Posts Tagged ‘Lech Kaczyński’

Macierewicz nie ujawni dowodów na małostkowość Lecha Kaczyńskiego

Zanadto Antoniemu Macierewiczowi się nie dziwię. 8 lat tyrania, urabiania członków swoich zespołów, podkomisji smoleńskich, elektoratu, robienie z siebie wała, nurzania się w szambie, a tu prokuratura chce, aby dostarczył dowody na wybuchy w Smoleńsku w prezydenckim Tupolewie 10 kwietnia 2010 roku.

Czy prokuratorzy powariowali, czy zwariował prowadzący śledztwo w Zespole Śledczym nr 1 Marek Pasionek? Naprawdę sądzi, że były minister obrony narodowej odpali limuzynę i w kartonach dostarczy wyniki badań i ekspertyz, na podstawie których napisano raport techniczny, że to wybuchy zniszczyły samolot, a Lech Kaczyński w oczywisty sposób poległ bohatersko?

Ludziska! Trzymajcie z dala Pasionka od Macierewicza. Gołym okiem było widać, że Tupolew został rozerwany na strzępy i wykopyrtnął w nienawistną „ruską” glebę. Czyż dowodem nie są rozliczne pomniki smoleńskie, pomniki brata samego prezesa PiS, a ten ostatni, ileż zdarł obuwia w łażeniu za prawdą po Krakowskim Przedmieściu?

To są dowody chwały, dowody emocji patriotycznych. Macierewicz urobił się przez 8 lat, a prokurator chciałby przywłaszczyć jego robotę i bez trudu przepisać dowody na dojście do prawdy i swoją chwałę.

Co z tego, że podkomisja smoleńska nie była na miejscu katastrofy? Przecież mogła narazić swoje życie i pchnąć Władimira Putina do drugiego zamachu. Polski nie stać na drugą katastrofę smoleńską, a Macierewicza na utratę życia.

Macierewicz więc nie dostarczy wyników badań i ekspertyz, które odbiegają nie tylko od badań i ekspertyz fachowców polskich i rosyjskich, ale też odbiegają od rozumu. Nie może być tak, że przez 8 lat Macierewicz robił z siebie idiotę, stawał w tym czasie przed kamerami i zarzekał się, że wybuchy i zamach były – i basta.

Macierewicz zasługuje nie tyle na Nobla, co na Oskara amerykańskiej Akademii Filmowej. Niech Pasionek spróbuje tej roli, niech się wcieli w Roberta De Niro, Toma Hanksa, Leonardo di Caprio – wówczas poczuje, jak się napracował nad rolą, jakiej zaznał żenady.

I najważniejsze: Macierewicz robił to dla Lecha Kaczyńskiego, który w innym wypadku – gdyby wybuchów i zamachu nie było – byłby odpowiedzialny za śmierć 95 ludzi, bo to on był dysponentem lotu.

Czy tego chce Pasionek? Czy chce uznać, że brat Jarosława – ciągle aktualnego prezesa PiS – nie był bohaterem? Chce dowodów na małostkowość? O! Nie – Macierewicz nie ujawni takich dowodów, które są wbrew interesom PiS.

Reklamy

4 ostatnie teksty Waldemara Mystkowskiego.

Lech i Jarosław Kaczyńscy to ta sama moneta zła

Czy Lech Kaczyński był lepszym z braci, jak twierdzi Eliza Michalik, dziennikarka Superstacji? Michalik pisze te słowa w kontekście „mordu sądowego” na Tomaszu Komendzie, który odsiedział w wiezieniu 18 lat za zbrodnię, której dokonał ktoś inny.

Do posadzenia Komendy walnie się przyczynił Lech Kaczyński, który jako minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka miał jedyny program polityczny – zaostrzyć prawo i bezwzględnie – wbrew procedurom – sadzać kogo popadnie. Padło na Komendę.

Nie był to program naprawy prawa bądź egzekwowania praworządności. Był to program polityczny, który wydobył PiS z niebytu politycznego. Komenda to niejako kozioł ofiarny mitu założycielskiego PiS.
Idąc dalej – czy Lech K. jest lepszy od groźnego dzisiaj Jarosława K.? Wszak to ta sama moneta, jeden jest reszką, a drugi orłem. Zło ma dwie twarze, nie ma w moralności mniejszego zła i większego, choć w polityce używa się takiego argumentu.

Gdyby nie Lech, nie mielibyśmy Jarosława – i tak należy postawić zależność wśród braci K. A potem ci katastrofalni politycy spowodowali, iż Lech odpowiada za katastrofę smoleńską. Choć zdaję sobie sprawę, że trudno osądzać nieżyjącego wg procedur prawa.

Ale może zastosujmy staropolską regułę, że Polak mądry po szkodzie, po katastrofie… I zadajmy sobie pytanie: Ku jakiej katastrofie zmierzamy pod władzą PiS, której dysponentem jest Jarosław K.?
Na ławie oskarżonych historii może być posadzony Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński. Wyrok, jaki wyda historia, nie będzie dla żadnego z nich uniewinniający. W tej przyszłej polskiej Norymberdze Lech Kaczyński może dostać dożywocie zapomnienia, a Jarosław czapę.

Ale czy na tej podstawie można twierdzić, że Lech jest lepszy z braci? Obydwaj psim swędem dostali się do polityki i takim psim swędem potraktuje ich historia jako zło tej samej monety, o tej samej wartości, zło o dwóch bliźniaczych twarzach.

W PiS toczy się zażarta walka o stołek prezesa

Kto po Kaczyńskim? Klaudiusz Brudziński czy jakiś Kaligula?

Jarosław Kaczyński w szpitalu przebywa od 8 maja, a ma jeszcze w nim przebywać dwa tygodnie. Niemal półtora miesiąca hospitalizowania. Na kolano – operowane bądź nie – tyle się nie leży. Zatem należy się wszystkim odpowiedź na pytanie: co jest Kaczyńskiemu?

Lekarze unikają odpowiedzi, żadnych komunikatów nie wydają. Gdyby to było kolano, ordynator dawno podałby to do wiadomości, tak jak zasuwał z kulami rehabilitacyjnymi na Żoliborz. Dziennikarze nie potrafią uzyskać dojścia do karty choroby Kaczyńskiego ani do jakiejś pielęgniarki, która aplikuje prezesowi lekarstwa i zastrzyki. Żaden paparazzi nie przedarł się przez zasieki i barykady, za którymi skrył się Kaczyński, wszak łasy na splendor celebrycki. Przecież nie możemy polegać na medialnych rozhoworach Adamów Bielanów i Marków Suskich, których wiarygodność jest zerowa, a w zasadzie minusowa.

Nawet gdy Kaczyński wróci, to na krótko, a jeżeli jego choroba jest inna – a jest wielce prawdopodobne – niż na kolano i o wiele bardziej groźna, będziemy mieli do czynienia z nawrotami. Jesteśmy zatem świadkami odchodzenia Kaczyńskiego. Żeby było jasne – odchodzenia politycznego, bo w egzystencjalnym zawsze daję handicap współczuciu – nawet w stosunku do najbardziej złych ludzi, daję im szansę na odkupienie i poprawę. Acz nie wiem, czy Kaczyński leżący plackiem w zakrystii do końca swoich dni i ogrzewający swoim ciałem zimne posadzki – wg swojej średniowiecznej aksjologii – zasłużyłby na przebaczenie.

Widać gołym nieuzbrojonym okiem, iż w PiS toczy się zażarta walka o stołek prezesa. Tak naprawdę kandydatów jest niewielu. Kaczyński nominował Mateusza Morawieckiego, ale ten jest słaby w strukturach partyjnych, nadrabia tę przypadłość gębą, jest w niej bardziej papieski od prezesa. Nie bez szans ogrzania się na jeszcze ciepłym stołku prezesa ma Joachim Brudziński, który przez Renatę Grochal w „Newsweeku” został przyrównany do mało rozgarniętego Klaudiusza, który psim swędem uchował się na dworze Kaliguli.

Raczej nie ma szans na prezesa PiS Kaligula Zbigniew Ziobro, formalnie nie jest w PiS, ponadto pod każdym względem to cienki Bolek. Starszy Kaligula Antoni Macierewicz ma już za sobą karierę polityczną, kombinował coś ze swoim koniem Incitatusem Bartłomiejem Misiewiczem, ale nie udało mu się na trwałe zrobić go senatorem.

Władza PiS utyka na kolano prezesa, po jego odejściu – ktokolwiek posadzi swoje cztery litery na stołku Kaczyńskiego – będzie bardziej kuśtykała mimo jakichkolwiek kul rehabilitacyjnych. Oby w tym chwiejnym chodzie jak najszybciej się obalili ci, którzy przynieśli Polsce tyle nieszczęść.

Wg strategii PiS niepełnosprawni potraktowani zostali jak gorszy sort

40 dni trwał protest niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. 40 to liczba symboliczna w kulturze chrześcijańskiej, tyle dni na pustyni przebywał Joszua z Nazaretu i był oblegany przez złe duchy. Tymi diabełkami okazali się u nas marszałek Sejmu Marek Kuchciński, Mateusz Morawiecki i tudzież takie strzygi i rokity jak Krystyna Pawłowicz, jej koleżanki i koledzy strzykający brudnymi słowami.

Gdyby poruszyć jeszcze jedną symbolikę, wręcz mistykę narodową, to należy mówić o mrokach romantycznych Mickiewicza – „40 i 4” z III części „Dziadów”. Jak mało chrześcijańska okazała się władza PiS i mało polska, mało empatyczna, nieromantyczna, nieoświecona.

W proteście niepełnosprawnych nie chodziło o kompleksy polskie, ani chrześcijańskie, ale o jeden postulat – godnego życia, który nie został spełniony (dodatek na życie w kwocie 500 zł).

Więc co przyniósł ten protest? Każdy z osobna powinien odpowiedzieć na to pytanie. Przede wszystkim większość Polaków dowiedziała się o problemach niepełnosprawności. Niepełnosprawny stał się bliższy rodakom, patrzą na niego dużo bardziej przychylnym spojrzeniem i z empatią. Byłem świadkiem kilku zdarzeń, gdy ludzi na wózkach traktowano z większą atencją, uprzejmością i uśmiechem bliskości, niż to miało miejsce przed protestem.

Niepełnosprawni przegrali jednak z zimnym głazem władzy, która nie jest w stanie podjąć dialogu, a tylko monologować, jaki to sobie sama stawia plus, a jak się z tym nie zgadzasz, to nie pozwolą ci wyjść na spacer, utrudnią dostęp do prysznica, zamkną okna i wyślą strażników, aby wykręcali ręce.

Utrudniano życie protestującym i ich szykanowano. Nie zmieni się ich sytuacja tym bardziej po proteście, kłopot został zażegnany, ta władza ma gdzieś słabszych, są dla niej problemem nie do rozwiązania, bo są grupą społeczną nieznaczącą pod względem wyborczym.

Władza PiS zastosowała swoją strategię. Niepełnosprawni są jeszcze jednym segmentem gorszego sortu Polaków. Czy była szansa na zwycięstwo niepełnosprawnych? Na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć. W jakich warunkach zewnętrznych protestu była szansa, aby ta władza pochyliła się nad postulatem niepełnosprawnych?

Gdyby przez 40 dni spadło znacząco poparcie dla PiS, gdyby przed Sejmem i w całej Polsce dochodziło do masowych protestów, to nie mielibyśmy tej sytuacji, iż po 40 dniach zawieszono protest?

PiS się nie zmienia i nie zmieni. Nie miejmy w stosunku do nich żadnych oczekiwań. PiS wygrał z protestującymi. Czy w związku z tym wkrótce wygra wybory?

I jeszcze jedno – PiS nie wygrywa dzięki sobie. Wszystko niszczy, demoluje – Konstytucję, praworządność, niepełnosprawnych. Nie możemy na to pozwolić i dać się zepchnąć na kolejne lata do gorszego sortu.

Morawieckiemu odkleja się oczko, jak „Misiowi” Barei

Kolano Jarosława Kaczyńskiego jest jak na najlepszej drodze – tak przynajmniej utrzymuje Mateusz Morawiecki. Podzielił się tą wiedzą w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM, gdy został zapytany, kiedy jego zwierzchnik wyjdzie ze szpitala: – „Tego nie wiem, to jest kompetencja lekarzy. Ale mam nadzieję, że jest wszystko na bardzo dobrej drodze”.

Droga samego premiera Morawieckiego jest drogą przez mękę, bo każdą ważną decyzję konsultuje: – „Najważniejsze rzeczy konsultuję. Rozmawiamy ze sobą, zwykle przez telefon, bo ma kontuzję pewną”. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że Golgotą jest szpital przy Szaserów – do czasu jednak, gdy zostanie przeniesiona na Nowogrodzką.

Trudno nie kpić z Morawieckiego, który jest niesprawny językowo. A może jest sprawny, bo to język z groteski, wykrzywiony wewnętrznie, nie będący w kontakcie z rozumem, zaprzeczający sensowi już na przestrzeni dwóch zdań. Tak sypnął się Morawiecki, gdy zapytany został o fundusze unijne: – „My mamy błędne wyobrażenie, że nasza gospodarka zależy od środków unijnych. (…) Będziemy bardzo twardo walczyć o fundusze strukturalne i na politykę rolną”. Logika tych dwóch zdań jest następująca: będziemy walczyć o błąd.

Język jest nośnikiem oleju w głowie, jak powiedział Jan Onufry Zagłoba, bohater Trylogii Sienkiewicza, którą ponoć Morawiecki czytał. Premierowi jednak albo brak oleju w głowie, albo kiepsko porusza się w języku polskim. Nie mogę się zdecydować, co szwankuje u Morawieckiego, bo jak można połączyć protest niepełnosprawnych w Sejmie z PGR-ami. A to udało się temu bohaterowi wyjętemu z grotesek Barei: – „Ludzie o kamiennych sercach, którzy niszczyli PGR-y w latach 90-tych, zakłady pracy, bezrobocie 25%, zrobili nic albo prawie nic w sprawach społecznych”.

Premier rządu polskiego jeździ po Polsce, zamiast rządzić i tak jak bohater grotesek w każdej poruszanej kwestii jest na bakier z sensem. Morawieckiemu odkleja się oczko, jak „Misiowi” Barei.
Pisowska rzeczywistość musi się sypnąć. Sprzyja jej na razie koniunktura gospodarcza w Europie. Żadna w tym zasługa rządów Misia Morawieckiego, który jest śmieszny w swoich wypowiedziach, a które musimy racjonalizować, aby nie zwariować we własnym kraju.

Zracjonalizował groteskę PiS pewien mężczyzna, który na „schody Kaczyńskiego” na placu Piłsudskiego po prostu wszedł. Przynajmniej wiemy, do czego może w przyszłości będzie służyć ten pomnik, jako atrakcja turystyczna – do wchodzenia. I niech Morawiecki przyjmie do wiadomości, że dla niego schody się zaczęły, ale one prowadzą w innym kierunku – w czeluść.

