Posts Tagged ‘komisja ws. VAT’

Pogromca Donald Tusk

„Kłamstwa mogą być bardzo użyteczne w kampanii wyborczej, ale mają swoje długie, długie konsekwencje”.

Wyznaczeni przez Jarosława Kaczyńskiego szefowie sejmowych komisji padają na retorycznym polu bitwy jak kawki. Ich pogromcą jest Donald Tusk. Wcześniej Małgorzata Wassermann oddelegowana została do zbadania afery Amber Gold, dostała do pomocy klowna Marka Suskiego. Może żałować, iż się zgodziła, bo jej kariera została zwichnięta, a miała duże ambicje.

Obecnie widzimy, jak wciry dostaje Marcin Horała, który szefuje komisji ds. VAT. Tusk punktuje go i posyła na dechy. Spektakl jest jednostronny i gdyby to był boks, Horała odesłany zostałby do narożnika już w pierwszej rundzie.

Przesłuchanie Tuska uzmysławia, że mamy dwie Polski. Nie tylko polityczne, jedną Polskę otwartą, ambitną, z różnymi mniej i więcej zdolnymi ludźmi. A z drugiej strony Polskę załganą, której patronuje prezes Jarosław Kaczyński, lgną do niego postaci, które nie mają większych talentów, acz chcieliby przeszwarcować się przez politykę i życie, jak wspomniani Wassermann i Horała.

Horała może i przygotował się do przesłuchania Tuska, lecz w nocy musiały dopaść go koszmary. Zapamiętamy go, iż do Unii Europejskiej zaliczył Lichtenstein i Andorę. Niespecjalnie to różni się od wiedzy Beaty Szydło, który nie wiedziała, kiedy to Polska wstąpiła do Unii Europejskiej.

Precyzyjnie Tusk wyłożył, o co chodzi w tych spektaklach: „Tu nie chodzi o żadne szukanie sprawiedliwości. Oni nawet nie wierzą w to, co mówią, w te zarzuty, które formułują. Wszystko podporządkowane jest wyłącznie propagandzie”.

Z pewnością Tusk to postać wybitna, ale także inne osoby pokonałyby takich ludzi jak Horała i Wassermann, czy też Mateusz Morawiecki. Albowiem kłamstwa obnażają ich mierność. Tusk: „Kłamstwa mogą być bardzo użyteczne w kampanii wyborczej, ale mają swoje długie, długie konsekwencje”.

Po PiS – czy to na jesieni, czy później – cały kraj będzie długo wychodził z tej traumy. Będziemy na nowo uczyli się, czym jest praworządność, co to Konstytucja, a w mediach publicznych dziennikarze na nowo formułować prawdę o faktach politycznych.

PiS znalazło się w imadle dwóch potęg – UE i USA

To nie ambasador USA Georgette Mosbacher upokorzyła PiS, to partia Jarosława Kaczyńskiego padła przed nią na twarz. Ale jak ktoś nie zna najważniejszej poprawki do amerykańskiej konstytucji, która ma obszerną literaturę przedmiotu i niejedno hasło w Wikipedii jako „1. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych”, to musi tak dołować ze swoją facjatą.

Ambasador Mosbacher sprowadziła PiS do właściwej tej partii pozycji – bicia przed nią czołem. Rzecznik Joanna Kopcińska opublikowała w imieniu rządu Mateusza Morawieckiego oświadczenie, które jest mentalnym dla tej formacji świadectwem upadku, bo nie dość, że zaznali upokorzenia, to znowu pojawiła się mantra nieodpowiedzialności: „nasi poprzednicy”.

Otóż „wasi poprzednicy”, czyli koalicja PO-PSL i wcześniej, nie mieli żadnych zatargów z sojusznikiem zza Oceanu, a nawet służyli przykładem jako kraj wolności, aspiracji, jako prymus demokracji, któremu się udało. A jednak przyszedł PiS do władzy i diabli wzięli wcześniejsze osiągnięcia.

Mosbacher po upokorzeniu PiS znowu się odezwała i docisnęła jednym tweetem po polsku: – „Relacje PL-USA są bardzo dobre, a moim priorytetem jest pogłębianie tej przyjaźni. Wśród podstawowych wartości niesamowicie ważnych dla USA i dla mnie jest wolność słowa, wolność mediów i wolność intelektualnego dyskursu”. W języku dyplomacji to użycie buta w stosunku do sojusznika, któremu obce są „wolność słowa, wolność mediów i wolność intelektualnego dyskursu”.

Wolne media w Polsce dostały wsparcie od USA. Tego Jankesom nie zapomnimy. Jeszcze większe wsparcie dostajemy od Unii Europejskiej, a konkretnie od Komisji Europejskiej. Śmiem twierdzić, iż gdybyśmy nie należeli do Unii, dzisiaj Kaczyński byłby wszechwładnym autokratą, znajdowalibyśmy się „w powtórce z rozrywki” z lat 1937-39, z możliwością zaznania wojny hybrydowej z Rosją.

Na szczęście, przyjaciele z Brukseli nie nabierają się na pisowskie wycofywanie się z demolki niezależności sądów. Markowana ustawa o Sądzie Najwyższym została uznana jako „krok w dobrą stronę”. Ale tylko krok, po którym powinno dojść do następnych – ma to być odwrót z ustaw sądowniczych. Wiemy, że PiS jednak z dążenia do autokracji nie ustąpi, bo nie po to demolował trzecią władzę.

