Posts Tagged ‘Komisja Europejska’

Albo prawo unijne, albo Polexit

Polskie sądownictwo broni swojej niezależności dzięki unijnym instytucjom.

Władze PiS przegrały i to dubeltowo sprawę w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rzecz dotyczy Sądu Najwyższego, obniżenia wieku emerytalnego sędziów SN. TSUE uznał, iż obniżenie wieku emerytalnego i przyznanie prawa arbitralnego decydowania przez prezydenta RP w sprawie przedłużenia urzędowania sędziów jest sprzeczne z prawem unijnym, stanowi uchybienie artykułu 19, ustęp 1 Traktatu o UE.

PiS argumentował, że organizacja wymiaru sprawiedliwości należy do kompetencji krajów unijnych. Owszem, twierdzi TSUE, ale musi być zachowane dotrzymanie zobowiązania wynikające z prawa unijnego, mianowicie prawo do skutecznej ochrony sądowej, czyli niezależności sądownictwa. TSUE rozumie nieusuwalność sędziów jako gwarant ich niezawisłości.

Zauważmy, że TSUE wydał wyrok po skardze wniesionej przez Komisję Europejską, która dotyczy polskiej ustawy z lipca 2017. PiS z części zarzutów KE się wycofał, zmienił przepisy, ale mimo to wyrok TSUE podtrzymuje zarzuty KE, bo nie wszystkie problemy zostały rozwiązane.

Dlaczego TSUE wydaje taki wyrok? Po pierwsze, to bojaźń, iż dojdzie do recydywy i ponownego złamania prawa unijnego w kwestii niezależności sędziów w Polsce, a po wtóre opinia TSUE o władzy PiS jest fatalna. Można to porównać z wyrokiem dla recydywisty, któremu odwiesza się wyrok za poprzednie przestępstwo.

Ważny jest inny kontekst tego wyroku, mianowicie za trzy dni wydana zostanie opinia przez rzecznika generalnego TSUE w sprawie neo-KRS, która w obecnym kształcie jest batem na sędziowską niezależność.

Można zatem stwierdzić, iż polskie sądownictwo broni swojej niezależności dzięki unijnym instytucjom. Wiemy jednak, że Jarosław Kaczyński chce je podporządkować sobie. Jakie zatem ma wyjście? Jeżeli prezes PiS nie podporządkuje się wyrokom TSUE i będzie postępował z ustawami tak, jak dotychczas, stanowiąc prawo wbrew unijnym standardom, zapisanym w Traktacie o UE, to będzie oznaczało faktyczny Polexit.

A może jest tak, iż Kaczyński już zadecydował o Polexicie? Kwestią pozostaje jego forma i za pomocą jakiej argumentacji Polska ma być wyprowadzona z UE.

Władza PiS narusza prawo unijne

Czarne chmury nad władzą PiS już jej nie opuszczą, a to znaczy, iż utrzymując się u władzy, te czarne chmury będą dotyczyć Polski, czyli nas wszystkich. Nieformalne procedury Polexitu zostały uruchomione, wszystko zmierza w tym jednym kierunku. Pozostaje tajemnicą, jaką strategię przyjmie PiS, aby obrzydzić rodakom Unię Europejską.

Tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Trybunał Sprawiedliwości UE wyda wyrok w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa. Pytanie prejudycjalne polskiego Sądu Najwyższego dotyczy tego, czy nowa KRS jest w stanie stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

W zasadzie to retoryka prawa rzymskiego, bowiem jak niezależna od polityków może być instytucja, gdy do jej składu powołane są osoby przez polityków. Sędziowie KRS w tym wypadku są zależni od posłów PiS, którzy ich powołują.

TSUE zatem wyda orzeczenie tuż przed eurowyborami, a więc nie będzie miał on wpływu na to, kogo Polacy wybiorą do Brukseli, bo za mało zostanie czasu, aby dotarła ta wieść do elektoratu.

