Posts Tagged ‘Marta Frey’

tomasz-siemoniak-2

Paweł Wroński opisuje wyjątkowo burzliwe posiedzenie podkomisji smoleńskiej. Paranoja smoleńska dała sobie czadu.

wielkie

Posiedzenie sejmowej komisji obrony zwołano, aby podkomisja smoleńska utworzona przez Antoniego Macierewicza przedstawiła wyniki ośmiu miesięcy swojej pracy. Poseł PO Czesław Mroczek pytał, jakie były podstawy ponownego badania katastrofy Tu-154. I czy są jakieś dowody, które przeczyłyby poprzednim ustaleniom. – Nie widzieliście nawet wraku – mówił.

– To bezczelność – słyszał w odpowiedzi.

Według Mroczka w skład podkomisji Macierewicza powołano np. Franka Taylora, który nigdy nie był w żadnym oficjalnym zespole badającym katastrofy (służył jako ekspert od silników i systemów paliwowych). Posłowie PO podczas całego posiedzenia zarzucali szefowi MON, że wykorzystuje tragedię z 10 kwietnia 2010 r. dla celów politycznych.

– Chciałbym przeprosić pana Franka Taylora, twórcy brytyjskiej szkoły badania wypadków lotniczych za kalumnie, które na niego spadają – mówił szef MON w Sejmie.

Jak można ukryć coś w raporcie

Macierewicz stwierdził, że w ciągu ośmiu miesięcy prac osiągnięto więcej niż udało się zrobić komisji Jerzego Millera w piętnaście miesięcy. Jego zdaniem pierwszy powód, dla którego muszą badać przyczyny katastrofy, to wykrycie części samolotu odnalezionych 60 metrów od brzozy, o którą Tu-154 zaczepił skrzydłem (samolot przed brzozą ciął już inne drzewa). – Ten fragment odnalazł zespół polskich prokuratorów i jego opis został umieszczony w raporcie, a następnie ukryty – twierdził Macierewicz. Posłowie PO dziwili się, jak można coś ukryć w raporcie. Macierewicz zarzucał im, że rzucają tylko inwektywy i są „późnym dzieckiem Urbana”.

Posiedzenie miało emocjonalny przebieg. Wdowa po Rzeczniku Praw Obywatelskich Ewa Kochanowska odczytała oświadczenie, w którym stwierdziła, że wiele rodzin smoleńskich nie jest pewnych, kto pochowany jest w trumnach, ponieważ były zalutowane. – Do tej sytuacji doprowadzili ci, którzy nie zezwolili na przeprowadzenie sekcji zwłok, choć polski kodeks karny zakłada sekcje w przypadku, gdy śmierć może być wynikiem działań przestępczych – argumentowała. Mówiła, że rodziny otrzymywały „dochówki”, czyli fragmenty zwłok swoich bliskich, a następnie część sprasowanych i zmieszanych szczątków, które pochowano już przy pomniku na Powązkach.

przem-szubartowicz

Dlaczego wybuchu nie słyszeli świadkowie

Członek podkomisji Macierewicza Marek Dąbrowski twierdził w Sejmie, że rosyjscy kontrolerzy lotu zbyt późno zezwolili na tzw. trzeci zakręt, przez co piloci mieli mieć mniej czasu na decyzję. A założona ścieżka podejścia – dowodził – kończyła się przed pasem i znajdowała się poza jego osią.

Według Dąbrowskiego generała Andrzeja Błasika, dowódcy sił powietrznych, nie było w kabinie, bo żadna z osób bliskich nie rozpoznała jego głosu (rozpoznało go część ekspertów). Stwierdził, że jego zwłoki leżały nie wśród członków załogi, a wśród pasażerów. Sugerował, że bardzo dużo telefonów komórkowych było włączonych podczas lądowania, co mogło mieć wpływ na katastrofę. Poza tym – podkreślał – zapisy czarnych skrzynek były fałszowane, a w ostatniej fazie lotu widoczne były skutki awarii silnika, generatorów i wysokościomierzy.

