Posts Tagged ‘Krystyna Pawłowicz’

JEDNO ZDANIE LISA, KTÓRE ZAORAŁO CAŁĄ NIENAWIŚĆ PiS-U

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o programie PiS.

Program PiS programem narodu?

Prawi i Sprawiedliwi twierdzą, że w wyborach otrzymali legitymację uprawniającą do zmian, ale nie uprawnia ona do obracania Polski w perzynę!

„Naród z partią – partia z narodem”. Kiedyś cała Polska obwieszona była takimi i podobnymi hasłami. Owe zamierzchłe czasy, gdy totalna władza atakowała naród prymitywnymi wytworami propagandy, gdy indoktrynowała społeczeństwo w zawłaszczonych mediach i na ulicznych „nośnikach” (jeszcze nie billboardach) dla wielu współczesnych są prehistorią. A w każdym razie dla wielu Polaków doświadczenia z czasów PRL nie mają żadnego przełożenia na szczelnie otaczającą nas rzeczywistość. Już tylko pasjonaci, niszowi historycy i tacy jak ja analizują program PZPR, szukając analogii i paraleli z innymi totalitaryzmami. Szkoda, bo wyniki tych poszukiwań bywają pouczające. W tym przypadku np. okazało się, że rozdźwięk między deklarowanymi zamierzeniami a ich realizacją był za komuny wyraźnie mniejszy niż w „konkurencyjnym” programie PiS.

Program uchwalony w 2014 roku i opublikowany przed wyborami na partyjnej stronie internetowej, rozpoczyna się od zdania: „U podstaw ideowych programu Prawa i Sprawiedliwości leży szacunek dla przyrodzonej i niezbywalnej godności każdego człowieka”. Zauważyliście? Szacunek dla KAŻDEGO człowieka, nie tylko popierającego obecną przewodnią siłę narodu! Tymczasem publiczne wypowiedzi przedstawicieli totalnej władzy to często kpina z ich własnej preambuły programowej. I nic dziwnego, skoro podpisany pod cytowanym programem Jarosław Kaczyński swój szacunek dla niezbywalnej godności każdego człowieka wyraża subtelnie: „komuniści i złodzieje” lub bardziej stanowczo: „kanalie i mordercy”…

Część spośród uprawnionych do głosowania wybrało PiS, bo ta partia obiecała jakoś tak zrobić, żeby robotnicy, chłopi, inteligencja pracująca i frankowicze byli zdrowi, bogaci i szczęśliwi. Wielu ludzi dało się nabrać na odmienione nagle oblicze partii Kaczyńskiego, która schowała swoich bezczelnych i powszechnie nielubianych arogantów za plecy sympatycznych pań, uśmiechających się na okrągło. Byli tacy, którzy uwierzyli, że w pustej teczce, którą wymachiwała kandydatka na premiera, znajdują się gotowe recepty na wszystkie polskie bolączki. Ale na pytanie sondażowni o motywy swojej decyzji wyborczej niemal wszyscy wyborcy PiS wyjaśniają, że przypadł im do gustu opublikowany tuż przed wyborami program. Ten sam, na który powołuje się teraz totalna władza, demolując instytucje demokratyczne. Ten, w którym pełno jest fragmentów dowodzących wielkiego wyborczego oszustwa.

Po pierwsze – kadry
Wszyscy obserwujemy bezprecedensowy nepotyzm i niespotykane dotąd kolesiostwo widoczne w masowym obsadzaniu przez niedokształconych Misiewiczów intratnych posad, z których uprzednio brutalnie wyrugowano uczciwych fachowców. A co o tym mówi program PiS? „Awans społeczny i pomnażanie majątku powinny przebiegać zgodnie z zasadami moralności i wolą zachowania szacunku dla każdego człowieka. (…) Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości niekompetencja, naruszanie prawa, lekceważenie obywateli lub podwładnych, prywata i kolesiostwo nie będą tolerowane (…). Wyżsi urzędnicy państwowi, muszą spełniać wysokie wymagania kwalifikacyjne potwierdzone odpowiednimi egzaminami w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. (…) Przywrócimy rzeczywisty wymiar idei profesjonalnej, apolitycznej kadry urzędniczej. Członkowie korpusu służby cywilnej będą korzystać z ochrony i wsparcia”…

Uchodźcy, obcy i inni
Dla prominentnych przedstawicieli naszej totalnej władzy ludzie innej narodowości to sort najgorszy, jeszcze podlejszy, niż opozycja. To potencjalni terroryści, piąta kolumna, groźni nosiciele obcych obyczajów i głosiciele obcej wiary, to uchodźcy nadgryzieni przez pasożyty… A w programie PiS czytamy: „Naród polski kształtował się i dojrzewał poprzez łączenie we wspólnotę ludzi o różnej przynależności etnicznej. Afirmacja przynależności narodowej oznacza dla nas także pełną gotowość uznania podmiotowości innych wspólnot narodowych”.

Społeczeństwo obywatelskie
Cegła po cegle rozbierane są kolejne fragmenty fundamentów polskiej demokracji. PiS zawłaszcza instytucje państwa i ogranicza prawa organizacji pozarządowych. Równocześnie w programie tej partii przeczytać można: „Państwo jest wartością moralną. (…) Tylko demokracja zapewnia jednostce podmiotowość, czyli bycie obywatelem, tylko w demokracji można budować równowagę sił społecznych, która umożliwia sprawiedliwą politykę i jest też warunkiem praworządności. (…) Zdecydowanie odrzucamy etatyzm, tj. dążenie do upaństwowienia szerokiej sfery życia społecznego. Naprawa [państwa] nie wymaga zmian ustrojowych, [lecz] umocnienia społeczeństwa obywatelskiego”…

Unia Europejska
Z niepokojem obserwujemy wojnę, którą PiS wypowiedział Unii Europejskiej. Widzimy przejawy arogancji i buty, niszczących dobre relacje z sąsiadami i z najsilniejszymi państwami wspólnoty. Natomiast program PiS tak precyzuje stosunek tej formacji do idei, które stanęły u podstaw jednoczenia się Europy: „Nie odrzucamy ich, wręcz przeciwnie, uważamy je za bardzo ważne i godne podtrzymania. Chcemy, aby sferą wolności, równości, solidarności i sprawiedliwości była cała Europa”.

Organ Błaszczaka
Zmiany w policji sterowanej przez ministra Błaszczaka nie napawają optymizmem. Permanentna wymiana kadry dowódczej obnaża nieporadność i niekompetencję PiS-owskich kadr. Równocześnie przybywa dowodów postępującej brutalizacji działań policji. Co mówi w tej sprawie program PiS? „Przywrócimy przejrzyste, merytoryczne zasady awansu służbowego, dające szansę na obejmowanie stanowisk kierowniczych i dowódczych wykształconym i dobrze przygotowanym oficerom. (…) Wszelkie patologie i zachowania naruszające prawo lub etykę służby będą się spotykały się z surowymi konsekwencjami służbowymi. (…) Nie będzie tolerancji dla nadużywania władzy”…

Organa Ziobry
Prokuratura stała się już dyspozycyjną formacją przewodniej partii, natomiast w obowiązującym programie PiS czytamy: „Wykluczone musi być (…) „ręczne sterowanie” czynnościami prokuratora przez zwierzchników poprzez nieformalne naciski”… Po zaanektowaniu prokuratury rozpoczął się atak na władzę sądowniczą, mimo że program PiS podkreśla szacunek dla niezawisłości sędziowskiej i „niezależność sądów od innych władz”. W kontekście wojenki o wpływy między prezydentem Dudą a ministrem Ziobro zabawnie brzmi taki oto cytat z programu PiS: „Rola Prezydenta Rzeczpospolitej w sprawach sądownictwa nie może być redukowana do funkcji „notariusza” sporządzającego akty nominacji sędziowskich. Głowa państwa powinna uzyskać (…) realny wpływ na funkcjonowanie sądownictwa”. Równie zabawnie brzmi fragment programu o konieczności podporządkowania się wyrokom sądów przez przedstawicieli władzy wykonawczej: „Karygodne – i wymagające stosowania sankcji karnych i służbowych – są zwłaszcza przypadki nierespektowania wyroków sądowych przez urzędników administracji”. A już naprawdę komicznie brzmi fragment programu dotyczący wyłaniania sędziów Trybunału Konstytucyjnego: „SPRZECIWIAMY SIĘ [takiemu] projektowi zmiany kryteriów i trybu wyłaniania kandydatów na sędziów TK, który ma preferować koneksje polityczne oraz poddawać proces wyłaniania kandydatów partykularnym wpływom zamkniętych środowisk prawniczych. Będziemy proponować przeciwny kierunek zmian, realizujący zasadę demokratycznego zgłaszania kandydatów i elementy konkursu w ich ocenie przez Sejm”…

Konstytucja i sądy
Brak miejsca, by wyliczyć wszystkie rozbieżności między zapowiedziami a ich realizacją. Koniecznie jednak muszę przywołać jeszcze jeden fragment programu, który obrazuje rozmiar oszustwa wyborczego partii władzy. Otóż PiS głosi dzisiaj, że zawetowane projekty ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym są absolutnie, bezwzględnie i w oczywisty sposób zgodne z Konstytucją. Tymczasem w programie partyjnym w kilku miejscach mowa jest o konstytucyjnej przeszkodzie realizacji zamierzeń, a jeśli chodzi np. o skład KRS, zdominowany przez sędziów, to zmiana tej sytuacji WYMAGA NOWELIZACJI KONSTYTUCJI. Dlaczego przed wyborami zmiany w sądownictwie wymagały zmiany Konstytucji, a teraz już nie wymagają? Totalna władza odpowiada, że 80 procent społeczeństwa właśnie tego się domaga. Mało kto pyta, czego konkretnie domaga się te 80%? Bo przecież w żadnym kraju sądy ze swej natury nie budzą miłych skojarzeń i zawsze większość pytanych będzie chciało je reformować. Za przyspieszeniem procedur sądowych optuje zapewne sto procent Polaków. A ile procent domaga się przejęcia władzy sądowniczej przez jedną partię? Jak wielu Polaków prosi Zbigniewa Ziobrę o wzięcie pod but sędziów i sądów? Odpowiedź znaleźć można w rankingach popularności tego polityka.

Równie kłamliwy jest argument, że Polacy, wybierając PiS dali zgodę na dowolne decyzje tej partii, w tym na łamanie Konstytucji, a także arbitralne rozstrzyganie, co jest łamaniem prawa, a co dobrą zmianą. Prawi i Sprawiedliwi twierdzą, że w wyborach otrzymali legitymację uprawniającą do zmian. Tyle że w tej legitymacji nie ma zapisu, nawet najdrobniejszym druczkiem, że uprawnia ona do obracania Polski w perzynę. Polacy wybrali PiS ze względu na program oferujący cukierki i fajerwerki. Sondaże wskazują wzrost popularności tej partii, bo miliony mieszkań, miliony aut na prąd, dopłaty do pieców ekologicznych i dobrego węgla, wsparcie tych i owych – a na wszystko kasy starczy, bo nareszcie przestali kraść… Zanim budżet się rozleci, zanim Europa przyłoży Polsce odczuwalne kary, zanim suweren tupnie – może uda im się jakoś dokulać do kolejnych wyborów i zdobyć większość konstytucyjną. A wtedy…

Prawdziwy program PiS brzmi: JUŻ NIGDY NIE ODDAĆ WŁADZY. Wersja oficjalna, opublikowana przed wyborami, którą wielu Polaków mogłoby uznać za swoją, to tylko wabik. W tym nieszkodliwym na oko programie kryją się groźne wirusy. Tym groźniejsze, że opozycja nie dysponuje programem antywirusowym. W dodatku programu PiS, uruchomionego w ostatnich wyborach, nie da się łatwo odinstalować. Takie już ma ustawienia fabryczne.

I CO Z TEGO, ŻE MA WYKSZTAŁCENIE WYŻSZE, SKORO BRAK JEJ PODSTAWOWEGO

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego. Wcześniejszy.

Ustawy sądowe: Duda chce ewolucji, Kaczyński rewolucji

Treść dwóch ustaw sądowych poznamy najprawdopodobniej w poniedziałek. Wiadomo, co w nich będzie i czym się bądą różnić od zawetowanych przez Andrzeja Dudę. Niestety, nie są to dobre wiadomości dla społeczeństwa obywatelskiego, które wyszło na ulice w lipcu. Nie są to też dobre wieści dla Jarosława Kaczyńskiego z zupełnie innych powodów.

Obywatele i Kaczyński plasują się na antypodach. Gdy my chodzimy normalnie, Kaczyński stoi na głowie. Gdy my poruszamy się swobodnie, Kaczyńskiego chronią barierki i tabuny policjantów. I takie będą ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa – oddzielone barierkami od standardów demokratycznych i tabunami przywilejów dla prezydenta i PiS.

Zawetowane ustawy przez Dudę były napisane w wersji hard. Przygotowane obecnie są nieco złagodzone, zmiękczone, acz to nie jest wersja soft. Duda jest nieodrodnym synem PiS, o rządach tej partii promotor pracy doktorskiej prezydenta Jan Zimmermann wypowiedział się dla niemieckiego „Die Welt”: – „Polska jest już praktycznie dyktaturą”.

Zatem dlaczego głównego doradcę Dudy przy pisaniu tych dwóch ustaw prof. Michała Królikowskiego gnębi prokuratura i straszy? Ano, Duda przepisuje na siebie prerogatywy, które w tamtych ustawach miał minister sprawiedliwości. Duda chce być Ziobrą, a to nie podoba się Kaczyńskiemu, bo w ten sposób wzmacnia się prezydent i może mieć on, a nie rząd wpływ na wyroki decydujące dla władzy.

Wg projektu PiS mieli być wymieceni wszyscy sędziowie, a na ich miejsce dostać się nominaci partyjni, takie Julie Przyłębskie, której to nie chciał dać posady sąd w Poznaniu ze względu na jej mizerne kwalifikacje zawodowe i etyczne.

Otóż Duda proponuje to samo, ale nie chce usuwać nagle członków Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Duda proponuje poczekać, chce, aby niektórzy sędziowie odeszli wraz z końcem swojej kadencji, a wielu z nich właśnie w tym roku i na początku następnego je kończy. Duda obniża wiek dla sędziów do 65 roku życia, a do tej pory jest do 70 roku, ale może przedłużyć wiek, jeżeli kadencja jeszcze trwa. To jest ten przypadek I prezes SN Małgorzaty Gersdorf, która kończy na dniach 65 rok życia, ale jej kadencja wg Konstytucji trwa do 2020 roku. Dlatego tak nieciekawie Gersdorf zachowała się podczas zaprzysiężenia dublera do TK Justyna Piskorskiego.

Duda więc dokonuje tego samego, co zapisane było w zawetowanych ustawach, ale daje więcej czasu na to samo, można rzec, iż chce ucukrować zniesienie niezależności władzy sądowniczej. Tak czy siak ma to być kandyzowana dyktatura.

Zaś Kaczyński tak się piekli, bo rozprawiać się będzie na jesieni z mediami, większość spraw oprze się na sądach, a te jeszcze nie będą w pełni pisowskie. Do tego wtrącą się władze unijne i arbitraż unijny, w ten sposób łakomy kąsek mediów komercyjnych, jak TVN, Onet, Newsweek, może nie zostać spożyty. A co się przeciągnie, może ewoluować – i Kaczyński dostanie wydmuszki medialne.

Kaczyński namawia więc Dudę do rewolucji, a Duda chce wolniej – ewolucji. Acz obydwaj dążą do tego samego, do – jak to nazwał promotor Dudy Zimmermann – dyktatury. Jedyny dla nas wniosek: Łańcuchy Światła należy rozpalić wielokroć silniej niż w lipcu.

