Posts Tagged ‘Małgorzata Zubik’

Abp Paetz (z zarzutami o molestowanie kleryków) odprawiał wraz z abp Gądeckim mszę w Wielki Czwartek w Poznaniu

Prokuratura bywa nadużywana, jeżeli jest upolityczniana. Stoimy na progu tej wielkiej groźby -stwierdził Balcerowicz

Piotr Miączyński („Wyborcza”) pisze, jak PiS chce nabrać nas na zarobki o 30 proc. wyższe. Poseł PiS zaprezentował Polskiej Agencji Prasowej pomysł, który doprowadzi do ruiny polskie firmy.

– W przyszłym tygodniu zostanie zaprezentowany projekt, który obniży pozapłacowe koszty pracy i podniesie zarobki Polaków o 25-30 proc. – zapowiedział PAP przewodniczący parlamentarnego zespołu na rzecz wspierania przedsiębiorczości i patriotyzmu ekonomicznego Adam Abramowicz (PiS).

Dziś pozapłacowe koszty pracy wynoszą ponad 60 proc. Pomysł Abramowicza ma je zbić do 20-25 proc. Różnica ma zostać w kieszeni pracownika.

– Ktoś, kto zarabia dziś na rękę np. 3 tys. zł, po zmianach otrzymałby 3 tys. 750 zł – poinformował poseł. Firma płaciłaby jeden podatek w wysokości 25 proc. od całego funduszu płac.

Przewidziane jest też obniżenie składek ZUS do 550 zł. W przypadku małej działalności gospodarczej wszystkie obciążenia pobierane przez państwo, zarówno składkowe, jak i podatkowe, miałyby wynieść 15 proc. od przychodu. Fajnie, prawda?

Któż nie chciałby dostać dzięki cudownemu pomysłowi posła PiS dodatkowych kilka stówek, a może nawet i kilku tysięcy?

Jak za to jednak zapłacić?

Abramowicz ma na to pomysł. – Dziś z CIT budżet otrzymuje ok. 30 mld zł, co jest bardzo niską kwotą, jeśli spojrzeć na obroty firm. Są korporacje, które w Polsce nie płacą latami podatku, głównie zagraniczne, ale także krajowe (…). My proponujemy prosty, powszechny, uczciwy podatek – jeden dla wszystkich – mówił PAP Abramowicz.

Ile? Poseł wyjaśnił, że w przypadku osób prawnych zmiana zakłada wprowadzenie zakazu odliczania kosztów uzyskania przychodów z jednoczesnym podatkiem przychodowym w wysokości 1,5 proc. Co to znaczy? Dla czytających bez zrozumienia: będzie ciężko.

Ale wyjaśnię. Jak ktoś kupi cymbały za granicą, to podatku od przychodu nie zapłaci. Zrobi to RAZ, jak sprzeda te cymbały posłowi Abramowiczowi.

Teraz jak chcemy te cymbały wyprodukować w Polsce, to trzeba kupić drewno, pałeczki, struny, kołki, materiały do pakowania i od każdej tej transakcji uczestnicy opłacają podatek od przychodu. Później te cymbały trafiają do hurtowni (podatek od przychodu) i w końcu do sklepu (kolejny podatek od przychodu).

Sklep sprzedaje cymbały posłowi Abramowiczowi (następny podatek od przychodu). Polskie cymbały są rzecz jasna droższe niż zagraniczne. Bo im bardziej produkt powstaje w Polsce, tym większe podatki się w takim przypadku od niego płaci.

PiS udało się już rozwalić Trybunał Konstytucyjny, chce rozwalić sądy, teraz bierze się do podatków. Jak ktoś się jeszcze nie boi, to w tym przypadku powinien.

TAKIE SKLEPY Z PEWNOŚCIĄ WYŁĄCZĄ ZE SWOJEGO ZAKAZU…

W deformie szkoły lekcje religii będą uprzywilejowane. W myśl założeń reformy edukacji uczniowie klas siódmych będą po wakacjach uczyć się według nowych podstaw programowych. I z nowymi podręcznikami, ale nie na wszystkich zajęciach. Lekcje religii poczekają na nowy program i książki. Pisze Małgorzata Zubik

– We wrześniu w siódmej klasie uczniowie będą uczyć się religii z książek do klas pierwszych gimnazjum – mówi nauczycielka religii ze Śląska. – Za rok, w klasie ósmej, będziemy pracować z książkami do klas drugich gimnazjalnych. Episkopat przygotuje zmiany w programie na spokojnie.

Reforma edukacji wydłuży naukę w szkole podstawowej o dwa lata. We wrześniu siódme klasy będą uczyć się według nowych podstaw programowych, które obejmą też klasy czwarte oraz pierwszaków. Zmiany w szkolnictwie wprowadzane są w ekspresowym tempie, pisanie podstaw również odbyło się w pośpiechu, wydawnictwa na szybko napisały nowe podręczniki. Oficyny, które złożyły wnioski o dopuszczenie książek do użytku w szkole, czekają na opinie rzeczoznawców. Szkoły muszą zdążyć z kupnem podręczników na 1 września.

Reforma edukacji: wersja spokojna

W zupełnie innym tempie będą wprowadzane zmiany na lekcjach religii. Tu terminy narzucane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej nie mają znaczenia.

Podstawy programowe przygotowuje specjalny zespół ekspertów powołany przez przewodniczącego Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski biskupa Marka Mendyka. Pracuje od lutego. Potem będzie etap recenzowania przez uznanych katechetów i pedagogów, następnie konsultacje wśród biskupów. Biskupi przekażą tekst podstawy do skonsultowania swoim wydziałom katechetycznym. Na końcu trafi on pod obrady KEP, która podejmie w tej sprawie uchwałę.

