Posts Tagged ‘Piotr Gliński’

W dzisiejszej Polsce już wiemy, że nie pochodzimy od małpy. TERAZ MAMY W SUMIE DRUGIE ZASADNICZE PYTANIE 🙂

Znowu 5 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Biuro Nadzoru Wewnętrznego na wzór Służby Bezpieczeństwa

PiS ma do perfekcji opanowaną logistykę przepychania ustaw niezgodnych z prawem. Logistykę zarówno dotyczącą tego, aby nie debatować nad projektami, a jeszcze lepszą, aby wzniecić szum, medialny. Jak oni to robią? Z pewnością jedną z przyczyn jest to, że mediów publicznych już nie mamy. Szumy medialne zaś są kreowane wokół nieistotnych spraw, a nawet gdy sprawa jest istotna, to okular zainteresowania jest skierowany na pozorny spór, na ustawkę. W czwartek została uchwalona ustawa powołująca Biuro Nadzoru Wewnętrznego (BNW), które podlegać będzie bezpośrednio Mariuszowi Błaszczakowi.

BNW będzie nadzorowało inne służby i opiniowało kandydatów na kierownicze stanowiska w służbach takich, jak policja, Straż Graniczna, Państwowa Straż Pożarna czy Biuro Ochrony Rządu.

Pomysł BNW jest bezprawny, bo każda ze służb ma wewnętrzne organa kontroli, a nadzór nad czynnościami zgodności z prawem mają sądy i prokuratury. Ta jeszcze jedna czapa nad służbami i to zawiadywana przez ministra Błaszczaka spotkała się na etapie projektu z negatywną oceną Rządowego Centrum Legislacji (RCL) i Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów. RCL w ekspertyzie napisało: – „Zgodnie z przepisami ustawy o policji nadzór nad realizacją tych czynności sprawują sąd i prokurator, a nie minister właściwy do spraw wewnętrznych”.

Jest to zatem całkowite upolitycznienie służb mundurowych z czapą podobną do komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, które w MSWiA pełnić będzie rolę politbiura, aby właściwi kandydaci byli desygnowani do służb, czyli wyznania pisowskiego.

To nie wszystko. Uprawnienia zaufanych ludzi Błaszczaka (wąska grupa zaufanych to kilkadziesiąt osób) to bezprawny dostęp do materiałów operacyjnych innych służb z klauzulą tajności. Inspektorzy BNW będą mogli posługiwać się podsłuchami i mieć dostęp do  danych telekomunikacyjnych i internetowych.

Przy takich uprawnieniach nowego biura trudno będzie pozbyć się pokusy walki politycznej za pomocą nielegalnej informacji, manipulacji nią i dyskredytowaniem wybranej osoby. „Pokusa”? Ależ po to została ta służba powołana, aby realizować pokusy polityczne.

Skojarzenie BNW z SB jest uprawnione. Ta inicjatywa jak i inne świadczą, że PiS przygotowuje się na długie rządzenie, bez terminu oddania władzy w wyniku procedur demokratycznych. Zaciska się pętla państwa policyjnego, widmo totalitarnego PiS krąży nad Polską.

Polska płonie

Polacy nie mają już wspólnej przestrzeni, są tylko wrogo do siebie nastawieni. Powodem nie jest bukiet wartości, ale naręcze emocji, które zostały wykreowane przez polityków, służą ich misji. Święto Niepodległości pokazało to w całej krasie.

Najbardziej poszkodowany jest Jarosław Kaczyński. Tak naprawdę nie może się ruszyć ze swojego biura bez asysty tysięcy policjantów, a i to na krótkiej trasie marszruty wyznaczonej płotem żelaznym. Czyż nie jest to więzienie? Acz nie jesteśmy tolerancyjną i bogatą Danią, prezes nie poddaje się takim drobiazgom i podkreślił w przeddzień święta, że jego Polska „wyznaczy dzisiejszej chorej Europie drogę do uzdrowienia”.

Ten lekarz Europy raz w miesiącu robi obchód na Krakowskim Przedmieściu. Jak z tego miejsca miałby przeprowadzić terapię i jaką zaserwuje driakiew? Otóż leczenie będzie oparte na „chrześcijańskiej cywilizacji”. Co to miałoby znaczyć, że chrześcijaństwo wpisuje się w podstawę wartości humanistycznych?

Czyżby prezes chciał odświeżyć krucjaty, bo tak można interpretować pisowską postawę wobec uchodźców, niech umierają, a my wobec nich umywamy ręce, jesteśmy Piłatami. A może chodzi o więcej indoktrynacji klerykalizmem? Funkcjonariusze tej idei od 2 tysięcy lat powtarzają te same formułki. Coś w tej drodze do uzdrowienia Europy szwankuje? Gdyby przeszłość była dobra, to dzisiaj egipski ibn-Kaczyński uzdrawiałby islam, a nawet Afrykę, poprzez budowę nowych piramid.

Kaczyński zatem to szaman, a nie żaden lekarz. Spod jego zaczarowania wydawał się wyrywać Andrzej Duda, ale dzisiaj widzimy, że to było udawane. Duda doszedł do ugody z szamanem w sprawie dwóch ustaw sądowych o KRS i Sądzie Najwyższym. Dla mnie nie było jasne, o co chodzi, bo wersje pisowska i prezydencka niewiele się różniły, inaczej rozkładały akcenty czasowe demolowania niezależności sądów.

W Święto Niepodległości Kaczyński uciekł z Warszawy, bo przecież nie stanie na uroczystościach obok tego, którego tak łatwo ograł, a do tego przybył jego wróg patentowany, do którego nie może się dobrać, Donald Tusk. Tusk raczej się nie boi żadnych szamanów, to oni od niego uciekają. Pod adresem prezesa skierował słowa: – „Kto sieje konflikt wewnętrzny, agresję, nienawiść pomiędzy Polakami, ten tak naprawdę wystawia naszą niepodległość na największe ryzyko”.

Więc nie dziwmy się, że ulice zostały zawłaszczone przez ONR, nacjonalistów i faszystów, którzy w marszu pod zwodniczym tytułem Marsz Niepodległości wykrzykują hasła jawnie faszystowskie. Nie obroni nas garstka Obywateli RP, którzy stanęli przeciw szarańczy nacjonalizmu, a do tego zostali spacyfikowani przez policję.

Polska płonie. Oby nie zostały z nas zgliszcza i zdany na łaskę żywiołu wiatru testament Szarego Człowieka.

GDYBYŚCIE MIELI ROZWINĄĆ NASZĄ GALERIĘ, TO JAKIE KULSONY POWINNY SIĘ W NIEJ JESZCZE ZNALEŹĆ? 🙂

Kulson i Karczewski, bohaterowie naszych czasów

Wzbogacamy się o nowe słowa w języku polskim. Na najstarszy zawód świata w wersji kolokwialnej mówimy „kulson”. A jak ktoś ma takie nazwisko, to po prostu piszemy z dużej litery: Kulson.

Policjant nie powiedział do protestującej: „Siadaj, k…!”, tylko zwrócił się do policjanta znajdującego się obok kobiety: „Siadaj, Kulson!”

Szkoda, że nie był to pies (policjantów też nazywa się psami), który wabi się Kulson, byłoby bardziej zrozumiałe, iż na komendę miałby zrobić siad przy zatrzymanej.

To jest policyjna wersja na wokandę sądową. W rzeczywistości mogłoby przecież być tak, że ten policjant mówiący do kobiety i nazywający ją kolokwialnie miałby paralizator w rękach. Bo to dalszy ciąg policyjnego rozwydrzenia z komisariatu we Wrocławiu.

Kulson pod groźbą paralizatora tak by siadł, że by zeszedł. Na naszych oczach policja pod zarządem ministra Błaszczaka wróciła do korzeni i już jest milicją. Wracamy w szerszej perspektywie do korzeni, do tradycji, jak to mówi prezes Kaczyński, który chce wartościami tradycji leczyć Europę.

Jeszcze o Kulsonie. Gdy już wreszcie siadł, to od razu Kulson otworzył konto na Twitterze i wiemy o nim, że ma na imię Mateusz i na pagonach: mł. asp. Na koncie ma jeden tweet, właśnie z popularnym w sieci „tym” filmikiem. Na razie Kulson nie ma twarzy (a może mordy, wszak to może być pies).

Gdy Kulson siadł, zaczął odkrywać uroki internetu.

„Pokłosie” (nawiązuję do filmu Pasikowskiego) faszystowskiego Marszu Niepodległości będzie owocować tym, że nam pójdzie w pięty. Ci faszyści już są nie do zatrzymania.

Na razie o zatrzymanie wiceszefa „Wyborczej” Piotra Stasińskiego zapowiedział starania marszałek Senatu Stanisław Karczewski (tak! – to ten od „ciepłego człowieka” Łukaszenki). Karczewski zapowiedział zawiadomienie do prokuratury na Stasińskiego, bo ten cytował wulgarne wypowiedzi z faszystowskiego marszu w „Loży prasowej” TVN24.

No, to już mają ochotę sadzać za cytowanie wulgaryzmów, które mają placet pisowski. Komuna wróciła.

Strach będzie cytować Jarosława Kaczyńskiego, jego „kanalie”, „mordy zdradzieckie”, etc. A skąd faszystowska młodzież nauczyła się wulgaryzmów, traktowania przestrzeni publicznej jako spluwaczki? Od mistrza, od prezesa K. (bynajmniej nie kulson, acz mogę się mylić).

Reaktywacja PRL-u z roku 1968 nastąpiła zadziwiająco szybko. Zauważyły ten faszystowski rajd po Warszawie media na całym świecie.

LEPSZEGO KOMENTARZA NIE POTRZEBA. Pomysł:

 

Nauki ze Święta Niepodległości

Barwna Polska jest wolna i niepodległa, jest bogata i nie boi się innych – taką otwartą Polskę trzeba odzyskać.

Czy Święto Niepodległości czegoś nas nauczyło? Obawiam się, że nie. Można twierdzić, że przez wentyl bezpieczeństwa zeszło powietrze z faszyzmu/naszyzmu, pokrzyczeli i rozjechali się do domów. Można się wstydzić, że (pedagogika wstydu – ulubiony termin Kaczyńskiego) poszedł w świat obraz Polaków antysemitów, można zachwycać się (ja tak robię) dwunastoma kobietami, które stanęły naprzeciw wrzaskliwych karków w liczbie 60 tysięcy. Można projektować inną Polskę – otwartą, potrafiącą przyznać się do zwycięstw i porażek, do trafnych wyborów i błędów.

Ale czy to jest nauka? To są tylko spostrzeżenia, głębsze i płytsze analizy na poziomie felietonu. Nauka to jest wiedza, która czyni nas przydatnymi do sprawowania funkcji w życiu prywatnym – żony/męża i matki/ojca – w życiu publicznym, w którym będziemy wypełniać służbę dla dobra innych, ale przede wszystkim w życiu społecznym, obywatelskim, w którym kooperować winniśmy być w stanie z drugim, który może się różnić od nas wszystkim – płcią, wiekiem, kolorem skóry, wyznaniem i wielkością bibliotek.

To jest nauka. Jeżeli mniemamy o sobie, że się uczymy, to musimy wejść w afiliacje z kimś stojącym w stosunku do nas na antypodach. Można to osiągnąć tylko na najwartościowszym poziomie – otwartości. W stosunku do siebie, w stosunku do drugiego, w stosunku do problemu. Otwartość wyklucza tylko jedno – zniszczenie strony przeciwnej, zagładę (holocaust).

Otwartość wcale nie musi być liberalizmem, bo może być lewicowa, konserwatywna. Otwartość nie manipuluje, tylko otwiera ramiona, jest przyjazna w stosunku do wartości niekoniecznie przez nas akceptowanej. Ale dla takiej otwartości trzeba stworzyć ramy – bynajmniej nie granice – w których można przewartościować różne cele, bo może się okazać, że różni dążymy do jednego celu. W otwartości mogą się spotkać KOD z Obywatelami RP, Czarny Protest z Łańcuchami światła, mogą się spotkać politycy PO, Nowoczesnej, Razem, a nawet PiS, choć ci ostatni mogą się obawiać knuta prezesa.

Otwartości obywatelska i partyjna winny snuć projekty, jak tę owartość czynić coraz bardziej powszechną. Jak mówić o polityce, która nie musi być „brudna”, jak mówić o historii, która czasami jest jak my blondynem, a czasami brunetem, a bywało, że łysiała. Otwartość nie boi się siebie, nie boi się Polski, która w XVI wieku osiągnęła Złoty Wiek, a która potem staczała się nie z powodu wrogów na granicach, tylko z powodu wewnętrznych wrogów. Otwartość nie boi się historii Polski II Rzeczpospolitej (wspaniale zaczęła i źle skończyła), III Rzeczpospolitej, która znowu wspaniale zaczęła i kiepsko się ma (oby się nie kończyła).

Święto Niepodległości powinno nas czegoś nauczyć. Dlaczego nie było świętem, tylko zawłaszczeniem i złorzeczeniem na zawłaszczanie – na które pozwoliliśmy – faszystom/naszystom? Dlaczego pozwoliliśmy 12 kobietom być osamotnionym (acz sprawiedliwym)?

Wyrzekliśmy się otwartości, oddaliśmy Polskę w pacht tym, którzy nie mają problemów z wymuszaniem swoich racji. Barwna Polska jest wolna i niepodległa, jest bogata i nie boi się innych, taka Polska już nam się zdarzyła w XVI wieku i na początku II i III Rzeczpospolitej. Taką otwartą Polskę trzeba odzyskać, a nie martwić się marginesami ksenofobii, faszyzmu/naszymu. Oni zawsze będą, a rosną jak obecnie, z powodu braku naszej otwartości.

Mam wrażenie że ta liczba się nie zmniejszyła ☹☹☹

Gliński na gruzach kultury

Minister kultury Piotr Gliński jest minimalistą. Na 100-lecie odzyskania niepodległości nic nie miałby przeciw temu, aby zburzyć Pałac Kultury i Nauki. Dlaczego tylko ten pomnik stalinowski?

Gdy Warszawa powstawała z kolan zagłady (akurat ta metafora pasuje mi do rysunków Bronisława Linkego), wszystko wokół było odbudowywane. Stolica była wówczas oczkiem w głowie narodu i gros rodaków miało jakichś udział w odgruzowywaniu i wznoszenia z osmalonych niekiedy cegieł nowej Warszawy, w dużej części rekonstruowanej. A że ustrój wówczas nie odpowiadał większości?

A czy dzisiaj demolowana demokracja odpowiada większości Polaków? Przekonamy się, gdy jeszcze bardziej zdemolowana zostanie wolna Polska. Odbudowa materialna to konstans w naszych dziejach. Co rusz najeźdźcy ze wschodu i z zachodu, bywało, że z północy czynili z Polski ruiny.

Świat nam uciekał, bo zajęci byliśmy swoimi ruinami. Gliński więc z braku świeżych pomysłów (nawet nie wychodzi mu pomysł z hollywoodzkimi filmami dla prezesa Kaczyńskiego – tak skutecznie obśmianymi przez brata Roberta) wyskakuje z pomysłem, że „nie miałby nic przeciwko”. Może na Nowogrodzkiej PKiN zasłania słoneczko, a może prezes nareszcie przeczytał „Małą apokalipsę” Konwickiego, gdzie bohater przymierza się do samospalenia właśnie pod Pałacem.

