Posts Tagged ‘Mateusz Morawiecki’

Tuska słowa na wagę innych: Nie lękajcie się!

W drugą setkę odzyskania niepodległości wkraczamy jeszcze bardziej izolowani od świata niż zamykaliśmy pierwszą setkę. Politycy PiS legitymizowali nacjonalizm i neofaszyzm, bo takim zapowiada się tzw. Marsz Niepodległości.

Jest jeszcze gorzej niż w latach 30. ubiegłego stulecia, gdy Polska nie miała sojuszników i była skazana na przegraną. Wówczas ONR był zdelegalizowany, a dzisiaj spadkobiercy faszystów pójdą obok prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.

Świat to widzi i „doceni”. PiS może się łudzić, iż istnieje jakaś międzynarodówka prawicowa, w której znajdą popleczników. Otóż nigdy takiej nie było, wojny i wrogowie definiują się właśnie poprzez wyższość własnego nacjonalizmu. Dwa nacjonalizmy wchodzą zawsze w konflikt, najpierw zimny, a następnie gorący – wojnę.

My, Polacy możemy liczyć, iż górę weźmie demokratyczność krajów Unii Europejskiej i płynące z niej standardy, które będą przekonujące dla większości Polaków. Mamy czego bronić, gdyż przeciw nam z kartką wyborczą staje tylko 30 kilka procent wyborców PiS. I to należy uzmysławiać, obecna władza może mówić o suwerenności swoich decyzji w imieniu tych 30 procent.

Od trzech lat władza PiS wszystko robi, aby zdemolować ustrój demokratyczny i wydalić nas z UE. Ale ma przeciw sobie zdecydowaną większość, co udowodniły ostatnie wybory samorządowe, w wyniku mobilizacji wyborców partia Kaczyńskiego zobaczyła figę, która zostanie jeszcze bardziej zobrazowana podczas wyborów parlamentarnych, gdy zostaną odsunięci od władzy.

Nie możemy jednak dać sie dzielić, a będą to robić poprzez różnego rodzaju akty prawne i zaniechania w stosunku do instytucji Unii Europejskiej, aby nastawić wrogo Brukselę.

Sojusz PiS z nacjonalistami Marszu Niepodległości to nie przypadek. Do ostatniej chwili ten pakt sojuszniczy był trzymany w tajemnicy, przecież można było jeszcze miesiąc temu aktem prawnym zdelegalizować Marsz Niepodległości.

Racja jest jednak po stronie opozycji, która musi przekuć ją na odsunięcie PiS od władzy. Wybitny historyk Norman Davies, który zna naszą historię jak nikt na świecie, życzy Polsce szybkiego powrotu do zdrowia i spokoju.

Jak nic nie stanie się nieprzewidzianego i politycy opozycji nie popełnią kardynalnych błędów, Polska w następnym roku powinna wstać z łoża boleści i mieć się tak, jak przed 2015 rokiem. Ale temu pacjentowi musimy pomóc my wszyscy.

Donald Tusk twierdzi, że wszystko, co złe jest do odwrócenia, acz po wygranej będziemy musieli żyć obok wyborców PiS, którzy jeszcze bardziej zostaną napuszczeni i szczuci przeciw społeczeństwu obywatelskiemu.

Wystąpienie Tuska w Łodzi podczas Igrzysk Wolności wejdzie do historii polskiej retoryki politycznej, już dzisiaj można je porównać z wystąpieniem innego Polaka, który zwrócił się do nas: „Nie lękajcie się!”. Teraz też mamy do czynienia z podobną wagą słów, dlatego musimy je docenić: „Brońcie tych praw, tej wolności i brońcie polskiej niepodległości. To wasze zadanie”.

Reklamy

Marsz Dudy i Morawieckiego w oprawie stanu wojennego

PiS kroczy drogą wytyczoną przez WRON Wojciecha Jaruzelskiego.

Komentatorzy polityczni nie radzą sobie z zakazem Marszu Niepodległości, jaki został wydany przez ustępującą prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz. Klapki partyjne mają nie tylko prawicowi publicyści. Ta polska przywara znana jest od kiedy w Polsce mniej więcej zrozumiano, czym jest podział na lewicę i prawicę, czyli od zawsze.

Czytam, że Gronkiewicz-Waltz cynicznie chce postawić rząd w kłopotliwej sytuacji, a nawet, iż nacjonaliści zostali wprowadzeni do głównego nurtu w wyniku gry między PiS i PO. Raczej polityków tej ostatniej partii nie widziano nigdy na marszach nacjonalistów, a pisowców zawsze było pełno i bronili jeszcze niedawno Marszu Niepodległości.

Spójrzmy na gołe fakty i przypuszczenia, które mogą być nawet pewnikami. Niedawno prezydent Andrzej Duda powiedział, że kalendarz ma tak napięty, że nie znajduje czasu na marsz z nacjonalistami, Mateusz Morawiecki też się od niego odżegnał.

