Posts Tagged ‘Małgorzata Gersdorf’

Przed ciszą wyborczą PiS dostaje baty od Trybunału Sprawiedliwości UE

Tuż przed ciszą wyborczą siły prodemokratyczne dostają paliwa, aby trwać przy nieposłuszeństwem obywatelskim, a prof. Małgorzata Gersdorf urasta do symbolu tej, której nie złamał niekonstytucyjnie prezydent Andrzej Duda.

I Prezes wytrwała do tego pięknego dnia, w którym TSUE zawiesza czystkę emerytalną w Sądzie Najwyższym zastosowując środek tymczasowy w postaci: „przywrócenie sytuacji w SN do stanu sprzed wejścia w życie ustawy”.

No to Duda ma się z pyszna, bowiem obniżył sędziom wiek emerytalny z 70 do 65 lat i zapewnił sobie – wbrew Konstytucji – prawo do decydowania, którzy z nich mogą orzekać dłużej. Na tej podstawie Duda od lipca usiłuje usunąć z SN 22 osób.

Sędziowie do tej pory trzymali się Konstytucji i oto zaświeciło im słońce. Nie było daremne trwanie przy praworządności.

Duda musi podjąć decyzję, która będzie zgodna z prawem unijnym, gdyż nierespektowanie „środka tymczasowego” zaleconego przez TSUE będzie w przyszłości jednym z oskarżeń go przed Trybunałem Stanu.

„Zabezpieczenie” Trybunału Sprawiedliwości UE wprowadza zakaz powoływania nowego I Prezesa SN a także wprowadzenia boczną furtką jakiejkolwiek osoby pełniącej jego obowiązki. Triumf niezłomności prof. Gersdorf PiS w oczy kole.

Ta decyzja TSUE to prztyczek dla władzy, która twierdzi, że „nie chce wyprowadzać Polski z UE”. Ignorowanie decyzji sądu unijnego jest drogą do Polexitu.

Prawnie Duda i władza PiS zobowiązane są przestrzegać „środka tymczasowego” od chwili doręczenia. Sam wyrok TSUE zapadnie nie tak szybko, to kwestia miesięcy, ale dzisiaj wymogiem jest fumus boni iuris, czyli wstępne przekonanie, że skarga Komisji Europejskiej jest niepozbawiona poważnych podstaw.

Poważnie! PiS dostaje baty tuż przed ciszą wyborczą.

Reklamy

Komisja Europejska niesie pomoc Polsce

Podczas 3 lat rządów PiS ta decyzja KE może mieć większą siłę politycznej perswazji niż dotychczasowe protesty uliczne.

Skierowanie pozwu przez Komisję Europejską do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Sądu Najwyższego jest jedną z najlepszych wiadomości w ostatnim czasie, z której powinni cieszyć się Polacy. Świadomie pominąłem w poprzednim zdaniu, kto ma być skarżonym, jaki podmiot – otóż nie Polska, ale władze PiS.

Tak musimy to przyjmować, acz z zastrzeżeniem, że na razie. To „na razie” jest warunkowe, bo za nas wolności i demokracji w kraju nie zaprowadzą najmądrzejsze europejskie i światowe instytucje, tylko my sami. Acz mogą być pomocne, mogą nam podać rękę, której w naszych dziejach tak brakowało.

Komisja Europejska złożyła do TSUE dwa ważne wnioski, mianowicie zastosowanie trybu przyspieszonego i przywrócenie sytuacji w Sądzie Najwyższym sprzed 3 lipca 2018, kiedy to niekonstytucyjna ustawa wprowadziła porządek partyjny w tej instytucji, która powinna być niezależna.

Dopiero teraz w oglądzie tych wszystkich aspektów możemy docenić mądrość I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf, która nie dała się nabrać podchodom prezydenta Andrzeja Dudy ani desperackim aktom manipulacji, jakie wyczyniał w ubiegłym tygodniu przed szczytem unijnym w Salzburgu premier Mateusz Morawiecki.

Z tego ostatniego osobnika wszystkimi szwami wychodzą pakuły, którymi został wypchany. Morawiecki to tylko pijarowski napompowany produkt. Spuszczając z niego nadymane ego, zderzamy się z niemiłymi dla rozumu podejrzeniami, iż z nim jest coś bardzo nie tak.

Podczas 3 lat rządów PiS ta decyzja Komisji Europejskiej może mieć większą siłę politycznej perswazji niż dotychczasowe protesty uliczne społeczeństwa obywatelskiego KOD, Obywateli RP i innych. Poczułem ten wiew nadziei, jaki tchnął po beznadziei końca ubiegłego wieku, gdy niepozorny Polak o nazwisku Adam Małysz w konkurencji wydawałoby się bez znaczenia – skoków narciarskich – przywrócił nam dumę Polaka.

Dzisiaj tym Małyszem, tym Lechem Wałęsą, jest prof. Gersdorf, która nie dała się cwaniaczkom spod ciemnej gwiazdy Dudom, Morawieckim, Kaczyńskim i ratuje kraj przed pogrążeniem w zapaści. Europa podaje nam rękę, musimy z jej pomocy skorzystać. Jeżeli nie teraz, to kiedy?

Komisja Europejska idzie z oskarżeniem Polski do Trybunału Sprawiedliwości UE

Tak jak podejrzewałem, Komisja Europejska dzień po szczycie UE w Salzburgu podjęła decyzję, iż idzie w sprawie Sądu Najwyższego do Trybunału Sprawiedliwości UE. Znaczy, iż Mateusz Morawiecki pogrywał sobie z Jean-Claudem Junckerem i Fransem Timmermansem, a jego spotkanie z I Prezes SN prof. Małgorzatą Gersdorf było tylko na pokaz, było symulacją.

Informację o skierowaniu sprawy do TSUE podał Reuters, podkreślając, iż jest to już trzeci krok w długiej procedurze sankcjonowania państw członkowskich, które naruszają prawo UE. Oficjalnie oskarżenie w TSUE zostanie złożone w poniedziałek 24 września.

