Posts Tagged ‘Krystyna Pawłowicz’

NADCHODZI !!! ZA CHWILĘ RUSZY WIELKA ANTYUNIJNA KAMPANIA WE WSZYSTKICH PiS-OWSKICH MEDIACH. RT !!

Na portalu crowdmedia.pl Rafał Nowakowski pisze, ile PiS dał zarobić Rydzykowi. Czyli ile dostał ojciec dyrektor łapówki.

Ojciec Tadeusz Rydzyk za rządów Prawa i Sprawiedliwości żyje sobie jak prawdziwy pączek w maśle. Tajemnicą poliszynela jest to, że do medialnego imperium ojca dyrektora raz po raz spływają niezłe sumki.

Wcześniej pisaliśmy o tym, że rok temu Ministerstwo Obrony Narodowej dało zarobić Telewizji Trwam za promocję szczytu NATO, który odbył się w Warszawie.

Okazuje się jednak, że posłanka opozycji Joanna Mucha pogrzebała znacznie głębiej. W złożonej przez siebie interpelacji Mucha doszukiwała się odpowiedzi, ile dokładnie pieniędzy popłynęło w stronę toruńskiego redemptorysty.

Ujawniona kwota poraża. Okazuje się, że imperium Rydzyka otrzymało 40 milionów złotych.  

Okazuje się jednak, że nie tylko partyjni koledzy docenili ciężką pracę posłanki Platformy Obywatelskiej. Opinia publiczna z pewnością zechce się zainteresować skalą ogromnego procederu redystrybucji pieniędzy publicznych w stronę Tadeusza Rydzyka. Nie są to wszakże drobne sumki, a całkiem pokaźna kwota. Internauci śmieją się nawet, że oprócz programu 500 złotych na każde dziecko, Kaczyński wprowadził również program 20 milionów na ojca. Okazuje się jednak, że nie 20 a 40, zaś beneficjent jest tylko jeden.

Rządy dobrej zmiany zapowiadały zmianę standardów i odnowę moralną w polskiej polityce. Okazuje się jednak, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. PiS po zdobyciu władzy nie tylko nie zmieniło praktyk poprzedników, ale i rozwinęło je do najgorszych ekstremów. Skok na spółki Skarbu Państwa w wydaniu Prawa i Sprawiedliwości jest bez precedensu w najnowszej historii naszego kraju.

Jaka jest praktyka, każdy widzi.

Waldemar Mystkowski pisze o Krystynie Pawłowicz.

Czy Krystyna Pawłowicz zdała maturę z języka polskiego?

Aby dostać się na listy wyborcze, a potem do Sejmu nie trzeba mieć poświadczenia zdania matury. Ale wielu – a nawet bardzo wielu – przydałby się jakiś certyfikat z normalności i z podstawowej wiedzy.

Czy posłanka PiS Krystyna Pawłowicz ma maturę? Po jej wypowiedziach, nie tylko w piśmie można zwątpić, iż przeszła celująco egzamin dojrzałości. Znamy wszak przypadki i to sfilmowane, iż świadectwa, czy też prawa wykonywania zawodu były podrabiane albo kupowane.

Acz podający się za inżyniera, lekarza, a nawet konsula nie mieli prawdziwych papierów, ale mieli zdolności, którymi pokrywali braki autentycznego papieru. Zatem co jest z posłanką Krystyną Pawłowicz? Ona nie ma wszak takich talentów, jak np. Czesław Śliwa vel Jacek Ben Silberstein grany przez Piotra Fronczewskiego w „Konsulu”.

Jak Pawłowicz udaje się nabrać wyborców, wcześniej jednak ustalającego listy wyborcze PiS, Jarosława Kaczyńskiego? Jej każdy wpis na Facebooku zawiera tak potężną dawkę błędów, iż mogłaby nimi obdarować z tuzin oblanych maturzystów.

A to tylko język polski. Proszę mnie uszczypnąć, jeżeli się mylę: posłanka PiS Krystyna Pawłowicz jest reprezentantką wyborców w polskim Sejmie? Tak, czy nie!

Każdy z nas czasami dostaje zajadów, wówczas umiejętności posługiwania językiem ojczystym ulegają obniżeniu do poziomu analfabetów. Czy zatem Pawłowicz dostaje permanentnie zajadów, bo jej język polski jest zawsze na poziomie nie do zaakceptowania w wersji podstawowej. Gdybym był prezesem Kaczyńskim zwaliłbym braki Pawłowicz w języku polskim na jej komusze wykształcenie.

Pawłowicz to postać we wszystkich wymiarach postkomunistyczna. Jej język polski jest alogiczny, nie potrafi budować zdań, ani formułować myśli, zatem jak ona porusza się w żargonie prawniczym, w którym czasami dochodzi do istnych językowych łamańców?

Jej ostatni wpis na Facebooku dotyczy Donalda Tuska, który był przesłuchiwany przez prokuraturę. Posłanka PiS wypisała taką ilość zajadów, iż można tylko jej pozazdrościć zdrowia, bo nie dostała apopleksji. Normalny człowiek zaliczyłby jakiś zawał.

Przytoczę jedno pełne zdanie w oryginale: „D.Tusk miał wziąść na siebie „pełną odpowiedzialność” za Smoleńsk a jak zwykle okazał się tchórzem”.

Pełną odpowiedzialność za Smoleńsk wzion (to chyba odmiana „wziąść”) Lech Kaczyński. I skończyło się dla niego tak, jak 10 kwietnia 2010 roku. Dlaczego inni przypłacili życiem? Najwyższa pora postawić brata Jarosława przed sądem historii i przed zarzutem odpowiedzialności za katastrofę.

Ale ja nie o tym, tylko o Pawłowicz. Jak to się dzieje, że tacy ludzie, którzy oblaliby maturę z języka polskiego dostają się do Sejmu i mienią się patriotami polskimi? Nie jest dla mnie usprawiedliwieniem, że jest to postać postkomunistyczna. W PRL-u też wydawano książki i można było je czytać, a dzisiaj nie pisać: „wziąść”. Może kiedyś powstanie o niej film, o K. Pawłowicz vel Ben Silberstein. Piotr Fronczewski mógłby się przebrać – jak Dustin Hoffman w „Tootsie” – za posłankę PiS.

Podrzucam ten pomysł ministrowi kultury Piotrowi Glińskiemu. Wszak zadowolony byłby prezes, któremu marzą się produkcje hollywoodzkie.

>>>

Widzę tu tylko jednego człowieka chorego z nienawiści. Róże przeszkadzają mu tak bardzo, że o bracie zapomniał.

Policja zrobiła PISowi frekwencję na Marszu Smoleńskim 😂

SYMBOL GŁUPOTY? KTO WIE…

PiS zorganizował kolejną miesięcznicę smoleńską

Białe róże przyniesione przez Obywateli RP są dla Kaczyńskiego symbolem skrajnej nienawiści.

Zanim marsz uczestników miesięcznicy dotarł na Krakowskie Przedmieście minął kontrmanifestację Stowarzyszenia „Tama”. Jej uczestnicy zebrani na skwerze Hoovera przynieśli transparenty m.in. z takimi napisami: „Dość szczucia smoleńskim kłamstwem”„Kłamstwom smoleńskim stawiamy tamę” i parasolki z naklejonymi liczbami „27:1”.

To było chyba najkrótsze wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. Właściwie całe zostało poświęcone… kontrmanifestacji zorganizowanej przez Obywateli RP. Nie przebierając w słowach Kaczyński stwierdził: – „To nowy wielki atak nienawiści. Białe róże są symbolem nienawiści, skrajnej nienawiści”.

Zapowiedział, że zwycięży tych, którzy – „są oszalali z nienawiści, ale będą pomniki i będzie prawda o Smoleńsku. Przyjdzie czas pełnej prawdy i wielka klęska tych, którzy nienawidzą. Oni nienawidzą Polski, ale Polska zwycięży”.

Nie sposób było nie zauważyć znacząco większej liczby policjantów zabezpieczających manifestację smoleńską. Trzeba także zauważyć pewną różnicę – nie ma już przenośnej drabinki, z której przemawiał Jarosław Kaczyński. Teraz ma do dyspozycji podest obity czarnym suknem.

Opluł piękny kwiat.Tak jak opluwa Polskę.

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Rewizor ONZ przyjeżdża do rządu PiS

Rząd PiS odnosi kolejny sukces. Poprzednicy obecnych władz bardzo się starali, trzeba było jednak czekać na rząd Jarosława Kaczyńskiego (piszę to świadomie, bo Beata Szydło w ogóle nie jest zorientowana, o co w rządzeniu biega, może tylko popłakać się, jak na unijnym szczycie).

Do Polski przyjeżdża rewizor, tj. przedstawiciel ONZ ds. niezawisłości sądów. No, jak? Usta otwarte, język połknięty? Nie piszę do czytelników, ale do Marka Kuchcińskiego, który sprawuje urząd kompletnie do niego się nie nadając. Spieszę poinformować, jaki to urząd – marszałka Sejmu. Kuchciński otwierał usta, ale połknął język, a w każdym razie pierwszy punkt porządku obrad Sejmu. Połknął z popitką. I facetowi przeszło. Później zakąsi, acz niekoniecznie na sali sejmowej, bo może odbyć się na zupełnie innej sali i to z paragrafami.

Sejm miał zająć się ustawą, którą podporządkuje sądy politykom partii rządzącej. Czyli niezawisłość przeistoczyłaby się w zawisłość od Kaczyńskiego, a ten sądziłby po swojej sprawiedliwości. Kuchciński (facecik – przypominam) rozmawiał długo ze Zbigniewem Ziobrą, a następnie poinformował Konwent Seniorów, iż punkt pierwszy obrad spada z wokandy, tj. z obrad Sejmu (na wokandę to Kuchcińskiemu dopiero wejdą konkretne punkty z paragrafami; okazuje się, że ja też mylę porządki). Punktem pierwszym miało być pierwsze czytanie ustawy o odebraniu niezawisłości sądom.

Karnie w Sejmie stawił się cały rząd z pełniącą obowiązki Kaczyńskiego – Beatą Szydło. Gdy jednak facecik Kuchciński przeszedł bezszmerowo do punktu drugiego, ławy rządowe się opróżniły, sala sejmowa opustoszała. Projekt ustawy ma wejść na wokandę za dwa tygodnie.

Pewnikiem rząd udał się do wszystkim w Polsce znanego miejsca, z którego jest transmitowana groteska „Ucho prezesa”. Idę o zakład, że Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju jest o niebo lepszym prezesem, niż Jarosław Kaczyński, który przecież ma za sobą rolę w innym hicie „O dwóch takich, co ukradli Księżyc”.

Trzymam się jednak mojego spostrzeżenia – rewizora. W „Uchu prezesa” na Nowogrodzkiej musi się odbywać narada z Adrianem (Dudą) pod drzwiami, ale ja wpadłem na pomysł, że mogę wcielić się w rewizora, podam się za Johna Doe z ONZ, egzemplarz Konstytucji RP mam, pomacham nim przed odpowiednimi nosami i zakomunikuję: już jestem.

Prezes wszak nie zna żadnego języka. Zobaczymy, co wskóram, acz ręce schowam za siebie, aby nie dać się w nie całować, nie lubię tej obleśności prezesa.

PRZEKAŻCIE DALEJ :))) MOŻE DOTRZE? SYMBOL GŁUPOTY PiS

Piotr i Paweł – pożyteczni idioci Putina

Dzięki takim postaciom, jak Stanisław Piotrowicz wiemy, na co chce mieć wpływ naród i kto go reprezentuje. Otóż naród chce wpłynąć na niezależności sądów, czyli pozbawić niezależności władzę sądzenia, a Piotrowicz jest tego narodu reprezentantem. Tym samym naród wg posła PiS odrzuca ustrój demokratyczny, w którym władza sądownicza jest niezależna od takich reprezentantów, jak Piotrowicz. Zatem naród zaprzeczył swojej woli, którą wyraził w referendum konstytucyjnym 25 maja 1997 roku, naród już nie ma takiej woli, jak wówczas – tak ocenił wolę narodu reprezentant jego Piotrowicz.

Jeszcze dalej posunęła się koleżanka Piotrowicza Krystyna Pawłowicz (o tym duecie pisowskim mówi się Piotr i Paweł), która usłyszawszy argument rzecznika Krajowej Rady Sądowniczej sędziego Waldemara Żuka, iż „jeżeli ten niekonstytucyjny projekt zostanie przyjęty, to kraje Unii Europejskiej mogą przestać uznawać wyroki polskich sądów”, z właściwą jej dezynwolturą stwierdziła: „to się wypiszemy z Unii”.

Powyższe wiekopomne dialogi i złote myśli padły na posiedzeniu komisji sprawiedliwości w Sejmie, gdzie został rekomendowany pakiet ustaw, które zostaną przegłosowane w środę na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Pojmowanie przez Piotrowicza i Pawłowicz Unii, Konstytucji i niezależności sądów właściwe jest samodzierżawcy na Kremlu Putinowi. Piotrowicz unieważnia referendum dotyczące konstytucji i samą Konstytucję RP, zaś Pawłowicz unieważnia inne referendum – w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i akces naszego kraju do tego organizmu cywilizacyjnego.

W ustawie pozbawiającej niezależności sądów PiS cofa nas do czasów PRL-u. Tak samo wówczas rozumiano konstytucję i władzę sądzenia, PZPR był osadzony na bagnetach Moskwy, dzisiaj PiS jest osadzony na cichym aplauzie Kremla.

Putin mógł się czuć przegranym w wyborach na prezydenta Francji, bo jego faworyta Marine Le Pen przerżnęła z kretesem, lecz Putin ma asa w rękawie: zwycięstwo PiS w Polsce w 2015 roku. To, czego nie zrobi Le Pen, zrobi dla Putina duet Piotr i Paweł PiS, zniszczą w Priwislanskim Kraju demokrację i wypiszą go z Unii Europejskiej.

Nieprzypadkowo spóźnione były gratulacje Andrzeja Dudy i Beaty Szydło dla Emmanuela Macrona po jego wygranej wyborczej. Ale po uchwaleniu ustawy o końcu niezależności Krajowej Rady Sądowniczej wystrzelą na Kremlu korki z butelek szampana, jak z armat. To będzie jedno wielkie spasiba Putina dla PiS.

Putin ma wystarczającą ilość pożytecznych idiotów – Piotrów i Pawłów, Andrzejów, Jarosławów, Antonich – w Priwislanskim Kraju.

NO TO MAMY KOLEJNY SYMBOL IV RP. SYMBOL GŁUPOTY I NIENAWIŚCI POSŁA KACZYŃSKIEGO.

Kleofas Wieniawa pisze o NIK-u, który zajmie się Macierewiczem.

Na Antoniego Macierewicza trzeba zbierać dowody. On sam będzie zacierał ślady, ale wszystkich nie zatrze, ludzi nie zlikwiduje.

Przyjdzie czas, że takiego człowieka trzeba będzie postawić przed sądem, aby nie dochodziło do wypaczeń politycznych.

Z pewnością adwokat Macierewicza zechce go obronić argumentem, że jest niespełna rozumu. Jest. Nawet w psychiatryku stworzyć mu warunki zakładu karnego, włącznie z kaftanem.

Dlatego nie jestem zdziwiony, iż przez komisję obrony przeszedł wniosek, aby NIK zbadał m.in. sprawę zakupu nowych samolotów dla VIP-ów przez MON.

Poparli go nawet posłowie PIS, czują swąd.

Tomasz Siemoniak komentuje: „Pierwszy raz w tej kadencji komisja obrony narodowej uwzględniła wnioski opozycji. Myślę, że to moment zupełnie przełomowy. Jeszcze dwa miesiące temu to było nie do pomyślenia”.

NIK jakieś dowody zbierze. Rosną papiery na Macierewicza. Polska przez takie postaci została złajdaczona. Macierewicz poczynił szkody na miarę przegranej wojny. A na to nie jest wystarczający Trybunał Stanu.

PAMIĘTAJCIE. W PAŃSTWIE PiS BIAŁE RÓŻE DAJEMY TYLKO WROGOM. CHYBA, ŻE MAMY W D…PIE TĘ CHORĄ ZASADĘ 🙂 TAK JAK DZIŚ U NAS.

Nic nowego… prezes znów jest bliżej prawdy , całej prawdy i gówno prawdy.

Z ostatniej chwili.

>>>

TAKIE PYTANIE NA 1 KWIETNIA

Marek Świerczyński w Polityce Insight pisze, jak Macierewicz ograł Dudę.

W rozgrywce Macierewicz – Duda prowadzi szef MON

Mimo że polityczne spotkanie tygodnia odbyło się na żądanie prezydenta, to Andrzej Duda chwalił ministra obrony i jego resort. Z dużej chmury mały deszcz, a nawet przejaśnienia.

