Posts Tagged ‘Katarzyna Kolenda-Zaleska’

NOCNE CZUWANIE NA NOWOGRODZKIEJ

Jerzy Stuhr po prostu genialny! Kiedyś teksty z Seksmisji były żartem, a dziś? Panie Jurku, z okazji urodzin, 100 lat!

Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”) pisze, jak IPN zdradził polskich szpiegów. Nazwiska prawie tysiąca oficerów i agentów wywiadu PRL i III RP ujawnia publicznie dostępny katalog IPN. Obce służby, nie ruszając się zza biurka, mogą zidentyfikować naszych szpiegów, a potem odtworzyć ich kontakty za granicą.

Wśród danych są nazwiska legalizacyjne, pod którymi oficerowie występowali za granicą. – To nieprawdopodobny skandal. Większość tych ludzi jeszcze żyje, czynne są ich kontakty. Państwo polskie po prostu ich zdradziło – mówi „Wyborczej” były oficer Agencji Wywiadu, do niedawna nadzorujący jeden z wydziałów w tej służbie.Według ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu ujawnione dane powinny stanowić najściślejszą tajemnicę państwową. Dlaczego więc znalazły się w domenie publicznej? Bo funkcjonariusze, których dotyczą, zaczęli służbę przed 1989 r. Ich nazwiska zostały ujawnione w ramach ustawy o IPN, która odtajnia materiały służb specjalnych PRL. Wcześniej szpiedzy, którzy pracowali dla niepodległej Polski, byli chronieni w tzw. zbiorze zastrzeżonym. Ale od końca 2016 r. decyzją szefów służb zbiór ten był odtajniany. Efekt? – Wystarczy ogólna sygnatura akt i mamy cały polski wywiad jak na dłoni – tłumaczy nasz rozmówca.

Dane z inwentarza IPN

Ta sygnatura to dla wywiadu 003175. Po wpisaniu jej w wyszukiwarkę „Inwentarza archiwalnego” pokazują się 973 zapisy. Przy większości z nich informacja o starej sygnaturze oznaczonej literą „Z”, czyli „Zastrzeżone”. To dane personalne szpiegów i oficerów wywiadu, zarówno tych z czasów zimnej wojny, jak i tych, którzy działali w końcówce PRL, a potem w III RP. Są tam oficerowie urodzeni w latach 60. (jest nawet rocznik ’68), co znaczy, że większość ich służby przypada na lata po upadku komunizmu. Ujawnione zostały zarówno ich prawdziwe nazwiska, jak i te, pod którymi występowali jako „oficerowie pod przykryciem” lub „nielegałowie”, najgłębiej utajnieni szpiedzy przez lata mieszkający za granicą.

Przykłady? „Inwentarz” potwierdza, że oficerem wywiadu był Mariusz Kazana, szef protokołu dyplomatycznego MSZ, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Z samego katalogu można się dowiedzieć, że jako oficer nosił nazwisko legalizacyjne Czarski, a do służby wstąpił w 1986 roku. W otwartych zasobach są dostępne trzy teczki Kazany – jedna z MSW i dwie z czasów jego służby wojskowej.

W „Inwentarzu” jako polski szpieg zdemaskowany jest też Jarosław Skonieczka. To jeden z urzędników, którzy wprowadzali Polskę do NATO. W połowie pierwszej dekady XXI w. był szefem wydziału ds. partnerstwa z krajami trzecimi w NATO. Do dziś pracuje w centrali Sojuszu. Spis podaje jego nazwisko legalizacyjne – Kutrzeba. Reszta dostępna w aktach.

W katalogu można też znaleźć operacyjne nazwiska dwóch polskich oficerów, którzy w latach 90. zginęli w Libii i Libanie, pełniąc służbę jako „oficerowie pod przykryciem”. Ich bliscy do dzisiaj dostają renty rodzinne, które w ramach ustawy dezubekizacyjnej mają być obniżone do 1500 zł brutto. Rodziny tych oficerów nie są nawet w stanie wystąpić do MSWiA o zastosowanie wobec nich procedury wyjęcia spod działania ustawy, bo nie znają szczegółów służby. Nie ma do nich dostępu samo ministerstwo.

1,6 mln rekordów z IPN

„Inwentarz archiwalny” to ten sam spis, który w 2004 r. wyciekł z IPN jako tzw. lista Wildsteina (od nazwiska prawicowego publicysty, który twierdzi, że wyniósł listę). Wtedy jednak spis liczył ok. 160 tys. nazwisk. Teraz ma ponad 1,6 mln tzw. rekordów. W większości to nazwiska.

Przez lata „Inwentarz” był dostępny tylko w archiwum Instytutu, jednak od 2012 r. można z niego korzystać poza IPN. Od 2016 r. trafiają do niego materiały ze zbioru zastrzeżonego, dotyczące m.in. pozytywnie zweryfikowanych oficerów i agentury przejętej przez służby III RP. Decyzja w sprawie ostatecznej likwidacji „zbioru zastrzeżonego” zapadła w marcu 2017 r. Naciskało na nią wybrane przez obecny rząd Kolegium IPN. Główną rolę odegrał w tym Sławomir Cenckiewicz, wiceszef Kolegium, były likwidator WSI i zwolennik lustracji. Wtedy w „Inwentarzu” znalazła się większość danych ludzi pracujących dla wywiadu.

W TAMTYCH CZASACH PREMIER NIE BYŁ MALOWANY… CZEŚĆ PAMIĘCI TADEUSZA MAZOWIECKIEGO!

Katarzyna Kolenda-Zalewska pisze o lepszych i gorszych ofiarach smoleńskich. Jakiekolwiek inne życie zamarło. Najważniejsze osoby w państwie słowem i czynem pokazywały prezesowi, że to one najlepiej czczą pamięć 10 kwietnia. I wyborcom PiS, bo także o nich – już poza głową prezesa – zaczęła się poważna walka.

Pani premier zorganizowała akademię ku czci, na której prezes podzielił się pojednawczą refleksją o lepszej części narodu, która cierpiała naprawdę, w przeciwieństwie do tych, którzy cierpieli na niby, a tak naprawdę to chyba się cieszyli, bo jak to inaczej rozumieć. Pani Szydło z panią Kempą już wcześniej wyczuły, że były ofiary lepsze i gorsze, i o tych gorszych w ich mniemaniu postanowiły zapomnieć. Po co na tablicy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów prezes ma widzieć nazwisko wicepremier Jarugi-Nowackiej obok nazwiska Przemysława Gosiewskiego.Z porannego nastroju, kiedy to łzy kręciły się w oczach, patrząc na twarze tych, którzy zginęli, nie pozostał już prawie ślad.

Żadnego pojednania, żadnej wspólnoty. Prezydent zrozumiał to przesłanie najlepiej, bo w zeszłym roku jeszcze nie zrozumiał i wyskoczył z jakimś wybaczaniem. Prezes szybko ustawił go wtedy w szeregu, więc teraz prezydent błędu już nie popełnił. Z pełnego patosu przemówienia nie zostało nic poza obrazem całkowitej podległości. Było ono nie oddaniem czci, ale hołdu.

Do rywalizacji stanął też minister obrony narodowej. Prezes cały czas mówi o zbliżaniu się do prawdy, więc Macierewicz dał mu tę prawdę na tacy. Może jeszcze nie ma dowodów na zamach, ale są dowody na wybuchy. Jak mówi szef smoleńskiej podkomisji, stuprocentowo pewne. Wyborcy PiS są zachwyceni aktywnością szefa MON w sprawie katastrofy, a on dzięki ich lojalności buduje sobie polityczne zaplecze na tyle poważne, że nawet prezes zaczyna dostrzegać, że coś wymyka mu się spod kontroli.

Ogrodzona przestrzeń wokół Pałacu Prezydenckiego najdobitniej pokazuje, że władza życzy sobie świętować rocznicę w swoim gronie. Zawłaszczone miejsce pamięci staje się symbolem dzielenia społeczeństwa na tych, którzy rzekomo cierpieli, i na tych, którzy tylko cierpienie udawali. Niezapraszanie rodzin ofiar nie swoich na państwowe uroczystości to wyraz większego przemysłu pogardy niż jakakolwiek krytyka, która padła pod adresem Lecha Kaczyńskiego.

Rządzący dali jasno do zrozumienia. To nasza rocznica i wara wam od niej. Nie chcemy was tutaj. Nie będzie wspólnego świętowania, nie będzie też wspólnej pracy, współdziałania, łączących nas spraw. Jesteśmy od was innym, lepszym narodem.

Smutna była ta rocznica, ale wnioski z niej płynące są jeszcze smutniejsze.

ZAPLANUJCIE SOBIE W KALENDARZACH. TO JUŻ NIE SĄ ŻARTY. WYJDŹMY WSZYSCY MANIFESTOWAĆ WOLNOŚĆ, KTÓRĄ JESZCZE MAMY I KTÓREJ TRZEBA BRONIĆ!

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku, jako pani Pelagii.

Pani Pelagia bardziej mi pasuje do Mariusza Błaszczaka niż Mariusz z „Ucha Prezesa”, Pelagia ponadto pasuje wybitnie do takiego Bartosza Kownackiego, który wszak jest od bombek, jak rozmówczyni Zenona Laskowika „Z tyłu sklepu”.

PiS stoi Pelagiami nie tylko z powodów intelektualnych, ale też estetycznych, choć ubrani w drogie garnitury, to ze względu na „parcianą retorykę” („Potęga smaku” Zbyszka Herberta) są tymi skołtunionymi paniami Pelagiami.

„Pani Pelagia” Kownacki mianował akwarystę (od rybek na sprzedaż) Krzysztofa Kozłowskiego na szefa fabryki „bombek” Nitro-Chemu, największego w NATO producenta trotylu. Czy z tego wyniknie wielkie „buum!”? Z pewnością, acz może nie z tą fabryką, to prawem statystycznym coś pójdzie z „hukiem, z dymem”. Nieprzypadkowo PiS zdarzyła się katastrofa smoleńska, nieprzypadkowo rozwalają pancerne limuzyny. Niedołęstwo zawsze podobnie skutkuje.

„buum!” może pójść gospodarka, zbliżamy się do Grecji, nie będzie to jednak „taka piękna katastrofa” Zorby, ale Morawieckiego. Ten też jest Pelagią, innych prezes nie toleruje.

„Pelagia” Błaszczak zasłynął już „polskimi obozami kontenerowymi”. Wyobraźnia go jednak nie poniosła, bo zapowiedział, że tak jak w obozach koncentracyjnych, w jego obozach kontenerowych dla uchodźców będą druty kolczaste. Może nie doczytała Pelagia, że trzeba prąd puścić drutami, ale to przed nią, bo po wtorku wszak następuje środa.

„Pelagia” wypowiadał się w Polskim Radiu w programie 1 na temat „problemu wizerunkowego”, a miało PiS ten problem z powodu Bartłomieja Misiewicza. Ale co tam! – od czego jest „nasz lider, pan premier…”. Zrazu sobie pomyślałem, że Pelagia bawi się płciami, jak ja, takie polityczne gender, zresztą uprawiane przez Szekspira (pomyślałem, że Szydło jest „panem premierem”), lecz Błaszczak nie potrafi tego robić, bo mu kołtun zawadza, tym „panem premierem” jest… Kaczyński.