Na to trzeba zwrócić szczególną uwagę: rząd PiS nie tylko narusza polską Konstytucję, standardy demokratyczne, ale narusza prawo unijne, czyli jest oskarżonym. Gdybyśmy przełożyli to na język publicystyczny, to reprezentantowi rządu polskiego Mateuszowi Morawieckiemu przy publikacji jego podobizny powinniśmy nałożyć na oczy czarny prostokącik, jaki nakłada się osobom sądzonym, bo to on reprezentuje rząd, który jest zaskarżony przez Komisję Europejską.

Nie dość, że Morawiecki poprzedniego dnia (wczoraj) robił bokami, chciał orżnąć najpierw prof. Gersdorf, a w Salzburgu Junckera i Timmermansa, to dzisiaj – używając języka prokuratury – mataczył. Zwykle mataczących wsadza się za kraty, aby do procesu nie zacierali śladów swoich przestępstw. Komisja Europejska winna Morawieckiego wsadzić do jakiegoś symbolicznego aresztu, zamknąć mu usta, niech sobie poleży na pryczy, milcząc.

A Morawiecki od samego rana mataczył. Powinienem to słowo rozbić na sylaby, bo Morawiecki jest zagrożeniem dla egzystencji Polski (zagrożeniem śmiertelnym). Ma-ta-czył. Oto Onet w materiale z samego rana w tytule i w leadzie wprost sugeruje, że prof. Gersdorf powiedziała im o treści półgodzinnej rozmowy z Morawieckim tuż przed szczytem w Salzburgu. Rozmowa miała być poufna. Akurat taka rozmowa nie może uzyskać żadnej klauzuli poufności, jeżeli informacja o niej dotarła do publiczności.

Po tym materiale Onetu do mikrofonu podchodzi Morawiecki i ma jedną istotną informację, iż wg niego prof. Gersdorf puściła farbę, on na to się nie umawiał. Morawiecki nie odniósł się do istoty, ale to tajności, którą jakoby ustalił. A czytając materiał w Onecie, od razu się zorientowałem, że farba wypłynęła z Kancelarii Premiera, z jego otoczenia pijarowców, którzy kompletnie nie znają się na arkanach zawodu, ale na pomówieniach owszem.

Prof. Gersdorf zresztą dość jasno powiedziała o tych matactwach Morawieckiego: – „Nie komentowałam przez dwa dni”. I trudno jej nie wierzyć, gdy słyszymy zewsząd pisowskie ujadanie na jej temat.

Morawiecki mataczy, bo miał wiedzę, że Juncker i Timmermans nie kupili jego kitu. Czy Morawiecki jest zdolny do kompromisu w sprawie Sądu Najwyższego? Napiszę: nie! Bo to byłoby nie tylko wycofanie się z ustawy, ale konsekwencje prawne są takie, iż musiałby się PiS wycofać ze wszystkich ustaw sądowniczych, a Andrzej Duda cofnąć nominacje do KRS i do Sądu Najwyższego. PiS musiałby przyznać się do porażki.

Więc dalej będzie Morawiecki brnął, a za sankcje zapłacimy my, Polacy z budżetu Polski. Czort, że stracimy szmal, ale zapłacimy w każdym niematerialnym wymiarze, w znaczeniu naszego kraju, honorze.

Mateusz Morawiecki na rozmowach z profesor Małgorzatą Gersdorf

Władza PiS polega na udawaniu, a Morawiecki to pierwszy symulant po prezesie.

Przybycie Mateusza Morawieckiego do gabinetu I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf ma kilka pięter znaczeń, inaczej: kilka den. Premier potwierdził, że mimo uchwał sejmowych, pohukiwań rządu i ministrów prezydenckich prof. Gersdorf jest I Prezes SN, a cała ta reforma sądownictwa nie trzyma się kupy.

Czyn Morawieckiego ponadto potwierdził, że rząd PiS przegrywa z Konstytucją, wg której prof. Gersdorf sprawuje kadencję do 2020 roku, to ona trzyma się litery i ducha prawa ustrojowego. Jest to przykład dla innych sędziów, prawników i społeczeństwa obywatelskiego, że przestrzeganie prawa i opór przynosi pozytywne skutki w starciu z bezprawiem PiS. Służbom państwa podporządkowanym PiS będzie teraz zdecydowanie trudniej usunąć siłą I Prezes.

Do półgodzinnej rozmowy w cztery oczy doszło z inicjatywy Morawieckiego. Rozmowa była tajna, ale jedna sugestia prof. Gersdorf sporo mówi, o czym rozmawiano. Na pytanie Justyny Dobrosz-Oracz, czy wizyta może być grą premiera, który chce powiedzieć Komisji Europejskiej, że toczy się dialog w sprawie SN, Gersdorf odpowiedziała: – „Tak. Może tak być”.

W ciągu pół godziny oprócz perswazji, zaklinań i szantażu, można dużo powiedzieć. I Prezes na razie treść rozmowy zachowała dla siebie: – „To nasza słodka tajemnica”, ale uznała, że warto podkreślić: – „Spotkanie niczego nie zmienia. Podtrzymałam moje stanowisko”.

Do spotkania doszło w kontekście decyzji Komisji Europejskiej, która dzisiaj miała skierować skargę w sprawie Sądu Najwyższego do Trybunału Sprawiedliwości UE, ale została wstrzymana. Dziennikarka Polsatu Dorota Bawołek pisze o kontrolowanych przeciekach z Komisji Europejskiej: – „Komisarze chcą dać szansę na ewentualne ostatnie rozmowy Morawieckiego z Junckerem na marginesie szczytu UE w Salzburgu i nie psuć atmosfery przed spotkaniem przywódców…”.

Szczyt w Salzburgu odbywa się w środę i w czwartek. Nietrudno zgadnąć, iż do decyzji KE nie doszło, bo Morawiecki kanałami dyplomatycznymi („iskrówką”) zasymulował rozmowy w sprawie Sądu Najwyższego z I Prezes prof. Gersdorf. Dlatego Morawiecki zjawił się na półgodzinną rozmowę.

Piszę, iż Morawiecki „zasymulował”. Bo tak jest! PiS nauczył się tej gry pozorów, kłamstw, manipulacji, gry na czas. Używają tej metody na rynku krajowym i zagranicznym. Przecież już w kwietniu miało dojść do ogłoszenia przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera i Jarosława Kaczyńskiego rozwiązania sporu o praworządność, szukano już nawet miejsca ogłoszenia tego sukcesu. Szybko okazało się, że strona polska gra na czas, a uzgodnienia podczas rozmów to tylko symulowanie.

