Posts Tagged ‘Małgorzata Gersdorf’

TO DOPIERO POCZĄTEK PODWYŻEK. „Dobra zmiana” potrzebuje pieniędzy. Wciąż więcej. Wysokie pensje, milionowe premie… wybraliście Polacy to płaczcie i płaćcie.

Tamara Olszewska pisze o świętach.

…Zaproście nas do stołu

Cieszmy się z bycia razem w ten najwspanialszy czas…

Przed nami Święta Bożego Narodzenia. Najpiękniejsze, najbardziej rodzinne, przeżywane najmocniej i najgłębiej. Uwielbiam ten czas, gdy w całym domu unosi się zapach grzybów, ciast i innych dobroci wszelakich. Choinka pięknie przystrojona, wspólne oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, dzielenie się opłatkiem… i moi najbliżsi.

Na początku grudnia poprosiłam znajomych na Facebooku o wskazanie osoby, którą zaprosiliby do siebie na Wigilię. No i się zadziało. Odpowiedziało mi 250 osób i w ten sposób powstała lista najchętniej widzianych gości. Zapraszam.

Robert Biedroń jest naszym numerem jeden. To z nim najwięcej osób spędziłoby wieczór wigilijny. Dlaczego właśnie on? Jedna z moich znajomych tak uzasadniła ten wybór: – „Na pewno byłby wspaniałym gościem. Ma w sobie skromność, ale i spokojne osadzenie w sobie i naturalną obecność. Jest czarujący, ale nie w powierzchowny sposób, tylko w połączeniu z inteligencją i trzeźwością spojrzenia. No i – gwarantowane, nie byłoby kłótni na tematy polityczne w naszym gronie!”. Ileż miłych słów o nim powiedziano. O jego kulturze, otwartym umyśle, cieple. Jestem ciekawa, co by powiedział, gdyby dotarła do niego wiadomość, że jest najbardziej pożądanym gościem dla tak wielu osób.

Nikogo nie powinno dziwić, że i Jarosław Kaczyński znalazł się na naszej liście. Tak, znaleźli się w gronie moich znajomych chętni na spędzenie z nim czasu przy świątecznym stole, choć z różnych pobudek. Ktoś, licząc na dobre skutki zbłąkanego grzybka trującego. Ktoś chciałby wykorzystać takie spotkanie, by zadać mu wiele niewygodnych pytań, a Beata Maria chciałaby po prostu „dowiedzieć się, czy faktycznie stał się antydemokratą, czy też chodzi mu o zwykłą zemstę na swoich przeciwnikach politycznych i pozamykanie ich w więzieniach”. Bogna się nieco rozmarzyła: – „W swojej naiwnej wierze w magię świąt, miałabym nadzieję na odrobinę wzajemnego zrozumienia i poszerzenia horyzontów”. Pięknie swój wybór uzasadniła Elżbieta – „Może nie byłoby wesoło, ale mam nadzieję, że nabrałby pokory i zobaczył… jak można żyć bez nienawiści, buty, pychy i takimi tam zwykłymi ludzkich odruchami”. Agata chciałaby, by: – „Może zobaczył, jak ludzie potrafią cieszyć się ze wspólnego obcowania? Jak tak pięknie darzą się wzajemnym szacunkiem i miłością? Może poczułby, że zupa wigilijna smakuje niezwykle, bo w gronie życzliwych sobie wszystko nabiera wyjątkowego smaku? Może odkryłby w sobie to fantastyczne uczucie, kiedy najwięcej radości daje prezent zrobiony ręczne przez małe bratanice? I może wreszcie wybaczyłby sam sobie, zamiast obarczać winą innych? Miliony innych…”.

Lech Wałęsa z małżonką. Tak jak powiedziała Basia: – „Gdyby była taka możliwość, chętnie bym zaprosiła do siebie Parę Prezydencką D. L. Wałęsów. Byłaby to okazja do podziękowania za całokształt. Lubię Wałęsów, bardzo Ich szanuję”. Dla wielu, naprawdę wielu osób Wałęsa to wartość sama w sobie. Największa, najcenniejsza. Wraca w człowieka wiara, że nie uda się Lecha Wałęsy wymazać z naszej historii, bo ludzie na to nie pozwolą.

Agnieszka Holland. Krzysztof miał przyjemność „ją poznać. Jest mądra, bezpośrednia i skromna. To nie zawsze idzie w parze. A do tego robi od czasu do czasu znakomite filmy (Pokot, W ciemnościach, Gorączka)”, z kolei Ewa dorzuciła do pani Agnieszki jeszcze Olgę Tokarczuk i uznała, że mając takich gości „właściwie z okazji takiej uczty intelektualnej i emocjonalnej to… już bym chyba nie musiała nic gotować. Nawet na Wigilię”. To trochę pójście na łatwiznę, ale świetnie Ewę rozumiem. Towarzystwo Agnieszki Holland i Olgi Tokarczuk nade wszystko. Pięknie uzasadniła swój wybór Krystyna: – „Ugoszczona wcześniej Pani Agnieszka w fotelu, a ja zasłuchana… Prawdziwe Święto dla duszy”, a Marcin powiedział: – „To prawdziwa patriotka w rozumieniu uniwersaliów – nie stroni od trudnych tematów, jawnie nazywa obecny stan rzeczy jako dyktaturę!”.

Posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz to kolejna osoba z naszej listy. – „Mądra, choć emocjonalna, inteligentna, dziewczyna z charakterem. Moim zdaniem to człowiek, któremu bardzo zależy na Polsce”. W pełni się zgadzam ze zdaniem Krystyny. Dodajmy do tego waleczność, determinację, konsekwencję w działaniu. Rzeczywiście, nasza „Myszka”, bo tak o niej mówią, cieszy się wielkim szacunkiem i sympatią. Jedno jest pewne. Wniosłaby mnóstwo świeżości i kolorów i zapewne ten wieczór w jej towarzystwie trwałby i trwał…

Ksiądz Adam Boniecki. Jakże pięknie uzasadniła swój wybór Jagoda: „(chociaż z obecnym Kościołem nie jest mi po drodze). Inteligencja, duża wiedza i poczucie humoru… Byłby to bardzo przyjemny wieczór, prawdziwie wigilijny… Miałabym też dużo pytań, które mnie nurtują, a poza tym wigilia, czyli święto kościelne… Trzy w jednym… WIARA, NADZIEJA i MIŁOŚĆ”. Jedna z moich znajomych chciałaby, by ks. Boniecki wytłumaczył jej katoliczce, co mogłaby zrobić, by w obecnym czasie przestać wątpić. Dla Marii ks. Boniecki jest największym autorytetem, bardzo mądrym i dobrym człowiekiem. Małgorzata wykorzystałaby takie spotkanie przy wigilijnym stole, aby „mu osobiście podziękować za świadectwo wiary, wierność wyznawanym wartościom i powiedzieć mu, że w moim domu zawsze ma i będzie miał głos”.

Na liście nie mogło zabraknąć Donalda Tuska. Sympatyczny, mądry, bardzo dowcipny, z dużym dystansem do samego siebie, skromny. Wielu z moich rozmówców uważa go za jednego z najwybitniejszych Polaków XX wieku. Agata nie ukrywa, że wykorzystałaby sytuację, żeby „dowiedzieć się, dlaczego opozycja jest taka głupia, jak nas widzą w Europie oraz czy zamierza kandydować na prezydenta RP”.

Iwona zaprosiłaby Andrzeja Dudę. – „Zapytałabym go przy wigilijnym stole, dlaczego będąc tak gorliwym katolikiem kłamał i nadal kłamie, decyduje się na łamanie prawa i przyklepuje te wszystkie ewidentnie niekonstytucyjne ustawy. Zapytałabym, dlaczego zdecydował się na start w wyborach prezydenckich i dlaczego tak poddał się woli Kaczyńskiego. Zapytałabym go, co zamierza. Co oznacza ten niby opór względem PiS, jaki ma w tym cel”.

Nie jestem w stanie przedstawić wszystkich gości, których chcielibyśmy zaprosić do siebie, przełamać się z nimi opłatkiem, porozmawiać. Krystyna Janda, Adam Michnik, Jerzy Stuhr, Artur Andrus, Borys Budka, Ewa Łętowska, Tomasz Sianecki, Jacek Jaśkowiak, Marek Kondrat, Jurek Owsiak. Nawet Krystynę Pawłowicz niektórzy chętnie by u siebie gościli, choć z mało chwalebnych pobudek, dlatego je przemilczę.

Kogo ja chciałabym gościć u siebie w tym, tak ważnym dla mnie, dniu? Kogoś, kto przez całe lata był dla mnie wielkim autorytetem, wzorem do naśladowania. Jego kultura, takt, inteligencja, piękna polszczyzna i system wartości stanowiły dla mnie największą motywację, by rozwijać się, iść w tym samym kierunku. Mistrz Riposty, Mistrz Pióra, Mistrz Etyki dziennikarskiej, prawdziwa „perła”. Tak Panie Grzegorzu Miecugow, to właśnie Pan byłby moim najcenniejszym, najbardziej pożądanym gościem. Zajmuje Pan w moim sercu bardzo ważne miejsce. Tak samo ważne jak ci, których kochałam, a już ich ze mną nie ma. To do Pana i moich najbliższych, którzy są „po drugiej stronie lustra”, podzielę się opłatkiem słowami najpiękniejszej kolędy autorstwa Szymona Muchy i Zbigniewa Preisnera:

„A nadzieja znów wstąpi w nas,
Nieobecnych pojawią się cienie.
Uwierzyli kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie.
I choć przygasł świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu.
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu”.

Moi Drodzy, wszystkim Wam składam życzenia pięknych, wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia. Życzę Wam, by wszystkie waśnie polityczne pozostały za drzwiami, a my byśmy przypomnieli sobie, że jeszcze nie tak dawno potrafiliśmy się do siebie uśmiechać, spędzać ze sobą czas, cenić i szanować. Niech będą to prawdziwie magiczne Święta, pełne miłości, przyjaźni. Cieszmy się z bycia razem w ten najwspanialszy czas…

SKORO JUŻ RAZ BYŁO 1:27, NIECH PiS NIE WIERZY, ŻE TO SIĘ NIE POWTÓRZY

Waldemar Mystkowski pisze o tyranii PiS.

Co zrobić z tyranią głupców i kłamców?

Ustawy sądownicze zdemolowały jeden z trzech filarów demokracji. To zamach na struktury państwa prawnego i okazało się, że nie trzeba uciekać się do fizycznej przemocy. Nie dokonano tego za pomocą puczu, nie użyto sił militarnych ani paramilitarnych, bądź policyjnych, wystarczyło uchwalenie ustaw niekonstytucyjnych. Wybitny filozof i profesor prawa Gustav Radbruch nazwał to niegdyś „ustawowym bezprawiem”.

Prof. Małgorzata Gersdorf, I Prezes Sądu Najwyższego w oświadczeniu opublikowanym na stronach Sądu Najwyższego powołała się na tę wybitność z okresu republiki weimarskiej, po której do władzy w Niemczech doszli faszyści.

Prof. Gersdorf partię rządzącą PiS, która owe bezprawie zaprowadza, nazwała po prostu „okupantem”. Zatrzymajmy się jeszcze przy Radbruchu. To on dla prawników sformułował „nieposłuszeństwo obywatelskie”, które w prawie nazywa się „formułą Radbrucha”, mianowicie jeżeli prawo tak jak przez PiS stanowione (lex) jest sprzeczne z prawem naturalnym (ius),  to można  i powinno być w procesie stosowania prawa traktowane tak, jakby w ogóle nie obowiązywało.

Jeszcze jedna uwaga historyczna. Mianowicie formuła Radbrucha znalazła zastosowanie w najsłynniejszych w historii orzeczeniach Trybunału Norymberskiego w stosunku do zbrodniarzy hitlerowskich.

Zatem kontekst oświadczenia Gersdorf jest jasny i my, społeczeństwo polskie, możemy obawiać się najgorszego, bo zmierzamy do formy ustroju dyktatorskiego, które dla różnych narodów przyniosły same nieszczęścia.

Inny namacalnym – intelektualnie – przykładem dążenia do despotii jest ustawa o ordynacji wyborczej, która po kosmetycznych i pijarowskich poprawkach w Senacie wraca do Sejmu, a potem po parafę na biurko naszego politycznego Długopisa. Ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana, iż w każdym momencie jej stosowania pozwala na możliwość fałszowania wyników wyborów, a nawet gdy nadzorcy – a będą to organa pod kontrolą PiS – zostaną złapani, to ostatnia instancja – sądy (też pod ich kontrolą) orzekną, kto ma rację: oszust czy oszukany.

Oszust nigdy dobrowolnie nie przyzna się do oszustwa. Dlatego tak a nie inaczej, kilka dni temu w TVN24 wypowiedział się o władzy PiS i postulowanej dla nich przyszłości jeden z nielicznych autorytetów, jacy nam zostali – prof. Marcin Król.

