Posts Tagged ‘Paweł Adamowicz’

Jackowi Kurskiemu posada drży

Tak naprawdę to należałoby bronić TVP przed Kurskim.

Pozycja prezesa TVP musi być zagrożona, kiedy występuje w obronie „nadawcy publicznego” w związku z zabiciem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. TVP jest tylko nominalnie „nadawcą publicznym”, bo w istocie jest nadawcą partyjnym, uprawiającym nie informację, ale propagandę na rzecz partii Jarosława Kaczyńskiego, a przeciwko opozycji, która jest zohydzana, oczerniana, szkalowana.

To klasyka wszelkich autokracji, gdy własność publiczna zostaje zawłaszczona i staje się własnością partyjną – tak było w PRL. Kurski niczego nie stworzył w tej sferze samodzielnie, odtworzył tylko wzór poprzedniego reżimu. Obecna TVP jest więc groteskowa, farsowa, absurdalna, ośmieszająca informację, którą podaje, bo informacje na jej antenie nie spełniają szkolnej wykładni, jak powinna konstruowana być ta informacja.

I tak np. TVP różni się od TV Republika tym, że ta ostatnia nie dostaje pieniędzy publicznych, czyli wszystkich Polaków, oraz nie korzysta z takiego dostępu do sponsoringu i reklam spółek publicznych. Pieniądze publiczne są w istocie zakupem takiej, a nie innej informacji, są kupowaniem konkretnych ludzi, którzy mienią się dziennikarzami, ale nie spełniają fachowości tego zawodu. Gros tzw. dziennikarzy w dzisiejszej TVP to amatorzy działający na rzecz PiS bądź ideologii tej partii. Do tej pory pracowali w niszowych mediach, nikt ich nie znał – i tak pozostałoby przez ich całe życie, gdyby nie dar reżimu, który w Polsce zapanował.

Jacek Kurski zapowiedział wcześniej na Twitterze, że będzie pozywał „autorów oszczerstw”, tzn. tych, którzy wyrażali opinię o powiązaniach informacji oczerniających, szkalujących, zohydzających prezydenta Pawła Adamowicza w TVP z jego zabiciem. Ten przykład będzie łatwy do udowodnienia, bo o Pawle Adamowiczu w ciągu tylko roku w „Wiadomościach” TVP mówiono o nim ohydnie przynajmniej 100 razy. Czy to ma związek z mordem na nim? Ależ tak! Takie jest działanie „mowy nienawiści”, wiele prac socjologicznych o tym traktuje.

Kurski zapowiedział, że Telewizja Polska (podkreślam jej tylko nominalną nazwę, bo w istocie jest to telewizja PiS, partyjna) też zapowiada, że zostanie „skierowany pozew lub akt oskarżenia w trybie kk”  (przepisuję z komunikatu, bo nawet w tym fragmenciku są błędy nazewnictwa) „przeciwko osobom, które absurdalnie wskazywały na związek przyczynowy pomiędzy treściami publikowanymi na antenach Telewizji Polskiej a śmiercią pana Pawła Adamowicza”. Jacek Kurski – w imieniu Telewizji Polskiej – zapowiada pozew lub akt oskarżenie „w trybie kk” przeciw m.in. Krzysztofowi Skibie, Wojciechowi Czuchnowskiemu, Adamowi Bodnarowi i Wojciechowi Sadurskiemu.

W oficjalnym komunikacie nominalna Telewizja Polska używa słowa „absurdalnie” – to tak jakby Latający Cyrk Monthy Pytona oficjalnie komunikował, że Ministerstwo Śmiesznych Kroków nie istnieje, bo taka instytucja byłaby absurdalna.

I taka jest TVP z punktu konstruowania informacji – absurdalna. TVP wypełnia w przestrzeni publicznej coś na kształt formatu Monthy Pytona. Czy tak skonstruowana informacja może zabić? Ależ tak! Wcale nie musi dochodzić do komunikatu: „Stefanie W., zabij!”, bo taki komunikat podany 100 razy „zabiłby” tegoż Stefana W. z nudów. Do Stefanów W. konstruuje się zohydzające, szkalujące, manipulujące komunikaty o Pawle Adamowiczu, Grzegorzu Schetynie, Donaldzie Tusku i tysiącu polityków opozycyjnych.

I w ruletce nienawiści padło na Pawła Adamowiczu, który dostał śmiertelne ciosy nożem. Jacek Kurski na swoją zgubę zasłania się nominalną Telewizją Polską, której imienia chce bronić. Otóż Kurski zniszczył TVP i tak naprawdę TVP należałoby bronić przed Kurskim.

Stefan W. to powielenie Eligiusza Niewiadomskiego – w Polsce powtórzony został mord na prezydencie, tym razem na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu. Wszystkie cechy narracyjne są porównywalne i podobne. A Jacek Kurski – cóż – też nadaje się do prozy jako postać o wybitnie czarnym charakterze i zaznaczam nieciekawa intelektualnie, bo jak napisała Hanna Arendt – zło tak naprawdę jest banalne.

Wodolejstwo Morawieckiego w Wierzchosławicach

Mateusz Morawiecki w Wierzchosławicach zaapelował do naiwności, Lecz nie do naiwności własnej, ani polityków partii z której pochodzi, ale do naiwności polityków innych opcji politycznej. Przede wszystkim zaapelował do naiwności Polaków.

Zaapelował o „narodowe pojednanie i zgodę”, a adresatami uczynił „wszystkich polityków, liderów opinii, ludzi mediów, ludzi kultury„.

Piszę, że Morawiecki zaapelował do naiwności, bo nie usłyszałem (nie wyczytałem), aby tak naprawdę chciał „pojednania i zgody”. Wszelkie pojednanie, zgodę, zaczyna się od siebie, to jest prosty mechanizm psychoanalizy.

Chcę się pojednać, to mówię: „chcę się pojednać, wina leży też po mojej stronie”. A tego niestety nie powiedział Morawiecki. Więc mamy do czynienia z retoryką polityczną, w której mówi o pojednaniu, a tak naprawdę ględzi, bo to wydaje się dla jego partii w tych okolicznościach najlepsze. Podkreślam: Morawieckiemu nie chodzi o pojednanie, tylko mówienie o tym.

Przesypanie słów z jednej kupki na drugą. Z tego wynika, że w Morawieckiego słowach, nawet Salomon nie dopatrzyłby się apelu o dobro (że porzekadło o królu Izraela). Morawiecki jest kiepskim retorem, więc wodolejstwo popłynęło z jego ust szeroką strugą, takie oto michałki mogliśmy usłyszeć (wyczytać): „Stało się wielkie zło,  ale spróbujmy przekuć je w dobro”. Jak można przekuć tombak w złoto? Przekuć można dobro w dobro. Albo ze zła można wyciągnąć wnioski.  Ale trzeba użyć takich mniej więcej formułek retorycznych: „zapewniam, że od tej pory będziemy dążyć do dobra”. My, a nie oni.

