Posts Tagged ‘Platforma Obywatelska’

Jedna wiadomość dziwniejsza od drugiej. To tylko w państwie PiS.

Kitem Roku została Beata Szydło, dla niepoznaki ta ngroda przyznawana na Forum Ekonomicznym w Krynicy nazywa się Człowiekiem Roku.

Szydło to kit.

Ryszard Petru ma rację. Ten kit jest rozwojowy. „Za rok Putin ma murowaną”.

No i druga wiadomość. Niekoniecznie kit, ale pisowski smród z pewnością.

Andrzej Duda jasno zakomunikował premier, że oczekiwałby dymisji Macierewicza – mówi nam współpracownik głowy państwa. Dodaje, że „nie może tego formalnie zażądać, ale wyraził się jasno”. Rozmowa odbyła się przed 15 sierpnia, przed ogłoszeniem decyzji prezydenta o odwołaniu nominacji generalskich. Jednak dopiero teraz te szczegóły wychodzą na jaw. – Macierewicz jest człowiekiem, z którym nie da się rozmawiać i to jest podstawowy problem – mówi nam polityki bliski prezydentowi. Dodaje, że inny problem, że „nic im w tym MON nie wychodzi”. – Sprawa zakupów dla wojska leży, reforma dowództwa jest nie do przyjęcia – wylicza”.

Przytomnie pyta Kleofas Wieniawa.

Jeżeli Macierewicz jest szpiegiem, to kim jest Kaczyński?

to : ➡️ Wsparcie dla młodych ➡️ Troska o seniorów ➡️ Pomoc samorządom ➡️ Uproszczenie VAT

>>>

Reklamy

750 tys. zł, co miesiąc na fanaberie, które nic nie wnoszą. W hospicjum dziecięcym w Gdańsku nie mają na podstawowe rzeczy…

Andrzej Karmiński na Koduj24.pl zastanawia się, kto rządzi Polską?

Kto rządzi Polską?

Nie chcę nikogo obrażać, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że rządzą nami prymitywni prowincjonalni gówniarze.

Z zaciekawieniem i rozbawieniem, a równocześnie z rosnącą irytacją obserwują Europejczycy pokraczne łamańce polskiego rządu, który próbuje udowodnić, że czarne jest biało-czerwone. Okazuje się, że demolowanie instytucji demokratycznych to w gruncie rzeczy przywracanie demokracji, trójpodział władzy polega na tym, że trzy władze nadzoruje jedna partia, a najlepszym sposobem uratowania puszczy przed zniszczeniem jest jej zniszczenie. Ludzi cywilizowanych zaskakuje bezczelna pewność siebie, z jaką rząd Beaty Szydło plecie banialuki o tym, że zawłaszczanie sądów służy ich naprawie. Poraża cynizm, z jakim władza indoktrynuje społeczeństwo propagandowymi kłamstwami, głosząc w ukradzionych narodowi mediach, że niniejszym udostępnia Polakom i światu krynicę prawd objawionych. Przytłacza chamska buta, z jaką PiS-owscy rządcy „przywracają narodową godność”, obrzucając adwersarzy chamskimi wyzwiskami. Powala knajackie cwaniactwo, gdy wyjaśniają, że obelgi i impertynencje to naturalne efekty akustyczne towarzyszące wstawaniu z kolan…

Zagraniczni korespondenci zwracają uwagę, że działania polskich władz noszą znamiona chorobliwej aberracji. Bo z jednej strony partia rządząca, dla zwiększenia poparcia, gotowa jest rujnować budżet, budzić upiory nacjonalizmu, szczuć jednych Polaków na drugich, kłamać, oszukiwać, dzielić naród i gwizdać na rację stanu. A z drugiej strony, PiS nieustannie naraża się swoim potencjalnym zwolennikom oraz wszystkim, którzy mogliby poprawić wizerunek tej partii. Bez żadnego sensownego powodu powiększa grono swoich przeciwników – ostatnio o harcerzy, których po raz pierwszy w historii udało się poróżnić z wojskiem! Partia rządząca idzie na czołowe zderzenie z unijnymi instytucjami i przywódcami, mimo że UE cieszy się w Polsce poparciem najwyższym wśród wszystkich krajów członkowskich. PiS, który tak bardzo potrzebuje środków na przekupywanie elektoratu, demoluje równocześnie dobre dotychczas relacje z największymi płatnikami do europejskiej kasy, która niedługo dzielona będzie przecież przez tych samych ludzi, których obrażają polskie władze. Równocześnie PiS-owscy reprezentanci polskiego parlamentu umizgują się do Białorusi, wiedząc, że dla Polaków Łukaszenka jest tyranem, jego rządy są zaprzeczeniem demokratycznych swobód, a rządzony przez niego kraj to państwo zniewolone.

W europejskich mediach (z wyjątkiem węgierskich, jakoś słabo w Polsce czytanych) trudno o poparcie dla polityki rządu Beaty Szydło. Nawet w życzliwej dotąd prasie amerykańskiej można dzisiaj przeczytać, że Polska zmierza wielkimi krokami do politycznego samobójstwa. PiS-owska władza pręży muskuły, ogłaszając nas państwem znaczącym i potężnym jak nigdy dotąd, ale równocześnie rząd staje na głowie, by zrazić do siebie sąsiadów i historycznych przyjaciół. Znikają fora, gdzie głos Polski coś znaczył i gdzie mogliśmy liczyć na wsparcie. Nie ma już Trójkąta Weimarskiego, rozłazi się w szwach Grupa Wyszehradzka, narody krajów Partnerstwa Wschodniego to dla PiS-u OBCY, a idea Międzymorza, odkurzona formacja przedwojennej ligi ABC, straciła szanse realizacji już w chwili, gdy polski rząd zgłosił aspiracje do przewodzenia tej federacji…

Światowe agencje, informując o tym, co wyprawia PiS, snują rozmaite domysły w poszukiwaniu przyczyn aberracji polskich władz. Również w kraju roi się od wzajemnie sprzecznych wyjaśnień motywów samobójczej polityki. Całkiem sporo komentatorów twierdzi, że Kaczyński robi to, w co wierzy – on sam albo jego wierni – przekonani o słuszności misji ratowania zrujnowanej Polski i ucywilizowania zdegenerowanej Europy, bez względu na konsekwencje. Wielu jednak głosi, że zarówno Kaczyński, jak i jego świta, zdają sobie sprawę z fatalnych skutków prowadzonej polityki zagranicznej. Gotowi są jednak poświęcić opinie zagranicy dla utrzymania zwartości krajowego elektoratu, któremu podoba się tromtadracka polityka godnościowa. Spotkać też można opinię, że Kaczyński stracił panowanie nad swoim elektoratem, że realną władzę w Polsce przejęli awansowani na wysokie stołki rozmaici pomocnicy aptekarzy, kierowcy partyjnych bonzów oraz fryzjerki ich żon – ludzie słabo wykształceni, którzy dla utrzymania zdobytych pozycji ścigają się teraz w okazywaniu niezłomności, pryncypialności i oddania rewolucyjnym ideom „dobrej zmiany”. Słychać też, że Kaczyński i jego partia tak intensywnie dbali, by po prawej stronie nie wyrosła im żadna konkurencja, że wchłonęli w końcu cały nacjonalistyczny „katonarodowy” margines i stali się zakładnikami swojej politycznej ekstremy.

Nie potrafię ocenić trafności którejś z wymienionych i niewymienionych opinii. Wszystkie wydają mi się ciut przekombinowane. A poza tym – patrząc na panów Kaczyńskiego, Brudzińskiego, Błaszczaka i kilku im podobnych – nijak nie potrafię dostrzec w nich mężów stanu ani polityków. Widzę natomiast watażków i politycznych chuliganów. Przypominają mi wiejskich łobuzów, którzy demolują wiaty przystankowe, wyrywają lusterka z samochodów i ścigają się w zawodach, kto dalej rzuci koszem na śmieci. Odporni na zdrowy rozsądek i pewni swej bezkarności, bo przecież każdy, kto wyda swojaka, zasłuży na miano kapusia. Kochają rządzić i nie mają litości dla tych, którzy podważają ich pozycję. Zakochani w sobie, przekonani o słuszności własnych opinii, ślepi na racje innych. Bezwzględni dla obcych, którzy ośmielą się pojawić na ich terenie. Brutalni w słowach i czynach – prostacy z kategorii tych, o których moja babcia mawiała: – „Cham chamem, na wieki wieków, amen”.

Naprawdę nie chcę nikogo obrażać, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że rządzą nami prymitywni prowincjonalni gówniarze.

Przedstawiamy cztery propozycje, które ułatwią życie przedsiębiorcom i zaktywizują młodych i emerytów. 

Waldemar Mystkowski pisze o wojence dudo-macierowiczowskiej.

Duda z Macierewiczem walczą pod dywanem

Zablokowanie harcmistrza na Westerplatte przez ludzi podległych Macierewiczowi, aby nie przeczytał Apelu Poległych, bo nie było w nim wzmianki o Smoleńsku, daje Andrzejowi Dudzie kolejną możliwość, aby uniezależnić się od ministra obrony. Ten spór z rządem PiS jest równie ważny, jak praca nad ustawami sądowniczymi, które są pisane w Kancelarii Prezydenta pod przewodem byłego wiceministra sprawiedliwości rządu PO-PSL Michała Królikowskiego.

Może przydajemy tym sprawom nazbyt wielkie znaczenie, mogą być tylko pisowską wojenką pod dywanem o dostęp do ucha prezesa. Rzecznik Dudy Krzysztof Łapiński powiadomił, iż do Macierewicza został wysłany list, aby wyjaśnił kwestię incydentu na Westerplatte. Jednocześnie Łapiński zapowiedział, że prezydent będzie o tym rozmawiał z harcerzami w nieokreślonej przyszłości. Niemniej stanowisko Dudy wydaje się być jasne, bo chciałby, aby tradycja czytanie Apelu Poległych przez harcerzy była zachowana. Tym samym Duda śpiewa, że kit apelu smoleńskiego mu się nie podoba. Ale mógł przeciwdziałać temu zjawisku w Wieluniu, gdzie równolegle do Westerplatte doszło do uroczystości związanych z wybuchem II wojny światowej.

Cieniutkie to sprawy, ale takiego mamy prezydenta – cienkiego. Zarówno on, jak pisowscy ministrowie uprawiają specyficzną retorykę w stosunku do siebie. Do opozycji walą jak do największych wrogów z grubej armaty (Kaczyński: kanalie, mordy zdradzieckie; Szydło o Platformie: reprezentant interesów niemieckich), ale siebie głaszczą z włosem, albo pod włos, czyli uprawiają mowę-trawę, która nazywa się też kazuistyką.

Gdy Łapiński informował o „krokach” w stosunku do Macierewicza, ten pojechał sobie w teren – lubi jeździć limuzynami i latać wojskowymi CASA-mi – i był w Borowej (Łódzkie), gdzie pochylił się swoim emfatycznym słowem nad obrońcami z 1939 roku (apel smoleński musiał być pewnikiem przeczytany), ale pożalił się. – „Napotykamy jednak na działania, które próbują uniemożliwić odbudowę silnej armii”.

Kto zatem próbuje uniemożliwić? Na razie to Macierewicz zerwał kontrakt na Caracale, Autosan nie wyprodukuje pojazdów dla wojska, bo nie potrafi, ponoć oferował amfibie, ale te dzisiaj są zbędne. Szykuje się zakup Stoczni Marynarki Wojennej z 40-krotnym przebiciem jej wartości. Jedyny zakup, jakiego dokonało MON to samoloty dla VIP-ów.

I wcale nie opisuję kraju operetkowego księcia Himalaj z „Operetki” Gombrowicza, ale tu i teraz Wojsko Polskie. Wychodzi na to, że odbudowę silnej armii uniemożliwia sam Duda, który nie podpisał nominacji generalskich, a których listę przedstawił Macierewicz. Mógłbym wyjąć cytaty z przemówienia Macierewicza w Borowej, ale nie mam w pogardzie języka polskiego i rozumu, jak minister obrony.

Niestety, dzisiaj polska polityka jest skazana na mniemanologię Macierewicza o swojej wielkości i Dudy o niezależności od Kaczyńskiego. Przesilenie jednak nadchodzi, bo nie da się utrzymać prowizorki PiS. Polska na zewnątrz jest osamotniona, a wewnątrz osłabiana przez Macierewicza i innych ministrów rządu PiS. Nasze państwo coraz bardziej staje się teoretyczne.

Platforma dla gospodarki. Seniorzy: ✔️emerytura bez PIT; ✔️składki opłacane przez państwo. RT🔄 Więcej:

✔️ Aktywizacja seniorów ✔️ Emerytura bez PIT ✔️ Wsparcie dla młodych ✔️ 5% VAT na żywność RT🔁 Więcej:

Platforma dla gospodarki. ✔️ 5% VAT na żywność ✔️ Uproszczenie podatków, jaśniejsze przepisy RT🔄 Więcej:

>>>

Arcyciekawa diagnoza prof. Bohdana Góralczyka. Sami wypychamy się z Europy. Zastosowanie art. 7 bardzo blisko.

wiadomo.co >>>

„Powiatowa Szydło całkiem niedawno nie miała pojęcia, kiedy Polska weszła do UE.”