Prof. Król formę rządzenia Kaczyńskiego i jego spółki nazwał „tyranią głupców i kłamców”. Pobrzmiewa w tym określeniu echo Kisiela o Gomułce i spółce: „dyktatura ciemniaków”.

Ale to postulat Króla jest ciekawy i inspirujący: – „Ten rząd trzeba będzie po prostu przepędzić”. Hm, prawda? Co pod tym rozumieć? Warto o tym dyskutować, ba! – najwyższy czas rozpocząć debatę w społeczeństwie obywatelskim, debatę jednak bez oszołomów. Król w swojej wypowiedzi zastosował cudowną formułę dialektyczną, mianowicie zastrzegł się, że nie są to nawoływania do przemocy, a jedynie jego przewidywania. Więc powtórzę i podkreślę: co to znaczy przepędzić i jak, aby wróciła w Polsce normalność, aby prawo było prawem (ius)?

Aleksander Kwaśniewski używa podobnego języka dialektyki w wywiadzie dla portalu wiadomo.co: – „Polacy wcześniej zmienią rząd niż zdecydują się na Polexit”. Nie chcę teraz wgłębiać się w sens tej wypowiedzi, acz warto zwrócić uwagę na „zmienią rząd”. No i ten Polexit – dla większości, która jest krytyczna w stosunku do „głupców i kłamców”, staje się coraz bardziej oczywisty.

Wygraliśmy.

Prezydent zawetował ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.

Duda stwierdził, że rozmawiał podczas weekendu z wieloma osobami, ale najważniejsza była dla niego rozmowa z Zofią Romaszewską, działaczką opozycji w PRL. – „Ja żyłam w państwie, w której prokurator generalny mógł wszystko. Nie chcę do takiego państwa wracać”.

Duda stwierdził, że nie ma w Polsce tradycji, żeby prokurator generalny miał kontrolować Sąd Najwyższy i sądy. Dodał, że nie przedstawiono mu do konsultacji projektu ustawy o SN.

Jednak bez euforii. To tylko 2:1. Ta trzecia ustawa wcale nie jest groźniejsza niz poprzednie. Oto jej niebezpieczna treść.

W ogromnym skrcie.

O co chodzi w protestach.

3 ustawy i 3 najbardziej kontrowersyjne zapisy

czyli

„odwołuję”

„wygaszam”

„przenoszę w stan spoczynku”.

SPOKOJNIE! Jeszcze nie wygraliśmy, choć pierwszy mecz 2:1 dla naszych barw – polskich. PiS został ograny. PiS jeszcze rządzi.

Na to właśnie musimy uważać. Veto dwóch ustaw nie oznacza wcale końca walki z autorytarnymi zapędami PiS – to tylko jedna bitwa! #młodzi2017

PiS się przegrupowuje, bo dostali w rzyć od społeczeństwa obywatelskiego.

Duda spotkał się z I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatą Gersdorf.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego z atmosfery ostatnich dni.

Idą do Jarka bez żadnego trybu

Udział młodych w protestach jest zaskoczeniem. Nagle z dnia na dzień na manifestacjach się odmłodziło. Nie protestuję wśród podobnych sobie, nie poznaję otoczenia.

Nie są to tylko młodzi trzydziestolatkowie, ale dwudziestolatkowie i jeszcze młodsi. To oni nadają ton protestom. Przejmują pałeczkę sprzeciwu społeczeństwa obywatelskiego. Ich żywiołem są nowe media, internet, smartfon, za pomocą których się skrzykują i wychodzą, aby „spacerować”.

W Warszawie 6 młodych osób z Akcji Demokracja wyprowadziło na ulice tysiące rówieśników. Protesty nabrały zupełnie innej formy, innej dynamiki. Nowa fala ruszyła i bodaj dopiero się zaczęła.
Wraz z młodymi przychodzi zupełnie inna dynamika, inne formy protestu i nowy język. Mam wrażenie, iż słychać w tym buncie analogię z pokoleniem 68, znanym mi z opisów Maja 68 w Paryżu, podczas którego najpopularniejszym hasłem było: „Zabrania się zabraniać!”.

Nowa fantazja to skrzykniecie się na dzisiaj na Facebooku grupy Młodzi2017, którzy wedle hasła „My bez żadnego trybu!!!” inicjują dzisiaj o g. 20-tej  manifestację „Idziemy do Jarka na Żoliborz!”.
Na Facebooku zadeklarowało „spacer” 400 osób, a 2 tys. jest zainteresowanych wydarzeniem. Zbierają się przy Mickiewicza 49. Motywują się: „Główny morderca naszej wolności i demokracji nie mieszka w pałacu prezydenckim. Mieszka na Żoliborzu. Pokażmy mu, ilu nas jest! Suweren nadchodzi!”

„Głównego mordercy” może nie być w domu, bo wzięła go np. na wakacje „dama do towarzystwa”Joachim Brudziński, ale via media może poczuć ciarki na skórze, bo to patentowany tchórz.

Te akcje dopiero się zaczynają. Czytam na blogu Jakuba Abramczuka (medium.com), socjologa najmłodszego pokolenia, który do swoich rówieśników przemawia językiem dla nich zrozumiałym. „Joł, macie w dupie politykę i pokemony ze świeczkami pod Sejmem. Lepiej na kwadracie obalić browara, przypalić zioło i zamoczyć bez bachora. Róbcie to, póki jeszcze możecie. Niedługo przestaniecie. Przestaniecie, bo zbyt mocno macie wyjebane na to, co się dzieje w Polsce.”

Abramczuk kolegom wyjaśnia, do czego zabiera się władza PiS. Argumentuje: – „Kiedy przejmą sądy i wsadzą do nich swoich ludzi, to wezmą pałę do łapy i zaczną na poważnie ustawiać kraj po swojemu. Że poprzednia ekipa u koryta robiła tak samo? Robiła. Tyle, że oni trzepali kasę, a nie bawili się w zbawianie świata. PiS chce Was zbawić, a nieposłuszni dostaną w dupę. Totalnie. Wy też. No chyba, że pomożecie typom ze świeczkami powstrzymać ich przed przerobieniem Polski w Świętojebliwe Królestwo Jarosława Mściwego”.

Fala młodych dopiero ruszyła, wznosi się. W Polsce nie doszło w XXI wieku do przewartościowania obyczajowego i aksjologicznego, więc może ta fala zmieść nie tylko klasę polityczną. Wielu komentatorów głośno pyta, dlaczego w mediacji między zawłaszczająca władzą PiS a opozycją nie występuje Kościół katolicki. W świetnym eseju na łamach Krytyki Politycznej Andrzej Leder zastanawiając się, co nas czeka, na koniec (jak ja) cyka się: „A czemu w tym tekście nie ma nic o Kościele katolickim?”. I odpowiada pytaniem: „Jakim Kościele…?”

Bez tokowania i gulgotania, czyli więcej obywatela, mniej polityka

Na błoniach w parku Kasprowicza przed Areną w Poznaniu zebrało się poznaniaków ze trzy place Wolności. Poznańska policja w zmniejszaniu protestujących („Kochany Jarku, zmniejszyliśmy opozycyjny protest”) jest mniej twórcza, niż warszawska, podaje jednak liczbę 13 tysięcy. Na moje oko było nas przeszło 20 tysięcy.

W sobotę wieczorem po 21-szej to sporo. Organizatorzy mogą mieć problem ze znalezieniem większej przestrzeni do protestów, lecz główny organizator Franciszek Sterczewski jest architektem, więc winien wypatrzyć w razie czego odpowiednio większe otwarte kubatury, gdyby więcej poznaniaków chciało wieczór poświęcić trosce o Polskę.

Przecież to miasto ma w swoich municypalnych genach zapisany protest w czerwcu 1956 roku, gdy ulicami maszerowało 100 tysięcy. Stolica Wielkopolski jeszcze tym się różni od reszty kraju, iż protest „Łańcuch światła” jest obywatelski, swoją dezaprobatę wyrażają obywatele, a nie politycy, o czym mógł się przekonać Ryszard Petru, który stał w tłumie, a nie na wyróżniającej scenie.

Poznaniacy wraz ze znajdującym się wśród nich szefem Nowoczesnej Petru wybaczyli wielokroć („Wybaczamy! Wybaczamy!”) sędziemu Sądu Najwyższego i jego rzecznikowi Michałowi Laskowskiemu, gdy ten wyznał: – „Ośmieliłem się prosić o głos, bo kiedyś publicznie powiedziałem, że nie wierzę, by Polacy stanęli w obronie sądów. Strasznie się myliłem i chcę za to przeprosić”.

Z tego protestu w obronie władzy sądowniczej rodzi się nowa jakość publicznego uczestnictwa, wzrastają zupełnie nowe postaci polityczne. Bodaj ten rodzaj street politics jest nie do zatrzymania. „Spacerujący” to coraz młodsi ludzie, którzy z wcześniej „spacerującymi” np. z KOD i Obywatelami RP tworzą wspólnotę ponadpokoleniową.

Kwestią czasu – i to bliskiego – jest sformułowanie skuteczniejszych form nacisku obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jeżeli politycy opozycji nie wyjdą z rzeczywiście demokratyczną debatą polityczną, to wraz z rządzącym PiS-em mogą być zmieceni.

Bloger Galopujący Major – jest absolwentem prawa UAM – tak się zamarzył i wyobraził polityków opozycji: – „Wyobraź sobie, że bezpośrednio zwracają się do właśnie rodzącego się ruchu protestów. Zwracają się z propozycją wspólnej reformy sądownictwa. Że co miesiąc w innym mieście spotykają się z obywatelami, nie wyborcami, a właśnie obywatelami. Spotykają na otwartych dyskusjach o wadach wymiaru sprawiedliwości. I tym razem politycy nie tokują, nie gulgoczą, nie przekrzykują. Tym razem obywateli słuchają, bardzo uważnie słuchają. Słuchają, dyskutują, a dopiero potem zabierają się za zmiany prawa”.

Major pyta i odpowiada: – „Poszedłbyś na takie spotkanie? Bo ja bym poszedł”. Sterczewski przed poznańską Areną zaproponował Petru i innym obecnym tam politykom: – „Mamy nadzieję, że mają notatniki i będą zapisywać to, co Wielkopolanie mają im do powiedzenia. A jeśli bardzo będą chcieli się zaangażować, to zapraszamy do służby porządkowej”.

Bez tokowania i gulgotania poznaniacy spotykają się w niedzielę przed Areną na siódmym już „Łańcuchu światła”, młodsi będą mogli zobaczyć „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy, czyli jak to drzewiej radzono sobie i walczono z prekaczystami.

>>>

>>>

KOŚCIÓŁ JEST TAKIM STRÓŻEM MORALNOŚCI JAK PREZYDENT STRÓŻEM KONSTYTUCJI… BRAK SŁÓW 

A pani Krysia…

Prezes Sądu Najwyższego wierzy w państwo prawa. Pisze o tym Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”). – Gwarancje niezawisłości są brutalnie demolowane, szkaluje się nas, bo uosabiamy prawo, które krępuje – w poruszającym wystąpieniu prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf wezwała sędziów do wytrwałości i odwagi.

Prezes SN wystąpiła na zjeździe Stowarzyszenia Sędziów „Iustitia” zorganizowanym w sobotę, kilka dni przed zaplanowanym przez rząd pierwszym czytaniem projektu zmiany ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. W środę przedstawi go Sejmowi minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Rząd chce, by członkowie KRS byli wybierani przez większość sejmową, a nie samorząd sędziowski. KRS kontroluje działalność sądów i ocenia pracę sędziów w Polsce, więc taka zmiana oznacza upolitycznienie sądów i uzależnienie ich od władzy ustawodawczej.

Prof. Gersdorf mówiła o nadchodzącej „bardzo trudnej godzinie” dla stanu sędziowskiego, ale też zachęcała, by pamiętać o przyszłości „która nadejdzie, kiedy walec historii przetoczy się już po naszym kraju”.

– Rozhuśtane nastroje mają wpływ także na życie prawne. W takich czasach rządzący perfekcyjnie wyzyskają frustracje i lęki społeczne do konsolidacji władzy, likwidując przeszkody stojące im na drodze. Najważniejszą z nich jest prawo. Dlatego właśnie w erdoganowskiej Turcji po wydarzeniach lipcowych 2016 r. z dnia na dzień represje dotknęły niemal 3 tysiące sędziów. – mówiła.

Prezes Sądu Najwyższego przekonywała sędziów, że „czas chaosu i rzekomych wielkich reform minie, choć będzie on okupiony ofiarami”. Jak powiedziała, w Polsce wróci „państwo prawa – prawdziwe, zbudowane na szacunku dla konstytucji i zasad prawnych”. – Wtedy sądy muszą się stać bardziej autonomiczne, operatywne, bliższe lokalnym społecznościom, niezależne od partii politycznych i nacisków z zewnątrz. Takich sądów potrzebuje Polska. Ale żeby to zaistniało, w dobie walki z sądami potrzebujemy dzielnych ludzi, którzy prawdziwe wartości, z jakimi szło do walki o Polskę pokolenie „Solidarności”, przeniosą na swoich barkach w nowe czasy – podkreślała prof. Gersdorf.