6 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Biała Księga majątku Morawieckiego

Mateusz Morawiecki ma problemy ze sobą – zwykł mówić rzeczy, które nie przystoją osobie na jego stanowisku, bo takimi są stwierdzenia typu, iż w Polsce mamy ustrój demokracji narodowej, a nie państwa prawnego. Jakiekolwiek byśmy nie wertowali podręczniki politologii, natrafimy na najbliższy tej definicji opis państwa autorytarnego. W mentalność rządzących polityków PiS tak wdrukowany został ustrój stworzony przez Jarosława Kaczyńskiego, iż mają przeświadczenie, że nie obowiązuje Konstytucja, ale widzimisię prezesa.

Demokracja jest więc rozumiana jak pokraczność logiczna, w której rządzi większość niezwiązana prawem. Dlatego mamy fasadę Trybunału Konstytucyjnego, a nie Trybunał Konstytucyjny, a władza sądownicza jest zależna od politycznej i nie jest jednym z filarów trójpodziału władzy właściwym dla standardu demokracji.

Świat zachodni nam nie odpuści tej pokraczności, acz PiS może długo zwodzić felernymi intelektualnie Białymi Księgami, której najnowszy wytwór został przez Morawieckiego zawieziony do Brukseli.

Pokrętność Morawieckiego dotyczy także jego stanu posiadania. Rodzaj Białej Księgi majątku Morawieckiego próbują sporządzić dziennikarze w nowym numerze „Newsweeka”. Morawiecki ukrywa swój stan posiadania poprzez sztuczki zaksięgowania, przenosząc własność na małżonkę i nie ujmując milionowych wartości nieruchomości w oświadczeniach majątkowych.

Bank Zachodni WBK, w którym Morawiecki był prezesem zarządu, udzielił w 2008 roku kredytu 2 mln franków szwajcarskich firmie jego żony Iwonie Morawieckiej, firmie założonej ledwie dwa tygodnie wcześniej. Zabezpieczeniem była willa na warszawskim Mokotowie warta ok. 5 mln zł, która w 2015 roku została przepisana na Morawiecką, gdy Morawieccy podpisali dwa lata wcześniej częściową rozdzielność majątku.

Morawiecki tej willi w Warszawie, jak i innych nieruchomości we Wrocławiu nie ujmuje w oświadczeniu majątkowym. Powód jest iście polityczny, Morawiecki ukrywa przed opinią publiczną swój stan posiadania. Dziennikarze „Newsweeka” zadali pytania dotyczące tej kwestii premierowi i Bankowi Zachodniemu WBK. Nie dostali żadnej odpowiedzi.

Rządzeni powinni wiedzieć, czy wszystkie transakcje między małżonkami były przeprowadzone zgodnie z arkanami prawa i jakiemu podlegały opodatkowaniu. Najważniejsze, Morawiecki dwukrotnie żonglował przepisywaniem swojego majątku na żonę w momentach, gdy wchodził w politykę. Raz, gdy przymierzał się w 2013 roku do współpracy z rządem Donalda Tuska, ale został potraktowany z nieufnością. A po raz drugi w 2015 roku kombinował z majątkiem, gdy skumał się z Jarosławem Kaczyńskim i wszedł do pisowskiego rządu i został wreszcie jego premierem.

Ze względu na pełnioną funkcję Morawieckiemu powinna zostać sporządzona pełna Biała Księga jego stanu posiadania. Nie może być ona tak niewiarygodna, jak ta dotycząca demokracji w kraju, którą zawiózł do Brukseli.

Morawiecki swoje nieczyste intencje zechce przykryć zmniejszeniem rządu, które ma być ogłoszone w poniedziałek. Przykrywanie to stała praktyka żonglowania opinią publiczną. Taka jest anatomia krętactwa PiS.

Szmal definiuje misję polityków PiS

Nie idee, a szmal definiuje misję polityków PiS. Dość precyzyjnie kiedyś opisaną przez Jarosława Kaczyńskiego: – „Gdybyśmy stosowali zasady moralne, nic byśmy nie mieli”. Prezes dodał ponadto słynne powiedzenie: „Teraz k… my!” (TKM).

Nie jesteśmy więc zdziwieni, iż Beata Szydło przyznała ministrom wysokie nagrody, które winny otrzymać uzasadnienie. Niestety, niczego podobnego nie ma. Nawet gorzej – nie ma żadnych pism do wicepremierów, ministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu o przyznaniu im premii. Czyżby chodziło o to, aby nie było dokumentów poświadczających te nagrody plus?

Zatem kasa była przyznana „na gębę”. W Kodeksie Pracy w artykule 105 czarno na białym zapisano, że pracownik powinien być zawiadomiony, zaś „odpis zawiadomienia do akt” załączony. Czyli na najwyższym szczeblu władzy został naruszony Kodeks Pracy.

Uzasadnione jest, aby w związku z tym zawiadomić Prokuraturę Generalną o przyznaniu tych pseudo nagród. Kodeks cywilny w art. 58 opisuje to jako nieważną czynność prawną, czyli świadczenie nienależne, które podlega zwrotowi z odsetkami.

W prawie mamy przykłady wyroków, które zapadały w kontekście przyznawania nagród pracownikom, jak choćby kwestionowanie wysokości nagrody przez ZUS. Wyrok wydał Sąd Apelacyjny w Łodzi 27 stycznia 2016 roku (podaję powyższe dane za screenami na Twitterze Krzysztofa Brejzy).

Władza PiS narusza nie tylko Konstytucję RP, ale Kodeks Pracy. Gdybyśmy mieli niezależną Prokuraturę, to Beata Szydło byłaby oskarżona i ciągana po sądach.

Rozrzutność tej „dobrej zmiany” opisuje jeszcze jeden przykład. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński 6 marca 2016 roku podpisał zarządzenie o przyznaniu 11 mln albo więcej na ochronę biur poselskich. Tak posunięte jest tchórzostwo tych gierojów odizolowanych od społeczeństwa.
Uśmiech politowania może budzić dymisja 17 wiceministrów, jakiej w ramach „odchudzania administracji” dokonał Mateusz Morawiecki. W praktyce nie zmienia się sytuacja materialna zdymisjonowanych. Jak to będzie naprawdę wyglądać, wydał szef gabinetu premiera Michał Dworczyk: – „Premier wprowadza nowy model funkcjonowania rządu, nowy model zarządzania. Z tym związane są też zmiany, które doprowadzą m.in. do tego że podsekretarze stanu z tego korpusu politycznego przejdą do służby cywilnej. Staną się ekspertami”.

Mogą to być intratne dymisje, bo eksperci nie podlegają rygorom finansowym, na jakie skazani są wiceministrowie, wszak pisowska misja to szmal.

Noble z kartofla

PiS to bardzo „innowacyjna” partia, tworząca absurdalne podejścia do wszystkiego, czego się nie dotkną.

Z pewnością przejdzie do historii nowa definicja sukcesu – 1:27, ale też inne słowa uzyskają oryginalne pole semantyczne. Niektórzy twierdzą, że to już było, że jest nazywane surrealizmem, absurdem.

A ja wierzę w „geniusz” prezesa. Dlatego opatruję ten rzeczownik cudzysłowem. Wszyscy wiemy, cóż znaczy dymisja. Nie zaglądając do słownika, można napisać – pozbawienie stanowiska. Stanisław Karczewski nadaje nowy sens dymisji. Otóż marszałek Senatu niedawno cieszył się, że nie odmówi kandydowania na prezydenta Warszawy. A teraz ogłosił, że nie będzie kandydował.

Cóż zatem się stało? Proste, jak drut. Geniusz z Nowogrodzkiej zdymisjonował Karczewskiego z kandydata. Jakież twórcze! Wszak nikomu nie przyszłoby do głowy, aby najpierw ogłaszać, że się nie odmówi (och, jak nazywa się ten zawód, w którym się nie odmawia?), a następnie nie dostać klepnięcia od prezesa – być zdymisjonowanym przez prezesa z kandydata.

Inny surrealista Zbigniew Ziobro ogłosił rezultaty „o bardzo istotnych ustaleniach, niezwykle ważnym, wręcz historycznym śledztwie”, a chodzi o zabójstwo Jaroszewiczów w 1992 roku w Aninie. Pochwalił się Ziobro tym, co dokonał dziennikarz Tomasz Sekielski już rok temu, nawet w tej sprawie antyszambrował w ministerstwie, ale został potraktowany z buta. Nikt tym się jego ustaleniami nie zainteresował. Absurd może być taki, iż Ziobro nazywa się teraz Sekielski i z rocznym opóźnieniem ogłasza to, co zostało odkryte przez dziennikarza śledczego.

Możliwe, iż tych dwóch powyżej opisanych przebił Mariusz Błaszczak. Nazywałem go dotychczas mamrotem, ze względu na jego umiejętności intelektualno-retoryczne, zdaje się, że będę zmuszony do wycofania. Mianowicie Błaszczak to może być ktoś taki, jak razem wzięci Andrzej Wajda, Agnieszka Holland i Paweł Pawlikowski przełamani przez Mickiewicza i Gombrowicza. Ten „reżyser” Błaszczak o spocie MON na 19. rocznicę przyjęcia Polski do NATO, w którym nie mówi się o takich tuzach jak Bronisław Geremek i Jerzy Buzek, a za to w spocie są wymienieni sam Błaszczak i Andrzej Duda, był łaskaw rzec: – „Ten klip jest skierowany ku przyszłości”. Ha, zapomniałem o Stanisławie Lemie, który pisał o przyszłości – takie uniwersum szykuje Błaszczak.

Mateusz Morawiecki – znany w kraju i na świecie ze swoich rozlicznych wpadek – pogratulował Angeli Merkel wyboru na urząd kanclerza Niemiec i zażyczył, aby „umocnić nasze partnerstwo w sprawach dwustronnych i europejskich”. Czyżby słynną już Białą Księgę (propagandy PiS) zamierzał przetłumaczyć na niemiecki? Nasi prawnicy sprostują kłamstwa Morawieckiego w antyksiędze, bo premier robi koło pióra Polsce, kompromituje nas, Polaków.

Można mniemać, iż Morawiecki będzie starał się przebić Andrzeja Dudę. Jak utrzymuje były polityk PiS, były wiceprezes tej partii Paweł Zalewski: – „Morawiecki twierdzi, że nie tylko Niemcy byli sprawcami Holokaustu, ale też Żydzi i Polacy. Duda usiłuje go przebić i porównuje Unię Europejską do zaborców. Czekamy na wypowiedź kolejnego pretendenta”.

Co może być większym nieszczęściem niż zabór Polski przez Unię Europejską? Podpowiadam Morawieckiemu: wojska NATO w Polsce. Niegdyś Wałęsa wyprowadził wojska radzieckie z Polski, więc Morawiecki może za wyprowadzenie wojsk amerykańskich z Polski dostać, jak były prezydent, innego trochę Nobla, ale za to z rąk prezesa – Nobla z kartofla. Taka to innowacyjna partia PiS, czego się nie dotkną, jak pisowski Midas, zamieniają w kartoflisko.

Beaty Szydło śmietnik historii

Nie znamy wyroków historii. Beata Szydło też nie zna. Czy będzie zapamiętana z „sukcesu” 1:27 w walce z rodakiem Donaldem Tuskiem, czy z wypadku samochodowego w Oświęcimiu 10 lutego ubiegłego roku? Jednakże dla mnie pozostanie potwierdzeniem spostrzeżenia Włodzimierza Lenina, iż państwie prawa i sprawiedliwości komunizmu może rządzić kucharka.

W komunie do tego ewenementu nie doszło, Nadieżdę Krupską ubiegł Józef Stalin, ale doszło do tego w Polsce. Jarosław Kaczyński nie chciał ubiec Szydło, która potwierdza regułę, iż osoby bez kompetencji w jakiejkolwiek dziedzinie mogą dać się wszystkim we znaki, jednak z chwilą zniknięcia stają się obojętne. Zapominamy o nich z westchnieniem ulgi: och, jak fajnie, że ich zasłużenie już nie ma na agendzie publicznej.

Przeszło rok prokuratorzy badali przyczyny prostego wypadku, w którego spowodowanie chcieli wrobić bogu ducha winnego młodego kierowcę seicento, Sebastiana K. Była nawet supozycja, aby zlecić badanie przyczyn wypadku niemieckim rzeczoznawcom. Nie doszło jednak do tego, bo nie wszystkie narody mają poczucie humoru Mrożka i Barei.

Faktyczny stan prawny z wypadkiem Szydło na dzisiaj mamy następujący. Prokurator regionalny rozpatrzył wniosek prokuratora okręgowego o rozwiązanie zespołu prokuratorów śledczych. Jednocześnie prokurator okręgowy wysłał do sądu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w sprawie przeciwko kierowcy seicento.

To powinno zamknąć sprawę badania wypadku z udziałem Szydło. Specjalnie nie używam nazwisk prokuratorów, bo nie są godni żadnego zapamiętania, a śledztwo jest nawet bardziej skomplikowane, niż tutaj opisuję, a to z tej przyczyny, aby publika nie zrozumiała, że organa państwa dały ciała. Jest to typowe pisowskie „chachmęctwo do imentu”. Tak naknocić, aby nikt nie chciał dotknąć się tego zakalca.

Sypała się już wcześniej koncepcja oskarżenia Sebastiana K. Mianowicie trzech prokuratorów śledczych odmówiło prokuratorowi okręgowemu oskarżenia wyłączenia ze śledztwa dowodów wskazujących, czy rządowe auta były kolumną uprzywilejowaną w ruchu, a więc czy miały włączone sygnały świetlne i dźwiękowe oraz niewątpliwej winy funkcjonariuszy ówczesnego Biura Ochrony Rządu.

Tak prostego faktu prokuratura nie potrafiła dociec, czy używano sygnałów. Nawet padło pod adresem Sebastiana K. takie oto oskarżenie: „nie zachował należytej ostrożności „. Co to znaczy? Wiadomo – nic, ale działa jako oskarżenie. A w gruncie rzeczy winą młodego kierowcy jest to, iż śmiał jechać drogą publiczną.

Umorzenie w sądzie ma ten walor prawny, iż prokurator nie chce sądzić Sebastiana K., ale zwala winę na niego, uznaje go winnym bez skazania. W ten sposób prokuratura sama siebie ustanawia sądem. Zauważmy, iż bez porozumienia stron. Ale „winny nieskazany” nie godzi się na takie potraktowanie. Obrońca Sebastiana K., mec. Władysław Pociej zapowiada walkę o prawdę przed sądem.

I słusznie! Prawne państwo polskie zostało sknocone do imentu, odbiera się honor niewinnym osobom, uznając ich łaskawie za winnych nieskazanych. Ale to Beata Szydło walnęła w przysłowiowe drzewo i znalazła się na śmietniku historii. Oby tam została na zawsze.

POSTAWMY MU KOLEJNY POMNIK, ZA SKAZYWANIE NIEWINNYCH.

Państwo teokratyczne tuż tuż

Żwawym krokiem zmierzamy w kierunku państwa teokratycznego. A może nawet nie krokiem, ale maybachem Tadeusza Rydzyka lub podobną limuzyną.

