Posts Tagged ‘kibole’

DOBRZE POWIEDZIANE 🙂

KOLEJNY PODATEK WPROWADZANY PO CICHU. NIE DAJCIE SIĘ NABRAĆ. TO NIE UNIA GO NARZUCA, TO PiS.

Autor JK (zbieżność inicjałów z prezesem PiS) na portalu Koduj24.pl pisze o kibolstwie politycznym.

IV Rzeczpospolita kibolska

Od kilku lat PiS wmawia kibolom, że są prawdziwymi patriotami-katolikami.

Ulubieńcy PiS-u i części hierarchii kościelnej, „prawdziwi polscy patrioci”, czyli stadionowi kibole znowu dali wyraz swego umiłowania i poszanowania prawa i godności innych ludzi. Oto 12 sierpnia podczas meczu piłkarskiego, derbów Krakowa Wisła – Cracovia, zaprezentowali iście „patriotyczną”tzw. oprawę. Dla czytelników nieinteresujących się piłką nożną małe wyjaśnienie: oprawa (meczu) to różnego rodzaju pokazy na trybunach – rozwijanie olbrzymich płacht nieraz wielkości całej trybuny, np. z kolorowymi rysunkami piłkarzy, hasłami dotyczącymi osiągnięć klubu, ich datami itd. Czasem bywają to obrazy ułożone z tysięcy kolorowych kartek, które trzymają kibice – leżą one już wcześniej w ściśle zaplanowany sposób na krzesełkach tak, że wystarczy, gdy każdy widz podniesie swój ponad głowę i układają się one w najróżniejsze wzory, np. barwy klubu. Towarzyszy temu często palenie kolorowych rac czy też świec dymnych, mimo że pirotechniki jako niebezpiecznej dla kibiców stanowczo zabrania UEFA (europejska federacja piłkarska).

Niestety, owe „oprawy”, przynajmniej na naszych stadionach, z biegiem czasu są coraz mniej związane z wydarzeniami ściśle sportowymi, a coraz częściej dotyczą polityki czy kontrowersyjnych wydarzeń historycznych (takich również nie dopuszcza UEFA, aby nie mieszać do sportu polityki i nie prowokować np. kibiców drużyn przyjezdnych). Pół biedy, jeżeli dotyczą one upamiętnienia takich wydarzeń, jak wybuch II wojny światowej czy Powstania Warszawskiego, chociaż ich forma też czasem budzi kontrowersje.

Jednak to, co pokazali ostatnio w Krakowie bandziory (bo nie można ich inaczej określić), związani z Wisłą, przekroczyło wszelkie granice. Otóż na olbrzymiej płachcie rozpościerającej się na kilka sektorów namalowany był zamaskowany typ trzymający w dłoni coś w rodzaju maczety. Przed nim widać było kilka nagrobków z krzyżami, a na jednym z nich był zawieszony szalik w barwach klubowych Cracovii. Wielki napis na płachcie głosił: „Boże miej litość nad naszymi wrogami, bo jak widzisz my jej nie mamy”.

I tu znowu konieczne jest kilka słów wyjaśnienia: w Krakowie trwa regularna, krwawa wojna między bandziorami obu zwaśnionych klubów. I to wojna z użyciem, jak mówią oni w swoim żargonie, „sprzętu”, czyli maczet (bardzo popularnych w tym środowisku), siekier, noży, stalowych rurek, łańcuchów itd. Pociągnęła ona za sobą już kilka śmiertelnych ofiar, a opinią publiczną kilka lat temu szczególnie wstrząsnęła zaplanowana egzekucja przywódcy kibiców Cracovii o pseudonimie„Człowiek”, którego w biały dzień, przy świadkach, grupa zamaskowanych bandytów dopadła na jednym z osiedli krakowskich i zmasakrowała owym „sprzętem” (bijąc również przy okazji kilku świadków) i do tego właśnie zdarzenia nawiązywał w sposób oczywisty szalik na nagrobku.

Oprócz tego, w sposób na ogół mniej drastyczny (chociaż śmiertelne pobicia zdarzają się również poza Krakowem) biją się kibolskie półgłówki w całej Polsce, co i rusz słyszymy o „ustawkach” (czyli umówionych wcześniej bijatykach dwóch grup chuliganów kibicujących różnym klubom). O takich rzeczach, które zdarzają się nagminnie, jak niszczenie mienia, obrzucanie samochodów kamieniami czy ataki na pociągi, wiozące „kibiców”, w tym kontekście nawet nie warto wspominać.

Do tego wszystkiego coraz częściej okazuje się, że stadionowi bandyci parają się handlem narkotykami, z których rozprowadzaniem nie mają na meczach żadnych kłopotów – trybuny są doskonałym miejscem bezpiecznego handlu tym towarem, a dilerzy są na nich całkowicie bezkarni. Wiedzą o tym oczywiście władze klubów, ale prezesi są często zwyczajnie zastraszeni i udają, że nic się nie dzieje. Na niektórych największych stadionach są całe sektory, na które prawo wstępu mają tylko „kumaci” i żaden postronny kibic tam nie wejdzie, dotyczy to również firm ochroniarskich. Część kiboli jest, mówiąc nieco w uproszczeniu, po prostu „żołnierzami” mafii ochraniającymi ten proceder, a krwawe porachunki między nimi są tak naprawdę przejawami walki o rynek zbytu narkotyków w mieście czy województwie.

