Posts Tagged ‘Marek Safjan’

CZY WAS TEŻ TO ZASTANAWIA?

c5r6ewrwaamjivi

RIPOSTA DO KACZYŃSKIEGO, KTÓRY NAZWAŁ PiS „LUDZKIMI PANAMI”. CHOR. BARDOŃ TO NASZ MISTRZ ! TRAFIONY – ZATOPIONY 🙂

c5regx2wyaivqqu

Prof. Marek Safjan pisze w „Wyborczej” o katastrofie państwa prawa. O tym, co jest zgodne z porządkiem prawnym, ma decydować prokuratura albo inny organ toczący postępowanie? Dla państwa prawa to katastrofa.

nawet

Jest kilka granicznych punktów, wyraźnych sygnałów, że rządy prawa dobiegły w Rzeczypospolitej końca. Pierwszym było powołanie do Trybunału Konstytucyjnego sędziów na stanowiska już wcześniej zgodnie z prawem obsadzone i, o czym już zapomniano, niepodporządkowanie się Sejmu postanowieniu TK, które miało zapobiec tej sytuacji. Potem było najbardziej wstrząsające (tak uważam do dzisiaj) oświadczenie przedstawicieli rządu o braku publikacji wyroków TK, z uzasadnieniem, że są one niezgodne z prawem.

Było jeszcze wiele zdarzeń w najwyższym stopniu niepokojących, związanych z wprowadzaniem w ciągu niespełna roku pięciu nowych regulacji ustawy o sądownictwie konstytucyjnym, co samo w sobie – stwierdzam to z pełną powagą – nie ma i nie miało odpowiednika w żadnym systemie demokratycznego państwa prawa na świecie. Ostatnim akordem było ukonstytuowanie się Trybunału w nowym składzie z udziałem trzech osób powołanych niezgodnie – jak stwierdził wcześniej sam TK – z konstytucją.
Jednak punktem zwrotnym, który symbolizuje w wielkim skrócie zjawiska ostatnich miesięcy, jest decyzja organu władzy publicznej, jakim jest prokuratura, umarzająca postępowanie karne w sprawie odmowy publikacji wyroków TK, z takim oto uzasadnieniem przedstawionym w komunikacie prokuratora Łapczyńskiego z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga-Południe: „Zaniechanie publikacji orzeczeń [z 9 marca i 11 sierpnia 2016 r.] było działaniem podyktowanym ochroną interesu publicznego, wyrażającym się w niedopuszczeniu do wprowadzenia do obrotu prawnego rozstrzygnięć sprzecznych z obowiązującym porządkiem prawnym”.

**

Dlaczego to tak znaczące wydarzenie? Oto po raz pierwszy w historii państwa prawnego jego organ w ramach toczącej się procedury prawnej zakwestionował samą ideę podstawową, która określa rząd prawa – obowiązek podporządkowania się orzeczeniu sądowemu. Nie chodzi tu o faktyczny brak wykonania wyroku (to się niestety zdarzało wielokrotnie, także w przypadku wyroków TK), ale wypowiedź, która zapowiada radykalną zmianę relacji między organami państwa i samej filozofii państwa prawa.

Oto ostatecznie decyzja, co jest, a co nie jest zgodne z porządkiem prawnym, ma należeć do organu prowadzącego postępowanie karne. To bowiem prokurator podpisany pod cytowanym postanowieniem stwierdza, że wyrok najwyższej instancji sądowej jest niezgodny z porządkiem prawnym i jako taki nie może wywoływać skutków prawnych.

Nie jest nawet ważne to, że postanowienie prokuratora nie jest ostateczne i może być przedmiotem zaskarżenia. Dramatycznym elementem jest samo pojawienie się takiego uzasadnienia, bo to nie jest zwykła pomyłka, błąd w interpretacji, wadliwość stosowania prawa, niewłaściwa ocena faktów. Tu chodzi, powtórzmy, o zaprezentowanie nowej filozofii państwa, a właściwie o jej formalne przypieczętowanie: wyroki sądu podlegają ocenie władzy wykonawczej, która w zależności do „własnego” poglądu może uznać je za wiążące albo nie.

