Posts Tagged ‘MON’

CZY MOŻECIE TO SKOMENTOWAĆ??? CENZURALNYCH SŁÓW NAM ZABRAKŁO…

48 bln zł z reparacji od Niemiec i Rosji powinny zasilić Fundację Rydzyka – tak zdecydowały w sieci pisowskie trolle

Publicysta „Wyborczej” Wojciech Maziarski pisze na portalu Koduj24 o wojnie PiS z Unią Europejską.

Twierdza PiS przygotowuje się na europejskie oblężenie

Słowa Emmanuela Macrona sygnalizują, co czeka Kaczyńskiego.

Emmanuel Macron powiedział parę banalnych oczywistości i wywołał tym furię PiS-owskich władz. Stwierdził, że Unia Europejska jest wspólnotą wartości, a Polska pod rządami Kaczyńskiego sama wypycha się na margines tej wspólnoty i traci wpływ na bieg spraw europejskich.

Trudno polemizować z tym opisem faktów, a jednak różni tytani intelektu z obozu rządzącego natychmiast podnieśli krzyk, dając odpór „francuskiemu agresorowi”. – Możemy ogłosić konsumencki bojkot francuskich towarów – zagroził nawet poseł Arkadiusz Mularczyk, niewątpliwie wywołując panikę wśród producentów win, serów, perfum i samochodów marki Renault.

Natomiast pani premier pouczyła prezydenta Francuzów, by lepiej zajął się swoim krajem, który rządzonej przez PiS Polsce do pięt nie dorasta. – „Być może jego aroganckie wypowiedzi wynikają z braku doświadczenia i obycia politycznego, co ze zrozumieniem odnotowuję, ale oczekuję, iż szybko nadrobi te braki i będzie w przyszłości bardziej powściągliwy” – powiedziała Beata Szydło, połyskując wytworną broszką. To jej wystąpienie należy chyba uznać za kontynuację dziejowej misji cywilizowania dzikusów znad Loary. PiS najpierw nauczył ich jeść widelcami, a teraz pomaga im nabrać obycia politycznego.

W najbliższych miesiącach ekipa Kaczyńskiego będzie mieć jeszcze wiele okazji, by w podobny sposób wychowywać i pouczać partnerów Polski. Wydaje się bowiem, że wyczerpuje się kredyt zaufania udzielony Warszawie przez stolice Zachodu. Wypowiedź Macrona i demonstracyjne pominięcie Polski w czasie jego podróży po Europie Wschodniej pokazują, czego PiS może się spodziewać – czeka go europejski ostracyzm, zmasowana krytyka oraz polityka formalnych i nieformalnych kar.

Polskie władze liczyły zapewne, że uda się im powtórzyć drogę Viktora Orbána, który rządząc już drugą kadencję przez wiele lat unikał negatywnych konsekwencji i nie spotykał się z ostrą reakcją Europy. Jednak strategia przyjęta przez premiera Węgier różni się zasadniczo od tego, co prezentuje Kaczyński – radykalny i demagogiczny w polityce krajowej, Orbán w kontaktach z Brukselą udaje człowieka kompromisu i umiaru. Pozornie respektuje postanowienia instytucji europejskich, zawiesza funkcjonowanie przepisów zakwestionowanych przez europejski Trybunał Sprawiedliwości i nowelizuje je, by pokazać, że pozostaje w zgodzie z procedurami i zasadami przyjętymi w świecie cywilizowanym. Te nowelizacje w większości wypadków niewiele zmieniają, ale pozory zostają zachowane.

W przeciwieństwie do tego ekipa Kaczyńskiego dokłada starań, by zaprezentować się jako bolszewicka hałastra, która zbrojnie opanowała Pałac Zimowy i ma gdzieś zasady obowiązujące na salonach Europy. Ostentacyjne lekceważenie pouczeń Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego czy ignorowanie orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej dobrze ilustrują różnice w postawach władz w Warszawie i Budapeszcie.

Możemy się więc spodziewać, że zagraniczna presja na rząd PiS-u będzie w nadchodzących miesiącach rosła. Ani Unia Europejska, ani nawet tacy partnerzy jak rządzone przez Donalda Trumpa Stany Zjednoczone nie będą chciały ani mogły sobie pozwolić na to, by tolerować szaleństwa Kaczyńskiego. Zapowiadany zamach na własność zagranicznych koncernów medialnych w Polsce okaże się zapewne tą kroplą, która przepełni czarę.

Tocząc polityczną wojnę przeciw Zachodowi i stając w obliczu restrykcji, PiS będzie starał się wmówić obywatelom, że Polska pada ofiarą agresji, przed którą cały naród musi się solidarnie bronić, wspierając swoje władze. Bo załoga oblężonej twierdzy musi trzymać się razem.

Dlatego tak ważne jest, by uodpornić się na tę demagogię. Już dziś powiedzmy sobie jasno: jesteśmy wdzięczni naszym unijnym partnerom, że potępiając i karząc rząd PiS-u, występują w obronie polskiej demokracji, wolności i naszych praw obywatelskich. Emmanuel Macron, krytykując politykę Warszawy, stoi w tym samym miejscu, w którym władze Francji stały w 1981 r., gdy potępiały wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Natomiast Kaczyński stoi dokładnie tam, gdzie wówczas stali Jaruzelski i Breżniew.

PADLIŚMY :)))))

Szydły szydełkują – PiS ich mać.

PiS rozpoczyna demontaż Konstytucji

Piątkowa konferencja, organizowana przez Komisję Krajową NSZZ „Solidarność”, która odbyła się w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, w zamyśle rządzących zainaugurowała debatę dotyczącą zmian w konstytucji. Uczestnicy obradowali pod hasłem-pytaniem „Konstytucja dla obywateli, nie dla elit?”. Wzięli w niej udział przedstawiciele (jakby nie patrzeć) elit władzy: prezydent Andrzej Duda, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, szef „Solidarności” Piotr Duda, jej były przewodniczący Marian Krzaklewski oraz wiceszef Kancelarii Prezydenta, pełnomocnik prezydenta ds. referendum Paweł Mucha.

Nawet prezydenta Dudę zdziwiła kuriozalna teza, zawarta w tytule konferencji. Bo skoro „elity” wywodzą się spośród obywateli – jak przytomnie zauważyła na swoim blogu Ewa Siedlecka z „Polityki” – to logicznie z takiego zdania wynika, że „jak ktoś już stanie się „elitą”, to przestaje być obywatelem”. Dlatego prezydent zaproponował przeformułowanie hasła na „Konstytucja nie tylko dla elit”. Trochę mniej niezgrabne, ale nadal – jak łatwo zauważyć – mocno populistyczne. I taki sam charakter miała konferencja. Tymczasem – dodajmy – za rok miałoby się odbyć „referendum konsultacyjne”, w którym obywatele odpowiedzą na pytania, co chcieliby mieć w konstytucji.

Prezydent Duda głównie pytał. „Czy powinniśmy w konstytucji zabezpieczyć świadczenia 500+, ilu powinno być posłów, ilu senatorów, czy edukacja powinna być bezpłatna i gwarantowana przez państwo? Jak powinno wyglądać finansowanie podstawowej opieki zdrowotnej?” To jedne z wielu kwestii, które trzeba podjąć” – mówił. Ale kolejni oficjele – związkowiec Duda, senator Karczewski, inni – już tylko stawiali przyszłej konstytucji wymagania. Że trzeba wpisać do niej 500 +, gwarancję wieku emerytalnego, takiego jak obowiązuje dziś; a nawet… zagwarantować w Senacie miejsca dla Polonii. Zabrakło wizji. Jak pisze Siedlecka: „Można było się np. spodziewać, że [nowa konstytucja – dop. MPM] zostanie oparta na „społecznej nauce Kościoła” – ale nie”.

Ale najciekawsze dopiero przed nami. Otóż uczestnicy konferencji, krytykując obecną konstytucję, odwoływali się do lepszego, ich zdaniem, przykładu. Mianowicie – obywatelskiego projektu konstytucji przygotowanego przez „S” i ugrupowania prawicowe w 1994 r. Tyle, że z zestawienia poczynionego przez Ewę Siedlecką widać, że obie konstytucje zawierają w większości te same prawa i wolności i praktycznie niemal się nie różnią! Np. wolność sumienia i wyznania, i pozycja kościołów i związków wyznaniowych są uregulowane bardzo podobnie jak dzisiaj, podobnie – prawa pracownicze.

A co szczególnie ciekawe, solidarnościowy projekt z 1994 jest znacznie od naszej konstytucji… uboższy. Przykłady? Nie ma w nim równości kobiet i mężczyzn, nawet nie zaczyna się, a jedynie kończy odwołaniem do Boga (!) i „prawa naturalnego”, które ma być wzorem dla prawa stanowionego. Mniej jest w nim o ochronie rodziny, w ogóle nie zawiera zastrzeżenia, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny – wylicza Ewa Siedlecka. Nie ma prawa do mieszkania ani obowiązku ustawowego określenia płacy minimalnej. Nie ma nawet tego co w dzisiejszej konstytucji: równości w dostępie do publicznej służby zdrowia, czytamy na jej blogu. Owszem – jest w projekcie z 1994 r. to, że państwo ma „zapewniać ochronę trwałości stosunków pracy”. „Ale to i inne gwarancje socjalne – tak jak w obecnej konstytucji – ma być realizowane przez prowadzenie przez państwo odpowiedniej „polityki”. A więc nie są to prawa „twarde”, których można dochodzić przed sądem” – pisze Siedlecka.