Dlaczego piszemy o przestępczym marginesie i aktach przemocy, których dokonuje? I tu dochodzimy do sedna sprawy: kibole bili się w Polsce od dziesięcioleci, nie miało to jednak tak zorganizowanego i masowego charakteru, jak od kilku lat. I rzecz najważniejsza – od czasów rządu Tuska PiS zaczął cynicznie podjudzać stadionowych bandytów przeciw rządom PO. Ich chora nienawiść przeciwko innym kibolom została niejako przekierowana w stronę ówczesnych rządów, a dzisiejszej opozycji, bo PiS nadal szczuje stadionowe bydło przeciw partiom w niej będącym. Na stadionach zaczęły pojawiać się transparenty w rodzaju: „Tusku matole, twój rząd obalą kibole”, teraz są takie jak „KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice – dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice”.

PiS wykazywał się zadziwiającą troską o aresztowanych za czasów PO chuliganów stadionowych: do niejakiego ”Starucha” pofatygowała się osobiście pani Kempa z nieżyjącym już senatorem Romaszewskim. Tak na marginesie szkoda, że tak wrażliwa na los łobuzów kobieta nie zainteresowała się losem torturowanego na komisariacie we Wrocławiu w zeszłym roku Igora Stachowiaka, który na ich skutek zmarł, a zamiast skontaktować się z jego rodziną, jak twierdzą posłowie PO, pojechała na rozmowę ze sprawcami i ich przełożonym, który po tym zabójstwie… awansował. A oto co pani Kempa powiedziała po poręczeniu za owego Starucha: – „Jeśli ktoś podejrzany jest o wykroczenie lub przestępstwo, powinien zostać oceniony przez sąd. Nie godzę się natomiast z metodami, jakie zastosowano wobec Piotra Staruchowicza. Od senatora Zbigniewa Romaszewskiego dowiedziałam się, że został on pobity przez policjantów w radiowozie. W najczarniejszych snach nie przychodziło mi do głowy, że mogą wrócić u nas praktyki sprzed 1989 r., gdy chodzi o traktowanie ludzi, którzy narazili się władzy”. Jednak jakoś wypowiedzi na temat Igora Stachowiaka, który zmarł po torturach na komisariacie, od tej pani się nie doczekaliśmy – może już jej przyszło do głowy, że takie metody mogą być stosowane przez „dobrą zmianę”?

W tej chwili policja jest dziwnie pobłażliwa dla stadionowych bandziorów – nawet jeśli nie dopuszcza do „ustawek”, to sprawa na tym się kończy, mimo iż przy delikwentach oraz w samochodach, którymi przyjeżdżają jest pełno „sprzętu”. Ot, wylegitymują i spiszą kilku, a potem wszystkim pozwalają spokojnie odjechać. Do tego interwencje są często spóźnione, policja mimo wezwań przyjeżdża np. w sile jednego radiowozu z dwoma-trzema funkcjonariuszami, którzy biernie przyglądają się bójce, po czym, zanim przyjadą posiłki, po bandziorach nie ma śladu, chyba, że któryś tak mocno oberwie, że zostaje „na polu walki” i trafia do szpitala, a czasem nawet do kostnicy.

Od kilku lat pisbolszewia wmawia przy wszystkich okazjach kibolom, że są prawdziwymi patriotami-katolikami, stanowiącymi niemal ostatnią zaporę przed zalewem Polski przez wszelkie zboczenia ze zdegenerowanej, „genderystycznej” Europy i jako jedyni mogą powstrzymać falę islamskiego terroryzmu. I ci, którzy nadal między sobą tłuką się po pustych łbach zaczynają w to wierzyć – że są „wybraną grupą”, która jako jedna z nielicznych jest spadkobiercą tradycji niepodległościowych, a zwłaszcza „żołnierzy wyklętych”, i że w związku z tym wszystko im wolno. Spotkałem się już nawet z określeniem – które było użyte na serio – „kibice wyklęci”. Byłoby to śmieszne w kabarecie, ale w polskiej rzeczywistości brzmi przerażająco. Cel tych działań jest jasny – to swoiste „pranie mózgów”(a dużego zaiste, przy przeciętnym poziomie intelektualnym kiboli nie potrzeba) ma stworzyć grunt pod formowanie z nich bojówek, które mogą być użyte do walki z opozycją, co do tego nie ma wątpliwości.

Obok Obrony Terytorialnej mogą oni być – w zamiarze obecnego reżimu – również „utrwalaczami”jego rządów i to metodami mało pokojowymi. Zresztą pojawiają się już od czasu do czasu doniesienia, że również OT zachęca stadionowych chuliganów do wstępowania w swoje szeregi. Zaiste, prawdziwych „patriotów” ma PiS za sojuszników – których część poczynań na co dzień przedstawiliśmy powyżej.

Narastająca fala bandytyzmu w Polsce niepokoi nawet policjantów, a ci z Wielkopolski wysłali list do ministra w tej sprawie, w którym m. in. czytamy, że są oni zaniepokojeni „bardzo agresywnymi”postawami przedstawicieli ruchów narodowych, nacjonalistycznych, a także pseudokibiców.

Funkcjonariusze twierdzą, że nie spotykają się one z należną krytyką ze strony władz państwowych. Wręcz przeciwnie, często władza usprawiedliwia tę agresję nasiloną walką polityczną, która obecnie toczy się w Polsce.

Błaszczak w ogóle nie widzi żadnego problemu z bandytyzmem okołostadionowym. Od tygodni powtarza przy każdej okazji mantrę, zresztą łatwą do zapamiętania, o „totalnej opozycji”, którą widzi wszędzie i nie zaprząta sobie głowy jakimiś kibolami, zresztą potencjalnymi sojusznikami reżimu, a za ten list bardzo mocno skrytykował jego nadawców.

Minister nie cieszy się dobrą opinią w pozapisowskich kręgach społeczeństwa, na co solidnie pracuje, wygadując różne brednie. Po głupotach artykułowanych przez niego z okazji Przystanku Woodstock nie wytrzymał nawet Ludwik Dorn, który nazwał go „chodzącym deficytem intelektualnym”.

