacje polityczne. A więc protestujący mają przed sobą przyszłość, bo nie chcą przyszłości oddać beznadziei „dobrej zmiany”, jest ich zdecydowanie więcej i dynamiczniej „rozmnażają się”.

Polityczna homilia arcybiskupa Głódzia. BRAK SŁÓW.

c0jl6m1xgaamwky

Kleofas Wieniawa komentuje nową jakość polityków opozycji, która właśnie wykuwa się podczas protestu na sali sejmowej.

sila

W Sejmie wykuwa się zupełnie nowa jakość polityki. Taki mamy czas świąteczny. Może tak musiało być, bo innej drogi nie ma, że strawestuję podstawową myśl procesów historycznych sformułowaną przez najwybitniejszego myśliciela politycznego obok Platona, Hegla.

Protestujący politycy dorastają w tempie takim, w jakim młodzież w trakcie wojen.

Politycy Platformy Obywatelskiej zaprezentowali Dekalog Wolności. To dużo, dużo więcej niż public relations.

c0jerzcxcaaxtla

Tomasz Lis protest ujmuje:

Czym był Czarny Protest dla obrony praw kobiet, tym protest polityków jest dla polskiego parlamentaryzmu – znak nadziei, godności, siły.

A ja?

„Takie zjawiska jak wigilia Bożego Narodzenia i same święto pod Sejmem i na sali plenarnej Sejmu przechodzą do pamięci i do historii. To jest trwałe, bo potrzebuje nie lada wysiłku od uczestników, wcale nie takiego wysiłku powierzchownego politycznie, że protestuje się za sprawą nie podlegającą dyskusji, ale wysiłku wewnętrznego, za który się płaci rzeczywiste ceny, wysiłku z gruntu psychologicznego, egzystencjalnego. Wszak najważniejsze są nasze głosy wewnętrzne, ten w środku nas aniołek i ten diabełek. To one nas rozrywają wewnątrz, „debatują”.

Z tym się zmagają posłowie Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej protestujący w Sejmie. I to wnętrze wykuwa w nich szlachetność, a nie gorsza czy lepsza retoryka na konferencjach prasowych. Polityczny protest w Sejmie i pod nim to cezura, która wpisze się na trwałe w historii Polski i to po stronie tej najszlachetniejszej.”

c0jidbhwqaanjj2

CZEMU SIĘ DZIWISZ POLAKU? KOŚCIÓŁ MOŻNA KUPIĆ.

c0mkeroxgaauqhp

CqhAm9dWEAAYdje

PiS nie popuści, będą wyciągane z grobów ofiary smoleńskie, bo to potrzebne do mitu załozycielskiego „polegniętego” Lecha Kaczyńskiego.

Będą przypominać na okrągło katastrofę smoleńska, aż ustanowią święto 10 kwietnia, Dzień Polegniętego Lecha Kaczyńskiego. Pisowski smród kurdupli. Jedzie im nie tylko z gęby, ale z tyłka. Smrody.

rządNie

To już pewne. Będą ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej. Część z ich bliskich na nowo przeżyje dramat, który choć trochę udało się zapomnieć. Prokuratorzy nie muszą nawet pytać ich o zdanie. „Ekshumacje będą, nawet mimo sprzeciwu rodzin”.

Michał Kamiński twierdzi, że Jarosław Kaczyński może zechcieć być komisarycznym prezydentem Warszawy. Iść drogą Lecha Kaczyńskiego.

kamińskiKaczyński

Wydaje mi się, że Jarosław Kaczyński pójdzie na komisarza w Warszawie i przyspieszone wybory. Jest przepis, który umożliwia rozwiązanie Sejmowi na wniosek Rady Ministrów. To jest zbadane i do tego dojdzie. To w oczywistym interesie PiS, te wybory”.

Uważam inaczej niż Kamiński, choć do ostrych przetasowań dojdzie. Kaczyński może zastosować stary chwyt, zdegradować Szydło, postąpić tak jak z Marcinkiewiczem. Szydło na prezydenta Warszawy, a siebie na premiera.

Scenariusz Kamińńskiego i ten z Kaczyńskim premierem spowoduje dalsze protesty Polaków i przegraną PiS.

