Posts Tagged ‘Krajowa Rada Sądownictwa’

Spacer z Tuskiem.

Jan Hartman pisze o PiS, który domaga się reparacji wojennych od Niemców (fragmenty).

Kto pamięta PRL, temu w uszach dźwięczą jeszcze brutalne słowa antyniemieckiej propagandy. Gadanie o „rewizjonistach z NRF” wychodziło nam już bokiem, a działacze ziomkostw niemieckich, panowie Czaja i Hubka, znani byli każdemu polskiemu dziecku. I chyba tylko dzieci się tych strasznych Niemców bały. Ale wtedy, w latach 60., nawet jeszcze 70., jakiś sens w tym był. Faktycznie żyli jeszcze w Niemczech ludzie bezpośrednio lub pośrednio winni zbrodniom hitleryzmu, a wielu Niemców miało jeszcze jakąś cichą nadzieję na powrót Wrocławia i Szczecina do Rzeszy. Dlatego na propagandę antyniemiecką reagowało się z pewną wyrozumiałością.

Jednakże to, co wyprawia dziś neoendecki reżim w Warszawie, trudno uznać nawet za powrót do propagandowych tradycji PRL, którym tak wielorako i wielostronnie Kaczyński i jego ludzie są zafascynowani i zainfekowani. To coś więcej niż recydywa języka Gomułki – to dzikie hucpiarstwo, wywracanie kopniakiem dyplomatycznego stolika i całkowita rujnacja stosunków Polski z najpotężniejszym sąsiadem.

(…)

Niemcy utracili znaczne terytorium na rzecz Polski i na tym polegała ich rekompensata za wojnę. Nie była ona zapewne wystarczająca, jednak polskie roszczenia padły ofiarą polityki Rosji, która nie zamierzała dzielić się z Polską tym, co udało im się na Niemcach uzyskać. Nie ma dziś żadnych możliwości prawnych, aby dochodzić reparacji za wojnę zakończoną ponad 70 lat temu, no chyba że za cenę podważenia przynależności do RP Dolnego Śląska i Pomorza Zachodniego. Wiedzą o tym Macierewicz, Kaczyński, Mularczyk i każdy z pisowskich notabli mających choćby maturę. Chodzi wyłącznie o poniżanie i prowokowanie Niemców, granie na niemalże wygasłych już antyniemieckich fobiach w niższych warstwach społeczeństwa polskiego. Są to działania tyleż moralnie odrażające, co politycznie niebezpieczne i skrajnie nieodpowiedzialne.

(…)

Jeśli zaś chodzi o moralną odpowiedzialność wnuków za czyny swoich dziadków, to jest ona nikła. Współczesna etyczność nader sceptycznie odnosi się do dziedziczenia win i odpowiedzialności moralnej – każdy odpowiada dziś przede wszystkim za swoje własne czyny, a co najwyżej w niewielkim stopniu za czyny swoich najbliższych. Oczekiwanie, że będziemy płacić za winy swoich dziadków, uchodzi za niesprawiedliwe. Wolno nam żądać zwrotu zagrabionych dzieł sztuki, wolno spodziewać się od Niemców owej cierpliwości w relacjach z łamiącą zasady Polską, ale nie możemy spodziewać się, że współcześni Niemcy uznają winy swoich przodków za własne.

Tym bardziej że od dziedzictwa nazizmu odżegnują się w sposób jednoznaczny i konsekwentny. Największą reparacją wojenną Niemiec w stosunku do państw i społeczeństw, które tak potwornie niegdyś skrzywdziły, jest właśnie to, że są dziś najsilniejszą ostoją praworządności, demokracji i pacyfizmu w Europie. Z tego dobrodziejstwa, jakim jest trwałe nawrócenie Niemiec na pokój i demokrację, korzystamy każdego dnia. Nie wolno budzić upiorów przeszłości. Rewanżyzm i poniżanie narodu niemieckiego może się dla nas bardzo źle skończyć. Jeśli chcemy wiecznego pokoju z Niemcami, które są i będą nieporównanie od nas silniejsze pod każdym względem, zachowujmy się przynajmniej spokojnie i przyzwoicie. Wymachiwanie drewnianą szabelką i plucie Niemcom na buty może się skończyć wystawieniem posterunków granicznych wzdłuż Odry, a w przyszłości… wolę nawet nie myśleć, jak.

Prof. Jadwiga Staniszkis w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. „Prezydent Duda zrobił minimum, które powinien był zrobić. On dryfuje w polityce i deklamuje, a na jego decyzję musiały wpłynąć protesty uliczne oraz otoczenie” – mówi prof. Staniszkis w „Rzeczpospolitej”.

W ocenie socjolożki jest zdecydowanie za wcześnie, by można było mówić o sporze między rządzącym PiS a prezydentem Andrzejem Dudą. „Czy mamy do czynienia ze sporem, zobaczymy, kiedy prezydent przedstawi swoje projekty ustaw dotyczące Sądu Najwyższego i KRS. Niewykluczone, że prezydenckie ustawy nie będą odbiegały znacznie od ustaw pisowskich” – podkreśla w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prof. Staniszkis.

Prezydent ze słabym charakterem jest dla PiS skarbem

Prof. Staniszkis zwraca uwagę, że prezydent był i jest bardzo użyteczny dla PiS i to dzięki niemu sparaliżowano Trybunał Konstytucyjny: „Prezydent ze słabym charakterem jest dla PiS skarbem”.

Socjolożka przekonuje, że dopiero propozycje ustaw o SN i KRS dadzą prawdziwy obraz prezydenckiej niezależności i siły charakteru.

„Teraz mamy do czynienia tylko z bardzo ostrożnym krokiem prezydenta, który powinien był pójść dalej. Duda powinien zawetować również ustawę o sądach powszechnych, a wcześniej nie pozwolić na zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego. Prezes Julia Przyłębska i sędziowie ‚dublerzy’ w Trybunale Konstytucyjnym to wina Dudy. Nie reagowali z urzędu na niekonstytucyjne posunięcia rządzących niszczące niezależność sądów. Skutki tego są odczuwalne. Nie zapominajmy o tym” – przypomina prof. Staniszkis.

Duda zrobił minimum. On dryfuje w polityce i deklamuje

Jak zauważa profesor, ani PiS, ani Ziobro nie proponują usprawnienia funkcjonowania sądów, a dążą do upartyjnienia i ograniczenia niezależnych władz.

Zarzuty Ziobry pod adresem Dudy są ambicjonalne. To potyczka mająca zwiększyć kompetencje ministra sprawiedliwości kosztem prezydenta. Prezydent Duda zrobił minimum, które powinien był zrobić. On dryfuje w polityce i deklamuje, a na jego decyzję musiały wpłynąć protesty uliczne oraz otoczenie. Znam prof. Krzysztofa Szczerskiego, którego cenię, i jego otoczenie. Obóz prezydenta nie mógł pozwolić Andrzejowi Dudzie na dalsze łamanie konstytucji, żeby zachować twarz i móc dalej dla niego pracować. Te dwa weta to minimum, które Duda powinien był zrobić. Nie może pozwolić na upartyjnienie sądów, które miałyby w przyszłości chronić łamanie prawa przez PiS

– mówi prof. Staniszkis i dodaje, że teraz prezydent albo pokaże, że jest „niezależnym wolnym podmiotem, albo instrumentem PiS”.

Tak działał stalinizm i faszyzm

„Pamiętajmy też, że SN analizuje wyniki wyborów i wyłania Trybunał Stanu, który może osądzać polityków. Rządzący, zawłaszczając i wpływając na sądy, chcą zminimalizować odpowiedzialność indywidualną. Tak działał stalinizm i faszyzm oraz inne systemy opresyjne. PiS chce zrzucić z siebie wszelką odpowiedzialność, podporządkowując sobie niezależne dotychczas instytucje” – zwraca uwagę socjolożka w rozmowie z „Rz”.

Wzrośnie cena wody i prądu! Polacy zostali kolejny raz oszukani przez ❗

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

Duda – brylant prezesa w szkatułce Pałacu Prezydenckiego

Andrzej Duda przesłał do Sejmu dwa wnioski o ponowne rozpatrzenie ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym. Tak pokrętnie w języku prawnym nazywane są zawetowane ustawy, które „rozpatrzone” mogą być tylko poprzez odrzucenie weta, czyli trzech piątych głosów w obecności przynajmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Zatem czekamy na przedstawienie przez Dudę w ciągu dwóch miesięcy – jak zapowiedział – swoich dwóch ustaw. We wnioskach Dudy zawarte jest uzasadnienie wet, zatem możemy odczytywać z nich, co będzie w ustawach, które opracowane zostaną w Kancelarii Prezydenta.

I możemy już dzisiaj otworzyć buzię z wrażenia. Dudzie nie przeszkadzała w ustawach niezgodność ich z Konstytucją, ale zbyt duża władza w rękach ministra sprawiedliwości oraz to, że jedna partia wybierze swoich sędziów zarówno do KRS i SN.

Duda jest za tym, aby sędziowie do KRS byli wybrani trzema piątymi głosami posłów i pochodzili z różnych grup sędziowskich. Spełniony jest warunek dogadany przez Dudę z Pawłem Kukizem, którego klub wraz z PiSem i małymi kołami poselskimi mógłby przepchać swoich kandydatów.

W uzasadnieniu Dudy nie ma mowy o tym, co zostało zapisane w Konstytucji, iż na 15 członków KRS  czterech wybiera Sejm, a reszta – jedenastu – zgromadzenia sędziowskie. Duda nie widzi łamania Konstytucji w przerwaniu kadencji sędziów, która trwa 4 lata, nie może więc jej przerwać zwykła ustawa sejmowa. W Konstytucji nie ma także mowy o dwóch zgromadzeniach KRS, które proponowała pisowska ustawa.

Dudzie więc nie wadzi łamanie Konstytucji, ale zbyt duża władza Zbigniewa Ziobry. Także uzasadnienie weta ustawy o Sądzie Najwyższym dotyczy zbyt dużej władzy ministra sprawiedliwości, a nie złamania konkretnych artykułów Konstytucji, w tym nieusuwalności sędziów, 6-letniej kadencji I prezes, etc.
Dudzie nie przeszkadza złamanie Konstytucji w zawetowanych ustawach, ale to, że jeden człowiek będzie miał władzę większą od niego.

Można mniemać, iż dwa weta były spowodowane protestami społecznymi, które zostały w ten sposób spacyfikowane. Rodzi to silne podejrzenia, iż Duda nie tylko dogadał się z niektórymi hierarchami Kościoła katolickiego – o czym od razu pisałem – ale z wysłannikami prezesa Kaczyńskiego.

Ten ostatni idzie na zderzenie czołowe z Polakami, którzy nie zgodzą się na zniszczenie trójpodziału władzy, czyli demokracji. Kaczyński nie tyle wyprowadza w pole opozycję parlamentarną, co polskie społeczeństwo. Duda w tej rozgrywce mimowolnie został wpędzony w rolę dobrego policjanta („ach, dwa weta, dwa weta, ach”).

Jadwiga Staniszkis, która otrzeźwiała z silnej dawki kaczyzmu, uważa, że „prezydent ze słabym charakterem jest dla PiS skarbem” (w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”). Duda jest brylantem dla prezesa Kaczyńskiego, trzyma go w szkatułce, która nazywa się Kancelarią Prezydenta.

I na tym polega ta gra, chcą nas oszwabić grą polityczną, która jest planowana tylko w jednym miejscu – w gabinecie prezesa, w gmachu przy Nowogrodzkiej. Chcą nam pokazać nie tyle „ucho prezesa”, co „ucho od śledzia”. Taki jest ich va banque.

SUWEREN ODREAGOWAŁ :)))

>>>

Wygraliśmy.

Prezydent zawetował ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.

Duda stwierdził, że rozmawiał podczas weekendu z wieloma osobami, ale najważniejsza była dla niego rozmowa z Zofią Romaszewską, działaczką opozycji w PRL. – „Ja żyłam w państwie, w której prokurator generalny mógł wszystko. Nie chcę do takiego państwa wracać”.

Duda stwierdził, że nie ma w Polsce tradycji, żeby prokurator generalny miał kontrolować Sąd Najwyższy i sądy. Dodał, że nie przedstawiono mu do konsultacji projektu ustawy o SN.

Jednak bez euforii. To tylko 2:1. Ta trzecia ustawa wcale nie jest groźniejsza niz poprzednie. Oto jej niebezpieczna treść.

W ogromnym skrcie.

O co chodzi w protestach.

3 ustawy i 3 najbardziej kontrowersyjne zapisy

czyli

„odwołuję”

„wygaszam”

„przenoszę w stan spoczynku”.

SPOKOJNIE! Jeszcze nie wygraliśmy, choć pierwszy mecz 2:1 dla naszych barw – polskich. PiS został ograny. PiS jeszcze rządzi.

Na to właśnie musimy uważać. Veto dwóch ustaw nie oznacza wcale końca walki z autorytarnymi zapędami PiS – to tylko jedna bitwa! #młodzi2017

PiS się przegrupowuje, bo dostali w rzyć od społeczeństwa obywatelskiego.

Duda spotkał się z I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatą Gersdorf.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego z atmosfery ostatnich dni.

Idą do Jarka bez żadnego trybu

Udział młodych w protestach jest zaskoczeniem. Nagle z dnia na dzień na manifestacjach się odmłodziło. Nie protestuję wśród podobnych sobie, nie poznaję otoczenia.

Nie są to tylko młodzi trzydziestolatkowie, ale dwudziestolatkowie i jeszcze młodsi. To oni nadają ton protestom. Przejmują pałeczkę sprzeciwu społeczeństwa obywatelskiego. Ich żywiołem są nowe media, internet, smartfon, za pomocą których się skrzykują i wychodzą, aby „spacerować”.

W Warszawie 6 młodych osób z Akcji Demokracja wyprowadziło na ulice tysiące rówieśników. Protesty nabrały zupełnie innej formy, innej dynamiki. Nowa fala ruszyła i bodaj dopiero się zaczęła.
Wraz z młodymi przychodzi zupełnie inna dynamika, inne formy protestu i nowy język. Mam wrażenie, iż słychać w tym buncie analogię z pokoleniem 68, znanym mi z opisów Maja 68 w Paryżu, podczas którego najpopularniejszym hasłem było: „Zabrania się zabraniać!”.

Nowa fantazja to skrzykniecie się na dzisiaj na Facebooku grupy Młodzi2017, którzy wedle hasła „My bez żadnego trybu!!!” inicjują dzisiaj o g. 20-tej  manifestację „Idziemy do Jarka na Żoliborz!”.
Na Facebooku zadeklarowało „spacer” 400 osób, a 2 tys. jest zainteresowanych wydarzeniem. Zbierają się przy Mickiewicza 49. Motywują się: „Główny morderca naszej wolności i demokracji nie mieszka w pałacu prezydenckim. Mieszka na Żoliborzu. Pokażmy mu, ilu nas jest! Suweren nadchodzi!”

„Głównego mordercy” może nie być w domu, bo wzięła go np. na wakacje „dama do towarzystwa”Joachim Brudziński, ale via media może poczuć ciarki na skórze, bo to patentowany tchórz.

Te akcje dopiero się zaczynają. Czytam na blogu Jakuba Abramczuka (medium.com), socjologa najmłodszego pokolenia, który do swoich rówieśników przemawia językiem dla nich zrozumiałym. „Joł, macie w dupie politykę i pokemony ze świeczkami pod Sejmem. Lepiej na kwadracie obalić browara, przypalić zioło i zamoczyć bez bachora. Róbcie to, póki jeszcze możecie. Niedługo przestaniecie. Przestaniecie, bo zbyt mocno macie wyjebane na to, co się dzieje w Polsce.”

Abramczuk kolegom wyjaśnia, do czego zabiera się władza PiS. Argumentuje: – „Kiedy przejmą sądy i wsadzą do nich swoich ludzi, to wezmą pałę do łapy i zaczną na poważnie ustawiać kraj po swojemu. Że poprzednia ekipa u koryta robiła tak samo? Robiła. Tyle, że oni trzepali kasę, a nie bawili się w zbawianie świata. PiS chce Was zbawić, a nieposłuszni dostaną w dupę. Totalnie. Wy też. No chyba, że pomożecie typom ze świeczkami powstrzymać ich przed przerobieniem Polski w Świętojebliwe Królestwo Jarosława Mściwego”.

Fala młodych dopiero ruszyła, wznosi się. W Polsce nie doszło w XXI wieku do przewartościowania obyczajowego i aksjologicznego, więc może ta fala zmieść nie tylko klasę polityczną. Wielu komentatorów głośno pyta, dlaczego w mediacji między zawłaszczająca władzą PiS a opozycją nie występuje Kościół katolicki. W świetnym eseju na łamach Krytyki Politycznej Andrzej Leder zastanawiając się, co nas czeka, na koniec (jak ja) cyka się: „A czemu w tym tekście nie ma nic o Kościele katolickim?”. I odpowiada pytaniem: „Jakim Kościele…?”

Bez tokowania i gulgotania, czyli więcej obywatela, mniej polityka

Na błoniach w parku Kasprowicza przed Areną w Poznaniu zebrało się poznaniaków ze trzy place Wolności. Poznańska policja w zmniejszaniu protestujących („Kochany Jarku, zmniejszyliśmy opozycyjny protest”) jest mniej twórcza, niż warszawska, podaje jednak liczbę 13 tysięcy. Na moje oko było nas przeszło 20 tysięcy.

W sobotę wieczorem po 21-szej to sporo. Organizatorzy mogą mieć problem ze znalezieniem większej przestrzeni do protestów, lecz główny organizator Franciszek Sterczewski jest architektem, więc winien wypatrzyć w razie czego odpowiednio większe otwarte kubatury, gdyby więcej poznaniaków chciało wieczór poświęcić trosce o Polskę.

Przecież to miasto ma w swoich municypalnych genach zapisany protest w czerwcu 1956 roku, gdy ulicami maszerowało 100 tysięcy. Stolica Wielkopolski jeszcze tym się różni od reszty kraju, iż protest „Łańcuch światła” jest obywatelski, swoją dezaprobatę wyrażają obywatele, a nie politycy, o czym mógł się przekonać Ryszard Petru, który stał w tłumie, a nie na wyróżniającej scenie.