A może pobłażliwość wymiaru sprawiedliwości dla stadionowych bandziorów bierze się również stąd, iż jak donosiła prasa, wiceminister Jaki był w nieodległych czasach młodości mocno związany z kibolami Odry Opole (ponoć był nawet ich nieformalnym przywódcą) i w związku z tym „rozumie ich zachowanie”?

W gloryfikowaniu i podjudzaniu stadionowych bandziorów przeciw opozycji o palmę pierwszeństwa walczy z przewodnią partią Kościół, a przynajmniej jego niektórzy funkcjonariusze. Oto niejaki Jarosław Wąsowicz, „duszpasterz kibiców”, organizuje co roku na Jasnej Górze „patriotyczne pielgrzymki kibiców”.

Zadałem sobie trudu i przeczytałem, co ów „pasterz” głosi do swoich kibolskich owieczek w kościele Paulinów, notując jego niektóre „złote myśli”. W 2013 roku mówił na przykład: – „Cierpicie prześladowania, jesteście systematycznie wyszydzani. Jesteście najbardziej dyskryminowaną w Polsce grupą społeczną, i to nie za chuligaństwo, ale za niezależne myślenie, patriotyczne inicjatywy oraz publiczne prezentowanie tych wartości i ideałów”. Innym razem rozwinął twórczo ten wątek słowami: – „Kiedy dziś niedawni włodarze podnoszą lament nad rzekomo łamaną demokracją, jako środowisko, które doświadczyło specyficznego umiłowania przez nich wolności, chcieliśmy im przypomnieć o naszych kolegach przetrzymywanych przez nich niewinnie i przez wiele miesięcy w więzieniach, pod fałszywymi zarzutami, a tak naprawdę za udział w antyrządowych manifestacjach kibicowskich; o kibicach masowo karanych za udział w tych protestach kolegiami; przypomnieć o karach wymierzonych w nasze środowisko za patriotyczne transparenty wywieszane na stadionach; o karach za protesty przeciwko wykładom na polskich uniwersytetach stalinowskich aparatczyków; przypomnieć policyjne prowokacje na Marszach Niepodległości; wspieranie prowokatorów podczas modlitw przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu; używanie przemocy wobec protestujących górników; przypomnieć o masowym zwalnianiu nieprawomyślnych dziennikarzy”.

Czy naprawdę nie słyszał on o tym, co opisałem powyżej? Nie wie, że właściwie w każdy weekend, gdy odbywają się rozgrywki piłkarskie dochodzi do aktów przemocy – bójek, demolowania mienia, środków komunikacji publicznej, jadący na mecze autokarami kibole napadają i okradają stacje benzynowe itd. I takie brednie ma on czelność głosić nawet po takich dramatach, jak masakra „Człowieka”. W żadnej „homilii” tego „duszpasterza” nie natknąłem się na jego nawoływanie do pojednania „kibiców”. Nie wzywał on do zaprzestania krwawych walk między nimi, ustanowienia jakiejś zgody czy chociażby rozejmu. Co więcej – jego bełkot i kłamstwa to raczej ich tłumaczenie i rozgrzeszanie za to wszystko, co wyprawiają i szczucie oraz podburzanie – kiedyś przeciw rządowi, teraz – przeciw opozycji.

Ciekawe, czy pan Wąsowicz (zaprawdę trudno mi go nazywać „księdzem”) nie ma czasem refleksji, że to gloryfikowanie bandytów i szczucie ich przeciw innym ludziom skutkuje również takimi rezultatami jak śmierć w Krakowie? W tej chwili prowadzi on haniebną, obrzydliwą krucjatę przeciw demokracji, wykorzystując do tego kiboli – bo tam gdzie ona jest, gdzie ludzie mają prawo wyboru w oparciu o informacje z wielu źródeł, nikt nie będzie uważał takich Wąsowiczów za jakiekolwiek autorytety, bił przed nimi czołem i sypał mamoną na ich życie w luksusie.

JK

PS. Na jednej z tych „patriotycznych pielgrzymek” Wąsowicz święcił kibolskie szaliki, w tym wspomnianego wcześniej Starucha, z napisem: „Witamy w piekle”…

SAMI JUŻ NIE WIEMY… TRZEBA CZY NIE TRZEBA?

KTO JEST ZA?

Waldemar Mystkowski pisze krętactwie prokuratury w sprawie wypadku Szydło.

Pokrętność prokuratury w sprawie wypadku Szydło

Pokrętność prokuratury w sprawie wypadku limuzyny transportującej Beatę Szydło w lutym tego roku jest typowa dla tej władzy. A że mamy do czynienia z tym, a nie innym organem podległym Zbigniewowi Ziobrze, to należy stwierdzić, iż pokrętność jest taka, jak autorytet prawniczy ministra sprawiedliwości. Jak ten oksymoron można opisać? Rozwiązanie podaję na końcu.

Dlaczego piszę pokrętność? Oto prokuratura w Tarnobrzegu umarza śledztwo w czterech wątkach, które pojawiły się w zawiadomieniu do prokuratury złożonych przez posłów Platformy Obywatelskiej Cezarego Tomczyka i Agnieszkę Pomaską.

Umarza się śledztwo w „nieobjęciu przez prokuratorów kierownictwa nad czynnościami w miejscu wypadku”. Ten drętwy język znaczy, iż zaniedbano czynności podstawowe zabezpieczające dowody na miejscu wypadku, ale także czynności formułujące oskarżenia pod adresem kierowcy seicento Sebastiana K., któremu służby medialne PiS starały się wmówić, że to on jest sprawcą wypadku, nieomal „zamachu” na premier Szydło.

