Posts Tagged ‘Krzysztof Grabowski’

SŁOWA FRASYNIUKA, Z OKAZJI DZISIEJSZEGO ŚWIĘTA.

A JEDNAK… NA ZŁOŚĆ DUDZIE!

Waldemar Mystkowski pisze o demolującym wpływie na obronność Polski osobnika o nazwisku Antoni Macierewicz.

Mara senna Macierewicza o potędze armii

Takiej zapaści w polskim wojsku dawno nie było.

Antoni Macierewicz ubiegł prezydenta Andrzeja Dudę w pochwałach dla armii. W przeddzień święta Wojska Polskiego wygłosił przemówienie, wręczył awanse i wyróżnienia. Minister ma zdecydowanie większy wkład w niszczenie polskiej obronności, choć zwierzchnikiem konstytucyjnym WP jest Andrzej Duda.

Wydaje się, że Duda postawił się ministrowi obrony, gdyż nie podpisze nominacji generalskich, choć tych na gwałt potrzebuje armia, bo dymisji wśród najwyższych szarż w ostatnim czasie mieliśmy wyjątkowo dużo. Odeszli z wojska generałowie z odpowiednim stażem i mający uznanie wśród sojuszników w NATO. Otworzyła się ścieżka kariery dla nominatów Macierewicza, przeskakujących kilka rang w bardzo krótkim czasie.

W każdym razie Macierewicz w przemówieniu pochwalił siebie i zapowiedział cel armii, w której dewastacji ma spore osiągniecia. Otóż chce „armii zdolnej samodzielnie powstrzymać zewnętrzny atak”. Można powiedzieć, że jest ambitny, jak nikt przed nim.

Na razie armia pozbyła się najlepszych generałów, nie ma śmigłowców bojowych, bo kontrakt na zakup Caracali został zerwany. Brakuje pilotów, którzy obsługiwaliby śmigłowce te, które są. Fachowcy od wojskowości twierdzą, że takiej zapaści w polskiej armii dawno nie było, np. ratownictwo Marynarki Wojennej nie ma czym latać, ale MON kupił limuzyny i samoloty dla VIP-ów, wszak partia „panów” musi mieć czym latać.

W przemówieniu Macierewicza wybrzmiały bardzo niepokojące nuty, mianowicie minister dystansuje się „od złudnych obietnic, odrzucenie fałszywej alternatywy między opcją rosyjską i niemiecką, powrót do prawd najprostszych i do wartości podstawowych”. Język bardzo ułomny, jakaś marna kazuistyka. Dzisiaj zrozumiałym jest, iż „opcja rosyjska” (niezdarność językowa) jest z natury wrogim rozumieniem interesu narodowego. Ale „opcja niemiecka” niemal współgra z reparacjami za II wojnę światową.

„Opcja niemiecka” jest naszym sojusznikiem w NATO. Takim samym partnerem jak „opcja amerykańska”, a wojska niemieckie znajdują się tuż za Odrą. Chyba że Macierewiczowi chodzi o to, aby Niemcy byli naszymi wrogami. Tym samym wrogami zostaną Amerykanie, bo dla nich nasi zachodni sąsiedzi są ważniejszym partnerem w NATO niż my (mimo niechęci Trumpa, ale ten już od dłuższego czasu jest izolowany od strategicznych decyzji administracji waszyngtońskiej). Pojęcie „opcja niemiecka” używane jest przez Jarosława Kaczyńskiego i to tylko wtedy, gdy chce ostro skrytykować Niemcy.

W przeddzień święta Wojska Polskiego uświadamiamy sobie, jak Macierewicz osłabił obronność polską, nie tylko dewastując kadry dowódcze, ale zrywając kontrakty na zakup nowoczesnego wyposażenia i broni. Za to dowartościowani są Misiewicze i Berczyńscy i tak poroniona nowa formacja – weekendowe Wojska Obrony Terytorialnej.

Macierewicz ciągle nie odpowiedział na zarzuty, które same się formułują po lekturze świetnie udokumentowanej książki Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Więcej możemy się dowiedzieć o sympatiach Macierewicza do „opcji rosyjskiej” po interpelacji posła Nowoczesnej Adama Szłapki.

Może faktycznie przebudził się zwierzchnik Wojska Polskiego prezydent Duda. Dopełnieniem tego byłoby zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem opozycji. Wówczas takiego pustosłowia Macierewicz nie mógłby używać, iż zdemolowana przez niego armia„samodzielnie powstrzyma zewnętrzny atak”. To nie jest sen o potędze Macierewicza, to jest mara senna, w której my Polacy mamy prawo się obawiać, iż wystąpimy jako mięso armatnie.

A CO TAM NAWAŁNICE… DEFILADA!!!

Interpelacja posła Platformy Obywatelskiej Krzysztofa Brejzy wszystko wyjaśnia, dlaczego mamy do czynienia z nieumiejętnością radzenia w obliczu katastrofy przez obecne władze PiS

Tragedia.

A Wojska Obrony Terytorialnej sobie maszeruja.

Taka prawda.

Paweł Skiba w „Wyborczej” pisze o konstytucji, czym ona jest. Odstaw na bok swoje obowiązki. Weź konstytucję i pomyśl o niej jak o umowie, którą zawarliśmy między sobą my – Polacy. Zastanów się chwilę nad jej istotą. Porozmawiaj o tym z sąsiadem, współpracownikiem, kuzynem.

