Posts Tagged ‘Jasna Góra’

Rewizor Kaczyński na Jasnej Górze

Między PiS a Kościołem katolickim panuje zależność. Partia Kaczyńskiego dostaje głosy twardych katolików, a wyższy kler wsparcie medialne w kwestii usprawiedliwiania swoich grzechów, zwłaszcza pedofilii.

Kiedyś ta współpraca zostanie zerwana, PiS (o ile partia przetrwa bez Kaczyńskiego) odbije się od murów kościołów, a kler zostanie osądzony przez komisję państwową i pójdzie z torbami. Stanie się to prędzej niż później, bo forma wiary katolickiej uprawiana w Polsce jest anachroniczna i zakłamana społecznie.

Jednak dzisiaj oglądamy spektakl marnej jakości i nie jest to żaden sojusz ołtarza z tronem, tylko groteska, komedia, bynajmniej nie najwyższego lotu, acz można sięgnąć po porównania z najwyższej półki.

Oto prezes Kaczyński wraca z Katowic, gdzie propagandowo urabiał elektorat, przez Jasną Górę. Zakon paulinów dostaje cynk, że będzie przejeżdżał rewizor polityczny, więc aparaty fotograficzne trzymają w pogotowiu.

Na koncie twitterowym klasztoru publikowane są zdjęcia prezesa Kaczyńskiego, który klęczy i wznosi wzrok do góry, a za nim znajduje się wygodny fotel, przyjazny hemoroidom.

Do tego w kraju politykom służy Kościół, do celebryckich zachowań, do pokazania się ciemnemu ludowi. Rewizor Kaczyński zasygnalizował, że w relacjach z klerem nadal obowiązuje układ, filiacja. My filujemy na was, wy filujecie na nas, tymczasem postraszymy LGBT tudzież dziećmi, które mogą być adoptowane przez pary homoseksualne.

Rewizor wraca w swoje pielesze na Nowogrodzką i Żoliborz, gdzie codziennie składa mu sprawozdania Mateusz Morawiecki, pełniący tymczasem funkcję premiera, zaś Andrzej Duda (prezydent) będzie miał okazję na jakiejś uroczystości czyhać na uściśnięcie ręki rewizora. Może tym razem mu się uda.

Tak zostaliśmy wrobieni w pusty śmiech. W pustotę takich postaci, jak rewizor Kaczyński. Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie. Anachroniczna Polska, żałość.

Pani rzecznik , do przemyślenia.

Magdalena Środa pisze o Polsce jako przeistaczającej się w panstwo wyznaniowe.

Dzień delfina, czyli o monarchii kościelnej w Polsce

Jesteśmy świadkami albo narodzin jakiejś nowej religii, albo nowej wersji państwowego ustroju i zupełnie oryginalnej formy sprawowania rządów.

W poniedziałek – a więc normalny dzień pracy – większość członków rządu, dostojnicy partyjni i partię gorliwie wspierający, pojechali do Częstochowy wysłuchać mowy księdza delfina – syna pani premier Szydło. Lista uczestników tej uroczystości poniżej.

Rząd zawiesił rządzenie albo właśnie nadał mu nową formę. Pytanie o to, czy jego członkowie i członkinie wzięli na ten czas urlop, czy poszli na zwolnienie czy czas modlitwy i święta rodzinnego odliczyli sobie od wynagrodzenia, nie ma sensu. Konstytucja wraz z jej artykułem dotyczącym neutralności światopoglądowej państwa – też nie ma sensu. Ale to nie autorytaryzm nami rządzi, lecz jedyna na świecie monarchia kościelna. Bo trudno tu nawet mówić o fundamentalizmie religijnym, raczej o sekcie; fundamentalizm potrzebuje jakiejś uznanej religii, a to czemu hołduje polski rząd i Kościół z religią, w każdym razie chrześcijańską, ma niewiele wspólnego.

Być może to będzie jakaś religia nowa, nasza polska, prawdziwa, co to z tej sekty się wykluje. Na razie mamy do czynienia z przedziwnym układem partyjno-kościelno-rodzinnym. Bo oto ksiądz delfin, syn premier (a więc i symboliczny następca tronu), pojechał do miejsca narodzin Matki Boskiej Polskiej, bo przecież w Częstochowie, gdzie zbierają się narodowcy i kibole nikt nie wierzy, że Matka Boska była Żydówką i urodziła się, gdzieś poza bijącym sercem narodu, czyli u stóp Czarnej Madonny (tylko dlaczego czarnej? Może zresztą nie jest już czarna?) – otóż ksiądz delfin w otoczeniu rodziny, rządu i dostojników partyjnych odprawił mszę.

Nie wiem, czy była w niej mowa o Bogu, bo właściwie skoro wśród wiernych był i prezes, i sam ojciec Rydzyk, to chyba Bóg nikomu nie był potrzebny. Nie kpię. Jesteśmy naprawdę świadkami albo narodzin jakiejś nowej religii, albo nowej wersji państwowego ustroju i zupełnie oryginalnej formy sprawowania rządów. Nie wiem, jak wielu księży w rodzinie mają nasi kościelno-polityczni dostojnicy, ale jestem pewna, że niemało (jest to zresztą zachęta dla następnych), i że zapewne zwyczaj odbywania posiedzeń rządowych oraz partyjnych w bezpośrednim towarzystwie osób wyświęconych, w tym ojca Rydzyka i ks. Tymoteusza, stanie się politycznym rytuałem.