Tu nie chodzi o krytyczną ocenę orzeczenia sądowego, taka jest oczywiście możliwa i dopuszczalna, nikt temu się nie sprzeciwia, wbrew temu, co zdają się sugerować najwyżsi przedstawiciele władzy. Stanowisko prokuratury idzie w tym wypadku bez porównania dalej: wyraża się ono nie w krytyce, ale w odmowie uznania wyroku.
Nie powinno dziwić, skoro już w grudniu 2015 r. przedstawiciele kancelarii premiera oświadczyli, że nie mogą publikować orzeczenia niezgodnego z prawem. Tym razem mamy do czynienia z formalną decyzją organu państwowego, która potwierdza stanowiska polityków i używa tej samej retoryki.

c5rcrqnwaaqdfhm

**

Jako wieloletni nauczyciel akademicki czuję się kompletnie bezradny – kruszy się i rozsypuje cała sensowna i misterna konstrukcja, na której opiera się funkcjonowanie systemu prawnego w państwie prawa i która na naszych zajęciach uniwersyteckich jest przedstawiana jako efekt długiego historycznego rozwoju. To bowiem nie tylko zakwestionowanie zasady podziału i równowagi władz, ale także istoty obowiązywania prawa.

Idąc śladem rozumowania przyjętego przez organ prokuratury w kwestii niepublikowania wiążących wyroków Trybunału Konstytucyjnego, musimy zapytać, czy istnieje jeszcze w RP jakiś poziom gwarantowanego bezpieczeństwa prawnego i przewidywalności prawa. Jeżeli takie postanowienie prokuratury zapada w sprawie wyroków TK, to dlaczego nie może ono zapaść pewnego dnia np. w sprawie wyroków Sądu Najwyższego lub jakiegokolwiek innego prawomocnego wyroku sądowego? Jeżeli prokurator okręgowy w Warszawie może wydać takie postanowienie wobec orzeczenia TK, to dlaczego np. prokurator generalny nie będzie mógł podjąć pewnego dnia decyzji zakazującej wykonania tego lub innego wyroku sądowego z motywem, że jest on niezgodny z porządkiem prawnym?

Nie ma dzisiaj bardziej jawnego potwierdzenia na piśmie, w formie ubranej w postanowienie organów prokuratury, naruszenia zasad państwa prawa i całej jego filozofii. W tym już nie ma finezji ani nawet próby ukrycia prawdziwej natury decyzji, która wiąże się z oceną wyroków najwyższej instancji sądowej. Nawet w czasach komunistycznych taka jawność kontestowania roli władzy sądowniczej nie miała miejsca.

Nie możemy się łudzić, że taka negacja prawa zatrzyma się na poziomie prokuratury. Nie tak dawno można było przeczytać, że Rada Mediów Narodowych przyjęła stanowisko, według którego nie będzie stosowała się do orzeczenia TK, bo Trybunał wykroczył poza granice swoich kompetencji.

Spór o to, czy organ sądowy wykroczył poza ich granice – orzekał w sposób określany przez prawników jako „ultra vires” – mogą rozstrzygnąć jedynie sądy w drodze instancyjnej, a nie prokurator czy przedstawiciele władzy wykonawczej. Takie sytuacje zdarzają się w realnym świecie, np. w relacjach pomiędzy Trybunałem Sprawiedliwości a sądami konstytucyjnymi, ale są to zawsze spory czysto prawne między niezależnymi organami sądowymi, a nie między władzą wykonawczą a sądem.

**

Decyzja prokuratury przejdzie do podręczników historii prawa jako jawny przykład najgłębszego kryzysu państwa prawa, w którym obowiązują konstytucja i solidne, zdawałoby się, zabezpieczenia instytucjonalne broniące obywateli przed nadużyciami władzy.