W sprawach kultury Gliński, jak i jego zastępca Sellin, boją się ludzi kultury, pisarzy, plastyków, filmowców. Świadczą o tym niezliczone wypowiedzi wspomnianych. Happening ze zburzeniem PKiN-u ma nadrobić ich braki kreacji. Śmiało – panie Gliński – PKiN to może być za mało! Nie tylko zrównać w ziemią MDM, ale i te wokół nowe wieżowce, powstałe po 1989 roku, które są pokłosiem Magdalenki.

Minister Gliński miałby jakiś trwały wkład w demolowanie. Do czasu jednak – bo Polacy odbudują, a nowy Linke, np. Andrzej Pągowski sporządzi rysunki z gruzu pisowskiego.

Ależ zachęcam Glińskiego do czynienia ruin! Błąd! Sferę niematerialną, a najtrwalszą dla narodu – kulturę i twórczość – co rusz Gliński burzy i to świadomie, bo „nic nie ma przeciw”. Twórczy duch narodu będzie też odbudowywany z pisowskich gruzów.

CORAZ TRUDNIEJ WCISKAĆ POLAKOM KIT. Wszyscy już widzą, że armia w rozsypce, w szkołach bałagan, ZERO mieszkań +, Polska z rekordowym deficytem a kolesie z partii z mega pensjami na państwowych stołkach. nie da się już ukryć.

>>>

>>>

>>>

Reklamy

BRAWA DLA MONIKI. BRAWA DLA NIEZALEŻNYCH SĄDÓW. Dziwicie się jeszcze, że tak bardzo pis chce je przejąć?

Trzeba się bić o wolność słowa

Nikt już nie ma złudzeń, że PiS idzie po wolne media. „Musimy mieć 100-procentową pewność, że wszystko, co się dzieje w Polsce, jest kontrolowane przez polską władzę. Czwarta władza też musi być polską władzą” – powiedział wiceminister kultury Paweł Lewandowski. W „Newsweeku” przeprowadzono rozmowę o zakusach PiS na niezależne media oraz o szansach, by obronić niezawisłość czwartej władzy. Jak podkreśla jej pomysłodawczyni, dziennikarka Renata Grochal, takiej rozmowy w polskich mediach jeszcze nie było. O tym jak PiS chce przejąć czwartą władzę Grochal rozmawiała z trojgiem publicystów z innych redakcji. Pytanie kluczowe: czy niezależne media się obronią?

Wszyscy troje: Jacek Żakowski, Andrzej Morozowski i Dominika Wielowieyska ostrzegają, że pisowski zamach na wolne media uda się, jeśli społeczeństwo nie stanie w ich obronie. Zdaniem publicystów, jedna z najbardziej zażartych medialnych bitew rozegra się o stację TVN. Dlaczego? Stacja – która należy do właściciela z USA – od początku był na celowniku obecnej władzy. Andrzej Morozowski (TVN24) twierdzi, że przejęcie TVN24 to dla PiS „lepsze konfitury” niż zdobycie prasy regionalnej poprzez przejęcie grupy Polska Press. Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej” uważa, że jeśli TVN nie będzie chciał sprzedać kanału informacyjnego, to wtedy „będą naciski”. Dowody? „TVN, który stał się niedawno częścią wielkiego koncernu Discovery, dostał właśnie domiar 100 milionów zł od urzędu skarbowego” – przypomina Wielowieyska. TVN będzie się oczywiście odwoływał.

Renata Grochal pyta: Po co im niezależne media, skoro mają media publiczne i prawicowe? Jak zauważyła Dominika Wielowieyska, PiS i zaprzyjaźnieni z nim dziennikarze przez 20 ostatnich lat mogli budować swoje media, ale byli nieudolni. Dzisiaj radzą sobie lepiej, jednak powtarzają tę fałszywą narrację, żeby zdominować cały przekaz medialny i zniszczyć niezależne media, czytamy na newsweek.pl.  „PiS jest genialny w zakłamanym nazewnictwie. Podporządkowanie sobie sądów fałszywie nazywa reformą sądownictwa. Teraz mówi: Polska musi mieć wpływ na to, co robią media. To jest genialne, bo wpada w ucho i ludzie tego używają. Ale nie chodzi o żadną decentralizację, repolonizację czy udomowienie. Chodzi o podporządkowanie mediów PiS” – mówi Andrzej Morozowski.

PiSowi zagarnięcie niezależnych mediów jest potrzebne po to, żeby wygrać kolejne wybory – mówi Żakowski. Chociaż jest jednocześnie przekonany, że oni tego nie potrzebują, bo i tak je wygrają. „PiS zniszczy liberalne, uczciwe media w Polsce, tak jak zniszczył hodowlę konia arabskiego. Wyobraźcie sobie program Holeckiej w miejsce programu Olejnik. Czy ci sami widzowie będą to oglądać? Nie” – dopowiada Żakowski. Twierdzi, że jak 100 milionów kary nie podziała, będzie 300. I dlatego PiS chce jak najszybciej przejąć sądy, żeby TVN nie miał się gdzie odwoływać. Żadne z zaproszonej do rozmowy trójki dziennikarzy nie ma złudzeń. Jak ujęła to trafnie Dominika Wielowieyska: „Jarosław Kaczyński jest politykiem wojny, i to wojny na każdym froncie. Chce przejąć sądy, żeby wydawały takie wyroki, jakich on chce i przejąć media, aby nadawały taki przekaz, jaki jemu się podoba”. Dlatego teraz najważniejsze, to obronić wolne media.

Niewiarygodne!!!! A jednak. BAREJA BYŁBY DUMNY. NAWET PO DWÓCH LATACH RZĄDÓW POTRAFIĄ NAS JESZCZE ZASKOCZYĆ… :))))

Dwa zaległe teksty Waldemar Mystkowskiego.

Kuriozalne wiadomości Szefernakera

Jak marny jest PiS świadczy postać trolla Pawła Szefernakera, którego zatrudniła w swojej kancelarii pani Szydło. Jego zwierzchniczka nie wie, kiedy Polska została członkiem Unii Europejskiej, ten zaś wie odpowiednio mniej.

Napisać, iż Szefernaker to chodząca ignorancja, to nic nie napisać. Kim zatem jest ten człowiek? Czy tylko trollem, pomyłką w przestrzeni publicznej, czy wielokroć opisanym w literaturze pięknej i przedmiotu chromym moralnie karierowiczem? Troll to jest pasożyt. Zatem wiemy, że pasożytuje troll Szefernaker w przestrzeni polskiej polityki.

Jest na pewno wstydem dla nas, że ktoś taki jest, że ględzi i smędzi po mediach, bo przecież nie stwarza żadnej myśli. Jak by to powiedział wielki Miron Białoszewski: nie jest podmiotem, jest tylko pomiotem.

Nazwisko Szefernaker to lustro, w którym odbija się małość i upadłość. W gruncie rzeczy mógłby nazywać się Frankenstein, Putin, Kowalski. Nazwisko to jest miano, to jest pustka, nie jest polem semantycznym, to wydmuszka. W tak wydrążoną powłokę – jak pisał Joseph Conrad i Thomas Eliot – wlewamy treść albo pozostajemy „wydrążonymi ludźmi”.

Jakiej treści nabrała w środku wydmuszka o nazwisku Szefernaker? Treści zbuka. Gdy wypowiada się o jakimś problemie, odpowiednio on waniajet.

Jakiś czas temu Beata Szydło była łaskawa powiedzieć, że protesty lipcowe były zorganizowane i opłacane. No, jasne, że ludzie musieli się skrzyknąć, czyli zorganizować i opłacić z własnej kieszeni przejazd na miejsce protestu.

Waniajet? Tak. Tego zbuka można mniemać stworzyła postać wydrążona z taką właśnie treścią, jak Szefernaker, bo oto powiedział ten człowiek, iż ktoś z zewnątrz w internecie podgrzewał do protestów lipcowych, ponoć z kont z Ameryki Południowej.

Krzysztof Ziemiec takich niedorzeczności wysłuchuje i innym głupiutkim podaje ku informacyjnej wierze. W Polsce stało się coś ohydnego, takie postaci, jak Szefernaker są zatrudnieni na wysokich stanowiskach rządowych, nie posiadający kwalifikacji intelektualnych i moralnych, ale potrafi toto snuć teorie grafomańskie.

HIPOKRYZJA PIS W NAJCZYSTSZEJ POSTACI. WSZYSTKO WOLNO BEZ ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI I KARY. POLACY WAS ZA TO ROZLICZĄ

Pisowskie racje stanu i jej twarze: Tarczyński, Radziwiłł, Gliński, Karczewski

PiS to niewątpliwie ugrupowanie literackie. Tyle, ile codziennie dostarczają tematów, z przerobem nie nadążyłby nawet tytan pracy Józef Ignacy Kraszewski, który popełnił setki tomów. Niewątpliwie jakiś kronikarz zdałby się, aby ten okres transformacji – z demokracji do PRL-u – został opisany w zwartych publikacjach, jakiś nadwiślański Balzak od polskiej „Komedii ludzkiej”.

Komedią nie jest to, co przeżywa lud, ale to, co dostarczają producenci gagów, suspensów, anegdot z jednego tylko gmachu przy ulicy Wiejskiej. Nowogrodzką obsługuje „Ucho prezesa”, choć drugi sezon na razie jest gorszy.

Oto pojęcie – zdawałoby się abstrakcyjne i wprost z politologicznych podręczników – zostało urealnione: racja stanu, a do tego jeszcze – polska racja stanu. Niejeden inteligentny podrapałby się po głowie, gdyby miał odpowiedzieć w takich „Milionerach”, co jest racją stanu. Możliwe, że przegrałby sporą sumkę. Ale nie Marek Suski, on przy odpowiedzi nie musi się drapać z oczywistego powodu, bo nie ma głowy, za to zna odpowiedź: Dominik Tarczyński.

Polską racją stanu jest poseł PiS Tarczyński, przeciwko któremu wystąpił inny poseł (może już były) Łukasz Rzepecki i na komisji sejmowej głosował za pozbawieniem immunitetu „polskiej racji stanu”. Ten Rzepecki mógł być jedynym sprawiedliwym w PiS, ale go wywalili.

Minister Konstanty Radziwiłł nie jest twarzą polskiej racji stanu, choć jego rodzina w historii sprzeniewierzyła się wielokroć polskim racjom. Radziwiłł dzisiaj – jak to określił Bartosz Arłukowicz, poprzedni minister zdrowia – zajmuje się wyłącznie walką z kobietami, o czym świadczą próby zaostrzenia aborcji, zniesienie standardów okołoporodowych, teraz likwidacja in vitro.

Dlaczego z Radziwiłła taki mizogin? Może mamy do czynienia z genem typowym dla PiS: zemsta. Konstanty Radziwiłł mści się za Barbarę Radziwiłłównę (XVI wiek), drugą żonę Zygmunt II Augusta. Ale dlaczego Radziwiłł mści się na mężczyznach?

Ministerstwo Zdrowia zamierza wprowadzić przepisy, które skończą z piciem alkoholu – piwa – pod chmurką. Wypić będzie można tylko w lokalach i w domu. Ciekawe, jak potraktowane zostaną ogródki piwne. Jeszcze tylko wprowadzić godzinę 13-tą, od której będzie można kupić alkohol i przeżyjemy deja vu, acz nie wrócimy do czasów Barbary Radziwiłłówny.

Minister Piotr Gliński chciałby być twarzą kultury, ale tyle ma wspólnego z kulturą, że jest ministrem kultury, co ja z trudem uznaję, a jego brat Robert wprost nazywa go „idiotą”. Ja tak go nie nazywam, bom człowiek kultury. Gliński zrobił umizgi do ludzi kultury i koszty autorskie odliczenia 50 proc. uzysku zamierza zwiększyć dwukrotnie z 80 tys. zł do 160 tys. Glińskiemu to nie pomoże, bo świat kultury w 100 proc. zgadza się z Robertem Glińskim, a poza tym kultura z PiS-em nie chodzi w żadnej parze, choć ponoć do opery i filharmonii zaczął uczęszczać Stanisław Karczewski, który szykuje się do startu w wyborach na prezydenta Warszawy. Mam nadzieję, ze warszawiacy wystawią lokalnego Jacka Jaśkowiaka i Karczewskiemu pójdzie w pięty, przestanie chodzić do opery.

Żeby to była wartościowa komedia należy mieć świadomość, że zwiększenie limitu dla twórców jest projektem Platformy Obywatelskiej, wczoraj Gliński był przeciw, ale nastąpiła noc cudów – pewnie za klepnięciem prezesa na Nowogrodzkiej – i minister zmienił zdanie o 180 proc.

Pisowskie racje stanu mają oblicza Tarczyńskiego, świętoszka Radziwiłła i małokulturalnego„kurtularnego” Glińskiego.

KTO PAMIĘTA TAKIE SAME AKCJE W CZASACH KOMUNY? Znów nadeszły…

>>>

DZIWNE, ŻE JESZCZE NA TO NIE WPADLI 🙂

MELLER NIE WYTRZYMAŁ. I MA RACJĘ.

Jerzy Sosnowski na Koduj24 pisze o pisowskiej wymianie elit.

Wymiana elit – ale na co?

Nawet Piotr Gliński w głębi duszy musi wiedzieć, że nie wymieni Miłosza na Lisickiego, Tokarczuk na Wildsteina, Głowackiego na Pietrzaka, a Młynarskiego na Wolskiego.

Na pogrzebie Janusza Głowackiego nie było przedstawiciela Ministerstwa Kultury. Należy przyznać, że sprawowany przez pana profesora Piotra Glińskiego urząd jest przynajmniej konsekwentny. Na przykład żaden jego przedstawiciel, o samym szefie resortu nawet nie wspominając, nie pojawił się również na ostatnich, 90. urodzinach Andrzeja Wajdy. Takie sygnały, których można by wyliczyć więcej, dziwić nie powinny. Wszystko to jest składnikiem mocnego założenia ideologicznego, z którym Prawo i Sprawiedliwość objęło władzę. To założenie brzmi: obecna elita kulturalna i intelektualna Polski jest spadkobierczynią sowieckich okupantów, wyobcowaną z ducha narodu, toteż należy ją wymienić. A skoro tak, to nie ma powodu oddawać hołdu odchodzącym przedstawicielom tej elity. Zasługą jest już to, że taktownie powstrzymujemy się od wyrażenia ulgi.

