Posts Tagged ‘konstytucja’

CZY MOŻECIE TO SKOMENTOWAĆ??? CENZURALNYCH SŁÓW NAM ZABRAKŁO…

48 bln zł z reparacji od Niemiec i Rosji powinny zasilić Fundację Rydzyka – tak zdecydowały w sieci pisowskie trolle

Publicysta „Wyborczej” Wojciech Maziarski pisze na portalu Koduj24 o wojnie PiS z Unią Europejską.

Twierdza PiS przygotowuje się na europejskie oblężenie

Słowa Emmanuela Macrona sygnalizują, co czeka Kaczyńskiego.

Emmanuel Macron powiedział parę banalnych oczywistości i wywołał tym furię PiS-owskich władz. Stwierdził, że Unia Europejska jest wspólnotą wartości, a Polska pod rządami Kaczyńskiego sama wypycha się na margines tej wspólnoty i traci wpływ na bieg spraw europejskich.

Trudno polemizować z tym opisem faktów, a jednak różni tytani intelektu z obozu rządzącego natychmiast podnieśli krzyk, dając odpór „francuskiemu agresorowi”. – Możemy ogłosić konsumencki bojkot francuskich towarów – zagroził nawet poseł Arkadiusz Mularczyk, niewątpliwie wywołując panikę wśród producentów win, serów, perfum i samochodów marki Renault.

Natomiast pani premier pouczyła prezydenta Francuzów, by lepiej zajął się swoim krajem, który rządzonej przez PiS Polsce do pięt nie dorasta. – „Być może jego aroganckie wypowiedzi wynikają z braku doświadczenia i obycia politycznego, co ze zrozumieniem odnotowuję, ale oczekuję, iż szybko nadrobi te braki i będzie w przyszłości bardziej powściągliwy” – powiedziała Beata Szydło, połyskując wytworną broszką. To jej wystąpienie należy chyba uznać za kontynuację dziejowej misji cywilizowania dzikusów znad Loary. PiS najpierw nauczył ich jeść widelcami, a teraz pomaga im nabrać obycia politycznego.

W najbliższych miesiącach ekipa Kaczyńskiego będzie mieć jeszcze wiele okazji, by w podobny sposób wychowywać i pouczać partnerów Polski. Wydaje się bowiem, że wyczerpuje się kredyt zaufania udzielony Warszawie przez stolice Zachodu. Wypowiedź Macrona i demonstracyjne pominięcie Polski w czasie jego podróży po Europie Wschodniej pokazują, czego PiS może się spodziewać – czeka go europejski ostracyzm, zmasowana krytyka oraz polityka formalnych i nieformalnych kar.

Polskie władze liczyły zapewne, że uda się im powtórzyć drogę Viktora Orbána, który rządząc już drugą kadencję przez wiele lat unikał negatywnych konsekwencji i nie spotykał się z ostrą reakcją Europy. Jednak strategia przyjęta przez premiera Węgier różni się zasadniczo od tego, co prezentuje Kaczyński – radykalny i demagogiczny w polityce krajowej, Orbán w kontaktach z Brukselą udaje człowieka kompromisu i umiaru. Pozornie respektuje postanowienia instytucji europejskich, zawiesza funkcjonowanie przepisów zakwestionowanych przez europejski Trybunał Sprawiedliwości i nowelizuje je, by pokazać, że pozostaje w zgodzie z procedurami i zasadami przyjętymi w świecie cywilizowanym. Te nowelizacje w większości wypadków niewiele zmieniają, ale pozory zostają zachowane.

W przeciwieństwie do tego ekipa Kaczyńskiego dokłada starań, by zaprezentować się jako bolszewicka hałastra, która zbrojnie opanowała Pałac Zimowy i ma gdzieś zasady obowiązujące na salonach Europy. Ostentacyjne lekceważenie pouczeń Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego czy ignorowanie orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej dobrze ilustrują różnice w postawach władz w Warszawie i Budapeszcie.

Możemy się więc spodziewać, że zagraniczna presja na rząd PiS-u będzie w nadchodzących miesiącach rosła. Ani Unia Europejska, ani nawet tacy partnerzy jak rządzone przez Donalda Trumpa Stany Zjednoczone nie będą chciały ani mogły sobie pozwolić na to, by tolerować szaleństwa Kaczyńskiego. Zapowiadany zamach na własność zagranicznych koncernów medialnych w Polsce okaże się zapewne tą kroplą, która przepełni czarę.

Tocząc polityczną wojnę przeciw Zachodowi i stając w obliczu restrykcji, PiS będzie starał się wmówić obywatelom, że Polska pada ofiarą agresji, przed którą cały naród musi się solidarnie bronić, wspierając swoje władze. Bo załoga oblężonej twierdzy musi trzymać się razem.

Dlatego tak ważne jest, by uodpornić się na tę demagogię. Już dziś powiedzmy sobie jasno: jesteśmy wdzięczni naszym unijnym partnerom, że potępiając i karząc rząd PiS-u, występują w obronie polskiej demokracji, wolności i naszych praw obywatelskich. Emmanuel Macron, krytykując politykę Warszawy, stoi w tym samym miejscu, w którym władze Francji stały w 1981 r., gdy potępiały wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Natomiast Kaczyński stoi dokładnie tam, gdzie wówczas stali Jaruzelski i Breżniew.

PADLIŚMY :)))))

Szydły szydełkują – PiS ich mać.

PiS rozpoczyna demontaż Konstytucji

Piątkowa konferencja, organizowana przez Komisję Krajową NSZZ „Solidarność”, która odbyła się w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, w zamyśle rządzących zainaugurowała debatę dotyczącą zmian w konstytucji. Uczestnicy obradowali pod hasłem-pytaniem „Konstytucja dla obywateli, nie dla elit?”. Wzięli w niej udział przedstawiciele (jakby nie patrzeć) elit władzy: prezydent Andrzej Duda, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, szef „Solidarności” Piotr Duda, jej były przewodniczący Marian Krzaklewski oraz wiceszef Kancelarii Prezydenta, pełnomocnik prezydenta ds. referendum Paweł Mucha.

Nawet prezydenta Dudę zdziwiła kuriozalna teza, zawarta w tytule konferencji. Bo skoro „elity” wywodzą się spośród obywateli – jak przytomnie zauważyła na swoim blogu Ewa Siedlecka z „Polityki” – to logicznie z takiego zdania wynika, że „jak ktoś już stanie się „elitą”, to przestaje być obywatelem”. Dlatego prezydent zaproponował przeformułowanie hasła na „Konstytucja nie tylko dla elit”. Trochę mniej niezgrabne, ale nadal – jak łatwo zauważyć – mocno populistyczne. I taki sam charakter miała konferencja. Tymczasem – dodajmy – za rok miałoby się odbyć „referendum konsultacyjne”, w którym obywatele odpowiedzą na pytania, co chcieliby mieć w konstytucji.

Prezydent Duda głównie pytał. „Czy powinniśmy w konstytucji zabezpieczyć świadczenia 500+, ilu powinno być posłów, ilu senatorów, czy edukacja powinna być bezpłatna i gwarantowana przez państwo? Jak powinno wyglądać finansowanie podstawowej opieki zdrowotnej?” To jedne z wielu kwestii, które trzeba podjąć” – mówił. Ale kolejni oficjele – związkowiec Duda, senator Karczewski, inni – już tylko stawiali przyszłej konstytucji wymagania. Że trzeba wpisać do niej 500 +, gwarancję wieku emerytalnego, takiego jak obowiązuje dziś; a nawet… zagwarantować w Senacie miejsca dla Polonii. Zabrakło wizji. Jak pisze Siedlecka: „Można było się np. spodziewać, że [nowa konstytucja – dop. MPM] zostanie oparta na „społecznej nauce Kościoła” – ale nie”.

Ale najciekawsze dopiero przed nami. Otóż uczestnicy konferencji, krytykując obecną konstytucję, odwoływali się do lepszego, ich zdaniem, przykładu. Mianowicie – obywatelskiego projektu konstytucji przygotowanego przez „S” i ugrupowania prawicowe w 1994 r. Tyle, że z zestawienia poczynionego przez Ewę Siedlecką widać, że obie konstytucje zawierają w większości te same prawa i wolności i praktycznie niemal się nie różnią! Np. wolność sumienia i wyznania, i pozycja kościołów i związków wyznaniowych są uregulowane bardzo podobnie jak dzisiaj, podobnie – prawa pracownicze.

A co szczególnie ciekawe, solidarnościowy projekt z 1994 jest znacznie od naszej konstytucji… uboższy. Przykłady? Nie ma w nim równości kobiet i mężczyzn, nawet nie zaczyna się, a jedynie kończy odwołaniem do Boga (!) i „prawa naturalnego”, które ma być wzorem dla prawa stanowionego. Mniej jest w nim o ochronie rodziny, w ogóle nie zawiera zastrzeżenia, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny – wylicza Ewa Siedlecka. Nie ma prawa do mieszkania ani obowiązku ustawowego określenia płacy minimalnej. Nie ma nawet tego co w dzisiejszej konstytucji: równości w dostępie do publicznej służby zdrowia, czytamy na jej blogu. Owszem – jest w projekcie z 1994 r. to, że państwo ma „zapewniać ochronę trwałości stosunków pracy”. „Ale to i inne gwarancje socjalne – tak jak w obecnej konstytucji – ma być realizowane przez prowadzenie przez państwo odpowiedniej „polityki”. A więc nie są to prawa „twarde”, których można dochodzić przed sądem” – pisze Siedlecka.

Za to Piotr Duda pokazał, że nie przeczytał obecnej konstytucji. Dlaczego? W swoim ostrym wystąpieniu mówił, że konstytucja powinna być uspołeczniona, dlatego ważne są referenda. Tyle że„projekt „S” z 1994 r. wcale nie gwarantuje, że referenda byłyby dla władzy bezwzględnie wiążące. Nie ma też gwarancji, że władza nie mogłaby odrzucać obywatelskiego wniosku o przeprowadzenie referendum. We wszystkim konstytucja „S” odsyła do ustawy, nie stawiając tej ustawie żadnych ograniczeń. Tymczasem za to przewodniczący Duda krytykował obecną konstytucję (która, notabene, rzadziej odsyła do ustaw)” – wylicza dziennikarka „Polityki”. Poza tym związkowiec Duda grzmiał już na inne tematy: że część postanowień konstytucji, gwarantująca „społeczną gospodarkę rynkową” – nie jest wykonywana wcale lub nienależycie. Czy to jednak jest powód, aby ją zmieniać?