Wolność mediów według

I nowszy.

Wystrychnięci przez Dudę

Rzecznik Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński chce nas zdziwić swymi wrażeniami. Przed poniedziałkowym przedstawieniem projektów ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa mówi: – „Mam takie wrażenie, że w tych ustawach znajdą się niektóre postulaty, które zgłaszały kluby opozycyjne, więc to też będzie droga wyjścia do poważnej dyskusji nad poparciem tych ustaw„.

Ciekawe, który z postulatów zgłaszała opozycja? I jak rozumie opozycję Kancelaria Prezydenta? Czy opozycją jest Kukiz ’15? A może opozycją jest już PiS, bo prezes tej partii przyjeżdża do Belwederu na rozmowy o ustawach i przekonuje Dudę do swoich autokratycznych racji.

Łapiński zachwala ustawy, jak wcześniej PiS, które Duda zawetował: – „To będą dobre ustawy, bardzo dobrze przygotowane, bardzo dobrze przepracowane„. Przecieki, które przeniknęły do mediów, wskazują, że ustawy prezydenckie nie różnią się od zawetowanych. Partia rządząca będzie obsadzać swoimi nominatami zarówno Sąd Najwyższy, jak i KRS. PiS chciał dokonać wymiany na swoich natychmiast, Duda rozciąga to w czasie, ale niezbyt odległym, bo kilkumiesięcznym. Wiek emerytalny dotknie jednak I prezes SN Małgorzatę Gersdorf z chwilą publikacji ustaw.

A zatem żaden z postulatów opozycji nie został spełniony. Nie można spełnieniem nazywać przejęcie prerogatyw przez Dudę, który będzie miał większy wpływ na obsadę sędziów w SN i KRS, a nie będzie ich miał Zbigniew Ziobro.

Jarosław Kaczyński w tym kontekście zastanawia się, „czy prezydent jest z nami” w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”, a zatem Łapiński może mieć dobre wrażenie, że „niektóre postulaty opozycji znajdą się w ustawach„, bo prezes PiS mianował siebie opozycją.

Czyżby PiS nie starczało być partią rządzącą, chce być także opozycją? Tak wynika z wrażeń Łapińskiego i Kaczyńskiego. Niedługo Kaczyński może powiedzieć, że „kanalie” i „mordy zdradzieckie” nie dotyczą opozycji i społeczeństwa obywatelskiego, ale pisowców, do których musi przyjeżdżać i przekonywać do swoich racji.

Lipcowe protesty nie odniosły większych skutków, Duda tylko rozładował napięcie. Czy jeszcze raz społeczeństwu obywatelskiemu uda się zmobilizować, aby zaświecić rządzącym do rozumu? Chyba zanadto wierzyliśmy, iż w Dudzie drzemią jakoweś samodzielne odruchy. Niestety, on jest z tych pisowskich niewolników, którzy postępują tak, jak prezes nakazał. Mamy prawo czuć się (mieć wrażenie) wystrychniętymi na dudków, tj. wystrychniętymi przez Dudę.

>>>

Reklamy

Wjazd do Dąbrowy Górniczej.

Krystyna i jej zajady.

A tak pani poseł PiS wspópracowała z komuszkami. Sekrety Biblioteki Sejmowej. „Życie Gospodarcze” z 1987 😉

Stanisław Skarżyński w „Wyborczej” pisze o ostatnie miesięcznicy smoleńskiej. Skoro policja jest gotowa porywać ludzi z ulicy, to jak można uwierzyć, że demonstrowanie jest w Polsce bezpieczne? Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze – i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.

Policja porywająca demonstrantów to nie jest praktyka demokratycznego państwa prawa

Nie jestem entuzjastą kontrmiesięcznic smoleńskich, bo uważam, że należy tam PiS zostawić, żeby się taplało w swoim smoleńskim obłędzie, a w czasie, kiedy PiS uprawia ten chocholi taniec, zajmować się merytorycznie emeryturami, rentami, szpitalami, żłobkami itd.

Dawno temu przestałem słuchać wystąpień prezesa Kaczyńskiego pod Pałacem Prezydenckim, bo od lat już nie da się tam usłyszeć nic nowego – od siedmiu lat z okładem prezes PiS ze swojej drabinki opowiada, jak to „przybliża się do prawdy”. Zapomina dodać, że ta prawda mu się oddala – jak horyzont, z każdym krokiem o jeden krok.

Rozumiem oczywiście argumenty Obywateli RP, którzy protestują przeciwko sprezentowaniu Jarosławowi Kaczyńskiemu przez Sejm prawa o zgromadzeniach cyklicznych, które jest drwiną z porządnej legislacji, ale uważam, że niewarta skóra wyprawki i zamiast mierzyć się z PiS na ich warunkach, należy porządną pracą oświetlać idiotyzm tego smoleńskiego cyrku.

Z olbrzymim trudem, ale mogę zrozumieć nawet to, że policja łazi za Obywatelami RP i posłami opozycji podczas protestów w obronie wolności sądownictwa. W dobie terroryzmu, politycznego wzmożenia i ogólnego napięcia społecznego nawet im się nie dziwię, choć upolitycznienie policji przez PiS każe oczywiście podejrzewać, że nie tylko o ogólne bezpieczeństwo tu chodzi, ale również o interesy partii rządzącej.

Natomiast tego, co się stało 10 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu, wytłumaczyć ani zrozumieć się nie da w żadnej części. To, że przypadkowych, pokojowo protestujących ludzi policja wywoziła radiowozami w nieznanym kierunku, to jest barbarzyństwo niemożliwe do zaakceptowania nawet w kraju tylko udającym demokratyczne państwo prawa

Miesięcznice, czyli eskalacja

Pół biedy, że budzi to oczywiste skojarzenia historyczne (bo najsławniejszym pasażerem milicyjnego bagażnika w Polsce był ksiądz Jerzy Popiełuszko) oraz geograficzne (bo porywanie ludzi przez politycznie sterowany aparat przymusu to jest praktyka Rosji pod rządami Putina).

Gorzej, że zachowanie policji podczas 88. miesięcznicy świadczy o tym, że PiS jest gotowe nie tylko nadużywać możliwości stanowienia prawa, ale również wykorzystać aparat przymusu, by bronić zdobytej władzy.

Nie wiadomo, co się stało – czy Mariusz Błaszczak nie panuje nad powierzonym mu resortem, więc nominowani z politycznego klucza i rozliczani z wykonywania politycznych rozkazów dowódcy wywierają taką presję na fukcjonariuszy, że ci robią takie głupstwa, czy policja jest już tak podporządkowana głupiej i złej władzy, że można jej polecić porywanie ludzi z ulicy, żeby zastraszyć przeciwnych tej władzy demonstrantów.

Tyle że to tak naprawdę wszystko jedno. 10 sierpnia 2017 roku po raz pierwszy PiS wprost użyło siły, żeby zastraszyć uczestników pokojowej demonstracji. To nieważne, czy policja zgaduje życzenia władzy, czy wykonuje jej polecenia – jeśli służby państwa są gotowe bez żadnego powodu porywać ludzi z ulicy, to nie mogą gwarantować bezpieczeństwa.

Jak można będzie teraz na słowo uwierzyć, że demonstrowanie w Polsce jest bezpieczne? Że następnym razem demonstrujący nie zostaną bezprawnie wywiezieni? Może zostaną zamknięci w celi na 48 godzin? Pozbawieni możliwości kontaktu z rodziną? Niezbędnych lekarstw? Zamknięci w izolatce? „Psychuszce”?

Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze – i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.

CZY JAROSŁAW KACZYŃSKI ZWRÓCI DOM, KTÓRY NIELEGALNIE ZASIEDLIŁA JEGO RODZINA?

Złożyliśmy dziś do KPRM wniosek o udostępnienie informacji publicznej w sprawie pożyczki od Skarbu Państwa dla TVP w wys. 800 mln zł! 😡👎📺

Waldemar Mystkowski pisze o tym, co zostanie po PiS.

Jeźdźcy apokalipsy PiS

Prędzej czy później Krzysztof Ziemiec będzie miał ze sobą problem, bo krytyka jaka go spotyka, nie spływa po nikim jak po kaczce. Za to się płaci, acz do pewnego czasu można „mężnie” przyjmować ją na klatę. Nie znam gościa, lecz nie wydaje mi się twardy, tym bardziej, że krytyka płynie ze strony ludzi, którzy mają autorytet, trudno ich nazwać wazeliniarzami.

Z góry szkoda mi Ziemca. I w tym tonie wypowiada się Jurek Owsiak, którego Przystanek Woodstock został opisany w „Wiadomościach” TVP1 jako „najbardziej obskurny festiwal świata”, a translacja  winna podać (za „Daily Star”), jako „najbardziej nieprzyzwoity festiwal”. W kulturze pop jest to wyróżnienie, jeżeli Owsiak utrzyma Woodstock do przyszłego roku, to można spodziewać się większego napływu młodzieży anglosaskiej.

Nieprzyzwoitość w kulturze anglosaskiej jest pożądana. Owsiak ma do Ziemca chrześcijańską empatię, ocenia, że to był całkiem dobry człowiek, można było z nim wieczerzać, prowadzić interesującą rozmowę np. o podróżach – ba! napić się wódki – a tę ostatnia przyjemność nie z każdym można dzielić.

Owsiak więc nie wyklucza w przyszłości napicia się wódki z Ziemcem, ale chłop powinien znaleźć jakieś przyzwoite zajęcie. Dziennikarstwo pisowskie niszczy go. Z kolei ratunku dla Ziemca raczej nie widzi Marcin Meller, radzi mu aby zapuścił pokutną brodę i nie prowokował swoim obliczem rodaków. Ziemiec powinien udawać kogo innego.

Meller zadaje pytanie, które zaczyna urastać do najważniejszego w naszym życiu publicznym. Otóż PiS uderzając w polską demokrację spowodował pękniecie wśród naszej wspólnoty. Jesteśmy pęknięci na pół. I wcale nie chodzi o to, czy te połowy są równe, ale pękniecie po demolce kaczysotwsko-macierowiczowskiej jest nie do zniwelowania, nie do zasypania.

Jak z tym żyć? Jak żyć po pisowskiej apokalipsie? Wyobraźnia uruchamia obrazy, w których sprawiedliwie osądza się Kaczyńskiego i jego towarzystwo błaszczako-gowino-ziobrowe i wsadza za kraty. Tak działa wyobraźnia bez specjalnego wspomagania intelektu, przetwarza to na emocje, które stosują przedchrześcijańskie rozwiązania, „oko za oko, ząb za ząb”. Takie jest prawo zemsty, wendetty.

Ale to jest ślepa uliczka. Pisze o tym Meller, a ja drążę jeszcze w innych kierunkach. Pisowska apokalipsa właśnie się dokonuje. Polski jeszcze nie stratowali wszyscy jeźdźcy apokalipsy. Na razie tylko jeden przecwałował, a wszystkich jest czterech, ten ostatni najgroźniejszy, bo po nim zostanie spalona ziemia, Polska – odizolowana, narażona na utratę niepodległości.

Jak żyć dzisiaj, gdy znajdujemy się w stadium apokalipsy? Jak przekonać tę drugą część rodaków, że nasze cele są takie same, są zbieżne, że możemy wspólnie drogi do nich wyznaczać, a nie stawać przeciw sobie? Jak powstrzymać dzieło dokonującej się apokalipsy?

Zacząłem od Ziemca, który swoją twarzą sygnował obskurność, a to była nieprzyzwoitość – i to ta pożądana. Może kiedyś Owsiak napije się z nim wódki, ale nie będzie to w Polsce obskurnej, pisowskiej.

A ILE LITRÓW KRWI ODDANO NA MIESIECZNICY?

TAKIE PODSUMOWANIE WYDARZEŃ POD PAŁACEM

>>>

NADCHODZI !!! ZA CHWILĘ RUSZY WIELKA ANTYUNIJNA KAMPANIA WE WSZYSTKICH PiS-OWSKICH MEDIACH. RT !!

Na portalu crowdmedia.pl Rafał Nowakowski pisze, ile PiS dał zarobić Rydzykowi. Czyli ile dostał ojciec dyrektor łapówki.

Ojciec Tadeusz Rydzyk za rządów Prawa i Sprawiedliwości żyje sobie jak prawdziwy pączek w maśle. Tajemnicą poliszynela jest to, że do medialnego imperium ojca dyrektora raz po raz spływają niezłe sumki.

Wcześniej pisaliśmy o tym, że rok temu Ministerstwo Obrony Narodowej dało zarobić Telewizji Trwam za promocję szczytu NATO, który odbył się w Warszawie.

Okazuje się jednak, że posłanka opozycji Joanna Mucha pogrzebała znacznie głębiej. W złożonej przez siebie interpelacji Mucha doszukiwała się odpowiedzi, ile dokładnie pieniędzy popłynęło w stronę toruńskiego redemptorysty.

Ujawniona kwota poraża. Okazuje się, że imperium Rydzyka otrzymało 40 milionów złotych.  

Okazuje się jednak, że nie tylko partyjni koledzy docenili ciężką pracę posłanki Platformy Obywatelskiej. Opinia publiczna z pewnością zechce się zainteresować skalą ogromnego procederu redystrybucji pieniędzy publicznych w stronę Tadeusza Rydzyka. Nie są to wszakże drobne sumki, a całkiem pokaźna kwota. Internauci śmieją się nawet, że oprócz programu 500 złotych na każde dziecko, Kaczyński wprowadził również program 20 milionów na ojca. Okazuje się jednak, że nie 20 a 40, zaś beneficjent jest tylko jeden.

Rządy dobrej zmiany zapowiadały zmianę standardów i odnowę moralną w polskiej polityce. Okazuje się jednak, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. PiS po zdobyciu władzy nie tylko nie zmieniło praktyk poprzedników, ale i rozwinęło je do najgorszych ekstremów. Skok na spółki Skarbu Państwa w wydaniu Prawa i Sprawiedliwości jest bez precedensu w najnowszej historii naszego kraju.

Jaka jest praktyka, każdy widzi.

Waldemar Mystkowski pisze o Krystynie Pawłowicz.

Czy Krystyna Pawłowicz zdała maturę z języka polskiego?

Aby dostać się na listy wyborcze, a potem do Sejmu nie trzeba mieć poświadczenia zdania matury. Ale wielu – a nawet bardzo wielu – przydałby się jakiś certyfikat z normalności i z podstawowej wiedzy.

Czy posłanka PiS Krystyna Pawłowicz ma maturę? Po jej wypowiedziach, nie tylko w piśmie można zwątpić, iż przeszła celująco egzamin dojrzałości. Znamy wszak przypadki i to sfilmowane, iż świadectwa, czy też prawa wykonywania zawodu były podrabiane albo kupowane.

Acz podający się za inżyniera, lekarza, a nawet konsula nie mieli prawdziwych papierów, ale mieli zdolności, którymi pokrywali braki autentycznego papieru. Zatem co jest z posłanką Krystyną Pawłowicz? Ona nie ma wszak takich talentów, jak np. Czesław Śliwa vel Jacek Ben Silberstein grany przez Piotra Fronczewskiego w „Konsulu”.

Jak Pawłowicz udaje się nabrać wyborców, wcześniej jednak ustalającego listy wyborcze PiS, Jarosława Kaczyńskiego? Jej każdy wpis na Facebooku zawiera tak potężną dawkę błędów, iż mogłaby nimi obdarować z tuzin oblanych maturzystów.

A to tylko język polski. Proszę mnie uszczypnąć, jeżeli się mylę: posłanka PiS Krystyna Pawłowicz jest reprezentantką wyborców w polskim Sejmie? Tak, czy nie!