„Jestem zadowolony z tej odprawy” – słowa prezydenta RP, który samotnie relacjonował wyniki ponad dwugodzinnej rozmowy z Antonim Macierewiczem nie pozostawiają wątpliwości kto na obecnym etapie jest górą. Już sama nieobecność ministra obrony w ogrodach BBN była symboliczna. Słowa prezydenta wskazują, że przynajmniej na razie musi zaakceptować dominującą pozycję szefa resortu, nad którym konstytucyjnie sprawuje zwierzchnictwo.

Andrzej Duda zadowolony ze współpracy z Macierewiczem

Zgłaszane przez prezydenta i jego współpracowników w ostatnich dniach zastrzeżenia i wątpliwości – według Andrzeja Dudy zostały wyjaśnione. Do powstającego w Polsce wielonarodowego dowództwa NATO mają być zgłaszani oficerowie, został też wyznaczony jego szef, niedawno odwołany ze Sztabu Generalnego WP gen. bryg. Krzysztof Motacki. Prezydent przyznał, że nie wymieniony z nazwy kraj sojuszniczy wyznaczył też zastępcę dowódcy dywizji. To wytrąciło prezydentowi z ręki pierwszy z argumentów ujawnionych w pismach skierowanych w ostatnim czasie do MON.

Drugi dotyczył stanowisk attache obrony. Tu również Andrzej Duda przyznał, że otrzymał informacje iż „zostaną one wypełnione” i że ten „mankament zostanie usunięty”. Ani słowem nie zająknął się o wątpliwościach, jakie jeszcze kilka dni temu były podnoszone w sprawie nominacji gen. bryg. Cezarego Wiśniewskiego na attache obrony w USA. Być może usłyszał, że nikogo lepszego na to stanowisko nie ma.

Prezydent oświadczył też, że i pozostałe tematy – jak budowa wojsk OT i modernizacja sił zbrojnych – nie budzą już jego zastrzeżeń. Mało tego, wyznał że jest zadowolony z tempa modernizacji i zapowiedział poparcie dla zmian legislacyjnych, mających odnosić 2-procentowe wydatki budżetowe na obronność do planowanego, a nie każdorazowo ubiegłorocznego PKB. Zapewnił, że przenoszenie kadry oficerskiej z wojsk operacyjnych do obrony terytorialnej wzmocni siły zbrojne, a dowódca WOT gen. bryg. Wiesław Kukuła to zdaniem Dudy niezwykle kompetentny oficer.

Kaczyński o Dudzie i Macierewiczu

Najciekawszy fragment oświadczenia prezydenta zdawał się wprost odnosić do treści jednego z dwóch wywiadów Jarosława Kaczyńskiego, opublikowanych po południu. Kilka godzin po tym jak prezes PiS mówił w PAP o „fatalnym kształcie polskiej konstytucji”, Andrzej Duda zaznaczył, że chce utrzymać kontakty z ministrem obrony w ramach, które określa polska konstytucja: „gdzie jest jasno powiedziane, że w okresie pokoju prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoją funkcję zwierzchnika sił zbrojnych za pośrednictwem ministra obrony narodowej. Chciałbym, żeby w tym zakresie Konstytucja RP była w pełni przestrzegana i tak jako prezydent to realizuję”.

Trudno o wyraźniejsze podkreślenie różnicy poglądów, zwłaszcza, że Kaczyński w tej samej wypowiedzi skrytykował, jak to ujął „politykę epistolarną”, przez co można rozumieć pisanie listów przez prezydenta do ministra. Z drugiej strony, na gruncie obecnego prawa, Kaczyński wspiera prezydenta: „Konstytucyjna pozycja prezydenta wobec Sił Zbrojnych jest oczywista. Powinien on być informowany i konsultowany, gdy chodzi o ważne decyzje”.

W drugim z dzisiejszych wywiadów – które same w sobie zasługują na uwagę – Jarosław Kaczyński zdawał się ostrzej upominać ministra obrony: „Będę oczekiwał, żeby ekstrawagancja Macierewicza została ograniczona”, mówił w rozmowie z RMF FM. Nie rozstrzygnął jednoznacznie, kto miałby ministra powstrzymać: premier Szydło, prezydent Duda – a może on sam, jako lider partii? Domagał się jednak, by prezydent był traktowany poważnie i z należytym szacunkiem, czego ma oczekiwać także od Antoniego Macierewicza.

Ale jednocześnie usprawiedliwiał ministra, mówiąc że cechy jego charakteru właściwe są ludziom „bardzo silnym” i że armia „na pewno wymagała bardzo daleko idących zmian i sądzę, że nie ma człowieka, który by równie energicznie i konsekwentnie i bez oporów je wcielał, tak jak to robi Antoni Macierewicz”. W swoim stylu Kaczyński wydaje się rozgrywać pionki na szachownicy, czekając na rezultat swoich ruchów.

Macierewicz ograł Dudę

Na razie wydaje się, że w tej rozgrywce prowadzi Macierewicz. Nie tylko zmusił prezydenta do samotnego raportowania wyników rozmowy, ale zdał się przekonać go do sensowności własnych działań. Kluczowe dla oceny prób odzyskania przez prezydenta kontroli nad wojskiem i MON będą następne tygodnie: to co Andrzej Duda powie na odprawie kierownictwa sił zbrojnych 12 kwietnia i jak mocno zdecyduje się podkreślić własną rolę w czasie spotkania z głównodowodzącym sił NATO w Europie 13 kwietnia.

Generał Curtiss Scaparrotti unikał do tej pory spotkań z Antonim Macierewiczem, choć rozmawiał niedawno z szefem BBN Pawłem Solochem. Dyplomatyczne niuanse mają znaczenie. Również to, że to prezydent a nie MON organizuje oficjalne powitanie wzmocnionego batalionu NATO w Polsce. Jeśli rozgrywka między Dudą i Macierewiczem będzie trwała nadal, to w kwietniu nadejdą jej kolejne sygnały.

Ale nie ma raczej nastroju do kontynuowania konfliktu. Straty wizerunkowe jakie ministerstwu i wojsku wyrządził Macierewicz zdają się szkodzić PiS-owi. Szef MON nie zdołał przekonać opinii publicznej, że dokonywane w armii czystki i zmiany jej służą. Przegrywa wizerunkowy pojedynek z odwołanymi generałami. Otwarcie krytykuje go czasem szef PiS, choć nie zależy mu przecież na osłabianiu rządu. Dlatego Jarosław Kaczyński rozdziela krytykę na obie strony, przyjmując rolę niby bezstronnego arbitra, choć przecież wiadomo do kogo mu osobiście bliżej.

Nie jest też tajemnicą, że zastrzeżenia prezydenta wobec polityki szefa MON w części wzięły się z rozmów z dowódcami, których Macierewicz w ostatnich miesiącach się pozbył, przy milczeniu Kaczyńskiego i przychylności Dudy. Mecz prezydenta z ministrem może więc trwać, choć do przerwy jest zero jeden a zwierzchnik sił zbrojnych raczej nie jest faworytem bukmacherów.

Michał Ogórek pisze o wierze Krystyny Pawłowicz. Zarzuty o antyeuropejskość PiS-u są w sposób oczywisty chybione i wręcz nonsensowne – zajmuje się on Europą bardziej niż ona sama.

Jest więcej niż prawdopodobne, że parlament portugalski zignoruje objawienia, jakie miały miejsce przed stu laty w Fatimie, wobec czego uczcić je musi za niego polski Sejm. Nie jest to dla nas wygodne z punktu widzenia dumy narodowej, jako że oddajemy tu pierwszeństwo w objawieniach innym narodom (i to nawet takim, które nie wiedzą, co z tym zrobić), ale stanowi jasną zapowiedź, że każdy cud z Europy w końcu przeniesiemy do siebie.

Posłance Pawłowicz ręce się trzęsą z powodu alkoholizmu w całej Europie. Jako parlamentarzystka i prawniczka zwróciła uwagę Luksemburczykowi Junckerowi, żeby nie pił, opierała się pewnie na uchwale Sejmu o ustanowieniu roku 2017 „rokiem troski o trzeźwość Narodu”. Dała tym dowód jakże otwartego pojmowania przez Sejm pojęcia Narodu, do którego zalicza on z jakiegoś powodu każdego Europejczyka, który ma kłopoty z alkoholem.

ILE WARTE SĄ OBIETNICE POLITYKÓW PiS?

BIAŁYSTOK BĘDZIE PIERWSZĄ BAZĄ WYPADOWĄ. CATERING OCZYWIŚCIE W McDONALDS 🙂

Waldemar Mystkowski pisze o autobiografii Macierewicza.

Ten news na portalu polityka.pl może być prima aprilisowy, a rzecz dotyczy postaci szczególnej. W każdym razie tylko ten portal podaje tę informację. Antoni Macierewicz ma ponoć w czerwcu wydać dwutomową autobiografię pod mało atrakcyjnym tytułem, lecz to może być jej promocyjna siła „Ja, Antoni”. Podtytuł zaś dziwnym trafem nawiązuje do triady: „Bóg, honor, ojczyzna”. U Macierewicza jest „Opozycja, Polska, Smoleńsk”.

Ale też tytuł można czytać: „Ja”, a podtytuł: „Antoni, opozycja, Polska, Smoleńsk”. „Polityka” nie podaje, w jakim wydawnictwie ma się to wiekopomne dzieło ukazać, co świadczyłoby o trefności newsa, jak zresztą samego autora. Ale ciekawe byłoby to dzieło, niezależnie od tego, że nie spłynęło spod pióra ministra obrony, ale autora widmo (ghostwriter).

„Polityka” cytuje tego „murzyna”, bo tak kiedyś nazywano takich autorów, a ten chwali Macierewicza, jakby był samym Misiewiczem albo podrzędnym sympatykiem PiS: „To jeden z najinteligentniejszych polityków, jakich poznałem w życiu”. Skąd mają wypowiedź ghostwritera? Czyżby telefonicznie rozpływał się nad walorami Macierewicza, a może już istnieje wydawnicza zajawka i z niej pochodzi cytat?

„Polityka” jednemu szczegółowi tej autobiografii poświęca większą uwagę. Mianowicie, „murzyn” napisał, ale nie wszystko. Fragmenty poświęcone Bartłomiejowi Misiewiczowi są autorstwa ministra, który nawet nie pozwolił na ich korektę redaktorską. Skąd zatem ta czułość pisarska Macierewicza do swego pupilka?

Ten szczegół brzmi nierzeczywiście, wszak Macierewicz przeminie, Misiewicz tym bardziej, nie będzie darzony takimi uczuciami, a książka pozostanie dla przyszłych pokoleń. Także motto polityczne Macierewicza brzmi podejrzanie, a które cytuje autor widmo: „Przyjmuję tę wściekłość z radością, bo oznacza ona potwierdzenie słuszności moich działań”.

Motto nie jest z żadnego Winstona Churchilla, lecz z wypowiedzi Macierewicza z roku 2009, a więc sprzed katastrofy smoleńskiej. Wówczas Macierewicz kandydował do komisji ds. zbadania śmierci Krzysztofa Olewnika. Polityka.pl nawet pokazuje okładkę autobiografii Macierewicza. Niezależnie od tego, czy to prawda, czy fałsz, taka pozycja przydałaby się. Macierewicz to oksymoron prawdy, lecz każdy fałsz ma swój przeciwległy diapazon.

Gdy Macierewicz kłamie, a czyni to najczęściej, mniej więcej wiemy, gdzie szukać prawdy. Żaden „murzyn” nie wybieli Macierewicza.

JEST SZANSA, ŻE BĘDĄ WRESZCIE WIEDZIELI, CO OD ROKU BADAJĄ

Kleofas Wieniawa zaś pisze o listach Kaczyńskiego.

Stanisław Skarżyński z OKO.press publikuje obszerne fragmenty trzech listów*, jakie dostał anonimowy prawicowy polityk od Jarosława Kaczyńskiego w roku 2005, gdy zawiązana została koalicja niesławnej IV RP, PiS-LPR-Samoobrona.

Nazwisko odbiorcy listów i korespodenującego z prezesem PiS pozostaje anonimowe, współpracował z PC i PiS. Kaczyński od razu zgadnie, a ja podejrzewał kto to zacz. Listy są pisane na maszynie – prawdopodobnie dyktowane – i nie podpisane żadną parafą. W czytaniu sprawiają wrażenie autentycznych, z charakterystyczną dla Kaczyńskiego frazą.

Kaczyński odnosi się do zawarcia koalicji „niezwykle rozczarowującej”, zauważa rusofilskie i populistyczne ciągoty koalicjantów. Nie zrażają go, a nawet w jakimś sensie fascynują i chce je zagospodarować.

PiS w 2005 toku był na etapie odchodzenia od etosu solidarnościowego i przemieszczania się na pozycje, na jakich dzisiaj widzimy tę partię u władzy – populistyczną, antyunijną, katolicką. Wówczas te cechy były one dla Kaczyńskiego „wstrętne”, ale do przyjęcia i – do zagospodarowania, do wchłonięcia przez PiS

Kilka cytatów o koalicjantach:

„…ich stosunek do Rosji nie stał się dla nas nagle możliwy do zaakceptowania. Tak jak piszesz, wciąż jedyną drogą do ułożenia relacji z niedźwiedziem widzę w zatrudnieniu do tego Brukseli i choćby nas ten wynik średnio urządzał, to i tak wyjdziemy na tym lepiej – bo że sami sobie z Rosją nie damy rady, to jest sprawa oczywista.”

„W mojej ocenie ten ich brak poczucia, że zbliżanie się ku Rosji nie jest dla Polski dobre, w większości bierze się z tego, że endecy od Dmowskiego większe mają rusofilskie skłonności, niżby się potrafili do tego przyznać.”

„…dopuszczam tę „ruską menażerię” do swojego otoczenia, nie jest zgoda z ich agendą, ale najgłębsze moje przekonanie, że nie da się tego już dziś zatrzymać – a skoro tak, to trzeba z tym podjąć grę. Polska weszła na Zachód z nierozwiązanymi problemami nie tylko powiązanej z Rosją postkomuny, ale również bliskiej Rosji endecji i to będzie uwierać Polskę, wyciągać ją z tej Unii i z jednej strony, i z drugiej, bo od teraz można Europę oskarżać o wszystko.”

„…nie dać się porwać temu, co chcemy zatrzymać. Pokusa jest oczywiście olbrzymia, bo z populizmem nie da się konkurować inaczej, niż obiecując po prostu więcej, a wtedy inflacja tych obietnic postępuje rzeczywiście w zastraszającym tempie.”

Cytat poniższy z mniemanej epistoły Kaczyńskiego wydaje się być dzisiaj a rebours autoproroczy:

„Nie podzielam za to Twojej obawy, że może to zagrozić nam jako całości i zamienić nas w nich, bo przecież polityka współcześnie ma swoje ograniczenia – trzeba przestrzegać prawa, konstytucji, umów międzynarodowych, a w Unii dochodzą kolejne, przede wszystkim zakazujące pomocy publicznej dla przedsiębiorstw państwowych. Te reguły, których ani nacjonaliści, ani wściekli ludowcy nie zamierzają przestrzegać, oddzielają nas jednak, mimo tego obecnego sojuszu, dość wyraźnie.”

Jeżeli Kaczyński przestrzegał przed pułapkami nacjonalistyczno-populistycznymi w 2005 roku, to dzisiaj został w nich uwięziony i przekonuje nas, że to jego buty. Stąd tak silna pozycja w PiS katonacjonalisty rodem z Dmowskiego, Macierewicza.

Kaczyński stał się zakładnikiem, a dzisiaj „zarażony” tymi niegdyś dla niego obcymi ideami, stał się wyznawcą ich, z czym walczył; i jako szantażysta chce wziąć w populistyczno-nacjonalistyczny jasyr całą Polskę.

* listy mogą być napisane przez Skarżyńskiego na „święto” Prima Aprilis, tym bardziej ich „zawartość” autentyczności świadczy, z jakim utalentowanym autorem mamy do czynienia.

TVN TRACI KRÓLA… REKORDOWĄ KWOTĘ NA REPOLONIZACJĘ GWIAZDORA SFINANSOWAŁO MINISTERSTWO OBRONY NARODOWEJ.

>>>

PIRELLI MA JUŻ SWÓJ KALENDARZ. TERAZ CZAS NA BMW 🙂

SZOK !!!!!! OTO JAK PiS TRAKTUJE NAUCZYCIELI

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, że nie budziet żadnych śmigłowców bojowych. Macierewicz rozbraja nas. Wbrew zapowiedziom szefa MON Antoniego Macierewicza do Polski nie dotrą dwa śmigłowce Black Hawk do testów. Według MON „nie ma takiej potrzeby”.

Minister Macierewicz zapowiedział zakup dwóch black hawków do końca 2016 roku w październiku podczas wizyty w Mielcu. Pojechał tam zaraz po odwołaniu kontraktu z francuskim Airbus Helicopters, producentem caracali. Obiecał załodze zakładu, że teraz MON będzie wspierał polski przemysł obronny.

Następnie MON deklarował różne liczby śmigłowców, ale zawsze miały przylecieć „dwa pierwsze”. Najpierw do końca stycznia lub „przełomu stycznia i lutego” – rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz twierdził, że opóźnienie wynikało z problemów formalnych i świąt. Następnie sam Macierewicz zapewniał, że dwa black hawki będą „na pewno do końca marca”, a powodem opóźnień był obieg dokumentów tajnych w USA.