Stwierdził też, że odnaleziono zwłoki, które nosiły nadpalenia poza strefą, w której na wrakowisku wybuchł pożar. – Wyjaśnienie tylko tej kwestii jest dostatecznym powodem powołania komisji – zaznaczył. Przypomniał, że wedle oświadczeń komisji Millera i prokuratury na zwłokach nie było śladów wybuchu, nadpalenia i pożaru.

Potem twierdził, że „świadkowie wypadku słyszeli wybuch”, więc posłowie dopytywali, dlaczego nie słychać go było na lotnisku i na zapisach z kabiny pilota.

Inny ekspert dowodził, że ślady po złamanym skrzydle pozostawiły w ziemi bruzdę w zupełnie innym miejscu niż powinny, co zmienia podejście do twierdzeń o położeniu samolotu w ostatniej fazie lotu.

cvvymbtvmaiczve

Stary film, jakoby ukryty

Najwięcej zamieszania na podkomisji wywołała prezentacja nagłaśnianego ostatnio przez Macierewicza filmu ze spotkania w Smoleńsku ówczesnego premiera Rosji Władimira Putina i premiera Donalda Tuska. Wcześniej szef MON mówił o nim, jakoby był ukryty i odnaleziony w ostatnim czasie. W rzeczywistości jest to „surówka” nagrania TVP, którą obejrzeć można od dawna choćby na YouTube.  Macierewicz upiera się teraz, że prezentuje „fakty dotychczas nieznane”.

– Wbrew dość systematycznie powtarzanym kłamstwom przez różnych urzędników i dziennikarzy, czarna skrzynka, voice recorder, zawierająca głosy pilotów i ich rozmowy z wieżą, była już odczytana o godz. 6 po południu – stwierdził. Jego zdaniem ma o tym świadczyć wypowiedź rosyjskiego ministra Siergieja Szojgu, że znaleziono ją mniej więcej 15 minut po katastrofie. – Czarną skrzynkę Rosjanie znaleźli, otworzyli, a następnie z powrotem położyli na miejsce tragedii – stwierdził minister.

Według Macieja Laska – członka rządowego zespołu badającego katastrofę – skrzynka została otworzona z udziałem polskich prokuratorów 11 kwietnia w Moskwie, a nie na wrakowisku.

polska

Na 19 listopada zaplanowany jest tzw. akt intronizacyjny. – W intencji kościelnej chodzi o akt religijny, ale są podstawy, by się obawiać, że intronizacja w Krakowie nabierze znaczenia aktu polityczno-państwowego i przyczyni się do dalszych podziałów w społeczeństwie, które przecież nie składa się z samych katolików, ale na przykład też protestantów. Ruchy urosły w siłę w ostatnich latach, episkopat musi się z nimi liczyć – obawia się Adam Szostkiewicz.

Jak pisze na swoim blogu publicysta są ruchy, które chcą, by ogłosić Chrystusa „Królem Polski”. Ale w Kościele nie wszyscy tego pragną, nie mówiąc o tych, którzy nie są katolikami.

Dodatkowo akt religijny stanie się polityczny, gdy na uroczystości religijnej stawią się prezydent RP, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu i inni dygnitarze obecnego obozu władzy. – Będzie to kolejnym przykładem, że Polska pod rządami PiS staje się katolickim państwem narodu polskiego, co jest sprzeczne z konstytucją, w której Polska jest zdefiniowana jako demokratyczne państwo prawne, w której państwo i Kościół są od siebie wzajemnie autonomiczne – pisze Szostkiewicz.

Tekst aktu, który Episkopat ogłosił na swojej stronie internetowej, mówi m.in. o tym, by Chrystus „królował nam w szkołach, uczelniach, środkach społecznej komunikacji, urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku, w całym Narodzie i Państwie Polskim.

cvsqgmyxgaavq5m

Romana Orlikowska-Wrońska, adwokat, która broniła Adama Michnika w czasie komuny pisze o tym wspaniałym człowieku.

z20839479v17-pazdziernika-adam-michnik-konczy-70-lat

Warto przypomnieć kilka faktów: 22 lata działalności opozycyjnej w komunistycznym państwie, wielokrotne zatrzymania, areszty, rewizje, pobicia, 7 lat za kratkami, bezprzykładne szkalowanie, pomawianie, niezliczone kłamstwa przy bezkarnym wykorzystywaniu mediów reżimowych w czasach zniewolenia. I niestety historia zatoczyła koło.