Lecz tego nie powiedział Morawiecki. Nie powiedział, jak z mediów publicznych zrobiono szczujnię, TVP nawet nie zatrzymała się w oczernianiu opozycji, manipulowaniu w dniach żałoby i pogrzebu Pawła Adamowicza.

Przekuć w dobro – chciałoby się zwrócić do kulejącego retorycznie Morawieckiego – można zapowiedź, iż władza będzie przestrzegać Konstytucji, praworządności, standardów demokratycznych. A z tym ma kłopot, bo zakłamanie, manipulacja, szczucie doprowadziły do sytuacji, że gniją fundamenty naszego państwa. I nie jest to do powstrzymania, będzie tylko gorzej, gdy premier Morawiecki będzie używał takiej retoryki wodolejstwa jak w Wierzchosławicach.

Wspólnota jest mitem, znając polską historię tak można określić, ale w tym micie nie musi być wrogości. Tego nie usłyszałem (wyczytałem) od Morawieckiego. Nie mogłem usłyszeć, bo Morawiecki nie stanął na fundamentach prawdy, ale na zgniłym podłożu.

Tylko w stanie amoralności można napisać jak rzecznik PiS Beata Mazurek na Twitterze: „W obliczu ludzkiej tragedii, PIS zachował się jak trzeba„. I tyle warte jest wodolejstwo Morawieckiego.

Tworzenie legendy symetryzmu dla Stefana W.

Niewiadomski PiS to gorący kartofel dla polityków rządzącej partii, zwłaszcza w roku  wyborczym 2019

Dla zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza naprędce tworzona jest legenda. Stefan W. krwawo obnażył tę władzę i jego udany zamach jest poddawany umniejszeniu. Powoduje jednak historyczne skojarzenia z zabójstwem prezydenta Gabriela Narutowicza przez Eligiusza Niewiadomskiego.

Pisowski Niewiadomski siedział w więzieniu, w którym karmiony był papką propagandową wprost z TVP Jacka Kurskiego. Jak każdy więzień czuł się niewinny, bo wszem i wobec wiadomo, że w kiciu siedzą sami niewinni, na wolności zaś łażą przestępcy.

Myślenie więźnia w zakładzie penitencjarnym jest podobne myśleniu tzw. dziennikarzy w pisowskiej telewizji penitencjarnej, w tym w Wiadomościach TVP, dla których to „penitencjarnych” dziennikarzy winni są opozycja, Tusk i społeczeństwo obywatelskie paradujące w t-shirtach z napisem Konstytucja.

Stefan W. ma charakter spaczony, bo tylko tacy sięgają po nóż i polują. Czy Stefan W. ma zaburzoną psychikę? Oczywiście, że tak. W tym kontekście inne tego rodzaju pytanie jest ważniejsze: Czy zaburzoną psychikę mają dziennikarze mediów pisowskich? Ciągle i wciąż kłamać, manipulować normalny żurnalista raczej nie potrafi.

Zabójstwo Adamowicza jest czysto polityczne. I odpowiada za nie partia rządząca. Wojciech Maziarski pisze w „Wyborczej”, że sztacheta nie jest winna – a tą sztachetą jest Stefan W. – ale ten, kto nią wymachuje. Ile inwektyw słyszeliśmy z ust Jarosława Kaczyńskiego pod naszym adresem? Nie zliczy tego nikt. Słyszeliśmy o gestapo, najgorszym sorcie, kanaliach. Dawno straciłem, rachubę i nie prowadzą słownika z retoryki inwektyw prezesa. Taki mógłby być zresztą fakultet na politologii.

Stefan W. z tak uzbrojoną duszą ruszył do dosłownego pisowskiego boju. Wystarczył tylko „drobiazg” – nóż (sztacheta).

Partia rządzą jak zwykła to robić od 3 lata zwala wszystko na opozycję i Tuska. Taki był pierwszy przekaz w Wiadomściach TVP. Lecz Stefan W. jest złapany i nie wiadomo, co będzie mówił i jakie ślady przy okazji stworzył, które wykryje dziennikarstwo śledcze.

Więc biorą się pisowskie media do tworzenia legendy symetryzmu dla zabójcy. Jest chory psychicznie. Wszak to żadne odkrycie, wszyscy zabójcy są zaburzeni, ale zaburzeni nie zabijają, bo każdy – mój czarny humor – z nas łaziłby zabity, gdyż niejednokrotnie spotkał kogoś z zaburzeniami.

Najnowsze „odkrycie” to wtargnięcie Stefana W. do kancelarii Andrzeja Dudy. Fajnie, tylko monitoring go nie wykrył. A może jak w serialu rodzimej produkcji „Nielegalni” monitoring został przez kolesi Stefana W. zakłócony.

Ciekawe, co będzie następną próbą legendy symetryzmu dla zabójcy? Dlaczego pisowskie media nie zaczęły strzelać z grubej Berty i nie „wysłały” Stefana W. na Nowogrodzką, aby zamachnął się na samego prezesa?

Niewiadomski PiS Stefan W. to gorący kartofel dla polityków rządzącej partii, zwłaszcza w roku  wyborczym 2019. Może on wróżyć przegraną. Nie chcę prorokować najgorszego dla Stefana W., dlatego nawet nie napiszę o czarnej wizji, ale znając partię rządzącą można z góry założyć, że sięgną po najgorsze środki dla kontynuowania władzy.

Bożek Kaczyński demonstracyjnie wszedł na salę obrad sejmowych po minucie ciszy

Zabójstwo polityka nie powoduje w „Prezesie” żadnych reperkusji emocjonalnych

Co miałoby oznaczać brak prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego podczas minuty ciszy w Sejmie na cześć zamordowanego Pawła Adamowicza?

A po niej na salę obrad wszedł demonstracyjnie wraz z rzecznik Beatą Mazurek i marszałkiem Ryszardem Terleckim. Zestaw osób piastujących dane funkcje jest znamienny. Powstaje zatem pytanie: co kierowało prezesem? Strach, brak wychowania, demonstracja polityczna?

Wszystko po trochu, ale najwięcej demonstracji. Zabójstwo polityka nie powoduje w Kaczyńskim żadnych reperkusji emocjonalnych, a jedynie podkreślenie własnego wywyższenia ponad zdarzenie, „myślcie duszyczki, co to miałoby znaczyć, bo nieodgadnione są moje zamiary”, taka jest wola pana K., dla pospólstwa nie do pojęcia.

Tak zachowuje się bufon autokrata, którego ego rozrosło się do nieogarniętych rozmiarów. A przecież w tym momencie mógłby rozpocząć się nowy rozdział współczesnej historii polskiej, spuszczania złej atmosfery ze sfery publicznej. Kaczyński wcale nie musiałby się kajać, wystarczyłyby okrągłe słowa dla Adamowicza, którego zabiła nienawiść, bo to ona podniosła rękę z nożem zabójcy na finale WOŚP w Gdańsku.

