Posts Tagged ‘KOD’

DZISIAJ NOBEL Z MEDYCYNY. JAK ZWYKLE W PUNKT!

BRAWO DLA WSZYSTKICH NIEOBOJĘTNYCH

Tamara Olszewska na portalu Koduj24 przyznaje, że nie nadąża za Dudą.

Nie nadążam za prezydentem Dudą

Bohaterem numer jeden minionego tygodnia został bezsprzecznie pan Andrzej Duda. Wszyscy oczekiwali jego propozycji ustawy o KRS i SN. Niektórzy liczyli, że prezydent wreszcie nam się obudził. Przypomniał sobie, że przecież przysięgał na Konstytucję, więc może wreszcie wróci na jasną stronę mocy. Nieco inne oczekiwania mieli koledzy partyjni. Oni pewnie ostro modlili się, by pan Duda wrócił na łono prezesa i przestał udawać kogoś, kim nie jest, czyli… samodzielnego polityka.

No i nadszedł ten wielki dzień. 25 września o godzinie 12 z minutami stanął nasz prezydent i opromieniony blaskiem fleszy, przemówił do narodu. Oczywiście, towarzyszyły mu flagi biało-czerwone, podkreślając, że to Polska właśnie. Ta Polska, która wstała z kolan i nie będzie świecić w oczy jakąś „unijną szmatą”. Pan prezydent prezentował się nadzwyczaj okazale. Nieco przybrał na wadze, ale wypada to na jego korzyść. Wypoczęty, nieźle opalony. Widać, że urlop wykorzystał na maksa. Nie przeszkodziły mu nawet nawałnice. Tak więc stanął nasz prezydent i… ależ szok. Nie wiem, jak Wy, ale ja oniemiałam z zadziwienia. Wszystkiego bym się spodziewała, ale nie takiego miksu, który jakoś tak ni przypiął, ni przyłatał. Słuchałam go bardzo uważnie i zastanawiałam się, z kim on w ogóle konsultował te swoje projekty, kto mu doradzał, czy rzeczywiście aż prawie dwa miesiące potrzebował, by stworzyć takiego bubla? Czy zdaje sobie sprawę, że zakpił z nas wszystkich? Przecież to miała być reforma, a skończyło się tylko na zmianach w strukturze, które wciąż niekonstytucyjne.

Prezydenckie propozycje zmian w KRS skupiły się głównie na nowych zasadach wyboru sędziów. Kandydatów będzie mogło wybrać 2000 obywateli lub 25 sędziów. Spośród nich, Sejm wybierze większością 3/5 głosów tych piętnastu, którzy zasiądą w KRS. Jeśli politykom nie uda się dokonać wyboru, wówczas wkracza on, prezydent, i sam wybierze właściwych sędziów. I tutaj pan Duda z uśmiechem szerokim zwrócił uwagę, że taka procedura będzie wymagała zmiany w Konstytucji i on, choć nie chce ale jednak musi poprosić parlamentarzystów o dokonanie takiej maleńkiej zmiany. Oczywiście, opozycja nie wyraziła na to zgody, więc prezydent przeskoczył do tzw. wariantu B. Zakłada on, że każdy poseł, imiennie, zagłosuje na jednego z kandydatów i do KRS wejdzie ta piętnastka, która zdobędzie najwięcej głosów. Z którejkolwiek strony nie spojrzeć to wyraźnie widać, która partia wepchnie do KRS „swoich sędziów”, tak więc wszystko po myśli PiS. Jednocześnie padła propozycja, by dotychczasowi sędziowie, których kadencja wciąż jeszcze trwa, zostali odesłani na zieloną trawkę. Za to ci nowi rozpoczną swoje kadencje tego samego dnia i będzie dobrze.

Równie ciekawe są zmiany w Sądzie Najwyższym. Sędziowie będą przechodzili w stan spoczynku w wieku 65 lat. Widocznie pan Duda uważa, że dość się już napracowali i niech użyją sobie nieco życia, a nie wciąż tylko praca i praca. Jeśli któryś z sędziów się uprze, to ewentualnie, po dokładnym przemyśleniu, prezydent pozwoli mu jeszcze troszkę popracować. Pierwszego Prezesa SN będzie wybierał oczywiście prezydent z przedstawionych pięciu kandydatów. Podobnie jak to właśnie prezydent będzie ustalał liczbę sędziów, ich podział na izby, sposób prowadzenia postępować dyscyplinarnych i nadawał regulamin działania SN. Do życia Duda chce powołać Izbę Dyscyplinarną oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która będzie m.in. stwierdzała ważność wyborów i referendów, a także zajmowała się odwołaniami od decyzji KRS. I to jest bardzo ważna dla nas informacja. Kto wskaże tych dwóch sędziów, zasiadających w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych i ławnika? Coś czuję, że będzie to Izba na usługach niemiłościwie panującej nam dzisiaj partii, a otworzy furtkę na podważenie niekorzystnego dla niej wyniku wyborów, a tym samym pewnie będziemy mogli zapomnieć o wolnych i uczciwych wyborach.

Tyle pan prezydent. Ktoś zaskoczony? Ja zupełnie nie, bo niczego innego nie oczekiwałam. Naiwni ci, którzy uwierzyli w wielkie nawrócenie. Człowiek, który już tyle sobie uzbierał, by stanąć przed Trybunałem Stanu, pozostanie tym, kim jest. Jedyne, co go pchnęło do działania, to nagłe zrozumienie, kim jest dla tzw. „swoich”. Lekceważą go na każdym kroku, odebrali mu już praktycznie władzę nad wojskiem, teraz chcą mu odebrać sądy. I to jedyny powód, dla którego pan Duda wyraził swój zdecydowany sprzeciw. Nie Konstytucja, nie dobro narodu, ale własne i bardzo egoistyczne pobudki. Andrzej Duda, biedny, zakompleksiony prezydent, który spróbował szczekać, ale i tak nikogo nie pogryzie. Dlaczego? Bo nikt się z nim nie liczy…

TAKA PRAWDA

PRZEKAŻCIE DALEJ. Z OKAZJI DNIA UŚMIECHU – PORTRET POLAKÓW W JEDNYM OBRAZKU.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Kaczyński kręci Polską wokół swego taboretu

Polska kręci się wokół taboretu Kaczyńskiego. Taki ustanawiany jest system polityczny w kraju, którego Kopernikiem jest oczywiście prezes.

Jarosław Kaczyński powie słówko: naród drży w posadach. Wyzwie od kanalii – z jednej strony wyzwani oburzają się, z drugiej autentyczne kanalie rzucają bezkarnie kanaliami. A po prostu jest tak: kto wyzywa, tak się sam nazywa. Od kanalii wolę kanalarza, bo tym jest Kaczyński. Chodzi kanałami, stroni od ludzi. Chodzi kanałem Krakowskiego Przedmieścia 10. każdego miesiąca.

Znamy jeden akapit z wywiadu prezesa dla „Gazety Polskiej”, który to tygodnik ujrzy czytelnicze światło w środę. I w tym akapicie jest cały prezes. Jego metody polityczne – zastraszania, manipulowania, insynuowania. Jest to w istocie szaleństwo, lecz metodyczne.

Oto taboret Kaczyńskiego, z którego przemówił do Andrzeja Dudy: – „Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę i to bez realnej kontroli”.

Mistrz manipulacji. Powyższy akapit może znaczyć, że jednak jest dogadany z Dudą i trzyma na nim presję, aby wywiązał się z ustaw sądowniczych. Może znaczyć, iż oskarża Dudę o zamach, o przejęcie władzy od Kaczyńskiego, bo nie od Szydło.

To jest manipulacja w stosunku do nas wszystkich, jest krętactwem w stosunku do pisowców. Kaczyński na tym taborecie wszystkim kręci. Krętacz nr 1 jak przystało na Kopernika polskiego autorytaryzmu. Jesień szykuje się gorąca, bo ustawy sądownicze będą uchwalone i to w formie zbliżonej do zawetowanych, Duda się złamie. Przede wszystkim najważniejsza ustawa o sądach powszechnych przecież została podpisana – ona działa.

Na agendę wejdą dwie inne najważniejsze sprawy: dekoncentracja mediów i nowa ordynacja wyborcza. O tym m.in. piszą w „Newsweeku”. Po szczątkach materiału, który jutro ujrzy pełne światło, mniemam, iż autor Michał Krzymowski nie ma za dużo wiedzy na temat. Jakieś dojścia posiada, przecieki dostaje odpowiednio spreparowane i z tego piachu buduje zamki.

Kaczyński jest człowiekiem nieskomplikowanym, płytkim. Przegrał życie, psim swędem w polityce osiągnął sukces, więc chce na koniec swego żywota zbudować jakiś autorytaryzm, niczego innego nie może osiągnąć ze swymi Suskimi. Chwycić naród za twarz. Przecież ten Kopernik zawsze to mówi ze swego taboretu kaczocentrycznego (heliocentryzm PiS). Zawsze.

WITAMY KOLEJNY DZIEŃ W PAŃSTWIE PiS

U ZNÓW KTOŚ TAM UPADŁ NA GŁOWĘ…

Kmicica PiS Rzepeckiego przypiekać będą Kuklinowscy

Młody poseł nie pasuje do feudalnych stosunków w PiS, w którym obowiązuje hasło: „Wszyscy za prezesem, prezes też”.

Chciałoby się mniemać, że młody poseł Łukasz Rzepecki to odwieczna odmiana Jędrka Kmicica. Zbłądził, przejrzał na oczy i odwraca się, aby walczyć z tym, który zagraża porządkowi w Polsce. Kmiciców o intencje nie powinno się pytać, bo nie jesteśmy z parafii tych, którzy wszędzie śledzą resortowe dzieci, choć sami śledzący są bękartami wszelkich resortów.

Lecz chciałoby się zapytać: nie wiedziałeś, kto to zacz ten Kaczyński? Jego immoralizm i chromy intelekt są dostępne w papierze i w sieci internetowej. Nie trzeba szczególnie głęboko sięgać. Jesteśmy jednak z ludzkiej gliny i oczekiwania zakrywają nam wady. Dostajemy w pewnych sprawach bielma, jak Jan Onufry Zagłoba.

Rzepecki nie przysięgał Kaczyńskiemu na żaden krucyfiks, tylko złożył ślubowanie w Sejmie. Przejrzał na oczy przy drobnostce, gdy zagłosował za pozbawieniem immunitetu osobie niegodnej miana reprezentanta – niejakiemu Dominikowi Tarczyńskiemu.

Powstało wielkie halo. Acz Rzepecki dostał swoje piętnaście minut, więc wykorzystuje jak potrafi, bo Kuklinowscy z zapalonymi pochodniami stoją i czekają, aby mu boki podpiekać. Rzecznik PiS Beata Mazurek, skądinąd podobna do filmowego Kuklinowskiego, przypaliła jeden z boków Rzepeckiego: – „Poseł Rzepecki został zawieszony w prawach członka PiS, co jest pierwszym krokiem do wydalenia go z partii”. Rzepecki stworzył sobie szansę, aby uporać się z samym sobą.

W zgodzie ze sobą głosował w komisji sejmowej. Ta harmonia mówi: Kaczyński, skończyłeś 65 lat, zjeżdżaj na emeryturę. Tak jak sędziowie, których relegujesz z zawodu, bo ci nie pasują.
Rzepecki posunął się jeszcze dalej – uważa, że Kaczyński również powinien być usunięty z PiS, bo nie realizuje programu partii. W polityce jednak należy krakać, jak wszyscy, jak prezes nakazał, a w PiS wroną nr 1 jest Kaczyński.

Rzepecki szuka swego Jana Kazimierza, wybór pada z oczywistych względów na Andrzeja Dudę. Czy Duda jest w stanie udźwignąć funkcję prezydenta, który obroni Konstytucję przed Kaczyńskim? Nie! Wiemy dobrze, że prezydent to wyjątkowy słabeusz. Kaczyński przypieka go jak chce, czuć swąd politycznej spalenizny. A z ambicji Dudy zostaną li tylko jakieś skwarki.

Co się stanie z Rzepeckim? Raczej zginie, nikt go nie przygarnie. Szkoda, bo chłopak okazuje się mieć charakter. Nie wiem, jak u niego z oleum w głowie. Nie pasuje do feudalnych stosunków w PiS, w którym obowiązuje hasło: „Wszyscy za prezesem, prezes też”.

Bardzo dobrze rozumie to Beata Szydło, która taki oto dzisiaj złożyła hołd prezesowi na konferencji prasowej w KPRM: – „Gratulując wszystkim Polakom, pragnę przede wszystkim podziękować liderowi naszego środowiska premierowi Kaczyńskiemu za upór oraz determinację, jaką walczył i prowadził obóz dobrej zmiany do zwycięstwa. Dziękuję, że jest on dziś gwarantem stabilności i jedności politycznego zaplecza dla rządu. Dzięki temu rząd może skutecznie reformować Polskę, a robi to po to, żeby ze wzrostu gospodarczego wszyscy korzystali”.

Niżej w poddaństwie upaść nie można, to feudalizm partyjny, z którego uszedł Rzepecki.