O, żesz. To Pelagii się „cofło” do lat 2006-2007. „Okazało się, że była potrzebna komisja, że była potrzebna interwencja lidera PiS, premiera Jarosława Kaczyńskiego, żeby ten problem zamknąć”. Komisja dla jednego Misiewicza, który ledwo zdał maturę i nie zrobił nawet licencjatu u Rydzyka? Czterech chłopa do wykopania jednego nieuka? No i Pelagia Błaszczak mnie nie zawiodła, bo to nie wina PiS. Tak jest! „Sprawa została rozwiązana. Nasi poprzednicy tylko przyklepywali sprawy”. Znaczy się, sprawa Misiewicza została załatwiona, bo poprzednicy – PO-PSL – przyklepywali… Misiewicza.

Takie Pelagie ma PiS: Błaszczak, Kownacki, Jaki… Budowniczy polskich obozów kontenerowych z drutem kolczastym, na razie bez prądu.

I CIERPLIWOŚĆ PREZYDENTA SIĘ WYCZERPAŁA 🙂 W TYM JEDNYM LIŚCIE WIDAĆ JAK BARDZO MACIEREWICZ LEKCEWAŻY DUDĘ.

Kleofas Wieniawa pisze o walce między Dudą a Macierewiczem.

Andrzej Duda poczuł juchę i postanowił wykorzystać okazję, aby dobić Antoniego Macierewicza. Nie tylko za upokorzenia, które zaznał, ale by zyskać jakąś pozycję w PiS. Wyciekł list Dudy do Macierewicza (z wiadomością dla Beary Szydło), w którym domaga zajęcia stanowiska w sprawie listów Biura Bezpieczeństwa Narodowego dotyczących ”szczególnego znaczenie dla bezpieczeństwa państwa”. Jest to pisowski enigmatyczny język, bo nie wiadomo dokładnie czego list dotyczy.

Czy Duda ma szanse?

Dobić Macierewicza – tak. Bo ministra obrony już nie da się schować w katakumbach, jak w czasie kampanii wyborczej do parlamentu, gdy Jarosława Gowina wyciągnięto za uszy i przedstawiono, jako królika do funkcji szefa MON.

Macierewicz będzie walczył, a drzazgi będą śmigać. Zagrozi Jarosławowi Kaczyńskiemu, ten ostatni może zechcieć postawić na Dudę, lecz prezydent z kolei wie, iż bez radykalnego postawienia się, grozi mu już 2020 roku Trybunał Stanu.

Przy czym Duda nie ma żadnego charakteru i jest marny politycznie. Tak! – władza PiS się sypie. Czy opozycja będzie potrafiła to wykorzystać?

Wcale nie potrzebny jest Donald Tusk, aby wbić kołek osikowy politykom PiS. Duda w cuglach przegra wybory choćby z Rafałem Trzaskowskim.

Erozja PiS szybko może przybrac postać lawiny. Mądrość opozycji wyrazić się winna tym, że potrafi przeciwdziałać by Polska nie spadła w przepaść wraz z PiS.

Czy opozycję stać na to? Czy są takie siły jak w 1989 roku? Mam sporo wątpliwości. Polscy politycy – jak w PRL-u – to niedojrzali ludzie, polska demokracja niemal skapitulowała przed takim satrapą na drabince z Tesco jak prezes Kaczyński.

I JESZCZE JEDEN I JESZCZE RAZ!!! KOCHAMY PANA PANIE JURKU

>>>

TRZYMAMY SCHETYNĘ ZA SŁOWO! Nie zapomnimy im łamania prawa.

c2xg7mzxaaecpow

I niech nikt nie mówi, że „przegrał z chorobą”, On z nią każdego dnia wygrywał. Aż do dziś…- A.Golimont

c2wscvawiaasf25

Katarzyna Kolenda-Zalewska pisze w „Wyborczej”, jak Kaczyński otwiera sobie drzwi do bezprawia. Jeszcze emocje były w stanie wrzenia, jeszcze pył po trwającym trzy tygodnie kryzysie parlamentarnym nie opadł, a Jarosław Kaczyński postanowił podkręcić atmosferę. Tak, Jarosław Kaczyński, bo przecież Zbigniew Ziobro nie działał samodzielnie, zwłaszcza w kwestii tak kluczowej jak ostateczne przejęcie Trybunału Konstytucyjnego. Tu chodzi o sprawę o wiele grubszą. Grubszą i groźną, która daje PiS-owi niemal nieograniczoną władzę.

gazeta-wyborcza

.Jest czwartek, późne popołudnie. Platforma decyduje się zakończyć protest na sali plenarnej. Dzień wcześniej Senat uchwala budżet bez żadnych poprawek. Atmosfera w Sejmie jest napięta, władza cały czas atakuje opozycję jednym argumentem – nie dajecie nam pracować, podsycacie napięcie.

Gdy Platforma wychodzi, wszyscy oddychają z ulgą. Parlamentarny kryzys został zakończony. Kto wygrał, to w tym momencie sprawa drugorzędna. Ważne, że Sejm może wracać do normalnej pracy. Ale nie minęły nawet dwie godziny, gdy wybucha bomba. Prokurator generalny Zbigniew Ziobro zaskarża do Trybunału Konstytucyjnego wybór trzech sędziów TK orzekających od sześciu lat.

Wniosek Ziobry podniósł temperaturę politycznego sporu znów do stanu wrzenia, choć właśnie wydawało się, że przynajmniej przez chwilę będzie spokojnie. Po co to było? Bo przecież wiadomo było, że próba wyrzucenia z Trybunału trzech sędziów rozpocznie na nowo ostry spór o TK. Intencje wniosku wydają się oczywiste. Przejąć już całkowicie Trybunał, mieć w nim wyłącznie swoich. Ziobro decyduje się złożyć wniosek, podważając sposób wyboru sędziów, choć taka sama procedura obowiązywała w 2006 r., gdy PiS miał większość i PiS rządził. Ale pomysł jest dużo bardziej przewrotny.

PiS tłumaczy, że nie chodzi mu o tych trzech sędziów – Rymara, Tuleję i Zubika. I faktycznie zupełnie nie o nich chodzi. Chodzi o to, by raz na zawsze ustalić, że Trybunał nie jest w stanie dokonać oceny sejmowych uchwał, i w ten sposób, po pierwsze, zalegalizować w TK obecność dublerów wybranych na zajęte już miejsca.

Jarosław Kaczyński daje sygnał – TK nie ma prawa oceny uchwał. – O! – mówią niektórzy. To uderzenie w Ziobrę. Ale nic bardziej mylnego. Tu nie chodzi o upokorzenie Ziobry. Wręcz przeciwnie. To przekaz do TK, jak ma orzekać w tej konkretnej sprawie. Skład orzekający zostaje błyskawicznie powołany w osobach Julii Przyłębskiej, Mariusza Muszyńskiego i Michała Warcińskiego. Wszyscy wybrani teraz przez PiS. Już wiedzą, co mają orzec. Jeśli budżet zostanie zaskarżony i padnie wniosek o wyłączenie dublerów, odpowiedź będzie jedna. Nie da się, bo TK nie ocenia uchwał Sejmu o ich wyborze, więc zostali wybrani legalnie. Koniec sprawy. Mają pełną legitymację. Dlatego decyzji TK należy się spodziewać szybko.

Ale jest i po drugie. Decyzja TK otworzy szeroko drzwi do zmian prawa za pomocą uchwał sejmowych. Sejm będzie sobie teraz uchwałami zmieniał system prawny i nikt nie zdoła go zatrzymać. Bo przecież TK nie ma prawa oceniać uchwał. Ostatnie narzędzie opozycji padło. A Jarosław Kaczyński w końcu znalazł sposób, jak sprytnie całkowicie opanować rządzenie.

NIECH O TYM PAMIĘTAJĄ. POLACY ROZLICZĄ WŁADZĘ ZA ŁAMANIE PRAWA

c2xjtkzxgaecqvi

Łukasz Woźnicki pisze o liście 1000 pisowców w spółkach, którą opublikował „Puls Biznesu”. Skala i tempo upartyjnienia firm i instytucji są tak ogromne, że nie ma wątpliwości: przy doborze osób regułą jest klucz partyjny i rodzinny oraz znajomości – komentuje redakcja „Pulsu Biznesu”, ujawniając „sPiS zasobów własnych” partii rządzącej.

teraz

„Teraz, kur…, my na całego”. „Puls Biznesu” publikuje listę tysiąca działaczy PiS w spółkach

Skala i tempo upartyjnienia firm i instytucji są tak ogromne, że nie ma wątpliwości: przy doborze osób regułą jest klucz partyjny i rodzinny oraz znajomości – komentuje redakcja „Pulsu Biznesu”, ujawniając „sPiS zasobów własnych” partii rządzącej.
„Liście wstydu PiS” poświęcone są aż 22 strony poniedziałkowego wydania „Pulsu Biznesu”. 14 stron zajmują wyłącznie personalia działaczy PiS, Solidarnej Polski, Polski Razem, którzy za kadencji obecnego rządu objęli stanowiska w państwowych spółkach, agencjach i innych instytucjach. A także nazwiska członków ich rodzin i znajomych. „PiS obsadza wszelkie możliwe instytucje i firmy. Posłami, rodzinami, kolegami. Na naszej liście, wciąż niepełnej, jest już tysiąc osób” – opisuje PB.

To trzecia tego typu lista przygotowana przez dziennik. W 2012 r. PB opublikował „listy wstydu” PO i PSL. Wówczas dziennikarze ujawnili nazwiska ponad 400 działaczy z PO i drugie tyle z PSL zatrudnionych w państwowych podmiotach. „Tamte listy powstały po prawie pięciu latach rządów koalicji PO-PSL. Dzisiejsza publikacja dowodzi, że rządzący już w rok przebili poprzedników z nawiązką” – opisuje PB. Zauważa, że rewolucja w spółkach została zaplanowana przez PiS – zmiany personalne poprzedziły zmiany prawne, głównie znoszące konkursy.

„Nasza lista ilustruje to, o czym mówią politolodzy: że zarówno tempo, jak i intensywność zmian personalnych wprowadzanych przez PiS są rekordowe. Działacze partii Jarosława Kaczyńskiego twórczo wdrażają w życie coś, co prawie 20 lat temu on sam trafnie, ale też z odrazą, nazwał zasadą „Teraz, k…, my”…” – opisuje dziennikarz PB i autor listy Dawid Tokarz.

Na liście „zasobów PiS” jest m.in. Wojciech Jasiński, znajomy ze studiów i jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. Jeszcze dziesięć lat temu w rozmowie z PB mówił, że w państwowych spółkach nie ma miejsca dla osób z nadania politycznego. Zapewniał, że za rządów PiS takimi firmami jak PKN Orlen będą zarządzać „młodzi fachowcy”. „W grudniu 2015 r. prezesem Orlenu został… Wojciech Jasiński. Miał ponad 68 lat, a jego doświadczenie menedżerskie ograniczało się do trzyletniego epizodu w zarządzie powiązanej z PiS spółki Srebrna, której aktywa czy przychody były kilka tysięcy razy (!) mniejsze niż Orlenu” – opisuje dziennik.

