Posts Tagged ‘miesięcznica smoleńska’

BRAWO WSTYD, ŻE NIE PRZERWALI URLOPÓW I IMPREZ U BISKUPA. WSTYD, ŻE OFIARY NAWAŁNICY NADAL NIE MAJĄ DACHU NAD GŁOWĄ…

Paweł Kasprzak pytał policję, czemu wbiła się klinem w legalną Kontrmiesięcznicę Obywateli RP. BEZ ODPOWIEDZI.

Publicystka „Polityki” Ewa Siedlecka zapowiada odwołanie się do Trybunału w Strasburgu. Dwa fragmenty.

Długopis zwany kajakiem

Sąd otworzył mi drogę do Trybunału w Strasburgu. Trybunał Praw Człowieka będzie więc miał okazję ocenić, czy coraz powszechniejszy, szczególnie wobec Obywateli RP, obyczaj polskiej policji pozbawiania wolności bez podstawy prawnej nie narusza Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

W poniedziałek doczekałam się rozpatrzenia przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia mojej skargi z czerwca na bezprawne pozbawienie wolności przez policję podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej. Ja i około 90 innych osób zostaliśmy wyniesieni z siedzącej pikiety na trasie marszu smoleńskiego i pozbawieni wolności przez ponad dwie godziny na pobliskim podwórku. Policja nie wypuszczała nas, twierdząc jednocześnie, że nie jesteśmy zatrzymani. W tym czasie spisywano nas i sprawdzano w policyjnej bazie. Na koniec dostaliśmy propozycję zapłacenia mandatu 500 zł za wykroczenie polegające na przeszkadzaniu w legalnym zgromadzeniu.

Sprawdzano nas ponad dwie godziny, mimo że policjantów było tam nie mniej niż zatrzymanych, a do sprawdzenia wystarczy połączenie się z internetową bazą policji. Mandaty proponowano nam ustnie, a ponieważ odmawialiśmy – policjanci nie potrzebowali czasu, by je wypisywać.

Byliśmy pozbawieni wolności, bo uniemożliwiano nam oddalenie się, a nawet skorzystanie z toalety lub kupno wody w pobliskiej restauracji. Uniemożliwiono nam kontakt z adwokatami, którzy przybyli na nasze telefoniczne wezwanie: nie przepuszczono ich przez kordon policji, twierdząc, że nie mamy prawa do adwokata, bo nie jesteśmy zatrzymani.

(…)

Sędzia dodał jeszcze, że przecież przeszkadzałam legalnemu zgromadzeniu. Tylko co to ma do mojej skargi? Ja się nie skarżyłam na postawienie mi zarzutu przeszkadzania w zgromadzeniu, tylko na bezprawne pozbawienie wolności. Czyżby sędzia uważał, że policja miała prawo sama wymierzyć mi karę za wykroczenie, pozbawiając wolności przez dwie godziny?

Na koniec odwołał się do mojego sumienia. Stwierdził, że gdybym uczestniczyła w legalnym zgromadzeniu, a ktoś by je blokował, tobym była wdzięczna policji za interwencję.

Jasne! Tylko znowu: jak się to ma do mojej skargi? Ja się nie skarżyłam na wyniesienie mnie przez policję z siedzącej pikiety. Przeciwnie: uważam, że policja, odblokowując smoleński pochód, działała zgodnie z prawem. Mam pretensje o pozbawienie mnie wolności bez podstawy prawnej. Mam też nieodparte wrażenie, że sędzia tego po prostu nie zrozumiał.

Ale nie ma tego złego. Od postanowienia sędziego Macugi o oddaleniu mojej skargi nie mam już w kraju żadnego środka odwoławczego. Dlatego idziemy do Strasburga. Skoro pozbawianie wolności bez podstawy prawnej stało się metodą walki polskiej władzy z obywatelami dysydentami, to mamy tak zwany problem systemowy. I warto, by ocenił go międzynarodowy organ ochrony praw człowieka.

GANGSTER MASA – PRZYJACIEL PIS.

Masa znowu przerwał milczenie, żeby zadeklarować, że jak PO dojdzie do władzy to on „spier…” z Polski. Mnie przekonał.

PODSUMOWANIE W PAŃSTWIE PiS… Bareja miałby gotowy scenariusz.

Prawda o policji.

Waldemar Mystkowski odnosi się do policjanta, który „strzeże” miesięcznicy Kaczyńskiego.

Policjant dołowy o miesięcznicach

W miesięcznicach smoleńskich biorą udział trzy strony. Uprzywilejowana, której wydzielono specjalną strefę Polski, eksterytorialną część, innym Polakom nie można na nią wejść.

Druga strona – obywatelska, nie godząca się z zawłaszczeniem Polski i ośmieszaniem ojczyzny.

I trzecia strona – policja, która wykonuje swoje opłacone obowiązki, pilnuje porządku. My widzimy tylko wykonawców ze strony policji, porządkowe uzbrojone ramię w pały i emocjonalny szantaż wylegitymowania, a także zastraszenia paragrafem. Nie widzimy policyjnej głowy, czyli komendantów, którzy posłali krawężników w bój.

Górę policji zatem należy zaliczyć do tej pierwszej strony – uprzywilejowanej, bo została przez władze PiS awansowana i namaszczona do służbowego podporządkowania.

Portal wp.pl przeprowadził wywiad z policjantem, który zabezpiecza miesięcznice. I ten policjant też narzeka na swój los, jak przysłowiowy górnik, wg którego jego praca jest najcięższa. 10 każdego miesiąca dla tego funkcjonariusza to „przesrane”: – „Trzeba nastawić się, że nie będzie łatwo i przejść przez to z zaciśniętymi zębami”.

Policjant narzeka, że musi być przyzwoity: – „Wszędzie są dziennikarze, którzy tylko czekają, aż ktoś wyprowadzi nas z równowagi do tego stopnia, że będziemy musieli podjąć interwencję.”.

Ale policjant to jest ktoś, kto myśli, odbiega od swego wzorca gamonia milicjanta z PRL-u. Musi podjąć decyzję, którą wywiadowany opisuje na przykładzie: – „Jeden z sympatyków Obywateli RP zachowuje się bardzo głośno, chyba właśnie krzyczy coś w stylu „Do kościoła, do kościoła!”. Kolega wchodzi w tłum, żeby go wyprowadzić”.

Policjant owo zdarzenie dramatyzuje, opisuje otoczkę wrogości wobec formacji policji. Lecz w tym jego opisie widać błąd intelektualny, bo co jest w złego w okrzyku „do kościoła”? Czy policjant jest od interpretacji socjologicznej miesięcznicy i oceny tego, któremu nie podoba się takie comiesięczne profanum i wyraża go okrzykiem?

Gwoli sprawiedliwości, policjant widzi zakłamanie strony, którą ochrania: – „Tylko maszerują pod pałac prezydencki i robią z tego akt polityczny. Ogromna hipokryzja, to mnie najbardziej wkurza”.

Uff… Ciężka jest dola górnika, tj. policjanta dołowego ochraniającego miesięcznice. Końcowa refleksja funkcjonariusza też sporo mówi o klimacie, jaki panuje w policji: – „Pomyślałem, co by się stało, gdybyśmy stamtąd poszli, usunęli barierki, zostawiając jedną i drugą stronę, sam na sam. I wyobraziłem sobie stado dzików, które biegną na siebie nawzajem… bo to by dokładnie tak wyglądało. I wiesz co? Przez moment mi się ta wizja spodobała, bo gdyby zaczął się prawdziwy dym, może ludzie doceniliby naszą pracę”.

Kto zatem ten klimat w Polsce stworzył? Czasami warto zadać sobie takie pytanie. Czy Obywatele RP przychodziliby 10. każdego miesiąca, gdyby nie było miesięcznic? Inne pytanie nie padło, a bodaj jest najważniejsze: czy ten konkretny funkcjonariusz dołowy wypełniłby polecenia swego zwierzchnika, który jest z awansu pisowskiego, aby użyć siły, gdy dojdzie do prowokacji?

Wówczas jest tylko jedna strona – zaatakowani protestujący. Wywiadowany policjant mógłby otrzeć pot z czoła i powiedzieć, jak trudno jest być przyzwoitym, bo trzeba wypełnić obowiązki człowieka. Uff…

NIE DAJMY SIĘ NABRAĆ

KTOŚ WIE ZA CO TA WILLA?

NIE MACIE JESZCZE DACHÓW? KŁAMIECIE. RZĄD DZIŚ POWIEDZIAŁ, ŻE WAM POMÓGŁ.

>>>

Reklamy

Miesięcznica w limeryku.

Kończy się lato. Nadejdzie jesień a i zima przeminie. I nadejdzie WIOSNA.😜

Nie. To nie stan wojenny… TO POLSKA PO „DOBREJ ZMIANIE”.

Andrzej Karmiński na koduj24 zastanawia się nad wyborcami PiS.

Kiedy i czy w ogóle wyborca PiS przejrzy na oczy?

Do upadku demokracji ostatecznie przyczyniali się ci, którym udało się wmówić, że zło wokół nich czynione jest dla ich dobra.

Z rosnącym mozołem trawię telewizyjne występy polityków i programy gadających głów, gdzie coraz częściej obserwuję zjawisko nazywane przez fachowców od przekazu TV „asynchronem”. Nijak nie zgadza mi się obraz z głosem. Widzę miny poważne, skupione twarze, czoła przeorane bruzdami głębokich propaństwowych myśli i zabronowane zmarszczkami – oznakami troski o polską rację stanu. I równocześnie słyszę oczywiste, ewidentne, niezbite, bezsporne, niezaprzeczalne i prymitywne łgarstwa, jakich wstydziłby się nawet baron Münchhausen, który potrafił sam siebie wyciągnąć z bagna za włosy.

Liczna grupa polityków usiłuje mnie przekonać, że bezczelny zamach PiS na władzę sądowniczą, która przeszkadza tej partii w niezakłóconym panowaniu, ma na celu zwiększenie niezależności sądów i zaowocuje wzmocnieniem konstytucyjnego trójpodziału władzy. Żaden z nich nawet nie mrugnie, wyjaśniając beznamiętnie, że rozsiane po kraju bilbordy, oczerniające polskich sędziów i polski wymiar sprawiedliwości, to element akcji promującej za granicą nasze sukcesy i osiągnięcia.

Widzę uduchowione twarze polityków, ogarnięte płomieniem przenajświętszego oburzenia, ponieważ Jurek Owsiak w rapowanym utworku, który tradycyjnie kończy Przystanek Woodstock, ośmielił się przekazać młodym ludziom przesłanie miłości i przyjaźni, okraszone kilkoma mocnymi słowami. Jednego z tych śmiertelnie oburzonych pamiętam z Klubu Dziennikarzy we Wrocławiu, jak rzucał licznymi ku…ami przy bufecie, bynajmniej nie z zamiarem przesłania miłości i przyjaźni. Innym, dotkniętym nagłym atakiem poprawności językowej, chętnie przypomnę polityków ich własnej formacji, przyłapanych czułym mikrofonem na obrzucaniu sąsiadów niecenzuralnymi wyzwiskami. A polityków, którzy demonstrują szalone przywiązanie do reguł obowiązujących w Kościele katolickim, spytałbym też, dlaczego nie zareagowali, gdy według relacji świadków, podczas ingresu arcybiskupa Jędraszewskiego na metropolitę krakowskiego, abp Sławoj Leszek Głódź miał powiedzieć do jednego z fotografów: – „Spier…laj!”. Dlaczego wtedy nikt nie zaproponował, by siejącym zgorszenie dostojnikiem zajęła się prokuratura i sąd?

Pani premier Szydło z kamienną twarzą zapewnia, że Polska jest państwem o modelowej demokracji, a jedynie wrogie ośrodki i niedouczeni prawnicy z rozmaitych trybunałów międzynarodowych usiłują nadziać nas na widelec – bodaj ten sam, który sprezentowaliśmy Francuzom ucząc ich kultury. Zdaniem pani Szydło – zdaniem wygłoszonym z groźną miną przeciwczołgową – do dzisiaj trzeba uczyć prezydenta Francji, który o polityce nie ma pojęcia, bo i skąd miałby mieć, jeśli nie posiada doświadczenia. Co innego sama pani premier, która o kulturze wie wszystko, bo zawiadywała gminnym ośrodkiem kultury, a doświadczenie polityczne zdobyła, rządząc prowincjonalnym Brzeszczem, nie mówiąc już o dogłębnej wiedzy zdobytej na stanowisku wiceprezesa gminnej Ochotniczej Straży Pożarnej. Tak więc pani Szydło ma prawo z surową miną nieugiętego Katona cenzurować największe postacie światowej polityki. Ma też prawo głoszenia dowolnych bzdur, a także podłych insynuacji o przekupnych opozycjonistach, zwożonych ciupasem na demonstracje antyrządowe. Ma prawo, ponieważ nauczyła się robić to z przekonaniem i namalowaną na obliczu absolutną pewnością siebie, swojej wiedzy, doświadczenia i kwalifikacji. Identyczną ekspresję wyraża twarz ministra Ziobry, kiedy wyrazy unijnej troski o polską demokrację i praworządność przyrównuje do dawnych dyrektyw z Moskwy. Dokładnie tę samą pewność siebie widać na obliczu minister Zalewskiej, przekonującej nas, że w efekcie jej reformy nie tylko żaden nauczyciel nie straci pracy, ale wręcz przybędzie etatów w oświacie.