Sam fakt, że coś takiego się zdarzyło, musi zapalać w głowie każdego obywatela, a nie tylko prawników, czerwone światło. Pokazuje, że samo wykształcenie prawnicze ludzi podejmujących decyzję w imieniu organów państwa ani też zdane egzaminy zawodowe nie są wystarczającą barierą, która chroniłaby przed takimi zjawiskami. Potrzebne są jeszcze poczucie odpowiedzialności, przyzwoitość, niezależność myślenia. A z tym mamy dzisiaj w Polsce coraz większy kłopot.

Swoją drogą można oczekiwać, że społeczeństwo zostanie poinformowane o opiniach prawnych, które stały się podstawą postanowienia prokuratury. Sprawa ma taki wymiar, że wszystkie argumenty powinny zostać jasno wyłożone. Nie można ograniczać się do lakonicznego stwierdzenia, że prokuratura oparła się na takich opiniach.

*Marek Safjan – (ur. w 1949 r.) prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1998-2006 był prezesem Trybunału Konstytucyjnego, od 2009 r. jest sędzią w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości

NADLUDZIE Z PiS UDAJĄCY, ŻE SŁUŻĄ SPOŁECZEŃSTWU

c5rx2paw8aaqa8p

Paweł Wroński pisze o Beacie Szydło. Dlaczego powinniśmy cenić premier Beatę Szydło? Otóż dlatego, że niewielu jest ludzi na świecie, którzy z pełną powagą i wyrazem zatroskania na twarzy są w stanie powiedzieć zdania mające znamiona purnonsensu czystego niczym diament.

TAK DZIAŁA PAŃSTWO PANÓW

c5r3_93weaawkr4

Premier Szydło zawstydziła sprzedawcę martwej papugi ze skeczu Monty Pythona

Prawo i Sprawiedliwość uchwaliło skandaliczną ustawę o wycince drzew, której efekty widać już w całej Polsce. To, co ma pień, pada w miastach pokotem. Ustawa jest autorstwa czołowego obrońcy przyrody spod znaku piły motorowej i sztucera z lunetką – ministra Jana Szyszko. Przeleciała jako projekt poselski niczym huragan po Sejmie. Została ostatecznie przegłosowana na słynnym posiedzeniu 16 grudnia w Sali Kolumnowej, do której część posłów opozycji nie mogła się dostać, i nie wiadomo było, jak liczono głosy. Prezydent Duda oczywiście złożył podpis, bez głębszego zastanowienia, bo sezon narciarski w pełni.

Ustawa miała chronić „zwykłego człowieka” przed konsekwencjami prawnymi wycięcia własnego drzewa na własnej działce. Ale oczywiście chroni zwykłego dewelopera, który musiał wydawać pieniądze za drzewa usuwane na terenach pod inwestycję. W miastach całej Polski, co opisała „Wyborcza”, deweloperzy rżną drzewa na potęgę. Wczoraj ustawę chwalił jeszcze minister Szyszko, ale przestał nagle chwalić, bo oburzony prezes Polski i mózg rządzących Jarosław Kaczyński uznał ją za skandal. Dostrzegł przy jej uchwalaniu ordynarny lobbing. Dziś klub PiS stwierdził, że ustawę naprawi.

Rodzi się jednak pytanie, kto jest winien idiotycznej, uchwalonej w pośpiechu ustawie, za którą głosowali i pani premier Beata Szydło, i prezes Jarosław Kaczyński.

Oddajmy głos pani premier. Otóż winni są ci, „którzy nie pracowali nad ustawą” i którzy „protestowali zamiast wprowadzać poprawki”. Czyli kto? Oczywiście opozycja totalna, która protestuje, gdy PiS i dzielna premier ręce sobie po łokcie urabiają.