PiS się kończy – to już widać w niedalekiej perspektywie.

CqkDjb0WYAMHdlQ

Z eseju Jarosława Makowskiego o powiązaniach PiS-u z Kościołem i odwrotnie.

sojusz

A o klęsce może mówić wtedy, gdy Dobrą Nowinę chce zastąpić „dobrą ustawą”.

Abp Stanisław Gądecki mówi zachwycony: „Nastąpił ogromny przełom. Po wojnie nie było jeszcze takiego zjednoczenia państwa i Kościoła”.

I rzeczywiście: finansowanie Świątyni Opatrzności Bożej, sakralizowanie każdej uroczystości państwowej, finansowanie religii w szkole, dotacje dla o. Tadeusza Rydzyka, Fundusz Kościelny – wszystko to „dzieła” finansowane i wspierane przez państwo hojniej niż kiedykolwiek w przeszłości. Dlatego bp Józef Wysocki nazywa premier Beatę Szydło i prezydenta Andrzeja Dudę „darem od Boga”.

Kościół, przyjmując od Jarosława pocałunek, nie zdawał sobie sprawy, że jest to pocałunek o smaku esbeckich akt. Dziś PiS zarządza historią – a przede wszystkim jest w całkowitym posiadaniu archiwów. Biskupi doskonale wiedzą, co z pomocą esbeckich akt jest w stanie zrobić Sławomir Cenckiewicz.

PiS grał teczkami na kościelnym podwórku, gdy rządził w latach 2005-07. Jest tajemnicą poliszynela, że wielu biskupów, szczególnie tych, którzy są wyznawcami Radia Maryja, a Dobrą Nowinę zamienili na „dobrą zmianę”, ukrywa w swoich szafach niejednego trupa. Co więcej, biskupi doskonale zdają sobie sprawę, że Jarosław Kaczyński, trzymając w garści esbeckie kwity na hierarchów, nie zawaha się ich użyć, jeśli taka będzie dziejowa konieczność. A jest nią utrzymanie władzy za wszelką cenę.

Duszpasterze nie mają powodów do radości: po raz pierwszy od 1980 r. na niedzielne msze chodziło mniej niż 40 proc. wiernych. Od 2003 r. polski Kościół stracił blisko dwa miliony wiernych.

Dziś największym wrogiem Kościoła jest sam Kościół. I politycy, którzy uważają, że lepiej trzymać z proboszczem niż z Panem Bogiem. Bo, jak wiemy, Bóg – w przeciwieństwie do proboszcza – nie głosuje.

Cqhn07lWcAAx7XL

Ofermowaty minister kultury (w randze wicepremiera) Piotr Gliński chciał na siłę wcisnąć kiczowaty film o żołnierzach wyklętych „Historię Roja”.

glic584ski-interweniuje

Na Koduj24.pl o Glińskim i drugim konflikcie – we Wrocławiu – „Kultura pod pisowskim obcasem” pisze Waldemar Mystkowski.

kultura

Pod pisowski obcas dostała się kultura. Od dawna jest rozgniatana, lecz dzisiaj dwa znamienne fakty wypełzły na wierzch. Minister kultury prof. Piotr Gliński już nieraz sygnalizował, że nie po drodze mu z kulturą wysoką. Czyżby kompleks brata Roberta Glińskiego, skądinąd bardzo ciekawego reżysera? A może Gliński jeszcze żyje w czasach, gdy żywa była formułka Lenina „Kino jest najważniejszą ze sztuk”?

