Posts Tagged ‘Marek Borowski’

Rocznica Porozumień Sierpniowych. Wydarzenie, którego nie pozwolimy odebrać historii!

SZUBARTOWICZ W PUNKT!

Wreszcie “Dobrej zmianie“ coś się udalo.

Magdalena Środa o Macierewiczu.

I śmieszno, i straszno

Paramilitarne rządy Macierewicza budzą to przerażenie, to śmiech.

Na studia wraca „wojsko”. To fantastyczny pomysł! Dzisiejsza młodzież za dużo siedzi w internecie, „na wojsku” pozna realne życie, a zwłaszcza dowie się wielu niezwykle użytecznych rzeczy: „jak zabijać innych”, „gdzie w pobliskim schronie jest zupa”, no i „co robić, gdy w pobliżu wybuchnie bomba atomowa”. Pamiętam świetnie! – „Trzeba się przykryć natłuszczonym papierem. Jeśli nie zdążysz dotrzeć do lodówki po smalec, sięgnij po gazetę, ta zawsze jest pod ręką”.

„Na wojsku” – prócz wielu innych umiejętności (nie pamiętam dziś jakich) – rozwinął się niewątpliwie mój duch patriotyczny. Zajęcie zbrojne i medyczne przeplatane bowiem były wykładami ideologicznymi: jak i dlaczego kochać socjalistyczną ojczyznę? Dlaczego Polacy mimo przegranych bitew są tak bohaterskim narodem? Oraz jak wspaniałym jest nasz Przywódca Partyjny! Wykłady były żołnierskie, a więc proste, ale też tematy były oczywiste. Wiedzy i talentów nie potrzebowały.

Teraz będzie, „jak kochać ojczyznę PiS”. Temat nieco bardziej złożony, ale wychowankowie Macierewicza pewno znają go już na pamięć. Liceum nie zdołało nauczyć mnie patriotyzmu a la Gierek, bo tak zwane „Przysposobienie obronne” służyło głównie do „chodzenia na azymut”, czyli na wagary. Na szczęście mieliśmy w klasie kolegę, który pasjonował się lotami bombowymi nad Warszawą w czasie II wojny światowej, czym zajmował uwagę wojskowego nauczyciela. Chłopiec ten był zresztą jedynym, który pragnął iść do wojska i jedynym w klasie, który miał kategorię dyskwalifikującą go. Tak więc „wojsko” zarówno w liceum, jak i na studiach osiągnęło przeciwny skutek do zamierzonego: nauczyło nas pacyfizmu, nienawiści do prostackiej ideologii i niechęci do zmarnowanego czasu (choć cośmy się pośmiali to nasze). Czy teraz też tak będzie? Wszystko wskazuje na to, że tak.

Nie wiem, co musiałoby się stać, by zajęcia z wojskowości osiągnęły taki poziom, że stałyby się pożyteczne i czy w ogóle muszą być pożyteczne? Na poziom intelektualny wykładowców chyba nadal nie ma co liczyć, bo militarny system odstrasza ludzi zdolnych, a paramilitarne rządy Macierewicza budzą to przerażenie, to śmiech (coś między „Dzielnym wojakiem Szwejkiem” a „Gwiezdnymi wojnami”). Na powagę zajęć również nie ma co liczyć, bo tylko wojskowi nie zdają sobie sprawy z braku skuteczności „żołnierskiego” przekazu jakichkolwiek wiadomości. „Wojsko” PiS na studiach będzie równie uciążliwe i zbyteczne jak „wojsko” za czasów Gierka, zwłaszcza, że – jak widać – wzorce absolutnie te same. I tak samo śmieszno, i straszno.

HARCERZE NIE SĄ PiS-OWI POTRZEBNI… WSTYD !!!

FOR i posłowie domagają się wyjaśnień od Szydło

Marek Tatała z Forum Obywatelskiego Rozwoju wysłał do Kancelarii Premiera wniosek z pytaniami, dotyczącymi ujawnienia dowodów, na których swoją wypowiedź o lipcowych protestach oparła Beata Szydło. W wywiadzie dla „Gazety Polskiej” stwierdziła, że były one opłacone i dobrze wyreżyserowane.

Tatała powołuje się na zapisy Konstytucji i ustawy o dostępie do informacji publicznej i pyta:
„1) Kto reżyserował ostatnią fale protestów?

2) Jakie dokumenty i inne materiały będące w posiadaniu Pani Premier potwierdzają, kto reżyserował ostatnią fale protestów?

3) Kto opłacał ostatnia falę protestów?

4) Jakie dokumenty i inne materiały będące w posiadaniu Pani Premier potwierdzają, kto reżyserował ostatnią fale protestów?

5) Jaką kwotą została opłacona ostatnia fala protestów?”

Kancelaria Premiera musi udzielić odpowiedzi w terminie 14 dni od daty wpłynięcia wniosku.

Z kolei Jacek Protasiewicz z Europejskich Demokratów wystosował interpelację poselską i prosi o odpowiedź na następujące pytania:

„1. Kto – zgodnie z wiedzą Pani Premier (osoba fizyczna, osoba prawna, organizacja pozarządowa etc.) – był podmiotem opłacającym opisane działania, które miały miejsce w lipcu 2017 r.? Jeżeli – ze względu na przepisy prawa – nie może Pani ujawnić konkretnych nazwisk bądź nazw, proszę o informację czy były to podmioty krajowe lub zagraniczne.