ZAŁOŻYMY SIĘ, ŻE DZIŚ PROPAGANDA KURSKIEGO ROZNIESIE W PYŁ PKW? NAZWIE ICH CO NAJMNIEJ ZDRAJCAMI I WROGAMI POLSKI.

Tvn nie chciał sprzedać Tvn24 pisowi i dostał od skarbówki 100 mln kary. Tak sie załatwia wolne media…

To Ważne – Wolność mediów.

CZY MASZ GOTOWĄ PARASOLKĘ?

>>>

Reklamy

GRABIEC MA RACJĘ. ZAKŁAMANIE I NIEUCZCIWOŚĆ. OTO CAŁY PiS.

KOMU BILET, KOMU? BO JADĘ… DO DOMU 🙂

Pawłowicz przegrała proces, który wytoczyła Olejnik

W swoim felietonie w „Gazecie Wyborczej” Monika Olejnik zacytowała Pawłowicz, która w grudniu 2014 r. krzyczała na sali obrad do posłów i ówczesnego marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego: „Ty chamie, stul pysk!” i „Zamknij ryj!”. Przeczytawszy artykuł, Pawłowicz pozwała Olejnik za to o ochronę dóbr osobistych, żądając przeprosin. Twierdziła, że tak nie mówiła, bo takich wypowiedzi nie ma… w stenogramie sejmowym!

Sąd Apelacyjny w Warszawie nie uwierzył posłance PiS i podtrzymał decyzję Sądu Okręgowego, który orzekł, że Olejnik nie ma za co przepraszać Pawłowicz. Na rozprawie w SA odtworzono zapis wideo obrad Sejmu z grudnia 2014 r., gdy poseł Dariusz Joński z SLD chciał przerwy w związku z zachowaniem Pawłowicz i jej „nieparlamentarnymi słowami”. Z kolei Andrzej Rozenek mówił, że Pawłowicz „zamieniła Sejm w bar” i prosił o przerwę, by mogła „wynieść brudne naczynia”. – „Takie zaczepiania nie powinny mieć miejsca” – krzyczała wtedy Pawłowicz, apelując o reakcje prowadzącego obrady Sikorskiego i twierdząc, że w ogóle się nie odzywała.

Zeznając w Sądzie Apelacyjnym, Pawłowicz „szła w zaparte” i próbowała wykpić się ze słów, które wypowiedziała w Sejmie. – „To kłamstwo” – powiedziała i dodała, że Olejnik dopuściła się „bardzo dużego nadużycia dziennikarskiego i nie sprawdziła tego u źródła”, a oparła się na pomówieniach osób, które są jej przeciwnikami. Olejnik odparła, że Pawłowicz nigdy nie chciała z nią rozmawiać, ani przyjąć zaproszenia na wywiad.

Trzyosobowy skład Sądu Apelacyjnego orzekł, że apelacja Pawłowicz nie jest zasadna, a wyrok Sądu Okręgowego odpowiada prawu, choć dopuścił się on pewnych uchybień (np. nie obejrzał zapisu wideo na rozprawie, co naprawił SA). Według SA, takie wypowiedzi, jak posłanki PiS, mogą być negatywnie oceniane w przestrzeni publicznej, stąd wniosek, że nie doszło do naruszenia jej dóbr.

Pawłowicz nie zostanie więc przeproszona (bo przecież nie było za co!), a sąd nakazał jej zwrócenie Olejnik 3,2 tys. zł kosztów procesu.

CZY ZA 500 ZŁOTYCH MIESIĘCZNIE POLACY POZWOLĄ IM KRAŚĆ MILIARDY?

GDZIE JEST KOŚCIÓŁ GDY PAŁUJĄ LUDZI NA KONTRMIESIĘCZNICACH? GDZIE JEST KOŚCIÓŁ, GDY PREZYDENT I PiS ŁAMIĄ KONSTYTUCJĘ? MODLI SIĘ? TO ZA MAŁO

Waldemar Mystkowski pisze o kardynale Nyczu i Andrzeju Saramonowiczu.

Krótka rozmowa między klechą a twórcą

Sąd Najwyższy raczej nie jest Sądem Ostatecznym (SO). Przynajmniej ten ostatni nie interesuje posłów PiS w wymiarze legislacyjnym. Powinien interesować hierarchów Kościoła katolickiego, ale jaki oni mają wpływ na obsadę zwierzchności SO? Żadnego.

Hierarchowie jednak czasami interesują się sprawami doczesnymi. Złośliwi mówią, że tylko doczesnymi. W takim wypadku strofuję: nie każdy jest Tadeuszem Rydzykiem, który robi z dłoni piramidkę, wymieni numer konta w swoich mediach i manna z kieszeni owieczek wpada do jego sakiewki. Ta manna zrobiła go jednym z najbogatszych Polaków, zmieścił się na liście „100” tygodnika „Wprost” i jak wieści niosą: pnie się coraz wyżej po tej drabinie jakubowej, tj. krezusowej.

Zaś kardynał Kazimierz Nycz troska się o los owieczek przed Sądem Ostatecznym, ale też Sądem Najwyższym. Metropolita warszawski w czasie homilii wygłosił, że „nikt nie przypuszczał, że w czasie obchodów jubileuszu Sąd Najwyższy tak bardzo znajdzie się w centrum zainteresowania”.
Mało tego ogłosił: – „Proszę Boga, by nie został zachwiany fundament trójpodziału władzy”. Co na to Bóg? Raczej się nie dowiemy, bo młyny sprawiedliwości niebieskiej mielą powoli, a Kaczyński tymczasem może chwycić nas wszystkich za twarz i orzec, że „mordom zdradzieckim” to się należy.

Do dialogu między kardynałem a Bogiem postanowił wtrącić swoje trzy obole twórca Andrzej Saramonowicz (och, ten Platon miał rację, aby poetów przegnać ze swojego idealnego państwa). Jak to twórca, Saramonowicz z Nyczem przeszedł od razy na ty: „Ty się, Kazik, nie zasłaniaj Bogiem, tylko podwiń rękawy sutanny i się zabierz za rozwalanie tej góry głupoty, nieprawości, pustosłowia i obłudy, którą razem z innymi klechami sypałeś przez ostatnie 27 lat”.

Saramonowicz to nie Bóg, choć ponoć stworzony na obraz i podobieństwo, więc z tego zapośredniczenia ma prawo zwrócić kardynałowi uwagę, aby „bez owijania w kardynalską bawełnę powiedział o niemoralności pisowskiej władzy w Polsce. A jeśli nie, to niech nam głowy nie zawraca”. Trudno, aby kardynał prosił (modlił się) Saramonowicza, lecz ten za friko udzielił mu rady bez modlitwy. Gdyby ów hierarcha i inni posłuchali tej mądrej rady – piszę świadomie: mądrej – to część góry głupoty runęłaby i Kaczyński nawet nie pomyślałby o zaprowadzeniu niemoralnego reżimu.

W taki to sposób porozmawiali sobie klecha i twórca – Kazik i Jędrek.

Niedziela 1.10.2017 19:00 cała Polska. SUWEREN wychodzi na ulice powiedzieć głośne NIE! dla demontażu trójpodziału władzy w PL

>>>

CZYTALIŚCIE JUŻ KSIĄŻKĘ O ANTONIM? :))))

JEST WRESZCIE OKAZJA, ABY ŚWIAT POZNAŁ PREZESA

Tak prowadzona przez PiS polityka bezpieczeństwa może odgrodzić Polskę od Europy i świata.

Na kongresie w Przysusze wystąpił Pan Prezes i zapowiedział kontynuację polityki bezpieczeństwa. Konkretnie zaś zadeklarował, że nie wpuścimy do nas żadnych muzułmańskich uchodźców. Takie mamy prawo moralne i nie zawahamy się go użyć.

Owszem, ofiary wojny w Syrii może i próbują ratować życie, ale nie będą tego robić naszym kosztem. Co nas obchodzą cudze problemy. Mamy dosyć własnych. No, a poza tym to – jak przypomniał wszystkim Pan Prezes – nie myśmy rozpętali konflikty w Afryce i na Bliskim Wschodzie i nie my obiecywaliśmy ich rzeczywistym i rzekomym ofiarom schronienie w Europie. W tej sytuacji mamy moralne prawo powiedzieć przybyszom pukającym do bram Unii nasze stanowcze „nie”. Na antyszambrowanie w korytarzach humanitarnych też nie damy zgody. Wpuścić kogoś na korytarz, a potem wniesie manele i trzeba będzie płacić za eksmisję. Znamy takich. Nie bez powodu na naszych osiedlach korytarze grodzi się solidną kratą zamykaną na kłódkę.

Partia rządząca w ogóle robi bardzo wiele dla zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa. Na przykład już jesienią ubiegłego roku zrezygnowała z zakupu nowoczesnych helikopterów bojowych. Choć rząd naraził się na nienawistne ataki ze strony lobby zbrojeniowego niedoszłego francuskiego kontrahenta, nie ugiął się pod presją i śmigłowców nie kupił, bo wszak sprawdzona doktryna obronna powiada, że najlepszą gwarancją pokoju jest dobrowolne rozbrojenie. Od lat redukuje się na świecie potencjały nuklearne w imię zachowania bezpieczeństwa. Historia, i to całkiem niedawna, uczy, że opieszałość w procesie rozbrojenia można nawet spowodować wojnę, co się zdarzyło w Iraku. Więc na wszelki wypadek najlepiej w ogóle zlikwidować armię, czym od wielu miesięcy wyjątkowo skutecznie zajmuje się aktualny minister obrony. Jeszcze trochę i nikt nam nie zarzuci, że wspierając obce koncerny zbrojeniowe ryzykujemy bezpieczeństwo własnych obywateli. A na bojówki KOD-u i tak wystarczy OT z bejsbolami i policja uzbrojona w paralizatory.

Poza tym cały rząd ciężko pracuje nad tym, żebyśmy w żaden sposób nie ucierpieli od importowanego do Europy terroryzmu islamskiego. A to prawdziwe wyzwanie. Bo nie wystarczy, że nie wpuścimy za próg nawet jednego uchodźcy. Przecież w dobie otwartych granic w Sukiennice albo Wawel rozpędzoną ciężarówką może spokojnie wjechać terrorysta z Niemiec. Kto mu zabroni w czasach Schengen? Ataku na WTC też dokonali „turyści”, podróżujący po Stanach, jak gdyby nigdy nic, zwykłym rejsowym samolotem.

Takim „incydentom” nie sposób zapobiec dopóty, dopóki granice Polski będą otwarte dla każdego, jak wrota stodoły, więc politycy PiS już od niemal dwóch lat ciężko pracują nad ich zamknięciem. Prowokują, obrażają, kompromitują siebie i kraj, jak tylko potrafią najlepiej, a Europa nic na to. Unia jest w tej kwestii wyjątkowo uparta i doprawdy już nie wiadomo, co durnego jeszcze zrobić, by ją do Polski ostatecznie zniechęcić. Nie udało się z Komisją Wenecką. Nie wyszło z Tuskiem. To może w końcu przekona ich nasza nieustępliwa postawa w kwestii uchodźczej i wreszcie będzie można na Odrze i Bugu zamontować karty i zamknąć na kłódkę, jak w blokach na Ursynowie.

Naród, oczywiście, też popiera aktualną politykę bezpieczeństwa, na wszelki wypadek już teraz eliminując z polskich tramwajów, ulic i kościołów „podejrzany element” o ciemniejszej karnacji. Bo przezorności nigdy dosyć. W takiej Finlandii zamieszkała para Somalijczyków i w parę lat potem stanowią oni domagającą się poszanowania ich barbarzyńskich obyczajów, pokaźną mniejszość etniczną, samym swoim istnieniem zagrażającą fińskiej tożsamości i tradycyjnemu sposobowi życia. Że nie jedna para, nie somalijska i wcale nie w Finlandii? I co z tego. Coś takiego zawsze może się zdarzyć naprawdę. I ciekawe, kto wtedy będzie gorzko płakał.

A co do kwestii zagrożonych dotacji unijnych, że niby kasę bierzemy, a uchodźców nie chcemy, to Europa jeszcze długo się nam nie wypłaci za wojnę, Powstanie, Jałtę i inne niegodziwości. Albo takie, na przykład, rozbiory. Koniecznie musimy im też doliczyć do rachunku krzywd wszystkie straty, jakie poniosła nasza kwitnąca gospodarka przez przymusowe zniesienie poddaństwa. Dość przypomnieć, ile pieniędzy kosztowały rezydencje magnackie, które po likwidacji pańszczyzny popadły w ruinę, i żeby je teraz oddać prawowitym właścicielom trzeba w nich było porobić remonty kapitalne z budżetu. Bo wstyd oddawać zdewastowane… Tak więc – kasa i tak się nam należy za stulecia krzywd, jakich doznaliśmy jako Naród od naszych sąsiadów, kiedy oni czerpali zyski z kolonii na Madagaskarze (a, nie, na Madagaskar to my chcieliśmy wysłać Żydów z Drugiej Rzeczypospolitej, co jednak nie ma w tych rachunkach nic do rzeczy).