Nie akceptujemy dyktatu demokracji, rozumu. Kołtun Szydło.

Jerzy Sosnowski na Koduj24.pl pisze o pojęciu suwerena i jego uwagach.

Uwagi suwerena

Suweren w państwie demokratycznym to nie elektorat zwycięzcy w wyborach.

Powoli kończy się lato, które spędziłem z dala od telewizora, jak również z dala od Warszawy, a chwilami także z dala od Polski. O wydarzeniach społeczno-politycznych w kraju dowiadywałem się z opóźnieniem, niejako w streszczeniu. Taki sposób obserwacji życia publicznego ma swoje niemałe zalety. Sprawia mianowicie, że wypadki drobniejsze po prostu nie zaprzątają naszej uwagi, a te nieco grubsze – dostajemy w pakiecie, po dwa, po trzy. Dzięki temu angażujemy w nie mniej emocji, niż by to się działo, gdybyśmy dowiadywali się o nich pojedynczo. Poza tym bywa, że w takim pakiecie wydarzenia oświetlają się od razu nawzajem, nawzajem się interpretują.

Wracając do zwykłej aktywności publicystycznej, a jeśli trzeba będzie, to i obywatelskiej, zastanawiam się, co z minionych tygodni zapadło mi w pamięć. I wychodzi mi lista kwestii, które chciałbym podać pod rozwagę zarówno Państwu, jak… naszemu państwu. Czyli: tak moim PT Czytelnikom, jak władzom, choć te ostatnie myślą zapewne raczej, jak naszą stronę – podobnie do innych niezależnych mediów – zamknąć, niż jak znaleźć czas, by nas poczytać.

Suweren

Jeśli to słowo, które zrobiło przez ostatnie dwa lata karierę dzięki politykom PiS, potraktować serio i zgodnie ze słownikiem, to we współczesnej Polsce należę do „suwerena”, choć nie głosowałem na rządzącą obecnie partię. „Suweren” to bowiem podmiot rządów, a więc w państwie demokratycznym nie elektorat zwycięzcy w wyborach, lecz naród polityczny, w imieniu którego sprawuje władzę rząd. Innymi słowy: wśród obywateli naszego kraju nie sposób wskazać kogoś, kto by się nie składał na zbiorowe istnienie „suwerena”, z wyjątkiem oczywiście nielicznych skazanych na czasową utratę praw publicznych oraz chwilowych gości. Suweren nie może rządzić u siebie przeciw współobywatelom, gdyż rządziłby przeciwko sobie; jako się rzekło, w państwie poza „suwerenem” nikogo innego nie ma. Właśnie w związku z tym: tak długo, jak długo wspomnianych praw publicznych mi się nie odbiera, uprzejmie proszę o uwzględnienie, że „suweren” myśli TAKŻE to, co poniżej wyłożę.

Gwałt i kara śmierci

Gwałt, a może jeszcze bardziej gwałt zbiorowy, jest jedną z najokropniejszych zbrodni, myślę, że zaraz po morderstwie. W wielu krajach, nawet jeśli formalnie system prawny każe go tak właśnie traktować, istnieje skłonność do odejmowania gwałtowi tej mrocznej powagi. Ta tendencja, jak wolno chyba ufać, stopniowo się kończy: sprawcy gwałtów, tak jak mordercy, winni być przekonani o nieuchronności kary i o tym, że będzie ona bardzo surowa. Ale do tych zdań, mam nadzieję, że oczywistych, należy dołożyć dwa punkty dodatkowe. Po pierwsze: kolor skóry gwałciciela nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli ktoś w związku z tragicznym wydarzeniem w Rimini nakręca w Polsce histerię w stosunku do mieszkańców Afryki, udając, że podobnych bestialstw nie dopuszczają się również Europejczycy, w tej liczbie Polacy, to – choćby przysięgał na wszystko, że nie jest rasistą, owszem: JEST RASISTĄ. I powinien być jako taki wyłączony z życia publicznego nie przez nas, swoich politycznych przeciwników, ale przez tych, którzy go wybrali. Bo jak traktować Was z szacunkiem, jeśli tolerujecie w swoich szeregach kogoś takiego? Nawet, jeśli poniewczasie częściowo wycofał się ze swoich słów.

I po drugie: kara śmierci w Polsce, podobnie jak we wszystkich krajach Unii Europejskiej, została zniesiona w 1998 roku, a ostatecznie, tzn. również dla okresu ewentualnej wojny, w roku 2013. Mimo zrozumiałego, bo właściwego (niestety) dla homo sapiens odruchu zemsty, mimo naszej gatunkowej krwiożerczości, mimo dającej się wyjaśnić przez socjologię potrzeby unicestwienia odmieńca przez społeczność, która sobie ze sobą nie radzi – likwidacja kary śmierci była decyzją moralną. Kto na nią narzeka, może sobie nie zadawać trudu w wymyślaniu uzasadnień, gdyż po prostu daje upust temu, co w nim niższe, zwierzęce. Sprawiedliwość nie jest zemstą, a zemsta nie jest żadnym rozwiązaniem (o czym zresztą expressis verbis uczył Polaków… Mickiewicz). Wykorzystywanie tragedii turystów dla przywrócenia w Polsce kary śmierci jest kolejnym aktem czynienia z nas, Polaków, ludzi gorszych, niż możemy być.

Veto (dla zachwytów)

Oczywiście, ucieszyłem się z prezydenckiego veta wobec dwóch z licznych ustaw, które pan prezydent powinien był zawetować (a tego nie zrobił). Ale lokowanie na tej podstawie nadziei na poprawę sytuacji w Polsce właśnie w obecnym mieszkańcu Pałacu Prezydenckiego przypomina mi ironiczną tezę, pochodzącą chyba jeszcze ze starożytności, że najłatwiej zostać generałem w obozie wroga. Andrzej Duda wreszcie przyhamował z używaniem swojego długopisu i nagle mamy obrońcę ładu konstytucyjnego? Czy przypadkiem po naszej stronie konfliktu nie zaczynamy przesadzać z wielkodusznością?

Ale oczywiście sporom w obozie władzy przyglądam się, jak wszyscy, z nadzieją. I odwrotnie: w kręgu ludzi, którzy widzą jasno zagrożenia, ściągnięte na Polskę przez PiS, należałoby kłócić się jak najmniej. Krytykować, kiedy nie ma już innego wyjścia, nie wcześniej. Nie myślę o jakimś zakazie dyskusji, co byłoby okropne, ale o niezwalczaniu działań, które zostały podjęte w dobrej wierze – nawet, jeśli nie są pozbawione wad. W manifeście Kultura Niepodległa, który podpisałem wraz z innymi tysiącami sygnatariuszy, są na pewno, obok doskonałych sformułowań, zdania mniej trafne. A jednak sytuacja, w której tę inicjatywę krytykuje nie tylko Paweł Lisicki i jego towarzysze, ale również to ten, to tamten publicysta z naszego kręgu ideowego, wydaje mi się… niezręcznością. Sięgam po słowo oględne właśnie dlatego, żeby się nie kłócić.

Niemcy

Nie, no dajcie spokój. Wpływowy polityk wyskakuje nagle w 2017 roku z kwestią reparacji. Do tej pory sądziłem, że spał tylko 13 grudnia rano. Teraz okazuje się, że spał przez ostatnie pół wieku. Bo od podpisania układu Gomułka-Brandt (1970) cokolwiek się chyba wydarzyło?…

Po tym żałosnym wystąpieniu ministerstwo spraw zagranicznych starało się całą aferę wyciszyć. Szkoda byłoby o tym mówić, gdyby nie:

Powaga Polski

Przejażdżka po Europie, nawet tak skromna, jak ta, która mnie się w tym roku przydarzyła, każe z całą mocą napisać: polityka zagraniczna PiS jest przeciwskuteczna, a odmalowany przez pisowskie media obraz świata jest światem na opak. Rodacy, jak Was u licha przekonać, że czarne jest czarne? Obudźcie się, jesteście ofiarami gigantycznego, ciągnącego się już od kilkunastu miesięcy „fake-newsa”. Polska nie wstaje z kolan, tylko się izoluje, co w naszej części świata oznacza pakowanie się w łapy Rosji. Już nie pamiętacie, jak to było? Niemcy nie są narodem przebranych elegancko esesmanów, bo swoją przeszłość z mozołem przepracowali (są wyjątki, ale obłąkańców można znaleźć wszędzie). Niemcy nie są przy tym równocześnie – zresztą, jak by to było możliwe? – bezwolną ofiarą inwazji islamistów. Również Francja – nie stała się z tygodnia na tydzień wrogiem Polski, tylko nie może dogadać się z naszym rządem, ewidentnie na jego życzenie. Instytucje, które nam pomagały przez ostatnie trzy dekady (albo i dłużej), ludzie, którzy w Europie Zachodniej nam sprzyjali, patrzą na Polskę oczami okrągłymi ze zdziwienia. Jak to możliwe, że kraj najskuteczniej wychodzący z postkomunizmu teraz nagle zamienia się w coś operetkowego? Jak europejskie państwo może aż tak sobie szkodzić? – to są pytania, które Polak na Zachodzie słyszy co chwila.

Wiem oczywiście, że dla większości czytelników koduj24.pl powyższy akapit to zbiór oczywistości. Zastanówmy się może, jak skutecznie przebić się z tymi oczywistościami do ludzi, którzy nie zdają sobie z nich sprawy. Tak, zapewne nie jeżdżą za granicę i nie znają języków obcych. Ostrożnie: ani jedno, ani drugie, to nie ich wina. Owszem, poseł Kaczyński mógłby nie być dziwakiem i po świecie trochę się rozejrzeć. Ale wielu jego entuzjastów na to nie stać.

Odpowiedzialność posła

A propos: z oddalenia jeszcze lepiej widać, że jeśli kiedykolwiek ktokolwiek będzie chciał rozliczać obecne władze z działań sprzecznych z Konstytucją, jeśli kiedykolwiek ktokolwiek postawi pytanie o odpowiedzialność obecnej ekipy za obniżenie pozycji międzynarodowej Polski, jeśli ktokolwiek zacznie szukać winnych dopuszczenia do debaty postaw jawnie łamiących nasze prawo – okaże się, że jest jedna osoba z całą pewnością zupełnie niewinna. Ta osoba nazywa się Jarosław Kaczyński i nie sprawuje żadnej funkcji państwowej. Pomysłowe, choć wobec współpracowników (czy raczej podwładnych) okrutne.

Na koniec zwierzę się z pewnego lęku, który bije z zupełnie innego źródła. Otóż odnoszę wrażenie, że tego lata, gdy się wiodło „długie nocne Polaków rozmowy”, niepokojąco często pojawiało się pytanie – tak to delikatnie nazwę – o długowieczność polityków. Ja jeszcze z przygotowania do Pierwszej Komunii pamiętam, że z życzenia komuś drugiemu śmierci należy się spowiadać. Tymczasem nie da się ukryć, że pewien procent z nas zaczyna doświadczać tego rodzaju pokusy. A jakby tak…? Przecież bez niego…

Nie przeprowadziłem statystycznie ważnego sondażu, ani zresztą żadnego. Nie wierzę zresztą, by taki sondaż był do przeprowadzania: zbyt wielu ludzi zdaje sobie sprawę, że ich marzenie jest cokolwiek niestosowne. Ale w rozmowach… Przeraziło mnie, że nieomal wszystkie kończyły się tak samo. Że świat potoczyłby się lepiej, gdyby ten pan, no wiesz, sam rozumiesz, Jerzy, 67 lat to już jest poważny wiek, prawda? I choroby się zdarzają…

To moment na coś więcej, niż zacytowanie kwestii Zbigniewa Zapasiewicza z „Barw ochronnych”: „Jesteśmy przecież humanistami, nie tylko z zawodu”. To moment na powiedzenie ostro: życzenie komuś śmierci, choćby półgłosem, to igranie ze złem, które i tak w nas wszystkich tkwi. Nie dać mu wyjść na zewnątrz, to zadanie może ważniejsze, niż jakiekolwiek inne.

POLSKA PO „DOBREJ ZMIANIE”…

NO I STAŁO SIĘ. PO CHAMSKIM WYBRYKU ANTONIEGO NA WESTERPLATTE, KUKIZ SIĘ OBUDZIŁ.

Waldemar Mystkowski pisze o reparacjach wojennych, nowej błyskotce medialnej PiS, którą świeci w oczy i otumania.