Za to Piotr Duda pokazał, że nie przeczytał obecnej konstytucji. Dlaczego? W swoim ostrym wystąpieniu mówił, że konstytucja powinna być uspołeczniona, dlatego ważne są referenda. Tyle że„projekt „S” z 1994 r. wcale nie gwarantuje, że referenda byłyby dla władzy bezwzględnie wiążące. Nie ma też gwarancji, że władza nie mogłaby odrzucać obywatelskiego wniosku o przeprowadzenie referendum. We wszystkim konstytucja „S” odsyła do ustawy, nie stawiając tej ustawie żadnych ograniczeń. Tymczasem za to przewodniczący Duda krytykował obecną konstytucję (która, notabene, rzadziej odsyła do ustaw)” – wylicza dziennikarka „Polityki”. Poza tym związkowiec Duda grzmiał już na inne tematy: że część postanowień konstytucji, gwarantująca „społeczną gospodarkę rynkową” – nie jest wykonywana wcale lub nienależycie. Czy to jednak jest powód, aby ją zmieniać?

Być może chodzi tak naprawdę o jeden zapis w projekcie z 1994 r. Jak sugeruje Siedlecka, szczególnie dla PiS atrakcyjny. Jaki? Za to zapisano w projekcie „Solidarności: „Zostanie przeprowadzona weryfikacja wszystkich sędziów pod względem przestrzegania przez nich zasady niezawisłości sędziów. Szczegóły określi ustawa”. Taka weryfikacja pod dyktando prezesa Jarosława Kaczyńskiego byłaby spełnieniem marzeń wielu zwolenników obalenia trójpodziału władzy, czyż nie?

Wspomniana piątkowa konferencja jedynie potwierdza, że debata nad nową konstytucją to pretekst. Tworzenie alibi, że „oto suweren domaga się zmiany konstytucji”. Po co? „Zmiana konstytucji jest potrzebna nie społeczeństwu, nie Polsce, ale PiS: żeby znieść ostatnią przeszkodę na drodze do władzy totalnej: trójpodział władzy” – kwituje Ewa Siedlecka.

wersja wyjazdowa 😂

Waldemar Mystkowski pisze o MON.

MON jako ministerstwo głupich kroków Monty Pythona

Ministerstwo Obrony Narodowej to wbrew pozorom nie ministerstwo głupich kroków. Ale takim się wydaje. Antoni Macierewicz zaś nie jest zarządzającym grupą wybitnych aktorów Monty Pythona, acz chyba takim chciałby być, bo jak nazwać dążenie do wybitnej śmieszności, gdy swego czasu minister na sejmowej komisji wojskowej był łaskaw powiedzieć o swoim Misiu (Misiewiczu) do opozycji, iż przewyższa ich inteligencją. Niech Misiewiczowi inteligencja lekką będzie i jak najszybciej zrobi jakiś papier naukowy w szkole Rydzyka.

Monty Python obnaża wszelkie ludzkie mity, przywary, a resort kierowany przez Macierewicza też obnaża, ale indolencję własną i PiS. Monty Python był i jest w brytyjskim show biznesie jednym z najbardziej dochodowych przedsięwzięć, MON ma miliardowy budżet i go trwoni. Gdyby Piotr Gliński miał na względzie rozwój polskiej kultury, to mógłby zamówić dzieło Monty Pythona o MON Macierewicza. Byłaby to upragniona hollywoodzka produkcja, o której marzy prezes. Trzeba trochę odwagi, ministrze, arcydzieła leżą na pisowskim bruku, wystarczy po nie sięgnąć.

Jeszcze nie zszedł nam śmiech z twarzy po przedwczorajszym blamażu Autosanu, którego szefowie nie zdążyli przezornie (spóźnienie 20 minut) na przetarg autobusów dla wojska, bo takich autobusów wysokopodłogowych firma nie produkuje, a już mamy nowy wyczyn Monty Pythonowski – i to z kategorii superprodukcji.

Polska Grupa Zbrojeniowa kontrolowana przez MON kupuje będąca w upadku Stocznię Marynarki Wojennej w Gdyni za 224 mln zł, której wartość rynkowa wynosi 5,7 mln zł – na tyle syndyk wycenił urządzenia, które dałoby się złomować.

Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem, mogę zdefiniować potrzebę Monty Pythona – obnażać głupotę ludzka powszednią i na obnażaniu głupoty jeszcze zarobić. Ale ministerstwo, które samo w sobie jest nagie, obnażone i domaga się na swoją indolencję – jak w tym wypadku – setek milionów złotych, a gdy już kupi tę stocznię potrzebne będą dziesiątki miliardów. Tak jest! – miliardów.

Wszak słyszeliśmy, że siedziba stoczni ma być przeniesiona do Radomia – zdaje się, że tego Monty Python by nie wymyślił, a gdyby wymyślił to orzeklibyśmy, że jest to dowcip zbyt wydumany – a ponadto jeden z zastępców Macierewicza (wiceMonty Python Bartosz Kownacki) zapowiedział, że stocznia dostanie od rządu kontrakt na produkcję okrętów podwodnych. Kontrakt ten ma opiewać na 10 mld zł z budżetu państwa.

Ministrze Gliński, tematów na produkcję hollywoodzką jest ci u nas dostatek. O MON jako ministerstwie głupich kroków to mógłby być pierwszy film. Prezes dostałby takiego bólu przepony, że do głowy nie przychodziłoby mu niszczenie demokracji w kraju – a gdy MON utopi 10 mld zł w łodziach podwodnych, od razu pojawia się temat na „Różową Panterę 2” (czy kolejny sequel), toż Mariusz Kamiński (ten od służb specjalnych) to urodzony inspektor Clouseau.

Prezes zamiast marzeń podczas oglądania walki byków, aby zostać toreadorem Manuelem, mógłby się czuć królewską postacią z pałacu Buckingham, ponoć tam za Monty Pythonem przepadają. Jarosław I – następca tronu.

R. Czarnecki i jego koledzy mają sporo na sumieniu jeśli chodzi o donoszenie na Polskę

Przy takiej stracie trudno opanować emocje. Świat satyry stracił człowieka, którego nie da się zastąpić. Żegnaj mistrzu…

>>>

BRAWO WOLNY KONSTANCIN. NIEWAŻNIE, ŻE ZABRAKŁO 100 GŁOSÓW, ABY UZNAĆ OFICJALNIE WYNIKI. WAŻNE, ŻE WIEMY CO WYBRALIŚCIE. I ŻE PiS TEŻ TO WIE.

MON zbiera dane o obcokrajowcach w Polsce. „W związku z zagrożeniem terrorystycznym”

Wojewoda zachodniopomorski na polecenie Ministerstwa Obrony Narodowej zbiera informacje o osobach innej narodowości, w tym z polskim obywatelstwem. Jak tłumaczy MON, ma to zapewnić bezpieczeństwo obywatelom.

Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast w województwie zachodniopomorskim muszą przekazać wojewodzie dane o mieszkających na ich terenach osobach innej narodowości, także tych, którzy mają polskie obywatelstwo – informują „Fakty” TVN.

Wojewoda zachodniopomorski otrzymał takie polecenie z ministerstwa obrony narodowej. – Czymś naturalnym jest, że państwo powinno posiadać informacje na temat cudzoziemców przebywających na terenie Rzeczpospolitej. Czymś naturalnym jest, że biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację w Unii Europejskiej, sytuację związaną również z zagrożeniem terrorystycznym, takie dane muszą być dostępne dla urzędów wojewódzkich i administracji państwowej – mówił dziś w „Jeden na jeden” w TVN24 wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk.

MON o poprawności politycznej 

– Nie możemy zapominać o tym, że sprawcy zamachów w ostatnich latach, były to osoby, które przyjechały tutaj w ramach nielegalnej migracji albo te, które w kolejnym pokoleniu w Europie mieszkały. Niemówienie o tym jest złą poprawnością polityczną. Państwo musi zbierać pewne informacje, po to, żeby zapewnić bezpieczeństwo obywatelom – dodaje minister.

Opozycja jest jednak innego zdania. „Sprawdzanie w ten sposób obywateli polskich to skandal” – skomentował na Twitterze były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Były szef MON podkreślił również, że spisy powszechne, na które powołuje się resort, są anonimowe.

Posłowie PiS tłumnie stawili się w Strachocinie. TRUDNO UWIERZYĆ, ŻE TO SIĘ DZIEJE W 21 WIEKU, W EUROPIE, W POLSCE

„Parodia polskiego mesjanizmu” – były polityk PiS o antyunijnej grze rządu Szydło

Wg Pawła Kowala, za emocjonalnym wystąpieniem Beaty Szydło w Sejmie stoi wyłącznie polityka wewnętrzna. Zdaniem b. wiceszefa MSZ, premier wyzywała, by „Europa wstała z kolan”, bo PiS chce zniechęcić Polaków do UE.

Paweł Kowal przyznał w TOK FM, że głośne wystąpienie Beaty Szydło było dla niego „parodią polskiego mesjanizmu”.

Szefowa rządu w środę grzmiała w sejmowej mównicy, by Europa powstała z kolan, obudziła się z letargu. Bo inaczej, „będzie opłakiwać swoje dzieci”.

Według Kowala, przemówienie Beaty Szydło nie zrobiło w Europie wielkiego wrażeniami na nikim, spoza kręgu zdeklarowanych eurosceptyków. I nie było dedykowane Europie, tylko Polsce.

Niebezpieczna gra

Jak tłumaczył były wiceminister spraw zagranicznych w „Poranku Radia TOK FM”, rząd PiS zdecydował się na podgrzanie emocji wokół sprawy uchodźców wyłącznie do celów polityki wewnętrznych.

– Moim zdaniem, chodzi o to, by schłodzić proeuropejskie nastroje. Bo jak słychać z kręgów liderów prawicowych, cały problem z nawigowaniem polityką wewnętrzną polega na tym, że Polacy nadmiernie są za Unią Europejską. I jeśli Polacy byliby mniej prounijny, to byłoby trochę lepiej dla rządu.

Kowal nie pochwala rządowej taktyki. – To gra niebezpieczna, bo to kwestia bezpieczeństwa.  Ta taktyka nie bezie skuteczna, bo Polacy są bardzo „za” Unią Europejską, nie dadzą sobie tego odebrać – uważa były wiceszef MSZ Paweł Kowal.

