Posts Tagged ‘Mariusz Kamiński’

PiS przywraca Polsce łatkę „chory człowiek Europy”

Partia Jarosława Kaczyńskiego wywołuje coraz powszechniejsze przeświadczenie za granicą, że kraje Europy wschodniej nie nadają się do integracji, solidarności między narodami.

PiS naprawdę nie ma kadr. Wynika to przede wszystkim z podstawowej przyczyny – ktoś posiadający fach, mający pojęcie o jakiejś dyscyplinie i potrafiący kreować, nie będzie się garnął do nieudaczników, do partii specjalnej troski, w której lider musi zakłamywać swoją przeszłość opozycyjną w PRL-u, a bratu dorabiać legendę, bo w rzeczywistości byli postaciami siedmiorzędnymi, których nikt nie zapamiętał.

Nieszczęście dla kraju polega na tym, że ten przypadkowy zbiór polityków powinien zostać marginesem, folklorem politycznym. Nie powinniśmy sobie zaprzątać nimi głowy ani zastanawiać się, dlaczego nieudacznik nazywa innych gorszym sortem, elementem animalnym. Wszak takich z niedostatkiem rozumu można spotkać na każdym kroku, wystarczy wyjść z domu.

Partia bez kadr może promować tylko takie postaci, jak Sabina Zalewska, która chciała zostać Rzecznikiem Praw Dziecka i pewnie by się jej udało, bo przeszła kwalifikacje partyjne, w których trafnie odpowiedziała na pytania ideologicznie, iż życie zaczyna się od poczęcia, in vitro jakoby narusza prawo dziecka do tożsamości, a gender jest brzydkie, bo kler tak twierdzi. Zostałaby ta osoba funkcjonariuszem państwowym, ale traf chciał, że nie potrafi skonstruować myśli własnych i ucieka się do plagiatu, kradnie własność intelektualną. Wykrył to „Tygodnik Powszechny”, a przecież mogło się tak nie stać. I mielibyśmy to, co w PiS jest normą, iż „nikt nam nie powie, że białe jest białe” i Rzecznik Praw Dziecka byłby faktycznym Rzecznikiem Obrony Rodziców przed Dzieckiem.

Inna kabaretowa postać Mariusz Błaszczak modernizuje armię w ten sposób, że tworzy nową dywizję Wojsk Lądowych. Kreowanie znów polega na tym, że jest ono markowane – mianowicie dywizja powstaje z dwóch istniejących brygad i trzeciej nieistniejącej. Generałowie łapią się za głowy, co też ten Szwejk Błaszczak wymyślił, a do tego umieszcza ją w Siedlcach, w miejscu, gdzie łatwo jest ją obejść w tzw. manewrze Paskiewicza, z którym sobie poradził Józef Piłsudski w 1920 roku. Generał Mirosław Różański zwraca uwagę: – „Już dwa razy usiłowaliśmy pod Siedlcami powstrzymać ofensywę ze wschodu – raz w czasie powstania kościuszkowskiego, potem podczas powstania listopadowego. Bez rezultatu”.

Szwejki PiS kompromitują nas na zewnątrz. W walce ze społeczeństwem obywatelskim padła Ludmiła Kozłowska, szefowa Fundacji Otwarty Dialog. Została przez służby podległe Mariuszowi Kamińskiemu (przypominam: zasądzono mu trzy lata odsiadki, ułaskawiony został przez Dudę, ale taka łaska na pstrym koniu jeździ) wydalona z Polski i ze strefy Schengen na podstawie arbitralnej decyzji.

W tym przypadku (ale dotyczy to także Błaszczaka) można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż mamy do czynienia ze spełnieniem życzeń Rosji. Działania Kremla w decyzjach PiS są widoczne aż nadto. Niemcy musieli odblokować status persony non grata dla Kozłowskiej, dzięki temu wystąpiła w Bundestagu w najsłynniejszym obecnie t-shircie „KONSTYTUCJA”.

Mamy wiedzę, że Moskwa maczała swoje palce na korzyść PiS w aferze podsłuchowej. Były szef ABW Krzysztof Bondaryk twierdzi nawet, że z taśmami to jeszcze nie koniec. Marek Falenta i jego kelnerzy więcej ich wyprodukowali: – „Polska jest celem pierwszoplanowym dla działań rosyjskich służb specjalnych”. A taśmy: „jeśli są, to będą wykorzystane”.

Więc nie bądźmy zdziwieni, że PiS działa z życzenia Kremla, skłóca nas w Unii Europejskiej i z niej wyprowadza. Najlepsi do tego są Szwejkowie, nieudacznicy, jak wyżej wspomniani i nieukrywający swoich sympatii prorosyjskich tatuś Mateusza Morawieckiego, Kornel.

PiS spełnia coraz powszechniejsze w Europie przeświadczenie, że kraje Europy wschodniej nie nadają się do integracji, solidarności między narodami, nie są w stanie wypełnić minimum standardów demokratycznych. Łatka „chory człowiek Europy” znowu jest aktualna dla Polski pod rządami PiS.

Reklamy

PiS zamienia kartofle na buraki

Prezydent ma prerogatywę prawa łaski, ale nie ma prerogatywy zastępowania sędziów i wydawania za nich wyroków.

Można rzec, iż definicja układu się domknęła w układ zamknięty. Prokurator generalny z PiS wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego opanowanego przez PiS o uznanie, że prezydent z PiS miał prawo ułaskawić ministrów PiS. A więc wyrok Sądu Najwyższego został unieważniony, kto by się taką drobnostką przejmował. Jak powiedział prezes PiS, bój o Sąd Najwyższy też wygrają.

W międzyczasie ze stron prezydenckich z zakładki „Prawo łaski” zniknęła wykładnia, iż prawo łaski przysługuje „od prawomocnego wyroku sądu”. A Mariusz Kamiński miał wyrok nieprawomocny 3 lat do odsiadki. Zresztą sam utrzymywał, że nie interesuje go łaska, ale uniewinnienie.

Prezydent ma prerogatywę prawa łaski, ale nie ma prerogatywy zastępowania sedziów i wydawania za nich wyroków, bo gdyby takie prawa posiadał, to faktycznie mógłby ułaskawić Kamińskiego przed skazaniem go. Ale i to zastosowane bezprawie przez Dudę wskazuje na logikę, iż uznał Kamińskiego za przestępcę. Prezydent się pogodził z tym, ze w rządzie PiS jest przestępca.

Prof. Marcin Matczak także próbuje rozgryźć logikę układu zamkniętego PiS i stwierdza, że według rozumowania PiS można dać rozwód narzeczonemu, gdyż istnieje domniemanie, że on albo niedoszła żona zdradzą się nawzajem. I taka też jest moralność PiS, bo ta jest pochodną każdego bezprawia.

Zdefiniowana została też przez Trybunał Konstytucyjny inna prerogatywa prezydenta PiS. Ma prawo chronienia każdego przed wymiarem sprawiedliwości, co jest czymś zupełnie innym niż ochrona przed karą, której dotyczy prawo łaski.Ta logika PiS jest zupełnie pokrętna i taka też będzie w stosunku do Sądu Najwyższego. Zasadność propagandy PiS celnie ujął prawnik Piotr Schramm: – „Jeżeli z powodu rzekomej kradzieży kiełbasy przez jednego sędziego należy rozwalić cały Sąd Najwyższy – to z powodu rzeczywistej pedofilii w Kościele PiS powinien natychmiast zamknąć i zdelegalizować wszystkie kościoły”.

Raport NIK udowadnia, iż nagrody „nam się należą” były większe. Ba, można w ciemno iść o zakład, że to tylko wierzchołek góry lodowej, pod spodem dojenie kasy państwa idzie pełną parą. A Mateusz Morawiecki twierdzi, że nagrody zostały przekazane na cele charytatywne.

Cały czas mamy do czynienia z krętactwem spod logo PiS. Na cele charytatywne można oddać własne pieniądze albo oddać honorową rekompensatę. A PiS zostało złapane na gorącym uczynku, a gdy już politycy tej partii nie mieli wyjścia, to półgębkiem się przyznali, ale nie do całej kwoty, którą podprowadzili z publicznego Sezamu. Przyznali się tylko do zawartości worka, który opozycja im przeszukała.

Dla mnie PiS definiuje się jeszcze inaczej, co podsunął mi nieszczęsny Morawiecki, mianowicie zapowiedział, że „w tym tygodniu zaprezentujemy z ministrem Ardanowskim nowe rozwiązania dla rolników”. Trzymając się estetyki partii Kaczyńskiego można ukuć taką oto metaforę: Morawiecki zaprezentuje „nowe rozwiązania”, zamieniając kartofle na buraki – a może odwrotnie.

„Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem”. Zaduszki za Piotra Szczęsnego pod PKiN

Adam Szostkiewicz na swoim blogu pisze o Szarym Człowieku, czyli Piotrze Szczęsnym (fragmenty).

Zaduszki Szarego Człowieka

Władza i media ją popierające mają nadzieję, że sprawa protestacyjnego samopodpalenia się Szarego Człowieka szybko zostanie zapomniana. W katolickim kraju, w czasie świątecznym poświęconym zmarłym, nie milkną głosy pogardy wobec Piotra S. i tych, którzy przynoszą znicze ku jego pamięci. Jak żyć w takim kraju, nie będąc miłośnikiem „dobrej zmiany”?

Niektórzy z przynoszących znicze już są szykanowani przez władzę. W Gorzowie Wielkopolskim policja wszczęła dochodzenie w sprawie zniczy, nekrologu i hasła „Macie krew na rękach” pod biurem poselskim pisowskiej minister pracy Elżbiety Rafalskiej. Pikietę obywatelską przed biurem obserwowali cywilni agenci.

(…)

O ileż przyzwoiciej byłoby zamiast posyłać policjantów, wygłosić krótkie przemówienie z kondolencjami dla Rodziny Szarego Człowieka i uderzyć się w piersi nie obecnej opozycji, lecz własne. Przecież pan Piotr też był obywatelem i patriotą, tak samo jego rodzina. Im też zależy na Polsce. Wszystkim należy się szacunek, nawet jeśli się z nim nie zgadzamy.

Po ministrze Błaszczaku czy Kamińskim, po pośle Kaczyńskim czy premierce Szydło raczej się takiej przyzwoitości nie spodziewamy, ale od czego mamy „prezydenta wszystkich Polaków” i prymasa Polski? Nigdy nie jest za późno na przyzwoite zachowanie.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Burzyć mury to być otwartym na drugiego i na przyszłość

Polski katolicyzm to dziwna odmiana chrześcijaństwa. „Dziwna” – to zresztą bardzo lekkie określenie. Kilku egzorcystów diecezji płockiej opublikowało apel wzywający rodziców, aby nie pozwolili swoim dzieciom uczestniczyć w „inicjatywie zwanej Halloween”. Apel opublikowany został przez Katolicką Agencję Informacyjną, najważniejsze katolickie portale „Gościa Niedzielnego” i tygodnika „Niedzieli”. Tym samym – jakby – ten apel był oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego.

Czym jest ten apel? Jego pierwszy cel to wyzwolić lęk przed innością. Lęk to najlepsze narzędzie manipulacyjne, zalękniony zamienia się w agresora. Dziwna odmiana polskiego chrześcijaństwa działa ręka w rękę z dzisiejszą władzą. Ten lęk wyzwolił w dużej części Polaków bojaźń przed imigrantami i uchodźcami, przed mniemaną islamizacją, przed laicyzacją i przed przemianami kulturowymi, takimi jak gender.

Rządzący osiągnęli w tym sukces. Polska zalękniona jest łatwa do rządzenia, bo to Polska wycofana. naród wówczas nie żyje, nie jest otwarty, tylko broni się przed życiem, przed pełnią życia.
Znienawidzony przez władze PiS wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans wygłosił w Watykanie kapitalne przemówienie o swoim chrześcijaństwie: – „Moje chrześcijańskie dziedzictwo nic dla mnie nie znaczy, jeśli prowadzi do wykluczania innych niż my. Jeśli bycie chrześcijaninem nauczyło nas czegokolwiek przez ostatnie dwa tysiące lat, to umiejętności patrzenia na świat oczami „innego”. Nawet, gdy jest to afrykański uchodźca”.

Słowa Timmermansa są trawestacją z Dziejów Apostolskich, które mógł napisać św. Piotr, którego uważam za największego polityka w dziejach świata. To on swoimi misjami wywalczył przestrzeń dla chrześcijaństwa, dla tego imperium wiary, które dwa tysiące lat po nim wciąż jest największe.

Polski ryt chrześcijański w istocie jest antychrześcijański, bo nie ma w nim naczelnej wartości – solidarności. Bycie z drugim, pomaganie innemu. I znowu na pomoc przychodzi nam Timmermans, który w Watykanie mówił: – „Dzisiaj wierzymy, że nasze dzieci będą miały w życiu gorzej, niż my. Jeśli jedyna perspektywa, jaką mamy, to strata, zaczynamy pilnie strzec tego, co posiadamy. Wtedy sąsiad staje się wrogiem, a nie przyjacielem – jest to więc sprzeczne z zasadą solidarności. Jeśli widzę, że ktoś cierpi i obawiam się, że też mogę zacząć cierpieć, będę się trzymał od tej osoby z daleka – żeby się nie zarazić. To właśnie dzieje się dzisiaj w Europie – i musimy to naprawić”.