Poznaniacy wraz ze znajdującym się wśród nich szefem Nowoczesnej Petru wybaczyli wielokroć („Wybaczamy! Wybaczamy!”) sędziemu Sądu Najwyższego i jego rzecznikowi Michałowi Laskowskiemu, gdy ten wyznał: – „Ośmieliłem się prosić o głos, bo kiedyś publicznie powiedziałem, że nie wierzę, by Polacy stanęli w obronie sądów. Strasznie się myliłem i chcę za to przeprosić”.

Z tego protestu w obronie władzy sądowniczej rodzi się nowa jakość publicznego uczestnictwa, wzrastają zupełnie nowe postaci polityczne. Bodaj ten rodzaj street politics jest nie do zatrzymania. „Spacerujący” to coraz młodsi ludzie, którzy z wcześniej „spacerującymi” np. z KOD i Obywatelami RP tworzą wspólnotę ponadpokoleniową.

Kwestią czasu – i to bliskiego – jest sformułowanie skuteczniejszych form nacisku obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jeżeli politycy opozycji nie wyjdą z rzeczywiście demokratyczną debatą polityczną, to wraz z rządzącym PiS-em mogą być zmieceni.

Bloger Galopujący Major – jest absolwentem prawa UAM – tak się zamarzył i wyobraził polityków opozycji: – „Wyobraź sobie, że bezpośrednio zwracają się do właśnie rodzącego się ruchu protestów. Zwracają się z propozycją wspólnej reformy sądownictwa. Że co miesiąc w innym mieście spotykają się z obywatelami, nie wyborcami, a właśnie obywatelami. Spotykają na otwartych dyskusjach o wadach wymiaru sprawiedliwości. I tym razem politycy nie tokują, nie gulgoczą, nie przekrzykują. Tym razem obywateli słuchają, bardzo uważnie słuchają. Słuchają, dyskutują, a dopiero potem zabierają się za zmiany prawa”.

Major pyta i odpowiada: – „Poszedłbyś na takie spotkanie? Bo ja bym poszedł”. Sterczewski przed poznańską Areną zaproponował Petru i innym obecnym tam politykom: – „Mamy nadzieję, że mają notatniki i będą zapisywać to, co Wielkopolanie mają im do powiedzenia. A jeśli bardzo będą chcieli się zaangażować, to zapraszamy do służby porządkowej”.

Bez tokowania i gulgotania poznaniacy spotykają się w niedzielę przed Areną na siódmym już „Łańcuchu światła”, młodsi będą mogli zobaczyć „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy, czyli jak to drzewiej radzono sobie i walczono z prekaczystami.

>>>

>>>

Podsumowanie dnia… Norwid wyraził to najlepiej!

Waldemar Mystkowski pisze o zamachu na demokrację.

Demokrację trafił szlag

Dokąd zmierzamy? Do państwa policyjnego. Mariusz Błaszczak chce, aby za ochronę kontrmanifestacji płacili kontrmanifestujący, jakby policja nie była utrzymywana przez Polaków, czyli z naszych podatków. 2300 policjantów podczas ostatniej miesięcznicy ochraniało lękliwego Jarosława Kaczyńskiego.

Kaczylęk – najdroższy na świecie. W tym czasie złodzieje kradli na potęgę. Jakie straty poniosło społeczeństwo? Można wyliczyć po czasie, stosując algorytm: stosunek codziennego bandytyzmu do bandytyzmu w dniu 10. każdego miesiąca. To są straty wymierne spowodowane kaczolękiem.

Straty będą jeszcze większe, gdy wejdzie w życie nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, znosząca trójpodział władzy. Straty Polski – jako państwa niedemokratycznego, podobnego do Białorusi i Rosji, które zostanie obłożone sankcjami instytucji międzynarodowych oraz wydaleniem naszego kraju z nowoczesnego organizmu, z Unii Europejskiej.

Takie będą skutki ustawy o KRS, która dzisiaj została przepchana przez Sejm głosami PiS. Jeszcze tylko Senat zatwierdzi, parafę postawi Adrian i zapultamy się w konsystencji PRL-u – demokracji kaczystowskiej (w PRL-u – ludowej).

Lecz społeczeństwo obywatelskie na to nie wyrazi zgody, będzie manifestowało, nie godziło się na odebranie wolności obywatelskich, nie prolongowało zniszczenia demokracji.

Nie będzie tak, jak podczas ostatniej kontrmiesięcznicy, iż Kaczyński musiał oglądać zadki protestujących, bo ci (i ja) rozeszli się przed przybyciem jego procesji. Doszliśmy do ściany, do końca demokracji, który to kres urządziła nam partia dopuszczona do demokratycznych wyborów. Dyktat zwykle jest narzucany przez korzystających z niedyktaturowych procedur.

Demokrację oto trafił szlag, ale nie Polskę. Jak to leci w „Mazurku Dąbrowskiego”? No, właśnie! Musimy odpominać polskie artefakty kulturowe.

TO NIESTETY KONIEC POLSKIEJ DEMOKRACJI.

DOCEŃMY WYSIŁKI PAŃSTWA. JESZCZE TAKICH ZASIEKÓW NIE BYŁO.

Błaszczak z Terleckim ochroniarzami Kaczyńskiego

Pod koniec dzisiejszych sejmowych głosowań na mównicy pojawił się poseł PO Michał Szczerba. Tym razem nic nie powiedział do „marszałka kochanego”.

Odniósł się natomiast do zapisu w ustawie o sądach o sześciu miesiącach vacatio legis. Stwierdził, że „jest to potrzebne panu prezesowi, by pan prezes zastanowił się, czy chce rzeczywiście wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. Bo tak naprawdę w tej chwili mamy do czynienia z końcem trójpodziału władzy. To jest głosowanie nad tym, czy Polska będzie demokratyczna, czy będzie państwem prawa i czy będzie nadal tak, że w 2017 r. będą wydawane i tłumaczone z języka angielskiego poradniki dla polskich posłów „Rządy Prawa – poradnik dla polityków” (The Raoul Wallenberg Institute)” – powiedział Szczerba.

Pokazał jeden z egzemplarzy i dodał: – „To jest poradnik dla pana, panie prezesie”. Podszedł do ławy poselskiej, w której zasiada Kaczyński. W tym momencie natychmiast wstali siedzący koło niego Błaszczak i Terlecki i własnym piersiami zasłaniali prezesa.

Szczerbie udało się jednak położyć poradnik przed Kaczyńskim. Błaszczak zsunął książkę na podłogę. Poseł PO zawrócił, podniósł poradnik i próbował wręczyć go prezesowi PiS. Uniemożliwił mu to wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

OTO JEDYNY SĘDZIA JAŚNIE PAN DRABINKOWY

Kleofas Wieniawa pisze o końcu trójpodziału władzy.

Czarny dzień dla Polski? Tak! Demokrację trafił szlag? Tak!

Zniesienie trójpodziału władzy, a tym jest nowela ustawy o Krajowej Radzie Sadownictwa, to kres demokracji, początek dyktatury. Przecież nikt rozsądny nie będzie się łudził, iż coś zmieni Senat, czy też zadrży ręka Adriana przy parafowaniu.

To zupełnie inny początek walki o Polskę, inny, gdy powstawał KOD, gdy obecnie rozkwitają Obywatele RP – o czym mogłem się przekonać 10 lipca, gdy stałem obok Wojciecha Maziarskiego pod Kolumną Zygmunta III Wazy.

Wiem jedno, że Polacy – a w zasadzie Polki i Polacy, bo silny jest Czarny Protest – nie dadzą sobie odebrać wolności.

Zaprotestują też instytucje międzynarodowe, a bardzo silnie Unia Europejska, która zagrozi sankcjami, a ostatecznie wydaleniem Polski pisowskiej ze swoich struktur.

Społeczeństwo obywatelskie na to nie wyrazi zgody. A zalękniony Kaczyński rzuci przeciw Polakom zorganizowane bojówki własne i – o ile da radę – państwowe (policję i wojsko).

Zło dopadło Polskę, ale czy Polacy poddadzą się mu, poddadzą się PiS-owi? Nie watpię, że nie!

CZY ZA TO, CO ZROBILI, PÓJDĄ KIEDYŚ SIEDZIEĆ?

Bono pozdrowił Lecha Wałęsę

>>>

TO NIE JEST ŻART!!! Warto poznać tę historię.

CIEKAWE, CO ONI WSZYSCY PRZEŻYLI W DZIECIŃSTWIE, ŻE TERAZ Z UPOREM MANIAKÓW ROBIĄ TAKI CYRK?

Posłom PiS należy wytaczać procesy. Tak jak mecenas Andrzej Tarnawski, z ktorym na portalu Koduj24.pl rozmawia Tamara Olszewska.

Poseł PiS zapłaci za swoją butę, kłamstwo i prostactwo – mówi Andrzej Tarnawski w rozmowie z Tamarą Olszewską.

Jak długo można znosić lekceważący stosunek polityków PiS do każdego, kto krytykuje ich władanie Polską? Jak długo można milczeć, gdy padają słowa pełne kłamstw, dzielące Polaków na dobrych i tych, którzy prawdziwymi Polakami nie są? Musi wreszcie przyjść ten moment, gdy trzeba powiedzieć dosyć. Musi też pojawić się człowiek, który ma odwagę i determinację, by zawalczyć o szacunek i dobre imię tysięcy, których szkaluje się, obraża, piętnuje. Tym człowiekiem okazał się mecenas Andrzej Tarnawski, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Tamara Olszewska – Pozwał Pan do sądu posła PiS-u. Jak to się zaczęło, jak narastał Pański gniew?

Andrzej Tarnawski: – Po objęciu władzy przez PiS rozpoczęła się demolka systemu ustrojowego i prawnego Polski. To państwo, w którym wreszcie można było żyć, które zostało wywalczone przez nas, nagle zaczęło być demolowane przez władze, której jedynym celem stała się droga do autorytaryzmu w najciemniejszych barwach. Najpierw poczułem zaskoczenie i niedowierzanie. Potem, gdy absolwent mojej uczelni, nauczyciel akademicki, pan Duda, złamał prawo, stosując akt łaski, by uwolnić sąd od niepotrzebnego, jego zdaniem, procesu, załamałem się. Jednocześnie poczułem, że to znowu ten czas, gdy nie można stać z boku. To mój obowiązek. Mój i każdego, komu nie obca jest troska o dobro publiczne, a sprawy państwa w szczególności. Dalsza eskalacja bezprawnych pociągnięć obozu rządzącego koncentrująca się wokół działania Trybunału Konstytucyjnego w połączeniu ze ślamazarną i często nieprofesjonalną reakcją części opozycji sejmowej upewniła mnie w przekonaniu, że trzeba zjednoczyć siły, żeby „Polska była Polską”. Stąd ja w KOD-zie, ruchu obywatelskim, który przyciągnął każdego, nie zgadzającego się na działania obecnej władzy.

– Co takiego konkretnego się stało, że złożył Pan pozew o zniesławienie przeciwko posłowi Jackowi Żalkowi, wiceprzewodniczącemu klubu parlamentarnego PiS?

– 27 lutego 2016 roku KOD zorganizował ogólnopolski marsz pod hasłem „My naród”. Przez ulice Warszawy przeszło ponad 80 tysięcy ludzi. Pokazaliśmy, że nie ma naszej zgody na bezprawie tej niby sprawiedliwej i praworządnej partii. Wydawało nam się, że nasz głos sprzeciwu stanie się słyszalny, może wart uwagi, a jednak nie. Oburzona władza rozpoczęła atak na uczestników marszu, a słowa pana Żalka dotknęły mnie najbardziej. Na początku marca na antenie TVN 24, komentując bieżące wydarzenia, oświadczył m.in. – „Jeśli to jest naród, to rozumiem, że jest to naród, który miał krępującą przeszłość w SB i UB, ale to nie jest naród polski”, a potem jeszcze –„Ludzie maszerujący w ramach hucpy KOD mają krępującą przeszłość w Urzędzie Bezpieczeństwa i Służbie Bezpieczeństwa, a wiec zakrwawionych w krwi polskiej organach sowieckiej dyktatury”. Odchorowałem te słowa. Skoczyło mi ciśnienie, co przy moim stanie zdrowia jest bardzo niebezpieczne, a potem powiedziałem sobie, że koniec z tym. Nie odpuszczę. Zapłaci ten młody człowiek za swoją butę, kłamstwo, prostactwo. Nie odpuszczę!

– Politycy PiS od dawna nie przebierają w słowach. Obrażają również tych, którzy mają wyjątkowo piękną kartę opozycyjną. Pańska historia zaczęła się w marcu 49 lat temu.

– 14 marca 1968 na Placu Wolności w Katowicach „stałem tam, gdzie ZOMO”, czego efektem było ciężkie pobicie, tygodniowy pobyt w szpitalu i parotygodniowa niezdolność do pracy. W roku następnym miałem okazję wygłosić swe pierwsze w życiu przemówienie obrończe. We własnej sprawie. Zarzucono mi działanie na szkodę PRL, polegające na kontestacji „bratniej pomocy” udzielonej naszym południowym sąsiadom w sierpniu 1968. W okresie Wielkiej Solidarności aktywnie wspomagałem swoją radą struktury Solidarności i Solidarności Wiejskiej (rozmowy z delegacjami rządowymi w Ustrzykach Dolnych czy w Nowym Sączu), zaś po wprowadzeniu stanu wojennego byłem jednym z kilku etatowych obrońców w sprawach politycznych i pełnomocnikiem członków Solidarności czy KPN w sprawach cywilnych czy przed sądami pracy. W domu moim i sąsiednim, mej siostry Ewy Tarnawskiej–Wiejacha, przechowywali się miesiącami działacze Solidarności, którzy uciekli z miejsc internowania lub udało im się uniknąć aresztowania. Domy te służyły także jako dziuple drukarskie, z których wychodziły w nielegalny obieg „Kurierek Bocheński”, „Montinowiec” i parę innych tytułów, których już nie pamiętam, zaś mój syn – wówczas licealista – założył pisemko dla młodzieży szkół średnich „Nasz Głos”, które redagował i drukował w naszym mieszkaniu. Korzystając ze względnej swobody przemieszczania się po Polsce, podejmowałem się także zleceń o charakterze kurierskim. W tym charakterze odwiedziłem np. dwukrotnie we Wrocławiu ukrywającego się Kornela Morawieckiego – aktualnego parlamentarzystę.

W uznaniu mej postawy na przestrzeni kilkudziesięciu lat odznaczony zostałem w roku 1988 medalem „Plus Ultra” „za wytrwałość w pracy o ideały Solidarności” (Niezależna Oficyna Wydawnicza), w roku 2014 medalem „Dziękujemy za wolność” (Solidarność Nowa Huta) oraz w roku 2015 Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta. Nic więc dziwnego, iż sugestie potwarcy kierowane pod adresem środowiska, z którym się utożsamiam i w którym nie znam nikogo, kto odpowiadałby odrażającym kalumniom serwowanym przez pozwanego – musiałem odebrać jako policzek.

– Na co Pan liczy?

– Chcę pokazać, że politycy nie mogą czuć się bezkarni. Tak jak każdy, muszą brać na siebie odpowiedzialność za każde kłamstwo, oszczerstwo. Jestem obywatelem tego kraju, wciąż mam swoje prawa i nie pozwolę, by niedouczony młokos obrażał mnie i moich kolegów. W szeregach KOD-u są opozycjoniści z czasów PRL. Ludzie w tamtych czasach prześladowani, wielokrotnie aresztowani, pozbawiani środków do życia. W szeregach KOD-u są ludzie, którzy mają wysoko rozwiniętą świadomość obywatelską, dla których demokracja to podstawa bezpiecznego i przyjaznego narodowi państwa. Jak można ustawiać nas po stronie byłych oprawców, jak można tak łgać, tak traktować Polaków, których jedyną winą jest niezgoda na antydemokratyczne działania PiS-u. Nie ma na to mojego przyzwolenia. W swoim pozwie wnoszę o nakazanie pozwanemu Jackowi Żalkowi, by w terminie do jednego tygodnia od uprawomocnienia się wyroku zamieścił w programie telewizyjnym stacji TVN 24 oświadczenie o treści następującej: „Jacek Żalek, poseł na Sejm R.P. przeprasza p. Andrzeja Tarnawskiego, sympatyka i aktywistę Komitetu Obrony Demokracji za oszczercze sugestie implikujące związki osobiste, towarzyskie czy rodzinne osób uczestniczących w tzw. Marszach KOD-u z aparatem przemocy b. PRL oraz ludźmi z tymże aparatem współpracującymi, które to pomówienia prezentował on publicznie za pośrednictwem środków masowej informacji, w tym m. innymi w programie publicystycznym TVN 24”. Oświadczenie to winno być wyemitowane dwukrotnie – dzień po dniu w porze pomiędzy godzinami 17.00 a 22.00.


Andrzej Tarnawski urodził się w Krakowie w 1940 roku. Ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem pracował jako asesor, sędzia Sądu Powiatowego w Katowicach; radca prawny, a od 1979 r. jako adwokat. Alpinista, ratownik ochotnik Grupy Tatrzańskiej GOPR, współzałożyciel TOPR.


Rozprawa Tarnawski kontra Żalek odbędzie się w Krakowie, ul. przy Rondzie 7, 5 lipca o godzinie 13.45 w sali K412. Liczę na to, że pojawią się koledzy pana Andrzeja z opozycji PRL oraz wszyscy, którzy nie zgadzają się na kłamstwa i agresję obecnej władzy.

CZY TO JEST TA WASZA PRACA I POKORA??? trwa…

W końcu! Fundacje Rydzyka ujawniły ile, od kogo i na co dostały pieniądze. Na liście są m.in. MSZ, MON, MRPiPS.

Waldemar Mystkowski pisze o Reducie Dobrego Imienia.

Reduta Dobrego Imienia na rykowisku

Zbieżność nazwiska i filmu jest wielce przypadkowa, bo film „Dzień Świra” powstał na początku obecnego wieku, a Reduta Dobrego Imienia, jak podobne przypadki kiczu patriotycznego „jelenia na rykowisku” wzrastają po dojściu PiS do władzy.

Marek Koterski raczej nie mógł zainspirować się niejakim Maciejem Świrskim, założycielem owej Reduty (itd.), bo gdzie Rzym, gdzie Krym. Wybitny filmowiec nie ma wiele wspólnego z grafomanem, acz stado takich Świrskich całkiem dobrze komponuje się w metaforę owego tytułowego świra.