Premier oczywiście nie zwróciła uwagi na to, że część posłów opozycji nie była w stanie dostać się na Salę Kolumnową, by te poprawki zgłosić. Co więcej, jedyną posłanką, która głosowała przeciw ustawie i do końca walczyła na posiedzeniu komisji o wysłuchanie publiczne w tej sprawie, była posłanka PO Gabriela Lenartowicz (inna rzecz, że bez poparcia własnej partii z przewodniczącym komisji Stanisławem Gawłowskim z PO).

c5qeumixaaefcpr

Takie postawienie sprawy przez panią premier zdumiałoby nawet Monty Pythona – autorów skeczu o martwej papudze. Występujący w niej bezczelny właściciel sklepu wmawia klientowi, że papuga żyje i ma się dobrze. Z tego skeczu od półwiecza rechocze cała cywilizacja śródziemnomorska. Dopiero pani premier Szydło zawstydziła sprzedawcę papugi.

 

c5qimrnwaaak8uz

Waldemar Mystkowski pisze o „rasie panów”

c5q57pywmaauyhm

Sort panów zdefiniowany przez Kaczyńskiego

Czy przodkowie Jarosława Kaczyńskiego posiadali patent szlachecki? Nie wiem, ale prezes PiS czuje sie panem. Mało szlachetnie stwierdził: „Jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych”. Raczej to są gminne słowa, buraczane, które przystoją komuś wyniesionemu z czworaków, a nie panowi. Pana widać i czuć.

Prezes PiS ponadto popisał się „wiedzą” o fałszywej świadomości, która jakoby jest w posiadaniu opozycji. I jak w podobnych w przeszłości przypadkach, coś słyszał, tylko nie wiedział w jakim kościele dzwony biją. Psychologia pomyliła mu się z socjologią i ideologią. Ciągle aktualne jest zalecenia prof. Jadwigi Staniszkis dla Kaczyńskiego: „idealnie to byłoby więcej czytać i pisać, bo ma tu duże zaległości. I odpocząć”.

Kaczyński więc wynosi się ponad społeczeństwo, zupełnie inaczej sądzi o sobie nowa prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, która w TVP Info stwierdziła: „Orzekam w imieniu społeczeństwa, ciąży na mnie szczególna odpowiedzialność, muszę zachowywać się w sposób szczególny i muszę dbać o to, żeby była sprawiedliwość”. Przyłębska nie zająknęła się o Konstytucji, niemal powiedziała, jak Mateusz Morawiecki, który orzekł, że „nad prawem jest dobro narodu”. U Przyłębskiej nad Konstytucją jest sprawiedliwość.

Do tego stopnia jest sprawiedliwa, że nie spotkała się z ośmioma sędziami Trybunału Konstytucyjnego, którzy napisali do niej list i czekali na spotkanie z prezes, ta wybrała TVP Info. Sędziowie utrzymują, że sytuacja w Trybunale budzi ich ogromy niepokój. Kontrolowana jest korespondencja sędziów, wysyła się ich na przymusowe urlopy, nie przydziela spraw i dokonuje arbitralnych zmian w składach orzekających.

We wszystkim tych wypowiedziach pisowskich pobrzmiewają znajome słowa wypowiadane przez „rasę panów”. Gdy „rasę” zastąpimy „sortem”, to będziemy w domu. Niszczenie instytucji demokratycznych, nowa pokrętna retoryka, która szerokim łukiem omija rozum, pokazuje z jakimi podwalinami autokratyzmu mamy do czynienia i ku jakiej społecznej brunatności zmierza PiS. Były prezes Trybunału Konstytucyjnego i aktualny sędzia w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, prof. Marek Safjan wskazuje na kolejny zamach „sortu panów” w eseju dla „Wyborczej”. Oskarżone zostaje państwo prawa, bo nie może gorszy sort decydować, co jest prawne. „O tym, co jest zgodne z porządkiem prawnym, ma decydować prokuratura albo inny organ toczący postępowanie? Dla państwa prawa to katastrofa” – pisze Safjan.

