Posts Tagged ‘Kornel Morawiecki’

Czy PiS jest prorosyjski?

Szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani nie przywiązuje żadnej wagi do wizyty swego rodaka – ale o odmiennych poglądach – Matteo Salviniego u Jarosława Kaczyńskiego, gdyż „wśród suwerenistów (włoska wersja wstawania z kolan – przyp. mój) panuje całkowity brak zgody”. Dlaczego brakuje zgody? Po pierwsze, są to ruchy polityczne wsobne, nacjonalistyczne, stawiające tylko na swój naród, a więc każdy inny jest wrogiem, choć może być w sojuszu taktycznym.

Do tego momentu z Tajanim się zgodzę, a drugie jego rozróżnienie zniuansowałbym. Włoch mówi, że Salvini jest zwolennikiem Putina, a PiS pozostaje antyrosyjski. Czy na pewno? Elektorat PiS jest antyrosyjski, ale działania polityczne partii Kaczyńskiego niekoniecznie.

Mit założycielski PiS to katastrofa smoleńska, który partię Kaczyńskiego wyniósł do władzy. Od polityków PiS słyszymy retorykę antyrosyjską, ale tylko retorykę. Kreml może sobie tylko taką wymarzyć, bo co dla władców Rosji zawsze było najważniejsze – skłócać Polaków. Kreml osiąga to za pomocą „partii wpływu” w Polsce – PiS i ich poszczególnych polityków. Dobrze to rozebrał na czynniki pierwsze Tomasz Piątek w dwóch książkach o Antonim Macierewiczu. Wiceprezes PiS jest wymarzonym agentem wpływu, a to że ględzi antyrosyjsko? A jak ma mówić?

Tak więc prorosyjskość we Włoszech należy czytać zupełnie inaczej niż w Polsce. Kreml rozgrywa Polaków przeciw sobie dokładnie tak jak to robił przez cały XIX wiek, gdy znaleźliśmy się pod zaborami. A że PiS ma elektorat z terenów tego zaboru, więc mamy takie zniuansowanie.

W XIX wieku wykuwała się polska myśl niepodległościowa, jednym z jej elementów było wspieranie Ukrainy w dążeniu do państwowości. Tak widział politykę wschodnią Józef Piłsudski, a w naszych czasach pisał o tym Jerzy Giedroyc w paryskiej „Kulturze”. Dzisiaj działanie na osłabienie Ukrainy to działanie w interesie Kremla. Co dzisiaj robi w tej kwestii PiS? Kijów ustawia w roli wroga.

Tatuś premiera Kornel Morawiecki – który w czasach peerelowskiej opozycji był V kolumną w „Solidarności”, uchował się, bo widziano go jako folklor polityczny – nie raz bardzo ciepło wyrażał się o Kremlu i marzy mu się brak „sporu między nami a Rosjanami”, co samo w sobie jest godne gołąbka pokoju, ale następstwo logiczne obnaża niezbyt lotnego intelektualnie starszego Morawieckiego: nie chce wojsk amerykańskich w Polsce.

Co na to jego syn Mateusz, który retorycznie jest krew z krwi i prezentuje podobne zaplecze intelektualne – czyli marne – o tych prorosyjskich sentymentach? Nic w słowie, ale „poznacie ich po czynach”. A czynem rządu jest to, iż obecnie import rosyjskiego węgla jest dwukrotnie większy niż w 2015 roku. 20 proc. węgla zużywanego w kraju ma rosyjski stempel.

Tak więc zupełnie inaczej należy czytać prorosyjskość (pro-Putinowość) Włocha Salviniego, a zupełnie inaczej prorosyjskość – uwikłaną historycznie – panów Kaczyńskich, Macierewiczów, Morawieckich. W Europie od dawna jest tendencja stref wpływów – jeżeli nie cywilizowany Zachód, nie Unia Europejska, to Rosja. Capisce? – jak retorycznie mówił rodak Salviniego, Tajaniego, literacki i filmowy don Corleone.

Szeregowy poseł Kaczyński pstryknięciem wykreśla ustawę z porządku obrad Sejmu

Zwierzęta swój teren oznaczają uryną. Ludzie różnie, choć patrioci najchętniej przelaną krwią. Elity wolą symbole. Przez 3 lata władzy politycy pisowscy wpadli w takie zasiedzenie, że teren Sejmu i Senatu uważają za swój. Czym oznaczają?

Marek Kuchciński znany jest z tego, że odzywa się tylko wtedy, gdy na kartce ma napisane, co ma powiedzieć. Ale wpadł na pomysł, aby każdy poseł na koniec kadencji dostał odznakę z napisem prawo (lex). Odznaka jest wzorowana na tej z Sejmu Ustawodawczego II Rzeczpospolitej z lat 1919-22. Opozycja mogłaby wyprodukować odznakę, która zdecydowanie więcej mówiłaby o Sejmie obecnej kadencji, mianowicie przedstawiać Salę Kolumnową z napisem: bezprawie.

Stanisław Karczewski przebił marszałka Sejmu. Umieścił w Senacie swój portret za pieniądze z kieszeni podatnika, lecz nie uzyskany aparatem fotograficznym, ale pędzlem zawodowego malarza. Karczewski myśli jednak kilka lat naprzód, mianowicie jego wizerunek może znaleźć się w Pałacu Saskim, który ma być odbudowany z przeznaczeniem na funkcjonowanie w nim Senatu. Karczewskiemu marzy się prowadzić obrady pod własnym portretem, jak na pisowskiego sarmatę przystało.

Wzmiankowani politycy  PiS są puści jak dzwony. Nie znam żadnych ich osiągnięć godnych zapamiętania, oprócz ich pomocniczości w demolowaniu instytucji demokratycznych i zaprowadzania państwa bezprawia.

W Sejmie doszło do spektakularnej sceny z udziałem szeregowego posła Jarosława Kaczyńskiego, który wszedł na trybunę i zażądał wycofania nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym. Prace nad nią dobiegały końca, była już po poprawkach, miało dojść do ostatecznego głosowania. Prezes pstryknął i ten punkt obrad został wykreślony z porządku. Taka jest wola prezesa i ona jest prawem.

Mateusz Morawiecki miał okazję zobaczyć w Brukseli, jak Polska została zmarginalizowana w Unii Europejskiej za władzy PiS dwóch lat rządu Beaty Szydło i rok jego. Szczyt państw strefy euro podjął decyzję, iż strefa euro będzie miała swój budżet. A zatem Europa dwóch prędkości staje się ciałem, a Polska nawet nie zmieści się w tej drugiej prędkości, bo jest hamulcowym standardów, jakie obowiązują w UE.

Morawiecki ponadto ma kłopoty w kraju. Niedawne wotum zaufania to było teatrum dla twardego elektoratu PiS, aby pokazać, jak skonsolidowana jest władza zjednoczonej prawicy. Farbę jednak puścił tatuś premiera Kornel Morawiecki, który stwierdził w Radiu Plus, że kłody pod nogi jego syna Mateusza (Kornel nazywa go kuriozalnie nawet jak na sferę publiczną: panem) rzuca Zbigniew Ziobro. Minister sprawiedliwości zaostrza aferę KNF, aresztując byłych jej członków, w tym Wojciecha Kwaśniaka, a także sprzeciwia się wycofaniu PiS z ustaw sądowniczych, które zostały zaskarżone przez Komisję Europejską w Trybunale Sprawiedliwości UE.

Gdy Morawiecki walczy o przetrwanie, nie rządzi

Mateusz Morawiecki dwoi się i troi w kampanii samorządowej, a przecież nie startuje na żadnego wójta, ani burmistrza. Jeżeli jeździ po kraju, to nie rządzi. Dlatego stanowione jest takie kiepskie prawo, ustawy trzeba zaraz po wejściu w życie nowelizować.

Morawiecki jednak walczy o przetrwanie. Nie tylko ma na karku aferę podsłuchową, która na moment przycichła, lecz zostanie odgrzana przez Platformą Obywatelską (a może już należy nazywać Koalicję Obywatelską), Grzegorz Schetyna zapowiedział wniesienie do Sejmu wniosku o odwołanie ze stanowiska premiera Morawieckiego pod hasłem „kłamca nie może rządzić”.

Nie tylko uznany jest za kłamcę przez sąd, ale tak jest traktowany przez władze unijne, wiarygodność Morawieckiego sięgnęła bruku, w Brukseli trzeba ratować substancję naszej wiarygodności (a robi to opozycja i Donald Tusk), której jest coraz mniej, przełoży się to na kasę z budżetu unijnego. Morawiecki ma kłopoty z tatusiem Kornelem, na którego są inne taśmy, jak to służył korupcją firmie windykacyjnej GetBack. Ile na tych taśmach jest haków na Mateusza?