Na liście nie brakuje byłych posłów i senatorów PiS. „Co charakterystyczne dla tej partii, nie tyle dorabiają sobie na państwowym, np. w radach nadzorczych, ile zasiadają w zarządach, czyli z pieniędzy podatników się utrzymują” – opisuje dziennik. To np. Zbigniew Kozak, wiceprezes spółki Energa-Operator Techniczna Obsługa Odbiorców, albo Krzysztof Mikuła — wiceprezes Węglokoksu i członek zarządu huty Pokój.

„Posłowie PiS nie zapominają o swoich współpracownikach. To dlatego na liście aż roi się od byłych i obecnych asystentów, pracowników i dyrektorów biur posłów, senatorów i europosłów” – czytamy w PB. Dziennik naliczył także ponad 70 członków rodzin działaczy PiS: najwięcej żon, ale także synów, braci, córek. Wśród nich jest m.in. syn europosła Ryszarda Czerneckiego – doradca w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. I żona europosła, członkini rady nadzorczej Armatury Kraków z Grupy PZU.

PB próbował skonfrontować swoje ustalenia z czołowymi politykami PiS. „Premier Beata Szydło, gdy jeszcze była w opozycji, zapewniała, że zjawisko kumoterstwa nie dotyczy PiS. Nasza lista dowodzi, że przez ostatni rok stanowiska w spółkach objęli członkowie rodzin i znajomi praktycznie wszystkich ministrów. Czy nie świadczy to o hipokryzji? To pytanie Beata Szydło pozostawiła bez odpowiedzi” – opisuje dziennik.

Szefowa „Wiadomości” TVP porównała „Pucz” do finału WOŚP. PSY SZCZEKAJĄ A KARAWANA JEDZIE DALEJ 🙂

c2ug_zrxgaimk3g

PIĘKNE :)))))))

c2umnssxaaacyju

Waldemar Mystkowski pisze o puczu.

jestesmy

Polska polityka przebiega wg wyobrażeń Jarosława Kaczyńskiego. Można dociekać, jakie jest źródło jego wyobraźni, na pewno prezes odciął się od rzeczywistości. Żyje w czterech ścianach gabinetu na Nowogrodzkiej, Wiejskiej, zawsze otoczony zwolennikami i ochroniarzami. Tylko Kaczyński ma prawo do formułowania stanowisk politycznych, kreowania wartości, które niekoniecznie mają związek z rozumem. Więc dostajemy takie, a nie inne rozpoznanie dotyczące jego środowiska i przeciwników politycznych. Prezes PiS narzucił wszystkim nierzeczywistą Polskę.

Jakiekolwiek były zamiary PiS w stosunku do opozycji i ustawy budżetowej 16 grudnia 2016 roku, to skończyło się tak, iż z odległości więcej niż miesiąca ocenić należy, iż wszyscy zachowujemy się niezdrowo, jakbyśmy zostali stworzeni w wyobraźni Kaczyńskiego, nad którą jej właściciel, emitent, nie panuje, nie ma odpowiednich narzędzi, aby ją porządkować, a nawet z czymkolwiek porównać.

Prezes w obronie własnej nazwał to, co zaszło – puczem. Kaczyński rzekł jedno słowo i wszyscy wzięli się za obróbkę tego słowa w mediach pisowskich, ale także przeciwnicy polityczny wyśmiewający pucz, na dowód którego zamówione były kanapki nie przez puczystów, ale marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Potrzeba puczu była tak przemożna, że następnego dnia podczas orędzia Beaty Szydło puczem zaraziła się część nadajników emitujących sygnał TVP. Nastąpiła niewielka awaria, a więc mamy pucz – orzekł Jarosław Kaczyński. Zaraza sięgnęła więc materii martwej, co zostało wytłumaczone tym, iż urządzenia emisyjne są własnością zagraniczną, a zatem pucz ma  źródło niemal globalne, bo sygnał TVP nadaje amerykańska spółka EmiTel.

Pucz powstał w wyobraźni Kaczyńskiego i drogą kropelkową dopadł wszystkich, nawet powstało dzieło telewizyjne, film dokumentalny „Pucz”. Dzieło niezborne, nie trzymające się kupy, jak podobny mu „Smoleńsk”. Lecz nie chodzi o wartości artystyczne czy rzeczywiste, idzie o coś więcej – o dokument powszechnej choroby, która dopadła Polskę. „Pucz” to karta choroby, co udowodniła firma EmiTel. Mianowicie do awarii nadajników EmiTela doszło w gmachu TVP przy Woronicza 17. Coś powstaje w umyśle Kaczyńskiego, wszyscy wokół zapadają na to choróbsko.

Wszyscy jesteśmy zakładnikami odciętego od rzeczywistości prezesa. Ale czy pacjent może leczyć się sam? – a tak to wygląda. Kaczyński ma misję leczenia Polski, ale sam jest źródłem choroby. My chcemy leczyć Kaczyńskiego, lecz jesteśmy zarażeni jego chorobą. Polska nie wyleczy się sama, bo nie można być jednocześnie pacjentem i lekarzem. A może rzeczywiście nas nie ma, zostaliśmy wymyśleni w umyśle prezesa, jesteśmy puczem jego umysłu.

Dotknijmy się, uszczypmy, ugryźmy. No, co – boli? Bo mnie już dawno przestało. Czyżbyśmy byli już martwi? Jeżeli tak jest, to martwy jest umysł Kaczyńskiego, nie kreujący rzeczywistości, ale emitujący chorobę. Pucz, pucz, pucz.

to-w-gmachu-2

Kleofas Wieniawa zajął się wywiadem Donalda Trumpa, który szykuje rewolucję globalną.

trump

Zapowiada się, że Rosja wreszcie będzie miała sojusznika w osobie nowego prezydenta USA Donalda Trumpa. Tego jakiś czas temu nie mógł sobie wymarzyć Władimir Putin.

Marzenie stało się ciałem. Polityka zagraniczna Trumpa dla Europy jest szokiem. Młodszy i potężny brat cywilizacyjny najprawdopodobniej podąży ku Wschodowi.

Wg Trumpa Unia Europejska powstała, aby Niemcy były potęgą gospodarczą, a nie – aby w Europie zapanował pokój po dwóch największych w dziejach hekatombach wojennych – I i II wojnach światowych.

NATO jest przestarzałe, uważa Trump, więc otrzymał oklaski na Kremlu od  rzecznika Dmitrija Pieskowa.

Niedlugo zatem pożegnamy się z bazą żołnierzy amerykańskich, którzy byli tak gorąco witani w Żaganiu. Wystarczy jakiś pretekst antyrosyjski, a tych znajdzie się na podorędziu, co niemiara.

Unia rozpadnie się, wieszczy Trump. Tak może być, gdy Moskwa wesprze we Francji Marine Le Pen i jej odpowiedników w innych krajach. W Polsce nie musi, bo PiS to miód na serce Putina.

Egoizmy nacjonalistyczne dostają działkę heroiny – tj. heroizmu. Wciągną ją nosem przez obydwie dziurki. Rozum już nie będzie potrzebny, ale emocje nacjonalistyczne. Niemcy i kraje Beneluxu sobie poradzą, ale my z pewnościa – nie, zwłaszcza przy jakości obecnej władzy, tj. braku jakości.

Witajcie rodacy w czasach, gdy geopolityka decydowała o naszej znikomości, zależności i wreszcie o stracie niepodległości.

Nauka prosta. Ktokolwiek za rok będzie w TVP i chciałby pokazać, że wspiera WOŚP musi serducho nakleić na czole

c2xd56yxuaaxkvv

>>>

MILION ZŁOTYCH, ABY ODGRODZIĆ SIĘ OD LUDZI, OD MEDIÓW, OD ŚWIADKÓW, OD NARODU. CZEGO PiS SIĘ TAK BOI???

c1pqb_lxaaq1bme

  1. Portal Politico przygotował listę 12 osób i grup, które „mogą zrujnować 2017 rok”. Wśród nich znalazł się Jarosław Kaczyński. „Polska była złotym dzieckiem wśród nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Dzięki Kaczyńskiemu staje się beznadziejnym przypadkiem” – czytamy w rankingu. CZYTAJ WIĘCEJ >>>
  2. TVP nie wygłuszyło nazwisk w czasie retransmisji procesu w sprawie Ewy Tylman. Widzowie usłyszeli nazwiska i adresy m.in. rodziny i znajomych Adama Z. Zdaniem prawników poszkodowani mogą kierować roszczenia do nadawcy.CZYTAJ WIĘCEJ >>>
  3. Kazimierz Ujazdowski zrezygnował z członkostwa w PiS, ponieważ nie może tolerować polityki partii. Europoseł już wcześniej krytykował Prawo i Sprawiedliwość m.in. za konflikt z Trybunałem Konstytucyjnym oraz za głosowanie nad budżetem. Podczas konferencji zapowiedział, że pozostanie politykiem niezależnym, ale nie zmieni swoich poglądów. CZYTAJ WIĘCEJ >>>
  4. Ryszard Petru tłumaczył się w Sejmie ze swojego wyjazdu z posłanką Joanną Schmidt. Lider Nowoczesnej powiedział, że ich podróż nie była związana z działalnością partii i wypadła w niefortunnym terminie. – To była niezręczność – przyznał Petru. CZYTAJ WIĘCEJ >>>
  5. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki mówił dzisiaj o powodach, dla których nagrania z głosowania nad ustawą budżetową 16 grudnia nie powinny być upublicznione. – Nagrania z taśm mogą być wskazówką dla kogoś, kto zamierza zrobić coś niewłaściwego w Sejmie, np. dokonać zamachu – wyjaśnił. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

TAKA MAŁA ZMIANA I OD RAZU ZACZĘŁO BYĆ WESOŁO :))))

c1p-9yfw8aa_hf6

Ujazdowski: Dziś zrezygnowałem z członkostwa w PiS

– Strategia przyjęta przez kierownictwo PiS po wyborach uniemożliwia realizację deklarowanych celów. Potencjał Polski zamiast wzrastać, trawiony jest w ciągłych, niepotrzebnych konfliktach. Eskalacja sporów prowadzi do drastycznych podziałów społecznych, a brak szacunku dla niezależności Trybunału Konstytucyjnego skutkuje niepewnością prawa i obniżeniem gwarancji praw obywatelskich. Klimat nieufności do samorządów i niezależnych instytucji wydatnie obniża szanse modernizacji Polski – pisze europoseł PiS Kazimierz Michał Ujazdowski na swojej stronie internetowej.

c1ushdsxcaalxp5

Jak twierdzi, „dziś obóz rządzący popełnia błędy poprzedniej władzy, narażając instytucje państwowe na najcięższy kryzys po 1989 roku”.

c1ut_nwwqaa8gse

Dalej pisze: – Od marca 2016 r., gdy wystąpiłem z inicjatywą kompromisu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego przekonywałem do zmiany tej strategii. Niestety, nie tylko nie uległa ona żadnej korekcie, ale w ostatnich tygodniach doszło do jej zaostrzenia. Nie mogąc autoryzować takiej polityki podjąłem decyzję o rezygnacji z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości.