Mamy więc teraz moralne prawo żądać od Unii, Ameryki, Rosji i wszystkich świętych bezpieczeństwa i pieniędzy. Twardo upomnimy się o to także u prezydenta USA, który w najbliższych dniach odwiedzi Warszawę, by potwierdzić solidarność z Polską i zrozumienie dla naszych słusznych roszczeń. Pewnie – na to liczymy – zadeklaruje także dalszą chęć obrony naszych interesów.

Chociaż jednak ten konkretny prezydent raczej nie zrobi tego bezinteresownie, bo wszyscy oni, tam na Zachodzie, za nic mają zwykłą ludzką solidarność. Tylko kasa się dla nich liczy. Donald Trump już w kampanii zapowiadał, że Ameryka pomoże tylko tym, którzy za to solidnie zapłacą. I teraz pewnie zamiast o pokoju na świecie, będzie mówił o inwestycjach w obronność, przy okazji próbując nam wcisnąć trochę przestarzałych Boeingów bez offsetu. No, ale za to publicznie nazwie Polskę przyjaciółką Ameryki i poklepie po ramieniu Prezydenta Niektórych Polaków. Chociaż o wizach raczej nic nie wspomni. Bo przecież Ameryka ma prawo decydować, kto przekracza jej granice. Budują nawet mur (znaczy – mieli budować) na granicy z Meksykiem.

My zaś, jak już Unia zrewiduje prawo do swobodnego przekraczania jej wewnętrznych granic, też oddzielimy się od wszystkich zagrożeń solidną barykadą. A jak już pojedziemy za granicę, to tylko do specjalnych „polskich” stref z naszą obsługą, schabowym, Zenkiem Martyniukiem i „Kocham cię Polsko” w tv. W końcu to chyba normalne, że się trzeba zabezpieczyć. Robimy to zresztą od dawna, w związku z czym okazaliśmy się najbardziej przezornym ze wszystkich narodów. Bo grodzimy się już od całych dekad, tymczasem uchodźcy to stosunkowo nowa sprawa. Nie ma nad Wisłą miasta, gdzie nie byłoby chociaż jednego osiedla ze szlabanem. Większej ulicy bez monitoringu na każdym rogu. Samochodu bez kamery za szybą. Agencji ochroniarskich to mamy chyba najwięcej w Europie. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to już w tej chwili jesteśmy- zdaje się – światowym liderem.

Nasi ważni politycy też nie ruszają się nigdzie, także do Sejmu, bez ochrony, a minister obrony to nawet przez ulicę nie przejdzie inaczej, niż w licznej asyście, chociaż dokoła sami Polacy. Tymczasem taki Donald Tusk chodzi po Brukseli bez obstawy, jakby nie wiedział, że nieopodal Tusk Tower jest islamskie getto, a wokół pełno nie tylko chodzących wolno Belgów, ale też niedokładnie zidentyfikowanych imigrantów muzułmańskich. Że też się nie boi i to nie tylko o życie, ale zwłaszcza o swoje wartości, wiarę i tożsamość…
Cóż, niektórzy po prostu lekceważą zagrożenia i nie dbają o bezpieczeństwo swoje, bliskich i Narodu. No, ale potem, jak się już wynarodowią, albo nawet zmuzułmanią, będą mogli mieć pretensje wyłącznie do siebie.

My tam twardo stawiamy na obronę terytorialną, jednocześnie redukując (dla bezpieczeństwa) potencjał bojowy armii, inwestujemy w służby, piszemy ustawy o powszechnej inwigilacji i śmiało idziemy na zwarcie z Brukselą w kwestii uchodźców, bo może w ten sposób uda się ograniczyć unijną swobodę podróżowania i otoczyć większą ochroną nasze granice.

Wtedy sprawimy sobie jeszcze więcej krat, ochroniarzy, podsłuchów i kamer. Bo wszak największym zagrożeniem dla prawdziwych Polaków są nie-Polacy (albo pseudo-Polacy), czyli ci, którym się nie podoba polityka bezpieczeństwa aktualnego rządu.

KTO Z WAS JESZCZE DZIĘKUJE, ŻE NIE SPOTYKA KOLUMNY SZYDŁO NA DRODZE? 🙂

Za: dziennik.pl

Zarzut przeszkadzania w przebiegu niezakazanego zgromadzenia odczytała we wtorek policja opozycjoniście z czasów PRL Władysławowi Frasyniukowi. Sprawa dotyczy zajść podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej 10 czerwca na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

We wtorek Frasyniuk wraz ze swoim obrońcą mec. Piotrem Schrammem stawili się w komisariacie w podwrocławskiej Długołęce. Przed komisariatem zgromadziło się kilkadziesiąt osób wspierających Frasyniuka – m.in. działacze Komitetu Obrony Demokracji i organizacji Obywatele RP.

Władysławowi Frasyniukowi został odczytany zarzut dotyczący art. 52 Kodeksu wykroczeń, czyli przepisu, który został sformułowany w związku nowymi regulacjami dotyczącymi cyklicznych wydarzeń – poinformował mecenas. Według tego przepisu, wykroczenie popełnia ten, kto „przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia”

Mecenas dodał, że sprawa jest prowadzona przez warszawską komendę policji, a w Długołęce (ze względu na miejsce zamieszkania) Frasyniuk został tylko przesłuchany. – Warszawska komenda podejmie decyzję, czy zostanie sporządzony wniosek do sądu o ukaranie pana Frasyniuka – powiedział.

Frasyniuk nie przyznał się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu kara ograniczenia wolności lub grzywny.

Mec. Schramm powiedział, że jeżeli warszawska komenda zdecyduje o skierowaniu wniosku o ukaranie Frasyniuka, to on skieruje pytanie prawne do Sądu Najwyższego. – Pytanie o zakres tego, jak rozwiązywać konflikt wartości między art. 52 Kodeksu wykroczeń, który mówi o tym, że się przeszkadza legalnej manifestacji, a art. 57 Konstytucji RP, który mówi o tym, że człowiek ma prawo do tego, by manifestować nawet wtedy, gdy władza jest legalnie wybrana. (…) Obywatel ma prawo wyrażać sprzeciw wobec władzy legalnie wybranej, korzystając ze swojego uprawnienia wynikającego z art. 57 Konstytucji RP – mówił pełnomocnik Frasyniuka.

Frasyniuk zapowiedział, że będzie uczestniczył w kolejnej manifestacji z okazji obchodów miesięcznicy smoleńskiej. – Spotykamy się – wszyscy wolni obywatele – 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu w obronie uniwersalnych, europejskich wartości, ale także tych wartości, które są zapisane w Konstytucji RP. Nie ma cienia wątpliwości, że mamy pełne prawo, wynikające z konstytucji, manifestować swój sprzeciw wobec pozbawiania nas prawa do sprzeciwu wobec władzy. Mamy prawo do sprzeciwu wobec dewastowania państwa prawa – mówił Frasyniuk. Dodał, że jest „jednym z obywateli i zawsze będzie stał po stronie obywateli”.

 

Czy ktoś z Was ma jeszcze wątpliwości, dlaczego PiS rządzi w Polsce? 😂😂😂

Waldemar Mystkowski pisze o „zachowaniach” Szyszko.

Szyszkę będą popierać solidarnie córki leśniczego i synowie

Jan Szyszko załatwia posady różnym córkom leśniczego, więc oczekuje, że córki leśniczego, tudzież synowie, a nawet ojcowie owego drobiazgu odwdzięczą się i załatwią ministrowi poparcie.

Taka solidarność wśród sympatyków PiS jest wymagana i dostarczana autobusami. Adam Wajrak pisze o tym, jak córki i synowie leśniczych organizują poparcie w Krakowie, gdzie odbywa się Konferencja UNESCO. W najbliższy czwartek UNESCO zajmie się sytuacją w Puszczy Białowieskiej.

Więc solidarny z córkami leśników Jan Szyszko załatwił sobie ich poparcie. Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie Jan Kosiorowski organizuje 4 lipca o godzinie 16-tej przed Krakowskim Centrum Kongresowym, w którym rozpoczyna się sesja UNESCO, protest przeciwko wprowadzeniu pod obrady Konferencji sytuacji w Puszczy Białowieskiej.

I tak – 12 Nadleśnictw RDLP ma wysłać na protest 50 osób – pracowników z rodzinami – a cztery Nadleśnictwa (Gorlice, Nawojowa, Niepołomice, Krzeszowice) po 100 osób. Ważna informacja dla protestujących córek i synów popierających Szyszkę – dojazd do Krakowa, transparenty itp. sfinansują nadleśnictwa. I najważniejsza informacja, obligująca leśników: pracownicy Lasów Państwowych mają wystąpić po cywilnemu.

Wajrak tę informacje czerpie z ulotki, którą przeszwarcował mu jakiś leśnik. Opatruje jednym zdaniem komentarza: jednak leśnicy wstydzą się munduru. To tak, jakby Macierewicz wysłał wojsko na wojnę po cywilnemu.

A co do zwożenia autobusami poparcia to powszechna praktyka w PiS. Przecież każdy poseł i senator partii ma zwieźć Kaczyńskiemu w tym samym czasie po 50 cywilów (a nie w mundurach PiS, acz nie wiem, jak wygląda ichni mundur) na poparcie Donalda Trumpa na plac Krasińskich, gdy będzie przemawiał.

Jedni popierają, drudzy się sprzeciwiają. Ale to te same złogi – ostatnio ulubione słówko Jarosława Kaczyński. Złogi komusze.

Nasze początki.

FOTO-KRAJ

>>>

CZY POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ? ELIZA – JESTEŚMY TWOIMI FANAMI.

ŻAKOWSKI WYJAŚNIŁ NAJLEPIEJ

Do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji

Prof. Wojciech Sadurski w rozmowie z „Newsweekiem” na pytanie o to, co łączy i w czym tkwi siła prezesa PiS oraz prezydenta USA Donalda Trumpa, odpowiedział jednym słowem – nienawiść! – „Obaj budują swoją pozycję na emocjach negatywnych, które w polityce są silniejsze niż pozytywne. Obaj mogą sobie na to pozwolić, bo wiedzą, że nienawiść do politycznych oponentów jest wśród ich wyborców silniejsza niż niechęć ze strony reszty”.

Zapytany o to, z czego ta nienawiść wynika prawnik i politolog ocenił, że „Trumpa wybrała biała klasa pracująca, która na zdrowy rozum nie miała żadnego powodu, aby popierać finansowego oligarchę niereprezentującego jej interesów”. A co stało się w Polsce? Zdaniem Sadurskiego, doszło do „rozczarowania liberalizmem wciąż bardzo młodym i słabo zakorzenionym. Doszło do rozczarowania społeczeństwa kosztami demokracji, wolnością słowa, i zgromadzeń, pozwalającą na manifestacje ludzi nielubianych, uprawnieniami w procesie sądowym, chroniącymi także oskarżonych, nie tylko ofiary” – dodał politolog.

Zdaniem Sadurskiego, obecnie „do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji”, a demokratyczna większość dała im do tego mandat. – „Nie mamy wykształcenia, ale z tego powodu nie czujemy się gorsi, za nami są tłumy”. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu. – „Wiem, że to wartościujące i aroganckie słowo, używam go niechętnie, ale, niestety, w sposób najbliższy prawdy opisuje rzeczywistość” – stwierdził prawnik w rozmowie z tygodnikiem. Do Kaczyńskiego największą pretensję profesor ma o to, że – jak to sformułował – „z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”.

DWA ZDJĘCIA, KTÓRE O PAŃSTWIE PiS MÓWIĄ WIĘCEJ NIŻ TYSIĄC SŁÓW

Działaczka Obywateli RP napadnięta za odmowę przyjęcia odznaczenia od Dudy

Kinga Kamińska – opozycjonistka z czasów PRL i działaczka Obywateli RP – w listopadzie 2015 r. została odznaczona przez Andrzeja Dudę Krzyżem Wolności i Solidarności. W 2017 r. Kamińska je oddała. Zapowiedziała też, że nie przyjmie Krzyża Wolności i Solidarności w imieniu swojej matki, która walczyła w Powstaniu Warszawskim.

We wtorek napadnięto ją w Warszawie. Kamińska uważa, że właśnie za tę odmowę. Całą sytuację opisała na Facebooku. – „Schodziłam dziś po południu do metra spiesząc się pod komisariat na Dzielnej, na przesłuchanie Ewy Siedleckiej. Po schodach schodzę raczej powoli i ostrożnie, patrząc pod nogi. Jak to inwalidka. No bo dwie kule i orteza. Powyżej, oparci o murek ograniczający schody, stali czterej młodzi” – napisała Kamińska. – „Może było ich pięciu. Usłyszałam nad głową: to ta? ta!”Kiedy to powiedzieli, odruchowo podniosłam głowę i spojrzałam. I załapałam się na prysznic w pysk – dobrze, że mam okulary. I dobrze, że to było tylko piwo. I jeszcze bardziej dobrze, że nie dostałam tego piwa w butelce” – opowiada.

W 2013 r. Bronisław Komorowski odznaczył Kingę Kamińską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”.

