Posts Tagged ‘Marek Suski’

Mateusz Morawiecki – dubeltowy Suski

Paniczne zażegnywanie kryzysu, jaki grozi w związku z podwyżką cen prądu, to doskonały przykład PiS w pigułce. Fundnęli nam ten horror na koniec roku, nie powstydziłby się go sam Alfred Hitchcock. Można było ustawę przeprowadzić już dawno i przesunąć pieniądze z jednej kieszeni budżetu do spółek energetycznych, gdyby rząd pracował nad nią.

To, że dzisiaj do Polaków dotrze wiadomość, że podwyżek prądu nie będzie to guzik prawda, bo szybko ceny dadzą znać o sobie. Nie tylko w samorządach, które obciążone są podwyżkami i dostały już rachunki do zapłaty w przyszłym roku, ale w przedsiębiorstwach, które muszą wpisać cenę elektryczności do kosztów produkcji i usług. Ma być zapis w ustawie o renegocjowaniu cen do kwietnia przyszłego roku. Istny „Miś” Barei na przyszłoroczny Prima Aprilis.

Nagła sesja Sejmu pod koniec roku służy tylko temu, aby przepchać ustawę o cenach prądu. Najpierw nagle spłynął projekt ustawy do Sejmu napisany na kolanie, wielkości dwóch stron, aby tuż przed sesją wpłynęła autopoprawka rządu do własnego projektu, mająca 11 stron.

Ile będzie błędów w tej ustawie, można tylko się spodziewać. Zapowiada się  bubel prawny roku, a może nawet kadencji, dziesięciolecia, stulecia, bo Komisja Europejska może nie wydać zgody na zasilanie spółek skarbu państwa.

Mateusz Morawiecki z trybuny sejmowej uzasadniał podwyżkę cen, że to wina  poprzedniego rządu PO-PSL, konkretnie zaś Donalda Tuska, bo nie zawetował szczytu unijnego w sprawie pakietu klimatycznego. Nie trzeba za bardzo się wysilać, aby na stronach prezydent.pl sprawdzić, iż to Lech Kaczyński w 2008 roku ogłosił to „sukcesem polskim”, nie ma zaś słowa o wecie.

Zresztą ograniczenie emisji CO2 jest w interesie naszego zdrowia, które jest najcenniejsze dla nas, o tym powinien wiedzieć Morawiecki, który chcąc się kiedyś popisać znajomością fraszki Jana Kochanowskiego, spowodował wybuch śmiechu w internecie. Debatę i zadawanie pytań na sali sejmowej ograniczono do 30 sekund, które nawet nie pozwalają na wyrecytowanie „Na zdrowie” Jana Kochanowskiego.

Podwyżka cen prądu jest spowodowana zakupem praw do emisji CO2, a my właśnie go zakupujemy za horrendalne ceny, bo rząd niczego nie robi, aby zmniejszyć zagrożenie dla naszego zdrowia i nie produkować rekordowo CO2.

Dlaczego piszę, że Morawiecki to dubeltowy Marek Suski? Z prostego powodu – „orzeł intelektu” Suski powiedział, że gdyby rząd PO Ewy Kopacz nie zamknął kopalni, które planował, to nie trzeba byłoby importować węgla z Rosji. Otóż rząd PO-PSL nie zamknął żadnej kopalni, a zrobiły to rządy PiS Beaty Szydło i Morawieckiego. Z Suskiego możemy się śmiać, bo to tylko fajtłapa, choć jest szefem gabinetu politycznego Morawieckiego. Ten ostatni jest o wiele groźniejszy, gdyż to Pinokio w każdym wygłaszanym zdaniu.

A za prąd zapłacimy więcej w podatkach i to większych, niż gdybyśmy płacili bezpośrednio. Zapłacimy jednak jeszcze czymś bezcennym, czego uczeń Morawiecki w szkole się nie nauczył – zapłacimy swoim zdrowiem. Nie dość, że dubeltowy Suski, tj. Morawiecki, opróżnia nam kieszenie, to zabiera zdrowie, a niektórym życie – 44 tys. Polaków umiera rocznie z powodu smogu.

SnoPiSm

Niniejszym powołuje się do życia nowy termin politologiczny, a nawet ideologiczny – hm, hm – Freud mając do czynienia z ludźmi o pewnym efekcie psychicznym powołałby nawet termin psychoanalityczny – snoPiSm.

W dawnych heroicznych czasach naszej suwerenności bodaj Jadwiga Staniszkis apelowała do swoich znamienitych kolegów po nauce, iżby przenieśli na polski grunt nową subdyscyplinę – antropologię polityczną. Myślę, iż posiłkowanie się wyżej wymienionymi naukami pozwoliłoby zidentyfikować, czy ktoś urodził się z zespołem snoPiSmu, czy też nabył go drogą upośledzenia charakteru.

Termin snoPiSm powołał do życia Tomasz Lis, naczelny Newsweeka, który na przykładzie antyinteligenckości PiS, antysnobistyczności, skonstruował słówko godne Mirona Białoszewskiego – snoPiSm.

Snob PiS, czyli wysnuty onomatopeicznie snopek, jest zjawiskiem integrystycznym w partii Jarosława Kaczyńskiego. Gdy Rafał Trzaskowski przypomniał o Bronisławie Geremku, bo przypadała dwa dni temu rocznica jego śmierci, a przy okazji wspomniał wybitnego (jeszcze żyjącego) francuskiego filozofa Edgara Morina (wiele jego książek jest przetłumaczonych na polski) spowodował, iż snopek (snoPiSta) Patryk Jaki na swoim przykładzie orzekł, iż normalnością polską jest nie znać języków i nie czytać.

Streszczam tego pisowskiego snopka, bo wstydem jest cytować kogoś o tak miernych cechach osobowych. Acz właściwych dla PiS.

Inny snoPiSta Marek Suski w rozmowie z Robertem Mazurkiem był o sobie skromnie powiedzieć, że „szybko byłbym jednym z najlepszych w Hollywood”. Na podstawie jakich cech tak sądzi ten snopek z Sevres? Bo maluje, pisze wiersze, płacze na filmach. Co do piszących wiersze, to takich grafomanów swego czasu wysadzałem z redakcji na kopach.

Ale inny snoPiSta od kultury Piotr Gliński mógłby na przykładzie Suskiego zrealizować marzenia prezesa Kaczyńskiego o filmie hollywoodzkim, wysłać snopka Suskiego do Hollywood, bo zwolniło się miejsce po Leslie Nielsenie. Acz obawiałbym się o kopy, bo w Hollywood nie patyczkują się z takimi snopkami.

Teraz zrozumiałe jest wyznanie miłosne Mateusza Morawieckiego do furmanek: „Ja bardzo kocham furmanki”. Wszak premier powozi furmanką snopki PiS. Otóż termin politologiczny, psychoanalityczny, antropologiczny, ideologiczny ściśle przylega do tej partii.

⚠️Spektakl z rządu trwa, a szkodniki dalej Polsce szkodzą. W interesie Polaków jest, aby , , , , , , szybko odeszli z rządu. Podajcie dalej ❗

Aż osiem zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Rekonstrukcja rządu przykryje przyszłość Polski

Tego samego dnia ma dokonać się zakończenie telenoweli z rekonstrukcją rządu i bardzo ważne dla Polski spotkanie szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera z Mateuszem Morawieckim. Dla Morawieckiego waga polityczna obydwu wydarzeń jest dużego bądź największego kalibru. Dlaczego zatem dochodzi do nich jednego dnia, tym bardziej, że rekonstrukcja zapowiadana była na późniejszy termin, a spotkanie z Junckerem zależne od wolnego terminu w obfitym w spotkania kalendarzu szefa KE?

Czy sprawy krajowe nie mogą ustąpić o wiele ważniejszym sprawom zewnętrznym? Wystarczy rozglądnąć się trochę po internecie, spojrzeć do gazet, aby przekonać się, że „fascynujące” jest, czyja głowa się potoczy… Czy obok Strężyńskiej i Waszczykowskiego zobaczymy turlającą się głowę smoleńskiego ministra, a nudne okazuje się ratowanie kraju z dennej sytuacji w Unii Europejskiej?

PiS dziennikarzy i opinię publiczną prowadzi na smyczy swoich potrzeb. Kręci młynka i wykręca istotę polityki na nice. Morawiecki już raz dał dyla z Brukseli do Polski, bo tak prezes mu kazał, przede wszystkim jednak dlatego, że rząd PiS nie ma żadnej kontroferty w stosunku do artykułu 7 Traktatu UE, który zaczął być procedowany. Kontrpropozycją nie jest przeciąganie terminów i wrzucanie na stół negocjacyjny agendy, iż „przyjaciel” Orban w razie czego nie poprze sankcji.

Tak naprawdę każde ze spotkań, które odbywać się będą w Brukseli na tak wysokich szczeblach wchodzą na najwyższy diapazon dylematu „być albo nie być” polskiego członkostwa w Unii. Trzeciorzędnym więc jest, czy Waszczykowskiego zastąpi Szczerski, bo i tak będzie z ważnymi sprawami leciał do prezesa na Nowogrodzką, a Macierewicz to osobna siła w kraju i PiS, równie niebezpieczna w rządzie i poza nim.

Rekonstrukcja to poręczne przykrycie dla Morawieckiego w Brukseli, dziennikarze dają się łatwo wkręcić w pozoranctwo PiS. Liczę jednak na premiera, bo będzie jakoś musiał tłumaczyć się ze spotkania z Junckerem, a że nie jest zbyt silny w gębie, to puści – tak czy owak – farbę. Piarowcy aż go tak dobrze nie przygotują, aby był wykrętny na sposób pisowski.

Mogą mieć rację dziennikarze niemieccy i brytyjscy, którzy na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „The Observer” piszą, iż Polska z Węgrami (a może odwrotnie, bo lepiej kręcącym jest Orban) zawierają „Sojusz przeciw Brukseli”, zresztą taki tytuł nosi artykuł w FAZ.

Otóż PiS przeorientowuje kierunek polityki z „zachodnioeuropejskiej” na „środkowoeuropejską”. Jest to więc pokraczna idea Międzymorza. Polsce i ewentualnym sojusznikom stratedzy PiS wyznaczają geopolityczne zadanie bufora bezpieczeństwa w sojuszu z USA.