Tych świrów z rykowiska jeleni obecnie jest skolko ugodno. W Polsce szczególnie rozpełzli się w XIX wieku, mieli usta pełne owego kiczu patriotycznego. Narzekali na nich wszyscy nasi wielcy, z Mickiewiczem i Słowackim na czele, a hr. Aleksander Fredro nawet złamał pióro, bo śmiał bawić publikę, a nie płakać w czasach zaborów.

Patriotyczny jeleń związany jest z XX-wieczną endecją. W imię tak pojętej polskości urządzali wyznawcy świra endeckiego w okresie międzywojnia pogromy Żydów, a antysemityzm był powszechny jak powietrze. Dlatego w czasie wojny z polskiego ciemnego ludu rekrutowali się szmalcownicy, co doprowadziło do rozlicznych Jedwabnych (bo nie było to tylko takie jedno miasteczko na Podlasiu).

Patriotyzm jeleni miał się dobrze w PRL-u, a jego nieformalnym politycznym naczelnikiem przez długi czas był Mieczysław Moczar. Po 1989 roku powoli odżywał, a obecnie dostaje skrzydeł oksymoronu – skrzydeł jelenia na rykowisku.

Fruwa ten jeleń nie tylko w estetycznym kiczu (przeglądnijcie te portale czerwono-białe – nieprzypadkowa kolejność barw). Jeleń fruwa w Reducie Dobrego Imienia, jak choćby w ostatnim liście „oburzonych naukowców”, w którym atakują historyka prof. Jana Grabowskiego, specjalistę od stosunków polsko-żydowskich w czasie wojny. Grabowski to jeden z najwybitniejszych badaczy Holocaustu z Uniwersytetu w Ottawie.

Nasze fruwające jelenie zarzucają swoim kiczowatym językiem (skądinąd godnym Moczara) to, że „stanowisko Jana Grabowskiego wobec wydarzeń w Jedwabnem oraz tzw. pogromu kieleckiego pozbawione jest kontekstu historycznego i w takiej formie wprowadzane do światowej opinii publicznej” oraz „przypisywanie Polakom współudziału w Zagładzie ze względu na istnienie tzw. granatowej policji”. Oburzonych naukowców jest 130, ale praktycznie nie ma wśród nich historyków, co przebadał portal OKO.press, są tacy jelenie, tj. specjaliści jak od krystalografii białek, petrografii eratyków skandynawskich oraz sadownictwa.

Reduta Dobrego Imienia to ryczący patriotyzm, wykładnię tego kiczu czerwono-białego (jak krawaty Leppera) otrzymujemy dzień w dzień, od kiedy PiS doszedł do władzy. To najdłuższy „Dzień świra” w naszej historii, dzień trwający dwa lata. To jest islamofobia bez islamistów w Polsce, antysemityzm bez Żydów, a wartości chrześcijańskie, jak w słynnej scenie „Dnia świra”, w której Polacy modlą się o niepowodzenie innych Polaków. To jest polskie rykowisko. Reduta Dobrego Imienia szkaluje imię Polaków, bo wyraża dążenie, iż Polak to jeleń, idiota, świr.

 

Kleofas Wieniawa pisze o pęknieciu w PiS.

W czwartek po zakończeniu prac w komisjach sejmowych miały być w Sejmie przegłosowane dwie ustawy dotyczące sądownictwa, tj. zniesienia niezależności sądów.

Nie doszło jednak do głosowań.

Dlaczego? Oficjalnie – PiS czeka na wyrok Trybunału Konstytucyjnego ws. legalności wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa i zgodności trybu wyboru z Konstytucją. Wnioskował o to Zbigniew Ziobro.

Ale wiadomo było przed planowaniem głosowań, że TK dopiero wypowie się. Przyczyną przesunięcia głosowań jest obawa, iż wyniki głosowań nie przebiegałyby po myśli władz PiS, gdyż niektórzy koalicjanci z tzw. zjednoczonej prawicy wyłamaliby się z jednomyślności w kluczowych głosowaniach, szczególnie tych dotyczących wygaszenia kadencji sędziów zasiadających w KRS.

Krytyczne uwagi także zgłaszał Andrzej Duda.

Mamy zatem pierwszy tak poważny zgrzyt – pękniecie – w obozie PiS.

Teraz dojdzie do zakulisowego handelku. Jeżeli TK wypowie się zgodnie z „propozycją” Ziobry, to PiS niejako zyska „legitymację” dla zniszczenia niezależności sądu.

Duda zaś może spodziewać się Trybunału Stanu. Zniesienie niezależności sądów, gdy podpisze ustawy, jeszcze bardziej go pogrąży.

W tej chwili w obozie PiS toczy się walka o wizerunek, iż chcą zaprowadzić jak najmniejsze bezprawie. Brzmi to jak oksymoron, ale kompetencje tej wladzy są oksymoronem, tak jak trzymanie standardów demokratycznych.

NIE UŻYJEMY POLICJI PRZECIW MANIFESTANTOM” – PREMIER SZYDŁO. A WIĘC PYTAMY. ILE WARTE JEST SŁOWO POLITYKA PIS?

Dorn o Błaszczaku w : Chodzący Deficyt Inteligencji 😂😂😂😂

PIĄTECZEK, PIĄTUNIO, PIĄTUŚ 🙂 I CHŁOPAK DO TAŃCA I DO RÓŻAŃCA :))))

>>>

Osiół.

Andrzej Duda zaczyna się już bać. Pisze o tym Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”). Zatrzeszczała uruchomiona przez PiS machina niszczenia niezależności polskich sądów. Prezydent Andrzej Duda postawił się ministrowi Zbigniewowi Ziobrze i wstrzymał prace nad ustawą pozwalającą partii władzy przejąć kontrolę nad Krajową Radą Sądownictwa.

Prezydent ma wątpliwość, czy zakładane w ustawie skrócenie obecnej kadencji KRS jest zgodne z Konstytucją RP. A już zapowiadał się blitzkrieg na miarę zwycięstwa „przedstawicieli suwerena” nad Trybunałem Konstytucyjnym.

Ziobro o sądach: „patologia”

Media publiczne i prorządowe od miesięcy zohydzały wizerunek sędziów, przedstawiając ich jako zwyrodnialców, drobnych złodziei i alimenciarzy. Ziobro i jego współpracownicy w jednym zdaniu wymieniali sądy z takimi słowami jak „patologia”, „klika” oraz „sitwa”. Grozili dyscyplinarkami i brali w obronę sprawcę ataków na sędziego podczas rozprawy. Sejm, nie przejmując się sprzeciwem opozycji, wszystkich środowisk prawniczych i organizacji międzynarodowych, przyjął w pierwszym czytaniu nowe przepisy o KRS.

Wydawało się, że teraz sprawę klepnie tylko komisja sprawiedliwości z niezawodnym prokuratorem Piotrowiczem na czele, potem szybka ścieżka w Senacie, podpis prezydenta i latem, a najpóźniej jesienią Ziobro zamelduje prezesowi, że zadanie „odzyskania sądów” zostało wykonane.

Czemu Duda stawia się Ziobrze

Co poszło nie tak? Czemu prezydent stawia się Ziobrze, chociaż dotychczas „niezłomnie” parafował wszystko, czego tylko chciała partia? Przecież jeszcze niedawno Andrzej Duda mówił, że Ziobro był „najlepszym w historii ministrem sprawiedliwości”…

Nie wierzę w „przebudzenie” Andrzeja Dudy. Dotąd prezydent za nic miał nawoływania, by szanował swój urząd i stał na straży konstytucji. Nie przejmował się głosami swoich wychowawców z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy przypominali mu zasady państwa prawa wpajane na studiach prawniczych.

Duda się boi

Powód sprzeciwu głowy państwa wydaje się inny: Krajowa Rada Sądownictwa jest organem państwa, którego członkowie mają w konstytucji zagwarantowaną pełną kadencyjność. Oprócz KRS taką gwarancję ma w konstytucji tylko Prezydent RP. Jeżeli dzisiaj obecna władza zmieni tą zasadę odnośnie do Rady, to Andrzej Duda nie może mieć pewności, że władza następna (albo nawet jeszcze ta sama) nie zrobi tego w stosunku do jego urzędu.

Sprzeciw prezydenta to nie „przebudzenie”. To strach.

Dla radnego PiS Rafała Piaseckiego z Bydgoszczy.

Ambasador USA o kwestii smoleńskiej: nie widzimy już nic, co moglibyśmy zrobić

BRAWO DLA NIEZALEŻNYCH SĄDÓW. PROKURATURA NIE ZAMIECIE POD DYWAN KOLEJNEJ SPRAWY DZIAŁACZKI PiS

Monika Olejnik pisze o państwie PiS. W państwie praktycznym PiS-u – jakże innym od państwa teoretycznego PO! – armia może tracić 30 generałów i 250 pułkowników, można też sobie pozwolić na ujawnienie własnych szpiegów. Bo najważniejsze jest ściganie Tuska

Państwo za czasów PO przez osiem lat było teoretyczne – to ulubiony cytat z podsłuchanej rozmowy między Bartłomiejem Sienkiewiczem a Markiem Belką. Powtarzany przez prezydenta Andrzeja Dudę, premier Beatę Szydło, szefa MSW Mariusza Błaszczaka. Częściej cytowany jest Bartłomiej Sienkiewicz niż Henryk Sienkiewicz.

Dzisiaj rzeczywiście państwo polskie staje się praktyczne: pękająca opona w limuzynie prezydenta, pędzący samochód z panią premier zatrzymujący się na drzewie, uciekający z miejsca wypadku kierowca Antoniego Macierewicza.

W państwie praktycznym należy sobie wszystko podporządkować. Trwa zamach na sędziów, na Sąd Najwyższy. Najlepiej wszystkich wymienić i zacząć od początku, bo przecież jak to możliwe, by w sądach pracowali ci sami ludzie co przed 1989 r.?

Co innego w prokuraturze. Najnowsza „Polityka” pisze o wiceprokuratorze generalnym Waldemarze Puławskim, który „czuwa nad śledztwem dotyczącym Donalda Tuska”. Puławski od 1984 r. pracował w warszawskiej prokuraturze, a już w III RP weryfikował śledczych. A przypomnę jeszcze słynnego prokuratora Piotrowicza, który macha nam przed oczami konstytucją.

W państwie praktycznym można przesłuchiwać przez osiem godzin przewodniczącego Rady Europejskiej, żeby sprawdzić, czy przypadkiem służby rosyjskie i polskie ze sobą nie współpracowały. W państwie praktycznym szefem SKW może być człowiek, który znalazł na swoim płocie martwą wiewiórkę i twierdził, że ktoś mu ją przyczepił w odwecie za jego działalność. Po tzw. dobrej zmianie „wykańczać” caracale może dr Berczyński, który pochwalił się Magdalenie Rigamonti, jak uratował Polskę przed francuskimi śmigłowcami.

Ministerstwo Obrony Narodowej zaprzecza, oświadcza, że nie ma z tym nic wspólnego, ale okazuje się, jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna”, że dr Berczyński dostawał dokumenty z Inspektoratu Uzbrojenia MON. Na jakiej podstawie? Tego nie wiemy. Dlaczego miał dostęp do materiałów niejawnych, tego też nie wiemy. W państwie teoretycznym byśmy zapewne wiedzieli.

Władza chce zmienić wszystko. Ma zakusy na konwencję antyprzemocową, choć jest wielu skorych do bitki mężczyzn, można takich odnaleźć w PiS.

W państwie praktycznym minister obrony narodowej może lekceważyć prezydenta, nie odpowiadać na jego listy, a armia może tracić 30 generałów i 250 pułkowników. W państwie praktycznym można sobie pozwolić na ujawnienie szpiegów dzięki czemu, jak pisze w „Wyborczej” Wojciech Czuchnowski, „obce służby, nie ruszając się zza biurka, mogą zidentyfikować naszych szpiegów, a potem odtworzyć ich kontakty za granicą”.

Ale co to obchodzi szefa SKW pana Piotra Bączka. On ściga Tuska i to jest najważniejsze przesłanie obecnej władzy.

PIĘKNE PODSUMOWANIE RZĄDÓW PiS. Rachunek sumienia znaleziony w sieci. Autor: Ada112

Waldemar Mystkowski pisze o ambasadorze Przyłębskim i Beacie Szydło.

Ambasador RP w Niemczech Andrzej Przyłębski nie może być pewien swego stołka, bo jego zwierzchnik Witold Waszczykowski też nie jest pewny posady, może wylecieć przy pierwszej lepszej rekonstrukcji. Nie wiem, jakim łukiem Przyłębski obejdzie ustawę dekomunizacyjną, wszak ma solidną teczkę w IPN jako TW Wolfgang. Może liczyć, iż ustawa zostanie zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego, a tam żona Julia z innym agentem Mariuszem Muszyńskim znajdą jakiś haczyk, aby nie podlegał lustracji.

Przyłębski jednak musi punktować u prezesa, u którego splotem słonecznym czy też piętą Achillesa jest „Tusk”. Walniesz Kaczyńskiego Tuskiem to jęczy na cały kraj i wyzywa: ty elemencie animalny, najgorszy sorcie, gestapo. Przyłębski nieprzypadkowo przybrał ksywkę Wolfagang, bo lubi jako Wolf poszczekać, poszarpać za nogawki i wyć do księżyca.

W Berlinie Przyłębskiego nie tolerują, zresztą nie uprawia żadnej dyplomacji, bo dla polityki PiS jest ona zbędną. Ambasador a to załatwi salę kinową dla filmu „Smoleńsk” (kilka miesięcy za tym chodził), a to dla jakiegoś lokalnego dziennika poszczeka na Tuska. Proszę zauważyć, że nie piszę, iż zamienia się w kundelka, ale w Wolfa. Szarpie za nogawkę Tuska i szczerzy zęby na łamach „Neue Osnabrücker Zeitung”, sugerując, że to był niemiecki kandydat: „najwyraźniej z punktu widzenia Berlina istniały nie cierpiące zwłoki powody, by przedłużyć kadencję Donalda Tuska”.

Spowodowało, że – mówi to dyplomata (w istocie wzorzec z Sevres dyplomatołka wg definicji niezapomnianego Władysława Bartoszewskiego): „Wina za pogorszenie się stosunków polsko-niemieckich leży po stronie Niemiec”. Hau, hau – szczeka Wolf Przyłębski, a tak naprawdę boi się o posadę i melduje prezesowi: Heil, heil.

W o wiele ważniejszej niemieckiej gazecie, bo w „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) – ichniej „Gazecie Wyborczej” – ukazał się artykuł podpisany przez Beatę Szydło. Wszak wiadomo, że pani premier tego nie mogła napisać, lecz podpisała. Nie waham się tak nazywać, choć język jest szydłowski – ble, ble godny magla – pusty znaczeniowo, owijający bawełnę w inną bawełnę, jest to zresztą charakterystyka PiS. Nie potrafią zająć się konkretami, bo najlepsi są w pluciu na przeciwników politycznych.

Artykuł publikuje „FAZ” z powodu tego, iż w niedzielę w Hanowerze Szydło wraz z Angelą Merkel będą otwierały targi przemysłowe. Szydło „pisze” o wszystkim, a tak naprawdę o niczym, przy tym wciskając sporą dawkę kłamstw, pisowskiej trucizny. My, w Polsce już się uodporniliśmy (co cię nie zabije, to wzmocni), a szkoda, gdyż przeciwstawić się złu najlepiej za pierwszym razem, gdy jest determinacja. Szydło kłamie w czytelnicze niemieckie oczy: „Polska nie jest przygotowana na falę uchodźców”, ale „dobrze radzimy sobie z ponad milionem ukraińskich obywateli”.

Takich oszustw i bleblań jest co nie miara, ale pojawia się też inny ton: „Jesteśmy gotowi do zawierania dobrych kompromisów we wszystkich ważnych kwestiach europejskich”. Te „dobre kompromisy” znamy w Polsce jako „dobrą zmianę”. Niemcy ani nikt w Europie na to się nie nabiorą, bo nie ma żadnych „dobrych” konkretów.
Na szczęście o Tusku autor podpisany jako Szydło nic nie pisze. I to jest najlepszy element tego artykułu. Szydło w Niemczech jednak wystąpi i na jakimś konkrecie się wyrżnie, bo tak mają wszyscy pisowcy (Morawiecki, Waszczykowski, itd.), którzy na światowych salonach otwierają buzie.

REALIZUJE PLAN „POLSKA W RUNIE”?

UMARLIŚMY ZE ŚMIECHU :)))))))))

Pod MON pikieta przeciw szkodnikowi Macierewiczowi. ANTONI pod sąd! KTO JEST ZA?

Kleofas Wieniawa pisze o aferach Macierewicza.

Beata Szydło nie dostała pozwolenia od prezesa, aby zdymisjonować Antoniego Macierewicza. Więc wotum nieufności Platformy Obywatelskiej wobec ministra obrony będzie miało formę krytyki, a jest za co go rugać, bo to postać z pogranicza zaprzaństwa i zdrady.

Przegranym też może czuć się Andrzej Duda, dla którego polityka epistolarna jest najwyższą formą sprzeciwu i buntu wobec odebrania mu konstytucyjnych prerogatyw. Macierewicz i tak wykopyrtnie. Oby jak najprędzej, aby straty były względnie najmniejsze.

Afera z Wacławem Berczyńskim ma posmak korupcji i znamiona wielkiej afery. Ten człowiek tak czuł się pewnie pewnie, że chlapał jęzorem bez opamiętania.

Widać, iż wyobraźnię ma kiepską, bo fabuła z ładunkiem termobarycznym to jakość grafomanii. Na wierzch będą wychodzić coraz gorsze rzeczy.

DOBRE 🙂

>>>

I JAK SIĘ CZUJECIE TERAZ, SZANOWNI „FRANKOWICZE”? DOBRA ZMIANA WYDYMAŁA WAS ŚMIEJĄC SIĘ TERAZ PROSTO W OCZY

c4ylankwiaezxlu

Marek Beylin nie ma wątpliwości. Kaczyński wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej. Deklaracja Beaty Szydło, że rząd godzi się na „Europę dwóch prędkości”, zapowiada dziejową tragedię Polski. Premier dopowiedziała to, co Jarosław Kaczyński od dawna dawał do zrozumienia: dalej od Unii.

ta-deklaracja

Oznacza to stopniowe wygaszanie naszych związków z UE, bo nie utrzymamy ich, gdy inne państwa, zwłaszcza euroland, będą bez nas pogłębiać integrację. Do czego już się szykują.