2. Jakiego rzędu kwoty wykorzystano do sfinansowania tych protestów?

3. Z jakich źródeł pochodzą informacje dotyczące opłacania społecznych protestów? Czy ta wiedza uzyskana została dzięki działaniom polskich lub zagranicznych służb specjalnych?

4. Jeśli posiadane przez Panią informacje mają źródło operacyjne, to proszę o odpowiedź na jakiej podstawie prawnej i z jakiego powodu takowe czynności były prowadzone wobec organizatorów i uczestników legalnych demonstracji w lipcu bieżącego roku?”

Podobne zapytanie wysłała Agnieszka Pomaska z PO. W przypadku interpelacji poselskich odpowiedź można sie spodziewać – niestety – po kilku tygodniach.

Tłum skandował \”Lech Wałęsa\” pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Były prezydent: Musimy jeszcze raz się poderwać.

Waldemar Mystkowski pisze o obchodach rocznicy Porozumień Sierpniowych.

Duda, Szydło, Karczewski unikali Wałęsy, jak diabeł święconej wody

Andrzej Duda i Beata Szydło unikali 37. rocznicy Porozumień Sierpniowych w kolebce Solidarności, jak diabeł święconej wody. Ich doradcy wyszperali Lubin, więc pojechali tam, gdzie nikt ich się nie spodziewał. Prezydent Duda zdobył się na koślawą metaforę: – „Lubin krwią podpisał porozumienia sierpniowe”.

Akurat Sierpień ’80 ma się do 35. rocznicy Zbrodni Lubińskiej, jak Armia Krajowa (AK) do Żołnierzy Wyklętych. To zupełnie inny porządek. Szydło znowu wpadła w logoreę (bo nie wierzę, aby jej pisali takie przemówienia PR-owcy): – „Jesteśmy państwem demokratycznym, wolnym i suwerennym”. Na szczęście nie powiedziała, kto reżyserował i opłacał protesty w sierpniu 1980 roku.

Szydło i Duda uciekli od Lecha Wałęsy, wokół którego winny się obracać uroczystości, jak Ziemia wokół Słońca. Polska legenda jest żywa, czego nam zazdrości świat. Wałęsa nie sprzeniewierzył się demokracji, wolności i suwerenności, a tego o sobie nie mogą powiedzieć prezydent i premier. I to jest ich kłopot, ale też nasz wspólny frasunek, bo to jednak władze polskie. Musimy się za nich wstydzić.

Za to dziarsko poczynał sobie marszałek Senatu Stanisław Karczewski. On zwykle jest wysyłany na takie trudne chrzty bojowe. Nie trafia do osób, do których powinien trafić, ale trafia przynajmniej na rzeczone miejsce. Był na Białorusi, nie trafił do opozycji prodemokratycznej, ale do „ciepłego człowieka” Łukaszenki. Ma taki nietrafiony gen. Trafił do Gdańska, ale nie trafił do Wałęsy.

Ba, Karczewski nawet odezwał się do szefa gdańskiej Solidarności, który nijak się ma do szefów klasycznej Solidarności z lat 1980-81. Znowu mu wyszedł jakiś „ciepły człowiek”, jakiś żołnierz wyklęty. Koślawy ten marszałek. Za to słyszał o 21 postulatach sierpniowych, a także o porozumieniu sierpniowym, o czym był łaskaw powiedzieć: – „My tak naprawdę dopiero w tej chwili próbujemy realizować to, co państwo podpisaliście 37 lat temu”.

Jak to usłyszałem, a byłem w pozycji wertykalnej, usiadłem. Przynajmniej marszałek czuje się spadkobiercą komuchów i „próbuje realizować”, co tamci podpisali. A jak realizuje? To kolejna autokrytyka (komuchy nazywali to samokrytyką). Karczewski jako przykład niezrealizowanych postulatów podał dotyczący poprawy funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej: – „Mamy jeszcze dużo do zrobienia w tym zakresie”. Ja odczytuję to jako krytykę ministra Konstantego Radziwiłła, który ostatnio wsławił się kumoterstwem, dał pół miliona na fundację kuzyna Radziwiłła. To peryfraza godna Marcela Prousta.

Po łebkach opisuję zachowanie władzy wobec najważniejszej rocznicy w naszej współczesnej historii i może ta moja pisanina brzmieć jak groteska, czy też farsa. Lecz niczego tutaj nie zmyślam. Władza tak się zachowuje, tak unika  odpowiedzialności, miga się, boi się stanąć oko w oko z bohaterem Wałęsą, który mieści się w krótkim porządku naszej wielkości: Mieszko I, Bolesław Chrobry, Władysław Jagiełło, Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski.

Ławka naszych bohaterów jest krótka, na niej znajduje się nasza żyjąca legenda: Lech. To z nim należy się solidaryzować, jego fetować.