Anachronizm tego namacalnie niemal szczypie w szare komórki, bo Polska pisowska odrzuciłaby Unię Europejską, tym samym odgrzewając przekleństwo nasze – geopolitykę. Polska w tym układzie stałaby się nic nie znaczącym graczem – mniemanym liderem Mitteleuropy – który byłby targany w tę i we w tę przez globalnych graczy. W nieco innej konfiguracji historycznej już to przerabialiśmy – Zachód pozbywał się tak niestabilnego organizmu państwowego, jako chorego człowieka Europy. Polska, która wypada z harmonii demokratyczno-kapitalistycznej z krajami Europy zachodniej, z automatu wpada w łapy Kremla.

Jak to powiedział Jarek Kuźniar: „Nie będę komentował słów Macierewicza. Nie jestem psychiatrą”. NO CÓŻ. Po rekonstrukcji rządu, zabrakło miejsca dla Antoniego… Będzie smutek wielki. A TAK SIĘ WSZYSCY ŚMIALI.

POLITYCY PIS W OŚLEJ ŁAWCE

Marek Suski wyrasta na specjalistę od spraw niemieckich. Partyjni bonzowie PiS pchnęli tego perukarza (zawodu uczył się w rekwizytorni teatralnej) na odcinek niemiecki, na którym to froncie walczy o reparacje wojenne.

Pchnięty Suski znalazł się nieoczekiwanie oko w oko z ambasadorem niemieckim. Nie potraktował go bagnetem, ani szrapnelem, ale porozmawiał sobie („chyba z pół godziny”). Perukarz Suski relacjonował o tym w Polsat News. Co powiedział mu zaskoczony niemiecki ambasador? „Porozmawiajmy o tym słoniu, który może zatruć nasze relacje”.

Bynajmniej Suski nie walczył w ZOO jak Jan Onufry Zagłoba z małpami, bądź Jan Chryzostom Pasek, ale – cytuję perukarza – „sprawa reparacji to jest słoń w naszych stosunkach”. Intelektualnie Suski jest zawsze niedysponowany i mógł nie zrozumieć metafory, np. słonia w składzie porcelany i do tego w idiomie niemieckiej porcelany miśnieńskiej.

Dlaczego Suski został wysłany do przedstawiciela rządu niemieckiego? Możemy się domyślać. Aby ośmieszyć sprawę, pokazać Niemcom, że reperacje wojenne nie są poważnym problemem.  Bo jak inaczej postrzegać klowna Suskiego, gdyby stanąłby w naszych drzwiach? Przecież nie zadzwonimy do cyrku, aby przyjechali odebrać swój personel, ani nawet – gdyby stawał się nazbyt namolny – nie wypchniemy go na schody. Posłuchamy jego bajdurzenia zoologicznego i przypomnimy mu, że może pójść z tym do telewizji.

Suski jest sekretarzem stanu w kancelarii Mateusza Morawieckiego. Udając się powyższym tropem, stwierdzić należy, że na czele tego cyrku stoi premier. I wiemy też, że w tym ośrodku rozrywki mają na stanie słonie. Jak z innymi egzotycznymi zwierzętami, szczególnie tym jednym „patriotycznym” z Pacanowa?

Inna postać niewiele odstająca wzwyż od Suskiego poseł PiS Arkadiusz Mularczyk był powiedzieć PAP, iż zlecono przygotowanie pięciu ekspertyz dotyczących strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Nad ekspertyzami pracować będą prawnicy, rzeczoznawcy, naukowcy.

To się sztab ludzi napracuje nad historycznym zdarzeniem, którego koniec nastąpił w 1945 roku. Co prawda straty szacunkowe już od dawien dawna są znane, ale Suski, Mularczyk i inni politcy PiS repetują z historii (i nie tylko z tego przedmiotu wiedzy). Rozum nie trzyma się ich głów, jak to bywa z tymi, którzy zostali posadzeni w oślej ławce. Och, zapomniałbym – ze słoniem.

Osobowość Morawieckiego z tombaku

Mateusz Morawiecki jest średnio rozgarniętym rozmówcą, dlatego pozwala sobie na wywiady z dziennikarzami, którzy wywodzą się z obozu ideologii polskiego katolicyzmu. I to nie takiego, który moglibyśmy określić jako chrześcijaństwo otwarte, ekumeniczne, jakie przyświeca „Tygodnikowi Powszechnemu”, czy też onegdaj Janowi Pawłowi II, ale bliżej mu do klasycznego Ciemnogrodu i jego wytworowi personalnemu: kołtunowi.

Z każdym dniem mam coraz gorsze zdanie o Morawieckim. Niestety, znam takich osobników, którzy w imię tradycji, mając do wyboru Barabasza i Joszuę z Nazaretu, wybiorą tego pierwszego, bo jest tradycyjnie zły, nie naucza jak Joszua o nowych wartościach społecznych i psychologicznych.

Odnoszę się do wywiadu Morawieckiego dla „Gościa Niedzielnego”, w którym premier wyraża się o gender i puszcza farbę o sobie. Nie jestem psychoanalitykiem, ale da się na twarzy Morawieckiego zauważyć grymas w prawym kąciku ust. Skądś on jest, raczej z takim tikiem człowiek nie rodzi się. Niezależnie od urody całe życie formułujemy swoja twarz, acz najbardziej odciska się na niej dzieciństwo – wychowanie.

Nieprzypadkowo Morawiecki zaserwował publice taki potworek pojęciowy, jak rechrystianizacja. Zero semantyki, za to dużo w nim charakteru – i to nieciekawego, charakteru zamkniętego, a więc nieempatycznego, tzw. ciasnoty.

Morawiecki zapytany przez dziennikarza „Gościa Niedzielnego”, czy dostawał w dzieciństwie klapsa, odpowiada, że tak. Indagowany o tę samą przemocową metodę wychowania w stosunku do swoich dzieci, zapewnia, że ich nie bije, acz „czasami musiałem zagryźć zęby”. Czyli chciałby dowalić, ale wie, że to złe. Czuje Morawiecki, że nie ma racji, że przemoc, jak wszystko na tym bożym świecie ma swoje kategoryzowanie. Wybiera wersję light, acz nie wierzyłbym temu człowiekowi. „Dostawał klapsy, on ich nie daje, bo…”. Typowe dla kołtuna i człowieka wewnątrz zakłamanego.

Ten szczegół wyjaśnia inną ważna sprawę dla naszego życia społecznego, bo oto Morawiecki taką chwali się wiedzą socjologiczną: – „Przemoc pojawia się częściej w związkach nieformalnych, a nie tych usankcjonowanych prawnie”. Z jakich źródeł Morawiecki posiada tę wiedzę, iż forma związku ma wpływ na użycie przemocy, czyli na treści nieludzkie? Nie ma takich źródeł, więc mogę napisać, iż Morawiecki wobec mnie używa przemocy słownej – kłamstwa, krętactwa – i mówi na temat, o którym nie ma pojęcia.

Morawiecki na tendencyjne pytanie: – „Czy podziela Pan diagnozę, że źródłem agresji wobec kobiet i dzieci są nierówności płci i role kulturowe narzucone przez tradycję, a więc także Kościół katolicki?”, odpowiada, że nie zgadza się z taką opinią. Typowa odpowiedź kołtuna wybierającego Barabasza, który w podobnej sytuacji stawał przeciw prawom kobiet.

Dzisiaj Barabasz Morawiecki staje przeciw wiedzy o społecznych rolach człowieka, przeciw gender. Morawiecki dzieli się takimi „złotymi myślami”: – „Nie można na krzywdę najsłabszych, bezbronnych patrzeć przez ideologiczne okulary, ale też nie można zamykać na nią oczu”. Takie sfomułowanie może powstać tylko w płaskim umyśle, bo żadna krzywda nie jest ideologiczna. To krzywdzący zasłania się ideologią.

Mogę wobec tego tylko stwierdzić, iż Marek Suski ma godnego siebie szefa. W PiS obowiązuje strawestowane przeze mnie prawo Kopernika-Greshama: zła osobowość wypycha lepszą. Przy czym „lepsza” wcale nie znaczy dobra, tylko zła jest jeszcze gorsza od poprzedniej. Do jakiego tombaku osobowościowego zmierza PiS ze swoimi politykami?

Trzeba PiS ośmieszać i pokazywać ucho od śledzia

Nominat Mariusza Błaszczaka pokazał swemu dobroczyńcy ucho od śledzia. Nietrzeźwy komendant wrocławskiej policji miejskiej, tylko w skarpetkach, zakrwawiony, skończył rajzę pod Lidlem, gdzie został znaleziony. Może byśmy o tym się nie dowiedzieli, gdyby nie SOK-iści, którzy kolesia znaleźli i przewieźli na detoks.

Komendant został wysłany na wrocławską placówkę po tym, jak Igor Stachowiak został tam zamordowany paralizatorem. Błaszczak orzekł, iż podinsp. Zbigniew Raczak „sprzeniewierzył się zasadom etycznym”. Od kiedy to zasady etyczne bądź ich brak są sprzedawane jako alkohol? No, ale takich mamy znawców języka, jak Błaszczak.

Zakład Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego odkrył, dlaczego telenowela historyczna „Saga z plastiku i paździerza” – dla niepoznaki zwana „Korona królów” – jest tak żałosnej jakości. Oczywiście, to wina Platformy Obywatelskiej i Tuska. Tak! Jurajski zamek w Bobolicach imituje Wawel, został odbudowany i oddany do użytku przez właściciela i senatora PO Jarosława Laseckiego w 2011 roku.

Ale to nie wszystko. Jakiś czas temu owymi zamkami w systemie tzw. Orlich Gniazd położonych w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zainteresował się prezes Jarosław Kaczyński, który zapowiedział odbudowę innych zamków w ruinie. Służyły one do ochrony granicy Polski ze Śląskiem. Czyżby i tę Kaczyński zamierzał odtworzyć, bo Ślązacy to „opcja niemiecka”?

Posłowie PO przypomnieli, iż przed świętami 21 grudnia o godzinie 6.05 sekretarza generalnego ich partii Stanisława Gawłowskiego naszło w mieszkaniu CBA. Huku medialnego było co niemiara, bo miało to przykryć uruchomienie przez Komisję Europejską opcji atomowej artykułu 7 Traktatu UE.

Gawłowski jakoby miał przyjąć łapówkę w postaci luksusowego zegarka. Nie mógł tego jednak zrobić w przypisywanym terminie, bo ten zegarek miał na ręce kilka lat wcześniej, co udowodnił „Newsweek”. Święta minęły, Nowy Rok też – i nic. Zdarzenie pokazuje metodę, jaką zastosuje PiS w trakcie kampanii samorządowej. Czy za tym smrodem stał Joachim Brudziński, który nigdy nie poprowadził PiS do zwycięstwa w wyborach na terenie Pomorza Zachodniego?

