Posts Tagged ‘Michał Wojtczuk’

ZAPLANUJCIE SOBIE CZAS. Wszyscy idziemy 3 sierpnia na spacer razem z Tuskiem 🙂 Wkrótce szczegóły wydarzenia. Przekazujcie dalej !!!

W „Newsweeku” piszą o wywiadzie z prof. Antonim Dudkiem zamieszczonym w „Kulturze Liberalnej”.

„Kaczyński jest pierwszym z destruktorów. Polska będzie się staczać, aż do momentu krytycznego”

„Reforma” sądownictwa miała mocno przybliżyć Jarosława Kaczyńskiego do realizacji jego wizji IV RP. Dwa weta prezydenta Andrzeja Dudy wcielenie w życie tych planów odraczają w czasie. Jednak zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka z UKSW „dobra zmiana” nie zakończy się w najbliższej przyszłości. Będzie trwać i „będzie polegała na rozwalaniu kolejnych instytucji”.

– Może to, że Kaczyński doszedł do władzy, jest efektem choroby, która toczyła organizm III RP od dłuższego czasu. A teraz wchodzimy w fazę destrukcji, która potrwa Bóg raczy wiedzieć jak długo – mówi prof. Dudek w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej”. – Kaczyński jest pierwszym z destruktorów, ale my będziemy się niestety staczać, aż do momentu krytycznego, wtedy odbijemy się od dna – dodaje.

Jak zaznacza, nie spodziewa się, żeby wskutek podwójnego weta prezydenta Andrzeja Dudy doszło do rozpadu obozu rządzącego. – W związku z tym prawdopodobnie będziemy obserwować – dłużej niż przez dwa najbliższe lata – proces tzw. przebudowy państwa przez PiS, która w istocie rzeczy będzie polegała na rozwalaniu kolejnych instytucji. Aż do momentu, kiedy się nagle okaże, że to wszystko działa gorzej niż przed 2015 roku – uzasadnia. – Wtedy pojawi się szansa, że ludzie wyniosą do władzy kogoś, kto zacznie to porządkować w inny sposób niż PiS – tłumaczy.

Opozycyjna mizeria

Wątpliwe jednak, żeby był to ktoś z dzisiejszej opozycji parlamentarnej, która zdaniem prof. Dudka nie rokuje najlepiej. Grzegorz Schetyna jest politycznie zużyty, natomiast Ryszard Petru ma duże problemy wizerunkowe. PSL? Nie wiadomo, czy w ogóle znajdzie się w nowym Sejmie.

Nawet strategia przyjęta przez Ruch Kukiz’15 okazała się nieskuteczna. – Na początku był bardzo życzliwy wobec PiS-u – w wielu sprawach popierał ich „za darmo”. A mimo to w zamian nie dostał niemal nic – zaznacza politolog. – Ostatnio Kaczyński powiedział, że ruch Kukiza to jest opozycja, która „mówi jak my, ale głosuje jak Platforma”. Czyli – mówiąc krótko – dla PiS-u nie ma dobrej opozycji. Każda jest zbyt opozycyjna – wyjaśnia.

– PiS i PO się zużywają. Otwiera się bramka dla nowych sił politycznych – przewiduje uczony. Na dowód swoich słów podaje wyniki wyborcze Platformy i PiS-u z ostatnich kilkunastu lat. – W 2015 roku łącznie te partie uzyskały o 10 proc. mniej głosów niż w okresie swojej największej popularności. Duopol słabnie – nie ma wątpliwości prof. Dudek.

Nie wyklucza też, że obecne przesilenie na szczytach władzy w połączeniu z nie najlepszą kondycją opozycji zaowocuje wykrystalizowaniem się nowej siły politycznej zebranej wokół prezydenta Dudy.

Możliwy jest jednak jeszcze inny scenariusz. Politolog w skrócie tłumaczy go tak – w wyborach samorządowych w jednym z największych polskich miast ktoś zupełnie nowy odnosi spektakularne zwycięstwo, a przez rok do wyborów parlamentarnych buduje swoje zaplecze polityczne i z nową formacją wchodzi do poważnej polityki w tych najważniejszych wyborach. – Nie mówię, że on musi wygrać – ale może całkowicie przebudować polską scenę polityczną – asekuruje się autor popularnych książek o historii politycznej III RP.