W Polsce przeżywamy kryzys wartości. Polityk polski potrafi powiedzieć z trybuny w Sejmie do innych: kanalie, mordy zdradzieckie, zaliczyć nas do gorszego sortu. Na tym ma być ufundowana Polska? Na nienawiści, odrazie, negatywnych odczuciach do bliźniego?

Wracam jeszcze raz do Piotra S., do którego będziemy co rusz wracali, obyśmy nie zmarnowali tego, co nam zostawił. Im dalej od jego samospalenia i śmierci, tym więcej dowiadujemy się, jakim był człowiekiem, ale dowiadujemy się też więcej o sobie.

Przede wszystkim Piotr S. to Piotr Szczęsny. W te dni zaduszne otwórzmy się na Piotra z Niepołomic: – „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!”.

Mamy o czym myśleć, a jeszcze więcej – działać. – „Musimy traktować nasze dziedzictwo jako zaproszenie, a nie jako przeszłość” (Timmermans). Musimy burzyć mury lęku, bo nimi podzieleni zostaniemy tchórzami, dla których wolność jest zbędna.

I JAK COŚ TAKIEGO NAZWAĆ? trwa…

Jawny Orwell PiS

Projekt ustawy o niejawności życia publicznego nosi oczywiście nazwę ustawy o jawności życia publicznego.

PiS do Orwella wnosi kosmetyczne poprawki, bo dzieło opisujące działania partii Kaczyńskiego nie nosi już tytułu „Rok 1984”, bo ten minął, ale winno być wznowione jako „Rok 2017”, a jeżeli PiS utrzyma się u władzy – czego nie życzę mojej ojczyźnie i dzielnym rodakom – „Rok 2018”.

Ustawa o jawności została napisana przez specsłużby, które z tytułu formalnego prowadzą działalność niejawną. Czy ktoś pojmuje ten absurd? Mamy jednak do czynienia z PiS, które sprawuje władzę absurdalnie, a nawet dadaistycznie. Rządzi prezes PiS, a nie premier, ośrodek decyzyjny jest na Nowogrodzkiej, a nie w Al. Ujazdowskich. Ministerstwo Obrony Narodowej jest Ministerstwem Głupich Kroków, bo nikt o zdrowych zmysłach nie przypisze Antoniemu Macierewiczowi zdolności do formułowania zadań obronnych dla Wojska Polskiego. Zachowuje się zresztą wzdłuż szpaleru żołnierzy tak, jak John Cleese w słynnym skeczu Monty Pythona.

I tak jest z jawnością. Informacji nie uzyska ten, kto arbitralnie zostanie zaliczony do „uporczywych”, a także nie uzyska, gdyby realizacja wniosku o informację „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”. A kto chciałby udzielać niewygodnej dla siebie informacji, a może i kompromitującej? Zalicza się wówczas go do upierdliwców i utrudniających działalność.

To nie jest prawo do informacji, a jest to prawo do odmowy udzielenia informacji. Ciągle podkreślam, że język stosowany przez PiS nie jest językiem polskim, ale językiem totalitarnym, dla nas zrozumiałym ze względu na niedawno odeszły reżim jako język sowiecki. Całkiem zgrabnie określonym przez Bareję: „I co nam zrobisz?”.

Kolejną blokadą, aby nie ujawnić nieprawidłowości w urzędach państwowych jest opłata za przygotowanie informacji. Do tej pory opłata istniała, ale nie powodowała, że informacja nie została udzielona. Teraz opłata będzie żądana, czyli wymagana wcześniej, co będzie kolejną metodą, aby nie ujawniać.

Jawność życia publicznego poszerza krąg osób, które zobowiązane są składać oświadczenia majątkowe. Do posłów i samorządowców dochodzą egzaminatorzy na prawo jazdy, strażnicy miejscy, pracownicy Państwowej Inspekcji Pracy, Prokuratorii Generalnej RP, urzędnicy służby cywilnej. A nawet strażacy.

O co chodzi? O haki chodzi, aby można w razie potrzeby wyciągnąć z oświadczeń niejasności – a te zawsze się pojawiają, gdy chodzi o pieniądze. Wówczas niewygodnego obywatela wydala się ze służby i na jego miejsce wsadza posłusznego pisiewicza.

Praktycznie ustawa znosi ochronę danych osobowych. Np. komuś odmówiono wydania na coś koncesji ze względów nieodpowiednich cech psychicznych. To będzie teraz jawne – ten ktoś zostanie mniemanym niezrównoważonym, a złe języki obwołają go, że wariat.

Pojawia się ponadto termin sygnalisty – w języku potocznym dotyczący donoszącego informację ważną dla organów ścigania. Taka osoba winna podlegać stosownej ochronie prawnej. W ustawie pisowskiej prokurator nie ma takiego obowiązku ochrony i może narazić sygnalistę na zemstę bądź szykany.

Projekt ustawy przygotowany był pod pieczą Mariusza Kamińskiego – tego kolesia z wyrokiem trzech lat bez zawiasów, które zostały mu zdjęte przez ułaskawienie Andrzeja Dudy, najprawdopodobniej nieprawnie – bez rejestracji w wykazie prac legislacyjnych. Projekt znienacka ujrzał światło dzienne 24 października. Wyznaczono mu – uwaga, uwaga – 6 dni na konsultacje społeczne!

Ów projekt to Orwell w pisowskiej postaci. Niejawność jest przedstawiana jako jawność, szef służb specjalnych z tak ważnym projektem wyskoczył, jak Filip z konopi.

To , które się zmaterializowało…

Po pierwsze- Trzaskowski jest warszawiakiem, a po drugie- nie załatwiał swojemu tacie posadki w wodociągach w Opolu.

>>>

ABY NIKT NIE MIAŁ WĄTPLIWOŚCI. Witajcie w państwie pis.

Obecna władza dopuszcza faszystów do manifestowania, bo tym jest zhańbienie rocznicy Powstania Warszawskiego przez ONR. Pisze o tym Krzysztof Burnetko w „Polityce” (fragmenty).

Postfaszyści śmiało sobie w Polsce maszerują. Ba, chroni ich państwowa policja

1 sierpnia 2017 r. policja z orłami na czapkach pozwalała nacjonalistycznej prawicy profanować pamięć warszawskich powstańców.

W rocznicę powstania warszawskiego na ulice stolicy wylegli rodzimi narodowcy. Szli pod szyldem Obozu Radykalno-Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji wprost odwołujących się do haseł, wizerunku i metod swoich odpowiedniczek sprzed wojny – wtedy nie bez powodu uważanych za faszyzujące (i w niektórych formach delegalizowane). A przecież 1 sierpnia to dzień, w którym Polska czci ofiary nacjonalistycznego obłędu: tysiące zabitych warszawiaków i samo miasto. Tymczasem w 2017 r. postfaszyści śmiało sobie w Polsce maszerują. Ba, chroni ich państwowa policja.

(…)

To wszystko chroniła państwowa policja

I to tak gorliwie, co znamienne, że grupkę obywateli protestujących przeciwko dopuszczaniu faszyzmu na ulice odgrodzono szczelnym kordonem funkcjonariuszy i „suk”. Równocześnie policjanci (i to różnych szczebli) nie reagowali na zgłoszenia możliwości popełnienia czynu zabronionego przez odpalających na ich oczach środki pirotechniczne uczestników „narodowego” zgromadzenia. Funkcjonariusze beznamiętnie odsyłali zgłaszających na najbliższą komendę (ciekawe, czy ta nowa forma działania dotyczyć też będzie, na przykład, alarmowania o dokonującym się akurat tuż przy policjancie gwałcie czy kradzieży). Byli i tacy, którzy sugerowali zgłaszającym, że… utrudniają im „wykonywanie czynności” przy zabezpieczaniu demonstracji.

Znamienne, że to nie pierwsze w ostatnich dniach przypadki lekceważenia przez policję zgłoszeń naruszeń prawa przez narodowych radykałów.

I znamienne, że takie same zachowania policji pojawiały się choćby w Niemczech na początku lat 30. ubiegłego stulecia. Tam też powołani do strzeżenia prawa funkcjonariusze często odwracali głowy albo beznamiętnie, lub nawet z sympatią, przypatrywali się bandytyzmowi brunatniejącej ulicy.

DZIĘKUJEMY PANI PREMIER I PANIE PREZYDENCIE

A tak równo dziesięć lat temu Jarosław Gowin pisał o PiS.

Gowinowi dzisiaj rozum odjęło. W sierpniu 2007 miał jeszcze olej pod czerepem.

W HOŁDZIE POWSTAŃCOM WARSZAWY???

Waldemar Mystkowski pisze o decyzji Sądu Najwyższego w sprawie ułaskawienia Kamińskiego przez Dudę.

Postępowanie zawieszone –  odwiesza się

Chciałem przypomnieć, że Sąd Najwyższy nie rozpatrywał, czy 2 razy weto Andrzeja Dudy leżało w jego kompetencjach, albo czy protestujący słusznie się domagali weta w sprawie ustaw dotyczących niezależności sądownictwa. Sąd Najwyższy w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez tegoż Dudę wyraził tylko, iż w sporze legalności ws. ułaskawienia Kamińskiego zawiesza postępowanie.

Zawiesza. Prokuratura Krajowa stanęła za Kamińskim, czyli stała się jego adwokatem – takie pomylenie porządków tylko w Polsce, ale nie dziwota, gdyż ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym jest Zbigniew Ziobro. Za Kamińskim stanęła także Julia Przyłębska, szefowa Trybunału Konstytucyjnego, ciała ustrojowego, które jest fasadą.

Z tego prostego opisu wynika, że sprawa Kamińskiego jest polityczna, a nie prawna. Nie stanęło za Kamińskim prawo, a polityka, która jest w tej chwili dyrygowana przez PiS. Ale jest małe „ale” – zawieszenia postępowania pozwala w przyszłości odesłać Kamińskiego do więzienia na 3 lata, bo tyle dostał.

Mamy więc do czynienia ze sporem politycznym, a nie prawnym, acz w sferze politycznej i prawnej facet z 3 latami więzienia jest facetem z wyrokiem, czyli kryminalistą. Czy ktoś taki może być ministrem? Okazuje się, że tak. Warunek: rządzi partia PiS. Taki stan prawny z ministrem z wyrokiem nazywamy bezprawiem.

Sędziowie SN mogli się kopać z koniem, ale nie każdy do takiego kopania się nadaje, nie każdy jest wybitnym prawnikiem – Andrzejem Rzeplińskim, albo Małgorzatą Gersdorf, między nimi a takimi magistrami prawa jak Zbigniew Ziobro jest cała smuga wykonujących ten zawód. I to właśnie dzięki takim średniakom trwają autokracje, reżimy, satrapie.

Na miejscu Kamińskiego bym się nie cieszył. 3 lata kiblowania ma jak amen w pacierzu, jak w chińskim banku, w którym się nie zapomina, co jesteś winien, a dorzucone mu zostanie to, co teraz wywinie. Za recydywę płaci się więcej niż za utratę dziewictwa, bądź honoru.

Rządy PiS nie będą trwały długo, bo Polska nie może żyć długo w takim poniżeniu, zatem Kamiński tak czy siak dostanie szanse na kilkuletnie przemyślenie w samotni, w celi, swej marności, chyba, że mu dorzucą innego wyrokowca. Naszego kraju nie stać, aby tacy ludzie z prawem na bakier, byli cokolwiek władni. Jeżeli chcemy być cywilizowani ze standardami demokratycznymi i prawnymi a chcemy, prawdaż?

Wynika z tego wniosek dla Kamińskiego: postępowania zawieszone – odwiesza się.

TO JUŻ NAWET NIE JEST CICHE PRZYZWOLENIE RZĄDU I PARTII… TO JEST JUŻ MANIFESTACJA POPARCIA DLA ONR

W tej samej sprawie duzo bardziej pesymistycznie pisze Ewa Siedlecka z „Polityki” (fragmenty).

Nie będzie sprawy Kamińskiego. Będą niezależne sądy?

Sąd Najwyższy (w składzie trzech sędziów) zdecydował o zawieszeniu postępowania w sprawie Mariusza Kamińskiego do czasu rozpatrzenia przez Trybunał Konstytucyjny wniosku marszałka Sejmu. Marszałek wnioskował o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego w sprawie ułaskawienia Kamińskiego przez prezydenta.

Ta decyzja SN oznacza koniec sprawy Kamińskiego i innych. Nie muszą się bać prawomocnego uznania za winnych nadużycia władzy, a co za tym idzie – zakazu kandydowania do Sejmu, Senatu, europarlamentu czy w wyborach samorządowych. Bo od kary prezydent może ułaskawić. A żeby umożliwić kandydowanie osobie skazanej za przestępstwo umyślne – trzeba by zmienić konstytucję.

