Posts Tagged ‘Joanna Lichocka’

15202520_1883257048574981_4162766019524928285_n

TAKI KOMENTARZ SAM CIŚNIE SIĘ NA JĘZYK.

cyihospw8aa9dy8

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego: Marek Zubik, Stanisław Rymar i Piotr Tuleja zostali wybrani przez Zgromadzenie Ogólne TK jako kandydaci na nowego prezesa Trybunału. Wyboru dokonało dziewięcioro sędziów TK. Uznali, że mimo nieobecności trzech sędziów wybranych w grudniu przez obecny Sejm, kontynuowanie obrad jest „konieczne i uzasadnione”. Warunkiem ważności uchwał ZO jest obecność na nim minimum 10 sędziów. Posiedzenie zwołał prezes TK Andrzej Rzepliński, którego kadencja wygasa 19 grudnia.

tk-wybralo

Dlaczego na Zgromadzeniu Ogólnym nie zebrano kworum?

Trzech wybranych przez PiS sędziów jest obecnie na zwolnieniach lekarskich. Sędzia Julia Przyłębska przesłała skan zwolnienia lekarskiego do 2 grudnia; sędzia Zbigniew Jędrzejewski przebywa na zwolnieniu lekarskim do 8 grudnia, a sędzia Piotr Pszczółkowski – do 2 grudnia. W ZO nie uczestniczyli także zaprzysiężeni w grudniu przez prezydenta Mariusz Muszyński, Lech Morawski i Henryk Cioch. Rzepliński nie dopuszcza ich do orzekania w TK powołując się na wyroki z grudnia ub.r. Mówią one, że miejsca są zajęte przez trzech sędziów wybranych w październiku ub.r.

cyi_cq9xcaa9ypj

Jak sędziowie uzasadniają decyzję o dokonaniu wyboru kandydatów?

Jak czytamy w komunikacie TK, sędziowie uznali, że „nieobecność trojga sędziów TK uniemożliwiałaby zrealizowanie w ustawowym terminie konstytucyjnego obowiązku” przedstawienia kandydatów prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Kontynuowanie obrad i przedstawienie kandydatów na Prezesa Trybunału Konstytucyjnego było ich zdaniem „konieczne i uzasadnione”.

cyicidhxaakhn-x

Jak na wybór sędziów TK reaguje PiS?

Prezes TK i część sędziów rażąco zlekceważyła porządek prawny – oświadczył Stanisław Piotrowicz z PiS. – Tylko działanie na podstawie prawa może rodzić skutki prawne. Tu nie chodzi o brak jednego sędziego, tylko sześciu sędziów. Zgromadzenie Ogólne liczy bowiem 15 sędziów i wszyscy oni powinni mieć prawo wziąć w nim udział. Minimalna liczba to dziesięciu. Prezes, łamiąc prawo, nie dopuszcza część sędziów do udziału w Zgromadzeniu Ogólnym, chociaż oni chcą w nim wziąć udział – mówił Piotrowicz.

INTERNAUCI NIE POZOSTAJĄ OBOJĘTNI NA BLOKOWANIE TRYBUNAŁU ZWOLNIENIAMI LEKARSKIMI

cyitfbrxeaazqa3

JAKBY KTOŚ ZNALAZŁ, DAJCIE ZNAĆ DZIEWCZYNIE 🙂

cyinqqowiaa4puh

GŁUPOTA, SZALEŃSTWO CZY WAZELINA?

cyi0tv6xgaeng4v

KTOŚ WIE?

dziennikarz

Nie ustają komentarze po słowach wicepremiera Mateusza Morawieckiego na temat kwoty wolnej od podatku dla parlamentarzystów. W TVN24 BiŚ tłumaczył: – Posłowie i senatorowie wykonują bardzo ciężką pracę dla nas wszystkich. Są bardzo ważni – zarówno posłowie opozycji jak i posłowie rządzący i od 20 lat nie mieli regulacji.