I teraz też tak jest! Politykom PiS nie chodzi o żaden kompromis, załatwienie sprawy, ale tworzenie narzędzi, które utrzymają ich przy władzy. I to jest podstawowe dno rządów PiS: władza. Żadne reformy, żadne rządzenie dla powodzenia rodaków i rozwoju kraju, tylko symulacja rządzenia. Władza PiS polega na udawaniu, a Morawiecki to pierwszy symulant po prezesie.

Przyłębska stoi na straży łamania Konstytucji przez Andrzeja Dudę

Pierwsza Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf ma moralne prawo bronić porządku prawnego w Polsce wobec tych, którzy go niszczą.

Nowy rzecznik Andrzeja Dudy Błażej Spychalski dał krótki wykład, jak w Kancelarii Prezydenta rozumiana jest moralność. Mianowicie nie przeprosił za to, że dopuścił się oszczerstwa wobec konkretnych osób, ale tych, którzy jego oszczerstwem poczuli się dotknięci: – „Kogokolwiek ten wpis dotknął w jakiś sposób, poczuł się nie tak, jak być powinno, oczywiście w tym miejscu przepraszam”. Spychalski nie przeprosił za oplucie, ale za to, że jego ślina kogoś dosięgła.

Jeszcze lepszy jest inny minister prezydencki Paweł Mucha, który w imieniu Dudy poinformował, że prof. Małgorzata Gersdorf jest od 4 lipca sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku. Mucha ma – w imieniu prezydenta – pretensje do I prezes Sądu Najwyższego, iż broni Konstytucji na „wiecach, w wypowiedziach”. A gdzie ma bronić? W łóżku, w łazience?

Nieposłuszeństwo obywatelskie wobec bezprawia prezydenta, który łamie Konstytucję, może być tylko ekspresją polityczną, innej nie ma. I przede wszystkim nie jest to „manifestowania poglądów politycznych” – jest to wyrażenie sprzeciwu wobec zaprzaństwa politycznego, społecznego i prawnego. Prof. Gersdorf ma prawo moralne (Immanuel Kant) bronić porządku prawnego w Polsce wobec tych, którzy go niszczą, a do takich należy Duda. Gersdorf w liście do Dudy napisała, iż Konstytucja nie pozwala jej zmienić stanowiska, iż jest I prezes Sądu Najwyższego.

Ale to wszystko betka. Jarosław Gowin nie tylko podał taktykę PiS w stosunku do orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), które zapewne nie będzie korzystne dla władzy PiS, ale nową definicję polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Otóż Gowin był łaskaw powiedzieć, że Polska (uściślijmy tu: władza PiS) ustosunkuje się do wyroku TSUE w „zakresie, w jakim Trybunał ma uprawnienia”.

Kto ten zakres oceni? Wiadomo – Trybunał Konstytucyjny z prezes Julią Przyłębską. A Przyłębska – magister prawa, której nie chciał przyjąć do pracy Sąd Okręgowy w Poznaniu ze względu na jej braki fachowe – jak trusia podpisuje się pod wszystkim, co jej każe PiS. Przyłębska stoi na straży decyzji polityków PiS, którzy łamią Konstytucję, stoi na straży łamania konstytucji przez Dudę. Taki z niej strażnik bezprawia.

Warto uzmysłowić sobie, iż orzeczenie TSUE nie może być niezgodne z polską Konstytucją, inaczej Polska nie mogłaby zostać członkiem Unii Europejskiej. Trybunał Konstytucyjny orzekł w 2005 roku, iż „proces integracji europejskiej związany z przekazywaniem kompetencji w niektórych sprawach organom wspólnotowym (unijnym) ma oparcie w samej Konstytucji RP”. A jeszcze ważniejsze jest stwierdzenie: – „Trybunał Konstytucyjny nie może czynić przedmiotem dokonywanej przez siebie bezpośredniej oceny konstytucyjności wypowiedzi orzeczniczych Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich”.

Na podstawie tego orzecznictwa sądzona będzie w przyszłości mgr Przyłębska, iż nie stała na straży organu, który orzeka zgodnie z Konstytucją, ale na straży łamania Konstytucji przez Dudę. Taka wspólnota w szerzeniu bezprawia podlega określonym artykułom Konstytucji i Kodeksu karnego.

PiS pisze nową prawdę (Kaczyński zawsze do niej dążył na stojaku na Krakowskim Przedmieściu) i nową logikę. Oczywiście jest ona wbrew prawdzie i logice, więc nie od parady należy ją nazwać post-prawdą, post-logiką.

Kaczyński wrócił – che, che, che – z życzeniem śmierci

Jarosław Kaczyński wrócił na krótki wywiad w TVP. Czy to będzie dłuższa jego obecność wśród zdrowych – trudno orzec. Niektórzy uważają, że zobaczyli nie tylko chorego człowieka, ale i przegranego (Paweł Wroński), inni odnosząc się do tego spostrzeżenia uważają, że to pobożne życzenie – „wishful thinking” (Tomasz Lis).

Nie oglądałem tego wywiadu, bo protestowałem. Bardziej interesujące wydaje się być pytanie: dlaczego Kaczyński akurat w tej chwili dał głos? Raz – by pokazać nam teatrzyk, w którym prezes godzi sprzeczności w PiS? Dwa – bo przegrał Andrzej Duda ze swoją koncepcją referendum konstytucyjnego i trzeba było jakoś ugłaskać swojego prezydenta i elektorat? Trzy – bo prezes chciał niedowiarkom udowodnić, że żyje i ma się lepiej niż Breżniew w ostatnim roku życia, gdy podtrzymywano mu rękę, aby pomachał do swoich wiernych sowietów?