PiS, czyli partia rewolucyjna

Zanim jednak do zmiany na polskiej scenie politycznej dojdzie, Polska ma obecny rząd i prezesa PiS rządzącego krajem z tylnego siedzenia. Prof. Dudek daleki jest jednak od stwierdzenia, że PiS wprowadził czy wprowadza w Polsce dyktaturę. Zaznacza, że z większością zmian obozu „dobrej zmiany” się nie zgadza, ale daje im czas, zanim podejmie się oceny.

Nie podziela natomiast obaw opozycji, co do zmierzchu polskiej demokracji. Ta samo odnosi się do oskarżeń o faszyzm pod adresem partii władzy. – Przesadza jednak także prezes Kaczyński, kiedy przekonuje, że PiS jest „umiarkowaną partia konserwatywną”. Być może ma elementy pewne konserwatywne, ale z pewnością nie jest „umiarkowany”. Jest partią rewolucyjną, która próbuje przywracać ład konserwatywny metodami rewolucyjnymi, co się z zasady nie może udać, bo jest wewnętrznie sprzeczne – mówi prof. Dudek. – Dlatego jeśli PiS porządzi dłużej, to podejrzewam, że podobnie jak piłsudczycy po śmierci Marszałka, będzie ewoluował w kierunku nacjonalizmu – dodaje.

Na razie nie spodziewa się jednak, żeby prezes Kaczyński był zdolny do wprowadzenia w Polsce dyktatury w wydaniu znanym chociażby z Korei Północnej czy Turcji. – Moim zdaniem kierownictwo PiS-u wciąż wierzy, że dzięki swojej znakomitej polityce wygra wybory w pełni demokratycznie. Na razie sondaże są dla nich całkiem korzystne – argumentuje.

– Żeby utrzymać się przy władzy wbrew woli zdecydowanej większości społeczeństwa – co dziś nie ma miejsca – Kaczyński musiałby podjąć działania, do których w moim przekonaniu nie jest zdolny. Po pierwsze, zastosować represje polityczne na masową skalę. A po drugie, sfałszować wybory – analizuje wykładowca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Masowe represje wobec politycznych przeciwników, a zwłaszcza sfałszowanie wyborów byłyby zdaniem prof. Dudka gwoździem do trumny PiS-u i prezesa Kaczyńskiego. – Dzisiaj w Polsce operacja sfałszowania wyborów jest nie do ukrycia. A gdyby Polacy zobaczyli, że ich wybory sfałszowano, wtedy naprawdę mielibyśmy w Polsce drugi Majdan. Kaczyński o tym wie – konkluduje.

WITAJCIE W PAŃSTWIE PiS

Michał Wojtczuk pisze w „Wyborczej” o Lechu Kaczyńskim, „bohaterze” Powstania  Warszawskiego. Podczas uroczystości rocznicy Powstania Warszawskiego 1 sierpnia na Placu Krasińskich zamiast Apelu Poległych odczytany zostanie Apel Pamięci, w którym wymieniony zostanie m.in. b. prezydent państwa i stolicy Lech Kaczyński. Nie zostanie jednak wyczytany pełny tzw. apel smoleński.

Lech Kaczyński dołączony do Apelu Pamięci podczas rocznicy Powstania Warszawskiego

Decyzją szefa MON Antoniego Macierewicza (PiS), podczas każdej uroczystości z wojskową asystą odczytywany ma być tzw. apel smoleński, upamiętniający osoby, które zginęły w katastrofie smoleńskiej. W przeszłości prowadziło to do kontrowersji, m.in. na Pradze Południu zorganizowano dwie oddzielne uroczystości obchodów rocznicy Powstania Listopadowego, bo władze dzielnicy nie chciały apelu smoleńskiego, tłumacząc że tragiczny lot prezydenckiego tupolewa z kwietnia 2010 r. nie ma nic wspólnego z powstańczym zrywem z 1831 r.

Wiele wątpliwości budziło także odczytywanie apelu smoleńskiego podczas obchodów rocznicy powstania warszawskiego. Krytykowała to w ub. roku nawet Marta Kaczyńska, córka Lecha Kaczyńskiego, b. prezydenta Polski i Warszawy.