Formalnie Sąd Najwyższy jedynie zawiesił postępowanie. Teoretycznie może je podjąć po powrocie sprawy z Trybunału Konstytucyjnego. Ale w praktyce raczej nikt się nie spodziewa, by Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął na rzecz Sądu Najwyższego „spór kompetencyjny”, który – zdaniem PiS – zaistniał między SN a prezydentem. Zresztą całkiem możliwe, że Trybunał Dobrej Zmiany w ogóle tego „sporu kompetencyjnego” w najbliższych latach nie rozpatrzy. Wokanda jest rozpisana do października i tej sprawy tam nie wpisano. A Kamińskiemu i PiS taki stan rzeczy się opłaca: sprawa jest zablokowana i – zależnie od tego, jak kto na nią patrzy – Kamiński jest albo uniewinniony, albo skazany, ale nieprawomocnie. A więc może kandydować w wyborach – nawet na prezydenta, co nie jest takie nie do pomyślenia, jeśli PiS zrezygnuje z reelekcji Andrzeja Dudy.

Postanowienie Sądu Najwyższego tworzy kuriozalną sytuację: oto trzy miesiące wcześniej Sąd Najwyższy, w składzie siedmiu sędziów, w odpowiedzi na pytanie prawne składu SN, który dostał kasację w sprawie Kamińskiego, orzekł, że prezydent nie może skutecznie ułaskawić nikogo przed prawomocnym skazaniem. W uzasadnieniu napisał m.in, że Sąd Najwyższy nie uzurpuje sobie prezydenckiego prawa łaski, a więc że żadnego sporu kompetencyjnego nie ma. Sąd nie decyduje bowiem, czy prezydent może ułaskawiać czy nie. Rozpatruje jedynie, jak – według prawa – tę swoją wyłączną prerogatywę prezydent może wykonywać.

(…)

Może przestraszyli się utraty urzędu? Prezydent zawetował ustawę w tej sprawie, ale chyba nikt się nie łudzi, że nie będzie kolejnej. Jeśli tak – oblali egzamin z wewnętrznej niezawisłości.
Oczywiście świat się nie zawali od tego, że Mariusz Kamiński i trzech innych funkcjonariuszy CBA uniknie skazania. Choć ich nieodpowiedzialność będzie zachętą dla innych funkcjonariuszy władzy do łamania prawa w interesie własnym czy partii politycznej.

Natomiast świat się wali, niestety, gdy brakuje w nim instytucji stojących na straży prawa.

To oczywiście tylko troje sędziów na blisko dziewięćdziesięciu sądzących w Sądzie Najwyższym. W dodatku fakt, że orzekli inaczej niż skład siedmioosobowy SN dwa miesiące wcześniej, dowodzi, że nie ma w Sądzie Najwyższym „ustawek” czy zmowy między sędziami, jak chciałby to widzieć PiS. Ale to żadne pocieszenie. Za chwilę PiS przejmie SN – i nie będzie przypadków.

Po protestach obywatelskich w obronie sądów RPO Adam Bodnar powiedział, że sędziowie zaciągnęli wobec społeczeństwa moralny dług. Oczywiście nie miał na myśli tego, że mają orzekać tak, jak „każe ulica”, ale że mają orzekać odpowiedzialnie i odważnie.

Pozostawienie całej sprawy Trybunałowi Konstytucyjnemu nie byłoby jeszcze półtora roku temu jakimś wielkim problemem. Ktoś by skomentował, że SN umył ręce, ktoś inny, że mądrze zrobił, unikając rywalizacji z Trybunałem. Tylko że żyjemy już w zupełnie innym państwie. Więc to już nie jest zwykłe kunktatorstwo czy ugodowość. To jest oddawanie państwa prawa walkowerem.

MY PAMIĘTAMY!!!

>>>

Kaczyński w TV Trwam zapowiedział kasowanie wszystkiego niezależnego. Ma być pisowskie, narodowe.

Policja jest wykorzystana przez PiS, aby śledzić opozycję.

Nagrania ujawnione przez Gazetę Wyborczą wskazują, że tajniacy śledzą m.in. Wojciecha Kinasiewicza i Tadeusza Jakrzewskiego z Obywateli RP oraz lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru. Dwaj pierwsi od miesięcy protestują podczas miesięcznic smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu, a ostatnio w obronie niezależnych sądów. Nazwisko Petru pada kilkakrotnie:

– To wąskie przejście, gdyby znane osobistości przechodziły, daj „halo”.
– To jedynie co, to pan Petru wychodził.
– Jeszcze raz.
– Petru opuścił teren Sejmu przez to wąskie przejście.
– Dobrze, dziękuję. Ale jakby coś, to dawaj mi „halo”.

Po paru minutach:

– Pytanie moje, pan Petru wyszedł z restauracji Wiejska 13. Teraz jest kwestia, czy go pilnujemy dalej? Idzie w stronę pl. Trzech Krzyży. Czy odpuszczamy?
– Słuchaj, pilnujemy go. I tam jak tutaj – jak Kinasiewicz wejdzie do auta swojego, wiesz, to też krótko pojedziemy za nim.
– Tak, przyjąłem.

Tajniak idzie za posłem Petru. Przekazuje meldunki i prosi o instrukcje:

– Słuchaj, pan Petru wszedł w Nowy Świat.

Po kilku minutach:

– No, posłuchaj: pan Petru, Nowy Świat 27. To jest chyba siedziba Nowoczesnej. Wszedł do środka. Słuchaj, załogę mogę puścić już pod Sejm?
– Tak, oczywiście. Dziękuję

Policjanci śledzący Kinasiewicza i Jakrzewskiego:

– Pan Kinasiewicz i Bajkowski [Maciej, działacz Obywateli Solidarnych w Akcji], Wiejska 12a. To jest księgarnia Czytelnik.

I dalej:

– Poszli do księgarni o nazwie Czytelnik, Wiejska 12a. Tam złączyli dwa stoły. Zjedli i ok. 12 osób siedzi przy tych stołach i obradują coś. Pan Jakrzewski przed chwilą dotarł tutaj do Obywateli RP, ale właśnie się oddalił. Musiałbym ustalić z Grubym, w którym kierunku poszedł.
– W kierunku pl. Trzech Krzyży idzie, podpowiem.
– Dawaj ogon za nim, jak możesz.

Panowie Jakrzewski i Kinasiewicz wiedzą, że tajniacy chodzą za nimi od kilku miesięcy. Tadeusz Jakrzewski mówi, że czasem udaje mu się ich zgubić, zwłaszcza kiedy nie ma przy sobie komórki. ”Konspirowaliśmy sporo za komuny, teraz nie mamy nic do ukrycia.” – dodaje.

Z kolei Wojciech Kinasiewicz uważa, że zawsze ma ogon, kiedy coś się dzieje. „Robią to niemalże jawnie. Ostatnio przed Sejmem przechodziłem obok umundurowanego funkcjonariusza. Miał włączony radiotelefon. Usłyszałem meldunek tajniaka, który akurat szedł za mną. Czasem jedzie ktoś za mną nieoznakowanym samochodem”. Dodaje: „Zastanawiałem się, po co to robią. Początkowo myślałem, że to może próba zastraszenia. Jednak nie wiem. Ubecja robiła tak samo. Śledzenie było wielostopniowe. Nachalny ogon to była przykrywka dla dyskretnych profesjonalistów.”

Mec. Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.  Uważa, że „może to stanowić przestępstwo przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. /…/Jeżeli policja działała w celu śledzenia opozycji, jest to nieuprawnione, sprzeczne z kulturą demokratyczną i celami ustawy o policji. Nie po to są szkoleni z metod śledzenia, żeby je wykorzystywać do inwigilowania opozycji.”

Artur Pietryka, adwokat współpracujący z Helsińską Fundacją Praw Człowieka twierdzi: „Nadrzędnym zadaniem policji jest walka z przestępczością i temu służą narzędzia inwigilacyjne. To zatrważające, jeśli policja wykorzystuje je do śledzenia opozycji, jeśli nie ma to związku ze ściganiem przestępstw”. Komenda Główna Policji nie odpowiedziała pytania na zadane w tej sprawie.

Nagrania, o których mowa są całkiem świeże i pochodzą z piątku 21 lipca, gdy Senat debatował nad ustawą o Sądzie Najwyższym.

To nie wszystko, bo czarno na białym widać, że śledzony jest szef Obywateli RP, Paweł Kasprzak.

TŁUMY SZCZECINIAN NA SPOTKANIU Z OPOZYCJĄ. ŻADNA SALA NIE MOGŁA TEGO ZMIEŚCIĆ. POLACY SIĘ BUDZĄ. BRAWO SZCZECIN, BRAWO BORYS!!!

PiS wg Olbrychskiego jest totalnym złem, bolszewią

Andrzej Duda byłby skończony jako człowiek i jako prezydent, gdyby nie zareagował na te masowe protesty i przypuszczam wpływ swojej najbliższej rodziny. Ale ponieważ ja żadnemu z polityków PiS-u nie wierzę, czaję się i patrzę, co będzie dalej – mówi na portalu gazeta.pl Daniel Olbrychski.

Zagraża nam zło totalne, czyli bolszewia skrzyżowana z pseudokatolicyzmem wyznawców Rydzyka. Czegoś takiego historia Polski nie znała. Owszem, mieliśmy bolszewię narzuconą przez Moskwę, w której niektórzy ludzie się dobrze czuli i która zakończyła się bez wystrzału. Znaliśmy katolicyzm, który przynosił Polsce wiele dobrego. Kościół pięknie się zachowywał w krytycznych momentach historii naszego kraju. Ale przyszła rozgłośnia toruńska, która nie tylko rozbiła Kościół, ale i rozbiła Polaków. Przecież stawała na głowie, podobnie jak najbardziej szowinistyczne gazetki rosyjskie, żebyśmy nie wstąpili do NATO i do Unii Europejskiej – zauważa Olbrychski.

Moskwa nie potrzebuje mieć u nas agentów. Ma ich w łonie polskiego Kościoła. Krzyżówka skrajnego bolszewizmu, który nam proponuje Jarosław Kaczyński ze spółką Macierewicz, Ziobro i Szydło, oraz pseudokatolicyzm to coś przerażającego po ćwierćwieczu najwspanialszego rozkwitu naszego kraju od czasów Kazimierza Wielkiego – podkreśla wybitny aktor.

Waldemar Mystkowski pisze o grzechach PiS, ze szczególnym uwzględnieniem kryminalisty ministra Kamińskiego.

Wszystkie grzechy PiS

Grzechy pierworodne ma się jak znamię, skazę, jak szkarłatną literę z powieści Hawthorne’a.

Rząd Beaty Szydło ma wiele grzechów pierworodnych i jeden śmiertelny. Tym ostatnim jest pani Szydło, bo jej premierowanie jest oparte na tym, że Jarosław Kaczyński nie chciał wziąć odpowiedzialności konstytucyjnej za łamanie prawa ustrojowego. Szydło na swoje piersi bierze pisowskie bezprawie.

A grzechy pierworodne, czyli takie, z których nie można się wyspowiadać (przed księdzem czy też społeczeństwem), ma się jak znamię, skazę, jak szkarłatną literę, trafną metaforę pierwszego klasyka literatury amerykańskiej – Hawthorne’a.

Taką szkarłatną literą jest Antoni Macierewicz, który nie miał być ministrem obrony narodowej, a miał nim być Jarosław Gowin. Ten ostatni jako genetyczny katolik (genetyczny katolicyzm Gowina polega na tym, że jest zakłamany, jak o. Tadeusz Rydzyk; dopiero teraz poznali się na tej wadzie genetycznej w „Znaku”) świadomie skłamał.

Szkarłatną literą rządu PiS jest Zbigniew Ziobro, który powinien stanąć przed Trybunałem Stanu (lenistwo posłów Platformy Obywatelskiej ma w tym swoje zasługi, nazywane „brzuchem do góry”), a teraz ten magister prawa gulgocze o prawie (inaczej niż gulgot jego niedojrzałej retoryki nie można nazwać).

Szkarłatną literą – kto wie, czy nie najbardziej czerwoną, bo wypaloną niedawno – jest Mariusz Kamiński, minister od koordynacji służb specjalnych, który wszedł w skład rządu, mając wyrok 3 lat więzienia bez zawiasów. Rozumiecie? Nie dzieje się to w Burkina Faso, czy w jakimś państewku na Karaibach, to dzieje się w Polsce. Facet dostaje kraty, celę, pryczę, a Szydło robi z niego ministra.

Prawda, wyrok nie był prawomocny, czyli wyrok miał być zatwierdzony – albo nie – w wyższej instancji, w apelacji. I wówczas Kamiński został ułaskawiony od wyroku przez Andrzeja Dudę. Świadomie używam bardzo ścisłego języka polskiego – „od wyroku”.

Czy można być ułaskawionym bez prawomocności? Wysilamy umysły – i co? Nie można! Toż to logiczne do bólu. Tego nie musi rozpatrywać żaden sąd, to może wypowiedzieć średnio inteligentny człowiek. Co możemy powiedzieć o Dudzie, który podjął decyzję nieśrednio inteligentną?