Miałam zaszczyt bronić Adama Michnika w procesie gdańskim w 1985 r., kiedy zasiadał na ławie oskarżonych razem z Władysławem Frasyniukiem i Bogdanem Lisem. To był proces karny, w którym zarzuty były tylko pretekstem do tego, ażeby tych odważnych, niebezpiecznych dla komunistycznej władzy opozycjonistów nie tylko uwięzić, izolując w ten sposób od społeczeństwa, ale też zniesławić i pozbawić dobrego imienia.

Do akt sądowych dołączono wówczas opinię o Adamie sporządzoną przez Służbę Bezpieczeństwa. Była to szeroko rozbudowana charakterystyka oskarżonego, w której z beletrystycznym zacięciem opisano takie wątki, jak narodowość, pochodzenie, wrogą dla państwa wieloletnią działalność antykomunistyczną, szkodnictwo społeczne, a nawet brzydki wygląd i ubiór delikwenta. Miał  to być portret człowieka odrażającego, budzącego pogardę.

28 autorytetów

Szalały komunistyczne media. Reżimowi dziennikarze prześcigali się w pomysłach na zniesławianie Adama. Rzecznik prasowy ówczesnego rządu Jerzy Urban wielokrotnie kreślił na czarno sylwetkę tego klasowego wroga, sugerując zdradę ojczyzny i wysługiwanie się zachodnim imperialistom. Kpił z polityków, pisarzy, publicystów i uznanych na Zachodzie autorytetów  broniących Adama, nazywając ich pogardliwie „zachodnimi niańkami”. A było z kim polemizować.

W obronie Michnika stanęło 28 autorytetów światowych  uhonorowanych Nagrodą Nobla, którzy scharakteryzowali Go, jako cyt.: „Znanego autora i teoretyka demokracji, który swoje życie poświęcił wyzbytemu z przemocy protestowi na rzecz wolności politycznych, kulturalnych i ekonomicznych, który spędził wiele lat w polskim więzieniu”. A w liście otwartym do Generała Jaruzelskiego Waclaw Havel napisał o Michniku, że cyt.: „Jest człowiekiem odważnym, patriotą, który przynosi zaszczyt swemu Narodowi i wyraża prawdziwą wolę społeczeństwa”. Było też wielu innych, sławnych obrońców Adama. A historia opluwania Adama sięga roku 1968, kiedy po raz pierwszy postawił się w opozycji do rządów totalitarnych. Warto przypomnieć kilka faktów: 22 lata działalności opozycyjnej w komunistycznym państwie, wielokrotne zatrzymania, areszty, rewizje, pobicia, 7 lat za kratkami, bezprzykładne szkalowanie, pomawianie, niezliczone kłamstwa przy bezkarnym wykorzystywaniu mediów reżimowych w czasach zniewolenia.

I niestety historia zatoczyła koło. I znowu propagandyści PIS-u, korzystając z komunistycznych archiwów i starych materiałów propagandowych telewizji, posługując się narzędziami kłamstwa i insynuacji, angażując obecną telewizję rządową, chcą pozbawić Adama dobrego imienia, a Gazetę Wyborczą czytelników. W imieniu obrony ogłaszam więc, że nie udało się to wcześniej i nie uda teraz!!!

I na koniec kilka słów do Pana Jarosława Kaczyńskiego i do Adama Michnika.

Do pierwszego z Panów, ażeby zechciał skonfrontować podane w liście fakty z opozycyjnej działalności Adama  z represjami,  jakich sam doświadczył, a które miały polegać na bezczelnym zaniechaniu przez władze komunistyczne internowania, aresztowania, stawiania przed sądem i skazywania Pana za działalność polityczną.

A do Adama taka mała prośba, żeby za wcześnie nie przebaczał, a przynajmniej poczekał z tym do czasu, kiedy odezwą się znowu jego obrońcy.