Lech Kaczyński dołączony do Apelu Pamięci

Jak podaje radio RMF, podczas tegorocznych obchodów rocznicy powstania warszawskiego obowiązywać będzie taki sam kompromis, jak w ubiegłym roku. Zamiast Apelu Poległych, który był odczytywany do 2015 r. odczytany zostanie Apel Pamięci, w którym oprócz powstańców wymienione zostaną także nazwiska pięciu osób, które zginęły w Smoleńsku: Lecha Kaczyńskiego, prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK oraz dwóch żołnierzy powstania – Stanisława Komornickiego i Zbigniewa Dębskiego.

„Stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego, zginął na służbie w Smoleńsku”

W ubiegłorocznym apelu fragment z Lechem Kaczyńskim brzmiał: „Przywołuję wszystkich, którzy przez dziesiątki powojennych lat nie szczędzili wysiłku, by pamięć o powstańczym zrywie nie uległa zatarciu. Upokarzani i represjonowani przez siły zmierzające do wykorzenienia tradycji niepodległościowej nie wahali się utrwalać ją i przekazywać kolejnym pokoleniom. przywołuję prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego oraz Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK – współinicjatorów wielu akcji upamiętniających w kraju i i na emigracji niepodległościowy wysiłek AK. Przywołuję prezydenta miasta stołecznego, później prezydenta RP, zwierzchnika sił zbrojnych, Lecha Kaczyńskiego, który stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego – wiekopomny znak pamięci i edukacji o powstaniu. Wraz z żołnierzami powstania gen. Stanisławem Komornickim ps. „Nałęcz” oraz płk Zbigniewem Dębskim ps. „Prawdzic” zginęli na służbie Ojczyzny w katastrofie smoleńskiej, a ich dzieło na zawsze stanowić będzie hołd dla bohaterstwa powstańców Warszawskich”.

WYOBRAŹCIE SOBIE TERAZ PÓŁ MILIONA MŁODYCH KOCZUJĄCYCH POD SIEDZIBĄ PiS :))) To byłby piękny widok.

Waldemar Mystkowski pisze o patentowanym leniu Kukizie.

Kukiz chciałby się podczepić, jak szumowina

Paweł Kukiz chałturzy na Wiejskiej, tak jak markował jako muzyk na estradzie i wykonując cover „Paranoid” Black Sabbath. Nigdy nie był pierwszą ligą rynku muzycznego ani show biznesu, na rynku politycznym może być najwyżej kimś, kto przytuli kilku quasi-faszystów, a ci zrobią go i tak w bambuko.

W polityce jest pełno takiego szumu na powierzchni. Paweł Kukiz szumi, a nie tworzy. Tak było w muzyce, tak jest w polityce.

Nazywa to antysystemem, nie rozumiejąc, co ten termin miałby znaczyć. Tak jakby była antymuzyka. I bliżej mu do nieistniejącego świata antydźwieków, jeżeli uznamy, iż kicz muzyczny jest zaprzeczeniem muzyki, tak jak jest disco polo.

To że Kukiz się wyraża, nie znaczy, że wyraża myśli. Kukiz wyraża tych myśli brak. I tak należy go słuchać i czytać. W logice nazywa się to fałszem.

Kukiz w muzyce był zbudowany z braku talentu tworzenia muzyki, chyba że odtwarzał kogoś, tak w polityce jest coverem. Jemu „wsio rawno”, byle podkleić się, byle płynąć. W twórczości, w życiu prywatnym, w publicznym nazywa się to po prostu szumowiną.

Dlaczego tak się stało, że taki gość dostał się do polityki? Równie dobrze można zadać pytanie: dlaczego taki Marek Suski dostał się do Sejmu – i gdy odezwie się to bredzi i pogrąża, acz czasami na tyle kompromitująco, że uznaje się to za śmieszne?

Kukiz szumi jak kaczyzm. Jest naleciałością nad tą zarazą, która dopadła Polskę. Protestujące społeczeństwo przeciwko zniszczeniu sądownictwa i demokracji odniosło sukces. Więc Kukiz w te pędy chce się jako szum wpisać się w autentyczny bunt.

