Posts Tagged ‘Marek Beylin’

Marek Beylin („Wyborcza”) pisze, iż przyszedł czas opozycji. Władza powinna być ustawicznie osaczana przez społeczeństwo. Niech opozycja zbiera teraz podpisy w sprawie referendum: „Czy jesteś za tym, by zgodnie z konstytucją sędziowie byli niezależni od rządzących polityków?”.

Nadszedł czas opozycji. Po półtorarocznych rządach PiS zaplątał się we własne portki. To, że w nowym sondażu Kantar Millward Brown (dla „Faktów” TVN i TVN 24) i Kantar Public dla „Wyborczej” Platforma wyprzedziła PiS, nie świadczy jeszcze o trwałej zmianie lidera, pokazuje jednak dobitnie słabość partii rządzącej.

W dodatku PiS nie wie na razie, jak się z tą słabością uporać. Wewnętrzne konflikty, ustawiczny pokaz śmieszności i nieudolności sprawiły, że władza zajmuje się głównie leczeniem własnych ran. Jest w defensywie, jak nigdy po wygranych wyborach.

Jeśli opozycja nie wykorzysta tej słabości, dowiedzie, że nadaje się jedynie do uprawiania gadulstwa, a nie polityki. Jest jednak problem, jak PiS skutecznie przyciskać.

Bo opozycji słabo wychodzi mobilizowanie ludzi, nie ma też takich pomysłów na Polskę po PiS, które przyciągnęłyby wahających się wyborców. A to oni zdecydują, kto wygra wybory.

W dodatku wyczerpuje się główna dotąd forma oporu: demonstracje. Są coraz mniej liczne nie tylko wskutek „wojny na górze” w KOD. Co ważniejsze, nie da się utrzymać stałej emocjonalnej mobilizacji ludzi, która przesądza o tym, czy wyjdziemy na ulice. Bez takich emocji udział w demonstracjach staje się rutynowym obowiązkiem przyciągającym jedynie najbardziej zmotywowanych. W efekcie słabnie widoczność sprzeciwu w społeczeństwie. A ludzie czują się bardziej osamotnieni wobec władzy.

Jak ożywić opór i emocje budujące wspólnotę sprzeciwu, z której wielu Polaków mogłoby czerpać poczucie siły? Dobry przykład dała akcja referendalna w sprawie gimnazjów. Ponad 900 tys. zebranych podpisów i umiejętna, merytoryczna perswazja przekształciły rozproszone niezadowolenie w polityczny taran kruszący władzę PiS. To przecież głos „ludu”, do którego władza odwołuje się w propagandzie, by zalegitymizować swe poczynania. Co więcej, jeśli rządzący zlekceważą te podpisy, potwierdzą, że mają gdzieś obywateli, jeśli ulegną, dowiodą własnej megakompromitacji.

Takich taranów trzeba nam więcej, bo władza powinna być ustawicznie osaczana przez społeczeństwo.

Niechże więc opozycja zacznie zbierać teraz podpisy w sprawie referendum: „Czy jesteś za tym, by zgodnie z konstytucją sędziowie byli niezależni od rządzących polityków?”. Według sondaży większość Polaków opowiada się za taką niezależnością. Ale kilkaset tysięcy podpisów pod takim wnioskiem potwierdziłoby wagę konstytucji i zasady niezależności sądownictwa oraz utrudniłoby rządzącym wyrwanie się z defensywy.

Następnie warto by wszcząć taką akcję w kwestii pozostania Polski w Unii Europejskiej. Bo Kaczyński, wbrew swym deklaracjom, może nas z UE chyłkiem wyprowadzać. Bliżej mu do Turcji niż do Brukseli.

Takie działania podtrzymają gniew i rozczarowanie władzą. A PiS w staraniach, by odzyskać moc, coraz bardziej będzie przypominał psa bezskutecznie kręcącego się w kółko, żeby złapać własny ogon.

Akcje referendalne przekonają też wielu, że protesty są trwałe i widoczne. Co wpłynie na tych, którzy wciąż się wahają. W dodatku każdy, kto złoży podpis, poczuje się uczestnikiem rozszerzającej się wspólnoty sprzeciwu. W tym dziś siła.

Roman Imielski analizuje władzę z jej pozycji klęczącej.  Przygnieciony serią wizerunkowych wpadek i autentycznych afer, gnębiony wewnętrznymi sporami i mało sprzyjającymi sondażami PiS zaczyna robić krok wstecz. Właśnie wycofał się z forsowania absurdalnego powiększenia Warszawy o ponad 30 podstołecznych gmin, zamykając jeden z pootwieranych przez siebie frontów walki.

To nie jest najlepszy okres dla obozu władzy. Jeszcze na początku roku wydawał się on monolitem, który walcem rozjeżdżał wszystko, na co miał ochotę. Ale to se ne vrati, przynajmniej na razie. Wiele nieskończonych wciąż bitew odbija się bowiem Prawu i Sprawiedliwości czkawką. Suweren zaczął brykać.

Nieprzygotowana i zwiastująca chaos w szkołach reforma edukacji zaowocowała zebraniem blisko miliona podpisów przeciwko planowanym zmianom i żądaniem referendum.

Próba zablokowania reelekcji Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, zamiast zdyskredytować byłego premiera, w oczach wielu wywindowała go na męża opatrznościowego, który w 2020 r. może wygrać wybory prezydenckie.

Forsowana przez ministra środowiska Jana Szyszkę wycinka drzew oraz kuriozalne sprawy Bartłomieja Misiewicza i szefa podkomisji smoleńskiej Wacława Berczyńskiego były wizerunkową katastrofą dla PiS.

Do tego dochodzi polityczne kolesiostwo we wszelkich możliwych urzędach, instytucjach i spółkach skarbu państwa. I widoczne już jak na dłoni wewnętrzne walki buldogów zakończone publicznym dyscyplinowaniem traktującego armię jak prywatny folwark szefa MON Antoniego Macierewicza czy wyrażającej wątpliwości wobec polityki rządu minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej.

To wszystko PiS mógłby pominąć, gdyby nie spadki w ostatnich sondażach, w których przegrywa z Platformą Obywatelską, a Andrzej Duda – w ewentualnej II turze wyborów prezydenckich z Tuskiem. Można by je zahamować, gdyby rządzący mieli w ręku poważne atuty. Tyle że program 500 plus już jest, obniżka wieku emerytalnego też, podniesienie pensji minimalnej również. Słowem – z socjalnego arsenału nie zostało prawie nic w odwodzie.

No i jest jeszcze niezwykle popularne kabaretowe „Ucho Prezesa” – a popadnięcie w śmieszność to jedna z najgorszych rzeczy, jaka może spotkać władzę.

Dlatego PiS musi zamknąć niektóre fronty. I tak właśnie zrobił z ustawą o powiększeniu Warszawy, która miała ułatwić przejęcie stolicy po wyborach samorządowych. Podstołeczne gminy stanęły okoniem. Bagatelizowane referendum w Legionowie było dla ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego szokiem – nie tylko okazało się ważne, ale aż ponad 94 proc. głosujących powiedziało „nie” dla planów PiS. Za chwilę podobne referenda przetoczą się przez kolejne gminy, a nastroje w nich wcale nie są przychylne władzy. Forsujący zmiany poseł Jacek Sasin, marzący o prezydenturze Warszawy (w ostatnich wyborach samorządowych znacząco przegrał z Hanną Gronkiewicz-Waltz), w końcu rzucił ręcznik.

To dobra wiadomość dla tych obywateli, którzy mają dość niszczenia państwa przez PiS. Bo im więcej problemów ma obóz władzy, tym większy sens ma społeczny nacisk. Po raz pierwszy efekt zobaczyliśmy jesienią zeszłego roku, gdy dziesiątki tysięcy kobiet zmusiły „czarnym protestem” do porzucenia projektu zaostrzenia prawa aborcyjnego. Ostatnio społeczny sprzeciw widzieliśmy w przypadku lex Szyszko, a teraz dał efekt w sprawie ustawy warszawskiej.

Suweren – tak często przywoływany przez polityków PiS – nie okazał się potulny jak baranek. I to najlepsza wiadomość dla Polski.

Waldemar Mystkowski pisze o Emmanuelu Macronie, jego wypowiedzi o Polsce i reakcji PiS.

Kandydat na prezydenta Francji – i z wielkim prawdopodobieństwem przyszły prezydent – Emmanuel Macron prowadzi ostrą kampanię wyborczą, bo za przeciwnika ma populistkę i nacjonalistkę Marine Le Pen, która stosuje sztuczki podobne, jak PiS, „Francja w ruinie”.

Macron musi się obawiać wszelkich cudów nad urną – jak w Polsce (PiS), jak w USA (Trump) – nie może pozostawiać pola populistom od ruin. Kampanię drugiej tury wyborów prezydenckich Macron zaczął od powiązania wartości gospodarczych ze standardami demokracji zachodniej i padło na… Polskę. Dopowiedzmy: Polskę pisowską. – „W ciągu trzech miesięcy po moim wyborze, zapadną pewne decyzje w sprawie Polski. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Nie możemy tolerować tego, że jakiś kraj, będący w Unii Europejskiej, rozgrywa różnice kosztów pracy i narusza wszystkie zasady UE, nie ma szacunku dla wartości Unii Europejskiej” – powiedział Macron w wywiadzie dla prowincjonalnej gazety. Z dala od Paryża Marine Le Pen ciuła elektorat, bo w stolicy Francji miała w I turze poniżej 5%.

Macron dosadnie nazywa to, czego ma doświadczyć Polska rządzona przez PiS: „Chcę, by sankcje zostały wprowadzone w kwestiach dotyczących praw i wartości Unii Europejskiej”. Nie są to przyjemne słowa dla Polaków, nawet gdy PiS traktuje się jako wcielenie zła. Jak traktuje Macrona rząd PiS? Byle jak. Bo przyszłemu prezydentowi odpowiada rzecznik rządu Rafał Bochenek. Mógł wybrać milczenie i byśmy potraktowali jako wykładnię „milczenie jest złotem”, ale Bochenek otworzył usta – za pozwoleniem Nowogrodzkiej, skąd wychodzą przekazy dnia – nazwał słowa Francuza: „To niefortunna wypowiedź”.

Można niejako się zgodzić, iż Macron zachowuje się protekcjonistycznie, lecz nie jest fortunny Bochenek, gdy określa słowa francuskiego kandydata: „negatywnie wpływają na rozwój wolnego rynku i w sposób jawny przeciwstawiają się wartościom, na jakich powinna być budowana UE”.

PiS będzie miał problem nie tylko z wartościami demokratycznymi, ale przede wszystkim z gospodarczymi, bo Europa kilku prędkości w pierwszym rzędzie postawi na rozwój gospodarczy. Nie wiadomo, kto miałby odpowiedzieć Macronowi. Obawiam się, że Waszczykowski stanąłby na znanym nam wszystkim stanowisku dyplomatołka (nie spotkał się z Macronem, tylko z Marine Le Pen). Mateuszowi Morawieckiemu wypsnęłaby się niewiedza ontologiczna i postawiłby naród ponad prawem.

Podobny kłopot przysporzą PiS-owi Niemcy, którzy będą wybierać między Angelą Merkel a Martinem Schulzem. Merkel uważa, że Niemcy muszą współpracować z Polską – nawet pisowską – ale już niekoniecznie socjaldemokrata. Układ Merkel-Macron będzie równie nieprzyjemny dla Polski pisowskiej jak Schulz-Macron.

Więcej niż pewne, że po zwycięstwie Macrona nasza pozycja w Unii Europejskiej będzie coraz gorsza. Nie dziwię się zatem PiS, że woleliby Marine Le Pen, bo ta rozwaliłaby Unię i politycy PiS mieliby usprawiedliwienie: „to nie my, to wina… (tu wstawić odpowiednie nazwisko)”. Tak wygląda choroba pisowska, w tym wypadku choroba francuska, kiedyś nazywana francą. Polska pisowska powstała z kolan i od razu poległa. To zresztą ich ulubiony polityczny paradygmat sukcesu – „poległ, polegliśmy”.

Kleofas Wieniawa pisze o sankcjach, które mogą być nałożone na Polskę.

Nie jestem zdziwiony wypowiedzią kandydata na prezydenta Francji Emmanuela Macron, iż będzie zabiegał o nałożenie sankcji na Polskę. Najprawdopodobniej zastąpi Hollande’a w Pałacu Elizejskim, a gdyby jakimś cudem miała wygrać w II turze Marine Le Pen, będzie jeszcze gorzej. Francja prawicowa zawsze była antypolska, prorosyjska.

Po raz pierwszy w historii sprzyjała nam koniunktura międzynarodowa, zarówno Niemcy byli naszymi adwokatami, także Francja. Zostało to już w niwecz zaprzepaszczone przez PiS i „geniusz” Kaczyńskiego, który tak daleko nie odbiega od przysłowiowego Kononowicza ze wszystkimi „powstawaniami z kolan”.

Leżymy. Cieszmy się, że mamy Donalda Tuska, szefa Rady Europejskiej, który będzie hamował zapędy Macrona, ale niewiele wskóra w Unii różnych prędkości, bo jestesmy w niej „czerwoną latarnią”.

Macron, jak każdy liberał jest przychylny Polsce, lecz kampania wyborcza ma swoje prawa i nie może oddawać elektoratu Le Pen – odpowiednik hard naszego PiS. Dobrze postawę Macrona oddaje niedawny list sławnej Annette Laborey, która odmówiła przyjęcia orderu od Andrzeja Dudy: „Polska wpadła w ręce partii, którą mogłabym tylko zwalczać. Odznaczenie nadane takimi rękami zamienia się w zniewagę”.

I to jest powód takich, a nie innych słów Macrona. Gdyby na jego miejscu był kandydat gauliistów Francois Fillon usłyszelibyśmy podobne słowa.

Gdyby Wielka Brytania nie wychodziła z UE, także Theresa May powiedziałby podobnie. Polska ogrywana jest przez wszystkich, no może oprócz San Escobar.

Niedługo kampania i wybory w Niemczech, usłyszymy trawestację Macrona z ust Martina Schulza, a także Angeli Merkel, która będzie musiała wzmocnić swój zdecydowany przekaz, iż Unia nie będzie się rozłazić z powodu niszczenia standardów demokratycznych. Pod władzą PiS zostaliśmy w półtora roku chorym człowiekiem Europy, dopadł nas złośliwy nowotwór – kaczyzm. Zaścianek.

>>>

I JAK SIĘ CZUJECIE TERAZ, SZANOWNI „FRANKOWICZE”? DOBRA ZMIANA WYDYMAŁA WAS ŚMIEJĄC SIĘ TERAZ PROSTO W OCZY

c4ylankwiaezxlu

Marek Beylin nie ma wątpliwości. Kaczyński wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej. Deklaracja Beaty Szydło, że rząd godzi się na „Europę dwóch prędkości”, zapowiada dziejową tragedię Polski. Premier dopowiedziała to, co Jarosław Kaczyński od dawna dawał do zrozumienia: dalej od Unii.

ta-deklaracja

Oznacza to stopniowe wygaszanie naszych związków z UE, bo nie utrzymamy ich, gdy inne państwa, zwłaszcza euroland, będą bez nas pogłębiać integrację. Do czego już się szykują.

A Polska na dalekim skraju Unii to w praktyce Unia bez Polski. To katastrofa dla każdego Polaka niosąca cywilizacyjny regres. Nie byłoby rozwoju Polski bez solidarnej unijnej pomocy. Jeździmy po drogach budowanych za pieniądze Unii, żyjemy w miastach i miasteczkach modernizowanych z jej funduszy. Dzięki unijnemu wsparciu dzieci uczą się w nowocześniejszych szkołach, a studenci mogą w ramach stypendiów kształcić się w Europie. Pozbawiona hojnych dopłat polska wieś znów popadłaby w biedę. A bez inwestycji zasilanych europejskimi funduszami oraz pochodzących z zagranicy stalibyśmy się biedakrajem z rosnącym bezrobociem i ogromnymi nierównościami. Życie bardzo wielu z nas uległoby dewastacji.

Wszystko to nam grozi, bo Polski umieszczającej się na skraju Unii europejska solidarność nie obejmie. Na nowo integrująca się Europa utnie sporą część funduszy tym, którzy do niej nie przystąpią. Na Zachodzie mówi się o tym coraz jawniej.

Będziemy też postrzegani jako kraj niestabilny i niebezpieczny dla inwestorów. Tym bardziej że pod rządami Trumpa niepewne stały się NATO-wskie gwarancje bezpieczeństwa na wschodniej flance. Zmniejszyć te zagrożenia mogłaby nasza obecność w Europie integrującej się również w sprawach obronnych.

To nie jest, niestety, czarnowidztwo, lecz prawdopodobny scenariusz szykowany nam przez PiS. Kaczyński woli poświęcić nasz dobrobyt i uczynić z Polski dzikie pola Europy, niż respektować demokratyczne wymogi Unii.

c4v1xecwiaeqkx

Bardzo ciekawa rozmowa z Kazimierzem Kutzem o atmosferze w Polsce.  Kazimierzem Kutzem rozmawia Robert Siewiorek.

kutz

ROBERT SIEWIOREK: Pozamiatane?