Projekt „Stop aborcji” oznaczający w praktyce likwidację legalnej aborcji w Polsce wylądował w sejmowej lodówce. Nawet wyglądało na to, iż ma tam tkwić na zawsze w wiecznej zmarzlinie, ale 14 marca odezwał się Episkopat: – „Przypominając o konieczności bezwarunkowego szacunku należnego każdej istocie ludzkiej we wszystkich chwilach jej istnienia (por. Dignitas personae, 10), biskupi apelują o niezwłoczne podjęcie prac legislacyjnych nad projektem obywatelskim „Zatrzymaj aborcję”.

Następnego dnia 15 marca Marek Kuchciński zadarł swoją sutannę (metaforycznie, rzecz jasna), zlecił, aby komisja sprawiedliwości i praw człowieka kierowana przez sławetnego posła PiS Stanisława Piotrowicza zajęła się projektem bliskiemu sercu kleru i na stronach sejmowych pojawiła się informacja „nastąpiła zmiana porządku dziennego”. Na posiedzenie 19 marca dołożono punkt: „Zaopiniowanie dla Komisji Polityki Społecznej i Rodziny obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (druk nr 2146)”.

Tak pędzimy w stronę państwa teokratycznego. Nie zgadza się na tego kleszego maybacha Strajk Kobiet, która to organizacja w #SłowoNaNiedzielę zapowiada organizację protestów – właśnie w niedzielę – pod biurami diecezji i archidiecezji w całej Polsce.

O wydarzeniu organizatorki piszą: – „Nie mając nic przeciwko wierze i wiernym, w niedzielę 18/03 idziemy pod siedziby archidiecezji i diecezji, czyli urzędów opresyjnej instytucji, której dyktaturę znosiłyśmy już dostatecznie długo. Która jest źródłem nienawiści, pogardy i przemocy wobec kobiet”.

I dalej Strajk Kobiet mocno podkreśla, do jakiej podrzędności Kościół katolicki i jego polityczne ramię PiS sprowadził połowę ludności naszego kraju: – „Dla której fałszywie pojmowana „tradycja” i „moralność” jest ważniejsza od tego, że codziennie jesteśmy gwałcone i zabijane. We własnych domach. W imię świętości nierozerwalnego małżeństwa. Która nie spocznie, póki nie zamieni naszego życia w ostateczne piekło. W bólu mamy żyć, rodzić i umierać. Dość tego!”. Czy ten maybach rozbije się o Strajk Kobiet i nie tylko o tę organizację – zależy od nas.

Taki oto kwiatek z tej samej beczki znalazłem na stronach pch24.pl (Polonia Christiana). Ks. prof. Edward Staniek 25 lutego w wygłoszonej homilii w kościele Sióstr Felicjanek pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Krakowie przyznał się, że modli się o śmierć dla papieża Franciszka: – „Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni – modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska”.

Tacy to łaskawcy. Z zimną krwią są w stanie życzyć śmierci. Ckni się łaskawcom Święta Inkwizycja, jakieś łamanko kołem tudzież spławianie czarownic rzeką, zwłaszcza takich, które optują za kompromisem aborcyjnym.

Prawicowe nosy czują swąd porażki

Prawicowe nosy coraz częściej czują swąd porażki, a co za tym idzie utratę przywilejów, które im się nie należą z jednej prostej przyczyny – większość polityków i dziennikarzy nie dostało łaski talentu.

Strach ma wielkie oczy. Czują, że może skończyć się ich czas i zagarnięte trzeba będzie zwrócić, a samemu wrócić do parcianej rzeczywistości.

Szef wpływowego w PiS tygodnika „Sieci” i portalu wpolityce Jacek Karnowski odkrywa, iż „zaplecze III RP (medialne, biznesowe, lobbingowe)” zaczyna odzyskiwać wpływy, nie działają jednak sami, działają „częściowo w porozumieniu z elementami obozu władzy”.

Zdziwieni? A kim są ci zdrajcy, ten „element”? Nie padają wprost nazwiska, ale w następnych zdaniach pozornie nieoczywistych możemy się dowiedzieć, że „premier Morawiecki nie miał właściwie szansy, by zbudować swój wizerunek tak, jak chciał”.

Moglibyśmy z tego się uśmiać, ale to jednak znaczy, że tragiczna na zewnątrz sytuacja Polski pisowskiej ma być kontynuowana, a nawet pogłębiana, do czego ma się przysłużyć „skierowanie do pracy w KPRM dwójki PR-owców (Anny Plakwicz i Piotra Matczuka)”.

Pijarowcy Plakwicz i Matczuk to ten sam sort grafomanii, jak Karnowski. Zalecenia są jasne, Morawiecki „ma być mniej intelektualny, a bardziej konkretny”. Przyznam się, że uśmiałem przy stwierdzeniu, iż Morawiecki jest „intelektualny”.

Jednak Karnowskiemu drżą łydki: „Z punktu widzenia obozu rządzącego, dynamika wygląda więc niedobrze, mimo wciąż imponujących słupków poparcia, które – niezależnie od ich obiektywnej wysokości – mogą być mniej lub bardziej kruche, tłukliwe. I choć dziś procesy, o których piszę, nie zagrażają politycznej dominacji prawicy, to jednocześnie budują one potencjał, który może wielu gorzko zaskoczyć: i w czasie kampanii wyborczej, i w dniu wyborów”.

Nie tylko Karnowskiemu czarna przyszłość zagląda w oczy, na tym samym portalu Łukasz Adamski ma przeczucie, że prawicowa broń polityczna „zdrada” obraca się przeciw PiS: „Bo w przypadku, gdy „nasi stają się jak oni z tymi nagrodami” dochodzi element poczucia zdrady. To już wyższa forma emocji. Nie zapominajmy, że od upadku komunizmu prawica funkcjonuje dzięki mitologii zdrady. Zdrady przy Okrągłym Stole, zdrady przez Lecha Wałęsę, zdrady…. tutaj dopiszcie sobie dziesiątki nazwisk. Kara za „zdradę” na prawicy jest zawsze głęboka.”

Dopóki zdradą szermowało się w kierunku przeciwników politycznych i która mobilizowała elektorat, prawicowe elity były spokojne, ale o zdradę posądzony zostaje najnowszy wymysł geniusza z Nowogrodzkiej, premier Morawiecki. Po dwóch latach „rewolucyjnych” rządów PiS rozpoczęło się szukanie zdrajców we własnych szeregach. Szybko! Wróży zatem, że sami się pozagryzają i powróci normalność, acz po PiS długo trzeba będzie sprzątać.

CZY POTRZEBNY JEST LEPSZY „KURWA” KOMENTARZ? Brawo Pani Joanno!

Uwaga!

Broniliśmy sądów i co mamy z tego ???

Gen. A. Rapacki o Policji:

NO I STAŁO SIĘ. JAKI ZAORANY PRZEZ RZECZNIKA PREZYDENTA DUDY 🙂 PROSIMY O WIĘCEJ

INTERNAUCI SĄ BEZLITOŚNI 🙂 Rysunek z sieci. Pozdrawiamy autora!

Na portalu koduj24 piszą o tym, gdzie PiS zamierza postawić pomnik brata Jarosława Kaczyńskiego.

PiS przesunie pomnik Prusa, żeby zrobić miejsca dla L. Kaczyńskiego?

Co tam pomnik Bolesława Prusa… Co tam drzewa na Krakowskim Przedmieściu… A może przesunąć pomnik księcia Józefa Poniatowskiego? Dla PiS nie ma zdaje się żadnych barier, żeby tylko wystawić monument Lecha Kaczyńskiego w okolicach Pałacu Prezydenckiego.

Jak wiadomo, PiS zbiera pieniądze na dwa pomniki: tzw. zbiorowy, upamiętniający wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej, oraz Lecha Kaczyńskiego właśnie. Powstał komitet budowy tychże, na czele którego stoi Jarosław Kaczyński, a wśród członków Beata Szydło i ważni ministrowie. W liście adresowanym do potencjalnych ofiarodawców komitet przedstawia Lecha Kaczyńskiego jako „sumiennego strażnika pamięci”, twórcę Muzeum Powstania Warszawskiego, pomysłodawcę Centrum Nauki „Kopernik” i Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin”. – „Wcześniej, w latach 90., jako I wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność w trakcie kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy de facto kierował związkiem” – czytamy w piśmie. Zebrano już ponad 3 mln zł, m.in. dzięki ogłoszeniom w „Gazecie Polskiej” i „Gazecie Polskiej Codziennie”.

Nie wiadomo, ile osób zgłosiło się do konkursu na projekty obu pomników. Prace chronione są kryptonimami, ale – jak pisze „Gazeta Wyborcza” – uczestnicy konkursu pytali komitet, czy możliwe jest przesunięcie pomnika Bolesława Prusa, z którym sąsiadować ma pomnik smoleński. Odpowiedź:„Przesunięcia nie przewiduje się, chyba że w zakresie wynikającym z zakresu zwycięskiej pracy”, czyli… przewiduje się! To samo dotyczy drzew – mogą zostać wycięte, jeśli tego będzie wymagała artystyczna koncepcja! Zwycięskie prace mają zostać wyłonione przez komitet w październiku.

PiS chce, żeby pomniki zostały odsłonięte 10 kwietnia 2018 r. i jak zapowiadał Jarosław Kaczyński wtedy też miałaby się odbyć ostatnia miesięcznica. Partia rządząca robi wszystko, żeby dotrzymać tego terminu. „Uruchomiła” swojego wojewodę Zdzisława Sipierę, który odebrał władzę stołecznemu konserwatorowi zabytków, który sprzeciwiał się budowie pomników przy Krakowskim Przedmieściu. Sipiera bez konkursu powołał Jakuba Lewickiego na stanowisko wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Ostateczna zgoda należeć będzie jednak do Rady Warszawy, bo to radni zdecydują ostatecznie, jaki pomnik postawić i w którym miejscu miasta. W czerwcu komitet budowy pomników napisał list w tej sprawie do Hanny Gronkiewicz-Waltz, z prośbą o przygotowanie uchwał dla radnych z nowymi lokalizacjami wybranymi przez społeczny komitet budowy. – „Nie mamy odpowiedzi od Hanny Gronkiewicz-Waltz. Widać, że rozwiązanie polubowne nie będzie możliwe. Jeśli prezydent Warszawy nie podejmie dialogu, będziemy szukać ścieżki prawnej, która pozwoli na postawienie pomników bez uchwały rady miasta” – powiedział polityk PiS.

Wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski w rozmowie z „GW” twierdzi, że postawienie pomników 10 kwietnia 2018 r. nie jest realne. – „W tej chwili zajmują nas pomniki Batalionów Chłopskich i Wojciecha Korfantego. Przeszły wielomiesięczną procedurę uzgodnień. Korespondencja z czerwca jest pierwszym formalnym sygnałem od komitetu budowy. Może trzeba było podjąć inicjatywę wcześniej? Dla miasta to decyzja na wieki, która nie może być podejmowana pod pręgierzem dat ogłaszanych przez polityków” – powiedział Olszewski.

SZACUNEK DLA MAĆKA STUHRA. SZACUNEK DLA TVN.

Może serwery do zliczania głosów w gabinecie prezesa nie mają odpowiedniej wentylacji?

Czeka nas historyczny czas – mówi nam o wyborach. Zapowiada ofensywę PO i rozliczanie szefa MON.

GIERTYCH ZNÓW PRZEPOWIEDZIAŁ PRZYSZŁOŚĆ. DO TEJ PORY MA 100% SKUTECZNOŚCI 🙂

📢PiS wykorzystuje pieniądze Polaków do politycznej propagandy. Czy ktoś za to odpowie? Właśnie po to PiSowi potrzebne są .

Waldemar Mystkowski pisze o Beacie Szydło, ktora znów postraszyła.

Szydło i jej publiczny zrzut stonki

Kancelaria Premiera na Twitterze opublikowała wpis: „Kto próbuje snuć rozważania nt. wyjścia z UE, działa na szkodę Polski”. Za próbę rozważań kogoś uważać za szkodnika, to nie znać arkanów przeprowadzenia wszelakich dowodów, gdyż aby dowieść tezy, musimy obalić antytezę, czyli ją postawić, a w fabule nazywa się to osnową – czyli snuć.

Ten tweet wzmocniłbym: „Kto próbuje swoimi działaniami doprowadzić do wyjścia Polski z UE…”, itd. Nie użyłbym jednak rzeczownika „szkodnik”, bo tenże pochodzi z języka komuszego. Szydło raczej powinna to znać, jeżeli w PRL-u miała choć trochę głowę otwartą, ale może zbyt dużo od niej wymagam, bo nawet po 1989 roku nie posiadła wiedzy, kiedy Polska stała się członkiem tejże UE.
Szydło oczywiście czyta to, co jej napisano, a że ma w kancelarii wyjątkowo nieprofesjonalny personel, to mamy takie „złote myśli”, które nazywam Szefernakerami, od nazwiska posła tam zatrudnionego i odpowiedzialnego za działkę komunikacji.

Zatrzymajmy się przy tym szkodnictwie, przy tej mentalnej stonce, którą publicznie zrzuciła pani Szydło, gdy przemawiała na dorocznej naradzie ambasadorów. Szydło zarzekała się, że „nie ma mowy o Polexicie, jak próbują budować narrację niektóre środowiska”.

U komuchów stonka brała się z nieba, którą mieli zrzucać Jankesi. W PiS stonka bierze się m.in. z działań pani Szydło, która nazywa zwycięstwem moralnym wynik 1:27, osiągnięty w starciu o pozycję rodaka Donalda Tuska, aby przestał być szefem Rady Europejskiej (nieformalnym prezydentem UE). Czyż nie jest to stonka? To jest coś więcej niż stonka, to jest karaluch, pani Szydło. Takie walnęła szkodnictwo, że będę pisał w tym komuszym języku, który jest zrozumiały w Kancelarii Premiera, bo nim się posługują.

A czym zajmuje się Komisja Europejska, Parlament Europejski, Komisja Wenecka, jak nie pisowskim szkodnictwem w prawie, w stosowaniu standardów demokracji właściwych Unii Europejskiej. Co to jest, jak nie szkodnictwo na rzecz Polski? – to jest pisowska stonka.

Język stosowany przez PiS zdradza ich zamiary, języka nie można oszukać. Pani Szydło może zaprzeczać, że Macierewicz nie będzie ministrem obrony, tylko Jarosław Gowin. Tak też jest z tym, że „nie ma mowy o Polexicie”.

Jest mowa o Polexicie, bo tym stwierdzeniem premier rządu polskiego powiedziała, że PiS prowadzi do Polexitu. Trochę logiki, trochę inteligencji. Gdyby nie istniały takie obawy, to nikomu w głowie nie zaświtałaby myśl o autowaniu Polski z UE. Ale tę stonkę zrzuciła Szydło na głowy Polaków, mówiąc o Polexicie.