Nie padły żadne słowa, bożek Idol Kaczyński celowo nie zdążył na minutę ciszy. Niektóre środowiska opozycyjne proponują, aby przerwać spiralę nienawiści w ten sposób, iż bezwarunkowo i radykalnie się wybacza, zastosować formułę polskich biskupów sprzed pięćdziesięciu lat: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie!”.

Lecz to wymaga konkretnego adresata. Kim poczuliby się pisowcy i sam prezes, gdyby to do nich skierowano podobne słowa? Niemcami? Tak! Ależ to by ich rozjuszyło, a ponadto bezwarunkowe przebaczenie postawiłoby nas w roli Chrystusów, a ich Judaszów, Barabaszów, ciemnej mocy. Rozjuszenie PiS pewne.

Grzegorz Schetyna ma rację: Pawła Adamowicza zabiła nienawiść obłąkana, dobrze zorganizowana, sączona z tub propagandowych PiS. A więc nie tędy droga, aby bezwarunkowo przebaczać, tak mogą postępować instytucje przestrzegające procedur prawnych i uznające vox populi.

Bożek Kaczyński wszedł na salę obrad Sejmu w asyście swoich archaniołów, on nie przejmie się śmiercią następnych osób po Adamowiczu, ani kajaniem się przebaczających ofiar, bożkowi można tylko odebrać jego lud, odebrać poprzez dialog, debatę. I tego boi się każdy bożek – otwartości. Powietrze wolności, demokracji, prawa zabija każdego dyktatora.

Czy zmierzamy do wojny domowej?

Chciałoby się wierzyć, że śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza czegoś nas nauczy. Byłem sceptyczny po śmierci Jana Pawła II i katastrofie smoleńskiej. Czy można dzisiaj mieć inne oczekiwania?

Mamy prawo do złudy, ale by na niej coś budować, potrzeba rzeczywistych czynów, a nie obrony tylko swojej pozycji, iż ma się rację. Nie możemy zwalać na historię, która z nami kiepsko się obeszła, bo jako naród do tego dopuściliśmy. Nie jest dzisiaj usprawiedliwieniem nieumiejętność debaty – tego najważniejszego mechanizmu demokracji, w której ucierają się racje i powstają kompromisy.

Już, już wydawało się, że dokonał się ten cud demokratycznej agory w czasach Solidarności 80-81, ale dzisiaj widzimy, że to działo się w enklawie, w otoczonej twierdzy. Byliśmy tylko skazani na siebie i mechanizmy dopuszczające różne racje były warunkiem przetrwania.

Dzisiaj możemy wszystko, lecz z tego wszystkiego wybieramy złe rozwiązania, zamknięcie, ucieczkę od nowoczesnych wyzwań. Definiujemy się przez wrogów, a nie przyjaciół. Tu i teraz winę ponosi jedna opcja polityczna – nie zwalnia nas to jednak z szukania wyjścia z tego mroku, w który weszliśmy bądź zostaliśmy wepchnięci.

Śmierć prezydenta Gdańska Adamowicza powinna być dzwonem na trwogę, bo może nie być ostatnią. Śluza została otwarta, którą mogą popłynąć kolejne ofiary. Jeżeli tego nie przetrawimy w debatach, we wspólnym uczestnictwie, niekoniecznie z udziałem polityków, to pozostanie wziąć się za łby.

Inercją polityczną stron zmierzamy do wojny domowej, a po niej ktoś albo swój, weźmie nas za mordę. Złe emocje degradują społeczeństwo, cofają aspiracje. Wychodźmy sobie naprzeciw i wołajmy o prawo, które ma powstrzymać inspiratorów morderczych czynów. Adamowicz padł z ręki takiej właśnie kalumni, którą morderca – niezrównoważony? a który morderca jest zrównoważony? – przekuł w krwawy czyn. Niech on nie rozleje się dalej i wszerz, bo to nam grozi. Nie załatwią tego żadne modlitwy, ale słowa porozumień, kompromisów, a jak potrzeba wybaczeń, bo to jest siła, która buduje.

Rocznica Porozumień Sierpniowych. Wydarzenie, którego nie pozwolimy odebrać historii!

SZUBARTOWICZ W PUNKT!

Wreszcie “Dobrej zmianie“ coś się udalo.

Magdalena Środa o Macierewiczu.

I śmieszno, i straszno

Paramilitarne rządy Macierewicza budzą to przerażenie, to śmiech.

Na studia wraca „wojsko”. To fantastyczny pomysł! Dzisiejsza młodzież za dużo siedzi w internecie, „na wojsku” pozna realne życie, a zwłaszcza dowie się wielu niezwykle użytecznych rzeczy: „jak zabijać innych”, „gdzie w pobliskim schronie jest zupa”, no i „co robić, gdy w pobliżu wybuchnie bomba atomowa”. Pamiętam świetnie! – „Trzeba się przykryć natłuszczonym papierem. Jeśli nie zdążysz dotrzeć do lodówki po smalec, sięgnij po gazetę, ta zawsze jest pod ręką”.

„Na wojsku” – prócz wielu innych umiejętności (nie pamiętam dziś jakich) – rozwinął się niewątpliwie mój duch patriotyczny. Zajęcie zbrojne i medyczne przeplatane bowiem były wykładami ideologicznymi: jak i dlaczego kochać socjalistyczną ojczyznę? Dlaczego Polacy mimo przegranych bitew są tak bohaterskim narodem? Oraz jak wspaniałym jest nasz Przywódca Partyjny! Wykłady były żołnierskie, a więc proste, ale też tematy były oczywiste. Wiedzy i talentów nie potrzebowały.

Teraz będzie, „jak kochać ojczyznę PiS”. Temat nieco bardziej złożony, ale wychowankowie Macierewicza pewno znają go już na pamięć. Liceum nie zdołało nauczyć mnie patriotyzmu a la Gierek, bo tak zwane „Przysposobienie obronne” służyło głównie do „chodzenia na azymut”, czyli na wagary. Na szczęście mieliśmy w klasie kolegę, który pasjonował się lotami bombowymi nad Warszawą w czasie II wojny światowej, czym zajmował uwagę wojskowego nauczyciela. Chłopiec ten był zresztą jedynym, który pragnął iść do wojska i jedynym w klasie, który miał kategorię dyskwalifikującą go. Tak więc „wojsko” zarówno w liceum, jak i na studiach osiągnęło przeciwny skutek do zamierzonego: nauczyło nas pacyfizmu, nienawiści do prostackiej ideologii i niechęci do zmarnowanego czasu (choć cośmy się pośmiali to nasze). Czy teraz też tak będzie? Wszystko wskazuje na to, że tak.

Nie wiem, co musiałoby się stać, by zajęcia z wojskowości osiągnęły taki poziom, że stałyby się pożyteczne i czy w ogóle muszą być pożyteczne? Na poziom intelektualny wykładowców chyba nadal nie ma co liczyć, bo militarny system odstrasza ludzi zdolnych, a paramilitarne rządy Macierewicza budzą to przerażenie, to śmiech (coś między „Dzielnym wojakiem Szwejkiem” a „Gwiezdnymi wojnami”). Na powagę zajęć również nie ma co liczyć, bo tylko wojskowi nie zdają sobie sprawy z braku skuteczności „żołnierskiego” przekazu jakichkolwiek wiadomości. „Wojsko” PiS na studiach będzie równie uciążliwe i zbyteczne jak „wojsko” za czasów Gierka, zwłaszcza, że – jak widać – wzorce absolutnie te same. I tak samo śmieszno, i straszno.