KAZIMIERZ KUTZ*:Wręcz przeciwnie, dopiero się wszystko brudzi. PiS chce długo rządzić, więc ma przed sobą okres, nazwijmy to, heroiczny.

Najbliższe trzy lata to będzie czas demolowania wszystkiego, co było przed nimi. PiS zamierza zdobyć samorządy, lansując ideę, że one w istocie powinny być wybierane przez partie polityczne, a nie przez przedstawicielstwa obywatelskie. Kaczyński chce pozbawić władzy tych, którzy nie są zależni od partii – zwłaszcza od PiS. Jego ludzie przepchną ustawę, w myśl której w nadchodzących wyborach startują wyłącznie partie, co wyeliminuje element obywatelski.

Gdyby im się to udało, to mając za sobą swój żelazny elektorat, mogą mnóstwo naobiecywać, a to umożliwi im zwycięstwo w wyborach parlamentarnych i zmianę konstytucji. Coraz więcej ludzi zaczyna się w tym orientować, więc czeka nas dynamiczna gra z elementami teatru ulicznego.

Dlatego tak ważne są organizacje społeczne.

c4vvcmnwcaalad3

KOD? A przetrwa?

– Wyjdzie z tego kryzysu wzmocniony, mądrzejszy i lepiej zorganizowany, bo tam toczy się normalna, uczciwa demokratyczna walka. Bez względu na to, czy ostatecznie wygra Kijowski, czy ktoś inny, sytuacja w końcu się unormuje. To przejściowy kryzys, normalny w przypadku młodej organizacji bez politycznego i organizacyjnego doświadczenia. Tym bardziej że tam nie było żadnego przestępstwa, jak insynuuje PiS.

Co może zrobić Platforma?

– Powiedzieć lokalnym samorządowcom: popieramy was i nie wchodzimy do samorządów. W Szwajcarii obowiązuje zakaz mieszania się partii politycznych w sprawy samorządów, nie można na tym poziomie uprawiać polityki. Owszem, członek partii może zostać wybrany do samorządu, ale decydują o tym sami wyborcy. Jego partia nie startuje, startują ludzie.

W Polsce też trzeba wypieprzyć partie z samorządów. Właśnie pojawiła się największa od upadku komunizmu szansa na odzyskanie demokracji.

Kaczyński też mówi o uzdrowieniu samorządów. Uważa pan, że nie ma klik w gminach i miastach?

– Pewnie, że są! W wielu miejscach powstały komitety władzy skupione wokół wójtów czy burmistrzów, oparte na miejscach pracy w samorządzie. W końcu miasto jest dużym przedsiębiorstwem. To taka lewa demokracja, która szybko przeobraża się w struktury sitwy: znajomi kolegi, siostra księdza, aptekarz, szwagier naczelnika, nauczyciel, lokalny biznesmen… Podczas każdych wyborów takie towarzystwa wystawiają się na sprzedaż, wskutek czego partia, która chce wygrać, rezygnuje z wystawiania własnego kandydata na burmistrza, bo wiadomo, że on przegra, i zawiera umowę z kliką.

Przykłady?

– W Katowicach prezydent oficjalnie był bezpartyjny, ale partie przed wyborami przychodziły do niego i mówiły: „Nie wystawiamy swojego kandydata, więc jeśli nas poprzesz, po naszym zwycięstwie zostajesz na stołku”. W rezultacie prezydent i jego ekipa raz byli za PiS, a raz za śmis.

c4vqfgsxaainf7v

Czyli dobrze, że PiS rozwala sitwy.

– Nie, bo ten system może też dawać bardzo dobre rezultaty. We Wrocławiu władza samorządowa wyszła z dobrych środowisk – naukowców, młodych działaczy społecznych, ludzi z cenzusami i silnie związanych z miastem, z których prezydent stworzył kadrę profesjonalistów.

Poza tym PiS chce zastąpić stare sitwy nowymi – własnymi. Gdyby rzeczywiście władza w samorządach, o czym Kaczyński tak głośno krzyczy, miała trafić w ręce ludu, to partyjne struktury w terenie, na czele z PiS-owską, by obumarły.

Dlatego musi dojść do obywatelskiego przebudzenia: KOD, kobiety (to właśnie one będą naszym kołem ratunkowym), nauczyciele, studenci. To, że ci ostatni wyszli na ulice aż w 11 miastach, jest niesamowite!

Na niektóre z tych wieców przyszło po kilkadziesiąt osób.

– To nie ma znaczenia. Na następne przyjdą setki, potem tysiące.

Po raz pierwszy studenci demonstrowali w moich Katowicach. Dla mnie to rewelacyjna wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze, do tej pory PiS pocieszał się, że demonstrują przeciw niemu tylko starsi ludzie, „komuniści i złodzieje”, „panie w futrach”, „odsunięci od koryta”. Kaczyński wie, że bez poparcia młodych żadnej rewolucji nie da się zrobić. No to teraz ma przebudzenie młodych, których będzie przybywało.

A po drugie?

– Na Śląsku z manifestacjami zawsze było krucho, bo po wojnie wszystkie próby oporu brutalnie pacyfikowano – to był region dla komunistów strategiczny, zresztą stanowiący także część ekonomii wojennej Związku Radzieckiego. Trzymani za mordę Ślązacy nie przyłączyli się więc do rebelii ani w 1956, ani w 1970 r., za co w zbuntowanych regionach ich znienawidzono. Bunt górników w 1980 i 1981 r. był więc dla komunistów szokiem.

Dziś rząd zamyka kopalnie, a górnicy siedzą cicho.

– Są zdezorientowani, bo zostali totalnie oszukani. „Solidarność” górnicza stała się liczną grupą działaczy na państwowym wikcie. W niektórych kopalniach jest po 17 związków zawodowych, zawodowi działacze dbają bardziej o interes własny niż górników. Oszukani przez rząd i związkowców górnicy pracujący na dole potencjalnie są jednak tą grupą, która może wyjść na ulice, zbuntować się przeciw tej władzy.

Nie bez znaczenia jest też to, że na kanwie kolejnych konfliktów wywoływanych przez PiS, od wojny z Trybunałem Konstytucyjnym po najnowszą, z samorządami, odbywa się przyspieszona edukacja obywatelska. Ludzie dowiadują się rzeczy, które dotychczas ich nie obchodziły – na przykład po co jest Trybunał czy od czego powinna być prokuratura.

Kiedy wstępowaliśmy do Unii, w felietonie dla „Wyborczej” napisał pan, że to porównywalne z przyjęciem przez Polskę chrześcijaństwa. Odrzuciliśmy ten chrzest na demokrację?

– My się demokracji musimy uczyć i mieć poczucie, że ona jest nasza. Znamienne, że demokracja to także walka o świeckie państwo, a my takiego jeszcze nie mamy. Naszym krajem w dużej mierze rządzą księża; w przemianach ostatnich lat Kościół odegrał fatalną rolę.

Na niektóre z tych wieców przyszło po kilkadziesiąt osób.

– To nie ma znaczenia. Na następne przyjdą setki, potem tysiące.

Po raz pierwszy studenci demonstrowali w moich Katowicach. Dla mnie to rewelacyjna wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze, do tej pory PiS pocieszał się, że demonstrują przeciw niemu tylko starsi ludzie, „komuniści i złodzieje”, „panie w futrach”, „odsunięci od koryta”. Kaczyński wie, że bez poparcia młodych żadnej rewolucji nie da się zrobić. No to teraz ma przebudzenie młodych, których będzie przybywało.

A po drugie?

– Na Śląsku z manifestacjami zawsze było krucho, bo po wojnie wszystkie próby oporu brutalnie pacyfikowano – to był region dla komunistów strategiczny, zresztą stanowiący także część ekonomii wojennej Związku Radzieckiego. Trzymani za mordę Ślązacy nie przyłączyli się więc do rebelii ani w 1956, ani w 1970 r., za co w zbuntowanych regionach ich znienawidzono. Bunt górników w 1980 i 1981 r. był więc dla komunistów szokiem.

c4vkyboxaaaoemy

Dziś rząd zamyka kopalnie, a górnicy siedzą cicho.

– Są zdezorientowani, bo zostali totalnie oszukani. „Solidarność” górnicza stała się liczną grupą działaczy na państwowym wikcie. W niektórych kopalniach jest po 17 związków zawodowych, zawodowi działacze dbają bardziej o interes własny niż górników. Oszukani przez rząd i związkowców górnicy pracujący na dole potencjalnie są jednak tą grupą, która może wyjść na ulice, zbuntować się przeciw tej władzy.

Nie bez znaczenia jest też to, że na kanwie kolejnych konfliktów wywoływanych przez PiS, od wojny z Trybunałem Konstytucyjnym po najnowszą, z samorządami, odbywa się przyspieszona edukacja obywatelska. Ludzie dowiadują się rzeczy, które dotychczas ich nie obchodziły – na przykład po co jest Trybunał czy od czego powinna być prokuratura.

Kiedy wstępowaliśmy do Unii, w felietonie dla „Wyborczej” napisał pan, że to porównywalne z przyjęciem przez Polskę chrześcijaństwa. Odrzuciliśmy ten chrzest na demokrację?

– My się demokracji musimy uczyć i mieć poczucie, że ona jest nasza. Znamienne, że demokracja to także walka o świeckie państwo, a my takiego jeszcze nie mamy. Naszym krajem w dużej mierze rządzą księża; w przemianach ostatnich lat Kościół odegrał fatalną rolę.

Tęsknota trwa?

– Nie. Została całkowicie zniszczona. Polska wcale nie chciała Ślązaków, Śląsk dostała w prezencie. Po przepędzeniu Niemców, gdy polskie wojsko wkraczało na Śląsk, całe szkolnictwo i aparat administracyjny pozostały bez kadr. I wtedy nastąpił pierwszy wielki desant „prawdziwych Polaków” – ludzi z zewnątrz, chcących na Śląsku robić kariery. Stało się to samo co za Bismarcka, tylko w drugą stronę: polonizacja na siłę, przymusowe zmiany imion, nazwisk, nazw miejscowości, pozbawianie Ślązaków – zwłaszcza tych związanych z Wojciechem Korfantym – dostępu do stanowisk we władzach, w administracji. Śląska autonomia została szybko zlikwidowana. A potem przyszła II wojna światowa, Niemcy włączyli Śląsk do Rzeszy i wcielili do Wehrmachtu pół miliona Ślązaków. Połowa z nich nie wróciła do domu.

Kto po wojnie zabraniał Ślązakom tworzenia własnych elit?

– Jak to kto? Przecież ta dyskryminacja i kolonizacja kulturowa trwają do dziś! Po wojnie i ucieczce z ziem zachodnich dwóch milionów ludzi przyszła kolejna inwazja „prawdziwych Polaków” na stanowiska, urzędy, mieszkania. Ślązak nie mógł zostać dyrektorem, oficerem ani komendantem policji. Kiedy Gierek przejął władzę, jego desant w Warszawie nie składał się ze Ślązaków, tylko z ludzi Zagłębia Dąbrowskiego, historycznie Ślązakom niechętnych. Zagłębiacy rządzili też zresztą na Śląsku.

Co dziś Śląskowi robią ci „prawdziwi Polacy”?

– Nadal pilnują polskości. Tego, byśmy nie mieli za wiele do gadania, nie mieli zbyt dużego wpływu na to, co się dzieje w regionie, nie zajmowali zbyt ważnych posad, żyli po swojemu. Byśmy się nie łudzili, że kiedykolwiek Polska uzna nas za grupę etniczną, a naszą gwarę za osobny język.

W 2009 r. wszystkie unijne kraje – z wyjątkiem Polski i Wielkiej Brytanii – podpisały Kartę Praw Podstawowych. O ograniczeniu praw obywateli w Polsce Kaczyńscy zdecydowali wtedy właśnie ze względu na Ślązaków. Lech truchtem opuszczał salę obrad, by przez telefon dowiedzieć się od brata, co ma robić. To było żałosne.

Śląsk po raz kolejny stał się łapówką, tym razem dla Kaczyńskich. Łapówką, która umożliwiła podpisanie traktatu lizbońskiego. W rezultacie skargi, które składaliby Ślązacy w związku z nieuznawaniem w Polsce ich kulturowej odrębności, nie mogą być rozpatrywane przez sądy unijne.

Tusk miał osiem lat, by to naprawić, ale nie kiwnął palcem. Dlatego PiS-owska władza nie musiała się na nikogo oglądać, gdy w październiku 2016 r. obywatelski projekt dotyczący uznania Ślązaków za mniejszość etniczną wrzucała do kosza. Zrobiła to, mimo że podpisało go 130 tys. ludzi!

c4vcsi8weambl-u

Najpierw nakarmił pan Ślązaków marzeniami o Polsce, a teraz pisze, że Polska była dla Śląska „wieczną pomyłką”. A może to pan się pomylił?

– Jeśli to poniżanie Ślązaków przez Polskę trwa już sto lat, to oni mają prawo powiedzieć, że Polska była dla nich pomyłką. To stwierdzenie faktu. Ślązacy są dla Polaków tym, kim byli dla Niemców: obywatelami drugiej kategorii.

Polacy się boją, że żądając autonomii dla Śląska, chce pan rozwalić Polskę.

– To jest gówno prawda! Istnieją świetnie prosperujące demokratyczne państwa, które całe składają się z autonomii, gdzie autonomiczna struktura doprowadziła do gospodarczego i kulturowego ożywienia.

Ja chcę, by zdechły te wstrętne nacjonalizmy, które rozwalają dziś Europę. Także nacjonalizm polski, który odradza się pod rządami PiS. I chcę, by polscy nacjonaliści – tak jak przed wojną piłsudczycy, a po wojnie komuniści – przestali się w końcu nad Śląskiem znęcać, gnoić go i traktować Ślązaków jak zidiociałe popychadła.

Jakie emocje rządzą dziś polityką w Polsce?

– W ostatnim czasie trafiałem do szpitala. Facet, który leżał w moim pokoju, zaraz po przywiezieniu mnie zaczął się zastanawiać, czy jestem za PiS, czy przeciw. Ja tak samo. Bardzo długo się obwąchiwaliśmy i gdy wyszło, że on jest za Kaczyńskim, urwały się wszelkie rozmowy, nie było nawet telewizji, zapanowała martwa cisza. W dawnych czasach, gdy lądowałem w szpitalu, ludzie ku sobie lgnęli, szukali znajomości, chcieli rozmawiać.

Kaczyński i PiS – ta jego upartyjniona nienawiść – bardzo nas podzielili. I dlatego powinni zostać pozbawieni władzy i wszelkiego wpływu na Polskę. Bo przez nich w Polsce może znowu polać się krew.

„Polska z ojczyzny Solidarności stanie się parafią religijnego kultu Leszka Kaczyńskiego . Staniemy się rosnącym wrzodem na własnym tyłku. Czeka nas kolejna wersja wojny polsko-polskiej; wejdziemy w nowy scenariusz, którego jeszcze nikt nie zna, a który rozegra się na ulicach. Sienkiewicz skrzyżuje broń z Gombrowiczem. Ptaszek śpiewał będzie na gałązce, a z siodła poleje się mocz”. Wali pan w felietonach w Kaczyńskich, PiS i polskie symbole, a potem narzeka na podziały.

– A niby dlaczego mam nie walić!? Przecież to, co oni robią z symbolami, jest haniebnym nadużyciem! Normalny człowiek szanuje swoje świętości, chroni je milczeniem i skupieniem, a nie szmaci. Symbol to wartość intymna.

Myśmy na Śląsku przez całe lata mówili po polsku szeptem, bo polszczyzna była zakazana. Polskie symbole były używane od święta i z szacunkiem, a teraz się je trywializuje, robi z nich jarmarczne cepy przeciw myślącym inaczej.

To katastrofa, albowiem symbole już w Polsce w ogóle ludzi nie łączą. Gdybym miał władzę, na pół roku zakazałbym mówienia o Polsce.

c4veyucwaaafudj

Przecież ceni pan polską kulturę.

– Wychowałem się na niej, lubię ją, więc mam prawo z zatroskaniem i bólem konstatować, że stała się tak chujowa. Mam prawo tak mówić, bo jestem po stronie tych, którym w tym kraju jest źle. Ludzie mają prawo się buntować. Człowiek bez potrzeby buntu jest niepotrzebny, ponieważ od zdolności do sprzeciwu zależy to, czy uda się polepszyć świat.

Dlaczego mamy się godzić na nędzę, która dla większości cywilizowanych krajów jest już zamierzchłą przeszłością? Dlaczego nie możemy wreszcie żyć w normalnym klimacie europejskiej kultury?

Nie czuje się pan polskim patriotą?

– W każdym cywilizowanym kraju poczucie patriotyzmu bierze się z tego, jak się w tym kraju żyje. Państwo nie jest od zadręczania obywateli ideologią i pseudopatriotyzmem.

Na taką Polskę Ślązacy już dawno się uodpornili i nie wiem, czy w ogóle toczą na jej temat jakieś dyskusje. Bo co nam ta Polska dała? Gówno. Same nieszczęścia i poniżenie.