Codzienny tej pisowskiej stonki zrzut jest tej wielkości, iż szkodnicy w innych krajach mogliby pozazdrościć. Proszę – oto dwa przykłady z dzisiaj. Zbigniew Ziobro o doradcy Andrzeja Dudy Michale Królikowskim: – „Nie widzę powodu komentować słów wiceministra Platformy Obywatelskiej”. Jeżeli to nie jest stonka, to jak należy określić dowolne słowa Ziobry o ministrze PO Jarosławie Gowinie, który jest wyżej od niego, bo jest wicepremierem rządu PiS? Toż to karaluch! Ziobro to czystej wody komuch, jego język jest wzięty z zamierzchłego reżimu, który dzisiaj jest reaktywowany.

Albo jeden z komunikatów dnia, toczka w toczkę powtórzony przez Ryszarda Czarneckiego i Ryszarda Terleckiego, iż prezydent proponując jakąś zmianę personalną w rządzie powinien konsultować ją z liderem „naszego obozu”. To jest typowa stonka pisowska, a nawet karaluch, bo dotyczy Antoniego Macierewicza. Prezydent ma się udać do pana prezesa Kaczyńskiego i konsultować.

Duda nie raz się splamił, poniżył, a politycy PiS bez rumieńca na twarzy namawiają go publicznie, aby nadal godził się z upokarzaniem własnym. Takie to stonki, a nawet karaluchy PiS, partii, która dąży do Polexitu. Pani Szydło zaprzeczając, potwierdziła Polexit. Dziwne, że nie użyła pisowskiej mantry: „Przez osiem lat Platforma wyprowadzała Polskę z UE…” Ale ta stonoga pochodzi z innego rodzaju zrzutu niż stonka.

Tankujesz na ? Grasz w ? Masz konto w ? Twoje pieniądze zasilą

BIERZCIE I PRZEKAZUJCIE SOBIE WSZYSCY. OTO MAPA WSTYDU PiS.

z uczyniło partyjną TV. Poseł Rafał ostrzega przed jesiennym zamachem Jarosława Kaczyńskiego na i niezależne media

>>>

Nie tak dawno temu nadałem piosenkę pt „Change is gonna come”. Powiedziałem „To piosenka o tym, że nadejdzie zmiana”

Będzie kolejny protest w stolicy

Obywatele RP deklarują: „Lipiec był miesiącem, który nas utwierdził w przekonaniu, że to, co robimy, jest słuszne”. W lipcu – przypomnijmy – przez Polskę przetoczyła się fala protestów. Sprzeciwiano się zmianom, jakie PiS chciał wprowadzić w sądownictwie. Udział wzięło w nich kilkadziesiąt tysięcy osób. Dlatego teraz Obywatele RP zapraszają do dalszej aktywności i do udziału w „kontrmiesięcznicy”, w czwartek 10 sierpnia – na plac Zamkowy o godz. 19.00. Z białymi różami.

Przypomnijmy: od ponad roku Obywatele RP organizują „kontrmiesięcznicę” 10. dnia każdego miesiąca. Jak przyznają, w ten sposób protestują przeciwko graniu tragedią narodową i trumnami, przeciw obecnej sytuacji politycznej.

Działacze Obywateli RP uprzedzają, że nie wiedzą jeszcze, jak dokładnie będzie przebiegał protest. „Czy będziemy blokować, czy może znów zostawimy PiS sam, a może jeszcze coś innego” – czytamy na portalu wawalove.pl. Natomiast deklarują pomoc dla każdego uczestnika „kontrmiesięcznicy”„Niezależnie od tego, jak potoczą się sprawy, ile policja będzie prowadziła postępowań – my nikogo nie zostawimy, każdy, kogo dotknie aparat przymusu państwowego, otrzyma od nas pomoc”.

„JESIENIĄ WEŹMIEMY SIĘ ZA WAS” – Krystyna Pawłowicz

„Te szpetne pomniki Lecha Kaczyńskiego się wywiezie”. Niesiołowski ostro rozprawia się z mitami i symbolami PiS

Były wicemarszałek Sejmu i b. poseł PO Stefan Niesiołowski znowu szokuje. W wywiadzie, którego udzielił „Gazecie Wyborczej” rozprawia się m.in. z mitem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Te szpetne pomniki Kaczyńskiego wywiezie się do Kozłówki – wskazuje miejsce, gdzie znajduje się słynna Galeria Sztuki Socrealizmu. Zdaniem Niesiołowskiego, PiS obalić mogą stu- lub dwustutysięczne manifestacje w Warszawie, które nie schodzą z ulicy, domagając się wcześniejszych wyborów.

Niesiołowski przypomina jak w czasach PRL planował wysadzić pomnik Lenina w Poroninie. – Mam nadzieję, że żadna z tych młodych osób nie pójdzie w ślady moich pomysłów wysadzania, bo to by była straszna głupota. Ja uderzałem w symbole – zrzuciłem tablicę Lenina na Rysach, ale aresztowali mnie, zanim wysadziłem muzeum Lenina – bo wtedy to się wydawało jedyną możliwością – opowiada obecny poseł Unii Europejskich Demokratów.

– Wtedy, w 1970, gdybym usłyszał: poczekaj, najpierw obalimy komunizm, a potem zlikwidujemy jego pomniki, tobym się w głowę pukał. 20 lat później to się stało i lekcja z tego płynie taka, że prawidłowa kolejność to najpierw obalić dyktaturę, a potem likwidować jej symbole – dodaje.

A co, według niego, należałoby zrobić z symbolami PiS? – Nie ma potrzeby atakowania symboli PiS, to im by tylko dodało siły. Te szpetne pomniki Lecha Kaczyńskiego wywiezie się do Kozłówki już po pokonaniu PiS. Przemoc to nie jest opcja – podkreśla.

– Ja wiem, że aż kusi, żeby wejść do gmachu przy Nowogrodzkiej i zobaczyć, jak skaczą z okien ci tchórze, ale to byłby wielki błąd i nie wolno tego zrobić. Żadnej okupacji Sejmu, przeganiania Dudy z Pałacu, bo nie tylko nie wiadomo, do czego to mogłoby doprowadzić, ale byłby to polityczny błąd. Dyktatury upadają bez użycia siły – tłumaczy Niesiołowski.

WYOBRAŻACIE SOBIE TVN PRZEJĘTY PRZEZ PiS? NO TO ZACZNIJCIE.

Andrzej Karmiński pisze o… PiS – oczywiście – na Koduj24.pl.

Genialna strategia popaprańców i gamoni

PiS zaraził Polaków szaleństwem i wtrącił w zamknięte rewiry głupoty, gdzie prawa logiki nie obowiązują.

To, co się dzieje wokół nas, jest jak senny koszmar, który obezwładnia. Rozmaite gamonie i popaprańcy, którym nie udało się dotąd dokonać czegokolwiek ważnego, budują swoją wielkość odsądzając od czci i przyzwoitości tych, którzy ich przerastają. Bezczelna hucpa krzykliwej hałastry powala, przygniata, ogłusza i knebluje przyzwoitych ludzi. Zbiór przyzwoitych zachowań, zwany poprawnością polityczną, stał się w Polsce obelgą i obiektem kpin. Dożyliśmy czasów, gdy prawda zdegradowana została do „jednej z możliwych opcji”. Uczciwość, przyzwoitość i prawdomówność straciły pierwotne znaczenie, zyskując nowy sens: kłamstwo nazywa się teraz informacją, a oszustwo i fałsz awansowały do rangi wyjaśnień i twardych dowodów na słuszność wszelkich poczynań władzy. Autorytaryzm stał się prawdziwie demokratycznym systemem sprawowania rządów. Psucie i zawłaszczanie struktur państwa jest jego naprawą, a rzetelna krytyka tej demolki to bezprzykładny i wściekły atak na demokratycznie wybraną władzę. Każdy, najbardziej nawet uzasadniony zarzut, może się stać kłamliwym wytworem przemysłu pogardy, ale już bluzgi prezesa wykrzykiwane w nienawistnym amoku, to naturalna reakcja niespotykanie spokojnego człowieka, którego od lat bezpodstawnie prześladują podli wrogowie.

Partia o żartobliwej nazwie „Prawo i Sprawiedliwość” już nawet nie kryje kolejnych planów, krocząc wprost do dyktatury. Fala protestów ani na milimetr nie zmieniła projektu zagarnięcia pełni władzy, oddalając go tylko w czasie. PiS zaraził Polaków szaleństwem i wtrącił w zamknięte rewiry głupoty, gdzie prawa logiki nie obowiązują. Świat przestał Polskę rozumieć. Sami siebie już nie rozumiemy. – Co się u was dzieje? – pytają Polaków. – No właśnie, co się u nas dzieje? – pytają się nawzajem Polacy. A w licznych komentarzach jawi się groźny demiurg, wybitny strateg, wódz karnych oddziałów ślepo mu posłusznych, autor sakramencko szczegółowego projektu zawłaszczenia Polski oraz oderwania jej od zachodnich wpływów i miazmatów. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z wybitnym politykiem, który z chirurgiczną precyzją realizuje skomplikowaną operację okrawania rodaków z wolności i z demokracji? Otóż nic bardziej mylnego.

Nie trudno dowieść, że w istocie mamy do czynienia z bandą nieudaczników i popaprańców. I jeśli coś mnie obezwładnia, to nieadekwatna reakcja rodaków na żałosną partaninę chałturników z PiS, którzy rozpoczęli rządy od pozbycia się fachowców, po czym wzięli Polskę w swoje łapy i zaczęli ją rozpruwać, żeby sprawdzić, co też ona ma w środku. Zbawcy ojczyzny, natchnieni historyczną misją przywrócenia Polsce chwały i wielkości, za nic mają prawo, ekonomię i zdrowy rozsądek. Majstrują w skomplikowanych strukturach, próbując zatrzymać skuteczną dotąd pogoń za krajami cywilizowanymi, zawrócić nas z dotychczasowej drogi rozwoju. Rozgrzebują mechanizmy, wymieniając oryginalne części na byle jakie, co prawda kolorowe i ładnie opakowane, ale jednak zastępcze. Pohukują na tych, którzy patrzą im na ręce, a swoim serwują rozmaite „Kraj zrujnowany. Gospodarka rozkradziona. Kto za tym stoi? W czyim to jest interesie? Totalna opozycja nie pozwala. A sojusznicy zdradzili nas w Jałcie! Przez 8 ostatnich lat Polki i Polacy… Jednak podniesiemy Polskę z kolan. Przywrócimy Rzeczpospolitej siłę i narodową godność …”

No i przywracają nam godność. Po swojemu. Beztrosko drenowany budżet przestaje się dopinać, ale przed nami podział kolejnych funduszy unijnych. Aby utrzymać status największego beneficjenta musimy pozostać w życzliwych relacjach z największymi płatnikami do unijnej kasy. Musimy? A właśnie, że nie musimy! Obraziliśmy już Francję a teraz jesteśmy w trakcie wypominania historycznych win dziadom i pradziadom dzisiejszych Niemców. Pozostałym krajom Unii pokazujemy środkowy palec, bo interesują się stanem polskiej demokracji, a ostatnio także kondycją puszczy – skarbu EUROPEJSKIEJ przyrody, oddanego Polsce pod opiekę. Obrażamy inteligencję zaprzyjaźnionych dotąd narodów, śląc im wyjaśnienia na poziomie gówniarza z gimnazjum, który tłumaczy, że on wcale nie spóźnił się do szkoły, tylko lekcje zaczęły się za wcześnie. Ośmieszamy się głosząc, że PiS-owscy prawnicy są mądrzejsi od europejskich, a minister Szyszko wie najlepiej na świecie, że dla ratowania dzikiej puszczy trzeba ją wyrżnąć. Ten i inne jedynie słuszne poglądy polskich władz, będą bronione bez względu na koszty i wysokość kar za lekceważenie prawa, które Polska przyjęła za swoje.

Polska zagrożona ostracyzmem cywilizowanego świata stara się zintegrować pod swoim patronatem kraje Europy środkowo-wschodniej. Wspólna przeszłość i doświadczenia wielu lat spędzonych w objęciach ZSRR mogłyby stać się zaczynem budowy formacji realizującej wspólne cele rozwojowe. Ale tak się nie stanie, ponieważ PiS nie umie walczyć o cokolwiek, natomiast świetnie walczy z każdym, kto ma inny pogląd, obrażając przy okazji tych, którym nie podoba się polityczna strategia szukania wrogów bez względu na koszty. W efekcie ani Czechy, ani Słowacja, ani nikt poza satrapią Orbana, nie staną u boku Polski przeciw bogatej Europie. A ideę Międzymorza ostatecznie kompromitują popaprańcy z MSZ i MSW, którzy wymyślili, by nowe polskie paszporty umaić obrazkami z wiecznie polskiego Wilna i Lwowa…

Prezes partii ignorantów i partaczy musi wiedzieć, że sam żelazny elektorat nie zapewni mu zwycięstwa w następnych wyborach. Mądry strateg i wytrawny polityk stawałby na głowie, by zdobyć przychylność ludzi myślących trochę inaczej. Wyłączyłby z obiegu najbardziej kontrowersyjnych funkcjonariuszy partyjnych, zakneblowałby najbardziej krewkich apologetów reżimu i wrogów Unii, nakazałby fikcyjne choćby sprawdzenie sensacyjnych doniesień o związkach Macierewicza z rosyjskim wywiadem i wywalił z roboty ministra ośmieszającego Polskę na wszelkich międzynarodowych forach. Tak zrobiłby rozsądny polityk i wybitny przywódca. Kaczyński nie jest jednak żadnym z nich. Kaczyński jest Kaczyńskim. Dlatego dla ludzi, którzy mogliby powiększyć jego elektorat, ma tylko bluzgi i oficjalną wykładnię, że suweren dał mu prawo do łamania prawa, a wynik demokratycznych wyborów uprawnia go do burzenia demokratycznego ładu. Wybitny partacz polityczny nie jest zainteresowany powiększaniem elektoratu, bo władzę łatwiej przecież utrzymać siłą i przekrętem wyborczym. Bardziej interesuje go tworzenie alternatywnej historii Polski, w której ludzie pokroju Mazowieckiego, Geremka, czy Bartoszewskiego to fałszywe autorytety, głoszące niebezpieczną tezę, że warto być przyzwoitym. Tymczasem przyzwoitym być nie warto, na co PiS każdego dnia dostarcza licznych dowodów.

Najwyższy czas się obudzić.

PS. Niemożliwe staje się możliwe wtedy, gdy w to uwierzymy.

PANIE ALBERCIE, JAK TAK MOŻNA POCIERAĆ JAJO O JAJO??? 🙂

Waldemar Mystkowski pisze o 2 latach prezydentury Dudy.

Duda zmarnował dwa lata i zapowiada, że będzie dalej w tym niezłomny

Andrzeja Dudę na prezydenturze mamy już dwa lata. Zaczynał fatalnie, bo nie zaprzysiężył trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez poprzedni Sejm, to kamień wegielny, czy też stępka, pod Polskę, która dryfuje w stronę Wschodu, miksując nas z Unii Europejskiej.

Czy Duda ma tego świadomość? Nie jest na pewno politykiem większego formatu, ani do względnej wielkości w przyszłości nie podskoczy, acz ostatnich kilka posunięć może sprawiać wrażenie, że się usamodzielnia. Ale to tylko wrażenie, które prawdopodobnie wynika z tajnej komunikacji posłańców z Nowogrodzkiej.