Brudziński rodem z podświadomości PiS

Joachim Brudziński w „Śniadaniu w Trójce” był łaskaw powiedzieć, iż „Biuro Analiz Sejmowych przygotowuje informację, dotyczącą możliwości domagania się przez Polskę od Niemiec odszkodowań za straty wojenne”.  Reparacje za II wojnę światową będą jednym z dwóch, trzech najważniejszych elementów strategii pisowskiego wyjścia Polski z Unii Europejskiej.

Akcenty będą różnie rozkładane w zależności od sytuacji, zaś antygermańskość będzie o tyle ważna, iż izolacja Polski i pogarszająca się sytuacja gospodarki – a ten trend uruchomi się, bo Niemcy to nasz główny rynek eksportowy – muszą mieć przyczynę zła.

Za wybuch II wojny światowej odpowiadają Niemcy, a nie hitlerowskie Niemcy. Taki paradygmat wroga jest obowiązkowy w TVP. Praca nad tym ksenofobicznym genem już się rozpoczęła.

Do niedawna Jarosław Kaczyński miał wymarzonego wroga wśród niemieckich polityków, a była nim Erika Steinbach. Nazywałem ją trzecim bliźniakiem, dużo wartościowszym dla politycznych emocji prezesa PiS niż wszelacy Dornowie. Prezes nie musiał się wysilać, aby w swoim elektoracie wzbudzić negatywne emocje do Niemców.

Dzisiaj taka Steinbach przydałaby się, niestety, przeszła na emeryturę. Nic straconego, bo domaganie się reparacji wysypie Steinbachami jak grzybami po deszczu. Niemcy przejdą z pozycji adwokata emancypacji Polski na domagającego się przestrzegania prawa międzynarodowego. Wszak mogą powiedzieć: OK z reparacjami, dostaniecie je pod warunkiem, że oddacie nam zagrabione Ziemie Odzyskane. Czyli PiS idzie na handel – reparacje w zamian za jedną trzecią Polski i to tę najbogatszą, tzw. ścianę zachodnią z Wrocławiem, Szczecinem i Gdańskiem.

Reparacje to jest podświadomość PiS? Takie psychologiczne dążenie do samobójstwa, które dotyczy nie tylko persony (człowieka), ale także określonych grup z określonymi wartościami, nazywanych niekiedy sektami. Mianowicie staniemy się bogatsi o bilionową górę szmalu, a zostaniemy Polską okrojoną do Kraju Priwislańskiego. Bo nie wierzę, aby w ramach tak pojętych reparacji Ukraina zwróciła nam Lwów, Białoruś Grodno, a Litwa Wilno. Chyba, że Macierewicz ze swoimi Wojskami Obrony Terytorialnej niczym Żeligowski będzie odzyskiwał ziemie I i II Rzeczpospolitej.

Mniej więcej taki sens mają dzisiaj reparacje za II wojnę światową. PiS proponuje chaos i wodę z mózgu tym, którzy dadzą się nabrać na tę propagandę. Ale mimo to grozi nam wyjście z Unii Europejskiej i to jest ta konsekwencja podświadomości PiS.

A WIĘC JUŻ WIADOMO ILE PROCENT STANOWI TZW. BETON

Zibi znany jest z tego, że na TT potrafi wbić „szpilę”. Tym razem zgasił Rysia Cz. SZACUNEK DLA BOŃKA!

>>>

Pomoc byłym członkom SKOK obiecała m.in. Kancelaria Prezydenta, ale po wyborach parlamentarnych zmieniła front. 

Nagłe zmiany prokuratorów, fałszywe komisje, wizyty na ul. Nowogrodzkiej i u ojca Rydzyka – tak wygląda codzienność tych, którzy walczą o odzyskanie pieniędzy i wykrycie sprawców największego przekrętu w historii III RP. Zdaniem byłych członków SKOK Wołomin, obecna władza tkwi w tej aferze po uszy.
  • Byli członkowie SKOK ujawniają kulisy kontaktów z czołowymi politykami PiS
  • W 2015 r. zwrócili się do Jarosława Kaczyńskiego. Ten polecił kontakt z CBA, które odmówiło zajęcia się sprawą
  • Pomoc obiecała Kancelaria Prezydenta, ale tuż po wyborach parlamentarnych zmieniła front. Doradca Dudy: nie mam nic do powiedzenia
  • Ojciec Rydzyk umówił poszkodowanych z Patrykiem Jakim, ale do spotkania nigdy nie doszło
  • Byli członkowie SKOK mówią wprost: działania Ziobry i Ministerstwa Sprawiedliwości sprzyjają organizatorom tej kradzieży

Tak PiS sięga do kieszeni Polaków ❗️#paliwoPlus

Nie tylko cena paliw rośnie: energia, gaz, od 1.07 woda, wcześniej podatek bankowy, wkrótce handlowy. Wszyscy składamy się na .

Prof. Wojciech Sadurski pisze o Trumpie.

Plebs, dowieziony autokarami na Plac Krasińskich i wrzeszczący “Do-nald-Trump!” a chwilę przedtem, w kierunku Lecha Wałęsy „Bo-lek!” i „Precz-zko-mu-ną!”, to był ten sam plebs, choć może pokoleniowo późniejszy, co ten, który wrzeszczał na polskich placach „Po-mo-że-my!” a nieco wcześniej „Sy-jo-niś-ci do Sy-ja-mu!”.

Trump, polityczny trup we własnym kraju, prezydent „cieszący się” najniższą popularnością społeczną od czasu, gdy zaczęto w USA robić na ten temat sondaże, przeczytał z telepromptera ładny esej o historii, napisany przez jakiegoś researchera z Departamentu Stanu, ale jego prawdziwe myśli zaprezentowane zostały, gdy nie miał telepromptera i mówił z głowy. W czasie konferencji prasowej, kompletnie zignorował gospodarza, czyli Andrzeja Dudę i wdał się, w swoim stylu, w małostkowe, przepełnione kompleksami i złością, porachunki z amerykańskimi mediami, a także – co było złamaniem wszelkich kanonów takich wystąpień prezydenckich za granicą, ze swoim poprzednikiem.

Wybrany przez Rosjan, a w każdym razie przy ich walnym wsparciu, Donald Trump starał się rozmyć prawdę, potwierdzoną przez FBI, o zewnętrznym wpływie na wynik wyborów, twierdząc, że poza Rosjanami mogli to robić także jacyś inni ludzie, z bliżej niezidentyfikowanych krajów. Blagierstwo Trumpa na chwilę podjął też Andrzej Duda, skarżąc się, że jakieś media nie relacjonowały jego wizyty w… Chorwacji. W ten sposób stworzył z Trumpem wspólnotę pokrzywdzonych.

Ot, takie było to spotkanie dwóch Prezydentów. Ciekaw tylko jestem, dlaczego ten tłum, wrzeszczący na Placu Krasińskich, nie krzyknął chociaż raz: „Pomóż zdobyć wrak!”. Przecież to był główny powód radości z wyboru Trumpa okazywanej przez PiS i media Karnowskich czy Rydzyka: Trump miał przymusić Putina, by ten zwrócił główny dowód na zamach. Czy Andrzej Duda zdobył się na odwagę, by o tym wspomnieć? Myślę, że znam odpowiedź.

PiS z uporem maniaka manipuluje ws ! trwa! Amber Gold zaczyna być kotwicą dla kłamstw PiSu!

PO zapowiada powołanie parlamentarnego zespołu ds. SKOK-ów

Posłowie PO Izabela Leszczyna i Krzysztof Brejza zapowiedzieli, że jeśli nie powstanie komisja śledcza ds. SKOK-ów, wówczas Platforma jesienią powoła parlamentarny zespół w celu wyjaśnienia – jak podkreślili – m.in. powiązań polityków PiS ze SKOK-ami.

Leszczyna podkreśliła, że marszałek Sejmu Marek Kuchciński wciąż nie poddał pod głosowanie uchwały PO ws. powołania komisji śledczej ds. SKOK-ów. – Co PiS ukrywa w SKOK-ach? To pytanie będziemy zadawać tak długo, aż PiS wreszcie powoła komisję śledczą ws. SKOK Wołomin – zapowiedziała. – Jeśli PiS nie zrobi tego, jesienią powołamy parlamentarny zespół, w którym będziemy wyjaśniać krok po kroku, kto stoi za oszustwami w SKOK-ach, kto odpowiada za tę aferę, kto na niej dorobił się majątku i dlaczego tak wielu oszukanych ze SKOK Wołomin nie może dzisiaj znaleźć pomocy w PiS-ie – dodała Leszczyna.

Posłanka PO zaznaczyła, że w tym tygodniu SKOK-i obchodziły 25-lecie działalności i z tej okazji, dodała, prezydent Andrzej Duda i prezes NBP Adam Glapiński wystosowali listy do Kasy Krajowej. W listach, według Leszczyny, piszą o „szczególnej misji SKOK-ów”. – Chcielibyśmy się dowiedzieć, co to za misja? Bo z pewnością nie jest to tania pożyczka dla biednych, bo kredyty w SKOK-ach oprocentowane są o wiele wyżej niż w bankach – zaznaczyła posłanka. – Jeśli prezes NBP pisze do Kasy Krajowej, notabene do prezesa, który nie ma pozytywnej opinii KNF-u, żeby tę funkcję piastować, że będzie wspierał SKOK-i, to zaczynamy się bardzo niepokoić, czy Bank Centralny w Polsce jest rzeczywiście bankiem niezależnym, niepodlegającym wpływom politycznym – dodała Leszczyna.

Brejza podkreślił, że PO niepokoi „umacnianie się pozycji w państwie i instytucjach”. – Zwłaszcza odpowiedzialnych i związanych z władzą sądowniczą – mówił. Jak dodał PO niepokoi również wzrost wpływów SKOK-ów w Trybunale Konstytucyjnym. Według polityka PO część sędziów Trybunału, w tym Henryk Cioch i Lech Morawski „to osoby powiązane z systemem SKOK”.

– To jest bardzo niebezpieczne, biorąc pod uwagę chociażby fakt, że krótko po wygranych wyborach przez PiS prokuratura umorzyła sprawę SKOK-ów – mówił Brejza. Jak dodał w sprawie SKOK-ów badane były różne wątki, m.in. założenie przez obecnego senatora PiS Grzegorza Biereckiego spółki holdingowej w Luksemburgu. – Środki z systemu SKOK zaczęły płynąć szerokim strumieniem do spółki w Luksemburgu – wskazał.

– SKOK-i każdego dnia padają, system ten jest niewydolny, a senator Bierecki z klubu PiS zarobił w ostatnich latach 50 mln zł, jest krezusem. To są wpływy niemalże magnackie – ocenił Brejza.

Poseł PO zapowiedział, że parlamentarny zespół ds. SKOK-ów będzie „wnikliwie zbierał materiały”. – Podejmujemy to wyzwanie panie prezesie Kaczyński, panie senatorze Bierecki – podkreślił Brejza. – Mówi się, że istnieje nienazwany, nieformalny klub posłów SKOK-ów. To są posłowie PiS finansowo związani ze SKOK-ami, posłowie, którzy reprezentują też interesy SKOK-ów. My to wszystko wyjaśnimy – dodał.

Według Brejzy z pożyczek branych w SKOK-ach sfinansowana została m.in. działalność Amber Gold. – Tych związków pomiędzy Amber Gold a SKOK-ami jest znacznie więcej, podejmujemy to wyzwanie. Wyzwanie ujawniania prawdy na temat SKOK-ow. Prawda wyjdzie na jaw – powiedział.

TAKIEJ AFERY NIE WOLNO ZAMIATAĆ POD DYWAN. TO BĘDZIE POCZĄTEK KOŃCA PiS

A Nowoczesna już powołała zespół parlamentarny ds. SKOK-ów.

– Powołujemy zespół ds. wyjaśnienia sprawy SKOK-ów. Podpisało się już 22 posłów, ale lista jest otwarta. Liczymy na to, że do zespołu dołącza też posłowie i senatorowie PiS. Im szczególnie, jeśli chcą mieć czysta kartę, powinno zależeć na tym, by tę sprawę wyjaśnić – poinformował Paweł Pudłowski na briefingu w Sejmie.

Waldemar Mystkowski pisze o Lechu Wałęsie, który z nim będzie uczestniczył w kontrmiesięcznicy 10 lipca.

Blady strach PiS z powodu Wałęsy

Na obóz rządowy padł blady strach z powodu udziału w kontrmiesięcznicy Lecha Wałęsy. Nie mają dobrego sposobu, jak zapobiec temu, aby nie wziął w niej udziału laureat pokojowej Nagrody Nobla i ikona walki o niepodległość. Już nie wystarczą seanse nienawiści, jak na placu Krasińskich podczas przemówienia Donalda Trumpa, gdy zwieziona gawiedź pisowska reagowała „Bolkiem” na pojawienie się Wałęsy i wymienienie jego nazwiska przez Trumpa.

Orwella stosuje się w TVP i planowany jest na czasy, gdy naród zostanie chwycony za twarz. Ten sposób nie zadziała teraz, bo Wałęsa nie jest strachliwy, jak prezes Kaczyński.