W odpowiedzi można oczywiście zapytać ironicznie, skąd PiS weźmie tę nieskażoną przez komunizm nową elitę. Wszak Jarosław Marek Rymkiewicz – jeden z nielicznych pisarzy, których talentu, mimo fundamentalnej niezgody na to, co obecnie głosi, nie sposób kwestionować – urodził się trzy lata wcześniej, niż Głowacki. W młodości, jak znaczna część jego pokolenia, należał do ZMP, a jako trzydziestolatek podpisał tzw. „kontrlist 600”, prokomunistyczną odpowiedź na protest przeciwko cenzurze, znany jako „List 34”. Inni, cenieni przez nową władzę twórcy, jak Marcin Wolski czy Jan Pietrzak, mają bodaj czy nie bardziej dwuznaczne karty w swoich życiorysach. Nie bez powodu tak docenia się Wojciecha Wencla – gdyż ten w 1989 roku miał siedemnaście lat, można więc przyjąć, że publicznie nie zdążył zrobić nic niestosownego.

Ale ten sposób reagowania na pisowską wymianę elit wydaje mi się z dwóch powodów błędny. Po pierwsze, wdajemy się w ten sposób w wojnę na życiorysy. Oczywiście, trudno nie mieć uciechy, przyłapując obecną władzę na niekonsekwencjach i hipokryzji: grzechy „naszych” są zmazane, bo są nasi, grzechy „waszych” są nie do zapomnienia. Ale jednak człowiek czuje, że poddaje się logice dość wstrętnej. Powód drugi jest ważniejszy, bo dotyka kwestii merytorycznych, nie zaś emocji. O nim będzie reszta tego tekstu.

Jak w ogóle kształtowała się w historii elita kulturalna i intelektualna Polski? Weźmy najpierw pod uwagę pierwsze dekady XIX wieku. Istniał wtedy silny ośrodek akademicki w Wilnie. Tworzyło go środowisko wykształcone u schyłku I Rzeczpospolitej. W Warszawie działało Towarzystwo Przyjaciół Nauk, utworzono Uniwersytet Warszawski. W Krakowie był oczywiście Uniwersytet Jagielloński, we Lwowie – Uniwersytet Franciszkański. Poza tym doniosły wpływ na to, kogo faktycznie uznawano jako autorytet, miały salony, związane z cenzusem majątkowym i dyplomem szlacheckim. Z tego ostatniego powodu mechanizm samoreprodukowania się elity, który funkcjonował, trudno uznać za szczególnie sprawiedliwy. Toteż literacki z pozoru spór „romantyków” z „klasykami” miał znaczenie nie tylko estetyczne, ale i społeczne: był swoistą rewoltą, toczoną jednak w obrębie istniejących reguł. Ostatecznie to salony musiały się przekonać do romantyków, by uznać ich za nową elitę narodu.

Ten właśnie mechanizm, będący wypadkową sytuacji społecznej, politycznej oraz rzeczywistej atrakcyjności intelektualno-artystycznej ludzi, którzy aspirowali do elity, bywał zakłócany przez najtragiczniejsze wypadki dziejowe. Po każdym zrywie powstańczym, zwłaszcza zaś po roku 1863, można było powiedzieć to, co lubi w kontekście II wojny światowej powtarzać PiS: że mianowicie najlepsi zginęli. Ci, co przeżyli, musieli brać pod uwagę ograniczenia cenzuralne lub zamilknąć. Na szczęście już wtedy wypracowano tzw. „język ezopowy„, pozwalający twórcom i odbiorcom porozumiewać się pomimo braku wolności słowa. Mówiąc nawiasem, zasady owego języka ezopowego nie były, rzecz jasna, nigdzie spisane i przez to uległy w znacznym stopniu zapomnieniu. Sztandarowy przykład tego zjawiska to sposób, w jaki od dekad czytamy „Ludzi bezdomnych” Żeromskiego, każąc uczniom zastanawiać się nad idiotycznym pytaniem, czy społecznik może mieć żonę, podczas gdy dla pierwszych czytelników tej powieści było oczywiste, że Judym zrywa z Joasią nie dlatego, że będzie mu przeszkadzać w leczeniu biedoty (co za pomysł?!), tylko dlatego, że został właśnie członkiem socjalistycznej konspiracji w Zagłębiu – na miejsce zamordowanego przez policję Korzeckiego – i tym samym przez resztę życia będzie się ukrywał.

Po 1918 roku niepodległa Polska stała oczywiście przed pokusą całkowitej wymiany elit: patrząc z naszej perspektywy, nie byłoby ostatecznie nic zaskakującego w stwierdzeniu, że twórcy z okresu zaborów byli w większości tymi zaborami fatalnie skażeni. A jednak ministrem kultury nie został wówczas – czy ja wiem? – np. od pewnego momentu otwarcie krytykujący zaborców Żeromski, tylko kompletnie apolityczny przed I wojną Zenon Przesmycki-Miriam, u progu stulecia grzecznie zanoszący swoje wyrafinowane pismo, „Chimerę”, do rosyjskiej cenzury. Twórcy naszego państwa rozumieli bowiem, że zerwanie ciągłości w kulturze to absolutna ostateczność, niezwykle groźna dla narodu. Tak, dokonuje się czasem takie częściowe, niejako wewnętrzne zerwanie, jak w erze walki romantyków z klasykami. Nigdy całkowite i w dodatku sterowane kryteriami, których żaden polityk naprawdę nie zrozumie. Natomiast zaprojektowana wymiana elity to przedsięwzięcie z założenia totalitarne (nawet jeśli nie znano wówczas jeszcze tego pojęcia), to znaczy płynące z marzenia o świecie całkowicie odmiennym, niż rzeczywisty, poddanym woli jednostki lub niewielkiego grona ideologów.

Taki właśnie totalitarny zamiar mieli z pewnością w 1949 roku komuniści. Nie, nie stało się nic innego, niż po dziewiętnastowiecznych powstaniach (emigracja wielu wybitnych obywateli, krwawe represje na pozostałych). Komuniści przy tym dokonali tego, co skądinąd planowały w okresie okupacji także środowiska niepodległościowe, to znaczy odblokowali (wreszcie!) drogę awansu dla dzieci miejskiego i wiejskiego proletariatu. Naturalnie działo się wtedy mnóstwo niesprawiedliwości, a ludzie, którzy wchodzili do elity kulturalno-intelektualnej, podobnie jak ci, którzy starali się w niej utrzymać, wykonali niejeden gest wiernopoddańczy (wystarczy poczytać „Dzienniki” Marii Dąbrowskiej). Jest oczywiste, że im bardziej konserwatywne czy nacjonalistyczne poglądy miał wówczas obywatel, tym trudniej mu było zdobyć się na kompromis. W tym sensie, zgoda, naturalne mechanizmy samoreprodukcji elity kulturalnej narodu uległy zatarciu. Nie zniszczały jednak całkowicie, a to dzięki temu, że okres stalinowskiej smuty trwał krótko: od szczecińskiego zjazdu literatów, gdzie ogłoszono doktrynę socrealizmu, do pierwszych zwiastunów odwilży („Poemat dla dorosłych” Adama Ważyka) minęło pięć i pół roku. Co to jest pięć i pół roku – że zapytam socjologa, profesora Piotra Glińskiego – dla mechanizmów społecznych?

Po 1956 do Polski wraca część emigrantów (Maria Kuncewiczowa, Stanisław Cat Mackiewicz, Melchior Wańkowicz, później też Teodor Parnicki). Korzystając z nieformalnego paktu Gomułki ze społeczeństwem, ludzie kultury zaczynają poszerzać granice wolności (w stosunku do okresu przed 1956 rokiem, nie w stosunku do realiów po roku 1989!). Odbudowują się uniwersytety, rozpoczyna się złoty wiek kultury PRL. Choćby filmy z tego okresu są cenione także poza granicami Polski („polska szkoła filmowa”), doprawdy nie przez agentów KGB. W tych warunkach rozwija się elita, którą dzisiejsze władze próbują wymienić, jako skażoną przez komunę.

To prawda, że najgorzej wyszło na tym środowisko polskiej prawicy. W okresie „karnawału Solidarności” zaczytywaliśmy się Miłoszem, Herbertem i Barańczakiem, Tischnerem i Kołakowskim – a nie Bolesławem Micińskim czy Feliksem Konecznym (wymieniam te dwa nazwiska w poczuciu że robię krzywdę Micińskiemu, ale może się mylę). Świat się jednak zmienił cokolwiek od wiosny 1939 roku i trudno mi pozbyć się myśli, że to niedocenienie twórców o poglądach prawicowych mogło być efektem niezawinionego przez nich anachronizmu ich dzieł. Zresztą trzeba być zupełnie zaślepionym ideologicznie, żeby nie dostrzec, że kontrpropozycja dla „lewicowej” kultury, jaką podsuwa nam PiS, jest, łagodnie mówiąc, mało przekonująca artystycznie i intelektualnie. Wystarczy spojrzeć na nową podstawę programową: więcej tam dzieł WYCOFANYCH (bo są „nie po linii”), niż nowych, które jakoby wcześniej nie miały szans zaistnieć. Wiele hałasu – i wychodzi z tego raptem Rymkiewicz i Wencel, czyli stary poeta, o którego nie ma co się oburzać (chyba, że z jego twórczości do podręcznika wejdzie akurat agitka „Do Jarosława Kaczyńskiego”, a nie np. wspaniałe wiersze z tomiku „Moje dzieło pośmiertne”), oraz poeta w średnim wieku, który zapewne podzieli kiedyś los Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego, to znaczy trafi do smutnego rozdziału historii literatury pt. „Inni poeci epoki” (swoją drogą, lepszy byłby Polkowski, zwłaszcza z wczesnych lat 80.). Jak to się ujmuje w kategoriach sportowych: krótka ławka w tej prawicowej kulturze polskiej.

Podejrzewam, że w tych niemądrych i żałosnych manifestacjach Ministerstwa Kultury, w tych znamiennych przemilczeniach wybitnych twórców, którzy odchodzą, skrywa się właśnie bezradna złość, że tak naprawdę nie ma kogo promować. Nawet Piotr Gliński w głębi duszy musi wiedzieć, że nie wymieni Konwickiego na Łysiaka, Miłosza na Lisickiego, Tokarczuk na Wildsteina, Głowackiego na Pietrzaka, a Młynarskiego na Wolskiego. Nie sposób postawić „Smoleńska” ponad „Ziemią obiecaną”. Jerzy Zelnik i Katarzyna Łaniewska to nie ta liga, co Daniel Olbrychski i Krystyna Janda (bądźmy sprawiedliwi: Ewa Dałkowska – owszem). No to przynajmniej tamtych zamilczmy na śmierć, a może w pustce stanie się jakiś cud. Nawet trochę władzy współczuję: wierzyć, że naturalnie ukształtowana elita narodu to skutek knowań jakiegoś środowiska, które przewalczyć można silną wolą – i odkryć, że, jak mówił klasyk, „z pustego i Salumun nie naleje”. To musi boleć.

PIĘKNY LIMERYK NA DZISIAJ 🙂

Minął miesiąc od nawałnicy.

Waldemar Mystkowski pisze o pisowskich transferach.

Wrogie przejęcie posłów przez PiS

Adam Bielan potwierdził w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM, że klub parlamentarny PiS powiększy się o kilku posłów („jest to bardzo prawdopodobne”). Takie przejęcia (przejście, transfer) zdarzają się, obecnie można spodziewać się większej liczby – hurtowej – sięgającej nawet liczby 9 osób.

Dlaczego dochodzi do takiego dużego wrogiego przejęcia osób chwiejnych, acz szukających korzyści materialnych, którymi PiS mami? Jednym z powodów może być wymiana ciosów z Andrzejem Dudą, który może zechcieć budować własne zaplecze polityczne, partyjne.

PiS w tej sferze zapisał „barwną” kartę z Renatą Beger, posłanką Samoobrony, nad którą pracował zastępca Kaczyńskiego, Adam Lipiński. Działo się to 11 lat temu. Lipiński kusił publicznymi pieniędzmi, stanowiskiem w rządzie i innymi apanażami. Beger przyznała się do kurwików w oczach, które miały opisywać jej ciąg na seks, a który lubi, „jak koń owies”.

Ta remiza zostaje przez PiS odtworzona. Czy Bielan jest kierownikiem w tym skansenie politycznym PiS i czym kusi? Wówczas Beger dała się namówić autorom programu „Teraz my” (skądinąd nawiązującym do „złotej myśli” Kaczyńskiego: „teraz ku…a my”), aby iść na rozmowę z Lipińskim z ukrytym sprzętem video.

Kurwiki Beger znakomicie opisują stan intelektualno-emocjonalny PiS. Ówczesna posłanka Samoobrony obnażyła PiS, bo w istocie przystawała i dzisiaj wpasowałaby się idealnie w pisowski paradygmat. Beger, Bielan, Lipiński, Kaczyński – tworzą wspólnotę wartości i interesowności.

Pisowski wzorzec z Sevres – to osoby z kurwikami i ambicjami: „teraz k… ja/my”. Jest to niebezpieczny typ ludzi, których w każdym społeczeństwie jest niemało, nie uznają umów społecznych, zawartych w obowiązującym prawie. Naginają je do własnych potrzeb, łamiąc prawo ustrojowe i tworząc własne bezprawie.

Norman Davies – przedstawiciel jednej z najstarszych demokracji – wiele lat temu oceniając PiS, nazwał tę partię po prostu sektą, a potem mafią. I trudno z nim się nie zgodzić, bowiem tak zorganizowana grupa ludzi stara się przejąć kolejne sfery życia społecznego, werbuje ludzi, a gdy nie udaje się, bo niektórym nie odpowiada owa wspólnota, nazywani są kanaliami, gorszym sortem, zdradzieckimi mordami etc.

KOMUNA POWRÓCIŁA DO OPOLA…

No i co na to ? 🤔To dlatego chcecie przejąć niezależne media?

>>>

Wojciech Maziarski („Wyborcza”) pisze o koflikcie pokoleń – postsolidaruchów z nową lewicą. „Maziarski et consortes”, postsolidarnościowe zgredy, uniemożliwiają nowej lewicy przejęcie rządu dusz w Polsce?Spieszę sprostować: to nie ja, lecz wyborcy o tym decydują.

Dostało mi się od Stanisława Skarżyńskiego z OKO.press, bo ośmieliłem się skrytykować kilku lewicowych publicystów za niemądre szyderstwa z ludzi witających Donalda Tuska w Warszawie („Wyborcza” z 24 kwietnia). Ze wszystkimi tezami mojego oponenta polemizować nie będę, ale dwie rzeczy domagają się riposty.

Skarżyński pisze: „To Donald Tusk jest odpowiedzialny za to, że PiS jest dziś u władzy. To on PiS przez całe lata hodował i nie kiwnął palcem, żeby rozliczyć PiS za jego wyczyny z lat 2005-07. Wiadomo dlaczego: żeby mieć kim straszyć w kolejnych wyborach. (.) Kto nie postawił Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu? Tusk. (.) Kto przez lata nie tknął SKOK-ów? A jak PiS sfinansował całą tę propagandową machinę tłoczącą ludziom do głowy podstawy tego, co dziś jest smoleńską fizyką Macierewicza?” („Wyborcza”, 25 kwietnia).

Skarżyński twierdzi więc, że trzeba było w latach 2007-15 ostrzej rozprawić się z PiS-em, a wówczas nie mielibyśmy dziś tego, co mamy. Śmiała to teza i moim zdaniem kompletnie nieprawdziwa. Tak samo jak nieprawdziwa jest insynuacja, że Platforma z wyrachowania hodowała PiS.