Powinienem jeszcze napisać o opozycji, do której mam zastrzeżenia, ale przynajmniej nie jest groteskowa i farsowa. Grzegorz Schetyna dzisiaj solidarność odczuwa z poszkodowanymi przez nawałnicę. I tam na Kaszuby zaprasza europosłów. Bo solidarność jest wówczas, gdy się nie boimy wspólnoty z poszkodowanymi, z innymi, z potrzebującymi. W solidarności od swojego można dostać po łbie nie tylko kropidłem, ale gdy chce się być świętoszkiem, to ucieka się od święconej wody, bo może okazać, że jest się diabełkiem, jak pisał wielki Molier.

78 LAT PO WOJNIE…

SZACUNEK, PANIE PREZYDENCIE

>>>

Ucieczka Berczyńskiego będzie symbolem rządów PiS.

Konsul hon. w Meksyku Alberto Stebelski-Orlowski: to „forma protestu przeciw temu, co obecnie dzieje się w Polsce”.

Świetnego wywiadu dla wiadomo.co udzielił Marek Borowski.

Marek Borowski: Nie ręczę, do czego może dojść

PiS może zacząć gmerać przy ordynacji wyborczej, może być obawa manipulacji, a to może doprowadzić do wstrząsów i ulicznych zamieszek. Na razie wszystko jeszcze jakoś się trzyma, ale jeżeli będą wątpliwości w sprawie wyborów, to nie ręczę, do czego może dojść – mówi w rozmowie z wiadomo.co senator Marek Borowski, były wicepremier i marszałek Sejmu. Rozmawiamy też o prezydencie, który „jest obecny”, o łamaniu konstytucji, „demokraturze”, Polsce oddalającej się od UE i o wyborach we Francji.

Czy pan też z niecierpliwości czekał na wynik wyborów prezydenckich we Francji?
Tak, czekałem z niecierpliwością i jednak pewnym niepokojem. Sondaże sondażami, ale mieliśmy już ostatnio przykład Brexitu czy Donalda Trumpa, co pokazywało, że istnieje jakaś liczba niedoszacowanych głosów. Mroczna wizja stawała mi przed oczami, chociaż Francuzi są bardziej przewidywalni.

Czyli odetchnął pan z ulgą?
Bardzo się cieszę, że I turę wyborów wygrał Emmanuel Macron i wiele wskazuje na to, że wygra także II turę. Obserwowałem jego działalność wcześniej i bardzo mi się ona podobała.

Mroczna wizja stawała mi przed oczami, chociaż Francuzi są bardziej przewidywalni.

To nie jest jednak, jak pisała dzisiaj francuska prasa, skok w przepaść?
Nie, to jest polityk w miarę doświadczony, był przecież ministrem w rządzie Francois Hollanda. Jest wprawdzie najmłodszy i nie ma tak długiego doświadczenia politycznego, jak np. Fillon, ale to nie jest największy problem. Jego problemem będą wybory parlamentarne i układ sił w Zgromadzeniu Narodowym oraz w Senacie. Jego partia liczy teraz ok. 200 tys. członków, to nie jest mało, ale okaże się, jakie będzie miała poparcie. Jeżeli wystawi dobrych kandydatów, to może zebrać sporo głosów, ale i tak będzie musiała wejść w koalicję, bo taka jest specyficzna, większościowa ordynacja we Francji. Ona eliminuje skrajności.

O czym świadczy, w szerszym kontekście europejskim, taki wybór? Dokonany w dodatku przez zdecydowaną większość Francuzów. To były przecież jedne z najważniejszych wyborów w UE.
Wybory w Niemczech i we Francji, czyli krajach założycielskich UE, to są wybory zasadnicze. Jeżeli jeden z tych krajów dostałby przywódcę, który mówi, że trzeba opuścić UE, to oznaczałoby, że Unia wisi na włosku. Waga tych wyborów była rzeczywiście ogromna. Duża frekwencja oznacza, że udało się rozbudzić emocje we Francuzach. Na emocje działały na pewno dwa skrajne nurty, czyli Le Pen i Melenchon, ale działał także Macron. On bardzo jasno głosił ideę europejską, mówił, że przyszłość Francji jest w Europie i że trzeba się integrować. Pociągnął za sobą tych, którzy są przywiązani do UE, a którzy być może nie poszliby do wyborów w innym przypadku, ale w taki sposób chcieli się przeciwstawić nurtom nacjonalistycznym i antyeuropejskim.

W Unii nie da się działać w pojedynkę, jak obrażony chłopiec czy dziewczynka. A jeżeli będziemy przegrywać pewne sprawy, to rozpocznie się propaganda pod hasłem: Unia nas tępi, to po co nam taka Unia?

U nas też może to zadziałać w taki sposób? Frekwencja w najbliższych wyborach może być wysoka, a przynajmniej wyższa niż do tej pory?
Myślę, że tak. Zwłaszcza jeżeli polityka PiS-u będzie taka, jak do tej pory: obrażanie się na Unię Europejską, ale także obrażanie unijnych instytucji i polityków, przejawy rażącego braku solidarności. Jeżeli to będzie polityka tego typu, to będzie coraz bardziej oddziaływała nie tylko na emocje, ale także na stanowisko UE wobec Polski. Najpierw to może być stanowisko z rezerwą, ale później mogą za tym pójść konkretne i niekorzystne dla nas decyzje. W Unii nie da się działać w pojedynkę, jak obrażony chłopiec czy dziewczynka. A jeżeli będziemy przegrywać pewne sprawy, to rozpocznie się propaganda pod hasłem: Unia nas tępi, to po co nam taka Unia?