Dalej niż TSUE idzie w zapasy z bezprawiem PiS Komisja Europejska, która wszczęła wobec Polski postępowanie o naruszenie prawa unijnego. A to znaczy, iż nie podporządkowując się administracyjnym orzeczeniom KE, czekają nasz kraj sankcje, a następnie – jeżeli te nie będą skuteczne – wykluczenie. Polexit wcale nie musi być powtórzeniem procedur brexitu, Bruksela sama może nas wypchnąć.

I bodaj taka pochodna strategia PiS znajdzie zastosowanie, gdyby partia Kaczyńskiego miała utrzymać się u władzy – „Unia nas gnębi, nie pozwala wstać z kolan, etc.”

Komisja Europejska nie daje się nabrać na piętrowe kłamstwa PiS, uznając, iż Polska narusza prawo unijne, sądy nie są niezależne, a sędziowie są zastraszani, szykanowani poprzez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego.

Piętrowość kłamstw PiS jest jak umysł Jarosława Kaczyńskiego i sięga tylko pierwszego piętra, wyżej on nie podskoczy. Na parterze znajduje się KRS, której skład wybierają parlamentarzyści, zaś sędziowie są dyscyplinowani (czyli zastraszani, szykanowani, wydalani) przez Izbę Dyscyplinarną SN (pierwsze piętro), której skład powołuje KRS.

Polski rząd dostał dwa miesiące na odpowiedź ustosunkowania się do postępowania Komisji Europejskiej, dostał więc szanse, aby zmienić stanowisko. Czy Kaczyński jest w stanie zejść z pierwszego piętra swoich kłamstw i powrócić do przestrzegania prawa unijnego, tj. do standardów demokracji?

Prawo PiS: Im dłużej rządzą, tym bardziej winne są PO, UE i totalna opozycja

Oczywiście, że będą podwyżki za prąd. Nie będzie ich jakiś czas na rachunkach gospodarstw domowych, które wystawiają dystrybutorzy. Sejm nagle po trzech latach rządów PiS uchwalił ustawę, która przesuwa pieniądze z budżetu państwa na konta spółek energetycznych, aby te wykupiły prawa do emisji CO2. Bynajmniej nie wykupią tych praw od polskich podmiotów.

To znaczy, że wszyscy zapłacimy za prąd wytwarzany z brudnych surowców (węgiel i pochodne kopaliny). Zapłacimy podatkami, które mogłyby być zainwestowane w naszą przyszłość, a są zainwestowane w utrzymanie władzy PiS. Zapłacimy przede wszystkim swoim zdrowiem, a to jest cenniejsze niż wszelki szmal.

Powinny być tego świadome elity – i pewnie są – ale gorzej z niewyedukowanym ludem głosującym, na którym zawsze żerują autokraci i takie podmioty polityczne, jak partia Jarosława Kaczyńskiego.

Do poprzednich rządów można mieć wszelkie pretensje, włącznie z takimi, iż nie dogoniły najbardziej rozwinięte kraje świata (co jest samo w sobie absurdem), lecz PiS cofa nas z tego, co nam już udało się osiągnąć. PiS na nas żeruje i jest – jak ktoś dobrze nazwał – szarańczą.

Zatem pytanie: jak Unia Europejska ustosunkuje się do wsparcia spółek energetycznych z budżetu państwa? Zwykle takie przesunięcie środków publicznych jest postponowane, bo powoduje uprzywilejowanie dofinansowanych podmiotów, co jest niszczące dla konkurencji.

A PiS spodziewa się, że Komisja Europejska zareaguje negatywnie na tę ustawę, która zuboży budżet o kilka miliardów złotych, bo oto słyszymy, surrealne wypowiedzi polityków PiS, jak Bartosza Kownackiego: „Jak nie będzie donosu na Polskę, to nic się nie stanie”.

A zatem mają gotowe zrzucenie odpowiedzialności za swoje nieudolne rządzenie na opozycję – na „totalną opozycję”, bo zniewolone umysły lubią posługiwać się językowymi sztancami, jak „zaplutymi karłami reakcji”. I taki też jest przekaz dnia PiS, który powtarzają politycy tej partii: „jak totalna opozycja nie doniesie do Komisji Europejskiej, to się nie dowie o ich ustawie o obniżce akcyzy za prąd”.