„Po rezygnacji z członkostwa w PiS zachowam niezależność polityczną. Jako poseł do Parlamentu Europejskiego będę koncentrował się na sprawach reformy Unii Europejskiej i bezpieczeństwa obywateli. W ostatnich miesiącach wielu Polaków utwierdzało mnie w przekonaniu o potrzebie budowy jedności wokół narodowych celów. Głęboko wierzę, że leży to w żywotnym interesie Rzeczypospolitej”

wiadomo-co

wiadomo.co/migalski >>>

Katarzyna Kolenda-Zaleska pisze o kpinie PiS z wolnych mediów.

po6

Na początek cytat: „Ustaliliśmy z dziennikarzami, że do czasu wypracowania nowych zasad, które będą opracowywane we współpracy z nimi, obowiązują stare zasady. Do 6 stycznia obiecałem przedstawić redakcjom nowe propozycje, a później usiądziemy i będziemy rozmawiać o ostatecznych rozwiązaniach”. Cytat pochodzi z portalu wPolityce.pl, więc musi być prawdziwy. To słowa marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego po spotkaniu z przedstawicielami redakcji 19 grudnia 2016 r.

(JAK DUŻY MUSI BYĆ POZIOM WSTYDU, ABY BUDOWAĆ MUR WOKÓŁ SEJMU?)

c1ufdqaxcaa90kg

I co? Nie dotrzymano słowa. Do Sejmu i Senatu mogą wchodzić wyłącznie dziennikarze ze stałymi przepustkami. Ci, którzy pobierali przepustki jednorazowe, są odsyłani z kwitkiem. Taki los miał spotkać dziennikarza międzynarodowej agencji AP, a także wielu przedstawicieli innych redakcji. Jest zrozumiałe, że w trakcie trwania kryzysu parlamentarnego – a niektórzy mówią nawet o puczu, więc sprawa jest poważna – dziennikarze mają prawo i obowiązek relacjonowania tego, co się dzieje w Sejmie i Senacie. Zwłaszcza że ciągle przebywają tam posłowie. Codziennie na korytarzach sejmowych odbywają się konferencje prasowe. Także posłów PiS. Mogą je relacjonować wyłącznie nieliczni, co jest złamaniem konstytucyjnej zasady swobody dostępu do informacji. Cenzura jest zakazana.

Dostęp do parlamentu jest limitowany, a na galerię, do której drogę wskazuje tabliczka z dumną nazwą LOŻA PRASOWA, w ogóle nie ma wstępu. Z dobrą wolą przyjęliśmy wyciągniętą rękę władz parlamentu do rozmów. A co dostaliśmy w zamian? Kolejne restrykcje. Zostaliśmy oszukani? W pewnym sensie tak, bo stare zasady wcale nie obowiązują. Trochę uchylono drzwi, żeby nie doprowadzić do jeszcze większego konfliktu z mediami, i PiS-owi się wydaje, że redakcje się tym zadowolą. Raczej wątpię.

Jednak sposób, w jaki marszałek Senatu łamie swoje obietnice z 19 grudnia, jest niepokojący. Można się więc spodziewać najgorszego po 6 stycznia. W połowie grudnia PiS musiał ustąpić, bo protest mediów był potężny i solidarny. Ale teraz PiS okrzepł i pewnie będzie chciał wrócić do swoich pomysłów reglamentowania dostępu do Sejmu.

PiS nie ujawnia taśm z głosowania nad budżetem, ale gdyby w Sali Kolumnowej były media i transmitowały posiedzenie, wszystko byłoby już jasne. To nieprawda, że którykolwiek z dziennikarzy mógł wejść na salę. Straż marszałkowska nie wpuszczała nikogo. Nie wolno było filmować, drzwi były zamknięte. Zgodnie z konstytucją posiedzenia Sejmu są jawne. Władze Sejmu nie chcą ujawnić taśm z kamer, zasłaniając się wygodnym pretekstem o bezpieczeństwie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że władza ma coś do ukrycia.

Kryzys parlamentarny zaczął się od pomysłu ograniczeń dla mediów w Sejmie. Marszałek Sejmu musiał wiedzieć, że przy głosowaniu nad kilkuset poprawkami do budżetu każdy poseł opozycji będzie wchodził na mównicę z kartką „#wolnemedia”. Nie mógł do tego dopuścić, więc wykluczył z obrad posła PO Michała Szczerbę. Nie było mowy o żadnym kanapkowym puczu. To narracja przygotowana później.

Wolne media – wolne, z wolnym dostępem do prac Sejmu i Senatu. Tylko tyle i aż tyle. To się wtedy, w grudniu, zaczęło, ale się nie skończyło. Z pewnością nie.

ABY NIKT NIE MIAŁ WĄTPLIWOŚCI. MIŚ NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW

c1us1uwxeaa1xje

LISTA „LEPSZYCH POLAKÓW”… CO ZA DRAŃSTWO! 

c1uvqrjxcaaaqgh

Waldemar Mystkowski o „demokracji” PiS.

Pisowska demokracja Bielanów Wsio Rawno

pisowska

PiS jest pełna postaci przeniesionych żywcem z PRL-u, nie posiadają zdolności intelektualnych, ani fachowych, za to mają „zdolności” własne, uczepić się Wiejskiej, a po wejściu do Unii Europejskiej, Brukseli, i płynąć jak rzep w luksusach, a przy tym bredzić na trybunach, w mediach, nie mając niczego do powiedzenia, formułując myśli o głębokości kałuży, w wypadku podwładnych prezesa – na podorędziu jest metafora prezesowłaściwa – kałuży takiej, „co kot napłakał”.

Taką postacią jest Adam Bielan, marynata peerelowska, człowiek iście zbiorowy, sztanca, która przypadkowo nosi nazwę własną, akurat Bielan, bo mogłaby być Kowalskim, Nowakiem, jak żołnierze ciemnej mocy, lęgną się w takiej ilości, w jakiej legli pokotem, to postaci pola bitwy, widzimy, że padli, ale leżą twarzą do ziemi. Bielan może być Nowakiem i Kowalskim. Wsio rawno.

A z drugiej strony są to ludzie wydrążeni, jak w wierszu Thomasa Eliota, który recytuje Kurtz w „Czasie Apokalipsy”. A więc zbiorowi i puści – tacy ludzie zapełniają nasze życie publiczne, szczególnie zaludnili Wiejską, gdy nastała formacja Kaczyńskiego.

c1uco7kxcae9spp

Napisałem „zaludnili”, w istocie zasobność w ludzi jest żadna, Wiejska jest w dużej części bezludna, nieprzypadkowo po stronie PiS, bo Bielan Wsio Rawno powtarza się jako człekopodobny. Jeden Bielan mówi jako Bielan, drugi Bielan mówi jako Ryszard Terlecki, a trzeci Bielan jako Marek Kuchciński nawet nie mówi, bo on czyta to, co mówi. Taka jest bezludność PiS w ludzi, w rozum własny.

Piszę o Bielanie, bo warto byłoby uchwycić literacko, a nie publicystycznie, tę żadność, niefachowość, kpinę z rozumu, bo taki Bielan Wsio Rawno nawet przywłaszcza określenie spin doktora, aby być tym poległym żołnierzem pola bitwy, którego odwróciło się twarzą do góry. Choć już wiemy, że to nie Nowak, ani Kowalski, tylko Bielan, ale pozostaje zbiorowy i wydrążony.

Oto Bielan Wsio Rawno ubiegł innego Bielana o nazwisku Terlecki i powiedział w TVP Info, że jeszcze inny Bielan Kuchciński zamówił mobilne maszynki do głosowania, które będą mogły być zainstalowane w Sali Kolumnowej.

Bielana nie stać na refleksję o demokracji, bo PiS zdążyło ją wydrążyć, Bielana nie stać na wyprowadzenia logicznych konsekwencji, iż mobilna maszynka do głosowania nie zastąpi debaty o rzeczywistych wartościach politycznych, społecznych i ludzkich, że jest ucieczką od odpowiedzialności.

Te mobilne maszynki są przeciwskuteczne, nie posuwają nas do przodu, a cofają. Czynią z polityków osoby politykopodobne, Bielanów przeniesionych żywcem z PRL-u, gdy za czekoladę robił produkt czekoladopodobny. Nie mamy więc polityków, tylko produkty politykopodobne, którym wsio rawno, gdzie będą głosowali, czy na sali plenarnej Sejmu, czy w Sali Kolumnowej, czy w gabinecie prezesa na Nowogrodzkiej. Mobilna maszynka do głosowania ma zastąpić Bielanów. I taką demokrację rodem w PRL-u fundnęło nam PiS, wówczas nazywała się demokracją ludową, dzisiaj jest demokracją wydrążoną po pisowsku.

A PODOBNO MIAŁ BYĆ MEDIATOREM? ZGŁOSIŁ SIĘ I UCIEKŁ NA NARTY. BRAK SŁÓW.

c1ue4xlxuaab6sc

UWAGA POLSCY PRZEDSIĘBIORCY. NADCHODZI MOCNA PODWYŻKA SKŁADEK ZUS. To się nazywa „dobra zmiana” w biznesie…

c1uwsa9weaatnbe

grudzien28

Można obawiam się najgorszego w wydaniu PiS. Katarzyna Kolenda-Zaleska obawia się nawet uchwalenia nowej Konstytucji. Bezprawnej. PiS z pewnością tego nie planował. Ale teraz już wie. W Sali Kolumnowej Sejmu może uchwalić wszystko, co chce. Bez kontroli i bez opozycji.

katarzyna

To był niewiarygodnie korzystny przypadek, ale okupacja mównicy przez opozycję dała PiS pretekst do przeniesienia obrad. Zamiast wysłuchiwania dyskusji i żmudnych głosowań nad poprawkami do budżetu większość parlamentarna postanowiła hurtem odrzucić wszystkie poprawki, redukując rolę parlamentarnej opozycji do ornamentu i nawet nie udając, że jakakolwiek debata ma jakikolwiek sens. Nie ma.

Władza odkryła, że jest samowystarczalna. Nie musi się z nikim liczyć ani stwarzać jakichkolwiek pozorów. Jeśli udało się z budżetem, uda się ze wszystkim. PiS już zapowiada, że 11 stycznia może zacząć obrady właśnie w Sali Kolumnowej. I zrobi to z wielką przyjemnością.

prosze

Dziennikarzy nie wpuści się na salę, opozycji będzie się utrudniać wejście, głosy policzy się wedle zasady – nie widzę, ale wszystko jedno, czy widzę, czy nie widzę.

A potem w try miga uchwali się na przykład zmiany w sądownictwie, bo niezależny i niezawisły wymiar sprawiedliwości bardzo władzę uwiera. Później można szybko uporać się z ordynacją wyborczą. Tak pozmienia się granice okręgów, żeby zwiększyć szanse kandydatów PiS. Albo podwyższyć próg wyborczy. Albo wymyślić coś takiego, co pomoże władzy rządzić na wieki wieków amen. Przynajmniej w założeniu.

w-zylach

A na koniec, znienacka, będzie można zmienić konstytucję. PiS z paroma usłużnymi posłami z Kukiz’15 czy od Kornela Morawieckiego da radę, bo wystarczy tylko nie dopuścić na salę obrad opozycji, która podwyższałaby kworum i wymaganą większość. Do zmiany konstytucji potrzeba dwóch trzecich głosów. Gdy na Sali Kolumnowej znajdzie się, załóżmy, 234 posłów, konstytucję można zmienić 156 głosami. I sprawa załatwiona. Teoretycznie w majestacie prawa. Nowa konstytucja zmieni nasz ustrój i zmieni nasze prawa.

choru

Jeśli ktoś się dziś zastanawia, po co opozycja spędza w Sejmie święta, to właśnie po to, by uniemożliwić te zmiany większości parlamentarnej, bez żadnej debaty, kontroli i transparentności, bo władza zabarykadowana robi, co jej się żywnie podoba, narzucając swoje jedynie słuszne poglądy. To nie ma nic wspólnego z demokracją i na to zgody większości społeczeństwa nie ma. Nie ma zgody na autorytarne rządy jednego człowieka i dyktat jednej partii.