W Nowym Roku obudził się Andrzej Duda i pozazdrościł zwycięstw Kamilowi Stochowi w Turnieju Czterech Skoczni. Duda przeciął wstęgę podczas symbolicznego otwarcia kolejki kanapowej w Szczyrku, a w tym samym czasie Stoch odniósł trzeci triumf w Innsbrucku. Różnica między Andrzejem a Kamilem jest taka, że za Dudę się wstydzimy, a Kamilem chwalimy, bo jest najlepszy.

I tak trzeba podchodzić do PiS, jak Stoch do Dudy, jak Raczak do Błaszczaka, jak Henryk Kwinto do Kramera – ośmieszać i pokazywać im ucho od śledzia, a kiedyś skończy się filmowo, gdy my złapiemy się za ucho, a ich pod eskortą odprowadzą do kicia.

Czarno widzę przyszłość Polski

Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

Rok 2018 przyniesie kluczowe dla społeczeństwa polskiego dwie odpowiedzi. Czy utrzymany zostanie poziom poparcia dla projektu europejskiego – Unii Europejskiej? I czy będziemy mieli wolne wybory, które na każdym poziomie kontrolowane będą przez PiS?

Mateusz Morawiecki w noworocznym wywiadzie dla TVP Info zarysował strategię negocjacyjną z Komisją Europejską. Jest ona tak ustawiona, iż władze unijne są traktowane jako wróg. To sporo mówi, dokąd zmierza partia rządząca, a konkretnie Jarosław Kaczyński.

Fundusze strukturalne, które niektóre państwa unijne chcą Polsce odebrać z powodu zarzutów o brak praworządności, Morawiecki tę sprawę nazwał „szantażem międzynarodowym”. Ależ szantaż jest zabiegiem przestępczym, o który trudno posądzić Unię Europejską, bo ta nie sprzeniewierza się standardom demokratycznym. To Polska przyjęła na siebie zobowiązania, gdy wstępowała do wspólnoty – UE jest przede wszystkim konkretną wartością cywilizacyjną świata zachodniego.

Domaganie się przestrzegania zasad demokratycznych państwa prawa nie jest żadnym szantażem. Komisja Europejska wobec takiego czarnego charakteru uruchomiła narzędzia, jakie posiada. I tak się stało z artykułem 7 Traktatu UE.

Czy Morawiecki ma szanse coś osiągnąć jako strona negocjacyjna wobec UE? Retorykę Morawieckiego można oceniać podobnie, jak negocjacje w sprawie kontraktu na zakup Caracali. Wcześniej zadecydowano w PiS, że do kontraktu nie dojdzie, a negocjacje trwały tylko dlatego, żeby udawać.

Morawiecki potwierdza, że PiS nie ustąpi w kwestii ustaw sądowniczych, bo „mamy prawo wymiar sprawiedliwości naprawiać”. A że sądy już zostały naprawione, ustawy podpisane przez Andrzeja Dudę, więc Unia – wg Morawieckiego – ma przyjąć do wiadomości, że niezależne sądownictwo w Polsce będzie partyjne. Ciekawe rozumienie trójpodziału władzy.

Morawiecki przy tym powołał się na sądownictwo w innych krajach, w tym na niemiecki odpowiednik KRS. Co jest o tyle prawdziwe, że politycy niemieccy decydują o nadaniach dla sędziów, ale trudno Niemcom zarzucić sprzeniewierzenie się standardom demokratycznym i przede wszystkim istnieje tam konsensus partyjny.

Morawiecki ponadto ucieka się do porównań historycznych, odwołując się do naprawy wymiaru sprawiedliwości po okresie Vichy we Francji i dyktaturze Franco w Hiszpanii. To porównanie jest szyte grubą nicią, bo PRL został zmieciony 28 lat temu, zaś struktury sądownictwa naprawiono w pierwszych latach III RP wg projektów „Solidarności” z lat 1980-81.

Przede wszystkim nie jest żadną przesadą, iż „reforma sądownictwa” wg PiS jest powrotem do PRL, w którym wymiar sprawiedliwości był usłużny wobec partii i I sekretarza PZPR.

Morawiecki na razie nie stosuje tak twardej retoryki, jak jego poprzedniczka Beata Szydło. Po pierwsze dlatego, że PiS okres rewolucyjny ma za sobą, teraz jest wdrażanie „reformy”. Po wtóre – może najważniejsze – poparcie dla Unii Europejskiej jest w kraju wysokie, będzie propagandowo obniżane. Podobny „problem” do rozwiązania mieli Brytyjczycy, osiągnęli „sukces” w postaci Brexitu. Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

A co do wolnych wyborów. Nie po to niekonstytucyjnie reformują Polskę mianowańcy Kaczyńskiego, aby po przegranych wyborach stawać przed Trybunałem Stanu. Czarno widzę przyszłość naszego kraju.

NAJWAŻNIEJSZA WIADOMOŚĆ DNIA !!! Plan PiS został przejrzany. Giertych odkrywa podstępną tajemnicę. Przeczytaj koniecznie!

Szemrana demokracja po upadku komunizmu tydzień temu

PiS sytuacją w kraju przestało się przejmować. Prawo mają pod butem, za jego pomocą podporządkowane zostaną media i opozycja. Działania przeciw niezależnym instytucjom w kraju i społeczeństwu obywatelskiemu będą miały charakter hybrydowy.

Na jednych nałożą kary odstraszające, jak na TVN, będą skłócać, kompromitować, ale przede wszystkim niszczyć życie społeczne, kulturalne. Będziemy zmniejszani w imię wielkomocarstwowości. Tolerancja i wolności zastąpione zostaną ksenofobią, polactwem, naszością. Normalność zastąpiona zostanie nierzeczywistością, elity wymienione na „naszych” pisowskich.

Czekam aż zostanie ogłoszona jakaś forma realizmu IV RP, choć w zasadzie można uznać, iż Żdanow Błaszczak ogłosił pisrealizm „upadkiem komuny tydzień temu”. Jego zastępca – ten od confetti – Jarosław Zieliński przymierza się do funkcji teoretyka nowego okresu w dziejach Polski, bo dialektycznie podparł prometeizm zwierzchnika, stwierdzając: – „Pani Joanna Szczepkowska w 1989 roku przedwcześnie ogłosiła koniec komunizmu w Polsce”. A że Zieliński nie potrafi sklecić sensownego zdania, to tym lepiej dla niego, bo w PiS obowiązuje złodziejska zasada („łapać złodzieja”). Szczepkowskiej – wybitnej aktorce – ten szatniarz w teatrze PiS („a co mi zrobicie?”) zarzucił: – „Od przedstawicielki „elity” oczekiwalibyśmy kultury i wysokich standardów, a nie mowy nienawiści. Wielki niesmak”.

Przyzwyczajajmy się do tego, że nie będzie kultury, a bedzie piskultura, że nie będzie miejsca dla pisarzy, a dla jakichś Wildsteinów, nie będzie poetów, malarzy, filmowców, dziennikarzy, tylko Ziemcowie i jemu podobni.

Demokracje też będziemy mieli ludową, fasadową, nazywam ją szemraną. „Szuru-buru, mówi pisowski guru” – rozlegnie się z Nowogrodzkiej. Właśnie tak nas chcą przestawiać za granicą, do tego został powołany Mateusz Morawiecki, tym zajmować się będzie nowy szef dyplomacji. Kto nim zostanie? Może Jarosław Gowin, który był już nawet zapowiedziany ministrem obrony. Gowin w każdym razie dzieli się swoją wizją Polski w obcych oczach: – „Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej. Przydałoby się mniej sporów, więcej cierpliwego tłumaczenia naszych racji”.

Nie chcę analizować zawartości logicznej dialektyki Gowina, bo jest to zajęcie żenujące. Ale trop jest oczywisty. Polska będzie budowana na nowo, bo „tydzień temu upadł komunizm”. Więc nie śmiejmy się z Błaszczaka, przekazał światłą myśl z Nowogrodzkiej.

Kolejny Żdanow pisrealizmu Adam Bielan wmawia Brukseli, iż artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej jest„poszerzeniem kompetencji metodą faktów dokonanych”. To kolejny dialektyczny zabieg: „jeżeli chcecie z nami rozmawiać, ustąpcie, zrezygnujcie z artykułu 7”. Z tak stwarzaną nierzeczywistością pisowską będziemy mieli do czynienia. Kolejny Żdanow od pisrealizmu – wiceszef MSZ Konrad Szymański określa metodę swojej partii – nie wierzy w „szczere intencje Komisji Europejskiej”.

Sytuacja w kraju jest jako tako opanowana, teraz PiS przedstawi Polskę na zewnątrz jako kraj, w którym tydzień temu upadł komunizm i oto jest zaprowadzany nowy porządek – pisrealizm i demokracja szemrana.

Z powyższego można wysnuć porównanie, iż historycznie znaleźliśmy się w roku 1981. Należy zastanawiać się, jakie błędy wówczas popełniła „Solidarność”, jak należało przygotować się do stanu wojennego i jakiej oczekujemy pomocy w walce z najeźdźcą wewnętrznym, bo PiS upodobnił się aż nadto do PZPR.

PiS w kampanii obiecywało, że zlikwiduje kolejki do lekarzy. No to mamy sukces rządu. Minister Radziwiłł doprowadził do takiej zapaści w służbie zdrowia, że już nawet kolejek nie ma, bo przez PiS nie ma komu przyjmować pacjentów.

MORAWIECCY – OJCIEC I SYN BĘDĄ PRZERABIAĆ

Kornel Morawiecki był zwykle folklorem ze swoją „Solidarnością Walczącą”. Raptus, którego emocje kroczyły przed rozumem, a to dlatego, że nie miał tego ostatniego za wiele. Skazał się na margines. Ta atrofia racjonalizmu dotyka specyficznych ludzi, mających wykształcenie, ale nie wiedzę.

Morawiecki nawet próbował swoje myśli zaklinać w słowa, ale wychodziła mu tylko grafomania. Wytrzymał jednak wystarczająco długo i załapał się do ugrupowania antysystemowego piosenkarza Pawła Kukiza, który ma podobne braki osobowościowe. Czasami w polityce otwiera się okienko transferowe dla takich ludzi i załapują się do mainstreamu – antysystemowi Morawieccy, odpowiednicy głośnej włoskiej gwiazdy Ciccioliny, która uszcześliwiła Parlamento Italiano, ale nie tradycje polityczne rodaków Macciavellego.