Czy taka propaganda może doprowadzić do próby wyprowadzenia Polski z UE?
Nie oskarżam PiS-u o to, że będzie do tego dążył świadomie. Tylko problem w tym, że politycy partii rządzącej nie rozumieją, że pewne zachowania uruchamiają procesy, nad którymi później się już nie panuje. Premier David Cameron też nie chciał wyprowadzić Wielkiej Brytanii z UE, ale tym, co zrobił, wypuścił dżina z butelki. Szybko zaczęła się kłamliwa kampania propagandowa, a trzeba pamiętać, że przy dzisiejszym rozwoju mediów, w tym mediów społecznościowych, nawet najgłupsze kłamstwo jest silniejsze od prawdy. Cameron po prostu przegrał. Nie sądzę, żeby takie działanie w Polsce doprowadziło w konsekwencji do wyjścia Polski z Unii, ale do podgrzania nastrojów doprowadzi na pewno, a to może skutkować wyższą frekwencją.

Raz wypowiada się Jarosław Kaczyński, innym razem któryś z podległych mu polityków, czasami pani premier Beata Szydło, i każda wypowiedź może być inna. Ale przy Merkel oni wszyscy są mali.

PiS-owi nie opłaca się gra na antyeuropejskiej nucie?
Absolutnie się nie opłaca, ale nie wiem, czy oni to rozumieją. Cały czas słyszę, że nie będzie nam Unia mówić, co mamy robić, że Polska wstaje z kolan i tak dalej.

Chociaż jak trzeba, na przykład w Hanowerze, kanclerz Niemiec Angela Merkel okazuje się bardzo ważnym i cenionym przez rząd politykiem.
Fakt, to zależy do sytuacji. Raz wypowiada się Jarosław Kaczyński, innym razem któryś z podległych mu polityków, czasami pani premier Beata Szydło, i każda wypowiedź może być inna. Ale przy Merkel oni wszyscy są mali. Chciałoby się powiedzieć, że Angela Merkel jest mężem stanu, gdyby nie to, że jest kobietą – można ją zatem nazwać „damą stanu”. Ona jest elastyczna, ale i twarda, ma poglądy i do czegoś dąży, nie jest nacjonalistyczna i ksenofobiczna. Muszę przyznać, że podziwiam ją, chociaż to nie mój obóz polityczny. Dla niej Polska, pomijając nawet jej osobiste sentymenty (bywała w Polsce za młodu), jest ważnym krajem, chciałaby mieć w Polsce sojusznika, dlatego mimo wszystko nie obraża się na Polskę. Ale też nie rezygnuje z twardego stawiania różnych spraw, związanych z praworządnością w Polsce. To jest zrozumiałe.

Prezydent nie ma wpływu na nic. Niestety, bardzo obniżył rangę urzędu prezydenta.

Jaki wpływ na politykę, także międzynarodową ma prezydent Andrzej Duda?
Żaden, prezydent nie ma wpływu na nic. Niestety, bardzo obniżył rangę urzędu prezydenta. W polityce zagranicznej absolutnie nie mam czego wymienić.

A jak nazwałby pan to, co robi Andrzej Duda?
Jest, po prostu jest obecny. On rzeczywiście urzęduje „pod żyrandolem”. Kiedyś sam to krytykował, w kampanii wyborczej zapewniał, że tak nie będzie, że nie będzie prezydentem malowanym, nie będzie podpisywał wszystkiego, co mu podadzą. To jest dzisiaj po prostu śmieszne i rażące. Prezydent wręcza ordery, bierze udział w różnych ceremoniach, spotyka się z prezydentami innych krajów, ale przede wszystkim nie jest strażnikiem konstytucji – a to jest jego podstawowa rola.

Konstytucja mówi o tym, że wszystkie władze współpracują ze sobą na zasadach wzajemnego szacunku i to nie może być tylko puste hasło, a jest. Andrzej Duda złamał m.in. ten artykuł ustawy zasadniczej.

Dlaczego z tej roli abdykował?
Abdykacja oznacza, że się jakąś funkcję sprawowało, a on w ogóle jej nie podjął. Jest całkowicie podporządkowany Jarosławowi Kaczyńskiemu. Andrzej Duda uważa, że jak się zgadza z programem PiS-u, to dlaczego ma działać wbrew PiS-owi. To może nawet logicznie brzmi, ale logiczne nie jest. Po pierwsze, program PiS-u nie zawierał wielu rzeczy, które PiS teraz robi; po drugie, nawet jeżeli to wynika z programu, to w sytuacji, w której są oczywiste zastrzeżenia konstytucyjne do jakiejś ustawy, nad tymi zastrzeżeniami wypada się pochylić. Tymczasem prezydent ledwo dostanie taką ustawę na biurko, a już ją podpisuje. Zapewne wie, że to są rozwiązania niezgodne z konstytucją, ale mimo wszystko to robi. Dyskwalifikuje go też to, co zrobił z Trybunałem Konstytucyjnym. Przypominam zaprzysiężenie sędziów w nocy wbrew Trybunałowi. Konstytucja mówi o tym, że wszystkie władze współpracują ze sobą na zasadach wzajemnego szacunku i to nie może być tylko puste hasło, a jest. Andrzej Duda złamał m.in. ten artykuł ustawy zasadniczej.