Poza tym Kornel M. jest „pożytecznym idiotą” (polieznyj idiot) Kremla, wyrażając aprobatę dla aneksji Krymu przez Rosję i mówiąc bardzo przyjacielsko o Putinie niczym Viktor Orban. Polityka wschodnia, której doktryna wypracowana została przez Piłsudskiego, Giedroyca i podtrzymywana przez rząd Donalda Tuska, może legnąć w gruzach.

Na agendę zawędrowała rekonstrukcja rządu, której celem jest przykrycie kłopotów Morawieckiego. Ale nie on będzie decydował, czy kogoś wymienić – Szydło, Kempę, Zalewską.

Jak marną formacją polityczną jest PiS świadczy rating, który został przywrócony przez Agencję Standard & Poor’s – BBB+. Warto przypomnieć, iż taki rating uzyskał rząd Donalda Tuska w czasie, gdy panował kryzys na świecie, Polska była zieloną wyspą. PiS wszak nazwał ten okres „Polską w ruinie”.

Morawiecki, więc nie ma czym się chwalić, zwłaszcza że w Unii Europejskiej i na świecie mamy do czynienia z wyjątkową hossą. No i trzeba sobie uzmysłowić, iż taki sam rating w 2009 roku miała Grecja. A że Morawiecki nieprzytomnie zadłuża finanse publiczne na realizacje pisowskich populizmów, śmiało go można nazwać Grekiem Zorbą.

Zorba zgłasza jednak wielkie halo – i to kłamliwe – „wielka, komentowana na całym świecie podwyżka ratingu Polski nie została odnotowana przez niektóre mainstreamowe media”. Kłamstwo, bo wszyscy odnotowali, lecz to kolejny atak na niezależne dziennikarstwo, aby urabiać opinię publiczną pod upartyjnianie – upisowanie – mediów.

PiS przywraca Polsce łatkę „chory człowiek Europy”

Partia Jarosława Kaczyńskiego wywołuje coraz powszechniejsze przeświadczenie za granicą, że kraje Europy wschodniej nie nadają się do integracji, solidarności między narodami.

PiS naprawdę nie ma kadr. Wynika to przede wszystkim z podstawowej przyczyny – ktoś posiadający fach, mający pojęcie o jakiejś dyscyplinie i potrafiący kreować, nie będzie się garnął do nieudaczników, do partii specjalnej troski, w której lider musi zakłamywać swoją przeszłość opozycyjną w PRL-u, a bratu dorabiać legendę, bo w rzeczywistości byli postaciami siedmiorzędnymi, których nikt nie zapamiętał.

Nieszczęście dla kraju polega na tym, że ten przypadkowy zbiór polityków powinien zostać marginesem, folklorem politycznym. Nie powinniśmy sobie zaprzątać nimi głowy ani zastanawiać się, dlaczego nieudacznik nazywa innych gorszym sortem, elementem animalnym. Wszak takich z niedostatkiem rozumu można spotkać na każdym kroku, wystarczy wyjść z domu.

Partia bez kadr może promować tylko takie postaci, jak Sabina Zalewska, która chciała zostać Rzecznikiem Praw Dziecka i pewnie by się jej udało, bo przeszła kwalifikacje partyjne, w których trafnie odpowiedziała na pytania ideologicznie, iż życie zaczyna się od poczęcia, in vitro jakoby narusza prawo dziecka do tożsamości, a gender jest brzydkie, bo kler tak twierdzi. Zostałaby ta osoba funkcjonariuszem państwowym, ale traf chciał, że nie potrafi skonstruować myśli własnych i ucieka się do plagiatu, kradnie własność intelektualną. Wykrył to „Tygodnik Powszechny”, a przecież mogło się tak nie stać. I mielibyśmy to, co w PiS jest normą, iż „nikt nam nie powie, że białe jest białe” i Rzecznik Praw Dziecka byłby faktycznym Rzecznikiem Obrony Rodziców przed Dzieckiem.

Inna kabaretowa postać Mariusz Błaszczak modernizuje armię w ten sposób, że tworzy nową dywizję Wojsk Lądowych. Kreowanie znów polega na tym, że jest ono markowane – mianowicie dywizja powstaje z dwóch istniejących brygad i trzeciej nieistniejącej. Generałowie łapią się za głowy, co też ten Szwejk Błaszczak wymyślił, a do tego umieszcza ją w Siedlcach, w miejscu, gdzie łatwo jest ją obejść w tzw. manewrze Paskiewicza, z którym sobie poradził Józef Piłsudski w 1920 roku. Generał Mirosław Różański zwraca uwagę: – „Już dwa razy usiłowaliśmy pod Siedlcami powstrzymać ofensywę ze wschodu – raz w czasie powstania kościuszkowskiego, potem podczas powstania listopadowego. Bez rezultatu”.

Szwejki PiS kompromitują nas na zewnątrz. W walce ze społeczeństwem obywatelskim padła Ludmiła Kozłowska, szefowa Fundacji Otwarty Dialog. Została przez służby podległe Mariuszowi Kamińskiemu (przypominam: zasądzono mu trzy lata odsiadki, ułaskawiony został przez Dudę, ale taka łaska na pstrym koniu jeździ) wydalona z Polski i ze strefy Schengen na podstawie arbitralnej decyzji.

W tym przypadku (ale dotyczy to także Błaszczaka) można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż mamy do czynienia ze spełnieniem życzeń Rosji. Działania Kremla w decyzjach PiS są widoczne aż nadto. Niemcy musieli odblokować status persony non grata dla Kozłowskiej, dzięki temu wystąpiła w Bundestagu w najsłynniejszym obecnie t-shircie „KONSTYTUCJA”.

Mamy wiedzę, że Moskwa maczała swoje palce na korzyść PiS w aferze podsłuchowej. Były szef ABW Krzysztof Bondaryk twierdzi nawet, że z taśmami to jeszcze nie koniec. Marek Falenta i jego kelnerzy więcej ich wyprodukowali: – „Polska jest celem pierwszoplanowym dla działań rosyjskich służb specjalnych”. A taśmy: „jeśli są, to będą wykorzystane”.

Więc nie bądźmy zdziwieni, że PiS działa z życzenia Kremla, skłóca nas w Unii Europejskiej i z niej wyprowadza. Najlepsi do tego są Szwejkowie, nieudacznicy, jak wyżej wspomniani i nieukrywający swoich sympatii prorosyjskich tatuś Mateusza Morawieckiego, Kornel.

PiS spełnia coraz powszechniejsze w Europie przeświadczenie, że kraje Europy wschodniej nie nadają się do integracji, solidarności między narodami, nie są w stanie wypełnić minimum standardów demokratycznych. Łatka „chory człowiek Europy” znowu jest aktualna dla Polski pod rządami PiS.

Houston, mamy problem z Morawieckimi

Bliżej im do Targowicy niż do przestrzegania demokracji zapisanej w Konstytucji.

Ile jest racji w spostrzeżeniu Tomasza Lisa, że „frakcja moskiewska w naszym Sejmie jest już tak widoczna jak w sejmie przedrozbiorowym. Jej rzecznikiem – co szokuje – jest ojciec premiera”? A chodzi o wywiad z Kornelem Morawieckim zamieszczony w „Rzeczpospolitej”. To druga z nim rozmowa o tej samej prokremlowskiej wymowie w niedługim czasie. Pierwsza ukazała się w propisowskim tygodniku „Do Rzeczy”.

Były szef dyplomacji, a obecnie eurodeputowany Dariusz Rosati postrzega tatusia premiera jako tubę propagandową Kremla. Dla niego jest dylematem: czy to świadomy agent, czy „pożyteczny idiota”? Dotyczy to konkretnej wypowiedzi Morawieckiego: – „W Polsce większość mediów nastawia społeczeństwo przeciwko Rosji. Czy to jest dobre? Nie, to powinno się zmienić„.

Radosław Sikorski zwraca się do symetrystów, którzy ciągle tkwią w pułapce „A 8 lat rządów PO-PSL…”: – „Żebyście koleżanki i koledzy symetryści z mediów, które jeszcze nie służą społeczeństwu znowu nie mówili, że nie wiedzieliście„.

Najwidoczniej tatuś Kornel wynosi na zewnątrz rozmowy z synem Mateuszem, więc dowiadujemy się, dokąd będzie zmierzać polityka wewnętrzna i zewnętrzna PiS. A zatem: Houston, mamy problem. Dzisiaj tym Houston jest społeczeństwo obywatelskie.

