Posts Tagged ‘Michał Wilgocki’

IDEALNA ODPOWIEDŹ, GDYBY KIEDYŚ KTOŚ WAS ZAPYTAŁ 🙂

Opozycja parlamentarna, pozaparlamentarna i organizacje obywatelskie łączą siły. Koalicja Prodemokratyczna działająca pod patronatem Strajku Kobiet chce się skupić na obronie trzech frontów: sądownictwa, wolności słowa i mediów, a także praw kobiet. Pisze Michał Wilgocki.

Demokratyczna opozycja jednoczy się pod patronatem Strajku Kobiet. Plany: obronić sądy, media i prawa kobiet

Na spotkanie w Warszawie przyszli przedstawiciele opozycji sejmowej (PO i Nowoczesna), pozaparlamentarnej (Razem, Inicjatywa Polska, SLD, Zieloni, Inicjatywa Feministyczna). Byli też przedstawicielki Strajku Kobiet, Obywatele RP, Komitet Obrony Demokracji, Obywatele Solidarni w Akcji, Dziewuchy Dziewuchom, stowarzyszenie TAMA, Kolektyw Czarne Szmaty i Śląskie Perły.

– Podsumowaliśmy nasze dotychczasowe działania i przygotowaliśmy plan na kolejne dwa miesiące – mówi „Wyborczej” Marta Lempart. – Jeszcze przed wrześniowym posiedzeniem Sejmu chcemy zorganizować obywatelski okrągły stół i wspólnie wypracować 10 postulatów dotyczących reformy wymiaru sprawiedliwości. Oczywiście, jeżeli PiS będzie próbował odrzucić weto w parlamencie, natychmiast zareagujemy odpowiednio, tak jak to robiłyśmy do tej pory, na przykład protestami. Chcemy być zawsze tam, gdzie są podejmowane decyzje – przed Sejmem, Senatem, Pałacem Prezydenckim, Trybunałem Konstytucyjnym albo na Nowogrodzkiej.

Przedstawiciele wszystkich organizacji ustalili, że w najbliższym czasie połączą siły z Akcją Demokracja, która zaplanowała spotkania, podczas których będzie tłumaczyć zagrożenia płynące z jedynej niezawetowanej przez prezydenta ustawy – o ustroju sądów powszechnych.

– Postaramy się w jak największym stopniu nagłośnić to, co grozi każdemu obywatelowi, który będzie miał po tej nowelizacji do czynienia z sądami – dodaje Marta Lempart.

Koalicja jest też przygotowana na to, że w każdej chwili PiS może zabrać się do zaostrzenia prawa aborcyjnego. Może to zrobić na dwa sposoby: jeden z nich to poparcie obywatelskiego projektu ustawy zakazującego aborcji w przypadku ciężkiego upośledzenia płodu (to dłuższa droga, bo pod tym projektem nie zostały jeszcze zebrane podpisy). Drugi sposób to rozprawa przed Trybunałem Konstytucyjnym. Wniosek w sprawie niekonstytucyjności usuwania ciąży w przypadku ciężkiej choroby płodu zgłosiła grupa posłów PiS. Koalicja Prodemokratyczna planuje protesty, jeżeli PiS spróbuje zrealizować któryś z wariantów. Włącza się także w zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem „Ratujmy kobiety” liberalizującym prawo aborcyjne.

Kolejny postulat dotyczy języka. Na spotkaniu przedstawiciele Nowoczesnej zadeklarowali, że złożą nowelizację ustawy o języku polskim, tak żeby praktyka stosowania języka wrażliwego na płeć (chodzi m.in. o żeńskie końcówki) została potwierdzona jako ustawowa norma.

– Zapraszamy też do rozmów przedstawicieli redakcji mediów komercyjnych, za które – jak zapowiedziała posłanka Krystyna Pawłowicz – PiS weźmie się po wakacjach. Będziemy je namawiać do wspólnej akcji protestacyjnej. Będziemy również pilnować mediów publicznych, które nie spełniają obecnie swojej misji. Rozważamy różne metody – łącznie z wstępowaniem na drogę prawną i apelami do reklamodawców – dodaje Marta Lempart.

Koalicja zachęca również do tego, żeby cyklicznie, być może nawet raz w tygodniu, spotykać się w terenie, przed biurami parlamentarzystów PiS. Liczy, że w ten sposób dotrze do kilkunastu polityków, którzy wahają się w poparciu dla „dobrej zmiany”.

Jak miała działać? Szybciej? Sprawniej? Skuteczniej? Czy jakoś tak.. 🤔

Wojciech Maziarski na koduj24. pisze o Dudzie.

Czy czarna dziura pochłonie Andrzeja Dudę?

Prezydent postawił jeden krok ku swobodzie, ale jeszcze nie wyrwał się z pola grawitacyjnego PiS.

Podstawowe pytanie polskiej polityki brzmi dziś: co zrobi Andrzej Duda? Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek w ostatnich latach tak wiele zależało od trzeźwości umysłu jednego człowieka. I od jego psychicznej odporności na naciski i groźby.

Zgłaszając weto do dwóch ustaw sądowych, prezydent wyruszył w drogę bez powrotu. Tak podpowiada logika. W obozie politycznym kierowanym przez Jarosława Kaczyńskiego nie czeka go już żadna przyszłość polityczna. Nawet gdyby się pokajał, posypał głowę popiołem i padł na kolana, nie ma najmniejszych szans, by PiS ponownie wystawił jego kandydaturę w kolejnych wyborach prezydenckich. Prezes ani nie zapomni, ani nigdy nie wybaczy mu zdrady, jakiej się dopuścił blokując PiS-owską szarżę na Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa, a w konsekwencji utrudniając realizację także innych zamierzeń rządzących. Dopóki PiS nie ma kontroli nad wymiarem sprawiedliwości, nie bardzo może przejąć prywatne media, których właściciele z pewnością będą się odwoływać od bezprawnych decyzji do sądów.

Kaczyński, gdyby mógł, pewnie poszedłby dziś przed Pałac Prezydencki, by pokazać tej „zdradzieckiej mordzie i kanalii”, co o niej myśli (swoją drogą, z niecierpliwością czekam na kolejną miesięcznicę smoleńską, ogromnie jestem ciekaw, co też pan prezes powie przed siedzibą prezydenta). Jednak nie bardzo może sobie na to pozwolić. Konstytucyjne uprawnienia sprawiają, że Duda trzyma go w szachu. Dlatego politycy PiS przez zaciśnięte zęby mówią, że czekają na prezydenckie projekty ustaw sądowych. Nie podnoszą głosu ani nie szczerzą kłów, ale pod tą maską udawanego spokoju widać kipiące emocje. Gdyby mogli, wywlekliby zdrajcę z pałacu i rozszarpali go na strzępy. Logika mówi więc, że zerwanie jest nieodwracalne.