Teraz zgłasza wątpliwości co do nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Po co?
W tym wypadku nie ma żadnych wątpliwości, tu jest oczywiste złamanie konstytucji. Jeżeli jest w niej zapisane, że kadencja członków Rady trwa 4 lata, to ma tyle trwać i koniec. Prezydent powinien jasno powiedzieć, że nie podpisze takiej ustawy. Jeżeli nawet wyśle do TK, to przecież nic nie da, bo Trybunału już nie ma. Ale prezydent może to zawetować.

Teraz już nie ma możliwości porozumienia, nie może być dialogu między kimś, kto uważa, że jestem zdrajcą, a kimś, kto uważa, że jest uczciwym politykiem. Tu nie ma o czym rozmawiać, bo nie ma wspólnej płaszczyzny: nie mogę być przecież „uczciwym zdrajcą”.

Może, ale myśli pan, że może się na to zdecydować?
Nie. Myślę, że skończy się tak, że zostanie „przekonany”. Podobnie jak wicepremier Jarosław Gowin, on też ma wątpliwości, ale później zawsze daje się przekonać.

W przypadku KRS-u już zapowiedział, że chociaż ma wątpliwości, to będzie głosował za.
Oto polityk elastyczny, co się zowie…

Skok na Trybunał Konstytucyjny i sądy, łamanie konstytucji, dzielenie Polaków – co jest dla pana najbardziej niebezpieczne?
To są pewne sekwencje, każda z tych rzeczy była i jest niebezpieczna, a PiS posuwa się po tej ścieżce coraz dalej. Zaczęło się od języka, już w 2001 roku politycy PiS zaczęli używać słów pełnych nienawiści, a dzielenie na całego zaczęło się po katastrofie smoleńskiej. Teraz już nie ma możliwości porozumienia, nie może być dialogu między kimś, kto uważa, że jestem zdrajcą, a kimś, kto uważa, że jest uczciwym politykiem. Tu nie ma o czym rozmawiać, bo nie ma wspólnej płaszczyzny: nie mogę być przecież „uczciwym zdrajcą”. Znika możliwość dialogu i porozumienia właściwie w każdej sprawie. Kolejnym krokiem jest skoncentrowanie władzy w jednym ręku – Jarosława Kaczyńskiego. Ustawodawczą i wykonawczą ma, brakowało mu jeszcze wyraźnie sądowniczej. Media też już ma, może uprawiać propagandę. A to też tylko pogłębia podział.

Kaczyński ma już w ręku tubę propagandową, ma prokuraturę, dąży do tego, żeby mieć sądy, ma już służby specjalne, i myślę, że przed wyborami rozpocznie się kanonada oskarżania polityków opozycji o różne bezeceństwa. Prokuratura będzie stawiała zarzuty, może uda się nawet kogoś osądzić, sytuacja będzie podbramkowa.

Do czego to wszystko może doprowadzić?
To jest bardzo niebezpieczna ścieżka. Idziemy ku wyborom, ale Jarosław Kaczyński nie ma żadnej pewności, że je wygra, a wręcz przeciwnie – jeżeli będzie dalej tak szło, to prorokuję, że może te wybory przegrać – i będzie się bał przegranej. Może zacząć gmerać przy ordynacji wyborczej, może być obawa manipulacji, a to może doprowadzić do wstrząsów i ulicznych zamieszek. Na razie wszystko jeszcze jakoś się trzyma, ale jeżeli będą wątpliwości w sprawie wyborów, to nie ręczę do czego może dojść.

Prezes nie zdecyduje się na przyspieszone wybory?
Nie, bo nie ma pewności, że wygra. Dobry moment na wybory już minął. To był początek tego roku. Gdybym był szefem PiS-u, to na pewno bym się na to nie zdecydował. Jego rozumowanie jest bardzo proste: ma już w ręku tubę propagandową, ma prokuraturę, dąży do tego, żeby mieć sądy, ma już służby specjalne, i myślę, że przed wyborami rozpocznie się kanonada oskarżania polityków opozycji o różne bezeceństwa. Prokuratura będzie stawiała zarzuty, może uda się nawet kogoś osądzić, sytuacja będzie podbramkowa.

Odsunięcie PiS-u od władzy to będzie ciężki bój.

Antoni Macierewicz dotrwa w rządzie do końca?
Myślę, że nie dotrwa. Ale usuwanie go to będzie proces długi i bolesny. Ministra Waszczykowskiego można wykreślić szybciej i bezpieczniej. Prezes próbuje Macierewicza „załatwić” innymi rękoma, posługuje się prezydentem i specjalną komisją z trzema smutnymi panami w roli głównej. Dla Macierewicza przesłuchanie to był policzek, przecież to on przesłuchuje, a nie jego przesłuchują. To będzie proces odklejania od niego zwolenników i ten proces już się zaczął. Jak Jarosław Kaczyński będzie miał pewność, że tak się stało i że zwłaszcza ojciec dyrektor jest po jego stronie, to zdecyduje się na dymisję ministra obrony narodowej.

