Posts Tagged ‘ONR’

ABY NIKT NIE MIAŁ WĄTPLIWOŚCI. Witajcie w państwie pis.

Obecna władza dopuszcza faszystów do manifestowania, bo tym jest zhańbienie rocznicy Powstania Warszawskiego przez ONR. Pisze o tym Krzysztof Burnetko w „Polityce” (fragmenty).

Postfaszyści śmiało sobie w Polsce maszerują. Ba, chroni ich państwowa policja

1 sierpnia 2017 r. policja z orłami na czapkach pozwalała nacjonalistycznej prawicy profanować pamięć warszawskich powstańców.

W rocznicę powstania warszawskiego na ulice stolicy wylegli rodzimi narodowcy. Szli pod szyldem Obozu Radykalno-Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji wprost odwołujących się do haseł, wizerunku i metod swoich odpowiedniczek sprzed wojny – wtedy nie bez powodu uważanych za faszyzujące (i w niektórych formach delegalizowane). A przecież 1 sierpnia to dzień, w którym Polska czci ofiary nacjonalistycznego obłędu: tysiące zabitych warszawiaków i samo miasto. Tymczasem w 2017 r. postfaszyści śmiało sobie w Polsce maszerują. Ba, chroni ich państwowa policja.

(…)

To wszystko chroniła państwowa policja

I to tak gorliwie, co znamienne, że grupkę obywateli protestujących przeciwko dopuszczaniu faszyzmu na ulice odgrodzono szczelnym kordonem funkcjonariuszy i „suk”. Równocześnie policjanci (i to różnych szczebli) nie reagowali na zgłoszenia możliwości popełnienia czynu zabronionego przez odpalających na ich oczach środki pirotechniczne uczestników „narodowego” zgromadzenia. Funkcjonariusze beznamiętnie odsyłali zgłaszających na najbliższą komendę (ciekawe, czy ta nowa forma działania dotyczyć też będzie, na przykład, alarmowania o dokonującym się akurat tuż przy policjancie gwałcie czy kradzieży). Byli i tacy, którzy sugerowali zgłaszającym, że… utrudniają im „wykonywanie czynności” przy zabezpieczaniu demonstracji.

Znamienne, że to nie pierwsze w ostatnich dniach przypadki lekceważenia przez policję zgłoszeń naruszeń prawa przez narodowych radykałów.

I znamienne, że takie same zachowania policji pojawiały się choćby w Niemczech na początku lat 30. ubiegłego stulecia. Tam też powołani do strzeżenia prawa funkcjonariusze często odwracali głowy albo beznamiętnie, lub nawet z sympatią, przypatrywali się bandytyzmowi brunatniejącej ulicy.

DZIĘKUJEMY PANI PREMIER I PANIE PREZYDENCIE

A tak równo dziesięć lat temu Jarosław Gowin pisał o PiS.

Gowinowi dzisiaj rozum odjęło. W sierpniu 2007 miał jeszcze olej pod czerepem.

W HOŁDZIE POWSTAŃCOM WARSZAWY???

Waldemar Mystkowski pisze o decyzji Sądu Najwyższego w sprawie ułaskawienia Kamińskiego przez Dudę.

Postępowanie zawieszone –  odwiesza się

Chciałem przypomnieć, że Sąd Najwyższy nie rozpatrywał, czy 2 razy weto Andrzeja Dudy leżało w jego kompetencjach, albo czy protestujący słusznie się domagali weta w sprawie ustaw dotyczących niezależności sądownictwa. Sąd Najwyższy w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez tegoż Dudę wyraził tylko, iż w sporze legalności ws. ułaskawienia Kamińskiego zawiesza postępowanie.

Zawiesza. Prokuratura Krajowa stanęła za Kamińskim, czyli stała się jego adwokatem – takie pomylenie porządków tylko w Polsce, ale nie dziwota, gdyż ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym jest Zbigniew Ziobro. Za Kamińskim stanęła także Julia Przyłębska, szefowa Trybunału Konstytucyjnego, ciała ustrojowego, które jest fasadą.

Z tego prostego opisu wynika, że sprawa Kamińskiego jest polityczna, a nie prawna. Nie stanęło za Kamińskim prawo, a polityka, która jest w tej chwili dyrygowana przez PiS. Ale jest małe „ale” – zawieszenia postępowania pozwala w przyszłości odesłać Kamińskiego do więzienia na 3 lata, bo tyle dostał.

Mamy więc do czynienia ze sporem politycznym, a nie prawnym, acz w sferze politycznej i prawnej facet z 3 latami więzienia jest facetem z wyrokiem, czyli kryminalistą. Czy ktoś taki może być ministrem? Okazuje się, że tak. Warunek: rządzi partia PiS. Taki stan prawny z ministrem z wyrokiem nazywamy bezprawiem.

Sędziowie SN mogli się kopać z koniem, ale nie każdy do takiego kopania się nadaje, nie każdy jest wybitnym prawnikiem – Andrzejem Rzeplińskim, albo Małgorzatą Gersdorf, między nimi a takimi magistrami prawa jak Zbigniew Ziobro jest cała smuga wykonujących ten zawód. I to właśnie dzięki takim średniakom trwają autokracje, reżimy, satrapie.

Na miejscu Kamińskiego bym się nie cieszył. 3 lata kiblowania ma jak amen w pacierzu, jak w chińskim banku, w którym się nie zapomina, co jesteś winien, a dorzucone mu zostanie to, co teraz wywinie. Za recydywę płaci się więcej niż za utratę dziewictwa, bądź honoru.

Rządy PiS nie będą trwały długo, bo Polska nie może żyć długo w takim poniżeniu, zatem Kamiński tak czy siak dostanie szanse na kilkuletnie przemyślenie w samotni, w celi, swej marności, chyba, że mu dorzucą innego wyrokowca. Naszego kraju nie stać, aby tacy ludzie z prawem na bakier, byli cokolwiek władni. Jeżeli chcemy być cywilizowani ze standardami demokratycznymi i prawnymi a chcemy, prawdaż?

Wynika z tego wniosek dla Kamińskiego: postępowania zawieszone – odwiesza się.

TO JUŻ NAWET NIE JEST CICHE PRZYZWOLENIE RZĄDU I PARTII… TO JEST JUŻ MANIFESTACJA POPARCIA DLA ONR

W tej samej sprawie duzo bardziej pesymistycznie pisze Ewa Siedlecka z „Polityki” (fragmenty).

Nie będzie sprawy Kamińskiego. Będą niezależne sądy?

Sąd Najwyższy (w składzie trzech sędziów) zdecydował o zawieszeniu postępowania w sprawie Mariusza Kamińskiego do czasu rozpatrzenia przez Trybunał Konstytucyjny wniosku marszałka Sejmu. Marszałek wnioskował o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego w sprawie ułaskawienia Kamińskiego przez prezydenta.

Ta decyzja SN oznacza koniec sprawy Kamińskiego i innych. Nie muszą się bać prawomocnego uznania za winnych nadużycia władzy, a co za tym idzie – zakazu kandydowania do Sejmu, Senatu, europarlamentu czy w wyborach samorządowych. Bo od kary prezydent może ułaskawić. A żeby umożliwić kandydowanie osobie skazanej za przestępstwo umyślne – trzeba by zmienić konstytucję.

Formalnie Sąd Najwyższy jedynie zawiesił postępowanie. Teoretycznie może je podjąć po powrocie sprawy z Trybunału Konstytucyjnego. Ale w praktyce raczej nikt się nie spodziewa, by Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął na rzecz Sądu Najwyższego „spór kompetencyjny”, który – zdaniem PiS – zaistniał między SN a prezydentem. Zresztą całkiem możliwe, że Trybunał Dobrej Zmiany w ogóle tego „sporu kompetencyjnego” w najbliższych latach nie rozpatrzy. Wokanda jest rozpisana do października i tej sprawy tam nie wpisano. A Kamińskiemu i PiS taki stan rzeczy się opłaca: sprawa jest zablokowana i – zależnie od tego, jak kto na nią patrzy – Kamiński jest albo uniewinniony, albo skazany, ale nieprawomocnie. A więc może kandydować w wyborach – nawet na prezydenta, co nie jest takie nie do pomyślenia, jeśli PiS zrezygnuje z reelekcji Andrzeja Dudy.

Postanowienie Sądu Najwyższego tworzy kuriozalną sytuację: oto trzy miesiące wcześniej Sąd Najwyższy, w składzie siedmiu sędziów, w odpowiedzi na pytanie prawne składu SN, który dostał kasację w sprawie Kamińskiego, orzekł, że prezydent nie może skutecznie ułaskawić nikogo przed prawomocnym skazaniem. W uzasadnieniu napisał m.in, że Sąd Najwyższy nie uzurpuje sobie prezydenckiego prawa łaski, a więc że żadnego sporu kompetencyjnego nie ma. Sąd nie decyduje bowiem, czy prezydent może ułaskawiać czy nie. Rozpatruje jedynie, jak – według prawa – tę swoją wyłączną prerogatywę prezydent może wykonywać.

(…)

Może przestraszyli się utraty urzędu? Prezydent zawetował ustawę w tej sprawie, ale chyba nikt się nie łudzi, że nie będzie kolejnej. Jeśli tak – oblali egzamin z wewnętrznej niezawisłości.
Oczywiście świat się nie zawali od tego, że Mariusz Kamiński i trzech innych funkcjonariuszy CBA uniknie skazania. Choć ich nieodpowiedzialność będzie zachętą dla innych funkcjonariuszy władzy do łamania prawa w interesie własnym czy partii politycznej.

Natomiast świat się wali, niestety, gdy brakuje w nim instytucji stojących na straży prawa.

To oczywiście tylko troje sędziów na blisko dziewięćdziesięciu sądzących w Sądzie Najwyższym. W dodatku fakt, że orzekli inaczej niż skład siedmioosobowy SN dwa miesiące wcześniej, dowodzi, że nie ma w Sądzie Najwyższym „ustawek” czy zmowy między sędziami, jak chciałby to widzieć PiS. Ale to żadne pocieszenie. Za chwilę PiS przejmie SN – i nie będzie przypadków.

Po protestach obywatelskich w obronie sądów RPO Adam Bodnar powiedział, że sędziowie zaciągnęli wobec społeczeństwa moralny dług. Oczywiście nie miał na myśli tego, że mają orzekać tak, jak „każe ulica”, ale że mają orzekać odpowiedzialnie i odważnie.

Pozostawienie całej sprawy Trybunałowi Konstytucyjnemu nie byłoby jeszcze półtora roku temu jakimś wielkim problemem. Ktoś by skomentował, że SN umył ręce, ktoś inny, że mądrze zrobił, unikając rywalizacji z Trybunałem. Tylko że żyjemy już w zupełnie innym państwie. Więc to już nie jest zwykłe kunktatorstwo czy ugodowość. To jest oddawanie państwa prawa walkowerem.

MY PAMIĘTAMY!!!

>>>

Reklamy

ZOBACZCIE CO SIĘ STAŁO Z POLICJĄ… I WITAJCIE W PAŃSTWIE PiS.

PiS otwiera sobie drogę do pomnika Lecha Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu. Pisze o tym Wojciech Karpieszuk w „Wyborczej”. Wojewoda Zdzisław Sipiera z PiS wypowiada porozumienie, na mocy którego stołecznemu konserwatorowi zabytków powierzono opiekę nad zabytkami w Warszawie, w tym również opiniowanie lokalizacji pomników. Czy to pierwszy krok do tego, by na Trakcie Królewskim stanął pomnik Lecha Kaczyńskiego?

– To porozumienie było pomysłem Lecha Kaczyńskiego. Jako prezydent Warszawy podpisał je w 2003 roku z ówczesnym wojewodą. Chodziło o wzmocnienie samorządu, który lepiej się orientuje w kwestiach lokalnych. W 2005 roku był aneks, który znacznie je rozszerzył – mówi Michał Krasucki, stołeczny konserwator zabytków.

Wiceprezydent Warszawy: „Zawłaszczanie państwa”

Na mocy porozumienia stołeczny konserwator przejął opiekę nad większością zabytków w Warszawie, wydawał pozwolenia na prace konserwatorskie, roboty budowlane wokół zabytków, opiniował lokalizację pomników. Jego zgoda była również potrzebna na wycinkę drzew. – To ogrom obowiązków. Nasze biuro rozrosło się przez lata. Pracuje w nim ok. 50 osób. Wydajemy rocznie ok. 5 tys. różnych decyzji, ok. tysiąca postanowień i 2 tys. zaleceń. To znacznie więcej niż służby wojewódzkiego konserwatora zabytków na całym Mazowszu – wylicza Michał Krasucki.

Wypowiedzenie porozumienia do kancelarii ratusza wpłynęło w poniedziałek o godz. 15.45. Przestanie obowiązywać od 1 listopada. Od tego dnia pieczę na zabytkami w Warszawie przejmie biuro wojewódzkiego konserwatora zabytków. W gestii stołecznego konserwatora zostanie przyznawanie dotacji na renowację zabytków, prowadzenie gminnej ewidencji i programu opieki nad zabytkami, działania edukacyjne.

– To element zawłaszczenia przez PiS kolejnego fragmentu państwa. PiS nie znosi sytuacji, kiedy czegoś nie kontroluje. Chce mieć wpływ na wszystko – komentuje Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy. Dodaje: – Dowodem jest głaz upamiętniający prezydenta Kaczyńskiego, który nielegalnie stanął przed ratuszem na pl. Bankowym. Dla PiS prawo nie jest czynnikiem rozstrzygającym, jest nim wola prezesa.

Głaz był zarzewiem konfliktu między stołecznym konserwatorem a wojewodą. Stanął w trybie samowoli w kwietniu 2016 r. Początkowo montaż przygotowywał wojewoda. To on zamówił u rzeźbiarza tablicę z napisem zawierającym sformułowanie, że Lech Kaczyński „poległ w służbie ojczyzny” 10 kwietnia 2010 r. Słowo „poległ” negatywnie zaopiniowała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, tłumacząc, że jest ono zarezerwowane dla żołnierzy, którzy ginęli w boju. Wtedy sprawę wziął w swoje ręce poseł PiS Andrzej Melak. Ustawił głaz wraz z zakwestionowanym napisem w partyzanckim stylu, bez uzgodnień ze stołecznym konserwatorem zabytków. Michał Krasucki negatywnie wypowiadał się w sprawie tej samowoli i prowadził postępowanie o jej usunięcie. Kiedy porozumienie przestanie obowiązywać, sprawa głazu w ogóle zostanie wyłączona z jego kompetencji.

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wielokrotnie powoływała się na słowa stołecznego konserwatora zabytków „o zamkniętym układzie Krakowskiego Przedmieścia”, argumentując odmowę budowy tam pomników ofiar katastrofy smoleńskiej i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Od 1 listopada stołeczny konserwator nie będzie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. W ratuszu zastrzegają jednak, że na budowę pomników zgodę musi wydać również Rada Warszawy, chyba że staną na terenie podlegającym np. Kancelarii Prezydenta w bezpośrednim sąsiedztwie Pałacu Prezydenckiego.