Tata Kornel nie skrywa, że stoi po stronie PiS, czyli syna: – „Najpierw wygrajmy wybory, później będziemy zmieniać media na służebne społeczeństwu„. Służebne, to znaczy takie, która zgadzają się z linią PZPR, która nazywa się dzisiaj PiS.

Inny jeszcze z tego wysnuwa się wniosek, iż różnica w PRL między „Solidarnością” a „Solidarnością Walczącą” była taka jak między demokracją a demokracją ludową. Jak to nagle rozjaśniają się zakłamania nie tylko w rodzinie Morawieckich… Tata mówi otwarcie to, do czego syn doprowadzi. Kornel próbuje przygotować opinię publiczną do skutków działalności syna.

Jarosław Kaczyński nie czeka na wygranie wyborów, aby media „zmienić na służebne społeczeństwu”. Już dzisiaj chce zmienić „Gazetę Wyborczą” do służenia. Gdańska kancelaria adwokacka, która jest na liście płac PiS, pozywa z pełnomocnictwa prezesa PiS Kaczyńskiego w sprawie materiałów, które ukazały się (lub ukażą się w przyszłości) na łamach „Gazety Wyborczej” oraz portalu wyborcza.pl, a dotyczą powiązań szefów służb Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego z Jakubem R., wysokim rangą urzędnikiem warszawskiego ratusza, odpowiadającego za reprywatyzację nieruchomości.

Tak mają służyć media społeczeństwu wg PiS, wg ojca Morawieckiego, jak w Rosji. U naszych sąsiadów najpierw Borisowowi Bierezowskiemu odebrano media, a gdy ten uciekł przed Gułagiem, w Londynie go sprzątnięto.

Patrząc na Morawieckich, bliżej im do Targowicy niż do przestrzegania demokracji zapisanej w Konstytucji.

Przy stole u Morawieckich

Dzisiaj obydwaj zachowują się jak Targowica.

Wywiad z Kornelem Morawieckim opublikowany w prawicowym tygodniku „Do Rzeczy” wyjawia, o czym tatuś Morawiecki z synem Mateuszem rozmawiają przy stole rodzinnym. Dowiadujemy się więc, jak jest wykuwana polityka polska – oprócz rzecz jasna łoża boleści prezesa Kaczyńskiego, który zrywa się na silnych antybiotykach i bieży pod opieką ochroniarzy do mediów, aby popluć na tego i owego.

Morawieccy to zaiste ciekawy przypadek psychologiczny. Przypadek nietypowy, bo wielce zdeformowany. Narracyjnie rzecz ujmując, Kornel Morawiecki w PRL byłby typowym produktem tamtego czasu, a jego „Solidarność Walcząca” nie tyle walczyła z komuchami, co z „Solidarnością”. Takich ludzi w historii i w narracji nazywamy zakałami.

Odprowadzałem na dworzec swoich kolegów z opozycji, którzy w stanie wojennym nie wytrzymywali presji, jeden był poetą, drugi plastykiem, a trzeci zwykłem cwaniaczkiem.  I taka też jest cała kombatanckość starszego Morawieckiego – wziąć nogi za pas, nie odpowiadać za innych. Wyobraźmy sobie, że z Polski wybywają w taki właśnie sposób Lech Wałęsa, Adam Michnik, Jacek Kuroń, Tadeusz Morawiecki, Waldemar Kuczyński i inni.

To gdzie byśmy dzisiaj w historii tkwili? Albo przed Mongolią, albo za Mongolią. I takie są historycznie zasługi Kornela Morawieckiego – za albo przed Mongolią. Lecz Morawiecki to cwaniaczek, jakich w Polsce mało. Potrafił tak wypromować się na opozycyjności, jak mało kto. Ba, uważam, że do niego należy rekord gołosłowia walki z komuną. Wszak swego syna Mateusza, który ma średnie zdolności intelektualne, umieścił w jednej z korporacji bankowych jako twarz Polski suwerennej.

Zastanawiałem się, na czym polega fenomen Mateusza Morawieckiego. Wszak słyszę, jak się wypowiada, co ma do powiedzenia – i niestety stwierdzam, że to przeciętniak, a gdy zostaje dociśnięty, to wychodzą mu braki niegodne zajmowanego stanowiska, które sprawuje. Jak to się dzieje, że taki przeciętniak został największym beneficjentem III RP?

Nikt – a w każdym razie nie znajduję podobnej kariery – niezasłużenie nie zrobił jej w III RP i tak się wysoko wywindował na legendzie innych. Mateusz Morawiecki zarobił dziesiątki milionów w III RP i omamił prezesa Kaczyńskiego, a ten z braku laku zrobił z niego premiera. Powiedzieć o premierze Morawieckim Nikodem Dyzma, to nic nie powiedzieć, bo popularny pisarz z międzywojnia swego nuworysza na końcu powieści fabularnie kompromituje, nie daje mu szansy zatopienia II Rzeczpospolitej.

A co dzieje się dzisiaj? Dyzma Morawiecki robi krok dalej, jako premier kompromituje Polskę. Jego tatuś Kornel Dyzma w wywiadzie dla prawicowego tygodnika wyjawia, o czym rozmawiają przy stole rodzinnym i jaka czeka nas przyszłość, gdy będzie dalej rządzić formacja polityczna, której lider w stanie wojennym zaspał na jego rozpoczęcie, zaś ojciec obecnego premiera spłoszył się, gdy Jaruzelski tupnął.

O Kornelu Morawieckim nie raz pisałem, jest wielce cwany i zwyczajnie nie za bardzo rozumiejący uwarunkowania polityki. Jeden szczegół z wywiadu zdradza, dokąd jesteśmy prowadzeni, a jesteśmy prowadzeni na rzeź geopolityczną. Wg tatusia premiera, Rosja nie prowadzi agresywnej polityki, wojna hybrydowa na Krymie i w Donbasie to wojna domowa w Rosji, a sankcje Unii Europejskiej nałożone na Rosję są niesprawiedliwe dla Putina. Taki człowiek jak Kornel Morawiecki jednak zaistniał w przestrzeni publicznej. Niewiele zrozumiał z I Rzeczpospolitej, a przede wszystkim z myśli politycznej dotyczącej Wschodu, z którą zmagali się tacy giganci, jak Józef Piłsudski i Jerzy Giedroyc.

Niespecjalnie interesuje mnie niedyspozycja intelektualna starszego Morawieckiego, a także to ,co przekazał synowi Mateuszowi, ale interesuje mnie Polska, lecz nie taka, jaką realizuje premier, bo on co rusz przewraca się niemal w każdej sferze, w której wypowiada się. Rozmowa z Kornelem Morawieckim daje wgląd w rozmowy rodzinne z synem Mateuszem.

Z grubsza tak rozmawiali o Rosji targowiczanie Szczęsny Potocki z Franciszkiem Branickim i taki jest sens i wymiar rozmów starszego i młodszego Morawieckich. Jeden wzrósł na opozycyjności innych w PRL – Wałęsy, Michnika i podobnych. Drugi jest największym beneficjentem prosperity III RP. Dzisiaj obydwaj zachowują się jak Targowica. Jeżeli ten idiom historyczny miałby jeszcze raz zwyciężyć, to Morawieccy zastąpią niesławne postacie I Rzeczpospolitej.

To Jan Pietrzak powinien być Kaczyńskim w „Uchu prezesa”

„Ucho prezesa” zostało przechwycone przez Jana Pietrzaka. I nie dziwota, twórca „Kabaretu pod Egidą” w klocki, jak układać się z władzą jest mistrzem. W PRL-u miał glejt koncesjonowanej opozycji kabaretowej, pod władzą PiS został pupilkiem. Wyżej w tej materii się nie podskoczy. Jego „Towarzystwo Patriotyczne” dostało od Fundacji PZU 600 tys. zł (plus 400 tys. wcześniej) na realizację „Stu żartów na stulecie”.

Producent oryginalnego „Ucha prezesa” Showmax od nikogo szmalu nie dostał, a musiał przecież płacić honorarium Robertowi Górskiemu i Kabaretowi Moralnego Niepokoju. Przyglądając się Górskiemu, można wątpić co do jego wizerunkowych możliwości. Marny z niego prezes PiS en face i z profilu, a Pietrzak w tej chwili bez charakteryzacji może jeszcze długo odgrywać Kaczyńskiego po chorobie kolana, a nawet po cięższych przypadłościach.