Prezydent Warszawy chciała uzyskać odpowiedź od komendanta policji, jak będzie wyglądało zabezpieczenie marszu. Nie uzyskała, bo podwładny Joachima Brudzińskiego nie kwapił się do odpowiedzi. Więc co miała zrobić Gronkiewicz-Waltz?

Mogła machnąć ręką. Większość tak by postąpiła, ale po Gronkiewicz-Waltz przychodzi Rafał Trzaskowski – i zakaz marszu wygląda na jego decyzję. Zresztą jeszcze aktualna prezydent Warszawy w pierwszych słowach uzasadniających zakaz marszu mówiła o konsultacji w sprawie tej decyzji z Trzaskowskim.

A zatem – Trzaskowski niejako zapowiedział, jaki będzie jego stosunek do tego typu imprez nacjonal-neofaszystowskich. Do tego nie trzeba żadnej inteligencji większej od Forresta Gumpa (IQ 72), wystarczy w garderobie zdjąć klapki z oczu. Komunikat Trzaskowskiego brzmi: stop nacjonalistom, zza pleców których wyrastają rodzimego chowu naziole.

Trzaskowski musiał zdawać sobie sprawę, że z tej akcji wyniknie reakcja. Jaka? Przede wszystkim organizatorzy zakazanego marszu mogą odwołać się do sądu, tak jak we Wrocławiu, gdzie decyzja zakazu podjęta przez Rafała Dutkiewicza została przez sąd uchylona.

Ba, było to wymuszenie na politykach PiS (Andrzeju Dudzie i Mateuszu Morawieckim), aby ciężar odpowiedzialności za obchody 100. rocznicy wzięli na swoje barki. I od razu prezydent spotkał się z premierem. 4 dni przed 100 rocznicą niepodległości ani Duda, ani Morawiecki nie mieli pomysłu na wspólne obchody. Wymyślili to, co tylko PiS potrafi wymyślić – przejąć inicjatywę, zmieniając jej nazwę.

A więc nacjonaliści zostali pozbawieni Marszu Niepodległości, który teraz będzie nazywał się Biało-Czerwonym Marszem. Duda wraz z Morawieckim ponadto nabyli nowe kalendarze i jednak pomaszerują wytyczoną przez nacjonalistów trasą, a nawet jak to oni – wzywają do wspólnoty, czyli wszyscy mogą brać udział w tym naprędce zdefiniowanym kierdelu baranów.

Ale jest problem prawny, bo ustawa o zgromadzeniach w rozdziale 2, art. 7 mówi o nowym zgromadzeniu, które musi być zgłoszone najpóźniej na 6 dni przed planowaną datą. Czyli z tego wynika, iż nie ma czasu na nowy marsz. Może być przez prezydenta i premiera przejęty na siłę zakazany marsz.

Jeżeli sąd anuluje zakaz, to będziemy mieli do czynienia z Marszem Niepodległości nacjonalistów przemianowanym przez Dudę i Morawieckiego na Biało-Czerwony Marsz. I jeszcze jeden szczegół: za porządek odpowiadać ma Wojsko Polskie, bo to ono zostało zgłoszone jako organizator.

Pointując: 100 rocznicę niepodległości mamy w oprawie stanu wojennego, tj. wojskowego. I bodaj o to chodzi PiS, która to partia kroczy drogą znaną już w latach 80. ubiegłego stulecia wytyczoną przez WRON Wojciecha Jaruzelskiego.

Koty Kaczyńskiego i Morawiecki

Mateusz Morawiecki wyrasta na dziwny typ polityczny, który ma na bakier z prawdomównością i z prawem, co w demokracji powinno wykluczyć z przestrzeni publicznej, lecz w Polsce mamy coraz mniej demokracji, dzięki temu ma się on całkiem dobrze, choć wątpię, czy z nim będzie w porządku, gdy Jarosław Kaczyński odejdzie.

Słynna była szefowa amerykańskiej dyplomacji Madeleine Albright mogła Morawieckiego nie dostrzegać, ale jego szef Jarosław Kaczyński to dla niej postać, która jest godna szerokiego odnotowania w książce „Faszyzm. Ostrzeżenie”, która ukazała się w ubiegłym miesiącu na polskim rynku wydawniczym.

Co? – prezes PiS w pozycji o faszyzmie. Nie róbmy wielkich oczu, bo tak już nas widzą na szerokim świecie, a świat amerykański ma dla nas wymiar największy, tuż zaraz po unijnym. Albright jest szczególnie wrażliwa na nasz region, wszak urodziła się w czeskiej Pradze.

Amerykanka pisze wprost o kontakcie Kaczyńskiego z ludem polskim: „Wydaje się, że znajduje lepsze porozumienie ze swoimi kotami niż z obywatelami”. Choć ten „lud polski” powinienem zamienić na „ciemny lud”, tak prezes traktuje swój elektorat, a do innych wyborców mając pogardę, którą dobrze poznaliśmy przez trzy lata rządów jego partii.