Konstytucja to nasza umowa, a PiS chce ją złamać

Ponad 40% Polaków popiera partię, która ordynarnie narusza konstytucję i obowiązujące prawo. Dlaczego tak się nadal dzieje? Takie pytanie zaczyna zadawać sobie coraz więcej osób. Poznaliśmy już wiele opinii. Słyszeliśmy o elitach oderwanych od normalnych ludzi, o zagospodarowaniu przez Kaczyńskiego niezadowolonej z dotychczasowej sytuacji części społeczeństwa ze wsi i małych miast. Pojawiają się też głosy, że nie dorośliśmy do demokracji. Nie rozumiemy istoty trójpodziału władzy i znaczenia konstytucji, skoro tak wielu z nas popiera działania PiS albo przynajmniej im się nie sprzeciwia.

Z konstytucją w dłoni

Ślizgamy się po wielokrotnie powtarzanych hasłach: „konstytucja”, „trójpodział władzy”, ale ilu z nas faktycznie wie, co się za nimi kryje? Być może niezrozumienie ich istoty jest przyczyną tak dużego poparcia dla partii rządzącej. Ostatnio coraz więcej ludzi zaczęło czytać i analizować konstytucję. Wymaga to jednak pewnego wysiłku, zaangażowania. Mało kto z nas ma czas i ochotę na tego typu rozmyślania. Jesteśmy pochłonięci zarabianiem pieniędzy w korporacji, staniem w korkach, uprawą żyta, opieką nad dziećmi i milionami innych spraw. Wielu z nas nie postrzega konstytucji jako własności, uważamy, że to sprawa elit oderwanych od codzienności. Jacyś „oni” się kłócą o interpretację konstytucji, to jest „ich” sprawa, „oni” coś powinni z tym zrobić. Oni… Tylko że tu nie chodzi o nich. Tylko o ciebie, o mnie. O nas! Zatem pomyślmy chwilę o istocie konstytucji. Porozmawiajmy o tym z naszym sąsiadem, współpracownikiem, kuzynem, który jest zwolennikiem PiS-u.

Konstytucja naszą umową

Cóż to więc jest ta „konstytucja”? Być może odpowiesz na to pytanie piękną, precyzyjną, prawniczą definicją i wszystko, co dalej przeczytasz, to dla Ciebie banał. Ale spróbuj pomyśleć o konstytucji w najprostszy, najbanalniejszy, ale jednocześnie najbliższy istocie sprawy sposób. Pomyśl o naszej konstytucji jak o umowie, którą zawarliśmy między sobą my – Polacy, obywatele, naród, suweren. Konstytucja to nie jakaś umowa „ich”, elit. To nasza umowa, którą zawarliśmy z naszymi sąsiadami i znajomymi. Pomyśl o konstytucji również jak o obietnicy. Obiecaliśmy sobie w tej umowie pewne podstawowe rzeczy. Obiecaliśmy naszym dzieciom, rodzinom, współpracownikom.

Jak doszło do zawarcia tej umowy? W 1997 r. zrobiliśmy to w referendum. Zagłosowaliśmy, wyraziliśmy naszą wolę. Umówiliśmy się wtedy między sobą, na pewien zestaw podstawowych zasad, według których będziemy żyli w naszym wspólnym domu, w Polsce. I obiecaliśmy sobie wzajemnie, że będziemy tych zasad przestrzegać. Między innymi umówiliśmy się, jak ma być zorganizowane nasze państwo. Jakimi sprawami mają zajmować się poszczególne instytucje i według jakich zasad mają działać. To jest nasze dzieło.To my umówiliśmy się, jak mają działać Sejm, Senat, prezydent, rząd, sądy. I my wszyscy jako suweren mamy prawo i obowiązek pilnować przestrzegania naszej umowy, naszej obietnicy – naszej konstytucji. I tylko my, suweren, mamy prawo ją zmienić. Nikt inny, żadna partia, żaden prezes, naczelnik ani dyktator. Naszą umowę możemy zmienić tylko my, razem, wspólnie, głosami naszych przedstawicieli – posłów.

Wyborcy PiS to nie cały naród

PiS mówi, że jest wykonawcą woli narodu, bo wygrał wybory i ma większość w Sejmie. To nie jest prawda! PiS jest tylko wykonawcą woli wyborców PiS, nie całego narodu. PiS, zabiegając o głosy swoich wyborców, zawarł z nimi umowę. I może ją realizować tylko w zakresie, który jest dopuszczalny umową z całym narodem – konstytucją. Umowa PiS-u z jego wyborcami nie jest ważniejsza od umowy, którą my wszyscy, również wyborcy PiS-u, zwarliśmy ze sobą w postaci konstytucji. Jak dotąd wyborcy PiS-u nie reprezentują woli narodu, więc PiS nie ma prawa zmieniać zasad naszej umowy.

PiS twierdzi też, że konstytucja i prawo nie mogą stać ponad wolą narodu i suwerena. W ten sposób PiS manipuluje nami, oszukuje nas. Czy PiS chce nas przekonać, że mamy akceptować łamanie umowy, którą zawarliśmy między sobą? Mamy złamać obietnicę, którą daliśmy sobie wszyscy wzajemnie? Złamać dane słowo? Nie!

Z szacunku dla samych siebie

Polacy są dumnym narodem. Nasza historia, nasi przodkowie i ich dokonania dają nam prawo do dumy. Więc my, dumny naród, nie pozwólmy sobie, żeby ktokolwiek podważał naszą umowę, naszą konstytucję. Gdy będziemy chcieli ją zmienić, to zrobimy to, korzystając z takich mechanizmów, na jakie się umówiliśmy. Nikt nie ma prawa naginać  i lekceważyć konstytucji. Nie szanując tych zasad, podważając je i naciągając, tak naprawdę nie szanuje nas, dumnego narodu, suwerena.