Gdyby nawet Kamiński miał wyrok prawomocny, to ułaskawienie nie jest wymazaniem wyroku. Bo – po pierwsze, wyrok – tak jak czyn, który jest przyczyną wyroku – nie ulega wymazaniu w czasie i przestrzeni. To nie są „faceci w czerni”, którzy za pomocą pistoletu laserowego czyszczą szare komórki z zapisanej w nich przeszłości.

Jednym słowem – jak to kolokwialnie i dosadnie mówi się – minister Kamiński jest kryminalistą. Mogę napisać to sylabami (kry-mi-na-lis-tą), czyli grawerowaniem fonetycznym, ale ten człowiek o bardzo marnych właściwościach intelektualnych kompromituje nas wszystkich, kompromituje imię Polaka.

Kamiński to jest do tego stopnia szkarłatna litera, że na jego widok w oczach się czerwieni. I ten „grzech pierworodny” zabiera się za niszczenie tego, co w Polakach jest najlepsze, najpiękniejsze. Za społeczeństwo obywatelskie, za kapitał społeczny – za jedną z organizacji pozarządowych.

Służby specjalne Kamińskiego chcą prześwietlić Fundację Otwarty Dialog, której szefem jest Bartosz Kramek. A to dlatego, że on i działacze Otwartego Dialogu walczyli o wolne, nieupartyjnione sądy. I poskutkowało to dwoma wetami Dudy.

Szkarłatna litera Kamiński niszczy organizację, która działa zgodnie z literą… prawa, dba, aby ta litera prawa nie była przestrzegana. Aby litera prawa była szkarłatna, naznaczona, czerwona, jak on z wypalonym przez prawo wyrokiem. I oto minister – który wg logiki obowiązującej w naszej cywilizacji, logiki greckiej i prawa rzymskiego – jest „szemrany”,  niszczy to, co w Polsce jest najlepsze.

Jak takie działania Kamińskiego nazwać? Takie dotknęło nas zło, niedawno nazywane „bolszewią”. Ten rząd jest pełen Szkarłatnych Liter – grzechów pierworodnych, a pani Szydło skończy tak, jak nakazuje nie tylko powyższa metaforyka, ale przede wszystkim nauki antropologiczne, socjologiczne – grzechem śmiertelnym, bo nadstawia swoją pierś za szefa tego bezprawia – prezesa Kaczyńskiego, don Corleone.

NIE MIEJCIE ZŁUDZEŃ. KACZYŃSKI POWIEDZIAŁ W TV TRWAM, ŻE ZROBIĄ Z SĄDAMI „PORZĄDEK”. Duda w tym nie będzie przeszkadzał.

>>>

SENTENCJA NA DZIŚ

PiS w ten sposób doszedł do władzy i tak ją sprawuje. Poprzez inwigilację i zastraszanie. Pisze o tym Wojciech Czuchnowski w „Wyborczej”. Nasi informatorzy: Afera podsłuchowa i nieznane dotąd nagrania to „kombinacja operacyjna” agentów CBA z Wrocławia związanych z Mariuszem Kamińskim, dziś koordynatorem służb specjalnych.

– Wypuszczenie tych nagrań to zaplanowany ruch. W ten sposób ich dysponenci chcą pokazać, że mają haki na opozycję i nie powiedzieli ostatniego słowa. Nieprzypadkowo w tych podsłuchach pojawia się np. nazwisko Ryszarda Petru – mówi były oficer służb specjalnych badający w latach 2014-15 tzw. aferę podsłuchową, która pomogła PiS wygrać wybory. Jest pewien, że taśm jest „znacznie więcej”. – Prawdziwi sprawcy afery podsłuchowej czują się dzisiaj bezkarni. Śledztwo zaledwie się o nich otarło. Służbami kierują ich koledzy, a rządzi partia, która najbardziej skorzystała na aferze – tłumaczy informator „Wyborczej”.

Jak się zaczęła afera podsłuchowa

Wybuchła w czerwcu 2014 r. – niemal dokładnie trzy lata temu. Tygodnik „Wprost” opublikował wtedy pierwsze nielegalne nagrania rozmów szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

Gdy nagrania weszły do publicznego obiegu, kolejne „taśmy” ujawniły już media związane z PiS – TV Republika i tygodnik „Do Rzeczy”. Kompromitujące lub ośmieszające rząd podsłuchy wstrząsały opinią publiczną do wyborów w 2015 r.

Śledztwo prowadzone przez połączone siły Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Śledczego skupiło się na Marku Falencie, biznesmenie z branży węglowej, który miał zlecić kelnerom warszawskich restauracji Sowa & Przyjaciele i Amber Room zakładanie podsłuchów obsługiwanym gościom z kręgu polityki i wielkiego biznesu. Miała to być zemsta za nękanie przez służby i fiskusa firm Falenty.

Akt oskarżenia objął biznesmena, jego szwagra i dwóch kelnerów. W grudniu 2016 r. zapadł wyrok. W pierwszej instancji Falenta został nieprawomocnie skazany na 2,5 roku więzienia, pozostali – na wyroki w zawieszeniu. Kelnerów sąd potraktował łagodniej, bo współpracowali w śledztwie i obciążyli Falentę.

Nowe nagrania z afery podsłuchowej nie pochodzą ze śledztwa

Nieznane dotąd nagrania z 2014 r. z warszawskiej restauracji Sowa & Przyjaciele od ponad tygodnia emituje TVP Info. Są szeroko komentowane w publicznym radiu i w mediach związanych z obecną władzą.

Ich głównymi bohaterami są ks. Kazimierz Sowa (były szef religijnego kanału TVN, zaprzyjaźniony z politykami PO) i biznesmen Jerzy Mazgaj. Rozmawiają m.in. z Pawłem Grasiem, byłym szefem kancelarii Donalda Tuska, Włodzimierzem Karpińskim, ówczesnym ministrem skarbu, i gen. Marianem Janickim, byłym szefem BOR.

Źródłem nagrań nie są akta śledztwa i procesu w sprawie afery podsłuchowej. Nie ma ich na płytach, które w 2015 r. znaleźli agenci CBA prowadzący tajną operację dotyczącą innej sprawy. Nie odnotował ich też w swoich zapiskach Łukasz N. – kelner, który miał na zlecenie biznesmena Marka Falenty zakładać podsłuchy w warszawskich restauracjach podczas imprez z udziałem polityków PO.

– Potwierdza się to, co podejrzewaliśmy – ogon machał psem. Falenta był tylko pośrednim ogniwem. To nie on zainspirował Łukasza N., to kelner podsunął mu pomysł w taki sposób, by Falenta myślał, że wszystkim kieruje – tłumaczy jeden z naszych rozmówców. – Kelnerzy przekazywali Falencie tylko część podsłuchów. Komplet dostali ci, którzy mają je do dzisiaj i przekazują zaufanym mediom.

Afera podsłuchowa „kombinacją operacyjną” CBA?

Zdaniem informatorów „Wyborczej” afera podsłuchowa była „kombinacją operacyjną” agentów CBA z Wrocławia związanych politycznie i towarzysko z Mariuszem Kamińskim, założycielem tej służby w 2006 r., a dzisiaj koordynatorem służb specjalnych.

Z wrocławskimi agentami CBA współpracował Falenta, co wyszło na jaw w trakcie śledztwa i procesu. Biznesmen przekazywał im informacje z podsłuchów, a agenci dawali do zrozumienia, że nie interesuje ich to, jak je zdobył. – Znali źródło, bo Łukasz N. od dawna był współpracownikiem służb. Pracował już dla CBŚ, zanim powstała restauracja Sowa & Przyjaciele – mówi jeden z oficerów służb.

Według tajnych akt śledztwa podsłuchowego Łukasz N. zaczął współpracę z CBŚ w 2010 r. jako kelner w restauracji LemonGrass. Wiedziało o nim CBA. Początkowo nagrywał osoby ze świata przestępczego. Polityków zaczął rejestrować jesienią 2011 r. po kolejnych wyborach wygranych przez PO, gdy w LemonGrass odbyła się impreza zwycięzców.

Wrocławski łącznik Mariusza Kamińskiego

Łącznikiem pomiędzy Wrocławiem a Kamińskim miał być związany z PiS prawnik Martin Bożek. W latach 2006-09 był on podsekretarzem stanu w kancelarii premiera, członkiem komisji weryfikacyjnej ds. WSI Antoniego Macierewicza oraz szefem Zarządu Operacji Regionalnych CBA. Stąd znał agentów z Wrocławia.

Po odejściu Kamińskiego z CBA w 2009 r. Bożek został jego asystentem poselskim. Kandydował też do Sejmu z listy PiS. Nazwisko Bożka wypłynęło w śledztwie podsłuchowym, bo zostawił ślad w mailu. W kwietniu 2014 r. zachęcał swego przyjaciela Leszka Pietraszka, szefa ABW w Katowicach, do kontaktu z Falentą. Pisał, że biznesmen „chce się otworzyć” i że to „poukładany gość”. Przesłuchiwany w tej sprawie w lipcu 2014 r. zaprzeczał, że zna Falentę. Powtórzył to w sądzie 14 października 2016 r.

Bożek zeznawał, że „nie miał wiedzy”, iż Falenta „podsłuchuje najważniejsze osoby w państwie”. Powiedział też, że nie pamięta, skąd przed wybuchem afery wiedział o podsłuchach. Jego zdaniem „mówiło się o tym na mieście”.

Zaprzeczył też, by o podsłuchach informował Kamińskiego. Prokuratura odrzuciła wniosek Romana Giertycha, pełnomocnika podsłuchiwanych ministrów, by zbadać billingi telefoniczne Kamińskiego i jego współpracowników.

PiS zrobił czystkę w służbach

Po wygranych przez PiS wyborach Kamiński i jego ludzie przejęli kontrolę nad służbami specjalnymi. Dzisiaj kierują nimi bez wyjątku osoby związane z rządzącą partią. Kamiński został koordynatorem służb specjalnych i tak jak jego zastępca Maciej Wąsik jest posłem PiS. Zaraz po wyborach 2015 r. pod pretekstem ujawnienia tajemnicy służbowej pozbyli się szefa CBA Pawła Wojtunika. Na czele Biura stanął przyjaciel Kamińskiego – Ernest Bejda. Ze służby musieli odejść agenci, którzy tropili sprawców wycieku informacji o podsłuchach. Wrócili za to funkcjonariusze podejrzewani przez Wojtunika o udział w rozpętaniu afery.

Sam Bożek trzyma się dziś w cieniu. Jest radnym PiS w Kozienicach i jednym z głównych prawników państwowego dystrybutora prądu ENEA.

MOCNE SŁOWA PRAWDY OD PROFESOR STANISZKIS

Waldemar Mystkowski pisze o dyscyplinującej procedurze Komisji Europejskiej wobec władzy PiS.

Separacja, a po niej rozwód z Unią Europejską?

Polska rządzona przez PiS zostaje poddana kolejnej procedurze dyscyplinującej. Staczamy się po równi pochyłej. PiS znamionuje antywartości, aksjologia partii Kaczyńskiego to nieprawość i niesprawiedliwość, a także antychrześcijańskość. Tę pisowską antytetyczność poznaliśmy nadto przez niemal dwa lata ich władzy.

Do procedury, aby Polska przestrzegała reguły praworządności, dochodzi związana z naruszeniem prawa unijnego dotycząca odmowy udziału w programie relokacji uchodźców. Tak postanowiła Komisja Europejska, w której nie było dyskusji na ten temat. Szef KE Jean-Claude Juncker zakomunikował o wszczęciu procedury łamania prawa unijnego przez Polskę, Czechy i Węgry. Teraz trzy rządy dostaną listy o postanowieniu KE, dwa miesiące na wypełnienie zobowiązań, a jeżeli nie dojdzie do porozumienia, sprawa trafi na wokandę Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

Jaką decyzję podejmie rząd PiS? Raczej nie należy spodziewać solidarności unijnej, wszak trwa proces obrzydzania uchodźców poprzez straszenie Polaków terroryzmem, nazywanie uchodźców przed wojną, najczęściej kobiety i dzieci, terrorystami. PiS wyznaje w tej kwestii wartości pogańskie Hunów i Wandalów, którzy nie brali jeńców – zabijali. Przecież zabiciem jest pozostawienie bezbronnych na pastwę wojny.

Można spodziewać się sankcji finansowych w stosunku do Polski, a także dalszej separacji i niebranie pod uwagę naszych aspiracji, w tym bezpieczeństwa Polski w sytuacji, gdy będzie kształtowana polityka obronności UE.

Były ambasador w USA Ryszard Schnepf dla portalu gazeta.pl mówi, że „to jest póki co jeszcze łagodny początek separacji. Separacji trochę takiej jak w małżeństwie. My chcielibyśmy – polskie władze – żeby Unia Europejska miała jedynie minimalny wpływ na naszą politykę, zwłaszcza wewnętrzną. A z drugiej strony oczekiwalibyśmy, żeby alimenty z Brukseli były wypłacane – żeby środki dalej płynęły” – konkluduje Schnepf, acz nie dopowiadając do końca.