– Chcę was prosić o trzy rzeczy: wytrwałość, wewnętrzną niezawisłość i społeczną odpowiedzialność – apelowała. – Nie przejmujmy się, że dzisiaj się nas szkaluje. To boli, ale też pamiętajmy, że nie dzieje się to przypadkiem. Celowo manipuluje się nastrojami społecznymi. Za patrona tych manipulacji może uchodzić Carl Schmitt, niemiecki filozof prawa, któremu zawdzięczamy teorię „obiektywnego wroga”. Prowadzi się wojnę propagandową, bo uosabiamy prawo, które krępuje. Cele i metody tej walki nie są czyste, ale wytrwajmy! Mówmy głośno i prostymi słowami. Rejestrujmy każde naruszenie prawa, sami trzymajmy się zasad prawnych. To powinno być nasze credo – apelowała.

Sędzia Gersdorf wyjaśniła też, jak ważna dla sędziów jest „wewnętrzna niezawisłość”. – Gwarancje niezawisłości są na naszych oczach brutalnie demolowane, ale nie wolno nam samych siebie pozbawiać przekonania, że prawo to nie tylko instrument doraźnego oddziaływania, lecz coś więcej. Prawo to najpierw są zasady, a dopiero potem przepisy. Ktoś, kto tego nie czuje, jest zaledwie technikiem prawa, ale nie prawnikiem. Bądźmy blisko ludzi, ale nie kierujmy się sondażami popularności. Nie wyprzedzajmy oczekiwań społecznych co do umorzenia postępowania, niewinności, kary, wygranej lub przegranej na sali sądowej. Każdy sędzia, który poddałby się tym nastrojom, dzisiaj tak otwarcie formułowanym, okazałby brak przydatności do służby. Naszym podstawowym obowiązkiem jest orzekać nie tylko zgodnie z prawem, ale i własnym sumieniem. Tak ślubowaliśmy – przypominała.

Prezes SN wezwała sędziów, by zrobili „rachunek sumienia”. – Czy i jak angażowaliśmy się dotąd społecznie? Czy zabieraliśmy głos w ważnych sprawach publicznych? Prawnicy mają opinię, jaką mają, nie tylko dzięki nachalnej propagandzie. Ona po prostu wykorzystuje nasze słabości jako środowiska i w ogóle słabe poczucie dobra wspólnego w polskim społeczeństwie – oceniała.

Na koniec prezes Sądu Najwyższego podkreśliła: – Rzeczpospolita w kształcie demokratycznego państwa prawa nie odrodzi się bez wielkiego wysiłku każdego z nas! Zmieniajcie stale deformowany obraz prawa i prawników na lepsze. Tego wam i sobie samej życzę.

TWORKI TO ZA MAŁO czyli Internautom puszczają nerwy

GDZIE JEST ZAMACH ???

Agnieszka Kublik pisze o przegraniu zamochu smoleńskiego przez PiS. Jak się nie ma dowodów, to mnoży się teorie. Ale kiedy państwo PiS od ponad roku szuka dowodów, a ich nie znajduje, to znaczy, że dowody nie istnieją. „Non est” – jak lubi mówi Jarosław Kaczyński.

Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński we wtorek rano w Radiu ZET ogłosił nową smoleńską hipotezę: – Mogę sobie teoretycznie wyobrazić, że kontrolerzy [lotu] podają błędne informacje i jednocześnie jest w samolocie coś, co powoduje eksplozję.

Tak tłumaczył, jak pogodzić oskarżenia rosyjskich kontrolerów, że doprowadzili do katastrofy, z hipotezami Antoniego Macierewicza, że samolot rozpadł się jeszcze w powietrzu w wyniku eksplozji – Gdyby było sprowadzanie celowe ku katastrofie, a jednocześnie miał być wybuch, to te dwie przyczyny nie muszą być sprzeczne – dowodził Zieliński.

Teoretycznie jest to możliwe – były po prostu dwa zamachy, takie zabezpieczenie zamachowców. Za jednym staliby Rosjanie – celowo, w uniemożliwiającej kontakt wzrokowy z ziemią mgle sprowadzili samolot na ziemię tak, by się rozbił. Za drugim – nadal nie ustaleni sprawcy (Rosjanie, Polacy, a może działali w porozumieniu?), którzy na pokładzie Tu-154 M podłożyli ładunek wybuchowy. Albo ładunki, w tej sprawie Macierewicz i jego pseudoeksperci się plączą. Miały być dwa wybuchy, potem trzy, miała być eksplozja tuż nad ziemią, ładunek wybuchowy miał być podłożony w prezydenckiej salonce itd. Wersji było wiele.

Państwo PiS ma wszelkie narzędzia, by dowieść czego tylko chce w sprawie katastrofy smoleńskiej. Ma oddanych i gorliwych ludzi (i specjalny zespół prokuratorów, i specjalną komisję badania wypadków lotniczych) oraz tyle pieniędzy, ile tylko zechce (np. smoleńska podkomisja w MON w zeszłym roku kosztowała podatnika 1,5 mln zł, w tym roku – 2 mln zł.).

PiS obiecywał udowodnić, że raport o przyczynach katastrofy sporządzony przez rządową komisję Jerzego Millera jest fałszywy. Nie udowodnił. Miał udowodnić, że to nie załoga, która popełniła błędy i złamała procedury bezpieczeństwa jest winna, a zamachowcy. Nie udowodnił. Obiecywał powołać komisję międzynarodową do zbadania katastrofy. Nie powołał. Miał polecieć do Smoleńska na oględziny wraku. Nie poleciał.

Tyle złamanych obietnic. Bo to były obiecanki-cacanki, a głupiemu (elektoratowi) radość. Z próżnego i państwo PiS dowodów nie naleje.

DOBRY POMYSŁ

JESTEŚMY FANAMI CHORĄŻEGO BARDONIA !!!

NAJLEPSZY OPIS TEGO, CO AKTUALNIE DZIEJE SIĘ W POLSCE. CZYTAJCIE, CO TEŻ MY, JAKO NARÓD SOBIE „ZAFUNDOWALIŚMY”…

Waldemar Mystkowski pisze o walce wewnątrz PiS.

Dylematy Kaczyńskiego i jego polityczne trupy

Polityka PiS znalazła się na rozdrożu, spadające poparcie w sondażach będzie się utrwalać. Rozpocznie się szukanie antidotum na powstrzymanie słabnięcia, a w tego typu autokratycznych partiach wyjścia są dwa. Zwrócenie się do środka, w tym zaaprobowanie niektórych elementów liberalizmu bądź „więcej tego samego”.

Do tej pory Jarosław Kaczyński wybierał to drugie wyjście, „rewolucyjne”. Przynosiło ono pożądane skutki, zyskiwał więcej władzy, społeczeństwo radykalizowało się w sprzeciwie, ale nie odpływał własny elektorat. Sytuacja się zmieniła. Choć kierunki polityki są wyznaczane w głowie prezesa, to poszczególne działki są zarządzane przez jego nominatów.

Kaczyński jako stary bolszewik najpierw poszuka winnych we własnych szeregach. Głowę dadzą najsłabsi, najdłużej utrzymają się najsilniejsi. Słabość autokratyczna nie polega na tym, że ktoś jest mniej merytoryczny, ale na tym, że ma mniejszy obszar władzy i jest w niej gorzej umocowany. Taką postacią silną – acz złowieszczą – jest Antoni Macierewicz, który niszczy Wojsko Polskie. Dokonał więcej, niż niejeden wróg zdołałby w konflikcie gorącym. Macierewicz może to robić, gdyż Kaczyńskiego nie obchodzi siła kraju na zewnątrz, jego interesuje władza na własnym podwórku. Syci się władzą, a nie jej skutkami.

Macierewicz tę zasadę najlepiej pojmuje, gdyż to on jest mistrzem dla prezesa, jest jego guru. W partii jednak rządzi prezes, a nie mistrz, partia jest od dysponowania obszarem władzy, a nie pedagogiki. Guru też dają głowę, ale nie najwybitniejsi, a ci się umacniają, zagarniają jak najwięcej dla siebie, aby mający nad nimi władzę polityczną tak łatwo za nich nie decydował, w tym wypadku odbierał.

Macierewicz bez przetargu zakupił dla rządu 3 samoloty za 2 mld zł, co kłóci się z prawem. Macierewicz zakupił spółkę telekomunikacyjną od światłowodów, która poszerza jego władzę. Mało mu tego, chce wejść w kompetencje ministerstwa cyfryzacji i decydować o bezpieczeństwie w cyberprzestrzeni. Nie zgadza się na to minister Anna Streżyńska, gdyż jej ministerstwo stawałoby się zbędne. Za Streżyńską stoi Jarosław Gowin, należy wszak do jej partii. Buldogi będą walczyć pod dywanem, ale umiejętności szczekania polityków PiS z pewnością przeniosą się do przestrzeni publicznej. Pieski pokojowe padną, buldogi przetrwają.

Jak słabym politycznie osadzonym jest Andrzej Duda, przekonał się on sam podczas konfliktu z Macierewiczem. Zmuszony był przyznać po spotkaniu z ministrem obrony, że wszystko jest cacy, a Macierewicz nawet nie chciał potwierdzić słów prezydenta. Mógł spokojnie w limuzynie rządowej podkręcić potencjometr w radiu, aby delektować się wygraną z prezydentem.

Ta sytuacja nie odpowiada otoczeniu Andrzeja Dudy i pewno jemu samemu. Ile można dać się upokarzać, zwłaszcza że Kaczyński nie może go zdymisjonować – przynajmniej do najbliższych wyborów. I to jest bardzo konkretna siła Kancelarii Prezydenta. Duda jest otoczony ludźmi zesłanymi mu przez Kaczyńskiego, ale nie wszystkimi, a nawet gdyby, to niektórzy z nich przejawiają większe ambicje niż tylko szusować po stokach narciarskich, bądź zanurzać się w akwelungu na Bałtyku, albo wybranym morzu wymarzonego Trójmorza.

W Kancelarii Prezydenta zaczęły się przetasowania. Takie są skutki nauki z porażki z Macierewiczem. Zrezygnował szef gabinetu prezydenta Adam Kwiatkowski, który zawsze wiernie służył Kaczyńskim. Na jego miejsce przyszedł Krzysztof Szczerski, minister prezydencki, lecz teraz jest pierwszym po bogu, jest szambelanem prezydenta, jego uchem i ustami, ale to on będzie teraz decydował o polityce prezydenta, bo Duda jest słaby, ale twarzą może być.

Otoczenie Dudy przejawia ambicje polityczne większe, niż chciałby im dać prezes Kaczyński. Przede wszystkim asekurują się ludzie prezydenta na czas po przegranej PiS, nie chcą polec wraz z partią macierzystą. Oni zależą w pierwszym rzędzie od kadencyjności, a dopiero potem od prezesa.

Prezes jest jeden, ale nie wiemy za wiele o jego nieśmiertelności – przynajmniej partyjnej. Walka w PiS to jeden front polityczny, który będzie zdecydowanie bardziej widoczny dla publiki niż dotychczas i rewolucyjne „więcej tego samego” dla pozostałych – dla demokracji, dla opozycji i społeczeństwa obywatelskiego.
Będą latać wióry i nie z powodu antyekologicznej polityki Jana Szyszki. Niejeden przed naszymi oczami przeleci trup polityczny. Takie będą rozstrzygnięcia dylematów Kaczyńskiego.

ŁAPY PRECZ. NIE MASZ ZGODY POLAKÓW NA MAJSTROWANIE PRZY KONSTYTUCJI !!!

SONDAŻE POTWIERDZAJĄ. PAKUJCIE WALIZKI

KONIEC PSUCIA POLSKI. KONIEC OŚMIESZANIA OJCZYZNY. POLACY MÓWIĄ DOŚĆ! Najnowszy sondaż IBRIS: PiS leci dalej w dół

>>>

eliza-michalik

Prof. Wojciech Sadurski w „Wyborczej” pisze o wielkim zadaniu prof. Małgorzaty Gersdorf, I prezes Sądu Najwyższego. Wyrzucona drzwiami kontrola konstytucyjna wróci oknem, jeśli każdy najzwyklejszy sędzia zacznie oceniać zgodność ustaw z konstytucją. Dlatego prezes Gersdorf, która nawołuje: miejcie odwagę, musi dać głowę.

wojciech-sadurski

Wniosek posłów PiS sugerujących nielegalność wyboru prof. Małgorzaty Gersdorf na pierwszą prezes Sądu Najwyższego jest z prawnego punktu widzenia tak bezpodstawny, że jedynym jego wytłumaczeniem jest makiawelizm. Chodzi o „wypranie” sędziów dublerów Trybunału Konstytucyjnego, wybranych na już obsadzone stanowiska. Zasypując TK wnioskami groteskowymi (wpisuje się w tę listę także niedawny wniosek Zbigniewa Ziobry o uznanie nielegalności powołania trzech „starych” sędziów TK), daje się spacyfikowanemu Trybunałowi szansę okazania swej bezstronności, nic przy tym nie tracąc. Z drugiej strony, stwarza się w opinii publicznej wrażenie, że jakieś prezeski wybrane w sposób nie całkiem czysty są po obu stronach sporu, więc lepiej machnąć na to ręką.