Ba! Dopuszczam, aby wszelakie Ciccioliny uszcześliwialy nasze liberalne demokracje, bo są sola wolności. Niestety w Polsce te Ciccioliny nadają ton debacie publicznej. Niektóre z przyjemnością się ogląda, zawsze źle się je słucha. Rozum nie jest tym organem, który zadecydował o ich awansie do mainstreamu.

Kukiz jak wcześniej Tymiński i Lepper wypadną z polityki, bo nasz stosunek do folkloru ulega estetycznemu i rozumowemu wyczerpaniu. Skupiam się trochę zanadto na tym marginesie, lecz w Polsce niebywale się on rozrósł i zaatakował demokrację.

Starszy Morawiecki jest specyficzną metaforą tego, co dzieje obecnie w kraju „wyczynia” się. A poza tym jest oryginałem w stosunku do Mateusza, kopii, o której niewiele wiemy, nie dał się poznać, co jest bardzo dziwne, bo dwa lata był wicepremierem, a pod pewnego czasu jest szefem rządu.

A  jeżeli ktoś nie daje się poznać, będąc najważniejszą nominalnie osobą w państwie, mam prawo mniemać, że niczego głębszego w nim do poznania nie ma. Mogę się mylić, lecz ucho i rozum mam wyczulone na orginalności i głębokości. Twierdzę, że wykształcenie rzeczywiste – humanistyczne – Morawieckiego zatrzymało sie na „Winnetou”, do którego się przyznał, a dalej nie ruszył z reklamowaniem siebie, bo nie miał i nie ma czym się pochwalić.

Mylę się? Chciałbym. Dlatego syna zapośredniczam poprzez ojca – w myśl idiomu: jaki ojciec, taki syn. A to nie wróży nam – Polsce –  za dobrze. Słyszeliśmy już zresztą od obydwu Cicciolin Morawieckich, że naród jest ponad prawem (wykładnia faszyzmu), słyszeliśmy też, że faszyzm był ustrojem szytym wg litery prawa (w terj historiozofii Mateusz Morawiecki jest rzeczywistą Cicciloną intelektu), a teraz słyszę, ze ojciec premiera rządu polskiego chce przerabiać uchodźców na Polaków. Poważnie! Oto passus z wywiadu Morawieckiego (ojca) dla „Rzeczpospolitej”: >>Podjąć działania, które „ich” (uchodźców – przyp. mój) przerobią na „nas”<<.

Nie wiem, czym jest dla Morawieckiego człowiek, ale w tym  wypadku to nie podmiot, ale rzecz, jakaś konserwa, którą bedzie przerabiać „na nas”, na Polaków. Zatem i Polak jest dla Morawieckiego konserwa, bo mozna przerobić kogoś na Polaka. Chciałoby się zapytać: jak taki Polak „przerobiony” smakuje? Bo dla mnie Polak smakuje, jak Mickiewicz, Gombrowicz, Kościuszko, Wałęsa, a nie jak grafoman Morawiecki. Z tej konserwy Morawieckiego czuć na odleglość truciznę: jad kiełbasiany. Zresztą od jadu takiego zmarł Mickiewicz.

Cicciolina raczej do swojej kariery politycznej nie używała organu głowy, ale zupełnie inny. Jakiego organu używa Morawiecki (ojciec i syn), bo rozumu u obydwu brakuje. Uwzględniam, że wiedza na poziomie lektury „Winnetou” jest niewystarczająca.

Takie Ciccioliny są obecne w debacie publicznej: Morawieccy – ojciec i syn. Ale Polska to nie zamtuz, w którym najlepsze Ciccioliny mogą zadowolić zmysły, ale nie umysły. Co więc nas czeka w kraju tak zdegradowanym z umysłu?

COŚCIE ZROBILI Z TYM RADIEM, ŁOBUZY?

Degrengolada państwa zarządzanego ubeckimi metodami

Jak na dłoni widać, iż Polska jest zarządzana przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie.

Kabaret „Ucho prezesa” na początku oddawał istotę groteski obecnie sprawujących władzę. Śmieszył mnie, acz uważałem, że tego rodzaju zabieg narracyjny raczej służy ośmieszanym, jest zrozumieniem ich śmieszności, w ten sposób usprawiedliwia. A taka narracja to zrozumieć, czyli wybaczyć.

Więc śmiech stawał się zrozumieniem, wybaczeniem. Zaś rząd PiS potrzebuje solidnego linczu publicystycznego, groteski owszem, ale nie kabaretowej, bo to opowieść kategorii be, ce, narracja podrzędna, a nie groteska literacka typu fredrowego, mrożkowego, brechtowego.

Pokraka ma być pokraką, ma być obnażony, a nie śmiechem usprawiedliwiony. Nie łudźmy się, że rząd Morawieckiego będzie mniej groteskowy od Beaty Szydło, bo ten pierwszy był prezesem banku. Morawiecki wszedł w buty groteski i będzie inaczej pokraczny, ale z czasem stanie się identyczny.

Dziennikarka Onetu Edyta Żemła opisuje sytuacje, jakie odbywały się w jednej godzinie w Pałacu Prezydenckim, gdy odwoływano Szydło i powoływano Morawieckiego. 8 grudnia 2017 roku mieliśmy do czynienia z esencją groteski, bardzo pisowskiej.

Oto godzinę przed uroczystością zjawia się w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego kurier z Ministerstwa Obrony Narodowego, czyli od Antoniego Macierewicza, z wiadomością w kopercie, iż głównemu doradcy wojskowemu Andrzeja Dudy gen. Jarosławowi Kraszewskiemu został odebrany certyfikat bezpieczeństwa, który upoważnia do dostępu do tajemnic krajowych, NATO i unijnych.

Niemal w tym samym momencie dowiaduje się o tym Duda, ale nie z koperty MON, ale z TVN24. Czyli podobny kurier, jak do BBN, dotarł do najważniejszej telewizji informacyjnej (tym drugim „kurierem” mógł być telefon z MON).

Duda jest zaniepokojony, bo to jawny nacisk, iż Duda może dogadać się z nowym premierem, że Macierewicz nie zostanie ministrem obrony. Duda więc dzwoni do gen. Kraszewskiego, aby dowiedzieć się, czym Macierewicz uzasadnia odebranie certyfikatu. I jak to w grotesce, Duda uzyskuje odpowiedź, że nie ma żadnego uzasadnienia. Czyli Macierewicz zastosował typowy szantaż, wziął za zakładnika doradcę Dudy, aby utrzymać się na stanowisku. Tak jest zarządzana Polska, tak wygląda bezpieczeństwo państwa.

Gen. Kraszewski podpadł Macierewiczowi tym, że krytycznie wyrażał się o Wojskach Obrony Terytorialnej, które bez żadnego wnikliwego oglądu prezentują się, jak wojska szwejkowate. Dalszy ciąg tej groteski to zapytanie gen. Kraszewskiego, czy był inwigilowany przez służby podległe Macierewiczowi, a więc premierowi, a jeszcze dalej idąc podległe zwierzchnikowi Wojska Polskiego, czyli Dudzie.

A zatem mamy do czynienia z piramidalną groteską. Były szef MON Tomasz Siemoniak nazywa to degrengoladą państwa. Są to – jak wymknęło się onegdaj Dudzie – ubeckie metody Macierewicza. Jak na dłoni widać, iż Polska właśnie tak jest zarządzana. Przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie – ubeckimi metodami. A to nie jest śmieszne. To nie jest kabaret, to degrengolada.

ABSOLUTNIE WSZYSCY SKŁADAMY PANI NAJWSPANIALSZE ŻYCZENIA !!!!! I niech Pani będzie z nami zawsze. Wszystkiego Najlepszego!! 🍾🥂🎂💐💯

Prawnicy z UJ apelują do Dudy o niepodpisywanie ustaw o SN i KRS

„Wzywamy Pana Prezydenta Rzeczypospolitej, członka wspólnoty akademickiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, aby nie dopuścił do wejścia w życie uchwalonych ustaw. Wzywamy Pana Prezydenta, aby w tej trudnej chwili wypełnił swoją powinność strażnika Konstytucji i dotrzymał złożonej Narodowi przysięgi prezydenckiej” – czytamy w przyjętej dziś przez Radę Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego uchwale.

To jeden z wielu apeli środowisk prawniczych i organizacji pozarządowych do Andrzeja Dudy w sprawie ustaw o SN i KRS. Trzeba zaznaczyć, że ta uchwała została przyjęta przez macierzystą uczelnię prezydenta. Duda ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1996 r., a później kontynuował tam pracę naukową.

W uchwale czytamy ponadto: – „Nieuzasadnione niczym usunięcie części sędziów Sądu Najwyższego przez obniżenie ich wieku emerytalnego, wprowadzenie nadzwyczajnego środka zaskarżenia  prawomocnych orzeczeń, który ma być rozpatrywany z udziałem ławników obsadzanych w procedurze politycznej, reforma postępowań dyscyplinarnych, która stwarza możliwości nacisku na sędziów, poddanie Krajowej Rady Sądownictwa bezpośredniemu wpływowi polityków, nie są sposobami naprawienia sądownictwa, natomiast niszczą największe jego wartości, jakimi są niezależność sądów i sędziowska niezawisłość. Rozwiązania te są sprzeczne z obowiązującą Konstytucją RP”.

Za przyjęciem uchwały głosowało 67 członków Rady, przeciwko było 6, a 8 wstrzymało się od głosu.

Czy od dziś rekonstrukcja oznacza wzrost zatrudnienia ministrów? WYGLĄDA NA TO, ŻE MORAWIECKI PRZEBIJE SZYDŁO W ILOŚCI PISIEWICZÓW.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Morawiecki robi z Polski grajdół

Radosław Sikorski nazywając Beatę Szydło i Jarosława Kaczyńskiego wrednymi – odpowiednio: babsztylem i dziadygą – nie wpisuje się w wysoką kulturę debaty. Dawno jej niestety nie mamy. I nie dlatego, że prezes PiS jest specjalistą od kanalii, mord zdradzieckich, gorszego sortu (katalog inwektyw wielce imponujący), lecz dlatego, że media misyjne (TVP i radio publiczne) zostały szczujnią, w których dziennikarze szczekają na tych, którzy nie zgadzają się na demolowanie państwa i demokracji.

W Polsce nie mamy rozmowy, nie mamy debaty, a jedynie sianie nienawiści, wrogości w przestrzeniach, które były wcześniej wspólne, lecz obecnie są zawłaszczone, skradzione. Zwycięska partia skradła społeczeństwu jego media. Zwycięska partia skradła język polski, bezczeszcząc go, na każdym rogu zdania i akapitu wystawiając na pośmiewisko. Stało to, co w pierwszym rzędzie czynią totalitaryzmy, przywłaszczając język poprzez jego intensywne zwyrodnienie, skarlenie.

