Posts Tagged ‘media’

Próby zamachu PiS na wolne media

PiS nie ma pomysłu, jak ugryźć wolne media, bo te patrzą władzy na ręce i co rusz ujawniają jakąś aferę, a z tymi jest tak, iż co zostanie podniesiony jakiś kamień, wypełza spod niego pisowska korupcja. Takiej aferalnej partii u władzy dotychczas nie mieliśmy.

A przy tym wzrasta prymitywizm działania polityków PiS. Kiedyś wiceprezes tej partii Adam Lipiński zapraszał do siebie Renatę Beger, aby ją przekupić posadą, dzisiaj niezbyt lotny szef kancelarii Mateusza Morawieckiego, Michał Dworczyk jedzie na Śląsk, aby skorumpować lokalnego polityka Kałużę i od razu wiadomo za ile go kupił.

Ani Dworczyk w związku z tym nie dostaje rumieńców na twarzy, ani premier, któremu przyglądając się coraz bardziej stwierdzam, że to typowy polityk słup. Był słupem jako prezes w banku z grupy Santander, dzisiaj jest słupem Kaczyńskiego. Gdy jednak jakiś dziennikarz trochę pociągnie go za język, sypie się jego pojęcie o wolności, demokracji i najczęściej mamy do czynienia z osobnikiem o nadymanym ego.

Donald Tusk określił go osobą nie wychylającą się ze swoim zdaniem. Taka trusia, która czeka okazji, aby się nadymać. Przypomina ropuchę dostającą wzdęcia podgardla. Jego braki wiedzy o demokracji wychodzą na każdym kroku, ale też braki charakterologiczne. O mediach był rzec, iż „80 proc. mediów znajduje się w rękach naszych przeciwników”.

Czyli wolne media są we wrogich rękach, bo niepisowskich. Definicja wroga dla Morawieckiego jest oczywista, to ktoś niezwiązany emocjonalnie i ideowo z PiS. Wrogiem dla Morawieckiego jest 80 proc. Polaków (19 proc. zagłosowało na PiS), który to odsetek został z automatu przeniesiony na media. Od początku PiS kombinuje, jak tych 80 proc. zniewolić, uczynić sobie posłusznymi. Przez 3 lata nie wiedzą, jak ugryźć wolne media, jak sprowadzić je do niskiego poziomu dawnych mediów publicznych, TVP i radia. Próbują to osiągnąć poprzez zastraszanie i manipulowanie.

TVN wyemitował reportaż o neofaszystach świętujących urodziny Hitlera, którym nic się nie dzieje w państwie rządzonym przez PiS. Więc politycy PiS i ich media wykombinowali, iż autorzy reportażu zrobili z neofaszystami ustawkę.

Refleksja. Jak neofaszystów można namawiać na neofaszyzm? Nie ma takiej opcji, problemem dla dziennikarza jest, aby zgodzili się neofaszyści, by ich rytuały filmować. Gdy reportaż został wyemitowany, a Polska zobaczyła, iż neofaszyzm w państwie PiS ma się całkiem dobrze, wkraczają wówczas media pisowskie, służby państwa i stosują metodę „na złodzieja”.

Złodziej złapany na gorący uczynku odwraca uwagę i wskazuje na tego, którego okradł. W tej metodzie jest dążenie do tego, aby propagandowo rozegrać TVN, najpierw zastraszyć, a nastepnie – gdy opinia publiczna zostanie przewekslowana – postarać się przejąć media.

Operator reportażu o neofaszystach Piotr Wacowski jest szykanowany przez ABW. Otóż wręczono mu pismo, aby stawił się w charakterze podejrzanego o propagowanie faszyzmu. Nawet wskazano mu zarzuty, mianowicie z art. 256 par. 1 Kodeksu karnego (propagowanie nazizmu, zagrożone karą od grzywny do dwóch lat więzienia). Logika tego jest mniej więcej taka, że podobny zarzut można by postawić np. reżyserowi filmu o wrześniu 1939, ABW mogłoby wręczyć wezwanie na przesłuchanie, bo jest podejrzany o propagowanie napaści hitlerowców na Polskę.

To jest jedna z prób oskarżenia niezależnych mediów, by je sobie podporządkować. Na szczęście twardo o tej pisowskiej chęci zamachu na wolne media wypowiedziała się ambasador USA Georgette Mosbacher, która mówiła o wielkiej sympatii do Polski, jaka jest w Kongresie USA, ale może ją zepsuć jedna rzecz: „zamach na wolne media”.

Brudziński i Morawiecki – adwokaci przewróconej Polski

Grunt to mieć strategię na życie. PiS taką ma – żyć w kłamstwie. Politykom nie przeszkadza taka amoralność, a jak jest z elektoratem partii Kaczyńskiego? Czy to ci spośród Polaków, którzy żyją w kłamstwie rodzinnym, towarzyskim, zawodowym? Jeszcze inaczej: jak ktokolwiek z nas czułby się w towarzystwie kłamcy, miał za przyjaciela chronicznego oszusta? Wydaje mi się, że z kimś takim nie można przebywać, ja nie napiłbym się piwa, bo po pierwszym łyku zwróciłbym.