Duda jest kiepskim retorem, choć mówi gładko, czasami nazbyt, lecz mowa jego przeistacza się w śliskość, by nie napisać obślizgłość. I bodaj ma świadomość swojej małości, bo czasami na jego twarzy pojawia sie autorefleksja, robi wówczas te swoje durnowate miny.

Uśmiercenie Trybunału Konstytucyjnego zapisane zostanie na jego konto, zaś „autorytet prawniczy” Julii Przyłębskiej jest cykutą w tej zbrodni. Na chwilę Duda odwlókł uśmiercenie niezależności władzy sądowniczej, ale i za zniszczenie trójpodziału władzy on będzie odpowiadał. Cieszyliśmy się na pól gwizdka, gdy Duda ogłosił dwa weta do trzech ustaw sądowniczych. Najważniejsza wszak ustawa w sprawie sądów powszechnych została szybko przez niego podpisana.

Dzisiaj wyraźnie widać, iż weta zostały ogłoszone po to, aby rozładować protesty „Łańcuchów Światła”, które były największym po 1989 roku wyjściem Polek i Polaków na ulice. Protest po raz pierwszy był międzypokoleniowy, nareszcie młodzi przejęli schedę, przejęli odpowiedzialność.

PiS nie ustanie jednak w niszczeniu Polski, a ustawy sądownicze zostaną w inny sposób przeprowadzone, zaś ich wymowa o bnraku niezawisłości będzie taka sama, jak zawetowanych. Przesunięciu ulegnie tylko, kto będzie egzekutorem niezależności sedziów, bo Duda chce dokonać więcej mordu własnymi rączkami.

Zasługą Dudy i PiS jest uaktywnienie się społeczeństwa obywatelskiego, które do czasu „dobrej zmiany” nie miało za wielkiej autoświadomości, iż ustrój demokratyczny można obalić tak szybko, łatwo i przyjemnie. Tak łatwo z dymem można puścić to, co kilka pokoleń z mozołem budowało po 1989 roku.

Wystarczyło, aby przyszła „dobra zmiana” i zastosowała dyrektywę bodaj największego myśliciela konserwatywnego (dla polskiej prawicy lewaka), który w „O demokracji w Ameryce” pisał, iż „Demokracja w Ameryce przetrwa do czasu, gdy Kongres odkryje, że można przekupić ludzi ich własnymi pieniędzmi”.

Od tego zaczął PiS, za pieniądze publiczne, niepartyjne i niewłasne, przekupuje Polaków, bo tym jest słynne 500+. Wyciągają z naszych kieszeni, aby nam dać jako pisowskie, motywując to mantrą: „przez osiem lat Platforma…”. Logika takiego pieniadza jest, że będzie on coraz droższy, więcej będą wyciągać z naszych portfeli, aby dać mniej.

Czy Duda ma tego świadomość, bo podpisuje się pod 500+ jako sukcesem 2 lat swojej prezydentury? Czy Duda ma świadomość, że 500+ jest innym kamieniem węgielnym końca demokracji zarządzonego przez prezesa?

Obawiam się najgorszego ze strony tego człowieka. I w tej najgorszości nie zawiodłem się na nim. W wywiadzie dla portalu 300polityka.pl (nawiasem: marni dziennikarze rozmawiają z Duda) zapowiada dwie rzeczy. Wywiad tylko czytałem, ale widzę tę jego durnowatą minę, gdy mówi o podzielonym społeczeństwie: „Nie wiem czy można to nazwać moją porażką”. A kogo to porażka? I znowu mantra: „zjawisko jest znacznie wcześniejsze”. Nie pada „8 lat Platformy…”, ale to ta sama skaza ludzi niewielkich.

Wiadomym jest, iż Duda wiele sobie obiecuje po referendum konstytucyjnym. Myślenie życzeniowe, bo onże zakłada, iż nie stanie przed Trybunalem Stanu z powodu złamania obowiązującej Konstytucji. I druga prognoza bodaj najgroźniejsza, mianowicie Duda zapowiada gospodarczą doktrynę Kościoła katolickiego: „społeczną gospodarkę rynkową”.

Duda zmarnował dwa lata, zapowiada, że bardziej przyłoży się do marnotrawstwa. A ma chłopię w tym talent – że spointuję z gombrowiczowska.

TAK TO WŁASNIE WYGLĄDA. JAKBYŚMY SIĘ COFNĘLI DO GŁĘBOKIEGO ŚREDNIOWIECZA…

>>>

ZAPLANUJCIE SOBIE CZAS. Wszyscy idziemy 3 sierpnia na spacer razem z Tuskiem 🙂 Wkrótce szczegóły wydarzenia. Przekazujcie dalej !!!

W „Newsweeku” piszą o wywiadzie z prof. Antonim Dudkiem zamieszczonym w „Kulturze Liberalnej”.

„Kaczyński jest pierwszym z destruktorów. Polska będzie się staczać, aż do momentu krytycznego”

„Reforma” sądownictwa miała mocno przybliżyć Jarosława Kaczyńskiego do realizacji jego wizji IV RP. Dwa weta prezydenta Andrzeja Dudy wcielenie w życie tych planów odraczają w czasie. Jednak zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka z UKSW „dobra zmiana” nie zakończy się w najbliższej przyszłości. Będzie trwać i „będzie polegała na rozwalaniu kolejnych instytucji”.

– Może to, że Kaczyński doszedł do władzy, jest efektem choroby, która toczyła organizm III RP od dłuższego czasu. A teraz wchodzimy w fazę destrukcji, która potrwa Bóg raczy wiedzieć jak długo – mówi prof. Dudek w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej”. – Kaczyński jest pierwszym z destruktorów, ale my będziemy się niestety staczać, aż do momentu krytycznego, wtedy odbijemy się od dna – dodaje.

Jak zaznacza, nie spodziewa się, żeby wskutek podwójnego weta prezydenta Andrzeja Dudy doszło do rozpadu obozu rządzącego. – W związku z tym prawdopodobnie będziemy obserwować – dłużej niż przez dwa najbliższe lata – proces tzw. przebudowy państwa przez PiS, która w istocie rzeczy będzie polegała na rozwalaniu kolejnych instytucji. Aż do momentu, kiedy się nagle okaże, że to wszystko działa gorzej niż przed 2015 roku – uzasadnia. – Wtedy pojawi się szansa, że ludzie wyniosą do władzy kogoś, kto zacznie to porządkować w inny sposób niż PiS – tłumaczy.

Opozycyjna mizeria

Wątpliwe jednak, żeby był to ktoś z dzisiejszej opozycji parlamentarnej, która zdaniem prof. Dudka nie rokuje najlepiej. Grzegorz Schetyna jest politycznie zużyty, natomiast Ryszard Petru ma duże problemy wizerunkowe. PSL? Nie wiadomo, czy w ogóle znajdzie się w nowym Sejmie.

Nawet strategia przyjęta przez Ruch Kukiz’15 okazała się nieskuteczna. – Na początku był bardzo życzliwy wobec PiS-u – w wielu sprawach popierał ich „za darmo”. A mimo to w zamian nie dostał niemal nic – zaznacza politolog. – Ostatnio Kaczyński powiedział, że ruch Kukiza to jest opozycja, która „mówi jak my, ale głosuje jak Platforma”. Czyli – mówiąc krótko – dla PiS-u nie ma dobrej opozycji. Każda jest zbyt opozycyjna – wyjaśnia.

– PiS i PO się zużywają. Otwiera się bramka dla nowych sił politycznych – przewiduje uczony. Na dowód swoich słów podaje wyniki wyborcze Platformy i PiS-u z ostatnich kilkunastu lat. – W 2015 roku łącznie te partie uzyskały o 10 proc. mniej głosów niż w okresie swojej największej popularności. Duopol słabnie – nie ma wątpliwości prof. Dudek.

Nie wyklucza też, że obecne przesilenie na szczytach władzy w połączeniu z nie najlepszą kondycją opozycji zaowocuje wykrystalizowaniem się nowej siły politycznej zebranej wokół prezydenta Dudy.

Możliwy jest jednak jeszcze inny scenariusz. Politolog w skrócie tłumaczy go tak – w wyborach samorządowych w jednym z największych polskich miast ktoś zupełnie nowy odnosi spektakularne zwycięstwo, a przez rok do wyborów parlamentarnych buduje swoje zaplecze polityczne i z nową formacją wchodzi do poważnej polityki w tych najważniejszych wyborach. – Nie mówię, że on musi wygrać – ale może całkowicie przebudować polską scenę polityczną – asekuruje się autor popularnych książek o historii politycznej III RP.

PiS, czyli partia rewolucyjna

Zanim jednak do zmiany na polskiej scenie politycznej dojdzie, Polska ma obecny rząd i prezesa PiS rządzącego krajem z tylnego siedzenia. Prof. Dudek daleki jest jednak od stwierdzenia, że PiS wprowadził czy wprowadza w Polsce dyktaturę. Zaznacza, że z większością zmian obozu „dobrej zmiany” się nie zgadza, ale daje im czas, zanim podejmie się oceny.

Nie podziela natomiast obaw opozycji, co do zmierzchu polskiej demokracji. Ta samo odnosi się do oskarżeń o faszyzm pod adresem partii władzy. – Przesadza jednak także prezes Kaczyński, kiedy przekonuje, że PiS jest „umiarkowaną partia konserwatywną”. Być może ma elementy pewne konserwatywne, ale z pewnością nie jest „umiarkowany”. Jest partią rewolucyjną, która próbuje przywracać ład konserwatywny metodami rewolucyjnymi, co się z zasady nie może udać, bo jest wewnętrznie sprzeczne – mówi prof. Dudek. – Dlatego jeśli PiS porządzi dłużej, to podejrzewam, że podobnie jak piłsudczycy po śmierci Marszałka, będzie ewoluował w kierunku nacjonalizmu – dodaje.

Na razie nie spodziewa się jednak, żeby prezes Kaczyński był zdolny do wprowadzenia w Polsce dyktatury w wydaniu znanym chociażby z Korei Północnej czy Turcji. – Moim zdaniem kierownictwo PiS-u wciąż wierzy, że dzięki swojej znakomitej polityce wygra wybory w pełni demokratycznie. Na razie sondaże są dla nich całkiem korzystne – argumentuje.

– Żeby utrzymać się przy władzy wbrew woli zdecydowanej większości społeczeństwa – co dziś nie ma miejsca – Kaczyński musiałby podjąć działania, do których w moim przekonaniu nie jest zdolny. Po pierwsze, zastosować represje polityczne na masową skalę. A po drugie, sfałszować wybory – analizuje wykładowca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Masowe represje wobec politycznych przeciwników, a zwłaszcza sfałszowanie wyborów byłyby zdaniem prof. Dudka gwoździem do trumny PiS-u i prezesa Kaczyńskiego. – Dzisiaj w Polsce operacja sfałszowania wyborów jest nie do ukrycia. A gdyby Polacy zobaczyli, że ich wybory sfałszowano, wtedy naprawdę mielibyśmy w Polsce drugi Majdan. Kaczyński o tym wie – konkluduje.

WITAJCIE W PAŃSTWIE PiS

Michał Wojtczuk pisze w „Wyborczej” o Lechu Kaczyńskim, „bohaterze” Powstania  Warszawskiego. Podczas uroczystości rocznicy Powstania Warszawskiego 1 sierpnia na Placu Krasińskich zamiast Apelu Poległych odczytany zostanie Apel Pamięci, w którym wymieniony zostanie m.in. b. prezydent państwa i stolicy Lech Kaczyński. Nie zostanie jednak wyczytany pełny tzw. apel smoleński.

Lech Kaczyński dołączony do Apelu Pamięci podczas rocznicy Powstania Warszawskiego

Decyzją szefa MON Antoniego Macierewicza (PiS), podczas każdej uroczystości z wojskową asystą odczytywany ma być tzw. apel smoleński, upamiętniający osoby, które zginęły w katastrofie smoleńskiej. W przeszłości prowadziło to do kontrowersji, m.in. na Pradze Południu zorganizowano dwie oddzielne uroczystości obchodów rocznicy Powstania Listopadowego, bo władze dzielnicy nie chciały apelu smoleńskiego, tłumacząc że tragiczny lot prezydenckiego tupolewa z kwietnia 2010 r. nie ma nic wspólnego z powstańczym zrywem z 1831 r.

Wiele wątpliwości budziło także odczytywanie apelu smoleńskiego podczas obchodów rocznicy powstania warszawskiego. Krytykowała to w ub. roku nawet Marta Kaczyńska, córka Lecha Kaczyńskiego, b. prezydenta Polski i Warszawy.

Lech Kaczyński dołączony do Apelu Pamięci

Jak podaje radio RMF, podczas tegorocznych obchodów rocznicy powstania warszawskiego obowiązywać będzie taki sam kompromis, jak w ubiegłym roku. Zamiast Apelu Poległych, który był odczytywany do 2015 r. odczytany zostanie Apel Pamięci, w którym oprócz powstańców wymienione zostaną także nazwiska pięciu osób, które zginęły w Smoleńsku: Lecha Kaczyńskiego, prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK oraz dwóch żołnierzy powstania – Stanisława Komornickiego i Zbigniewa Dębskiego.

„Stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego, zginął na służbie w Smoleńsku”

W ubiegłorocznym apelu fragment z Lechem Kaczyńskim brzmiał: „Przywołuję wszystkich, którzy przez dziesiątki powojennych lat nie szczędzili wysiłku, by pamięć o powstańczym zrywie nie uległa zatarciu. Upokarzani i represjonowani przez siły zmierzające do wykorzenienia tradycji niepodległościowej nie wahali się utrwalać ją i przekazywać kolejnym pokoleniom. przywołuję prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego oraz Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK – współinicjatorów wielu akcji upamiętniających w kraju i i na emigracji niepodległościowy wysiłek AK. Przywołuję prezydenta miasta stołecznego, później prezydenta RP, zwierzchnika sił zbrojnych, Lecha Kaczyńskiego, który stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego – wiekopomny znak pamięci i edukacji o powstaniu. Wraz z żołnierzami powstania gen. Stanisławem Komornickim ps. „Nałęcz” oraz płk Zbigniewem Dębskim ps. „Prawdzic” zginęli na służbie Ojczyzny w katastrofie smoleńskiej, a ich dzieło na zawsze stanowić będzie hołd dla bohaterstwa powstańców Warszawskich”.

WYOBRAŹCIE SOBIE TERAZ PÓŁ MILIONA MŁODYCH KOCZUJĄCYCH POD SIEDZIBĄ PiS :))) To byłby piękny widok.

Waldemar Mystkowski pisze o patentowanym leniu Kukizie.

Kukiz chciałby się podczepić, jak szumowina

Paweł Kukiz chałturzy na Wiejskiej, tak jak markował jako muzyk na estradzie i wykonując cover „Paranoid” Black Sabbath. Nigdy nie był pierwszą ligą rynku muzycznego ani show biznesu, na rynku politycznym może być najwyżej kimś, kto przytuli kilku quasi-faszystów, a ci zrobią go i tak w bambuko.