A Polska na dalekim skraju Unii to w praktyce Unia bez Polski. To katastrofa dla każdego Polaka niosąca cywilizacyjny regres. Nie byłoby rozwoju Polski bez solidarnej unijnej pomocy. Jeździmy po drogach budowanych za pieniądze Unii, żyjemy w miastach i miasteczkach modernizowanych z jej funduszy. Dzięki unijnemu wsparciu dzieci uczą się w nowocześniejszych szkołach, a studenci mogą w ramach stypendiów kształcić się w Europie. Pozbawiona hojnych dopłat polska wieś znów popadłaby w biedę. A bez inwestycji zasilanych europejskimi funduszami oraz pochodzących z zagranicy stalibyśmy się biedakrajem z rosnącym bezrobociem i ogromnymi nierównościami. Życie bardzo wielu z nas uległoby dewastacji.

Wszystko to nam grozi, bo Polski umieszczającej się na skraju Unii europejska solidarność nie obejmie. Na nowo integrująca się Europa utnie sporą część funduszy tym, którzy do niej nie przystąpią. Na Zachodzie mówi się o tym coraz jawniej.

Będziemy też postrzegani jako kraj niestabilny i niebezpieczny dla inwestorów. Tym bardziej że pod rządami Trumpa niepewne stały się NATO-wskie gwarancje bezpieczeństwa na wschodniej flance. Zmniejszyć te zagrożenia mogłaby nasza obecność w Europie integrującej się również w sprawach obronnych.

To nie jest, niestety, czarnowidztwo, lecz prawdopodobny scenariusz szykowany nam przez PiS. Kaczyński woli poświęcić nasz dobrobyt i uczynić z Polski dzikie pola Europy, niż respektować demokratyczne wymogi Unii.

c4v1xecwiaeqkx

Bardzo ciekawa rozmowa z Kazimierzem Kutzem o atmosferze w Polsce.  Kazimierzem Kutzem rozmawia Robert Siewiorek.

kutz

ROBERT SIEWIOREK: Pozamiatane?

KAZIMIERZ KUTZ*:Wręcz przeciwnie, dopiero się wszystko brudzi. PiS chce długo rządzić, więc ma przed sobą okres, nazwijmy to, heroiczny.

Najbliższe trzy lata to będzie czas demolowania wszystkiego, co było przed nimi. PiS zamierza zdobyć samorządy, lansując ideę, że one w istocie powinny być wybierane przez partie polityczne, a nie przez przedstawicielstwa obywatelskie. Kaczyński chce pozbawić władzy tych, którzy nie są zależni od partii – zwłaszcza od PiS. Jego ludzie przepchną ustawę, w myśl której w nadchodzących wyborach startują wyłącznie partie, co wyeliminuje element obywatelski.

Gdyby im się to udało, to mając za sobą swój żelazny elektorat, mogą mnóstwo naobiecywać, a to umożliwi im zwycięstwo w wyborach parlamentarnych i zmianę konstytucji. Coraz więcej ludzi zaczyna się w tym orientować, więc czeka nas dynamiczna gra z elementami teatru ulicznego.

Dlatego tak ważne są organizacje społeczne.

c4vvcmnwcaalad3

KOD? A przetrwa?

– Wyjdzie z tego kryzysu wzmocniony, mądrzejszy i lepiej zorganizowany, bo tam toczy się normalna, uczciwa demokratyczna walka. Bez względu na to, czy ostatecznie wygra Kijowski, czy ktoś inny, sytuacja w końcu się unormuje. To przejściowy kryzys, normalny w przypadku młodej organizacji bez politycznego i organizacyjnego doświadczenia. Tym bardziej że tam nie było żadnego przestępstwa, jak insynuuje PiS.

Co może zrobić Platforma?

– Powiedzieć lokalnym samorządowcom: popieramy was i nie wchodzimy do samorządów. W Szwajcarii obowiązuje zakaz mieszania się partii politycznych w sprawy samorządów, nie można na tym poziomie uprawiać polityki. Owszem, członek partii może zostać wybrany do samorządu, ale decydują o tym sami wyborcy. Jego partia nie startuje, startują ludzie.

W Polsce też trzeba wypieprzyć partie z samorządów. Właśnie pojawiła się największa od upadku komunizmu szansa na odzyskanie demokracji.

Kaczyński też mówi o uzdrowieniu samorządów. Uważa pan, że nie ma klik w gminach i miastach?

– Pewnie, że są! W wielu miejscach powstały komitety władzy skupione wokół wójtów czy burmistrzów, oparte na miejscach pracy w samorządzie. W końcu miasto jest dużym przedsiębiorstwem. To taka lewa demokracja, która szybko przeobraża się w struktury sitwy: znajomi kolegi, siostra księdza, aptekarz, szwagier naczelnika, nauczyciel, lokalny biznesmen… Podczas każdych wyborów takie towarzystwa wystawiają się na sprzedaż, wskutek czego partia, która chce wygrać, rezygnuje z wystawiania własnego kandydata na burmistrza, bo wiadomo, że on przegra, i zawiera umowę z kliką.

Przykłady?

– W Katowicach prezydent oficjalnie był bezpartyjny, ale partie przed wyborami przychodziły do niego i mówiły: „Nie wystawiamy swojego kandydata, więc jeśli nas poprzesz, po naszym zwycięstwie zostajesz na stołku”. W rezultacie prezydent i jego ekipa raz byli za PiS, a raz za śmis.

c4vqfgsxaainf7v

Czyli dobrze, że PiS rozwala sitwy.

– Nie, bo ten system może też dawać bardzo dobre rezultaty. We Wrocławiu władza samorządowa wyszła z dobrych środowisk – naukowców, młodych działaczy społecznych, ludzi z cenzusami i silnie związanych z miastem, z których prezydent stworzył kadrę profesjonalistów.

Poza tym PiS chce zastąpić stare sitwy nowymi – własnymi. Gdyby rzeczywiście władza w samorządach, o czym Kaczyński tak głośno krzyczy, miała trafić w ręce ludu, to partyjne struktury w terenie, na czele z PiS-owską, by obumarły.

Dlatego musi dojść do obywatelskiego przebudzenia: KOD, kobiety (to właśnie one będą naszym kołem ratunkowym), nauczyciele, studenci. To, że ci ostatni wyszli na ulice aż w 11 miastach, jest niesamowite!

Na niektóre z tych wieców przyszło po kilkadziesiąt osób.

– To nie ma znaczenia. Na następne przyjdą setki, potem tysiące.

Po raz pierwszy studenci demonstrowali w moich Katowicach. Dla mnie to rewelacyjna wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze, do tej pory PiS pocieszał się, że demonstrują przeciw niemu tylko starsi ludzie, „komuniści i złodzieje”, „panie w futrach”, „odsunięci od koryta”. Kaczyński wie, że bez poparcia młodych żadnej rewolucji nie da się zrobić. No to teraz ma przebudzenie młodych, których będzie przybywało.

A po drugie?

– Na Śląsku z manifestacjami zawsze było krucho, bo po wojnie wszystkie próby oporu brutalnie pacyfikowano – to był region dla komunistów strategiczny, zresztą stanowiący także część ekonomii wojennej Związku Radzieckiego. Trzymani za mordę Ślązacy nie przyłączyli się więc do rebelii ani w 1956, ani w 1970 r., za co w zbuntowanych regionach ich znienawidzono. Bunt górników w 1980 i 1981 r. był więc dla komunistów szokiem.

Dziś rząd zamyka kopalnie, a górnicy siedzą cicho.

– Są zdezorientowani, bo zostali totalnie oszukani. „Solidarność” górnicza stała się liczną grupą działaczy na państwowym wikcie. W niektórych kopalniach jest po 17 związków zawodowych, zawodowi działacze dbają bardziej o interes własny niż górników. Oszukani przez rząd i związkowców górnicy pracujący na dole potencjalnie są jednak tą grupą, która może wyjść na ulice, zbuntować się przeciw tej władzy.

Nie bez znaczenia jest też to, że na kanwie kolejnych konfliktów wywoływanych przez PiS, od wojny z Trybunałem Konstytucyjnym po najnowszą, z samorządami, odbywa się przyspieszona edukacja obywatelska. Ludzie dowiadują się rzeczy, które dotychczas ich nie obchodziły – na przykład po co jest Trybunał czy od czego powinna być prokuratura.

Kiedy wstępowaliśmy do Unii, w felietonie dla „Wyborczej” napisał pan, że to porównywalne z przyjęciem przez Polskę chrześcijaństwa. Odrzuciliśmy ten chrzest na demokrację?

– My się demokracji musimy uczyć i mieć poczucie, że ona jest nasza. Znamienne, że demokracja to także walka o świeckie państwo, a my takiego jeszcze nie mamy. Naszym krajem w dużej mierze rządzą księża; w przemianach ostatnich lat Kościół odegrał fatalną rolę.

Na niektóre z tych wieców przyszło po kilkadziesiąt osób.

– To nie ma znaczenia. Na następne przyjdą setki, potem tysiące.

Po raz pierwszy studenci demonstrowali w moich Katowicach. Dla mnie to rewelacyjna wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze, do tej pory PiS pocieszał się, że demonstrują przeciw niemu tylko starsi ludzie, „komuniści i złodzieje”, „panie w futrach”, „odsunięci od koryta”. Kaczyński wie, że bez poparcia młodych żadnej rewolucji nie da się zrobić. No to teraz ma przebudzenie młodych, których będzie przybywało.

A po drugie?

– Na Śląsku z manifestacjami zawsze było krucho, bo po wojnie wszystkie próby oporu brutalnie pacyfikowano – to był region dla komunistów strategiczny, zresztą stanowiący także część ekonomii wojennej Związku Radzieckiego. Trzymani za mordę Ślązacy nie przyłączyli się więc do rebelii ani w 1956, ani w 1970 r., za co w zbuntowanych regionach ich znienawidzono. Bunt górników w 1980 i 1981 r. był więc dla komunistów szokiem.

c4vkyboxaaaoemy

Dziś rząd zamyka kopalnie, a górnicy siedzą cicho.

– Są zdezorientowani, bo zostali totalnie oszukani. „Solidarność” górnicza stała się liczną grupą działaczy na państwowym wikcie. W niektórych kopalniach jest po 17 związków zawodowych, zawodowi działacze dbają bardziej o interes własny niż górników. Oszukani przez rząd i związkowców górnicy pracujący na dole potencjalnie są jednak tą grupą, która może wyjść na ulice, zbuntować się przeciw tej władzy.

Nie bez znaczenia jest też to, że na kanwie kolejnych konfliktów wywoływanych przez PiS, od wojny z Trybunałem Konstytucyjnym po najnowszą, z samorządami, odbywa się przyspieszona edukacja obywatelska. Ludzie dowiadują się rzeczy, które dotychczas ich nie obchodziły – na przykład po co jest Trybunał czy od czego powinna być prokuratura.

Kiedy wstępowaliśmy do Unii, w felietonie dla „Wyborczej” napisał pan, że to porównywalne z przyjęciem przez Polskę chrześcijaństwa. Odrzuciliśmy ten chrzest na demokrację?

– My się demokracji musimy uczyć i mieć poczucie, że ona jest nasza. Znamienne, że demokracja to także walka o świeckie państwo, a my takiego jeszcze nie mamy. Naszym krajem w dużej mierze rządzą księża; w przemianach ostatnich lat Kościół odegrał fatalną rolę.

Tęsknota trwa?

– Nie. Została całkowicie zniszczona. Polska wcale nie chciała Ślązaków, Śląsk dostała w prezencie. Po przepędzeniu Niemców, gdy polskie wojsko wkraczało na Śląsk, całe szkolnictwo i aparat administracyjny pozostały bez kadr. I wtedy nastąpił pierwszy wielki desant „prawdziwych Polaków” – ludzi z zewnątrz, chcących na Śląsku robić kariery. Stało się to samo co za Bismarcka, tylko w drugą stronę: polonizacja na siłę, przymusowe zmiany imion, nazwisk, nazw miejscowości, pozbawianie Ślązaków – zwłaszcza tych związanych z Wojciechem Korfantym – dostępu do stanowisk we władzach, w administracji. Śląska autonomia została szybko zlikwidowana. A potem przyszła II wojna światowa, Niemcy włączyli Śląsk do Rzeszy i wcielili do Wehrmachtu pół miliona Ślązaków. Połowa z nich nie wróciła do domu.

Kto po wojnie zabraniał Ślązakom tworzenia własnych elit?

– Jak to kto? Przecież ta dyskryminacja i kolonizacja kulturowa trwają do dziś! Po wojnie i ucieczce z ziem zachodnich dwóch milionów ludzi przyszła kolejna inwazja „prawdziwych Polaków” na stanowiska, urzędy, mieszkania. Ślązak nie mógł zostać dyrektorem, oficerem ani komendantem policji. Kiedy Gierek przejął władzę, jego desant w Warszawie nie składał się ze Ślązaków, tylko z ludzi Zagłębia Dąbrowskiego, historycznie Ślązakom niechętnych. Zagłębiacy rządzili też zresztą na Śląsku.

Co dziś Śląskowi robią ci „prawdziwi Polacy”?

– Nadal pilnują polskości. Tego, byśmy nie mieli za wiele do gadania, nie mieli zbyt dużego wpływu na to, co się dzieje w regionie, nie zajmowali zbyt ważnych posad, żyli po swojemu. Byśmy się nie łudzili, że kiedykolwiek Polska uzna nas za grupę etniczną, a naszą gwarę za osobny język.

W 2009 r. wszystkie unijne kraje – z wyjątkiem Polski i Wielkiej Brytanii – podpisały Kartę Praw Podstawowych. O ograniczeniu praw obywateli w Polsce Kaczyńscy zdecydowali wtedy właśnie ze względu na Ślązaków. Lech truchtem opuszczał salę obrad, by przez telefon dowiedzieć się od brata, co ma robić. To było żałosne.

Śląsk po raz kolejny stał się łapówką, tym razem dla Kaczyńskich. Łapówką, która umożliwiła podpisanie traktatu lizbońskiego. W rezultacie skargi, które składaliby Ślązacy w związku z nieuznawaniem w Polsce ich kulturowej odrębności, nie mogą być rozpatrywane przez sądy unijne.

Tusk miał osiem lat, by to naprawić, ale nie kiwnął palcem. Dlatego PiS-owska władza nie musiała się na nikogo oglądać, gdy w październiku 2016 r. obywatelski projekt dotyczący uznania Ślązaków za mniejszość etniczną wrzucała do kosza. Zrobiła to, mimo że podpisało go 130 tys. ludzi!

c4vcsi8weambl-u

Najpierw nakarmił pan Ślązaków marzeniami o Polsce, a teraz pisze, że Polska była dla Śląska „wieczną pomyłką”. A może to pan się pomylił?

– Jeśli to poniżanie Ślązaków przez Polskę trwa już sto lat, to oni mają prawo powiedzieć, że Polska była dla nich pomyłką. To stwierdzenie faktu. Ślązacy są dla Polaków tym, kim byli dla Niemców: obywatelami drugiej kategorii.

Polacy się boją, że żądając autonomii dla Śląska, chce pan rozwalić Polskę.

– To jest gówno prawda! Istnieją świetnie prosperujące demokratyczne państwa, które całe składają się z autonomii, gdzie autonomiczna struktura doprowadziła do gospodarczego i kulturowego ożywienia.

Ja chcę, by zdechły te wstrętne nacjonalizmy, które rozwalają dziś Europę. Także nacjonalizm polski, który odradza się pod rządami PiS. I chcę, by polscy nacjonaliści – tak jak przed wojną piłsudczycy, a po wojnie komuniści – przestali się w końcu nad Śląskiem znęcać, gnoić go i traktować Ślązaków jak zidiociałe popychadła.

Jakie emocje rządzą dziś polityką w Polsce?

– W ostatnim czasie trafiałem do szpitala. Facet, który leżał w moim pokoju, zaraz po przywiezieniu mnie zaczął się zastanawiać, czy jestem za PiS, czy przeciw. Ja tak samo. Bardzo długo się obwąchiwaliśmy i gdy wyszło, że on jest za Kaczyńskim, urwały się wszelkie rozmowy, nie było nawet telewizji, zapanowała martwa cisza. W dawnych czasach, gdy lądowałem w szpitalu, ludzie ku sobie lgnęli, szukali znajomości, chcieli rozmawiać.

Kaczyński i PiS – ta jego upartyjniona nienawiść – bardzo nas podzielili. I dlatego powinni zostać pozbawieni władzy i wszelkiego wpływu na Polskę. Bo przez nich w Polsce może znowu polać się krew.

„Polska z ojczyzny Solidarności stanie się parafią religijnego kultu Leszka Kaczyńskiego . Staniemy się rosnącym wrzodem na własnym tyłku. Czeka nas kolejna wersja wojny polsko-polskiej; wejdziemy w nowy scenariusz, którego jeszcze nikt nie zna, a który rozegra się na ulicach. Sienkiewicz skrzyżuje broń z Gombrowiczem. Ptaszek śpiewał będzie na gałązce, a z siodła poleje się mocz”. Wali pan w felietonach w Kaczyńskich, PiS i polskie symbole, a potem narzeka na podziały.

– A niby dlaczego mam nie walić!? Przecież to, co oni robią z symbolami, jest haniebnym nadużyciem! Normalny człowiek szanuje swoje świętości, chroni je milczeniem i skupieniem, a nie szmaci. Symbol to wartość intymna.

Myśmy na Śląsku przez całe lata mówili po polsku szeptem, bo polszczyzna była zakazana. Polskie symbole były używane od święta i z szacunkiem, a teraz się je trywializuje, robi z nich jarmarczne cepy przeciw myślącym inaczej.

To katastrofa, albowiem symbole już w Polsce w ogóle ludzi nie łączą. Gdybym miał władzę, na pół roku zakazałbym mówienia o Polsce.

c4veyucwaaafudj

Przecież ceni pan polską kulturę.