Pytanie tylko, czy Andrzej Duda ma tego pełną świadomość. Czy nie ulegnie psychicznej presji i pokusie udobruchania towarzyszy, którzy przez lata stanowili jego partyjne otoczenie. Czy zdaje sobie sprawę, że jeśli chce ocalić skórę, nie tylko nie może się cofnąć, ale nawet nie może zatrzymać się w miejscu, w którym dziś stoi. Musi wykonać kolejne kroki ku politycznej suwerenności, dalej rozluźniając więzy łączące go z dawnym środowiskiem i przełamując lody w stosunkach z opozycją. To dla niego jedyna szansa.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy prezydent to sobie uświadamia i czy gotów jest wyciągnąć z tego praktyczne konsekwencje. Wszystkie jego dotychczasowe działania i deklaracje mają charakter połowiczny. Zawetował dwie ustawy sądowe, ale już nie trzecią. Powiedział, że Sąd Najwyższy nie może podlegać prokuratorowi, ale nie powiedział, że nie może też podlegać prezydentowi. Nie przyznał, że PiS-owskie projekty ustaw były sprzeczne z Konstytucją. Zapowiedział, że przygotowując nowe projekty, będzie się konsultować ze środowiskiem prawniczym, ale od razu uprzedził, że wiele osób będzie z tych projektów niezadowolonych.

Wygląda na to, że Andrzejowi Dudzie marzy się stworzenie alternatywnego PiS-u o ludzkiej twarzy – obozu prawicowego, który reprezentując ten sam system wartości, wolny byłby od radykalizmu i bolszewickich zapędów, które ostatnio w coraz większym stopniu dominują w działaniach Jarosława Kaczyńskiego.

Sympatię do tego projektu niedwuznacznie zademonstrował Kościół. List przewodniczącego konferencji Episkopatu abp Stanisława Gądeckiego do prezydenta z podziękowaniem za weto nie pozostawia w tej kwestii wątpliwości. Poparcie okazuje też część prawicowych publicystów (np. Rafał Ziemkiewicz, Paweł Lisicki czy Piotr Zaremba) oraz politycznych autorytetów (np. Jan Olszewski).

To jednak stanowczo za mało, by pomysł powołania obozu stanowiącego polityczne zaplecze Andrzeja Dudy mógł liczyć na powodzenie. Nic nie wskazuje na to, by wśród obecnych parlamentarzystów i polityków PiS znalazła się duża grupa chętnych do zmiany barw klubowych na prezydenckie. Duda może liczyć, co najwyżej, na pojedyncze transfery, a nie na wielki exodus, przypominający np. powołanie Platformy Obywatelskiej, kiedy to liderzy nowo powstającego ugrupowania wyprowadzili z Unii Wolności większość aktywów. Kilkanaście czy nawet trzydzieści szabel w Sejmie to za mało, by prezydent mógł czuć się bezpiecznie jako samodzielny podmiot polityczny.

Wiele wskazuje na to, że w Polsce na prawicy obok PiS-u nie ma miejsca na inne ugrupowanie o mniej radykalnym obliczu. W przeszłości taką partię – o nazwie Polska Jest Najważniejsza – próbował powołać Paweł Kowal i ta próba też zakończyła się klapą. PiS odgrywa na polskiej prawicy rolę czarnej dziury – te niewidoczne ciała niebieskie o gigantycznej grawitacji są swoistymi kosmicznymi odkurzaczami, wysysającymi całą materię z otaczającej ich przestrzeni. W ich polu przyciągania nie ostanie się nic.

Jeśli więc Andrzej Duda nie chce skończyć jak kometa, która na chwilę rozbłysła i zgasła, ponownie wciągnięta w lej PiS-owskiej czarnej dziury i sprasowana w jej wnętrzu, musi się wyrwać z jej pola grawitacyjnego. Jak najszybciej i jak najdalej. A to niechybnie oznacza też zbliżenie się do innych układów planetarnych w tym rejonie nieba.

Czy prezydent ma tego świadomość? I czy będzie miał dość odwagi, by ocieplić relacje z dotychczasowymi politycznymi wrogami?

Przekonamy się w najbliższych tygodniach. Zobaczymy, kogo prezydent zaprosi do prac nad projektami ustaw sądowych i jaki kształt przybiorą te dokumenty. Jeśli będą przypominać wcześniejszą wersję, którą napisali ludzie Ziobry, a główna różnica będzie polegać na tym, że nadzór nad sądami będzie sprawować prezydent, a nie prokurator generalny, oznaczać to będzie, że droga ku suwerenności Andrzeja Dudy zakończyła się po jednym połowicznym kroku.

POBUDKA 🙂

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku i Szyszce.

Błaszczak i Szyszko, ministrowie niegodni funkcji są winni kryzysów

Bezprawne działania władzy PiS wcale mnie nie dziwią. Społeczeństwo obywatelskie i opozycja parlamentarna są śledzone i na podsłuchach. Inaczej nie potrafią utrzymać władzy. Protesty lipcowe były największymi po 1982 roku, po wprowadzeniu stanu wojennego; po odzyskaniu suwerenności nie mieliśmy do czynienia z takim wyraźnie powiedzianym przez Polaków – „nie”.

Protesty lipcowe nie były partyjne – choć parlamentarne partie opozycyjne organizowały swoje – społeczeństwo obywatelskie i to najmłodsze, które zna poprzedni reżim z relacji rodzinnych i środowiskowych powiedziało – „dość”. Opór zwykle ma charakter lawiny, wystarczy ruszenie jednego newralgicznego elementu i rusza protest z łoskotem, aby pod zwałami pogrzebać – w naukach społecznych – winnych kryzysu.

Nie od rzeczy, nie od parady sprawcami tego kryzysu, są marni ludzie PiS. Nikt mnie nie przekona, iż od przeciętności – w znaczeniu nijakości – różni się Mariusz Błaszczak czy Jan Szyszko. To są ludzie niewidzialni, gdyby byli dla nas anonimowi i gdyśmy ich spotkali podczas jakiegoś działania, nie zostałaby zatrzymana na nich żadna uwaga, tak jak nie zauważamy nicości, braku.

Wybrakowanie nam przeszkadza w chwili, gdy staje się normą, gdy jest narzucone przez zbieg okoliczności, w tym wypadku splot zdarzeń politycznych. Wybrakowana postać Błaszczaka szczególnie razi, bo on nawet wypowiada się w mediach.

Piszę o tych dwóch nijakich ludziach PiS przy okazji dwóch drobnych, ale znamiennych zdarzeń, mających w sobie modus operandi PiS.

Ministerstwo Błaszczaka (MSWiA) wystosowało do Fundacji Wolnych Obywateli RP (szefuje jej Paweł Kasprzak) groźbę w formie pisma i to taką, iż można podejrzewać, że ktoś odpowiedzialny za sformułowania w tym straszeniu w piśmie nie zna języka polskiego. Tak było – pamiętam: za komuny – też mieli tamci ciemniacy problem z językiem polskim.