WYOBRAŻACIE SOBIE COŚ TAKIEGO??? FRASYNIUK JUŻ DOŚWIADCZYŁ PAŃSTWA PiS. TERAZ POLICJA MĘCZY GO WEZWANIAMI NA PRZESŁUCHANIA. Kolej na Wałęsę!

JAK WAM SIĘ PODOBA NAZWA?

Waldemar Mystkowski pisze o córce leśniczego.

Córka leśniczego – konspiracja Szyszki

Naród już zapomniał o „córce leśniczego”, w imieniu której minister środowiska Jan Szyszko wręczył kopertę ministrowi Błaszczakowi przed posiedzeniem rządu. Ten ostatni konspiracyjnie rozglądnął się wokół, dostrzegł kamerę Polsatu, zgłupiał, bo zostali delikwenci przyłapani na gorącym uczynku, ale kopertę Błaszczak wziął.

Później Beata Szydło nazwała to „wypadkiem przy pracy”. Wszystko się zgadza – „wypadek” z powodu obecności kamery. Błaszczak jakoby oddał Szyszce list córki leśniczego. Ale o tym wypadku jednak naród chciałby coś więcej wiedzieć, kto jest córką leśniczego i jaki miała wypadek, który zdarzył się 13 czerwca.

Ministerstwo Środowiska właśnie poinformowało, że nie udzieli w ustawowym terminie odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej dokumentów córki leśniczego. Ministerstwo znalazło wybieg, na który się powołuje. „Ze względu na konieczność dokonania analizy sprawy, na podstawie art. 13 ust 2 wyżej cytowanej ustaw, termin udzielenia odpowiedzi zostaje przedłużony do dnia 14 lipca”. Wielce zakonspirowana ta córka leśniczego.

Minie wówczas miesiąc, gdy Szyszko dawał Błaszczakowi kopertę ze słowami: „To jest taka córka leśniczego. Proszę pana, ona prosiła, żebym panu to przekazał. Niech pan to przeczyta, dobrze?”.

Szyszko „taką” proszącą córkę znał. Jaka to konieczność dokonania analizy stoi na przeszkodzie, hę? Aż miesiąc potrzeba na odczytanie imienia i nazwiska pod listem? A może jest ono tak kompromitujące, iż szuka się innej córki leśniczego? Czy Szyszko urządza casting na jakąkolwiek córkę? Szyszko ostatecznie może powiedzieć, że się pomylił, bo to była np. córka myśliwego, córka rzeźnika, etc. A może nawet córka Schetyny.

Koperta wszak też może zaginąć, bo to był „wypadek przy pracy”. Szydło miała wypadek w Oświęcimiu i dziwnym trafem zepsuł się tachometr w limuzynie, w której jechała. Do dzisiaj nie wiemy, z jaką prędkością nastąpił „wypadek przy pracy”.

PiS to partia powypadkowa, katastrofalna, a jej największym „osiągnieciem” jest katastrofa smoleńska.

ŚREDNIOWIECZNE POGLĄDY NASZYCH ŚWIATŁYCH MĘDRCÓW Z PiS MOGĄ WKRÓTCE DOPROWADZIĆ DO WZNOWIENIA WYPRAW KRZYŻOWYCH.

>>>

Pani rzecznik , do przemyślenia.

Magdalena Środa pisze o Polsce jako przeistaczającej się w panstwo wyznaniowe.

Dzień delfina, czyli o monarchii kościelnej w Polsce

Jesteśmy świadkami albo narodzin jakiejś nowej religii, albo nowej wersji państwowego ustroju i zupełnie oryginalnej formy sprawowania rządów.

W poniedziałek – a więc normalny dzień pracy – większość członków rządu, dostojnicy partyjni i partię gorliwie wspierający, pojechali do Częstochowy wysłuchać mowy księdza delfina – syna pani premier Szydło. Lista uczestników tej uroczystości poniżej.

Rząd zawiesił rządzenie albo właśnie nadał mu nową formę. Pytanie o to, czy jego członkowie i członkinie wzięli na ten czas urlop, czy poszli na zwolnienie czy czas modlitwy i święta rodzinnego odliczyli sobie od wynagrodzenia, nie ma sensu. Konstytucja wraz z jej artykułem dotyczącym neutralności światopoglądowej państwa – też nie ma sensu. Ale to nie autorytaryzm nami rządzi, lecz jedyna na świecie monarchia kościelna. Bo trudno tu nawet mówić o fundamentalizmie religijnym, raczej o sekcie; fundamentalizm potrzebuje jakiejś uznanej religii, a to czemu hołduje polski rząd i Kościół z religią, w każdym razie chrześcijańską, ma niewiele wspólnego.

Być może to będzie jakaś religia nowa, nasza polska, prawdziwa, co to z tej sekty się wykluje. Na razie mamy do czynienia z przedziwnym układem partyjno-kościelno-rodzinnym. Bo oto ksiądz delfin, syn premier (a więc i symboliczny następca tronu), pojechał do miejsca narodzin Matki Boskiej Polskiej, bo przecież w Częstochowie, gdzie zbierają się narodowcy i kibole nikt nie wierzy, że Matka Boska była Żydówką i urodziła się, gdzieś poza bijącym sercem narodu, czyli u stóp Czarnej Madonny (tylko dlaczego czarnej? Może zresztą nie jest już czarna?) – otóż ksiądz delfin w otoczeniu rodziny, rządu i dostojników partyjnych odprawił mszę.

Nie wiem, czy była w niej mowa o Bogu, bo właściwie skoro wśród wiernych był i prezes, i sam ojciec Rydzyk, to chyba Bóg nikomu nie był potrzebny. Nie kpię. Jesteśmy naprawdę świadkami albo narodzin jakiejś nowej religii, albo nowej wersji państwowego ustroju i zupełnie oryginalnej formy sprawowania rządów. Nie wiem, jak wielu księży w rodzinie mają nasi kościelno-polityczni dostojnicy, ale jestem pewna, że niemało (jest to zresztą zachęta dla następnych), i że zapewne zwyczaj odbywania posiedzeń rządowych oraz partyjnych w bezpośrednim towarzystwie osób wyświęconych, w tym ojca Rydzyka i ks. Tymoteusza, stanie się politycznym rytuałem.

Sfera politycznego sacrum w Polsce bardzo się powiększa, tak jakby zwykły kościół był niezbyt godny goszczenia tak wielkich dostojników jak prezes Kaczyński czy Beata Kempa. A może modlitwy na Krakowskim Przedmieściu, w Katedrze, Świątyni Opatrzności czy w pałacach Rydzyka już się przejadły? Trzeba dalej, więcej, bardziej religijnie. Trzeba umacniać partię, układ, rodzinę i kościół. Polski kościół: rydzykowo-szydłowy.

Pytanie tylko, co z tego będą mieli obywatele? Ano nową wiarę wzmocnioną o partyjne przesłania i cele, starą partię wzmocnioną o treści eschatologiczne i układy rodzinne, przewoźnego ojca Rydzyka oraz ks. Tymoteusza wzmocnionego o prezesa i Edwarda (męża premier), wreszcie prezesa wzmocnionego o Polską Matkę Boską i nadzieję, że i tak wszystko rozstrzygnie się w niebiosach, czyli na Nowogrodzkiej.

Magdalena Środa

PS. A oto lista osób uczestniczących w mszy prymicyjnej ks.Tymoteusza Szydło: Beata Szydło z małżonkiem Edwardem, Agata Kornhauser-Duda, Jarosław Kaczyński, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałkowie Sejmu: Joachim Brudziński i Ryszard Terlecki, szef MSWiA Mariusz Błaszczak, a także ministrowie: rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska; środowiska Jan Szyszko; edukacji Anna Zalewska oraz sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Była też szefowa kancelarii premiera Beata Kempa oraz szefowa gabinetu politycznego premier Elżbieta Witek. Mszę koncelebrował m.in. dyrektor Radia Maryja Tadeusz Rydzyk.

🙂

Waldemar Mystkowski pisze o nieszczęśliwej Mazurek.

Rzeczniczka PiS Mazurek debiutuje w „Washington Post”

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek ma za sobą trudny debiut na łamach „Washington Post”. Portalowe wydanie jednego z najbardziej wpływowych dzienników na globie cytuje jej wypowiedź już w tytule, iż Mazurek „rozumie emocje”, które doprowadziły młodych faszystów do pobicia jednego z członków KOD w Radomiu.

Świat widzi, iż PiS chroni faszystów w Polsce. Należy sobie zadać pytanie – dlaczego? Mariusz Błaszczak po dwóch dniach odezwał się w sprawie brutalnego pobicia w Radomiu. Twierdził, że policja jednak była w Radomiu, ale było jej za mało.

Musiała to być jakaś policja niewidzialna, bo nikt jej nie zobaczył na oczy. Może Błaszczak myśli, że policja ma jego właściwości odkryte przez Marka Migalskiego jakiś czas temu. Można potknąć się o Błaszczaka, bo go nie widać. Taki to Nikt.

Policja ma chronić poprzez obecność, a jej ewidentnie nie było. Błaszczak uzasadniał pobicie w Radomiu podczas pokojowej manifestacji upamiętniającej Czerwiec 1976 roku bilokacją „opozycji totalnej”. Tak! Bo opozycja szczuje… na organizatorów miesięcznic smoleńskich.

Błaszczak i Mazurek nie mówią o problemie, ale wyrzucają z siebie wykute na blachę komunikaty PiS. Nie tylko to zdarzenie, także inne wskazują, iż brak policji podczas manifestacji społeczeństwa obywatelskiego, przyzwolenie na działalność faszyzujących organizacji, to celowe działanie.

PiS posługuje się ekstremistycznymi organizacjami prawicowymi, jak ONR i Młodzież Wszechpolska. Wycofuje policję, jak w Radomiu, aby doszło do starć. Prędzej, czy później zaowocuje to zdecydowanie czymś groźniejszym. PiS hoduje swój Berkut.

NIE TYLKO NARODOWCÓW Z RADOMIA

Koleżance COŚ tam COŚ tam trzeba pomóc.

>>>

ZA CHWILĘ PEWNIE POWIE, ŻE RADOM BYŁ LEPIEJ ZABEZPIECZONY NIŻ WOODSTOCK

Wg Błaszczaka, to że bandyci z Młodzieży Wszechpolskiej pobili człowieka, to wina opozycji.

Na koduj24.pl  Andrzej Karmiński pisze o izolowaniu Polski. PiS wstaje z kolan, wywracając klęcznik z takim rumorem, że wszyscy wokół kręcą głowami z politowaniem.

Po 16 latach dobrych kontaktów, wzmacniających nasza pozycję w Europie, solidny Trójkąt Weimarski przypomina dziś bezużyteczną ekierkę z pękniętym krótszym bokiem. Kiedy również 16 lat temu Lech Wałęsa, Václav Havel oraz József Antall spotkali się na zamku w Wyszehradzie, przez myśl im nie przeszło, że pierwotny Trójkąt, a po podziale Czechosłowacji – Grupa Wyszehradzka, może być rozsadzana od środka przez kraj, któremu najbardziej powinno zależeć na zwartości i sile przebicia krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Kiedy 1 maja 2004 Polska została członkiem Unii Europejskiej, nikomu nie wpadło do głowy, że kraj, który z takim trudem wypełnił kryteria kopenhaskie i żmudnie zabiegał o akceptację wszystkich dotychczasowych członków wspólnoty, nagle wypnie się na nich i na artykuł 49 Traktatu o Unii Europejskiej, który ustanawia obowiązek szanowania i wspierania sprecyzowanych w artykule 2 wartości UE. Nikt w Europie nie przypuszczał, że w Polsce, gdzie przez kilkanaście lat ludzie ciężko pracowali na opinię lidera europejskich przemian i gospodarczego sukcesu, pojawi się facet, który zdemoluje instytucje demokratyczne we własnym kraju, złamie zobowiązania międzynarodowe, opluje niemal wszystkich sąsiadów i będzie pouczał cywilizowane kraje Europy, czym jest demokracja i prawo.

Unijni partnerzy i obserwatorzy polskiej polityki zagranicznej widzą potęgujący się chaos. Bezładne działania, nieprzemyślane decyzje, niespójne oświadczenia, obsadzanie nieudaczników w roli dyplomatów, niezrozumiałą narrację o historycznych krzywdach, wstawaniu z kolan i o naszych słusznych prawach bez towarzyszącym im obowiązków – taką specjalność oferujemy zdumionemu światu: ciężkostrawny bigos doprawiony solidną garścią nacjonalizmu. Polska, Polacy, Polski, Naród, Ojczyzna, Macierz, Suweren… nawet śpiewających w tym chórze nie da się przekonać, że obecna polityka zagraniczna jest korzystna dla Polski. Nawet kompletnie zindoktrynowani propagandą sączoną z mediów publicznych potrafią przewidzieć, że wodzowskie zapędy i odgrzana przez PiS mocarstwowa idea Trójmorza muszą zrazić wyszehradzkich partnerów, że Czesi i Słowacy wybiorą raczej ściślejszą integrację z Unią, niż wojnę z nią, w dodatku pod biało-czerwonym sztandarem. Średnio zdolny uczeń gimnazjum w ruinie domyśla się, że jedyny sojusznik Orban nie będzie umierał za Polskę, bo ten kandydat na despotę tylko sprawdza, jak daleko może się posunąć, ale w razie czego będzie głosował jak inni. O co więc chodzi cherlawemu słoniowi miotającemu się w składzie porcelany?