– Wychowałem się na niej, lubię ją, więc mam prawo z zatroskaniem i bólem konstatować, że stała się tak chujowa. Mam prawo tak mówić, bo jestem po stronie tych, którym w tym kraju jest źle. Ludzie mają prawo się buntować. Człowiek bez potrzeby buntu jest niepotrzebny, ponieważ od zdolności do sprzeciwu zależy to, czy uda się polepszyć świat.

Dlaczego mamy się godzić na nędzę, która dla większości cywilizowanych krajów jest już zamierzchłą przeszłością? Dlaczego nie możemy wreszcie żyć w normalnym klimacie europejskiej kultury?

Nie czuje się pan polskim patriotą?

– W każdym cywilizowanym kraju poczucie patriotyzmu bierze się z tego, jak się w tym kraju żyje. Państwo nie jest od zadręczania obywateli ideologią i pseudopatriotyzmem.

Na taką Polskę Ślązacy już dawno się uodpornili i nie wiem, czy w ogóle toczą na jej temat jakieś dyskusje. Bo co nam ta Polska dała? Gówno. Same nieszczęścia i poniżenie.

O jakiej Polsce rozmawiał pan przed laty w kawiarni Czytelnika z Konwickim, Dygatem i Holoubkiem?

– O takiej jak dziś – o kraju absurdu, śmieszności władzy, poniewierania obywateli. Kibicowaliśmy przeciwko temu fatalnemu państwu. Konwa był z Litwy, Dygat był Francuzem, Gucio z pochodzenia był Czechem, ja jestem Ślązakiem, czyli Niemcem, więc byliśmy zaciekawieni naszą odmiennością.

Pod spodem tych rozmów zawsze było ubolewanie, że Polska jest taka fatalna. Wtedy była i teraz znowu jest.

Zbyszek Cybulski, który przez całe życie nosił w sobie polską sprawę i był gorącym patriotą, postrzegał Polskę na kształt nieustannie gwałconej dziewczyny. Zbyszka dawno już nie ma, gwałt na tej dziewczynie trwa.

Żałuje pan odejścia z polityki?

– Wręcz przeciwnie. Odszedłem od niej, gdy uznałem, że mam już dość, gdy byłem zmęczony. W polityce każdy może cię obcharkać, obśmiać, trzeba mieć do niej końskie zdrowe.

I tak długo walczyłem, przeszedłem na emeryturę dopiero po osiemdziesiątce. Teraz żyję tu sobie w domu z dala od całego tego zgiełku, jak jedno jajko na patelni.

Zostały mi felietony, które co tydzień piszę dla tych moich Ślązaków. Muszę to robić, bo oni są dupowaci, co znaczy, że mają okaleczoną psychikę, są stłamszeni. Mają skazę niemocy. A ja chcę ich od tej niemocy uwolnić, namówić do buntu.

I robię to od lat – kiedyś przez film, potem w polityce, dziś w pisaniu.

Co pana jeszcze dziś ciekawi?

– Mnóstwo rzeczy, w końcu tyle się wokół dzieje! Nowy prezydent Ameryki rządzi ledwie tydzień i już ma przeciw sobie połowę świata. A jego żołnierze w parę dni zaliczają u nas trzy kraksy, więc wychodzi na to, że nie umieją jeździć po asfaltowych drogach. Podobnie zresztą jak nasz minister wojny, ten wice-Mussolini. Megaloman, który ma do dyspozycji trzy BMW, a każde o wartości mieszkania, do tego ileś tam aut z wojskowymi żandarmami, galopuje sobie całym tym cugiem [po śląsku pociąg] przez Polskę. Potem rozwala parę samochodów na światłach i jak gdyby nigdy nic przesiada się do tego, czego jeszcze nie rozwalił. I gna dalej. A co? Ma fantazję, ma władzę, to mu wolno, nie? Po wszystkim posłowie PiS dostają broszurę z instrukcją, co mają o tym rajdzie bredzić. To przecież są bajkowe wydarzenia! W sam raz na scenariusz filmu dla Barei albo Chmielewskiego.

Humor nas ocali?

– Dobry humor jest dziś głównie w narodzie. Na estradzie i w telewizji go nie ma. Słyszałem, że „Ucho Prezesa” stało się bardzo popularne. Mnie to w ogóle nie śmieszy, to podlizywanie się jednemu człowiekowi.

W ogóle na współczesne polskie kabarety, które wylewają się z telewizora na okrągło, nie potrafię patrzeć. Płaskie to, trywialne, żadnego warsztatu, wrzask przeplatany ględzeniem. Boże, gdzież są Starsi Panowie! Nie wiem, może te czasy są jednak mało śmieszne?

Napisał pan, że odkąd przeszedł w stan spoczynku, miewa piękne sny. O czym?

– Kiedy robiłem filmy, sny miałem bardzo dramatyczne, nerwowe – zawsze gdzieś jechałem, przed czymś uciekałem, a na koniec gdzieś się gubiłem. Teraz moje życie się uspokoiło, więc i sny mam spokojne, łagodne. Podświadomie nie pozwalam, by te wszystkie kretyństwa wokół miały na nie wpływ.

Kiedyś mi się śniło, że z Tadeuszem Różewiczem żegluję ku Ameryce po Atlantyku. Jedliśmy ryby wyciągnięte prosto z gładkiego niczym lustro morza, zachód słońca był jak z westernu, a jakaś dojrzała kobieta serwowała nam drinki z palemką. Rozleniwieni rozmawialiśmy o urodzie polskich słów.

Czasem śnią mi się piękne, nieznane kobiety, zwykle uśmiechnięte Mulatki w bikini. Jedna z nich dała mi nawet ogromny słownik z bogato zdobioną lupą przykręconą do okładki. I gdy wlazłem przez tę lupę do staropolskiego słowa „rzyć”, to okazało się, że łażę z Cejrowskim po zalewiskach Amazonii.

Teraz bardzo lubię zasypiać, bo zawsze liczę, że pojawi się coś ładnego.

c4vnm6qwyaayubs

MON NIE ZAUWAŻYŁ JEDNEJ WAŻNEJ RZECZY. W POLSCE NA OSTRZA UKRYTE W PRZEDMIOTACH NIEMAJĄCYCH WYGLĄDU BRONI TRZEBA MIEĆ POZWOLENIE :))))

c4vignmweaelxjr

Podsumowanie prac Podkomisji Macierewicza. Efektów brak a koszty gigantyczne. Kłamstwa Macierewicza mają „krótkie nogi”.

c4vkja7wyaehna3

Waldemar Mystkowski piswze o zastraszaniu przez Ziobrę.

Granaty Zbigniewa Ziobry

Filmowy Pawlak z „Samych swoich” jechał do sądu z granatem po sprawiedliwość. Zbigniew Ziobro jest jeszcze lepszy, jest Pawlakiem i Kargulem razem wziętymi. Sam używa granatu w stosunku do niezawisłej,ślepej Temidy. A jak ten okaże się niewypałem, wysyła jakiegoś podwładnego Kargula prokuratora.

Przeciwko tej dubeltowej formie zastraszania i szykanowania sędziów wystąpił Krajowa Rada Sądownictwa, bo w istocie odbierana jest niezależność sądów, a wyroki wydawane są przez prokuraturę. Jak sędzia nie zgadza się z prokuraturą, to przeciw niemu jest prowadzone śledztwo.

Tak granatami walczy Ziobro o swoje, „sprawiedliwość ma być po jego stronie”. Najgłośniejsza sprawa dotyczy sprawy samego Ziobry. W Krakowie toczy się proces, w którym Ziobro zaskarża lekarzy o błąd w sztuce, w wyniku którego jego ojciec był zeszedł.

Otóż sędzia w tym procesie na ekspertyzę dotyczącą okoliczności śmierci ojca Ziobry wydał Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu 371 tys. zł. Ziobro uznał, że za taką sumę sprawiedliwość winna być po jego stronie, więc zlecił prokuraturze zaskarżenia postanowienia o wielkości płatności ekspertyzy. Ale sąd okręgowy je uchylił. Granat prokuratury nie eksplodował. I na tym powinno się skończyć zastraszanie sądu w Krakowie.

Lecz Ziobry wynajął (zlecił) usłużnych Kargulów, którzy wszczęli śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez sąd, czyli w istocie przeciw konkretnemu jednemu sędziemu, bo skład orzekający jest jednoosobowy. To jest de facto zastraszanie, manipulowanie i wpływanie na orzecznictwo sądu, na niezależność.

Krajowa Rada Sądownictwa protestuje opisując trzy przypadki. Ten powyżej oraz dwa inne. W Warszawie Sąd Rejonowy odrzucił wniosek prokuratury o aresztowanie oskarżonego, więc Kargule Ziobry mają zbadać, czy skład sędziowski nie popełnił przestępstwa nie zgadzając się z prokuraturą.

Jeszcze ciekawsze przypadek dotyczy sędziego z Rzeszowa. Kargule Ziobry aby uzyskać wpływ na orzeczenie sędziego zarządzili, iż przeszukają mieszkanie sędziego. Zrobią mu kipisz i sędzia zmięknie, acz gdyby wystąpili o potrzebną im dokumentację, bezwględnie by ją uzyskali.

Ale granatami nie zawadzi postraszyć, niektóre wszak wybuchają. Powyższe przypadki opisane przez KRS pokazują jak bezprawie wkracza do sądownictwa. Bezprawie ma barwy partyjne i w tym wypadku twarz magistra Ziobry.

To jest przyjemniaczek donoszący na koleżanki za Czarny Protest.

c4vjw9xwaaa1wge

Sam fakt, że kuratorium się tym na serio zajęło, jest haniebny!

c4vlejkwcae_dni

>>>

INSTYTUT NOBLA POTWIERDZIŁ NOMINACJĘ WOŚP !!!! To może być kolejny wielki sukces Polski i Polaków. JUREK – JESTEŚ WIELKI !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

c3joga-wqaa14kd

TERAZ PROPAGANDOWA MACHINA PiS ZACZNIE ZMIENIAĆ HISTORIĘ. Czeka nas ujadanie wściekłych hien i żałosne bicie piany.

c3f782gwyaayv_k

Gawroński: Nie wiem o co chodzi Kaczyńskiemu

c3haidcweae7yxb

W „Newsweeku” rozmowa z Gawrońskim.

wloski

– Martwi mnie upadek międzynarodowego prestiżu Polski – mówi włoski polityk polskiego pochodzenia i wielki przyjaciel naszego kraju Jaś Gawroński.

Newsweek:W Polsce pojawiają się głosy, że styl rządzenia PiS – tzw. „kaczyzm” – to odmiana włoskiego faszyzmu. Co pan na to?

Jaś Gawroński*: Nie śledzę aż tak bacznie polskiej polityki, ale wydaje mi się, że jedyne podobieństwo jest takie, że włoscy faszyści też doszli do władzy na skutek wolnych wyborów jak PiS. Martwi mnie co innego – upadek międzynarodowego prestiżu Polski. Dobrze by było, żeby polska polityka, tak kontrowersyjna dla wielu osób, nie odbijała się negatywnie na wizerunku kraju. Chodzi mi także o potencjał inwestycyjny, turystów itd.

Polska straciła prestiż z powodu polityki obecnego rządu…

Bardzo bym chciał aby Jarosław Kaczyński przyjął mnie choćby na 10 minut. Pomogłoby mu to zrozumieć, o co mu dokładnie chodzi.

Co by mu pan poradził?

Żeby nie pozostawał głuchy na krytykę i otoczył się ludźmi, którzy mają własne zdanie, którzy są w stanie krytycznie z nim dyskutować.

A nie tylko przytakiwać…

Nie wiem czy wszyscy w PiS przytakują prezesowi Kaczyńskiemu. Owszem w każdej partii musi być dyscyplina w kwestiach kierunkowych, ale każdy powinien mieć własne zdanie w konkretnych sprawach i nie powinien obawiać się go wyrażać.

* Jaś Gawroński (ur. 1936 w Wiedniu) włoski dziennikarz i polityk polskiego pochodzenia, był korespondentem telewizji włoskiej Nowym Jorku, Paryżu, Warszawie i Moskwie, przez kilka kadencji sprawował mandat posła do Parlamentu Europejskiego, był włoskim senatorem z ramienia Forza Italia i rzecznikiem Silvia Berlusconiego

c3fu4llwiaapmx5

Z PRZEMÓWIENIA PREZES SĄDU NAJWYŻSZEGO

wiadomo-co

Wystąpienie Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf na Zebraniu Przedstawicieli Zebrań Sędziów Sądów Apelacyjnych oraz Zgromadzeń Ogólnych Sędziów Okręgów Warszawa, 30 stycznia 2017 roku:

Zostałam poproszona o to, aby zabrać głos na dzisiejszym zgromadzeniu i choć czuję się tym w pewien sposób wyróżniona, bo jako Pierwszy Prezes najwyższego organu władzy sądowniczej i wciąż jeszcze konstytucyjny członek Krajowej Rady Sądownictwa, zdecydowanie zbyt rzadko miewam taką sposobność – to jednak tym razem przepełnia mnie wielki smutek, którym muszę się z Państwem podzielić.

Stawką w grze są resztki niezależności sądownictwa oraz niezawisłość sędziów

Od ponad roku powtarzam, iż sądy łatwo przekształcić w igraszkę w rękach polityków. To, co dotychczas było zagrożeniem, staje się teraz faktem. Z ust przedstawiciela egzekutywy – Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego – równolegle piastującego mandat poselski usłyszeliśmy zapowiadane lub przewidywane przez nas już dawno słowa: sądy należy „zreformować”.

Pozwolę sobie ująć to stwierdzenie ująć w cudzysłów, bo reform w Polsce mamy chyba już wszyscy dosyć. O nich mówi się jako o wartości samej w sobie. A chodzi o zmianę, która żadnej obiektywnej wartości nie przedstawia. Cel, o czym wszyscy doskonale wiemy, jest zupełnie inny niż czyjekolwiek dobro. Wie o tym również Pan Minister i Prokurator Generalny.

Stawką w grze są resztki niezależności sądownictwa oraz niezawisłość sędziów.

Tak, użyłam słowa „resztki” w sposób zupełnie celowy. Bo należy otwarcie powiedzieć, że szacunek dla niezależności sądów w naszym kraju nigdy nie był na zbyt wysokim poziomie.

Nigdy nie było niezależności budżetowej sądów powszechnych, niezależności ich kierownictwa, a także gwarancji instytucjonalnych, do jakich – nawet w latach 1926-1939, kiedy demokracji w Polsce po prostu nie było – należało tworzenie i znoszenie sądów mocą ustawy. Wprawdzie wiemy, że dzisiaj uchwalenie takiego aktu prawnego to bagatela, zadanie na jedną noc i pół dnia. Niemniej jednak byłby to przynajmniej jakiś symbol szacunku dla sądów, a w życiu nawet symbole się przecież liczą.

Obecna władza przez fakty dokonane zmienia konstytucyjny ustrój państwa

Wiele już razy przypominałam ten przykład z nie tak dawnej przeszłości: oto w 2001 r. Sąd Okręgowy w Przemyślu „ręcznie” zamieniono w ośrodek zamiejscowy jedynie po to, aby pozbyć się niewygodnego prezesa. I zważmy, że od tamtego czasu nie zrobiono dosłownie nic, aby ograniczyć wszechwładzę Ministra Sprawiedliwości nad sądami, więcej nawet – starano się bardzo, aby tę władzę zakonserwować i rozszerzyć.

Od niezależności sądów, której nawet po 1989 r. nie mieliśmy zbyt wiele, przechodzimy aktualnie do etapu drugiego, znacznie niebezpieczniejszego – rozmontowania niezawisłości sędziowskiej. O co chodzi? Pan Minister i Prokurator Generalny potwierdził w swoim publicznym wystąpieniu wszystko, co było albo znane, albo przeczuwane. Ma powstać w SN autonomiczna – co by to nie znaczyło – Izba Dyscyplinarna – wspólna dla sędziów i prokuratorów. Rzecz sama w sobie ciekawa, bo w SN od lat orzekamy jako sąd dyscyplinarny drugiej instancji, a skoro sędziowie są w przeciwieństwie do prokuratorów niezawiśli, to odpowiedzialności przedstawicieli obu grup nie można mierzyć jedną miarą… Ale przecież wiadomo, że nie w tym rzecz.

Zamysł jest prosty: obecna władza przez fakty dokonane zmienia konstytucyjny ustrój państwa. I za chwilę zyska potężny instrument nacisku na każdego indywidualnego sędziego, a przez to – na każdego obywatela. Do Izby Dyscyplinarnej – jak się zapowiada – wprowadzi się czynnik społeczny, ławników, bo sądy – jak powiedział pewien członek grupy rządzącej – są zbyt ważną sprawą, aby je pozostawić samym sędziom.

No więc będziemy mieli sądy ludowe, upolitycznione,

bo w razie czego skład mieszany w Izbie Dyscyplinarnej usunie z urzędu każdego, kto się nie zgadza z poddaniem prawa potrzebom bieżącej praktyki i woli politycznej.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to jest w gruncie rzeczy abstrakcja, bo przecież partia rządząca nie będzie się interesować każdą sprawą sądową i każdym sędzią. Każdą i każdym może i nie, ale niektórymi – owszem. Jak bardzo to jest prawdopodobne, przekonuje przykład z przedwojnia: zdymisjonowany jednym ruchem pióra ministra Stanisława Cara sędzia i prezes SN Aleksander Mogilnicki już jako adwokat prowadził sprawę karną przeciwko pewnemu oficerowi, którego w jego mieszkaniu zaatakowała grupa piłsudczyków. Ten w obronie własnej jednego z nich postrzelił, za co został skazany; skargę kasacyjną Sąd Najwyższy oddalił bez zająknienia o kontratypie obrony koniecznej.

c3f2uykwiaek7zt

Tak właśnie działają sędziowie w państwach autorytarnych

Nie od rzeczy będzie także przypomnieć kazus Stanisława Cywińskiego, docenta wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego, którego za krytykę nieżyjącego już marszałka Piłsudskiego nie tylko dotkliwie pobito, ale i skazano na podstawie ustawy, którą Sejm śpiesznie uchwalił w toku procesu. Nullum crimen sine lege poenali anteriori? Wolne żarty! Tak właśnie działają sędziowie w państwach autorytarnych, kiedy się ich podda dostatecznie silnej presji. Nie mówię o tym dlatego, żeby kogoś obrazić lub wzbudzić tanią sensację. Nie! Chodzi mi tylko o to, aby każdy na tej sali i poza nią miał świadomość powagi sytuacji.