Tym razem cel został jednak wybrany bardzo przemyślnie z punktu widzenia demonologii PiS-owskiej. W odróżnieniu od raczej anonimowych dla opinii publicznej trzech sędziów TK profesor Gersdorf wyrosła na czołową postać polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie godzi się z rozmontowywaniem państwa prawa, już od dłuższego czasu wypowiada się krytycznie o zamachu PiS na zasady konstytucyjne, a chwilą kluczową, która uczyniła ją w oczach władzy wrogiem publicznym numer jeden, stało się jej wystąpienie z 31 stycznia przed sędziami apelacyjnymi i okręgowych. Wystąpienie, które – można to powiedzieć bez przesady – przejdzie do historii polskiego prawa.

Oto bowiem bez owijania w bawełnę pierwsza prezes SN wypowiedziała trzy prawdy.

Po pierwsze, zapowiadane przez władzę wykonawczą „reformy” sądów zagrażają niezawisłości sędziowskiej. Choćby przez to, że w Sądzie Najwyższym ma powstać Izba Dyscyplinarna, w której zasiądzie również tzw. czynnik społeczny, a taki mieszany skład będzie mógł usunąć każdego sędziego, „który nie zgadza się z poddaniem prawa potrzebom bieżącej praktyki i woli politycznej”.

Po drugie, kończy się w Polsce zadekretowane w konstytucji demokratyczne państwo prawa, bo demokratycznie wybrana większość zmienia konstytucję bez wymaganej większości, przez ustawodawstwo zwykłe.

I po trzecie, w obliczu tych zagrożeń dla państwa prawa i trójpodziału władzy specjalna odpowiedzialność spoczywa na sędziach. „Środowisko sędziowskie może pokazać klasę, na jaką nie jest stać wielu obywateli”.

Te trzy bardzo proste prawdy sprowadziły na profesor Gersdorf nagonkę, a przekazy dnia, tygodnia i miesiąca określiły szerszą klasę osób, na której należy skupiać niechęć społeczną: „kastę sędziowską”. Profesor Gersdorf stała się jej demonicznym uosobieniem.

Zabij wroga, nim się rozmnoży

W ataku na profesor Gersdorf zawiera się jednak większy zamysł.

W obliczu faktycznego rozbrojenia TK coraz częściej w debatach prawniczych pojawia się wizja alternatywnej wobec trybunału kontroli konstytucyjności ustaw, a mianowicie przez sądy powszechne, z sądem najwyższym jako ich zwieńczeniem. To w istocie najstarsza na świecie forma sądowej kontroli konstytucyjności, zainicjowana w USA przez sędziego Johna Marshalla w 1803 roku. Parafrazując, Marshall powiedział: „Jeśli mam przed sobą dwa prawa, które powinienem stosować w danej sprawie, ustawę i konstytucję, a dostrzegam między nimi sprzeczność – muszę wybrać konstytucję”. W ten sposób sędzia odmawia uznania ważności niekonstytucyjnej ustawy.

Taki system kontroli prawa, dokonywany przez sędziów wszystkich sądów, ale specjalnie (bo z mocą dla całego kraju) przez sędziów sądu najwyższego, przyjęty został w bardzo wielu państwach: Kanadzie, Japonii, Australii, Indiach… Jednak w większości państw europejskich przyjęto inny model – wyspecjalizowany trybunał. Co jednak czynić, gdy ten trybunał zostanie ubezwłasnowolniony?

Oczywista odpowiedź brzmi: obowiązek muszą przejąć na siebie sędziowie sądów powszechnych. Mają ku temu nie tylko prawo, ale także obowiązek. Konstytucja bowiem wyraźnie stwierdza, że jej przepisy stosuje się bezpośrednio (art. 8). Oznacza to, że w każdej sprawie, która ma konstytucyjne aspekty (a jaka ich nie ma?), sędzia musi uwzględniać nade wszystko konstytucję, a ustawę tylko w tej mierze, w jakiej jest z nią zgodna.

Taka filozofia jest śmiertelnym zagrożeniem dla PiS, bo kontrola konstytucyjności jego ustaw, właśnie wyeliminowana drzwiami, może wrócić oknem. Aby do tego nie dopuścić, należy skompromitować i zohydzić sędziów, którzy mogą się tego zadania podjąć. A jak skuteczniej to uczynić niż przez podważenie legalności urzędu pierwszej prezes?

Obie mają coś za uszami

Ale jest jeszcze jedna, wspomniana na początku, korzyść z ataku na Małgorzatę Gersdorf. Chodzi o to, by opinii publicznej zaszczepić przekonanie, że w przypadku obu prawniczek stojących na czele najwyższych sądów: Sądu Najwyższego i TK, jest coś tam nie w porządku z ich wyborem, a zatem zostawmy to prawnikom, niech się między sobą spierają do woli, a my z praktycznych powodów zaakceptujmy legalność wyboru obu pań.

Tymczasem między okolicznościami wyboru prof. Gersdorf i mgr Przyłębskiej nie ma żadnej symetrii. Gersdorf została wybrana na podstawie ustawy i regulaminu z 2002 roku, przyjętych 12 lat przed jej wyborem i nigdy niezakwestionowanych. Regulamin wyborów w SN został prawidłowo opublikowany, a w tym, że konkretyzacja ogólnych zasad wyboru zarysowanych przez Konstytucję RP i ustawę o SN została dokonana przez regulamin wewnętrzny, nie ma absolutnie nic dziwnego ani karygodnego. W istocie to normalna praktyka prawna.

Tymczasem mgr Julia Przyłębska została „wybrana” przez zgromadzenie, w którym zasiadali trzej dublerzy, o których TK jednoznacznie (3 i 9 grudnia 2015 r.) zawyrokował, że zostali wybrani nielegalnie, bo na miejsca już zajęte. Zabrakło głosowania nad formalną uchwałą o przedstawieniu kandydatur prezydentowi. Na dodatek mgr Przyłębska w żaden sposób nie spełnia konstytucyjnego wymogu „wyróżniania się wiedzą prawniczą”, jaki musi spełnić każdy sędzia TK, a więc tym bardziej – prezes.

Podważając legalność wyboru profesor Gersdorf, PiS pragnie propagandowo wybielić okoliczności wyboru mgr Przyłębskiej. Daje tej ostatniej możliwość okazania „wspaniałomyślności”, gdy Trybunał odrzuci wniosek posła Mularczyka. Ale jeśli tak się stanie, stanowić to będzie tylko potwierdzenie słów pierwszej prezes na spotkaniu z sędziami 31 stycznia: „Sądy łatwo przekształcić w igraszkę w rękach polityków”.

*Wojciech Sadurski – profesor prawa na Uniwersytecie Sydnejskim i profesor w Centrum Europejskim UW, obecnie gościnny profesor na wydziale prawa Uniwersytetu Yale w USA

Klasyka. W kraju udawać mocarstwo, uszy po sobie na zewnątrz. Ale żeby dać się zdominować Słowacji?

bartosz-t-wielinski

Janusz Lewandowski, eurodeputowany PO, pisze o PiS-ie, tj. psie ogrodnika.

PiS jak pies ogrodnika. Wersja eksportowa

waldemar-kuczynski

Najnowsza wunderwaffe, w osobie Saryusz-Wolskiego, wzbogaciła arsenał środków PiS ds. zwalczania Tuska w roli szefa Rady Europejskiej. Pomysłowości w destrukcji trudno im odmówić. Bywają ludzie kreatywni w psuciu i szkodzeniu. Bielan i Czarnecki na pewno zasłużyli na uznanie niedościgłego mistrza w tej dziedzinie – Jarosława Kaczyńskiego.

Nie ma w tej intrydze, szkodliwej dla Polski, nawet śladu myślenia pozytywnego. Ani śladu refleksji o polskiej racji stanu w tych niespokojnych czasach! Jest tylko partyjna rozgrywka, na użytek krajowy, bez względu na szkody międzynarodowe. Autorzy tej międzynarodowej intrygi nie są aż tak głupi, by nie wiedzieć, że Saryusz-Wolskiego używają instrumentalnie, byle zamieszać. On sam nie jest tak głupi, by nie wiedzieć, że nie istnieje jako kandydat w świecie realnym. Istnieje tylko w zmyślonym świecie PiS, w nadziei, że lud smoleński to kupi. Z pomocą telewizji Kurskiego.

Funkcja szefa Rady Europejskiej nie jest zarezerwowana dla Polski. Niezwykłe przełamanie monopolu Zachodu na najważniejsze funkcje w UE – najpierw Buzek jako prezydent Parlamentu Europejskiego, teraz Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej, wzięło się z walorów osobistych jednego i drugiego, ale było też wyrazem uznania dla Polski, podziwianej jako kraj sukcesu. Aż do roku 2015. Te polskie pozycje to jest niedościgle marzenie innych krajów, które dołączyły do UE po roku 2004. Są to funkcje poza zasięgiem małych ludzi, którzy uczestniczą w małostkowej zemście Jarosława Kaczyńskiego na Tusku. Na szczęście, nieudanej…

Polska PiS 2017 jest jak pies ogrodnika, tyle że w wydaniu eksportowym. Bo nie chodzi o sąsiedzką zawiść i krajowe podwórko. Rzecz dzieje się na oczach zdumionej Europy. Polski rząd i politycy rządzącej partii ścigają się na pomysły, jak dokuczyć rodakowi, który sprawuje najwyższy urząd w Unii Europejskiej. Sami nie mają szans, więc chwytają się wszelkich sposobów, byle zaszkodzić. Brzydko się chwytają!

Udział Saryusz-Wolskiego w tej ponurej farsie to jakieś tragikomiczne nieporozumienie. Nie można go traktować jak dziecko, zagubione we mgle polityki. Miał szansę zaprzeczyć. Nie wyparł się swego udziału. Wszystko wskazuje na to, że był świadomym uczestnikiem ataku na swego rodaka. Dał swoje nazwisko, będąc wciąż wiceszefem EPP. Nie ma czego szukać w świecie europejskiej chrześcijańskiej demokracji. Jeśli dobrze się czuje w gronie sprawców zamachu na demokrację, rządy prawa i pozycję Polski w Europie – jego sprawa. My czekamy na potwierdzenia mandatu Tuska, już w przyszłym tygodniu. Będzie to optymistyczny zadatek na przyszłość, na przekór „dobrej zmianie”.

natemat

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

prezydent-pomidor

Prezydent Pomidor, a nie Duda

Nie wiem, czy Pan Bóg w niebiesiech śmiał się z Andrzeja Dudy, bo ten pierwszy wszak jest niebytem, dzisiaj nieprzydatnym społecznie, acz w metafizyce owszem, ale Duda i polscy hierarchowie nie mają zbytniego pojęcia o metafizyce, tylko o pilnowaniu swoich ziemskich interesów.

Nie wiem też, czy Panu Bogu zależy na poście (przefasowany rytuał koszerności, bo chrześcijaństwo jest z żebra wiary mojżeszowej), acz miał sens w Średniowieczu, lecz niebyt (figuratywny), w którego wierzy Duda, musiał zmartwić się „kiełbaską” Dudy na Kasprowym Wierchu, bo ta zamieniła się w faszerowany pomidor.

Chciałem przypomnieć Dudzie i jego niewydarzonym ludziom od public relations (niekwestionowani grafomani), iż to jeszcze gorzej, bo faszerowany pomidor jest mniej „postny” od kiełbaski, a to dlatego, że idea postu zakłada ubogość, czyli w tym wypadku – porównawczo – zamiast włosienicy Duda włożył na siebie garnitur od Armaniego. Niech Duda dowie się, jak ludzie ubodzy się pożywiają, raczej postną kiełbaską niż faszerowanym pomidorem, serwowanym zresztą u Ritza.

Ale prezydenta mamy złamanego, czyli w sprawowaniu funkcji zakłamanego. Wychodzi na to, że Duda nie chciałby łamać postu, ale Konstytucję owszem złamie, bo „pan” z Nowogrodzkiej mu kazał. I jeszcze warto byłoby przypomnieć Dudzie, że nie został wybrany na prezydenta Watykanu, ani nawet PiS-u, ale Rzeczpospolitej.
Z tej afery kiełbasianej wyszedł więc Dudzie jad kiełbasiany. Tak wygląda polska katolicka „poezja” lingwistyczna. a przy okazji: z powodu jadu kiełbasianego zmarł nasz wieszcz A. Mickiewicz. I może ta kiełbaska pomidorowa coś zawierała w sobie, jakieś toksyny umysłowe, bo oto Duda przemówił w Witowie k. Zakopanego na starcie biegu „Szlak bez granic”. Uwaga! – bo podejrzewam u Dudy coś pochodnego od choroby morskiej.