A w związku z tym PiS dotrwa w całości, bez podziałów do końca kadencji?
Tak. Władza, po pierwsze, bardzo cementuje, po drugie, musiałby mieć znaczący spadek w sondażach, a tego nie przewiduję. PiS ma swój twardy elektorat na poziomie co najmniej 20 proc. Poza tym będzie prowadził politykę obrzucania opozycji błotem. Sytuacja gospodarcza, bez zasług PiS-u, ale jest i jeszcze będzie całkiem dobra. Świat i UE wydobywają się z kryzysu. Finanse jakoś do wyborów się podtrzyma, a przed nimi jeszcze się trochę obieca… Dlatego odsunięcie PiS-u od władzy to będzie ciężki bój.

Jestem autorem nazwy nowej formacji ustrojowej – demokratury. I to jest to, co już prawie mamy.

Jak zakończy się sprawa działalności komisji badającej ponownie przyczyny katastrofy smoleńskiej? Niedawno „straciła” przewodniczącego, dr Wacław Berczyński podał się do dymisji. A to wszystko coraz bardziej przypomina kabaret.
I to kiepski kabaret. Główną rolę grają w nim zresztą osoby ze stopniami naukowymi. Mam nadzieję, że świat się bardzo tą komisją nie interesuje, ale jak się zainteresuje, to dojdzie do wniosku, że polscy naukowcy to szarlatani. To jest kompletna kompromitacja. Jako pierwszy skompromitował się właśnie pan Berczyński i już uciekł do Stanów Zjednoczonych, pozostali panowie jeszcze zostali i starają się wypełniać funkcje, ale nie mam pojęcia, co oni mają do roboty. Wydaje mi się, że Jarosław Kaczyński będzie dążył jednak do zamknięcia tego tematu. Wszyscy będą tłumaczyć, że prawie na pewno doszło do wybuchu, ale z przyczyn zewnętrznych, czyli na przykład oporu Rosji, nie da się tego udowodnić.

Patrząc na to wszystko, dochodzimy do wniosku, że żyjemy w kraju…?
Jestem autorem nazwy nowej formacji ustrojowej – demokratury. I to jest to, co już prawie mamy. Jak PiS przejmie sądy, to będzie koniec tej drogi. Z demokracji będzie jeszcze wolność słowa, nie wiem, na ile ograniczana, i będą wybory, ale też pytanie, na ile uczciwe. To będą elementy demokratyczne, ale dalece niekompletne. Z drugiej strony będziemy mieli zamknięcie etapu trójpodziału władzy i to będzie ta druga połowa słowa – dyktatura. Będzie można kształtować opinię publiczną przy pomocy aparatu państwowego, a nie rzeczywistego ścierania się poglądów.

Wierzę w to, że po wyborach – jeżeli PiS zostanie odsunięty od władzy – ci, którzy będą tworzyli większość parlamentarną, nie tylko przywrócą rozwiązania demokratyczne, ale pociągną tych, którzy łamali prawo, do odpowiedzialności. Może to być odpowiedzialność polityczna, a tam, gdzie będzie trzeba, także karna.

Ktoś w przyszłości odpowie za łamanie konstytucji?
Mam nadzieję. Wierzę w to, że po wyborach – jeżeli PiS zostanie odsunięty od władzy – ci, którzy będą tworzyli większość parlamentarną, nie tylko przywrócą rozwiązania demokratyczne, ale pociągną tych, którzy łamali prawo, do odpowiedzialności. Może to być odpowiedzialność polityczna, a tam, gdzie będzie trzeba, także karna. To jest konieczne, bo bezkarność rozzuchwala i podobne bezprawie może się jeszcze kiedyś zdarzyć.

CHORĄŻY BARDOŃ WSPÓŁCZUJE STRATY WACKA…

Agnieszka Kublik („Wyborcza”) pisze o „ucieczce” Berczyńskiego. Przez dwa lata aż o 11 punktów procentowych skurczyła się grupa wierzących w smoleński zamach. To sporo. Trzeba chyba podziękować Wacławowi Berczyńskiemu: od ponad roku jego podkomisja systematycznie i nieustannie czyniła wszystko, by hipotezę zamachową ośmieszyć.

Jeszcze dwa lata temu, w sondażu Kantar Millward Brown SA (dla „Faktów” TVN) 29 proc. zakreślało odpowiedź, że „katastrofa, do której doszło 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem i w której zginęli prezydent Lech Kaczyński i 95 towarzyszących mu osób, była wynikiem zamachu”. A teraz (sondaż z 24-25 kwietnia) – 18 proc.

Powód tego spadku? Jedyne, co mogło tak spektakularnie ostudzić smoleńską wiarę, to słowa i czyny podkomisji smoleńskiej dr Wacława Berczyńskiego, która miała zamach udowodnić.

Podkomisja pracuje od roku i za wiele dobrego o niej powiedzieć się nie da. Jej członkowie kompetencji do badania katastrof lotniczych nie mają, za to ekstrawaganckie pomysły i owszem. Na przykład podczas burzy mózgów wpadł im do głowy taki, by zderzyć pędzący samolot Tu-154 z brzozą przytwierdzoną do jadącego samochodu. Pomysł został odrzucony. Powód? Jak wyjaśnił dr Berczyński, „głównie ze względów bezpieczeństwa”.