Gdy Kaczyński się wywyższał, świetne wystąpienie w Sejmie miał Michał Kamiński, którego admiratorem nigdy nie byłem, wręcz przeciwnie, ale zrzuciwszy gorset partyjny, okazuje się być kimś o wiele ciekawszym, niż wcześniej prezentował. Oto kawał dobrej roboty oratorskiej, Kamiński mówił do odwoływanego Marka Kuchcińskiego, który rzecz jasna nie został odwołany:

Ani pan, ani pana kompani, ani wreszcie ten, który w ponurym procederze niszczenia naszej demokracji wypełnia sprawstwo kierownicze – nie unikniecie wyroku i sądu, przynajmniej historii. Tak, jak nie uniknęli go ci, którzy w latach 20 i 30-tych pod hasłami sanacji – czyli ówczesnej “dobrej zmiany” – zostawili Polskę w prawdziwej ruinie. Im także towarzyszyła swoista polityka historyczna i oni wstawali z kolan, byli silni, zwarci i gotowi. Oni bredzili o koloniach, tak jak wy bredzicie o przywództwie w Europie i Międzymorzu. U początku ich drogi, zakończonej klęską ’39 roku, także leżało upokorzenie polskiego parlamentaryzmu. Potem były pobicia niewygodnych polityków, potem była brutalna cenzura, procesy polityczne i złowrogie wycie – jak pisał genialny poeta – psów policyjnych w Łucku. Ale wtedy, gdy zaczynali od upokarzania polskiego Sejmu, ówczesny jego marszałek Ignacy Daszyński, odpowiedział Piłsudskiemu: “ja pod lufami Sejmu nie otworzę”. Pan stanął przed nieporównanie mniejszym wyzwaniem i – co tu dużo mówić – nieporównanie mniejszym przywódcą”.

Trafne, prawda?

Wojciech Cejrowski dosadnie podsumował Mariusza Błaszczaka. „Minister jest głupkiem”. MA RACJĘ??? 

c5ql6mmwiail5ug

>>>

KTOŚ TU NIE CHCE POLSKI BEZ BARIER I BEZ PODZIAŁÓW… Ze strachu przed suwerenem?

c1aabuzuqaanlpt

Były prezes Trybunału Konstytucyjnegop prof. Marek Safjan proponuje, jak ma radzić sobie prawo bez Trybunału Konstytucyjnego, bo ten został kompletnie zdemolowany przez PiS.

zycie

„Funkcje sądów najwyższych – Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz Sądu Najwyższego – muszą ulec wzmocnieniu w zakresie kontroli jednolitości orzecznictwa. Kontrola konstytucyjności powinna być bronią używaną ostrożnie, starannie i tylko wtedy, kiedy brak będzie innych mechanizmów i instrumentów ochrony konstytucyjnie gwarantowanych praw.

W państwie prawa od sędziów zależy bardzo wiele. Najważniejszym postulatem pozostaje niezależność i niezawisłość. Sędziowie nie mogą się bać podejmowania decyzji zgodnie z ich sumieniem i przekonaniem. Kiedyś pewien sędzia zadał mi pytanie, co ma zrobić, jeśli zastosowanie konstytucji w jakiejś sprawie może spowodować kłopoty w jego dalszej karierze. Odpowiedziałem, że jeżeli ma się bać, to niech zrezygnuje z funkcji sędziowskiej.”

TAKIEGO TEATRU JESZCZE W POLSCE NIE BYŁO…

c08i3mvuuaa3ds2

PODZIĘKUJMY BEACIE SZYDŁO ZA „DOBRĄ ZMIANĘ”.

c08zcafuqaep9ap

Ciekawy materiał opublikował „Dziennik”. Andrzej Andrysiak analizuje, jak to się stało, że Kaczyński wygrał.

c00mhlrwqaiusde

Jarosław Kaczyński w jednym wyprzedził swoich przeciwników: pierwszy zrozumiał, że polskiej polityce nie potrzeba debaty, ścierania się poglądów, dyskusji i sporów o pryncypia, lecz tabloidyzacji. Dopiero gdy uznasz obywateli za kompletnych głupców, gdy zobaczysz w nich zdegenerowane moralnie miernoty, a nie istoty myślące, przestaniesz się odwoływać do rozumu.