Poziom buty świadczy o tym, że się niczego nie obawiają. Są przyłapywani na kłamstwie, a ich wyborcy klaszczą…

Waldemar Mystkowski pisze o Macierewiczu, Karczewskim i Dudzie.

O trzech takich, którym ukradziono rozum

W PIS panuje norma, iż narusza się prawo i kompetencje. Zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Gdyby tak się działo za poprzedników, szum byłby taki, iż kilka głów ministerialnych musiałoby zostać zdekapitowanych, aby spełnił się rytuał prawa antropologicznego – kozła ofiarnego. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, niestety przyzwyczailiśmy się do chaosu, bylejactwa i zawłaszczania przez polityków PiS.

Co ma MON do spisu narodowościowego? Długo można zachodzić w głowę, ale zapewniam, że nie znajdzie się w niej żadnego uzasadnienia. No, ale nie mamy głowy Antoniego Macierewicza, który spis narodowościowy pilotażowo zlecił przeprowadzić w województwie zachodniopomorskim. Dlaczego tam? A nie np. na Śląsku? Spis narodowościowy jest przeprowadzany podczas spisu powszechnego – i jest anonimowy. Macierewicz zlecił wojewodzie w Szczecinie zrobić go imiennie.

Macierewicz szuka cudzoziemców, którzy mogliby być terrorystami. Takich nie ma w Polsce, ale PiS to partia, która będzie tak długo szukała igły w stogu siana, aż znajdzie. A następnie padnie podejrzenie jakiegoś wszechpolaka czy też ONR-owca z Obrony Terytorialnej Kraju, aby można było wrzucić cudzoziemca na dołki, a nuż któryś w areszcie wydobywczym przyzna się do myśli terrorystycznych, a jak nie – to pozostaje argument paralizatora. W tym PiS jest skuteczne. Wszak tak było z Kurdem Ameer’em Alkhawlanym, doktorantem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zaliczył 6 miesięcy aresztu, po czym został wydalony. Gdy spis narodowościowy trafi na Górny Śląsk, wielu deklarującym narodowość śląską mogą być przypisane skłonności terrorystyczne.

Macierewicz wysłał swojego zastępcę Michała Dworczyka, aby w mediach – w tym wypadku w TVN24 – bredził o prawie dotyczącym spisu narodowościowego. Dworczyk to kolejny Misiewicz, który – określenie ściągnięte z Jacka Żakowskiego – nawet nie ma kompetencji intelektualnych do prowadzenia roweru.

Za to bez ogródek marszałek Senatu Stanisław Karczewski powiedział, że nie podałby się do dymisji, gdyby znalazł się na miejscu wiceministra spraw wewnętrznych odpowiedzialnego za policję Jarosława Zielińskiego: – „Jest obowiązkiem ministra Zielińskiego wyjaśnienie dogłębne tej sprawy”. „Tej sprawy” – torturowania i zabicia Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu. Przez rok nie wyjaśnił, osłaniając policjantów awansami, a teraz będzie „dogłębnie” chachmęcił? Robił to do tej pory, a zdymisjonowany nie miałby wpływu na chachmęcenie. O Karczewskim  pisałem niejednokrotnie, że jest słaby umysłowo, a w tym wypadku także moralnie, zasługuje na miano przy nazwisku Chachmęt Karczewski.

W poniedziałek odezwał się Andrzej Duda. Nie każdy może wiedzieć, kto to jest, więc wyjaśniam: Adrian z „Ucha prezesa”, a także wesołek, z którym nie chcą rozmawiać zachodni politycy, za co Adrian podczas fotografowania nad ich głowami jak Jaś Fasola dowartościowuje się podniesionymi kciukami. Otóż Adrian spotkał się z wybranymi samorządowcami – oczywiście pisowskimi – i zapewnił: – „Sprzeciwiłem się planom wprowadzenia ograniczenia kadencji de facto wstecz”. Piękny język, prawda? „Kadencja wstecz” – to taka, iż ktoś zostaje wybrany w 2015 roku i pełni „kadencję” od 2014 do 2010 roku. Tak wynika z retoryki Adriana. Oczywiście, należy się domyślić, że chodzi o te niekonstytucyjne pomysły prezesa Kaczyńskiego, aby kadencje wstecz zaliczały się do kadencji wprzód.

Nasz Adrian nie zająknął się jednak, że ten pomysł „wstecz” jest bezprawny i niekonstytucyjny. Nie zająknął się, bo tyle razy złamał Konstytucję, iż znowu zareagowałby przy słowie „Konstytucja” podniesieniem kciuków. Podejrzewam, że u niego zachodzi syndrom psa Pawłowa: na głupią sytuację własną, na przyłapaniu na antyszambrowaniu, dostaje wzwodu kciuków.

Tak zaczyna tydzień PiS. Nic nowego, my jednak musimy się dziwić, zachować w sobie normalność, wrażliwość, gdy mamy do czynienia z wyżej wymienionymi osobnikami o stępiałej wrażliwości i rozumu.

A DLA KOGO PRACUJE ANTONI? JEST WIELE DOMYSŁÓW, TEORII I PODEJRZEŃ.

>>>

DO ZOBACZENIA NA MARSZU WOLNOŚCI Warszawa, Pl. Bankowy 13.00

SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY SIĘ WYBIERAJĄ 🙂

Monika Olejnik zastanawia się w „Wyborczej”, na czym gra Duda. Może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Andrzej Duda 25 maja 2015 r. mówił o sobie, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. I że zrobi wszystko, żeby nie było podziałów. A potem? Jest, jak jest. Wśród antyrządowych manifestantów widział tych, którzy walczą o swoje przywileje, i tych, których hasłem ma być „Ojczyznę dojną racz nam zwrócić, Panie”. Wtedy prezydent przeprosił, potem już nigdy. Stwierdził też, że nie pomoże „jazgot” ani żadne demonstracje, będziemy realizować program PiS-u z żelazną konsekwencją. I tak się dzieje. A w czasie kampanii wyborczej mówił, że prezydent nie może być notariuszem, a czy nim został, wszyscy widzą.

Kiedy bezradnie walczy z Antonim Macierewiczem, nawet ci, którzy na niego nie głosowali, są oburzeni zachowaniem ministra i tych z PiS-u, którzy kpią z listów prezydenta do ministra. Polska była też świadkiem spektakularnego spotkania Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim na Nowogrodzkiej.

Można odnieść wrażenie, że Andrzej Duda nie potrafi się wybić na niezależność i może stąd jego gromkie słowa 3 maja: że chce, żeby w 2018 r. przeprowadzić referendum w sprawie zmiany konstytucji. Ale jakie referendum? Czy Polacy mają odpowiedzieć, czy chcą, czy nie chcą zmian w konstytucji? Czy pan prezydent powiedział nam, jakiego chce ustroju? Czy uzgodnił to z prezesem Kaczyńskim?

Już widać nerwowość w szeregach PiS-u. Niektórzy mówią, że pierwszy raz o tym słyszą, a inni, że to nie jest jego pomysł, bo przecież prezes chce zmiany konstytucji. Żeby to zrobić, trzeba mieć większość dwóch trzecich w parlamencie, a tego PiS nie ma. Więc może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Pan prezydent w wywiadzie dla TVP powiedział, że obrońcy konstytucji to jej autorzy: bronią jej prawnicy, bo „była tworzona przez prawników, a w Trybunale Konstytucyjnym orzekali prawnicy”. Trudno, żeby o konstytucji decydowali cukiernicy, choć zapewne brali udział w referendum w 1997 r., kiedy 53,36 proc. uprawnionych zdecydowało o tym, że chce takiej konstytucji.

Ostatnio pan prezydent zaskakuje twardością. W TVP Historia oznajmił nagle: „Miejmy świadomość, że dzieci i wnuki zdrajców RP, którzy tutaj walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w mediach i w biznesie”. A gdzie był Andrzej Duda, kiedy wiceministrem sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był Andrzej Kryże, który w 1980 r. skazał na areszt Wojciecha Ziembińskiego, Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Czumę za organizowanie obchodów Święta Niepodległości? Czy Andrzejowi Dudzie nie przeszkadza to, że konstytucją poniewiera pan Piotrowicz? Może nie warto szukać wnuków, prawnuków, tylko spojrzeć na byłych pezetpeerowców, którzy tak łatwo przylgnęli do partii rządzącej?

Jak można rozliczać dzieci za dziadów, pradziadów? Jak pan prezydent to chce sprawdzić? I czy zna nazwiska tych, którzy zasiadają w biznesie dzięki swoim pradziadom, którzy zabijali? Bo tak powiedział w innym wywiadzie: „No przecież byli tacy, co mordowali”.

Przed 1989 r. ludzie żyli, pracowali, byli tacy, którzy siedzieli w więzieniach, byli w opozycji, a byli też lekarze, którym teraz będzie się zabierało emerytury, bo pracowali w MSW. Byli milicjanci, którzy ścigali gwałcicieli, morderców, złodziei – im też się będzie zabierało emerytury. Czy to jest zgodne z konstytucją?

W KWESTII ZDRAJCÓW, PRZYPOMINAMY PREZYDENTOWI SŁOWA ZIOBRO. NIGDY ICH NIE COFNĄŁ. A PAD NIGDY TEGO NIE SPROSTOWAŁ.

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku i jego zastępcy.

Minister Mariusz Błaszczak jest taki, jakim go widać. Choć poprzednie zdanie należy obwarować spostrzeżeniem Marka Migalskiego (swego czasu kolegi partyjnego), że go jednak nie widać. Spotkanie z Błaszczakiem grozi kolizją, bo nie wiesz, kiedy się o niego potkniesz.