My, suweren

W konstytucji umówiliśmy się, że sądy mają być niezależne od polityków, bo taka była nasza wola. Można dzielić włos na czworo, przerzucać się interpretacjami, szukać dziury w całym. Nie zmienia to faktu, że umówiliśmy się na niezależne sądy! PiS chce zmienić to zwykłą ustawą i mętnie tłumaczy, że to nie narusza konstytucji, że taka była wola suwerena, że nasza umowa jest „postkomunistyczna”. Nasza konstytucja, nasza umowa stoi ponad wolą polityków, posłów. To my, suweren, zobowiązaliśmy posłów, polityków, prezydenta, że mają obowiązek stosować się do zasad zawartych w konstytucji. PiS, dając politykowi prawo do decydowania o sędziach, łamie konstytucję, łamie naszą umowę! To znaczy, że PiS nie szanuje naszej umowy, nie szanuje ciebie, mnie, nas. Nie szanuje swojego suwerena.

Wyborco PiS-u…

Czy chcesz, żeby partia, na którą głosowałeś, łamała konstytucję, naszą umowę, dane słowo? Posłowie to twoi przedstawiciele, reprezentują ciebie? Gdy oni łamią umowę, obietnicę, to tak jakbyś to ty ją łamał. Pomyśl jeszcze raz o naszej umowie, bez polityki i politycznych haseł. Odpowiedz sobie we własnym sumieniu. Czy jest to uczciwe, honorowe i patriotyczne? Czy PiS, postępując w ten sposób, naprawdę zasługuje na twoje poparcie?

WIERSZEM WITAMY DZIEŃ 🙂

Słynny Grabaż mówi o Polsce.

Krzysztof Grabowski: Myślę po polsku, jem po polsku i śpiewam po polsku

Krzysztof Grabowski „Grabaż” – lider rockowych kapel Strachów na Lachy i legendarnej Pidżamy Porno w ciekawej rozmowie z Kajetanem Kurkiewiczem na łamach „Wyborczej” deklaruje, że nie tylko myśli po polsku, ale nawet „włosy mu po polsku rosną”. I że Polska jest dla niego ważna, bo„Ona beze mnie da sobie radę, ja bez niej nie” – deklaruje. Wyjeżdżać z niej nie zamierza, a gdy trzeba, wychodzi na ulicę.

Na protestach w obronie sądów też był, choć dopiero co wrócił wówczas z wakacji. Pytany, dlaczego, odpowiada: – „To jest gra pod tytułem „To się, k…, w głowie nie mieści”. I nie możesz powiedzieć: „Sprawdzam”, bo inwencja drugiej strony jest niewyczerpana. Dla mnie nie jest dramatem, że rządzi PiS. To normalne w demokracji. Ale historia rzadko zna przypadki, że ktoś wszystko niszczy. Teraz poszło nie tylko o sądy, ale o całokształt. Sposób procedowania tych ustaw był haniebny. Odbierałem to jako plucie mi w twarz”. Zresztą wakacje spędził, śledząc sytuację, a więc „z polskim wymiarem sprawiedliwości. I ze świadomością, że za chwilę nie będzie żadnej dziedziny, która się rządzącym wymknie spod kontroli”.

„Grabaż” jest przekonany, że mimo zakusów PiS, kultura w Polsce się ostanie. „Teraz trwa rozpaczliwa próba wykreowania kogoś, kto zawsze będzie po ich stronie. Ale umówmy się, że za wiele takich postaci nie ma. Artyści w swojej masie są nastawieni na normalność i wartości europejskie” – mówi. „To mój podstawowy zarzut wobec PiS-u: że tę naszą normalność próbuje postawić na głowie. Ja się słabo czuję, stojąc na głowie” – opowiada. Winą za sytuację w kraju obarcza PO uważa, że do zwycięstwa PiS przyczyniła się „lenistwem, gnuśnością, zamykaniem się na sprawy tych, którzy ją wybrali”. Według rockmana największym błędem PO było to, że „doprowadziła do sytuacji, w której ustanowione przez nią prawo nie było przestrzegane. Wszystko przechodziło przez palce”, jak w typowej partii dywanowej – co to problemy zamiata pod dywan.

Lider Pidżamy Porno przyznaje jednak, że do PO ma „wielki żal”, ale PiSu nienawidzi, a od partii Kaczyńskiego nienawidzi bardziej tylko ONR-u i narodowców. Uważa też, że PO powinna całkowicie zniknąć z polskiego życia. Jego zdaniem alternatywę stanowią „ci wszyscy ludzie, którzy przychodzili na uliczne protesty. W 2015, 2016 i teraz”. Chociaż – jeśli chodzi o młodzież – uważa, że „tylko część wyszła na ulice. I to nie przeważająca”. Dlatego nie chce peanów na jej cześć.  „Ta przeważająca ma nasrane w dyniach. Te wszystkie fascynacje Korwinem, ONR-em, Młodzieżą Wszechpolską, antyimigranckie fobie. Ktoś im to wmówił, ale padło na podatny grunt” – ocenia. Zdaje sobie jednak sprawę, że to nie jest problem wyłącznie Polski, lecz ma zasięg ogólnoświatowy. Podziały, nad którymi politycy usilnie pracowali, przynoszą owoce, podkreśla. Ma narzędzia do stawiania takich diagnoz – jest z wykształcenia historykiem.