Komentatorzy szukają przyczyn samobójczej polityki międzynarodowej w mętnych obszarach jaźni Jarosława Kaczyńskiego, który – tak jak nie zna się na gospodarce i ekonomii – nie ma pojęcia o sprawach współczesnego świata. Boi się nowych idei, myśli i poglądów, które zagrażają jego znanej, poukładanej i bezpiecznej wizji świata z ubiegłego wieku. A wiadomo, że kiedy Kaczyński się boi, to walczy. I zgodnie ze swoją naturą będzie się bił z Europą każdą bronią, na śmierć i życie – do ostatniego członka PiS i do ostatniego wyborcy. Dlatego flaga unijna to szmata. Dlatego przywódcy Unii to lewactwo. Polska racja stanu polega dziś na tym, że my bierzemy od Unii pieniądze, a w zamian Unia nie wtrąca się, otwiera przed Polakami granice, daje im dobrą pracę i płaci zasiłki.

W opinii Kaczyńskiego Angela Merkel wywodząca się z terenu NRD to „imperialistka o mocarstwowych ambicjach”, której wybór na kanclerza „nie był wynikiem czystego zbiegu okoliczności”, a jakby ktoś spytał, o co chodzi, to „już ona wie, co chciałem przez to powiedzieć”. Emmanuel Macron obraził polskie władze i nie wytłumaczył się z tego naszej premier tak, jak zażądał minister Waszczykowski. Ten nieopierzony prezydent myśli, że jak Polacy dali Francuzom widelec, a cesarz Francuzów dał nam przykład, jak zwyciężać mamy, to jesteśmy kwita. Akurat! A kto nas zdradził w Jałcie? Macron uważa, że jak płaci, to ma prawo wymagać – na przykład, żebyśmy tak jak oni przyjmowali uchodźców. A takiego! Nie będą nam bankierzy dyktować, co mamy robić. Cała ta stara Europa to banda egoistów, czyli takich facetów, którzy bardziej dbają o siebie, niż o nas…

Nowy pierwszy sort dyplomatów, którzy zastąpili profesjonalistów z poprzedniej ekipy, ma obowiązek głosić, że Europa nie ma pojęcia o sytuacji w Polsce oraz że demokracja ma się u nas świetnie. Właściwie dopiero od 2015 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość, demokracja naprawdę rozkwitła. Ma tego dowodzić wiele argumentów. Tyle, że wszystkie na NIE. W Polsce jest demokracja, bo jeszcze nie wsadza się przeciwników politycznych do więzienia, nie strzela do demonstrantów i nie podsuwa sędziom w czasie rozpraw gotowych wyroków do odczytania. Nowi dyplomaci jak ognia unikają natomiast pytań o nasze cechy właściwe państwom demokratycznym. Głosząc przewagę polskiej demokracji nad rachitycznym, gasnącym, chorym ustrojem Europy, minister Waszczykowski miota się, wygraża, rzuca groźne spojrzenia, powarkuje i robi takie miny, że byłoby lepiej, gdyby za granicą nosił twarz w pokrowcu.

Polska odzyskuje godność. PiS wstaje z kolan, wywracając klęcznik z takim rumorem, że wszyscy wokół kręcą głowami z politowaniem, pukają się w czoła i na wszelki wypadek wycofują w rejony, gdzie dominuje normalność, pozostawiając Polskę poza zasięgiem jej głosu. Nasza klasa polityczna uzyskuje należne jej miejsce – w oślej ławce. A nasz kraj stawiany jest za karę w ciemnym kącie Europy. Na własne życzenie. Da się to zrozumieć? Ja nie potrafię. Nie pojmuję nawet powszechnej wśród komentatorów tezy, że Kaczyński walczy z Europą, bo jej nie rozumie. Ja nie rozumiem, jak działa komputer, a jednak z niego korzystam.

Andrzej Karmiński

P.S. Sejmowa większość odrzuciła ze wstrętem przygotowany przez Nowoczesną projekt ustawy o mowie nienawiści. Ja się PiS-owi nie dziwię. Gdyby przyjęli tę ustawę mielibyśmy drugi w historii Sejm Niemy. Pierwszy przyniósł 15-letni okres spokoju wewnętrznego i odbudowy gospodarki.

BŁASZCZAK:to opozycja szczuje i prowokuje. TO LEŻĄCY NA ZIEMI KODowiec ATAKOWAŁ KOPIĄCYCH GO, POKOJOWO NASTAWIONYCH NARODOWCÓW

W GŁOWIE SIĘ NIE MIEŚCI NA CO OFICJALNIE POZWALA NASZA WŁADZA… „ABY NIE PROWOKOWAĆ”

Krzysztof Łoziński: KOD zrobi wszystko, co trzeba, by zatrzymać w Polsce podłą zmianę.

Waldemar Mystkowski pisze o obronie Rydzyka przez PiS.

Jarosław Kaczyński sięgnął po historię swojego heroizmu w czasie PRL-u, a zwłaszcza na początku stanu wojennego – kiedy to prokuratorem był jego kolega partyjny Stanisław Piotrowicz – i sygnował swoim imieniem i nazwiskiem petycję do papieża Franciszka, która stoi w obronie dzieł (mediów) o. Tadeusza Rydzyka.

Zaiste jest to szczególna odwaga, bo przecież możemy sobie wyobrazić, że najsłynniejszy na globie redemptorysta obraża żonę prezesa, jak niegdyś Marię Kaczyńską (żonę Lecha K.), zwąc ją „czarownicą”. Jarosław nie ma żony, ale gdyby miał, musiałby się liczyć, iż podczas działania dzieł Rydzyka (a jest nim jego szkoła medialna) naraża swoją połowicę na obrazę („ty, taka-siaka”).

Czyż to nie jest heroizm? Jest! Kaczyński także wykazuje się heroizmem w obronie Rydzyka z innego powodu, bo z kasy państwowej dzieła redemptorysty dostały tylko 30 mln zł w czasie rządów PiS (coś koło tego, jeżeli się mylę, proszę mnie poprawić). Znaczy się, że za mało.

Można mniemać, iż szykuje się jakaś nowa kasa dla dzieł Rydzyka, gdyż poszkodowanemu należy się rekompensata. W liście do papieża w obronie Radia Maryja i o. Rydzyka – obrońcy piszą – „ze smutkiem, niestety, informujemy Waszą Świątobliwość, że w naszej Ojczyźnie wolność katolickich mediów jest bardzo poważnie zagrożona. To zagrożenie wynika z działań totalnej opozycji”. I tak dalej.

Pod listem oprócz prezesa podpisał się cały niemal rząd (jeszcze nie parafowała go Beata Szydło): Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Elżbieta Rafalska, a także szefowie resortów infrastruktury, energii, rolnictwa. Jest też podpis Ryszarda Terleckiego, przewodniczącego klubu parlamentarnego PiS. Autorzy listu jeszcze nie dotarli do Andrzeja Dudy, ale bez obawy, ten podpisuje wszystko jak leci.

Najprawdopodobniej list został wymyślony przez Annę Sobecką, bo jej nazwisko otwiera (na razie widnieje na niej 67 nazwisk parlamentarzystów PiS) listę zatytułowaną „Z synowskim oddaniem”. Wiem, że czytelnicy mogą się zastanawiać: jak totalna opozycja może zagrażać dziełom o. Rydzyka?

Zaiste możemy nie wszystko wiedzieć. Może to Grzegorz Schetyna ze swoją czarownicą (tj. żoną) trzyma kasę państwa i nie dając z niej grosza Rydzykowi, represjonuje go. Co po takim liście do papieża może się stać?

Tylko odpowiedź. Albowiem inaczej być nie może i Franciszek np. odpowie: „Jego Wysokość Totalna Opozycjo – Grzegorzu Dyndała, tj. Schetyna – oddaj kasę ubogiemu Rydzykowi, bo jest tylko na 83. pozycji listy najbogatszych Polaków, powinien być wyżej ze swoimi dziełami. Z indiańskim oddaniem Howgh”.

Kownacki: policji nie było w Radomiu, aby nie prowokowała narodowców… NIE SPODZIEWALIŚMY SIĘ TAK POKRĘTNEGO TŁUMACZENIA

>>>

ZŁO MA WIELE OBLICZY

Pogratulować

Zdegradowane państwo PiS.

Stanisław Brejdygant, ur. w 1936 r., aktor, reżyser, scenarzysta, pisarz i dramaturg – w liście otwartym do Dudy.

Szanowny Panie Prezydencie,

postanowiłem przedstawić Panu kilka myśli nurtujących, jak sądzę, nie tylko mnie, ale także z pewnością co najmniej kilka milionów Polek i Polaków.

Zacznę od pytania, na które pewnie nie dostanę odpowiedzi. Dlaczego oto zły los sprawił, że zostaliśmy najboleśniej upokorzeni faktem, iż Pierwszy Obywatel, Głowa Państwa Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, tak bardzo nie dorósł do stanowiska, jakim historia go obdarzyła? Dlaczego okazał się tym, kim się okazał, zaprzeczeniem tego, kim być powinien?

A kim być powinien, to przecież wie chyba nawet obywatel z podstawowym wykształceniem. Otóż winien być autorytetem moralnym, spoiwem wszystkich obywateli, także tych posiadających skrajnie odmienne poglądy. No i przede wszystkim, nade wszystko, winien być strażnikiem Konstytucji, winien za żadne skarby i pod żadnym pozorem nie dopuścić do jej zignorowania czy złamania, winien jej strzec jak źrenicy oka.

Tymczasem Pan, choć przysięgę składał Pan na Konstytucję, w ciągu kilkudziesięciu miesięcy swego urzędowania sprzeniewierzył się tej Konstytucji wielokrotnie. A jak Pan spełnia się w roli autorytetu moralnego? Co Pan czyni, by łagodzić konflikty i budować harmonię? Jak Pan te konflikty łagodzi i jak dba Pan o zgodę w narodzie? Owszem, raz zdobył się Pan na jedno zdanie brzmiące koncyliacyjnie. Powtórzę: jedyny raz. Ale wystarczyło „niechętnie” spojrzenie Prezesa, by to się już nigdy nie powtórzyło.

Czy Pan sobie wyobraża, jak boleśnie upokarzająca dla obywateli jest świadomość, że na czele narodu stoi człowiek nieposiadający nawet cienia charakteru, człowiek w ramach „wykonywania zadania” gotów w najobrzydliwszy sposób obrażać swoich rodaków.

Służę cytatami: „Ojczyznę dojną racz nam wrócić, Panie” – zaiste ani ja, ani miliony mnie podobnych z tej ojczyzny nic nie wydoiliśmy – „żaden jazgot N A S nie powstrzyma”. Nas, zatem kogo? Stoi Pan na czele narodu czy jakiejś jego części, której „jazgot” tej drugiej części nie powstrzyma przed żadną destrukcją państwa?

Niestety, nie pozwala Pan choćby na cień nadziei, że stoi Pan po stronie narodu, którego, c a ł e g o, został Pan wybrany Prezydentem. Zachowuje się Pan jak zdyscyplinowany funkcjonariusz określonej grupy, nazwijmy ją „narodem pisowskim”. Czy mam dalej cytować pańskie zawstydzające wypowiedzi?

Zaraz po objęciu swego urzędu, a i potem kilkakrotnie, w swoich wystąpieniach nazwał Pan siebie „człowiekiem niezłomnym”. Już pominę fakt, że nie wyobrażam sobie, by człowiekowi naprawdę niezłomnemu przyszło do głowy publicznie takim siebie ogłaszać, ale dlaczego sam Pan dał taki asumpt do szyderstw?

No bo jak człowiek, powtórzę, bez cienia choćby charakteru może być niezłomnym? Okazuje się, że może. W niezachwianej gotowości i skwapliwości do podpisywania wszystkiego, co WŁADZA (ta prawdziwa, która – i Pan to akceptuje – jest n a d Panem) Panu poleci.

A kto to jest tą władzą?

Cóż, wszyscy w kraju wiedzą, że to tak zwany suweren, czyli Prezes, ale Pan, widać, na wszelki wypadek, nie ośmiela się przeciwstawić nie tylko jemu, ale też innemu człowiekowi o cechach szaleńca, który jest takim jakby podsuwerenem, ministrowi obrony narodowej, demolującemu armię polską, zupełnie wymazując ze świadomości, że, zgodnie z Konstytucją, to Pan jest Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych.

No, a o tym, jak się zachowuje dobrze wykształcony prawnik, Andrzej Duda w roli prezydenta, gdy bez żadnych skrupułów rujnowana jest niezależna (zgodnie z Konstytucją) władza sądownicza, gdy deptany jest na oczach całego świata demokratyczny ład ustrojowy i likwidowany jest jeden z fundamentów ustroju państwa prawa, Trybunał Konstytucyjny, lepiej nie mówić, To wszyscy widzieliśmy.