Jest nijaki, niewidzialny. Są tacy ludzie. Wówczas zalecam im, aby zawsze mieli ze sobą gwizdek. Widzą zbliżającego się innego osobnika i nie chcą zrobić mu krzywdy, niech informują o swojej bytności sygnałem dźwiękowym. To wszak powszechne rozwiązanie w komunikacji.

Niewidzialność Błaszczaka ponadto postrzegam ciut inaczej niż Migalski. Błaszczak lubi odezwać się o multi-kulti (czyt. o uchodźcach). Przychodzi Błaszczak do mediów ze swoim tabletem i czyta to, co spreparowano na Nowogrodzkiej: „Uchodźcy są zagrożeniem, nie ma ich w Polsce, więc nasz kraj jest bezpieczny”. Tak Błaszczak rozwiązuje nasze bezpieczeństwo. Poprzez braki, w Polsce poprzez brak uchodźców. Czego więc brak Błaszczakowi? Osobowości, której bogactwo odróżnia nas od wszelkich Błaszczaków.

Błaszczak walczy z multi-kulti na zewnątrz, ale multi-kulti propaguje w policji, w której działa jeden związek zawodowy NSZZ Policjantów. Nawet jest to zapisane w ustawie o policji. Ale minister Błaszczak chce związkowego multi-kulti w policji. A to dlatego, że  NSZZ Policjantów kilka razy postawiło się Błaszczakowi. Między innymi oczekiwało większej ochrony prawnej przy pacyfikowaniu kiboli, a Błaszczak wg ideologii PiS tych ostatnich chroni jako element patriotyczny.

Policyjni związkowcy protestowali, gdy wykorzystywano ich przy rozbijaniu demonstracji przed Sejmem podczas grudniowej blokady mównicy sejmowej przez posłów opozycji. A najbardziej boli związkowców, iż chce się im obniżyć emerytury. Szczególnie tym najdłużej pracującym, którzy pracowali w PRL-u, choćby jeden dzień.

Błaszczak wpadł na pomysł, aby wprowadzić multi-kulti związkowe i zamierza wprowadzić przepisy w porozumieniu z NSZZ Solidarność. W policji powinno działać więcej związków zawodowych, w tym „Solidarność” mogli bezkrytycznie pałować społeczeństwo obywatelskie i mogło omijać szerokim łukiem kiboli-patriotów. Związkowcy z NSZZ Policjantów nie zgadzają się na takie upolitycznienie policji.

Do ciekawego zdarzenia doszło w mieście Łomży z zastępcą Błaszczaka, wiceministrem Jarosławem Zielińskim. Błaszczak powinien gwizdać, jak się zbliża, a Zieliński to Błaszczak podniesiony do potęgi Błaszczaka. Jest taki niewidzialny, iż swego czasu zarządził, aby policjanci w ramach obowiązków cięli konfetti.

Zbliża się Zieliński, z niebios lecą kolorowe płatki papieru. Acz słysząc i widząc Zielińskiego nie dziwię się, musi zaznaczać jakoś swoją obecność. We wspomnianej Łomży tym razem nie sypano na Zielińskiego konfetti, bo media strasznie skrytykowały ten rytuał, na rynku głównym tego miasta wykopano maszt z flagą Unii Europejskiej. Dlaczego? Bo takiego Zielińskiego nie widać w otoczeniu cywilizacyjnym, kimś staje się na gumnie, na zapiecku.

Błaszczak ma miejsce w historii kabaretu (patrz: Mariusz w „Uchu prezesa”), Zieliński do pozycji swego pryncypała dopiero się dokopuje poprzez wykopywanie masztów z flagami UE.

To przypominałoby sytuację Republiki Weimarskiej, kiedy z kwitnącej demokracji stworzono legalnie system autorytarny

Kleofas Wieniawa pisze o nowym rzeczniku Dudy i jak Platforma dobiera się do czterech liter Macierewicza.

Odejście Marka Magierowskiego można interpretować etapem „referendalnym” w obozie Andrzeja Dudy, który to obóz został zepchnięty do głębokiej defensywy.

Czy wreszcie Duda wejdzie wraz z Adrianem (z „Ucha…”) do pokoju prezesa, aby się wyartykułować? PiS przestraszył się sondaży, a będzie coraz gorzej. Prezes może dopuścić Dudę do głosu. Acz zalecam prezydentowi szykowanie się do Trybunału Stanu i wzbogacanie retoryki, bo ma ją ubogą, a która może mu się bardzo przydać na ławie oskarżonego.

Co może zmienić w otoczeniu prezydenta nowy rzecznik Krzysztof Łapiński, który zdobywał względną sympatię i był na najlepszej drodze, aby pójść w ślady Kazimierza Ujazdowskiego.

To zresztą może być powód tej nominacji, aby zatkać Łapińskiego, aby nie poszło kilku innych za nim w smugę Ujazdowskiego. Kilka szabel mniej czyni Kaczyńskiego zakładnikiem Kukiza.

Nie wierzę, aby Duda zdobył się na samodzielność, bo nie ma jej wpisanej w swoją osobowość, ani w możliwości intelektualne, ale może być celem kilku polityków z otoczenia prezydenta.

Zdecydowanie ważniejsze zdarzenia niż rzecznik prezydenta to audyt Platformy Obywatelskiej w MON, audyt, który można nazwać „śladami Berczyńskiego i podobnych Misiewiczów”, którzy uwalili przetarg na caracale.

Macierewicz z pewnością zatarł wszelkie ślady, ale nie zatrze braków w dokumentacji, które będą wskazywały dokonane bezprawie. Minister jest cwany, ale nie aż tak, aby posadzać go o jakiś geniusz. Wszelka amoralność – a to jedna z cech Macierewicza – zostawia linie papilarne swej próżności.

Na razie audytorzy PO odkryli, iż dostęp do dokumentów przetargowych na śmigłowce bojowe mieli osobnicy bez certyfikatów dostępu do informacji niejawnej, a są to Berczyński, nieuk Misiewicz i nowy szef podkomisji smoleńskiej (na 30 synekurach w spółkach zbrojeniowych) Kazimierz Nowaczyk.

Partia tak niebezpieczna dla Polski, jak PiS, bodaj nigdy nie zdarzyła się w historii Polski. Nawet saski dwór drezdeński nie rozwalał tak kraju, jak „lepszy sort” Kaczyńskiego.

BĄDŹMY O 13.00 NA PLACU BANKOWYM TRZEBA IŚĆ NA ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO

>>>

CZYŻBY NIE TRAFILI NA GORĄCE ŹRÓDŁA??? Kasa zastąpiła słowo Boże…

c3nxee8xuauxsp4

O. Tadeusz Rydzyk walczy z rządem o rekordowe miliony. Wiadomo, wygra. Dlatego walczy.

fundacja

Fundacja Rydzyka sądzi się o ponad 30 mln zł. Ze spółką należącą w większości do Skarbu Państwa

Ponad 30 mln zł odszkodowania oczekuje fundacja Lux Veritatis, należąca m.in. do ojca Tadeusza Rydzyka, od spółki Exalo Drilling. Chodzi o odwierty, które w opinii fundacji zostały wykonane nienależycie. Lux Veritatis przegrało w 2015 r. rozprawę w sądzie pierwszej instancji, w piątek miały się odbyć przesłuchania przed sądem apelacyjnym. Jednak nie doszło do nich.

SEJMOWE MUPPET SHOW Ilustracja:

c3lnlf8wyaegacy

Zdaniem przedstawicieli Lux Veritatis, firma Poszukiwania Nafty i Gazu Jasło (dziś już nieistniejąca, jej następcą prawnym jest spółka Exalo Drilling, należąca do PGNiG, kontrolowanego przez Skarb Państwa) dopuściła się błędów w trakcie prac odwiertowych związanych z poszukiwaniami wód geotermalnych w Toruniu. Fundacja oskarża też firmę o opóźnienie startu projektu. – Firma, która jest własnością skarbu państwa, tak nam nogi podkładała, że to było dramatyczne – mówił o. Rydzyk.

Co ciekawe, zlecone innej firmie prace naprawcze po PNiG Jasło kosztowały 3 mln euro. Skąd więc oczekiwanie odszkodowania sięgającego aż 30 mln zł? – Chodziło o korzyści, jakie można by odnieść, gdyby projekt został uruchomiony w terminie – tłumaczy PAP Benedykt Fiutowski, radca prawny reprezentujący fundację.

Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Toruniu. Jako, że wykonawca prac był ubezpieczony, do procesu przystąpili także (w charakterze interwenientów) ubezpieczyciele firmy, m.in. PZU, którego głównym akcjonariuszem jest Skarb Państwa.

W listopadzie 2015 r. sąd oddalił powództwo Lux Veritatis uznając, że doszło do przedawnienia roszczeń. Fundacja odwołała się do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. – Jednym z zarzutów apelacji był zarzut, że sąd okręgowy nie przesłuchał stron, co jest niezbędne do ustalenia, jaka była intencja stron przy zawieraniu porozumienia – aneksu do umowy i podpisywaniu odpowiednich dokumentów, w tym protokołu – komentuje PAP mecenas Fiutowski.

W piątek miało się odbyć przesłuchanie przedstawicieli Lux Veritatis i Exalo Drilling, na którym sąd miał zapoznać się z interpretacjami zapisów w umowach. Jednak przedstawiciel firmy nie stawił się (nie odebrał wezwania).