Na uwagę dziennikarza, że dziś Kaczyński pod płaszczykiem antykomunizmu cofa nas krok po kroku do ustroju komunistycznego, Krzysztof Grabowski odpowiada, że „Kaczyński jest takim składakiem: troszeczkę Piłsudskiego, troszeczkę Gomułki. Człowiek o jasno określonych celach, które – i tu go podziwiam – z żelazną konsekwencją realizuje”. Jakie zdanie ma o Kukizie? „Pawła określiłbym jako osobnika, który znalazł się na stacji kolejowej w Krzyżu. Jest tam duży węzeł komunikacyjny. On chciałby pojechać w każdą ze stron. W tym samym momencie. Pociągi są cztery i, k…., do którego wejść?” – wyjaśnia. I podkreśla, że Kukiz „dalej jest w tym Krzyżu, stoi na stacji. Tylko pociągi nigdzie nie jadą”, że wciąż jego zdaniem nie zdecydował się, czego właściwie chce…

Generalnie „Grabaż” z młodzieżą łatwo w swoim życiu nie miał. W jego rodzinnym Poznaniu, omal nie zginął od kuli z pistoletu jednego z „młodych z miasta”. Jak to było? – „Wracałem z dyżuru w radiu, było po drugiej w nocy. Akurat jechała „młodzież z miasta”. W latach 90. było ich dużo i potrafili się bawić z fantazją. Wiesz, mafie rządziły na ulicy, bo młodzi ciągnęli do nich jak pszczoły do miodu. Miraż pieniędzy, szybkich samochodów i wielu pięknych kobiet przy boku” – opowiada. A puentę dopowiada dziennikarz: „Jechali odkrytym autem, z dziewczynami. Ktoś wyciągnął pistolet i zaczął strzelać. Na szczęście udało ci się czmychnąć, bo wtedy było mało samochodów. Otarłeś się o śmierć”.

– „Wtedy młodzież strzelająca, teraz maszerująca pod sztandarami ONR-u. Nie ciągnęło cię nigdy, żeby mieszkać gdzie indziej?” – pyta Kajetan Kurkiewicz. Grabowski jednak nie chce wyjeżdżać, bo nie ma dokąd, jak twierdzi. „Nie ma już miejsca na świecie, w którym byłoby spokojnie. Nowa Zelandia jest za daleko. Mam już wiekowych rodziców. Tutaj mam korzenie, dziecko, bratanków” – wyjaśnia. „Nie mogę funkcjonować w innym języku. Ja jestem polski od początku paznokcia w palcu u stopy do końca paznokcia u ręki. Włosy mi rosną po polsku. Myślę po polsku, jem po polsku i śpiewam po polsku”. Dlatego wychodzi mu, że trzeba będzie w tej Polsce zostać. Pytanie „w jakiej?”uważa za przeznaczone już nie dla niego, ale dla młodszych. „Teraz czas na was. My już niewiele zrobimy, jesteśmy za starzy” – mówi. Ale obiecuje, że jak będzie trzeba, na ulice wyjdzie.

Krzysztof Grabowski „Grabaż” – ur. w 1965 r., muzyk, wokalista, autor tekstów, lider Strachów na Lachy i legendarnej Pidżamy Porno; laureat Paszportu „Polityki”, z wykształcenia historyk.

JAK ŚMIECIE PRZESZKADZAĆ W URLOPIE?

>>>

grudzien5

Duda – „NIEZŁOMNY STRAŻNIK KONSTYTUCJI”?

cy330c8wiaahnto

Andrzej Duda kolejny raz dał dowód uników, zakłamania i arogancji w wywiadzie z Bogdanem Rymanowskim. Fragmenty z Daniela Passenta.

duda-z-siebie

Ocena własnej działalności na stanowisku prezydenta – bardzo pozytywna (nie popełnił błędów, może raz źle dobrał słowo). Pogratulować samopoczucia!

Wybić się na niezależność od prezesa Kaczyńskiego prezydent nie zamierza, bo rząd i partia realizują program, pod którym AD się podpisał. Żadnej gadki o prezydenturze wszystkich Polaków – to było dobre w kampanii, ale nie u władzy.

Trybunał Konstytucyjny? Żadnej nowej refleksji, prof. Rzepliński łamie konstytucję, jest politykiem i to po złej stronie. Epidemia wśród sędziów z nominacji PiS zrozumiała, niczego gorszącego AD w tym nie zauważył. Wszak jeden z sędziów napisał, że nawet gdyby był zdrowy, to w takim „zgromadzeniu ogólnym” nie wziąłby udziału.

Aresztowanie Józefa Piniora? Sprawę wszczęły służby i prokuratura pod rządami Tuska, więc o co chodzi? Poza tym do momentu skazania każdy jest niewinny… Żadnej refleksji na temat, czy J.P. mógł się połaszczyć na 46 tys., czy chodzi o niszczenie legendy, zbieżność ze wznowieniem sprawy Kwaśniewskich, aresztowanie o 6.00 – nic.

Ograniczanie wolności zgromadzeń? Unik: wolność zgromadzeń jest prawem obywatelskim, jak prezydent dostanie ustawę, to się ustosunkuje. I tyle.

Obietnice wyborcze: 500+ wprowadzono, wiek emerytalny obniżono. Frankowicze? Okazuje się (teraz!), że to groziłoby katastrofą systemu bankowego, więc prezydent musi być odpowiedzialny. (A kandydat nie musiał?). Podniesienie progu wolnego od podatku – patrz wyżej, ale pierwszy krok uczyniono, AD nie mówi, że ma wyrzuty sumienia, nie przeprasza, nic się nie stało, Polacy.

Rząd? Jest OK. Dużo zrobiono. Macierewicz? OK, choć AD zaleca powściągliwość w wystąpieniach publicznych. Ani słowa o Caracalach, chyba także o mistralach i innych wpadkach.