Obywatelom RP wytyka się blokowanie – jak piszą z ministerstwa Błaszczaka w języku mało polskim – „zgromadzenia publicznego odbywającego się w celu oddania hołdu Ofiarom katastrofy smoleńskiej”.

Hołd składa się – mistrze od gadżetu różańca – bóstwom, albo władzy feudalnej. Nie składa się ofiarom, składa się ofiary. Nie można złożyć hołdu tym, którzy przyczynili się pośrednio i bezpośrednio do katastrofy. Jarosław Kaczyński swoją pokrętnością stworzył fakt zakłamania – nazywany mitem smoleńskim – iż jego brat „poległ”. Tak! Poległ na nieprzestrzeganiu procedur i mając niepohamowany pęd do reelekcji prezydenckiej.

I tego rodzaju zakłamaniu stoją na drodze Obywatele RP, stoją przeciw zakłamywaniu Polski. Zaś„zgromadzenie od hołdu” jest coraz droższe. Liczą na to – to mój apel do władz policji – iż zachowają dokumenty, w których zleca się chronienie Jarosława Kaczyńskiego, odczyniającego jakieś „hołdy”na Krakowskim Przedmieściu i z tego miejsca centralnego w kraju robiącego prywatne uroczysko. Jeżeli zlecenie na chronienie „hołdu” wypłynęło od Błaszczaka, to on powinien za ochronę „hołdu”zapłacić. Ostatni „hołd” kosztował przeszło 700 tys. zł, a policjanci nie dojadali. Gdybym wiedział, to podzieliłbym się wolnymi kanapkami, bo miałem przy sobie.

To Obywatelom RP należy się pomnik na Krakowskim Przedmieściu ze szczególnym uwzględnieniem Kasprzaka, bo bronią nas przed paranoją smoleńską i przed „geniuszem” od kanalii i zdradzieckich mord.

Za to w przyszłości Błaszczak musi zapłacić nie tylko majątkiem, ale też paragrafami, aby Polska była normalna. Nie po to nasi przodkowie – a moi od zawsze, od kiedy zapisywana jest historia ojczyzny – walczyli z wrogami, a takich ciurów Błaszczaków – bo jest takim obozowym brakiem – karano za niszczenie porządku w taborach.

I drugi nijaki Jan Szyszko, stosujący modus operandi PiS. Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał – czyli nakaz sankcjonowany może być karą finansową – zaprzestanie dalszej wycinki Puszczy Białowieskiej. Następnego dnia po nakazie do Puszczy udał się operator Polsat News, a tam został pobity, zaś kamera odebrana mu i zniszczono nagranie.

Czy operator filmował wycinkę, której nie zaprzestano, czy robił zdjęcia wspaniałej przyrody niszczonej przez Szyszkę, jest obojętne, ale to wskazuje z jaką władzą mamy do czynienia. Niekompetentną, nieodpowiedzialną, bo ministrami są ludzie tak przeciętni, iż nie znając ich nie zwrócilibyśmy na nich uwagi.

Zostali wywyższeni nie mając kompetencji ani żadnych zasług, tacy ludzie – Błaszczak i Szyszko – wszystko zrobią, aby utrzymać się w siodle. To nie jest władza, to są przedstawiciele nieporozumienia, ciury obozowe, które nie powinny pokazywać się nikomu na oczy, bo zwykle coś zmalują niegodnego miana Polaka.

Franek Sterczewski po raz kolejny zaprasza na pl. Wolności. Tym razem zamiast protestu odbędzie się piknik obywatelski. – Teraz stawiamy na spotkania, mówienie o prawach obywatelskich, aktywności obywatelskiej i konstytucji – podkreśla Sterczewski.

BOSKIE, PO PROSTU BOSKIE :))) Doskonały komentarz…

>>>

c406lutxuaudcfe

BOHATER TAMTYCH CZASÓW :)))

c4vldslwmaekuwp

Michał Wilgocki („Wyborcza”) pisze, jak powstają nowe elity PiS. Kształtuje się nowa elita zdolna do podjęcia odpowiedzialności za państwo – zapowiadał Jarosław Kaczyński w 2013 r. na łamach tygodnika „wSieci”. Jego proroctwo się spełnia – PiS od miesięcy wymienia kadry tam, gdzie tylko może. A gdzie nie może – tworzy prawo, które kadrową rewolucję ułatwi.

etat

Sądy: Czas asesorów

Zbigniew Ziobro zgromadził już ponad 500 nieobsadzonych etatów sędziowskich. Minister mógłby ogłosić nabór na te stanowiska, ale tego nie robi. Dlaczego?

W październiku 2017 r. do sądów wróci stanowisko asesora. To efekt ustawy przyjętej jeszcze za rządów PO-PSL. Rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa Waldemar Żurek sugerował, że Ziobro wolne etaty może w październiku przekształcić w etaty asesorskie.

Asesorzy wracają do sądów po kilkuletniej przerwie. Mają orzekać, choć nie we wszystkich rodzajach spraw – ominęłyby ich postępowania upadłościowe i stosowanie tymczasowego aresztowania w postępowaniu przygotowawczym.

W 2007 r. Trybunał Konstytucyjnych stwierdził, że powoływanie asesorów przez ministra sprawiedliwości jest niezgodne z konstytucją – bo byłoby to zagrożenie dla ich niezawisłości. Dlatego w ustawie uchwalonej przez poprzedni parlament jest zapis, że asesorów będzie powoływał prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa.

Ale Ziobro znalazł rozwiązanie, które sprawi, że tak naprawdę to on będzie nominował. Nowy projekt ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury (jest na stronach Rządowego Centrum Legislacji) zakłada, że tylko absolwenci tej szkoły, po zdaniu egzaminu sędziowskiego, będą mieli zagwarantowany etat asesorski. Uczelnia podlega Ziobrze.

„W dotychczasowym stanie prawnym dostęp do stanowiska asesora sądowego przewidziany był dla wielu grup kandydatów, których kształcenie zawodowe nie odbywało się na takim poziomie merytorycznym i przy tak wysokim zaangażowaniu środków publicznych, jak w przypadku absolwentów KSSiP” – czytamy w ocenie skutków ustawy.

Ziobro zmarginalizuje w ten sposób wpływ Krajowej Rady Sądownictwa na mianowanie asesorów. KRS negatywnie opiniuje zmiany. Zwraca uwagę, że minister de facto chce uzależnić sędziów od siebie. A także, że projekt obniża wymagania stawiane podczas egzaminu sędziowskiego, a jednocześnie ogranicza szansę na sędziowską karierę np. dla profesorów i doktorów habilitowanych prawa, radców prawnych czy adwokatów, którzy nie kończyli KSSiP.