Brak kontaktu Kaczyńskiego z Polakami – z tego wypływają problemy jego partii, prezes PiS postrzega rodaków w perspektywie kuwety. To jest nieuniknione psychologicznie, gdy ktoś taki porusza się za żelaznymi barierkami, otoczony kordonem policjantów i prywatnych ochraniarzy.

Cienka jest granica między normalnością a chorobą psychiczną, to cienizna jest zauważalna u Kaczyńskiego, nawet w jego przemówieniach, w których wydaje się być dla siebie mądrym, gdy wklei do wygłaszanych zdań jakieś trudniejsze słówko ze słownika wyrazów obcych.

W kuwecie nie tylko załatwiają się koty, z którymi prezes ma bliższy kontakt niż „z obywatelami”, odizolowany od świata taki osobnik innych tym bardziej postrzega na podobnej zasadzie, bo innych perspektyw nie odczuwa, utracił kontakt z normalnym życiem. Wspomniany na początku Morawiecki to dla Kaczyńskiego odpowiednio większy kot, bynajmniej nie tygrys ani lew salonowy.

I Morawiecki tak siebie traktuje, wygłasza pisowskie frazesy, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Tuż przed dniami zadusznymi premier był w Telewizji Republika wygłosić wprost frazesy, jakby znajdował się w kuwecie i za wszelką cenę chciał się przypodobać swojemu panu.

Morawiecki o mediach wyraził się: „Media zostały wyprzedane. Straciliśmy na tym ogromnie dużo. Dzisiaj media są w rękach zagranicznych, w bardzo dużym stopniu w rękach niemieckich”. Nieładnie, premierze, tak grzebać w piasku silikonowym i sypać nam po rozumie, aby ze swej pozycji przypodobać się swemu panu – Kaczyńskiemu, bo ani TVP nie została sprzedana, ani kanały radia publicznego, ani owa TV Republika, w których zostały wygłoszone takie kalumnie przeciw rozsądkowi. Oglądalność programów informacyjnych w mediach publicznych przewyższała o wiele te w najlepszych mediach prywatnych, jak choćby w TVN, ale podobni politykom PiS funkcjonariusze, a nie dziennikarze, je zdewastowali.

Inaczej niż miauczeniem trudno nazwać głos premiera o Trybunale Sprawiedliwości UE: „Nie ma czegoś takiego jak bezpośrednia władza UE nad prawodawstwem Polski. Reformy wymiaru sprawiedliwości należą do krajów członkowskich”. Ani Komisja Europejska, ani TSUE nie reformują polskiego sądownictwa, lecz zajmują się demolowaniem sądownictwa –  w tym wypadku Sądu Najwyższego – w Polsce, które przestaje być niezależne, a staje się partyjne, czyli bezprawne wg wszelakich standardów demokratycznych.

Używanie w polityce kłamstwa dewastuje psychicznie polityka, jak wszystko co jest niemoralne. Złodziej, który raz ukradł, zaznał łatwości bogacenie się kosztem innych, drugi raz złodziejstwo idzie mu łatwiej i nie wie, kiedy staje się psychicznie zależny. Tak jest z politykami PiS. Prezes oderwał się od obywateli, bliżej mu do kotów, tak samo dzieje się z politykami PiS, kłamią i mataczą jak najęci, bo to dla nich stało się „normalne”. Tę cienizną moralną Morawiecki wielokrotnie przekroczył i nie można się spodziewać, aby tak zarządzana Polska była normalna.

Co z tym Morawieckim?

Proszę wskazać mi rządzącego jakimkolwiek krajem, który ma zaświadczenie sądowe, iż jest kłamcą i to dwukrotnym!

U premiera rządu polskiego Mateusza Morawieckiego wszystko szwankuje. Beata Szydło ze słynnym sukcesem 1:27 była godna politowania, ale on? Morawieckiemu nawala nawet największy kicz patriotyczny – triada „Bóg, honor, ojczyzna”.

Zajmijmy się tylko honorem. Czy Morawiecki może być brany pod uwagę, jako osoba dysponująca swoim honorem? Na przykład taki Mariusz Kamiński ma jeden wyrok – trzech lat więzienia – choć został ułaskawiony, to nikt przy zdrowym moralnych zmysłach nie uzna go za osobę godną zaufania publicznego.

Ale na Kamińskiego prawo zagięło parol tylko raz, lecz Mateusz Morawiecki w tej materii jest lepszy. Ma dwa orzeczenia sądowe w trybie wyborczym, z których wykładni prawnej wysnuć można jedno twierdzenie, iż jako polityk posługuje się kłamstwem. Proszę wskazać mi rządzącego jakimkolwiek krajem, który ma zaświadczenie sądowe – akt najwyższej rangi jurydycznej – iż jest kłamcą i to dwukrotnym.