Dzień przed upływem terminu wiceminister obrony Bartosz Kownacki stwierdził jednak, że „nie ma potrzeby zakupu helikopterów testowych”. Sam Macierewicz na konferencję nie przyszedł. Kownacki tłumaczył , że kupienie maszyn danej marki zostałoby odczytane jako preferencja w przetargu na śmigłowce.

Kownacki poinformował, że zmieniły się też warunki przetargu. Pierwotnie MON ogłosił, że chce w tym roku kupić 16 maszyn (osiem dla sił specjalnych, osiem dla ratownictwa morskiego i zwalczania okrętów podwodnych). Teraz ma być osiem dla sił specjalnych, cztery morskie i kolejne cztery morskie, jeśli ministerstwu wystarczy pieniędzy.

RAZEM! CAŁA OPOZYCJA. WSZYSCY WROGOWIE I PRZECIWNICY PIS RAZEM. ZOSTAWCIE RZECZY DROBNE. ZRÓBMY TAKA WIELKĄ NOC, ZEBY PRZESZŁA DO HISTORII

Tylko co to ma wspólnego z uzbrojeniem żołnierzy?

I ZNÓW ULAŁ SIĘ JAD. TYM RAZEM DO STRAJKUJĄCYCH NAUCZYCIELI.

W cotygniowym felietonie piątkowym Monika Olejnik pisze o naszym ukochanym wodzu Słoneczku i jego pokornych cielętach. Wydawałoby się, że PiS chce już zapomnieć o brukselskiej porażce 1:27. Nie szukano winnego tego potwornego blamażu. Ale jest ktoś, kto nie daje zapomnieć.

W poniedziałkowy poranek szef MSZ Witold Waszczykowski oświadczył nagle w TVN 24: „Doszło do fałszerstwa. Mamy dzisiaj ekspertyzy, które mówią o tym, że Tusk został wybrany w sposób, który można zakwestionować”. Minister dodał, że przedstawi je rządowi.

Wprawił w osłupienie swoich kolegów, którzy szybko zaczęli się odcinać od jego wypowiedzi. Pan minister ma niezwykłe skłonności do bycia bardziej politykiem niż dyplomatą. W „Super Expressie” powiedział, że należy ochłodzić nasze stosunki z Unią, blokować jej inicjatywy i że musimy zacząć prowadzić ostrą grę.

Jak do tej pory żaden polski minister zajmujący się sprawami międzynarodowymi nie wygłosił tylu porażających wypowiedzi. Z pogardą mówił o kobietach biorących udział w „czarnym proteście”, który nazwał sprawą marginalną, a protest – kpiną. Pouczał kobiety, że nie powinny się przebierać i wykrzykiwać głupkowatych haseł.

Minister nawiązywał kontakty dyplomatyczne z nieistniejącym państwem San Escobar. Proponował Białorusinom, żeby zaczęli oglądać TVP Polonia, a nie Biełsat. Dużym echem odbiła się jego niechęć do lewaków, wegetarian, cyklistów i tych, którzy myślą tylko o energii odnawialnej. Minister zmienia image, ale niestety to, co wyprawia, jest coraz gorsze. Tłumaczył kiedyś, że musimy odejść od „murzyńskości”.

Według Jarosława Kaczyńskiego Witold Waszczykowski jest oryginałem, takim jak Boris Johnson. Dziwne, że nie zauważa tego, że Waszczykowski szkodzi Polsce. Jeżeli trzeba uważać, bo Unia chce nas oszukać, to po jakiego grzyba jesteśmy w tej Unii, gdzie jesteśmy osaczani przez fałszerzy, dwulicowców?
Pan minister oburzony jest tym, że TW pracowali w MSZ.

Teraz będzie czyścił ministerstwo „ze złogów komunistycznych”, jak to mawiał drzewiej były pezetpeerowiec, a obecnie tropiciel układów red. Targalski. Dziwne, że panu min. Waszczykowskiemu nie przeszkadza TW „Wolfgang”, czyli ambasador w Berlinie Andrzej Przyłębski.

Kłamstwa „Wolfganga” nie przeszkadzają, bo swój. Należy tropić nieprzyjaciół. Pan Waszczykowski mówi, że albo ktoś coś sfałszował, albo że nas oszukał. Parę miesięcy temu mówił, że oszukuje nas szef Komisji Europejskiej Juncker. W sukurs Waszczykowskiemu przyszła posłanka Krystyna Pawłowicz, która napisała list do Junckera: „Pana zachowania, będące wynikiem pana choroby alkoholowej, są nie do zaakceptowania w świetle przyjętych norm kulturowych. (…)

Kompromitują nie tylko pana osobiście, ale ważny urząd, który pan piastuje w UE. Kompromitują i obrażają też obywateli państw członkowskich Unii”. Z tym temperamentem posłanka, która mówi o fladze unijnej, że to szmata, nadawałaby się na zastępczynię Witolda Waszczykowskiego.

BIZANCJUM ZAMIAST ŚMIGŁOWCÓW DLA WOJSKA. 2 MILIARDY BEZ PRZETARGU… trwa…

Waldemar Mystkowski pisze o „szczycie” Duda – Macierewicz.

„Geniusz” Jarosława Kaczyńskiego jest nie do przecenienia. Czego się nie dotknie, to rozwiąże problem. Niechętni prezesowi (w tym także czasami ja), twierdzą, że wszystko niszczy i psuje. Psuje, ale czy wszystko?

Oto wydawałoby się, że nie do rozwiązania jest konflikt Andrzej Duda – Antoni Macierewicz. Prezydent jako bezwolny polityk doprowadził sprawowany urząd do stanu fasady, nie jest strażnikiem Konstytucji, jest strażnikiem woli prezesa.

Z kolei Antoni Macierewicz zdemolował dowództwo Wojska Polskiego, prawie 100 proc. dowódców generałów pożegnał bądź sami się pożegnali. Nie zostały zakupione śmigłowce bojowe, jego zastępca Bartosz Kownacki wzruszył ramionami: „a po co?” Wypisani zostaliśmy z obronności UE, z Eurokorpusu.

Duda nie wytrzymał i list napisał do ministra Macierewicza, aby stawił się u niego, bo on jest zwierzchnikiem sił zbrojnych i ministra obrony, który administruje WP. Obserwujemy ten konflikt z zażenowaniem, zagranica ma ubaw, na pewno Kreml, ale nie NATO.

Oto w ten konflikt wkroczył „pan” poseł Kaczyński i swoim geniuszem sięgnął do złotego środka, wskazał winnego. A nie jest nim ani Duda, ani Macierewicz, tylko… Konstytucja. „Napięcia są nieuniknione ze względu na fatalny kształt polskiej Konstytucji” – powiedział Kaczyński. Fatalna jest Konstytucja. Nie jest fatalny prezydent, nie jest fatalny minister.

Z tego wniosek jest taki, że prezesowi nie przeszkadza, że prezydent zrezygnował z prerogatyw zapisanych w Konstytucji (bo jest „fatalna”), ani nie przeszkadza Macierewicz, który pracowicie demoluje Wojsko Polskie.
Zatem konflikt zostanie pozamiatany pod dywan, będzie mamienie opinii publicznej o wirtualnym zakupie uzbrojenia. Po zerwaniu kontraktu na zakup Caracali, miały być zakupione 3 śmigłowce Black Hawk, 3 łodzie podwodne. Dzisiaj Macierewicz oznajmił, że kupi osiem baterii Patriot.

Macierewiczowi nic się nie stanie, bo jest potrzebny do klajstrowania mitu smoleńskiego, do nowej teorii zamachowej, która zostanie na dniach ogłoszona. Aberracja będzie coraz większa, jak to obrazowo nazwał w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” polityk PO Krzysztof Brejza: – „Mongołowie wtargnęli do Polski i nie można się na nic oglądać”.

Prezes dla swojej szarańczy zawsze znajdzie usprawiedliwienie, a to wina Tuska, a to wina fatalnej Konstytucji. Ci Mongołowie wszystko dokumentnie niszczą. Musimy znaleźć adekwatną odpowiedź na to, że „nie możemy się już na nic oglądać”, bo rozpirzą nam ojczyznę.

I JESZCZE SŁOWO LISA O DEFORMIE

Kleofas Wieniawa pisze o „ingerencji” prezesa w konlikt Duda – Macierewicz.

Spotkanie Duda – Macierewicz było skazane na sukces. Jak to ujął „zgrabnie” prezydent Andrzej Duda” „Uzyskałem zapewnienie…”

Jak uzyskał zapewnienie, to wszystko jest OK. Caracali, ani black hawków nie ma, wychodzimy z Eurokorpusu, niemal 100 proc. dowódców odeszło z wojska, bojówki WOT są formowane. Duda: „Jestem zadowolony z dzisiejszego spotkania…”

Nie miał innego wyjścia. Bo przed tym spotkaniem na szczycie Jarosław Kaczyński wskazał winnego konfliktu Duda – Macierewicz. A winna jest- konstytucja.

Czyli winny jest pośrednio Duda, bo to on jest strażnikiem konstytucji. Prezesowi „panu” posłowi Kaczyńskiemu: „Nie podoba się polityka epistolarna”.

Kto tę politykę zaczął? Duda. To kolejna poszlaka, kto jest winien. Wywiady i przemowy Kaczyńskiego zaczynamy czytać, jak w komunie I sekretarzy, poprzez aluzje, analogie i ciągi logiczne.

Przy czym u Kaczyńskiego występuje ten problem, że on nieskładnie mówi po polsku, w zdaniu złożonym zwykle dopuszcza się nielogiczności w drugiej jego części, nie panuje nad wypowiedzią.

Sukces więc jest odnotowany, tym razem Duda go ogłosił, podporządkował się Macierewiczowi, bo tak prezes nakazał. Abdykacja Dudy na tej linii frontu jest oczywista.

Prezes zaś udzielając się tak medialnie, pokazuje, że sondaże napędziły mu stracha. Mam dla prezesa niedobrą wiadomość, sondaże będą leciały w dół, bo eskalacja konfliktów i nienawiści będzie postępować. Zaś liczba błędów PiS wzrastać.

Dużo zależy od opozycji i lewicy, gdyby PO i Nowoczesna potrafiły się skonsolidować, a lewica zjednoczyć, już dzisiaj PiS zobaczyłby w sondażach wolę suwerena.

Kaczyński ponarzekał jeszcze na media, w których ponoć nie ma równowagi. Tak! Nie ma równowagi w mediach pisowskich, dawniej publicznych, nie można tv i radia oglądać i słuchać, w treści i formie są jak gadzinówki, zdecydowanie bardziej nieobiektywne niż w PRL.

Ale mamy sukces. Inny niż sukces na szczycie w Brukseli – 1:27, bo w naszym gumnie.

PILNE: DUDA ODWOŁANY PRZEZ MACIEREWICZA

>>>

Na tym zdjęciu Macierewicz podobno mówi do Dudy: – Andrzej nie wpie…….. się do mojego wojska, zejdź mi z oczu.

polska-w-ruinie

MOŻNA UMRZEĆ ZE ŚMIECHU :))))))))))))))))))

c5iexdzwmaa0fmb

„Fakt” pisze jak Macierewicz rozbraja polską armię.

fakty24

Brutalna prawda o armii Macierewicza. Eksperci nie mają wątpliwości

Pod jego rozkazami wywiad wojskowy przestał praktycznie istnieć. Szef MON dzieli najsilniejszą dywizję pancerną w Polsce, osłabiając jej wartość bojową. To spełnienie marzeń każdego rosyjskiego dowódcy. Ściany wschodniej na pierwszej linii mają bronić zamiast żołnierzy zawodowych, weekendowi. Amerykanie nawet nie chcą z Polską rozmawiać na temat przekazania w ręce Macierewicza rakiet Tomahawk.

Dywizja pancerna jest jak bokser. Musi być szybka, sprawna i mocna. Kiedy ma połamane ręce, jest bezużyteczna. A tak właśnie wyglądać będzie 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej, wyposażona w najnowocześniejsze w Polsce czołgi, kiedy jeden z jej batalionów przeniesiony zostanie pod Warszawę. Bokser będzie kaleką. O tym, zdecydował już Antoni Macierewicz. W Żaganiu w zamian za czołgi, pojawią się za to amerykanie – Właśnie, dlatego, że w Żaganiu będą stacjonowały wojska amerykańskie będziemy mogli wzmocnić naszą flankę wschodnią, przez dyslokację niezbędnych sił na wschód od Wisły. Tak to jest prawda, takie decyzje zostały podjęte i będą zrealizowane – powiedział szef MON.

Pod jego rozkazami wywiad wojskowy przestał praktycznie istnieć. Szef MON dzieli najsilniejszą dywizję pancerną w Polsce, osłabiając jej wartość bojową. To spełnienie marzeń każdego rosyjskiego dowódcy. Ściany wschodniej na pierwszej linii mają bronić zamiast żołnierzy zawodowych, weekendowi. Amerykanie nawet nie chcą z Polską rozmawiać na temat przekazania w ręce Macierewicza rakiet Tomahawk.

Dywizja pancerna jest jak bokser. Musi być szybka, sprawna i mocna. Kiedy ma połamane ręce, jest bezużyteczna. A tak właśnie wyglądać będzie 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej, wyposażona w najnowocześniejsze w Polsce czołgi, kiedy jeden z jej batalionów przeniesiony zostanie pod Warszawę. Bokser będzie kaleką. O tym, zdecydował już Antoni Macierewicz. W Żaganiu w zamian za czołgi, pojawią się za to amerykanie – Właśnie, dlatego, że w Żaganiu będą stacjonowały wojska amerykańskie będziemy mogli wzmocnić naszą flankę wschodnią, przez dyslokację niezbędnych sił na wschód od Wisły. Tak to jest prawda, takie decyzje zostały podjęte i będą zrealizowane – powiedział szef MON.

c5h0dwcwaaaz9br

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o zabiegach Macierewicza wokół NATO, aby sojusz zajął się katrastrofą smoleńską. „Ani nie prosiłem, ani nie zwracałem się” o włączenie się NATO w wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej – mówił w telewizji Republika minister obrony Antoni Macierewicz. Wcześniej NATO zaprzeczyło, jakoby miało pomagać w wyjaśnieniu katastrofy.

nato-nie-zbada

NATO jednak nie zbada katastrofy smoleńskiej. O czym Macierewicz rozmawiał z dowódcami Sojuszu?

 Jeszcze w czwartek minister obrony Antoni Macierewicz podczas spotkania w Brukseli mówił, że wsparcie w wyjaśnieniu okoliczności katastrofy smoleńskiej zaoferował naczelny dowódca sił Sojuszu w Europie i minister obrony Wielkiej Brytanii.

– Wydaje się, iż najwyższy czas, by NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy, do wsparcia Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która w tej materii działa, i uzyskałem taką zapowiedź, zarówno ze strony pana generała Scaparrottiego (…), jak i pana Michaela Fallona – stwierdził Macierewicz.

Minister jeszcze w kampanii wyborczej zapowiedział powołanie międzynarodowej komisji, która miała zbadać katastrofę smoleńską, oraz włączenie w jej wyjaśnienie Stanów Zjednoczonych i NATO. Zarzucał swoim poprzednikom, że nie zwrócili się o pomoc w tej sprawie do USA.

Nie była to prawda, bo o informacje wywiadowcze, które mogłyby wyjaśnić katastrofę smoleńską, zwrócił się do administracji prezydenta Baracka Obamy ówczesny szef MSZ Radosław Sikorski.

W Brukseli Macierewicz stwierdził, że oczekuje od Sojuszu „pełnej współpracy przede wszystkim w dziedzinie przekazania wszystkich informacji, jakie zarówno NATO, jak i poszczególne państwa w tej materii posiadają”. Dodał, że Polska oczekuje „współpracy technicznej w badaniach specjalistycznych, w których nie zawsze my dysponujemy wszystkimi możliwościami, np. jeżeli chodzi o laboratoria czy specjalistyczne instytucje”. Szef MON zapowiedział też, że wszelkie szczegóły współpracy zostaną przekazane w najbliższym czasie.

Jednak w poniedziałek rzecznik sojuszu Daniele Riggio poinformował, że „w Kwaterze Głównej NATO nic nie wiadomo o takiej prośbie”, przedstawiciele biura prasowego odsyłali polskich dziennikarzy z pytaniami do generała Scaparrottiego.

W poniedziałek Antoni Macierewicz w wieczornym wywiadzie dla telewizji Republika mówił już coś innego. Tłumaczył, że został przez dziennikarzy niewłaściwie zrozumiany.

– Ani ja o to nie prosiłem, ani się z tym nie zwracałem, ani gen. Scaparrotti o tym nie mówił. Za to mówiłem o włączeniu się poprzez przekazanie informacji, jakie NATO posiada, i taka obietnica została potwierdzona przez pana generała – odpowiedział.