Poselski sprzeciw, z pewnością trudny i wyczerpujący, może być dla wielu ludzi niezrozumiały. Okupujący Sejm sami mają kłopot z wytłumaczeniem, dlaczego tam siedzą. A chodzi właśnie o to, by rządzący nie mogli się zamknąć w Sali Kolumnowej Sejmu.

to-jest

Grzegorz Schetyna o paranoi Kaczyńskiego.

gazeta

Paweł Wroński: Prezes Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika „wSieci” oskarżył opozycję, w tym pana, o próbę przeprowadzenia puczu podczas głosowania nad budżetem państwa.

Grzegorz Schetyna: A hasłem do tego puczu były słowa posła Michała Szczerby z PO, że „muzyka łagodzi obyczaje”. Przeczytałem wywiad z Kaczyńskim. To jakiś absurd, paranoja. Teza o próbie przeprowadzenia puczu jest równie dziwaczna, co wizja państwa prezentowana przez prezesa PiS. Tam są nagromadzone jakieś polityczne hiperbole, nawiązania do Majdanu w Kijowie. A koronnym dowodem na pucz mają być… kanapki zamówione do Sejmu, zresztą przez marszałka Marka Kuchcińskiego z PiS z powodu konieczności przegłosowania ponad 400 poprawek do ustawy budżetowej. Bądźmy poważni.

Mam wrażenie, że Kaczyński zupełnie poważnie mówi o próbie puczu. Może pan i inni przywódcy opozycji spróbowaliby go przekonać, że próby puczu nie było.

– Namawia mnie pan, abym wszedł w logikę Kaczyńskiego. Przekonywanie prezesa PiS o tym, że puczu nie było, zostanie przez niego odebrane jako przyznanie, że taka próba naprawdę miała miejsce.

obywatelki

Czy próbował pan w ostatnich dniach w ogóle rozmawiać z Kaczyńskim? Ponoć bardzo odczuł moment, kiedy nie mógł wyjechać z Sejmu.

– PiS przecież od roku niszczy z niezwykłą konsekwencją instytucje demokratycznego państwa prawa. Prezes Kaczyński w wywiadzie dla agencji Reuters powiedział, że zgodziłby się na obniżenie wzrostu gospodarczego w Polsce za cenę zrealizowania jego politycznej wizji. Co to znaczy? Że Polacy mieliby stać się zakładnikiem wizji jednego polityka? Zresztą obniżenie wzrostu gospodarczego faktycznie może być ceną za realizację tej niebezpiecznej wizji. O tym mam z Kaczyńskim rozmawiać? O tym, czy wszyscy mamy zapłacić za jego wizje? Przecież byłaby to rozmowa o niszczeniu Polski. A o tym nie będę z nikim rozmawiał.

Moglibyście rozmawiać o tym, jak rozładować obecny konflikt. Sytuacja, w której najważniejszy polityk partii rządzącej oskarża opozycję o próbę siłowego przejęcia władzy, jest naprawdę poważna.

– Prezes Kaczyński opisuje pucz, który miał się dokonać, ale w jego przekonaniu na całe szczęście się nie dokonał, bo udało się temu zapobiec w ostatniej chwili. Ukazuje więc sytuację potencjalną, do której nie doszło. Używa podobnych konstrukcji myślowych do tych stosowanych przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana po stłumieniu puczu w sierpniu tego roku. Mówi o inspiracji z zewnątrz, o odosobnionych grupkach, o tym, że władza reprezentuje naród. Widać zresztą, że w to został już wprzęgnięty cały aparat propagandowy państwa PiS. Jednolity przekaz nadawany jest z rządowych mediów, jednolity komunikat formułują politycy partii rządzącej.

c0skhr1xcaajuwv

To groźne, opozycja jest traktowana jako niemal fizyczne zagrożenie.

– Owszem, to może być groźne. Bo takie myślenie i działanie jest groźne dla przyszłości Polski. W tym wszystkim dostrzegam także element pozytywny: działania władzy związane z próbami łamania zasad demokracji w Sejmie wywołały zjednoczenie opozycji i mocne obywatelskie wsparcie dla naszego protestu.

Czy rzeczywiście opozycja – Nowoczesna, PO i PSL – chciała doprowadzić do zablokowania budżetu i wywołać kryzys w państwie?

– PiS ma większość w Sejmie. Może spokojnie, zgodnie z zasadami cywilizowanego parlamentaryzmu, na sali plenarnej, gdzie odbywają się obrady Sejmu, ten budżet uchwalić. Nasza propozycja jest prosta: przywrócenie obecności mediów w parlamencie, odwieszenie posła Szczerby i powrót do głosowania nad budżetem.

PiS tego nie chce przyjąć.

– Niestety. Dlatego też nie zamierzamy się cofnąć w obronie polskiego parlamentaryzmu. Przedstawiliśmy w Wigilię dziesięć podstawowych wartości demokracji, czyli „Dekalog wolności”, którego będziemy twardo bronić. Kluczowa będzie data wznowienia obrad Sejmu – 11 stycznia. Sala plenarna czeka na obrady Sejmu. A my w sali plenarnej.

dzis

Waldemar Mystkowski pisze o głosowaniu w Sali Kolumnowej Sejmu.

pis

Dziennikarze TVN postanowili jeszcze raz przeanalizować sławne już głosowanie nad ustawą budżetową w Sali Kolumnowej Sejmu z 16 grudnia.

Z tego głosowania nie ma pełnej dokumentacji wizualnej, jakby do zdarzenia doszło „dawno, dawno temu”. Ale „dawną” mamy partię PiS, która czmychnęła z sali plenarnej przed opozycją parlamentarną, bo coś ma do ukrycia, a przede wszystkim do sprowokowania.

W każdym razie podczas głosowania Salę Kolumnową podzielono na 8 sektorów, do których przydzielono 8 posłów sekretarzy, którzy liczyli głosy.

O ile nie ma szans na policzenie głosów z głębi sali, bo kamery przemysłowe nie objęły wszystkich przebywających w niej posłów, to z tyłu sali, gdzie znajdowały się trzy rzędy krzeseł, które zostały podzielone na sektor 7 i 8 jest pełny zapis panoramiczny i obejmuje wszystkich głosujących – a to dzięki nagraniu posła Michała Stasińskiego z Nowoczesnej.

W tym fragmencie sali można policzyć głosujących posłów, zrobili to dziennikarze TVN i skonfrontowali z protokołem. Zapis tego fragmentu sali z sektorami 7 i 8 jest pełny w głosowaniu nr 17 o godzinie 21:58, gdy głosowano poprawki ustawy budżetowej na 2017 rok.

Dziennikarze doliczyli się 56 podniesionych rąk, a w protokole jest zapisane 65. Czyli pomyłka dotyczy aż 9 głosów, a zatem nie ma kworum zarówno podczas tego głosowania, jak i pozostałych.

Tę pomyłkę z przestawieniem cyfr nazywa się czeskim błędem. To jest tak, jakby Józef Szwejk opowiadał nam, że Jarosław Hasek pisze o jego przygodach. A przecież jest odwrotnie, to pisarz opowiada przygody swojego bohatera, Szwejka.

Taki szwejkizm wciskają nam PiS-owcy. Kit. Dopytywano też liczących głosy posłów sekretarzy, gdzie zaczyna się i kończy ich sektor, nie potrafili dokładnie tego określić, jak poseł Marcin Duszek, który o swoim terytorium powiedział: „To chyba było do trzeciej kolumny, do drugiej raczej nie…”. Gwoli pamięci – głosy w sektorze 7 liczył sekretarz Piotr Olszówka, a 8 sekretarz Łukasz Schreiber.

Nie jest usprawiedliwieniem, iż podczas głosowania podnosi się las rąk, w tym wypadku i podobnych ma zastosowanie alegoria, iż Las Birnam przyjdzie po tych, którzy dopuścili się zbrodni – zbrodni na demokracji, procedurach i przyzwoitości jako takiej.

war

ZNAJDŹ DROBNĄ RÓŻNICĘ 🙂

c0sp67twqaas2fl

Kleofas Wieniawa wraca do sławnego puczniętego Kaczyńskiego.

kaczynski-boi

Jarosław Kaczyński po świętach wychodzi z nowym atakiem na opozycję i społeczeństwo obywatelskie, nazywając publicystycznie to, co się stało puczem.

W wywiadzie dla „wSieci” mówi o Michała Szczerby „muzyka łagodzi obyczaje”, a może o „kochany panie marszałku”:

„Trzeba to nazwać wprost: to była próba puczu. Sygnały o takiej możliwej próbie przejęcia władzy docierały już do nas wcześniej.”

Ciemny lud może to kupi, że Marek Kuchciński nie zrozumiał, co usłyszał, mógł też działać wg założonego z góry planu. I zobaczyliśmy w działaniu łamagę, bo Kuchciński nie potrafi sklecić kilku sensownych zdań i to w poprawnym języku polskim. Po niefortunnej decyzji wykluczenia z sesji posła Szczerby, Kuchciński uciekł z sali posiedzeń, posłuchał prezesa PiS Kaczyńskiego, który kieruje się li tylko złą wolą i kompleksami. A dlaczego? Bo niewiele ma do zaproponowania. Nie-wie-le – podkreślam.

c0uh6rjxuaewpud

Kaczyński wmawia takie rzeczy, jak: „To była poważna próba sparaliżowania władzy w sposób siłowy, niedemokratyczny. Jej podstawą było założenie, że nie uchwalimy budżetu”. Na czym miałaby polegać ta siła? Czyżby na sali sejmowej zabrakło PiS-owi szabel do przegłosowania budżetu?

A może chodzi o to, że w ferworze dyskusji Mateusz Morawiecki musiałby puścić farbę, jak rzeczywiście z tym budżetem jest. Bo zaraz usłyszeliśmy Kaczyńskiego dla Reutersa, powiedział, że jest gotów poświęcić wzrost gospodarczy dla swojej wizji, a następnego dnia Morawiecki wygłosił nową teorię ekonomiczną – bodaj najdonoślejszą od czasów Kopernika – iż PKB nie jest bożkiem.

Sypią się finanse i gospodarka, choć jeszcze nie w tak spektakularny sposób, jak w Grecji, ale ta lawina dopiero ruszyła i możliwe, że już jest nie do powstrzymania.

Albo inny cytacik z wywiadu z prezesem:

„Czerpią z Majdanu, odwracając rzeczywiście znaczenia słów i faktów, ale czerpią. Nie wiem, jak można Polsce życzyć krwawych rozruchów. Ale, widać, tam żadnych hamulców nie ma.”