Sfera politycznego sacrum w Polsce bardzo się powiększa, tak jakby zwykły kościół był niezbyt godny goszczenia tak wielkich dostojników jak prezes Kaczyński czy Beata Kempa. A może modlitwy na Krakowskim Przedmieściu, w Katedrze, Świątyni Opatrzności czy w pałacach Rydzyka już się przejadły? Trzeba dalej, więcej, bardziej religijnie. Trzeba umacniać partię, układ, rodzinę i kościół. Polski kościół: rydzykowo-szydłowy.

Pytanie tylko, co z tego będą mieli obywatele? Ano nową wiarę wzmocnioną o partyjne przesłania i cele, starą partię wzmocnioną o treści eschatologiczne i układy rodzinne, przewoźnego ojca Rydzyka oraz ks. Tymoteusza wzmocnionego o prezesa i Edwarda (męża premier), wreszcie prezesa wzmocnionego o Polską Matkę Boską i nadzieję, że i tak wszystko rozstrzygnie się w niebiosach, czyli na Nowogrodzkiej.

Magdalena Środa

PS. A oto lista osób uczestniczących w mszy prymicyjnej ks.Tymoteusza Szydło: Beata Szydło z małżonkiem Edwardem, Agata Kornhauser-Duda, Jarosław Kaczyński, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałkowie Sejmu: Joachim Brudziński i Ryszard Terlecki, szef MSWiA Mariusz Błaszczak, a także ministrowie: rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska; środowiska Jan Szyszko; edukacji Anna Zalewska oraz sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Była też szefowa kancelarii premiera Beata Kempa oraz szefowa gabinetu politycznego premier Elżbieta Witek. Mszę koncelebrował m.in. dyrektor Radia Maryja Tadeusz Rydzyk.

🙂

Waldemar Mystkowski pisze o nieszczęśliwej Mazurek.

Rzeczniczka PiS Mazurek debiutuje w „Washington Post”

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek ma za sobą trudny debiut na łamach „Washington Post”. Portalowe wydanie jednego z najbardziej wpływowych dzienników na globie cytuje jej wypowiedź już w tytule, iż Mazurek „rozumie emocje”, które doprowadziły młodych faszystów do pobicia jednego z członków KOD w Radomiu.

Świat widzi, iż PiS chroni faszystów w Polsce. Należy sobie zadać pytanie – dlaczego? Mariusz Błaszczak po dwóch dniach odezwał się w sprawie brutalnego pobicia w Radomiu. Twierdził, że policja jednak była w Radomiu, ale było jej za mało.

Musiała to być jakaś policja niewidzialna, bo nikt jej nie zobaczył na oczy. Może Błaszczak myśli, że policja ma jego właściwości odkryte przez Marka Migalskiego jakiś czas temu. Można potknąć się o Błaszczaka, bo go nie widać. Taki to Nikt.

Policja ma chronić poprzez obecność, a jej ewidentnie nie było. Błaszczak uzasadniał pobicie w Radomiu podczas pokojowej manifestacji upamiętniającej Czerwiec 1976 roku bilokacją „opozycji totalnej”. Tak! Bo opozycja szczuje… na organizatorów miesięcznic smoleńskich.

Błaszczak i Mazurek nie mówią o problemie, ale wyrzucają z siebie wykute na blachę komunikaty PiS. Nie tylko to zdarzenie, także inne wskazują, iż brak policji podczas manifestacji społeczeństwa obywatelskiego, przyzwolenie na działalność faszyzujących organizacji, to celowe działanie.

PiS posługuje się ekstremistycznymi organizacjami prawicowymi, jak ONR i Młodzież Wszechpolska. Wycofuje policję, jak w Radomiu, aby doszło do starć. Prędzej, czy później zaowocuje to zdecydowanie czymś groźniejszym. PiS hoduje swój Berkut.

NIE TYLKO NARODOWCÓW Z RADOMIA

Koleżance COŚ tam COŚ tam trzeba pomóc.

>>>

PILNE: Czarna Madonna żegna się z Jasną Górą. Ma ją zastąpić Maryja o jaśniejszym odcieniu skóry

“To jakaś głupota. Dowolny lek może mieć takie działanie np. lek na astmę”.

Andrzej Karmiński na Koduj24 zastanawia się, czy PiS to sekta, czy korporacja.

Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.

W uczciwych mediach i na rozsądnych portalach wielu przytomnych komentatorów życia politycznego próbuje wyjaśnić fenomen poparcia ponad jednej trzeciej Polaków dla formacji, która jawnie drwi ze zdrowego rozsądku, oszukuje i kłamie w żywe oczy, a przy tym potyka się nieustannie o własne sznurówki, obnaża swoją bezradność i zalicza kolejne wtopy. Popularne są dwa poglądy, pozornie odległe, a w gruncie rzeczy uzupełniające się nawzajem.   Z jednej strony mamy więc ponoć do czynienia ze swoistym ogłupieniem tych Polaków, którzy mentalnie nie wyrośli jeszcze z dziecięcej fascynacji spiskowymi opisami rzeczywistości i nie pozbyli się naturalnego w małoletnich wspólnotach podziwu dla brutalnej siły podwórkowych watażków.  Ludzi takich łatwo było przekonać, że poprzednie rządy Polskę rozkradły, zdemolowały i podporządkowały Ruskim albo Niemcom i że tylko władza silnej ręki przywrócić może Ojczyźnie porządek i dobrobyt.