PiS chciał odkupić TVN24.

pis-chcial

Dziennikarka współpracująca Onetem, Edyta Żemła, jako pierwsza ustaliła, ile budżet państwa kosztowały limuzyny, aby mogli nimi się rozbijać Macierewicze i jego Misiewicze.

tomasz-siemoniak

MON kupiło 30 limuzyn za prawie 35 milionów złotych. Dwie z nich rozbiły się pod Toruniem

Zakup 30 luksusowych limuzyn za prawie 35 milionów złotych resort obrony przeprowadził z wolnej ręki bez przetargu i kalkulacji kosztów. Pozwalał mu na to tzw. specustawa przyjęta przed szczytem NATO.

c3pza9hxuaafu4e

  • Zamawiano najkosztowniejsze i najbardziej luksusowe wersje samochodów
  • Jak to możliwe, że MON bez przetargu kupił aż tyle tak drogich aut, które w dodatku nie służą wojsku tylko urzędnikom?
  • Luksusowymi autami jeżdżą też wiceministrowie obrony oraz niektórzy niżsi rangą urzędnicy resortu, m.in. Bartłomiej Misiewicz

Wśród nowo nabytych aut są trzy luksusowo wyposażone samochody marki BMW7 i osiemnaście BMW X5. Kupiono też jedenaście samochodów marki Audi Q7. Ceny tych limuzyn wahają się w granicach miliona złotych za sztukę. Zwłaszcza, że – jak wynika z naszych informacji – resort przy ich zakupie nie oszczędzał na wyposażeniu. Zamawiano najkosztowniejsze i najbardziej luksusowe wersje samochodów. Droższe są tylko auta S-klasy w wersji Maybach.

– Te samochody są też wyposażone w specjalną łączność oraz zabudowaną sygnalizację świetlną i dźwiękową dla pojazdów uprzywilejowanych – mówi Mateusz Multarzyński, redaktor naczelny magazynu „Special Ops”. Wozy nie są jednak opancerzone. To typowe luksusowe i bardzo komfortowe limuzyny do przewozu VIP-ów.

Karambole i skandale

Cała flota najnowszych samochodów MON-u znajduje się obecnie na stanie Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej z Warszawy, który chroni ministra obrony Antoniego Macierewicza.

Z naszych informacji wynika, że luksusowymi autami jeżdżą też wiceministrowie obrony oraz niektórzy niżsi rangą urzędnicy resortu, m.in. Bartłomiej Misiewicz, rzecznik prasowy i dyrektor biura politycznego MON. Jedną z tych właśnie limuzyn podjechał w Białymstoku pod klub nocny. O sprawie było głośno kilka dni temu.

Sprawa aut ministerstwa obrony powróciła, gdy dwa z nich rozbiły się pod Toruniem. Do karambolu doszło w środę przed godz. 18 na drodze krajowej nr 10 w Lubiczu Dolnym. W nieoznakowanym BMW X5 Żandarmerii Wojskowej podróżowali urzędnicy resortu obrony, w tym szef MON Antoni Macierewicz. Część samochodów zatrzymała się na czerwonym świetle, a samochody ŻW nie zdążyły wyhamować. W zderzeniu zostało poszkodowanych kilka osób.

Minister wracał z Torunia, gdzie brał udział w sympozjum „Oblicza dumy Polaków” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej o. Tadeusza Rydzyka. Jechał do Warszawy na galę w Filharmonii Narodowej, podczas której tygodnik „wSieci” uhonorował Jarosława Kaczyńskiego tytułem Człowieka Wolności 2016 r.

BRAK SZACUNKU DO POWIERZONEGO MIENIA I LUDZKIEGO ŻYCIA. MÓGŁ ZABIĆ KIEROWCÓW STOJĄCYCH PRAWIDŁOWO NA ŚWIATŁACH…

c3niyedxaaajdju

Pod przykrywką szczytu NATO

Jak to możliwe, że MON bez przetargu kupił aż trzydzieści luksusowych aut, w dodatku takich, które nie służą wojsku tylko urzędnikom? Zabieg był prosty. Wykorzystano tzw. specustawę przygotowaną przed szczytem NATO, który odbył się w lipcu ubiegłego roku w Warszawie.

Wówczas przyjęto zasadę, że zakupy, które są związane z organizacją tej imprezy, zostaną wyłączone z trybu przetargowego. „Mając na względzie sprawne przygotowanie tego wydarzenia oraz zapewnienie bezpieczeństwa jego uczestników, uważa się za niezbędne wprowadzenie rozwiązania, zgodnie z którym udzielanie zamówień publicznych związanych z organizacją szczytu NATO zostanie wyłączone ze stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych, przy zachowaniu podstawowych standardów udzielania zamówień” – argumentowali autorzy projektu.

W dodatku zamawiający mógł ograniczyć dostęp do informacji związanych z tymi zakupami. „Ze względu na rangę i charakter spotkania, jakim jest szczyt NATO, ujawnienie informacji związanych z organizacją szczytu NATO np. może spowodować istotne zagrożenie dla podstawowych interesów Rzeczypospolitej Polskiej jak i państw biorących udział w szczycie NATO w Warszawie w 2016 r. oraz zagrozić sojuszom i pozycji międzynarodowej naszego kraju” – napisano w uzasadnieniu projektu.

TOMASZ LIS POWIEDZIAŁBY, ŻE MISIEWICZ NIGDY NIE BYŁ W MEDIA MARKT

c3nqifqwiae8ak2

Urzędnicy się wożą, a wojsko ma przestarzały sprzęt

– Koszty szczytu NATO budziły bardzo dużo wątpliwości. A informacje o zakupie samochodów pokazały, że te wątpliwości okazały się zasadne. Zakup takiej ilości limuzyn tylko na dwa dni szczytu jest skandalem. Na podobnych spotkaniach, w jakich uczestniczyłem w Wali i w Chicago delegacje jeździły wynajętymi samochodami. Tam nikomu nie przysporzyłoby do głowy, by z budżetów resortów obrony wydawać bajońskie sumy na samochody, które będą służyły przez dwa dni. To jest niemoralne. Jak wojsko może się czuć, gdy widzi nawet niższych rangą urzędników w limuzynach, a żołnierze jeżdżą starym sprzętem – komentuje sprawę Tomasz Siemoniak poseł PO, były minister obrony narodowej.

Czy zakup luksusowych aut mógł był rzeczywiście potrzebny i służy bezpieczeństwu państwa? MON nie zamieścił na ten temat nawet informacji na stronie BIP-u, choć miał taki obowiązek.

CZEKAMY AŻ PAN MINISTER PUBLICZNIE PRZEPROSI OFIARY WYPADKU, KTÓRY SPOWODOWAŁ A MON WYPŁACI ODSZKODOWANIA OFIAROM KARAMBOLU POD TORUNIEM.

c3ndbfdwcaa91oa

CAŁA PRAWDA W JEDNYM OBRAZKU.

c3neq5mwmain5-z

Waldemar Mystkowski pisze o kolejnej demolce PiS, Muzeum II Wojny Światowej.

muzeum

Demolowanie wielkości Polaków przez Sralina i jego sralinków

demolowanie

Długo czekaliśmy na taką władzę, jak PiS, której zdolności destrukcyjne w pełni do tej pory nie zdążyliśmy poznać. Doceniam zdemolowanie Trybunału Konstytucyjnego, mediów publicznych, kolejne przymiarki – do sądownictwa, samorządów i ordynacji wyborczej.

Doceniam. Na ich miejsce nic nie powstanie, zapewniam. Bo niczym jest nieautentyczność, bezprawie, marnotrawstwo. Będzie doskwierać, będziemy płacić coraz większą cenę. Jednej rzeczy nie można zdemolować: pamięci. Wiedział o tym Stalin, dlatego do pamięci dobrał się w ten sposób, że likwidował ludzi z pamięcią. Hitler był jeszcze lepszy, bo likwidował ludzi i ich dzieła pamięci – książki.

Z historii wiemy, iż wystarczy, aby przetrwała jedna pozycja z Biblioteki Aleksandryjskiej przepisana przez jakiegoś benedyktyna, pamięć zostaje ocalona.

U nas jeszcze nie posunęła się obecna władza do „czynów” Stalina i jego prawicowego odpowiednika, Hitlera. Kaczyński et consortes starają się przeskoczyć ten etap likwidacji i od razu przejść do nieautentyczności, bezprawia, marnotrwawstwa.

Dwa ostatnie medialne zdarzenia dobrze to pokazują: pustka intelektualna i duchowa na gali Człowieka Wolności w Filharmonii Narodowej i wykład Antoniego Macierewicza na „uczelni” Rydzyka o dumie narodowej, a następnie dumne skasowanie w wypadku drogowym dwóch limuzyn rządowych wartych przeszło 2 mln zł.

Chętnie Kaczyński wszedłby w buty dwóch największych satrapów w dziejach, ale nie może z różnych powodów, acz wypatruje okoliczności dziejowych, aby te lśniące oficerki nałożyć. Dlatego tę niemożność nazywam od słynnej literówki z lat 50. ubiegłego stulecia, gdy jakiś zecer, aby wyrazić swój bunt wobec systemu mógł tylko zmienić nazwisko Stalina na Sralin.

Taką niedoróbką satrapy jest Kaczyński, Sralin z Nowogrodzkiej, Sralin z Żoliborza. Doceniam Sralina za demolkę, bo wiem, że wielkość przeciwną mu, tę wielkość autentyczną, buduje się pokoleniami i to nie jest pewne, czy wynik będzie oczekiwany.

Aby Mickiewicz mógł napisać „Pana Tadeusza” przed nim równie zdolni poeci i pisarze musieli się zmagać z materią języka polskiego, aby on mógł wykuć takie cudowne frazy trznastozgłoskowca, jak w „ostatnim zajeździe na Litwie”. Tak samo Gombrowicz jest pokłosiem Żeromskiego, Sienkiewicza i Kaden-Bandrowskiego, bez nich Gombrowicz nie byłby Gombrowiczem.

Przez 27 lat po 1989 roku budowaliśmy ze znojem swoją Polskę, swoją dumę kraju średniego z niekoniecznie wybitnymi elitami politycznymi. I coś udało nam się zbudować, bodaj po raz pierwszy w historii „Polak to brzmiało dumnie”. Indywidualnie Polacy osiągali sukcesy nad którymi nie tylko oni pracowali, bo to była także pamięć poprzedników – często przegrańców. Zespoły Polaków dochodziły do osiągnięć porównywalnych z najlepszymi.