Morawieckiemu przysługuje zatem nomenklatura recydywisty. Skłamał więcej niż raz i to na przestrzeni niewielkiej cezury, bo obecnej kampanii wyborczej. Recydywa najwyższej władzy wykonawczej zdarza się w republikach bananowych, lecz nie w kraju Unii Europejskiej, w kraju, który do niedawna przedstawiany był jako przykład dla innych.

Morawiecki nie tylko siebie poniżył jako osoba publiczna, ale nas, w imieniu których sprawuje funkcję premiera. Czyżbyśmy mieli przyjąć do wiadomości, że plucie nam w twarz to padający deszcz, mżawka słabego charakterologicznie premiera?

A może Morawiecki powinien podać się do dymisji? Jak napisałem szwankuje u niego triada patriotyczna, w tym honor. Można się zastanawiać, jak tym razem wybrnie ta osoba, dla której obcy jest kodeks honorowy. Nie wspominam o Kodeksie Boziewicza, bo byłbym jednym z pierwszych, który przedarłby się przez kordon ochroniarzy i rzucił osobnikowi Mateuszowi Morawieckiemu rękawiczką w twarz i zadysponował: stawaj do obrony swojej czci!

Czy Morawiecki wyśle do telewizji kobietę, która – jak poprzednio – dyszkantem przeczyta przeprosiny za jego kłamstwo, że dróg za poprzednich rządów się nie budowało? Teraz chodzi o kłamstwo, iż władze Krakowa nie walczyły ze smogiem. Sprostowanie ma pojawić się na antenach TVP Info i Polsat News przed głównymi wydaniami serwisów informacyjnych, ponadto na głównej stronie profilu PiS na Facebooku oraz w „Gazecie Krakowskiej”, „Dzienniku Polskim” i „Gazecie Wyborczej”.

PiS kradnie Polsce jeden z trzech filarów demokracji – niezależność sądownictwa

Oddajcie demokrację Polakom – tak można interpretować słowa prezesa unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Nieprzypadkowo prezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Koen Lenaerts sformułował pod adresem Polski (ciągle trzeba podkreślać przymiotnikiem: pisowskiej) kategoryczne ostrzeżenie: – „Państwo, które nie jest gotowe do dalszego podporządkowywania się orzeczeniom TSUE, wpisuje się w proces podobny do brexitowego, w proces wyjścia. To decyzja o tym, czy być, czy nie być w UE”.

Hamlet z czaszką Yoricka wypowiada najsłynniejszy dylemat: „być albo nie być”. Tą czaszką jest Polska, są aspiracje cywilizacyjne Polaków.

Prezes Koen Lenaerts odbiera niepokojące sygnały z Warszawy, która zwleka z podporządkowaniem się decyzji TSUE o zawieszeniu czystki emerytalnej w Sądzie Najwyższym. „Orły” w Polsce, jak Jarosław Gowin, nawet wyrażają się na temat negocjowania z TSUE. Ależ Trybunał nie jest stroną, wydaje postanowienia, jak wszystkie sądy na świecie, które są niezależne. Prezes Kaczyński nawet zapowiedział odwołanie się. Do kogo? Nie ma w tym wypadku takiej instancji odwoławczej.

PiS kradnie Polsce jeden z trzech filarów demokracji – niezależność sądownictwa – i jako złodziej demokracji będzie sądzony przez TSUE. Na razie mamy do czynienia z apelem pod adresem PiS po dobroci: oddajcie demokrację Polakom. Trudne to do pojęcia? Złodziejowi zawsze jest trudno oddać łup, tym bardziej, że ma możliwość salwowania się poza działanie wymiaru sprawiedliwości, w tym wypadku mówimy o Polexicie.

Taką zapowiedzią Polexitu było skierowanie pytania przez Zbigniewa Ziobrę do polskiego Trybunału Konstytucyjnego: czy TSUE ma w ogóle prawo ingerować w sądownictwo krajów członkowskich? Równie dobrze złodziej mógłby zapytać swojego Trybunału: owszem, ukradłem, ale wniosek o ekstradycję u nas nie działa, bo ty Trybunale jesteś z naszego nadania – i co mi zrobicie?

Po wyborach samorządowych jeszcze PiS nie ogłosiło, że suweren (czyli my, Polacy) daje mu prawo do reformowania sądownictwa, ale już ustami szefa kampanii wyborczej Tomasza Poręby stwierdziło: – „Wyniki wyborów samorządowych to gigantyczny sukces PiS”.

Ta gigantomachia PiS jest zniewalająca. W procentach PiS do Koalicji Obywatelskiej ma się jak 34 do 27, jeżeli do 27 dodamy wynik PSL, SLD bądź lokalnych komitetów to wynik ten rzeczywiście będzie się przedstawiał jak w Warszawie zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego nad Patrykiem Jakim – 56 do 28.

Gdzie tu zatem gigantyczne zwycięstwo? A piszę o tej pisowskiej gigantomachii w kontekście autora wniosku do pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego ministra sprawiedliwości Ziobry, który walczy z Morawieckim o schedę po Jarosławie Kaczyńskim. Zakładnikiem w tej walce o przywództwo na prawicy jest „być albo nie być” Polski w UE.