Po separacji następuje albo rozwód, albo jedna ze stron godzi się na warunki współżycia. Niestety, to my jesteśmy zależni od Unii, a nie ona od nas. Zresztą wartości pisowskie, jak niszczenie standardów demokratycznych i solidarności, są zupełnie inne niż cywilizowane, zachodnie. Czy pogodzimy się z kaczystowskim „Bye, bye, Europo”?

Kinga Kamińska, opozycjonistka w PRL, zwróciła odznaczenie i odmówiła odznaczenia nadanego jej mamie. SZACUNEK

>>>

OD NAS, DLA WAS.

„Boją się Tuska, więc zabierają się za Kopacz. To polityczny damski boks”

„Nie ma dowodów na zamach, to wymyśli się dowody na łamanie procedur i okłamywanie opinii publicznej” – tak Adam Szostkiewicz komentuje wezwanie Ewy Kopacz do prokuratury. Wg publicysty „Polityki”, PiS kieruje się chęcią zemsty i nienawiścią.

Była premier była przesłuchiwana w charakterze świadka w sprawie nieprzeprowadzenia w Polsce sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. „Będę miała odwagę bić się o to, by nie upolityczniać jakiegokolwiek zdarzenia tak tragicznego jak katastrofa smoleńska” – mówiła Ewa Kopacz po wyjściu z prokuratury.

„Boją się Tuska, więc zabierają się za byłą premier. Na razie w charakterze świadka, ale kwalifikację można przecież zmienić. Tak samo Tuskowi. Tylko że Tuska chroni prestiż stanowiska, które zajmuje. Zresztą i bez niego poradziłby sobie z wykonawcami politycznego zlecenia. Takie zagrania to polityczny damski boks” – komentuje na blogu Adam Szostkiewicz.

Zemsta i nienawiść

Zdaniem publicysty tygodnika „Polityka”, wzywanie prominentnych polityków PO na przesłuchania to element politycznej taktyki PiS. „Nie ma dowodów na zamach, to wymyśli się dowody na łamanie procedur i okłamywanie opinii publicznej” – ocenia.

Szostkiewicz zwraca uwagę, że poza „motywem zemsty” osoby uczestniczące w nagonce na polityków PO kierują się nienawiścią. Widać to, zdaniem publicysty, choćby w wypowiedziach drugiej żony Przemysława Gosiewskiego – Beaty.

Europosłanka PiS w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówiła: „Patrząc na Tuska i polityków PO ówcześnie rządzących, widzę twarze morderców mojego męża i elity polskiej, która zginęła pod Smoleńskiem’”.

„Gosiewska wyrok już wydała, a może zdradza zarazem przyszły plan polityczny rozprawienia się z PO przy pomocy smoleńskich szczątków” – zastanawia się Adam Szostkiewicz.

W tym kontekście warto przypomnieć wywiad z 2010 roku jaki przeprowadziła Janina Paradowska, nieżyjąca dzienikarka „Polityki”.

Ksiądz Henryk Błaszczyk, duszpasterz służb ratownictwa medycznego, towarzyszący w Moskwie bliskim ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, o tym, jak przebiegała identyfikacja ciał i o dzisiejszych wątpliwościach rodzin zmarłych.

Rozmowa została opublikowana w listopadzie 2010 r.

Janina Paradowska: – Jak to się stało, że po 10 kwietnia ksiądz znalazł się w Moskwie?

Ks. Henryk Błaszczyk: – Pojechałem na osobistą prośbę minister Ewy Kopacz, która tuż po katastrofie smoleńskiej kompletowała ekipę patologów sądowych, lekarzy, ratowników medycznych, psychologów, ludzi znających się na logistyce tego typu operacji, którzy mogli ją wesprzeć w tych pierwszych, najtrudniejszych dniach.

Rodziny wiedziały, że w samolocie jest ksiądz?

Tak, ten lot rozpoczęliśmy zresztą modlitwą. Kiedy padały słowa – i niech się stanie wola Twoja jako w Niebie tak i na Ziemi – to przyznaję, w obecności tych właśnie rodzin, sam przeżyłem głębokie wzruszenie. W tej modlitwie każdy uczestniczył na swój sposób, bo przecież nie wszyscy podzielali moje wyznanie wiary. Miałem jednak wrażenie, iż sama świadomość, że w samolocie obecni są kapłani, bo był również ksiądz pułkownik Marek, kapelan wojskowy, że są psycholodzy, że jest do kogo się odwołać, sprawiła, że już na pokładzie zaczęły się pierwsze rozmowy.

Kim byli psychologowie?

Oni wywodzili się głównie ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Przede wszystkim z tej uczelni wywodzą się psychologowie przygotowani do wczesnej interwencji kryzysowej. Byli też psychologowie z innych ośrodków oraz ekipa Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wraz z lekarzami.

Powiedział ksiądz, że już na pokładzie samolotu zaczęły się rozmowy. Z czym zwracano się do księdza, z jakimi pytaniami?

Dlaczego Bóg mi to uczynił? Dlaczego on, dlaczego tak strasznie? Jak się ksiądz czuje z tym, że wydarzyła się taka tragedia?

A co ksiądz może wtedy odpowiedzieć?

Ja mogę uczciwie powiedzieć, że Bóg też ponosi za to odpowiedzialność. On nie jest tylko od rzeczy dobrych i przyjemnych, jest obecny we wszystkim, w życiu i śmierci. Wierzę też, że w zmartwychwstaniu i życiu wiecznym.

Przylecieliście do Moskwy i co było dalej?

W hotelu czekali już pani minister Kopacz z panem ministrem Arabskim. Przywitali wszystkich przed wejściem do hotelu, a potem zaczęła się pierwsza odprawa, bardzo trudna. Zebrały się wszystkie rodziny i to była pierwsza próba przygotowania ich na obrazy, z którymi się spotkają, a także informacja o procedurach i działaniach oraz pracach wykonanych wcześniej przez obecną już polską grupę. To wszystko miało służyć jak najsprawniejszej i najlepszej identyfikacji ciał.

Co można wtedy rodzinom powiedzieć: zobaczycie coś tak strasznego, czego jeszcze nie widzieliście?

Należy powiedzieć: wiemy, że państwu zależy na tym, aby wasi bliscy jak najszybciej wrócili do domu, i chcemy wam pomóc w tym właśnie pragnieniu. I tak też się stało.

Jak rodziny reagowały?

Oczekiwaniem. Bardzo dobrze się stało, że w tym pierwszym etapie przygotowano ich do procedury.

Na czym to polegało?

Na powiedzeniu im, że powinni pomóc lekarzom patologom sądowym, tym wszystkim, którzy przygotowywali identyfikację, uczestnicząc w procedurze, w przesłuchaniu, dokonać porównania osób, które pamiętają, czy ze zdjęć, czy bezpośrednio. Osoby odpowiednio przygotowane przybierały postawę spełnienia postawionego zadania, jakby odsuwały od siebie dojmujące uczucie bólu, żalu, który oczywiście szybko wracał. Ale konieczność współuczestniczenia w identyfikacji – co może brzmi paradoksalnie – w jakiejś mierze porządkowała ich wewnętrznie, choć na chwilę.

Czy w ogóle rodziny miały wyobrażenie, co je czeka? Czy ksiądz miał taką wyobraźnię?

Od lat pracuję na misjach humanitarnych, pracowałem w Gruzji, gdzie mieliśmy szpital polowy, pracowałem na Haiti, gdzie wspólnie z przyjaciółmi prowadziliśmy szpital w epicentrum trzęsienia ziemi, na co dzień pracuję wśród osób, które są dotknięte perspektywą rychłej śmierci, widziałem tyle dramatycznych obrazów, tyle osób umarło na moich rękach. Tak się złożyło, że moja praca duszpasterska polega w dużej mierze na przygotowywaniu ludzi do śmierci i zadbaniu, aby po śmierci zachowana była ich godność. Czy spodziewałem się, co zobaczę? Przy całym moim doświadczeniu muszę powiedzieć, że doznałem wstrząsu, gdy po raz pierwszy zobaczyłem rozmiar tego, co się stało. To był najtrudniejszy czas w całym ciągu moich doświadczeń. Cóż więc mówić o rodzinach. Wbrew temu jednak, co się mówi, dużo ciał było zespolonych, chociaż oczywiście bardzo poranionych. To nie była destrukcja zupełna. Te, które były rozczłonkowane, w każdej części objęte były badaniem DNA, nie było ciała, które nie zostałoby potwierdzone badaniem DNA.

Kiedy po raz pierwszy zobaczył ksiądz ten rozmiar katastrofy?

Następnego dnia rano, kiedy w instytucie medycyny sądowej poprosiłem, aby zwieziono mnie na dół, do dużej sali, gdzie zgromadzone były ciała ofiar katastrofy. Tam też natychmiast, w takim spontanicznym odruchu kapłana, odprawiłem pierwszą stację pogrzebu chrześcijańskiego, poświęciłem te ciała i poleciłem je Bogu zgodnie z rytuałem pogrzebu katolickiego. Uważałem, że nawet jeśli nie wszyscy są katolikami, nie doznają uszczerbku w swojej godności.

I patrząc na tę salę pomyślał ksiądz: Boże, przecież te rodziny nie powinny tego zobaczyć, a one muszą zobaczyć?

Lęk, że w procesie identyfikacji rodziny będą musiały się skonfrontować z tymi obrazami, towarzyszył mi od momentu, kiedy zobaczyłem te ciała. Na to nakładała się myśl, że ta konfrontacja jest nieuchronna, dlatego prosiłem osoby przygotowujące rodziny, dla których ta intencja też była zresztą oczywista, aby przygotować ciała tak, żeby rodzina nie miała problemów z identyfikacją, a jednocześnie nie musiała się konfrontować z tym bezmiarem obrażeń.

To było możliwe?

W wielu przypadkach tak, zwłaszcza kiedy były wyraźne znaki identyfikujące, jak narośle czy blizny po przebytych operacjach.

Część rodzin kwestionuje obecnie identyfikacje, są nawet wnioski o ekshumację. Ksiądz też ma dziś wątpliwości, uważa, że identyfikacje nie były prawidłowe?

Nie mam najmniejszych wątpliwości. Dokonano ogromnego wysiłku dla zachowania najbardziej uczciwej metody identyfikacji ciał. Ten proces mógł trwać bardzo długo, ale Rosjanie, mając doświadczenie wielu katastrof lotniczych, we współpracy z polską grupą, naszymi patologami, ekspertami od kryminalistyki, przeprowadzali z wielką starannością cały proces identyfikacji, który rozpoczynał się od momentu dostarczenia materiału zdjęciowego, genetycznego, od opisów, które powstały w momencie przesłuchiwania rodzin. To wszystko wprowadzane było do programu komputerowego, który zbierał w całość wszystkie informacje. To jest, oczywiście, tylko jedno z narzędzi, bo jednak w końcu ważne jest zobaczenie na własne oczy. Wiem, że niektóre przesłuchania rodzin były bardzo długie, wyczerpujące, ale one nie wynikały ze złej woli, ale właśnie ze staranności. Problemem był może pierwszy dzień, kiedy przesłuchania prowadziło wielu młodych rosyjskich prokuratorów, którzy po raz pierwszy zetknęli się z takimi okolicznościami.

Byli nieco sparaliżowani?

Trochę tak, gdyż ranga tej katastrofy była ogromna. Drugiego dnia pracowali już doświadczeni prokuratorzy i to dawało się natychmiast odczuć. Oni potrzebne informacje zdobywali o wiele szybciej. Na prośbę rodzin uczestniczyłem w trzech przesłuchaniach i nie znalazłem przejawów złej woli czy jakichś elementów pracy operacyjnej, aby pozyskać informacje, które by nie służyły identyfikacji.

Niektórzy przedstawiciele rodzin skarżyli się na arogancję rosyjskich śledczych.

Nie spotkałem się z takim przypadkiem, ale może jakiś się zdarzył. Trzeba wziąć pod uwagę, że rodzina przechodziła raz tę procedurę, a prokurator powtarzał ją z wieloma osobami i jakieś zniecierpliwienie, spotęgowane napięciem, bo katastrofa wyjątkowa, mogło się w którymś momencie pojawić jako efekt potwornego zmęczenia wszystkich. Rozmowy odbywały się zresztą w obecności polskich psychologów, a ponieważ brakowało tłumaczy, poproszono polskie siostry zakonne, pracujące od lat w Moskwie i perfekcyjnie znające język rosyjski, co przyspieszyło procedury i było wsparciem dla wielu rodzin.

Rodziny były na ogół dzielne?

Bardzo dzielne. Nie używam nazwisk w tej rozmowie, ale jednego użyję, bo uważam, że trzeba. Matka pana ministra Handzlika, która w pierwszym dniu, nie znalazłszy ciała swojego syna, z wielką empatią i cierpliwością wspierała inne rodziny. To było wzruszające i budzące podziw. W ogóle rodziny wówczas okazywały sobie życzliwość i szacunek, zwłaszcza gdy oczekiwało się na wejście do sali, gdzie odbywała się identyfikacja.