Sikorski w rozmowie Konradem Piaseckim w Radiu Zet powiedział o wiele ważniejsze komunikaty niż w forma odwróconych inwektyw Kaczyńskiego, mianowicie: – „Wiedzą, że PiS wygrało fuksem. 38% normalnie nie daje samodzielnej większości”. Ta mniejszość pisowska urządza się na wspólnym, jest to szabrowanie naszego. A złodziej, który wie, że jest złodziejem, nie dopuści, aby być sądzonym za swojej czyny.

Stawiam tezę, że nie oddadzą dobrowolnie władzy – po żadnych wyborach. Dlatego mamy takiego kulawego poloneza wokół ordynacji wyborczej. Unia Europejska nie będzie w tej sprawie niema, zajmie głos. Sikorski: – „Może się to skończyć Polexitem. Na pewno wypychaniem nas do przedsionka”.

Dla partyjnych interesów, ale przede wszystkim, aby chronić własną skórę, wyprowadzą nas z Unii Europejskiej. Mateusz Morawiecki po swojej ucieczce ze szczytu unijnego powiedział, że „w Europie nie jesteśmy żadnymi petentami”. Co to znaczy? Że nie będzie rozmawiał z innymi przywódcami europejskimi?

Morawiecki jest króciutko premierem, a już dał się poznać z bardzo kiepskiej strony. Odebranie niezależności sądownictwu polskiemu uzasadnia tym, że nie zostało ono zreformowane po 1989 roku. Ależ właśnie jako jedno z pierwszych zostało zreformowane, o czym ciągle mówią takie autorytety jak prof. Adam Strzembosz czy promotor Andrzeja Dudy prof. Jan Zimmermann. I zostało takie sądownictwo wpisane do Konstytucji.

Raczej nas nie obchodzi, kto jest prezesem banku. Przykład Morawieckiego pokazuje, że zostać może ktoś tak marny intelektualnie i charakterologicznie. Prezes banku to nie intelektualista. Przykład Morawieckiego pokazuje wyalienowanie banksterskich elit. Ten beneficjant III RP wysoko opłacany, bogaty nuworysz, spełnia się obecnie politycznie za wszelką cenę.

Powie każda bzdurę, brednię, aby zadowolić swego promotora politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Na samym początku swego urzędowania jako premier Morawiecki wmawia publice, że białe nie jest białe. Wcale nie przeszkadzałoby mi, gdyby z ojcem swym Kornelem podyskutował o wyższości woli suwerena nad prawem. Niech sobie bredzą, lecz te rodzinne rozhowory Morawieckich stają się wykładnią polityczną w Polsce (wykładnią bezprawia).

Morawiecki szybciej skończy niż nam się wydaje, szybciej skończy niż Beata Szydło. I będzie z tego większa sromota niż sławetne 1:27. Tylko dlaczego ten człowiek czyni to na koszt Polski?

Morawiecki gra o bezprawie dla PiS. Chodzi o to, aby nie zdarzyło się, jak z sędzią Igorem Tuleyą, który dzisiaj pokazał takim marnym postaciom jak Morawiecki, czym jest profesjonalizm, czym jest prawo, a wreszcie czym jest niezłomność. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił decyzję stołecznej prokuratury umarzającej śledztwo dotyczące tego, jak PiS uchwalał budżet na bieżący rok w Sali Kolumnowej (znowu po ucieczce z sali sejmowej). Prokuratura ma sprawdzić, czy posłowie PiS składali fałszywe zeznania. – „Pogwałcono aksjologię państwa republikańskiego” – uzasadniał sędzia Tuleya.

I tego się boją Morawiecki, Duda, Szydło, Kaczyński. Boją się prawa, więc w imię swego bezprawia będą degradować Polskę, będą narażać nas na Polexit. Taki ich grajdół.

Od jutra chyba się zacznie ☝🏿

Cyrankiewicz wiecznie żywy. Idol Kaczyńskiego.

Adam Michnik – jak zwykle – celnie. Z kraju, który był wzorem sukcesu transformacji demokratycznej, stajemy się państwem izolowanym, lekceważonym, pogardzanym.

Kilka tygodni przed śmiercią Andrzej Wajda pytał mnie ze smutkiem: „Dlaczego ja muszę jeszcze raz to oglądać? Pamiętam stalinizm, pamiętam ohydę Marca ’68, a teraz znowu…”. Dorzucił jeszcze: „Czytaj listy Tomasza Manna”. Teraz wśród aktów „dobrej zmiany” reżimu Kaczyńskiego, Ziobry i Macierewicza wciąż słyszę pytanie Wajdy.

Czy niczego nas nie nauczyły tamte draństwa, prowokacje i krzywdy ludzkie? Jaka jest tajemnica tego zaniku pamięci, że tak wielu z nas pozwala na to, by Polska od ćwierćwiecza wolna i demokratyczna, choć pełna wad, przerabiana była na kraj coraz bardziej podobny do Rosji Putina? Czy Kaczyński i jego ekipa bezwzględnych arywistów zdołają na długo wszczepić Polakom wirusa przestępczych przekonań, który wtrąca Polskę w czarną dziurę regresu i zbiorowego ogłupienia?

Z kraju, który był wzorem sukcesu transformacji demokratycznej, stajemy się państwem izolowanym, lekceważonym, pogardzanym. A naśladowcą Rosji – groteskowym, bo inaczej niż zbrojny w potęgę militarną dyktator Kremla możemy tylko żałośnie prężyć muskuły lili-Putinów.

Pisowscy amatorzy dyktatury mylą szacunek ze strachem. Wierzą – wbrew najlepszym polskim tradycjom – że jeśli ludzie będą się ich bali, to będą ich też szanowali. Dlatego ich polityka przypomina nieustanne mordobicie: łamanie konstytucji, likwidacja niezależnego sądownictwa, zawłaszczanie majątku państwa przez pisowską nomenklaturę, brutalne uderzenie w niezależność kultury, w teatr, film, muzea, nawet w Puszczę Białowieską.

Mają apetyty jak rekiny, chcą pożreć wszystko: niezależną naukę historii, spółki skarbu państwa, media publiczne, stadniny koni. Wszystko, co zasługuje na szacunek przez swój rozum, piękno i odwagę, jest obrazą dla pisowskiego reżimu.

Czynią z Polski „chorego człowieka Europy”. Czy wedle Kaczyńskiego Polska w Unii Europejskiej i NATO jest państwem sezonowym? Czy chce z Macierewiczem zaciągnąć nas pod skrzydła Putina?

Tomasz Mann pisał w kwietniu 1935 r.: „Ci ludzie siłą rzeczy i nawet na przekór własnej wiedzy i zamiarom popełniają wszystkie błędy (nie mówiąc już o występkach), które muszą ich doprowadzić do zagłady. A w ogóle III Rzeszy sądzony jest los wszystkich bezsensownie nacjonalistycznych, wrogich światu i duchowi niemieckich przedsięwzięć. Tacy oni są. Nie ma pod słońcem bardziej nikczemnych świństw!”.

W lipcu 1936 r. Tomasz Mann poszedł w Wiedniu do opery: „W Operze śmierdziało przeraźliwie. Okazało się, że naziści rzucili bomby cuchnące. Przynajmniej wiemy teraz dokładnie, jak pachnie narodowy socjalizm: przepocone skarpetki do entej potęgi”.

Niedawno byłem na spotkaniu, gdzie miłośnicy „dobrej zmiany”, chcąc wzbogacić debatę o własne przemyślenia, cisnęli w tłum bombę-śmierdziela. Nie porównuję Kaczyńskiego do Hitlera ani siebie do Manna. Porównuję tylko cuchnący język i sposób niszczenia instytucji demokratycznego państwa.

Czy musimy żyć w tym smrodzie jeszcze długo? Czy Polska na nic lepszego nie zasłużyła? Nie dajmy się zadusić!

Waldemar Mystkowski pisze o niejakim Suskim.

Suski na prezydenta Warszawy

Marek Suski zastępuje w świadomości publicznej Kononowicza. Nie wiem, jaki IQ (acz dla PiS-owców należałoby zastosować nowe oznaczenie ilorazu inteligencji, np. CDI – Chodzący Deficyt Inteligencji) miał ten nieszczęsny kandydat na prezydenta Białegostoku, ale Forrest Gump wg autora powieści Winstona Grooma osiągał IQ 72. Odtwarzany przez Toma Hanksa bohater był nader sympatyczny, czego nie można powiedzieć o Suskim, więc jego CDI można sklasyfikować poniżej 72.

Ostatnie osiągnięcie inteligencji inaczej (CDI) Suskiego to wypowiedź o podwyżkach cen paliw o 25 groszy na litrze: – „Nowe ceny nie będą obowiązywać całą Polskę, a tylko stacje benzynowe”.
Suskiemu musiał obniżyć się iloraz CDI, bo oto został przez swoich mocodawców wysłany na fuchę do Bukaresztu, gdzie odbywała się konferencja o nazwie „China-CEE Countries Political Parties Dialogue 2017”, dotycząca dialogu politycznego Chin i państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Suski wygłosił tam przemówienie w języku polskim i bez żadnego tłumacza. Może być z tego powodu Suski zdziwiony, że jest to zarzut. Mianowicie, po co mu tłumacz, wszak zrozumiał to, co mówił po polsku. Jako że nie zna języka angielskiego, więc nie zrozumiałby, jeżeli byłby tłumaczony.

Suski jeszcze mógł wyjść z innego założenia. Wszak Beata Szydło niedawno była w Chinach i mógł Suski słusznie zakładać, że Chińczycy uznali język polski za global lingua, a nie angielski, zwłaszcza po Brexicie. Przecież jego prezes też nie zna angielskiego, a mimo to Suski go rozumie.

I jeszcze jedno ważne. Tego wcale nie musiał wygłosić Kononowicz: „żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego”. To frazy właściwe Suskiemu, to jego CDI poniżej ilorazu 72. Więc możemy się spodziewać, że Suski pójdzie śladem Kononowicza, będzie kandydować na prezydenta Warszawy, na prezydenta Polski nie może, bo ten zajęty jest przez Andrzeja Dudę.