HARCERZE NIE SĄ PiS-OWI POTRZEBNI… WSTYD !!!

FOR i posłowie domagają się wyjaśnień od Szydło

Marek Tatała z Forum Obywatelskiego Rozwoju wysłał do Kancelarii Premiera wniosek z pytaniami, dotyczącymi ujawnienia dowodów, na których swoją wypowiedź o lipcowych protestach oparła Beata Szydło. W wywiadzie dla „Gazety Polskiej” stwierdziła, że były one opłacone i dobrze wyreżyserowane.

Tatała powołuje się na zapisy Konstytucji i ustawy o dostępie do informacji publicznej i pyta:
„1) Kto reżyserował ostatnią fale protestów?

2) Jakie dokumenty i inne materiały będące w posiadaniu Pani Premier potwierdzają, kto reżyserował ostatnią fale protestów?

3) Kto opłacał ostatnia falę protestów?

4) Jakie dokumenty i inne materiały będące w posiadaniu Pani Premier potwierdzają, kto reżyserował ostatnią fale protestów?

5) Jaką kwotą została opłacona ostatnia fala protestów?”

Kancelaria Premiera musi udzielić odpowiedzi w terminie 14 dni od daty wpłynięcia wniosku.

Z kolei Jacek Protasiewicz z Europejskich Demokratów wystosował interpelację poselską i prosi o odpowiedź na następujące pytania:

„1. Kto – zgodnie z wiedzą Pani Premier (osoba fizyczna, osoba prawna, organizacja pozarządowa etc.) – był podmiotem opłacającym opisane działania, które miały miejsce w lipcu 2017 r.? Jeżeli – ze względu na przepisy prawa – nie może Pani ujawnić konkretnych nazwisk bądź nazw, proszę o informację czy były to podmioty krajowe lub zagraniczne.

2. Jakiego rzędu kwoty wykorzystano do sfinansowania tych protestów?

3. Z jakich źródeł pochodzą informacje dotyczące opłacania społecznych protestów? Czy ta wiedza uzyskana została dzięki działaniom polskich lub zagranicznych służb specjalnych?

4. Jeśli posiadane przez Panią informacje mają źródło operacyjne, to proszę o odpowiedź na jakiej podstawie prawnej i z jakiego powodu takowe czynności były prowadzone wobec organizatorów i uczestników legalnych demonstracji w lipcu bieżącego roku?”

Podobne zapytanie wysłała Agnieszka Pomaska z PO. W przypadku interpelacji poselskich odpowiedź można sie spodziewać – niestety – po kilku tygodniach.

Tłum skandował \”Lech Wałęsa\” pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Były prezydent: Musimy jeszcze raz się poderwać.

Waldemar Mystkowski pisze o obchodach rocznicy Porozumień Sierpniowych.

Duda, Szydło, Karczewski unikali Wałęsy, jak diabeł święconej wody

Andrzej Duda i Beata Szydło unikali 37. rocznicy Porozumień Sierpniowych w kolebce Solidarności, jak diabeł święconej wody. Ich doradcy wyszperali Lubin, więc pojechali tam, gdzie nikt ich się nie spodziewał. Prezydent Duda zdobył się na koślawą metaforę: – „Lubin krwią podpisał porozumienia sierpniowe”.

Akurat Sierpień ’80 ma się do 35. rocznicy Zbrodni Lubińskiej, jak Armia Krajowa (AK) do Żołnierzy Wyklętych. To zupełnie inny porządek. Szydło znowu wpadła w logoreę (bo nie wierzę, aby jej pisali takie przemówienia PR-owcy): – „Jesteśmy państwem demokratycznym, wolnym i suwerennym”. Na szczęście nie powiedziała, kto reżyserował i opłacał protesty w sierpniu 1980 roku.

Szydło i Duda uciekli od Lecha Wałęsy, wokół którego winny się obracać uroczystości, jak Ziemia wokół Słońca. Polska legenda jest żywa, czego nam zazdrości świat. Wałęsa nie sprzeniewierzył się demokracji, wolności i suwerenności, a tego o sobie nie mogą powiedzieć prezydent i premier. I to jest ich kłopot, ale też nasz wspólny frasunek, bo to jednak władze polskie. Musimy się za nich wstydzić.

Za to dziarsko poczynał sobie marszałek Senatu Stanisław Karczewski. On zwykle jest wysyłany na takie trudne chrzty bojowe. Nie trafia do osób, do których powinien trafić, ale trafia przynajmniej na rzeczone miejsce. Był na Białorusi, nie trafił do opozycji prodemokratycznej, ale do „ciepłego człowieka” Łukaszenki. Ma taki nietrafiony gen. Trafił do Gdańska, ale nie trafił do Wałęsy.

Ba, Karczewski nawet odezwał się do szefa gdańskiej Solidarności, który nijak się ma do szefów klasycznej Solidarności z lat 1980-81. Znowu mu wyszedł jakiś „ciepły człowiek”, jakiś żołnierz wyklęty. Koślawy ten marszałek. Za to słyszał o 21 postulatach sierpniowych, a także o porozumieniu sierpniowym, o czym był łaskaw powiedzieć: – „My tak naprawdę dopiero w tej chwili próbujemy realizować to, co państwo podpisaliście 37 lat temu”.

Jak to usłyszałem, a byłem w pozycji wertykalnej, usiadłem. Przynajmniej marszałek czuje się spadkobiercą komuchów i „próbuje realizować”, co tamci podpisali. A jak realizuje? To kolejna autokrytyka (komuchy nazywali to samokrytyką). Karczewski jako przykład niezrealizowanych postulatów podał dotyczący poprawy funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej: – „Mamy jeszcze dużo do zrobienia w tym zakresie”. Ja odczytuję to jako krytykę ministra Konstantego Radziwiłła, który ostatnio wsławił się kumoterstwem, dał pół miliona na fundację kuzyna Radziwiłła. To peryfraza godna Marcela Prousta.

Po łebkach opisuję zachowanie władzy wobec najważniejszej rocznicy w naszej współczesnej historii i może ta moja pisanina brzmieć jak groteska, czy też farsa. Lecz niczego tutaj nie zmyślam. Władza tak się zachowuje, tak unika  odpowiedzialności, miga się, boi się stanąć oko w oko z bohaterem Wałęsą, który mieści się w krótkim porządku naszej wielkości: Mieszko I, Bolesław Chrobry, Władysław Jagiełło, Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski.

Ławka naszych bohaterów jest krótka, na niej znajduje się nasza żyjąca legenda: Lech. To z nim należy się solidaryzować, jego fetować.