Wojewódzki konserwator: „Jestem otwarty na współpracę”

Od stołecznych urzędników słyszymy też, że w biurze wojewódzkiego konserwatora zabytków pracuje ok. 85 osób, które zajmują się całym Mazowszem. Według nich to za mało na opiekę nad całym regionem i stolicą. W związku z tym postępowania dotyczące pozwoleń na budowę i warunków zabudowy mogą przekroczyć 14- lub 30-dniowe terminy. Skutki mogą być katastrofalne, bo doprowadzi to do tzw. samouzgodnień (domniemana zgoda konserwatora) wszelkich spraw związanych z obiektami ujętymi w gminnej ewidencji bądź położonymi na obszarach ewidencyjnych. W skali miasta to ok. 9,5 tys. obiektów i kilkadziesiąt obszarów, na które wojewódzki konserwator straci wpływ, jeżeli nie dopilnuje terminów. W ratuszu mają obawy, że zaraz po przejęciu obowiązków w biurze wojewódzkiego konserwatora będzie panować chaos. Wtedy masowo uderzą tam inwestorzy, którym już wcześniej w ratuszu odmówiono wydania pozwoleń na budowę.

W marcu prof. Jakub Lewicki, wojewódzki konserwator zabytków, w rozmowie ze „Stołeczną” tak oceniał Michała Krasuckiego: „W przeciwieństwie do mojej poprzedniczki [Barbary Jezierskiej] liczę na współpracę stołecznego konserwatora Michała Krasuckiego. Bardzo go cenię, pamiętam go jako mojego studenta. Radzi sobie znakomicie. Myślę, że będziemy bardzo dobrze współpracować”.

Prof. Lewickiego pytamy, co się zmieniło od tego czasu. – Wypowiedzenie porozumienia to decyzja rządowa. Ja ją mam tylko wykonać. Dołożę wszelkich starań, by przejęcie obowiązków odbyło się w sposób profesjonalny. Otrzymałem zapewnienie o dodatkowym rządowym finansowaniu potrzebnym m.in. na nowe etaty. Pracownikom biura stołecznego konserwatora zabytków zaproponuję przejście na dobrych warunkach do mojego biura.

Czy wypowiedzenie porozumienia może być związane z budową pomników na Krakowskim Przedmieściu? – Nikt na ten temat nie rozmawiał – zapewnia prof. Lewicki. Dodaje, że porozumienia z samorządami dotyczące konserwatorskiej ochrony negatywnie oceniła Najwyższa Izba Kontroli. – Jestem otwarty na współpracę z Michałem Krasuckim. Będę próbował gasić próby konfliktowania nas – mówi prof. Lewicki.

Wojewoda Zdzisław Sipiera ma odnieść się do sprawy w środę na konferencji prasowej. – Dostosujemy organizację urzędu do nowych obowiązków związanych z ochroną zabytków – ogólnie informuje jego rzeczniczka Ewa Filipowicz.

– Prezydent Lech Kaczyński zdecydował się na podpisanie porozumienia, bo zdawał sobie sprawę, z jakim ogromem pracy wiąże się ochrona warszawskich zabytków. Służby wojewody nie dawały sobie z tym rady. Mam nadzieję, że wojewoda z PiS wycofa się z tego wypowiedzenia – kwituje Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy.

MARSZ ONR TO WSTYD I HAŃBA. NIESTETY…

Waldemar Mystkowski pisze o Kownackim.

Kownacki plunął w kanapkę

Amerykanie mają ogromny problem z nami. Wizyta Donalda Trumpa miała poprawić jego wizerunek u swoich rodaków i na Zachodzie, tak wymyśliło zaplecze Partii Konserwatywnej, które ma serdecznie dość „swego” prezydenta. Trump nie rządzi, ale partia.

Nie rozumieją tego obecnie rządzący w Polsce, bo niewiele rozumieją ze świata. W świecie sportu takich partnerów bądź rywali, nazywa się kelnerami.

Zdaje się, że jest gorzej niż tutaj przypuszczam. Oto wyszło kolejne szydło z worka, światło dziennie ujrzał list wiceministra obrony Bartosza Kownackiego do szefa Agencji Współpracy Obronnej DSCA (a także skierowany jest do wiceszefa obrony USA i dyrektorów w Pentagonie) w sprawie zakupu systemu wyrzutni Patriot, o który zabiegamy od wielu lat. Poprzednia ekipa rządowa z ministrem Tomaszem Siemoniakiem niemal zakończyła sukcesem negocjacje, ale przyszedł Antoni Macierewicz i jego zastępcy.

Najpierw zerwany został kontrakt na zakup śmigłowców bojowych Caracale i zdaje się, że podobnie rzecz przedstawia się z Patriotami.

Tak należy wnioskować z listu Kownackiego i jego umiejętności negocjacyjnych (braku umiejętności, typowy kelner). List ten nie ma klauzuli tajności, w tym znaczeniu jest szokiem, został wysłany 12 lipca. Kownacki – wszak za wiedzą Macierewicza – grozi Amerykanom zerwaniem negocjacji, jeżeli ci nie udostępnią technologii, które dopiero powstają, „częściowo wręcz nieistniejące obecnie komponenty” – jak pisze w „Polityce” Marek Świerczyński.

Mało tego Kownacki domaga się przeniesienia produkcji do Polski stacji radiolokacyjnej, które naprowadzają Patrioty. System Patriot to wierchuszka współczesnej technologii militarnej – a ta jest awangardą technologii sensu stricte – niczego nie ma nowocześniejszego.

List Kownackiego jest tak zaporowy, iż w ogóle nie znając się na metodologii negocjacji, laik dojdzie do wniosku, że Jankesom nie pozostanie nic innego niż zerwać negocjacje. Gwałtownie też zerwany został kontrakt z Airbusem na zakup Caracali.

A teraz zestawmy powyższe wnioski z artykułami w niemieckim dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (bodaj gazeta nr 1 na naszym kontynencie), w których piszą o związkach Kownackiego i Macierewicza – niezależnie od Tomasza Piątka – z Rosjanami, to odpowiedź, dlaczego tak się dzieje, sama się nasuwa.

Polska jest rozbrajana, z Wojska Polskiego odchodzą najlepsi generałowie, awansowani są w ekspresowym tempie oficerowie bez doświadczenia, nawet ostatnio okoniem postawił się Andrzej Duda.

Co się dzieje? Macierewicza i jego zastępcę można podejrzewać o najgorsze. Naj-gor-sze – piszę to skandując. A najgorsze w obronności jest tylko jedno. Gdy kończyłem ten felieton na Twitterze Tomasz Siemoniak tak odnosi się do artykułu w Polityce” o liście Kownackiego:

„Tyle zostało z „przełomowych decyzji” o Patriotach przy Trumpie. Macierewicz idzie drogą Kononowicza. Nic nie będzie.”

Czy Macierewicz jest Kononowiczem? Figura to dość łatwa. Ale jeżeli pisze to Siemoniak, polityk bardzo wyważony i daleki od takich degradujących porównań. Czyżby Macierewicz dążył do (i tutaj przypominam słynne powiedzenie Kononowicza): „żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego.

Czy o to chodzi Macierewiczowi? Przypomina mi się w tym miejscu scena kelnerska z filmu „Zaklęte rewiry”. Kelner grany przez Romana Wilhelmiego pluje do kanapki, aby podał ją zamawiającemu klientowi Marek Kondrat. Takie jest kelnerstwo Macierewicza i Kownackiego: plunąć w kanapkę.

BARDZIEJ W TWARZ POWSTAŃCOM NIE DAŁO SIĘ NAPLUĆ…

Tamara Olszewska pisze o Powstaniu Warszawskim.

Łańcuchem wspomnień opleciemy te 63 zakrwawione kartki, by chronić je przed politykami

1 sierpnia 2017 roku o godzinie 17.00 całym kraju zawyją syreny. O godzinie 17.00 zatrzymamy się w zadumie, powróci smutek, ból tych dni sprzed 73 laty. Godzina 17.00 to czas, gdy znowu zapłacze Warszawa. Zapłacze cała Polska…

– Za pięć minut….- spojrzał na niego po jakimś czasie Jerzy i skinął na ludzi. Wziął z katedry swego thompsona. Ruszyli w dziwnej ciszy, ktoś zaśmiał się jakimś gardłowym, nieswoim głosem (…) Szli po schodach instynktownie cicho, bez gadania. Gołąb przeciągał nad studnią podwórza. Był wiatr. (…) – Naprzód – Jerzy był już w bramie. Energiczny ruch ręką, jakby przyspieszony gest siewcy. Posypali się na drugą stronę ulicy, przygięci, jak pod ogniem (…) – Niech żyje Polska – zawołał Malutki – Babciu… – dorzucił po chwili.

1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie.

Dzień Pierwszy.
Na ulicach rozklejono pierwszą odezwę powstańczą: „Polacy! Od dawna oczekiwana godzina wybiła. Oddziały Armii Krajowej walczą z najeźdźcą niemieckim we wszystkich punktach Okręgu Stołecznego”. Siły powstańcze liczyły ok 45 tysięcy. Rozpoczęli walki mając do dyspozycji ok. 2,5 tys. pistoletów, 1475 karabinów, 420 pistoletów maszynowych, 94 ręczne karabiny maszynowe i 20 ciężkich karabinów maszynowych. Walki trwają na Żoliborzu, Woli i w Śródmieściu Północ. Udaje się zdobyć hotel Victoria, gmach Towarzystwa Ubezpieczeniowego Prudential, do niewoli trafia major Max Driske, najwyższy stopniem niemiecki oficer przetrzymywany przez powstańców.
Na wieść o wybuchu powstania Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler powiedział: „Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”.

Dzień Piętnasty (1.08 – 15.08)
Walki trwają. Niemcy dokonują egzekucji na ludności cywilnej, bombowce bombardują Warszawę. Ginie Krzysztof Kamil Baczyński. Komendant Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) Icchak Cukierman wydaje odezwę do bojowników żydowskiego ruchu oporu: „Od trzech dni lud Warszawy prowadzi walkę orężną z okupantem niemieckim. Bój ten jest i naszym bojem (…). Przez bój do zwycięstwa do Polski wolnej, niepodległej, silnej i sprawiedliwej”. Załogi polskich i angielskich samolotów dokonują zrzutów broni, amunicji, żywności, leków, które mają pomoc walczącym. W Pruszkowie Niemcy organizują obóz, przez który przejdzie 550 tysięcy cywilów. Niemcy przejmują Wolę, Ochotę, zajmują Stawki, otaczając szczelnie Stare Miasto. Dowództwo powstania przyznaje pierwsze odznaczenia Virtuti Militari za bohaterstwo w walkach.

Dzień Czterdziesty (16.08 – 10.09)
Walki trwają. Niemcy tworzą Grupę „Dirlenwanger”, której żołnierze zasłynęli ze szczególnego okrucieństwa wobec polskich cywilów w czasie tzw. rzezi Woli. Zajmują Zamek Królewski. Oddziały powstańcze z Kampinosu i Żoliborza usiłują się przebić do Starego Miasta. Bilans dwudniowych walk to 400 rannych i zabitych. Sztab Komendy Głównej ewakuuje się kanałami ze Starego Miasta do Śródmieścia. USA i Wielka Brytania podpisują deklarację, na mocy której powstańcom przyznano prawa kombatanckie. Niemcy mordują 300 rannych w szpitalu św. Jana Bożego. Kapitulacja sił powstańczych na Starym Mieście. Zmasowane bombardowania Warszawy. Rozwiązanie grupy powstańczej „Północ”. Pada Powiśle, rozmowy ze stroną niemiecką w sprawie ewakuacji ludności cywilnej.

Dzień Sześćdziesiąty Trzeci ( 11.09 – 3.10)
Walki trwają. Fiasko polsko niemieckich rozmów. Sowieckie zrzuty broni i żywności. Mimo rozpaczliwej sytuacji gen. Bór Komorowski wzywa do dalszego oporu zbrojnego. Stalin wydaje rozkaz włączenia się do walk, LWP walczy o przyczółki. Ostatnie zrzuty zaopatrzenia dla Warszawy. Ewakuacja wojsk powstańczych kanałami. Kapitulacja oddziałów powstańczych na Żoliborzu. W nocy z 2 na 3 października przedstawiciele Komendy Głównej AK płk Kazimierz Iranek-Osmecki „Jarecki” i ppłk Zygmunt Dobrowolski „Zyndram” podpisują „Układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie”. Generał Bór Komorowski mówi: „Walka nasza w stolicy, pod ciosami śmierci i zniszczenia, z takim uporem przez nas prowadzona, wysuwa się na czoło sławnych czynów bojowych żołnierza polskiego, podczas tej wojny dokonywanych… Dokumentujemy nią moc naszego ducha i naszego umiłowania wolności. Jakkolwiek nie udało się nam uzyskać militarnego nad wrogiem zwycięstwa, bo ogólny rozwój wypadków wojennych na naszych ziemiach nie ukształtował się w ciągu tych dwóch miesięcy walki dla nas pomyślnie, to jednak te dwa miesiące boju o każdą piędź ziemi, ulicy, muru Warszawy dokonały swego zadania politycznego i ideowego… Postanowiłem dalszą walkę przerwać. Wszystkim żołnierzom dziękuję”. Prezydent Raczkiewicz zarządza dwutygodniową żałobę w Polskich Siłach Zbrojnych.

Norman Davis, historyk, napisał: „decyzja rozpoczęcia powstania warszawskiego jest w oczach Polaków najtragiczniejszym błędem w polskiej historii najnowszej(…) Historyk ocenia wszystko przez pryzmat skutków, dlatego bilans powstania jest jednoznaczny – przez sześćdziesiąt trzy dni zginęło 225 tys. cywilów i 25 tys. żołnierzy AK. Liczby te są bardzo szacunkowe i różnią się między sobą, w zależności od danych lat i danych historyków (a co za tym idzie – źródeł). Wiele tych, którzy nie zostali zabici przewieziono do obozów, wielu z nich los w ogóle nie był znany. Podczas trwania powstania ginęły kobiety, dzieci i młodzi, którzy dość szybko się zorientowali, że powstanie nie ma najmniejszych szans, ale kontynuowali beznadziejną walkę.(…) Dwa miesiące trwała masakra – hitlerowcy z mieszkańców robili żywe tarcze, podpalano szpitale wraz z pacjentami i dokonywano masowych egzekucji”.

Nie chcę odnosić się dzisiaj do dyskusji nad sensem powstania. Nie chcę słuchać tych wszystkich „mądrych”, którzy będą analizować, zagłębiać, roztrząsać na wszystkie strony, kłócić się.
Teraz to czas na wsłuchanie się w siebie, by móc dotknąć tego chłopczyka, który zginął od zbłąkanej kuli, pochylić się nad sanitariuszką, której błękitne oczy, piękne, szeroko otwarte próbowały zrozumieć, dlaczego. Teraz to czas, by towarzyszyć powstańcom w ich ostatniej walce, z częścią z nich przejść kanałami, ze zgrozą obserwować egzekucje kobiet, dzieci, starców.