Drugi przykład jest równie znamienny, acz nie tak jednoznaczny. Mianowicie (czego nie wiedziałem wcześniej) został ogłoszony konkurs na stanowisko dyrektora wrocławskiego Teatru Polskiego. Do tej pory był nim poseł Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski, krytyk teatralny i świetny organizator. Reżyserują u niego takie znakomitości jak Krystian Lupa, reżyser formatu światowego. Mieszkowski wcześniej podpadł Glińskiemu sztuką noblistki Elfriede Jelinek, wystawianą w Teatrze Polskim. W przedstawieniu jakoby miało dojść do symulowanych aktów kopulacji. Konkurs na stanowisko ogłosił jednak marszałek województwa, samorząd zatem jest właścicielem teatru, ale chodziło o naciski polityczne. W tej sytuacji podłoże jest proste: pieniądze  daje ministerstwo. Konkurs wygrał Cezary Morawski, aktor serialowy, bez osiągnięć w sztuce wysokiej. Mieszkowski twierdzi, że do wymiany jego na Morawskiego doszło ze względów politycznych, a że mamy do czynienia z rządzącą partią zemsty, to na pewno tak jest.Dla mnie probierzem tej krzywej polityczności jest postawa Krystiana Lupy, który w Teatrze Polskim miał w próbach „Proces” Kafki i na znak protestu przerwał je.

Kultura po 1989 roku nie podlegała szczególnym naciskom politycznym, była i jest najlepszym polskim towarem eksportowym. Za literaturę, za teatr, sztuki plastyczne nie musieliśmy się wstydzić, jak oblewamy się rumieńcami za rządzących dzisiaj polityków.

Politycy PiS sztuki, literatury, teatru, nie zniszczą, ale mogą utrudnić życie artystów. Elit nie wymienią, choćby się troili i przepoczwarzali, elity same się konstytuują. Działania Glińskiego i jego sponsorów politycznych ośmieszają nas na zewnątrz. Tyle ich. Chcą uchodzić za klownów, ich sprawa. Ale nie wszyscy Polacy to pokraki.

CqiJ8FAWcAAuCzP

Kościół katolicki dopiero wchodzi w alians z nacjonalistami, bez mała faszystami, takimi jak z ONR. Jak to miało miejsce w katedrze w Białymstoku, dla ONR mszę celebrowali dwaj księża: ks. Leon Grygorczyk, podlaski kapelan policjantów oraz niesławny ks. Jacek Międlar ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy.

Znawca Kościoła Jarosław Makowski, były szef think tanku Instytutu Obywatelskiego, uważa, że związki Kościoła z twardym nacjonalizmem dopiero się zaczęły.

niebepieczne

Powaga problemu tkwi w tym, że nacjonalizm i ksenofobia biskupów, księży i napuszczonych przez nich części wiernych, nie powstał z dnia na dzień. Ani sama z siebie. To, że dziś oglądamy księży i ONRowców w jednym szeregu, to skutek wieloletnich zabaw Kościoła z nacjonalizmem. Kościół w Polsce, szczególnie od śmierci Jana Pawła II nie kryje się ze swoimi ultraprawicowymi ciągotami. Hierarchowie z premedytacją omijają to nauczanie Jana Pawła II, które nie pasuje im do twardego katolicko-narodowego światopoglądu. A więc nie ma mowy o ekumenizmie, o dialogu między religijnym. To, co biskupi wzięli z nauczania papieża Wojtyły, to teologia narodu i teologia ciała. Interesują ich tylko karta wyborcza oraz spodnie i kobiece macice. Biskupi przez wszystkie przypadki odmieniają takie pojęcia jak: Bóg, honor, ojczyzna, dziecko poczęte. Zazwyczaj jest to przedstawiane jako wartości, których trzeba bronić, gdyż są one atakowane: a to przez Unię Europejską, a to przez liberałów, a to przez lewaków – generalnie Żydów, Niemców i gejów w ukryciu.

To kibole nacjonaliści pobili pisarza i dramaturga Pawła Demirskiego, gdy na warszawskiej Ochocie stanął w obronie poniżanego Pakistańczyka.

Szef „Krytyki Politycznej” Sławomir Sierakowski pisze o okolicznościach napadu na polskiego pisarza.

polskaKibolska

Wiadomość, że Paweł Demirski został pobity przez kiboli wracających z Pucharu Polski, dostałem esemesem. W internecie szybko znalazłem opis zdarzenia na portalu dziennik.pl w dziale „Rozrywka”, gdzie przeczytałem, że Demirski w sklepie na Ochocie stanął w obronie Pakistańczyka i zobaczyłem zdjęcie twarzy w szwach.