Bo czyż nie jest dowodem pańskiego moralnego upadku, że dla Pana, wychowanka wspaniałej jagiellońskiej Alma Mater, autorytetami nie są Jej wybitni profesorowie, nie są postaci o nazwiskach takich jak Strzembosz, Zoll, Safian i nie są najwyższe autorytety prawnicze w Europie, sędziowie zasiadający w Komisji Weneckiej, lecz oto autorytetem stał się „ktoś taki” (osobnik „do wynajęcia” w każdym reżimie, przez każdą władzę) jak prokurator Piotrowicz…

Panie Prezydencie! Gdzie jest granica pańskiego upadku?…

Niestety, ma Pan już zapewnione miejsce w historii. Chyba zdaje Pan sobie sprawę, jak bardzo ponure to miejsce. Jest Pan piątym prezydentem RP.

Pierwszy, Wałęsa, nie był „moim” prezydentem. Choć oczywiście był i pozostał moim bohaterem, wielką postacią, i jego zasługom dla kraju i świata mogą zaprzeczać tylko ludzie mali, skarlali. Kwaśniewski też nie był „moim”. Nie głosowałem na niego. Ale, jak się miało okazać, swój urząd pełnił godnie, nawet bardzo godnie.

Lecha Kaczyńskiego zawsze uważałem za człowieka prawego (miał też wielkie szczęście, że los go obdarzył tak wspaniałą osobą jak jego małżonka, nazwana przez sprytnego biznesmena z Torunia, kamuflującego się jako duchowny i chytrze grającego tym kamuflażem, czarownicą). Niestety, w moim przekonaniu, urząd prezydenta go przerastał. Ale pełnił go z godnością i na pewno zasłużył na szacunek.

Bronisław Komorowski miał swoje niewielkie wady i słabości, nie był materiałem na wielkiego prezydenta, ale jako człowiek prawy i szlachetny z prawością i szlachetnością swój urząd pełnił. No i On na pewno był, zgodnie z Konstytucją, Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych.

A kim Pan jest? I jak Pan się zapisze w historii? Cóż, nie zazdroszczę Panu bezsennych nocy. Choć, jak się nie ma charakteru, to bodaj „on nie boli”, i być może sypia Pan dobrze. No bo przecież nie ma wątpliwości co do tego jak Historia Pana oceni.

Oczywiście nie ta, dziś pisana naprędce, która, przykryta nazwą „polityki historycznej”, jest tandetną propagandą, będącą karykaturą tego, co wyczyniał pewien minister z tytułem doktora w Niemczech w latach 30. Nie zazdroszczę Panu hasła „Andrzej Duda, prezydent RP” w przyszłych podręcznikach.

O bliskich nie pytam, jak Pana odbierają. Wiem, byłoby nie fair. Zatem kończę. Nie życzę Panu nagłej iluminacji, „moralnego odrodzenia” czy czegoś takiego. Bo chyba już wszyscy wiemy, że na to, niestety, nie ma szans.

LIS SKOMENTOWAŁ NAJLEPIEJ

Joanna Szczepkowska na imprezie mediów publicznych powiedziała kilka słów o PiS. Pisze o tym Agnieszka Kublik z „Wyborczej”. „Żadne nagrody nie naprawią szkody, jakie nam funduje rząd, co państwo psuje” – taki własny wierszyk wyrecytowała Joanna Szczepkowska, odbierając nagrodę dla najlepszej aktorki na 17. festiwalu „Dwa Teatry – Sopot 2017” organizowanym przez media publiczne – TVP i Polskie Radio.

Joannę Szczepkowską nagrodzono za role Kobiety z Parasolką i Gołej Baby w jej autorskim spektaklu „Goła Baba”. Galę wręczania nagród pokazała w środę przed północą TVP 1. Uroczystość prowadziła Danuta Stenka i Artur Żmijewski.

Szczepkowskiej nagrodę wręczał wiceprezes TVP Maciej Stanecki oraz Adam Kasprzyk, rzecznik spółki Energa, sponsora tej nagrody. To giełdowa spółka energetyczna kontrolowana przez skarb państwa i zarządzana przez członków partii rządzącej.

Rzecznik zagaił tak: „Choć ten komunizm może nie skończył się po ’89 roku tak jak wszyscy byśmy chcieli, to jest coraz jaśniej, z coraz większą energią”.

Szczepkowska słuchała tego z narastającym zdziwieniem. A była to aluzja do jej słynnych słów „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”, które wygłosiła 28 października 1989 r. w „Dzienniku Telewizyjnym”.

Stanecki witał Szczepkowską tak: – Ja ogromnie się cieszę, że jest pani z nami i wierzę, że takich spektakli realizowanych na żywo będzie w najbliższym sezonie więcej i że wystąpi w nich właśnie pani, oddaje głos, bo to najważniejsze, co ma do powiedzenia nasza laureatka.

Żmijewski rzucił: – Z przyjemnością posłuchamy.

– Na pewno? – uśmiechnęła się figlarnie Szczepkowska, bo przecież już wiedziała, co powie, i że to stojącym obok niej na scenie się może nie spodobać. – Usłyszałam przed chwilą, że jest coraz jaśniej, bardzo różnie widzimy kolory (tu wymownie spojrzała na rzecznika, co sala nagrodziła najpierw śmiechem, a potem brawami). Jako kobieta z parasolką chciałabym naprawdę, naprawdę bardzo serdecznie podziękować całej ekipie, całej od realizatorów po księgową, którzy z wielką miłością podeszli do spektaklu na żywo. (…) Chciałam powiedzieć, że tłum czarnych parasoli wymyśliłam 20 lat temu (brawa).

Ta aluzja do marszu „czarnych parasolek” (protest przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji i ograniczaniu innych praw kobiet z października zeszłego roku, kiedy ponad 100 tys. Polaków wyszło na ulice) została nagrodzona przez salę brawami.

Potem Szczepkowska wyrecytowała swój wierszyk. Dwa razy się zacięła, pewnie z wielkich emocji: „Jako Goła Baba chciałabym powiedzieć zaskakujący wierszyk: Żadne nagrody nie naprawią szkody, jakie nam funduje rząd, co państwo psuje. Dziękuję”.

Ulubieniec prezesa.

I znów rozległy się brawa.

WAŻNE SĄ TYLKO TE DNI, KTÓRYCH JESZCZE NIE ZNAMY. Czy Marek Kozioł zostanie prorokiem?

Waldemar Mystkowski pisze, jak Kaczyński degraduje Polaka.

Emmanuel Macron nieprzypadkowo użył sklepikarskiej metafory do polityków z naszego regionu Europy, ze szczególnym uwzględnieniem pisowskich. I nie miał bynajmniej na myśli Beaty Szydło, bo ta nawet tańcząc kankana, nie jest w stanie wzbudzić zainteresowania.

Traktowanie Unii Europejskiej jako supermarketu obciąża Jarosława Kaczyńskiego. Macron nieprzypadkowo użył tej metafory. I nie tylko z powodu tego, że kiedyś prezes PiS wybrał się do sklepiku osiedlowego, aby zrobić zakupy na użytek kampanii wyborczej i w swoim stylu zaplątał się w swoje kończyny dolne tudzież górne, bo nie wiedział, co się robi z koszykiem z zakupami. Macron tego nie musiał znać. Nie raz widział sylwetkę Kaczyńskiego, a także słyszał jego słowa, więc sklepikarstwo polityczne aż nadto jest oczywiste.

Niestety taka jest waga słów Kaczyńskiego. I to dzięki postaci prezesa PiS wracają najgorsze skojarzenia z tym, jak traktowani byli Polacy. Wybiliśmy się jednak na wielkość Polaka, a Kaczyński cofa nas do Polaczka.
Supermarket to także przypomnienia rajdów rodaków na Zachodzie po 1989 roku, którzy trudnili się jumą (jumanie – złodziejstwo mające swój kulturowy koloryt). I wydawało się, że mamy ten okres za sobą. Za sprawą rządzącego PiS – wraca najgorsze. Wraca Polaczek, wraca krętacz, niesolidny partner, któremu patrzy się na ręce.

PiS nie tylko niszczy dorobek cywilizacyjny w kraju, ale nie gorsze ma „osiągnięcia” na zewnątrz. Oczywiście, rządzący zaprzeczają temu, że Unia Europejska jest supermarketem. Świetnie to ujął korespondent brukselski niemieckiego „Sueddeutsche Zeitung” Daniel Broessler: „Silny człowiek Polski – Jarosław Kaczyński – rzeczywiście nie traktuje UE jak supermarketu. W supermarkecie należałoby zapłacić”.

Niepłacenie idzie nie tylko na konto Kaczyńskiego. To jest pisowskie jumanie. Niewywiązywanie się z solidarności, obciążanie winą innych. To jest ta najgorsza małość, która plącze się we własnych kończynach.

To, że dopuściliśmy do władzy takich ludzi, to jest nasza wina, to obciąża nas wszystkich. Za to niepłacenie w supermarkecie partia Kaczyńskiego obciąża innych. I na kogo pada? Wiadomo, na Tuska, taki jest pisowski idiom polityczny: „wina Tuska”.

Adam Bielan – którego wartość intelektualna jest równa kankanowi Szydło – już wyrokuje, kto ponosi odpowiedzialność za naszą izolację w Unii Europejskiej: „Jeśli Tusk zamierza na stanowisku szefa RE prowadzić kampanię prezydencką, to czeka nas wiele napięć na linii Bruksela-Warszawa”.

Tak nas Kaczyński sprowadza do swojej wielkości – Polaczka.

Lewactwo nigdy nie zabroni mam pluć jadem !

„Z kąd jesteś”

>>>

SŁOWO NA NIEDZIELNĄ MSZĘ

Oprawca Igora Stachowiak udał się na „zasłużony” odpoczynek w luksusach, zamordowany zaś na wieczny spoczynek do grobu.

Michał Gostkiewicz w Weekend Gazecie pisze o Macierewiczu.

Antoni Macierewicz obronił fotel ministra obrony, ale choć w kraju jest silnym punktem PiS, to za granicą – wręcz przeciwnie. W Brukseli uznawany za „nieprzewidywalnego”. Podobnie w USA. A wiedzą tam o nim dużo, bo zagraniczna prasa od początku uważnie patrzy mu na ręce.

Antoni Macierewicz przetrwał głosowanie nad wotum nieufności w Sejmie. Posłowie PiS stanęli za nim murem. Opozycja nie studzi jednak krytyki. – Amerykanie omijają Macierewicza szerokim łukiem – mówił dla Gazeta.pl były szef MON Tomasz Siemoniak. Nie pierwszy raz to wokół Macierewicza rozpętała się polityczna burza.

Głosowanie odbyło się dzień przed szczytem NATO w Brukseli. I choć szef MON wyszedł z niego wzmocniony poparciem partii, to owo wzmocnienie na niwie krajowej niekoniecznie musi się przełożyć na pozycję ministra obrony za granicą. A co za tym idzie – również na pozycję Polski.

„Dla Brukseli jest nieobliczalny” – tak pisał o Antonim Macierewiczu „Der Spiegel” przed szczytem NATO w Polsce, za który minister odpowiadał. Wskazując na jego piękną opozycyjną kartę najbardziej zasłużonego w rządzie w walce z komunizmem, prestiżowy niemiecki tygodnik przypominał równocześnie jego „antysemickie wpadki”, jak cytowanie na antenie Radia Maryja Protokołów Mędrców Syjonu – antysemickiej fałszywki z początków XX wieku. „Spiegel” nazywał też Macierewicza „głosicielem teorii zamachu w Smoleńsku”.

– W europejskiej rozgrywce wokół Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, która zyskała nową dynamikę po wyborze Emmanuela Macrona na prezydenta Francji i jego spotkaniu z kanclerz Angelą Merkel, Polska się nie liczy. Z dwóch powodów. Po pierwsze nasz przemysł zbrojeniowy jest wciąż zbyt słaby, by być naprawdę liczącym się na tej scenie graczem. Po drugie dlatego, że obecne polskie władze nie wierzą w europejski filar obrony. Wszystkie nadzieje pokładają w relacjach z USA – mówi dr Bartłomiej Nowak, były dyrektor wykonawczy Centrum Stosunków Międzynarodowych i członek Narodowej Rady Integracji Europejskiej, stypendysta Transatlantic Academy w Waszyngtonie, obecnie sekretarz do spraw polityki zagranicznej Nowoczesnej.

Tymczasem pragnący zachować anonimowość, dobrze zorientowany w Waszyngtonie dyplomata mówi mi, że Polska, choć to sojusznik USA z wschodniej flanki Europy wzmocniony kontyngentem amerykańskich wojsk, nie jest w tej chwili w kręgu głównych zainteresowań Białego Domu. Jego słowa znajdują potwierdzenie.