Smoleńsk? Ani słowa. AD i BR nabrali wody w usta.

Wpadka z Robertem Greyem – rzekomym agentem obcego wywiadu? Proszę zapytać ministra.

Skandale w spółkach Skarbu Państwa? Pani premier kontroluje i reaguje.

Krytyka wobec prezydenta Dudy? Zawsze znajdą się niezadowoleni, wszak AD nie został wybrany przez 99 proc. wyborców, a jego krytycy to sieroty po Komorowskim, które nie umieją się pogodzić z werdyktem demokracji.

W sumie prezydent Andrzej Duda robi swoje – bez zmrużenia oka, z zimną krwią.

NIEPRAWDA, ŻE ANDRZEJ DUDA NIC NIE ROBI, TYLKO KLĘCZY. TAK DONOSZĄ INTERNAUCI.

cy2nc7pweae4fsv

PANIE PREZYDENCIE, NO I KTO TU ŁAMIE PRAWO?

cy3vk79xgaawgee

„Warto być przyzwoitym”.

oficjalnie

SZACUNEK ZA HONOR.

cy2uvwpweaau3dg

TO NIE JEST ŻART… TO WEJDZIE DO PROGRAMU LICEUM RAZEM Z „ODĄ DO JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO”, KTÓREJ AUTOREM TAKŻE JEST RYMKIEWICZ.

cy3unsiweaarwlw

W „Dzienniku” Zbigniew Parafianowicz pisze o zdarzeniu, które zapachniało nowym Smoleńskiem.

Zbigniew Parafianowicz: Jak głęboko tkwi w nas tupolewizm…

Brazylijskie embraery 175 w biało-czerwonych barwach miały zastąpić po 10 kwietnia 2010 r. niewydolny i opisany za pomocą niejasnych procedur system transportu VIP-ów tupolewami i wysłużonymi jakami. Do niedawna wierzyłem, że on działa. Po hekatombie smoleńskiej chciałem w to wierzyć. Do ubiegłego poniedziałku, gdy na własne oczy przekonałem się, jak głęboko tkwi w nas tupolewizm.

 Doktryna, w myśl której można podjąć nawet najbardziej absurdalną próbę załatwienia sprawy wagi państwowej bez przewidzenia potencjalnie tragicznych konsekwencji. Lewą ręką przez prawe ucho. Na zasadzie „jakoś to będzie”. Choroba, która – jako jedna z przyczyn – doprowadziła do śmierci 96 najważniejszych osób w państwie na lotnisku Siewiernyj, dała znów o sobie znać w ubiegłym tygodniu. Podczas powrotu szefowej polskiego rządu Beaty Szydło z Londynu. Tym razem za sprawą determinacji kapitana odpowiedzialnego za rejs i brytyjskiej obsługi naziemnej się udało.

Londyn. Ulica Portland Place w handlowej dzielnicy Marylebone. Ambasada RP. Godziny wczesnowieczorne. Dziennikarze, którzy towarzyszyli premier Szydło podczas brytyjsko-polskich konsultacji rządowych, wsiadają do busa, który zawiezie ich na oddalone o 50 km lotnisko w Luton. Słyszałem o dwóch wersjach powrotu do kraju. Pierwsza zakłada, że reporterzy odlecą wojskową casą, tą samą, którą tuż przed południem przylecieli do Londynu. Druga: będzie to rządowy embraer 175. Lot tym pierwszym trwa około czterech godzin, drugi jest krótszy o półtorej godziny. W terminalu okazuje się, że wygrał wariant numer dwa.

Odprawa. Zajmujemy miejsca na pokładzie. Po kilku minutach wchodzą przedstawiciele rządu. Szybko na jaw wychodzi prosta prawda: dwóch samolotów nie da się zapakować do jednego. Brakuje miejsc. Kilka osób stoi.

Zaczynają się nerwowe negocjacje: kto leci, kto zostaje na casę, która wystartuje za sześć godzin. Pozbycie się nadbagażu w postaci osób stojących nie rozwiązuje problemu. Po krótkiej analizie okazuje się, że samolot nadal jest źle wyważony (większość siedzi z tyłu, z przodu jest salonka z mniejszą liczbą osób). Trzeba zwolnić jeszcze dwa tylne rzędy. W sumie osiem miejsc.

Jeden z ministrów korporacyjnym tonem namawia swoich współpracowników: Basiu, Wiesiu, Czesiu, Krzysiu (imiona zmienione), wysiądźcie. W odpowiedzi słyszy: Ale szefie, tylu godzin czekać nie dam rady. Mam problemy z kręgosłupem. W sumie kobieta musiałaby pozostać na lotnisku jeszcze 6 godzin i cztery godziny spędzić na pokładzie casy.

Stewardesy, zamiast przeprowadzić standardowe procedury bezpieczeństwa, nie ze swojej woli stają się stroną absurdalnej debaty. Michał Karnowski, publicysta tygodnika „wSieci”, nie wytrzymuje i ustępuje miejsca urzędniczce, która ma problemy z kręgosłupem. To jednak za mało, by wyważyć samolot. Polowanie na zbędne kilogramy trwa w najlepsze. Obsługa naziemna w Luton staje się coraz bardziej nerwowa. Nie zgodzi się na wylot źle wyważonego samolotu.

wielowieyska

Na pokładzie zbyt ciężkiej maszyny mają się znaleźć: szefowa rządu Beata Szydło, wicepremier Mateusz Morawiecki, szef MON Antoni Macierewicz, szef MSZ Witold Waszczykowski, szef MSW Mariusz Błaszczak i jeden z najważniejszych oficerów w polskiej armii generał Marek Tomaszycki (VIP-ów jest zresztą znacznie więcej). Przedstawiciele najważniejszych resortów siłowych, premier i jej pierwszy zastępca w źle wyważonym samolocie, który ma zaraz wylecieć. Nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Nie wierzy też kapitan embraera. Zirytowany wychodzi z kabiny i informuje, że nie poleci, dopóki problem nie zostanie rozwiązany. Nie ma jednak osoby, która mogłaby to zrobić. Ktoś podjął decyzję o połączeniu dwóch transportów w jeden, nikt jednak nie chce podjąć decyzji o ich rozłączeniu. Panuje przekonanie, że na pewno da się to wszystko jakoś ogarnąć.