Kłamcy są zdani na przebywanie wśród swoich, zdani na swoja małość, odizolowanie od innych i od świata. I to jest sposób uprawiania polityki przez PiS. Człowiek wyalienowany, alternatywny zaproponuje innym tylko taki surogat, namiastkę rzeczywistości – nierzeczywistość. Joachim Brudziński –  którego poziom intelektualno-emocjonalny raczej znamy – użycie policji podczas Marszu Równości w Lublinie tłumaczy agresją obydwu stron. Na Twitterze określił to: „chuliganeria jednej i drugiej strony”.

Faszyzujące bojówki, które zaatakowały legalny pokojowy marsz zrównuje poprzez relatywizm moralny swój i swojej partii i tzw. symetryzm, który w tym wypadku da się zobrazować narracją: gdy bandyci napadną twój dom, to jest także twoja wina, bo mogłeś mieszkać pod innym adresem.

Brudziński usprawiedliwia napastników, staje się ich adwokatem – gdyby uczestnicy marszu nie chcieli emancypować się, nie zostaliby napadnięci. „Siła” takiej argumentacji relatywistycznej wskazuje kogo stronę trzyma Brudziński.

W polityce nie jest tak, że dowolnie mogę sobie intepretować zjawisko społeczne, gdyż fałsz nazywania, wywróci uprawianą politykę, a tak dzieje się obecnie z Polską, którą partia Kaczyńskiego wywraca.

Co tam Brudziński, jego zdolności ograniczają się tylko do takiego poziomu tweetowania, na jaki go stać, ale Mateusz Morawiecki jest premierem, który wywraca Polskę i właśnie mam problem po przecinku. Jak mam napisać: … bo jest amoralny, bo ma wywrócony na nice rozum, bo jego system wartości jest bezwartościowy, bo kieruje się interesem własnym, jak owi wyżej wymienieni bandyci, jak złodzieje?

Morawiecki jest wyjątkowego formatu kłamcą, codziennie daje się poznać ta jego cecha charakteru. W Krakowie był powiedzieć: „Jedną z chorób III RP była wyprzedaż majątku, w tym wyprzedaż mediów”. Czyżby podobał mu się PRL, gdzie wszystko było własnością państwa, a może chciałby upartyjnić niezależne media, upisowić.

Kaczyński Morawieckiego upartyjnił. Przecież na taśmie z podsłuchu z „Sowy…” Morawiecki jest kimś zupełnie innym. Dlaczego tak się stało, że Kaczyński go przerobił na kaczyzm, pisizm? Jedna z odpowiedzi jest: Morawiecki jest z plasteliny, nie ma kręgosłupa.

A co do tych wyprzedaży mediów. Porozumieniu Centrum – pierwszej partii Kaczyńskiego – w wyniku prywatyzowania mediów publicznych, w tym gazet, przypadł najlepszy kąsek, mianowicie najlepiej sprzedająca się gazeta „Ekspress Wieczorny”. I co zrobił Kaczyński? Sprzedał ją szwajcarskiemu konsorcjum medialnemu Marquarda. M.in. na tym zbudowany jest majątek PiS, spółka Srebrna.

Zakłamana polityka wywraca wszystko, polityków, którzy ją uprawiają – ale to mniejsza, ich sprawa, jeżeli chcą leżeć w moralnym rynsztoku – wywraca jednak państwo. I taką nam fundują Polskę, wywróconą, wyalienowaną, kraj coraz bardziej wyrzucany z Zachodu, z Unii Europejskiej, bo kto chce przyjaźnić się z takim potworkiem moralnym.

Houston, mamy problem z Morawieckimi

Bliżej im do Targowicy niż do przestrzegania demokracji zapisanej w Konstytucji.

Ile jest racji w spostrzeżeniu Tomasza Lisa, że „frakcja moskiewska w naszym Sejmie jest już tak widoczna jak w sejmie przedrozbiorowym. Jej rzecznikiem – co szokuje – jest ojciec premiera”? A chodzi o wywiad z Kornelem Morawieckim zamieszczony w „Rzeczpospolitej”. To druga z nim rozmowa o tej samej prokremlowskiej wymowie w niedługim czasie. Pierwsza ukazała się w propisowskim tygodniku „Do Rzeczy”.

Były szef dyplomacji, a obecnie eurodeputowany Dariusz Rosati postrzega tatusia premiera jako tubę propagandową Kremla. Dla niego jest dylematem: czy to świadomy agent, czy „pożyteczny idiota”? Dotyczy to konkretnej wypowiedzi Morawieckiego: – „W Polsce większość mediów nastawia społeczeństwo przeciwko Rosji. Czy to jest dobre? Nie, to powinno się zmienić„.

Radosław Sikorski zwraca się do symetrystów, którzy ciągle tkwią w pułapce „A 8 lat rządów PO-PSL…”: – „Żebyście koleżanki i koledzy symetryści z mediów, które jeszcze nie służą społeczeństwu znowu nie mówili, że nie wiedzieliście„.

Najwidoczniej tatuś Kornel wynosi na zewnątrz rozmowy z synem Mateuszem, więc dowiadujemy się, dokąd będzie zmierzać polityka wewnętrzna i zewnętrzna PiS. A zatem: Houston, mamy problem. Dzisiaj tym Houston jest społeczeństwo obywatelskie.

Tata Kornel nie skrywa, że stoi po stronie PiS, czyli syna: – „Najpierw wygrajmy wybory, później będziemy zmieniać media na służebne społeczeństwu„. Służebne, to znaczy takie, która zgadzają się z linią PZPR, która nazywa się dzisiaj PiS.