Kukiz znowu okazał się tylko szumem, chałturnikiem. Nie łudzę się, aby rozumiał Konstytucję, demokrację, Polskę. Ale jako szum chciałby do siebie przytulić coś z demokracji, z Polski. Dla niego nasza ojczyzną jest chałturą, jak chałturą był „Paranoid” Black Sabbath, z którego to utworu niewiele zrozumiał.

Kukiz nazwał największy bunt społeczny po 1989 roku, a w zasadzie po 1982, który wylał się na ulice – „Pucz- Reaktywacja”. Tak uczepił się muzyki, a teraz polityki ten gość i chciałby płynąć. Najpierw chciałby płynąć z kaczyzmem, potem z nami, a gdy został zdemaskowany – plunął reakcyjnie. Retorycznie także jest szumem, język polski to dla niego język obcy. Szumowina. Kukiza komuszy język z lat 1980-81 i stanu wojennego.

SZACUNEK. To jest ta różnica klas. PiS już dawno nasłałby prokuratora…

DZIŚ TEŻ SPACERUJEMY :)))

>>>

JESZCZE CIEPŁE INFO. BOR ZGODNIE Z ZAPOWIEDZIAMI PiS ZMIENI NAZWĘ I ZNACZNIE POSZERZY KOMPETENCJE. JAK WAM SIĘ PODOBA NOWA NAZWA I MUNDUR???

c4fefdtwqaifbyr

Jacek Żakowski nie ma litości dla PiS, co ta partia wyrabia, jak niszczy wszystko. Nie ma tygodnia bez wypadku z udziałem rządowej karawany. Teraz trafiło na panią premier, która za te nieszczęścia odpowiada.

c4e7kbrweaijyw6

Pędzą przez Polskę karawany. Bo spieszno im do „dobrej zmiany”. Tu kogoś stukną, tam kogoś pukną. A wszędzie wzniosłą przemowę utną. Marsowy uśmiech nie znika im z twarzy. Bez względu na to, co się wydarzy. Wciąż wszystko wiedzą, wszystko potrafią. I wciąż coś psują, lecz się nie trapią. Bo dobrą znają prezesa radę. Gdy nie dasz rady, zwal to na zdradę.

Przepraszam za rymowankę. Sama się układa. Bo polska polityka staje się tragikomiczna.

„Premier Szydło została poważnie poszkodowana” – oświadczył prezes, informując o kolejnym wypadku rządowej karawany. Jakie to arcypolskie. I megapisowskie. Spróbujcie w innym języku powiedzieć „pociąg mi uciekł” – czyli tak zakomunikować swoje spóźnienie na dworzec, żeby winny był pociąg. Pod rządami PiS kolejne pociągi Polsce uciekają i zawsze to one są winne.

Nie ma tygodnia bez wypadku z udziałem rządowej karawany. Teraz trafiło na panią premier, która za te nieszczęścia odpowiada. Jej podlega szef MSWiA nadzorujący szefa BOR, którego ona mianowała. A to BOR jest odpowiedzialny za gnające bez pamięci rządowe karawany. W tym sensie pani premier nie „została poszkodowana”, lecz sama „się poszkodowała”, oddając swoje (i innych) bezpieczeństwo osobom odpowiedzialnym za serię katastrof.

Te wypadki to nie przypadki. To skutki zastępowania potrafiących „swoimi”. Tam, gdzie działanie „swoich” weryfikuje się co dzień, skutki widać od razu. Poza stadniną w Janowie i BOR tak jest w dopłatach dla rolników, gdzie pojawiły się himalaje opóźnień, w Trybunale Konstytucyjnym, który nie umie legalnie wybrać sobie prezesa, w „Wiadomościach” tracących zbrzydzonych propagandą widzów czy w prokuraturze hucznie przystępującej do spraw, które spektakularnie przegrywa.

Władza wie, że szkodzi. Prezes akceptuje niższy PKB jako cenę za „dobrą zmianę”. Minister Morawiecki mówi, że niekompetentni kiedyś się nauczą – ważne, że są „swoi”. W poprzedniej „Polityce” Anna Dąbrowska opisała, jak minister Ziobro przygotował się na porażkę, przepychając ustawę, dzięki której jego prokuratura – to ona przystąpiła do sprawy, nie oskarżyciele prywatni – poniesie milionowe koszty właśnie przegranego przez Ziobrów procesu przeciw lekarzom zmarłego ojca ministra.