Nie chcę słów, które już rok temu poraziły mnie butą obecnej władzy: „Przywołuję wszystkich, którzy przez dziesiątki powojennych lat nie szczędzili wysiłku, by pamięć o powstańczym zrywie nie uległa zatarciu. Upokarzani i represjonowani przez siły zmierzające do wykorzenienia tradycji niepodległościowej nie wahali się utrwalać ją i przekazywać kolejnym pokoleniom. przywołuję prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego oraz Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK – współinicjatorów wielu akcji upamiętniających w kraju i na emigracji niepodległościowy wysiłek AK. Przywołuję prezydenta miasta stołecznego, później prezydenta RP, zwierzchnika sił zbrojnych, Lecha Kaczyńskiego, który stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego – wiekopomny znak pamięci i edukacji o powstaniu. Wraz z żołnierzami powstania gen. Stanisławem Komornickim ps. „Nałęcz” oraz płk Zbigniewem Dębskim ps. „Prawdzic” zginęli na służbie Ojczyzny w katastrofie smoleńskiej, a ich dzieło na zawsze stanowić będzie hołd dla bohaterstwa powstańców Warszawskich”.

1 sierpnia Warszawa zapłacze. Zapłacze cała Polska. Łańcuchem wspomnień opleciemy te 63 zakrwawione kartki, by chronić je przed politykami, ich gierkami i spekulacjami.

MY pamiętamy w milczeniu, pochylając nisko głowy, obecna władza udaje, że czci, składa hołd, gdy tak naprawdę zaspokaja swoje nadmuchane ego.
My zapalimy świeczkę, władza odegra teatrzyk z ofiarami katastrofy smoleńskiej w roli głównej.

Ta władza kiedyś odejdzie, pozostaniemy MY i pozostanie prawda o bohaterach, tych prawdziwych, nie wykreowanych dla dobra pisowskiej polityki. O Powstańcach Warszawskich, dla których godność, honor, patriotyzm nie były zlepkiem sloganów.

NAJLEPSZE PODSUMOWANIE DNIA!!!

CZY BĘDZIE REKORD FREKWENCJI? MŁODZIEŻ WALI NA WOODSTOCK ZE WSZYSTKICH STRON. TO BĘDZIE NAJPIĘKNIEJSZY FESTIWAL NA ŚWIECIE

SZOK!!!! CZY BĘDĄ GO WRĘCZAĆ POWSTAŃCOM????

>>>

OJCIEC TADEUSZ PROSI O WIĘCEJ…

W kwestii wody z kranu.

Zuzanna Radzik (teolożka, publicystka współpracująca z „Tygodnikiem Powszechnym”, autorka książki „Kościół kobiet”. Pisze o dialogu polsko-żydowskim i teologii feministycznej. Działa w Forum Dialogu) pisze w „Wyborczej” o na swoim blogu o marszu ONR. Wszystko było bardziej wstrząsające, niż się spodziewałam. Na przedzie krzyż, a tłum krzyczy: „Ave, Christus Rex”. A potem zaraz: „Znajdzie się kij na lewacki ryj!”.

Mocuję się, szukając odpowiedniego tłumaczenia, i nic.

Słowniki wiele nie pomogą, bo dopiero w 2016 roku słownik oksfordzki języka angielskiego dodał słówko „upstander” do swojego zasobu, i to na żądanie legislatury stanu New Jersey.

Wszystko dzięki Sarah Decker i Monice Mahal, które trzy lata wcześniej rozpoczęły w swojej szkole akcję w tej sprawie. Temat podchwycił senator stanowy i w efekcie legislatura stanu New Jersey zobowiązała Oxford Dictionaries i Merriam-Webster Inc. do uzupełnienia słownika.

Słowo, o które chodzi, ukuła dyplomatka Samantha Power, a rozpropagowała amerykańska organizacja edukacyjna Facing History and Ourselves, która uczy nauczycieli, jak wyciągać z uczniami etyczne i obywatelskie wnioski z historii. Powtarzając, że „ludzie dokonują wyborów, a te wybory kształtują historię” (People make choices, choices make history), Facing History definiuje upstandera jako osobę, która podjęła decyzję, by wpływać na kształt świata przez występowanie przeciw niesprawiedliwości i wprowadzanie pozytywnej zmiany.

Efekt majówki?

Kto zacznie ze mną akcję, żeby ten termin zgrabnie przetłumaczyć i wprowadzić do słownika? Jakby tu oddać jego nieco rebeliancki, ale też obywatelski charakter? A może do ukucia neologizmu zainspirować się nazwiskiem Ireny Sendlerowej? W końcu to ona na wykładach stała na znak sprzeciwu wobec getta ławkowego, a szturchnięta przez bojówkarza ONR z pytaniem, czemu stoi, odpowiedziała: „Bo jestem Polką”.

No, upstander, jak się patrzy! O ratowaniu dzieci z getta nie wspominając. Może przetłumaczmy upstandera tak: sendler.

O upstanderze myślę od soboty. Od tego nieszczęsnego marszu ONR przez centrum stolicy, który przyszło mi oglądać, choć, niestety, nie udało się zablokować. I od dokumentu Episkopatu, który ostatecznie na tytuł „sendlera” nie zasłużył, bo chyba przestraszył się sam siebie.

Wydawało się, że nie będzie żadnych zaskoczeń. Blokujących jednak mniej, niż się spodziewałam. Może efekt majówki. To, że policja interweniuje w reakcji na taką blokadę, było przewidywalne, choć w którymś momencie wtargnęła w nasz tłum zaskakująco brutalnie.

Ma rację korespondent AP, że to była brutalność nieuzasadniona. Było nas tak niewiele, że można nas było i tak łatwo zepchnąć na chodnik. Czy przywidziało mi się, że policjant popychał i kopał chłopaka obok? Nie, same ledwo się uchyliłyśmy.

Wydarło się z gardeł

Chwilę potem nadeszli. W luźnym szyku, z teatralnie wysokimi sztandarami i flagami, jakby chcieli swój marsz zagęścić. I wtedy okazało się, że na przedzie idzie krzyż, a tłum krzyczy: „Ave, Christus Rex”.

„Co???” – wydarło nam się z gardeł.

Wszyscy wokół krzyczą. Marsz swoje, blokada stara się go przekrzyczeć słowami: „Warszawa wolna od faszyzmu”. Wbiło nas w chodnik. To nie może się dziać naprawdę! Z krzyżem? Z Chrystusem w okrzykach? Nie przeszło jeszcze nawet pół pochodu, gdy hasło zmienili na: „Znajdzie się kij na lewacki ryj!”.

I jakoś to wszystko: kolory, proporce, maszerujący w szyku, opaski na ramionach, okrzyki i ten krzyż było bardziej wstrząsające, niż się spodziewałam.

Najwspanialej reagowała Zuza, z którą byłam na blokadzie. Z tak spontanicznym oburzeniem, że aż zawstydzało. W końcu, gdy dogoniłyśmy czoło demonstracji (bo policja przypadkiem odcięła nas kordonem od naszej blokady), nie wytrzymała i wdała się w dyskusję z panami niosącymi krzyż.

Nie pomogło tłumaczenie policjantom, że to taka wewnątrzkatolicka dyskusja o nadużywaniu symboli religijnych. Odciągnęli nas i spisali.

A gdy spisywali, Zuza zagadywała przechodniów, wołając: „Nie wierzę! Czy państwu to nie przeszkadza?”.

„Przeszkadza” – nieśmiało i cicho odparła stojąca najbliżej nas kobieta z dziećmi.

I tu chyba jest sedno. Bo gdy marsz szedł ku placowi Zamkowemu, po obu stronach ulicy mijał mnóstwo spacerowiczów z lodami, dziecięcymi wózkami, balonikami. Wiadomo, Krakowskie Przedmieście w weekend.

Czy państwu to nie przeszkadza? – chciało się wołać. I pewnie niejeden powiedziałby, że tak. A jeśli by im przeszkadzało, jeśliby rozumieli, dlaczego powinno, to naprawdę spacerowiczów było tam więcej niż ONR-u. Trzeba było tymi wózkami dziecięcymi zajechać im drogę, a proporce zasłonić gęstwiną baloników z helem.

A może czas uczyć tak historii, żeby z niej wyciągać moralne i obywatelskie wnioski, a nie tylko się nią emocjonować. Zamiast być dumnym z wielkiej Polki Sendlerowej, zacząć rozmawiać, jak przygotować się do podjęcia takich decyzji, jakie one podjęła.

O tym, ile kosztuje, by zachować się tak jak ona? Jak kształtować charakter, wrażliwość i odwagę cywilną, zanim stanie się przed taką próbą? A przy okazji wspominania jej postawy warto przypomnieć, co to ten ONR. Pytanie, jak zamiast stojących w szeregu lub przechodzących mimo zrobić z nas i młodszych od nas „sendlerów/upstanderów”, jest być może najdonioślejszym, jakie staje przed wychowawcami i formatorami.

Biskupi bezpiecznie, z boku

Cała ta demonstracja wydarzyła się tuż po tym, jak Konferencja Episkopatu Polski zebrała pochwały od prawa do lewa za swój dokument o patriotyzmie. Ale jeśli uważnie się wczytać, w gruncie rzeczy biskupi stanęli bezpiecznie z boku, jak tej soboty przechodnie na Krakowskim Przedmieściu. Trudno powiedzieć, co właściwie myślą.

Nawet jak wyrażają niepokój, to nie chcą go nazwać.

Nie było tego głosu, gdy zachodziliśmy w głowę, co robią sztandary ONR w białostockiej i łódzkiej katedrze i czemu ksiądz z wałów Jasnej Góry zakrzykuje: „Chwała wielkiej Polsce!”.

Brakowało, gdy polski Kościół nie miał sposobu, by opanować młodego księdza, który mienił się duszpasterzem narodowców i zyskiwał zwolenników również noszących sutanny. Chciałoby się usłyszeć lament biskupów, gdy Centrum Badań nad Uprzedzeniami przy UW prezentowało wyniki badań na temat uprzedzeń i mowy nienawiści, które pokazują znaczący wzrost nastrojów antysemickich i antyislamskich, zwłaszcza wśród młodzieży.

Badacze tłumaczyli, że następuje desentycyzacja, czyli spada uznanie nienawistnych wypowiedzi za obraźliwe, bo się do nich przyzwyczajamy. Ale przecież takich dosłowności i konkretów w tym dokumencie nie ma.

A może biskupi nie chcieli mówić wprost, ale swoim tekstem pragnęli stanąć w obronie właśnie pacyfikowanego politycznie Muzeum II Wojny Światowej, które niezbyt patriotycznie pokazuje, jak straszna jest wojna? W końcu o potwornościach wojny wspominają w swoim tekście.

Czy ogłaszając go właśnie teraz, pragnęli zwrócić uwagę na ignorowaną przez władze państwowe rocznicę akcji „Wisła”? Wszak piszą, o „poczuciu wspólnoty wobec wszystkich obywateli, bez względu na ich wyznanie czy pochodzenie”, co pewnie powinno obejmować również Ukraińców.

Czy może, wspominając, że miłość narodu nie może być powodem pogardy do innych, chcieli nas namówić do blokady idącego dwa dni później przez Warszawę rocznicowego marszu Obozu Narodowo-Radykalnego?

Zgaduję jednak, że nic konkretnego od nas nie chcieli, a już z pewnością nie w sprawach bieżących.

Co nam teraz po tym ostrożnym dokumencie? Podczas kiedy biskupi zbierają pochwały za swoją spóźnioną i wyważoną reakcję, po stołecznych ulicach z krzyżem na czele maszeruje nam ONR. Myślicie, że wyciągną wnioski z własnego dokumentu? Że biskup tej części Warszawy nazwie to, co się działo nieopodal jego kurii i katedry, nadużyciem? A może trzeba było zejść z biskupiej kanapy i zajrzeć, co się dzieje na placu Zamkowym? Może – jak apeluje Zbigniew Nosowski – sytuacja znajdzie odbicie w trzeciomajowych kazaniach naszych pasterzy? Chętnie dam się zaskoczyć, ale jakoś nie wierzę. A tych kazań okolicznościowych trochę się zwykle boję.

Nie mnożyć słów

Biskupi napisali w sumie rzeczy oczywiste, na przykład że egoizm narodowy jest niechrześcijański, a prawdziwy patriotyzm przejawia się w szacunku do prawa. Czy faktycznie potrzebujemy, żeby nam wyjaśnili, że niekatolik to też dobry Polak, i czy przypadkiem nie brzmi to protekcjonalnie?

To instrukcja bezpiecznego patriotyzmu, nie ma w niej specjalnie wyzwań. Po trzydziestu latach debat o również czarnych kartach historii słyszymy tu o potrzebie przebaczenia, ale nic o tym, jak robić rachunek sumienia i o przebaczenie prosić.

A chyba udowodniliśmy, że mamy z tym problem. Podobnie pewnie do wszystkich społeczeństw. Owszem, zwracają uwagę, by się uwolnić od własnego bólu, ale nie mówią, co mamy zaproponować tym, którzy z naszego powodu są zbolali.

Nasi pasterze nie dają wskazówek, jak budować swój patriotyzm bez zaprzeczania wyrządzanym przez współobywateli krzywdom, co jest tak często wyśmiewane jako „pedagogika wstydu”.

Daleko nie szukając, w tym duchu właśnie pisze w „Gościu Niedzielnym” rektor wydziału teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego, o. prof. Dariusz Kowalczyk SJ, który z przekąsem mówi o patriotyzmie ograniczającym się do kasowania biletu i sprzątania po psie, sam jednak z troską pochyla się nad tym, że nazwa „caffe latte” wypiera prawdziwie polską „kawę z mlekiem” z restauracyjnych menu.

A skoro rektor wydziału teologii złości się, że dofinansowanie dostało „Pokłosie”, a nie film o rodzinie Ulmów, wymordowanej za pomoc Żydom, to trudno się dziwić, że trudne rozmowy o pamięci i historii nie znajdą odpowiedzi także w dokumencie biskupów. Widać Kościół nie widzi swojej roli w formowaniu sumień i przygotowaniu rachunku sumienia, tylko dba o nasze dobre samopoczucie.

To istotne, że w dokumencie wspomniano o wieloetniczności obywateli dawnej Rzeczypospolitej, prawda jest jednak taka, że taką edukację ciągną zapaleni nauczyciele i organizacje pozarządowe, ale najczęściej nie katecheci.

Nie można było nie wymienić Holocaustu, ale cóż z tego, skoro niewielu metropolitów bywa na rocznicach tych tragicznych wydarzeń obchodzonych w ich miastach. Już nie mówiąc o inicjowaniu tej pamięci tam, gdzie jest trudna lub jej nie ma.

Jak wreszcie zobaczę metropolitę warszawskiego i alumnów seminarium 19 kwietnia pod pomnikiem Bohaterów i Męczenników Getta, to dopiero uwierzę.

Pociechę można znaleźć w tym, że życie rzuca tak wiele wyzwań (a jak wiemy, „people make choices, choices make history”), że jeszcze nieraz będziemy mogły i mogli dokonać wyborów, które pozwolą nam zostać „sendlerami/upstanderami”.

Właściwie wszystko jeszcze przed nami, tylko niech nas nie uśpi 13-stronicowy dokument Episkopatu. Zresztą dokumenty są łatwe, a potem można składować je w archiwum. Co jednak zrobić, by jak prawdziwy „sendler/upstander” wprowadzać w świecie zmianę, a nie tylko mnożyć słowa?

Takich sendlerowych/upstanderowych dylematów wszystkim nam życzę z okazji nadchodzącego narodowego święta.

„Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków, bo nie został przez wszystkich wybrany” – ogłosił PAD w TVP Historia

Waldemar Mystkowski pisze o dniu, jak co dzień.

Witold Waszczykowski znowu wstał lewą nogą. Z samego rana odpowiedział Emmanuelowi Macronowi nie na temat, bo kandydat na prezydenta Francji nie powiedział, że „Polacy mają sympatię wobec imperialnej Rosji” (jak czytamy w komunikacie polskiego MSZ – która byłaby notą dyplomatyczną, gdyby Macron został prezydentem Francji), lecz Macron zestawił reżimy „panów Orbana, Kaczyńskiego i Putina”.

Waszczykowski powinien z rana odczekać, dojść do siebie, przemyśleć i dopiero wówczas odpowiedzieć. Acz najrozsądniej byłoby, gdy poczekał do wyboru prezydenta Francji. Już teraz zasuwa takie wpadki, co będzie, gdy Macron zostanie prezydentem?

Waszczykowskiemu wtórował Ryszard Czarnecki. Ten to mógł znowu spać w swoim krawacie czerwono-białym. Takie barwy w paski nosi od czasów służenia innemu geniuszowi Andrzejowi Lepperowi. Czarnecki pouczył Macrona via Telewizja Republika: „Popełnia poważny błąd. Jesteśmy liderem nowej Unii i lepiej dobrze z nami żyć”.
Czarnecki mógł się w ogóle nie wybudzić. Liderem, prymusem Unii już byliśmy, teraz najwyżej tej Unii jesteśmy osłem – bo tam nas posadzono, do oślej ławki dla liderów specjalnej troski. Czarnecki mógł też pomylić Unię, np. nową Unię z „ciepłym człowiekiem”.

Ale najlepszy jest jednak Jarosław Kaczyński. Przy odsłanianiu pomnika brata Lecha Kaczyńskiego (i Marii Kaczyńskiej) w Białej Podlaskiej był łaskaw się podzielić tym, czego nie podają jeszcze podręczniki historii: „Gdyby nie pozycja Lecha Kaczyńskiego w Solidarności, ta formacja nie miałaby żadnych szans”.

Tak brat Jarosława się zakonspirował, że norweski Komitet Noblowski przez pomyłkę przyznał pokojową nagrodę Lechowi Wałęsie.

To zdaje się główny powód reformy edukacji. Tylko czekać, gdy dowiemy się, że obydwu braci K. wykarmiła wilczyca i tak powstał Rzym. W kosmos zaś nie została wysłana Łajka, tylko kot Alik prezesa. W związku z wyznaniem Kaczyńskiego pod pomnikiem w Białej Podlaskiej dla wielu internautów zasadne jest pytanie: czy prezes bierze to samo, co Macierewicz?

„Ucho prezesa” to marny kabaret – wypowiedzi Waszczykowskiego, Czarneckiego i prezesa to poziom nie do osiągnięcia przez Kabaret Moralnego Niepokoju.

Kleofas Wieniawa pisze o Waszczykowskim, który dał odpowiedź Emmanuelowi Macron.

Witold Waszczykowski nie zrozumiał tego, co powiedział Emmanuel Macron. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem, ale mogę tylko odnieść się do walorów intelektualnych Waszczykowskiego – czyli niewielkich, a polityczne walory szefa dyplomacji polskiej są takie, jak „sukces” 1:27.

Jak to się dzieje, iż polska dyplomacja ma problem z kandydatem na prezydenta? A co będzie, jak on będzie prezydentem? Czy już słynne mistrale będą chodzić u pasera za pół dolara?

Taka jest wartość polskiej dyplomacji. Można ją tylko zbywać u pasera. Nikt poważnie nie potratuje złotych myśli Waszczykowskiego, może je upłynnić tylko u pasera, czyli elektoratu PiS. Kupią każdą brednię.

Kandydat (jakkolwiek murowany) Macron był się wyrazić o swojej konkurentce Marine Le Pen, iż ma sojuszników, to są „reżimy panów Orbana, Kaczyńskiego i Putina”.

W kraju możemy sprzeczać się (pisze o ludziach rozumnych), czy demolka Trybunału Konstytucyjnego to kontuzja demokracji? Jak poważna? Itd. Na pewno nie możemy sprzeczać się, co do mediów publicznych, bo ich nie ma, są media dawniej publiczne, dzisiaj partyjne. Jak Polacy nazywali partyjne media NSDAP obce Polakom, oprócz szmalcowników? No, jak? Gadzinówkami. I ja tak nazywam – TVP – to gadzinówka.

Jak można nazwać przymiarkę Zbigniewa Ziobry (nawiasem żaden z niego prawnik, a język polski jest mu przeszkodą), który zniszczy za chwilę władzę sądzenia (niezależną od rządu i władzy ustawodawczej w definicji standardu demokratycznego) – KRS, sądy? No, jak?

Jest tego więcej. Czy nie można nazwać tego rezimem? Można. Co? Jeszcze nie zabija się Polaków przez resorty siłowe? PRL też w dojrzałej fazie zabijał „niechętnie” i to bardzo sporadycznie. PiS już uruchomił narzędzie, które pozwolą używać siły. To się zawsze kończy jednako – rozlewem krwi. Ba, te narzędzie są nie do powstrzymania. ONR – już nie jest do powstrzymania, wspierane przez posłów PiS. I przede wszystkim najgorsze narzędzie – Wojska Obrony Terytorialnej.

O tym  mówił Macron. Kandydat na prezydenta Francji zestawił nazwiska. Powtórzę – zestawił. Co pisze Waszczykowski w odpowiedzi Macronowi?

Oto: Macron „nie ma prawa oskarżać Polaków o sympatię wobec imperialnej Rosji”. Macron nie powiedział o sympatii wobec Rosji. Wszelkie reżimy (zwłaszcza sąsiadujące ze sobą) znoszą się, walczą ze sobą, doprowadzają do wojny. Bo „Rusek jest ponad wszystkich. Rosja dla Rusków, tylko Rusek” stanie przeciw „Polak jest ponad wszystkich, Polska dla Polaków, zawsze Polak””.

Wojny to walka nacjonalizmów. I dlatego, że ich nie było po 1945 roku, dlatego nie było w Europie wojen, wszak na kontynencie, gdzie najwięcej wojen odbywało się w historii. To jest ogromna zasługa Unii Europejskiej. A oprócz tego dobrobyt. O tym mówi Macron. I z tym walczy PiS.

A Waszczykowski ma problem z podstawowym myśleniem, z mysleniem na poziomie szkoły podstawowej. Porównanie o zestawienie nazwisk nie jest „sympatią”.

Takie mamy niedouczone towarzystwo u władzy, manipulatorskie. Może Marine Le Pen nadużyła określenia, iż razem z Kaczyńskim dokona rozkładu Unii Europejskiej, może. Lecz w debacie publicznej używają tych samych argumentów, takiej samej są prowenciencji ideowej, taki sam marny styl jest im właściwy. Dzisiaj Kaczyńskiemu nie opłaca się mówić o opuszczeniu Unii, ale wszystko wskazuje, że do tego dąży. Przyjdzie taki moment, że plunie jakimś elementem animalnym, gorszym sortem, gestapo. Prezes PiS nie jest kimś szlachetnym, ani takie nie jest jego myślenie. To „czysty” tombak, którym można orżnąć pasera.

Ależ mamy bryndzę intelektualną u władzy. Tak mogę tylko zrecenzować „twórczość” dyplomatyczną Waszczykowskiego. Brr… Grafoman! To nie jest powstanie z kolan, to jest padnięcie na twarz. Żaden rozumny człowiek nie użyje takiego kiczu metaforycznego.

WSZYSCY TO JUŻ WIDZĄ. FRANCUZI. AMERYKANIE. KIEDY ZOBACZĄ TO POLACY?

>>>

JAKBY KTOŚ NIE WIEDZIAŁ… TO PROSZĘ 🙂

POLACY MAJĄ JUŻ DOŚĆ DZIELENIA I SIANIA NIENAWIŚCI. PANIE PREZYDENCIE. OPANUJ SIĘ PAN!

ZGODNIE Z PRAWEM I KONSTYTUCJĄ… ALE KTO W PAŃSTWIE PiS WYSTĄPI PRZECIW KOŚCIOŁOWI?

Stanisław Skarżyński z OKO.press („Wyborcza”) pisze o wypowiedzi Andrzeja Dudy i jego pokrewieństwie z ONR. Raymond Chandler zauważył, że „dziedziczy się krew, nie kręgosłup”. Prawdziwości tej tezy dowodzi pewien doktor prawa, syn profesorskiej, inteligenckiej rodziny, który okazał się karierowiczem niezdolnym do lektury ze zrozumieniem niezbyt skomplikowanej Konstytucji RP.

Każdy marsz ONR to gwóźdź do trumny PiS

Symbolika zapaści dzisiejszej Polski jest momentami porażająca: jednego dnia wieczorem zmarł Wiktor Osiatyński, a następnego rano przez Warszawę pod ochroną policji maszerował ONR. Pochód niedowładu rozumu, zwanego w międzywojniu obrazem nędzy i rozpaczy, byłby właściwie bez znaczenia – gdyby nie to, jak usilnie władza PiS usiłuje się faszystom przypodobać.

Pierwszy był Mariusz Błaszczak, który nie ośmieszył, a po prostu sprostytuował polską policję, nakazując jej służyć oenerowcom w roli parasola i podnóżka; to dzięki wasalnej postawie ministra spraw wewnętrznych łysi chłopcy mogli spokojnie sławić swoją faszystowską ideologię w centrum stolicy państwa, na którego terytorium naziści zorganizowali Holocaust.

Drugi był Andrzej Duda, który ogłosił w TVP coś bardzo oenerowcom bliskiego – mówiąc o synach i wnukach zdrajców powiedział coś z daleka śmierdzącego pomysłami na czystość krwi. Antysemicki internet pełen jest drzew genealogicznych polskich polityków i uczonych, gdzie w tonie sensacji i demaskacji opisuje się żydowskie nazwiska, które mieli nosić ojcowie i dziadkowie tam wymienianych. To do nich uśmiechnął się prezydent, mówiąc o synach i wnukach zdrajców, którzy zajmują w Polsce stanowiska i którzy nie chcą ujawnienia prawdy.

Od dawna wiadomo, że tak łatwo nie jest. Raymond Chandler słusznie zauważył kiedyś, że „dziedziczy się krew, nie kręgosłup”. Prawdziwości tej tezy dowodzą i Werner Oder, syn esesmana i zbrodniarza wojennego, który jest pastorem i modli się ramię w ramię z rabinami o pojednanie i wybaczenia, i pewien doktor prawa w Polsce, syn profesorskiej, inteligenckiej rodziny, który okazał się karierowiczem niezdolnym przeczytać ze zrozumieniem niezbyt skomplikowanej Konstytucji RP, wiarołomcą poświęcającym zasady państwa prawa w imię lojalności partyjnej.

Te umizgi do narodowców są jednak dobrą wiadomością, bo PiS znowu zachowało się jak partia Moczara. Łącząc populizm z nacjonalizmem, znów pogniotło tę wkładaną przez siebie przy okazji każdych wyborów maskę organizacji cywilizowanej. Po tych otwartych, w świetle kamer i w centrum miasta pieszczotach z oenerowcami jeszcze trudniej im będzie skutecznie nakłamać, że są partią szanującą prawo, wolność, demokrację.

Zresztą na owoce nie będzie trzeba czekać aż do wyborów – po tej żenującej wypowiedzi prezydentowi Dudzie nie wolno ani osobiście przyjść, ani próbować napisać listu do uczestników uroczystości pogrzebowej profesora Wiktora Osiatyńskiego. Niech miarą spychania się PiS do nacjonalistycznego narożnika będzie to, że nie ma po prostu takich słów, którymi prezydent i PiS mogłyby dziś pożegnać tego obrońcę wolności, równości i praw człowieka.

„Pisowscy politycy nie ukrywają swoich sympatii do neofaszystów z .

GIERTYCH ROZŁOŻYŁ SZYDŁO NA ŁOPATKI 🙂

„DZIECI I WNUKI KOMUNISTÓW CIĄGLE SPRAWUJĄ PROMINENTNE STANOWISKA W POLSCE” ? PANIE PREZYDENCIE. PODSYŁAMY PANU GOTOWCA

Pisarz i dziennikarz, który został wyrzucony z Radiowej Trójki Jerzy Sosnowski pisze na swoim blogu także o Dudzie.

O pewnej wypowiedzi pana prezydenta

To nie jest mój osobisty problem: moi rodzice nie walczyli z „Żołnierzami Wyklętymi”, bo najpierw studiowali, a potem uczyli podstaw elektroniki i nawet nie należeli do PZPR; nie walczyli też z „Żołnierzami Wyklętymi” moi dziadkowie, bo obaj zginęli na wojnie (jeden walczył w kampanii wrześniowej, drugi współzakładał konspiracyjne „Wigry”), ani babcie, bo jedna po wojnie uczyła wiejskie dzieci, a druga imała się rozmaitych prac, od prowadzenia bufetu na lotnisku po urzędowanie w księgowości na Politechnice Warszawskiej, żeby , będąc wdową, utrzymać się z trójką dzieci. Co do pradziadków, to jeden był w Dwudziestoleciu współtwórcą, a potem rektorem odnowionej SGGW, a drugi – kolejarzem w Galicji. Prababcie prowadził domy.

Czy już zauważyłeś, Czytelniku, co się dzieje? To, co powyżej, to klasyczne wyjaśnianie, że się nie jest wielbłądem. Ale żeby wypowiadać się w jakimś sporze, warto jednak ustalić, czy jesteśmy w nim przymusowym przedmiotem, czy też, na podstawie wolnej decyzji, podmiotem sporu. Choć sam spór wydaje mi się intelektualnie miałki, a moralnie wstrętny.

Pan prezydent w wywiadzie dla TVP Historia (przytaczam za http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/548679,andrzej-duda-polityka-historyczna-prezydent-pis-lech-kaczynski-zolnierze-wykleci.html) powiedział tak: „Bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce zwłaszcza po 1989 r. w mediach i innych wpływowych instytucjach, fundacjach, zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie aktywnie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi w ramach utrwalania ustroju komunistycznego, czyli krótko mówią byli zdrajcami – dzisiaj byśmy tak powiedzieli wprost, ja w każdym razie bym tak powiedział. (…) Miejmy tego świadomość, że dzisiaj dzieci i wnuki zdrajców Rzeczypospolitej, którzy walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w różnych miejscach. Nigdy nie będą chcieli się zgodzić na to, żeby prawda o wyczynach ich ojców, dziadków i pradziadków zdominowała polską narrację historyczną, będą zawsze przeciwko temu walczyli.

No to dla czystości wywodu zostawmy na boku kwestię oceny „Żołnierzy Wyklętych”: przyjmijmy, że ich zbrojna działalność w 1945 była bez wyjątku i we wszystkich szczegółach szlachetna – i tym samym, że ludzie, którzy opowiedzieli się po przeciwnej stronie, nie mieli absolutnie żadnych zupełnie argumentów, czyli że byli bezdyskusyjnymi i świadomymi własnego zaprzaństwa zdrajcami Ojczyzny. W porządku, roboczo przyjmijmy, że była to walka jednoznacznego dobra z oczywistym złem.