Powinienem jeszcze napisać o opozycji, do której mam zastrzeżenia, ale przynajmniej nie jest groteskowa i farsowa. Grzegorz Schetyna dzisiaj solidarność odczuwa z poszkodowanymi przez nawałnicę. I tam na Kaszuby zaprasza europosłów. Bo solidarność jest wówczas, gdy się nie boimy wspólnoty z poszkodowanymi, z innymi, z potrzebującymi. W solidarności od swojego można dostać po łbie nie tylko kropidłem, ale gdy chce się być świętoszkiem, to ucieka się od święconej wody, bo może okazać, że jest się diabełkiem, jak pisał wielki Molier.

78 LAT PO WOJNIE…

SZACUNEK, PANIE PREZYDENCIE

>>>

PANIE PROFESORZE. POLACY NIE ZOSTAWIĄ PANA SAMEGO. DZIĘKUJEMY GDAŃSKOWI ZA WSPANIAŁY PRZYKŁAD!

cu9mmzaweaakvum

Bogusław Linda był gościem programu Tomasza Lisa w „Onecie”. Bezlitośnie skomentował politykę rządu PiS, szczególnie w obszarze kultury. – Samo nieudacznictwo, brak kultury, brak okłady, brak inteligencji – stwierdził.

boguslaw-linda

Linda rzadko ujawnia swoje poglądy polityczne, ale tym razem sobie na to pozwolił. Pytany przez Tomasza Lisa o to, co rząd PiS zrobił przez miniony rok, stwierdził: – Musiałbym zacytować Herberta: wszystko jest sprawą smaku. To, jak nami zawłaszczają, jest strasznie przykre. Tak ziemniako-buro-brudne, nieładne, że ja się czuję trochę zawstydzony.

cu_ya0kwgaa0lqc

Dziennikarz dopytywał aktora, co pod rządami nowej władzy najbardziej mu się nie podoba – To, co nigdy nie powinno się okazywać, to burakostwo, nieudacznictwo, brak kultury, brak ogłady, brak inteligencji. Raptem to, co gdzieś skrzętnie ukrywaliśmy, się wylało i nami zawłaszcza – skwitował Linda.

Aktor już wcześniej mówił m.in. o zmianach w mediach publicznych. – Szkoda mi i Jedynki, i Dwójki, bo przestały istnieć – komentował w TVN 24. Dodał, że właśnie TVP i Polskie Radio są największymi ofiarami „dobrej zmiany”.

636120484759560144

(Stefan Chwin dla „Newsweeka”)

O zamach terrorystyczny 10 kwietnia 2010 r. prokuratura Zbigniewa Ziobry podejrzewa Polaków i Rosjan. Śledczy zakładają, że mogli za nim stać: polska załoga tupolewa, nasz personel naziemny lub rosyjscy kontrolerzy lotu. Nie wyklucza też „zderzenia z ptakami i innymi ciałami obcymi”.

zamach

Zamach to jedna z trzech hipotez przyjętych przez specjalny zespół prokuratorów badających przyczyny katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. Grupa powstała na początku marca tego roku. Kieruje nią zastępca prokuratora generalnego prok. Marek Pasionek. Śledczy przejęli postępowanie z prokuratury wojskowej, która została przez PiS zlikwidowana.

Zespół prok. Pasionka prowadzi postępowanie zupełnie od nowa. Chce sprawdzać hipotezy, które wojskowi śledczy i biegli już przeanalizowali i odrzucili.

W dokumencie, który prokuratura przygotowała dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, śledczy napisali, że będą weryfikować „trzy główne hipotezy przebiegu katastrofy, których badanie – wbrew niektórym informacjom medialnym – nigdy nie zostało formalnie zakończone”.

(MYŚL TECHNICZNA W NARODZIE GENIALNA! ANTONI ODLECI RAZ NA ZAWSZE)

cu-r-_-weaautrb

Zespół 12 prokuratorów. Za PO katastrofę badało nawet 80 osób

Dokument zawiera zarys planu dochodzenia prowadzonego obecnie przez 12 prokuratorów i bliżej nieokreśloną liczbę „przedstawicieli policji, Żandarmerii Wojskowej i innych służb państwowych, wykonujących zadania na jego rzecz”. Liczebność zespołu nie jest porażająca. Zaraz po katastrofie w dochodzenie zaangażowanych było nawet 80 prokuratorów, służby specjalne i cały sztab ekspertów. Dziś rząd PiS kompletnie dezawuuje ich pracę, a szef MON Antoni Macierewicz w minionych latach wielokrotnie zarzucał im, że kłamią, ukrywają prawdę, a nawet, że są zdrajcami.

Zespół prok. Pasionka powołał też ekspertów z zagranicy. Jakich? Nie wiadomo. Powodów można się domyślać: wśród polskich badaczy katastrof oraz kryminalistyków można znaleźć niewiele osób, które podpisałby się pod teorią zamachu forsowaną przez PiS.

Nowy zespół – mimo że co do zasady neguje ustalenia poprzedników – pracuje na ich dokumentacji (to ponad tysiąc tomów akt). Prok. Pasionka podzielił śledztwo smoleńskie na trzy główne wątki:

  1. „Doprowadzenie do katastrofy w następstwie błędu, niedopełnienia obowiązków albo przekroczenia uprawnień”. W tym punkcie prokuratorzy wskazują aż 10 różnych możliwych przyczyn wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r., m.in.: błąd w technice pilotowania, podjęcie przez załogę nieodpowiedniej decyzji o lądowaniu, nieprawidłową eksploatację samolotu, świadome naruszenie przez załogę przepisów, zły stan psychofizyczny załogi, niewłaściwą obsługę techniczną samolotu, niewłaściwą organizację lotu, niewystarczające przeszkolenie załogi, niewłaściwe zabezpieczenie lotu przed względem meteorologicznym, niewłaściwy remont samolotu, niewłaściwe działanie kontroli lotów.
  2. „Zaistnienie katastrofy w następstwie okoliczności niezależnych”. Tu śledczy mają 5 założeń, m.in. że do tragedii doszło ze względu na wady produkcyjne, konstrukcyjne, technologiczne i materiałowe, techniczne zużycie elementów samolotu, niespodziewane wejście samolotu w „strefę niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych” lub „zderzenie z ptakami i innymi ciałami obcymi”.
  3. „Doprowadzenie do katastrofy przez celowe działanie innych osób”. Ta hipoteza dotyczy „zamachu lub zamachu terrorystycznego”. Zespół zakłada 7 hipotez. „Zamach lub zamach terrorystyczny” mógł być dokonany przez Polaków albo Rosjan: przy użyciu środków konwencjonalnych, niekonwencjonalnych, spowodowany presją na członków załogi, świadomym działaniem załogi, zamierzonym działaniem rosyjskich kontrolerów lotu, zamierzonym działaniem personelu naziemnego i sabotażem podczas remontu tupolewa (samolot przeszedł go rosyjskiej Samarze w 2009 r.).

Większość tych hipotez została negatywnie zweryfikowana zarówno przez rządową komisję Jerzego Millera, jak i wojskowych śledczych.