Drugi wątek umorzenia śledztwa dotyczy „bezzasadnego zatrzymania Sebastiana K.”. Czyli zasadnie zatrzymano. A z jakiego powodu? Dlaczego „zasadnie” nie zatrzymano kierowcy Beaty Szydło? Dlaczego nie zatrzymano Beaty Szydło, wszak mogłą namawiać swego kierowcę do składania zeznań, iż zawinił Sebastian K.?

Trzeci wątek umorzenia tyczy niezasadnego przedstawienia Sebastianowi K. zarzutu popełnienia przestępstwa (w tym miejscu padają paragrafy Kk).

Zauważmy, jaki został uruchomiony ciąg: zatrzymano bezzasadnie, bezzasadnie przedstawiono zarzuty, sama bezzasadność. Ale taka jest władza, a to się nazywa „przemoc władzy”. Ta przemoc wcale nie dotyczy prokuratorów, bo to zastrachani urzędnicy, którzy chcą utrzymać swoje posady.

Ta bezzasadność dotyczy bezpośredniej przyczyny zajścia, a mianowicie Beaty Szydło. Pamiętacie, jak ona milczała, choć leżała w szpitalu. To w jej imieniu doszło do przemocy w stosunku do Sebastiana K.

Umorzenie dotyczy jeszcze czwartego wątku, mianowicie „uniemożliwienia korzystania z pomocy obrońcy” przez Sebastiana K.

W stosunku do Sebastiana K. użyto przemocy państwa. To jest przykład, do czego dochodzi, gdy prokuratura nie jest niezależna, a jest zależna od urzędnika państwowego, ministra. Wyobraźmy sobie, że sprawa jednak trafia do sądu, to w dążeniu PiS do zawłaszczenia i tej niezależności – sądu, musiałoby dojść do sytuacji, iż Sebastian K. gniłby w więzieniu za kierowcę Szydło i za milczenie premier Szydło, czyli za jej postawę amoralną.

W stosunku do Sebastiana K. użyto szeregu narzędzi przemocy, dzieki opozycji i opinii publicznej nie uczyniono z niego kozła ofiarnego, bo to wyglądało na szyte grubymi nićmi pisowskiego zakłamania. A może powinienem napisać: pokraczności PiS, gdyż ta władza stosuje taką formę sprawowania władzy.

Ale… do wypadku doszło, ktoś zawinił, a nie był to Sebastian K. Zadośćuczynienie więc jemu się należy i nie powinno ono być pokrywane przez państwo, ale zestrachanego kierowcę limuzyny Szydło bądź przez nią samą, bo milczała, kręciła.

Rozwiązanie oksymoronu z pierwszego akapitu: prostacka pokrętność. Tak należy opisać sprawowanie władzy przez PiS.

PRZYPOMNIJMY SOBIE, JAK TO BYŁO. W SUMIE, PiS NAM TO CHCE PRZYWRÓCIĆ.

Kościelna codzienność.

>>>

c1ldkolwgaexnrv

NIECH NIKT NIE MÓWI O ZAWYŻONYCH FAKTURACH INTERNETOWYCH. WEDŁUG CENNIKA PiS ZBUDOWANIE SERWISU TO 6 MLN ZŁ. KOD ZOSTAŁ ZROBIONY „ZA DARMO”

c1ngnpfxaaesoc3

Prof. Karol Modzelewski przestrzega przed rzeczywiustym zamiarem Kaczyńskiego. „Słowa Jarosława Kaczyńskiego o puczu, którego dopuściła się parlamentarna opozycja, okupując salę obrad plenarnych i zamawiając kanapki, wywołały falę szyderczych komentarzy. Nie podzielam ich satyrycznej tonacji, nie jest mi do śmiechu.”

gdy

Z prasowych przecieków wiadomo, że prezes Jarosław Kaczyński na zamkniętym posiedzeniu kierowniczego gremium politycznego PiS zapowiadał poważne i brzemienne w skutki wydarzenia polityczne w Sejmie w grudniuminionego roku. Tak też się stało. Kryzys na sali sejmowej nie był więc dla niego zaskoczeniem, choć nie wiem, czy przewidział blokadę sali sejmowej przez parlamentarną opozycję.

Najpoważniejszym zarzutem sejmowej opozycji wobec tego, co stało się w Sali Kolumnowej, jest wątpliwość co do kworum, a więc co do prawomocności uchwalonej tam ustawy budżetowej. Nie lekceważę wymogów prawa, ale daleko ważniejszy od naruszenia procedury wydaje mi się groźny precedens: po raz pierwszy partia dysponująca większością kilku mandatów zebrała się na odrębnym posiedzeniu bez udziału opozycji, by uchwalić ustawę jako Sejm Rzeczypospolitej Polskiej. Prominentni politycy PiS mówią o możliwości przystosowania Sali Kolumnowej lub innego pomieszczenia do przyszłych obrad takiego kadłubowego Sejmu. Często powołują się na demokratyczny mandat do sprawowania władzy i przeprowadzania zmian ustrojowych uzyskany w powszechnych wyborach.

Jednak zwycięstwo wyborcze nie upoważnia zwycięskiej partii do samowoli ani do zmiany konstytucyjnego ustroju państwa. Polska jest demokracją parlamentarną. Wykluczenie opozycji z obrad i głosowań Sejmu łamie podstawową regułę demokracji parlamentarnej i faktycznie oznacza obalenie demokratycznego ustroju.