Dziennikarz Tomasz Sekielski skomentował to na Twitterze jednym słowem: „bidulki” i wywołał w ten sposób gniew posłanki, a dawniej dziennikarki, Joanny Lichockiej. „Zarabiają kilka razy mniej od Ciebie. I wykonują cięższą pracę niż Twoja” – oceniła posłanka.

tomasz-sekielski

Do dyskusji włączył się Tomasz Rożek, prowadzący program „Sondy 2″. Dziennikarz spytał, czy posłanka żartowała czy mówiła serio. „Na serio. W Polsce kpi się z pracy posłów, bo kpi się z państwa” – stwierdziła Lichocka. Rożek dodał, że kpiny z posłów to głównie zasługa ich samych. „Myli się pan. To kwestia podejścia do państwa i prestiżu jego instytucji. W systemie III RP robiono wszystko, by wydrwić” – ripostowała.

Użytkownicy Twittera natychmiast przypomnieli sytuacje, kiedy parlamentarzyści nie pracowali zbyt ciężko. Zamieszczono m.in. zdjęcie pijanego senatora:

joanna-lichocka

Pustych ław sejmowych w czasie trwania posiedzenia:

lichocka

A nawet jej samej robiącej zdjęcia tabletem:

aszdziennik

Tyrają.

cyilbvbxuaaica_

A TEN DORABIA W NOCY.

cyi7sbfxuaapphl

A BEATĘ JUŻ ZNACIE?

cyi6pzdxuamdjxd

POZNAJCIE STASIA.

cyi4eb6wqaaqzca

Szacunek dla posła Platformy Obywatelskiej Andrzeja Halickiego, „Wyborcza” zamieściła bardzo ciekawy jego esej. Ma bardzo po kolei ten polityk.

kraj

Kraj, w którym politycy stają się katechetami, a katecheci politykami, nie ma nic dobrego do zaoferowania swoim obywatelom. A takie pomieszanie ról na dalszą metę dewastuje również autorytet Kościoła.

cyi1nkixuag8rx

Sławomir Mrożek „Moniza Clavier”: „Walka o własną godność jest najtrudniejszym zadaniem dla każdego podobnego do mnie – w podobnej sytuacji. Walczyć można rozmaicie, a jeżeli walczyć się nie da, trzeba pogardzać. Od samego rana walczyłem i pogardzałem Wenecją za pomocą kabanosa”.

Lekturę tego opowiadania warto rozpocząć od rysunku autora. Przedstawia on dwóch mężczyzn na gondoli, gondoliera i jego pasażera Polaka. Polak w krakowskiej czapce mierzy z rewolweru do gondoliera, mówiąc: „Śpiewaj pan: Ej, przeleciał ptaszek w kalinowy lasek albo kula w łeb”.

Dziś w kontekście władzy PiS i jego szowinistycznych sojuszników opowiadanie Mrożka nabiera nowych niepokojących znaczeń. Przypomnijmy pokrótce: młody polski emigrant przypadkowo poznaje w Wenecji hollywoodzką gwiazdę, która ulega jego urokowi. Polak tak dramatycznie walczy z własną kondycją, kompleksami, tożsamością (przez otoczenie brany jest za Rosjanina, czego nie prostuje), że w końcu zamienia marzenia o romansie z gwiazdą, wielkim świecie i dobrobycie na tani pokój bez okna w przydworcowym hotelu i bójki z rodakiem współlokatorem.

Czy Mrożek zostanie prorokiem polskiego losu?

Wykluczające się opowieści

Od kilku lat mamy do czynienia z dwoma równoległymi, sprzecznymi ze sobą opisami polskiej rzeczywistości. Jedna to modernistyczna, racjonalna opowieść o naszej drodze ze wschodniej tyranii do Europy Zachodniej, może nadmiernie ucukrowana, ale jednak oparta na faktach.

Druga to strumień niezadowolenia i frustracji w estetyce sprostaczonego patriotycznego landszaftu, oparty chyba na największej w nowożytnej historii Polski mistyfikacji, jaką jest teoria zamachu smoleńskiego. Hasło „Polska w ruinie” było tylko logicznym i konsekwentnym rozwinięciem tej teorii.

Paradoksalnie obydwie narracje prawdziwie opisują społeczne emocje. Jak to możliwe w jednym państwie – to już oddzielna historia wymagająca głębszej analizy.