Najlepsi asesorzy zostaną sędziami. Być może nawet bez konieczności brania udziału w konkursie – choć na razie takiego projektu ustawy jeszcze nie ma.

Ziobro ma duże pole manewru – już teraz dysponuje 500 etatami, a odejście z zawodu zapowiada kolejne 1,5 tys. sędziów z 10,5 tys. pracujących obecnie. Jeżeli więc ten długofalowy plan się powiedzie, kolejne rządy w spadku po PiS dostaną sądownictwo, w którym PiS obsadzi co piąte stanowisko sędziego.

Prokuratura: Skarga do Strasburga

Wymiana kadr dotyka też prokuraturę. W Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu jest skarga 50 prokuratorów, którzy zostali zdegradowani bez możliwości odwołania.

Chodzi o tych, którzy wcześniej zajmowali wysokie stanowiska i prowadzili najpoważniejsze śledztwa. Prokuratorzy uważają, że stali się ofiarą reformy prokuratury. Wielu z nich zostało przeniesionych na stanowiska do prokuratur rejonowych arbitralną decyzją ministra. Pięćdziesiątka zbuntowanych to zaledwie jedna trzecia wszystkich zdegradowanych w marcu i kwietniu ubiegłego roku. Wtedy połączono stanowisko prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, a Prokuraturę Generalną zastąpiła Krajowa.

– Nowa ustawa o prokuraturze pozwala na potraktowanie prokuratorów w sposób, który przekreśla ich cały dotychczasowy dorobek zawodowy. Reorganizacja prokuratury stała się bowiem podstawą do całkowicie arbitralnej weryfikacji kadrowej. Arbitralnej, bo ustawa nie zawiera kryteriów jej przeprowadzenia – komentował w maju ubiegłego roku rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

– Wiem, że niektórym nie będzie się to podobało, bo do tej pory zajmowali się przenoszeniem teczek z biureczka na biureczko. Ale my nie jesteśmy od zapewniania im komfortu, tylko od dbania o bezpieczeństwo. Najważniejsze jest bezpieczeństwo Polaków i skuteczność pracy prokuratury – mówił z kolei Ziobro.

Wojsko: Odchodzą generałowie

Przykłady kadrowej wymiany można mnożyć: poza opisanymi PiS zrobił rewolucję w służbie cywilnej, Trybunale Konstytucyjnym czy mediach publicznych. Oczywiście niektóre z tych ruchów (jak choćby zmiany w spółkach skarbu państwa) to „zbójeckie prawo” każdego zwycięskiego obozu politycznego. Tego argumentu chętnie używają politycy PiS. – Chodzi o to, by możliwe było pozyskiwanie ludzi potrzebnych do sprawnego i profesjonalnego przeprowadzania reform. Chcemy móc realizować politykę rządu – mówiła Beata Kempa pod koniec 2015 r., kiedy PiS robił skok na służbę cywilną.

Rewolucja odbyła się też w wojsku. Odkąd resort obrony narodowej objął Antoni Macierewicz, ze służby odeszło 30 generałów i ponad 300 pułkowników.

„Zwolnienia nie powodują negatywnego wpływu na kwestie dowódcze w Siłach Zbrojnych RP. Należy bowiem zauważyć, że oficerowie na dowódczych stanowiskach mają swoich zastępców, więc nawet w przypadku czasowego niepowołania następcy na dane stanowisko ciągłość dowodzenia jest zachowana” – czytamy w odpowiedzi MON na interpelację posłów Kukiz’15, o której pisze czwartkowa „Rz” w kontekście odejść z armii. „Jednocześnie wszyscy następcy oficerów odchodzących z dotychczasowej kadry dowódczej posiadają niezbędne umiejętności, szeroką wiedzę oraz doświadczenie zdobyte zarówno w Polsce, jak i za granicą i nie ma wątpliwości, że sprawdzą się na stanowiskach, na które zostali mianowani” – przekonuje wiceminister obrony Bartosz Kownacki w odpowiedzi na interpelację.

Wiceminister wylicza: w 2016 r. odeszło ośmiu generałów, ponieważ skończyli 60 lat, 14 generałów złożyło wypowiedzenie stosunku służbowego zawodowej służby wojskowej, jeden generał został zwolniony „wskutek upływu terminu wypowiedzenia stosunku służbowego zawodowej służby wojskowej dokonanego przez właściwy organ”, a dwóch generałów zostało zwolnionych po upływie terminu pozostawania w rezerwie kadrowej. Do wymienionych 25 w 2017 r. dołączyli kolejni.

Z wojskiem pożegnali się m.in. gen. Mirosław Różański z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. Marek Tomaszycki z Dowództwa Operacyjnego, gen. Adam Duda, szef Inspektoratu Uzbrojenia, a przede wszystkim „pierwszy żołnierz” – gen. Mieczysław Gocuł, szef Sztabu Generalnego.

Dlaczego generałowie odchodzą? Wielu nie chce firmować działań Antoniego Macierewicza i salutować przed jego rzecznikiem Bartłomiejem Misiewiczem. Gen. Różański w pożegnalnym przemówieniu powiedział: – Moim kolegom generałom, szczególnie tym ostatnio mianowanym i awansowanym, oprócz instrukcji i regulaminów, rekomenduję lekturę konstytucji i ustaw.

A jednak w poniedziałkowym „Newsweeku” czytamy, że duża część wojskowych, zwłaszcza niższego szczebla, jest zadowolona z rządów Antoniego Macierewicza. Dlaczego? Jeden z rozmówców Michała Krzymowskiego i Pawła Reszki zwraca uwagę, że szef MON załatwił dla wojska więcej pieniędzy, żołnierze mają też więcej szans na awans. Wojskowi i cywilni pracownicy armii dostali po 300-400 zł miesięcznie podwyżki, co – zwłaszcza w małych miejscowościach – jest poważnym zastrzykiem gotówki. „Newsweek” zwraca też uwagę, że Macierewicz zniósł limit 12 lat służby dla szeregowych (teraz mogą służyć bez ograniczeń), a także limity awansów dla podoficerów i oficerów.

„Wyprowadzą kraj z marazmu”

Czy polityka drastycznej wymiany kadr może napotka opór wśród wyborców? Niekoniecznie. PiS w sondażach wygrywa nie tylko – czego można się było spodziewać – wśród wyborców starszych, ale niemal w każdej grupie wiekowej.

W ostatnim sondażu poparcia dla partii CBOS PiS przegrywa jedynie w grupie wyborców w wieku 18-24 lata. Ma tu poparcie 21 proc., a Kukiz’15 – 29 proc. Ale już w kolejnej grupie (25-34 lat) PiS ma wynik ponaddwukrotnie lepszy od Kukiza (36 proc. do 17). Także w grupie
35-44 lata PiS notuje najwyższe poparcie – ale tu rywalizuje już nie z Kukizem, ale z PO (33 proc. do 19).