I przy takim założeniu przyjrzyjmy się tej wizji. Rodzi się dziecko ZŁYCH LUDZI. I, załóżmy, a to w przypadku pokolenia urodzonego po wojnie nie jest założenie pozbawione empirii, że następnie buntuje się przeciwko aksjologii rodziców. Co ma zrobić, żeby jako siedemdziesięciolatek nie narazić się panu prezydentowi? Czy dobrze rozumiem, że w gruncie rzeczy powinno nic nie robić, zaszyć się w kątku i udawać przez całe życie, że go nie ma? Bo aktywne przeciwdziałanie skutkom tego, co robili rodzice, czyli branie udziału w opozycji antykomunistycznej, co nieraz powodowało zajęcie po 1989 roku eksponowanego stanowiska, naraża je tylko na zarzut, że zinfiltrowało szlachetny ruch, od urodzenia dotknięte przekazaną mu w genach winą?

Ale idźmy dalej, bo pan prezydent nie zatrzymał się na pokoleniu dzieci. To dziecko dorosło i ono ma z kolei dzieci. To już wnuki tamtych złych ludzi. Nie mylę się chyba, że i na nim – zdaniem obecnych władz – ciąży owa wina, uniemożliwiając mu jakiekolwiek publiczne działanie? Bo w tle jest dziadek, który był zdrajcą? I w gruncie rzeczy wszystko jedno, jakie wybory podejmuje wnuk? A w każdym razie jakiekolwiek „eksponowane stanowisko” jest mu wzbronione, czy tak? Ponieważ… No właśnie, co z uzasadnieniem? To, co osiągamy w życiu, od nas zależy, czy od naszych przodków? Można się od nich wyzwolić, czy nie?

A przecież nawet obóz pana prezydenta przyznaje milcząco, że można w trakcie życia zmienić poglądy – co tam poglądy dziadków, własne poglądy! – i nawrócić się. To np. casus sędziego Andrzeja Kryże (podsekretarz stanu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, natomiast wcześniej, do rozwiązania, członek PZPR i, nawiasem mówiąc, syn stalinowskiego sędziego, uczestniczącego m.in. w mordzie sądowym na rotmistrzu Pileckim – por. Wikipedia), Stanisława Piotrowicza (członek PZPR od 1978 roku, prokurator oskarżający opozycję w stanie wojennym), a nawet Antoniego Macierewicza (w młodości – trockista), nie wspomnając o Marcinie Wolskim czy Krzysztofie Czabańskim (w swoim czasie członkowie PZPR). Czy więc poprawnie rozumuję, że istnieje metoda na skuteczne oczyszczenie się zarówno z własnych win, jak z win rodziców, dziadków i pradziadków (!) – pod warunkiem mianowicie, że znajdziemy się we wspomnianym obozie politycznym pana prezydenta? Czy przypadkiem to rozumowanie, odwołujące się z pozoru do etyki (co prawda niechrześcijańskiej, ale o to na razie mniejsza), w ostatecznym rozrachunku nie jest po prostu narzędziem moralnego szantażu?

Znów jednak „dla dobra śledztwa” odłóżmy na bok tę oczywistą niekonsekwencję. Przyjrzyjmy się samej idei dziedziczenia winy. Tak, w tradycji judeochrześcijańskiej istnieje JEDEN GRZECH, który się dziedziczy, a mianowicie tzw. grzech pierworodny. Wszystkie pozostałe popełnia się na własne konto i nie obciążają one krewnych, czy potomków. Bez tego założenia lądujemy bez ratunku w świecie deterministycznym, w którym o naszym losie decydują NIEODWOŁALNIE decyzje rodziców, o ich losie – znów nieodwołanie – decyzje ich z kolei rodziców i tak dalej. To jest myślenie rodem z marksizmu-engelsizmu (i praktyki stalinowskiej!), któremu zresztą wymyka się sam Marks, bo przecież jego rodzice doprawdy nie pochodzili z proletariatu. Temu myśleniu przeciwstawia się konsekwentnie cała tradycja Kościoła Powszechnego, którego święci w ogromnej części buntowali się przeciwko aksjologii domu rodzinnego. Inaczej musielibyśmy stwierdzić, że fałszywymi świętymi są Franciszek z Asyżu, Agnieszka męczennica, Augustyn z Hippony, żeby już o Pawle z Tarsu nie wspominać.

Zawzięty obrońca tego typu myślenia może bronić się na dwa sposoby. Jeden: istnieje sentyment do przodków i potomek z założenia będzie ich bronił. Naprawdę? A Niklas Frank, syn generalnego gubernatora okupowanych ziem polskich? A, żeby z przeciwnej strony rzecz pokazać, Patricia Hearst, córka magnata prasowego? Józef Stalin, wychowywany na prawosławnego księdza? Janis Joplin, która miała być grzeczną dziewczynką? Z zachowaniem proporcji: któryś z braci Kurskich (za mało wiem o ich domu rodzinnym, żeby ustalić, który)? Świat jest pełen zbuntowanych dzieci. Nie twierdzę, że klimat domu rodzinnego jest dla nas nieważny. Owszem, jest ważny, gdyż musimy go albo przyjąć, albo odrzucić (plus możliwości pośrednie). I nieraz ludzie decydują się na to ostatnie rozwiązanie. Ten sposób obrony słów pana prezydenta jest po prostu niezgodny z empirią.

Drugi sposób: dostrzeganie (odłożonej przeze mnie kilka akapitów temu) skomplikowania, jakoby rzekomego, sytuacji powojennej, to widomy dowód na niewygasłe sentymenty. Ale tu znów fakty mówią inaczej. O kontrowersyjnych biografiach niemałej części „Żołnierzy Wyklętych” mówią historycy, których KREW JEST CZYSTA. Podkreślam złośliwie to wyrażenie, gdyż w słowach prezydenta Andrzeja Dudy widać wyraźnie, daj Boże nieuświadomiony, swoisty rasizm: przekonanie, że pokrewieństwo znaczy więcej, niż nasze świadome decyzje życiowe. Chyba, że staniemy się chwalcami prezesa Kaczyńskiego. Jest mi bardzo przykro, ale nie umiem pozbyć się w tym momencie skojarzenia z aforyzmem pewnego zbrodniarza, który miał powiedzieć: „To ja decyduję, kto tu jest Żydem”. Nie chodzi mi, rzecz jasna, o zrównywanie PiSu i NSDAP – należy znać miarę, inaczej zrelatywizujemy zło nazizmu. Nie da się porównać zjełczałego masła i kurary, że niby jedno i drugie szkodzi. Chodzi mi tylko o fakt, że uruchomiono myślenie, udrapowane w szaty moralizmu, a w istocie kierujące się przeciwko podstawom moralnym kultury, której rzekomo broni.

O codzienne łamanie swobód demokratycznych oskarżył polskie władze faworyt wyborów prez. we Fr. Emmanuel Macron.

BRAWO 😁 👍👏

NARODOWCY TEGO NIE PRZEŁKNĄ… KLOSS (za przeproszeniem) STANIE IM W GARDLE 🙂

Waldemar Mystkowski analizuje jeden tweet Marka Kuchcińskiego.

„Penelopa” Kuchciński w szlafmycy, wierny prezesowi

To nie żart, że Marek Kuchciński jest drugą osobą w państwie wg protokołu dyplomatycznego. Wiem, że to brzmi jak z Mrożka. Andrzejowi Dudzie coś się stanie, nie będzie mógł pełnić obowiązków prezydenta, wówczas wskakuje na jego miejsce Kuchciński.

Niektórzy mogą zapytać, a który to, jak on wygląda? Może wówczas być pomocne przypomnienie: to ten, do którego Michał Szczerba zwrócił się szarmancko „panie marszałku kochany”, a onże ze swoiście pojętej wdzięczności był łaskaw go wykluczyć z posiedzenia Sejmu, a następnie z partyjną zgrają zbiegł do Sali Kolumnowej, aby przyjąć ustawy bez kworum, w tym najważniejszą – budżetową na rok 2017 i słynną lex Szyszko, która skutkowała tym, że raczej wzrósł smog w naszych miastach, niż ustawa posłużyła zdrowiu.

Wkład Kuchcińskiego jest więc duży, choć on jest nierozpoznawalny. I zdaje się, że tej cesze hołduje. Figura „Niewidzialny człowiek” ma całkiem pokaźną literaturą. Nawet bezpośrednio w tytułach znacznych dzieł odwołuje się do tego dążenia, bo każdy chciałby mieć czapkę niewidkę i nakryć żonę na tym, że jest wierna, jak Penelopa.

Akurat Kuchciński jest Penelopą dla Jarosława Kaczyńskiego, jest wierny w czapce i bez czapki, a nawet w szlafmycy. Druga osoba w państwie w takiej niewidce szlafmycy musi występować na zdjęciu, które marszałek opublikował na Twitterze z okazji 13. rocznicy członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Oto treść wpisu „Penelopy” Kuchcińskiego: „Jesteśmy 13. rok w Unii. Ufam, że na przekór przesądom ten rok przyniesie wiele dobrego; silną Europę Ojczyzn z liczącą się w grze Polską”.

Ufa zatem Penelopa, bo na tym wierność i wzajemność polega. A na zdjęciu, które ilustruje wpis znajdują się flagi unijna i biało-czerwona, zegar ścienny z wahadłem, nocna lampa (żaden kaganek oświaty) i brak Kuchcińskiego. Dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz skomentował: „Lampka zamiast marszałka Sejmu? „Ucho Prezesa” ma ułatwione zadanie”.

Otóż nie zgadzam się z Nizinkiewiczem, bo lampka nocna wskazuje, że jest Kuchciński, ale w szlafmycy niewidce. Taką mamy Penelopą w roli marszałka Sejmu, wierną prezesowi.

TAKIE TAM ROZMOWY POLAKÓW :)))

W punkt. 👍👍

Kleofas Wieniawa pisze też o Dudzie.

Po wypowiedzi Andrzeja Dudy, że „dzieci i wnuki zdrajców Rzeczpospolitej zajmują wiele eksponowanych stanowisk” mógłbym napisać:

Duda łamie katechizm Kościoła katolickiego, w którym naucza się: „człowiek nie ponosi kary za niepopełniony czyn, naprzykład grzech pradziadka. Zadośćuczynić i pokutowac trzeba za swoje grzechy”.

Mógłby napisać:

Duda w kampanii obiecywał łączyć, nie dzielić Polaków. Dziś oskarża dzieci i wnuki za winy rodziców i dziadków. Tyle są warte obietnice wyborcze.

Mógłbym napisać:

Andrzej Duda posortował Polaków na potomków zdrajców Rzeczpospolitej i tych lepszych. Wstyd, że na prezydenta wybraliśmy człowieka o takiej mentalności.

Mógłbym napisać:

Duda ogłosił coś bliskiego ONR, podobnie zalatującego jak owa brunatność.

Mógłbym, mógłbym…

Przesłuchałem fragmenty jego wypowiedzi dla TVP Historia i stwierdzam, że to facet niegodny dyskusji, słychać, iż nie ma zbyt głębokiej wiedzy historycznej i literackiej.

Takich ludzi nigdy nie szanowałem, zresztą zawsze omijali mnie szerokim łukiem i za uszami obmawiali dlatego, że nie mają talentów, wiedzy i są leniwi.

I do tej kategorii zaliczam Dudę, bo ludzi – jak powtarzał Artur Sandauer (wybitny intelekt) za Horacym (jeszcze wybitniejszy intelekt) – nie dzielą idee, ale poziomy. Dlatego omijać ich z daleka.

WARSZAWA TAKICH RZECZY NIE WYBACZA

DZIŚ 13-TA ROCZNICA KOLEJNEJ PRAWDY, DO KTÓREJ PREZES JESZCZE NIE DOSZEDŁ

DLA PiS-U BYŁ ANTYBOHATEREM. DLA NAS BYŁ I JEST WSPANIAŁYM, WIELKIM AKTOREM. STASZKU MIKULSKI, HANSIE KLOSSIE – BĘDZIEMY ZAWSZE PAMIĘTAĆ!

>>>

Marcin Kącki („Wyborcza”) pisze o sobotnim marszu ONR. Nie ma znaczenia, ilu było w sobotę ONR-owców na ulicach Warszawy. Ważne, że szli po raz pierwszy kordonem z asystą policji, czyli państwa. A policja, która usuwała z ich drogi protestujących, dała jasny sygnał: precz od faszystowskich poglądów.

Około tysiąca członków i sympatyków z ONR przeszło w sobotę ulicami Warszawy. Jeden obraz z tego marszu utkwił we mnie i nie opuszcza.

ONR świętował w Warszawie rocznicę swojego powstania. „Polska to kraj króla Ubu”

Młody, niewysoki mężczyzna ma grzywkę zaczesaną pieczołowicie, równiutki przedziałek, krawat pod białym kołnierzykiem. Białe mankiety świecą spod czarnego płaszcza, a na rękawie zielona opaska z falangą, symbolem Obozu Narodowo-Radykalnego. Na twarzy powaga, dumnie uniesione brwi. Czyta odezwę o odrodzeniu się ONR, o jego wzrastającej sile.

Kartkę trzyma w czarnych, grubych, skórzanych rękawiczkach, które dopełniają pedantyzmu przerażającej estetyki. Nie wiem, dlaczego młody z ONR je włożył, jako jedyny, bo na marszu w Warszawie zimno nie było. Ale efekt osiągnął – mam dreszcze, ilekroć na niego patrzę.

Bo te skórzane rękawiczki, obok czarnej swastyki na czerwonym tle, były chyba najczęstszym motywem estetyki faszyzmu na historycznych zdjęciach, ale i w popkulturze – od „Cabaretu” Boba Fossa, po metafory z kosmicznych filmów George’a Lucasa czy Quentina Tarantino.

Skórzane rękawiczki są dopełnieniem doskonałości u tego młodego chłopaka i tak brzmi jego przekaz: jestem doskonały i chcę was uczynić na swój wzór.

W latach 30. XX wieku młodzi z ONR wyganiali z uczelni żydowskich studentów, siali nienawiść, by w końcu trafić do lamusa po decyzji władz sanacyjnych o ich delegalizacji.

W programie mieli wykluczenie, pogardę dla inności, bezwarunkową dyscyplinę opartą na fałszywej symbolice wyższości.

W latach 40. na tych samych ulicach stolicy hitlerowcy wcielali w życie ich hasła, mordując Żydów – podludzi.

To, że w kwietniu 2017 r. spadkobiercy tamtego ONR, z tym samym programem, przemaszerowali tymi samymi ulicami Warszawy, jest dla nas wszystkich siarczystym policzkiem na odlew, choć i zapewne dla wielu przodków z tych młodych, którzy nieśli zielone flagi z falangą.

Nie ma znaczenia, czy ONR-owców było w sobotę tysiąc, jak sami podają, czy byłoby ich dwudziestu. Szli po raz pierwszy kordonem z asystą policji, czyli państwa, które dało im status poważnej siły politycznej. Policja, która szarpała i usuwała z ich drogi protestujących, dała też jasny sygnał: precz od faszystowskich poglądów.