Paweł Demirski to polski pisarz i członek zespołu Krytyki Politycznej (więc mogę być nieobiektywny, krytykując pobicie człowieka). Niedawno był moim gościem w programie #dziejesienazywo w Wirtualnej Polsce. Rozmawialiśmy o przemocy w Polsce. Demirski powiedział: „Polska zbrunatniała w sposób bardzo poważny”. To było tego dnia, kiedy „Gazeta Wyborcza” wydrukowała Polską mapę nienawiści, pokazującą, że od września pobito co najmniej 22 osoby z powodu ich koloru skóry, narodowości czy wyznania. Wielu innym grożono, wybijano szyby w mieszkaniach, obrażano. We wtorek kibole do mapy dopisali Pakistańczyka. Napadani są Turcy, Chilijczycy, Hindusi, a nawet Ukraińcy, z polskim obywatelstwem i bez, doskonale mówiący po polsku i nie. Napadanych łączy chyba tylko nienawiść ze strony troglodytów nawiedzających stadiony.

A my dajemy się wrobić Kaczyńskiemu, iż Polsce potrzebna jest nowa konstytucja. Cholera, przestrzegać obowiązującą konstytucję. Przestrzegać zasad demokracji, a standardy są takie, ze obowiązuje trójpodział władzy, której nie przestrzega partia Kaczyńskiego, która rządzi.

zmianaKonstytucji

Zapraszając liderów partii do dyskusji o projekcie nowej konstytucji, PiS będzie próbowało odwrócić uwagę od łamania konstytucji wciąż obowiązującej. Na to nie może być zgody. Obowiązkiem każdego obywatela – sędziego, polityka, dziennikarza, każdego z nas – jest stać na straży konstytucji. Ale trwanie w defensywie nie wystarczy. Podniesienie państwa po rządach PiS nie może sprowadzać się do próby restytucji status quo. Pomijając wszystko inne, byłaby ona nieskuteczna.

Po drugie, nauczeni doświadczeniem, musimy zrobić wszystko, żeby ochronić obywateli i ich prawa przed nadużyciami ze strony władzy.

Nowa konstytucja Rzeczpospolitej musi ochronić młodą polską demokrację przed nią samą.

Oto najlepszy tweet ostatnich dni o konstytucji, jego autorem jest były premier.

ChiUrp0W4AEh3R-

To alegoryczny obrazek przed protestem KOD i opozycji 7 maja. Trudne chwile, czyli spotkanie raczkującego KOD i Platformy Obywatelskiej w nieznanej jej dotychczas roli. Dadzą radę?

tumblr_maejcc4XVN1rt8t3no1_500

Demokracja nie jest zagrożona? Oto rewelacje z fronda.pl:

Cho6FZ0XIAIMQjE

Jarosławowi Kaczyńskiemu wypowiadają najzagorzalsi do niedawna jego zwolennicy. Do Ryszarda Bugaja i Jadwigi Staniszkis dołącza filozof prof. Bogusław Wolniewicz. Dla „Liberte!” mówi:

kaczyńskiOkazał

Moja hipoteza jest taka sama, jaką stawiałem w 2007 roku, gdy Jarosław Kaczyński doprowadził  samobójczo do przedterminowych wyborów. Po co, nie mając pewności, że wygra, na to poszedł? Moim zdaniem chciał przegrać, żeby elegancko pozbyć się ciężaru rządzenia. Wydaje mi się, że teraz jest podobnie. Kaczyński czuje, że nie umie rządzić, oraz że jego obietnice wyborcze,   te świadczenia społeczne, jak obniżenie wieku emerytalnego, czy bezpłatne leki dla starców – to wszystko idzie na kredyt, z deficytu budżetowego. Prezes PiS ma dość rozumu, by widzieć, że przy polityce, jaką prowadzi, bez masowego poparcia narodu nie może wygrać. Najlepiej więc dać się obalić, bo on najlepiej czuje się w opozycji. Wtedy można łatwo krytykować, za nic nie biorąc odpowiedzialności. Kaczyński czuje swoją słabość w konstruktywnym działaniu. W każdym razie wygrana jest tu dla niego równie korzystna, jak przegrana.

Jednak różnica między 2007 rokiem a obecną sytuacją jest taka, że PiS i Kaczyński mają samodzielną większość i nie potrzebują chwiejnych koalicjantów.