Ustalili oni, że do katastrofy doszło, ponieważ samolot leciał za nisko, za szybko, w gęstej mgle, bez kontaktu wzrokowego pilotów z ziemią. Wcześniej załoga złamała wiele procedur bezpieczeństwa.

cu-kbclwgaaccb7

Czy śledczy zbadali wrak? Czy mają to w planach?

W poniedziałek zadaliśmy prok. Pasionkowi kilka pytań: Dlaczego jego zespół twierdzi, że informacje o zakończeniu przez Prokuraturę Wojskową wątku zamachu są nieprawdziwe? Jakie konkretne zagraniczne instytucje badawcze i jacy eksperci z zagranicy zostali zaangażowani do śledztwa? Na jakiej podstawie powstała hipoteza o „zamachu terrorystycznym”? Czy jego zespół badał wrak tupolewa? A jeśli nie, to czy jest planowane badanie wraku?

Interesowało nas też, co prokuratura rozumie pod pojęciem „środków niekonwencjonalnych” użytych do rzekomego zamachu. Dotąd jedyny ślad tej teorii można znaleźć w publikacjach prawicowych mediów na temat „bomby próżniowej” lub „bomby paliwowo-powietrznej” na pokładzie oraz o „sparaliżowaniu systemów elektronicznych za pomocą zewnętrznego urządzenia”.

Dostaliśmy zbiorczą odpowiedź z prokuratury: „Na obecnym etapie śledztwa w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem Prokuratura Krajowa nie przekazuje dodatkowych informacji. Nie komentuje jakichkolwiek pytań odnoszących się do planu śledztwa. Podstawowym powodem takiego stanowiska jest przyjęte założenie, że o podjętych decyzjach procesowych i terminach ich realizacji zostaną poinformowane w pierwszej kolejności rodziny ofiar katastrofy”.

Poprzednie śledztwo smoleńskie

W listopadzie 2015 r. kończąca działalność Naczelna Prokuratura Wojskowa podsumowała dotychczasowe ustalenia śledztwa. Przypomniała cztery główne przyczyny katastrofy. Wojskowi prokuratorzy ustalili, że główną winę za katastrofę smoleńską ponosi załoga tupolewa. Obciążyli winą również rosyjskich kontrolerów lotu oraz dwóch oficerów 36. Pułku Lotnictwa. Ci ostatni dostali zarzuty za dopuszczenie do lotu pilotów bez uprawnień.

Przyczyny katastrofy wskazane przez Naczelną Prokuraturę Wojskową:

  • niewłaściwe działanie załogi polegające na zniżaniu samolotu przez jego dowódcę poniżej warunków minimalnych do lądowania;
  • wyznaczenie na dowódców samolotu niewystarczająco przeszkolonego pilota i nawigatora;
  • niewydanie przez rosyjskiego kierownika lotów zakazu lądowania ze względu na mgłę i nieskierowanie samolotu na lotnisko zapasowe;
  • niewydanie przez kierownika strefy lądowania komendy odejścia na drugi krąg w sytuacji, kiedy samolot przekraczał minimalną wysokość zniżania – 100 metrów.

Wcześniej – po wieloletnich i szczegółowych badaniach – śledczy wykluczyli hipotezę o zamachu.

Jesienią ub.r. główna część śledztwa miała zostać umorzona z powodu „śmierci sprawców”, czyli członków załogi tupolewa.

cu-tf6-wyaai_wz

Głupie kroki, obraźliwe lapsusy, komiczne wpadki, nieracjonalne posunięcia to nie przyrodzona prawicy indolencja. Za maską „dyplomatołka” kryje się najgroźniejszy wróg Europy.

jakie

Zachowanie PiS na arenie międzynarodowej przestało dziwić i oburzać. Nic dziwnego – skoro przez blisko rok, dzień po dniu, wytyka się komuś niezręczności, braki wiedzy i grubiaństwo, to w końcu musi się pojawić znieczulenie i zniechęcenie oraz – w efekcie – obniżenie własnych standardów.

To jedyne wytłumaczenie tego, jak słabą reakcję wywołał w Polsce sposób ogłoszenia decyzji o wystawieniu do wiatru koncernu Airbus Helicopters, który po czterech latach procedur przetargowych był bliski zdobycia wartego 13,5 mld zł kontraktu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii.

636120484759560143

Polska zerwała negocjacje offsetu czteroakapitowym komunikatem zamieszczonym na stronie Ministerstwa Rozwoju. Już to samo w sobie jest dyplomatycznym świństwem, ale jeśli ktoś miał wątpliwości, czy PiS zachowało się tylko niezręcznie, czy celowo po chamsku, to po chwili wiceminister obrony Bartosz Kownacki dodał, że „Polacy uczyli Francuzów jeść widelcami”.

Pewną niespodzianką jest to, że Europa wygląda na bardziej zaskoczoną niż Polska.Francuska prasa kipi oburzeniem, a w Polsce to jakoś przeszło.

Oczywiście, mogło być gorzej: minister Macierewicz mógł wytrzeć nos w krawat ambasadora, a minister Waszczykowski imitować żabi rechot podczas wywiadu dla francuskiej telewizji.

Jednak gdy wyjmie się tę decyzję rządu z polskiego politycznego piekiełka, to postępowanie Polski wobec Francji można opisać jako nieźle zaplanowany i przyzwoicie zrealizowany element projektu rozwalenia Unii Europejskiej od środka. W przypadku caracali widać to jak na dłoni.

Po pierwsze, gdyby władza nie chciała szkodzić Unii, Polska pod rządami „dobrej zmiany” dbałaby o relacje z Francją. W wyniku referendum Londyn – z którym PiS trzymało ostatnio sztamę – przestaje być europejską stolicą, więc w Europie jedyną przeciwwagą dla Berlina będzie Paryż. Rząd napluł więc w twarz jedynemu państwu, którego wspieranie mogło przeciwdziałać niemieckiej hegemonii.

Po drugie, spoliczkowana została Francja, która w imię solidarności europejskiej i ze względu na konflikt ukraiński wypowiedziała kontrakt na sprzedaż Rosji okrętów desantowych Mistral. Konsekwentnie opowiada się za sankcjami wobec Rosji oraz wraz z Niemcami reprezentuje Unię w formacie normandzkim, który jest jedynym dotąd narzędziem powstrzymującym agresję Rosji na Ukrainie. Paryż miał prawo oczekiwać, że będzie traktowany przez Polskę jako sojusznik.

Ale został potraktowany tak, jak traktuje się natręta albo wroga. Rząd PiS nie dość, że podjął decyzję bez ostrzeżenia i w najbardziej dotkliwym dla Francuzów momencie, bo na tydzień przed planowanymi wizytami ich prezydenta, ministrów obrony i spraw zagranicznych, to jeszcze nie zrobił nic, by cokolwiek wytłumaczyć. Trudno się dziwić francuskim mediom, że uważają to za celowe upokorzenie.