Po pierwsze Majdan był proeuropejski, PiS jest antyeuropejski, jeszcze tego nie mówi się głośno, ale kierunek marszu Kaczyńskiego ze swoją zdezorientowaną czeredą ma kierunek antyzachodni, antycywilizacyjny.

To nie opozycja, ani KOD i wszelkie Czarne Protesty mają Wojskową Obronę Terytoriaslną, ale PiS tworzy przybudówkę militarną, a w zasadzie bojówkę partyjną, bo ów WOT jest miltarnie li tylko mięsem armatnim, dlatego zresztą mamy generałowie z nawyższych stanowisk w Wojsku Polskim podają się do dymisji. A dlaczego Macierewicz jest ministrem, wszak to Szwejk pod każdym względem i do tego otoczny mniejszymi szwejami typu Misiewicze.

Kto szykuje sie na krwawy wewnętrzny konflikt? Proszę wskazać choć jeden cytat. Komuchy to samo wmawiali „Solidarności”. Mamy do czynienia z bardzo podobnym zjawiskiem, jak w latach 1980-81.

(PiS BĘDZIE WERYFIKOWAŁ FUNKCJONARIUSZY SB 🙂 W RAMACH USTAWY DEZUBEKIZACYJNEJ. MAJĄ SPORĄ WIEDZĘ NA TEN TEMAT, JAKBY NIE BYŁO.)

c0sh9kzwqaes1j0

Inny jeszcze cytat:

„Chcę jasno powiedzieć: nie złamią nas. Po naszej stronie jest wielka determinacja, silny mandat społeczny. Ale nie tylko. Mamy precyzyjne rozpoznanie, gdzie są nasze słabości, i ciężko pracujemy nad ich naprawianiem. Wiemy też, które punkty węzłowe w państwie należy pilnie zreformować, żeby jeszcze szybciej ruszyć do przodu. Nie zdołają nas zatrzymać w naprawie państwa.”

Prezesie Kaczyński intelektualnie i duchowo jesteśmy cieniutcy, nikt za wami nie stoi, żadne wielkie i znaczące polskie nazwiska w kulturze, ale macie policję i wojsko, bo rządzicie.

Nie można wiecznie udawać ofiarę, która porusza się z siedmioma dwumetrowymi ochroniarzami. Ostatni powyżej passus z wywiadu świadczy, że Kaczyńskiemu klepki puściły. Nie ma mandatu do rozwalania Polski, izolowania w Unii Europejskiej. 19 proc. uprawnionych do głosowania to mandat do administrowania krajem, reformowania, a nie deformowania.

Czego PiS się nie dotknie, deformuje, rozwala. Bo takie emploi polityczne, psychologiczne i fizyczne ma prezes. Deformator, psuj i kłamczuch.

Deformowanie państwa nie jest naprawą. Niszczenie elit nie jest wyrównywaniem szans dla innych, ale pozbawianie narodu głowy. Wiedział o tym Stalin, dlatego dokonał mordu w Katyniu. A w tej chwili Kaczyński zamierza dokonać cichego Katynia. Bez obawy naród się nie da. Dobrze, że prezes wspomniał Janukowycza, bo jego ślady mentalne do niego zmierzają, dlatego mamy wędrówki takiego niewydarzeńca jak Marek Karczewski na Białoruś do „ciepłego człowieka” Łukaszenki.

Majdan w Kijowie powstał spontanicznie, ruchy wyzwoleńcze zawsze są spontaniczne, nie można ich zaplanować. Trzeba znać historię, uczyć się jej, a nie używać żałosnej tromtadracji w otoczeniu „dziennikarzy”, jak Karnowscy, którym dał głos Kaczyński. I poszczekał na opozycję, poszczuł.

WSZYSCY ŻEGNAMY WIELKĄ KSIĘŻNICZKĘ.

c0tbaeqxaaaron

Praca Dudy.

cwpjumyxyaaqogu

Coraz trudniej PiS-owi ukryć, że wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej. Katarzyna Kolenda Zaleska analizuje słowa Szydło.

nieformalne

UE – klub pogrążony w degrengoladzie? Tak uważa premier Szydło. Nie sposób nie dostrzec triumfującej nuty satysfakcji w tym opisie, co jest smutne, przerażające i dla Polski groźne.

Tak, wiem, PiS nie chce wyprowadzić Polski z Unii Europejskiej, żadnego Polexitu nie będzie, zresztą, jak wynika z sondaży, nie miałby żadnych szans powodzenia. 85 proc. Polaków opowiedziałoby się za pozostaniem w UE.

Formalnie więc w Unii zostajemy. Ale PiS powoli wyprowadza nas z niej nieformalnie. Od 2004 r. nie było rządu, który by tak otwarcie boksował się z unijnymi instytucjami, podważając ich kompetencje, tak otwarcie konfliktował się z unijnymi państwami i z taką pogardą wypowiadał się o wspólnocie, która dała nam pokój, stabilizację i poczucie bezpieczeństwa.

Stosunek do UE dość jasno wyraziła premier Beata Szydło. Jej uwaga, rzucona gdzieś na marginesie długiego wywodu podważającego kompetencje Komisji Europejskiej do oceniania praworządności w Polsce, robi jednak piorunujące wrażenie. Oto ona: „Reformujmy UE, bo niedługo będziemy mieli taki problem, że kolejne państwa będą mówiły, że nie chcą być w tym jakże zacnym, ale jednak pogrążonym w ogromnej degrengoladzie w tej chwili klubie europejskim” (cytat za PAP).

cwmuu7ewcaaycl4

Wszystko na pozór jest OK. Reformujmy UE, a nie wychodźmy z niej. Ale jeśli dokładnie wczytać się w tę wypowiedź, to widać jasno poziom lekceważenia, obojętności i w sumie obcości wobec tego, co europejska integracja przynosi Europie i Polsce. I nie sposób nie dostrzec triumfującej nuty satysfakcji w tym opisie europejskiej rzeczywistości, co jest smutne, przerażające i groźne.

(TO JUŻ JEST PEWNE. PiS I PREZYDENT NIE DOTRZYMALI JEDNEJ Z NAJWAŻNIEJSZYCH SWOICH OBIETNIC WYBORCZYCH!!!)

cwnehm4w8aeptqw

To wypowiedź kogoś, kto w tej Unii czuje się nie tylko niepewnie, ale też obco. Kogoś, kto nie jest wewnątrz, ale na zewnątrz. Kogoś, kto tej Unii nie lubi, która go drażni i uwiera.

A my jesteśmy członkiem tego europejskiego klubu. To o nas pani premier jest łaskawa mówić, że jesteśmy pogrążeni w degrengoladzie. I wbrew deklarowanej chęci reformowania klubu nie jest ona tak oczywista. Wręcz przeciwnie, wszystkie działania rządu dowodzą, że to Unia przeszkadza mu we wprowadzaniu „dobrej zmiany”. Wtrąca się ze swoimi nieznośnymi nawoływaniami o przestrzeganie prawa i konstytucji, a przecież suweren zdecydował, że PiS może wszystko. UE chce nam narzucić jakichś nieznośnych uchodźców, a przecież my, Polacy, świetnie sobie tu sami żyjemy, z naszymi tradycjami i naszym poczuciem wielkości. Nic tu po obcych. Jasne, trochę pieniędzy nam się przyda, ale nie dajmy się zwariować ani sobie wmówić, że coś dostajemy za darmo. Przecież jesteśmy wielkim narodem, niech Unia to wreszcie zrozumie, że dawanie nam pieniędzy to dla niej wielki przywilej!

cwpqcdwwiaasqhd

A na poważnie. Europa usłyszała, co premier polskiego rządu myśli o Unii – że jest pozbawionym wartości rozkładającym się tworem. Tak pogardliwie nikt jeszcze o UE nie mówił. Politycy PiS na użytek swojego elektoratu prężą muskuły i z arogancją dezawuują wszystko, co wspólnocie udało się osiągnąć przez ostatnie powojenne lata. Taka arogancja nam się nie opłaca, bo na Zachodzie słychać już głosy, że rozszerzenie UE o kraje Europy Środkowo-Wschodniej było błędem, a rząd PiS tylko utwierdza w tym przekonaniu. Taka polityka zemści się na nas prędzej czy później.

cwnqjtqwcaawwqb

Nikt w Europie dziś nie twierdzi, że UE nie jest w kryzysie. Ale jest zasadnicza różnica tonów. Jedni mówią o degrengoladzie, a inni z troską.

cwpstfqw8aavm0d

Zygota to nie jest życie, a już na pewno nie życie ludzkie. Jeśli zgodzimy się na taką definicję życia i zaczniemy zarodek otaczać nimbem świętości, to już żeśmy sprawę przegrały. Bo wtedy rzeczywiście każdy przypadek aborcji będzie morderstwem – mówi filozofka Agata Bielik-Robson

Solidaryzuje się pani z piosenkarką Natalią Przybysz, która przyznała się do aborcji i spotkała ją za to gigantyczna krytyka?

Agata Bielik-Robson: Tak, jak najbardziej. Uważam, że to jest głos odważny, bezkompromisowy i bardzo w tej chwili potrzebny. Pokazuje, że nie wystarczy tylko zachowanie tzw. kompromisu aborcyjnego, że trzeba walczyć o to, żeby dostęp do aborcji był swobodniejszy. To jest głos pokazujący, o co naprawdę w tej debacie chodzi. Że my, kobiety, chcemy mieć prawo do samostanowienia. Że chcemy być jednostkami w nowoczesnym, liberalnym w sensie tego słowa. Jeśli pani Natalia uznała, że kolejna ciąża w jakiś sposób zrujnuje projekt jej własnego życia, do którego była przywiązana, to ja przecież nie rzucę w nią kamieniem.

bielik-robson-2

A dlaczego nawet kobiety, które opowiadają się za powszechną dostępnością aborcji, tym razem zareagowały tak: Natalia Przybysz szkodzi sprawie, bo pokazała, jak bardzo trywialne są powody przerywania ciąży.

– To, o czym opowiedziała, to wcale nie jest trywialny powód. Niepokoi mnie to, że strona liberalna w dużym stopniu przejęła tę atmosferę grozy, która w dyskursie katolickim otacza życie poczęte. Za bardzo przyswoiłyśmy ten wzniosły język, zgodnie w którym życie ludzkie zaczyna się od samego poczęcia. Ja na takie ujęcie sprawy się nie zgadzam. Dla mnie zygota to nie jest życie, a już na pewno nie życie ludzkie. Dobrze zaplanowana, wczesna aborcja nie oznacza uśmiercenia dziecka. Naprawdę chciałabym, żebyśmy zachowały świadomość, że jeśli zaczniemy mówić tym językiem, to tym samym wpiszemy się w logikę strony katolicko-prawicowej. Jeśli zgodzimy się na taką definicję życia i zaczniemy zarodek otaczać nimbem świętości, to już żeśmy sprawę przegrały. Bo wtedy rzeczywiście każdy przypadek aborcji będzie, powiedzmy sobie szczerze, morderstwem.