Waldemar Mystkowski pisze o repolonizacji mediów.

repolonizacja

W najbliższym czasie Komisja Kultury i Środków Przekazu zajmie się sytuacją własnościową w działających w Polsce mediach.

Repolonizować – jedno z ulubionych słów Jarosława Kaczyńskiego. Synonimem jest ważniejsze, ale propagandowo obciążające – słowo związane z nazwą partii – upisić, spisić, zrobić nasze, posłuszne, służące interesom partyjnym.

Najlepiej „repolonizacja” idzie na już spolonizowanych przedsięwzięciach, którym nadaje się znaczenie jeszcze inne – narodowe. Piszę o mediach, choć Kaczyński chciałby zrepolonizować sferę finansową, banki, ale tam tak lekko nie będzie, trzeba większych macherów niż Mateusz Morawiecki, który zakochał się – bez wzajemności – w budżecie układanym przez jego poprzednika, Pawła Szałamachę.

Na razie PiS-owi udało się zrepolonizowac media publiczne na narodowe, tj. spisione zostały. Repolonizacja na tym polega, że wartość informacji jest tylko jedna – spisiona.

O spisieniu wszak mówił sam prezes: „Trzeba podjąć sprawę repolonizacji mediów. Trzeba być odważnym, nie można się dać sterroryzować ich krzykiem tu i ewentualnie w Unii Europejskiej.”

A jeszcze dokładniej określiła to niedawno pisowska szefowa sejmowej komisji kultury i środków przekazu Elżbieta Kruk: „W najbliższym czasie komisja zajmie się sytuacją własnościową w działających w Polsce mediach. Chcemy się przyjrzeć i zbadać możliwości ich repolonizacji”.

ania

Na czym miałoby polegać repolonizacja, czyli spisienie? Na odkupieniu przez instytucje państwowe, finansowe, tytułów, aby przedstawiały pisowski punkt interesu politycznego, a nie polski punkt widzenia, bo przecież media w Polsce zajmują się Polską, gdyż są redagowane przez Polaków.

„Wyborcza” na to spisienie wpadła idąc tropem słów Kaczyńskiego i Kruk. Zasięgnęła języka i wyszło, że jeżeli pierwsze będą wybory samorządowe, to „repolonizacja” dotyczyć będzie tytułów regionalnych, lokalnych. Informacje takie zostały potwierdzone w kilku niezależnych źródłach. Największym koncernem gazet regionalnych jest Polska Press Grupa, której właścicielem jest niemiecki koncern Verlagsgruppe Passau. Wszak z tego powodu prezes PiS może nie spać po nocach i oglądać walki byków. Po czym zmęczony zasypia, nie budzi się na czas, a Sejm nie może rozpocząć obrad.

Repolonizacja miałaby dotyczyć 20 dzienników i 100 tygodników. Przejąć miałby bank PKO BP, w którym do tej pracy został specjalnie zatrudniony i oddelegowany były poseł PiS Max Kraczkowski, żadnej wiedzy bankowej nie posiada, ale może być dobrym macherem.

To ma być początek spisienia mediów prywatnych. Początek „repolonizacji”. Obraził się na takie opisanie repolonizacji przez „Wyborczą” dyrektor Polska Press Grupy Paweł Fąfara, który stanął w obronie PiS, nie zgodził się, iż dojdzie do repolonizacji, ale wyszło z niego szydło w… języku pisowskim. Jakby słyszał Jarosława Kaczyńskiego, bądź Antoniego Macierewicza: „Gaztea Wyborcza kąsa na ślepo jak przetrącony wściekły pies”.

Fąfara zamiast zająć się meritum sprawy, odpowiedzieć argumentami, zajął się kłopotami Agory, wydawcy „Wyborczej”. Skąd my to znamy? Fąfara może liczyć na posadkę po spisieniu mediów, nawet nie musi wstępować do PiS-u, bo jest już ukształtowanym semantycznie pisowcem. „Repolonizacja” gazet regionalnych PiS-owi pójdzie łatwo, wszak mają opanowany taki ważny przyczółek – umysł dyrektora Fąfary.