W polityce jest pełno takiego szumu na powierzchni. Paweł Kukiz szumi, a nie tworzy. Tak było w muzyce, tak jest w polityce.

Nazywa to antysystemem, nie rozumiejąc, co ten termin miałby znaczyć. Tak jakby była antymuzyka. I bliżej mu do nieistniejącego świata antydźwieków, jeżeli uznamy, iż kicz muzyczny jest zaprzeczeniem muzyki, tak jak jest disco polo.

To że Kukiz się wyraża, nie znaczy, że wyraża myśli. Kukiz wyraża tych myśli brak. I tak należy go słuchać i czytać. W logice nazywa się to fałszem.

Kukiz w muzyce był zbudowany z braku talentu tworzenia muzyki, chyba że odtwarzał kogoś, tak w polityce jest coverem. Jemu „wsio rawno”, byle podkleić się, byle płynąć. W twórczości, w życiu prywatnym, w publicznym nazywa się to po prostu szumowiną.

Dlaczego tak się stało, że taki gość dostał się do polityki? Równie dobrze można zadać pytanie: dlaczego taki Marek Suski dostał się do Sejmu – i gdy odezwie się to bredzi i pogrąża, acz czasami na tyle kompromitująco, że uznaje się to za śmieszne?

Kukiz szumi jak kaczyzm. Jest naleciałością nad tą zarazą, która dopadła Polskę. Protestujące społeczeństwo przeciwko zniszczeniu sądownictwa i demokracji odniosło sukces. Więc Kukiz w te pędy chce się jako szum wpisać się w autentyczny bunt.

Kukiz znowu okazał się tylko szumem, chałturnikiem. Nie łudzę się, aby rozumiał Konstytucję, demokrację, Polskę. Ale jako szum chciałby do siebie przytulić coś z demokracji, z Polski. Dla niego nasza ojczyzną jest chałturą, jak chałturą był „Paranoid” Black Sabbath, z którego to utworu niewiele zrozumiał.

Kukiz nazwał największy bunt społeczny po 1989 roku, a w zasadzie po 1982, który wylał się na ulice – „Pucz- Reaktywacja”. Tak uczepił się muzyki, a teraz polityki ten gość i chciałby płynąć. Najpierw chciałby płynąć z kaczyzmem, potem z nami, a gdy został zdemaskowany – plunął reakcyjnie. Retorycznie także jest szumem, język polski to dla niego język obcy. Szumowina. Kukiza komuszy język z lat 1980-81 i stanu wojennego.

SZACUNEK. To jest ta różnica klas. PiS już dawno nasłałby prokuratora…

DZIŚ TEŻ SPACERUJEMY :)))

>>>

Dzień Ojca

40 TYSIĘCY TROLLI RUSZY DZIŚ DO AKCJI. ZGADNIJCIE KTO IM ZAPŁACI?

PiS urządza łapanki na przyjazd Donalda Trumpa. W „Wyborczej” pisze o tym Agata Kondzińska. Każdy poseł PiS może zaprosić na wystąpienie Trumpa 6 lipca w Warszawie 50 osób, a partia sfinansuje autokar – zaproponował politykom PiS Joachim Brudziński, wicemarszałek Sejmu i szef struktur partii. Szykują się też kluby „Gazety Polskiej”.

Donald Trump przyjeżdża do Polski 5 lipca. Dzień później ma wygłosić przemówienie na pl. Krasińskich w Warszawie. PiS zwołał posiedzenie klubu w tej sprawie w czwartkowe popołudnie. Według naszych rozmówców Brudziński zapowiedział na nim, że każdy parlamentarzysta może zaprosić 50 osób na występ prezydenta USA. Transport sfinansuje partia. – Chętni przyjadą autokarami pod Stadion Narodowy, by potem przejść na plac Krasińskich w Warszawie i go wypełnić – opowiada nam polityk PiS. Wylicza: Senatorowie plus posłowie to ponad 300 osób, jeśli każdy zaprosi po 50 osób, to na plac przyjdzie ponad 15 tys. ludzi.

Wcześniej Brudziński takie propozycje złożył szefom struktur okręgowych na posiedzeniu komitetu wykonawczego. Poseł PiS Grzegorz Puda z Bielska-Białej zachęca na Facebooku: „Moi drodzy, serdecznie was zapraszam na spotkanie z prezydentem Donaldem Trumpem w dniu 06.07.2017 r. w Warszawie. Przejazd autokarem z Bielska-Białej jest bezpłatny. Zapisy w moim biurze poselskim. Ilość miejsc ograniczona”.

Powitanie Trumpa ma być miłe. „Żadnych krzyków przeciwko prezydentowi USA”

Jak informował Krzysztof Szczerski, minister odpowiedzialny za politykę zagraniczną w Kancelarii Prezydenta, Donald Trump osobiście wybrał lokalizację swojego wystąpienia na placu Krasińskich. A Amerykanie mieli zapewnić, że nie przeszkadza im rozlokowane nieopodal miasteczko protestacyjne przed Sądem Najwyższym – podało Radio ZET.

Dwa tygodnie temu brytyjski dziennik „The Guardian” doniósł, powołując się na wieści z gabinetu premier Theresy May, że prezydent USA nie przyjedzie do Wielkiej Brytanii, bo obawia się dużych protestów społecznych. Miał o tym wspomnieć w rozmowie telefonicznej. W Wielkiej Brytanii petycję przeciwko przyjazdowi Trumpa podpisało ponad 1,8 mln osób.

Na powitanie Trumpa mobilizują się też kluby „Gazety Polskiej”. Ich szef Ryszard Kapuściński na stronie klubów pisze o Trumpie, że „od czasów Ronalda Reagana to najbardziej propolski prezydent Stanów Zjednoczonych”. I że kluby są już gotowe „na powitanie amerykańskiego gościa w Warszawie”. – Ma być miłe powitanie, żadnych krzyków przeciwko prezydentowi USA czy wymachiwania konstytucją RP – mówi jeden z posłów PiS.

Spotkania Trump – Kaczyński prawdopodobnie nie będzie

Według naszych rozmówców akcję koordynuje wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Jeszcze przed tygodniem twierdził, że „jeśli strona amerykańska wystąpi o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, to niewykluczone, że do niego dojdzie”. Dziś wiadomo że mimo zabiegów z Nowogrodzkiej spotkania prawdopodobnie nie będzie. Nasi rozmówcy podkreślają, że kalendarz Trumpa jest bardzo napięty, bo przyleci on do Polski w piątek 5 lipca o godz. 22, a w sobotę oficjalnie zacznie dzień o godz. 9. Cztery godziny później wygłosi przemówienie na pl. Krasińskich. Po nim będzie miał kwadrans, może pół godziny do wyjazdu na lotnisko.

Z OKAZJI DNIA OJCA. SŁOWO O OJCU KACZYŃSKICH, RAJMUNDZIE. PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE. TAK SIĘ DBA O OJCA!!! 

CZEKAMY NA KOLEJNE SĄDY! JEST JESZCZE DEMOKRACJA W TYM KRAJU :))))

Waldemar Mystkowski pisze o odważnym zachowaniu sędziego Wojciecha Łączewskiego.

Sędzia Łączewski nie uznał Przyłębskiej jako prezes TK

Osiągnięciem rządów PiS jest niedziałające prawo, które zmierza do bezprawia. Takich decyzji jak sędziego Wojciecha Łączewskiego będzie więcej. I nie pomoże żadne ręczne sterowanie składami sędziowskimi przez magistra Zbigniewa Ziobrę, człowieka, który nie ma autorytetu nawet w najbliższym otoczeniu.

Sędzia Łączewski nie uznał pełnomocnictwa reprezentanta Trybunału Konstytucyjnego, bo zostało podpisane przez nielegalnie wybraną prezes TK Julię Przyłębską. W takiej sytuacji proces mógł być tylko odroczony, a wytoczył go przedsiębiorca Marek Jarocki, domagając się odszkodowania po tym, jak Trybunał Konstytucyjny oddalił jego skargę.

Tym samym władze Trybunału Konstytucyjnego zostały uznane za nielegalne i wszystkie dotychczasowe orzeczenia przez niego wydawane mogą być kwestionowane w świetle obowiązującego prawa. Co odważniejsi sędziowie orzeczenia Trybunału – wydane po odejściu z szefowania TK przez prof. Andrzeja Rzeplińskiego – mogą uznać za nieistniejące i wyrokować wg artykułów Konstytucji RP.

Sędzia Łączewski to ten sędzia, który skazał wiceszefa PiS Mariusza Kamińskiego na 3 lata więzienia. Gdy wyrok nie był prawomocny, Kamiński został „ułaskawiony” – wbrew podstawowej logice – przez Andrzeja Dudę tylko dlatego, że był potrzebny jako minister do rządu Beaty Szydło.

Przecież ułaskawienie dotyczy kary, a nie pamięci – tej się nie wymazuje i Kamiński na zawsze zostanie kryminalistą. Zresztą Sąd Najwyższy wypowiedział się o kolejnym sprowadzeniu funkcji prezydenta do roli Adriana granego przez Dudę. Duda nie może występować jednocześnie jako władza sądownicza, bo tym w istocie było ingerowanie ułaskawieniem w procedury sądowe. Kamiński po ułaskawieniu zrzekł się apelacji, tym samym wyrok stał się prawomocny, a ułaskawienie jako niedziałające.

Bezprawie mamy więc całą gębą. Zastanawiające jest, jak bronią tego bezprawia rządzący. Albo są beznadziejni intelektualnie, albo tak cyniczni, iż swój elektorat uważają za ciemny lud.

Sędziego Łączewskiego należy uznać za odważnego prawnika. Takich się boją – tchórzem podszyci – Duda, Ziobro i Kaczyński.

KONKURS DLA INTERNAUTÓW 🙂 ZGADNIJCIE ZA CO TA ODZNAKA? :)))

>>>

c4_oay5waaea5ps

Jarosław Kaczyński zrobił sobie z Wawelu prywatny zamek.

SŁOWO NA NIEDZIELĘ – PIĘKNE :))))

c4_o11pwmaarnjg

Każdego 18. dnia miesiąca – w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej – prezes Kaczyński odwiedza grób brata i bratowej. Pod Wawelem zebrało się w sobotę kilkadziesiąt osób. Przynieśli ze sobą tabliczki ze znakiem zakazu wjazdu i hasłami: „Nekropolia nie dla PiS-u”, „Stop upartyjnianiu Wawelu”, „Módl się prywatnie nie w blasku fleszy”. Skandowali: „Wawel królów, nie prezesów”, „Wawel wolny, nie PiS-owski”, „Modli się człowiek, a nie partia”, „Tu Jest Wawel, a nie Nowogrodzka”. Manifestujący – których od drogi na Wawel oddzielały barierki – nie próbowali zablokować wjazdu samochodów, wiozących m.in. prezesa PiS. Padły tylko okrzyki: „Będziesz siedzieć!”.

O co chodzi organizatorom protestu?

– Jesteśmy tutaj, bo nie zgadzamy się na upolitycznienie Wzgórza Wawelskiego. Pan prezes Jarosław Kaczyński przyjeżdża na grób swojego brata i jego małżonki, ale robi to w sposób polityczny i widowiskowy, przyjeżdża razem z notablami partyjnymi, urządzając niejako partyjną szopkę. Temu się sprzeciwiamy – mówił Tomasz Puła, jeden z organizatorów protestu. Dodał, że krokiem do odpolitycznienia Wawelu byłaby likwidacja barierek, które są rozstawiane, gdy przyjeżdża prezes PiS. Jak podkreślił Puła, nie chodzi o zabronienie posłowi Kaczyńskiemu odwiedzania grobu brata, tylko „powinno się to odbywać w inny sposób”.

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o kolejny przekręcie Macierewicza. W poniedziałek minister Antoni Macierewicz ma ogłosić przetarg na zakup 16 śmigłowców dla polskiej armii. Osiem ma zostać przeznaczonych dla sił specjalnych, osiem dla Marynarki Wojennej. Prześledźmy, co do tej pory mówił na ten temat.

macierewicza-opowiesc

* 10 października został zerwany kontrakt na 50 śmigłowców H225M Caracal firmy Airbus. Pierwszych 16 tych maszyn miało wylądować w Polsce w 2017 r.
Szef MON natychmiast pojechał do zakładów Sikorsky w Mielcu i na tle śmigłowców Black Hawk ogłosił: „Mam nadzieję, że tymi śmigłowcami będą latały polskie siły specjalne”, bo jeśli rozmowy uzyskają zwieńczenie, „to w tym roku pierwsze śmigłowce pozwalające na realizację ćwiczeń zostaną dostarczone”.

* 11 października precyzował, że w 2016 r. będą dwa śmigłowce, w 2017 r. – osiem, a potem – 11; dodał, że chodzi o śmigłowce z Mielca.

* 16 października w TV Trwam zapowiedział budowę polsko-ukraińskiego śmigłowca dla armii krajów Europy Środkowej.

* 18 października Beata Perkowska z MON informowała, że do rozmów w sprawie śmigłowca zaproszono zakłady z Mielca, Świdnika oraz koncern Airbus.

* 8 listopada Macierewicz stwierdził, że jego oferta tylko dla Mielca „nigdy nie była aktualna”.

* 21 listopada stwierdził jednak, że pierwsze śmigłowce (Black Hawk) będą dostarczone wojskom specjalnym do końca roku.

* 10 stycznia br. Bartłomiej Misiewicz oświadczył, że dostawa dwóch pierwszych maszyn do prób i szkolenia opóźnia się z przyczyn niezależnych: „Okres świąteczny, to chwilowe przesunięcie. Jesteśmy w trakcie kończenia koncepcji offsetowej. Nie chcemy, by było to robione jak za poprzedników, gdy uniemożliwiono producentom mającym zakłady w Polsce stanięcie do przetargu na równych zasadach”.

Kolejny termin? „Styczeń, maksymalnie przełom stycznia i lutego”.

* 18 stycznia minister przedstawił kolejną wersję: „Pierwsze dwa śmigłowce na przełomie stycznia i lutego zostaną dostarczone polskim siłom specjalnym. Co do pozostałych, czyli 14 śmigłowców, które zostaną nabyte w tym roku, jesteśmy w trakcie wybierania oferty od trzech przedsiębiorców, którzy zgłosili się do tego konkursu, tzn. od Mielca, od Świdnika i od Airbusa”.

* 9 lutego: „Właśnie przed chwilą, gdy wchodziłem, powiedziano mi, że najpóźniej będzie to marzec tego roku” [co oznacza następny miesiąc opóźnienia].

Ogłoszenie przetargu oznacza, że armia nie dostanie nowych kilkunastu śmigłowców w tym roku. Żaden polski zakład nie zdoła ich bowiem wyprodukować, a to jest warunek ministra. Chyba że Macierewicz kupi przygotowane przez Airbusa dla Polski caracale?