Inny jeszcze z tego wysnuwa się wniosek, iż różnica w PRL między „Solidarnością” a „Solidarnością Walczącą” była taka jak między demokracją a demokracją ludową. Jak to nagle rozjaśniają się zakłamania nie tylko w rodzinie Morawieckich… Tata mówi otwarcie to, do czego syn doprowadzi. Kornel próbuje przygotować opinię publiczną do skutków działalności syna.

Jarosław Kaczyński nie czeka na wygranie wyborów, aby media „zmienić na służebne społeczeństwu”. Już dzisiaj chce zmienić „Gazetę Wyborczą” do służenia. Gdańska kancelaria adwokacka, która jest na liście płac PiS, pozywa z pełnomocnictwa prezesa PiS Kaczyńskiego w sprawie materiałów, które ukazały się (lub ukażą się w przyszłości) na łamach „Gazety Wyborczej” oraz portalu wyborcza.pl, a dotyczą powiązań szefów służb Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego z Jakubem R., wysokim rangą urzędnikiem warszawskiego ratusza, odpowiadającego za reprywatyzację nieruchomości.

Tak mają służyć media społeczeństwu wg PiS, wg ojca Morawieckiego, jak w Rosji. U naszych sąsiadów najpierw Borisowowi Bierezowskiemu odebrano media, a gdy ten uciekł przed Gułagiem, w Londynie go sprzątnięto.

Patrząc na Morawieckich, bliżej im do Targowicy niż do przestrzegania demokracji zapisanej w Konstytucji.

NO TO CIEKAWI JESTEŚMY ILU REBELIANTÓW KLIKNIE? :)))

Tamara Olszewska na portalu Koduj24 pisze o jeszcze jednym skoku PiS – rozpocznie się chwytanie za twarz narodu polskiego.

Jeszcze tylko media i PiS rządzi na całego

Pisowska „dekoncentracja” i „repolonizacja” to nic innego, jak uderzenie w wolne media.

Minęły wakacje i nasi parlamentarzyści zameldowali się w Sejmie. Pełni werwy, energii i zapału do pracy, co źle nam wróży. Tak więc zaczęło się wielkie odliczanie i ani się obejrzymy, a politycy PiS„ugotują” wolne media, a wtedy… hulaj dusza…

W normalnym, demokratycznym państwie media nazywane są czwartą władzą. Ich siła, ich wpływ na kształtowanie społeczeństwa i polityki jest tak duży, że ustawia się je obok władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. To właśnie media bacznie przyglądają się władzy i gdy tylko złapią ją na korupcji, nadużyciach czy oszustwie, natychmiast to rozgłaszają, co niejednokrotnie kończy się skandalem i dymisją.

W normalnym, demokratycznym państwie dziennikarze kierują się swoim kodeksem etycznym. Zgodnie z nim, powinni być rzetelni i bezstronni, odpowiedzialni za swoje publikacje, a na pierwszym miejscu stawiać dobro swoich odbiorców i dobro publiczne, przed interesem własnym, redaktora, wydawcy czy nadawcy. Powinni być szczególnie czuli na punkcie oddzielania informacji od interpretacji oraz opinii. Przekazywać je tak, by odbiorca mógł odróżnić fakty od przypuszczeń czy plotek, oparte na wiarygodnych i możliwie wielostronnych źródłach.

Informacje należy wyraźnie oddzielać od interpretacji i opinii. Ważne jest, by opinie, nawet gdy są stronnicze, nie zniekształcały faktów i były wynikiem jakichkolwiek nacisków z zewnątrz. Dziennikarz powinien okazywać szacunek osobom, bez względu na ich odmienność ideową, kulturową czy obyczajową, powinien unikać wulgaryzmów i określeń obscenicznych. Nie powinien angażować się w działalność polityczną i partyjną, w żadną taką działalność, która podważałaby jego wiarygodność i bezstronność. Tak wygląda praca dziennikarska w państwie demokratycznym, pamiętacie jeszcze te czasy?

Jest też jeszcze inne powiedzenie o mediach. „Kto ma media, ten ma władzę”. Ależ cuda można zrobić z narodem, gdy wprowadza się cenzurę, likwiduje wolne, niezależne od władzy media, a te publiczne pozostają pod ścisłą kontrolą i tylko na usługach tego, co to właśnie dorwał się do rządzenia. Wiecie, że takie właśnie podejście do mediów są jedną z podstawowych cech państw autorytarnych i totalitarnych? I już chyba rozumiecie, dlaczego przeraża mnie ta świetna forma polityków PiS-u, którzy zamierzają jesienią załatwić nasze media na amen. Może sobie Jarosław Kaczyński wmawiać nam i światu, że demokracja w Polsce ma się świetnie, ale my dobrze wiemy, do czego ten pan zmierza. Rozwalił już praktycznie wszystko, co się dało. Teraz „załatwi” media, potem internet i będziemy jak Białoruś czy Rosja, a nasza demokracja pozostanie tylko wspomnieniem.