Zaporą przeciwko takiemu zamachowi jest wymóg konstytucyjnej większości dwóch trzecich przy uchwalaniu ustaw zmieniających ład ustrojowy. PiS większości takiej nie ma. Dopiero wykluczenie opozycji z obrad sprawi, że klub PiS osiągnie większość pozwalającą na zmianę konstytucji. Oznaczałoby to parlamentarny zamach stanu, a więc to, o co prezes Kaczyński obwinił parlamentarną opozycję.

Demokracja jest silna poparciem obywateli. Może upaść, gdy zabraknie ich zgody co do podstawowych reguł demokracji. W ostatnich wyborach doszło do głosu rozczarowanie znacznej części obywateli niedostatkiem równości i braterstwa w wolnej Polsce. Nie oznacza to jednak, że rozczarowani obywatele porzucili ideał wolności. Od postaw obywateli, a więc od siły oporu społecznego, zależeć będą losy polskiej demokracji, a także to, czy obecny kryzys parlamentarny zaowocuje utworzeniem kadłubowego Sejmu jako alibi dla dyktatury.

PIĘKNA I KRÓTKA OPOWIEŚĆ O PiS.

c1nceoqxgaa-wtx

I MORAWIECKI CHCE TO JESZCZE BARDZIEJ OPODATKOWAĆ? To się nazywa „Polska po dobrej zmianie”…

c1nnylkwgaa2ntz

Timothy Garton Ash pisze, iż Polacy znowu muszą walczyć o wolność.

znow

Cieszę się, bo znowu ci krnąbrni Polacy przystępują do walki o wolność. Płaczę, bo taka mobilizacja nie powinna być potrzebna po 27 latach demokracji.

Rok temu napisałem komentarz, w którym przestrzegałem przed zagrożeniami w polskiej polityce. Ukazał się w „Guardianie” pod dramatycznym tytułem „Niszczone są filary polskiej demokracji” i spowodował gniewne reakcje zwolenników rządzącego w Polsce Prawa i Sprawiedliwości.

Tytuł był, jak wtedy, szczerze mówiąc, sądziłem, nieco przesadzony. Jednak po roku widzę, jak coraz bardziej dewastowane są filary liberalnej polskiej demokracji. Jak chwieją się, choć jeszcze nie zostały zniszczone.

Kiedy myślimy o stosowalności w przypadku Polski skrótowej formuły „nieliberalna demokracja”, winniśmy rozróżnić dwie rzeczy. Po pierwsze, mamy ideologiczno-kulturalno-polityczny program narodowo-populistycznej partii, która wygrała jednocześnie wybory parlamentarne i prezydenckie.

Nieżyczliwie można go nazwać połączeniem konsekwentnego antyliberalizmu z zastarzałym resentymentem zaprawionym paranoją. Nie lubię znakomitej części PiS-owskiego pakietu, jednak większość wyborców dała jasno do zrozumienia, że woli go od reszty oferty, a zwycięska partia ma prawo realizować swoją politykę.

Nie ma jednak prawa rozmontowywać instytucji, które umożliwiają społeczeństwu dokonywanie wolnych, przemyślanych wyborów, zapewniając zarazem ich wzajemną kontrolę. A to właśnie robi PiS.

Często oglądam polską telewizję publiczną. Niemal z dnia na dzień zamieniła się ona z nieco nudnego, lekko prorządowego kanału w tubę propagandową PiS-u.

Trybunał Konstytucyjny poddany został kontroli sędziów związanych z partią rządzącą mimo protestów społecznych organizowanych przez Komitet Obrony Demokracji i kolejnych ostrzeżeń Brukseli, że łamane są unijne zasady rządów prawa.

c1moev-wiaa2htg

W zaproponowanym wariancie projekt ustawy o zgromadzeniach przewidywał rzecz niesłychaną: że zarejestrowana demonstracja, powiedzmy partii opozycyjnej, przegrywa z później zarejestrowaną demonstracją rządową lub, uwaga, kościelną.

Podczas Bożego Narodzenia Sejm zamienił się w farsę, kiedy opozycja zaczęła okupować mównicę, a posłowie rządzącej partii przenieśli się do sąsiedniej sali, gdzie w chaosie unoszonych rąk uchwalili ustawę budżetową. Analitycy przewidują, że kolejnym krokiem może być zmiana ordynacji wyborczej.

Ale bardziej niż tempo i zajadłość tej „orbanizacji” szokuje słabość, jaką objawiły instytucje polskiej liberalnej demokracji, na którą nakłada się słaba jakość opozycji.

Zamiast umacniać instytucje, Polska cofnęła się do żywej tu tradycji protestów pozaparlamentarnych, wizji społeczeństwa organizującego się obok państwa lub przeciw niemu. Niektóre z tych demonstracji robią wrażenie, zwłaszcza tzw. czarny protest, podczas którego dziesiątki tysięcy kobiet zabrały głos przeciwko katolicko-konserwatywnemu zaostrzeniu prawa aborcyjnego.

Przede wszystkim jednak, kiedy patrzę na marsze przeciągające ośnieżonymi ulicami polskich miast i słyszę znajomą kadencję skandowania, kiedy stary dobry Lech Wałęsa mówi, że „patrioci muszą się zjednoczyć”, żeby pozbyć się PiS-u bliżej nieokreślonymi „mądrymi, atrakcyjnymi i pokojowymi” metodami, chce mi się naraz śmiać i płakać.

Cieszę się, bo znowu ci krnąbrni Polacy przystępują do walki o swoją wolność.

Płaczę, bo taka społeczna mobilizacja nie powinna być potrzebna po 27 latach parlamentarnej demokracji.

Jak mówi Brechtowski Galileusz, „nieszczęśliwy jest kraj, który potrzebuje bohaterów”. Jeśli mamy dobrze funkcjonujący parlament, silny, niezależny sąd konstytucyjny, bezstronne media publiczne i profesjonalne służby publiczne, nie potrzebujemy Komitetu Obrony Demokracji. Liberalna demokracja winna mieć własne, wbudowane mechanizmy obronne, jak zdrowy organizm swój układ odpornościowy.