>>>

grudzien15

PRAWDA, ŻE ŚWIETNY POMYSŁ? :)))

czoxbzkxcaa1plz

Wojciech Maziarski publikuje wiedzę o Polsce w pigułce. „Kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie”

premier

Warszawa, wtorkowy wieczór, rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Naprzeciw siebie stoją dwa tłumy ludzi z takimi samymi polskimi flagami, patrzą sobie w oczy z taką samą niechęcią i pogardą, skandują takie samo hasło: „Precz z komuną!”. Cudzoziemcy, których sporo przewija się w centrum stolicy, pewnie niewiele z tego rozumieją.Szkoda, że nie znają języka i nie mogą czytać polskich gazet i portali, z których zaczerpnąłem poniższe informacje i cytaty. Po przetłumaczeniu można by z nich ułożyć kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie:Gospodarka jest dziś jedną z najszybciej rozwijających się na świecie. Jednak z powodu rozwarstwienia społecznego jest to zarazem kraj niestabilny politycznie. Rządzący doszli do władzy dzięki poparciu ludności biedniejszej i wiejskiej, według której pani premier jest pierwszym politykiem rozumiejącym potrzeby biednych. Jednak stolica i duże miasta niemal całkowicie opowiadają się przeciw niej. Zarzucają obozowi władzy korupcję i populizm.

„Rzeczywiście pomogli ludziom, dając im pieniądze. Jednak były to posunięcia populistyczne, które w dłuższej perspektywie zadłużą kraj, a ludzi rozleniwią” – powiedziała 26-letnia mieszkanka stolicy. 28-letni marketingowiec z największego koncernu w kraju zarzuca obozowi rządzącemu brutalność i brak chęci porozumienia. „Problemem jest to, że ten obóz popierają ludzie niewykształceni, którzy nie wiedzą, jak działają ich przywódcy” – mówi i krytykuje nepotyzm władzy, rozdającej stanowiska swoim ludziom, którzy zbijają fortuny, pasożytując na rządowych programach.

Przytoczone opinie ilustrują być może największy problem kraju, którym jest głęboka wyrwa pomiędzy biedną prowincją a regionami bogatymi i stolicą. Analitycy i socjologowie uważają, że zasypanie podziałów może zająć lata.

Zaostrzenie konfliktu nastąpiło, gdy Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że forsowane przez partię rządzącą rozwiązania są niezgodne z konstytucją. Rządzący nie zgodzili się z tą decyzją i stwierdzili, że Trybunał przekroczył swoje uprawnienia. Przeciwnicy rządu twierdzą, że premier jest sterowaną marionetką i tylko firmuje decyzje podejmowane przez kogoś innego. W rzeczywistości rządzi nie ona, lecz jej brat żyjący na wygnaniu w Czarnogórze…

Zaraz, zaraz. Jaki brat, jaka Czarnogóra?

No dobra, wydało się. Wszystkie cytaty pochodzą z artykułów dotyczących Tajlandii. Pominąłem tylko drugorzędne szczegóły, takie jak np. informacja, że tam władze nie rozdawały 500 plus, lecz subsydiowały biednych rolników, skupując od nich ryż po cenach o wiele wyższych niż rynkowe.

Co będzie dalej w Polsce? Nie wiadomo. Wiemy natomiast, jak potoczyły się wydarzenia w Tajlandii. W obliczu coraz większych napięć i walk ulicznych między zwolennikami i przeciwnikami rządu do akcji wkroczyła armia, przeprowadzając w maju 2014 r. bezkrwawy zamach stanu. Pani premier Yingluck Shinawatra stanęła przed sądem z zarzutem doprowadzenia do strat budżetu w wysokości ponad 1,5 mld dolarów. Grozi jej do 10 lat więzienia. W państwowych magazynach wciąż zalega ponad półtora miliona ton niesprzedanego ryżu.

BEZ KOMENTARZA.

czqi_r1xuaapmmx

NIEWIARYGODNE??? ALE DZIEJE SIĘ NAPRAWDĘ. SZYKUJCIE JUŻ DZIECI NA KURACJĘ PLEMNIKAMI.

czp6mwwweaasdob

POLACY NIE DALI ZGODY NA PODWYŻKI, NO TO PRZYZNAJĄ SOBIE PREMIE 

czo5_trwqaa_jdn

Ogromne premie nie tylko dla posłów. Sam marszałek Senatu dostał ponad 33 tys. zł.

cztkm3cxaaa3g6c

Szkoda, że sobie nie podnieśli kwoty wolnej od podatku…

wiadomoco

>>>>>

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata poświęcona praworządności w Polsce. Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, stwierdził w jej trakcie, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką.

debata

Parlament Europejski debatował wczoraj po raz czwarty w tym roku na temat praworządności w Polsce. Debaty poprzedzały wizyty przedstawicieli Komisji Europejskiej z jej wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem na czele, który spotykał się w Warszawie z przedstawicielami rządu i opozycji.

Timmermans otworzył debatę

Wiceprzewodniczący KE, rozpoczynając dyskusję w parlamencie, wprost stwierdził, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Według niego nie wyeliminowano żadnych z naruszeń prawa, w sprawie których Komisja miała zastrzeżenia: polski rząd nadal nie publikuje wyroków Trybunału, a prezydent nie zamierza zaprzysiąc trzech sędziów powołanych przez Sejm poprzedniej kadencji.

Timmermans powiedział też, że pod koniec października Komisja co prawda otrzymała odpowiedź polskiego rządu w sprawie zaleceń, ale „w tej odpowiedzi nie ogłoszono żadnych nowych działań władz”. Według niego działania polskiego rządu mogą się przyczynić do „pogłębienia kryzysu konstytucyjnego”. Skrytykował projekt ustawy przygotowanej przez PiS, dotyczącej nowego sposobu powoływania prezesa Trybunału.

– Apeluję do rządu, aby nie wprowadzał nowych przepisów, zanim nie przeanalizuje ich sam TK – powiedział Timmermans. Jednocześnie zaapelował do prezydenta RP, by zaprzysiągł trzech sędziów Trybunału wybranych przez poprzedni parlament, do rządu zaś, by opublikował wszystkie dotychczasowe wyroki TK

– Nie można przecież wybierać tylko tych, które się podobają – stwierdził wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej

Według niego konflikt wokół TK pokazuje, że w Polsce coraz bardziej jest zaburzona zasada trójpodziału władzy.

– Tu chodzi o przestrzeganie podstawowych wartości, to nie jest kwestia polityczna. Bez względu na to, jaki program ma rząd, przepisy muszą być wprowadzane zgodnie z ustawodawstwem krajowym.

Na koniec zaś podkreślił: – To jest spór, który KE prowadzi z polskim rządem, nie z Polską, a już z całą pewnością nie z polskim narodem.

LEWANDOWSKI MA ABSOLUTNĄ RACJĘ.

czp1252xcaih2op

NARODOWA POLICJA MENSTRUACYJNA JUŻ JEST DO WAS W DRODZE…

czteggrxcaqtjq9

13 grudnia 2016. Nocna zmiana ustroju >>>>>

wiadomoco-2

Marek Beylin pisze o wściekłym społeczeństwie. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

jarku

– Zmiana napotyka opór, wściekły opór – mówił 13 grudnia Jarosław Kaczyński. I zagrzewał zwolenników „dobrej zmiany” do wielkiej mobilizacji, bez której PiS nie odniesie zwycięstwa. Prezes jak zwykle grzmiał twardo i agresywnie, groził przeciwnikom procesami karnymi, ale z jego wystąpienia przebijało poczucie słabości.Kaczyński wie, że jego polityka wywołuje coraz większy opór. 13 grudnia demonstracje KOD-u przeciwko jego władzy odbyły się w 81 miastach, wzięło w nich udział kilkaset tysięcy osób. Ludzie, demonstrując w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, trafnie rozpoznają, że PiS chce, jak niegdyś komuniści, wziąć wszystkich pod but. Odebrać nam prawa i godność, cenzurować nasze słowa i naszą historię.Ale trwały i mocny sprzeciw takie zamiary niweczy. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest zawsze silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

Naszym protestom dodaje siły również to, że nie przemieniają się w seanse nienawiści. Broniliśmy we wtorek naszych praw i godności, ale nie lżyliśmy przeciwników. Na wyzwiska, że jesteśmy ubekami i zdrajcami, jakimi szermowali podczas PiS-owskiej demonstracji funkcjonariusze „dobrej zmiany”, odpowiadaliśmy radykalnie innym przesłaniem. Takim, że w naszym sprzeciwie i w społeczeństwie, za którym się opowiadamy, jest miejsce dla każdego niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Jedyny warunek to respektowanie konstytucji oraz cudzych praw i godności.

Kaczyński dostrzega słabości swojej władzy. Wie też, że PiS nie zdobędzie więcej zwolenników, niż ma teraz, czyli – dysponując trzydziestoparoprocentowym poparciem – pozostanie partią mniejszościową. Dlatego nasila pogróżki wobec opozycji i społeczeństwa.

– Z naszej strony na pewno będą próby doprowadzenia do pewnego uporządkowania działań opozycji – zapowiedział szef PiS we wtorek w radiowej Trójce. – Chodzi o to, by opozycja pozwoliła władzy rządzić – dodał. Kaczyński chce więc mieć opozycję koncesjonowaną, której mógłby sam wyznaczać ramy działania. Takie też widzi mu się społeczeństwo.

Ale konfrontować się musi z rzeczywistym społeczeństwem i realną opozycją, a nie z tymi ze swoich marzeń. Na tym tle wygląda jak kapryśne tyraniątko, które nie daje rady. Może nabruździć, dewastować państwo i krzywdzić ludzi. Może też nazbyt opornych represjonować. Jednak nie przerobi Polaków na swoją modłę.

– Jarku, porzuć strach przed społeczeństwem – apelował Władysław Frasyniuk podczas demonstracji w Warszawie. A prezes boi się coraz bardziej.

Milewski: nie znam „Carycy”, jedyna, którą znam to Katarzyna. Suski: a nazwisko? TRUDNO O WIĘKSZY CYRK NIŻ W KOMISJI

czqf6qowgaa7xie

JUŻ TYLKO PiS BRONI REFORMY EDUKACJI Wszyscy ją krytykują.

czpjoz0wiaakrdg

Waldemar Mystkowski pisze o pierwszych jsakółkach cenzury.

pisowska

Pisowska cenzura raczkuje, ale jest „nadzieja”, że może „powstać z kolan” – i łazić po mediach, które uzna za niechętne pisowskiej propagandzie. Doświadczyły już tego „Gazeta Wyborcza” i „Newsweek” ze strony Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW). Oskarżenia są tak absurdalne, iż można spokojnie napisać: autorzy domagający się cenzury mają do czynienia nie z mniemaną ochroną dóbr osobistych, ale z ochroną zawartości głów własnych, kolokwialnie nazywanymi „odklejającymi się klepkami”.