Politycy PiS-u nie są wcale takimi geniuszami, jakby się wydawało. Literatura o perswazji i manipulacji ludźmi poprzez media jest bardzo bogata. Wystarczyło usiąść, poczytać i wprowadzić w życie. Ot i cała filozofia. Wielkiej inteligencji do tego nie trzeba. Tak więc politycy wykuli, co trzeba, na pamięć, biegiem przejęli media publiczne, wywalili, kogo się dało i zatrudnili „swoich”. I tak, już od prawie dwóch lat widzimy, jak pracownicy telewizji publicznej i mediów prawicowych (nie piszę o nich „dziennikarze”, bo nie zasługują na to miano) wykorzystują techniki manipulacji i perswazji, by ogłupić naród, na ile się da. Popatrzmy, do których najchętniej sięgają…

Kreowanie wroga i wskazywanie kozła ofiarnego to podstawa. Gdy naród się boi, nie zwraca uwagi na istotne problemy. Wpatrzony we władzę wzrokiem skopanego psiaczka oczekuje, że pomoże ona pokonać strach, zapewni bezpieczeństwo, utuli, ukocha i będzie dobrze.

Dzisiejsze „gwiazdy” mediów narodowych oddziaływanie na emocje mają opanowane do perfekcji. Jak łatwo budzić w widzach antypatię do tych, co nie pasują do pisowskiej rzeczywistości. Jak łatwo budzić współczucie i sympatię do skrzywdzonego człowieka, który jest taki, jak wyznawcy partii, która prowadzi naród do odzyskania honoru i godności. Dla dobra Ojczyzny, warto się poświęcić, byle tylko państwo pomogło nieszczęśnikom, pomogło powstać Polsce z kolan, a będzie nam za to dana dozgonna wdzięczność i… taka miła satysfakcja, że pomogliśmy wodzowi i jego kolesiom zwalczyć trudności, które zafundował nam wszystkim i każdemu z osobna poprzedni rząd.

Dezinformacja to nic innego, jak przesłanianie istotnej, choć niewygodnej dla władz, informacji kontrinformacją, która ciekawsza, bardziej „chwytna”, neutralizująca wpływ tej pierwszej. Można jeszcze określoną informację załatwić, wrzucając ją na sam koniec wiadomości, wspominając ją ot tak, mimochodem, dość lekceważąco, co sugeruje, że nie warto sobie nią zawracać głowy, bo ona nic nie znaczy i nie ma żadnego wpływu na fantastyczne funkcjonowanie państwa.

Odwołanie do aspektu narodowościowego też robi swoje. W końcu każdy marzy, by należeć do narodu bohaterów, tego jedynego, wybranego, któremu inne narody do pięt nie dorastają. Dorzucić do tego wątki nacjonalistyczne, wszelkie fobie i już mamy społeczeństwo, stojące przed rządzącymi na dwóch łapkach z wdzięczności wielkiej, bo docenione, zauważone i takie bardzo, bardzo ważne.

Dodajmy do tego takie narzędzia, z których podwładni PiS-u korzystają bez skrupułów, jak wprowadzanie w błąd, wzbudzanie sensacji, przemilczanie, ustawienie informacji w określonej kolejności, mieszanie wiadomości ważnych i nieważnych. Dodajmy do tego manipulację sondą publiczną bezpośrednią lub telefoniczną i już wszystko wiemy. Mamy do czynienia z klasyczną formą przejęcia mediów, które realizują autorytarne zapędy PiS-u i z demokracją nie mają nic wspólnego.

Zapowiadana przez PiS „dekoncentracja” i „repolonizacja” to nic innego, jak uderzenie w wolne media, które bazują na sporym kapitale zagranicznym. Każdy pretekst dobry, by odebrać nam, obywatelom, dostęp do informacji bardziej wiarygodnych, rzetelnych. Jeszcze załatwi nam PiS internet i będziemy jak w klatce, dusić się od agitacji i propagandy aż do mdłości, a władza będzie szczęśliwa przekonana, że przełkniemy każdą papkę, jaką nam podsunie, uwierzymy w nią i staniemy się tacy posłuszni, tacy oddani, tacy „pisowscy”. RATUNKU!!!!!!!

SŁUSZNĄ LINIĘ MA NASZA WŁADZA

Waldemar Mystkowski pisze o Macierewiczu.

Macierewicz w domu latających sztyletów

Nie tylko my mamy kłopot z Antonim Macierewiczem. Kłopot natury – że nazwę na okrętkę i zapytam – „czy jest on ci nasz?” Takie domniemania wynikają nie tylko z publikacji Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. „Od zawsze”, czyli od 1989 roku jest on „enfant terrible” naszej suwerenności. I zawsze jest gdzieś na horyzoncie. Jeżeli nie w głównym nurcie polityki – jak teraz – to na jej znaczących obrzeżach.

Macierewicz nie jest szczególnie inteligentny, stwarza swój obraz sardonicznie – tak trafnie psychologicznie zidentyfikował go Maciej Maleńczuk. Buduje bowiem swoją postać na zimno, co nie wyklucza, iż ma kłopoty natury tejże psychologii. Kłopoty nie z budowaniem wizerunku, ale kłopoty zakodowane w wizerunku, tj. genetyczne z mentalnością.

Im dłużej się go słucha, im dłużej identyfikuje jego poglądy, tym bardziej natrafia się na nierówności, nielogiczności, które w języku potocznym określane są, jako „nierówności pod sufitem”.