Powiecie, że polska demokracja jest taka młoda. Owszem, ale gdyby to były Niemcy zachodnie i punkt startowy w roku 1945 – mielibyśmy już rok 1972. 27 lat od nowego otwarcia Niemcy, które przeżyły o wiele gorszą dyktaturę, miały, jak się zdaje, znacznie silniejszą strukturę instytucjonalną niż ma Polska pod naporem populizmu. Nie posunę się do powtarzania starego dowcipu, że Niemcy potrafią sprawić, że każdy system będzie działać, a Polacy każdy obalić.

Ale rzuca się w oczy kontrast między niemiecką umiejętnością budowania sprawnego państwa i siłą polskiego społeczeństwa umiejącego zorganizować się przeciw państwu.

Co robić? Teoretycznie UE może już w marcu odwołać się do artykułu 7 traktatu europejskiego, który przewiduje sankcje przeciwko krajowi członkowskiemu uporczywie naruszającemu europejskie normy, w tym zasadę rządów prawa. W praktyce każdy taki krok zablokują Węgry i prawdopodobnie nowy najlepszy przyjaciel Polski – Wielka Brytania.

Troska wyrażana przez Europejczyków ma swoją wagę, ale to, co stanie się w Polsce, zależy od samych Polaków.

Gdyby, co mało prawdopodobne, młody Polak lub Polka poprosili mnie o radę, przypomniałbym im hasło niemieckiego roku 1968: „Długi marsz poprzez instytucje”. Ten długi marsz nie musi być tak atrakcyjny jak demonstracje przed parlamentem, ale to, czego Polska potrzebuje, to ludzi z zasadami. Wykształconych, gotowych pracować w jej parlamencie, sądach, służbie publicznej, szkołach i mediach. Ludzi, którzy wzmocnią system odpornościowy ciągle zastraszająco kruchej demokracji.

*Timothy Garton Ash – ur. w 1955 r., brytyjski historyk, jako jeden z pierwszych opisał fenomen „Solidarności”. Dziś profesor europeistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim, senior fellow w Hoover Institution na Uniwersytecie Stanforda

przeł. Sergiusz Kowalski

„Wybitna” inteligencja, MENSA nie ma skali.

c1njirrw8aixfpd

PRZECIEŻ NIKT NIE MA WĄTPLIWOŚCI, ŻE JEST DZIAŁACZEM PiS. BRAWO DAWNO SIĘ TAK NIE UŚMIAŁEM 🙂

c1mp2jyxeaavygr

Waldemar Mystkowski pisze o kibolach na Jasnej Górze.

kibole-na-jasnej-gorze

Od dziewięciu lat Kościół katolicki przytula do swego łona kibiców i kiboli, urządzając im pielgrzymkę na Jasną Górę. Ten stop kleru z kibicami musi dziwić. Bowiem kibice zjeżdżają ze sztandarami klubów kibica, szalikami klubowymi i wszelkimi gadżetami. To są ci ludzie z tzw. żylet na swoich stadionach, a na wyjazdach czynią zamieszanie i harmider takie, iż policja dowozi ich na stadiony, ma baczenie w trakcie meczów i odwozi po spotkaniach. I tak dochodzi niemal zawsze do bijatyk między kibolami, a duże miasta z ekstraklasowymi drużynami przeżywają stres, bo ten kibolski motłoch idzie ulicami i używa takiego języka, iż należy dzieciom zatykać uszy, samemu zresztą też.

Wcale nie przesadzam, bo byłem piłkarzem i jestem kibicem. Wiem, co znaczą emocje i kiedy sędziego nazywa się kaloszem, ale nie rozumiem, jak kluby mogą tolerować sektory ultrasów i tzw. żylety. Kibole nie oglądają meczów, skupiają się na eksponowaniu swoich emocji w ekstremalnych rejestrach wycia, darcia i śpiewu, iż trudno je nazwać ludzkimi, raczej zwierzęcymi. Kluby wcale nie muszą być wobec nich bezradne, lecz często dla świętego spokoju nie wypleniają kiboli z trybun. Efekty mamy takie, iż – niemal zawsze – stadiony polskich drużyn, które grają w europejskich pucharach są zamknięte dla kibiców, a za wyjazdowe mecze polskie kluby są karane dotkliwymi grzywnami, gdyż rozprowadzają bilety wśród swoich kiboli. Dotyczy to kiboli Lecha Poznań i Legii Warszawy, bo te kluby ostatnio reprezentują kraj na zewnątrz.

W Europie z kibolami – nie wiadomo dlaczego nazywanymi pseudokibicami – jakoś sobie poradzono i na trybunach widzimy rodziny. W Polsce pozostaje to w sferze marzeń, za obecnej władzy tak pozostanie. Kibole wnoszą estetyczną brzydotę, wulgarność zachowań i języka niestrawną dla najbardziej tolerancyjnych kibiców, jak ja. Warto podkreślić, iż doping kiboli nie jest wcale pomocny dla swoich drużyn. Polscy kibole tworzą subkulturę specjalnej troski.