Owszem, Tusk unikał zemsty i raczej dążył do wygaszenia negatywnych emocji. Temu miały służyć pojednawcze gesty w rodzaju pozostawienia Mariusza Kamińskiego na stanowisku szefa CBA. Po awanturniczych rządach PiS-u epoka PO miała się kojarzyć ze spokojem i emocjonalnym bezpieczeństwem. Jej symbolem miała się stać przewidywalność.

Ta polityka łagodzenia konfliktu i obłaskawiania PiS-u nie przyniosła efektu, bo nie da się oswoić skorpiona. Możemy więc powiedzieć, że Tusk był naiwny. Jednak jaka była alternatywa? Czy np. można było, nie łamiąc zasad państwa prawa, zakneblować tzw. sektę smoleńską i odebrać jej finansowanie ze SKOK–ów? Ziobrę oczywiście należało postawić przed Trybunałem, ale nie łudźmy się, że wyeliminowałoby go to z polskiej polityki. PiS nie przejmuje się prawem, więc nie miałby oporów przed powołaniem ministra z wyrokiem na karku. Prezydent by go wstecznie ułaskawił, tak jak przed wyrokiem ułaskawił Kamińskiego.

Jednak najbardziej zdumiewa to, że brak radykalnej rozprawy z PiS-em krytykuje ten sam publicysta, który walkę obozu demokratyczno-liberalnego z autorytarno–nacjonalistycznym określa – w tym samym tekście! – pogardliwym mianem „postsolidarnościowej młócki”. W środowiskach lewicy obowiązuje absurdalna teza, że ta walka to bezsensowne zmagania dwóch równie fanatycznych plemion i że jest ona dla Polski zgubna, więc lepiej się w nią nie angażować i stać z boku. Bóg jeden raczy wiedzieć, w jaki sposób można unikać „młócki”, a jednocześnie radykalnie rozprawić się z PiS-em.

A na koniec Skarżyński stawia zarzut, że „Maziarski et consortes” (czyli okropne postsolidarnościowe zgredy) uniemożliwiają nowej lewicy przejęcie rządu dusz w Polsce. Zamiast czołgać się na cmentarz, tarasują drogę, po której ze śpiewem na ustach nadciągają zastępy młodych. To idzie młodość, to idzie młodość.

Mojego polemistę najwyraźniej ktoś wprowadził w błąd. Spieszę więc sprostować: to nie ja, lecz wyborcy decydują, kto w Polsce sprawuje rząd dusz. I to wyborcy z własnej woli witali na dworcu Donalda Tuska. A nie witali np. Adriana Zandberga. Obiecuję jednak, że jeśli PiS będzie szykanować lidera Partii Razem i wzywać go na przesłuchania, to jego też solidarnie odprowadzimy do prokuratury.

Waldemar Mystkowski pisze o Szydło, Dudzie i Glińskim.

Beksa Szydło i niedouki PiS

Marek Magierowski w imieniu Andrzeja Dudy zachęcił rzecznik PiS Beatę Mazurek, aby wróciła do szkoły i podciągnęła się w sztuce czytania. Magierowski powołał się na autorytet Dudy: „Według prezydenta Andrzeja Dudy pisemna forma kontaktu między urzędami zazwyczaj nie odpowiada tym osobom, które mają problem z czytaniem. Ten brak można uzupełnić w szkole”. Jest to odpowiedź na stwierdzenie nieczytatej Mazurek, iż szef MON i Duda mogą ze sobą rozmawiać, a prezydent wybrał inną formę komunikacji – epistolarną.

Z tego wniosek, iż Duda czytać potrafi, bo pisze. Dlaczego jednak prezydent nie czyta Konstytucji? Czy tylko dlatego, że jej nie napisał? Nie zostanę jednak Magierowskim, ale Duda może usłyszeć w przyszłości – i raczej usłyszy – od rzecznika Trybunału Stanu, iż może uzupełnić braki w szkole, ale wcześniej odpowie zgodnie z prawem rzymskim, iż prawo obowiązuje niezależnie od tego, czy je znamy, czy nie.

Duda już dzisiaj mógłby zapłakać nad swoim losem, bo perspektywy dla niego widzę czarno. Już zapłakała – jak publicznie zakomunikował Kazimierz Marcinkiewicz – Beata Szydło w Brukseli, gdy obwieszczono jej wynik wyborów na przewodniczącego Rady Europejskiej 1:27. „1” w tym rezultacie to nie bynajmniej gol honorowy, gdyż liczba „27” wskazuje na gole samobójcze.

Przyznam się, że współczuję premier Szydło, lecz wówczas płaczącą w Brukseli bym z litości nie przytulił, bo tulę Polskę z powodu, iż rodacy strzelają jej aż 27 goli. Polski nikt nie degraduje, ani Rosjanie, ani Niemcy, tylko swoi. Tak zawsze było w historii. I dzisiaj w owych „Ruskich” i „Szkopów” zamienia się PiS.
Zaś zapłakać nad sobą i udać się do szkół powinien minister kultury Piotr Gliński. Oto stanął przeciw kulturze polskiej, a w obronie nacjonalistów (Młodzież Wszechpolska, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości i ONR), którzy wywołali zamieszki przed spektaklem „Klątwy” w Teatrze Powszechnym. Gliński jak adwokat narodowców wzywa Hannę Gronkiewicz-Waltz do ocenzurowania „Klątwy” – achtung! achtung! – za „znieważenie religii i najwyższych wartości Kościoła katolickiego”.

Nad Glińskim nawet jego brat Robert nie zapłakał, tylko nazwał „idiotą”. Ja też nie zapłaczę, ale zapytam: jakie są te najwyższe wartości Kościoła katolickiego? Czy aby nie papież? Zaś wartości chrześcijańskie są nieprecyzyjne i wchodzą w skład wartości humanistycznych. Wartości nie można znieważyć, można znieważyć osobę.

Szydło więc niech nie płacze nad „sukcesem” 1:27, lecz nad Glińskim i pośle go do szkół, aby ten dowiedział się o najwyższych wartościach Kościoła katolickiego. Jak choćby je 500 lat temu nazywał Marcin Luter. Czytając inwektywy uczonego Niemca, „Klątwę” nazwać należy bajeczką dla grzecznych dziewczynek.

Morał dzisiaj jest taki: płakać nad powyżej przywołanymi osobami nie sposób, na szkoły i nauki dla nich za późno, pouczyć ich może w przyszłości Trybunał Stanu.

Kleofas Wieniawa pisze o ministrze kultury Glińskim.

Nie robi na mnie wrażenia to, że Beata Szydło popłakała się w Brukseli z „sukcesu” 1:27. Wszak docenił ten płacz Jarosław Kaczyński, który wręczył jej bukiet kwiatów na lotnisku witając ją jako uosobienie Wiktorii.

Także nie specjalnie doceniam wiekopomne odkrycie Andrzeja Dudy – via usta Marka Magierowskiego – iż rzecznik PiS Beata Mazurek powinna wrócić do szkoły po naukę czytania.

Ba! Nie robi na mnie specjalnego wrażenia skonstruowanie nowego pojęcia ontologicznego przez Piotra Glińskiego: „najwyższe wartości Kościoła katolickiego”, które jakoby zostały zaatakowane w spektaklu „Klątwa” w Teatrze Powszechnym. Minister więc musiał wesprzeć narodowców w ich zamieszkach pod teatrem.

Ale robią na mnie wrażenie finanse PiS. Oto uroczystości świąteczne partii PiS 10 kwietnia 2017 roku nie zostały opłacone z kasy partyjnej, ale z kasy państwa.

Jarmark PiS w okolicach Krakowskiego Przedmieścia kosztował 288 tys. zł, izostał zasponsorowany przez Ministerstwo Kultury.

Piotr Gliński powinien zostać co najmniej ministrem finansów – tyle zostało w kasie partyjnej – a także zgłoszony do ekonomicznej Nagrody Nobla. Jak Gliński się jeszcze bardziej postara, to dojdzie do efektów godnych Kany Galilejskiej – rozmnoży chleb i wino dla partyjnych kolegów.

A brat Robert nazwał go „idiotą”. Kto tu jest idiotą? Gliński to facet od cudów – cudak!

>>>

NEUMANN MA RACJĘ. ŻADEN RZĄD NIE ŁAMAŁ TAK JAK PiS PRAW OBYWATELSKICH I TAK BARDZO NIE LICZYŁ SIĘ Z LUDŹMI.

c3qaoycwyaadbgz

TAKIE PRZYSŁOWIE NA DZISIAJ 🙂

c3p4jmoxaaq8ior

Andrzej Duda to żaden prezydent. To marny prowokator. Pisze Rafał Zakrzewski („Wyborcza”).

c3lctx9wqaad91n

Milczący Andrzej Duda przemówił w poniedziałek do mieszkańców Żagania. Jego słowa były bulwersujące: „Chcę państwu powiedzieć jedno: ten program będzie zrealizowany z żelazną konsekwencją. I nie zostanie zatrzymany przez żaden jazgot, przez żadne demonstracje. A jeżeli trzeba, to mam nadzieję, że państwo przyjedziecie i pokażecie swoją postawą, że właśnie takiej polityki chcecie”.

milczacy

Zdziwiły mnie wielce komentarze do tej wypowiedzi niektórych politologów czy socjologów – że oto prezydent wciąż się waha, czy być prezydentem samodzielnym, czy wiernym członkiem PiS.

Podpowiadam: długopis, którym prezydent Duda podpisuje ustawy, takich rozterek nie doznaje.

A jego słowa w Żaganiu to nie był głos „prezydenta wszystkich Polaków” ani głos, który – jak niedawno sam deklarował – łagodzi konflikty. Było to wezwanie do walki z niezadowolonymi z rządów PiS elitami – jak wcześniej wyjaśnił Duda mieszkańcom zebranym w Sali Kryształowej Pałacu Książęcego.

Na zachętę prezydenta: „Przyjedziecie?!”, wyselekcjonowany suweren zakrzyknął: „Przyjedziemy! Przyjedziemy!”.

W tym czasie przed bramą pałacu trwała pikieta KOD-u. Uczestnicy nieśli flagi i egzemplarze konstytucji. – Protestujemy przeciwko „dobrej zmianie”, przeciwko całej liście grzechów, które popełnił obecny prezydent. Protestujemy przeciwko jego postawie i piastowaniu przez niego tego urzędu – powiedział PAP Dariusz Nocek z lubuskiego KOD-u.

Dorzucę swoje trzy grosze. Już nie o roli prezydenta w rozbijaniu Trybunału czy niszczeniu polskiej szkoły, ale o jego kontaktach z obywatelami.

Duda kieruje do nich albo orędzia, pełne pustej retoryki o jedności narodowej, albo z rzadka udzieli wywiadu telewizji narodowej czy prawicowym gazetom – co służyć ma „ocieplaniu” wizerunku. Wiemy też co nieco o nocnym tweetowaniu, ale to w czasie wolnym.

Nie pamiętam zaś, by prezydent zgodził się na wywiad w mediach niezależnych od władzy czy tłumaczył swoje decyzje na konferencjach prasowych. Na zakończenie szczytu NATO w Warszawie wygłosił oświadczenie i opuścił salę wypełnioną zaskoczonymi dziennikarzami z całego świata. Czyżby to nieśmiałość?

Całkiem ją jednak traci, gdy spotyka się z suwerenem – jak w Otwocku rok temu. Komentował tam protesty KOD-u: – Widzę często na tych manifestacjach twarze właśnie tych, którzy w ostatnim czasie bardzo dużo stracili. Jak to się niektórzy śmieją: „Ojczyznę dojną racz nam wrócić, Panie”, mówią ci ludzie.

W Żaganiu też zobaczył „niezadowolone elity” i pogroził im pisowskim palcem.

Może teraz – gdy poczuł w sobie siłę – prezydent Duda spotka się z suwerenem w Ełku czy w innych miastach, gdzie buzują nacjonalistyczne emocje, dochodzi do przemocy na tle rasowym. Może głośno powie, co o tym sądzi. Może zainicjuje akcję edukacyjną, by tonować niechęć rodaków do obcych, eliminować bezrozumną nienawiść.

c3mrahfwiaykffj

KOLEJNE SŁOWO BOŻE GŁOSZONE PRZEZ POLSKIEGO KSIĘDZA „PO DOBREJ ZMIANIE”. WSTYD

c3p5cbxweaeilur

„Polityka” zajęła się Jarosław Kaczyńskim i jego dworem. „Limuzyny, asystenci, ochroniarze, przywileje, celebra”. „Polityka” pisze, że PiS dba tylko o swoje interesy.

bezkarni

Jarosław Kaczyński w samym centrum, wokół niego jego najbliżsi współpracownicy: Beata Szydło, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Marek Kuchciński. Prezes siedzi, oni klaszczą. Właśnie ogłoszono, że prezes Prawa i Sprawiedliwości został laureatem nagrody „Człowiek Wolności” tygodnika wSieci”. W końcu Kaczyński prosi klaszczących, by usiedli, macha ręką na Szydło, kiwa na Kuchcińskiego. Zdjęcie, na którym widać oklaskiwanego prezesa pojawiło się na okładce najnowszego numeru „Polityki”. „Dygnitarze” – głosi wielki napis nad zdjęciem.

„Tempo, w jakim władza deprawuje ludzi z PiS, porównać można jedynie z tym, w jakim Antoni Macierewicz pokonał trasę od ojca Rydzyka do prezesa Kaczyńskiego” – pisze „Polityka” i dodaje: „Miało nie być Bizancjum, nepotyzmu, celebry i arogancji władzy. Wyszło jak zawsze. A nawet znacznie lepiej”.

„Limuzyny, ochroniarze, przywileje…”

„Polityka” bierze na cel czołowych polityków PiS: m.in. prezesa Jarosława Kaczyńskiego, premier Beatę Szydło, ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, czy minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbietę Rafalską. Słów krytyki nie szczędzi też prezydentowi Andrzejowi Dudzie i rzecznikowi MON Bartłomiejowi Misiewiczowi.

Tygodnik zarzuca im „dbanie o siebie i swoich”, popieranie się przy obsadzaniu stanowisk w spółkach Skarbu Państwa i gwarantowanie sobie licznych przywilejów. „Polityka” pisze np., że Macierewicz „rozbudował własną ochronę do rozmiarów absurdalnych i niespotykanych w MON”, Misiewicz rozbija się rządowymi limuzynami i domaga się honorów od wojskowych, a Szydło i Duda za „wsparcie” przyznają swoim współpracownikom bardzo wysokie nagrody.

andrzej-saramonowicz

c3m746swyaan1dp

Waldemar Mystkowski pisze o Misiewiczu, który chce zdegradować generała broni Skrzpczaka.

Misiewicze i Macierewicze powodują upadek morale WP

Wychodzi na to, że Bartłomiej Misiewicz jest ważniejszy od Antoniego Macierewicza, choć ten go kolejny raz urlopował, czy ten zawiesił. A jeżeli ważniejszy od ministra, który w sprawach wojskowych zyskał więcej władzy niż konstytucyjny zwierzchnik Wojska Polskiego Andrzej Duda, logicznym jest, że Misiewicz jest kimś znaczniejszym od prezydenta RP.