O jakiej Polsce rozmawiał pan przed laty w kawiarni Czytelnika z Konwickim, Dygatem i Holoubkiem?

– O takiej jak dziś – o kraju absurdu, śmieszności władzy, poniewierania obywateli. Kibicowaliśmy przeciwko temu fatalnemu państwu. Konwa był z Litwy, Dygat był Francuzem, Gucio z pochodzenia był Czechem, ja jestem Ślązakiem, czyli Niemcem, więc byliśmy zaciekawieni naszą odmiennością.

Pod spodem tych rozmów zawsze było ubolewanie, że Polska jest taka fatalna. Wtedy była i teraz znowu jest.

Zbyszek Cybulski, który przez całe życie nosił w sobie polską sprawę i był gorącym patriotą, postrzegał Polskę na kształt nieustannie gwałconej dziewczyny. Zbyszka dawno już nie ma, gwałt na tej dziewczynie trwa.

Żałuje pan odejścia z polityki?

– Wręcz przeciwnie. Odszedłem od niej, gdy uznałem, że mam już dość, gdy byłem zmęczony. W polityce każdy może cię obcharkać, obśmiać, trzeba mieć do niej końskie zdrowe.

I tak długo walczyłem, przeszedłem na emeryturę dopiero po osiemdziesiątce. Teraz żyję tu sobie w domu z dala od całego tego zgiełku, jak jedno jajko na patelni.

Zostały mi felietony, które co tydzień piszę dla tych moich Ślązaków. Muszę to robić, bo oni są dupowaci, co znaczy, że mają okaleczoną psychikę, są stłamszeni. Mają skazę niemocy. A ja chcę ich od tej niemocy uwolnić, namówić do buntu.

I robię to od lat – kiedyś przez film, potem w polityce, dziś w pisaniu.

Co pana jeszcze dziś ciekawi?

– Mnóstwo rzeczy, w końcu tyle się wokół dzieje! Nowy prezydent Ameryki rządzi ledwie tydzień i już ma przeciw sobie połowę świata. A jego żołnierze w parę dni zaliczają u nas trzy kraksy, więc wychodzi na to, że nie umieją jeździć po asfaltowych drogach. Podobnie zresztą jak nasz minister wojny, ten wice-Mussolini. Megaloman, który ma do dyspozycji trzy BMW, a każde o wartości mieszkania, do tego ileś tam aut z wojskowymi żandarmami, galopuje sobie całym tym cugiem [po śląsku pociąg] przez Polskę. Potem rozwala parę samochodów na światłach i jak gdyby nigdy nic przesiada się do tego, czego jeszcze nie rozwalił. I gna dalej. A co? Ma fantazję, ma władzę, to mu wolno, nie? Po wszystkim posłowie PiS dostają broszurę z instrukcją, co mają o tym rajdzie bredzić. To przecież są bajkowe wydarzenia! W sam raz na scenariusz filmu dla Barei albo Chmielewskiego.

Humor nas ocali?

– Dobry humor jest dziś głównie w narodzie. Na estradzie i w telewizji go nie ma. Słyszałem, że „Ucho Prezesa” stało się bardzo popularne. Mnie to w ogóle nie śmieszy, to podlizywanie się jednemu człowiekowi.

W ogóle na współczesne polskie kabarety, które wylewają się z telewizora na okrągło, nie potrafię patrzeć. Płaskie to, trywialne, żadnego warsztatu, wrzask przeplatany ględzeniem. Boże, gdzież są Starsi Panowie! Nie wiem, może te czasy są jednak mało śmieszne?

Napisał pan, że odkąd przeszedł w stan spoczynku, miewa piękne sny. O czym?

– Kiedy robiłem filmy, sny miałem bardzo dramatyczne, nerwowe – zawsze gdzieś jechałem, przed czymś uciekałem, a na koniec gdzieś się gubiłem. Teraz moje życie się uspokoiło, więc i sny mam spokojne, łagodne. Podświadomie nie pozwalam, by te wszystkie kretyństwa wokół miały na nie wpływ.

Kiedyś mi się śniło, że z Tadeuszem Różewiczem żegluję ku Ameryce po Atlantyku. Jedliśmy ryby wyciągnięte prosto z gładkiego niczym lustro morza, zachód słońca był jak z westernu, a jakaś dojrzała kobieta serwowała nam drinki z palemką. Rozleniwieni rozmawialiśmy o urodzie polskich słów.

Czasem śnią mi się piękne, nieznane kobiety, zwykle uśmiechnięte Mulatki w bikini. Jedna z nich dała mi nawet ogromny słownik z bogato zdobioną lupą przykręconą do okładki. I gdy wlazłem przez tę lupę do staropolskiego słowa „rzyć”, to okazało się, że łażę z Cejrowskim po zalewiskach Amazonii.

Teraz bardzo lubię zasypiać, bo zawsze liczę, że pojawi się coś ładnego.

c4vnm6qwyaayubs

MON NIE ZAUWAŻYŁ JEDNEJ WAŻNEJ RZECZY. W POLSCE NA OSTRZA UKRYTE W PRZEDMIOTACH NIEMAJĄCYCH WYGLĄDU BRONI TRZEBA MIEĆ POZWOLENIE :))))

c4vignmweaelxjr

Podsumowanie prac Podkomisji Macierewicza. Efektów brak a koszty gigantyczne. Kłamstwa Macierewicza mają „krótkie nogi”.

c4vkja7wyaehna3

Waldemar Mystkowski piswze o zastraszaniu przez Ziobrę.

Granaty Zbigniewa Ziobry

Filmowy Pawlak z „Samych swoich” jechał do sądu z granatem po sprawiedliwość. Zbigniew Ziobro jest jeszcze lepszy, jest Pawlakiem i Kargulem razem wziętymi. Sam używa granatu w stosunku do niezawisłej,ślepej Temidy. A jak ten okaże się niewypałem, wysyła jakiegoś podwładnego Kargula prokuratora.

Przeciwko tej dubeltowej formie zastraszania i szykanowania sędziów wystąpił Krajowa Rada Sądownictwa, bo w istocie odbierana jest niezależność sądów, a wyroki wydawane są przez prokuraturę. Jak sędzia nie zgadza się z prokuraturą, to przeciw niemu jest prowadzone śledztwo.

Tak granatami walczy Ziobro o swoje, „sprawiedliwość ma być po jego stronie”. Najgłośniejsza sprawa dotyczy sprawy samego Ziobry. W Krakowie toczy się proces, w którym Ziobro zaskarża lekarzy o błąd w sztuce, w wyniku którego jego ojciec był zeszedł.

Otóż sędzia w tym procesie na ekspertyzę dotyczącą okoliczności śmierci ojca Ziobry wydał Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu 371 tys. zł. Ziobro uznał, że za taką sumę sprawiedliwość winna być po jego stronie, więc zlecił prokuraturze zaskarżenia postanowienia o wielkości płatności ekspertyzy. Ale sąd okręgowy je uchylił. Granat prokuratury nie eksplodował. I na tym powinno się skończyć zastraszanie sądu w Krakowie.

Lecz Ziobry wynajął (zlecił) usłużnych Kargulów, którzy wszczęli śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez sąd, czyli w istocie przeciw konkretnemu jednemu sędziemu, bo skład orzekający jest jednoosobowy. To jest de facto zastraszanie, manipulowanie i wpływanie na orzecznictwo sądu, na niezależność.

Krajowa Rada Sądownictwa protestuje opisując trzy przypadki. Ten powyżej oraz dwa inne. W Warszawie Sąd Rejonowy odrzucił wniosek prokuratury o aresztowanie oskarżonego, więc Kargule Ziobry mają zbadać, czy skład sędziowski nie popełnił przestępstwa nie zgadzając się z prokuraturą.

Jeszcze ciekawsze przypadek dotyczy sędziego z Rzeszowa. Kargule Ziobry aby uzyskać wpływ na orzeczenie sędziego zarządzili, iż przeszukają mieszkanie sędziego. Zrobią mu kipisz i sędzia zmięknie, acz gdyby wystąpili o potrzebną im dokumentację, bezwględnie by ją uzyskali.

Ale granatami nie zawadzi postraszyć, niektóre wszak wybuchają. Powyższe przypadki opisane przez KRS pokazują jak bezprawie wkracza do sądownictwa. Bezprawie ma barwy partyjne i w tym wypadku twarz magistra Ziobry.

To jest przyjemniaczek donoszący na koleżanki za Czarny Protest.

c4vjw9xwaaa1wge

Sam fakt, że kuratorium się tym na serio zajęło, jest haniebny!

c4vlejkwcae_dni

>>>

grudzien22

WARTO WIEDZIEĆ!
http://koduj24.pl/oszustwa-na-sali-kolumnowej/

nie-wiem

Renata Grochal („Gazeta Wyborcza”) pisze o dyktatorskich zapędach prezesa PiS. To nie władza ma się cofnąć, a opozycja. Jeśli tego nie zrobi, grożą jej zarzuty karne – postraszył prezes PiS Jarosław Kaczyński na czwartkowej konferencji prasowej w sprawie kryzysu parlamentarnego.

renata-grochal

Kaczyński porównał opozycję do Samoobrony, co było kontynuacją narracji premier Beaty Szydło i Joachima Brudzińskiego o „warchołach oraz wichrzycielach”, którzy przeszkadzają w „dobrej zmianie”. Ale to nie opozycja odpowiada za to, co dzieje się w państwie, tylko PiS, który rządzi.To był teatr jednego aktora. Marszałkowie Sejmu Marek Kuchciński i Senatu Stanisław Karczewski, premier Szydło i szef klubu PiS Ryszard Terlecki byli jedynie statystami. Prezes Kaczyński ogłosił, że nie będzie ponownego głosowania nad budżetem, bo – jak zapewnił Kuchciński, głosowanie w Sali Kolumnowej było legalne, mimo że konstytucjonaliści mają wątpliwości.

Żaden z liderów PiS nie odniósł się do zarzutu, że skoro posłowie opozycji nie byli wpuszczani na Salę Kolumnową, to w ogóle nie może być mowy o posiedzeniu Sejmu, tylko o spotkaniu klubu PiS. Ani do tego, że w jednym bloku przegłosowano kilkaset poprawek, chociaż posłowie mogli być za jednymi zmianami, a przeciwko innym. PiS nie przejął się obawami konstytucjonalistów, że najważniejszy akt prawny przyjmowany przez Sejm może być podważany.

TAK WYGLĄDA TERAZ PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ W POLSCE… BRAK SŁÓW

c0rpegcuoaa9bvm

Ten sposób uchwalania prawa to kolejny – po paraliżu Trybunału Konstytucyjnego – sygnał dla inwestorów, że Polska przestaje być państwem przewidywalnym i pogrąża się w chaosie. Zamiast odpowiedzi na te wątpliwości dostaliśmy propagandowy spektakl w wykonaniu premier Szydło o tym, jak gospodarka świetnie się rozwija, chociaż wzrost PKB jest niższy, niż przewidywano, a poziom inwestycji spada.

Prezes Kaczyński zapowiedział, że w ramach wprowadzania pakietu demokratycznego w Sejmie porządek co piątego posiedzenia może ustalać opozycja, a jej lider powinien mieć specjalne uprawnienia. Choć nie wskazał który: Schetyna czy Petru. To jest próba wbicia klina w opozycję, która właśnie się jednoczy.

W rzeczywistości obietnice Kaczyńskiego są tylko zasłoną dymną, bo jak ów „pakiet demokratyczny” – obiecany zresztą przez PiS w trakcie kampanii wyborczej – działa w rzeczywistości, widzieliśmy w piątek, gdy marszałek Sejmu wykluczył posła PO Michała Szczerbę za słowa „panie marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje…”.

wsrod

Od roku prawa opozycji w Sejmie są łamane. PSL, z którym PiS wojuje na wsi, jako jedyny klub nie dostał stanowiska wicemarszałka Sejmu, a opozycja została pozbawiona możliwości kierowania komisją ds. specsłużb, co od lat było parlamentarnym obyczajem. Wyłączanie mikrofonu posłom opozycji stało się smutnym symbolem parlamentaryzmu a la PiS.

Jeśli ktoś liczył, że na dwa dni przed wigilią Bożego Narodzenia prezes Kaczyński pokaże, że potrafi się cofnąć, srogo się pomylił. Trudno się dziwić opozycji, która na znak protestu przeciwko działaniom PiS zamierza okupować salę plenarną do 11 stycznia.

Konferencja potwierdziła za to rzeczywistą hierarchię władzy w Polsce – poseł Kaczyński przemawiający przed marszałkami Sejmu i Senatu, a także premierem to wymowny sygnał, że Polska jest na drodze do autorytaryzmu i prezes nie zamierza z niej zawrócić.

oto

TAKI POMYSŁ. MOŻE ZROBIMY Z TEGO WIĘKSZĄ AKCJĘ?

c0rlucwxaaew5ix

A będzie tak!

richard

Marek Beylin pisze o najgorszym, co nas może spotkać. Co myśli władca, który ma ambicje dyktatora, gdy jego rządy przynoszą chaos, a sprzeciw nie ustaje? Że to wina wrogów. Wszak bez nich panowałby porządek.

strach

A zatem dopóki wrogowie zachowują siłę, będą podważać jego władzę i pogłębiać chaos. Jakiekolwiek kompromisy jedynie pogorszą sytuację: musiałby władca przyznać część racji swoim wrogom i uznać ich prawo do działania. A to niemożliwe, bo całą rację i wszystkie prawa ma mieć Jarosław Kaczyński.Kluczowa staje się więc kwestia, jak się pozbyć coraz butniejszej opozycji. Przyspieszone wybory? Nie, ich rezultat jest niepewny. O większości konstytucyjnej Kaczyński może dziś tylko pomarzyć. Ryzykuje natomiast przegraną albo utratę samodzielnej większości, a tym samym utratę instrumentów przemocy, za pomocą których PiS chce zaprowadzić porządek.

Kaczyński właśnie obezwładnił Trybunał Konstytucyjny. Nie chce, by jego rządy krępowało prawo. Prezydent Duda, podpisując ustawy niszczące TK, wiernie wspiera prezesa.

Pozostaje Kaczyńskiemu zmasowana akcja oczerniania opozycji i zastraszania jej. „Będą prowokacje, mogą strzelać snajperzy” – donosi bliski PiS portal wPolityce.pl. „To próba zamachu stanu” – krzyczą w PiS o protestach opozycji. We wtorek „zmilitaryzowany” Sejm, otoczony barierami i wypełniony policją, przypominał koszary. To sygnał dla nieposłusznych posłów, że tylko od niego – Kaczyńskiego – zależy ich mandat i bezpieczeństwo. To mój Sejm – mówi szef PiS parlamentarzystom i całemu narodowi.

drodzy

Podobnie robili komuniści przed wprowadzeniem stanu wojennego. Oskarżali „Solidarność”, że chce robić lincze i wywołać wojnę domową, a władza musi temu zapobiec.

Propaganda PiS działa podobnie. I zapewne Kaczyński zastanawia się nad scenariuszem siłowym, czymś w rodzaju stanu nadzwyczajnego. Niekoniecznie po to, by go dziś użyć, ale by mieć tę możliwość pod ręką. Tyle że może się ona okazać dla PiS samobójcza, bo nie jest pewne, czy policja i wojsko zechcą zwrócić się przeciw współobywatelom, a posłowie PiS zachowają posłuszeństwo.

Będziemy więc żyć w sytuacji pośredniej: wzmagającej się propagandy i wybiórczych represji. Nie zdziwiłbym się, gdyby PiS postanowił ścigać karnie posłów opozycji okupujących salę sejmową czy ludzi protestujących na ulicach. Możliwe jest też tolerowanie lub inspirowanie akcji antyopozycyjnych bojówek. Wszystko w nadziei, że da się opanować społeczeństwo.

PiS będzie więc robił to co teraz, tylko bardziej. Chce przede wszystkim wygrać wybory samorządowe w 2018 r. Ale radykalizując się, idąc na kolejne wojny, raczej zniechęci do siebie społeczeństwo. Bo coraz więcej ludzi uzna władzę za winną chaosu, bezprawia i nieznośnych napięć.

Co więc będzie, jeśli PiS przerżnie wybory samorządowe, co jest prawdopodobne, gdy opozycja się zjednoczy? Wtedy strach przed utratą władzy i odpowiedzialnością może ich skłonić do szaleńczych poczynań. Łącznie z próbami unieważnienia wyborów lokalnych i niedopuszczenia do parlamentarnych.

chcialas

W środę na prezesa nowego TK została zaprzysiężona sędzia Julia Przyłębska. – Wszystko się odbyło niezgodnie z konstytucją – ocenił Prof. Zoll.
Jak mówił, najpierw w sprzeczności z konstytucją Przyłębska została pełniącą obowiązki prezesa nowego TK. – Takiej funkcji nie przewiduje konstytucja. Konstytucja przewiduje stanowisko wiceprezesa, że jeśli nie ma prezesa, to ta osoba sprawuje funkcję prezesa Trybunału – zaznaczył.
Jak mówił Zoll, również przywrócenie trzech osób do… Zobacz więcej

to-nie

Waldemar Mystkowski pisze o perspektywach sankcji wobec Polski, które nałożyć może Komisja Europejska.

codziennie

Komisja Europejska wysłała Polsce kolejną serię rekomendacji wiążących się z Trybunałem Konstytucyjnym, nie są one rozumiane tak, jak życzyłby sobie rząd. Dotyczą niepublikowania wyroków TK, fali nowelizacji ustawy o TK, curiosum p.o. prezesa TK Julii Przyłębskiej.