W „Uchu prezesa” produkcji Pietrzaka widzę rolę dla ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, który jest autorem złotej myśli, której nie powstydziłby się twórca „Zielonego Balonika” Tadeusz Boy-Żeleński. Ba, Szumowski to Stańczyk PiS, Szumowski stwierdził, że in vitro i antykoncepcja to pogwałcenie Dekalogu.

Szumowski był łaskaw podpisać swego czasu deklarację wiary, której symbolem jest właśnie Dekalog. I teraz ten minister od boskich boleści ma problem do rozwiązania – jego ministerstwo i rząd PiS zerwali porozumienie z lekarzami rezydentami. Chodzi o „Ustawę 6%”, która nie uwzględnia poprawek lekarzy, a które były clou porozumienia kończącego protest. Lekarze rezydenci nie mają innego wyjścia, jak wznowić presję protestacyjną, piszą: – „Czeka nas w najbliższym czasie fala protestów i strajków w ochronie zdrowia. Przepraszamy pacjentów za to, co nastąpi. Wszystkie inne sposoby zawiodły. Nie możemy już inaczej walczyć o normalność w systemie opieki zdrowia w Polsce”.

Lekarzy rezydentów rząd PiS wydymał, jak i niepełnosprawnych – i z tego gwałtu, jak zwykle w tej partii – owocem są zwyrodnienia. Takie zwyrodnienie mamy szansę dojrzeć w owocu „światłej” myśli tatusia premiera Kornela Morawieckiego, który chciałby „prosić prezydenta Putina, że jeśli dzieją się u nas jakieś zmiany, wybory, by zrobił gest otwartości w stosunku do Polaków”.

Ta prośba do Putina to owoc zwyrodniałej przyjaźni z Viktorem Orbanem, który jest bliskim przyjacielem Putina. PiS jest więc na drodze, iż prędzej czy później musi dojść do otwartej zależności od Kremla, jeżeli jest się na wojnie z Zachodem, z Unią Europejską. Jasne, iż tatuś Mateusza Morawieckiego to czystej wody targowiczanin, w grobie przewracają się Józef Piłsudski i Jerzy Giedroyc. Na naszych oczach rodzą się targowiczanie – odpowiednicy Szczęsnego Potockiego i Ksawerego Branickiego.

A swoją drogą ciekawy byłby odcinek „Ucha prezesa”, w którym odgrywający Kaczyńskiego Pietrzak leży na łóżku szpitalnym, chore kolano ma podwieszone na wyciągu i śpiewa czastuszkę na nutę „Żeby Polska”.
„Odrodzenie państwa w drodze!
Już nie grozi nam agonia!
(…)
Oj ra! Oj ra! Rodina Sowieckaja!
Oj ra! Oj ra! Rodina Sowieckaja!”
(tekst Jacka Kaczmarskiego)

Kabaret Pietrzaka będzie wszak transmitował Jacek Kurski na falach TVP. Braki publiczności – jak w Opolu – wypełnią z naboru pisowscy pacjenci. A czy to będzie przy Szaserów, czy w Tworkach, jest drugorzędne. Za milion złotych można podrzucić nie takie kukułcze jaja.

Kierowca Kornela Morawieckiego pełnomocnikiem rządu ds. rozwoju gospodarczego

Mateusz Morawiecki nie ma zgody prezesa na rekonstrukcję rządu, więc zaczyna konstruować go poprzez kooptację. Odbywa się to na poziomie niższym niż konstytucyjni ministrowie, niemniej do czynienia mamy z przerostami administracji rządowej, jakich wcześniej nie było.

Nie podnosi to poziomu rządzenia, bo PiS ma kadry wybitnie marne. O takich urzędnikach mówi się, że są „z łapanki”, a jest ich tak dużo, że trzeba tworzyć synekury, aby zaspakajać apetyty aparatu partyjnego. Nie ma się co dziwić, bo okazja, aby się nachapać już może się nie zdarzyć. Dowartościowywani są wszyscy – od sprzątaczek do kierowców włącznie. Jakie więc będą te nowe elity? Ano takie, elity sprzątaczek, elity kierowców, bo te rzeczywiste same się kształtują, w wypadku wyciągania ich za uszy z kapelusza są li tylko pseudoelitami.

Morawiecki utworzył nowe stanowisko w rządzie – pełnomocnika ds. rozwoju gospodarczego. Ki diabeł? W tym rządzie są aż trzy resorty zajmujące się gospodarką, czego do tej pory nie było. Jakie uzyskuje kompetencje ten nowy pełnomocnik? Otóż ma formułować propozycje, których celem jest efektywna realizacja strategicznych projektów inwestycyjnych, umieszczać je w kierunkach rozwoju, w programach i strategii gospodarczej rządu. Ma też zajmować się praktykami korporacyjnymi w zarządzaniu mieniem państwowym.

W komunikacie KPMR można więcej przeczytać tego bleblania, ale krótko pisząc chodzi o pijar, na przełożenie propagandy gospodarczej rządu Morawieckiego na narzędzia komunikacji na konferencjach prasowych. Morawiecki będzie się chwalił nowymi mostami i tę własną chwałę unaoczniał gawiedzi poprzez prezentację w PowerPoint.

To będzie dzieło tego nowego pełnomocnika ds. rozwoju gospodarczego. Wiemy, kto nim został? Mianowicie Cezariusz Lesisz. A kto to? I tu ręce opadają. Kierowca bombowca. Wróć! Wykreślamy bombowca i zostaje nam kierowca. Lesisz jest kierowcą i robił za furmana u ojca premiera, Kornela Morawieckiego.

Taki awans. Wszak po nocach mógł uczyć się obsługiwać PowerPointa i już ma wykuty na blachę. Nawoził się Kornela Morawieckiego, nasłuchał jego poglądów o wyższości narodu nad prawem (tak, tak – to nawet coś więcej niż nacjonalizm), przyszedł czas na awans do nowej pseudoelity.

Gwoli ścisłości Lesisz jest absolwentem Politechniki Wrocławskiej na Wydziale Mechanicznym. Raczej z gospodarką nie ma wiele wspólnego. Za to kolekcjonuje synekury, bo oprócz nowej ciepłej posadki zasiada na dwóch innych – mianowicie jest przewodniczącym Rady Nadzorczej Totalizatora Sportowego oraz wiceszefem Rady w Agencji Rozwoju Przemysłu.

Do dwóch wcześniejszych pensji dorzuci nową, może niezbyt popłatną, bo tylko 14 tys. zł, ale grosz do grosza i na konto miesięcznie spływają mu dziesiątki tysięcy. Cezariusz jest zatem przykładem nowej elity dojnej zmiany, jest przyssany do trzech cycków.

⚠️Spektakl z rządu trwa, a szkodniki dalej Polsce szkodzą. W interesie Polaków jest, aby , , , , , , szybko odeszli z rządu. Podajcie dalej ❗

Aż osiem zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Rekonstrukcja rządu przykryje przyszłość Polski

Tego samego dnia ma dokonać się zakończenie telenoweli z rekonstrukcją rządu i bardzo ważne dla Polski spotkanie szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera z Mateuszem Morawieckim. Dla Morawieckiego waga polityczna obydwu wydarzeń jest dużego bądź największego kalibru. Dlaczego zatem dochodzi do nich jednego dnia, tym bardziej, że rekonstrukcja zapowiadana była na późniejszy termin, a spotkanie z Junckerem zależne od wolnego terminu w obfitym w spotkania kalendarzu szefa KE?

Czy sprawy krajowe nie mogą ustąpić o wiele ważniejszym sprawom zewnętrznym? Wystarczy rozglądnąć się trochę po internecie, spojrzeć do gazet, aby przekonać się, że „fascynujące” jest, czyja głowa się potoczy… Czy obok Strężyńskiej i Waszczykowskiego zobaczymy turlającą się głowę smoleńskiego ministra, a nudne okazuje się ratowanie kraju z dennej sytuacji w Unii Europejskiej?

PiS dziennikarzy i opinię publiczną prowadzi na smyczy swoich potrzeb. Kręci młynka i wykręca istotę polityki na nice. Morawiecki już raz dał dyla z Brukseli do Polski, bo tak prezes mu kazał, przede wszystkim jednak dlatego, że rząd PiS nie ma żadnej kontroferty w stosunku do artykułu 7 Traktatu UE, który zaczął być procedowany. Kontrpropozycją nie jest przeciąganie terminów i wrzucanie na stół negocjacyjny agendy, iż „przyjaciel” Orban w razie czego nie poprze sankcji.