Ziobro okazuje się być za kulisami lepszy od Morawieckiego, bowiem w kluczowych sejmikach wojewódzkich dla PiS ma swoich radnych, którzy zadecydują, czy w nich będzie rządzić prawicowa większość. Ziobro szachuje Morawieckiego, który miał się pozbyć ministra sprawiedliwości. Ta walka odbywa się kosztem przyszłości Polski, stąd takie kategoryczne ostrzeżenie prezesa TSUE.

Kaczyńskiego filozofia kołków

Pisowska gra nie jest obliczona na żaden dialog ani dogadanie się z kimkolwiek.

Mamy prawo się śmiać z tego, że Jarosław Kaczyński – chory na kolano – uskutecznia na Mierzei Wiślanej filozofię PiS: do trzech kołków sztuka. Bo trzeci raz wbijana jest łopata w przyszły przekop, choć nie ma dokumentacji na budowę, nie rozpisano żadnego przetargu, zaś ekonomiści uważają, że inwestycja zwróci się za 500 lat.

Pisowskie teatrum trwa, żaden Bareja tego by nie wymyślił, a Mrożek poległby przy tak kreowanej przez PiS grotesce. Mateusz Morawiecki naprawia swój wizerunek za państwowe pieniądze – 40 baniek (milionów) popłynie do jakiejś stajni wyścigowej, bo Morawiecki cieszył się na taśmie z podsłuchu w „Sowie…”, że Robert Kubica złamał rękę.

PiS jednak przymierza się do długiego trwania przy korycie. Politycy tej partii władzy nie oddadzą ot tak za pomocą kartki wyborczej, gdy przegrają. Testują różne metody, jak choćby w wypadku Hanny Zdanowskiej, która ma być pozbawiona funkcji prezydent Łodzi i zastąpiona komisarycznie. Możliwe też, iż jej nazwisko zostanie wykreślone z kart do głosowania, które są drukowane.

PiS zaczął myśleć o stworzeniu struktur własnej oligarchii, która będzie kształcona na „swoich” uczelniach, do takich zalicza się toruńska szkoła Rydzyka. Narodowy Bank Polski przeznacza na podyplomowy wydział ekonomiczny 246 tys. zł w tym roku, aby wykuwać patriotyczne kadry od finansów.

Student uiszcza czesne tylko w wysokości 500 zł, resztę pokrywa państwo zarządzane przez PiS. Nie każdy jednak może uczyć się u Rydzyka, musi mieć zaświadczenie o czystości wiary od swojego proboszcza. I wcale nie jest to taki drobiazg, jakby się wydawało. Do takiej pomocy państwa będą mieli dostęp tylko niektórzy, a więc mamy do czynienia z segregacją ze względu na wiarę. Przede wszystkim studenci będą podlegali weryfikacji politycznej wg strychulca PiS.

Z takimi kadrami, których kariera zależna będzie od władzy, można nie kłopotać się jakimiś niezależnymi fachowcami. Tak tworzone państwo nie może być otwarte, dlatego realizowany jest program wycofywania się Polski z Unii Europejskiej.

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans na zwołanej po raz szósty (szósty kołek) Radzie UE od chwili wszczęcia postępowania z art. 7 traktatu o UE o stanie praworządności w Polsce powiedział: – „Polskie władze nie wykorzystały naszej skargi do TSUE, by wstrzymać nominacje sędziów Sądu Najwyższego. Przeciwnie, Polska przyspieszyła”.

PiS przyspiesza demolowanie Sądu Najwyższego, wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański podczas zamkniętej debaty bezczelnie w oczy kłamał, iż nowi sędziowie Sądu Najwyższego zostali zaprzysiężeni na nowe miejsca, a nie na miejsca zwolnione wbrew Konstytucji przez przeszło 20 sędziów i kwestionowane przez Komisję Europejską.

Pisowska gra nie jest obliczona na żaden dialog ani dogadanie się. Będą trwać przy swoich niepraworządnych racjach. Komisji Europejskiej się znudzi i wszczęte zostaną sankcje, a wówczas Kaczyński powie: adieu, Unio. Tak wygląda filozofia kołków, niestety ciosanych na naszych głowach.

Prawdziwa twarz Morawieckiego po jego słowach o Kubicy?

Premier zyskuje wizerunek człowieka, który nie ma ludzkich odruchów.

Jedyny nasz kierowca jeżdżący w Formule 1 Robert Kubica nie dorósł do patriotyzmu Mateusza Morawieckiego, a przynajmniej nie cieszył się jego sympatią, gdy jeszcze nie uległ wypadkowi. Taśma z podsłuchu z „Sowy & Przyjaciele” odkrywa psychologiczną prawdę o premierze. Już wcześniej poznaliśmy jego knajacki język – kiedyś nazywany: spod budki z piwem – a teraz także brak empatii do ciężko poszkodowanego kierowcy. W tym kontekście zrozumiałe jest, iż Morawiecki ma gdzieś niepełnosprawnych, którzy protestowali w Sejmie oraz głodujące pielęgniarki.