Poprzestanę na tych trzech powodach autokraty Kaczyńskiego, bo tak należy go nazywać. Kaczyński wlał ducha w swoich sowietów, a nas utwierdził w najgorszych przypuszczeniach, że po odebraniu niezależności sądom nie cofnie się przed naszymi protestami ani żadną Brukselą. Następne dzieło zniszczenia będzie dotyczyło mediów prywatnych, sprowadzenia opozycji parlamentarnej do fasady. Na koniec zostawi sobie nasze wolności osobiste społeczeństwa obywatelskiego.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf prezes Kaczyński potraktował w swój niewybredny sposób, interpretując art. 180 Konstytucji („Pierwszego Prezesa SN powołuje Prezydent RP na sześcioletnią kadencję”): – „Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, który też się może rozchorować, nie daj Panie Boże, niczego złego nie życzę, ale może też umrzeć i wtedy według tych twierdzeń, które na poważnie prezentowane są w mediach niechętnych rządowi, w dalszym ciągu pełniłby tę funkcję co dotychczas”.

A jeżeli może I prezes umrzeć, to można ją odwołać wbrew Konstytucji zwykłą ustawą, bo w niej nie ma niczego o zejściu z tego świata. Życzenie śmierci Kaczyński podkreślił: „Che, che, che”.
Onomatopeję „che, che, che” nie wydało chore kolano, ale głowa. I tu przychylam się do opinii Wrońskiego – „chory i przegrany”.

Kaczyński nie życzył śmierci byłemu sekretarzowi generalnemu Platformy Obywatelskiej Stanisławowi Gawłowskiemu, lecz wie, że będzie w stosunku do niego rozszerzony katalog zarzutów prokuratorskich, a nawet pochwalił się wiedzą, kiedy poseł PO będzie przesłuchiwany, choć o tym, nie wie jego adwokat Roman Giertych, a możliwe, że i prokurator prowadzący śledztwo. Na tym aktualnie etapie znajduje się autokracja, Kaczyński steruje śledztwami dotyczącymi opozycyjnych polityków.

Podsumujmy prezesa: w polu jego zainteresowań znajduje się – che, che, che – śmierć Gersdorf, represjonowanie Gawłowskiego. O mediach też był łaskaw się wyrazić, z jednej z telewizji jest szczególnie niezadowolony: – „… szczególnie jedna, bardzo – można powiedzieć – zmienia ten obraz i też buduje coś, co jest całkowicie kontrfaktyczne”. Kontrfaktycznie, czyli nie po myśli prezesa, realizowana jest publicystyka polityczna oczywiście w TVN.

Amerykańscy psychiatrzy apelowali o przebadanie swojego prezydenta Donalda Trumpa. Ciekawi mnie, co sądzą polscy lekarze od głowy o tej niedługiej wypowiedzi prezesa partii rządzącej. Jeżeli prezes choruje nie tylko na kolano, czy z tego powodu cały kraj ma odczuwać zapaść, która prędzej niż później objawi się Polexitem i samotnością Polski w Europie, jak w latach 30-tych ubiegłego wieku?

Targowica dzisiaj nosi miano PiS

Gdyby stosować porównania historyczne, moglibyśmy stwierdzić, że obecnie znajdujemy się w roku 1791, albo 1792. Zostałoby nam 3-4 lata do utraty niepodległości.

Czy trzeba przypominać, co w Polsce znaczy Targowica? Jeżeli tak – to proszę: spisek magnaterii zawiązany „w obronie zagrożonej wolności” i przeciw największej reformie Sejmu Czteroletniego – Konstytucji 3 Maja.

Historia jest nieporównywalna, ale jak dzisiaj – wówczas klasie rządzącej zagrażała konstytucja. I tak wrogiem dzisiejszej władzy PiS jest konstytucja. Zapisy artykułów Konstytucji obchodzone są nowelizowanymi ustawami i to w sposób wybitnie groteskowy, bo mamy nowelę noweli, a do tej noweli jeszcze jedną nowelę. Prawo jest przykrawane do partyjnych potrzeb.

Gdyby tak krawiec przykrawał nam strój wierzchni, to nałożylibyśmy na siebie jakieś skrawki, może na listek figowy by starczyło, ale z tyłu cztery litery świeciłyby bezwstydem.

Mateusz Morawiecki oświadczył, że „każde poważne państwo” (raczej Polska pod władzą PiS jest ośmieszona, w Unii Europejska zaś traktowana niepoważnie, jako państwo specjalnej troski) „musi sobie z tym w jakiś sposób poradzić, musi sobie poradzić w sposób legislacyjny”. Czyli legislacyjnie przegłosować nowelę noweli i jeszcze do tego nowelę – wbrew Konstytucji.

Morawiecki mówi o I prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Gersdorf, iż „nie jest już dzisiaj I prezes SN, zgodnie z ustawą”. Ale prof. Gersdorf jest I prezes SN zgodnie z Konstytucją. Prawo niezgodne z Konstytucją jest bezprawiem, choć zostało przegłosowane przez większość sejmową.

I jak to u tego nieszczęsnego Morawieckiego zwykle bywa, wychodzi mu z ust pokractwo językowe i logiczne, premier stan niekonstytucyjnego prawa ustanowionego przez PiS z przestrzegającą konstytucję prof. Gersdorf nazwał klinczem.

Każdy klincz kiedyś się kończy, sędzia go przerywa, stara się to zrobić Komisja Europejska. Klincz zastosował PiS niekonstytucyjnym prawem. Więc trzymając się języka boksu, po wyjściu z klinczu PiS zaliczy dechy. Sam Morawiecki może nie dostanie ciosu w nos, ale jego partia – owszem. Kiedy to się stanie? Raczej szybciej niż delikwent się spodziewa. Zostanie wyniesiony z ringu.

To musi spotkać PiS, które ustanawia prawo niekonstytucyjne, czyli jest dzisiaj Targowicą. Jeżeli targowiczan Morawiecki miałby wygrać, to obawiam się, że może nas spotkać to, co Polskę spotkało w 1795 roku.

Gdyby stosować porównania historyczne, moglibyśmy stwierdzić, że obecnie znajdujemy się w roku 1791, albo 1792. Zostałoby nam 3-4 lata do utraty niepodległości. W Europie dzisiaj – jak wówczas – nie mamy sojuszników, bo także Niemcy, jak wtedy Prusy, stracą do nas cierpliwość i przehandlują nas Rosji.