Takich właśnie kiboli zaprasza Kościół na pielgrzymki na Jasną Górę. Kościół ma swój w tym cel, jak i politycy. PiS przyhołubia ten motłoch stadionów, a Kościół poprzez nich odbudowuje w kraju endecję i to tę nacjonalistyczną, która w razie czego może jako bojówki chwycić za kije bejsbolowe albo za cięższy sprzęt do walk ulicznych. Kibole mają swojego duszpasterza, ks. Jarosława Wąsowicza, wielu księży identyfikuje się z tą subkulturą, jak choćby ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Na Jasnej Górze kibole usłyszeli od swych kapłanów, że ich patronami są żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, księża deklarowali w ich imieniu: „Nie chcemy Polski bez Boga i religii, chcemy chrześcijańskiej Europy, bo tylko odwołanie się do fundamentalnych wartości, które kształtowały tożsamość starego kontynentu, może pomóc jej dzisiaj obronić się przed unicestwieniem – z różańcami w ręku”.

Wiara księży Wąsowicza i Isakowicza-Zaleskiego wlewana w kiboli nie jest wartością duchową, konfesyjną, metafizyczną, ale jest namaszczeniem na krucjatę przeciw innym, którzy tej formy nienawiści nie wyznają. Księża odpowiednim językiem „miłości” nastawili kiboli, aby zwalczali wrogów Kościoła i PiS-u, modląc się: „o światło Ducha Świętego dla opozycji, by potrafiła odnaleźć się dla dobra ojczyzny”. Czyli opozycja nie działa dla dobra ojczyzny, bo nie dotknęła ją ciemnota światła księży Wąsowicza i Isakowicza-Zaleskiego.

Na efekty światła nienawiści wlanego kibolom na Jasnej Górze nie trzeba było długo czekać. Tego samego dnia najprawdopodobniej pielgrzymi kibole wracając do domów wypatrzyli okazję do krucjaty „dla dobra ojczyzny”. Piszę „najprawdopodobniej”, bo takie jest w tej chwili rozpoznanie dziennikarskie. Około dziesięciu kiboli z Nowej Rudy spod Kłodzka wracając z Jasnej Góry zahaczyło o Namysłów, bo w Namysłowskim Ośrodku Kultury odbywało się spotkanie Mateusza Kijowskiego i Józefa Piniora z mieszkańcami miasta i członkami KOD-u.

Kibole od razu zrealizowali „fundamentalne wartości chrześcijańskie” wlane im w umysły przez księży Wąsowicza i Isakowicza-Zaleskiego, bowiem zdemolowali hol ośrodka kultury i wdali się w przepychanki z członkami KOD. Musiała interweniować policja, a czterech policjantów ubezpieczało do końca spotkanie. Rzadko tak szybko owoce uzyskuje słowo chrześcijańskie. Krucjata uderzyła miłością chrześcijańską w Namysłowie. Kościół może więc liczyć na kiboli, zatem można spodziewać się, że w najbliższych dniach takich uderzeń kibolskich będzie więcej. Na Jasnej Górze wlano im ducha walki fundamentalnej.

c1kvls8xgaaaczf

Kleofas Wieniawa rozszerza rozpoznanie T. G. Asha.

po-27

Po 27 latach demokracji Polacy znów muszą walczyć o wolność, pisze jeden z pierwszych promotorów polskiej suwerenności na Zachodzie po 1989 roku, Timothy Garton Ash.

Tak się porobiło. Nie potrzebowaliśmy hitlerowców z Zachodu, ani sowietów ze Wschodu, wróg przyszedł z wewnątrz, z demokratycznego mandatu.

Tacy wrogowie zdarzali się w przeszłości w niejednym kraju i są częto groźniejsi niż ci zewnętrzni, to wrogowie, którzy się farbują w patriotyczne barwy, są krzykliwi, kiczowaci, bez ludzi utalentowanych, bo tylko tacy są posłuszni, awansowani bez kompetencji.

Narodowy populizm demontuje nam państwo. Zdemontowane zostało już państwo prawa konstytucyjnego, demontaż przenosi się lotem zarazy na pozostałe dziedziny. Widzi to świat, który może nas tylko wesprzeć werbalnie, acz Unia Europejska ponadto sankcjami. Lecz tego wroga rozbroić możemy tylko my sami. Jeżeli nie uda się, bo opozycja okaże się za słaba, a społeczeństwo obywatelskie nie dość zdeterminowane, to szybciej niż nam się wydaje obudzimy się z ręką w nocniku, w braku niepodległości.

27 lat to więcej niż okres międzywojnia, lecz jakie to pocieszenie. Ash wskazuje na pewne mechanizmy w państwie, które korodowanie Polski przez PiS może powstrzymać, lecz czy stać nas na taką szeroką pracę u podstaw, czyt. naukę o nowoczesnym społeczeństwie?

DAŁ SŁOWO, ŻE BĘDZIE MEDIOWAŁ, TO MEDIUJE.

c1ndn8hwqamb1nz

CO TAM ANITA WŁODARCZYK… ZNAMY JUŻ SPORTOWCA ROKU 2017 !!! 🙂

c1mdawwweaasqvc

—-

kibole

Prokuratura nie wszczynając śledztwa w sprawie transparentu wywieszonego na stadionie warszawskiej Legii pozwala na zabagnienie przestrzeni publicznej wszelkimi treściami antyludzkimi, faszystowskimi, zachęcającymi do mordów politycznych.

Bo ogromny transparent wywieszony na stadionie przez „zaprzyjaźnionych” z PiS-em kiboli był groźbą i zachętą do mordu.

Treść transparentu:

„KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice – dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice”.

Czy tym samym grożenie Kaczyńskiemu, Ziobrze, Dudzie, etc., iż „dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice” jest dopuszczalne?

Tym samym prokuratura dopuszcza możliwość zachęty do mordu, morderca ma prawo powołać się na decyzję prokuratury i casus odstąpienia od ścigania zachęty tudzież czynu morderczego.

Zatem staliśmy się państwem śmierci z powodu, iż prokuratura wydaje postanowienia na życzenie rządzącej partii PiS.