W końcu, po kilkudziesięciu minutach negocjacji, samolot opuszcza grupa ochotników i tych, którzy zostali nakłonieni do wyjścia przez swoich szefów. Jeden z dziennikarzy relacjonuje ministrowi Waszczykowskiemu, o co chodzi w zamieszaniu. Pada określenie: to tupolewizm. Z niemal godzinnym opóźnieniem samolot, w końcu prawidłowo wyważony, odlatuje do Polski. Brytyjska obsługa naziemna oddycha z ulgą.

Właściwie nic się nie stało, wszystko skończyło się dobrze. Zostaje jednak kilka kluczowych pytań:

– Dlaczego na pokładzie tego samolotu znaleźli się jednocześnie: premier, wicepremier, szefowie MSZ, MON, MSW i dowódca operacyjny sił zbrojnych?

– Kto podjął decyzję o połączeniu pokładów?

– Jak obliczył, że dwa samoloty można zmieścić w jednym?

– Dlaczego nie było nikogo, kto mógłby jedną decyzją to wszystko odwrócić?

– Dlaczego pasażerowie najważniejszego w tym dniu samolotu państwa polskiego nie mieli przypisanych miejsc, numerowanych, jak w rejsowym samolocie? (Oznaczone miejsca mają nawet afgańskie linie Kam Air, którymi w przeszłości podróżowałem).

– Jak doszło do rozpisania listy pasażerów? I czy osoba ją rozpisująca znała zasady wyważenia rządowego embraera?

– Dlaczego pilota sprowokowano do zainterweniowania w tej absurdalnej sprawie? (Choć może to i lepiej, bo wykazał się rozsądkiem, za który powinien dostać państwowe odznaczenie).

– Na jakiej zasadzie wyproszono z maszyny osoby pracujące dla rządu, które embraerem przyleciały do Londynu?

radio

Na koniec jeszcze jedno. Pani premier, czterdziestomilionowy naród nie zasługuje na to, by jego liderzy podróżowali w takich warunkach. Sam do dziś nie przepracowałem traumy 10 kwietnia. Jednego jednak jestem pewien: po raz drugi nie byłbym w stanie wyjaśnić swoim synom, dlaczego przez Warszawę, zadrzewioną ulicą Żwirki i Wigury, która kojarzy im się z wylotami na wakacje, suną dziesiątki trumien zawinięte w biało-czerwone flagi.

Kleofas Wieniawa skomentował:

kleofas-wieniawa

Już należy przygotowywać oskarżenia tego rządu i stawić go z czasem przed Trybunałem Stanu i przed zwykłym sądem.

cy2v9c2weaacg3k

NIECH MORAWIECKI NIE OSZUKUJE JUŻ POLAKÓW. NIE POKAZUJE NAM WSZYSTKICH SLAJDÓW…

cy35bjxxaaat5ww

JESZCZE ŻADEN MINISTER W EUROPIE NIE STAWIAŁ WARUNKÓW SZEFOWI PE. Pytanie, czy mamy się bać? Czy po prostu kończy się czas Waszczykowskiemu?

cy3pkd2wiaajclh

CZY SĘDZIOWIE NIE POWINNI ZOSTAĆ SPRAWDZENI, CO TO ZA L4???

cy2upwqxgaabnmm

Na Koduj24.pl Andrzej Karmiński wskazuje na konkretne paragrafy, za które PiS będzie odpowiadać.

sen

*** Art. 127. § 1. Kto, mając na celu (…) zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu(…)? § 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1 (…)?

*** Art. 128. § 1. Kto, w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej [którym jest m.in. Trybunał Konstytucyjny], podejmuje działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu(…)? § 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1 (…)? § 3. Kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej (…)? Art. 224. § 3. Kto publicznie znieważa lub poniża konstytucyjny organ Rzeczypospolitej Polskiej (…)?

*** Art. 256. § 1. Kto publicznie propaguje (…) totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość(…)? Art. 257. Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości (…)?

*** Art. 129. Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej(…) ?

*** Art. 181. § 1. Kto powoduje zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym [niezależnie od miejsca, gdzie dokonuje czynu, np. z Warszawy – w Puszczy Białowieskiej] w znacznych rozmiarach (…)? Art. 187. § 1. Kto niszczy, poważnie uszkadza lub istotnie zmniejsza wartość przyrodniczą prawnie chronionego terenu lub obiektu, powodując istotną szkodę (…)?

*** Art. 189. § 1-3. Kto pozbawia człowieka wolności (…) ze szczególnym udręczeniem (…) ? Art. 190a. § 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność (…)?

*** Art. 194. Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość (…)?

*** Art. 212. § 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej [np. KOD] o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania(…)? Art. 216. § 1. Kto znieważa inną osobę (…) publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła(…)?§ 2. Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania (…)?