Oto Duda w swojej retoryce wraca do Kasprowego Wierchu, gdzie rozmawiał z prezydentem Słowacji Andrejem Kiską (stąd ta kiełbasa, bo drzewiej mówiono na nią kiszka), iż rozmawiał „o rozwoju więzi nie tylko pomiędzy Polską i Słowacją”, ale w znacznie szerszej formule „tzw. Trójmorza”. Ki diabeł? – może zapytać wierzący w piekło (kolejna idea zapożyczona z mitologii orfickiej) – słyszało się o Międzymorzu, takie endeckie farmazony, ale Trójmorze? I szybciutko poznajemy, jakie to fale szumią w głowie Dudy. Cytuję: „Aby były dobre połączenia pozwalające nam na sprawne przemieszczanie się, na taką spokojną i łatwą turystykę od Morza Bałtyckiego aż do Morza Czarnego i Adriatyckiego”.

Ktoś przytomny powie: ależ tak jest już od dawna w Unii Europejskiej, nie potrzeba jakiś nowych idei otwarcia przejść granicznych. Dalej Duda mówił: „Wystarczy, że wszędzie przeprowadzimy takie inicjatywy łączące czy likwidujące granice, że wszędzie będziemy mówili o potrzebie komunikacji, potrzebie spotkania. Ta wielka idea połączenia trzech mórz”. No, wycofuję się. Bo z wcześniejszego mojego wywodu można byłoby sądzić, iż Duda cofnął się do Średniowiecza. Tak daleko się nie cofnął, cofnął się do czasu, gdy Polska nie należała do Unii Europejskiej, gdy nie było strefy Schengen. Więc nie bądźcie zdziwieni, że Duda chce podnosić szlabany między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem.

Takiego cofniętego mamy prezydenta. Czym nafaszerowano tego pomidora? A może jest tak, jak w tej dziecięcej zabawie, w której na każde pytanie dla rozśmieszenia odpowiada się: pomidor. I my Polacy nie mamy prezydenta tylko Pomidora. Acz poprawnie powinno być: Pomidor. Duda? Pomidor. Prezydent? Pomidor.

Jaki ten Gałczyński był przewidujący, gdy pisał satyrę na Polskę sanacyjną: „Skumbrie w tomacie”:
Raz do gazety „Słowo Niebieskie”
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
przyszedł maluśki staruszek z pieskiem
(skumbrie w tomacie pstrąg)„. itd.

Dzisiaj tego staruszka z pieskiem należy tylko zamienić na staruszka z kotkiem. Tak walnięto Polskę pomidorem. A mnie osobiście na pewien czas odstręczać będzie zupa pomidorowa. Cofa mi się.

c6euw9jwcaeoxzs

>>>

A CZY NIE POWINNO BYĆ TAK, ŻE WŚRÓD KSIĘŻY, NAMIESTNIKÓW BOGA WŚRÓD LUDZI, NIE POWINNO BYĆ PEDOFILII W OGÓLE ???!!!

c5_lwibxmaacymg

Tęskonota.

c6aqajpwaaab8zi

PiS snuje intrygę wokół I prezes Sądu Najwyższego, Małgorzaty Gersdorf. O co chodzi? – pisze Dominika Wielowieyska („Wyborcza”). Akcja PiS przeciwko prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Gersdorf ma drugie dno. W tej rozgrywce chodzi o zupełnie inną panią prezes.

akcja-pis

Poseł Arkadiusz Mularczyk wraz z grupą posłów PiS zapytał Trybunał Konstytucyjny, czy przepisy, na podstawie których wybrano prezes Sądu Najwyższego, są zgodne z konstytucją. Jeśli nie, to – zdaniem Mularczyka – wybór prof. Gersdorf na to stanowisko jest nieważny.Wniosek jest absurdalny. Dziennikarze, zadając pytania Mularczykowi, szybko tego dowiedli. Poseł PiS plątał się albo mówił nieprawdę, np. że regulamin wyboru prezesa SN nie był publikowany, a był – w Monitorze Polskim. Ale w tej sprawie nie o to chodzi. Mularczyk został kamikaze w ściśle określonym celu. Wbrew pozorom nie jest nim ani zemsta, ani odwołanie prof. Gersdorf. Choć dla PiS jest niewygodna, bo odważnie mówi o łamaniu konstytucji i naruszaniu zasad państwa prawa. Nie wykluczam wcale, że PiS chce panią prezes postraszyć, a jeśli będzie to tylko możliwe, to chętnie pozbawi ją stanowiska. PiS nie respektuje żadnych granic. Pisowski Trybunał wyda najbardziej absurdalne orzeczenie i uzasadni każde bezprawie.

(CZY LUDZIE WYSTAWIAJĄ SIĘ NA POŚMIEWISKO Z GŁUPOTY CZY NA CZYJEŚ POLECENIE? BO NIE BARDZO POTRAFIMY TO SOBIE WYTŁUMACZYĆ.._

c58qiw0xeaa3hga

Myślę jednak, że Mularczykowi chodzi o paraliż Sądu Najwyższego, o zakwestionowanie prawa sędziów do orzekania, bo ten sąd właśnie ma się wypowiedzieć w sprawie wyboru Julii Przyłębskiej na prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Według wielu autorytetów prawniczych Przyłębska nie dopełniła wymogów uchwalonej ostatnio przez PiS tzw. ustawy wprowadzającej o TK. Ustawa ta stanowi, że kandydatów na prezesa Trybunału zgromadzenie ogólne przedstawia prezydentowi „w formie uchwały”. Ale takiej uchwały zgromadzenie nie podjęło. Z prostego powodu: pani Przyłębska nie miała poparcia większości sędziów Trybunału.

Cała intryga polega tym, by zamieszać w sprawie prezes Gersdorf pod hasłem: tam też nie było przedstawienia kandydatów prezydentowi w formie uchwały, tak jak w przypadku Przyłębskiej. PiS chce nas utopić w kazuistycznych detalach i przygotować grunt pod kolejną polityczną akcję na wypadek, gdyby Sąd Najwyższy zakwestionował wybór obecnej prezes Trybunału. Partia rządząca zamierza jej bronić jak niepodległości, bo sędzia Przyłębska gwarantuje pełne podporządkowanie TK PiS-owi.

Oczywiście wybór prezesa SN odbył się zgodnie z prawem, a wybór prezes Przyłębskiej – nie, bo sędzia z nadania PiS złamała przepisy, które PiS sam ustanowił. Ale czy wyborcy zagłębią się w szczegóły? PiS będzie powtarzał: to jakieś prawnicze dywagacje, kto by tam na to zwracał uwagę. To jest właśnie sposób na demontaż państwa prawa. Poprzez chaos.

„NASZE ANALOZY PRAWNE”… pozamiatane

c5_aidgwaaakrnf

Monika Olejnik pisze o cięciach PiS. Co by tu wyciąć? Idą jak burza. Wycinają wszystko, co się da, począwszy od drzew. Wszystko dla dobra obywatela. Jednak jak wyciąć Tuska to największy ból głowy rządzących. Opluć, intrygować – to ich zadanie.

pis-wycina

Wyciąć pigułkę „dzień po” dla dobra kobiet, bo przecież są idiotkami i nie potrafią jej brać. Muszą to robić pod okiem lekarza. Wyciąć Trybunał Konstytucyjny, sparaliżować go – to kolejne hasło PiS.

Minister Zbigniew Ziobro, ku zdumieniu Jarosława Kaczyńskiego, składa wniosek o wykluczenie trzech sędziów TK, wiadomo których – nie swoich.

Poseł Arkadiusz Mularczyk stał się twarzą wniosku 50 posłów o zbadanie zgodności z konstytucją wyboru prezes Sądu Najwyższego. Do niedawna wrogiem PiS był Andrzej Rzepliński, teraz stała się pierwsza prezes Małgorzata Gersdorf.

Poseł Mularczyk kompromituje się, wali głową w ścianę. Studenci prawa powinni obejrzeć konferencję prasową adwokata Mularczyka. Dobrze, że jest posłem, a nie obrońcą, bo jego klienci mogliby być niezadowoleni z wyroków sądu.

Im większe zamieszanie, tym łatwiej przykryć to, co się dzieje w polskiej armii. A tam trwa wycinka na całego: generałów, pułkowników, osób kompetentnych, docenianych przez NATO, walczących w Afganistanie, w Iraku. Wszystko po to, żeby w armii Macierewicza byli mierni, ale wierni.

Beczka śmiechu czy ściana płaczu?

c5_q8n9waaejis9

Minister od wycinania drzew pisze pean na cześć dyrektora Radia Maryja, dziękując mu wprost za poparcie w wyborach parlamentarnych.

Co na to Kościół, Episkopat, który tylko wzburza się „Klątwą”, a niczego innego poza tym nie widzi?

Po raz pierwszy w historii urzędujący minister składa akt miłości księdzu, pisząc o nim m.in., że broni polskich lasów państwowych, widzi dramat Puszczy Białowieskiej, wszechstronnie wykształcony, znający bardzo dobrze historię Polski, narodu, Kościoła. Autorytet w kwestiach takich, jak: wartości chrześcijańskie, etyka i moralność (przypominam, że to Rydzyk mówił o Marii Kaczyńskiej, że jest czarownicą i powinna się poddać eutanazji). Jest wizjonerem, sprzeciwia się gender i wspiera tradycyjny model rodziny. Jemu wycięcie nie grozi.

Ale czy zostało coś jeszcze do wycięcia?

c5_orw8wyaizdfg

HIPOKRYZJA PiS W NAJCZYSTSZEJ POSTACI

c5_cmvsxqaaigfj

Waldemar Mystkowski pisze o „bohaterach PiS. Przyłębskich i Muszyńskim.

c58wl76wuaejbnh

Pisowskie haki na ambasadora i sędziów TK

Ambasador Polski w Berlinie Andrzej Przyłębski złapany in flagranti zachowuje się typowo dla swojej sytuacji. „Potknął się i w tym samym czasie spadły mu spodnie”.

Coś tego „w tym samym czasie” jest za dużo. Dla portalu braci Karnowskich Przyłębski o swoim TW Wolfgang mówi: „Niewykluczone, że szantażowany na okoliczność niewydania paszportu, mogłem podpisać jakieś zobowiązanie”. Nie wyklucza, że był szantażowany, a więc nie wyklucza, że nie był szantażowany, a ponadto podpisał „jakieś” zobowiązanie.

Wszystko to rozmyte, przypuszczająco o sobie, jakby był kimś innym. Chce siebie usprawiedliwić, bo w następnych zdaniach Przyłębski opowiada, co powiedział esbekowi po powrocie z Anglii: „był czerwiec roku 1979, po powrocie opowiedziałem o moim pobycie. W moich słowach nie było żadnych rewelacji.”

Używając języka Przyłębskiego należałoby owo zdanie zbudować: „możliwe”, że nie było rewelacji. A więc możliwe, że były rewelacje.

Pamiętajmy, że zaraz nastąpił czas „Solidarności”. SB zajęła się zupełnie czym innym. Przyłębski ponoć zerwał współpracę. Znowu używa trybu przypuszczającego: „Wydaje mi się, że na początku 1980 roku poinformowałem pisemnie, że nie chcę dalszych takich spotkań”.

Jakieś strasznie uprzejme to SB było, można było tajnym służbom odmówić pisemnie. No, działali w białych rękawiczkach. A jeszcze ciekawsze jest, jak Przyłębski opowiada, gdy teraz był sprawdzany przez ABW. Opowiada nasz „bohater”: „Kiedy ABW mnie sprawdzała, to całą tę sytuację przypomniano. Ja to jakoś zrekonstruowałem, opowiedziałem to oficerom i oni uznali, że  to nie spełnia pięciu kryteriów współpracy z SB. W związku z tym otrzymałem certyfikaty dostępu do tajnych materiałów”.

c56upzxwgaazowp

Czyli nie mieli jego teczki, tylko wierzyli mu na słowo. Ciekawe, jak wyglądają notatki z tego sprawdzania przez ABW. Jeszcze bardziej „żartobliwy” jest język Przyłębskiego, co napisał w oświadczeniu dla IPN, bo i do tego jest zobowiązany jako dyplomata: „Nie pamiętam, czy w oświadczeniu do IPN napisałem o podpisaniu zobowiązania.”