Być może chodzi tak naprawdę o jeden zapis w projekcie z 1994 r. Jak sugeruje Siedlecka, szczególnie dla PiS atrakcyjny. Jaki? Za to zapisano w projekcie „Solidarności: „Zostanie przeprowadzona weryfikacja wszystkich sędziów pod względem przestrzegania przez nich zasady niezawisłości sędziów. Szczegóły określi ustawa”. Taka weryfikacja pod dyktando prezesa Jarosława Kaczyńskiego byłaby spełnieniem marzeń wielu zwolenników obalenia trójpodziału władzy, czyż nie?

Wspomniana piątkowa konferencja jedynie potwierdza, że debata nad nową konstytucją to pretekst. Tworzenie alibi, że „oto suweren domaga się zmiany konstytucji”. Po co? „Zmiana konstytucji jest potrzebna nie społeczeństwu, nie Polsce, ale PiS: żeby znieść ostatnią przeszkodę na drodze do władzy totalnej: trójpodział władzy” – kwituje Ewa Siedlecka.

wersja wyjazdowa 😂

Waldemar Mystkowski pisze o MON.

MON jako ministerstwo głupich kroków Monty Pythona

Ministerstwo Obrony Narodowej to wbrew pozorom nie ministerstwo głupich kroków. Ale takim się wydaje. Antoni Macierewicz zaś nie jest zarządzającym grupą wybitnych aktorów Monty Pythona, acz chyba takim chciałby być, bo jak nazwać dążenie do wybitnej śmieszności, gdy swego czasu minister na sejmowej komisji wojskowej był łaskaw powiedzieć o swoim Misiu (Misiewiczu) do opozycji, iż przewyższa ich inteligencją. Niech Misiewiczowi inteligencja lekką będzie i jak najszybciej zrobi jakiś papier naukowy w szkole Rydzyka.

Monty Python obnaża wszelkie ludzkie mity, przywary, a resort kierowany przez Macierewicza też obnaża, ale indolencję własną i PiS. Monty Python był i jest w brytyjskim show biznesie jednym z najbardziej dochodowych przedsięwzięć, MON ma miliardowy budżet i go trwoni. Gdyby Piotr Gliński miał na względzie rozwój polskiej kultury, to mógłby zamówić dzieło Monty Pythona o MON Macierewicza. Byłaby to upragniona hollywoodzka produkcja, o której marzy prezes. Trzeba trochę odwagi, ministrze, arcydzieła leżą na pisowskim bruku, wystarczy po nie sięgnąć.

Jeszcze nie zszedł nam śmiech z twarzy po przedwczorajszym blamażu Autosanu, którego szefowie nie zdążyli przezornie (spóźnienie 20 minut) na przetarg autobusów dla wojska, bo takich autobusów wysokopodłogowych firma nie produkuje, a już mamy nowy wyczyn Monty Pythonowski – i to z kategorii superprodukcji.

Polska Grupa Zbrojeniowa kontrolowana przez MON kupuje będąca w upadku Stocznię Marynarki Wojennej w Gdyni za 224 mln zł, której wartość rynkowa wynosi 5,7 mln zł – na tyle syndyk wycenił urządzenia, które dałoby się złomować.

Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem, mogę zdefiniować potrzebę Monty Pythona – obnażać głupotę ludzka powszednią i na obnażaniu głupoty jeszcze zarobić. Ale ministerstwo, które samo w sobie jest nagie, obnażone i domaga się na swoją indolencję – jak w tym wypadku – setek milionów złotych, a gdy już kupi tę stocznię potrzebne będą dziesiątki miliardów. Tak jest! – miliardów.

Wszak słyszeliśmy, że siedziba stoczni ma być przeniesiona do Radomia – zdaje się, że tego Monty Python by nie wymyślił, a gdyby wymyślił to orzeklibyśmy, że jest to dowcip zbyt wydumany – a ponadto jeden z zastępców Macierewicza (wiceMonty Python Bartosz Kownacki) zapowiedział, że stocznia dostanie od rządu kontrakt na produkcję okrętów podwodnych. Kontrakt ten ma opiewać na 10 mld zł z budżetu państwa.

Ministrze Gliński, tematów na produkcję hollywoodzką jest ci u nas dostatek. O MON jako ministerstwie głupich kroków to mógłby być pierwszy film. Prezes dostałby takiego bólu przepony, że do głowy nie przychodziłoby mu niszczenie demokracji w kraju – a gdy MON utopi 10 mld zł w łodziach podwodnych, od razu pojawia się temat na „Różową Panterę 2” (czy kolejny sequel), toż Mariusz Kamiński (ten od służb specjalnych) to urodzony inspektor Clouseau.

Prezes zamiast marzeń podczas oglądania walki byków, aby zostać toreadorem Manuelem, mógłby się czuć królewską postacią z pałacu Buckingham, ponoć tam za Monty Pythonem przepadają. Jarosław I – następca tronu.

R. Czarnecki i jego koledzy mają sporo na sumieniu jeśli chodzi o donoszenie na Polskę

Przy takiej stracie trudno opanować emocje. Świat satyry stracił człowieka, którego nie da się zastąpić. Żegnaj mistrzu…

>>>

Reklamy

SŁOWA FRASYNIUKA, Z OKAZJI DZISIEJSZEGO ŚWIĘTA.

A JEDNAK… NA ZŁOŚĆ DUDZIE!

Waldemar Mystkowski pisze o demolującym wpływie na obronność Polski osobnika o nazwisku Antoni Macierewicz.

Mara senna Macierewicza o potędze armii

Takiej zapaści w polskim wojsku dawno nie było.

Antoni Macierewicz ubiegł prezydenta Andrzeja Dudę w pochwałach dla armii. W przeddzień święta Wojska Polskiego wygłosił przemówienie, wręczył awanse i wyróżnienia. Minister ma zdecydowanie większy wkład w niszczenie polskiej obronności, choć zwierzchnikiem konstytucyjnym WP jest Andrzej Duda.

Wydaje się, że Duda postawił się ministrowi obrony, gdyż nie podpisze nominacji generalskich, choć tych na gwałt potrzebuje armia, bo dymisji wśród najwyższych szarż w ostatnim czasie mieliśmy wyjątkowo dużo. Odeszli z wojska generałowie z odpowiednim stażem i mający uznanie wśród sojuszników w NATO. Otworzyła się ścieżka kariery dla nominatów Macierewicza, przeskakujących kilka rang w bardzo krótkim czasie.

W każdym razie Macierewicz w przemówieniu pochwalił siebie i zapowiedział cel armii, w której dewastacji ma spore osiągniecia. Otóż chce „armii zdolnej samodzielnie powstrzymać zewnętrzny atak”. Można powiedzieć, że jest ambitny, jak nikt przed nim.

Na razie armia pozbyła się najlepszych generałów, nie ma śmigłowców bojowych, bo kontrakt na zakup Caracali został zerwany. Brakuje pilotów, którzy obsługiwaliby śmigłowce te, które są. Fachowcy od wojskowości twierdzą, że takiej zapaści w polskiej armii dawno nie było, np. ratownictwo Marynarki Wojennej nie ma czym latać, ale MON kupił limuzyny i samoloty dla VIP-ów, wszak partia „panów” musi mieć czym latać.

W przemówieniu Macierewicza wybrzmiały bardzo niepokojące nuty, mianowicie minister dystansuje się „od złudnych obietnic, odrzucenie fałszywej alternatywy między opcją rosyjską i niemiecką, powrót do prawd najprostszych i do wartości podstawowych”. Język bardzo ułomny, jakaś marna kazuistyka. Dzisiaj zrozumiałym jest, iż „opcja rosyjska” (niezdarność językowa) jest z natury wrogim rozumieniem interesu narodowego. Ale „opcja niemiecka” niemal współgra z reparacjami za II wojnę światową.

„Opcja niemiecka” jest naszym sojusznikiem w NATO. Takim samym partnerem jak „opcja amerykańska”, a wojska niemieckie znajdują się tuż za Odrą. Chyba że Macierewiczowi chodzi o to, aby Niemcy byli naszymi wrogami. Tym samym wrogami zostaną Amerykanie, bo dla nich nasi zachodni sąsiedzi są ważniejszym partnerem w NATO niż my (mimo niechęci Trumpa, ale ten już od dłuższego czasu jest izolowany od strategicznych decyzji administracji waszyngtońskiej). Pojęcie „opcja niemiecka” używane jest przez Jarosława Kaczyńskiego i to tylko wtedy, gdy chce ostro skrytykować Niemcy.

W przeddzień święta Wojska Polskiego uświadamiamy sobie, jak Macierewicz osłabił obronność polską, nie tylko dewastując kadry dowódcze, ale zrywając kontrakty na zakup nowoczesnego wyposażenia i broni. Za to dowartościowani są Misiewicze i Berczyńscy i tak poroniona nowa formacja – weekendowe Wojska Obrony Terytorialnej.

Macierewicz ciągle nie odpowiedział na zarzuty, które same się formułują po lekturze świetnie udokumentowanej książki Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Więcej możemy się dowiedzieć o sympatiach Macierewicza do „opcji rosyjskiej” po interpelacji posła Nowoczesnej Adama Szłapki.

Może faktycznie przebudził się zwierzchnik Wojska Polskiego prezydent Duda. Dopełnieniem tego byłoby zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem opozycji. Wówczas takiego pustosłowia Macierewicz nie mógłby używać, iż zdemolowana przez niego armia„samodzielnie powstrzyma zewnętrzny atak”. To nie jest sen o potędze Macierewicza, to jest mara senna, w której my Polacy mamy prawo się obawiać, iż wystąpimy jako mięso armatnie.

A CO TAM NAWAŁNICE… DEFILADA!!!

Interpelacja posła Platformy Obywatelskiej Krzysztofa Brejzy wszystko wyjaśnia, dlaczego mamy do czynienia z nieumiejętnością radzenia w obliczu katastrofy przez obecne władze PiS

Tragedia.

A Wojska Obrony Terytorialnej sobie maszeruja.

Taka prawda.