Czyżby PiS obawiał się reakcji KE, bo musiałby w związku z podwyżkami cen za prąd wylecieć w powietrze, a może szykuje jeszcze inny przekaz, który będzie tłumaczyć „suwerenowi”, że „wszystko robimy, co możemy dla waszego dobra, ale zła, antypolska Unia chce zniszczyć Polaków”.

PiS przez 3 lata wykuł swoje podstawowe prawo polityczne: „Im dłużej rządzą, tym bardziej winne są PO, totalna opozycja i Unia Europejska”.

PiS znalazło się w imadle dwóch potęg – UE i USA

To nie ambasador USA Georgette Mosbacher upokorzyła PiS, to partia Jarosława Kaczyńskiego padła przed nią na twarz. Ale jak ktoś nie zna najważniejszej poprawki do amerykańskiej konstytucji, która ma obszerną literaturę przedmiotu i niejedno hasło w Wikipedii jako „1. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych”, to musi tak dołować ze swoją facjatą.

Ambasador Mosbacher sprowadziła PiS do właściwej tej partii pozycji – bicia przed nią czołem. Rzecznik Joanna Kopcińska opublikowała w imieniu rządu Mateusza Morawieckiego oświadczenie, które jest mentalnym dla tej formacji świadectwem upadku, bo nie dość, że zaznali upokorzenia, to znowu pojawiła się mantra nieodpowiedzialności: „nasi poprzednicy”.

Otóż „wasi poprzednicy”, czyli koalicja PO-PSL i wcześniej, nie mieli żadnych zatargów z sojusznikiem zza Oceanu, a nawet służyli przykładem jako kraj wolności, aspiracji, jako prymus demokracji, któremu się udało. A jednak przyszedł PiS do władzy i diabli wzięli wcześniejsze osiągnięcia.

Mosbacher po upokorzeniu PiS znowu się odezwała i docisnęła jednym tweetem po polsku: – „Relacje PL-USA są bardzo dobre, a moim priorytetem jest pogłębianie tej przyjaźni. Wśród podstawowych wartości niesamowicie ważnych dla USA i dla mnie jest wolność słowa, wolność mediów i wolność intelektualnego dyskursu”. W języku dyplomacji to użycie buta w stosunku do sojusznika, któremu obce są „wolność słowa, wolność mediów i wolność intelektualnego dyskursu”.

Wolne media w Polsce dostały wsparcie od USA. Tego Jankesom nie zapomnimy. Jeszcze większe wsparcie dostajemy od Unii Europejskiej, a konkretnie od Komisji Europejskiej. Śmiem twierdzić, iż gdybyśmy nie należeli do Unii, dzisiaj Kaczyński byłby wszechwładnym autokratą, znajdowalibyśmy się „w powtórce z rozrywki” z lat 1937-39, z możliwością zaznania wojny hybrydowej z Rosją.

Na szczęście, przyjaciele z Brukseli nie nabierają się na pisowskie wycofywanie się z demolki niezależności sądów. Markowana ustawa o Sądzie Najwyższym została uznana jako „krok w dobrą stronę”. Ale tylko krok, po którym powinno dojść do następnych – ma to być odwrót z ustaw sądowniczych. Wiemy, że PiS jednak z dążenia do autokracji nie ustąpi, bo nie po to demolował trzecią władzę.

Komisja Europejska nie wycofuje pozwu do Trybunału Sprawiedliwości UE, z artykułu 7 Traktatu Unii Europejskiej, czyli z procedowania ochrony reguł praworządności, które zostały złamane przez PiS.

PiS znalazło się więc w imadle dwóch potęg, z prawej strony dociskają USA, z lewej Bruksela, a w kraju ciągle na agendzie jest afera Komisji Nadzoru Finansowego, choć jej były prezes zmienił się w Marka Ch. Użyto cepa wspomnianej retorycznej mantry, mianowicie PiS składa wniosek do prokuratury i skarży ustawę dotyczącą VAT z roku 2008. Absurd – by nie powiedzieć paranoja – polega na tym, że została ona przegłosowana z rozwiązaniami, o które sam PiS wnioskował.