Jedno jest pewne – te dwie opowieści wzajemnie się wykluczają. To jest wyzwanie, które opozycja musi podjąć i unieść. Pokładanie nadziei w kompromisie z PiS, w takich politykach jak Mateusz Morawiecki, wydaje się straconym czasem. Zresztą sam Morawiecki chyba zdał sobie sprawę, że jego „plan” jest tylko kamuflażem dla rewolucji Jarosława Kaczyńskiego. Żaden rozwój nie jest możliwy w centralistyczno–etatystyczno-biurokratycznym otoczeniu. A takiej struktury państwa potrzebuje Kaczyński dla utrzymania pełni władzy. Bo wie, że tylko takie państwo jest w stanie zaspokoić rosnące apetyty pisowskich strażników rewolucji. Zdolnych do wszystkiego i gotowych na wszystko właśnie w ramach logiki rewolucji. Dlatego funkcjonalni dla PiS politycy to Macierewicz, Kamiński, Ziobro, prezydent Duda czy ideolog dobrej zmiany prof. Zybertowicz, który z perwersyjną przyjemnością bałamuci opowieściami o klęsce oświecenia. Dla wprowadzenia autorytarnego ludowładztwa Kaczyński musi utrzymać te instytucje państwa demokratycznego, za którymi będzie mógł ukryć swoje prawdziwe cele. Ale dla domknięcia tej konstrukcji potrzebuje jeszcze jednej istotnej w Polsce siły, która będzie w pełni legitymizowała jego działania i z jego punktu widzenia ma zadanie kluczowe. A tą siłą jest Kościół katolicki.

Dewastowanie autorytetu Kościoła

„My rozumiemy wszystkich” – to było jedno z haseł czerwcowych wyborów 1989 r., prawie całej zjednoczonej pod sztandarem „Solidarności” antytotalitarnej opozycji. Czy rzeczywiście wszystkich rozumieliśmy – to rzecz do dyskusji. Wybraliśmy demokrację liberalną jako system, który miał optymalnie spełniać aspiracje Polaków. Porządek ten nie był kontestowany przez główne siły polityczne w kraju i z drobnymi korektami trwał do ostatnich wyborów.

Myślę, że elity w swojej diagnozie nie wzięły jednego czynnika pod uwagę, a mianowicie – żeby ten plan się powiódł, trzeba bezwzględnie utrzymać świecką rolę państwa. Rozdział Kościoła i państwa to warunek trwania demokracji liberalnej. To warunek jej stabilności i źródło pewności obywateli co do autonomii ich sumień. Wyszliśmy jednak z fałszywego założenia, że w wysiłku unowocześniania kraju cele Kościoła i państwa nie są antagonistyczne.

Problem ten unaocznił się w „czarnym proteście” kobiet, które właściwie odczytały intencje rządu – jako przejaw pogardy dla ich wolności i godności, brutalną próbę ingerencji państwa w sferę, która powinna być immanentną częścią prywatności.

Nasze, polityków PO, spotkania w Polsce niewielkomiejskiej, powiatowej, uświadomiły nam, jak opresyjny dla obywateli może być sojusz ołtarza z tronem. Jak funkcjonuje tam lokalna hierarchia władzy. Znaczna część Kościoła organicznie nie jest zdolna do podjęcia misji ewangelizacyjnej bez instytucjonalnego, prawnego i finansowego wykorzystania potencjału państwa. Wykorzystując to, Kaczyński usiłuje wpisać katolicyzm w oficjalną doktrynę państwa, stworzyć całościową socjal-nacjonal-religijną ideologię, która pozwoli mu na rozprawę z liberalną demokracją. Należy żywić nadzieję, że Kościół te intencje odczyta właściwie i wyciągnie wnioski. Kraj, w którym politycy stają się katechetami, a katecheci politykami, nie ma nic dobrego do zaoferowania swoim obywatelom. A takie pomieszanie ról na dalszą metę dewastuje również autorytet Kościoła.