Każdy z nas czasami dostaje zajadów, wówczas umiejętności posługiwania językiem ojczystym ulegają obniżeniu do poziomu analfabetów. Czy zatem Pawłowicz dostaje permanentnie zajadów, bo jej język polski jest zawsze na poziomie nie do zaakceptowania w wersji podstawowej. Gdybym był prezesem Kaczyńskim zwaliłbym braki Pawłowicz w języku polskim na jej komusze wykształcenie.

Pawłowicz to postać we wszystkich wymiarach postkomunistyczna. Jej język polski jest alogiczny, nie potrafi budować zdań, ani formułować myśli, zatem jak ona porusza się w żargonie prawniczym, w którym czasami dochodzi do istnych językowych łamańców?

Jej ostatni wpis na Facebooku dotyczy Donalda Tuska, który był przesłuchiwany przez prokuraturę. Posłanka PiS wypisała taką ilość zajadów, iż można tylko jej pozazdrościć zdrowia, bo nie dostała apopleksji. Normalny człowiek zaliczyłby jakiś zawał.

Przytoczę jedno pełne zdanie w oryginale: „D.Tusk miał wziąść na siebie „pełną odpowiedzialność” za Smoleńsk a jak zwykle okazał się tchórzem”.

Pełną odpowiedzialność za Smoleńsk wzion (to chyba odmiana „wziąść”) Lech Kaczyński. I skończyło się dla niego tak, jak 10 kwietnia 2010 roku. Dlaczego inni przypłacili życiem? Najwyższa pora postawić brata Jarosława przed sądem historii i przed zarzutem odpowiedzialności za katastrofę.

Ale ja nie o tym, tylko o Pawłowicz. Jak to się dzieje, że tacy ludzie, którzy oblaliby maturę z języka polskiego dostają się do Sejmu i mienią się patriotami polskimi? Nie jest dla mnie usprawiedliwieniem, że jest to postać postkomunistyczna. W PRL-u też wydawano książki i można było je czytać, a dzisiaj nie pisać: „wziąść”. Może kiedyś powstanie o niej film, o K. Pawłowicz vel Ben Silberstein. Piotr Fronczewski mógłby się przebrać – jak Dustin Hoffman w „Tootsie” – za posłankę PiS.

Podrzucam ten pomysł ministrowi kultury Piotrowi Glińskiemu. Wszak zadowolony byłby prezes, któremu marzą się produkcje hollywoodzkie.

>>>

Widzę tu tylko jednego człowieka chorego z nienawiści. Róże przeszkadzają mu tak bardzo, że o bracie zapomniał.

Policja zrobiła PISowi frekwencję na Marszu Smoleńskim 😂

SYMBOL GŁUPOTY? KTO WIE…

PiS zorganizował kolejną miesięcznicę smoleńską

Białe róże przyniesione przez Obywateli RP są dla Kaczyńskiego symbolem skrajnej nienawiści.

Zanim marsz uczestników miesięcznicy dotarł na Krakowskie Przedmieście minął kontrmanifestację Stowarzyszenia „Tama”. Jej uczestnicy zebrani na skwerze Hoovera przynieśli transparenty m.in. z takimi napisami: „Dość szczucia smoleńskim kłamstwem”„Kłamstwom smoleńskim stawiamy tamę” i parasolki z naklejonymi liczbami „27:1”.

To było chyba najkrótsze wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. Właściwie całe zostało poświęcone… kontrmanifestacji zorganizowanej przez Obywateli RP. Nie przebierając w słowach Kaczyński stwierdził: – „To nowy wielki atak nienawiści. Białe róże są symbolem nienawiści, skrajnej nienawiści”.

Zapowiedział, że zwycięży tych, którzy – „są oszalali z nienawiści, ale będą pomniki i będzie prawda o Smoleńsku. Przyjdzie czas pełnej prawdy i wielka klęska tych, którzy nienawidzą. Oni nienawidzą Polski, ale Polska zwycięży”.

Nie sposób było nie zauważyć znacząco większej liczby policjantów zabezpieczających manifestację smoleńską. Trzeba także zauważyć pewną różnicę – nie ma już przenośnej drabinki, z której przemawiał Jarosław Kaczyński. Teraz ma do dyspozycji podest obity czarnym suknem.

Opluł piękny kwiat.Tak jak opluwa Polskę.

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Rewizor ONZ przyjeżdża do rządu PiS

Rząd PiS odnosi kolejny sukces. Poprzednicy obecnych władz bardzo się starali, trzeba było jednak czekać na rząd Jarosława Kaczyńskiego (piszę to świadomie, bo Beata Szydło w ogóle nie jest zorientowana, o co w rządzeniu biega, może tylko popłakać się, jak na unijnym szczycie).

Do Polski przyjeżdża rewizor, tj. przedstawiciel ONZ ds. niezawisłości sądów. No, jak? Usta otwarte, język połknięty? Nie piszę do czytelników, ale do Marka Kuchcińskiego, który sprawuje urząd kompletnie do niego się nie nadając. Spieszę poinformować, jaki to urząd – marszałka Sejmu. Kuchciński otwierał usta, ale połknął język, a w każdym razie pierwszy punkt porządku obrad Sejmu. Połknął z popitką. I facetowi przeszło. Później zakąsi, acz niekoniecznie na sali sejmowej, bo może odbyć się na zupełnie innej sali i to z paragrafami.

Sejm miał zająć się ustawą, którą podporządkuje sądy politykom partii rządzącej. Czyli niezawisłość przeistoczyłaby się w zawisłość od Kaczyńskiego, a ten sądziłby po swojej sprawiedliwości. Kuchciński (facecik – przypominam) rozmawiał długo ze Zbigniewem Ziobrą, a następnie poinformował Konwent Seniorów, iż punkt pierwszy obrad spada z wokandy, tj. z obrad Sejmu (na wokandę to Kuchcińskiemu dopiero wejdą konkretne punkty z paragrafami; okazuje się, że ja też mylę porządki). Punktem pierwszym miało być pierwsze czytanie ustawy o odebraniu niezawisłości sądom.

Karnie w Sejmie stawił się cały rząd z pełniącą obowiązki Kaczyńskiego – Beatą Szydło. Gdy jednak facecik Kuchciński przeszedł bezszmerowo do punktu drugiego, ławy rządowe się opróżniły, sala sejmowa opustoszała. Projekt ustawy ma wejść na wokandę za dwa tygodnie.

Pewnikiem rząd udał się do wszystkim w Polsce znanego miejsca, z którego jest transmitowana groteska „Ucho prezesa”. Idę o zakład, że Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju jest o niebo lepszym prezesem, niż Jarosław Kaczyński, który przecież ma za sobą rolę w innym hicie „O dwóch takich, co ukradli Księżyc”.

Trzymam się jednak mojego spostrzeżenia – rewizora. W „Uchu prezesa” na Nowogrodzkiej musi się odbywać narada z Adrianem (Dudą) pod drzwiami, ale ja wpadłem na pomysł, że mogę wcielić się w rewizora, podam się za Johna Doe z ONZ, egzemplarz Konstytucji RP mam, pomacham nim przed odpowiednimi nosami i zakomunikuję: już jestem.

Prezes wszak nie zna żadnego języka. Zobaczymy, co wskóram, acz ręce schowam za siebie, aby nie dać się w nie całować, nie lubię tej obleśności prezesa.

PRZEKAŻCIE DALEJ :))) MOŻE DOTRZE? SYMBOL GŁUPOTY PiS

Piotr i Paweł – pożyteczni idioci Putina

Dzięki takim postaciom, jak Stanisław Piotrowicz wiemy, na co chce mieć wpływ naród i kto go reprezentuje. Otóż naród chce wpłynąć na niezależności sądów, czyli pozbawić niezależności władzę sądzenia, a Piotrowicz jest tego narodu reprezentantem. Tym samym naród wg posła PiS odrzuca ustrój demokratyczny, w którym władza sądownicza jest niezależna od takich reprezentantów, jak Piotrowicz. Zatem naród zaprzeczył swojej woli, którą wyraził w referendum konstytucyjnym 25 maja 1997 roku, naród już nie ma takiej woli, jak wówczas – tak ocenił wolę narodu reprezentant jego Piotrowicz.

Jeszcze dalej posunęła się koleżanka Piotrowicza Krystyna Pawłowicz (o tym duecie pisowskim mówi się Piotr i Paweł), która usłyszawszy argument rzecznika Krajowej Rady Sądowniczej sędziego Waldemara Żuka, iż „jeżeli ten niekonstytucyjny projekt zostanie przyjęty, to kraje Unii Europejskiej mogą przestać uznawać wyroki polskich sądów”, z właściwą jej dezynwolturą stwierdziła: „to się wypiszemy z Unii”.

Powyższe wiekopomne dialogi i złote myśli padły na posiedzeniu komisji sprawiedliwości w Sejmie, gdzie został rekomendowany pakiet ustaw, które zostaną przegłosowane w środę na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Pojmowanie przez Piotrowicza i Pawłowicz Unii, Konstytucji i niezależności sądów właściwe jest samodzierżawcy na Kremlu Putinowi. Piotrowicz unieważnia referendum dotyczące konstytucji i samą Konstytucję RP, zaś Pawłowicz unieważnia inne referendum – w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i akces naszego kraju do tego organizmu cywilizacyjnego.

W ustawie pozbawiającej niezależności sądów PiS cofa nas do czasów PRL-u. Tak samo wówczas rozumiano konstytucję i władzę sądzenia, PZPR był osadzony na bagnetach Moskwy, dzisiaj PiS jest osadzony na cichym aplauzie Kremla.

Putin mógł się czuć przegranym w wyborach na prezydenta Francji, bo jego faworyta Marine Le Pen przerżnęła z kretesem, lecz Putin ma asa w rękawie: zwycięstwo PiS w Polsce w 2015 roku. To, czego nie zrobi Le Pen, zrobi dla Putina duet Piotr i Paweł PiS, zniszczą w Priwislanskim Kraju demokrację i wypiszą go z Unii Europejskiej.

Nieprzypadkowo spóźnione były gratulacje Andrzeja Dudy i Beaty Szydło dla Emmanuela Macrona po jego wygranej wyborczej. Ale po uchwaleniu ustawy o końcu niezależności Krajowej Rady Sądowniczej wystrzelą na Kremlu korki z butelek szampana, jak z armat. To będzie jedno wielkie spasiba Putina dla PiS.

Putin ma wystarczającą ilość pożytecznych idiotów – Piotrów i Pawłów, Andrzejów, Jarosławów, Antonich – w Priwislanskim Kraju.

NO TO MAMY KOLEJNY SYMBOL IV RP. SYMBOL GŁUPOTY I NIENAWIŚCI POSŁA KACZYŃSKIEGO.

Kleofas Wieniawa pisze o NIK-u, który zajmie się Macierewiczem.

Na Antoniego Macierewicza trzeba zbierać dowody. On sam będzie zacierał ślady, ale wszystkich nie zatrze, ludzi nie zlikwiduje.

Przyjdzie czas, że takiego człowieka trzeba będzie postawić przed sądem, aby nie dochodziło do wypaczeń politycznych.

Z pewnością adwokat Macierewicza zechce go obronić argumentem, że jest niespełna rozumu. Jest. Nawet w psychiatryku stworzyć mu warunki zakładu karnego, włącznie z kaftanem.

Dlatego nie jestem zdziwiony, iż przez komisję obrony przeszedł wniosek, aby NIK zbadał m.in. sprawę zakupu nowych samolotów dla VIP-ów przez MON.

Poparli go nawet posłowie PIS, czują swąd.

Tomasz Siemoniak komentuje: „Pierwszy raz w tej kadencji komisja obrony narodowej uwzględniła wnioski opozycji. Myślę, że to moment zupełnie przełomowy. Jeszcze dwa miesiące temu to było nie do pomyślenia”.

NIK jakieś dowody zbierze. Rosną papiery na Macierewicza. Polska przez takie postaci została złajdaczona. Macierewicz poczynił szkody na miarę przegranej wojny. A na to nie jest wystarczający Trybunał Stanu.

PAMIĘTAJCIE. W PAŃSTWIE PiS BIAŁE RÓŻE DAJEMY TYLKO WROGOM. CHYBA, ŻE MAMY W D…PIE TĘ CHORĄ ZASADĘ 🙂 TAK JAK DZIŚ U NAS.

Nic nowego… prezes znów jest bliżej prawdy , całej prawdy i gówno prawdy.

Z ostatniej chwili.

>>>

TAKIE PYTANIE NA 1 KWIETNIA

Marek Świerczyński w Polityce Insight pisze, jak Macierewicz ograł Dudę.

W rozgrywce Macierewicz – Duda prowadzi szef MON

Mimo że polityczne spotkanie tygodnia odbyło się na żądanie prezydenta, to Andrzej Duda chwalił ministra obrony i jego resort. Z dużej chmury mały deszcz, a nawet przejaśnienia.

„Jestem zadowolony z tej odprawy” – słowa prezydenta RP, który samotnie relacjonował wyniki ponad dwugodzinnej rozmowy z Antonim Macierewiczem nie pozostawiają wątpliwości kto na obecnym etapie jest górą. Już sama nieobecność ministra obrony w ogrodach BBN była symboliczna. Słowa prezydenta wskazują, że przynajmniej na razie musi zaakceptować dominującą pozycję szefa resortu, nad którym konstytucyjnie sprawuje zwierzchnictwo.

Andrzej Duda zadowolony ze współpracy z Macierewiczem

Zgłaszane przez prezydenta i jego współpracowników w ostatnich dniach zastrzeżenia i wątpliwości – według Andrzeja Dudy zostały wyjaśnione. Do powstającego w Polsce wielonarodowego dowództwa NATO mają być zgłaszani oficerowie, został też wyznaczony jego szef, niedawno odwołany ze Sztabu Generalnego WP gen. bryg. Krzysztof Motacki. Prezydent przyznał, że nie wymieniony z nazwy kraj sojuszniczy wyznaczył też zastępcę dowódcy dywizji. To wytrąciło prezydentowi z ręki pierwszy z argumentów ujawnionych w pismach skierowanych w ostatnim czasie do MON.

Drugi dotyczył stanowisk attache obrony. Tu również Andrzej Duda przyznał, że otrzymał informacje iż „zostaną one wypełnione” i że ten „mankament zostanie usunięty”. Ani słowem nie zająknął się o wątpliwościach, jakie jeszcze kilka dni temu były podnoszone w sprawie nominacji gen. bryg. Cezarego Wiśniewskiego na attache obrony w USA. Być może usłyszał, że nikogo lepszego na to stanowisko nie ma.

Prezydent oświadczył też, że i pozostałe tematy – jak budowa wojsk OT i modernizacja sił zbrojnych – nie budzą już jego zastrzeżeń. Mało tego, wyznał że jest zadowolony z tempa modernizacji i zapowiedział poparcie dla zmian legislacyjnych, mających odnosić 2-procentowe wydatki budżetowe na obronność do planowanego, a nie każdorazowo ubiegłorocznego PKB. Zapewnił, że przenoszenie kadry oficerskiej z wojsk operacyjnych do obrony terytorialnej wzmocni siły zbrojne, a dowódca WOT gen. bryg. Wiesław Kukuła to zdaniem Dudy niezwykle kompetentny oficer.