Nie jest to gołosłowne stwierdzenie na temat tego niedouczonego farmaceuty, który nie potrafi posługiwać się jezykiem polskim. I wcale nie opowiadam skeczu z kabaretu, bo żaden kabaret nie jest w stanie opisać i ośmieszyć obecnej władzy. Zęby połamał sobie Robert Górski wraz z Kabaretem Moralnego Niepokoju, zamiast obnażyć, ukazać w krzywym zwierciadle w serialu „Ucho prezesa”, ocieplił wizerunek PiS i prezesa.

Dlaczego tak się dzieje? Obecna władza straciła kontakt z rzeczywistością, zainstalowała się ponad krytyką i dialogiem społecznym, niekoniecznie wywyższyła się (bo to także), ale przede wszystkim nie ma wśród niej przedstawicieli, którzy potrafiliby się obronić poprzez polemikę, marni są intelektualnie i nie posiadają rzeczywistych argumentów.

Mamy monolog tych samych postaci nieprofesjonalnie sprawujących władzę. W takim układzie wszelacy cwani faworyci są sięgnąć po władzę nieformalną, nawet większą w tym wypadku niż ma ją Duda. Faworyt Macierewicza powiela gesty swego ministra, bo jest wyjątkowo niedouczony i nieinteligentny, wie, że nic mu się nie stanie, zostanie urlopowany, schowany pod prześcieradło, aż plama przyschnie.

Misiewicz narobił w Białymstoku, tak się sfajdał, iż znowu toczy się jakieś postępowanie w jego sprawie. Guzik prawda, że mają być wyciągnięte konsekwecje, po prostu coś trzeba z Misiewiczem było zrobić, wyjdzie jeszcze z tego silniejszy. Dlaczego tak jest? Proste. Prawda stara jak świat, w stosunkach interpersonalnych rządzą zupełenie inne walory, o czym wiedziała madame Pompadour. Ludwik XV był narzędziem w rękach metresy.

Misiewicz na urlopie zapowiedział, że zdgreaduje generała Waldemara Skrzypczaka, skądinąd wybitnego żołnierza. Zestawmy to z inną degradacją, jaką zapowiedział Ludwik XV, pardon: Macierewicz w stosunku do generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka. Ci nawet nie mogą się bronić, acz nie wykluczam, iż będą protestować jako zombie.

c3m6c9xwyacse4z

Misiu Macierewicza chce zdegradować żyjącego generała Skrzypczaka, bo ten śmiał upomnieć się o przestrzeganie regulaminu Wojska Polskiego. Generał broni napisał: „Jeżeli żołnierz jest zmuszany do oddawania honoru osobie, która na dobrą sprawę nie ma żadnych uprawnień do tego, żeby być tym, za kogo się podaje, to pomijam, że to łamanie prawa i regulaminów wojskowych, ale jest to pogardzanie żołnierzem i mundurem.”

Chodzi o nadużycia zawieszonego rzecznika Macierewicza, który rozbija się po jednostkach wojskowych limuzną wartą przeszło milion złotych, pułkownikom i generałom nakazuje oddawać honory. Misiu na urlopie napiął się i napisał na Facebooku o generale Skrzypczaku, który wg niego ma być skażony genetycznie, co jest nieprawdą i swoistym splunięciem na naszą historię. Mianowicie Skrzypczak ma lepsze geny niż wszyscy pisowcy razem wzięci, jeden dziadek był oficerem WP, kurierem AK, za co siedział w więzieniu w stalinizmie, a drugi zginął w 1939 roku w Twierdzy Modlin.

No i ten język polski w wydaniu Misiewicza, który tak naprawdę jest sowieckim. Misiu napisał: „złożyłem skargę do MON w sprawie pozbawienia stopnia generalskiego Waldemara Skrzypczaka”. Czyli wcześniej generał Skrzypczak został pozbawiony stopnia generała, Misiewicz zaskarży więc tę niesprawiedliwość i będzie domagał się przywrócenia gwiazdek na pagonach Skrzypczaka.

c3mqycdweae3hqm

Taki niedorobiony ten Misiewicz, oczywiście chodziło mu o to, że wystąpił do MON ze skargą na generała, w której domaga się jego degradacji za to, że ten śmiał przypomnieć regulamin WP, a wg niego żołnierze nie powinni oddawać honoru salutu dyrektorowi gabinetu politycznego MON (bo taka jest oficjalna funkcja zawieszonego Misiewicza).

Guzik mnie obchodzi, czym salutują sobie Macierewicza z Misiewiczem w ciszy gabinetu, obydwaj uwłaczają publicznie honorowi żołnierzy, a tym samym niszczą ich morale. W dawnej Polsce obydwaj zostaliby wypłazowani, polska szlachta (ówczesne wojsko), a także ułani, takich gościów jak minister i jego Misiu okładaliby płaską stroną szabel po czterech literach, aż wybiliby im z głowy łamanie dobrych zasad, regulaminu. A możliwe, że doszłoby do krawędziowania, czyli użycia ostrej strony szabel, a tak traktowani byli recydywiści.

Moi przodkowie, a herb w moim rodzie jest hen od Piastów, mają na sumieniu takich Macierewiczów i Misiewiczów, którzy pałętali się w taborach.

Kleofas Wieniawa pisze o pisowskim patriotyzmie.

glinski-i

Piotr Gliński to prowincjusz pełną gębą – i to w złym znaczeniu. Można być prowincjuszem centralnym – i nie być oksymoronem. Bo kultura niezależnie, gdzie jest tworzona i w jakim miejscu, znajduje sobie miejsce przez talent i odwagę.

Yoknpatawha to prowincja amerykańskiego Południa (acz fikcyjna), jednak w kulturze to centrum, bo stworzył ją wielki William Faulkner. I jest bardziej uniwersalna od Starego i Nowego Testamentu.

Nasz Gliński to prowincjusz w nauce, żadna jego książka nie przebiła sie do świadomości czytelniczej, był/jest naukowcem żadnym. Gliński w rodzinie jest nawet prowincjuszem, bo jego brat Robert coś znaczy, a Piotr to nie tylko prowincjusz, ale margines, zapisek na marginesie. Jest ktoś taki, ktoś nieważny.

Jarosław Kaczyński nawet z braku laku (braku kadr) niegdyś uczynił go premierem technicznym in spe, wyszedł z tego tylko Tablet, acz za wierność Gliński został nagrodzony wicepremierem i ministrem od kultury.

Wszystkie jego dotychczasowe przedsięwzięcia w świecie kultury odbiły się śmiechem, a niektóre nawet rechotem. Obca mu jest kultura, mimo – jako napisałem – posiadania brata reżysera.

Przykucnął na jakiś czas Gliński, a ostatnio wyskoczył z Muzem II Wojny Światowej, które kroiło się na przedsięwzięcie dużego formatu, ale PiS chce przykrawać je do wielkości prezesa Kaczyńskiego, czyli do prowincji i skansenu.

Gliński wyskakuje z nowym projektem „Niepodległa”, na który ma zostać przyznaczone przynajmniej 200 mln zł. Okazją jest okrągła rocznica odzyskania niepodległości w przyszłym roku.

Ta „niepodległa”z daleka waniajet nieudacznictwem, sklarleniem wg wzorca patriotycznego. Wyjdzie jak z tym wielkim filmem hollywoodzkim.

Słyszę PiS to żałość pośladki ściska. A z takiego sentymentu zawsze wychodzi sraczka. Nawet gdyby dzisiaj urodził się pierwszorzędny geniusz drugorzędnego formatu (Gombrowicz o Sienkiewiczu) to na dźwiek PiS, udałby sie na emigrację – niekoniecznie wewnątrzną. Od skansenu i małości PiS należy uciekać, gdzie pieprz rośnie. Od czasu do czasu wykorzystywać ich, dmuchać w ich balony ego, bo to prowincjusze w złym znaczeniu.

SŁOWO BOŻE NA DZIŚ

c3lecyvwmaichvf

Tabliczka na cześć Antoniego Macierewicza zawisła w… żłobku na Pomorzu. „Zadziałał, aby ten obiekt powstał” 
http://dlvr.it/NGTbmQ
 #tokfm

efpcldag

Tomasz Lis skomentował: Sorry, takich jaj to nawet w PRL-u nie było.

>>>

CZY WY TEŻ RÓWNIE MAŁO WRZUCACIE NA TACĘ?

cyyljdhxaaevjgm

Kaczyński dał stówkę na tacę, a Brudziński tylko 50 zł. Mało koleś, bo jak ci Rydzyk kropidłem bez łeb przygmoci, to wszystko dasz z portfela i nie starczy na damy od najstarszej profesji świata.

DLACZEGO RYDZYK ZBUDOWAŁ RADIO MARYJA, TV TRWAM A TERAZ WPŁYWA NA TELEWIZJĘ PUBLICZNĄ?

listopad29

Mariusz Błaszczak chciał wydymać mundurowych, ale napotkał opór. Hola, hola. Niestety, okazało się, że polscy mundurowi, to nie ten bezkrytyczny „ciemny lud”, na którym PiS chciałoby tak wiele budować. Bardzo szybko poznali się na matactwie ministra Mariusza Błaszczaka, który mówił co innego, a zrobił jeszcze co innego.

nieudany

Otóż jeszcze w lipcu tego roku projekt ustawy dotyczącej byłych funkcjonariuszy SB przedstawiony przez szefa MSWiA do konsultacji związkom zawodowym i innym resortom zakładał obniżenie świadczeń osobom, które pełniły służbę wyłącznie w organach bezpieczeństwa PRL. Obniżenie emerytur miało nie dotknąć funkcjonariuszy SB, którzy przeszli weryfikację i pracowali w służbach III RP.

Tymczasem rządowi pan minister przedstawił zupełnie inny projekt, który przewiduje, że każdy, kto przed 31 lipca 1990 roku służył choć jeden dzień w SB lub jej pokrewnych „organach”, a potem przeszedł do pracy w służbach III RP, traci specjalne uprawnienia emerytalne. Nic dziwnego, że w środowisku służb mundurowych naprawdę zawrzało.

Działacze z Federacji Związków Służb Mundurowych, która skupia emerytów służb podlegających MSWiA oraz służb specjalnych ostro zareagowali na zmianę w projekcie ustawy, nazywając ją „niesprawiedliwą i niekonstytucyjną”. Domagają się wycofania projektu „karzącego osoby, które podjęły pracę na rzecz demokratycznego państwa i w tej pracy uzyskały dobre oceny”.

Skarżąc „ustawę Błaszczaka” do sądów i TK, związkowcy zamierzają się oprzeć na orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 2009 r. Wówczas TK stwierdził, że „każdy funkcjonariusz organów bezpieczeństwa PRL, który został zatrudniony w nowo tworzonych służbach policji bezpieczeństwa, ma w pełni gwarantowane, równe prawa z powołanymi do tych służb po raz pierwszy od połowy 1990 roku, w tym równe prawa do korzystania z uprzywilejowanych zasad zaopatrzenia emerytalnego”. Trybunał Konstytucyjny orzekł wówczas także, że służba w suwerennej Polsce traktowana jest jednakowo bez względu na przeszłość funkcjonariusza.

cywv7puxuain5r1

UŚMIECHNIJ SIĘ :)))))

cyya-utwqae-pbl

PO PRZEGŁOSOWANIU USTAWY, KAŻDE ZGROMADZENIE OPOZYCJI MOŻE BYĆ NIELEGALNE…

Agata Kondzińska i Agnieszka Kublik zaglądnęły za kulisy PiS i doszły, jak to Piotrm Glińskim było. PiS odcina się od miażdżącej krytyki, jaką w TVP przypuścił na „Wiadomości” wicepremier Piotr Gliński. Prezes Jarosław Kaczyński nakazał jak najszybciej wyciszyć konflikt. I Gliński, i szef Telewizji Polskiej Jacek Kurski posłuchali.

kulisy

Poznaliśmy kulisy niedzielnego starcia w „Wiadomościach” między Piotrem Glińskim a prowadzącym program Michałem Adamczykiem oraz reperkusje.Wicepremier i minister kultury ostro skrytykował materiały TVP atakujące organizacje pozarządowe. Dziennik sugerował, że niektóre fundacje dostają miliony, bo pracują w nich dzieci znanych osób, np. córka byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Zanim doszło do rozmowy, „Wiadomości” w niedzielę po raz pierwszy poinformowały, że w radzie jednej z fundacji zasiada żona wicepremiera Renata Koźlicka-Glińska. I że resort kultury przyznał tej fundacji 50 tys. zł.

Według naszych rozmówców Gliński, który jako socjolog od 30 lat zajmuje się organizacjami pozarządowymi, już wcześniej oceniał materiały dziennika jako skrajnie nierzetelne. Chciał to powiedzieć w niedzielę w „Gościu Wiadomości” – miał to ustalić z prezesem TVP Jackiem Kurskim.

Szefowa „Wiadomości” Marzena Paczuska była temu niechętna. Uznała, że piątkowe publiczne przeprosiny Glińskiego skierowane do kilku osób działających w fundacjach to atak na jej program. Ale przyjazdu wicepremiera nie można już było odwołać.

– Postanowiła się więc odwinąć i przygotować kolejny odcinek o fundacjach – tym razem o żonie wicepremiera, która zasiada w radzie fundacji Stocznia – opowiada „Wyborczej” jeden z dyrektorów z Woronicza.

– Jak Gliński zobaczył materiał o swojej żonie, puściły mu hamulce – mówi jeden z posłów PiS. Wicepremier postawił najcięższe dla dziennikarzy zarzuty: braku profesjonalizmu, szerzenia propagandy i populizmu. – To dom wariatów, państwo żeście oszaleli – podsumował zdenerwowany.

Rozmowę Adamczyka z Glińskim Paczuska chce teraz przekuć w sukces. – Uważa, że pokazała, iż „Wiadomości” są niezależne i antyrządowe, kiedy chodzi o prawdę – mówi jeden z reporterów dziennika. – Ale prawda jest taka, że postawili się słabeuszowi, za którym nie stoi żadna frakcja w PiS. Prezes Kurski wygrał w październiku konkurs na szefa TVP, czuje się silny i wydaje mu się, że wszystko może.

NIE WOLNO ZMIENIAĆ OFICJALNEJ WERSJI.

cywxxwlwiaaiagr

W telewizji publicznej uważają, że atak na Glińskiego musiał być uzgodniony z Nowogrodzką, gdzie w siedzibie PiS pracuje Jarosław Kaczyński. W poniedziałek rano partia ociągała się z komentarzami, choć we wszystkich mediach huczało wokół niedzielnego starcia. Z przekazami dnia, które do posłów rozsyłane są już o 9 rano, biuro prasowe spóźniło się półtorej godziny. W PiS żartowano: – Pewnie dlatego, że prezes jeszcze śpi i nie było się jak naradzić.

We wskazówkach, które w końcu dostali parlamentarzyści, nie było nic o wydarzeniach z niedzieli. Dopiero po południu przyszła taka sugestia: „PiS nie uznaje za stosowne, by reagować na spór między wicepremierem a TVP, nie mamy wpływu na to, co emituje niezależna telewizja, a spór powinien być rozstrzygnięty między nimi”.