PO musi się mocno włączyć w obronę ludzkich sumień – i nie chodzi tu o antyklerykalne happeningi w stylu Ruchu Palikota, ale twarde monitorowanie wypełniania postanowień umów międzynarodowych (w tym konkordatu). Być może powinien powstać zespół poselski, którego zadaniem będzie obrona swobód obywatelskich i rozdziału instytucji religijnych od państwa. PO musi opisywać wynikające z ich pomieszania patologie.

Przywracanie słuchu

Podlegaliśmy w PO alienacji właściwej partiom władzy, zapomnieliśmy, że co najmniej połowa naszych sukcesów to był słuch polityczny i umiejętność komunikowania się ze społeczeństwem.

Dziś ten słuch staramy się odzyskać, temu służą spotkania z wyborcami. Otwieramy się na nowe inicjatywy i środowiska polityczne. Od ruchów miejskich i organizacji pozarządowych po koła gospodyń wiejskich. Będziemy tworzyć sojusze ze wszystkimi siłami politycznymi uważającymi demokrację liberalną za wartość, której trzeba bronić. Nie chodzi o koalicję anty–PiS, ale o koalicję przewidywalności i antychaosu. Obywatele muszą wierzyć, że skutecznie obronimy ich wolności, a Putin, Erdogan, Kaczyński, Orbán to nie jeźdźcy Apokalipsy, tylko problemy, z którymi wolny świat musi i może się uporać.

Kaczyński nie pozostaje bezbronny i użyje wszelkich dostępnych mu środków i populistycznych argumentów, by wzbudzać złe emocje. Nie ma przypadku w tym, że PiS mówi o przywróceniu kary śmierci, ignorując przy tym nauczanie Jana Pawła II i oficjalne stanowisko Watykanu.

W listopadowe Święto Niepodległości uroczyście otwarto Świątynię Opatrzności Bożej. Wyrosła pośrodku Miasteczka Wilanów, miejsca ważnego dla opowieści o przemianach społecznych w Polsce po 1989 roku. Fakt ten, symboliczny, zniknął gdzieś w natłoku rozważań o liczebności marszów, które przeszły ulicami stolicy, a powinien być początkiem dyskusji i namysłu nad rolą religii w Polsce.

I nie chodzi mi o podnoszone w przestrzeni publicznej wątpliwości co do sumy wydanej na budowę tego gmachu. Są one istotne, ale znacznie ważniejsze kwestie musimy rozstrzygnąć. Jak pogodzić tradycję z nowoczesnością? Jaki kompromis między nauczaniem Kościoła a demokracją liberalną uwrażliwioną na osobiste wolności obywatelskie da się wypracować w polskich realiach? Czy jest on możliwy? To, że Kaczyński to nie Adenauer, widać gołym okiem.

Jeśli nie zaczniemy definiować polskiej polityki na nowo, tak by sprostać wyzwaniom współczesnego świata, koniec polskich marzeń może wyglądać jak finał opowiadania Mrożka.

ZGADNIJCIE, KTO JESZCZE MOŻE BYĆ AGENTEM?

cyiuvqcwgaaysqa

Waldemar Mystkowski pisze o szpionie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

waszczykowskiego

Władze PiS mają problem z agenturalnością swoich wybrańców, bądź polityków. Sędzia Trybunału Konstytucyjnego Mariusz Muszyński ma za sobą przeszłość agenturalną w UOP. Nie przeszkadza to jednak partii Kaczyńskiego, której głosami został wybrany do niezależnej instytucji pilnującej porządku konstytucyjnego.

Jeszcze ciekawsza jest sytuacja z wiceministrem spraw zagranicznych Robertem Greyem, który zastępcą Witolda Waszczykowskiego jest od 30 września bieżącego roku, praktykował w jego gabinecie politycznym od maja, czyli przez wakacje minister przekonał się do jego przymiotów. Grey dostał odpowiedzialną działkę, mianowicie w jego gestii była dyplomacja ekonomiczna oraz polityka amerykańska i azjatycka.