Można to wszystko zrzucić na właściwą PiS indolencję, ale warto rozważyć możliwość, że to głośne znieważenie Francji nie było ani niezręcznością, ani wypadkiem przy pracy. Ten cios w zjednoczoną Europę został wymierzony zbyt precyzyjnie. PiS świadomie sabotuje Europę, zasłaniając się otrzymaną od Władysława Bartoszewskiego maską „dyplomatołka”, która nakazuje obserwującym w miejsce cynizmu i wyrachowania podstawić brak kompetencji i głupotę.

(REŻIM NIE ZASŁUŻYŁ NA WOŚP. BRAWO TVN!!!!)

cu-fprtwcaqdet6

Odys orał brzeg morza, by uniknąć udziału w wyprawie na Troję. Udając szaleństwo, Hamlet przed Ofelią odegrał przedstawienie – „jeżeli koniecznie potrzebować będziesz wyjść za mąż, to wyjdź za głupca, bo rozsądni ludzie wiedzą dobrze, jakie z nich czynicie potwory” – by ją i innych przekonać, że jest tylko obłąkany miłością, choć w rzeczywistości planował krwawą zemstę.

Udawanie głupiego nie jest w polityce niczym nowym. Przypomnienie sobie tej prawdy pozwala wreszcie pogodzić pracowitość i zaangażowanie ludzi w rodzaju Waszczykowskiego i Macierewicza z oceanem absurdu, który przynosi ich praca. Konsekwentna podłość, lekceważenie, roszczeniowa postawa i brak solidarności mają przekonać Zachód, że przyjęcie do Wspólnoty krajów Europy Środkowo-Wschodniej było nieporozumieniem.

„Nikt nie ma szans dziś wygrać w Polsce wyborów z antyeuropejską retoryką. Nie obawiam się, że obóz polityczny Kaczyńskiego będzie próbować wyciągnąć Polskę ze struktur europejskich. Z powodu realizmu politycznego Polska jest nadal bezpieczna jako członek Unii” – przekonywał niedawno Donald Tusk. Jest w błędzie. Strategia udawania „dyplomatołka” pozwala PiS pogodzić bycie wrogiem zjednoczonej Europy z brakiem antyunijnej retoryki. Kaczyński wyciąga dziś Polskę z Unii – tyle że nie retoryką, ale działaniami.

636120484759560142

PiS zapewnia, że chce Polski w Unii, ale dużo ważniejszy jest bilans czynów – dla partii Kaczyńskiego miażdżący.

Od ubiegłorocznej kampanii wyborczej nie było ani jednej sprawy, w której PiS nie postąpiłoby inaczej niż głupio, obraźliwie, agresywnie – i zawsze na szkodę projektu zjednoczonej politycznie i społecznie Europy. Jedynym wspólnym mianownikiem dla wszystkich działań PiS jest konsekwencja w demonstrowaniu Europie, że Polska nie tylko nie chce brać udziału w dalszej integracji kontynentu, ale też zamierza złamać wszystkie ustalenia, na które dotąd się zgodziła.

Największym przedsięwzięciem było oczywiście zablokowanie wykonania decyzji rządu Ewy Kopacz w sprawie uchodźców. To długa, konsekwentna lista wypowiedzi zupełnie skandalicznych, które ciągle przebijają się na Zachód. Warto przypomnieć kilka szczególnie spektakularnych: rasistowskie wypowiedzi Kaczyńskiego na temat pasożytów i uchodźców, bujdę Szydło o „milionie uchodźców z Ukrainy”, wypowiedzenie przez ministra Szymańskiego porozumienia w momencie, gdy krew ofiar zamachów jeszcze płynęła ulicami Paryża.

Identycznie w sprawie brytyjskiego referendum. Pół biedy, że PiS w Parlamencie Europejskim współtworzy z torysami – których niedawny lider David Cameron w tym właśnie podobny jest do Kaczyńskiego, że dla własnego interesu politycznego nie cofnął się przed postawieniem na szali dobra kraju – eurosceptyczną frakcję „reformatorów”. Gorzej, że politycy PiS cały czas wspierają brytyjskich populistów; nie ma tygodnia, żeby Ryszard Czarnecki i Ryszard Legutko nie odwracali kota ogonem, wbrew elementarnym faktom obciążając Unię całą winą za wynik referendum.

Litanię można ciągnąć: ignorowanie Rady Europy i Komisji Europejskiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, wycinki w Puszczy Białowieskiej… To wszystko składa się w przemyślany plan: PiS może się ośmieszać do woli, upokarzać, kogo chce, bo ukryci za maską „dyplomatołków” politycy są chronieni przed zarzutem działania na szkodę państwa, który postawiono by każdemu, kto by taki sabotaż prowadził, nie ubrawszy się wcześniej w kaftan bezpieczeństwa.

POMOŻEMY :))))))))

cu_sslmwyaatf8t

PiS na takiej polityce nie może stracić. Jeśli Unia uderzy w ostre tony – przytnie środki unijne, nałoży sankcje albo w ramach retorsji zignoruje interesy Polski na arenie międzynarodowej – Kaczyński zyska kolejne argumenty. Dając się sprowokować, Europa pozwoli mu zamienić krzywdy zmyślone na prawdziwe i tym skuteczniej kontynuować separowanie Polski od Unii. Jeśli natomiast Europa nie da się sprowokować, Kaczyński zyska swobodę działania podobną do tej, którą cieszy się Orbán. Premier Węgier pluje Unii w twarz dzień po dniu: a to w sprawie kryzysu uchodźczego flirtuje z retoryką III Rzeszy, a to po nałożeniu sankcji na Rosję zaprasza Putina, a to zamyka jedno z niewielu wolnych mediów.

Unia wciąż znosi ten sabotaż. Kaczyński i Orbán liczą na kolejny kryzys, który nie zostawi państwom Zachodu wyboru i spowoduje, że odetną ciążące im państwa Europy Środkowej. A wtedy cała władza wpadnie w ręce czekających na nią wodzów.

Chyba że wcześniej tych wodzów pogonią ich własne społeczeństwa.

Nikt nie potrafi tak wkurzyć i poobrażać ludzi jak Jarosław Kaczyński. Nie tylko działania PiS, lecz także wypowiedzi prezesa skłaniają Polaków do wyjścia na ulice. A ponieważ Kaczyński rozpoczął właśnie propagandową ofensywę, by zatrzeć niedawne porażki władzy, wściekłości już przybywa.

pis

Do dziejów pogardy w Polsce wobec kobiet, ich praw i cierpień, a także wobec cierpień noworodków przejdzie stwierdzenie Kaczyńskiego dla PAP, że należy rodzić nawet dzieci zdeformowane i skazane na szybką śmierć tylko po to, by mogły być ochrzczone. W dodatku, jak obwieścił prezes PiS portalowi Onet, „czarny protest” zagraża „fundamentom narodowego jestestwa”. Czyli kto upomina się o prawa i godność kobiet, ten niszczy Polskę, co dobrze pokazuje, jak PiS wyobraża sobie ich miejsce w swoim państwie. Towarzyszą temu pokrętne wypowiedzi Kaczyńskiego co do zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, poświadczające, że taka groźba istnieje. Toteż coraz więcej kobiet i rodzin poczuje się zagrożonych przez PiS.