Ależ bezwzględnym okazuje się być człowiekiem. Gdy Kubica uległ wypadkowi, a przed wypadkiem załatwiono jego przejście do teamu Ferrari, Morawiecki cieszył się jak dziecko, że jednak do tego nie dojdzie: – „Na szczęście złamał rękę, raz, drugi”. Taka radość zapanowała u Morawieckiego, ówczesnego prezesa BZ WBK, który to bank w wyniku sprzedaży stał się częścią hiszpańskiego banku Santander. Morawiecki, aby udokumentować swoją niechęć do polskiego kierowcy musiał puścić wiązankę przekleństw: – „Nie chcę, k…a, pięć dych co roku płacić. Sp…aj…”.

Myślę sobie, że Kubica mimowolnie może się cieszyć. Po wypadku długo nie było wiadomo, czy wyjdzie z niego cało i czy wróci do swego ulubionego sportu, wszak ciągle o to walczy. Morawiecki w niechęci do sponsorowania polskiego sportowca mógł postąpić iście filmowo – przecież lubi Chucka Norrisa, który w reklamie nabierał klientów banku: „ludzie są tacy głupi, że to działa” – i wysłać kogoś do szpitala albo sam podjąć się zadania wyrwania rurek i wenflonów, które ratowały Kubicy życie. Przesadzam? Nie bardzo, acz to figura narracyjna.

Postać Morawieckiego wygląda na coraz bardziej przerażającą. Z zimną krwią kłamie, jest zdecydowanie w tym lepszy od samego prezesa Kaczyńskiego, zyskuje wizerunek takiego człowieka, który nie ma ludzkich odruchów. To ktoś odhumanizowany, nie tylko na bakier z odczuciami patriotyzmu, które winny budzić empatię do Kubicy, a przejmowała się nim cała Polska.

W słowach Morawieckiego odczuwam zgrzyt nienaoliwionych nożyc używanych przez postać z horroru Freddy’ego Nożycorękiego. „Chrum-chrum” – zdaje się zgrzytać Morawiecki („k…a, sp…aj”), aby zrobić krzywdę tym, których napotka na swojej drodze. Pamiętacie jego zachowanie, gdy raz spotkał się z protestującymi niepełnosprawnymi w Sejmie? Nie patrzył im w oczy – jak to Nożycoręki – był zimny, a niepełnosprawni mieli nieprzyjemne odczucia. Nożycoręki obecnie ma narzędzia, aby dobrać się do całej Polski, a nie tylko do Roberta Kubicy, zrobić nam kipisz i horror – „k…a, sp…aj”.

Brudziński i Morawiecki – adwokaci przewróconej Polski

Grunt to mieć strategię na życie. PiS taką ma – żyć w kłamstwie. Politykom nie przeszkadza taka amoralność, a jak jest z elektoratem partii Kaczyńskiego? Czy to ci spośród Polaków, którzy żyją w kłamstwie rodzinnym, towarzyskim, zawodowym? Jeszcze inaczej: jak ktokolwiek z nas czułby się w towarzystwie kłamcy, miał za przyjaciela chronicznego oszusta? Wydaje mi się, że z kimś takim nie można przebywać, ja nie napiłbym się piwa, bo po pierwszym łyku zwróciłbym.

Kłamcy są zdani na przebywanie wśród swoich, zdani na swoja małość, odizolowanie od innych i od świata. I to jest sposób uprawiania polityki przez PiS. Człowiek wyalienowany, alternatywny zaproponuje innym tylko taki surogat, namiastkę rzeczywistości – nierzeczywistość. Joachim Brudziński –  którego poziom intelektualno-emocjonalny raczej znamy – użycie policji podczas Marszu Równości w Lublinie tłumaczy agresją obydwu stron. Na Twitterze określił to: „chuliganeria jednej i drugiej strony”.

Faszyzujące bojówki, które zaatakowały legalny pokojowy marsz zrównuje poprzez relatywizm moralny swój i swojej partii i tzw. symetryzm, który w tym wypadku da się zobrazować narracją: gdy bandyci napadną twój dom, to jest także twoja wina, bo mogłeś mieszkać pod innym adresem.

Brudziński usprawiedliwia napastników, staje się ich adwokatem – gdyby uczestnicy marszu nie chcieli emancypować się, nie zostaliby napadnięci. „Siła” takiej argumentacji relatywistycznej wskazuje kogo stronę trzyma Brudziński.

W polityce nie jest tak, że dowolnie mogę sobie intepretować zjawisko społeczne, gdyż fałsz nazywania, wywróci uprawianą politykę, a tak dzieje się obecnie z Polską, którą partia Kaczyńskiego wywraca.