W 2016 r. furorę zrobił termin postprawda. Polityka była post, internet był post, media i wybory także. Postprawda to taki nowiutki eufemizm na kłamstwo, w którym to, co nieprawdziwe, podane jest na tacy razem z prawdami, tak że odbiorca jedno i drugie uznaje za wiarygodne. Kiedyś taką działalność nazywano tradycyjnie manipulacją, dziś, w czasach internetu, gdy kłamstwa, półprawdy i manipulacje rozchodzą się z prędkością błyskawicy, stworzono na taką działalność odrębną kategorię. I tak Donald Trump wygrał, bo zmieszał prawdę z nieprawdą i zrobił ludziom taki mętlik, że nie potrafili już odróżnić dobrego od złego. Austriacki populista o mało nie wygrał w wyborach prezydenckich, bo kłamał tylko w co trzecim zdaniu, a nie w każdym. A Wyspiarze zagłosowali za brexitem, bo zgłupieli zupełnie i dali się omamić gościom o mentalności hejterów.

TAKIE TAM POLAKÓW ROZMOWY W SIECI.

c08jrkxuqaausil

PiS dobiera się do ordynacji wyborczej, czyli chce za wszelką cenę zabezpieczyć swoje zwycięstwa wyborcze.

szykuja

To propozycja Ruchu Kontroli Wyborów przygotowana dla liderów PiS.

Jak piszą jego założyciele, Ruch powstał „w odpowiedzi na niespotykaną w historii skalę nieprawidłowości w trakcie wyborów samorządowych w 2014 r.”. Przy następnych głosowaniach RKW „ściśle współpracował” z powołanym przez PiS Komitetem Obrony Wyborów (kierował nim Marek Kuchciński). Szefem RKW jest Józef Orzeł – znajomy Jarosława Kaczyńskiego z czasów jego pierwszej partii Porozumienia Centrum. Niedawno Ministerstwo Spraw Zagranicznych w konkursie przyznało RKW 1,5 mln zł dotacji.

Co proponuje RKW?

Działacze chcą: *uchylenia kodeksu wyborczego i napisania go od nowa, co oznaczałoby wygaśnięcie kadencji Państwowej Komisji Wyborczej oraz komisarzy okręgowych; * zastąpienia dotychczasowych państwowych, sądowych i samorządowych organów wyborczych „społecznymi komisjami”, w ich skład mieliby wejść przedstawiciele partii i „stowarzyszeń rejestrowych występujących w roli obserwatorów”; * likwidacji ciszy wyborczej i głosowania listownego na terenie w kraju (byłoby możliwe jedynie za granicą); * rozpatrywania wszystkich protestów wyborczych przez tylko jeden sąd; * automatycznej powtórki wyborów, jeśli liczba głosów nieważnych wyniosłaby 5 proc.

RKW chce zmienić też przebieg wyborów. Głosowania miałyby się odbywać w soboty i być rejestrowane przez co najmniej dwie kamery. Pod okiem kamer odbywałoby się też przewożenie urn (półprzezroczystych) do komisji okręgowych. W konwoju jechałaby: policja, przedstawiciele obwodowych komisji i mężowie zaufania. Mężów już w poprzednich wyborach PiS wysyłał do niemal wszystkich komisji.

Liczenie głosów odbywałoby się publicznie w powyborczą niedzielę, zwaną przez RKW „Narodowym Świętem Demokracji”. Mają to robić członkowie komisji okręgowych, bo ci w obwodowych – zdaniem RKW – byli „często nieprzeszkoleni lub wręcz przeszkoleni do oszukiwania”.