W wypadku PWPW należy ponadto pisać, iż jej prezesi są pisowscy, bo pochodzą z nadania tej partii, a przy tym różnią się od normalnych prezesów, którzy zostali usunięci, iż ci ostatni nie oskarżali, jak prezesi pisowscy. Jest to zatem signum temporis. Oby temporis jak najszybciej minęło, bo dopadnie nas wszystkich choroba „odklejających się klepek”.

PWPW może służyć jako soczewka deformacji pisowskiej i zwać się z grubsza horrendum absurdum satyrum albo podobnie. PWPW złożyło pozew przeciw „Wyborczej” w warszawskim Sądzie Okręgowym z żądaniem zabezpieczenia jeszcze przed wydaniem wyroku, aby usuniętych zostało 27 fragmentów tekstów, które dotyczyły firmy – państwowej – bowiem naruszają „dobra osobiste spółki”. Horrendum podstawowe – język. Jest to taki gniot i zakalec językowy, jaki może się zdarzyć tylko pisowskim urzędnikom, syndrom, „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Można nazywać go także oksymoronem. „Dobra osobiste czegoś nieosobistego”.

Ten tekst, który piszę, może też się spotkać z oskarżeniem, iż narusza dobra osobiste spółki państwowej. „Wyborcza” zetknęła się na początku pisowskiej władzy z tym zjawiskiem, bowiem napisała o mszy zorganizowanej przez prezesów. Tak dobrze czytacie – mszy. Pisowscy prezesi pracują tak, iż organizują mszę w przedsiębiorstwie, które wszak nie specjalizuje się w produkcji metafizyki (co jest samo w sobie oksymoronem) ani szat liturgicznych, aby je wypróbować jako produkowany wyrób podczas mszy przed wypuszczeniem na rynek. PWPW chce w ten sposób zastraszyć dziennikarzy „Wyborczej” i samą redakcję, gdyż domaga się za ten artykulik o mszy 50 tys. zł. Zastraszenie w tym wypadku polega na tym, że dziennikarze nie zajmują się tym, do czego zostali powołani, tylko muszą myśleć o drodze prawnej, aby odeprzeć ataki PWPW.

Tych horrendów jest 27, jak napisałem. Inny dotyczy tytułu artykułu „Czy Kaczyński wie o układzie w PWPW”. A uzasadnienie zapędów cenzorskich dotyczy słowa „układ” – o którym można przeczytać we wniosku do sądu skierowanym przez PWPW przeciw „Wyborczej” – „układ w debacie publicznej uchodzi za [słowo – przyp. mój] wysoce pejoratywne”.
Słowo „układ” wszak jest kluczowe dla retoryki prezesa Kaczyńskiego. Jeżeli sąd by się przychylił do uzurpatorskich zapędów PWPW, należałoby potraktować wyrok jak „przykład”. Wypowiedzi prezesa byłyby do tego stopnia „wypikane”, iż my suweren nie wiedzielibyśmy, co ten geniusz mówi do nas, a dokładnie, dlaczego pluje, bo to forma zawartości przekazu Kaczyńskiego.

Horrendum absurdum satyrum ze strony PWPW dopadło też ‚Newsweeka”. Dziennikarzowi tygodnika Michałowi Krzymowskiemu zarzuca się zniesławienie, a konkretnie „mógł działać na rzecz obcego wywiadu przeciw RP”.
Niczego nie zmyślam ani nie piszę, że postępowanie PWPW mieści się w popularnych Tworkach, acz tymi Tworkami może być, gdyby literatura piękna chciała się zajmować pisowskimi horrendum absurdum, a nawet horendum szajbusum (szajbusum – od szajby).

Prezesom PWPW należałoby zwrócić uwagę, iż „dobra osobiste” nie są dobrami PWPW, jak kilka z nich opisane wyżej. Tych michałków jest więcej, to są raczej „dobra psychologiczne inaczej”, a może nawet „dobra psychiatryczne inaczej” – i występują powszechnie w wymienionych Tworkach.

Cenzura pisowska powstaje zatem z kolan, raczkuje. Tak w każdym razie powstaje w PWPW, iż grzmotnęła o powałę, w następstwie tego ukazały się prezesom PWPW gwiazdki w mózgu i oczach, chcą się nimi podzielić z sądem i narodem. Ale nieznajomość języka polskiego doprowadza do mylenia tożsamości osobistej prezesów z tożsamością firmy. Jakkolwiek ci prezesi PWPW nazywają się bytami pisowskimi, które w publicystyce noszą określenia Misiewiczów, Pisiewiczów z wrodzonym im syndromem „tupolewizmu”. Czego się nie dotkną tak zdefiniowani presesi, mamy do czynienia z „lewizną”.

Prawniczka Dorota Bychawska-Siniarska z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka o pozwie PWPW mówi, iż „duża liczba powództw wytoczona dwóm wydawcom ma na celu wywołanie efektu mrożącego i powstrzymanie redakcji od publikacji dalszych tekstów na temat PWPW”.

PWPW chce zatem osiągnąć efekt precenzuralny, który można opisać poprzez figurę literacką, chce abortować krytykę na swój temat w stadium zarodka. Mamy zatem do czynienia nie z „dobrami osobistymi”, ale z czymś niezdrowym w lęgnącym się w umysłach prezesów. PWPW do tego tekstu też może się przyczepić, bo prezesi tej państwowej firmy to postacie wyjęte żywcem z Mrożka bądź z Gombrowicza, choćby z tego ostatniego – z „Transatlantyku”: PWPW to „Baron, Ciumkała, Pyckal i Koński Psi Interes”. Geniusz Gombrowicz tak opisuje tych prezesów „dobra osobiste”: „ta zaś swarliwość nie tyle może z finansowych rozrachunków, ile z natur sprzeczności. A bo Baron jak bąk huczy, buczy i tańcuje, jak paw ogon puszy, jak sokół w górę polatuje; a Pyckal, jak byk, wrzaskiem krzykiem swojem chamskiem chamskiem się nawala; a Ciumkała gmyrze”.

CZAPKI Z GŁÓW DO SAMEJ ZIEMI ZA TO, CO KRYZYS ZROBIŁ NA SCENIE. Minę Kurskiego możemy sobie tylko wyobrazić :)))

czphhlww8aapeco

– Katarzyna… A nazwisko? – zapytał Suski. – Katarzyna Wielka – odpowiedział sędzia. Wassermann parsknęła śmiechem…

cztb7p7xaaaru-c

Kleofas Wieniawa o Macierewicza Ministerstwie Głupich Kroków.

macierewicza

Tomasz Siemoniak zaatakował śmiechem konferencję naukową MON poświęconą „najnowszym rozwiązaniom w technice i technologii wpływających na przyszłość modernizacyjną sprzętu i uzbrojenia wojskowego”, na którą to zaproszono dermatologa „Jakiegoś-Tam”, który ma  być ojcem Edmunda Jannigera, prześmiesznego doradcy Antoniego Macierewicza. Gdy wszyscy się naśmiali i narechotali, ośmieszony Macierewicz zrezygnował ze śmiesznej postaci.

Siemoniak te najnowsze rozwiązania dermatologiczne w armii skomentował: „To forma zapłaty za wspieranie Macierewicza. Może opowie o najnowszych tendencjach w stosowaniu kamuflażu na skórze?”

Ten kamuflaż na skórze to aluzja do dezinformacji, którą w istocie zajmują się pracujący w Ministerstwie Obrony Narodowej. Dezinformują, bo co innego im pozostaje, gdy zatrudniony jest taki Misiu Misiewicz.

Dezinformator więc odpowiedział, że ojciec Jannigera dostał Nobla, co później okazało się dezinformacją, czyli kłamstwem, acz mogło być tak, iż „światowej sławy dermatolog” wyleczył Misiewicza z kamuflażu, czyli z wykwitu na skórze, która wiadomo, jaką jest chorobą, i przyznał mu prywatnego Nobla. Ministerstwo daje (złote medale), ale i odbiera (pośmiertnie stopnie generalskie Jaruzelskiemu i Kiszczakowi).

Oto mamy dalszy ciąg kamuflażu, czy też dezinformacji, gdyż ministerstwo publikuje na swoich stronach oświadczenie dermatologicznych autorytetów, które „wyrażają swoje oburzenie i zaniepokojenie wobec posła Tomasza Siemoniaka”.

Zaś MON przekazał na ręce towarzystw naukowców „wyrazy ubolewania” za to, co zrobił Siemoniak. Tak to ministerstwo zostało zaatakowane przez Siemoniaka śmiechem – i ledwie uszło z życiem.

Może jednak być tak – na co zwracam uwagę Siemoniakowi – iż Macierewicz przygotowuje jakiś gorący konflikt z Ruskimi, albo Szkopami. Dermatolog zaś jest potrzebny do tego, aby żołnierze mieli świadomość, co na polu bitwy pokonani Szkopi bądź Ruscy mogą zostawić, mianowicie bataliony zarażonych markietanek wiadomą chorobą.

„Światowej sławy” dermatolog uświadomia, czym grozi zarażenie wiadomą chorobą, czyli syfem. Tak wygląda sytuacja na froncie Ministerstwa Głupich Kroków, czyli co słychać u Szweja i jego szwejków. Na Kremlu Rusków muszą boleć przepony ze śmiechu.

ŻEGNAMY BOGDANA SMOLENIA. DAWAŁ WSZYSTKIM UŚMIECH, ZAWSTYDZAŁ SYSTEM I POMÓGŁ NAM PRZETRWAĆ POPRZEDNI REŻIM.

czthyhpwiaasq-y

ZAWSZE BĘDZIEMY MOGLI ŚMIAĆ SIĘ Z GŁUPOTY WŁADZY. DZIĘKI PANI, PANI PELAGIO. TO PANI NAS NAUCZYŁA. DZIĘKUJEMY!

cztu5vlxeaazefz

Marek Suski wyznał miłość do Jarosława Kaczyńskiego. Tak chwalić swego zwierzchnika może tylko miłostnik wielce zakochany.

suskikaczynski

Jarosław Kaczyński poświęcił się całym życiem. Nie ożenił się, bo służył Polsce i nie chciał unieszczęśliwiać jakiejś kobiety, którą by pozostawiał służąc Polsce.

Adwokaci Dubois & Stępiński pytają fundamentalnie.

suskisypie

Tajemnica obrończa, to rzecz święta. Podobne zasady powinny obowiązywać przyjaciół którzy powierzają sobie tajemnice. Mimo to Suski sypnął Kaczyńskiego wyjawiając publicznie powierzony mu przez prezesa sekret, że ten nigdy się nie ożenił z jednego tylko powodu – jest patriotą i chciał całym życiem służyć Polsce, co mogłoby unieszczęśliwić kobietę, z którą by się związał. Ta wiadomość rzuca nowe światło na historię Polski. Zatem należy wybaczyć Suskiemu, choć podekscytowana opina publiczna domaga się więcej szczegółów. Póki, co Suski milczy.