Macierewicza znam „od zawsze”. Najpierw była to lektura jego „Głosu”, którego miałem większość numerów z bezdebitu, a potem kilka razy z nim rozmawiając – zwłaszcza po nieudanej próbie lustracji, gdy rządził Jan Olszewski. W tamtym rozmowach, jak zresztą dzisiaj, Macierewicz sprawia wrażenie piskorza: wymyka się, ucieka, wyślizguje, jest nieprzyjemny w obcowaniu, jest… właśnie nieinteligentny. Nie ma się frajdy, że z kimś interesującym obcujesz, ale z kimś obcym, bardzo ograniczonym, z kimś, kto nie sprawia ci przyjemności, że jest.

I dlatego nie dziwię się, że Macierewicz promuje takich Misiewiczów, Kownackich, Dworczyków. To są ludzie, którzy w sferze publicznej nie powinni zaistnieć, są podrzędni. Nie najlepsze odczucia do Macierewicza mają osoby, które wraz z nim były w opozycyjnym KOR-ze. Był jakby zakamuflowany, zakonspirowany wśród swoich. Nie chcę nadużywać narracji odbrązowiania, ale Macierewicz nie pokazuje się w interesującym, mającym coś do powiedzenia towarzystwie, nie jest obecny w znaczących mediach. Jest obecnym w podrzędności mediów Rydzyka, z całym szacunkiem dla TV Trwam, ale nie jest to telewizja profesjonalna.

Dzisiaj osiągnięcia Macierewicza jako ministra są takie, że znamy je z zerwania kontraktów, z zapewnień zakupów uzbrojenia dla armii, które nie dochodzą do realizacji i z wypowiedzi, które mijają się z sensem, z logiką. Dlaczego jest ministrem? Czy stworzenie mitu smoleńskiego przeciętnego prezydenta jest usprawiedliwieniem dla kariery Macierewicza?

Tomasz Siemoniak – były minister obrony – używa bardzo dynamicznej metafory: – „Czuję się, jak w domu latających sztyletów” – tak nazywa bezpieczeństwo Polski, które ma zapewniać resort obrony. Macierewicz jest niebezpieczny i sytuacje, które stwarza są niebezpieczne. Tak wygląda nasze bezpieczeństwo jako państwa – Polska jest „domem latających sztyletów”. Czy daleko od niej do mniej dynamicznej, ale groźniejszej metafory: „hybrydowej wojny”?

W tej chwili Rosja Putina na Białorusi przeprowadza wielkie manewry Zapad 2017, które mają znaczenie militarne i polityczne. Jaka jest reakcje polskich władz? Jeden z zastępców Macierewicza wyraża obawy, aby wojska rosyjskie po manewrach nie zostały na stałe na Białorusi. Ależ wojska rosyjskie tam od dawna stacjonują.

Nie oskarżam Macierewicz na podstawie poszlak, ale mam wrażenie, że on przeprowadza od początku sprawowania urzędu ministra manewry Wostok 2015-2017, a jak będzie nadal ministrem, będzie to Wostok 2018 itd. I nie są to manewry mające na celu przećwiczenie obrony Polski, tj. bezpieczeństwa w domu latających sztyletów.

W czasie manewrów Zapad 2017 sekretarz obrony USA James Mattis nareszcie zaprosił Macierewicza do siebie. I wcale nie jest to wyróżnienie, jak „sardonicznie” z pewnością oświadczy Macierewicz. Polski minister obrony czekał dwa lata na to wyróżnienie, a będąc w USA nigdy nie dostąpił zaproszenia do Pentagonu – takiego afrontu nie doświadczali wcześniejsi ministrowie. Wspomniany Tomasz Siemoniak za każdym pobytem w USA spotykał się z sekretarzem obrony USA, w kraju zaś o tym nie trąbiono, bo to było oczywiste.

Amerykanie mają wiedzę – i możliwe, że lepszą od nas – kto to zacz ten Macierewicz, niezależnie od tego, co o nim sadzą, muszą się wreszcie spotkać z naszym szefem resortu obrony, bo dzisiaj Polska leży w centrum wschodniej flanki NATO. Amerykanie dwa lata zwlekali z kłopotliwym Macierewiczem, aby spotkać się z nim w swoim pieleszach, które z pewnością nie są domem latających sztyletów.

>>>

TO ON PORWIE NAS DO WALKI Z POPULIZMEM. TO ON WYGRA WYBORY. TO ON BĘDZIE PREZYDENTEM.

TAK BĘDZIE JUŻ ZA 2,5 ROKU 🙂

Sławomir Sierakowski pisze o Polsce, ktora

WSTAJE Z GŁOWY

Polska jest krajem, który udowadnia reszcie świata, że państwo demokratyczne może być tutaj wyłącznie sezonowe.

Przesączony patriotyzmem to kraj, w którym jedni kibice pokazują światu zło nazistowskiej przemocy, a drudzy zasadzają się na drużynę piłkarzy z Izraela, żeby ich pobić po zakończonym meczu. Oba sygnały, które idą w świat, z pewnością pomogą naszej ojczyźnie wstać nie tylko z kolan, ale i z głowy.

Pierwszy sygnał to: Polacy, którzy nie są ofiarami, bo urodzili się po wojnie, domagają się uznania od Niemców, którzy nie są ich prześladowcami, bo także urodzili się po wojnie.

I drugi: Polacy, w odróżnieniu od Niemców, świadomie nawiązują do nazistowskiej przemocy, prześladując Żydów.