Kaczyński o Dudzie i Macierewiczu

Najciekawszy fragment oświadczenia prezydenta zdawał się wprost odnosić do treści jednego z dwóch wywiadów Jarosława Kaczyńskiego, opublikowanych po południu. Kilka godzin po tym jak prezes PiS mówił w PAP o „fatalnym kształcie polskiej konstytucji”, Andrzej Duda zaznaczył, że chce utrzymać kontakty z ministrem obrony w ramach, które określa polska konstytucja: „gdzie jest jasno powiedziane, że w okresie pokoju prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoją funkcję zwierzchnika sił zbrojnych za pośrednictwem ministra obrony narodowej. Chciałbym, żeby w tym zakresie Konstytucja RP była w pełni przestrzegana i tak jako prezydent to realizuję”.

Trudno o wyraźniejsze podkreślenie różnicy poglądów, zwłaszcza, że Kaczyński w tej samej wypowiedzi skrytykował, jak to ujął „politykę epistolarną”, przez co można rozumieć pisanie listów przez prezydenta do ministra. Z drugiej strony, na gruncie obecnego prawa, Kaczyński wspiera prezydenta: „Konstytucyjna pozycja prezydenta wobec Sił Zbrojnych jest oczywista. Powinien on być informowany i konsultowany, gdy chodzi o ważne decyzje”.

W drugim z dzisiejszych wywiadów – które same w sobie zasługują na uwagę – Jarosław Kaczyński zdawał się ostrzej upominać ministra obrony: „Będę oczekiwał, żeby ekstrawagancja Macierewicza została ograniczona”, mówił w rozmowie z RMF FM. Nie rozstrzygnął jednoznacznie, kto miałby ministra powstrzymać: premier Szydło, prezydent Duda – a może on sam, jako lider partii? Domagał się jednak, by prezydent był traktowany poważnie i z należytym szacunkiem, czego ma oczekiwać także od Antoniego Macierewicza.

Ale jednocześnie usprawiedliwiał ministra, mówiąc że cechy jego charakteru właściwe są ludziom „bardzo silnym” i że armia „na pewno wymagała bardzo daleko idących zmian i sądzę, że nie ma człowieka, który by równie energicznie i konsekwentnie i bez oporów je wcielał, tak jak to robi Antoni Macierewicz”. W swoim stylu Kaczyński wydaje się rozgrywać pionki na szachownicy, czekając na rezultat swoich ruchów.

Macierewicz ograł Dudę

Na razie wydaje się, że w tej rozgrywce prowadzi Macierewicz. Nie tylko zmusił prezydenta do samotnego raportowania wyników rozmowy, ale zdał się przekonać go do sensowności własnych działań. Kluczowe dla oceny prób odzyskania przez prezydenta kontroli nad wojskiem i MON będą następne tygodnie: to co Andrzej Duda powie na odprawie kierownictwa sił zbrojnych 12 kwietnia i jak mocno zdecyduje się podkreślić własną rolę w czasie spotkania z głównodowodzącym sił NATO w Europie 13 kwietnia.

Generał Curtiss Scaparrotti unikał do tej pory spotkań z Antonim Macierewiczem, choć rozmawiał niedawno z szefem BBN Pawłem Solochem. Dyplomatyczne niuanse mają znaczenie. Również to, że to prezydent a nie MON organizuje oficjalne powitanie wzmocnionego batalionu NATO w Polsce. Jeśli rozgrywka między Dudą i Macierewiczem będzie trwała nadal, to w kwietniu nadejdą jej kolejne sygnały.

Ale nie ma raczej nastroju do kontynuowania konfliktu. Straty wizerunkowe jakie ministerstwu i wojsku wyrządził Macierewicz zdają się szkodzić PiS-owi. Szef MON nie zdołał przekonać opinii publicznej, że dokonywane w armii czystki i zmiany jej służą. Przegrywa wizerunkowy pojedynek z odwołanymi generałami. Otwarcie krytykuje go czasem szef PiS, choć nie zależy mu przecież na osłabianiu rządu. Dlatego Jarosław Kaczyński rozdziela krytykę na obie strony, przyjmując rolę niby bezstronnego arbitra, choć przecież wiadomo do kogo mu osobiście bliżej.

Nie jest też tajemnicą, że zastrzeżenia prezydenta wobec polityki szefa MON w części wzięły się z rozmów z dowódcami, których Macierewicz w ostatnich miesiącach się pozbył, przy milczeniu Kaczyńskiego i przychylności Dudy. Mecz prezydenta z ministrem może więc trwać, choć do przerwy jest zero jeden a zwierzchnik sił zbrojnych raczej nie jest faworytem bukmacherów.

Michał Ogórek pisze o wierze Krystyny Pawłowicz. Zarzuty o antyeuropejskość PiS-u są w sposób oczywisty chybione i wręcz nonsensowne – zajmuje się on Europą bardziej niż ona sama.

Jest więcej niż prawdopodobne, że parlament portugalski zignoruje objawienia, jakie miały miejsce przed stu laty w Fatimie, wobec czego uczcić je musi za niego polski Sejm. Nie jest to dla nas wygodne z punktu widzenia dumy narodowej, jako że oddajemy tu pierwszeństwo w objawieniach innym narodom (i to nawet takim, które nie wiedzą, co z tym zrobić), ale stanowi jasną zapowiedź, że każdy cud z Europy w końcu przeniesiemy do siebie.

Posłance Pawłowicz ręce się trzęsą z powodu alkoholizmu w całej Europie. Jako parlamentarzystka i prawniczka zwróciła uwagę Luksemburczykowi Junckerowi, żeby nie pił, opierała się pewnie na uchwale Sejmu o ustanowieniu roku 2017 „rokiem troski o trzeźwość Narodu”. Dała tym dowód jakże otwartego pojmowania przez Sejm pojęcia Narodu, do którego zalicza on z jakiegoś powodu każdego Europejczyka, który ma kłopoty z alkoholem.

ILE WARTE SĄ OBIETNICE POLITYKÓW PiS?

BIAŁYSTOK BĘDZIE PIERWSZĄ BAZĄ WYPADOWĄ. CATERING OCZYWIŚCIE W McDONALDS 🙂

Waldemar Mystkowski pisze o autobiografii Macierewicza.

Ten news na portalu polityka.pl może być prima aprilisowy, a rzecz dotyczy postaci szczególnej. W każdym razie tylko ten portal podaje tę informację. Antoni Macierewicz ma ponoć w czerwcu wydać dwutomową autobiografię pod mało atrakcyjnym tytułem, lecz to może być jej promocyjna siła „Ja, Antoni”. Podtytuł zaś dziwnym trafem nawiązuje do triady: „Bóg, honor, ojczyzna”. U Macierewicza jest „Opozycja, Polska, Smoleńsk”.

Ale też tytuł można czytać: „Ja”, a podtytuł: „Antoni, opozycja, Polska, Smoleńsk”. „Polityka” nie podaje, w jakim wydawnictwie ma się to wiekopomne dzieło ukazać, co świadczyłoby o trefności newsa, jak zresztą samego autora. Ale ciekawe byłoby to dzieło, niezależnie od tego, że nie spłynęło spod pióra ministra obrony, ale autora widmo (ghostwriter).

„Polityka” cytuje tego „murzyna”, bo tak kiedyś nazywano takich autorów, a ten chwali Macierewicza, jakby był samym Misiewiczem albo podrzędnym sympatykiem PiS: „To jeden z najinteligentniejszych polityków, jakich poznałem w życiu”. Skąd mają wypowiedź ghostwritera? Czyżby telefonicznie rozpływał się nad walorami Macierewicza, a może już istnieje wydawnicza zajawka i z niej pochodzi cytat?

„Polityka” jednemu szczegółowi tej autobiografii poświęca większą uwagę. Mianowicie, „murzyn” napisał, ale nie wszystko. Fragmenty poświęcone Bartłomiejowi Misiewiczowi są autorstwa ministra, który nawet nie pozwolił na ich korektę redaktorską. Skąd zatem ta czułość pisarska Macierewicza do swego pupilka?

Ten szczegół brzmi nierzeczywiście, wszak Macierewicz przeminie, Misiewicz tym bardziej, nie będzie darzony takimi uczuciami, a książka pozostanie dla przyszłych pokoleń. Także motto polityczne Macierewicza brzmi podejrzanie, a które cytuje autor widmo: „Przyjmuję tę wściekłość z radością, bo oznacza ona potwierdzenie słuszności moich działań”.

Motto nie jest z żadnego Winstona Churchilla, lecz z wypowiedzi Macierewicza z roku 2009, a więc sprzed katastrofy smoleńskiej. Wówczas Macierewicz kandydował do komisji ds. zbadania śmierci Krzysztofa Olewnika. Polityka.pl nawet pokazuje okładkę autobiografii Macierewicza. Niezależnie od tego, czy to prawda, czy fałsz, taka pozycja przydałaby się. Macierewicz to oksymoron prawdy, lecz każdy fałsz ma swój przeciwległy diapazon.

Gdy Macierewicz kłamie, a czyni to najczęściej, mniej więcej wiemy, gdzie szukać prawdy. Żaden „murzyn” nie wybieli Macierewicza.

JEST SZANSA, ŻE BĘDĄ WRESZCIE WIEDZIELI, CO OD ROKU BADAJĄ

Kleofas Wieniawa zaś pisze o listach Kaczyńskiego.

Stanisław Skarżyński z OKO.press publikuje obszerne fragmenty trzech listów*, jakie dostał anonimowy prawicowy polityk od Jarosława Kaczyńskiego w roku 2005, gdy zawiązana została koalicja niesławnej IV RP, PiS-LPR-Samoobrona.

Nazwisko odbiorcy listów i korespodenującego z prezesem PiS pozostaje anonimowe, współpracował z PC i PiS. Kaczyński od razu zgadnie, a ja podejrzewał kto to zacz. Listy są pisane na maszynie – prawdopodobnie dyktowane – i nie podpisane żadną parafą. W czytaniu sprawiają wrażenie autentycznych, z charakterystyczną dla Kaczyńskiego frazą.

Kaczyński odnosi się do zawarcia koalicji „niezwykle rozczarowującej”, zauważa rusofilskie i populistyczne ciągoty koalicjantów. Nie zrażają go, a nawet w jakimś sensie fascynują i chce je zagospodarować.

PiS w 2005 toku był na etapie odchodzenia od etosu solidarnościowego i przemieszczania się na pozycje, na jakich dzisiaj widzimy tę partię u władzy – populistyczną, antyunijną, katolicką. Wówczas te cechy były one dla Kaczyńskiego „wstrętne”, ale do przyjęcia i – do zagospodarowania, do wchłonięcia przez PiS

Kilka cytatów o koalicjantach:

„…ich stosunek do Rosji nie stał się dla nas nagle możliwy do zaakceptowania. Tak jak piszesz, wciąż jedyną drogą do ułożenia relacji z niedźwiedziem widzę w zatrudnieniu do tego Brukseli i choćby nas ten wynik średnio urządzał, to i tak wyjdziemy na tym lepiej – bo że sami sobie z Rosją nie damy rady, to jest sprawa oczywista.”

„W mojej ocenie ten ich brak poczucia, że zbliżanie się ku Rosji nie jest dla Polski dobre, w większości bierze się z tego, że endecy od Dmowskiego większe mają rusofilskie skłonności, niżby się potrafili do tego przyznać.”

„…dopuszczam tę „ruską menażerię” do swojego otoczenia, nie jest zgoda z ich agendą, ale najgłębsze moje przekonanie, że nie da się tego już dziś zatrzymać – a skoro tak, to trzeba z tym podjąć grę. Polska weszła na Zachód z nierozwiązanymi problemami nie tylko powiązanej z Rosją postkomuny, ale również bliskiej Rosji endecji i to będzie uwierać Polskę, wyciągać ją z tej Unii i z jednej strony, i z drugiej, bo od teraz można Europę oskarżać o wszystko.”

„…nie dać się porwać temu, co chcemy zatrzymać. Pokusa jest oczywiście olbrzymia, bo z populizmem nie da się konkurować inaczej, niż obiecując po prostu więcej, a wtedy inflacja tych obietnic postępuje rzeczywiście w zastraszającym tempie.”

Cytat poniższy z mniemanej epistoły Kaczyńskiego wydaje się być dzisiaj a rebours autoproroczy:

„Nie podzielam za to Twojej obawy, że może to zagrozić nam jako całości i zamienić nas w nich, bo przecież polityka współcześnie ma swoje ograniczenia – trzeba przestrzegać prawa, konstytucji, umów międzynarodowych, a w Unii dochodzą kolejne, przede wszystkim zakazujące pomocy publicznej dla przedsiębiorstw państwowych. Te reguły, których ani nacjonaliści, ani wściekli ludowcy nie zamierzają przestrzegać, oddzielają nas jednak, mimo tego obecnego sojuszu, dość wyraźnie.”

Jeżeli Kaczyński przestrzegał przed pułapkami nacjonalistyczno-populistycznymi w 2005 roku, to dzisiaj został w nich uwięziony i przekonuje nas, że to jego buty. Stąd tak silna pozycja w PiS katonacjonalisty rodem z Dmowskiego, Macierewicza.

Kaczyński stał się zakładnikiem, a dzisiaj „zarażony” tymi niegdyś dla niego obcymi ideami, stał się wyznawcą ich, z czym walczył; i jako szantażysta chce wziąć w populistyczno-nacjonalistyczny jasyr całą Polskę.

* listy mogą być napisane przez Skarżyńskiego na „święto” Prima Aprilis, tym bardziej ich „zawartość” autentyczności świadczy, z jakim utalentowanym autorem mamy do czynienia.

TVN TRACI KRÓLA… REKORDOWĄ KWOTĘ NA REPOLONIZACJĘ GWIAZDORA SFINANSOWAŁO MINISTERSTWO OBRONY NARODOWEJ.

>>>

PIRELLI MA JUŻ SWÓJ KALENDARZ. TERAZ CZAS NA BMW 🙂

SZOK !!!!!! OTO JAK PiS TRAKTUJE NAUCZYCIELI

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, że nie budziet żadnych śmigłowców bojowych. Macierewicz rozbraja nas. Wbrew zapowiedziom szefa MON Antoniego Macierewicza do Polski nie dotrą dwa śmigłowce Black Hawk do testów. Według MON „nie ma takiej potrzeby”.

Minister Macierewicz zapowiedział zakup dwóch black hawków do końca 2016 roku w październiku podczas wizyty w Mielcu. Pojechał tam zaraz po odwołaniu kontraktu z francuskim Airbus Helicopters, producentem caracali. Obiecał załodze zakładu, że teraz MON będzie wspierał polski przemysł obronny.

Następnie MON deklarował różne liczby śmigłowców, ale zawsze miały przylecieć „dwa pierwsze”. Najpierw do końca stycznia lub „przełomu stycznia i lutego” – rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz twierdził, że opóźnienie wynikało z problemów formalnych i świąt. Następnie sam Macierewicz zapewniał, że dwa black hawki będą „na pewno do końca marca”, a powodem opóźnień był obieg dokumentów tajnych w USA.

Dzień przed upływem terminu wiceminister obrony Bartosz Kownacki stwierdził jednak, że „nie ma potrzeby zakupu helikopterów testowych”. Sam Macierewicz na konferencję nie przyszedł. Kownacki tłumaczył , że kupienie maszyn danej marki zostałoby odczytane jako preferencja w przetargu na śmigłowce.

Kownacki poinformował, że zmieniły się też warunki przetargu. Pierwotnie MON ogłosił, że chce w tym roku kupić 16 maszyn (osiem dla sił specjalnych, osiem dla ratownictwa morskiego i zwalczania okrętów podwodnych). Teraz ma być osiem dla sił specjalnych, cztery morskie i kolejne cztery morskie, jeśli ministerstwu wystarczy pieniędzy.