Świat widział już wielu skundlonych polityków, którzy uwodzili tłumy, brzdąkając na głęboko skrywanych niskich instynktach. Zaskoczeniem jest natomiast zdumiewająco liczny tłum Polaków, którzy wtórują populistom, powielając ich fałszerstwa i kalekie opinie. Psychologowie twierdzą, że kłamstwo poparte autorytetem państwowego stanowiska i głoszone z przekonaniem, z odpowiednią mimiką i butną pewnością siebie, ma wielokrotnie większą siłę przebicia. Może i tak. Ale mam wrażenie, że coraz więcej zwolenników PiS dostrzega krótkie nogi narracji swoich przedstawicieli, a mimo to trwa przy nich, za cenę pokaleczonej godności własnej i zszarganej opinii.

Co się stało tym ludziom? Mam w tej sprawie pewną teoryjkę. Otóż, od pierwszego dnia swych rządów PiS sączy wokół przekonanie, że cokolwiek wyprawia, robi to w imię Suwerena, dla jego dobra. Suweren nie zauważa, że w istocie jego dobra są przez PiS zagarniane. Nie zauważa, bo nie ma świadomości, że demokracja i wolność stanowią jego osobistą własność. Godzi się więc na paskudne metody sprawowania władzy, w przekonaniu, że te środki uświęca cel, czyli on sam. Bo celem PiS-owskiej rewolty jest przecież Suweren. Tak mówi PiS – i tego trzymał się będzie dowartościowany nareszcie wyborca partii władzy.

Niestety, przybywa dowodów, że prawda jest inna. Wyborcy nie są CELEM działań PiS. Jesteśmy tylko ŚRODKIEM utrzymania władzy tej partii. Jesteśmy obiektem jej indoktrynacji, by docelowo wiedzieć to samo, wierzyć w to samo i myśleć tak samo. Jesteśmy przedmiotem zabiegów znanych z historii państw, które bez większego oporu i na własne życzenie stały się autokratyczne, totalitarne lub faszystowskie. W każdym z takich krajów była liczna opozycja, która albo nie mogła uwierzyć w ostateczny upadek demokracji, albo nie potrafiła uzgodnić reguł współpracy, personalnego przywództwa lub metod oporu. W każdym z tych państw byli ludzie, którzy ze strachu lub dla świętego spokoju nie przeciwstawiali się władzy. Ale do upadku demokracji ostatecznie przyczyniali się ci, którym udało się wmówić, że zło wokół nich czynione jest dla ich dobra.

Jak dotrzeć z tą wizją do wyborców PiS? Jak ich przekonać? Co zrobić, by atrakcją turystyczną zdemolowanej Polski nie stały się wysypiska połamanych sumień, składy sczerniałych charakterów i cmentarze poległych nadziei?

PIĘKNE :)) TAK NA NIEDZIELĘ 🙂

SKĄD SIĘ BIORĄ TERRORYŚCI? Z POLSKI

Waldemar Mystkowski pisze o rzecznikach Dudy i Kaczyńskiego.

Pojedynek na gęby rzeczników Dudy i Kaczyńskiego

Po wczorajszym spotkaniu Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim odbył się pojedynek na miny, na gęby ich rzeczników. Chciałoby się przywołać słynny pojedynek Syfona z Miętusem, ale w tym wypadku mieliśmy tylko natchnionych reprezentantów tego pierwszego.

Przy czym to Kaczyński przybył za potrzebą do Dudy, co zdarzyło się pierwszy raz w historii. Rzecznicy odnieśli się zdawkowo do przeszło dwugodzinnej rozmowy. W tych komunikatach da się jednak odczytać treść rozmowy i wynik.

Beata Mazurek posługuje się zapożyczoną nowomową komuszą: „cel został osiągnięty”, „wspólnie będziemy reformować” i „to już jest sukces”. Czy była przy rozmowach swego szefa i prezydenta? Raczej nie, to typ, który idzie za Kaczyńskim i odpycha tych, którzy chcieliby zadać mu pytanie. Witkacy takie kobiety nazywał kobietonami, wyzute z płciowości i intelektu.

Ale powiedziała jedną rzecz bardzo ważną. Rozmawiano tylko o jednym temacie: o ustawach sądowniczych pisanych w Kancelarii Prezydenta. Zauważmy, że PiS uruchomił kampanię propagandową kosztującą 20 mln zł i promującą treść zawetowanych ustaw. Horrendum, a przy tym jawna korupcja.

Jaka determinacja! To świadczy, że Kaczyński chciał przymusić Dudę do przyjęcia pisowskiej opcji zawartych w zawetowanych ustawach. Czy przez dwie godziny udało mu się?

Więcej usłyszeliśmy od drugiego Syfona, rzecznika Dudy Krzysztofa Łapińskiego. Rozmawiano więcej niż tylko o ustawach sądowniczych, ale to one były w głównym nurcie rozmowy. – „To będą ustawy, które nie będą zawierać tych poprzednich błędów, które prezydent w swoich wetach wskazał i liczy, że te ustawy w czasie procedowania zostaną poparte i uchwalone” – z tego należy sądzić, że Kaczyński nie przekonał Dudy.

To także stanie się tematem rozmowy ze wszystkimi liderami partii parlamentarnych, jakie zostało zadeklarowane przez Kancelarię Prezydenta. Ambiwalentny stosunek mam do stwierdzenia Łapińskiego, że „to będą ustawy, które są zgodne z Konstytucją, nie budzące wątpliwości konstytucyjnych”. Duda ma z tym kłopot, to on głównie łamał Konstytucję, czyżby się nawrócił?

Oczywiście, należy uwzględnić, iż spotkanie to pic na wodę i fotomontaż. Zarówno rzecznicy, jak i rozmówcy pochodzą z jednej parafii świętoszków. Pozostaje mieć nadzieję, że z gęby nie robili cholewy.

CIĘŻKI TYDZIEŃ PRZED NAMI…

SŁOWO OD KAMILA DURCZOKA

Pozdrowienia z Poznania.

>>>

NIE WIEMY JAK SIĘ NAZYWASZ, ALE JESTEŚ WIELKA! Hasło wspaniałe. I ukłony do ziemi za odwagę! BIJEMY DLA CIEBIE REKORD POLUBIEŃ.

Trzy zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Zamiast miesięcznic smoleńskich mogły być miesięcznice gruzińskie

Niewiele brakowało, żeby nie było miesięcznic smoleńskich, a były miesięcznice gruzińskie. Do katastrofy lotniczej mogło dojść dwa lata wcześniej niż pod Smoleńskiem, bo 12 sierpnia 2008 roku. Prezydent Lech Kaczyński leciał Tu154M wraz z prezydentami Litwy, Estonii i Ukrainy do ogarniętej walkami Gruzji. W planie lotu celem było lotnisko w Gandżi w Azerbejdżanie. W trakcie lotu Lech Kaczyński zadecydował, iż tupolew ma lądować na lotnisku w Tbilisi.

Za taką decyzją stała chęć uprzedzenia prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, który faktycznie leciał do Tbilisi, ale zupełnie z innej strony. Dowódca polskiego samolotu mjr Grzegorz Pietruczuk odmówił lotu z zasadniczych powodów bezpieczeństwa, mianowicie nie było zgody dyplomatycznej na lot do Gruzji, załoga nie miała informacji o pogodzie na lotnisku w Tbilisi, nie wiedziała nic o tamtejszych systemach nawigacyjnych. Najważniejsze jednak, że nad terytorium Gruzji operowały rosyjskie samoloty bojowe.

Gdyby mjr Pietruczuk się nie postawił, Kaczyński faktycznie mógł polec, a nie jak pod Smoleńskiem tylko zginąć. Za to dowódcę samolotu spotkały szykany, poseł PiS Karol Karski złożył doniesienie do prokuratury, pilot usłyszał, że jest tchórzem i przynosi wstyd Polsce.

Drugim pilotem podczas lotu gruzińskiego był kpt Arkadiusz Protasiuk. Tak! Dowódca lotu do Smoleńska, który znając gehennę psychiczną, jakiej poddano Pietruczuka, postanowił lądować w Smoleńsku, a nawet usłyszał od dowódcy wojsk lotniczych gen. Andrzeja Błasika przebywającego w kokpicie „Zmieścisz się, śmiało”.

Można więc wykazać w tym miejscu czarny humor i rzec: katastrofa została odroczona na dwa lata.

O tym nie pamiętają propagandziści w TVP, którzy zakłamują wizytę Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, a ten miał „powstrzymać Rosję”. Rosja w tym samym dniu ogłosiła wstrzymanie operacji wojskowej w Gruzji. Lecz zasługę zawieszenia działań wojennych może przypisać sobie tylko prezydent Francji Sarkozy, który działał w imieniu Unii Europejskiej.

Reżimowe TVP Info na swoim profilu na Twitterze informuje: „Słowa prezydenta  #Kaczyński.ego, które powstrzymały Rosję”. Zaś ówczesny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski stara się przywrócić rangę prawdy o tamtych wydarzeniach politycznych „Gruzję uratował prezydent Sarkozy w imieniu Unii Europejskiej. Prezydent Lech Kaczyński próbował zapobiec rozejmowi. Został zignorowany.”

Po niedoszłej katastrofie gruzińskiej dużo łatwiej byłoby budować mit „wielkiego” prezydenta Kaczyńskiego, który był faktycznie miernym politykiem. Dzięki mjr. Pietruczukowi mamy tradycję miesięcznic o dwa lata krótszą, prezes Kaczyński deptałby po Krakowskim Przedmieściu już 9 rok. W ten oto sposób zaoszczędził na butach.

NIE NADĄŻAMY ZA ŁAMANIEM PRAWA PRZEZ PiS. Jest tego tak wiele… a na dodatek wciąż są bezkarni. OTO KOLEJNA SKANDALICZNA SPRAWA.

JANÓW TO PRZECIEŻ WINA TUSKA!!!

Bohaterka naszych czasów, Elwira Borowiec

Walka z kaczyzmem, a jak niektórzy chcą z naszyzmem, polską odmianą brunatności, ma już swoich bohaterów. To coś innego niż opozycja parlamentarna. Ta ostatnia liczy, że naszyzm Jarosława Kaczyńskiego jest do cofnięcia za pomocą kartki wyborczej. Na razie opozycja wierzy, ale jeżeli nowa ordynacja wyborcza pójdzie w ślady Trybunału Konstytucyjnego, po wierze może nic pozostać.

Bohaterstwem nazywam przyzwoite zachowanie i nie obawianie się, że za to czeka jakaś kara. Protesty, które ochraniała policja, a protestujący po manifestacji rozchodzili się do domów, idą do lamusa. Policja wypracowuje nowe metody walki ze społeczeństwem obywatelskim. Nie są one wielce odkrywcze, bo charakterystyczne dla wszelkich reżimów, lecz nieznane w Polsce po 1989 roku.

Policji jest coraz więcej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie w terminie około miesięcznicy smoleńskiej, równocześnie z nimi pojawiają się tajniacy – i kto wie, ilu ich jest. Tajniacy ubierają się, jak my, a mogą nawet być oznaczeni podobnymi do nas zapinkami, lecz czuć ich z daleka, nie tylko po sposobie zachowania, ale mają z sobą właściwe dla ich pracy gadżety, np. słuchawki na uszach.

Tajniacy mają takie same prerogatywy, jak mundurowi. Mogą wylegitymować i „wynagrodzić” mandatem, bądź od razu wnioskiem do sądu. Ta praktyka mundurowo-tajniacka jest już obecna podczas miesięcznic i kontrmiesięcznic, więc można spodziewać się jej zastosowania w terenie.

Piotr Pacewicz na portalu OKO.press opisuje jedną z takich bohaterskich kobiet, która – przyznam – zaimponowała mi. Elwira Borowiec z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i Obywateli RP, która wraz z koleżanką i kolegą naklejali kilkanaście ulotek na barierkach odgradzających na Krakowskim Przedmieściu festyn miesięcznicy Kaczyńskiego od reszty Polski.

Ulotek naklejono kilkanaście, za to dwukrotnie owa trójka została zatrzymana i dostała wnioski do sądu. Technikę – modus operandi – tajniaków też warto poznać. Mianowicie poruszają się czwórkami, trzy osoby legitymują, straszą i wypisują skierowania do sądu, a czwarta osoba filmuje.

Ulotka, która była rozklejana, jest bardzo ciekawa i niesie wielce prawdziwe treści. Mianowicie jest to „Rachunek nr 1 dla podatników RP”. A wystawia ją PiS narodowi polskiemu za festyn smoleński. Rachunek jaki od 2015 roku wystawia PiS wynosi w sumie 14 milionów 202 tysiące i 586 złotych. Suma rachunku na ulotce jest zaksięgowana pod mianem: „strach posła Jarosława K.” Tyle nas kosztuje strach jednego pana. Poszczególne części składowe rachunku nie są wyssane z palca, ale z polskiego budżetu.

Warto zapamietać nazwisko tej bohaterki – nie boję się jej tak nazywać – i jakoś uczcić ją dzisiaj, a na pewno kiedyś, gdy będzie normalnie. Elwira Borowiec  swym zachowaniem robi to, co my powinniśmy wykonywać w większej ilości osób.

To ona wraz z Angeliką Domańską 10 maja 2017 roku wmieszały się w tłum smoleński i znajdując się kilka metrów od przemawiającego Jarosława Kaczyńskiego pomachały mu białymi różami. Następnie zostały poturbowane przez tłum kuksańcami, z glana i… różańcami.

Wówczas to prezes PiS popisał się „znajomością” symboliki, biała róża to „symbol skrajnej nienawiści”. Co akurat odpowiada równie słynnej frazie: „nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

LIST POLICJANTA OD KONTRMIESIĘCZNIC.