W Polsce skończyła się epoka, kiedy mogliśmy polegać na zadeklarowanej w art. 2 Konstytucji zasadzie demokratycznego państwa prawnego.

O prawo, o sposób jego interpretacji, o jego przestrzeganie, o każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć i obowiązek ten – co tu dużo mówić – spoczywa na sędziach. Powstaje oczywiście pytanie, jak to robić? Prostych odpowiedzi nie ma. W każdym bądź razie muszę to powiedzieć: nie ma walki bez ofiar, a do nich może być zaliczony każdy z nas tu obecnych. Piastujemy władzę publiczną, a skoro tak, to musimy zawsze liczyć się z konsekwencjami.

Aby zwyciężyć, trzeba się przygotować nawet na sądy dyscyplinarne

Proszę więc Państwa Sędziów – wszystkich bez wyjątku – aby przestali myśleć o sobie jako o tych, którzy tylko przychodzą do miejsca pracy wykonać swój obowiązek, a tak poza tym to muszą pracować, spłacać kredyt, wyżywić rodzinę itp. Takie postawy skłaniają do szukania usprawiedliwień, a w ostateczności – do ustępstw. Walka o prawo, o niezawisłość sędziów musi toczyć się w granicach prawa, ale musi być twarda i jednoznaczna, jak jednoznaczny jest ustrój państwa.

Aby zwyciężyć, trzeba się przygotować nawet na sądy dyscyplinarne, na ryzyko usunięcia z urzędu, na wszystko! Trzeba pisać i wygłaszać dobre mowy, trzeba głośno i – daj Boże – mądrze mówić o imponderabiliach.

Nie wolno się bać. Trzeba pokazywać, że jesteśmy w opozycji przeciwko spychaniu demokratycznego państwa z niezawisłymi sędziami w niebyt. Jestem bardziej pewna niż kiedykolwiek dotąd, że Polska dojrzała do zmiany. Środowisko sędziowskie może pokazać klasę, na jaką nie jest stać wielu obywateli, którzy myślą, że demokratycznie wybrana większość może wszystko nawet zmieniać konstytucję bez wymaganej większości przez ustawodawstwo zwykłe. Takie przypadki już z historii znamy i wiadomo, czym się skończyło.

Jeżeli mamy bronić prawa, to nie ma lepszego momentu niż teraz. Środowisko nasze musi pokazać, że jest zjednoczone wokół idei państwa prawa, że onegdaj suweren, by użyć dzisiejszej nomenklatury, zadecydował o trójpodziale władz. Musi tłumaczyć, że nie bronimy jakichś mitycznych interesów własnych, bo ich nie mamy, tylko chcemy, aby obywatel przed sądem czuł się bezpiecznie, wierząc że sędzia jest niezawisły.

To jest nasza powinność wobec przyszłych pokoleń i misja.

c3f_jimwiaekefz

– Argumenty przedstawiane przez przedstawicieli rządu świadczą o zupełnym wręcz skretynieniu tych ludzi – tak do proponowanych zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa odniósł się w TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz.

cimoszewicz

– Jeden z kluczowych elementów reformy, że Sejm miałby wybierać dwie części części tej rady, posłowie mieliby dokonywać wyboru, jest oczywiście przekroczeniem granicy rozdzielającej różne władze – mówił w audycji „A teraz na poważnie” Włodzimierz Cimoszewicz.Minister sprawiedliwości zapowiedział zmiany w funkcjonowaniu Krajowej Rady Sądownictwa. We wtorek o aktualnej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości i reformach ustawowych debatują na posiedzeniu KRS sędziowie z całego kraju.

– Jeżeli to gremium polityczne, czyli większość parlamentarna, ma decydować, czy sędzia X czy sędzia Y znajdzie się w KRS, to jest to otwarcie drzwi. Zaproszenie, żeby ludzie rywalizowali między sobą przy pomocy argumentów, jakie trafią do przekonania większości parlamentarnej – mówił były premier. – Czyli deklarując swoją spolegliwość, lojalność, wsłuchiwanie się itd. – dodał.

„To niepoważne”

– Argumenty przedstawiane przez przedstawicieli rządu, że jeśli posłowie wybierają, to jakby naród wybierał, świadczą o zupełnym wręcz skretynieniu tych ludzi – oceniał Cimoszewicz. Zdaniem byłego ministra sprawiedliwości to „niepoważne”.

Jak przypominał Mikołaj Lizut, według Zbigniewa Ziobry ”proponowane zmiany są zgodne z konstytucją i ci, którzy mówią inaczej, bronią swych przywilejów”.

– Magister Ziobro powinien wykazywać odrobinę więcej respektu i szacunku dla kwalifikacji prof. Zolla czy prof. Strzembosza, wielu innych prawników i naukowców najwyższej klasy – odparł na to Cimoszewicz.

O co chodzi w proponowanych zmianach?

Obecnie KRS, będąca konstytucyjnym organem stojącym na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, składa się z 25 członków. Sędziów do Rady wybierają przedstawiciele zgromadzeń sędziowskich; z urzędu należą do niej I prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, minister sprawiedliwości, a także posłowie i senatorowie oraz przedstawiciel prezydenta. Rada opiniuje kandydatów na sędziów (oraz do awansu do sądu wyższego szczebla) i przedstawia ich do powołania prezydentowi.

Proponowana przez ministra sprawiedliwości zmiana ma polegać na tym, że sędziów do KRS będzie wybierać parlament. Sama Rada ma zostać podzielona na dwie izby: w jednej z nich mają zasiadać sędziowie, w drugiej politycy. I to właśnie druga izba ma mieć decydujący głos przy wskazywaniu prezydentowi kandydatów na sędziów.

Do proponowanych zmian m.in. w wyborze sędziów – członków KRS – krytycznie odniosły się już przed kilkoma dniami we wspólnym oświadczeniu cztery stowarzyszenia sędziowskie. Według nich planowane reformy zmierzają do podporządkowania sądów politykom.

Mural w Poznaniu.

c3kxv3owyauukur

Waldemar Mystkowski pisze o upadku planu Morawieckiego.

morawiecki

Mateusz Morawiecki jak Grek Zorba

mateusz-morawiecki

Mateusz Morawiecki wcześniej przygotowywał opinię publiczną, że wzrost PKB w pierwszym roku rządów PiS będzie najgorszym od końca kryzysu europejskiego, który Polska przeszła suchą stopą i miała powody, aby dumnie nazywać się „zieloną wyspą” wśród kryzysowej czerwieni.

Morawiecki jest z wykształcenia historykiem i jeżeli uznamy, że jest najlepszym ekonomistą wśród historyków, to na pewno nie jest najlepszym ekonomistą wśród ekonomistów. Acz jeszcze mamy jedną subtelność, mianowicie ekonomista nie jest tożsamy z finansistą, a z tego ostatniego świata przyszedł Morawiecki, z prezesowania Bankowi Zachodniemu WBK, które jest własnością hiszpańskiej grupy finansowej Santander.

Morawiecki raczej był twarzą banku i podejmował się wyzwań natury public relations, a nie rzeczystych posunięć finansowych, bo te wykuwane były w Hiszpanii, a w Polsce decyzje stricte bankowe podejmowali fachowcy, którzy są z wykształcenia ekonomistami, a nie historykami.

Morawiecki miał jak na Polskę w branży finansów dobre papiery rodzinnne, jego ojciec Kornel gwarantował, że przynajmniej nie będą się syna czepiać politycy. Od kilku lat Morawiecki dawał sygnały o swoich ambicjach politycznych, bo w branży bankowej się obłowił na kilkadziesiąt milionów, takie tam frukta rozdają.

U Donalda Tuska był doradcą, ale na tym skończył, bo gdzie mu do Jacka Rostowskiego i rzeczywistych ekonomistów, Morawiecki był kimś w rodzaju pasa transmisyjnego do polskiej branży finansów, był facetem od PR, od zachwalania przewidywalności polityki „ciepłej wody”.

Słychać Morawieckiego na jednej z taśm z restauracji „Sowa & Przyjaciele”, jak wyraża podziw dla polityków Platformy Obywatelskiej. Zawiódł się więc na ścieżce awansu w PO i oddał się do dyspozycji PiS, jak swego czasu Zyta Gilowska. Jest kopią tamtego transferu, zdaje się, iż dużo marniejszą kopią.

Jedyne „sukcesy” Morawieckiego to plan jego imienia, który jest tylko zapowiedzią i tak bodaj pozostanie. Wszak plany to public relations PiS, wizja prezesa – powstaniemy z kolan za cenę upadku.

Morawiecki jak przystalo na polityka PiS swoje niepowodzenia ceduje na poprzednią ekipę. Najpierw ogłosił, iż najważniejszy wskaźnik ekonomiczny PKB nie jest bożkiem. Można było rozdziawić gębę, a ja dojrzałem rozdziawioną gębę Morawieckiego, a poprzez nią próchnicę jego umysłu. Jeżeli miałoby być inaczej, to Morawiecki okazałby się Einsteinem ekonomii. Oczywiście, że nie jest Einsteinem, na osi współrzednych – z jednej strony Einstein, z drugiej Kononowicz – to Morawieckiemu bliżej do tego ostatniego.

Po bożku PKB Morawiecki pośpieszył zrecenzować statystyki GUS. Twierdził, iż PKB za rządów PO było zawyżone z powodu niewłaściwego naliczania VAT-u. Szybko mu ekonomiści wybili tę bzdurę z głowy, ale Morawiecki miał ów papierek (wina PO) dla elektoratu PiS, a szczególnie dla prezesa Kaczyńskiego, który w ekonomii jest neptkiem, rzeczywistym Kononowiczem.

Dzisiaj wiemy, dlaczego Morawiecki tak PR-owsko uwijał się wokół PKB, bo właśnie GUS ogłosił, iż wzrost gospodarczy w ubiegłym roku to zaledwie 2,8 proc. A jeżeli porównamy go do roku rządów Ewy Kopacz 2015 – 3,9 proc., to szczęka z podziwu może wypaść z zawiasów dla poprzedników, a ze zgryzoty ta sama szczęka wypaść z zawiasów dla błędnych wyliczeń Morawieckiego.

Tak! Morawiecki wcześniej PR-owsko zakładał 3,8 proc., później to korygował w dół. Jeżeli PKB nie napędziła konsumpcja związana z programem 500+, to można się spodziewać, iż byłoby jeszcze gorzej. A jak byłoby gorzej, niech świadczy inny ważny czynnik ekpnomiczny, inwestycje. Spadek inwestycji jest największy od 2002 roku, w II kwartale ubiegłego roku nawet spadek wyniósł 7,7 proc., choć pod koniec roku wyhamował.

Zdaje się, że Morawiecki pomylił resorty, powinien być ministrem populizmu. Dobry jest w te klocki, pod warunkiem jednakże, iz zatrzyma się czas na planach, a nie na realizacjach. W kwestii panów Morawiecki jest dużo, dużo gorszy od Gilowskiej, która wylądowała w Radzie Polityki Pieniężnej, Morawiecki tam może nie dostać się, a do Banku Zachodniego WBK zamknie sobie drogę powrotu, bo hiszpańscy właścicieli nie będą chcieli mieć przegrańca.

Prof. Andrzej K. Koźmiński Morawieckiego plany zrecenzował: „Populistyczna retoryka przyniosła może sukces polityczny, ale jej cena społeczna i ekonomiczna może być w przyszłości niezwykle wysoka”. Powinien to sobie Morawiecki wziąć do serca, bo kto zechce w przyszłości zatrudnić takiego Greka Zorbę, który gotuje Polakom „piękną katastrofę”.

Kleofas Wieniawa pisze o kolejnym bezprawiu PiS.

pis-pozera

PiS dobiera się do władzy sądowniczej, jednego z trzech elementów funkcjowania demokracji, państwa prawa.

Już został zniszczony autorytet Konstytucji przez podporządkowanie Trybunału Konstytucyjnego rządzącej partii. TK pod szefowaniem Julii Przyłębskiej jest karykaturą, jak  i jej kompetencje.

Pod topór idzie Krajowa Rada Sądownicza, która ma konstytucyjnie zagwarantowaną niezależność, PiS to rozbija rekoma ministra sprawiedliwości, a w gruncie rzeczy magistra Ziobry, który w istocie nie potrafi sklecić argumentów, jest niesprawny intelektualnie, jest po prostu bezwolnym narzędziem w rękach prezesa.

O składzie osobowym KRS weg pomysłu PiS ma decydować większość parlamentarna, czyli PiS. I tyle. Oto w Polsce nastepuje koniec prawa, a zaczyna bezprawie.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf apeluje do sędziów, aby stawili opór bezprawiu PiS: „O każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć i obowiązek ten spoczywa na sędziach. Nie ma walki bez ofiar”.

Włodzimierz Cimoszewicz nazywa publicystycznie „wyczyny” Ziobry i jego  intelektualnie niesprawnych kolesiów -”skretynieniem”.

Argumentacja używana przez PiS na rzecz niszczenia Polski jest uboga, jak u wszystkich niedouczonych barbarzyńców. Niestety, wróg wewnętrzny niszczy nam ojczyznę. Zjada od środka, jak nowotwór. Nim doczekają się Trybunałów Stanu i zwykłych sądów, trzeba kraj obronić. O ile to możliwe dostępnymi prawnie środkami politycznymi. A jak się nie uda – inaczej. Wszak nikt nie chce mieszkać na gruzach.

ZASŁANIAJĄ SIĘ WAŁĘSĄ, GDY PRÓBUJĄ ZNISZCZYĆ TRÓJPODZIAŁ WŁADZY (KRS) I GOSPODARKĘ. ALE TWARDYCH DANYCH NIE DA SIĘ UKRYĆ.

c3ftrchwaaai5tb

ZROBIŁ NAJWIĘKSZĄ RZECZ DLA POLAKÓW, NA KTÓRĄ INNYM ZABRAKŁO ODWAGI. POPROWADZIŁ NAS DO WOLNOŚCI. Reszta nie ma dziś żadnego znaczenia.

c3k8qa5wmai9fp1

>>>

SĄ JUŻ ZNANE NAJNOWSZE WYNIKI BADAŃ. ZOBACZCIE SAMI. POLACY SIĘ POWOLI BUDZĄ

c3c6bq3wiaexnkt

Ewa Siedlecka „Wyborcza”) pisze o niszczeniu sądownictwa przez Ziobrę. Zmiany proponowane przez PiS to poważne zagrożenie dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów, zmierzają do upolitycznienia sądownictwa – oceniają polscy sędziowie. Krajowa Rada Sądownictwa uznała, że w rażący sposób naruszają konstytucję.

Sędziowie ostro o pomysłach PiS na sądy. „Zagrażają niezależności, służą upolitycznieniu, sprzeczne w konstytucją”

sedziowie

W Warszawie obradowali w poniedziałek sędziowie, przedstawiciele okręgów i apelacji sądowych z całej Polski. I Krajowa Rada Sądownictwa, której dotyczy projekt przekazany w czwartek do konsultacji społecznych. Ministerstwo Sprawiedliwości dało na jego zaopiniowanie cztery dni robocze.Zmiany w ustawie o KRS to: przerwanie kadencji obecnej Rady, wybranie nowej – przez posłów, stworzenie w niej dwóch „zgromadzeń”, które będą mogły nawzajem blokować sędziowskie nominacje. W czwartek min. Zbigniew Ziobro mówił też o pomyśle wprowadzenia sędziów pokoju wybieranych przez obywateli do sądzenia drobnych spraw, o stworzeniu elektronicznego rejestru spraw, likwidacji większości stanowisk funkcyjnych w sądownictwie i powołaniu specjalnej Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym, w której oskarżycielami będą prokuratorzy.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki mówił o tych zmianach jako demokratyzacji sądów. Tłumaczył, że jeśli sędziów do KRS wybiorą politycy (a nie, jak dotąd, sędziowie), to będzie tak, jakby wybierał ich cały naród. – Według polskiej konstytucji naród sprawuje władzę w sposób bezpośredni lub w sposób pośredni. Proszę powiedzieć, w jaki sposób dziś przeciętny obywatel ma wpływ na władzę sądowniczą? – mówił Jaki.

Zagrożona niezależność

Sędziowie z całej Polski przyjęli uchwałę: deklarują w niej, że chcą zmian w sądownictwie, ale te zapowiadane przez ministra Ziobrę „nie doprowadzą do usprawnienia i przyspieszenia postępowań sądowych”. Przypominają, że „Minister Sprawiedliwości nie wykonuje ustawowych obowiązków i blokuje obsadzanie wolnych miejsc sędziowskich” – w tej chwili już 500.

„Krajowa Rada Sądownictwa w formule proponowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości nie będzie gwarantować wyboru na stanowiska sędziowskie osób o najwyższych kwalifikacjach. (.) Proponowane zmiany stanowią poważne zagrożenie dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów, będących fundamentem demokratycznego państwa prawa. Stracą na nich przede wszystkim obywatele i ich konstytucyjne prawo do sądu” – piszą sędziowie.

Dwie godziny po sędziach swoją opinię wydała KRS, która zebrała się na nadzwyczajnym posiedzeniu.

„Opiniowany projekt ustawy w rażący sposób narusza normy konstytucji” – czytamy w uchwale. KRS stwierdza, że odebranie sędziom prawa wyboru do Rady swoich przedstawicieli upolitycznia ją i narusza konstytucyjne zasady podziału władz, niezależności sądów i artykuł mówiący, że KRS stoi na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Stworzenie dwóch „zgromadzeń” w KRS oznacza odebranie jej konstytucyjnej kompetencji do wnioskowania o powoływanie sędziów, a także zmianę jej konstytucyjnego kształtu: z ciała jednolitego na dwuizbowe. Sprawia, że KRS nie będzie w stanie wykonywać konstytucyjnych obowiązków. I uprzywilejowuje polityków w KRS, bo głos dziesięciu członków zgromadzenia „politycznego” będzie ważył tyle samo co głos 15 sędziów ze zgromadzenia „sędziowskiego”.