Tak jak coraz więcej nauczycieli i rodziców dostrzega niebezpieczeństwa reformy edukacji. PiS jest tu w pułapce. Jeśli szybko przełoży zmiany o rok, przyzna się do potężnej porażki, jeśli będzie z tym zwlekał, gniew ludzi tylko się nasili, a jeśli dokona tej reformy w 2017 r., uzyska i organizacyjną klęskę, i spotęgowaną wściekłość obywateli.

Zagrożenie wzrostem podatków czuje spora część klasy średniej. Coraz większa groźba wisi nad sędziami, bo szef PiS obiecał rychłą rozprawę z władzą sądowniczą. Co zbiega się z deklaracją rządu o końcu współpracy Polski z Komisją Wenecką. Nic nie pohamuje naszej władzy – tyle ta deklaracja mówi.

Taki też przekaz płynie z połajanek Kaczyńskiego. Niby nic nowego, ale jest poważna różnica. Dotąd prezes tłumaczył działania władzy, także te antydemokratyczne, powołując się na wolę ludu. Teraz „wola ludu” zanika w jego wypowiedziach. Wiedzą bowiem w PiS, że w relacjach władzy ze społeczeństwem panuje coraz większy kryzys. W dodatku kryzys nieuleczalny.

636120484759404139

PiS poszuka więc wsparcia dla swych rządów poza tą wielką częścią społeczeństwa, którą do siebie zraża. Cóż mu zostaje prócz nagiej siły, tylko pozornie trwałej? Poza wiernymi wyborcami i dużą częścią Kościoła jedynie środowiska narodowe. Zresztą do narodowców PiS najbliżej, bo niemało działaczy PiS wspiera te skrajne środowiska. A bliższy sojusz z narodowcami oznacza głębszą światopoglądową symbiozę. Toteż PiS ulegnie najpewniej dalszej ideologicznej radykalizacji. Wzmogą się ataki władzy na prawa obywatelskie, demokrację, Unię Europejską. Może nawet usłyszymy, że Polska aż tak bardzo Unii nie potrzebuje. I doświadczymy mocniejszych ataków na społeczeństwo obywatelskie. Nasili się również ksenofobia, przybędzie agresji wobec „obcych”.

cu_3ifvxyae7isi

PiS będzie się jednak wystrzegał fizycznej przemocy wobec przeciwników, ponieważ wie, że jeśli przeleje krew, rozpocznie gorącą wojnę domową, która tę władzę zmiecie. Poprzestanie zapewne na zastraszaniu bądź punktowych represjach ze strony służb i prokuratury. Ale o taką przemoc mogą się pokusić skrajni narodowcy.

PiS zechce nas jeszcze intensywniej odłączać od demokratycznego świata i wygaszać nasze aspiracje do godnego życia. Będzie budował nam wewnętrzne piekło. I na tym się przejedzie, bo zbyt okrzepliśmy w demokracji i zbyt nas wielu, by tolerować rządy wrogów lepszej Polski.

636120484759404138

Na .u puknęło 100.000 polubień. Dziękujemy.

cu_1hnkxgaedqge

Przeciw bezprawiu PiS rozpoczną się procesy. Dzisiaj ich skutek może być niewieli, ale Kaczyński w przyszłości zazna „przyjemności za kratami”.

sąd

We wrześniu warszawski sąd zajmie się decyzją prokuratury o odmowie wszczęcia postępowania w sprawie niepublikowania wyroku przez rząd PiS. Zażalenie na decyzję Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga złożyła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Organizacja podkreśla, że nie publikując wyroku, premier Beata Szydło nie dopełniła swoich obowiązków.

Nowoczesna zapowiada złożenie wniosku do prokuratury. Twierdzi, że Kaczyński łamie prawo.

Jacek Kurski został słusznie nazwany „idiotą”. No, bo jak kogoś tak nieinteligentnego i charaktery żadnego nazwać?

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz tak nazwał Kurskiego:

adamowicz

„Jak Kurski do mnie zadzwoni, to może z nim porozmawiam, natomiast nie muszę rozmawiać z asystentami Kurskiego. Pozdrówcie tego idiotę od mnie”.

Waszczykowski straszy.

waszczykowski

Szef MSZ Witold Waszczykowski odtajni we wrześniu dokumenty związane z wizytami Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. PO uważa, że w ten sposób próbuje ratować stanowisko i pognębić Tuska.
To ma być mocne wejście na otwarcie sezonu politycznego. Min. Waszczykowski mówi „Wyborczej”, że upubliczni kilkadziesiąt dokumentów, które dotąd były zastrzeżone. Są wśród nich notatki z rozmów pracowników MSZ z ówczesnym ambasadorem rosyjskim w Polsce Władimirem Grininem, wiceszefów MSZ z rosyjskimi odpowiednikami, a nawet – jak twierdzi Waszczykowski – byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego.

Na Koduj24.pl o Kempie i Suskim pisze Waldemar Mystkowski.

genialne

Podwyżki dla pracowników w Kancelarii Premiera nie potrzebują uchwały sejmowej. Wystarczy, że Beata Kempa sama uchwali. Jeszcze prezes Kaczyński by się wkurzył i trzeba byłoby je wycofać, jak to miało miejsce z apanażami dla posłów i ministrów oraz pensji dla żon prezydentów. Asystenci, sekretarze tudzież podobny drobiazg dostaną o 100 proc. więcej, a nawet o 260 proc. W sektorze prywatnym to nie jest możliwe, nawet w najlepiej prosperujących bankach, ale za rządów PiS – owszem.

Inny interesujący wątek poruszył kolejny orzeł PiS, Marek Suski. Mianowicie wykoncypował w swojej genialnej głowie (pamiętajmy, że to mniejszy geniusz od prezesa), iż smoleński Tupolew, jako terytorium Polski, został wbrew prawu międzynarodowemu przez Rosję anektowany. Jak czytałem tę informację, to poleciałem do swojego prywatnego arsenału, aby spakować plecak i giwerę, wszak taka wiadomość powoduje nie tylko wzrost patriotyzmu, ale przede wszystkim gotowość, aby walczyć o honor, ojczyznę i być mięsem armatnim. Widocznie Suski jeszcze nie skontaktował się z Antonim Macierewiczem, bo ten ma wojsko pod sobą. Giwerę i plecak więc odstawiłem do swojego arsenału. Ale boję się o Suskiego, bo poleci airbusem LOT-u, będzie miał międzylądowanie na Szeremietiewie w Moskwie, gdzie przyjedzie z pobliskiego Kremla Putin i powie do Suskiego: U nas geniuszów niet, a do tego jeszcze kawałek Polski sobie anektuję.

Gdzie się więc nie obejrzysz geniusz pisowski, acz Kempa i Suski to tacy geniusze wagi lekkiej, bo w ciężkiej chodzi jego genialność prezes.

Więcej >>>