PiS potyka się więc o własne sznurowadła, ale to może dlatego, że Kaczyński „dąży do prawdy” w obstawie ochroniarzy, policjantów, odizolowany barierkami. Każdy by się w tej sytuacji przewrócił, zarówno przed ambasador USA, jak i przed Komisją Europejską oraz wykopyrtnął o supeł VAT, który sam zawiązał.

PiS znalazł się w narożniku

Wybitnym prawnikom Sądu Najwyższego przyznano nie tylko rację – odzyskali oni autorytet, który prezes Kaczyński starał się za wszelką cenę zdeprecjonować.

Co znaczy nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, która jest przyznaniem się do ogromnej porażki PiS w kwestii reformowania sądownictwa? Przede wszystkim PiS w walce ze wszystkimi znalazł się w narożniku ringu, z którego partia Kaczyńskiego sprowadziła na Polskę nieszczęścia, ale to nie koniec porażek. Nowela ustawy dotyczy wąskiego wycinka tzw. reformy sądownictwa, która w istocie jest deformą. Na pewno to sukces I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która zostaje na stanowisku, jak nakazuje Konstytucja – do końca kadencji. Także inni sędziowie nie będą wysłani na emeryturę, aby PiS mógł powsadzać na ich miejsce posłusznych sobie prawników.

PiS nie walczy o lepsze prawo, ale o dyktowanie swoich warunków. Ostatnie słowa przed głosowaniem pilotującego ustawę posła PiS Łukasza Schreibera: – „Ustawa o Sądzie Najwyższym była zgodna z Konstytucją i traktatami unijnymi”. To świadczy, iż ciągle idą w zaparte!

Nie mieli już żadnych narzędzi do negocjowania. Politycy PiS nie pojawili się np. na debacie dotyczącej kondycji polskiego prawa w Parlamencie Europejskim, bo mieli świadomość, iż byliby zmiażdżeni i posądzeni o dążenie – słuszne! – do autokracji. A dla takich republik bananowych nie ma miejsca w projekcie unijnym.

Nowelizacją partia PiS zapewnia sobie w kontakcie z instytucjami unijnymi możliwość wyartykułowania, na czym im w tej sytuacji najbardziej zależy: – „Negocjujmy”. Tak! PiS chce negocjować bezprawie, chce tego bezprawia jak najwięcej w ramach standardów demokratycznych, chce swoje bezprawie wpisać w obyczaj prawny.

Ale tak nie da rady. Czy PiS uciszy szum dotyczący dążenia do Polexitu, do wyjścia z Unii Europejskiej? W ich mniemaniu może tak, lecz w istocie z tego nie zrezygnują. Nie mogą głośno o tym mówić, bo poparcie wśród Polaków dla Unii jest ogromne.

Ta nowela w mniemaniu PiS może mieć też na celu powstrzymanie walca o nazwie Donald Tusk, który w przyszłym roku wraz z opozycją – oby w jak najszerszej formule Koalicji Obywatelskiej – odsunie PiS od władzy. Lecz PiS czekają kolejne odsłony burzy, którą wykreowali i które niechybnie nastąpią po aferze dotyczącej Komisji Nadzoru Finansowego.

Ustawa o SN nie zadowoli Komisji Europejskiej ani TSUE, bo pytanie prejudycjalne dotyczą także Krajowej Rady Sądownictwa. PiS oddał tylko małą część praworządności. Jak to określił prof. Wojciech Sadurski: – „Jeśli złodziej wam ukradnie samochód, zegarek i psa, a następnie zwróci zegarek, to jeszcze coś zostało…”.

A zostało przywrócenie do praworządności: Trybunału Konstytucyjnego, KRS, Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, służby cywilnej, mediów publicznych etc. Ta nowela ma jeden szczegół, który wymyka się literze prawa, mianowicie autorytet Sądu Najwyższego przejmuje niejako atrybuty sądu konstytucyjnego, bo fasadowy Trybunał Konstytucyjny pod prezesowaniem Julii Przyłębskiej został kompletnie ośmieszony w kraju i za granicą.