Co niespotykane, potem został wysłany jeszcze jeden przekaz dnia do parlamentarzystów PiS – z prośbą o wyciszanie sprawy i podkreślanie, że krytyka TVP oraz przeprosiny niektórych osób pracujących w fundacjach to prywatna sprawa Glińskiego.

JEST PIERWSZE PREZYDENCKIE WETO!!!

cyxo6j-xeae5vd1

MAMY NIEOFICJALNE INFORMACJE, ŻE DLA DODY SZYKUJE SIĘ TORT 🙂

cyymxckxcaaw4b_

SPECNAZ TO PRZY TYM MAŁY PIKUŚ…

cyykwl0xcaa6yzv

Waldemar Mystkowski pisze o dyplomie doktora Laska, którego PiS chce mu odebrać.

katastroficzny

Dla tych, którzy nie wierzą w kompetencje podkomisji Macierewicza ds. zbadania prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej, mam przykrą wiadomość: jesteście malkontentami. Komisja rządowa Jerzego Millera męczyła się nad raportem przeszło rok, a ludzie Macierewicza o wiele krócej.

Hipotez wiele padało, a to sztuczna mgła, hel wydmuchiwany z teatralnych machin, dwa, a nawet trzy wybuchy, wybuch bomby w salonce albo na skrzydle, brzoza nie była pancerna, więc coś tam, coś tam, itd. Cuda na kiju. A przyczyna katastrofy jest prosta, którą wykryto dedukcją – metodą osławionego Colombo – i to dwutorowo przez dwie ekipy Macierewicza, niezależnie od siebie, więc musi to być prawdziwa przyczyna.

Ufff… Otóż najpierw zakomunikował wiekopomne odkrycie poseł PO Czesław Mroczek, który w poprzedniej kadencji Sejmu był wiceministrem obrony, iż jego następca, a zastępca samego Macierewicza wiceminister Wojciech Falkowski złożył do Wojskowej Akademii Technicznej wniosek o odebranie tytułu doktora Maciejowi Laskowi, byłemu przewodniczącemu Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Odkrycie Mroczka pochodzi z sierpnia bieżącego roku. A drugi tor to eksperci Macierewicza, którzy brali udział w słynnych konferencjach smoleńskich, oni z kolei na jesieni, czyli teraz wystąpili do WAT o to samo – odebranie tytułu doktora Laskowi.

Dlaczego Antoni Macierewicz nie pochwalił się, że winny katastrofy smoleńskiej jest dyplom doktora Macieja Laska? Ktoś może zapytać: jak to zwykły papierek jest winny katastrofy? Odpowiadam: gdyby nie był winny, to dwutorowo by nie chciano odebrać tytułu naukowego.

A nawet z odpowiedzią pójdę dalej. Czy ktoś słyszał, aby w komunie odebrano komuś tytuł naukowy? Życie owszem – odebrano niejednemu bohaterowi, ale nie tytuł. Tak samo sprawa się miała w faszyzmie, palono książki różnych doktorów, mordowano ich w obozach, ale tytułu nie odbierano. Więc z dyplomem Laska coś musi być na rzeczy, to jakiś tytuł katastroficzny. Fascynujemy się i uważamy za uniwersalne Ministerstwo Kroków Monty Pythona, najwyższa pora fascynować się uniwersalizmem dedukcji detektywistycznych ekspertów Macierewicza. Dokonali wiekopomnego odkrycia. Nie śmiejcie się, kiedyś śmiano się z Kopernika, że Ziemia kręci się wokół Słońca, co na oko widać, że to nie jest prawdą. Słońce kręci się wokół naszego gumna.

Wielkimi Krokami ekspertów Macierewicza doszliśmy do prawdy. Dlatego resort obrony od tej pory powinien nazywać się Ministerstwo Wielkich Kroków, bo jesteśmy lepsi od Brytyjczyków, którzy też mieli swój Smoleńsk – Lockerbie.

CZY KTOŚ MA JESZCZE WĄTPLIWOŚCI, ŻE TO REŻIM?

cywspqww8aefcq0

Kleofas Wieniawa śledził wizytę Szydło w Londynie.

przegrany

Polski rząd pojechał do Londynu, czyli do stolicy jednego z krajów brytyjskich, które na życzenie swoich polityków wypchnęli je z Unii Europejskiej, z najciekawszego w dziejach projektu cywilizacyjnego. Zaś Polska pod rządami PiS została w Europie zmarginalizowana i na nic się zdadzą zaklinania pisowskich polityków, iż Polska nadaje ton w Unii.

To brzmi jak żart.

Spotkali się dwaj przegrańcy unijni, czerwone latarnie. Wystarczy powierzchwonie ocenić polskie znaczenie w Komisji Europejskiej, Komisji Weneckiej, w Radzie Europy, w stolicach wiodących państw Unii, w Berlinie i Paryżu. Zostaliśmy zesłani do oślej ławki.

Dość komicznie brzmiały słowa Beaty Szydło skierowane do londyńskiej Polonii: Wracajcie! Na pewno nie wrócą do Polski pisowskiej, jeżeli Brexit potoczy się źle dla imigrantów, Polonia przemieści się do Niemiec, Francji, Włoch, ale nie do Polski, Polska jest dla nich miejscem do odwiedzin pozostawionych tutaj rodzin. Wszak nikt nie chce być obrażany porównaniem do najgorszego sortu, ani do elementu animalnego, życie to nie ZOO, może być ono na Nowogrodzkiej, ale nie w polskich domach – gdziekolwiek one są.

W Londynie mógł mieć coś do załatwienia Mateusz Morawiecki, do załatwienia w City, lecz Polska jest coraz mniej wiarygodna dla inwestorów, dla kapitału zagranicznego, bo elity biznesowe słyszą naszego geniusza z Żoliborza, który niczego nie panimaju z ekonomii, kapitału, ale gadać i pluć owszem lubi.

Do Londyniu pojechał przegrany w Europie rząd, niczego tam konkretnego nioe załatwił, nie osiągnał, a jedynie potwierdził nie swoje sukcesy, jak choćby przesłanie do Polski kontyngentu 150 żołnierzy brytyjskich, ale to jest dzieło Tomasza Siemoniaka.

Wzniosłe słowa, jakich używa premier Szydło, nie przystoją ludziom z rozumem, żadni politycy na świecie nie używają takich pustych nadymanych słów i raczej unikają logorei, które jest jej wrodzona.

Smutny obraz aktualnie rządzących w Polsce tylko potwierdził się w Londynie. Polski zdewaluowanej, wsobnej, zmarginalizowanej.

JEST RYZYKO, ŻE NAS ZALEJE FALA POWRACAJĄCYCH…

cyax7tyxuaav8zq

listopada-28

Czegoś takiego nie widzieliśmy od początku dobrej zmiany. Wicepremier PiS-owskiego rządu starł się z propagandystami z PiS-owskiego dziennika telewizyjnego.

W TVP Piotra Glińskiego zaatakowali przy użyciu tych samych metod, jakie na co dzień stosują wobec politycznych przeciwników: insynuacji, kłamstw, oszczerstw.

wicepremier

Prowadzący „Wiadomości” zarzucał Glińskiemu, że uprawia prywatę. Że przeciwstawiając się nagonce na organizacje pozarządowe, w istocie broni żony i jej koleżanek. Że przyznaje środki publiczne z puli ministerstwa na fundację, w której pracuje żona. I tak dalej.

A Gliński krytykował działalność PiS-owskiej jaczejki telewizyjnej, używając tych samych sformułowań, które na co dzień słyszymy z ust radykalnych krytyków obozu władzy. Że nie wolno oczerniać i zniesławiać zasłużonych instytucji dlatego, że pracują w nich członkowie rodzin osób, które władza uznaje za wrogów politycznych. Że to nie publicystyka, lecz kampania oszczerstw. Że to kompromitacja telewizji publicznej. Że to dom wariatów. I tak dalej.

marcin-kierwinski

Powiem szczerze: mimo całego mojego krytycyzmu wobec dotychczasowej działalności Piotra Glińskiego, żal mi było wicepremiera. Zwłaszcza, gdy argumentował, że poszedł do PiS, by realizować program dobrej zmiany, w którą szczerze wierzył. Oto jeszcze jeden idealista, który dał się zahipnotyzować wodzowi, nie dostrzegając, że służy pozbawionemu zasad cynikowi, zmierzającemu do władzy absolutnej.

Historia ustrojów autorytarnych, np. komunizmu, pełna jest takich naiwniaków, którzy też szczerze wierzyli w ideały równości, braterstwa i postępu, a potem ze zdziwieniem dowiadywali się, że budują dyktaturę. A gdy próbowali się buntować i mówić, że przecież nie tak miało być – wylatywali na zbity pysk albo, co gorsza, lądowali w łagrze. Wygląda na to, że PiS osiągnął dojrzałość – dorobił się swojego dysydenta.

co

– Roztropność chrześcijańska pozwala odróżnić wilka od owcy, bo jest wiele wilków przebranych za owce, zwłaszcza, gdy w grę wchodzą pieniądze – stwierdził papież Franciszek w liście do uczestników konferencji na temat ekonomii, zorganizowanej w watykańskiej kongregacji ds. instytutów życia konsekrowanego.

Hipokryzja osób konsekrowanych, które żyją jak bogacze, rani sumienia wiernych i przynosi szkody Kościołowi. – „Nie wystarczą śluby zakonne, by być ubogim. Nie wystarczy okopać się za deklaracją, że nic nie posiadam, bo jestem zakonnikiem czy zakonnicą, jeśli mój instytut pozwala mi zarządzać i cieszyć się wszystkimi dobrami, których pragnę” – mówił papież.

radio-tok-fm

W przesłaniu do uczestników obrad papież podkreślił, że musimy uczyć się odpowiedzialnej surowości. – „Ile osób konsekrowanych wciąż myśli dzisiaj, że prawa ekonomii są niezależne od wszelkiej refleksji etycznej?” – zapytał Franciszek. Zauważył, że wiele razy zdarza się, iż sprzedaż nieruchomości kościelnej oparta jest wyłącznie na analizie kosztów i zysków oraz wartości rynkowej.

radio-tok-fm-2

– „Niech Bóg uwolni nas od ducha funkcjonalności i uchroni przed popadnięciem w pułapkę chciwości” – dodał papież. Wyraził przekonanie, że konieczne jest przemyślenie kwestii ekonomii. Zaznaczył, że od ekonomów zakonnych oczekuje się, by byli „roztropni jak węże i nieskazitelni jak gołębie”.

dzwonil

Adam Bodnar ma rację.

adam-bodnar

Kleofas Wieniawa tak widzi wkurzenie Glińskiego.

glinski-skonczyl-z

Piotr Gliński musiał sobie powiedzieć: dość upodlania się. Przez rok żył w tym dyskomforcie psychicznym, długo. Psychikę ma zdewastowaną. Ale nie współczuję mu, bo mógł dużo wcześniej krytycznie spojrzeć na Jarosława Kaczyńskiego i jego marnych ludzi.

Gliński wystarczająco zdewastował kulturę, którą niespecjalnie rozumie, jest mu obca, choć ma brata dobrego reżysera, Roberta.

Postawa Glińskiego w stosunku do organizacji obywatelskich i tak była nazbyt asekurancka, wszak to jego działka jako naukowca. Przecież wie, że w NGO’sach pracują ludzie niemal za friko i pracuja przede wszystkim fachowcy, a nie takie niedouczone osobniki, jakich wielu ministrów rządu Beaty Szydło i ich Misiewicze.

Wreszcie Gliński powiedział w „Wiadomosaciach” TVP1 to, czym w istocie są: „to jest jakiś koszmar, dom wariatów”.

jest

Ja nazywam gadzinówką. W czasach komuny nie było aż takiej propagandy, wyjąwszy lata 1980-81, gdy „Solidarność” była wrogiem. Dzisiaj takim wrogiem dla rządzących i ich gadzinówek jest społeczeństwo obywatelskie.

Polacy nie dadzą się ujarzmić, ależ ile zostanie zdemolowane, co z takim trudem zostało wypracowane po 1989 roku.

Gliński powiedział dość upodlaniu się. Teraz czeka go najgorszy okres: ablucje z podłości własnej. Nikt go do tego nie przymuszał, najwyżej własne ambicje i jakiś idealizm – w to ostatnie nie wierzę, jeżeli ma się rozum.

pisdzi

Waldemar Mystkowski pisze o medialnej dyplomacji Waszyczkowskiego.

waszczykowski

Witold Waszczykowski przejdzie do historii dyplomacji swoim oryginalnym stylem uprawiania trudnej sztuki załatwiania spraw polskich poza granicami. Jego poprzednicy nie wypadli sroce spod ogona, niejednokrotnie były to osobistości z dużymi sukcesami. Polska akurat w tej działce miała szczęście do swoich przedstawicieli, choćby poprzednik Waszczykowskiego – spointował kijowski Majdan swymi negocjacjami tak, że Janukowycz wziął tyłek w troki i wybył ze swej ojczyzny wprost w ramiona Putina, bo tam jego gniazdo.

Waszczykowski więc spojrzawszy na osiągnięcia Radosława Sikorskiego mógł wewnętrznie zadrżeć. Ależ wysokie progi, nie mogę być gorszy. I wymyślił swoje specialite, a charakterystyka jest taka, iż w Stanach Zjednoczonych odbywają się wybory prezydenckie i Polska nie ma ambasadora, który by u kandydatów, a obecnie prezydenta elekta, zabiegał o nasze interesy.

Trójkąt Weimarski, który dowartościowywał Polskę w stosunku do Niemiec i Francji, przestał istnieć, bo Waszczykowski chce przeskoczyć Sikorskiego. Zresztą partner znad Sekwany został tak obrażony przez innego ministra rządu Beaty Szydło Antoniego Macierewicza, iż można powiedzieć polsko-francuskie stosunki są lodowate, Marianne nie chce adoratora z Polski.

tablica

Waszczykowski do tego stopnia popadł w oryginalność, iż niespecjalnie miło jest widziany na salonach dyplomatycznych w Unii Europejskiej. Ma więc sporo czasu, aby szukać haków w ministerialnych papierach na Sikorskiego, ale przede wszystkim robić przebieżkę po mediach, zwalić winę na Platformę Obywatelską i Sikorskiego, a ich sukcesy przypisać sobie i kolegom z rządu.