Co tam Brudziński, jego zdolności ograniczają się tylko do takiego poziomu tweetowania, na jaki go stać, ale Mateusz Morawiecki jest premierem, który wywraca Polskę i właśnie mam problem po przecinku. Jak mam napisać: … bo jest amoralny, bo ma wywrócony na nice rozum, bo jego system wartości jest bezwartościowy, bo kieruje się interesem własnym, jak owi wyżej wymienieni bandyci, jak złodzieje?

Morawiecki jest wyjątkowego formatu kłamcą, codziennie daje się poznać ta jego cecha charakteru. W Krakowie był powiedzieć: „Jedną z chorób III RP była wyprzedaż majątku, w tym wyprzedaż mediów”. Czyżby podobał mu się PRL, gdzie wszystko było własnością państwa, a może chciałby upartyjnić niezależne media, upisowić.

Kaczyński Morawieckiego upartyjnił. Przecież na taśmie z podsłuchu z „Sowy…” Morawiecki jest kimś zupełnie innym. Dlaczego tak się stało, że Kaczyński go przerobił na kaczyzm, pisizm? Jedna z odpowiedzi jest: Morawiecki jest z plasteliny, nie ma kręgosłupa.

A co do tych wyprzedaży mediów. Porozumieniu Centrum – pierwszej partii Kaczyńskiego – w wyniku prywatyzowania mediów publicznych, w tym gazet, przypadł najlepszy kąsek, mianowicie najlepiej sprzedająca się gazeta „Ekspress Wieczorny”. I co zrobił Kaczyński? Sprzedał ją szwajcarskiemu konsorcjum medialnemu Marquarda. M.in. na tym zbudowany jest majątek PiS, spółka Srebrna.

Zakłamana polityka wywraca wszystko, polityków, którzy ją uprawiają – ale to mniejsza, ich sprawa, jeżeli chcą leżeć w moralnym rynsztoku – wywraca jednak państwo. I taką nam fundują Polskę, wywróconą, wyalienowaną, kraj coraz bardziej wyrzucany z Zachodu, z Unii Europejskiej, bo kto chce przyjaźnić się z takim potworkiem moralnym.

Gdy Morawiecki walczy o przetrwanie, nie rządzi

Mateusz Morawiecki dwoi się i troi w kampanii samorządowej, a przecież nie startuje na żadnego wójta, ani burmistrza. Jeżeli jeździ po kraju, to nie rządzi. Dlatego stanowione jest takie kiepskie prawo, ustawy trzeba zaraz po wejściu w życie nowelizować.

Morawiecki jednak walczy o przetrwanie. Nie tylko ma na karku aferę podsłuchową, która na moment przycichła, lecz zostanie odgrzana przez Platformą Obywatelską (a może już należy nazywać Koalicję Obywatelską), Grzegorz Schetyna zapowiedział wniesienie do Sejmu wniosku o odwołanie ze stanowiska premiera Morawieckiego pod hasłem „kłamca nie może rządzić”.

Nie tylko uznany jest za kłamcę przez sąd, ale tak jest traktowany przez władze unijne, wiarygodność Morawieckiego sięgnęła bruku, w Brukseli trzeba ratować substancję naszej wiarygodności (a robi to opozycja i Donald Tusk), której jest coraz mniej, przełoży się to na kasę z budżetu unijnego. Morawiecki ma kłopoty z tatusiem Kornelem, na którego są inne taśmy, jak to służył korupcją firmie windykacyjnej GetBack. Ile na tych taśmach jest haków na Mateusza?

Poza tym Kornel M. jest „pożytecznym idiotą” (polieznyj idiot) Kremla, wyrażając aprobatę dla aneksji Krymu przez Rosję i mówiąc bardzo przyjacielsko o Putinie niczym Viktor Orban. Polityka wschodnia, której doktryna wypracowana została przez Piłsudskiego, Giedroyca i podtrzymywana przez rząd Donalda Tuska, może legnąć w gruzach.

Na agendę zawędrowała rekonstrukcja rządu, której celem jest przykrycie kłopotów Morawieckiego. Ale nie on będzie decydował, czy kogoś wymienić – Szydło, Kempę, Zalewską.

Jak marną formacją polityczną jest PiS świadczy rating, który został przywrócony przez Agencję Standard & Poor’s – BBB+. Warto przypomnieć, iż taki rating uzyskał rząd Donalda Tuska w czasie, gdy panował kryzys na świecie, Polska była zieloną wyspą. PiS wszak nazwał ten okres „Polską w ruinie”.

Morawiecki, więc nie ma czym się chwalić, zwłaszcza że w Unii Europejskiej i na świecie mamy do czynienia z wyjątkową hossą. No i trzeba sobie uzmysłowić, iż taki sam rating w 2009 roku miała Grecja. A że Morawiecki nieprzytomnie zadłuża finanse publiczne na realizacje pisowskich populizmów, śmiało go można nazwać Grekiem Zorbą.