„WYSTARCZY NIE KRAŚĆ” DOBRA ZMIANO

Wiara w Dudę nie zastąpi opozycji

Całkiem spora grupa polityków i publicystów wiąże nadzieje z Andrzejem Dudą, który dwoma wetami wykopał drzwi do gabinetu prezesa i zrzucił z siebie rolę Adriana. Chcą wierzyć, że Polska dla demokracji nie jest stracona. Warto przy okazji pamiętać, w jakiej sytuacji prezydent zawetował i co osiągnął. Protesty odbywały się w całym kraju, miały tendencję powiększania się i zostały przez Dudę rozbrojone.

Niewątpliwy to sukces Dudy. Bartłomiej Sienkiewicz, niegdyś prominentny polityk Platformy Obywatelskiej, zaproponował: postawmy na Dudę, bo on może powstrzymać Jarosława Kaczyńskiego.

Daniel Passent po wetach związanych z ustawami sądowniczymi drugie wykopanie się na niepodległość Dudy dostrzega w postawieniu się Antoniemu Macierewiczowi i zablokowaniu nominacji generalskich, które przedłożył mu minister obrony. Duda nie chce być Dudą z dwóch pierwszych lat kadencji.

Pośrednio można też dostrzec wygrywanie Dudy na punkty z Macierewiczem w tym, że Jarosław Kaczyński na miesięcznicy smoleńskiej nie wspomniał o zasługach ministra obrony w odkrywaniu „prawdy” o katastrofie smoleńskiej, mimo że podkomisja smoleńska w przeddzień ogłosiła kolejną „rewelację” o wybuchach na pokładzie tupolewa.

Szef gabinetu Dudy Krzysztof Szczerski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” głośno domaga się od ministrów gabinetu Beaty Szydło, aby konsultowali z Dudą tworzone ustawy, dotyczy to zarówno Zbigniewa Ziobry, Macierewicza i innych. „Prezydent nie może się domyślać tego, co będzie zawierać jakiś ważny projekt” – mówi Szczerski i nakłada na ministrów dyrektywę: „ministrowie prowadzący konkretne ustawy powinni mieć świadomość, że ich obowiązkiem jest informować o nich prezydenta na każdym etapie”.

Najbardziej spodobała mi się inna uwaga Szczerskiego, iż relacje miedzy prezydentem a ministrami „określa w Polsce konstytucja”.

Czy Duda wybił się na niepodległość i można na niego postawić, szybko sie przekonamy przy okazji tworzonych w jego kancelarii ustaw dotyczących KRS i Sądu Najwyższego. Na agendę też wejdzie bardzo ważna dla swobód obywatelskich ustawa medialna.

A co do Macierewicza – to zaczął on ciążyć środowisku PiS, zwłaszcza po rewelacjach Tomasza Piątka zawartych w jego publikacji „Macierewicz i jego tajemnice”. Kaczyński w ten sposób może chcieć się pozbyć twórcy mitu smoleńskiego.

Zauważmy, że z przestrzeni publicznej zniknęła opozycja parlamentarna. Nie jest usprawiedliwieniem, że mamy czas wakacji, bo też dotyczy to PiS, a oni są obecni. Wiara w Dudę nie zastąpi opozycji, bo Duda opozycją w stosunku do PiS nie będzie.

BO W RODZINIE NIC NIE GINIE

>>>

>>>

Wjazd do Dąbrowy Górniczej.

Krystyna i jej zajady.

A tak pani poseł PiS wspópracowała z komuszkami. Sekrety Biblioteki Sejmowej. „Życie Gospodarcze” z 1987 😉

Stanisław Skarżyński w „Wyborczej” pisze o ostatnie miesięcznicy smoleńskiej. Skoro policja jest gotowa porywać ludzi z ulicy, to jak można uwierzyć, że demonstrowanie jest w Polsce bezpieczne? Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze – i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.

Policja porywająca demonstrantów to nie jest praktyka demokratycznego państwa prawa

Nie jestem entuzjastą kontrmiesięcznic smoleńskich, bo uważam, że należy tam PiS zostawić, żeby się taplało w swoim smoleńskim obłędzie, a w czasie, kiedy PiS uprawia ten chocholi taniec, zajmować się merytorycznie emeryturami, rentami, szpitalami, żłobkami itd.

Dawno temu przestałem słuchać wystąpień prezesa Kaczyńskiego pod Pałacem Prezydenckim, bo od lat już nie da się tam usłyszeć nic nowego – od siedmiu lat z okładem prezes PiS ze swojej drabinki opowiada, jak to „przybliża się do prawdy”. Zapomina dodać, że ta prawda mu się oddala – jak horyzont, z każdym krokiem o jeden krok.

Rozumiem oczywiście argumenty Obywateli RP, którzy protestują przeciwko sprezentowaniu Jarosławowi Kaczyńskiemu przez Sejm prawa o zgromadzeniach cyklicznych, które jest drwiną z porządnej legislacji, ale uważam, że niewarta skóra wyprawki i zamiast mierzyć się z PiS na ich warunkach, należy porządną pracą oświetlać idiotyzm tego smoleńskiego cyrku.

Z olbrzymim trudem, ale mogę zrozumieć nawet to, że policja łazi za Obywatelami RP i posłami opozycji podczas protestów w obronie wolności sądownictwa. W dobie terroryzmu, politycznego wzmożenia i ogólnego napięcia społecznego nawet im się nie dziwię, choć upolitycznienie policji przez PiS każe oczywiście podejrzewać, że nie tylko o ogólne bezpieczeństwo tu chodzi, ale również o interesy partii rządzącej.

Natomiast tego, co się stało 10 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu, wytłumaczyć ani zrozumieć się nie da w żadnej części. To, że przypadkowych, pokojowo protestujących ludzi policja wywoziła radiowozami w nieznanym kierunku, to jest barbarzyństwo niemożliwe do zaakceptowania nawet w kraju tylko udającym demokratyczne państwo prawa

Miesięcznice, czyli eskalacja

Pół biedy, że budzi to oczywiste skojarzenia historyczne (bo najsławniejszym pasażerem milicyjnego bagażnika w Polsce był ksiądz Jerzy Popiełuszko) oraz geograficzne (bo porywanie ludzi przez politycznie sterowany aparat przymusu to jest praktyka Rosji pod rządami Putina).

Gorzej, że zachowanie policji podczas 88. miesięcznicy świadczy o tym, że PiS jest gotowe nie tylko nadużywać możliwości stanowienia prawa, ale również wykorzystać aparat przymusu, by bronić zdobytej władzy.

Nie wiadomo, co się stało – czy Mariusz Błaszczak nie panuje nad powierzonym mu resortem, więc nominowani z politycznego klucza i rozliczani z wykonywania politycznych rozkazów dowódcy wywierają taką presję na fukcjonariuszy, że ci robią takie głupstwa, czy policja jest już tak podporządkowana głupiej i złej władzy, że można jej polecić porywanie ludzi z ulicy, żeby zastraszyć przeciwnych tej władzy demonstrantów.

Tyle że to tak naprawdę wszystko jedno. 10 sierpnia 2017 roku po raz pierwszy PiS wprost użyło siły, żeby zastraszyć uczestników pokojowej demonstracji. To nieważne, czy policja zgaduje życzenia władzy, czy wykonuje jej polecenia – jeśli służby państwa są gotowe bez żadnego powodu porywać ludzi z ulicy, to nie mogą gwarantować bezpieczeństwa.

Jak można będzie teraz na słowo uwierzyć, że demonstrowanie w Polsce jest bezpieczne? Że następnym razem demonstrujący nie zostaną bezprawnie wywiezieni? Może zostaną zamknięci w celi na 48 godzin? Pozbawieni możliwości kontaktu z rodziną? Niezbędnych lekarstw? Zamknięci w izolatce? „Psychuszce”?

Historia podpowiada tu najgorsze scenariusze – i PiS może mieć o to pretensje tylko do Mariusza Błaszczaka.

CZY JAROSŁAW KACZYŃSKI ZWRÓCI DOM, KTÓRY NIELEGALNIE ZASIEDLIŁA JEGO RODZINA?

Złożyliśmy dziś do KPRM wniosek o udostępnienie informacji publicznej w sprawie pożyczki od Skarbu Państwa dla TVP w wys. 800 mln zł! 😡👎📺

Waldemar Mystkowski pisze o tym, co zostanie po PiS.

Jeźdźcy apokalipsy PiS

Prędzej czy później Krzysztof Ziemiec będzie miał ze sobą problem, bo krytyka jaka go spotyka, nie spływa po nikim jak po kaczce. Za to się płaci, acz do pewnego czasu można „mężnie” przyjmować ją na klatę. Nie znam gościa, lecz nie wydaje mi się twardy, tym bardziej, że krytyka płynie ze strony ludzi, którzy mają autorytet, trudno ich nazwać wazeliniarzami.

Z góry szkoda mi Ziemca. I w tym tonie wypowiada się Jurek Owsiak, którego Przystanek Woodstock został opisany w „Wiadomościach” TVP1 jako „najbardziej obskurny festiwal świata”, a translacja  winna podać (za „Daily Star”), jako „najbardziej nieprzyzwoity festiwal”. W kulturze pop jest to wyróżnienie, jeżeli Owsiak utrzyma Woodstock do przyszłego roku, to można spodziewać się większego napływu młodzieży anglosaskiej.

Nieprzyzwoitość w kulturze anglosaskiej jest pożądana. Owsiak ma do Ziemca chrześcijańską empatię, ocenia, że to był całkiem dobry człowiek, można było z nim wieczerzać, prowadzić interesującą rozmowę np. o podróżach – ba! napić się wódki – a tę ostatnia przyjemność nie z każdym można dzielić.

Owsiak więc nie wyklucza w przyszłości napicia się wódki z Ziemcem, ale chłop powinien znaleźć jakieś przyzwoite zajęcie. Dziennikarstwo pisowskie niszczy go. Z kolei ratunku dla Ziemca raczej nie widzi Marcin Meller, radzi mu aby zapuścił pokutną brodę i nie prowokował swoim obliczem rodaków. Ziemiec powinien udawać kogo innego.

Meller zadaje pytanie, które zaczyna urastać do najważniejszego w naszym życiu publicznym. Otóż PiS uderzając w polską demokrację spowodował pękniecie wśród naszej wspólnoty. Jesteśmy pęknięci na pół. I wcale nie chodzi o to, czy te połowy są równe, ale pękniecie po demolce kaczysotwsko-macierowiczowskiej jest nie do zniwelowania, nie do zasypania.

Jak z tym żyć? Jak żyć po pisowskiej apokalipsie? Wyobraźnia uruchamia obrazy, w których sprawiedliwie osądza się Kaczyńskiego i jego towarzystwo błaszczako-gowino-ziobrowe i wsadza za kraty. Tak działa wyobraźnia bez specjalnego wspomagania intelektu, przetwarza to na emocje, które stosują przedchrześcijańskie rozwiązania, „oko za oko, ząb za ząb”. Takie jest prawo zemsty, wendetty.

Ale to jest ślepa uliczka. Pisze o tym Meller, a ja drążę jeszcze w innych kierunkach. Pisowska apokalipsa właśnie się dokonuje. Polski jeszcze nie stratowali wszyscy jeźdźcy apokalipsy. Na razie tylko jeden przecwałował, a wszystkich jest czterech, ten ostatni najgroźniejszy, bo po nim zostanie spalona ziemia, Polska – odizolowana, narażona na utratę niepodległości.

Jak żyć dzisiaj, gdy znajdujemy się w stadium apokalipsy? Jak przekonać tę drugą część rodaków, że nasze cele są takie same, są zbieżne, że możemy wspólnie drogi do nich wyznaczać, a nie stawać przeciw sobie? Jak powstrzymać dzieło dokonującej się apokalipsy?

Zacząłem od Ziemca, który swoją twarzą sygnował obskurność, a to była nieprzyzwoitość – i to ta pożądana. Może kiedyś Owsiak napije się z nim wódki, ale nie będzie to w Polsce obskurnej, pisowskiej.

A ILE LITRÓW KRWI ODDANO NA MIESIECZNICY?

TAKIE PODSUMOWANIE WYDARZEŃ POD PAŁACEM

>>>

Nie wiemy czy to demencja starcza, czy znacznie gorzej?…

Publicystka z portalu Koduj24.pl Tamara Olszewska pisze o ideologii PiS.

Lista „jedynie słusznych dokonań”partii rządzącej jest coraz bardziej „imponująca”.

Największym sukcesem PiS-u jest to, że w ogóle udało się tej partii wygrać wybory. Okazało się, że populizm, wbijanie Polaków w poczucie wiecznego zagrożenia wrogiem zewnętrznym oraz wewnętrznym wystarczyło, by przekonać nawet tych nieprzekonanych. Lekcja ze znajomości psychologii przeciętnego Polaka została odrobiona na piątkę. Jednak to za mało. Po dojściu do władzy PiS musi na każdym kroku udowodniać, że tylko oni są panami sukcesu Polski. Do tej pory władza należała do jakiegoś chłamu i dopiero teraz jest tak, jak powinno być. Stąd też „sukcesy” walą drzwiami i oknami, a nam włos się jeży z szoku i niedowierzania.

Szczyt NATO w Warszawie został odtrąbiony sukcesem wszechczasów. O ranyyy, ależ szczęście! Właśnie teraz, za rządów nieRządu, za prezydentury prezydenta części Polaków. Politycy PiS łkali ze wzruszenia i radości, a naród miał psi obowiązek uwierzyć, że to właśnie zasługa nowej władzy, bo Polska wstała z kolan i wreszcie, wreszcie zajmuje odpowiednią pozycję na arenie międzynarodowej. Jakoś tylko nikomu nie wpadło do głowy, że przygotowanie imprezy na taką skalę wymaga wielu miesięcy pracy. Decyzja o organizacji szczytu w Warszawie zapadła w maju 2015 roku i była ona efektem usilnych starań, zabiegów, rozmów polskiego rządu i polskiego prezydenta. Szybko wzięto się do roboty. Określono termin szczytu, opracowano scenariusz, zakreślono ramy organizacyjne. Hm…i nie działo się to za rządów nieRządu, i nie była to zasługa Dudy. Prawdę mówiąc, to nowa władza sobie przyszła i wzięła gotowca do łapy, realizując z niego punkt po punkcie. No, ale nie bądźmy wredni. Poradzili sobie z realizacją programu PO i chwała im za to. A że pominęli faktycznych autorów tego sukcesu to już drobiazg. Nie warto sobie tym zawracać głowy.