Grey został już odwołany. Informacje, które spływają są nieprecyzyjne. Wiceminister Grey został odwołany, bo zataił współpracę ze służbami USA. A jeszcze dwa dni temu Waszczykowski dla „Rzeczpospolitej” twierdził, że został zweryfikowany. Kto to robił? Czyżby służby podległe Antoniemu Macierewiczowi, które nie potrafiły zweryfikować innego wiceministra – tym razem obrony z roku 2007 – Jacka Kotasa, mającego powiązania z mafią rosyjską i służbami rosyjskimi.

Lecz to nie koniec krętactwa ministra dyplomacji, który dla Onetu powiedział, iż Grey został odwołany, bo „zmienił koncepcję kierownictwa MSZ”.

Gdyby Waszczykowski nie zmienił koncepcji, to Grey by mu nie przeszkadzał? Ale i to nie koniec, dopytywany przez „Wyborczą” Waszczykowski  zaprzecza, jakoby Grey został zdymisjonowany, bo współpracował z amerykańskimi służbami. Grey został odwołany… i następne horrendum językowe: „wiceminister będzie miał inne obowiązki.” Czyżby Greya chcieli odwrócić? Był agentem amerykańskim, teraz będzie podwójnym agentem polskim i amerykańskim (pod warunkiem, że CIA o tym się nie dowie)?

Dlatego nie dziwię się dyplomatom Trójkąta Weimarskiego, szefom dyplomacji Niemiec i Francji, że nie chcą już wspólnej dyplomacji z Waszczykowskim, w jego kazuistyce nikt się nie rozezna. Czy nie prościej powiedzieć: Grey jest agentem, nie potrafiliśmy zweryfikować, a gdy dotarły do nas o tym wieści, posłaliśmy go na zieloną trawkę.

Nie! To jest za trudne dla polityków PiS, aby przyznać się do błędów, a to dlatego, że kiepscy są pod względem fachowości, więc zamiast Trójkąta Weimarskiego, dyplomacja Waszczykowskiego stworzyła Trójkąt Bermudzki, właśnie w tym trójkącie stracił posadę w MSZ amerykański agent. Taka jest dyplomacja pisowska, usytuowanie uprawianej przez nich polityki w Unii Europejskiej i w ogóle na Zachodzie.

„odwołanie Greya z podejrzeniem tego, …iż był współpracownikiem obcych służb specjalnych, pokazuje, w jakim absurdzie żyjemy” B.Arłukowicz

cyh-rt-xeaapiup

JAJAKOBYŁY :))

cyidnt2xaaiyyu6

Kleofas Wieniawa podsumowuje pisowskich sędziów TK.

pisowski

3 pisowskich sędziów Trybunału Konstytucyjnego dopadł pomór, zaraza. Mają komuszy feler mentalny: zniewolone umysły. Reagują na gwizdek prezes. Gwizd! Chorzy wstają i są do usług.

Dobrze ten mechanizm jest opisany w psychologii behawioralnej, sklasyfikowany pod pojęciem: psy Pawłowa.

Nie stawili się więc ci pisowscy chorzy na wybór kandydatów na nowego prezesa TK. Kworum to 10 sędziów, a obecnych było 9. Jakoś żaden z niepisowskich sędziów nie zaraził się pisizmem. Przyzwoitość to najlepsza szczepionka. Mimo to zdecydowano się wybrać trzech kandydatów.

Może należało zastosować sprawdzone działanie w amerykańskim sądownictwie, gdy do podobnego wybiegu (pomoru) uciekali się mafiosi, po prostu przywożono ich na łóżkach szpitalnych, aby sprawiedliwość mogła sądzić bezprawie.

I tak wcześniej, czy później bezprawie pisowskie dopadnie sprawiedliwość. Zaczyna się już „oficjalnie” epoka bezprawia PiS.

cyifg4yweau4i5w

TRÓJKA PISOWSKICH SĘDZIÓW ZASŁONIŁA SIĘ RZEKOMYM ZWOLNIENIEM LEKARSKIM, ABY UNIEMOŻLIWIĆ TK WYBRANIE KANDYDATÓW NA NOWEGO PREZESA…

cyi1dfnwiaa46mq

toNie

Cyrk z Jackiem Kurskim – esencja PiS. W jakiej pogardzie ma ta partia Polaków. Rada Mediów Narowych odwołała Kurskiego z szefa TVP, ale Czabański (Krzysztof) z Lichocką (Joanna) pojechali do prezesa Kaczyńskiego na Nowogrodzką i – Kurski nie został odwołany. Dalej szmaci telewizję, która kiedyś była publiczna.