Małgorzata Gersdorf była napisać do innego targowiczanina Andrzeja Dudy: „Biorąc zatem pod uwagę przedstawioną argumentację związaną z powołaniem mnie do pełnienia funkcji Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego stwierdzam, że moja kadencja trwa nadal aż do dnia 30 kwietnia 2020 i jestem zobowiązana do sprawowania tego urzędu z mocy najwyższego prawa Rzeczypospolitej Polskiej – Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”.

Jakże te wszystkie frazy brzmią znajomo, przerabialiśmy je w historii i znowu się powtarzają. Wróg zawsze się rodzi wewnątrz, to ten robak bezprawia niszczy naszą reputację, osłabia nasze sojusze. Dzisiaj Targowica ma zbiorcze imię PiS, a jej Branickim, Szczęsnym Potockim są Morawiecki i Duda, a za sznurkami tych marionetek pociąga prezes K., ich caryca.

Czy Rewolucja Białej Róży obali PiS?

Mamy do czynienia z sądnym dniem – i to w znaczeniu dosłownym.

PiS o północy przejmuje Sąd Najwyższy, a tym samym padnie ostatnia reduta niezależności sądów. A zatem partia Kaczyńskiego przejmuje kontrolę nad życiem publicznym i politycznym, gdyż wynik wyborów pozostanie w rękach nominatów partyjnych. Jeżeli przy urnie wyborczej Jarosławowi Kaczyńskiemu nie zgodzi się wynik głosowania z jego oczekiwaniami, jaki to będzie problem, aby go podważyć.

Od jutra zatem można ogłosić, iż mamy do czynienia z autokracją jaśnie panującego prezesa. Jeszcze pozostaną enklawy i przyczółki wolności czy obywatelskiego nieposłuszeństwa, ale zostaną one szybko poddane koncesjonowaniu i to za określone opłaty posłuszeństwa. Ale to tylko pozory.
Jak to się stało, że dopuściliśmy do zdemontowania w Polsce demokracji i ograniczenia swobód? Otóż wolności i demokratyczne standardy były kawałek po kawałku odkrawane metodą salami, a gdy sprawujący władzę byli oskarżani o niepraworządność, uciekali się do manipulacji i powoli nasz polski światek toczył się ku przepaści – i oto nad nią stanęliśmy.

Równo rok temu doszło do klasyki, jak rozbraja się protest społeczeństwa obywatelskiego. Pisowscy politycy zabawili się w dobrego i złego policjanta. Jedni uchwali 3 niekonstytucyjne ustawy sądownicze, dwie z nich Andrzej Duda zawetował i ogromne protesty – Łańcuchy Światła i inne – rozpierzchły się do domów, bo z emocji niezgody zostało spuszczone powietrze. A gdy takie same ustawy zostały powtórnie poddane głosowaniu w Sejmie, nie miał kto mobilizować do protestów.

Tak niszczono społeczeństwo obywatelskie, które stało na straży praworządności, bo to społeczeństwo jest bardziej kruche, niż nam się wydaje, bo takie społeczeństwo łańcuchów światła nie wchodzi dwa razy do tej samej rzeki protestu – że strawestuję Heraklita, od którego zaczęła się myśl o demokracji.

Gdy się zastanawiam, gdzie popełniono błędy, łatwo mogę je wskazać, ale też łatwo mogę określić słabe punkty obywatelskiego nieposłuszeństwa, w które partia autokratyczna (mafijna – jak jeszcze dosadniej nazywa PiS wybitny historyk Norman Davies) uderzyła i zwyciężyła – lecz tylko pozornie.
Masowe protesty mają sens, ale gdy one zawodzą i są niszczone przez partię mającą w swoich rękach wszystkie narzędzia władzy, wcale nie zanikają. Wszystkie rewolucje, wszystkie autokracje, reżimy były niszczone przez garstkę tych, którzy ocaleli po manipulacjach.

„Solidarność” nie zwyciężyła w 1980 roku i nie tylko dlatego, że ZSRR był silny, ‚Solidarność” wygrała, gdy była wspomnieniem samej siebie, wspomnieniem związku 10 milionów Polaków. „Solidarność” miała w sobie przetrwalnik – garstkę wiernych, którzy nie stchórzyli, nie sprzedali się, pozostali przy tych samych ideach. A dlaczego PiS uderza w Lecha Wałęsę? Dlatego, że jest zwycięzcą nad autokratyzmem i to samo czeka dzisiejsze społeczeństwo obywatelskie spod znaków KOD, Obywateli RP, Czarnego Protestu.

I gdy staram się objąć wspólnym mianownikiem dzisiejsze społeczeństwo obywatelskie, to przychodzi mi na myśl jeden wspólny znak, którego dotknąłem i za pomocą którego „walczyłem” na Placu Zamkowym, gdy trzymałem w rękach białą różę.

Tak! Łączy nas wszystkich ten symbol Białej Róży, jak kiedyś „Solidarność” pisana solidarycą. Mam wielką nadzieję, że I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przetrwa manipulacje PiS i Dudy – i dotrwa do 2020 roku, w którym kończy się jej kadencja wg zapisu Konstytucji RP.

Od przeszło dwóch lat toczymy walkę z zawłaszczaniem życia publicznego przez PiS, toczymy Rewolucję Białej Róży, która obali – tak czy siak – PiS, bo Polska może być tylko demokratyczna, obywatelska, a wszelkie jaśnie pany od mord zdradzieckich, kanalii i handlu na bazarze (najnowsza inwektywa chorego na kolano i nie tylko), skończą tak jak zawsze marzący o despotii (na wygnaniu albo na czymś zdecydowanie gorszym). Biała Róża zniszczy każdy reżim, każdą autokrację, bo ma kolce wolności.

Sąd Najwyższy redutą niezależności

W tej chwili w Polsce dzieją się rzeczy historyczne – ważą się losy, czy pozostaniemy krajem demokratycznym.

Waży się, czy w jakiejś perspektywie – względnie niewielkiej – zostaniemy wydaleni, zmarginalizowani, czy też pozostaniemy w Unii Europejskiej, tym najbardziej nowoczesnym projekcie Zachodu. W kraju sukcesywnie rozmontowywana jest demokracja, a obecnie rządzący wykluczają nas z UE. Niezależność sądownictwa upada, a jego ostatnią jego redutą – kolejne słowo zachwaszczone przez ludzi PiS – jest Sąd Najwyższy.