*** Art. 235. Kto, przez tworzenie fałszywych dowodów lub inne podstępne zabiegi, kieruje przeciwko określonej osobie [nie tylko Lechowi Wałęsie] ściganie o przestępstwo, w tym i przestępstwo skarbowe, wykroczenie, wykroczenie skarbowe lub przewinienie dyscyplinarne albo w toku postępowania zabiegi takie przedsiębierze (…)? Art. 238. Kto zawiadamia o przestępstwie (…), wiedząc, że przestępstwa nie popełniono (…)? Itd., itd., itd.

cyx-cbow8aqosui

Powie ktoś, że stawiając funkcjonariuszy PiS „pod ścianą”, zmusimy ich do eskalacji bezprawia i do zastosowania przemocy dla utrzymania władzy i uniknięcia kary. Owszem, to możliwe. Ale uważam, że warto zaryzykować każdą legalną groźbę, by uświadomić rządzącym, że odtąd nie upiecze się nikomu, kto złamał prawo, że prędzej czy później każdy z nich zobaczyć może oryginał aktu oskarżenia. Warto im uprzytomnić, że nie są bezpieczni nawet w najliczniejszej grupie, bo powszechność łamania prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. A poza tym – oni przecież wciąż mają szansę odwrotu, opisaną w Art. 23. §1 i 2 KK: „Nie podlega karze współdziałający, który dobrowolnie zapobiegł dokonaniu czynu zabronionego” oraz „Sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary w stosunku do współdziałającego, który dobrowolnie starał się zapobiec dokonaniu czynu zabronionego”.

Wielu komentatorów labiedzi, że paskudną zmianą kieruje z tylnego fotela facet, który wystawia na odstrzał prezydenta, premiera i ministrów, sam nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Czy rzeczywiście? Art. 18. § 1: „Odpowiada za sprawstwo nie tylko ten, kto wykonuje czyn zabroniony sam albo wspólnie i w porozumieniu z inną osobą, ale także ten, kto kieruje wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę lub wykorzystując uzależnienie innej osoby od siebie, poleca jej wykonanie takiego czynu. § 2. Odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego. § 3. Odpowiada za pomocnictwo, kto w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jego popełnienie, w szczególności (…) udzielając rady lub informacji”. Warto tu podkreślić, że zgodnie z Art. 19. § 1. kara za podżeganie jest taka sama jak za czyn popełniony. Jarosław Kaczyński nie może więc pozostać bezkarny.

O tym, że trzeba zrobić nową Norymbergę dla kaczyzmu nie wątpi także Krzysztof „Grabaż” Grabowski, kultowy wokalista Pidżamy Porno w wywiadzie dla wiadomo.co.

przem-szubartowicz

PiS musi mieć świadomość, że za swoje czyny będzie musiało kiedyś ponieść odpowiedzialność. To powinna być śmierć polityczna, zakaz pełnienia funkcji w sferze publicznej w Polsce. Moim zdaniem, zbrodnie przeciwko demokracji są w warunkach pokoju porównywalne z tymi przeciwko ludzkości.

Waldemar Mystkowski pisze o Joachimie Brudzińskim.

brudzinski

Możliwe, że okładka najnowszego „Newsweeka” antycypuje przyszłość – zdobi ją sześcioro polityków PiS z numerami i facjatami jak w policyjnej kartotece. W pierwszym rzędzie prezes Kaczyński, a obok prezydent i premier. Za to skład drugiego rzędu (dolnego) zaskakuje – otwiera go osławiony prokurator Piotrowicz, a za nim Antoni Macierewicz i Zbigniew Ziobro.

Czy tak się stanie, że obecnie rządzący w kraju wylądują w policyjnej kartotece? Obawiam się, że mają na to szanse tylko posłowie Kaczyński i Piotrowicz, a pozostałej czwórce grożą Trybunały Stanu, a tam nie zdejmują odcisków palców.

Takie są perspektywy przed politykami PiS i wcale nie są dla nas – którzy ich nie lubią – nazbyt pocieszające, bo znamy z filmów kryminalnych i thrillerów, iż zły charakter wszystko zrobi, aby nie iść do kryminału. A czy ktoś może mi powiedzieć, czy piąty w tym rządku polityków PiS Macierewicz, aby na pewno Wojska Obrony Terytorialnej przygotowuje na „Ruskich”. Przecież tych Szwejów Macierewicza z pola bitwy zdmuchnie byle głośny okrzyk specnazu: „wpierod, rebiata” albo „za rodzinu, za Stalinu”. Macierewicz ich nie poderwie do bohaterstwa zawołaniem bitewnym: „za prezesa Kaczyńskiego” ani „za pięćset plus”. Obawiam się, że zagrożenie Trybunałem Stanu dla ministra obrony może skutkować, iż Szweje z WOT zostaną rzuceni przeciw nieuzbrojonym obywatelom polskim.

cy1gsbwwqaarfpv

Czarno widzę? Może tak, bo mi cuchnie krętactwem. W tymże „Newsweeku” jest materiał o pierwszym po bogu w PiS, a nie ma go na okładce, jest czwarty, piąty po Baalu PiS, a nie ma pierwszego po Kaczyńskim. A kto to, a kto to? – słyszę zaśpiew ciekawskich. Jojo, Joachim Brudziński, wszak o nim Kaczyński powiedział: „Gdyby mi się noga złamała, to wiecie, za wszystko odpowiada Joachim”.