Druga teoria bliska jest naukom teologicznym: oto mamy do czynienia ze współczesną sektą grupującą ludzi, którzy uwierzyli w nadnaturalną moc nowego Mesjasza i jego wspaniały Plan uporządkowania świata – plan, którego realizacja wymaga rewolucyjnych, a więc także niszczących zabiegów uzdrawiających chorą demokrację. Cel uświęca środki, wiara przenosi góry, a mędrca szkiełko i oko tylko przeszkadza w osiągnięciu powszechnego zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Oba te wyjaśnienia wydają mi się mocno ułomne. Mogę zrozumieć łatwowierność i bezkompromisowość młodej generacji wyborców PiS, trudniej uwierzyć w bezmyślne zdziecinnienie kierownictwa tej formacji, jej członków i wspierającego ich dorosłego środowiska. Jeszcze trudniej uwierzyć w to, że tylu Polaków tak łatwo i tak szybko można oczarować, ogłupić i uwieść podsuwając im fałszywe prawdy wiary.

To prawda, że ludzie są w stanie uwierzyć w najbardziej idiotyczne brednie. W USA, kraju cywilizowanym i stosunkowo trzeźwym, 12,5 miliona Amerykanów wierzy, że światem rządzi grupa zmiennokształtnych jaszczuro-ludzi, co dziesiąty ankietowany (11 proc.) jest przekonany, że rząd Georga Busha wiedział o planowanych atakach na WTC, ale pozwolił, by do nich doszło, 13 proc. Amerykanów uważa, że prezydent Obama był Antychrystem, a jedna piąta badanych twierdzi, że rząd ukrył fakt, iż w 1947 roku w Roswell rozbił się statek kosmiczny. Również kilkanaście procent mieszkańców krajów europejskich wierzy, że choroby wymyślają koncerny farmaceutyczne oraz że rządy kontrolują umysły wyborców poprzez specjalne sygnały nadawane w telewizji, a prawie 30 proc. wierzy, że globalne ocieplenie jest mistyfikacją wymyśloną przez naukowców.   Jednak te badania i sondaże wskazują równocześnie, że niemal wszystkie spiskowe teorie nie są bynajmniej aktami ślepej wiary, a wynikają po prostu z braku wiedzy. Dobrym przykładem jest sonda, w której co trzeci obywatel USA stwierdził, że nie pochodzi od małpy – i miał rację: pozostałe dwie trzecie badanych po prostu niewiele wie o teorii ewolucji.
Wracając na polskie podwórko: czy „religia smoleńska” jest naprawdę wytworem religijnego amoku? Czy naprawdę prawie trzecia część Polaków wierzy, że Tusk z Putinem wypuścili obłok helu, zadymili lotnisko smoleńskie sztuczną mgłą, podłożyli w samolocie dwa albo trzy ładunki trotylu i dla pewności jeszcze bombę termobaryczną, a na końcu dobijali ocalałych z zamachu? Czy co trzeci Polak naprawdę jest przekonany, że dr Andrzej Duda, mgr Kempa i mgr Ziobro są lepszymi prawnikami niż polscy i zachodni profesorowie znamienitych uniwersytetów i doświadczeni praktycy ze wszystkich liczących się gremiów prawniczych? Czy mityczny uchodźca uciekający spod bomb i prześladowany przez terrorystów sam jest potencjalnym terrorystą, groźniejszym niż kibol nacjonalista gotowy walić w mordę każdego, kto wygląda inaczej i ma podejrzaną dykcję, albo ośmielił się wywiesić przed domem unijną flagę? Czy biskup Pieronek, który apeluje o przyjęcie uciekających przed śmiercią i prześladowaniem, jest dla wyborców PiS „notorycznym szubrawcem i skończonym bydlęciem” – jak głosi Naczelny Polski Katolik Marian Kowalski?

Niemożliwe, żeby tak wielu ludzi święcie wierzyło w propagandowy PiS-owski bełkot. W spiskowe narracje nie wierzą nawet jej autorzy, nie tylko Macierewicz, który wyznał niedawno, że teorie smoleńskie to tylko niezbędne paliwo polityczne. Czołowi funkcjonariusze PiS porzucają dotychczasowe poglądy i na wyprzódki głoszą nowo objawioną Prawdę. Beata Kempa jeszcze kilka lat temu jak lwica broniła legalizmu i prawomocności orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Beata Szydło 10 lat temu stawała w obronie Nigeryjki, którą zamierzano deportować.  Pamiętam Kaczyńskiego, który po katastrofie smoleńskiej ogłosił, że czas już zakończyć wojnę polsko-polską i pojednać się z oponentami. Pamiętam też, że całkiem niedawno nepotyzm i kolesiostwo były dla niego krańcowym złem. Wyobrażam sobie, jak mówi teraz do Błaszczaka: – No i popatrz, kapciowy, całe życie się myliłem…

Moim zdaniem niesłabnące poparcie dla rządów PiS nie jest bynajmniej tańcem derwiszów, krążących w amoku wokół hipnotyzera Kaczyńskiego. Nie jest też przejawem ślepej wiary w nowoobjawioną Prawdę. Funkcjonariusze PiS, celebrujący swoją comiesięczną liturgię, to na ogół „niewierzący praktykujący” oraz chrześcijanie wyznania toruńsko-katolickiego, którzy  z Pisma Świętego wyczytali jedynie „oko za oko, ząb za ząb”, pomijając m.in. słowa Chrystusa „byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie”  , które zamknęły wrota Raju przed ludźmi, którzy nie okazali współczucia uchodźcom.  Ich wiara jest wybiórcza i jeśli w coś wierzą, to raczej w gipsową Matkę Boską pomalowaną na niebiesko i św. Krzysztofa na breloczku kluczyków samochodowych.