– Coraz ciężej zabiegać Polsce o spotkania na wysokim poziomie. W Departamencie Stanu usłyszałem o spotkaniach improwizowanych, źle przygotowanych, organizowanych na ostatnią chwilę – dr Nowak, mówiąc o Macierewiczu, używa też słowa „nieprzewidywalność”, które przylgnęło do kierownictwa polskiego MON i MSZ.

– Departament Obrony oczywiście jest o wiele bardziej powściągliwy, ponieważ amerykańskich wojskowych interesują kontrakty zbrojeniowe w Polsce. Ale Amerykanie nie rozumieją, co się dzieje z naszą armią. Czystka, którą Antoni Macierewicz przeprowadził w polskim wojsku, wywołała w środowiskach dyplomatycznych Departamentu Stanu i Kongresu kolosalne wrażenie – dodaje Nowak.

Jak podkreśla, w kręgach wojskowych i dyplomatycznych NATO szerokim echem odbiła się sprawa Tomasza Chłonia. Ten doświadczony dyplomata, od lat związany z gremiami decyzyjnymi Sojuszu Północnoatlantyckiego (w latach 1998 – 2003 pracował w Stałym Przedstawicielstwie RP w NATO, reprezentował Polskę w Komitecie Politycznym NATO i był jednym z negocjatorów porozumienia powołującego Radę NATO-Rosja) wystartował w konkursie na stanowisko dyrektora Biura Informacyjnego NATO w Moskwie – i wygrał. NATO zaakceptowało jego kandytaturę. Ale polskie MSZ nie. Pod koniec kwietnia okazało się, że startował rzekomo „bez wiedzy i zgody MSZ”, jak twierdził minister Waszczykowski. W USA pamiętają też wejście ludzi Macierewicza do znajdującego się w Polsce Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO – z dorobionym kluczem.

I właśnie w tym jest problem. W tym, że zachodnie gremia decyzyjne są całkiem dobrze poinformowane. Za granicą dobrze pamiętają o kontrowersyjnych działaniach Antoniego Macierewicza, ponieważ amerykańska, brytyjska i niemiecka prasa od samego początku kadencji szczegółowo o nich informuje.

Skandalem zakończyła się choćby niedawna udana do momentu zmiany rządu współpraca z Francuzami przy kontrakcie na śmigłowce Caracal. Ale zachodnie media pamiętają o dawniejszych sprawa. „New York Times” w obszernym portrecie „partii, która chce uczynić Polskę znów wielką” (oczywiste nawiązanie do wyborczego hasła Donalda Trumpa „Make America Great Again” – red.) przypominał, jak Antoni Macierewicz oskarżał w 1992 r. wielu polskich polityków o kolaborację z komunistyczną bezpieką, a „ćwierć wieku później posłużył Kaczyńskiemu jako „inkwizytor” w trakcie audytu rządów Platformy”.

„Jego oskarżenia nosiły znamiona krwawych ideologicznych porachunków, których liderzy „Solidarności” przyrzekali unikać”

– podkreślił nowojorski dziennik.

Prestiżowy, czytany przez najważniejszych politycznych decydentów miesięcznik Politico, w tekście zatytułowanym niepokojąco „Polsko-amerykański romans robi się gorzki”, też cytował Macierewicza. Macierewicza, pouczającego Amerykanów w następujący sposób:

„Ludzie, którzy budowali swoje państwo dopiero w XVIII wieku, będą mówili nam, co to jest demokracja? Narodowi, który miał struktury przedstawicielskie i demokratyczne już w XIII, XIV wieku? I który był źródłem demokracji dla całej Europy?”.

Tak samo odpowiadał, również cytowany przez „Politico”, przewodniczącemu Parlamentu Europejskiego Martinowi Schulzowi. Gdy znany ze swojego ciętego języka niemiecki polityk porównał działania rządu PiS do „zamachu stanu”, usłyszał w odpowiedzi, że „Polska nie będzie pobierać lekcji wolności i demokracji od Niemiec”.

Zaraz po wyborze Macierewicza na ministra obrony brytyjski „Guardian” komentował, że jest to człowiek, „którego nominacja może skomplikować relacje Polski z NATO i UE, zwłaszcza w kontekście Rosji”. Zaś niemieckie media sporo miejsca poświęcają idee fixe Macierewicza – zbudowaniu oddziałów obrony terytorialnej, które, według cytowanego przez „Die Zeit” szefa MON, są „najlepszą odpowiedzią” na rosyjską wojnę hybrydową i potencjalne przeniknięcie na polskie terytorium „zielonych ludzików” jak stało się to w przypadku Ukrainy. Ale Niemcy zwracają też uwagę, że ten, według „Der Spiegel”, „radykalny hardliner” (w wolnym tłumaczeniu: zwolennik twardej polityki – red) i wyznawca teorii spiskowych”) ma bardzo przydatną w jego fachu cechę: jest cierpliwy i umie czekać.

„Trzeba być cierpliwym. Trzeba umieć czekać: rok, dwa lata, czasem dziesięć lub dwadzieścia lat” – cytuje szefa MON w interesującym portrecie „Die Zeit”. Dziennikarze opisali m.in. jak 68-letni Macierewicz, pasjonat skoków do wody, trenuje późnym wieczorem na basenie Żandarmerii Wojskowej, a potem na smartfonie sprawdza swoje skoki.

„W tym człowieku ogniskuje się wszystko, co czyni polską rządzącą partię tak podejrzaną” – pisze z emfazą „Die Zeit”: „wiara w państwo autorytarne, militaryzacja myślenia, władza polityczna Kościoła katolickiego, brak zaufania do Unii Europejskiej – czyli władza poprzez emocje”. „Człowiek Kaczyńskiego od grobów i broni” – podsumowuje w innym tekście ta sama gazeta.

Wpadka Kaczyńskiego.

Waldemar Mystkowski pisze szefowej sejmowej komisji Amber Gold Wassermann.

Małgorzata Wassermann leczy kompleksy prezesa

Nie wiem, czy Małgorzata Wassermann cieszy się z tego, że „Ucho prezesa” zakończyło pierwszy sezon, ale szefowa sejmowej komisji do ścigania Donalda Tuska, która nie wiadomo, dlaczego działa pod przykrywka ds. Amber Gold, oczekuje ośmieszenia. Więcej takich wywiadów w jej wydaniu, jak dla RMF FM, a Wassermann ma szanse antyszambrować wraz z Adrianem pod gabinetem prezesa na Nowogrodzkiej, a może nawet wejść do środka i zameldować: – Prezesie, zadanie wykonałam, ośmieszyłam się.

W audycji RMF FM Wassermann mówiła o ośmieszaniu jej, oczekuje go, bo się boi ośmieszania. Gros wywiadu poświęcone jest tej właśnie obawie, temu wywoływaniu wilka z lasu. A to dlatego, iż Wassermann nie wierzy w powagę misji ścigania Tuska.

Wassermann stoi na czele komisji, która wyrosła z kompleksów Jarosława Kaczyńskiego, te dadzą się streścić: „Dorwać Tuska”. Mali ludzie, intelektualnie nędzni, bo taki poziom umysłowy prezentuje prezes, tak mają, chcą umniejszyć innych. Sami nie potrafią, swoje braki nadrabiają, odejmując innym.

Osiągnięcia tej komisji są żadne, do mediów przebijają się jakieś michałki, a to Wassermann nie może na komisję ściągnąć byłego ministra rządu PO-PSL Sławomira Nowaka, dopiero ten do niej zadzwonił i „dał” się ściągnąć, a gdy stanął, to ośmieszył Wassermann. Rozumiem szefową komisji, że poziom dowcipu podczas przesłuchań nie dorównuje „Uchu prezesa”, ale wszystko przed nią. Choć gwarantem dowcipu (po staropolsku inteligencji) nie jest niejaki Marek Suski, który obok Wassermann zasiada w komisji, można w nim dopatrzeć się na pisowską miarę Jasia Fasoli. Ale nie przepadam za takim małym kabaretem.

Wassermann jednak Tuska nie dorwie, bo to zawodnik wagi ciężkiej. Dotychczas nie zauważyłem, aby inni ją ośmieszali, ale zwrócił moją uwagę wywiad, który w istocie jest autoośmieszaniem, mimowiedną próbką Mrożka. Afera Amber Gold była jakąś aferą, nie za dużą, nie za małą, lecz gdzie jej do afery SKOK-ów czy też przekrętu, jakim jest zakup od ręki 3 Boeingów dla VIP-ów.

Acz rozumiem Małgorzatę Wassermann. Jeszcze Tuska nie przesłuchała, a już się ośmieszyła. A gdy ten stanie przed nią – to, co będzie? Robert Górski może mieć gotowca do otwarcia drugiego sezonu „Ucha prezesa”. Jeżeli Wassermann tak wysoko mierzy, to życzę jej powodzenia.

Kleofas Wieniawa pisze o nowym szefie KOD.

KOD powstał spontanicznie, powstał z potrzeby obrony demokracji. Na jego przkładzie można było się przekonać, jak krucha jest taka organizacja ogólnopolska społeczna.

KOD nie podzielił losu klasycznej „Solidarności”, bo nie miał swojego stanu wojennego. Otoczenie jest dzisiaj zupełnie inne. Wówczas najlepsi byli w organach „S”, dzisiaj najlepsi sympatyzują z KOD.

Praca wewnątrz KOD wymaga determninacji i nakładu czasu, na który niewielu może sobie pozwolić. W Polsce ciągle jest do wykonania organiczna praca u podstaw, czego nie zrobią klasyczne partie.

Pomysł, aby KOD nie był partią, jest przedni, może być co nawyżej kuźnią dla demokratycznych partii – bez żadnej stygmatyzacji ideowej. Mateusz Kijowski wycofał swoją kandydaturę na szefa KOD. Padł niejako ofiarą braku doświadczenia. Szkoda, bo to ciekawy człowiek – refleksyjny i koncyliacyjny.

Nowym szefem został pomysłodawca KOD, który zainspirował cały ruch, Krzysztof Łoziński. Deklaruje nowe otwarcie. KOD Polsce jest potrzebny, jak powietrze. Ale to nie znaczy, że musi się udać.

Po 1989 roku nie wykonano najważniejszej pracy – nauki demokracji, odpowiedzialności za innych i siebie. Dzisiaj mamy u władzy partię, który nie pojmuje demokracji, bo ma w swoich szeregach ludzi z tombaku.

Takim jest prezes Kaczyński. Cytat z nowego szefa KOD: „Kaczyński jest człowiekiem, który demokracji w ogóle nie rozumie, prawa nie rozumie. Nie wiem jakim cudem jest prawnikiem, bo to, co mówi na temat prawa, to jest godne jakiegoś ciecia w bramie, a nie prawnika. Nie ma pojęcia o świecie, o rzeczywistości”.

I to jest ten ogrom roboty do wykonania. Pozytywizm. Wrogiem KOD nie jest PiS, wrogiem PiS jest demokracja. Taka polska alogika.

>>>

WSZYSCY OGLĄDAMY NA ŻYWO KATASTROFĘ TITANICA. TYM RAZEM ORKIESTRA NIE BĘDZIE GRAŁA DO KOŃCA.

CZUJECIE TĘ MOC? :)))

Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”) pisze o katowickim nadzwyczajnym Kongresie Prawników Polskich. W sobotę sędziowie, adwokaci i radcy prawni dali wyraz odwagi, solidarności i godności, której oczekują od nich wolni Polacy.

Tam była Polska

Z katowickiego Kongresu Prawników Polskich warto zapamiętać kilka momentów: ręce unoszące w górę egzemplarze konstytucji podczas wystąpienia prezydenckiego ministra Andrzeja Dery, słowa prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, że to konstytucji, a nie partii sędziowie przysięgali wierność, wreszcie niemal tysiąc delegatów opuszczających salę w proteście przeciwko ordynarnym połajankom wiceministra sprawiedliwości.

W państwie PiS sędziowie są od miesięcy obiektem niesłychanej nagonki ze strony władzy. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i jego zastępcy nazywają ich „kliką”, „sitwą” i „patologią”. Posłuszne media szczują opinię publiczną, przytaczając wciąż te same przykłady rzekomego zepsucia „kasty sędziowskiej”.

Celem tej nagonki jest zniszczenie konstytucyjnej niezależności sądów – jedynej władzy, która nie jest dziś w Polsce kontrolowana przez partię Kaczyńskiego.

Populizm, oszczerstwa i pomówienia to metody przyjęte przez partię bezwzględnie dążącą do celu. Przygotowanie ogniowe mające poprzedzić atak – wprowadzenie przez Sejm ustaw podporządkowujących sądy politykom. Może się to stać jeszcze w maju. Opluwanym i poniżanym sędziom władza każe milczeć. Prezydent Andrzej Duda dał im w sobotę wykład o „apolityczności” i zabraniał zabierać głos w sprawach publicznych.

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł kazał im rozliczać się za czasy stalinowskie. Wcześniej też zakwestionował ich prawo do zabierania głosu.

W carskiej Rosji na kogoś takiego jak Warchoł mówiło się „stupajka”. Pasuje jak ulał do prostackich wywodów tego urzędnika czy raczej czynownika władzy.