W przypadku Przyłębskiego działa syndrom „w tym samym czasie”, który może wyjaśnić, dlaczego został on ambasadorem, a jego żona Julia prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Mianowicie w tym samym czasie w polskiej ambasadzie w Berlinie pracują obydwoje Przyłębscy i Mariusz Muszyński, dzisiaj najbliższy współpracownik Przyłębskiej w Trybunale Konstytucyjnym, w zasadzie to on w nim trzęsie, prezes Przyłębska jest li tylko kwiatkiem do kożuszka. Ów Muszyński w latach 90. pracował w tajnych służbach i z tego powodu został wydalony z Niemiec.

Składamy zatem to kupy wszystkie „w tym samym czasie” i może nam się złożyć całkiem fikuśne in flagranti. A na pewno na klasykę PiS, iż „za dużo tych przypadków”. Kto zatem kim trzęsie? Kto kogo szantażuje? Dlaczego nie złożyli wcześniej prawdziwych oświadczeń, dlaczego kłamali, itd.?

Za dużo tych potknięć i opadających spodni. Tak mniej więcej wygląda pisowska ruja i poróbstwo. Do bezprawia PiS potrzebne takie postaci zakłamane, unurzane w błocku, aby mieć na nich haki, aby robili, co im prezes nakaże.

BEZ SŁÓW. WSZYSTKO WIDAĆ…

c581ypkwyaelwyf

KTOŚ ROZKMINI?

c580fuzxeaah7a3

>>>

CZY NIE POWINNI ZOSTAWIĆ POLITYKĘ I ZAJĄĆ SIĘ WALKĄ Z GWAŁTAMI W KOŚCIELE? ILU JESZCZE GWAŁCICIELI UKRYWAJĄ?

c58mf78wyaasi7t

HIPOKRYZJA I AROGANCJA W NAJCZYSTSZEJ POSTACI. CZY ŻONĘ NA ZAKUPY TEŻ WOZI ZA NASZE PIENIĄDZE???

c57on-hxmaqfiaq

Znakomity felieton w „Wyborczej” Wojciecha Maziarskiego. Palce lizać. Wybiegnijmy myślami trochę naprzód. Do chwili, w której PiS straci władzę. Jestem pewien, że podniosą się wówczas głosy, by partię tę uznać za organizację przestępczą i zdelegalizować, a Kaczyńskiego, Ziobrę i całe kierownictwo postawić przed sądem i Trybunałem Stanu.

wojciech-maziarski

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga przysłała mi list zawiadamiający, że umorzyła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych – czyli konkretnie premier Beatę Szydło – którzy wbrew prawu nie opublikowali orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Poinformowała mnie o tym, bo wcześniej złożyłem doniesienie o popełnieniu takiego przestępstwa. A umorzyła dlatego, że „stwierdziła brak znamion czynu zabronionego”.

Ciekawe. Gołym okiem widać, że prawo zostało złamane, a prokuratura „nie stwierdza znamion”. Właśnie po to potrzebna była PiS-owi tak zwana reforma pozbawiająca prokuraturę niezależności i podporządkowująca ją ministrowi. Teraz Zbigniew Ziobro może przydzielić do prowadzenia sprawy odpowiedniego człowieka, który tam, gdzie jest przestępstwo, stwierdzi brak znamion, a tam, gdzie przestępstwa nie ma, odkryje wyraźne znamiona.

Dziś już wkraczamy w drugi etap „reformowania” Polski – po prokuraturze czas na odzyskanie sądów, które wciąż jeszcze orzekają w sposób niesłuszny. Sędziowska kasta w ogóle nie słucha, co mówią do niej panowie Polski, nie podporządkowuje się ich poleceniom i w sposób patologiczny uniewinnia różnych chuliganów. Na przykład tych, którzy w Augustowie zadawali niewygodne pytania kandydatce na senatorkę PiS. Wyraźnie powiedział suweren Jarosław Zieliński, że agresorzy mają zostać ukarani, a co zrobił sąd? Nie dość, że ich uniewinnił, to jeszcze się wymądrzał i ośmielał pouczać władzę.

Albo ci lekarze, którzy mieli wyleczyć ojca Zbigniewa Ziobry, a nie wyleczyli. Przecież to oczywiste, że powinni zostać ukarani – a sąd ich uniewinnił, bo jego zdaniem śmierć ojca ministra nie miała związku z działaniami lekarzy.

Czy trzeba więcej dowodów, że sądy są przeżarte patologiami? Że potrzebna jest pilna reforma i objęcie ich demokratyczną kontrolą Prawa i Sprawiedliwości? Tyle że każdy kij ma dwa końce. Załóżmy, że ta „reforma” zostanie przeprowadzona, i wybiegnijmy myślami trochę naprzód. Do chwili, w której PiS straci władzę. Jestem pewien, że podniosą się wówczas głosy, by partię tę uznać za organizację przestępczą i zdelegalizować, a Kaczyńskiego, Ziobrę i całe kierownictwo postawić przed sądem i Trybunałem Stanu. O ile w sprawie prezydenta Dudy i premier Szydło sprawa będzie prostsza – z łatwością będzie można wykazać, że złamali prawo, nie powołując prawidłowo wybranych sędziów czy nie publikując wyroków Trybunału Konstytucyjnego – o tyle znacznie trudniej będzie dowieść przed sądem winy Jarosława Kaczyńskiego czy innych członków kierownictwa PiS. Intuicyjnie czujemy, że prezes tej partii powinien odpowiadać za – jak to ujął Włodzimierz Cimoszewicz – „sprawstwo kierownicze”, ale dobry adwokat wybroni go przed niezawisłym i sprawiedliwym sądem… Ano właśnie – przed niezawisłym i sprawiedliwym. Przed takim, który się kieruje przepisami prawa i poczuciem sprawiedliwości, a nie wolą polityków sprawujących władzę.

Jednak takiego sądu być może już w Polsce nie będzie.

JEŚLI INFORMACJE IPN-u OKAŻĄ SIĘ PRAWDZIWE, MAMY NAJBARDZIEJ OHYDNĄ STRAŻNICZKĘ KONSTYTUCJI W HISTORII POLSKI.

c567w9ku0ae05iy

Archiwa wskazują, że współpraca Przyłębskiego z bezpieką trwała rok. CZY AGENTKA BYŁA TEŻ JEGO ŻONA, PREZES TK?

c56upzxwgaazowp

Waldemar Mystkowski pisze o Szydło, która w imieniu Kaczyńskiego chciałaby uwalić Donalda Tuska.

Te „wujek ” znów tylko wstyd za ciebie ..wstyd i poruta 😂mysl czemu z was w tym rzadzie ludzie puchną ze śmiechu😂

c52bpsdwyaanh23

I EUROPA ZNÓW SIĘ ŚMIEJE Z PREZESA 🙂

c53morvu4aahbmh

Szydło: kein Patriot

szydlo-kein

Z pewnością nie powinno się znęcać nad tak spektakularną postacią polityczną, jak premier polskiego rządu. Ale chyba nie w Polsce. Jakoś nie można odejść od ironii, aby do Beaty Szydło jej nie zastosować, ona sama tę ironię prowokuje. Są tacy ludzie, tacy politycy, których nie trzeba omawiać, wystarczy cytować – i jest to ironia sama w sobie.

Przede wszystkim przewiną retoryki Szydło jest jej logorea. Ona nie mówi, nie rozmawia, ona uprawia wodolejstwo, kiedyś mówiło się porównawczo na taką orację – jak z magla. Wobec takiej logorei Szydło trudno powiedzieć, jaką ma wiedzę ogólną polityczną i szczególną, a choćby w jakiejś dziedzinie. Przyznam, że nie wiem, mimo iż Szydło jest więcej niż rok premierem.

Została wrobiona przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, aby utrącić kandydaturę Donalda Tuska na reelekcję europrezydenta Unii Europejskiej, bo tym w istocie jest przewodniczący Rady Europejskiej. Nawet przedzwoniła do kanclerz Niemiec Angeli Merkel w tej sprawie, choć godzinę przed jej telefonem rzecznik rządu Niemiec chciał uchylić żenujące zachowanie Szydło, bowiem powiedział na konferencji prasowej, iż „kanclerz Niemiec bardzo sobie ceni dotychczasową pracę przewodniczącego Tuska”.

Można podejrzewać, co Szydło usłyszała od Merkel. Ja na miejscu Merkel powiedziałbym do pani Szydło: „Du bist kein Patriot Polish”. Tak jest! Kein Patriot, nie jest Szydło patriotką.

Wczoraj mówiła, że dzisiaj podzieli się z nami, co usłyszała od Merkel. Ale się nie podzieliła, choć miała okazję, bo dzisiaj doszło do spotkania Grupy Wyszehradzkiej. I następna konfuzja, bo wszyscy oprócz Warszawy popieraja Tuska, nawet „przyjaciel” Kaczyńskiego, Viktor Orban. Można rzecz, że Słowak, Czech i Węgier są polskimi patriotami, ale nie premier rządu polskiego. Paradoks?

Szydło znowu dała popis swojej logorei i mówiła na konferencji prasowej o tym, o czym nie mówiono na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej. Mianowicie Szydło powiedziała, że – uwaga cytuję, bo to alogiczne, absurdalne, aż łaskocze w zwoje mózgowe – „oczekujemy od przewodniczącego Donalda Tuska, iż wcześniej zostaną uzgodnione propozycje związane z reformami Unii Europejskiej, że w Rzymie spotkamy się już tylko po to, żeby wspólnie ogłosić nowy plan dla Europy, to oczekiwanie dzisiaj Grupy Wyszehradzkiej”.

Błędów w tym jednym zdaniu, co niemiara. Ale mogła premier Szydło wczoraj lecieć CAS-ą i nie słyszeć, jak szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker przedstawiał białą księgę przyszłości Unii, mogła siedzieć w przedpokoju na Nowogrodzkiej, aby dostać się do „Ucha prezesa”, gdy pół roku temu taka mapę drogową przyszłości UE w Bratysławie przedstawiał Donald Tusk.

I bodaj szczegół w tym stwierdzeniu najważniejszy: Tusk nie jest szefem Grupy Wyszehradzkiej, ale Rady Europejskiej, sprawuje stanowisko najwyższe w dziejach polskiej polityki. Od formułowania stanowiska Wyszehradu są czterej jego przedstawiciele. A Tusk, cóż, nNikt tak wysoko nie zaszedł w hierarchio euroepejskiej, jak ten znienawidzony Polak przez Kaczyńskiego.

Ironizuję, acz przyznaję, że przychodzi mi to z ogromnym trudem. Lecz w Europie śmieją się w kułak, bo to nie tylko logorea szefowej rządu, nie tylko jej niewiedza, np. od kiedy Polska jest członkiem UE (od 1992? a może od 1993?), lecz przede wszystkim, przede wszytkim niedostatki godności, honoru urzędu, no i ten niepatriotyzm Szydło: Kein Patriot.

4 HEKTARY LASU, WYCIĘTE W PIEŃ… POLACY NIGDY WAM TEGO NIE ZAPOMNĄ!

c56lg1xwaaesc8v

CHAZAN WRACA… CZY WYTNIE IN VITRO W PIEŃ? NA TO WYGLĄDA. OTO PiS-OWSKA „DOBRA ZMIANA” DLA KOBIET

c55porqxmaaccm6

TO MOŻE IDŹMY ZA CIOSEM. PIECHOCIŃSKI IDEALNIE W PUNKT !!

c56zl_bwyae_zsr

>>>

INSTYTUT NOBLA POTWIERDZIŁ NOMINACJĘ WOŚP !!!! To może być kolejny wielki sukces Polski i Polaków. JUREK – JESTEŚ WIELKI !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

c3joga-wqaa14kd

TERAZ PROPAGANDOWA MACHINA PiS ZACZNIE ZMIENIAĆ HISTORIĘ. Czeka nas ujadanie wściekłych hien i żałosne bicie piany.

c3f782gwyaayv_k

Gawroński: Nie wiem o co chodzi Kaczyńskiemu

c3haidcweae7yxb

W „Newsweeku” rozmowa z Gawrońskim.

wloski

– Martwi mnie upadek międzynarodowego prestiżu Polski – mówi włoski polityk polskiego pochodzenia i wielki przyjaciel naszego kraju Jaś Gawroński.

Newsweek:W Polsce pojawiają się głosy, że styl rządzenia PiS – tzw. „kaczyzm” – to odmiana włoskiego faszyzmu. Co pan na to?

Jaś Gawroński*: Nie śledzę aż tak bacznie polskiej polityki, ale wydaje mi się, że jedyne podobieństwo jest takie, że włoscy faszyści też doszli do władzy na skutek wolnych wyborów jak PiS. Martwi mnie co innego – upadek międzynarodowego prestiżu Polski. Dobrze by było, żeby polska polityka, tak kontrowersyjna dla wielu osób, nie odbijała się negatywnie na wizerunku kraju. Chodzi mi także o potencjał inwestycyjny, turystów itd.

Polska straciła prestiż z powodu polityki obecnego rządu…

Bardzo bym chciał aby Jarosław Kaczyński przyjął mnie choćby na 10 minut. Pomogłoby mu to zrozumieć, o co mu dokładnie chodzi.