Tym się dziś Polska od Niemiec różni, że jest krajem, który sam na własne życzenie udowadnia reszcie świata, że państwo demokratyczne może być tutaj wyłącznie sezonowe. Robi to, zamykając oczy na tę najoczywistszą prawdę historyczną, że jeśli demokracja potrwa w Polsce tylko sezon, to i samo państwo tyle potrwa, bo nie będzie zdolne do istnienia wojując jednocześnie z Zachodem i Wschodem.

Kibice udowadniają za jednym zamachem, że są jedną z najbardziej antypolskich i bezmyślnych grup społecznych w kraju. Bardziej antypolska i bezmyślna jest jedynie partia rządząca Polską, która oczywiście z potępieniem nienawiści i przemocy wobec Żydów nie spieszy. (skreślić „bezmyślnie”, gdyby na jaw wyszły powiązania nie tylko otoczenia Ministra Obrony, ale także reszty tego patriotycznego obozu z Kremlem).

MA MISIEWICZ I MA JANNIGER… CZY KTOŚ TO MOŻE SKOMENTOWAĆ?

ANTONI CZEKA NA ŻYCZENIA. SPÓŹNILIŚCIE SIĘ? JEST JESZCZE SZANSA 🙂 WPISUJCIE

Ireneusz Sudak w „Wyborczej” pisze, jak PiS – Kaczyński – chce się dobrać do mediów prywatnych, zagranicznych. Na 20 proc. ma ustalić pułap zagranicznych inwestycji w spółkach medialnych ustawa „dekoncentracyjna” – dowiedziała się „Wyborcza”. Ofiarą może być TVN.

Rząd chce się dobrać do skóry mediom zagranicznym. Planuje „dekoncentrację” i „polonizację”

To pierwszy konkret planu PiS dotyczący przyszłości polskiego rynku medialnego. Napisał już o tym wczoraj „Super Express”. Ministerstwo Kultury pracuje nad ustawą w tajemnicy. Projekt ma zostać opublikowany w połowie września.

To dużo bardziej radykalna propozycja niż ta, którą w marcu tego roku przedstawiła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. KRRiT proponowała wprowadzić pojęcie „medium o znaczącej pozycji”, czyli takiej, w której dana grupa kapitałowa ma 30 proc. udziałów w rynku pod względem przychodów reklamowych czy widowni telewizyjnej. Ale takie przepisy byłyby strzałem kulą w płot, bo jak mówi nam Joanna Nowakowska z firmy analitycznej MEC, żadna grupa telewizyjna w Polsce nie ma takiej przewagi.

PiS chce „zrepolonizować” media (dziś częściej mówi o dekoncentracji), które zdaniem władzy nie reprezentują polskich interesów, tylko właścicieli, głównie Niemców. – To też będzie załatwione, choć będzie wielki opór – zapowiedział tydzień temu w TV Trwam Jarosław Kaczyński. Dodał, że „dekoncentracja mediów” jest najważniejszą sprawą po przejęciu przez PiS sądów.

– Po wakacjach weźmiemy się za was – usłyszał niedawno dziennikarz Onetu od Krystyny Pawłowicz. Posłanka twierdziła później, że żartowała.

Media na wzór Rosji?

20-proc. próg dla inwestorów zagranicznych wprowadził Kreml w 2014 r. po rozpoczęciu wojny na Ukrainie i nałożeniu na Rosję sankcji przez UE i USA. Z rosyjskiego rynku wycofał się wtedy m.in. niemiecki koncern Axel Springer, który wydawał tam miesięcznik „Forbes”, czy CNN. Ich interesy przejęli związani z Putinem oligarchowie.

W Polsce limit ten mógłby dotyczyć np. należącego do niemieckiej grupy Passau wydawnictwa Polska Press, które ma 20 dzienników regionalnych w 15 województwach oraz popularne lokalne portale internetowe. „Wyborcza” rok temu pisała o przymiarkach PiS, by jeden z polskich banków odkupił te dzienniki. Byłyby cennym dla partii wsparciem propagandowym przed wyborami samorządowymi w 2018 r.

Jeśli ktoś ma więcej, będzie musiał znaleźć polskiego kupca (np. jakiś fundusz inwestycyjny związany z kontrolowanym przez skarb państwa PZU) i odsprzedać mu swoje udziały. Poproszone przez nas o komentarz Ministerstwo Kultury nie zdementowało tych informacji.

 Unia chroni rynek medialny

Jednak niemieckie koncerny w Polsce – i wszelkie europejskie – chroni prawo unijne. – Dla mnie jest jasne, że UE nie dopuści do wprowadzenia ustaw, które godzą w europejskie firmy – mówi medioznawca prof. Maciej Mrozowski z UW i Uniwersytetu SWPS. – Unijne traktaty gwarantują swobodę przepływu kapitału, która podlega bardzo silnej ochronie – dodaje Marcin Maciejak, prawnik w kancelarii Gessel. – Ale jak zwykle są wyjątki, przede wszystkim w sytuacji, gdy w rachubę wchodzą kwestie porządku i bezpieczeństwa publicznego. Wtedy kraj członkowski UE może zablokować daną transakcję lub pewien ich szczególny rodzaj, co nie jest niespotykane – dodaje.

Tyle tylko, że przypadek mediów trudno zakwalifikował do „porządku publicznego”.