Gen. Curtis Scaparrotti pełni funkcję głównodowodzącego NATO w Europie od marca ubiegłego roku. Wcześniej przebywał w Korei Południowej.

Wcześniej były minister obrony Tomasz Siemoniak tłumaczył, że NATO nie może włączyć się w wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej, ponieważ nie dysponuje takimi możliwościami. Sojusz nie ma żadnej komisji badającej wypadki lotniczej ani innych instytucji.

Macierewicz chce też, aby NATO zaangażowało się w działania na rzecz zwrotu wraku prezydenckiego tupolewa przez Rosję. Najprawdopodobniej będzie apelował do sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga, by poruszył sprawę zwrotu podczas planowanej w tym tygodniu rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem. – Sprawę zwrotu Polsce wraku będziemy poruszali wspólnie z ministrem spraw zagranicznych Witoldem Waszczykowskim i wtedy odpowiednie prośby do instytucji międzynarodowych skierujemy, ale zgadza się, w ramach tego zobowiązania ta kwestia także w sposób oczywisty ma swoje miejsce – powiedział Macierewicz.

c5h_sd7wcai0zr7

Waldemar Mystkowski pisze o dyplomatolizmie PiS.

za-macierewiczem

Za Macierewiczem nie nadążyłby Zygmunt Freud

Na 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium padły słowa, które w Polsce nie zostały podjęte. Mianowicie wpływowy niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble powiedział pod adresem Polski ostrzeżenie: „Zniesienie kontroli granicznych między Polską a Niemcami było wielkim wyzwaniem, a ich przywrócenie byłoby katastrofą”.

Wielorako to można rozumieć, ale w powyższym ostrzeżeniu zakładana jest perspektywa możliwości szlabanu. Słowa Schäublego przytacza publicysta Krytyki Politycznej Michał Sutowski, a obecność pisowskich polityków – Witolda Waszczykowskiego, Antoniego Macierewicza i Andrzeja Dudy – nazywa dyplomatolizmem. Każdy z nich czymś się „wyróżnił” i bynajmniej nie ma czym się chwalić.

Po powrocie do Polski rząd PiS odpowiedział Komisji Europejskiej w sprawie zaleceń praworządności w Polsce. 10 stronicowa odpowiedź przejdzie do kronik, bo jest arogancka, niemerytoryczna, pełna błedów i przekłamań. „Zrecenzowanie” jej zajęłoby więcej stron niż sama odpowiedź. Wg rządu PiS w Polsce jest wszystko cacy, nie wiadomo dlaczego czepia się ich Bruksela.

O ile w Monachium mieliśmy do czynienia z dyplomatolizmem, w wypadku odpowiedzi Komisji Europejskiej jest to dyplomatolizm do kwadratu. Zapłacimy za to jako Polska, choć PiS jest autorem owego zjawiska psychiatrycznego. Dalsze brnięcie w tę chorobę pokazuje kolejna wypowiedź jednego z „bohaterów” monachijskich – Macierewicza.

Minister obrony właśnie zakomunikował, że nie powiedział tego, co powiedział o włączeniu się NATO w wyjaśnianie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Kilka dni temu (w czwartek) Macierewicz powiedział: „Wydaje się, iż najwyższy czas, żeby NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy, do wsparcia Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która w tej materii działa, i uzyskałem taką zapowiedź, zarówno ze strony pana generała Scaparrottiego, jak i pana Michaela Fallona”.

A teraz powiedział, że powyższego nie powiedział: „Ani ja o to nie prosiłem, ani się z tym nie zwracałem, ani gen. Scaparotti o tym nie mówił”.

Za Macierewiczem nie nadążyłbym sam Zygmunt Freud, nawet gdyby stał przy jego łóżku i w składzie konsylium miał Carla Junga. Gdy Macierewicz mówił w TV Republika, że nie powiedział tego, co powiedział, nie wiedząc o tym wypowiadał się w Radiu Zet Paweł Soloch, szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy Andrzeju Dudzie. Ten powiedział, że jednak Macierewicz powiedział to, czego się teraz wypiera. Soloch: „Szef MON zwrócił się do NATO z prośbą o pomoc w rozwiązywaniu katastrofy smoleńskiej. Generał, do którego się zwrócił, rozważy ją”.

Były minister obrony rządu PO-PSL Tomasz Siemoniak nazwał Solocha – biednym ministrem, a Maciej Lasek – wiceszef Tuskowej komisji rządowej ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, określił „gangiem Olsena”. Ale gang Olsena był przynajmniej zabawny. Dyplomatolizm takim nie jest.

Lecz to nie koniec brnięcia. Oto Waszczykowski nie poddaje się chorobie, w „Salonie politycznym Trójki” zapowiedział, że o pomoc poprosi Donalda Trumpa: „będziemy się zwracać do nowej administracji USA i państw NATO z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej”.

Tak sobie myślę, że może Wolfgang Schäuble mówiąc o kontroli granicznej między Polską a Niemcami miał na myśli kordon sanitarny. Acz nie jestem Freudem, czy też Jungiem, śpieszą zapewnić niemieckiego ministra, że ta choroba – dyplomatolizm – nie jest zaraźliwa, ale my, Polacy nie możemy nazbyt wiele dawkować sobie informacji typu: powiedział, że nie powiedział tego, co powiedział. Bo jednak klepki samoistnie się obluzowują.

c5kmgvqxuaez8rm

>>>

ZDJĘCIE MÓWI SAMO ZA SIEBIE. NASZ DYMEK TO MAŁE PIWO.

c4fgeeawaamllxr

PIĘKNE :)))

c4f4ir2xaaeyewe

07, ZGŁOŚ SIĘ

c4f_6_gwcaelznq

Magdalena Środa pisze w „Wyborczej” o języku Kaczyńskiego. „Niepokorny”, „równość”, „terrorysta” – największa rewolucja, jaka się dokonuje ‚dzięki’ dobrej zmianie, to rewolucja słownikowa.

Jarosław Kaczyński, Wielki Językoznawca

bycie

I najtrudniej będzie ją odkręcić. Jak mawiali klasycy: „kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą”, a słowo, któremu uparcie nadaje się nowy sens, nabiera go, jeśli nie natrafi na wystarczający opór innych użytkowników.Jak można działać słowami, nadając neutralnym znaczeniom mroczną treść, pokazano przy okazji walki z „gender”. Tym specjalistycznym, naukowym terminem zaczęto nazywać jakąś wymyśloną, demoniczną ideologię i wroga numer jeden rodziny, narodu i wiary. W ślad za „gender” poszedł „uchodźca”. Słowo to nie oznacza już dziś „osoby, która musiała opuścić swoje miejsce zamieszkania ze względu na zagrożenie życia, zdrowia bądź wolności”, lecz „terrorystę”, który czyha na „nasze kobiety” i nasze życie. Słowo „uchodźca” ma dziś też wielką zdolność mobilizowania tłumów przeciwko wszelkim wrogom wskazanym przez władzę.

c4gngknwcaev66e

Mniej spektakularne, a równie głębokie zmiany dokonują się w obrębie innych słów. To, że pewną wersję agresywnego nacjonalizmu przepracowano na „polski patriotyzm”, widać przede wszystkim na uroczystościach sportowych, religijnych i ulicznych, ale dla PiS Kościół, ulica i stadionowi chuligani to nobilitowane i skuteczne narzędzia władzy.

Nowe znaczenie uzyskało określenie „patriotyzm gospodarczy”. Jego siła związana jest z odrzuceniem pozytywnych znaczeń „globalizmu” czy „wolnego rynku”. Prezes Kaczyński nie lubi tego, co uniwersalne i wykraczające poza granice obszaru, nad którym może niepodzielnie panować, stąd też wielki renesans „państwa narodowego” i „narodowej gospodarki”. A także upadek tego, co wymyka się kontroli PiS, czyli „społeczeństwa obywatelskiego”. Prezes woli mówić o „wspólnocie państwowej”, bo tę da się zdyscyplinować (na przykład przy pomocy żołnierzy obrony terytorialnej), a obywatele nader często należą do ludzi „drugiego sortu” – a więc nieposłusznych władzy. Wzorcem „posłuszeństwa” w słowniku PiS jest bycie „niepokornym”, czyli wazeliniarzem pracującym w reżimowych mediach. To piękne słowo z tytułu książki Bohdana Cywińskiego („Rodowody niepokornych”) zostało już chyba bezpowrotnie zawłaszczone przez żołnierzy pisowskiej propagandy.

c4fz2htwiaelx2_

Pojęcie, które z kolei zostało zupełnie wyrzucone ze słownika, to „równość”. W programie PiS to słowo ma charakter historyczny i negatywny, związane jest z komunistyczną urawniłowką, ale tak naprawdę chodzi o to, że PiS ma awersję do języka praw, do równych praw wszystkich, w szczególności kobiet czy mniejszości. Bo według PiS w narodzie rządzonym przez autorytarną władzę każdy musi znać swoje miejsce (kobieta w domu, mężczyzna na barykadach, opozycja w więzieniu). Zwłaszcza jeśli emanacja tej władzy, czyli prezes, ma być całkowicie wolna. I jest. Stąd tytuł Człowieka Wolności dla Kaczyńskiego jest w pełni uzasadniony. Zwłaszcza że ta wolność polega również na pracy nad językiem. W przyszłym roku prezes Kaczyński niechybnie powinien uzyskać tytuł Wielkiego Językoznawcy. Panowie „niepokorni”, co wy na to?

c4f1yp1wcaiit3

„W armii nadawałby się do pracy w kuchni”. Skrzypczak bez litości dla Bartłomieja Misiewicza

w-armii

Patrząc na pana Misiewicza, jego poziom przygotowania zawodowego… W cywilu on był aptekarzem, pomocnikiem w aptece – zauważył gen. Waldemar Skrzypczak. W rozmowie z Moniką Olejnik bardzo dosadnie wyjaśnił, co sądzi na temat kompetencji pupila Antoniego Macierewicza.

– Wydaje się, że w armii – ja jestem stary, doświadczony żołnierz – na pewno by się nadawał do pracy w kuchni – mówił gen. Skrzypczak . Gość Moniki Olejnik ocenił, że skoro oczekuje się od żołnierzy, że będą składali meldunki rzecznikowi MON, to znaczy, że łamie im się kręgosłup i armia stała się narzędziem w ręku polityków, którzy się po prostu nią bawią.

c4gxraywyaaexs3

Generał stwierdził ponadto, że jeśli żołnierze składają meldunki Misiewiczowi, to świadczy to o tym, iż „armię drąży choroba poddaństwa albo pogardy dla samych siebie”. – Ja bym sobie nigdy na to nie pozwolił, żeby panu Misiewiczowi, który jest rzecznikiem prasowym, chodzić i meldować jako dowódca wojsk lądowych czy dowódca dywizji. Dla mnie to jest nie do przyjęcia – powiedział Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych.

Jak pisze w naTemat Jarosław Karpiński, prezes PiS nie rzuci Misiewicza opozycyjnym wilkom na pożarcie, bo wystąpiłby przeciwko Macierewiczowi. A ten jest liderem „betonowego” elektoratu PiS, najwyższym kapłanem religii smoleńskiej i rzeczywistym numerem 2 w partii. Otwarty konflikt z szefem MON mógłby skutkować rozłamem w Prawie i Sprawiedliwości, na co prezes państwa nie może sobie przecież pozwolić.

KRYSTYNA NIE WYTRZYMAŁA WIDOKU OPOZYCJI U MERKEL. JAD SIĘ ULAŁ W TRAKCIE KOLACJI…

c4glmnzw8aeeoiv

Waldemar Mystkowski pisze o wizycie Merkel w Warszawie.

kaczynskiego

Kaczyńskiego niet dla Tuska

Wizyta Angeli Merkel mogła być istotnie powstaniem z kolan przez PiS. Tak się jednak nie stało. Partia Kaczyńskiego, jak i prezes – leżą. Nie jest to wcale pocieszające dla nas wszystkich Polaków, nawet dla przeciwników PiS.

Kanclerz Niemiec jest nieformalnym przywódcą świata zachodniego, po abdykacji USA, które wybrały sobie Donalda Trumpa na prezydenta. Merkel nie zawodzi, o czym można było się przekonać na konferencji prasowej, którą wspólnie odbyła z Beatą Szydło. Premier rządu polskiego usłyszała, czym jest demokracja, co znaczą wolne media, czym była „Solidarność” (w tym wypadku Lech Wałęsa).

(BĘDZIE POPARCIE OD WSZYSTKICH EUROPEJSKICH PAŃSTW. OPRÓCZ JEDNEGO… W TEN SPOSÓB PiS NICZEGO W UNII NIE OSIĄGNIE )

c4giyutxaaikhkk

Cel wizyty kanclerz Merkel jest oczywisty, szukanie partnerów do ściślejszej integracji Unii Europejskiej, aby znaleźć względną przeciwwagę dla Rosji w Europie, a  w świecie zastąpić izolujących się Jankesów. Prawdopodobnie Niemcy stawiają na Donalda Tuska, na jego druga kadencję szefowania Rady Europejskiej.

Merkel od Szydło dowiedziała się, że rząd PiS nie poprze Tuska, choć premier rządu polskiego powiedziała, że się zastanawiają. Ale to Jarosław Kaczyński wydał w tej kwestii werdykt – niet. Dobrze czytacie. Rosyjskie zaprzeczenie oddaje kierunek polityki PiS – polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Wizyta Merkel była pod tym wzgledem porażką. O rozmowach polityków PiS z kancelerz Niemiec w zawłaszczonym przez PiS radiu, w audycji „Sygnały Dnia”, mówił Ryszard Legutko. Europosel PiS rezonował kompleksami Kaczyńskiego, widocznie w tej partii prezes zaraża wszystkich. Istotnie Tusk nie dostanie poparcia PiS, bo jego winą jest jakoby katastrofa smoleńska i afera Amber Gold. Możliwe, że w czasie wyborów na szefa Rady Europejskiej Tusk usłyszy zarzuty sfomułowane przez usłużnych PiS prokuratorów. Wina Tuska w kwestii katastrofy smoleńskiej jest formułowana obecnie poprzez nierozdzielenie wizyt jego i Lecha Kaczyńskiego. Wynika z tego – logika jest nieubłagana – że Tusk powinien lecieć do Rosji 10 kwietnia wraz z Lechem Kaczyńskim. Legutko nie mówi, gdzie leżałby Tusk? Na Wawelu pogodzony z Lechem K.?

Szanuję Legutkę jako filozofa, ale nie nadaje się do polityki. Jarosław Kaczyński zaś nie jest filozofem, a politykę uprawia taką, jak mówi w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Gdybyście nie wiedzieli, jaką funkcję pełni w Unii Europejskiej prezes PiS, spieszę wyjaśnić, że też nie wiem, ale musi pełnić, bo oto zapowiedział Ukraińcom, że nie wejdą do Unii Europejskiej z Banderą jako ich bohaterem.

Kaczyński powiedział: niet. Tak samo, jak mówi Putin i jak mówił Janukowycz. Podejrzewam, że Kaczyński może jednak kandydować w Unii Europejskiej, na stanowisko „przyjaciel Putina”, acz może mieć konkurencję w osobie Marine le Pen i Viktora Orbana. Nie wiem, czy pocieszeniem dla prezesa jest, iż Polska też nie weszłaby do Unii Europejskiej, gdyby rządy sprawowała jego partia.

c4gczomxuaaxovn

Kaczyński ma jeszcze inne przymioty, o czym stale i wciąż się przekonujemy. Mianowicie wróży, a to znaczy, iż szykuje kolejny zamach na standardy demokratyczne. Prezes PiS w wywiadze wróży drugi pucz. Czy Grzegorz Schetyna będzie tak samo ustępliwy, iż pucz sam rozwiąże?

Bo to Schetyna dał się nabrać. Kaczyńskiemu chciałbym przypomnieć, że pucz przeprowadza wojsko, a w tej części Europy, opozycja i społeczeństwo obywatelskie wprowadzili nowe znaczenie słowa Majdan. I Schetyna może zaprowadzić ten Majdan w sali posiedzeń Sejmu, a nawet w Sali Kolumnowej, choć tam na taki wypadek została zainstalowana kratownica. Ale to nie opozycyjni posłowie dokonają Majdanu, czy też jak mówi Kaczyński swym pokrętnym językiem, puczu. To społeczeństwo obywatelskie jest groźne dla władzy PiS. Dla Kaczyńskiego zagrożeniem są Polacy, a jest rodaków 81 proc. Tak, to ci, którzy nie głosowali na PiS.

Z wywiadu dla „Gazety Polskiej” może się cieszyć Schetyna, który został w nim nazwany Bogiem. Zdziwieni? Kaczyński powiedział, że na Jasnej Górze modlił się wraz z pisowcami do Boga o rozwiązanie „puczu” w sali sejmowej. A jak wiadomo, „pucz” rozwiązał Schetyna. Nie zdziwię się, gdy Schetyna ogłosi: „mówcie do mnie Bóg”.