Co by mu pan poradził?

Żeby nie pozostawał głuchy na krytykę i otoczył się ludźmi, którzy mają własne zdanie, którzy są w stanie krytycznie z nim dyskutować.

A nie tylko przytakiwać…

Nie wiem czy wszyscy w PiS przytakują prezesowi Kaczyńskiemu. Owszem w każdej partii musi być dyscyplina w kwestiach kierunkowych, ale każdy powinien mieć własne zdanie w konkretnych sprawach i nie powinien obawiać się go wyrażać.

* Jaś Gawroński (ur. 1936 w Wiedniu) włoski dziennikarz i polityk polskiego pochodzenia, był korespondentem telewizji włoskiej Nowym Jorku, Paryżu, Warszawie i Moskwie, przez kilka kadencji sprawował mandat posła do Parlamentu Europejskiego, był włoskim senatorem z ramienia Forza Italia i rzecznikiem Silvia Berlusconiego

c3fu4llwiaapmx5

Z PRZEMÓWIENIA PREZES SĄDU NAJWYŻSZEGO

wiadomo-co

Wystąpienie Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf na Zebraniu Przedstawicieli Zebrań Sędziów Sądów Apelacyjnych oraz Zgromadzeń Ogólnych Sędziów Okręgów Warszawa, 30 stycznia 2017 roku:

Zostałam poproszona o to, aby zabrać głos na dzisiejszym zgromadzeniu i choć czuję się tym w pewien sposób wyróżniona, bo jako Pierwszy Prezes najwyższego organu władzy sądowniczej i wciąż jeszcze konstytucyjny członek Krajowej Rady Sądownictwa, zdecydowanie zbyt rzadko miewam taką sposobność – to jednak tym razem przepełnia mnie wielki smutek, którym muszę się z Państwem podzielić.

Stawką w grze są resztki niezależności sądownictwa oraz niezawisłość sędziów

Od ponad roku powtarzam, iż sądy łatwo przekształcić w igraszkę w rękach polityków. To, co dotychczas było zagrożeniem, staje się teraz faktem. Z ust przedstawiciela egzekutywy – Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego – równolegle piastującego mandat poselski usłyszeliśmy zapowiadane lub przewidywane przez nas już dawno słowa: sądy należy „zreformować”.

Pozwolę sobie ująć to stwierdzenie ująć w cudzysłów, bo reform w Polsce mamy chyba już wszyscy dosyć. O nich mówi się jako o wartości samej w sobie. A chodzi o zmianę, która żadnej obiektywnej wartości nie przedstawia. Cel, o czym wszyscy doskonale wiemy, jest zupełnie inny niż czyjekolwiek dobro. Wie o tym również Pan Minister i Prokurator Generalny.

Stawką w grze są resztki niezależności sądownictwa oraz niezawisłość sędziów.

Tak, użyłam słowa „resztki” w sposób zupełnie celowy. Bo należy otwarcie powiedzieć, że szacunek dla niezależności sądów w naszym kraju nigdy nie był na zbyt wysokim poziomie.

Nigdy nie było niezależności budżetowej sądów powszechnych, niezależności ich kierownictwa, a także gwarancji instytucjonalnych, do jakich – nawet w latach 1926-1939, kiedy demokracji w Polsce po prostu nie było – należało tworzenie i znoszenie sądów mocą ustawy. Wprawdzie wiemy, że dzisiaj uchwalenie takiego aktu prawnego to bagatela, zadanie na jedną noc i pół dnia. Niemniej jednak byłby to przynajmniej jakiś symbol szacunku dla sądów, a w życiu nawet symbole się przecież liczą.

Obecna władza przez fakty dokonane zmienia konstytucyjny ustrój państwa

Wiele już razy przypominałam ten przykład z nie tak dawnej przeszłości: oto w 2001 r. Sąd Okręgowy w Przemyślu „ręcznie” zamieniono w ośrodek zamiejscowy jedynie po to, aby pozbyć się niewygodnego prezesa. I zważmy, że od tamtego czasu nie zrobiono dosłownie nic, aby ograniczyć wszechwładzę Ministra Sprawiedliwości nad sądami, więcej nawet – starano się bardzo, aby tę władzę zakonserwować i rozszerzyć.

Od niezależności sądów, której nawet po 1989 r. nie mieliśmy zbyt wiele, przechodzimy aktualnie do etapu drugiego, znacznie niebezpieczniejszego – rozmontowania niezawisłości sędziowskiej. O co chodzi? Pan Minister i Prokurator Generalny potwierdził w swoim publicznym wystąpieniu wszystko, co było albo znane, albo przeczuwane. Ma powstać w SN autonomiczna – co by to nie znaczyło – Izba Dyscyplinarna – wspólna dla sędziów i prokuratorów. Rzecz sama w sobie ciekawa, bo w SN od lat orzekamy jako sąd dyscyplinarny drugiej instancji, a skoro sędziowie są w przeciwieństwie do prokuratorów niezawiśli, to odpowiedzialności przedstawicieli obu grup nie można mierzyć jedną miarą… Ale przecież wiadomo, że nie w tym rzecz.

Zamysł jest prosty: obecna władza przez fakty dokonane zmienia konstytucyjny ustrój państwa. I za chwilę zyska potężny instrument nacisku na każdego indywidualnego sędziego, a przez to – na każdego obywatela. Do Izby Dyscyplinarnej – jak się zapowiada – wprowadzi się czynnik społeczny, ławników, bo sądy – jak powiedział pewien członek grupy rządzącej – są zbyt ważną sprawą, aby je pozostawić samym sędziom.

No więc będziemy mieli sądy ludowe, upolitycznione,

bo w razie czego skład mieszany w Izbie Dyscyplinarnej usunie z urzędu każdego, kto się nie zgadza z poddaniem prawa potrzebom bieżącej praktyki i woli politycznej.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to jest w gruncie rzeczy abstrakcja, bo przecież partia rządząca nie będzie się interesować każdą sprawą sądową i każdym sędzią. Każdą i każdym może i nie, ale niektórymi – owszem. Jak bardzo to jest prawdopodobne, przekonuje przykład z przedwojnia: zdymisjonowany jednym ruchem pióra ministra Stanisława Cara sędzia i prezes SN Aleksander Mogilnicki już jako adwokat prowadził sprawę karną przeciwko pewnemu oficerowi, którego w jego mieszkaniu zaatakowała grupa piłsudczyków. Ten w obronie własnej jednego z nich postrzelił, za co został skazany; skargę kasacyjną Sąd Najwyższy oddalił bez zająknienia o kontratypie obrony koniecznej.

c3f2uykwiaek7zt

Tak właśnie działają sędziowie w państwach autorytarnych

Nie od rzeczy będzie także przypomnieć kazus Stanisława Cywińskiego, docenta wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego, którego za krytykę nieżyjącego już marszałka Piłsudskiego nie tylko dotkliwie pobito, ale i skazano na podstawie ustawy, którą Sejm śpiesznie uchwalił w toku procesu. Nullum crimen sine lege poenali anteriori? Wolne żarty! Tak właśnie działają sędziowie w państwach autorytarnych, kiedy się ich podda dostatecznie silnej presji. Nie mówię o tym dlatego, żeby kogoś obrazić lub wzbudzić tanią sensację. Nie! Chodzi mi tylko o to, aby każdy na tej sali i poza nią miał świadomość powagi sytuacji.

W Polsce skończyła się epoka, kiedy mogliśmy polegać na zadeklarowanej w art. 2 Konstytucji zasadzie demokratycznego państwa prawnego.

O prawo, o sposób jego interpretacji, o jego przestrzeganie, o każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć i obowiązek ten – co tu dużo mówić – spoczywa na sędziach. Powstaje oczywiście pytanie, jak to robić? Prostych odpowiedzi nie ma. W każdym bądź razie muszę to powiedzieć: nie ma walki bez ofiar, a do nich może być zaliczony każdy z nas tu obecnych. Piastujemy władzę publiczną, a skoro tak, to musimy zawsze liczyć się z konsekwencjami.

Aby zwyciężyć, trzeba się przygotować nawet na sądy dyscyplinarne

Proszę więc Państwa Sędziów – wszystkich bez wyjątku – aby przestali myśleć o sobie jako o tych, którzy tylko przychodzą do miejsca pracy wykonać swój obowiązek, a tak poza tym to muszą pracować, spłacać kredyt, wyżywić rodzinę itp. Takie postawy skłaniają do szukania usprawiedliwień, a w ostateczności – do ustępstw. Walka o prawo, o niezawisłość sędziów musi toczyć się w granicach prawa, ale musi być twarda i jednoznaczna, jak jednoznaczny jest ustrój państwa.

Aby zwyciężyć, trzeba się przygotować nawet na sądy dyscyplinarne, na ryzyko usunięcia z urzędu, na wszystko! Trzeba pisać i wygłaszać dobre mowy, trzeba głośno i – daj Boże – mądrze mówić o imponderabiliach.

Nie wolno się bać. Trzeba pokazywać, że jesteśmy w opozycji przeciwko spychaniu demokratycznego państwa z niezawisłymi sędziami w niebyt. Jestem bardziej pewna niż kiedykolwiek dotąd, że Polska dojrzała do zmiany. Środowisko sędziowskie może pokazać klasę, na jaką nie jest stać wielu obywateli, którzy myślą, że demokratycznie wybrana większość może wszystko nawet zmieniać konstytucję bez wymaganej większości przez ustawodawstwo zwykłe. Takie przypadki już z historii znamy i wiadomo, czym się skończyło.

Jeżeli mamy bronić prawa, to nie ma lepszego momentu niż teraz. Środowisko nasze musi pokazać, że jest zjednoczone wokół idei państwa prawa, że onegdaj suweren, by użyć dzisiejszej nomenklatury, zadecydował o trójpodziale władz. Musi tłumaczyć, że nie bronimy jakichś mitycznych interesów własnych, bo ich nie mamy, tylko chcemy, aby obywatel przed sądem czuł się bezpiecznie, wierząc że sędzia jest niezawisły.

To jest nasza powinność wobec przyszłych pokoleń i misja.

c3f_jimwiaekefz

– Argumenty przedstawiane przez przedstawicieli rządu świadczą o zupełnym wręcz skretynieniu tych ludzi – tak do proponowanych zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa odniósł się w TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz.

cimoszewicz

– Jeden z kluczowych elementów reformy, że Sejm miałby wybierać dwie części części tej rady, posłowie mieliby dokonywać wyboru, jest oczywiście przekroczeniem granicy rozdzielającej różne władze – mówił w audycji „A teraz na poważnie” Włodzimierz Cimoszewicz.Minister sprawiedliwości zapowiedział zmiany w funkcjonowaniu Krajowej Rady Sądownictwa. We wtorek o aktualnej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości i reformach ustawowych debatują na posiedzeniu KRS sędziowie z całego kraju.

– Jeżeli to gremium polityczne, czyli większość parlamentarna, ma decydować, czy sędzia X czy sędzia Y znajdzie się w KRS, to jest to otwarcie drzwi. Zaproszenie, żeby ludzie rywalizowali między sobą przy pomocy argumentów, jakie trafią do przekonania większości parlamentarnej – mówił były premier. – Czyli deklarując swoją spolegliwość, lojalność, wsłuchiwanie się itd. – dodał.

„To niepoważne”

– Argumenty przedstawiane przez przedstawicieli rządu, że jeśli posłowie wybierają, to jakby naród wybierał, świadczą o zupełnym wręcz skretynieniu tych ludzi – oceniał Cimoszewicz. Zdaniem byłego ministra sprawiedliwości to „niepoważne”.

Jak przypominał Mikołaj Lizut, według Zbigniewa Ziobry ”proponowane zmiany są zgodne z konstytucją i ci, którzy mówią inaczej, bronią swych przywilejów”.

– Magister Ziobro powinien wykazywać odrobinę więcej respektu i szacunku dla kwalifikacji prof. Zolla czy prof. Strzembosza, wielu innych prawników i naukowców najwyższej klasy – odparł na to Cimoszewicz.

O co chodzi w proponowanych zmianach?

Obecnie KRS, będąca konstytucyjnym organem stojącym na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, składa się z 25 członków. Sędziów do Rady wybierają przedstawiciele zgromadzeń sędziowskich; z urzędu należą do niej I prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, minister sprawiedliwości, a także posłowie i senatorowie oraz przedstawiciel prezydenta. Rada opiniuje kandydatów na sędziów (oraz do awansu do sądu wyższego szczebla) i przedstawia ich do powołania prezydentowi.

Proponowana przez ministra sprawiedliwości zmiana ma polegać na tym, że sędziów do KRS będzie wybierać parlament. Sama Rada ma zostać podzielona na dwie izby: w jednej z nich mają zasiadać sędziowie, w drugiej politycy. I to właśnie druga izba ma mieć decydujący głos przy wskazywaniu prezydentowi kandydatów na sędziów.