Wielu nie odważyło się wejść?

Nie znam statystyki, ale były osoby proszące o zwolnienie ich z tej czynności. Większość jednak chciała, także dlatego, aby przeżyć moment pożegnania, czasem tylko poprzez dotknięcie ręki. To wszystko przecież stało się tak nagle.

Wiem, że dwie czy trzy osoby prosiły minister Kopacz, aby to ona dokonała identyfikacji, księdza też proszono?

Uczestniczyłem w identyfikacjach jako osoba, której obecność jest odpowiedzią na potrzebę modlitwy. Proszono mnie, abym wszedł i pomodlił się. To były właściwie prośby powszechne. Niełatwa modlitwa w rozpaczy.

Po siedmiu miesiącach wzbiera fala pretensji – do Rosjan, do polskich władz, do rządu, premiera, podważa się uczciwość identyfikacji, sekcji zwłok. Co ksiądz sobie myśli, słysząc to wszystko?

Przede wszystkim widzę rodziny, które nie mogą do końca przeżyć w spokoju, godnie swojej żałoby. Dla większości z nich to jest właśnie ciągłe powracanie do tych najtrudniejszych chwil, identyfikacji, sekcji, to przymuszanie ich do ciągłego przywoływania najtragiczniejszych chwil i obrazów ich życia, to jest torturowanie ich pamięci.

Przymuszanie przez kogo?

Przez media, polityków, osoby, które w sposób świadomy, dla różnych – także politycznych lub komercyjnych – celów odwołują się do tego trudnego momentu identyfikacji. Proszę mi wierzyć, gdyż wspólnie z psychologami nadal pracuję z grupą rodzin, że ta niemożność przeżycia żałoby i zamknięcia pewnego jej okresu powoduje ogromny ból i uniemożliwia spojrzenie w przyszłość. Powinni iść naprzód, a przymusza się ich do powrotu w trudną przeszłość.

Cierpią? Oburzają się?

Czują coraz większy gniew, niezgodę, ale też bezsilność wobec sytuacji, gdy ta smoleńska gra toczy się nadal. Bardzo często towarzyszy im też lęk przed oceną środowiska. Członkowie rodzin tych, którzy zginęli, boją się, że nieustanne przypominanie, komentowanie, otaczanie katastrofy sensacjami zaczyna sprowadzać ich bliskich do formy produktu na sprzedaż, co odziera śmierć z godności. Pytanie o sekcje mnie po prostu zdumiewa, doprawdy nie wiem, czemu ma ono służyć.

To odpowiem: polityce, podejrzeniom, że nie wszyscy zginęli w wyniku katastrofy, to ksiądz przecież wie. Niektóre rodziny mówią: chcemy protokół sekcji, bo nie wiemy, dlaczego zginął mój mąż, syn. Są wnioski o ekshumację. Ksiądz wszystko widział. Jaki sens miałaby ekshumacja?

Nie znajduję go. Mam w pamięci obraz tych dwóch ciał, o których ekshumacji się mówi, i nie mam tu żadnych wątpliwości.

To ma być ekshumacja w celu ustalenia przyczyny śmierci. Co z tego ksiądz rozumie?

Rozumiem to w ten sposób, że w pytania, które zadają mi niektóre rodziny, wpisana jest jakaś obawa, lęk, zbudowany zresztą na przyzwoleniu, aby osoby niegodne, nieliczące się z ludzkim cierpieniem, budowały obraz innej przyczyny śmierci niż uszkodzenia wielonarządowe powstałe w wyniku katastrofy. Czasem pytano mnie, czy widziałem rany postrzałowe, ślady po duszeniu. Na miłość boską, ktoś, kto stawia taką tezę, upowszechnia ją i zaraża nią bliskich ofiar, opinię publiczną, dokonuje niebywałej agresji, już nie tylko wobec rodzin, ale wobec społeczeństwa.

Jeżeli jedna z matek, dotknięta bólem, mówi o przylocie jakiegoś innego samolotu i jego wylocie poza teren katastrofy, o podkładaniu ciał, to proszę sobie wyobrazić, jakiej agresji musiano dokonać na wyobraźnię tej matki właśnie tworzeniem i utrwalaniem nieprawdziwych obrazów i hipotez, że ona dopuszcza myśl, iż to może być prawda.

Kim musi być człowiek, aby zadawać takie cierpienia matce? Rozmawiałem z bliskim współpracownikiem pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który jako pierwszy z Polaków był na miejscu katastrofy, w kilka minut po uderzeniu samolotu w ziemię. Opisywał mi ten samolot, obrazy ciał, które widział w jednym miejscu. Sugerowanie, że we wraku nie było siedzeń, że nie było ciał, wpływa na reakcję rodzin, na ich lęk, w jaki sposób ich najbliżsi zginęli. Odbiór takich informacji jest bardzo indywidualny. Nie wolno w ten sposób igrać z ludźmi, to jest haniebny proceder.

Ksiądz był przy zamykaniu trumien w Moskwie?

Przy każdej.

Jak to się odbywało, bo ta kwestia też budzi wątpliwości niektórych rodzin?

Po identyfikacji, potwierdzonej dokumentami podpisanymi przez najbliższych lub osoby przez nich upoważnione, ciało było natychmiast oznaczane nazwiskiem pisanym na pasku. Taki sam pasek był również w dokumentacji. Po modlitwie i pożegnaniu przez bliskich zaczynano przygotowywać ciało do transportu. Ciała były owijane szczelnymi workami, oznaczenie było zarówno na ciele, jak i na worku. Następnie kładziono je na wózku i wywożono na parter instytutu, gdzie znajdowała się sala sprawowanego kultu (tak ją nazywano). Tam stały już trumny przygotowane przez specjalną ekipę, złożoną z żołnierzy i pracowników firmy pogrzebowej wynajętej do tej pracy. Jeszcze raz sprawdzano nazwisko i porównywano je z listą dostarczoną przez konsula. Następnie ciało wkładano do trumny i nie zamykano jej, gdyż musiało się jeszcze odbyć posiedzenie komisji, składającej się z przedstawicieli rosyjskiego ministerstwa spraw nadzwyczajnych, patologa sądowego, polskiego konsula oraz rosyjskiej służby granicznej. Jeszcze raz porównywano dokumenty z opisaniem ciała na worku i wtedy zezwalano na dalszą procedurę transportu, która polegała na tym, że przewożono je do pomieszczenia, gdzie było owijane w jedwabny całun do wysokości trzech czwartych ciała, a następnie otulane całunem, który był wewnątrz trumny, co tworzyło taki kokon.

Nad każdym z ciał modliliśmy się, odbywało się jego poświęcenie, wtedy też do trumny wkładałem różańce oraz pamiątki, jeżeli rodziny sobie tego życzyły. Były to listy, w tym od dzieci, obrączki ślubne, zdjęcia, pamiątki rodzinne. Wkładałem je między całun a ciało, aby były blisko zmarłego.

Rosjanie przygotowali dla wszystkich ubrania, czekały gotowe komplety dla mężczyzn i kobiet. Do czego one służyły?

Dla wszystkich uczestniczących w identyfikacji było oczywiste, że próba ubierania ciał odzierałaby je z godności. Ubrania można było tylko ułożyć na ciałach, czyli praktycznie przykryć je, i to robiliśmy, gdy zwłoki były już owinięte w jedwabny całun. Dopiero na te ubrania nakładany był zewnętrzny całun, stanowiący wyposażenie trumny. Gdy to wszystko zrobiliśmy, trumna była przez polską ekipę komisyjnie lutowana, a potem śrubami przytwierdzano drewniane wieko. Trumny były bardzo solidne, ciężkie, miały wnętrza z blachy cynkowej. Żołnierze przenosili je do samochodu i w eskorcie policji przewożono je na lotnisko. Kultura tych żołnierzy i firmy pogrzebowej była nadzwyczajna.

Ksiądz żegnał wszystkich w chwili zamykania trumien?

Mogę powiedzieć, że ze zmarłymi byłem od początku, zanim zaczęła się identyfikacja, aż do chwili, gdy zamykano ostatnią trumnę. Z ostatnimi trumnami wróciłem do Polski.

GDZIE JEST SZACUNEK?? ILE WART JEST DOKTORAT, SKORO DUDA TAK BARDZO WSTYDZI SIĘ PROF. ZIMMERMANA

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

Osoba Andrzeja Dudy to postać, która mogłaby przynieść wielkie korzyści światom nauki, uniwersytetu i sztuki. Ktoś mógłby rzec: Duda to człowiek niosący bogactwo treści. Lecz jest to spostrzeżenie niespójne, wewnętrznie sprzeczne, bo prezydent jest politykiem wątpliwej reputacji i konduity. Więc pozostańmy przy wahaniu: między tak i nie.

Na razie Duda przyniósł korzyści kabaretowi, dzięki któremu jest znany jako Adrian. Śmiem twierdzić, że „Ucho prezesa” powoduje zgryz u publiki i na pytanie, jak na imię ma Duda, wcale nie jest pewna odpowiedź: Andrzej. Takim testem mogłoby być pytanie o imię prezydenta w popularnym teleturnieju „Milionerzy”.

Korzyści nauki i literatury widzę w możliwym spektaklu teatralnym, który wziąłby na warsztat temat pod roboczym tytułem: „Sąd historyczny nad Dudą zanim stanie przed Trybunałem Stanu”. Mogłaby to być dzieło wystawione na Scenie Faktu, a jakiś profesor prawa i dramaturg zespoliliby twórcze siły, aby podjąć temat.

Ba, nawet wiem, kto mógłby reprezentować stronę uniwersytecką – autorytet prawa, prof. Jan Zimmermann z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który był promotorem pracy doktorskiej naszego Adriana. Profesor nawet jakby zaczął pisać wspomnianą przeze mnie sztukę teatralną. Oto w wywiadzie dla Wirtualnej Polski powiedział, iż Duda ułaskawiając Mariusza Kamińskiego złamał Konstytucję. A nawet więcej: – „Nie jedyny raz podczas tych dwóch lat. Andrzej Duda złamał Konstytucję wielokrotnie” – prof. Zimmermann jakby pisał już na brudno „Sąd nad Dudą”.

Kolejny suspens do naszego brudnopisu literackiego jest natury bardzo osobistej, prof. Zimmermann mówi (w klasycznej dramaturgii jest to zapisywane: „na stronie”): „Kiedy to wszystko się zaczęło, wiele razy mu (Dudzie – przyp. mój) mówiłem, że źle robi, ostrzegałem. Niestety, zablokował mój telefon, nie przyjmuje maili, zerwał kontakt. Wbrew temu, co mówił na swojej inauguracji, że tak wiele mi zawdzięcza”.

W proponowanej przeze mnie sztuce mogłaby być wielość planów narracji: ten sąd historyczny ze wszystkim za i przeciw, wątek osobisty (prof. Zimmermann i wiarołomny Duda) i przesłanie społeczne. To ostatnio mogłoby być zilustrowane, jak to bezprawie prowadzi do amoralności. Mianowicie podczas rozprawy Sądu Najwyższego, gdy sędziowie badali, czy Duda miał prawo ułaskawić Mariusza Kamińskiego, porządek zakłócił Adam Słomka (skądinąd specjalizujący się w takich happeningach). Przy jego wyprowadzaniu jeden z mężczyzn na widowni strącił czapkę z głowy policjantowi i sięgnął do jego kabury z waltherem.

Nie wiem, co zrobić z innym passusem prof. Zimmermanna, bo nie chciałbym, aby ewentualna sztuka była prostacka, grafomańska, dlatego pozostawiłbym tę kwestię w didaskaliach, jako zalecenie dla reżysera: – „Andrzej Duda nie przejął się niczym. Nie chcę go usprawiedliwiać, bo złamanie przez niego Konstytucji jest poza dyskusją, ale wydaje mi się, że nie zrobił tego swoją samodzielną decyzją” – wypowiadał się już w 2015 roku prof. Zimmermann. – „Ubolewam, że jest on absolwentem naszego wydziału” – konkludował pan profesor.

A może jednak niech pozostanie ten ostatni monolog. Nie wiem, czy profesor UJ Zimmermann chodzi w marszach KOD, lecz są to słowa duchem z protestów obywateli. Pisze o Dudzie, jakby był Makbetem. Otóż – nie! Mordu na demokracji i wolnościach obywatelskich dokonuje wszystkim znany poseł Jarosław Kaczyński. Lecz i po Dudę zbliża się Las Birnam w postaci Trybunału Stanu. Wcześniej jednak chciałbym obejrzeć na scenie „Sąd nad Dudą”.

KTO POPIERA SZUBARTOWICZA?