Tak naprawdę każde ze spotkań, które odbywać się będą w Brukseli na tak wysokich szczeblach wchodzą na najwyższy diapazon dylematu „być albo nie być” polskiego członkostwa w Unii. Trzeciorzędnym więc jest, czy Waszczykowskiego zastąpi Szczerski, bo i tak będzie z ważnymi sprawami leciał do prezesa na Nowogrodzką, a Macierewicz to osobna siła w kraju i PiS, równie niebezpieczna w rządzie i poza nim.

Rekonstrukcja to poręczne przykrycie dla Morawieckiego w Brukseli, dziennikarze dają się łatwo wkręcić w pozoranctwo PiS. Liczę jednak na premiera, bo będzie jakoś musiał tłumaczyć się ze spotkania z Junckerem, a że nie jest zbyt silny w gębie, to puści – tak czy owak – farbę. Piarowcy aż go tak dobrze nie przygotują, aby był wykrętny na sposób pisowski.

Mogą mieć rację dziennikarze niemieccy i brytyjscy, którzy na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „The Observer” piszą, iż Polska z Węgrami (a może odwrotnie, bo lepiej kręcącym jest Orban) zawierają „Sojusz przeciw Brukseli”, zresztą taki tytuł nosi artykuł w FAZ.

Otóż PiS przeorientowuje kierunek polityki z „zachodnioeuropejskiej” na „środkowoeuropejską”. Jest to więc pokraczna idea Międzymorza. Polsce i ewentualnym sojusznikom stratedzy PiS wyznaczają geopolityczne zadanie bufora bezpieczeństwa w sojuszu z USA.

Anachronizm tego namacalnie niemal szczypie w szare komórki, bo Polska pisowska odrzuciłaby Unię Europejską, tym samym odgrzewając przekleństwo nasze – geopolitykę. Polska w tym układzie stałaby się nic nie znaczącym graczem – mniemanym liderem Mitteleuropy – który byłby targany w tę i we w tę przez globalnych graczy. W nieco innej konfiguracji historycznej już to przerabialiśmy – Zachód pozbywał się tak niestabilnego organizmu państwowego, jako chorego człowieka Europy. Polska, która wypada z harmonii demokratyczno-kapitalistycznej z krajami Europy zachodniej, z automatu wpada w łapy Kremla.

Jak to powiedział Jarek Kuźniar: „Nie będę komentował słów Macierewicza. Nie jestem psychiatrą”. NO CÓŻ. Po rekonstrukcji rządu, zabrakło miejsca dla Antoniego… Będzie smutek wielki. A TAK SIĘ WSZYSCY ŚMIALI.

POLITYCY PIS W OŚLEJ ŁAWCE

Marek Suski wyrasta na specjalistę od spraw niemieckich. Partyjni bonzowie PiS pchnęli tego perukarza (zawodu uczył się w rekwizytorni teatralnej) na odcinek niemiecki, na którym to froncie walczy o reparacje wojenne.

Pchnięty Suski znalazł się nieoczekiwanie oko w oko z ambasadorem niemieckim. Nie potraktował go bagnetem, ani szrapnelem, ale porozmawiał sobie („chyba z pół godziny”). Perukarz Suski relacjonował o tym w Polsat News. Co powiedział mu zaskoczony niemiecki ambasador? „Porozmawiajmy o tym słoniu, który może zatruć nasze relacje”.

Bynajmniej Suski nie walczył w ZOO jak Jan Onufry Zagłoba z małpami, bądź Jan Chryzostom Pasek, ale – cytuję perukarza – „sprawa reparacji to jest słoń w naszych stosunkach”. Intelektualnie Suski jest zawsze niedysponowany i mógł nie zrozumieć metafory, np. słonia w składzie porcelany i do tego w idiomie niemieckiej porcelany miśnieńskiej.

Dlaczego Suski został wysłany do przedstawiciela rządu niemieckiego? Możemy się domyślać. Aby ośmieszyć sprawę, pokazać Niemcom, że reperacje wojenne nie są poważnym problemem.  Bo jak inaczej postrzegać klowna Suskiego, gdyby stanąłby w naszych drzwiach? Przecież nie zadzwonimy do cyrku, aby przyjechali odebrać swój personel, ani nawet – gdyby stawał się nazbyt namolny – nie wypchniemy go na schody. Posłuchamy jego bajdurzenia zoologicznego i przypomnimy mu, że może pójść z tym do telewizji.

Suski jest sekretarzem stanu w kancelarii Mateusza Morawieckiego. Udając się powyższym tropem, stwierdzić należy, że na czele tego cyrku stoi premier. I wiemy też, że w tym ośrodku rozrywki mają na stanie słonie. Jak z innymi egzotycznymi zwierzętami, szczególnie tym jednym „patriotycznym” z Pacanowa?

Inna postać niewiele odstająca wzwyż od Suskiego poseł PiS Arkadiusz Mularczyk był powiedzieć PAP, iż zlecono przygotowanie pięciu ekspertyz dotyczących strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Nad ekspertyzami pracować będą prawnicy, rzeczoznawcy, naukowcy.

To się sztab ludzi napracuje nad historycznym zdarzeniem, którego koniec nastąpił w 1945 roku. Co prawda straty szacunkowe już od dawien dawna są znane, ale Suski, Mularczyk i inni politcy PiS repetują z historii (i nie tylko z tego przedmiotu wiedzy). Rozum nie trzyma się ich głów, jak to bywa z tymi, którzy zostali posadzeni w oślej ławce. Och, zapomniałbym – ze słoniem.

Osobowość Morawieckiego z tombaku

Mateusz Morawiecki jest średnio rozgarniętym rozmówcą, dlatego pozwala sobie na wywiady z dziennikarzami, którzy wywodzą się z obozu ideologii polskiego katolicyzmu. I to nie takiego, który moglibyśmy określić jako chrześcijaństwo otwarte, ekumeniczne, jakie przyświeca „Tygodnikowi Powszechnemu”, czy też onegdaj Janowi Pawłowi II, ale bliżej mu do klasycznego Ciemnogrodu i jego wytworowi personalnemu: kołtunowi.

Z każdym dniem mam coraz gorsze zdanie o Morawieckim. Niestety, znam takich osobników, którzy w imię tradycji, mając do wyboru Barabasza i Joszuę z Nazaretu, wybiorą tego pierwszego, bo jest tradycyjnie zły, nie naucza jak Joszua o nowych wartościach społecznych i psychologicznych.

Odnoszę się do wywiadu Morawieckiego dla „Gościa Niedzielnego”, w którym premier wyraża się o gender i puszcza farbę o sobie. Nie jestem psychoanalitykiem, ale da się na twarzy Morawieckiego zauważyć grymas w prawym kąciku ust. Skądś on jest, raczej z takim tikiem człowiek nie rodzi się. Niezależnie od urody całe życie formułujemy swoja twarz, acz najbardziej odciska się na niej dzieciństwo – wychowanie.

Nieprzypadkowo Morawiecki zaserwował publice taki potworek pojęciowy, jak rechrystianizacja. Zero semantyki, za to dużo w nim charakteru – i to nieciekawego, charakteru zamkniętego, a więc nieempatycznego, tzw. ciasnoty.

Morawiecki zapytany przez dziennikarza „Gościa Niedzielnego”, czy dostawał w dzieciństwie klapsa, odpowiada, że tak. Indagowany o tę samą przemocową metodę wychowania w stosunku do swoich dzieci, zapewnia, że ich nie bije, acz „czasami musiałem zagryźć zęby”. Czyli chciałby dowalić, ale wie, że to złe. Czuje Morawiecki, że nie ma racji, że przemoc, jak wszystko na tym bożym świecie ma swoje kategoryzowanie. Wybiera wersję light, acz nie wierzyłbym temu człowiekowi. „Dostawał klapsy, on ich nie daje, bo…”. Typowe dla kołtuna i człowieka wewnątrz zakłamanego.

Ten szczegół wyjaśnia inną ważna sprawę dla naszego życia społecznego, bo oto Morawiecki taką chwali się wiedzą socjologiczną: – „Przemoc pojawia się częściej w związkach nieformalnych, a nie tych usankcjonowanych prawnie”. Z jakich źródeł Morawiecki posiada tę wiedzę, iż forma związku ma wpływ na użycie przemocy, czyli na treści nieludzkie? Nie ma takich źródeł, więc mogę napisać, iż Morawiecki wobec mnie używa przemocy słownej – kłamstwa, krętactwa – i mówi na temat, o którym nie ma pojęcia.

Morawiecki na tendencyjne pytanie: – „Czy podziela Pan diagnozę, że źródłem agresji wobec kobiet i dzieci są nierówności płci i role kulturowe narzucone przez tradycję, a więc także Kościół katolicki?”, odpowiada, że nie zgadza się z taką opinią. Typowa odpowiedź kołtuna wybierającego Barabasza, który w podobnej sytuacji stawał przeciw prawom kobiet.