Do proponowanych zmian m.in. w wyborze sędziów – członków KRS – krytycznie odniosły się już przed kilkoma dniami we wspólnym oświadczeniu cztery stowarzyszenia sędziowskie. Według nich planowane reformy zmierzają do podporządkowania sądów politykom.

Mural w Poznaniu.

c3kxv3owyauukur

Waldemar Mystkowski pisze o upadku planu Morawieckiego.

morawiecki

Mateusz Morawiecki jak Grek Zorba

mateusz-morawiecki

Mateusz Morawiecki wcześniej przygotowywał opinię publiczną, że wzrost PKB w pierwszym roku rządów PiS będzie najgorszym od końca kryzysu europejskiego, który Polska przeszła suchą stopą i miała powody, aby dumnie nazywać się „zieloną wyspą” wśród kryzysowej czerwieni.

Morawiecki jest z wykształcenia historykiem i jeżeli uznamy, że jest najlepszym ekonomistą wśród historyków, to na pewno nie jest najlepszym ekonomistą wśród ekonomistów. Acz jeszcze mamy jedną subtelność, mianowicie ekonomista nie jest tożsamy z finansistą, a z tego ostatniego świata przyszedł Morawiecki, z prezesowania Bankowi Zachodniemu WBK, które jest własnością hiszpańskiej grupy finansowej Santander.

Morawiecki raczej był twarzą banku i podejmował się wyzwań natury public relations, a nie rzeczystych posunięć finansowych, bo te wykuwane były w Hiszpanii, a w Polsce decyzje stricte bankowe podejmowali fachowcy, którzy są z wykształcenia ekonomistami, a nie historykami.

Morawiecki miał jak na Polskę w branży finansów dobre papiery rodzinnne, jego ojciec Kornel gwarantował, że przynajmniej nie będą się syna czepiać politycy. Od kilku lat Morawiecki dawał sygnały o swoich ambicjach politycznych, bo w branży bankowej się obłowił na kilkadziesiąt milionów, takie tam frukta rozdają.

U Donalda Tuska był doradcą, ale na tym skończył, bo gdzie mu do Jacka Rostowskiego i rzeczywistych ekonomistów, Morawiecki był kimś w rodzaju pasa transmisyjnego do polskiej branży finansów, był facetem od PR, od zachwalania przewidywalności polityki „ciepłej wody”.

Słychać Morawieckiego na jednej z taśm z restauracji „Sowa & Przyjaciele”, jak wyraża podziw dla polityków Platformy Obywatelskiej. Zawiódł się więc na ścieżce awansu w PO i oddał się do dyspozycji PiS, jak swego czasu Zyta Gilowska. Jest kopią tamtego transferu, zdaje się, iż dużo marniejszą kopią.

Jedyne „sukcesy” Morawieckiego to plan jego imienia, który jest tylko zapowiedzią i tak bodaj pozostanie. Wszak plany to public relations PiS, wizja prezesa – powstaniemy z kolan za cenę upadku.

Morawiecki jak przystalo na polityka PiS swoje niepowodzenia ceduje na poprzednią ekipę. Najpierw ogłosił, iż najważniejszy wskaźnik ekonomiczny PKB nie jest bożkiem. Można było rozdziawić gębę, a ja dojrzałem rozdziawioną gębę Morawieckiego, a poprzez nią próchnicę jego umysłu. Jeżeli miałoby być inaczej, to Morawiecki okazałby się Einsteinem ekonomii. Oczywiście, że nie jest Einsteinem, na osi współrzednych – z jednej strony Einstein, z drugiej Kononowicz – to Morawieckiemu bliżej do tego ostatniego.

Po bożku PKB Morawiecki pośpieszył zrecenzować statystyki GUS. Twierdził, iż PKB za rządów PO było zawyżone z powodu niewłaściwego naliczania VAT-u. Szybko mu ekonomiści wybili tę bzdurę z głowy, ale Morawiecki miał ów papierek (wina PO) dla elektoratu PiS, a szczególnie dla prezesa Kaczyńskiego, który w ekonomii jest neptkiem, rzeczywistym Kononowiczem.

Dzisiaj wiemy, dlaczego Morawiecki tak PR-owsko uwijał się wokół PKB, bo właśnie GUS ogłosił, iż wzrost gospodarczy w ubiegłym roku to zaledwie 2,8 proc. A jeżeli porównamy go do roku rządów Ewy Kopacz 2015 – 3,9 proc., to szczęka z podziwu może wypaść z zawiasów dla poprzedników, a ze zgryzoty ta sama szczęka wypaść z zawiasów dla błędnych wyliczeń Morawieckiego.

Tak! Morawiecki wcześniej PR-owsko zakładał 3,8 proc., później to korygował w dół. Jeżeli PKB nie napędziła konsumpcja związana z programem 500+, to można się spodziewać, iż byłoby jeszcze gorzej. A jak byłoby gorzej, niech świadczy inny ważny czynnik ekpnomiczny, inwestycje. Spadek inwestycji jest największy od 2002 roku, w II kwartale ubiegłego roku nawet spadek wyniósł 7,7 proc., choć pod koniec roku wyhamował.

Zdaje się, że Morawiecki pomylił resorty, powinien być ministrem populizmu. Dobry jest w te klocki, pod warunkiem jednakże, iz zatrzyma się czas na planach, a nie na realizacjach. W kwestii panów Morawiecki jest dużo, dużo gorszy od Gilowskiej, która wylądowała w Radzie Polityki Pieniężnej, Morawiecki tam może nie dostać się, a do Banku Zachodniego WBK zamknie sobie drogę powrotu, bo hiszpańscy właścicieli nie będą chcieli mieć przegrańca.

Prof. Andrzej K. Koźmiński Morawieckiego plany zrecenzował: „Populistyczna retoryka przyniosła może sukces polityczny, ale jej cena społeczna i ekonomiczna może być w przyszłości niezwykle wysoka”. Powinien to sobie Morawiecki wziąć do serca, bo kto zechce w przyszłości zatrudnić takiego Greka Zorbę, który gotuje Polakom „piękną katastrofę”.

Kleofas Wieniawa pisze o kolejnym bezprawiu PiS.

pis-pozera

PiS dobiera się do władzy sądowniczej, jednego z trzech elementów funkcjowania demokracji, państwa prawa.

Już został zniszczony autorytet Konstytucji przez podporządkowanie Trybunału Konstytucyjnego rządzącej partii. TK pod szefowaniem Julii Przyłębskiej jest karykaturą, jak  i jej kompetencje.

Pod topór idzie Krajowa Rada Sądownicza, która ma konstytucyjnie zagwarantowaną niezależność, PiS to rozbija rekoma ministra sprawiedliwości, a w gruncie rzeczy magistra Ziobry, który w istocie nie potrafi sklecić argumentów, jest niesprawny intelektualnie, jest po prostu bezwolnym narzędziem w rękach prezesa.

O składzie osobowym KRS weg pomysłu PiS ma decydować większość parlamentarna, czyli PiS. I tyle. Oto w Polsce nastepuje koniec prawa, a zaczyna bezprawie.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf apeluje do sędziów, aby stawili opór bezprawiu PiS: „O każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć i obowiązek ten spoczywa na sędziach. Nie ma walki bez ofiar”.

Włodzimierz Cimoszewicz nazywa publicystycznie „wyczyny” Ziobry i jego  intelektualnie niesprawnych kolesiów -”skretynieniem”.

Argumentacja używana przez PiS na rzecz niszczenia Polski jest uboga, jak u wszystkich niedouczonych barbarzyńców. Niestety, wróg wewnętrzny niszczy nam ojczyznę. Zjada od środka, jak nowotwór. Nim doczekają się Trybunałów Stanu i zwykłych sądów, trzeba kraj obronić. O ile to możliwe dostępnymi prawnie środkami politycznymi. A jak się nie uda – inaczej. Wszak nikt nie chce mieszkać na gruzach.

ZASŁANIAJĄ SIĘ WAŁĘSĄ, GDY PRÓBUJĄ ZNISZCZYĆ TRÓJPODZIAŁ WŁADZY (KRS) I GOSPODARKĘ. ALE TWARDYCH DANYCH NIE DA SIĘ UKRYĆ.

c3ftrchwaaai5tb

ZROBIŁ NAJWIĘKSZĄ RZECZ DLA POLAKÓW, NA KTÓRĄ INNYM ZABRAKŁO ODWAGI. POPROWADZIŁ NAS DO WOLNOŚCI. Reszta nie ma dziś żadnego znaczenia.

c3k8qa5wmai9fp1

>>>

Andrzej Duda kolejny raz zachowuje się jak kmiotek, jak tchórz. Złamas na rocznicy powstania w getcie warszawskim nie powiedział tego, co powinien powiedzieć polityk, zwłaszcza jako głowa państwa. Zrobiła to prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

HGW przypomniała spalenie kukły Żyda we Wrocławiu i niedawną demonstrację ONR podczas mszy w Białymstoku, potępiła nie tylko te zdarzenia, lecz także powściągliwość polityków w ich piętnowaniu. „Cała klasa polityczna powinna wyrażać głośny, a nie cichy sprzeciw” – mówiła.

A Duda jak ten prezysłowiowy Du*a. Ani be, ani me, ani kuku. Tylko kwa-kwa. Marek Beylin wypomina:

gronkiewicz

Tyle że niechęć rządzących do głośnego potępiania takich ekscesów niebezpiecznie zbliża się do granicy cichego na nie przyzwolenia. Tak też odczytują to skrajni narodowcy: poczynają sobie coraz butniej. Pomaga im w tym również ogólny klimat w Polsce. PiS pragnie bowiem uczynić z ideologii narodowo-katolickiej główną polską tradycję, marginalizując przy tym te niosące wartości demokracji, tolerancji wobec „innych”, pluralizmu. Nie dziwi mnie więc, że skrajni narodowcy czują się w Polsce coraz raźniej.

Wypowiedzi Sasina i innych ludzi PiS pokazują również, że obóz władzy całą historię, która działa się w Polsce, uważa za swoją własność. Także powstanie w getcie nie może umknąć takiemu zawłaszczeniu. Ma być odcięte od teraźniejszości, nawet jeśli widać dziś przejawy złowrogich kontynuacji tamtych czasów, jak antysemityzm, rasizm czy nacjonalizm. Powstanie ma się więc stać rodzajem nieistotnej historycznej cepeliady.

Wszystko po to, byśmy nie zauważyli, że PiS korzysta z mrocznego spadku Europy, z którego zrodziły się faszyzmy, w tym nazizm. Nieobce są bowiem partii rządzącej nacjonalizm i ksenofobia. A właśnie z tego pnia wyrosły niemieckie zbrodnie przeciw Żydom, Polakom i w ogóle całej ludzkości.

Andrzej Celiński zastanawia się, czy prezesa PiS można nazwać politykiem skutecznym.

czyJarosława

Kraj, którym Kaczyński rządzi, dotychczasowy niekwestionowany lider we wschodniej Europie, stał się, w pół zaledwie roku, przedmiotem prawdziwej troski Parlamentu Europejskiego, Komisji i Rady Europy, a także rządów takich państw jak Niemcy i Stany Zjednoczone. Czy sprawcę tego wszystkiego, Jarosława Kaczyńskiego, rzeczywiście z sensem nazwać można politykiem skutecznym?

Czymże więc jest polityka? Przecież tylko ślepiec nie dostrzega, że Kaczyński prowadzi Polskę wprost ku przepaści. To nie jest kwestia deliktu konstytucyjnego. To nie jest kwestia nieuwagi, pośpiechu bądź przesadnej pazerności w powiększaniu swojego władztwa. Kaczyński wyzwala z Polaków demony. Sieje nienawiść. Dzieli tak, że ponowne sklejenie społeczeństwa nie jest możliwe. Już dzisiaj stoją naprzeciw siebie dwa sobie kulturowo obce, czytające odmienne gazety, słuchające innych stacji telewizyjnych, chodzące albo niechodzące do kościoła narody, które łączy jedynie język i flaga.

Czy to jest miara skuteczności polskiej polityki? Które rubieże korzystnie się dla Polaków przesuwają? Wolność? Dobrobyt? Bezpieczeństwo? Pozycja Polski? Odzwierciedlona pośród innych duma wielkiego społeczeństwa, które zrzuciło niewolę i stało się wzorem dla innych w budowie demokratycznego państwa prawa i bogacącego się społeczeństwa? Które?! Marnej kondycji są ci, którzy zdolność do zdobywania pozycji samowładcy utożsamiają z wielkością. W polityce, w warunkach pokoju przynajmniej, skuteczność jest konieczną towarzyszką wielkości.

Wczoraj Trybunał Konstytucyjny miał swoje święto. Szef jego, prof. Andrzej Rzepliński, to godny Polak, broni tej instytucji strażnika Konstytucji. Świetne przemówienie miała I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf.

CggwwftWQAAzkHM

Całość wystąpienia:
trybunal.gov.pl >>> pdf

mamTego