Motywy poparcia są różne. Te CBOS zbadał w innym sondażu, tuż po wyborach, w grudniu 2015 r. Z sondażu wynika, że wśród wyborców PiS argument: „Będzie więcej pracy, zrobią coś dla młodych, polepszy mi się”, wskazywał zaledwie co dziesiąty ankietowany. Najczęściej odpowiadano: „Będą lepiej rządzili, mam nadzieję, że coś zrobią; chciałem dać szanse na poprawę sytuacji w kraju; wyprowadzą kraj z marazmu, zrobią porządek” – taką odpowiedź wskazało 31 proc. badanych. Co czwarty twierdził, że nie chce u władzy PO-PSL, co piąty – że chce, aby coś się zmieniło w każdej dziedzinie, a 14 proc. – że PiS to partia osób wiarygodnych i że nie będzie afer. Program 500 plus jako argument przemawiający za głosowaniem na PiS deklarowało… 1 proc. wyborców tej partii.

Dlatego rewolucja kadrowa może się odbywać bez większych oporów społecznych, a jej beneficjentami stają się w większości osoby powyżej 25. roku życia. Dziś popierają PiS, awanse i podwyżki w aparacie państwowym mogą te sympatie utrwalić. W ten sposób partia Jarosława Kaczyńskiego – stereotypowo postrzegana jako zakorzeniona w starszym elektoracie – tworzy sobie kolejną, perspektywiczną bazę wyborców.

Dla tych, którzy rzucają oskarżeniami o „mowie nienawiści”, taka mała przypominajka. Dobrego dnia. 😊

c42678gwiaeintm

Michał Kuczyński na crowdmedia.pl pisze o jedynej pisowskiej obietnicy, która się spełnia.

polska

Prawo i Sprawiedliwość w kampanii wyborczej ogłosiło, że Polska jest w ruinie i tylko poprzez głos na tę partię zostanie z ruin odbudowana. Kontrowersyjne słowa rozgrzewały niejedną dyskusję polityczną już po wyborach, zwłaszcza gdy po przejęciu władzy, rząd Beaty Szydło zaczynał chwalić się świetnym stanem państwa, choć w rzeczywistości była to najczęściej zasługa poprzedników. O tym, że Polska jest w ruinie mówił prezydent Andrzej Duda w TV Republika w kwietniu 2015 roku, gdy porównywał obecną Polskę do tej zniszczonej II Wojną Światową. O odbudowie Polski mówił wicepremier Piotr Gliński na Kongresie Programowym w lipcu 2015 roku, mówiła premier Szydło w Nowej Soli, mówił i sam prezes Kaczyński. Dziś już wiemy, że kampanijna diagnoza była jedynie pijarową sztuczką, która pomogła Prawu i Sprawiedliwości wygrać wybory. Polska w 2015 roku, gdy władzę przejmowała partia Kaczyńskiego, była w kwiecie swojego rozwoju, najbogatsza w historii. Tymże bogactwem obecnie obdziela się wygłodniałych działaczy partyjnych, ich rodziny i znajomych. Tym bogactwem finansuje się tworzenie resortowych księstw, z orszakiem luksusowych limuzyn, tabunem asystentów i ochroniarzy. Ot, Bizancjum zbudowane na owocach wyimaginowanej ruiny.

Analizując jednak wpływ dokonywanych pseudo-reform na państwowy organizm, można wysnuć wniosek, że “Polska w ruinie” nie była tylko pijarową sztuczką, ale dokładnie przygotowanym planem zniszczenia Polski – takiej, jaką poznaliśmy przez minione 25 lat wolności. Demontaż Polski stworzonej wysiłkiem wszystkich Polaków przez ćwierćwiecze, Polski, która stała się wzorem do naśladowania dla innych krajów w byłym ZSRR. W zamian wybudowana miała być nowa Polska, według wizji człowieka, który nigdy tak naprawdę nie poznał tej naszej Polski, który od początku jej wolności jest politykiem, zamkniętym w swojej żoliborskiej willi. Ten kraj, stworzony na modłę Prezesa, to wykrzywiony wzór państwa narodowego, które ma nagradzać nieudaczników, a karać samodzielnych i pracowitych.

Reformy wprowadzane przez rząd Naczelnika Kaczyńskiego, nastawione są przede wszystkim na zburzenie dotychczasowego ładu, niezależnie od kosztów. Im większy jest opór reformowanej materii, tym bardziej wzrasta u rządzących przekonanie, że jest to właściwy krok. W sukurs kształtowaniu takiego obrazu idzie im partyjna telewizja, radio czy partyjne portale internetowe. W ten sposób tworzy się wrażenie, że każda obrona dotychczasowego ładu, w każdym z reformowanych obszarów, motywowana jest pielęgnowaniem trwających układów, klik czy złych obyczajów.

Rujnuje się budowany przez kilkanaście lat system edukacjidobierając podstawę programową według partyjnego klucza, by wychować nowe pokolenie wyborców bezmyślnych i posłusznych.

Niszczy się autorytet polskiej armii, poprzez oddanie jej w ręce człowieka, którego byli współpracownicy mają poważne wątpliwości co do jego prawdziwych motywów i zdrowia psychicznego. Polityka, który na olbrzymiej tragedii zbudował kościół wiernych zombie, nie dopuszczających do siebie myśli, że polski pilot może popełnić szkolne błędy, choć gdy dwa lata wcześniej w Mirosławcu popełnił identyczne, przeszło to zupełnie bez echa. Niszczącego autorytety generałów rękami ludzi małych i parszywych.

Niszczy się polską policję, służby specjalne czy służbę cywilną. Ponad fachowość i bezstronność stawia się posłuszeństwo dobrej zmianie i miernym politykom. Generalną zasadą jest posłuszeństwo wyznaczonej przez Naczelnika idei, nie dobro wspólne wszystkich obywateli. Nadrzędną procedurą jest widzimisię ministra oraz wszechobecne przyzwolenie na łamanie procedur bezpieczeństwa. Ruina w jakiej mentalnie znajdą się służby podległe MSW po okresie władzy ministra Błaszczaka, zawstydzi zapewne powojenną Warszawę.

Do ruiny doprowadza się wymiar sprawiedliwości, gdzie panoszy się prawnik bez doświadczenia, z wiceministrem o mentalności internetowego trolla, używając podległych prokuratorów do prywatnego wymiaru sprawiedliwości za urojone krzywdy. Sądy, w których wyroki mają zapadać po uzgodnieniu z siedzibą partii na Nowogrodzkiej. Sędziowie karani za wydawanie wyroku niezgodnego z wolą ministra czy samego Naczelnika. Tu krajobraz po wojnie będzie okropny i pełen gruzu – podważa się bowiem fundamenty demokratycznego państwa prawa i trójpodziału władzy.