Istotna uwaga: to my, Polacy, jesteśmy odpowiedzialni za to, co się dzieje w kraju. Nikt nam nie załatwi niepodległości i demokracji, to my musimy tego pilnować, a gdy są one zawłaszczane – wydrzeć. Moi przodkowie walczyli o niepodległość i ginęli, a gdy stawali się emisariuszami na Zachodzie, otrzymywali owszem dobre słowo, ale tylko to.

Dzisiaj sytuacja jest o wiele lepsza, ale tak zawsze nie będzie. Pomogą nam – lecz w pierwszym rzędzie sami sobie musimy pomóc. Oto Zgromadzenie Ogólne Sądu Najwyższego podjęło uchwałę w obronie Konstytucji, iż Małgorzata Gersdorf pozostanie pierwszym prezesem Sądu Najwyższego do 30 kwietnia 2020 roku. Uchwała głosi: – „My sędziowie Sądu Najwyższego uczestniczący w Zgromadzeniu Ogólnym SN w dniu 28 czerwca 2018 r., pamiętając o złożonym ślubowaniu sędziowskim i wierni Konstytucji RP, która jest najwyższym prawem RP, stwierdzamy, że sędzia SN prof. Małgorzata Gersdorf zgodnie z bezpośrednio stosowanym art. 183 ust 3 Konstytucji pozostaje do dnia 30 kwietnia 2020 r. pierwszym prezesem SN, kierującym instytucją, w której pełnimy naszą służbę społeczeństwu”.

Jakim Ordonem okaże się Małgorzata Gersdorf, to wyjdzie w praniu. W sukurs niezależności polskiego sądownictwa idzie Komisja Europejska, która nawet dała przyjacielowi Polski wiceprzewodniczącemu Fransowi Timmermansowi wolną rękę w decyzjach dotyczących Polski o naruszenie unijnego prawa.

Jakie podejmie decyzje Timmermans? Czy zwróci się z pozwem do Trybunału Sprawiedliwości UE o wstrzymanie niekonstytucyjnej ustawy o Sądzie Najwyższym?

A jeżeli do tego doszłoby i Trybunał by podjął decyzję zgodną z polską Konstytucją, czy PiS podporządkuje się wyrokowi? Jasnym jest dla świadomych Polaków, iż Jarosław Kaczyński i jego najnowszy namiestnik Mateusz Morawiecki, stojąc przed dylematem, czy ważniejsza jest obecność Polski w UE, czy władza w Polsce, wybiorą to ostatnie.

Tej władzy nie wierzy nikt na świecie, o czym można było przekonać się przy ustawie o IPN. Izrael i USA zmusiły PiS bez żadnych negocjacji do zmiany ustawy o IPN. Odbyło się to w najszybszej na świecie procedurze – 10 godzin: 3 czytania w Sejmie, brak debaty, głosowanie, procedura w Senacie i podpis Andrzeja Dudy (rekord do Księgi Guinnessa), zaś premier Izraela Netanjahu dopilnował osobiście Morawieckiego i pochwalił, jak Stalin Bieruta, a Breżniew Jaruzelskiego.

Tak! Władze PiS mogą się nie podporządkować wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości UE, który tej władzy nie wierzy. Wystarczy spojrzeć na świeży wyrok tego Trybunału, który rozpatrywał wątpliwość sądu w Dublinie, a dotyczyła tego, czy deportować do Polski Artura C., podejrzanego o produkcję, handel i przemyt narkotyków. Trybunał Sprawiedliwości uznał, że o tym ma decydować sąd dubliński. Sędzia tegoż sądu obawia się, że w Polsce łamana jest praworządność.

Ten casus pokazuje, jak postrzegana jest Polska i działające u nas prawo. I to my musimy obronić niezależność sądownictwa, wspomóc Małgorzatę Gersdorf w tej obronie. PiS roluje nam sprawiedliwość, roluje demokrację, a w dłuższej perspektywie niepodległość. Nie wiem, jak Kaczyński skończy ze swoim chorym kolanem, ale w razie czego nie chciałbym, aby nasze imponderabilia spożywał jak dropsy.

TO DOPIERO POCZĄTEK PODWYŻEK. „Dobra zmiana” potrzebuje pieniędzy. Wciąż więcej. Wysokie pensje, milionowe premie… wybraliście Polacy to płaczcie i płaćcie.

Tamara Olszewska pisze o świętach.

…Zaproście nas do stołu

Cieszmy się z bycia razem w ten najwspanialszy czas…

Przed nami Święta Bożego Narodzenia. Najpiękniejsze, najbardziej rodzinne, przeżywane najmocniej i najgłębiej. Uwielbiam ten czas, gdy w całym domu unosi się zapach grzybów, ciast i innych dobroci wszelakich. Choinka pięknie przystrojona, wspólne oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, dzielenie się opłatkiem… i moi najbliżsi.

Na początku grudnia poprosiłam znajomych na Facebooku o wskazanie osoby, którą zaprosiliby do siebie na Wigilię. No i się zadziało. Odpowiedziało mi 250 osób i w ten sposób powstała lista najchętniej widzianych gości. Zapraszam.

Robert Biedroń jest naszym numerem jeden. To z nim najwięcej osób spędziłoby wieczór wigilijny. Dlaczego właśnie on? Jedna z moich znajomych tak uzasadniła ten wybór: – „Na pewno byłby wspaniałym gościem. Ma w sobie skromność, ale i spokojne osadzenie w sobie i naturalną obecność. Jest czarujący, ale nie w powierzchowny sposób, tylko w połączeniu z inteligencją i trzeźwością spojrzenia. No i – gwarantowane, nie byłoby kłótni na tematy polityczne w naszym gronie!”. Ileż miłych słów o nim powiedziano. O jego kulturze, otwartym umyśle, cieple. Jestem ciekawa, co by powiedział, gdyby dotarła do niego wiadomość, że jest najbardziej pożądanym gościem dla tak wielu osób.