Co6YrXUXEAE4qw2

A Kaczyński w autobiografii pisze o swoim kabotyństwie, jak nie został internowany:

Co1wPG6XYAAQdsf

„Przedtem pytał, czy chcę być internowany. Uczciwie mówiąc, chciałem i skądinąd byłem pewny, że zostanę, ale z drugiej strony słyszałem o kabotynach, którzy zgłaszali się, aby ich internować. Odrzekłem więc, że nie chcę. On zapytał: czy mogę napisać mu odmowę? Tak postąpił Jan Olszewski, prawdziwy mistrz w rozgrywkach z esbecją, więc ja też się zgodziłem. Po latach z liter mojej odmowy skonstruowano „lojalkę”, opublikowaną w „Nie” w 1993 roku. Ale w końcu prawda wyszła na jaw. Tego samego dnia wieczorem, ku mojemu zaskoczeniu, zostałem wypuszczony. Zamierzałem nadal działać, choć wiedziałem, że grozi mi za to coś gorszego od internowania – więzienie. Pierwszy wyrok, o jakim się dowiedziałem, trzy i pół roku dla Krzysztofa Dowgiałły, kolegi Leszka, specjalnie mnie jednak nie przestraszył.”

Andrzej Duda miał przedstawić ustawę dla frankowiczów. Przedstawił więc jego minister Maciej Łopińśki że będzie przedstawiona za rok.

Jacek Rostowski nazywa to jawnym oszustwem.

andrzej Duda

A Waldemar Mystkowski francą. Czyli syfem – pisowskim.

franca

Dialektyka pisowska z modyfikacjami występuje w propozycji rozwiązania dotyczącego pomocy frankowiczom. Prezydencki minister Maciej Łopiński zakomunikował, że Andrzej Duda dzisiaj nie wywiąże się z ustawowej obiecanki dla frankowiczów, choć miał wywiązać się w poprzednim roku. Przewalutowania nie będzie, kwestia ustawowego przewalutowania kredytów ma być ponownie rozważona za rok.
A zmodyfikowana pisowska dialektyka przez Dudę polega na tym, aby „skłonić banki do dobrowolnej restrukturyzacji części kredytów walutowych”.

Powyższe przekłada się na język zrozumiały dla wszystkich, iż Duda liczy, że banki „zmuszą się dobrowolnie”. Dialektyka w tym wypadku jest zmodyfikowana jako oksymoron. I tak jest na każdym polu pisowskiego rządzenia. Niechrześcijańskie chrześcijaństwo Szydło, zmuszenie do dobrowolności Dudy.

PiS liczy, że wyborcy zapomną, a może liczy na to, że np. do jesieni 2017 pisowcy nie będą rządzić i im się upiecze. Ta ostatnia perspektywa jakoś by ich tłumaczyła, ale czy dzisiejsza opozycja zrezygnuje wówczas z Trybunału Stanu? Kiedyś wiadomą chorobę w Rosji nazywano „polskaja boleźń”, a w Polsce „francuska choroba”, francowatość. I ta choroba polityczna znów szaleje.

Zbigniew Ziobro zwolnił przestępców, a to dlatego, że to swoi.

Co4i2rTWIAAGhMh

Znamy termin premiery „Smoleńska” Antoniego Krauzego – 9 września. Zamach był. Wybuchy widać w trailerze. Będzie łomotanie ciemnemu ludowi w łepetyny: „Wina Tuska”.

PiS-owi wisi Polską. Ale wisi tak, jak po chorobie wenerycznej. Zarażona, zohydzona.

Co1zyUOWcAAQEHh

 

Wiersz wybitnej poetki, nieżyjącej, powstanki Anny Świrszczyńskiej. Wielka poezja po prostu wnika, a nie zakłamuje.