Politycy PiS argumentują, że podobne limity dla zagranicznych inwestorów w mediach ma Francja. Tyle że francuskie prawo pochodzi z 1986 r., siedem lat przed powstaniem Unii Europejskiej. Dziś chroni francuskie media przed inwestorami… z USA.

– PiS tak na prawdę jest mało skuteczny i nie jest w stanie przeforsować ustaw, które mogą zagrozić wolnej konkurencji. W obawie przed Brukselą rząd porzucił pomysł przekształcenia spółek TVP czy Polskiego Radia w instytucje mediów narodowych,  doliczania abonamentu do rachunków za prąd, że o sądzie najwyższym nie wspomnę. Ale Bruksela nie będzie bronić firm spoza Unii – mówi Mrozowski. Dlatego jego zdaniem nowa ustawa jest wymierzona w konkretną firmę.

Ustawa uderzy w TVN?

Na polskim rynku jest tylko jedna firma, którą wprost ugodzi planowana „dekoncentracja”. To grupa TVN należąca do amerykańskiego koncernu Scripps Networks Interactive. Ma go wkrótce przejąć również amerykański gigant medialny Discovery. Formalnie – poprzez spółkę brytyjską.

Polityków PiS od dawna irytuje telewizja informacyjna TVN 24, uważają ją za „antyrządową”. Jarosław Kaczyński zżymał się niegdyś nawet na „Szkło kontaktowe”, satyryczny program, do którego dzwonią widzowie na ogół mu nieprzychylni. Ostatnio TVN 24 obszernie relacjonowała masowe protesty przeciwko przejęciu sądów.

„Newsweek” pisał w styczniu, że PiS proponował odkupienie stacji, w 2015 r. publicyści związani z partią wysłali do Scripps list, w którym zarzucali TVN „negatywny wpływ na polskie życie polityczne”.

Jednak atak na TVN zaszkodziłby stosunkom z USA. Obrona amerykańskich interesów ekonomicznych to priorytet prezydenta Donalda Trumpa. Czy PiS jest gotów na takie zwarcie?

A może szykuje kolejny konflikt z Unią Europejską. Skoro dziś łamie nakaz Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wstrzymania wycinki w Puszczy Białowieskiej, może też zignorować prawo UE dotyczące przepływu kapitału.

– Pojęcie repolonizacji jest nie tylko oburzające ale i obraźliwe dla wszystkich Polaków pracujących w mediach, które mają zagranicznych właścicieli. Nie sądzę, żeby ci dziennikarze reprezentowali niemiecki czy amerykański punkt widzenia. Gdyby powiązane z państwem spółki miały przejmować udziały w mediach, byłby to powrót do PRL, a w przypadku prasy lokalnej – jej finansowy upadek – mówi nam prof. Tadeusz Kowalski z UW, były członek rady nadzorczej TVP.

20% – oto pułap zagranicznych inwestycji w spółkach medialnych wg ustawy „dekoncentracyjnej”. Ofiarą może być TVN.

Magdalena Środa pisze o prawicowym ścieku.

„Bóg, honor, ojczyzna” w prawicowym ścieku

Są pisma, których nie sposób tolerować, a które dziś wyłażą z jakiś swoich nor, w których powinny być raz na zawsze zamknięte. Coś jak twarda, obrzydliwa pornografia. Wiemy, że gdzieś istnieje, ale nie chcielibyśmy nic o niej wiedzieć i na pewno nie widzieć jej w każdym kiosku.

Tymczasem coś na kształt owej pornografii pojawia się dziś na widoku publicznym z szyldem, który wstrząsa. Oto mamy pismo „Polska niepodległa” z orłem w koronie i hasłem – uwaga! – „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Nie wiem, co jest w środku i nie chcę wiedzieć, dokładnie z tych samych powodów, dla których nie interesuje mnie twarda pornografia czy grzebanie po śmietnikach. Ale widzę (każdy kto przechodzi ulicą widzi) okładkę, z której dosłownie wypływa ściek. Bo nie wiem, jak to inaczej nazwać? Mamy zdjęcie czterech polskich aktorek i jednego aktora z podpisem „szajka wytwornych pind na kupę”. Tytuł wiodącego artykuły jest napisany równie wielkimi literami jak nazwa pisma „Polska niepodległa” i nieco większymi niż „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Powiedzieć, że to znajduje się poza jakimikolwiek cywilizacyjnymi standardami, że to niesmaczne i obrzydliwe – to tak jak nic nie powiedzieć. Nie mam innego słowa, jak – ściek. Wydawca widać lubi się w nim tarzać i go produkować. Może taki ma charakter, może takie potrzeby, może znajduje nabywców o podobnych do swoich gustach. Może w ogóle istnieje w Polsce jakaś grupa ściekobiorców i ściekodawców. Może. Mnie jednak chodzi o coś innego. Co do tego ma „Polska”? Co do tego ma „niepodległość”? Co do tego ma „Bóg, honor, ojczyzna”? Dlaczego takie wartości, jak moja ojczyzna, nasza niepodległość, Bóg, a do tego jeszcze „honor” stowarzyszone są z treściami i z formą, która im uwłacza?

Wiem, że to wołanie na puszczy. Mamy dziś taki czas, gdy „polskość” okraja się do nienawiści wobec inaczej myślących, a honor i pana Boga spotwarza małością i brudem. Biedny ten orzeł, głupio w tym ścieku wygląda jego korona.