ZIMNA MERKEL, NAGRZANA SZYDŁO. A JUTRO PAWŁOWICZ ZNÓW ZACZNIE UJADAĆ NA ZDRAJCÓW LEWAKÓW NA USŁUGACH NIEMIEC. HIPOKRYZJA W CZYSTEJ POSTACI.

c4gg7eswyaqoadj

WYŁAPYWANIE ZDRAJCÓW NARODU TRWA…

c4hdjrdwiaaw00f

>>>

CZEGO BOI SIĘ KACZYŃSKI???

c3a30ccxgaadycf

Poeta pamięta.

c28wu75xeaao38e

Agnieszka Kublik (Wyborcza”) pisze o Krystynie Pawłowicz.

Poseł PiS Krystyna Pawłowicz, członek partii, która wszystkich innych oskarża o uprawianie przemysłu pogardy, sama poniża, pogardza, poniewiera, upokarza i postponuje. W chamsko-prymitywnym stylu ćwiczy się od lat. Dwa dni temu na swoim koncie na Facebooku urągała Rzecznikowi Praw Obywatelskich Adamowi Bodnarowi i feministkom.

agnieszka-kublik

„Wściekła, podburzona przez lewacką,antydemokratyczną opozycję chuliganeria naruszała prawa obywatelskie i LUDZKIE obywateli-posłów,wulgarnie ich lżąc,szturchając i poniżając,uniemożliwiając odwiedzenie grobów,poruszanie się. RPO,pan Adam Bodnar milczał wtedy,bo bojówki atakujące obywateli=polskich POSŁÓW,działały z podburzenia lewackiej,antydemokratycznej opozycji,jego,tj. Rzecznika ideowego środowiska. Dziś pan Bodnar, demoralizując Polaków,nadużywa z powodu osobistych, politycznych sympatii swej funkcji, i broni „swojej” lewackiej chuliganerii przed OCZYWISTĄ i KONIECZNĄ odpowiedzialnością, pokazując przy tym swą lewacką stronniczość i niekompetencję prawną. Prawo ma być równe dla wszystkich obywateli.Chronić KAŻDEGO zaatakowanego,też polskiego posła i żądać odpowiedzialności KAŻDEGO,też lewackiego sprawcy,bliskiego ideowo panu Rzecznikowi. A gdzie się pochowały „feministki”,kolejne obrończynie obywatelek-kobiet? Aaaa,zapomniałam,że one są tylko od obrony nieodpowiedzialności za korzystanie z ich macic,obrony jakichś praw „reprodukcyjnych”, itp zwierzęcopodobnych wynalazków” (pisowania oryginalna).

KOT NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW 🙂

c29-k2pxaaq92wh

W chamsko-prymitywnym stylu poseł Pawłowicz ćwiczy się od lat.

Pamiętacie, jak szydziła z transpłciowej posłanki Ruchu Palikota Anny Grodzkiej? „W jednej audycji w radiu byliśmy razem i on udowadniał, że jest kobietą. No jaka pani?! No twarz boksera! To nie jest tak, że jak się człowiek nażre hormonów i zrobi sobie operację, to staje się kobietą (…) Co ją/jego najbardziej denerwowało? Że w kiblach nie ma haczyków na torebki damskie. Cha, cha, cha”.

A z prezydenta Komorowskiego? „Nie wyróżnia się niczym oprócz gaf, nie umie pisać, nie umie czytać, nie umie się zachować, dlatego zakompleksione i wykorzenione społeczeństwo, podśmiewając się, popiera go, to taki swój chłop”.

O gender mówiła: „Za nazwą, której nikt nie rozumie, pokolenie ’68 chce zmienić wszystkie rządzące prawa naturalne na zasadzie „hulaj dusza, piekła nie ma”. Jest to zasada, w której każdy ustala, czy jest kobietą, czy mężczyzną. Może to doprowadzić nawet do związków intergenetycznych, typu związek człowieka z małpą. (…) Gender doprowadzić może także do tego, że gatunek ludzki zginie, bo skoro dwóm mężczyznom będzie lepiej ze sobą albo dwóm kobietom, a potem zwierzętom z ludźmi”.

c28kdbzxeaigups

O związkach partnerskich: „Homoseksualizm trzeba leczyć, a nie uchwalać przepisy. Jak ktoś jest pieskiem albo kotkiem, to nie pisze się ustawy”.

I o swoich krytykach: „To przedstawiciele środowisk lewacko-genderowo-feministycznych znanych z opluwania Kościoła”.

Podczas debaty o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej do posła SLD Marka Balta rzuciła „Spierdalaj!” (co zostało odnotowane w sejmowym stenogramie).

Parę lat temu chwaliła się, że pan prezes [Kaczyński] powiedział jej, że koniec z poprawnością polityczną. – Niech żyje wolność słowa! Nie ukarze mnie żadna komisja sejmowa, bo w każdej mamy większość. Marszałek Kuchciński też nie, bo się boi prezesa. A pan prezes mi pozwolił – ujawniła.

Prezes pozwala nadal. A może i pochwala?

KTO Z WAS CZEKA JUŻ NA TĘ ROZPRAWĘ? :))) MY TAAAK!

c29_gw7xcaa_ei1

CO NA TO POWIECIE WYBORCY PiS? WASZA „DOBRA ZMIANA” DOI POLSKĘ AŻ TRZESZCZY! Daliście się kupić za marne 500 złotych

c293fviwiaqdr1z

Kolejna „dobra zmiana” wg Antoniego Macierewicza. Zrobi z Radomia siedzibę… Stoczni Marynarki Wojennej

PO RAZ PIERWSZY W HISTORII, ZA MON JEST POLAKOM WSTYD.

c2-ok1zweaacgfz

Radomiu zostanie zarejestrowana siedziba spółki o nazwie „Stocznia Marynarki Wojennej S.A.”. Za tym co najmniej nietypowym pomysłem stoi Ministerstwo Obrony Narodowej.

IV RZECZPOSPOLITA ABSURDU.
c3awqo8xeaij5xa

Jeśli dojdzie do przejęcia Stoczni Marynarki Wojennej przez Polską Grupę Zbrojeniową mającą siedzibę w Radomiu, Skarb Państwa ma zyska kluczowy wpływ na ten zakład. A na tym zależy zarówno PGZ, rządowi, jak i Antoniemu Macierewiczowi. W rozmowie z Polskim Radiem o dążeniu do realizacji tego scenariusza mówił przekonuje Wojciech Skurkiewicz z PiS. Stocznię w stanie upadłości likwidacyjnej i zarządzaną przez syndyka wyceniono na ponad 224 mln zł. Oferty przetargowe będą przyjmowane do końca stycznia.

c3afgumw8aagdrd

Rejestracja firmy w Radomiu jest na rękę prezydentowi miasta Radosławowi Witkowskiemu. W jego opinii, ta decyzja znajdzie odzwierciedlenie w finansach gminy. Każda spółka prawa kapitałowego ma przecież obowiązek płacić podatek CIT tam, gdzie znajduje się jej siedziba. Samorząd województwa też nie byłby przeciwny takiemu obrotowi spraw. Zresztą, nie inaczej ocenia go Marek Magierowski. Dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta napisał na Twitterze, że „Radom jako ‚siedziba’ stoczni jest równie śmieszny jak Paryż i Pekin”.

c3avjrxxcaaihc8

Powody do śmiechu znaleźli za to internauci. Stocznia w Radomiu jest aktualnie jednym z najczęściej komentowanych tematów w mediach społecznościowych. Nie brakuje nawiązań do „chytrej baby” ani zdjęć proponowanych „okrętów”.

KIEDY SIĘ OBUDZICIE, POLACY?

c3auzvrxuaiaddp

Waldemar Mystkowski pisze o zdradzie dyplomatycznej Waszczykowksiego.

zdrada

Witold Waszczykowski ma poważny problem. Wszyscy poprzedni szefowie dyplomacji byli od niego zdecydowanie lepsi, więksi, wywodzili się z wrogich formacji politycznych. Bez większych analitycznych zapędów trzeba stwierdzić, że Waszczykowski nie dostaje do urzędu, musi podskakiwać do klamki drzwi, które chce otworzyć. Dla obcych dyplomatów Waszczykowskiego raczej nie ma, nie zauważają go, choć nie tylko on ma wpływ na postępującą degradację Polski. A do tego wartość Waszczykowskiego chwieje się w obozie „dobrej zmiany”, ponoć miał być wymieniony, ale nie znaleziono na jego miejsce zmiennika ciut od niego wartościowszego, bo w PiS-ie nie ma kadr w tej działce, wszyscy są z gniazda Anny Fotygi, ona ich wysiedziała.

Tak zapętlony Waszczykowski ma tylko jednego suwerena, a jest nim prezes PiS. Waszczykowski wypatruje na twarzy Jarosława Kaczyńskiego jakiegokolwiek przyjaznego grymasu. We wtorek 24 stycznia, ujawniając notatkę z marca 2008 roku dyrektora departamentu wschodniego MSZ Jarosława Bratkiewicza, liczy na to, że posępne oblicze prezesa się rozchmurzy. Wszak notatka dotyczy czasów prezydentury brata szacownego posła Jarosława Kaczyńskiego. Pomijam kwestię, że ujawnienie tajnej notatki jest zdradą dyplomatyczną, a także jej interpretacja świadczy, że Waszczykowski ma kłopoty z interpretacją podstawowych celów naszego geopolityki.

Bratkiewicz w notatce pisze, iż nasza dyplomacja ma powstać z kolan wobec Kremla, ma ku temu wiele przesłanek. Może liczyć na wsparcie Unii Europejskiej i NATO, gdyż może prowadzić wobec Rosji grę taką samą wartościową i samodzielną, jak Niemcy i Francja, zaś na Ukrainie wywrzeć prozachodnie rozwiązania instytucjonalne. Waszczykowski ujawniając taką zawartość notatki interpretuje, iż zwrot w polityce wschodniej uniemożliwił Lechowi Kaczyńskiemu wstrzymanie imperializmu Moskwy, co następnie skutkowało katastrofą smoleńską.

Wgryzając się jednak w ten dokument należy docenić przeorientowanie polskiej dyplomacji wobec Rosji. W tym czasie Rosja zniosła embargo na polskie produkty rolne, za trzy miesiące (w czerwcu 2008) Rada Europejska klepnęła kontrowersyjny dla wielu możnych w UE projekt pomysłu Sikorskiego Partnerstwa Wschodniego. Był to jeden z wielkich dyplomatycznych blitzkriegów ówczesnego szefa dyplomacji, bardzo nie w smak Francji.

Za miesiąc – w kwietniu 2008 roku – odbywał się szczyt NATO w Bukareszcie, gdzie deklarowano nowe otwarcie z Moskwą – przypominam, że prezydentem Rosji miał zostać Dmitrij Miedwiediew. Polska została pełnoprawnym graczem kształtującym politykę wschodnią w ramach UE i NATO. Symbolicznym sukcesem była wizyta premiera Władimira Putina na Westerplatte 1 września 2009 roku, czym przyznał, iż II wojna światowa zaczęła się od agresji hitlerowskich Niemiec w stosunku do Polski, a nie w 1941 roku do ZSRR.

Polska zyskała wówczas podmiotowość dyplomatyczną. Polskie miejsce na Ziemi znajduje się w jednych z najbardziej aktywnych płyt tektonicznych w geopolityce. Wystarczy jakieś zachwianie w makropolityce, to nas rzuca a to w kierunku podległości od Niemiec bądź Rosji, albo to i to w rozbiorze naszej państwowości.
Polski dyplomata musi poruszać się w tej sytuacji jak wytrawny saper. A co czyni Waszczykowski? Odtajnia notatkę, która poza zdradą dyplomatyczną w istocie świadczy, że Sikorski i jego premier Donald Tusk byli wielcy, zaś obecny minister i jego sponsor polityczny Jarosław Kaczyński są żadni, bo nikt z nimi nie chce rozmawiać. Polska nie uczestniczy w debacie o przyszłości Unii Europejskiej.

Jak niezdarny geopolitycznie jest prezes PiS, niech świadczy jego spot wyborczy z 10 maja 2010 roku, w którym zwraca się do Rosjan i pierwsze słowa brzmią: „Przyjaciele Rosjanie”. Zapomniał Waszczykowski, jak Kaczyński bez mydła podkładał się Kremlowi?

„trafności” oceny sytuacji politycznej w Europie, jakie podejmowane są dzisiaj niech świadczy niedawne zdarzenie w ministerstwie Waszczykowskiego. Ujawnia to z kolei prof. Aleksander Smolar, którego zaproszono na debatę w rozszerzonym gronie gabinetu politycznego MSZ. Rozważano rozpad… Niemiec. Tak! Proszę w tym miejscu zamknąć twarz ze zdziwienia. Co prawda Niemcy wg „intelektualistów” PiS miałyby nie rozpadać na NRD i RFN, ale na Niemcy i Bawarię.

I tyle jest warta odtajniona notatka przez Waszczykowskiego, jak to trafnie nazywa Sikorski (który naprawdę jest wielki). Jest to po prostu „głupota etapu”, głupota dobrej zmiany. Oby ten etap skończył się jak najszybciej.

NAJPIERW OPOZYCJA A POTEM POLACY, KTÓRZY JĄ POPIERAJĄ? CHCECIE ZAKAZAĆ NIEPOSŁUSZNYM WYJAZDÓW??? ZABRAĆ NAM PASZPORTY?

c296ajrxaaesrhh

Kleofas Wieniawa pisze też o Waszczykowskim, acz z innego punktu oceny.

waszczykowski

Witold Waszczykowski nie nadaje się do uprawiania dyplomacji. Nie nadaje się z powodów intelektualnych i charakterologicznych, a też formacyjnych.

Jego liczne wpadki w kontaktach z obcymi dyplomatami i w ogóle z mediami są anegdotyczne, a nie widać żadnych osiagnięć w rzeczywistej dyplomacji, która zawsze odbywa się poza medialnym obiegiem, za kulisami zdarzeń.

Waszczykowski do poprzedników – zwłaszcza do Radosława Sikorskiego – nie dostaje pod żadnym względem, li tylko dostaje czerwoności na twarzy okolonej siwizną, która jest wyrzutem niezdrowych emocji, a intelekt żaden, bo ten nie pozwalałby na takie głupawki, jak z San Escobar, z cyklistami, wegetarianami (nie jestem specjalistą od głupawek Waszczykowskiego), a teraz strzela polskiej racji stanu w stopę, kolano (część ciała metaforycznego do wyboru).

Ujawnia kuchnię swego wielkiego poprzednika Sikorskiego, jak krojona była polityka wschodnia, szczególnie z Rosją.

Taka interpretacja po 8 latach jest ahistoryczna, bo dzisiaj wiemy o Rosji zdecydowanie więcej. Sikorski zaś w wielkim przybliżeniu, podobnie widział politykę Kremla, jak Amerykanie i Niemcy, by posłużyć tylko tymi dwoma odwołaniami.

Nie był i nie jest to żaden błąd, bo gdyby przyjąć, iż posługujemy się wiedzą taką, jaka zaistnieje za kilka lat, to zawsze jesteśmy skazani na nierzeczywistość, a polityka zagraniczna to działanie tu i teraz w interesie własnego narodu i przynależności cywlizacyjnej.

Sikorski jako dyplomata należy do Zachodu, a niestety Waszczykowski to Wschód rozedrganych emocji, ubliżeń, mściwości, zwykła małość, która podskakuje, aby dorównać większemu – Sikorskiemu.

Zacytuję Ryszarda Petru, bo on daje odpowiednie rzeczy słowo:

„Nie można niż bardziej głupiego zrobić niż odtajniać notatki. On to zrobił tylko po to, żeby przykryć swoją niekompetencję. Nie jest w stanie żadnej sprawy załatwić, nawet sprowadzić wraku Tupolewa. Publikacja jest przyznaniem się do słabości. Wszyscy zacierają ręce z tego ujawnienia. Działa na szkodę państwa, powinien zostać zdymisjonowany od razu”.

PROPAGANDOWA SZCZEKACZKA JUŻ ZACZĘŁA SZKALOWAĆ STUDENTÓW

c29eyodxaaatvqi

NAJODWAŻNIEJSZA ANTYSYSTEMOWA KAPELA IV RP Big Cyc & Krzysztof Skiba

c3a8i0dxuaefhlg

>>>

c1q4m2bxaaa6iv6

PiS ma usłużnych prawników, którzy wszystko uzasadnią. Pisze o tym Ewa Siedlecka. Utajnienie obrad Sejmu, by nie wywołać napięć społecznych, wprowadzenie na salę funkcjonariuszy BOR, by odblokowali dostęp do mównicy, wsadzenie posłów opozycji do więzienia – to zdaniem sejmowych ekspertów zgodne z konstytucją i regulaminem Sejmu metody zakończenia sporu o ważność ustaw uchwalonych w Sali Kolumnowej.

siedlecka

Jeśli PiS wymyśli, że głosowania posłów opozycji są nieważne, bo zmierzają do torpedowania woli „suwerena” (czyli PiS), Biuro Analiz Sejmowych znajdzie zapewne ekspertów gotowych to podżyrować.