Właśnie jeden z przypadków dziejących się tu i teraz pokazuje, z jaką nikczemną, małą, nieautentyczną władzą mamy do czynienia. Myślę o Muzeum II Wojny Światowej, które jest na ukończeniu, a które ma podlegać podobnemu procesowi rozpadu jak Trybunał Konstytucyjny.

Prof. Pawłowi Machcewiczowi udało się osiągnąć autentyczność, bo był otwarty. A te dwie cechy czynią nas wielkimi. Nareszcie Polak i jego historia mogli być zrozumiani przez świat. Muzeum zachwycony jest wybitny i bodaj najlepszy obecnie na globie znawca historii naszego regionu profesor z Yale Timothy Snyder, który nawet nazwał pracę Machcewicza i jego kolegów historyków „cywilizacyjnym osiągnięciem”. Czytałem opisy, jak wygląda przedstawienie II wojny światowej i jak wygląda na tym tle nasza historii. Nareszcie doszliśmy do wielkości przedstawiania siebie, bo zrobiono to z otwartością i autentycznie.

Tylko tak dochodzi się do prawdy o sobie, czyli wielkości. Niestety, wicepremier i minister kultury Piotr Gliński 1 lutego wprowadza swoje władze do muzeum, które podporządkują wymowę wystawy bohaterszczyźnie Polaków w czasie II wojny światowej, czyli będzie prowincjonalnie, w odpowiednim zapaszku zakłamania i prężenie zwiotczałych muskułów. Będzie to, co aż nadto znamy z naszej historii i jej przedstawiania. W istocie jest to demolowanie naszej historii, jak zdemolowano Trybunał Konstytucyjny.

Taki jest wkład obecnej władzy Sralina et consortes, czyli jego sralinków. Oczywiście, że przegrają. Jakim jednak kosztem? Bo ten koszt my ponosimy i poniesiemy. My.

JEST SUKCES NA ARENIE MIĘDZYNARODOWEJ. CZŁOWIEK WOLNOŚCI MA SILNE WSPARCIE. WASZCZYKOWSKI MOŻE BYĆ DUMNY. Autor grafiki:

c3mv08kwiainkoo

>>>

grudzien15

PRAWDA, ŻE ŚWIETNY POMYSŁ? :)))

czoxbzkxcaa1plz

Wojciech Maziarski publikuje wiedzę o Polsce w pigułce. „Kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie”

premier

Warszawa, wtorkowy wieczór, rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Naprzeciw siebie stoją dwa tłumy ludzi z takimi samymi polskimi flagami, patrzą sobie w oczy z taką samą niechęcią i pogardą, skandują takie samo hasło: „Precz z komuną!”. Cudzoziemcy, których sporo przewija się w centrum stolicy, pewnie niewiele z tego rozumieją.Szkoda, że nie znają języka i nie mogą czytać polskich gazet i portali, z których zaczerpnąłem poniższe informacje i cytaty. Po przetłumaczeniu można by z nich ułożyć kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie:Gospodarka jest dziś jedną z najszybciej rozwijających się na świecie. Jednak z powodu rozwarstwienia społecznego jest to zarazem kraj niestabilny politycznie. Rządzący doszli do władzy dzięki poparciu ludności biedniejszej i wiejskiej, według której pani premier jest pierwszym politykiem rozumiejącym potrzeby biednych. Jednak stolica i duże miasta niemal całkowicie opowiadają się przeciw niej. Zarzucają obozowi władzy korupcję i populizm.

„Rzeczywiście pomogli ludziom, dając im pieniądze. Jednak były to posunięcia populistyczne, które w dłuższej perspektywie zadłużą kraj, a ludzi rozleniwią” – powiedziała 26-letnia mieszkanka stolicy. 28-letni marketingowiec z największego koncernu w kraju zarzuca obozowi rządzącemu brutalność i brak chęci porozumienia. „Problemem jest to, że ten obóz popierają ludzie niewykształceni, którzy nie wiedzą, jak działają ich przywódcy” – mówi i krytykuje nepotyzm władzy, rozdającej stanowiska swoim ludziom, którzy zbijają fortuny, pasożytując na rządowych programach.

Przytoczone opinie ilustrują być może największy problem kraju, którym jest głęboka wyrwa pomiędzy biedną prowincją a regionami bogatymi i stolicą. Analitycy i socjologowie uważają, że zasypanie podziałów może zająć lata.

Zaostrzenie konfliktu nastąpiło, gdy Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że forsowane przez partię rządzącą rozwiązania są niezgodne z konstytucją. Rządzący nie zgodzili się z tą decyzją i stwierdzili, że Trybunał przekroczył swoje uprawnienia. Przeciwnicy rządu twierdzą, że premier jest sterowaną marionetką i tylko firmuje decyzje podejmowane przez kogoś innego. W rzeczywistości rządzi nie ona, lecz jej brat żyjący na wygnaniu w Czarnogórze…

Zaraz, zaraz. Jaki brat, jaka Czarnogóra?

No dobra, wydało się. Wszystkie cytaty pochodzą z artykułów dotyczących Tajlandii. Pominąłem tylko drugorzędne szczegóły, takie jak np. informacja, że tam władze nie rozdawały 500 plus, lecz subsydiowały biednych rolników, skupując od nich ryż po cenach o wiele wyższych niż rynkowe.

Co będzie dalej w Polsce? Nie wiadomo. Wiemy natomiast, jak potoczyły się wydarzenia w Tajlandii. W obliczu coraz większych napięć i walk ulicznych między zwolennikami i przeciwnikami rządu do akcji wkroczyła armia, przeprowadzając w maju 2014 r. bezkrwawy zamach stanu. Pani premier Yingluck Shinawatra stanęła przed sądem z zarzutem doprowadzenia do strat budżetu w wysokości ponad 1,5 mld dolarów. Grozi jej do 10 lat więzienia. W państwowych magazynach wciąż zalega ponad półtora miliona ton niesprzedanego ryżu.

BEZ KOMENTARZA.

czqi_r1xuaapmmx

NIEWIARYGODNE??? ALE DZIEJE SIĘ NAPRAWDĘ. SZYKUJCIE JUŻ DZIECI NA KURACJĘ PLEMNIKAMI.

czp6mwwweaasdob

POLACY NIE DALI ZGODY NA PODWYŻKI, NO TO PRZYZNAJĄ SOBIE PREMIE 

czo5_trwqaa_jdn

Ogromne premie nie tylko dla posłów. Sam marszałek Senatu dostał ponad 33 tys. zł.

cztkm3cxaaa3g6c

Szkoda, że sobie nie podnieśli kwoty wolnej od podatku…

wiadomoco

>>>>>

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata poświęcona praworządności w Polsce. Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, stwierdził w jej trakcie, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką.

debata

Parlament Europejski debatował wczoraj po raz czwarty w tym roku na temat praworządności w Polsce. Debaty poprzedzały wizyty przedstawicieli Komisji Europejskiej z jej wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem na czele, który spotykał się w Warszawie z przedstawicielami rządu i opozycji.

Timmermans otworzył debatę

Wiceprzewodniczący KE, rozpoczynając dyskusję w parlamencie, wprost stwierdził, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Według niego nie wyeliminowano żadnych z naruszeń prawa, w sprawie których Komisja miała zastrzeżenia: polski rząd nadal nie publikuje wyroków Trybunału, a prezydent nie zamierza zaprzysiąc trzech sędziów powołanych przez Sejm poprzedniej kadencji.

Timmermans powiedział też, że pod koniec października Komisja co prawda otrzymała odpowiedź polskiego rządu w sprawie zaleceń, ale „w tej odpowiedzi nie ogłoszono żadnych nowych działań władz”. Według niego działania polskiego rządu mogą się przyczynić do „pogłębienia kryzysu konstytucyjnego”. Skrytykował projekt ustawy przygotowanej przez PiS, dotyczącej nowego sposobu powoływania prezesa Trybunału.

– Apeluję do rządu, aby nie wprowadzał nowych przepisów, zanim nie przeanalizuje ich sam TK – powiedział Timmermans. Jednocześnie zaapelował do prezydenta RP, by zaprzysiągł trzech sędziów Trybunału wybranych przez poprzedni parlament, do rządu zaś, by opublikował wszystkie dotychczasowe wyroki TK

– Nie można przecież wybierać tylko tych, które się podobają – stwierdził wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej

Według niego konflikt wokół TK pokazuje, że w Polsce coraz bardziej jest zaburzona zasada trójpodziału władzy.

– Tu chodzi o przestrzeganie podstawowych wartości, to nie jest kwestia polityczna. Bez względu na to, jaki program ma rząd, przepisy muszą być wprowadzane zgodnie z ustawodawstwem krajowym.

Na koniec zaś podkreślił: – To jest spór, który KE prowadzi z polskim rządem, nie z Polską, a już z całą pewnością nie z polskim narodem.

LEWANDOWSKI MA ABSOLUTNĄ RACJĘ.

czp1252xcaih2op

NARODOWA POLICJA MENSTRUACYJNA JUŻ JEST DO WAS W DRODZE…

czteggrxcaqtjq9

13 grudnia 2016. Nocna zmiana ustroju >>>>>

wiadomoco-2

Marek Beylin pisze o wściekłym społeczeństwie. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

jarku

– Zmiana napotyka opór, wściekły opór – mówił 13 grudnia Jarosław Kaczyński. I zagrzewał zwolenników „dobrej zmiany” do wielkiej mobilizacji, bez której PiS nie odniesie zwycięstwa. Prezes jak zwykle grzmiał twardo i agresywnie, groził przeciwnikom procesami karnymi, ale z jego wystąpienia przebijało poczucie słabości.Kaczyński wie, że jego polityka wywołuje coraz większy opór. 13 grudnia demonstracje KOD-u przeciwko jego władzy odbyły się w 81 miastach, wzięło w nich udział kilkaset tysięcy osób. Ludzie, demonstrując w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, trafnie rozpoznają, że PiS chce, jak niegdyś komuniści, wziąć wszystkich pod but. Odebrać nam prawa i godność, cenzurować nasze słowa i naszą historię.Ale trwały i mocny sprzeciw takie zamiary niweczy. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest zawsze silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

Naszym protestom dodaje siły również to, że nie przemieniają się w seanse nienawiści. Broniliśmy we wtorek naszych praw i godności, ale nie lżyliśmy przeciwników. Na wyzwiska, że jesteśmy ubekami i zdrajcami, jakimi szermowali podczas PiS-owskiej demonstracji funkcjonariusze „dobrej zmiany”, odpowiadaliśmy radykalnie innym przesłaniem. Takim, że w naszym sprzeciwie i w społeczeństwie, za którym się opowiadamy, jest miejsce dla każdego niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Jedyny warunek to respektowanie konstytucji oraz cudzych praw i godności.