Z OKAZJI 69 URODZIN ANTONIEGO… LIST OWSIAKA DO MACIEREWICZA

WYOBRAŻACIE SOBIE PODOBNĄ SCENĘ Z JK? SZACUNEK DLA i DLA MŁODYCH LUDZI, KTÓRZY MAJĄ JUŻ DOŚĆ POLITYKI PiS-U

TO IDZIE MŁODOŚĆ :)))) NORMALNOŚĆ I WOLNOŚĆ. &

Waldemar Mystkowski pisze o Przystanku Woodstock i Tusku.

Na Woodstock młodzież pozdrowiła ministra „wiemy którego”

Kto łączy ONR i Przystanek Woodstock? Mariusz Błaszczak, bardziej znany jako Mariusz z „Ucha Prezesa”. Gdy faszyzująca młodzież ONR 1 sierpnia podczas rocznicy Powstania Warszawskiego plamiła pamięć powstańców, policja zarządzana przez Błaszczaka chroniła ich, a protestujący przeciw tej hańbie byli przez policję legitymowani i izolowani, kilka osób zaś przez neofaszystów została poturbowana.

Należy mniemać, że neofaszyści z ONR „godnie” uczcili pamięć faszystów niemieckich, którzy wymordowali ludność Warszawy i na dokładkę zrównali z ziemią stolicę.

Tak odwrócona została na nice historia Polski. Dwa dni po tych obchodach w Kostrzynie nad Odrą otwarty został Przystanek Woodstock. I znowu Błaszczak został pozdrowiony i to słowami godnymi kabaretu „Ucho prezesa”, mianowicie nie został wymieniony z nazwiska przez Jurka Owsiaka: „Pozdrawiamy pana ministra, wiemy którego!”

Młodzież – choć nie tylko – odpowiedziała głośno wesołą owacją. Owsiak podsumował ceremonię otwarcia hasłem tegorocznego Woodstocku: „Co nie zabije, to wzmocni. Psy szczekają, karawana jedzie dalej!”

To ci młodzi są spadkobiercami młodzieży, która oddała krew i życie w 1944 roku, a ONR zaś spadkobiercą mordu na nich i na mieście. W Woodstock jest obecny także Mirosław Różański, generał broni w stanie spoczynku i do niedawna najwyższy dowódca w Wojsku Polskim, który w rozkwicie kariery podał się do dymisji, bo ministrem obrony jest niejaki Antoni Macierewicz, który raczej jest przedstawicielem tych sił, które stanęły w 1944 roku na praskim brzegu Warszawy i nie kiwnęły palcem, aby pomóc wykrwawiającym się powstańcom (tylko tak należy interpretować książkę Tomasza Piątka). Warto byłoby Różańskiego zapytać, czy posłałby w beznadziejny bój tę wspaniałą młodzież z Przystanku Woodstock.

Polska symbolika nie podlega jakimś większym przewartościowaniom. Niestety, obecnie u władzy mamy tych, którzy ojczyźnie przynosili hańbę i za nich inni musieli odzyskiwać honor, a nawet niepodległość. Obecna Polska pisowska straciła honor i twarz w Europie, a dzisiaj dał dowód braku polskiego oblicza i honoru główny specjalista od „kanalii” i „mord zdradzieckich” prezes Kaczyński, który w TV Trwam pogroził Donaldowi Tuskowi: „Ma się czego obawiać. Jest jedna sprawa, są inne.”Tusk był przesłuchiwany w prokuraturze na okoliczność jakichś wydumanych spraw okołosmoleńskich.

Tusk, który w całej polskiej historii odniósł największy sukces polityczny, jest nękany przez tego zawistnika z taboretu na Krakowskim Przedmieściu. Wynika z tego, że to nie koniec nękania, bo wg prezesa są sprawy „inne”. W naszej historii to żadna nowość, iż mali, zakompleksiali, niszczą innych większych od siebie, niszczą naszą polską wielkość. Z niektórych rodaków wychodzi kurdupel.

Ale się nie damy. Nie daliśmy się faszystom, nie damy się ONR, ani Błaszczakowi, czy Kaczyńskiemu, świadczy o tym ta młodzież na Woodstock.

Aby zakończyć w tej poetyce, a Błaszczak jest tutaj figurą łączącą wątki mojego felietonu, więc porównam zachowanie ministra „wiemy którego” do stanu Joe Cockera na oryginalnym Woodstock na farmie M. Yasgura w 1969 roku. Cocker podczas wykonania utworu Beatlesów „With A Little Help From My Friends” był tak nawalony „wiadomo czym”, iż przez cały 7 minutowy utwór chwiał się na brzegu sceny, wyginał się w paragraf  i nie spadł z niej. Błaszczak nie jest żadnym wirtuozem, ale spadnie ze sceny, bo tak się dzieje z tymi, którzy są nawaleni władzą, a nie mają żadnych predyspozycji, aby ją sprawować, są po prostu mali, żadni.

NAJPIĘKNIEJSZY FESTIWAL ŚWIATA :)) WOODSTOCK BLOODSTOCK

SZACUNEK DLA CAŁEJ RODZINY :))))) ———–

CZY TO JEST OSTATNI PRZYSTANEK WOODSTOCK?

>>>