Rząd dostał kolejne 2 miesiące na odpowiedź. Rzecznik rządu Rafał Bochenek od razu odpowiedział, że problem Trybunału jest rozwiązany: „Nie widzimy podstaw podstaw do tego, aby Komisja Europejska zajmowała się w tym momencie Trybunałem Konstytucyjnym”.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans zapowiedział, że Polsce nie odpuści. Ktokolwiek byłby na jego miejscu, powiedziałby to samo, bo Trybunał Konstytucyjny to z definicji główny standard Unii Europejskiej. Dotyczący trójpodziału władzy demokratycznej.

Rząd PiS i większość parlamentarna łamie tę zasadę, a przede wszystkim łamie Konstytucję RP. W obecnej sytuacji TK nie jest władny podjąć wiążącego prawnie wyroku. Niezależne jeszcze są sądy, najprawdopodobniej Sąd Najwyższy wyda wyrok w sprawie kolejnych nowelizacji o TK i wyborze Przyłębskiej.

Nie wdając się w subtelności – w lutym Komisja Europejska może nałożyć sankcje na Polskę, gdy PiS będzie się upierać (a będzie), iż wszystko jest O.K. A przecież nie jest. Jarosław Kaczyński nie zrobi w tej sprawie konferencji prasowej, mając po lewej swojej ręce Beatę Szydło, a po prawej Andrzeja Dudę i nie postraszy Timmermansa, jak straszy opozycję, iż zostaną wyciągnięte wobec niego konsekwencje prawne.

Acz znając Kaczyńskiego wcale nie zdziwiłbym się, gdyby sklasyfikował Timmermansa jako gorszy sort, a nawet „posądził” go o przynależność do UB, SB, czy gestapo. Prezes PiS sam jest politycznym absurdem i nie wstydzi się tego.

Aby nałożyć sankcje na Polskę, Komisja Europejska musi uzyskać jednomyślność krajów Unii Europejskiej, PiS liczy na Viktora Orbana, ale ten jest wytrawniejszym graczem niż Szydło skrzyżowana z Dudą i naddanym im Kaczyńskim, jak kapeluszem.

Więc możemy orzec, iż PiS stał się zakładnikiem Orbana, a ten jest – wszak to tajemnica poliszynela – zakładnikiem Władimira Putina. W ten oto sposób wpadliśmy w sidła Kremla. Nie należy też wykluczyć, iż Orban „zdradzi” PiS.

Któregoś pięknego dnia, jeszcze zanim nastanie wiosna, obudzimy się w kraju w którym Bruksela nałożyła sankcje gospodarcze (wstrzymując finansowanie z unijnej kasy) i polityczne, poprzez odebranie głosu w instytucjach unijnych. Przypominam, że sankcje nałożone zostały także na Rosję.

Jak wówczas zachowa się Kaczyński, mając po lewej i prawej swoje marionetki premiera i prezydenta? Boję się, że Timmermans potraktowany zostanie jak Michał Szczerba, prezes nasz kraj przeniesie do sali kolumnowej, gdzie bez Brukseli podejmie decyzję wyjścia z UE. Nierealne? Ależ rok temu wiele rzeczy wydawało się nierealnych, dzisiaj są realne.

Codziennie budzimy się z ręką w nowym nocniku. Któregoś dnia zabraknie nocników i usłyszymy, jak po 1795 roku i po 1945, iż „nie lzia”, a Kaczyński odpowie: „spasiba”.

marcin-celinski

grudzien15

PRAWDA, ŻE ŚWIETNY POMYSŁ? :)))

czoxbzkxcaa1plz

Wojciech Maziarski publikuje wiedzę o Polsce w pigułce. „Kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie”

premier

Warszawa, wtorkowy wieczór, rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Naprzeciw siebie stoją dwa tłumy ludzi z takimi samymi polskimi flagami, patrzą sobie w oczy z taką samą niechęcią i pogardą, skandują takie samo hasło: „Precz z komuną!”. Cudzoziemcy, których sporo przewija się w centrum stolicy, pewnie niewiele z tego rozumieją.Szkoda, że nie znają języka i nie mogą czytać polskich gazet i portali, z których zaczerpnąłem poniższe informacje i cytaty. Po przetłumaczeniu można by z nich ułożyć kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie:Gospodarka jest dziś jedną z najszybciej rozwijających się na świecie. Jednak z powodu rozwarstwienia społecznego jest to zarazem kraj niestabilny politycznie. Rządzący doszli do władzy dzięki poparciu ludności biedniejszej i wiejskiej, według której pani premier jest pierwszym politykiem rozumiejącym potrzeby biednych. Jednak stolica i duże miasta niemal całkowicie opowiadają się przeciw niej. Zarzucają obozowi władzy korupcję i populizm.

„Rzeczywiście pomogli ludziom, dając im pieniądze. Jednak były to posunięcia populistyczne, które w dłuższej perspektywie zadłużą kraj, a ludzi rozleniwią” – powiedziała 26-letnia mieszkanka stolicy. 28-letni marketingowiec z największego koncernu w kraju zarzuca obozowi rządzącemu brutalność i brak chęci porozumienia. „Problemem jest to, że ten obóz popierają ludzie niewykształceni, którzy nie wiedzą, jak działają ich przywódcy” – mówi i krytykuje nepotyzm władzy, rozdającej stanowiska swoim ludziom, którzy zbijają fortuny, pasożytując na rządowych programach.

Przytoczone opinie ilustrują być może największy problem kraju, którym jest głęboka wyrwa pomiędzy biedną prowincją a regionami bogatymi i stolicą. Analitycy i socjologowie uważają, że zasypanie podziałów może zająć lata.

Zaostrzenie konfliktu nastąpiło, gdy Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że forsowane przez partię rządzącą rozwiązania są niezgodne z konstytucją. Rządzący nie zgodzili się z tą decyzją i stwierdzili, że Trybunał przekroczył swoje uprawnienia. Przeciwnicy rządu twierdzą, że premier jest sterowaną marionetką i tylko firmuje decyzje podejmowane przez kogoś innego. W rzeczywistości rządzi nie ona, lecz jej brat żyjący na wygnaniu w Czarnogórze…

Zaraz, zaraz. Jaki brat, jaka Czarnogóra?

No dobra, wydało się. Wszystkie cytaty pochodzą z artykułów dotyczących Tajlandii. Pominąłem tylko drugorzędne szczegóły, takie jak np. informacja, że tam władze nie rozdawały 500 plus, lecz subsydiowały biednych rolników, skupując od nich ryż po cenach o wiele wyższych niż rynkowe.

Co będzie dalej w Polsce? Nie wiadomo. Wiemy natomiast, jak potoczyły się wydarzenia w Tajlandii. W obliczu coraz większych napięć i walk ulicznych między zwolennikami i przeciwnikami rządu do akcji wkroczyła armia, przeprowadzając w maju 2014 r. bezkrwawy zamach stanu. Pani premier Yingluck Shinawatra stanęła przed sądem z zarzutem doprowadzenia do strat budżetu w wysokości ponad 1,5 mld dolarów. Grozi jej do 10 lat więzienia. W państwowych magazynach wciąż zalega ponad półtora miliona ton niesprzedanego ryżu.

BEZ KOMENTARZA.

czqi_r1xuaapmmx

NIEWIARYGODNE??? ALE DZIEJE SIĘ NAPRAWDĘ. SZYKUJCIE JUŻ DZIECI NA KURACJĘ PLEMNIKAMI.

czp6mwwweaasdob

POLACY NIE DALI ZGODY NA PODWYŻKI, NO TO PRZYZNAJĄ SOBIE PREMIE 

czo5_trwqaa_jdn

Ogromne premie nie tylko dla posłów. Sam marszałek Senatu dostał ponad 33 tys. zł.

cztkm3cxaaa3g6c

Szkoda, że sobie nie podnieśli kwoty wolnej od podatku…

wiadomoco

>>>>>

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata poświęcona praworządności w Polsce. Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, stwierdził w jej trakcie, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką.

debata

Parlament Europejski debatował wczoraj po raz czwarty w tym roku na temat praworządności w Polsce. Debaty poprzedzały wizyty przedstawicieli Komisji Europejskiej z jej wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem na czele, który spotykał się w Warszawie z przedstawicielami rządu i opozycji.

Timmermans otworzył debatę

Wiceprzewodniczący KE, rozpoczynając dyskusję w parlamencie, wprost stwierdził, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Według niego nie wyeliminowano żadnych z naruszeń prawa, w sprawie których Komisja miała zastrzeżenia: polski rząd nadal nie publikuje wyroków Trybunału, a prezydent nie zamierza zaprzysiąc trzech sędziów powołanych przez Sejm poprzedniej kadencji.

Timmermans powiedział też, że pod koniec października Komisja co prawda otrzymała odpowiedź polskiego rządu w sprawie zaleceń, ale „w tej odpowiedzi nie ogłoszono żadnych nowych działań władz”. Według niego działania polskiego rządu mogą się przyczynić do „pogłębienia kryzysu konstytucyjnego”. Skrytykował projekt ustawy przygotowanej przez PiS, dotyczącej nowego sposobu powoływania prezesa Trybunału.

– Apeluję do rządu, aby nie wprowadzał nowych przepisów, zanim nie przeanalizuje ich sam TK – powiedział Timmermans. Jednocześnie zaapelował do prezydenta RP, by zaprzysiągł trzech sędziów Trybunału wybranych przez poprzedni parlament, do rządu zaś, by opublikował wszystkie dotychczasowe wyroki TK

– Nie można przecież wybierać tylko tych, które się podobają – stwierdził wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej

Według niego konflikt wokół TK pokazuje, że w Polsce coraz bardziej jest zaburzona zasada trójpodziału władzy.

– Tu chodzi o przestrzeganie podstawowych wartości, to nie jest kwestia polityczna. Bez względu na to, jaki program ma rząd, przepisy muszą być wprowadzane zgodnie z ustawodawstwem krajowym.

Na koniec zaś podkreślił: – To jest spór, który KE prowadzi z polskim rządem, nie z Polską, a już z całą pewnością nie z polskim narodem.

LEWANDOWSKI MA ABSOLUTNĄ RACJĘ.

czp1252xcaih2op

NARODOWA POLICJA MENSTRUACYJNA JUŻ JEST DO WAS W DRODZE…

czteggrxcaqtjq9

13 grudnia 2016. Nocna zmiana ustroju >>>>>

wiadomoco-2

Marek Beylin pisze o wściekłym społeczeństwie. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

jarku

– Zmiana napotyka opór, wściekły opór – mówił 13 grudnia Jarosław Kaczyński. I zagrzewał zwolenników „dobrej zmiany” do wielkiej mobilizacji, bez której PiS nie odniesie zwycięstwa. Prezes jak zwykle grzmiał twardo i agresywnie, groził przeciwnikom procesami karnymi, ale z jego wystąpienia przebijało poczucie słabości.Kaczyński wie, że jego polityka wywołuje coraz większy opór. 13 grudnia demonstracje KOD-u przeciwko jego władzy odbyły się w 81 miastach, wzięło w nich udział kilkaset tysięcy osób. Ludzie, demonstrując w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, trafnie rozpoznają, że PiS chce, jak niegdyś komuniści, wziąć wszystkich pod but. Odebrać nam prawa i godność, cenzurować nasze słowa i naszą historię.Ale trwały i mocny sprzeciw takie zamiary niweczy. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest zawsze silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

Naszym protestom dodaje siły również to, że nie przemieniają się w seanse nienawiści. Broniliśmy we wtorek naszych praw i godności, ale nie lżyliśmy przeciwników. Na wyzwiska, że jesteśmy ubekami i zdrajcami, jakimi szermowali podczas PiS-owskiej demonstracji funkcjonariusze „dobrej zmiany”, odpowiadaliśmy radykalnie innym przesłaniem. Takim, że w naszym sprzeciwie i w społeczeństwie, za którym się opowiadamy, jest miejsce dla każdego niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Jedyny warunek to respektowanie konstytucji oraz cudzych praw i godności.

Kaczyński dostrzega słabości swojej władzy. Wie też, że PiS nie zdobędzie więcej zwolenników, niż ma teraz, czyli – dysponując trzydziestoparoprocentowym poparciem – pozostanie partią mniejszościową. Dlatego nasila pogróżki wobec opozycji i społeczeństwa.

– Z naszej strony na pewno będą próby doprowadzenia do pewnego uporządkowania działań opozycji – zapowiedział szef PiS we wtorek w radiowej Trójce. – Chodzi o to, by opozycja pozwoliła władzy rządzić – dodał. Kaczyński chce więc mieć opozycję koncesjonowaną, której mógłby sam wyznaczać ramy działania. Takie też widzi mu się społeczeństwo.

Ale konfrontować się musi z rzeczywistym społeczeństwem i realną opozycją, a nie z tymi ze swoich marzeń. Na tym tle wygląda jak kapryśne tyraniątko, które nie daje rady. Może nabruździć, dewastować państwo i krzywdzić ludzi. Może też nazbyt opornych represjonować. Jednak nie przerobi Polaków na swoją modłę.

– Jarku, porzuć strach przed społeczeństwem – apelował Władysław Frasyniuk podczas demonstracji w Warszawie. A prezes boi się coraz bardziej.

Milewski: nie znam „Carycy”, jedyna, którą znam to Katarzyna. Suski: a nazwisko? TRUDNO O WIĘKSZY CYRK NIŻ W KOMISJI

czqf6qowgaa7xie

JUŻ TYLKO PiS BRONI REFORMY EDUKACJI Wszyscy ją krytykują.

czpjoz0wiaakrdg

Waldemar Mystkowski pisze o pierwszych jsakółkach cenzury.

pisowska

Pisowska cenzura raczkuje, ale jest „nadzieja”, że może „powstać z kolan” – i łazić po mediach, które uzna za niechętne pisowskiej propagandzie. Doświadczyły już tego „Gazeta Wyborcza” i „Newsweek” ze strony Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW). Oskarżenia są tak absurdalne, iż można spokojnie napisać: autorzy domagający się cenzury mają do czynienia nie z mniemaną ochroną dóbr osobistych, ale z ochroną zawartości głów własnych, kolokwialnie nazywanymi „odklejającymi się klepkami”.

W wypadku PWPW należy ponadto pisać, iż jej prezesi są pisowscy, bo pochodzą z nadania tej partii, a przy tym różnią się od normalnych prezesów, którzy zostali usunięci, iż ci ostatni nie oskarżali, jak prezesi pisowscy. Jest to zatem signum temporis. Oby temporis jak najszybciej minęło, bo dopadnie nas wszystkich choroba „odklejających się klepek”.

PWPW może służyć jako soczewka deformacji pisowskiej i zwać się z grubsza horrendum absurdum satyrum albo podobnie. PWPW złożyło pozew przeciw „Wyborczej” w warszawskim Sądzie Okręgowym z żądaniem zabezpieczenia jeszcze przed wydaniem wyroku, aby usuniętych zostało 27 fragmentów tekstów, które dotyczyły firmy – państwowej – bowiem naruszają „dobra osobiste spółki”. Horrendum podstawowe – język. Jest to taki gniot i zakalec językowy, jaki może się zdarzyć tylko pisowskim urzędnikom, syndrom, „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Można nazywać go także oksymoronem. „Dobra osobiste czegoś nieosobistego”.

Ten tekst, który piszę, może też się spotkać z oskarżeniem, iż narusza dobra osobiste spółki państwowej. „Wyborcza” zetknęła się na początku pisowskiej władzy z tym zjawiskiem, bowiem napisała o mszy zorganizowanej przez prezesów. Tak dobrze czytacie – mszy. Pisowscy prezesi pracują tak, iż organizują mszę w przedsiębiorstwie, które wszak nie specjalizuje się w produkcji metafizyki (co jest samo w sobie oksymoronem) ani szat liturgicznych, aby je wypróbować jako produkowany wyrób podczas mszy przed wypuszczeniem na rynek. PWPW chce w ten sposób zastraszyć dziennikarzy „Wyborczej” i samą redakcję, gdyż domaga się za ten artykulik o mszy 50 tys. zł. Zastraszenie w tym wypadku polega na tym, że dziennikarze nie zajmują się tym, do czego zostali powołani, tylko muszą myśleć o drodze prawnej, aby odeprzeć ataki PWPW.