Po roku podkomisja Berczyńskiego niczego nie ustaliła, żadnego raportu nie napisała. W siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej zaprezentowała tylko film, na którym „wierna” kopia kabiny pasażerskiej tupolewa bez okien wybucha. Zero dowodów, masa amatorszczyzny.

Potem dr Berczyński obciążył sam siebie, gdy się przyznał (i to niepytany!), że to on „wykończył caracale”. MON natychmiast wydał oświadczenie, z którego wynikało, że dr Berczyński kłamie. Ale potem wiceminister Bartosz Kownacki przyznał, że Berczyński miał dostęp do dokumentacji przetargowej. Czyli że Berczyński nie skłamał. A jeśli tak, to skłamał MON w oświadczeniu. Znów blamaż.

Czyli Berczyński od ponad roku systematycznie, nieustannie czynił wszystko, by siebie i swoją pracę i podkomisję zdyskredytować, a hipotezę zamachową ośmieszyć. Nikt tak jak on nie zasłużył się w demaskowaniu smoleńskiego kłamstwa. Wielki demaskator Berczyński!

Może gdyby jeszcze jakiś czas tak skutecznie profanował smoleńską religię, za pół roku w zamach z 10 kwietnia 2010 r. wierzyłoby 10 proc.? Za rok – 5 proc.? A tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2019 r. – już tylko garstka wyznawców Jarosława Kaczyńskiego?

Jaka szkoda, że dr Berczyński tak szybko uciekł do USA.

W SIECI POJAWIŁY SIĘ KONTRPROPOZYCJE OSTATNIEJ OKŁADKI GAZETY POLSKIEJ. JAK WAM SIĘ PODOBA JEDNA Z NICH?

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku i Szydło.

Co ma z przodu głowy Mariusz Błaszczak? Widzimy i nie zazdrościmy, przynajmniej ja. En face Błaszczak ma „uszy prezesa”, a z tyłu głowy raczej wiedzy i rozumu nie ma, bo gdyby miał, to nie posługiwałby się komunikatami dnia nadesłanymi z dyspozytorni z Nowogrodzkiej. Wiedziałby, że metafora „z tyłu głowy” jest proweniencji NKWD, KGB: w tył głowy oddawano strzały z nagana.

„Ucho prezesa” właśnie podzielił się swą wiedzą na temat tyłu głowy – nieskażony wiedzą o tradycji polskiej i znajomością literatury – iż Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar „z tyłu głowy” ma „ambicje, żeby zająć się polityką”. Taki tył głowy miał wcześniej prof. Andrzej Rzepliński, co okazało się „kulą w płot”, ale Trybunał Konstytucyjny został „rozstrzelany” –  i dzisiaj jest martwy.

Najwidoczniej pisowski Dzierżyński Błaszczak bierze się za Bodnara. Jeżeli niczego nie potrafisz, bierz przykład z Błaszczaka. Nieskażony, ale tablet ma i może czytać z niego komunikaty dnia podczas wypowiedzi w mediach. Niedawno Konrad Piasecki w jakiejś audycji zabrał Błaszczakowi tablet, aby za pomocą przodu głowy sformułował coś własnymi słowami.

Jeszcze bardziej komunikaty dnia słychać w wypowiedziach Beaty Szydło, która o referendum w sprawie reformy (deformy – w istocie) edukacji była się wyrazić za Nowogrodzką, iż „kiedy można było myśleć o referendum, wtedy tego wniosku nie było”.

Gdyby Szydło myślała przodem głowy, to może doszłaby ścieżkami własnych myśli, że zebrać 910 tys. głosów to nie w kij dmuchał, potrzeba trochę czasu. Gdyby słyszała innych, a nie wypatrywała komunikatów dnia, dotarłoby do niej, iż przeciw deformie są nauczyciele, rodzice, samorządy, głośno wyrażali się i demonstrowali, włącznie ze strajkiem szkolnym.

Trzeba słuchać vox populi, a nie vox Dei, czyli głosu prezesa. Z głupawki zawsze można się wycofać, bo przyznanie się do błędu przynosi mniejsze straty, niż wycofanie się z błędu pod przymusem. Przymus kończy się, jak „sukces” w Brukseli – 1:27.

Ha! 55 proc. Polaków – wg sondażu Kantar Millward Brown – opowiada się za referendum ws. deformy edukacji. To jest vox populi, a nie głos prezesa, nawet jeżeli prywatnie się przed nim chyli czoło, jak przed ikoną, gdy ten kiwnie paluszkiem.

Inny z kolei sondaż tejże pracowni jest silniejszy w wyrażaniu vox populi, mianowicie 68 proc. badanych oczekuje, iż prokuratura powinna zbadać rolę Wacława Berczyńskiego w sprawie Caracali. Berczyński, koleś od science-fiction z ładunkiem termobarycznym, wziął nogi za pas i dał dyla z kraju. Zamiast Caracali będą Boeingi, kontrakt za przeszło 2 mld zł na kupno VIP-owskich trzech Boeingów – gdzie pracował Berczyński – kroi się na największą aferę po 1989 roku. Acz Szydło idzie w zaparte, że była komunikowana o negocjacjach z Airbusem w sprawie Caracali. Tak! Macierewicz ją informował. Tyle warte owo „zaparte”, co produkcja Black Hawków w Mielcu. Zaklinała się tam Szydło z Macierewiczem na środku hali produkcyjnej, że zejdą z produkcji z tej właśnie hali.