Ale mają za to całą Europę przeciwko sobie. Co znaczy nasz prezydent czy nasz Sejm i Senat w stosunku do takiej siły? Zdmuchną ich jak świeczkę.

Andrzej Duda zapisze się w historii zupełnie inaczej niż jego mentor, Lech Kaczyński, który bratu meldował po wygranych wyborach prezydenckich: „Melduję, panie prezesie, zadanie wykonane!”

Pisze o tym były szef think tanku PO, Jarosław Makowski:

panie

Prezydent Andrzej Duda zapisze się w historii jako polityk, który zawsze Jarosławowi Kaczyńskiemu składa jeden meldunek: „Panie Prezesie, wszystko już podpisane”.

Ten serial staje się już nudny. I trochę żenujący. Jego tytuł mógłby brzmieć: „W objęciach Jarosława”. Musicie państwo przyznać, że już samo pytanie: „czy prezydent może przestać być notariuszem rządu PiS?” – pytanie, które z całą powagą stawiają najwybitniejsi dziennikarze III RP i tzw. IV RP jest dla głowy państwa uwłaczające. Prezydent, który, przypomnijmy, zostaje wybrany w wyborach powszechnych. Ma więc nie tylko mandat, ale i takie jest wobec niego oczekiwanie społeczne, że będzie arbitrem w rozmaitych sporach politycznych. Tymczasem głowa państwa jest ubezwłasnowolniona. Znalazła się na łasce i niełasce prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Z kolei Daniel Passent radzi Witoldowi Waszczykowskiemu, aby odszedł, bo pojawia się taka możliwść po zwolnieniu mandatu przez Janusza Wojciechowskiego (Jarząbka) w Parlamencie Europejskim. Tam Waszczykowski będzie mógł dalej bredzić, ale bredzenie nie będzie wówczas takie szkodliwe. „Waszczu, wstydu oszczędź!”

niechWaszczykowski

Waszczykowski miał szereg wpadek, lubi swoje stanowisko, ale temperament i maniery go do tego urzędu nie predestynują. Jest zbyt konfliktowy i grubo ciosany. Teraz, kiedy w Parlamencie Europejskim zwalnia się miejsce po Januszu Wojciechowskim (inny fatalny wybór UE), Waszczykowski może czuć się niepewnie. Fotel eurodeputowanego wydaje się dla niego bardziej odpowiedni.

Jurek Owsiak  niedawny występ Krystyny Pawłowicz zalicza do najgłupszego, jaki w ogóle słyszał.

owsiak

„Dokładnie nie wiem nawet z jakiej partii jest Krystyna Pawłowicz, mogę się tylko domyślać” – mówi Jurek Owsiak w filmie dedykowanym posłance PiS.

facebook.com >>>

Owsiak przypomina miejską legendę, jak Gomułka rzucał butem w obraz telewizora, gdy pojawiała się na nim – gorsząca – Kalina Jędrusik. Zdaniem szefa Wielkiej Orkiestry Krystyna Pawłowicz, tak jak Gomułka, chce, by inni podporządkowali się  jej woli. „Tak samo trudno żyć w Pani stylu, bardzo trudno, a nawet wydaje się to niemożliwe. Tak jak Pani śmieje się z innych, ja śmieję się z Pani. W życiu nie słyszałem tak głupiego tekstu, wolę go nazwać tak jak wystąpienie Chruszczowa 60 lat temu – głupi, sowiecki tekst” – kończy nagranie Owsiak.

piotrusiu

Dzisiaj pierwszy dzień oporu w nowym roku 2016. Komitet Obrony Demokracji wychodzi na ulice polskich miast, aby bronić wolności i demokracji. PiS zawłaszcza wszystko, co może.