Tych horrendów jest 27, jak napisałem. Inny dotyczy tytułu artykułu „Czy Kaczyński wie o układzie w PWPW”. A uzasadnienie zapędów cenzorskich dotyczy słowa „układ” – o którym można przeczytać we wniosku do sądu skierowanym przez PWPW przeciw „Wyborczej” – „układ w debacie publicznej uchodzi za [słowo – przyp. mój] wysoce pejoratywne”.
Słowo „układ” wszak jest kluczowe dla retoryki prezesa Kaczyńskiego. Jeżeli sąd by się przychylił do uzurpatorskich zapędów PWPW, należałoby potraktować wyrok jak „przykład”. Wypowiedzi prezesa byłyby do tego stopnia „wypikane”, iż my suweren nie wiedzielibyśmy, co ten geniusz mówi do nas, a dokładnie, dlaczego pluje, bo to forma zawartości przekazu Kaczyńskiego.

Horrendum absurdum satyrum ze strony PWPW dopadło też ‚Newsweeka”. Dziennikarzowi tygodnika Michałowi Krzymowskiemu zarzuca się zniesławienie, a konkretnie „mógł działać na rzecz obcego wywiadu przeciw RP”.
Niczego nie zmyślam ani nie piszę, że postępowanie PWPW mieści się w popularnych Tworkach, acz tymi Tworkami może być, gdyby literatura piękna chciała się zajmować pisowskimi horrendum absurdum, a nawet horendum szajbusum (szajbusum – od szajby).

Prezesom PWPW należałoby zwrócić uwagę, iż „dobra osobiste” nie są dobrami PWPW, jak kilka z nich opisane wyżej. Tych michałków jest więcej, to są raczej „dobra psychologiczne inaczej”, a może nawet „dobra psychiatryczne inaczej” – i występują powszechnie w wymienionych Tworkach.

Cenzura pisowska powstaje zatem z kolan, raczkuje. Tak w każdym razie powstaje w PWPW, iż grzmotnęła o powałę, w następstwie tego ukazały się prezesom PWPW gwiazdki w mózgu i oczach, chcą się nimi podzielić z sądem i narodem. Ale nieznajomość języka polskiego doprowadza do mylenia tożsamości osobistej prezesów z tożsamością firmy. Jakkolwiek ci prezesi PWPW nazywają się bytami pisowskimi, które w publicystyce noszą określenia Misiewiczów, Pisiewiczów z wrodzonym im syndromem „tupolewizmu”. Czego się nie dotkną tak zdefiniowani presesi, mamy do czynienia z „lewizną”.

Prawniczka Dorota Bychawska-Siniarska z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka o pozwie PWPW mówi, iż „duża liczba powództw wytoczona dwóm wydawcom ma na celu wywołanie efektu mrożącego i powstrzymanie redakcji od publikacji dalszych tekstów na temat PWPW”.

PWPW chce zatem osiągnąć efekt precenzuralny, który można opisać poprzez figurę literacką, chce abortować krytykę na swój temat w stadium zarodka. Mamy zatem do czynienia nie z „dobrami osobistymi”, ale z czymś niezdrowym w lęgnącym się w umysłach prezesów. PWPW do tego tekstu też może się przyczepić, bo prezesi tej państwowej firmy to postacie wyjęte żywcem z Mrożka bądź z Gombrowicza, choćby z tego ostatniego – z „Transatlantyku”: PWPW to „Baron, Ciumkała, Pyckal i Koński Psi Interes”. Geniusz Gombrowicz tak opisuje tych prezesów „dobra osobiste”: „ta zaś swarliwość nie tyle może z finansowych rozrachunków, ile z natur sprzeczności. A bo Baron jak bąk huczy, buczy i tańcuje, jak paw ogon puszy, jak sokół w górę polatuje; a Pyckal, jak byk, wrzaskiem krzykiem swojem chamskiem chamskiem się nawala; a Ciumkała gmyrze”.

CZAPKI Z GŁÓW DO SAMEJ ZIEMI ZA TO, CO KRYZYS ZROBIŁ NA SCENIE. Minę Kurskiego możemy sobie tylko wyobrazić :)))

czphhlww8aapeco

– Katarzyna… A nazwisko? – zapytał Suski. – Katarzyna Wielka – odpowiedział sędzia. Wassermann parsknęła śmiechem…

cztb7p7xaaaru-c

Kleofas Wieniawa o Macierewicza Ministerstwie Głupich Kroków.

macierewicza

Tomasz Siemoniak zaatakował śmiechem konferencję naukową MON poświęconą „najnowszym rozwiązaniom w technice i technologii wpływających na przyszłość modernizacyjną sprzętu i uzbrojenia wojskowego”, na którą to zaproszono dermatologa „Jakiegoś-Tam”, który ma  być ojcem Edmunda Jannigera, prześmiesznego doradcy Antoniego Macierewicza. Gdy wszyscy się naśmiali i narechotali, ośmieszony Macierewicz zrezygnował ze śmiesznej postaci.

Siemoniak te najnowsze rozwiązania dermatologiczne w armii skomentował: „To forma zapłaty za wspieranie Macierewicza. Może opowie o najnowszych tendencjach w stosowaniu kamuflażu na skórze?”

Ten kamuflaż na skórze to aluzja do dezinformacji, którą w istocie zajmują się pracujący w Ministerstwie Obrony Narodowej. Dezinformują, bo co innego im pozostaje, gdy zatrudniony jest taki Misiu Misiewicz.

Dezinformator więc odpowiedział, że ojciec Jannigera dostał Nobla, co później okazało się dezinformacją, czyli kłamstwem, acz mogło być tak, iż „światowej sławy dermatolog” wyleczył Misiewicza z kamuflażu, czyli z wykwitu na skórze, która wiadomo, jaką jest chorobą, i przyznał mu prywatnego Nobla. Ministerstwo daje (złote medale), ale i odbiera (pośmiertnie stopnie generalskie Jaruzelskiemu i Kiszczakowi).

Oto mamy dalszy ciąg kamuflażu, czy też dezinformacji, gdyż ministerstwo publikuje na swoich stronach oświadczenie dermatologicznych autorytetów, które „wyrażają swoje oburzenie i zaniepokojenie wobec posła Tomasza Siemoniaka”.

Zaś MON przekazał na ręce towarzystw naukowców „wyrazy ubolewania” za to, co zrobił Siemoniak. Tak to ministerstwo zostało zaatakowane przez Siemoniaka śmiechem – i ledwie uszło z życiem.

Może jednak być tak – na co zwracam uwagę Siemoniakowi – iż Macierewicz przygotowuje jakiś gorący konflikt z Ruskimi, albo Szkopami. Dermatolog zaś jest potrzebny do tego, aby żołnierze mieli świadomość, co na polu bitwy pokonani Szkopi bądź Ruscy mogą zostawić, mianowicie bataliony zarażonych markietanek wiadomą chorobą.

„Światowej sławy” dermatolog uświadomia, czym grozi zarażenie wiadomą chorobą, czyli syfem. Tak wygląda sytuacja na froncie Ministerstwa Głupich Kroków, czyli co słychać u Szweja i jego szwejków. Na Kremlu Rusków muszą boleć przepony ze śmiechu.

ŻEGNAMY BOGDANA SMOLENIA. DAWAŁ WSZYSTKIM UŚMIECH, ZAWSTYDZAŁ SYSTEM I POMÓGŁ NAM PRZETRWAĆ POPRZEDNI REŻIM.

czthyhpwiaasq-y

ZAWSZE BĘDZIEMY MOGLI ŚMIAĆ SIĘ Z GŁUPOTY WŁADZY. DZIĘKI PANI, PANI PELAGIO. TO PANI NAS NAUCZYŁA. DZIĘKUJEMY!

cztu5vlxeaazefz

grudzien9

Z OKAZJI DNIA DZIEWIC 🙂))

prezes

Jarek i jego kot.

15390914_286529438409152_2010731172328873552_n

Marek Beylin („Wyborcza”) uważa, iż PiS wcale nie jest taki silny. Adresuję ten tekst do tych obezwładnionych i przytłoczonych siłą PiS: to nie jest nasz koniec, to ledwo początek. W dodatku nie najgorszy. Niemal każdy dzień dowodzi, że ta władza jest słabsza, niż sama uważa i niż my to widzimy.

a-jednak

Niepowstrzymany jak tajfun – coraz częściej mówią o PiS także przeciwnicy. Wielu już przewiduje, że rządy tej partii potrwają przynajmniej dwie kadencje. Przybywa ludzi przytłoczonych i obezwładnionych, stąd zresztą mniejsze tłumy i mniej wigoru na demonstracjach. Stąd też w dużej mierze konflikty w KOD.

Pamiętam, jak jeszcze wiosną na rozmaitych protestach panował optymizm. Nie dotrwają do końca kadencji – wieściło sporo uczestników. Dziś niewiele zostało z tamtych nastrojów. W odczuciu ludzi protesty stają się bardziej powinnością moralną niż zapowiedzią rychłego sukcesu, bo unosi się nad nimi przekonanie: oni nie ustąpią. Będą coraz bardziej zaciskać kleszcze.

Wszak nasila się ofensywa PiS przeciw prawu i społeczeństwu. Rządzący atakują wszystkie bezpieczniki demokracji, by stłumić przejawy zbiorowej niezgody. Chcieliby uczynić z nas bezwolną masę poruszającą się w rytm narzucanej propagandy. Czyli przemienić całą Polskę w telewizję publiczną.

To poczucie, że włada nami trwały zły los, a nie tylko ekipa bojowych miernot, wzmacniają jeszcze sondaże. PiS uformował stabilny i silny elektorat obojętny na skandale na szczytach władzy, nepotyzm, wypłukiwanie z Polski demokracji. A opozycja wydaje się słaba i chaotyczna, więc coraz trudniej o wiarę w jej zwycięstwo.

(PiS WZYWA NA SWÓJ MARSZ A JA Z MICHAŁEM BARDONIEM, MAMY W ZWIĄZKU Z TYM TAKIE PYTANIE)

czoztffxuaaac2v

Ta władza jest słabsza, niż sama uważa i niż my to widzimy

Adresuję ten tekst właśnie do tych obezwładnionych i przytłoczonych siłą PiS: to nie jest nasz koniec, to ledwo początek. W dodatku nie najgorszy.

Niemal każdy dzień dowodzi, że ta władza jest słabsza, niż sama uważa i niż my to widzimy. Nie spacyfikowała społeczeństwa, jak zamierzała, i zaczynają ją zżerać wewnętrzne kryzysy oraz niemożności.

My boimy się PiS, ale PiS jeszcze bardziej boi się nas. O czym świadczy choćby „czarny protest” czy narastająca histeria władzy przed protestami 10 i 13 grudnia.

obywatelki

To „ponowna próba wyprowadzenia ludzi na ulice. Oni zmierzają ku awanturze, burdom, jakie ich zdaniem są środkiem prowadzącym ich do odzyskania władzy” – mówił w poniedziałek w Szczecinie minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak. Również telewizyjna propaganda przedstawia protestujących jako groźnych wichrzycieli czy nawet zamachowców. Czy PiS liczy na „awantury i burdy”, by podważyć wiarygodność opozycji i mieć pretekst do ostrego jej zwalczania? Zapewne, ale takie kalkulacje wynikają nie z siły, lecz z poczucia słabości. Pewna siebie władza traktowałaby takie protesty ze spokojem.

PiS tak nie może. Na początku rządów PiS uważał, że szybko skolonizuje Polskę, wierzył we własną siłę i w słabość społeczeństwa. Miało być, jak zalecał Machiavelli: popełnij wszelakie niegodziwości na początku rządów, by potem ustabilizować władzę i dbać o spokój społeczny. Jeśli to osiągniesz, ludzie zapomną o początkowych draństwach i wybaczą nadużycia władzy. Bo wolą porządek dający spokojne życie niż chaos, jaki grozi wskutek politycznych wojen.

Udało się to w dużej mierze premierowi Węgier Orbanowi, który mimo rozpanoszonej korupcji wśród rządzących i ich autorytarnych obyczajów cieszy się większościowym poparciem społeczeństwa.

Dla PiS to przykaz tym ważniejszy, że za dwa lata są wybory samorządowe, które rządzący muszą wygrać, ponieważ porażka złamie mit wszechmocnej partii i wzmocni opozycję.

(TO ZDJĘCIE JEST BARDZO WAŻNE. PRZEKAZUJCIE JE DALEJ. POKAŻMY WSZYSTKIM, KTO WTEDY W WARSZAWIE WALCZYŁ I RYZYKOWAŁ ŻYCIEM ZA POLSKĘ.)

czl9vhvxeaabvnx

PiS to potężna fabryka chaosu

Jednak zawiodły plany PiS, by szybko ustabilizować władzę, zaprowadzić społeczny spokój i zwiększać poparcie. Rządzący potrafią wprawdzie paraliżować instytucje, które uznają za wrogie, lecz nie są w stanie zadbać o porządek w instytucjach własnych.

PiS to przede wszystkim potężna fabryka chaosu. A w takiej generalnej „rozpierdusze” można przez jakiś czas rządzić, ale nie sposób dłużej utrzymać władzy. Zbyt wiele rodzi się napięć i konfliktów między rządzącymi a społeczeństwem i światem zewnętrznym.

pamieci

Tę fundamentalną słabość PiS wzmacnia jeszcze brak pieniędzy na spełnienie obietnic wyborczych i spowolnienie gospodarki. Owszem, PiS ulżył nieco biedniejszym, wprowadzając 500+ i podwyższając im kwotę wolną od podatku. Innym, także wcale nie bogatej klasie średniej, która częściowo na PiS głosowała, musi jednak pieniądze zabierać. Co także władzę destabilizuje i sprawia, że najpewniej nie zyska większego poparcia niż ma teraz. Zwłaszcza że nie zwiększyło go od początku rządów. Zwolenników PiS jest trzydzieści parę procent, co czyni z tej partii trwałą mniejszość. Zjednoczona opozycja ma większą siłę.

Stąd histeryczne ataki na protestujących i opozycję, a także nachalna propaganda mająca ukryć tę niewygodną prawdę.

czk6kg6xuai3xmi

PiS wie, że jest słabszy niż przeciwne mu społeczeństwo. My też powinniśmy w to uwierzyć.

co-abp

Kraków ma nowego arcybiskupa. O Marku Jędraszewskim pisze MIchał Wilgocki. Znany z ostrego języka abp Marek Jędraszewski obejmie wkrótce archidiecezję krakowską. Przypominamy najciekawsze cytaty hierarchy z ostatnich kilku lat.

GRATULACJE DLA KRAKOWA !!!!! Łódź odetchnęła z ulgą

czlglv-w8aa4fob

Arcybiskup Jędraszewski:

  • o „czarnym proteście”

– To, co się dzieje, te czarne marsze, są przerażającą współczesną manifestacją cywilizacji śmierci. Chce się dzisiaj bronić anty-Ewangelii. Można by powiedzieć, czarnej Ewangelii (…). Potrzebna jest modlitwa o zwycięstwo cywilizacji miłości nad tą czarną cywilizacją śmierci. Na początku tej mszy świętej szedłem przez katedrę. Patrzyłem na wasze twarze. Wszystkie uśmiechnięte. Zwłaszcza rodziców, którzy przynieśli małe dzieci (…). Popatrzmy na zdjęcia tych, którzy biorą udział w czarnych procesjach. Jakie tam są twarze. I jak bardzo różnią się od waszych.

  • o rzeczniku praw obywatelskich

– Jakże w tym momencie nie wspomnieć nieznanego nam z imienia i nazwiska łódzkiego drukarza, który niedawno nie przyjął zlecenia usługi na rzecz fundacji LGBT Business Forum. Odpowiadając: „Odmawiam wykonania roll-upu z otrzymanej grafiki. Nie przyczyniamy się do promocji ruchów LGBT naszą pracą”. Wiemy, że za to został skazany na wniosek lewackiego rzecznika praw obywatelskich, którego urząd ma przecież polegać na tym, że broni on w imieniu obywatela jego praw i wolności. Nie dane mu było się nawet bronić. Ma zapłacić karę. To sprawa precedensowa. On uważał, że nie może przyczyniać się swoją pracą do szerzenia ideologii wypaczających prawdę o człowieku. Jakże nie być dumnym z tego mieszkańca naszej Łodzi? A jednocześnie jak go nie wspierać w tej odwadze? Jakże nie brać przykładu, jak żyć i jak wiarę przekuwać na codzienność.

15253457_375548279460320_8524662417747121263_n

  • o katastrofie smoleńskiej

– Od pięciu też lat trwają zacięte dyskusje nad przyczynami tej tragedii. Prawda z trudem przebija się przez zasieki kłamstw, które od samego początku były podawane do publicznej wiadomości. Dzisiaj wiemy: nie było kilku prób podchodzenia do lądowania; prezydent nie kazał pilotom za wszelką cenę lądować; generał Andrzej Błasik nie był pijany; niewytłumaczalne jest zawieszenie działania praw dynamiki Newtona, bo przecież bezpośrednie uderzenie samolotu w ziemię musiałoby skutkować ogromnym lejem, a tego leju nie było, mimo że grunt był dość miękki; Rosjanie wcale nie byli nam przychylni; w Smoleńsku nie przekopano ziemi na metr głębokości, centymetr po centymetrze; ciała niektórych osób nie zostały właściwie zidentyfikowane, niektóre z nich zostały wprost zbezczeszczone; rząd polski świadomie oddał śledztwo w ręce Rosjan, zgadzając się na zastosowanie konwencji chicagowskiej, by za nic nie odpowiadać.