Dokument, który ustali, czego będą uczyć katecheci, ma być związany z tym, co wprowadza do szkół nowa podstawa programowa MEN. – Religia jest przedmiotem szkolnym i winna wypełniać także założenia kształcenia ogólnego. Chodzi też o korelację między przedmiotami, zwłaszcza językiem polskim, historią, wiedzą o społeczeństwie a religią – tłumaczy ks. Piotr Tomasik z Konferencji Episkopatu Polski.

Na to wszystko potrzeba czasu. W KEP przewidują, że dokument będzie gotowy na wiosnę 2019 r. – Tempo prac jest podobne jak przy poprzedniej reformie, rozpoczęła się ona w roku 1999, a podstawy uchwalono w czerwcu 2001 r. – precyzuje ks. Tomasik. Gdy podstawa i nowe programy będą gotowe, trzeba będzie jeszcze przygotować podręczniki.

TAKIE TAM ŚWIĄTECZNE ROZMOWY

Waldemar Mystkowski pisze o demolowaniu obronności Polski przez Macierewicza.

Czy można sobie wyobrazić bitwę wojenną, w której ginie 30 generałów i 300 oficerów? Bitwę faktycznie trudno sobie wyobrazić, więc to samo pytanie dotyczące strat tej samej wielkości dowódców dotyczyć powinno całej kampanii wojennej.

Przy takich stratach przegrywa się wojny. Jeżeli 30 generałów i 300 oficerów osadzonych jest w obozach jenieckich, w oflagach, są traktowani jako trofea zwycięzców i wykorzystywani podczas triumfalistycznych uroczystości – defilad, parad – zwycięzców.

Czy ktoś pamięta, ilu niemieckich generałów i wyższych oficerów miało rzucać sztandary na Placu Czerwonym przed Stalinem (do czego zresztą nie doszło)? Albo: jakie były straty wśród wojskowych zamordowanych w Katyniu 1940 roku?

Podobne duże straty poniosło – i ponosi – Wojsko Polskie pod władaniem ministra Antoniego Macierewicza. To są straty wojenne – 30 generałów i 300 oficerów – na wojnie zabici i ranni niezdolni do pełnienia obowiązków żołnierzy na polu bitwy są tak samo traktowani, zostali wyeliminowani.

Takie są „osiągnięcia” Macierewicza w pustoszeniu obronności Polski. Można te wielkości przełożyć z generałów i oficerów na polityków PiS. Ginie (podaje się do dymisji) 30 „generałów” Komitetu Politycznego PiS i 300 polityków tej partii szczebla lokalnego – do czego to można porównać?

To tak jakby pułkownikowi Clausowi von Stauffenbergowi udał się zamach stanu (Operacja Walkiria) w Wilczym Szańcu w 1944 roku.

Więc zadam pytanie: Czy jeszcze mamy Wojsko Polskie? Inne liczby mogą uzmysłowić zasadność tego pytania. Aby wyszkolić generała potrzeba 10 lat na jego nauki na wyższych uczelniach polskich i zagranicznych. Kto zastąpił tych generałów i oficerów? Jacyś niedouczeni Misiewicze. Te straty przez specjalistów są nazywane czarną dziurą wśród kadry wojskowej.

Straty w ludziach są najważniejsze, ale równoległe są straty w sprzęcie i programach badań naukowych na rzecz obronności państwa. Nie mielibyśmy wiedzy, gdyby nie determinacja innych. Ministerstwo Obrony w ogóle nie publikowało danych o sprzęcie i o programach dotyczących obronności, gdyby nie nieustanne interpelacje Tomasza Siemoniaka, byłego ministra obrony narodowej.

Dane o projektach publikuje Dziennik Zbrojny i są one przerażające. Komentarz jest następujący: „Macierewicz może opuścić pełnione stanowisko, ale wyrządzone szkody są nieodwracalne.” Projekty są opóźnione o kilkadziesiąt miesięcy, a rekordzista – projekt modułu ogniowego 155 mm kryptonim Kryl – aż 56 miesięcy.

To, że resortem obrony kieruje Szwejk (jest to bardzo pogodne porównanie Macierewicza) świadczy projekt prototypu radaru wielofunkcyjnego kierowania ogniem Wisła, który został skierowany do wykonawcy nie mającego zdolności seryjnej produkcji. Do nie tej fabryki.

Pamiętacie jeden charakterystyczny dzień z życia ministra Szwejka, gdy rozwalił pancerne BMW pod Toruniem? Jego dzień składał się z wykładu na uczelni Rydzyka i gali na cześć Człowieka Wolności Kaczyńskiego.

Jego zastępcą jest wiceminister Bartosz Kownacki, który mówiąc o wojsku przypomina panią Pelagię graną przez niezapomnianego Bogdana Smolenia w słynnym skeczu kabaretu Tey. Tacy ludzie odpowiadają za naszą obronność? Nie!

Takie Szwejki, panie Pelagie, armie Misiewiczów niszczą naszą obronność, jak wrogowie podczas najkrwawszych kampanii, gdy traciliśmy niepodległość. Straty Ukrainy w wojnie hybrydowej z Moskwą są mniejsze niż hybrydowa działalność Szwejka Macierewicza, jego pań od „bombek” i armii Misiewiczów z nadwagą.

Z ostatniej chwili:

Jeśli to prawda, to będzie moralny koniec tej władzy.

>>>