O tym, że reforma służby zdrowia doprowadzi polskie szpitale do ruiny, mówi już nawet były prezes NFZ-tu, a obecnie poseł partii rządzącej. Likwidacja renomowanych szpitali, finansowanie ryczałtem i wszechwładza ordynatorów. Jeśli w ostatnich latach udało się ograniczyć zjawisko korupcji w służbie zdrowia, to scentralizowanie finansowania bez rozliczania z faktycznych wykonań rozbudzi ją od nowa. Nie o pacjenta chodzi, a o prymitywną destrukcję. Wszystko co zrobili poprzednicy, jest skażone i zatrute. Wszystko nowe musi dostać stempel dobrej zmiany.

Zrujnowaniem polskiego wizerunku za granicą równie ochoczo zajął się minister Waszczykowski, gdzie z unijnego prymusa staliśmy się czarną owcą. Partnerów w Europie już nie mamy, poza nią wielu nazwę “Poland” myli z “Holland”. Hurtowo niszczymy nasze znaki rozpoznawcze, czyli Donalda Tuska czy Lecha Wałęsę. Gdyby nadal żył papież Jan Paweł II i krytykował dobrą zmianę, też zapewne stałby się wrogiem numer jeden.

Kończąc już tę wyliczankę, nie sposób nie wspomnieć o ruinie polskich finansów publicznych. Trwałe wydawanie o wiele więcej, niż się pozyskuje, opieranie się na zbyt optymistycznych założeniach czy niemożliwy do zrealizowaniaskładający się z pobożnych życzeń Plan Rozwoju nie wróży budżetowi dobrze. Koszty długu będą rosnąć, podatki też. Wtedy jednak ruina stanie się faktem.

Jest w tym wszystkim pewien paradoks. Im bardziej zrujnowana realizacją obietnic Prawa i Sprawiedliwości będzie Polska, tym trudniej będzie przywrócić jej stan do względnej normalności. Niezależnie od tego, kto przejąłby władzę po PiS-ie, mandat do “odbudowywania” Polski nie będzie bezwzględny. Dziś oczywiste staje się, że nie obędzie się bez bardzo kosztownych społecznie reform. Podobnie jak wprowadzony na początku lat 90 plan Leszka Balcerowicza, który pozostawił po sobie olbrzymie grupy społeczne niezadowolone ze zmiany, nierozumiejące konieczności ich przeprowadzenia.

prezes-pis

Waldemar Mystkowski pisze o najnowszym marzeniu prezesa.

Kartoflisko Kaczyńskiego jako wielkie międzynarodowe lotnisko

kartoflisko

Niestety przyszło nam żyć w opowieściach Jarosława Kaczyńskiego, w jego snach o potęgach, snach o wielkości. Ta jest nasza realność – sen Kaczyńskiego.

Jak te zmory, mary odegnać? Nie wystarczy odizolowanemu człowiekowi stanąć naprzeciw, jak protestujący pod Sejmem 16 grudnia 2016 roku, bo jego najmita Mariusz Błaszczak sporządzi na nas list gończy i będzie ciągał po prokuraturach, a potem sądach.

Żyjemy więc w prezesowej alternatywie, w jego oniryzmie, w wypaczeniu, które wykrzywia rzeczywistość, ale przede wszystkim wykrzywia nam gębę. To Kaczyński doprawia nam gębę, zamiast żyć normalnie, zmagać się z realnością, pisać kolejne wiersze i książki, trzeba wychodzić na ulicę, aby przeciwstawić się tej opowieści alternatywnej Kaczyńskiego.

„Życie to opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości, lecz nic nie znacząca” – pisał genialny Szekspir. Taką opowieść zafundował nam Kaczyński, opowieść idioty, którą snuje w pisowskich mediach – bo przecież nie publicznych, czy narodowych – snuje na Krakowskim Przedmieściu, gdy staje na drabince z Tesco i jest wielki, potężny.

Kaczyński nie mierzy się z rzeczywistością, opowiada na swoją alternatywę, marę, sen idioty. Oto najnowszy owoc tej naszej codziennej zmory, tym razem zaserwowany w piątek rano w Radiu Białystok. Kaczyński chce w Warszawie, bądź w pobliżu, wielkiego międzynarodowego lotniska, bo „Polska nie może być prowincją”.

Prowincjonalny polityk, by nie rzec, iż jego jest wielkość godna jest jakiejś remizy, nie chce by Polska była prowincją. A spycha nas na pobocze Zachodu, wypycha z najpoważniejszego projektu cywilizacyjnego, jakim jest Unia Europejska. Prowincjusz i to fatalnego autoramentu. W takim momencie odzywa się we mnie gen komparatystyczny i porównuję prezesa.

Na tle swego wroga, Donalda Tuska, Kaczyńskiemu musieliby postawić drabinkę z Tesco, na tej drabince jeszcze jedną drabinkę, jeszcze i jeszcze, bez mała wyszłaby z tego drabina Jakubowa i też nie sięgnąłby Tuska. Tusk jest niepodrabianą wielkością, acz czasami mnie drażniącą, a prezes wspina się, wspina po tej drabince – i czekamy aż spadnie.

Spadnie, spadnie. Spokojnie. W tym wypadku funkcjonuje jedna z najstarszych metafor świata; wieża Babel. Takie sny o potędze są burzone stopą boga, strącane. Nie będą Tuska porównywał do żadnego boga, wystarczy stopa, która zdepcze tę zmorę wielkości. Acz wierzę – jestem przekonany – iż to my będziemy tą stopą, aby tę marę przejść, pożegnać i odegnać.

Na razie prezes wysnuł nam opowieść o wielkim międzynarodowym lotnisku, które patrząc na kreacyjne możliwości prezesa i dysfunkcyjność władzy PiS należałoby nazwać – kartofliskiem.

obchodzimy

>>>

c3dsswcxuaawhwp

OSTATNI WOLNY CZŁOWIEK W TYM KRAJU. Wolny od cywilizacji, zobowiązań, umiejętności. Znajdź drugiego takiego! NIE MA. Tytuł w pełni zasłużony.

c3dta56wgaefdg2

OSTATNI WOLNY CZŁOWIEK W TYM KRAJU. Wolny od cywilizacji, zobowiązań, umiejętności. Znajdź drugiego takiego! NIE MA. Tytuł w pełni zasłużony.

posel-po

Poseł Sławomir Nitras z PO spotkał w kuluarach sejmowych prywatnego ochroniarza Jarosława Kaczyńskiego. Próbował dowiedzieć się, na jakiej podstawie ten tam przebywa, jednak mężczyzna odmawiał wyjaśnień i mówił jedynie, że „ma upoważnienie”, nie chciał się też przedstawić.

Nitras pytał o szczegóły i zaznaczał, że do kuluarów wstęp mają tylko posłowie, Straż Marszałkowska i upoważnione osoby. Poseł pytał też strażników, ale ci najpierw ignorowali pytania, a potem stwierdzili, że nie mają obowiązku udzielenie informacji.