Rozważany jest wariant z niedopuszczeniem Wałęsy do Krakowskiego Przedmieścia. Ochrona BOR – na rozkaz pisowskiego ministra Błaszczaka bądź jego zastępcy Zielińskiego – może dostać sygnał, że Wałęsa jest zagrożony i mogą wynieść go w trakcie zbliżenia się do miejsca protestu lub już z Krakowskiego Przedmieścia. Odbyłoby się to wbrew woli Wałęsy i miałoby cechy aresztu domowego – już przerabiano ten schemat na poprzedniej miesięcznicy – a nawet można byłoby określić takie działanie chwilowym internowaniem.

Inny wariant to wyniesienie Wałęsy „siłami społecznymi”, tj. deklarującymi się Karolem Guzikiewiczem ze związkowcami. Podobno akces zgłosili też kibole Arki Gdynia, którzy nie powrócą po meczu o Superpuchar z Warszawy, by zostać do pomocy Guzikiewiczowi. Chęć także zgłosili narodowcy byłego księdza Międlara z Wrocławia. Wówczas policja musiałaby się wycofać i pozwolić „działać” tym ormowcom związkowo-kibolsko-endeckim. Przerabiano to w Radomiu wobec KOD-u. Ale kontrmiesięcznica to jednak zupełnie inna półka.

W tym wariancie opanowanie chaosu może grozić skutkami najgorszymi. Rozpatrywany jest wariant klasyczny, typowo pisowski, bo stosowany przez wszelkie reżimy: prowokatorzy wmieszani w tłumy protestujących. Prowokatorzy zawodowi i prowokatorzy, których PiS powtykał wcześniej w niezależne stowarzyszenia, jak komuniści w „Solidarność” w latach 80-tych. Prowokacje mogą być różne, a podstawowa to przemoc, wówczas policja rozpędza protestujących, nie bacząc na Wałęsę i Frasyniuka.

PiS ucieknie się do zastosowania któregoś ze scenariuszy, a może do jakiejś hybrydy, acz nie przeceniałbym subtelności Błaszczaka i Zielińskiego, to chodzące deficyty, więc raczej walną rozwiązaniem z grubej rury. Kontrmiesięcznice rosną w siłę, bo to nie tylko członkowie Obywateli RP.

Nie znam zbyt dobrze tej nowej ustawy o zgromadzeniach cyklicznych. Obywatele RP cyklicznie wszak gromadzą się w kontrmiesięcznicach. Prawnicy niech wezmą pod rozwagę: kto ma prawo do cykliczności? Ci, którzy gromadzą większe tłumy, a tak jest z Obywatelami RP i innymi, czy siedmioletni żałobnicy smoleńscy, którzy z różańcami w ręku pomylili kościoły z Krakowskim Przedmieściem?

>>>

BEZ KRAWATA, SMUTNEGO GARNITURU I DRABINKI. W ZWYKŁYM T-SHIRCIE, JAK ZWYKLI POLACY. SCHETYNA POKAZAŁ SIŁĘ, JAKIEJ NIE MA ŻADEN INNY POLITYK.

Jeden z najwspanialszych Polaków.

Ulicami Warszawy przeszedł wielki Marsz Wolności.

Marsz Wolności zakończył się na Placu Konstytucji. – „Tu jest Polska! Tu jest Polska europejska!”„Nie ma zgody na Polexit. Jest zgoda na PiS-exit!” – skandowali demonstrujący. Nad tłumem powiewało tysiące flag Unii Europejskiej i Polski.

Lider PO Grzegorz Schetyna podkreślał, że obecna Konstytucja kojarzy się z wolnością, suwerennością i podmiotowością, tak jak Konstytucja 3 Maja. – „Jeżeli nie będzie zgody powszechnej, zgody narodu, nie pozwolimy zmienić obecnej Konstytucji. Nikomu!” – zadeklarował Schetyna.

Przekonywał, że jedyną drogą dla partii opozycyjnych i niezależnych środowisk jest dziś jedność. – „Jeżeli zbudujemy skuteczną opozycję, to wygramy wybory samorządowe, wygramy wybory europejskie, wygramy wybory parlamentarne i wygramy prezydenckie w 2020 roku. Obiecujemy to” – zaznaczył. Zapowiedział rozliczenie obecnie rządzących za łamanie prawa.

Schetyna zapewnił, że po wygranych wyborach Polska już nigdy nie będzie się kompromitować w Europie. – „Już nigdy nie będzie wyniku 27 do 1”. Mówił też, że sobotni marsz był dla następnych pokoleń. – „To im obiecujemy wolną Polskę, Polskę podmiotową, Polskę dumną, demokratyczną” – dodał szef Platformy.

Prezes ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział do zebranych: – „Połamano Konstytucję, połamano ustawy, teraz chce się złamać organizacje pozarządowe, chce się złamać samorządy – nie ma na to naszej zgody”. Według niego grupą, która została najbardziej przez PiS wyzyskana i odrzucona są polscy rolnicy. – „Chcę, żeby to bardzo wyraźnie usłyszeli: czas pańszczyzny u panów minął. Nie damy zrobić z nas chłopów pańszczyźnianych. Polska to nie jest PiS, Polska to nie jest prywatny folwark PiS. Nie ma zgody na dewastację polskiej wsi i samorządności naszych miejscowości, organizacji pozarządowych, na czele z OSP” – powiedział Kosiniak-Kamysz.

Ze sceny na Placu Konstytucji przemawiali też lider Nowoczesnej Ryszard Petru, Krzysztof Łoziński z KOD, senator Marek Borowski, była premier Ewa Kopacz, były szef MON Tomasz Siemoniak, przedstawiciel gminy Dobrzeń Wielki, która straciła część terenu na rzecz Opola oraz Sławomir Neumann. Na zakończenie części oficjalnej rozbrzmiał hymn Unii Europejskiej.

Według stołecznego ratusza w Marszu Wolności uczestniczyło ponad 90 tys. ludzi. Tradycyjnie już warszawska policja zaniża te dane i szacuje, że na demonstracji zgromadziło się ok. 12 tys. osób.

CZY MONIKA MA RACJĘ? MY KLIKAMY OBIEMA RĘKAMI 🙂

ZAWSZE BĘDZIEMY PAMIĘTAĆ. POLSKA TO WOLNOŚĆ I EUROPA. A TY SIĘ TEGO BÓJ, POŚLE KACZYŃSKI.

Waldemar Mystkowski pisze o wystąpieniu Kaczyńskiego na pół godziny przed Marszem Wolności.

Zazdrość Kaczyńskiego o Marsz Wolności

Nie mogłem być w Warszawie na Marszu Wolności. Szkoda. Za to miałem średnią przyjemność oglądania w telewizji prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który dał dyla z wolnej Warszawy i zatrzymał się w Szczecinie. Jakie tam obchodził święto? Ewakuacji?

Pół godziny przed Marszem Wolności prezes wygłosił mowę. Kolejne pytanie: jaki był jej cel? W szeregach PiS widać panikę, nerwowe odpowiadanie kłamstwami na inicjatywy opozycji. W postawie Kaczyńskiego rzuca się w oczy jego impotencja dialogu, nie potrafi debatować na rzecz dobra Polski. Ale Kaczyński zechciał pławić się w Szczecinie w splendorze Marszu Wolności przed jego rozpoczęciem, musi czuć, że przedsięwzięcia opozycji są wartościowe, że taka manifestacja ludzi wolnych odpycha go od koryta władzy.

Kaczyński w Szczecinie, a więc w Stoczni Szczecińskiej. Zdaje się, iż to sygnał, że przedsiębiorstwo zmieni nazwę na im. Lecha Kaczyńskiego. Prezes PiS może nie mieć świadomości, że działa na szkodę swego brata. W przyszłości taka przesada doprowadzi do sytuacji, do jakich dochodziło w starożytnym Egipcie – wyskrobywano hieroglify imion Ramzesów od „podłej zmiany”. Dzisiaj takim złym Ramzesem jest Lech Kaczyński i jego żyjący brat, Jarosław.

Za egipskich Ramzesów ginęli starożytni Egipcjanie, za tego Ramzesa PiS zginęło 96 Polaków, w tym on sam. Jarosław Kaczyński nie omieszkał wspomnieć o swym „poległym” bracie, ale nie kit o bliźniaku był celem wystąpienia. Prezes zechciał via media przemówić do uczestników Marszu Wolności, zapewnić, że wolność jest i nie mają po co za nią chodzić.

Prezesowi mogło się też czknąć, iż jego marsz smoleński z okazji 7. rocznicy był mizerny. Gwoli sprawiedliwości Kaczyński wygłosił mowę, z której nic nie zapamiętamy, bo nie stworzył żadnej nowej inwektywy, porównywalnej do gorszego sortu, elementu animalnego. Po raz pierwszy usłyszałem prezesa niemal błagającego: uwierzcie, jest wolność, stoję na straży wolności.

Czy to sygnał, że Kaczyński zmiękł? Nie! Kaczyński się przestraszył, szuka nowej strategii odkrawania wolności, zmniejszania demokracji. Boi się, znalazł się jednak w sytuacji, iż nie może się wycofać, bo dla Kaczyńskiego cofnąć się, to przegrać.

Kaczyński jest mierny intelektualnie, jest przykładem przerabianym w tej chwili w Polsce, że miernoty mogą sięgnąć po władzę i jej nadużywać. Miernoty sięgają po więcej władzy, która zmniejsza obszary wolności, a przeciwstawić się mogą tylko ludzie wolni poprzez takie inicjatywy, jak Marsz Wolności, Potem przyjdzie czas, aby niektóre hieroglify wymazać, a pomniki obalić.

JESTEŚMY ZA POLSKĄ WOLNĄ I DEMOKRATYCZNĄ. NIE ZA PAŃSTWEM PiS. A CO NAJWAŻNIEJSZE – JESTEŚMY RAZEM!

I JESZCZE TAKA DOBRA WIADOMOŚĆ NA WIECZÓR 🙂

>>>

DO ZOBACZENIA NA MARSZU WOLNOŚCI Warszawa, Pl. Bankowy 13.00

SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY SIĘ WYBIERAJĄ 🙂

Monika Olejnik zastanawia się w „Wyborczej”, na czym gra Duda. Może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Andrzej Duda 25 maja 2015 r. mówił o sobie, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. I że zrobi wszystko, żeby nie było podziałów. A potem? Jest, jak jest. Wśród antyrządowych manifestantów widział tych, którzy walczą o swoje przywileje, i tych, których hasłem ma być „Ojczyznę dojną racz nam zwrócić, Panie”. Wtedy prezydent przeprosił, potem już nigdy. Stwierdził też, że nie pomoże „jazgot” ani żadne demonstracje, będziemy realizować program PiS-u z żelazną konsekwencją. I tak się dzieje. A w czasie kampanii wyborczej mówił, że prezydent nie może być notariuszem, a czy nim został, wszyscy widzą.

Kiedy bezradnie walczy z Antonim Macierewiczem, nawet ci, którzy na niego nie głosowali, są oburzeni zachowaniem ministra i tych z PiS-u, którzy kpią z listów prezydenta do ministra. Polska była też świadkiem spektakularnego spotkania Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim na Nowogrodzkiej.

Można odnieść wrażenie, że Andrzej Duda nie potrafi się wybić na niezależność i może stąd jego gromkie słowa 3 maja: że chce, żeby w 2018 r. przeprowadzić referendum w sprawie zmiany konstytucji. Ale jakie referendum? Czy Polacy mają odpowiedzieć, czy chcą, czy nie chcą zmian w konstytucji? Czy pan prezydent powiedział nam, jakiego chce ustroju? Czy uzgodnił to z prezesem Kaczyńskim?

Już widać nerwowość w szeregach PiS-u. Niektórzy mówią, że pierwszy raz o tym słyszą, a inni, że to nie jest jego pomysł, bo przecież prezes chce zmiany konstytucji. Żeby to zrobić, trzeba mieć większość dwóch trzecich w parlamencie, a tego PiS nie ma. Więc może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Pan prezydent w wywiadzie dla TVP powiedział, że obrońcy konstytucji to jej autorzy: bronią jej prawnicy, bo „była tworzona przez prawników, a w Trybunale Konstytucyjnym orzekali prawnicy”. Trudno, żeby o konstytucji decydowali cukiernicy, choć zapewne brali udział w referendum w 1997 r., kiedy 53,36 proc. uprawnionych zdecydowało o tym, że chce takiej konstytucji.

Ostatnio pan prezydent zaskakuje twardością. W TVP Historia oznajmił nagle: „Miejmy świadomość, że dzieci i wnuki zdrajców RP, którzy tutaj walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w mediach i w biznesie”. A gdzie był Andrzej Duda, kiedy wiceministrem sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był Andrzej Kryże, który w 1980 r. skazał na areszt Wojciecha Ziembińskiego, Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Czumę za organizowanie obchodów Święta Niepodległości? Czy Andrzejowi Dudzie nie przeszkadza to, że konstytucją poniewiera pan Piotrowicz? Może nie warto szukać wnuków, prawnuków, tylko spojrzeć na byłych pezetpeerowców, którzy tak łatwo przylgnęli do partii rządzącej?