Światowe Dni Młodzieży – impreza najwyższej wagi i troski pisowskiej władzy. Nigdy wcześniej impreza ta nie była tak powszechna, tak huczna, tak bogata programowo. Fakt – nigdzie też nie była tak bardzo wspomagana przez państwo. Impreza o charakterze kościelnym, ale całą śmietankę z niej postanowiła spić władza i słusznie. Koordynacja działań, przepływ pieniędzy, zaangażowanie osobiste, praca nad każdym szczegółem… wszystko to pokazało mi sukces jednej istotnej idei, w której zupełnie zatarła się granica między państwem a Kościołem. Owszem, wpadł ze swoim przesłaniem papież Franciszek, ale warto było szybko o tym zapomnieć. Owszem, odwiedziło nas ok. 3 mln młodych ludzi, ale i tak najważniejsza była czujność Błaszczaka, który z satysfakcją dorwał jakiś dwóch o śniadej cerze i przez ponad tydzień żądał czołobitności od narodu za walkę z terroryzmem… dopóki nie okazało się to wielką pomyłką. Wielki sukces Kościoła okazał się więc sukcesem nieRządu, który bez skrupułów podpisał się pod imprezą, uznając ją najważniejszym osiągnięciem Polski od 966 roku, czyli chrztu.

Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej to już klasyka próby przekucia porażki w sukces. To nic, że tylko Polska stanęła okoniem. To nic, że nawet wielki przyjaciel posła K., szanowny Orban, zdradził pisowski interes. Ważne, że pani Szydło nie rozczarowała, nie zawiodła pokładanych w niej nadziei. Stanęła ta drobna, polska kobieta przeciwko lampartom dyplomacji europejskiej, podniosła dumnie główkę, zacisnęła piąstkę na broszce i wydukała z siebie sprzeciw. Ona jedna, ich tylu, ale nie ugięła się, dała radę, pokazała, że choćby cały świat wciskał nas w ziemię, to pisowska Polska i tak wstaje z kolan. Po powrocie czekał na nią wzruszony poseł K., koledzy z nieRządu, a tłumy wiernych wiwatowały z radości, bo świat zobaczył prawdziwą Polskę, taka pisowską, taka wielką, taką polską…

Przed nami przyjazd prezydenta USA Donalda Trumpa, który tak przy okazji, jadąc na szczyt G-20, wpadnie i do nas. Ja nie wiem, jak taki sukces przeżyją politycy PiS. Tym bardziej, że ponoć udało się przekonać Trumpa, by w swoim przemówieniu do narodu polskiego oficjalnie stanął po stronie pisowskiej „dobrej zmiany”. Tak twierdzi znany polityk PiS, ale ciiiiii… bo zapeszymy. Oczywiście, wszyscy liczą, że spotka się on z naszym posłem K., bo przecież musi mieć świadomość, kto w Polsce gra pierwsze skrzypce. Jeśli przewidywania się sprawdzą, PiS oszaleje ze szczęścia. Jeśli jednak nie, to i tak wmówią narodowi, że to wielki sukces. Nie ma się więc czym podniecać. Będzie jak powie poseł K. i tyle w temacie.

Poza tak wielkimi sukcesami, PiS może się pochwalić i nieco mniejszymi. Sami powiedzcie, czyż to nie wspaniałe, że Wielka Brytania skorzystała z pomocy naszych świetnie wyszkolonych policjantów, którzy polecieli na Wyspy, by nauczyć służby porządkowe, jak się chroni swoich przed atakami autochtonów. Wystarczyło wysłać trzech, a już policja brytyjska padła na kolana z wrażenia. To znaczy, tak mi się wydaje, bo jakoś nigdzie o tym nie napisano. Nie dotarły do mnie żadne słowa dziękczynne, żadne słowa szacunku, które pokazałyby, jak bardzo policja brytyjska jest wdzięczna naszym za pomoc. Jak bardzo jej umiejętności wzrosły. No, ale to Brytyjczycy. Oni nie potrafią docenić nikogo, kto uczy ich czegoś sensownego.

Czyż rozdmuchanie takiej antyimigranckiej histerii narodowej nie jest też sukcesem? Coś takiego nie udało się dotąd nikomu. Uchodźcy stali się kartą przetargową, która powoduje, że słupki sondażowe posła K. i spółki rosną. Pisowski naród, który uwielbia, by trzymać go na smyczy strachu i poczucia zagrożenia, wpatruje się z miłością i oddaniem w swój nieRząd, merdając ogonkiem z wdzięczności za ochronę przed śniadolicym gościem w turbanie, który o niczym innym nie marzy, jak dopaść polską kobietę czy rzucić sobie u nas jakąś bombkę. Ten sukces podkreśliła pani Szydło w Auschwitz podczas obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych, jeszcze raz podkreślając, że „należy uczynić wszystko, aby uchronić swoich obywateli”… wiadomo… przed uchodźcami, więc znowu tłum w euforii, pozostała część narodu w szoku.

Sukcesem pisowskiego panowania jest ten piękny podział narodu na lepszy sort i gorszy, powstanie obrony terytorialnej, która może być wykorzystywana do ewentualnych rozruchów społecznych, usankcjonowanie narodowców i ich ideologii, demolka najważniejszych zasad demokracji, powrót do czasów mrocznego PRL, wprowadzenie cenzury. Sukcesem jest retoryka nienawiści, narastająca agresja… i co można jeszcze powiedzieć? Pochwalić się nie da. Mogę tylko zwrócić się do Sił Wyższych z prośbą, by uchronili nas od kolejnych sukcesów PiS-u, bo to grozi ciężkim uszkodzeniem psychiki. Puk, puk… ktoś tam, na „Górze” mnie słyszy?

PROKURATOR W PRL, CZŁONEK PZPR, KTÓRY OSKARŻAŁ DZIAŁACZY „SOLIDARNOŚCI”… BRAK SŁÓW

Dwa teksty Waldemar Mystkowskiego.

Czy Kaczyński zejdzie do katakumb?

Kardynał Kazimierz Nycz nie dał odpowiedzi na pytanie, czy miesięcznice smoleńskie są uroczystościami religijnymi, ale dał niejako częściową odpowiedź, że jako najwyższy hierarcha nic nie wie, aby Archidiecezja Warszawska była zaangażowana organizacyjnie podczas przemarszu Jarosława Kaczyńskiego ze swoim ludem smoleńskim.

Literaturoznawca z PAN prof. Jacek Leociak zwrócił się z pytaniem do rzeczywistego eksperta, jakim jest kard. Kazimierz Nycz czy miesięcznice są wpisane do kalendarza liturgicznego.

„Uprzejmie informuję, że nie jesteśmy kompetentni, by odpowiedzieć na Pana pytanie, ponieważ Archidiecezja Warszawska ani żadna z jej instytucji i parafii nie była i nie jest organizatorem marszu” – w imieniu kardynała odpowiada jego rzecznik.

Jak pamiętamy podczas ostatniego blokowania miesięcznicy przez Obywateli RP i nie tylko (bo KOD także) policja zarzucała kontrmanifestującym „złośliwe przeszkadzanie w wykonywaniu aktu religijnego”. Tak mógł się poczuć zwierzchnik policji Mariusz Błaszczak, który przyznał się, iż szedł za prezesem z różańcem w rękach.

Znaczy się, kard. Nycz powiedział tylko, że Kościół katolicki nie ma niczego wspólnego z przemarszem Kaczyńskiego i jego mową nienawiści. A zatem prezesowi PiS pozostaje tylko zarejestrować swój kościół, Błaszczak już przecież ma różaniec.

Nie powinno być problemu z rejestracją kościoła smoleńskiego, bo to leży w gestii ministerstwa spraw wewnętrznych. Wystarczy metafizyczna idea i 20 wiernych. Boga swego mają, kapłanów też. Błaszczak nie musiałby wydawać prywatnego grosza na różańce, zakupów dewocjonaliów z budżetu ministerstwa – zamiast pał – mógłby dokonać w hurtowni z rabatem.

Acz to mogłoby spowodować kontrposunięcie Obywateli RP i powołanie kontrkościoła. Ja także coraz bardziej jestem zdegustowany polskim Kościołem katolickim, czuje się porzucony, mógłby zapisać się do kontrkościoła jako kontrowieczka, wszak potrafię beczeć.

Obawiam się, że Kaczyński aby uwiarygodnić swój kościół smoleński, musiałby zejść – jak pierwsi chrześcijanie – do katakumb.

„Abp Głódź straszy demonami postępu i nowoczesności. Sam reprezentuje ciemnotę i zacofanie”

IPN dla PiS jak mauzoleum Lenina

Stefan Niesiołowski pokazał IPN gest Kozakiewicza. I nie dziwota, bo ta instytucja skompromitowała się, jak Moskwa organizująca igrzyska. Instytut Pamięci Narodowego miał odkłamywać historię czasów PRL-u, niepostrzeżenie sam zaczął tworzyć kłamstwa.

Po odejściu PiS od władzy może być tak, iż powstanie chęć odkłamywania kłamstw IPN. Ta instytucja jest typowo polska. Za co byśmy się nie wzięli, spaprzemy. Nie potrafimy myśleć instytucjonalnie, może dlatego, że do tego rodzaju synekur pchają się ludzie pokroju Macierewicza, raczej niezbyt zdrowi emocjonalnie i intelektualnie niepredysponowani.

IPN zaczął chodzić na pasku polityków, więc wszedłszy w potakujące stado musi beczeć, jak im pasterze polityczni nakazują. Ot, cała tajemnica IPN, który nadaje się tylko do likwidacji. Sam kiedyś z nim współpracowałem. Na początku miało to sens, aby wyrównać rachunki historyczne, lecz te zamieniły się w rachunki polityczne.

Nie wiedziałem, że IPN oprócz badania historii i pewnych prerogatyw prokuratorskich ma też godnościowe – może przyznać odznaczenia. Właśnie chcieli przypiąć do klaty Niesiołowskiego Krzyż Wolności i Solidarności, a ten – jak Kozakiewicz – pokazał im wała, Moskwa PiS nie będzie gmerać mu przy piersiach. I słusznie! Przecież te same ręce mogły pisać takie same bzdury, jakie wypowiadają skalane kłamstwem usta Kaczyńskiego i Macierewicza.

Niesiołowski napisał: „Oświadczam, że IPN nie ma moralnego prawa przyznawać ludziom walczącym o niepodległą i demokratyczną Polskę żadnych odznaczeń”. I dalej: „IPN działa jako pisowskie narzędzie na rzecz wprowadzenia w Polsce dyktatury likwidacji demokracji i państwa prawa, uczestniczy też w procesie zakłamywania historii i szkalowania ludzi zasłużonych dla Wolnej Polski. Z w/w powodów żadnego „krzyża” od IPN nie przyjmuję”.

Nie przeceniałbym IPN jako instytucji, która ma i będzie miała „zasługi” we wprowadzaniu dyktatury, raczej porównałbym ją do urządzenia, które służy załatwianiu nieczystych potrzeb politycznych, a takie miejsce kolokwialnie wiadomo, jak się nazywa.

Niestety, IPN dla PIS spełnia funkcję mauzoleum Lenina, więc trzymam sztamę z Niesiołowskim, bo sam też mam IPN-owski status poszkodowanego, acz nie podpalałem muzeum Lenina w Poroninie.

SZOK !!! Tak zabłysnął w swoich komentarzach aktualny Dyrektor Biura Poselskiego Ruchu Kukiz’15 Dariusz Pitaś.

>>>

NAWET KOŚCIÓŁ TWIERDZI, ŻE MIESIĘCZNICE TO NIE RELIGIA. CZY PiS UPADŁO NA GŁOWĘ OSKARŻAJĄC KONTRMANIFESTANTÓW???

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Łebski Macierewicz i Mojżesz Kaczyński

Antoni Macierewicz ma łeb jak sklep? To porównanie mnie nie zadowala, bo ma łeb jak galeria handlowa. Tak! Macierewicz nie ma deficytu głowy (jak to ładnie ujął Ludwik Dorn w stosunku do Mariusza Błaszczaka), ma bez mała łeb konia (jeszcze jedna łebska metafora).

Dlaczego? Szybko śpieszę wyjaśnić. Powtórne wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej na kopyto PiS leży w gruzach, lecz minister obrony się nie daje. O, nie! Trwa przy swoich bredniach. Właśnie Macierewicz przeczytał wywiad z przewodniczącym Komisji Technicznej MAK Aleksiejem Morozowem na kremlowskim portalu Sputnik, opublikowanym w języku polskim, a powtórzonym przez agencję prasową RIA Nowosti. I Macierewicz doczytał, że – ogłosił to w swoim wideo felietonie w TV Trwam – „dobrze, że [Morozow – przyp. mój] przyznał się, iż doszło do rozpadu samolotu już przed uderzeniem w ziemię. Dobrze, że [Morozow] potwierdził analizy komisji smoleńskiej prowadzonej przez pana prof. Nowaczyka”.

Z wywiadu z Rosjaninem wynika, iż chodzi o rozpad po uderzeniu w brzozę, a jeszcze przed pierdyknięciem w ziemię, a oprócz tego Nowaczyk nie jest profesorem, tylko doktorem i szefem podkomisji, a nie komisji, bo ta byłaby w świetle prawa bezprawna.