W sobotę sędziowie, adwokaci i radcy prawni dali wyraz odwagi, solidarności i godności, której oczekują od nich wolni Polacy. Demokratyczna i praworządna Rzeczpospolita była na tej sali.

– Jeśli nadal nie będziesz wykonywał poleceń, jeszcze raz ci z tego zap…lę, rozumiesz? – usłyszał Igor przed śmiercią na komisariacie

Waldemar Mystkowski pisze o wotum nieufności dla Macierewicza.

Manipulacje z ochroną Macierewicza – hybrydą PiS

PiS będzie bronił Antoniego Macierewicza jak partyjnej niepodległości. Jarosław Kaczyński przystąpił do obrony ministra obrony w sposób mu właściwy. Podnosząc ogromne zasługi Macierewicza tam, gdzie ewidentnie są to porażki, by nie posądzać o coś więcej.

W wywiadzie dla niezalezna.pl Kaczyński cmoka nad zmianami w armii. Dzięki staraniom Macierewicza armia jest w stanie po raz pierwszy zapewnić „swego rodzaju niezależność i możliwość samodzielnej obrony w krytycznych sytuacjach”.

Którą część ciała Macierewicz wystawił prezesowi do pocałunku? – możemy tylko się domyślać. A co było przed Macierewiczem z polskim bezpieczeństwem? Podkreślam charakter pojęcia używanego przez prezesa PiS – otóż mieliśmy do czynienia ze stanem militarnej anarchii. Tę semantykę należy nazwać: pocałunek z języczkiem. Większy cytat z Kaczyńskiego wygląda następująco: – “Anarchia ta była bardzo ogólna, ale przejawiała się w różnych dziedzinach codziennego życia. Chodzi o podejmowanie decyzji, wydatkowanie funduszy na różnego rodzaju zakupy, o koncepcje, szkolenia etc”.

Tak naprawdę to pustka pojęciowa, żadnych konkretów. I o to chodzi, w ten sposób dokonywany jest akt manipulacji. Zdyskredytować „onych”, wszelkich poprzedników, aby niczego nie powiedzieć o swoich, o rozwałce Wojska Polskiego przez Macierewicza, o zahamowaniu procesu modernizacji wojska, dymisji kilkudziesięciu generałów, wycofaniu Polski z Eurokorpusu, odwołaniu do kraju gen. Janusza Bojarskiego, który pełnił funkcję rektora Akademii Obrony NATO w Rzymie, zerwanie kontraktu na zakup Caracali i nabyciu za 2,5 mld złotych 3 samolotów dla VIP-ów, które pachnie korupcją.

Macierewicz faktycznie rozbraja armię. Czyni nas bezbronnymi wobec ewentualnego najazdu z zewnątrz. W istocie jest bardzo poważnym składnikiem hybrydalnej agresji – zewnętrznej i partyjnej, bo o tę ostatnią zadbają Wojska Obrony Terytorialnej, bez znaczenia militarnie, ale mogą być decydujące w konflikcie wewnętrznym, gdy trzeba będzie rzucić chłopców oenerców przeciw społeczeństwu obywatelskiemu i opozycji.

Jak nazwać sztuczkę PiS z wnioskiem opozycji o wotum nieufności dla szefa MON? Ha! Tutaj potrzeba skrzyżowania pokraczności języka polskiego Kaczyńskiego z grafomanią takiego Paulo Coelho. Nie będę się napinał, bo polegnę. Debata nad wotum nieufności dla Macierewicza odbędzie się 25 maja w Sejmie. Tego samego dnia w Brukseli będzie miał miejsce szczyt NATO w nowo oddanej do użytku siedzibie sojuszu, na który przybędzie prezydent USA Donald Trump.

Capisce? Trudno sobie wyobrazić, aby miało zabraknąć w takim momencie polskiego ministra obrony, a chyba także Andrzeja Dudy. Z wielkim prawdopodobieństwem debata nad Macierewiczem odbędzie się bez Macierewicza, który spodziewa się, co powie opozycja, ale inaczej to wygląda, gdy pacjent widzi i słyszy, jak eksploduje prawda o sytuacji, do której doprowadził.

A poza tym – media zajmą się ogromnie ważnym szczytem NATO z ciągle zagadkowym Trumpem. Więc zamiast bomby termobarycznej nad Macierewiczem, będziemy mieli z czymś w rodzaju pierdu-pierdu.

Koniec PiS. KOD u Szydło.

Kleofas Wieniawa też pisze o prawnikach.

W weekend świadectwo co sądzą o nieudacznej władzy PiS dały dwie branże zawodowe: piosenkarze i prawnicy. Bliżej niż dalej, by wypatrywać upadku PiS.

PiS utrzymuje się u władzy, bo ciągle opozycja przestrzega reguł prawa i demokracji. Wspaniale zachowali się prawnicy podczas nadzwyczajnego Kongresu Prawników Polskich.

Jakiś Andrzej Dera – postać groteskowa – reprezentowała Andrzeja Dudę, prezydenta złamanego, mającego nawet wyraz kabaretowy Adriana. Groteskowemu Derze pokazano konstytucję. Tam jest zapisany ustrój Polski. Ale PiS ma tylko takich ludzi politykopodobnym.

Jak zauważyła I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, konstytucja trwa, partie przemijają. A Duda beknie za złamanie prawa. Nie obchodzi mnie, że jest tchórzliwy. Gdy zwykli ludzie łamią prawo, idą siedzieć. Duda do tego jest cieniutki intelektualnie i duchowo.

Ależ dopadła nas nicość, żadność, jak za komuny. Przepraszam, komuchy w stosunku do tombaku PiS byli lepszym tombakiem.

Gorszego okresu w historii Polski nie było, tak niedorobieni nigdy w moim kraju nie rządzili. Gmin, który dorwał się do fruktów.

WIELKI PRZEBÓJ OPOLA JUŻ W SIECI. PRZEKAZUJCIE DALEJ :))) NIECH CAŁA POLSKA ŚPIEWA 🙂

>>>

BEZ KRAWATA, SMUTNEGO GARNITURU I DRABINKI. W ZWYKŁYM T-SHIRCIE, JAK ZWYKLI POLACY. SCHETYNA POKAZAŁ SIŁĘ, JAKIEJ NIE MA ŻADEN INNY POLITYK.

Jeden z najwspanialszych Polaków.

Ulicami Warszawy przeszedł wielki Marsz Wolności.

Marsz Wolności zakończył się na Placu Konstytucji. – „Tu jest Polska! Tu jest Polska europejska!”„Nie ma zgody na Polexit. Jest zgoda na PiS-exit!” – skandowali demonstrujący. Nad tłumem powiewało tysiące flag Unii Europejskiej i Polski.

Lider PO Grzegorz Schetyna podkreślał, że obecna Konstytucja kojarzy się z wolnością, suwerennością i podmiotowością, tak jak Konstytucja 3 Maja. – „Jeżeli nie będzie zgody powszechnej, zgody narodu, nie pozwolimy zmienić obecnej Konstytucji. Nikomu!” – zadeklarował Schetyna.

Przekonywał, że jedyną drogą dla partii opozycyjnych i niezależnych środowisk jest dziś jedność. – „Jeżeli zbudujemy skuteczną opozycję, to wygramy wybory samorządowe, wygramy wybory europejskie, wygramy wybory parlamentarne i wygramy prezydenckie w 2020 roku. Obiecujemy to” – zaznaczył. Zapowiedział rozliczenie obecnie rządzących za łamanie prawa.

Schetyna zapewnił, że po wygranych wyborach Polska już nigdy nie będzie się kompromitować w Europie. – „Już nigdy nie będzie wyniku 27 do 1”. Mówił też, że sobotni marsz był dla następnych pokoleń. – „To im obiecujemy wolną Polskę, Polskę podmiotową, Polskę dumną, demokratyczną” – dodał szef Platformy.

Prezes ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział do zebranych: – „Połamano Konstytucję, połamano ustawy, teraz chce się złamać organizacje pozarządowe, chce się złamać samorządy – nie ma na to naszej zgody”. Według niego grupą, która została najbardziej przez PiS wyzyskana i odrzucona są polscy rolnicy. – „Chcę, żeby to bardzo wyraźnie usłyszeli: czas pańszczyzny u panów minął. Nie damy zrobić z nas chłopów pańszczyźnianych. Polska to nie jest PiS, Polska to nie jest prywatny folwark PiS. Nie ma zgody na dewastację polskiej wsi i samorządności naszych miejscowości, organizacji pozarządowych, na czele z OSP” – powiedział Kosiniak-Kamysz.

Ze sceny na Placu Konstytucji przemawiali też lider Nowoczesnej Ryszard Petru, Krzysztof Łoziński z KOD, senator Marek Borowski, była premier Ewa Kopacz, były szef MON Tomasz Siemoniak, przedstawiciel gminy Dobrzeń Wielki, która straciła część terenu na rzecz Opola oraz Sławomir Neumann. Na zakończenie części oficjalnej rozbrzmiał hymn Unii Europejskiej.

Według stołecznego ratusza w Marszu Wolności uczestniczyło ponad 90 tys. ludzi. Tradycyjnie już warszawska policja zaniża te dane i szacuje, że na demonstracji zgromadziło się ok. 12 tys. osób.

CZY MONIKA MA RACJĘ? MY KLIKAMY OBIEMA RĘKAMI 🙂

ZAWSZE BĘDZIEMY PAMIĘTAĆ. POLSKA TO WOLNOŚĆ I EUROPA. A TY SIĘ TEGO BÓJ, POŚLE KACZYŃSKI.

Waldemar Mystkowski pisze o wystąpieniu Kaczyńskiego na pół godziny przed Marszem Wolności.

Zazdrość Kaczyńskiego o Marsz Wolności

Nie mogłem być w Warszawie na Marszu Wolności. Szkoda. Za to miałem średnią przyjemność oglądania w telewizji prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który dał dyla z wolnej Warszawy i zatrzymał się w Szczecinie. Jakie tam obchodził święto? Ewakuacji?

Pół godziny przed Marszem Wolności prezes wygłosił mowę. Kolejne pytanie: jaki był jej cel? W szeregach PiS widać panikę, nerwowe odpowiadanie kłamstwami na inicjatywy opozycji. W postawie Kaczyńskiego rzuca się w oczy jego impotencja dialogu, nie potrafi debatować na rzecz dobra Polski. Ale Kaczyński zechciał pławić się w Szczecinie w splendorze Marszu Wolności przed jego rozpoczęciem, musi czuć, że przedsięwzięcia opozycji są wartościowe, że taka manifestacja ludzi wolnych odpycha go od koryta władzy.

Kaczyński w Szczecinie, a więc w Stoczni Szczecińskiej. Zdaje się, iż to sygnał, że przedsiębiorstwo zmieni nazwę na im. Lecha Kaczyńskiego. Prezes PiS może nie mieć świadomości, że działa na szkodę swego brata. W przyszłości taka przesada doprowadzi do sytuacji, do jakich dochodziło w starożytnym Egipcie – wyskrobywano hieroglify imion Ramzesów od „podłej zmiany”. Dzisiaj takim złym Ramzesem jest Lech Kaczyński i jego żyjący brat, Jarosław.

Za egipskich Ramzesów ginęli starożytni Egipcjanie, za tego Ramzesa PiS zginęło 96 Polaków, w tym on sam. Jarosław Kaczyński nie omieszkał wspomnieć o swym „poległym” bracie, ale nie kit o bliźniaku był celem wystąpienia. Prezes zechciał via media przemówić do uczestników Marszu Wolności, zapewnić, że wolność jest i nie mają po co za nią chodzić.

Prezesowi mogło się też czknąć, iż jego marsz smoleński z okazji 7. rocznicy był mizerny. Gwoli sprawiedliwości Kaczyński wygłosił mowę, z której nic nie zapamiętamy, bo nie stworzył żadnej nowej inwektywy, porównywalnej do gorszego sortu, elementu animalnego. Po raz pierwszy usłyszałem prezesa niemal błagającego: uwierzcie, jest wolność, stoję na straży wolności.

Czy to sygnał, że Kaczyński zmiękł? Nie! Kaczyński się przestraszył, szuka nowej strategii odkrawania wolności, zmniejszania demokracji. Boi się, znalazł się jednak w sytuacji, iż nie może się wycofać, bo dla Kaczyńskiego cofnąć się, to przegrać.

Kaczyński jest mierny intelektualnie, jest przykładem przerabianym w tej chwili w Polsce, że miernoty mogą sięgnąć po władzę i jej nadużywać. Miernoty sięgają po więcej władzy, która zmniejsza obszary wolności, a przeciwstawić się mogą tylko ludzie wolni poprzez takie inicjatywy, jak Marsz Wolności, Potem przyjdzie czas, aby niektóre hieroglify wymazać, a pomniki obalić.

JESTEŚMY ZA POLSKĄ WOLNĄ I DEMOKRATYCZNĄ. NIE ZA PAŃSTWEM PiS. A CO NAJWAŻNIEJSZE – JESTEŚMY RAZEM!

I JESZCZE TAKA DOBRA WIADOMOŚĆ NA WIECZÓR 🙂

>>>