Jak można rozliczać dzieci za dziadów, pradziadów? Jak pan prezydent to chce sprawdzić? I czy zna nazwiska tych, którzy zasiadają w biznesie dzięki swoim pradziadom, którzy zabijali? Bo tak powiedział w innym wywiadzie: „No przecież byli tacy, co mordowali”.

Przed 1989 r. ludzie żyli, pracowali, byli tacy, którzy siedzieli w więzieniach, byli w opozycji, a byli też lekarze, którym teraz będzie się zabierało emerytury, bo pracowali w MSW. Byli milicjanci, którzy ścigali gwałcicieli, morderców, złodziei – im też się będzie zabierało emerytury. Czy to jest zgodne z konstytucją?

W KWESTII ZDRAJCÓW, PRZYPOMINAMY PREZYDENTOWI SŁOWA ZIOBRO. NIGDY ICH NIE COFNĄŁ. A PAD NIGDY TEGO NIE SPROSTOWAŁ.

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku i jego zastępcy.

Minister Mariusz Błaszczak jest taki, jakim go widać. Choć poprzednie zdanie należy obwarować spostrzeżeniem Marka Migalskiego (swego czasu kolegi partyjnego), że go jednak nie widać. Spotkanie z Błaszczakiem grozi kolizją, bo nie wiesz, kiedy się o niego potkniesz.

Jest nijaki, niewidzialny. Są tacy ludzie. Wówczas zalecam im, aby zawsze mieli ze sobą gwizdek. Widzą zbliżającego się innego osobnika i nie chcą zrobić mu krzywdy, niech informują o swojej bytności sygnałem dźwiękowym. To wszak powszechne rozwiązanie w komunikacji.

Niewidzialność Błaszczaka ponadto postrzegam ciut inaczej niż Migalski. Błaszczak lubi odezwać się o multi-kulti (czyt. o uchodźcach). Przychodzi Błaszczak do mediów ze swoim tabletem i czyta to, co spreparowano na Nowogrodzkiej: „Uchodźcy są zagrożeniem, nie ma ich w Polsce, więc nasz kraj jest bezpieczny”. Tak Błaszczak rozwiązuje nasze bezpieczeństwo. Poprzez braki, w Polsce poprzez brak uchodźców. Czego więc brak Błaszczakowi? Osobowości, której bogactwo odróżnia nas od wszelkich Błaszczaków.

Błaszczak walczy z multi-kulti na zewnątrz, ale multi-kulti propaguje w policji, w której działa jeden związek zawodowy NSZZ Policjantów. Nawet jest to zapisane w ustawie o policji. Ale minister Błaszczak chce związkowego multi-kulti w policji. A to dlatego, że  NSZZ Policjantów kilka razy postawiło się Błaszczakowi. Między innymi oczekiwało większej ochrony prawnej przy pacyfikowaniu kiboli, a Błaszczak wg ideologii PiS tych ostatnich chroni jako element patriotyczny.

Policyjni związkowcy protestowali, gdy wykorzystywano ich przy rozbijaniu demonstracji przed Sejmem podczas grudniowej blokady mównicy sejmowej przez posłów opozycji. A najbardziej boli związkowców, iż chce się im obniżyć emerytury. Szczególnie tym najdłużej pracującym, którzy pracowali w PRL-u, choćby jeden dzień.

Błaszczak wpadł na pomysł, aby wprowadzić multi-kulti związkowe i zamierza wprowadzić przepisy w porozumieniu z NSZZ Solidarność. W policji powinno działać więcej związków zawodowych, w tym „Solidarność” mogli bezkrytycznie pałować społeczeństwo obywatelskie i mogło omijać szerokim łukiem kiboli-patriotów. Związkowcy z NSZZ Policjantów nie zgadzają się na takie upolitycznienie policji.

Do ciekawego zdarzenia doszło w mieście Łomży z zastępcą Błaszczaka, wiceministrem Jarosławem Zielińskim. Błaszczak powinien gwizdać, jak się zbliża, a Zieliński to Błaszczak podniesiony do potęgi Błaszczaka. Jest taki niewidzialny, iż swego czasu zarządził, aby policjanci w ramach obowiązków cięli konfetti.

Zbliża się Zieliński, z niebios lecą kolorowe płatki papieru. Acz słysząc i widząc Zielińskiego nie dziwię się, musi zaznaczać jakoś swoją obecność. We wspomnianej Łomży tym razem nie sypano na Zielińskiego konfetti, bo media strasznie skrytykowały ten rytuał, na rynku głównym tego miasta wykopano maszt z flagą Unii Europejskiej. Dlaczego? Bo takiego Zielińskiego nie widać w otoczeniu cywilizacyjnym, kimś staje się na gumnie, na zapiecku.

Błaszczak ma miejsce w historii kabaretu (patrz: Mariusz w „Uchu prezesa”), Zieliński do pozycji swego pryncypała dopiero się dokopuje poprzez wykopywanie masztów z flagami UE.

To przypominałoby sytuację Republiki Weimarskiej, kiedy z kwitnącej demokracji stworzono legalnie system autorytarny

Kleofas Wieniawa pisze o nowym rzeczniku Dudy i jak Platforma dobiera się do czterech liter Macierewicza.

Odejście Marka Magierowskiego można interpretować etapem „referendalnym” w obozie Andrzeja Dudy, który to obóz został zepchnięty do głębokiej defensywy.

Czy wreszcie Duda wejdzie wraz z Adrianem (z „Ucha…”) do pokoju prezesa, aby się wyartykułować? PiS przestraszył się sondaży, a będzie coraz gorzej. Prezes może dopuścić Dudę do głosu. Acz zalecam prezydentowi szykowanie się do Trybunału Stanu i wzbogacanie retoryki, bo ma ją ubogą, a która może mu się bardzo przydać na ławie oskarżonego.

Co może zmienić w otoczeniu prezydenta nowy rzecznik Krzysztof Łapiński, który zdobywał względną sympatię i był na najlepszej drodze, aby pójść w ślady Kazimierza Ujazdowskiego.

To zresztą może być powód tej nominacji, aby zatkać Łapińskiego, aby nie poszło kilku innych za nim w smugę Ujazdowskiego. Kilka szabel mniej czyni Kaczyńskiego zakładnikiem Kukiza.

Nie wierzę, aby Duda zdobył się na samodzielność, bo nie ma jej wpisanej w swoją osobowość, ani w możliwości intelektualne, ale może być celem kilku polityków z otoczenia prezydenta.

Zdecydowanie ważniejsze zdarzenia niż rzecznik prezydenta to audyt Platformy Obywatelskiej w MON, audyt, który można nazwać „śladami Berczyńskiego i podobnych Misiewiczów”, którzy uwalili przetarg na caracale.

Macierewicz z pewnością zatarł wszelkie ślady, ale nie zatrze braków w dokumentacji, które będą wskazywały dokonane bezprawie. Minister jest cwany, ale nie aż tak, aby posadzać go o jakiś geniusz. Wszelka amoralność – a to jedna z cech Macierewicza – zostawia linie papilarne swej próżności.

Na razie audytorzy PO odkryli, iż dostęp do dokumentów przetargowych na śmigłowce bojowe mieli osobnicy bez certyfikatów dostępu do informacji niejawnej, a są to Berczyński, nieuk Misiewicz i nowy szef podkomisji smoleńskiej (na 30 synekurach w spółkach zbrojeniowych) Kazimierz Nowaczyk.

Partia tak niebezpieczna dla Polski, jak PiS, bodaj nigdy nie zdarzyła się w historii Polski. Nawet saski dwór drezdeński nie rozwalał tak kraju, jak „lepszy sort” Kaczyńskiego.

BĄDŹMY O 13.00 NA PLACU BANKOWYM TRZEBA IŚĆ NA ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO

>>>

KONIEC ŚWIECKIEJ POLSKI. JESZCZE WIĘCEJ KASY NA KOŚCIÓŁ. CAŁKOWITY ZAKAZ ABORCJI. ZERO PRAW KOBIET. PAŃSTWO I KOŚCIÓŁ PONAD DOBREM JEDNOSTKI

TO BĘDZIE ELDORADO DLA KOŚCIOŁA

Do zostały 2️⃣dni!!! Dołącz do nas: , godz. 13.00, Plac Bankowy, Warszawa.

Mecenas Bartłomiej Piotrowski, adwokat z Katowic, działacz KOD i prawnik nauczycielek z Zabrza, które za udział w „czarnym proteście” stanęły przed komisją dyscyplinarną kuratorium mówi dla „Wyborczej” przede Marszem Wolności.

Tomasz Nyczka: W sobotę przez Warszawę przejdzie organizowany przez Platformę Obywatelską Marsz Wolności. Pan też tam będzie.

Mec. Bartłomiej Piotrowski: Do Warszawy przyjadą autokary z całej Polski. PiS próbuje teraz rozmontować państwo. Przerażające jest dla mnie niszczenie trójpodziału władzy i atak na sądy.

Gdy reforma sądów wejdzie w życie, minister Zbigniew Ziobro będzie całkowicie kontrolował pracę sędziów.

Reforma Krajowej Rady Sądownictwa skończy się tym, że w sądach orzekać będą pseudosędziowie, bo to Krajowa Rada Sądownictwa decyduje o awansach i nominacjach sędziowskich. Proszę zwrócić uwagę na to, że w polskich sądach jest teraz ok. 500 wakatów. PiS ewidentnie czeka na to, by umieścić tam swoich ludzi.

20 maja w Katowicach sędziowie, adwokaci i radcowie prawni organizują wielką konferencję na temat reformy. Będziemy rozmawiać o tych zmianach i zastanawiać się, jak je powstrzymać. Na razie minister Zbigniew Ziobro nie zabrał się jeszcze za adwokatów. Ale jestem przekonany, że nam też nie przepuści.

Sobotni Marsz Wolności organizowany jest też pod hasłem obrony europejskich wartości. Niedawno kandydat na prezydenta Francji Emmanuel Macron postawił Polskę w jednym rzędzie z Węgrami i Rosją. Stwierdził, że to „przyjaciele i sojusznicy Marine Le Pen”.

Mamy fatalną opinię w Europie. Sędziowie z innych krajów są przerażeni tym, co się dzieje w Polsce.

Paradoksalnie, odnosząc się do wyborów we Francji – PiS ma jedną zasługę. Zawdzięczamy mu to, że Europa przestraszyła się sytuacji w Polsce i trochę otrzeźwiała. Fala populizmu została zatrzymana. Potwierdzają to wybory w Holandii, w których populiści przegrali. Teraz przegrają najpewniej we Francji.

W październiku 2016 roku bronił pan nauczycielek i pracownic szkoły w Zabrzu – na znak solidarności z „czarnym protestem” przyszły do pracy ubrane na czarno. Usłyszały zarzut uchybienia godności nauczyciela.

Protestowało wtedy dziesięć osób, reprezentowałem osiem z nich. Wszystkie osiem postępowań skończyło się uniewinnieniem w pierwszej instancji. Jestem pewien, że chodziło tylko o to, by zniechęcić i przestraszyć ludzi, którzy mają jeszcze odwagę protestować. Władze kuratorium myślały: „Ukarzmy je za strój, to następnym razem nie wyjdą na ulice”.

Nie można powiedzieć, że wszystkie były zwolenniczkami aborcji. Protestowały, bo chciały mieć prawo wyboru. Dlatego ja też byłem z żoną na „czarnym proteście”.

Marsz Wolności, sobota 6 maja, godz. 13, pl. Bankowy w Warszawie

DOBRE, PRAWDA? 🙂

SARAMONOWICZ PIĘKNIE PODSUMOWAŁ

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

Dudę obleciał strach, stąd pomysł na nową konstytucję

Pomysł Andrzeja Dudy z referendum konstytucyjnym w 2018 roku ma wiele celów, ale na pewno nie jest samodzielną propozycją prezydenta. PiS-owi pali się grunt pod nogami i jeszcze jeden front w stworzonym przez nich bałaganie niczego nie zmienia.

Duda może i nie jest zbyt lotny – bo nie jest – wie, że jego propozycja jest złodziejska (przestępca, który  proponuje zmiany w prawie ustrojowym), odpowie przed Trybunałem Stanu za łamanie obecnej konstytucji – i tak się stanie, Polska nie ma innego wyjścia. Możemy się zastanawiać, czy PiS odda władzę dobrowolnie w wyniku procedur demokratycznych. Ale tak, czy siak odda.

Co może Duda w nowej konstytucji zaproponować? To, co znamy z projektu pisowskiej konstytucji z 2005 roku i poprawionej ze stycznia 2010, projekt wisiał na stronach PiS do 2015 roku, czyli krótko pisząc: jest to propozycja ustroju demokratury, brak rozdziału państwa od Kościoła i zniesienie niezależności instytucji prawa od bieżącej polityki (właśnie to się dzieje).