Paweł Skiba w „Wyborczej” pisze o konstytucji, czym ona jest. Odstaw na bok swoje obowiązki. Weź konstytucję i pomyśl o niej jak o umowie, którą zawarliśmy między sobą my – Polacy. Zastanów się chwilę nad jej istotą. Porozmawiaj o tym z sąsiadem, współpracownikiem, kuzynem.

Konstytucja to nasza umowa, a PiS chce ją złamać

Ponad 40% Polaków popiera partię, która ordynarnie narusza konstytucję i obowiązujące prawo. Dlaczego tak się nadal dzieje? Takie pytanie zaczyna zadawać sobie coraz więcej osób. Poznaliśmy już wiele opinii. Słyszeliśmy o elitach oderwanych od normalnych ludzi, o zagospodarowaniu przez Kaczyńskiego niezadowolonej z dotychczasowej sytuacji części społeczeństwa ze wsi i małych miast. Pojawiają się też głosy, że nie dorośliśmy do demokracji. Nie rozumiemy istoty trójpodziału władzy i znaczenia konstytucji, skoro tak wielu z nas popiera działania PiS albo przynajmniej im się nie sprzeciwia.

Z konstytucją w dłoni

Ślizgamy się po wielokrotnie powtarzanych hasłach: „konstytucja”, „trójpodział władzy”, ale ilu z nas faktycznie wie, co się za nimi kryje? Być może niezrozumienie ich istoty jest przyczyną tak dużego poparcia dla partii rządzącej. Ostatnio coraz więcej ludzi zaczęło czytać i analizować konstytucję. Wymaga to jednak pewnego wysiłku, zaangażowania. Mało kto z nas ma czas i ochotę na tego typu rozmyślania. Jesteśmy pochłonięci zarabianiem pieniędzy w korporacji, staniem w korkach, uprawą żyta, opieką nad dziećmi i milionami innych spraw. Wielu z nas nie postrzega konstytucji jako własności, uważamy, że to sprawa elit oderwanych od codzienności. Jacyś „oni” się kłócą o interpretację konstytucji, to jest „ich” sprawa, „oni” coś powinni z tym zrobić. Oni… Tylko że tu nie chodzi o nich. Tylko o ciebie, o mnie. O nas! Zatem pomyślmy chwilę o istocie konstytucji. Porozmawiajmy o tym z naszym sąsiadem, współpracownikiem, kuzynem, który jest zwolennikiem PiS-u.

Konstytucja naszą umową

Cóż to więc jest ta „konstytucja”? Być może odpowiesz na to pytanie piękną, precyzyjną, prawniczą definicją i wszystko, co dalej przeczytasz, to dla Ciebie banał. Ale spróbuj pomyśleć o konstytucji w najprostszy, najbanalniejszy, ale jednocześnie najbliższy istocie sprawy sposób. Pomyśl o naszej konstytucji jak o umowie, którą zawarliśmy między sobą my – Polacy, obywatele, naród, suweren. Konstytucja to nie jakaś umowa „ich”, elit. To nasza umowa, którą zawarliśmy z naszymi sąsiadami i znajomymi. Pomyśl o konstytucji również jak o obietnicy. Obiecaliśmy sobie w tej umowie pewne podstawowe rzeczy. Obiecaliśmy naszym dzieciom, rodzinom, współpracownikom.

Jak doszło do zawarcia tej umowy? W 1997 r. zrobiliśmy to w referendum. Zagłosowaliśmy, wyraziliśmy naszą wolę. Umówiliśmy się wtedy między sobą, na pewien zestaw podstawowych zasad, według których będziemy żyli w naszym wspólnym domu, w Polsce. I obiecaliśmy sobie wzajemnie, że będziemy tych zasad przestrzegać. Między innymi umówiliśmy się, jak ma być zorganizowane nasze państwo. Jakimi sprawami mają zajmować się poszczególne instytucje i według jakich zasad mają działać. To jest nasze dzieło.To my umówiliśmy się, jak mają działać Sejm, Senat, prezydent, rząd, sądy. I my wszyscy jako suweren mamy prawo i obowiązek pilnować przestrzegania naszej umowy, naszej obietnicy – naszej konstytucji. I tylko my, suweren, mamy prawo ją zmienić. Nikt inny, żadna partia, żaden prezes, naczelnik ani dyktator. Naszą umowę możemy zmienić tylko my, razem, wspólnie, głosami naszych przedstawicieli – posłów.

Wyborcy PiS to nie cały naród

PiS mówi, że jest wykonawcą woli narodu, bo wygrał wybory i ma większość w Sejmie. To nie jest prawda! PiS jest tylko wykonawcą woli wyborców PiS, nie całego narodu. PiS, zabiegając o głosy swoich wyborców, zawarł z nimi umowę. I może ją realizować tylko w zakresie, który jest dopuszczalny umową z całym narodem – konstytucją. Umowa PiS-u z jego wyborcami nie jest ważniejsza od umowy, którą my wszyscy, również wyborcy PiS-u, zwarliśmy ze sobą w postaci konstytucji. Jak dotąd wyborcy PiS-u nie reprezentują woli narodu, więc PiS nie ma prawa zmieniać zasad naszej umowy.

PiS twierdzi też, że konstytucja i prawo nie mogą stać ponad wolą narodu i suwerena. W ten sposób PiS manipuluje nami, oszukuje nas. Czy PiS chce nas przekonać, że mamy akceptować łamanie umowy, którą zawarliśmy między sobą? Mamy złamać obietnicę, którą daliśmy sobie wszyscy wzajemnie? Złamać dane słowo? Nie!

Z szacunku dla samych siebie

Polacy są dumnym narodem. Nasza historia, nasi przodkowie i ich dokonania dają nam prawo do dumy. Więc my, dumny naród, nie pozwólmy sobie, żeby ktokolwiek podważał naszą umowę, naszą konstytucję. Gdy będziemy chcieli ją zmienić, to zrobimy to, korzystając z takich mechanizmów, na jakie się umówiliśmy. Nikt nie ma prawa naginać  i lekceważyć konstytucji. Nie szanując tych zasad, podważając je i naciągając, tak naprawdę nie szanuje nas, dumnego narodu, suwerena.

My, suweren

W konstytucji umówiliśmy się, że sądy mają być niezależne od polityków, bo taka była nasza wola. Można dzielić włos na czworo, przerzucać się interpretacjami, szukać dziury w całym. Nie zmienia to faktu, że umówiliśmy się na niezależne sądy! PiS chce zmienić to zwykłą ustawą i mętnie tłumaczy, że to nie narusza konstytucji, że taka była wola suwerena, że nasza umowa jest „postkomunistyczna”. Nasza konstytucja, nasza umowa stoi ponad wolą polityków, posłów. To my, suweren, zobowiązaliśmy posłów, polityków, prezydenta, że mają obowiązek stosować się do zasad zawartych w konstytucji. PiS, dając politykowi prawo do decydowania o sędziach, łamie konstytucję, łamie naszą umowę! To znaczy, że PiS nie szanuje naszej umowy, nie szanuje ciebie, mnie, nas. Nie szanuje swojego suwerena.

Wyborco PiS-u…

Czy chcesz, żeby partia, na którą głosowałeś, łamała konstytucję, naszą umowę, dane słowo? Posłowie to twoi przedstawiciele, reprezentują ciebie? Gdy oni łamią umowę, obietnicę, to tak jakbyś to ty ją łamał. Pomyśl jeszcze raz o naszej umowie, bez polityki i politycznych haseł. Odpowiedz sobie we własnym sumieniu. Czy jest to uczciwe, honorowe i patriotyczne? Czy PiS, postępując w ten sposób, naprawdę zasługuje na twoje poparcie?

WIERSZEM WITAMY DZIEŃ 🙂

Słynny Grabaż mówi o Polsce.

Krzysztof Grabowski: Myślę po polsku, jem po polsku i śpiewam po polsku

Krzysztof Grabowski „Grabaż” – lider rockowych kapel Strachów na Lachy i legendarnej Pidżamy Porno w ciekawej rozmowie z Kajetanem Kurkiewiczem na łamach „Wyborczej” deklaruje, że nie tylko myśli po polsku, ale nawet „włosy mu po polsku rosną”. I że Polska jest dla niego ważna, bo„Ona beze mnie da sobie radę, ja bez niej nie” – deklaruje. Wyjeżdżać z niej nie zamierza, a gdy trzeba, wychodzi na ulicę.

Na protestach w obronie sądów też był, choć dopiero co wrócił wówczas z wakacji. Pytany, dlaczego, odpowiada: – „To jest gra pod tytułem „To się, k…, w głowie nie mieści”. I nie możesz powiedzieć: „Sprawdzam”, bo inwencja drugiej strony jest niewyczerpana. Dla mnie nie jest dramatem, że rządzi PiS. To normalne w demokracji. Ale historia rzadko zna przypadki, że ktoś wszystko niszczy. Teraz poszło nie tylko o sądy, ale o całokształt. Sposób procedowania tych ustaw był haniebny. Odbierałem to jako plucie mi w twarz”. Zresztą wakacje spędził, śledząc sytuację, a więc „z polskim wymiarem sprawiedliwości. I ze świadomością, że za chwilę nie będzie żadnej dziedziny, która się rządzącym wymknie spod kontroli”.

„Grabaż” jest przekonany, że mimo zakusów PiS, kultura w Polsce się ostanie. „Teraz trwa rozpaczliwa próba wykreowania kogoś, kto zawsze będzie po ich stronie. Ale umówmy się, że za wiele takich postaci nie ma. Artyści w swojej masie są nastawieni na normalność i wartości europejskie” – mówi. „To mój podstawowy zarzut wobec PiS-u: że tę naszą normalność próbuje postawić na głowie. Ja się słabo czuję, stojąc na głowie” – opowiada. Winą za sytuację w kraju obarcza PO uważa, że do zwycięstwa PiS przyczyniła się „lenistwem, gnuśnością, zamykaniem się na sprawy tych, którzy ją wybrali”. Według rockmana największym błędem PO było to, że „doprowadziła do sytuacji, w której ustanowione przez nią prawo nie było przestrzegane. Wszystko przechodziło przez palce”, jak w typowej partii dywanowej – co to problemy zamiata pod dywan.