Komisja Europejska nie wycofuje pozwu do Trybunału Sprawiedliwości UE, z artykułu 7 Traktatu Unii Europejskiej, czyli z procedowania ochrony reguł praworządności, które zostały złamane przez PiS.

PiS znalazło się więc w imadle dwóch potęg, z prawej strony dociskają USA, z lewej Bruksela, a w kraju ciągle na agendzie jest afera Komisji Nadzoru Finansowego, choć jej były prezes zmienił się w Marka Ch. Użyto cepa wspomnianej retorycznej mantry, mianowicie PiS składa wniosek do prokuratury i skarży ustawę dotyczącą VAT z roku 2008. Absurd – by nie powiedzieć paranoja – polega na tym, że została ona przegłosowana z rozwiązaniami, o które sam PiS wnioskował.

PiS potyka się więc o własne sznurowadła, ale to może dlatego, że Kaczyński „dąży do prawdy” w obstawie ochroniarzy, policjantów, odizolowany barierkami. Każdy by się w tej sytuacji przewrócił, zarówno przed ambasador USA, jak i przed Komisją Europejską oraz wykopyrtnął o supeł VAT, który sam zawiązał.

Alternatywny Nobel dla Morawieckiego

Według premiera, PiS odzyskał więcej pieniędzy niż dała Polsce Unia Europejska – zaiste zasługuje na tę nagrodę.

Zbyt długo Mateusz Morawiecki zwlekał z ogłoszeniem rewelacji ekonomicznych, iż PiS odzyskało więcej pieniędzy niż dała Unia Europejska. Dlaczego takim ekscytującym odkryciem dzieli się w Dębicy na Podkarpaciu, a nie w Sztokholmie, gdzie przyznawane są Noble z ekonomii…

Polacy zdobywali Noble literackie i pokojowy, ale nie mamy ekonomicznego. Może tym ogłoszeniem o wyższości środków pisowskich nad unijnymi premier aspiruje do najgodniejszego lauru, jaki nakłada Szwedzka Akademia Nauk. Jakieś ciało kolegialne powinno go najpierw zgłosić, Komitet Polityczny PiS albo Rada Polityki Pieniężnej. A tak laurem z ekonomii w tym roku podzielili się William Nordhaus i Paul Romer.

Geniusz Morawiecki zakomunikował nam, iż „z uszczelnienia podatków w przyszłym roku będziemy mieli może nawet 50 mld zł”, a na „programy dla rolników, programy drogowe czy kolejowe wpłynie z Unii około 25-27 mld złotych”. Krótko pisząc, PiS jest dwukrotnie lepszy niż Unia Europejska. Mniejsza z tym, iż w projekcie budżetu zapisano wzrost wpływów VAT o 13,6 mld zł, która to wielkość nijak się ma do 50 mld.

Morawiecki twierdzi, że pieniądze odzyskuje od mafii VAT-owskich. Dlaczego jednak nikt w kraju nie słyszał o rozbijaniu gangów, o procesach mafiosów, którzy siedzieliby na sali sądowej w specjalnych kuloodpornych klatkach? Dlaczego magister Zbigniew Ziobro nie zleca służbom specjalnym wchodzenia o szóstej rano do tych zakapiorów, a kipisz robi się w mieszkaniach obywateli, którzy na pomnikach zawieszają t-shirty z napisem „Konstytucja”?

Ogłoszenie swojego geniuszu ekonomicznego przez Morawieckiego od razu spowodowało podejrzenie, że nie warto być w Unii i spodziewać się należy wyjścia z niej – Polexitu. PiS przecież więcej odzyskuje pieniędzy z uszczelniania niż płynie do nas z Brukseli. Gdy wreszcie granice zostaną zamknięte, uszczelnianie przynosić będzie jeszcze większe profity dla budżetu.

PiS tak się zapędził z mafiami VAT-owskimi, iż powołał do ich ścigania sejmową komisję śledczą. Miał być przesłuchiwany Jacek Rostowski, były minister finansów rządu PO-PSL, lecz z tego zrezygnowano, bo mamy czas kampanii wyborczej, a przesłuchanie mogłoby się potoczyć nie po myśli PiS. I pewnie tak byłoby, bo Rostowski pisowskich śledczych przewyższa o kilka pięter.

Wszystkie jednak dane wskazują, że istotnie Morawiecki może liczyć na Nobla, z innego jednak umysłowego kruszcu, alternatywnego IG Nobla (ignoble – niegodziwy). To taki Nobel, który mógłby wręczać Stanisław Bareja. Przyznawany jest w Cambridge w Massachusetts. Laureat – zamiast miliona dolarów wręczanych w Sztokholmie – dostaje w tym słynnym mieście uniwersyteckim np. 10 bilionów dolarów Zimbabwe (odpowiednik 20 zł – nie wiem, czy zwracane są koszta podróży).

W tym kontekście stają się zrozumiałe aspiracje Morawieckiego ogłoszone w Dębicy. Może pretenduje do IG Nobla, którego zdobycia należy mu życzyć jako rodakowi i trzymać kciuki.