Macierewicz na podstawie swego rozumienia wywiadu w kremlowskim Sputniku, w którym jakoby Morozow zgadza się z ustaleniami podkomisji (profesora) Nowaczyka (wcześniej Berczyńskiego), złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez komisję Millera (powołaną przez Donalda Tuska). I tutaj ma zastosowanie łeb jak sklep, bowiem w ten sposób prokuratura przejmuje badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej, gdyż musi ustalić, na czym polegają „wątpliwości co do rzetelności i prawdziwości” raportu Millera w zestawieniu do ustaleń podkomisji ekspertów Macierewicza i do rosyjskiego raportu MAK.

Prokuratura więc ma do zbadania dwa, a nawet trzy razy więcej materiału faktograficznego, a oprócz tego musi wydać jakieś postanowienie oskarżycielskie. Od katastrofy smoleńskiej minęło 7 lat, zapowiada się na kolejnych kilka i więcej lat.

Jarosław Kaczyński przez ten czas będzie zbliżał się do prawdy na Krakowskim Przedmieściu. Kiedyś po takich słowach mojżeszowych prezesa PiS napisałem, że czeka go 40 lat wędrówki po piaskach pustyni, zanim dotrze do prawdy, tj. ziemi obiecanej Kanaan. I się nie pomyliłem.

Cieszy się też członek komisji Millera Maciej Lasek, na Twitterze ogłosił: – „Bum! Stało się! Minister Macierewicz zarzuca Komisji Millera, że NIE PRZEPISAŁA raportu z raportu komisji MAK”. Taka jest logiczna przesłanka zawiadomienia do prokuratury, bo w zawiadomieniu Macierewicza czytamy: „wnioski wyrażone w raporcie końcowym [Millera] w znaczący sposób odbiegają od ustaleń MAK”.

A wracając do naszego Mojżesza na Krakowskim Przedmieściu, łatwo obliczyć, Kaczyński jak biblijna postać Mojżesza dojdzie do prawdy mając 120 lat. Ile prezes PiS będzie łaził po pustyni Krakowskiego Przedmieścia, tyle lat napotka kontrmiesięcznice. Nie łudźmy się, że taki łebski minister jak Macierewicz zostanie zdymisjonowany. Co się jednak stanie, gdy zmieni się rząd, gdy wybory wygra Platforma Obywatelska albo Nowoczesna?

LE TYSIĘCY KOSZTOWAŁA TA MIESIĘCZNICA? 300, 400, 500? A MOŻE JUŻ OKRĄGŁY MILION??? Z NASZYCH PODATKÓW…

Siedlecka i Frasyniuk a los Kaczyńskiego

Publicystka prawna „Polityki” i „Wyborczej” Ewa Siedlecka została wczoraj – podczas zorganizowanej przez Obywateli RP blokady miesięcznicy smoleńskiej – wyniesiona przez policjantów wcześniej niż Władysław Frasyniuk. Była drugą osobą, która przeniesiono z miejsca protestu na miejsce kontrolowane przez policję. Po chwili „dołączył”  do niej i innych przeniesionych legendarny lider „Solidarności”, też przeniesiony Frasyniuk.

Siedlecka opisała, jak przebiegał protest, także opowiedziała o tym portalowi OKO.press tuż po 2-godzinnym „zwolnieniu” jej przez policję. Policji na Krakowskim Przedmieściu było mrowie (zjazd policjantów z całego kraju), można tę ilość porównać do mrowia milicjantów w Grudniu 1970, gdy pacyfikowane były protesty robotników na Wybrzeżu. Nawiasem: przestępcy w tym czasie w całym kraju mają używanie.

Siedlecka opowiada, że nie dopuszczono do nich adwokatów, a to kolejne bezprawne działanie policji. Świadomie używam pojęcia „przeniesieni”, bo to faktycznie był areszt. Siedlecka i Frasyniuk byli izolowani od innych protestujących, byli otoczeni kordonem policji i adwokaci nie mieli do nich dostepu.
Jest to kwalifikacja aresztu. Zarówno Siedlecką, jak i innych postraszono 500 złotowym mandatem, odmówili przyjęcia, więc zostanie uruchomiona procedura sądowa. Frasyniukowi nawet grozi do 3 lat więzienia, bo PiS (przecież nie policja) dopatrzyło się naruszenia „nietykalności policjanta”.

To są strachy na Lachy, bo każdy ma prawo się bronić – szczególnie przed policjantem – gdy ten postępuje brutalnie, albo ofiara może obawiać się użycia paralizatora przez policjanta. Siedlecka zapowiada, iż weźmie udział w takim samym proteście za miesiąc.

Wchodzimy w kolejny etap państwa zarządzanego przez PiS. Magdalena Środa uważa, że pomału przechodzimy z ustroju dyktatorskiego w totalitarny. Nie jest to żadna przesada. Ale ta przemiana ustrojowa świadczy, iż zmierzamy do jakiegoś rozstrzygnięcia. Polska to jednak nie jest Rosja Putina, ani Turcja Erdogana, a to pokazuje kierunek, a w zasadzie los, jaki czeka Kaczyńskiego.

SŁOWA SZCZERSKIEGO BOLĄ PRAWICĘ BARDZO

Kleofas Wieniawa pisze o Błaszczaku.

Mariusz „Deficyt” Błaszczak (Ludwik Dorn dał ksywkę ministrowi twierdząc, iż onże jest chodzącym deficytem inteligencji) w czasie miesięcznicy kroczył w procesji po Krakowskim Przedmieściu.

Jaka zatem to religia i czy jest zarejestrowana?

Religie mają swoje kościoły, meczety, badź bożnice. Gdzie ta religia zatem ma swoje ośrodki kultu? Jeżeli dowiemy się gdzie, będziemy wiedzieć, gdzie mają się odbywać rytuały, bo ulica do nich nie należy, jest przestrzenią zdesakralizowaną.

„Deficyt” w TVP Info był podzielić się zajęciem – nie tylko chodzeniem deficytowym – co też robił na Krakowskim Przedmieściu. „Szliśmy, odmawiając różaniec”.

Mam rozumieć, iż to rytuał zapośrednioczony z katolicyzmu, ale nie z chrześcijaństwa. W pobliżu wszak znajduja się kościoły, trzeba było wpaść do nich – wcześniej wynajmując przestrzeń – i „odmawiać różaniec”.

Może nawet fajniejsze jest, co „Deficyt” Błaszczak zobaczył i usłyszał.

Dojrzał Władysława Frasyniuka. Czyżby otarł się o niego? Tak! Bo przeczytał u Frasyniuka „wpięte w klapę, pisane chyba cyrylicą, po rosyjsku, wulgarne słowa dotyczące PiS”.

Nie wyjawił jakie to wulgarne słowa pisane cyrylicą przeczytał, ale tym samym pochwalił się, iż jest poliglotą.

Błaszczak też usłyszał (czyli poza sezonem „Ucha prezesa”, które dopiero na jesieni będzie kontynuowane) na własne uszy,  że „Frasyniuk groził Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wyraźnie słyszałem”.

Też chcielibyśmy poznać owe groźby.

Dochodzę jednak do wniosku, iż Błaszczaka nie tylko znamionuje ów Dornowy „deficyt”, ale zwidy i słuchy właściwe chorobie o wiele poważniejszej niż braki w ilorazie inteligencji.

A tę chorobę nie leczy się w żadnym kościele, meczecie, bożnicy, ale w zakładach o rygorze, o które dbają pielęgniarze, a różaniec i sznurowadła są przechowywane w magazynie do czasu polepszenia się.

TEN WPIS MAĆKA STUHRA W 3 GODZINY NA FB ZDOBYŁ 50 TYSIĘCY REAKCJI. MISTRZ, PO PROSTU MISTRZ.

>>>

TO PRZELAŁO CZARĘ GORYCZY !!

O 86. miesięcznicy smoleńskiej piszą w „Wyborczej” Adriana Rozwadowska i Tomasz Nyczka. 86. marsz smoleński nie przypominał w niczym tych sprzed lat. Krakowskim Przedmieściem przemaszerowało ok. 400 osób, a prezes Kaczyński – choć dobitnie mówił o „rozbudowanej agenturze obcych państw w Polsce” – przemawiał bardzo krótko.

Kiedy Obywatele RP buczeli krzyczeli „Do kościoła!” i „Będziesz siedział!”, prezes PiS Jarosław Kaczyński odpowiadał:

– Ekshumacje pokazują bezmiar barbarzyństwa. I to barbarzyństwo ma w Polsce swoich obrońców. Słyszymy ich właśnie. Ale prawda zwycięży. I żadne próby przeciwstawienia się prawdzie nic nie pomogą. Okrzyki „Do kościoła!” to żądania komunistów. Ale będziemy wiedzieli, jaka jest przyczyną katastrofy. W Polsce ogromnie rozbudowana jest agentura obcych państw. Musimy się z tym liczyć. Ale zwycięży Polska, zwycięży niepodległość!”

86. miesięcznica budziła spore obawy. Prócz miesięcznicy i organizowanej regularnie od roku kontrmiesięcznicy stowarzyszenia Obywatele RP, do tych ostatnich dołączyły organizatorki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet (OSK), który 3 października 2016 roku odbył się w 150 miastach Polski.

Zapowiadano, że dojdzie do blokady marszu, a kontrmanifestanci – w geście protestu przeciwko podpisanej w marcu przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji prawa o zgromadzeniach publicznych – będą usiłowali przedrzeć się najbliżej Jarosława Kaczyńskiego ja się da.

Krakowskie Przedmieście zostało gęsto zastawione barierkami, wszystkie ulice wokół pałacu prezydenckiego zostały zablokowane, dostępu do pałacu broniło kilkudziesięciu policjantów. Na Krakowskim Przedmieściu pojawili się też obserwatorzy z Amnesty International.

Kazanie na mszy w intencji ofiar przede wszystkim o homoseksualizmie

Jak co miesiąc obchody katastrofy smoleńskiej rozpoczęły się od mszy świętej w intencji ofiar w bazylice pw. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Każdy wchodzący był sprawdzany przy pomocy wykrywacza metalu. Nie wszystkim udało się wejść do środka – chętnych było zbyt wielu. Przed kościołem stanęło z kolei stoisko komitetu społecznego budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego oraz stoisko z książkami. Tytuły? M.in. „Judeopolonia” i „Przedsiębiorstwo Holocaust”.

Kazanie podczas mszy wygłosił ksiądz profesor Andrzej Filaber:

– Aborcja, eutanazja, in vitro są przedstawiane jako wartości europejskie. Ale w rzeczywistości to uleganie namowom szatana – tłumaczył ks. Filaber. Skrytykował też m.in. określenie „partner życiowy” oraz zajął stanowisko w sprawie homoseksualizmu: – Chrystus nie jednoczył w tolerancji tylko w miłości. Gdy człowiek wchodzi na drogę zła to trzeba mu zwrócić uwagę. Agresywna postawa środowisk homoseksualnych jest ukazywana jako norma europejska. Nie można patologii przedstawiać jako wartości – mówił ks. Filaber. Marsze równości określił mianem pochodów „marginalnych grup społecznych”. – Dziś wiele się mówi o islamofobii. Ale kiedy obraża się chrześcijaństwo, nazywane jest to sztuką. Dziś ludzi ogarnia jedna fobia – chrystianofobia.

Przechodnie: ”No i kto za to płaci? My”

Zaraz po mszy Marsz Pamięci miał wyruszyć w kierunku Pałacu Prezydenckiego. Ale jego start się opóźniał, bo na trasie przemarszu usiedli przedstawiciele Obywateli RP i OSK. Na placu Zamkowym pojawiło się kilkuset policjantów. Doszło do przepychanek z policją, która siłą usuwała osoby blokujące marsz – m.in. Władysława Frasyniuka, Ewę Siedlecką, Joannę Scheuring-Wielgus a także Sebastiana Słowińskiego, laureata tegorocznej olimpiady filozoficznej, który nie przyjął dyplomu od prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz po tym, jak ta odmówiła poparcia dla Parady Równości.

Policja wynosiła blokujących marsz kilkadziesiąt metrów dalej, gdzie byli legitymowani. Z kolei przechodnie głośno komentowali ilość policji i denerwowali się: „No i kto za to płaci? My.”

Kiedy wreszcie policja zniosła z trasy wszystkich blokujących marsz, a służba porządkowa PiS utworzyła szpaler, który umożliwił jego rozpoczęcie, okazało się, że nie był zbyt okazały: uczestniczyło w nim ok. 400 osób, a na jego czele szli m.in. minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak i marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Policja skieruje do sądu wnioski o ukaranie blokujących marsz

Kiedy marsz ruszył, Obywatele RP i Ogólnopolski Strajk Kobiet wznieśli w powietrze białe róże. „Do kościoła!” – skandowali. Marsz odpowiadał: „Zdrowaś Maryjo”. Do idącego na czele marszu Jarosława Kaczyńskiego Obywatele RP krzyczeli: „Będziesz siedział!”. W odpowiedzi prezes PiS uśmiechał się.

Już po zakończeniu marszu Obywatele RP podali przez megafon informację, że lider opozycji z czasów PRL Władysław Frasyniuk został zatrzymany przez policję. To nie było jednak do końca prawdą – Frasyniuk został wylegitymowany. Grozi mu grzywna.