PiS upartyjnił stadniny koni, media publiczne, Trybunał Konstytucyjny, urząd prezydenta i prokuraturę. I Biuro Analiz Sejmowych. Od ponad roku opinie zamawiane przez BAS są wyłącznie instrumentem propagandy partyjnej.

W związku z okupacją sali obrad w Sejmie BAS zamówiło dziewięć opinii. Oczywiście u sprawdzonych autorów, na czele z prof. Bogusławem Banaszakiem, który od roku pisze opinie legalizujące działania PiS (m.in. stwierdził legalność „unieważnienia” przez ten Sejm wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego dokonanego przez poprzedni Sejm). Zaś autorem najczęściej cytowanej opinii na temat zakończenia kryzysu parlamentarnego – tej o BOR i utajnieniu obrad – jest prof. Grzegorz Górski, kandydat PiS w wyborach samorządowych i parlamentarnych.

Opinie zamawiane przez BAS mają nie tylko legitymizować już podjęte działania. Są też podkładką do tego, co PiS planuje: do postępowania karnego przeciw posłom opozycji. Opinie uznają, że ich działania wypełniły znamiona przestępstwa z:

  • art. 128 § 3 kk, czyli wpływania przemocą na czynności konstytucyjnego organu,
  •  art. 231 §1 kk, czyli przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, czym działa na szkodę interesu publicznego,
  •  z art. 191 § 1 kk, czyli stosowania przemocy wobec osoby (marszałka Sejmu) w celu zmuszenia do określonego zachowania,
  •  z art. 226 § 1 kk, czyli znieważania funkcjonariusza publicznego podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych,
  •  z art. 226 § 3 kk, czyli publicznego znieważenia konstytucyjnego organu RP – Sejmu.

pis

Eksperci BAS dopatrzyli się nawet przestępstwa przygotowań do obalenia siłą konstytucyjnego organu (art. 128 § 1 kk).

Autorzy opinii od razu wykluczają, by posłowie opozycji mogli się zasłonić immunitetem materialnym, który uwalnia ich od odpowiedzialności za czyny popełnione w ramach mandatu poselskiego (immunitetu materialnego nie można uchylić). Uzasadnienie jest genialne w swojej prostocie: skoro to, co zrobili, ma znamiona przestępstwa, to nie mogło być działaniem w ramach mandatu, bo mandat nie obejmuje popełniania przestępstw. Na czym w takim razie polega ochrona dawana przez immunitet materialny – eksperci nie wyjaśniają.

Prokuratura dostała podkładkę do wszczęcia postępowań. Może to zrobić teraz, z urzędu, nie czekając na zawiadomienie. Prokuratura wykonuje polecenia po linii partyjnej, więc jeśli będzie taki sygnał, to postawi posłów w stan oskarżenia. Pytanie, co zrobi sąd. Jeśli sędziowie nie będą chcieli ryzykować zablokowania awansu czy postępowania dyscyplinarnego, to może zapaść wyrok skazujący. A skazani za przestępstwo umyślne tracą prawo do bycia parlamentarzystą (uchwalona kilka lat temu zmiana konstytucji, tzw. lex Lepper).

Tak można wyeliminować aktywnych posłów opozycji.

Od tego, co w opiniach BAS jest, nie mniej ważne okazuje się to, czego w nich nie ma. Eksperci, oceniając legalność uchwalenia ustaw w Sali Kolumnowej, koncentrują się na tym, co można uznać za legalne, i pomijają drażliwe kwestie. Na przykład uznają, że marszałek mógł przenieść obrady z sali plenarnej w inne miejsce, ale solidarnie przemilczają problem, czy mógł je zwołać tam, gdzie mieści się tylko połowa ustawowej liczby posłów. Głosowanie kilkuset poprawek do różnych części budżetu w jednym głosowaniu oceniają jako legalne, bo komisja regulaminowa Sejmu dokonała takiej interpretacji. Eksperci zignorowali problem, czy taka interpretacja jest zgodna z konstytucyjnym prawem posła do wnoszenia poprawek. I czy nie jest aby literalnie sprzeczna z art. 50 regulaminu Sejmu, który mówi o głosowaniu poprawek „do poszczególnych artykułów, przy czym w pierwszej kolejności głosuje się poprawki, których przyjęcie lub odrzucenie rozstrzyga o innych poprawkach”.

Obok postprawdy (czyli gówno prawdy) pojawiło się w Polsce zjawisko postinterpretacji prawa. I postępuje. Rok temu PiS z trudem udawało się znaleźć prawnika do żyrowania swoich pomysłów – do usług był głównie prof. Banaszak. Teraz BAS może przebierać w ekspertach. Głoszenie teorii o płaskiej ziemi przestało być wśród prawników obciachem. W końcu każdy ma prawo dbać o siebie.

tomasz-lis-2

MYŚLELIŚCIE KIEDYŚ, ŻE POLSKA BĘDZIE ZARZĄDZANA NA SŁUPA? PIĘKNY TEKST O MARIONETKACH:

c1r_yucxaaaqkmm

Michał Danielewski zajął sie stanem umysłu Błaszczaka. Na szefie MSW ciąży ogromna odpowiedzialność – dba o bezpieczeństwo Polaków. By temu podołać, nasłuchuje, skąd nadciąga zagrożenie, analizuje znaki i wyciąga wnioski. Konkretnie jeden: groza nadciąga ze strony multi-kulti. Pogłębione badania nad tą zarazą minister Błaszczak rozpoczął już w 2012 r.

minister

„Polityka multi-kulti, która w Europie Zachodniej jest podkreślana, podejmowana i rozwijana, w przypadku Breivika pokazuje, że prowadzi donikąd. Chodzi o to, żebyśmy rozsądnie podchodzili do kwestii imigrantów, szczególnie tych, którzy nie integrują się ze społecznością, tak jak w Europie Zachodniej, i niestety pewnie ten proces też nas czeka” – wieszczył Błaszczak (wówczas prominentny poseł opozycyjnego PiS) po wyroku na Andersa Breivika, prawicowego ekstremistę, który 22 lipca 2011 r. w dwóch atakach terrorystycznych zabił 77 osób.

Ministrowi nie można odmówić konsekwencji. Gdy fala rasistowskiej przemocy dotarła w ostatnich miesiącach do Polski, Błaszczak znalazł tego samego winnego – europejskie multi-kulti.

„Zjawisko przestępstw z nienawiści jest niepokojące w krajach Europy Zachodniej. W Niemczech, we Francji problemy te są konsekwencją wielu lat polityki multi-kulti, poprawności politycznej i otwarcia granic na napływ emigrantów z Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej” – tak minister reagował na raport rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, który skrytykował słabą reakcję polskich władz na wzrost liczby przestępstw motywowanych uprzedzeniami.

Zdaniem Błaszczaka takich przestępstw u nas właściwie nie ma. – To w Polsce margines marginesu – orzekł w tym tygodniu.

Kiedy indziej precyzował: „Gdyby Europa zwróciła się ku chrześcijaństwu, byłoby ono jak magnes, który przyciągnie muzułmanów i ich odmieni”.

I tu Błaszczak ma rację, chrześcijańska Polska może jeszcze muzułmanów nie przyciąga, ale zaprawdę ich odmienia. Nabija im sińce i pozbawia zębów. W aktach przemocy, których nie ma, ale znamy ich przyczynę: multi-kulti.

CZYLI JEST SZANSA NA JAKIEŚ POROZUMIENIE. WSTYD, ŻE TO NIE MARSZAŁEK SEJMU MÓWI „PRZEPRASZAM”.

c1ufxszweaipbbe

Waldemar Mystkowski pisze o porozumieniu PiS z Ryszardem Petru.

oto

Jest porozumienie PiS z częścią opozycji w sprawie protestu w Sejmie. Powyższe zdanie wyjaśnia wszystko. Albowiem nie jest to zażegnanie kryzysu w Sejmie ani wyprowadzenia państwa z głębokiego kryzysu, jak pisze Onet. I na łamach tego portalu dorzuca autor artykułu Andrzej Gajcy – „mocno zaangażowała się strona kościelna”.

Porozumienie z częścią opozycji nie wyprowadza państwa z głębokiego kryzysu, tylko odfajkowuje protest na sali plenarnej. Opozycja – kolejna słowo, którego nie chcą zrozumieć dziennikarze, jak ów Gajcy – w sile Nowoczesna, PSL Kukiz ’15 zawarła separatystyczne porozumienie.

Separatyzm polega na tym, że w porozumieniu pominięta została Platforma Obywatelska, a kryzys był skierowany na nią i li tylko na nią, bo Marek Kuchciński wykluczył z obrad Michała Szczerbę w z góry zaplanowanym kryzysie. Acz kryzys nie wywołał Kuchciński, bo ten nie jest zdolny do żadnej indywidualnej decyzji, on może tylko potrzymać laskę marszałkowską.

oto-jak

Opozycją w tym układzie porozumienia jest tylko Nowoczesna, bo PSL i Kukiz ’15 taką udają. Na czym polega porozumienie Ryszarda Petru? Otóż procedowane będą w Senacie poprawki opozycji do ustawy budżetowej, a tak naprawdę poprawki Platformy Obywatelskiej. „Kochany panie Ryszardzie”, tym razem tak może określić Michał Szczerba polityka od praw autorskich powiedzonka „światełko w tunelu”.

Petru zdecydował się sygnować bezprawie Sali Kolumnowej, gdzie PiS w sposób szemrany przyjął ustawę budżetową. „Sposób szemrany” – i tak jest eufemistycznym określeniem, bo po trzech tygodniach opinia publiczna ujrzała zapis kamer z tej sali i to takiej jakości, jakby technika cyfrowa cofnęła się do czasów dla tej techniki „sprzed Potopu”.

To jest grzech pierworodny tego porozumienie – „szemrane światełko w tunelu”. Jeżeli do takiego porozumienia rzeczywiście doszło, można określić przyszłość, iż parlament mamy szemrany, a prawo w nim stanowione jest szemrane.

Opozycja okazała się guzik warta, można ją wydymać w prosty sposób, acz może nieco okrężny, bo „przez Maderę”. Gdyż w czasie Madery, tj. Sylwestra owo porozumienie Petru zawierał z emisariuszami Jarosława Kaczyńskiego.

Platforma Obywatelska może czuć się oszukana jako część „zjednoczonej opozycji”. Grzegorz Schetyna pozostał na lodzie.

Zaś PiS zaciera ręce. Lekko poszło im rozbić opozycję, która jest takiej a nie innej wartości. Polska polityka nie ma opozycji, Ryszard Petru łatwiutko nabrał się na szacher macher ze światełkiem w tunelu, a PO zaliczyła drugi poważny cios w nos. Porozumienie PiS z częścią opozycji, to dechy dla partii Schetyny. Trudno po tym liczeniu będzie się jej podnieść.

W takiej sytuacji można „spokojnie” napisać: Kaczyński wyrąbał sobie drogę do autorytaryzmu. Pod koniec grudnia 2016 opozycja wydawała się silna, wystarczyły dwa niewielkie kryzysy – Madera Petru i faktury Kijowskiego – aby wszystko obróciło się w perzynę.

Kaczyński z otwartą przyłbicą może powiedzieć z wysokości drabinki z Tesco do swego ciemnego ludu: Opozycję mamy do dymania i właśnie z nią to zrobiłem.

bycie

TAKI PIĘKNY OPIS AKTUALNEJ POLSKIEJ DEMOKRACJI 🙂

demokracja

Kleofas Wieniawa krótko pisze o Obywatelach RP, którzy chcą zablokować miesięcznicę.

sabaty

Obywatele RP kolejny raz chcą zablokować miesięcznicę smoleńską. Hasłem będzie „Ręce precz od grobów”, a symbolem biała róża.

Liderem Obywateli RP jest Paweł Kasprzak, który staje w obronie ”tych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, które protestują przeciwko ekshumacjom” oraz walczy z „fundamentalizmem narodowo-katolickim”.

Blokada ma polegać na tym, że staną pod tablicami upamiętniającymi katastrofę, jednak kilka ważnych osób dopuszczą do tego, aby złożyły kwiaty.

Miesięcznice smoleńskie to sabaty pisowskie, ośmieszają Polskę, a Kaczyńskiemu pozwalają budować chorą religię smoleńską z bratem Lechem K. jako prorokiem.

Wystarczy już tych sabatów kołtunów politycznych. Brawo Obywatele RP!

krystyna-pawlowicz

PONAD 100 TYS. MIESIĘCZNIE KOSZTUJE NAS OCHRONA POSŁA KACZYŃSKIEGO. Z NASZYCH PODATKÓW. BEZ NASZEJ ZGODY. DLACZEGO??? JAKIM PRAWEM???

c1ihm0ixgaamef0

Maciej Orłowski („Wyborcza”) pisze o babonie – Krystynie Pawłowicz.

Krystyna Pawłowicz lży wykładowców na Facebooku. „Uczelniana antypolska targowica”

krystyna-pawlowicz

Krystyna Pawłowicz, posłanka PiS, lży na Facebooku wykładowców wyższych uczelni, oskarżając ich o podburzanie studentów do antyrządowych protestów. „Uczelniana antypolska naukowa targowica” – pisze o kadrze akademickiej.
Na 25 stycznia studenci i studentki z całej Polski zapowiadają ogólnopolski protestZwołują się na Facebooku. Poza Warszawą protesty mają się również odbyć we Wrocławiu, w Poznaniu, w Toruniu, w Katowicach, w Gdańsku, w Opolu, w Lublinie, w Łodzi, w Szczecinie, w Krakowie i w Brukseli.Na Facebooku organizatorzy wydarzenia swoją odezwę zaczynają od słów: „Chcemy żyć w państwie…”. I potem lista określeń: „w którym przestrzegane są przepisy konstytucji i innych aktów prawnych”, „w którym instytuty badawcze i instytucje kultury są niezależne”, „w którym zagwarantowana jest wolność zgromadzeń i żadne z nich nie jest uprzywilejowane” czy „w którym panuje tolerancja i wszystkie osoby są równe wobec prawa”.- Nie jesteśmy związani z żadną partią – mówi jedna z organizatorek warszawskiego protestu, Martyna Równiak (studentka medycyny na WUM). – Nasz protest jest apolityczny. Prosimy, żeby nie było na nim żadnych emblematów partyjnych. Nie jesteśmy przybudówką Komitetu Obrony Demokracji, jak niektórzy sugerują – mówi. I dodaje: – Chcemy pokazać, że również młodzi nie zgadzają się na to, co się dzieje w Polsce. Nie jest nam obojętne to, jak Polska będzie wyglądać za kilka lat.

krystyna

Krystyna Pawłowicz pisze o „szczuciu na legalne władze”

Protest studentów sprowokował posłankę Prawa i Sprawiedliwości Krystynę Pawłowicz do opublikowania na Facebooku obraźliwego wpisu, który lży wykładowców akademickich. Była sędzia Trybunału Stanu z rekomendacji PiS i kandydatka tej partii na sędziego Trybunału Konstytucyjnego nie wierzy, że protest studentów został zorganizowany bez inspiracji osób trzecich. I oskarża kadrę naukową o spisek.

„Na 25 stycznia, na dzień kolejnego posiedzenia Sejmu, w uniwersyteckich miastach, część wykładowców dla obrony swoich niezlustrowanych interesów, zainspirowała do antyrządowych protestów niezorientowanych politycznie w sprawach swego kraju studentów kłamstwami i szczuciem na LEGALNE, DEMOKRATYCZNIE wybrane polskie władze, środowisko to będzie próbowało niby studenckimi rękami tę władzę „dla dobra i obrony Polski” podważać, delegitymizować i obalać. Taka przemocowa po-peerelowska mentalność ‚w obronie demokracji’” – pisze Pawłowicz (pisownia oryginalna).

(WCZORAJ TRZECH KRÓLI. DZIŚ TRZECH MUSZKIETERÓW.)

c1h2o3yxgae_qpt

„Uczelniana targowica” i ”młodzi Polacy, którymi łatwo manipulować”

Dalej Pawłowicz oskarża wykładowców o to, że „po ostatnich wyborach utracili różne nienależne przywileje”, a teraz „za plecami studentów chowają swe niegodziwe, antypolskie intencje i siebie samych”. Zarzuca też kadrze akademickiej, że „wcześniejszymi uchwałami rad niektórych wydziałów, głównie prawa, mobilizują studentów do atakowania i wyszydzania własnego państwa”.

„Część uczelnianej antypolskiej naukowej targowicy haniebnie sprzeniewierza się akademickim i naukowym ideałom, wykorzystując cynicznie w swych biznesach powierzonych sobie młodych Polaków, których wcześniej pozbawiono w liceach wiedzy o współczesnej historii własnej ojczyzny. I którymi można dziś więc łatwo manipulować” – pisze posłanka.