KTO SIĘ WRÓBLEM URODZIŁ, KANARKIEM NIESTETY NIE BĘDZIE.

c07_4gvuuaamzuy

Waldemar Mystkowski pisze o ogromnym problemie PiS, Marku Kuchcińskim.

glowa

Marek Kuchciński zdaje się, że może zmienić funkcję z marszałka Sejmu na kozła ofiarnego. Jest drugą osobą w państwie, może być pierwszym kozłem PiS. Wiele na to wskazuje, bo nie ma dobrego rozwiązania dla jego sytuacji.

Opozycja żąda udostępnienia zapisu z kamer w Sali Kolumnowej, w której 16 grudnia głosowana była ustawa budżetowa, zdarzenie już jest nazywane Nocą Kryzysu. Opozycja może sobie żądać, a Kuchciński odpowiedzieć jak szatniarz z Barei: „Nie udostępnię zapisu i co mi zrobicie?”

Ale ponoć prezydent ma wątpliwości, a usłyszeliśmy to z ust jego rzecznika Marka Magierowskiego, który poinformował w TVN24, że „zaszły nowe okoliczności”. Chodzi o te głosy, które zaprotokołowane są w ilości 65, a dziennikarze TVN doliczyli się tylko 56. To są te okoliczności.

Jeżeli dorzucimy do tego, iż w sondażu dla „Newsweeka” większość Polaków chce dymisji Kuchcińskiego, to możemy z nadzieją oczekiwać, że marszałek Sejmu weźmie swoją drugą głowę w państwie w swoje ręce i złoży ją na ołtarzu świętego spokoju prezesa.

I do tego chyba to zmierza, acz PiS zechce obudować to ideologią „wina opozycji i KOD-u”. No, bo skąd u Dudy pojawiły się wątpliwości, gdyby ich nie miał Jarosław Kaczyński? Wszak prezydent nie ma takich przywar, jak wahanie, prezes każe, on się nie waha w sprawie wahania.

Na niekorzyść Kuchcińskiego działają też wątpliwości warszawskiej prokuratury, która zastanawia się, czy ścigać Kuchcińskiego, czy też nie. Jest sześć wniosków, aby dobrać się do marszałka jako drugiej głowy w państwie, pierwszy wniosek już nazajutrz po Nocy Kryzysu 17 grudnia został złożony przez Nowoczesną, ale prokuratura do dzisiaj się zastanawia. Nie zastanawiała się prokuratura, aby ścigać obywateli, którzy zakłócali wydobycie się z Sejmu w owej nocy 16 grudnia prezesa PiS i jego posłów. Cztery dni po zdarzeniu wszczęto śledztwo.

Kuchciński jest zagrożony z trzech artykułów Kodeksu Karnego, dwóch artykułów ustawy o prawie prasowym i z jednego artykułu ustawy o dostępie do informacji publicznej. Nie są one takie lekkie, bo wolność Kuchcińskiego jest zagrożona nawet karą do 5 lat więzienia.

Kuchciński więc, ma czego się bać. A nuż Kaczyńskiemu odwróci się sympatia do starego druha, jak niegdyś do Ludwika Dorna, który zresztą też był marszałkiem Sejmu. Prezes Dorna dzisiaj nie lubi i chętnie by go posadził, ale nie może, zaś Kuchcińskiego jeszcze dzisiaj lubi, ale może nie lubić go jutro, więc ten wizjoner może dojść do wniosku: niech sobie Kuchciński posiedzi, choć dzisiaj go lubię, a jutro mogę go przestać lubić, jak Dorna.

Kuchciński ma prawo bać się o swoją wolność i swoją głowę drugą w państwie, która może podlegać politycznej dekapitacji. Coś wisi w powietrzu i tak mi się widzi, że to głowa Kuchcińskiego, bo wątpliwości Dudy nie są przypadkowe, a tym bardziej wahania prokuratury, tj. Zbigniewa Ziobry.

Potoczy się głowa Kuchcińskiego, czy też nie potoczy? Oto jest pytanie.

DOBRE PYTANIE NA 2017 ROK.

jaka