Waszczykowski może też nie mieć wiedzy, co w dyplomatycznej trawie piszczy, bo nie bywa, a tylko na miejscu gada. I tak w obszernym wywiadzie dla „Gazety Polskiej” przypisał sobie i kolegom ministrom, iż szczyt NATO to ich zasługa: – „W wyniku intensywnej pracy tego rządu odbył się szczyt NATO”. Wynika z tego, że szef dyplomacji nie zna podstawowych dokumentów dotyczących NATO, choćby deklaracji szczytu NATO w 2014 roku w Newport (Walia), a tam jak byk stoi: „Spotkamy się ponownie w Polsce w 2016 roku”. Warto więc przypomnieć Waszczykowskiemu, że prezydentem wówczas był Bronisław Komorowski, a jego poprzednik nazywał się Sikorski, który dzisiaj wykłada na Harvardzie i pracuje w najlepszych zachodnich think tankach.

cofamy-sie

Inny przykład z tego wywiadu świadczy, że Waszczykowski nie zna dokumentu końcowego NATO z Newport. Bowiem twierdzi: – „Tamten rząd funkcjonował na podstawie decyzji z Walii, gdzie NATO chciało nas bronić szpicą, która dolatywałaby do nas w przypadku zagrożenia”. A nieprawda, bo jak drugi byk stoi, że obok „szpicy” jest zapowiedź „znaczącej obecności i aktywności militarnej we wschodniej części Sojuszu, obu na zasadach stałej rotacji”. Rotacja, a to znaczy, że kontyngent żołnierzy Sojuszu przybywa na pół roku do Polski i jest zwalniany przez następny. To jest ro-ta-cja. To wywalczyli poprzednicy z Platformy, a Waszczykowski przypisuje sobie i kolegom ich sukcesy – takie jego specialite. W tym kontekście warto przypomnieć – za Stanisławem Skarżyńskim z OKO.press – iż wówczas PiS krytykowało rotację i szpicę.

To, czym chwali się Waszczykowski, wcześniej było w stylu pisowskim odsądzane od czci i wiary. Mieli pretensje, iż politycy PO nie wywalczyli w Newport stałych baz NATO w Polsce, czyli domagali się wypowiedzenia umowy bilateralnej NATO-Rosja z 1997 roku.

Rotacja jest z punktu widzenia militarnego tym samym, co stałe bazy, żołnierze się wymieniają, ale kontyngent ma tę samą wartość. Waszczykowski więc nie czyta bardzo ważnych dokumentów. Aby przypisać sobie osiągnięcia poprzedników, sam niewiele robi, bo może się obawiać…. że zepsuje. Faktycznie, czego się dotknie, przestaje istnieć. Exemplum: Trójkąt Weimarski.

pisowi

O kim ten słynny wierszyk? Zgadliście! O idiocie prezesie i jego prezydencie.

cylsmpguoaakom9

Też nie mam złudzeń, iż PiS przystępuje do likwidacji społeczeństwa obywatelskiego dwoma aktami. Pierwszym to będzie ustawa o zgromadzeniach, drugi o NGO’sach – organizacje pozarządowe mają być rządowe. Pisze o tym Daniel Passent.

minister

Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury, powiedział, że „jest gotów przeprosić” działaczki organizacji pozarządowych (NGO) Zofię Komorowską i Różę Rzeplińską oraz Jakuba Wygnańskiego.

„Jest gotów” czy „przeprasza” – to subtelna różnica. Ale powiedzmy, że wicepremier faktycznie przeprasza. Pozostaje pytanie: za co? Za to, że jeżeli ktoś jest z kimś spokrewniony, to nie podważa pożytku publicznego organizacji, w której działa. Faktycznie, wicepremier powinien przeprosić za trwającą od kilku tygodni w Wiadomościach TVP nagonkę na organizacje pozarządowe.

Nawet jeżeli pokrzywdzone działaczki przyjmą przeprosiny, to na tym sprawa się nie kończy. Trwająca od pewnego czasu ofensywa wobec NGO-sów (zwanych potocznie również OPP – Organizacje Pożytku Publicznego) musi skutkować obniżeniem ich autorytetu, wzrostem podejrzeń, czy aby są to organizacje uczciwe i pożyteczne, a w rezultacie do zmniejszenia 1 proc. daniny z podatku na rzecz rozmaitych fundacji i stowarzyszeń. W Polsce, gdzie „trzeci sektor” nie ma wielkich tradycji, ale rozwijał się (ponad 110 tys. organizacji), taki atak to więcej niż zbrodnia – to błąd.

Na pewno w takiej masie stowarzyszeń i fundacji zdarzały się i przekręty, oszustwa, które trzeba ujawniać i zwalczać, ale pomysł utworzenia Narodowego Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego jest absurdalny. Powołanie takiego centrum byłoby nieszczęściem. Społeczeństwo obywatelskie na tym m.in. polega, że tworzą się tysiące niezależnych inicjatyw, które odpowiadają tylko wobec prawa i swoich członków. Jedne utrzymują się ze składek, inne pozyskują środki publiczne w drodze konkursów, jeszcze inne żyją z darowizn z kraju lub z zagranicy, a najczęściej ze wszystkiego po trochu. I komu to przeszkadzało? Rządowi, bo – jak powiedziała premier Szydło – ten sektor wymaga „uregulowania”, bo mówi się, że państwo nie wspiera Trzeciego sektora, a przecież w dużym stopniu finansuje te organizacje.

cyixrexukaasff

Prawdziwym celem ataku władz na „trzeci sektor” jest dążenie rządu PiS do opanowania całego życia publicznego, we wszystkich jego aspektach: gospodarki, kultury, nauki, propagandy, mediów, Trybunału Konstytucyjnego, historii, sądownictwa, prokuratury, służby cywilnej, samorządów, od stadniny po muzea i politykę historyczną – wszystko ma być na jedno kopyto, podporządkowane władzy, od urodzenia do pochówku i ekshumacji – wszystko ma służyć budowie nowego człowieka i państwa PiS.

Nie przypadkiem atak na „trzeci sektor” (zapoczątkowany przez dyspozycyjną telewizję) zbiegł się z atakiem na samorządy. Każda słabość, błąd, kompromitacja, potknięcie władz Warszawy, Gdańska, Łodzi, Lublina – jest natychmiast nagłaśniane, wykorzystywane w walce o przejęcie samorządów. Rząd już prowadzi kampanię wyborczą do samorządów, wykorzystując wszystkie podległe sobie narzędzia – media, służby specjalnej troski (CBA), prokuraturę, a przyjdzie kolej na sądy i na adwokaturę.

Obóz rządzący dąży do władzy pełnej, totalnej, zachowuje się jak na terytorium, które trzeba sobie podporządkować pod każdym względem, likwidować wszystkie gniazda oporu, kompromitować i zwalczać każdego, kto mówi „nie”. Sędzia, który mówi „nie” – jest politykiem, nauczyciel, który mówi „nie” – jest politykiem, manifestacja sprzeciwu nauczycieli i rodziców jest manifestacją polityczną, a uprawianie polityki jest zarezerwowane wyłącznie dla siły zwierzchniej. Kto uważa inaczej, ten jest przeciw Polsce. Uff.

nie-wiem

Tytuł „Hieny Roku 2016″ otrzymuje bezapelacyjnie rodzina gen.Błasika. Zawstydzili nawet ojca Rydzyka.

cw5wld5xuaete1y

„Bogacze zapłacą grosze, a biedni nie dostaną nic” – Fakt na jedynce o reformie podatkowej rządu

fakt

Jak pisze weekendowy „Fakt” na pierwszej stronie:

„Obiecywali jedną i równą wolną kwotę od podatku. Tak obliczoną, by emeryci, renciści i mało zarabiający Polacy mogli wreszcie płacić mniejsze podatki. Nic z tego nie będzie. Owszem, kwota wolna będzie zmieniona – ale ani nie będzie równa, ani sprawiedliwa. Biedni jak płacili wysokie podatki, tak będą je płacić. A bogaczy rząd Beaty Szydło boi się tknąć”.

adam-mazgula-2

 

Andrzej Duda był gościem Krajowego Zjazdu Adwokatury w Krakowie. Podczas inauguracji prezydenta przywitały brawa – niezwykle skromne w porównaniu do oklasków, którymi chwilę później witano prezesa TK.

cyiykiswgaet0jn

Prezydent nie został jednak powitany zbyt ciepło – brawa, które dostał, były dużo skromniejsze niż owacja towarzysząca odczytaniu nazwiska prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Prezes TK podczas inauguracji mówił m.in. o roli adwokatury w państwie prawa. Odniósł się też do spraw bieżących, czyli nowego projektu PiS ws. Trybunału. W jego ocenie projekt ten jest „zasmucający, zawiera przepis jawnie korupcyjny wobec sędziów konstytucyjnych”.

– Myślę, że tak naprawdę jest to projekt napisany pewnie na zamówienie parlamentu innego państwa, a nie Sejmu Rzeczypospolitej. Wstyd mi, że taki projekt w ogóle mógł powstać – zaznaczył prof. Rzepliński.

cyhbfiuwgaer3jk

Ależ ten Duda fałszywy. Podróbka Polaka.

prezes-tk

Wicesze „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o postępującej autokracji PiS.

czas

Centralny ośrodek dyspozycji politycznej zdecydował o przejściu do kolejnego etapu rewolucji narodowej w państwie PiS. Wzięto już za twarz prokuraturę, służby specjalne, media publiczne, Trybunał Konstytucyjny, kulturę i szkolnictwo. Zanim wezmą się za sądy i samorządy, czas zrobić porządek ze społeczeństwem obywatelskim. Pomysł prosty jest jak cep z Orwellowskiego „Folwarku zwierzęcego”.
Organizacjami pozarządowymi zajmie się rząd, ze społeczeństwa otwartego zrobi się zamknięte, a fundacje będą robić nie to, co by same chciały, ale to, co chce rząd.I tak, zamiast zajmować się kontrolą władz (Watchdog), tolerancją światopoglądową, prawami człowieka, wolnościami obywatelskimi, obroną mniejszości, walką z dyskryminacją, pomocą uchodźcom czy wyrównywaniem szans, będą propagować pisowski patriotyzm, „żołnierzy wyklętych”, kult smoleński i inne liczne kulty. A jeśli nie zechcą – niech umierają z głodu. Dość już pięknoduchostwa, pederastii, genderu, tęczowej tolerancji – moralnej zachodniej zgnilizny spod znaku Sorosa. Program partii programem narodu.

Na czele rządowego Narodowego (a jakże) Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego stanie pełnomocnik prezesa Rady Ministrów – podobno Adam Lipiński – wypróbowany towarzysz zakonu PC. Dysponować będzie centralnym Funduszem Inicjatyw Obywatelskich (60 mln rocznie), środkami z budżetu Unii Europejskiej i z programów zagranicznych. Pieniądze gigantyczne. Władza absolutna.

Projekt ustawy, która to wszystko reguluje, datowany jest na 31 października. W tym właśnie dniu – co za przypadek – „Wiadomości” TVP rozpoczęły serial nienawiści wobec społeczeństwa obywatelskiego, najcenniejszego (choć w ciągłym niedostatku) osiągnięcia społecznego po 1989 r. To 17 tys. fundacji i 100 tys. stowarzyszeń. Zjawisko barwne i pluralistyczne od mikroskopijnych organizacji lokalnych po wielkie fundacje.

cygdtwixgaur2a_

Wicepremier Piotr Gliński przeprosił za tę nagonkę Różę Rzeplińską, Zofię Komorowską i Jakuba Wygnańskiego – co trzeba docenić, tym bardziej że to gest przyzwoitości odbiegający od standardów tej władzy.

Ważniejsze jest pytanie, czy wicepremier Gliński, który jako socjolog poświęcił całe swe zawodowe życie badaniu społeczeństwa obywatelskiego, powie teraz „non possumus”. Czy też może uzna swój dorobek za zbędny bagaż, relikt zamierzchłej epoki i w duchu „dobrej zmiany” dziarsko przystąpi do przekształcania organizacji pozarządowych w rządowe?

cyfhurcwqaapeod

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad Alzheimerem PiS.

alzheimer

Mariusz Kamiński ma wiarygodność taką, jak człowiek ułaskawiony przez prezydenta Andrzeja Dudę. Trzy lata bez zawiasów. Ale publiczność nie ułaskawiła Kamińskiego ani nie wymazała wyroku – dopowiedzmy nieprawomocnego przed apelacją.

Ułaskawienie to nie Alzheimer. Kamiński na zawsze pozostanie człowiekiem z wyrokiem bez zawiasów. Jak ktoś wyjdzie po 3 latach z więzienia, każdy z nas może spokojnie powiedzieć, jesteś jak Mariusz Kamiński, wiceprezes PiS, super-minister od służb specjalnych w rządzie Beaty Szydło. Taki jest autorytet Kamińskiego. Chyba że masz Alzheimera, wówczas nie powiesz, bo mózg sam z siebie w procesie degradacji ułaskawił Kamińskiego, wykasował jego wyrok. I ten „łaskawca” rzecze na temat pisowskiego sędziego Mariusza Muszyńskiego wybranego do Trybunału Konstytucyjnego, że „nie ma żadnych przeszkód formalnych, aby pan profesor Muszyński mógł sprawować funkcję sędziego Trybunału Konstytucyjnego”.

cybwj5bxgaaglue

Co byłoby formalną przeszkodą – tego nie wyjawił Kamiński. Mariusz Muszyński jest podejrzewany, że w latach 90. był oficerem UOP, czyli wywiadu, przechodził szkolenie szpiegowskie w ośrodku w Starych Kiejkutach i jako agent pracował w ambasadzie polskiej w Berlinie. To wyśledzili w biografii Muszyńskiego dziennikarze „Wyborczej”. I temu nie zaprzeczył „ułaskawiony” Kamiński, ani sam podejrzewany o agenturalną działalność Muszyński.

Przypatrzmy się teraz prawu i Muszyńskiego pozycjonowaniu się do prawa i moralności. Prawo mówi, że nie można publicznie wyznawać informacji tajnych – co też uczynił Muszyński. Prawo mówi – że kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego musi wyjawić prawdę o swoim życiorysie. Skłamał, a prawda prawna jest jak przysięga. Co więc z tego wynika? Logika – nauka z klasycznej Grecji – w tym wypadku stwierdza, że Muszyński nie miał prawa kandydować na sędziego TK, bo skłamał, złamał przysięgę.

cyigpkpxgaaldkv

Nie wymagam wiedzy logicznej i umiejętności posługiwania się „czystym rozumem” (Kant – taki filozof) od Kamińskiego, bo  wyrobiłem sobie o nim zdanie, słuchając jego kulawych retorycznie wywodów. Wymagam jednak od prawnika Muszyńskiego minimum przyzwoitości. A nie jest przyzwoitym. Dla mnie jest to immoralność. O tym wiele napisano, zarówno w literaturze przedmiotu i pięknej. Ktoś taki jak Muszyński, jeżeli nie potrafi sam zrezygnować z pełnienia funkcji tak odpowiedzialnej pod względem fachowym, prawnym, moralnym i intelektualnym, to instytucje państwa powinny zrobić to za niego i wydalić go ze swoich organizmów.

Muszyński nigdy nie powinien być osobą zaufania publicznego, osobą reprezentującą autorytet państwa. A jest. I to nie tylko sędzią Trybunału Konstytucyjnego, ale Trybunału Stanu i – achtung! achtung! – Komisji Weneckiej.

Na co choruje państwo PiS? Na Alzheimera.

diavolo

Kleofas Wieniawa pisze o nielocie Magierowski i jego Dudzie.

magierowski-i-jego-duda

Jak to możliwe, aby takie nieloty żurnalistyczne, jak Marek Magierowski, były obecne w przestrzeni publicznej. Ba, nawet mówią gdzieś po programach. Bodaj taki Magierowski nie wydalił ze swoich szarych komórek żadnej oryginalnej myśli, a świeci inteligencją odblaskowo.