Dzisiaj Barabasz Morawiecki staje przeciw wiedzy o społecznych rolach człowieka, przeciw gender. Morawiecki dzieli się takimi „złotymi myślami”: – „Nie można na krzywdę najsłabszych, bezbronnych patrzeć przez ideologiczne okulary, ale też nie można zamykać na nią oczu”. Takie sfomułowanie może powstać tylko w płaskim umyśle, bo żadna krzywda nie jest ideologiczna. To krzywdzący zasłania się ideologią.

Mogę wobec tego tylko stwierdzić, iż Marek Suski ma godnego siebie szefa. W PiS obowiązuje strawestowane przeze mnie prawo Kopernika-Greshama: zła osobowość wypycha lepszą. Przy czym „lepsza” wcale nie znaczy dobra, tylko zła jest jeszcze gorsza od poprzedniej. Do jakiego tombaku osobowościowego zmierza PiS ze swoimi politykami?

Trzeba PiS ośmieszać i pokazywać ucho od śledzia

Nominat Mariusza Błaszczaka pokazał swemu dobroczyńcy ucho od śledzia. Nietrzeźwy komendant wrocławskiej policji miejskiej, tylko w skarpetkach, zakrwawiony, skończył rajzę pod Lidlem, gdzie został znaleziony. Może byśmy o tym się nie dowiedzieli, gdyby nie SOK-iści, którzy kolesia znaleźli i przewieźli na detoks.

Komendant został wysłany na wrocławską placówkę po tym, jak Igor Stachowiak został tam zamordowany paralizatorem. Błaszczak orzekł, iż podinsp. Zbigniew Raczak „sprzeniewierzył się zasadom etycznym”. Od kiedy to zasady etyczne bądź ich brak są sprzedawane jako alkohol? No, ale takich mamy znawców języka, jak Błaszczak.

Zakład Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego odkrył, dlaczego telenowela historyczna „Saga z plastiku i paździerza” – dla niepoznaki zwana „Korona królów” – jest tak żałosnej jakości. Oczywiście, to wina Platformy Obywatelskiej i Tuska. Tak! Jurajski zamek w Bobolicach imituje Wawel, został odbudowany i oddany do użytku przez właściciela i senatora PO Jarosława Laseckiego w 2011 roku.

Ale to nie wszystko. Jakiś czas temu owymi zamkami w systemie tzw. Orlich Gniazd położonych w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zainteresował się prezes Jarosław Kaczyński, który zapowiedział odbudowę innych zamków w ruinie. Służyły one do ochrony granicy Polski ze Śląskiem. Czyżby i tę Kaczyński zamierzał odtworzyć, bo Ślązacy to „opcja niemiecka”?

Posłowie PO przypomnieli, iż przed świętami 21 grudnia o godzinie 6.05 sekretarza generalnego ich partii Stanisława Gawłowskiego naszło w mieszkaniu CBA. Huku medialnego było co niemiara, bo miało to przykryć uruchomienie przez Komisję Europejską opcji atomowej artykułu 7 Traktatu UE.

Gawłowski jakoby miał przyjąć łapówkę w postaci luksusowego zegarka. Nie mógł tego jednak zrobić w przypisywanym terminie, bo ten zegarek miał na ręce kilka lat wcześniej, co udowodnił „Newsweek”. Święta minęły, Nowy Rok też – i nic. Zdarzenie pokazuje metodę, jaką zastosuje PiS w trakcie kampanii samorządowej. Czy za tym smrodem stał Joachim Brudziński, który nigdy nie poprowadził PiS do zwycięstwa w wyborach na terenie Pomorza Zachodniego?

W Nowym Roku obudził się Andrzej Duda i pozazdrościł zwycięstw Kamilowi Stochowi w Turnieju Czterech Skoczni. Duda przeciął wstęgę podczas symbolicznego otwarcia kolejki kanapowej w Szczyrku, a w tym samym czasie Stoch odniósł trzeci triumf w Innsbrucku. Różnica między Andrzejem a Kamilem jest taka, że za Dudę się wstydzimy, a Kamilem chwalimy, bo jest najlepszy.

I tak trzeba podchodzić do PiS, jak Stoch do Dudy, jak Raczak do Błaszczaka, jak Henryk Kwinto do Kramera – ośmieszać i pokazywać im ucho od śledzia, a kiedyś skończy się filmowo, gdy my złapiemy się za ucho, a ich pod eskortą odprowadzą do kicia.

Czarno widzę przyszłość Polski

Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

Rok 2018 przyniesie kluczowe dla społeczeństwa polskiego dwie odpowiedzi. Czy utrzymany zostanie poziom poparcia dla projektu europejskiego – Unii Europejskiej? I czy będziemy mieli wolne wybory, które na każdym poziomie kontrolowane będą przez PiS?

Mateusz Morawiecki w noworocznym wywiadzie dla TVP Info zarysował strategię negocjacyjną z Komisją Europejską. Jest ona tak ustawiona, iż władze unijne są traktowane jako wróg. To sporo mówi, dokąd zmierza partia rządząca, a konkretnie Jarosław Kaczyński.

Fundusze strukturalne, które niektóre państwa unijne chcą Polsce odebrać z powodu zarzutów o brak praworządności, Morawiecki tę sprawę nazwał „szantażem międzynarodowym”. Ależ szantaż jest zabiegiem przestępczym, o który trudno posądzić Unię Europejską, bo ta nie sprzeniewierza się standardom demokratycznym. To Polska przyjęła na siebie zobowiązania, gdy wstępowała do wspólnoty – UE jest przede wszystkim konkretną wartością cywilizacyjną świata zachodniego.

Domaganie się przestrzegania zasad demokratycznych państwa prawa nie jest żadnym szantażem. Komisja Europejska wobec takiego czarnego charakteru uruchomiła narzędzia, jakie posiada. I tak się stało z artykułem 7 Traktatu UE.

Czy Morawiecki ma szanse coś osiągnąć jako strona negocjacyjna wobec UE? Retorykę Morawieckiego można oceniać podobnie, jak negocjacje w sprawie kontraktu na zakup Caracali. Wcześniej zadecydowano w PiS, że do kontraktu nie dojdzie, a negocjacje trwały tylko dlatego, żeby udawać.

Morawiecki potwierdza, że PiS nie ustąpi w kwestii ustaw sądowniczych, bo „mamy prawo wymiar sprawiedliwości naprawiać”. A że sądy już zostały naprawione, ustawy podpisane przez Andrzeja Dudę, więc Unia – wg Morawieckiego – ma przyjąć do wiadomości, że niezależne sądownictwo w Polsce będzie partyjne. Ciekawe rozumienie trójpodziału władzy.

Morawiecki przy tym powołał się na sądownictwo w innych krajach, w tym na niemiecki odpowiednik KRS. Co jest o tyle prawdziwe, że politycy niemieccy decydują o nadaniach dla sędziów, ale trudno Niemcom zarzucić sprzeniewierzenie się standardom demokratycznym i przede wszystkim istnieje tam konsensus partyjny.

Morawiecki ponadto ucieka się do porównań historycznych, odwołując się do naprawy wymiaru sprawiedliwości po okresie Vichy we Francji i dyktaturze Franco w Hiszpanii. To porównanie jest szyte grubą nicią, bo PRL został zmieciony 28 lat temu, zaś struktury sądownictwa naprawiono w pierwszych latach III RP wg projektów „Solidarności” z lat 1980-81.

Przede wszystkim nie jest żadną przesadą, iż „reforma sądownictwa” wg PiS jest powrotem do PRL, w którym wymiar sprawiedliwości był usłużny wobec partii i I sekretarza PZPR.

Morawiecki na razie nie stosuje tak twardej retoryki, jak jego poprzedniczka Beata Szydło. Po pierwsze dlatego, że PiS okres rewolucyjny ma za sobą, teraz jest wdrażanie „reformy”. Po wtóre – może najważniejsze – poparcie dla Unii Europejskiej jest w kraju wysokie, będzie propagandowo obniżane. Podobny „problem” do rozwiązania mieli Brytyjczycy, osiągnęli „sukces” w postaci Brexitu. Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

A co do wolnych wyborów. Nie po to niekonstytucyjnie reformują Polskę mianowańcy Kaczyńskiego, aby po przegranych wyborach stawać przed Trybunałem Stanu. Czarno widzę przyszłość naszego kraju.