Prawica przypomniała z kolei, że ta sama Natalia Przybysz kilka lat temu mówiła, że dziecko oducza egoizmu, każdy powinien je mieć. Wzięła też udział w akcji na rzecz obrony pszczół. Więc jak to jest, pytano, pszczółek broni, a dzieci nie?
cwmux0ewiaa-osx

– No, ale ona ma dwoje dzieci, więc o co chodzi? Ma dwoje i dosyć. I ma prawo, by w imię poszukiwania własnego szczęścia dokonać aborcji. A pszczółek broni, bo są to żywe istoty, które czują, mają instynkt samozachowawczy, w związku z tym mają również prawo do życia. Natomiast zarodek nie jest jeszcze samodzielną istotą. Jeśli naprawdę pozwolimy narzucić sobie ten język, zgodnie z którym usunięcie zarodka oznacza dzieciobójstwo, to powtarzam raz jeszcze: jesteśmy skończone. Wszelkie nasze żądania będą brzmieć nielogicznie. Nie można bezkarnie mordować istot żywych. A tym bardziej istot ludzkich.

nacjonalistyczna

Adam Michnik w programie „Tomasz Lis” podsumował rok rządów PiS. – „Zdeklarowany klasyk Karol Marks powiedział: – „Narodowi i kobiecie nie daruje się tej chwili nieuwagi, w której uległa jakiemuś łobuzowi”. Teraz ja bym darował. Chwila była zła. To był zbieg okoliczności. Kobieta jednak oprzytomniała i z pazurami wyszła na ulicę. Kaczyński musiał własny język połknąć na oczach całego społeczeństwa”.
Szef „Wyborczej” uważa, że obecnie przeżywamy zły sen, który musi się skończyć. – „Mamy za sobą piękny ćwierć-wieczny sen, z którego nigdy się nie obudzę. I zrobię wszystko, by mój kraj w tym śnie znowu się pogrążył”. Oceniając minione lata przyznaje, że nie wszystko było dobrze, bo nigdy wszystko nie jest dobrze, ale przynajmniej był to normalny kraj normalnych ludzi. Niespodziewanie stało się coś, co było efektem chwilowego zapomnienia się. – „To jest tak samo jak z piękną kobietą, która nagle idzie na noc z łobuzem, ale potem przytomnieje. Polska też oprzytomnieje – wierzę w to głęboko” – mówi Michnik.

W odpowiedzi na wątpliwość, czy to aby o jedną noc chodzi, czy aby nie jesteśmy przegrani na dłużej, czy sam Michnik nie czuje się przegrany, stwierdza: – „Mimo wszystko jestem optymistą. Nie czuje się przegrany. Mam poczucie, że ciągle jeszcze żyję w kraju niepodległym, w którym demokracja jest niszczona, ale wolność do końca jeszcze nie została zniszczona”.

cwlpfjgweaahefp

Mimo że rządzą dziś Polską ludzie, których uważał za niegodnych tego zaszczytu, że zakwestionowano kierunek proeuropejski oraz wygląda na to, że maszerujemy na wschód – jest optymistą. Mimo że towarzyszą temu świetne notowania partii rządzącej, a na dodatek samodzielną władzę sprawuje jeden człowiek, czyli wróciliśmy do PRL i mamy pierwszego sekretarza – jest optymistą. Mimo że wolne media są w trudnej sytuacji i za chwilę mogą być w jeszcze trudniejszej, a gazeta, która uchodziła za prawdziwe imperium słania się – jest optymistą.

Adam Michnik uważa, że nie przegrał, bo kiedy uczestniczy w marszach KOD-u i spotyka się z ludźmi to ma poczucie, że żyje w wolnej Polsce, jakiej w czasach PRL nie było. – „Takich ludzi wtedy nie było, a w każdym razie było ich znacznie mniej. Byli w KOR-ze, podziemnej „Solidarności” , ale nie było ich aż tylu. Jestem optymistą. Jestem głęboko przekonany, że Polska zrzuci z siebie ten ciężar, który przyszło jej teraz dźwigać… bo znam ludzi z KOD-u i z opozycji. Wiem, jak myślą. Zwyciężą!”.

Waldemar Mystkowski pisze o posadzie dla Misiewicza z podkomisji Macierewicza.

berczynski

Francuski Airbus za zakup Caracali w ramach offsetu chciał z łódzkich Wojskowych Zakładów Lotniczych Nr 1 zrobić jeden ze swoich filarów produkcyjno-technologicznych. Państwo polskie miało mieć 90 proc. udziałów. Bylibyśmy zatem właścicielami najwyższej myśli technologicznej – takie gołąbki czasami wpadają same do gąbki. Niestety, Antoni Macierewicz powiedział Francuzom: nie. Należy głęboko się zastanawiać, dlaczego minister obrony pozbawia nas takich atrakcyjnych ofert i dlaczego jego działania są szkodliwe dla Polski. Łódzkie zakłady zatem pozostaną technologicznie na tym samym zacofanym poziomie króla Ćwieczka, a w „nagrodę” dostaną jako szefa Rady Nadzorczej eksperta smoleńskiego Wacława Berczyńskiego.

cwlnzclxeaut0ct

Berczyński to kolejny Misiewicz w talii fachowców Macierewicza. Oryginalny Misiewicz nie ma nawet licencjatu, choć się chwalił, że studiuje prawo, zaś Berczyński chwalił się, że badał dziesiątki katastrof lotnictwa wojskowego w USA, co jest jawnym kłamstwem, gdyż jego nazwisko nie występuje w żadnej dokumentacji. Twierdził ponadto, że pracował jako konstruktor w zakładach Boeinga, lecz był tam zatrudniony tylko jako informatyk. Można rzec, iż ma doświadczenie eksperckie podobne do innego członka podkomisji Macierewicza, Jana Obrębskiego, który tak określił swoje kwalifikacje: – „Już od kilkuletniego chłopca interesowałem się bardzo lotnictwem, modelarstwem lotniczym. Oprócz tego, wykonałem kilkaset godzin lotów odrzutowcami pasażerskimi jako pasażer, przyglądając się temu, jak pracują skrzydła i silniki samolotów w czasie lotu. W związku z tym czuję się dość kompetentny w tym zakresie. Jeżeli chodzi o materiały wybuchowe i skutki ich użycia, to jako dziecko oglądałem wybuchające stodoły w czasie pożarów po wojnie”.

Do Berczyńskiego należy copyright „wybuchu na wysokości 30 metrów”. Tak ten Misiewicz zdiagnozował przyczynę katastrofy smoleńskiej. Jego autorstwa jest także pomysł zbudowania modelu smoleńskiego Tupolewa, który ma kosztować kilka milionów zł. Berczyński mówił dla tygodnika „wSieci”: „Powstanie wierna kopia samolotu w mniejszej skali. Sprawdzimy, jak Tu-154M zachowuje się w różnych sytuacjach w locie, przy lądowaniu, ze zmiennym położeniem klap, również przy utracie końcówki skrzydła”.

cwltilnxyaatk_g

cwltjzgwcaamyed

Możliwe, że zamiast Caracali łódzkie zakłady będą budować model Tupolewa. Wróć! Będą budować zabawkę dla stetryczałych dzieciuchów. Walną nim o brzozę. To i tak będzie bardziej bezpieczne, niż wcześniejszy pomysł, aby kupić oryginał Tupolewa, zaś brzozę umieścić na rozpędzonym samochodzie i pierdyknąć w nią samolotem w locie nurkującym. Można mniemać – i jest to prawdopodobne – iż Wojskowe Zakłady Lotnicze Nr 1 w Łodzi będą restrukturyzowane na model zakładów w Tworkach. Ale bodaj w Polsce żaden pielęgniarz ani pacjent nie zarabia tyle, ile Berczyński (a jest na emeryturze): 8 tys. Zł miesięcznie jako szef podkomisji od zamachu smoleńskiego, tudzież różne usługi konsultacyjne dla MON. Ostatni rachunek, jaki wystawił Berczyński ministerstwu to 10 tys. zł. Ile zaś będzie brał za radę nadzorczą? Czort wie, bo to może być tajemnica handlowa, a nawet wojskowa.

Miały być Caracale, a będzie mniejszy model Tupolewa, czyli karakan.

cwmfdeuwaaantoa

propaganda

Barack Obama ostro potraktował Andrzeja Dudę. Publicznie, mimo języka dyplomatycznego. Duda, Beata Szydło i przede wszystkim Jarosław Kaczyński hańbią imię Polski.

zimnyPrysznic

Początek przemówienia prezydenta USA także nie odbiegał od dyplomatycznych standardów. Usłyszeliśmy, że to jego trzecia wizyta w Polsce i zawsze przyjeżdża tutaj z serdecznymi pozdrowieniami i wyrazami przyjaźni od narodu amerykańskiego dla Polskiego. Zwłaszcza z Chicago, gdzie jest tak wielka polska emigracja.

Po kilku minutach Barack Obama sprawnie przeskoczył z tematu na temat. Niby przypadkiem, mówiąc o wspólnych wartościach, pogratulował nam niedawnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja, najstarszej w Europie.

BARACK OBAMA

To długie dążenie Polaków w zakresie niepodległości i wolności, narodzenie się polskiej demokracji po zimnej wojnie były inspiracją dla ludzi w całej Europie i na całym świecie. Także w Stanach Zjednoczonych. Postęp Polski pokazuje, że demokracja i pluralizm nie są ograniczone kulturowo czy do jakiegoś konkretnego kraju. To wartości uniwersalne, a centralną zasadą polityki USA jest wspieranie tych wartości, także wobec naszych sojuszników.

I jeśli ktoś jeszcze nie zorientował się, do czego nawiązywał prezydent USA, on sam bardzo szybko rozwiał te wątpliwości, dając Andrzejowi Dudzie pstryczek w nos na oczach całego świata.

oczekiwałaś

Dobra Zmiano! Łudziłaś, się że prezydent USA na konferencji z prezydentem Andrzejem Dudą będzie cię chwalił za to, że podniosłaś Polskę z kolan? Odczyta na głos ulotkę o tym, jak Putin do spółki z Tuskiem zamordowali prezydenta Kaczyńskiego, którą delegatom na szczyt NATO rozdawała Ewa Stankiewicz? Zapowie, że wzorem Polski wprowadzi w USA program 500 plus?

To, że Obama skrytykuje Cię, „Dobra Zmiano”, na szczycie NATO, było jasne od dawna. Przecież Amerykanie ostrzegali przed konsekwencjami demontażu niezależnego sądownictwa i ograniczania wolności mediów, przed rozwalaniem fundamentu, na którym opiera się każda demokracja. Ileż to razy amerykański ambasador w Warszawie odwiedzał w tej sprawie prezesa Kaczyńskiego? Ile napomnień nadchodziło zza oceanu? Przestrzegał Cię, „Dobra Zmiano”, sekretarz stanu John Kerry i jego zastępczyni, publicznie krytykował senator John McCain, prasa pisała o Tobie coraz ostrzej, a agencje obcinały ratingi. I zakulisowe rozmowy, na których Amerykanie mówili – oczywiście mocno na wyrost – że szczyt NATO wcale nie musi odbyć się w Warszawie. I odmowa spotkania z Obamą w Białym Domu.

kkz

– Może ustalmy fakty, gdzie, kto i kiedy podpisał wejście Polski do NATO? Jest wystawa, którą oglądają wszystkie delegacje „Polska w NATO” i nie ma tam Geremka, Kwaśniewskiego, Nowaka- Jeziorańskiego i Brzezińskiego, bez których Polska nie weszłaby do NATO. Wie pan co? To jest po prostu świństwo, to jest świństwo. Uważam, że to jest zwykłe świństwo z waszej strony, dotknęło mnie to osobiście. Nie ma Bronisława Geremka, który podpisywał i który nie żyje? – mówiła poruszona Katarzyna Kolenda-Zaleska do rzecznika rządu Rafała Bochenka w FpF TVN24.