Jak wyjaśnia jednak Mariusz Mrozek, rzecznik stołecznej policji, osoby, które blokowały przejście Traktem Królewskim były wynoszone, ponieważ popełniały wykroczenie:

– Były o tym informowane, wcześniej wykorzystaliśmy zespół antykonfliktowy, jasno i klarownie tłumaczyliśmy, że mają opuścić trasę marszu, niestety argumenty słowne nie znalazły zrozumienia, więc policjanci byli zmuszeni użyć siły fizycznej. Tak stało się wobec wszystkich osób, które blokowały marsz, w tym także wobec Władysława Frasyniuka – tłumaczy Mrozek. I dodaje: – Będziemy kierować wnioski do sądu o ich ukaranie zgodnie z obowiązującym prawem.

SMUTEK, WSPOMNIENIE ZMARŁYCH, ZADUMA, SZACUNEK – TAK ŚWIĘTUJĄ PAMIĘĆ OFIAR. BRAK SŁÓW…

Waldemar Mystkowski pisze o Trumpie, ktory przyjedzie do Polski.

Wizyta prezydenta USA w Polsce zawsze jest dla nas najważniejsza. Szczególnie takiego „dziwnego” prezydenta jak Donald Trump i w takim czasie. No, właśnie! Dlaczego nie ma analiz tego wydarzenia z polskiej strony, przynajmniej władz PiS, nie ma zbytniej euforii?

Trump ma wpaść do Warszawy 6 lipca na dzień przed szczytem G20 w Hamburgu. Już to powinno spowodować namysł, bo w komunikacie administracji waszyngtońskiej na pierwszy plan wybity jest fakt: „Trump wygłosi ważną przemowę”. Dlaczego jej nie wygłosi w Hamburgu? Czyżby raptem Polska stała się dla Trumpa tak bardzo ważna? Wszak widzieliśmy na obrazkach wideo ze szczytu NATO w Brukseli, jak potraktowani zostali przez niego polscy politycy (nienachalnym zignorowaniem), gdy zasadzili się pod drzwiami na prezydenta USA, a gdy podszedł Andrzej Duda, Trump odszedł, niespecjalnie kontaktując, kto to zacz.

Wygląda na to, że wizyta Trumpa w Polsce zaskoczyła także PiS. Prezydent USA nie zmienił swojego poglądu na Unię Europejską, podczas spotkania z politykami Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej jego niechęć była widoczna. Dawało się odczytać, iż Trump czeka na swoją przepowiednię: rozpad Unii. Relacje Trumpa z Berlinem są najgorszymi stosunkami USA i Niemiec po II wojnie światowej. Nawet widać, że nie chodzi o handel – nadwyżkę Niemiec – ani o wysokość wkładu PKB na obronność. To tylko preteksty, bo takie sprawy między sojusznikami załatwia się za kulisami.

Trump ma problemy u siebie, bo jest zagrożony impeachmentem. Na jego współpracownikach i na nim samym ciąży podejrzenie zbyt bliskich związków z Kremlem. Trump miał do tej pory okazję, aby zerwać te podejrzenia, przede wszystkim wypowiedzieć się jasno, do jakich dąży relacji politycznych z Moskwą. Sporo czasu minęło, a twarda deklaracja jeszcze nie padła. Jego poprzednik Barack Obama zaproponował Rosji reset, czyli zapominamy, co złe, budujemy na nowo wspólne dobro. Kreml dobro rozumie tylko na swoje oligarchiczne kopyto.

Czyżby Warszawa miała być tym miejscem, gdzie ogłoszona ma być polityka Trumpa w stosunku do Rosji? Dlatego wybrał Polskę, bo ograć takich niezgułów, jak Waszczykowski i Duda, potrafią co zdolniejsi politolodzy z naszych uczelni, bez zawyżania poprzeczki akademików z Yale czy Princeton.

Polityka wschodnia PiS jest prymitywna, oficjalnie zieje nienawiścią do Moskwy, a naprawdę jest bezradna intelektualnie, jak to ostatnio ładnie ujął metaforycznie Ludwik Dorn: to chodzący deficyt intelektualny.

Czyżby Trump miał przyjechać do Polski i ograć władze PiS w kwestii polityki wschodniej? Jesteśmy izolowani na Zachodzie, a takich łatwo oskubać.

WOLNOŚĆ WEDŁUG KACZYŃSKIEGO. I JEGO DOCHODZENIE DO PRAWDY. WSTYD !!!!!!!!!!!!!!!!

JEDYNA RADOŚĆ DZISIAJ. BRAWO PIŁKARZE. BRAWO ROBERT. PROSIMY O WIĘCEJ 🙂

>>>

TAKIE PROSTE A TAK NAS ROZBAWIŁO :))) WAS TEŻ? 🙂

Wiceszef „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o dumie Kaczyńskiego, Macierewicza, Boeinga – Wacławie Berczyńskim. Ta sprawa nie ma precedensu w historii III RP. Dewastuje wiarygodność Polski jako członka NATO, a nawet zwykłego partnera handlowego.

Szefowie koncernu lotniczego Boeing mogą być pewnie dumni z inwestycji w swojego wieloletniego pracownika Wacława Berczyńskiego. Koszty jego studiów w Ameryce i udzielonego mu kredytu na zakup domu zwróciły się z niebotyczną nawiązką. Wacław Berczyński to dla Boeinga inwestycja o rentowności setek tysięcy procent.

Berczyński sam się przyznał „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, że to on „wykończył caracale”, czyli że doprowadził do unieważnienia przetargu na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii. MON temu stanowczo zaprzecza. Niewiarygodny w sprawie caracali Berczyński jest za to wzorcem wiarygodności w sprawie bomby termobarycznej.

Unieważniony przetarg wygrała konkurencyjna wobec Boeinga europejska firma Airbus Helicopters. Berczyński miał ten przywilej, że przez wiele miesięcy za zgodą kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej, a bez wymaganego certyfikatu miał dostęp do poufnej dokumentacji przetargowej. Nie wiadomo, co z nią robił i jak z niej korzystał. W Paryżu w trakcie konsultacji przetargowych służył Antoniemu Macierewiczowi za doradcę. Wartość niedoszłego kontraktu to 13,5 mld zł i drugie tyle w offsecie.

Cóż za zbieg okoliczności, że mniej więcej w tym samym czasie MON bez przetargu, tzn. z wolnej ręki, podpisał kontrakt z Boeingiem na dostawę trzech samolotów dla VIP-ów. Wartość kontraktu – 2,5 mld zł!

Gdy sprawa się wydała, Wacław Berczyński, a dla Macierewicza Wacek, nie niepokojony przez polską prokuraturę czy CBA po prostu poleciał za ocean, i tyle go widzieli.

Ta sprawa nie ma precedensu w historii III RP. Dewastuje wiarygodność Polski jako członka NATO, a nawet zwykłego partnera handlowego. Sprowadza Polskę do ligi krajów niepoważnych, rządzonych przez typy ludzkie znane z serii filmów „Gang Olsena”, choć nie tak dobroduszne.

To prawdziwa afera. Politycy opozycji, a zwłaszcza media, powinni wyjaśnić ją do samego spodu. Nie wolno pozwolić jej przyschnąć.

WIECIE ILE TON OŚMIORNICZEK MOŻNA ZJEŚĆ ZA 5 MLD ZŁ? TO JEST DOPIERO !!

Waldemar Mystkowski w dwóch tekstach.

Stowarzyszenie „Tama” pisze do Błaszczaka – pierwszego do ucha prezesa

W kraju rozum stanął na głowie i bynajmniej z tego powodu władza nie ma go więcej, bowiem u góry znalazły się cztery litery. Co z nimi mają począć obywatele? Obywatele – jako Polacy, obywatele ze stowarzyszeń takich, jak KOD i Obywatele RP, obywatele z opozycji wobec władzy postawionej na głowie. Czyż na głowie nie jest postawiony symbol białej róży, o którym wyraził się prezes PiS: „te białe róże to symbol nienawiści i głupoty”.

Jarosław Kaczyński raczej nie jest geniuszem, a wręcz przeciwnie. Nie potrafi więc przewartościować języka symboli, pojęć, a przede wszystkim języka polskiego. Z białą różą przyszli do niego ludzie, którzy w ten subtelny sposób zakomunikowali: gościu, przestań uprawiać makabreskę na trumnie brata. Masz problem, oddaj się w ręce fachowców, do których zaprowadzą cię pielęgniarze.

85. miesięcznica, a w zasadzie seans nienawiści na prospekcie nr 1 w Polsce (Krakowskie Przedmieście), to nie teatr plenerowy, turyści zagraniczni mogą bić brawo, bo takiego odjazdu nie mają u siebie. Zbiorowe naćpanie się haszem tylko w Polsce!

Moi rodacy muszą walczyć z takim postawieniem rozumu na głowie. Czy ktoś mógłby mi zakomunikować, co wniósł do dobra wspólnego „pan” Kaczyński? Rozglądam się i nie widzę, nawet retorycznie same plusy ujemne: gorszy sort, element animalny, białe róże jako symbole nienawiści.

Protestujący nie zakłócają żadnej miesięcznicy, to miesięcznica zakłóca porządek rozumu. Ani brat Jarosława – Lech Kaczyński – nie był bohaterem, ani nie zginął rok temu, gdyż siedem lat żałoby od 2010 roku to siedem lat klęski.

Kaczyński chce Polakom zaproponować nienormalność, rozum postawiony na głowie, zaś u góry owe cztery litery. Przeciw temu protestują normalni Polacy. Przeciw czterem literom jako rozumowi. Podczas ostatniej miesięcznicy zostali zatrzymani protestujący, a niektórym z nich postawione zostaną zarzuty zakłócenia porządku publicznego „uroczystości o charakterze religijnym”. Czyżby uroczysko pogańskie zostało przeniesione z Bemowa, a może z Tworek, na Krakowskie Przedmieście? Czujecie ten odjazd?

Przedstawiciele stowarzyszenia „Tama” skierowali list do ministra Mariusza Błaszczaka, w którym piszą: „Kłamstwem jest, że chcieliśmy uniemożliwić przejście osób uczestniczących w miesięcznicy. My wyrażamy swój pokojowy protest przeciwko wykorzystywaniu tragedii smoleńskiej do partykularnych interesów posła Kaczyńskiego i PiS-u”. Błaszczak to ten minister, który w występuje w „Uchu prezesa” jako Mariusz. To on pierwszy pluje do ucha Kaczyńskiego (pierwszy do ucha prezesa). Czy przekaże prezesowi, że z nim jest coś nie tak? Że stanął – drabinka z Tesco została zamieniona na podest z Castoramy – mu rozum na głowie?

No i najwartościowsze pytanie. Do jakiego ucha będzie mówił Mariusz z „Ucha…”? Do tego ucha u góry, czy u dołu, bo prezesa cztery litery znajdują się w miejscu głowy.

KANCELARIA PREZYDENTA OKREŚLIŁA WAŻNOŚĆ SPOTKAŃ DUDY

Kayah i trup Kurskiego

Niestety, na czele telewizji dawniej publicznej, a obecnie oględnie nazywając – gadzinówki – stoi niezbyt inteligentny człowiek Jacek Kurski. To, co zrobił z telewizją utrzymywaną z naszych pieniędzy, każdy „odważny” może zobaczyć.

Wszak odwagą jest zobaczyć nieprofesjonalizm, nieetyczność, amoralność. Zdecydowanie większą odwagę trzeba mieć dzisiaj w sobie niż w czasach Jerzego Urbana. Wówczas dotyczyła ona tylko programów informacyjnych, dzisiaj programów niemal wszystkich. Acz przestrzegałbym nazywać stan obecnej TVP dnem, bo posługując się Stanisławem Jerzym Lecem, możemy spod dna usłyszeć pukającego Jacka Kurskiego. Dno pasuje do tego człowieka, pasuje także znakomity wiersz Zbigniewa Herberta „Potęga smaku”.

Kurski nie wie, co mówi, lecz nie należy spodziewać się wiedzy semantycznej od kogoś, kto ponoć ocenił możliwość występu Kayah na 54. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu podczas zaplanowanego tam jubileuszu 50. lat na scenie Maryli Rodowicz. Człowiek z dna Kurski możliwość występu Kayah ocenił: „Po moim trupie”.

Czujecie? Dno, Kurski, trup. Tak! Czujecie zapachy rozkładające się z tego człowieka. Fetor kompetencji, człowiek, który niczego nie potrafi, któremu pan Bóg nie dał inteligencji, za to poczucie smaku (absmaku) na poziomie Zbigniewa Martyniuka.

Mogę wyrazić w tym miejscu pretensje do Maryli Rodowicz, iż nie odmówiła występu, mam jednak świadomość, iż za rok i dwa, będzie to jej 51. i 52 jubileusz. Mam świadomość, że tacy Kurscy z odpowiednim zapaszkiem z dna mają dokładnie gdzieś dobro kultury polskiej.

Kurski zostanie ze swoim trupem za zawsze, lecz nauczka nie powinna iść w las. Gdyby wieczność istniała, gdybyśmy przenosili się z bytu w niebyt w postaci, jaką znamy na tym padole łez, piekłem byłoby wysłuchiwanie talentów Martyniuka – bliskich Kurskiemu.

Piekło muzyczne jest wybrukowane Martyniukami. Piekło estetyczne i IQ – truchłami Jacka Kurskiego. Co wcześniej wydawało się niemożliwe, ale trzeba było czekać, aż po władzę sięgnie PiS. „Dziwny jest ten świat”.

DZIŚ POWINNI WZIĄĆ PRZYKŁAD Z MARSZAŁKA. ONR ZASŁUŻYŁ NA CAŁKOWITY NIEBYT. WSTYD, ŻE PiS NIC Z TYM NIE ROBI.

Kleofas Wieniawa pisze o kolejnym sukcesie PiS.

PiS to partia sukcesu. Czego się nie dotkną, zamieniają się w Midasa. To znaczy Midas prezes Kaczyński zamienia wszystko w kruszec.