  • o gender

– Praktycznie jest to ideologia, szalenie niebezpieczna, która prowadzi do śmierci danej cywilizacji. Jest to też teoria coraz bardziej przyjmowana, czy może nawet narzucana, w Europie i Stanach Zjednoczonych. (…) Mogę sobie łatwo wyobrazić, że za jakiś czas, mam nadzieję, że sam tego nie dożyję, że w roku 2050 nieliczni biali będą pokazywani innym rasom ludzkim tu, na terenie Europy, tak jak Indianie są pokazywani w Stanach Zjednoczonych w rezerwatach. Byli sobie kiedyś tacy ludzie, którzy tu zamieszkiwali, ale przestali istnieć na własne życzenie, ponieważ nie potrafili uznać tego, kim są od strony biologicznej.

  • o konwencji antyprzemocowej i powstaniu warszawskim

– Ostatnio uchwalone przez polski parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja antyprzemocowa i ustawa o in vitro oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci” mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których powstanie w ogóle wybuchło.

  • o Radiu Maryja

– Radio Maryja stało się przekazicielem tego nauczania, które zostawił nam Jan Paweł II Wielki. Stało się też głosem tych wszystkich Polaków, których rodzące się w 1989 roku społeczeństwo liberalne chciało wykluczyć i skłonić do milczenia. Dziękujemy Panu Bogu za wszystkie dzieła, które zapoczątkował ojciec dyrektor.

  • o małżeństwie i zdradzie

W przysiędze małżeńskiej nie jest napisane „opuszczę cię, gdy mnie zdradzisz”. Należy trwać w małżeństwie, a zdrada może być okazją, by stawać się wiernym jeszcze bardziej.

  • o prezydencie Andrzeju Dudzie

– Jego osobista formacja, jaką wyniósł z domu, wartości, do jakich się odwołuje, a także doświadczenie polityczne pozwalają sądzić, że rozumie, na jakich zasadach powinno opierać się rządzenie Rzeczpospolitą. Prezydent jest osobą, która nie negowała swych związków z oficjalnym nauczaniem Kościoła dotyczącym małżeństwa i rodziny. Jego wizyta na Jasnej Górze dzień po wygranych wyborach jest tego doskonałym potwierdzeniem.

  • o Adamie Michniku

– Dalej ten człowiek obawia się fundamentu moralnego, jakim jest 10 przykazań, opowiadając się tym samym za relatywizmem moralnym, za tym, że każdy może mieć swoją prawdę i według niej żyć oraz narzucać ją innym. Na koniec, bojąc się nacjonalizmu, uderzył ten człowiek w to, co jest najbardziej istotne dla całej naszej wielkiej tradycji – w patriotyzm. Ten człowiek nie chciał, by nasze życie po ’89 roku kształtowało się według tych trzech słów tworzących jeden wielki program dla Polski – Bóg, Honor, Ojczyzna. Właściwy ład państwa trzeba budować na Bogu, który jest miłością, i tylko wtedy jest możliwa pełna wolność i można budować prawdziwą demokrację i ze spokojem patrzeć w przyszłość.

  • o profesorze Chazanie

– Profesor Chazan odwołał się do tego, co wynika z prawa naturalnego i co gwarantuje mu konstytucja. Jeśli natomiast są jakieś przepisy, którymi się rządzą Ministerstwo Zdrowia i NFZ, pozwalające tym instytucjom na takie właśnie postępowanie wobec prof. Chazana, to trzeba stwierdzić, że nie są one zgodne z konstytucją i że należy je zmienić.

WAŻNE, ABY ZNISZCZYĆ CZŁOWIEKA, OCZERNIĆ, ZSZARGAĆ REPUTACJĘ. DOPISZĄ KAŻDĄ HISTORIĘ. BEZ WSTYDU. SZACUNEK DLA PUŁKOWNIKA ADAMA MAZGUŁY!

czl2cvkxcaeu2sm

I TAKI PIĘKNY OBRAZEK Z ŻYCIA WZIĘTY 🙂

czlkmc4w8ay2mgq

Waldemar Mystkowski pisze o pisowskiej przymiarce do zniesienia konwencji antyprzemocowej.

pis-wraz

Może zastanawiać, że tak późno PiS zabiera się za tzw. konwencję antyprzemocową, społeczeństwu znaną jako „rzecz o gender”. Partia Kaczyńskiego ma jednak w drodze do autokratyzmu ważniejsze kwestie do załatwienia, tj. do zniszczenia, jak choćby unieważnienie Konstytucji poprzez sparaliżowanie jej strażników, prezydenta i Trybunał Konstytucyjny. Andrzej Duda dokonał autoparaliżu, a TK jeszcze broni Konstytucji.

PiS musi jednak spłacać dług swemu sojusznikowi – Kościołowi katolickiemu, bo w planowanym reżimie kler ma do spełnienia ważną rolę pilnowania owieczek, wierni są w zdecydowanej większości elektoratem PiS. Całkowity zakaz aborcji jakoś nie wyszedł, został powstrzymany poprzez Czarny Protest kobiet, w tej kwestii dojdzie do kombinowania z prawem w pisowskim stylu krętactwa.

Po roku rządów PiS przypomniano sobie o gender. Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej z trudem została przyjęta przez poprzedni parlament, Ewa Kopacz użyła całego swojej autorytetu, aby ją ratyfikować.

O co chodzi w tej konwencji? Przede wszystkim chroni kobietę i dzieci w rodzinie przed przemocą poprzez narzędzia prawne i instytucjonalne. Mężczyzna już nie jest panem i władcą, nie ustanawia swoich praw domowych, których sens oddawało przysłowie „jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije”. Konwencja kładzie nacisk na świadomość kulturową kobiety, iż ma takie same prawa, jak mężczyzna.

(BĘDZIEMY!!!)

czltrnrwiaaqyoe

Niby takie prawa równościowe nie powinny nikomu wadzić, a jednak tak nie jest. Przede wszystkim konwencja odbiera Kościołowi monopol wyrokowania o tym, co jest moralne w społeczeństwie wyznającym katolicyzm. Konwencja także mogła pośrednio zagrozić feudalnemu traktowaniu płci w strukturach Kościoła.

Kościół więc zaczął walczyć z konwencją poprzez dosztukowanie do niej kwestii, których nie porusza. Jakoby konwencja dowartościowuje środowiska LGBT, co akurat nijak się ma do sensu konwencji. Wiedza o seksualności nie jest zagrożeniem dla natury płci, tylko poszerzeniem świadomości, tj. kultury.

Ogólnie rzecz ujmując, Kościół walczy z wiedzą, która zawęża pole dla wiary. Im więcej racjonalizmu, tym mniej zabobonu. Nowoczesność kontra tradycja, zacofanie. W takich skrótach pojęciowych wygląda ta walka.

Kościół więc broni swoich przywilejów tradycji, pomaga mu PiS. Zapowiada się kolejny front walki społecznej. Nad odstąpieniem Polski od konwencji antyprzemocowej pracuje kilka ministerstw, w tym – o, pisowski paradoksie! – pełnomocnik rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania Adam Lipiński. W tej partii wszystko jest na odwyrtkę. Lipiński pracuje na rzecz nierównego traktowania, na rzecz tradycji. Poza tym nad wypowiedzeniem konwencji praca wre w ministerstwach: w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Potwór gender ma być zwyciężony przez PiS i Kościół, bo wartość rodziny ma dominować nad prawami kobiet i dzieci do bezpieczeństwa i nietykalności cielesnej. Jak to kiedyś zadeklarował prezes Kaczyński, iż powstanie nowa pisowska konwencja: „Jeśli dojdziemy do władzy, to będzie ustawa o ochronie kobiet przed przemocą i to taka, że będzie mróz w oczy szczypał – bardzo, bardzo twarda, tylko niemająca nic wspólnego z twierdzeniem, że kobieta czy mężczyzna to twór kulturowy, a nie coś, co daje natura”.

Kaczyński chyba zapomniał, że już jest taka bardzo, bardzo twarda konwencja, że mróz w rozum szczypie, a nazywa się Dekalog, 10 przykazań. Bo do tego w wielkim uproszczeniu zmierza prawo polskie, do prawa kościelnego.

czlgpuaxccep0g0

Janusz Anderman analizuje postać prokuratora Kaczyńskiego, Stanisława Piotrowicza. Jeśli idzie o Trybunał Konstytucyjny, to wszyscy przecież wiemy, że prokurator poseł PiS Stanisław Piotrowicz go zniszczyć nie chce, tylko wprost przeciwnie – dla PiS-u naprawić.

kawal

To było oczywiście do przewidzenia, że światowe media złośliwie przemilczą ten doniosły fakt: tygodnik „wSieci” opublikował wywiad z szefem sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka Stanisławem Piotrowiczem. Wywiad dotyka dwóch etapów z życia Piotrowicza: współczesnego, na którym z żarliwością wykańcza kwestię Trybunału Konstytucyjnego, i początkami błyskotliwej kariery.

Oba etapy Piotrowicz streszcza zwięźle, ostrzegając, że stosuje elementy humoru: „Różni ludzie od roku opowiadają o mnie różne bzdury. A to, że chcę zniszczyć TK, a to, że byłem prokuratorem komunistycznym. Podchodzę do tego jednak z dystansem, a nawet humorem. […] Mam czyste sumienie”.

Jeśli idzie o TK, to wszyscy przecież wiemy, że Piotrowicz go zniszczyć nie chce, tylko wprost przeciwnie – dla PiS-u naprawić. I dlatego – jak mówi – „to jest bój o charakterze strategicznym”. Gdyż „przy pomocy TK obecna opozycja, wcześniej rządzący, próbowała zablokować wszelkie reformy oraz uniemożliwić zwycięzcom wyborów odniesienie jakichkolwiek sukcesów”. Tej wersji się trzymajmy, bo przecież ważą się losy naszej przyszłej pomyślności. I właśnie dlatego Piotrowicz miał zupełną rację, gdy posłowi opozycji, któremu przestała działać karta do głosowania, z powagą uświadomił przykrą prawdę: „Pana głos i tak nic nie znaczy”.

(W NOWEJ PODSTAWIE PROGRAMOWEJ Z HISTORII? Koniecznie!!!)

czl2646w8aawov3

Ale warto pochylić się nad młodością Piotrowicza, o której opowiada. Gdyby nie wybrał się na studia prawnicze – istniało takie zagrożenie – straty dla kraju byłyby nie do powetowania. „Rozważałem też kierunki artystyczne” – straszy Piotrowicz. Na szczęście prawo skończył, a potem dwuletnią aplikację prokuratorską – „nieskromnie powiem, że najlepiej z całej grupy”. I wtedy zaczęło się wieloletnie pasmo prześladowań ze strony komunistów. „Tuż przed egzaminem końcowym prokurator wojewódzki zorientował się, że nie należę do partii”. Nie świadczy to o bystrości owego prokuratora, ale stało się. „Kazał się zapisać” – mówi gdzie indziej Piotrowicz.

Rzecz jasna samo zapisywanie się było wyzwaniem, gdyż w odpowiedniej rubryce należało określić swój światopogląd. Piotrowicz nawet tu przechytrzył siepaczy z PZPR i dwóch tzw. członków wprowadzających, którzy musieli za niego poręczyć. Wpisał więc: „prawidłowy, choć miałem na myśli zupełnie co innego”. Najgorsze było jeszcze przed Piotrowiczem.

(A MOŻE TAKA MAŁA LEKCJA HISTORII DLA POLAKÓW? NIKT LEPIEJ JEJ NIE POPROWADZI NIŻ KOMUNISTYCZNY PROKURATOR)

czldf7rw8aaaczt

Pracował sobie spokojnie aż „do stanu wojennego, kiedy nie mogłem już wytrzymać”. W dodatku doniósł na niego kolega. „Zaczęły się regularne szykany”, w ramach których przeniesiono go z Prokuratury Wojewódzkiej w Krośnie do rejonowej w Krośnie. By go jeszcze bardziej upodlić, władze nakazały mu być w prokuraturze w tzw. egzekutywie PZPR, czyli we władzach partii.

Mało tego! Ostatecznym ciosem było wciśnięte mu w 1983 roku odznaczenie państwowe. A z tego mógł się już nie podnieść. Wytrwał jak chłop Ślimak na placówce. Źli potwarcy wyciągają teraz Piotrowiczowi, że w stanie wojennym oskarżał aresztowanego działacza opozycji. On? Jako prokurator walczył o jego wolność do upadłego. „To był mroczny czas i to, co zrobiłem, wymagało odwagi” – powiada skromnie. Wielu osobom konspiracyjnie pomógł, o czym – jak się zwierzył – „przez lata musiałem milczeć, by osobiście nie narazić się na karę surowszą od tej, jaka groziła tym, którym wówczas pomagałem”.

czkymozwqae1733

I dlatego, kiedy podczas jego przemówienia w Sejmie posłowie opozycji zaczęli wznosić okrzyki: „Precz z komuną!”, Piotrowicz miał pełne moralne prawo, by się do tego chóru przyłączyć i również zakrzyknąć gromko: „Precz z komuną!”.

SZACUNEK DLA GDAŃSKA.

czlksb2wiaassis

BORYS, TRZYMAMY CIĘ ZA SŁOWO!

czkluppxaaqzqwo

 —

PANIE PROFESORZE. POLACY NIE ZOSTAWIĄ PANA SAMEGO. DZIĘKUJEMY GDAŃSKOWI ZA WSPANIAŁY PRZYKŁAD!

cu9mmzaweaakvum

Bogusław Linda był gościem programu Tomasza Lisa w „Onecie”. Bezlitośnie skomentował politykę rządu PiS, szczególnie w obszarze kultury. – Samo nieudacznictwo, brak kultury, brak okłady, brak inteligencji – stwierdził.

boguslaw-linda

Linda rzadko ujawnia swoje poglądy polityczne, ale tym razem sobie na to pozwolił. Pytany przez Tomasza Lisa o to, co rząd PiS zrobił przez miniony rok, stwierdził: – Musiałbym zacytować Herberta: wszystko jest sprawą smaku. To, jak nami zawłaszczają, jest strasznie przykre. Tak ziemniako-buro-brudne, nieładne, że ja się czuję trochę zawstydzony.

cu_ya0kwgaa0lqc

Dziennikarz dopytywał aktora, co pod rządami nowej władzy najbardziej mu się nie podoba – To, co nigdy nie powinno się okazywać, to burakostwo, nieudacznictwo, brak kultury, brak ogłady, brak inteligencji. Raptem to, co gdzieś skrzętnie ukrywaliśmy, się wylało i nami zawłaszcza – skwitował Linda.

Aktor już wcześniej mówił m.in. o zmianach w mediach publicznych. – Szkoda mi i Jedynki, i Dwójki, bo przestały istnieć – komentował w TVN 24. Dodał, że właśnie TVP i Polskie Radio są największymi ofiarami „dobrej zmiany”.

636120484759560144

(Stefan Chwin dla „Newsweeka”)

O zamach terrorystyczny 10 kwietnia 2010 r. prokuratura Zbigniewa Ziobry podejrzewa Polaków i Rosjan. Śledczy zakładają, że mogli za nim stać: polska załoga tupolewa, nasz personel naziemny lub rosyjscy kontrolerzy lotu. Nie wyklucza też „zderzenia z ptakami i innymi ciałami obcymi”.

zamach

Zamach to jedna z trzech hipotez przyjętych przez specjalny zespół prokuratorów badających przyczyny katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. Grupa powstała na początku marca tego roku. Kieruje nią zastępca prokuratora generalnego prok. Marek Pasionek. Śledczy przejęli postępowanie z prokuratury wojskowej, która została przez PiS zlikwidowana.

Zespół prok. Pasionka prowadzi postępowanie zupełnie od nowa. Chce sprawdzać hipotezy, które wojskowi śledczy i biegli już przeanalizowali i odrzucili.

W dokumencie, który prokuratura przygotowała dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, śledczy napisali, że będą weryfikować „trzy główne hipotezy przebiegu katastrofy, których badanie – wbrew niektórym informacjom medialnym – nigdy nie zostało formalnie zakończone”.

(MYŚL TECHNICZNA W NARODZIE GENIALNA! ANTONI ODLECI RAZ NA ZAWSZE)

cu-r-_-weaautrb

Zespół 12 prokuratorów. Za PO katastrofę badało nawet 80 osób

Dokument zawiera zarys planu dochodzenia prowadzonego obecnie przez 12 prokuratorów i bliżej nieokreśloną liczbę „przedstawicieli policji, Żandarmerii Wojskowej i innych służb państwowych, wykonujących zadania na jego rzecz”. Liczebność zespołu nie jest porażająca. Zaraz po katastrofie w dochodzenie zaangażowanych było nawet 80 prokuratorów, służby specjalne i cały sztab ekspertów. Dziś rząd PiS kompletnie dezawuuje ich pracę, a szef MON Antoni Macierewicz w minionych latach wielokrotnie zarzucał im, że kłamią, ukrywają prawdę, a nawet, że są zdrajcami.