Krystyna Pawłowicz dopinguje swoich i ucisza opozycję

Krystyna Pawłowicz jest znana z takiego języka. Przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. groziła ówczesnej dziennikarce TVP 1 Justynie Dobrocz-Oracz: „Na jesieni nowa władza będzie musiała zadbać o Pani zdrowie”W lutym 2016 r. zaatakowała Sieć Obywatelską Watchdog Polska, nazywając ją „tymi psami”W marcu tego samego roku odpisała z kolei internautce, która skarżyła się na niską emeryturę, wyrzucając jednocześnie Pawłowicz wysoką emeryturę: „Jest pani zwykłą zazdrośnicą. Leniwą? Proszę wziąść się [pisownia oryginalna] też jeszcze za jakiś zajęcie, to i zazdrość pani minie” (pisownia oryginalna).

Posłanka Pawłowicz jest aktywna nie tylko na Facebooku (gdzie regularnie publikuje wpisy). Jak wyliczył serwis MamPrawoWiedziec.pl, w ciągu stu pierwszych dni Sejmu obecnej kadencji odbyło się 11 posiedzeń, na których Pawłowicz przemawiała tylko raz. Wypowiedzi innych osób przerwała jednak aż 466 razy. To więcej niż liczba wszystkich posłów zasiadających w Sejmie.

Pawłowicz dopingowała przedstawicieli swojej partii i uciszała opozycję. „Tak jest!”, „Czytaj, czytaj!”, „Brawo!” – zagrzewała swoich. Ci, którzy próbowali im przerywać, mogli usłyszeć: „Cicho bądź, ciii…”, „Proszę wyłączyć PO” czy „Wy jak Palikoty się zachowujecie”. Najczęściej (36 razy) posłanka wspomagała zaangażowanego w PiS-owskie zmiany w Trybunale Konstytucyjnym Stanisława Piotrowicza.

MY TEŻ NIE WIEMY, JAK DO TEGO (za przeproszeniem) DOSZŁO. ALE DOSZŁO 🙂 JEST NAS JUŻ PONAD PÓŁ MILIONA. I CAŁY CZAS ROŚNIE. IV RP wzywa :)))

c1gkmyyxuaae66p

CZASEM JEDEN OBRAZEK MÓWI WIĘCEJ NIŻ 1000 SŁÓW.

c1ht7enxuaa6x8

Wojciech Smarzowski, Jan Komasa, Joanna Kos-Krauze, Paweł Łoziński i inni czołowi reżyserzy filmowi protestują przeciwko liście artystów rekomendowanych przez MSZ do zapraszania przez Instytuty Polskie.

mocny

MSZ stworzył listę ludzi kultury rekomendowanych przez MSZ do zapraszania za granicę przez Instytuty Polskie. Znaleźli się na niej m.in. Jan Pietrzak, Jerzy Targalski i Cezary Gmyz i inni publicyści związani z PiS. Pominięto nazwiska wielu czołowych polskich artystów. Czołowi polscy reżyserzy filmowi odnieśli się do niej w przysłanym do „Wyborczej” liście:

Z wielkim zdziwieniem przyjęliśmy opublikowane przez „Wyborczą” informacje o stworzeniu przez MSZ listy artystów rekomendowanych Instytutom Polskim.

Fakt powstania takiej listy budzi nasze zaniepokojenie. Z niedowierzaniem znaleźliśmy na niej swoje nazwiska, przy jednoczesnym braku naszych wybitnych koleżanek i kolegów z różnych dziedzin kultury i sztuki.

Odbieramy ich nieobecność jako próbę cenzury politycznej i brutalną ingerencję w swobodę dostępu do polskiej kultury za granicą. Tworzenie list artystów według politycznego klucza, dzielenie ich na prawomyślnych i nieprawomyślnych jest dla nas nie do przyjęcia. Cofa nas do ery komunizmu i kultury limitowanej, sterowanej ręcznie przez aktualnie rządzących. Nie chcąc dać się podzielić, upominamy się o nasze koleżanki i kolegów, których dorobek powinien być na równi z innymi pokazywany na świecie.

Nie zgadzamy się na to, żeby bieżąca polityka wpływała w sposób niszczycielski na promocję polskiej kultury za granicą, i zwracamy się do MSZ z prośbą o wyjaśnienie tej sytuacji.

Andrzej JakimowskiJan KomasaBartosz KonopkaJoanna Kos-KrauzePaweł ŁozińskiJan P. MatuszyńskiŁukasz PalkowskiWojciech SmarzowskiAgnieszka SmoczyńskaWojciech Staroń

c1hhgg2wiaesaou

Koderka Katarzyna Knapik pisze o fakturach Kijowskiego.

madry

W „Dwóch Wieżach” JRR Tolkiena jest taka scena, gdy hobbici spotykają Drzewca. Pytają go, po jakiej jest stronie w toczącej się przez Śródziemie krwawej wojnie.

Drzewiec dziwi się.

„Strona? Nie jestem po niczyjej stronie. Ponieważ nikt nie jest po mojej stronie”.

Słowami Drzewca posługuję się za każdym razem, gdy ktoś pyta mnie, po czyjej jestem stronie. Ale ten motyw ma jeszcze swoje drugie dno. Otóż Tolkien, konstruując powieściowy las Fangorn, czynił to niejako z rozczarowania. Jako młody człowiek czytał bowiem Makbeta i bardzo poruszyła go przepowiednia o lesie Birnam, który miał podejść pod okna tyrana, kiedy będzie już miał ostatecznie dość i nadejdzie jego upadek. Las Birnam to taki trochę nasz Giewont – jak już będzie fatalnie, to wstanie (i tutaj pada puenta klasycznego dowcipu „to na co on jeszcze czeka?”). Ale młody John wziął to dosłownie. Kiedy przeczytał o tym, jak żołnierze poprzebierali się za drzewa, był zawiedziony. Porwała go wizja, jak drzewa faktycznie tracą cierpliwość, wyrywają korzenie z ziemi, zrzucają mech i idą pod okna Makbeta. Po latach stworzył zatem swój Birnam – las Fangorn, który podszedł pod okna Sarumana (czyli Makbeta).

c1hpmdbwiaaqxno

Tyle literatury i chłopięcych wizji. Dorośli wiedzą, że las pod oknami to wkurzony lud. To ci, którzy nie brali udziału w rozgrywkach na szczycie, ale oni zbierają cięgi. Ludzie z KODu w  99,9% nie mieli w rękach ani słynnych faktur, ani wglądu do rozliczeń Komitetu Społecznego, ani nie mają szans dowiedzieć się, jak funkcjonowało zarządzanie finansami, bo to pozostaje tajemnicą prywatnych maili, wiadomości i rozmów ograniczonej grupki osób. Jak zatem mamy zająć stronę? Z sympatii? Bo lubię Ziutka i piłam z nim wódkę, a Fela to mnie kiedyś obgadała i będę przeciwko niej? Tak mamy reagować? Wkurza nas cała sytuacja. To, że media jeżdżą po nas jak po łysej kobyle. Zawiedzione komentarze ludzi, których sami do KODu przekonywaliśmy. Smutne oczy działaczy. Wiele, wiele osób włożyło w KOD swoje środki, czas, pracę i dobre imię. Teraz czują, że wyszli na frajerów, a na dodatek czarodzieje kłócą się ponad ich głowami, kiedy oni mają stać na mrozie (jest minus 20 stopni!).

Nikt nie jest po stronie ludzi KODu. Wszyscy zajęli się udowadnianiem, że oni akurat są czyści albo w ogóle to nic się nie stało. I to jest chyba największy zawód. Bo KODziarze liczyli, że w obliczu kryzysu ich liderzy staną razem, zadeklarują pełną współpracę i staną murem za sobą nawzajem. Nie będą ukrywać się za „to nie ja, to oni”, „ja co prawda tak, ale tamci pozwolili”. Dosyć już mieliśmy takich bohaterów, co odchodząc, poszli do mediów z prywatnymi żalami. Honor i odpowiedzialność za KOD nakazują wziąć ten bałagan na wspólne barki. Kryzys jest nie tylko jednej osoby czy grupy, wszyscy go mamy na głowie, w telefonie, w rozmowach. Mniejsza o detale, kto co i czemu. Musimy przejść przez niego razem albo nas nie będzie. To, ile w czym czyjej winy, rozsądzi las Birnam – na zjeździe, gdzie zostanie wybrany nowy Zarząd.

c1hoyxnwiaicilh

Mateuszu, Zarządzie – lubię i cenię was wszystkich i dlatego tak mi ciężko. Zrozumcie, to jest także nasz KOD. Zróbcie wszystko, aby uratować jego dobre imię. Wspólnie. Albo solidarnie usuńcie się w cień do czasu zjazdu krajowego i cała władza w ręce rad! Dlaczego wam to radzę? Bo pokazując taką gotowość do ustępstw, bez panicznej obrony siebie – powstrzymacie hejt na siebie i odzyskacie zaufanie ludzi. Skończy się podział na strony. Dzisiaj świat się nie kończy. Myślcie o zjeździe krajowym, bo to on jest ważny, o ludziach, którzy pojadą tam zagłosować. A my bardzo tam potrzebujemy was, potrzebujemy liderów. Potrzebujemy mądrych ludzi. To nie wy macie teraz zdecydować, kto będzie prowadził KOD. To lud pod oknami. Rozmawiajcie z nimi!

c1hdbl-weaehe1p

Waldemar Mystkowski pisze o ostatnim wywiadzie Morawieckiego.

morawiecki-lepszy

Mateusz Morawiecki jest politykiem, który zanadto nie wychyla się, bo wie, że w polityce nazwisko trzeba chronić. Jak coś przyklei się do nazwiska, zaczyna żyć własnym życiem, a nie rzeczywistym związkiem, gdy na owo „coś” polityk się powoływał. Tak było z Januszem Palikotem, który w dobrej sprawie na konferencji prasowej podpierał się gadżetem – a to sztucznym penisem, a to świńskim ryjem. Polityk był zapamiętywany, uwrażliwiał na sprawę, w której interweniował, lecz na dłuższą metę dawał pretekst konkurentom i wrogom, aby sprowadzili go do wartości gadżetu.

Morawiecki świetnie to rozumie, bo jego kariera zawodowo-polityczna nie opiera się na fachowości, a na prezentowaniu się, dawaniu swojej twarzy i dobrych skojarzeń. Dlatego, gdy przedstawiał budżet kraju, który zadłużał Polaków w stosunku rocznym największym w historii, nie skupił się na uzasadnieniu długu, że robi to „dla dobra społeczeństwa”, ale na pozytywnym uczuciu własnym – „zakochałem się w tym budżecie”.

A że Morawiecki nosi najdroższe okulary, do tego charakterystyczne dla intelektualistów, zrobił przy tym minę w ciup i oczy mu zrobiły się maślane. Poszedł komunikat, że budżet musi być dobry, bo ten facet stracił do niego głowę. I faktycznie stracił głowę, wszyscy na niej się skupili, aby nie zauważyć węża, który wyszedł mu z kieszeni, węża populistycznego, który kusił, a jego rzeczywiste walory poznamy wtedy, gdy w tej kieszeni niczego nie będzie, bo będzie tak dziurawa, iż nazwiemy ją „czarną dziurą”.

Takie wartości wnosi do polityki Morawiecki, bo takie wartości prezentował wcześniej, gdy był prezesem Banku Zachodniego WBK. Nie dlatego został prezesem, że był fachowcem, bo z wykształcenia jest historykiem i to nie jakimś wybitnym, ale Morawiecki prezentuje się. Fachowcy robią robotę, liczą, dodają, odejmują, zawsze ma być plus dla właścicieli i udziałowców banku, a Morawiecki robi maślane oczka, zakochuje się.

c1hbmbdxaae1e1w

Obecnie Morawiecki zakochał się we władzy, a ma ją większą niż Beata Szydło. Maślane oczka Morawieckiego przemówiły do prezesa Kaczyńskiego, który nie zna się na finansach kompletnie ani na infrastrukturze pieniądza do tego stopnia, iż do niedawna nawet nie miał konta w banku. Ale przyszedł do prezesa Morawiecki reprezentujący bankierów, który w prezentowaniu się jest mistrzem, strzelił swoimi maślanymi oczkami i osiągnął to, co wcześniej uzyskał od właścicieli Banku Zachodniego WBK hiszpańskiej grupy Santander. Morawiecki uzyskał zaufanie.

Pamiętam pierwszą konferencję prasową Morawieckiego jako wicepremiera, na której zaprezentował się, jako „średnia przeciętna pisowska”, mianowicie oburzył się na poprzedni rząd, który „horrendalnie” nie wykorzystał środków unijnych, więc on ma dla tych środków „plan ratunkowy”. Takimi strzelił oczkami maślanymi do dziennikarzy, a przy tym Morawiecki podparł się liczbami, które dla pamiętających, jak to jest z wykorzystaniem pieniędzy unijnych, były godne podziwu.

Dzisiaj niewykorzystane środki unijne to zmora obecnego rządu, rząd zabiera samorządom szmal, a te nie mają pieniędzy na „wkład własny”, aby realizować unijne programy. Morawiecki jest mistrzem maślanych oczu i prezentowania się, przeszedł szkołę w stosunku do Santander, a teraz przechodzi w stosunku do prezesa Kaczyńskiego i twardego elektoratu PiS. W wywiadzie dla „Polska The Times” taki formułuje komunikat – jak Palikot świński ryj – „będziemy rządzić przynajmniej trzy kadencje”. Jak na takie dictum może zareagować prezes? Tylko: „Mateuszku, tak, tak, tak”. A żelazny elektorat i niepokorni dziennikarze w mediach „narodowych” uspokoją się, bo żaden KOD, Czarny Protest czy też opozycja parlamentarna nie odbiorą im władzy, bo wicepremier – ten wicepremier w okularach intelektualisty – tak powiedział.

c1haoihxgaqhc4u

Trzy kadencje to 12 lat. Przez rok instytucje demokratyczne zostały zdemolowane bardzo poważnie, w finansach państwowych lada chwila padnie fraza Zorby „taka piękna katastrofa”, a to jest tylko rok z tuzina lat. Na czym Morawiecki opiera swoje przeświadczenie, iż przez dwanaście lat pozwoli się jego formacji politycznej zamieniać Polskę w perzynę? Proszę: „Zamieniliśmy zysk, który był dla nielicznych, na zysk dla całego narodu polskiego”. Czyli rząd PiS zabrał tym, którzy mieli, a dał tym, którzy potrzebowali. To nawet brzmiałoby całkiem sensownie i nazywa się redystrybucją zysków. Ale dla Morawieckiego redystrybucja polega na powiększaniu dziury budżetowej w tempie przewyższającym wielokroć poprzedników. Tę dziurę trzeba będzie łatać, a nie będzie czym.

c1z4y42wqaa7-lu

Czy ci, którzy nie mają, a dostali nie swoje, a także nie Morawieckiego, potrafią stworzyć zysk, jak ci, którzy potrafią? Nie! Morawiecki powyższymi słowami zdefiniował populizm w okularach intelektualisty. To te jego maślane oczka, które robią wrażenie, ale nie ma w nich żadnych treści. Puste słowa.

W tym samym czasie, gdy Morawiecki strzelał w wywiadzie maślanymi oczkami, sąd administracyjny w Warszawie nakazał jego ministerstwom – rozwoju i finansów – aby upubliczniły korespondencję resortów z agencją ratingową Moody”s. O to wystąpiła organizacja pozarządowa Watchdog Polska. Dlaczego Morawiecki z maślanymi oczkami tak się opiera transparentności? Proste jak drut, bo Moody’s  – jako fachowa instytucja kontrolująca finanse – opisuje stan Polski popadającej w ruinę.

I na koniec bardzo łatwe pytanie. Czy ten rząd opublikuje korespondencję z Moody’s, bo taki jest wyrok sądu? Odpowiedź jest prosta. Morawiecki stawia na swoje maślane oczka. Zaznaczam, iż nie jest intelektualistą. On tylko potrafi robić wrażenie, jak w tym wywiadzie dla „Polska The Times”– zero konkretów i „straszenie”, iż czeka nas jeszcze 11 lat demolowania. Morawiecki chce być lepszy od Zorby.

Kamil Stoch wygrał Turniej Czterech Skoczni.

c1hksboweaat_m4

Wywiad z drugim na TCS Piotrem Żyłą. – Długo nie umiałem ustabilizować formy. Miałem na to szansę cztery lata temu, ale sezon mi się skończył. Aż wreszcie teraz się udało – mówi „Wyborczej” Piotr Żyła, drugi skoczek TCS.

piotr-zyla

Z jakimi nadziejami jechał Pan do Oberstdorfu na start 65. TCS?

– Chciałem być w dziesiątce. Czułem, że skaczę dobrze, miałem formę, ale nie marzyłem o podium. A tu jestem drugi. Super.

Adam Małysz w Pana wierzył.

– Jasnowidz? No cóż, to dobrze, że wierzył, wszyscy widzieli, że zacząłem skakać powtarzalnie. Miałem z tym problem przez lata. Była nadzieja w 2013 roku, kiedy pod koniec sezonu wygrałem zawody w Oslo, a w Planicy byłem trzeci. Tylko zaraz po tym sezon się skończył. Teraz na szczęście do tego bardzo daleko.