Zastanawianie sie nad tym, że pomysły Dudy są kulawe, do niczego nie prowadzi, ważniejsze jest, co za tym się kryje. A na pewno kryje się sposób na nieoddanie władzy, jest on ponadto związany w Unią Europejską. Mianowicie nieprzypadkowo już dochodzi do zwarcia z przyszłym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, a za tym pójdzie konflikt z Komisją Europejska, włącznie z zastowaniem przez tę ostatnią sankcji wobec Polski.

Na to przygotowuje nas PiS – na sytuację nadzwyczajną, w której będzie miało zastosowanie prawo nadzwyczajne, a bardzo pomocny jest bałagan prawny.

Opozycja musi być czujna,  nie dać sobie narzucić inicjatywy. Już została utrącona pisowska myśl o metropolii warszawskiej, która jest jak do tej pory największym zwycięstwem Platformy Obywatelskiej po wyborach 2015 roku. Dalej w tym butach winno się chodzić.

I na przykład zaproponować wyborcom referendalne pytanie o kształt konstytucji, rolę prezydenta, a jedno z pytań mogłoby dotyczyć impeachmentu Dudy wg starej konstytucji. Czy Duda ma stanąć przed Trybunałem Stanu przed uchwaleniem nowej konstytucji, czy po?

Opozycja nie może poprzestać na krytyce tej chorej propozycji Dudy, ale obnażać jej bezsens, jak to miało w wypadku referendum w Legionowie. PiS wyprodukował tyle afer, konfliktów, iż musi uciekać do przodu. W tej chwili przykrywany jest konflikt z Komisja Europejską związany z pozbawianiem przez PiS niezależności sądowniczej. Unia Europejska nie może sobie pozwolić na państwo, które stacza się w stronę reżimu.

Pomysł z nową konstytucją to samowykluczanie się Polski, aby móc zwalić winę na Macrona, na Komisję Europejską, na Timmermansa, na Junckera. Podobnie zaczynał się Brexit i referendum Erdogana w Turcji. Aby nie uciec do ciepłego człowieka, jak Janukowycz do Putina, pisowska elita w długim dystansie zechce nas izolować, aby zachować przywileje. To im się nie uda, ale straty dla ojczyzny mogą być ogromne.

Nie chodzi tak naprawdę o konstytucję, która miałaby służyć narodowi, ale o zachowanie przywilejów przez pisowską elitę, czyli o nieodpowiedzialność za łamanie prawa. Propozycja Dudy jest charakterystyczna dla tych, których obleciał strach.

SPOTKAJMY SIĘ NA MARSZU WOLNOŚCI. ŻADEN „CZŁOWIEK WOLNOŚCI” NIE JEST NAM POTRZEBNY. SAMI JĄ SOBIE DAJEMY. NAWZAJEM.

ABY NIKT NIE MIAŁ WĄTPLIWOŚCI. STOP ŁAMANIU KONSTYTUCJI !!!

Kleofas Wieniawa pisze o „karierze” w resorcie Waszczykowskiego.

Jeżeli masz jako taki sprawny komputer, potrafisz zamknąć oczy na ewidentne rozmijanie się „prawdy” z rozumem, jesteś w każdej chwili gotowy do zatkania nosa, nie jesteś wegetarianinem, ani nie tolerujesz rowerzystów na ścieżkach rowerowych, to masz talent.

Wg wzorca PiS jesteś predysponowany, aby zostać dyplomatą w resorcie Witolda Waszczykowskiego. Tam takich jak ty potrzebują. Poradzisz sobie na każdej głębokiej wodzie.

Frans Timmermans powie, że w Polsce jest mało demokracji, a wręcz jej nie  ma, to ty lecisz do Waszczykowskiego i donosisz na tego europolityka. Waszczykowski dostaje wówczas piany na ustach, pisze list protestacyjny, ty w tym czasie nie opuszczasz gabinetu ministra, aby nie wyprtkował cię jakiś cwaniak, czekasz aż Waszczykowski skończy pisanie listu protestacyjnego,  po ostatniej kropce i parafie szefa bierzesz list ze sobą.

Idziesz do siebie i tłumaczysz. Co? Nie znasz angielskiego? A od czego jest twój jako tako sprawny komputer? Wrzucasz na googlach funkcję tłumacz angielskiego, list zostaje przetłumaczony i publikujesz go na stronach MSZ.

Napawasz się sukcesem, ale też cierpliwie czekasz, aż  Waszczykowskiemu powinie się noga bardziej niż przy „sukcesie” 1:27, dajmy na 1:79. Jest nadzieja, że prezes Kaczyński się wkurzy, a jak nie, to spróbować możessz donosu, dotrzeć do słynnego gabinetu w gmachu przy Nowogrodzkiej.

I wówczas może zaznać łaski pańskiej. Takiej iż Waszczykowski zostanie wykopany, a ty z niegorszymi kompetencjami zastąpisz go na stanowisku.

Powyżej moje mniemanie dotyczące sukcesu w PiS, awasu jakiegokolwiek Misiewicza, suponuję na podstawie materiału portalu gazeta.pl, na którym przeanalizowano oświadczenie Waszczykowskiego w sprawie wypowiedzi Emmenuele Macron, tekst został przetłumaczony na angielski, który to język woła o pomstę do niego, ale nie do Kaczyńskiego, bo ten jak wiadomo nie jest raczej poliglotą.

Morał: każdy Polak nosi w plecaku buławę dyplomaty PiS.

TAKA TO POLSKA PO DOBREJ ZMIANIE

WITAJ W GRONIE RODZICÓW :))) POWODZENIA W NOWEJ ROLI. JAK ZWYKLE KIBICUJEMY CI BARDZO. Internauci &

>>>

AŻ MIŁO POPATRZEĆ :))) A TO DOPIERO POCZĄTEK.

ZA CHWILĘ CZAS IM SIĘ SKOŃCZY :))) ALBO NADADZĄ OBRAZ TYLKO W CZERNI I BIELI

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o tym, co stało się w PiS. Ważą się losy minister Anny Streżyńskiej w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Po jej krytycznych wypowiedziach na temat reform wprowadzanych przez PiS premier Beata Szydło zwołała na godz. 16 pilne spotkanie z ministrami.

Burzę w rządzie wywołał wtorkowy wywiad minister cyfryzacji dla Radia Zet. Streżyńska oceniła, że rząd zbyt szybko zabrał się do realizacji socjalnych obietnic wyborczych. – Powinniśmy najpierw na nie zarobić, a dopiero potem ich dokonywać – stwierdziła.

Anna Streżyńska: Jestem fachowcem do wynajęcia

Minister Streżyńska, oceniana jako jedna z najbardziej kompetentnych osób w rządzie Beaty Szydło, skrytykowała obniżenie wieku emerytalnego. Stwierdziła, że zrealizowanie tej obietnicy z punktu widzenia państwa jest „przedwczesne”. – Nie możemy jako rząd dawać sygnału, że najważniejsze jest zrealizowanie obietnic wyborczych, a mniej ważne prowadzenie racjonalnej gospodarki finansowej – powiedziała.

Minister Streżyńska w ostatnim czasie znalazła się też w konflikcie z ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem, który chce wyjąć spod kompetencji resortu cyfryzacji kwestię cyberbezpieczeństwa. Oznaczałoby to, że Macierewicz przejmie panowanie nad częścią baz danych, do których dostęp ma obecnie Streżyńska. Minister cyfryzacji powiedziała, że sprzeciwia się „militaryzacji cyberbezpieczeństwa”. Dodała, że nie jest to konflikt personalny, tylko dotyczący podejścia do ochrony obywateli.

Minister Streżyńska stwierdziła też na antenie Radia Zet, że może współpracować z każdym, kto jest uczciwym człowiekiem, ponieważ jest „fachowcem do wynajęcia”. Tłumaczyła, że wiele zrobiła, by „być ponad polityczne spory”, i nie wykluczyła możliwości wejścia do ewentualnego rządu Platformy Obywatelskiej.

Beata Szydło o słowach Streżyńskiej: Przypomnę o lojalności

W środę rano w Radomiu do słów Streżyńskiej odniosła się premier Beata Szydło. Zapowiedziała, że jeszcze w środowe popołudnie zwoła specjalne spotkanie z ministrami i wiceministrami, podczas którego przypomni o „zasadzie lojalności”, odpowiedzialności za słowo i umiarkowania w wypowiedziach medialnych. Premier podkreślała, że w obecnej sytuacji najważniejsza jest „jedność rządu”. Podkreślała, że dobre projekty rodzą się w dyskusji, ale powinna to być dyskusja wewnętrzna.

– Nie rozumiem wypowiedzi pani minister Streżyńskiej, bo ona nigdy nie podnosiła na posiedzeniu rządu wątpliwości – stwierdziła premier.

Mariusz Błaszczak: Streżyńska prezentuje „resortowe widzenie kraju”

Jeszcze przed wypowiedzią premier Beaty Szydło bardzo mocno minister Streżyńską zaatakowali minister Mariusz Błaszczak i rzeczniczka PiS Beata Mazurek. Ta ostatnia w Radiu Zet mówiła: – Jeśli minister cyfryzacji Anna Streżyńska nie akceptuje tego, co robi polski rząd, to dziwię się, że jest jedną z jego twarzy. Dużo lepiej byłoby, gdyby minister Streżyńska o swoich wątpliwościach dyskutowała wewnątrz rządu.

Mazurek dodała, że sprawdziła aktywność minister na posiedzeniach rządu i minister nigdy „uwag co do zmian, które my wprowadzamy na Radzie Ministrów, nie miała”. – Uważam, że uczciwość jest taka, że jeżeli się z czymś nie zgadzam, to zastanawiam się, czy w tym czymś dalej tkwić – zakończyła rzeczniczka PiS.

Mariusz Błaszczak w TVN 24 ocenił z kolei, że Streżyńska co innego mówi w mediach, a co innego na posiedzeniu Rady Ministrów. Jej sprzeciw wobec „militaryzacji” cyberbezpieczeństwa określił jako zbyt wąski, „resortowy sposób widzenia kraju”. Sam stwierdził, że jest „przeciwnikiem Polski resortowej”. – Uważam, że rząd jest jedną drużyną, jednym zespołem, a tu pobrzmiewa mi myślenie: moje władztwo musi być szersze, bo jeżeli ktoś ma gdzieś jakieś pole, to już zagraża – podkreślił.

Anna Streżyńska w przeszłości była m.in. doradcą premiera Jerzego Buzka. Od 2006 do 2012 roku kierowała Urzędem Komunikacji Elektronicznej po nominacji premiera rządu PiS Kazimierza Marcinkiewicza.

BUUUUM

Waldemar Mystkowski pisze o konflikcie w rządzie i nowym sondażu.

Rząd Beaty Szydło wpada w pierwsze tak poważne turbulencje. Jeden z ministrów mówi głośno o źle realizowanym programie rządu, w którego wchodzi skład, a ponadto pierwszy sondaż po wyborach parlamentarnych pokazuje, że partia rządząca nie jest liderem zaufania Polaków.

Można było się spodziewać, że tak spektakularnie pęknie Anna Streżyńska. Pierwsze sygnały dochodziły miesiąc temu po zakupie przez Ministerstwo Obrony Narodowej Exatela, operatora telekomunikacyjnego, dostarczającego rozwiązania dla biznesu i administracji publicznej. Antoni Macierewicz zagarnął kompetencje ministra cyfryzacji Streżyńskiej. Minister więc nie wytrzymała i powiedziała w sposób mało zawoalowany, że nie zgadza się z militaryzacją cyberprzestrzeni.

Streżyńska przede wszystkim skrytykowała sposób realizacji obietnic wyborczych PiS, czyli faktycznie program rządu, który nie liczy się z kosztami, z racjonalnością finansową. Dostało się reformie emerytalnej, która była przedwczesna, bo nie znaleziono środków na jej realizację, pisząc wprost: reforma, do której nie powinno dojść.

Polityków PiS Streżyńska musiała „trzepnąć” tym, że nie wykluczyła możliwości wejścia do ewentualnego rządu PO. Minister cyfryzacji w tym rządzie jest „człowiekiem” Jarosława Gowina. Nie powiedziała ot tak sobie bez porozumienia z wicepremierem, który mówi ogródkami, aby nie wejść na posesję Macierewicza, a Streżyńskiej jest o wiele łatwiej.

Ponadto zwracam uwagę, że gra może toczyć się o stawkę dużo większą, kilkunastu posłów w ławach PiS jest związanych z Gowinem, z partią Polska Razem. I oto wyskoczył Paweł Kukiz, który bez ogródek powiedział, że wesprze wniosek Platformy Obywatelskiej dotyczący odwołania Macierewicza.

Głosik do głosika i uzbiera się trzosik, którym będzie można odwołać Macierewicza. A jak odwołać Macierewicza, to odwołać rząd Szydło, a jak rząd odwołać, to… wcześniejsze wybory? Daleko wybiegam, lecz rysa w tym rządzie wskazuje na głębszy rozłam. To się zaczęło, nieuchronnie będzie się pogłębiać.