OTO OBIECANA KONSTYTUCJA DLA BIZNESU… A RACZEJ DLA PiSNESU. Bo to przecież nie firma ma zarobić, ale państwo.

c5czuiewqaqutrz

Waldemar Mystkowski pisze o Fransie Timmermansie i jego zabiegach o demokrację w Polsce.

timmermans

Timmermans walczy o państwo prawa w Polsce

c452comukam89gl

Nie PiS będzie płacić za wpadki (w istocie nie wpadki, a poglądy prezesa Kaczyńskiego) swoich polityków na arenie międzynarodowej. Zapłacimy za Mateusza Morawieckiego, czy za Witolda Waszczykowskiego. Dorzucą swoje Beata Szydło i Andrzej Duda, którzy nie są żadnymi samodzielnymi bytami politycznymi, ale emanacją prezesa.

Morawiecki robi karierę na Zachodzie ze swoim „prawo nie jest najważniejsze”, jest wpisywany na „prestiżową” listę postaci, którzy popisali się identycznymi stwierdzeniami. Niestety, są to tylko faszyści z Hansem Frankiem na czele. Niech nikt nie twierdzi, że to przypadek, bo determinacja, z jaką bronił bezprawia w rozmowie z Timem Sebastianem w Deutsche Welle, a przede wszystkim zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego i przymiarka do takiego samego zniszczenia niezależności sądownictwa, są wehikułem PiS do faszyzacji życia publicznego w kraju.

Musimy bić w bębny, w dzwony, w polityków opozycji, aby nie ustępowali pola zagrożeniu wewnątrz kraju, dla Polski zagrożeniem jest Jarosław Kaczyński i jego partia. Każdy dzień przybliża nas do reżimu, a tym samym do osamotnienia w Europie, a później nie muszę dopowiadać, jakie będą odzywki w Paryżu, czy w Londynie, iż „nie będą chcieli umierać za Gdańsk, Warszawę i Poznań”.

Przyjaciel Polski – wielki, nie boję się tak go określić – wiceszef Komisji Europejskiej, Frans Timmermans ponagla kraje członkowskie Unii Europejskiej, aby przyszły z pomocą w sporze o kontrowersyjną reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Timmermans namawia wszystkie kraje, oprócz Niemiec, których relacje z Polską są obciążone historycznie. Pomóc Polsce – to znaczy postawić tamę zawłaszczania prawa przez PiS, aby obronić państwo prawa. Musimy sobie uświadomić, iż zniszczenie niezależności sądów, jest tożsame ze zniszczeniem opozycji. PiS będzie z każdym z nas mógł zrobić, co zechce. Najpierw zastraszyć, a jak to się nie uda, posadzić za kratami. Do tego sprowadzi się „reforma sądownictwa”.

Polska jest wypychana z reformującej się Unii Europejskiej, dosadnie przekonamy się już w połowie marca, gdy Komisja Europejska przedstawi „białą księgę” kierunków reform UE na najbliższą dekadę, która ma być wstępem do reformy instytucji unijnych i UE. Unia zmierza do ściślejszej integracji, a tym samym „różnych prędkości” dla poszczególnych krajów.

Niestety z pomysłami Ferdynanda Kiepskiego Kaczyńskiego znajdziemy się w ogonie unijnym wraz z Węgrami. A może jeszcze gorzej, bo głośno już jest wyrażana (choćby przez premiera Walonii Paula Magnette’a), iż po Brexicie winien nastąpić Polexit, Hunxit.

Potrzebna – jak nigdy dotąd – jest w kraju współpraca opozycji – elit politycznych i społeczeństwa obywatelskiego. Jeżeli teraz nie zadbamy o kraj i o siebie, za jakiś czas może być za późno, bo PiS skutecznie nas rozpirzy, skłóci, a niektórych posadzi.

ŁODZIANIE DZIŚ WYSZLI NA ULICE. POWIEDZIELI „NIE” DLA PiS-OWSKICH ZMIAN W SAMORZĄDACH. NIE ODDADZĄ MIASTA KACZYŃSKIEMU. SZACUNEK!!!

c49t2rxxaaewxgf

Kleofas Wieniawa pisze o „Uchu prezesa”.

pis-niespelna

Prezesem TVP jest niezbyt lotny człowiek – Jacek Kurski. Dlaczego nim się zajmuję? Tak wypadło w czasie smuty PiS.

Ten nielot o „Uchu prezesa” Kabaretu Moralnego Niepokoju był się wypowiedzieć, iż bohaterowie wykreowani przez Roberta Górskiego są „niespełna władz umysłowych albo kanalie”.

Oczywistym, dla mnie jest, że ten kabaret nie uderzy w PiS, w partię Kaczyńskiego, gdyż uderzy w nich talent literacki i to miary Alfreda Jarry, bądź Bertoda Brechta. I tak się stanie, taka rzecz powstanie, a może już powstała.

Kaczyńskiego nie potrzeba zamykać w żadnej metaforze, wystarczy cytować go in exteso, kompromituje się intelektualnie. Jest sam w sobie groteską.

Więc wybierzcie ten „dylemat” – ”niespełna władz umysłowych albo kanalie” – spośród 4 zdarzeń tylko z tylko dwóch dni.

1. Antoni Macierewicz przekonuje NATO do katastrofy smoleńskiej.

2. Mateusz Morawiecki w Deutsche Welle twierdzi, iż prawo nie jest najważniejsze. Czyli optuje za bezprawiem.

3. Waszczykowski stwierdza, iż Holandia nie spełnia standardów europejskich, gdyż nie posiada Trybunału Konstytucyjnego.

4. Prezes Jarosław Kaczyński „patriotyczne” donosi na Donalda Tuska i chce go ścigać Europejskim Nakazem Aresztowania.

To nie kabaret, to tylko pisowski urobek z dwóch dni na polu buraczanym. Za główki robią ich głowy. „Niespełna władz umysłowych albo kanalie”?

Odszedł kwiat, odfrunął szczególny anioł – Jan Nowicki. Wszyscy żegnamy nasz skarb – Danutę Szaflarską, która zmarła w wieku 102 lat.

c5cyuldwaaip0vi

>>>

Albo Kaczyński pomylił epoki, albo Stalin zdarzył się za wcześnie.

cxigjrswgaectro

Wstępne wyniki sekcji zwłok pary prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich stawiają zamacholików, zwolenników tezy o zamachu w Smoleńsku, w nader niewygodnym położeniu – przyznać się do kłamstwa czy brnąć w nie?

sekcja-zwlok

Biegli z zakresu medycyny sądowej ustalili, że na Wawelu spoczywają Maria i Lech Kaczyńscy. Zbadano także fragment ciała, który trafił do sarkofagu prezydenta kilka miesięcy po pogrzebie. To fragment ciała prezydenta.

Biegli mieli pobrać do analiz prawie 40 różnych próbek. Wstępne wyniki sekcji zwłok potwierdzają, że do śmierci Marii i Lecha Kaczyńskich doprowadziły ciężkie obrażenia narządów wewnętrznych, połamane kości i poważne uszkodzenia głowy. Oboje mają obrażenia tego samego typu. Takie, które są następstwem katastrof komunikacyjnych.

Wniosek może być tylko jeden – para prezydencka zginęła w wypadku lotniczym. Nie było wybuchu, nie było zamachu. Przypominam, że jedna z teorii o zamachu zakładała, że do eksplozji doszło w salonce prezydenckiej (tych wersji było wiele, np. że ładunki wybuchowe były na lewym skrzydle, w kadłubie; wiele z nich było sprzecznych ze sobą). Bomby w salonce nie było. Na zdjęciach z miejsca katastrofy widać nieznacznie uszkodzone części ścian salonki, okien i drzwi awaryjnych. Salonka była wręcz jednym z najlepiej zachowanych fragmentów samolotu. Żadnych śladów opaleń, szyby w burcie przy kanapie nie zostały wybite, drewniana podłoga nie nosi śladów działania temperatury, a drzwi luków w kadłubie pod salonką nie zostały wypchnięte na zewnątrz. Wojskowi prokuratorzy szukali w salonce śladów materiałów wybuchowych. Nie znaleźli.

Jeśli zatem Maria i Lech Kaczyńscy nie zginęli w zamachu, to przyczyna śmierci pozostałych 94 pasażerów tupolewa musi być taka sama. Więc teraz albo Antoni Macierewicz przyzna, że właśnie została obalona hipoteza o zamachu, albo będzie szukać ofiar zamachu w pozostałych ekshumowanych zwłokach. Albo powie, że kłamał, albo będzie nadal brnąć w kłamstwo.

Można powiedzieć, że tego pata Macierewicz ekshumował sobie na własne życzenie.

cxkbowaxuaanilo

Skromna uroczystość o charakterze rodzinnym? Nic z tych rzeczy. Trumny Lecha i Marii Kaczyńskich w asyście Żandarmerii Wojskowej przejechały na Wawel. W uroczystości wzięli udział prezydent, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu, ministrowie i senatorowie. A także Jarosław i Marta Kaczyńscy.

Ciała pary prezydenckiej zostały przewiezione na Wawel, gdzie spoczęły w krypcie zamkowej. Konieczny był nowy sarkofag, poprzedni trzeba było uszkodzić, gdy ekshumowano zwłoki Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii. Ponowny pogrzeb zapowiadano jako skromną rodzinną uroczystość, tymczasem według różnych źródeł w pochówku wzięło udział od 30 do 50 osób najważniejszych w państwie.

Makabra wampirów.

sarkofag

PiS CAŁY CZAS MILCZY I NIE DEMENTUJE… ZERO REAKCJI. A MOŻE Z TĄ DEPORTACJĄ TO WCALE NIE SĄ ŻARTY?

cxlcbiqxeaaznc2

TO BRZMI JAK MODLITWA.

cxjnwaxwqaar5bm

UWAGA NA BROSZKI. PRZECZYTAJCIE I DOBRZE SIĘ ZASTANÓWCIE. BYĆ MOŻE JUŻ TRWA INWAZJA NA POLSKĘ…

cxivwwfxgaapimj

PiS rozpoczęło polowanie z nagonką na prezydentów dużych miast. Kaczyński chce mieć w swoich rekach samorządy.

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska dostała zarzuty wyłudzenia kredytu i poświadczenia nieprawdy we wniosku o kredyt bankowy swojego partnera – informuje łódzka „Gazeta Wyborcza”.

cxkeh0dxeaafujc

Hanna Zdanowska na briefingu, odnosząc się do informacji o postawieniu jej zarzutów przez prokuraturę:

„Znalazłam się w absurdalnej sytuacji. Stawiane mi zarzuty w sprawie kredytów z 2008 i 2009 roku, o których informacje zamieściłam w moich zeznaniach majątkowych, a swój kredyt już spłaciłam. Moje finanse od 10 lat – odkąd zostałam radną rady miejskiej Łodzi – są jawne, a moje oświadczenia majątkowe były wielokrotnie prześwietlane i badane przez wszelkie możliwe instytucje. Ponieważ nie można mi było zarzucić w sprawach związanych z zarządzaniem miasta i finansami publicznymi żadnych zastrzeżeń, rozpoczęło się grzebanie w moim życiu prywatnym. Prześwietlono moją rodzinę, osoby mi najbliższe, tych, których kocham. Jak państwo wiecie, od wielu lat pozostaję w szczęśliwym związku partnerskim, a mój partner trzyma się z dala od polityki i życia publicznego. Dlatego dla wielu z państwa pozostaje całkowicie anonimowy. Obiecałam mu to, żę pomimo mojego publicznego zaangażowania, nigdy nic tego nie zmieni. Tak będzie tym razem. Nie będziemy publicznie opowiadać o naszym prywatnym życiu.

cxld5e6wiaaf198

„Nie mam nic do ukrycia. Jestem niewinna. Nie zrobiłam nic złego”

„Bank nie miał żadnych zastrzeżeń, a informacje o wszystkich transakcjach zawsze odnotowywałam w moich oświadczeniach majątkowych. Liczę na jak najszybsze wyjaśnienie tej sprawy. Nie mam nic do ukrycia. Jestem niewinna. Nie zrobiłam nic złego”

cxkzxlxxcaacw5s

Jezus Chrystus królem Polski. Polska monarchią. Głupawka Kościoła z poddanym Andrzejem Dudą.

z9477845qsanktuarium-w-lagiewnikach

Już w kwietniu tego roku zatwierdzono Jubileuszowy Akt Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana. Zostanie on odczytany 19 listopada, przed uroczystością Chrystusa Króla Wszechświata w Łagiewnikach. Podobne, choć mniejsze intronizacje, odbyły się już parokrotnie – na przykład na Jasnej Górze w 1997 r. i w Świebodzinie w 2000 r. Ta jednak będzie wyjątkowa nie tylko ze względu na skalę, ale też przez obecność prezydenta.

Idea intronizacji Jezusa sięga pierwszej połowy XX wieku. Kojarzy się ją z wizjami, których miała doświadczyć polska pielęgniarka Rozalia Celakówna. Wewnętrzne głosy miały jej podpowiadać, że Jezus domaga się od polskich władz konkretnych, ściśle sprecyzowanych działań. Jednym z nich miało być uznanie go królem Polski. Był to konieczny warunek ocalenia kraju w obliczu zbliżającej się wojny.

cxjjgl1xgaacucx

MYŚLICIE, ŻE ZOSTAWIĄ KIEDYŚ MILIONY OD PAŃSTWA, SWOJE MERCEDESY I BIZANTYJSKI TRYB ŻYCIA, I WRÓCĄ Z POKORĄ DO EWANGELII?

cxii40bxgaaglme

Waldemar Mystkowski pisze o Konstytucji dla bizesu Mateusza Morawieckiego.

skrzek

W PiS niemal wszystko ma te frazy nieprzyjemne dla uszu, a zwłaszcza dla rozumu.

Pisowska rzeczywistość skrzeczy. Gdy głębiej poskrobie się w propozycjach partii rządzącej, dochodzi się do stwierdzenia Leszka Balcerowicza o prezesie, że ma „niepokojący objaw paranoi”. Jarosław Kaczyński na taką psychiatryczną diagnozę zasłużył u wybitnego ekonomisty po stwierdzeniu, że winni spowolnienia gospodarczego są „przedsiębiorcy związani z partiami opozycyjnymi”. Podobnie powinien stwierdzić wicepremier rządu Jego Prezesa Mości Mateusz Morawiecki, gdyby miał cywilną odwagę. Zdaje się, że takiego przymiotu na próżno szukać u polityków PiS.

Po kolei. W wigilię – ulubiony falstart w tej partii – Kongresu 590 prezes Kaczyński wyjechał z powyższym oskarżeniem przedsiębiorców, a ten kongres właśnie jest poświęcony gospodarce i jego głównym celem jest prezentacja „Konstytucji biznesu”.

Jako już napisałem, wszystko w PiS skrzeczy. Sam kongres ma renomę szemraną, że ucieknę się do takiej metaforyki. Organizuje go Fundacja im. Skrzypka, którą w czerwcu br. założył prezes Narodowego Banku Polskiego prof. Adam Glapiński, wysupłując z własnej kieszeni 5 tys. zł na fundusz założycielski. Konflikt interesów aż skrzeczy, ale to w PiS nie przeszkadza. Fundacja zgromadziła w ciągu 3 miesięcy środki na kongres ze sponsoringu państwowych spółek w wysokości circa 3 mln zł, jak obliczył portal OKO.press. Piszę circa, bo państwowe spółki nie chcą ujawnić wysokości kwot, zasłaniając się tajemnicą handlową.