Co4UCulXgAABWG7

„Newsweek” zajmuje się podwyżkami dla PiS. Choć partia Kaczyńskiego wycofała się ze spektakularnego podniesienie uposażeń dla rządu, to skala gołocenia budżetu jest ogromna.

78556b5ff6a07dc70181f9c3beee6451,641,0,0,0

„Pomysł ogromnych podwyżek dla rządu i parlamentarzystów spalił na panewce, ale pieniądze dla ‚krewnych i znajomych’ PiS i tak płyną z budżetu szeroką rzeką” – pisza w „Newsweeku”.

Pieniądze potrzebne są do zapewnienia sobie lojalności podwładnych. Takie podłoże mają prawdopodobnie podwyżki, których już dokonano lub które planuje się w kluczowych resortach. „Newsweek” podkreśla, że dużo więcej zarobią pracownicy sądownictwa, a podwyżki szykują się też w prokuraturze. Podobnie jest z żołnierzami i cywilnymi pracownikami wojska, oraz funkcjonariuszami służb specjalnych, których objęły lub wkrótce mają objąć hojne podwyżki. Nie inaczej jest z tymi, którzy podlegają MSWiA.

„Newsweek” zwraca jednak uwagę na to, jak zatrudnia się w najbliższym otoczeniu premier Beaty Szydło. Jej rząd pobił bowiem rekord i powołał aż 95 wiceministrów, a kolejna rzesza całkiem nieźle opłacanych urzędników to wszelkiej maści pełnomocnicy. Poza tym, samych ministrów w obecnym rządzie też jest sporo.

Tygodnik Tomasz Lisa zwraca również uwagę, iż dla tych ludzi partii rządzącej, którzy nie załapali się na posady w administracji państwowej, atrakcyjne miejsca pracy organizowane są w licznych nowych agencjach i fundacjach rządowych.

Niedługo PiS dostanie szału macicy. Przyjeżdża papież Franciszek na Światowe Dni Młodzieży, ale prawica go nie lubi, to dla nich lewak. Pisze o tym Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl

papież

Papież Franciszek przyjeżdża do ojczyzny św. Jana Pawła II. Niby wszystko w porządku, lecz papież pochodzi z innej parafii niż kler polski. Przybywający zwierzchnik jest tylko nim formalnie, rzeczywistym jest duch papieża Polaka, a konkretnie trzymający nad jego głową aureolę o. Tadeusz Rydzyk. Franciszek dla lokalnego Kościoła nad Wisłą jest tym, czym Komisja Wenecka i Komisja Europejska razem wzięte dla PiS. Okazuje się, że każdy obcy ze świata jest niemile widziany, cenzurowany przez media prawicowe i narodowe.

„Nie lękajcie się” papieża Polaka, jak trąby jerychońskie skruszyły mury PRL, czy słowa Franciszka skruszą skamielinę w sercach polityków PiS? Poradzono sobie z obcymi z Komisji Weneckiej, z Komisji Europejskiej, poradzą sobie z obcym lewakiem Franciszkiem. Niezłomność zaprzeczania „oczywistej oczywistości” czyni obecną władzę w kraju jedną z najodporniejszych w Europie. Niezłomnie odporną na rozum, bo wierzą… w siebie.

CoMPdm5WgAAQupD

Prezes Kaczyński (67 l.) jeszcze kilka dni temu wściekł się, że jego posłowie chcieli dać parlamentarzystom po 2700 zł podwyżki. Wszyscy nie dostaną, ale trójka dostanie – i to jeszcze wyższe!

Mowa o Krzysztofie Czabańskim (68 l.), Elżbiecie Kruk (57 l.) i Joannie Lichockiej (47 l.). Choć pozostaną posłami PiS, zasiądą też w utworzonej właśnie Radzie Mediów Narodowych. Mimo, że Czabański zrezygnuje ze stanowiska wiceministra, i tak dobrze na tym wyjdzie. Za zasiadanie w Radzie, co miesiąc dostanie dodatkowe 6270 zł do uposażenia poselskiego. Posłanki Kruk i Lichocka – plus 4180 zł! W dodatku, bez cienia żenady, sami je sobie załatwili!