Tak jak pogłębiać będą się wyniki sondaży. Platforma Obywatelska minęła PiS o dwa punkty procentowe – 31% do 29%. Kaczyński już ogląda plecy Schetyny. Tyle, co PiS nabroił, jest powód, aby się bać. Nie tylko Trybunał Stanu stoi otworem, ale zwykłe sprawy karne, bo sprawa Berczyńskiego „pachnie” korupcją.

W tej sytuacji Beata Szydło zwołała swoich ministrów. Przepraszam, bo wpadam w poprawność newsową, Kaczyński nakazał zwołać Szydło rząd i pogrozić. Nie tylko Streżyńskiej. Mam dla prezesa złe wiadomości: każda parciana wiedza, władza, parciany intelekt, parciany talent, rozłażą się, gdyż nie są wartością. Politykę można prowadzić tylko w interesie społeczeństwa, nie można prowadzić w parcianym interesie partii.

Po spotkaniu Szydło z ministrami rzecznik tego rządu Rafał Bochenek przekazał grafomańską metaforę: „Nie ma absolutnie miejsca na wolne elektrony”. Parcianość do potęgi, kwadratowa, a nawet w sześcianie. Graniastosłup parcianości. Polska na jakiś moment stała się parciana – bez Trybunału Konstytucyjnego, bez mediów publicznych i z „sukcesem” 1:27 – ta parcianość musi się rozłazić, pękać.

Parciany rząd Szydło będzie coraz bardziej parciany, a sondaże PO będą dawały więcej niż 31%, a PiS mniej niż 29%. Jacek Kurski w mediach narodowych dostanie takiego szpagatu, że już z niego się nie podniesie. Jakiś czas potrwa upadek PiS, wierzę, że politycy opozycji czegoś z tego się uczą. Dotyka nas bolesna nauka.

INTERNAUCI MOCNO KOMENTUJĄ CORAZ GORSZĄ SYTUACJĘ W RZĄDZIE PiS

SZYDŁO MÓWIŁA TO ZUPEŁNIE SZCZERZE 🙂

Kleofas Wieniawa pisze o „gorącym” temacie – powolnym odchodzeniu PiS.

Czy to już? Rząd PiS sypie się, pierwszy sondaż wskazuje na Platformę, której Polacy najbardziej ufają. Takich wiraży będziemy mieli coraz więcej. Już doznaliśmy tylu wrażen, bo w całym okresie po 1989 roku nie było tylu demolek.

Straciliśmy pozycję w Unii Europejskiej, z prymusa zepchnięci zostaliśmy do pozycji chorego „człowieka” Unii. Dane gospodarcze są kiepskie. Mateusz Morawiecki może zaklinać rzeczywistość, lecz każdy aspekt gospodarczy jest gorszy niż u poprzedników.

Będzie, co sprzątać po PiS. Oczywiście, Duda i Szydło muszą beknąć, choć tylko firmowali „geniusz” Kaczyńskiego.

Anna Streżyńska powiedziała to, co musiała. Przywoływanie minister do porządku przez Szydło, jest li tylko odwlekaniem upadku. Ten rząd będzie pękać i to z coraz większym hukiem. Nie ma odwrotu od kardynalnych błędów. Naprawia się je zupełnie inaczej.

Ile ta agonia PiS potrwa? Nie wytrzyma rząd PiS do wyborów. Ucieknie Gowin ze Streżyńską, acz nie wiem – gdzie? Przecież nie w ramiona Schetyny. Kukiz – choć świr, jak go zgrabnie nazwał Zbigniew Hołdys – będzie chciał zbierać ogryzki elektoratu PiS.

Jeszcze nie raz nas potelepie – aferami, niszczeniem Polski, degradacją – elektorat się odwinie. Oj, odwinie. Polska to nie Turcja, ani Białoruś.

Póki są niezależne sądy i Błaszczak nie jest sędzią, to sprawiedliwość istnieje. Brawo dla Sądu!

A TYMCZASEM W MEKSYKU

>>>

NOCNE CZUWANIE NA NOWOGRODZKIEJ

Jerzy Stuhr po prostu genialny! Kiedyś teksty z Seksmisji były żartem, a dziś? Panie Jurku, z okazji urodzin, 100 lat!

Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”) pisze, jak IPN zdradził polskich szpiegów. Nazwiska prawie tysiąca oficerów i agentów wywiadu PRL i III RP ujawnia publicznie dostępny katalog IPN. Obce służby, nie ruszając się zza biurka, mogą zidentyfikować naszych szpiegów, a potem odtworzyć ich kontakty za granicą.

Wśród danych są nazwiska legalizacyjne, pod którymi oficerowie występowali za granicą. – To nieprawdopodobny skandal. Większość tych ludzi jeszcze żyje, czynne są ich kontakty. Państwo polskie po prostu ich zdradziło – mówi „Wyborczej” były oficer Agencji Wywiadu, do niedawna nadzorujący jeden z wydziałów w tej służbie.Według ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu ujawnione dane powinny stanowić najściślejszą tajemnicę państwową. Dlaczego więc znalazły się w domenie publicznej? Bo funkcjonariusze, których dotyczą, zaczęli służbę przed 1989 r. Ich nazwiska zostały ujawnione w ramach ustawy o IPN, która odtajnia materiały służb specjalnych PRL. Wcześniej szpiedzy, którzy pracowali dla niepodległej Polski, byli chronieni w tzw. zbiorze zastrzeżonym. Ale od końca 2016 r. decyzją szefów służb zbiór ten był odtajniany. Efekt? – Wystarczy ogólna sygnatura akt i mamy cały polski wywiad jak na dłoni – tłumaczy nasz rozmówca.

Dane z inwentarza IPN

Ta sygnatura to dla wywiadu 003175. Po wpisaniu jej w wyszukiwarkę „Inwentarza archiwalnego” pokazują się 973 zapisy. Przy większości z nich informacja o starej sygnaturze oznaczonej literą „Z”, czyli „Zastrzeżone”. To dane personalne szpiegów i oficerów wywiadu, zarówno tych z czasów zimnej wojny, jak i tych, którzy działali w końcówce PRL, a potem w III RP. Są tam oficerowie urodzeni w latach 60. (jest nawet rocznik ’68), co znaczy, że większość ich służby przypada na lata po upadku komunizmu. Ujawnione zostały zarówno ich prawdziwe nazwiska, jak i te, pod którymi występowali jako „oficerowie pod przykryciem” lub „nielegałowie”, najgłębiej utajnieni szpiedzy przez lata mieszkający za granicą.

Przykłady? „Inwentarz” potwierdza, że oficerem wywiadu był Mariusz Kazana, szef protokołu dyplomatycznego MSZ, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Z samego katalogu można się dowiedzieć, że jako oficer nosił nazwisko legalizacyjne Czarski, a do służby wstąpił w 1986 roku. W otwartych zasobach są dostępne trzy teczki Kazany – jedna z MSW i dwie z czasów jego służby wojskowej.

W „Inwentarzu” jako polski szpieg zdemaskowany jest też Jarosław Skonieczka. To jeden z urzędników, którzy wprowadzali Polskę do NATO. W połowie pierwszej dekady XXI w. był szefem wydziału ds. partnerstwa z krajami trzecimi w NATO. Do dziś pracuje w centrali Sojuszu. Spis podaje jego nazwisko legalizacyjne – Kutrzeba. Reszta dostępna w aktach.

W katalogu można też znaleźć operacyjne nazwiska dwóch polskich oficerów, którzy w latach 90. zginęli w Libii i Libanie, pełniąc służbę jako „oficerowie pod przykryciem”. Ich bliscy do dzisiaj dostają renty rodzinne, które w ramach ustawy dezubekizacyjnej mają być obniżone do 1500 zł brutto. Rodziny tych oficerów nie są nawet w stanie wystąpić do MSWiA o zastosowanie wobec nich procedury wyjęcia spod działania ustawy, bo nie znają szczegółów służby. Nie ma do nich dostępu samo ministerstwo.

1,6 mln rekordów z IPN

„Inwentarz archiwalny” to ten sam spis, który w 2004 r. wyciekł z IPN jako tzw. lista Wildsteina (od nazwiska prawicowego publicysty, który twierdzi, że wyniósł listę). Wtedy jednak spis liczył ok. 160 tys. nazwisk. Teraz ma ponad 1,6 mln tzw. rekordów. W większości to nazwiska.

Przez lata „Inwentarz” był dostępny tylko w archiwum Instytutu, jednak od 2012 r. można z niego korzystać poza IPN. Od 2016 r. trafiają do niego materiały ze zbioru zastrzeżonego, dotyczące m.in. pozytywnie zweryfikowanych oficerów i agentury przejętej przez służby III RP. Decyzja w sprawie ostatecznej likwidacji „zbioru zastrzeżonego” zapadła w marcu 2017 r. Naciskało na nią wybrane przez obecny rząd Kolegium IPN. Główną rolę odegrał w tym Sławomir Cenckiewicz, wiceszef Kolegium, były likwidator WSI i zwolennik lustracji. Wtedy w „Inwentarzu” znalazła się większość danych ludzi pracujących dla wywiadu.

W TAMTYCH CZASACH PREMIER NIE BYŁ MALOWANY… CZEŚĆ PAMIĘCI TADEUSZA MAZOWIECKIEGO!

Katarzyna Kolenda-Zalewska pisze o lepszych i gorszych ofiarach smoleńskich. Jakiekolwiek inne życie zamarło. Najważniejsze osoby w państwie słowem i czynem pokazywały prezesowi, że to one najlepiej czczą pamięć 10 kwietnia. I wyborcom PiS, bo także o nich – już poza głową prezesa – zaczęła się poważna walka.

Pani premier zorganizowała akademię ku czci, na której prezes podzielił się pojednawczą refleksją o lepszej części narodu, która cierpiała naprawdę, w przeciwieństwie do tych, którzy cierpieli na niby, a tak naprawdę to chyba się cieszyli, bo jak to inaczej rozumieć. Pani Szydło z panią Kempą już wcześniej wyczuły, że były ofiary lepsze i gorsze, i o tych gorszych w ich mniemaniu postanowiły zapomnieć. Po co na tablicy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów prezes ma widzieć nazwisko wicepremier Jarugi-Nowackiej obok nazwiska Przemysława Gosiewskiego.Z porannego nastroju, kiedy to łzy kręciły się w oczach, patrząc na twarze tych, którzy zginęli, nie pozostał już prawie ślad.

Żadnego pojednania, żadnej wspólnoty. Prezydent zrozumiał to przesłanie najlepiej, bo w zeszłym roku jeszcze nie zrozumiał i wyskoczył z jakimś wybaczaniem. Prezes szybko ustawił go wtedy w szeregu, więc teraz prezydent błędu już nie popełnił. Z pełnego patosu przemówienia nie zostało nic poza obrazem całkowitej podległości. Było ono nie oddaniem czci, ale hołdu.

Do rywalizacji stanął też minister obrony narodowej. Prezes cały czas mówi o zbliżaniu się do prawdy, więc Macierewicz dał mu tę prawdę na tacy. Może jeszcze nie ma dowodów na zamach, ale są dowody na wybuchy. Jak mówi szef smoleńskiej podkomisji, stuprocentowo pewne. Wyborcy PiS są zachwyceni aktywnością szefa MON w sprawie katastrofy, a on dzięki ich lojalności buduje sobie polityczne zaplecze na tyle poważne, że nawet prezes zaczyna dostrzegać, że coś wymyka mu się spod kontroli.

Ogrodzona przestrzeń wokół Pałacu Prezydenckiego najdobitniej pokazuje, że władza życzy sobie świętować rocznicę w swoim gronie. Zawłaszczone miejsce pamięci staje się symbolem dzielenia społeczeństwa na tych, którzy rzekomo cierpieli, i na tych, którzy tylko cierpienie udawali. Niezapraszanie rodzin ofiar nie swoich na państwowe uroczystości to wyraz większego przemysłu pogardy niż jakakolwiek krytyka, która padła pod adresem Lecha Kaczyńskiego.

Rządzący dali jasno do zrozumienia. To nasza rocznica i wara wam od niej. Nie chcemy was tutaj. Nie będzie wspólnego świętowania, nie będzie też wspólnej pracy, współdziałania, łączących nas spraw. Jesteśmy od was innym, lepszym narodem.

Smutna była ta rocznica, ale wnioski z niej płynące są jeszcze smutniejsze.

ZAPLANUJCIE SOBIE W KALENDARZACH. TO JUŻ NIE SĄ ŻARTY. WYJDŹMY WSZYSCY MANIFESTOWAĆ WOLNOŚĆ, KTÓRĄ JESZCZE MAMY I KTÓREJ TRZEBA BRONIĆ!

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku, jako pani Pelagii.