Nie ma sensu apelować do Prawa i Sprawiedliwości, bo język pogromowy Jarosława Kaczyńskiego („pierwotniaki roznoszone przez uchodźców”) już dawno zalegitymizował nienawiść, a kolejne wypowiedzi jego marionetek tylko to utrwalają. Nie ma też sensu wypominanie PO, że nic z tym nie zrobiła, bo straciłem złudzenia, by Platforma była zdolna do odważnych decyzji wbrew badaniom sondażowym.

Jest jeszcze Kościół, który dostał od historii nauczkę, że mariaże z nacjonalizmem kończą się prędzej czy później w piekle (Pius XI i traktaty laterańskie z Mussolinim).

Nadzieję dała odezwa biskupów sprzed kilku dni potępiająca nacjonalizm, ale zaraz została zgaszona przez bydgoskiego, bardzo popularnego wśród młodzieży księdza Romana Kneblewskiego, który po marszu w Warszawie napisał: „Dzisiaj ONR w Wawie. Serce rośnie!”.

Widać zatem, że przekaz z ambony Episkopatu jest albo spóźniony po latach antysemityzmu w Radiu Maryja, albo już ignorowany.

Nie wiem zatem, co może przeszkodzić młodemu z ONR, nim zdejmie skórzane rękawiczki i przejdzie do czynów gołymi rękami, bo historia w swojej progresji dziejów podpowiada już tylko najgorsze scenariusze.

Skoro wczoraj był Białystok, a dzisiaj Warszawa, to pozostaje cytat z nazistowskiej piosenki w „Cabarecie”: „Tomorrow belongs to me”.

Jeśli się mylę, to do zobaczenia w lepszej Polsce.

Waldemar Mystkowski pisze o heroinach PiS.

Maria Szonert-Binienda nie jest kimś wyjątkowym na tle pisowskiej czeredy, a wręcz jest tłem dla czegoś wyjątkowego. Jej czyny duchowe – na razie nie są rzeczywiste – w postaci widzenia Donalda Tuska w mundurze SS czy też Radosława Sikorskiego dyndającego na szubienicy – są wyjęte z atmosfery PiS.

Wszak Szonert-Binienda zilustrowała słowa Jarosława Kaczyńskiego, iż Tusk jest niemieckim pachołkiem, a główny ideolog prezesa Zdzisław Krasnodębski nawet miłosiernie proponował, aby szef Rady Europejskiej przyjął obywatelstwo niemieckie.

Czym zresztą różni się Tusk w mundurze SS od Tuska w mundurze dziadka z Wehrmachtu? Napiszę tak: Szonert-Binienda nie wyprze się swojego skoligacenia z PiS. O tym może poświadczyć jej „rodzony” mąż Wiesław Binienda, który tyle lat w zespole Macierewicza wyżymał swój lichy umysł, aby dowieść winy Tuska. Żona teraz dokonuje egzekucji.

Szonert-Binienda zamiast wystawić pierś do chwały i do jakiegoś medalu za waleczność oraz za patriotyzm pisowski wypiera się swojej twórczości i ceduje na rzecz jakiegoś hakera. To ile lat ten haker obsługiwał jej konto? Czy aby ten haker to nie Maria Szonert-Binienda albo jej „rodzony” mąż Wiesław, który bez hakera trudnił się hakowaniem rozumu?

Hakerstwo Biniendów to znamię PiS. Acz Szonert-Biniendę można posądzić o plagiat. Jej poprzedniczka Beata Nowosielska z Ministerstwa Środowiska chciała Donalda Tuska witać szubienicą i kajdankami, gdy ten zjawił się w Warszawie, aby stawić się w prokuraturze.

Nowosielska to pre-Szonert-Binienda albo inaczej: Szonert-Binienda to post-Nowosielska. Choć nie chcę rozstrzygać, kto ma pierwszeństwo w wieszaniu Tuska, czy też w mundurze SS dla Tuska, czy też dla Sikorskiego, wiem, że w tym chorym pojedynku o pierwszeństwo sekundantem jest Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS jako arbiter przygląda się, jak trup ściele się gęsto. Pre-Szonert Nowosielska zapłaciła stanowiskiem w ministerstwie, przestała być dyrektorem departamentu, wypadła też z rady nadzorczej czegoś tam. O tym wiemy, o reszcie – nie. A nasza wiedza o takich przypadkach, jak Nowosielska i Szonert-Binienda jest szczątkowa, jak to lubią grafomani nazywać: obydwie i ich czyny są wierzchołkiem góry lodowej.

Bo tak naprawdę ani Nowosielską, ani Szonert-Biniendę nie spotka żadna krzywda. Działa syndrom Misiewicza. Jak nie tu się przesadzi tę szemraną postać, to gdzie indziej. Szonert-Biniendę widziano w Toruniu na forum unijnym, a Nowosielską w Tucznie w słynnej stodole ministra Szyszki, gdzie odbywa się międzynarodowa konferencja i gdzie Nowosielska przywieziona została limuzyną ministra.

Szonert-Binienda i Nowosielska to esencja PiS. I nie one zostały zhakowane, czy też ich konta na portalach społecznościowych. To takimi postaciami Polska została zhakowana, taki jest abordaż PiS.

Kleofas Wieniawa też pisze o ONR.

Sobotni marsz ONR w Warszawie odkurzył faszyzm w esencjonalnej postaci. Można zastanawiać się, na ile jest on do powstrzymania? Na pewno trzeba zadać pytanie: dlaczego władze Warszawy dały pozwolenie?

Że ONR jest legalny? Nie satysfakcjonuje mnie. Akuszerem tej postaci faszyzmu, bo to już nie jest żaden nacjonalizm (przedszkole faszyzmu) jest PiS.

Pod władzą PiS faszyzm szbko „dojrzewa”. A wydawało sie, że zniknął z umęczonej stolicy po 1945 roku. Zdjęcia ONR-owców z „heil” są przerażające.

Żadnych pozytywnych nadziei nie można pokładać w policji, bo ta zarządzane przez Mariusza Błaszczaka w sferze rozumu jest mamrotem.

Przekonali sie o tym kontrdemontranci Obywatele RP, w tym jeden starszy siwowłosy obywatel, który był przez policję targany po jezdni i chodniku.

Takie małe ćwiczenie przed miesięcznicami, z których fetor przeniósł się na pobratymców z ONR. To jest zapaskudzona Polska, przegrana na arenie międzynarodowej, niedługo będzie sekowana przez dojrzałe demokracje w ramach wszelkich standardów, które po wyboirach 2015 roku nie są dotrzymywane.

Mała Polska w najgorszym wydaniu. Podkreślam: PiS jest akuszerem tej wólki, tego zatyłkowia.

Van i jego Mona.

>>>

Też mnie to zastanawia czemu łyse mięśniaki z ONR-u chowają się za krzyżem. Może im Kościół uświadomi, co oznacza ten symbol.

Waldemar Mystkowski pisze o Jacku Saryusz-Wolskim, który się wybudził ze śpiączki po nokaucie 1:27.

Jacek Saryusz-Wolski dał się wykorzystać do „sukcesu” 1:27, który to przejdzie do historii „powstawania z kolan”, aby w wyniku tego heroicznego aktu uderzyć głową o powałę. Polska pisowska leży, Saryusz-Wolski zaliczył w związku z tym glebę.

Mogło się wydawać, że na tym skończy się jego „pięć minut”, poleży, pozipie – takim zipaniem była nawałnica wpisów na Twitterze pisanych językiem ezopowym. Ja na ten przykład dochodziłem do stanu, iż usłyszawszy nazwisko „Saryusz-Wolski”, pytałem: kto to?

A przecież ten „sukces” był niedawno i to nie ja skoczyłem na główkę. Saryusz-Wolski dochodzi do przytomności i zaczyna kombinować. Wszak musi przekuć „sukces” na sukces bez cudzysłowu. Toż to nie kiep. Rozglądnął się wokół siebie, sytuacja PiS jeszcze bardziej się pogorszyła. W takiej Francji po zwycięstwie Emmanuela Macrona dyplomacja Witolda Waszczykowskiego nie będzie miała czego szukać.

Kompromitacja na wszystkich możliwych frontach, nawet nie uratowałaby sytuacji Canossa na wzór dwóch krzyżackich mieczy i Bartosz Kownacki, który posypawszy głowę popiołem pojechałby do Paryża pod Łuk Triumfalny z dwoma widelcami.

Po wyborach prezydenckich we Francji, a już zwłaszcza po wyborach w Niemczech, służby dyplomatyczne muszą dostać nowego szefa. Niech Waszczykowski knoci na innych frontach. I jakaś szansa otwiera się przed Saryusz-Wolskim. Mała szansa, bo mała, gdyż jego związki z PiS są bardzo świeże, a takich „pan” Kaczyński nie lubi. Nie był Saryusz-Wolski odpowiednio długo hartowany upokorzeniami, wszak ulubioną formą dochodzenia do lojalności w partii prezesa.

W technologii metali istnieje forma największej twardości (lojalności), którą uzyskuje węglik spiekany. W języku kolokwialnym można ją porównać do tego, jak człowiek rozumny za wszelką cenę chce zostać bucem. Do tego trzeba nie lada samozaparcia, twardości. I tę przyspieszoną formę zapiekłości w sobie, stania się bucem wśród buców, można było zaobserwować w wypowiedzi Saryusz-Wolskiego w „Gościu Wiadomości” TVP Info.
Ta zapiekłość w sobie Saryusz-Wolskiego to: „Polska jest w UE traktowana jako „chłopiec dla bicia”, taką taktykę obrano wobec nas i Węgier”. Albo „Nikt wcześniej nie domagał się rozstrzygania o sprawach wewnętrznych na arenie międzynarodowej”. Nie ma to wiele wspólnego z prawdą, lecz w PiS nie o to chodzi.

Na miejscu prezesa pokiwałbym głową na wypowiedzi Saryusz-Wolskiego: „No, ładnie, prawie mówisz, jak ja”, ale to trzeba latami spiekać w sobie taką bucowatość. Popatrz, panie Jacku, na Beatę Szydło, popłakała się na szczycie unijnym, gdy Tuska wybrali, dostała kwiaty, uśmiechnęła się i mamy sukces.

Saryusz-Wolski ma niewiele czasu, aby prezesa do siebie przekonać. Takich wystąpień robienia z siebie buca musi zaliczyć bez liku, a szanse ciągle niewielkie. Ktoś jednak po Waszczykowskim musi objąć tę niewdzięczną funkcję, aby knocić wizerunek Polski na zewnątrz. Ławka jest jednak krótka.

Kleofas Wieniawa pisze o nowej bohaterce wyklętej, Mariii Szonert-Binienda.

Szczyt unijny dotyczący wytycznych w sprawie Brexitu zakończył się sukcesem. 27 państw członkowskich jednomyślnie dało mandat instytucjom unijnymym do negocjowania ze stroną brytyjską o jak najlepsze warunki rozstania.

Nawet nasza pani premier z logoreą była zadowolona, że stanęła po stronie większości i osiągnęła wynik 27:0.

Ale i tam dopadło nas polactwo. Donald Tusk wypowiedział się na temat konsul „honorowej” w USA (Acron, Ohio) Marii Szonert-Biniendy, która to metodą voodoo wbijała szpilki w wizerunek Tuska, przedstawiając go na Facebooku w fotomontażu w mundurze SS.

Owe voodoo nie jest jednak bezdomne, bo wyznawcą tej formy terapeutycznej jest prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Tusk o pani niehonorowej Szonert-Biniendzie był powiedzieć: „Mogę z przykrością stwierdzić, że do tej pory prokuratura nie wykazywała gorliwości, żeby ścigać z urzędu te ewidentne wykroczenia czy przestępstwa, dlatego tym razem postanowiliśmy tak, bo to za moją zgodą, skłonić jednak prokuraturę do działania. To skandal, który będzie kosztował niestety także Polskę, bo to przecież nie urzędnik, ale jednak konsul honorowy i to fatalnie wpływa Polski – i w Stanach Zjednoczonych i tu, w Europie. Tak szczerze powiedziawszy to w głowie mi się nie mieści, że ktoś taki może być konsulem i to jeszcze ten przymiotnik „honorowym” .

Pełnocmocnik Tuska adwokat Roman Giertych zapowiedział, iż do prokuratury złożony zostanie wniosek o ściganie z urzędu konsul „honorowej” Szonert-Biniendy.

A wszystkim wiadomo, jak skutecznym jest adwokatem Giertych. Na miejscu Zbigniewa Ziobry wypytałbym o koligacje rodzinne, czy aby ta pani niehonorowa nie jest związana z nim więzami krwi, bo więzami mentalnymi – na pewno.

Nawet Szydło otworzyła usta i wyszły z nich słowa: „Oczekuję w tej chwili szybkiej decyzji ministra spraw zagranicznych”.

Ale Waszczykowski nazwany ministrem był się wypowiedzieć, że Szonert-Binienda wypowiadała się na Facebooku prywatnie, bo ona państwowo tak nie sądzi (można mniemać wg logiki dyplomatołka Waszczykowskiego).

Cokolwiek politycy PiS by nie zrobili, zawsze wychodzi im groteska. O ich niechlujstwie intelektualonym i moralnym pisać się nie chce. Ile można pisać o „beleco”?

Były ambasador w USA Ryszard Schnepf pisze, jak to drzewiej z panią niehonorową bywało.

>>>

SZACUNEK DLA PROTESTUJĄCYCH

c03mstfveaazll4

Wojciech Maziarski pisze o obsesji prezes. Niebywałe. Blisko 40-milionowy kraj w środku Europy ma się rozwijać wolniej, bo musi płacić cenę politycznych obsesji jednego jegomościa.

podziwu

Jesteśmy świadkami buntu, bo zabieramy pieniądze elitom, które je zagrabiły, ale warto tę politykę kontynuować, nawet jeśli tempo wzrostu gospodarczego Polski spadnie o 1 punkt procentowy – oświadczył Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla agencji Reuters.

Niebywałe. Blisko 40-milionowy kraj w środku Europy ma się rozwijać wolniej, bo musi płacić cenę politycznych obsesji zdziwaczałego, starzejącego się jegomościa, który uznał się za naczelnika państwa.

Przez ponad ćwierć wieku miliony Polaków harowały, by wydobyć ojczyznę z zacofania i dogonić zamożny Zachód. Obywatele krzątali się jak pracowite mrówki, zakładali firmy i firemki, budowali domy, fabryki i drogi, produkowali, co tylko się dało, tworzyli fundacje, reformowali oświatę, służbę zdrowia, służby publiczne.

Jedne rzeczy udały się lepiej, inne gorzej, niemniej w globalnym ujęciu polska transformacja okazała się wielkim sukcesem. I oto przychodzi człowiek, który oświadcza, że ten sukces to grabież, więc trzeba odebrać jego owoce „dotychczasowym elitom” i oddać je Misiewiczom.

dama

A kimże jest Prezes Tysiąclecia, który ma tupet postulować taką redystrybucję? Co robił on sam w czasie, kiedy tłumy jego rodaków ciężko pracowały? Przypomnijmy jego drogę i osiągnięcia.