Nikogo nie powinno dziwić, że i Jarosław Kaczyński znalazł się na naszej liście. Tak, znaleźli się w gronie moich znajomych chętni na spędzenie z nim czasu przy świątecznym stole, choć z różnych pobudek. Ktoś, licząc na dobre skutki zbłąkanego grzybka trującego. Ktoś chciałby wykorzystać takie spotkanie, by zadać mu wiele niewygodnych pytań, a Beata Maria chciałaby po prostu „dowiedzieć się, czy faktycznie stał się antydemokratą, czy też chodzi mu o zwykłą zemstę na swoich przeciwnikach politycznych i pozamykanie ich w więzieniach”. Bogna się nieco rozmarzyła: – „W swojej naiwnej wierze w magię świąt, miałabym nadzieję na odrobinę wzajemnego zrozumienia i poszerzenia horyzontów”. Pięknie swój wybór uzasadniła Elżbieta – „Może nie byłoby wesoło, ale mam nadzieję, że nabrałby pokory i zobaczył… jak można żyć bez nienawiści, buty, pychy i takimi tam zwykłymi ludzkich odruchami”. Agata chciałaby, by: – „Może zobaczył, jak ludzie potrafią cieszyć się ze wspólnego obcowania? Jak tak pięknie darzą się wzajemnym szacunkiem i miłością? Może poczułby, że zupa wigilijna smakuje niezwykle, bo w gronie życzliwych sobie wszystko nabiera wyjątkowego smaku? Może odkryłby w sobie to fantastyczne uczucie, kiedy najwięcej radości daje prezent zrobiony ręczne przez małe bratanice? I może wreszcie wybaczyłby sam sobie, zamiast obarczać winą innych? Miliony innych…”.

Lech Wałęsa z małżonką. Tak jak powiedziała Basia: – „Gdyby była taka możliwość, chętnie bym zaprosiła do siebie Parę Prezydencką D. L. Wałęsów. Byłaby to okazja do podziękowania za całokształt. Lubię Wałęsów, bardzo Ich szanuję”. Dla wielu, naprawdę wielu osób Wałęsa to wartość sama w sobie. Największa, najcenniejsza. Wraca w człowieka wiara, że nie uda się Lecha Wałęsy wymazać z naszej historii, bo ludzie na to nie pozwolą.

Agnieszka Holland. Krzysztof miał przyjemność „ją poznać. Jest mądra, bezpośrednia i skromna. To nie zawsze idzie w parze. A do tego robi od czasu do czasu znakomite filmy (Pokot, W ciemnościach, Gorączka)”, z kolei Ewa dorzuciła do pani Agnieszki jeszcze Olgę Tokarczuk i uznała, że mając takich gości „właściwie z okazji takiej uczty intelektualnej i emocjonalnej to… już bym chyba nie musiała nic gotować. Nawet na Wigilię”. To trochę pójście na łatwiznę, ale świetnie Ewę rozumiem. Towarzystwo Agnieszki Holland i Olgi Tokarczuk nade wszystko. Pięknie uzasadniła swój wybór Krystyna: – „Ugoszczona wcześniej Pani Agnieszka w fotelu, a ja zasłuchana… Prawdziwe Święto dla duszy”, a Marcin powiedział: – „To prawdziwa patriotka w rozumieniu uniwersaliów – nie stroni od trudnych tematów, jawnie nazywa obecny stan rzeczy jako dyktaturę!”.

Posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz to kolejna osoba z naszej listy. – „Mądra, choć emocjonalna, inteligentna, dziewczyna z charakterem. Moim zdaniem to człowiek, któremu bardzo zależy na Polsce”. W pełni się zgadzam ze zdaniem Krystyny. Dodajmy do tego waleczność, determinację, konsekwencję w działaniu. Rzeczywiście, nasza „Myszka”, bo tak o niej mówią, cieszy się wielkim szacunkiem i sympatią. Jedno jest pewne. Wniosłaby mnóstwo świeżości i kolorów i zapewne ten wieczór w jej towarzystwie trwałby i trwał…

Ksiądz Adam Boniecki. Jakże pięknie uzasadniła swój wybór Jagoda: „(chociaż z obecnym Kościołem nie jest mi po drodze). Inteligencja, duża wiedza i poczucie humoru… Byłby to bardzo przyjemny wieczór, prawdziwie wigilijny… Miałabym też dużo pytań, które mnie nurtują, a poza tym wigilia, czyli święto kościelne… Trzy w jednym… WIARA, NADZIEJA i MIŁOŚĆ”. Jedna z moich znajomych chciałaby, by ks. Boniecki wytłumaczył jej katoliczce, co mogłaby zrobić, by w obecnym czasie przestać wątpić. Dla Marii ks. Boniecki jest największym autorytetem, bardzo mądrym i dobrym człowiekiem. Małgorzata wykorzystałaby takie spotkanie przy wigilijnym stole, aby „mu osobiście podziękować za świadectwo wiary, wierność wyznawanym wartościom i powiedzieć mu, że w moim domu zawsze ma i będzie miał głos”.

Na liście nie mogło zabraknąć Donalda Tuska. Sympatyczny, mądry, bardzo dowcipny, z dużym dystansem do samego siebie, skromny. Wielu z moich rozmówców uważa go za jednego z najwybitniejszych Polaków XX wieku. Agata nie ukrywa, że wykorzystałaby sytuację, żeby „dowiedzieć się, dlaczego opozycja jest taka głupia, jak nas widzą w Europie oraz czy zamierza kandydować na prezydenta RP”.

Iwona zaprosiłaby Andrzeja Dudę. – „Zapytałabym go przy wigilijnym stole, dlaczego będąc tak gorliwym katolikiem kłamał i nadal kłamie, decyduje się na łamanie prawa i przyklepuje te wszystkie ewidentnie niekonstytucyjne ustawy. Zapytałabym, dlaczego zdecydował się na start w wyborach prezydenckich i dlaczego tak poddał się woli Kaczyńskiego. Zapytałabym go, co zamierza. Co oznacza ten niby opór względem PiS, jaki ma w tym cel”.

Nie jestem w stanie przedstawić wszystkich gości, których chcielibyśmy zaprosić do siebie, przełamać się z nimi opłatkiem, porozmawiać. Krystyna Janda, Adam Michnik, Jerzy Stuhr, Artur Andrus, Borys Budka, Ewa Łętowska, Tomasz Sianecki, Jacek Jaśkowiak, Marek Kondrat, Jurek Owsiak. Nawet Krystynę Pawłowicz niektórzy chętnie by u siebie gościli, choć z mało chwalebnych pobudek, dlatego je przemilczę.