Lider Pidżamy Porno przyznaje jednak, że do PO ma „wielki żal”, ale PiSu nienawidzi, a od partii Kaczyńskiego nienawidzi bardziej tylko ONR-u i narodowców. Uważa też, że PO powinna całkowicie zniknąć z polskiego życia. Jego zdaniem alternatywę stanowią „ci wszyscy ludzie, którzy przychodzili na uliczne protesty. W 2015, 2016 i teraz”. Chociaż – jeśli chodzi o młodzież – uważa, że „tylko część wyszła na ulice. I to nie przeważająca”. Dlatego nie chce peanów na jej cześć.  „Ta przeważająca ma nasrane w dyniach. Te wszystkie fascynacje Korwinem, ONR-em, Młodzieżą Wszechpolską, antyimigranckie fobie. Ktoś im to wmówił, ale padło na podatny grunt” – ocenia. Zdaje sobie jednak sprawę, że to nie jest problem wyłącznie Polski, lecz ma zasięg ogólnoświatowy. Podziały, nad którymi politycy usilnie pracowali, przynoszą owoce, podkreśla. Ma narzędzia do stawiania takich diagnoz – jest z wykształcenia historykiem.

Na uwagę dziennikarza, że dziś Kaczyński pod płaszczykiem antykomunizmu cofa nas krok po kroku do ustroju komunistycznego, Krzysztof Grabowski odpowiada, że „Kaczyński jest takim składakiem: troszeczkę Piłsudskiego, troszeczkę Gomułki. Człowiek o jasno określonych celach, które – i tu go podziwiam – z żelazną konsekwencją realizuje”. Jakie zdanie ma o Kukizie? „Pawła określiłbym jako osobnika, który znalazł się na stacji kolejowej w Krzyżu. Jest tam duży węzeł komunikacyjny. On chciałby pojechać w każdą ze stron. W tym samym momencie. Pociągi są cztery i, k…., do którego wejść?” – wyjaśnia. I podkreśla, że Kukiz „dalej jest w tym Krzyżu, stoi na stacji. Tylko pociągi nigdzie nie jadą”, że wciąż jego zdaniem nie zdecydował się, czego właściwie chce…

Generalnie „Grabaż” z młodzieżą łatwo w swoim życiu nie miał. W jego rodzinnym Poznaniu, omal nie zginął od kuli z pistoletu jednego z „młodych z miasta”. Jak to było? – „Wracałem z dyżuru w radiu, było po drugiej w nocy. Akurat jechała „młodzież z miasta”. W latach 90. było ich dużo i potrafili się bawić z fantazją. Wiesz, mafie rządziły na ulicy, bo młodzi ciągnęli do nich jak pszczoły do miodu. Miraż pieniędzy, szybkich samochodów i wielu pięknych kobiet przy boku” – opowiada. A puentę dopowiada dziennikarz: „Jechali odkrytym autem, z dziewczynami. Ktoś wyciągnął pistolet i zaczął strzelać. Na szczęście udało ci się czmychnąć, bo wtedy było mało samochodów. Otarłeś się o śmierć”.

– „Wtedy młodzież strzelająca, teraz maszerująca pod sztandarami ONR-u. Nie ciągnęło cię nigdy, żeby mieszkać gdzie indziej?” – pyta Kajetan Kurkiewicz. Grabowski jednak nie chce wyjeżdżać, bo nie ma dokąd, jak twierdzi. „Nie ma już miejsca na świecie, w którym byłoby spokojnie. Nowa Zelandia jest za daleko. Mam już wiekowych rodziców. Tutaj mam korzenie, dziecko, bratanków” – wyjaśnia. „Nie mogę funkcjonować w innym języku. Ja jestem polski od początku paznokcia w palcu u stopy do końca paznokcia u ręki. Włosy mi rosną po polsku. Myślę po polsku, jem po polsku i śpiewam po polsku”. Dlatego wychodzi mu, że trzeba będzie w tej Polsce zostać. Pytanie „w jakiej?”uważa za przeznaczone już nie dla niego, ale dla młodszych. „Teraz czas na was. My już niewiele zrobimy, jesteśmy za starzy” – mówi. Ale obiecuje, że jak będzie trzeba, na ulice wyjdzie.

Krzysztof Grabowski „Grabaż” – ur. w 1965 r., muzyk, wokalista, autor tekstów, lider Strachów na Lachy i legendarnej Pidżamy Porno; laureat Paszportu „Polityki”, z wykształcenia historyk.

JAK ŚMIECIE PRZESZKADZAĆ W URLOPIE?

>>>

W ZWIĄZKU ZE SŁOWAMI KACZYŃSKIEGO

„TO TAK, JAKBY PRZESTĘPCA CHCIAŁ ZMIENIAĆ KODEKS KARNY” – LEPIEJ TEGO POWIEDZIEĆ SIĘ NIE DA

Jak już powszechnie wiadomo PiS chce zmienić konstytucję. Właśnie to oznajmił Andrzej Duda. Pisze o tym Stanisław Skarżyński („Wyborcza”, OKO.press). Ogłoszenie przez prezydenta Andrzeja Dudę, że PiS chce rozpocząć poważną debatę konstytucyjną jest tym samym, co ogłoszenie przez przewodniczącego samorządu paserów, złodziei i oszustów, że pora poważnie zastanowić się nad kodeksem karnym

Pół biedy, że prezydent Andrzej Duda zwyczajnie, prosto w oczy nałgał obywatelom i obywatelkom Polski, mówiąc 3 maja na Placu Zamkowym o „dorobku dwudziestu lat obowiązywania konstytucji z 1997 r.”.

Prezydent najlepiej wie przecież, że konstytucja obowiązywała zaledwie przez lat osiemnaście i pół, gdyż w listopadzie i grudniu 2015 roku została brutalnie zdeptana przez niejakiego Andrzeja Dudę – prezydenta, który na polecenie partii nie wypełnił obowiązku odebrania ślubowania od wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a zamiast nich, bezprawnie skierował do pracy w sądzie konstytucyjnym kolegów i koleżanki Prawa i Sprawiedliwości.

Wbrew prawu i wyrokom Trybunału Konstytucyjnego, wbrew całemu cywilizowanemu światu, nie przejmując się podobieństwem do putinowskiej Rosji. Później nie było lepiej – od półtora roku konstytucja obowiązuje tylko na papierze, bo śladem prezydenta poszli inni politycy jego formacji, wbrew prawu cenzurując publikacje i nie wykonując wyroków Trybunału Konstytucyjnego, pisząc i uchwalając podsuwane Dudzie do podpisu, jaskrawo sprzeczne z konstytucją ustawy; przyklepując je w atrapie Trybunału Konstytucyjnego. Ręka rękę myje – to wiemy, to właśnie pół biedy.

Gorzej, że ogłoszenie przez prezydenta Andrzeja Dudę, że PiS chce rozpocząć poważną debatę konstytucyjną jest tym samym, co ogłoszenie przez przewodniczącego samorządu paserów, złodziei i oszustów, że pora poważnie zastanowić się nad kodeksem karnym.

To są kpiny z obywateli i obywatelek Rzeczypospolitej, żeby nagle tonem autorytetu o potrzebie zmian w ustroju Rzeczypospolitej zaczął wypowiadać się prezydent, który łamie najwyższe prawo Rzeczypospolitej, żeby takie słowa płynęły z ust głowy państwa, która od półtora roku wmawia obywatelom i światu, że skoro PiS nie ma mocy zmiany konstytucji, to od konstytucji ważniejsze są ustawy, które PiS ma możliwość sobie uchwalać i podpisywać po uważaniu.

To nawet nie ma żadnego sensu, bo po co ta nowa konstytucja? Skończyły się przepisy do łamania, a będąc politykiem PiS coś łamać trzeba? Nawet jeśli PiS sobie w referendum uchwali nową konstytucję, to i tak nie będzie jej szanować. A może żeby usankcjonować bezprawie i próbować schronić się przed konsekwencjami swoich wyczynów, PiS chce wykreślić z ustawy zasadniczej Trybunał Stanu? Niedoczekanie, to tak nie działa.

Poziom odklejenia prezydenta od rzeczywistości jest zatrważający; przecież kto wie co się dzieje w Polsce od półtora roku, słysząc jego przemówienie Dudy musiał pomyśleć, że prezydentowi przez pomyłkę wciśnięto do rąk kartkę z przemówieniem z 2015 roku – wtedy ta przemowa miałaby sens, wtedy byłaby prawdziwym wezwaniem, płynącym z szacunku dla ustawy zasadniczej. Teraz to są kpiny.

Doskonale wiadomo, co się stanie w 2018 roku. Prawo i Sprawiedliwość to referendum spektakularnie przerżnie, a przerżnąwszy – nie uszanuje jego wyniku. Właściwie to o każde pieniądze założyłbym się z prezydentem Andrzejem Dudą, że tak to właśnie będzie wyglądać – „bym”, bo jaki sens ma zakład z człowiekiem, który niespełna dwa lata temu przed Zgromadzeniem Narodowym mówił: „uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji”; „tak mi dopomóż Bóg”.

REFERENDUM TO KOLEJNA MANIPULACJA PiS, ABY MOGLI ZMIENIĆ USTRÓJ POLSKI. NIE POZWÓLMY ZROBIĆ Z POLSKI TURCJI !!!

CZY SŁOWA DONALDA TUSKA ZASŁUGUJĄ NA LAJK? NIECH STANA SIĘ HASŁEM DNIA, ROKU, LAT. HASŁEM DLA POLSKI.

Waldemar Mystkowski pisze o Tusku, Konstytucji 3 Maja i Julii Przyłębskiej.

Jarosław Kaczyński w radosnym nastroju w przeddzień Święta Konstytucji 3 Maja, gdy upstrzył kraj jeszcze jednym pomnikiem swego brata Lecha Kaczyńskiego (i Marii Kaczyńskiej) – Lech K. odpowie przed sądem historii jako sprawca katastrofy smoleńskiej – oznajmił, jaki to mamy aktualnie panujący ustrój polityczny w Polsce.

Nie jakiś tam reżim – jak twierdzi przyszły prezydent Francji Emmanuel Macron – ani brak praworządności – jak utrzymuje Komisja Europejska. W kraju wg słów prezesa mamy ustrój „może”. Tak! „W Polsce jest pełna demokracja, może najlepsza ze wszystkich w Europie”. Politolodzy! Wprowadzać do leksykonów ustrój „może” najlepszy ze wszystkich.