>>>

O kim ten słynny wierszyk? Zgadliście! O idiocie prezesie i jego prezydencie.

cylsmpguoaakom9

Też nie mam złudzeń, iż PiS przystępuje do likwidacji społeczeństwa obywatelskiego dwoma aktami. Pierwszym to będzie ustawa o zgromadzeniach, drugi o NGO’sach – organizacje pozarządowe mają być rządowe. Pisze o tym Daniel Passent.

minister

Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury, powiedział, że „jest gotów przeprosić” działaczki organizacji pozarządowych (NGO) Zofię Komorowską i Różę Rzeplińską oraz Jakuba Wygnańskiego.

„Jest gotów” czy „przeprasza” – to subtelna różnica. Ale powiedzmy, że wicepremier faktycznie przeprasza. Pozostaje pytanie: za co? Za to, że jeżeli ktoś jest z kimś spokrewniony, to nie podważa pożytku publicznego organizacji, w której działa. Faktycznie, wicepremier powinien przeprosić za trwającą od kilku tygodni w Wiadomościach TVP nagonkę na organizacje pozarządowe.

Nawet jeżeli pokrzywdzone działaczki przyjmą przeprosiny, to na tym sprawa się nie kończy. Trwająca od pewnego czasu ofensywa wobec NGO-sów (zwanych potocznie również OPP – Organizacje Pożytku Publicznego) musi skutkować obniżeniem ich autorytetu, wzrostem podejrzeń, czy aby są to organizacje uczciwe i pożyteczne, a w rezultacie do zmniejszenia 1 proc. daniny z podatku na rzecz rozmaitych fundacji i stowarzyszeń. W Polsce, gdzie „trzeci sektor” nie ma wielkich tradycji, ale rozwijał się (ponad 110 tys. organizacji), taki atak to więcej niż zbrodnia – to błąd.

Na pewno w takiej masie stowarzyszeń i fundacji zdarzały się i przekręty, oszustwa, które trzeba ujawniać i zwalczać, ale pomysł utworzenia Narodowego Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego jest absurdalny. Powołanie takiego centrum byłoby nieszczęściem. Społeczeństwo obywatelskie na tym m.in. polega, że tworzą się tysiące niezależnych inicjatyw, które odpowiadają tylko wobec prawa i swoich członków. Jedne utrzymują się ze składek, inne pozyskują środki publiczne w drodze konkursów, jeszcze inne żyją z darowizn z kraju lub z zagranicy, a najczęściej ze wszystkiego po trochu. I komu to przeszkadzało? Rządowi, bo – jak powiedziała premier Szydło – ten sektor wymaga „uregulowania”, bo mówi się, że państwo nie wspiera Trzeciego sektora, a przecież w dużym stopniu finansuje te organizacje.

cyixrexukaasff

Prawdziwym celem ataku władz na „trzeci sektor” jest dążenie rządu PiS do opanowania całego życia publicznego, we wszystkich jego aspektach: gospodarki, kultury, nauki, propagandy, mediów, Trybunału Konstytucyjnego, historii, sądownictwa, prokuratury, służby cywilnej, samorządów, od stadniny po muzea i politykę historyczną – wszystko ma być na jedno kopyto, podporządkowane władzy, od urodzenia do pochówku i ekshumacji – wszystko ma służyć budowie nowego człowieka i państwa PiS.

Nie przypadkiem atak na „trzeci sektor” (zapoczątkowany przez dyspozycyjną telewizję) zbiegł się z atakiem na samorządy. Każda słabość, błąd, kompromitacja, potknięcie władz Warszawy, Gdańska, Łodzi, Lublina – jest natychmiast nagłaśniane, wykorzystywane w walce o przejęcie samorządów. Rząd już prowadzi kampanię wyborczą do samorządów, wykorzystując wszystkie podległe sobie narzędzia – media, służby specjalnej troski (CBA), prokuraturę, a przyjdzie kolej na sądy i na adwokaturę.

Obóz rządzący dąży do władzy pełnej, totalnej, zachowuje się jak na terytorium, które trzeba sobie podporządkować pod każdym względem, likwidować wszystkie gniazda oporu, kompromitować i zwalczać każdego, kto mówi „nie”. Sędzia, który mówi „nie” – jest politykiem, nauczyciel, który mówi „nie” – jest politykiem, manifestacja sprzeciwu nauczycieli i rodziców jest manifestacją polityczną, a uprawianie polityki jest zarezerwowane wyłącznie dla siły zwierzchniej. Kto uważa inaczej, ten jest przeciw Polsce. Uff.

nie-wiem

Tytuł „Hieny Roku 2016″ otrzymuje bezapelacyjnie rodzina gen.Błasika. Zawstydzili nawet ojca Rydzyka.

cw5wld5xuaete1y

„Bogacze zapłacą grosze, a biedni nie dostaną nic” – Fakt na jedynce o reformie podatkowej rządu

fakt

Jak pisze weekendowy „Fakt” na pierwszej stronie:

„Obiecywali jedną i równą wolną kwotę od podatku. Tak obliczoną, by emeryci, renciści i mało zarabiający Polacy mogli wreszcie płacić mniejsze podatki. Nic z tego nie będzie. Owszem, kwota wolna będzie zmieniona – ale ani nie będzie równa, ani sprawiedliwa. Biedni jak płacili wysokie podatki, tak będą je płacić. A bogaczy rząd Beaty Szydło boi się tknąć”.

adam-mazgula-2

 

Andrzej Duda był gościem Krajowego Zjazdu Adwokatury w Krakowie. Podczas inauguracji prezydenta przywitały brawa – niezwykle skromne w porównaniu do oklasków, którymi chwilę później witano prezesa TK.

cyiykiswgaet0jn

Prezydent nie został jednak powitany zbyt ciepło – brawa, które dostał, były dużo skromniejsze niż owacja towarzysząca odczytaniu nazwiska prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Prezes TK podczas inauguracji mówił m.in. o roli adwokatury w państwie prawa. Odniósł się też do spraw bieżących, czyli nowego projektu PiS ws. Trybunału. W jego ocenie projekt ten jest „zasmucający, zawiera przepis jawnie korupcyjny wobec sędziów konstytucyjnych”.

– Myślę, że tak naprawdę jest to projekt napisany pewnie na zamówienie parlamentu innego państwa, a nie Sejmu Rzeczypospolitej. Wstyd mi, że taki projekt w ogóle mógł powstać – zaznaczył prof. Rzepliński.

cyhbfiuwgaer3jk

Ależ ten Duda fałszywy. Podróbka Polaka.

prezes-tk

Wicesze „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o postępującej autokracji PiS.

czas

Centralny ośrodek dyspozycji politycznej zdecydował o przejściu do kolejnego etapu rewolucji narodowej w państwie PiS. Wzięto już za twarz prokuraturę, służby specjalne, media publiczne, Trybunał Konstytucyjny, kulturę i szkolnictwo. Zanim wezmą się za sądy i samorządy, czas zrobić porządek ze społeczeństwem obywatelskim. Pomysł prosty jest jak cep z Orwellowskiego „Folwarku zwierzęcego”.
Organizacjami pozarządowymi zajmie się rząd, ze społeczeństwa otwartego zrobi się zamknięte, a fundacje będą robić nie to, co by same chciały, ale to, co chce rząd.I tak, zamiast zajmować się kontrolą władz (Watchdog), tolerancją światopoglądową, prawami człowieka, wolnościami obywatelskimi, obroną mniejszości, walką z dyskryminacją, pomocą uchodźcom czy wyrównywaniem szans, będą propagować pisowski patriotyzm, „żołnierzy wyklętych”, kult smoleński i inne liczne kulty. A jeśli nie zechcą – niech umierają z głodu. Dość już pięknoduchostwa, pederastii, genderu, tęczowej tolerancji – moralnej zachodniej zgnilizny spod znaku Sorosa. Program partii programem narodu.

Na czele rządowego Narodowego (a jakże) Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego stanie pełnomocnik prezesa Rady Ministrów – podobno Adam Lipiński – wypróbowany towarzysz zakonu PC. Dysponować będzie centralnym Funduszem Inicjatyw Obywatelskich (60 mln rocznie), środkami z budżetu Unii Europejskiej i z programów zagranicznych. Pieniądze gigantyczne. Władza absolutna.

Projekt ustawy, która to wszystko reguluje, datowany jest na 31 października. W tym właśnie dniu – co za przypadek – „Wiadomości” TVP rozpoczęły serial nienawiści wobec społeczeństwa obywatelskiego, najcenniejszego (choć w ciągłym niedostatku) osiągnięcia społecznego po 1989 r. To 17 tys. fundacji i 100 tys. stowarzyszeń. Zjawisko barwne i pluralistyczne od mikroskopijnych organizacji lokalnych po wielkie fundacje.

cygdtwixgaur2a_

Wicepremier Piotr Gliński przeprosił za tę nagonkę Różę Rzeplińską, Zofię Komorowską i Jakuba Wygnańskiego – co trzeba docenić, tym bardziej że to gest przyzwoitości odbiegający od standardów tej władzy.

Ważniejsze jest pytanie, czy wicepremier Gliński, który jako socjolog poświęcił całe swe zawodowe życie badaniu społeczeństwa obywatelskiego, powie teraz „non possumus”. Czy też może uzna swój dorobek za zbędny bagaż, relikt zamierzchłej epoki i w duchu „dobrej zmiany” dziarsko przystąpi do przekształcania organizacji pozarządowych w rządowe?

cyfhurcwqaapeod

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad Alzheimerem PiS.

alzheimer

Mariusz Kamiński ma wiarygodność taką, jak człowiek ułaskawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę. Trzy lata bez zawiasów. Ale publiczność nie ułaskawiła Kamińskiego ani nie wymazała wyroku – dopowiedzmy nieprawomocnego przed apelacją.

Ułaskawienie to nie Alzheimer. Kamiński na zawsze pozostanie człowiekiem z wyrokiem bez zawiasów. Jak ktoś wyjdzie po 3 latach z więzienia, każdy z nas może spokojnie powiedzieć, jesteś jak Mariusz Kamiński, wiceprezes PiS, super-minister od służb specjalnych w rządzie Beaty Szydło. Taki jest autorytet Kamińskiego. Chyba że masz Alzheimera, wówczas nie powiesz, bo mózg sam z siebie w procesie degradacji ułaskawił Kamińskiego, wykasował jego wyrok. I ten „łaskawca” rzecze na temat pisowskiego sędziego Mariusza Muszyńskiego wybranego do Trybunału Konstytucyjnego, że „nie ma żadnych przeszkód formalnych, aby pan profesor Muszyński mógł sprawować funkcję sędziego Trybunału Konstytucyjnego”.

cybwj5bxgaaglue

Co byłoby formalną przeszkodą – tego nie wyjawił Kamiński. Mariusz Muszyński jest podejrzewany, że w latach 90. był oficerem UOP, czyli wywiadu, przechodził szkolenie szpiegowskie w ośrodku w Starych Kiejkutach i jako agent pracował w ambasadzie polskiej w Berlinie. To wyśledzili w biografii Muszyńskiego dziennikarze „Wyborczej”. I temu nie zaprzeczył „ułaskawiony” Kamiński, ani sam podejrzewany o agenturalną działalność Muszyński.

Przypatrzmy się teraz prawu i Muszyńskiego pozycjonowaniu się do prawa i moralności. Prawo mówi, że nie można publicznie wyznawać informacji tajnych – co też uczynił Muszyński. Prawo mówi – że kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego musi wyjawić prawdę o swoim życiorysie. Skłamał, a prawda prawna jest jak przysięga. Co więc z tego wynika? Logika – nauka z klasycznej Grecji – w tym wypadku stwierdza, że Muszyński nie miał prawa kandydować na sędziego TK, bo skłamał, złamał przysięgę.

cyigpkpxgaaldkv

Nie wymagam wiedzy logicznej i umiejętności posługiwania się „czystym rozumem” (Kant – taki filozof) od Kamińskiego, bo  wyrobiłem sobie o nim zdanie, słuchając jego kulawych retorycznie wywodów. Wymagam jednak od prawnika Muszyńskiego minimum przyzwoitości. A nie jest przyzwoitym. Dla mnie jest to immoralność. O tym wiele napisano, zarówno w literaturze przedmiotu i pięknej. Ktoś taki jak Muszyński, jeżeli nie potrafi sam zrezygnować z pełnienia funkcji tak odpowiedzialnej pod względem fachowym, prawnym, moralnym i intelektualnym, to instytucje państwa powinny zrobić to za niego i wydalić go ze swoich organizmów.

Muszyński nigdy nie powinien być osobą zaufania publicznego, osobą reprezentującą autorytet państwa. A jest. I to nie tylko sędzią Trybunału Konstytucyjnego, ale Trybunału Stanu i – achtung! achtung! – Komisji Weneckiej.

Na co choruje państwo PiS? Na Alzheimera.

diavolo

Kleofas Wieniawa pisze o nielocie Magierowski i jego Dudzie.

magierowski-i-jego-duda

Jak to możliwe, aby takie nieloty żurnalistyczne, jak Marek Magierowski, były obecne w przestrzeni publicznej. Ba, nawet mówią gdzieś po programach. Bodaj taki Magierowski nie wydalił ze swoich szarych komórek żadnej oryginalnej myśli, a świeci inteligencją odblaskowo.