RAZEM! CAŁA OPOZYCJA. WSZYSCY WROGOWIE I PRZECIWNICY PIS RAZEM. ZOSTAWCIE RZECZY DROBNE. ZRÓBMY TAKA WIELKĄ NOC, ZEBY PRZESZŁA DO HISTORII

Tylko co to ma wspólnego z uzbrojeniem żołnierzy?

I ZNÓW ULAŁ SIĘ JAD. TYM RAZEM DO STRAJKUJĄCYCH NAUCZYCIELI.

W cotygniowym felietonie piątkowym Monika Olejnik pisze o naszym ukochanym wodzu Słoneczku i jego pokornych cielętach. Wydawałoby się, że PiS chce już zapomnieć o brukselskiej porażce 1:27. Nie szukano winnego tego potwornego blamażu. Ale jest ktoś, kto nie daje zapomnieć.

W poniedziałkowy poranek szef MSZ Witold Waszczykowski oświadczył nagle w TVN 24: „Doszło do fałszerstwa. Mamy dzisiaj ekspertyzy, które mówią o tym, że Tusk został wybrany w sposób, który można zakwestionować”. Minister dodał, że przedstawi je rządowi.

Wprawił w osłupienie swoich kolegów, którzy szybko zaczęli się odcinać od jego wypowiedzi. Pan minister ma niezwykłe skłonności do bycia bardziej politykiem niż dyplomatą. W „Super Expressie” powiedział, że należy ochłodzić nasze stosunki z Unią, blokować jej inicjatywy i że musimy zacząć prowadzić ostrą grę.

Jak do tej pory żaden polski minister zajmujący się sprawami międzynarodowymi nie wygłosił tylu porażających wypowiedzi. Z pogardą mówił o kobietach biorących udział w „czarnym proteście”, który nazwał sprawą marginalną, a protest – kpiną. Pouczał kobiety, że nie powinny się przebierać i wykrzykiwać głupkowatych haseł.

Minister nawiązywał kontakty dyplomatyczne z nieistniejącym państwem San Escobar. Proponował Białorusinom, żeby zaczęli oglądać TVP Polonia, a nie Biełsat. Dużym echem odbiła się jego niechęć do lewaków, wegetarian, cyklistów i tych, którzy myślą tylko o energii odnawialnej. Minister zmienia image, ale niestety to, co wyprawia, jest coraz gorsze. Tłumaczył kiedyś, że musimy odejść od „murzyńskości”.

Według Jarosława Kaczyńskiego Witold Waszczykowski jest oryginałem, takim jak Boris Johnson. Dziwne, że nie zauważa tego, że Waszczykowski szkodzi Polsce. Jeżeli trzeba uważać, bo Unia chce nas oszukać, to po jakiego grzyba jesteśmy w tej Unii, gdzie jesteśmy osaczani przez fałszerzy, dwulicowców?
Pan minister oburzony jest tym, że TW pracowali w MSZ.

Teraz będzie czyścił ministerstwo „ze złogów komunistycznych”, jak to mawiał drzewiej były pezetpeerowiec, a obecnie tropiciel układów red. Targalski. Dziwne, że panu min. Waszczykowskiemu nie przeszkadza TW „Wolfgang”, czyli ambasador w Berlinie Andrzej Przyłębski.

Kłamstwa „Wolfganga” nie przeszkadzają, bo swój. Należy tropić nieprzyjaciół. Pan Waszczykowski mówi, że albo ktoś coś sfałszował, albo że nas oszukał. Parę miesięcy temu mówił, że oszukuje nas szef Komisji Europejskiej Juncker. W sukurs Waszczykowskiemu przyszła posłanka Krystyna Pawłowicz, która napisała list do Junckera: „Pana zachowania, będące wynikiem pana choroby alkoholowej, są nie do zaakceptowania w świetle przyjętych norm kulturowych. (…)

Kompromitują nie tylko pana osobiście, ale ważny urząd, który pan piastuje w UE. Kompromitują i obrażają też obywateli państw członkowskich Unii”. Z tym temperamentem posłanka, która mówi o fladze unijnej, że to szmata, nadawałaby się na zastępczynię Witolda Waszczykowskiego.

BIZANCJUM ZAMIAST ŚMIGŁOWCÓW DLA WOJSKA. 2 MILIARDY BEZ PRZETARGU… trwa…

Waldemar Mystkowski pisze o „szczycie” Duda – Macierewicz.

„Geniusz” Jarosława Kaczyńskiego jest nie do przecenienia. Czego się nie dotknie, to rozwiąże problem. Niechętni prezesowi (w tym także czasami ja), twierdzą, że wszystko niszczy i psuje. Psuje, ale czy wszystko?

Oto wydawałoby się, że nie do rozwiązania jest konflikt Andrzej Duda – Antoni Macierewicz. Prezydent jako bezwolny polityk doprowadził sprawowany urząd do stanu fasady, nie jest strażnikiem Konstytucji, jest strażnikiem woli prezesa.

Z kolei Antoni Macierewicz zdemolował dowództwo Wojska Polskiego, prawie 100 proc. dowódców generałów pożegnał bądź sami się pożegnali. Nie zostały zakupione śmigłowce bojowe, jego zastępca Bartosz Kownacki wzruszył ramionami: „a po co?” Wypisani zostaliśmy z obronności UE, z Eurokorpusu.

Duda nie wytrzymał i list napisał do ministra Macierewicza, aby stawił się u niego, bo on jest zwierzchnikiem sił zbrojnych i ministra obrony, który administruje WP. Obserwujemy ten konflikt z zażenowaniem, zagranica ma ubaw, na pewno Kreml, ale nie NATO.

Oto w ten konflikt wkroczył „pan” poseł Kaczyński i swoim geniuszem sięgnął do złotego środka, wskazał winnego. A nie jest nim ani Duda, ani Macierewicz, tylko… Konstytucja. „Napięcia są nieuniknione ze względu na fatalny kształt polskiej Konstytucji” – powiedział Kaczyński. Fatalna jest Konstytucja. Nie jest fatalny prezydent, nie jest fatalny minister.

Z tego wniosek jest taki, że prezesowi nie przeszkadza, że prezydent zrezygnował z prerogatyw zapisanych w Konstytucji (bo jest „fatalna”), ani nie przeszkadza Macierewicz, który pracowicie demoluje Wojsko Polskie.
Zatem konflikt zostanie pozamiatany pod dywan, będzie mamienie opinii publicznej o wirtualnym zakupie uzbrojenia. Po zerwaniu kontraktu na zakup Caracali, miały być zakupione 3 śmigłowce Black Hawk, 3 łodzie podwodne. Dzisiaj Macierewicz oznajmił, że kupi osiem baterii Patriot.

Macierewiczowi nic się nie stanie, bo jest potrzebny do klajstrowania mitu smoleńskiego, do nowej teorii zamachowej, która zostanie na dniach ogłoszona. Aberracja będzie coraz większa, jak to obrazowo nazwał w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” polityk PO Krzysztof Brejza: – „Mongołowie wtargnęli do Polski i nie można się na nic oglądać”.

Prezes dla swojej szarańczy zawsze znajdzie usprawiedliwienie, a to wina Tuska, a to wina fatalnej Konstytucji. Ci Mongołowie wszystko dokumentnie niszczą. Musimy znaleźć adekwatną odpowiedź na to, że „nie możemy się już na nic oglądać”, bo rozpirzą nam ojczyznę.

I JESZCZE SŁOWO LISA O DEFORMIE

Kleofas Wieniawa pisze o „ingerencji” prezesa w konlikt Duda – Macierewicz.

Spotkanie Duda – Macierewicz było skazane na sukces. Jak to ujął „zgrabnie” prezydent Andrzej Duda” „Uzyskałem zapewnienie…”

Jak uzyskał zapewnienie, to wszystko jest OK. Caracali, ani black hawków nie ma, wychodzimy z Eurokorpusu, niemal 100 proc. dowódców odeszło z wojska, bojówki WOT są formowane. Duda: „Jestem zadowolony z dzisiejszego spotkania…”

Nie miał innego wyjścia. Bo przed tym spotkaniem na szczycie Jarosław Kaczyński wskazał winnego konfliktu Duda – Macierewicz. A winna jest- konstytucja.

Czyli winny jest pośrednio Duda, bo to on jest strażnikiem konstytucji. Prezesowi „panu” posłowi Kaczyńskiemu: „Nie podoba się polityka epistolarna”.

Kto tę politykę zaczął? Duda. To kolejna poszlaka, kto jest winien. Wywiady i przemowy Kaczyńskiego zaczynamy czytać, jak w komunie I sekretarzy, poprzez aluzje, analogie i ciągi logiczne.

Przy czym u Kaczyńskiego występuje ten problem, że on nieskładnie mówi po polsku, w zdaniu złożonym zwykle dopuszcza się nielogiczności w drugiej jego części, nie panuje nad wypowiedzią.

Sukces więc jest odnotowany, tym razem Duda go ogłosił, podporządkował się Macierewiczowi, bo tak prezes nakazał. Abdykacja Dudy na tej linii frontu jest oczywista.

Prezes zaś udzielając się tak medialnie, pokazuje, że sondaże napędziły mu stracha. Mam dla prezesa niedobrą wiadomość, sondaże będą leciały w dół, bo eskalacja konfliktów i nienawiści będzie postępować. Zaś liczba błędów PiS wzrastać.

Dużo zależy od opozycji i lewicy, gdyby PO i Nowoczesna potrafiły się skonsolidować, a lewica zjednoczyć, już dzisiaj PiS zobaczyłby w sondażach wolę suwerena.

Kaczyński ponarzekał jeszcze na media, w których ponoć nie ma równowagi. Tak! Nie ma równowagi w mediach pisowskich, dawniej publicznych, nie można tv i radia oglądać i słuchać, w treści i formie są jak gadzinówki, zdecydowanie bardziej nieobiektywne niż w PRL.

Ale mamy sukces. Inny niż sukces na szczycie w Brukseli – 1:27, bo w naszym gumnie.

PILNE: DUDA ODWOŁANY PRZEZ MACIEREWICZA

>>>

Na tym zdjęciu Macierewicz podobno mówi do Dudy: – Andrzej nie wpie…….. się do mojego wojska, zejdź mi z oczu.

polska-w-ruinie

MOŻNA UMRZEĆ ZE ŚMIECHU :))))))))))))))))))

c5iexdzwmaa0fmb

„Fakt” pisze jak Macierewicz rozbraja polską armię.

fakty24

Brutalna prawda o armii Macierewicza. Eksperci nie mają wątpliwości

Pod jego rozkazami wywiad wojskowy przestał praktycznie istnieć. Szef MON dzieli najsilniejszą dywizję pancerną w Polsce, osłabiając jej wartość bojową. To spełnienie marzeń każdego rosyjskiego dowódcy. Ściany wschodniej na pierwszej linii mają bronić zamiast żołnierzy zawodowych, weekendowi. Amerykanie nawet nie chcą z Polską rozmawiać na temat przekazania w ręce Macierewicza rakiet Tomahawk.

Dywizja pancerna jest jak bokser. Musi być szybka, sprawna i mocna. Kiedy ma połamane ręce, jest bezużyteczna. A tak właśnie wyglądać będzie 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej, wyposażona w najnowocześniejsze w Polsce czołgi, kiedy jeden z jej batalionów przeniesiony zostanie pod Warszawę. Bokser będzie kaleką. O tym, zdecydował już Antoni Macierewicz. W Żaganiu w zamian za czołgi, pojawią się za to amerykanie – Właśnie, dlatego, że w Żaganiu będą stacjonowały wojska amerykańskie będziemy mogli wzmocnić naszą flankę wschodnią, przez dyslokację niezbędnych sił na wschód od Wisły. Tak to jest prawda, takie decyzje zostały podjęte i będą zrealizowane – powiedział szef MON.

Pod jego rozkazami wywiad wojskowy przestał praktycznie istnieć. Szef MON dzieli najsilniejszą dywizję pancerną w Polsce, osłabiając jej wartość bojową. To spełnienie marzeń każdego rosyjskiego dowódcy. Ściany wschodniej na pierwszej linii mają bronić zamiast żołnierzy zawodowych, weekendowi. Amerykanie nawet nie chcą z Polską rozmawiać na temat przekazania w ręce Macierewicza rakiet Tomahawk.

Dywizja pancerna jest jak bokser. Musi być szybka, sprawna i mocna. Kiedy ma połamane ręce, jest bezużyteczna. A tak właśnie wyglądać będzie 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej, wyposażona w najnowocześniejsze w Polsce czołgi, kiedy jeden z jej batalionów przeniesiony zostanie pod Warszawę. Bokser będzie kaleką. O tym, zdecydował już Antoni Macierewicz. W Żaganiu w zamian za czołgi, pojawią się za to amerykanie – Właśnie, dlatego, że w Żaganiu będą stacjonowały wojska amerykańskie będziemy mogli wzmocnić naszą flankę wschodnią, przez dyslokację niezbędnych sił na wschód od Wisły. Tak to jest prawda, takie decyzje zostały podjęte i będą zrealizowane – powiedział szef MON.

c5h0dwcwaaaz9br

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o zabiegach Macierewicza wokół NATO, aby sojusz zajął się katrastrofą smoleńską. „Ani nie prosiłem, ani nie zwracałem się” o włączenie się NATO w wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej – mówił w telewizji Republika minister obrony Antoni Macierewicz. Wcześniej NATO zaprzeczyło, jakoby miało pomagać w wyjaśnieniu katastrofy.

nato-nie-zbada

NATO jednak nie zbada katastrofy smoleńskiej. O czym Macierewicz rozmawiał z dowódcami Sojuszu?

 Jeszcze w czwartek minister obrony Antoni Macierewicz podczas spotkania w Brukseli mówił, że wsparcie w wyjaśnieniu okoliczności katastrofy smoleńskiej zaoferował naczelny dowódca sił Sojuszu w Europie i minister obrony Wielkiej Brytanii.

– Wydaje się, iż najwyższy czas, by NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy, do wsparcia Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która w tej materii działa, i uzyskałem taką zapowiedź, zarówno ze strony pana generała Scaparrottiego (…), jak i pana Michaela Fallona – stwierdził Macierewicz.

Minister jeszcze w kampanii wyborczej zapowiedział powołanie międzynarodowej komisji, która miała zbadać katastrofę smoleńską, oraz włączenie w jej wyjaśnienie Stanów Zjednoczonych i NATO. Zarzucał swoim poprzednikom, że nie zwrócili się o pomoc w tej sprawie do USA.

Nie była to prawda, bo o informacje wywiadowcze, które mogłyby wyjaśnić katastrofę smoleńską, zwrócił się do administracji prezydenta Baracka Obamy ówczesny szef MSZ Radosław Sikorski.

W Brukseli Macierewicz stwierdził, że oczekuje od Sojuszu „pełnej współpracy przede wszystkim w dziedzinie przekazania wszystkich informacji, jakie zarówno NATO, jak i poszczególne państwa w tej materii posiadają”. Dodał, że Polska oczekuje „współpracy technicznej w badaniach specjalistycznych, w których nie zawsze my dysponujemy wszystkimi możliwościami, np. jeżeli chodzi o laboratoria czy specjalistyczne instytucje”. Szef MON zapowiedział też, że wszelkie szczegóły współpracy zostaną przekazane w najbliższym czasie.

Jednak w poniedziałek rzecznik sojuszu Daniele Riggio poinformował, że „w Kwaterze Głównej NATO nic nie wiadomo o takiej prośbie”, przedstawiciele biura prasowego odsyłali polskich dziennikarzy z pytaniami do generała Scaparrottiego.

W poniedziałek Antoni Macierewicz w wieczornym wywiadzie dla telewizji Republika mówił już coś innego. Tłumaczył, że został przez dziennikarzy niewłaściwie zrozumiany.