Zespół prok. Pasionka powołał też ekspertów z zagranicy. Jakich? Nie wiadomo. Powodów można się domyślać: wśród polskich badaczy katastrof oraz kryminalistyków można znaleźć niewiele osób, które podpisałby się pod teorią zamachu forsowaną przez PiS.

Nowy zespół – mimo że co do zasady neguje ustalenia poprzedników – pracuje na ich dokumentacji (to ponad tysiąc tomów akt). Prok. Pasionka podzielił śledztwo smoleńskie na trzy główne wątki:

  1. „Doprowadzenie do katastrofy w następstwie błędu, niedopełnienia obowiązków albo przekroczenia uprawnień”. W tym punkcie prokuratorzy wskazują aż 10 różnych możliwych przyczyn wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r., m.in.: błąd w technice pilotowania, podjęcie przez załogę nieodpowiedniej decyzji o lądowaniu, nieprawidłową eksploatację samolotu, świadome naruszenie przez załogę przepisów, zły stan psychofizyczny załogi, niewłaściwą obsługę techniczną samolotu, niewłaściwą organizację lotu, niewystarczające przeszkolenie załogi, niewłaściwe zabezpieczenie lotu przed względem meteorologicznym, niewłaściwy remont samolotu, niewłaściwe działanie kontroli lotów.
  2. „Zaistnienie katastrofy w następstwie okoliczności niezależnych”. Tu śledczy mają 5 założeń, m.in. że do tragedii doszło ze względu na wady produkcyjne, konstrukcyjne, technologiczne i materiałowe, techniczne zużycie elementów samolotu, niespodziewane wejście samolotu w „strefę niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych” lub „zderzenie z ptakami i innymi ciałami obcymi”.
  3. „Doprowadzenie do katastrofy przez celowe działanie innych osób”. Ta hipoteza dotyczy „zamachu lub zamachu terrorystycznego”. Zespół zakłada 7 hipotez. „Zamach lub zamach terrorystyczny” mógł być dokonany przez Polaków albo Rosjan: przy użyciu środków konwencjonalnych, niekonwencjonalnych, spowodowany presją na członków załogi, świadomym działaniem załogi, zamierzonym działaniem rosyjskich kontrolerów lotu, zamierzonym działaniem personelu naziemnego i sabotażem podczas remontu tupolewa (samolot przeszedł go rosyjskiej Samarze w 2009 r.).

Większość tych hipotez została negatywnie zweryfikowana zarówno przez rządową komisję Jerzego Millera, jak i wojskowych śledczych.

Ustalili oni, że do katastrofy doszło, ponieważ samolot leciał za nisko, za szybko, w gęstej mgle, bez kontaktu wzrokowego pilotów z ziemią. Wcześniej załoga złamała wiele procedur bezpieczeństwa.

cu-kbclwgaaccb7

Czy śledczy zbadali wrak? Czy mają to w planach?

W poniedziałek zadaliśmy prok. Pasionkowi kilka pytań: Dlaczego jego zespół twierdzi, że informacje o zakończeniu przez Prokuraturę Wojskową wątku zamachu są nieprawdziwe? Jakie konkretne zagraniczne instytucje badawcze i jacy eksperci z zagranicy zostali zaangażowani do śledztwa? Na jakiej podstawie powstała hipoteza o „zamachu terrorystycznym”? Czy jego zespół badał wrak tupolewa? A jeśli nie, to czy jest planowane badanie wraku?

Interesowało nas też, co prokuratura rozumie pod pojęciem „środków niekonwencjonalnych” użytych do rzekomego zamachu. Dotąd jedyny ślad tej teorii można znaleźć w publikacjach prawicowych mediów na temat „bomby próżniowej” lub „bomby paliwowo-powietrznej” na pokładzie oraz o „sparaliżowaniu systemów elektronicznych za pomocą zewnętrznego urządzenia”.

Dostaliśmy zbiorczą odpowiedź z prokuratury: „Na obecnym etapie śledztwa w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem Prokuratura Krajowa nie przekazuje dodatkowych informacji. Nie komentuje jakichkolwiek pytań odnoszących się do planu śledztwa. Podstawowym powodem takiego stanowiska jest przyjęte założenie, że o podjętych decyzjach procesowych i terminach ich realizacji zostaną poinformowane w pierwszej kolejności rodziny ofiar katastrofy”.

Poprzednie śledztwo smoleńskie

W listopadzie 2015 r. kończąca działalność Naczelna Prokuratura Wojskowa podsumowała dotychczasowe ustalenia śledztwa. Przypomniała cztery główne przyczyny katastrofy. Wojskowi prokuratorzy ustalili, że główną winę za katastrofę smoleńską ponosi załoga tupolewa. Obciążyli winą również rosyjskich kontrolerów lotu oraz dwóch oficerów 36. Pułku Lotnictwa. Ci ostatni dostali zarzuty za dopuszczenie do lotu pilotów bez uprawnień.

Przyczyny katastrofy wskazane przez Naczelną Prokuraturę Wojskową:

  • niewłaściwe działanie załogi polegające na zniżaniu samolotu przez jego dowódcę poniżej warunków minimalnych do lądowania;
  • wyznaczenie na dowódców samolotu niewystarczająco przeszkolonego pilota i nawigatora;
  • niewydanie przez rosyjskiego kierownika lotów zakazu lądowania ze względu na mgłę i nieskierowanie samolotu na lotnisko zapasowe;
  • niewydanie przez kierownika strefy lądowania komendy odejścia na drugi krąg w sytuacji, kiedy samolot przekraczał minimalną wysokość zniżania – 100 metrów.

Wcześniej – po wieloletnich i szczegółowych badaniach – śledczy wykluczyli hipotezę o zamachu.

Jesienią ub.r. główna część śledztwa miała zostać umorzona z powodu „śmierci sprawców”, czyli członków załogi tupolewa.

cu-tf6-wyaai_wz

Głupie kroki, obraźliwe lapsusy, komiczne wpadki, nieracjonalne posunięcia to nie przyrodzona prawicy indolencja. Za maską „dyplomatołka” kryje się najgroźniejszy wróg Europy.

jakie

Zachowanie PiS na arenie międzynarodowej przestało dziwić i oburzać. Nic dziwnego – skoro przez blisko rok, dzień po dniu, wytyka się komuś niezręczności, braki wiedzy i grubiaństwo, to w końcu musi się pojawić znieczulenie i zniechęcenie oraz – w efekcie – obniżenie własnych standardów.

To jedyne wytłumaczenie tego, jak słabą reakcję wywołał w Polsce sposób ogłoszenia decyzji o wystawieniu do wiatru koncernu Airbus Helicopters, który po czterech latach procedur przetargowych był bliski zdobycia wartego 13,5 mld zł kontraktu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii.

636120484759560143

Polska zerwała negocjacje offsetu czteroakapitowym komunikatem zamieszczonym na stronie Ministerstwa Rozwoju. Już to samo w sobie jest dyplomatycznym świństwem, ale jeśli ktoś miał wątpliwości, czy PiS zachowało się tylko niezręcznie, czy celowo po chamsku, to po chwili wiceminister obrony Bartosz Kownacki dodał, że „Polacy uczyli Francuzów jeść widelcami”.

Pewną niespodzianką jest to, że Europa wygląda na bardziej zaskoczoną niż Polska.Francuska prasa kipi oburzeniem, a w Polsce to jakoś przeszło.

Oczywiście, mogło być gorzej: minister Macierewicz mógł wytrzeć nos w krawat ambasadora, a minister Waszczykowski imitować żabi rechot podczas wywiadu dla francuskiej telewizji.

Jednak gdy wyjmie się tę decyzję rządu z polskiego politycznego piekiełka, to postępowanie Polski wobec Francji można opisać jako nieźle zaplanowany i przyzwoicie zrealizowany element projektu rozwalenia Unii Europejskiej od środka. W przypadku caracali widać to jak na dłoni.

Po pierwsze, gdyby władza nie chciała szkodzić Unii, Polska pod rządami „dobrej zmiany” dbałaby o relacje z Francją. W wyniku referendum Londyn – z którym PiS trzymało ostatnio sztamę – przestaje być europejską stolicą, więc w Europie jedyną przeciwwagą dla Berlina będzie Paryż. Rząd napluł więc w twarz jedynemu państwu, którego wspieranie mogło przeciwdziałać niemieckiej hegemonii.

Po drugie, spoliczkowana została Francja, która w imię solidarności europejskiej i ze względu na konflikt ukraiński wypowiedziała kontrakt na sprzedaż Rosji okrętów desantowych Mistral. Konsekwentnie opowiada się za sankcjami wobec Rosji oraz wraz z Niemcami reprezentuje Unię w formacie normandzkim, który jest jedynym dotąd narzędziem powstrzymującym agresję Rosji na Ukrainie. Paryż miał prawo oczekiwać, że będzie traktowany przez Polskę jako sojusznik.

Ale został potraktowany tak, jak traktuje się natręta albo wroga. Rząd PiS nie dość, że podjął decyzję bez ostrzeżenia i w najbardziej dotkliwym dla Francuzów momencie, bo na tydzień przed planowanymi wizytami ich prezydenta, ministrów obrony i spraw zagranicznych, to jeszcze nie zrobił nic, by cokolwiek wytłumaczyć. Trudno się dziwić francuskim mediom, że uważają to za celowe upokorzenie.

Można to wszystko zrzucić na właściwą PiS indolencję, ale warto rozważyć możliwość, że to głośne znieważenie Francji nie było ani niezręcznością, ani wypadkiem przy pracy. Ten cios w zjednoczoną Europę został wymierzony zbyt precyzyjnie. PiS świadomie sabotuje Europę, zasłaniając się otrzymaną od Władysława Bartoszewskiego maską „dyplomatołka”, która nakazuje obserwującym w miejsce cynizmu i wyrachowania podstawić brak kompetencji i głupotę.

(REŻIM NIE ZASŁUŻYŁ NA WOŚP. BRAWO TVN!!!!)

cu-fprtwcaqdet6

Odys orał brzeg morza, by uniknąć udziału w wyprawie na Troję. Udając szaleństwo, Hamlet przed Ofelią odegrał przedstawienie – „jeżeli koniecznie potrzebować będziesz wyjść za mąż, to wyjdź za głupca, bo rozsądni ludzie wiedzą dobrze, jakie z nich czynicie potwory” – by ją i innych przekonać, że jest tylko obłąkany miłością, choć w rzeczywistości planował krwawą zemstę.

Udawanie głupiego nie jest w polityce niczym nowym. Przypomnienie sobie tej prawdy pozwala wreszcie pogodzić pracowitość i zaangażowanie ludzi w rodzaju Waszczykowskiego i Macierewicza z oceanem absurdu, który przynosi ich praca. Konsekwentna podłość, lekceważenie, roszczeniowa postawa i brak solidarności mają przekonać Zachód, że przyjęcie do Wspólnoty krajów Europy Środkowo-Wschodniej było nieporozumieniem.

„Nikt nie ma szans dziś wygrać w Polsce wyborów z antyeuropejską retoryką. Nie obawiam się, że obóz polityczny Kaczyńskiego będzie próbować wyciągnąć Polskę ze struktur europejskich. Z powodu realizmu politycznego Polska jest nadal bezpieczna jako członek Unii” – przekonywał niedawno Donald Tusk. Jest w błędzie. Strategia udawania „dyplomatołka” pozwala PiS pogodzić bycie wrogiem zjednoczonej Europy z brakiem antyunijnej retoryki. Kaczyński wyciąga dziś Polskę z Unii – tyle że nie retoryką, ale działaniami.

636120484759560142

PiS zapewnia, że chce Polski w Unii, ale dużo ważniejszy jest bilans czynów – dla partii Kaczyńskiego miażdżący.

Od ubiegłorocznej kampanii wyborczej nie było ani jednej sprawy, w której PiS nie postąpiłoby inaczej niż głupio, obraźliwie, agresywnie – i zawsze na szkodę projektu zjednoczonej politycznie i społecznie Europy. Jedynym wspólnym mianownikiem dla wszystkich działań PiS jest konsekwencja w demonstrowaniu Europie, że Polska nie tylko nie chce brać udziału w dalszej integracji kontynentu, ale też zamierza złamać wszystkie ustalenia, na które dotąd się zgodziła.

Największym przedsięwzięciem było oczywiście zablokowanie wykonania decyzji rządu Ewy Kopacz w sprawie uchodźców. To długa, konsekwentna lista wypowiedzi zupełnie skandalicznych, które ciągle przebijają się na Zachód. Warto przypomnieć kilka szczególnie spektakularnych: rasistowskie wypowiedzi Kaczyńskiego na temat pasożytów i uchodźców, bujdę Szydło o „milionie uchodźców z Ukrainy”, wypowiedzenie przez ministra Szymańskiego porozumienia w momencie, gdy krew ofiar zamachów jeszcze płynęła ulicami Paryża.

Identycznie w sprawie brytyjskiego referendum. Pół biedy, że PiS w Parlamencie Europejskim współtworzy z torysami – których niedawny lider David Cameron w tym właśnie podobny jest do Kaczyńskiego, że dla własnego interesu politycznego nie cofnął się przed postawieniem na szali dobra kraju – eurosceptyczną frakcję „reformatorów”. Gorzej, że politycy PiS cały czas wspierają brytyjskich populistów; nie ma tygodnia, żeby Ryszard Czarnecki i Ryszard Legutko nie odwracali kota ogonem, wbrew elementarnym faktom obciążając Unię całą winą za wynik referendum.

Litanię można ciągnąć: ignorowanie Rady Europy i Komisji Europejskiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, wycinki w Puszczy Białowieskiej… To wszystko składa się w przemyślany plan: PiS może się ośmieszać do woli, upokarzać, kogo chce, bo ukryci za maską „dyplomatołków” politycy są chronieni przed zarzutem działania na szkodę państwa, który postawiono by każdemu, kto by taki sabotaż prowadził, nie ubrawszy się wcześniej w kaftan bezpieczeństwa.

POMOŻEMY :))))))))

cu_sslmwyaatf8t

PiS na takiej polityce nie może stracić. Jeśli Unia uderzy w ostre tony – przytnie środki unijne, nałoży sankcje albo w ramach retorsji zignoruje interesy Polski na arenie międzynarodowej – Kaczyński zyska kolejne argumenty. Dając się sprowokować, Europa pozwoli mu zamienić krzywdy zmyślone na prawdziwe i tym skuteczniej kontynuować separowanie Polski od Unii. Jeśli natomiast Europa nie da się sprowokować, Kaczyński zyska swobodę działania podobną do tej, którą cieszy się Orbán. Premier Węgier pluje Unii w twarz dzień po dniu: a to w sprawie kryzysu uchodźczego flirtuje z retoryką III Rzeszy, a to po nałożeniu sankcji na Rosję zaprasza Putina, a to zamyka jedno z niewielu wolnych mediów.

Unia wciąż znosi ten sabotaż. Kaczyński i Orbán liczą na kolejny kryzys, który nie zostawi państwom Zachodu wyboru i spowoduje, że odetną ciążące im państwa Europy Środkowej. A wtedy cała władza wpadnie w ręce czekających na nią wodzów.

Chyba że wcześniej tych wodzów pogonią ich własne społeczeństwa.

Nikt nie potrafi tak wkurzyć i poobrażać ludzi jak Jarosław Kaczyński. Nie tylko działania PiS, lecz także wypowiedzi prezesa skłaniają Polaków do wyjścia na ulice. A ponieważ Kaczyński rozpoczął właśnie propagandową ofensywę, by zatrzeć niedawne porażki władzy, wściekłości już przybywa.

pis

Do dziejów pogardy w Polsce wobec kobiet, ich praw i cierpień, a także wobec cierpień noworodków przejdzie stwierdzenie Kaczyńskiego dla PAP, że należy rodzić nawet dzieci zdeformowane i skazane na szybką śmierć tylko po to, by mogły być ochrzczone. W dodatku, jak obwieścił prezes PiS portalowi Onet, „czarny protest” zagraża „fundamentom narodowego jestestwa”. Czyli kto upomina się o prawa i godność kobiet, ten niszczy Polskę, co dobrze pokazuje, jak PiS wyobraża sobie ich miejsce w swoim państwie. Towarzyszą temu pokrętne wypowiedzi Kaczyńskiego co do zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, poświadczające, że taka groźba istnieje. Toteż coraz więcej kobiet i rodzin poczuje się zagrożonych przez PiS.

Tak jak coraz więcej nauczycieli i rodziców dostrzega niebezpieczeństwa reformy edukacji. PiS jest tu w pułapce. Jeśli szybko przełoży zmiany o rok, przyzna się do potężnej porażki, jeśli będzie z tym zwlekał, gniew ludzi tylko się nasili, a jeśli dokona tej reformy w 2017 r., uzyska i organizacyjną klęskę, i spotęgowaną wściekłość obywateli.

Zagrożenie wzrostem podatków czuje spora część klasy średniej. Coraz większa groźba wisi nad sędziami, bo szef PiS obiecał rychłą rozprawę z władzą sądowniczą. Co zbiega się z deklaracją rządu o końcu współpracy Polski z Komisją Wenecką. Nic nie pohamuje naszej władzy – tyle ta deklaracja mówi.