Spsiało dziennikarstwo i polityka. Taki ktoś mówi, że „prof. Rzepliński wypowiadał się wielokrotnie w sposób stricte polityczny”.

A czym zajmuje się sędzia Anrzej Rzepliński? Nie aktami politycznymi? A czym jest Konstytucja RP? Wydając sąd nad ustawą – co to jest? Poczytaj sobie Kanta, a nawet przeczytaj – nielocie – chociaż jedną książkę Rzeplińskiego.

A ja wypowiem się „w sposób stricte polityczny”? – Duda stanie przed Trybunałem Stanu. Stanie, bo zasłużył sobie marnością swojego charakteru.

A „przymioty” Dudy: brak formy, jest miazgą intelektualno-estetyczną. Wstyd Polsce przynosi. Na zewnatrz; bo u nas w kraju jest pośmiewiskiem. Wcale nie potrzeba do tego Dody.

cyhxpakwqaa5ljv

O formie warto przeczytać u Gombrowicza, u Witkacego. Polskę dopadło impotenctwo, takie jak Magierowski.

Duda do Rzeplińskiego to paznokieć do ręki. Nie dorośnie nigdy, bo dorasta się estetycznie i intelektualnie będąc młodzieńcem, a prezydenta mamy złamanego.

Duda jest materiałem na groteskowe opowiadanie. Dobry dziennikarz, jak niegdyś Marek Hłasko stworzy z jego zachowań i wypowiedzi burleskę.

cyijqusweaa1t1c

WIELKA SZKODA, ŻE ZNOWU MUSIMY WALCZYĆ O WOLNĄ POLSKĘ. Tym razem wolną od nienawiści, podziałów i głupoty.

cygf674xuaaomfe

Wojciech Czuchnowski wygrał z PiS sprawę w sądzie, mógł nazwać: „Mafijne państwo PiS”.

Brawo! Są jeszcze niezależne sądy, jeszcze…

mafijne

PiS domagał się przeprosin na pierwszej stronie „Wyborczej”, na portalu Wyborcza.pl oraz w tradycyjnym liście wysłanym do siedziby partii za komentarz z ubiegłego roku. Czuchnowski ocenił w nim bezprecedensową decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, który przerwał trwający proces sądowy i ułaskawił skazanego nieprawomocnie na więzienie byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Dziennikarz skomentował wtedy, że PiS wywiera naciski na wymiar sprawiedliwości, bo nigdy nie zaakceptował wyroku na byłego szefa CBA.

O decyzji prezydenta Dudy pisał tak: „Stawia ponad prawem siebie, kolegów i działaczy swojej partii”. PiS przyczepił się do ostatniego zdania komentarza: „Tak nie działa państwo demokratyczne. Tak działa państwo mafijne” oraz do tytułu komentarza w internecie „Mafijne państwo PiS”.

CqdE6xQWIAAwWJ3

W PiS mamy tylko jednego sprawiedliwego, jednego – Kazimierza Ujazdowskiego, który przyznaje, że PiS dopuścił się błędu z Trybunałem Konstytucyjnym.

Można być pewnym, że prezes go wykopie.

ujazdowski bronię

Jestem przekonany, że dobrze funkcjonujące państwo musi mieć sąd konstytucyjny. To bardzo konserwatywna teza – mówił Kazimierz Michał Ujazdowski w „Faktach po faktach” TVN24. Jak dodał europoseł PiS:

„Możliwe jest dobre rządzenie, które nie zastaje ludzi samych ze sobą. Połączone z kooperacją i szacunkiem dla sądu konstytucyjnego. Sąd konstytucyjny nie raz popełniał błędy, ale bronię poglądu, że bilans sądu konstytucyjnego jest pozytywny. Przychodził wielokrotnie w sukurs obywatelom, gwarantując prawa podatkowe, a ostatnio wydał wyroki umacniające klauzulę sumienia oraz dobry wyrok ws. gruntów warszawskich. Jest instytucją wartościową”

Polityk PiS przyznał, że „w tej sprawie ma odrębne stanowisko, czego absolutnie nie kryje, bo tak odczytuje interes RP”. – Najpierw zostało popełnione nadużycie ze strony Platformy, na to nadużycie nowy obóz rządzący odpowiedział nadużyciem, a potem sytuacja wymknęła się spod kontroli – dodał.

ujazdowski

Prawdziwe igrzyska czekają nas już na początku września.

dlaPiS

Starterem będzie Jarosław Kaczyński, to on da sygnał. Pisze Waldemar Mystkowski.

prezes

Dla PiS na jesieni zaczną się schody, po których już im tak dobrze nie pójdzie, jak na początku rządzenia, gdzie wszystko mogli zwalić na poprzedników. Teraz trzeba odpowiadać za nieudolność, kolesiostwo, skłonność do zawłaszczania wszystkiego.

Trzeba będzie przykryć deficyt budżetu państwa na rok 2017, a będzie on najwyższy w historii – 60 mld zł, przy założeniach wysokiego wzrostu gospodarczego, który wcale nie musi być osiągnięty. Zadłużenie państwa będzie się plasować na granicy 3 proc PKB, których nie można przekroczyć ze względów konstytucyjnych i zobowiązań unijnych, bo wówczas wszczynana jest procedura nadmiernego deficytu. To może być coś zdecydowanie gorszego niż procedura praworządności wszczęta przez Komisję Europejską. Wówczas zostałyby obniżone ratingi, kredyty podrożałyby, a PiS jest partią, która nie wzbudza zaufania międzynarodowego.

PiS z pewnością nie popuści samorządom, będzie chciał ukrócić im władzę i odebrać pieniądze municypalne oraz unijne, a wreszcie wymienić na swoich. Pojawiła się okazja, aby komisarycznie wymienić Hannę Gronkiewicz-Waltz po aferze „Reprywatyzacja po warszawsku”. Dla publiki jest jasne, iż nieliczni dopuszczeni zostali do złodziejstwa. PiS musi się przyjrzeć, ilu swoich jest w tej reprywatyzacji umoczonych. Ryszard Czarnecki, który dość blisko sytuuje się ucha prezesa, dla RDC powiedział o zarządzie komisarycznym w Warszawie: – Trzeba to zbadać, nie ma świętych krów. Nie jest tak, że jak ktoś jest prezydentem Warszawy i przy okazji wiceprzewodniczącym Platformy Obywatelskiej, to korzysta w immunitetu, parasola ochronnego.

W tej chwili wszyscy czekają na prezesa, który wraca z urlopu na początku września. To w jego ustach znajduje się gwizdek, da nim sygnał do igrzysk. Mówi się też, że prezes ma świadomość, iż Beata Szydło nie radzi sobie ze skomplikowaną materią rządzenia. Może dlatego premier uczestniczyła w pielgrzymce do Piekar Śląskich, aby wymodlić sobie jeszcze trochę czasu na psucie Polski.

Tak powstał mural, polskeigo artysty z Nowego Jorku, Jurka Urbana jr (jurek urban jr), który na Twitterze napisał:

cały dzień malowałem, ale wyszło nawet nieźle. pozdrawiam Pana Profesora.

Cqe12XwXYAI-IOF

 

CizFxybU4AAHjZd

Komisja Europejska postawiła PiS ultimatum: do poniedziałku rozwiązać kwestię Trybunału Konstytucyjnego. Czy zdążą? PiS nie o to chodzi. Chcą rozwalić porządek prawny w Polsce.

ultimatum

Jeżeli do 23 maja „nie nastąpi żaden znaczący postęp” w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans wyśle rządowi Beaty Szydło oficjalną opinię o zagrożeniach dla praworządności w Polsce. – Małe są nadzieje, że Polska zrobi w tym tygodniu coś tak znaczącego, by tę opinię zatrzymać.

Wiceszef MSZ ds. europejskich Konrad Szymański przestrzegał wczoraj przed używaniem tak dramatycznych słów, jak „ultimatum” czy „dawanie czasu”. – Potrzebujemy znacznie więcej czasu, trudno oczekiwać, że poniedziałek będzie przełomowy – mówił Szymański.

Ze względu na decyzję Komisji politycy PO, PSL i Nowoczesnej przełożyli ze środy na wtorek spotkanie w sprawie Trybunału, na które zaprosili PiS. Lider PO Grzegorz Schetyna mówił, że opozycja chce dać rządowi szansę, by wspólnie rozwiązać spór wokół TK.

– Szef gabinetu Timmermansa jeździł do Warszawy, a w KE część osób wierzyła w jakieś pozytywne ruchy, które skwitowałaby powtórna wizyta Timmermansa w Polsce – relacjonują rozmówcy z instytucji UE pytani o przyspieszenie procedury. Jednak w zeszłym tygodniu kontakty ze strony Polski zupełnie ustały.

Żółta

– Politycy w Polsce zachowują się tak, jakby nie wiedzieli, że słucha się ich i czyta za granicą. W Unii dobrze wiadomo, co Jarosław Kaczyński znów powiedział o TK – mówią w Brukseli. Na unijnych korytarzach mówi się też, że nie wolno zwlekać, bo po szczycie NATO i wizycie papieża „reputacyjna presja” Unii na Warszawę będzie jeszcze mniej skuteczna.

Ciy_5XHUoAEdkDC

Miesiąc po katastrofie smoleńskiej zgłosił się Rosjanin, który jakoby miał informacje o zamachu. Polskie służby uznały go za prowokatora.

Dla mnie to oczywiste. Tuż po katastrofie rozważałem takie możliwości, bo tak zawsze zachowywali się Rosjanie. PiS teraz twierdzi, że to dowód na zamach.

prowokacja

Człowiek, który po katastrofie smoleńskiej zgłosił się do Ambasady RP w Moskwie, został uznany przez polski wywiad za prowokatora rosyjskich służb.
 

– Dlatego jego dane przekazano Rosjanom. To był element typowej gry służb, w której chodzi o sianie zamętu i dezinformację przeciwnika – mówi były oficer Agencji Wywiadu.

O „wydaniu informatora w ręce FSB”, czyli kontrwywiadu Rosji, mówił w Sejmie koordynator służb Mariusz Kamiński, podsumowując działalność rządów PO-PSL.

Rosjanin miał mieć informacje o tym, że 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku doszło do zamachu. W ambasadzie zjawił się 10 maja, ale – jak mówił Kamiński – polska rezydentura AW w Moskwie nie tylko zlekceważyła ten kontakt, ale też przekazała dane informatora do Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Sprawę „moskiewskiej zdrady” bardzo poważnie potraktowała „Gazeta Polska”. Wspierający PiS tygodnik podbił stawkę, stwierdzając, że wydano nie jednego, ale trzech informatorów. Jeden z nich miał przekazać Polsce dane o zamianie ciał ofiar katastrofy. – Nic nie wiem o innych przypadkach, ale zwracam uwagę, że o zamianie ciał jako pierwsza powiadomiła stronę polską prokuratura rosyjska – komentuje cytowany już oficer AW.

W Radiowej Trójce już nie ma profesjonalistów.

wyrzucony

– Charakterystyczne było to, że w ‚Trójce’ pracowali ludzie o rozmaitych poglądach politycznych. Do tej pory nie zdarzało się jednak, aby dziennikarz prowadząc rozmowę polityczną, rozmawiał z politykiem na klęczkach, co obecnie się zdarza – mówi Jerzy Sosnowski, były szef publicystyki w ‚Trójce’. Zdaniem dziennikarza istotna była wypowiedź jednego z polityków, który zapowiadał, że media mają teraz realizować politykę informacyjną rządu. – Słuchacze, którzy są najważniejsi dla tożsamości ‚Trójki’ odejdą, a przynajmniej przeczekają ‚dobrą zmianę’ – dodaje.

Cały PiS był na konsekracji kościoła Rydzyka: Kaczyński, Szydło, Macierewicz i pomniejszy motłoch rządowy. A na witrażach Rydzyk obok Jana Pawła II.

konsekracjaKościoła

Rydzyk postawił sobie bazylikę.

Politolog Rafał Matyja uważa, że Jarosław Kaczyński zahipnotyzował opozycję. I zachowują się tak, jak prezes PiS sobie życzy. Dopóki nie powstanie nowa lewica, Kaczyński będzie wygrywał.

kaczyńskiZahipnotyzował

Jak ocenia Matyja, by obalić „prawicową hegemonię” musi na scenie pojawić się nowa siła lewicowa. Ale podkreśla, że nie ma na myśli partii Razem, a tym bardziej „lewicy obozu liberalnego” spod znaku Zjednoczonej Lewicy.

„Ciekawsza i pełniejsza alternatywa wobec PiS może powstać tylko wtedy, gdy będzie równocześnie dysponowała projektem metapolitycznym, podważającym prawicową hegemonię. Taki projekt pozwoli też odróżnić się od dominującej od wielu lat w mediach narracji liberalno-transformacyjnej. Straciła ona bowiem zdolność definiowania nowych, społecznie istotnych celów i zadowala się afirmacją osiągnięć” – napisał politolog w „TP”.

kodNaWeekend