– Ani ja o to nie prosiłem, ani się z tym nie zwracałem, ani gen. Scaparrotti o tym nie mówił. Za to mówiłem o włączeniu się poprzez przekazanie informacji, jakie NATO posiada, i taka obietnica została potwierdzona przez pana generała – odpowiedział.

Gen. Curtis Scaparrotti pełni funkcję głównodowodzącego NATO w Europie od marca ubiegłego roku. Wcześniej przebywał w Korei Południowej.

Wcześniej były minister obrony Tomasz Siemoniak tłumaczył, że NATO nie może włączyć się w wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej, ponieważ nie dysponuje takimi możliwościami. Sojusz nie ma żadnej komisji badającej wypadki lotniczej ani innych instytucji.

Macierewicz chce też, aby NATO zaangażowało się w działania na rzecz zwrotu wraku prezydenckiego tupolewa przez Rosję. Najprawdopodobniej będzie apelował do sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga, by poruszył sprawę zwrotu podczas planowanej w tym tygodniu rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem. – Sprawę zwrotu Polsce wraku będziemy poruszali wspólnie z ministrem spraw zagranicznych Witoldem Waszczykowskim i wtedy odpowiednie prośby do instytucji międzynarodowych skierujemy, ale zgadza się, w ramach tego zobowiązania ta kwestia także w sposób oczywisty ma swoje miejsce – powiedział Macierewicz.

c5h_sd7wcai0zr7

Waldemar Mystkowski pisze o dyplomatolizmie PiS.

za-macierewiczem

Za Macierewiczem nie nadążyłby Zygmunt Freud

Na 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium padły słowa, które w Polsce nie zostały podjęte. Mianowicie wpływowy niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble powiedział pod adresem Polski ostrzeżenie: „Zniesienie kontroli granicznych między Polską a Niemcami było wielkim wyzwaniem, a ich przywrócenie byłoby katastrofą”.

Wielorako to można rozumieć, ale w powyższym ostrzeżeniu zakładana jest perspektywa możliwości szlabanu. Słowa Schäublego przytacza publicysta Krytyki Politycznej Michał Sutowski, a obecność pisowskich polityków – Witolda Waszczykowskiego, Antoniego Macierewicza i Andrzeja Dudy – nazywa dyplomatolizmem. Każdy z nich czymś się „wyróżnił” i bynajmniej nie ma czym się chwalić.

Po powrocie do Polski rząd PiS odpowiedział Komisji Europejskiej w sprawie zaleceń praworządności w Polsce. 10 stronicowa odpowiedź przejdzie do kronik, bo jest arogancka, niemerytoryczna, pełna błedów i przekłamań. „Zrecenzowanie” jej zajęłoby więcej stron niż sama odpowiedź. Wg rządu PiS w Polsce jest wszystko cacy, nie wiadomo dlaczego czepia się ich Bruksela.

O ile w Monachium mieliśmy do czynienia z dyplomatolizmem, w wypadku odpowiedzi Komisji Europejskiej jest to dyplomatolizm do kwadratu. Zapłacimy za to jako Polska, choć PiS jest autorem owego zjawiska psychiatrycznego. Dalsze brnięcie w tę chorobę pokazuje kolejna wypowiedź jednego z „bohaterów” monachijskich – Macierewicza.

Minister obrony właśnie zakomunikował, że nie powiedział tego, co powiedział o włączeniu się NATO w wyjaśnianie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Kilka dni temu (w czwartek) Macierewicz powiedział: „Wydaje się, iż najwyższy czas, żeby NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy, do wsparcia Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która w tej materii działa, i uzyskałem taką zapowiedź, zarówno ze strony pana generała Scaparrottiego, jak i pana Michaela Fallona”.

A teraz powiedział, że powyższego nie powiedział: „Ani ja o to nie prosiłem, ani się z tym nie zwracałem, ani gen. Scaparotti o tym nie mówił”.

Za Macierewiczem nie nadążyłbym sam Zygmunt Freud, nawet gdyby stał przy jego łóżku i w składzie konsylium miał Carla Junga. Gdy Macierewicz mówił w TV Republika, że nie powiedział tego, co powiedział, nie wiedząc o tym wypowiadał się w Radiu Zet Paweł Soloch, szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy Andrzeju Dudzie. Ten powiedział, że jednak Macierewicz powiedział to, czego się teraz wypiera. Soloch: „Szef MON zwrócił się do NATO z prośbą o pomoc w rozwiązywaniu katastrofy smoleńskiej. Generał, do którego się zwrócił, rozważy ją”.

Były minister obrony rządu PO-PSL Tomasz Siemoniak nazwał Solocha – biednym ministrem, a Maciej Lasek – wiceszef Tuskowej komisji rządowej ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, określił „gangiem Olsena”. Ale gang Olsena był przynajmniej zabawny. Dyplomatolizm takim nie jest.

Lecz to nie koniec brnięcia. Oto Waszczykowski nie poddaje się chorobie, w „Salonie politycznym Trójki” zapowiedział, że o pomoc poprosi Donalda Trumpa: „będziemy się zwracać do nowej administracji USA i państw NATO z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej”.

Tak sobie myślę, że może Wolfgang Schäuble mówiąc o kontroli granicznej między Polską a Niemcami miał na myśli kordon sanitarny. Acz nie jestem Freudem, czy też Jungiem, śpieszą zapewnić niemieckiego ministra, że ta choroba – dyplomatolizm – nie jest zaraźliwa, ale my, Polacy nie możemy nazbyt wiele dawkować sobie informacji typu: powiedział, że nie powiedział tego, co powiedział. Bo jednak klepki samoistnie się obluzowują.

c5kmgvqxuaez8rm

>>>

ZDJĘCIE MÓWI SAMO ZA SIEBIE. NASZ DYMEK TO MAŁE PIWO.

c4fgeeawaamllxr

PIĘKNE :)))

c4f4ir2xaaeyewe

07, ZGŁOŚ SIĘ

c4f_6_gwcaelznq

Magdalena Środa pisze w „Wyborczej” o języku Kaczyńskiego. „Niepokorny”, „równość”, „terrorysta” – największa rewolucja, jaka się dokonuje ‚dzięki’ dobrej zmianie, to rewolucja słownikowa.

Jarosław Kaczyński, Wielki Językoznawca

bycie

I najtrudniej będzie ją odkręcić. Jak mawiali klasycy: „kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą”, a słowo, któremu uparcie nadaje się nowy sens, nabiera go, jeśli nie natrafi na wystarczający opór innych użytkowników.Jak można działać słowami, nadając neutralnym znaczeniom mroczną treść, pokazano przy okazji walki z „gender”. Tym specjalistycznym, naukowym terminem zaczęto nazywać jakąś wymyśloną, demoniczną ideologię i wroga numer jeden rodziny, narodu i wiary. W ślad za „gender” poszedł „uchodźca”. Słowo to nie oznacza już dziś „osoby, która musiała opuścić swoje miejsce zamieszkania ze względu na zagrożenie życia, zdrowia bądź wolności”, lecz „terrorystę”, który czyha na „nasze kobiety” i nasze życie. Słowo „uchodźca” ma dziś też wielką zdolność mobilizowania tłumów przeciwko wszelkim wrogom wskazanym przez władzę.

c4gngknwcaev66e

Mniej spektakularne, a równie głębokie zmiany dokonują się w obrębie innych słów. To, że pewną wersję agresywnego nacjonalizmu przepracowano na „polski patriotyzm”, widać przede wszystkim na uroczystościach sportowych, religijnych i ulicznych, ale dla PiS Kościół, ulica i stadionowi chuligani to nobilitowane i skuteczne narzędzia władzy.

Nowe znaczenie uzyskało określenie „patriotyzm gospodarczy”. Jego siła związana jest z odrzuceniem pozytywnych znaczeń „globalizmu” czy „wolnego rynku”. Prezes Kaczyński nie lubi tego, co uniwersalne i wykraczające poza granice obszaru, nad którym może niepodzielnie panować, stąd też wielki renesans „państwa narodowego” i „narodowej gospodarki”. A także upadek tego, co wymyka się kontroli PiS, czyli „społeczeństwa obywatelskiego”. Prezes woli mówić o „wspólnocie państwowej”, bo tę da się zdyscyplinować (na przykład przy pomocy żołnierzy obrony terytorialnej), a obywatele nader często należą do ludzi „drugiego sortu” – a więc nieposłusznych władzy. Wzorcem „posłuszeństwa” w słowniku PiS jest bycie „niepokornym”, czyli wazeliniarzem pracującym w reżimowych mediach. To piękne słowo z tytułu książki Bohdana Cywińskiego („Rodowody niepokornych”) zostało już chyba bezpowrotnie zawłaszczone przez żołnierzy pisowskiej propagandy.

c4fz2htwiaelx2_

Pojęcie, które z kolei zostało zupełnie wyrzucone ze słownika, to „równość”. W programie PiS to słowo ma charakter historyczny i negatywny, związane jest z komunistyczną urawniłowką, ale tak naprawdę chodzi o to, że PiS ma awersję do języka praw, do równych praw wszystkich, w szczególności kobiet czy mniejszości. Bo według PiS w narodzie rządzonym przez autorytarną władzę każdy musi znać swoje miejsce (kobieta w domu, mężczyzna na barykadach, opozycja w więzieniu). Zwłaszcza jeśli emanacja tej władzy, czyli prezes, ma być całkowicie wolna. I jest. Stąd tytuł Człowieka Wolności dla Kaczyńskiego jest w pełni uzasadniony. Zwłaszcza że ta wolność polega również na pracy nad językiem. W przyszłym roku prezes Kaczyński niechybnie powinien uzyskać tytuł Wielkiego Językoznawcy. Panowie „niepokorni”, co wy na to?

c4f1yp1wcaiit3

„W armii nadawałby się do pracy w kuchni”. Skrzypczak bez litości dla Bartłomieja Misiewicza

w-armii

Patrząc na pana Misiewicza, jego poziom przygotowania zawodowego… W cywilu on był aptekarzem, pomocnikiem w aptece – zauważył gen. Waldemar Skrzypczak. W rozmowie z Moniką Olejnik bardzo dosadnie wyjaśnił, co sądzi na temat kompetencji pupila Antoniego Macierewicza.

– Wydaje się, że w armii – ja jestem stary, doświadczony żołnierz – na pewno by się nadawał do pracy w kuchni – mówił gen. Skrzypczak . Gość Moniki Olejnik ocenił, że skoro oczekuje się od żołnierzy, że będą składali meldunki rzecznikowi MON, to znaczy, że łamie im się kręgosłup i armia stała się narzędziem w ręku polityków, którzy się po prostu nią bawią.

c4gxraywyaaexs3

Generał stwierdził ponadto, że jeśli żołnierze składają meldunki Misiewiczowi, to świadczy to o tym, iż „armię drąży choroba poddaństwa albo pogardy dla samych siebie”. – Ja bym sobie nigdy na to nie pozwolił, żeby panu Misiewiczowi, który jest rzecznikiem prasowym, chodzić i meldować jako dowódca wojsk lądowych czy dowódca dywizji. Dla mnie to jest nie do przyjęcia – powiedział Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych.

Jak pisze w naTemat Jarosław Karpiński, prezes PiS nie rzuci Misiewicza opozycyjnym wilkom na pożarcie, bo wystąpiłby przeciwko Macierewiczowi. A ten jest liderem „betonowego” elektoratu PiS, najwyższym kapłanem religii smoleńskiej i rzeczywistym numerem 2 w partii. Otwarty konflikt z szefem MON mógłby skutkować rozłamem w Prawie i Sprawiedliwości, na co prezes państwa nie może sobie przecież pozwolić.

KRYSTYNA NIE WYTRZYMAŁA WIDOKU OPOZYCJI U MERKEL. JAD SIĘ ULAŁ W TRAKCIE KOLACJI…

c4glmnzw8aeeoiv

Waldemar Mystkowski pisze o wizycie Merkel w Warszawie.

kaczynskiego

Kaczyńskiego niet dla Tuska

Wizyta Angeli Merkel mogła być istotnie powstaniem z kolan przez PiS. Tak się jednak nie stało. Partia Kaczyńskiego, jak i prezes – leżą. Nie jest to wcale pocieszające dla nas wszystkich Polaków, nawet dla przeciwników PiS.

Kanclerz Niemiec jest nieformalnym przywódcą świata zachodniego, po abdykacji USA, które wybrały sobie Donalda Trumpa na prezydenta. Merkel nie zawodzi, o czym można było się przekonać na konferencji prasowej, którą wspólnie odbyła z Beatą Szydło. Premier rządu polskiego usłyszała, czym jest demokracja, co znaczą wolne media, czym była „Solidarność” (w tym wypadku Lech Wałęsa).

(BĘDZIE POPARCIE OD WSZYSTKICH EUROPEJSKICH PAŃSTW. OPRÓCZ JEDNEGO… W TEN SPOSÓB PiS NICZEGO W UNII NIE OSIĄGNIE )

c4giyutxaaikhkk

Cel wizyty kanclerz Merkel jest oczywisty, szukanie partnerów do ściślejszej integracji Unii Europejskiej, aby znaleźć względną przeciwwagę dla Rosji w Europie, a  w świecie zastąpić izolujących się Jankesów. Prawdopodobnie Niemcy stawiają na Donalda Tuska, na jego druga kadencję szefowania Rady Europejskiej.

Merkel od Szydło dowiedziała się, że rząd PiS nie poprze Tuska, choć premier rządu polskiego powiedziała, że się zastanawiają. Ale to Jarosław Kaczyński wydał w tej kwestii werdykt – niet. Dobrze czytacie. Rosyjskie zaprzeczenie oddaje kierunek polityki PiS – polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Wizyta Merkel była pod tym wzgledem porażką. O rozmowach polityków PiS z kancelerz Niemiec w zawłaszczonym przez PiS radiu, w audycji „Sygnały Dnia”, mówił Ryszard Legutko. Europosel PiS rezonował kompleksami Kaczyńskiego, widocznie w tej partii prezes zaraża wszystkich. Istotnie Tusk nie dostanie poparcia PiS, bo jego winą jest jakoby katastrofa smoleńska i afera Amber Gold. Możliwe, że w czasie wyborów na szefa Rady Europejskiej Tusk usłyszy zarzuty sfomułowane przez usłużnych PiS prokuratorów. Wina Tuska w kwestii katastrofy smoleńskiej jest formułowana obecnie poprzez nierozdzielenie wizyt jego i Lecha Kaczyńskiego. Wynika z tego – logika jest nieubłagana – że Tusk powinien lecieć do Rosji 10 kwietnia wraz z Lechem Kaczyńskim. Legutko nie mówi, gdzie leżałby Tusk? Na Wawelu pogodzony z Lechem K.?

Szanuję Legutkę jako filozofa, ale nie nadaje się do polityki. Jarosław Kaczyński zaś nie jest filozofem, a politykę uprawia taką, jak mówi w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Gdybyście nie wiedzieli, jaką funkcję pełni w Unii Europejskiej prezes PiS, spieszę wyjaśnić, że też nie wiem, ale musi pełnić, bo oto zapowiedział Ukraińcom, że nie wejdą do Unii Europejskiej z Banderą jako ich bohaterem.