Nie trzeba dużo wypić, by wyobrazić sobie rozmowę, w której prezes kontynuuje zwierzenia. „Wiesz, Marek, różne robiły podchody i prosiły, ale żadnej nie chciałem nawet dotknąć, bo Polska jest najważniejsza”.

Z nadzieją, że odważny wiceprezes wyjawi dalsze szczegóły chcielibyśmy zadać jedno pytanie prezesowi. Czy nie lepiej było unieszczęśliwić jedną kobietę niż całe społeczeństwo?

ctdgnzbw8aahutn

Beata Szydło zapowiedziała rekonstrukcję rządu:

szydlozapowiada1

„Dzisiaj mogę powiedzieć, kto na pewno jest najlepszym ministrem. Są ministrowie, którzy świetnie sobie radzą, są ministrami, którzy mają wizję, ale są tacy, którzy radzą sobie gorzej, mają konserwatywne podejście do funkcjonowania resortu. Czas tworzenia strategii się skończył. Teraz potrzebne są działania i każdy z ministrów musi przejść do pracy. Są dwie osoby, które zasługują na szacunek i pochwałę: Elżbieta Rafalska i Henryk Kowalczyk. Ale o tym, jakie będą zmiany, systemowe i personalne, poinformuję w przyszłym tygodniu”.

Wojciech Szacki z Polityki Insight pisze:

szydlo-zapowiada

To świadectwo paniki, a nie planu.

Ta sama pani premier przed tygodniem wystąpiła w TVN 24, gdzie – pytana o rekonstrukcję – zasugerowała, że dojdzie do niej w okolicach pierwszej rocznicy rządu, czyli w połowie listopada. Szydło powiedziała, że wówczas przekaże informację o tym, jak radzą sobie poszczególni ministrowie.

Obecne przyspieszenie mogłoby zatem potwierdzać przypuszczenia, że premier Szydło nie jest najbardziej samodzielnym szefem gabinetu w historii najnowszej.

Ale tym razem chodzi o coś innego, chyba że i Joachim Brudziński nie ma żadnego przełożenia na działania obozu władzy. 11 września ukazał się w „Do Rzeczy” wywiad z nowym wiceprezesem PiS, w którym Brudziński z mocą zapewnił: „Żadnych rekonstrukcji w najbliższym czasie nie przewidujemy. Po co dokonywać zmian i wstrząsów? Nie zmienia się koni w trakcie gonitwy”.

Ale najwyraźniej to gonitwa się zmieniła. Od kilkunastu dni PiS stoi w narożniku bokserskiego ringu i przyjmuje ciosy od opozycji oraz mediów. Na własne życzenie zresztą, nikt PiS nie kazał lansować ludzi bez kompetencji, którzy teraz służą za worki treningowe.

Waldemar Mystkowski pisze:

szydlo

Z samego rana Beata Szydło zapowiedziała rekonstrukcję rządu w „Sygnałach Dnia” w radiowej Jedynce. Premier nie podała, kto miałby iść pod topór. Które głowy spadną, dowiemy się w następnym tygodniu.

Oczywiście, chcielibyśmy wiedzieć, kogo już nie będziemy widzieć. Ministrom też drżą serca w posadach. Próżno obecnie oczekiwać od premier Szydło, aby wiedziała, kogo się pozbędzie, bo prezes Kaczyński mógł jej nie powiedzieć.

Ha! Szydło też jest zagrożona, bo Marek Suski mówił, iż „najlepsiejszym” premierem byłby Jarosław Kaczyński: „byłby najlepszym premierem w Polsce ”.

Jak rozumieć powyższe zdanie? Jest jeden premier i zawsze jest najlepszy, bo nie ma konkurencji. Lecz może kontekst więcej wyjaśni, bo Suski pochwalił się swoją rolą swatki: „Jarosław Kaczyński poświęcił się całym życiem. Nie ożenił się, bo służył Polsce i nie chciał unieszczęśliwiać jakiejś kobiety, którą by pozostawiał służąc Polsce”.

Ożeniony z Polską, taki jego ożenek. Można byłoby zapytać Suskiego, a czy rozwód wchodzi w rachubę? Bo może Kaczyński wyznaje pisowski dogmat: „Co prezes związe, ten ludzie nie rozwiążą”.

Niemniej zapowiada się ciekawie to, czego być może Szydło nie wie. W tej chwili słabe pozycje posiadają, co widać gołym nieuzbrojonym okiem, ministrowie środowiska, rolnictwa i edukacji narodowej. To ich głowy mogłyby się potoczyć.

Spaść może także głowa ministra finansów Pawła Szałamachy, który kilka razy podpadł prezesowi. Zwłaszcza, że bywalcem gabinetu przy Nowogrodzkiej jest wicepremier Mateusz Morawiecki. Poza tym jego językiem mówiła Szydło: „Czas tworzenia strategii, programów i opowiadania o nich się skończył. Pora na działania”.

Morawiecki zatem mógłby dostać poszerzone komptenecje o zakres ministra finansów. Jeżeli więc Szydło zostanie, może dojść do rządów faktycznego duumwiratu w rządzie: Szydło odpowiada za politykę, Morawiecki za gospodarkę.

Co jeszcze bardziej skomplikowałoby decyzyjność rządu po rekonstrukcji. Prezes zaś może czuć się niepocieszony, bo w sondażu TNS dla „Faktu” Polacy zakomunikowali, iż wolą Szydło jako premiera niż jego. A to wcale nie musi być pocieszeniem dla obecnej premier, gdyż nie wiemy, jak buzują kompleksy w psychice prezesa. W każdym razie weekend dla większości ministrów zapowiada się nieciekawie, mają prawo do dyskomfortu psychiczego. Drżą ich posady.

kobiety

PiS-owi grunt pali się pod nogami. Misiewiczów u nich multum, armia 10 tysięczna ponoć obsadziła się na synekurach państwowych. Prezes zwołał swój drobiazg do Jachranki.

kaczynski

Przestrzegał, że PiS może się „potknąć o własne nogi”. – Może nas zabić zawrót głowy od sukcesu. To powiedzenie znane z historii Związku Sowieckiego, bo to tytuł artykułu Stalina, ale to dobry tytuł – mówił Kaczyński.

Może to już ten moment, że sympatia Polaków do PiS cofa się. Oby! Bo jeszcze nie jest za późno. Dewastację Polski można cofnąć, acz „osiągnięcia” w demolowaniu Kaczyński i jego partia mają największe.

Oprócz tego Kaczyński zapowiedział na grudzień coś specjalnego.

ctgrutowcaaio5z

Przeciw bezprawiu PiS rozpoczną się procesy. Dzisiaj ich skutek może być niewieli, ale Kaczyński w przyszłości zazna „przyjemności za kratami”.

sąd

We wrześniu warszawski sąd zajmie się decyzją prokuratury o odmowie wszczęcia postępowania w sprawie niepublikowania wyroku przez rząd PiS. Zażalenie na decyzję Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga złożyła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Organizacja podkreśla, że nie publikując wyroku, premier Beata Szydło nie dopełniła swoich obowiązków.

Nowoczesna zapowiada złożenie wniosku do prokuratury. Twierdzi, że Kaczyński łamie prawo.

Jacek Kurski został słusznie nazwany „idiotą”. No, bo jak kogoś tak nieinteligentnego i charaktery żadnego nazwać?

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz tak nazwał Kurskiego:

adamowicz

„Jak Kurski do mnie zadzwoni, to może z nim porozmawiam, natomiast nie muszę rozmawiać z asystentami Kurskiego. Pozdrówcie tego idiotę od mnie”.

Waszczykowski straszy.

waszczykowski

Szef MSZ Witold Waszczykowski odtajni we wrześniu dokumenty związane z wizytami Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. PO uważa, że w ten sposób próbuje ratować stanowisko i pognębić Tuska.
To ma być mocne wejście na otwarcie sezonu politycznego. Min. Waszczykowski mówi „Wyborczej”, że upubliczni kilkadziesiąt dokumentów, które dotąd były zastrzeżone. Są wśród nich notatki z rozmów pracowników MSZ z ówczesnym ambasadorem rosyjskim w Polsce Władimirem Grininem, wiceszefów MSZ z rosyjskimi odpowiednikami, a nawet – jak twierdzi Waszczykowski – byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego.

Na Koduj24.pl o Kempie i Suskim pisze Waldemar Mystkowski.

genialne

Podwyżki dla pracowników w Kancelarii Premiera nie potrzebują uchwały sejmowej. Wystarczy, że Beata Kempa sama uchwali. Jeszcze prezes Kaczyński by się wkurzył i trzeba byłoby je wycofać, jak to miało miejsce z apanażami dla posłów i ministrów oraz pensji dla żon prezydentów. Asystenci, sekretarze tudzież podobny drobiazg dostaną o 100 proc. więcej, a nawet o 260 proc. W sektorze prywatnym to nie jest możliwe, nawet w najlepiej prosperujących bankach, ale za rządów PiS – owszem.

Inny interesujący wątek poruszył kolejny orzeł PiS, Marek Suski. Mianowicie wykoncypował w swojej genialnej głowie (pamiętajmy, że to mniejszy geniusz od prezesa), iż smoleński Tupolew, jako terytorium Polski, został wbrew prawu międzynarodowemu przez Rosję anektowany. Jak czytałem tę informację, to poleciałem do swojego prywatnego arsenału, aby spakować plecak i giwerę, wszak taka wiadomość powoduje nie tylko wzrost patriotyzmu, ale przede wszystkim gotowość, aby walczyć o honor, ojczyznę i być mięsem armatnim. Widocznie Suski jeszcze nie skontaktował się z Antonim Macierewiczem, bo ten ma wojsko pod sobą. Giwerę i plecak więc odstawiłem do swojego arsenału. Ale boję się o Suskiego, bo poleci airbusem LOT-u, będzie miał międzylądowanie na Szeremietiewie w Moskwie, gdzie przyjedzie z pobliskiego Kremla Putin i powie do Suskiego: U nas geniuszów niet, a do tego jeszcze kawałek Polski sobie anektuję.

Gdzie się więc nie obejrzysz geniusz pisowski, acz Kempa i Suski to tacy geniusze wagi lekkiej, bo w ciężkiej chodzi jego genialność prezes.

Więcej >>>