Musimy bronić się przed upisowieniem. Trybunał Konstytucyjny tak łatwo się nie da, media publiczne padną, ale daje przykład radiowa Jedynka, w której dyrektor Kamil Dąbrowa liczy na nas.

kamilDąbrowa

– Chcę zwrócić uwagę opinii publicznej na to, że z mediami publicznymi dzieją się dziwne rzeczy. Właśnie został na dokonany abordaż. Mówiąc obrazowo wygląda to tak: Podpływają piraci, rzucają haki i próbują przejąć okręt dziurawiąc go i niszcząc. A przy okazji wyrzucają za burtę nie tylko nas – kapitanów, czyli ludzi na stanowiskach kierowniczych, ale też dziennikarzy, którzy bardzo dobrze wykonywali swoją pracę. W efekcie ten okręt, który do tej pory płyną po czasem spokojny, a czasem wzburzonym morzu będzie płynął w kierunku raf. Bicie na alarm jest tym bardziej istotne, bo były przecież szumne zapowiedzi wielkiej reformy.  Słyszeliśmy o przekształceniu ze spółek skarbu państwa w instytucje kultury. Były obietnice odpolitycznienia, zapowiedzi, że powstanie narodowa rada mediów, złożona z ekspertów. To oni mieli w drodze konkursów wyłaniać fachowców na kierownicze stanowiska. A okazało się, że nie ma nic z tych rzeczy.

toNieBędzie

PiS Polaków inaczej myślących widzi w prymitywny sposób, bo takiego mają prezesa i przydupasów: Dudę i Szydło. Jarosław Makowski, były szef think tanku PO pisze:

„Świat PiS ma charakter manichejski, czyli czarno-biały. Żadnych półcieni. Żadnych szarości. Żadnego wahania. Zero wątpliwości. Dlatego, z jednej strony, jest siła dobra, jasna strona mocy, którą reprezentuje, by użyć nowomowy premier Beaty Szydło, „biało-czerwona drużyna” i wszyscy ci, którzy ją popierają. Z drugiej jest siła zła, ciemne moce, które reprezentują nie tyle przeciwnicy PiS, co – jak wierzą wyznawcy tej partii – zaciekli wrogowie. W takim świecie nie ma miejsca na obojętność. Nie ma miejsca na hamletyzowanie. Albo jesteś po stronie dobra, czyli PiS, albo jesteś po stronie zła, czyli opozycji”.

Z kolei wiceszef „Wyborczej” Jarosław Kurski zwraca uwagę na galoty Jarosława Kaczyńskiego, on już robi na rzadko. Więc nie bójmy się.

kurskiLudzie

Jeżeli demokracja liberalna ma w Polsce przetrwać, 2016 musi być rokiem umocnienia się społeczeństwa obywatelskiego. To będzie walka o dusze Polaków.

Spontaniczne i wielotysięczne demonstracje KOD-u były zaskoczeniem zarówno dla samych uczestników, jak i dla władzy. Jak to możliwe, że „lemingi” – część społeczeństwa od lat dehumanizowana przez prawicę – nagle wyszły na ulice w obronie prawa, wolności i demokracji? To nie miało prawa się zdarzyć.

Ludzie pokazali siłę, a PiS się przestraszył. Dowiodła tego reakcja prezesa Kaczyńskiego, który wyzywał manifestantów od komunistów, złodziei, Polaków najgorszego sortu, współpracowników Gestapo, oraz słowa premier Szydło: „Ci ludzie nie bronią demokracji, tylko własnych interesów”. W PiS zapanowało pogardliwe przekonanie, że na ulice nie wyszli wolni obywatele, ale zmanipulowane przez media „lemingi”.

Stąd pośpiech przy ustawie o mediach. Byle szybko, byle zmienić władze radia i telewizji, bo „narracja” rządu się nie przebija, a sytuacja wymyka spod kontroli.

Bo takie też obrazek może nam grozić!

drodzyPaństwo

Więcej >>>

W czasach Gomółki resztki opozycji (Stefan Kisielewski) nazywały ekipę komunistów „dyktaturą ciemniaków”.

Nie wiem, jak nazwać Kaczyńskiego i jego niedorobionych „polityków”. Bucami? Chyba tak, bo najblizej im do tego kolokwializmu.

A na pewno bucem, swojsko brzmiącym „bucu” jest niejakim Kowalski, imię tego „bucu” Marian.

kowalskiChce

Bucu Bucu Kowalski zapowiedział blokowanie protestów. Bo to „bucu bucu zdrada”. Kowalski, kandydat Ruchu Narodowego w ostatnich wyborach prezydenckich, zapowiada, że aktywiści organizacji nacjonalistycznych „staną w obronie suwerenności ojczyzny”. To odpowiedź na zapowiadaną przez Komitet Obrony Demokracji (KOD) manifestację przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego.