(NIE DZIWMY SIĘ, ŻE UNIA EUROPEJSKA WYŚMIAŁA TEN POMYSŁ KACZYŃSKIEGO)

c4ge1yyw8aicqch

Wiele szkód rząd próbuje jednak maskować dobrą miną. Szef MSZ mówi w Sejmie o paśmie sukcesów i ogłasza radykalną zmianę polityki. Sojusznicy PiS odrzucili poprawkę gwarantującą zachowanie praw przez brytyjską Polonię. Prezydent Duda broni Trumpa przed Merkel, a Trump zapowiada utrudnienie Polakom wjazdu do USA. Prezes jest zadowolony z rozmowy z panią kanclerz Merkel, która ogłasza, że trzon Unii odjeżdża, nie oglądając się na nas. Nasza gospodarka zwiększa opóźnienie, a unijna przyspiesza.

Większość sprowokowanych przez rząd karamboli dopiero nas jednak czeka. W szkołach, sądach, wojsku, gospodarce potężne pnie stoją na kursie i ścieżce, którymi pędzimy. A im bardziej karawana pędzi, tym częściej wpada na drzewa. Bo nie tylko szybkość się liczy. Kierunek też ma znaczenie. Łatwiej się rozpędzić, niż dojechać do celu.

c4emcgoweaafazs

KAŻDY ŻOŁNIERZ POWINIEN NAUCZYĆ SIĘ TEGO NA PAMIĘĆ

c4eucvcw8aa2xsa

PiS stawia wieżowiec w Warszawie. To jest układ – lepszy niż wszystkie inne. Piszą to tym w „Wyborczej” Iwona Szpala i Michał Wojtczuk. Ponad pół miliarda złotych ma kosztować wieżowiec spółki Srebrna, którą rządzą zaufani ludzie Jarosława Kaczyńskiego. Roszczenia do części działki pod budowę zgłaszają spadkobiercy przedwojennych właścicieli.

wiezowiec

Zapowiada się spektakularnie: 190 metrów, restauracja na dachu, taras widokowy, 70 tys. m kw. biur, kilka tysięcy pod usługi i handel. W podziemiach garaż na kilkaset aut.

W zeszłym tygodniu spółka złożyła wniosek o decyzję środowiskową. Dzieli ją tylko krok od pozwolenia na budowę.

Architekci mówią o inwestycji za 150 mln euro. Ale warto. Drapacz chmur na warszawskiej Woli to doskonały interes. Na samych czynszach można zarobić milion euro miesięcznie.

Srebrna nie jest rekinem

Srebrna nie jest deweloperskim rekinem, za co zbuduje wieżowiec? Na pytanie o model biznesowy przedsięwzięcia nie dostaliśmy odpowiedzi.

Prezesem spółki jest Małgorzata Kujda, posadę objęła po mężu Kazimierzu, który po ostatnich wyborach awansował na szefa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

Panią prezes wspomaga Janina Goss, która za rządów PiS weszła do rad nadzorczych PGE i BOŚ i której Jarosław Kaczyński wciąż spłaca 200 tys. pożyczki. We władzach spółki są też Barbara Wojnarska, żona ministra Adama Lipińskiego, kierowcy prezesa PiS – Jacek Rudziński i Jacek Cieślikowski oraz jego kuzyn Grzegorz Jacek Tomaszewski, szef spółki wydającej „Gazetę Polską Codziennie”. A także europoseł Ryszard Czarnecki i asystentka Kaczyńskiego Barbara Skrzypek, nazywana w partii „panią Basią”.

Właścicielami spółki są Instytut im. Lecha Kaczyńskiego oraz „pani Basia” (ma dwa z 5886 udziałów) i jej syn Marcin (jeden udział).

Jak spółka zaufanych prezesa PiS stała się właścicielem działki przy Srebrnej? To spadek po majątku komunistycznego imperium wydawniczego RSW„Prasa-Książka-Ruch”. W III RP pierwsza partia Kaczyńskiego – Porozumienie Centrum – dostała 20 tys. m kw. gruntów, 20 tys. m kw. biur i kupiła popołudniówkę „Express Wieczorny” w ramach dzielenia medialnego tortu RSW między środowiska byłej opozycji solidarnościowej.