W końcu na miejscu pojawił się „sprawca” zamieszania – Jarosław Kaczyński, przed którym ochroniarz otworzył drzwi na klatkę schodową.

– Czy aby pan jest o zdrowych zmysłach? – zapytał Nitrasa prezes PiS.

– Tu nie mogą wejść dziennikarze, ale może wejść prywatny ochroniarz prezesa – podsumował Nitras, który całą rozmowę w kuluarach transmitował na Facebooku.

UWAGA !!! PRZESTĘPCA Z WYROKIEM JEST OSOBISTYM OCHRONIARZEM KACZYŃSKIEGO. CO ZA WSTYD…

c3dmirbw8aect6l

Straż Marszałkowska pobiła manifestanta przed Sejmem?

to-cofa

Jak poinformowali  Obywatele RP, Tomasz Wilkowski uczestniczący w środę w proteście na terenie kompleksu budynków Sejmu został ciężko pobity przez Straż Marszałkowską, po czym zasłabł i został odtransportowany do szpitala. „To cofa nas do najczarniejszych czasów stanu wojennego” – komentują członkowie organizacji. Protest dotyczył wolności zgromadzeń, ale także dostępu mediów do budynków sejmowych. Czterem osobom pikietującym przed budynkiem Sejmu zarzuca się naruszenie miru domowego. W związku z tym reprezentujący oskarżonych mecenasi wnieśli o przesłuchanie w sprawie 460 posłów i 100 senatorów, by ustalić, czy również ich dobra naruszono „wtargnięciem”.

„Obywatele RP, podejmując akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego są gotowi ponieść odpowiedzialność prawną za swoje czyny. Ciężkie pobicie manifestanta cofa nas jednak do najczarniejszych czasów stanu wojennego. Obywatele RP podejmą w tej sprawie zdecydowanie kroki prawne” – czytamy w przesłanym Onetowi oświadczeniu.
„Ta władza przekroczyła kolejną granicę. Nie tylko wprowadza absurdalne zakazy, ale także bije osoby świadomie łamiące je w akcie nieposłuszeństwa obywatelskiego. Brutalnie zaatakowano osoby, które nie wykazały nawet śladu agresji słownej, nie wspominając o fizycznej” – komentuje Paweł Kasprzak z Obywateli RP.

„PiS uzasadnia zaostrzenia względami bezpieczeństwa, ale Straż Marszałkowska reaguje przecież nie na widok broni, ale na widok kawałka materiału – celem jej ataków są nawet nie tylko transparenty, ale również narodowa flaga. Jeżeli bijąc pokojowo manifestujących obywateli i traktując ich jak stosujących przemoc terrorystów PiS myśli, że zniechęci nas do protestów, to się myli. Natomiast na pewno staje po tej samej stronie co ZOMO” – dodaje Paweł Kasprzak.

VIVA EL REPUBLICA SAN ESCOBAR! 🙂 Brawo BIG CYC!

c3dum57xaaad1nq

NAJWIĘKSZA AFERA POLITYCZNA I CO? BĘDZIE ZAMIATANIE POD DYWAN???

c3c1rxrxeaiwev5

CZY WY TEŻ OCZEKUJECIE OD PREZYDENTA WYJAŚNIENIA TEJ SPRAWY? 

c3c9bsjxaamw9as

Studenci wyszli na ulice przeciwko władzy

Michał Wilgocki („Wyborcza”) pisze o proteście studentów. W 11 polskich miastach i Brukseli na ulice wyszli w środę studenci. Protestowali przeciwko rządom PiS. W sumie w manifestacjach wzięło udział ok. 2 tys. osób.

nie-zgadzamy

Studenci protest ogłosili na początku stycznia. Zwoływali się na portalach społecznościowych. Akces zgłosiło 11 najważniejszych ośrodków uniwersyteckich, m.in. Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań i Lublin.

Inicjatywa była oddolna. – Nie jesteśmy związani z żadną partią. Nasz protest jest apolityczny. Prosimy, żeby nie było na nim żadnych emblematów partyjnych. Nie jesteśmy przybudówką Komitetu Obrony Demokracji, jak niektórzy sugerują – tłumaczyła Martyna Równiak, studentka medycyny na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, jedna z organizatorek protestu.

Studenci przedstawili 11 postulatów. Każdy zaczyna się od słów: „Chcemy żyć w państwie, w którym…”. Dotyczą m.in. przestrzegania konstytucji, wolności zgromadzeń, tolerancji i ochrony przyrody.

W Warszawie przy pomniku Kopernika demonstrowało kilkaset osób. Ze sceny przemawiali studenci, którzy opowiadali o każdym z kolejnych postulatów. W przerwach słuchali piosenek m.in. Kultu i zespołu Big Cyc. W organizacji pomagała straż KOD, była też wielka biało-czerwona flaga, którą niosło kilkadziesiąt osób. Oprócz studentów na demonstrację przyszło także wiele osób starszych. Niektóre z nich trzymały tablice układające się w hasło „Uniwersytet trzeciego wieku”.

We Wrocławiu protestowało ok. 200 osób. Zebrały się przed domami studenckimi Kredka i Ołówek. To właśnie na Dolnym Śląsku zrodził się pomysł ogólnopolskiego protestu. Wpadły na niego dwie studentki: Mary Iwanicka i Natalia Kwaśnicka.

– Doszłyśmy do wniosku, że głos młodych ludzi nie przebija się w debacie publicznej. A my też mamy swoje postulaty i żądania – mówi Kwaśnicka. Studenci nieśli transparenty: „Coście sku… uczynili z tą krainą”, „Partyjny bełkot to nie informacja”, „Mamy prawo mieć własny głos”.

W Poznaniu kilkuset studentów miało m.in. transparent: „Nie jesteśmy wnukami oderwanych od koryta esbeków. Jesteśmy wkurzeni!”. Z kolei napis: „Studenci specjalnej troski” nawiązywał do niedawnej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, że na antyrządowych manifestacjach widać osoby specjalnej troski. Studenci skandowali: „Rząd nie zdaje egzaminu” i „Stop łamaniu konstytucji”.

zbigniew-holdys

W Lublinie na manifestację przyszło kilkadziesiąt osób.

– Walczymy przeciwko łamaniu prawa przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, nie zgadzamy się na przepychanie ustaw bez brania pod uwagę głosów, które nie są po stronie rządu – mówili podczas demonstracji studenci.

KATASTROFA TORUŃSKA. MACIEREWICZ PRZEŻYŁ. CZY POLICJA ODDA WRAK?

c3c6bbwxaaatt-g

PODOBNO MOGŁY SIĘ WYDARZYĆ OBIE WERSJE JEDNOCZEŚNIE.

c3dkjvswyaeqxwt

Waldemar Mystkowski pisze o kulcie Jarosława Kaczyńskiego.

oficjalny

Jarosław Kaczyński dostał nagrodę „Człowieka Wolności”. Tytuł nagrody jest dziwny, jak sama uroczystość zorganizowana przez tygodnik „wSieci”.