Bochenek odpowiadał: – Ja tej wystawy nie ustawiałem, to, że jesteśmy w NATO było wysiłkiem wielu osób i Polacy o tym wiedzą.

– To groteskowo- śmieszne kastrowanie historii – mówił Andrzej Halicki.

Kurwa

Przed szczytem NATO przestrzegał PiS na portalu Koduj24.pl, Waldemar Mystkowski.

atakKaczyńskiego

CmirgLnWcAAoMaw

Pisowski projekt nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym kompletnie demoluje ustrój w Polsce. W gruncie rzeczy znosi Konstytucję i na jej miejsce wprowadza Wolę Prezesa, która jest opisana w statucie PiS. Zaiważa to Katarzyna Kolenda-Zaleska:

jeśli

Jeśli PiS na rozpoczynającym się właśnie posiedzeniu Sejmu uchwali swoją nową, kolejną już ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, czas zacząć się naprawdę bać. Tego, co PiS planuje w przyszłości, a czego być może jeszcze nie zdradza. Jakaś zmiana konstytucji, o której Jarosław Kaczyński wspominał w sobotę, a która kompletnie przemodeluje ustrój naszego państwa? I w jakim kierunku? Bo przecież nie w kierunku z 2005 roku, kiedy to projekt skrojony pod osobę Lecha Kaczyńskiego miał wprowadzić w Polsce ustrój prezydencki. Andrzej Duda nie ma co liczyć na to, że prezes Kaczyński odda mu pełnię władzy. Raczej zechce ją zatrzymać dla siebie.

Kaczyński wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej.

Ale jeszcze jedno budzi niepokój. Kaczyński w sobotnim przemówieniu stwierdził z mocą, że po Brexicie trzeba iść inną drogą niż największe europejskie kraje: „Trzeba dążyć do reintegracji”. PiS zapewnia, że nie chce wyprowadzić Polski z Unii Europejskiej, ale propozycja reintegracji właśnie do tego zmierza. Bo nie trzeba przecież wychodzić formalnie z UE, wystarczy nieformalnie zerwać z nią więzi. A PiS tak właśnie robi – dewastując Trybunał, ignorując europejskie instytucje, zastraszając sędziów i podporządkowując sobie wymiar sprawiedliwości.

Nikt – wbrew temu, co mówi PiS – nie odbiera im prawa do rządzenia. Tak, wygrali wybory. Ale nie po to, by wszystko zniszczyć.

pisOdpowiada

W PiS nienawiść do prof. Jadwigi Staniszkis wyraża się stopniem zdrady.

Formułuje ją rzeczywisty pacan intelektualny Joachim Brudziński. Ten niedouczony i zniszczony moralnie „polityk” charka niczym prezes: brunatną śliną. A Staniszkis mówiła dla Koduj24.pl o Kaczyńskim i jego szemranym otoczeniu takch, jak Brudziński:

– On na pewno używa ludzi, ale też równocześnie jest używany, bo wysoko wynosi lojalne miernoty, które go otaczają. To jest zaskakujące, że ma taki instynkt, że ufa tylko tym, którzy są od niego zależni, albo tym, którzy zostali złamani przez niego, albo tym, którzy muszą się wkupić. Dlatego używa tych, którzy mają coś za uszami, np. byli członkami PZPR-u i muszą się specjalnie zasłużyć, albo ludzi, którzy próbowali się buntować, tak jak Ziobro, i żeby wrócić, muszą zrobić więcej.

Jakiś „patriota” spod znaku PiS grozi Ryszardowi Petru zastrzeleniem:

dziśZorganizowaliśmy

„Ptaka, który sra w swoje gniazdo, trzeba zastrzelić. Nie znasz dnia ni godziny, żydowski skur***”.

dziś

Polowanie na Polaków zaczęło się od słów prezesa: „najgorszy sort”, „element animalny”, gestapo”. To drożdże nienawiści. Rosną one i mamy takie efekty.

CmiO-pTXgAQXpDI

CiPanowie

Janina Paradowska wkurzyła się na Beatę Szydło, która po otwartym liście byłych prezydentów, odpowiedziała lekceważąco, że oni myślą, iż są demokracją.

A prezydenci przestrzegają: „Prawo i Sprawiedliwość nie zamierza zejść z drogi niszczenia porządku konstytucyjnego, paraliżowania pracy TK i całej władzy sądowniczej. Polska zmierza do autorytaryzmu i izolacji w świecie”.

janinaParadowska

Paradowska rekapitulowała Szydło:

– Trwa ustalanie, kto jest demokracją, ważką dyskusję rozpoczęła wczoraj premier Beata Szydło, ożywiona po powrocie z USA. Uznała, że „ci panowie” – czyli byli prezydenci, opozycjoniści, od których pani premier może mogłaby się jednak czegoś jeszcze nauczyć – myślą że są demokracją, a ona nie uważa, że oni są. Pewnie uważa, że ona jest.

Ależ z premier element animalny – oślica.

jarosławKaczyński

PiS tworzy swoją wersję historii.

lechWałęsa

Świetnym przykładem jest zbliżający się szczyt NATO i reklamówka MON. Wygląda ona następująco:

Są helikoptery, żołnierze, łopoczące flagi, jest Barack Obama, trochę krajobrazów z Polski – w tym Stadion Narodowy z lotu ptaka i z wewnątrz, gdzie dumnie rozgląda się minister obrony Antoni Macierewicz.

Ani słowa, że decyzja o zorganizowaniu szczytu zapadła, wtedy gdy prezydentem był Bronisław Komorowski. Ani śladu tego, kto w Independence w stanie Missouri podpisywał naszą akcesję (dla tych, co zapomnieli: był to ówczesny minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek). Ani śladu roli, jaką w przekonywaniu Amerykanów i prezydenta Billa Clintona odegrał były polski prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Katarzyna Kolenda-Zaleska pisze o tej alternatywnej historii Polski.

tworzenie

Widać to choćby na przykładzie Kapituły Orła Białego. Nikogo już w niej nie ma – z wyjątkiem prezydenta Andrzeja Dudy. Odeszli Krzysztof Penderecki, Aleksander Hall, prof. Henryk Samsonowicz i Jerzy Buzek. Na stanowisku kanclerza orderu – wakat. Na stanowisku sekretarza Kapituły – wakat. Na stanowiskach członków Kapituły – wakaty. Czy prezydent nie może nikogo znaleźć do Kapituły, czy po prostu ta sprawa nie jest dla niego ważna?

sławomirSierakowski

Szydło, Macierewicz i Duda – to wymiociny historii. Trzeba będzie po nich sprzątać, dzisiaj tylko śmierdzi.

ziobroMacierewicz

grupaPlanuje

„Fakt” podaje, że do kancelarii prezydenta w dniu wypadku 4 marca, a może dwa dni wcześniej, zatelefonowano i odezwał się głos w języku niemieckim: „pewna grupa ludzi planuje atak na prezydenta Dudę”.

Widocznie tym razem Angela Merkel nie liczy na Wehrmacht, sama strzelała do chorych opon mózgowych Dudy.

Achtung! Achtung! Klown Duda zginie pod Oponami Mózgowymi, jak będzie skręcał prezydencką limuzyną BMW w ulicę Kaczą.

Istnieją dwie inne możliwości, aby dociec: kto dzwonił?

Pierwsza. Mogła wykonać telefon ta sama grupa pijanych, która w Wielkanoc przedzwoniła, iż na lotnisku w Modlinie jest bomba. Ewakuowano pasażerów i personel. Jak wiadomo każdy, gdy zdrowo się napije, szwargoce.

Druga możliwość. Dzwonił z Wawelu Lech Kaczyński i przestrzegał niemieckim głosem. Po śmierci korepetycje z języka obcego są za friko.

kłopotliwa

„Newsweek” pisze, iż Ziobro będzie miał kłopot z ekspertyzami (a są dwie niezależne), iż na ścieżce dźwiękowej czarnej skrzynki tupolewa słychać w kokpicie głos gen. Andrzeja Błasika.

Co zrobi Ziobro?

Wiadomo, tradycyjną metodą – rozmyje. Tj. nasika na dotychczasową wiedzę.

Zamówi kolejną opinię, która nie potwierdzi obecności Błasika w kokpicie, i powie, że jedni eksperci mówią tak, a inni – inaczej. Czyli w sumie nie wiadomo, jak było. To znany numer.

Po świętach pozostaje ważny apel Jarosława Kaczyński o pokój. Katarzyna Kolenda-Zalewska nie wątpi: to w istocie sygnał przygotowania do wojny.

apel

Ten apel to polityczny majstersztyk, bo opozycja znalazła się w pułapce. Niby żadnych warunków prezes nie postawił, ale tak naprawdę apel jest jednym wielkim warunkiem: albo dacie nam robić to, co chcemy, albo grozi nam totalna wojna domowa.

I choć apel jest przedstawiany jako pokojowy, to w gruncie rzeczy oznacza przygotowanie do wojny.

nowyPomysł

PiS ma kłopot skąd zdefraudować szmal na program 500+? Za populizm zapłacimy wszyscy. Chaosem finansowym, inflancją. W istocie pieniędze te stracą swoją wartość. A zapłacą najstarsi.

ministerRafalska

komisarzPraw

Jeszcze świat nigdy się tak nie przejmował Polską, jak dzisiaj. Patrzą na nas przerażonymi oczami. Normalni byliśmy i nagle zgłupieliśmy.

Wszystkie media i instytucje europejskie przejmują się tym, co dzieje się w Polsce. PiS-owcy jak pacjenci Tworek demolują wszystko, co im się nawinie.

Widocznie prezes Kaczyński odstawił barbiturany. Oto francuska Wyższa Rada ds. Audiowizualnych (CSA) zwróciła się do Grupy Europejskich Regulatorów ds. Usług Mediów Audiowizualnych (ERGA) z prośbą o szybkie wystąpienie z inicjatywami ws. tzw. małej ustawy medialnej przyjętej przez polski parlament.

Wychodzi na to, że Europa będzie zajmowała się pacjentem europejskim – PiS.

W mediach publicznych będziemy mieli do czynienia z pisowską nowomową. Czarne będzie białe i odwrotnie. Tak im nakazuje Bonaparte Kaczyński z siedziby Tworek przy Nowogrodzkiej.

Jak pisze Katarzyna Kolenda-Zaleska:

„PiS formułuje katalog nowoczesnej nowomowy, która nie opisuje rzeczywistości, ale ją stwarza. Tym też można wytłumaczyć skok na media. To one muszą się nauczyć tej nowomowy. A potem często jej używać, by się dobrze w społeczeństwie utrwaliła. Bo wszystkie działania PiS mają być za jej pomocą usprawiedliwiane”.

francuskaRada

Więcej >>>