Spsiało dziennikarstwo i polityka. Taki ktoś mówi, że „prof. Rzepliński wypowiadał się wielokrotnie w sposób stricte polityczny”.

A czym zajmuje się sędzia Anrzej Rzepliński? Nie aktami politycznymi? A czym jest Konstytucja RP? Wydając sąd nad ustawą – co to jest? Poczytaj sobie Kanta, a nawet przeczytaj – nielocie – chociaż jedną książkę Rzeplińskiego.

A ja wypowiem się „w sposób stricte polityczny”? – Duda stanie przed Trybunałem Stanu. Stanie, bo zasłużył sobie marnością swojego charakteru.

A „przymioty” Dudy: brak formy, jest miazgą intelektualno-estetyczną. Wstyd Polsce przynosi. Na zewnatrz; bo u nas w kraju jest pośmiewiskiem. Wcale nie potrzeba do tego Dody.

cyhxpakwqaa5ljv

O formie warto przeczytać u Gombrowicza, u Witkacego. Polskę dopadło impotenctwo, takie jak Magierowski.

Duda do Rzeplińskiego to paznokieć do ręki. Nie dorośnie nigdy, bo dorasta się estetycznie i intelektualnie będąc młodzieńcem, a prezydenta mamy złamanego.

Duda jest materiałem na groteskowe opowiadanie. Dobry dziennikarz, jak niegdyś Marek Hłasko stworzy z jego zachowań i wypowiedzi burleskę.

cyijqusweaa1t1c

WIELKA SZKODA, ŻE ZNOWU MUSIMY WALCZYĆ O WOLNĄ POLSKĘ. Tym razem wolną od nienawiści, podziałów i głupoty.

cygf674xuaaomfe

CqhAm9dWEAAYdje

PiS nie popuści, będą wyciągane z grobów ofiary smoleńskie, bo to potrzebne do mitu załozycielskiego „polegniętego” Lecha Kaczyńskiego.

Będą przypominać na okrągło katastrofę smoleńska, aż ustanowią święto 10 kwietnia, Dzień Polegniętego Lecha Kaczyńskiego. Pisowski smród kurdupli. Jedzie im nie tylko z gęby, ale z tyłka. Smrody.

rządNie

To już pewne. Będą ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej. Część z ich bliskich na nowo przeżyje dramat, który choć trochę udało się zapomnieć. Prokuratorzy nie muszą nawet pytać ich o zdanie. „Ekshumacje będą, nawet mimo sprzeciwu rodzin”.

Michał Kamiński twierdzi, że Jarosław Kaczyński może zechcieć być komisarycznym prezydentem Warszawy. Iść drogą Lecha Kaczyńskiego.

kamińskiKaczyński

Wydaje mi się, że Jarosław Kaczyński pójdzie na komisarza w Warszawie i przyspieszone wybory. Jest przepis, który umożliwia rozwiązanie Sejmowi na wniosek Rady Ministrów. To jest zbadane i do tego dojdzie. To w oczywistym interesie PiS, te wybory”.

Uważam inaczej niż Kamiński, choć do ostrych przetasowań dojdzie. Kaczyński może zastosować stary chwyt, zdegradować Szydło, postąpić tak jak z Marcinkiewiczem. Szydło na prezydenta Warszawy, a siebie na premiera.

Scenariusz Kamińńskiego i ten z Kaczyńskim premierem spowoduje dalsze protesty Polaków i przegraną PiS.

PiS się kończy – to już widać w niedalekiej perspektywie.

CqkDjb0WYAMHdlQ

Z eseju Jarosława Makowskiego o powiązaniach PiS-u z Kościołem i odwrotnie.

sojusz

A o klęsce może mówić wtedy, gdy Dobrą Nowinę chce zastąpić „dobrą ustawą”.

Abp Stanisław Gądecki mówi zachwycony: „Nastąpił ogromny przełom. Po wojnie nie było jeszcze takiego zjednoczenia państwa i Kościoła”.

I rzeczywiście: finansowanie Świątyni Opatrzności Bożej, sakralizowanie każdej uroczystości państwowej, finansowanie religii w szkole, dotacje dla o. Tadeusza Rydzyka, Fundusz Kościelny – wszystko to „dzieła” finansowane i wspierane przez państwo hojniej niż kiedykolwiek w przeszłości. Dlatego bp Józef Wysocki nazywa premier Beatę Szydło i prezydenta Andrzeja Dudę „darem od Boga”.

Kościół, przyjmując od Jarosława pocałunek, nie zdawał sobie sprawy, że jest to pocałunek o smaku esbeckich akt. Dziś PiS zarządza historią – a przede wszystkim jest w całkowitym posiadaniu archiwów. Biskupi doskonale wiedzą, co z pomocą esbeckich akt jest w stanie zrobić Sławomir Cenckiewicz.

PiS grał teczkami na kościelnym podwórku, gdy rządził w latach 2005-07. Jest tajemnicą poliszynela, że wielu biskupów, szczególnie tych, którzy są wyznawcami Radia Maryja, a Dobrą Nowinę zamienili na „dobrą zmianę”, ukrywa w swoich szafach niejednego trupa. Co więcej, biskupi doskonale zdają sobie sprawę, że Jarosław Kaczyński, trzymając w garści esbeckie kwity na hierarchów, nie zawaha się ich użyć, jeśli taka będzie dziejowa konieczność. A jest nią utrzymanie władzy za wszelką cenę.

Duszpasterze nie mają powodów do radości: po raz pierwszy od 1980 r. na niedzielne msze chodziło mniej niż 40 proc. wiernych. Od 2003 r. polski Kościół stracił blisko dwa miliony wiernych.

Dziś największym wrogiem Kościoła jest sam Kościół. I politycy, którzy uważają, że lepiej trzymać z proboszczem niż z Panem Bogiem. Bo, jak wiemy, Bóg – w przeciwieństwie do proboszcza – nie głosuje.

Cqhn07lWcAAx7XL

Ofermowaty minister kultury (w randze wicepremiera) Piotr Gliński chciał na siłę wcisnąć kiczowaty film o żołnierzach wyklętych „Historię Roja”.

glic584ski-interweniuje

Na Koduj24.pl o Glińskim i drugim konflikcie – we Wrocławiu – „Kultura pod pisowskim obcasem” pisze Waldemar Mystkowski.

kultura

Pod pisowski obcas dostała się kultura. Od dawna jest rozgniatana, lecz dzisiaj dwa znamienne fakty wypełzły na wierzch. Minister kultury prof. Piotr Gliński już nieraz sygnalizował, że nie po drodze mu z kulturą wysoką. Czyżby kompleks brata Roberta Glińskiego, skądinąd bardzo ciekawego reżysera? A może Gliński jeszcze żyje w czasach, gdy żywa była formułka Lenina „Kino jest najważniejszą ze sztuk”?

Drugi przykład jest równie znamienny, acz nie tak jednoznaczny. Mianowicie (czego nie wiedziałem wcześniej) został ogłoszony konkurs na stanowisko dyrektora wrocławskiego Teatru Polskiego. Do tej pory był nim poseł Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski, krytyk teatralny i świetny organizator. Reżyserują u niego takie znakomitości jak Krystian Lupa, reżyser formatu światowego. Mieszkowski wcześniej podpadł Glińskiemu sztuką noblistki Elfriede Jelinek, wystawianą w Teatrze Polskim. W przedstawieniu jakoby miało dojść do symulowanych aktów kopulacji. Konkurs na stanowisko ogłosił jednak marszałek województwa, samorząd zatem jest właścicielem teatru, ale chodziło o naciski polityczne. W tej sytuacji podłoże jest proste: pieniądze  daje ministerstwo. Konkurs wygrał Cezary Morawski, aktor serialowy, bez osiągnięć w sztuce wysokiej. Mieszkowski twierdzi, że do wymiany jego na Morawskiego doszło ze względów politycznych, a że mamy do czynienia z rządzącą partią zemsty, to na pewno tak jest.Dla mnie probierzem tej krzywej polityczności jest postawa Krystiana Lupy, który w Teatrze Polskim miał w próbach „Proces” Kafki i na znak protestu przerwał je.

Kultura po 1989 roku nie podlegała szczególnym naciskom politycznym, była i jest najlepszym polskim towarem eksportowym. Za literaturę, za teatr, sztuki plastyczne nie musieliśmy się wstydzić, jak oblewamy się rumieńcami za rządzących dzisiaj polityków.

Politycy PiS sztuki, literatury, teatru, nie zniszczą, ale mogą utrudnić życie artystów. Elit nie wymienią, choćby się troili i przepoczwarzali, elity same się konstytuują. Działania Glińskiego i jego sponsorów politycznych ośmieszają nas na zewnątrz. Tyle ich. Chcą uchodzić za klownów, ich sprawa. Ale nie wszyscy Polacy to pokraki.

CqiJ8FAWcAAuCzP

Minister antykultury Piotr Gliński zaatakował powstańców warszawskich, bo nie chcą odczytania apelu smoleńskiego podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego:

glińskiAtakuje

– Środowiska powstańcze od kilku lat są pod opieką ideologiczną w dużej mierze jednej opcji politycznej.

Szkoda strzępić języka na Glińskiego. Facet niewiele rozumie z kultury i tradycji polskiej.

Apel smoleński – smród z paranoi Kaczyńskiego i Macierewicza. Taka ich tyłkowa chwała dla fajtłapy Lecha Kaczyńskiego.

– Czuję obrzydzenie, gdy słyszę wypowiedzi polityków mówiących o tym, ze prezydent Lech Kaczyński poległ w Smoleńsku – powiedział weteran Powstania Warszawskiego Zbigniew Galperyn.

Słowa Kisiela są nieśmiertelne.

CngOTnYWEAA7IZv

Atak terrorystyczny w Nicei wstrząsnął światem.

groziNam

Akty terroru, jak ten w Nicei, wyrastają z nienawiści i mają ją rozbudzać, by zawładnęła narodami i państwami, niszcząc demokratyczną politykę. Poprzednie zamachy podzieliły Francuzów. Część uległa wrogości wobec wszelakich „obcych”, zwłaszcza muzułmanów, co skrzętnie wykorzystuje skrajny Front Narodowy dowodzony przez Marine Le Pen.

W obronie ojczyzny-demokracji wystąpili też niedawno w Dallas prezydent Obama i były prezydent Bush, by wspólnie uczcić pamięć policjantów zabitych przez terrorystę. Obaj politycy pozostają zawziętymi przeciwnikami, ale powstrzymali się od wzajemnej krytyki. Bronili podstaw demokratycznej wspólnoty istniejącej mimo politycznych rywalizacji, mimo niesprawiedliwości i patologii. Wspólnoty wyrzekającej się polityki opartej na wrogości do innych. Poza taką wspólnotą umieścił się Donald Trump, który prze do władzy, rozbudzając społeczne nienawiści.

Starcie między taką polityką a tą, która chce utrzymać demokratyczną wspólnotę, rozciąga się dziś od USA po całą Europę. Grozi nam, że nad ojczyzną-demokracją górę weźmie ojczyzna-opresja organizująca wrogość, czyniąca z ignorancji i uprzedzeń główną treść polityki.

My wszyscy, przeciwni rządom opartym na nienawiści i wykluczeniach, powinniśmy mieć przed oczyma wspólną demonstrację Obamy i Busha. Powziętą z lęku przed utratą ojczyzny-demokracji.

Jarosław Kaczyński mówi białym wierszem.

Cng00dwXYAEO-Vr

Mariusz Błaszczak kolejny dzień znajduje się pod butem publicystów. Zasługuje na to ten żałosny minister spraw wewnętrznych.

błaszczakSzczuje

Szef polskiego MSWiA Mariusz Błaszczak poniża, kłamie i lekceważy gesty solidarności.

Minister Błaszczak lekceważy ludzkie gesty europejskich społeczeństw, które zawsze w taki sam sposób wyrażały współczucie i solidarność. Gdy w Polsce wprowadzono stan wojenny, Francuzi pod pomnikiem Mickiewicza w Paryżu organizowali demonstracje, palili znicze i składali kwiaty.

Błaszczak kłamie i manipuluje, bo oczywiście wyśmiewane przez niego gesty to nie wszystko, na co stać Europę. Nie wiem, czy służby dowodzone przez niego tak sprawnie radziłyby sobie z terroryzmem jak służby Francji. Raczej wątpię.

Tragedię w Nicei Błaszczak wykorzystuje, by szczuć na obcych i poniżyć Europę, której ktoś taki jak on nie jest w stanie zrozumieć.

Taki minister to wstyd.

Cnhr5sSWcAEeJ01

Kpi z Błaszczaka na Koduj24.pl Waldemar Mystkowski, który nawet proponuje stworzyć „Księgę Mądrości Błaszczaka”.

księgaMądrościBłaszczaka

Namaszczony Błaszczak od razu znalazł przyczynę terroru w Nicei, a są to malowane kwiatki na chodnikach we wszystkich kolorach tęczy, co jest nawiązaniem do LGBT. A przy tym jako podkład empatyczny do kwiatków posłużyła szefowa dyplomacji europejskiej – pani Mogherini, która się rozbeczała. Tak w ogóle to, co się stało jest – konsekwencją polityki multikulti, trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Bo niedługo dojdzie do tego, że ta poprawność polityczna zgubi Europę.

Taki geniusz dotknął z samego rana ministra Błaszczaka. I na tym geniusz nie poprzestał, bo się rozwijał przez cały dzień. A były podstawy do rozwoju, mianowicie przed polską Niceą uratował nas rząd PiS – gdyby nie zmiana rządu, już mielibyśmy tysiące imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, bo tak zdecydowała koalicja PO-PSL. Ja – prostaczek sądziłem, że uchodźcy uciekają przed terrorystami, ale się myliłem, co zakomunikował mi geniusz Błaszczaka.

Nie mamy więc swojej Nicei, a polskim Lazurowym Wybrzeżem są piaski Bałtyku i odpowiednik stolicy francuskiej Riwiery, Sopot. A kto jest mieszkańcem polskiej Nicei, wszyscy w kraju wiemy.

Minister tak brnął w swój geniusz, że zakomunikował, iż trzeba wczuć się w terrorystę i wówczas będziemy wiedzieli, jak rozumieć jego czyny i jak z nim postępować. Oczywiście – patriotyczne – najlepsza jest do tego myśl św. Jana Pawła II i „fundament chrześcijaństwa”. Powrót do chrześcijaństwa.- To nagle byłby magnes, który mógłby przyciągać imigrantów i muzułmanów. Czyli nawrócić. Oczywiście miłością nawrócić.

W Unii Europejskiej trudzą i pocą, a my w kraju mamy Błaszczaka, którego puknął w czoło palec geniuszu. Więc deklaruję, mogę przy nim robić za starotestamentowego kronikarza, spisywać jego myśli. Mam już tytuł „Księga Mądrości Błaszczaka”.

CnhAsgIWEAAdHAY