Kaczyński powiedział: niet. Tak samo, jak mówi Putin i jak mówił Janukowycz. Podejrzewam, że Kaczyński może jednak kandydować w Unii Europejskiej, na stanowisko „przyjaciel Putina”, acz może mieć konkurencję w osobie Marine le Pen i Viktora Orbana. Nie wiem, czy pocieszeniem dla prezesa jest, iż Polska też nie weszłaby do Unii Europejskiej, gdyby rządy sprawowała jego partia.

c4gczomxuaaxovn

Kaczyński ma jeszcze inne przymioty, o czym stale i wciąż się przekonujemy. Mianowicie wróży, a to znaczy, iż szykuje kolejny zamach na standardy demokratyczne. Prezes PiS w wywiadze wróży drugi pucz. Czy Grzegorz Schetyna będzie tak samo ustępliwy, iż pucz sam rozwiąże?

Bo to Schetyna dał się nabrać. Kaczyńskiemu chciałbym przypomnieć, że pucz przeprowadza wojsko, a w tej części Europy, opozycja i społeczeństwo obywatelskie wprowadzili nowe znaczenie słowa Majdan. I Schetyna może zaprowadzić ten Majdan w sali posiedzeń Sejmu, a nawet w Sali Kolumnowej, choć tam na taki wypadek została zainstalowana kratownica. Ale to nie opozycyjni posłowie dokonają Majdanu, czy też jak mówi Kaczyński swym pokrętnym językiem, puczu. To społeczeństwo obywatelskie jest groźne dla władzy PiS. Dla Kaczyńskiego zagrożeniem są Polacy, a jest rodaków 81 proc. Tak, to ci, którzy nie głosowali na PiS.

Z wywiadu dla „Gazety Polskiej” może się cieszyć Schetyna, który został w nim nazwany Bogiem. Zdziwieni? Kaczyński powiedział, że na Jasnej Górze modlił się wraz z pisowcami do Boga o rozwiązanie „puczu” w sali sejmowej. A jak wiadomo, „pucz” rozwiązał Schetyna. Nie zdziwię się, gdy Schetyna ogłosi: „mówcie do mnie Bóg”.

ZIMNA MERKEL, NAGRZANA SZYDŁO. A JUTRO PAWŁOWICZ ZNÓW ZACZNIE UJADAĆ NA ZDRAJCÓW LEWAKÓW NA USŁUGACH NIEMIEC. HIPOKRYZJA W CZYSTEJ POSTACI.

c4gg7eswyaqoadj

WYŁAPYWANIE ZDRAJCÓW NARODU TRWA…

c4hdjrdwiaaw00f

>>>

CZEGO BOI SIĘ KACZYŃSKI???

c3a30ccxgaadycf

Poeta pamięta.

c28wu75xeaao38e

Agnieszka Kublik (Wyborcza”) pisze o Krystynie Pawłowicz.

Poseł PiS Krystyna Pawłowicz, członek partii, która wszystkich innych oskarża o uprawianie przemysłu pogardy, sama poniża, pogardza, poniewiera, upokarza i postponuje. W chamsko-prymitywnym stylu ćwiczy się od lat. Dwa dni temu na swoim koncie na Facebooku urągała Rzecznikowi Praw Obywatelskich Adamowi Bodnarowi i feministkom.

agnieszka-kublik

„Wściekła, podburzona przez lewacką,antydemokratyczną opozycję chuliganeria naruszała prawa obywatelskie i LUDZKIE obywateli-posłów,wulgarnie ich lżąc,szturchając i poniżając,uniemożliwiając odwiedzenie grobów,poruszanie się. RPO,pan Adam Bodnar milczał wtedy,bo bojówki atakujące obywateli=polskich POSŁÓW,działały z podburzenia lewackiej,antydemokratycznej opozycji,jego,tj. Rzecznika ideowego środowiska. Dziś pan Bodnar, demoralizując Polaków,nadużywa z powodu osobistych, politycznych sympatii swej funkcji, i broni „swojej” lewackiej chuliganerii przed OCZYWISTĄ i KONIECZNĄ odpowiedzialnością, pokazując przy tym swą lewacką stronniczość i niekompetencję prawną. Prawo ma być równe dla wszystkich obywateli.Chronić KAŻDEGO zaatakowanego,też polskiego posła i żądać odpowiedzialności KAŻDEGO,też lewackiego sprawcy,bliskiego ideowo panu Rzecznikowi. A gdzie się pochowały „feministki”,kolejne obrończynie obywatelek-kobiet? Aaaa,zapomniałam,że one są tylko od obrony nieodpowiedzialności za korzystanie z ich macic,obrony jakichś praw „reprodukcyjnych”, itp zwierzęcopodobnych wynalazków” (pisowania oryginalna).

KOT NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW 🙂

c29-k2pxaaq92wh

W chamsko-prymitywnym stylu poseł Pawłowicz ćwiczy się od lat.

Pamiętacie, jak szydziła z transpłciowej posłanki Ruchu Palikota Anny Grodzkiej? „W jednej audycji w radiu byliśmy razem i on udowadniał, że jest kobietą. No jaka pani?! No twarz boksera! To nie jest tak, że jak się człowiek nażre hormonów i zrobi sobie operację, to staje się kobietą (…) Co ją/jego najbardziej denerwowało? Że w kiblach nie ma haczyków na torebki damskie. Cha, cha, cha”.

A z prezydenta Komorowskiego? „Nie wyróżnia się niczym oprócz gaf, nie umie pisać, nie umie czytać, nie umie się zachować, dlatego zakompleksione i wykorzenione społeczeństwo, podśmiewając się, popiera go, to taki swój chłop”.

O gender mówiła: „Za nazwą, której nikt nie rozumie, pokolenie ’68 chce zmienić wszystkie rządzące prawa naturalne na zasadzie „hulaj dusza, piekła nie ma”. Jest to zasada, w której każdy ustala, czy jest kobietą, czy mężczyzną. Może to doprowadzić nawet do związków intergenetycznych, typu związek człowieka z małpą. (…) Gender doprowadzić może także do tego, że gatunek ludzki zginie, bo skoro dwóm mężczyznom będzie lepiej ze sobą albo dwóm kobietom, a potem zwierzętom z ludźmi”.

c28kdbzxeaigups

O związkach partnerskich: „Homoseksualizm trzeba leczyć, a nie uchwalać przepisy. Jak ktoś jest pieskiem albo kotkiem, to nie pisze się ustawy”.

I o swoich krytykach: „To przedstawiciele środowisk lewacko-genderowo-feministycznych znanych z opluwania Kościoła”.

Podczas debaty o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej do posła SLD Marka Balta rzuciła „Spierdalaj!” (co zostało odnotowane w sejmowym stenogramie).

Parę lat temu chwaliła się, że pan prezes [Kaczyński] powiedział jej, że koniec z poprawnością polityczną. – Niech żyje wolność słowa! Nie ukarze mnie żadna komisja sejmowa, bo w każdej mamy większość. Marszałek Kuchciński też nie, bo się boi prezesa. A pan prezes mi pozwolił – ujawniła.

Prezes pozwala nadal. A może i pochwala?

KTO Z WAS CZEKA JUŻ NA TĘ ROZPRAWĘ? :))) MY TAAAK!

c29_gw7xcaa_ei1

CO NA TO POWIECIE WYBORCY PiS? WASZA „DOBRA ZMIANA” DOI POLSKĘ AŻ TRZESZCZY! Daliście się kupić za marne 500 złotych

c293fviwiaqdr1z

Kolejna „dobra zmiana” wg Antoniego Macierewicza. Zrobi z Radomia siedzibę… Stoczni Marynarki Wojennej

PO RAZ PIERWSZY W HISTORII, ZA MON JEST POLAKOM WSTYD.

c2-ok1zweaacgfz

Radomiu zostanie zarejestrowana siedziba spółki o nazwie „Stocznia Marynarki Wojennej S.A.”. Za tym co najmniej nietypowym pomysłem stoi Ministerstwo Obrony Narodowej.

IV RZECZPOSPOLITA ABSURDU.
c3awqo8xeaij5xa

Jeśli dojdzie do przejęcia Stoczni Marynarki Wojennej przez Polską Grupę Zbrojeniową mającą siedzibę w Radomiu, Skarb Państwa ma zyska kluczowy wpływ na ten zakład. A na tym zależy zarówno PGZ, rządowi, jak i Antoniemu Macierewiczowi. W rozmowie z Polskim Radiem o dążeniu do realizacji tego scenariusza mówił przekonuje Wojciech Skurkiewicz z PiS. Stocznię w stanie upadłości likwidacyjnej i zarządzaną przez syndyka wyceniono na ponad 224 mln zł. Oferty przetargowe będą przyjmowane do końca stycznia.

c3afgumw8aagdrd

Rejestracja firmy w Radomiu jest na rękę prezydentowi miasta Radosławowi Witkowskiemu. W jego opinii, ta decyzja znajdzie odzwierciedlenie w finansach gminy. Każda spółka prawa kapitałowego ma przecież obowiązek płacić podatek CIT tam, gdzie znajduje się jej siedziba. Samorząd województwa też nie byłby przeciwny takiemu obrotowi spraw. Zresztą, nie inaczej ocenia go Marek Magierowski. Dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta napisał na Twitterze, że „Radom jako ‚siedziba’ stoczni jest równie śmieszny jak Paryż i Pekin”.

c3avjrxxcaaihc8

Powody do śmiechu znaleźli za to internauci. Stocznia w Radomiu jest aktualnie jednym z najczęściej komentowanych tematów w mediach społecznościowych. Nie brakuje nawiązań do „chytrej baby” ani zdjęć proponowanych „okrętów”.

KIEDY SIĘ OBUDZICIE, POLACY?

c3auzvrxuaiaddp

Waldemar Mystkowski pisze o zdradzie dyplomatycznej Waszczykowksiego.

zdrada

Witold Waszczykowski ma poważny problem. Wszyscy poprzedni szefowie dyplomacji byli od niego zdecydowanie lepsi, więksi, wywodzili się z wrogich formacji politycznych. Bez większych analitycznych zapędów trzeba stwierdzić, że Waszczykowski nie dostaje do urzędu, musi podskakiwać do klamki drzwi, które chce otworzyć. Dla obcych dyplomatów Waszczykowskiego raczej nie ma, nie zauważają go, choć nie tylko on ma wpływ na postępującą degradację Polski. A do tego wartość Waszczykowskiego chwieje się w obozie „dobrej zmiany”, ponoć miał być wymieniony, ale nie znaleziono na jego miejsce zmiennika ciut od niego wartościowszego, bo w PiS-ie nie ma kadr w tej działce, wszyscy są z gniazda Anny Fotygi, ona ich wysiedziała.

Tak zapętlony Waszczykowski ma tylko jednego suwerena, a jest nim prezes PiS. Waszczykowski wypatruje na twarzy Jarosława Kaczyńskiego jakiegokolwiek przyjaznego grymasu. We wtorek 24 stycznia, ujawniając notatkę z marca 2008 roku dyrektora departamentu wschodniego MSZ Jarosława Bratkiewicza, liczy na to, że posępne oblicze prezesa się rozchmurzy. Wszak notatka dotyczy czasów prezydentury brata szacownego posła Jarosława Kaczyńskiego. Pomijam kwestię, że ujawnienie tajnej notatki jest zdradą dyplomatyczną, a także jej interpretacja świadczy, że Waszczykowski ma kłopoty z interpretacją podstawowych celów naszego geopolityki.

Bratkiewicz w notatce pisze, iż nasza dyplomacja ma powstać z kolan wobec Kremla, ma ku temu wiele przesłanek. Może liczyć na wsparcie Unii Europejskiej i NATO, gdyż może prowadzić wobec Rosji grę taką samą wartościową i samodzielną, jak Niemcy i Francja, zaś na Ukrainie wywrzeć prozachodnie rozwiązania instytucjonalne. Waszczykowski ujawniając taką zawartość notatki interpretuje, iż zwrot w polityce wschodniej uniemożliwił Lechowi Kaczyńskiemu wstrzymanie imperializmu Moskwy, co następnie skutkowało katastrofą smoleńską.

Wgryzając się jednak w ten dokument należy docenić przeorientowanie polskiej dyplomacji wobec Rosji. W tym czasie Rosja zniosła embargo na polskie produkty rolne, za trzy miesiące (w czerwcu 2008) Rada Europejska klepnęła kontrowersyjny dla wielu możnych w UE projekt pomysłu Sikorskiego Partnerstwa Wschodniego. Był to jeden z wielkich dyplomatycznych blitzkriegów ówczesnego szefa dyplomacji, bardzo nie w smak Francji.

Za miesiąc – w kwietniu 2008 roku – odbywał się szczyt NATO w Bukareszcie, gdzie deklarowano nowe otwarcie z Moskwą – przypominam, że prezydentem Rosji miał zostać Dmitrij Miedwiediew. Polska została pełnoprawnym graczem kształtującym politykę wschodnią w ramach UE i NATO. Symbolicznym sukcesem była wizyta premiera Władimira Putina na Westerplatte 1 września 2009 roku, czym przyznał, iż II wojna światowa zaczęła się od agresji hitlerowskich Niemiec w stosunku do Polski, a nie w 1941 roku do ZSRR.

Polska zyskała wówczas podmiotowość dyplomatyczną. Polskie miejsce na Ziemi znajduje się w jednych z najbardziej aktywnych płyt tektonicznych w geopolityce. Wystarczy jakieś zachwianie w makropolityce, to nas rzuca a to w kierunku podległości od Niemiec bądź Rosji, albo to i to w rozbiorze naszej państwowości.
Polski dyplomata musi poruszać się w tej sytuacji jak wytrawny saper. A co czyni Waszczykowski? Odtajnia notatkę, która poza zdradą dyplomatyczną w istocie świadczy, że Sikorski i jego premier Donald Tusk byli wielcy, zaś obecny minister i jego sponsor polityczny Jarosław Kaczyński są żadni, bo nikt z nimi nie chce rozmawiać. Polska nie uczestniczy w debacie o przyszłości Unii Europejskiej.

Jak niezdarny geopolitycznie jest prezes PiS, niech świadczy jego spot wyborczy z 10 maja 2010 roku, w którym zwraca się do Rosjan i pierwsze słowa brzmią: „Przyjaciele Rosjanie”. Zapomniał Waszczykowski, jak Kaczyński bez mydła podkładał się Kremlowi?

„trafności” oceny sytuacji politycznej w Europie, jakie podejmowane są dzisiaj niech świadczy niedawne zdarzenie w ministerstwie Waszczykowskiego. Ujawnia to z kolei prof. Aleksander Smolar, którego zaproszono na debatę w rozszerzonym gronie gabinetu politycznego MSZ. Rozważano rozpad… Niemiec. Tak! Proszę w tym miejscu zamknąć twarz ze zdziwienia. Co prawda Niemcy wg „intelektualistów” PiS miałyby nie rozpadać na NRD i RFN, ale na Niemcy i Bawarię.

I tyle jest warta odtajniona notatka przez Waszczykowskiego, jak to trafnie nazywa Sikorski (który naprawdę jest wielki). Jest to po prostu „głupota etapu”, głupota dobrej zmiany. Oby ten etap skończył się jak najszybciej.

NAJPIERW OPOZYCJA A POTEM POLACY, KTÓRZY JĄ POPIERAJĄ? CHCECIE ZAKAZAĆ NIEPOSŁUSZNYM WYJAZDÓW??? ZABRAĆ NAM PASZPORTY?

c296ajrxaaesrhh

Kleofas Wieniawa pisze też o Waszczykowskim, acz z innego punktu oceny.

waszczykowski

Witold Waszczykowski nie nadaje się do uprawiania dyplomacji. Nie nadaje się z powodów intelektualnych i charakterologicznych, a też formacyjnych.

Jego liczne wpadki w kontaktach z obcymi dyplomatami i w ogóle z mediami są anegdotyczne, a nie widać żadnych osiagnięć w rzeczywistej dyplomacji, która zawsze odbywa się poza medialnym obiegiem, za kulisami zdarzeń.