Kaczyński dostrzega słabości swojej władzy. Wie też, że PiS nie zdobędzie więcej zwolenników, niż ma teraz, czyli – dysponując trzydziestoparoprocentowym poparciem – pozostanie partią mniejszościową. Dlatego nasila pogróżki wobec opozycji i społeczeństwa.

– Z naszej strony na pewno będą próby doprowadzenia do pewnego uporządkowania działań opozycji – zapowiedział szef PiS we wtorek w radiowej Trójce. – Chodzi o to, by opozycja pozwoliła władzy rządzić – dodał. Kaczyński chce więc mieć opozycję koncesjonowaną, której mógłby sam wyznaczać ramy działania. Takie też widzi mu się społeczeństwo.

Ale konfrontować się musi z rzeczywistym społeczeństwem i realną opozycją, a nie z tymi ze swoich marzeń. Na tym tle wygląda jak kapryśne tyraniątko, które nie daje rady. Może nabruździć, dewastować państwo i krzywdzić ludzi. Może też nazbyt opornych represjonować. Jednak nie przerobi Polaków na swoją modłę.

– Jarku, porzuć strach przed społeczeństwem – apelował Władysław Frasyniuk podczas demonstracji w Warszawie. A prezes boi się coraz bardziej.

Milewski: nie znam „Carycy”, jedyna, którą znam to Katarzyna. Suski: a nazwisko? TRUDNO O WIĘKSZY CYRK NIŻ W KOMISJI

czqf6qowgaa7xie

JUŻ TYLKO PiS BRONI REFORMY EDUKACJI Wszyscy ją krytykują.

czpjoz0wiaakrdg

Waldemar Mystkowski pisze o pierwszych jsakółkach cenzury.

pisowska

Pisowska cenzura raczkuje, ale jest „nadzieja”, że może „powstać z kolan” – i łazić po mediach, które uzna za niechętne pisowskiej propagandzie. Doświadczyły już tego „Gazeta Wyborcza” i „Newsweek” ze strony Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW). Oskarżenia są tak absurdalne, iż można spokojnie napisać: autorzy domagający się cenzury mają do czynienia nie z mniemaną ochroną dóbr osobistych, ale z ochroną zawartości głów własnych, kolokwialnie nazywanymi „odklejającymi się klepkami”.

W wypadku PWPW należy ponadto pisać, iż jej prezesi są pisowscy, bo pochodzą z nadania tej partii, a przy tym różnią się od normalnych prezesów, którzy zostali usunięci, iż ci ostatni nie oskarżali, jak prezesi pisowscy. Jest to zatem signum temporis. Oby temporis jak najszybciej minęło, bo dopadnie nas wszystkich choroba „odklejających się klepek”.

PWPW może służyć jako soczewka deformacji pisowskiej i zwać się z grubsza horrendum absurdum satyrum albo podobnie. PWPW złożyło pozew przeciw „Wyborczej” w warszawskim Sądzie Okręgowym z żądaniem zabezpieczenia jeszcze przed wydaniem wyroku, aby usuniętych zostało 27 fragmentów tekstów, które dotyczyły firmy – państwowej – bowiem naruszają „dobra osobiste spółki”. Horrendum podstawowe – język. Jest to taki gniot i zakalec językowy, jaki może się zdarzyć tylko pisowskim urzędnikom, syndrom, „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Można nazywać go także oksymoronem. „Dobra osobiste czegoś nieosobistego”.

Ten tekst, który piszę, może też się spotkać z oskarżeniem, iż narusza dobra osobiste spółki państwowej. „Wyborcza” zetknęła się na początku pisowskiej władzy z tym zjawiskiem, bowiem napisała o mszy zorganizowanej przez prezesów. Tak dobrze czytacie – mszy. Pisowscy prezesi pracują tak, iż organizują mszę w przedsiębiorstwie, które wszak nie specjalizuje się w produkcji metafizyki (co jest samo w sobie oksymoronem) ani szat liturgicznych, aby je wypróbować jako produkowany wyrób podczas mszy przed wypuszczeniem na rynek. PWPW chce w ten sposób zastraszyć dziennikarzy „Wyborczej” i samą redakcję, gdyż domaga się za ten artykulik o mszy 50 tys. zł. Zastraszenie w tym wypadku polega na tym, że dziennikarze nie zajmują się tym, do czego zostali powołani, tylko muszą myśleć o drodze prawnej, aby odeprzeć ataki PWPW.

Tych horrendów jest 27, jak napisałem. Inny dotyczy tytułu artykułu „Czy Kaczyński wie o układzie w PWPW”. A uzasadnienie zapędów cenzorskich dotyczy słowa „układ” – o którym można przeczytać we wniosku do sądu skierowanym przez PWPW przeciw „Wyborczej” – „układ w debacie publicznej uchodzi za [słowo – przyp. mój] wysoce pejoratywne”.
Słowo „układ” wszak jest kluczowe dla retoryki prezesa Kaczyńskiego. Jeżeli sąd by się przychylił do uzurpatorskich zapędów PWPW, należałoby potraktować wyrok jak „przykład”. Wypowiedzi prezesa byłyby do tego stopnia „wypikane”, iż my suweren nie wiedzielibyśmy, co ten geniusz mówi do nas, a dokładnie, dlaczego pluje, bo to forma zawartości przekazu Kaczyńskiego.

Horrendum absurdum satyrum ze strony PWPW dopadło też ‚Newsweeka”. Dziennikarzowi tygodnika Michałowi Krzymowskiemu zarzuca się zniesławienie, a konkretnie „mógł działać na rzecz obcego wywiadu przeciw RP”.
Niczego nie zmyślam ani nie piszę, że postępowanie PWPW mieści się w popularnych Tworkach, acz tymi Tworkami może być, gdyby literatura piękna chciała się zajmować pisowskimi horrendum absurdum, a nawet horendum szajbusum (szajbusum – od szajby).

Prezesom PWPW należałoby zwrócić uwagę, iż „dobra osobiste” nie są dobrami PWPW, jak kilka z nich opisane wyżej. Tych michałków jest więcej, to są raczej „dobra psychologiczne inaczej”, a może nawet „dobra psychiatryczne inaczej” – i występują powszechnie w wymienionych Tworkach.

Cenzura pisowska powstaje zatem z kolan, raczkuje. Tak w każdym razie powstaje w PWPW, iż grzmotnęła o powałę, w następstwie tego ukazały się prezesom PWPW gwiazdki w mózgu i oczach, chcą się nimi podzielić z sądem i narodem. Ale nieznajomość języka polskiego doprowadza do mylenia tożsamości osobistej prezesów z tożsamością firmy. Jakkolwiek ci prezesi PWPW nazywają się bytami pisowskimi, które w publicystyce noszą określenia Misiewiczów, Pisiewiczów z wrodzonym im syndromem „tupolewizmu”. Czego się nie dotkną tak zdefiniowani presesi, mamy do czynienia z „lewizną”.

Prawniczka Dorota Bychawska-Siniarska z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka o pozwie PWPW mówi, iż „duża liczba powództw wytoczona dwóm wydawcom ma na celu wywołanie efektu mrożącego i powstrzymanie redakcji od publikacji dalszych tekstów na temat PWPW”.

PWPW chce zatem osiągnąć efekt precenzuralny, który można opisać poprzez figurę literacką, chce abortować krytykę na swój temat w stadium zarodka. Mamy zatem do czynienia nie z „dobrami osobistymi”, ale z czymś niezdrowym w lęgnącym się w umysłach prezesów. PWPW do tego tekstu też może się przyczepić, bo prezesi tej państwowej firmy to postacie wyjęte żywcem z Mrożka bądź z Gombrowicza, choćby z tego ostatniego – z „Transatlantyku”: PWPW to „Baron, Ciumkała, Pyckal i Koński Psi Interes”. Geniusz Gombrowicz tak opisuje tych prezesów „dobra osobiste”: „ta zaś swarliwość nie tyle może z finansowych rozrachunków, ile z natur sprzeczności. A bo Baron jak bąk huczy, buczy i tańcuje, jak paw ogon puszy, jak sokół w górę polatuje; a Pyckal, jak byk, wrzaskiem krzykiem swojem chamskiem chamskiem się nawala; a Ciumkała gmyrze”.

CZAPKI Z GŁÓW DO SAMEJ ZIEMI ZA TO, CO KRYZYS ZROBIŁ NA SCENIE. Minę Kurskiego możemy sobie tylko wyobrazić :)))

czphhlww8aapeco

– Katarzyna… A nazwisko? – zapytał Suski. – Katarzyna Wielka – odpowiedział sędzia. Wassermann parsknęła śmiechem…

cztb7p7xaaaru-c

Kleofas Wieniawa o Macierewicza Ministerstwie Głupich Kroków.

macierewicza

Tomasz Siemoniak zaatakował śmiechem konferencję naukową MON poświęconą „najnowszym rozwiązaniom w technice i technologii wpływających na przyszłość modernizacyjną sprzętu i uzbrojenia wojskowego”, na którą to zaproszono dermatologa „Jakiegoś-Tam”, który ma  być ojcem Edmunda Jannigera, prześmiesznego doradcy Antoniego Macierewicza. Gdy wszyscy się naśmiali i narechotali, ośmieszony Macierewicz zrezygnował ze śmiesznej postaci.