Zacznijmy od oprawy zewnętrznej. Uroczystość odbywała się w Filharmonii Narodowej, który to budynek był otoczony taką ilością policjantów, iż żadna mysz nie mogła przecisnąć się na teren wolności, na którym nagradzany był człowiek wolności.

Można mniemać, iż policjanci bronili wolności przed KOD, Obywatelami RP i opozycją polityczną, Platformą Obywatelską i Nowoczesną. Policja broniąca człowieka wolności i wyznawców tego człowieka (bo tak należy nazwać osoby wygłaszające laudację, w tym Beatę Szydło, na cześć człowieka wolności) – to powinno skłaniać do refleksji, iż to jest człowiek wybitnie policyjny, esencja policyjności, czyli człowiek wyniesiony na sam szczyt przez zniewolonych przez niego, człowiek oddzielony kordonem policji od KOD i opozycji politycznej.

Zdarzenie półtora godziny wcześniej przed tym ogromnym spektaklem w Filharmonii mówi, co też to za forma wolności i jaka jest jej jakość. Otóż kilka limuzyn rządowych spowodowało karambol wyjeżdżając z Torunia, gdzie przebywała jedna osoba na prywatnym wypadzie. Antoni Macierewicz był u o. Tadeusza Rydzyka. Do karambolu doszło z winy kierujących samochodami rządowymi, którzy nie przestrzegali przepisów drogowych – limuzyny jechały na sygnale i z prędkością przeszło stu kilometrów na godzinę. Pobieżny opis świadków wypadku wskazuje, iż winę ponosi kawalkada rządowych pojazdów. Wracający z wyprawy prywatnej Macierewicz nie zatrzymał się do wyjaśnienia wypadku, rozbite zostały auta, a dwie osoby zostały ranne i wylądowały w szpitalu. Minister zaś przesiadł się do innego auta i udał się z takim samym naruszeniem przepisów drogowych do Filharmonii Narodowej na uroczystość.

Śledztwo prowadzone przez policję po kilku godzinach zostało przejęte przez Żandarmerię Wojskową, bo „w jednym z aut był szef MON” – takie jest oficjalne uzasadnienie. Jak zauważył dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz: „Wyobraźmy sobie, że to np. T. Siemoniak pędził na prywatna imprezę, dochodzi do karambolu, są poszkodowani… Zostałby zjedzony przez PiS.”. Indagowany były minister obrony rządu PO/PSL Tomasz Siemoniak do tweetu dziennikarza dopisuje swój: „Albo gdybym spotkał się z lobbystą w USA, nakłamał w Sejmie o mistralach, dał certyfikat „rosyjskiemu łącznikowi” i trzymał „rzecznika”…”

W tych klimatach znalazła się wolność w Filharmonii Narodowej. Spicz Beaty Szydło na temat Człowieka Wolności bije wszelkie wyżyny retoryki, bije w nos, w dziób (rodzaj części ciała do wyboru). Nazywa się to w mowie i piśmie inaczej niż retoryka, bo to logorea i grafomania. Oto próbka „grafomanii oralnej” premier rządu polskiego: „Do Polski przyjeżdżają ludzie z całego świata i mówią: to piękny, bezpieczny kraj, a Polacy to wspaniali ludzie. To jest wolność”.

Wystarczy? Pewnie, że tak, ale jeszcze dorzucę, wszak to premier: „To, że dzisiaj Polska nie musi kłaniać się na zagranicznych salonach, ale to Polska jest państwem, z którym muszą liczyć się inni – to jest wolność”. Litości – krzyczy we mnie – umiar, złoty środek zachowania rozumu. W wolności nie ma jednak litości, bo pani Szydło uczyniła z Filharmonii Narodowej – Narodowy Magiel: „Chcę podziękować premierowi Kaczyńskiemu za to, że mam zaszczyt razem z nim pracować i że nauczyłam się od niego, co to znaczy wolność”.

Lecz Szydło w swej logorei jest mała w porównaniu z profesjonalistami grafomanii. Zacytuję tylko jednego, bo więcej nie zdzierżę. Jacek Karnowski, szef tygodnika, który przywalił tą nagrodą Człowieka Wolności: „Dziś, dzięki wolnemu wyborowi Polaków, Polska jest krajem wyjątkowej wolności. To jest wielki dorobek Jarosława Kaczyńskiego. Wolnego wyboru, którego nie byłoby bez jego działalności”.

W otoczonej policjantami Filharmonii mieliśmy uroczystość Kultu Jednostki, jakim jest otoczony Jarosław Kaczyński. Ta ilość hymnów pochwalnych, grafomanii oralnej, wazeliny, do tej pory nie dostała takiej wielkości. Od 25 stycznia 2017 roku rozpoczął się w Polsce oficjalny kult Jarosława Kaczyńskiego po mylącym pozorem wręczenia mu nagrody Człowieka Wolności.

Kaczyński został wyzłocony, jak wyzłocone wcześniej były postaci kultu Baala, Buddy, prezes PiS wyzłocony został laudacją wyznawców, wyzłocony światłem jupiterów i wreszcie miejscem, którego pilnował kordon policji, policjant przy policjancie, iż nawet żadna złota mysz nie przecisnęła się na teren złotego miejsca wolności.

Sam wyniesiony i wyzłocony Budda otoczony Kultem Jednostki, nazwany Człowiekiem Wolności, wygłosił mowę, która też przejdzie do historii polskiej retoryki politycznej. Z grafomanii oralnej wyzłoconego Kaczyńskiego da się wysupłać definicję wolności, otóż dzisiaj Polska jest wyspą wolności w Unii Europejskiej, na Zachód od Warszawy wolności nie ma, istnieje tylko poprawność polityczna. Polska pod wodzą Człowieka Wolności wyrwała się z tego zniewolenia i jest wolna.

Przy okazji Budda ogłosił oficjalną ideologię państwa rządzonego przez PiS, będziemy dążyć do wolnego „państwa narodowego”, czyli nacjonalizmu (to ostatnie określenie nie padło, ale to oczywista oczywistość logiczna). Takiej wielkości pompatyczności dotychczas oficjalnie w kraju nie było. W Unii Europejskiej jesteśmy ewenementem, czymś tak kuriozalnym, iż UE będzie długo, ale to długo przecierać oczy ze zdumienia. Wazelina, tani blichtr, grafomania oralna, bezwstyd bez zarumienienia, itd. Polska to w tej chwili kraj operetkowy, republika bananowa.

DZIWNE, ŻE JESZCZE NIKOGO NIE ZABILI…

c3doggsxgaiq2rw

Chorzy z nienawiści wyborcy PiS to ludzie, którzy zagubili swoją tożsamość

c3cw3ssxuakrxtc

>>>