Lepszy bucu odezwał się na urodzinach Radia Maryja. Radio, które się otworzy i trochę posłucha, trudno inaczej nazwać niż szczujnią.

Szczujnią na Polaków.

Prezes Ka wypluł z siebie o ręce podniesionej na Kościół. Oczywiście, odzywa się Cyrankiewicz.  Jacek Kowalczyk z „Polityki” ujmuje:

kościółPrezesaK

Prezesa Kaczyńskiego cechuje poczucie bezgranicznej pogardy wobec nas wszystkich jako motłochu, któremu można kłamać w żywe oczy, i zarazem poczucie całkowitej bezkarności (w tym sensie z pewnością nie traktuje poważnie swojego katolicyzmu i jego dogmatów, chyba że za jedyny dogmat uznaje bezmiar bożego miłosierdzia). Dyrektor Rydzyk nie powinien więc czuć się zbyt pewnie, bo pocałunki prezesa mogą zawierać jad, który zacznie działać, gdy zakonnikowi za bardzo przewróci się w głowie (były już bardzo chłodne momenty między oboma panami, z pomówieniami o agenturalność włącznie). To wiedzą już wszyscy, którzy mieli okazję współpracować z panem prezesem. Utrata jego zaufania staje się wyrokiem. Na miejscu akolitów prezesa miałbym się na baczności w prywatnych rozmowach, teraz mogą już nie być aż tak prywatne.

A tak poważnie – jak pisze były szef tink thanku PO, Instytutu Obywatelskiego – Jarosław Makowski, pierwszą ofiarą we wszelkich dyktaturach, reżimach, pada język.

językPierwszaOfiara

Przyglądając się temu, co robi dziś w Polsce PiS, mam poczucie graniczące z pewnością, że i u nas, język staje się pierwszą ofiarą nowej władzy. Co to znaczy? Ano to, że na języku, niczym na zdrowym ciele, dokonuje się obecnie gwałtu, w efekcie którego słowa tracą swoje pierwotne znaczenie i sens. Przesadzam? A więc zobaczcie sami, jak przebiega ten proceder. Podam tylko trzy przykłady.

Po pierwsze, PiS wciąż powtarza: „wprowadzamy pakiet demokratyczny”. Zwykliśmy sądzić, że „pakiet demokratyczny”, to więcej wolności, to szanowanie mniejszości, to więcej tolerancji wobec tych, którzy mają odmienne zdanie. Tymczasem, w wydaniu PiS, „pakiet demokratyczny” znaczy ograniczanie wolności: odbieranie głosu opozycji w sejmie, odmówienie PSL-owi wicemarszałka czy przeprowadzenie pod osłoną nocy kontrowersyjnych ustaw.

Po drugie, PiS i prezydent Andrzej Duda wciąż mówią, że w Polsce trzeba „przywrócić sprawiedliwość”. Przywykliśmy sądzić, że w państwie prawa sprawiedliwość oznacza przestrzeganie prawa i respektowanie wyroków sądowych. Tymczasem PiS, gdy słyszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który nie jest zgodny z jego oczekiwaniami, to mówi, że to są tylko „opinie członków Trybunału” (poseł Ryszard Terlecki). I że wyroki Trybunału nie mogą być, tu już Kornel Morawicki przychodzi PiS z pomocą, krzyczący: „prawo, które nie służy narodowi, to jest bezprawie”.

Po trzecie wreszcie, prezydent Andrzej Duda jak mantrę powtarza zwrot: „dobra zmiana”. Zwykliśmy sądzić, że dobra zmiana kojarzy się z poprawą jakości życia, że idzie w niej o polepszenie losu ludzi. Tymczasem prezydent Duda, gdy mówi „dobra zmiana”, to korzysta z prawa łaski, które dotyczy jego partyjnego kolegi, Mariusza Kamińskiego itd.

Tak jest! Mamy początki dyktatury buców. Towarzysze Bucu Bucu z PiS.

Więcej >>>