Zaniepokojenie ustrojem „może” wyrazili Prezesi Sądów Najwyższych państw Unii Europejskiej. Są „zaniepokojeni ingerencją polskich władz w sądownictwo”. Tak interpretują to „może” Kaczyńskiego: „Ingerencje te, takie jak podważanie konstytucyjności wyboru pierwszej prezes polskiego Sądu Najwyższego oraz planowane zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa, jawią się jako zagrożenie dla niezależności Sądu Najwyższego, jak i całego polskiego sądownictwa”.

Powyższe stwierdzenia prezesów sądów pochodzą ze specjalnego oświadczenia. Prezesi twierdzą, iż działania rządu w Warszawie „nie tylko osłabią rządy prawa” w Polsce, ale także „zmniejszą zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości”.

Julia Przyłębska, która została wbrew procedurom wybrana na prezes Trybunału Konstytucyjnego, nazywana powszechnie pseudoprezesem, a trzymając się poetyki Kaczyńskiego prezes „może” Trybunału Konstytucyjnego (z powodu braku profesjonalizmu nie dostała posady ta „może” sędzia w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, mimo że był wakat) powiedziała dla TVP Info: „Czy wszystkie osoby, które podpisały się pod tym apelem, tak świetnie znają polską konstytucję i sytuację w Polsce? Wątpię w to”.

Konstytucja RP jest aktem cywilizowanym, który stoi na straży niezależności władzy sądzenia, taka jest specyfika demokracja: trójpodział władzy. Może – znowu to może – Przyłębska nie przyswoiła klasyka demokracji Monteskiusza.

W Święto Konstytucji 3 Maja nie zawiódł, jak zwykle zresztą, Donald Tusk, który napisał najwartościowszy tweet „3MAJ-MY SIĘ KONSTYTUCJI!”.

Konstytucji nie 3-ma się prezes Kaczyński ani jego pacynki: może-premier Szydło ani może-prezydent Duda. Taką nam fundnęli Polskę – od „moża” do „moża”.

PREZYDENT W PRZEMÓWIENIU 3 MAJA

NOWA KONSTYTUCJA JUŻ PO KONSULTACJACH

Kleofas Wieniawa pisze o propozycji referendum ws. nowej konstytucji.

Andrzej Duda w Święto Konstytucji 3 Maja rzucił pomysł referendum w sprawie nowej konstytucji. „Czas rozpocząć tę debatę. Naród powinien wypowiedzieć się, jakich kierunków ustrojowych w przyszłości chce, które prawa i wolności powinny być mocniej zaakcentowane”.

Nie wchodząc w meritum sprawy, czy referendum ma dotyczyć projektu konstytucji, czy wypowiedzenia się w konkretnych sprawach ustrojowych, czy tylko „nowej” konstytucji (mniejsza: czy model prezydencki), to jest ucieczka do przodu w wykonaniu Dudy.

W czym obecnie obowiązująca konstytucja jest zła? W kohabitacji urzędów premiera i prezydenta? A może przeszkadza trójpodział władzy? Bo tak należy ocenić rządy PiS. A wolności są niezbyt silnie zagwaranbtowane, czego dowodem jest obecna władza plwająca na wolności obywatelskie.

Duda – póki co – odpowiada przed aktualnie obowiązującą konstytucją. Czyżby chciał być strażnikiem przyszłej konstytucji?

Powinienem to śmieszniej napisać (ale nie mam w tej chwili czasu), obśmiać tego nieudacznika retorycznego.

Duda będzie odpowiadał przed Trybunałem Stanu z powodu łamania obecnego konstytucji.

I jeszcze jedno: Jeżeli potrzebne będzie referendum, to będzie, lecz referendum dotyczące, czy Dudę postawić przed Trybunałem Stanu.

Jak napisał Donald Tusk: „3maj-my się Konstytucji!”. Tweet ten przyćmił splendor PiS, w blasku którego chcieli pławić się politycy tej formacji nie przestrzegający konstytucji.

Bodaj to najlepszy tweet w polskim internecie.

Dla Dudy nie ma ucieczki przed odpowiedzialnością konstytucyjną. Najpierw więc referendum, czy Dudę postawić przed Trybunałem Stanu, to może być forma impeachmentu, którego nie ma zapisanego w obecnej konstytucji.

KTOŚ, KTO NOTORYCZNIE ŁAMIE KONSTYTUCJĘ, NIE POWINIEN TWORZYĆ NOWEJ

COŚ PIĘKNEGO 🙂 SZACUNEK DLA KRAKOWA

>>>

ANDRZEJ, NIE CHRZAŃ

Zagadka – Czy Pani Agata: a. śmieje się? b. płacze? c. usiadła na mokrym?

Włodzimierz Cimoszewicz dla „Wyborczej” mówi o konstytucji. Mija 20 lat od uchwalenia konstytucji RP. – Można wprowadzać zmiany do konstytucji, ale nie należy zmieniać jej na nową. Argumenty mówiące, że dwudziestoletnia konstytucja jest przestarzała, to brednie

Paweł Wroński: Minęło 20 lat od uchwalenia konstytucji RP. Jak pan dziś ocenia ten dokument?

Włodzimierz Cimoszewicz: Konstytucja jest bardzo dobra. Kilka kwestii można było uregulować inaczej, jednak oferuje ona pełną możliwość sprawnego funkcjonowania państwa, gwarantuje szeroki zakres praw i wolności. Częste ostatnio przypadki łamania jej postanowień nie są dowodem słabości. Tak jak dziesięć przykazań nie traci swojej wartości z powodu miliardów przypadków łamania ich od tysięcy lat.

Okazało się, że konstytucyjne zabezpieczenia dla rządów prawa – takie jak Trybunał Konstytucyjny – zostały stosunkowo łatwo ominięte przez rządzący PiS.

– Wiara w doskonałe rozwiązania prawne czy proceduralne jest naiwna. Bez świadomych obywateli nie ma republiki, bez demokratów nie ma demokracji. Naszym polskim problemem jest to, że mimo ponad ćwierćwiecza demokratycznego państwa duża część społeczeństwa nie wie praktycznie nic o państwie, prawie, gospodarce, finansach itd. A jednak decydują. Głosują na szarlatanów i znachorów, na objazdowych cyrulików i głosicieli cudów.

Ale jaki z tego wynika wniosek? Zmienić prawo? Czy pomóc rodakom w nauczeniu się i zrozumieniu. Jak nasze szkoły przygotowują młodych ludzi do życia w demokratycznym państwie, do zrozumienia istoty praworządności, do przyswojenia sobie tolerancji, do uświadomienia, skąd się biorą pieniądze w budżecie państwa i ile ich może być. Tego nie wprowadzano do szkół dawniej, a dzisiaj zamiast tego rozwala się system edukacji. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Znamy to? Tak. Realizujemy? Nie.

Tylko do tej pory nie zdarzyło się, aby konstytucja była łamana tak ostentacyjnie, a w łamaniu uczestniczył jej strażnik. Może tę sytuację trzeba zmienić i na przykład ograniczyć uprawnienia prezydenta?

– Jedyną bronią, która może wyeliminować próby zniszczenia demokracji, jest świadomość obywateli gotowych do realnego oporu. Przestępca może złamać każde prawo. Jeśli będzie miał gwarancje bezkarności, to zrobi to. Dzisiaj Polska jest w rękach złoczyńców. Zwyciężyli w wyborach zarówno z powodu błędów poprzedniej ekipy, jak i w wyniku zastosowania na masową skalę kłamstw. Jeśli większość społeczeństwa wiarygodnie zademonstruje sprzeciw, jeśli stanie się jasne, że ci, którzy niszczą praworządność w naszym kraju, pójdą za kraty, wtedy obronią się i demokracja, i prawo. Jeśli obywatele będą zdezorientowani i bierni, będzie źle. Już raz nasi przodkowie doprowadzili do upadku Rzeczpospolitej. Współczesne pokolenie może się okryć podobną niesławą.

A co do prezydenta Andrzeja Dudy. Trzeba doprowadzić do sytuacji, by społeczeństwo było bardziej odporne na demagogię i fałszywe obietnice. Prezydent mógł wygrać tylko w takiej sytuacji, jaką mieliśmy w 2015 r. Wie pan, że piryt zwany jest złotem idiotów? Bo tylko oni biorą za złoto wszystko, co się świeci.

Obecnej konstytucji strona konserwatywna zarzuca, że prezentuje jedynie wrażliwość strony liberalnej. Liberałowie, że pewne zapisy są tak sformułowane, że np. uniemożliwiają wprowadzenie związków partnerskich, co już jest standardem w cywilizowanym świecie.

– To jedna z najbardziej demokratycznych konstytucji. Jest jednak owocem różnych kompromisów. Wydaje mi się, że na ogół rzetelnych. Przykładem może być wspomniana definicja małżeństwa, o którą toczył się spór. Proszę jednak zauważyć, że nie stoi ona na przeszkodzie prawnego zaakceptowania związków partnerskich. Proszę też pamiętać o ogólnej formule niedyskryminacji zawartej w konstytucji. Tak więc w wielu przypadkach spornych mamy nie tyle kłopot z konstytucją, ile z jej interpretacją. Ta z kolei nosi z reguły znak firmowy ludzi, którzy jej dokonują.

Ale na przykład okazało się, że ze względu na konstytucyjne zapisy bardzo trudne jest wejście do strefy euro.

– Przyznaję, że zabrakło nam trochę wyobraźni, gdy chodzi o przepisy o NBP i walucie. Utrudniają one wejście do strefy euro. To był błąd, choć wtedy taka perspektywa była czystą abstrakcją.

W 1996 r. przez kraj przechodziły demonstracje twierdzące, że konstytucja jest „nową Targowicą, że odbiera dzieci rodzicom i niszczy dziedzictwo chrześcijańskie”.

– To jest typowy dla większości polskiej prawicy styl dyskutowania. Inwektywy, kłamstwa, ciężkie oskarżenia, zero poczucia odpowiedzialności za słowo. Tradycja ciemnoty i warcholstwa. W tym sensie nie było to nic nowego. Później te same brednie wypowiadano w związku z przystępowaniem do UE.

Po uchwaleniu konstytucji mówiło się, że po 10 latach powinna nastąpić jej rewizja. Potrzebna jest zmiana konstytucji?