NAJWAŻNIEJSZA WIADOMOŚĆ DNIA !!! Plan PiS został przejrzany. Giertych odkrywa podstępną tajemnicę. Przeczytaj koniecznie!

Szemrana demokracja po upadku komunizmu tydzień temu

PiS sytuacją w kraju przestało się przejmować. Prawo mają pod butem, za jego pomocą podporządkowane zostaną media i opozycja. Działania przeciw niezależnym instytucjom w kraju i społeczeństwu obywatelskiemu będą miały charakter hybrydowy.

Na jednych nałożą kary odstraszające, jak na TVN, będą skłócać, kompromitować, ale przede wszystkim niszczyć życie społeczne, kulturalne. Będziemy zmniejszani w imię wielkomocarstwowości. Tolerancja i wolności zastąpione zostaną ksenofobią, polactwem, naszością. Normalność zastąpiona zostanie nierzeczywistością, elity wymienione na „naszych” pisowskich.

Czekam aż zostanie ogłoszona jakaś forma realizmu IV RP, choć w zasadzie można uznać, iż Żdanow Błaszczak ogłosił pisrealizm „upadkiem komuny tydzień temu”. Jego zastępca – ten od confetti – Jarosław Zieliński przymierza się do funkcji teoretyka nowego okresu w dziejach Polski, bo dialektycznie podparł prometeizm zwierzchnika, stwierdzając: – „Pani Joanna Szczepkowska w 1989 roku przedwcześnie ogłosiła koniec komunizmu w Polsce”. A że Zieliński nie potrafi sklecić sensownego zdania, to tym lepiej dla niego, bo w PiS obowiązuje złodziejska zasada („łapać złodzieja”). Szczepkowskiej – wybitnej aktorce – ten szatniarz w teatrze PiS („a co mi zrobicie?”) zarzucił: – „Od przedstawicielki „elity” oczekiwalibyśmy kultury i wysokich standardów, a nie mowy nienawiści. Wielki niesmak”.

Przyzwyczajajmy się do tego, że nie będzie kultury, a bedzie piskultura, że nie będzie miejsca dla pisarzy, a dla jakichś Wildsteinów, nie będzie poetów, malarzy, filmowców, dziennikarzy, tylko Ziemcowie i jemu podobni.

Demokracje też będziemy mieli ludową, fasadową, nazywam ją szemraną. „Szuru-buru, mówi pisowski guru” – rozlegnie się z Nowogrodzkiej. Właśnie tak nas chcą przestawiać za granicą, do tego został powołany Mateusz Morawiecki, tym zajmować się będzie nowy szef dyplomacji. Kto nim zostanie? Może Jarosław Gowin, który był już nawet zapowiedziany ministrem obrony. Gowin w każdym razie dzieli się swoją wizją Polski w obcych oczach: – „Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej. Przydałoby się mniej sporów, więcej cierpliwego tłumaczenia naszych racji”.

Nie chcę analizować zawartości logicznej dialektyki Gowina, bo jest to zajęcie żenujące. Ale trop jest oczywisty. Polska będzie budowana na nowo, bo „tydzień temu upadł komunizm”. Więc nie śmiejmy się z Błaszczaka, przekazał światłą myśl z Nowogrodzkiej.

Kolejny Żdanow pisrealizmu Adam Bielan wmawia Brukseli, iż artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej jest„poszerzeniem kompetencji metodą faktów dokonanych”. To kolejny dialektyczny zabieg: „jeżeli chcecie z nami rozmawiać, ustąpcie, zrezygnujcie z artykułu 7”. Z tak stwarzaną nierzeczywistością pisowską będziemy mieli do czynienia. Kolejny Żdanow od pisrealizmu – wiceszef MSZ Konrad Szymański określa metodę swojej partii – nie wierzy w „szczere intencje Komisji Europejskiej”.

Sytuacja w kraju jest jako tako opanowana, teraz PiS przedstawi Polskę na zewnątrz jako kraj, w którym tydzień temu upadł komunizm i oto jest zaprowadzany nowy porządek – pisrealizm i demokracja szemrana.

Z powyższego można wysnuć porównanie, iż historycznie znaleźliśmy się w roku 1981. Należy zastanawiać się, jakie błędy wówczas popełniła „Solidarność”, jak należało przygotować się do stanu wojennego i jakiej oczekujemy pomocy w walce z najeźdźcą wewnętrznym, bo PiS upodobnił się aż nadto do PZPR.

PiS w kampanii obiecywało, że zlikwiduje kolejki do lekarzy. No to mamy sukces rządu. Minister Radziwiłł doprowadził do takiej zapaści w służbie zdrowia, że już nawet kolejek nie ma, bo przez PiS nie ma komu przyjmować pacjentów.

MORAWIECCY – OJCIEC I SYN BĘDĄ PRZERABIAĆ

Kornel Morawiecki był zwykle folklorem ze swoją „Solidarnością Walczącą”. Raptus, którego emocje kroczyły przed rozumem, a to dlatego, że nie miał tego ostatniego za wiele. Skazał się na margines. Ta atrofia racjonalizmu dotyka specyficznych ludzi, mających wykształcenie, ale nie wiedzę.

Morawiecki nawet próbował swoje myśli zaklinać w słowa, ale wychodziła mu tylko grafomania. Wytrzymał jednak wystarczająco długo i załapał się do ugrupowania antysystemowego piosenkarza Pawła Kukiza, który ma podobne braki osobowościowe. Czasami w polityce otwiera się okienko transferowe dla takich ludzi i załapują się do mainstreamu – antysystemowi Morawieccy, odpowiednicy głośnej włoskiej gwiazdy Ciccioliny, która uszcześliwiła Parlamento Italiano, ale nie tradycje polityczne rodaków Macciavellego.

Ba! Dopuszczam, aby wszelakie Ciccioliny uszcześliwialy nasze liberalne demokracje, bo są sola wolności. Niestety w Polsce te Ciccioliny nadają ton debacie publicznej. Niektóre z przyjemnością się ogląda, zawsze źle się je słucha. Rozum nie jest tym organem, który zadecydował o ich awansie do mainstreamu.

Kukiz jak wcześniej Tymiński i Lepper wypadną z polityki, bo nasz stosunek do folkloru ulega estetycznemu i rozumowemu wyczerpaniu. Skupiam się trochę zanadto na tym marginesie, lecz w Polsce niebywale się on rozrósł i zaatakował demokrację.

Starszy Morawiecki jest specyficzną metaforą tego, co dzieje obecnie w kraju „wyczynia” się. A poza tym jest oryginałem w stosunku do Mateusza, kopii, o której niewiele wiemy, nie dał się poznać, co jest bardzo dziwne, bo dwa lata był wicepremierem, a pod pewnego czasu jest szefem rządu.

A  jeżeli ktoś nie daje się poznać, będąc najważniejszą nominalnie osobą w państwie, mam prawo mniemać, że niczego głębszego w nim do poznania nie ma. Mogę się mylić, lecz ucho i rozum mam wyczulone na orginalności i głębokości. Twierdzę, że wykształcenie rzeczywiste – humanistyczne – Morawieckiego zatrzymało sie na „Winnetou”, do którego się przyznał, a dalej nie ruszył z reklamowaniem siebie, bo nie miał i nie ma czym się pochwalić.

Mylę się? Chciałbym. Dlatego syna zapośredniczam poprzez ojca – w myśl idiomu: jaki ojciec, taki syn. A to nie wróży nam – Polsce –  za dobrze. Słyszeliśmy już zresztą od obydwu Cicciolin Morawieckich, że naród jest ponad prawem (wykładnia faszyzmu), słyszeliśmy też, że faszyzm był ustrojem szytym wg litery prawa (w terj historiozofii Mateusz Morawiecki jest rzeczywistą Cicciloną intelektu), a teraz słyszę, ze ojciec premiera rządu polskiego chce przerabiać uchodźców na Polaków. Poważnie! Oto passus z wywiadu Morawieckiego (ojca) dla „Rzeczpospolitej”: >>Podjąć działania, które „ich” (uchodźców – przyp. mój) przerobią na „nas”<<.

Nie wiem, czym jest dla Morawieckiego człowiek, ale w tym  wypadku to nie podmiot, ale rzecz, jakaś konserwa, którą bedzie przerabiać „na nas”, na Polaków. Zatem i Polak jest dla Morawieckiego konserwa, bo mozna przerobić kogoś na Polaka. Chciałoby się zapytać: jak taki Polak „przerobiony” smakuje? Bo dla mnie Polak smakuje, jak Mickiewicz, Gombrowicz, Kościuszko, Wałęsa, a nie jak grafoman Morawiecki. Z tej konserwy Morawieckiego czuć na odleglość truciznę: jad kiełbasiany. Zresztą od jadu takiego zmarł Mickiewicz.