Taki stan głowy jest w PiS, tył głowy Błaszczaka, przód głowy Szydło. Krótko pisząc: bezgłowie. Nie chcę pisać kolokwialnie, bo musiałbym obrazić, lecz czy powyższych polityków PiS można obrazić? Oni sami siebie obrażają, nie szanują.

I STAŁO SIĘ. EKSPERCI PRZESZLI SAMYCH SIEBIE.

Kleofas Wieniawa pisze o Szydło i Waszczykowskim.

Beata Szydło występuje pod komunikatem dnia, jak pod transparentem: „Komuś naprawdę zależy na tym, żeby uderzać teraz w polski rząd”.

Uderzać w pisowski rząd – małe sprostowanie. Ten rząd demoluje porządek demokratyczny, który polskie elity i Polacy (ta kolejność jest ważna) budowali po 1989 roku.

Powoli zbliżamy się do ustroju, który został nazwany przez Marka Borowskiego demokraturą. Jeszcze tylko pozostała do zdemolowania niezależność władzy sądzenia. PiS jest wewnętrznym najeźdźcą w Polsce, który niewiele ma wspólnego z zachodnimi standardami. A z jakimi? Logiczne.

Szydło te „komuś zależenie” nazywa krytykowanie Antoniego Macierewicz i Witolda Waszczykowskiego, zwłaszcza w kontekscie „wróżby” – bodaj „Rzeczpospolitej” – iż ten ostatni zostanie zdymisjowany przy rekonstrukcji rządu przed wakacjami.

No i Szydło (niepodrabiana pani z logoreą godną niejednego magla) gula skoczyła, że Waszczykowski ma być zrekonstruowany i na śmietnik wyrzucony. O tym zadecyduje jednak nie ona, tylko „pan” Kaczyński.

Szydło owe „komuś” insynuuje szkodzenie w sytuacji, gdy Polska ubiega się o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Otóż to żadna zasługa PiS, tylko pozycję budowali poprzednicy, a zwłaszcza rząd PO-PSL. Jak zniszczona została nasza pozycja przez PiS i wizerunek Polski świadczy „sukces” wyniku 1:27. Taki wynik uzyskałoby LZS Brzeszcze z Barceloną.

To jest wynik pisowski, a Waszczykowski jest najgorszym szefem dyplomacji po 1989 roku, nawet Fotyga (nieogolona) była lepsza.

Zaś o Antonim Macierewiczu szkoda gadać, acz okaże się jego przydatność, gdy wraz z Wojskami Obrony Terytorialnej będzie bronił porządku w pisowskiej Polsce. A tak będzie, gdy wreszcie uda mu się wyprowadzić wojsko na ulicę, co nie wyszło w 1992 roku z Nadwiślańskimi Jednostkami Wojskowymi, aby bronić Jana Olszewskiego przed „nocną zmianą”.

Szydło ma najgłupszych piarowców, porównywalnych z tymi z czasów Gomułki, a świetnie nazwanych przez Kisiela – ciemniakami. Wówczas byli więc ciemniaki, dzisiaj ciemniactwo.

Taka ich czerń – jak pisał Henryk Sienkiewicz.

TAKI PIĘKNY LIMERYK

>>>

witekNieZabraniamy

PiS rezygnuje z finansowania in vitro. Przyjdzie czas, że zabroni całkowicie tej metody poczęcia.

Oto jak uzasadniała rzecznik rządu PiS Elżbieta Witek:

– To nie jest tak, że my zabraniamy, ale mówimy, że nie stać budżetu państwa na to, by finansować to z tych środków, zwłaszcza, że poprzednicy pozostawili nam duże braki, jeśli chodzi o budżet.

Nie chcą finansować 500 zł na każde dziecko z in vitro.

Patałachy PiS, nawet nie potrafią uzasadnić. No, ale krętactwa nie można ukryć.

A dzisiejsza chryja z powołaniem 5. nowych sędziów pisowskich do Trybunału Konstytucyjnego może oznaczać, że mord na demokracji właśnie się zaczął.

Tak uzasadnia Marek Borowski.

bezczelnośćPiS

– To próba zawłaszczania państwa przez jedną partię – mówił w TOK FM Marek Borowski, senator niezależny, były marszałek Sejmu. – Przed wyborami PiS ukrywał projekt zmian w konstytucji na stronie internetowej. Ja go znalazłem, znam i wiem, że realizują plan – dodał były senator i marszałek Sejmu.

Platforma napisała do Andrzeja Dudy. Nic z tego nie będzie, ale politycy muszą pokazać społeczeństwu, że wszystkie możliwości są wyzyskane w sytuacji, gdy PiS kradnie nam demokrację.

wniosekDoPAD

Nie mogą nam ukraść Polski.

przjęcieZaprzysiężenia

Duda wypełni żądanie prezesa, bo zostanie mu odebrana kuweta. Miau miau.

rozkaz