Mam wrażenie, że tej formacji bliżej do korporacji niż sekty.  Wyborcy PiS traktowani są nie tyle jak wierni, co raczej jak słabsi partnerzy biznesowi, z którymi jednak należy się układać, by zrobić dobry interes. – Damy wam 500 plus, emerytury minus, plus setki obietnic i tysiące stanowisk, w zamian za waszą wolność, wasze demokratyczne prawa i wasze poparcie w wyborach.  Ci, którzy się na to godzą, nie mają świadomości, że to interes szemrany, bo oferty PiS nie można negocjować. – Albo będziesz nasz – albo cię zdegradujemy i przestaniesz być Narodem – tym, który nas wybrał i uprawnił do sprawowania władzy wedle naszej woli. A na takich odszczepieńców czekają już Błaszczak i Ziobro. To jak będzie?  

NAJWIĘKSZA AFERA W POLSCE. WIADOMO KTO ZA NIĄ STOI I WIADOMO, DLACZEGO NIE CHCĄ TEGO WYJAŚNIĆ…

Frasyniuk o Kaczyńskim: Usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy

– Jestem przekonany, że w którymś momencie usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy. Coś się zmieniło w jego psychice – tak o Jarosławie Kaczyńskim mówi Władysław Frasyniuk. W wywiadzie dla „Newsweeka” były związkowiec nie oszczędza również obecnej opozycji. – Zróbcie nową partię. Wtedy zaangażuję się 24 godziny na dobę – zapowiada Frasyniuk.

Na pytanie o to, czy zamierza wrócić do polityki i stanąć na czele opozycji, Frasyniuk odpowiada z irytacją. – Ale na czele czego mam stanąć? Po liberalno–demokratycznej stronie widzę kilkunastu przyzwoitych ludzi i jakbym siadł z kartką, to bym napisał nazwiska z PO i .Nowoczesnej i powiedział: zróbcie nową partię – odpowiada Frasyniuk stwierdzając, że powrotu do polityki nie bierze pod uwagę. Jeśli jednak powstałby nowy twór złożony z owych przyzwoitych ludzi to były opozycjonista deklaruje „24-godzinne zaangażowanie i wszelaką pomoc”. Kto powinien założyć taką partię?

– Z PO: Rafał Trzaskowski, Joanna Mucha, Borys Budka. Z Nowoczesnej: Katarzyna Lubnauer, Joanna Scheuring – Wielgus, która skromnie przyszła na sobotnią kontrmanifestację na Krakowskim Przedmieściu, nie gwiazdorzyła – wymienia legendarny działacz opozycji antykomunistycznej, zaznaczając, że chodzi mu o „40-latków z wiedzą o państwie i gospodarce oraz potężnym potencjałem”.

– W Polsce potrzebna jest partia socjalliberalna, która odwołuje się do wolności – obywatelskich i gospodarczych. Po lewej stronie też są ciekawi ludzie – Barbara Nowacka i Robert Biedroń. Jest olbrzymia przestrzeń na partię i mnóstwo ludzi, którzy by się zaangażowali – stwierdza Frasyniuk. O Grzegorzu Schetynie mówi, że ma „mentalność autorytarną”, która nie pozwala mu postawić na młodych w swojej partii, „żeby za bardzo nie wyrośli”.

Znacznie więcej jednak mówi o autorytarnych zapędach prezesa PiS. – Jarosław Kaczyński zawsze prezentował typ prawicowego, autorytarnego sposobu myślenia. O takich w podziemiu mówiliśmy „wielepy”, czyli wie lepiej – mówi Frasyniuk, podkreślając, że sposób myślenia prezesa PiS „bierze się z książek”. – Dużo czyta, ale odwołuje się do modelu państwa polskiego z 1938 roku, czyli do państwa o ustroju autorytarnym. Świadczy o tym to, co mówi o Polsce, Rosji, Niemczech i Międzymorzu. On nigdy nie widział świata. Nie usiadł na ryneczku europejskiego miasta, nie chłonął go – podsumowuje Frasyniuk.

Zapytany czy według niego Kaczyński pogodził się ze śmiercią brata odpowiada: – To było dla niego dramatyczne przeżycie i bardzo mu współczuję. Oni byli ze sobą bardzo silnie związani, mimo, że byli bardzo różni. Ale Jarek bardzo przeżył także śmierć matki, z którą był najsilniej związany. Jestem przekonany, że w którymś momencie usłyszymy, że nie tylko brata, ale i matkę mu zabiliśmy. Coś się zmieniło w jego psychice – mówi Frasyniuk w rozmowie z „Newsweekiem”.

A MOŻE PO PROSTU BĘDZIE DISCO POLO LIVE + PIETRZAK HEJTUJĄCY PO?

Waldemar Mystkowski pisze o „napadzie” Waszczykowskiego na Dudę.

Waszczykowski jeździ po Dudzie jak na łysej kobyle

Witold Waszczykowski nie musi jeździć do Spały na zjazd Klubów Gazety Polskiej, aby zaznajomić się z listem Jarosława Kaczyńskiego do uczestników. A Adrian musi.