Taki też przekaz płynie z połajanek Kaczyńskiego. Niby nic nowego, ale jest poważna różnica. Dotąd prezes tłumaczył działania władzy, także te antydemokratyczne, powołując się na wolę ludu. Teraz „wola ludu” zanika w jego wypowiedziach. Wiedzą bowiem w PiS, że w relacjach władzy ze społeczeństwem panuje coraz większy kryzys. W dodatku kryzys nieuleczalny.

636120484759404139

PiS poszuka więc wsparcia dla swych rządów poza tą wielką częścią społeczeństwa, którą do siebie zraża. Cóż mu zostaje prócz nagiej siły, tylko pozornie trwałej? Poza wiernymi wyborcami i dużą częścią Kościoła jedynie środowiska narodowe. Zresztą do narodowców PiS najbliżej, bo niemało działaczy PiS wspiera te skrajne środowiska. A bliższy sojusz z narodowcami oznacza głębszą światopoglądową symbiozę. Toteż PiS ulegnie najpewniej dalszej ideologicznej radykalizacji. Wzmogą się ataki władzy na prawa obywatelskie, demokrację, Unię Europejską. Może nawet usłyszymy, że Polska aż tak bardzo Unii nie potrzebuje. I doświadczymy mocniejszych ataków na społeczeństwo obywatelskie. Nasili się również ksenofobia, przybędzie agresji wobec „obcych”.

cu_3ifvxyae7isi

PiS będzie się jednak wystrzegał fizycznej przemocy wobec przeciwników, ponieważ wie, że jeśli przeleje krew, rozpocznie gorącą wojnę domową, która tę władzę zmiecie. Poprzestanie zapewne na zastraszaniu bądź punktowych represjach ze strony służb i prokuratury. Ale o taką przemoc mogą się pokusić skrajni narodowcy.

PiS zechce nas jeszcze intensywniej odłączać od demokratycznego świata i wygaszać nasze aspiracje do godnego życia. Będzie budował nam wewnętrzne piekło. I na tym się przejedzie, bo zbyt okrzepliśmy w demokracji i zbyt nas wielu, by tolerować rządy wrogów lepszej Polski.

636120484759404138

Na .u puknęło 100.000 polubień. Dziękujemy.

cu_1hnkxgaedqge

Minister antykultury Piotr Gliński zaatakował powstańców warszawskich, bo nie chcą odczytania apelu smoleńskiego podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego:

glińskiAtakuje

– Środowiska powstańcze od kilku lat są pod opieką ideologiczną w dużej mierze jednej opcji politycznej.

Szkoda strzępić języka na Glińskiego. Facet niewiele rozumie z kultury i tradycji polskiej.

Apel smoleński – smród z paranoi Kaczyńskiego i Macierewicza. Taka ich tyłkowa chwała dla fajtłapy Lecha Kaczyńskiego.

– Czuję obrzydzenie, gdy słyszę wypowiedzi polityków mówiących o tym, ze prezydent Lech Kaczyński poległ w Smoleńsku – powiedział weteran Powstania Warszawskiego Zbigniew Galperyn.

Słowa Kisiela są nieśmiertelne.

CngOTnYWEAA7IZv

Atak terrorystyczny w Nicei wstrząsnął światem.

groziNam

Akty terroru, jak ten w Nicei, wyrastają z nienawiści i mają ją rozbudzać, by zawładnęła narodami i państwami, niszcząc demokratyczną politykę. Poprzednie zamachy podzieliły Francuzów. Część uległa wrogości wobec wszelakich „obcych”, zwłaszcza muzułmanów, co skrzętnie wykorzystuje skrajny Front Narodowy dowodzony przez Marine Le Pen.

W obronie ojczyzny-demokracji wystąpili też niedawno w Dallas prezydent Obama i były prezydent Bush, by wspólnie uczcić pamięć policjantów zabitych przez terrorystę. Obaj politycy pozostają zawziętymi przeciwnikami, ale powstrzymali się od wzajemnej krytyki. Bronili podstaw demokratycznej wspólnoty istniejącej mimo politycznych rywalizacji, mimo niesprawiedliwości i patologii. Wspólnoty wyrzekającej się polityki opartej na wrogości do innych. Poza taką wspólnotą umieścił się Donald Trump, który prze do władzy, rozbudzając społeczne nienawiści.

Starcie między taką polityką a tą, która chce utrzymać demokratyczną wspólnotę, rozciąga się dziś od USA po całą Europę. Grozi nam, że nad ojczyzną-demokracją górę weźmie ojczyzna-opresja organizująca wrogość, czyniąca z ignorancji i uprzedzeń główną treść polityki.

My wszyscy, przeciwni rządom opartym na nienawiści i wykluczeniach, powinniśmy mieć przed oczyma wspólną demonstrację Obamy i Busha. Powziętą z lęku przed utratą ojczyzny-demokracji.

Jarosław Kaczyński mówi białym wierszem.

Cng00dwXYAEO-Vr

Mariusz Błaszczak kolejny dzień znajduje się pod butem publicystów. Zasługuje na to ten żałosny minister spraw wewnętrznych.

błaszczakSzczuje

Szef polskiego MSWiA Mariusz Błaszczak poniża, kłamie i lekceważy gesty solidarności.

Minister Błaszczak lekceważy ludzkie gesty europejskich społeczeństw, które zawsze w taki sam sposób wyrażały współczucie i solidarność. Gdy w Polsce wprowadzono stan wojenny, Francuzi pod pomnikiem Mickiewicza w Paryżu organizowali demonstracje, palili znicze i składali kwiaty.

Błaszczak kłamie i manipuluje, bo oczywiście wyśmiewane przez niego gesty to nie wszystko, na co stać Europę. Nie wiem, czy służby dowodzone przez niego tak sprawnie radziłyby sobie z terroryzmem jak służby Francji. Raczej wątpię.

Tragedię w Nicei Błaszczak wykorzystuje, by szczuć na obcych i poniżyć Europę, której ktoś taki jak on nie jest w stanie zrozumieć.

Taki minister to wstyd.

Cnhr5sSWcAEeJ01

Kpi z Błaszczaka na Koduj24.pl Waldemar Mystkowski, który nawet proponuje stworzyć „Księgę Mądrości Błaszczaka”.

księgaMądrościBłaszczaka

Namaszczony Błaszczak od razu znalazł przyczynę terroru w Nicei, a są to malowane kwiatki na chodnikach we wszystkich kolorach tęczy, co jest nawiązaniem do LGBT. A przy tym jako podkład empatyczny do kwiatków posłużyła szefowa dyplomacji europejskiej – pani Mogherini, która się rozbeczała. Tak w ogóle to, co się stało jest – konsekwencją polityki multikulti, trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Bo niedługo dojdzie do tego, że ta poprawność polityczna zgubi Europę.

Taki geniusz dotknął z samego rana ministra Błaszczaka. I na tym geniusz nie poprzestał, bo się rozwijał przez cały dzień. A były podstawy do rozwoju, mianowicie przed polską Niceą uratował nas rząd PiS – gdyby nie zmiana rządu, już mielibyśmy tysiące imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, bo tak zdecydowała koalicja PO-PSL. Ja – prostaczek sądziłem, że uchodźcy uciekają przed terrorystami, ale się myliłem, co zakomunikował mi geniusz Błaszczaka.

Nie mamy więc swojej Nicei, a polskim Lazurowym Wybrzeżem są piaski Bałtyku i odpowiednik stolicy francuskiej Riwiery, Sopot. A kto jest mieszkańcem polskiej Nicei, wszyscy w kraju wiemy.

Minister tak brnął w swój geniusz, że zakomunikował, iż trzeba wczuć się w terrorystę i wówczas będziemy wiedzieli, jak rozumieć jego czyny i jak z nim postępować. Oczywiście – patriotyczne – najlepsza jest do tego myśl św. Jana Pawła II i „fundament chrześcijaństwa”. Powrót do chrześcijaństwa.- To nagle byłby magnes, który mógłby przyciągać imigrantów i muzułmanów. Czyli nawrócić. Oczywiście miłością nawrócić.

W Unii Europejskiej trudzą i pocą, a my w kraju mamy Błaszczaka, którego puknął w czoło palec geniuszu. Więc deklaruję, mogę przy nim robić za starotestamentowego kronikarza, spisywać jego myśli. Mam już tytuł „Księga Mądrości Błaszczaka”.

CnhAsgIWEAAdHAY

 

Wolna Polska ma nowego nieformalnego lidera, szefa KOD Mateusza Kijowskiego. Właśnie przedstawił program KOD – i to jest to, na co czekali Polacy. Program zwie się „Przestrzeń wolności. Jakiej Polski chcemy?”, Kijowski podkreślił, że to projekt rozmowy, która jest podstawą porozumienia.

kijowski

– Jeśli nauczymy się ze sobą rozmawiać, to zwyciężymy wszelkie przeciwności i na pewno dojdziemy razem do celu. Chcielibyśmy nauczyć się słuchać, nauczyć się, jak z wzajemnych różnic budować siłę w drodze kompromisu, pojednania, łączenia różnych idei i pomysłów, a nie walki o to, kto postawi na swoim – mówił lider KOD-u do uczestników spotkania.

Zapowiedział też, że w ciągu dwóch lat KOD zamierza dotrzeć do każdego Polaka, by wypowiedział się, „jakiej Polski chce” i jak widzi wolność. Jak dodał: „Polacy bez „powietrza wolności” nie poddadzą się żadnej doktrynie, żadnej sile politycznej”.

– To hasło KOD-u „Wolność jest w nas” jest absolutnie słuszne i ono również daje nam wiarę w to, że poradzimy sobie i z tym trudnym okresem, który obecnie przeżywamy – powiedział Kijowski.

Jarosław Kaczyński ma czego się bać. Już robi po butach.

kaczyńskiPotrzebny

Kaczyński w rozmowie z Gazetą Polską, w trakcie XI Zjazdu Klubów GP:

„Trzeba tworzyć wielki ruch poparcia dla dobrej zmiany. Trzeba się jednoczyć, rozszerzać. Organizować różnego rodzaju społeczne akcje. Także takie akcje, które naciskają w tym kierunku. Nie trzeba się tego bać. W kierunku właśnie tej dobrej zmiany. Trzeba przypominać władzy, tej, lokalnej, ale także i tej naszej, o różnego rodzaju zobowiązaniach”.

„Nie musimy tutaj z KOD-owcami się ścigać”

„Bo jeżeli chcemy, żeby ta dobra zmiana rzeczywiście nastąpiła, to może to nastąpić tylko wtedy, jeżeli mamy do czynienia, czy będziemy mieli do czynienia, z takim współdziałaniem. Czegoś co jest od dołu i tego co jest od góry. Tylko od góry się nie da zrobić. Trzeba działać z dwóch stron. W tej chwili ten ruch społeczny jest nam bardzo, ale to bardzo potrzebny. I oczywiście od czasu do czasu, jakieś wielkie spotkanie w Warszawie. Jakaś wielka demonstracja. Coś co pokaże, że dobra zmiana ma poparcie, takie czynne poparcie społeczne. Ale od czasu do czasu. Nie musimy tutaj z KOD-owcami się ścigać. Nie ma to żadnego sensu. Natomiast na co dzień przyglądanie się rzeczywistości, dostrzeganie tego co jest złe, co pozostaje złe. Tego co jest złe, bo nie zmieniono czegoś, co było przed tym. I co jest złe dlatego, że grzeszą ci, którzy są po naszej stronie. Bo tacy ludzie też grzeszą”.

Toż to robienie na rzadko pod siebie. Panie prezesie, śmierdzi tchórzem.

CkNWh9iWYAkLeL2

Też tak uważa Marek Beylin. Kaczyński się boi. Prezes dostał biegunki strachu.

jeśli

KOD i opozycyjne partie powinny się skupić na tym, jak poszerzać opór społeczny. Nie chodzi tylko o to, żeby na demonstracje przychodziło coraz więcej osób.

Dotąd tych, którzy sprzeciwiali się temu, jak PiS demontuje demokrację, prezes określał jako „gorszy sort” czy porównywał do współpracowników gestapo. A wszyscy w PiS, wraz z prezydentem Dudą, twierdzili, że protestujący chcą jedynie odzyskać dostęp do „koryta”, przy którym tuczyli się przez długie lata. Te obelgi miały nie tylko obrzydzić społeczeństwu KOD i opozycyjne partie, lecz także ukazać ich marginalność.To się zmieniło. Obelgi wciąż są w użyciu, ale gdy w sobotnim wystąpieniu Kaczyński nazwał protesty rebelią, wyjawił bezwiednie, że uważa je za groźne dla swej władzy. Do PiS dotarło wreszcie to, czego się nie spodziewał: protesty będą się nasilać.

Tchórzu Kaczyński, zemsty nie będzie.

Tymczasem wszyscy na świecie zauważają KOD, który jest nagradzany za walkę o wolność i demokrację.

CkNT0M4UUAE7VZ-

ukaranieTych

Jak długo PiS chce rządzić przeciw własnemu społeczeństwu, przeciw światu wartości demokratycznych i absurdalnie pojmując ekonomię?

Władza Jarosława Kaczyńskiego się rozpadnie i to szybko, jego marionetki (Duda + Szydło) będą coraz posłuszniejsze, albo zrzucą kajdany, wówczas zostaną wymienione.

PiS przygotowuje się jednak na długie trwanie, szykują na to narzędzia Obrony Terutorialnej, de facto będą to bojówki Macierewicza, które rzuci przeciw protestującym ludziom, oraz przygotowywane jest prawo, w którym pod pozorami walki z terroryzmem będzie zwalczało opozycję, a szczególnie KOD i kobiety domagające się praw swojej płci.

Może poleje się krew.

Możliwe. Musimy być na to przygotowani, bo marionetki Kaczyńskiego już zasłużyły na Trybunał Stanu, więc będą posłuszne woli Kaczyńskiego. Wybiorą oplucie przez naród, niż kraty, za którymi robić za taborety z dziurką.

Kaczyński jednak nie zmanipuluje większej części narodu, a szczególnie elit, w tym np. prawniczych, aby masowo wydawały wyroki, jakie on chce, jaki już wymierzył Donaldowi Tuskowi (ciężkie więzienie, a może śmierć; o pierwszym wyroku mówił Karczewski, marionetka na stanowisku marszałka Senatu, o drugim Stankiewicz, dziennikarka-oszołomka, na niej wzorowana jest główna postać w „Smoleńsku” Antoniego Krauze).

Kaczyński na razie jeszcze manipuluje swój ciemny lud takimi „kompromisami”, które są darciem łacha z rozumu, albo jak obrazowo nazwał Marek Beylin:

„Kompromis według Kaczyńskiego przypomina sytuację, w której ludożerca koncyliacyjnie uspokaja pojmanego, że zje mu tylko nogi, a resztę oszczędzi. Takim pojmanym jesteśmy my, wielka część społeczeństwa.”

Kaczyński szybko udławi się władzą, której nie potrafi sprawować, bo nie szanuje bliżniego, nie szanuje Polaka, tkwi po uszy w swoich kompleksach.

Kaczyński to ludożerca w panierce własnych kłamstw, zostanie wszamany przez swój ciemny lud- Umpa-Umpa, Burkina Faso, Kaza-czok.

lisKaczyński

Tomasz Lis komplementuje Jarosława Kaczyńskiego, który zorganizował spotkanie w Sejmie (przygłupi marszałek Marek Kuchciński ma tyle do powiedzenia, co wysepleni se pod nosem):

– Przedstawicielom opozycji dał kawę i nie dał po ryju.

Lecz Kaczyński ciągle Polsce daje po ryju. Hańbi nas swymi marionetkami, ten średnio inteligentny człowiek wyprowadza Polskę na manowce.

Taki animal.

prezesDa

Monika Olejnik przypomina słowa Jarosława Marka Rymkiewicza, iż Kaczyński „ugryzł żubra w dupę i to czyni go postacią historyczną”.

Kaczyński z dupą w gębie.

Chyba tak należy go nazywać. A co do animalności, to Kaczyński nie pierwszy raz z nią wyskoczył. To stare dzieje. Pamiętacie, jak mówi o oczach Donalda Tuska? Tak! Tusk ma „wilcze oczy”.

Po wybyciu Tuska do Brukseli, klasyfikacja wrogów Kaczyńskiego wygląda następująco: Mateusz Kijowski – wróg numer 1, Andrzej Rzepliński – numer 2.

Kaczyński z Trybunałem Konstytucyjnym chce uporać się w jeden sposób. Zastraszyć prokuraturą. Marek Beylin pisze:

zajęliśmy

To, że prokuratura bada, czy prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński popełnił przestępstwo, broniąc konstytucji i autonomii TK, ma zastraszyć nie tylko jego i pozostałych sędziów Trybunału. To także groźba wymierzona we wszystkich sędziów, wraz z Sądem Najwyższym, urzędników oraz funkcjonariuszy publicznych, którzy wciąż uznają prymat orzeczeń TK nad wolą PiS.

Potem PiS zajmie się innymi, w tym KOD-em i Kijowskim.