I to jest wartość dodana tej noweli – wybitnym prawnikom Sądu Najwyższego przyznano nie tylko rację, ale odzyskali autorytet, który prezes Kaczyński starał się za wszelką cenę zdeprecjonować, wysyłając prof. Gersdorf do pracy na bazarze. PiS został zapędzony do narożnika, kwestią czasu jest, iż rzucony zostanie mu biały ręcznik. A co potem? Zobaczymy!

Przed ciszą wyborczą PiS dostaje baty od Trybunału Sprawiedliwości UE

Tuż przed ciszą wyborczą siły prodemokratyczne dostają paliwa, aby trwać przy nieposłuszeństwem obywatelskim, a prof. Małgorzata Gersdorf urasta do symbolu tej, której nie złamał niekonstytucyjnie prezydent Andrzej Duda.

I Prezes wytrwała do tego pięknego dnia, w którym TSUE zawiesza czystkę emerytalną w Sądzie Najwyższym zastosowując środek tymczasowy w postaci: „przywrócenie sytuacji w SN do stanu sprzed wejścia w życie ustawy”.

No to Duda ma się z pyszna, bowiem obniżył sędziom wiek emerytalny z 70 do 65 lat i zapewnił sobie – wbrew Konstytucji – prawo do decydowania, którzy z nich mogą orzekać dłużej. Na tej podstawie Duda od lipca usiłuje usunąć z SN 22 osób.

Sędziowie do tej pory trzymali się Konstytucji i oto zaświeciło im słońce. Nie było daremne trwanie przy praworządności.

Duda musi podjąć decyzję, która będzie zgodna z prawem unijnym, gdyż nierespektowanie „środka tymczasowego” zaleconego przez TSUE będzie w przyszłości jednym z oskarżeń go przed Trybunałem Stanu.

„Zabezpieczenie” Trybunału Sprawiedliwości UE wprowadza zakaz powoływania nowego I Prezesa SN a także wprowadzenia boczną furtką jakiejkolwiek osoby pełniącej jego obowiązki. Triumf niezłomności prof. Gersdorf PiS w oczy kole.

Ta decyzja TSUE to prztyczek dla władzy, która twierdzi, że „nie chce wyprowadzać Polski z UE”. Ignorowanie decyzji sądu unijnego jest drogą do Polexitu.

Prawnie Duda i władza PiS zobowiązane są przestrzegać „środka tymczasowego” od chwili doręczenia. Sam wyrok TSUE zapadnie nie tak szybko, to kwestia miesięcy, ale dzisiaj wymogiem jest fumus boni iuris, czyli wstępne przekonanie, że skarga Komisji Europejskiej jest niepozbawiona poważnych podstaw.

Poważnie! PiS dostaje baty tuż przed ciszą wyborczą.

Kaczyńskiego filozofia kołków

Pisowska gra nie jest obliczona na żaden dialog ani dogadanie się z kimkolwiek.

Mamy prawo się śmiać z tego, że Jarosław Kaczyński – chory na kolano – uskutecznia na Mierzei Wiślanej filozofię PiS: do trzech kołków sztuka. Bo trzeci raz wbijana jest łopata w przyszły przekop, choć nie ma dokumentacji na budowę, nie rozpisano żadnego przetargu, zaś ekonomiści uważają, że inwestycja zwróci się za 500 lat.

Pisowskie teatrum trwa, żaden Bareja tego by nie wymyślił, a Mrożek poległby przy tak kreowanej przez PiS grotesce. Mateusz Morawiecki naprawia swój wizerunek za państwowe pieniądze – 40 baniek (milionów) popłynie do jakiejś stajni wyścigowej, bo Morawiecki cieszył się na taśmie z podsłuchu w „Sowie…”, że Robert Kubica złamał rękę.

PiS jednak przymierza się do długiego trwania przy korycie. Politycy tej partii władzy nie oddadzą ot tak za pomocą kartki wyborczej, gdy przegrają. Testują różne metody, jak choćby w wypadku Hanny Zdanowskiej, która ma być pozbawiona funkcji prezydent Łodzi i zastąpiona komisarycznie. Możliwe też, iż jej nazwisko zostanie wykreślone z kart do głosowania, które są drukowane.