W 1990 r., gdy Polska pod rządami Tadeusza Mazowieckiego i Leszka Balcerowicza budowała zręby nowego państwa, on dostał „Tygodnik Solidarność”. Nie, nie stworzył go. Przyszedł na gotowe – i przekształcił to pismo w narzędzie do zwalczania rządu. Nawet najstarsi czytelnicy nie pamiętają jednak, by cokolwiek sam napisał i opublikował. Redagowaniem też zajmowali się za niego inni – on skupił się na jedynej rzeczy, która go interesuje: na intrygowaniu i knuciu w zaciszu gabinetu.

Potem został ważnym dygnitarzem w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy i tu też próbował wykorzystać stanowisko do knucia przeciw rządowi. Został za to wywalony przez Lecha Wałęsę na zbity pysk.

Później sklecił mniejszościowy rząd Jana Olszewskiego, który w 1992 r. próbował wykosić przeciwników politycznych przy użyciu ubeckich teczek, ale mu się to nie udało i sam się wykosił.

Byłby to już zasłużony koniec kariery pana prezesa, który w 1993 r. nie dostał się nawet do parlamentu, gdyby nie premier Jerzy Buzek, który w 2000 r. powierzył funkcję ministra sprawiedliwości Lechowi Kaczyńskiemu. Od tej pory autorytet i pozycja brata stały się dla Jarosława wehikułem politycznym. To Lech Kaczyński został prezesem nowo utworzonej partii Prawo i Sprawiedliwość, to Lech Kaczyński wygrał wybory prezydenckie i zameldował panu prezesowi wykonanie zadania, to Lech Kaczyński został przez pana prezesa skierowany na pierwszą linię frontu w walce z Donaldem Tuskiem. Ta rywalizacja zakończyła się tragicznie na pniu brzozy koło lotniska w Smoleńsku.

A wtedy pan prezes otrzymał nowy wehikuł polityczny: trumnę brata i mit rzekomego zamachu. Wsiadł do tego wehikułu, schował się za bezbarwnymi postaciami Andrzeja Dudy i Beaty Szydło, o których nikt wcześniej nie słyszał – i dojechał do władzy, o której marzył od dawna.

Podziwu godna kariera. Droga Nikodema Dyzmy to przy niej pikuś.

I teraz ten człowiek, mający na koncie tak wiekopomne dokonania, mówi ciężko harującym Polakom: tempo wzrostu gospodarczego spadnie o 1 punkt, bo muszę zaprowadzić w kraju swoje porządki. Nie wiem, jak państwu, ale mi się scyzoryk w kieszeni sam otwiera.

Nikt nie powiedział tego bardziej precyzyjnie, niż Olbrychski w „Kropce nad i”.

c03ewccukaecop8

Duda nie chce być dudkiem. Alei tak na zwasze nim pozostanie. Bo Duda nie jest dla mnie prezydentem. O ustawce Dudy i nowej prezes TK Przyłębskiej pisze w „Wyborczej” Ewa Siedlecka. Ustawka może być bardzo finezyjna: Trybunał Konstytucyjny ma tę ustawę obalić. I w ten sposób przejęty przez PiS Trybunał ma się uwiarygodnić w oczach opinii publicznej. Ale zaskarżenie może posłużyć do odebrania wiarygodności „starym” sędziom TK.

prezydent

Prezydent po raz pierwszy posłał do Trybunału Konstytucyjnego PiS-owską ustawę przed podpisaniem. Chodzi o zmianę prawa o zgromadzeniach wprowadzającą uprzywilejowane „zgromadzenia cykliczne”. Wniosek do Trybunału nawiązuje argumentacją do opinii rzecznika praw obywatelskich przesłanej przed uchwaleniem ustawy marszałkowi Sejmu (Marek Kuchciński nie raczył udostępnić jej na stronie internetowej Sejmu, podobnie jak niezwykle krytycznej opinii Sądu Najwyższego).

Prezydent – tak jak RPO i SN – uznaje wolność zgromadzeń za warunek korzystania z innych praw i wolności obywatelskich, przywołuje orzecznictwo TK, a nawet wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie zakazania w 2005 r. przez prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego Parady Równości.

(PAN DOKTOR PRAWA SKIEROWAŁ USTAWĘ DO PANI MAGISTER PRAWA – PIERWSZE PRZEDSTAWIENIE UDAJĄCE TRÓJPODZIAŁ WŁADZY)

c03zfioviaqc00y

Czyżby w prezydencie Andrzeju Dudzie obudził się duch strażnika konstytucji? Obawiam się, że to „ustawka” realizująca polityczny plan PiS-u.

Po pierwsze, można przypuszczać, że po przejęciu Trybunału przez PiS prezydent będzie tam kierował każdą kontrowersyjną ustawę PiS-u, żeby dostała stempel konstytucyjności.

Po drugie, w tej sprawie ustawka może być bardziej finezyjna: Trybunał Konstytucyjny ma tę ustawę obalić. I w ten sposób przejęty przez PiS Trybunał ma się uwiarygodnić w oczach opinii publicznej.

I trzecia możliwość: zaskarżenie może posłużyć do odebrania wiarygodności „starym” sędziom TK, a także do pozbycia się ich z Trybunału. Najprawdopodobniej odmówią orzekania w pełnym składzie Trybunału, bo zasiądą w nim trzej dublerzy sędziów. Według orzeczenia TK z 3 i 9 grudnia zeszłego roku i postanowienia z lutego tego roku nie mają oni legitymacji do orzekania, bo ich wybór na zajęte już miejsca „nie wywołał skutków prawnych”. A jeśli sąd jest nienależycie obsadzony, to jego wyrok jest nieważny.

Jeśli „starzy” sędziowie odmówią orzekania z dublerami, zablokują tym samym możliwość osądzenia ustawy o zgromadzeniach. Bo – według ustawy o trybie działania TK – wnioski prewencyjne prezydenta (przed podpisaniem ustawy) są sądzone w tzw. pełnym składzie nie mniej niż jedenastu sędziów. A sędziów wybranych przez PiS jest siedmiu.

LEPIEJ „USTAWKI” OPISAĆ SIĘ NIE DA. BRAWO 🙂

c03f92uuaaaibos

Wtedy PiS ogłosi, że „starzy” sędziowie działają przeciwko społeczeństwu, uniemożliwiając osądzenie tak ważnej ustawy (choć przecież jeśli TK jej nie osądzi, nie wejdzie w życie i nasza wolność zgromadzeń nie ucierpi).

Może to być też pretekst do wytoczenia „starym” sędziom postępowań dyscyplinarnych. A jeśli będą konsekwentnie odmawiać zasiadania z dublerami – do czego może doprowadzić prezes Julia Przyłębska, odpowiednio wyznaczając składy i kierując więcej spraw na pełny skład – może się to skończyć karą złożenia ich z urzędu. A w razie gdyby chcieli korzystać ze zwolnień lekarskich, prezes Przyłębska nie będzie miała obiekcji, które miał  prezes Rzepliński, i naśle na nich odpowiednio skomponowaną i poinstruowaną kontrolę ZUS-u.

Do tej pory PiS blokował kontrolę konstytucyjności prawa. Teraz przeszliśmy na wyższy poziom: PiS przejął kontrolę nad ta kontrolą.

c03a0rnuoaaz2vk

Apel do Prezydenta RP. Panie Prezydencie, naród prosi o ułaskawienie Pana Falenty, Naród Błaga, Biskupi się modlą. Amen! – dir_ekt

c03jcyxuoaaanje

Waldemar Mystkowski pisze o prokuraturze, która chce zmiejszenia wyroku na ONR-owca.

spalenie

Wrocławska prokuratura uznała, że wyrok sądu w sprawie spalenia kukły Żyda jest za surowy i chce obniżenia wyroku. 10 miesięcy bezwzględnego więzienia dla piromana Piotra Rybaka prokuratura chce zamienić w apelacji na 10 miesięcy prac społecznych.

Czyżby nasz kraj pod obecną władzą stawał się chrześcijański? Przeciwnie. Prokuratura wysyła sygnał mało chrześcijańskim ruchom polityczno-społecznym, jak ONR, iż będą miały ulgi, jeżeli dopuszczą się niechrześcijańskich metod, jak spalenie kukły Żyda, który to akt nasuwa oczywiste skojarzenia historyczno-kulturowe.

Władza dopuszcza więcej brunatności. Dlaczego? Bo chce się nią wysługiwać w stosunku do opozycji i dlatego, że sama taką brunatnością się staje.

W sprawie owego Rybaka tak niska instancja prokuratury, jak Rejonowa Wrocław Stare Miasto, nie mogła decydować, ale decyzja przyszła z góry, z Prokuratury Okręgowej, a z pewnością z Krajowej. Cokolwiek o tym sądzić, widać w tym ruchu prokuratury „niewidzialną rękę Ziobry”.

Sygnowanie tej sprawy nazwiskiem ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego samo się narzuca, bo nie stoi za tym żaden namysł nad społecznym dobrem, ani tym bardziej wartość intelektualna i fachowa „czynnika z góry”. Na te dwie ostatnie wartości Zbigniewa Ziobry można tylko się żachnąć, jak to zrobiła pisowska dziennikarka Danuta Holecka, gdy Ziobrze wyrwało się z ust słowo mężczyzna, na określenie swoich walorów charakteru.

Skrajnie prawicowe organizacje i ich działacze przez obecnie rządzących są usprawiedliwiane i rozgrzeszane. PiS w ten sposób czyni ich bojówkami swoich interesów, bo nie tylko ingeruje „niewidzialna ręka Ziobry”, ale „nieskalane usta Błaszczaka”.

Błaszczak to kolejna postać o takich, a nie innych walorach, który potrafi odwrócić znaczenia i zło nazwać dobrem – oczywiście w interesie PiS. Przypominam o zdarzeniu, do którego doszło w sierpniu przed Bazyliką Mariacką w Gdańsku w trakcie uroczystości pogrzebowych „Inki” i „Zagończyka”. ONR zaatakował Mateusza Kijowskiego i Radomira Szumełdę. Błaszczak był łaskaw się wyrazić, iż to KOD zakłócił uroczystości… swoja obecnością.

Błaszczaka mimo to rozgrzeszam, bo on bez kartki nie jest zdolny sformułować własnej myśli, musi czytać to… co ma do powiedzenia, dlatego jego usta są nieskalane myślami własnymi.

Należy zatem się spodziewać, że za spaleniem kukły Żyda przyjdą kolejne akty nienawiści i ksenofobii, które nie doczekają się sankcji prokuratur i sądów. Precedens prawny staje się normatywny dla sądzenia takich aktów antychrześcijańskich. Mogą się zarzekać, klękać we wszelkich kościołach zarówno Ziobro i Błaszczak, i tak pozostaną w świetle swych czynów i słów antychrześcijańscy. Tombak nigdy nie będzie złotem, a mamy ministrów udających, że nimi są. Podróbki, ot co.

a-w

PATRIOTYCZNE ROZMOWY Z KRYSTYNĄ.

cxbmsmuxaae5v1p

Z ŻYCIA WZIĘTE 🙂

cw_tkeywiaa1wlt

Wszystkim dużym miastom w Święto Niepodległości wtryniono apel smoleński.

dutkiewicz

„Tragedia ta nie łączy się z niepodległością” – mówił Rafał Dutkiewicz

Rafał Dutkiewicz już wcześniej sprzeciwiał się dołączeniu do apelu pamięci nazwisk ofiar katastrofy smoleńskiej. Prezydent Wrocławia pisał w tej sprawie m.in. do premier Beaty Szydło i wojewody dolnośląskiego; do treści apelu odniósł się też w wystąpieniu na Rynku. – Nie dzielmy Polaków, szczególnie w tak pięknym i ważnym dniu. Nie wpisujmy katastrofy smoleńskiej w obchody Święta Niepodległości. Tragedia ta nie łączy się z niepodległością. Sądzę, że podobnie myślałby śp. Lech Kaczyński – przekonywał.

to-jest

Tyle pięknych padło słów: o wolności, niepodległości, o wspólnocie, o solidarności, jednoczeniu się wokół wspólnych celów i zadań, a w cieniu szumnych deklaracji kilka dni przed 11 listopada rozgrywały się gorszące sceny i przepychanki. Dlaczego? O co poszło? W każdym przypadku o apel smoleński. 11 listopada on musi być i tyle!

Organizatorami uroczystości uczyniono wojewodów, więc miasta w tej sprawie nie miały nic do gadania. W Poznaniu np. rządowi urzędnicy postanowili obrazić prezydenta miasta i na uroczystość rocznicy Odzyskania Niepodległości go nie zaprosić. Zanosiło się na skandal i na to, że prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak będzie sam składał kwiaty w miejscu głównych uroczystości. Mówiono, że to zemsta Macierewicza za sprzeciw miasta wobec apelu smoleńskiego na obchodach „Czerwca 56”, kiedy to – jak pamiętamy – doszło nawet do przepychanek z orkiestrą wojskową. Apelu nie odczytano, a wkrótce Antoni Macierewicz odwołał z funkcji mjr Wojciech Nawrockiego, komendanta poznańskiego garnizonu. W ostatniej chwili Marek Pawłowski z biura prasowego poznańskiego ratusza poinformował: – „Teraz będzie wszystko jak należy! Dotarło do nas zaproszenie dla prezydenta”.

 „To jest Święto Niepodległości, a nie Macierewicza!” – transparent z takim napisem przygotujemy na nasze obywatelskie obchody 11 listopada w Bydgoszczy” – zapowiadał Michał Stasiński z Nowoczesnej w Bydgoszczy. Apelował nawet do prezydenta miasta, aby ten również zbojkotował oficjalne uroczystości. – „Jeśli nie będziemy protestować, to apele smoleńskie staną się codziennością”.

(BRAWO DLA KODU NIEPODLEGŁOŚCI. Panie Kaczyński, Panie Duda. NAUCZCIE SIĘ NAS SZANOWAĆ. NIE WOLNO NAS LEKCEWAŻYĆ.)

cw-2gdxw8aathmk-1

Za to w Częstochowie ratusz powiedział bardzo głośne „nie” dla apelu. Miasto zrezygnowało z asysty wojskowej. Zamiast salwy honorowej zaplanowano wystrzał z działa. Nie będzie apelu smoleńskiego – zadecydowano. – „Zależało nam przede wszystkim, aby podczas święta uczczeni zostali lokalni bohaterowie” – mówił w przededniu święta Aleksander Wierny, naczelnik miejskiego wydziału kultury.

Częstochowski ratusz nawet nie zabiegał o wojskową oprawę. Ma dość po doświadczeniach z przygotowaniem obchodów wybuchu II wojny światowej. Wówczas między ratuszem a MON-m trwała korespondencja. Miastu zależało na wspomnieniu w pierwszej kolejności bohaterów lokalnych wydarzeń, a resort Antoniego Macierewicza upierał się, że zostaną wspomniani, ale… po apelu.

przed

TVP właśnie zerwała współpracę z Krzysztofem Skibą. Muzyk współpracował z telewizją publiczną od trzech lat. Był m.in. prowadzącym programu „W tyle wizji”. Powody rozstania stacji z muzykiem nie są znane, ale niewykluczone, że miało to związek z otwartą niechęcią Skiby do partii Prawo i Sprawiedliwość, która po wyborach przejęła TVP.