– Można wprowadzać zmiany do konstytucji, nie należy zmieniać konstytucji na nową. Argumenty mówiące, że dwudziestoletnia konstytucja jest przestarzała, to brednie. W USA obowiązuje konstytucja, która weszła w życie dwa lata przed naszą ustawą z 3 maja. Choć i im zdarzyło się wybrać człowieka szkodliwego na prezydenta, jakoś nie słychać nawoływań do zmiany konstytucji. W dzisiejszej sytuacji politycznej w Polsce, gdy szkodnicy z PiS-u i kumple Kukiza maja większość, jakakolwiek gotowość do dyskusji o zmianie konstytucji dowodziłaby głupoty opozycji.

Czyli dziś dyskusja nad ulepszeniem konstytucji jest niemożliwa?

– W dzisiejszym Sejmie nie. W polskiej polityce zniknęło zrozumienie dla idei kompromisu. Dyktat zastąpił porozumiewanie się, dobro partii wyparło dobro wspólne. Cofnęliśmy się o kilkadziesiąt lat.

i to jak widać strategia jedynie słusznej partii. To się nazywa „firmy rodzinne”

Waldemar Mystkowski pisze o zbliżąjącej się rocznicy smoleńskiej.

Pisowska Golgota pod smoleńską brzozą

Biuletyn partyjny PiS „wSieci” wypełniają w większości materiały smoleńskie. Co nie powinno dziwić, bo za tydzień rozpoczynają się pisowskie igrzyska, które w całości poświęcone będą postaci pisowskiej pamięci (pp.) Lecha Kaczyńskiego.

I tak. Prawdziwość narracji czterech Ewangelii potwierdza tylko wzmianka w „Wojnie żydowskiej” Józefa Flawiusza. PiS nie ma takich problemów, a wręcz ich nadmiar. Zdjęć jest bez liku, artrefaktów jeszcze więcej, acz są rozproszone. Co roku Antoni Macierewicz publikował „sensacyjny” raport. Pisowską Golgotą jest brzoza pod Smoleńskiem. Ale jakie są bezpośrednie przyczyny śmierci mesjasza PiS, jeszcze ewangeliści tej partii nie ustalili.

Może w 7. rocznicę zapadną wiążące decyzje. Tak i siak – „przebity włócznią nienawiści”, itd. Publicyści „wSieci” snują w tej formie narrację. Zaczęło się, gdy mesjasz Lech Kaczyński chciał lecieć na unijny szczyt. Donald Tusk na nim już był, ale Tu-154M nie wrócił, więc kancelaria prezydenta musiała wyczarterować maszynę.

To miał być początek efektu motyla, który w konsekwencji spowodował hekatombę smoleńską. Tak kombinują ewangeliści biuletynu „wSieci”. Na marginesie: Andrzej Duda może tylko się cieszyć, że nie poleciał za Beatą Szydło na żaden szczyt, a zwłaszcza na ten w Brukseli, gdzie odniesiono „sukces” 1:27.

Narracja smoleńska w tej części ewangelii zaczyna się akurat 14 października 2008 roku. Ewangeliści odkrywają znaczenia słów i gestów, które padły, a nie zostały wówczas zauważone i odpowiednio oznaczone. „Jak widać na fotografiach z unijnego szczytu, relacje między dwoma najważniejszymi polskimi politykami były poprawne, a nawet ciepłe. Nie można nie zapytać o szczerość gestów Donalda Tuska, który z jednej strony uśmiechał się do Lecha Kaczyńskiego, a z drugiej mówił dziennikarzom: „Powiem brutalnie – nie potrzebuję pana prezydenta”. – tak kombinują.

Można rzec, że trzepot skrzydeł motyla to brukselski uśmiech Tuska w stronę Lecha Kaczyńskiego. Słowa sa ilustrowane niepublikowanymi dotąd zdjęciami z lat 2008-2010, pewnie włącznie z tym słynnym, na którym premier Tusk robi żółwika z Władimirem Putinem, a kaciki ust układają się w grymas uśmiechu.

Są to elementy także słynnego pojęcia „przemysł pogardy”, który ostatnio nie jest nazbyt często przypominany. Jak widzimy nowe materiały smoleńskie nie są nazbyt oryginalne i cokolwiek cieniutkie. A nie były publikowane dlatego, iż pozostawały wtórne do publikowanych.

Zaś ewangeliści mają taki talent, jaki ich mesjasz – ten nieżyjący i ten żyjący. Można mniemać, że turbulencje smoleńskie podczas igrzysk będą znaczne. Trzeba będzie zapiąć pasy i mieć nadzieję, że nie przewrócą nam rzeczywistości kołami do góry, na nice. Oczekuję jakiejś bomby Macierewicza, bo ostatnio niczego nie wymyślił, jakby stracił wenę, a nie należy pod tym względem do impotentów twórczych. „Zdrada dyplomatyczna” – to cienizna. Coś lepszego, ministrze!

Kleofas Wieniawa pisze o ekstrawagancjach Macierewicza.

Jarosław Kaczyński zauważył, iż Antoni Macierewicz ma „wiele cech pewnej ekstrawagancji”. Niewątpliwie! Nawet mówi z charakterystyczną emfazą.

Wolałbym, aby o ekstrawagancji Macierewicza wypowiedział się znawca zachowań w sytuacjach normalnych i kryzysowych, a ta dyscyplina wiedzy o człowieku nazywa się psychologią, bądź psychiatrą, a nie polityką.

Jak ktoś zauważył, ekstawagancki może być pisarz bądź artysta, bo ekspresja jak najbardziej indywidualna świadczy o oryginalności i talencie.

Esktrawagancję Macierewicza zmierzył Adam Leszczyński z OKO.press. I to ekstrawagancję „siedmiomilową”, a nie tę codzienną, bo Macierewicz dzień w dzień wypowiada same ekstrawagancje.

A dużym dzisiaj ekstraktem ekstawagancji jest jego Misiu. Jak to mowią kobiety: każdy ma jakąś taka przytulankę.

Nie będę relacjował, jakie ekstrawagancje Leszczyński uwzględnił, skupię się na kilku, wg mnie szczególnych.

W młodości durnej i chmurnej Macierewicz ekscytował się Che Guevarą i Mao-Tse-tungiem. O ile ten pierwszy jest zrozumiały, bo to bohater całego pokolenia niezależnie od wyznawanych idei, o tyle drugi musi zastanawiać. Macierewicz nawet w tym zapędzie „ekstra” posunął się do tego, iż studiował historię Ameryki Łacińskiej i uczył się starożytnego języka Majów.

Ta ekstrawagancja mi się podoba.

W stanie wojennym Macierewicz dał nogę z internowania. Leżał w szpitalu, miał go „samowolnie” opuścić w karawanie. Acz jeden z jego opozycyjnych znajomych (nie pomnę nazwiska) twierdzi, że po prostu sobie wyszedł ze szpitala, gdyż nikt go nie pilnował. Autor ucieczki po prostu stworzył sobie legendę.

Podoba mi się fraza: Macierewicz uciekł ze szpitala – i to widać do dzisiaj.

Macierewicz startował też na prezydenta Warszawy w 2002 roku, uzyskał 6 tys. głosów. Idę o zakład, iż Kononowicz uciułałby deczko więcej.

Z pewnością Macierewicz jest barwny, ale… jest ministrem obrony, a nie na etacie klowna narodowego. O! Gdyby była taka funkcja stańczyka i Macierewicz sprawowałby funkcję błazna nadwornego na Nowogrodzkiej, to owszem, ale wówczas niepotrzebny byłby kabaret „Ucho Prezesa”.

>>>

sędzia

Polska to chory kraj. Wyrokowiec (3 lata bezwględnego więzienia) jest ministrem. Mafia rządzi? A jaka jest struktura PiS? I co Corleone mówi o Polakach?

Element animalny, najgorszy sort, gestapo, etc. Tak mówi normalny człowiek?

Sędzia Wojciech Łączewski, który Mariuszowi Kamińskiemu za przestępstwa, gdy ten był szefem CBA, dał 3 lata pobuty za kratami i dopieszczenie tyłka na pryczy. Taki wyrok świadczy, kim jest minister PiS. I Kim jest Andrzej Duda, który go ułaskawił.

Łączewski został przeniesiony z wydziału karnego do wydziału cywilnego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia.

Jak to odczytywać?

Przeniesienie go można też odebrać jako ustąpienie pola przez wymiar sprawiedliwości prawicowym krytykom. Jeśli tak by było, to sąd wysyła niebezpieczny sygnał do społeczeństwa. Bo sądy nie mogą ulegać pustej krytyce oraz naciskom polityków. A tym wydaje się usunięcie odważnego sędziego.

Katarzyna Kolenda-Zaleska analizuje stosunek Jarosława Kaczyńskiego do Dudy i do konstytucji.

widać

Ważne jest tu odniesienie do projektu konstytucji PiS ze stycznia 2010 r. W tym projekcie – wyraźnie pisanym pod urzędującego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i z nadzieją na jego reelekcję – głowa państwa zyskuje ogromną władzę. Może wydawać dekrety, odmawiać powołania premiera z powodów co najmniej ogólnych – „jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, że nie będzie on przestrzegać prawa, albo jeżeli przeciwko powołaniu przemawiają ważne względy bezpieczeństwa państwa”. Może też w ciągu pierwszych sześciu miesięcy urzędowania rozwiązać Sejm także z powodów ogólnych, by nie powiedzieć: bo takie ma widzimisię. Rola parlamentu zostaje zmarginalizowana, bo prezydent może każdą ustawę, która mu się nie spodoba, poddać pod referendum. A rząd może zakazać opozycji składania poprawek do rządowych projektów ustaw.

Co prawda, ten projekt zniknął z oficjalnych stron PiS, więc trudno było dociec, czy nadal obowiązuje. Aż do teraz. Bo Kaczyński w trakcie internetowego czatu dał do zrozumienia, że nie zamierza Andrzejowi Dudzie dawać aż tak wielkich uprawnień, jakie planował dla swojego brata. Czy to świadczy o braku zaufania do obecnego prezydenta, czy o ewolucji poglądów prezesa – trudno rozstrzygać. Ale fakt pozostaje faktem, że teraz Kaczyński skłania się ku koncepcji silnego premiera, a nie silnego prezydenta. Na to ostatnie stanowisko szans nie ma, ale premierem może zostać w każdej chwili.