Waszczykowski nie musi zapewniać pośrednio prezesa, że Obywatele RP chcą przelać jego krew, a Adrian musi lecieć z tym komunikatem do TV Republika, aby zatroskać się o pisowską krew.

Zauważmy, iż Andrzej Duda cały czas nie stoi pod drzwiami prezesa, weekendy ma wolne od antyszambrowania, choć pracowite.

Przyszedł poniedziałek i rozpoczęło się jeżdżenie po Dudzie jak na łysej kobyle. Waszczykowski doszedł do słusznego skądinąd wniosku, że inni mogą używać sobie na prezydencie, dlaczego by nie on. Tydzień zaczął mocno, bo pod adresem Dudy skierował upomnienie: – „Oczekuję wyjaśnień…”. Wyjaśnienia mają dotyczyć ambasadorów, który nominował na wakujące ambasady: – „Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ”.

Waszczykowski upomniał Dudę w RMF FM, a nie pod drzwiami prezesa na Nowogrodzkiej. Musiał Duda podpaść Waszczykowskiemu, kiedy dostał taką publiczną reprymendę. Takie rzeczy raczej załatwia się na telefon albo na umówionym spotkaniu, w najgorszym razie listownie.

Ale żeby publicznie? Ho, ho – Waszczykowski urósł w siłę do tego stopnia, aby pomiatać w prywatnym radiu Adrianem? Do tej pory mógł to robić tylko prezes Kaczyński i w porywach Antoni Macierewicz. Znaczy się, Waszczykowski po załatwieniu niestałego członkostwa dla Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i wizyty Donalda Trumpa w Warszawie dostał takich muskułów, że może smagać szpicrutą prezydenta.

SŁOWO OD ROMANA GIERTYCHA 🙂

TAK DOPROWADZA SIĘ KULTURĘ DO RUINY…

>>>

c1ldkolwgaexnrv

NIECH NIKT NIE MÓWI O ZAWYŻONYCH FAKTURACH INTERNETOWYCH. WEDŁUG CENNIKA PiS ZBUDOWANIE SERWISU TO 6 MLN ZŁ. KOD ZOSTAŁ ZROBIONY „ZA DARMO”

c1ngnpfxaaesoc3

Prof. Karol Modzelewski przestrzega przed rzeczywiustym zamiarem Kaczyńskiego. „Słowa Jarosława Kaczyńskiego o puczu, którego dopuściła się parlamentarna opozycja, okupując salę obrad plenarnych i zamawiając kanapki, wywołały falę szyderczych komentarzy. Nie podzielam ich satyrycznej tonacji, nie jest mi do śmiechu.”

gdy

Z prasowych przecieków wiadomo, że prezes Jarosław Kaczyński na zamkniętym posiedzeniu kierowniczego gremium politycznego PiS zapowiadał poważne i brzemienne w skutki wydarzenia polityczne w Sejmie w grudniuminionego roku. Tak też się stało. Kryzys na sali sejmowej nie był więc dla niego zaskoczeniem, choć nie wiem, czy przewidział blokadę sali sejmowej przez parlamentarną opozycję.

Najpoważniejszym zarzutem sejmowej opozycji wobec tego, co stało się w Sali Kolumnowej, jest wątpliwość co do kworum, a więc co do prawomocności uchwalonej tam ustawy budżetowej. Nie lekceważę wymogów prawa, ale daleko ważniejszy od naruszenia procedury wydaje mi się groźny precedens: po raz pierwszy partia dysponująca większością kilku mandatów zebrała się na odrębnym posiedzeniu bez udziału opozycji, by uchwalić ustawę jako Sejm Rzeczypospolitej Polskiej. Prominentni politycy PiS mówią o możliwości przystosowania Sali Kolumnowej lub innego pomieszczenia do przyszłych obrad takiego kadłubowego Sejmu. Często powołują się na demokratyczny mandat do sprawowania władzy i przeprowadzania zmian ustrojowych uzyskany w powszechnych wyborach.

Jednak zwycięstwo wyborcze nie upoważnia zwycięskiej partii do samowoli ani do zmiany konstytucyjnego ustroju państwa. Polska jest demokracją parlamentarną. Wykluczenie opozycji z obrad i głosowań Sejmu łamie podstawową regułę demokracji parlamentarnej i faktycznie oznacza obalenie demokratycznego ustroju.

Zaporą przeciwko takiemu zamachowi jest wymóg konstytucyjnej większości dwóch trzecich przy uchwalaniu ustaw zmieniających ład ustrojowy. PiS większości takiej nie ma. Dopiero wykluczenie opozycji z obrad sprawi, że klub PiS osiągnie większość pozwalającą na zmianę konstytucji. Oznaczałoby to parlamentarny zamach stanu, a więc to, o co prezes Kaczyński obwinił parlamentarną opozycję.

Demokracja jest silna poparciem obywateli. Może upaść, gdy zabraknie ich zgody co do podstawowych reguł demokracji. W ostatnich wyborach doszło do głosu rozczarowanie znacznej części obywateli niedostatkiem równości i braterstwa w wolnej Polsce. Nie oznacza to jednak, że rozczarowani obywatele porzucili ideał wolności. Od postaw obywateli, a więc od siły oporu społecznego, zależeć będą losy polskiej demokracji, a także to, czy obecny kryzys parlamentarny zaowocuje utworzeniem kadłubowego Sejmu jako alibi dla dyktatury.