Projekt PC – Fundacja Prasowa Solidarności – skończył się klapą. W połowie lat 90. Fundacja była wydmuszką, ale obdarowała nieruchomościami kilka spółek założonych przez ludzi Kaczyńskiego. Wśród nich Srebrną, która była przechowalnią środowiska PC w chudych latach poza Sejmem.

Warszawski ratusz chciał odebrać nieruchomości po byłej Fundacji, zawiadomił prokuraturę, podważał akty notarialne, ale sąd umorzył postępowanie.

Srebrna – spadkobiercy idą do sądu

Do sądu poszli też spadkobiercy przedwojennych właścicieli części działki, na której Srebrna chce stawiać drapacz chmur. – Przed wojną nasz ojciec wraz ze wspólnikiem wykupił udziały w gruncie. Należało do niego ok. 480 m kw. w rejonie Srebrnej – opowiadają nasi rozmówcy. Nie są jedynymi, którzy walczą o prawa do tej nieruchomości, znacjonalizowanej w 1945 roku dekretem Bieruta.

W urzędowej odpowiedzi z 1946 r. właściciele przeczytali, że przy Srebrnej ma być zakład poligraficzny, a zakład poligraficzny nie może być prywatny. Wrócili do sprawy po kilkudziesięciu latach, gdy w Warszawie rozpoczęła się reprywatyzacja.

Argumentów rodziny nie uznało Ministerstwo Infrastruktury, ale w 2010 r. sąd administracyjny nakazał ministerialnym urzędnikom wrócić do sprawy. Spadkobiercy zatrudnili adwokata. Został nim rekin warszawskiej reprywatyzacji Robert N.

– Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co to za człowiek. Sprawiał wrażenie bardzo kompetentnego, zapewniał, że widzi możliwość wygrania sprawy – opowiada nam spadkobierca.

Ale gdy przyszło do starań o nieruchomość kontrolowaną przez spółkę ludzi Kaczyńskiego, zapał mecenasa N. osłabł. Zaczął unikać klientów, nie odbierał telefonów. Półtora roku temu nie przyszedł na ostatnią rozprawę w sądzie administracyjnym, wymawiając się innymi obowiązkami. Zeznawać musiał więc zaskoczony spadkobierca, przypominając sobie argumenty mecenasa.

Sprawę przegrał. Spadkobiercy odwołali się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zmienili adwokata, bo rekin reprywatyzacji Robert N. siedzi w areszcie.

CO JESZCZE NAZWĄ KACZYŃSKIM ? ULICE, PLACE, FABRYKI, TOALETY? ŚLĄSK TO SEPARATYŚCI, NIECH ZNIKNĄ Z POLSKIEJ MAPY.

c4gdxpcwyauoa0r

Waldemar Mystkowski pisze o tupolewizmie.

c4dpwi6w8aai-a1

Karawany PiS

Beata Szydło jest bohaterem mediów narodowych, ale już niekoniecznie profesjonalnych. Nie trzeba nazbyt wielkiej inteligencji, aby dopatrzeć się w jej wypadku syndromu właściwego dla PiS. Omijanie wszelkich procedur w imię tego, że „jakoś to będzie”, a że jakoś nie zamieniło się w jakość, tylko w bylejakość i lądowaniem na drzewie, rozpoczęło się zwalanie winy na Tuska i poprzedników. Za Tuska robi tym razem młody kierowca, który jednak nie chce wziąć na klatę bylecjactwa PiS. Nie dziwię mu się, bo on dopiero zaczyna życie.

Ostatnio polityka władz PiS toczy się od wypadku do wypadku. Zastanawiam się, czy nie wybrać się do bookmachera i postawić na kolejny wypadek drogowy jakiegoś ministra.

Wypadek miłosny (tytuł za Tadeuszem Konwickim), zatem nie drogowy, ma wicepremier Mateusz Morawiecki. Jak zorientowani wiedzą, wicepremier zakochał się w budżecie. W takich niebieskich migdałach lata mu uczucie. A jego miłość jest zależna od PKB, im wzrost tego jest wyższy, to wybranka kraśnieje i nabiera tuszy. Komisja Europejska właśnie ogłosiła obniżenie prognoz wzrostu PKB na 2017 roku. Tnie z przewidywanych 3,4 proc. wzrostu na 3,2. Niby nie dużo, ale w przeliczeniu na gotówkę idzie to w setki milionów złotych.