Duda dla Kaczyńskiego to kmiotek.

złe

Jackowi Kurskiemu nie spodobały się wyniki oglądalności „Wiadomości” TVP1 (bo są marne), więc szefostwo „Wiadomości” zadbało o badania godne zaufania Telewizji Polskiej. – Zleciliśmy sondaż przeprowadzany tradycyjną metodą telefoniczną. To jedyna możliwość, by z innego źródła poznać preferencje Polaków.

Na weryfikacji wyników oglądalności „Wiadomości” nie poprzestały. – Skąd takie rozbieżności? Czy wynikają tylko z metodologii? – pytał retorycznie dziennikarzyna Pobudzin. I płynnie przeszedł do lustracji Elżbiety Gorajewskiej, szefowej firmy Nielsen, badającej oglądalność.

Nowotwór pisowski dalej zżera Polskę. I to coraz szybciej. Choroba się rozwija. Może dojść do sytuacji, że już żadna chemioterapia krajowi nie pomoże.

pisZaparasza

Trafnie określił kondycję psychiczną PiS rzecznik PSL Jakub Stefaniak: PiS „zaczyna się zamykać w potrzasku własnego szaleństwa”.

To nawet kondycja psychiatryczna, bo rozpoznanie choroby: szaleństwo.

Należy zadać inne pytanie: czy tak dużo ludzi może doznać choroby szaleństwa za swoim prezesem  Jarosławem Kaczyńskim?

Chyba tak! Bo to zbiorowe szaleństwo. Prezes szaleniec, to i jego podwładni zapadaja na tę samą chorobę, aby nie odstawać od niego: „równaj do prezesa”.

PiS zaprasza opozycję na rozmowę o zmianie konstytycji.

Krótko pisząc: PiS zaprasza do szaleństwa polityków opozycji. Szaleniec zawsze sądzi, że inni są durniami, jak on.

Ale opozycja nie podziela durnoty prezesa i nie przyjdzie na seans szaleństwa rozmowy o zmianie konstytucji.

Kościół katolicki dopiero wchodzi w alians z nacjonalistami, bez mała faszystami, takimi jak z ONR. Jak to miało miejsce w katedrze w Białymstoku, dla ONR mszę celebrowali dwaj księża: ks. Leon Grygorczyk, podlaski kapelan policjantów oraz niesławny ks. Jacek Międlar ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy.

Znawca Kościoła Jarosław Makowski, były szef think tanku Instytutu Obywatelskiego, uważa, że związki Kościoła z twardym nacjonalizmem dopiero się zaczęły.

niebepieczne

Powaga problemu tkwi w tym, że nacjonalizm i ksenofobia biskupów, księży i napuszczonych przez nich części wiernych, nie powstał z dnia na dzień. Ani sama z siebie. To, że dziś oglądamy księży i ONRowców w jednym szeregu, to skutek wieloletnich zabaw Kościoła z nacjonalizmem. Kościół w Polsce, szczególnie od śmierci Jana Pawła II nie kryje się ze swoimi ultraprawicowymi ciągotami. Hierarchowie z premedytacją omijają to nauczanie Jana Pawła II, które nie pasuje im do twardego katolicko-narodowego światopoglądu. A więc nie ma mowy o ekumenizmie, o dialogu między religijnym. To, co biskupi wzięli z nauczania papieża Wojtyły, to teologia narodu i teologia ciała. Interesują ich tylko karta wyborcza oraz spodnie i kobiece macice. Biskupi przez wszystkie przypadki odmieniają takie pojęcia jak: Bóg, honor, ojczyzna, dziecko poczęte. Zazwyczaj jest to przedstawiane jako wartości, których trzeba bronić, gdyż są one atakowane: a to przez Unię Europejską, a to przez liberałów, a to przez lewaków – generalnie Żydów, Niemców i gejów w ukryciu.

To kibole nacjonaliści pobili pisarza i dramaturga Pawła Demirskiego, gdy na warszawskiej Ochocie stanął w obronie poniżanego Pakistańczyka.

Szef „Krytyki Politycznej” Sławomir Sierakowski pisze o okolicznościach napadu na polskiego pisarza.

polskaKibolska

Wiadomość, że Paweł Demirski został pobity przez kiboli wracających z Pucharu Polski, dostałem esemesem. W internecie szybko znalazłem opis zdarzenia na portalu dziennik.pl w dziale „Rozrywka”, gdzie przeczytałem, że Demirski w sklepie na Ochocie stanął w obronie Pakistańczyka i zobaczyłem zdjęcie twarzy w szwach.

Paweł Demirski to polski pisarz i członek zespołu Krytyki Politycznej (więc mogę być nieobiektywny, krytykując pobicie człowieka). Niedawno był moim gościem w programie #dziejesienazywo w Wirtualnej Polsce. Rozmawialiśmy o przemocy w Polsce. Demirski powiedział: „Polska zbrunatniała w sposób bardzo poważny”. To było tego dnia, kiedy „Gazeta Wyborcza” wydrukowała Polską mapę nienawiści, pokazującą, że od września pobito co najmniej 22 osoby z powodu ich koloru skóry, narodowości czy wyznania. Wielu innym grożono, wybijano szyby w mieszkaniach, obrażano. We wtorek kibole do mapy dopisali Pakistańczyka. Napadani są Turcy, Chilijczycy, Hindusi, a nawet Ukraińcy, z polskim obywatelstwem i bez, doskonale mówiący po polsku i nie. Napadanych łączy chyba tylko nienawiść ze strony troglodytów nawiedzających stadiony.

A my dajemy się wrobić Kaczyńskiemu, iż Polsce potrzebna jest nowa konstytucja. Cholera, przestrzegać obowiązującą konstytucję. Przestrzegać zasad demokracji, a standardy są takie, ze obowiązuje trójpodział władzy, której nie przestrzega partia Kaczyńskiego, która rządzi.

zmianaKonstytucji

Zapraszając liderów partii do dyskusji o projekcie nowej konstytucji, PiS będzie próbowało odwrócić uwagę od łamania konstytucji wciąż obowiązującej. Na to nie może być zgody. Obowiązkiem każdego obywatela – sędziego, polityka, dziennikarza, każdego z nas – jest stać na straży konstytucji. Ale trwanie w defensywie nie wystarczy. Podniesienie państwa po rządach PiS nie może sprowadzać się do próby restytucji status quo. Pomijając wszystko inne, byłaby ona nieskuteczna.

Po drugie, nauczeni doświadczeniem, musimy zrobić wszystko, żeby ochronić obywateli i ich prawa przed nadużyciami ze strony władzy.

Nowa konstytucja Rzeczpospolitej musi ochronić młodą polską demokrację przed nią samą.

Oto najlepszy tweet ostatnich dni o konstytucji, jego autorem jest były premier.

ChiUrp0W4AEh3R-

To alegoryczny obrazek przed protestem KOD i opozycji 7 maja. Trudne chwile, czyli spotkanie raczkującego KOD i Platformy Obywatelskiej w nieznanej jej dotychczas roli. Dadzą radę?

tumblr_maejcc4XVN1rt8t3no1_500

Demokracja nie jest zagrożona? Oto rewelacje z fronda.pl:

Cho6FZ0XIAIMQjE

planPiS

Specjalistka od niepoprawnej polszczyzny („zespół kolesi”) przedszkolanka Beata Mazurek, która z powodu kulawego języka polskiego jest rzecznikiem klubu PiS, donosi z piaskownicy, jak będzie wyglądała zabawa w tej partii w kwestii nowej konstytycji.

Najpierw pogadają ze sobą. A wiedza takiej Mazurek jest jak Marka Kuchcińskiego – żadna. Obawiam się, że mogą nie wiedzieć, o jakiej konstytucji mają gaworzyć.

Nie bądźmy zdziwieni, gdy wyskoczy jedna z drugim i będą chcieli zmieniać Konstytucję 3 Maja. Tak mają te móżdżki po pisowsku.

Propozycja z konstytucją będzie taka, jaką życzy sobie prezes. A wygląda, iż marzeniem Jarosława Kaczyńskiego jest konstytucja z egzekutywą kanclerską, bo liczy na to, że zostanie kanclerzem IV Rzeszy Polskiej.

Po co zatem mu konstytucja? Wystarczy zapuścić trawniczek siwych wąsów pod nosem, pognać Szydło do Brzeszcz, a wobec Dudy zastosować impeachment. Powodów znajdzie się nadto, choćby twittowanie z „ruchadełkiem leśnym”.

Na razie z konstytucją głównie chodzi o to, aby gonić króliczka, debatować o niczym, wrzucać na agendę pustotę i straszyć Trybunał Konstytucyjny, iż nie będzie tego instytucjonalnego strażnika konstytucji w nowej konstytucji.

Przedszkolanka Mazurek z piaskownicy PiS:

„Chcemy zmianę Konstytucji rozpocząć od dyskusji wewnątrz własnej partii, z naszymi ekspertami, konstytucjonalistami. Kolejnym krokiem, jaki będziemy chcieli zaproponować, to stworzenie ankiety konstytucyjnej z udziałem wybitnych prawników, konstytucjonalistów, politologów, tak, by efektem takiej ankiety były konkretne propozycje, dyskutowane później ze wszystkimi siłami politycznymi. Tak, by dawały podstawę ku merytorycznej dyskusji, w jakim kierunki zmieniać Konstytucję”.

Dzieciarnia zarządza naszym państwem. Koszmar.

Podczas Święta Konstytucji 3 Maja (1791) zabrakło refleksji o polskiej historii, bo znowu prezes PiS narzucił swoje „pomysła”. Obecna konstytucja z 1997 roku znudziła się Kaczyńskiemu, chciałby swojej pisowsko-nacjonalistyczno-faszystowskiej.

Prezes powiedział, Duda mu zawtórował cienkim głosem, który czyta konstytucję, jak na załączonym obrazku.

ChjjIGAXIAAbQMa

Zapominamy, że Konstytucja 3 Maja została przyjęta w wyniku zamachu stanu, a wprowadzona w życie nie została, bo zaborcy na to nie pozwolili, a sprzedajni biskupi przypłacili życiem, zawiśli na latarniach.