Kogo ja chciałabym gościć u siebie w tym, tak ważnym dla mnie, dniu? Kogoś, kto przez całe lata był dla mnie wielkim autorytetem, wzorem do naśladowania. Jego kultura, takt, inteligencja, piękna polszczyzna i system wartości stanowiły dla mnie największą motywację, by rozwijać się, iść w tym samym kierunku. Mistrz Riposty, Mistrz Pióra, Mistrz Etyki dziennikarskiej, prawdziwa „perła”. Tak Panie Grzegorzu Miecugow, to właśnie Pan byłby moim najcenniejszym, najbardziej pożądanym gościem. Zajmuje Pan w moim sercu bardzo ważne miejsce. Tak samo ważne jak ci, których kochałam, a już ich ze mną nie ma. To do Pana i moich najbliższych, którzy są „po drugiej stronie lustra”, podzielę się opłatkiem słowami najpiękniejszej kolędy autorstwa Szymona Muchy i Zbigniewa Preisnera:

„A nadzieja znów wstąpi w nas,
Nieobecnych pojawią się cienie.
Uwierzyli kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie.
I choć przygasł świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu.
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu”.

Moi Drodzy, wszystkim Wam składam życzenia pięknych, wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia. Życzę Wam, by wszystkie waśnie polityczne pozostały za drzwiami, a my byśmy przypomnieli sobie, że jeszcze nie tak dawno potrafiliśmy się do siebie uśmiechać, spędzać ze sobą czas, cenić i szanować. Niech będą to prawdziwie magiczne Święta, pełne miłości, przyjaźni. Cieszmy się z bycia razem w ten najwspanialszy czas…

SKORO JUŻ RAZ BYŁO 1:27, NIECH PiS NIE WIERZY, ŻE TO SIĘ NIE POWTÓRZY

Waldemar Mystkowski pisze o tyranii PiS.

Co zrobić z tyranią głupców i kłamców?

Ustawy sądownicze zdemolowały jeden z trzech filarów demokracji. To zamach na struktury państwa prawnego i okazało się, że nie trzeba uciekać się do fizycznej przemocy. Nie dokonano tego za pomocą puczu, nie użyto sił militarnych ani paramilitarnych, bądź policyjnych, wystarczyło uchwalenie ustaw niekonstytucyjnych. Wybitny filozof i profesor prawa Gustav Radbruch nazwał to niegdyś „ustawowym bezprawiem”.

Prof. Małgorzata Gersdorf, I Prezes Sądu Najwyższego w oświadczeniu opublikowanym na stronach Sądu Najwyższego powołała się na tę wybitność z okresu republiki weimarskiej, po której do władzy w Niemczech doszli faszyści.

Prof. Gersdorf partię rządzącą PiS, która owe bezprawie zaprowadza, nazwała po prostu „okupantem”. Zatrzymajmy się jeszcze przy Radbruchu. To on dla prawników sformułował „nieposłuszeństwo obywatelskie”, które w prawie nazywa się „formułą Radbrucha”, mianowicie jeżeli prawo tak jak przez PiS stanowione (lex) jest sprzeczne z prawem naturalnym (ius),  to można  i powinno być w procesie stosowania prawa traktowane tak, jakby w ogóle nie obowiązywało.

Jeszcze jedna uwaga historyczna. Mianowicie formuła Radbrucha znalazła zastosowanie w najsłynniejszych w historii orzeczeniach Trybunału Norymberskiego w stosunku do zbrodniarzy hitlerowskich.

Zatem kontekst oświadczenia Gersdorf jest jasny i my, społeczeństwo polskie, możemy obawiać się najgorszego, bo zmierzamy do formy ustroju dyktatorskiego, które dla różnych narodów przyniosły same nieszczęścia.

Inny namacalnym – intelektualnie – przykładem dążenia do despotii jest ustawa o ordynacji wyborczej, która po kosmetycznych i pijarowskich poprawkach w Senacie wraca do Sejmu, a potem po parafę na biurko naszego politycznego Długopisa. Ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana, iż w każdym momencie jej stosowania pozwala na możliwość fałszowania wyników wyborów, a nawet gdy nadzorcy – a będą to organa pod kontrolą PiS – zostaną złapani, to ostatnia instancja – sądy (też pod ich kontrolą) orzekną, kto ma rację: oszust czy oszukany.

Oszust nigdy dobrowolnie nie przyzna się do oszustwa. Dlatego tak a nie inaczej, kilka dni temu w TVN24 wypowiedział się o władzy PiS i postulowanej dla nich przyszłości jeden z nielicznych autorytetów, jacy nam zostali – prof. Marcin Król.

Prof. Król formę rządzenia Kaczyńskiego i jego spółki nazwał „tyranią głupców i kłamców”. Pobrzmiewa w tym określeniu echo Kisiela o Gomułce i spółce: „dyktatura ciemniaków”.

Ale to postulat Króla jest ciekawy i inspirujący: – „Ten rząd trzeba będzie po prostu przepędzić”. Hm, prawda? Co pod tym rozumieć? Warto o tym dyskutować, ba! – najwyższy czas rozpocząć debatę w społeczeństwie obywatelskim, debatę jednak bez oszołomów. Król w swojej wypowiedzi zastosował cudowną formułę dialektyczną, mianowicie zastrzegł się, że nie są to nawoływania do przemocy, a jedynie jego przewidywania. Więc powtórzę i podkreślę: co to znaczy przepędzić i jak, aby wróciła w Polsce normalność, aby prawo było prawem (ius)?

Aleksander Kwaśniewski używa podobnego języka dialektyki w wywiadzie dla portalu wiadomo.co: – „Polacy wcześniej zmienią rząd niż zdecydują się na Polexit”. Nie chcę teraz wgłębiać się w sens tej wypowiedzi, acz warto zwrócić uwagę na „zmienią rząd”. No i ten Polexit – dla większości, która jest krytyczna w stosunku do „głupców i kłamców”, staje się coraz bardziej oczywisty.