PiS zaczął myśleć o stworzeniu struktur własnej oligarchii, która będzie kształcona na „swoich” uczelniach, do takich zalicza się toruńska szkoła Rydzyka. Narodowy Bank Polski przeznacza na podyplomowy wydział ekonomiczny 246 tys. zł w tym roku, aby wykuwać patriotyczne kadry od finansów.

Student uiszcza czesne tylko w wysokości 500 zł, resztę pokrywa państwo zarządzane przez PiS. Nie każdy jednak może uczyć się u Rydzyka, musi mieć zaświadczenie o czystości wiary od swojego proboszcza. I wcale nie jest to taki drobiazg, jakby się wydawało. Do takiej pomocy państwa będą mieli dostęp tylko niektórzy, a więc mamy do czynienia z segregacją ze względu na wiarę. Przede wszystkim studenci będą podlegali weryfikacji politycznej wg strychulca PiS.

Z takimi kadrami, których kariera zależna będzie od władzy, można nie kłopotać się jakimiś niezależnymi fachowcami. Tak tworzone państwo nie może być otwarte, dlatego realizowany jest program wycofywania się Polski z Unii Europejskiej.

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans na zwołanej po raz szósty (szósty kołek) Radzie UE od chwili wszczęcia postępowania z art. 7 traktatu o UE o stanie praworządności w Polsce powiedział: – „Polskie władze nie wykorzystały naszej skargi do TSUE, by wstrzymać nominacje sędziów Sądu Najwyższego. Przeciwnie, Polska przyspieszyła”.

PiS przyspiesza demolowanie Sądu Najwyższego, wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański podczas zamkniętej debaty bezczelnie w oczy kłamał, iż nowi sędziowie Sądu Najwyższego zostali zaprzysiężeni na nowe miejsca, a nie na miejsca zwolnione wbrew Konstytucji przez przeszło 20 sędziów i kwestionowane przez Komisję Europejską.

Pisowska gra nie jest obliczona na żaden dialog ani dogadanie się. Będą trwać przy swoich niepraworządnych racjach. Komisji Europejskiej się znudzi i wszczęte zostaną sankcje, a wówczas Kaczyński powie: adieu, Unio. Tak wygląda filozofia kołków, niestety ciosanych na naszych głowach.

Duda puka spod dna

Prezydent powoła kolejnych sędziów Sądu Najwyższego, co oznacza złamanie zawieszeń przepisów nałożonych na procedurę powołania przez Sąd Najwyższy i Naczelny Sąd Administracyjny.

Nic nie wiedziałem o pewnych zdolnościach Andrzeja Dudy. Znałem jego dziwne uśmieszki, gdy nie wiedział, jak się ma zachować. Wstyd mi było za niego, gdy stał, a powinien mieć pod czterema literami krzesło, bo tak nakazuje godność sprawowanego urzędu – prezydenta RP. Dla odmiany klęczał, gdy na horyzoncie zobaczył klechę. Znam więc Dudę surrealnego, by nie napisać dadaistycznego. Duda dada.

Piszę „dada”, bo Duda to taka polityczna sztanca, został wciśnięty na siłę na urząd, do którego się nie nadaje i jest marionetką w rękach wiadomo kogo. Duda dada, cokolwiek mu wypadnie, jak rzut kostką, powtórzy mechanicznie (za prezesem): dada. Poznałem jego nową zdolność wcielania się, dawania twarzy powszechnie znanym powiedzeniom, przysłowiom, aforyzmom.

W rankingu praworządności opracowanym przez ekspertów Fundacji Bertelsmanna Polska pod władzą PiS zaliczyła spadek o 29 pozycji i na 41 krajów Unii Europejskiej i OECD znajdujemy się na 37. miejscu. Czyli 5 pozycji powyżej dna.

Widocznie nie spodobało się to Dudzie, bo oto jutro (10.10.) ma powołać kolejnych sędziów Sądu Najwyższego. To znaczy, że przyjęcie ślubowania będzie złamaniem zabezpieczeń nałożonych na procedurę powołania przez Sąd Najwyższy i Naczelny Sąd Administracyjny.

W sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda orzeczenie o jej zgodności z unijnym prawem. Wiemy już, kto poprowadzi sprawę – wiceprezes TSUE Hiszpanka Rosario Silva de Lapuerta. Jest ona znana pisowskim „reformatorom sądownictwa”. Już wydała orzeczenie, gdy irlandzki sąd pytał o niezawisłość sądownictwa i wstrzymywał ekstradycję Polaka. Rosario wydała werdykt: irlandzki sąd ma prawo oceniać ryzyko dla praworządności i rzetelnego procesu w innym państwie członkowskim, czyli w Polsce.

Duda zatem uwzględnił możliwość bliską pewności, iż Hiszpanka uzna niezgodność pisowskiej ustawy z prawem unijnym i unieważni wybór sędziów. A to z kolei skutkuje tym, że w rankingu praworządności spadniemy na dno.

Gdy władza PiS i dadaistyczna pacynka Duda nie zastosują się do wyroku TSUE, dojdzie do realizacji aforyzmu Stanisława Jerzego Leca. Duda będzie mógł powiedzieć o praworządności w Polsce, do upadku której walnie się przyczynił: „Sięgnąłem dna i usłyszałem pukanie od dołu”.

Duda jak echo, będzie mógł następnie zapytać i odpowiedzieć sobie: – „Kto od dołu puka? Ja, Duda”. Taki z niego aforysta prosto z pogłębionego Leca.

Dudy moc truchleje

Nie można wykluczyć, że w walce z Morawieckim o prezydenturę mógł Duda zawrzeć przymierze ze Zbigniewem Ziobrą i Mariuszem Kamińskim.

Andrzej Duda w wywiadzie dla „Sieci” chwali się, że za jego sprawą Polska zyskuje moc, taki zresztą jest tytuł wywiadu, wybity na okładce. Tę moc zyskuje dzięki wizycie w Białym Domu, bo prezydent powołuje się głównie na Trumpa, który zaliczył go (jako reprezentanta Polski) do „kluczowych partnerów strategicznych USA”.

Z tej mocy Duda nawet nie mógł znaleźć krzesła w Gabinecie Owalnym, aby się posadowić obok „strategicznego partnera”. Bracia Karnowscy stawiają głowie państwa bardzo obłe, owalne pytania, które czynią wywiad nieinteresujący, niewart czasu na czytanie.

Ale jedno pytanie jest najważniejsze, cały wywiad poprzez nie nabiera kolorów, tym interesownym bliźniakom bodaj o to chodzi. Pytanie dotyczy reelekcji. I ono ma moc, zdradza sympatie Karnowskich, gdzie lokują swoje nadzieje: – „Nie czytał pan prezydent tych plotek o ewentualnym starcie premiera Morawieckiego w wyborach prezydenckich?”. Duda się wije jak piskorz: – „Media co chwila o to pytają, spekulują, taka jest wasza rola”. Po czym z tej mocy prezydent błaga: – „Błagam, zatrzymajmy się w tych publicystycznych dywagacjach”. Bracia Karnowscy, jak Trump, zostawiają Dudę w „strategicznej” pozycji i wywiad toczy się dalej gładko.

Ale na innej kolumnie tygodnika „Sygnalista nadaje” przyłbica jest podniesiona i bez owijania w bawełnę zostało napisane: – „Zdaniem „Faktu” obecny premier Mateusz Morawiecki może być kandydatem PiS na prezydenta. W takim scenariuszu Andrzej Duda nie dostałby poparcia macierzystej partii. Rzeczywiście taka plotka od dość dawna krąży po Warszawie. Ale to scenariusz bardzo ryzykowny. Bo w Pałacu Prezydenckim stawiają sprawę jasno: jeśli PiS nie wystawi Dudy, to on i tak wystartuje”.

Duda może się pocieszać, że on z tej mocy stoi, bo Morawiecki wygląda, jakby leżał. Cios, jaki zadała Morawieckiemu taśma z afery podsłuchowej, raczej nie wyszedł z Kancelarii Prezydenta. Nie można jednak tego wykluczyć, bo w walce o stołek mógł Duda zawrzeć przymierze ze Zbigniewem Ziobrą i Mariuszem Kamińskim. Wszak tego ostatniego ułaskawił z wyroku trzech lat więzienia.