A jak wiadomo złoto jest niejadalne, więc nie dziwmy się, że taki Waszczykowski jest niejadalny. Kononowicza jakoś przetrawisz, Waszykowski stanie w każdym gardle.

Był już jego sukces 1:27 (bo przecież sukcesem jest pokonać rozum, czego dowodem są kwiaty wręczane przez Kaczyńskiego na lotnisku Beacie Szydło).

Waszczykowski jako niestrawne złoto ogłosił, że „Polska nie spotkała się z fala krytyki przed ONZ”.

A kto śmiałby krytykować niestrawnego Waszczykowskiego? Jacyś rowerzyści, wegetarianie. a może Macron?

Rada Praw Człowieka przy ONZ wydała 185 rekomendacji dla Polski w „zakresie ochrony praw człowieka”. W języku tej organizacji – podobnie jak Komisji Europejskiej – są to zalecania, co należy poprawić, aby należeć do cywilizacji zachodniej.

Ładnie, prawda?

Był już sukces 1:27.

Teraz mamy sukces światowy – 1:185.

Komuna, jaka była, taka była. Wiedzieliśmy, że przyniesiona została na bagnetach z Moskwy. Ale PiS? Sami z siebie wykreowaliśmy to łajdactwo, takich Kononowiczów – przepraszam: Midasów – jak Waszczykowski i jego prezes symbolista (modernista) w zakresie metafory „białej róży”.

Grafomani? Proszę nie obrażać grafomanów.

JAKI PIĘKNY APEL WPROST Z CENTRALI PRAWYCH I SPRAWIEDLIWYCH. PROSZĄ ABY JUŻ NA NICH NIE GŁOSOWAĆ 🙂

>>>

Widzę tu tylko jednego człowieka chorego z nienawiści. Róże przeszkadzają mu tak bardzo, że o bracie zapomniał.

Policja zrobiła PISowi frekwencję na Marszu Smoleńskim 😂

SYMBOL GŁUPOTY? KTO WIE…

PiS zorganizował kolejną miesięcznicę smoleńską

Białe róże przyniesione przez Obywateli RP są dla Kaczyńskiego symbolem skrajnej nienawiści.

Zanim marsz uczestników miesięcznicy dotarł na Krakowskie Przedmieście minął kontrmanifestację Stowarzyszenia „Tama”. Jej uczestnicy zebrani na skwerze Hoovera przynieśli transparenty m.in. z takimi napisami: „Dość szczucia smoleńskim kłamstwem”„Kłamstwom smoleńskim stawiamy tamę” i parasolki z naklejonymi liczbami „27:1”.

To było chyba najkrótsze wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. Właściwie całe zostało poświęcone… kontrmanifestacji zorganizowanej przez Obywateli RP. Nie przebierając w słowach Kaczyński stwierdził: – „To nowy wielki atak nienawiści. Białe róże są symbolem nienawiści, skrajnej nienawiści”.

Zapowiedział, że zwycięży tych, którzy – „są oszalali z nienawiści, ale będą pomniki i będzie prawda o Smoleńsku. Przyjdzie czas pełnej prawdy i wielka klęska tych, którzy nienawidzą. Oni nienawidzą Polski, ale Polska zwycięży”.

Nie sposób było nie zauważyć znacząco większej liczby policjantów zabezpieczających manifestację smoleńską. Trzeba także zauważyć pewną różnicę – nie ma już przenośnej drabinki, z której przemawiał Jarosław Kaczyński. Teraz ma do dyspozycji podest obity czarnym suknem.

Opluł piękny kwiat.Tak jak opluwa Polskę.

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Rewizor ONZ przyjeżdża do rządu PiS

Rząd PiS odnosi kolejny sukces. Poprzednicy obecnych władz bardzo się starali, trzeba było jednak czekać na rząd Jarosława Kaczyńskiego (piszę to świadomie, bo Beata Szydło w ogóle nie jest zorientowana, o co w rządzeniu biega, może tylko popłakać się, jak na unijnym szczycie).

Do Polski przyjeżdża rewizor, tj. przedstawiciel ONZ ds. niezawisłości sądów. No, jak? Usta otwarte, język połknięty? Nie piszę do czytelników, ale do Marka Kuchcińskiego, który sprawuje urząd kompletnie do niego się nie nadając. Spieszę poinformować, jaki to urząd – marszałka Sejmu. Kuchciński otwierał usta, ale połknął język, a w każdym razie pierwszy punkt porządku obrad Sejmu. Połknął z popitką. I facetowi przeszło. Później zakąsi, acz niekoniecznie na sali sejmowej, bo może odbyć się na zupełnie innej sali i to z paragrafami.

Sejm miał zająć się ustawą, którą podporządkuje sądy politykom partii rządzącej. Czyli niezawisłość przeistoczyłaby się w zawisłość od Kaczyńskiego, a ten sądziłby po swojej sprawiedliwości. Kuchciński (facecik – przypominam) rozmawiał długo ze Zbigniewem Ziobrą, a następnie poinformował Konwent Seniorów, iż punkt pierwszy obrad spada z wokandy, tj. z obrad Sejmu (na wokandę to Kuchcińskiemu dopiero wejdą konkretne punkty z paragrafami; okazuje się, że ja też mylę porządki). Punktem pierwszym miało być pierwsze czytanie ustawy o odebraniu niezawisłości sądom.

Karnie w Sejmie stawił się cały rząd z pełniącą obowiązki Kaczyńskiego – Beatą Szydło. Gdy jednak facecik Kuchciński przeszedł bezszmerowo do punktu drugiego, ławy rządowe się opróżniły, sala sejmowa opustoszała. Projekt ustawy ma wejść na wokandę za dwa tygodnie.

Pewnikiem rząd udał się do wszystkim w Polsce znanego miejsca, z którego jest transmitowana groteska „Ucho prezesa”. Idę o zakład, że Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju jest o niebo lepszym prezesem, niż Jarosław Kaczyński, który przecież ma za sobą rolę w innym hicie „O dwóch takich, co ukradli Księżyc”.

Trzymam się jednak mojego spostrzeżenia – rewizora. W „Uchu prezesa” na Nowogrodzkiej musi się odbywać narada z Adrianem (Dudą) pod drzwiami, ale ja wpadłem na pomysł, że mogę wcielić się w rewizora, podam się za Johna Doe z ONZ, egzemplarz Konstytucji RP mam, pomacham nim przed odpowiednimi nosami i zakomunikuję: już jestem.

Prezes wszak nie zna żadnego języka. Zobaczymy, co wskóram, acz ręce schowam za siebie, aby nie dać się w nie całować, nie lubię tej obleśności prezesa.

PRZEKAŻCIE DALEJ :))) MOŻE DOTRZE? SYMBOL GŁUPOTY PiS

Piotr i Paweł – pożyteczni idioci Putina

Dzięki takim postaciom, jak Stanisław Piotrowicz wiemy, na co chce mieć wpływ naród i kto go reprezentuje. Otóż naród chce wpłynąć na niezależności sądów, czyli pozbawić niezależności władzę sądzenia, a Piotrowicz jest tego narodu reprezentantem. Tym samym naród wg posła PiS odrzuca ustrój demokratyczny, w którym władza sądownicza jest niezależna od takich reprezentantów, jak Piotrowicz. Zatem naród zaprzeczył swojej woli, którą wyraził w referendum konstytucyjnym 25 maja 1997 roku, naród już nie ma takiej woli, jak wówczas – tak ocenił wolę narodu reprezentant jego Piotrowicz.

Jeszcze dalej posunęła się koleżanka Piotrowicza Krystyna Pawłowicz (o tym duecie pisowskim mówi się Piotr i Paweł), która usłyszawszy argument rzecznika Krajowej Rady Sądowniczej sędziego Waldemara Żuka, iż „jeżeli ten niekonstytucyjny projekt zostanie przyjęty, to kraje Unii Europejskiej mogą przestać uznawać wyroki polskich sądów”, z właściwą jej dezynwolturą stwierdziła: „to się wypiszemy z Unii”.

Powyższe wiekopomne dialogi i złote myśli padły na posiedzeniu komisji sprawiedliwości w Sejmie, gdzie został rekomendowany pakiet ustaw, które zostaną przegłosowane w środę na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Pojmowanie przez Piotrowicza i Pawłowicz Unii, Konstytucji i niezależności sądów właściwe jest samodzierżawcy na Kremlu Putinowi. Piotrowicz unieważnia referendum dotyczące konstytucji i samą Konstytucję RP, zaś Pawłowicz unieważnia inne referendum – w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i akces naszego kraju do tego organizmu cywilizacyjnego.

W ustawie pozbawiającej niezależności sądów PiS cofa nas do czasów PRL-u. Tak samo wówczas rozumiano konstytucję i władzę sądzenia, PZPR był osadzony na bagnetach Moskwy, dzisiaj PiS jest osadzony na cichym aplauzie Kremla.

Putin mógł się czuć przegranym w wyborach na prezydenta Francji, bo jego faworyta Marine Le Pen przerżnęła z kretesem, lecz Putin ma asa w rękawie: zwycięstwo PiS w Polsce w 2015 roku. To, czego nie zrobi Le Pen, zrobi dla Putina duet Piotr i Paweł PiS, zniszczą w Priwislanskim Kraju demokrację i wypiszą go z Unii Europejskiej.

Nieprzypadkowo spóźnione były gratulacje Andrzeja Dudy i Beaty Szydło dla Emmanuela Macrona po jego wygranej wyborczej. Ale po uchwaleniu ustawy o końcu niezależności Krajowej Rady Sądowniczej wystrzelą na Kremlu korki z butelek szampana, jak z armat. To będzie jedno wielkie spasiba Putina dla PiS.

Putin ma wystarczającą ilość pożytecznych idiotów – Piotrów i Pawłów, Andrzejów, Jarosławów, Antonich – w Priwislanskim Kraju.

NO TO MAMY KOLEJNY SYMBOL IV RP. SYMBOL GŁUPOTY I NIENAWIŚCI POSŁA KACZYŃSKIEGO.

Kleofas Wieniawa pisze o NIK-u, który zajmie się Macierewiczem.

Na Antoniego Macierewicza trzeba zbierać dowody. On sam będzie zacierał ślady, ale wszystkich nie zatrze, ludzi nie zlikwiduje.

Przyjdzie czas, że takiego człowieka trzeba będzie postawić przed sądem, aby nie dochodziło do wypaczeń politycznych.

Z pewnością adwokat Macierewicza zechce go obronić argumentem, że jest niespełna rozumu. Jest. Nawet w psychiatryku stworzyć mu warunki zakładu karnego, włącznie z kaftanem.

Dlatego nie jestem zdziwiony, iż przez komisję obrony przeszedł wniosek, aby NIK zbadał m.in. sprawę zakupu nowych samolotów dla VIP-ów przez MON.

Poparli go nawet posłowie PIS, czują swąd.

Tomasz Siemoniak komentuje: „Pierwszy raz w tej kadencji komisja obrony narodowej uwzględniła wnioski opozycji. Myślę, że to moment zupełnie przełomowy. Jeszcze dwa miesiące temu to było nie do pomyślenia”.

NIK jakieś dowody zbierze. Rosną papiery na Macierewicza. Polska przez takie postaci została złajdaczona. Macierewicz poczynił szkody na miarę przegranej wojny. A na to nie jest wystarczający Trybunał Stanu.

PAMIĘTAJCIE. W PAŃSTWIE PiS BIAŁE RÓŻE DAJEMY TYLKO WROGOM. CHYBA, ŻE MAMY W D…PIE TĘ CHORĄ ZASADĘ 🙂 TAK JAK DZIŚ U NAS.

Nic nowego… prezes znów jest bliżej prawdy , całej prawdy i gówno prawdy.

Z ostatniej chwili.

>>>

JESZCZE CIEPŁE INFO. BOR ZGODNIE Z ZAPOWIEDZIAMI PiS ZMIENI NAZWĘ I ZNACZNIE POSZERZY KOMPETENCJE. JAK WAM SIĘ PODOBA NOWA NAZWA I MUNDUR???

c4fefdtwqaifbyr

Jacek Żakowski nie ma litości dla PiS, co ta partia wyrabia, jak niszczy wszystko. Nie ma tygodnia bez wypadku z udziałem rządowej karawany. Teraz trafiło na panią premier, która za te nieszczęścia odpowiada.

c4e7kbrweaijyw6

Pędzą przez Polskę karawany. Bo spieszno im do „dobrej zmiany”. Tu kogoś stukną, tam kogoś pukną. A wszędzie wzniosłą przemowę utną. Marsowy uśmiech nie znika im z twarzy. Bez względu na to, co się wydarzy. Wciąż wszystko wiedzą, wszystko potrafią. I wciąż coś psują, lecz się nie trapią. Bo dobrą znają prezesa radę. Gdy nie dasz rady, zwal to na zdradę.

Przepraszam za rymowankę. Sama się układa. Bo polska polityka staje się tragikomiczna.

„Premier Szydło została poważnie poszkodowana” – oświadczył prezes, informując o kolejnym wypadku rządowej karawany. Jakie to arcypolskie. I megapisowskie. Spróbujcie w innym języku powiedzieć „pociąg mi uciekł” – czyli tak zakomunikować swoje spóźnienie na dworzec, żeby winny był pociąg. Pod rządami PiS kolejne pociągi Polsce uciekają i zawsze to one są winne.

Nie ma tygodnia bez wypadku z udziałem rządowej karawany. Teraz trafiło na panią premier, która za te nieszczęścia odpowiada. Jej podlega szef MSWiA nadzorujący szefa BOR, którego ona mianowała. A to BOR jest odpowiedzialny za gnające bez pamięci rządowe karawany. W tym sensie pani premier nie „została poszkodowana”, lecz sama „się poszkodowała”, oddając swoje (i innych) bezpieczeństwo osobom odpowiedzialnym za serię katastrof.