Uchodził Pan za zawodnika, który nie potrafi oddać dwóch dobrych skoków w konkursie. Na TCS oddał pan siedem jeden po drugim.

– A jakby trzeba było oddać ósmy, to też byłby dobry. Już mówiłem, forma jest, stabilizacja jest, choć wciąż są rezerwy.

c1hlvnyxeaasrzr

To dobrze, bo presja i oczekiwania wobec pana znacznie wzrosną.

– Presja jest taka, jaką sami na siebie weźmiemy. Ja nie mam zamiaru teraz się zamartwiać, bo przeżywam moment przyjemny, pozytywny.

To dlatego pytany o plany na Nowy Rok powiedział pan o wymienieniu sznurówki w bucie? Takie podejście ma pana chronić przed presją?

– Cholera, do dziś jeszcze tej sznurówki nie wymieniłem. Chodzi o to, że w skokach presja nie pomaga, więc nie ma sensu jej powiększać, bo to gra przeciw sobie. Jak w piłce samobój.

Z Maćkiem Kotem przyjaźni się pan najbardziej. Mieszkacie razem w pokoju, gracie w piłkę na skoczni, doradzacie sobie na treningu. Przed TCS on wydawał się w lepszej formie od pana, a jednak zajął czwarte miejsce. Wynik życiowy, ale do podium zabrakło 7 pkt.

– Szkoda Maćka bardzo. Może rady, które dawałem mu na skoczni, były gorsze od tych, które on dawał mnie? Ale my mamy taką swoją tajemnicę: na skoki najlepiej pomaga marynowana papryka. Przywiozłem słoik na TCS, a Maciek jak dobry kumpel pozwolił mi zjeść więcej. Następnym razem postaramy się podzielić sprawiedliwiej. Może już w Wiśle.

Kibice w Polsce oszaleją na waszym punkcie. Boicie się trochę?

– E tam. Skoki są u nas popularne od dawna. Nikt się kibiców nie boi, każdy się cieszy, że są. Jest różnica skakać przy pełnych i pustych trybunach. My wolimy przy pełnych.

Maciej Kot był z Was najspokojniejszy po triumfie w Bischofshofen. Jakby trochę nostalgiczny.

– On taki jest zawsze. Taki ma charakter. Ale o lepszego kolegę trudno.

SZACUNEK DLA TYCH, CO NA -18 CZUWAJĄ I BRONIA POLSKIEJ DEMOKRACJI. DZIĘKUJMY, ŻE JESTEŚCIE !!!! INTERNAUCI SĄ CAŁY CZAS Z WAMI !!!

c1hqjtaxaacrum0

ZJEDNOCZONA OPOZYCJA WCIĄŻ TRWA. COKOLWIEK MÓWIĄ REŻIMOWE MEDIA, POSŁOWIE NIE POZWOLĄ PiSOWI NA ŁAMANIE PRAWA. JESTEŚMY Z WAMI!

c1hr6gexeaeaeu6

grudzien16

WAŻNA WIADOMOŚĆ DLA KLERU. KOŚCIÓŁ NIE ZABIERZE WAM MAJĄTKU, JEŚLI SĄD POTWIERDZI DNA DZIECKA. TO WYROK OSTATECZNY

czwzyctwgaelaw5

Daniel Passent zauważa, że dawny Żyd został zastąpiony komuchem.

komuch

Kiedy Stanisław Piotrowicz skanduje w Sejmie „Precz z komuną!”, to jak gdyby krzyczał „Precz ze mną!”. Absurd? Absurd, ale w takiej absurdalnej rzeczywistości żyjemy.

„Precz z komuną!” – wołają dziś ludzie od Kukiza, z Platformy, od Kaczyńskiego, ba, on sam, a właściwie nie sam, tylko z Brudzińskim, zadowoleni wrzeszczą: „Komuniści i złodzieje, cała Polska z was się śmieje”. Na trasie marszu KOD w rocznicę 13 grudnia stała grupa spod znaku „Gazety Polskiej”, która wyzywała kodowców od „komuchów”, „zomowców” i „pachołków Rosji”. Brakowało tylko „gestapo”.

czv_3haxcae9hvp

Podczas kiedy jedni dekomunizują lektury szkolne, ulice i pomniki, pożal się Boże minister obrony wymyślił, żeby Kiszczaka i Jaruzelskiego pozbawić tytułów generalskich. Dlaczego nie? Żeby do sprawy stale nie powracać, zamknąć ją raz na zawsze, proponuję pozbawić „panów” Jaruzelskiego i Kiszczaka za jednym zamachem obywatelstwa polskiego, tytułu prezydenta, ministra, ministranta, dowódcy zwiadu, sybiraka, wszystkich orderów i odznaczeń, a zwłoki ekshumować i zwrócić ambasadzie rosyjskiej. Albo po prostu wysłać do Rosji. Wystarczy zaadresować „Moskwa. Kreml”.

Tu dygresja. Mój przyjaciel, który urodził się w sowieckim więzieniu w Moskwie, ale od lat mieszka w Szwecji, napisał świetną książkę „Byłem dzieckiem Gułagu”. Kiedy w trakcie pracy nad książką nie mógł wycisnąć z Rosji pewnych dokumentów dotyczących ojca, skazanego i straconego na Łubiance, zdesperowany napisał list do Putina. Urzędniczka na poczcie w Sztokholmie nie chciała przyjąć listu, gdyż nie zawierał dokładnego adresu. – A pani myśli, że nie wystarczy napisać: „Król Karol Gustaw, Sztokholm”, żeby list dotarł? – zapytał Julek. To urzędniczkę przekonało, i nie dość, że list dotarł, to jeszcze w odpowiedzi nadeszły z Moskwy kserokopie dokumentów. Koniec dygresji.

Obserwując obyczaje polityczne w naszym kraju, trudno oprzeć się wrażeniu, że im dalej od komunizmu, tym walka z nim się zaostrza. Podobnie Stalin twierdził, że im bliżej socjalizmu, tym walka klasowa bardziej się zaostrza, czytaj: trzeba być jeszcze bardziej bezlitosnym i okrutnym. Jaki sens ma dzisiaj skandowanie „Precz z komuną”, skoro komuny w Polsce nie ma, i to od dawna?

„Komuch” jest epitetem, wszedł do słownika, podobnie jak „Targowica”, chociaż prawdziwego komucha trzeba by ze świeczką szukać. Jak trafnie zauważył profesor Jan Sowa, socjolog i antropolog kultury (autor m.in. książki „Inna Rzeczpospolita jest możliwa”), słowo „komuch” zaczyna odgrywać rolę podobną do słowa „Żyd”.

czwfsi_wgaepmhl

Jedno i drugie jest synonimem wszelkiego zła. „Ty, komuchu” niewiele się różni od „Ty, Żydzie”. Do pewnego stopnia zaczynają to być synonimy. Ten, kogo wyzywają od Żydów, wcale nie musi być Żydem, ba, może być nawet antysemitą albo Żydem – antysemita, podobnie jak „komuch”, może w rzeczywistości być zatwardziałym i zasłużonym antykomunistą. Typowy przykład stanowi środowisko „Gazety Wyborczej”, w którym nie brakło działaczy opozycji antykomunistycznej, a dzisiaj prawica uznaje ich za postkomunistów.

Dawno już zauważono, że mamy w Polsce antysemityzm bez Żydów i antykomunizm bez komunistów. Jedno i drugie ma dużą przyszłość. Niestety, słowo „Polak” też nie wszędzie i nie w ustach każdego jest komplementem. Ale to już inna sprawa. Na razie – precz z komuną!

ŚWIETNY POMYSŁ BORYSA BUDKI. Dziennikarzom proponujemy

czulqboxaaakalo

BEZ DZIENNIKARZY JUŻ TEGO WIĘCEJ NIE ZOBACZYMY… A KRYSTYNA BĘDZIE ŻARŁA JAK SMOK

czupnqexuaahcw4

ZGADNIJCIE NA ILE RĄK BĘDZIE TERAZ GŁOSOWAŁ PIS, JEŚLI WYRZUCĄ DZIENNIKARZY?

czuslt7w8aazej4

LIS ZNOKAUTOWAŁ REFORMĘ.

czumqacxgaa7e5p

Waldemar Mystkowski analizuje opłatkowe życzenia Kaczyńskiego. Poseł Kaczyński dzieli się opłatkiem

posel

Czyż dobro nie jest zaraźliwe, a zwłaszcza dobro pisowskie, czyż nie jest jak plaga egipska, czyż to nie dżuma i cholera?

czurggmwiaamhfa

Jarosław Kaczyński udzielił opłatkowego wywiadu „Rzeczpospolitej”, w którym wyraził życzenie, aby nam się dobrze powodziło. Prezes PiS jest znany ze szczodrobliwości, więc to „nam” rozszerzył na opozycję.

Zdziwieni? Więc proszę zamknąć buzię – elemencie animalny, gorszy sorcie. Opłatek, a więc zaraz wigilia, element animalny będzie mówić w tę jedyną noc w roku, zapewnia to prezes, który ponadto rozdaje prezenty. Opozycja dostała od Kaczyńskiego – a dokładnie lider – takie oto zapewnienie: „Osobiście uważam, że lider opozycji powinien mieć taki status jak wicepremier”.

Czy Ryszard Petru zobaczy w związku z tym „światełko w tunelu”? A co powie Grzegorz Schetyna, przecież to jego ugrupowanie ma największy klub parlamentarny? A może Władysław Kosiniak-Kamysz poczuje wolę prezesa. PSL tworzył poprzednią koalicję rządową i stanie w szranki „statusu”?

Co znaczy status? Wszak to prestiż społeczny, a nie oficjalna funkcja. Może zatem należy czytać tak, jak to zrobił rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec, który – skądinąd dowcipnie (czyt. inteligentnie) zauważył, że „sterowanie rządem i prezydentem nie wystarczy, Jarosław Kaczyński chce sterować gabinetem cieni”.
A jak Kaczyński ten status wicepremiera motywuje? „Takie rozwiązania należy wprowadzić i wierzę, że przyczynią się do tego, że dyskurs polityczny w Polsce dzięki temu się zmieni. Dziś jest on na poziomie czystego szaleństwa”. Nie mówi tego ani Beata Szydło, ani Andrzej Duda, mówi poseł i prezes.

Mówi do elementu animalnego, że nie jest elementem animalnym, bo to czyste szaleństwo? Czyżby prezes się przyznał, że dotknęło go szaleństwo i coś z nim zrobi. Moja wiedza na ten temat jest taka, że szaleństwem – zwłaszcza czystym – zajmują się wiadomi lekarze, a czasami pielęgniarze, jak szaleniec zanadto się rzuca.
Waldemar Kuczyński podejrzewa prezesa, że przechodzi mutację poprzedniego reżimu, w którym partia „sprawowała kierowniczą rolę w państwie, a bratnie partie opozycyjne uprawiały krytykę konstruktywną”. To nie żart. Więc Kosiniak-Kamysz powinien być dowartościowany „statusem jak wicepremier”. ZSL miał swoich wicepremierów pod kierownictwem innej partii.

Można zadać pytanie, mając na uwadze, iż status (prestiż) nie tylko wicepremiera, ale premiera in spe ma Schetyna w powołanym gabinecie cieni, zatem: Czy na łasce prezesa powinno mu zależeć? Jedźmy dalej – czy to nie jest zagranie z rodzaju „czystego szaleństwa” public relations: „Chciałem im dać, ale oni nie chcieli, niewdzięcznicy!”. A tym samym obarczenie współodpowiedzialnością opozycji, zwłaszcza za to, co się nie udało. Bo wiadomo, że udało się tylko dzięki PiS. Co złe to wina opozycja. Klasyka.

Ten opłatek Kaczyńskiego może nie spodobać się wicepremierom Morawieckiemu, Gowinowi, Glińskiemu, gdyż prezes dorzucił im kolegę, acz nie znają jego nazwiska.

Dla swojego klubu parlamentarnego i Pisiewiczów/Misiewiczów (czyli prezesów spółek państwowych) prezes zrobił wigilię w Sali Kolumnowej Sejmu. Jak dobry ojczulek pogłaskał wszystkich po głowie za „dobrą zmianę” i przyznał retoryczny order. Taki order nazywany jest kartoflanym. Kto dostał tego kartofla? Tak! Stanisław Piotrowicz, który zdaniem prezesa „ataki zniósł z godnością i spokojem, za co należy mu się order”. Czyż Kaczyński to nie ludzki pan? Wicepremier dla opozycji, order z kartofla dla najwierniejszego żołnierza Piotrowicza, który – słowa prezesa PiS – „jest teraz twarzą zmian demokratycznych w Polsce”.

Ale to nie koniec opłatkowych prezentów prezesa. Jego dobroć przechodzi na innych, działa jak zaraza. Np. Kaczyński jest chory na coś, to się brata z tobą i ty się zarażasz. O tej zarazie opłatkowej napisał na Twitterze Adam Bielan: „Członkowie prezydiów Sejmu i Senatu po rozmowie z J. Kaczyńskim podjęli decyzję o przekazaniu premii na cele charytatywne”. Tak zarazili się dobrem prezesa Kuchciński i Karczewski, że zrzekli się zasłużonych premii – przyznanych sobie samym – za pracę nocną nad ustawami o demolce Trybunału Konstytucyjnej, tudzież innych „zmianach demokratycznych”. Czyż dobro nie jest zaraźliwe, a zwłaszcza dobro pisowskie, czyż nie jest jak plaga egipska, albo idąc za słowami Mateusza Morawieckiego, czyż to nie dżuma i cholera?

Publika może się emocjonować, kto skorzysta na tym „celu charytatywnym”. Zaraz po opłatku wigilijnym odbędzie się finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Czyżby prezes nakazał wrzucić Kuchcińskiemu i Karczewskiemu do puszki WOŚP? A może na stole wigilijnym wolne nakrycie przeznaczone zostanie dla symbolicznego uchodźcy, zwłaszcza w kontekście tragedii ludobójstwa w Aleppo?

Czy wy też daliście się nabrać na opłatek prezesa? Przełamiecie się z nim?

PRZYZNAJEMY ORDER MISIA 🙂

czwrtemw8aaw2c4

NASILA SIĘ KONTROLA APARATU WŁADZY NAD POLAKAMI

czuokdlxgaak1bx

DEMONTAŻ ARMII TRWA…

czunc0wxuaegpqw

Kleofas Wieniawa pisze o dymisji generała nr 1.

gen

Osłabianie Polski w kwestii obrony miltarnej trwa w najlepsze. Kolejna cegiełka z tego muru wypadła, podał się do dymisji ogólnodowodzący generał sił zbrojnych gen. Mirosław Różański. Dowódca w najlepszym wieku dla sprawowanej funkcji, bo rocznik 1962.

gen-rozanski-zlozyl-dymisje

Czy można mu się dziwć? Nie! A jednak to jest wojsko, rozumiem go, iż ministrem jest człowiek od chorych, paranoicznych teorii, ale chodzi o Polskę, a nie o Antoniego Macierewicza, który nie tylko ze względu na język polski, jakim się posługuje, ale jakie treści wygaduje, najwyżej nadaje się na pacjenta.

To jest bardzo zły okres dla Polski, ale on minie, szybciej niż nam się wydaje. Może dojść do sytuacji, iż dowództwo NATO zwróci uwagę, iż osobnik sprawujący funkcję ministra obrony powinien siedzieć/leżeć w innym gabinecie, a nie ministerialnym, podobnie mogą ocenzurować rozbrajanie Polski generałowie amerykańscy.

Chyba że dojdzie do klasyki alianckiej, iż nikt nie chce umierać za Gdańsk, widząc, kto jest minitrem i w czasie kryzysowej sytuacji zgodzą się na nową Jałtę. Możliwe,k bo następuje samowykluczenie Polski ze wszelkich gremiów nowoczesności świata.

Nie znam kwestii dymisji głównodowodzącego generała, ale nie wydaje mi się, aby ją przyjmował minister, gdyż zwierzchnikiem sił jest prezydent. Minister nawet nie jest od kontrasygnaty. Chyba, że ta władza kolejny raz łamie Konstytucję.

W obecnym układzie politycznym Polskę toczy bardzo, ale to bardzo poważna choroba. To nie tylko paranoja smoleńska, to coś o wiele głębszego.

TO AŻ TRUDNO SKOMENTOWAĆ… Gen. Różański był najważniejszym dowódcą w polskiej armii.

czuqtjgxgaa1clk

GÓRNIKOM PUSZCZAJĄ NERWY. INTERNAUTOM PUSZCZAJĄ NERWY. WAM TEŻ PUSZCZAJĄ?

czvfcqrxcae9m77

TRZYMAJ SIĘ GRZESIU! NIE ZWRACAJ UWAGI NA ATAKI PiS-OWSKICH HEJTERÓW. DZIŚ WSZYSCY JESTEŚMY Z TOBĄ.

czv7zc3w8aapva5

CZY KTOŚ JESZCZE WIERZY, ŻE TO DEMOKRACJA?

czwmum9wgaao0an