PIĘKNA I KRÓTKA OPOWIEŚĆ O PiS.

c1nceoqxgaa-wtx

I MORAWIECKI CHCE TO JESZCZE BARDZIEJ OPODATKOWAĆ? To się nazywa „Polska po dobrej zmianie”…

c1nnylkwgaa2ntz

Timothy Garton Ash pisze, iż Polacy znowu muszą walczyć o wolność.

znow

Cieszę się, bo znowu ci krnąbrni Polacy przystępują do walki o wolność. Płaczę, bo taka mobilizacja nie powinna być potrzebna po 27 latach demokracji.

Rok temu napisałem komentarz, w którym przestrzegałem przed zagrożeniami w polskiej polityce. Ukazał się w „Guardianie” pod dramatycznym tytułem „Niszczone są filary polskiej demokracji” i spowodował gniewne reakcje zwolenników rządzącego w Polsce Prawa i Sprawiedliwości.

Tytuł był, jak wtedy, szczerze mówiąc, sądziłem, nieco przesadzony. Jednak po roku widzę, jak coraz bardziej dewastowane są filary liberalnej polskiej demokracji. Jak chwieją się, choć jeszcze nie zostały zniszczone.

Kiedy myślimy o stosowalności w przypadku Polski skrótowej formuły „nieliberalna demokracja”, winniśmy rozróżnić dwie rzeczy. Po pierwsze, mamy ideologiczno-kulturalno-polityczny program narodowo-populistycznej partii, która wygrała jednocześnie wybory parlamentarne i prezydenckie.

Nieżyczliwie można go nazwać połączeniem konsekwentnego antyliberalizmu z zastarzałym resentymentem zaprawionym paranoją. Nie lubię znakomitej części PiS-owskiego pakietu, jednak większość wyborców dała jasno do zrozumienia, że woli go od reszty oferty, a zwycięska partia ma prawo realizować swoją politykę.

Nie ma jednak prawa rozmontowywać instytucji, które umożliwiają społeczeństwu dokonywanie wolnych, przemyślanych wyborów, zapewniając zarazem ich wzajemną kontrolę. A to właśnie robi PiS.

Często oglądam polską telewizję publiczną. Niemal z dnia na dzień zamieniła się ona z nieco nudnego, lekko prorządowego kanału w tubę propagandową PiS-u.

Trybunał Konstytucyjny poddany został kontroli sędziów związanych z partią rządzącą mimo protestów społecznych organizowanych przez Komitet Obrony Demokracji i kolejnych ostrzeżeń Brukseli, że łamane są unijne zasady rządów prawa.

c1moev-wiaa2htg

W zaproponowanym wariancie projekt ustawy o zgromadzeniach przewidywał rzecz niesłychaną: że zarejestrowana demonstracja, powiedzmy partii opozycyjnej, przegrywa z później zarejestrowaną demonstracją rządową lub, uwaga, kościelną.

Podczas Bożego Narodzenia Sejm zamienił się w farsę, kiedy opozycja zaczęła okupować mównicę, a posłowie rządzącej partii przenieśli się do sąsiedniej sali, gdzie w chaosie unoszonych rąk uchwalili ustawę budżetową. Analitycy przewidują, że kolejnym krokiem może być zmiana ordynacji wyborczej.

Ale bardziej niż tempo i zajadłość tej „orbanizacji” szokuje słabość, jaką objawiły instytucje polskiej liberalnej demokracji, na którą nakłada się słaba jakość opozycji.

Zamiast umacniać instytucje, Polska cofnęła się do żywej tu tradycji protestów pozaparlamentarnych, wizji społeczeństwa organizującego się obok państwa lub przeciw niemu. Niektóre z tych demonstracji robią wrażenie, zwłaszcza tzw. czarny protest, podczas którego dziesiątki tysięcy kobiet zabrały głos przeciwko katolicko-konserwatywnemu zaostrzeniu prawa aborcyjnego.

Przede wszystkim jednak, kiedy patrzę na marsze przeciągające ośnieżonymi ulicami polskich miast i słyszę znajomą kadencję skandowania, kiedy stary dobry Lech Wałęsa mówi, że „patrioci muszą się zjednoczyć”, żeby pozbyć się PiS-u bliżej nieokreślonymi „mądrymi, atrakcyjnymi i pokojowymi” metodami, chce mi się naraz śmiać i płakać.

Cieszę się, bo znowu ci krnąbrni Polacy przystępują do walki o swoją wolność.

Płaczę, bo taka społeczna mobilizacja nie powinna być potrzebna po 27 latach parlamentarnej demokracji.

Jak mówi Brechtowski Galileusz, „nieszczęśliwy jest kraj, który potrzebuje bohaterów”. Jeśli mamy dobrze funkcjonujący parlament, silny, niezależny sąd konstytucyjny, bezstronne media publiczne i profesjonalne służby publiczne, nie potrzebujemy Komitetu Obrony Demokracji. Liberalna demokracja winna mieć własne, wbudowane mechanizmy obronne, jak zdrowy organizm swój układ odpornościowy.

Powiecie, że polska demokracja jest taka młoda. Owszem, ale gdyby to były Niemcy zachodnie i punkt startowy w roku 1945 – mielibyśmy już rok 1972. 27 lat od nowego otwarcia Niemcy, które przeżyły o wiele gorszą dyktaturę, miały, jak się zdaje, znacznie silniejszą strukturę instytucjonalną niż ma Polska pod naporem populizmu. Nie posunę się do powtarzania starego dowcipu, że Niemcy potrafią sprawić, że każdy system będzie działać, a Polacy każdy obalić.