Siemoniak te najnowsze rozwiązania dermatologiczne w armii skomentował: „To forma zapłaty za wspieranie Macierewicza. Może opowie o najnowszych tendencjach w stosowaniu kamuflażu na skórze?”

Ten kamuflaż na skórze to aluzja do dezinformacji, którą w istocie zajmują się pracujący w Ministerstwie Obrony Narodowej. Dezinformują, bo co innego im pozostaje, gdy zatrudniony jest taki Misiu Misiewicz.

Dezinformator więc odpowiedział, że ojciec Jannigera dostał Nobla, co później okazało się dezinformacją, czyli kłamstwem, acz mogło być tak, iż „światowej sławy dermatolog” wyleczył Misiewicza z kamuflażu, czyli z wykwitu na skórze, która wiadomo, jaką jest chorobą, i przyznał mu prywatnego Nobla. Ministerstwo daje (złote medale), ale i odbiera (pośmiertnie stopnie generalskie Jaruzelskiemu i Kiszczakowi).

Oto mamy dalszy ciąg kamuflażu, czy też dezinformacji, gdyż ministerstwo publikuje na swoich stronach oświadczenie dermatologicznych autorytetów, które „wyrażają swoje oburzenie i zaniepokojenie wobec posła Tomasza Siemoniaka”.

Zaś MON przekazał na ręce towarzystw naukowców „wyrazy ubolewania” za to, co zrobił Siemoniak. Tak to ministerstwo zostało zaatakowane przez Siemoniaka śmiechem – i ledwie uszło z życiem.

Może jednak być tak – na co zwracam uwagę Siemoniakowi – iż Macierewicz przygotowuje jakiś gorący konflikt z Ruskimi, albo Szkopami. Dermatolog zaś jest potrzebny do tego, aby żołnierze mieli świadomość, co na polu bitwy pokonani Szkopi bądź Ruscy mogą zostawić, mianowicie bataliony zarażonych markietanek wiadomą chorobą.

„Światowej sławy” dermatolog uświadomia, czym grozi zarażenie wiadomą chorobą, czyli syfem. Tak wygląda sytuacja na froncie Ministerstwa Głupich Kroków, czyli co słychać u Szweja i jego szwejków. Na Kremlu Rusków muszą boleć przepony ze śmiechu.

ŻEGNAMY BOGDANA SMOLENIA. DAWAŁ WSZYSTKIM UŚMIECH, ZAWSTYDZAŁ SYSTEM I POMÓGŁ NAM PRZETRWAĆ POPRZEDNI REŻIM.

czthyhpwiaasq-y

ZAWSZE BĘDZIEMY MOGLI ŚMIAĆ SIĘ Z GŁUPOTY WŁADZY. DZIĘKI PANI, PANI PELAGIO. TO PANI NAS NAUCZYŁA. DZIĘKUJEMY!

cztu5vlxeaazefz

tvpInfo1

No, to mamy „dobrą zmianę”. Niedorobiony rzecznik MON (nazywa sie toto Bartłomiej Misiewicz) puszcza fałszywą juchę ze „znalezieniem” jakiegoś (nieistniejącego) protokołu ze zniszczenia dokumentów z dnia 10.04.2010 (dzień katastrofy smoleńskiej). Do tego protokołu jakoby „dotarło” TVP Info.

Chore, że żałość jaja ściska.

O samej podkomisji Macierewicza powołanej w MON powiedział ministerstwie Sławomir Neumann (szef klubu PO).

neumannMacierewicz

W Radiu Zet dziś Neumann, odnosząc się do powstania podkomisji przy MON, mającej zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej:

„Mamy do czynienia z ponurym tańcem na katastrofie smoleńskiej. Ludzie z komisji [przy MON] nie mają kompetencji, by badać przyczyny wypadków lotniczych. Raporty przedstawiane przez pana Antoniego Macierewicza były kompromitacją. Te tezy o wybuchach, o ludziach, którzy przeżyli zamach i uciekli w kukurydzę… To były absurdalne tezy, które funkcjonowały w przestrzeni publicznej. Płacimy tym ludziom [z komisji] publiczne pieniądze za to, by ci naukowcy udowadniali postawione wcześniej tezy z raportów Macierewicza”.

wróżbita

„Dobra zmiana” dotyczy szczególnie Grzegorza Biereckiego, senatora PiS i twórcy SKOK-ów.

władza

Prokuratura nie zajmuje już się śledztwem dotyczącym finansów SKOKów i Biereckiego. Krótko po tym jak PiS wygrał wybory. Polityk był podejrzewany o wykorzystywanie kas oszczędnościowych do prywatnego bogacenia się.

Pieniądze Biereckiego, jego brata i kolesi spokojnie sobie procentują w rajach podatkowych, w tym w Luksemburgu.

Niedługo czeka nas ogólnopolska katastrofa smoleńska. Takie barachło sobie wybraliśmy.

MONbroni

Antoni Macierewicz kilka godzin po zaprzysiężeniu na ministra obrony narodowej domagał się od wojska CASY, aby lecieć do Brukseli.

Wbrew procedurom.

Identycznie jak w wypadku tupolewa 10 kwietnie 2010 roku. Złamanie procedur, ułańska fantazja pilotów – to przyczyna katastrofy smoleńskiej.

Macierewicz do tego się przymierzał, bo w UE chciał sie pokazać. Bufon.

Macierewiczowi postawił się pewien generał (nie jest publiczności znane jego nazwisko), odmówił samolotu. Odmówił prywacie Macierewicza.

Ujawnił to portal Polityka.pl. Ministerstwo od razu rzuciło się na pomoc Macierewiczowi, twierdząc, że to nieprawda.

A tak nie jest, bo o zdarzeniu pisał portal zakochany w Macierewiczu, portal braci Karnowskich wPolityce. Ujawnił to na twitterze bloger.

rzecznikMON

Trybunał Konstytucyjny jest rozwalany sukcesywnie. Kaczyński od dawna ma taki plan, który jest realizowany. Zamach na Polskę.

W tej chwili nie obowiązuje w Polsce ustrój wg Konstytucji RP, ale ustrój wg statutu PiS. Nikogo nie ma ważniejszego niż prezes Kaczyński.

Rząd odmówił publikacji w Dzienniku Ustaw wyroku z 3 grudnia wydanego przez Trybunał Konstytucyjny. To jest psi obowiązek rządu, w tym wypadku Szydło.

Platforma Obywatelska złożyła w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez urzędnika państwowego, tj. przez Beatę Szydło.

Oto sekwencja tego zdarzenia.

08:57

Kempa do Rzeplińskiego: Wyrok TK z 3 grudnia nie wejdzie w życie

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia nie wejdzie w życie. Taką decyzję – według „Gazety Wyborczej” – miała podjąć szefowa KPRM Beata Kempa, informując o tym Trybunał. Jak pisze Ewa Siedlecka:

„Prezes TK Andrzej Rzepliński potwierdził nam, że minister Kempa wczoraj, po godz. 17-tej, kurierem przesłała mu pismo, w którym informuje, że publikacja wyroku z 3 grudnia w Dzienniku Ustaw jest wstrzymana. Kempa uzasadnia wstrzymanie publikacji tym, że wyrok został wydany przez niewłaściwie obsadzony sąd, a zatem jest nieważny.

Zdaniem Kempy – zatem także premier Beaty Szydło, której minister Kempa podlega – wyrok powinien być wydany w pełnym składzie Trybunału, a więc minimum 9 sędziów. Tymczasem sądził go skład pięcioosobowy”.

10:01 – 11.12.2015
Siemo

Siemoniak: Dziś złożymy zawiadomienie do prokuratury ws. popełnienia przestępstwa przez urzędnika państwowego

– Dziś złożymy zawiadomienie do prokuratury ws. popełnienia przestępstwa przez urzędnika państwowego – zapowiedział na gorąco w Sejmie Tomasz Siemoniak po informacjach, że KPRP wstrzyma się opublikowaniem orzeczenia TK w Dzienniku Ustaw.– To bezczelna arogancja i lekceważenia państwa prawa. To wojna z państwem prawa – dodawał kandydat na szefa PO.

PiS zamachnął się na konstytucję, na wolności obywatelskie, wypowiedział Polsce wojnę, choć rządzi. Takie prawicowe dyrdum absurdum.

Więcej >>>

Zablokowane zostały przez PiS strony rządowej komisji badania katastrofy smoleńskiej (raport komisji Millera) i strony Fakty Smoleńsk zespołu Macieja Laska.

Tutaj dostęp do materiałów smoleńskich (rozpowszechniać!) >>>

Polska Absurdalna, Fetoralna, Smoleńska. Polska z Tworek właśnie dzisiaj w miesięcznicę smoleńską wyszła deptać rozum na Krakowskim Przedmieściu.

gazeta.tv/plej >>>

miesięcznice

Pacjent Macierewicz dorzucił asystę wojskową, o czym chwali się na stronach MON. Wcześniej chwalili się Rydzykiem i 24. leciem Radia Maryja i bombka atomową – ta ostatnia, bo idą święta i coś należy powiesić na choince.

asysta

Czyż to nie Tworki?

miesięcznice1

Więcej >>>

michtaA

Politolog polskiego pochodzenia Andrew A. Michta pisze od pewnego czasu na Salon24. W najnowszym wpisie – a jakże – zachwala wybór systemu Patriot do naszego programu obrony antyrakietowej i przeciwlotniczej.

Firma Raytheon, producent Patriot, w ten sposób zostanie strategicznym partnerem w procesie modernizacji polskiego programu obrony antyrakietowej i przeciwlotniczej.

modernizacja