Pani Pelagia bardziej mi pasuje do Mariusza Błaszczaka niż Mariusz z „Ucha Prezesa”, Pelagia ponadto pasuje wybitnie do takiego Bartosza Kownackiego, który wszak jest od bombek, jak rozmówczyni Zenona Laskowika „Z tyłu sklepu”.

PiS stoi Pelagiami nie tylko z powodów intelektualnych, ale też estetycznych, choć ubrani w drogie garnitury, to ze względu na „parcianą retorykę” („Potęga smaku” Zbyszka Herberta) są tymi skołtunionymi paniami Pelagiami.

„Pani Pelagia” Kownacki mianował akwarystę (od rybek na sprzedaż) Krzysztofa Kozłowskiego na szefa fabryki „bombek” Nitro-Chemu, największego w NATO producenta trotylu. Czy z tego wyniknie wielkie „buum!”? Z pewnością, acz może nie z tą fabryką, to prawem statystycznym coś pójdzie z „hukiem, z dymem”. Nieprzypadkowo PiS zdarzyła się katastrofa smoleńska, nieprzypadkowo rozwalają pancerne limuzyny. Niedołęstwo zawsze podobnie skutkuje.

„buum!” może pójść gospodarka, zbliżamy się do Grecji, nie będzie to jednak „taka piękna katastrofa” Zorby, ale Morawieckiego. Ten też jest Pelagią, innych prezes nie toleruje.

„Pelagia” Błaszczak zasłynął już „polskimi obozami kontenerowymi”. Wyobraźnia go jednak nie poniosła, bo zapowiedział, że tak jak w obozach koncentracyjnych, w jego obozach kontenerowych dla uchodźców będą druty kolczaste. Może nie doczytała Pelagia, że trzeba prąd puścić drutami, ale to przed nią, bo po wtorku wszak następuje środa.

„Pelagia” wypowiadał się w Polskim Radiu w programie 1 na temat „problemu wizerunkowego”, a miało PiS ten problem z powodu Bartłomieja Misiewicza. Ale co tam! – od czego jest „nasz lider, pan premier…”. Zrazu sobie pomyślałem, że Pelagia bawi się płciami, jak ja, takie polityczne gender, zresztą uprawiane przez Szekspira (pomyślałem, że Szydło jest „panem premierem”), lecz Błaszczak nie potrafi tego robić, bo mu kołtun zawadza, tym „panem premierem” jest… Kaczyński.

O, żesz. To Pelagii się „cofło” do lat 2006-2007. „Okazało się, że była potrzebna komisja, że była potrzebna interwencja lidera PiS, premiera Jarosława Kaczyńskiego, żeby ten problem zamknąć”. Komisja dla jednego Misiewicza, który ledwo zdał maturę i nie zrobił nawet licencjatu u Rydzyka? Czterech chłopa do wykopania jednego nieuka? No i Pelagia Błaszczak mnie nie zawiodła, bo to nie wina PiS. Tak jest! „Sprawa została rozwiązana. Nasi poprzednicy tylko przyklepywali sprawy”. Znaczy się, sprawa Misiewicza została załatwiona, bo poprzednicy – PO-PSL – przyklepywali… Misiewicza.

Takie Pelagie ma PiS: Błaszczak, Kownacki, Jaki… Budowniczy polskich obozów kontenerowych z drutem kolczastym, na razie bez prądu.

I CIERPLIWOŚĆ PREZYDENTA SIĘ WYCZERPAŁA 🙂 W TYM JEDNYM LIŚCIE WIDAĆ JAK BARDZO MACIEREWICZ LEKCEWAŻY DUDĘ.

Kleofas Wieniawa pisze o walce między Dudą a Macierewiczem.

Andrzej Duda poczuł juchę i postanowił wykorzystać okazję, aby dobić Antoniego Macierewicza. Nie tylko za upokorzenia, które zaznał, ale by zyskać jakąś pozycję w PiS. Wyciekł list Dudy do Macierewicza (z wiadomością dla Beary Szydło), w którym domaga zajęcia stanowiska w sprawie listów Biura Bezpieczeństwa Narodowego dotyczących ”szczególnego znaczenie dla bezpieczeństwa państwa”. Jest to pisowski enigmatyczny język, bo nie wiadomo dokładnie czego list dotyczy.

Czy Duda ma szanse?

Dobić Macierewicza – tak. Bo ministra obrony już nie da się schować w katakumbach, jak w czasie kampanii wyborczej do parlamentu, gdy Jarosława Gowina wyciągnięto za uszy i przedstawiono, jako królika do funkcji szefa MON.

Macierewicz będzie walczył, a drzazgi będą śmigać. Zagrozi Jarosławowi Kaczyńskiemu, ten ostatni może zechcieć postawić na Dudę, lecz prezydent z kolei wie, iż bez radykalnego postawienia się, grozi mu już 2020 roku Trybunał Stanu.

Przy czym Duda nie ma żadnego charakteru i jest marny politycznie. Tak! – władza PiS się sypie. Czy opozycja będzie potrafiła to wykorzystać?

Wcale nie potrzebny jest Donald Tusk, aby wbić kołek osikowy politykom PiS. Duda w cuglach przegra wybory choćby z Rafałem Trzaskowskim.

Erozja PiS szybko może przybrac postać lawiny. Mądrość opozycji wyrazić się winna tym, że potrafi przeciwdziałać by Polska nie spadła w przepaść wraz z PiS.

Czy opozycję stać na to? Czy są takie siły jak w 1989 roku? Mam sporo wątpliwości. Polscy politycy – jak w PRL-u – to niedojrzali ludzie, polska demokracja niemal skapitulowała przed takim satrapą na drabince z Tesco jak prezes Kaczyński.

I JESZCZE JEDEN I JESZCZE RAZ!!! KOCHAMY PANA PANIE JURKU

>>>

Powrót do przyszłości.

A TO DOBRE :))))

Sondaż zbiorczy dla opozycji i dla PiS wygląda przerażająco dla Jarosława Kaczyńskiego. Na jego miejscu robiłbym w portki. 42 do 29.

W Polsacie News Dariusz Ociepa komentował wotum nieufności i sondaż, który pokazuje, że PiS przegrywa z opozycją i nie może powoływać się na suwerena.

Dariusz Ociepa: To fenomen takich jak ten wniosków o konstruktywne wotum nieufności dla rządu. Choć już na starcie wiadomo, że wniosek nie ma szans, to i tak wszyscy o nim mówią.

— I O TO CHODZI PLATFORMIE – Ociepa dalej: Wałkować temat porażki Brukseli ile się da.

— PO WYBORZE TUSKA NA DRUGĄ KADENCJĘ PLATFORMA DOSTAŁA WIATRU W ŻAGLE – Ociepa: Tak blisko PiS Platforma nie była od wyborów.

— GDYBY DO WYNIKU PO DODAĆ TEN NOWOCZESNEJ I PSL, PIS PRZEGRAŁOBY – Ociepa dalej: To tylko dwa punkty różnicy, a gdyby do wyniku Platformy dodać ten Nowoczesnej i ludowców, PiS przegrałoby z opozycją.

I drugi sondaż – jeszcze gorszy dla rządzących.

Sondaż IBRiS: Złe oceny Dudy i Szydło

– Oceny czołowych polityków mają duży związek z notowaniami partii, z której się wywodzą – tłumaczy politolog dr hab. Ewa Marciniak. – A PiS wyraźnie przeszacowało siłę Polski na arenie unijnej i swe nieprzejednane stanowisko w sprawie reelekcji Donalda Tuska. Koszty są więc większe niż zyski, które partia próbuje generować.

SUWEREN OCENIŁ PiS. TO POCZĄTEK KOŃCA FATALNEJ ZMIANY

Zbonikowski – seksoholik z PiS.

News Kolejna odsłona serialu i jego przygody z wymiar. Ciąg dalszy będzie zły

DOŁĄCZ DO NAS, JEŚLI WOLISZ POLSKĘ NIŻ WOLSKĘ

Waldemar Mystkowski pisze o Saryusz-Wolskim.

Saryusz-Wolski jako Judasz chce jednak zatrzymać 30 srebrników

Jacek Saryusz-Wolski był szarą polityczną eminencją, która dobrze wpisała się w przyszłe podręczniki historii, acz nie jako postać centralna. I tak powinien skończyć, następne pokolenia wskazywałyby go jako dumę rodu, którą znajduje się w przypisach do ważnych dat, zdarzeń, postaci. Czy to złe?

Wybitniejsi od Saryusz-Wolskiego „gorzej” kończyli. Ale Saryusz-Wolski gorzej skończy niż na to zasługuje. Swoje zasługi grzebie pod swoją małością, co daje asumpt do podejrzenia, iż był przeceniany przez innych. To dość powszechne zjawisko i tacy ludzie, gdy nie znajdą się w głównym nurcie jako skrzywdzeni, pompują swoje ego.

Do tego Saryusz-Wolski nie jest esencjonalnym politykiem, raczej jego osoba wysługiwała się politykom swoją fachowością. O jego politycznym światopoglądzie trudno mówić, bo nie dał się głębiej poznać, a twórczość internetowa, którą uprawia głównie na Twitterze klasyfikuje go jako Ezopa, a o ile mi wiadomo takiej ideologii nie ma, a jeżeli byłaby to trudno byłoby ją spozycjonować – li to lewica, czy prawica? I takiego „ni pies, ni wydra” upolowali i wykorzystali pisowcy. Jakie zawarł umowy towarzysko-polityczne, trudno orzec, choć pisał o tym „Newsweek”, ale to wiedza z trzeciej, czwartej ręki, a więc wiarygodność, jak w głuchym telefonie: jeden drugiemu powiedział.

Saryusz-Wolski, godząc się na zdradę – na Targowicę partyjną – musiał mieć świadomość, jakiego podejmuje się zadania. Mianowicie wykluczenia z partii, z której listy dostał się do Parlamentu Europejskiego, czyli z Platformy Obywatelskiej, wykluczał się z partii brukselskiej – rodziny partii chadeckich – i wykluczał się z profitów brukselskich. Musiał to wiedzieć, a więc na coś liczył ze strony PiS, bo nie liczył, że jego nieznana szerzej osoba wygra z Donaldem Tuskiem, tym bardziej, że Traktat Europejski nie przewiduje bezpośredniej konfrontacji kandydata z przewodniczącym Rady Europejskiej, ubiegającego się o reelekcję.
Saryusz-Wolski dokonał więc samowykluczenia, zdrady Platformy Obywatelskiej, dokonał politycznego seppuku. Po takiej śmierci zadanej własną ręką musiał na coś liczyć od tych, którym dał się wykorzystać, dla których miał być taranem ich potrzeb politycznych.

Krótko pisząc: Saryusz-Wolskiemu coś obiecano? Co? A jeżeli zawierał pakt z takim podmiotem, jak partia Jarosława Kaczyńskiego to należało spisać jakiś dokument, bo słowo u „pana” prezesa jest bezwartościowe. Czy Saryusz-Wolski spisał swoją cenę, za którą wystąpi w beznadziejnej misji. Czym jest jego „30 srebrników”?

Piszę to, gdyż Saryusz-Wolski, niepogodzony z utratą apanaży w Parlamencie Europejskim, lamentuje, że został wyrzucony z komisji spraw zagranicznych i komisji ds. konstytucyjnych europarlamentu, które jak w każdym ciele przedstawicielskim podlegają przetargom partyjnym. Partia, z której został wyrzucony, zachowuje wakat do obsady i właśnie tego dokonała. W owych komisjach na miejsce byłego polityka Platformy wskoczyli Julia Pitera i Michał Boni.

Saryusz-Wolski dokonał seppuku na rzecz PiS, które winno mu wynagrodzić zdradę. Za 30 srebrników Judasza kupiono ziemię pod Hakeldamę, cmentarz dla pielgrzymów.

Utratę apanaży winien Saryusz-Wolski rekompensować sobie w PiS bądź odzyskaniem stanowisk, ale z puli rodziny politycznej PiS w Parlamencie Europejskim albo w innej gratyfikacji. Polityk zapowiada odwołanie do Trybunału Sprawiedliwości UE. Jest to jakieś znamię czasu, kiedyś Judasz Iskariota dokonał seppuku (no, obwiesił się), dzisiaj Judasz chce zatrzymać przywileje, zatrzymać 30 srebrników. Nie godzi się na Hakeldamę, co dzisiaj da się przetłumaczyć, jako śmietnik historii. Podejrzewam najgorsze dla Saryusz-Wolskiego, Kaczyński potraktował go pocałunkiem śmierci.

CZY KTOŚ WIE, ILE PIENIĘDZY WYCIĄGAJĄ Z NASZYCH PODATKÓW, ABY JEŹDZIĆ Z CAŁĄ ŚWITĄ NA WAWEL?

WOTUM NIEUFNOŚCI WOBEC RZĄDU PiS – W PEŁNI ZASADNE. TAKIEJ BEZCZELNEJ PROPAGANDY I KŁAMSTWA NAWET ZA KOMUNY NIE BYŁO

>>>