Ale rzuca się w oczy kontrast między niemiecką umiejętnością budowania sprawnego państwa i siłą polskiego społeczeństwa umiejącego zorganizować się przeciw państwu.

Co robić? Teoretycznie UE może już w marcu odwołać się do artykułu 7 traktatu europejskiego, który przewiduje sankcje przeciwko krajowi członkowskiemu uporczywie naruszającemu europejskie normy, w tym zasadę rządów prawa. W praktyce każdy taki krok zablokują Węgry i prawdopodobnie nowy najlepszy przyjaciel Polski – Wielka Brytania.

Troska wyrażana przez Europejczyków ma swoją wagę, ale to, co stanie się w Polsce, zależy od samych Polaków.

Gdyby, co mało prawdopodobne, młody Polak lub Polka poprosili mnie o radę, przypomniałbym im hasło niemieckiego roku 1968: „Długi marsz poprzez instytucje”. Ten długi marsz nie musi być tak atrakcyjny jak demonstracje przed parlamentem, ale to, czego Polska potrzebuje, to ludzi z zasadami. Wykształconych, gotowych pracować w jej parlamencie, sądach, służbie publicznej, szkołach i mediach. Ludzi, którzy wzmocnią system odpornościowy ciągle zastraszająco kruchej demokracji.

*Timothy Garton Ash – ur. w 1955 r., brytyjski historyk, jako jeden z pierwszych opisał fenomen „Solidarności”. Dziś profesor europeistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim, senior fellow w Hoover Institution na Uniwersytecie Stanforda

przeł. Sergiusz Kowalski

„Wybitna” inteligencja, MENSA nie ma skali.

c1njirrw8aixfpd

PRZECIEŻ NIKT NIE MA WĄTPLIWOŚCI, ŻE JEST DZIAŁACZEM PiS. BRAWO DAWNO SIĘ TAK NIE UŚMIAŁEM 🙂

c1mp2jyxeaavygr

Waldemar Mystkowski pisze o kibolach na Jasnej Górze.

kibole-na-jasnej-gorze

Od dziewięciu lat Kościół katolicki przytula do swego łona kibiców i kiboli, urządzając im pielgrzymkę na Jasną Górę. Ten stop kleru z kibicami musi dziwić. Bowiem kibice zjeżdżają ze sztandarami klubów kibica, szalikami klubowymi i wszelkimi gadżetami. To są ci ludzie z tzw. żylet na swoich stadionach, a na wyjazdach czynią zamieszanie i harmider takie, iż policja dowozi ich na stadiony, ma baczenie w trakcie meczów i odwozi po spotkaniach. I tak dochodzi niemal zawsze do bijatyk między kibolami, a duże miasta z ekstraklasowymi drużynami przeżywają stres, bo ten kibolski motłoch idzie ulicami i używa takiego języka, iż należy dzieciom zatykać uszy, samemu zresztą też.

Wcale nie przesadzam, bo byłem piłkarzem i jestem kibicem. Wiem, co znaczą emocje i kiedy sędziego nazywa się kaloszem, ale nie rozumiem, jak kluby mogą tolerować sektory ultrasów i tzw. żylety. Kibole nie oglądają meczów, skupiają się na eksponowaniu swoich emocji w ekstremalnych rejestrach wycia, darcia i śpiewu, iż trudno je nazwać ludzkimi, raczej zwierzęcymi. Kluby wcale nie muszą być wobec nich bezradne, lecz często dla świętego spokoju nie wypleniają kiboli z trybun. Efekty mamy takie, iż – niemal zawsze – stadiony polskich drużyn, które grają w europejskich pucharach są zamknięte dla kibiców, a za wyjazdowe mecze polskie kluby są karane dotkliwymi grzywnami, gdyż rozprowadzają bilety wśród swoich kiboli. Dotyczy to kiboli Lecha Poznań i Legii Warszawy, bo te kluby ostatnio reprezentują kraj na zewnątrz.

W Europie z kibolami – nie wiadomo dlaczego nazywanymi pseudokibicami – jakoś sobie poradzono i na trybunach widzimy rodziny. W Polsce pozostaje to w sferze marzeń, za obecnej władzy tak pozostanie. Kibole wnoszą estetyczną brzydotę, wulgarność zachowań i języka niestrawną dla najbardziej tolerancyjnych kibiców, jak ja. Warto podkreślić, iż doping kiboli nie jest wcale pomocny dla swoich drużyn. Polscy kibole tworzą subkulturę specjalnej troski.

Takich właśnie kiboli zaprasza Kościół na pielgrzymki na Jasną Górę. Kościół ma swój w tym cel, jak i politycy. PiS przyhołubia ten motłoch stadionów, a Kościół poprzez nich odbudowuje w kraju endecję i to tę nacjonalistyczną, która w razie czego może jako bojówki chwycić za kije bejsbolowe albo za cięższy sprzęt do walk ulicznych. Kibole mają swojego duszpasterza, ks. Jarosława Wąsowicza, wielu księży identyfikuje się z tą subkulturą, jak choćby ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Na Jasnej Górze kibole usłyszeli od swych kapłanów, że ich patronami są żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, księża deklarowali w ich imieniu: „Nie chcemy Polski bez Boga i religii, chcemy chrześcijańskiej Europy, bo tylko odwołanie się do fundamentalnych wartości, które kształtowały tożsamość starego kontynentu, może pomóc jej dzisiaj obronić się przed unicestwieniem – z różańcami w ręku”.