Podobno prezes choruje. Nie wiem, czy złamała mu się noga, czy złamał charakter (na to też się choruje, w polityce nazywa się to depresją gangstera; jest taki film z Roberto de Niro). Wszak na urodzinach Radia Maryja Kaczyńskiego nie było? Można postawić pytanie: na co zachorował Kaczyński? Na brak zdrowia, czy na pogorszenie stosunków z Tadeuszem Rydzykiem? Ostatnie też choroba, taka spolegliwość w stosunku do ojca dyrektora jest co najmniej chorobą charakteru. Na show Radia Maryja przybyli wszyscy z Kancelarii Prezydenta włącznie z Dudą (nie wiem, czy Doda była? – szybko odpowiadam ciekawskim), przynajmniej połowa rządu była, a może więcej.

Można zatem mieć pretensje do „Newsweeka”, że dziennikarze nie uwzględnili pierwszego po prezesie, Brudzińskiego, ale też można pośrednio docenić geniusz prezesa. Wszyscy staną przed prawem, a przyszły prezes – bo w tym materiale „Newsweeka” głównie o to chodzi – delfin Brudziński nie stanie. Nawet prezes nie zrobił go ministrem spraw wewnętrznych, wszak byłby to jakby naturalny szef resortu siłowego, a takiego mydłka postawił, jak Mariusz Błaszczak. Brudziński został tylko wicemarszałkiem Sejmu, a za wyłączenie mikrofonu Stefanowi Niesiołowskiemu, Grzegorzowi Schetynie, czy też Kamili Gasiuk-Pihowicz do pierdla się nie idzie.

Ot, prezes to ma łeb. Wszyscy mogą siedzieć, a Brudziński będzie rządził. Sam Brudziński też nie pcha się przed Szydło, Macierewicza czy Ziobrę. Ma o wiele ważniejsze sprawy do załatwienia, wszak to dama do towarzystwa prezesa (taką spełnia rolę jak w dobrych domach brytyjskich). Jojo zawsze jest przy prezesie, czy to na wakacjach nad Dunajcem, czy nad Bałtykiem, nawet wyskakuje z nim do pizzerii (zupełna dla mnie nowość). Można kolokwialnie powiedzieć, że Brudziński wie, co w kuwecie piszczy. Pierwszy przy uchu, pierwszy na wycieraczce, we wspomnianej kuwecie, pierwszy po bogu prezesie. Prezesowi będą zdejmować odciski palców, robić zdjęcia do policyjnej kartoteki, Brudziński jako delfin będzie pilnował interesów partyjnych. Tę sytuację znam z kryminałów filmowych – hollywoodzkich, a prezes lubi tę produkcję. Podobno Kim Dzong Un też ma takie same zainteresowania. Tak mają wielcy politycy.

ZA OBIETNICAMI RZĄDU KRYJĄ SIĘ LIKWIDACJE KOPALŃ I ZWOLNIENIA GÓRNIKÓW. ZWŁASZCZA TYCH, KTÓRZY NIE POPIERAJĄ „DOBREJ ZMIANY”.

cy5hqs1wiaaek2r

Wieniawa pisze o Barbórce Szydło.

szydlo

Barbórka jest świętem stanu górniczego, zawód to zmierzchający przynajmniej dotyczący branży klasycznej: węgla kamiennego. Możliwe, że prawdziwa Barbórka w tym roku miała miejsce pod domem Beaty Szydło w Przecieszynie (Małopolskie).

Bo tam górnicy wyrażali siebie, wyrażali się politycznie, mianowicie chcieli wypomnieć premier rządu PiS, iż co innego jej usta (choć mówi przez nos, jak bokser) wydalają, a co innego wychodzi w praniu rządzenia. Ale to „urok” PiS.

200 górników z kopalni Makoszowy z Zabrzu chciało wręczyć premier kwiaty i petycję. Ale Szydło nawet chłopa swego nie wysłała, ani syna, aby odebrali petycję. A kwiaty musiały powędrować do śmietnika.

Szydło o tym zdarzeniu wiedziała, bo od kilku dni media dudniły. Ale na więść tętentu owego zdarzenia podwinęła kiecę i dała nogę. W swoim stylu na innej Barbórce – w Jaworznie – pisowską figurą retoryczną mówiła o tym, co nijak się ma do dorocznego święta górników. Cytuję: „Dzisiaj oni krzyczą i mówią, że nie zgadzają się na zmiany i reformy.”

Szydło jak zwykle o opozycji, na razie PiS wprowadza same antyreformy. Jak Szydło nie wie – a intelekt jest jej słabą stroną – to antyreformą jest cofnięcie reformy emerytalnej i rozdawnictwo w ramach 500+. Antyreforma to stanięcie przeciw trudnościom i wyzwaniom. Reforma to kreowanie w ramach nowoczesności, a nie cofka.

W wydaniu PiS to są antyreformy. Inne retoryczne michałki Szydło: „KE zaakceptowała propozycję polskiego rządu przedłożoną przez ministra Tchórzewskiego. Będziemy mogli teraz ze spokojem inwestować w branżę górniczą, wiedząc, że jest na to właśnie akceptacja KE. To nie były łatwe negocjacje.”

Jeszcze nie słyszałem o łatwych negocjacjach. A węgiel nie jest przyszłością, jest kataklizmem klimatycznym, jest przeszłością cywilizacyjną. O tym wiadomo od dziesiątków lat.

Rozwój w wydaniu PiS to tradycja, zacofanie, a rozmowa to ucieczka do swojego ghetta. Po 1989 roku nie mieliśmy tak kiepskiej ekipy władzy, tak infantylnej premier i antyreformistycznego rządzenia.

cy3fegaxeaepyok

Zmarł wybitny reżyser Tadeusz Chmielewski. „Ewa chce spać”, „Jak rozpętałem II w.światową” i „Nie lubię poniedziałku”. CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI

cy2qrn6wqaakcju