Zorba zgłasza jednak wielkie halo – i to kłamliwe – „wielka, komentowana na całym świecie podwyżka ratingu Polski nie została odnotowana przez niektóre mainstreamowe media”. Kłamstwo, bo wszyscy odnotowali, lecz to kolejny atak na niezależne dziennikarstwo, aby urabiać opinię publiczną pod upartyjnianie – upisowanie – mediów.

Pewnego dnia obudzimy się, a granice będą zamknięte

To bynajmniej nie jest śmieszne. Polska wypisuje się z obowiązującego prawa w Unii Europejskiej, drobnymi kroczkami jesteśmy z niej wyprowadzani, rzec można: bezboleśnie. Na Radzie UE przyjmowany był roczny raport dotyczący kwestii praw człowieka. Reprezentujący Polskę zastępca Zbigniewa Ziobry Łukasz Piebiak zablokował dokument. Zgłosił do niego weto ze względu, iż była mowa o obronie praw mniejszości seksualnych.

Stanowisko PiS polegało w tym wypadku na wykręcie – mianowicie domagano się ujęcia w raporcie obrony praw katolików. W głosowaniu padł słynny już wynik 1:27. Instytucje unijne nauczyły się obchodzić szerokim łukiem „chorego człowieka Europy”. Raport po prostu został opublikowany jako raport prezydencji Rady, którą w tym półroczu sprawuje Austria.

Nie dość, że zrażamy do siebie innych, to jesteśmy traktowani, jak zarażeni, zadżumieni. Jeden z dyplomatów postawę Polski pisowskiej nazwał jako „haniebną”. Wykluczenie naszego kraju będzie polegało właśnie na takim kordonie sanitarnym kruczków, jak publikacja pod innym instytucjonalnym pretekstem. Działania polityków PiS spotykają się z ostracyzmem, nie są brani pod uwagę, nie są dopraszani do dyskusji.

Nas nie trzeba będzie relegować z Unii, nie potrzeba będzie żadnego Polexitu. Po prostu najważniejsze traktaty unijne, czy to z Maastricht, czy z Schengen będą poprawiane albo renegocjowane, ale Polski jako strony się nie uwzględni. Pewnego dnia obudzimy się, a granice będą zamknięte, zaś pan prezes PiS zaserwuje nam mowę zamiast Teleranka: „Drodzy rodacy, wrogie nam siły…”.

Z kolei Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (instytucja nieunijna) przyjęło rezolucję, w której wzywa Rosję do zwrotu Polsce wraku samolotu Tu-154M, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Co z tego wynika? Niewiele, acz będzie bita piana jako sukces dyplomacji PiS. Rosja rezolucję potraktuje w swoim stylu, uzna, czy jej się opłaca przyjęcie jej bądź odrzucenie. Złom smoleński w Polsce uznany zostałby za relikwie i mógłby spowodować powrót traumy smoleńskiej, w której pielęgnowaniu – wsadzania palca w ranę – mistrzem jest Antoni Macierewicz, który z miejsca „wybuchnął” radością i nadał rezolucji formę fake-newsa.

Macierewicz napisał na Twitterze m.in.: – „Raport potwierdza stanowisko Polski, że samolot rozpadł się w powietrzu”. Same krętactwa. Otóż Zgromadzenie Rady Europy przyjęło rezolucję na podstawie raportu, a nie sam raport, dzieło zresztą ekspertów prawa międzynarodowego, a nie specjalistów od katastrof smoleńskich. Nigdzie nie ma mowy o żadnym rozpadzie w powietrzu (o żadnych wybuchach), tylko jako dowodzie materialnym, który po 8 latach powinien był oddany Polsce. Tyle.

Mateusz Morawiecki jest mistrzem wpadek, gdyby takich nie miał, uznałby, że dzionek jest stracony. Nie dziwię mu się, bo jego szefem gabinetu politycznego jest Marek Suski. Muszą się tylko podszkolić w szkole aktorskiej i mogą w wersji polskiej zastąpić Jima Carreya i Jeffa Danielsa i zagrać w rodzimym remake’u „Głupi i głupszy”.

Nie wiem, którym jest Morawiecki – tym pierwszym czy drugim, ale minę ze zdumienia, jaką zrobił dyrektor Biebrzańskiego Parku Narodowego Andrzej Grygoruk nazwać można wytrzeszczem aż do wypadnięcia gałek ocznych z oczodołów. Grygoruk mógł nie wrócić z twarzą do właściwej mu fizis, gdy usłyszał z ust Morawieckiego: – „Podobno ostatnio coraz więcej jest wilków w naszych lasach. Ja się zaczynam troszeczkę bać wtedy, jak dużo by tych wilków się nazbierało”.

Wytrzeszcz dotyczy nie tylko Grygoruka, bo demokraci w kraju dostają go dzień w dzień po wystąpieniu tego „głupiego” bądź „głupszego”. Nie dość, że Morawiecki nie ma wiedzy, iż wilki są pod ścisłą ochroną, to mu się pomyliły Lasy Państwowe z parkami narodowymi. Taki z Morawieckiego komediant, niestety naraża nas na ciągły wytrzeszcz.