Wiara księży Wąsowicza i Isakowicza-Zaleskiego wlewana w kiboli nie jest wartością duchową, konfesyjną, metafizyczną, ale jest namaszczeniem na krucjatę przeciw innym, którzy tej formy nienawiści nie wyznają. Księża odpowiednim językiem „miłości” nastawili kiboli, aby zwalczali wrogów Kościoła i PiS-u, modląc się: „o światło Ducha Świętego dla opozycji, by potrafiła odnaleźć się dla dobra ojczyzny”. Czyli opozycja nie działa dla dobra ojczyzny, bo nie dotknęła ją ciemnota światła księży Wąsowicza i Isakowicza-Zaleskiego.

Na efekty światła nienawiści wlanego kibolom na Jasnej Górze nie trzeba było długo czekać. Tego samego dnia najprawdopodobniej pielgrzymi kibole wracając do domów wypatrzyli okazję do krucjaty „dla dobra ojczyzny”. Piszę „najprawdopodobniej”, bo takie jest w tej chwili rozpoznanie dziennikarskie. Około dziesięciu kiboli z Nowej Rudy spod Kłodzka wracając z Jasnej Góry zahaczyło o Namysłów, bo w Namysłowskim Ośrodku Kultury odbywało się spotkanie Mateusza Kijowskiego i Józefa Piniora z mieszkańcami miasta i członkami KOD-u.

Kibole od razu zrealizowali „fundamentalne wartości chrześcijańskie” wlane im w umysły przez księży Wąsowicza i Isakowicza-Zaleskiego, bowiem zdemolowali hol ośrodka kultury i wdali się w przepychanki z członkami KOD. Musiała interweniować policja, a czterech policjantów ubezpieczało do końca spotkanie. Rzadko tak szybko owoce uzyskuje słowo chrześcijańskie. Krucjata uderzyła miłością chrześcijańską w Namysłowie. Kościół może więc liczyć na kiboli, zatem można spodziewać się, że w najbliższych dniach takich uderzeń kibolskich będzie więcej. Na Jasnej Górze wlano im ducha walki fundamentalnej.

c1kvls8xgaaaczf

Kleofas Wieniawa rozszerza rozpoznanie T. G. Asha.

po-27

Po 27 latach demokracji Polacy znów muszą walczyć o wolność, pisze jeden z pierwszych promotorów polskiej suwerenności na Zachodzie po 1989 roku, Timothy Garton Ash.

Tak się porobiło. Nie potrzebowaliśmy hitlerowców z Zachodu, ani sowietów ze Wschodu, wróg przyszedł z wewnątrz, z demokratycznego mandatu.

Tacy wrogowie zdarzali się w przeszłości w niejednym kraju i są częto groźniejsi niż ci zewnętrzni, to wrogowie, którzy się farbują w patriotyczne barwy, są krzykliwi, kiczowaci, bez ludzi utalentowanych, bo tylko tacy są posłuszni, awansowani bez kompetencji.

Narodowy populizm demontuje nam państwo. Zdemontowane zostało już państwo prawa konstytucyjnego, demontaż przenosi się lotem zarazy na pozostałe dziedziny. Widzi to świat, który może nas tylko wesprzeć werbalnie, acz Unia Europejska ponadto sankcjami. Lecz tego wroga rozbroić możemy tylko my sami. Jeżeli nie uda się, bo opozycja okaże się za słaba, a społeczeństwo obywatelskie nie dość zdeterminowane, to szybciej niż nam się wydaje obudzimy się z ręką w nocniku, w braku niepodległości.

27 lat to więcej niż okres międzywojnia, lecz jakie to pocieszenie. Ash wskazuje na pewne mechanizmy w państwie, które korodowanie Polski przez PiS może powstrzymać, lecz czy stać nas na taką szeroką pracę u podstaw, czyt. naukę o nowoczesnym społeczeństwie?

DAŁ SŁOWO, ŻE BĘDZIE MEDIOWAŁ, TO MEDIUJE.

c1ndn8hwqamb1nz

CO TAM ANITA WŁODARCZYK… ZNAMY JUŻ SPORTOWCA ROKU 2017 !!! 🙂

c1mdawwweaasqvc

—-

imamFeudał

imam

imam1

Za: TOK FM

Jasna-Gora--Ogolnopolska-pielgrzymka-sluzby-zdrowi

Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann zapewnia, że nie ma problemu z lekarzami, którzy tak triumfalistycznie podpisali Deklarację Wiary i wnieśli na Jasną Górę kamienne tablice.

Nie ma sprawy – bo to tylko spektakl.

To po cholerą podpisywali tę deklarację z taką pompą? Przecież to straszenie pacjentów.

Niby to jest prywatne. To dlaczego media tym się zajmują, a ci wierzący lekarze maszerują przy włączonych kamerach?

I co to znaczy wyższość prawa boskiego nad ludzkim?

Po co nam nauka, wiedza, prawo? Bóg wszystko wie, a dokładnie to wiedzą jego funkcjonariusze.

Chora sytuacja, którą fundują nieodpowiedzialni lekarze. Wierzy  – jego sprawa, a po cholerę obnosić się po Jasnych Górach.

Gdyby Bóg istniał, to zapytałby tych ćmoków na Jasnej Górze, dlaczego z niego robią idiotę. Bo to robienia z boga idioty – kicz dewocyjny.