Waszczykowski do poprzedników – zwłaszcza do Radosława Sikorskiego – nie dostaje pod żadnym względem, li tylko dostaje czerwoności na twarzy okolonej siwizną, która jest wyrzutem niezdrowych emocji, a intelekt żaden, bo ten nie pozwalałby na takie głupawki, jak z San Escobar, z cyklistami, wegetarianami (nie jestem specjalistą od głupawek Waszczykowskiego), a teraz strzela polskiej racji stanu w stopę, kolano (część ciała metaforycznego do wyboru).

Ujawnia kuchnię swego wielkiego poprzednika Sikorskiego, jak krojona była polityka wschodnia, szczególnie z Rosją.

Taka interpretacja po 8 latach jest ahistoryczna, bo dzisiaj wiemy o Rosji zdecydowanie więcej. Sikorski zaś w wielkim przybliżeniu, podobnie widział politykę Kremla, jak Amerykanie i Niemcy, by posłużyć tylko tymi dwoma odwołaniami.

Nie był i nie jest to żaden błąd, bo gdyby przyjąć, iż posługujemy się wiedzą taką, jaka zaistnieje za kilka lat, to zawsze jesteśmy skazani na nierzeczywistość, a polityka zagraniczna to działanie tu i teraz w interesie własnego narodu i przynależności cywlizacyjnej.

Sikorski jako dyplomata należy do Zachodu, a niestety Waszczykowski to Wschód rozedrganych emocji, ubliżeń, mściwości, zwykła małość, która podskakuje, aby dorównać większemu – Sikorskiemu.

Zacytuję Ryszarda Petru, bo on daje odpowiednie rzeczy słowo:

„Nie można niż bardziej głupiego zrobić niż odtajniać notatki. On to zrobił tylko po to, żeby przykryć swoją niekompetencję. Nie jest w stanie żadnej sprawy załatwić, nawet sprowadzić wraku Tupolewa. Publikacja jest przyznaniem się do słabości. Wszyscy zacierają ręce z tego ujawnienia. Działa na szkodę państwa, powinien zostać zdymisjonowany od razu”.

PROPAGANDOWA SZCZEKACZKA JUŻ ZACZĘŁA SZKALOWAĆ STUDENTÓW

c29eyodxaaatvqi

NAJODWAŻNIEJSZA ANTYSYSTEMOWA KAPELA IV RP Big Cyc & Krzysztof Skiba

c3a8i0dxuaefhlg

>>>

c1q4m2bxaaa6iv6

PiS ma usłużnych prawników, którzy wszystko uzasadnią. Pisze o tym Ewa Siedlecka. Utajnienie obrad Sejmu, by nie wywołać napięć społecznych, wprowadzenie na salę funkcjonariuszy BOR, by odblokowali dostęp do mównicy, wsadzenie posłów opozycji do więzienia – to zdaniem sejmowych ekspertów zgodne z konstytucją i regulaminem Sejmu metody zakończenia sporu o ważność ustaw uchwalonych w Sali Kolumnowej.

siedlecka

Jeśli PiS wymyśli, że głosowania posłów opozycji są nieważne, bo zmierzają do torpedowania woli „suwerena” (czyli PiS), Biuro Analiz Sejmowych znajdzie zapewne ekspertów gotowych to podżyrować.

PiS upartyjnił stadniny koni, media publiczne, Trybunał Konstytucyjny, urząd prezydenta i prokuraturę. I Biuro Analiz Sejmowych. Od ponad roku opinie zamawiane przez BAS są wyłącznie instrumentem propagandy partyjnej.

W związku z okupacją sali obrad w Sejmie BAS zamówiło dziewięć opinii. Oczywiście u sprawdzonych autorów, na czele z prof. Bogusławem Banaszakiem, który od roku pisze opinie legalizujące działania PiS (m.in. stwierdził legalność „unieważnienia” przez ten Sejm wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego dokonanego przez poprzedni Sejm). Zaś autorem najczęściej cytowanej opinii na temat zakończenia kryzysu parlamentarnego – tej o BOR i utajnieniu obrad – jest prof. Grzegorz Górski, kandydat PiS w wyborach samorządowych i parlamentarnych.

Opinie zamawiane przez BAS mają nie tylko legitymizować już podjęte działania. Są też podkładką do tego, co PiS planuje: do postępowania karnego przeciw posłom opozycji. Opinie uznają, że ich działania wypełniły znamiona przestępstwa z:

  • art. 128 § 3 kk, czyli wpływania przemocą na czynności konstytucyjnego organu,
  •  art. 231 §1 kk, czyli przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, czym działa na szkodę interesu publicznego,
  •  z art. 191 § 1 kk, czyli stosowania przemocy wobec osoby (marszałka Sejmu) w celu zmuszenia do określonego zachowania,
  •  z art. 226 § 1 kk, czyli znieważania funkcjonariusza publicznego podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych,
  •  z art. 226 § 3 kk, czyli publicznego znieważenia konstytucyjnego organu RP – Sejmu.

pis

Eksperci BAS dopatrzyli się nawet przestępstwa przygotowań do obalenia siłą konstytucyjnego organu (art. 128 § 1 kk).

Autorzy opinii od razu wykluczają, by posłowie opozycji mogli się zasłonić immunitetem materialnym, który uwalnia ich od odpowiedzialności za czyny popełnione w ramach mandatu poselskiego (immunitetu materialnego nie można uchylić). Uzasadnienie jest genialne w swojej prostocie: skoro to, co zrobili, ma znamiona przestępstwa, to nie mogło być działaniem w ramach mandatu, bo mandat nie obejmuje popełniania przestępstw. Na czym w takim razie polega ochrona dawana przez immunitet materialny – eksperci nie wyjaśniają.

Prokuratura dostała podkładkę do wszczęcia postępowań. Może to zrobić teraz, z urzędu, nie czekając na zawiadomienie. Prokuratura wykonuje polecenia po linii partyjnej, więc jeśli będzie taki sygnał, to postawi posłów w stan oskarżenia. Pytanie, co zrobi sąd. Jeśli sędziowie nie będą chcieli ryzykować zablokowania awansu czy postępowania dyscyplinarnego, to może zapaść wyrok skazujący. A skazani za przestępstwo umyślne tracą prawo do bycia parlamentarzystą (uchwalona kilka lat temu zmiana konstytucji, tzw. lex Lepper).

Tak można wyeliminować aktywnych posłów opozycji.

Od tego, co w opiniach BAS jest, nie mniej ważne okazuje się to, czego w nich nie ma. Eksperci, oceniając legalność uchwalenia ustaw w Sali Kolumnowej, koncentrują się na tym, co można uznać za legalne, i pomijają drażliwe kwestie. Na przykład uznają, że marszałek mógł przenieść obrady z sali plenarnej w inne miejsce, ale solidarnie przemilczają problem, czy mógł je zwołać tam, gdzie mieści się tylko połowa ustawowej liczby posłów. Głosowanie kilkuset poprawek do różnych części budżetu w jednym głosowaniu oceniają jako legalne, bo komisja regulaminowa Sejmu dokonała takiej interpretacji. Eksperci zignorowali problem, czy taka interpretacja jest zgodna z konstytucyjnym prawem posła do wnoszenia poprawek. I czy nie jest aby literalnie sprzeczna z art. 50 regulaminu Sejmu, który mówi o głosowaniu poprawek „do poszczególnych artykułów, przy czym w pierwszej kolejności głosuje się poprawki, których przyjęcie lub odrzucenie rozstrzyga o innych poprawkach”.

Obok postprawdy (czyli gówno prawdy) pojawiło się w Polsce zjawisko postinterpretacji prawa. I postępuje. Rok temu PiS z trudem udawało się znaleźć prawnika do żyrowania swoich pomysłów – do usług był głównie prof. Banaszak. Teraz BAS może przebierać w ekspertach. Głoszenie teorii o płaskiej ziemi przestało być wśród prawników obciachem. W końcu każdy ma prawo dbać o siebie.

tomasz-lis-2

MYŚLELIŚCIE KIEDYŚ, ŻE POLSKA BĘDZIE ZARZĄDZANA NA SŁUPA? PIĘKNY TEKST O MARIONETKACH:

c1r_yucxaaaqkmm

Michał Danielewski zajął sie stanem umysłu Błaszczaka. Na szefie MSW ciąży ogromna odpowiedzialność – dba o bezpieczeństwo Polaków. By temu podołać, nasłuchuje, skąd nadciąga zagrożenie, analizuje znaki i wyciąga wnioski. Konkretnie jeden: groza nadciąga ze strony multi-kulti. Pogłębione badania nad tą zarazą minister Błaszczak rozpoczął już w 2012 r.

minister

„Polityka multi-kulti, która w Europie Zachodniej jest podkreślana, podejmowana i rozwijana, w przypadku Breivika pokazuje, że prowadzi donikąd. Chodzi o to, żebyśmy rozsądnie podchodzili do kwestii imigrantów, szczególnie tych, którzy nie integrują się ze społecznością, tak jak w Europie Zachodniej, i niestety pewnie ten proces też nas czeka” – wieszczył Błaszczak (wówczas prominentny poseł opozycyjnego PiS) po wyroku na Andersa Breivika, prawicowego ekstremistę, który 22 lipca 2011 r. w dwóch atakach terrorystycznych zabił 77 osób.

Ministrowi nie można odmówić konsekwencji. Gdy fala rasistowskiej przemocy dotarła w ostatnich miesiącach do Polski, Błaszczak znalazł tego samego winnego – europejskie multi-kulti.

„Zjawisko przestępstw z nienawiści jest niepokojące w krajach Europy Zachodniej. W Niemczech, we Francji problemy te są konsekwencją wielu lat polityki multi-kulti, poprawności politycznej i otwarcia granic na napływ emigrantów z Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej” – tak minister reagował na raport rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, który skrytykował słabą reakcję polskich władz na wzrost liczby przestępstw motywowanych uprzedzeniami.

Zdaniem Błaszczaka takich przestępstw u nas właściwie nie ma. – To w Polsce margines marginesu – orzekł w tym tygodniu.

Kiedy indziej precyzował: „Gdyby Europa zwróciła się ku chrześcijaństwu, byłoby ono jak magnes, który przyciągnie muzułmanów i ich odmieni”.

I tu Błaszczak ma rację, chrześcijańska Polska może jeszcze muzułmanów nie przyciąga, ale zaprawdę ich odmienia. Nabija im sińce i pozbawia zębów. W aktach przemocy, których nie ma, ale znamy ich przyczynę: multi-kulti.

CZYLI JEST SZANSA NA JAKIEŚ POROZUMIENIE. WSTYD, ŻE TO NIE MARSZAŁEK SEJMU MÓWI „PRZEPRASZAM”.

c1ufxszweaipbbe

Waldemar Mystkowski pisze o porozumieniu PiS z Ryszardem Petru.

oto

Jest porozumienie PiS z częścią opozycji w sprawie protestu w Sejmie. Powyższe zdanie wyjaśnia wszystko. Albowiem nie jest to zażegnanie kryzysu w Sejmie ani wyprowadzenia państwa z głębokiego kryzysu, jak pisze Onet. I na łamach tego portalu dorzuca autor artykułu Andrzej Gajcy – „mocno zaangażowała się strona kościelna”.

Porozumienie z częścią opozycji nie wyprowadza państwa z głębokiego kryzysu, tylko odfajkowuje protest na sali plenarnej. Opozycja – kolejna słowo, którego nie chcą zrozumieć dziennikarze, jak ów Gajcy – w sile Nowoczesna, PSL Kukiz ’15 zawarła separatystyczne porozumienie.

Separatyzm polega na tym, że w porozumieniu pominięta została Platforma Obywatelska, a kryzys był skierowany na nią i li tylko na nią, bo Marek Kuchciński wykluczył z obrad Michała Szczerbę w z góry zaplanowanym kryzysie. Acz kryzys nie wywołał Kuchciński, bo ten nie jest zdolny do żadnej indywidualnej decyzji, on może tylko potrzymać laskę marszałkowską.

oto-jak

Opozycją w tym układzie porozumienia jest tylko Nowoczesna, bo PSL i Kukiz ’15 taką udają. Na czym polega porozumienie Ryszarda Petru? Otóż procedowane będą w Senacie poprawki opozycji do ustawy budżetowej, a tak naprawdę poprawki Platformy Obywatelskiej. „Kochany panie Ryszardzie”, tym razem tak może określić Michał Szczerba polityka od praw autorskich powiedzonka „światełko w tunelu”.

Petru zdecydował się sygnować bezprawie Sali Kolumnowej, gdzie PiS w sposób szemrany przyjął ustawę budżetową. „Sposób szemrany” – i tak jest eufemistycznym określeniem, bo po trzech tygodniach opinia publiczna ujrzała zapis kamer z tej sali i to takiej jakości, jakby technika cyfrowa cofnęła się do czasów dla tej techniki „sprzed Potopu”.

To jest grzech pierworodny tego porozumienie – „szemrane światełko w tunelu”. Jeżeli do takiego porozumienia rzeczywiście doszło, można określić przyszłość, iż parlament mamy szemrany, a prawo w nim stanowione jest szemrane.

Opozycja okazała się guzik warta, można ją wydymać w prosty sposób, acz może nieco okrężny, bo „przez Maderę”. Gdyż w czasie Madery, tj. Sylwestra owo porozumienie Petru zawierał z emisariuszami Jarosława Kaczyńskiego.

Platforma Obywatelska może czuć się oszukana jako część „zjednoczonej opozycji”. Grzegorz Schetyna pozostał na lodzie.

Zaś PiS zaciera ręce. Lekko poszło im rozbić opozycję, która jest takiej a nie innej wartości. Polska polityka nie ma opozycji, Ryszard Petru łatwiutko nabrał się na szacher macher ze światełkiem w tunelu, a PO zaliczyła drugi poważny cios w nos. Porozumienie PiS z częścią opozycji, to dechy dla partii Schetyny. Trudno po tym liczeniu będzie się jej podnieść.

W takiej sytuacji można „spokojnie” napisać: Kaczyński wyrąbał sobie drogę do autorytaryzmu. Pod koniec grudnia 2016 opozycja wydawała się silna, wystarczyły dwa niewielkie kryzysy – Madera Petru i faktury Kijowskiego – aby wszystko obróciło się w perzynę.

Kaczyński z otwartą przyłbicą może powiedzieć z wysokości drabinki z Tesco do swego ciemnego ludu: Opozycję mamy do dymania i właśnie z nią to zrobiłem.

bycie

TAKI PIĘKNY OPIS AKTUALNEJ POLSKIEJ DEMOKRACJI 🙂

demokracja

Kleofas Wieniawa krótko pisze o Obywatelach RP, którzy chcą zablokować miesięcznicę.

sabaty

Obywatele RP kolejny raz chcą zablokować miesięcznicę smoleńską. Hasłem będzie „Ręce precz od grobów”, a symbolem biała róża.

Liderem Obywateli RP jest Paweł Kasprzak, który staje w obronie ”tych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, które protestują przeciwko ekshumacjom” oraz walczy z „fundamentalizmem narodowo-katolickim”.

Blokada ma polegać na tym, że staną pod tablicami upamiętniającymi katastrofę, jednak kilka ważnych osób dopuszczą do tego, aby złożyły kwiaty.

Miesięcznice smoleńskie to sabaty pisowskie, ośmieszają Polskę, a Kaczyńskiemu pozwalają budować chorą religię smoleńską z bratem Lechem K. jako prorokiem.

Wystarczy już tych sabatów kołtunów politycznych. Brawo Obywatele RP!

krystyna-pawlowicz