Morawiecki dostaje następne ciosy. Leżący premier dostaje po raz drugi od Sądu Najwyższego, który wydawało się, że został ograny. Za wcześnie trąbiły te wszystkie fanfary w PiS, gdy ZUS w Jaśle wycofał skargę do Sądu Najwyższego, a ten sformułował na tej podstawie pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE. Sąd Najwyższy obchodzi sztuczkę ZUS i zadaje TSUE te same pytania, ale w oparciu o inną sprawę, już bez ZUS-u. Prosi o połączenie tych spraw i zastosowanie trybu przyspieszonego, który tryb ta pierwsza sprawa już ma.

Jakby tego było mało Morawiecki dostaje plombę od Junckera i Timmermansa, którzy w imieniu Komisji Europejskiej składają do TSUE skargę w sprawie Sądu Najwyższego, a tak naprawdę w sprawie niepraworządności. W tym ostatnim wypadku mamy do czynienia zdecydowanie z czymś groźniejszym, z możliwościami sankcji finansowych, które mogą zostać nałożone na Polskę. Morawiecki leży, wcale nie na ringu, ale w klatce sportów walki i okłada go bynajmniej nie Duda.

Morawiecki „w pewnym stopniu urwał” dialog z UE

Ten pewien stopień dla Wielkiej Brytanii skończył się Brexitem, dla Polski może skończyć się odpowiednio – Polexitem.

Ryszard Czarnecki swego czasu umówił się z dziennikarzem na „w pół do pierwszą”, a Mateuszowi Morawieckiemu do „półtorej roku” rządzenia brakuje jeszcze rok. Obydwaj są z podobnego rozdania, samoocenę mają zawyżoną, co w psychologii jest jednoznaczne, są to faceci z kompleksami. Tacy ludzie nie rozmawiają, nie dyskutują, bo swoje wiedzą. To przypomina mi dawną ustawę z Pensylwanii, która zabraniała plucia pod wiatr. Pół biedy, gdy ślina wracała na twarz plującego, ale kłopot brał się, gdy ślina lądowała na twarzy tego, z kim plujący dyskutował.

Morawiecki na dyskusję musi mieć pozwolenie prezesa. A Kaczyński mu nie pozwala, bo realizuje swój plan zaprowadzenia zamordyzmu. Premier Morawiecki jest tylko narzędziem w jego rękach, który mówi w wyznaczonych ramach.

Komisja Europejska pozwała władzę pisowską do Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki to nazywa „krokiem, który dialog do pewnego stopnia urywa”. Komisja Europejska – namiastka rządu unijnego – zaskarża prowincję o sprzeniewierzenie się wartościom, które obowiązują na całym terytorium, a Morawiecki twierdzi, że to urywa więzi – acz „do pewnego stopnia”.

Jeżeli więc prowincja nie podejmie dialogu, to znaczy nie wróci do stosowania norm, które wspólnotę spajają, to albo zostaje wykluczona ze wspólnoty wartości, albo dotyka ją „karna ekspedycja”, przymus. To ostanie nie jest możliwe, więc Morawiecki opowiedział się za wykluczeniem Polski z Unii Europejskiej – „do pewnego stopnia”.

Ten pewien stopień dla Wielkiej Brytanii skończył się Brexitem, dla Polski może skończyć się odpowiednio – Polexitem.

Mateusz Morawiecki, jak jego tatuś Kornel, wyznaje szemrane wartości – opisane w „Boboku” przez Fiodora Dostojewskiego, którego bohater na cmentarzu słyszał głosy zmarłych. Ojciec premiera nawet od tych zmarłych dostał dla swojej partii podpisy poparcia.

I takie wartości rodzinne wyznaje Mateusz Morawiecki. Pluje w imieniu prezesa, poniekąd też swoim, ale ta plwocina leci na wszystkich nas, Polaków, którzy nie podzielamy tych wartości pod wiatr demokracji. Z „półtorej roku” Morawieckiego zostało mu jeszcze rok – do wyborów parlamentarnych i niech on wówczas skończy na politycznym śmietniku jako Bobok.