Konstytucyjną zasadę podziału władz, niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz zasady powoływania sędziów narusza propozycja, by KRS przedstawiała prezydentowi kandydatów „do wyboru”, bo daje to prezydentowi dodatkową, nieopisaną w konstytucji kompetencję. Konstytucję narusza też przerwanie kadencji obecnej KRS i wybranie jej składu na nowo.

KRS zauważa, że zasady, według których swoich przedstawicieli do Rady wybierają: władza wykonawcza, ustawodawcza i sadownicza, zaakceptowało społeczeństwo w referendum konstytucyjnym. To odpowiedź na argument PiS, że sędziowie nie są wybierani przez obywateli.

„Projektowane przepisy prowadzą do jednoznacznego upolitycznienia Krajowej Rady Sądowniczej oraz pozbawienia samorządu sędziowskiego jakiegokolwiek wpływu na przedstawianie kandydatów na sędziów” – pisze KRS w uzasadnieniu opinii.

Pomysły PiS sprzeczne ze standardami Rady Europy

Opinia KRS została przyjęta przy trzech głosach sprzeciwu: posła Stanisława Piotrowicza (PiS) i senatorów PiS Rafała Ambrozika i Stanisława Gogacza. Na posiedzeniu nie było przedstawiciela prezydenta Wiesława Johanna, ministra Zbigniewa Ziobry i posłanki PiS Krystyny Pawłowicz.

Dokument ma 18 stron. KRS powołuje się w nim na wydaną tego samego dnia opinię Rady Wykonawczej Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa (ENCJ). To ciało złożone z przedstawicieli rad sądownictwa krajów Rady Europy.

„Projekt zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa może zaszkodzić niezależności sądownictwa w Polsce” – czytamy w opinii ENCJ. Według ENCJ pomysły Ministerstwa Sprawiedliwości co do KRS są sprzeczne ze standardami przyjętymi dla sądownictwa w Radzie Europy.

c3bye0kwcaeac1p

KOŚCIÓŁ W POLITYCE TO GŁOSI SŁOWO BOŻE CZY PO PROSTU BLUŹNI?

prokurator

W dziale ds. wojskowych Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald rozpoczęły się przesłuchania kierowców, uczestniczących w karambolu z udziałem kolumny Antoniego Macierewicza w miejscowości Lubicz pod Toruniem. Wezwanie w trybie pilnym dostał już kierowca lawety. Zarówno jego zdaniem, jak i pozostałych świadków, karambol spowodował kierowca prowadzący rządową limuzynę z Antonim Macierewiczem na pokładzie. Przebieg wypadku będzie badał prokurator z Żandarmerii Wojskowej, całkiem niedawno mianowany przez samego szefa MON.

Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że powodem karambolu mogły być niekorzystne warunki na drodze. Jeden z samochodów jadących w kolumnie rządowej miał stracić przyczepność i uderzyć w pojazd przed nim. Na oficjalny komunikat trzeba jednak jeszcze poczekać.

Sam minister utrzymuje, że auto, którym podróżował nie spowodowało wypadku. – „Jego przyczyna jest badana, ale jedno jest pewne – że nie został on spowodowany przez kierowcę samochodu, którym ja jechałem. Co do tego nie ma cienia wątpliwości, bo ten samochód został z tyłu uderzony przez jeden z innych samochodów” – oznajmił Antoni Macierewicz.

(TO TAK JAKBY PRZESTĘPCA MIANOWAŁ KUMPLA SĘDZIĄ W PROCESIE. Śmieszne, że sami nie wierzą w to, że będzie uczciwie, tylko muszą mieć nadzieję)

c3bma_twmaamdxx

W poniedziałkowym programie Radia Zet poseł PiS Krzysztof Łapiński, próbując odpowiadać na pytania Konrada Piaseckiego, wił się jak piskorz, nie kryjąc swojego zaskoczenia wiadomością, iż prokuratora prowadzącego sprawę mianował niedawno na to stanowisko sam szef MON. Łapińskiemu nie pozostawało mu nic innego, jak wyrazić nadzieję, że prokurator okaże się godny pokładanego w nim zaufania i będzie chciał udowodnić swoją niezależność. Już wkrótce przekonamy się, jak będzie.

SZOK !!!! BISKUP GŁÓDŹ WYKRZYKUJE „SPIER…LAJ” DO FOTOGRAFA… „Nigdy nie spotkałem się z takim chamstwem” RT

c3bryxuw8aeldnn

Tytus Kondracki to jeden z krakowskich fotografów, którzy mieli oficjalną akredytację na Ingres abp. Marka Jędraszewskiego. Właśnie ujawnił, jakimi słowami „potraktował” go biskup Sławoj Leszek Głódź. Tylko dlatego, że Kondracki fotografował wypakowywanie prezentów dla arcybiskupa, usłyszał, że ma „spier****”.

Z relacji fotografa wynika, że biskup emeryt nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. „Spier****” .Usłyszałem tuż przed zapozowaniem do zdjęcia” – opisuje Kondracki. Jak twierdzi, zapytał Głodzia, czy wypada mu używać takiego języka. Jedna z obecnych tam kobiet miała odpowiedzieć, że trzeba wybaczyć biskupowi i „być miłosiernym”.

tytus-kondracki

O co poszło? Prawdopodobnie o zawartość bagażnika, w którym znajdować się miały prezenty dla nowego arcybiskupa krakowskiego Marka Jędraszewskiego. Sam Kondracki nie wie, jakie to były prezenty, a biskup się nie pochwalił. Wsiał do samochodu i odjechał.

c3bfz08w8aey-dt

Powyżej ostatni apostołowie – Gorszyciele prawdy.

annka

Wojciech Czuchnowski pisze o teczce Wałęsy. Zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego władza groziła Lechowi Wałęsie, że ujawni materiały o jego współpracy z SB. Przywódca „Solidarności” nie uległ i nie zdradził. Ale sprawa ciągnie się za nim do dzisiaj.

co-wynika

Eksperci ocenili, czy donosy w tej teczce pisał Lech Wałęsa. Zawartość teczki „Bolka” i jej kontekst historyczny przeanalizowali autorzy najnowszego numeru periodyku „Wolność i Solidarność” wydawanego przez Collegium Civitas i Europejskie Centrum Solidarności.

Pobierz dokument w formacie pdf >>

Bezpieka przyciska i grozi

Próbę szantażu wobec Wałęsy internowanego w Arłamowie opisuje Tomasz Kozłowski, naukowiec z IPN. Władze wysłały do Wałęsy ppłk. Czesława Wojtalika (w latach 70. wiceszefa SB w Gdańsku). „Wojtalik zagroził ujawnieniem współpracy z SB z początku lat siedemdziesiątych – pisze Kozłowski. – Wałęsa stracił pewność siebie. Z raportu oficera BOR wiemy, jakie wrażenie zrobiła ta wizyta: Denerwowało go zaglądanie do jego pokoju. Szybko zjadał posiłek i szedł do swego pokoju. Prawie cały dzień przestał oparty o parapet okna i spoglądający bezwiednie w bliżej nieokreśloną dal ”.

(PROSTY CZŁOWIEK, KTÓRY MIAŁ ODWAGĘ I WIERZYŁ, ŻE WYGRA. WTEDY REŻIM GO NIE ZŁAMAŁ. DZIŚ TEŻ NIE DA RADY.)

c3fm40oxaaakck_

Przewodniczący zdelegalizowanej „S” nie dał się złamać, stał się symbolem oporu. Gdy Komitet Noblowski wytypował Wałęsę do Pokojowej Nagrody Nobla, komuniści usiłowali go skompromitować aktami „Bolka”. W MSW powstał zespół fabrykujący donosy agenta, by dowieść jego współpracy w czasie powstawania Wolnych Związków Zawodowych i „S”. Fałszywki podrzucano m.in. Annie Walentynowicz.

Andrzej Friszke, historyk z Collegium Civitas, opisuje niezłomną postawę Wałęsy na przesłuchaniach: „Unikał jakichkolwiek ocen czy rozmowy o szczegółach, w końcu odpowiedział krótko: Wyrosłem ze słusznego protestu klasy robotniczej i wierzyłem w mądrość świata pracy. Dziś jestem zobligowany tymi ludźmi, którzy siedzą. Siedzą między innymi przeze mnie. Moralnie jestem odpowiedzialny za tych ludzi ” – cytuje Friszke.

Od informatora do kontestatora

W periodyku „WiS” teczkę „Bolka” (750 stron) analizuje Jan Skórzyński z Collegium Civitas. Nie neguje, że po Grudniu ’70 Wałęsa, jeden z przywódców krwawo stłumionego protestu stoczniowców, zgodził się na współpracę.

Bezpieka zwerbowała wtedy ponad 130 robotników z Trójmiasta, w tym Wałęsę. Skórzyński odrzuca możliwość, że teczka była sfabrykowana, zawiera bowiem zbyt wiele prawdziwych szczegółów z życia Wałęsy i typowych dla niego zwrotów. „Kilkakrotnie przesłuchiwany, z pewnością straszony, niedoświadczony działacz robotniczy opowiedział o swoim udziale w protestach grudniowych i podjął zobowiązania wobec SB” – pisze Skórzyński. Przypomina, że przyznał to w zawoalowany sposób w swojej pierwszej autobiografii „Droga nadziei”. Wałęsa wspominał tam: „Prawdą jest też, że z tego starcia [z SB] nie wyszedłem zupełnie czysty. Postawili warunek: podpis! I wtedy podpisałem”.

(PANIE PREZYDENCIE, KOCHANY LECHU. DZIĘKUJEMY CI ZA ODWAGĘ, SPRYT I WOLNOŚĆ, KTÓRĄ TERAZ PRÓBUJĄ NAM ZNÓW ODEBRAĆ.)

c3ffrfcwyaaofsy

Skórzyński stwierdza, że na początku współpracy (1971-72) „informacje przekazywane przez Bolka naraziły wielu jego kolegów na prześladowania, ułatwiały pacyfikację oporu i pozwalały SB na kontrolowanie sytuacji w Stoczni Gdańskiej. Niezależnie od intencji Wałęsy w tej mierze rola jego donosów była jednoznacznie negatywna. Tę postawę można próbować zrozumieć, ale nie da się jej obronić”.

„Bolek” informował o planach drukowania nielegalnych ulotek, próbach strajku i o robotnikach, którzy mieli mieć broń odebraną milicjantom. Dostawał za to pieniądze.

Pod koniec 1971 r. zmienił postawę. Zaczął pouczać „prowadzących go” esbeków, jak należy traktować robotników. Krytykował władze za niedotrzymywanie zobowiązań złożonych po Grudniu. W analizie z 1972 r. SB pisze: „TW zamiast rozładowywać istniejącą atmosferę na zakładzie, pogłębiał ją swoimi wystąpieniami. Na zebraniu stawał po stronie tych, który sprzeciwiali się zarządzeniom dyrekcji, tłumacząc później na spotkaniu [z SB], że zrobił to po to, aby mieć w dalszym ciągu zaufanie u osób przez nas rozpracowywanych”.

c3fzlipwiaas6qr

Skórzyński: „Wedle opinii SB Bolek był informatorem nietypowym. Choć początkowo dobrze wypełniał swe zadania, to po pewnym czasie zaczął wyplątywać się z sieci bezpieki i zamiast donosów przekazywać jej własne opinie o sytuacji w stoczni i problemach pracowniczych. W dodatku zaczął publicznie występować z ostrą krytyką władz, podburzając innych i w rezultacie pełniąc rolę odwrotną niż ta, której oczekiwali od niego policyjni mocodawcy. Zamiast uśmierzać atmosferę i ułatwiać kontrolę załogi, stał się rozsadnikiem niezadowolenia i źródłem destabilizacji. W końcu miarka się przebrała – kierownictwo stoczni pozbyło się coraz bardziej kłopotliwego pracownika. Tajna policja nie interweniowała, by go zatrzymać w zakładzie. Najwidoczniej uznała, że przynosi więcej szkody niż pożytku”.

Epizod w biografii

(NIE DONOSIŁ NA KOLEGÓW I NIKT PRZEZ NIEGO NIE CIERPIAŁ. STAŁ NA CZELE NAJWIĘKSZEGO ZRYWU WOLNOŚCIOWEGO W POLSCE. I ŻADEN PiS TEGO NIE ZMIENI)

c3fxibqwqaamdt_

Kontakty Wałęsy z SB trwały do 1975 r., ale naprawdę znamiona współpracy miały jego relacje z lat 1971-72. Potem zaczął unikać spotkań, przychodził bez raportów i istotnych dla bezpieki informacji. Nie reagował na pouczenia i przydzielane zadania.

W lutym 1975 r. esbek ostrzegł Wałęsę, że jest decyzja, by go zwolnić z pracy za „wichrzycielstwo”. Wałęsa „oświadczył, że nie da się tak zwolnić i będzie dochodził swoich praw”. Skórzyński: „Ostatnie słowa skierowane do oficera prowadzącego dobrze ilustrują ewolucję, jaka się dokonała w młodym stoczniowcu. W ciągu kilku lat przeszedł drogę od człowieka zastraszonego, gotowego do współpracy z władzami, do hardego, świadomego swych praw robotnika. Następne lata potwierdzą trwałość tej przemiany, doprowadzając Lecha Wałęsę na czoło ruchu walczącego o wolność Polski”.

Autor podkreśla: „Wszelkie kontakty z SB zakończyły się na kilka lat przed przystąpieniem Wałęsy do ruchu opozycyjnego. Jeśli więc w okresie pogrudniowym był uwikłany we współpracę z policją, to potrafił się z tego uzależnienia wyrwać. Od roku 1976 władze traktowały go jako przeciwnika. I tak już było do końca PRL”.

Skórzyński podsumowuje: „Historię Bolka można odczytać na kilka sposobów. W jednym ujęciu będzie to opowieść o ludzkiej słabości, zdradzie i kolaboracji, w drugim – o początkowym załamaniu i późniejszym stopniowym podnoszeniu się z upadku, o społecznym i obywatelskim dojrzewaniu młodego robotnika w niejednoznacznej moralnie atmosferze rządów Edwarda Gierka. Jeszcze inna narracja to opis przebiegłej gry prowadzonej przez przyszłego przywódcę Solidarności , który wyprowadził w pole aparat bezpieczeństwa PRL.

Nie zacierając negatywnych konsekwencji współpracy Lecha Wałęsy z SB, widzę w tym jedynie epizod jego biografii, istotny, ale niedefiniujący politycznego życiorysu przywódcy Solidarności ”.

Waldemar Mystkowski pisze o kadrach PiS na przykładzie Karczewskiego.

karczewski

DOPROWADZAJĄ DO KATASTROF NA WŁASNE ŻYCZENIE

c3bqdnnweae82tb

Karczewski osiwał z braku zasług

Problemem polskiej polityki i przestrzeni publicznej jest z pewnością Jarosław Kaczyński i jakość jego partii. PiS stara się wpisać w globalny scenariusz, iż zachodzące zmiany na świecie i Europie mają przełożenie na Polskę, na które prezes i jego partia odpowiadają.

Otóż nic bardziej mylnego. PiS działa przeciwskutecznie nowym zjawiskom, pogłębia ich przyczyny, wprowadza jeszcze większy zamęt. Jedyną receptą PiS jest odświeżenie XIX wiecznego wzorca sprawowania władzy, a wraz z nią zniszczenie nowoczesnych instytucji i miękkich wartości, takich jak zaufanie, ten kapitał społeczny, który nigdy w naszym kraju nie był ważny. Obecnie jest jeszcze gorzej, bo Polak bardziej wierzy obcemu niż drugiemu Polakowi. Przecież elektorat PiS Niemca, a nawet Rosjanina nie nazwie niepełnosprawnym, a Polaka – tak. To jest „sukces” Kaczyńskiego.

Słabością PiS jest więc ich prezes i jeszcze gorsze kadry, nie dziwmy się zatem, żeby utrzymać się u władzy, będą niszczyć demokratyczne instytucje, demokratyczne standardy. Tylko w ten sposób utrzymają cugle, ale z takiego powożenie rozpierzchnie się im także własny elektorat.

Zauważmy, jak słabymi powożącymi są poszczególni politycy PiS. Prezydenta Andrzeja Dudę nawet nie można porównać do notariusza, bo to uwłacza temu zawodowi, Beatę Szydło nikt poważnie nie traktuje, bo ona sama nie wie, co mówi, ma „szczęśliwie” logoreę, więc mówi i mówi – bez sensu. Niewielu chce w tym bezsensie wyławiać jakiekolwiek sensy. Podobnie przedstawia się marszałek Sejmu Marek Kuchciński, czy też marszałek izby refleksji, Senatu, Stanisław Karczewski.

Ten ostatni z refleksji ma tylko siwe włosy i żadnych publicznych zasług, aby ktokolwiek do jego refleksyjności się odwoływał. Karczewskiego nikt nie cytuje, a więc nie darzy szacunkiem jego refleksji. Karczewski najwyżej może zdobyć się na spostrzeęnie, iż Łukaszenka to ciepły człowiek.

Kaczyński do władzy dobrał sobie takich ludzi, jakich miał. Lepszych nie potrzebował, w istocie są to ludzie z odrzutu, ludzie zbędni, bo tylko tacy mogą bezrefleksyjnie stać na czele rozwalonych instytucji. Na czele Trybunału Konstytucyjnego stanęła leniwa Julia Przyłębska, której zatrudnić w normalnych czasach nie chciał nawet Sąd Okręgowy w Poznaniu, mimo wakatów.

I kimś takim jest Karczewski, Przyłębska Senatu, nawet mam wrażenie, iż jego jedynym walorem jest owa siwość, którą widzisz i możesz odnieść wrażenie, że w procesie życia jakiejś wiedzy nabył o życiu. Nie, nie nabył, chyba że za wiedzę uznamy kłamanie, mętniactwo, unikanie odpowiedzialności, tchórzliwość.