Polska pod rządami PiS jest wyrzutkiem z cywilizacji. Jesteśmy krajem, w którym nie obowiązuje prawo, a przynajmniej prawo dotyczące wszystkich, tylko „widzimisię” PiS.

z20040771Q,Posel-Kukiz-15-o-transparencie-kibicow-Legii

Nowoczesna złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa związanego z transparentem na meczu Legia Warszawa – Piast Gliwice, na którym napisano:

„KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice – dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice”.

Zawiadomienie dotyczy zniesławienia, nawoływania do użycia przemocy i stalkingu oraz gróźb karalnych.

Sekretarz generalny .Nowoczesnej Adam Szłapka uzasadnia:

„PiS jest w bardzo bliskim sojuszu ze środowiskiem kibolskim. Żądamy od PiS zaprzestania tego sojuszu, który psuje polską politykę i psuje relacje w naszym społeczeństwie”.

Ta mowa nienawiści przemieni się w czyny nienawiści, które prowokuje PiS. Kibole to ich bojówkarze w wojnie in spe ze społeczeństwem polskim.

Zawiadomienie-do-Prokuratury-Rejonowej-Nowoczesna-640x939

Więcej >>>

szokujący

Na meczu Legii z Piastem Gliwice pojawił się transparent, który powinien postawić władze na baczność, gdyż zawiera się w nim groźba śmierci: „KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice – dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice”.

Takie transparenty mają inspirację polityczną i personalną. Kto za nimi stoi?

szacun

Treść transparentu bardzo ucieszyła posła od Kukiza Rafała Wójcikowskiego, który wyznał na Facebooku, że ma szacun dla kibiców  (kiboli, pośle-ośle) Legii. Gościu wpis usunął po godzinie, ale w internecie nic nie ginie.

nieJestem

Władze muszą coś z tym zrobić. Chyba, że szykują kiboli jako swoje szwadrony do użycia przeciw Polakom nie popierającym PiS i protestującym z KOD-em..

piS

Mateusz Kijowski rozmawiał w „Faktach po Faktach” TVN24. Mówił o manifestacji KOD:

nieWalczymy

– To nie jest jednak najważniejsze. Była to największa demonstracja od 30 lat w Warszawie. Była wspaniała atmosfera, ludzie byli życzliwi, uśmiechnięci, zadowoleni. W bardzo pozytywny sposób manifestowali przywiązanie do Europy.

Kijowski określił cele walki:

– Trzeba walczyć o wspólne wartości. Demokracja jest bardzo mocno zagrożona – stwierdził. – Nie walczymy z wynikiem wyborów, czy Jarosławem Kaczyńskim. Walczymy z tym, żeby nie łamać prawa.

A w PiS panika. Ogrom marszu KOD ogłuszył pisowców i stąd zabawne zaklinanie realu, że „nic się nie stało”. Ale czują, że się stało. I robią po butach, zwłaszcza prezes.

skandaliczny

To, czego dopuścili się kibole Legii, winno być ścigane z urzędu. To jest groźna pozbawienia życia.

Podczas meczu ligowego Legia Warszawa – Piast Gliwice między piętrami trybun na długości odpowiadającej boisku rozciągnieto transparent ze skandaliczną treścią:

„KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice – dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice”.

To jest groźba pozbawienia życia. Policja winna interweniować od razu, zamknąć przestępców i wszcząć śledztwo. To nie może być ścigane z zawiadomienie, ale z urzędu.

To groźba pozbawienia życia. Ale prokuraturę mamy polityczną, niejaki Ziobro jest prokuratorem generalnym, PiSowi taka groźba może być na rękę. Kibole to ich żołnierze, bojówkarze. Ktoś to zainspirował.

KOD informuje, że uchwalił statut i rozpoczęto budowanie struktur lokalnych.

kod

zamieszki_na_wykladzie_baumana_16659425

Wrocławski sąd wydał wyroki na 23 osoby za zakłócenie w czerwcu ub. roku wykładu prof. Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim.

Wówczas około 100 osób – członków Narodowego Odrodzenia Polski i kiboli Śląska wdarło sie na salę wykładową i wykrzykiwało „Wypierdalaj” czy „Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę”. Interweniowali policyjni antyterroryści.

Dzisiaj też 20 osób manifestowało pod siedzibą sądu rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia przy ul. Sądowej. Mieli z sobą banery z hasłami, m.in. „Bauman + Dutkiewicz = czerwona koalicja” i „Dość promowania stalinowskich zbrodniarzy we Wrocławiu”. Krzyczeli: „Norymberga dla komuny” oraz „Precz z represją polityczną”. Na transparentach mieli loga Solidarnych 2010 i Narodowego Odrodzenia Polski.

Sąd się nie patyczkował, potraktował ich równo. Skazał Dawida Gaszyńskiego, szefa wrocławskiego NOP, na 20 dni aresztu. Natomiast Romana Zielińskiego, przywódcę kibiców Śląska na 5 tys. zł grzywny. Pozostali otrzymali kary od tysiąca do pięciu tys. zł grzywny oraz 20 lub 30 dni aresztu.

Gdy odczytywano wyrok, jeszcze raz zakłócili porządek. Krzyczeli„Hańba!”, „Precz z komuną”, „Baumana osądźcie”. Sąd musiał przerwać posiedzenie i zarządzić dziesięć minut przerwy.

Nie może być tak, że motłoch decyduje, jak ma wyglądać debata publiczna, kto ma w niej brać udział. Motłoch jak ten nie powoduje się żadnych patriotyzmem, a jedynie antyhumanizmem.

Jeden z najświatlejszych ludzi na globie nie może w swojej ojczyźnie dać wykładu. Ten „patriotyzm” motłochu pałą w łeb i prycza.