Glapiński powinien być apolityczny, bo tak jest napisane w Konstytucji RP, lecz wiemy, jaki prezes PiS ma stosunek do prawa ustrojowego. A jaki będzie miał do konstytucji dla biznesu autorstwa swego wicepremiera? Podejrzewam, że taki sam. Wystarczy skonfrontować słowa Kaczyńskiego z oczekiwaniami Morawieckiego, który o swojej konstytucji powiedział: „Przedsiębiorcy to nie są kombinatorzy, a państwo krwiopijcą”. A przecież prezes powiedział, że są kombinatorami i do tego z nasłania politycznego. Och, ten Balcerowicz – jak zwykle ma rację.

Morawiecki o swojej konstytucji powiedział, że kosztowała jego i współpracowników „wiele nieprzespanych nocy”. Przypomina to inną figurę retoryczną Morawieckiego o zakochaniu się w budżecie. Wolę, aby finansiści nie zajmowali się poezją, a kalkulatorów używali w dzień. Pobieżne zapoznanie się z tą konstytucją dla biznesu też nie powoduje wzrostu mojego podziwu dla fachowości wicepremiera. Mianowicie już pierwszy punkt tego dekalogu (kolejna grafomańska metaforyka) brzmi: „Co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Ależ tak zawsze było w biznesie i prawie. Jest to podstawowa zasada rzymska. Czy po to w ministerstwach Morawieckiego zarywano noce? Czy po to zorganizowano Kongres 590 za 3 mln zł, aby tym razem Morawiecki zamiast slajdów pokazał także wydanie papierowe swoich marzeń, żeby pozować na drugiego Eugeniusza Kwiatkowskiego?

To nawet nie skrzeczy, bo w PiS niemal wszystko ma te frazy nieprzyjemne dla uszu, a zwłaszcza dla rozumu. Skrzek zamienia się w rechot, acz jednak ten rechot rezerwuję dla jakiejś kolejnej pisowskiej Biblii. Bo nie wątpię, że wespną się na ten językowy diapazon.

cxjmnvnwiae9y5b

Kleofas Wieniawa też analizuje Konstytucję biznesu.

konstytucja

Zamiast się wysilać na jakąś pointę, zacytuję Grzegorza Schetynę, który jest w opozycji do PiS, ale w tym wypadku trudno nie być w opozycji:

Jeśli byśmy mieli mówić, że przełomem jest stek frazesów, powtórzenie kwestii i spraw, które wprowadził rząd Platformy, to jest absurd. Ktoś, kto o tym mówi nie zna historii.”.

Po to się robi drogą imprezę, aby w papierze wydać to, co wcześniej wyświetlał Morawiecki na slajdach. Gospodarka musi spowalniać. Jej się nie robi kongresami za 3 mln zł, bo to tylko propaganda. Gospodarka to zaufanie, kapitał społeczny, a ten PiS wyczerpał. I będziemy zmierzali w kierunku Grecji Zorby. Cóż! „Jaka piękna katastrofa”. Politycznie katastrofa smoleńska przyniosła władzę.

PiS to pierwsza partia na globie, która na katastrofach zyskuje. Czy na tej gospodarczej będzie podobnie?

cxnatp6wgaa9q_k

Starosta nowotarski (PiS) zaapelował o zgodę na odstrzał wilków. – Drapieżniki te obserwują dzieci wracające wieczorem ze szkoły czy nabożeństw (GW)

cxk-ly1viaaxr21

cxqfgdcxuaanowt

Fetor smoleński niesie się po Polsce. Zaczęło się od Wawelu. Tak rozkłada się Polska pisowska.

ekshumacja-2

Ekshumacja pary prezydenckiej trwała kilka godzin. Trumny z ciałami Lecha i Marii Kaczyńskich zostały wyjęte z sarkofagu pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Po godz. 17, po zamknięciu Wzgórza Wawelskiego dla turystów, prace rozpoczęli m.in. kamieniarze. Na wzgórze wjechała też straż pożarna i karetka pogotowia. Po godzinie na Wawel podjechały karawany, przyjechali też Jarosław Kaczyński i Marta Kaczyńska. To pierwsza z 83 ekshumacji zapowiedzianych przez prowadzącą śledztwo w sprawie katastrofy Prokuraturę Krajową.

cxp2bf2xgaaqnrj

Kto był obecny podczas ekshumacji?

Przy otwarciu sarkofagu, poza przedstawicielami prokuratury i biegłymi, byli obecni duchowni oraz członkowie najbliższej rodziny pary prezydenckiej: Jarosław Kaczyński i Marta Kaczyńska. Całość prac odbywała się pod nadzorem zastępcy prokuratora generalnego Marka Pasionka i w obecności Kazimierza Nowaczyka, szefa badającej katastrofę podkomisji w MON.

cxqckz1wqaauhs9

Czy ekshumacja przebiegła bez zakłóceń?

Czynności związane z ekshumacją pary prezydenckiej rozpoczęły się w poniedziałek wieczorem i zakończyły krótko przed godz. 1.00 w nocy. Według nieoficjalnych informacji prace miały zająć ok. 2-3 godzin, ale trwały dłużej. – Nie mieliśmy żadnych problemów z sarkofagiem, ale przedłużyła się wstępna faza przygotowawcza, polegająca na zabezpieczeniu całego pomieszczenia specjalnymi foliami i specjalnymi podporami, tak żeby pozostała część krypty, znajdująca się w niej tablica oraz krypta marszałka Józefa Piłsudskiego nie uległy zapyleniu – tłumaczył proboszcz parafii archikatedralnej ks. Zdzisław Sochacki

Co stanie się teraz z ciałami?

Wydobyte z sarkofagu trumny przewieziono do pomieszczeń udostępnionych do badań przez Zakład Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. Od wtorku powołani przez prokuraturę specjaliści mają rozpocząć badania. Chodzi m.in. o tomografię komputerową oraz sekcję zwłok, a także pobranie próbki do badań histopatologicznych, toksykologicznych, fizykochemicznych. Jak zapowiadali przedstawiciele Prokuratury Krajowej, biegli będą mieli cztery miesiące na wydanie opinii. Ponowne złożenie pary prezydenckiej do grobowca na Wawelu jest wstępnie planowane 18 listopada. W planach nie ma uroczystego pogrzebu.

Dlaczego ekshumacje są przeprowadzane?

Jak informowała Prokuratura Krajowa ekshumacje 83 ofiar katastrofy smoleńskiej są niezbędne wobec popełnionych wcześniej błędów. Chodzi m.in. o możliwą zmianę szczątków ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. i nieprawidłowości w opisie stwierdzonych obrażeń w dokumentacji sporządzonej przez stronę rosyjską. Do końca roku prokuratura zaplanowała przeprowadzenie 10 ekshumacji, a zakończenie wszystkich jesienią lub zimą 2017 r.

Według „Newsweeka” Solidarna Polska omijała ustawę o finansowaniu partii politycznych. MAMY WIELKIE OSZUSTWO W PiS. To będzie koniec Ziobry?

cxps11wweaagztk

Wg śledztwa „Newsweeka”, partia Zbigniewa Ziobry korzystała z pieniędzy europejskiej partii MELD dla finansowania swojej działalności. Pieniądze najpierw trafiały do rodzin liderów SP, a ci potem wpłacali je na konto partii. Np. brat Zbigniewa Ziobry wpłacił w ten sposób 55 tys. zł. Na liście są też m.in. żona i teściowie ministra sprawiedliwości.

– Widziałam na Twitterze zapowiedź, że Solidarna Polska złoży pozew przeciwko „Newsweekowi”. Jeżeli prokuratura miałaby się zając finansowaniem działań partii Zbigniewa Ziobry to jest pytanie, na ile owa prokuratura będzie bezstronna… – mówiła w TOK FM Dominika Wielowieyska.

Pytania o bezstronność prokuratury są uzasadnione, bo prokuratorem generalnym jest dziś prezes SP – Zbigniew Ziobro.

cxpofq_xcaeojud

– Zastanawiam się, czy prokurator będzie miał siłę stawić czoła naciskowi politycznemu, bo jak wiemy Zbigniew Ziobro w wielu sprawach interweniował. Jak będzie tym razem? Zastanawiam się, czy rzeczywiście prokuratura będzie tutaj niezależna – mówiła Dominika Wielowieyska w „Poranku Radia TOK FM”.

„Nieprawdą jest, że Solidarna Polska z pieniędzy UE zamiast konferencji klimatycznej zorganizowała konwencję partyjną” – informuje na Twitterze SP, nazywając „kłamstwami” informacje zamieszczone w najnowszym wydaniu „Newsweeka”.

cxpl_v0weae_yjr

Tysiące na partię

Dziennikarze tygodnika dotarli do polskich wątków afery, która wstrząsnęła polityczną sceną w Danii. Chodzi o europejską partię MELD, która wydawała unijne pieniądze na warsztaty, sympozja, które w ogóle się nie odbyły. Do frakcji należy m.in. Solidarna Polska.

Sprawą zajmuje się już unijna agencja przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy.

Jak informuje „Newsweek”, przez kilka lat „frakcją MELD w Brukseli rządził Jacek Włosowicz dziś senator PiS, wtedy skarbnik Solidarnej Polski oraz Jacek Kurski, obecnie szef TVP”.

Dzięki nim pieniądze z MELD szły do znajomych w Polsce, którzy następnie wpłacali duże darowizny na Solidarną Polskę” – wynika z ustaleń dziennikarzy tygodnika, na liście tych, którzy wpłacali gigantyczne pieniądze na konto SP są rodziny liderów partii.

To m.in. brat, matka, żona i teściowie Zbigniewa Ziobry. Tylko Witold Ziobro wpłacił na konto partii swojego brata 55 tys. złotych. Żona prezesa – i obecnego ministra sprawiedliwości – Patrycja Kotecka wpłaciła 58 tys. zł. Wśród darczyńców SP wpłacających od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych są też m.in. córka i matka Jacka Kurskiego.

cxpypwnxuaaum7p

Miało być o klimacie, a było o konstytucji

Wpłaty to nie jedyny trop, na jaki wpadli dziennikarze „Newsweeka”.

Okazuje się, że z pieniędzy MELD sfinansowano konferencję organizowaną przez Solidarną Polskę. Spotkanie zorganizowane w Krakowie w czerwcu 2013 roku. Z dokumentów wynika, że miał być to „kongres klimatyczny”. W praktyce była to partyjna konwencja pod hasłem „Nowe państwo, nowa konstytucja”.

Liderzy Solidarnej Polski, Ziobro i Kurski, nie odpowiedzieli na pytania dziennikarzy – Wojciecha Cieśli i Michała Krzymowskiego – na temat krakowskiej konferencji.

„Studiujemy w PKW wyciągi z kont Solidarnej Polski. Po wynajmie krakowskiej sali, nagłośnienia i autokarach dla działaczy nie ma śladu. Jakby konwencji w ogóle nie było. Szukamy programu konwencji, listy mówców. Może któryś jednak mówił coś o klimacie? Na jednym ze zdjęć wśród partyjnych transparentów, sztandarów i ścianek widać baner, który mówi : stop konwencji klimatycznej. W serwisie YouTube odnajdujemy klip z konwencji – rozmach w amerykańskim stylu, flagi, płomienna przemowa Ziobry o nowej konstytucji” – czytamy w „Newsweeku”.

czarna-ksiega

Petru o roku rządów PiS: To był zły rok dla Polski

– To był zły rok dla Polski. Dużo złego się wydarzyło, miał być wzrost, a jest spowolnienie. Miało być łatwiej dla przedsiębiorców, mamy dożynki. Wprowadzono nowe podatki. Miał być VAT obniżony, a zostanie na poziomie 23%. Spadły inwestycje, bardzo spadły inwestycje ze środków unijnych – mówił na konferencji prasowej w Sejmie Ryszard Petru. Nowoczesna zaprezentowała nową edycję „Czarnej Księgi” rządów PiS.

Petru: Mamy historycznie słabą pozycję w UE

Mieliśmy być silnym krajem w UE, a mamy historycznie słabą pozycję. Jesteśmy skłóceni z naszymi sąsiadami, z Niemcami. Po szarży Macierewicza jesteśmy skłóceni z Francją. Polska jest w Europie sama. Mówiłem rok temu w trakcie expose, że nie dadzą rady. To widać, że nie dają rady. Prezydent Duda zapewniał, że na wszystkie obietnice będą pieniądze, widać że nie ma pieniędzy. Słyszymy, że będą 40% podatki dla przedsiębiorców.

kamila

http://bit.ly/2fRnkhe >>>

Petru: Mamy odpowiedź na Czarną Księgę

Doszło do tego, że PAD wpadł na genialny pomysł zagwarantować jeden dzień ponad podziałami. To pokazuje nastrój w państwie. Na tą czarną księgę PiS mamy odpowiedź – to program Nowoczesnej. Będziemy punktować PiS, będziemy punktować pseudo-odnowę moralną, które polega na obsadzeniu w SSP misiewiczów.

WSPOMNIENIA Z DZIECIŃSTWA NACZELNIKA POLSKI

cxpimwyxuaajqsg

Przekaz o „Marszu Nacjonalistów”, ale nie z TVN-u i nie z Gazety Wyborczej.

cxpi1jsxaaaq9nw

ZNAK NOWYCH POLSKICH PATRIOTÓW? DLACZEGO NIKT Z RZĄDU TEGO NIE POTĘPIA? PREZYDENT TEŻ MILCZY…

cxiakx5xuaajt-5

Kleofas Wieniawa pisze o zidiociałej Polsce.

szekspir

Można by sądzić, iż życie publiczne w Polsce to groteska Mrożka. Może być jeszcze gorzej. Polska to powieść idioty, że zaczerpnę z Szekspira.

Polska pod rządami PiS na pewno jest idiotyczna.

Takie postaci, jak Zbigniew Ziobro, czy też Antoni Macierewicz nie powinni się zdarzyć w przestrzeni publicznej, ale są ministrami.

cxokw7lxaaa9qda

Wcale nie jestem zdziwiony, że Ziobro kręcił lody w Brukseli. Przecież nie błyszczał intrelektem. Ten człowiek nie ma przymiotów rozumu, ducha, bądź moralnych.

Może wreszcie poleci po ujawnianiu przez „Newsweeka” przewałów na unijnych pieniądzach. Może straszyć Ziobro prokuratorami, sądami (acz na ten moment winien złożyć urząd), ale to Bruksela dobierze mu się do tyłka.

Kolejny spektakl to horror z trupami smoleńskimi. Spektakl marny, niegodzien Mrożka i Szekspira. Polska zdegradowana idiotyczna.

cxnpxkxwqaaw-84

5 MILIONÓW GOSIEWSKA, 1,5 MLN BŁASIKOWA, TERAZ MIESZKANIE. ILE JESZCZE CHCECIE Z NASZYCH PODATKÓW?

cxogfr6wiaatxqw