O końcu współpracy Krzysztofa Skiby z TVP poinformował Tomasz Siekielski. „Wczoraj rozmawialiśmy m.in. o „dobrej zmianie”, dziś dowiedziałem się że Krzyśkowi Skibie TVP podziękowała za współpracę” – napisał na Twitterze.

TRZEBA MIEĆ JAJA, ABY GRAĆ NA MARSZACH KOD-U, NAGRYWAĆ PŁYTY O ANTONIM I JESZCZE DORABIAĆ W TVPiS. I tak długo się tam uchowałeś chłopie 🙂

cxapfilxaaa1q2c

Powody decyzji na razie nie są znane, ale biorąc pod uwagę zaangażowanie Skiby w działalność opozycji, nie powinna być to niespodzianka. Tuż przed podaniem informacji muzyk z zespołem Big Cyc grał na demonstracji KOD. Często krytykował także Prawo i Sprawiedliwość.

W TVP Skiba pracował od trzech lat. Był między innymi prowadzącym programu „W tyle wizji”, gdzie często wyrażał się niepochlebnie o obecnym rządzie. Niedawno opowiedział na antenie, że jest taka ludowa przypowieść o skłóconej rodzinie, gdzie ojciec przyprowadza nagle do domu „śmierdzącą kozę”. Wtedy wszyscy się przeciwko niej jednoczą. Według satyryka taką „śmierdzącą kozą” jest dziś PiS. Z tym wyjątkiem, że smród czuć na całym świecie. Obecnie współpracuje także ze stacją Nowa TV.

jacek-nizinkiewicz

Mateusz Kijowski zaraz po Marszu KOD napisał:

mateusz-kijowski

Nie wszyscy uważają, że Polska może łączyć. Radykałowie z prawicy nacjonalistycznej nie widzą miejsca w Polsce dla nikogo oprócz nich. Radykałowie z lewicy też chętnie wykluczają wielu. Z tymi nie możemy iść, tych nie możemy obok siebie zaakceptować, ci są obrzydliwi a tamci nieestetyczni. Czy na wykluczeniu można budować wspólnotę?

 GDY KACZYŃSKI ZAMKNIE FACEBOOKA, TRZEBA BĘDZIE SOBIE RADZIĆ BARDZIEJ KONWENCJONALNYMI METODAMI 🙂
cw_2xfzwgaa3krb

Kiedy wśród innych twórców polskiej niepodległości umieściłem na moim facebooku portret Romana Dmowskiego, zasłużyłem na gwałtowny hejt. Aktywiści lewicowi ogłosili, że nie mogą iść ze mną w Narodowe Święto Niepodległości.

Kiedy już przestano pokrzykiwać na mnie, za Dmowskiego, na Twitterze pojawiła się reklama marszu lewicy i antyfaszystów.

Kiedy nowe, lepsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych publikowało wystawę o Polsce w NATO, zapomniało pokazać zdjęcie pokazujące, jak Bronisław Geremek podpisuje pod okiem Madeleine Albright dokumenty akcesyjne. Kiedy poseł Jarosław Kaczyński wspominał w autobiografii Solidarność lat 80-tych podkreślał, że Lech Wałęsa był w zasadzie figurantem, a główną rolę odgrywał właśnie rzeczony poseł Kaczyński.

(TAKĄ OJCZYZNĘ WYBRALI CI, KTÓRZY GŁOSOWALI NA PiS)

cw_mvgmweaeookl

Kiedy spotkałem się dzisiaj rano w redakcji TOK FM z panią Agnieszką Dziemianowicz-Bąk, rzuciła mi zdawkowe dzień dobry i odwróciła się, kiedy chciałem jej podać rękę. Potem opowiadała o „zasadzie niezasiadania do rozmowy z nacjonalistami”.

Kiedy młodzi naukowcy z lewicy postanowili protestować przeciwko opartym na naukowych osiągnięciach zasadom współpracy z Kanadą – krajem, który ma najbardziej pluralistyczny i progresywny rząd – jeden z przywódców „prawdziwej lewicy” stanął na scenie zaraz po przywódcy ugrupowania, które wprowadziło do Sejmu RP przywódców Ruchu Narodowego. Nie przeszkadzała mu retoryka antynaukowa, nie przeszkadzał dmuchany kurczak, nie przeszkadzali narodowcy.

(PODOBNO PRAWDZIWYCH PATRIOTÓW POZNAJE SIĘ NIE PO TYM JAK ZACZYNAJĄ, ALE JAK KOŃCZĄ)

cw_xrbfxeaevgjx

Kiedy powiedziałem dziennikarzowi, że chciałbym żebyśmy kiedyś nauczyli się świętować wszyscy wspólnie, bo Polska jest wspólna, żebyśmy się nauczyli zauważać to, co nas łączy, a nie koncentrować na tym, co dzieli, okazało się, że wspieram narodowców. Co robić. Ja naprawdę chciałbym, żeby Polacy nauczyli się świętować tak, jak Francuzi czy Amerykanie – święto narodowe łączy.

Nie, nie pójdę z tymi, którzy będą wołać tak, jak dzisiaj, „Polska to my, Polska to my, nie Kijowski i jego psy”. Liczę na to, że coś się zmieni.

Pytanie, dlaczego niektórym zależy na fałszowaniu historii, wymazywaniu ludzi, a może i faktów. Ciekawe, dlaczego zależy im na fałszowaniu dzisiejszych wypowiedzi i intencji. Czy ideologia jest ważniejsza niż prawda? Czy rzeczywiście można zrobić wszystko, żeby tylko zdobyć popularność? I czy nie lepiej ją zdobywać na własne konto, a nie podwieszając się pod innych?

Jak dla mnie, to słabo.

cw_1mfiwqaam8r

Kleofas Wieniawa zauważa niebezpieczne akcenty w przemówieniu Kaczyńskiego.

„Nie mogę powiedzieć, że dziś nasza wolność, suwerenność, prawo do podejmowania decyzji odnoszących się do naszego kraju, naszych interesów, nie jest przez nikogo podważane. Są i tacy, którzy podważają nawet nasze prawo do kontynuowania tego, co nazywa się naszą polską kulturą. Nawet i to bywa dziś kwestionowane. W Unii Europejskiej są politycy, którzy mówią „jeśli środkowo-wschodnia część Europy przyłączyła się do nas, to musi przyjąć nasze normy, przeświadczenia, kulturę”, czyli wyrzec się tej własnej, która jest oryginalna, jest inna. Inni mówią: „nie wolno wam realizować własnych interesów, musicie brać pod uwagę interesy nasze”, tych silniejszych”.

(Kaczyński w Krakowie, 11.11.2016)

z20966385aa

W powyższym retorycznym akapicie Jarosława Kaczyńskiego są 3 kłamstwa, przekłamania, nieścisłości, wciskanie kitu ciemnemu ludowi.

Nikt nie powiedział, że „jeśli środkowo-wschodnia część Europy przyłączyła się do nas, to musi przyjąć nasze normy, przeświadczenia, kulturę”. Prezes PiS zawsze kłamał, mniemał, insynuował. Guy Verhostadt (szef liberałów w PE, były premier Belgii) napisał na portalu Project Syndycate, iż ”w szczególności dwa państwa – Węgry i Polska – zagrażają w tej chwili ciężko wywalczonym europejskim normom demokratycznym i podważają sens integracji europejskiej”.

I jeszcze silniejsze:

„Smutna rzeczywistość pokazuje, że gdyby dziś Polska czy Węgry ubiegały się o członkostwo w UE, ich starania byłyby odrzucone.”

(STAJEMY SIĘ ZADUPIEM… CIEMNOGRODEM)

cw_bhgzwgaalppy

Polska pisowska nie zostałaby przyjęta – to zaznaczmy. Ale przez Kaczyńskiego i jego partię Polska znajduje się teraz w izolacji w Unii Europejskiej i na Zachodzie. Popamiętamy Donalda Trumpa, gdy toporny Witold Waszczykowski w swoim stylu pobredzi. Zresztą Trump, potraktuje go, jak pchłę, bo dla niego partnerem będzie Putin.

Pierwsze słyszę, aby ktokolwiek podważał polską kulturę. Ale Kaczyński mówił do tych, co nie czytają, do teatrów nie chodzą, ani na koncerty. Jak zresztą on sam.

Kultura polska jest w przeciwieństwie do elit politycznych PiS w poważaniu, jest doceniana, acz nie wie o tym wicepremier Piotr Gliński, o czym dawno temu powiedział publicznie jego brat Robert, świetny reżyser filmowy.

Kto to mógł powiedzieć: „nie wolno wam realizować własnych interesów, musicie brać pod uwagę interesy nasze, tych silniejszych”, prezesie Kaczyński. Proszę podać źródło.

Takie może być przeświadczenie ludzi niedojrzałych, nie potrafiących współpracować, jako człowiek i jako kierujący partią, z innymi podmiotami, politycznymi, obywatelskimi.

Aby współpreacować, trzeba mieć kim współpracować. Prezes głosi repolonizację, a Mateusz Morawiecki leci do London City, do USA, aby namawiać przedsiębiorców na inwestowanie w Polsce, bo pod władzą PiS inwestowanie spadło o 5-6 procent. Jaki inwestor zechce wyłożyć szmal na dłuższy termin w kraju nieobliczalnym, któremu obniżają ratingi, a we wszelkich rankingach leci w dół na pysk? Jeżeli już, to inwestor wyłoży pieniądze tylko na krótki termin, a więc na wyzysk.

Bogacą się ci, co konkurują, a nie chowają dziób w piasek, izolują się. Kaczyński nie ma żadnej propozycji dla Polski, tylko chaos, rozpirzenie demokracji. A będzie jeszcze gorzej.

cxayamixgaaqble

Reprezentacja Polski wygrała na wyjeździe mecz eliminacji do mistrzostw świata z Ruminią 3:0. Bramki Kamila Grosickiego i dwie bramki Roberta Lewandowskiego.

cxa-a3uwgaabwmg

Andrzej Duda coraz gorzej przedstawia się, jako człowiek, bo politykiem jest żadnym. Polska przez taką antygłowę państwa jest poniżona.

prezydent

Przez usta jego przeszły takie słowa podczas symbolicznego pogrzebu „Inki” i „Zagończyka”: „Przywracamy godność państwu polskiemu”.

Odbieracie godność, jesteście Duda i twoi tchórzliwi poplecznicy, jak komuchy. Identyczny sowietyzm, uwagęna to zwraca cały świat.

Duda nie rozumie – jak to tchórz – jaka była Inka, Łupaszka, w jakiej znaleźli się sytuacji. A teraz ten kiczowaty celebryta polityczny Duda śmie wypowiadać święte słowa polskie.

Nie ty przywracałeś godność, Duda, ty jesteś pośmiewiskiem, świat przez taki żałosny pisizm się śmieje, Polsce odbierana jest godność.

panie

Jak na tym obrazku. Tchórz na kolanach.

miał BYĆ

Duda nie wie, co kryje się za pojęciem metafizyki, pojęciem Boga w antropologii i filozofii. W jego wykonaniu jakieś czczenie godne Średniowiecza, a nawet neolitu. Za karę Polsce została zesłana taka postać, jak Duda. Duda jako plaga egipska.Działacze KOD Radomir Szumełda i Mateusz Kijowskiego przed Bazyliką Mariacką w Gdańsku zostali wyrzuceni przez faszystów z ONR, a policja ich wyprosiła.

radomir szumełda

Faszyści, komuchy, pisowcy – takie same łajzy zawłaszczają Polskę. Godność została powtórnie odebrana „Ince” i „Zagończykowi”.

Kijowscy, Szumełdy to kiedyś Inki i Zagończyki. Nie godzili się na degenerację kraju, jaka dzisiaj panuje pod rządami PiS.

onet

Pogrzeb był manifestacją faszystów i kiboli.

filip lachert

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl pisze o Dudzie.

dudy

Problem z Andrzejem Dudą ma Polska. Nie ma problemu PiS, bo jak do tej pory podpisuje wszystko jak leci, a nie jak Konstytucja nakazuje. Problemik z Dudą ma Jarosław Kaczyński, nie zawsze prezes chce mu podać rękę, ale to jego psychiczna przypadłość, wszak Duda jest bardziej kaczystowski niż Kaczyński, taki jego syndrom „papieski”.

Problem z Dudą jest natury wszelakiej: godnościowej, intelektualnej, duchowej, moralnej i prawnej. Zajmą się kiedyś nim historycy i nie zostawią na nim suchej nitki. Dzisiaj to my musimy chronić materię i „suche nitki” przed Dudą, gdyż czego się nie dotknie, splami. Dlaczego? Bo Duda ma pamięć wybiórczą, ma moralność wybiórczą, dziurawą, jak najlepszy ser szwajcarski. Im lepszy ser, tym dziury większe, a u prezydenta dziury są wielkie. W tej kwestii Dudzie najlepiej smakuje ser pisowski. Wyrób made in Nowogrodzka.

Dudy „ser szwajcarski” doprowadził do sytuacji, iż faszyści z ONR turbowali Radomira Szumełdę i Mateusza Kijowskiego. Polska nigdy nie była tak postponowana przez Zachód, jak obecnie. Duda to i owo usłyszał na temat swojego umysłowego sera od Baracka Obamy. Nie chcę się wstydzić za wybór Polaków. Ale ktoś zwrócił już uwagę, że sery Dudy, Kaczyńskiego do tej pory objawiały się buczeniem, ale już biją. Biją Szumełdę i Kijowskiego. A co jutro będzie? Nietrudno zgadnąć.

mkijowski

Ciekawy wpis prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego.

Cq_oACXWcAEm2fQ

wnuczka

Wnuczka rotmistrza Witolda Pileckiego nie wytrzymała, iż zawłaszczany jest jej wybitny przodek przez gnojków z ONR i Młodzieży Wszechpolskiej.

Obóz Narodowo-Radykalny, Młodzież Wszechpolska i Studenci dla Rzeczypospolitej zorganizowali w Łodzi marsz w 68. rocznicę śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego. Wcześniej odprawiono mszę w intencji bohatera. „Z bielą strojów dzieci, które dzień wcześniej były u komunii, kontrastowały zielone flagi ONR i Młodzieży Wszechpolskiej”.

Swój sprzeciw wobec  wyraziła jego wnuczka Beata Pilecka-Różycka. Swój list przesłała do przedstawicieli Komitetu Obrony Demokracji. „Jestem oburzona tym , że w ostatnim czasie środowiska polityczne i narodowe wykorzystują wizerunek i życiorys mojego dziadka dla własnych, partykularnych interesów i rozgrywek”.

„Patriotyzm i nacjonalizm to przeciwieństwa! Patriota chce DOBRA dla kraju, nacjonalista chce kraju dla siebie” – apeluje Pilecka-Różycka.

załączam

Krakowska kuria zrobiła interes życia. Za 68 tys. zł kupiła działki warte przeszło 3 mln zł. Tak się robi biznesy. Nie tylko Rydzyk rżnie Polaków.

kościół

W Krakowie sprzedaż nieruchomości została zatwierdzona przez radnych miejskich. Zapłacić 2 proc. to jest coś. To jak kupno kilograma cheba za 5 groszy. W jakim sklepie sprzedają chleb za 5 groszy? Lecę kupić!

Kościół ma lekki chleb. Tak mają te nieroby.

CjZ0196XEAAC_BP