Te wypadki to nie przypadki. To skutki zastępowania potrafiących „swoimi”. Tam, gdzie działanie „swoich” weryfikuje się co dzień, skutki widać od razu. Poza stadniną w Janowie i BOR tak jest w dopłatach dla rolników, gdzie pojawiły się himalaje opóźnień, w Trybunale Konstytucyjnym, który nie umie legalnie wybrać sobie prezesa, w „Wiadomościach” tracących zbrzydzonych propagandą widzów czy w prokuraturze hucznie przystępującej do spraw, które spektakularnie przegrywa.

Władza wie, że szkodzi. Prezes akceptuje niższy PKB jako cenę za „dobrą zmianę”. Minister Morawiecki mówi, że niekompetentni kiedyś się nauczą – ważne, że są „swoi”. W poprzedniej „Polityce” Anna Dąbrowska opisała, jak minister Ziobro przygotował się na porażkę, przepychając ustawę, dzięki której jego prokuratura – to ona przystąpiła do sprawy, nie oskarżyciele prywatni – poniesie milionowe koszty właśnie przegranego przez Ziobrów procesu przeciw lekarzom zmarłego ojca ministra.

(NIE DZIWMY SIĘ, ŻE UNIA EUROPEJSKA WYŚMIAŁA TEN POMYSŁ KACZYŃSKIEGO)

c4ge1yyw8aicqch

Wiele szkód rząd próbuje jednak maskować dobrą miną. Szef MSZ mówi w Sejmie o paśmie sukcesów i ogłasza radykalną zmianę polityki. Sojusznicy PiS odrzucili poprawkę gwarantującą zachowanie praw przez brytyjską Polonię. Prezydent Duda broni Trumpa przed Merkel, a Trump zapowiada utrudnienie Polakom wjazdu do USA. Prezes jest zadowolony z rozmowy z panią kanclerz Merkel, która ogłasza, że trzon Unii odjeżdża, nie oglądając się na nas. Nasza gospodarka zwiększa opóźnienie, a unijna przyspiesza.

Większość sprowokowanych przez rząd karamboli dopiero nas jednak czeka. W szkołach, sądach, wojsku, gospodarce potężne pnie stoją na kursie i ścieżce, którymi pędzimy. A im bardziej karawana pędzi, tym częściej wpada na drzewa. Bo nie tylko szybkość się liczy. Kierunek też ma znaczenie. Łatwiej się rozpędzić, niż dojechać do celu.

c4emcgoweaafazs

KAŻDY ŻOŁNIERZ POWINIEN NAUCZYĆ SIĘ TEGO NA PAMIĘĆ

c4eucvcw8aa2xsa

PiS stawia wieżowiec w Warszawie. To jest układ – lepszy niż wszystkie inne. Piszą to tym w „Wyborczej” Iwona Szpala i Michał Wojtczuk. Ponad pół miliarda złotych ma kosztować wieżowiec spółki Srebrna, którą rządzą zaufani ludzie Jarosława Kaczyńskiego. Roszczenia do części działki pod budowę zgłaszają spadkobiercy przedwojennych właścicieli.

wiezowiec

Zapowiada się spektakularnie: 190 metrów, restauracja na dachu, taras widokowy, 70 tys. m kw. biur, kilka tysięcy pod usługi i handel. W podziemiach garaż na kilkaset aut.

W zeszłym tygodniu spółka złożyła wniosek o decyzję środowiskową. Dzieli ją tylko krok od pozwolenia na budowę.

Architekci mówią o inwestycji za 150 mln euro. Ale warto. Drapacz chmur na warszawskiej Woli to doskonały interes. Na samych czynszach można zarobić milion euro miesięcznie.

Srebrna nie jest rekinem

Srebrna nie jest deweloperskim rekinem, za co zbuduje wieżowiec? Na pytanie o model biznesowy przedsięwzięcia nie dostaliśmy odpowiedzi.

Prezesem spółki jest Małgorzata Kujda, posadę objęła po mężu Kazimierzu, który po ostatnich wyborach awansował na szefa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

Panią prezes wspomaga Janina Goss, która za rządów PiS weszła do rad nadzorczych PGE i BOŚ i której Jarosław Kaczyński wciąż spłaca 200 tys. pożyczki. We władzach spółki są też Barbara Wojnarska, żona ministra Adama Lipińskiego, kierowcy prezesa PiS – Jacek Rudziński i Jacek Cieślikowski oraz jego kuzyn Grzegorz Jacek Tomaszewski, szef spółki wydającej „Gazetę Polską Codziennie”. A także europoseł Ryszard Czarnecki i asystentka Kaczyńskiego Barbara Skrzypek, nazywana w partii „panią Basią”.

Właścicielami spółki są Instytut im. Lecha Kaczyńskiego oraz „pani Basia” (ma dwa z 5886 udziałów) i jej syn Marcin (jeden udział).

Jak spółka zaufanych prezesa PiS stała się właścicielem działki przy Srebrnej? To spadek po majątku komunistycznego imperium wydawniczego RSW„Prasa-Książka-Ruch”. W III RP pierwsza partia Kaczyńskiego – Porozumienie Centrum – dostała 20 tys. m kw. gruntów, 20 tys. m kw. biur i kupiła popołudniówkę „Express Wieczorny” w ramach dzielenia medialnego tortu RSW między środowiska byłej opozycji solidarnościowej.

Projekt PC – Fundacja Prasowa Solidarności – skończył się klapą. W połowie lat 90. Fundacja była wydmuszką, ale obdarowała nieruchomościami kilka spółek założonych przez ludzi Kaczyńskiego. Wśród nich Srebrną, która była przechowalnią środowiska PC w chudych latach poza Sejmem.

Warszawski ratusz chciał odebrać nieruchomości po byłej Fundacji, zawiadomił prokuraturę, podważał akty notarialne, ale sąd umorzył postępowanie.

Srebrna – spadkobiercy idą do sądu

Do sądu poszli też spadkobiercy przedwojennych właścicieli części działki, na której Srebrna chce stawiać drapacz chmur. – Przed wojną nasz ojciec wraz ze wspólnikiem wykupił udziały w gruncie. Należało do niego ok. 480 m kw. w rejonie Srebrnej – opowiadają nasi rozmówcy. Nie są jedynymi, którzy walczą o prawa do tej nieruchomości, znacjonalizowanej w 1945 roku dekretem Bieruta.

W urzędowej odpowiedzi z 1946 r. właściciele przeczytali, że przy Srebrnej ma być zakład poligraficzny, a zakład poligraficzny nie może być prywatny. Wrócili do sprawy po kilkudziesięciu latach, gdy w Warszawie rozpoczęła się reprywatyzacja.

Argumentów rodziny nie uznało Ministerstwo Infrastruktury, ale w 2010 r. sąd administracyjny nakazał ministerialnym urzędnikom wrócić do sprawy. Spadkobiercy zatrudnili adwokata. Został nim rekin warszawskiej reprywatyzacji Robert N.

– Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co to za człowiek. Sprawiał wrażenie bardzo kompetentnego, zapewniał, że widzi możliwość wygrania sprawy – opowiada nam spadkobierca.

Ale gdy przyszło do starań o nieruchomość kontrolowaną przez spółkę ludzi Kaczyńskiego, zapał mecenasa N. osłabł. Zaczął unikać klientów, nie odbierał telefonów. Półtora roku temu nie przyszedł na ostatnią rozprawę w sądzie administracyjnym, wymawiając się innymi obowiązkami. Zeznawać musiał więc zaskoczony spadkobierca, przypominając sobie argumenty mecenasa.

Sprawę przegrał. Spadkobiercy odwołali się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zmienili adwokata, bo rekin reprywatyzacji Robert N. siedzi w areszcie.

CO JESZCZE NAZWĄ KACZYŃSKIM ? ULICE, PLACE, FABRYKI, TOALETY? ŚLĄSK TO SEPARATYŚCI, NIECH ZNIKNĄ Z POLSKIEJ MAPY.

c4gdxpcwyauoa0r

Waldemar Mystkowski pisze o tupolewizmie.

c4dpwi6w8aai-a1

Karawany PiS

Beata Szydło jest bohaterem mediów narodowych, ale już niekoniecznie profesjonalnych. Nie trzeba nazbyt wielkiej inteligencji, aby dopatrzeć się w jej wypadku syndromu właściwego dla PiS. Omijanie wszelkich procedur w imię tego, że „jakoś to będzie”, a że jakoś nie zamieniło się w jakość, tylko w bylejakość i lądowaniem na drzewie, rozpoczęło się zwalanie winy na Tuska i poprzedników. Za Tuska robi tym razem młody kierowca, który jednak nie chce wziąć na klatę bylecjactwa PiS. Nie dziwię mu się, bo on dopiero zaczyna życie.

Ostatnio polityka władz PiS toczy się od wypadku do wypadku. Zastanawiam się, czy nie wybrać się do bookmachera i postawić na kolejny wypadek drogowy jakiegoś ministra.

Wypadek miłosny (tytuł za Tadeuszem Konwickim), zatem nie drogowy, ma wicepremier Mateusz Morawiecki. Jak zorientowani wiedzą, wicepremier zakochał się w budżecie. W takich niebieskich migdałach lata mu uczucie. A jego miłość jest zależna od PKB, im wzrost tego jest wyższy, to wybranka kraśnieje i nabiera tuszy. Komisja Europejska właśnie ogłosiła obniżenie prognoz wzrostu PKB na 2017 roku. Tnie z przewidywanych 3,4 proc. wzrostu na 3,2. Niby nie dużo, ale w przeliczeniu na gotówkę idzie to w setki milionów złotych.

Morawiecki też jest po wypadku, acz wypadku miłosnym. I co obiekt własnych westchnień mówi na temat prognoz Komisji Europejskiej? Odzywa się językiem PiS. Ministerstwo Finansów ogłasza, że zapoznało się z prognozami i powołuje się na inną rubrykę z danymi, mianowicie: „Polska będzie wśród sześciu najszybciej rozwijających się krajów członkowskich UE”.

Warto Morawieckiemu przypomnieć, że za Tuska Polska była najszybciej rozwijającym się krajem UE, była numerem 1. I jeszcze jedna okoliczność, której nie uwzględnia pisowska logika, bo jest alogiczna, iż wzrost 1 proc. PKB Niemiec jest dużo większe niż 1 proc. PKB Polski.

Ciekawe zjawisko intelektualne przedstawia jeszcze jeden kandydat, o którym pomyślę u bookmachera. Mianowicie Mariusz Błaszczak, ten ze wszystkim ma kolizję, bądź wypadek. Taki jego urok. Dlaczego nie udał się do Oświęcimia na miejsce wypadku premier Szydło, a tylko w modlitewnym zapale do Jarosława Kaczyńskiego deptał miesięcznie po Krakowskim Przedmieściu? Bo tutaj też było zagrożenie ze strony Obwateli RP. Czyżby Obywatele to drzewa, o które rozbija się umysłowość Błaszczaka. Coś mi wygląda, że rośnie las i to ten złowieszczy las Birnam.

Błaszczak za to ma pretensje do posła opozycji Borysa Budki z Platformy Obywatelskiej, iż pojechał do Oświęcimia: „Mógł to samo powiedzieć w Warszawie”. Ależ ministrze Błaszczak! Budka póki co nie chodzi w procesjach miesięcznicy po Krakowskim Przedmieściu, miał więc czas, aby w Oświęcimiu przekonać się, iż doszło do słynnego pisowskiego tupolewizmu, wykręcania prawdy i wrobianiu młodego kierowcy.

Błaszczak to nieustający temat na opowieść groteskową. Można o nim pisać i pisać, a temat się nie wyczerpie. Nie zawodzi w dostarczaniu tematów i powodu do śmiechu. Opozycja domaga się jego dymisji, a Błaszczak rzecze: „że nie jest przypisany do swego stanowiska”. I mam problem u bookmachera – do jakiego stanowiska jest przywiązany? O stanowisku ministerialnym nie on decyduje, ale prezes, zaś o stanowisku „ucha prezesa” decyduje głowa prezesa. Jest częścią aparycji prezesa Kaczyńskiego.

Ten ostani był rzec: „Premier Szydło została poważnie poszkodowana”. Oczywiście, została poszkodowana przez siebie, bo jakość BOR zależy od niej, gdyż te służby też dotknęły „dobre zmiany”. Do tego stopnia, że mogę sobie latać ciągle do bookmachera i stawiać, który z pisowskich polityków będzie miał wypadek. Ode mnie: „premier Szydło została uszkodzona” – i to dawno przed „dobrą zmianą”.

Pointę tym razem zaczerpnę z Jacka Żakowskiego, który wyrasta na Mickiewicza rymu częstochowskiego, a może nawet Mrożka:

„Pędzą przez Polskę karawany. Bo spieszno im do „dobrej zmiany”. Tu kogoś stukną, tam kogoś pukną. A wszędzie wzniosłą przemowę utną. Marsowy uśmiech nie znika im z twarzy. Bez względu na to, co się wydarzy. Wciąż wszystko wiedzą, wszystko potrafią. I wciąż coś psują, lecz się nie trapią. Bo dobrą znają prezesa radę. Gdy nie dasz rady, zwal to na zdradę”.

c4eaxrowmampiqf

Uprzejmie donoszę p. Błaszczak.

c4aylfrwcam4dxw

KACZYŃSKI NAWET NA CHWILĘ NIE PRZERWAŁ SZOPKI. RZĄD POKORNIE WYKONYWAŁ POLECENIA POSŁA JK. PREMIER BYŁA ZOSTAWIONA SAMA SOBIE…

c4e4kcmwyaa5rg6

>>>