Ta Przyłębska Senatu rzecze o obecnej pracy mediów w Sejmie: „Generalne zasady są zachowane i one będą obowiązywać. Amen”. Generalnie – jest kluczem do mętniactwa. Media zostały odgrodzone od władzy, bo kuchnia obecnej władzy jest wyjątkowo nieprofesjonalna. Kuchciński musi czytać z kartki „dzień dobry”, bo może zapomnieć, że tak się wita, zaś Karczewski z refleksyjności ma tylko siwe włosy i może posiwiałe niewłasne myśli.

c3cqyaqwqaarvko

Karczewski bezrefleksyjnie powtarza pisowskie komunikaty dnia, a dzisiaj dotyczą one wymiaru sprawiedliwości, służby zdrowia i oświaty, bo to kolejne dziedziny, które Kaczyński wraz ze swymi fatalnymi kadrami demoluje. Nazywane są reformami. Karczewski mówi o tych referomach, że nie jest to „pójście na żadną wojnę”: „Chcemy wprowadzać reformy. Jeżeli wprowadzamy reformy dla społeczeństwa, dla Polski, Polaków, bo tego oczekują”.

Reforma edukacji polegać ma na tym, że młodzież będzie niekonkurencyjna w stosunku do rówieśników na świecie, zdrowia nie będzie zabierał smog. bo polski węgiel go nie wytwarza, zaś sądownictwo będzie bardziej demokratyczne, bo podległe reprezentantom narodu, czyli politykom.

Tak nas reformują w tym teatrzyku coraz bliższym dawno, dawno minionych czasów, Kaczyński i jego kadry, które nie są żadnymi elitami. Tym razem nieco skupiłem się na Karczewskim, który nie ma żadnych zasług dla kraju, ale stoi na czele izby refleksji. Polski nie stać na tak bezrefleksyjne postaci, Polska ma kadry, elity, które coś osiągnęły, potrafią mówić, pisać książki, wydawać sądy zgodne z prawem.

PiS zaś ma takich Karczewskich, którzy osiwiali z braku zasług.

BEZPRAWNY I BEZKARNY

c3bohw6waaahd1b

>>>

KOREA PÓŁNOCNA, ROSJA, BIAŁORUŚ… I POLSKA. JAK ZA STALINA.

c3g-t6txgaevzgp

CZYTAJ WIĘCEJ TUTAJ:

c3it_rqwqae6vjl

Józef Hen: Nasz „naczelnik” nie napisał swojego „Mein Kampf”, ale marzy mu się podobna władza.

c3iypfwwcaesigj

Tupolewizm na kołach

Skądinąd słusznie Paweł Wroński zauważa, iż katastrofa pod Smoleńskiem ma takie same przyczyny, jak wypadek Macierewicza pod Toruniem, gdy jechał z „kosmiczną” prędkością od jednego swego władcy do drugie, od Rydzyka i Kaczyńskiego. Środowa szarża ministra obrony narodowej pokazuje, że w Polsce kwitnie tupolewizm – mieszanina nadmiernych ambicji, politycznej tromtadracji i absolutnego lekceważenia reguł bezpieczeństwa.

w-najblizszym

CZY TU TRZEBA COŚ DODAWAĆ? CAŁA PRAWDA W JEDNYM OBRAZKU.

c3i725bxuaaohry

Antoni Macierewicz zdołał w środę odwiedzić Powązki, gdzie uczestniczył w pogrzebie gen. Janusza Brochwicz-Lewińskiego „Gryfa”. Później w Toruniu w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej o. Tadeusza Rydzyka wygłosił uwagi na sesji pt. „Oblicza dumy Polaków”. Wieczorem heroicznie starał się zdążyć do Warszawy na wydarzenie dnia, tj. wręczenie Jarosławowi Kaczyńskiemu jakże zasłużonej nagrody dla Człowieka Wolności 2016 Tygodnika „wSieci”.

W drodze powrotnej w „zdarzeniu drogowym”, w którym uczestniczyła kolumna Macierewicza, zostało skasowanych osiem aut, w tym dwa rządowe bmw. Mimo to ministrowi niezłomnie udało się dotrzeć do stolicy na ceremonię. Złośliwi internauci dowodzili, że szybkość, z jaką pokonał ostatni odcinek, była porównywalna z tą, z jaką Lewis Hamilton przejechał trasę Grand Prix Monako. Kto mieszka w Warszawie i od czasu do czasu widzi przejazd charakterystycznej kolumny Macierewicza, wie, że nie jest to wynik niemożliwy do osiągnięcia.

Tym razem minister nie sugerował, że kolizja była spiskiem czy odsłoną puczu opozycji, przed którym ochroniły nas modły rządu wznoszone w Częstochowie.

Niespełna rok temu rozgorączkowana prasa prawicowa komentowała w kategoriach zamachu wypadek prezydenta Andrzeja Dudy, który wracał z nart w Karpaczu. Okazało się, że przyczyną była przeterminowana od lat opona.

W ubiegłym roku bohaterska ekipa „dobrej zmiany” usiłowała upchać w jednym rządowym samolocie Embraer uczestników wyjazdu, którzy do Londynu przylecieli dwoma samolotami. W potężnym bałaganie decyzję podjął pilot – powiedział, że przeciążoną maszyną nie poleci.

Wówczas dziennikarz „Gazety Prawnej” Zbigniew Parafianowicz użył terminu „tupolewizm”, którym określił mieszaninę nadmiernych ambicji, politycznej tromtadracji i absolutnego lekceważenia reguł bezpieczeństwa. Tego wszystkiego, co legło u podstaw katastrofy prezydenckiego Tu-154 w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r.

Prokuratura właśnie stwierdziła, że nic się nie stało, bo cywilnego samolotu nie obowiązuje reguła HEAD dotycząca przewozu VIP-ów.

Macierewicz od lat stara się dowieść, że katastrofa smoleńska to wynik zamachu, a nie zaniedbania reguł zdrowego rozsądku. Zapewne sam w to uwierzył, skoro przekonał do tego dużą część społeczeństwa. Środowe zdarzenie pokazuje, że tupolewizm w Polsce kwitnie. Dzięki czemu w najbliższym czasie możemy oczekiwać kolejnych zastępów bohaterów w niebiosach.

Rozumiem, że minister Macierewicz bardzo chce się dopisać do „apelu poległych” wygłaszanego przy każdej uroczystości wojskowej. Tylko dlaczego usiłuje uczynić bohaterami także osoby postronne?

STOP WARIATOM DROGOWYM

c3ixm6mwmaudkzn

Człowiek wSieci wolności

Monika Olejnik z kolei pokazuje szefa wszystkich szefów jako Człowieka wSieci Wolności, czyli znie-wo-lo-ne-go. Dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego bratu Polacy mogą się czuć wolni, a Polska nie musi się już kłaniać na salonach.

dzieki-2

Ach, co to była za gala. Przybyły najważniejsze osoby w państwie. Zdążył nawet minister obrony Antoni Macierewicz, który przyjechał prosto ze szkoły toruńskiej ojca Rydzyka na galę Jarosława Kaczyńskiego. Uczestniczył w karambolu, ale dał radę.

Jarosław Kaczyński został Człowiekiem Wolności Roku 2016 tygodnika „wSieci”. Martwi mnie to, że tylko roku 2016, bo jak można było usłyszeć na gali, to prezes Kaczyński wywalczył nam wolność.

Pomimo mrozu na sali temperatura była bliska wrzenia, endorfiny czuć było nawet przez szkło.

Pani premier Szydło wzruszona mówiła, że może się uczyć od prezesa Kaczyńskiego, wie, że on ma w sercu drugiego człowieka. Powiedziała też, że „dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego bratu Polacy mogą się czuć wolni”. Dodała, że to dzięki niemu Polska nie musi się już kłaniać na salonach.

Pan prezes powiedział, że wolność jest zagrożona, ale pod rządami jego partii może dojść do jej wielkiego wybuchu w dziedzinie kultury i ekonomii. Prezes nas uczy wolności, jak należy z niej korzystać. Na razie uczy posłów za pomocą straszenia karami finansowymi za brykanie w Sejmie. Uczy Unię Europejską, kto powinien zostać przewodniczącym Rady Europejskiej. Nie Donald Tusk, bo ten, nie jest pewne, ale być może będzie miał kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Pan prezes, dla którego jest tak ważny naród, wszystko, co polskie, mówi UE, że przewodniczącym powinien zostać ktoś innej narodowości.

No tak, mamy wolność, bo można się gromadzić, demonstrować, ale hasła muszą być odpowiednie, bo jak nie, to wkracza prokuratura.

Kiedy Kaczyński mówi o zmianie ordynacji wyborczej i wprowadzeniu kadencyjności, to należy się z tym zgodzić. Ale pan prezes chce to zrobić wstecz, bo przecież prezes, człowiek wolności, zna się na prawie i wie, że nie działa ono wstecz, ale akurat w tym przypadku może.

Okazuje się, że tę wolność wywalczył nam Jarosław Kaczyński, choć zapominano o tym przez tyle lat. Na szczęście teraz, gdy nadeszła „dobra zmiana”, będziemy wiedzieć, jaka jest hierarchia. Polacy będą jeszcze bardziej wolni, kiedy dowiedzą się prawdy o Smoleńsku. Oczywiście na gali o tym nie zapomniano. Ale czekamy, czekamy rok, działa komisja Antoniego Macierewicza, działa prokuratura i nic. Być może w przyszłym roku Człowiekiem Wolności Roku 2017 powinien zostać Antoni Macierewicz.

Kiedyś najważniejszą nagrodą był Człowiek Roku, nagrodę otrzymywali politycy od lewa do prawa.

Z przyjemnością obserwowałam, jak na gali niepokorni stają się pokorni – wobec prezesa. Jakie to urocze.

PODAJCIE DALEJ !!!!!!!! NICZEGO SIĘ NIE NAUCZYLI… KOŚCIÓŁ NACISKA. TERLIKOWSKI NACISKA. RYDZYK NACISKA. BĘDZIE CAŁKOWITY ZAKAZ ABORCJI…

c3htzysxuaaunlv

UPOLITYCZNIENIE SĄDÓW TO KONIEC TRÓJPODZIAŁU WŁADZY. KONIEC DEMOKRACJI. WOLNOŚCI. POCZĄTEK REŻIMU. WTEDY BĘDZIE JUŻ ZA PÓŹNO…

c3i21r4wiaqycyq

PiS rękami Ziobry bierze się za Krajową Radę Sądownictwa. Krótko pisząc: sprowadzenie prawa w Polsce do bezprawia. Pisze o tym Ewa Siedlecka. PiS chce, by o nominacjach sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa decydowali politycy. Chce przerwać kadencję obecnej Rady. KRS dostała od Ministerstwa Sprawiedliwości cztery dni robocze na zaopiniowanie takiego projektu.

do-tej

Projekt ustawy niespodziewanie pojawił się na stronie Rządowego Centrum Legislacji w środę. Na poniedziałek zwołano nadzwyczajne posiedzenie Krajowej Rady Sądownictwa. W tym samym czasie do Warszawy zjadą sędziowie delegaci zgromadzeń sędziów okręgowych i apelacyjnych. Będą oceniać zmiany zapowiadane w wymiarze sprawiedliwości przez rząd PiS.

Nowa wersja ustawy o KRS idzie dalej niż poprzednia, która już podczas wrześniowego Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów została przez międzynarodową organizację sędziów i prokuratorów MEDEL uznana za sprzeczną z europejskimi standardami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Według konstytucji to właśnie KRS „stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”.

Konstytucja stanowi, że Krajowa Rada Sądownictwa składa się z 15 sędziów, z prezesów Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, z ministra sprawiedliwości, przedstawiciela prezydenta, czterech posłów i dwóch senatorów.

Dzisiaj 15 sędziów wybierają do Rady zgromadzenia sędziów. Projekt PiS stanowi, iż całą Krajową Radę Sądownictwa – z wyjątkiem ministra sprawiedliwości, przedstawiciela prezydenta oraz prezesów SN i NSA – wybierać mają posłowie. Wybór będzie trzystopniowy: grupa co najmniej 50 posłów, Prezydium Sejmu i stowarzyszenia sędziowskie przedstawiają marszałkowi Sejmu swoich kandydatów, w dowolnej liczbie. Tych kandydatów zaopiniuje sejmowa komisja sprawiedliwości. Potem marszałek Sejmu wybierze spośród kandydatów tych, których zarekomenduje posłom. I spośród tych „odcedzonych” przez marszałka wybiorą posłowie.

KRS z mocy konstytucji jest zdominowana przez sędziów. PiS wymyślił, jak nie naruszając tego zapisu ustawy zasadniczej, zdominować Radę przez polityków. KRS ma się składać z dwóch „zgromadzeń”. Pierwsze to politycy i prezesi SN i NSA. Drugie – 15 sędziów. Każde „zgromadzenie” głosuje oddzielnie. KRS może pozytywnie zaopiniować kandydata na stanowisko sędziowskie tylko wtedy, gdy każde „zgromadzenie” zaopiniuje go pozytywnie. A więc politycy, którzy mają większość w pierwszym „zgromadzeniu”, mogą zablokować każdą kandydaturę.

Jeśli na wolne stanowisko sędziowskie zgłosi się więcej niż jeden kandydat, prezydentowi przedstawia się co najmniej dwóch do wyboru. To rozwiązanie było też w poprzedniej wersji projektu. I podczas wrześniowego Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów stowarzyszenie MEDEL uznało je za naruszające zakaz ingerencji władzy wykonawczej w sądowniczą.

Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości zakłada przerwanie kadencji obecnej Krajowej Rady Sądownictwa. Mandat dotychczasowych jej członków wygasa po 90 dniach od wejścia w życie ustawy. W tym czasie Sejm wybierze ich następców.

W ten sposób PiS stosuje się do wyroków TK. Orzekł on, że naruszeniem konstytucji jest sytuacja, w której choćby na krótki czas znika organ zapisany w ustawie zasadniczej. Dlatego projekt PiS ma mieć dwutygodniową vacatio legis.

– Sam pomysł, by to posłowie wybierali sędziów do KRS, jest sprzeczny z konstytucją – z zasadami trójpodziału władz i niezależności sądownictwa. Kiedy politycy wybiorą cały skład Rady, będzie to powtórka z wyborów do TK w wykonaniu PiS. I koniec niezależności Krajowej Rady Sądownictwa – mówi „Wyborczej” rzecznik KRS, sędzia Waldemar Żurek.

JAKIE CZASY, TAKI ŻART 🙂

c3gn9cmweaatv5r

KOLEJNA ŚCIEMA „DOBREJ ZMIANY”.

c3i0ohzxaaeem3u

Waldemar Mystkowski zajmuje się ministrem Szyszką, który jest ministrem na opak.

co-pali

Minister środowiska nawet jak na standardy PiS jest osobą specyficzną, odbiegającą od normy, które powinny dotyczyć wszystkich. Minister Jan Szyszko powinien chronić i dbać o środowiska, przedstawiać projekty, które idą przeciw zagrożeniom naszemu fizycznemu bytowi na ziemi.

A Szyszko mówi „nie”. Taki z niego Reytan, który widząc zagrożenie ze strony rozumu, kładzie autorytet urzędu w poprzek. Musi mieć to związek z „pochodzeniem” ministra, jest on z „teczki” o. Tadeusza Rydzyka, który miał swój wkład w sukces wyborczy PiS, więc go konsumuje poprzez Szyszkę.

Wydawałoby się, że trzeba chronić przyrodę, zwłaszcza parki narodowe, które nie tylko władze miejscowe otaczają szczególną ochroną, ale jak w przypadku Puszczy Białowieskiej znajdują się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Szyszko jednak tak drążył temat, żeby pogrążyć Puszczę Białowieską, iż wydrążył kornika, który jakoby zagraża puszczy. Minister wpadł na genialny pomysł, że trzeba drzewa wycinać, czyli w istocie pomóc kornikowi. Na nic oburzenie organizacji ekologicznych, Szyszko zrobił Reytana, położył w poprzek autorytet.

grozi-nam

Ktoś może zwrócić mi uwagę, że Szyszko zniszczył autorytet urzędu i ministerstwo środowiska nie ma autorytetu. Zgadza się, ale wierzę, że Szyszko wszystkiego nie zniszczy i po nim autorytet ochrony środowiska będzie odbudowywany. Wierzę w przyszłość autorytetu, a Szyszkę jako osobę spisuję dzisiaj na straty, nie czekam na jego przyszłość.

Tymczasem minister zrobił kolejnego Reytana, gdy zauważył na horyzoncie zagrożenie, z którym – rozum podpowiada – iż trzeba walczyć. Smog przez jakiś czas był na tapecie, bo zagroził naszemu zdrowiu i życiu we wszystkich większych miastach. Zagrożenie nie było jakieś minimalne, bowiem smog stokroć, a nawet tysiąckroć przekraczał dopuszczalne normy.

Minister środowiska przez dłuższy czas milczał, milczał. Drążył temat. Po tym wydrążeniu wyjrzał i oznajmił, że „smogu byłoby mniej, gdyby Polacy palili polskim węglem”. Niczego nie wymyślam, cytuję in extenso.

Szyszko to super Reytan, w skrócie Superman przeciw rozumowi, logice i czemu tam. Bo z tego zdania wynika (klasyka logiki), iż gdyby Polacy palili i palili więcej polskiego węgla, ponad potrzeby palenia węgla, to tym wysiłkiem palenia (głupa) doszliby, iż smog zostałby zlikwidowany.

Pomijam takie kwestie, iż węgiel nie ma barw narodowych, a przeciwnie ma czarne barwy i z jakiejkolwiek ziemi by pochodził, jest równie groźny dla naszego zdrowia, życia, jest zagrożeniem. To gatunek paliwa generuje zagrożenie, a węgiel należy do najgorszego gatunku. Patriotyczny węgiel (polski) jest tak samo groźny dla zdrowia Polaków, jak i pochodzący z Ukrainy, a nawet z Grenlandii (choć nie wiem, czy tam jest wydobywany).

Osoba Szyszki jest zagrożeniem nie tylko dla środowiska, ale dla pojęcia człowieka szlachetnego, żyjącego w prawdzie w stosunku do dostępnej wiedzy. Szyszko jest takim smogiem dla środowiska ludzkiego, bo jakiegokolwiek tematu dotyczącego środowiska by się nie podjął, zawsze pali głupa.

KTO JESZCZE DOŁĄCZY DO NASZEGO APELU O UJAWNIENIE EFEKTÓW ZBIÓRKI PUBLICZNEJ MON? Zgodnie z prawem. Czas już skończyć „dojną zmianę”.

c3hygowwgaiufmb

TO NIEPOJĘTE, CO KACZYŃSKI ZROBIŁ Z POLAKAMI…

c3gmq6dxcaa0_sp

>>>