Choć wówczas nie było powiedzenia: „A na drzewach zamiast liści, będą wisieć sutanniści” (od sutanny). Michał Sutowski przypomina:

konstytucjaCzyli

Marks mawiał, że ludzie sami tworzą swój świat, ale nie w wybranych przez siebie warunkach. Mój dziadek mówił, że z gówna gwiazdki nie ukręcisz. Tak jak polski Napoleon nie wygrałby kampanii wrześniowej, a polski Metternich nie wynegocjował w Teheranie przesunięcia żelaznej kurtyny na Bug, tak Stanisław August Poniatowski – bo to on był inspiratorem i spiritus movens reform i samej Konstytucji – prawdopodobnie nie mógł uratować Rzeczpospolitej przed rozbiorami ani pchnąć kraju na tory, za przeproszeniem, cywilizowanego rozwoju. Historia Konstytucji 3 Maja to historia bezradności oświeconych elit, które czasem naprawdę chcą zrobić ludziom dobrze, nieraz nawet wiedzą jak – tylko nijak nie mają po temu siły.

Dwadzieścia lat publicystyki „Monitora” (XVIII-wieczna hybryda „Gazety Wyborczej”, „Wiadomości Literackich” i „Krytyki Politycznej”) mogło nieco zmienić atmosferę moralną polskiego sejmu, ale i tak do wprowadzenia bardzo umiarkowanej, bynajmniej nie jakobińskiej konstytucji potrzebny był faktyczny zamach stanu. Co więcej, o niepowodzeniu szlachetnego przedsięwzięcia przesądziła nie tyle nawet zdrada (Targowica), ile raczej koniunktura (fortuna, los, duch dziejów, niepotrzebne skreślić). Na pewno ta międzynarodowa (odwołana wojna Anglii z Rosją niezmiernie ułatwiła Katarzynie interwencję), ale przede wszystkim zadecydował historyczny timing społeczeństwa.

Konstytucja 3 Maja nie była żadnym cudem świata; była wyrazem umiarkowanego nurtu ówczesnego oświecenia, choć na warunki lokalne dokumentem rewolucyjnym.

Do prawdziwej emancypacji większości mieszkańców ziem Rzeczpospolitej było jej bardzo daleko, stwarzała ona jednak szansę na zdefiniowanie w Polsce nowoczesnego konfliktu politycznego. Wdrożenie jej reform oznaczałoby uznanie faktu, że świat nie dzieli się na patriotów i zdrajców, tylko na różne odcienie lewicy i prawicy: tradycjonalistów, konserwatystów, reformatorów i radykałów, wolnościowców, równościowców i tych, dla których jedno jest warunkiem drugiego. Klęska wojny obronnej z Rosją, a potem powstania kościuszkowskiego sprawiły, że te zdrowe, nowoczesne kategorie polityki na niemal sto lat wywietrzały nam z głowy. A może na dłużej?

Jan Hartman zrobił wyciąg (bryk) Konstytucji 3 Maja. Oto kilka najciekawszyh spostrzeżeń.

założenia

1. Religią panującą jest katolicyzm, lecz inne wyznania będą tolerowane.

2. Szlachta ma pierwszeństwo we wszystkim, zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej. Wszelkie przywileje szlachty zostają potwierdzone.

8. Władza sądownicza nie może być wykonywana ani przez króla, ani przez władzę wykonawczą. Sędziowie sądów pierwszej instancji i drugiej instancji (w województwach i powiatach) wybierani są przez sejmiki. Sądy te służyć będą szlachcie. Mieszczanom służą sądy miejskie. Wolni włościanie podlegać będą jurysdykcji sądów referendalnych. Komisje wykonawcze będą miały sądy w sprawach im podległych (tj. administracyjnych). Sądem najwyższym ustanawia się sąd sejmowy, wybierany na każdym posiedzeniu (co dwa lata), orzekający w sprawach występków przeciwko narodowi i królowi.

9. W przypadku małoletniości króla, choroby psychicznej króla bądź uwięzienia króla na wojnie ustanawia się regencję. Regencję sprawuje królowa bądź prymas. Niepoczytalność króla stwierdzić mogą połączone Izby trzema czwartymi głosów.

Czy w kontekście Konstytucji 3 Maja (gdyby dzisiaj obowiązywała) można było stwierdzić chorobę psychiczną prezesa Kaczyńskiego, a u jego podwładnego Andrzeja Dudy niepoczytalność, tj. zanik woli czytania konstytucji i jej deptanie?

ChjsEJzU4AAzWcx

Kaczyński i Duda nie przestrzegają jednak dzisiaj obowiązującej konstytucji, pieprzą więc o nowej.

proeuropejskie

Jednak proeuropejskie deklaracje Kaczyńskiego to czeki bez pokrycia. Wieszanie flagi unijnej obok polskiej nic nie da, skoro Polska de facto przestaje spełniać kryteria członkostwa w UE (łamiąc zasady państwa prawa i trójpodziału władz), jeśli znajdujemy się w Europie w kompletnej izolacji, licząc na wsparcie marginalnych Węgier i znajdującej się na krawędzi wyjścia z UE Wielkiej Brytanii.

Możemy oczywiście uważać, że polska demokracja nie musi szanować praw jednostki, zasad praworządności, poczuwać się do europejskiej solidarności, a jednocześnie mnożyć roszczenia i korzystać ze wszystkich beneficjów przynależności do największego i najbogatszego bloku państw na świecie. Ale to fikcja. Jeśli w tak podstawowych sprawach nie będzie zgodności pomiędzy krajami tworzącymi Unię Europejską, albo się ona rozpadnie lub, co bardziej prawdopodobne, realna integracja będzie następować gdzie indziej.

Międzymorze, które jest geopolityczną mrzonką, powoli staje się niestety realnością w sferze kulturowej. Polsce pod rządami PiS jest coraz dalej do obozu zachodniego, w tym lidera tego obozu, czyli Stanów Zjednoczonych, a coraz bliżej do nieokreślonego amalgamatu znajdującego się gdzieś między austriacką Galicją, Bałkanami, Rosją i Ukrainą.

Jeśli dziś, nie ze względu na rozbiory czy radziecką okupację, ale ze względu na własny wybór, przestaniemy przynależeć do wspólnoty Zachodu, trafimy tam, skąd przyszliśmy – na peryferia, z ich przeklętą historią i geografią. Skąd z taką determinacją, tracąc co rusz niepodległość, przynajmniej od czasów Konstytucji Trzeciego Maja, próbowaliśmy się wyrwać.

Dlatego Kaczyńskiemu musimy powiedzieć: wara od konstytucji.

wara

Konstytucja III RP została przyjęta w 1997 roku. U jej podłoża leży wielki zryw Solidarności, której ludzie łamali sobie życiorysy w więzieniach, tracili zdrowie, najbliższych, a to wszystko po to, żebyśmy żyli w normalnej Polsce. Byłam wtedy dzieckiem, kiedy wprowadzano stan wojenny moim sporym zmartwieniem był brak Teleranka, a w piątkowe wieczory brakowało Listy Przebojów Trójki. Kiedy podrosłam, zbierałam podpisy na prezydenta Mazowieckiego, który przegrał z kretesem na rzecz mitu Wałęsy. I kto się wtedy kręcił koło nowo wybranego? Jarosław Kaczyński ze świtą, czyli umoczone nie raz w przekrętach Porozumienie Centrum. Teraz pluje na byłego przywódcę ruchu, który i jego wywindował, bo jakoś te ciężkie lata, zamiast w więzieniu, przesiedział z mamą w ciepłym domu. Pewnego upojnego wieczoru, jako dziewczę durne i chmurne nabluzgałam prezesowi w kawiarni na Nowym Świecie. Dziś pewnie zrobiłabym to znowu, tyle że zmądrzałam. Dlatego założyłam stronę Nie zgadzam się na zmianę Konstytucji. Obywatele RP i proszę Was, zbierzmy podpisy pod listem do prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu, wyślijmy razem tę petycję. W niecałe 3 godziny strona zebrała ponad 200 fanów, a liczba ta cały czas rośnie. Cieszę się.
Jeżeli nie chcecie, aby w najważniejszym państwowym dokumencie, stało iż Chrystus jest Królem, Maryja dziewicą, a Kaczyński dzieciątkiem, podpisujcie.

W „Szkle konstaktowym” została rozwiązana zagadka, dlaczego Kaczyński ciągle powołuje się na suwerena, tj. w tym wypadku naród.

zagadkaRozwiązana

zakłamana

Obraz Konstytucji 3 Maja jest zafałszowany. I żaden z notablów o tym się nie zająknie. Bo jak? Gdyż w uroczystych obchodach biorą udział biskupi.

Konstytucję 3 maja 1971 roku napisało – jak by to określiła dzisiaj Krystyna Pawłowicz – lewactwo. Owczesny nuncjusz papieski, Saluzzo, Hugona Kołłątaja, Stanisława Staszica i Scypiona Piattolego (osobisty sekretarz króla) nazywał „jakobinami i złymi duchami króla”.

Watykan obawiał się, że twórcy pójdą dalej i jak Rewolucja Francuska odbiorą klerowi przywileje, dobra materialne i majątki oraz poślą do roboty.

Papież Pius VI skierował 24.02.1792 r. brewe dziękczynne do carycy Katarzyny II, nazwał ją heroiną stulecia i sławił jej podboje. Wśród nich wymienił pierwszy rozbiór Polski. Było to pozwolenie na wojnę z Polską i na dalszy rozbiór I Rzeczpospolitej.

Przeciw reformom Konstytucji 3 Maja zawiązano Targowicę de facto w Petersburgu, ale dla zatajenia jej miejsca manifest unieważniający Konstytucję 3 Maja ogłoszono 14 maja 1792 roku w Targowicy na Ukrainie. Papież Pius VI  błogosławił Targowicę i jej prace.

Wśród spiskujących przeciw Konstytucji 3 Maja było 4 biskupów. Świętochłowski pisał: „Nigdy i nigdzie nie było tylu przedajnych biskupów”. Podczas Insurekcji Kościuszkowskiej kler i biskupi byli traktowani jako zdrajcy narody i masowo ich wieszano.

Dzisiaj kler fałszywie chwali tamte idee lewackie. Jak szef Episkopatu abp Stanisław Gądecki, który skonstruował przesłanie Kościoła na Święto 3 Maja: „Autentyczny patriotyzm nie zna nienawiści do nikogo”.

Tak Kościół i prawica przechwytują niegdysiejsze lewackie idee. Dzisiaj prowadzą kraj do zguby, takiej samej jak ówczesna Targowica.

autentyczny

(korzystałem z wpisu Przemysława Prekiela)

ChjDqkAWwAAREch