Cicciolina raczej do swojej kariery politycznej nie używała organu głowy, ale zupełnie inny. Jakiego organu używa Morawiecki (ojciec i syn), bo rozumu u obydwu brakuje. Uwzględniam, że wiedza na poziomie lektury „Winnetou” jest niewystarczająca.

Takie Ciccioliny są obecne w debacie publicznej: Morawieccy – ojciec i syn. Ale Polska to nie zamtuz, w którym najlepsze Ciccioliny mogą zadowolić zmysły, ale nie umysły. Co więc nas czeka w kraju tak zdegradowanym z umysłu?

COŚCIE ZROBILI Z TYM RADIEM, ŁOBUZY?

Degrengolada państwa zarządzanego ubeckimi metodami

Jak na dłoni widać, iż Polska jest zarządzana przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie.

Kabaret „Ucho prezesa” na początku oddawał istotę groteski obecnie sprawujących władzę. Śmieszył mnie, acz uważałem, że tego rodzaju zabieg narracyjny raczej służy ośmieszanym, jest zrozumieniem ich śmieszności, w ten sposób usprawiedliwia. A taka narracja to zrozumieć, czyli wybaczyć.

Więc śmiech stawał się zrozumieniem, wybaczeniem. Zaś rząd PiS potrzebuje solidnego linczu publicystycznego, groteski owszem, ale nie kabaretowej, bo to opowieść kategorii be, ce, narracja podrzędna, a nie groteska literacka typu fredrowego, mrożkowego, brechtowego.

Pokraka ma być pokraką, ma być obnażony, a nie śmiechem usprawiedliwiony. Nie łudźmy się, że rząd Morawieckiego będzie mniej groteskowy od Beaty Szydło, bo ten pierwszy był prezesem banku. Morawiecki wszedł w buty groteski i będzie inaczej pokraczny, ale z czasem stanie się identyczny.

Dziennikarka Onetu Edyta Żemła opisuje sytuacje, jakie odbywały się w jednej godzinie w Pałacu Prezydenckim, gdy odwoływano Szydło i powoływano Morawieckiego. 8 grudnia 2017 roku mieliśmy do czynienia z esencją groteski, bardzo pisowskiej.

Oto godzinę przed uroczystością zjawia się w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego kurier z Ministerstwa Obrony Narodowego, czyli od Antoniego Macierewicza, z wiadomością w kopercie, iż głównemu doradcy wojskowemu Andrzeja Dudy gen. Jarosławowi Kraszewskiemu został odebrany certyfikat bezpieczeństwa, który upoważnia do dostępu do tajemnic krajowych, NATO i unijnych.

Niemal w tym samym momencie dowiaduje się o tym Duda, ale nie z koperty MON, ale z TVN24. Czyli podobny kurier, jak do BBN, dotarł do najważniejszej telewizji informacyjnej (tym drugim „kurierem” mógł być telefon z MON).

Duda jest zaniepokojony, bo to jawny nacisk, iż Duda może dogadać się z nowym premierem, że Macierewicz nie zostanie ministrem obrony. Duda więc dzwoni do gen. Kraszewskiego, aby dowiedzieć się, czym Macierewicz uzasadnia odebranie certyfikatu. I jak to w grotesce, Duda uzyskuje odpowiedź, że nie ma żadnego uzasadnienia. Czyli Macierewicz zastosował typowy szantaż, wziął za zakładnika doradcę Dudy, aby utrzymać się na stanowisku. Tak jest zarządzana Polska, tak wygląda bezpieczeństwo państwa.

Gen. Kraszewski podpadł Macierewiczowi tym, że krytycznie wyrażał się o Wojskach Obrony Terytorialnej, które bez żadnego wnikliwego oglądu prezentują się, jak wojska szwejkowate. Dalszy ciąg tej groteski to zapytanie gen. Kraszewskiego, czy był inwigilowany przez służby podległe Macierewiczowi, a więc premierowi, a jeszcze dalej idąc podległe zwierzchnikowi Wojska Polskiego, czyli Dudzie.

A zatem mamy do czynienia z piramidalną groteską. Były szef MON Tomasz Siemoniak nazywa to degrengoladą państwa. Są to – jak wymknęło się onegdaj Dudzie – ubeckie metody Macierewicza. Jak na dłoni widać, iż Polska właśnie tak jest zarządzana. Przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie – ubeckimi metodami. A to nie jest śmieszne. To nie jest kabaret, to degrengolada.

W Polsce szykowany jest najgorszy scenariusz, włącznie z użyciem pałki, jako argumentu. To nie będzie Polska, to będzie Pislandia.

Wybitny prawnik prof. Adam Strzembosz, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego jest ogromnie zdziwiony:

manifestowanie

– Nigdy w swojej karierze nie spotkałem się z takimi określeniami w stosunku do SN. Można było nie zgadzać się z określonymi orzeczeniami, ale manifestować pogardy do sądu, nikomu nie przychodziło do głowy, nawet do głów bardzo totalitarnych.

gazeta.tv/plej >>>

Rzecznik klubu PiS Beata Mazurek to typowa katoliczka, która żywi się nienawiścią. To ona najwybitniejszych prawników z Sądu Najwyższego nazwała zespołem kolesi.

zaNazwanie

Dla Mazurek ważny jest Kościół i jego nauki. W poprzedniej kadencji Sejmu należała do zespołu członków i sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. Zespół organizował spotkania z ks. Dariuszem Oko pod hasłem „ideologia gender – zagrożenie demokracji”, w obronie TV Trwam, wydawał stanowiska w sprawie usuwania krzyży ze ścian uczelni wyższych czy potępiające bezczeszczenie obrazu na Jasnej Górze.

Mazurek nie omija uroczystości organizowanych przez toruńskiego redemptorystę. Na 23. urodzinach Radia Maryja w pierwszym szeregu śpiewała z politykami PiS, trzymając się za ręce.

Były prezydent Bronisław Komorowski też rozkłada ręce. PiS jak szaracza niszczy wszystko.

komorowski

PAWEŁ WROŃSKI: W apelu podpisanym przez trzech prezydentów, działaczy politycznych oraz działaczy „Solidarności” wezwali panowie społeczeństwo do kierowania się porządkiem prawnym wynikającym z konstytucji. Oskarżacie w nim obóz rządzący o łamanie prawa, uzurpację. Pojawiają się komentarze, że to wichrzycielstwo, namawianie do nieposłuszeństwa.

BRONISŁAW KOMOROWSKI: To wezwanie do społeczeństwa, ale też dramatyczne wołanie do władzy, aby cofnęła się, by zeszła ze złej drogi, która będzie prowadziła do dwoistości prawa. Prezydent, premier, ministrowie składali przyrzeczenie na konstytucję, powinni jej przestrzegać. Władza, która wygrała wybory, ma prawo do zmian, ale może się poruszać w ramach systemu, którego fundamentem jest konstytucja. Jest w niej zapisane, że wątpliwości co do tego, co jest zgodne, a co nie, rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny. I to powinien być punkt odniesienia. Nie jest to przecież tylko nasza opinia, ale najważniejszych gremiów prawniczych, najważniejszych wydziałów prawa.

Premier Beata Szydło mówi, że „ci panowie” – to jest autorzy apelu – twierdzą, że „demokracja to oni” oraz, że nie przyjmują do wiadomości wyników demokratycznych wyborów, w których Polacy powierzyli rządy PiS.

– Wolałbym, aby premier opublikowała wyrok Trybunału z 9 marca, do czego jest zobowiązana. To byłby najlepszy dowód, że prawa przestrzega. Wolałbym, aby każda władza w Polsce licytowała się nie na łamanie, ale przestrzeganie prawa i konstytucji. Nikt nie kwestionuje faktu, że PiS wybory wygrał. Nikt nie twierdzi, że zostały sfałszowane, tak jak to w przeszłości czynił lider PiS Jarosław Kaczyński.

kornelMOrawiecki

A Kornel Morawiecki nigdy nie grzeszzył rozumem w kwestii kultury, wiedzy politycznej, socjologicznej, jest zwykłym neptekiem. Nieukiem. Takie beztalencia, durnie, zasiadają w Sejmie.

Dzisiaj Morawiecki ma umysł komucha. Pieprzy od rzeczy. Zarzuca innym to, czym sam się stał. Powielił się, jako komunista. Groteska, ironia historii.

pisWybrało

Klasyfikacja Beat:

głupia