Morawiecki też jest po wypadku, acz wypadku miłosnym. I co obiekt własnych westchnień mówi na temat prognoz Komisji Europejskiej? Odzywa się językiem PiS. Ministerstwo Finansów ogłasza, że zapoznało się z prognozami i powołuje się na inną rubrykę z danymi, mianowicie: „Polska będzie wśród sześciu najszybciej rozwijających się krajów członkowskich UE”.

Warto Morawieckiemu przypomnieć, że za Tuska Polska była najszybciej rozwijającym się krajem UE, była numerem 1. I jeszcze jedna okoliczność, której nie uwzględnia pisowska logika, bo jest alogiczna, iż wzrost 1 proc. PKB Niemiec jest dużo większe niż 1 proc. PKB Polski.

Ciekawe zjawisko intelektualne przedstawia jeszcze jeden kandydat, o którym pomyślę u bookmachera. Mianowicie Mariusz Błaszczak, ten ze wszystkim ma kolizję, bądź wypadek. Taki jego urok. Dlaczego nie udał się do Oświęcimia na miejsce wypadku premier Szydło, a tylko w modlitewnym zapale do Jarosława Kaczyńskiego deptał miesięcznie po Krakowskim Przedmieściu? Bo tutaj też było zagrożenie ze strony Obwateli RP. Czyżby Obywatele to drzewa, o które rozbija się umysłowość Błaszczaka. Coś mi wygląda, że rośnie las i to ten złowieszczy las Birnam.

Błaszczak za to ma pretensje do posła opozycji Borysa Budki z Platformy Obywatelskiej, iż pojechał do Oświęcimia: „Mógł to samo powiedzieć w Warszawie”. Ależ ministrze Błaszczak! Budka póki co nie chodzi w procesjach miesięcznicy po Krakowskim Przedmieściu, miał więc czas, aby w Oświęcimiu przekonać się, iż doszło do słynnego pisowskiego tupolewizmu, wykręcania prawdy i wrobianiu młodego kierowcy.

Błaszczak to nieustający temat na opowieść groteskową. Można o nim pisać i pisać, a temat się nie wyczerpie. Nie zawodzi w dostarczaniu tematów i powodu do śmiechu. Opozycja domaga się jego dymisji, a Błaszczak rzecze: „że nie jest przypisany do swego stanowiska”. I mam problem u bookmachera – do jakiego stanowiska jest przywiązany? O stanowisku ministerialnym nie on decyduje, ale prezes, zaś o stanowisku „ucha prezesa” decyduje głowa prezesa. Jest częścią aparycji prezesa Kaczyńskiego.

Ten ostani był rzec: „Premier Szydło została poważnie poszkodowana”. Oczywiście, została poszkodowana przez siebie, bo jakość BOR zależy od niej, gdyż te służby też dotknęły „dobre zmiany”. Do tego stopnia, że mogę sobie latać ciągle do bookmachera i stawiać, który z pisowskich polityków będzie miał wypadek. Ode mnie: „premier Szydło została uszkodzona” – i to dawno przed „dobrą zmianą”.

Pointę tym razem zaczerpnę z Jacka Żakowskiego, który wyrasta na Mickiewicza rymu częstochowskiego, a może nawet Mrożka:

„Pędzą przez Polskę karawany. Bo spieszno im do „dobrej zmiany”. Tu kogoś stukną, tam kogoś pukną. A wszędzie wzniosłą przemowę utną. Marsowy uśmiech nie znika im z twarzy. Bez względu na to, co się wydarzy. Wciąż wszystko wiedzą, wszystko potrafią. I wciąż coś psują, lecz się nie trapią. Bo dobrą znają prezesa radę. Gdy nie dasz rady, zwal to na zdradę”.

c4eaxrowmampiqf

Uprzejmie donoszę p. Błaszczak.

c4aylfrwcam4dxw

KACZYŃSKI NAWET NA CHWILĘ NIE PRZERWAŁ SZOPKI. RZĄD POKORNIE WYKONYWAŁ POLECENIA POSŁA JK. PREMIER BYŁA ZOSTAWIONA SAMA SOBIE…

c4e4kcmwyaa5rg6

>>>